Blog

  • Zle decyzje

    -Co Ty kurwa wyprawiasz! – Sebastian złapał mnie za rękę i szarpnął w swoim kierunku, był na maksa wkurwiony.

    Wyszarpnęłam rękę z jego uścisku, odskoczyłam na jakieś dwa kroki i wylałam z siebie całą litanie żali, której wcale nie zamierzałam wylewać. Stał jak sparaliżowany i wpatrywał się we mnie oczami pełnymi niedowierzania. Wiedziałam, że być może nasza historia dobiega końca i nie będzie chciał mnie więcej widzieć. Patrzyłam jak z każdym moim słowem zaciska pięści, uderzył w ścianę za mną tak, że aż podskoczyłam.

    -Zabije skurwysyna!!!

    – Nie – odrzekłam. Spojrzał na mnie jak na wariatkę i się skrzywił -Ja nie chcę go po prostu oglądać, ani mieć z tym człowiekiem cokolwiek wspólnego. To brat mojej matki, nie chcę zabierać jej nikogo z rodziny. Po za tym, to moja wina gdybym do niego…

    – Nie pierdol!! Nie miał prawa robić z Ciebie dziwki –oparł się czołem o ścianę i ciężko oddychał. Widziałam jak bardzo bolą go moje słowa, ale każde z nas ma przeszłość, od której nie da się uciec, nie można jej tak po prostu wymazać. po za tym kim ja byłam dla niego, dla faceta który może mieć wszystko.

    -Zmiana planów –powiedział po chwili-pojedziesz do mnie i poczekasz, wrócę za kilka godzin, mam tu sprawy, które są dla mnie ważne.

    Rozejrzał się za limuzyną, która była zaparkowana na przeciw ległym parkingu. Wykonał telefon i w ciągu kilku minut auto podjechało pod główne wejście. Kierowca nie odzywał się nic i nie pytał. Po prostu odwiózł mnie do domu. Do Pancernej złotej klatki, chociaż była dobrze strzeżona to ze świadomością, że jego tu nie ma czułam się nieswojo. Myślałam o tym, że obydwoje się nawzajem niszczymy i że prędzej czy później stanie się coś złego. To uczucie mnie wypełniało, przylgnęło do mojej duszy i zatruwało ją z każdą chwilą.

    Fakt, że mój wujek był w promieniu 50km ode mnie sprawiała, że podjęłam decyzję żeby się wynieść z tej przystani i nie zatruwać nikomu życia. Spakowałam kilka rzeczy do plecaka, który znalazłam na dnie szafy, wzięłam dokumenty i telefon. Obrzuciłam pobieżnym spojrzeniem pokój, który tonął w półmroku. Pokiwałam do siebie samej głową chcąc utwierdzić się w słuszności swojej decyzji. Gładko przemykałam pustymi korytarzami, wiedziałam też, że ochrona zmienia się w tym momencie i wartownia od tyłu będzie pusta.

    Mijałam małą budkę niemal na wdechu i pobiegłam ile sił w nogach do lasu. Wyobraźnię zawsze miałam powyżej przeciętnej, co w tym ciemnym zagajniku nastręczało mi problemów. Noc nie zapowiadała się najprzyjemniej, nie wiedziałam ile mam jeszcze czasu zanim wróci z przyjęcia. Szłam powoli uważając pod nogi, nie udało mi się jednak uniknąć kąpieli w kałuży. Woda przemoczyła mi buty, które wygrywały teraz upiorną melodię. Przeszło mi przez myśl żeby je ściągnąć, ale to skutkowało by tym, że wdepnęłabym nie wiadomo, w co. Wolę nie ryzykować. Udało mi się dojść do wąskiej ścieżki biegnącej przez las. Droga wyglądała na nieuczęszczaną. Dlatego zdziwił mnie przebłysk świateł prze de mną.

    Samochód jechał wolno po wyboistej drodze. Szłam teraz bardziej poboczem niepewnie w jego stronę. Pojazd był ciemny, z odrapanymi drzwiami od strony kierowcy. Jedno światło mrugało na wybojach. Kiedy mnie mijał niespodziewanie się zatrzymał. W środku siedział ciemnowłosy mężczyzna, jak na moje oko czterdziestoletni. W kącikach oczu zbierały się zmarszczki. Uśmiechnął się przyjaźnie i zapytał:

    -Nie boi się panienka chodzić po lesie w ciemności. Tyle się mówi o różnych tragediach.

    -Mam nadzieję, że nic mi nie będzie. Czy do jakiejś głównej drogi jest daleko?

    -Nie, ale dla kogoś, kto nie zna drogi i może się zgubić będzie to problematyczne. Wsiadaj podwiozę Cię

    -Nie trzeba pójdę sama

    -Nie obawiaj się mnie, mam żonę i dwie piękne córki. Nie w głowie mi głupoty.

    Powiedział i zaśmiał się.

    Wahałam się przez chwilę, ale robiło się już bardzo późno, więc postanowiłam przystać na propozycję. Jechaliśmy chwile w milczeniu, facet opowiadał mi o planach na wakacje i o swojej córce, która wygrała konkurs literacki. Był bardzo miły, las stopniowo się przerzedzał.

    -Zaraz będziemy wjeżdżać na główną drogę. Nie zbyt dobrze widzę czy możesz mi podać okulary, są w tej czarnej torbie z tyłu. Zgodziłam się i wychyliłam na siedzenie w poszukiwaniu torby. Znalazłam ją bez problemu. Przewracałam różne bibeloty aż w końcu moja ręka natrafiła na etui.

    Wyciągnęłam i odwróciłam się żeby podać mu okulary. W tym momencie coś ciężkiego i wielkiego zakryło moją twarz. Łapałam powietrze łapczywie, nieznany zapach wdzierał się w moje płuca, kręciło mi się w głowie a ciemność stawała się coraz ciemniejsza.

    On.

    Podniecenie zdawało się rosnąć w nim z każdą chwilą. Przez swoją niecierpliwość prawie by się zdradził. Myślał, że Bóg jednak uważa go za wybranego, w końcu znalazł ją w samym środku lasu na drodze. Wiedział, że to dar, że była mu przeznaczona. Zerknął na tylne siedzenie i na ciało okryte zielonym pledem. Ekscytacja wlewała się w jego ciało, duszę nieposkromionymi falami. Ręce drgały niecierpliwie, zaciskał je kurczowo na kierownicy, kiedy mijał małą wioskę na obrzeżach. Im bliżej celu tym silniej i mocniej biło mu serce. Zjechał na boczne drogi, auto podskakiwało na nierównościach. Silnik pracował o ton głośniej niż zwykle, a może mu się tak tylko wydaje. Uspokoił się, kiedy zamykał ciężkie drewniane ogrodzenie. Ogromny bernardyn zaczął ujadać, kiedy wjechał na podwórze. Posłał mu wiązankę kilku przekleństw, po czym upewnił się, że zamknął bramę na kłódkę. Rozejrzał się, dookoła panował słodki mrok. Ruszył w kierunku samochodu i przełożył sobie na plecy ciało okryte kocem. Ręce zwisały bezwiednie wzdłuż ciała. Czuł erekcje, która napiera na jego spodnie i uśmiechał się pod nosem w błogim rozmarzeniu.

    Ona.

    Świadomość zaczęła wracać poparta bólem. Jej ciało płonęło, nie ko końca zdawała sobie sprawę, co się stało. Nie miała na sobie ubrania, pomiędzy nogami czuła lepką wydzielinę i była przekonana, że to nie jest krew. Rozejrzała się w półmroku, w pomieszczeniu paliła się żółta lampka, światło było tak nikłe, że miała wrażenie, iż zaraz zgaśnie. Wiadro, stolik i mały brodzik w koncie sprawiły, że zaczęła się bać. Tak naprawdę bać, kiedy przypomniała sobie mężczyznę w samochodzie. Strach był tak silny, myślała, że rozerwie jej płuca i serce. W jej uszach dzwonił uporczywie nieznośny dźwięk. Zdała sobie sprawę, że krzyczy. Głośno zdzierając struny głosowe, chciała się ruszyć, ale zdała sobie sprawę, że ma jedną nogę skutą metalową obręczą a w ścianie nabity jest kołek z łańcuchem. Nigdy go nie wyrwie. Nikt nie wie gdzie jest, jak mogła być tak głupia. Usłyszała gdzieś hałas, kroki dochodzące zza ściany. Zbliżały się …

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Czarna Dama
  • Przylapany przez matke 8/25

    Rozdział 8

    „Jak już musisz to robić, to nie na wariata i na szybko, nie w dziwnych miejscach w toalecie, pod prysznicem… czy gdzieś po ciemku za garażami” – roześmialiśmy się, bo czasami na kompie oglądamy kabarety. Tymczasem matka: „…tylko powinieneś sobie usiąść wygodnie albo się położyć, włożyć sobie poduszkę pod głowę czy jak tam wolisz i poonanizować się bez nerwów. Powinieneś to zrobić wtedy, gdy będziesz się czuć bezpiecznie i komfortowo. Przecież nie musisz od razu, jak ci się zachce, tylko znajdź sobie odpowiednie miejsce i poczekaj na odpowiednią porę, żeby nikt ci nie przeszkadzał w onanizowaniu się”.

    Jaka ona piękna i jak pięknie mówi…

    „Onanizowanie się powinno być dla ciebie przyjemnością i dawać radość, możesz sobie wyobrażać, że już niedługo będziesz to robić jeszcze przyjemniej, bo z dziewczyną, tym bardziej że już wiesz, że jak przypadkowo zobaczę ciebie, jak się onanizujesz, to nic się nie…”.

    Ostatnie słowa zawisły w powietrzu… Ptaki za uchylonym oknem śpiewają, zza falujących firanek wpada poranna poświata z pierwszymi promieniami wschodzącego słońca. Po ulicy prawdopodobnie o tej porze biegają już nagie dziewczęta wraz z ich ponętnymi matkami.

    Tak, wiem, jest środek nocy, ale ja jestem już na innych falach. Nie wiem, kiedy zacząłem sobie masować pałę, ale zorientowałem się dopiero po wzroku matki, że trzymam ją w garści.

    „O Boże! Tego nie przewidziałam” – matka powiedziała stłumionym głosem, bo w końcu się zorientowała. Co chwila wracała wzrokiem do jedynego skrawka kołdry, który okrywał mnie akurat w tym miejscu. Z trudem zwolniłem, by w końcu, widząc jej pytający wzrok, zatrzymać się. Zobaczyła, że kołdra przestała się ruszać, więc westchnęła głębiej, pokręciła głową i po chwili powiedziała, trochę wkurzona, a trochę zrezygnowana: „Nie, nie, teraz już za późno. Jak zacząłeś, to rób. Przepraszam cię synku” – i dla otuchy pomasowała mnie po ramieniu. Znów spojrzała na kołdrę i ją ze mnie zsunęła. Zaczęła się śmiać z siebie po cichu, po czym, nie odrywając wzroku od mojej sterczącej fujary, powiedziała: „Co ja najlepszego zrobiłam. Gdzie moja harcerska czujność… No tak… Trochę za dobrze nam się tutaj rozmawia, trzeba było to zrobić w kuchni, a nie na łóżku”. I po chwili: „Trudno. Stało się. No rób, rób, już ciebie widziałam w akcji, mój ty bohaterze. Teraz już się nie krępuj. Dojedziemy jakoś wspólnie do finału. Dobrze?” – i się uśmiechnęła. „Ale obiecaj, że to będzie ostatni raz przy mnie”. Byłem już w taki stanie, że mogłem jej obiecać wszystko.

    Wprawiłem rękę w powolny ruch, a gdy matka z przyzwoleniem pokiwała głową, przyspieszyłem prawie do normalnych obrotów.

    Po czym, znów tak jak zeszłym razem, położyła mi dłoń na klatce piersiowej, ale tym razem jej nie cofnęła, tylko zaczęła mnie delikatnie masować i powiedziała: „Nie śpiesz się, niech to przyjdzie samo”.

    Zapomniałem dodać, że podczas tej całej naszej rozmowy, a matka była przecież w samej halce, jedną ręką trzymała kołdrę pod szyją. Taki odruch. Zasłaniała siebie i często tę kołdrę podciągała. Dziewczyny często tak robiły na imprezach, stąd znam ten widok. Najpierw ubierają się, żeby wyglądać jak dziwki, wiecie – prześwitujące bluzki, dekolty do pół brzucha i te sprawy…, a gdy jakiś chłopak się dosiądzie, to zasłaniają tym, co mają pod ręką. Pod szyję idzie sweter, koc, pożyczona kurtka („bo mi zimno”) albo… okładka winyla. Matki jednak nie posądzałbym o takie wyrachowanie.

    Z początku wydawała się skrępowana, ale w końcu opuściła kołdrę. Najpierw opuściła ją do piersi, w końcu puściła zupełnie i róg kołdry opadł jej na kolana. „Masz, popatrz sobie. Wiem, że lubisz ukradkiem się na mnie gapić tym swoim obleśnym wzrokiem nastolatka”.

    To była typowa halka, połowę zasłaniała, połowę nie, dekolt miał spore wcięcie, ale i tak reszty prawie nic nie chroniło, bo satynowy materiał idealnie układał się na jej krągłościach.

    „Patrz sobie, patrz, ty mój rozbójniku, teraz już nie ma sensu, żebym ukrywała ciało, ale pomyśl sobie o jakiejś koleżance z klasy, dobrze?” – i ostentacyjnie zaczęła wygładzać kołdrę na kolanach, ukazując mi siebie aż po biodra.

    Robi mi się tak dobrze jak nie wiem i matka to widzi. Nie omieszkała jednak spytać: „Dobrze ci?”.

    Aż ciarki przeze mnie przeszły, gdy to powiedziała. Zacząłem się tak czuć, jakbym to robił dla niej.

    „O rany…” – powiedziałem zupełnie bezwolnie, patrząc w jej oczy. – „Mamo, żebyś wiedziała jak…” – odparłem na głębszym oddechu.

    „Kochany…” – powiedziała tylko i poczochrała mnie po głowie.

    „Mamo…, to jest takie uczucie…” – dukam. – „Przy tobie to jest kompletny odjazd…” – musiałem już mieć nieźle zamglone oczy.

    „Domyślam się, synku, co teraz czujesz. Domyślam… No dobrze, ale ja nie o tym. To znaczy dobrze, że jest ci dobrze” – powtarzała rozbawiona coraz bardziej – „Tak powinno być. I wiesz co? Nie rób tego, żeby się tylko zaspokoić, ale żeby się tym cieszyć. Rób to na spokojnie, nikt ciebie przecież nie goni, i masuj sobie tak, żeby ci było jak najdłużej przyjemnie. O, widzisz…” – i uśmiechnęła się, głaszcząc mnie znów po klacie. Na chwilę zjechała nawet niebezpiecznie nisko na brzuch, ale zaraz się wycofała w bezpieczne rejony.

    „Powoli…, powoli…” – powtarzała. „Podoba ci się, co? Nie rozpędzaj się za szybko, orgazm ci przecież nie ucieknie. A jak tak sobie potrenujesz przedłużanie przyjemności, to potem i koleżanki będą z ciebie bardziej zadowolone, że niby taki doświadczony” – i puściła oko.

    Rany gościa. Jak jej nie uwielbiać? Inna matka po przyłapaniu na waleniu wpadłaby do pokoju z mokrą ścierą i pogoniła. I co potem? Taki biedny młody człowiek ma zwalić na klatce czy na ulicy?

    Matka powinna dostać medal od prezydenta.

    „A jak się spuścisz, to pomyśl sobie, że było fajnie i nie żałuj. Przecież i tak potem znowu będziesz to robić – za chwilę albo kiedy indziej. To są uroki młodości. Więc się nie śpiesz” – mówiła to wszystko bardzo wolno.

    Zmieniam zdanie: matkę powinni przyjąć do prezydenckiej Rady do spraw Rodziny i Wychowania.

    Kurna, jaki odlot. Nowy rodzaj walenia. Pełny komfort mimo obecności drugiej osoby. Jestem w niebie. Odprężam się przy matce całkowicie, przymykam oczy i nawet zaczynam się lekko śmiać. Chwilo, trwaj!

    Powinni uczyć tego na kursach dla rodziców. A nie, sorry, ja mam już osiemnaście lat… Na kursach wprowadzania młodych ludzi w dorosłe życie? Ale świat byłby piękny! Stary nieraz powtarzał przed moją osiemnastką, że jedne drzwi się zamykają, inne otwierają i aż do starości życie będzie mnie ciągle pozytywnie zaskakiwać. Ale tego chyba nie przewidywał…

    Ciekawe, co by było, gdyby przyłapała mnie kilka lat wcześniej? Czy byłbym gotów na takie rozmowy? Mózg jak gąbka, dopiero w trakcie formowania. Ja w tym okresie strasznie nie lubiłem siebie sprzed roku czy dwóch. Sporą porcję wspomnień wywaliłbym z głowy. Teraz, po latach, patrzę na to z przymrużeniem oka, ale wtedy… To był okres dynamicznych zmian i każda nowa mądrość życiowa była okupiona koniecznością przyznania się do porażki. Uczyłem się na własnych błędach, a strasznie tego nie lubiłem. Obawiam się, że wtedy matka pojechałaby raczej po emocjach, a nie tłumaczyła. Prędzej by niestety opieprzyła i zamknęła temat. Dobrze, że stało się to teraz. Gadaj z dzieckiem o takich rzeczach…

    „Miałyśmy w szkole pielęgniarskiej zajęcia także i z tego. Miałyśmy w ogóle ze wszystkiego, ale tego, wiadomo, było trochę mniej, choć jak na młodzież licealną za naszych czasów mogło to być szokujące, jak tego jednak dużo było. Na pewno byłyśmy bardziej uświadomione od rówieśników. Nas naprawdę traktowano w tej szkole poważnie, szykowano prawie jak na wojnę, a pielęgniarka powinna być przygotowana na każdą ewentualność. Nie wiesz, jakie nietypowe sytuacje zdarzają się w szpitalu. Psychologia i te rzeczy. Pielęgniarka musi sobie poradzić w każdej sytuacji. Tam jest całe życie w pigułce”.

    Milczeliśmy dłuższą chwilę, matka z przyzwalającym uśmiechem, ja oczywiście w akcji i ośmielony jej bezstresową obecnością, powoli, zgodnie z matczyną poradą, zwiększam obroty.

    „A teraz oddaj się przyjemności” – powiedziała, po czym pocałowała mnie w czoło i ni stąd, ni zowąd, zaczęła się szykować do wyjścia z pokoju. Pozbierała kilka rzeczy, obdarzyła mnie jeszcze jednym uśmiechem i… rzeczywiście znikła.

    A obiecywała, że zostanie.

    Finał zbiegł się z odgłosem domykanych drzwi.

    No fajnie, walenie przy matce było niezwykłym przeżyciem, w dodatku to jej przyzwolenie i pełna akceptacja… Strzeliłem porządnie i jeszcze dobrą chwilę po tym czułem na chuju mrówki. Znieruchomiałem zadowolony. Bardzo zadowolony.

    Jednak euforii jakoś nie było. Teoretycznie, gdy to robiłem przed chwilą przy matce, to był kosmiczny seks. Jak jeszcze nigdy. Ale gdy odpocząłem, wkradło się uczucie… zawodu. Czułem się jak po balandze: było super, ale mam kaca.

    Za jakiś czas matka wparadowała z powrotem do pokoju z chusteczkami i jakimś płynem. Chyba chciała zająć czymś ręce i nie musieć na mnie patrzeć. Porozglądała się po pokoju, ale nic nie znalazła, aczkolwiek szukała bardziej na ścianie, biurku czy poręczy łóżka. Bo wiadomo, na mnie i na pościeli ślady były.

    Gdy już przetrzepała wszystkie kąty, musiała w końcu coś zrobić. Przecież nie może teraz wyjść z pokoju, bo z tego całego wydarzenia zrobiłby się czysty biologizm, a na pewno jej o to nie chodziło. Zobaczyłem na jej twarzy wymuszony uśmiech i już nie chciałem patrzeć w oczy. Spytała: „Zadowolony? Sądząc po twoim spoconym czole, odprężyłeś się chyba zupełnie?”.

    Coś tam odmruknąłem. Oboje czuliśmy, że tym razem nie wyszło.

    Poszedłem do łazienki umyć się. Potem, na łóżku, dłuższą chwilę nie mogłem znaleźć sobie miejsca. Matka też kilka razy się poruszyła, zanim zasnęła.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Lucjusz
  • Aurora: matematyka

    *** Uwaga poniższa historia to fikcja literacka, bohaterka jest pełnoletnia. Walter jest ojczymem Aurory, nie ma między nimi więzi krwi.

    Aurora uczyła się do egzaminu z matematyki. Do intensywnej nauki odpowiednio się przygotowała.

    Jednym z ważniejszych elementów, gwarantujących sukces w tym jakże wymagającym procesie jest wygodny strój. Założyła więc swoje ulubione czarne legginsy i obcisłą błękitną bluzeczkę z dużym dekoltem. Zrezygnowała ze stanika. Spięła włosy w dwa kucyki, by nie leciały jej do oczu i na zeszyt podczas nauki. Kolejnym wybitnie ważnym elementem jest odpowiedni nastrój w pokoju.

    Dobrze dobrana żarówka świecąca światłem zbliżonym do naturalnego światła dziennego, pobudza pracę mózgu i sprzyja lepszej koncentracji.

