Blog

  • Nie-zwykła Rodzina cz 135. – Koledzy taty

    Siedziałam wygodnie na kanapie w salonie, oglądając najnowszy odcinek mojego ulubionego serialu na dużym telewizorze. Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Tata poszedł je otworzyć.

    – No się ma chłopaki.

    – Cześć Davey. Gotowy na mecz!

    Odwróciłam się, aby zobaczyć, kto przyszedł. Byli to koledzy ojca z pracy.
    Zapomniałam, że tata umówił się dziś z nimi na oglądanie jakiegoś ważnego meczu piłkarskiego.

    Do salonu wszedł tata z trzema mężczyznami – Marcus, Steve i John. Znałam ich tylko z widzenia, czasem wpadali na grilla albo na inne męskie spotkania. Marcus był wysokim brunetem z wąsami. Sylwetkę miał podobną do taty. Steve był blondynem z brodą, był bardzo szczupły. John był łysy i miał małą bródkę oraz lekki brzuszek.

    – Cześć, Cassie. – przywitał się Marcus. – Jak tam serial?

    – Właśnie jest najlepsza część. – odpowiedziałam, nie odrywając wzroku od ekranu.

    – Słuchaj, kochanie…chłopaki przyszli na mecz.

    Spojrzałam na niego z niedowierzaniem.

    – Tato…ale ja chciałam dokończyć serial.

    Steve usiadł w fotelu naprzeciwko i uśmiechnął się.

    – Jaki to serial, Cassie?

    Gdy mu wyjaśniałam fabułę, zauważyłam, że Jake i Marcus wymieniają znaczące spojrzenia z tatą. Było oczywiste, że liczą minuty do rozpoczęcia meczu.

    – Słuchaj, to gdy skończysz ten odcinek, potem ustąpisz nam miejsca.

    – Okej…spoko. – powiedziałam z uśmiechem.

    Właśnie w tej chwili zadzwonił telefon taty.

    – Przepraszam… – powiedział, odbierając. Odszedł do kuchni, żeby lepiej słyszeć. Wrócił do nas z przepraszającą miną.

    – Chłopaki, strasznie mi przykro, ale muszę skoczyć do firmy. Jakiś kryzys z głównym klientem. Cassie, będziesz mogła zostać z chłopakami? Wrócę jak najszybciej.

    No tak mojej mamy oraz brata nie było w domu. Musiałam na chwilę zostać z przyjaciółmi ojca.

    – No dobrze nie ma problemu.

    – Świetnie. To zaraz będe.

    Po czym tata wyszedł z domu. Jakiś czas potem mój serial się skończył.

    – No dobrze panowie, to może włączę wam ten mecz

    – Zostań z nami, Cassie. Możemy razem obejrzeć mecz. Będzie fajnie.

    – Tak, pokażemy ci, jak się ogląda prawdziwy sport. – dodał Marcus z uśmiechem. – Może ci się spodoba.

    – No dobrze. W sumie, czemu nie. – odpowiedziałam.

    Zostałam sama z trzema kolegami taty. Na ekranie leciał już ich mecz, ale czułam, jak atmosfera w pokoju się zmienia. Wszyscy trzej patrzyli na mnie. Miałam się przyznam, czym pochwalić. Byłam w domu, więc ubrana byłam bardziej swobodnie. Krótkie szare spodenki oraz tego samego koloru koszulka na ramiączka.
    Mecz już się rozpoczął i z początku wszyscy oglądaliśmy, jednak ja widziałam, że trzej koledzy ojca patrzyli się na mnie wpatrując się wyraźnie w moje piersi. Jeden z nich z nich masował się po kroczu.

    – Przepraszam was na chwilę, ale muszę do łazienki. – ci przytaknęli.  

    Gdy wracałam z łazienki usłyszałem ich rozmowy między sobą.

    – Ale dupa z tej Cassie, co?

    – No cholera, zajebiste ma cycki.

    – Ciekawe, co mam pod spodem.
    – zaśmiali się.

    – Dave się nie chwalił, że mnie ma taką fajną córkę. Ach…gdybym mógł to mógłbym nawet wziąść ją tu i teraz.

    – Ja tak samo.

    – Ja też.

    Po ich rozmowie słyszałam, że zrobiłem na nich duże wrażenie. Wpadł mi do głowy pewien plan. Wróciłam z powrotem do salonu i usiadłam tak jak wtedy między dwójką mężczyzn. Po jakimś czasie starali skupić się na meczu, jednak mimo wszystko zwracali uwagę na mnie. Często się poprawiali, co rozumiem przez to, że ich kutasy już stały na baczność. Po jakimś czasie ręką zjechałem do krocza Marcusa a drugą do krocza Steve’a. Zaczęłam im masować przez spodnie.

    – Cassie?

    – Co ty robisz?

    – Nie mówcie, że wam się nie podoba chłopaki. – powiedziałam pewnie.
    – Czuję jak bardzo jesteście napaleni na mnie. Ci byli czerwoni na twarzy. Podobnie jak John, który siedział naprzeciwko nas.

    – My wcale nie…

    – Dobrze, dobrze…wiecie, co wykorzystajmy to dopóki mojego taty nie ma.

    Wtedy zdjęłam z siebie moją koszulkę ukazując im moje piersi. Patrzyli na mnie łapczywie. W końcu dwójka obok mnie, zaczęła mnie lizać i ssać po piersiach. Było przyjemnie. Dotykali mnie po całym ciele. Schodzili też do moich spodenek, czując jak przez ich materiał robię się wilgotna.

    – Skoro tak się sprawy mają. – powiedział John, po czym rozpiął swoje spodnie i wyjął swojego nabrzmiałego kutasa.

    Odeszłam od dwójki kolegów i podeszłam do niego. Uklęknęłam przed jego kutasem.

    – Mmmm…całkiem spory…
    – powiedziałam, pod czym zaczęłam go ssać.

    Obciągałam fiuta po całości, masując jeszcze dodatkowo ręką. Johnowi się to jak widać podobało. Lizałem go wzdłuż całego trzonu, docierając nawet do jaj.

    – Hej…my też chcemy. – powiedział Steve i razem z Marcusem stanęli obok mnie i wyjęli swoje kutasy na wierzch.

    Również ich były sporych rozmiarów.
    Złapałam za kutasy i zaczęłam im walić. John szybko wsadził mi swojego znów do gardła. Posuwał mnie w usta. Po czasie przeszłam z fiuta Johna na kutasa Marcusa. Ssałam go dokładnie, a on z trudem mieścił mi się w ustach ze względu na to, że był grubszy. Następnie przeszłam na kutasa Steve’a, a ręką dogadzałam Marcusowi i Johnowi.
    Wszystkim widać, że sprawiałam przyjemność. W końcu wstałam i razem z nimi podeszłam do kanapy. Marcus, jako pierwszy się położył na niej.

    – Chodź Cassie…

    Bez wahania okrakiem usiadłam na jego kutasie. Włożyłam go sobie do środka. Od razu reszta mnie osaczyła. Marcus zaczął poruszać biodrami.

    – Ohhhh….tak…mmmmm… – jęczałam dopóki nie poczułam czyjegoś fiuta w ustach.

    Obok stał Steve, któremu obciągałam. Czułam jak kutas Marcusa wbija mi się głęboko w cipkę. Dodatkowo masował moje cycki. Zaczęłam skakać na jego fiucie, a on dobijał nim do końca. Jęczałam z rozkoszy. Zaczął ruchać mnie coraz szybciej i szybciej. Było mi bardzo dobrze.

    – Och….oooogghh…

    Czułam jak fiut mu pulsował w mojej pochwie. Moje jęki przerywane były tym razem fiutem Johna. W końcu poczułam ciepłą spermę w swojej cipie. Jęknęłam przy tym głośno. Cała się trzęsąc w końcu zeszłam z jego fiuta. Jego sperma mi ciekła z pochwy. Klękałam na podłodze. Obok mnie był Steve i John, którzy podawali mi na siłę swoje kutasy do ust. Obciągałam dwa na raz.

    – Wow…jesteś zajebista Cassie. Mam nadzieję, że jeszcze na nas masz ochotę.

    – Mmmm….mmmhhhmmm… – powiedziałam z fiutem w ustach.

    Steve szybko znalazł się za mną. Uklęknął z tyłu i wsadził mi kutasa w cipę. Zaczął ruchać mnie na pieska. Moja cipka odczuwała znów sporego kutasa.
    Wtedy też John wsadził mi fiuta w usta, a Marcus lizał mnie po cyckach, schylając się.

    – Hej…ja też jeszcze chcę. – Marcus przystawił mi swojego kutasa i znów przechodziłam tak z fiuta na fiuta.

    Sytuacja jak z porno. Miałam tyłek wypięty do góry, a Steve był za mną i posuwał mnie mocno i zawzięcie. Moje pośladki klaskały pod naporem uderzeń.

    – Już zaraz, Cassie…

    – Ooohhh…takk…

    W końcu i Steve zrobił to i wystrzelił prosto w środku pochwy. Znowu poczułam przyjemne uczucie. Czułam natomiast, że na tym się nie skończy.

    Położyłam się na plecach na łóżku i wypięłam dupę do góry.

    – Dobrze, to teraz ja. – powiedział John.

    – Dawno się tak nie ruchałam. – powiedziałam.

    – My także.

    John wkładał mi swojego grubego fiuta w cipę. Trzymał mnie za nogi. Nagle Steve był za mną od strony głowy, a ja szybko lizałam jego fiuta, który był na nowo w pełni gotowy. John nie przestawał i mocno posuwał mnie na misjonarza. Już cipka mnie bolała od grubości jego kutasa, oraz od jego kumpli. Jęczałam coraz to głośniej. John wepchnął we mnie kutasa tak głęboko, jak tylko się dało. Mocno mnie ruchał wkładając mi fiuta do końca. Poczułam, że tym razem to John dochodzi. Nadal jeszcze ssałam komuś kutasa. Czy to Steve’a czy Marcusa. Pomimo zmęczenia tym całym ruchaniem nie chciałam by przestawali. Wtedy John wytrysnął do samego środka i czekałam aż wyleje całe nasienie.

    – Oooooooaaaaagggghhh… – zawyłam z przyjemności.

    – Jesteś zajebista. – mówił John.

    – Wiem…mam nadzieję, że jeszcze nie skończyliście?

    Oni spojrzeli na siebie z uśmiechem, po czym wzięli mnie na ręce i postawili na nogi. Wykorzystując to zaczęli mnie lizać po piersiach i wkładać palce do cipki. W końcu Steve położył się na łóżku. Usiadłam na jego wciąż twardym kutasie. Zaczynał mnie macać po cyckach. Naprowadziłam jego fiuta do cipy. Zaczął poruszać się w niej. Każdy kolejny kutas miał łatwiejsze wejście przez soczki z mojej cipki, oraz ich nasienie. Poruszałam biodrami chcąc poczuć bardziej jego fiuta. Byłam spragniona więcej. Pozostała dwójka patrzyła się na mnie waląc sobie.

    – Hej…jakby co jeszcze mam to… – powiedziałam wskazując na mój odbyt.

    – Niezłe z ciebie ziółko, Cassie. – powiedział Marcus który zaraz był za mną.

    Poślinił palec i zataczał kółka nad kakaowym oczkiem. W końcu wsadził fiuta prosto do mojego odbytu. Czułam dwa fiuty w sobie. Poruszali się na zmianę. Wchodzili mi do samego końca. Mój odbyt wciąż był ciasny. Jednak kutas Marcusa go rozpychał. Z mojej cipy leciały już soki. Dawno tak się nie ruchałam. Brakowało mi podwójnej penetracji. John w tym czasie podszedł do mnie i przysunął mi fiuta do twarzy. Włożył mi go szybko do buzi. Zaczęłam znów mu obciągać.
    Cholera wszystkie otwory miałam zatkane. Jeden kutas w cipie, jeden w dupie, a kolejny w ustach. Nieźle mnie ruchali i poniewierali. Aż mi się przypomniał rodzinny poker z bratem, tatą, wujkiem i dziadkiem. Wtedy też mnie nieźle przerżnęli. Po ruchaniu z kumplami taty wiedziałam że ciężko będzie u mnie z chodzeniem.
    Poruszali się coraz szybciej. Ich fiuty zaczęły znów pulsować, aż w końcu zaczęli znowu strzelać we mnie litry spermy. Steve spuścił się do środka pochwy. Marcus prosto do odbytu, a John doszedł w moich ustach.
    Kiedy wszyscy ze mnie wyszli, poczułam pustkę. Moja cipa i dupa miały poszerzone otwory z których ciekły duże ilości spermy. Tą co miałam w ustach połknęłam ku zdziwieniu reszty.

    Gdy już skończyliśmy, chłopaki dochodzili do siebie. Tak samo jak ja.

    – Ja pierdolę… – powiedział Marcus.

    – Dokładnie. – odpowiedziałem mu śmiejąc się.

    – Jesteś niezła. Dave ma zajebistą córkę. – powiedział John.

    – No to prawda. Kto by się spodziewał takiego ruchania. – powiedział Steve.

    – Uznam to za komplement. Dobrze, lepiej się tutaj ogarnijmy. Jeśli tata nas nakryje to będzie trochę źle.

    – Racja chłopaki, lepiej wróćmy do meczu. powiedział John.

    Gdy wszyscy już się ogarnęliśmy i ubraliśmy, usiedliśmy normalnie na kanapie jak gdyby nigdy nic. Akurat zaraz po tym do domu wszedł tata.

    – Hej, trochę mi się przedłużyło, ale ogarnąłem wszystko. Jak tam mecz?

    – Mecz…całkiem w porządku. – powiedział Marcus.

    Zwróciliśmy dopiero teraz uwagę, jaki był wynik meczu. Wcześniej nie mogliśmy. Widziałam, że drużyna taty i jego kumpli wygrywa.

    – No nasi wygrywają.

    – To dzięki Cassie. Jej obecność przynosi szczęście.

    – Doprawdy? No to fajnie.

    Widziałam jak Steve puścił mi oczko. Przyznam nawet nie jest źle oglądać mecz z kolegami ojca. Hah.

    C.D.N

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Mr. Morris
  • Nie-zwykla Rodzina cz 136. – Nakrycie mamy z przyrodnim bratem

    Od czasu, gdy zbliżyłam się do mojego ojczyma Toma i do jego syna Adama, relacje nasze bardzo się polepszyły. Tom od razu mnie polubił. Z Adamem było ciężej, ale i on się do mnie przekonał. Dalej się przekomarzamy, ale już jest lepiej. Jesteśmy dla siebie rodzeństwem. Pamiętam, jaki był uparty względem mnie. Nie znosił mojego towarzystwa, miał za złe, że jestem jego przyszywaną siostrą. Sama go też nienawidziłam. Dopiero, gdy odkryłam, że w głębi duszy mnie pragnął, zmieniłam nastawienie. Po tamtym razie często ruchamy się ze sobą. Uwielbiam to, a najbardziej podnieca mnie, że robimy to po kryjomu. Ani Tom, ani moja mama nie wiedzą, że pieprzę się z Adamem. Ona nawet nie wie, że robię to z Tomem. To taka nasza tajemnica. Taka moja tajemnica. Gdyby się dowiedziała, że uprawiam seks z jej mężem oraz pasierbem byłaby w szoku. Przeklęłaby mnie. Tak sądziłam do tej pory, jednak ostatnio trochę się zmieniło. Dzień rozpoczął się, jak co dzień. Zjedliśmy wspólne śniadanie. Adam był wyjątkowo miły zarówno dla mnie jak i dla mojej mamy.

    – Ten makaron wyszedł ci świetnie. – powiedział Adam uśmiechając się do niej.

    – Miło mi o to słyszeć.

    – Lizus.

    – Małpa. – przekomarzaliśmy się jak zawsze.

    – Hej, nie kłóćcie się. – po czym kontynuowaliśmy jedzenie.

    Adam od samego początku był miło nastawiony do mojej mamy. Co było bardzo dziwne, ponieważ dla mnie był z początku niemiły, jak mówiłam. Zawsze ją szanował. Słuchał się jej nawet jak się kłócił z Tomem. Zawsze, gdy wkraczała moja mama ten łagodniał i przepraszał wszystkich. Miała na niego jakiś wpływ. Tom musiał wyjechać na kilka dni do innego miasta w delegację. Byłam tylko ja Adam i moja mama. Adam wrócił do domu przed wieczorem, bo był u kumpla. Ja akurat szykowałam się do wyjścia. Miałam iść z Cassie na imprezę. Minęliśmy się dosłownie z Adamem w drzwiach.

    – Natalie już wychodzisz? – spytała mama.

    – Tak. Cassie już na mnie pewnie czeka.

    – Tylko nie przesadźcie z alkoholem. – powiedział Adam.

    – Już ty się o mnie nie martw. – powiedziałam.

    – No dobrze, ale posłuchaj się Adama okej?

    – No dobrze mamo. Potem pewnie będę u Cassie.

    – To baw się dobrze.

    – Paa.

    Wyszłam z domu. Gdy przeszłam jakiś kawałek drogi zadzwoniła do mnie Cassie. Powiedziała mi, że niestety dzisiaj musi sobie odpuścić bo wypadło jej coś ważnego do zrobienia. Trochę się zdenerwowałam, bo powinna mi powiedzieć wcześniej. Wracałam tą samą drogą powrotną do domu. Miałam klucze, więc otworzyłam drzwi. Był już wieczór, więc pewnie mama oraz Adam spali. Weszłam po cichu do domu, jednak z sypialni mamy usłyszałam dziwne jęki. Zaciekawiona tym poszłam to sprawdzić. Po cichu na palcach podeszłam do pokoju mamy i lekko uchyliłam drzwi. To, co zobaczyłam sprawiło, że nie mogłam w to uwierzyć. Otworzyłam usta ze zdziwienia. Widziałem jak moja mama całkiem rozebrana do naga leży na łóżku z rozchylonymi nogami. Adam również nagi leży na brzuchu z głową w jej cipce i ją tam zaczął lizać. Nie mogłam w to uwierzyć.
    Mama miała ponętne ciało, jędrne piersi oraz ładną, cipkę z małymi rudymi włoskami, takimi jak jej włosy. Adam lizał ją tam i dotykał. Był bardzo czuły i delikatny. Mamie bardzo się to podobało. Dotykała się po swoich piersiach.

    – Ohhh…Adam…

    Nie mogłam uwierzyć w to, co widzę. Macocha i pasierb sprawiali sobie przyjemność. Widać, że mieli swój własny sekret. I pomyśleć, że Adam szantażował mnie, że powie o tym, że rucham się z Tomem mojej mamie. Teraz ja coś na niego mam. Jednak z myślenia nad tym wyrwała mnie sytuacja, którą widziałam. Zaciekawiona tym wpatrywałam się, co robią. Ich widok jak się pieprzą działał na mnie tak, że zaczęłam dotykać się po piersiach i cipie. Przyglądałam im się przez uchylone drzwi.
    Mama potem wstała i przekręciła Adama na plecy.

    – Mmm…chcę go spróbować. Od rana go pragnę.

    Zeszła na dół do jego kutasa. Zaczęła mu obciągać. Widziałam, że bardzo jej smakował. Lizała po całości cały trzon. Poruszała ręką potęgując doznania. Ssała mu główkę, mrucząc przy tym z przyjemności.
    Po jakimś czasie położyła się na boku i uniosła nogę do góry. Adam nakierował swojego fiuta do jej wejścia. Włożył fiuta do środka. Jej nogę trzymał w górze. Zaczął poruszać się, z początku powoli a potem przyspieszał. Dodatkowo ją pieścił. Masował jej jędrne piersi. Nie poprzestawał na jebaniu jej. Jego kutas znikał w środku pochwy.

    – Oooogghh…ooo takkk…

    W końcu mama przewróciła Adama, aby leżał na plecach. Usiadła okrakiem nad jego fiutem. Włożyła go powoli do środka.

