Blog

  • W Metrze

    Jest to moja pierwsza próba spisania wyobrażeń z głowy, całość zawarta jest w uniwersum Metro, a główna bohaterka wzorowana jest na postaci Saszy z tego samego uniwersum, bardzo spodobała mi się ta postać i chciałam przerobić ją w swojej wersji. Jest tu mało seksu, przynajmniej na razie 🙂

     

    Sasza spacerowała wzdłuż peronu Prospektu Mira, znajdowała się w targowej części stacji, a na stacjach okrężnej targowiska rozrosły się do ogromnych rozmiarów i można było na nich dostać wszystko, co metro miało do zaoferowania. Wodząc wzrokiem po wszelkich straganach starannie uporządkowanych w linie wyznaczone przez władze stacji szukała czegoś, co choć na chwilę przykuje jej wzrok. Jej myśli wypełniał teraz zachwyt porządku panującego na stacjach okrężnej, za każdym razem, gdy wraz z matką odwiedzała jedną z nich miała wrażenie, że wchodzi do innego świata, bardziej ludzkiego gdzie przyzwoitość i dyscyplina jeszcze coś znaczą. Sasza zatrzymała się przy straganie, na którym starannie po rozkładana była herbata, ta najdroższa pochodząca z WOGN-u będąca poza zasięgiem cenowym zwykłych ludzi zamieszkujących metro zapakowana była w przedwojenny starty pojemnik, na którym namalowane były plantacje tej prawdziwej herbaty, jaką kiedyś pito. Sasza wpatrywała się w obrazek swoimi dużymi niebieskimi oczami wyobrażając sobie jak by to było znaleźć się w tym miejscu pełnym zieleni w czasach, gdy niebo było jeszcze niebieskie. Łysy, grubawy sprzedawca w starym mundurze siedzący na niedbale zbitym krześle również wpatrywał się, z tym, że nie w pojemniczek z herbatą, a w Saszę. Poczuła jego wzrok omiatający jej ciało, od jakiegoś czasu, gdy z dziewczynki stała się młodą kobietą, a stary kombinezon, który był jej strojem codziennym zaczął być przyciasny w okolicy bioder i biustu mężczyźni zmienili swoje nastawienie, co do niej. Młoda Sasza wychowana przez samotną matkę, która aby zapewnić sobie i dziewczynie byt prostytuowała się wpajała jej zasadny życia w metrze, zasadny przetrwania, bycie uległą wobec mężczyzn pozwoli jej doczekać kolejnego dnia. Bywało, że mężczyźni, którzy korzystali z usług jej matki rzucali niewybredne komentarze w jej i jej matki stronę, gdy już zaspokoili swoje prymitywne żądze, Sasza jednak nigdy nie uważała tego, co robi jej matka za upokarzające, co więcej uważała, że to całkiem sprytne i jest to trochę jak handel z tym, że można swój towar sprzedawać wielokrotnie. I choć matka dalej starała się ją chronić to dziewiętnastoletnia dziewczyna była już całkiem doświadczona w wymianie swego ciała na potrzebne jej rzeczy.

    Odchodząc od straganu rzuciła jeszcze lubieżny uśmiech w stronę handlarza, ten rozdwajając usta oblizał swoje wargi.

     

    Kilka minut później Sasza stała u wejścia do jednego z prowizorycznych domków, ten konkretny miał nawet porządne drzwi i z zewnątrz wydawał się na przestronny. To był dom stalkera, najbardziej uprzywilejowanego typu żołnierzy w metrze, to w tym domu jakąś godzinę wcześniej zniknęła jej matka z wspomnianym stalkerem, który był jej ‘przyjacielem’.

    Sasza była niemal lustrzanym odbiciem swojej matki w młodości poza włosami, które prawdopodobnie od promieniowania zawsze miała białe jak śnieg. Jej matka Tatiana urodziła Saszę w bardzo młodym wieku, zgwałcona przez losowego mieszkańca metra w kilka dni po tym jak ludzie zostali odcięci w metrze. Była piękną kobietą, przez co zawsze przyciągała do siebie uwagę, pozostawiona sama sobie z dzieckiem rosnącym w brzuchu postanowiła przekuć swą urodę w utrzymanie, i tak po niemal dwudziestu latach wciąż piękna kobieta miała wielu stałych wysoko postawionych klientów, których odwiedzała regularnie podróżując wraz z Saszą po niemal całym metrze.

     

    Sasza weszła do środka, domek miał oddzieloną część gościnną od sypialnianej, ale cienka ściana z fragmentów poszycia dawnych pociągów metra nie była w stanie zagłuszyć dźwięków namiętnego współżycia dobiegających z sypialni. Ignorując je, w końcu były czymś zupełnie dla niej już normalnym, usiadła na miękkim wytartym dywanie, z kieszonki na przodzie kombinezonu wyciągnęła cienką książeczkę z bajkami dla dzieci, jej twarz rozpromieniła się na widok obrazków na okładce i chwilę później Sasza z ciężkim trudem odczytywała kolejne wyrazy bajki, w metrze już nikogo nie obchodzi czytanie i pisanie.

     

    Tymczasem w sąsiednim pokoju całkiem naga Tatiana klęczała na czworakach namiętnie wyginając swój kręgosłup, aby zaprezentować swoje szerokie biodra z pełnymi pośladkami jak najlepiej się dało. Miała piękne ciało, będąc tego samego wzrostu, co Sasza była tęższa i nawet bujnie rozwinięte ciało Saszy nie mogło równać się z tym jej matki, duże ciężkie piersi wisiały teraz swobodnie w dół, jędrnej piersi Saszy nie sposób całej uchwycić w dłoń, na pierś Tatiany nie wystarczą dwie dłonie. Biodra Saszy były rozwinięte a pośladki ładnie odstawały jednocześnie wszystko pozostawało cudownie jędrne, Tatiana za to miała wszystko pulchne i miękkie, klaps wymierzony przez stalkera w jej wypięty pośladek sprawi, że ten wraz z udami zatrząsł się jak galaretka, a Tatiana zamruczała cicho i ponętnie.
    Spoglądając na wszystko z góry nie mogąc nasycić wzroku tym boskim ciałem godnym greckich bogiń stalker przyłożył swojego dużego, żylastego penisa do otworu Tatiany i pchnął jednym ruchem zagłębiając się na całą głębokość w oczekującą na to cipkę prostytutki. Jego biodra z cudownym chlupnięciem zderzyły się z jej pośladkami wstrząsając całym jej ciałem, aż jej duże piersi zakołysały się, chwycił ją stalowym uściskiem za bark i zaczął poruszać biodrami nabijając ją raz po raz do samego końca, słodkie jęki Tatiany mieszały się z plaskami ich ciał, jej piersi kołysząc się radośnie zderzały się teraz o siebie z donośnym klaśnięciem.

    Sasza zadowolona z siebie po przebrnięciu przez całe dwa zdania książeczki, odłożyła swój drogocenny skarb do kieszonki i ułożyła się do snu.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Anna
  • Aurora

    Aurora wróciła po szkole do domu. Była w końcu gotowa na realizację swojego planu. Miała nadzieję, że tygodnie przygotowań, drobnych gestów, a przede wszystkim rozterek nie pójdą na marne. W głębi duszy podjęła decyzję. Chciała, by to właśnie jej ojczym był pierwszym, który ją przeleci. Kochała się w nim od lat. Pożądanie pojawiło się kilka miesięcy temu. To było dla niej nowe uczucie. Nie ustępowało, wciąż tylko rosło. Erotyczne sny, w których była jego seks niewolnicą były już nie do zniesienia. Musiała rozładować swoje napięcie. Trochę obawiała się klęski i pogorszenia swoich relacji z ojcem. Nie była pewna, jak on zareaguje na bezpośrednią wręcz nachalną próbę uwiedzenia go.

    W swoim osiemnastoletnim życiu przetrwała już śmierć matki i przyrodniego brata. Wypadek wydarzył się ponad dziesięć lat temu. Czas na całe szczęście zagoił rany. Jakoś trzeba żyć dalej. A w tym życiu pomagał jej ojczym.

    Posiadali tylko siebie nawzajem. Nie łączyła ich żadna więź krwi a pomimo tego byli sobie bliscy. Walter nie związał się ponownie. W samotności wychowywał rozkwitającą niczym róża nastolatkę. Na jego oczach zmieniała się w kobietę.

    Jej spojrzenia i gesty były coraz bardziej dwuznaczne. Nie chciał ich interpretować w ten sposób, lecz coraz częściej doprowadzała go do erekcji. Paradowała w seksownej bieliźnie. Wychodziła nago spod prysznica. Ocierała się o niego. Walter z powodu braku czasu na randki żył w celibacie. Nie było to najlepszym pomysłem przy napalonej nastolatce. Był tylko człowiekiem. Mężczyzną w kwiecie wieku ze swoimi potrzebami. To była tylko kwestia czasu aż ulegnie i wbije swojego twardego kutasa w ciasną szparkę swojej córki. Wypierał z siebie tę możliwość, wmawiając sobie, że gdy nadejdzie czas, znajdzie sobie kochankę. Nie docenił jednak determinacji Aurory oraz nie wiedział o jej planie.

    Było ciepłe lato. Siedział w swoim salonie, w samych szortach. Wilgotna od różnicy temperatur szklanka, zawierająca mieszankę whisky z pepsi była już praktycznie pusta. W głowie przyjemnie szumiało. W tle grała muzyka klasyczna. To był najlepszy scenariusz na piątkowy relaks po ciężkim tygodniu pracy na budowie. Przysypiał, gdy do domu weszła ona.

    Miała na sobie śnieżnobiałą koszulę. Jej ponętne biodra zakrywała czerwona kraciasta mini. Białe podkolanówki, podkreślały smukłe łydki. Podwiązana od spodu koszula odsłaniała płaski brzuch. Duży dekolt afiszował apetyczne piersi. Szyję zdobił naszyjnik wykonany z czarnej koronki. Z tyłu wiązany tasiemką. Natomiast czerwone kokardy spinające długie blond włosy w dwa kucyki, pozwoliły wyeksponować zadziwiająco szczegółowe kolczyki w kształcie trupiej czaszki. Usta ozdobione błyszczykiem. Istna mieszanka niewinności z nastoletnim buntem doprawiona szczyptą erotyzmu.

    Usiadła na fotelu obok kanapy. Przygryzła dolną wargę, wpatrując się w stalowe mięśnie swojego ojca. Z premedytacją rozsunęła nogi, wysyłając zaproszenie do ciasnej wilgotnej krainy rozkoszy.  

    Białe koronkowe majteczki przyciągały wzrok Waltera. Biedak zaklął w duchu.

    – Czego ty słuchasz?

    – To Wolfgang Amadeusz Mozart.

    – Nuda…

    Aurora wygięła swoje ciało niczym kocica, sięgając do pilota od wieży. Kilka szybkich kliknięć i w salonie pojawiły się pierwsze dźwięki elektrycznej gitary zapowiadające utwór Highway to Hell zespołu AC/DC.

    – No co… to też klasyka.

    Zaczęła skakać jak na koncercie rockowym. Kucyki wirowały w powietrzu, piersi rytmicznie falowały. Spódniczka odkrywała otulone koronką pośladki.

    Porwała Waltera do tańca. Poczuł wydzielane przez jej rozpalone ciało feromony wymieszane ze słodkim zapachem perfum. Na jej policzkach i dekolcie pojawił się rumieniec.

    Zmysłowo tańczyła, ruszając biodrami. Wypinała tyłeczek, ocierając się o krocze swojego taty. Poczuła jego erekcję. Stał twardy i gotowy na jej pieszczoty. Nie przestawała nacierać swoją seksualną energią, pragnęła, by się w końcu złamał i zrobił ze swojej dziewczynki, posłuszną suczkę.

    Pchnęła go na kanapę i usiadła na niego okrakiem. Czuła jego twardego kutasa, domagającego się natychmiastowego uwolnienia. Patrzyła mu prosto w oczy. Zbliżyła się do jego prawego ucha, poczuła woń alkoholu. Przygryzła delikatnie małżowinę.

    Czuł dotyk jej warg. Poziomkowy zapach włosów. Język wirujący w ustach. Ciepło jej cipki. Złamała go. Odwzajemnił pocałunek.

    Gdy tylko poczuła aprobatę, wplotła ręce w jego włosy, zwiększając intensywność pieszczoty. Zaczęła poruszać biodrami, ujeżdżając ojca przez spodnie. Walter rozdarł jej koszulę, guziki rozsypały się po podłodze. Rozpiął stanik. Zaczął łapczywie całować jej piersi, przygryzać sterczące sutki. Wsuwał dłonie pod majteczki, masując pośladki. Próbowała wypiąć się tak by choć na sekundę posmyrał jej cipkę. Niestety pozycja na to nie pozwalała. Powędrowała ręką do krocza taty. Chciała uwolnić nabrzmiałego penisa.

    Walter złapał ją mocno za talie i położył obok siebie. Wstał. Uklękła przed nim, majstrowała chwilę przy szortach. Po chwili wilgotny od ejakulatu kutas pokazał się w całej swojej okazałości. Nieśmiało dotknęła nabrzmiałych od nadmiaru spermy jąder. Złapała niewielką dłonią u nasady. Zrobiła ruch posuwisty w górę i w dół. Oswajała się z nim, jakby był dziką bestią.

    – Tatusiu przyjemnie ci?

    – Tak skarbie. Weź go do ust.

    Pocałowała końcówkę. Lekko słonawy smak popieścił jej kubki smakowe. Wsunęła sam czubek. Delikatnie ssała, pieściła językiem. Potęgowała tylko jego napięcie. On natomiast potrzebował ujścia. Pragnął się rżnąć, a nie pieścić. Nie miał tyle pieprzonej siły woli co mistrz Yoda.

    Złapał córkę za kucyki i wszedł w jej usta do połowy. Popatrzyła na niego zaskoczona. Naparł mocniej, penetrując gardło. Łzy spłynęły po policzkach Aurory. Po chwili zaczęła się krztusić. Przytrzymał tak jeszcze przez sekundę i puścił jej głowę, wyciągając kutasa. Ślina spływała po jej brodzie. Łapczywie łapała powietrze. Walter nie zdążył nawet zastanowić się, czy czasem nie przesadził, gdy złapała go za pośladki. Wysunęła język do przodu i wprowadziła go z powrotem prosto do gardła. Tata pogłaskał ją czule po włosach. Złapał ją ponowie za kucyki i zaczął rżnąć jej przełyk. Ślina ciekła, Aurora się krztusiła, ale nie chciała przerywać. On to zrobił, nie chciał spuścić się w jej gardle. Pragnął pieprzyć jej dziewiczą cipkę.

    Położył Aurorę na kanapie. Zerwał z niej spódnice i mokre majteczki. Przyłożył je do twarzy, wąchając zapach młodej cipki. Na ten widok Aurora się rozpromieniła.

    – Jak pachnę tatusiu? – zapytała, muskając stopą penisa Waltera.

    – Cudownie.

    Zaciągnął się jeszcze raz, po czym zaczął lubieżnie zlizywać soczki swojej córki. Jego język wirował niczym tornado na jej rozpalonej łechtaczce. Energiczne rockowe utwory lecące w tle komponowały się z jej jękami.

    – Tato, nie przestawaj, błagam. O tak, tak, tatusiu, tam mnie liż, mocniej, mocniej…

    Gdy była już wystarczająco rozpalona, przerwał pieszczoty. Zbliżył kutasa do jej cipki. Podrażnił samo wejście. Delikatnie i powoli wsunął końcówkę.

    – Wolniej tato to boli.

    Wszedł w jednej trzeciej. Wyciągnął, otarł znalezioną na podłodze koszulą drobne ilości krwi. Wszedł ponownie trochę głębiej. Potem jeszcze głębiej. Wykonał kilka ruchów. Aurora przestała się nerwowo wiercić. Patrzyła jak kutas taty, znika w jej łonie. Ten widok ją hipnotyzował. Podniecenie narastało.

    Walter przyspieszył, coraz mocniej rżnął córkę. Była taka wilgotna ciepła i ciasna. Wytrysk niebezpiecznie się zbliżał. Nie chciał kończyć poza ciałem swojej dziewczynki. Obrócił Aurorę, by ustawiła się jak suka. Stopy na podłodze wypięte pośladki a reszta ciała oparta o kanapę. Poślinioną ręką nawilżył odbyt swojej córki.

    Wszedł w nią brutalnie. Krzyczała przez kilka sekund. Gdy ból wymieszał się z rozkoszą, spotęgował wszystkie jej doznania. Zaczęła masować swoją łechtaczkę. Czuła poruszającego się kutasa, naciskał on na miejsce, które sprawiało niesamowitą rozkosz.

    – O tak tato! Rżnij mnie mocniej!

    Jej pierwszy w życiu orgazm wręcz zaatakował jej ciało. Straciła panowanie. Jej oczy zaszły mgłą. Ekstaza ogarnęła każdą komórkę. Wiła się, krzyczała. Walter nie przestał jej posuwać. Rozkosz była tak silna, że na sekundę straciła przytomność. Mięśnie jej odbytu zacisnęły się mimowolnie, powodując obfity wytrysk ciepłej spermy. Czuła jak nasienie taty wypełnia ją całą. Nie mieściło się i zaczęło spływać na podłogę.

    Walter miał kilka kobiet w swoim życiu, ale żadna nie doprowadziła go do tak silnego orgazmu. Wyszedł ze swojej córki i usiadł obok niej. Siedział tak chwilę, łapiąc oddech. Aurora też potrzebowała czasu, by dojść do siebie. Ciągle wypinając tyłek, spoczywała w bezruchu.

    – Wszystko w porządku? – zapytał.

    – Kurwa mać, ale było zajebiście!

    Pierwszy raz usłyszał, jak przeklina. Uśmiechnął  się pod nosem.