    Zapach jest często lekceważony przez młodych adeptów sztuki nauki, lecz Aurora zdawała sobie sprawę, jak ważny jest ten zmysł, wybrała więc kadzidełko zawierające drzewo cedrowe.

    Ustawiła w swojej retro wieży delikatną muzykę klasyczną, pozwalającą szybciej wejść w odpowiedni stan umysłu.

     Ostatnia rzecz to dodatkowa dawka glukozy, położyła ulubiony czekoladowy batonik w prawym górnym rogu biurka, tuż obok doniczkowego kwiatka o podłużnych szpiczastych zielonych liściach.

    Przyswajanie wiedzy jak zawsze na początku sprawia trudność, barierę do pokonania, przebicia się przez nią, by dotrzeć do upragnionej krainy, tak zwanego flow. Stan umysłu, w którym nauka jak i praca przynoszą najlepsze rezultaty. Czas biegnie wtedy niesamowicie szybko, a umysł jest w maksymalnym stopniu skupiony na rozwiązywaniu problemów. Aurora osiągnęła ten stan po dwudziestu minutach. Zadania matematyczne, rozwiązywała jedno za drugim. Była tak skupiona, że nie zwróciła uwagi na wchodzącego do pokoju Waltera.

    — Uczysz się?

    — Mhm

    — Masz za trzy dni egzamin tak?

    — Mhm

    — Matematyka?

    — Mhm — ponownie mruknęła, tym razem bardziej stanowczo, nie chciała wychodzić z flow. Uwielbiała być w tym intensywnym stanie. Według niej ustępował on tylko jednemu uczuciu, penetracji jej ciasnej cipki. Kolejne zadanie, rozwiązane. Aurora myślała, że Walter wyszedł z pokoju i dał jej spokój. Nie słyszała, jak jej tata się rozbiera, ściąga koszulę, rozpina rozporek, zdejmuje pasek, potem całe spodnie i bokserki.

    Podszedł do biurka córki. Aurora liczyła różniczkę, gdy duży kutas zasłonił obliczenia. Patrzyła na penisa zdezorientowana. Poczuła, jak Walter głaska ją po głowie.

    — Córeczko należy ci się przerwa. Tak ciężko się uczysz, zasłużyłaś na swój ulubiony przysmak.

    — Ciepła sperma tatusia — stwierdziła ostentacyjnie, oblizując usta.

    Wyciągnęła zeszyt spod jąder Waltera i odłożyła go na bok. Pochyliła się i zaczęła całować penisa. Powoli wargi muskały twardniejącego kutasa. Cipka Aurory zaczęła puszczać soczki, przygotowując się na dziką penetrację.

    Walter głaskał córeczkę po włosach. Lubił delikatnie rozpoczynać ich igraszki. Za każdym razem, gdy dobierał się do Aurory, miał dreszcze, fascynowało go pieprzenie młodego jędrnego ciałka.

    Odsunął się od biurka i rozkazał:

    — Na kolana suczko, ssij.

    Aurora uśmiechnęła się zawadiacko, uwielbiała dawać i brać rozkosz od tatusia.

    Odchyliła kutasa tak, by stykał się z podbrzuszem i zaczęła lizać obwisłe jądra. Przejechała językiem po prąciu aż do samego żołędzia. Zabrała dłonie. Wstała, co zdezorientowało Waltera. Ściągnęła bluzeczkę, ukazując sterczące różowe sutki. Ułożyła ręce za sobą tuż nad pośladkami i się odwróciła.

    — Zwiąż mnie tatusiu.

    Walter nie zwlekał ani sekundy, zsunął do połowy ud legginsy Aurory, rozerwał mokre majteczki stanowczym ruchem. Powąchał je, po czym użył materiału do związania rąk nastolatki.

    Aurora poczuła delikatny dyskomfort, ale świadomość, że jest skrępowana mokrymi od jej soczków majteczkami, rozpaliło ją jeszcze bardziej.

    Nastolatka czuła zapach perfum wymieszany z charakterystyczną domieszką feromonów wydzielanych przez nią i przez niezaspokojonego samca. Zmysł powonienia wiedział już, że szykuje się ostre pieprzenie. Wysyłał sygnał do mózgu, by ten sterował odpowiednio ciałem nastolatki. Świadomy umysł ustąpił instynktowi. Wypięła apetycznie tyłeczek, zachęcając tatusia. Soczki z ciasnej cipki, zaczęły spływać po udach. Na policzkach i dekolcie pojawiły się rumieńce, a oddech stał się bardziej płytki. Brodawki sutek powiększyły się i stwardniały, gotowe na pieszczoty. Zamruczała, dociskając dupcie do ciała tatusia.

    Walter ściągnął legginsy córeczki do końca. Stała teraz przed nim naga i skrępowana. Samczy instynkt domagał się natychmiastowego włożenia kutasa do jej ciasnej cipki. Powstrzymał to napierające na niego uczucie, chciał się jeszcze trochę zabawić, zanim ostro zerznie nastolatkę. Przeszedł obok łóżka i stanął przed Aurorą. Nawet nie musiał nic mówić, dziewczyna od razu uklękła. Przybliżył więc ponad dwudziestosześciocentymetrowego kutasa przed jej twarz.

    Aurora, aż drżała z podniecenia. Wyciągnęła język i zaczęła energicznie  zlizywać cieknący ejakulat. Po oczyszczeniu penisa otwarła szeroko usta. Kutas wszedł do połowy, zaczęła ssać. Nie mogła sobie pomagać rękami, jej gardło i języczek musiały wykonywać całą robotę.

    Walter rozkoszował się tym widokiem. Dwa blond kucyki spięte różowymi gumkami aż prosiły się o to, aby je złapać i ostrzej zabawić się z gardłem nastolatki. Kusiła go jednak inna myśl.

    — Wstań — rozkazał.

    Zmieszana dziewczyna wykonała polecenie, zastanawiała się, czy zrobiła coś nie tak.

    Walter zauważył zmieszanie nastolatki, nie tłumacząc się, złapał ją za talię i podniósł, zarzucił sobie na ramię niczym jaskiniowiec. Pogładził delikatnie dłonią okrągły tyłeczek, po czym energicznie zasadził klapsa, zostawiając czerwony ślad. Nastolatka pisnęła. Mężczyzna poczuł cieknące soczki z jej rozpalonej cipki na swojej skórze. Kutas mimowolnie drgnął rozochocony.

    Położył Aurorę na niewielkim łóżku, ustawiając ją tak, by głowa zwisała z krawędzi. Materac był miękki, przez co nastolatce skrępowane ręce nie sprawiały bólu. W szerokim rozkroku stanął nad jej głową.

    Zafascynowana patrzyła na przyrodzenie swojego tatusia od spodu, i to odwrotnie niż zazwyczaj. Obwisłe jądra zbliżyły się do jej twarzy, wystawiła język, pieszcząc je delikatnie. Po chwili przesunęły się tak, że jej nosek rozdzielił prawe od lewego. Tatuś przycisnął kutasa do jej twarzy, ułatwiając nastolatce lizanie prącia. Przesuwał się do przodu i do tyłu przyjmując rozkosz.

    — Otwórz szeroko usta — rozkazał.

    Aurora nie była gotowa na to co się wydarzyło. Olbrzymi kutas wtargnął prosto do jej gardła. Zaczęła się krztusić. Walter jednak nie przestawał ją pieprzyć, jego jądra przesuwały się po zaskoczonej twarzyczce. Nastolatka z zamkniętymi oczami próbowała złapać oddech. Związane ręce nie pozwalały na żaden ruch. Tata na sekundę przestał, wyszedł z niej. Dziewczyna wypluła duże ilości gęstej śliny wyprodukowanej mimowolnie przez jej ciało, spłynęła ona na jej oczy i włosy. Pomimo pierwszego szoku, chciała więcej. Podnieciło ją to.

    — Tatusiu jeszcze raz — powiedziała, otwierając szeroko usta.

    Mężczyzna wykonał prośbę, wszedł w gardło córki i zaczął je pieprzyć. Zatrzymał się bardzo głęboko i sięgnął do piersi nastolatki, miętosił je, ściskając nabrzmiałe sutki. Wyszedł, by mogła zaczerpnąć tchu. Aurora znów wypluła duże ilości gęstej ciągnącej się śliny, cała jej twarz była oblepiona. Dziewczyna drżała z podniecenia, była rozpalona jak jeszcze nigdy wcześniej. Chciała, by kutas wszedł w jej mokrą cipkę i zaczął ją głęboko penetrować.

    Walter zabawiał się gardłem nastolatki. Gdy znów wyszedł na chwilkę, usłyszał:

    — Tatusiu błagam, zerznij moją cipkę.

    — Jeszcze nie skończyłem, otwieraj usta suko!

    Wszedł w jej gardło mocno i głęboko. Przyśpieszył, nie dając jej wytchnienia, gdy poczuł, że zaraz dojdzie, wycofał kutasa, tak by jedynie żołądź znajdował się w ustach. Obficie się spuścił.

    Aurora zalało ciepłe nasienie taty, trochę wyciekło, spływając po twarzy. Złapała oddech nosem i zaczęła się delektować smakiem spermy.

    Nim zdążyła go połknąć, poczuła, jak tata podnosi ją i zmienia pozycję jej ciała, niczym erotycznej lalki.

    Była wypięta jak suka, jej kolana dotykały podłogi, a brzuch opierał się na łóżku. Z trudem otworzyła zlepione od śliny oczy, jej języczek bawił się jeszcze spermą tatusia. Właśnie połykała nasienie, gdy mocne dłonie rozwarły jej pośladki, język bardzo powoli wędrował po jej cipce i tyłeczku, dając nieziemską rozkosz.

    — Kurwa — zaklęła — o tak, tato, tak, tak, liż…

    Walter potrzebował tylko kilka chwil lizania cipki nastolatki, by jego penis znów stwardniał. Złapał za kuszące biodra, przyłożył kutasa do ciasnej dziurki. Powoli, bardzo powoli, wchodził w nią. Milimetr po milimetrze zanurzał się w wilgotną delikatną szparkę.

    Aurora myślała, że zaraz wybuchnie, napięcie domagało się rozładowania.

    — Tatusiu pieprz mnie. Kurwa błagam pieprz mnie, jestem twoją suką, rżnij, błagam, błagam tato…

    — Twoja cipka należy do mnie?

    — Tak, kurwa tak, jestem cała twoja, błagam mocniej, pieprz mnie, bo nie wytrzymam!

    Walter przyśpieszył, jego ruchy były zdecydowane i głębokie.

    Uśmiechnięta Aurora, wypinała maksymalnie dupcię, z każdym pchnięciem penisa ciepło rozlewało się po jej wnętrzu, uwielbiała być traktowana jak zabawka.

    Dźwięk klapsa wdarł się w zgrabną kompozycję sapania mężczyzny połączoną z jęczeniem nastolatki, którym w tle towarzyszyła muzyka klasyczna. Zmysł zapachu dziewczyny rozpływał się w aromacie seksu wymieszanego z wonią kadzideł. Ból pośladka, bardzo szybko przerodził się w dodatkowy zastrzyk rozkoszy. Orgazm zbliżał się z każdą chwilą penetracji. Ciało dawało znać, o zbliżającej się słodkiej powodzi rozkoszy poprzez mimowolne napinanie mięśni i drżenie.

    — Tak kurwa tak, jeszcze, jeszcze, pieprz mnie — Walter złapał za związane ręce nastolatki i pociągnął, jej ciało wypięło się w łuk — Ja pierdole, tato, tato, Boże, tato, mocniej, tato, mocniej!

      Pot spływał po czole mężczyzny, mięśnie paliły z wysiłku, lecz nie przestawał, pieprzył nastolatkę z całych sił. Cipka zaczęła ściskać penisa. Dziewczyna dochodziła. Krzyki. Wijące się w spazmach rozkoszy młode ciało. Poczuł, że za chwile wystrzeli, wycofał penisa, zostawiając sam żołądź. Trysnął, zalewając aksamitne wnętrze dziewczyny.

    Aurora zmęczona po niesamowitym orgazmie łapała oddech. Walter ją rozwiązał. Podeszła kilka kroków i zabrała baton czekoladowy z biurka, otworzyła go i klęknęła przed tatą, wyssała resztki spermy z jego kutasa, zagryzając swoim ulubionym czekoladowym przysmakiem. Smak nasienia mieszał się z gorzką czekoladą, dając ekstazę dla kubków smakowych. Wstała z kolan, po wewnętrznej stronie prawego uda spływała sperma. Zebrała dłonią, co była w sanie i wylizała, patrząc prosto w oczy mężczyzny. Wyglądała jak gwiazda porno po ostrym grupowym jebaniu, twarz i włosy oblepione śliną, ciało lepiące się od potu, gdzieniegdzie resztki nasienia.   

    — Potrzebujemy się odświeżyć — powiedziała, ręką łapiąc penisa Waltera jak za smycz. Nie czekała na odpowiedź, skierowała się w stronę drzwi, ciągnąc ze sobą tatę. Ruszała biodrami, na boki masując przy okazji kutasa, licząc w myślach sekundy, kiedy znów będzie gotowy.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Milena Wet

    Mam szczerą nadzieję, że opowiadanie sprawiło Ci choć troszkę rozkoszy 😉

    Zapraszam do mojego profilu, znajdziesz tam ciekawe informacje 😀

  • Przylapany przez matke 9/25

    Rozdział IX

    Poranek, kuchnia, stoimy oparci tyłem o blat. To już rytuał. Ale tym razem rozmowa się nie klei: „No i jak tam”, „Fajnie”, „Ale było”, „No nieźle”… Większość czasu zerkamy na siebie niepewnie, w końcu zapadła krępująca cisza. Może i dobrze, po co udawać.

    Po dostatecznie długiej przerwie, gdy przez to milczenie upewniliśmy się nawzajem, że myślimy podobnie, matka się otworzyła:

    „To, kto mówi pierwszy?”.

    „Oddaję tobie palmę pierwszeństwa, jesteś rodzicem”.

    „Ale ty jesteś mężczyzną…”.

    No pięknie, kolejna lekcja życia. Ojciec parę razy poruszał tematy, że prawdziwy facet staje na wysokości zadania i krytyczne sprawy bierze w swoje ręce niezależnie czy to drobiazg, czy poważny problem, bo taka jest rola i powinność faceta i już, a tu dopiero matka pokazała mi, że to jednak ma sens. Że zasady nie są głupie.

    Zapamiętam.

    Zrobiłem z siebie przed chwilą pizdę, ale… zapamiętam.

    Jest sprawa, wychodzisz do przodu. Nie jesteś już dzieckiem. Matka cię wystarczająco długo niańczyła. Teraz ty masz ją chronić. Tym bardziej że to tylko rozmowa, wszystko i tak jest jasne, nie ma czego ukrywać, matka w dodatku (przynajmniej moja) jest przyjacielem i chodziło tylko o to, kto pierwszy zacznie kiepskim tekstem na kiepski temat. Bo z tym zawsze najtrudniej, a tu dobrze zacząć się nie da. Trzeba to było wziąć na klatę i samemu przerwać krępującą ciszę.

    Stary twierdzi, że takie decyzje wpływają na testosteron. Zachowujesz się po męsku, okazujesz zdecydowanie, odwagę i aktywność, i pyk, pyk, pyk lecą do krwi krople hormonu. „Nawet jak coś spierdolisz, ale weźmiesz to na klatę, to wieczorem pała lepiej stoi” – pozwolił sobie nawet na szczerość podczas jednej z naszych ostatnich męskich rozmów, widocznie uznawszy, że dojrzewam do pewnych zagadnień.

    No to zaczynam, tak jak umiem, a zasadniczo myślę na głos, bo sam sobie jeszcze w pełni całej tej sprawy nie uzmysławiam. Przecież to był pierwszy raz, a w dodatku taki może być tylko jeden i rzadko komu się zdarza w tej postaci.

    „Nie wiem” – mówię. „Właściwie nie wiem, jak się czuć. Niby było wspaniale, ale mam z tym kłopot. Czegoś zabrakło. Zdaję sobie sprawę, że dałaś mi Himalaje, więcej niżbym marzył, a autoerotyzm…”.

    „Mów po ludzku, chłopaku” – przerwała matka.

    „…a onanizowanie się jest, heh…, no dobra, onanizowanie się potrafi być jeszcze lepsze, niż się spodziewałem. Tylko potem już nie miałem tego uczucia zadowolenia”.

    Matka ucieszyła się z tego wyznania. „Chyba popełniłam błąd, że wyszłam z pokoju. Nie powinieneś jednak tak wspaniałego momentu przeżywać w samotności. Już z dwojga złego lepiej, jeśli mama zastąpi ci na tę chwilę twoją dziewczynę. Wybrałeś już kogoś?”.

    No nieźle. Sprytnie prześliznęła się po temacie. Zapewniłem, że w planach jest kilka ciekawych okazów, ale na razie sonduję możliwości i dostępność. Ugryzłem się w język, bo chciałem jeszcze dodać, że sonduję opinie wśród kumpli. Rozrywkowych panienek, dostępnych na prywatkach, było trochę w moim zasięgu, natomiast wyrywanie porządnej laski na stałe wśród dziewczyn z mojego rocznika wydawało mi się drogą przez mękę z niepewnymi szansami na bzyknięcie w realnym czasie. W tym okresie życia miałem inne priorytety. Matka by tego nie zrozumiała, nie chciałem jej rozczarować. No a poza tym zbyt dużo już zainwestowałem w złudne przekonanie matki, że jestem „prawie dorosły”. To znaczy, sam uważałem siebie już za dorosłego, ale niekoniecznie musiało się to pokrywać z matczynym zestawem poglądów.

    W końcu ustaliliśmy, że nie wszystko w życiu wychodzi idealnie, ale ogólnie „nie było tak źle”. I że miałem coś w rodzaju kaca, ale już przeszło. Znaczy przechodzi.

    Wystraszyłem się tego ostatniego, że „dopiero przechodzi”. To nie był trafiony zwrot. Widzę, że matki tym nie po pocieszyłem. Biorę więc, pomny nauk ojcowskich, wszystko na klatę i mówię: „Poradzę sobie”.

    Ale przywaliłem! Skutek odwrotny od zamierzonego. Wystraszyłem matkę niechcący, bo zrozumiała coś zupełnie innego.

    „Ojejku, misiu, strasznie ciebie przepraszam, nie tego chciałam, to miało zupełnie inaczej wyglądać. Nie chcę, żebyś się teraz po tym wszystkim cofał do tego, co było” – gorączkowo mówiła i myślała jednocześnie. Prawie panika. „Nie powinieneś sobie teraz robić tego tak jak małe chłopaki, tak byle jak. Ty już dorastasz i powinieneś zacząć to inaczej przeżywać, głębiej, bardziej świadomie. Twoje onanizowanie się nie powinno już być dla ciebie tylko fizyczną przyjemnością, powinieneś zacząć dostrzegać w nim w naturalny sposób źródło radości, doznań na wyższym poziomie, przecież w twoim życiu erotycznym będą się teraz coraz częściej pojawiać żywe osoby, twoje znajome i koleżanki. Będziecie robić coraz więcej przyjemnych rzeczy i w końcu z którąś zaczniecie to robić do końca…”.

    No…, przyznam, że pojechała ładnie, zebrało jej się na nadrabianie zaległości w „uświadamianiu”, i to w ostatnim momencie. A że przyłapała mnie… A właściwie nie… Bo jakby się tak na trzeźwo zastanowić, to nawet nie przyłapała, tylko miała więcej okazji niż inne matki do…, no do udziału w moich poczynaniach. To dużo pomogło. Nie sądziłem, że kiedyś będziemy o tym rozmawiać na takim poziomie. I ten „wyższy poziom onanizmu”. Zaskoczyła mnie.

    Starzy do tej pory oczywiście dbali o „te sprawy” tak, jak potrafili, ale ograniczało się to do uwag matki o „fajnych dziewczynach”, „ale takich naprawdę fajnych” (czytaj: porządnych), a ojciec puszczał w tym czasie oko. Oboje wiedzieli, że edukacja w szkole była wystarczająca (głównie w szkolnej szatni i kiblu).

    A tu teraz taka tyrada. Przewiduję, co będzie dalej, i zgaduję: „Oczywiście wolałabym, żeby to była ta twoja jedyna, wymarzona” – no musiała. Każda matka lubuje się w takich tekstach. One to mają w genach. Ale matka idzie dalej.

    „Nie mam złudzeń, że do tego czasu będziesz się jednak jeszcze trochę onanizować. Wolałabym, żebyś sobie utrwalił odpowiednie nawyki…, bo rzeczywiście ostatnim razem głupio wyszło”.

    I na tym przerwała, po czym zaczęła mi się przez chwilę niepewnie przyglądać.

    „Myślimy o tym samym?” – powiedziała w końcu.

    Kurwa mać, jasne że o tym samym, tylko że to ja powinienem powiedzieć te słowa. Kurwa, dupa. Brak doświadczenia i słaby refleks. Wyprzedziła mnie o pół sekundy. Znowu zjebałem.