    – Ooooooooohhhh…

    Adam zaczął poruszać biodrami. Mama zaczęła podskakiwać na jego chuju. Dotykał ją po jej jędrnych piersiach. Przyspieszał z każdym pchnięciem. Mama ledwo to wytrzymywała. Jęczała coraz głośniej. Jej pośladki odbijały się od Adama. Klaskały wprowadzając mocno kutasa do jej cipy. Widok sprawiał, że coraz bardziej czułam się napalona. Wkładałam palce do środka cipki, chcąc poczuć przyjemność. Ja także pragnęłam kutasa Adama.

    – Ooogghhh…

    – Jesteś boska Grace…

    – Oooogghh…oooghhh…

    – Uwielbiasz…jak cię rżnę?

    – Ooogghh…ooo takk…ooo takkk…

    Zmienili pozycję, aby Adam mógł ruchać moją mamę na pieska. Wypięła tyłek w jego stronę. Wszedł z powrotem do jej cipki i zaczął ponownie ruchać. Mama mocno to odczuwała. Zaciskała pięści z wrażenia. Widziałam, że była blisko. Jej ciało się trzęsło, jak Adam jej wchodził coraz głębiej. Jego fiut wchodził do samego końca w jej pochwie. Wypełniając ją całkowicie. W końcu mama zadrżała gwałtownie, co znaczyło, że osiągnęła swoje spełnienie.

    – Ohhhh…Adam…mmmm…

    – Grace…zaraz skończę…

    – O tak…we mnie…we mnie kochany…ooooogghh…

    W końcu Adam też już nie wytrzymywał i wystrzelił swoje nasienie do środka jej cipki. Mama zajęczała z zadawanej przyjemności.

    – Ooooohhhhh…

    Gdy skończyli moja mama przytuliła i pocałowała Adama, gdy ten wyszedł jej z cipy.

    – Oh, Adam byłeś cudowny.

    – Ty również Grace. Uwielbiam to z tobą robić.

    – Tylko to musi być między nami.

    – Oczywiście. Nikt o tym nie wie. Tylko ty i ja.

    Wtedy znów się namiętnie pocałowali z języczkiem. Nie chcąc żeby mnie w końcu zobaczyli cicho odeszłam od drzwi i udałam się do swojego pokoju. Wciąż przetwarzałam to, co przed chwilą zobaczyłam. Moja mama ruchała się z moim przyrodnim bratem. Ze swoim pasierbem. Jak widać również ukrywa jakiś sekret. Teraz mam coś, co mogłabym kiedyś wykorzystać.

    C.D.N

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Mr. Morris
  • Edukacja z ciocia 23.

    Edukacja z ciocią 23.

    Poszliśmy z Moniką do łazienki.

    -”Umyj mi plecy kochanie?”

    -”Jasne!”

    Namydliłem ją i myłem jej plecy…potem Monika też namydliła mnie. Odwróciłem się twarzą do niej, przytuliłem ją dociskając te jej kształtne piersi, objąłem jej cudowną dupcię. Patrzyliśmy sobie w oczy, całując się.

    -”Jesteś przepiękna!”

    -”Przestań!” szepnęła cicho.

    -”To ty jesteś niesamowity!”

    -”Nie przeszkadza ci, że taki gówniarz cię zerżnął?”

    -”Daj spokój, wiek nie ma tu znaczenia.”

    -”Ale nawet nie jestem pełnoletni!”

    -“Mnie to nie przeszkadza. Cioteczkom też pasujesz! Jesteś fantastycznym kochankiem!  Nigdy nie miałam takiego seksu!”

    Pieściliśmy się, gdy poczułem wzwód. Monika też poczuła.

    -”Bożeeee Mareczku! Znowu ci się chce?!”

    -”No nie wiem…ciągle mi się chce…w domu ciągle się onanizuję…a ty?”

    -”Hmmm…lubię seks, ale jak nie masz z kim to palce i inne zabawki muszą wystarczyć. Poza tym często przyjeżdżam do mamy na weekendy, no i we trzy…no chyba już wiesz…” uśmiechnęła się ”No i ty dopiero odkrywasz życie seksualne, a ja przecież mam już 30-chę na karku. Opowiem ci kiedyś.”

    -”Monisiu? Mogę jeszcze raz?”

    -”Marek! Poważnie?”

    -”Noooo tak mnie podniecasz!”

    -”O matkooooo Marek!” szepnęła.

    Wzięła mojego członka w rękę.

    -”O kurcze! Ale ci stoi!”

    -”Nooooo!”

    Popchnąłem ją na ścianę.

    -”Tak? Od tyłu chcesz?”

    -”Tak Monisiu!”

    -”Tak dobrze?”

    -”Rozszerz bardziej nogi!”

    Rozszerzyła uda w większym rozkroku i wypięła ten cudowny kształtny tyłeczek.

    -”Teraz dobrze?”

    -”Tak…jezuuuuuu masz fantastyczne ciało!”

    -”Przestań!” szepnęła ”Wejdź we mnie!”

    Kutas sam szybciutko znalazł jej dziurkę. Pchnąłem delikatnie do połowy…jęknęła cichutko.

    -”Jesteś bardzo duży, ale już mnie rozepchałeś i cipka przyzwyczaiła się.”

    -”Mogę głębiej kochanie?”

    -”Tak śmiało, pchnij mocno!”

    Rzutem bioder wszedłem w nią głęboko. Jęknęła.

    -”Jezuuuuu Marek!”

    -”Dobrze?”

    -”Tak…już tak! Zerżnij mnie tak jak chcesz!”

    Zacząłem ją ruchać dość szybko i intensywnie. Po chwili dochodziłem.

    -”Monisiu przepraszam, ale już dochodzę!”

    -”To nic kochanie! Dojdź ty! Mnie i tak już zaspokoiłeś wiele razy dzisiaj! Skończ we mnie! Napełnij cipkę! Lubisz tak?!”

    -”Tak! Jest rozkosznie kończyć w kobiecie!”

    -”Yyyhhhmmm! Ja też lubię, ale wiesz…nie zawsze można bez zabezpieczenia.”

    -”Wiem kochanie.”

    Lałem w nią fontanny spermy. Przytuliłem się do jej dupci, zwolniłem.

    -”Jezuuuuu cudowna jesteś…” szepnąłem.”

    -”Ciiiiii !…” szepnęła ”głuptasie. Umyj mnie i idziemy na kolację.”

    -”Tak kochanie.”

    Po wyjściu z pod prysznica, Monika poprosiła:

    -”Pomóż mi rozczesać szybko włosy kochany.”

    Szybko wytarliśmy się, potem chwilę rozczesywałem jej włosy, które ona potem zgrabnie spięła w koński ogon.

    -”Podoba ci się?”

    -”Cudowne…strasznie długie! Ale ślicznie z tym kucykiem wyglądasz!”

    -”Dziękuję ci! No już. Chodźmy” szepnęła całując mnie.

    Potem zeszliśmy do kuchni owinięci tylko ręcznikami. Cioteczki już ogarnęły kolację. Obie przenikliwie przyglądały nam się z uśmiechem. Monika nie wytrzymała.

    -“No co?”

    -“Nieeee…nic…długo was nie było” odpowiedziała Bożena śmiejąc się.

    A Krystyna po prostu zapytała:

    -“Zerżnął cię córciu?”

    Zaczęliśmy się wszyscy śmiać.

    -“Marek jest niemożliwy! Było ekstra!” odparła Monika śmiejąc się.

    -“Tak tak…stara się!” przytaknęły cioteczki.

    W  świetnej atmosferze zjedliśmy posiłek, rozmawiając i żartując.

    -“Pracujesz jutro siostra?” Bożena nagle spytała Krystynę.

    -“Nie…jutro szefowa nie musi…sami ogarną w firmie…”

    Krysia spojrzała na Monikę.

    -“Fajnie było dzisiaj córcia? Ślicznie wyglądasz!”

    -“Dziękuję ciociu!”

    -“Zmęczona?”

    -“Bardziej chyba zszokowana” odparła Monika…”nie spodziewałam się takich akcji!”

    -“Ale dobrze ci było?”

    -“Jezuuu ciociu! Marek jest niesamowity!”

    Krystyna i Bożena spojrzały porozumiewawczo po sobie…mrugnęły do siebie. Przyglądały mi się obie przez chwilę. Zauważyłem też, że Krystyna puściła oczko do Moniki, a ta kiwnęła głową…

    W końcu wypaliła:

    -“A może zostaniemy na noc Mareczku?”

    Bożena dodała cicho uśmiechając się:

    -“Trzech na raz jeszcze nie miałeś!”

    Wszystkie trzy przyglądały mi się intensywnie.

    -“Poważnie?” spytałem.

    -“A czemu nie?”

    Monika podeszła szybko do mnie.

    -“Zostańcie! Proszę!” szepnęła całując mnie…

    -“A postarasz się?” zażartowałem.

    Zaczęły się śmiać.

    -“Dasz nam trzem radę?” spytała Bożena.

    -“Nie wiem ciociu. Będę się starał!” na co wszystkie wybuchły śmiechem.

    -“Pomóż mi siostra, a potem weźmiemy prysznic.”

    -“No, ja muszę” powiedziała Krystyna “po całym dniu w tym upale. Podjadę tylko do siebie i wezmę coś na zmianę.”

    -“A no tak. Dobra to ja sama posprzątam, a ty jedź.”

    -”Mareczku chcesz jakieś świeże ciuchy?”

    -”No tak Krysiu…to jakbyś mogła to bokserki i koszulę.”

    -“Dobra.”

    -“To my niedługo będziemy” powiedziała Bożena.

    -“Córcia, zmieńcie szybko pościel, bo całe łóżko mokre od spermy. I  możecie zaczynać…tylko się nie zaruchajcie!” śmiała się.

    Monika wzięła mnie za rękę uśmiechając się ślicznie.

    -“No chodź kochanie!” szepnęła “Dziś sobie nieźle pocipciasz ty niewyżytku!”

    Wpadliśmy do sypialni.

    -“Dawaj Marek! Ściągaj wszystko, prześcieradło, z poduszek, z kołdry…i wrzuć do kosza w łazience do prania. A ja założę wszystko świeże.”

    Po paru minutach łóżko było ogarnięte. Monika wskoczyła na łóżko zrzuciwszy ręcznik na podłogę.

    -“No chodź do mnie” szepnęła.

    Wśliznąłem się do niej i zaczęliśmy się pieścić i całować.

    -“Tylko teraz powoli dobrze kochany?”

    -“Jak zechcesz” odparłem “Chyba czeka mnie pracowita noc.”

    -“Żebyś wiedział!” uśmiechnęła się “Będziesz się musiał naprawdę postarać Mareczku.”

    Zaczęliśmy się wzajemnie onanizować. Monika po chwili doszła.

    -“Ooooohhhhhh kochanie! Dobrzeeeee mi! Jeszcze troszkęęęęęę! O taaaaak! Mareeeeek! O matkooooooo! Jak mi dobrzeeeeee!”

    Szczytowała cały czas.

    -“Jeszcze troszkęęęęę! Proszęęęęę!”

    Robiłem jej palcóweczkę, zwalniając i całując ją.

    -“Dobrze?”

    -“Jezuuuuuu! Kochany jesteś!”

    Zaczęła mocniej walić mi kutasa.

    -“Teraz ty!”

    Przyspieszyła trochę.

    -“Tak dobrze?”

    -“Tak kochanie! Zaraz dojdę! Jeszcze chwila!”

    Wbiłem się mocno ustami w jej usta i przytuliłem ją mocno.

    -“Juuuuuż kochanie?!”

    -“Taaaaak!”

    Wytrysnąłem jej przez palce. Poruszała jeszcze chwilę. Nadal trzymała mój penis w ręku, lekko poruszając skórką. Spojrzała na mnie.

    -“Starałam się!” uśmiechnęła się.

    -“ Wiem! Jesteś cudowna!”

    Zaczęliśmy się znowu pieścić i całować. Po jakimś czasie w drzwiach sypialni pojawiły się nasze cioteczki całkiem nagie i szybko ogarnęły sytuację, patrząc na jeziorko spermy na moim brzuchu i Monikę nadal trzymającą ręką mój członek.

    -“Mówiłam ci” roześmiała się Krystyna “że nie da jej spokoju.”

    Bożena też się śmiała.

    -“Nooo wiadomo, młody nie może się opanować! A mówiłam wam, że do obiadu też mnie gówniarz kilka razy zerżnął?!” roześmiały się.

    Szybko weszły do nas do łóżka.

    -“Noooo synek?!” zapytała Krysia “To jak chcesz? Masz jakąś propozycję?!”

    Przedstawiałem już sobie wcześniej w myślach i teraz wypaliłem:

    -“Chcę was wszystkie obok siebie i będę was lizał zmieniając, co chwila cipkę!”

    Spojrzały po sobie!

    -“Nooo” powiedziała Bożena “fantazję to ty masz!”

    -“A potem” kontynuowałem “chcę byście mnie ujeżdżały, zmieniając się na mnie…tyle razy ile będziecie chciały albo ile dam radę!”

    -“Nooo plan jest ambitny!” śmiała się Krystyna.

    -“Dobrze kochany! Trzeba wysoko mierzyć” odezwała się Monika i kontynuowała “Obiecałam Markowi, że się też postaram więc…” spojrzała na ciotki…”chcę byście mnie nauczyły, jak zrobić naprawdę dobre głębokie gardło…” spojrzała na mnie “Chcę ci sprawić dużo przyjemności…kto mnie lepiej nauczy jak nie one?!”

    -“Ależ kochanie!” szybko zripostowała Krystyna “Naturalnie. Mareczek trenuje na nas, to ty potrenujesz na nim córuniu!”

    Ułożyły się szybko we trzy na łóżku. Bożena, Monika w środku i Krystyna. Zaczęły się pieścić.

    -“Noooo czekamy!” roześmiały się.

    -“To może zacznę od Krysi, bo się stęskniła po całym dniu.”

    Przytaknęły.

    -“Rób co i jak chcesz kochany!”

    Zacząłem lizać Krystyny cipkę, spokojnie, powoli. Postanowiłem, że każdą zaspokoję. Nie było się co spieszyć. Dziewczyny świetnie zajmowały się same sobą, liżąc, całując i pieszcząc się. Lizałem już chwilę, gdy Krystyna zaczęła mocniej poruszać biodrami.

    -“O taaaaak! Kochanieeee! Tak dobrzeeee mi! Zaraz dojdęęęęę!”

    Lizałem i ssałem. Jęczała cicho.

    -“Taaaak kochanieeeee! O taaaaaak!”

    Szczytowała spokojnie.

    -“Bożeeeeeee! Mareczkuuuuu! Cudownieeeeee! Kochanyyyyyy móóóóój!”

    Szybko przeskoczyłem między Moniki uda i zacząłem ją lizać. Momentalnie zaczęła dochodzić.

    -“Taaaaak kochanieeee! Jak cudownie liżeeeeeesz! O taaaaak! Jeszczeeeeee!”

    Lizałem i lizałem. Jej ciało zaczęło się trząść. Orgazmowała.

    -“Taaaaaak! Mareeeeek! Taaaaaak! Matkoooooo! Jaaaak dobrzeeeee! Jezuuuuuu!”

    Ssałem i lizałem trochę szybciej. Było jej rozkosznie. Wiła się biodrami całując cioteczki. Przeskoczyłem do Bożeny, jej cipka była już cała mokra, niecierpliwa, czekająca na mój język. Od razu zaczęła jęczeć.

    -“Taaaak kochanieeeee! O taaaaak! Jeszcze! Jeszczeeeeeee!”

    Lizałem i lizałem. Po dłuższej chwili zaczęła i ona dochodzić.

    -“O taaaaak kochanyyyyy! Jak mi dobrzeeeee! Taaaaak skarbieeeee!”

    Wreszcie szczytowała.

    -“Jezuuuuuuuu Mareeeeeeek! O taaaaaaak! Cudownieeeeeee!”

    Przeskoczyłem znowu do Krystyny…lizałem przez chwilę, cudownie poruszała biodrami. Po chwili Monika już była pod moim językiem, polizałem chwilę jej cipkę i przeskoczyłem do Bożeny i znowu chwilę lizałem. Czułem już ogromny wzwód.

    -“Nie wytrzymam już kochane!” wykrzyknąłem “Potrzebuję cipki!”

    Roześmiały się.

    -“Pieprzony niewyżytek!” skwitowała Bożena.

    -“Nooo już…kładź się wariacie!” śmiała się Krystyna.

    Rzuciły mnie na środek łóżka.

    -“Teraz cię gówniarzu trzy ekstra dupy zerżną!” śmiały się.

    Krysia nabiła się pierwsza.

    -“Cudownie duży jesteś! Stęskniłam się po całym dniu!”

    Zaczęła mnie ostro jechać.

    -“Tak kochanie! Nabij się do końca!” dopingowała ją Bożena.

    Monika przyglądała się wielkimi oczami, gdy Krystyna podnosiła się na tyle, że mogła zobaczyć całego kutasa.

    -“Jezuuuuuu ciociu! Ale dużyyyyyy!”

    -“Nooo córciaaaaa! Zaraz ty wsiądziesz!”

    Zacząłem dochodzić pod wpływem tej szybkiej i intensywnej jazdy.

    -“Już młody dochodzi!” szepnęła Bożena.

    -“Nooo córcia!” Krystyna spojrzała na Monikę “patrz teraz, jak się we mnie spuści! Zaraz napełni moją szparkę! Patrz mała!”

    -“Dawaj kochanie! W moją wielką dziurę! Ładuj wszystko! Zalej tę bruzdę do pełna!”

    -“Widzisz mała?!”

    Złapała ją za kucyk i mocno docisnęła do mojego brzucha tuż przy swoim kroczu.

    -“Tutaj! Wyliż teraz cały jego spust z mojej cipki!”

    Uniosła się. Sperma wyciekała cienką strużką.

    -“Liż mała! Nooooo! Liiiiiiiż! Wyliż wszystko!”

    Krystyna zsunęła się ze mnie na łóżko pociągając za sobą Monikę za włosy.

    -“Bożena! Wsiadaj!”

    -“A ty mała…tutaj…wyliż ciocię z Marka spermy! Wszystko! Cała pizda ma być porządnie wylizana! Do czysta!”

    -“Tak ciociu!”

    Monisia posłuszne zlizywała moje nasienie z Krystyny. Bożena już jechała mojego wciąż naprężnego członka.

    -“Jak dobrze Mareczku! Jesteś ogromny!”

    -“Ruchaj mnie ciociu!” szepnąłem.

    -“Tak kochanie! O taaaaaak!”

    Też jechała dość mocno i po chwili znowu dochodziłem.

    -“Dobrze malutki” szepnęła, gdy poczuła jak się sprężyłem.

    -“Monisiu…chodź tu do mamusi! Teraz Mareczek dojdzie w mojej cipce! Patrz córcia! Teraz mnie napełni! Patrz malutka! Już! Zaraz zaleje swoją młodą spermą cipkę twojej mamy! Patrz córeczko!”

    Krystyna szybko uniosła się i docisnęła ponownie jak poprzednio głowę Moniki do mojego brzucha blisko Bożeny łona.

    -“Patrz mała suczko! Teraz napompuje mamusię! Spuści całą spermę do jej wnętrza!”

     A do mnie:

    -“Ładuj Marek! Zalej jej tę dziurę! Do pełna!”

    Wystrzeliłem w Bożenę. Monika przyglądała się zafascynowana. Krystyna szybko ściągnęła Bożenę ze mnie i pchnęła na łóżko.

    -“Chodź tu mała!”

    Ponownie złapała Monikę za kucyk.

    -“Teraz córeczka wyliże całą spemę z mamusi cipy! Wyliżesz mała wszystko! Rozumiesz mała suko! Do czysta!”

    Monika kiwnęła głową.