    Z jej odbytu wciąż ciekła sperma. Napięła mięśnie, wypychając resztę nasienia. Ręką zebrała resztki z okolic odbytu. Wylizała. Walter był urzeczony tym widokiem. Po chwili uklękła przed nim. Wzięła kutasa do ust. Wyssała do ostatniej kropli, delektując się, nową porcją. Potem podeszła do kałuży spermy. Złapała kucyki, by nie zamokły. Wyglądała jak niewolnica oddająca cześć swemu władcy. Wystawiła język, zaczęła powoli wręcz z namaszczeniem zlizywać nasienie ojca z podłogi. Ten widok sprawił, że jego kutas znów zrobił się twardy.  

    Po dokładnym wyczyszczeniu podłogi, Aurora zauważyła erekcję taty. Złapała go za rękę i zmusiła do wstania z kanapy.

    – Tato twoja sperma jest pyszna. Chodźmy pod prysznic. Chcę, byś mnie zerżnął jeszcze raz, ale tym razem spuścisz mi się do ust, mniam… – Aurora oblizała wargi.

    Była zadowolona i dumna z siebie pierwszy etap jej planu został zrealizowany. Czas na kolejny.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Milena Wet

    Mam szczerą nadzieję że Ci stanął lub zrobiło Ci się mokro mrrr.

    Dostaw komentarz, dodaje motywacji.

    Zapraszam do mojego profilu, znajdziesz tam ciekawe  informacje 😀

  • “Czlowiek”, epilog

    Deszcz, który rozpoczął się przed moim powrotem odprowadził mnie do samego wejścia do bloku. Nagle poczułem to, co Ci muszący się rozstać z swoją prawdziwą tożsamością. Tą, którą dla nich forsowałem, ożywiałem. Siła stojąca za sformułowaniem “pan” pozostała daleko stąd, a tytuł tak chętnie mi przypisywany spłukany. Oto, wracałem do bycia nikim.

    Elektroniczny brzęczyk rozległ się, kiedy drzwi postanowiły wpuścić mnie do środka. Mieszkaliśmy na czwartym piętrze, pozbawionego windy bloku. Codziennie pokonywałem te stopnie, ale teraz szedłem jak skazaniec na szafot. Może dlatego nie chciałem jej brać ze sobą, mimo, że jej jedynej zdradziłem w pełni swoje tajemnice? Nie, skorygowałem dla niej prawdę, to oczywiste.

    Na czym to polega? To proste. Kiedy widzę rzeźbę z marmuru, powiem, że widzę po prostu biały kamień. Czy skłamałem? A skąd, to jest białe i jest kamienne. Nie muszę od razu mówić, że ma kształt Wenus gotowej odsłonić swoje strefy intymne. Kiedy powiesz to drugie, zaczynają się większe pytania, które nie muszę opowiadać potrzebą danej sytuacji, wzbudzać chaos i niepokoje.

    Otworzyłem drzwi i zobaczyłem ojca, szykującego się do pracy. Rozpromienił się na mój widok i wyciągnął rękę. Uścisnęliśmy sobie dłonie, potem się objęliśmy i poklepaliśmy po męsku po plecach. Był dobrym człowiekiem, nie mogłem mu to odebrać, po prostu miał beznadziejnego syna.

    – Odpocznij i się ogarnij. – powiedział, puszczając mnie – Mamy zaproszenie na kolacje.

    – O. – uniosłem brwi, udając ździebko zdziwienia – U kogo?

    – Nowa sąsiadka z dołu. – odparł, staruszek uśmiechając się – Powiedziała, że jak tylko wrócisz mamy obaj przyjść i chce koniecznie Cię poznać.

    – Ładna? – zapytałem, zdejmując swoje buty

    – Dla mnie za młoda, dla Ciebie za stara. – odparł, ojciec śmiejąc się – Zresztą wygląda na taką, co może sobie pozwolić na trzech facetów w ciągu tygodnia.

    – Czyli ładna. – odparłem, rzucając ciuchy do pokoju – Ale skoro taka, to czemu zaprasza nas na kolację? – ojciec cmoknął

    – Powiedzmy, że zauważyłem, jak zwożą meble i zaoferowałem się z śrubokrętem… – odparł ojciec

    – A testowaliście go w świeżo złożonym łóżku? – uśmiechnąłem się

    – Konrad, litości. – pokręcił głową – Najpierw ją poznaj, a potem sprawdź, czy nie ma jej na Roksie i jakie ma stawki. – obaj się zaśmieliśmy głupio – Mówiłem, że nie jesz mięsa, ale nie robiła z tego nic dziwnego. Nawet wydaje się całkiem miła. – uśmiechnął się pod nosem i poklepał mnie po brzuchu – Miałeś wrócić gruby. Za dużo ganiałeś owiec?

    – Łagodne, posłuszne i ciasne, ale szybko uciekają. – odpowiedziałem – Dzięki, że się zgodziłeś.

    – Nie powiem Ci, że wiem jak to jest młody, ale pomyślałem, że przyda Ci się odpocząć. – uśmiechnął się pod nosem – Załatwiłem sprawy w twoim liceum. Nauczyciele postarają się pójść Ci ile się da na rękę, ale nie będzie zmiłuj się. Sugerują, żebyś zamknął rok, ale do matury podchodził dopiero w kolejnym.

    – Zobaczy się. – powiedziałem, wzruszając ramionami – Ojciec to tylko diagnoza, nie wyrok. – tym razem kłamałem

    – Wiem… -westchnął ciężko – Boisz się?

    – Jedynie, że stracę fiuta zanim zrobię Cię dziadkiem. – odpowiedziałem i znów obaj wybuchliśmy głupim śmiechem – Jeśli powiem, że czeka na mnie idealna kobieta, która trzymała mnie do końca za jajca, to uwierzysz?

    – Gorzej, zastanowię się, czy ich nie urwała na pamiątkę. – powiedział, zbierając fanty – Lecę, pogadamy wieczorem, a potem kolacja.

    – Jak ona się w ogóle nazywa? – zapytałem – Ta nowa sąsiadka?

    – Wiktoria. – rzucił ojciec, znikając za drzwiami

    Na zawsze zapamiętam dzień, gdy Deirdre z pionka, którym można było operować stała się w moim sercu potęgą przewyższającą wszystko, na co mogłem sobie pozwolić. Nie była to wtedy, gdy testowałem ją pod kątem tego, czy będzie w stanie zaoferować mi coś więcej poza ciałem, które owszem, było atrakcyjne. Wtedy jedynie zdecydowałem o jej wprowadzeniu do gry, jako element odpowiadający moim potrzebom i stworzenie iluzji wakacyjnego romansu, który korzystniej by mógł być wykorzystany w sytuacji porwania jej przez Wolfgana i Lene, ale też zagłębiania się w psychikę Mii i Anity.

    Spaliśmy ze sobą, oglądałem ją w bieliźnie, uświadomiła Astrid o swojej pozycji, ale nic ponad to. Ot, kolejna słodka buzia, która uprzyjemni samotne wieczory i prawdopodobnie również musi mówić o swojej władzy, by ją podkreślać. Materiał na podbicie swojej oceny w oczach Wiktora. Kiedy jednak ostatniego dnia czerwca padało i wyszliśmy wspólnie na spacer, zostawiając Astrid, zrozumiałem, że mam przed sobą kogoś niezaprzeczalnie wyjątkowego.

    – Czyli co? – zapytała, kiedy powiedziałem jej o moim zakładzie z Wiktorem – Chcesz mu po prostu udowodnić, że możesz od tak naginać sobie ludzką wolę do swojego widzi misie?

    – Tak. – powiedziałem, uśmiechając się – Coś, jakby zacząć grać i cała sala nagle jest zmuszona tańczyć, bez względu na to, czy chce czy nie. Masz po prostu zaczarowany instrument, który do tego zmusza.

    – Ciekawe. – kiwnęła głową – Ale właściwie, to chyba nie trudne. Większość ludzi z zielonego zrobi wszystko za kasę, żółci przyjeżdżają dla aury grzesznych przyjemności…

    – Nie poluje na plankton, tylko tłuściutkie tuńczyki. – odpowiedziałem – Moimi celami są Ci, którzy muszą powtarzać, że mają władzę, bo nie mają nic poza pustymi słowami. Na przykład jego dzieci. Domyślają się, że tatuś nie sprowadził przypadkowego człowieka do swojego domu, ale widzą mnie raczej jako tego, który chce być takim władcą jak one i łypie na stanowisko tatusia.

    – A Ciebie to nie obchodzi, bo to kontrolować plankton. – powiedziała, a ja kiwnąłem głową – Interesujący z Ciebie typ. Mówiłam Ci, że byłam w katolickim domu dziecka? – znów kiwnąłem głową – Zawsze nam powtarzali, że Bóg nas kocha, a szatan wiedzie na pokuszenie i skłania do zła. Ale Bóg nie słuchał, gdy stary Ben kazał nam zdejmować majtki, bo chciał zobaczyć, której już rosną włosy i ściskał tak długo, aż obiecałyśmy nie powtórzyć nikomu. Potem dowiedziałam się, że imię diabła to Lucyfer, czyli niosący światło. Zabawne, nie? Bóg kocha typa, który nas krzywdzi, bo każe mu rzekomo koleś, który przynosi światło. Zrozumiałam wtedy, że dla tego kolesia robienie nam krzywdy to jego dobro. Tak więc może i z tobą tak jest? Nosisz dla ludzi światło, a inni za to Cię nienawidzą.

    Milczałem długo, gdy uśmiechnęła się i objęła mnie, przytulając się do swojego mokrego biustu. Po raz pierwszy, gdy komuś poza Wiktorem opowiedziałem o swoim podejściu, nie potraktował mnie jak potwora lub fetyszystę z nadmiernym ego. W spojrzeniu spod rudych pasm widziałem zadowolenie, że jesteśmy w tym razem. Na mojej liście była pierwszą z dziesięciu, w których mogło być coś więcej. W rozmowie potwierdziła moje przekonanie. Jednak teraz jedynie, kiedy widziałem jej spojrzenie i uśmiech, byłem pewny, że decyzja była najlepszą.

    – Kiedy Wiktor opowiedział mi o tym miejscu, nie wierzyłem w nie. – powiedziałem, wreszcie, ale nie przerywała gładzenia mojej głowy – Powiedział mi wtedy tylko “z odpowiednim uporem dojdziesz do wszystkiego w długim czasie”. Dlatego zaproponowałem mu naszą grę. Dokonam tego, że ludzie będą mnie słuchać, nawet nie wiedząc, że im wydaje polecenia, ba, będą myśleć, że to ich ochota i żaden mi się nie sprzeciwi. Zrobię to w dwa miesiące. Jeśli mi się uda, dostanę na własność opłaconą dożywotnio kobietę. Będzie jak te z zielonego, tylko zamiast mieć ją tylko tu, zawsze będzie tuż obok mnie. Dosłownie, własna domowa niewolnica…

    – Chcesz nadal spełniać swoje fantazje? – zapytała, nie kończąc się uśmiechać

    – Nie. – pokręciłem głową – Wtedy zabrałbym ze sobą Astrid, trzymając ją w szponach niepewności, kiedy będę miał chęć by mi osuszyła jajka albo wreszcie się z nią prześpię. – oglądałem nadal jej piękne oczy – Wiesz, kto ma najmniej do stracenia i potrafi stawiać najwięcej? Człowiek, któremu odbiorą wszystko. Dlatego chce pozbawiać jego dzieci tego, co mają, upokarzać je ale nie przez to, że dam im swojego fiuta do zabawy lub coś prostackiego, jak obejrzeć nago, bo to nie da im odpowiedniego bólu. To nie jest warte wzięcia na własność dla siebie ludzkiego życia. Wiem o tym, bo ja sam jestem człowiekiem, który nie może nic stracić, bo nie ma niczego.- złapałem jej nadgarstek i ucałowałem go delikatnie – Kilka tygodni temu zdiagnozowali mi raka. – tym razem jej uśmiech zniknął – Dlatego mój tata, mimo podejrzeń co do Wiktora, zgodził się, żebym przyjechał. Wiesz, dobre rzeczy poprawią moje zdrowie i inne takie. Jednak nie wie o moich preferencjach, prawdziwej naturze i innych rzeczach. Ba, nawet nie wie, gdzie naprawdę jestem i co mam tu robić. W tym właśnie rzecz. Ta gra nie jest dla mnie, tylko dla niego. Ja chce zagrać i wygrać, ale on otrzyma nagrodę. Coś, co pozwoli mu zapomnieć o chorującym dzieciaku, który jest dla niego całym światem. By mógł sobie ułożyć życie i zacząć być szczęśliwy. Jeśli przegram, to zawiodę jedynie swoje uczucia wobec niego, ośmieszę się w oczach Wiktora i wrócę do domu leczyć rany i to cholerstwo. Jeśli jednak mi się uda, w jego życie wkroczy kobieta, która obdarzy go miłością i uczyni je słodkim.

    – Dlaczego w ten sposób? – zaciekawiła się, nie pytając o to drugie

    – Bo mu nigdy się nie uda samemu tego dokonań. – odparłem, puszczając jej dłoń – Jeszcze pięć lat temu marzyłem, że spiknie się z jakąś rozwiedzioną matką mojego kolegi, która do śniadania będzie mi robiła loda, albo jedną z nauczycielek, która w czasie długiej przerwy pójdzie ze mną na szybki numerek. A potem zrozumiałem, że mój staruszek za bardzo przeżywa fakt mojego istnienia i obawia się, że pojawienie się kogoś w naszym życiu to nam zepsuje. Powiedzmy więc, że to prezent, bez kokardki i całej otoczki, który jest darem wdzięczności i wynagrodzeniem za te wszystkie lata. Babka, która go po prostu pokocha, bez względu na wszystko. Będzie to dla mnie tym, co to miejsce dla Wiktora.

    – Dla mnie więc już jesteś wszechwładny. – odpowiedziała, pochylając głowę – Bo wyłącznie mi udowodniłeś, że miałam rację. I będę ciekawa, jak będziesz to robić dalej.

    – Więc ja pragnę, byś stała u mojego boku, jako moja królowa. – odpowiedziałem, czując przed nią respekt – Wiesz jak to mówią. Za potężnym mężczyzną stoi jeszcze potężniejsza kobieta…. A tobie zdaje się nie brakować sił, względem mnie, któremu może szybko zacząć ich brakować…

    – Wiesz, że gdybym nadal była tysiąc dwieście dwadzieścia, teraz bym musiała uklęknąć, rozpiąć Ci spodnie i wylizać fiuta z radości za to stwierdzenie? – powiedziała, gdy zakończyłem swój monolog i złożyła długi, najcudowniejszy z pocałunków jakie mogła na moich wargach
    Tak więc skorygowana prawda. Mam raka. Wiedział to mój ojciec, przekazał tą wiedzę, którą chciałem pozostawić pod kurtyną milczenia Wiktorowi, on przekazał ją Juli. Ja sam powiedziałem Deirdre. To fajne, proste stwierdzenie, które można sobie przedłużać o “wkrótce mam zacząć mające trwać przynajmniej osiem miesięcy leczenie, które przywróci moje zdrowie do względnej normy”. To była moja druga, większa gra, do której podchodziłem bez nikogo, choć moja królowa kibicowała mi zawzięcie w niej.

    To, czego nie powiedziałem już nikomu to druga, już bez wiedzy ojca, wizyta u onkologa by mieć ogląd na to, z czym dokładnie będę walczył. Regulacja ryzyka z której byłem tak dumny i możliwość tworzenia ścieżek ku wygranej. Tutaj można więc postawić prawdę. “Mam raka trzustki z przerzutami na płuco”. Oczywiście, ojciec się będzie musiał tego dowiedzieć za kilka tygodni, ale wtedy w grze już środek łagodzący ból pod postacią nowej kochanki, która zrobi wszystko, by się nie załamał i znów zaczął pić. Sprytne, nie?

    Rozerwałem kopertę otrzymaną po południu w willi i z środka wyjąłem jedynie kartę z tarota, oznaczoną Diabłem. Naprawdę, Wiktorze? Nie wystarczyło Ci jej imię? Wciągnąłem lżejsze buty i zszedłem piętro niżej, naciskając dzwonek i trzymając uniesiony prezent. Po chwili drzwi się otworzyły i blondynka wyglądała na zadowoloną, potem spojrzała na moją rękę i wolno uśmiech zmienił się w coś bliższego oszołomieniu. Zrobiłem dwa kroki w przód, ona trzy w tył. Zamknąłem drzwi za sobą.

    Wsunąłem kartę do kieszeni i bez słowa zacząłem ją rozbierać. Bluzka, biustonosz, spodnie i majtki. Nawet nie drgnęła przy tym, jedynie obserwowała mnie wciąż z tą samą miną, jakby się zastanawiając, czy powinna mi pomóc, wypiąć się, uklęknąć… Po chwili jednak stała nago, przed mną, a ja złożyłem ręce na piersi.

    – Rozumiem, że wiem kim jestem. – zapytałem

    – Tak. Moim właścicielem… – powiedziała to powoli – Pan Wiktor mówił o panu dużo.

    – To miłe z jego strony. – nawet przez moment nie zerkałem w dół – Cieszę się, że ładnie się sprawdzasz w roli miłej sąsiadki. To się chwali. Jednak to trochę mało, nawet dużo za mało. Chce, żebyśmy się dobrze zrozumieli. Nie jesteś tu po to, by spełniać moją potrzebę masturbacji. Przeciwnie, rozebrałem Cie, by sprawdzić czy będę miał ochotę. Nie mam. Jednak masz sprawić, by mój ojciec ją miał. Kolacja to świetny pomysł, lubi zapiekankę z kurczakiem, mi możesz ogarnąć jakieś warzywa z grilla. Kup też kilka ciemnych piw słodowych, też je lubi. Chce, byś od jutra nauczysz się na pamięć jego grafiku i gdy będzie schodził obok twoich drzwi, będziesz czekała pod nimi mówiąc “pomyślałam, że będziesz chciał drugie śniadanie do pracy”, po czym wręczać mu pudełko z kanapkami i termos. Jeśli będzie trzeba, zaoferujesz zrobić porządek w mieszkaniu. Staniesz się ideałem żony, uczynnym i cieszącym oko. Czasem możesz coś celowo popsuć, by poprosić, by przyszedł i naprawił, lubi takie drobne roboty. Z drugiej strony staniesz się jebanym sukkubem, który marzy o umieszczeniu w sobie jego fiuta. Jeśli widzisz, że wraca smutny z pracy, zaproś go na herbatę, ale zamiast filiżanki sagi zrób mu loda. Nie krępuj się, wciągaj go do łóżka kiedy nadarzy się okazja ku temu. Kochajcie się, jakby nie miało być jutra. Aha i odstaw antykoncepcję. Zajdziesz z nim w ciąże i urodzisz mu dziecko, które będzie warte takiego ojca. Może nawet się z tobą hajtnie, nie obchodzi mnie to, chcę widzieć was jako parkę zakochanych. Rozumiesz?