    Orientuję się jednak, że matce też te słowa nie przyszły łatwo. To było z jej strony spore wyzwanie i zamilkła. Na razie wyczerpała swoją moc. Szala wróciła do równowagi w tej, wbrew pozorom, trudnej potyczce na słowa pod płaszczykiem zwykłej rozmowy. Przeciągam ciszę, która pracuje teraz na moją korzyść, tylko żebym nie przegiął. To ja powinienem grać rolę faceta, ale aktywa mam jeszcze słabe, więc czekam nie za długo i udaję, że nie słyszałem pytania. I mówię to samo, co ona. Ważne, że to z moich ust.

    „Myślimy o tym samym?” – postarałem się powiedzieć identycznym tonem jak ona.

    „Nie wiem, co masz na myśli” – skłamała dokładnie tak, jak trzeba.

    Brawo matka! Świetna decyzja. Oddaje mi świadomie inicjatywę. Oboje wiemy, że to gra, ale tak to powinno wyglądać. Teraz jest dobrze. Role wróciły na swoje tory.

    „Chciałbym poprawić parę rzeczy, które mi wczoraj nie wyszły” – beznadziejnie kłamię. Oboje wiemy, o co chodzi. „Czy moglibyśmy się umówić, że to była taka beta? No, prequel?”.

    Super. Niechcący wyszła mi zmiana tematu. Potrzebowaliśmy tej chwili oddechu i gadamy zupełnie neutralnie, jak podczas zwykłej rozmowy w niedzielny poranek. To znaczy głównie ja mówię i wyjaśniam szczerze zainteresowanej mamusi terminy, których nie znała.

    „Tak więc może byśmy…” – zawiesiłem propozycję w powietrzu.

    Niby idziemy w dobrym kierunku, ale boję się powiedzieć słowo za dużo. Nie wiem, czy już przyszła na to pora.

    „Chyba nie mamy wyjścia” – mówi matka sztucznie zmartwionym tonem. Oficjalna narracja była bowiem taka, że to ostatnio, to był wypadek przy pracy, i że zasadniczo nie wypada, bym to robił w jej obecności.

    Zresztą cholera wie. Może rzeczywiście moje onanizowanie się przy matce było dla niej krępujące. Jakby na to nie patrzeć, było to dosyć nietypowe „spędzanie wspólnego czasu” matki z synem, a onanizowałem się przy niej tylko w wyniku niezwykłego zbiegu okoliczności i dosyć szczególnego podejścia przez matkę do sprawy odpowiedzialności rodzicielskiej.

    Natomiast dla mnie to było spełnienie najskrytszych marzeń chyba każdego chłopaka walącego konia w samotności, marzeń, których realizacji w rzeczywistości żaden normalnie myślący chłopak nie brał nigdy poważnie pod uwagę, a ja mam… co tu mówić, seks stulecia.

    Matka na pewno tego nie planowała. Ba, wcześniej na pewno by tego nawet nie chciała. Bądźmy poważni. Ale porobiło się tak, jak się porobiło i jest to dla nas obojga coś absolutnie nieoczekiwanego. Na pewno matkę to w jakiś sposób podnieca, nie ma co ukrywać, ale ona musi to w sobie tłumić i się kontrolować. Już dawno wykroczyliśmy poza ramy jakichkolwiek normalnych relacji. Jesteśmy w tym razem, ale jesteśmy sami. W naszym kręgu kulturowym to jest tabu. Ja oczywiście chcę jak najwięcej, ale mogę sobie pozwolić na ten komfort beztroski, bo to na niej spoczywa cała odpowiedzialność. A co będzie dalej? Co się stanie? Jak daleko to zabrnie i czy któreś z nas nie spęka w którymś momencie?

    Ja oczywiście przechodzę błyskawiczny kurs wchodzenia w dorosłość i odpowiedzialność, ale właśnie… mam ten komfort wyznaczania sobie limitów. Wiem, że ona to ciągnie, na niej to spoczywa, ja mogę tylko pomagać i wspierać. W dodatku musimy wszystko ukrywać przed ojcem, a ja z matką też wielu rzeczy sobie nie mówimy do końca, może nawet nie wszystkiego jesteśmy pewni. To jest podwójna albo i potrójna gra. W tym dziwnym czasie zbiegło się kilka rzeczy: dobrze, że jest wymyślone moje zakochanie w jakiejś koleżance, dobrze, że jest matura, dobrze, że jest koniec wiosny, gdy wszystko biegnie szybciej i się zmienia, a na to wszystko nałożyła się zmiana miejsca pracy u matki. Tak więc mamy warunki, żeby się maskować.

    Ja przechodzę nie tylko błyskawiczny kurs doświadczeń seksualnych, niedostępnych dla 99% ludzi. Towarzyszy temu nauka dyplomacji, ściemniania, odpowiedzialności za czyny, słowa i gesty, po prostu bycia dorosłym. W domu staram się przy ojcu podejmować nowe tematy, znacznie bardziej ważyć słowa, wiele pytać i przyznawać do wątpliwości. Staram się być bardzo udanym i mądrym dzieckiem. Robię wszystko, żeby sprawdziły się słowa ojca, którymi karmił mnie od pewnego czasu, gdy mówił: „Zobaczysz, matura wiele zmienia w życiu młodego człowieka. Staniesz się zupełnie kimś innym – prawie dorosłym”.

    Moje pokolenie jest do dupy, to akurat wiem. Jestem po gimbazie, która rozpierdalała wszystko. Moi rówieśnicy cofali się tam w rozwoju. To był obóz koncentracyjny dla patologii. Liceum z trudem zabliźniało zadane nam rany. Dlaczego to widziałem? Bo miałem w domu dwóch twardzieli – jedno pracowało na pogotowiu, drugie na budowie. To jedne z ostatnich zawodów, gdzie trzeba twardo trzymać się rzeczywistości. I nie miałem tyle kompa, co inni. Nagle zaczynam to dostrzegać i… doceniać. Czyżbym rzeczywiście dorastał?

    Jedno jest pewne. Matura gówno zmienia w naszym życiu. Opowieści rodziny i znajomych rodziców o ich maturach to dla nas jakaś abstrakcja i egzotyka. Nic o nas nie wiedzą. To, jaki jestem w tej chwili, to, co mnie ukształtowało najbardziej, to właściwie tylko jedna rzecz – ojcu zawsze ufałem, a powiedział mi kiedyś jedno zdanie, pozornie błahe, nie zdając sobie sprawy z jego siły rażenia, porównywalnego do bomby atomowej: że NA POLIBUDZIE ZAJEBIĄ MNIE NA PIERWSZYM ROKU Z MATMY.

    Obiecałem sobie, że powiem mu o tym, jak będzie już bardzo stary.

    Zresztą nie bez powodu zabierał mnie na budowy, pokazywał ten nietypowy świat ludzi zupełnie innych od reszty społeczeństwa. Świat, w którym nic nie może pierdolnąć, a na głupoty nie ma ani czasu, ani miejsca, ani ochoty. Już dawno postanowiłem, że również moje życie będzie właśnie tam, wśród twardych facetów, a na razie kuję matmę.

    Podsumowując: dużo się dzieje.

    A wracając do tematu: po takich doświadczeniach, jak ostatnio, odechciewa się walenia w samotności już do końca życia. Co więcej, byle pinda dająca dupy po pijaku o trzeciej w nocy na klasowej balandze oferuje niewiele więcej przeżyć od zwykłego bicia konia. No dobra, może trochę przesadzam. Wszystko zależy od tego, jak bardzo pijana, to znaczy, czy da się rozebrać do naga, czy tylko spuści gacie i wypnie tyłek, żeby ją zaliczyć na pieska. No i w sumie, nie ma co ukrywać, jest satysfakcja z samego faktu zaliczenia panienki. Ale te atrakcje bledną przy tym, co zaczynam uskuteczniać z moją matką. I nie chodzi tu tylko o onanizm, ale o całą otoczkę z tym związaną, z tymi wszystkimi gestami, luzem i śmiechem w trakcie, spojrzeniami czy nawet samymi rozmowami na te tematy, szczególnie o poranku. Przecież to nasze gadanie to też uprawianie seksu, tylko w inny sposób. Chyba się rozwijam, skoro dostrzegam takie rzeczy.

    Dobra, koniec przydługich dygresji.

    Dla przypomnienia: jest kuchnia, opieramy się o blat i prowadzimy dość trudną, a na pewno bardzo nietypową rozmowę i wzajemnie się badamy, a matka przed chwilą przyznała, że „chyba nie mamy wyjścia”.

    A więc mamy już z górki. Wszystko sprawia wrażenie, że sprawa załatwiona, a raczej, że załatwiona będzie za chwilę. Żebym tylko nie spierdolił tego na ostatniej prostej! Teraz każde słowo ważne. Długo jechaliśmy na podtekstach i niedomówieniach, wszystko takie zawoalowane, ale któreś z nas w końcu musi to powiedzieć wprost. Uznałem, że tym razem wypada oddać matce palmę pierwszeństwa. Głupio, gdybym to ja zaproponował, a poza tym, gdy ona to powie, nie będzie mogła się wycofać.

    Matka dość długo zastanawiała się, jak wyartykułować to, o czym już prawie na głos myśleliśmy.

    „Tak, będzie trzeba to zrobić jeszcze raz” – powiedziała cicho.

    To nie jest porno opowiadanie. W realu takie wyznania to poważne decyzje i równie poważne emocje. Postanawiam ją wesprzeć: „Chciałbym, żeby tym razem wszystko wyszło idealnie. Myślę, że teraz nie będę się już przy tobie w ogóle wstydził”.

    Kłamię oczywiście jak z nut. Przecież komfort psychiczny, to była pierwsza rzecz, o której matka myślała od samego początku tej całej historii z waleniem. No ale musiałem coś powiedzieć i przyjąć na siebie część „winy” za to, co zapewne wkrótce się wydarzy.

    „Tak. Szczerość i otwartość jest bardzo ważna w seksie” – zawtórowała.

    „Ale zostaniesz do końca?” – spytałem z nadzieją w głosie.

    „Tym razem tak. Obiecuję. Będziesz miał wszystko w komplecie” – i pokiwała głową. Wreszcie opuścił ją poważny wyraz twarzy, nawet się lekko uśmiechnęła i powiedziała: „Żeby matka musiała własnego syna namawiać do onanizmu. Co za historia”.

    Dopiero teraz poczułem się tak, jak powinienem wczoraj po waleniu. Spłynął na mnie pewien rodzaj euforii.

    W nocy starzy strasznie się walili po tapczanie. Tym razem zamiast krzyków słychać było jeżdżenie mebla po podłodze.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Lucjusz
  • Przylapany przez matke 10/25

    Rozdział X

    Nastrój ekstatyczny udzielał mi się przez resztę tygodnia. Matce też wrócił humor. Nawet ojciec to zauważył, ale przypuszczał, że to nieoczekiwana zmiana pracy matki. Właśnie, po wielu latach, porzuciła orkę i powołanie w państwowym szpitalu, gdzie miejscami było rzeczywiście jak na wojnie, choć czasami ta wojna była między jebanymi „panami” lekarzami a resztą szpitalnianego personelu, i przeszła do prywatnej przychodni. Normalnie matka by się nigdy nie zdecydowała, oferta była nieoczekiwana, w dodatku tuż przed wakacjami. Po prostu odchodząca koleżanka siłą ją tam wepchnęła na swoje miejsce. Pracy dwa razy mniej, lepsze zarobki, a z obowiązków przede wszystkim uprzejmość wobec wszystkich i, co ważne, dbanie o wygląd.

    Stary nie miał szans domyślać się, co u nas w domu dzieje się naprawdę, a przecież z matką wyprawialiśmy takie rzeczy, że nawet ślepy powinien był zauważyć zmiany w naszym zachowaniu.

    Wszyscy byliśmy nafazowani, staremu też to się udzielało. Ja maturę, w dodatku podobno się zakochałem (trzymamy się z matką tej wersji). Wszystko pasuje.

    W tygodniu wymienialiśmy z matką znaczące uśmiechy, a kilka razy w ciasnym korytarzu nie sposób było się nie przytulić. Ale wszystko pod kontrolą. Pilnowałem, żeby gesty były tylko miłe, żeby matki nie spłoszyć. Niemniej jednak ten jej nowy stanik (do nowej pracy) parę razy bardzo przyjemnie wbił mi się pod żebra. Pół-wzwód miewałem często.

    Poza tym podbijanie do matki przy każdej okazji a podtrzymywanie atmosfery to dwie różne rzeczy. Nie chciałem się spalić za wcześnie. Jej to nie groziło, bo stary dostał dodatkowych sił witalnych.

    W czwartek, gdy siedziałem w kuchni przy stole, pozwoliłem sobie na ciut więcej i zaraz pożałowałem. Gdy przechodziła, wtuliłem się w nią, szukając okazji do wciśnięcia się w cycki. Odepchnęła mnie uprzejmie ze słowami „nie szarżuj”.

    I w ten sposób została przeze mnie zweryfikowana w praktyce kolejna nauka ojca, tym razem brzmiąca „nie zaczynaj, jeśli nie możesz dokończyć”.

    Nadeszła sobota.

    Ja pierdzielę. Teraz to już jest regularna schadzka erotyczna z własną matką i to w konkretnym, zaplanowanym celu. Może to nie będzie seks z własną matką, o którym marzyły wszystkie gnoje na całym świecie, ze mną włącznie, ale ja będę ją miał realnie i pokonam granice, o których inni mogą marzyć. Będę się onanizować przy własnej matce na luzie, patrząc jej w oczy, ona będzie to akceptować i będzie na mnie patrzeć, i nie poganiać, i na pewno mówić takie rzeczy, że pała stanie mi jeszcze dwa razy bardziej. I będę miał przy niej orgazm, i będę przy niej tryskał, a po wszystkim jeszcze sobie posiedzimy i o tym pogadamy.

    Z początku strasznie mnie to jarało i myślałem o tym zbyt często. I pewnie chuj by to wszystko trafił do soboty, gdyby nie matura i egzaminy. Nie wiem, co było przyczyną, a co skutkiem, ale zacząłem ryć matmę jeszcze mocniej, a kosmate myśli wracały tylko, gdy szedłem do kuchni lub kibla. Miałem iść w ślady ojca, więc siedział teraz ze mną dużo.

    Zupełnie przeszła mi ochota na walenie w samotności. Zaczęło mi się to wydawać wręcz bezsensowne. Matka była tak wielkim afrodyzjakiem, że chyba już trwale przeniosła mnie na inny poziom. Cześć, koniobijcy, nadeszła nieuchronna pora rozstania. Opuszczam wasz klub. Ja robię to już inaczej. Z kimś. No dobra, na razie przy kimś. Ale to wystarczy, by różnica była kolosalna. Przechodzę do świata interakcji z drugą osobą w realu. Stamtąd już się nie chce cofać.

    Seks przy matce i odpowiedzialność za studia dziwnie zlewały mi się w ten sam schemat, co tu dużo mówić…, dojrzałości.

    Wieczór.

    Stary bryka na trzecie pod rząd w maju obowiązkowe imieniny, ale tym razem oświadcza, chyba pod wpływem zmian w życiu matki (oczywiście praca), że dziś narąbie się mocniej, ale to już będzie ostatni raz. Ma dość obowiązków wobec kolegów. Powinniśmy się z tego cieszyć, co nie? No właśnie…

    Tym razem spryskałem się dezodorantem ojca porządnie.

    W ogóle w łazience spędziliśmy dłuższy czas, bo matka weszła jeszcze, gdy brałem prysznic. Moja nagość (pomijając oczywiście sterczącego wacka), nigdy w domu nie była tabu. Starzy włazili, kiedy chcieli, czy to do pokoju, czy łazienki, nie krępując się stanem zaawansowania mojego odzienia, poza tym z ojcem od małego chodziłem przynajmniej parę razy w roku na basen na ich karnety z pracy. Byłem więc na bieżąco z budową ciała dorosłego mężczyzny, a stary w domu też się nie krępował. Nie mówię, że łaził nago, ale jak trzeba było zajrzeć do łazienki, nie było problemu z mojej strony. A na basenie, gdy byłem małym chłopcem, bardziej mnie interesowało, czy też będę miał kiedyś takie mięśnie i… blizny jak jego koledzy (wiadomo, budowlanka).

    Tak więc matka umyła mi wtedy plecy, czego normalnie nie robi, a na koniec klepnęła w tyłek. Potem, gdy cały goły i mokry stałem pochylony przodem do niej, wytarła mi włosy. Chyba jednak nerwy obojgu nam dawały się we znaki, bo zamiast wycierać, raczej mnie za te włosy wytargała. W każdym razie wytarła porządnie, bo gdy podniosłem wzrok, była rozbudzona i wesoła, oddychała trochę szybciej, a nawet trochę zarumieniła. W każdym razie z bliska wyglądała zjawiskowo. Możliwe też, że uwolniła jakieś feromony, bo tam w łazience seks wisiał już w powietrzu wyraźnie. Na koniec strzeliła mnie ręcznikiem, tak jak trener swojego zawodnika przed wypuszczeniem na ring bokserski. No fajnie, u niej stres i krępacja minęły. Ja dopiero oswajam się z sytuacją. Jakby na to nie patrzeć, dla nas obojga jest to już któryś kolejny „mój pierwszy raz”. Heh…, pomału zaczynam się zastanawiać, czy nie będzie ich jeszcze więcej?

    Acha, gdy mnie tak tarmosiła, wykorzystałem okazję i złapałem ją za biodra, żeby nie stracić równowagi, a chwilę potem jedną ręką oparłem się o jej brzuch. Ręce wsunąłem pod rozpięty szlafrok i oparłem oczywiście na halce, ale to było prawie tak, jakbym ją trzymał nago. Matka ma fajne, zaokrąglone biodra, tak jak to powinno wyglądać u prawdziwej baby i płaski, ale dostatecznie miękki brzuch.

    I właśnie w tym momencie mojego życia dotarło do mnie coś nowego, coś, na co nigdy do tej pory nie zwracałem uwagi – nie sam matczyny brzuch, który przecież dobrze znałem z dziecięcego przytulania, tylko drgające pod nim mięśnie, gdy matka targała mną podczas wycierania głowy. Na przemian miękki i twardniejący brzuch, naprężający się rytmicznie i łagodniejący, by za sekundę znów się naprężyć i wibrować, co wyczuwałem obiema dłońmi – i tą na brzuchu, i tą na biodrze. Jeszcze nie wiedziałem, co to jest i jak ten fragment kobiecego ciała będzie na mnie działać w przyszłości, ale już czułem, że to jest coś niesamowitego. Chciałem ją złapać i przytrzymać, żeby się tak jeszcze dłużej prężyła i wyginała. Delektowanie się kształtami jej ciała i tym, jak reaguje, było niesamowite, nigdy do tej pory nie miałem okazji dotykać matki w ten sposób, trzymać w swoich rękach, w dodatku takiej żywej, poruszającej się energicznie, prawie wyślizgiwała mi się z rąk. Dlaczego wcześniej nie wykorzystywałem tych okazji? Ano tak, ostatni raz wycierała mi łeb, jak miałem może z dziesięć lat i robiła to, przytrzymując mnie swoimi cyckami. Mogła już wtedy przeczuwać, że dorastam i z pewnych form bliskości trzeba pomału rezygnować. W dodatku to ciepło jej ciała, które teraz wyczuwałem dłońmi… Mało brakowało, abym jej nie objął, a rękoma zjechał na pośladki. Na szczęście nic nie zauważyła albo potraktowała to jako coś normalnego. Zresztą cholera wie, co baby myślą i czują naprawdę. Może uznała, że w tym całym zaaferowaniu doda mi od siebie trochę bodźców, trochę matczynej erotyki, mając nadzieję, że nie będę tego jeszcze odbierał do końca świadomie?

    Szkoda, że wtedy przed nią nie kucnąłem, mogłaby moją głowę trzymać niżej, na wysokości swojego brzucha, ale nie wiem, czy dałbym się wtedy tak łatwo od tego brzucha oderwać. Jak widać, babka to nie tylko cycki i cipa. Zapragnąłem wtedy strasznie jej brzucha, najlepiej oczywiście bez halki. A do planów wpisałem zapuszczenie kudłów na głowie. Chcę poczuć na twarzy całą symfonię jej drgających mięśni, kołyszących się bioder, zapachu matczynego brzucha, który jest jedyny i delikatnie słonawego posmaku jej skóry, na którego do tej pory też nie zwracałem uwagi. Na pewno sprokuruję jakąś sytuację, żeby mi musiała znów wytrzeć łeb – tak wtedy myślałem.

    Seks (z mojego ówczesnego punktu widzenia – ostry seks) wisiał od rana w powietrzu. Ba! Od rana? Właściwie to już od tygodnia… W każdym razie wszystko się dobrze zapowiadało, a to tarmoszenie po głowie (puściła, gdy włosy były już zupełnie suche) tylko mnie w tym upewniło. Musiała coś czuć. Jakieś motyle, czy coś. Ponoć babie przy byle emocji co chwila coś tam się rusza. W sumie mają tam więcej rzeczy niż u faceta.