    -“A ja ci go postawię, żebyś ty go teraz ujeździła!” szepnęła do Moniki i zgrabnie wzięła mój penis ręką i zaczęła ssać.

    -“Pomogę ci!”

    Bożena też szybko przysunęła się. Monika nadal lizała spermę z jej cipki. Kutas zaczął mi ponownie nabrzmiewać.

    -“Chodź córuś!” szepnęła Krysia.

    -“Teraz ciocia chce zobaczyć, jak go będziesz ujeżdżać! Wsiadaj córcia! Pokaż cioci jak go rżniesz!”

    Zaczęła się nabijać.

    -“Jezuuuuu Krysiu! Jest taki duży!”

    -“Nooooo! Teraz malutka wreszcie po tylu latach poczujesz porządnego kutasa! Nooooo! Dawaj!”

    -“Matkoooooo! Jaki duży ciociu!”

    -“Siadaj! Mówię” Krystyna była bezwzględna.

    Złapała ją od tyłu i przytuliła się do niej. Objęła ją mocno rękami przez brzuch.

    -“Moje kochanie” szepnęła “ciocia tu jest. Nooooo śmiało kochanie…”

    Pchnęła się mocno na Monikę, przycisnęła ją mocniej swoim ciężarem.

    -“Marek, weź ją za biodra.”

    Złapałem Monikę mocno za biodra.

    -”Jezuuuuuu! Jest ogromny! Ledwie wchodzi!” gdy poczuła zaledwie główkę w cipce.

    Krystyna spojrzała na mnie i kiwnęła głową. Szepnęła do ucha Moniki:

    -“Teraz córuniu weźmiesz całego taaaaak?  Noooooo!” i pchnęła ją mocno na mnie, przyciągnąłem ją za biodra.

    -“Aaaaaaaaaaaaa!” krzyknęła Monika.

    -“Jezuuuuuuuuu! O matkoooooooo!”

    -“Juuuuuż mała! Noooooo już! Spokojnie! Już go masz! Jest cały w tobie! Noooo już lepiej?”

    -“Taaaak! Ale jest ogromny ciociu!”

    -“Nooooo! Zruchałyśmy go pierwsze, żeby teraz tobie dał rozkosz! Dla ciebie kochanie! Dla ciebie!”

    -“Mareczku! Delikatnie tylko!”

    -“Tak ciociu, wiem!”

    Monika spojrzała na mnie ze łzami w oczach.

    -“Przepraszam kochany!”

    Obie teraz całowały i pieściły ją. Przytuliłem ją do siebie, leżała teraz na mnie, a ja trzymałem ją za dupcię i delikatnie dociskałem ją do kutasa.

    -“Już lepiej Monisiu?”

    -“Taaaaak! Ale jesteś ogromny!”

    Wreszcie sama zaczęła się poruszać.

    -“Teraz jedź go córcia!”

    Krystyna uśmiechnęła się.

    -“Zerżnij małolata!” wreszcie Monika też uśmiechnęła się.

    -“Tak ciociu!”

    Ujeżdżała delikatnie, chyba nadal nie była pewna, czy nie wejdę w nią głębiej.

    -“Dobrze córcia! Spokojnie.”

    Dochodziłem po chwili.

    -“Monisiu! Mogę już kochanie?”

    Zrozumiała.

    -“Taaaaak! Skończ we mnie! Proszę!”

    Wystrzeliłem do jej cudownego gorącego wnętrza. Trzymałem ją mocno pompując spermę kilkoma dużymi wytryskami. Cioteczki przyglądały się z uśmiechem.

    -“Napompuj moją córcię do pełna kochanie!” szeptała Bożena.

    -“Siedź mała! Nie schodź!” przykazała Krystyna.

    -“Marek?!”

    -“Tak, wiem ciociu.”

    -“Teraz Monisiu powoli ujeżdżaj go, żeby tobie było dobrze.”

    Monika posłusznie zaczęła się nabijać.

    -“Teraz już lepiej! Ciociu nigdy nie miałam takiego dużego!”

    -“Wiem kochanie! To nic! Muszę pochwalić Marka, bo bardzo dużo się nauczył. Ma dużego, ale nie zrobi ci przecież krzywdy córciu.”

    -“Wiem ciociu! Jest delikatny!”

    -“Nooo ruchaj go, ruchaj. Dogódź sobie malutka.”

    Po chwili Monika zaczęła dochodzić.

    -“O taaaaak! Jest mi dobrzeeeeee! Teraaaaaz! Taaaak! Mareeeeek! Kochanieeeeee! Jak mi dobrzeeeeee!” jęczała.

    -“Jezuuuuuuu!”

    Opadła na mnie i przytuliła się mocno. Cioteczki pieściły ją.

    -“Dobrze malutka! Noooo juuuuuż kochanie! Juuuuuż!”

    Opadła obok na łóżko. Krystyna wsiadła na mnie! Zaczęła mnie ujeżdżać, mówiąc do Moniki:

    -“Odpocznij trochę córcia.”

    Bożena całowała i pieściła córkę.

    -“Nooo Mareczku! Stęskniłam się!”

    -“Widzę Krysiu!” jechała mocno i intensywnie.

    -“Teraz cię zerżnę kochanie!”

    Ujeżdżała mnie naprawdę ostro. Poczułem, że dochodzę. Wiedziała, czując moje naprężenie penisa.

    -“Ładuj kochanie w cipkę!”

    -“Taaaaaaak Krysiu!” jęknąłem.

    Jechała dalej chwilkę.

    -“Bożena! Wsiadaj! Zaruchamy gówniarza!”

    Szybko się zmieniły.

    -“Jedź go ostro”.

    Bożena zaczęła mnie mocno i głęboko dosiadać.

    -“Nooooo kochanie? Dobrze cię ciocia rżnie?” zaśmiała się.

    -“Nooooo wszystkie się staracie!” zaśmiałem się.

    Bożena po chwili doprowadziła mnie do orgazmu. Wystrzeliłem w nią strumień nasienia. Docisnęła się głębiej i lekkimi ruchami spuszczała resztki wytrysku. Krystyna całowała i pieściła Monikę.

    -“Noooo córcia, twoja kolej!” szepnęła “Wsiadaj!”

    -“Tak ciociu!”

    Patrzyła mi w oczy.

    -“Mareczku…kochanie…delikatnie proszę” szeptała.

    -“Tak kochanie…wejdź powoli.”

    Ciotki ją pieściły.

    -“Noooo powoli córunia.”

    Monika usiadła na mój członek powoli, ale teraz już nabiła się bez problemu. Jęknęła tylko

    -“Wciąż nie mogę się przyzwyczaić. Jesteś taki duży!”

    Krystyna uspokoiła ją.

    -“Będzie dobrze malutka, jak cię trochę rozepcha zobaczysz! Musi ci bardziej cipkę rozruchać. Dasz radę córeczko! Noooo pojeździj troszkę, spuść go jeszcze raz. Potem odpoczniemy trochę.”

    Zaczęła mnie spokojnie ruchać.

    -“Teraz dobrze już?”

    -“Tak, już biorę cię całego kochanie!”

    Przytuliłem ją i tak powoli po chwili miałem ponownie orgazm w jej szparce. Jęknęła cichutko, gdy poczuła ładunek spermy.

    -“Dobrze kochanie?” spytała cicho.

    -“Cudownie Monisiu! Jesteście dziewczyny fantastyczne!”

    Leżała na mnie odpoczywając.

    -“Nooooo synek! Daj nam chwilę odpocząć” szepnęła Bożena.

    -“Tak duszno dzisiaj. Chodźcie szybko pod prysznic, odświeżyć się.”

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Mi Riam
  • Przypadek Michala cz.VI

    ***

     

    Wszyscy uczniowie z dwóch najstarszych klas zaklinali pogodę. Od trzech dni padało, jakby ktoś chciał zatopić świat. W poniedziałek mieliśmy jechać na pięć dni do Karpacza. Jeśli tak miała wyglądać ta wycieczka, to większość czasu przyjdzie nam spędzić w ośrodku z belframi na karku. Każdy z nas liczył na więcej swobody.

     

    Na razie jednak cieszono się tym, że przez kolejny tydzień nie będzie nauki. Piątkowe zajęcia były za nami. Poza setkami litrów wody lejącymi się z nieba, wszystko inne było super.

     

    Siedziałem w domu, straszliwie znudzony i skwaszony. Nie miałem szans na spotkanie z Nastką, leżała chora w domu, gdzie nie odstępowała jej matka. Żadne ciekawe imprezy też sie nie kroiły. Zapowiadał się weekend z kumplami przy piwie, kompie czy telewizji. Nuda. Schemat.

    W sumie miało być inaczej. Po tym jak Wiktoria nakryła mnie na bzykaniu młodszej koleżanki, postanowiłem skupić swoje erotyczne plany na jej osobie. Nie mogłem jednak zrobić tego w tym momencie. Dziewczyna wyjechała nieoczekiwanie z rodzicami do rodziny we Wrocławiu.

     

    W oczekiwaniu na wiadomość od kolegów umilałem sobie czas krótkim, ale treściwym pornosem. Musiałem pozbyć sie napięcia związanego z brakiem seksu. Im częściej go uprawiałem, tym bardziej mi go brakowało.

    Gdy już zrobiłem sobie dobrze i leniwie rozciągnąłem się na łóżku, nagle ożyła moja komórka. Sms. Z początku myślałem, że to Adam lub Szymek, ale na ekranie wyświetlił się zupełnie nieznany mi numer.

    “Chcę się z tobą spotkać. Czekam w samochodzie na rogu twojej ulicy za pół godziny. A.”

     

    Cóż, jak się rzekło Anastazja odpadała, poza tym nie jeździła autem. Jedyną osobą z imieniem na literę A, która mogła to napisać była Anita Grześkowiak. Byłem niezmiernie ciekaw tego spotkania. Nie liczyłem oczywiście na nagła zmianę jej zachowania i serdeczne powitanie, ale nie mogłem tam nie pójść. Zaintrygowała mnie. Odliczałem czas, nie mogąc się doczekać upłynięcia dwóch kwadransów.

     

    Na ulicy poczułem się odrobinę niekomfortowo. Nigdzie nie mogłem dostrzec żółtego fiata 500. Jedynym samochodem w miejscu, gdzie miała czekać Anita była wysłużona skoda fabia. Gdy mignęły w niej światła zorientowałem się, że to, o ten samochód chodzi.

    Podchodząc bliżej poznałem kobietę siedzącą za kierownicą. Tak jak myślałem była to pani Anita.

     

    – Wsiadaj, przejedziemy się – zarządziła, otwierając drzwi. – I nie dziw się, to samochód mojej siostry.

     

    Posłusznie wsunąłem się na siedzenie obok kierowcy. Byłem ciekaw gdzie mnie śliczna belferka wywiezie i jak szybko wybuchnie. O dziwo, przez pierwszych dziesięć minut jechaliśmy w milczeniu. Pani Anita sprytnie wymyśliła miejsce do rozmowy. Piętrowy parking przy galerii handlowej. Samochodów w piątkowy wieczór  było tam naprawdę dużo. Nikt nie zwróci uwagi na kolejny, do tego stojący w samym rogu, ukryty w półcieniu.

     

    Gdy silnik zamilkł anglistka przeszła natychmiast do rzeczy. Zaskoczyła mnie, jej głos był zadziwiająco spokojny.

     

    – Michał, nie bawi mnie ta cała sytuacja między nami – stwierdziła. – Uważam, że powinniśmy odpuścić.

     

    – Sorry, ale to nie ja zacząłem wojenkę. – Przypomniałem nauczycielce.

     

    – Wiem, ale.. nie potrafię.. nie mogę ci powiedzieć…

     

    – Czego?

     

    – Ja… ja strasznie dziwnie się przy tobie czuję i… – ciężko szło pani Grześkowiak tłumaczenie tego, co ja doskonale wiedziałem. No może poza tym czemu tak mocno się broni. – … ale, to ty właśnie to wszystko zacząłeś. Po co była ta pisemna praca podszyta erotyzmem? Musiałeś mi to robić?

     

    – To tylko zapisana kartka papieru, nie może jej pani zignorować?

     

    – No… no właśnie nie.

     

    – Jak wygląda pani propozycja?

     

    – Posłuchaj, dam ci więcej luzu. Odpuszczę z Nastką – Piękne, sarnie oczy patrzyły na mnie z nadzieją. – Jesteście prawie dorośli, więc migdalcie się ile chcecie, byle nie było z tego wpadki i niepotrzebnej sensacji. Naprawdę pogodzę się z tym, ale ty też musisz mi odpuścić. Żadnych prowokacyjnych gestów i tekstów. Zero maślanych oczu i obłapiania wzrokiem. Po prostu normalność.

     

    Tak to sobie wymyśliłaś paniusiu, pomyślałem. No cóż, wciąż jesteś moim numerem jeden. Najseksowniejszą laską na mojej liście. W związku z powyższym, mało na mnie działają twoje argumenty.  

     

    – Przykro mi pani Anito, ale nie mogę się zgodzić – odparłem po chwili milczenia. – Zbyt mi na pani zależy, abym poszedł na taki układ.

     

    Nauczycielka w jednej chwili przeszła przemianę. Uaktywniła całą złość. Jej pięści opadły na mnie, trafiając w twarz i tors.

     

    – Zależy ci! Ty nędzny mały erotomanie! Zrozum, że to nie zabawa! – Cedziła przez zęby. – Zniszczę cię! Zrozum smarkaczu, że tu idzie o coś więcej niż o głupiutką miłostkę ucznia do nauczycielki!

     

    – O co więc chodzi? – spytałem, gdy już zdołałem odeprzeć atak.

     

    – O to że…, o gówno! Wysiadaj!

     

    – Zostawi mnie pani tu samego? Mam kawał do domu, a na dworze ciemno, zimno i deszcz. – Zmarkotniałem.

     

    – A co mnie to obchodzi! Radź sobie i zapamiętaj. Kolejnej ugody nie zaproponuję! – Trzasnęła drzwiczkami, gdy wyszedłem z samochodu i odpaliła go w jeden chwili. Minutę potem stałem sam na parkingu, rozmyślając czym było to przedziwne spotkanie.

     

    Wracając do domu dostałem kolejnego sms-a. Tym razem nadawca był mi doskonale znany. Pani dyrektor Bogna Ratkiewicz.

    “Masz ochotę, skarbie na wieczór ze mną plus bonus?”

    Ciśnienie lekko mi podskoczyło. Krew szybciej popłynęła w żyłach.

    “Z tobą. Zawsze. Co za bonus?”

    “Słodki jesteś. Bonus to niespodzianka. Podjedź autobusem do centrum Warszawy. Bądź o ósmej koło Sfinksa. Zabiorę cię stamtąd.”

    “Ok.”

     

    Jak widać moje plany szybko się wykrystalizowały. Wieczór z Bogną, która

    najwyraźniej zerwała się spod kurateli męża, zapowiadał się wspaniale. Gnałem do domu jak szalony, żeby sie wyrobić na właściwy autobus. Przedtem jeszcze przydałby się szybki prysznic.

     

    ***

     

    Warszawa spowita była w noc, rozmigotaną setkami świateł. Mieszkając na peryferiach wielkiego miasta, z pewnym zaciekawieniem obserwowałem wieczorne życie metropolii. Piątek to dzień specyficzny. Tygodnia koniec i początek. Ulicami co chwilę przemykały grupki  imprezowiczów. Zerkałem na zegarek, niecierpliwiąc się, ale cztery minuty po ósmej przy krawężniku zatrzymała się taksówka, a z jej okna wychyliła głowa Bogny.

     

    – Jestem. Wskakuj raz dwa, bo tu niezbyt można stawać.

     

    Wystrzeliłem jak z procy, pakując się do auta. Jakież było moje zdziwienie, gdy  w środku odkryłem, że Bogna nie jest jedyną pasażerką. Obok niej siedziała kobieta w podobnym wieku co pani dyrektor. Podobnie jak ona atrakcyjna i zadbana. Obok kierowcy, z przodu samochodu, siedział niewiele starszy ode mnie chłopak, o sylwetce przypominającej bulteriera.

     

    – Bonus niespodzianka to właśnie oni. Moja przyjaciółka Lidka i jej sympatyczny towarzysz… Fabian.

     

    Poczułem zakłopotanie, pomieszane z ciekawością i podnieceniem. Wiedziałem, że obecność tych dwojga nie jest bez powodu. 

     

    – No, no Bogna zaskoczyłaś mnie tym razem – cicho wyznała Lidia. – Młodziutki, pyszny chłopak… mmm

     

    Głos kobiety przeszedł w cichy pomruk. Poczułem jej dłonie na kroczu. Jeśli miałem jakieś wątpliwości, co do roli jaką mieli odegrać dzisiejszego wieczoru nowi znajomi, to prysły one w jednej chwili. Efekty uboczne mojej przypadłości były równie ekscytujące, co ona sama.

     

    Taksówka po około dwudziestu minutach podjechała pod elegancki budynek mieszkalny. Nowoczesny design, wielkie szklane tafle okien, loggie i balkony. Nasze, a zwłaszcza napalonych mamusiek rozmowy były mało dwuznaczne. Taksówkarz patrzył na naszą czwórkę ze zgorszoną miną. Dwa w jednym. Potępienie i zazdrość.

     

    Mieszkanie na przedostatnim, dziewiątym piętrze było bajeczne. Choć to Lidia miała do niego klucze, to na pewno nie było jej własnością. Od razu było to widać. Być może należało do kogoś z jej rodziny lub do znajomego. Nie przyszliśmy tu jednak podziwiać zamożności i gustu ewentualnych właścicieli.

     

    Gdy tylko pozbyliśmy się wierzchnich ciuchów z głośników wypasionego sprzętu hi-fi popłynęła muzyka. Jakże inna od tej, do jakiej byłem przyzwyczajony. Nastrojowa, cichsza, pobudzająca zmysły. W połączeniu z delikatnym światłem gustownych kinkietów tworzyła odpowiednią atmosferę.

     

    – Ten kierowca był nieznośnie ciekawski – westchnęła Lidia i przylgnęła ciałem do swojego mięśniaka. Oboje wzięli w posiadanie wielką skórzaną sofę.

     

    Teraz, przy lepszym świetle i bez kurtek mogłem się bardziej im przyjrzeć. Stanowili wręcz podręcznikową parę dojrzałej i gorącej kobiety oraz młodszego od niej kochanka. Nie myliłem się oceniając, że Lidia była w podobnym wieku co moja pani dyrektor. Twarz kobiety, w przeciwieństwie do buzi Bogny była mnie naturalna. Chirurg się spisał, bo wyglądała świetnie, choć mnie jak zwykle raziły nieco zbyt pełne usta. Na szczęście, nie przesadnie. Przyjaciółka dyrektorki była też pulchniejsza, ale wciąż w taki sposób, który mógł się podobać. Pięknie wyrzeźbiony biust (nie zdziwiłbym się jak przez męża Bogny), dopasowany był rozmiarem do reszty figury Lidii. W sukience bez ramion i z głębokim dekoltem omal nie wylewał się na zewnątrz.

    Fabian natomiast skojarzył mi się z jednocześnie z siłownią i salonem urody. Był doskonale zbudowany, choć nie przesadnie. Żaden tam zbir na koksie. Jednocześnie był zadbany niczym facet kochający inaczej. Wypolerowany łysy łeb, zadbane pazury, ciuchy niczym z katalogu dla Jamesa Bonda. Do tego pachniał jak drogeria. Kurwa, co ja tu robię, przyszło mi do głowy. Pasowałem tu jak wół do karety.

     

    – Nie przejmuj się. Lidka lubi takich typów, a ja wolę ciebie – Szepnęła mu na ucho Bogna, jakby czytając w myślach. – Chodź, zatańcz ze mną!

