Blog

  • Ciemne lochy

    Ciemne, zmurszałe lochy oświetlone jedynie słabym światłem pochodni. Drewniana prycza na stałe umocowana do ściany. Bardzo rzadko zmienia się na niej siano, a stare jest już tak wytarte i przesiąknięte potem, że przypomina ściółkę z końskim łajnem. Po przeciwnej stronie pomieszczenia, tuż za grubymi kratami z przerdzewiałym zamkiem, od czasu do czasu pojawiał się mężczyzna. Ciężkie podkute blachą buty stukały o kamienną posadzkę, a w miejscach zagłębień, gdzie spotykały się ścieki z okolicznych cel, słychać było plusk. Ubrany zawsze w ten sam sposób: brązową bluzę z dużym kapturem i ciemne spodnie intensywnie opinające mięśnie ud. Na brzuchu, na skórzanym pasie wisiał plik kluczy na dużym kole i nie odłączny, pleciony ze świńskiej skóry bicz. Teraz znowu pojawił się owy mężczyzna, zarośnięty i nie świeży. Wpatrywał się nachalnym wzrokiem w leżącą na pryczy kobietę. Przeszywał ją wzrokiem nie pozwalając zachować choć cień intymności. Oglądał jej ciało okryte podartą sukienką i czarne, potargane włosy, które niczym woal przysłaniały jej twarz, ramiona, aż do pasa. Zachwycał go ten widok. Zdjął dłoń z pasa i przykrył nią genitalia. Masował je czując jak napływa pragnienie. Leniwie wyjął bicz z za pasa i strzelił nim gniewnie o kraty. Kobieta gwałtownie skuliła się na posłaniu, gdy w zamku zazgrzytał klucz. Potężny mężczyzna przyglądał się nagim udom z sadystycznym uśmiechem. Bez ostrzeżenia, bez cienia delikatności, gwałtownie szarpnął czarne włosy, ściągając ciało dziewczyny na podłogę przed sobą. Ponownie zwinęła się ze strachu. Nie spodobało mu się to. Podniósł rękę do góry, po czym spuścił ją przecinając powietrze raz, drugi, trzeci. Zrozumiała. Wiła się u jego stóp Ponownie złapał za włosy i szarpnął do góry zmuszając do klęku. Końcem bicza wskazał swoje krocze. Drżącymi dłońmi wyjęła jeszcze zbyt ciężką męskość. Powoli wsuwała ją do ust, zwilżyła czubek, a potem centymetr po centymetrze. Robiła to delikatnie, rytmicznie przybierając na prędkości, aż z dziką furią zaczęła lizać jądra i nasycać się olbrzymem, którego jej dano. Widać „dość” pomyślał strażnik odpychając ją od siebie. A ona rwała się i próbowała siłą ponownie go dotknąć, Więc znowu ją uderzył i jeszcze raz. Wydawało się, że to ją uspokaja. Uwielbiał gdy wiła się na ziemi, wciskając dłonie między złączone uda, ale jeszcze bardziej lubił dziwki zniewolone. Uderzył jeszcze raz, wskazując biczem ścianę. Posłusznie stanęła przy niej. Nad głową, na dwóch łańcuchach wisiały metalowe okucia, dla więźniów skazanych na śmierć głodową. Przykuł unieruchamiając wysoko szczupłe nadgarstki. Nagle naga, nabrzmiała pierś przykuła jego wzrok. Dotknął ją lekko biczem i zapragnął wessać się w to blade ciało. Więc ssał je i gryzł czując, jak twarde sutki unoszą się i opadają w nie spokojnym oddechu. Widział jak jej biodra falują, jak rozsuwa nogi próbując go dotknąć i natrafia na gładki koniec bicza, który wciąż trzymał w dłoni. Zaczął ją drażnić, z początku leniwie muskając wargi sromowe. Sądził, że będzie się bała, ale ona tego chciała i jęczała wręcz wsuwając trzonek bicza głębiej. Zrobił to powoli, po czym wysunął z powrotem. „Dobra zabawa” pomyślał i zanurzył go ponownie, tym razem głębiej. Powtarzał tę czynność kilka krotnie i za każdym razem głębiej. Bicz wszedł prawie cały, gdy dziewczyna zacisnęła uda w spazmatycznych drgawkach. Strażnik  wyjął skórzany przedmiot cały mokry od kobiecego ciała.

                    – Zobacz co zrobiłaś dziwko! – krzyknął uderzając ją w twarz – teraz ci pokażę!

    Potężną dłonią odwrócił ją przodem do ściany. Odkrył plecy zrywając resztki ubrania. Zanim brudny materiał spadł na posadzkę, rzemienie śmigały w powietrzu, robiąc krwawe pręgi. Krzyczała, płakała i błagała o litość, gdy on z upodobaniem w oczach uderzał kolejny raz. Nagle wyrzucił bicz z dłoni i nie zwracając uwagi na kobiecy szloch, objął ją w pasie i wszedł w nią od tyłu. Zrobił to gwałtownie i brutalnie. Krew rozmazująca się na jego piersi podsycała zwierzęcą chuć. Aż przyszedł moment nasycenia, a ostatnia kropla życiodajnego soku wyciekała na zewnątrz. Teraz był zadowolony. Poprawił ubranie, odpiął ciężkie bransolety i wyszedł nie zauważając jak kobiece ciało upada, zwijając się w kłębek i próbując się okryć podartym materiałem.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Podła Ala
  • Trauma

    To było jak koszmar, trauma, której do końca życia nie wymażę z
    pamięci….
    Sklep opustoszał, kraty zamknięte, światła przygaszone. Dwoje ludzi snuło się jeszcze po sklepie.  
    On liczył kasę, ona – szefowa poprawiała ostatnie pudełka. Mimo zmęczonej twarzy oczy błyszczały w nerwowych spojrzeniach.
    Niepewna, niezdecydowanie czaiła się na swoją ofiarę – młodego pracownika.
    Jak modliszka obchodziła ladę by sięgając kubek po kawie, obetrzeć obfitym biustem o szczupłe barki.
    Męskie plecy wyprostowały się gwałtownie. Osłupiały trwał w tej dziwnej pozycji dopóki nie położyła mu krótkich paluszków na ramieniu.
    Pulchnym kciukiem musnęła kark i mrużąc oczy czekała pożądaną reakcje.  
    Przez chwilę analizował sytuacje. Uległ atmosferze czy rozsądkowi, trudno powiedzieć, ponieważ jego twarz nie wyrażała żadnych emocji.  
    Lekko tylko przechylając głowę pocałował dłoń na swoim ramieniu.  
    Znak jak pozwolenie – zgoda niemo wypowiedziana wykwitła uśmiechem na jej twarzy.
    Odwrócił się do niej przodem. Drżącymi dłońmi próbował objąć talię, ale nie mógł jej znaleźć… wspięła się na palce oczekując pocałunku,
    na co on bełkocząc przeprosiny poszedł dogasić światła. Głębokie westchnienie poprzedziło jego powrót.  Czekała z wyciągniętymi ramionami.
    Wspięła się na palce by sięgnąć ust. W ciszy, w słabym blasku lamp z korytarza szukał rytmu jej zachłannych pocałunków.
    Dłońmi masował kobiece plecy. Jęknęła cicho z rozkoszy. Kładąc jego gesty na karby niedoświadczenia przejęła niecierpliwie inicjatywę.
    Kierując męską dłoń na obfity cycek domagała się pieszczot stwardniała łych brodawek.  
    Nie tracąc czasu rozpięła lniane spodnie by mogły swobodnie opaść na podłogę.  
    Chciał objąć dłońmi krągłe pośladki, ale były zbyt nisko.  Przyjemna woń drogich perfum unosiła się wokół jej włosów.  
    Przesuwając dłoń wzdłuż  biodra szukał brzegu jedwabnych majtek.
    – Będziesz delikatny?
    – A co, jesteś dziewicą? – nie dostrzegając w tych słowach ironii, zaśmiała się nerwowo.  
    Zmusił się do wsunięcia dłoni w damskie majtki.  Jęknęła jak by dostawała spazmów… to było takie proste, bez ikry.
    Może być coś gorszego?  Obrzydzenie urosło ponad miarę, nie mógł go już ignorować.  
    Wyswobodził dłoń jak by zaczęła go palić. Wytarł niewidzialny bród w koszulkę odchodząc od lady.  
    Zabrał plecak i wyszedł, zostawiając skamieniałą postać w cieniu.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Podła Ala
  • Bodygard