    Zakładam bokserki. Matka psiknęła perfumami. Potem długo rozczesywała swoje włosy, obserwując mnie uważnie w lustrze. Przypatrywała mi się z troską, ale i z zaciekawieniem. Zsunęła z ramion szlafrok, chwilę się sobie przypatrywała i się zastanawiała, w końcu zupełnie go opuściła i odwiesiła. Zresztą ten szlafrok od początku był bez sensu. Rzadko go zakładała. Może założyła po to, żeby dodać sobie otuchy? Albo tak na wszelki wypadek? A może po to, by go zdjąć teraz przy mnie? „W sumie czemu nie?” – pofantazjowałem sobie z pewną dozą prawdopodobieństwa, bo matka w ostatnich dniach już nieraz mnie zaskakiwała. Potem starannie upięła włosy (cały czas patrząc na mnie w lustrze). Gdy szliśmy do pokoju, wzięła mnie za rękę, ale tak, żeby to ja ją trzymał.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Lucjusz
  • Sasiadka w potrzebie XXX (Niedzielna przejazdzka)

    W sobotę obudziłem się później niż zwykle. Dziewczyny krzątały się po kuchni:

    „Chcesz kawę?” zapytała Natalka

    „Chętnie” – odparłem

    Postanowiłem nie poruszać tematu dnia wczorajszego. Nie miałem chęci umoralniać dziewczyn, że nie mogą pić alko. Z resztą w ich wieku wcale nie byłem święty. W samych bokserkach i koszulce wlazłem do kuchni. Iza nie wyglądała jakby wczoraj piła, za to po Natce widać było, że jest skacowana. Obie latały w samych majtkach i koszulkach po pokoju, co sprawiało, że odczuwałem lekkie podniecenie. Zabrałem kawę do siebie i włączyłem TV. Dziewczyny ogarnęły się w miarę sprawnie. Iza wyszła ok. południa. Wychodząc uśmiechnęła się pod nosem i puściła oko, tak aby nie zaważyła tego Natalia. Kuzynka powiedziała mi, że o 14 matka ma po nią przyjechać i jednak wraca do rodziców. Ojciec ma ją przywieźć w niedziele późnym popołudniem. Resztę dnia porobiłem zaległe projekty. Zadzwoniłem do ciężarnej Kasi z pytaniem jak jej idzie praca, którą jej zleciłem, powiedziała, że we wtorek skończy i umówi się ze mną na rozliczenie. Na 18 leciałem do roboty. W knajpie ruch był większy niż zwykle, ale nic szczególnego się nie działo. Skończyliśmy późno, więc do domu dotarłem ok 3 nad ranem. Niedzielny poranek zaczął się od rozterek co mam zrobić? Umówić się z Izą? A może ona się rozmyśliła, albo zapomniała o swojej propozycji? Spekulowałem. Nie wiedziałem co robić, gdzieś ok. 10 rano kiedy robiłem kawę usłyszałem dźwięk SMS-a. Podniosłem telefon aby spojrzeć kto do mnie pisze: Nadawca: LucidDream. Zastanawiałem się jakim cudem, skoro to ona wpisywała mi swój nr, a jaj jej nie dawałem mojego nr W każdym razie treść była dość jednoznaczna:

    „Przemyślałeś moją propozycję?”

    „Spotkajmy się o 12. Ale nie u mnie” odpisałem dodając w kolejnym SMS-ie adres do mieszkania Kamila, które miałem do dyspozycji jeszcze prawie przez miesiąc.

    „Kup jakieś wino, po alko jestem bardziej wyluzowana” – odpisała w kolejnym smsie.

    Ponieważ miałem w barku spory zapas różnych trunków, wziąłem jedno czerwone włoskie i jedno różowe kalifornijskie. Wsiadłem do fury i pojechałem do Kamila. Ogarnąłem mieszkanie. Chwilę po godzinie 12 usłyszałem dzwonek do drzwi. W nich ukazała się Iza w całej okazałości. Wyglądała bosko. Rozpuszczone, falowane, brązowe włosy do do połowy pleców. Delikatny makijaż tylko podkreślał jej naturalne piękno. Dopiero teraz zobaczyłem głębie jej zielonych oczu. Ubrana w ażurową sukienkę na zdobionych koronką szerokich ramiączkach, lekko rozszerzoną ku dołowi, w kolorze beżu, brudnego różu. Sięgała dokładnie do połowy ud, odsłaniając zgrabne, długie nogi. Białe wiązane sandałki dopełniały całości. Miała idealne proporcje. Całkiem spore piersi, płaski brzuch, kosmicznie zgrabny tyłek. Miała wszystko na miejscu. Ideał. Mogła by zostać moją dziewczyną. Bez kitu. Musiała mieć dobre geny, od razu zastanawiałem się jak wygląda jej matka.

    Izabela weszła wolno do środka, rozglądając się po mieszkaniu:

    „Co to za mieszkanie?”

    „Kolegi” – szybko dopowiedziałem, kładąc swoją dłoń na jej zgrabnym tyłku, przyciągając do siebie od razu zacząłem się z nią namiętnie całować. Szybko odwzajemniła pocałunek i nasze języki zaczęły wirować jak szalone. Nagle przerwała pytając:

    „masz coś do picia?”

    Podszedłem do lodówki wyciągając różowe, schłodzone wino, które z braku kieliszków rozlałem do zwykłych szklanek. Wychyliła jednym duszkiem spoglądając na mnie wyszeptała:

    „Jeszcze” – wskazała puste naczynie. Polałem jeszcze jedną porcję, którą znów ochoczo wychyliła w całości.

    „Dlaczego chciałaś się ze mną spotkać na seks? Nie masz chłopaka?”

    „Mam, ale potrzebuje faceta, konkretnego, który mnie czegoś nauczy, a nie zleje się po trzech ruchach” – bezczelnie wyjaśniła.

    Odwróciłem ją przodem do kuchennego blatu, tak aby mogła odstawić szklankę i oprzeć się obiema rękami na białej powierzchni roboczej. Delikatnie podciągnąłem jej sukienkę ku górze. Zobaczyłem jej półprzeźroczyste figi w kolorze bardzo jasnego fioletu. Przód był z prześwitującego materiału, tył wykończony koronkowymi zdobieniami, mocno wycięte, coś pomiędzy normalnymi figami a stringami. Markowa bielizna wysokiej klasy. Zacząłem rękoma błądzić po jej zgrabnych pośladkach, zahaczając palcami co jakiś czas o cipkę, masując ją przez materiał.

    „ładna bielizna” szepnąłem do ucha

    „Podkradłam mojej matce” – dodała nieskrępowana

    Zacząłem delikatnie lizać jej ucho, przygryzając je co chwilę. Jej oddech przyśpieszał miarowo. Moje palce zaczęły wbijać się w jej szparkę coraz intensywniej. Znów zbliżyłem usta do jej ucha:

    „Wiesz co się za chwilę stanie? Uklękniesz przede mną. Najpierw zerżnę Cie w usta, a później wejdę w Ciebie i przelecę Cię tak, jak jeszcze nikt tego nie zrobił.”

    „Powiedz tylko co mam robić” – sapnęła podniecona

    Złapałem ją za pukiel włosów, za pomocą delikatnego pociągnięcia zmusiłem do klęknięcia. Posłusznie wykonała polecenie niemal natychmiast. Wiedziałem, że mam ją w garści, mogłem pozwolić sobie na wszystko. Zaczęła w pośpiechu rozpinać mój rozporek, kutas wyprężył się momentalnie. Zaczęła go pobudzać ręką patrząc mi prosto w oczy. Po kilku ruchach rzuciła się na niego łapczywie wpychając do połowy w swe różowe usta. Znów ją złapałem za włosy starając się dopchnąć kutasa do końca, co jednak nie powiodło się w zupełności. Zabrakło jej doświadczenia więc szybko zaczęła się krztusić. Kilkanaście ruchów w jej ustach sprawiło, że poczułem nadchodzącą falę podniecenia. Nie zamierzałem jednak już kończyć. Marzyłem o tym aby zerżnąć jej ciasną cipkę. Znów pociągnięcie za włosy i ustawienie ją do pozycji stojącej. Oparła się tyłkiem o blat, stając delikatnie w rozkroku, a ja klęknąłem ściągając jej majtki, które zatrzymały się w połowie ud. Uniosła Sukienkę aby zrobić mi dostęp do szparki. Mój język z trudem zagłębił się w jej wąski otwór. Czułem wyraźny opór. Kilka ruchów językiem wystarczył, aby nadać jej odpowiednią wilgotność. Wstałem kierując się w stronę łóżka siadłem na jego skraju:

    „Podejdź tu zdejmij ubranie. Zrób to wolno” – zarządziłem

    Iza naciągnęła za tyłek majtki, poprawiła sukienkę i wolnym krokiem podeszła stając za mną w całej okazałości. Zsunęła ramiączka sukienki, która mimowolnie spadła na jej kostki. Zgrabnym ruchem nogi kopnęła kieckę posyłając ją na drugi koniec pokoju. Stała w swoich półprzezroczystych lekko fioletowych majteczkach, przez których przednią część widać było jej cipkę. Stanik miała beżowy, pasujący do koloru sukienki. Jej kształtne piersi były ładnie podkreślone. Rozpięła go z przodu, rzucając gdzieś w bok.

    „Obróć się” – zażądałem

    Wolno obróciła się w miejscu eksponując śliczny tyłeczek ozdobiony bielizną. Zatrzymała się na chwilę, delikatnie się wypinając, złapała się za kostki stając w rozkroku, doskonale wiedząc, że gra jednym ze swych największych atutów, jakim były pośladki. Pozbyłem się ubrań, jednocześnie wyciągając z kieszeni spodni paczkę prezerwatyw. Jedną z nich natychmiast naciągnąłem na sterczącego fiuta.

    „Do mnie!” Dałem kolejne polecenie

    Podeszła bardzo wolnym, zmysłowych krokiem, a kiedy już była tuż przede mną, złapała za majtki chcąc je zdjąć.

    „Zostaw je na dupie” poleciłem

    Siadła na mnie okrakiem wkładając mi język do ust, rozpoczynając kolejną serię namiętnych pocałunków. Delikatnie przesunąłem w bok jej bieliznę, wsuwając penisa w ciasną dziurkę. Czułem jak z trudem nadziewa się na niego, powoli pokonując wyraźny opór ścianek. W końcu siadła na nim całkiem, głośno sapiąc i oddychając z trudem.

    „Gruby, trochę ciężko wchodzi” – szepnęła mi do ucha.

    Nie zrobiło to na mnie wrażenia, chociaż jej mina wyraźnie dawała mi znać, że czuje każdy centymetr mojego penisa. Zaczęła wolno, delikatnie go ujeżdżać, miarowymi ruchami. Po krótkiej chwili nieco się rozluźniła, zaczynając czerpać pełną satysfakcję z galopu. Wkrótce już ujeżdżała mnie jak rasowa dziwka, podskakując ochoczo. Lewą ręką dawałem jej siarczyste klapsy, drugą ugniatałem na przemian jedną i drugą pierś. Jej oddechy stawały się coraz szybsze i bardziej chaotyczne. Doskonale wiedziałem co to oznacza, sam też byłem na skraju orgazmu, kilka razy z trudem powstrzymując się aby nie skończyć przed nią. Kiedy zaczęła głośno krzyczeć, poczułem jak mięśnie jej cipki pulsują. Doszliśmy jednocześnie, ostatnie drgawki i opadniecie z sił połączyło się z moim silnym wyrzutem spermy, która szczelnie wypełniła prezerwatywę. Straciła siłę, jednak ja wciąż podrzucałem ją do góry, trzymając już obie ręce na pośladkach, chcąc wykorzystać jeszcze stojącego kutasa. Zrzuciłem ją na łóżko, samemu udając się do łazienki. Kiedy wróciłem położyłem się obok niej patrząc na jej rozkoszny uśmiech.

    „To było niesamowite” – spojrzała na mnie mówiąc. „Wiedziałam, że będzie mi dobrze, ale nie sądziłem, że może być aż tak miło” – kontynuowała.

    „Nie kochasz się tak ze swoim facetem?” – dociekałem

    „Nie, Tomek ma 19 lat, nie ma zbyt wiele doświadczenia. Jestem jego pierwszą dziewczyną, z którą się kochał. Czasem kończy jak tylko we mnie wejdzie, ma przez to kompleksy. Ja zresztą też nie mam doświadczenia, jesteś drugim facetem, któremu się oddałam”

    „Dlaczego zależało Ci na tym, żeby się ze mną przespać? – pytałem

    „Podobasz mi się. Poza tym Natalka mówiła mi, że Cię ma na wyłączność i sypiasz tylko z nią. Chciałam sobie udowodnić, że mogę Cię zdobyć. Ale wolałabym, żeby to zostało między nami. Nie chcę z nią zrywać przyjaźni.” – dodała.

    „Potrafię zachować dyskrecję” – zapewniłem

    „Spotkamy się jeszcze kiedyś” – pytała

    „Zastanowię się” – odparłem bez emocji. „Teraz bierz się do roboty, mój kutas sam się nie obciągnie” – dodałem.

    Spojrzała na mnie z lekkim zdziwieniem, ale natychmiast zsunęła się twarzą na wysokość mojego przyrodzenia, zaczynając loda w swoim stylu. Brak doświadczenia skutecznie zastępowała zaangażowaniem. Zaczęła lizać i ssać moje jądra, a ja leżałem zadowolony, rozkładając nogi aby jej ułatwić pieszczoty.

    „Ściągnij majtki, Zrobimy 6 na 9” – po chwili zadecydowałem. O dziwo wiedziała o co chodzi, szybko pozbywając się bielizny ustawiła się cipką tuż nad moją twarzą. Delikatnie rozchyliłem jej wargi sromowe, jednocześnie wciskając wyprostowany język, najgłębiej jak to możliwe. Była już mocno rozgrzana i przepełniona wilgocią. Pieściłem ją z zaangażowaniem, chociaż miała trudności ze skupieniem, bo za każdym razem kiedy mój język ją penetrował, przestawała ssać mojego penisa. Po kilku minutach zabaw oralnych, znów zapragnąłem w nią wejść.

    „Wypnij się na pieska” – zaproponowałem, Iza natychmiast wykonała polecenie wypinając się niczym kocica. Sięgnąłem po gumkę nakładając ja na mokrego od śliny kutasa. Splunąłem na wejście do pochwy i zdecydowanym, mocnym ruchem wcisnąłem kutasa wprost w jej wciąż ciasną dziurkę.

    „Auć” – syknęła jak poparzona. Rozpocząłem ostre pieprzenie. To był pokaz siły i dominacji, jedną ręką mocno ciągnąłem ją za włosy, drugą ugniatałem pośladki, dając co chwile mocne klapsy. Za każdym razem jak uderzałem ją dłonią w tyłek, mimowolnie zaciskała mięśnie cipki, przyjemnie stymulując kutasa. To było bardzo przyjemne doznanie. Ponieważ była to druga runda, wiedziałem, że mogę rżnąć ją nieco dłużej. Bardzo podniecało ją to zniewolenie, bo każde szarpnięcie za włosy połączone z klapsem zbliżało ją do finału. Po kilkunastu długich i energicznych ruchach jęknęła głośno i opadając na brzuch. Podkurczyłem jej jedną nogę, dalej mocno posuwając nie przestając nawet na moment. Zastanawiałem się czy nie wejść w jej tyłek, jednak nie byłem pewien jak na to zareaguje, więc kontynuowałem rżniecie cipki.

    „Jak wyjdę z Ciebie, kładziesz się grzecznie na plecy i otwierasz usta” – ledwie skończyłem mówić zdanie jak poczułem nadciągająca falę orgazmu. Jeszcze 3-4 ruchy i wyskoczyłem z niej jednocześnie ściągając gumkę. Klęknąłem obok na łóżku waląc konia do jej uchylonych ust. Nie udało mi się pierwszego strzału nakierować bezpośrednio na usta, więc największa stróżka nektaru ozdobiła jej twarz, druga i trzecia trafiła prosto w gardło. Iza wstała wypluwając nasienie na swoje cycki, po czym udała się do łazienki, kręcąc swym seksownym tyłkiem. Kiedy wróciła z łazienki, położyła się obok mnie mówiąc:

    “Szkoda, że nie możesz zostać moim chłopakiem. Dobrze mi z Tobą. Zaproś mnie jeszcze kiedyś, chce, żebyś mnie nauczył wszystkiego co najlepsze w seksie” –  dodała zamyślona.

    “Wszystkiego? Chyba nie wiesz na co się piszesz. Nie masz doświadczenia, nie wiem czy sobie poradzisz. Jesteś gotowa na poświecenie? Będziesz musiała nauczyć się połyku, to pierwsza rzecz. Druga, to Twój tyłek. Wiesz, że będę chciał Cię zerżnąć w dupę? A początki są trudne. Przemyśl ten temat i jak mnie przekonasz, to może się zgodzę na to aby Cię przeszkolić. A tymczasem zbierajmy się, muszę wracać do domu. Odezwę się z czasem.”

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Adam
  • Izabela dojrzala

    Czy ja lubię seks? A czy Sycylia to wyspa? Oczywiście, że uwielbiam i to już od pół wieku! Zaskoczeni, prawda? Tak, tak, cztery lata temu stuknęło mi sześć dych, ale wyglądam na pięć, lub mniej, a to nie mój osąd, tylko opinia moich znajomych, moich przyjaciółek i kochanków. To wszystko kwestia genów i dbałości o siebie. Prawda, nigdy ciężko nie pracowałam, a fizycznie nigdy.

    Zawsze dbałam o swój wygląd, o kondycję, o figurę. Nie katowałam się żadnymi dietami, ale do tej pory jem bardzo rozważnie. Dwa, trzy razy w tygodniu jakiś trening, albo bieganie na zmianę z pływalną, dużo spaceruję. Tak, poprawiłam sobie biust, ale bez przesady, nie mam balonów, jak dojna krowa, tylko je sobie podciągnęłam; teraz są prawie sterczące i bardzo atrakcyjne. Niczego innego nie stosuję, żadnych botoksów, czy innych takich, często stosowanych przez kobiety świństw.

    Czy mam powodzenie? Mam, zawsze miałam. Cnotę straciłam w wieku czternastu lat, od tamtej pory bzykam się bardzo często, to moja forma terapii. Dziwicie się, że w tak młodym wieku już miałam w sobie kutasa? To przez zdjęcia porno, bo wtedy nie było jeszcze możliwości oglądania filmów. Podobały mi się radosne, uśmiechnięte kobiety i dziewczyny w których cipkach tkwiły sterczące kutasy. Pierwszym, który spenetrował moją szparkę był penis Stefana, młodszego brata mojej mamy! Zdarzyło mi się dwa, albo trzy razy podglądać go, jak ruchał Anię, swoją żonę, miał fajnego kutasa, musiał dawać jej dużo przyjemności, bo zawsze stękała, jęczała i chciała mocniej i więcej. Dlaczego więc nie spróbować, tym bardziej, że Stefan zawsze bardzo mi się podobał jako mężczyzna.

    To było po wielkiej rodzinnej imprezie. Nie pamiętam już, co to była za okazja, chyba pięćdziesiąta rocznica ślubu dziadków, w każdym razie wynajęty był pensjonat z pokojami, a przybyło chyba ze sto osób z rodziny bliższej i dalszej. Bawiliśmy się doskonale, z satysfakcją zauważyłam, że dużo mężczyzn patrzy na mnie pożądliwym wzrokiem; widziałam, jak szturchają się wzajemnie i pokazują sobie moją skromną osobę. Fakt, byłam bardzo ładną, wyglądającą na znacznie starszą, bo już dość mocno rozwiniętą fizycznie nastolatką, szczupłą, miałam już ponad sto siedemdziesiąt centymetrów wzrostu, biust rysował się bardzo wyraźnie, tyłeczek fajnie zaokrąglony, a największym atutem były i są moje nogi! Ubrałam się trochę wyzywająco, ale chciałam, żeby wreszcie zauważono, że ja też dojrzewam. Od mamy wzięłam pończochy na pasku, koronkowe figi, taki sam staniczek. Minispódniczka długa trochę poniżej pupy, więcej odsłaniała, niż zasłaniała, do tego obcisła bluzeczka opinająca sterczący biust. Mama trochę protestowała, kiedy mnie zobaczyła, ale ojciec uspokoił ją, mówiąc, że już chyba pora, żeby chłopcy zaczęli mnie zauważać.

    Na imprezce bardzo dużo tańczyłam, mężczyźni, czy chłopaki, z którymi wywijałam na parkiecie próbowali namacalnie sprawdzić moje walory; co chwilę czułam dłoń to na cycuszkach, to na tyłku. Podobało mi się to i bardzo podniecało; chyba wtedy pierwszy raz czułam takie miłe mrowienie w cipce. Zrobiłam sobie przerwę, poszłam do góry, do pokoju, który zajmowała moja rodzinka.

    Przechodząc korytarzem usłyszałam głośne sapanie i jakieś szepty. Przystanęłam, popatrzyłam przez szparkę niedomkniętych drzwi i zobaczyłam ciocię Anię, leżącą z szeroko rozłożonymi nogami a na niej… mój ojciec! Tatuś ruchał swoją szwagierkę! Fakt, młodsza od mamy, ładna i atrakcyjna była z niej kobieta, ale żeby tata! Już chciałam tam wpaść, ale coś mnie zatrzymało. Stanęłam tak, żeby nie było mnie widać i zaczęłam nasłuchiwać.

    – Tadek, tak, mocno, jeszcze mocniej – to ciocia Ania.

    – Jeszcze momencik, zaraz odlecisz, zobaczysz – ojciec ledwo to wysapał – Tadziu rozorze tę mokrą pipkę.