    – Tak, ale… – nadal wydawała się przerażona – Dlaczego?

    – Co dlaczego? – wyciągnąłem rękę i złapałem za sutkę, ściskając ją między palcami – Bo ja tak mówię. Nie myśl, że będziesz moją mamusią czy coś. Chce widzieć ojca, który się śmieje, którego przypadkiem przyłapuje jak się całujecie i nie wracającego na noc, bo zatrzymałaś go u siebie. Należysz do mnie i mogę kazać Ci robić to, na co mam ochotę.

    – Czy to wszystko? – zapytała, lekko krzywiąc się z bólu

    – Jeszcze jedno. – powiedziałem – Kontakt z Wiktorem i jego otoczeniem. Od teraz cisza w eterze, chyba, że sami się odezwą. A jeśli tak będzie, to nie mówisz zbytnio o mnie i tym co masz robić. Jak już, to realizujesz się doskonale w roli kochanki i czujesz, że nie mogłoby być lepiej. Jeśli jednak dowiem się, że powiedziałaś coś więcej, ścisnę Ci coś innego. – cofnąłem dłoń – Jedyną rzeczą, którą będziesz mogła im obwieścić to fakt, że umarłem. Ale pamiętaj, że twoja służba jest dożywotnia, a więc moje polecenia na temat waszej relacji będzie trwało, póki “śmierć was nie rozłączy”, nawet jeśli mu tego nie przysięgłaś. Twoja, albo jego. – odwróciłem się tyłem i sięgnąłem do klamki – Kiedy spotkamy się wieczorem, na kolacji, widzisz mnie pierwszy raz i będziesz szczęśliwa, że możesz mnie wreszcie poznać.

    – A co będzie z tobą? – zapytała jeszcze za moimi plecami

    – Przekonam się, czy słusznie nazywano mnie diabłem. – odparłem, otwierając drzwi – Wtedy dożyje wiosny, wrócę do mojej ukochanej Deirdre będącej moją Lilith… A potem razem znów będziemy mogli władać waszym piekłem. Teraz jestem wyłącznie Konradem.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Michalina Korcz

    Koniec. Finito. The End.

    “Człowiek” powstawał jako mała odskocznia od nudnej codzienności. Nie było jakiegoś dużego, rozrysowanego planu na całość, acz wrzucając Uwerturę miałam już napisany Akt pierwszy i zaczątki drugiego. Kolejne powstawały właściwie na bieżąco. Ciesze się, że mogłam umilić wam czas i naprawdę miło było słyszeć dobre komentarze na temat mojej twórczości.

    Wiele razy walczyłam ze sobą, by nie zrobić z niego [Konrada] Mary Sue, która umie i robi doskonale wszystko (stąd w Potrzasku dość mocno obrywa lub przymusza się do seksu z Leną), ale z drugiej strony wyobrażałam sobie go jako charyzmatycznego i wzbudzającego pewien rodzaj szacunku, ale też równie bezczelnego typka, wiedzącego “nic nie mogę stracić, prawdopodobnie i tak umrę”. Najlepiej podsumowała go Anita – rzucał o ścianę i oglądał co się do niej przylepia.
    Czy piekło pozostanie bez swojego władcy? Tego jeszcze nie wiem.

    Jak zawsze dziękuje za wszelkie komentarze, zawsze miło usłyszeć jakiś feedback, a nie czuć pisania w próżnię.

    Zastępstwo” ma poślizg, bo wymaga niewielkich konsultacji językowych, acz powoli powstaje kilka innych historii, które, mam nadzieje, „dowiozą” mimo specyficznego stylu i tematyki – jeśli jednak “Człowiek” się spodobał, to raczej będą one równie ciekawe.

  • Pragnienie nagosci

    Letnie sobotnie popołudnie. Siedzę z dziewczyną na łóżku. Bardzo kręci mnie jej ciało, jest przy kości biust duży ale w miarę jędrny, uda okrągłe pełne, pupa spora. Oglądamy filmiki na youtube.

    – Miałabyś ochotę spróbować czegoś odważnego – zapytałem niespodziewanie ale stanowczo.

    – Co masz na myśli – odparła przysuwając się.

    – Może byśmy pojechali na zakupy ale czegoś byś zapomniała ubrać – zaproponowałem całując ją w policzek.

    – Czego zapomnieć – spojrzała się na mnie.

    – Masz w szafie płaszczyk przeciwdeszczowy nad kolana, może byś go założyła na nagie ciało – zaproponowałem tuląc ją.

    – Ale będzie widać jak mi piersi falują – odpowiedziała leciutko wystraszona.

    – A i jak to tak bez majteczek, a jak ktoś zobaczy moją ogoloną, gładką cipkę i gołą pupę – kontynuowała.

    – Nie zauważy a i obiecuje ci minetkę po drodze i szybki numerek – tuliłem ją mocniej.

    – Ale ty też zapomnisz slipek – odpowiedziała i pocałowała w usta.

    – Jeśli mamy spełnić pragnienia to pewnie – odpowiedziałem i odwzajemniłem pocałunek.

    Nastał wieczór postanowiliśmy pojechać po zakupy.

    – To co rozbieramy się i lecimy? – zapytałem ją opuszczając jej leginsy.

    – Spróbujmy – odparła wystraszona z rumieńcami na policzkach.

    Zaczęła się rozbierać, koszulka poleciała na łóżko, podszedłem rozpiąłem jej stanik, który też wylądował na łóżku. Leginsy opadły na podłogę a zaraz po nich majteczki. Mój sprzęt stał na baczność. Obróciła się i zaczęła go masować i zaczęliśmy się całować. Zdjąłem całkiem slipki, założyłem spodenki i koszulkę. Bałem się, żeby nikt nie zobaczył jak sterczy. Ona założyła płaszczyk dokładnie się zapięła i wyszliśmy z domu do jej samochodu. Było późno prawie noc, ulice puste, do parkingu był kawałek między blokami. Delikatnie wsunąłem dłoń pod jej kurtkę złapałem za pośladek. Ona nie będąc dłużna dała mi buziaka i wyjęła mojego penisa ze spodenek i trzymała go jak za rączkę. Tak nakręceni doszliśmy do parkingu. Parking był duży a jej samochód stał po środku, żywej duszy dookoła. Zdjąłem z niej kurtkę położyłem na klapie bagażnika. Kazałem jej otworzyć drzwi i oprzeć nogę na progu. Zbliżyłem usta do jej cipki, była wilgotna, dało się wyczuć strach i podniecenie. Klęcząc na kolanach powoli zacząłem bawić się językiem, głaskając jej pośladki. Złapała mnie za włosy i dociskała do cipki sycząc coraz głośniej. Prosiłem ją aby była ciszej. Po chwili zaczęła drżeć i dostała drgawek. Po chwili dostała orgazmu jak się okazało dopiero pierwszego tego wieczoru. Na szczęście tylko pisnęła i się zaczerwieniła.

    – Jak się czujesz – spytałem oblizując się z jej soczków.

    – Było ekstra – odparła zmęczona.

    – Zanim się ubierzesz przejdź się opanuj i uspokój – zaproponowałem całując jej szyję.

    – Chwilka, tylko mam nadzieję, że nikt nie zobaczy – odparła.

    Chodziła dosłownie 5 minut całkiem nago po parkingu bez wstydu. Jej biust kołysał się rytmicznie a pupa kręciła się ponętnie. Wróciła do samochodu usiadła za kierownicą zapięła pasy i włożyła kluczyk do stacyjki.

    – Kotku zapomniałaś kurtki – powiedziałem uśmiechając się patrząc na jej biust.

    Wyszła z samochodu ubrała kurtkę i wyruszyliśmy w drogę. Weszliśmy do hipermarketu była godzina do zamknięcia. Jej policzki aż płonęły powiedziała cicho, że się boi. Powiedziałem jej, że nie ma czego, i że jest bardzo odważna. Zajechaliśmy na parking wyszła z samochodu rozpięła delikatny dekolt bo jej gorąco. Zakupy nie trwały długo, wzięliśmy kilka drobiazgów. Widziałem jak faluje jej biust czarne sandałki pięknie komponowały się z granatową kurtką a`la płaszczykiem. Penis zaczął mi pulsować ledwo się powstrzymywałem przed waleniem konia. Jak kucała kurtka lekko się unosiła odsłaniając gładkie pełne uda, pupa ledwo pozostawała zakryta. Wyszliśmy ze sklepu akurat na zamknięcie. Rolety w drzwiach wejściowych opadły, dookoła cisza i spokój. Zaproponowałem, że może się rozbierzemy i tak wrócimy do domu. Lekko się zmieszała, wystraszyła. Zauważyłem gęsią skórkę na jej przedramionach. Ja też dostałem rumieńców i też się bałem ale strach postawił mojego penisa. Zaraz za drzwiami rozebraliśmy się i poszliśmy do samochodu spakować zakupy. Ona odprowadziła wózek kręcąc pupą. Oparłem się o samochód i zacząłem masować penisa, podeszła do mnie od razu uklęknęła i zaczęła ssać bez gry wstępnej. Jej delikatne usta jeździły po twardej pale, co jakiś czas liżąc jądra, sięgnąłem do jej sutków i zacząłem je masować. Ona bezwstydnie pchała go coraz głębiej czułem ciepło jej języczka. Zaproponowałem, że zaleje jej stópki. Nie było łatwo ją namówić do tego ale w końcu się zgodziła. Uklęknąłem, przytuliłem się do jej brzucha, ona przytuliła mnie. Głaskałem jej pupę waląc ostro konia i wreszcie poszło. Strzał był olbrzymi oblałem gorącą spermą jej nogi od kolan aż do palców u stópek. Ulżyło mi ale musiałem drugi raz wytrysnąć byłem pełny. Wyjąłem ze schowka kondoma założyłem i pchnąłem ją delikatnie na drzwi tak, żeby była wypięta. Napluła mi na dłoń, przejechałem nią po cipce i pupie, bez chwili zastanowienia wszedłem w jej ciasną, gorącą cipkę, jęknęła ale nie protestowała. Ścisnąłem jej biust i zacząłem przyspieszać, mój twardy penis zanurzał się cały w jej cipce po same jądra. Zaczęliśmy sapać coraz głośniej. Wziąłem ją za rękę posadziłem na masce, rozłożyła szybko nogi wiedziała, że dalej będę ją dalej ruchał.

    – O tak, będziesz dzisiaj moją niegrzeczną suczką – powiedziałem sapiąc.

    – Nie przestawaj, tak dobrze – powiedziała po cichu.

    Moje jądra z resztką spermy obijały się o jej pupę coraz mocniej.

    – Muszę zalać twoje piersi – powiedziałem ściskając jej piersi i ruchając ją coraz szybciej.

    Pociągnąłem ją za rękę, klęczała przede mną i kolejna porcja gorącej spermy wylądowała na niej. Doleciało do jej włosów ale na szczęście tylko kilka kropel, reszta poleciała na piersi.

    – Kocham cię – odparłem zmęczony.

    – Ja ciebie też, nie myślałam, że będzie aż tak super – odpowiedziała uśmiechając się.

    – Teraz trzeba jakoś niepostrzeżenie wrócić – powiedziałem.

    Zarzuciła kurtkę na plecy ale nie zapinała się z racji dużej ilości spermy na sobie, ja wskoczyłem w koszulkę i w spodenki ale nie chowałem penisa. Zużytą prezerwatywę położyłem na chusteczce obok hamulca ręcznego i pojechaliśmy do domu. Na całe szczęście nikt nas nie widział.

    – Jak było skarbie – zapytałem niosąc zakupy.

    – Idealnie – uśmiechnęła się.

    Weszliśmy do domu. Moja ospermiona dziewczyna poszła od razu pod prysznic a ja położyłem się na łóżku i pomyślałem sobie: “Ale ona jest sukowata, a była taka nieśmiała ciągle nie no coś ty, zwariowałeś. Musimy to jeszcze kiedyś powtórzyć”

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    James Cum

    Proszę oceniajcie, komentujcie, piszcie uwagi, propozycje żebym mógł robić coraz lepsze opowiadania dla waszej przyjemności. 🙂 

  • Szybka starsza Pani

    Po ulewach dostaliśmy dużo zgłoszeń o przeciekach w mieszkaniach i tak chodziliśmy i spisywaliśmy protokoły, robiliśmy zdjęcia.

    – Wojtek, weź Maćka idźcie już pod 15 a ja skoczę do tej starszej babki pod 14 – rzuciłem jak wychodziliśmy z jednego z mieszkań.

    – Dobra, potrzebujesz coś? – rzucił Maciek.

    – Nie chyba. U niej pewnie będzie to samo co u reszty, szybki protokół i lecimy dalej, dzisiaj chce to skończyć – odpowiedziałem.

    Zadzwoniłem pod nr 14, usłyszałem przez drzwi „chwileczkę”. Pomyślałem, że pewnie jeszcze śpi, a że ją obudziliśmy pewnie będzie marudzić.

    – Dzień dobry, przyszedłem protokół spisać po ulewach, nie zajmę dużo czasu bo mamy jeszcze jeden blok obejść – odpowiedziałem zmieszany mierząc starszą Panią od stóp do głów

    Mój penis zaczął drgać i poczułem się dziwnie. Pani Martyna stała w bardzo cienkich leginsach i koszulce na ramiączkach bez biustonosza, jej okrągły i o dziwo sterczący biust i twarde sutki pięknie prześwitywały.

    – A dzień dobry proszę, proszę, nie zdążyłam się ogarnąć bo mieliście być dopiero o 12 – odparła prowadząc mnie najpierw do kuchni, w popłochu zbierając stringi, pończochy i wibratory z kanapy.

    – Spokojnie Pani Martyno ja i tak szybko bo jeszcze kupa roboty przed nami – odpowiedziałem, patrząc na jej zgrabną, okrągłą dupę, dostrzegając brak majtek. Pomyślałem, że jakaś rozrywkowa babeczka z niej, ciekawe co jeszcze mnie czeka.

    – Proszę tutaj zobaczyć ścianę i okno dookoła. A ja muszę chwilę skoczyć do łazienki – rzuciła szybko.

    – Nie ma problemu – odpowiedziałem.

    Opisałem zalanie i usterkę, poszedłem do pokoju ale tam nie było nic.

    – Pani Martyno, jestem w pokoju ale tu akurat nic nie ma – krzyknąłem.

    Z łazienki wyszła starsza Pani w ręczniku ledwo zakrywającym pupę. Zaniemówiłem, penis momentalnie stwardniał, weszła do pokoju w progu upuściła ręcznik i powiedziała, że tu nic nie ma dla ciebie do oglądania ale ona chciałaby zerknąć na mój sprzęt. Bezwstydu podeszła do mnie opuściła mi spodnie uklęknęła jedną ręką masowała pałę a drugą jądra. Starsza Pani miała delikatny okrągły biust, skóra na brzuchu z racji wieku była pomarszczona ale cipka wyglądała obłędnie, nogi i pupa tak samo idealne.

    – Pani Martyno ale ja muszę … – próbowałem wyjąkać.

    Nie dała dokończyć tylko rzuciła „to potrwa chwilkę”. Przyłożyła usta do czubka penisa i wciągnęła go głębokim gardłem prawie całego. Nogi się pode mną ugięły pomyślałem, że to jakaś ukryta kamera ale wszystko miała wyłączone i nie dostrzegłem niczego co może wyglądać na kamerę. Jej delikatne usta jeździły coraz szybciej po moim penisie, raz po raz przejeżdżała językiem od jąder aż po czubek. Była dobra, rasowa obciągaczka, wiedziała co zrobić z penisem. Wstała, ręką masowała twardziela i zaczęła mnie całować, mogłem podziwiać jej ciało i nagle penis zaczął pulsować. Chwilkę poocierała się dupką o penisa i dalej zaczęła ssać.

    – O matko jedyna – krzyknąłem.

    Ogromny ładunek gorącej spermy wypełnił jej buzię. Szybko łykała kolejne dawki, jeszcze trzymała go głęboko w gardle i ssała myślałem, że wyssie ze mnie duszę. Nie uroniła ani kropli. Ledwo trzymając się na nogach spisałem protokół a Pani Martyna dalej miała mojego penisa w ustach. Wysysając ostatnie resztki podpisała protokół.

    – Tego mi było trzeba – powiedziała uśmiechnięta tuląc się do mnie – musisz częściej wpadać fajnego masz drąga, podoba mi się.

    – Dziękuję Pani za to – odparłem zmęczony – podałem jej wizytówkę z numerem telefonu.

    – Teraz zmykaj twardzielu, do następnego sex spotkania mój drogi – powiedziała odprowadzając mnie do drzwi.

    – Na pewno będzie następne – dałem jej klapsa w pupę i szybko się schyliłem i possałem jej oba sutki.

    – Do zobaczenia – odparłem.

    Pani Martyna stała nago w drzwiach i pomachała mi na do widzenia. Odwzajemniłem gest. Na pewno jeszcze ją odwiedzę, to nie służbowo.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    James Cum

    Proszę oceniajcie, komentujcie, piszcie uwagi, propozycje żebym mógł robić coraz lepsze opowiadania dla waszej przyjemności. 🙂 

  • Marzena – Akt piaty – Zuzia początek.

    Siedziałem z Marzeną na kawie w małej francuskiej kawiarni na rynku w Gdańsku. Pogoda była paskudna, padał deszcz i było zimno.