    Późny wieczór upalnego lata. Jest ciemno i duszno, cicho i spokojnie. W taką pogodę jak dziś nie chce się wychodzić z domu, no chyba, że trzeba. Ja musiałam przejść się do sklepu. O tej porze tylko jeden z pobliskich supermarketów może posiadać jeszcze chlebek. To zadziwiające, że w sklepie może być tak dużo osób. Jakby każdy człowiek znajdujący się w tej okolicy lgnął właśnie do tego sklepu. Tutaj jest chłodniej, ludzie obijają się wózkami, przekładają towar na półkach, dyskutują i pchają się do kasy. Całego tego bałaganu pilnuje kilku mężczyzn, w czarnych bojówkach, kamizelkach kuloodpornych, glanach itp. Wyglądają dość atrakcyjnie, zwłaszcza jeden z nich. Przystojny mężczyzna o władczym sposobie bycia. No cóż, chyba powinnam się właściwie przyznać, że nie chleb był powodem mojej wyprawy do sklepu…
    Wiem, że czasami na mnie patrzy i przebiegają mi wtedy ciarki po plecach. Marzę sobie wtedy, że może mnie zatrzyma i będzie chciał zrewidować, sam na sam…
    Chlebek mam już w koszyku, zapłaciłam i nie pozostaje mi nic innego, jak iść do domu. Ostatnie spojrzenie w kierunku mojego ochroniarza. A on patrzy na mnie. Zaparło mi dech w piersi, odwróciłam wzrok i uciekam. Za drzwiami uderza fala parnego powietrza, skóra staje się lepka. Odchodzę pomału od rozświetlonego marketu w ciemność spokojnych ulic.
    Jestem blisko domu, na jednej z osiedlowych uliczek. Niskie okrągłe lampiony pożółkłym światłem oblewają chodnik, a kaskady bluszczu oblepiające parkany po obu stronach ulicy połyskując odbijają nie naturalne światło. W bluszczu tym mieszka chyba z tysiąc koników polnych. I każdy z nich cyka grając własną melodię. Tysiąc koników, tysiąc melodii, zlewających się w jeden ogłuszający dźwięk. Dźwięk, który oszałamia, w którym można się zatracić, który zagłusza kroki glanów stąpających tuż za mną. A gdy ciężka, męska dłoń pada na moje ramię, zatrzymując w pół kroku, braknie mi tchu i z przerażeniem odwracam wzrok. Cykanie świerszczy cichnie w głuchych uderzeniach mojego serca. Nie strach jest powodem tej arytmii, lecz ochroniarz, mój ochroniarz, który właśnie otula mnie ramionami i przywiera gorącymi ustami do moich rozwartych ust. Oddaje mu emocje, którymi mnie oblewa. Wtulam się w szerokie barki, zagłębiam dłonie pod twardą kamizelkę obejmując męskie łopatki. Boskie porywy serca owładnęły moim ciałem. Chcę trwać wiecznie w jego uścisku, nawet w gęstym bluszczu, o który mnie opiera swym ciałem. Pragnęłam tego. Już tamtego dnia…
                    Wracałam do domu po rutynowych zakupach nieco zawiedziona, ponieważ mojego ochroniarza nie było tego dnia w sklepie. Lekko zdołowana wchodziłam mozolnie na ostatnie piętro. Światło gasło, co chwila i klatkę schodową oblewał półmrok. Dotarłam do drzwi i zdążyłam przekręcić klucz, gdy światło zgasło po raz kolejny. Z lekką irytacją odwróciłam się by sięgnąć do kontaktu, wtedy go zobaczyłam. Zbliżał się szybko z wyciągniętą ręką. Moje ciało sparaliżowało przerażenie, nie zrobiłam nic. Czekałam, aż podejdzie i zrobi to, na co będzie miał ochotę. I zrobił to!!! Objął dłonią moją szyję i wessał się w pocałunku, przygniatając moje zemdlone ciało do drzwi. To był on… Nie miał na sobie tego roboczego mundurku, ale nawet w półmroku poznałabym tę sylwetkę. Po chwili odrętwienia zdałam sobie sprawę, że to, co się dzieje nie jest wytworem mojej wyobraźni, ale jawą, realnym zdarzeniem i nie powinno się dziać. Ale on całował tak cudnie. Dręczył mnie ustami, nie dawał odpocząć i domagał się jeszcze. A ja nie mogłam się oprzeć jego dotykowi. Całował coraz mocniej, gwałtowniej. Nogi nie chciały już stać. Zaczęłam się osuwać, więc otworzył drzwi, uniósł na rękach i wkroczył do domu.
    –          Gdzie? – Spytał szeptem.
    –          Tam – wskazałam sypialnię – Drzwi!!! – krzyknęłam.                                                                                    
    Zatrzasnął je kopniakiem i ruszył w stronę mrocznego pokoju. Tam na środku stało szerokie łóżko, reszta mebli nie miała znaczenia. Położył mnie na nim niemal rzucając. Wsunął kolano między uda i znowu zaczął całować, tak samo intensywnie. Chciałam go dotknąć, ale nie pozwolił. Przyciskał nadgarstki do pościeli górując nade mną. Dopiero, kiedy zdjął zemnie bluzkę, puścił dłonie. Teraz mogłam się upewnić, jak bardzo jest prawdziwy. Najpierw zbadałam twarz, włosy, kark. Później plecy i klatkę piersiową. Domagałam się, żeby zdjął koszulkę – był posłuszny i natychmiast zrobił to o co go niemo prosiłam. Dotykałam wypracowanych mięśni i z niecierpliwością czekałam co będzie dalej. Kolejne części garderoby opadały na podłogę. Męskie dłonie były wszędzie. Nawet, kiedy przestał i po nasyceniu oszołomieni leżeliśmy na pogniecionej pościeli, czułam jeszcze jego dotyk. Gdy wtulał twarz w zagłębienie mojej szyi, a pulsowanie wewnątrz pomału cichło, docierała do mnie świadomość tego co właśnie się stało.
    –          Kim jesteś? – spytałam nieco zawstydzona.
    –          Nie znasz mnie? Przecież widujemy się prawie codziennie.                                                                                  
    Speszyła mnie ta odpowiedź.         
    –          Wiem kim jesteś, ale co tutaj robisz? – zapadła chwila ciszy.
    –          Przyszedłem na rekonesans, – przytłumiony głos szeptał wprost do mojego ucha.
    –          Nie rozumiem – głaskałam rękę, którą mnie obejmował i zastanawiałam się ile musiał nad nią pracować.
    –          Moim obowiązkiem jest sprawdzać nader… interesujących klientów naszego sklepu.
    –          I co stwierdziłeś? – Po tonie głosu wiedziałam, że się uśmiecha.
    –          Po rekonesansie i rewizji stwierdzam,…  że należy panią zbadać dogłębniej.                                     
    Ciarki oblały moje ciało, a podniecenie na nowo zaczęło pulsować. Pieścił szyję, ramiona, piersi… wszystko zaczynało się od nowa.
    Spałam, gdy wychodził.
                    A teraz wsysał się we mnie w gęstym bluszczu, nie opodal domu.
    –          Nie pożegnałeś się wczoraj – słowa zabrzmiały z lekkim wyrzutem.
    –          Byłaś zbyt zmęczona, żeby się żegnać… – przygryzł opuszek mojego ucha. – Jeśli chcesz, dzisiaj popracujemy nad pożegnaniem.
    –          Wolała bym się witać.
    Rozsądek ucichł, a słowa które mówiłam z trudem składały się w zdania.
    –          Ze wszystkimi klientkami tak się witasz?
    –          Nie wszystkie klientki oblewają mnie takimi spojrzeniami…
    Więc zauważył. To upokarzające. Leciałam na niego, a on to wykorzystał. Zrobiło mi się przykro. Nie miałam już ochoty go całować.
    Opuściłam głowę i zastanawiałam się co dalej.
    –          Ale też nie każda klientka tak na mnie działa jak ty.
    Te słowa wystarczyły, by zniknęły opory. Czułam się wyjątkowo, chciał być ze mną, właśnie ze mną. To było cudowne. Oddałam jego pocałunki i pozwoliłam się unieść emocjom. Zastanawiałam się czy weźmie mnie tutaj na ulicy, ale on ciężko westchnął i ścisnął mnie w twardym uścisku.
    –          Muszę wracać – mówił z żalem.
    –     Jeszcze – spojrzał na zegarek  – półtorej godzinki. Jeśli nie będziesz spała, wpadnę się przywitać.
     Przytuliłam czoło do jego piersi.
    –          Zostawię otwarte drzwi – z uśmiechem spojrzałam w te błękitne oczy.
    –          Więc do zobaczenia.
    Zostawił mnie w podnieceniu. Patrzyłam jak odchodzi z nisko pochyloną głową, cicho stąpając w wojskowych glanach. W swoim czarnym ubraniu zlewał się z otoczeniem.
    Z sercem na skrzydłach dotarłam do domu, wykąpałam się i położyłam. A gdy po 23 drzwi uchyliły się cicho, wiedziałam że to mój ochroniarz. Rozebrał się i wślizgnął pod kołdrę. Przytulił się do moich pleców, objął ręką i pocałował w ramię.
    –          Nie możesz spać przy otwartych drzwiach, jutro dorobię sobie klucz.
    –          Nie daje się kluczy nieznajomym, – zażartowałam.
    –          Hm… mam na imię Wojtek.
    –          A ja Iza.
    –          Dobrze, skoro oficjalną prezentację mamy już za sobą, – dłonią przykrył pierś, – możesz zdać mi jutro klucze. – Szeptał całując kark.
    –          Nie za szybko się to toczy?
    –          Jeśli nie przeszkadza to ani tobie, ani mnie, to chyba nie ma w tym nic złego. – Pieścił odbierając swobodę myślenia. – A poza tym mam już dość zastanawiania się „jak do ciebie podejść?”
    –          Naprawdę?
    –          Hm – co miało znaczyć TAK.
    Ostatnie myśli, które tej nocy przebiegły przez moją głowę, dotyczyły Wojtka.
    Któż mógłby wiedzieć, czy akurat ta znajomość ma szansę przetrwać. Więc dlaczego nie mielibyśmy spróbować, zwarzywszy że oboje tego chcemy…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Podła Ala
  • Jestem farciarzem?