    – O tak, tak, jesteś niesamowity, masz takiego wielkiego kutasa, wypełniasz mnie całą, jeszcze, jeszcze…

    W tym momencie przerwała, wrzasnęła coś, czego nie zrozumiałam i zamilkła. Ojciec ryknął, ale chyba wsadził głowę w poduszkę, bo też ucichł. Popatrzyłam na podskakujący, goły tyłek taty i trzęsące się uda Ani. Po chwili leżeli obok siebie.

    – Zazdroszczę Krysi – ciotka pogłaskała ojca po głowie – mieć takiego ogiera w łóżku…

    – A Stefek co? Nie daje rady? – tata miętosił cycuszki szwagierki.

    – Daje, ale ma mniejszego od ciebie, twój kutas daje więcej satysfakcji.

    W tym momencie trzasnęły jakieś drzwi, odskoczyłam od ściany, o którą się opierałam i zniknęłam w swoim pokoju. Minutę później wszedł, jakby nigdy nic się nie wydarzyło, mój ojczulek. Popatrzył na mnie, uśmiechnął się.

    – O, córuchna, przyszłaś odpocząć?

    – Tak, mam na chwilę dość tego skakania. A ciebie jakoś długo nie widziałam na sali, gdzie byłeś? – byłam ciekawa, co powie.

    – Na dworze z ciocią Anią, wyszliśmy trochę się przewietrzyć.

    – Acha. Stefan był z wami?

    – Wujek Stefan dla ciebie, kotku.

    – Tato, przecież wiesz, że każe mówić sobie po imieniu…

    – To nic, ale to brat twej mamy. Tak, był z nami – ojciec kłamał jak z nut.

    – Ok, wracam na imprezę, mam ochotę jeszcze potańczyć. Idziesz też?

    – Zaraz zejdę, muszę się trochę odświeżyć.

    Wróciłam na salę, wypatrywałam wujka Stefana. Znalazłam go przy bufecie, był kompletnie zalany, ledwo mówił. Któryś z kuzynów zaproponował, żeby odprowadzić go do pokoju, bo i tak za chwilkę padnie na podłogę. Jakoś udało nam się zawlec go do tego samego pokoju, w którym ojciec stukał Anię. Położyliśmy go na łóżku, chłopaki wrócili na dół. Byłam pewna, że ciocia Ania nie wejdzie tutaj przez dłuższą chwilę, stała otoczona dużym gronem chętnych do zatańczenia z atrakcyjną kobietą; postanowiłam wykorzystać nadarzający się moment, tym bardziej, że miałam pewność, że jeszcze ktoś ją zerżnie, bo wyraźnie lubiła ten sport.

    Rozpięłam Stefanowi spodnie, zsunęłam je razem ze slipkami do połowy ud. Popatrzyłam na dziwnie mały, pomarszczony organ kryjący się w gęstwinie włosów między nogami, delikatnie szturchnęłam go palcem. Wujek nie zareagował, spał jak kamień, pochrapywał przy tym. Objęłam skurczonego penisa dłonią i zaczęłam przesuwać nią w górę i w dół, co ku memu zaskoczeniu przyniosło zauważalny skutek. Mały, pokurczony kutasek zaczął rosnąć, powoli zmieniał się w dorodnego, sterczącego i twardego kutasa! Przypomniało mi się, jak ciocia Ania pobudza go jeszcze ustami, tak widziałam za pierwszym razem, kiedy ich podglądałam.

    Pochyliłam się nad kroczem wujka, polizałam wysuwający się ze skórki napletka łebek. Poczułam dziwny zapach mieszaniny moczu, potu i czegoś jeszcze, ale nie przeszkadzało mi to. Napletek całkowicie odsłonił różową główkę, na której pojawiła się kropla czegoś. Zlizałam ją, to był śluz wydobywający się przez maleńką szparkę w głowicy. Wsunęłam sobie w usta tyle, ile mogłam zmieścić, zaczęłam poruszać głową. To, co przedtem robiłam dłonią, teraz wykonywałam buzią. Nie wiem dlaczego, ale poczułam się taka… dorosła, dojrzała, przecież zaczynałam uprawiać seks z dojrzałym mężczyzną. Wiem, do tego „uprawiania” było jeszcze daleko, ale opanowało mnie niesamowite podniecenie.

    Trochę przeszkadzały mi jego włosy łonowe, wchodziły między zęby, kiedy głębiej wsuwałam kutasa, ale jakoś sobie z tym poradziłam. Przyszło mi do głowy, że lepiej by było, gdyby wygolił krocze. Wtedy nie było to w modzie, oglądałam nawet późniejsze filmy z lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, a tam i mężczyźni i kobiety pozowali dumnie pokazując obfite owłosienie.

    Już znacznie wcześniej, w domu, kiedy wydawało mi się, że jestem bardzo podjarana wsuwałam rękę w figi i macałam wilgotną szparkę. Pobudzałam się troszkę paluszkami, ale tylko do pewnego momentu; kiedy czułam, że podniecenia bardzo wzrasta przerywałam i zadowolona usypiałam. Teraz zrobiłam to samo, wsunęłam dłoń między nogi i ze zdziwieniem stwierdziłam, że cipka nie jest wilgotna, tylko bardzo mokra! To pewnie też moje soczki, o których czytałam w książce „Sztuka kochania”. Pomasowałam szparkę paluszkiem, wsunęłam go trochę głębiej do środka, znacznie głębiej, niż robiłam to do tej pory. Uczucie było rewelacyjne, aż mi się zakręciło w głowie.

    Podciągnęłam spódniczkę w górę, odsunęłam na bok skrawek materiału nakrywający cipkę i siadłam okrakiem na biodrach wujka Stefana. Było mi teraz obojętne, czy obudzi się, czy nie, czułam niesamowitą potrzebę nadzienia się na sterczącą pałkę. Najpierw jednak złapałam trzon kutasa w dłoń, drugą pośliniłam, posmarowałam i rozchyliłam płatki pipki, a obnażoną głowicą pocierałam swą dziewiczą szparkę. W momencie, kiedy lśniący łeb dotykał małego guziczka w cipce czułam szczególne ciepło rozlewające się w brzuchu. Wiedziałam, że to łechtaczka i że daje ona najwięcej przyjemności. Trochę się bałam, wyczytałam przecież, że utrata dziewictwa wiąże się z bólem, że kiedy usiądę na penisie to zaboli, ale podniecenie i ciekawość wzięły górę.

    Uniosłam biodra i jednym szybkim ruchem nabiłam się na twardego kutasa. Rzeczywiście zabolało. Zabolało do tego stopnia, że natychmiast niemal zeskoczyłam z pały tkwiącej w mej dziewiczej do tej pory szparce. Wtedy stało się to, czego nie przewidziałam. Wuj Stefan chyba czuł, że coś się z nim dzieje, bo poruszył się w momencie, kiedy wyciągałam kutasa i siadałam na jego biodrach. Ten ruch spowodował, że w momencie, kiedy już miałam zająć wygodną pozycję, jego lekko zaczerwieniony od mojej krwi organ znalazł się pod dupką i niemal natychmiast w niej zanurzył! Nie spodziewając się tego, miałam chuja w dupie! Fakt, też zabolało trochę, ale zaskoczenie było większe, niż ból. Zaczęłam poruszać biodrami, to podnosiłam je, to opuszczałam, albo falowałam nimi na boki. To, co nadchodziło we mnie przypominało chyba tsunami. Gorąco, które początkowo czułam tylko w brzuchu teraz ogarniało mnie całą. Zaczęłam drżeć, trząść się, w oczach latały mi mroczki, w cipce i w brzuchu czułam cykliczne skurcze. Po chwili odczucie było tak silne, że padłam na pościel obok wujka.

    W sumie dobrze, że się tak stało, bo sekundę później Stefan strzelił w powietrze wielką porcją spermy, która wylądowała na mej pupie. Pochyliłam się nad pulsującą i ciągle wyrzucającą niesienie pałą i znowu objęłam ustami. Ostatnie dwa strzały przyjęłam w buzi i wszystko połknęłam. To był właśnie mój pierwszy raz, pierwszy orgazm i pierwsze łyki spermy, której później wypiłam chyba kilka litrów…

    Kiedy już się ogarnęłam, wyszłam na korytarz; byłam zaspokojona i dumna z siebie. Pupa i cipka trochę bolały, nogi miałam jak z waty, ale nie przejmowałam się tym, ważne, że wreszcie zostałam kobietą i przeżyłam pierwszy taki prawdziwy orgazm. Wróciłam na salę, rzuciłam się w wir zabawy, a co zaskakujące, teraz inaczej patrzyłam na mężczyzn, tańcząc z którymś zastanawiałam się, jakiego ma kutasa, jaki jest w łóżku. Odważyłam się, niby przypadkowo, złapać któregoś z kuzynów za krocze, ale nic ciekawego nie poczułam. Byłam zawiedziona, że młode chłopaki nie mają takiego sprzętu jak dojrzali faceci. Nie wiedziałam jeszcze, jak bardzo się mylę.

    Wracając po tańcach do wyznaczonego nam pokoju nasłuchiwałam odgłosów dochodzących zza zamkniętych drzwi innych gości. W dwóch przypadkach słyszałam wyraźnie odgłosy bzykających się par. Nasłuchiwałam chwilkę, przeszłam do następnych i następnych. Przy kolejnych zatrzymałam się na dłużej, wydawało mi się, że znam usłyszany głos kobiety, ale drzwi tłumiły wszystko. Przyłożyłam do nich ucho, żeby lepiej słyszeć i zdrętwiałam.

    Co ja, kurwa, mam za patologiczną rodzinę! Ojciec rucha szwagierkę, ja niemal zgwałciłam wujka, a moja matka daje dupy mojemu kuzynowi, fakt, że chłopak był już po dwudziestce, ale żeby mama? Zszokowana poszłam do siebie. Ojciec był już w łóżku, nie spał, czytał jakąś gazetę.

    – Nie widziałaś gdzieś mamy? – spytał patrząc na mnie.

    – Nie, ale chyba jeszcze bawiła się z Piotrem, pewnie zaraz będzie, bo muzykanci już się zbierają do zakończenia imprezy – musiałam skłamać, nie chciałam awantury, tym bardziej, że on też nie był niewiniątkiem.

    – Może się doczekam – ojciec wrócił do lektury.

    Minęło kilka minut, zdążyłam wziąć kąpiel, kiedy weszła mama. Jakby nigdy nic zaczęła się rozbierać i weszła do łazienki. Po dłuższej chwili wróciła w nocnej koszuli i położyła się obok ojca. Obserwowałam ich dyskretnie, udając, że śpię. Tata zgasił światło, usłyszałam jego szept.

    – Masz ochotę na małe conieco?

    – Zwariowałeś? Iza usłyszy, chyba nie śpi jeszcze.

    – Usnęła kiedy byłaś w łazience, wróciła skonana, przecież cały czas skakała z chłopakami. No, przysuń się…

    – Przestań, bo dostaniesz po łapach!

    – Krysiu, tylko delikatny, szybki numerek i śpimy. Hmmm?

    – Ale tylko delikatnie i od tyłu, na boku. Wiesz, że tak lubię…

    – Wiem… – umilkł na moment, po chwili usłyszałam – Ale masz pipkę mokrą, jednak chyba czekałaś na to, prawda?

    – A jak myślisz? – przecież matka nie powie, że to Piotr przed chwilką tak ją „nasmarował”.

    Nie trwało długo, kiedy dobiegło mnie sapanie ojca i cichutkie pojękiwania matki. Czy oni naprawdę w tym wieku jeszcze mają na siebie taką chcicę? Mało tego, przecież ciut wcześniej oboje ruchali się z kimś innym! Z takim zdziwieniem usnęłam.

    Dlaczego opisuję wszystko z takimi szczegółami? Dlatego, że był do przełomowy dzień w moim życiu, był to dzień, kiedy poznałam seks, kiedy zobaczyłam, że nie ma świętości, kiedy zmieniłam zdanie o swych rodzicach.

     Mijał czas swobody, skończyła się podstawówka, poszłam do średniej szkoły. W liceum byłam na początku pierwszej klasy jedyną, która miała za sobą doświadczenia seksualne. Słuchałam z uśmiechem zwierzeń dziewcząt, opowiadających, jak to całowały się z chłopakiem, jak próbował je obmacywać, jak same niezdarnie sprawdzały, co kryją ich spodnie. W drugiej klasie niektóre już odważyły się na minetkę, albo na zrobienie loda chłopakowi, jedna nawet pozwalała dymać się w tyłek. Co tu dużo mówić, w tym czasie spotykałam się z różnymi chłopakami i facetami, bzykałam się z nimi, ale zauważyłam, że z młodymi to nie jest to samo, co seks z doświadczonym mężczyzną. Jakoś tak mi zostało od czasu wujka Stefana. Fakt, niektórzy moi rówieśniczy, czy starsi dwa – trzy lata mieli też tęgie pały, ale umiejętności żadne. Wsadzał mi jeden z drugim kuśkę w napaloną pipkę, poruszał się chwilkę, stęknął i już miał spermę w prezerwatywie. A ja biedna szukałam dobrego, ostrego ruchania!

    Wreszcie studia. Tutaj muszę przyznać się bez bicia, że zaliczyłam kilkunastu chłopaków z różnych wydziałów, kilkunastu asystentów, a i paru profesorów też by się znalazło! Uprawiałam seks regularnie, nie miałam najmniejszych problemów ze znalezieniem sobie kochanka na jedną nockę, czy na dłuższy czas, choć żaden nie przekroczył trzech miesięcy; najczęściej były to kilkukrotne randki kończące się w łóżku. Z tym łóżkiem trochę przesadziłam, bo rżnęliśmy się w parku, w aucie, na łonie natury, w ambonie myśliwskiej, na łódce; możliwości była cała masa. Zaskakujące było to, że nie było możliwości seksu w hotelu! W tamtym czasie był przepis, który zabraniał przyjmowania gości zameldowanych w tej samej miejscowości, albo ileś tam kilometrów od niej! Dziwne, prawda? Tak jednak było.

    Szczególnie zapadł mi w pamięć jeden z profesorów, pan J. Człowiek w sile wieku rzeczywiście o wyglądzie profesora; siwiejąca, krótka broda, okulary w cieniutkiej oprawie, zawsze w garniturze i śnieżnobiałej koszul; spokojny, opanowany niesamowicie mądry i inteligentny. Nie byłam jego studentką, ale lubiłam chodzić na jego wykłady.

    Jak mi się udało go uwieść? To było przypadkowe spotkanie na basenie, byłam już na czwartym roku. Zachciało mi się zjechać w takiej dużej rurze, kiedyś bardzo mi się to podobało, poza tym była to u nas absolutna nowość! No i zjechałam! Tyle, że jadąc w dół przetarłam sobie majtki od kostiumu kąpielowego, a kiedy wpadłam na końcu z hamujący zjazd zbiornik z wodą, ledwo złapałam odlatujący gdzieś stanik od tego stroju. Stałam na środku, świeciłam dziurami wytartymi na tyłku i nieporadnie zasłaniałam nagi biust, bo jedną ręką nie umiałam sobie poradzić ze sznureczkami biustonosza.

    – Pozwoli pani, że pomogę – usłyszałam za sobą głos mężczyzny.

    Odwróciłam głowę, za mną stał pan profesor J. we własnej osobie. Ale obciach! Czułam, że ze wstydu rumienię się jak pomidor, nie wiedziałam, gdzie podziać oczy, przecież to mój ulubiony profesor, a ja stoję przed nim niemal goła. Z wrażenia nie ruszałam się nawet, nie miałam pojęcia, jak wybrnąć z tej opresji. Na szczęście J. jak zawsze wiedział, co zrobić.

    –  Może przejdźmy do brzegu tego basenu, żeby inni w nas nie wpadli, a tam pomogę pani z tym… kłopotem

    – Dziękuję, panie profesorze, naprawdę przepraszam, zachciało mi się tej rury, jak dzieciakowi – wreszcie wydukałam kilka słów.

    – A ja też nią zjechałem, zaraz za panią. Przecież to fajna rozrywka.

    – No tak, ale panu nic nie spadło, a ja… – kończyłam zawiązywanie sznureczków na karku.

    – Pomogę pani zawiązać te tasiemki na plecach, chociaż…

    – Proszę?

    – No, nic, chciałem tylko powiedzieć, że nie przypuszczałem, ze na naszym basenie zobaczę takie cudowne widoki – teraz on zmieszał się trochę.

    Popatrzyłam na J, uśmiechnęłam się. Teraz, kiedy stał obok mnie, mokry, w kąpielówkach, bez okularów, wyglądał znacznie młodziej, choć wiedziałam, że dawno przekroczył pięćdziesiątkę. Przyglądałam się wysokiemu, ciągle przystojnemu mężczyźnie i jak zwykle widząc taki okaz samca poczułam mrówki w pipce.

    – Co pan ma na myśli?

    – Panią. Dopiero teraz zauważyłem, jak atrakcyjną kobietą jest pani.

    – Pochlebia mi pan, panie profesorze, miło słyszeć takie słowa komplementów z ust przystojnego mężczyzny.

    – To nie komplementy, a stwierdzenie faktu. Ale co będziemy tutaj tak stali, zapraszam panią na kawę, w restauracji obok jest naprawdę wyśmienita.

    – Dziękuję, dobry pomysł, bo i tak muszę już pójść do szatni, przecież nie będę tutaj paradować z niemal gołym tyłkiem.

    – Jestem absolutnie pewien, że wszyscy mężczyźni obecni tutaj nie mieli by nic przeciwko temu – roześmiał się J.

    Kilkanaście minut później siedzieliśmy przy stoliku z filiżankami w dłoniach. Przyglądałam się ciągle profesorowi, wyglądał przecież zupełnie inaczej, niż na uczelni. Owszem, broda i okulary były na swoim miejscu, ale zamiast ciemnego garnituru miał na sobie świetnie dobraną, sportową, jasną marynarkę i takie same spodnie. Zamiast koszuli szczupły tors okrywała koszulka polo. Kiedy odkładał menu, opatrzyłam uważnie na spodnie i odniosłam wrażenie, że zauważyłam w nich jakiś ruch.

    – To mówi pani, że jestem przystojny… – zagaił rozmowę.

    – Tak, ale dopiero teraz to zauważyłam. Jest pan bardzo atrakcyjnym mężczyzną.

    – Pani też jest jedną z piękniejszych naszych studentek. Przyznam ze wstydem, że obserwuję panią już jakiś czas…

    – No i? – przygryzłam leciutko dolną wargę.

    – No i doszedłem do wniosku, że pani mi się, przepraszam za śmiałość, bardzo podoba! – nagle zajął się swoją kawą.

    – Panie profesorze, powiem wprost. O takim mężczyźnie, jak pan, marzy każda normalna kobieta. Każda chciałaby przebywać w pana towarzystwie i odlatywać w pańskich ramionach w niebyt rozkoszy – skąd we mnie nagle tyle odwagi?

    – Pani też? – patrzył z nadzieją w oczach, przynajmniej tak to odczytałam.

    – Jestem pierwsza!

    Kurwa, co ja gadam! Podrywam profesora, robię z siebie pierwszą naiwną, dobrze, że nie jestem od niego zależna na uczelni, inaczej by pewnie myślał, że chcę cipką zapracować na lepsze oceny. A cipka rzeczywiście już upominała się o jego kutasa. Wiedziałam, że dzisiejsze popołudnie i wieczór spędzę w jego towarzystwie; jedyna niewiadoma, to to, czym J. dysponował. Oczy uciekły mi do jego krocza, tym razem ruch w spodniach był bardzo widoczny.

    – Pani Izabelo, wobec tego ośmielam się zaprosić panią do siebie na lampkę wina – wstał od stołu, skinął na kelnerkę, uregulował należność za kawę.

    – Iza, panie profesorze, po prostu Iza – roześmiałam się.

    – No to mów mi Ludwik – uścisnęłam wyciągniętą dłoń. – A tak zwanego „brudzia” wypijemy już u mnie.

    Samochód profesora stał obok pływalni, przeszliśmy te kilkadziesiąt metrów niemal objęci. Ludwik co chwilę dotykał mej dłoni, nieśmiało próbował ująć mnie w talii. Robił to bardzo niezręcznie, aż mnie wzruszyła ta jego nieporadność. Droga do domu profesora nie trwała długo. Mieszkał na uboczu cichej spokojnej dzielnicy, w domu jednorodzinnym. Bardzo ładny, nie za duży dom otoczony dużymi świerkami i tujami, zadbany ogród idealnie pasowały do Ludwika. Wprowadził mnie do salonu, sam zniknął w kuchni, by po chwili przynieść otwarte wino, kieliszki, nalał i podał mi jeden.

    – No to jesteśmy po imieniu – wyciągnął dłoń w moją stronę – twoje zdrowie, Izabelo, Izo.

    – Twoje zdrowie, profesorze Ludwiku – stuknęliśmy się kieliszkami.