    Rozmawialiśmy sobie o głupotach gdy nagle z torebki Marzenki dobiegł dźwięk jej telefonu.

    – kto to znowu dzwoni- powiedziała poirytowana.

    Na telefonie dałem radę tylko zobaczyć “Zuzia” oraz zdjęcie jakieś młodej kobiety o rudych włosach.

    – co się stało kochanie? – powiedziała do telefonu Marzena.

    – o kurwa, zaraz będę daj mi 20 minut, spokojnie, ważne że Tobie nic nie jest. Zaraz będę.

    Odłożyła telefon na stolik.

    – mojej pasierbicy wyskoczyła sarna jak wracała od koleżanki. Rozwaliła auto. Muszę jechać jej pomóc – powiedziała szybko.

    – jechać z Tobą?

    – jesteś pewny? Wspominałem jej ostatnio o Tobie jak była na pogaduchach u mnie.

    – wspominałaś o mnie? Ciekawe co tam jej powiedziałaś.

    – oj nic takiego, ma dwadzieścia dwa lata to już dorosła kobieta

    – dobra chodź, jedziemy szkoda czasu – dodałem pospiesznie kładąc banknot na stoliku.

    Wsiedliśmy do mojego auta.

    -Zuzia wysłała mi pineskę, pokieruje Cię.

    Po dwudziestu minutach byliśmy na miejscu. Dobrze, że już był wieczór, to nie było dużego ruchu na drodze.

    Na poboczu stała czerwona yariska mrugająca do nas pomarańczowymi światłami awaryjnymi.

    Marzenka, szybko odpięła pasy i udała się do dziewczyny. Podążyłem za nią.

    Drobna rudowłosa dziewczyna wysiadła z rozbitego autka. Była ubrana w brązowy lekki płaszczyk. Widać było że płakała, miała rozmazany makijaż.

    – Zuzia, czy na pewnie nic Ci nie jest? Zapytała zaniepokojona Marzenka.

    – nie, naprawdę. Nawet poduszka nie wystrzeliła ale autem nie da się dalej jechać.

    Zuzia miała rację, wyciekł płyn chłodniczy. To znak, że chłodnica jest trafiona. Maska podgięta, sarna musiała wbiec wpaść centralnie w sam środek. Nie wyglądało to tragicznie ale

    potrzebna była laweta.

    – cześć Zuzia, jestem Karol, przyjaciel Marzeny

    – Cześć, jestem Zuzia. Marzenka  mi co nie co opowiadała o Tobie – mówiąc to dość mocno się zaczerwieniła. Zabawnie wyglądała z rozmytym makijażem i czerwonymi policzkami

    – dobra dziewczyny, zrobimy tak. Ja zadzwonię po mojego kolegę z lawetą. Zaciągnę yariske na plac do mechanika. Mam tu obok dobrego znajomego, powinien to ogarnąć. Wydaje mi się, że dużo roboty mimo wszystko nie będzie a  wy weźcie moje auto i jedzcie do domu – powiedziałem.

    – jesteś pewny? Dasz sobie radę? – powiedziała Marzenka.

    – oczywiście, to przecież męskie zadanie – zaśmiałem się.

    Nim dziewczyny zdążyły odjechać, ja już miałem wszystko ogarnięte. Za piętnaście  minut miał być kolega z laweta.

    Kolega przyjechał punktualnie, pomogłem mu szybko zapakować autko na pakę. Wskazałem miejsce zrzutu yariski  oraz poprosiłem go, żeby podrzucił mnie do Marzenki.

    Po godzinie byłem już pod drzwiami.

    Wszedłem do środka, w kuchni przy stole siedziały dziewczyny i piły herbatę.

    – o już jesteś, sprawnie Ci poszło, dziękuję Ci bardzo za pomoc. Myślę, że bez Twojej pomocy tak łatwo wy nie poszło – powiedziała Marzenka

    – nie ma problemu, to nic wielkiego – odparłem.

    – siadaj, zrobię Ci herbaty. Pewnie zmarzłeś. – Marzena wskazała na krzesło.

    – skoczę do łazienki tylko się ogarnąć – powiedziałem.

    W łazience poszło mi sprawnie. Po chwili byłem już z powrotem w kuchni z dziewczynami.

    – więc, to Ty jesteś Zuzia. Marzena mi trochę o Tobie opowiadała

    Zuzia ślicznie się do mnie uśmiechnęła.

    Urodę nie odstawała od Marzenki, ale z budowy ciała była bardzo drobniutka. Miała mały biuścik ale za to tak samo długie nogi. No i te rude włosy. Siedziała na krześle więc nie mogłem ogarnąć jej tyłeczka.

    – Marzenko, ja pójdę pod prysznic. Wy sobie pogadajcie. Nie będę wam przeszkadzać. Za dwie godziny przyjedzie moja koleżanka to mnie zgarnie – powiedziała Zuzka.

    – bez sensu, przecież mogę Cię odwieźć do domu – powiedziałem uśmiechając się do Zuzi.

    – bardzo dobry pomysł – przytaknęła Marzenka. – to uciekaj pod prysznic – dodała

     

    Zuzia zniknęła za drzwiami łazienki.

    Zostałem z Marzenka sam na sam w kuchni.

    – dziękuję Ci raz jeszcze za pomoc. Wiele to dla mnie znaczy – powiedziała.

    – dobrze wiesz, że dla mnie to żaden problem. Cieszę się, że mogłem pomóc.

    – powinnam Ci się jakoś odwdzięczyć – Marzena oblizała usta.

    – jesteś pewna – zaśmiałem się – Zuzia jest w łazience – dodałem

    – jest już dorosłą kobietą, zdaje sobie sprawę, że ludzie uprawiają seks.

    Stałem oparty o blat. Marzenka podeszła do mnie,

    – jest to dziwne ale podnieca mnie to że moja pasierbica jest za ścianą a ja mam ochotę Ci obciągnąć.

    – ja jestem już twardy

    – doskonale – oblizała usta i zaczęła rozpinać mi spodnie

    – wchodź do mojej buźki słodziaku – powiedziała do mojego penisa.

    Pochłonęła go całego, uwielbiała patrzeć mi w oczy podczas obciągania. Podniecało ja to, a mnie jeszcze bardziej. Wciągała go po same jądra, głośno przy tym mlaszcząc.

    – jak będziesz tak głośno to na bank nas usłyszy – powiedziałem ściszonym głosem.

    Wyjęła na chwilę mojego przyjaciela z buzi.

    – trudno, ja mam ochotę na twojego fiuta i do tego jesteśmy u mnie w domu. Mogę Ci obciągać kiedy mam na to ochotę. A właśnie teraz mam wielką ochotę Ci obciągnąć – po czym wróciła do lizania moich jąder.

    Kątem oka zauważyłem ruch.

    Kurwa, wiedziałem, że to tak się skończy.

    Zuzia stała w drzwiach łazienki w samym szlafroku. Nie miała nic pod nim, nie był nawet zawiązany. Miała zamknięte oczy więc nie widziała, że się jej przyglądam.

    Kurwa co za pojebana akcja.

    Bzykam Marzenkę, to można zrozumieć. Wyruchałem jej siostrę, wyruchałem je obie jednocześnie. A teraz widzę jak jej pasierbica  robi sobie dobrze na widok swojej przyszywanej  matki jak obciąga mi fiuta.

    Gruba akcja, nikt by mi w to nie uwierzył. Dosłownie jak z filmu porno. Aż dziwne, że mi tego Marzenka nie zaproponowała ale to pewnie tylko kwestia czasu. No nic, niech  się Zuzka zabawia. Gdy Marzenka mi tak połykała fiuta wróciłem wzrokiem do Zuzki.

    Miała naprawdę mega jasna skórę, rude  włosy idealnie pasowały do jej sylwetki. Miała śliczne malutkie jędrne piersi, cipeczka idealnie wygolona. Była naprawdę śliczna. Wyglądała zjawiskowo.

    Wsadzała sobie paluszki do dziurki, przygryzając jednocześnie usta, jedną rączką masowała sobie cycuszka, co jakiś czas wykręcając sutka. Bardzo podniecający widok.

    W tym momencie zdałem sobie sprawę, że zaraz dojdę. Nie mogłem się za bardzo odezwać żeby nie wystraszyć Zuzki. Więc docisnąłem głowę Marzenki do moich ud. Wypuściłem do jej ust, ogromną dawkę spermy, miętosiła go jeszcze chwilę w buzi, żeby na końcu pokazać mi jak zwykle ile tego ma. Uwielbiała bawić się moją spermą. Często jak dochodziłem chciała żebym spuszczał się  jej np. na cycuszki. Zgarniała wszystko do buzi żeby potem wypluć z powrotem na penisa i wylizać raz jeszcze. Połknęła wszystko zmysłowo oblizując usta.

    Słyszałem jak Zuzia jęczy, chyba sama zaraz dojdzie.

    – Twoja sperma smaczna jak zawsze – Marzenka wstała z kolan – mam nadzieję, że takie podziękowanie Ci się spodobało-

    Po tych słowach, Marzenka zaniemówiła.

    Spojrzenia Marzeny i Zuzi spotkały się.

    Marzenka świeżo po lodziku, a Zuzia świeżo po orgazmie.

    Lekko pojebana akcja myślę sobie.

    – przepraszam ja nie chciałam ale jak wyszłam z łazienki i zobaczyłam co robicie to nie wiem czemu ale zamiast się wycofać to bardzo się podnieciłam – odparła zawstydzona Zuzia.

    Marzenka otarła usta i podeszła do Zuzki. Chwyciła ja za rękę i zaprowadziła do salonu, usiadły na kanapie. Ja stałem za to nadal w kuchni i układałem sobie wszystko w głowie.

    – Karolu, możesz do nas dołączyć – zawołała Marzenka mnie po chwili.

    No nic, pomyślałem i udałem się do salonu.

    Usiadłem na krześle, Zuza miała zapłakane oczy, a Marzenka trzymała ją za rękę.

    Zuza cały czas miała siedziała z rozwiązanym szlafrokiem z pod którego było widać jej piękne młode i jędrne ciało. Jej cipeczka połyskiwała cały czas od jej soczków.

    – Zuziu, jesteś piękną dorosłą kobietą. Masz dwadzieścia dwa lata. Zdaje sobie sprawę, że scena którą zobaczyłaś mogła wydać Ci się nieodpowiednia ale.. – Marzenka przerwała

    – ja naprawdę nie chciałam, to było silniejsze ode mnie – powiedziała Zuzia.

    – seks nie jest niczym złym. Wielokrotnie o nim rozmawiałyśmy, pamiętasz? – dodała Marzenka.

    – tak pamiętam, ale muszę Ci się do czegoś przyznać. Gdy zobaczyłam co robicie, to nie uciekłam też dlatego, bo nigdy nie miałam okazji żadnemu facetowi robić dobrze. Bardzo się podnieciłam, jak zamykałam oczy to wyobrażałam sobie że sama to robię Karolowi.  – powiedziała Zuzia.

    – rozdziewiczyłam się wibratorem – dodała

    To akurat było smutne, pomyślałem, a to, że wyobrażała sobie jak bierze mi do ust było akurat podniecające.

     

    Marzenka przegarnęła jej włosy odsłaniając twarz.

    – nie ma się czego wstydzić kochanie, seks to nie jest temat tabu. Przynajmniej nie u mnie, dlaczego wcześniej o tym ze mną nie porozmawiałaś? – powiedziała Marzena.

    – bo się wstydziłam. Tak po prostu – odpowiedziała Zuzia.

    – nie widziałam nawet penisa nigdy na żywo, do dzisiaj w sumie – dodała

    – mam pewien pomysł, o ile Karol się zgodzi – Marzena spojrzała na mnie pytająco.

    Domyślałem się o co chodzi. Czekałem kiedy o to zapyta. Chciała, żebym pewnie pomógł jej wprowadzić Zuzie w temat seksu.

    – jestem do Twojej dyspozycji – odpowiedziałem, bo co innego mogłem powiedzieć. Młoda mnie bardzo kręciła. Wydawało mi się, że czuje zapach jej słodkich soczków.

    Marzenka odsunęła się od Zuzi i wskazała mi nowo powstałe miejsce na kanapie, między nimi.

    – usiądź proszę z nami

    – oczywiście, wedle życzenia.

    Wygodnie usiadłem, mój przyjaciel oczywiście mnie nie zawiódł, stal na baczność dumnie, schowany w spodniach. Czekałem na sygnał, kiedy pozbyć się spodni.

    Marzena rozpięła mi spodnie dostając się do bokserek a potem do mojego sterczącego przyjaciela. Wzięła go do ręki i kilkukrotnie nim poruszała aby postawić go pionu. Myślałem że zrobi to jak zawsze ustami, lecz pewnie nie chciała peszyć Zuzi.

    – obejrzyj sobie go dobrze kochanie. Penis Karola, jest naprawdę bardzo ładny. Zobacz jaki jest prosty i gruby – położyła dłoń Zuzi na moim przyjacielu.

    – ja za chwilę przyjdę, zaraz wracam. Karolu wprowadź Zuzię w temat.

    Marzenka Zniknęła nagle za drzwiami sypialni.

    – nie krępuj się go dotknąć.

    Żeby jej ułatwić zadanie, postanowiłem pozbyć się całego ubrania. Siedziałem teraz nago obok Zuzi, ona za to dalej w swoim rozpiętym szlafroczku.

    Zuzia, wzięła go delikatnie i niepewnie do ręki. Oglądała go dokładnie, poruszała nim.

    Mój kutas, nie powiem dzisiaj się bardzo ładnie prezentował, zaśmiałem się w sobie.

    – poruszaj nim do góra dół.

    Dziewczyna coraz bardziej się ośmielała.

    – oglądałam porno, podniecało mnie to jak dziewczyny na filmie wkładały go sobie do buzi – odparła.

    – jeśli masz taką ochotę, możesz go posmakować. Myślę, że Marzenka nie będzie miała nic przeciwko.

    W tym samym momencie wróciła właśnie przez chwilę nie obecna Marzena ze swoim czarnym eleganckim pudełkiem.

    – Marzenko, czy ja mogę? Czy ja mogę wziąć go do buzi?

    – oczywiście, że możesz. Po to zaprosiłam Karola na kanapę – powiedziała spokojnie.

     

    Młoda, niepewnie zbliżyła głowę do mojego przyjaciela. Była bardzo ostrożna. Dotknęła go najpierw językiem. Powoli oblizała główkę. Jej rączka masowała trzon mojego penisa.  

    Podniosła głowę, i spojrzała na mnie swoimi brązowymi oczami. Chciałem jakoś ją ośmielić.

    – nie bój się, spokojnie swoim tempem zajmij się nim – powiedziałem.

     

    Marzenka przyglądała nam się uważnie, chyba sama się podnieciła bo masowała swoje piersi przez bluzkę. Coś mi się wydawało, że to tak się nie skończy. Nagle wstała i udała się do łazienki.

    Zuzia ponownie delikatnie wzięła go do ust.

    Czułem jak jej język błądzi po moim przyjacielu. Chwyciłem jej delikatnie głowę, miała przyjemnie miękkie włosy w dotyku. Pomogłem nadać jej tempo. Byłem w szoku, jak dobrze jej szło. Nie jedna małolata w jej wieku, jeszcze pewnie zahacza zębami.

    Byłem z niej naprawdę dumny. Szybko łapała o co chodzi.

    – spróbuj teraz polizać moje jądra, rączkę trzymaj cały czas na penisie i masuj go.

    Grzecznie wykonywała plecenie. Muszę przyznać, że naprawdę było mi przyjemnie.

    – bardzo dobrze Ci idzie Zuziu – pochwaliłem dziewczynę –

    Podniosła głowę, wzrok miała bezbronny, chwyciłem delikatnie dłonią za jej brodę.

    Przytykałem moje usta do jej i delikatnie swoim językiem rozwarłem jej lekko zaciśnięte usta. Nie stawiała oporu. Całowaliśmy się teraz namiętnie. Skierowałem moje ręce na jej uda.

    Lekko się wzdrygnęła.

    – jeśli coś Ci się nie podoba, albo czegoś nie chcesz to po prostu powiedz, zrozumiem

    – dobrze, ale ja chce bardzo mocno. Wybacz, nie byłam jeszcze nigdy z mężczyzną. Nikt mnie tak nie dotykał – odparła.

    – chcesz dalej kontynuować? – zapytałem.

    – bardzo – odpowiedziała.

    Zuzia zsunęła z siebie szlafroczek. Siedziała teraz obok mnie całkiem naga. Wyglądała bardzo seksownie. Jej drobne ciałko sprawiało, że powoli się gotowałem w środku. Postanowiłem zrobić kolejny krok z Zuzią.

    – połóż się wygodnie na kanapie proszę.

    Położyła się wygodnie na kanapie. Ja natomiast z niej zszedłem po to aby uklęknąć przed nią.

    Miałem teraz swobodny dostęp do całego jej ciała. Chciałem ją pieścić i całować. Chciałem dać jej morze przyjemności.

    – odpręż się – powiedziałem spokojnym ciepłym głosem,

    – postaram się – powiedziała cicho.

    Pochyliłem się nad jej piersiami. Pocałowałem jedną potem drugą. Drżała. Lizałem i ssałem twarde brodawki. Zuzia delikatnie rozchyliła usta. Przeniosłem pocałunki na brzuszek, delikatnie skurczyła mięśnie.

    Pocałowałem ją teraz w okolicach pępka. Jej łydki spotkały się , pocierała nóżkami. Dałem buziaka w jej słodką cipkę. Jej oddech stał się szybszy. Rozchyliłem delikatnie jej wargi i zacząłem ja pieścić. Lizałem ją dokładnie i powoli. Odnalazłem jej guziczek. Delikatnie go drażniąc. Obejmowałem ją całą ustami. Bawiłem się jej płatkami. Jeździłem po nich językiem. Usłyszałem mruczenie.

    Jej dłonie powędrowały na moją głowę, dociskała ją do siebie.