    Jestem farciarzem?

    Nigdy bym nie pomyślał mijając ja na ulicy…

    Dziewczyna, nie – kobieta, bo starsza ode mnie o 8 lat, stateczna

    Mężatka i ja dzieciak, który nie zasmakował jeszcze życia…

    Zaczęło się niepozornie. Od zdawkowej rozmowy, ale było w niej coś

    Co nie pozwoliło mi później przejść koło niej obojętnie. Tak całkiem

    Przypadkiem wychodziłem z domu, kiedy mijała moje okna… Szukałem pretekstu, żeby zostać z nią dłużej. Jak się później okazało, ona robiła to samo. Aż

    Któregoś dnia zaprosiła mnie… oczywiście po to by odzyskać jakiś tam skasowany plik… Mówiła, ze boli ja bark, a ja przecież mogłem go wymasować… Nie było w tym nic romantycznego, bo kiedy skończyłem masaż, a mój członek stał w pełnej gotowości, ona usiadła przede mną na łóżku i rzeczowo, podciągając kolano pod brodę, podjęła temat: dyskrecji, bezpieczeństwa i braku wzniosłych uczuć. Dopiero kiedy zapewniłem, że myślę tak jak ona, dłoń położyła na moim policzku i zaczęła mnie całować.

    Delikatnie badając i smakując. Ale byłem oszołomiony, nie wspominając

    O podnieceniu… Zdjęła moją koszulę i całowała skórę, na piersi, barkach,

    ramionach. Pozwoliła się rozebrać, ale tylko do bielizny. Powiedziała: “nie patrz tak na mnie, nie mam ciała jak twoje koleżanki”. Co za brednie, pomyślałem, przecież wygląda pięknie! Ze stanika uciekały okrągłe piersi, a

    stringi opierały się na kościach biodrowych. Myślałem, że oszaleje. Członek

    bolał mnie z podniecenia, a ona zaczęła go jeszcze ssać. Nie wiem, kiedy

    zaczęła to robić ani kiedy przestała. Żadna dziewczyna nie robiła mi wcześniej loda, żadnej nie dotykałem w ten sposób, byłem totalnym laikiem. Chciałem ją dotykać, poczuć każde zagłębienie i każdą wypukłość jej skóry.

    Mówiła, że mam niesamowicie gorące dłonie- tak byłem napalony… Byłem tak

    nieudolny, że musiała mnie nakierować, pokazać jak poruszać dłonią gdy

    włożyłem palce, jak pieścić. Nie panowałem nad tym. Słuchałem jak mruczy, czułem jak zaprasza mnie do środka, ale nie mogłem się na to zdobyć. To ona

    prowadziła tę zabawę. Położyła mnie na plecach i siadając na mnie objęła

    udami. To ona włożyła penisa tam, gdzie było jego miejsce, bo pasował jak ulał. Było mu tak dobrze, że mógłby tam zostać na wieki, dopóki nie zaczęła się poruszać… O kur… Nie mogłem wykrztusić słowa. A ona ujeżdżała mnie patrząc w oczy i uśmiechając się. Nie mogłem dłużej wytrzymać, to było ponad moje siły…wystrzeliłem… Kiedy mózg zaczął wracać na swoje miejsce, obok zaspokojenia poczułem zażenowanie. Kiepski ze mnie kochanek, jeśli kobieta nie ma satysfakcji. Zaśmiała się kiedy to powiedziałem. “Nie wszystko naraz, będziesz miał jeszcze okazje…” Było ich jeszcze kilka, jedna lepsza od drugiej. Wiele mnie te lekcje nauczyły. Poznałem kilka kobiet, zaspokoiłem kilka fantazji, ale wciąż od czasu do czasu wracam myślami do tej kobiety…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Podła Ala
  • Gdyby…

    Opowiem ci historyjkę.
    Pewnego dnia, gdy słońce świeciło ciepło, a zieleń wokoło odurzał
    zapachem, kawałek za miastem szła dziewczyna przepełniona tęsknotą.
    Marzyła o tym, o czym marzą wszystkie dojrzałe kobiety, aby czas się dla niej zatrzymał. Pragnęła ukraść dla siebie skrawek nieba i nie ponieść
    konsekwencji… Rozświetlić szare dni. A jej słoneczko szło dwa kroki
    od niej… Gęsta trawa maskowała ślady. Pola zostały daleko w tyle,
    olbrzymi dąb ocieniał łączkę, a oni szli dalej pochłonięci w pozornie
    spontanicznej rozmowie. Zaszli daleko do miejsca, gdzie pod grubym drzewem zwalone zostały dwa jeszcze grubsze pnie. Bez kory olbrzymie kłody były białe i gładsze niż jej skóra. Rozmawiali o pragnieniach niedokończonymi
    zdaniami, niewypowiedzianymi słowami. Odwracając twarz do słońca zamknęła
    oczy. Nie chciała na niego patrzeć, bo ten widok bolał. Pragnęła jego ciepłych ust i drżących dłoni. Położyła się na większym z pni modląc się żeby czół to samo, żeby poszedł. A on wzrokiem omiatał kości biodrowe, bezwstydnie obnażone na promienie. Przytrzymywał myśli, gdy w oddechu wznosiła piersi. Pragnął jej tak bardzo, że nie umiał tego opisać. I chociaż wiedział, ze jest chętna i spragniona, wiedział też że nie należy do niego… Pod maską spokoju walczył z własnym sumieniem. Gdyby wyciągnął rękę, dotknąłby jej dłoni. Schwyciłaby go w mocnym uścisku. Otworzyłaby oczy i zamknęła go w swoim świecie. A on zrzuciłby sumienie z ramienia i wpił się w spragnione usta. Rzadko zwykły dotyk rozbudza tyle wrażeń, ile odczuwa tych dwojga. Gdy otacza dłonią jej kark, wraz z ciepłem zachłannie kradnie jego zmysły. Rozedrganymi dłońmi podciąga mu koszulkę, rozpina spodnie, gdy zsuwają się między pnie na trawę. Żaden ruch nie jest zbędny, żaden dotyk niezauważony. Jest boleśnie gotowa, gdy w nią wchodzi. Raj na ziemi, gdy wnika w jej ciepłe wnętrze, gdy otacza go ramionami, całuje brodę a dłonie zaciska na ramionach. Cudownie…byłoby, gdyby świat się zatrzymał, a sumienie nie istniało. Gdyby którekolwiek z nich
    sięgnęło dłonią……………….

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Podła Ala
  • Co jest kur…

    Z wysiłkiem podniosłem powieki. Zamazany świat powoli klarował się w przebudzonym mózgu. Gdzie jestem? W pokoju. Kurwa, nie znam tego miejsca. Skąd się tu wziąłem? Jakiś melanż? Nic nie pamiętam! Pokój miał ciemne, może granatowe ściany. Jakieś obrazki… pierdolety na ścianach wskazywały, że to mieszkanie. Światło słoneczne z za zasłon wskazywało, że jest środek dnia. Czułem nie smak w ustach. Chciałem się podrapać po nosie, ale dłoń zatrzymała się w pół ruchu. Skupiłem na niej wzrok…co jest kurwa? Nadgarstek przywiązany był grubym sznurem do ramy metalowego łóżka. Miałem unieruchomione obydwie ręce! Z niedowierzaniem spostrzegłem ze jestem nagi. Leżę nago na środku małżeńskiego łoża z unieruchomionymi rękoma …i kur…nogami!