    Zbliżyłam się do mężczyzny, wolną dłonią ujęłam go za kark i przyciągnęłam do siebie. Nasze usta połączyły się w radosnym pocałunku, czułam jego zwinny język. Odstawiłam kieliszek, objęłam Ludwika obiema rękami i mocno przycisnęłam do siebie. Na brzuchu czułam coś dużego i twardego, a nie były to klucze. Przesunęłam jedną rękę w dół i poczułam w dłoni okazałego, twardego kutasa. Nie wytrzymałam, mimo że mężczyzna już obmacywał mi biust, opadłam na kolana i uwolniłam tego, który krył się w spodniach. Przed twarzą kołysał się ponadprzeciętnej wielkości penis. Długi, dość gruby i twardy, pokryty siecią nabrzmiałych żyłek. Natychmiast wsadziłam go do buzi, zaczęłam rytmicznie poruszać głową. Wydawało się to niemożliwe, ale ten ogór jeszcze urósł do imponujących rozmiarów, wiedziałam, że da mi cały ocean rozkoszy. U góry słyszałam sapanie i pojękiwanie mężczyzny, położył dłonie na mej głowie, dyktował najbardziej zadowalający go rytm. Patrzyłam niemal zezem na wydepilowane krocze, co wtedy nie było zbyt powszechnym zwyczajem, ale mi się podobało; sama też zostawiłam sobie tylko wąziutki kosmyk na pipką.

    Chciałam poczuć wreszcie w sobie tego giganta, wobec czego wstałam i popchnęłam Ludwika w stronę, gdzie domyślałam się była sypialnia. Nie myliłam się, zobaczyłam duże, rozścielone łóżko, jakby czekające na nas. Zdjęcie z siebie ciuchów zajęło nam maleńką chwilkę, a że byliśmy po pływalni – nie było potrzeby wizyty w łazience.

    Położyłam się na wznak, podniosłam wysoko nogi i rozchyliłam je. Profesor chciał zanurkować językiem w wyeksponowaną pipkę, ale złapałam go za włosy i wciągnęłam niemal na siebie; w tej samej chwili wdarł się we mnie twardy, duży kutas. Pompował mnie mocnymi uderzeniami bioder, czułam tego twardziela bardzo głęboko. Nie musiał się długo męczyć, żeby doprowadzić mnie do orgazmu, osiągnęłam go bardzo szybko.

    – Ludwiczku, zrobisz jeszcze coś? – spytałam, kiedy już doszłam do siebie.

    – Oczywiście, o czym myślisz? – głaskał mnie po głowie.

    – Może spuścisz się w drugą dziurkę?

    – W drugą… W tyłek? Chcesz, żebym kochał się z tobą w pupę? – chyba zaskoczyłam go swą prośbą.

    – Właśnie tak, bo muszę ci się przyznać, że lubię seks analny, a ty?

    – Prawdę mówiąc, to tylko raz spróbowałem i źle się to dla mnie skończyło…

    – Jak to? – teraz ja byłam zaskoczona.

    – Może kiedyś ci opowiem – już wciskał palec w kakaowe oczko mego tyłeczka.

    Teraz on przejął inicjatywę. Wchodził we mnie pomalutku, to wsuwał głębiej, to cofał biodra, aż popchnął do końca i zaczęło się. Ruchał mnie w takim tempie, że musiałam złapać się za biust, bo myślałam, że od tego trzęsienia się odpadną mi cycuszki. Jeszcze nikt mnie tak nie posuwał, jak pan profesor. Wystrzelił we mnie silnym strumieniem spermy, zaczął coś wrzeszczeć, ale co nie pamiętam, bo też odleciałam…

    Spotkaliśmy się jeszcze dwa razy, każde kończyło się ostrym seksem. Profesor Ludwik był zajebistym kochankiem, potrafił dogodzić kobiecie, zadowolić ją. Mimo swego wieku był niezwykle sprawny w łóżku, co jeszcze bardziej utwierdziło mnie w przekonaniu, że jeśli już dawać dupy, to tylko doświadczonemu mężczyźnie.

    Po studiach życie potoczyło się własnym rytmem, pomału zaczęłam wpadać w jakieś schematy. Poznałam fajnego mężczyznę, który został mym mężem, spłodziliśmy dwoje dzieci, potem okazało się że to łajdak i drań, zdrajca i kurwiarz, jakich mało, pierdolący całe stada małolatek, a ja byłam przez cały okres małżeństwa wierna, jak pies, tym bardziej, że drań w łóżku był rewelacyjny. Szkoda, że nie tylko w naszym łóżku…

    Rozwódka z dwójką dzieci, kto się taką zajmie? Miałam już cztery dychy, choć wyglądałam znacznie młodziej, interesowali się mną nawet dwudziestolatkowie, ale wolałam dojrzalszych partnerów. Zupełny przypadek sprawił, że na mej drodze stanął rewelacyjny człowiek, mądry, dojrzały, dziesięć lat starszy, trochę przypominał mi profesora Ludwika, zwłaszcza w sypialni. Związałam się z nim, tym bardziej, że po bliższym poznaniu dzieciaki przepadały za Jerzym; zresztą on też był dla nich bardzo dobry, momentami aż za bardzo. Jak zwykle w moim życiu sielanka została brutalnie przerwana. Po jedenastu latach wspólnego życia zabrał mi go rak. Jedyne, co było dobre w tej chorobie, to to, że nie męczył się i nie cierpiał. Białaczka wykończyła go w dwa tygodnie!

    Po naprawdę ciężkiej żałobie dzieciaki pomogły mi wyjść na prostą. Tym razem nie wiązałam się z nikim, mężczyzna był mi potrzebny tylko w łóżku. Przejęłam firmę Jerzego, dawała bardzo dobre pieniądze. Zostałam samotną bizneswomen, bo dzieciaki usamodzielniły się już i wynieśli z domu. Syn zamieszkał w Holandii, córka w Szwajcarii, a ja zostałam w domu.

    Często spotykałam się z różnymi facetami, choć zawsze starałam się, żeby były to osobniki w odpowiednim wieku, mądre i dojrzałe. I znowu, tak jak dawno temu, z jednym spotkałam się raz, inny interesował mnie dwa – trzy miesiące. Wszystko to do pewnego dnia, kiedy na mej drodze stanął on…

    Szukałam kierownika działu w firmie, wysłałam wiele ogłoszeń, w których bardzo konkretnie określiłam, czego będę wymagać od potencjalnego pracownika. Zgłosiło się kilku chętnych, ale żaden mi nie odpowiadał, no, może jeden był godny uwagi. Zostało jeszcze kilka CV do przeczytania, kiedy wszedł Kamil. Popatrzyłam na wchodzącego mężczyznę i w środku zamarłam. Wysoki, przystojny brunet po czterdziestce, wyprostowana, szczupła sylwetka, szerokie ramiona, męska twarz z lekkim zarostem i ten… szelmowski uśmiech.

    – Dzień dobry, ja w sprawie ogłoszenia o pracę – zamknął drzwi i stanął przed moim biurkiem.

    – Dzień dobry, proszę usiąść – poczułam w cipce już dawno nie odczuwalne mrowienie – słucham, co ma pan do zaoferowania?

    Nie będę przytaczała całej rozmowy, ale gość zaskoczył mnie na całej linii. Wykształcony, elokwentny, znający języki obce, przygotowany merytorycznie, okazujący się kilkoma opiniami z poprzednich miejsc pracy. Przyjechał z innego miasta, szukał zatrudnienia; we wcześniejszej firmie nie mógł już pracować, bo miał do niej ponad trzysta kilometrów. Prawie nie słuchałam go, wciągałam w nozdrza jego zapach, przyglądałam się mężczyźnie i… wyobrażałam go sobie między nogami, jak wylizuje mi ciągle mrowiącą pipkę. Wcześniej zajmował się niemal dokładnie tym samym, co czekało go u mnie, więc okres nauczenia czegokolwiek miałam z głowy. Umówiliśmy się na drugą rozmowę, chciałam jeszcze sprawdzić inne oferty, ale żadna nie przypadła mi do gustu.

    Za każdym razem, kiedy widziałam tego chłopaka czułam, że pipka robi mi się mokra, ale nie miałam ani odwagi, ani okazji, żeby zaciągnąć go do łóżka, tym bardziej, że był to przecież mój podwładny. Do czasu.

    Powiodła się rewelacyjna finansowo transakcja, cała załoga przyczyniła się do tego, więc zorganizowałam dla swoich pracowników imprezę u siebie w domu. Dom wielki, ogród olbrzymi, nic, tylko się bawić. Zamówiony katering, DJ, było nas w sumie ponad dwadzieścia osób. Wszyscy bawili się doskonale, alkoholu i jedzenia było w bród i o dziwo, nikt się nie nawalił, jak PKS w godzinie szczytu, choć większość miała dobry szum w głowie. Jako gospodyni musiałam czuwać nad wszystkim, więc oszczędzałam się, piłam tylko wino z wodą. Były zabawy, tańce, żarty, nawet śpiewy zespołowe!

    Dziewczyny z biura pomagały mi w obsłudze gości, wszystko świetnie się udało. Na koniec, kiedy DJ już się pożegnał znieśliśmy wszystkie graty w jedno miejsce, żeby firma kateringowa mogła to sobie zabrać. Imprezowicze pomału opuszczali zabawę, odprowadzałam wszystkich do bramy, czułam się rewelacyjnie, żadnego zmęczenia, a przecież mam już swoje lata… Szybki prysznic mnie orzeźwił, wróciłam do salonu, nalałam sobie drinka, siadłam w fotelu. Patrzyłam bezmyślnie przed siebie, ciesząc się, że wszystko tak fajnie się udało.

    – Super impreza, gratuluję pani, szefowo.

    Aż podskoczyłam w fotelu, tak wystraszyłam się, kiedy usłyszałam te słowa, byłam przekonana, że jestem już sama w domu.

    – Co… Kto… Kamil, zwariowałeś? Wystraszyłam się jak jasna cholera, chcesz, żebym odjechała na zawał? – musiałam go opieprzyć, bo naprawdę się wystraszyłam

    – Przepraszam, pani Izo, myślałam, że widziała mnie pani…

    – Nie widziałam – przerwałam chłopakowi – co tu jeszcze robisz?

    – Pani Izo, nie powiem, bo dostanę od pani w pysk! – i jeszcze roześmiał się bezczelnie!

    – Dostaniesz, jak nie powiesz.

    – No ale… Bo widzi pani…

    – Przestań kombinować. Nalej sobie drinka i gadaj, i tak nie mam ochoty na sen.

    – To dobrze, bo… – zamilkł.

    – No wyduś to z siebie wreszcie. Chciałbyś się ze mną przespać, tak? Z taką starą babą?

    – Jak…? co…? co pani, jest pani rewelacyjnie atrakcyjną kobietą! – wyrzucił to z siebie jednym tchem.

    – Ale z seksem miałam rację?

    – Tak, co na panią spojrzę, to czuję, że coś się ze mną dzieje… Poza tym… Poza tym wolę dojrzałe panie od swoich rówieśniczek, albo młodszych dziewczyn. Dojrzała kobieta jest jak wino… A pani bardzo mi się podoba…

    – Widzę – wskazałam wzrokiem na krocze mężczyzny – pokażesz, co tam kryjesz?

    – Ale… – znowu zamilkł.

    – Kamilku, wiedz o jednym, przez całe moje długie i bardzo bujne erotycznie życie miałam w sobie więcej kutasów, niż jesteś to sobie w stanie wyobrazić, więc nic mnie już nie zaskoczy – odłożyłam kieliszek, podeszłam do chłopaka, pogłaskałam po twarzy – no i zdradzę ci mój sekret. Też marzyłam o tym, żebyś mnie porządnie zerżnął.

    Ujęłam w dłonie jego twarz, przyciągnęłam do siebie i pocałowałam. Kamil objął mnie w pół, przycisnął do siebie, wsunął język między moje wargi, zaczął nim penetrować wnętrze buzi. Poczułam jego rękę na tyłku, sama złapałam przez spodnie to, co bardzo wyraźnie się tam rysowało. Trzymałam w dłoni kawał kutasa, a na myśl o tym, że będzie z chwilkę we mnie spowodowała, że cipka natychmiast zareagowała. Osunęłam się na kolana szybko wyłuskałam penisa na wierzch, przyglądałam się temu okazowi. Był duży, nawet bardzo, Jednak to, co mnie najbardziej zaskoczyło, to jego wygląd. Trzymałam wielką pałę, twardniejącą z każdą chwilą, patrzyłam na idealnie gładziutką, bez jednej żyłki okrywającą go skórkę. Wyglądał, jak wykuty z alabastru, idealnie gładki, z różowiącą się główką. Objęłam go ustami, wsunęłam najgłębiej, jak mogłam. Kamil westchnął głęboko, położył jedną rękę na mej głowie, drugą starał się rozpiąć mą bluzeczkę i stanik.

    Robiłam laskę przed krótką chwilę, wstałam i trzymając ciągle za wielkiego ogóra pociągnęłam chłopaka do sypialni. Moje łóżko było zawsze rozścielone, rozebranie się zajęło nam kilka sekund. Podziwiałam mocne ciało mego pracownika, patrzyłam na dobrze rozwinięte mięśnie, na kutasa, który ciągle patrzył swym ślepym oczkiem w górę. Tym razem położyliśmy się na prześcieradło, mój kochanek zaczął mnie całować. Czułam jego usta i język na swej twarzy, w uszach, na brodzie, na szyi. Ciągle posuwał się niżej i już był na mych cycuszkach, pieścił twarde sutki, potem pępek. Jęknęłam przeciągle, kiedy przejechał językiem po łechtaczce.

    – Nie śpiesz się, kochanie, mamy dużo czasu dla siebie – wyszeptałam, głaszcząc bujną czuprynę chłopaka.

    – Nie bój się, nie mam zamiaru prędko skończyć dzisiejszej nocy – uniósł głowę znad mego łona – masz słodką pipkę, w ogóle jesteś rewelacyjną kobietą…

    Nawet nie zwróciłam uwagi, że zaczął mówić mi po imieniu. Poczułam palec wsuwający się w mokrą szparkę, po chwili drugi. Poruszał nimi nieśpiesznie, udało mu się znaleźć ten tajemniczy punkt, wyczuł, że to jest właśnie ten punkt, bo zajął się nim dość energicznie. Oblało mnie uczucie ciepła i niesamowitej rozkoszy.

    – Tak, Kamilku, tak, to jest to… Tak… Pomalutku… O matko, jak mi dobrze…

    Kiedy dodatkowo poczułam język na łechtaczce, a palce drugiej dłoni w pupie – nie wytrzymałam, odleciałam w sekundę. Całym ciałem wstrząsał dreszcz rozkoszy, czułam skurcze w brzuchu, w ust wydobył mi się jakiś skowyt i jęczenie. Byłam u siebie, nie musiałam się hamować, darłam się po chwili na całe gardło.

    – Kurwa, człowieku, gdzie mnie zaprowadziłeś? – spytałam, kiedy była już w stanie cokolwiek powiedzieć.

    – Mam nadzieję, że w krainę rozkoszy – roześmiał się – Ale to jeszcze nie koniec, to było preludium…

    Zamknęłam mu usta pocałunkiem. Położyłam się na wznak, rozchyliłam nogi, skinęłam na Kamila.

    – Teraz chcę tak, wejdź we mnie i zerżnij, jak starą sukę, po prostu wyruchaj mnie jak dziwkę – niemal krzyczałam, wciągając mężczyznę na siebie i wciskając twardego kutasa w pipkę.

    – Już, pomalutku, już…

    Podniósł się na rękach, cofnął biodra. Czułam, jak jego łepek przesuwa się po wargach mej spragnionej muszelki, czułam, jak drażni łechtaczkę, jak wsuwa się pomalutku w szparkę. Robił to naprawdę wolno, doskonale czułam, jak rozpycha ścianki pochwy, jak zanurza się w nią coraz głębiej, czułam się wypełniona po brzegi. Teraz bez pośpiechu wysuwał się z norki, po chwili znowu cały był w środku. Przyśpieszył ruchy, choć na szczęście nie za bardzo i miarowo zaczął mnie pompować. Podpierał się na rękach, poruszał tylko biodrami, które oplotłam nogami i dociskałam do siebie. Trwało to dość długo, odczucia podniecenia, rozkoszy i jakiejś radości narastały we mnie cały czas, chciałam, żeby to się nie skończyło, żeby ta niesamowita chwila trwała jak najdłużej…

    Kamil przyśpieszył. Teraz ruchał mnie jak automat, zwiększał tempo, by rżnąć mnie z prędkością tłoka w silniku parowym. Z każdym jego ruchem wzbijałam się wyżej i wyżej, w końcu pociemniało mi w oczach i odleciałam. Co się działo, jak zareagowałam nie powiem, bo nie wiem! To był odlot absolutny, straciłam świadomość miejsca i czasu, nie wiedziałam, co się ze mną dzieje, czułam tylko niebywałą rozkosz. Nawet nie zwróciłam uwagi na to, że już nie leżałam na plecach, tylko na brzuchu, a twardy olbrzym tkwił w mej pupie. Teraz tyłek był pompowany, wypinałam się najmocniej, jak mogłam, słyszałam, jak jądra z klaśnięciem odbijają się od cipki, po chwili doszedł mnie jakiś ryk rannego zwierza, poczułam potężne uderzenie gorącej spermy w pupie i znowu odleciałam.

    Leżeliśmy z Kamilem wtuleni w siebie, on z tyłu, nie wyjął nawet swego kumpla z pupy, ale czułam, jak maleje i kurczy się, żeby w końcu z cichutkim mlaśnięciem wysunąć się w ciemnej dziurki.

    – Dziękuję ci – odwróciłam głowę do tyłu – naprawdę dziękuję, dałeś mi masę rozkoszy

    – To ja dziękuję, nie przypuszczałem nawet, że masz taką kondycję – cmoknął mnie za uchem.

    – No tak, myślałeś, że stara baba już nie może zbyt wiele?

    – Przestań, nie miałem twego wielu w ogóle na uwadze. Poza tym wyglądasz jak moja starsza siostra.

    – Chyba dużo starsza – ze śmiechem przekomarzałam się z chłopakiem.

    – Ale skąd, moja starsza siostra wygląda znacznie gorzej od ciebie. Jakby powiedział jakiś małolat – wyglądasz zajebiście młodo, no i piękna z ciebie kobieta.

    – Ale słodzisz – złapałam opadniętego kutasa – muszę się nim zająć.

    Położyliśmy się w pozycji sześćdziesiąt dziewięć, znowu w buzi miałam organ, który dał mi tyle rozkoszy. Ssałam go, lizałam, pomagałam sobie dłońmi, wreszcie zaczął odżywać. Po chwili znowu prężył się przed moją twarzą okazały penis o niespotykanym wyglądzie. Mimo, że miałam go w sobie w każdym możliwym miejscu, ciągle go podziwiałam. Mam duże doświadczenie w obcowaniu z mężczyznami, ale takiego sprzętu nie miał do tej pory żaden z moich kochanków. Owszem, były pały wielkie, były całkiem małe, albo przeciętnej wielkości; były gładkie i były żylaste, były różne, ale żaden nie był taki… śliczny, jak ten! Kamil też nie próżnował, zajął się wpierw pipką, po chwili dołączył pieszczoty pupy.

    Znowu byłam gotowa do kolejnej rundy naszych łóżkowych zmagań.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Sadurek
  • Wielka dupa mojej ciotki

    Miałem dwie niezłe dziewczyny, Julkę i Zośkę. Obie wyglądały na pięćdziesiąt, ale dobijały dopiero czterdziestki. To właśnie robią z człowiekiem wóda i zmartwienia. Ja miałem dwadzieścia siedem, a wyglądałem prawie na czterdzieści – to właśnie robią z człowiekiem wóda i zmartwienia. Najpierw wynająłem mieszkanie, a potem one się wprowadziły. Lubiliśmy się ostro zabawić. Martwiło to właściciela starej kamienicy, który wzywał gliniarzy, gdy tylko głośniej pierdnęliśmy. Było nerwowo, bałem się szczać w środek muszli.

    Największą frajdę sprawiało lustro w salonie. Patrzyłem na siebie, cały spuchnięty, z Julką i Zośką, pijani i schorowani dniami i nocami, wszyscy troje, a YouTube w telewizorze wygrywał gorące hity, zdechłe gumki leżały na wytartym dywanie, no i rety co za akcja. Patrzyłem w owo lustro, kiedy się zabawialiśmy i mówiłem do nich:

    – Julka, masz go w tyłku, czujesz?

    – Och tak, tak, tak! Pchaj, pchaj! O… Gdzie ty idziesz?

    – Ej, Zośka masz go teraz z przodu, czujesz co nie? Duża malinowa główka, jak gruby ogrodowy wąż! Czujesz mojego świdrującego kochasia!

    – Oooo! Skarbie ty moje, czuję go, czuję! Chyba zaraz dojdę… No kurwa gdzie ty idziesz?

    – Och Julka, jestem teraz w tobie, siedzę ci na zadzie! Rżnę cię na pół!

    – Achhh tak! Boże! Matko! Ale, ale… Gdzie leziesz?!

    Usiadłem na fotelu, ociekając potem i rezygnacją.

    – Sam już nie wiem – westchnąłem.

    – Czego nie wiesz?

    – Nie wiem którą chcę zerżnąć. Co tu robić? Obie was chce, ale obu mieć nie mogę. Nie mogę się zdecydować, przeżywam katusze, chcąc zachować poziom. Czy nikt cholera nie widzi jak cierpię?

    Potem one podeszły do mnie i zaczęły się kłócić, której należy się mój sprzęt.

    – Nie! Dawaj mi go tu!

    – Nie, nie! To mnie daj, mnie!

    Nagle uniosło się karzące ramię sprawiedliwości. Natarczywe łupanie w drzwi.