    W salonie pojawiła się ponownie Marzenka, była naga, piękna i podniecająca. Lubiła chodzić nago po mieszkaniu,

    – postanowiłam się przebrać w mój ulubiony strój czyli nagość, żeby było wam raźniej. – obdarzyła nas szczerym uśmiechem.

    W dłoni miała prezerwatywy. Położyła je na stoliku. Podeszła do nas i uklękła przy mnie.

    – dziękuję Ci, że teraz tu ze mną jesteś. – wyszeptała mi do ucha.

    – dla Ciebie wszystko niuniu.

    Marzenka zaczęła pieścić  piersi Zuzi. Ja postanowiłem powrócić do jej słodkiej cipki,

    Zuzia była bardzo mokra. Smakowała fantastycznie. Wsadziłem jej jeden paluszek do środka. Zuzia zaczęła pojękiwać.

    Marzenka w tym czasie,  nabrała bardziej ochoty na mnie, bo jej ręka masowała mi intensywnie penisa. Uklękła obok mnie i zaczęła obrabiać mojego przyjaciela ponownie.

    Byłem tak podniecony, że za chwilę mogłem dojść. Dołożyłem palca do cipki Zuzi i gmerałem w niej intensywnie. Jej nogi się wykręcały a cipka mocno zaciskała, przeszywał ją dreszcz. Czułem to na jej skórze.

     

    To był już mój czas.

    – Marzenko zaraz dojdę – powiedziałem.

    Zuzia to usłyszała.

    – chciałabym spróbować jak smakuje sperma.- powiedziała Zuzia.

    – w takim razie Zuziu kucnij ze mną przed Karolem – Karolu, spuść mi się do buźki, a potem niech młoda go ładnie obliże z tego co zostało. Jak jej zasmakuje, to w moich ustach będzie tego więcej. Jak będzie jej mało, to myślę, że będzie wiedziała jak pozyskać więcej.

     

    Kurwa, co za  niesamowity widok – pomyślałem

    Marzenka i Zuzia kucały przede mną z otwartymi buźkami. Zuzia ewidentnie czuła się już pewniej,

    Marzenka nie chciała czekać, wzięła do ręki mojego przyjaciela i w kilka ruchów sprawiła, że wylałem zawartość moich jąder do jej ust. Ssała go jeszcze intensywnie, trzymając moje jądra w dłoni, chwilę tak się z nim zabawiała. Wyjęła go i spuściła na niego odrobinę mojej spermy wkładając go Zuzi do buzi.

    Widać było jak po trzonie spływała biała lepka ambrozja. Zuzia wzięła go do buzi i zaczęła go oblizywać. Chyba jej zasmakowałem bo czułem jak jej język zgarnia wszystko dokładnie. Wyjęła go po chwili i powiedziała

    – nie sądziłam, że sperma może tak dobrze smakować.

    Marzenka wypluła sobie część spermy na cycuszki w taki sposób, że spływała między jej piersiami a resztę sama ze smakiem połknęła.

    – Zuziu, jak Ci się podoba do tej pory. Masz ochotę kontynuować, czy może chcesz przestać i jechać do domku? – powiedziała Marzenka.

    – nie chce jeszcze kończyć. Bardzo mnie to wszystko podnieca. Możemy kontynuować?

    – oczywiście kochanie. Jesteśmy tutaj dla Ciebie – powiedziała Marzenka.

     

    – Marzenko, a co powiesz na to, że to teraz ja z Zuzia zajmiemy się Tobą? Ja potrzebuje chwilę aby być znowu gotowy. Weź poduszki i przenieśmy się na dywan – powiedziałem.

    – to bardzo dobry pomysł – Marzenka uśmiechnęła się zgarniając palcem odrobinę nasienia ze swoich piersi i wsadzając sobie do buzi.

    – Karolu, pamiętaj aby uważać z zabawami. Zuzia nie używa żadnej antykoncepcji – w jej głosie było słychać powagę.

    – rozumiem, zdaje sobie sprawę – odparłem.

    Musiałem naprawdę uważać, żeby gdzieś na palcach nie wprowadzić nasienia do jej cipki.

    Marzenka, miała implant więc mogłem zostawiać swoją spermę gdziekolwiek chciałem.

     

     

    Przenieśliśmy się na dywan. Marzenka położyła się na środku, wkładając sobie jedna poduszkę pod głowę a druga pod plecy. Podziwiałem sobie ja tak przez chwilę, sutki pięknie sterczały. Była gotowa na dużą porcję pieszczot.

    – kochanie, możesz zlizać ze mnie resztę jeśli masz ochotę. Przyglądałam się jak ładnie ssałaś – powiedziała Marzenka do Zuzi.

    Zuzia bardzo starannie zlizywała wszystko z Marzenki, błądziła po niej nie tylko językiem ale też dłońmi. Pieściła ją po piersiach i brzuszku. Okazało się nawet, że Marzenka ma łaskotki na boczkach.

    – dziewczyny, ja musze szybko skoczyć do łazienki – odparłem.

    Musiałem się tam, udać. To pewnie przez tą herbatę, ale w sumie mała przerwa dobrze mi zrobi  – pomyślałem.

     

    Stałem nago przed lustrem. Odkręciłem wodę, chwilę tak patrzyłem na siebie w lustrze.

    – co tu się odpierdala- pomyślałem sobie.

    Przemyłem twarz, wysikałem się po czym przemyłem mojego przyjaciela. Miałem już u Marzenki nawet swój ręcznik i szczoteczkę do zębów. Nie zwlekając już dłużej, wróciłem do dziewczyn

    Widok był nieziemski. Marzenka leżała na dywanie, w takiej samej pozycji jak ją zostawiłem. Zuzia natomiast siedziała  już między jej nogami, ręce oparte miała na wysokości piersi Marzenki. Zlizywała resztki mojego wytrysku a raczej już mieszaniny śliny Marzenki i mojej spermy. Była ślicznie wypięta w moim kierunku. Podszedłem do niej i złapałem ja za tyłeczek. Pocałowałem go, mocno śliniąc a następnie  dałem delikatnego klapsa.

    – chodź tu do mnie Karolu, usiądź za mną i połóż mi swoje jąderka na twarzy tak żebym mogła je lizać, a Ty Zuziu będziesz lizać jego penisa do momentu aż będzie twardy – powiedziała Marzenka.

    Głaskałem Zuzię po włosach. Czuła się już pewnie, oddała się nam. Jej delikatna buźka pochłaniała mojego na pół gotowego przyjaciela. Marzenka głośno mlaskała. Wciągała dosłownie całe jądra do swojej ślicznej buźki. Cały mój penis był w ślinie moich dziewczyn.

    Czułem jak mój kutas rośnie za sprawą magicznego języczka Zuzi.

    – myślę, że jest już gotowy – powiedziałem do dziewczyn.

    Podniosłem się aby dziewczyny mogły zmienić pozycję.

    – Zuziu, czy jesteś gotowa na dalsze doznania? – zapytała Marzenka.

    – tak, bardzo proszę o więcej- odpowiedziała Zuzia wycierając dłonią buźkę.

    – dobrze, to połóż się na pleckach, podnieś tylko lekko tyłeczek to w sądzę Ci poduszkę pod bioderka żeby Ci było wygodniej – powiedziała z troską w głosie.

    Marzenka podeszła do mnie, pocałowała mnie namiętnie szepcząc do ucha.

    – wejdź najpierw we mnie, chce Cię poczuć.

    Marzenka uklękła przed Zuzia i wypięła dupcie w moja stronę. Postanowiła ze jak będę w nią wchodzi to ona będzie lizać Zuzkę.

    Wszedłem w gorąca i wilgotna dziurkę. Marzenka przyjemnie zamruczała. Pod wpływem pieszczot Marzenki, Zuzia także zaczęła przyjemnie mruczeć

    To było świetne ! Trzymałem mocno za biodra moja kochankę i rytmicznie ją posuwałem.

    – mmmm cudownie – wyjęczała.

    Zuzia, była już mocno podniecona. Wkładała sobie paluszki do cipki pieszcząc się gładziła. cała błyszczała się od soczków. Oczy miała zamknięte, przygryzała wargi. Musiało być jej naprawdę dobrze. Cieszył mnie ten widok.

    – Już czas aby Zuzia stała się kobietą – powiedziała Marzenka wychodząc ze mnie.

    Wyprostowała się, seksownie się przeciągnęła i pomasowała swoją cipeczkę.

    Podeszła do stolika i wzięła prezerwatywę.

    Otworzyła ją zębami, wyciągnęła zgrabnie palcami gumeczkę.

    Pochyliła się nad moim przyjacielem, pocałowała go w główkę

    – bądź delikatny słodziaku, będziesz zwiedzać młodziutka soczysta dziurkę – powiedziała do niego.

    – Zuziu, pamiętaj aby trzymać gumkę podczas zakładania w tym miejscu. Tu jest taki mały zbiorniczek. Nie może tu być powietrza, inaczej może dojść do pęknięcia

    – będę pamiętać – przytaknęła.

    Byłem odziany już w lateksowy garnitur. Dawno nie miałem gumki na sobie. Co za dziwne uczucie, ale jak trzeba to trzeba.

    Usiadłem między nogami Zuzi, nakierowałem swojego przyjaciela na dziurkę. Spojrzałem na Zuzię i zapytałem.

    – jesteś gotowa mała?

    – tak, proszę. Wejdź we mnie. Bądź delikatny proszę – powiedziała Zuzia z lekkim strachem w głosie.

    – obiecuję – odparłem.

    Wszedłem w nią bardzo powoli. Nie od razu cały. Najpierw główka.

    Marzenka usiadła obok mnie. Postanowiła, że będzie lizać guziczek Zuzi.

    Wchodziłem w nią coraz głębiej. Robiąc to bardzo powoli. Była bardzo ciasna.

    Przez chwilę pomyślałem sobie jak by to było bez gumki. Co to musiała by być za przyjemność.

    Zuzia, delikatnie syknęła, chyba z bólu.

    – czy mam przestać? – zapytałem

    – nie, proszę nie przestawaj. Jest cudownie.- powiedziała cicho Zuzka.

    Marzenka podniosła głowę i spojrzała na mnie. Nasze spojrzenia się spotkały. Byłem w jej pasierbicy a ona mi w tym pomagała. Co za niesamowita sytuacja.

    Pocałowała mnie namiętnie kolejny raz.

    Wszedłem już w nią cały. Czułem się, jakbym rozpakowywał prezent.

    Zuzia wydawała z siebie przyjemne jęki.

    – zmienimy pozycje – zdecydowała Marzenka.

    Wyszedłem delikatnie z młodej, gumka cała była błyszcząca.

    Marzenka usiadła na kanapie, spojrzała na mnie, rozchyliła zmysłowo  swoje uda. Jej cipka pięknie się prezentowała. Wyglądała jak soczysta dorodna brzoskwinka.

    – Zuziu, chodź. Będziesz teraz lizać moją dziurkę. Oprzyj się stabilnie ma moich udach i wypnij tyłeczek do Karola – powiedziała.

    Obydwoje z Zuzia grzecznie wykonaliśmy polecenie od naszej gospodyni.

    Miałem teraz przed sobą, cudowny młodziutki tyłeczek. Byłem pierwszy który go pieści. Pocałowałem każdy z pośladków.

    Wszedłem w nią już bardziej pewnie. Młodziutka cipeczka pochłaniała mojego przyjaciela już bardzo rytmicznie. Trzymałem ją stabilnie za biodra.

    Zuzia w tym czasie, lizała Marzenkę. Obie jęczały i mruczały na zmianę.

    Marzenka dotykała się po piersiach. Mocno je ugniatała na przemian dociskając głowę Zuzi do swojego łona.

    Przyspieszyłem tępo. Czułem jak zaciska się coraz bardziej, nagle Zuzia zesztywniała a jej ciało przeszedł mocny prąd. Te drobne pośladki tak mocno się zacisnęły na moim penisie, że nie miał bym szans żeby go teraz wyjąć.

    – odleciałam – tylko tyle wydostało się z jej ust.

    Chwilę tak jeszcze w niej byłem. Po czym wyszedłem. Zuzia opadła na poduszkę i leżała w spazmach orgazmu. Z jej cipki wydobywała się strużka soczków.

    – ściągnij gumkę, chce żebyś we mnie wszedł jeszcze raz – rozkazała Marzenka.

    Szybkim ruchem zwaliłem flaka z mojego przyjaciela.

    – usiądź na krześle, a ja usiądę na tobie

    – jak sobie życzysz

    Wykonałem polecenie, Marzenka napluła sobie na rękę i rozprowadziła ślinę po swojej cipce. Zrobiła to samo z moim penisem by chwili wziąć go jeszcze do buzi. Ślina wyciekała dosłownie jej przez palce.

    W końcu mnie dosiadła. Najpierw powoli pracowała na stopach, aby za chwilę przyspieszyć tempa. Dosłownie galopowała na nim. Złapałem ją mocno w pasie i  docisnąłem do siebie. Gryzłem i ssałem jej sterczące sutki,

    – pieść mnie tak nie przestawaj – wykrzyczała.

    Pieściłem  ja teraz jeszcze mocniej gryząc ja w kark i ramiona. Ona skierowała swoje palce na swój guziczek.

    Czułem, że zaraz dojdzie. Ja z resztą też.

    – dochodzę- wysapałem.

    – ja tez- wykrzyczała.

    Cipka Marzenki zacisnęła się ostatni raz. Nie dałem już rady dłużej. Eksplodowałem w niej. W tym samym czasie moja kochanka doszła. Opadła na mnie.

    – potrzebowałam tego, potrzebowałem bardzo. Cudownie się spisałeś.

    Jak zawsze czuje jak pulsujesz we mnie jeszcze.

    – uwielbiam Twoja słodka cipeczkę.

    Nasze języki się spotkały. Całowaliśmy się namiętnie.

    – ciekawe jak nasza gwiazda – rzuciła rozbawionym głosem Marzenka.

    – chyba zasnęła na kanapie z tego wszystkiego

    Miałem rację, Zuzia usnęła.

    – Marzenko, powiedz mi proszę, co tu się w ogóle dzisiaj stało – zapytałem

    – powiem Ci szczerze, że sama nie wiem, ale wydaje mi się, że Zuzia stała się dzisiaj kobietą.

    –  to wiem, było to niezwykle doświadczenie.

    – to prawda ale młoda super się spisała, była dzielna.

    – mi chodzi bardziej, o coś innego. Podzieliłaś się mną z siostrą i pasierbicą.

    – wiem, to moja najbliższa rodzina, prawdę mówiąc. Oddałabym im wszystko co mam.

    Nie podoba Ci się to?

    – jara mnie to bardzo, ale jedna myśl nie  daje mi spokoju, jakby Asia albo Zuzia chciały coś ode mnie, rozumiesz o co mi chodzi.

    Marzenka pokiwała głową, że rozumie.

    – to będziesz miała coś przeciwko? – dodałem.

    – jeśli będziesz miał ochotę i nie widzisz w tym problemu to ja nie mam nic przeciwko – odpowiedziała.

    – czyli, reasumując mam prawdziwy harem?

    Marzenka się zaśmiała,

    – tak to można nazwać. Duże wyzwanie przed tobą byczku.

    – będzie trzeba dużo trenować – dałem jej buziaka w czoło.

    – chyba Ci się to naprawdę podoba, bo czuję jak urosłeś we mnie – zaśmiała się.

     

    To prawda. Marzenka siedziała na mnie, a od czasu naszych orgazmów już trochę  minęło.

    – masz może ochotę na dogrywkę? – dodała.

    – z Tobą zawsze – po czym ugryzłem ją w cycuszka.

    – a w którą dziurkę byś chciał co? Mam do zaoferowania dla Ciebie aż trzy.

    – hmmm. A co byś powiedziała, że mam ochotę na każdą?

    – a starczy Ci siły?

    – to się okaże.

    Wstałem z krzesła trzymając Marzenkę za tyłeczek. Ona objęła mnie nogami Cały czas w niej będąc. Zaniosłem ją na kanapę.

    – chciałbym zbadać Twoje gardełko na początek.

    Marzenka podniosła się z kanapy, z jej cipki wypływał jeszcze prezent który jej tam zostawiłem. Teraz ja Siedziałem na kanapie a ona klękała przede mną. Dosłownie połknęła mojego przyjaciela. Wszedł w jej gardło do samego końca. Złapałem ją za głowę, nie pozwalając się cofnąć. Chciałem ja delikatnie poddusić co mi się udało.

    Czułem jak stara się złapać oddech. Puściłem uściskać. Wyrwała się,

    – kurwa, ale głęboko. Udusił byś mnie.

    – przecież mówiłem, że muszę zbadać Twoje gardło.

    – i jak?

    – wyśmienicie jak zawsze.

    Złapałem ją za głowę i nakierowałem ponownie. Mlaskała i siorbała dosłownie jak na pornosie. Ślina ściekała jej po brodzie, z brody kapała jej na cycuszki.

    Wyciągnąłem go z jej buźki i uderzyłem w każdy z policzków.

    – siadaj na kanapę, pora na następną dziurkę.

    Marzenka wykonała grzecznie polecenie, patrzyłem chwilę tak na nią jak rozkłada nogi pokazując mi swoją niunie.

    Złapałem ją w kostkach, miała teraz jej nogi w górze. Przysunąłem ją bliżej tak że miałem teraz jej cipkę na wysokości swojego fiuta.

    Była tak wygięta ze kolanami mogła dotykać piersi.

    Wszedłem w nią szybko i mocno.

    – o ja pierdole, ale kosmos.

    Jej ręce były ułożone wzdłuż siedzenia kanapy. Każde moje pchnięcie wbijało ją w oparcie.

    – wyjdziesz mi druga dziurka zobaczysz, ale nie przestawaj proszę!

    Niestety, jeśli chciałem zawitać do trzeciej dziurki musiałem zaraz skończyć przygodę w tej.

    – tu już inspekcja skończona. Czas na deser.

    Marzenka wiedziała co teraz trzeba zrobić. Dobrze, że było z nami jej magiczne pudełko. Wyciągnęła żel i bezpośrednio na mojego fiuta wycisnęła sporo lubrykantu. Rozsmarowała go dokładnie a to co zostało jej na palcach rozprowadziła po swojej trzeciej dziurce.