    Spokojnie – pomyślałem. Na pewno da się to jakoś wytłumaczyć. Pomyśl to sobie przypomnisz. Co ja wczoraj robiłem? Wczoraj był piątek. Po pracy jak zwykle zjadłem obiad w domu. Później? Później Eliza napisała ze chce piwa. Piwo było w butelce …w samochodzie… i co dalej? I nic!?

    Poza ciszą panującą w pokoju słyszałem jedynie szum w głowie. Jak po prochach….

    Spiąłem się gwałtownie, ujawniając obolałe mięśnie. Bolały mnie barki, brzuch, pośladki, nawet nogi…. jak po maratonie.

    Wreszcie coś usłyszałem. Ruch za drzwiami, które otwierając się ukazały Eliza. Miała potargane włosy i rumieńce na policzkach. Zatrzymała się z dłonią na klamce patrząc na mnie.

    –  O, nie śpisz już …. mój misiaczku – użyła swojego najsłodszego głosu co wywołało we mnie dreszcz niepokoju.

    – No nareszcie – z uśmiechem zamknęła za sobą drzwi.

    – Co…- chciałem zapytać, ale głos zamarł mi w gardle, kiedy zobaczyłem w jej dłoni skórzany palcat.

    – To co? Zaczynamy od nowa? …..

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Podła Ala
  • Czy wiesz ze….

    Czy wiesz, że istnieje taka agencja, której nazwy przytoczyć nie mogę?

    Agencja, w której młode małżonki mogą podszkolić się w sztuce kochania….

    Nie mówię o burdelu, ale o istnej szkole, w której wykwalifikowany instruktor – właściwie profesor w swojej dziedzinie uczy wszystkiego co chciałabyś wiedzieć na temat seksu!!

    Tak, ja też wyobrażałam sobie ławeczkę i tablice i pana profesora ze wskaźnikiem, który na starych wysłużonych tablicach objaśnia układ rozrodczy…….

    Dostałam ten numer od koleżanki i właściwie nie wiem czemu tam poszłam?

    Najpierw zadzwoniłam, żeby umówić się na spotkanie – odebrał męski głos o bardzo przyjemnym i ciepłym brzmieniu.

    – Dzień dobry. Witam w agencji …………, co możemy dla pani zrobić?

    Oczywiście nie byłam cnotliwa, a miły głos zachęcał dodatkowo do dalszej rozmowy.

    – Dzień dobry. Zostały mi jeszcze trzy miesiące panieństwa. Chciałabym …mmmmm …pogłębić swoja wiedzę…mmmmm ….i sprawić tym przyjemność mojemu przyszłemu mężowi. – uf – pomyślałam.

    – Więc idealnie pani trafiła. Nasz program gwarantuje pełne zadowolenie i nawet najbardziej doświadczone kobiety poszerzą u nas swoja wiedze. Szkolenie obejmuje 72 godz. W cenie znajduje się jeden z naszych domków za miastem i całodobowa obsługa. Gwarantujemy pełną dyskrecje. Gdyby okazało się, że nie jest pani usatysfakcjonowana – wszystkie poniesione przez panią koszty będą zwrócone.

    Miły głos podał mi sumkę, która nie była małą!! Ale pomyślałam – zobaczymy, zawsze mogę być bardzo nie zadowolona.

    Uzgodniliśmy dogodny dla mnie termin i nazwisko, którym będę się posługiwać w czasie szkolenia. Oczywiście nikomu o tym nie powiedziałam. Według rodziny wyjechałam, żeby odpocząć i zrelaksować się w całkowitej ciszy i samotności.

    I tak to się zaczęło….

    Pod wskazany adres przyjechałam koło 10 rano. Wysiadając z taksówki zdałam sobie sprawę, że „domek” ma jakieś 200m kw., jest otoczony wysokim murem i idealnie utrzymanym ogrodem w stylu angielskim. Ogrodzenie było moim zdaniem zupełnie nie potrzebne, ponieważ „domek” stał otoczony wolnym terenem, na którym rosły wysokie stare drzewa.

    Ciężka furtka otworzyła się bez najmniejszego skrzypnięcia, a w drzwiach przywitał mnie mody, wysportowany i całkiem przystojny mężczyzna.

    – Witam. Mam na imię Michał, a ty jesteś zapewne Alicja? (takie imię wybrałam sobie na ten weekend) – uroczy uśmiech zagościł na jego twarzy.

    – Tak, bardzo mi miło.

    Michał wziął moja walizkę i wprowadził do holu. Nie warto opisywać dywanów, marmurowych poręczy ani zabytkowych mebli w stylu ludwika 16. Wystarczy powiedzieć, ze cały dom urządzony był ze smakiem i dużym przepychem.

    Idąc za Maichałem po schodach nie mogłam nie patrzeć na jego pośladki….

    – Czy są już pozostałe uczestniczki szkolenia?

    – Pozostałe? Nie organizujemy grupowych szkoleń.

    – Więc cały dom jest tylko do mojej dyspozycji?

    – Tak, oczywiście. Nie wiedziałaś?

    Osłupienie odebrało mi mowę.

    – A ja jestem jednym z twoich instruktorów.

    Na piętrze otworzył jedne z drzwi, zostawiając walizkę przy nogach Ludwikowego łoża.

    – Matta poznasz na śniadaniu. Rozgość się. Będziemy cię oczekiwać za 20 min w jadalni na dole. Trafisz bez problemu. – i zamknął za sobą drzwi.

    Punktualnie zeszłam na dół. Przy prostokątnym stole siedział Michał ze sowimi krótkimi ciemnymi włosami i jak się domyśliłam Matt, którego artystyczny nieład blond włosów idealnie komponował się z uśmiechniętą opaloną twarzą.

    – Witaj – obaj mężczyźni wstali. Michał dokonał prezentacji.

    – Jest to ostatni moment, w którym możesz zmienić zdanie nie ponosząc żadnych wydatków. Dlatego przedstawimy ci teraz warunki jakie będą cię obowiązywać w czasie szkolenia.

    Mówili na przemian prowadząc spokojną i rzeczową rozmowę. Odpowiadali na moje pytania, uśmiechając się i gawędząc jakby recenzowali ciekawą książkę. Miałam 20 min na podjęcie decyzji. Jeśli zdecyduje się zostać w tym domu na 72 godz., będę musiała spełniać ich sugestie, wyzbyć się kompleksów i zahamowań. I bezwzględnie zachować bytność tutaj w całkowitej tajemnicy. Trudna decyzja, ale… pomyślałam, że to właściwie mój ostatni poryw szaleństwa przed kieratem małżeńskim. Właściwie, dlaczego nie miałabym sobie na niego pozwolić? Tak więc podjęłam decyzję. Ponownie zeszłam do jadalni. Panowie siedzieli na swoich miejscach, a na stole znajdowały się już tylko filiżanki z kawą.

    – Jaka jest twoja decyzja?

    – Postanowiłam zostać – obaj mężczyźni uśmiechnęli się przyjaźnie

    – Wspaniale – w tej chwili obaj podnieśli się z krzeseł – czas na pierwszy krok – Matt zaczął rozpinać koszule.

    – Mamy pięknie lato i bardzo sprzyjające warunki – powiedział Michał.

    – Zrzućmy więc zbędne i niekomfortowe ubrania.

    – Od tej chwili nie będziemy używać odzieży.

    Zdjęli już koszule i zaczęli rozpinać spodnie. Wiedziałam, że jeśli się na to nie zgodzę to mogę od razu wyjść z domu i nigdy tu nie wrócić. Ale gdzieś tam głęboko zaczęła drgać cieniutka napiętą żyłka…. dlatego postarałam się zgrabnie rozebrać. Wróciłam szybko na swoje miejsce przy stole. Panowie nie czuli się skrępowani, zaproponowali odrobinę koniaku do kawy na który skwapliwie się zgodziłam. Michał miał pięknie zarysowane mięśnie brzucha i nie mogłam oderwać od niego wzroku, kiedy nalewał mi trunku.

    – Nie krępuj się możesz dotknąć – chwycił mój nadgarstek kładąc dłoń na swoim pępku. Jedwabna skóra przykuła moje zmysły.

    – Nie uznajemy skrępowania czy zażenowania, będziemy ci mówić co sprawia nam przyjemność i oczekujemy, że zrewanżujesz się tym samym – powiedział Matt

    – W domu znajduje się jeszcze tylko jedna osoba. Zajmuje się kuchnią i naszą wygodą i czasami służy nam pomocą. – Michał ciągle stał koło mnie.