     

    Zeszliśmy z miękkiego dywanu i zaczęliśmy bujać w rytm płynącej muzyki. Usta Bogny zaraz odnalazły moje. Wtuleni, całowaliśmy się leniwie poruszając językami. Ciepłe wargi dyrektorki sprawiały, że kręciło mi sie w głowie. Starając się nie sprawiać wrażenia zbyt niecierpliwego, odszukałem na plecach towarzyszki brzeg głębokiego dekoltu i wsunąłem pod niego dłoń.  Czułem kształt pojawiających się krągłości. Byłem dokładnie w tym miejscu. gdzie plecy tracą swoją szlachetną nazwę.

     

    – Mmm, doskonały początek wieczoru – mruknęła mi do ucha Bogna, językiem przesuwając po małżowinie mojego ucha.

     

    Dobrze, że zaciągnęła mnie do tańca, bo wtulony w nią mogłem jednak zerkać na boki. Przy innej zabawie mogłaby mieć pretensje, że zbyt mnie interesuje para na sofie. Nie potrafiłem się opanować, by ich nie podglądać. Lidka wolała chyba przechodzić szybciej do rzeczy, a może była bardziej nakręcona. Obydwoje z Fabianem mieli na sobie tylko bieliznę. On, potężnym torsem napierał na kochankę, pracując dłońmi nad tym, by uwolnić jej cycki od niewoli biustonosza. Gdy w końcu mu się udało, przez chwilę niemal zapomniałem, że niezwykły biust mam przed samym nosem. Fabianowi również dwa melony partnerki musiały się podobać. Pieścił je z namaszczeniem, nie żałując rąk ani języka.

     

    Poczułem, że moje podniecenie rośnie w gwałtownym tempie. Dowód na to wpił się w ciało Bogny.

     

    – Mam nadzieję, że ja też mam w tym udział – Zmysłowy głos pani dyrektor potrafił działać cuda. Przeciągnęła dłonią po moim kroczu.

     

    – Przepraszam, ale to dla nie nowość – jęknąłem usprawiedliwiająco. Zauważyła, że zerkam na tamtych dwoje.

     

    – Przestań się kajać! To normalne.

     

    Była wyrozumiała i cudowna. Musiałem zatrzeć to kiepskie wrażenie. O dziwo, sprawnie uporałem się z zapięciem sukienki. Wolno osunęła się na podłogę. Musiałem to przyznać, Bogna biła na głowę swoją przyjaciółkę. Nie tylko urodą, ale także figurą i zmysłowością. Koronkowa bielizna, pończochy i szpilki jako dopełnienie jej ponętnego ciała robiły niesamowite wrażenie. Przeciągnąłem językiem po idealnych piersiach i dłońmi naparłem na pośladki.

     

    – Już się natańczyłam – jęknęła Bogna i pociągnęła mnie w stronę drugiego pokoju.

     

    Za jego progiem wyskoczyłem z ubrania, pozbywając się od razu wszystkiego. Nie ma sensu w pieszczeniu się z gatkami, skoro i tak zaraz podzielą los reszty ciuchów.

     

    – Spieszysz się do mnie, to dobrze – Uwodziła głosem dyrektorka.

     

    Pokój w którym wylądowaliśmy okazał się sypialnią, ewentualnie miejscem do niegrzecznych zabaw. Centralną jego cześć zajmowało wielkie niczym lotnisko łoże. Nad nim, na suficie znajdowało się tak samo duże lustro. Istny plac zabaw.

    Bogna ułożyła się wygodnie na środku mega wyrka. Zanim zameldowałem się koło niej, ściągnęła figi i biustonosz. Znajoma, zaczerwieniona bruzda wywołała we mnie kolejną falę żądzy. Niczym pies Pluto, z wywalonym jęzorem zapadłem się między uda partnerki, spijając z nabrzmiałego sromu lepką wilgoć. Palce jednej dłoni zanurzyłem w miękkości norki, wspomagając pieszczotę języka. Drugą ręką odszukałem jeden z cycków i skupiłem się na sterczącym sutku. Szybko wprowadziłem kochankę w stan rozkosznego upojenia. Lawirowała ciałem między jedną a drugą pieszczotą, pojękując zmysłowo. Dziś, każda porcja podniecenia była większa, co zapewne miało związek z widokiem w szklanej tafli, nad naszymi głowami. Odgłosy dochodzące zza ściany świadczyły o tym, że Lidka i Fabian nieco nas wyprzedzili. Przyjaciółka, była zdecydowanie głośniejsza niż moja towarzyszka.

     

    Jeszcze przez chwilę pieściłem Bognę, doprowadzając ją do wrzenia. Wkrótce poczułem, że stara się opleść mnie mocniej nogami i podciągnąć do góry. Zrozumiałem zaproszenie. Przesunąłem się do przodu, podnosząc lekko tyłek. Bez problemu odszukałem cipkę i wszedłem w nią pewnie. W jednej chwili zacisnęła się na moim fiucie. Jak zwykle w takim momencie przeszyła mnie dzika rozkosz. Starając się tonować tempo, zacząłem pieprzyć dyrektorkę. Po pierwszych pchnięciach zarzuciła mi nogi na plecy, więżąc w drapieżnym uścisku. Dłonie zanurzyła w mojej czuprynie, mierzwiąc ją niczym pluszową maskotkę.

     

    – Michałku nie żałuj sobie – jęknęła. – Pieprz mnie mocniej.

     

    Zwiększyłem tempo i moc pchnięć. Taka seks maszyna jak Bogna potrzebowała silniejszych doznań. Jebałem więc jak natchniony, zdając sobie sprawę, że możemy zostać zweryfikowani przez pozostałą dwójkę. Moja MILF wydawała z siebie całą gamę przeróżnych dźwięków. Większość z nich doprowadzała mnie do szaleństwa. Liczyłem na to, że Bogna jak zwykle szybko osiągnie szczyt, bo inaczej ja zrobię to przed czasem.

    Nie zawiodłem się. Ciało dyrektorki zaczęło wysyłać sygnały o zbliżającym się finale. Ruchy kobiety stały się bardziej nieregularne i gwałtowne. Zdjęła dłonie z mojej głowy i zacisnęła pięści na prześcieradle. Jęcząc głucho, rozpoczęła ostatni etap spełnienia.

     

    – O kurwa! – wyrwało się Bognie. Poznałem ją już od tej strony, ale podziałało to na mnie jak poprzednim razem.

     

    Przyspieszyłem po raz kolejny. Wkładałem całą swoją energię w następne pchnięcia. Gdy Bogna prężąc się w ekstatycznym uniesieniu poddała się orgazmowi, ja wciąż wbijałem w nią kutasa.

    Byłem nakręcony i przepełniony żądzą. Pomimo tego zdołałem dostrzec, że od paru chwil nie jesteśmy w pokoju sami. Obok nas, oparta o ścianę stała naga Lidia. Twarz kobiety zdradzała ogromne emocje, w oczach czaiło się szaleństwo. Obserwowała nas i bez skrepowania robiła sobie dobrze. Stojąc w lekkim rozkroku, jedną dłonią pieściła cipkę, drugą natomiast zaciskała na piersi.

     

    Dla mnie był to kolejny stymulujący element. Kamyczek do lawiny, która miała za chwilę nadejść. Jeszce kilka silnych pchnięć i ją poczułem. Gorące szaleństwo ekstazy wypełniło moje ciało. Wiedziałem, że Bogna bierze pigułki i nie ma nic przeciwko kończeniu w jej wnętrzu, ale czując na sobie wzrok Lidii, chciałem bardziej efektownego zakończenia. Wyszedłem z kochanki i wydostałem z łapczywych objęć. Pani dyrektor przytomnie złapała trzon kutasa i wprawnymi ruchami uwolniła wzburzoną falę. Orgazm eksplodował we mnie z wielką mocą. Sperma pokryła perlistymi cętkami brzuch, piersi, a nawet odrobinę twarz Bogny. Zachwyt w oczach stojącej z boku Lidii był wystarczającą oceną.

     

    Emocje towarzyszące tej zabawie pozbawiły mnie na parę minut ochoty na cokolwiek. Zawładnął mną leniwy, rozkoszny błogostan. Gdy świadomość wróciła byłem sam w wielkim łożu. Na miękkich nogach ruszyłem w głąb apartamentu. W salonie ujrzałem niecodzienny widok. Na skórzanej sofie leżały Bogna, a na niej oparta Lidka. Obydwie były nagie, a moja partnerka pieściła leniwie piersi przyjaciółki. Tymczasem naprzeciwko sofy stał ustawiony fotel, na którym siedział goły jak go Bozia stworzyła Fabian. Jego fiut sterczał niczym lufa armaty między stopami Lidki, która nimi poruszała z wprawą pieszcząc mężczyznę.

     

    – Ooo, jest nasz młody bóg – przywitała mnie przyjaciółka Bogny. – Dołączysz do nas?

     

    Byłem wypruty po wcześniejszym spektaklu, ale erotyczny obraz był bardzo zachęcający. Nie bez problemu znalazłem sobie miejsce na brzegu sofy i dostosowując się do leniwego tempa pozostałej trójki, zacząłem gładzić cycki Bogny. Ona odwdzięczyła się, wolną ręką pieszcząc mojego kutasa.

     

    – Nie zapominaj też o mnie – poprosiła Lidka.

     

    Przełknąłem z trudem ślinę w rozpalonym gardle. Bogna z przyjaciółką nie pierwszy raz zapewne grały w taką grę. Odważnie zagarnąłem półkulę piersi Lidii. Po chwili bez problemu pieściłem obydwie kobiety na przemian.

    Gdy poczuliśmy się znudzeni tą figurą erotyczną, przeszliśmy w kolejny etap. Obaj z Fabianem usiedliśmy na sofie, a panie zajęły strategiczne pozycje przed nami. Obie były doświadczone i doskonałe w oralnych pieszczotach. Palce, dłonie i usta Bogny wyczyniały cuda z moim fiutem. To samo mógł powiedzieć Fabian o swojej partnerce. Napięcie rosło. Budziły sie na nowo wygasłe żądze.

     

    Wreszcie stało się to. co chodziło po mojej  głowie od początku tej grupowej schadzki. Panie zamieniły się miejscami. Usta Lidii były równie ciepłe i chętne co mojej pani dyrektor. Jednak świadomość, że to nie Bogna tylko kobieta, której jeszcze kilka godzin temu zupełnie nie znałem uderzyła we mnie z wielką mocą. Podniecenie rosło, a wraz z nim twardniał i rósł mój członek.

     

    Gdy obydwaj z Fabianem zostaliśmy urobieni do dostatecznie twardej konsystencji, kobiety przeszły do konkretniejszych działań. Dosiadły nas wyraźnie zadowolone z rozwoju sytuacji. Obydwie były zwrócone do nas plecami. Fabian trzymał swoją partnerkę za biodra, ja Bognę objąłem i pieściłem jej piersi. Nigdy nie było mi tego dość. Tak czy tak, panie tańcząc na nas doprowadzały się do szaleństwa kolejnej ekstazy. Czułem wielkie podniecenie. Mózg wibrował falami rozkoszy. Ciałem targały magiczne dreszcze.

     

    Wszystkie doznania się wzmogły, gdy przyjaciółki zamieniły się miejscami. Lidka była dla mnie nowością. Gdy ona bujała się na moim fiucie, badałem każdy szczegół jej ciała, który miałem w zasięgu rąk. Dorodne wzgórza piesi, gładkość skóry na plecach czy brzuchu, a także krągłość pełnych bioder. Przed wszystkim jednak badałem każdym poruszeniem kutasa miękkie wnętrze lidkowej norki. Nic a nic, nie przeszkadzało mi, że tuż obok Fabian pieprzy Bognę, co sądząc po ich minach, sprawiało im mnóstwo przyjemności. Pani dyrektor spojrzała na mnie i uśmiechnęła się, lekko mrużąc oczy.

     

    – Jesteś wspaniały – Bezgłośnie wyznała.

     

    Tak też się czułem. Włączyła mi się ponownie opcja bożka seksu. Poczułem moc i zsunąłem Lidię z kolan. Przez chwilę była zaskoczona, ale, gdy odwróciłem ja tyłem do siebie i lekko pchnąłem na sofę, mruknęła zadowolona.

     

    – Chłopak jest świetny.

     

    Oparła się rękami na oparciu kanapy, wypinając zadek. Wilgotna, nabrzmiała cipka czekała między rozchylonymi udami na mojego fiuta. Od razu przyjęła go całego. Lidka szybko dopasowała rytm do moich pchnięć i przeszliśmy w fazę ostrego rżnięcia. Fabian dalej posuwał Bognę na siedząco.

    Panie były coraz bardziej podniecone, czemu dawały wyraz coraz głośniejszymi i częstszymi jękami. Salon wypełnił się dzikimi odgłosami. Lidia pierwsza zaczęła szczytować. Orgazm usztywnił jej ciało, osunęła się na sofę dysząc ciężko i zapadła w ekstazę.

    Ująłem członka w dłoń i robiąc sobie dobrze obserwowałem Bognę z Fabianem. Pani dyrektor wzrok miała już zamglony i wypisaną na twarzy pełną gotowość do spełnienia. Znałem te objawy doskonale. Fabian też to wyczuł. Mocniej zacisnął dłonie na talii kochanki i zmusił do szybszej pracy biodrami. Głębsze doznania sprawiły, że Bogna w jednej chwili stała się bombą. Wyginając ciało w łuk, eksplodowała rozkoszą. Widok był naprawdę nieziemski.

     

    Nasze kochanki szybko ochłonęły. Klęknęły obok siebie na niemożliwie puszystym dywanie i zabrały się do naszych fiutów. Bogna zajęła się mną, a Lidka swoim partnerem. Scena niczym z rasowego pornosa działała na zmysły. Doprowadzenie nas do orgazmu nie trwało zbyt długo.

    Fabian poczuł pierwszy nadchodzący finał. Zacisnął zęby i stęknął.

     

    – Zajebiście!

     

    Mało przytomnym wzrokiem spojrzał na mnie i uśmiechnął jak samiec do samca. Byliśmy jak dwaj pieprzeni zdobywcy.

     

    – Młody dawaj!

     

    Nie musiał mnie mobilizować. Fala rozkoszy w moim ciele szukała właśnie ujścia. Niemal w jednym czasie wystrzeliliśmy salwą spermy w kierunku  naszych kochanek. Smugi soczystego dowodu spełnienia pokryły twarze Bogny i Lidii. Dopiero teraz cała nasza czwórka poczuła, że dzieło zostało ukończone.

    Czułem euforię i miałem nadzieję, że ta noc jeszcze się nie kończy, ale nie do końca było tak jak to sobie wyobraziłem. Bez niepotrzebnego skrepowania, na golasa zjedliśmy bardzo późną kolację. Nie szczędziliśmy sobie przy tym drobnych pieszczot, ale do następnego bzykania już nie doszło. Bogna wykąpała się ze mną, a Lidka ze swoim Fabianem, a potem zamówiliśmy taksówki. Oni pojechali w swoją stronę jedną, ja z Bogną wróciliśmy na nasze peryferie. Oczywiście przezornie zatrzymaliśmy się z dala od naszych domów.

     

    Chowając się w cieniu budynku dworca pocałowałem moją cudowną  panią dyrektor.

     

    – Dziękuję – szepnąłem, gdy już wyjąłem język z jej ust.

     

    – Nigdy w życiu nie planowałam przygody z uczniem swojej szkoły – wyznała rozanielona. – Jesteś czymś zaskakującym, nieoczekiwanym i… ekscytującym. To ja ci dziękuję, Michał.

     

    – Polecam się na przyszłość pani dyrektor. – Ukłoniłem sie teatralnie. – I dziękuję za Wiktorię.

     

    – Nie ma sprawy. Oprócz tego, że ją zbałamucisz, czego jestem pewna na sto procent, postaraj się, by z waszej współpracy wynikło coś konkretnego.  – Puściła mi oczko. – Śpij dobrze, mój młody kochanku.

     

    – Pa, królowo.

     

    Rozeszliśmy się szybko, Powinienem ją odprowadzić, ale nie chciała. Pomimo późnej pory, ktoś mógł nas zobaczyć razem. To nie byłoby wskazane.

     

    c.d.n. …

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Iks
  • Zdrada, cz. 2 – Ona

    *

    – Spokój! – poleceniu towarzyszyło solidne uderzenie w twarz. Szef wydawał się zirytowany jej zachowaniem. W obawie przed kolejnymi uderzeniami szybko umilkła.

    Mężczyzna delikatnie przechylił podaną 1,5-litrową butelkę z wodą i ostrożnie wlał kilka kropli w otwór knebla. Pochłonęła je łapczywie. Oczy oprawcy i dziewczyny spotkały się.

    – Pewnie masz większe pragnienie? – zapytał bez zainteresowania i spojrzał w bok. Wówczas jeden z mężczyzn podszedł i położył mokry ręcznik na jej twarzy, a sam przytrzymał głowę dziewczyny. Nie mogła nią ruszyć.

    Szef podniósł się, stanął w rozkroku nad Krystyną, trzymając butelkę na wysokości klatki piersiowej. Potem powoli, dbając o precyzję, przechylał butelkę i małym strumieniem zaczął lać wodę na ręcznik. Spadająca woda boleśnie uderzała zaskoczoną dziewczynę w twarz, zalewając usta. Znowu zaczęła szarpać się, rzucać ciałem z nadzieją ucieczki przed cierpieniem. Dusiła się pod naporem strumienia wody, którego nie potrafiła zatrzymać. Mokry ręcznik potęgował uczucie topienia się. Rósł ból ściskanej czaszki. Krztusiła się wodą, usta zatykał mokry materiał, słabła… Histeryczna szamotanina nie przynosiła efektu. Jej przerażenie jeszcze rosło! Brakowało jej powietrza. Dusiła się! Nagle ręcznik zniknął. Kaszlała, krztusiła się, połykała ostatnie krople wody. Przy każdym oddechu piersi unosiły się i opadały gwałtownie. Z wysiłkiem i zachłannie łykała powietrze. Oddychała! Nareszcie! Nareszcie oddychała…

    *

    Szef pieścił ją pobieżnie, jakby to była pańszczyzna. Dziewczyna cały czas kręciła się nerwowo. Oczy wyrażały przerażenie i strach. Z ust zablokowanych kneblem wydobywał się bełkot. Mimo zmęczenia ostatnią ‘zabawą’, była spięta.

    – Teraz rozumiecie, dlaczego należy blokować takie suki – z ironicznym uśmiechem spojrzał na otaczających kanapę. Pospiesznie nawilżył pochwę lubrykantem i w zasadzie wszedł płynnie, bez oporu.

    – O, szeroka jesteś – był szczerze zaskoczony. Nie patrzyła na niego. Szarpała głową na boki i próbowała krzyczeć. Na nikim z obecnych nie wywarło to najmniejszego wrażenia. A ona błagała, żeby założyli prezerwatywy. Makijaż już dawno rozmył się. Mężczyzna z lubością rozcierał dłonią jego smugi po całej twarzy. Mokre włosy oblepiały twarz

    Kilka minut zajęło mu wdarcie się do odbytu. Był już zniecierpliwiony. Mimo nawilżania z wysiłkiem pokonywał kolejne centymetry. Kiedy wreszcie docisnął jądra do jej ciała, westchnął zadowolony.

    – No, teraz pójdzie nam łatwiej – pocieszył ją. Wycofywał się szybciej niż wszedł, zatrzymał się i zaczął rżnąć dziewczynę. Wyglądał na zadowolonego.

    – Możesz krzyczeć, to mi się podoba – pokiwał głową. Uśmiech nie znikał z jego twarzy. Delikatnie pogłaskał ją po mokrym policzku. Szarpnięciem głowy odtrąciła jego pieszczoty. Czuła jak rośnie jego podniecenie.   