    – wypnij mi się mocno,

    Marzenka wygięła się na wyprostowanych nogach, oparła dłonie o kanapę.

    – czy tak będzie dobrze proszę pana?

    – idealnie suczko.

    – mrrr pamiętaj, skończ w środeczku.

    Po tych słowach, przystąpiłem do ataku.

    Najpierw powoli, sama główka. Marzenka była rozluźniona więc poszło naprawdę łatwo. Kilka ruchów wystarczyło żeby mój kutas wepchał się w jej dupcie po same jądra. Zaciskała i rozluźniała się dopasowując do mojego rytmu.

    – tak bardzo podnieca mnie to że ruchasz mnie w dupę.

    Pchałem jak tak mocno, że nie dała rady utrzymać się na podpartych rękach. Wyszedłem z niej zatem i poprawiłem ja. Klęczała teraz tyłem  do , tak że głowa jej się opierała właśnie o oparcie kanapy.

    Takie ułożenie umożliwiło jej zabawę jeszcze swoją cipka.

    Nie zwlekając wszedłem w nią znowu.

    Pchnięcia  były mocne i głębokie.

    – zaraz dojdę – wysapała.

    Ja wiedziałem ze mój koniec jest równie blisko.

    Kilka pchnięć i poczułem jak jej zwieracze zaciskają się z całej siły na moim kutasie. Marzenkę przeszył orgazm. Ja doszedłem kilka sekund później. Zalałem jej dupcie do końca. Tyle ile miałem w sobie.

    Zastygłem tak chwilę, delektując się jeszcze jej pulsującą dziurka.

    Po chwili udało się z niej wydostać.

    Wstała i wypięła się aby zaprezentować mi jak z jej dwóch dziurek wypływa teraz moja sperma.

    – no powiem Ci. Miałeś dzisiaj pracowity dzień. Zalałeś moje trzy dziurki dzisiaj i do tego rozdziewiczyłeś młodą. Możesz być z siebie dumny.

    W duchu pomysłem sobie.

    – dumny? Ja jestem kurwa, zajebiście dumny.

    – to chyba czas aby  odwieźć młodą do domu co? – zapytałem.

    – chyba tak, zaraz ja obudzę – powiedziała Marzenka.

    – ja nie śpię, byliście tak zajęci sobą, że nie zauważyliście że ja śpię na drugiej jej części – powiedziała z uśmiechem Zuzia.

    Dało się zauważyć, że stres zszedł z dziewczyny. Uśmiechała się i żartowała sobie z nas.

    – dobrze, moi drodzy – zaczęła Marzenka – Zapraszam pod szybki prysznic- a potem proszę zawieść młoda do domku.

    Powiedz mi tylko Zuziu, czy Ci się podobało? Zostałaś dzisiaj prawdziwa kobieta. Jak Ci się podobało nasze towarzystwo? – powiedziała Marzena.

    – to był najcudowniejszy dzień w moim życiu. Mam nadzieję, że kiedyś to powtórzymy – spojrzała na nas oblizując wargi.

    Tego wieczoru dowiedziałem się, że mam swój harem. Trzy piękne kobiety. Które mogę brać razem albo każda z osobna. W żadnych marzeniach nie miałem takiej wizji.

    To był zajebisty  dzień, powiedziałem sobie w duchu i udałem się pod prysznic.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Xavier
  • Marzena – Akt szosty – Zuzia

    Rano zadzwoniła do mnie Zuzia, powiedziała, że kupiła nowa szafkę do łazienki oraz zapytała czy bym jej nie pomógł bo pewnie sama jej nie skręci.

    Dodała jeszcze, że kupiła dobre winko żeby nam się przyjemniej pracowało.

    Nie musiała mnie nawet zamawiać. Wieczorem stałem pod drzwiami Zuzki z moją magiczna skrzynka do zadań specjalnych.

    Zuzia przywitała mnie słodkim buziakiem w usta. Miała na sobie luźny czerwony gładki dresik.

    Mieszkanko Zuzi  było małe ale za to bardzo przytulnie  urządzone. Salon z kuchnią oraz sypialnia.

    W salonie na środku leżał średniej wielkości karton. Logo Ikea na kartonie mówiło, że  bez instrukcji się nie obędzie.

    – zanim zaczniemy skręcać to ustrojstwo powinniśmy się napić winka – powiedziała

    – to jest bardzo dobry pomysł, na trzeźwo tego nie przejdziemy.

    Młoda nalała nam sowicie, po czym podała mi kieliszek. Podniosła szkło do góry i wzniosła toast.

    – za wieczór i za to co się dzisiaj wydarzy!

    – salut!

    Rozłożyliśmy się na dywanie i przystąpiliśmy do składania szafki, na początku starannie segregując elementy. Zuzę bardziej jednak interesowała moja magiczna skrzynka niż nowa szafka.

    – widzę, że bardziej interesują Cię moja skrzynka niż szafka.

    – przepraszam

    Młoda słodko się zaczerwieniła.

    – nie masz za co przepraszać, tak w ogóle to   ślicznie wyglądasz w tym dresiku

    – dziękuję, to zwykły dresik ale miło, że Ci się podoba.

    Zuzia usiadła obok mnie dając kolejnego buziaka.

    -dziękuję Ci raz jeszcze. Przygotowałam coś specjalnego dla Ciebie  jak skończysz.

    – coś specjalnego mówisz?

    – dokładnie tak, ale widzę u Ciebie pusty kieliszek, dolewki?

    – jak najbardziej, bardzo proszę.

    Rozmawialiśmy sobie jeszcze dłuższą chwilę na różne tematy. Pochwaliła mi się, że dostała nowa prace. Opowiedziała o ostatniej imprezie na jakiej była z koleżankami.

    – skończone!

    – no! Bardzo fajnie to wygląda. Bardzo Ci dziękuję.

    Postawiłem szafkę tam gdzie życzyła sobie gospodyni potem wróciliśmy do salonu żeby dokończyć winko.

    Rozsiedliśmy się wygodnie na kanapie, Zuzia położyła swoje nogi na moich udach, gadaliśmy jeszcze o głupotach. Nagle Zuzia wpadła na pomysł.

    – masz może ochotę obejrzeć jakiś film ze mną?

    – nigdzie się dzisiaj nie spieszę, więc czemu nie. Masz jakieś smakołyki?

    – smakołyki, mówisz? Coś powinnam mieć.

    Zuzka wstała z kanapy i poszła czegoś poszukać. Po krótkiej chwili na stoliku już stała miska z chipsami.

    – zgrzałam się troszkę, wiesz? –

    Uśmiechając się do mnie zadziornie ściągnęła bluzę. Pod spodem miała czarny  koronkowy staniczek. Pięknie podkreślał jej malutkie piersi.

    – śliczne masz te cycuszki. Mówiłem Ci, że jestem ich fanem?

    – jesteś fanem moim cycków? A czego jeszcze jesteś fanem?

    – a jak myślisz?

    – no nie wiem, może jesteś fanem moich brązowych oczu?

    – też…

    – może jesteś fanem mojego tyłeczka?

    – jestem największym fanem Twojego tyłeczka.

    – jesteś największym  fanem? Mrrr. To w takim razie dla największego fana…

    Zuzia zakołysała się na biodrach, wsadziła kciuki pod gumkę spodni delikatnie je zsuwając z bioderek pokazując kawałek koronkowych czarnych majteczek. Odwróciła się do mnie i pogłaskała się seksownie po dupci, po czym dalej kontynuowała.

    – myślę, że skoro jestem największym fanem to zasługuję na coś więcej.

    – na coś więcej? Mrrr

    Te mruczenie bardzo mnie podniecało.

    Mój przyjaciel budził się z uśpienia.

    Powoli zsunęła spodnie do kostek, aby po chwili rzucić nimi we mnie.

    – ooo to trofeum haha.

    Spodnie pachniały jej skóra.

    Zuzka zakręciła tyłeczkiem odzianym w koronkowe majteczki. Były do kompletu ze staniczkiem.

    – czy mój fan jest zadowolony?

    – bardzo!

    – no dobrze, to czego jeszcze jesteś fanem?

    – twoich ust.

    Przygryzła wargę, seksownie oblizując usta.  Postanowiła zatańczyć dla mnie. Co chwilę dotykając się po ciele.

    – a jak wyobrażasz sobie moje usta? jak coś nimi robię?

    – tak, jak obejmujesz nimi mojego przyjaciela.

    – przyjaciela? A właśnie, jak się ma Twój przyjaciel?

    – chyba musisz sprawić sama.

    – mrrrrr z przyjemnością.

    Zuzka uklękła, popatrzyła na mnie swoimi pięknymi oczętami. Podeszła do mnie na czworaka. Zatrzymując się między moimi nogami cały czas przyjemnie mrucząc.

    Położyła ręce na moich udach, cały czas patrząc mi w oczy.

    Jej palce złapały za szlufki od moich spodni, uniosłem delikatnie biodra aby ułatwić możliwość ich zdjęcia.

    – mrrrr strasznie musi mu tam być nie wygodnie w tych bokserkach.

    -masz rację, wydaje mi się, że powinnaś go z nich uwolnić.

    Włożyła palce pod moje bokserki, poczułem jej palce na swojej skórze. Powoli je ściągała ze mnie, po chwili jej oczom ukazał się mój przyjaciel.

    – mrrr witaj słodziutki, jak się masz?

    Mój penis prezentował się dość dostojnie. Ładnie stał na baczność. Zuzka wystawiła swój języczek i przeciągnęła nim od nasady po sama główkę na końcu się oblizując.

    – pysznie się prezentuje ten twój przyjaciel.

    Wzięła go do ręki jednocześnie wkładając główkę do buźki. Zaczęła poruszać rączka góra dół przy czym ssała bardzo intensywnie główkę. Wyciekająca ślina z jej ust oblepiała cała  jej rękę. Zatrzymała się na chwilę, zgarnęła całą ślinę do buzi po to aby wypluć ją na raz na niego. Wsadzała go już sobie coraz głębiej. Wyciągając co chwilę żeby na niego wypuścić zebrana ponownie ślinę. Było już jej naprawdę dużo. Tak dużo że zaczęła siorbać.

    – jak mi idzie obciąganko?

    – robisz to wyśmienicie, jak rasowa suczka.

    -mrrrr

    Pochwała ewidentnie została przyjęta bo teraz pięknie waliła mi konia patrząc w oczy.

    – pamiętasz jak brałam Ci do buzi pierwszy raz?

    – oczywiście, byłaś od początku dobra w te klocki.

    Wsadziła go sobie teraz do samego końca trzymając tak chwilę. Czułem jak jej gardło zaciska się na nim. Wyciągając go zakrztusiła się, cała twarz teraz  kleiła się jej od śliny. Nie przeszkadzało jej to aby dalej mocno ssać mi fiuta.

    – mam ochotę na Twoja spermę.

    – myślę, że za chwilę będziesz miała okazję jej skosztować.

    Jej ręka mocno pracowała na moim trzonie, nadstawiając jednoczenie usta aby złapać w nie tryskająca nasienie.

    – lubisz patrzeć jak Ci wale?

    – bardzo.

    Złapałem jej głowę i nadałem jej szybkie tempo. Teraz to ja waliłem sobie jej głową. Odpuściłem jej na chwilę aby mogła złapać oddech. Tak szybko waliłem jej głową , że dostała małego katarku. Otworzyła usta i puściła balona z śliny. Złapałem ją ponownie za głowę nadziewając ponownie na kutasa.

    Kilka ruchów, wystarczyło aby w pompować do jej buzi całkiem spora dawkę spermy.

    Pokazała mi dumnie jak pojemne są jej usta. Przecedziła sobie moje nasienie przez zęby i wypluła na mojego penisa.

    – ale się obficie spuściłeś. Miło mi bardzo za taki prezent.

    – jest cała Twoja słoneczko.

    Zuzka najwidoczniej  nie miała zamiaru  zmarnować ani odrobiny, bo przystąpiła sprawnie do zlizywania wszystkiego.

    Robiła pociągłe liźnięcia patrząc mi w oczy.

    – usiądź mi na twarzy kochanie, chce wylizać Twoja cipkę.

    – mrrr już Ci podaje moja brzoskwinkę.

    Zuzia nadstawiła mi swoją cipkę, była już mokra od soczków. Cała moja twarz już się od nich kleiła.

    – jesteś cudownie wilgotna mała.

    – liż mnie tam proszę, nie przestawaj proszę

    Lizałem ją starannie, drażniłem jej guziczek końcówką języka. Jej jęki nadawały rytm ruchom mojego języka. Zaczęła się wiercić na mojej twarzy, mogłem dzięki temu wsadzić jej język głębiej. Obejmowałem ja całymi ustami zasysając.

    – ooo tak

    Jęczała coraz głośniej.

    – nie przestawaj zaraz dojdę.

    Nie miałem zamiaru przestawać za to Przyspieszyłem jeszcze bardziej tempo.

    – oooooo taaaak

    Wykręciła się w spazmie orgazmu trzęsąc się delikatnie.

    -to była cudowna minetka kochanie, miałam fantastyczny orgazm.

    Uwielbiałem jej cipkę. Prawdę mówiąc wszystkie moje trzy cipki były najsmaczniejsze na świecie, ale Zuzi cipka była szczególna dla mnie. Była moja od początku. To ja zrobiłem jej pierwsza minetkę, to przede mną rozwarła swoje słodkie uda, jako pierwsza i jako jedyna.

    Żaden inny facet nie oglądał ani nie dotykał jej skarbu. Bardzo mnie to podniecało jak o tym myślałem.

    Zuzia doszła po chwili do siebie i stanęła przede mną. Zaczęła erotycznie tańczyć. Wyginała się przy tym jak kocica. Mimowolnie moja ręka spoczęła na moim penisie, zacząłem nim poruszać. Zuzia wypinała się teraz do mnie eksponując swoją dupcie. Miała cudowne ciało. Mój penis był prawie gotowy, najwidoczniej moja kochanka też to zauważyła bo jej dłonie powędrowały do staniczka szybko się go pozbywając. Podeszła do mnie i namiętnie pocałowała w usta. Pogłaskała się po piersiach po czym zaczęła siadać na mojego już twardego fiuta.

    – ekhem chyba o czymś niuniu zapomniałaś  co?

    – a o czym?  o gumeczce?

    – nooo raczej?

    – zapomniałam Ci powiedzieć , od ponad miesiąca biorę tabletki i już możemy się bzykać bez tego zbędnego flaka.

    – nareszcie, mój przyjaciel nie będzie się dusił.

    – nareszcie to ja  poczuję Cię w sobie jak  prawdziwa kobieta. Gdy będziesz zalewać mnie w środku swoją sperma mrrr

    – to jak, mogę usiąść na Twojego przyjaciela? Czy odmawiasz mi tej przyjemnosci.

    Nie zastanawiałem się dłużej, złapałem ja za biodra i nabilem na swojego fiuta. Zrobiłem to szybko i pewnie.

    – jak kurwa cudownie!

    – jaka Ty jesteś ciasna.

    – jestem dzisiaj Twoja suką.

    – więc wyrucham Cię jak sukę dzisiaj.

    -mrrrrr

    Nabiłem ją na swojego fiuta bardzo głęboko, do tego mocno ściskałem ja za biodra, skakała po mnie bardzo szybko.

    – o kurwaaaaa. Ruchaj mnie ruchajjj

    Zatrzymałem ją na chwilę, złapałem ją za brodę, spojrzałem jej w oczy i głęboko wsadziłem język do buzi.

    Całowaliśmy się bardzo namiętnie, Trzymałem ją mocno za pośladki.

    – masz zajebista dupę suczko. Mam na nią kurewską ochotę.

    – chciałbyś w nią wejść?

    – pragnę żeby Ci się w niej spuścić

    – mrrrr podnieca mnie to

    – oddasz mi dzisiaj swoją dupę suko.

    Zuzia kręciła się na moim fiucie. Podnosiła się i opadała na niego bardzo szybko. Miała ramiona zarzucone na moich barkach, przez to jej cycuszki ocierały się o moją twarz.

    Połóż się na plecach i rozłóż szeroko nogi przed swoim Panem. Polecenie zostało wykonane natychmiast

    – dobra suka

    Zuzka trzymała się za łydki przyciągając je do siebie eksponując swoją dziurkę. Dla większej stabilności oparła stopy o moje barki. Posuwałem ją szybko, pochyliłem się nad nią aby, wejść w nią jeszcze głębiej.

    – taak. Szybciej, mocniej, proooszę.

    Zrobiłem to o co prosiła. Jej cipka dosłownie połykała mojego fiuta. Wyszedłem z niej na chwilę i uderzyłem ja fiutem kilka razy po cipce.

    – Twoja suka prosi czy możesz się położyć na plecach, chciałabym na niego usiąść tyłem żebyś mógł przyglądać co tej nocy jeszcze posiądziesz.

    Nie odpowiedziałem nic, ale położyłem się tak jak chciała. Usiadła na niego tyłem do mnie, wypinając się do mnie. Ujeżdżała mnie szybko i mocno. Obserwowałem jak trzon, mojego penisa znika w jej środku.

    – zaraz dojdę – powiedziałem

    – ja też. Czekam na to. Pamiętam ja ruchałeś mnie pierwszy raz z Marzena. Często wracam do tych chwil jak robię sobie dobrze.

    – byłaś wtedy taka niewinna.

    – a dzisiaj jestem Twoja suka, to wszystko Twoja zasługa. Otworzyłeś przede mną drzwi do krainy rozkoszy.

    Ugniatała swoje piersi, pociągała się za sterczące mocno brązowe sutki.

    -aaaaa taaaak – jęczała coraz głośniej.

    Złapałem ją za biodra i przycisnąłem ją z całej siły nabijając ją maksymalnie do samego końca. Z mojego penisa wydobywała się gorąca lawa. Pompowałem w nią wszystko.