    Swoboda panów i solidny łyk koniakowej kawy przynosił pożądany efekt. Pozwoliłam sobie przesunąć drżącą dłoń po karbowanym brzuchu mojego nauczyciela i dalej aż na pośladek.

    Michał uśmiechną się:

    – Dobrze, cieszę się ze nie będziemy tracić czasu na oswajanie cię.

    Po kawie panowie zaproponowali relaks na świeżym powietrzu. Teraz wiedziałam do czego służy ten olbrzymi mór wokół domu. Z salonu po schodkach tarasu zeszliśmy do ogrody. Piękno zieleni, kwiecistych rabatek i niedużej kamiennej fontanny w pierwszej część ogrodu zalana była słońcem.

    – Może się poopalamy?

    Nieopodal stał okrągły stolik z krzesełkami ukryty pod altaną, a obok niej stała olbrzymia huśtawka z kwiecistym materacem. Usiadłam z Michałem na wzorzystym materiale, a Matt zniknął we wnętrzu domu po orzeźwiające drinki.

    – Jak wrażenia?

    – Bardzo przyjemne, chociaż oczywiście …… nie czuję się tak swobodnie jak wy…

    – To całkiem zrozumiałe, ale myślę, ze już jutro się to zmieni – uśmiechnął się delikatnie, a ja próbowałam ten uśmiech rozszyfrować.

    Ptaki przyjemnie ćwierkały, słońce prażyło.

    – Proponuje odrobinę balsamu –

     i nie wiadomo skąd Michał trzymał w dłoni balsam do opalania. Wylał niewielką ilość na dłoń i powolnymi dokładnymi ruchami zaczął wcierać białą substancję w moje ramiona. W błogim cieple oparłam się plecami o klatkę Michała, a on masował moja szyję, późnij piersi i brzuch. Odpływałam pod jego dotykiem. Wziął więcej balsamu i zaczął go wcierać w uda, tak daleko jak sięgała jego dłoń. Wrócił s powrotem w okolice pępka delikatnie przesuwając się coraz niżej – bliżej. Rozsunęłam odrobinę uda. Dłoń Michała wślizgnęła się głębiej. Pieszczoty były delikatne i tak bardzo przyjemne, że zamknęłam oczy i zaczęłam cichutko mruczeć. Usłyszałam kroki Matta i bezwiednie zsunęłam uda, ale Michał nie zabrał dłoni i nawet nie przestał poruszać palcami.

    – Dziękujemy Matt – uśmiechnął się do towarzysza, który odwzajemnił uśmiech, odstawił szklaneczki i położył się na swoim leżaku. Michał przerwał błogie uczucie, któremu się poddałam:

    – Może teraz ty nasmarujesz mnie?

    – Dobrze – chyba zgodziłam się zbyt intensywnie, ale Michał udał ze nic nie zauważył.

    Miał boskie ciało, dokładnie takie o którym można marzyć w bezsenne noce, a ja mogłam go dotykać …. masowałam te słodkie piersi i sprężysty brzuch, i nie zapomniałam o ramionach. A kiedy doszłam do ud mój profesor pokazał mi swój wskaźnik…. och. Czułam się jak dziecko w darmowej lodziarni. Dotykałam go udając, że wmasowuje balsam. Przesuwałam napletek w dół – powoli przywracając mu formę. Odchylił głowę do tyłu i zamknął oczy, a ja czułam taką satysfakcje……

        – Zrób to, jeśli tylko masz ochotę – wyszeptał spoglądając na chwilkę w moje oczy. Zrobiłam to odwzajemniając spojrzenie…. wessałam się w niego i nie przestawałam, a on stopniowo odpływał. W pewnej chwili podciągnął mnie za barki do góry. Leżałam na nim, na jego twardym członku i marzyłam tylko o jednym.

    – Niedużo będę mógł cię nauczyć….

    Objęłam go udami, usiadłam na nim i po prostu go pocałowałam. Pomógł mi odnajdując drogę. Zaczęłam do wchłaniać, pomalutku i delikatnie, bo jego rozmiary nie pozwalały na pośpiech. A kiedy wszedł cały zaczęłam go wypuszczać, szybciej i głębiej powtarzając ruchy. Już nie delikatne, ale gwałtowne i namiętne. Kiedy huśtawka drgała pod nami coraz szybciej koło Michała usiadł Matt. Dotknął mojego uda i podał mi dłoń żebym mogła utrzymać równowagę. Powinnam jakoś zareagować na to zakłócenie prywatności, ale w tym stanie upojenia nie umiałam. Siedział tak blisko, że mogłam dotknąć dłonią jego piersi – niemniej rozbudowanej. A on zagłębił dłoń między moje uda. Podniecał mnie jeszcze bardziej. Właściwie nie jego dotyk, ale jego obecność oszałamiała mnie najbardziej. Miałam dwóch facetów!! I obaj byli nieprzeciętni!! Nie wiem jak to się stało, ale nagle Matt znalazł się za mną i zamiast Michała wnikał w moją szparkę. Oszalałam, nie wiem, ile to trwało. Pamiętam tylko zamroczenie w chwili orgazmu. Jeden z nich zaniósł mnie później do mojego pokoju. Obudziłam się gdzieś w porze kolacji.

    Szybki prysznic i świadomość, że nie musze szukać żadnej sukienki ochłodził mój temperament. Moje szaleństwo na huśtawce …. oblał mnie płomienny rumieniec. Tak się zachowywać prawie w przeddzień własnego ślubu? Może w tej kawie był jakiś narkotyk? Uśmiechnęłam się do własnego odbicia – nie potrzeba narkotyków, kiedy ma się koło siebie takie ciała…. poczerwieniałam jeszcze bardziej.

    Panowie siedzieli przy stole nakrytym do obiadu. Światła były przygaszone, na stole i na kominku płonęły świece.

    – Odpoczęłaś?

    – Tak dziękuję. – usiadłam przy stole starając się skupić uwagę na talerzu, jakby był czymś wyjątkowo interesującym.

    –  Nie powinnaś się czuć skrępowana, właśnie tak wygląda szkolenie. Nauczymy cię nowych technik, kontrolowania sytuacji…. i wszystkiego co cię będzie interesowało.

    – Może masz jakiś pomysł na dzisiejszy wieczór?

    Pomysł? Czuje się zaspokojona. Czy będzie tego więcej? Zaszaleć raz – ok., ale nie wiem, czy starczy mi na więcej odwagi? Pokręciłam przecząco głową.

    – Dobrze, więc stawiamy na spontaniczność.

    I właśnie od tego momentu nie umiałam się już odprężyć. Późny obiad okazał się drętwą farsą. Choć panowie starali się jak mogli, nie umiałam zapomnieć o tym co miałoby się jeszcze ewentualnie wydarzyć. A najlepsze jest to, że właściwie nic się nie wydarzyło. Po posiłku obejrzeliśmy film, kieliszek wina i o dość wczesnej porze – grzecznie przepraszając udałam się na spoczynek. Dopiero w olbrzymim, biało – złotym łożu zaczęłam się odprężać.

    Zapadłam w głęboki sen, śniłam o falach, o szalejącym sztormie zagłuszającym wszystkie inne dźwięki, a później śnił mi się wysoki płomień w bajecznych kolorach.  Ale czułam się bezpiecznie, było mi ciepło i tak przyjemnie. Ktoś obejmował mnie ramieniem, tulił do swoich piersi i pieścił nadzwyczaj delikatnie. A kiedy nie wiedziałam czy to jeszcze sen, czy może już jawa, wniknął w wilgotna cipkę. Pełna świadomość dotarła do mnie dopiero gdy smakował języczkiem moją myszkę. Masywne barki pochylały się między moimi udami. Cudownie to robił, nie chciałam, żeby przerywał. Tym bardziej, że dręczył mnie paluszkiem, a może dwoma? Jęczałam i wiłam się konwulsyjnie, straciłam kontrole nad własnym ciałem. Jego dłoń sprawiała mi taka przyjemność, że nie poczułam, kiedy zaczął pieścić drugą z moich dziurek. Chciałam odpłynąć, dochodziłam, byłam już tak blisko – kiedy przerwał.

    – Co robisz? – dyszałam

    – Chce cię mieć.  – wrócił na miejsce za mną, – od tyłu

    – Od tyłu? No nie wiem….

    – Będzie cudownie. – nadgryzł opuszek mojego ucha. Z szafki nocnej coś wyjął, jakaś maść. Poczułam, jak smaruje moja dupkę i jak pomalutku wdziera się w te dziewicze rejony, pieszcząc dalej łechtaczkę. Raj na ziemi. Chyba krzyczałam z rozkoszy.