    – Co tam się dzieje?! – zawołał ktoś z klatki.

    – Nic! – odkrzyknąłem.

    – Jak to nic? A te jęki, wrzaski, wycie? Jest 3.30 w nocy, obudziliście trzy piętra…

    – No nic się nie dzieje. Gram z ciotką i kuzynką w szachy. Proszę odejść od drzwi, ciocia ma chore serce, wystraszyła się biedaczka, a na dodatek dostała mata!

    – Ty zaraz też dostaniesz! Otwierać! Policja!

    – Jezu, nigdy bym się nie domyślił!

    – Już nie musisz! Otwieraj albo wejdziemy sami!

    Dziewczyny pobiegły w najdalszy kąt pokoju. Dygotał, tuliły się do siebie, kuliły swe jędrne, gorące, pijane, obłąkane ciała. Wyglądały głupio i ślicznie. Dwie napalone cizie z sianem we łbie i dużymi cyckami.

    Policjanci wzięli klucz od właściciela i otworzyli drzwi, ale tylko na 10 centymetrów, bo trzymał je łańcuch, który założyłem. Jeden z gliniarzy rozmawiał ze mną, drugi tymczasem gmerał śrubokrętem, próbując zdjąć łańcuch z obsadki. Gdy już był blisko, wpychałem łańcuch z powrotem w otwór, stojąc nagi ze wzwodem.

    – Gwałcicie moje prawa. Przecież musicie mieć nakaz, żeby wejść. Nie możecie wbić na chama, bo akurat tak się wam podoba. Co się z wami porobiło? – powiedziałem.

    – Która z nich to niby twoja ciotka? – zapytał gliniarz, ten który zerkał do środka.

    – Ta z większym tyłkiem.

    Drugi policjant prawie już zdjął łańcuch, wcisnąłem go więc z powrotem palcem.

    – Ej, no chłopie, wpuść nas, pogadamy.

    – O czym? O M jak Miłość? A może o skokach narciarskich? Małysz już dawno nie skacze.

    – Nie, nie o tym. Sprawiasz wrażenie interesującego człowieka. Chcemy tylko wejść i porozmawiać. To wszystko.

    – Wy chyba macie mnie za kretyna. Jeśli zdurnieję kiedyś na tyle, żeby zasłużyć na kajdanki, to sam je sobie kupię na Allegro. Na sumieniu mam tylko wzwód i grającą muzykę, a nie słyszę, byście się domagali, żebym skasował jedno albo drugie.

    – Wpuść nas. Chcemy pogadać, nic więcej.

    – Słuchajcie, włamujecie się do mojego mieszkania bez stosownego zezwolenia. Mam najlepszego adwokata w mieście…

    – Adwokata? A po co ci adwokat?

    – Przydaje mi się od lat: unikanie komornika, publiczne obnażanie się, gwałt, jazda po pijanemu, zakłócanie porządku, napad i pobicie, podpalenie. Słowem najgorsze łajdactwa.

    – I co, wygrał wszystkie sprawy?

    – Pewnie. Jest najlepszy, a poza tym pija wódkę z komendantem. Dobra, daję wam trzy minuty. Albo przestaniecie szturmować i zostawicie mnie w spokoju, albo łapię za telefon. Wścieknie się, jak go obudzę o tej porze. Stracicie robotę.

    Gliniarze odsunęli się od drzwi. Nasłuchiwałem.

    – Myślisz, że on mówi poważnie?

    – Chyba tak.

    Wrócili.

    – Twoja ciotka rzeczywiście ma duży tyłek – stwierdził jeden z nich.

    – Musicie obejść się smakiem.

    – Dobra, idziemy, ale macie być cicho. Telewizor z muzyką wyłączyć i żadnego wycia ani jęczenia. Zgoda?

    – Zgoda, już wyłączam.

    Poszli sobie. Jak przyjemnie było usłyszeć, że odchodzą. Jak przyjemnie było mieć dobrego adwokata. Jak przyjemnie było uniknąć aresztu. Zamknąłem drzwi.

    – Dobra serduszka, poszli sobie. Dwóch miłych chłopaków, którzy pobłądzili. A teraz, uwaga!

    Spojrzałem w dół.

    – O rany! Zniknął! – powiedziałem przejęty.

    – Fakt, przepadł – przyznała Zośka. – Gdzie się podział? To smutne!

    – Wygląda jak wyschnięty serdel – zauważyła Julka.

    Usiadłem na fotelu i nalałem sobie wódki. Zośka skręciła nam trzy papierosy.

    – Jak stoimy z alko? – zapytałem, zaciągając się fają.

    – Zostały dwie butelki Żubrówki.

    – Jakie?

    – Dwie połówki.

    – Jezu, potrzebny nam będzie jakiś fart.

    Wziąłem do ręki telefon i wszedłem na portal z wiadomościami z ostatnich dni. Przeczytałem ciekawostki. Potem otworzyłem stronę na sporcie. Kiedy czytałem, podeszła Julka i uklękła na dywanie. Poczułem, że się dostawia. Usta miała jak te gumowe przepychacze, którymi udrażnia się zatkane kible. Popijałem czystą i popalałem papierosa, a Julka robiła mi dobrze ustami. Mocno pracowała. Wyssałyby z człowieka mózg, gdyby im tylko pozwolić. Podejrzewałem, że robią to sobie nawzajem, gdy mnie nie ma – znaczy bawią się swoimi kuciapkami.

    Skupiłem się na piłce i zacząłem im czytać na głos o Lewandowskim, o tym, że w ostatnim meczu ustrzelił dublet i że Bayern jest na prostej drodze do trzydziestego drugiego mistrzostwa Niemiec. W Lidze Mistrzów też im szło, redaktorzyna uznawał ich za faworyta, no ale było jeszcze City, PSG, Real, Chelsea i Liverpool.

    – Ożeż, skurwielu! – Julka podniosła głowę i wrzasnęła.

    Wytrąciła mi telefon z ręki i zabrała się dalej do roboty. Nie wiedziałem, co robić. Była naprawdę wściekła, wyżywała się na mnie, czułem jak ssie niczym odkurzacz. Podeszła do mnie Zośka. Zośka miała świetne nogi – pełne uda i chude łydki. No i wielką, fajną dupę, jak typowa mamuśka po trójce dzieci. Podciągnąłem jej spódniczkę i spojrzałem na pończochy. Nachyliła się i pocałowała mnie, wepchnęła mi język aż do gardła, a ja cap ją za dorodny pośladek. Byłem w potrzasku. Naprawdę nie wiedziałem, co robić. Musiałem się napić. Troje splecionych idiotów. Stękanie, jęczenie i śmierć muchy w odmętach rur kanalizacji. To była dziecinada, głupia zabawa.

    No i w końcu mnie wzięło, stało się. Julka obrobiła mnie do zera. Strzeliłem w sam środek bramki, kochana Polska. Krople rosy pokapały z mego ciała. Figi ślicznie otwarte jak wielkie czerwone bebechy w słońcu i ssane do oporu, gdy tymczasem matka was nienawidziła, ojciec chciał ukatrupić, płot na tyłach był brązowy i należał do Poczty Polskiej, a Julka mnie wycmokała, a ja równocześnie zrobiłem Zośce solidną palcówkę.

    Potem się rozłączyliśmy z miłosnego kokonu, wszyscy czekając na swoją kolejkę w łazience, żeby powycierać nasze seksualne kinole. Zawsze byłem ostatni – gentleman pełnym chujem i postawą. Wróciłem do pokoju, wziąłem butelkę wódki, podszedłem do okna i wyjrzałem.

    – Zośka skręć mi fajkę – poleciłem.

    Byliśmy na samej górze, szczyt kamienicy, budynki w dole, ale na Łódź można było patrzeć i nic nie widzieć. Wszyscy ci ludzie śpiący tam, czekający, by wstać i pójść do pracy. To głupie – głupie i straszne.

    Zośka przyniosła mi skręta. Zaciągnąłem się i popatrzyłem na śpiące blokowiska, siedzieliśmy i czekaliśmy na słońce i co tam jeszcze miało nadejść. Ze światem byłem na bakier, ale w chwilach roztropności i swobody prawie można go było zrozumieć.

    Nie wiem, gdzie teraz podziewają się moje dziewczynki, czy żyją, czy co, ale te noce były w dechę, szczypanie nóg na wysokich obcasach, całowanie kolan w nylonach, kolorowe sukienki i majtki i granie na nerwach sąsiadom. Ani wiosna, ani drzewa, ani lato nigdy już nie będą takie same.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Marcin M.

    Tekst na bazie opowiadania Charlesa Bukowskiego – Wielka dupa mojej matki.

    W hołdzie mistrzowi.

    Zachęcam do wchodzenia na profil tutaj i mojego literackiego bloga.

  • Przylapany przez matke 11/25

    Rozdział XI

    A teraz, proszę państwa, chwila prywaty, bo wciąż jeszcze, po latach, mnie to jara.

    A więc mówię.

    Chcę to powiedzieć.

    Powoli, spokojnie i wyraźnie.

    Uwaga.

    Zaczynam.

    A więc…

    „Będę się teraz onanizować przy mojej matce”.

    Kurwa, jak to pięknie brzmi.

    Ciągle mnie to jara, chociaż od dawna nie walę.

    Dziękuję za uwagę.

    Tak na marginesie, faktycznie, wszystko to, co się wtedy działo, było niezwykłe. Ale to wszystko mogło być tak wspaniałe i w ogóle mogło się zdarzyć tylko dlatego, że istnieje w naszej kulturze instytucja społeczna, która nazywa się „tabu”. Gdyby matka łaziła nago po domu, gdyby zbyt otwarcie starzy mnie wcześniej uświadamiali, gdybym już od maleńkości wiedział na przykład, że „to jest dziurka, przez którą wychodzi dzidziuś” i inne takie rzeczy, to gówno byłoby z tych wszystkich przeżyć, które teraz opisuję. A na pewno z ich intensywności.

    Cycki matki widziałem raz, gdy jako siedmiolatek wpadłem do ich pokoju bez pukania, no może jeszcze kawałek później, gdy na wakacjach wyczaiłem szparę w drzwiach wspólnej łazienki. Zasadniczo jednak starzy dbali, by nagość matki była dla mnie czymś świętym i nieznanym. I dobrze. I kurwa mać bardzo dobrze. Gówno mnie w tym momencie interesują Wasze poglądy. Ja uważam, że w tym temacie starzy mieli rację. Zostałem wychowany prawie jak Arab, tylko że tam zasłaniają kobiecie twarz albo chociaż chustką włosy. (Ich sprawa, nie komentuję tego).

    Jesteśmy w pokoju. Robi się coraz ciekawiej, bo matka dała nową, wykrochmaloną pościel. Daję sygnał wzrokiem, że zauważyłem.

    Założyłem moją starą, lekko przepoconą koszulkę SKS-u, czyli naszego szkolnego klubu sportowego. Chciałem, żeby było jak na amerykańskich filmach. I nie miałbym nic przeciwko temu, żeby matka zachowała się jak cheerleaderka, ale ona tylko włożyła pod spód ręce, posmyrała palcami po klacie i powiedziała: „Zdejmij, wariacie, po co ci to, jeszcze pochlapiesz”.

    Usiadła na łóżku w samej halce, ale tym razem nie podciągała kołdry pod brodę, jak poprzednio, nogi podwinęła z boku, wysuwając w moją stronę gołe uda. Zobaczyła moje spojrzenie, więc jeszcze trochę podwinęła halkę, odsłaniając kolana do połowy ud, po czym powiedziała: „Zadowolony?” – i odruchowo przesunęła palcem po biuście na krawędzi halki.

    Układam się wygodnie na pościeli, największa poducha pod głowę i zaczynam ściągać tę koszulkę, a w tym czasie matka… zaczyna ściągać mi bokserki. Zupełnie jakby przebierała mnie do snu! To był odruch, czy też pozwoliła sobie na perwerę? Do tego przejechała mi jeszcze raz dłonią przez klatę aż po pasek włosów na podbrzuszu, jakby chciała strącić jakieś niewidoczne pyłki.

    Chciałem się odwdzięczyć, przesuwając czubkami palców po udzie, niby taki miły gest, coś w rodzaju delikatnej pieszczoty, ale źle odczytałem jej sygnały. Pokręciła głową i odłożyła mi rękę na mój brzuch. Za to sama chwilę później przejechała mi palcami po udzie, patrząc na mnie wymownie i powiedziała: „To co, zaczynamy?”.

    Leżę rozwalony nago. Matka tuż obok, w dodatku w samej halce. Niczym się nie krępuje, nie zasłania. Pełen komfort. Już wiem, że się dużo wydarzy.

    Patrzymy na siebie, potem ja na pałę, biorę ją w rękę i zaczynam ruchy. Zdążyłem posunąć kilka razy, z wacka zjechał napletek, gdy wtem matka mnie zatrzymała, przyjrzała się dokładniej sterczącemu wackowi i jedną ręką objęła go razem z moimi palcami, by sobie wygodnie przytrzymać. Patrzę, a ona ślini palce drugiej ręki i… delikatnie jeździ mi po żołędzi, próbując zsunąć jakiś niewidoczny włosek. Nie wiem, chyba nawet w trakcie drugi raz pośliniła palce. Taka dokładna. W każdym razie poświęciła temu dużo uwagi. Kurde, robi się coraz ciekawiej.

    „O key, teraz możesz” – powiedziała, nie wiedzieć z czego zadowolona.

    Zaczynam powoli posuwać. Od pierwszych ruchów wiem, że to jest to, i że tego nigdy do tej pory tak nie odczuwałem. Nawet zeszłym razem. Teraz to jest zupełnie inny seks, jakby pełniejszy. Wszystko zlewa się razem: dotykanie pały, powietrze opływające całe moje gołe ciało od nóg przez biodra, brzuch i klatę aż do mojej rozpalonej już twarzy, jej głos, jej włosy, które przed chwilą rozpuściła, patrząc na mnie, jej… cała obecność, nasze spojrzenia. Patrzymy na siebie w milczeniu, matka ma dziwny wyraz twarzy, niezwykle łagodny. Nie pamiętam tego, ale musiała tak na mnie patrzeć w dzieciństwie. Zaczynam co chwila spoglądać to na swoją pałę, to znów na matkę, a matka wodzi za mną wzrokiem i kiwa przyzwalająco głową.

    „Wygodnie ci?” – bardziej stwierdziła, niż zapytała. Kurna! Teraz takie pytanie? Mogą mnie w tej chwili kłaść nawet na gwoździe. Przecież ja lecę w kosmos! Boję się tylko nie zlać za szybko, by nie zmarnować tych wspaniałych chwil. Chyba nie muszę dodawać, że matka wygląda jeszcze piękniej niż zwykle.

    Matka jakby czytała mi w myślach i mówi: „Oddychaj głęboko, to wyrówna rytm, zrobi ci się jeszcze przyjemniej i poczujesz się bezpiecznie, że panujesz nad ciałem i głową, by przeżyć jeszcze więcej i więcej, i nie skończyć za szybko…”.

    „…Oczywiście, skoro już musisz to robić i to, o zgrozo, przy swojej matce” – dodała szybko i roześmialiśmy się oboje.

    Pała robi się coraz bardziej wrażliwa, już właściwie jej nie trzymam, tylko posuwam po niej czubkami palców i wznoszę się na wyżyny doznań. Jest idealnie, złapałem idealny poziom nacisku, choć właściwie to jest dotyk, i czuję, że teraz mógłbym godzinami. Ale okazuje się, że to nie wszystko, że jeszcze nie wiem wszystkiego o waleniu. O ilu rzeczach jeszcze dowiem się tej nocy?

    „Nie denerwuj się. Nie śpiesz” – mówi matka. Może to tak wyglądało, ale nie denerwowałem się wcale, choć faktycznie, moje ruchy – nagle zdałem sobie z tego sprawę – były krótkie i szybkie. Właściwie nigdy do tej pory się nad tym nie zastanawiałem, nad ich motoryką. Niby po co? Nagle czuję się jak uczniak, bo matka mówi: „Zwolnij, unieś łokieć do góry i rób ruchy wolniejsze, ale bardziej zamaszyste. Dłużej, wolniej…, dłużej, wolniej…”.

    Kurwa. Nie wiem, co się dzieje. Słuchawek na uszach nie mam, a aksamitny głos matki zaczyna co chwila zanikać w eterze. Zwaliłem? Chyba nie? Nie no, orgazmu bym nie przeoczył. Nagle wszystko zaczyna się rozciągać w czasie. Częściowo tracę przytomność, ale do drugiej połowy mojej świadomości dociera, że matka przez chwilę prowadzi mój łokieć, nadając mu bardziej falujący ruch, potem podtrzymuje rękę, żeby za szybko nie opadała, potem nieśpiesznie podprowadza mi ją do góry…

    „Tak…, tak…, tak…” – wolno i ciepłym głosem powtarza z uśmiechem. A to jeszcze nie koniec, bo słyszę: „Jak chcesz, możesz oddychać głośniej, jest wtedy pełniej i głębiej, a oddech otwiera zmysły i uwrażliwia. Nie mam złudzeń, na pewno czasami słyszałeś mnie lub ojca, chociaż staramy się przy tobie nie hałasować za bardzo, żeby nie wystraszyć”.

    „Zupełnie niepotrzebnie” – odpowiedziałem nieco zmienionym głosem. „Parę razy było was słychać, ale to były przyjemne wrażenia”.

    To ostatnie mówiłem już na głębokim oddechu i słyszę, że głos zaczyna mi się załamywać. Chcę to powstrzymać, ale nie mogę. Zawsze waliłem bezgłośnie. Ręka chodzi mi teraz wolno jak kierat w kopalni nafty, ale krew już nieźle pulsuje w głowie, no i wacek, a raczej chuj… czuję jakby miał już z pół metra. Mam zwidy, że za chwilę zmieni się w węża jak w komiksach i czubkiem zatka jej usta. No ale skoro ona ma jeszcze siły mówić, to słucham…

    „Wiesz, że tak z bliska patrzę na to pierwszy raz? Gdy z tatą się kochamy, nie mamy czasu na takie…” – zastanowiła się – „głupotki”. I zaraz dodała, wykorzystując okazję: „Pięknie się onanizujesz. Naprawdę. To jest niezwykły widok. Bardzo mi się to podoba. Jak widzisz, też mam z tego trochę przyjemności”.

    Przyglądała mi się jeszcze przez krótką chwilę i mówi: „Nie krępuj się. Pojęcz sobie. Wiem, że tego chcesz. Przecież teraz możesz już wszystko przy mnie robić, a to, że będę ciebie słyszeć, też sprawi mi przyjemność”.

    Kolejna porcja orzeźwiającego powietrza wpada do moich płuc i wychodzi ni to ze świstem, ni to z jękiem i przeradza się w jakieś niewypowiedziane urywki zaklęć, których nie rozumiem, ale których nie chcę kontrolować. Nie tylko matka słyszy mnie takiego pierwszy raz. Sam swojego głosu nie poznaję, ale jest mi z tym dobrze, jest już zupełnie dobrze, słyszę odgłosy, których nigdy do tej pory z siebie nie wydobywałem i stają się one źródłem kolejnych, nowych, jeszcze innych, i mówię do matki tymi jękami i zachłyśnięciami powietrza, jakbym słuchał nowego języka, którego nie znam, ale w którym dobrze wiem, co chcę jej powiedzieć i dobrze, że ona tej mowy nie rozumie, bo ja już tego nie robię przy niej. Ja to robię z nią. Jej obecność staje się organiczną częścią mnie. Gdy w szkole babka od polaka tłumaczyła nam, czym jest metafizyka, na pewno nie wiedziała tego tak dokładnie, jak teraz ja to czuję.

    „O, widzisz…” – i uśmiechnęła się, głaszcząc mnie po klacie. Na chwilę zjechała nawet niebezpiecznie nisko na brzuch, ale zaraz się wycofała w bezpieczne rejony. Czuję, że moimi pojękiwaniami i głośnym oddechem sama poczuła się ośmielona.

    „Wiesz…” – powiedziała – „może i dobrze, że się przy mnie teraz już tak otwarcie onanizujesz, tak normalnie, naturalnie, bez skrępowania, bo chciałam ci powiedzieć jeszcze o czymś intymnym, ale bardzo ważnym, a bez tego, co się teraz tutaj między nami dzieje, chyba nie byłoby okazji do takiej rozmowy. Jakbyśmy o tym rozmawiali w kuchni, pewnie by głupio wyglądało”. I zaraz dodała z nutą rozbawienia: „W sumie nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło” – ale czułem, że próbuje sobie w ten sposób dodać odwagi. Ciekawe, co to będzie za szczere wyznanie?

    „Chyba źle to ujęłam, gdy robiłeś to przy mnie zeszłym razem, gdy mówiłam ci, że powinieneś odczuwać radość. Seks to jest coś więcej. Bo to są naprawdę piękne uczucia, wspaniałe i najwyższe. Chciałabym, żebyś czuł prawdziwe szczęście, gdy się onanizujesz, żeby onanizm zaczął się tobie kojarzyć z rozkoszą, a nie tylko z zaspokajaniem popędu. Chcę, żebyś był szczęśliwy, gdy to robisz, bez żadnych głupich myśli, jakichś wyrzutów sumienia czy czegoś takiego. Możesz to robić i rób. Tak po prostu. Baw się tym, ciesz się i leć do samego nieba najprościej jak potrafisz. Twój ptaszek i głowa, wszystko razem. Rozumiesz?”.