    Leżała więc bezwładnie jak kłoda, obojętna na zabiegi i słowa spółkującego szefa grupy. Jej bierność nie spodobała się mężczyźnie. Lubił zaangażowane kobiety. Nieważne, czy były zadowolone, czy sprzeciwiały się. Te drugie były nawet bardziej pociągające. Teraz wskazał coś głową jednemu z ze wspólników, nie przerywając spółkowania. Wywołany podniósł bicz, stanął za szefem i nagle dziewczyna poczuła piekący ból. Uderzenie nie było mocne, ale ból niesamowity. Kolejne razy potęgowały niemiłe odczucia. Krzyczała, z bezsilności szarpała taśmy, płakała. Uderzenia w podeszwy stóp odnosiły skutek. A szef wręcz promieniał…. Czuła, jak penis pęcznieje i rozpycha odbyt. On podniecał się jej cierpieniem!

    – Dyscyplinka – rzucił szef, nie przerywając ruchania bezradnej dziewczyny. Mężczyzna przyniósł giętki drewniany kijek i z zamachem uderzył w stopy. Zawyła. Piekący ból zdawał się rozrywać podeszwy stóp. Zacisnęła palce u stóp, targała taśmy, gwałtownie poruszała stopami w różnych kierunkach, nie mogąc inaczej reagować na potworny ból. 

    – Co, pierwszy raz bawisz się w taki sposób? – sapał szef, uśmiechając się do niej. – Spodoba się, zobaczysz… – Jego klatka piersiowa lśniła potem. Dalej trzymał ją za biodra i posuwał od przodu. Nie odpowiedziała na pytanie, odwróciła głowę i wtedy jeden z mężczyzn wpakował penisa do jej ust. Knebel nie pozwolił na nic, więc pogodziła się z ruchaniem w usta. Chwilę później zatkał jej nos i obficie wytrysnął. – Łykaj – polecił mężczyzna. Musiała wszystko połknąć. Nie miała innej możliwości. Kiedy wychodził z jej ust, wąska stróżka mieszaniny spermy, śliny i śluzu pociekła z knebla po policzku. Od tego momentu mężczyźni zaczęli głośno wymieniać się opiniami. Szef przełożył jej nogę nad swoją głową i nie wychodząc z niej, położył się za plecami kobiety. Krystyna czuła jak penis obraca się w odbycie. Ten ruch potęgował podniecenie. Mimo przerażenia sytuacją w jakiej znalazła się, nic nie mogła na to poradzić. Ponownie zaczął ją solidnie i rytmicznie posuwać. Chociaż była wyczerpana, niedawno podtopiona, bliska omdlenia, uduszenia, teraz zaczęła podniecać się.

    Mężczyzna przyspieszył, chwycił ją za kark i biodro, gwałtownie uderzył jeszcze kilka razy, stęknął i znieruchomiał przy ostatnim ruchu biodrami. Sapał. Poczuła jak zadrżał, a strumień spermy wypełnił jej odbyt. Wziął kilka głębszych oddechów, poklepał ją po biodrze, mocno ścisnął pierś aż poczuła ból.

    – Panowie, dupa do waszej dyspozycji. Miłej zabawy – szef zaśmiał się, wysunął penisa z odbytu, zignorował jej jęk, solidnie poklepał kobietę po pupie i wstał. U wylotu odbytu pojawiły się pierwsze krople wyciekającej spermy. Spojrzał na otaczających kanapę, potem na zegarek.

    – Pamiętaj, kiedy skończycie, inni pożegnają dupę po rozmowie – mrugnął porozumiewawczo. – Nie będzie nam już potrzebna. Macie jakieś trzy kwadranse – poinformował. Szef jeszcze nachylił się nad kobietą, wytarł penisa o jej policzek, potem o włosy. Jej bełkotliwy sprzeciw wywołał jedynie uśmiech zadowolenia na twarzy szefa. Bez zapowiedzi uderzył ją w drugi policzek. Krzyknęła. Rozbawieni i podnieceni mężczyźni obserwowali kobietę. Szef podszedł do stolika i skorzystał z papierowych ręczników. Potem zaczął ubierać się.

    Stali nad nią i półgłosem rozdzielali role, ustalali kolejność. Zdjęli taśmy z nóg. Nie miała siły wykorzystać tej okoliczności. Wiedzieli o tym. Jeden z nich stanął przed nią. Zamknęła oczy. Po chwili poczuła twardego penisa wchodzącego do pochwy. Wszedł tak energicznie i głęboko, że uderzył o ściankę. Aż z krzykiem otworzyła oczy. Mężczyzna splunął w jej twarz. Roztarł ślinę po jej twarzy i we włosy. Zniesmaczona odwróciła głowę. Był bardzo podniecony. Drugim gwałtownym ruchem bioder trafił członkiem w macicę. Kolejne uderzenia były jeszcze mocniejsze. Pociemniało jej w oczach, przymknęła powieki, zobaczyła nadlatujące gwiazdy i poczuła ciepło rozchodzące się po podbrzuszu. Zadrżała. Doszła. „Mały orgazm” – pomyślała podekscytowana. Zaczęła odprężać się. Chwilę później ktoś odchylił jej głowę i wtłoczył penisa do ust przez otwór w kneblu. Kiedy sądziła, że już zaczną, mężczyzna tkwiący w pochwie wysoko podniósł jej nogi i przycisnął do ciała leżącej, a po przejściu do przysiadu, wolno, rytmicznie kopulował. Wtedy poczuła, jak kolejny, którego nawet nie widziała, zaczął wchodzić do odbytu.

    Kiedy szef wychodził, mężczyźni zmieniali się przy otworach. Kobieta na chwilę przestała jęczeć. Przez knebel jeden z nich, blokując głowę Krystyny, właśnie obficie lał wodę w jej usta, wywołując rozbawienie kolegów i gwałtowny, głośny protest zalewanej kobiety. Inny stopą rozsuwał jej nogi. 

    *

    – „Nikt jej jeszcze tak nie wyjebał” – uśmiechnął się do swoich myśli, przeglądając filmik dostarczony przez „Gońca” po zakończonej imprezie. A zlecenie było dobrze płatne. Liczył na kolejne takie zlecenia. Dostał obietnicę dotyczącą bliżej nieokreślonej przyszłości. „No, ale te kilka tysięcy za taką zabawę to bardziej prezent niż zapłata za pracę” – podniecał się na wspomnienie minionych godzin.

    Wezwany liczył 23 wiosny. Szef znał go i cenił. Goniec był uczciwym, pracowitym, dyskretnym i rosłym mężczyzną. Uczciwym, pracowitym i dyskretnym był tylko wobec Szefa. Posturę doskonalił w siłowni, którą kolega stworzył w dwóch piwnicach; paradoksalnie, obok pomieszczenia, w którym przebywała Krystyna. Początkowo pełnił tylko rolę chłopca na posyłki i taka ksywa przylgnęła do niego. Jemu było to obojętne.

    Edukację zakończył najszybciej jak się dało. Przynajmniej on to tak oceniał. Miał nawet maturę! Dzięki kontaktom nawiązanym z dwoma nauczycielkami i tylko dłuższej ‘męskiej’ rozmowie z jednym nauczycielem nie miał z tym większego kłopotu. To, że w rezultacie owych kontaktów mężczyzna uzyskał urlop zdrowotny, a jedna z kobiet leczyła zaawansowaną nerwicę, nie miało dla niego żadnego znaczenia. „Ofiary muszą być” – tak tłumaczył mu Szef, kiedy wycierał kij bejsbolowy po krwawej robocie. Nie wszyscy z należytą powagą traktowali zwykłe pogróżki. Wówczas trzeba było  sięgać po brutalne argumenty. Z kolei druga nauczycielka była tak przerażona, że w zasadzie pojawiała się na każdego jego skinienie. Ona rozumiała siłę werabal…, werdybal…, wyrbalnych, czy jakoś tak, nieważne, argumentów. No i siłę kompromitujących zdjęć, które posiadał – widok nagiej nauczycielki w wyobraźni chłopaka, wywołał lekki uśmiech na jego ustach. Sporo nauczył się od Szefa, starał się go naśladować i dostrzegał korzyści płynące z naśladownictwa.

    Obecnie wykonywał marną pracę za takie same pieniądze i w przyszłości liczył na miejsce w grupie Szefa. To był jego główny cel. Wtedy, był tego pewien, zacznie normalnie żyć. Dlatego u Szefa pojawił się najszybciej jak mógł. Na razie był tylko na zlecenia, a nie na pensji. Te otrzymywali tylko członkowie grupy. „Gdyby moi ludzie byli tacy zdyscyplinowani” – pomyślał w duchu zadowolony Szef. Chciał tego chłopaka zatrudnić, ale jeszcze sprawdzał go. Goniec dostał do wyboru dwie opcje. Bez namysłu wybrał drugą. Szef doskonale rozumiał go.

    – Mądry chłopak – z satysfakcją skomentował trafną decyzję przyszłego podwładnego.

    *

    Po wyjściu zadowolonych podwładnych szefa, „Goniec” zszedł wraz z kolegą do pomieszczenia, w którym ubierała się Krystyna. Jej ręce drżały. Ze zmęczenia ledwie stała na nogach. Cuchnęła spermą i potem mężczyzn, ale było jej to obojętne. Nadal czuła podniecenie. Cieknącą z niej spermę i jej ślady na twarzy, we włosach i na ciele wytarła papierowymi ręcznikami, których rolka stała na stoliku. Krystyn zadręczała się pytaniem, dlaczego zaczepili akurat ją? Na pewno spotykali młodsze, atrakcyjniejsze, lepiej, bardziej wyzywająco ubrane i po prostu łatwiejsze dziewczyny. – „Dlaczego właśnie ja?” – pytała siebie raz po raz. Znowu zaczęła cicho płakać.

    Przed wejściem mężczyźni założyli kominiarki. Kolega zapukał bejsbolem i, nie czekając na zaproszenie, weszli. Krystyna spojrzała na nich zaskoczona, rozejrzała się bezradnie, jakby oczekiwała pomocy. Próbowała rękoma i bielizną zakryć swoją nagość.

    – Słuchaj, suko – zaczął spokojnie. W ręku strzelił nóż sprężynowy. Przestraszona Krystyna wzdrygnęła się na dźwięk otwieranego noża. „Bejsbol” jednym szarpnięciem wyrwał bieliznę, którą zasłaniała się. Teraz stała przed nimi naga i bezbronna. Patrzyli na nią w milczeniu. Zaskoczenie kobiety ustępowało rosnącemu przerażeniu.

    – Jesteśmy tutaj, żeby wyjaśnić ci, jakie będziesz miała możliwości po wyjściu stąd – przybysz siadł w fotelu, jego partner stanął obok, wsparty na kiju. Zrezygnowana Krystyna opuściła głowę, powoli opadła na tapczan.

    *

    Pół godziny później, po krótkim instruktażu, skończyli pobieranie w naturze należnego im wynagrodzenia od Krystyny. W rozmowie z szefem zrezygnował z pierwszej opcji, pieniędzy. Jego kolega też przystał na taki pomysł.

    – No, teraz możesz zarabiać nawet jako kurwa – westchnął z uznaniem kolega „Gońca”. – Daj znać, gdybyś chciała. Sami też ciebie znajdziemy – dodał po chwili.

    Naga kobieta nieruchomo leżała na brzuchu na tapczanie. Nic do niej nie docierało. Głowę odwróciła na bok, włosy miała znowu zmierzwione, nogi i ręce szeroko rozrzucone. Z pochwy i odbytu wyciekła sperma. Bolało ją gardło. Na policzku i ustach zasychała sperma. Ciężko oddychała, wszystko bolało ją. Nie miała siły wstać. Nie miała siły płakać. Była przerażona tym, co z nią zrobili i co kazali jej robić. Na wspomnienie tych chwil jej serce zaczęło bić znacznie szybciej. – „Mendy! Bandyci! Zwyrodnialcy!! Skurwysyny! Zajebię ich! ZABIJĘ!!!” – z całych sił wykrzykiwała w duchu. Nawet nie drgnęła… 

    Zeszli z niej, napili się wody, usiedli obok niej na kanapie. Wymienili uwagi o kobiecie. Jeden z nich, rozmawiając, pogłaskał i poklepał ją po pupie, pobawił się łechtaczką i wargami. Leżała nieruchomo. Wreszcie wstali i sięgnęli po swoje ubrania. Ubierali się i zerkali w stronę kobiety, która nadal nie poruszyła się. W końcu chłopak, który podpierał kij, podszedł, poklepał ją po pupie, krzyknął coś i szarpnął za ramię. Zmęczony „Goniec” usiadł w fotelu i westchnął. Kolega pospiesznie demontował sprzęt i pakował do sportowej torby.

    „Goniec” wytłumaczył jej, czym grozi opowiadanie o przeżyciach dzisiejszego wieczoru. Pokazał nóż, powiedział, co i w jaki sposób jej potną; komu i gdzie pokażą zdjęcia i film z dzisiejszej zabawy. –   „Internet to potęga, kobieto” – uśmiechnął się po raz pierwszy, dając do zrozumienia, że praktykowali takie rozwiązania. Uświadomił jej, że potem żadne studia nie pomogą jej w znalezieniu pracy. – „Skąd wiedzą, że skończyłam studia?” – przemknęło jej przez myśl, ale nie odważyła się zapytać. Mówił dość monotonnym głosem, nie zmieniał tonacji. W końcu nie robił tego po raz pierwszy. Jednak właśnie ten spokój, i towarzyszące mu znudzenie instruktażem, potęgowały grozę sytuacji i przerażenie kobiety. Bez większego problemu mogli zniszczyć jej życie i życie jej bliskich! Była roztrzęsiona. Z trudem opanowała się, chociaż niewiele już brakowało do wybuchu ataku histerii.

    Gotowi do wyjścia, ponownie podeszli do niej. „Bejsbol” popatrzył beznamiętnie na leżące ciało, pokręcił głową z niezadowoleniem i wszedł w butach na kanapę. Stanął w rozkroku nad kobietą, rozpiął rozporek, wyjął sterczącego penisa, schylił się i spokojnie wepchnął go do odbytu Krystyny.

    Na finał kazał dziewczynie obciągnąć penisa. Kiedy chciała już zejść z kanapy, „Goniec” nagle przytrzymał ją za kark i przycisnął twarzą do siedziska. Zanim się zorientowała i odważyła protestować, jego kolega zaczął wciskać rączkę kija bejsbolowego do pochwy. Robił to dość energicznie i kiedy mógł, zaczął brutalne rżnięcie. Krzyczała, na próżno próbowała najpierw jedną ręką, potem drugą sięgnąć kija i wyjąć go z pochwy, a przynajmniej zmniejszyć siłę pchnięć! Grymas na jej twarzy jednoznacznie wskazywał jak cierpi. Nie zwracali na to uwagi. Im głośniej jęczała, krzyczała, prosiła o litość, tym lepiej bawili się.

    Początkowo „Goniec” bawił się tylko odpychaniem jej rąk, czasami uderzył ją w twarz. Potem zaczął ją podduszać. Jej wycie trochę ustało, ale szarpała całym tułowiem, wierzgała nogami. Naciskał nieco dłużej poduszką… Kiedy wreszcie uwolnił jej głowę, ciężko łykała powietrze i już nie myślała o proteście. Właśnie dostała brutalne ostrzeżenie i mimo okropnego bólu, obiecała sobie więcej nie krzyczeć. Popłakiwała do końca zabawy. „Bejsbol” coraz mocniej wbijał kij w pochwę i ruszał nim na boki. Jednak nie wytrzymała cierpienia i w końcu zaczęła wyć. Kiedy wycie udręczonej kobiety znowu przeszło w głośny płacz, chciał zmienić dziurę, ale ostatecznie to „Goniec” wdarł się do odbytu. Dodatkowy bodziec sprawił, że ból powrócił. Wtedy zadali jej jedno, konkretne pytanie. Zgodziła się zrobić WSZYSTKO. Powiedzieli, co i kiedy ma zrobić. Potwierdziła, głośno szlochając. I na koniec zerżnęli ją w obie dziury. Nie zmienili pozycji, tylko odwrócili swoją kurwę. Tym razem obydwaj spuścili się na twarz i w usta. Na przemian wykonywali zdjęcia. Zabawa z nią to ich wynagrodzenie za przeprowadzenie rozmowy i skuteczną motywację. Za kilka dni musieli jeszcze zweryfikować skuteczność motywacji.

    *

    Krystyna długo leżała. Wyczerpana zapadła w krótką drzemkę. Zmęczeni oprawcy popijali wodę w milczeniu i patrzyli z zadowoleniem na ciało dziewczyny pokryte spermą i śluzem. – „Jeszcze nie raz wyjebiemy tę kurwę. Przygoda dopiero zaczyna się. Taka kurwa zawsze przypada się do zabawy” – „Goniec” uśmiechnął się do swoich myśli. W końcu zniecierpliwieni mężczyźni zmusili ją do powstania, ubrania się i wreszcie wyprowadzili z pomieszczenia.

    Wracała niespiesznym krokiem. Była brudna, cuchnąca, jej ubiór był w nieładzie, włosy potargane i zlepione spermą. Jej resztki czuła na całym ciele. Nie dbała o to. Miała kłopoty z poruszaniem się. Lekko kulała. Bolało ją podbrzusze. Uciskała je dłonią, żeby złagodzić cierpienie. Bolały ją wargi, usta, piersi, stopy i głowa. Cała była bólem. Teraz najbardziej potrzebowała słowa otuchy, wsparcia, pocieszenia. Jednak nie chciała zwierzać się. Nikomu. Chciała być sama.

    Nigdy nie brała spermy do ust. Dzisiaj stało się to po raz pierwszy i dawno straciła rachubę, ile wytrysków połknęła. I nie chciała wiedzieć. Nigdy nie kopulowała z dwoma mężczyznami. Dzisiaj po raz pierwszy… I stało się to wielokrotnie. Też nie wiedziała, ile razy. Tym bardziej nigdy nie kopulowała z trzema mężczyznami. A dzisiaj? I jeszcze ten kij bejsbolowy… Szła powoli. Każdy krok wywoływał ból. Już nie miała ani siły, ani łez, by płakać.

    – „Dlaczego ja? Dlaczego?!!” – ciągle nie mogła tego pojąć. I nigdy nie miała dowiedzieć się.

    *

    Dochodziła północ. Zabrzęczała komórka, pojawiła się nazwa dzwoniącego. Wypielęgnowany palec wcisnął pulsującą ikonkę i przestawił telefon na tryb głośnomówiący.

    – Tak, słucham?

    – Dobry wieczór – „Szef” od razu poznał głos.

    – Dobry wieczór, słucham – dobiegło z głośnika. Spotkali się tylko raz, rozmawiali parokrotnie przez telefon, więc “Szef” znał zasady i od razu przeszedł do konkretów.

    – Dzwonię w sprawie naszej wspólnej znajomej, K. – Poczekał chwilę, a ponieważ nie było żadnej reakcji, więc kontynuował: – Informuję o wykonaniu zlecenia – głos w telefonie był teraz wyraźnie rozbawiony. – Wszystko poszło zgodnie z naszym planem. Dziewczyna na początku trochę oberwała. Bo stawiała się! Ale potem została solidnie wyruchana. Nikt nie będzie musiał po nas poprawiać – zarechotał. Mężczyzna wypił coś mocniejszego po prysznicu i jeszcze w trakcie odtwarzania filmu, więc teraz dawał upust swojemu humorowi. – Filmy i zdjęcia przekażę jutro przez gońca, to zaufany człowiek, i czekam na resztę zapłaty.

    – Oczywiście, dotrzymam ustaleń naszej umowy. Pan nie zatrzymuje żadnych kopii. Omówiliśmy ewentualne konsekwencje takiego ‘niedopatrzenia’, prawda? – retorycznie zapytał zimny, kobiecy głos. – Jeżeli będę miała następne zlecenie, odnajdę pana. Dobranoc.