     

    Obudził mnie zapach kawy. Z za kremowych zasłon przebijały słoneczne promienie. Nad stolikiem pochylony stał Michał z tacą w ręku. Na tacy stały trzy filiżanki. Wokół mojej tali opleciona była ciężka męska ręka. Delikatnie odwróciłam głowę i zobaczyłam pogrążoną we śnie twarz Matta.

    – Ciii – Michał przyłożył palec do ust. – Dajmy mu się wyspać. Nieźle go wczoraj zmęczyłaś.

    Starałam się odwzajemnić jego radosny uśmiech. Delikatnie wysunęłam się spod muskularnego ramienia.

    – Było ciekawie? Przełamaliście jakieś bariery?

    – No…. pierwszy raz bzykałam się analnie….

    – Hmm… to dobrze. – zrobił krok w przód i objął mnie w pasie – zrobimy dzisiaj następny krok – uśmiechnął i pocałował mnie w szyję.

    Co takiego ma w sobie ten facet, że nawet po ostrej nocy nie potrafię się mu oprzeć?

    – Ale najpierw zjemy śniadanie.

    Z filiżankami w dłoniach skierowaliśmy się w stronę bocznych drzwi, których jeszcze nie otwierałam. Znajdował się tam nieduży salonik ze stolikiem nakrytym do posiłku. Byłam nieludzko głodna, a śniadanie wyglądało przepysznie. Z zachłannością połykałam kolejne porcje, natomiast Michał tylko się uśmiechał.

    – Nie masz apetytu? – przełknęłam cząstkę pomarańczy.

    – Mam – uśmiechnął się – ale na coś innego. Chodź do mnie.

    Z kolejnym kawałeczkiem soczystego owocu podeszłam do niego. Prosiłbym mu usiadła na udach. Przykrył dłońmi moje pośladki. Wessał się w pomarańczę, którą trzymałam, sok pociekł po dłoni. Kropla spłynęła po ręku, przez łokieć, na pierś i chciała uciec niżej. Ale zachłanne usta spiły ja ze sterczącej brodawki. Westchnęłam.

    – Jeszcze chwila i nie będę mogła chodzić. Nigdy nie robiłam tego tak często…

    – Mogę cię jedynie zapewnić, że nie zapomnisz tego szkolenia do końca życia.

    Silnymi dłońmi uniósł moje ciało i nadział je na swój wskaźnik. Sex był intensywny, pełen energii i zachłanności. W obecnym stanie nie potrzebowałam długiej gry wstępnej. Moja myszka była wilgotna i opuchnięta, a Michał wydawał się spragniony. Wstał z moim ciałem i przeniósł nasze igraszki na wąską sofę.

    – Mówisz, że Matt spisał się w nocy dobrze?

    – Rewelacyjnie – wydyszałam.

    – Matt chyba nie jest o tym tak przekonany…

     I nim się zorientowałam mój nocny kochanek stał za mną i zaczął wnikać w dziurkę między pośladkami. Jęknęłam. Doznałam szoku, nie byłam gotowa na taki atak, ale…. było bardzo ciekawie… wypełnili całe moje wnętrze… do samego końca. Bałam się, że tych dwóch gigantów mnie rozerwie, ale współgrali idealnie. Baraszkowaliśmy ponad godzinę, po czym padłam wyczerpana. Nie miałam już siły. Miałam dość seksu na najbliższy miesiąc. Machał zwlókł się z sofki i wyjął coś z sekretarzyka.

    – Dobrze, – powiedział – ale w zamian… będziesz nosić to. – pokazał mi niewielki przedmiot z krótkim sznureczkiem.

    – Co to takiego?

    – Pozwól to ci pokażę. – ukucnął między moimi rozwartymi udami i wsunął niewielki przedmiot w ociekającą cipkę. – To działa tak:

    W dłoni trzymał dwa piloty, jeden rzucił do Matta. Poczułam leciutkie drżenie w pochwie.

    – A więc to wibrator?

    – Tak, ale nie byle jaki. Jego zasięg to 300m, ma funkcje programowania i…. tylko my możemy nim sterować, ok?

    – I biedzicie mnie nim pobudzać, dopóki znowu nie zechce się seksie?

    – Coś w tym rodzaju. – Matt się uśmiechnął.

    – Więc, dobrze panowie. Idę wziąć prysznic.

    Jak tylko przekroczyłam próg drzwi poczułam intensywniejsze wibracje. Och nie – pomyślałam. Ale się wpakowałam…

                Minął prawie cały dzień. Miałam cichą nadzieję, że w końcu te baterie się wyczerpią – panowie ich bynajmniej nie oszczędzali. Nie mogłam swobodnie chodzić. Przez cały czas przezroczysta substancja ściekała po smukłych udach. Matt sadystycznie wykorzystywał władzę nade mną. Gdy graliśmy w karty, podniecał mnie do granic możliwości – nie mogłam się skupić – a później wyłączał nie pozwalając osiągnąć satysfakcji. Ile można wytrzymać takich męczarni. Po kolacji skapitulowałam. Poprosiłam Matta o „lekcję”, ale nie chciał mi jej udzielić. Powiedział, że byłam niegrzeczna i ze nie zasługuje na nagrodę. Spierałam się z nim delikatnie, ale nie ustępował. Michał powiedział, żebym się nie kłóciła, tylko ładnie poprosiła. Wiec w geście desperacji zaczęłam prosić. Swoista zabawa…

    Musiałam ich błagać, potwierdzić ich dominację nade mną, ostatecznie skończyłam klęcząc i w geście poddania zgodziłam się unieruchomić. Byłam przecież niegrzeczna wiec nie powinnam mieć z tego przyjemności. Hum., zapowiadało się nieciekawie, ale moi nauczyciele byli bardzo wyrozumiali. Przywiązali mnie do stołu w niezbyt intymnej pozycji. Przez kolejna godzinę kolejno korzystali z mojego ciała wedle własnego upodobania. Wróciłam do swojej sypialni na chwiejnych nogach, obolała i bardzo zmęczona. Tej nocy nikt mnie nie odwiedził i byłam za to naprawdę wdzięczna.

                Zaczął się ostatni dzień mojej nauki. Obolała myszka pulsowała intensywnie przy każdym kroku. Śniadanie było jak zwykle przepyszne, a atmosfera i towarzystwo urocze.

    Nie poruszaliśmy tematów osobistych – z wiadomych względów. Omijaliśmy tamte sprawy szerokim łukiem, jakby były nierealne. W końcu były innym światem… Rozmawialiśmy na temat preferencji seksualnych. Michał zapytał, ile byłabym w stanie zrobić dla „czyjejś” przyjemności.

    Nie wiedziałam.

    – Wiesz, że 85% mężczyzn marzyło chociaż raz w życiu o stosunku z dwiema kobietami?

    Słuchałam dalej domyślając się do czego zmierza.

    – Umiałabyś dzielić się swoim mężczyzną? – nie umiałam na to odpowiedzieć.

    – A co byś powiedziała na …

    – Chyba nie jestem zainteresowana – wtrąciłam szybko.

    – Szkoda. Sprawiłoby ci to większą przyjemność, gdybyś robiła to z przekonaniem.

      Ale ja nie chciała tego robić w ogóle! Byłam wściekła, na siebie, na nich i na nią! Miała na imię Julia. Blondynka o filigranowej figurce i uroczym uśmiechu. W fartuszku i z dużym kuferkiem w rękach wkroczyła do mojej sypialni. Panowie rozsiedli się wygodnie na rzeźbionych krzesłach przy okrągłym stoliku. Kuferek znalazł się na brzegu łóżka, nachyliła się nad nim i zaczęła grzebać w jego zawartości.

    – Wiesz co to jest? – trzymała w dłoni kuleczki

    – Oczywiście!

    – A to? – wyjęła kolejny przedmiot

    – Tak.

    Wyjęła ich jeszcze kilka, na końcu pytając którego z nich cichłabym użyć. Nie odpowiedziałam.

    – Moim ulubionym jest ten – wyjęła blisko metrowego, karbowanego fallusa – uwielbiam się nim bawić.

    Usiadła w nogach łóżka, opierając się plecami o zagłówek. Patrzyłam jak delikatnie rozsuwają się jej płatki, jak wsuwa do środka szeroki niczym nadgarstek przedmiot. Bawiła się nim oblizując wargi.

    – Chcesz spróbować? Przysuń się bliżej. Jest długi, starczy dla nas obu.