    I chyba poczuła, że być może trochę się zapędziła, bo musiała zaraz dodać: „Oczywiście dopóki nie zaczniesz tak naprawdę, z dziewczętami. Bo wtedy to już będziesz wszystko sam wiedział bez pytań”.

    „Tak, tak, oczywiście, masz rację” – dopowiedziałem w myślach. „Mam bardzo mądrą matkę”. Ale było to takie myślenie bardziej życzeniowe, odruchowe, tak jakbym chciał, żeby usłyszała te myśli, bo tak naprawdę to już wtedy niewiele myślałem oprócz tego, że – po drugie – chcę to teraz robić jak jeszcze nigdy, a po pierwsze – że to właśnie przy niej konkretnie, i że w tym momencie mojego życia nie zamieniłbym jej na żadną inną kobietę, włączając to najlepsze laski z naszej szkoły. Ani żadną aktorkę. Nic. Przy niej wszystkie wysiadały w przedbiegach. Nie wiem, czy zdawała sobie z tego sprawę.

    Rany gościa, nawet jej głos jest teraz inny. Nawet nie zmysłowy, tylko taki… Dobry? Nawet nie wiem, jak to nazwać. A ta ciągnie dalej: „Ślicznie się onanizujesz, to piękny widok. Nie sądziłam, że to wyjdzie tak romantycznie…” – ale jednak przerwała. Chyba sama się zorientowała, że teraz to ona szarżuje. Czyżby sama się nakręcała? Mało brakowało, a doszedłbym za szybko, a tego wcale nie chcę. Czyżby ona też tego zbyt szybko nie chciała? Domyślam się, że cała sytuacja sprawia jej większą przyjemność, niż może to okazać.

    Ale ja już jestem w erotycznym obłoku, mam już wyjebane na wszystko. Robię to przy niej i z nią. Robimy to razem, powinniśmy to robić. I powinniśmy to zrobić. To jest dobre. Oboje to wiemy. Chcemy tego i nie będziemy żałować. Nam to pasuje. Dobrze nam to wychodzi.

    Przełożyłem wacka do drugiej ręki, a wolną ręką dotknąłem jej piersi: najpierw przesunąłem palcami, potem całą pierś objąłem dłonią. Zaprotestowała…, ale dopiero po kilku sekundach: „Zostaw. To jest dla taty” – powiedziała. Teraz to już zmysłowy głos miała na pewno.

    Cofam rękę, przekładam z powrotem wacka, ale teraz już całą matkę rozbieram wzrokiem, co chwila patrząc jej w oczy i sprawdzając, czy to widzi. Tak, widzi. W odpowiedzi chciała mnie chyba pogłaskać po głowie, ale widać, że i jej emocje nie obce, bo tylko mi łeb solidnie potargała.

    Za o często patrzy na wacka. Jeżdżę po nim ręką specjalnie dla niej. Daję jej to. Wiem, że chce na to patrzeć.

    Cały czas głęboko oddycham.

    Po paru minutach wacek w lewą rękę, a prawą znów zaczynam pieścić jej piersi przez halkę. Matka jest przecież pół metra ode mnie, dotyka mnie nawet swoimi gołymi kolanami. Dostęp mam świetny, tym bardziej że matka zaczyna odruchowo pochylać się w moją stronę, tak jakby jej ciało samo mówiło, że tego chce. Z satysfakcją stwierdzam, że matce nie przeszkadza, gdy dotykam jej piersi tą samą ręką, którą przed sekundą waliłem konia. Czuję, jak piersi pod aksamitną gładkością tkaniny stają się przyjemnie ciężkie i naprężone, prawie jak z gumy. Unoszę je delikatnie zewnętrzną stroną dłoni i palców, czując przyjemny opór. Zawsze miała takie? Wcześniej, gdy łapałem okazje wciskania się w matczyny biust, zwracałem uwagę raczej na ich ciepło. Teraz czuję ich sprężystość.

    Tym razem pozwoliła mi trochę dłużej, ale znów musiałem cofnąć rękę. Gdy ją odsuwała, próbowała coś powiedzieć, ale ją ubiegłem, kłamiąc, że teraz wyobrażałem sobie piersi drugiej koleżanki z klasy. „A, rozumiem” – i ze słabo ukrywaną powagą pokiwała głową. Grunt to pozory, nawet w środku akcji.

    Kurna, nie zrobię jej tego trzeci raz, jest za pięknie i za idealnie. Ręka na wacku cały czas w ruchu, przyjemne dreszcze rozchodzą się po ciele coraz dalej, a ja wodzę wzrokiem na przemian tylko po jej cyckach i twarzy. Rozbieram ją wzrokiem z tej halki. Matka jakby rozumiała moje spojrzenia, choć parę razy próbowała zerkać na wacka, Ja jednak nie spuszczam wzroku z jej twarzy. Walę, patrząc jej prosto w oczy. Niesamowite uczucie. Przyciągam jej wzrok, tak jakby waliła moją ręką. Ja jestem tylko narzędziem. Jestem pewien, że mnie czuje. Że wie, co się ze mną wyrabia. Że robimy to tak naprawdę razem. Matka wchodzi w fazę, ale wie, że nie może mnie tam dotknąć. To już byłaby przesada. I tak jedziemy po bandzie. Ale daje mi prezent. Opuszcza ze swoich smukłych ramion jedno ramiączko halki. Potem drugie. Tkanina opiera się o ciało tuż nad brodawkami. Patrzy na mnie, jakby mówiła: „Tyle ci mogę dać”.

    Wacek stoi jak latarnia, praktycznie sam się wali, ja mu ręką tylko lekko pomagam, całe ciało zaczyna mi chodzić, oddycham coraz głośniej, a po chwili dosięgam jej biustu trzeci raz. Tym razem nie ma wyjścia, widzi, co się ze mną dzieje i pozwala na jeszcze dłużej. W końcu jednak mówi: „Trzy koleżanki na jednej imprezie to chyba wystarczy, mój ogierze”. Muszę cofnąć rękę, tym razem bez żalu, dostałem dużo.

    Ten trzeci raz – tego już się nie da cofnąć ani ukryć, wiem, że będę miał jej piersi jeszcze nie raz, teraz już to pewne, nie muszę ich mieć za chwilę, mogę jutro lub za tydzień, ale to już druga strona lustra, już jestem przy niej, z nią, mam już jej ciało, będę miał i ona też to wie. Zapowiedź nieuniknionej przyszłości staje się dodatkową podnietą.

    Matka to widzi, ale mówi: „Skup się na swoim koledze i daj mi też trochę popatrzeć”.

    Przesunęła się trochę i zaczęła masować moje udo, szczególnie naciągając skórę przy powrocie, tak jakby chciała krew jeszcze bardziej wpompować do wacka. Zaczynam nieźle jęczeć.

    W końcu mówi: „Synku. Dokończ. Tu przy mnie. Nie chcę, żebyś się stresował. I tak już ciebie widziałam w akcji. Dokończ Kochanie”.

    „Mamo, ale ja się spuszczę” – wyjęczałem.

    „A ja o czym mówię, Kochanie. Tryśnij przy mnie”.

    Z tych emocji zapomnieliśmy, że tak właśnie się umawialiśmy. Że tak to miało się skończyć tym razem. Że chcieliśmy poprawić poprzedni finał, przed którym wyszła z pokoju. Chyba podświadomie nie do końca wierzyliśmy, że to zrobimy. A jednak!

    Fale zaczęły przechodzić przez całe moje ciało, rzuciłem się kilka razy na łóżku, przez moment próbowałem jeszcze wydobyć z siebie słowa tak wulgarnych komplementów, jakich nigdy w życiu nie odważyłbym się matce powiedzieć wprost, słów o tym, jakie naprawdę ma ciało i co chcę jej bezustannie robić, ale zacząłem tonąć w jakiejś różowej pianie czy mgle, zacząłem spazmatycznie jęczeć, i chyba tak się umiera, bo sceneria zmieniła się na purpurę, a ja zacząłem charczeć, szukając drogi powietrza przez zaciskające się na zmianę usta i nos, dusiłem się nawet wpadającym powietrzem, a w ostatniej chwili, gdy krtań rozwarła się i zachłysnąłem się potężną dawką powietrza, moje sztywniejące ciało zgiąłem nadludzkim wysiłkiem w łuk i niemal po omacku, bo już prawie nic nie widziałem, złapałem matkę po męsku jedną ręką za głowę, drugą jednym ruchem odgarnąłem włosy z jej twarzy i skowycząc jak kojot, próbowałem włożyć język w jej usta. Tryskającą spermą, tym eliksirem szczęścia, chciałem zlać ją całą od stóp do głów, bo chuj w tym momencie wydał mi się większy od całego mnie. Nic już nie kontrolowałem.

    Matka wyrwała się przerażona, ale zobaczyła, że już opadam, choć nadal ciężko oddycham, wypuszczając powietrze ni to z jękiem, ni to świstem, z jakimś dzikim śmiechem, i półprzytomnym wzrokiem zaczynam ogarniać nas, pościel i cały pokój.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Lucjusz
  • Przylapany przez matke 12/25

    Rozdział XII

    „Co to było?” – wykrztusiłem z siebie, gdy zacząłem trochę wolniej, choć nadal ciężko, oddychać, a mój wzrok stał się bardziej przytomny. Wyciągnąłem do niej rękę. Podała swoją, choć jeszcze niepewnie, i spletliśmy dłonie. Pochyliliśmy się do siebie i oparliśmy czołami, odnajdując nawzajem wzrokiem. Czekaliśmy, aż wróci mi normalne tętno i oddech. Potem ją przygarnąłem i położyłem sobie głowę na jej karku.

    Było mi nadal gorąco. Opadłem w tył na poduszki i powiedziałem powoli i wyraźnie „O kurwa”. Nigdy przy niej nie kląłem, ale nic nie powiedziała. Przyglądała mi się, jakby swoje dziecko widziała pierwszy raz w życiu. Halkę miała wciśniętą głęboko między uda razem z dłonią.

    Po minucie dodałem: „Nawet nie wiesz, jaka jesteś piękna”. Popatrzyła na mnie z politowaniem i powiedziała: „Rozumiem, że zabawa sprawiła ci to trochę radości?”.

    Ja: „A więc tak to wygląda…”.

    Ona: „Tak, synku, właśnie tak. A przynajmniej powinno. I najczęściej tak jest, gdy kogoś kochasz…”.

    Potem zaczęliśmy się śmiać z mojej reakcji, a matka powiedziała: „W sumie wszystko w porządku, tak to powinno wyglądać, nie powinieneś być zablokowany, a szczególnie podczas… ważyła słowa… finału. Nie powinieneś myśleć o niczym. Właśnie dlatego jest to takie ważne, żeby wiedzieć, kiedy to można zrobić. Jeśli masz to robić w skrytości, to lepiej w ogóle. Strach, że ktoś wejdzie do łazienki albo pokoju może utrwalić złe nawyki. A tak…, jak widzisz, do onanizowania się warto znaleźć odpowiednią chwilę i się przygotować, a nie tak na łapu-capu. I możesz się oddać dzikiej przyjemności, mój ty zwierzaku” – i poklepała mnie po klacie.

    Wszystko fajnie, ale zacząłem się głupio czuć, że ona siedzi, a ja leżę rozwalony nago na pościeli. Podniosłem się na poduszki. W tej pozycji, siedząc, lepiej mi się z matką gadało, mogłem ją też lepiej obserwować. No i była z powrotem relacja jeden do jednego, bo mieliśmy twarze na tej samej wysokości. Dopiero dochodziłem do siebie, ale z zadowoleniem stwierdziłem, że kontroluję sytuację. Niby szczegół, ale przed chwilą leżałem jak dziecko, a teraz siedzę już jak mężczyzna. Kwestie odpowiedniej pozycji w stadzie są ważne. Zresztą ona również przyjęła to z zadowoleniem, zobaczyłem to w jej spojrzeniu.

    Matka poprawiła mi włosy na czole, gdy nagle… Kurczę, ona mnie nigdy nie przestanie zadziwiać. Mianowicie wzięła do ręki mojego wacka, opadniętego, ale wciąż jeszcze całkiem sporego i starannie i równo ułożyła mi go w prostej linii na brzuchu. Potem jeszcze przez chwilę przyglądała się swojemu „dziełu”. Pedanteria najwyższych lotów.

    Tak siedzimy, matka się na mnie patrzy, właściwie to przygląda mi się ciągle z dużym zainteresowaniem i dość tajemniczym wyrazem twarzy. Pomału zaczynam sobie przypominać szczegóły orgazmu i robi mi się coraz bardziej głupio. Słowa, które wtedy wypowiadałem, były niestety dość wyraźne.

    Chrząknąłem, nie wiedziałem, co powiedzieć, kurczę, trzeba sprawę wyjaśnić, uwolniłem ze swojej wyobraźni trochę za dużo, teksty typu „będę cię jebał na wylot” czy „utopię gardło w spermie” były jednymi z lżejszych. Ja pierdolę, co ja z siebie zrobiłem. To były fajne fantazje na czas walenia. No co? Każdy chłopak tak ma, jak się podjara w samotności, każdemu wolno w myślach robić, co tylko przyjdzie do głowy, tego się przecież nikomu nie mówi, a tu taka wpadka. Ewidentnie za dobrze mi się zrobiło. Orgazm na pełnej petardzie przy własnej matce, marzenie każdego chłopaka… kurwww…wa mać, tego nie uczą w szkole. Zbieram się na wyjaśnienia, tym bardziej że matka cały czas badawczo na mnie patrzy… Ruszyłem machinalnie ręką i zatrzymałem na czymś lepkim.

    „O właśnie!” – matka też to zauważyła i znaleźliśmy zajęcie na najbliższe minuty. Światło, oglądanie pościeli, ustaliliśmy, że pranie w środku nocy i wisząca pościel raczej mocno mogą zdziwić rano ojca. Matka poleciała po papierowe ręczniki, ja ogarniam pokój, robię przeciąg. Gdy matka wróciła, spojrzałem na nią i stanąłem jak wryty. Ona to widzi, odruchowo przejechała rękoma po halce i wodząc za moim wzrokiem, dotknęła włosów. No tak, całkiem spory glut zdążył już wsiąknąć i polepić jej włosy…

    W końcu usunęliśmy ślady przestępstwa i w pojedynkę udaliśmy się do łazienki. Ponownie matkę spotkałem już w kuchni, gdy po ciemku stała z kubkiem przy otwartym oknie. Było ciemno. Firanka lekko falowała, a matka stała zadumana, wpatrując się w poświatę ulicznej latarni.

    Stanąłem za jej plecami, przytuliłem i objąłem rękoma tuż pod cyckami, które właściwie spoczęły na moich przedramionach. Nie protestowała. Długo tak staliśmy, lekko kołysząc się. Przytuliłem twarz do jej włosów. Przyjemna śliskość jej halki chłodziła moje ręce. I tak pomału schodziły nasze mocje.

    Potem poszliśmy spać. Znaczy poszliśmy do łóżka. Co zrobić z tą całą historią? Oboje nie mieliśmy pomysłu, co dalej, a iść teraz spać, jak gdyby nigdy nic, to nam nie pasowało. Po wielu roszadach na łóżku, przytulania matki, brania jej na kolana czy chowania głowy pod matki cycki w końcu położyliśmy się przyklejeni na łyżeczkę. Leżałem za nią i trzymałem, a właściwie obejmowałem matkę całym sobą, mieliśmy nawet splecione stopy.

    „Tylko nie zaśnij” – wyszeptała. Coś tam niewyraźnie odpowiedziałem z nosem i ustami na jej wciąż zmysłowo pachnącej szyi tuż pod włosami.

    „Nie możemy tak, jak ojciec wróci, może zajrzeć do pokoju” – kurna tracę instynkt, dobrze, że matka przytomna. Wpadam jednak na pomysł. Uruchamiam budzik na smartfonie na kilka minut do przodu, ekran ustawiam, żeby cały czas się świecił, i co chwilę przestawiam czas o kilka minut dalej. Gdzieś po godzinie w końcu obojgu nam zrobiło się za dobrze i sukinsyn zaczął wyć.

    Za oknem był już brzask. Położyliśmy się normalnie.

    Momentalnie zasnąłem.

    Niedziela rano, kuchnia. Matka oparta o blat, z kawą w ręku. W domu dudni chrapanie ojca.

    W ostatnie weekendy po tych „erotycznych” nockach, gdy w niedzielne poranki spotykaliśmy się w kuchni, patrzyliśmy na siebie wyczekująco, nie wiedząc, jak z sobą rozmawiać o tym, co się działo w nocy. Tym razem tylko czekała, żeby mnie zobaczyć, uśmiechnęła się wyczekująco, a gdy się do niej się zbliżyłem, powiedziała: „Zobacz, nic nie widać, wyczesałam” – i pokazała końce włosów tam, gdzie strzeliłem. Sądząc po jej twarzy, tym razem nie miała żadnych rozterek. Ja wprost przeciwnie.

    Staję obok, w ręku jakaś herbata. „Słuchaj, powinienem chyba cię jednak przeprosić. W nocy, z tego co pamiętam, wymknęło mi się podczas orgazmu jedno słowo za dużo. Ja…”.

    Matka położyła mi palec na ustach: „Nie jedno, tylko cała litania… Ale wiesz? To dobrze. Przynajmniej mózg ci pracuje. Nazywamy w psychologii prawem kompensacji. Gdybyś siedział po nocach, jak twoi koledzy, przy filmach porno, miałbyś spłyconą wyobraźnię”.

    Mnie do śmiechu jeszcze za bardzo nie było, z trudem oswajałem się z faktem, że rodzona matka poznała najmroczniejsze tajniki mojej fantazji. Dopiero jak zaczęła się brechtać ze sceny, w której wbijam penisa w jej tyłek i wychodzę ustami, by jeszcze owinąć go kilka razy wokół jej szyi, zrobiło mi się tak głupio, że w końcu zrobiło mi się już wszystko jedno. Wyjaśniłem tylko, że to sceny z komiksów, oczywiście twórczo wzbogacone. Matce szczególnie spodobało się, że widziałem ją w krótkiej skórzanej spódniczce i zbroi w kształcie gorsetu z nabitymi ćwiekami.

    „Ale żeby zalewać takie ładne wdzianko hektolitrami spermy?” – zapytała.

    „Co robić?” – odparłem filozoficznie.

    Niby wszystko się dobrze ułożyło, ale ani podczas śniadania, ani potem w ciągu dnia wolałem matce nie patrzeć w oczy. Poszedłem też wcześniej spać. Stary, widać, wziął sobie do serca pożegnalną popijawę z kolegami, bo z kacem zmagał się cały dzień. W sumie dobrze, bo i matka miała zajęcie. Czy się w nocy tłukli, nie wiem.

    Poniedziałek. Śniadanie. Matka jakaś wesoła i wyluzowana, ale póki ojciec nie dotarł do nas do kuchni, powtórzyła ze trzy razy: „Zadowolony? W porządku? Co tam dzisiaj w szkole?”. A gdy ojciec wszedł, nie mogąc ukryć dobrego nastroju, zaczęła się do niego podwalać i w ogóle szybko wypchnęli mnie do szkoły. Pojechałem jeden autobus wcześniej. „Żebyś się nie spóźnił” – rzucili. Tak jakbym przez to wczesne kładzenie się spać i wstawanie choć raz spóźnił się do szkoły, kurna! I tak w szkole zwykle byłem jednym z pierwszych.

    Ociec tego dnia zawalił robotę, bo pierwszy raz w życiu spóźnił się do pracy i musieliśmy czekać z kolacją godzinę. „Co tam, matka, masz. Pokaż”. W ogóle go nie martwiło, że dostał opierdol od szefostwa.

    Za to w nocy oboje strasznie jęczeli, prawie w ogóle się nie hamowali.

    Ponieważ jestem dobrym dzieckiem, następnego ranka ledwo minęliśmy się w kuchni. Znaczy z ojcem to w ogóle pożegnałem się przez drzwi kibla. Zrobiłem sobie dodatkowe kanapki zamiast śniadania i bryknąłem do szkoły dwa autobusy wcześniej z informacją, że umówiłem się z chłopakami.

    Matka tego dnia pierwszy raz w życiu zamiast w koszulce nocnej wyszła z pokoju kompletnie ubrana. Chyba miała golf.

    W maju?!

    Reszta wiosny upłynęła spokojnie. Zresztą miałem co robić. Co prawda po konkursie ocen z matury polibuda była murowana, ale nadal ryłem matmę. Chciałem zdać dodatkowe egzaminy do specjalnej grupy z lepszymi wynikami. Ponoć wcale nie mieli w niej bardziej katować. Miała to być z założenia grupa dla tych, co rzeczywiście chcą studiować, bo z normalnych grup połowa wylatywała po pierwszym roku, a reszta wędrowała na płatne. Tak to sobie wymyślili.

    Kwestię ruchu na świeżym powietrzu i gimnastyki zapewniła mi ciotka. Po hucznym rozstaniu z kolejnym „narzeczonym” postanowiła w większym niż zazwyczaj stopniu przemeblować mieszkanie i wyremontować to i owo. Trochę się tam najeździłem.

    No. To już wiecie, kiedy była ciotka.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Lucjusz