    Szef chciał jeszcze coś dodać. Już otworzył usta, żeby skomentować jej wypowiedź, ale połączenie zostało przerwane. Przez chwilę tkwił w fotelu z takim wyrazem twarzy. Szybko wytrzeźwiał. Mimo, że to kobieta, na dodatek młoda, delikatnej budowy i urody, mężczyzna czuł przed nią niezrozumiały respekt. Nie potrafił tego wyjaśnić. I to niepokoiło go już od pierwszego ich kontaktu. Ale przyjął zlecenie i rzetelnie wykonał.

    *

    Kobieta odłożyła komórkę i uśmiechnęła się do swoich myśli. W końcu zaczynała, i to z nawiązką, rewanżować się dawnemu partnerowi. Po tylu latach wyczekiwania! A pomógł jej przypadek. Jaki z tego wniosek? Warto czekać, nawet długo. Cierpliwość jest wynagradzana.

    Pati, usatysfakcjonowana relacją „Szefa”, poprawiła się w fotelu. Mąż Krystyny, wówczas chłopak Patrycji, zostawił ją, kiedy rozpoczęli studia. Chociaż już zaplanowali wspólną przyszłość, a jej rodzice obiecali im kupno mieszkania po zaręczynach i sfinansowanie podróży poślubnej do Wenecji! A na prezent ślubny – mercedes! Nie potrafiła pojąć jego decyzji. Swoją decyzję o odejściu zrzucił przede wszystkim na karb trudnego charakteru Patrycji, nierealnych wymagań i jej materialistycznego podejścia do życia. Coś mówił o braku szacunku do niego jako mężczyzny. Nigdy poważnie nie potraktowała jego słów. Przeprosił ją i więcej nie odwiedził. Po studiach przeniósł się do innego miasta, w którym podjął pracę, poznał i zakochał się w Krystynie. I tak już zostało. – “Na szczęście, na brak męskiego towarzystwa nigdy nie narzekałam. Nawet, kiedy byłam z tym nieudacznikiem…” – westchnęła i uśmiechnęła się do swoich wspomnień.

    Mąż gwarantował Patrycji wysoki standard życia. Dlatego skorzystała z możliwości, otwierających się dzięki ich bardzo korzystnej sytuacji materialnej, by jak najbardziej dotkliwie ukarać oboje. – „A może któryś zapłodnił ją?” – uśmiechnęła się do swoich myśli. – „Ciekawe, czy mężowi pochwali się swoją przygodą? Ujawni szczegóły zabawy?” – rozkoszowała się tymi rozważaniami. – „A może wypadałoby pomóc koleżance? W końcu będę miała spory zbiór zdjęć i dłuuugi film. Tyle dobra miałoby ominąć kochającego mężusia? Jej też wypadałoby wysłać jakieś pamiątkowe fotki. O, mamy jeszcze Internet! Niech ta kura domowa zakosztuje nieco sławy…” – przez dłuższą chwilę bawiła się tymi myślami. Jej usta wykrzywił grymas, który przypominał złośliwy uśmiech. Zaczęła planować kolejne kroki. 

    Kiedy podjęła pierwsze decyzje, upiła wina, odstawiła kieliszek i wysoko uniosła wyprostowaną nogę. Sukienka zjechała w kierunku bioder i można było zauważyć, że teraz nie nosiła majtek. Na wargach sromowych można było dostrzec połyskujący śluz. Sterczące brodawki napinały delikatny materiał sukienki. Planowanie zemsty podnieciło ją. Musiała coś z tym zrobić. Zamyślona, przyglądając się swojej nodze, dłońmi musnęła grafitową pończochę. Na stopach miała eleganckie czarne sandałki z długimi szpilkami. Opuściła nogę, zlustrowała ciało okryte nową bordową sukienką z wyzywającym, szerokim dekoltem, kończącym się poniżej biustu.

    – „Co zrobić z tak pięknie rozpoczętym wieczorem?” – zastanawiała się, chodząc po pokoju i nieświadomie bawiąc się złotym łańcuszkiem zdobiącym jej szyję. Zatrzymała się przy oknie i patrzyła na swoje audi.   

    W tej chwili nie znajdowała się w ich dużym, wytwornym mieszkaniu, ale w skromnym 34-metrowym mieszkanku, w jednym z bloków na przedmieściach, odległym od ich dzielnicy o kilkanaście minut jazdy samochodem. Jego elegancki wystrój i urządzenie wskazywały na przeznaczenie. Duży pokój był sypialnią, w której dominowała kanapa. Mały pokoik w zasadzie stanowił garderobę. Mieszkanie odwiedzała w zależności od potrzeb. Na ogół dwa razy w tygodniu. O tym mieszkaniu nie wiedział nawet mąż. I nigdy nie powinien dowiedzieć się. Podobnie jak o kilku innych tajemnicach.

    Spojrzała na zegarek. Jej lewy nadgarstek zdobił Patek. Uśmiechnęła się i sięgnęła po drugiego smartfona. Wieczór trwał… Czas na prawdziwą zabawę! A było w czym wybierać. Miała numery telefonów do wszystkich agencji w mieście. I nie tylko do agencji. Zamówiła więc dwóch chłopaków. Miała swój ulubiony typ.

    Zamówiła również jedną dziewczynę. Blondynkę. Tym razem starszą od siebie. Miała też zróżnicowane potrzeby.  

    KONIEC

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick

    Jeżeli opowiadanie wzbudziłoby zainteresowanie Czytelników, przewiduję publikację odrębnych tekstów o losach nawet kilku osób uczestniczących w opisanym zdarzeniu (Patrycja, Szef, Goniec – akurat z tekstu wynika, o opis jakiego fragmentu jego życiorysu chodzi). Czekam na sugestie.

  • Przypadek Michala cz.VII

    ****

     

    W poniedziałek obydwie najstarsze klasy ruszyły na wyczekiwaną wycieczkę do Karpacza. Humory dopisywały, nauka odeszła chwilowo na dalszy plan, a i pogoda zdecydowała się nam sprzyjać. Jako jedna z ostatnich na miejscu zbiórki pojawiła się Wiktoria, co bardzo mnie ucieszyło. Po sporym zamieszaniu przy pakowaniu i wsiadaniu, z niewielkim opóźnieniem ruszyliśmy na podbój Karkonoszy. Autobusy w jednej chwili wypełniły się śmiechem i rozmowami. Gwar niesamowity. Istne targowisko wesołości.

     

    Miałem straszną ochotę porozmawiać z Wiką przed podróżą ale nie było na to szans. Zbyt wiele się działo, Rozgardiasz był potężny. Trzeba było to odłożyć na później. Nie rozmawiałem z nią, od tamtego wieczoru, gdy pojawiła się w moim domu, nakrywając mnie na niezbyt grzecznej zabawie z Anastazją. Liczyłem, że podczas wycieczki uda mi się znaleźć odpowiedni moment na rozmowę. Tak naprawdę, nastawiałem się na dużo więcej, ale postanowiłem nie dzielić skóry na przysłowiowym niedźwiedziu. Nie uszło jednak mojej uwagi, że nim weszliśmy do autokarów, rzuciła w moją stronę znaczące spojrzenie. 

     

    Podróż umilałem sobie telefonem i rozmowami z chłopakami. Co pewien czas z przyjemnością obserwowałem panią Anitę. Piękna belferka była w wyjątkowo doskonałym humorze, którego nie psuła nawet moja osoba. Przyjemnie było patrzeć, gdy uśmiechała się i wesoło trajkotała z koleżanką lub dziewczynami z pierwszych siedzeń. Pamiętając o czym mówiła mi Wiktoria, odnotowałem, że była to Laura Banaś ze swoją świtą.

     

    W Karpaczu zakwaterowano nas w przyjemnym pensjonacie położonym na niewielkim wzniesieniu. Nie był to “Gołębiewski”, ale standard był dość wysoki, biorąc pod uwagę, że byliśmy grupą szkolną. Chodziły słuchy, że tatuś Laury okazał się nad wyraz hojny. Chciał wszystkiego co najlepsze dla jedynaczki, a my na tym również skorzystaliśmy. Z trzyosobowego pokoju w którym wylądowałem z Adamem i Szymkiem mieliśmy widok na górską panoramę. Przy odpowiednim wychyleniu i skręcie szyi mogliśmy nawet dostrzec Śnieżkę. Właściwie jej mglisty kontur, bo powietrze nie było tak przejrzyste jak latem. O tym jednak mogliśmy się przekonać dopiero następnego dnia, bo gdy dotarliśmy na miejsce było juz późne popołudnie i ciemno na dworze.

     

    Po rozlokowaniu się w pokojach i zjedzeniu posiłku mieliśmy czas wolny. Liczyłem, że uda mi się pogadać z Wiką, ale moje plany wzięły w łeb. Dosłownie. W pewnym momencie zaczęła mnie boleć głowa. Od wypadku przyzwyczaiłem się, że to się zdarza. Wziąłem tabletkę i walnąłem się na łóżko, by przeczekać pierwszy atak migreny. Ból jednak nie ustępował jak to miało miejsce zazwyczaj. Co więcej, narastał i stawał się nie do zniesienia. Gdy wstałem, aby napić się wody, w jednej chwili świat zawirował mi przed oczami i opadłem na wyrko. To nie było normalne. Zrobiłem piorunujące wrażenie. Wystraszony Szymek pędem pobiegł do nauczycielek, a ja zapadłem się w koszmarny ból.

     

    Wszystkie belferki dostały ataku paniki. Znając historię mojego wypadku, obawiały się o moje zdrowie. Nawet Anita zapomniała chwilowo o swojej wrogości i troskliwie zerkała na moja bladą twarz. Oczywiście wezwano jakiegoś miejscowego doktora, który miał się pojawić za godzinę.  Zamieszanie zrobiło się wokół mnie straszne, poczułem się mało przyjemnie. Nie lubię zbyt dużo szumu wokół swojej osoby. Uspokoiłem całą zgraję miłosiernych samarytan i zostawili mnie w spokoju, zostawiając z Adamem, który podjął się pilnowania mnie. Miałem naprawdę świetnych kumpli.

     

    Trochę pogadaliśmy we dwóch, ale rozmowa wychodziła nam średnio. Głownie z mojego powodu. Adam poddał się i z telefonem w łapie zajął strategiczną pozycję na swoim łóżku. Dzięki temu mogłem się skupić na tym co się działo w mojej głowie. Ból był naprawdę duży, ale – ku swojemu zdziwieniu – skupiając się mogłem go kontrolować. Stawał się wtedy mniej dokuczliwy. Przejmującym doznaniem było natomiast co innego. Nie potrafiłem tego dobrze określić, ale czułem namacalnie tą część mózgu, o której z takim przejęciem opowiadał mi profesor Jaroszewski. Miałem wrażenie, że niewidzialnymi palcami dotykam neuronów i synaps. Formuje je niczym rzeźbiarz. Impulsy nerwowe niczym wyładowania elektryczne rozchodziły się po mojej głowie, wykwitając bólem. Jednocześnie przed oczami przewijały mi się upojne sceny, te które się wydarzyły, ale i zupełnie nowe. Pod czaszką miałem chaos, ale podświadomie czułem, że to proces twórczy.

     

    Lekarz, który przyjechał dopiero po dwóch godzinach, nie stwierdził niczego mądrego. Był jednak tylko internistą, więc pierwsze co zalecił, to wizyta u specjalisty. Uspokoiłem wszystkich, że ból odpuszcza, co nie do końca było zgodne z prawdą. Owszem nie dokuczał mi już tak bardzo, ale tylko dlatego, że go kontrolowałem. Udało mi się nawet usnąć, ale całą noc śniły mi się sceny rodem z pornosów.

     

    Rano, dokładniej po śniadaniu, pojawiła się kwestia, czy zostaję w Karpaczu, czy pod opieką jednej z nauczycielek wracam do domu. Byłem za tą pierwszą opcją, zwłaszcza, że Anita nie kwapiła się do podróżowania w moim towarzystwie.  Ból głowy, choć zdecydowanie mniejszy był nadal dokuczliwy. Cała grupa miała w planach wycieczkę na Śnieżkę, więc ustalono, że pójdą, a w pensjonacie zostanie najstarsza z nauczycielek – pani Ignasiak. Kobieta sama przyznała, że wejście na Śnieżkę byłoby dla niej zbyt męczące, a była juz tam kilka razy. Oczywiście miało to związek z moją osobą, która miała ćwiczyć powstawanie odleżyn na wyrku. Trochę mnie to wkurzyło, ale nie dano mi prawa odwołania się od tej decyzji.

     

    Nawet przez myśli mi nie przeszło, że ta sytuacja obróci się na moją korzyść. Po obiedzie, który przyniosła mi pani Ignasiak, leżałem spokojnie, czując, że leniwe ciepło w brzuchu. Gdyby nie rewolucja w mojej głowie, dawno już zżarła by mnie nuda. Tylko dzięki obrazom powstałym w moim chorym mózgu radziłem sobie z nieoczekiwaną kwarantanną.

     

    Gdy po raz enty analizowałem swoją przypadłość, uchyliły się drzwi od pokoju i stanęła w nich Wiktoria.

     

    – Cześć. Mogę wejść? – spytała.

     

    – Jasne, ale czemu nie poszłaś z innymi? – Machnąłem by weszła głębiej. Zazwyczaj pewna siebie dziewczyna sprawiała wrażenie nieco zagubionej.

     

    – Ściemniłam belferkom, że zaczął mi się okres i kiepsko się czuję, wiec mi odpuściły – odparła, rumieniąc się lekko.

     

    – Spryciula. – Uśmiechnąłem się pod nosem. – Czemu tak zrobiłaś?

     

    – Chciałam pogadać z tobą w cztery oczy.

     

    – Ok.. Rozgość się – Szerokim gestem objąłem powietrzu pokój.

     

    Śmiało usiadła na brzegu mojego łóżka. Uznałem to za dobry znak. Miała do wyboru wyrka chłopaków, a jednak zdecydowała inaczej.

     

    – Chyba wiem o czym chcesz pogadać… – zacząłem, chcąc jak najszybciej zmierzyć się z trudnym tematem.

     

    – Daj spokój Michał, nie tłumacz się, większość z nas ma to za sobą. – Wiktoria  odważnie podjęła rzuconą rękawicę. – W całym zajściu bardziej chodzi o nietypowe okoliczności. Uwierz mi, nie chciałam cię nachodzić, ale te słuchawki i…

     

    – Wika, spokojnie…

     

    – Jestem spokojna, ale cholera, czemu nie zamknęliście drzwi?

     

    – No cóż, emocje. – Uśmiechnąłem się na wspomnienie tamtych chwil.

     

    –  W sumie się nie dziwię.

     

    Na moich oczach rosło jej podekscytowanie. Mówiła coraz głośniej i szybciej. Wlepione we mnie oczy Wiktorii błyszczały tajemniczo. Czułem, że wydarzy się nieuniknione. O dziwo, ból głowy od paru chwil stał się mniej dokuczliwy. Odniosłem wrażenie, że ustępuje.

     

    – Wika, daj już spokój, bo teraz ja czuje się głupio. – Krygowałem się, wiedząc, do czego zmierza sytuacja.

     

    – Niepotrzebnie, bo to było… . – Dziewczynie wyraźnie zabrakło określeń.

     

    – Jakie?

     

    – Nieważne! Michał, ja też tak chcę! – Wybuchła emocjami, wsuwając dłoń pod koc.

     

    Świadomość tego, po co tak naprawdę przyszła do nie Wiktoria zadziałała odpowiednio na moje libido. Tym samym ukryty pod pledem członek został postawiony w stan gotowości bojowej. W chwili, gdy odnalazła go dłoń Wiki był już twardy i całkiem spory.

     

    – Nie powinniśmy. Ignasiak może tu wpaść w każdej chwili. – Zdobyłem się na rozsądek, którego w tej chwili nie chciałem.

     

    – Spoko. Po obiedzie robiłam jej herbatę i dorzuciłam środki nasenne – Wiktoria mrugnęła łobuzerko. – Od dobrych paru minut śpi jak zabita. Chrapie przy tym jak stary troll.

     

    Mówiąc to wsunęła rękę jeszcze głębiej. Leżałem w dresach, więc bez problemu wcisnęła pod nie ciekawską dłoń.

     

    – Jesteś tego pewna? Może…

     

    – Przestań psuć ta chwilę! – Wika, kładąc się obok mnie zamknęła mi usta pocałunkiem. Ręka dziewczyny utorowała sobie drogę do fiuta, ściągając mi na uda dres i slipy. Koc odleciał na bok.

     

    Skupiłem się na miętowym pocałunku i ruchach dłoni blogerki. Nasze języki splotły się w egzotycznym tańcu. Smakowałem nową kochankę, czując rosnące podniecenie. Pieszczota sprawiła, że członek nabrzmiał i stał się twardy kamień. Było mi wspaniale, ból głowy zniknął. Zastąpił go cudowny przypływ wzbierającej żądzy. Chciałem odwdzięczyć się Wice pieszczotami, poczuć skórę dziewczyny pod palcami…, chciałem wszystkiego.

     

    Uniosłem się z łóżka, a Wiktoria wraz ze mną. Pomogłem jej ściągnąć sweterek. Gdy jego koniec znalazł się na odpowiedniej wysokości, wystrzeliły spod niego dwa fajne cycuszki. Nie były duże, lekko stożkowate, z dość szeroką przerwą między nimi. Miałem ochotę natychmiast ich dopaść, ale powstrzymałem emocje. Oboje w kilka chwil byliśmy nadzy.

     

    Pieszcząc, zacząłem odkrywać ciało Wiktorii. Nasze dłonie nie miały siebie dość. Wtuliłem twarz w biust kochanki i uruchomiłem język. Wodząc jego koniuszkiem po miseczce, brodawkach i małych sutkach, czułem niemal namacalnie przyjemność jaką sprawiam Wiktorii. Drżała, oddychając płytko i wydmuchując rozkosz na zewnątrz.

     

    – Tak mi tego brakowało – westchnęła.

     

    – Jak to? – Nie mogłem się powstrzymać przed pytaniem. Na chwilę zaniechałem pieszczot.

     

    – We Wrocławiu miałam mnóstwo znajomych, przez pewien czas chłopaka. – Wiktoria tłumaczyła, między kolejnymi porcjami pocałunków, złożonych na moim torsie i brzuchu. – Jeśli liczysz dziś na trofeum w postaci mojego dziewictwa, to zaliczyłeś spore spóźnienie. Tutaj jestem wciąż nowa, na uboczu, dopiero zyskuje znajomych i…

     

    – I mnie już masz – Wszedłem jej w słowo. Znów oplotłem wargami sterczące sutki. Tym razem jednak moja dłoń powędrowała między uda Wiktorii.

     

    Delektowałem się miękką fakturą skóry na płaskim brzuchu. Pod palcami poczułem kształt kolczyka w pępku, ale brnąłem dalej. Jedwabistość ustąpiła na chwilę szorstkości, gdy zawędrowałem na czarną łączkę włosów łonowych. Wiktoria była wydepilowana w spory, odwrócony trapez. Mierzwiłem go przez moment, ale cierpliwości nie starczyło mi na długo. Szybko dotarłem do celu, z przyjemnością odkrywając, że szparka Wiki jest już nieźle wilgotna. Trąc zaróżowione płatki, czułem jak dziewczyna eksploduje pod wpływem tej pieszczoty. Szczupłe ciało nagle ożywiło się bardzo, reagując na każde dotknięcie. Zwłaszcza, gdy celem moich pieszczot stawała się żołądź łechtaczki.