    Zuzka doszła razem ze mną, trzymała mnie zaciśniętego w środku. Jeszcze na koniec wykonała kilka ruchów, aby sperma idealnie rozprowadziła się w jej środeczku.

    – ja pierdole, co za cudowne uczucie. Czułam każda salwę Twojej spermy. Już nigdy nie będziemy używać tych jebanych prezerwatyw.

    Zuzia zeszła z mojego przyjaciela i usiadła między moimi nogami.

    -mmmm, cały oblepiony. Muszę go teraz starannie wylizać

    Włożyła go sobie całego do buzi starannie wylizując. Była przy tym bardzo głośna. Dźwięki  mlaskania i ssania rozchodziły się po całym mieszkaniu.

    – kocham smak twojej spermy.

    – pokaż mi swoją cipkę, chce zobaczyć jak wycieka z niej to co tam zostawiłem.

    Oblizała go raz jeszcze dokładnie, sprawdzając czy aby nic nie zostało.

    Wstała i ustawiła się przy mojej twarzy. Rozchyliła swoje dolne wargi i pokazując  dumnie jak wycieka z niej sperma.

    – zrobiłeś ze mnie prawdziwa kobietę.

    – od samego początku jak Cię poznałem  to  wyobrażałem sobie jak Ci się spuszczam do środka.

    Włożyła sobie dwa palce do cipki, wiedziałem co chce zrobić patrzyła mi w oczy oblizując swoje palce pokryte nasieniem.

    – pamiętam jak Marzena delektowała się Twoją spermą.

    – zawsze to robi, mówi, że to silniejsze od niej.

    – i chyba doskonale ją rozumiem, sięgając po kolejną porcje do swojej cipki.

    Położyła się wygodnie na mnie, jej piersi dociskały się do mojego torsu.

    – mówiła też, że jak się mocno kochacie to potem czuje Cię cały czas w brzuchu. Jakie to kurwa cudowne.

    – ja Ci się w ogóle podoba sytuacja w której mogę ruchać waszą trójkę?

    – mega mnie to podnieca, czasem sobie wyobrażam jak we trzy Ci obciągamy, ty ruchasz nas pokolenia, a my czekamy grzecznie na swoją kolej.

    Chwilę leżeliśmy na sobie, namiętnie się całując.

    – mam coś jeszcze dla Ciebie specjalnego, ale musisz chwilę poczekać tu na mnie.

    – nigdzie się nie wybieram suczko.

    – daj mi piętnaście minut i jestem,

    – czas start mała.

    Zuzia szybkim ruchem zeskoczyła ze mnie biegnąc do łazienki. Zatrzymała się na chwilę przed drzwiami wypinając swoją dupcie w moim kierunku. Wsadziła sobie paluszek do cipki aby oblepił się resztkami nasienia po czym rozmasowała to sobie w okolicy jej drugiej dziurki.

    Po tym krótkim pokazie, zniknęła w łazience. Słyszałem jak odkręcony prysznic szumiał. Ja w tym czasie, rozsiadłem się wygodnie na kanapie na której przed chwilą uprawiałem dziki seks z jedną z moich suczek. Wspominałem nasze początki, jak pierwszy raz mi obciągała. Jak pierwszy raz dotykałem jej piersi. Minęło od tego czasu ponad pół roku, sporo się od tego czasu zmieniło. Regularnie spotkałem się z Marzenka. Asia jej siostra też często do mnie wpadała po pracy żeby nadziać się dupcia na mojego kutasa. Zdążało się że, wpadały we dwójkę aby wspólnie mi obciągnąć.

    Miałem na wyłączność dwa cudowne milfy i to do tego siostry oraz  młoda seksowną Zuzkę. Każda z nich miała w sobie coś niezwykłego.

    Otworzyły się drzwi łazienki, pierwsze co zobaczyłem to smukłą nóżkę przyodzianą w czarną pończochę zakończoną koronkowym pasem samonośnym. Robiąc krok do przodu, wyłoniła mi się cała. Mogłem ja teraz dokładnie obejrzeć.

    Do pończoch przyczepione były paski od pasa który również był z koronki. Pięknie oplatał jej brzuszek. Staniczek  mimo że był czarny to dało się zobaczyć prześwitujące sutki Zuzi. Wyglądała obłędnie, ale to nie wszystko, na szyi miała założoną obróżkę, między cycuszkami aż do cipki opadał srebrny łańcuch. Dopełnieniem stroju mojej kochanki była czarna również z koronki maska.

    – i jak Ci się podoba mój strój?

    – wyglądasz jak rasowa suka.

    – i tak właśnie się czuje mrr

    – więc podejdź tu do mnie. Zbliż się.

    Zuza opadła na kolana po czym podeszła do mnie na czworaka, seksownie wykonując każdy ruch w moją stronę. Łańcuch który miała u szyi ciągnął się po podłodze wydając charakterystyczny dźwięk.

    Zbliżyła się do mnie siedzącego na kanapie. Oblizała usta i pocałowała mnie w kutasa.

    – zaprowadź swoją sukę do sypialni.

    Powiedziała podając mi końcówkę łańcucha.

    Wyglądała obłędnie, pociągnąłem za łańcuch aby moja suka podążyła za mną.

    Zrobiłem krok a moja kochanka będąc na kolanach zbliżyła się do mnie jak wierna suka. Zaczęła się ocierać o moją nogę, podnosząc tyłeczek, zobaczyłem, że w dupcie ma włożony koreczek zakończony czerwonym diamencikiem. Bardzo mnie to podniecało. Pokonywałem każdy metr drogi do sypialni bardzo powoli, łańcuch był delikatnie napięty a moja suczka mruczała cały czas.

    – nie mogę się już doczekać aż we mnie wejdziesz.

    – ten diamencik w Twojej dziurce mocno mnie podnieca.

    – wiedziałam, że Ci się podoba, będzie łatwiej Ci się do niej dobrać.

    Dałem soczystego klapsa w wypiętą dupcie Zuzki. Zajęczała głośno,

    – mocniej, zerżnij mnie tak mocno żebym jutro nie mogła chodzić. Jak będę próbować usiąść to będę czuła dalej Twojego kutasa jak rozpycha się w mojej dupci.

    Przyciągałem jej głowę do mojego fiuta.

    – połknij go najpierw.

    Włożyła go sobie głęboko do gardła. Dławiła się i obciągała przez chwilę bardzo energicznie pomagając sobie przy tym rączka, solidnie pokryła go przy okazji gęsta ślina. Między jej paluszkami powstały błonki ze śliny. Wyglądało to kosmicznie.

    Wejdź na łóżko, kucnij wypinając do mnie dupę. Wykonała posłusznie polecenie,

    – moja dupcia Cię oczekuje.

    Ściągnęła majteczki i rzuciła je na łóżko.

    Rozchyliła pośladki palcami pokazując co tam dla mnie ma. Nie mogłem się oprzeć aby pocałować ją w cipkę. Przez chwilę wkładałem jej język do dziurki. Nabijała się na niego pięknie pracując na udach.

    Wyprostowałem się i spojrzałem na nią. Pogładziłem jeszcze jej plecy, jej ciało przeszedł dreszcz.

    – zarżnij mnie mocno

    Wyciągnęła z dziurki koreczek,

    Dzięki temu przed moimi oczami ukazała się lekko rozchylona dziurka.

    – w szufladzie masz żel, użyj go i nie czekaj już więcej. Chcę go w końcu poczuć.

    Nasmarowałem kutasa obficie żelem. Nadmiar rozsmarowałem po dupci.

    Nakierowałem kutasa na dziurkę tak aby poczuła jego dotyk. Była tak mocno podniecona że próbowała sama się na niego nadziać.

    – właz i rznij moją dupę, teraz!

    Nie mogła się doczekać. A ja chciałem się z nią lekko podroczyć.

    Na parłem na nią, główka mojego penisa znalazła się w jej dupci.

    -oooo kurwa, co za zajebiste uczucie.

    Wyjęczała moja suka. Nakręcała mnie to coraz bardziej. Złapałem ją teraz mocno za biodra i wciskałem się do jej środka.

    – aaaa rozrywasz mnie, ja pierdole jak dobrze mrrrr

    Wycofałem się całkowicie, wyciągnąłem fiuta i dołożyłem żelu. Jej dziurka już była mocno rozwarta. Dało się zobaczyć środkowe ścianki. Jej wejście pulsowało.

    W całej sypialni unosił się wiśniowy zapach lubrykantu.

    – pierdol mnie bez opamiętania.

    Podniecało mnie to jak mówiła do mnie podczas seksu.

    Przymierzyłem kutasa raz jeszcze i wszedłem w nią bardzo ostro do samego końca. Moje jądra obiły się o jej cipkę.

    – ooooo kurwa, kurwa, kurwa! Przebiłeś mnie  na wylot.

    – potraktowałem Cię jak moją sukę.

    Chwyciłem za jej włosy i pociągnąłem do siebie.

    -ooo taaaak mrrre

    Gdy ja w nią wchodziłem to ona dobijała się pracując biodrami. Myślę że w całym mieszkaniu można już było usłyszeć jak jej dupcia obija się od moich bioder.

    Niesamowite skurcze, jakie oferowała jej dupa podnosiły ciśnienie w moim fiucie.

    -pierdol mnie, jestem Twoją suką!

    Dostała klapsa w tyłek. Był na tyle mocny, że zostawił porządny ślad na pośladku.

    -aaaaa uuuuu mrrrrrr

    – połóż się na plecach na rogu łóżka i podnieś nogi do góry.

    – o taak? Tak chcesz mnie teraz oglądać?

    Jej stanik był odpinany od przodu co ułatwiło pozbycie się go. Obficie na pluła na swoje cycki i dokładnie wszystko po nich rozmasowała. Pociągała się za sutki.

    Stałem tak przed nią chwilę patrząc jak się bawi sama ze sobą. Jej dłonie z piersi przeniosły się w okolice cipki. Wsadzała sobie do niej palce rozcierając wydobywające się z niej soczki po okolicy.

    Złapałem ją za łydki. Przechyliłem się do przodu. Wygiąłem ją tak mocno, że spokojnie mogła lizać swojego kolana.

    Wszedłem z całej siły, penetrowałem jej dupę a ona jednocześnie robiła sobie dobrze ręka.

    – nie przestawaj, proszę. Nie przestawaj tak mnie tak ruchać.

    – dobrze Ci suko?

    – bardzo. Kurwa jak dobrze.

    Miała zamknięte oczy, czułem że odpływa. Zacisnęła się. Jej ręce opadły na pościel a ja wystrzeliłem w jej dupę potężną dawkę spermy

    -co za kurwa cudowne uczucie. Kocham to jak mnie jebiesz. Robisz to tak mocno!

    Zaczęła cała się trząść, wyszedłem cały i wbiłem  się jeszcze raz w nią z całej siły mocno i szybko.

    – cuuuudowniee.

    Jęczała bardzo głośno, na bank sąsiedzi wiedzieli jak bardzo musi być jej teraz dobrze.

    Puściłem łydki Zuzi, teraz ona trzymała je mocno, wyciągnąłem powoli swojego fiuta z jej dupy. Gdy główka mojego fiuta wydostała się na światło dzienne. Z jej dziurki wylała się sowita porcja spermy.

    Uderzyłem jeszcze kilka razy fiutem w jej dupę.

    Obserwowałem jak jej zwieracze otwierają się i zaciskają. Otworek był naprawdę spory. Było widać, że została ostro przeruchana.

    – obiecaj mi że będziesz mnie tak jebał częściej.

    – masz to jak w banku,

    – pamiętam jak jakiś czas temu, Asia opowiadała mi jak ja wyruchałeś właśnie w dupę. To było na waszym pierwszym spotkaniu. Jak dobrze pamiętam to było chyba pod prysznicem. Mówiła, że dwa dni chodzić nie mogła.

    Od tamtego momentu nie mogłam przestać myśleć o analu.

    Chciałam  być w niego mocno rżnięta.

    – zaliczyłem wszystkie Twoje dziurki suko.

    – jestem z tego bardzo zadowolona. Moja dupcia od teraz zawsze będzie Cię gościć kiedy będziesz miał na to ochotę.

    Leżeliśmy sobie na łóżku, a raczej ja na łóżku ona na mnie i namiętnie się całowaliśmy.

    – poszedłbyś ze mną na wesele?

    Nie powiem jej pytanie mnie mocno zdziwiło.

    -jak na wesele, jakie wesele.

    -no dostałyśmy z dziewczynami już dawno zaproszenia na wesele ich kuzyna, chłop się  będzie żenić.

    – no ale jak to sobie wyobrażasz?

    – normalnie Ty idziesz ze mną. Jako mój partner, a ciotki jako para bo są stare i nikt ich nie chce.

    – ejj jakie stare! Zajebiste milfy. Wiem co mówię, bo wiesz haha jedna i druga ciągnęły mi fiuta

    Zaśmiałem się głośno z mojego rymu.

    – no dobra, niech Ci będzie, ale wiesz na co wpadła Aśka?

    – no dawaj, mów bo i tak pewnie nie ogarnę.

    – weźmiemy sobie apartament w hotelu. Taki czteroosobowy z jacuzzi.

    – będę mieć was trzy naraz?

    – dokładnie tak, będziesz miał dziewięć dziurek do obsłużenia.

    – wykończycie mnie zobaczycie.

    Zuzia przytuliła się do mnie, i zamknęła oczy. Ucinając rozmowę.

    Pocałowałem ja w czółko i także zasnąłem.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Xavier
  • Na Adama

              Uwielbiali te leniwe niedziele, kiedy bywali na Adama, co samo określenie mogłoby się skojarzyć jednoznacznie. Byli w Adamowym stroju, co nie mija się z prawdą, ale drugie znaczenie było zgoła bardziej prozaiczne. Otóż „bywali na Adama” czyli przebywali na ulicy Mickiewicza, gdzie od ponad roku byli właścicielami malutkiej kawalerki, takiej tylko dla siebie. Tylko dla siebie, bo mieszkając tam trochę na raty, często nocowali również w Jej rodzinnym domu, wybudowanym za czasów, gdy żył jeszcze Jej ukochany tato. Pomieszkiwali tam wraz z Jej synem i mamą, ale by mieć trochę więcej intymności, kupili świeżo wyremontowane malutkie mieszkanko w starej kamienicy.  Było przytulne, schludne, z jasnymi ścianami, gdzie jedną z nich wykończono sztukaterią dzielącą ścianę na trzy części, trochę w stylu, jaki modny było na początku dwudziestego wieku w mieszczańskich kamienicach. W środkowej części sztukaterii było zamontowane wielkie lustro, co nadawało mieszkanku głębię i przez co wydawało się optycznie większe. To ono właśnie przykuło Ich uwagę, gdy po raz pierwszy pośrednik wpuścił ich do środka.

     – Zobacz jakie fajne lustro! – Ona prawie krzyknęła, nie umiejąc się powstrzymać swoim zwyczajem przed spontanicznym okazywaniem radości.

          On spojrzał najpierw na lustro, później wymownie na nią i przez chwilę patrzyli na siebie  porozumiewawczo, po czym wybuchnęli  niepohamowanym śmiechem.

         Pośrednik nieruchomości jak na rutyniarza przystało, choć chyba nie połapał się w czym rzecz, skrzętnie wykorzystał radość potencjalnych nabywców mówiąc z przylepionym profesjonalnym uśmiechem:

     – Tak! To lustro jest świetnie umiejscowione w pokoju! Daje ono złudzenie dużo większego…

             Parsknęli po raz drugi, agent uśmiechnął się niepewnie, a oni już byli pewni, że nie wie, o co chodzi.

      – Z resztą proszę! Zapraszam do łazienki – tam jest drugie! – Dodał nieco zmieszany.  

          Oni złapali się za ręce jak para świeżo upieczonych małżonków i poszli w ślad za nim.

          Teraz w pokoju pod tą ścianą z lustrem stała kanapa, która, gdy nocowali, albo w innych  wypadkach była rozkładana i stanowiła ich łoże sypialne dość często używane w razie właśnie tak zwanych innych wypadków. Zdarzały się one nader często w dzień, lub weekendy. Oni byli wciąż zakochani i działali na siebie jak dwoje nienasyconych nastolatków, a przecież minęło już tyle lat, kiedy nimi byli. To wzajemne, wspólne odczuwanie czegoś, o czym już zapomnieli, wróciło teraz z niesamowita siłą, gdy nagle wpadając na siebie, ich zawiłe ścieżki życia niespodziewanie się skrzyżowały.

        Teraz leżeli leniwie na tym łożu beztrosko przytuleni, a on wspominał szybką nocną akcję, gdy ona nie chciała wieczorem się kochać, zmęczona zabieganą sobotą.

         Kiedy się nie kochali przed zaśnięciem, on zwykle pytał:

     – Kochanie! Mogę cię obudzić w nocy?

           Pytanie to zadał, gdy wyszła właśnie zupełnie naga z łazienki i poczuł na jej widok impuls, jakby ktoś włączył przełącznik z napisem „pożądanie”. Jej zgrabna sylwetka kusiła idealnymi kształtami długich zgrabnych nóg, pełnymi biodrami uwypuklającymi jej wąską kibić, a wszystko co wyżej dopełniało obraz postaci epatującej ogromem kobiecości i powabu. Widział jej ciemny kontur na tle aneksu z delikatnie tlącym się ciepłym światłem ledów spod kuchennych szafek, ale gdy się powoli zbliżała dostrzegł jej nieduże, acz kształtne piersi.  Impuls wzrósł, bo o ile wielkość biustu nie miała dla niego znaczenia, o tyle kształty zakończeń obydwu wzgórków namiętności były dla niego kluczowe, stając się prawdziwymi małymi kluczykami do jego stacyjki pożądania. Sutki jej piersi były z reguły sterczące, a ich twardość wprost proporcjonalna do chęci bycia zniewoloną przez swojego mężczyznę. I właśnie, gdy się kładła przemknął ich obraz, który chyba zadziałał na Niego podprogowo, bo gdy tylko podeszła bliżej dotknął ich w przekonaniu, że niedługo znów staną na baczność, jakby miały za chwilę wystrzelić.