    I znowu ulegam. Dotykałam udami jej ud. Zaokrąglony koniec wnikał w moja szparkę. A mężczyźni patrzyli. I tylko reakcja ich przyrodzeń zdradzała emocje. Po pewnym czasie zapomniałam o ich istnieniu. Julia miała cudownie gibkie ciało i takie ciepłe dłonie. Nie zdawałam sobie sprawy, że ich dotyk może sprawić taka przyjemność. Drażniła moje brodawki, całowała szyje nie wiem, kiedy zaczęła całować usta – tak delikatnie. Dotykałam jej szparki. Pozwoliła mi drażnić siebie wibratorem…

    Potargane i spocone dałyśmy sobie buzi na dowiedzenia, po czym zniknęła za drzwiami. Wiedziałam, że mężczyźni będą teraz chcieli rozładować własne napięcie, i nie myliłam się. Tak spędziłam ostatni wieczór z tego niesamowitego szkolenia.

     Nie spotkałam więcej ani boskiego Michała, ani szalonego Matta, ani uroczej Julii.

    Po powrocie do domu wzięłam kilka dni urlopu, żeby dojść do siebie. Czy żałuje? Nie i nigdy nie będę tego żałować. Co więcej zachęcam do tego i ciebie…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Podła Ala
  • Piotrus… i pewna lazienka

    – Piotruś, nie rób tego – mówiłam splątanym językiem nie do końca przekonana, czy aby na pewno chce , żeby zaprzestał swoich czynności.

    – Nie wygłupiaj się. Widziałem jak patrzyłaś na mnie, gdy tańczyłem z Jolą…                       

    Jego głos zmieniał się w zależności od tego jak głęboko wsuwał twarz w zagłębienie moich ud, a oczy iskrzyły blaskiem w pogrążonej półmrokiem łazience.

    – Nie jesteś już z Jolą? – świadomość odpływała ode mnie.

    – Jestem. Ale nie ma jej tutaj…                                  

    W łazience było ciemno, ponieważ któryś z  pijanych imprezowiczów zgasił od zewnątrz światło. Ja znalazłam się w niej z powodu dużej ilości Tequili i zawrotów głowy. Piotrek wemknął się nie postrzeżenie, gdy nachylałam się nad zlewem pełnym zimnej wody. Kiedy się odwróciłam stał z szerokim uśmiechem zamykając drzwi od środka. Był taki seksowny w kremowej koszulce, która cudownie opinała zmysłową sylwetkę. Podszedł i obejmując mój kark po prostu wessał się w rozsunięte ze zdziwienia usta. Po chwili zszedł niżej badając jędrność piersi i jeszcze niżej. Ukląkł przede mną i podciągnął bardzo krótką mini. Odsunął na bok stringi w kolorze moro. Ktoś zgasił światło, a on gmerał zachłannym językiem po napiętej łechtaczce. Dłońmi desperacko trzymałam się mokrej umywalki, ponieważ nogi stały się przerażająco giętkie. Iskierki prądu błyskające wewnątrz mojego ciała wyrwały z ust jęk rozkoszy, gdy zagłębił palec w wilgotnej szparce.

    – To cudowne! – szepnęłam przeczesując jego ciemne włosy palcami.

    – Nie, to ja jestem cudowny!                              

    Teraz gdy doprowadzał mnie do obłędu wprawnym dotykiem, byłam nawet w stanie przyznać mu racje. Bawił się moim ciałem jak dziesięciolatek bawi się gierką elektroniczną. Lizał i ssał na przemian moją słodką dziurkę, a palcem pieścił jej wnętrze. A kiedy i tego było mało, zagłębił drugi i trzeci palec. Zadrżałam przy tym ruchu i przy każdym kolejnym. Moje ciało, żyjące teraz własnym rytmem przeżyło orgazm na krawędzi mokrej umywalki. Piotrek zdawał się nie słyszeć jęków rozkoszy i ciągle jeszcze pieścił miękkie futerko. A kiedy ostatni dreszcz miną, a oddech próbował się uspokoić, zaczęłam go delikatnie odsuwać.

    – Piotruś, już po wszystkim. Dziękuje, ale już nie musisz… – zaczęłam tłumaczyć na wypadek, gdyby nie zauważył mojego szczytowania. – Rozumiesz?

    Zaprzestał swoich ruchów i spojrzał tymi cudownymi, błękitnymi oczami. Lekki uśmiech zakwitł na jego twarzy. Wstał z kolan, wytarł usta rękawem i pocałował mnie. W pożegnalnym geście czułości pogładziłam jego policzek i ruszyłam w stronę drzwi.

    Ale złapał mnie za nadgarstek i przytrzymał.

    – Malutka, przecież wiesz że to nie koniec?

    – Ale ja już nie potrzebuje…

    – Ale ja owszem…

    Znowu objął i zaczął całować, popychając jednocześnie w stronę najbliższej ściany. Tam muskając ustami kark, obszedł mnie z tyłu. Czułam jak mnie dotyka, jak gniecie bluzkę, Jak powija spódnice do pasa. Czułam jak twarde, pulsujące stworzenie wdziera cię w dopiero zaspokojoną norkę i jak rozgrzewa na nowo jej żar. Wbijał się we mnie, musiałam oprzeć dłonie na ścianie. A on walił coraz mocniej i szybciej, miażdżył piersi. Dawał upust swej samczej, prymitywnej żądzy. Pieprzył z dziką furią, aż zaczęłam jęczeć i stękać, niemal krzyczeć. Zakrył dłonią moje usta, próbując mnie uciszyć. Ja wolałam ssać jego palec, ten sam który przed chwilą we mnie tkwił. Ostatnim targnięciem na moją ociekającą myszkę osiągną szczyt, nie pozbawiając i mnie tej przyjemności. Jeszcze długie minuty staliśmy w ciemności uspakajając własne ciała, potem dyskretnie puściliśmy łazienkę. Każde w swoją stronę.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Podła Ala
  • Juz nie moj.

    Rozparta w fotelu odpoczywam z muzyką na uszach. Na zamknięty laptop pada słoneczny snop światła. Stopy oparłam o biurko, zsuwającą się nisko w wygodnej, relaksującej pozycji. Z za uchylonego okna dochodzą dźwięki codzienności. Stąpanie na chodniku, przejeżdżający samochód. Ptaki dźwięczące na gałęziach drzew. Spoglądam w tą przestrzeń odpoczywając. Zachodzisz mnie i patrzysz z pytaniem w uśmiechniętych oczach: co robisz? Odpowiadam leniwie dotykając Twojego uda: dobrze, że jesteś. Widzę zakłopotanie w Twojej twarzy. Łagodnym uśmiechem wspieram słowa: nie krępuj się, czuj się swobodnie – i dodaje – dotknij mnie jak chcesz. Słowa w znaczeniu: przesuń moje nogi i siadaj na biurku, wywołały krępujący uśmiech i moje zawstydzenie. Dreszcz wspomnienia spina łopatki, a Ty śmiejesz się z tej reakcji. Krępuje mnie myśl, że faktycznie chcę się Tobie poddać, tutaj w świetle dnia, w odsłoniętym oknie. Zrobiłabym to gdybyś chwytając mój kark podciągną do swoich ust. Pewnym gestem posadził na skraju biurka, gdzie proponowałam miejsce Tobie. Odpłynęłabym w nicość gdybyś stanął między moimi udami zsuwając moje biodra jeszcze bliżej. Całuj mnie proszę w szyję. Obejmij stęsknione piersi. Pragnę tego jak kwiaty deszczu na wiosnę. Ponaglam podciągając sukienkę. Kocham, gdy wchodzisz we mnie. Szaleje, gdy robisz to tak perwersyjnie wolno.

    Otwieram powieki. Skupiam zamglony wzrok napotykając Twoją twarz, opanowaną i nieświadomą sceny toczącej się sekundę temu w mojej głowie. Drżącymi dłońmi wspieram się wstając z fotela. Wychodząc do kuchni pytam: chcesz kawy?

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Podła Ala
  • Maskarada

    – Przepraszam, wybacz – mówiłam wyswobadzając się z przyjacielskich ramion. – Nie powinnam cię obarczać – chlipałam nosem, – ale tak jakoś wyszło…

    – daj spokój – słabym uśmiechem i dłonią na ramieniu starał się dodać otuchy. – Jestem na miejscu – objął ramieniem przyciągając do swojego boku i poprowadził do najbliższej ławki.  Wieczór był chłodny, z ust uciekały obłoki pary, ale powietrze stało bezwietrznie. Gwiazdy błyszczały jak małe kryształki.

    – No dalej, wyrzuć to z siebie. – Usiedliśmy.  Westchnęłam uspokajając oddech.