     

    Wiktoria nie pozostała mi dłużna. Gdy nacieszyła się moim dotykiem, zmieniła konfiguracje naszej miłosnej gry. W jednej chwili uwolniła żołądź fiuta i oplotła ją ciepłymi wargami. Przyjemne mrowienie, które opanowało moje ciało ustąpiło dreszczom rozkoszy. Usta i place Wiki cudownie zgrywały się w pieszczocie. Dawkowały ją, pomału zmierzając do całkowitej dominacji nad moim fiutem. Gdy to nastąpiło byłem już u kresu wytrzymałości. Głowa blogerki unosiła się i opadała. Uwolniony na moment ze słodkiej niewoli ust dziewczyny kutas, znikał w nich po chwili. Cały wypełniłem się rozkoszą. Zamknąłem oczy i poddałem się woli kochanki. Koniec nadszedł szybko. Nie miałem sił zareagować. Wiktoria przytrzymała członka u nasady, jednocześnie połykając go całego. Uderzenie ekstazy targnęło mną i uwolniło falę nasienia. Soczysty dowód mojego spełnienia wypełnił usta kochanki. Zakrztusiła się lekko, ale problem zniknął, gdy przełknęła sporą porcję spermy. Mały świat pokoju zawirował mi przed oczami. Zanurzyłem się w błogostanie.

     

    Spod przymkniętych powiek zerknąłem na Wiktorię. W życiu bym nie przypuszczał, że taka dziewczyna, zaangażowana i pewna swoich przekonań zachowa się w taki sposób. Tymczasem, od twarzy dziewczyny bił promienny blask. Zuchwałość w spojrzeniu zastąpiła mglista namiętność. Na zaczerwienionych policzkach i w kąciku ust błyszczały krople nasienia.

     

    – Byłaś cudowna – pochwaliłem kochankę.

     

    – No, ja myślę – zaśmiała się serdecznie. Pierwsze napięcie musiało z niej zejść. Nie bawiąc się w wycieranie buzi, złożyła na moich ustach namiętny pocałunek. Smak spełnienia i mięty w jednym. Rozkoszny duet.

     

    – Wiesz, że to jeszcze nie koniec – wymruczałem.

     

    – Na to liczę. – Przyznała. – Tak naprawdę od chwili. gdy cie zobaczyłam z tą dziewczyną. Na początku czułam tylko podniecenie tym widokiem, ale później… – zarumieniła się bardziej.

     

    – Tak?

     

    –  Później to już tylko chciałam, żebyś tak samo zrobił ze mną. – Wika położyła się koło mnie.

     

    – Miło być spełnionym pragnieniem – stwierdziłem z przekonaniem. Rzeczywiście, czułem się rewelacyjnie.

     

    Leniwie sięgnąłem po drobne piersi i zacząłem się nimi zabawiać. Kreśliłem palcem nieokreślone linie i okręgi. Rozpalone ciało dziewczyny drżało pod wpływem dotyku. W końcu znudzony, otuliłem jeden z sutków ustami. Ssąc go i kąsając rozkoszowałem się reakcją Wiki na tą pieszczotę. Gdy obydwa cycki zostały potraktowane odpowiednią ilością pieszczot, zacząłem opuszczać się w dół. Po raz drugi sunąłem płaskim brzuchem ku niezbyt odległej wilgotnej grocie. Docierając tam, od razu wpiłem usta w wilgotne wargi sromowe. Wsuwając między nie język zanurzyłem się w lepkie wnętrze. Wiktoria niemal natychmiast odpowiedziała ruchem bioder. Niczym budząca zgorszenie rzeźba stworzyliśmy jedność. Naszym epicentrum było krocze dziewczyny, gdzie tkwiła moja głowa.

    Zatraciłem się w oralnych pieszczotach Wiki. Nie umiałem powiedzieć, jak długo to trwało, ale kochankę doprowadziłem do stanu wrzenia. Płonęła z podniecenia. Uznałem, że to ostatni moment, by zacząć ją pieprzyć. Na szczęście mój fiut przybrał postawę twardziela.

     

    Przekręciłem kochankę na brzuch, a ona domyślnie uniosła się na rękach i kolanach. Wypięty tyłek Wiktorii, podobnie jak reszta jej ciała lśnił od potu. Nakierowałem kutasa na szparkę, po czym wszedłem w nią bez żadnego oporu. Dwa pchnięcia sprawiły, że cały zanurzyłem się w cipce.

     

    – Zerżnij mnie Michał. – Wydyszała Wika.

     

    Staram się nie odmawiać prośbom płci przeciwnej. Naparłem z mocą, od razu narzucając mocne tempo, Wiktoria była już tak podniecona, że subtelności mogłem sobie darować. Rżnąłem ją, rokoszując się widokiem falujących bioder i odgłosami uniesienia, których sobie nie szczędziła. Doszła bardzo szybko. Orgazm usztywnił ciało dziewczyny. Zamarła, po czym jęcząc poddała się potężnej sile spełnienia. Opadła bez sił na łóżko, pozostawiając mnie skaleczonego żądzą. Nie byłem w stanie wejść w nią po raz kolejny. Klęknąłem obok niej i ręką doprowadziłem się do bolesnej erekcji. Po raz drugi przystroiłem skórę Wiki w perliste krople. Tym razem jednak swój koniec znalazły na plecach mojej kochanki.

     

    Po chwili leżałem obok Wiktorii. Milczeliśmy, zapatrzeni w sufit. Przyspieszone oddechy wypełniały ciszę.

     

    – Nie pytasz czy było mi dobrze? – Cicho zapytała Wika. – Każdy z którym byłam po wszystkim pytał.

     

    – Po co mi to? Wiem, że było – Mruknąłem z przekonaniem.

     

    – No proszę, arogancki z ciebie typek. – Zaśmiała się serdecznie. – Dobrze ci z tym, muszę przyznać.

     

    – Tylko taki bywam – odparłem. – Cieszę się, że nasza rozmowa przybrała taki obrót.

     

    – Musiałam być mocno spragniona bzykania – wyznała Wika. – Od paru dni myślałam tylko o takim rozwiązaniu.

     

    Nie mogłem się powstrzymać. Pocałowałem Wiktorię, wkładając w to całe swoje całuśne zdolności. Nadzy, kotłowaliśmy się jeszcze ponad kwadrans w moim łóżku. Później moja nowa kochanka wymknęła się do swojego pokoju. Mieliśmy wprawdzie chęć na dodatkowe figle, ale nie warto było ryzykować. Grupa mogła w każdej chwili wrócić, a pani Ignasiak to nie Śpiąca Królewna. Nie będzie spała wiecznie.

    Ból głowy oczywiście ustąpił niemal zupełnie. Kuracja Wiktorii okazała się skuteczna. Byłem pewien, że nie wróci prędko, a pobyt w Karpaczu zmieni się w świetną wyprawę.

     

    c.d.n. …

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Iks
  • Pierwszy raz geja

    Mężczyźni pociągali mnie od dziecka. Bardzo lubiłem bawić się w męskim gronie. Powiesz pewnie, że każdy bawił się z chłopakami. Tak, to prawda, tyle że ja zawsze patrzyłem na nich trochę inaczej. Nie wiem, skąd to się u mnie wzięło. Pewnie człowiek po prostu się z tym rodzi i nic na to nie może poradzić. Wiedziałem, że coś ze mną jest nie tak, jednak myślałem, że z czasem z tego wyrosnę. Jak wszyscy marzyłem o założeniu rodziny, wychowywaniu dzieci. Niestety.

    W podstawówce przeżywałem chwile prawdziwego załamania. Starałem się nie myśleć, uciekałem w naukę. W końcu z trudem, stopniowo zaakceptowałem siebie. Ale nie potrafiłem już porozmawiać z rodzicami o tym, co mnie dręczy. Pochodzę z katolickiej rodziny, pewnie nienajlepiej odebraliby moją inność. Byłem ich oczkiem w głowie. Uczyłem się bardzo dobrze, nigdy nie mieli ze mną kłopotów, planowali wysłać mnie na studia, a tu takie rozczarowanie, że ich syn jest gejem. Nie mogłem ich zawieść. I nie zawiodłem.

    W liceum prawdziwie zafascynowało mnie ciało mężczyzny. Do klasy chodziłem z kolegami, z którymi uczyłem się w podstawówce. Znaliśmy się od zawsze.

    Tym pierwszym był mój serdeczny przyjaciel Maciek. To było jeszcze w pierwszej klasie, na jakiejś prywatce. Trochę wypiliśmy. Impreza skończyła się po północy i pieszo wracaliśmy do domu. Miałem dalej, więc poszliśmy spać do jego babci. Jak się okazało, mieliśmy spać w jednym łóżku. Przytulił się do mnie mówiąc, że mu zimno. Faktycznie, ciepło nie było, działo się to w połowie stycznia, a zimy kiedyś były zupełnie inne, niż dziś. Nie protestowałem. Po chwili powiedział mi, że bardzo go pociągam jako mężczyzna. Prawie zaniemówiłem z wrażenia, serce zaczęło mi walić młotem. Spytał, czy spałem już kiedyś z facetem? Odpowiedziałem zgodnie z prawdą, że nie. I że on też mi się podoba. Wtedy się zaczęło. Obejmował mnie, tulił i całował. Mnie łzy stanęły w oczach, świat wokół zawirował. Jakże byłem wtedy szczęśliwy. Maciek w jednej chwili uświadomił mi, że nie tylko ja jestem inny, że są też podobni do mnie. To, co robiliśmy tamtej nocy, było poznawaniem własnych ciał, odkrywaniem ich tajemnic. Onanizowaliśmy się wiele, wiele razy.

    Od tamtej nocy w moim życiu zmieniło się prawie wszystko. Spotykaliśmy się codziennie po szkole. Jeździliśmy na rowerach po okolicznych lasach. Tam dochodziło do coraz śmielszych zbliżeń między nami. Z serdecznych przyjaciół staliśmy się kochankami. Mieliśmy własne tajemnice. Te spojrzenia, gesty, nic nie znaczące dla otoczenia, dla nas były bardzo ważne. Gdy teraz na to patrzę, myślę sobie, że było to tylko rozładowanie napięcia. Jednak wtedy obaj to akceptowaliśmy i czuliśmy się z tym dobrze.

    Tak przeleciały cztery lata liceum. Maciek nie uczył się zbyt dobrze, często dawałem mu “korepetycje”. Na studia niestety się nie dostał. Zabrali go na trzy lata do marynarki. Ja zacząłem studiować w Poznaniu i praktycznie straciłem z nim kontakt. Rok czy dwa później dowiedziałem się, że na jakiejś imprezie uwiodła go dziewczyna. Przespał się z nią. Efektem było dziecko. Musiał się ożenić.

    Podobno do dziś niespecjalnie mu się wiedzie. Ma problemy z córką. Sam też sporo pije. Nie widziałem go chyba z dziesięć lat i nie wiem nawet, czy bym go poznał. Moja siostra widuje go czasem i mówi, że Maciek się bardzo zmienił. Szkoda.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    orfeusz

    Antres

  • Zonaty gej

    Czy żonaty gej jest wart, aby nazywać siebie gejem, czy ma prawo uskarżać się na swój los? Każdy inny gej może mu zarzucić, że sam jest sobie winien. Po co się pchałeś w ramiona kobiety, skoro czułeś, że nie będziesz z nią szczęśliwy? Czy chciałeś w ten sposób zapomnieć o swojej inności? To złożone problemy i każdy z nas – żonatych gejów – ma swoją historię do opowiedzenia. Dziś młodzi narzekają na nietolerancyjne społeczeństwo, na konieczność nieustannego ukrywania swoich uczuć. To wszystko oczywiście jest prawdą, ale spójrzcie kilkanaście lat wstecz. Jaka wtedy była wiedza o gejostwie, jak wtedy mówiono o gejach, jak traktowano mężczyzn próbujących okazywać innym mężczyznom to, co naprawdę czują?

    Wielu z nas tłamsiło w sobie swoje skłonności. Aby nie być posądzonym o pedalstwo, wielu z nas zaczęło przelewać swoje uczucia do mężczyzn na kobiety. Nie było nam dane posmakować miłości do ukochanego mężczyzny. Wpływ otoczenia był za silny, nie mogliśmy z nim walczyć i postawić na swoim. Bo ci, którzy jednak na swoim postawili, tracili wszystko. Już nie było dla nich miejsca w środowisku, w którym żyli.

    Znamienne, że wielu z nas do tej pory się nie ujawnia, nie szuka kontaktu z osobami, z którymi otwarcie można porozmawiać o swoim drugim ja. Większość pogodziła się ze swoim losem wspaniałego męża, kochającego ojca, głowy rodziny. Choć niektórzy, słabo odporni psychicznie, popadają w alkoholizm traktując to jako jedyny sposób na ucieczkę w świat, w którym czują się naprawdę szczęśliwi. Inni z kolei rozwodzą się i zaczynają życie od nowa. Większość jednak prowadzi podwójne życie.

    Ujawnienie swoich pragnień przychodzi żonatym gejom o wiele trudniej, niż pozostałym. Wiem coś o tym, bo sam jestem żonaty i mam dwoje dzieci. Wszystkie moja kontakty z mężczyznami sprowadzały się w zasadzie wyłącznie do rozładowania fizycznego. Towarzyszył temu strach, by nikt się o tym nie dowiedział. Aby “wyleczyć się” z pociągu do własnej płci podjąłem decyzję o małżeństwie. Wtedy nie dopuszczałem jeszcze do siebie myśli, że można pokochać faceta. Dopiero po przełomie, po ukazaniu się na rynku prasowym czasopism traktujących “pedałów” jak normalnych ludzi, zdałem sobie sprawę, jak wielki popełniłem błąd.

    Krzywdzimy swoje żony i dzieci prowadząc podwójne życie, spotykając się ukradkiem z naszym księciem, ale krzywdzimy też i jego, spychając go na drugi plan. To klasyczny trójkąt małżeński – choć wiemy, że nie ma przyszłości, brniemy weń coraz głębiej.

    Pokuszę się o stwierdzenie, iż problem ten w większości dotyczy żonatych gejów po trzydziestce, z małych miast, miasteczek, wsi, z rodzin mających słabe kontakty z środowiskami inteligenckimi, w których o wiele wcześniej zaczęto traktować gejów jako normalnych i godnych szacunku ludziach.

    Uważam, że nasza sytuacja jest gorsza od waszej, szanowni koledzy geje, ale z drugiej strony mamy nad wami pewną malutką przewagę. Któregoś dnia nasze dzieci mogą nam oznajmić, że są gejami lub lesbijkami, a my wówczas będziemy mogli ustrzec je przed błędami, które sami kiedyś popełniliśmy.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    orfeusz

    RAFAŁ

  • Pieczen dla dwojga

    Za drzwiami przez chwilę panowała niczym nie zmącona cisza. Potem dał się słyszeć potworny rumor. Pietras usiłował zapewne sprawdzić dyskretnie przez balkon, kto dzwoni. Pomylił dźwięk domofonu z gongiem przy drzwiach. Na wszelki wypadek załomotałem więc energicznie. Znów rozległ się hałas: w końcu czemu nie wejść drugi raz w to samo krzesło. Pietras zaczął się skradać po przedpokoju, symulując nieobecność. Zupełnie bez sensu, zważywszy na raban, jaki zdążył wywołać.

    Przekląłem w duchu pomysł robienia mu niespodzianek i uśmiechnąwszy się jak najpromienniej do wizjera, obiecałem sobie solennie następnym razem skorzystać z domofonu.

    Gniewne spojrzenie, jakim obdarzył mnie chwilę później, w pełni potwierdziło wszystkie przypuszczenia. Owinięty gustownym, acz obficie poplamionym fartuchem kuchennym, pod którym swoim zwyczajem niemal nic nie miał, w dłoni dzierżył starą szczotkę do mycia butelek. Ani chybi oderwałem go od intensywnych zajęć domowych. Wrażenie potęgował skutecznie intensywny aromat pieczeni.
    – Nie cieszysz się zbytnio na mój widok, jak mi się zdaje – zauważyłem uprzejmie.
    – Dlaczego, bardzo się cieszę – zaprzeczył automatycznie. – Zdawało mi się tylko, że umawialiśmy się jakoś później.
    – Owszem, za pół godziny – przytaknąłem. – Ale udało mi się pozałatwiać wszystko wcześniej, niż się spodziewałem…

    Przerwałem, bowiem Pietras wcale mnie nie słuchał. Ledwie zamknął za mną drzwi, już był z powrotem w kuchni. Odkręcił gorącą wodę i zabrał się do energicznego czyszczenia szklanego wazonu.
    – Myślałem, że się ucieszysz – powtórzyłem bez przekonania. – Przyniosłem nawet czerwone wino, półwytrawne, tak jak chciałeś…
    – Fajnie, fajnie, dzięki! – przerwał z roztargnieniem. – Ale jeśli chcesz czegoś, kawy albo herbaty, to się obsłuż, bo ja mam jeszcze kilka rzeczy do zrobienia. W lodówce stoi sok pomarańczowy – krytycznie obejrzał wazon pod światło.
    – Może ci w czymś pomóc?
    – Czy ja wiem, chyba nie bardzo… Przecież nie będziesz robił prania? – spojrzał na mnie z nadzieją.
    – Z tego co słyszę, pralka chodzi…?
    – No tak, ale namoczyłem też trochę kolorowych rzeczy do prania ręcznego… – wystękał znad przypalonego garnka.

    Zajrzałem do łazienki. Obok wanny, do połowy wypełnionej wodą, kotłowało się sporo odzieży.
    – Przecież twoja pralka…
    – Wiem, pierze delikatne rzeczy, ale jakoś nie mam do niej zaufania. Poza tym tak jest szybciej. Symultanicznie. A jeszcze chciałem odkurzyć – w oku błysnęło mu nagle – podlać kwiaty, wyszorować sedes, wyfroterować podłogi…
    – Nie zapomnij tylko o malowaniu okien! – podpowiedziałem życzliwie. – O której przychodzi Jarek?
    – I wykąpać się… – dokończył z rozpędu. – Za godzinę, bo co?
    – Nic właściwie – westchnąłem w przeczuciu, że któreś z zadań i tak w końcu spadnie na mnie. – Pominę milczeniem fakt, że za pół godziny miałem się zjawić ja, ale jak, na litość boską, chciałeś to wszystko zrobić?
    – Zdążyłbym! – zapewnił z przekonaniem. – Na pewno bym wyrobił, wyliczyłem to sobie…
    – Słuchaj, wiem, że to pierwsza wizyta, ale czy ty aby trochę jednak nie przesadzasz? Podłogi wyglądają przecież całkiem dobrze, a pranie może spokojnie zaczekać do jutra…
    – Myślisz? – zapytał bez przekonania.
    – Myślę, że będzie nawet lepiej, jeśli Jarek nie natknie się podczas pierwszej randki na rozwieszone gacie.
    – Natknąć i tak się natknie, gacie akurat już się piorą… – stwierdził zrezygnowany. – A podłóg faktycznie nie chce mi się szorować.
    – Kibla też nie musisz – pocieszyłem go, zaglądając do muszli. – Pomyśl lepiej, czy masz dosyć świeczek i innych takich… prezerwatyw…
    – Mam, kupiłem wczoraj. Zapachowe! – przytaknął z dumą, nie precyzując jednak, o który produkt mu chodzi.
    – Jak znam życie i tak nie będą pachnieć! – mruknąłem na tyle cicho, by nie usłyszał. – Wiesz co, proponuję żebyśmy wypili teraz małą kawę, trochę ochłoniesz, a potem po prostu ustawisz te wszystkie dekoracje, i się wykąpiesz.
    – Myślisz?
    – Myślę, że cokolwiek zrobisz, i tak będzie za mało – stwierdziłem stanowczo, wydzierając mu z ręki szmatę do naczyń i zakręcając kran. – A Jarek przychodzi przecież oglądać ciebie, a nie twój kibel.
    – Mam nadzieję! Pościel zmieniłem już rano. Tak na wszelki wypadek…
    – A co, spodziewasz się bliższych oględzin?
    – A skąd ja mogę wiedzieć, czego się spodziewać!
    – Nie bądź znów taki mało przewidujący, przecież migdaliliście się już na pierwszej randce…
    – Wielka mi randka, po prostu poszliśmy na kawę – oburzył się nie wiedzieć czym. – Poza tym wcale się nie migdaliliśmy, tylko całowaliśmy – rozmigdalił się.
    – Dobra, dobra, przedwczoraj słyszałem co innego! A propos kawa: neska czy parzona? – zmieniłem temat na bezpieczniejszy i sięgnąłem w stronę rzędu słoiczków, wypełnionych kupnymi używkami i własnoręcznie wychodowanymi ziołami.
    – Ja chyba w ogóle nie chcę, nie powinienem, i tak czuję się już dosyć pobudzony. Ale ty sobie zrób, jeśli chcesz! – rzucił znad zapchanej woreczkami szuflady, z której usiłował wyszarpnąć flanelową szmatkę. – W ogóle nie zwracaj na mnie uwagi!