    – Nie wiem jak to się stało?  To właściwie nic takiego. Wiesz, bez motyli w żołądku. Ale jest mi teraz tak źle… a tamto wspomnienie jest diametralnym przeciwieństwem… wychodzi na to, ze beczę użalając się

    nad sobą…

    Słuchał cierpliwie nie wtrącając farmazonów. Od czasu do czasu masując moje ramię.

    – Pamiętasz ostatnią zabawę karnawałową? – Uśmiechnął się pod nosem.

    Wenecki karnawał był świetnym motywem przewodnim.  Wszyscy goście nosili maski.  Miałam piękną maskę ozdobioną gęsim puchem i drobnymi srebrnymi kryształkami w okolicy oczu.  Wyglądała jak skrzydło anioła i przysłaniała tylko górną część twarzy, podkreślając spojrzenie błękitnych oczu.

    – Wiem, że ludzi było tam mnóstwo, ale pamiętasz może chłopaka w masce z orlimi piórami? – Zamyślił się prze chwilę.

    – Tańczyłaś z nim, jest na kilku zdjęciach.

    – Tak, tańczyłam… – znowu spuściłam głowę.  – Rozmawialiśmy, wiesz takie gatki szmatki o niczym. Ale miał taki wibrujący głos, jakby mruczał mówiąc. Jakby mnie prowokował. I nie mogłam się oprzeć, zaczęłam z nim flirtować. – Na to wspomnienie uśmiechnęłam się do siebie.  – Kurcze, banalna historia: pare drinków, słodkie słówka, zalotne spojrzenia… tylko, że…  Nie umiem tego nazwać! Może sposób,

    w jaki przesuwał dłonią po moich plecach, a może spojrzenie tych miodowych oczu… zapomniałam gdzie i z kim jestem. Kiedy wrócił do stołu, zerkałam ukradkowo.  Przyłapał moje spojrzenie, za każdym razem uśmiechał się delikatnie pochylając głowę. Dziewczyna u jego boku zajęta była rozmową.  Jest w tym jakiś czar, do koła  panuje gwar, przygaszone światła, głośna muzyka, a my spojrzeniem wykrawamy sobie chwilę – taką mała stop klatkę. Zauroczył mnie, zainspirował, zahipnotyzował – sama nie wiem… W pewnym Momocie kiwną ledwie dostrzegalnie głową, uśmiechał się do swojego rozmówcy, ale patrzył w moje oczy. Ten gest był jak list, jak mapa, jak sygnał. Wiedziałam czego chce i nawet siłą woli, gdybym takową wówczas posiadała, nie potrafiłabym mu odmówić. Na klatce schodowej, na parterze, blisko wyjścia była zorganizowana palarnia i klub dyskusyjny w jednym.  Nie było tam wcale ciszej niż na sali. Schody powyżej prowadziły do zamkniętych, przeszklonych na kolorowo drzwi. Zdobycie klucza do tego pomieszczenia nie stanowiło trudności. Wystarczyło wiedzieć gdzie odwiesza je szef kuchni. A ja wiedziałam… Wchodząc do pomieszczeń kuchennych udałam, że czegoś szukam, a rozejrzawszy się do koła ukryłam klucz w zaciśniętej dłoni. Tanecznym krokiem z uśmiechem przyklejonym do twarzy wyszłam na klatkę. Stał w cieniu na wyższym półpiętrze. Dłonie trzymał w kieszeniach spodni, lekki uśmiech gościł pod maska. Nie mogłam oderwać wzroku od jego spojrzenia. Z dłonią na poręczy weszłam wolno na półpiętro. Stał niedbale oparty ramieniem o szklane drzwi.  Stanęłam tuż przed nim, twarzą w twarz.  I jakby to była najbardziej naturalna rzecz pod słońcem, lekko przechylając głowę pocałowałam jego usta. Były słodko miękkie, ciepłe. Przez chwilę skonsternowane, ale natychmiast przestały być uległe. Objął dłońmi moje ramiona przyciągając je bliżej, aż biustem oparłam się o jego klatkę. Bezwiednie dłońmi objęłam męskie biodra. W tempie głodnych pocałunków przesuwałam je

    wzdłuż pleców. Jakaś para wyszła roześmiana z Sali tanecznej. Mój towarzysz wciągnął nas głębiej w cień.

    – Poczekaj –poprosiłam i nie rozluźniając objęcia wcisnęłam klucz w zamek. Przesunęliśmy się tylko kawałeczek, na drugą stronę drzwi. Oparł mnie plecami o nie i całując załamanie żuchwy wyjął mi klucz z dłoni. Przekręcając zostawił go w zamku.

    – Mamy tylko chwilę – szepnęłam.

    – Wiem – odszeptał z nutką żalu. Dłonią śmiało obejmował pierś.

    Drugą sunął wzdłuż uda podciągając brzeg spódnicy. Zawahał się, gdy pod palcami poczuł koronkę pończoch i ciepłą skórę uda, po biodro, aż do pasa. Westchnęłam od dreszczy, gdy dotykiem wypalał ślad na skórze. W małym pomieszczeniu stał pod ścianą rząd krzeseł, jakieś pudła, regał z zastawą i kilka stołów zsuniętych w lakierowaną taflę. Nie było tu okien, a jedynie światło zabarwione kolorowymi szybkami z drzwi, wpadało z klatki schodowej. Bajeczną mozaiką barwiło jego koszulę. Rozpinałam guzik za guzikiem, kolejny fragment ciała okrywając pocałunkami. Zeszłam nisko, do pępka i

    jeszcze niżej.

    – Proszę … – jęknął odrzucając głowę do tyłu. Opierał dłoń o drzwi nade mną gdy brałam go do ust. Wstrzymał oddech gdy obejmowałam go wargami.

    – Dość – szepnął podciągając mnie za ramiona do ust. Moje cało pulsowało. Kierowało się własnymi pragnieniami. Chciałam żeby mnie dotykał, żeby mnie wziął, ale nie w tej pozycji. Nagle odepchnęłam go stanowczo od siebie. Stanął w bezruchu, czekając na najgorsze. A ja podeszła gibkim krokiem do pierwszego stołu, oparłam o jego brzeg pośladki. Rozstawiłam lekko nogi. Dłoń przesunęłam wzdłuż uda odsłaniając kremowy fragment ciała i patrząc wyzywająco na mojego kochanka kiwnęłam paluszkiem. Szelmowski uśmiech zakwitł na jego ustach. Miałam wrażenie że nawet się nie zatrzymał. Podszedł i po prostu wszedł we mnie, odsuwając na bok czarne majteczki. Poddała się jego ruchom, jęknęłam prosząc o więcej. Przyciągnął moje biodra zsuwając pośladki nad sam brzeg stołu. Nie trwało to długo, nie w tym tempie… spełnienie przyszło nagle, jakby gnane pośpiechem. Wtulił twarz w zagłębienie mojego barku uspokajając oddech. Rozluźniłam obejmujące go uda.

    – Przepraszam – wydyszał pieczętując pocałunkiem przeprosiny.

    – Nie, – zaśmiałam się leniwie, – to ja przepraszam. Objął dłońmi moją twarz – ale niczego nie żałuje, nie za to przepraszam. Byłaś cudowna. – patrzył mi głęboko w oczy, podkreślając wypowiedziane słowa. Rozładowując napięcie uśmiechnęłam się rozbrajająco.

    – Ty również.

    Doprowadziliśmy się do porządku. Przy drzwiach czułym gestem wyprostował zmierzwiony kosmyk moich włosów. Udało nam się wymknąć niezauważenie. Nie chciałam z nim więcej tańczyć. Nie chciałam ryzykować, zdradzić się intymnym gestem. Myślał chyba podobnie bo wkrótce wyszedł ze swoją towarzyszką.

    – Mówiłam, nic takiego. Nie znam nawet jego imienia…

    – Można się tego dowiedzieć! Jest jeszcze lista gości z tamtej imprezy.

    – Wiem, ale nie chce psuć tej bajki. – emocje opadły i głos miałam spokojnie monotonny.

    – Nie rozumiem Cię, – mówił autentycznie zadziwiony, – skoro sex był taki zajebisty dlaczego nie chcesz tego powtórzyć?

    – Bo to nie wszystko. Gdyby okazał się zupełnie przeciętnym facetem…w chwilach takich jak ta nie miała bym do czego wracać…

    – Ach ty roztropniaku, – potargał moje włosy. –a może jest fajnym gościem i było by „chwil takich jak ta „ więcej?  – zatrzymałam na jego twarzy sceptyczne spojrzenie.

    – Ty naprawdę wierzysz w bajki? – śmialiśmy się obydwoje.

    – Dzięki – objęłam potężne ciało – pomogło.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Podła Ala