    Z tym pobudzeniem miał całkowitą rację. Jeszcze zanim zagotowała się woda, zdążył zetrzeć kurze, wrzucić brudne ciuchy z powrotem do kosza na bieliznę, upchnąć zbędną odzież z przedpokoju do szafy, ustawić buty, zmienić obrus, rozrzucić opakowanie świeczek, wystawić kieliszki. Reszty mogłem się tylko domyślać: Siedząc wygodnie w kuchni nad filiżanką zabielonej kawy, słuchałem z niejakim rozrzewnieniem przekleństw, którymi co chwilę rzucał.

    Tknięty współczuciem dokończyłem mycie naczyń i ogarnąłem nieco w kuchni. Przygotowałem też talerze i kubki, na wszelki wypadek sprawdziwszy, czy są aby idealnie czyste. Na koniec zajrzałem do garnków i piekarnika. Potem do lodówki, gdzie przy okazji umieściłe, wino.
    – Słuchaj – krzyknąłem w głąb mieszkania – Gdzie schowałeś pieczeń?
    – Coooo? – dobiegło do mnie z dużego pokoju.
    – Pieeeeczeeeń! – powtórzyłem.

    Przez dłuższą chwilę nic się nie działo. Potem w progu kuchni stanął Pietras, pobladły nieco na twarzy i spowolniały w ruchach.
    – Cholera! – wykrztusił. – Cholera jasna!
    – Chciałeś przez to powiedzieć coś konkretnego? – zapytałem uprzejmie, bo wyglądało, że zamilkł na dobre.
    – Pieczeń! – jęknął. – Pieczeń, ja przecież nawet nie rozmroziłem tej pieprzonej wołowiny, na śmierć zapomniałem!!!
    – No jak to – zdziwiłem się – przecież pachnie!
    – To od sąsiadów, szykują na jutro wesele… – wymamrotał. – Albo na pojutrze, nie pamiętam.
    – Na pewno mają dużo różnych smacznych rzeczy, może trochę ci odstąpią? – spróbowałem go pocieszyć. Bezskutecznie.
    – To nie jest zabawne! – jęknął. W obliczu zawartości lodówki sprawa faktycznie miała się dramatycznie. – Co teraz? Nic nie zdążę zrobić…, ani kupić!
    – No właśnie – dobiłem go bezlitośnie i sięgnąłem do torby po portfel. – Wobec tego pójdziesz się teraz wykąpać, ubrać, wymuskać…
    – No dobrze, ale co ja zrobię…
    – Nic nie zrobisz. Masz tu zaproszenie do Tawerny, i po prostu pójdziecie na porządny obiad do porządnej knajpy!

    Pietras spojrzał na mnie swoimi największymi oczami.
    – Do Tawerny?!? Przecież chciałeś zabrać Wojtka…
    – Owszem, ale już nie zdążę, nie zwróciłem uwagi, że trzeba je wykorzystać do końca miesiąca. Wojtek wyjechał, a zostały tylko dwa dni, i tak sobie nawet myślałem, żeby ci to zaproponować…
    – Tak sobie myślałeś? – natychmiast ocknął się z otępienia. – To dlaczego mi nic nie mówisz? Wiesz, ile ja bym się z tą pieczenią naużerał? Ty chyba nie masz sumienia! Przecież to najlepsza restauracja w mieście! – spojrzał na mnie z wyrzutem.
    – Masz rację, skop mnie, że ci odstępuję obiad przy świecach za trzy stówy! – zirytowałem się nieco, machając mu zaproszeniem przed nosem. – Poza tym nie wiem, jak miałem ci to wcześniej zaproponować, skoro zaparłeś się jak głupi, że sam coś Jareczkowi musisz ugotować!
    – No nie, no rzeczywiście, po piętach cię powinienem całować… – zmieszał się na chwilę, a po krótkim namyśle zapytał – A pieczeń tam mają?
    – Na litość boską, co ty ciągle z tą pieczenią! Może tak byś się wreszcie zebrał się w sobie i oporządził, masz niecałe czterdzieści minut! I pranie do rozwieszenia!
    – No tak, muszę jeszcze umyć włosy – poderwał się. – Nie obrazisz się?

    Pokręciłem przecząco głową. O co mogę się obrazić, skoro wiem, że potrzebuje kwadransa na ułożenie dwunastomilimetrowych włosów? Drzwi od łazienki trzasnęły donośnie, a w rurach zadudniła odkręcona z impetem woda. Zaraz jednak umilkła. Zza framugi wychynął nagi pietrasowy korpus.
    – Wiesz, ta pieczeń to może faktycznie bez sensu. Po prostu wyrósł mi ten lubczyk, który ostatnio kupiłem, poza tym czytałem, że majeranek też działa jak afrodyzjak. No i szparagi, to akurat mogę podać natychmiast, mam jeszcze dwie puszki… Będą się świetnie prezentować na tle majtek, hihihiiii…

    Przez głowę przemknęła mi myśl, że laleczki voodoo są dużo skuteczniejsze, ale uznałem, że nierozsądnie byłoby dzielić się z nim podobnym spostrzeżeniem. Kiedy zniknął w toalecie, pomyślałem melancholijnie, że Jareczek musi jednak emanować jakimś nieprzeciętnym wdziękiem, którego dotąd nie zauważyłem. Potem zastanowiłem się, czy Pietras kiedykolwiek dorośnie.

    Odpowiedź na tak postawione pytanie nieco mnie przeraziła, czym prędzej zacząłem więc rozważać pomysł eksponowania warzyw na tle ociekającej bielizny. Szczerze mówiąc, w tym domu niezbyt by mnie to zdziwiło: swego czasu na na oficjalnym przyjęciu Pietras moczył nogi przy gościach, bo go akurat rozbolały.

    W tym szaleństwie musi być jakaś metoda – uznałem, opuszczając wykąpanego Pietrasa z przykazaniem, by zadzwonił jak najszybciej z relacją. No i życząc udanej kolacji, rzecz jasna.

    Zapomniałem tylko zapytać, czy zabierze lubczyk ze sobą, by dosypać go w odpowiednim momencie do potraw. Bo faktycznie wyrosło go w kuwetce całkiem sporo…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    orfeusz

    KOOSIE

  • Telefon od geja

    Telefon rozdzwonił się jakoś nerwowo. Od razu domyśliłem się, że to Pietras, i przez głowę przemknęło mi nawet, żeby nie odbierać, ale przyzwoitość okazała się, jak zwykle, silniejsza.
    – Tak, słucham…? – zacząłem ostrożnie.
    – Właśnie była u mnie ciotka – usłyszałem w słuchawce grobowy głos.
    – To fajnie, dawno przecież chciałeś ją zaprosić – ucieszyłem się.
    – Owszem, ale ona przyszła tak sobie – powiedział, tym razem tonem wisielczym. – To znaczy bez zapowiedzi.

    Nie byłem pewien, czemu się bardziej dziwić. To że ciotka się nie zapowiedziała, było niezwykłe: należała do dam, a damy nie zjawiają się nieproszone. Natomiast jeszcze bardziej zaskakujące było, że Pietras w ogóle ją wpuścił. Zwykle nie odpowiadał na niespodziewane domofony, czasem zresztą także na spodziewane.
    – I co, wpuściłeś ją? – zdecydowałem wyjaśnić drugą wątpliwość.
    – Żeby mnie kaczka kopnęła – przytaknął. – Chciałem rzecz jasna nie otwierać, ale potem pomyślałem sobie, że to może Paweł, dzisiaj miał wrócić z Kołobrzegu, on też tak czasem wpada… A wyjrzeć nie mogłem, bo przecież te cholerne rusztowania całkiem zasłaniają wejście, i tak nic nie widać…! Żeby to szlag!!! – urwał dramatycznie.
    – No i…? – zniecierpliwiłem się po niejakiej chwili.
    – Co no i? – zirytował się nieco.
    – I w czym problem? – uściśliłem pytanie.
    – Problem? W ogóle nie ma problemu! – wybuchnął. – Właśnie kończę to cholerne tłumaczenie, do tego czuję się chory, nie sprzątałem kilku dni, dzisiaj nawet się nie umyłem, siedzę przy tym komputerze jak wariat, bałagan tu nieziemski… W kuchni syf, w łazience sajgon, w sypialni barłóg, nie chciało mi się pościelić, szlag by trafił…

    To już brzmiało poważnie. W ferworze pracy, zwłaszcza twórczej, Pietras wykazywał całkowity brak zainteresowania wyglądem własnym oraz otoczenia, ograniczając swoją aktywność do czynności niezbędnych życiowo. W sprzyjających okolicznościach, to znaczy mniej więcej po tygodniu wegetowania przed ekranem monitora, można było zacząć sprzedawać bilety i pokazywać, jak wygląda mieszkanie człowieka uzależnionego: podłogi wszystkich pomieszczeń pokrywały wywleczone z pootwieranych szaf ciuchy, bielizna – najczęściej używana, gazety, świerszczyki, strzępy chusteczek higienicznych, woreczki foliowe; każdy wolny skrawek mebli zajmowały opakowania po jogurcie, filiżanki z kiełkującymi fusami po niezliczonych kawach, woreczki po drożdżówkach; wszelkiego rodzaju sprzęty typu maszynka do golenia, żelazko, lusterko, kosmetyki walały się gdzie popadnie. Kuchnia sprawiała wrażenie, jakby podniósł się w niej jakiś bunt: śmieci stały wysypując się z worka przed zlewem, resztki posiłków walały się po upapranym dżemem blacie razem z brudnymi nożami, łyżeczkami, pustymi kubeczkami i słoikami. Całość prezentowała zwykle obraz nędzy i rozpaczy aż do momentu, kiedy Pietras zauważał, że w ogóle nie może się już po mieszkaniu swobodnie poruszać.

    Sam gospodarz, ubrany w przechodzoną, wygniecioną i – co ważniejsze – przepoconą i upapraną koszulkę miotał się wkoło z wyrazem obłędu w oczach, nieogolony, nie umyty nawet, z kołtunem na głowie, bladą cerą i przekrwionymi oczami, wykazując w obliczu wtargnięcia do jego świata osoby postronnej objawy najwyższej nerwowości. Trudno było pogodzić podobny obrazek z wizerunkiem schludnego, zorganizowanego młodego człowieka, za jakiego starał się uchodzić w oczach ciotki. Nie bez przyczyny zresztą, była to bowiem starsza pani wielkiej klasy, jakich w dzisiejszych czasach już się nie spotyka: poprawna do granic możliwości, choć przy tym także do bólu dyskretna, co w kontekście niespodziewanego nalotu wydawało się pocieszające. Stąd też zauważyłem:
    – Nie było chyba tak źle? – Z trudem utrzymywałem powagę, doskonale potrafiłem sobie bowiem wyobrazić przebieg niespodziewanego spotkania. – Długo siedziała?
    – Kilkanaście minut.
    – Poczęstowałeś ją chociaż czymś? – zatroskałem się.
    – Na szczęście miałem jeszcze kawę – powiedział pocieszająco. – O czymkolwiek innym nie mogło być mowy, zresztą nie to było mi w głowie. Czy ty wiesz, kiedy ja ostatnio myłem okna?
    – Tego prawdopodobnie nikt nie wie – stwierdziłem sentencjonalnie, zgodnie z prawdą zresztą. – Poza tym, czy to akurat jest najważniejsze?
    – A czy ty byłeś kiedyś u mojej ciotki? – odpowiedział pytaniem na pytanie.

    Trochę racji miał. Mieszkanie pietrasowej ciotki wypielęgnowane było w takim samym stopniu, jak jej maniery. Doskonale panowała nad wszystkimi, zbieranymi przez lata dzwonkami, figurkami, filiżankami i setkami innych drobiazgów, pilnowała, żeby niczego nie brakowało na stole, ale też by nie znalazło się na nim za dużo: każda skórka od banana, ogonek od jabłka i zużyta serwetka były bezwzględnie i natychmiast usuwane. Każda książka miała swoje miejsce, każde słowo swój czas. Herbata parzyła się ściśle wedle tajemnych receptur, ciasta pochodziły z najwykwintniejszych cukierni, koło porcelany mieniły się rodowe, srebrne łyżeczki, a ciotka, niczym mistrzyni ceremonii zachowywała spokój godny osoby, która pewna jest każdej zmarszczki na swojej eleganckiej, umiarkowanie ekstrawaganckiej bluzki. Kontrola okien mijała się z celem. A Pietras nie miał nawet w dużym pokoju firanek.
    – Ciocia zaproponowała, że sprezentuje mi jakieś swoje stare firanki – powiedział Pietras jak na zawołanie. – I w ogóle mógłbym doprowadzić wszystko do porządku, ona chętnie mi pomoże, jeśli czegokolwiek mi trzeba…
    – Ale właściwie co ją tknęło, żeby przyjść? – przerwałem ostrożnie w nadziei, że uda zmienić się dyskretnie temat na mniej drażliwy.
    – A, była w klinice na jakimś prześwietleniu, i tak jej się zachciało sprawdzić, co u mnie słychać…
    – Tak dawno się do niej nie odzywałeś?
    – Nieeee, skąd, dzwoniłem nie dalej, jak trzy dni temu.

    Zamyślił się nad czymś. Nie bardzo wiedziałem, co powinienem powiedzieć.
    – W końcu przyszła niezapowiedziana – stwierdziłem wreszcie arbitralnie. – A twoje mieszkanie to przecież nie apteka… Mówiła coś?
    – Co ty, prędzej by umarła niż cokolwiek powiedziała! Skonstatowała tylko, że łazienka całkiem dobrze wygląda – głos mu się trochę załamał. – Po cholerę się odzywałem! Wiesz, że na wierzchu leżały te śmieszne prezerwatywy, które dostaliśmy kiedyś jako reklamówki z radia? No i połowa papierów, słowniki porozwalane… A ciotka latała po wszystkich pokojach, , zajrzała dosłownie wszędzie, cud jakiś, że wczoraj jeszcze co nieco ogarnąłem… Jakiegoś szaleju się najadła czy co, nigdy bym jej o to nie podejrzewał!

    Za to ja zacząłem coś podejrzewać. Owszem, nalot ciotki wydawał się ze wszech miar niespodziewany, w skrajnych przypadkach Pietras potrafił doprowadzić siebie i mieszkanie do ruiny, ale wyczuwałem, że najlepsze zostawił na koniec. I rzeczywiście.
    – Wiesz, jaki mam wygaszacz monitora? – zapytał, kiedy wylał już wszystkie możliwe żale. Zdaje się, że w ogóle ciotka stanowiła dla niego niejaki problem emocjonalny. Dręczyły go wyrzuty sumienia, że tak rzadko się z nią kontaktuje, nie odpowiada na telefony, podczas gdy ona zawsze traktowała go z troską i zainteresowaniem godnym dziecka, którego nigdy nie miała. Fakt, że nie miała okazji odwiedzić go w domu przez ostatnie kilka lat świadczył o tym aż nadto dobitnie. A co do pietrasowych tapet i wygaszaczy, dobrze wiedziałem jak mogły wyglądać.
    – Soft czy hard? – uściśliłem.
    – A czy to ważne? – oklapł do reszty. – Chciała obejrzeć mój nowy komputer.
    – Trzeba się było tak chwalić? – zganiłem retorycznie. – I tak by nie zauważyła różnicy.
    – No to teraz zauważyła. Różnica była duuuuuża – ponownie zamilkł.

    Zastanowiłem się mimochodem, co nobliwa, samotna kobieta pokroju ciotki, mogła pomyśleć na widok jędrnych, męskich ciał, kłębiących się po ekranie komputera.
    – Powiedziała coś? – spytałem raczej pro forma.
    – Nie. Natychmiast zaczęła przyglądać się kwiatkom. Wypatrzyła nawet igłę z nitką na podłodze w drugim końcu pokoju.
    – Może nic nie zauważyła?

    Gdzie tam! Zamiast po prostu wyłączyć monitor, próbowałem zamknąć komputer, musiałaby być ślepa, głucha i niedorozwinięta! – znów zamilkł na chwilę, po czym podjął:
    – Właściwie chyba nie wyszło aż tak najgorzej. Strasznie ją ubawiło, że sprawiła mi taką niespodziankę. Kiedy ode mnie wychodziła chichotała wręcz szatańsko…
    – Reakcja histeryczna…?
    – Możliwe, ale nie wydaje mi się. Zadzwoniła, jak tylko dojechała do domu i wiesz co zaproponowała?
    – Żebyś ją zabrał do “Paradisu”, bo jest ciekawa jak wygląda prawdziwy męski seks?
    – Bardzo zabawne, naprawdę – powiedział zbolałym głosem osoby śmiertelnie urażonej. Czy ty w ogóle słuchasz, co ja ci od kwadransa opowiadam?
    – Słucham, słucham. Pewnie zaprosiła cię na któryś ze swoich sławetnych podwieczorków?
    – Lepiej! Wymyśliła, żebym wpadł jutro na śniadanie, najlepiej około siódmej, tak przed pracą… – roześmiał się nagle. – Czy ty coś z tego trybisz?
    – Owszem. Już od dawna powtarzam, że powinieneś jej powiedzieć.
    – Powinieneś, powinieneś, naprawdę uważasz, że to takie proste?
    – Jak widzisz również nie takie znowu trudne. Skoro nie padła na miejscu i była w stanie do ciebie zadzwonić, to nic gorszego cię już nie czeka. A w obliczu zaproszenia w ogóle niczym bym się nie przejmował!
    – Pewnie masz rację… Ale jak ja mam teraz z nią rozmawiać?
    – A przepraszam, co cię bardziej niepokoi: że okazałeś się pedałem, czy syfiarzem?

    Pietras myślał przez chwilę.
    – Wiesz co, masz rację. Chyba faktycznie nie jest tak źle, w końcu w tym układzie gorzej już nie będzie. Chociaż mogło by.
    – No właśnie, a tak masz to przynajmniej za sobą – pocieszyłem. – Zdjęcie Jarka też pewnie zdążyła wypatrzyć…
    – Pewnie. Jeszcze dojdzie do tego, że razem będziemy do niej chodzić w niedzielę co na herbatkę. I będziemy siedzieć za rączkę na kanapie. Już wiem! – zaśmiał się nagle, humor poprawił mu się zdecydowanie. – Urządzimy jej kiedyś nalot. Ciekawe, czy wciąż ma ten jedwabny szlafrok, bardzo mi się kiedyś podobał…
    – A na jutrzejsze śniadanko się wybierasz? – zapytałem.
    – Eeee, nie. Wykręciłem się, że muszę kończyć to tłumaczenie, i chciałbym się wyspać. No i że muszę posprzątać. W to akurat uwierzyła…

    Każdy by uwierzył. Kiedy odłożyłem słuchawkę, zadumałem się, jak to dziwnie bywa na tym świecie. Przed większością rodziny Pietras żył mniej lub bardziej otwarcie, przed ciotką z niewiadomych przyczyn starannie się dotąd maskował. Może całkiem niepotrzebnie?

    Uznałem, że to interesujący temat do rozważań. Mimo późnej pory zaparzyłem sobie filiżankę kawy. Potem siadłem do komputera: nagle zachciało mi się zmienić tapetę na pulpicie. Stare esy-floresy całkiem mi się znudziły…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    orfeusz

    KOOSIE