     – Kochanie, po co pytasz! Wiesz, że możesz. Teraz jednak chyba chcę się tylko przytulić i spać. – Odpowiedziała z czułym westchnieniem.

            Położyła się naga, przytulając się do niego, lekko wilgotna, pachnąca wonnościami, a jej  ciepły pączuś otulił jego bok gdzieś na wysokości żeber. Jednocześnie swoim zwyczajem położyła mu głowę na owłosionym torsie, a jedną ręką delikatnie chwyciła gęsto rosnące tam włosy szepcząc:

          – uwielbiam twojego micha!  

        Miała zwyczaj wtulać się w jego kłaczki, dziwiąc się, jak kobiety mogą lubić gładkie ciało mężczyzny i kazać golić torsy swoim facetom.

               Gdyby był nastolatkiem, pewnie by się wkurzył, że mu odmawia. Tym bardziej, że byli tu sami na Adama. On wiedział jednak, że warto poczekać. Dotąd zawsze było warto. Ich nocne akcje były tak niespodziewane, że zdarzały się nawet, gdy sypiali u niej w domu, a syn siedząc po nocach przy kompie mógł być nieoczekiwanym świadkiem czegoś, czego raczej nie chciałby zobaczyć. Jako szesnastolatek był wprawdzie w pełni świadom tego, co się odbywa w sypialniach nie tylko małżeńskich, tym bardziej, że wychowywali go na  otwartego i tolerancyjnego młodzieńcem, ale czego oczy nie widzą, tego nadal nie można sobie tak łatwo wyobrazić. A oni pod tym względem byli na tyle nieokrzesani, że nigdy nie było wiadomo czy kolejna noc nie przyniesie następnej dla nich niespodzianki.  I bywało czasami ekscytująco, acz jednocześnie niewygodnie i lekko stresująco, gdyż nocując u Niej w salonie On zawsze zastanawiał się dlaczego w owym pokoju nie zaprojektowano drzwi. Z wiadomych względów wiedział, że nigdy nie otrzyma na to konkretnej odpowiedzi, ale z całym szacunkiem dla Jej taty, nie mógł zrozumieć czemu on tak to zaprojektował…

             Właściwie nigdy nie musiał jej nawet budzić. Gdy tylko skończył pracować, leżąc obok z otwartym laptopem, , gasił go i przystępował do dzieła. Przeważnie była do niego odwrócona tyłem, bo zasypiając nie chciała aby raziło ją światło laptopa. Już samo wyobrażenie tego, co za chwilę nastąpi powodowało u niego wzrost nie tylko podniecenia, ale wszystkiego tego, co za tym podnieceniem idzie, albo powiedzmy wyprost nie idzie, a… rośnie. Wystarczyło tylko,  że dotknął jej gorącego, aksamitnego ciała, aby stanął – mówiąc wprost i w przenośni – za chwilę w pełnej gotowości.  Ona nadal spała, ale jej pozycja z pupą wypiętą w jego stronę, nie zmuszała Go do Jej budzenia. Wiedział, że obudzi się i tak, więc przystąpił do akcji. Był już odpowiednio nakręcony, bo Ona należała do tego kręgu kobiet, które oddając się bez reszty swojemu ukochanemu mężczyźnie, czuły się spełnione, nawet gdy nie osiągały szczytu rozkoszy i już świadomość tego, że jest mu oddana nie tylko ciałem ale i duszą nakręcała go jeszcze bardziej. On jednak nie tak łatwo dawał za wygraną, bo dla Niego męskość była między innymi dążeniem,  by jego kobieta osiągała owy szczyt jak najczęściej. Jednak wiedział, że w nocnym podejściu nie jest to możliwe. Znał już trochę zawiły sposób osiągania przez Nią euforii. Wiedział, że to nie takie proste.

               Dotknąwszy jej krągłego pośladka za chwilę znalazł Szczelinkę Rozkoszy, która o dziwo było trochę wilgotna.  Zwilżył jednak ją bardziej, wsuwając mokry palec, który obficie przed chwilą polizał. Jego już nabrzmiałe przyrodzenie też puściło olejki. Był to u niego objawem nie tylko dużego podniecenia, ale również efekt pewności, ze jego kobieta oddaje mu się z prawdziwym uczuciem. Doświadczał tego zawsze, nawet bez wyraźnego podniecenia, kiedy wystarczyło,  ze Ona mówiła mu o swojej miłości i pełnym oddaniu. Jego olejki były olejkami Jego szczęścia i były zawsze obfite, gdy odbierał Jej gorące uczucia w swoim umyśle. Ona nadal spała, choć zaczęła poruszać nieznacznie biodrami, jakby podświadomość podpowiadała to, co za chwilę się może się stać.  Akcja musiała przyspieszyć, bo z tyłu głowy i dosłownie widział blask komputera Jej syna, który jak to często bywa u nastolatków popełniał grzech grywania po nocy. Ten stres jednak chyba też podniecał, bo czuł, że długo nie da rady. Wszedł w Jej przedsionek rozkoszy, jak zwykle delikatnie, ale stanowczo. Poczuła, bo wraz z głębokim westchnięciem chyba się obudziła. Złączeni w tej nie horyzontalnej pozycji, zaczęli poruszać się harmonijnie, a  jego Nocny Zwiadowca  już cały zdobyty przez jej Gorącą Intymność coraz mocniej ocierał się w Jej gorącym uścisku. Nie wiedział, jak Ona to robi, ale zawsze odczucia rozkoszy podczas ich zbliżenia były potęgowane Jej dopasowaniem się do Niego. Miał wrażenie, że Jej mokra szczelinka ciasno przylega do jego męskości, co było tak zniewalająco przyjemne, że nie dawało rokowań na zbyt długie przedłużanie tego szaleńczego stanu napięcia. Był już tak nakręcony, że czuł zbliżający się niechybnie finał. Nie chciał tego jeszcze, ale obydwoje wiedzieli, że muszą szybko skończyć, bo kto wie, czy za chwilę młodzieńcowi obok nie zachce się wyjść z pokoju. Były to może minuty, na pewno ich kilka, gdy On westchnął tylko:

     – Już nie mogę dłużej…

     – Dobrze kochanie, kończ… – odpowiedziała dość pospiesznie, wstrzymując łaknienie powietrza, którego domagało się Jej podniecenie.

        On jeszcze wykonał kilka szybkich ruchów biodrami i w momencie gdy zagłębił się w nią do końca wystrzelił z całą siłą rozpierającej go ekstazy!

       Ona tylko cichutko jęknęła. Zacisnęła powieki i usta, by nie wydać z siebie nawet pisku i poczuła ten moment, kiedy rozchodzące się ciepło Jego małych pielgrzymów rozkoszy gdzieś tam głęboko, zaczęło rozpływać się za sprawą Jej uczuć po wszystkich zakamarkach ciała i umysłu. Uwielbiała gdy Ją wypełniał swoim istnieniami niedokończonymi, jak o nich mawiał, unikając określeń w pełni dosłownych. Z resztą obydwoje zapatrzeni w siebie szukali magii w każdej nie tylko intymnej części swych ciał. Choć On finiszował zbyt szybko, to jednak dla Niej nawet takie pospieszne zbliżenie dawało rozkosz i satysfakcję. Była znów dosłownie wypełniona Nim! Miała wrażenie, że tam w środku Jego wilgoć i pozostawiony nektar, którego zawsze pragnęła, jest pełnią fizycznego połączenia, co wraz z głębokim uczuciem jakim Go darzyła było całkowitym spełnieniem tego, czego oczekiwała od swego mężczyzny – kochanka. Sen przyszedł nie wiadomo kiedy…

         To wspomnienie jednak było jakże inne od tego co działo się ostatniej nocy.

         Teraz leżąc nad ranem, choć właściwie już było prawie południe, przytulił ją mocniej całując czule w czoło, lekko już podniecony wrócił myślami do nocnych igraszek sprzed zaledwie kilku godzin, bo chyba było już dobrze po czwartej, gdy zasnęli…

            Dla odmiany, tym razem będąc tu na Adama mogli pozwolić sobie na dużo więcej, zważywszy, że ograniczali ich tylko sąsiedzi za ścianą, na których i tak przeważnie nie zwracali uwagi. Zamknął laptopa. Obrócił się delikatnie, by przypadkiem Jej nagle nie obudzić. Powoli, jakby z namaszczeniem ściągnął z Niej kołdrę. Znów leżała tyłem, pachnąca, gorąca, z gładkim aksamitem skóry, która na plecach wyróżniała się konstelacją większych i mniejszych planet – pieprzyków. Popatrzył na nie, szukając może układu gwiazd, które sprawiły, że odnaleźli się w tym wszechświecie zagubionych dusz. Popłynął dłonią po konturze ramienia, zjeżdżając wzdłuż boku Jjej ciała, dotarłszy do doliny pasa – niziny, za którą gwałtownie wznosił się wzgórek biodra, z którego rozciągał się widok na piękną, uwypukloną pozycją na boku pupą! Jej krągłość przedzielona jaskinią spełnienia, działała na niego zawsze pobudzająco! Płynął dłonią po jej owalu, powoli do Celu, który gdzieś tam w osi dolinki Jej pupy, pozostawał nadal ciemny, tajemniczy. Powoli zjechał dłonią niżej, natykając się niechybnie na ów Cel, który zaskoczył go swoją wilgotną miękkością. Muskając wzdłuż niego delikatnie palem, zbliżył usta do Jej szyi wyczuwając prawie smakiem feromony delikatności. Całował wolno, a wilgotna szorstkość Jego języka sprawiła, że po chwili poczuł odruch bezwarunkowy, który jeszcze przez sen dyrygował już Jej wybujałą wyobraźnią. Nagle odwróciła się do niego, szukając spragnionych pocałunku ust, które za chwilę złączyły się złaknione siebie, jak ryby wyjęte na powierzchnię szukające choć małej rozpuszczonej w resztkach wody porcji tlenu. Jednocześnie dłonią pieścił Jej mokrą już szczelinkę, pocierając co chwila czuły punkt, którego tajemnicę znał już od dawna, bo reakcja na jego muskanie zawsze była podobna. Jej gwałtowny oddech, obudzony z letargu, wzmógł w nim poczucie samczej męskości. Wszedł głębiej palcem w szczelinę, a Ona nie będąc mu dłużna, zdecydowanie złapała dłonią za Jego twardą już Wielką Obietnicę Spełnienia. Pieścili się tak, coraz gwałtowniej, nie czując czasu, będąc we własnej przestrzeni ich wspólnej wyobraźni, muskając się i na przemian kąsając ustami  trochę chaotycznie, bo coraz bardziej rozpaleni obopólnym podnieceniem ciał i dusz.

     – Jesteś moją nałożnicą? – Zapytał twardo, rozpoczynając wizję.

     – Jestem twoją dziwką! – Wiedział, że ona lubi takie fantazje, ale nie spodziewał się aż tak dosadnej odpowiedzi, która doprowadziła go prawie do erotycznej furii! – Chcę byś mnie teraz pieprzył od tyłu jak sukę!

     – Dobrze! Odwróć się Moja Kurewko! Wystaw swoją cipkę!. Mój kutas już czeka!

          Odwróciła się do niego, a on klepną jej pośladek otwartą dłonią, po którym tylko pisnęła, bo nie wiadomo, czy klaps był za mocny, czy tylko Ją to tak zaskoczyło. Może nawet trochę zabolało, bo po chwili na pupie pojawiło się lekki rumień.

    W miedzy czasie jego Jaśnie Wielkość Twardość naparła z pełną stanowczością, rozwierając Jej szczelinę na tyle mocno, że pochłonęła go bez reszty. Nie trwało to jednak długo, bo za chwilę już prawie mokry wysunął się, by zaraz rozpocząć mechaniczne ruchy posuwisto – zwrotne, które rozbujały ich ciała, niczym żywą maszynę do wywoływania ekstazy! Jechali tak przez czas dla nich nieskończony, bo nie chcieli go skończyć. Jego Rezolutny Bohater Nocy, napierał wsuwając się w jej Sprężystą Gąbeczkę, która jak zwykle zdążyła się już idealnie dopasować do rozmiarów swego pana. Tylko prędkość ruchów była co jakiś czas zmienna. Ona już tylko jęczała, jakby pogodzona z losem, z wypiętą pupą, ale wiedziała, ze to nie koniec, a On dysząc, myślał już o kolejnej scenie ich wspólnego Teatru Sztuki Kochania.

          Ale to Ona rozdała nowe role! Usunęła się nagle z kierunku działania i zmieniona nie do poznania z niewinną minką poprosiła:

     – A teraz chcę byś się ze mnie kochał… Tak normalnie, z  przodu…  – Powiedziała to delikatnie, kładąc się jednocześnie na plecach.

     – Tak moja księżniczko! Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem! – On przyjął rolę bez szemrania, jakby poddając się całkowicie woli nowego reżysera.

        Rozłożyła trochę jakby zawstydzona zgięte nogi, wystawiając mokre, ciepłe gniazdko, które oczekuje już na swojego jedynego lokatora –  Ptaka Zbawcę.

     – Daj mi ją! Muszę posmakować, tak się stęskniłem! – Nim się spostrzegła już jego szorstkość języka, napierała na Jej Wielką Rafę Koralową Namiętności, wywołując kolejne przedbiegi euforii. Nie trwało to jednak długo, bo On pragnął jak najszlachetniej wypełnić swoja powinność. Wszedł w Nią tym razem powoli i delikatnie, bo Ona tak chciała, łapiąc Go za pośladki jak policjant kierujący prędkość ruchu na skrzyżowaniu.

     – Powoli  – powiedziała, podnosząc lekko głowę by widzieć, jak Jego twardziel wchodzi majestatycznie w jej dziurkę, wypełniając swoją usłużną rolę.

     – O Boże jak go czuję!  – Szepnęła na głos, a On wiedział, że dla niej sam widok tego, w co wbijała teraz wzrok był tak ekscytujący, że długo nie wytrzymując chwyciła tym razem mocno za jego pupę i wsuwając sobie całego rumaka, czuła jak jego nabrzmiały łepek rozwiera coraz mocniej jej otchłań. Jednocześnie przytuliła całe Jego ciało do siebie, czując ciężar i siłę. Wiedziała już że to preludium finału. Powoli nadziewała się Nim trzymając go za pośladki i przywierając szczelnie do Jego całego ciała. To był warunek konieczny. On dobrze o tym wiedział, więc tylko potulnie poddawał się Jej ruchom. Jęczała coraz głośniej, a on już był pewien, że zbliża się nieuniknione, co go jeszcze bardziej napędzało. Jechali przez kilka niewymiernych chwil na tej karuzeli, która powoli, acz coraz szybciej robiła ostatnie okrążenie!  W pewnym momencie Ona zaczęła krzyczeć. Najpierw niezbyt głośno, by po chwili być już słyszaną przez sąsiadów, lecz On zapobiegawczo zasłonił jej usta. I stało się! Krzyknęła tłumionym głosem, a On równocześnie wystrzelił wszystko to, co tylko dla niej przygotował. Wiła się i bezsilnie ściskała tylko Jego pośladki, poddając się euforii ciała i duszy, albo istoty połączenia jednego z drugim. Znów czas się jakby zatrzymał…

            Obrazy z wczorajszej nocy, które go naszły nie pozostały bez echa, albo raczej bez wpływu na jego stan, który dał o sobie znać, gdy poczuł, że znów wariuje. Ona przytulona do niego od razu to spostrzegła.

     – A co to? – Zapytała zalotnie – Niesforny Rumak znów chce się zerwać ze smyczy? – bezpardonowo złapała go za męskość i zaczęła masować jak zawodowa kurtyzana.

     – Kochanie, co robisz? Musimy jechać do mamy zaraz na obiad. Przecież po obiedzie jedziecie w trójkę do Wawy. Syn by Ci nie wybaczył gdybyście się spóźnili na to spotkanie w sprawie zakupu węża… – Śmiał się z tego, ale też podziwiał nietypowe hobby jej syna, gdzie pająki, modliszka i kameleon to dopiero preludium, tego co mogło ich w przyszłości zaskoczyć, gdy będą nocować w jej rodzinnym domu, a przypadkiem któryś z nich wymknie się z terrarium.

     – Ja już mam swojego węża i… nawet… urósł.  – Nagle jej głowa znalazła się pod kołdrą, a on poczuł  jak Jej gorące usta otuliły Jego nabrzmiewającą twardość, trzymaną przez palce z koralikami czerwonych paznokci, które zobaczył gdy odciągnął kołdrę.

     – Co robisz? – Zapytał, a potem tylko głęboko westchnął, zamykając oczy jakby wstrzyknął sobie przed chwilą porcję heroiny.

     – Wypełniam swoją powinność, abyś Ty wypełnił mnie – wypowiadała słowa w przerwach, gdy Jej usta nie były pełne zapału.

     – Ok. To mogę to zrobić szybko… jeśli mamy… być na czas… na obiad! – raczej wydyszał te słowa niż wypowiedział.

     – Oczywiście!… Przecież… też… jestem… głodna!

     – No widzę, masz… bardzo duże… łaknienie!

     – To nie gadaj, tylko bierz się do roboty.

           Skończyła swoją robótkę ręczną, gdzie dzierganie naprawdę było efektowne. Teraz szybko dosiadła swojego dzieła i już pędziła cwałem, bo też nie lubiła się spóźniać.  On tylko łapał coraz szybciej powietrze i obserwował Jej jędrne ciało nad sobą, nie mogąc oderwać oczu od dwóch czerwonych poziomek, które sterczały, podskakując w rytm Jej całego ciała. Złapał za nie i lekko ścisnął. Ona lekko zasyczała i jeszcze przez jakąś nieokreśloną minutę ujeżdżała rumaka, gdy nagle wstała i bez ceregieli rzekła :

     – Weź mnie od tyłu! – Klęknęła na łóżku, i wypięła pupę, przywierając jednocześnie głową do ciepłego prześcieradła.

     – Choć moja suczko, zaraz cię zerznę i się zleję do środka.

     – Tak! Czekam już! Zrób to!

       Tym razem On Ją dosiadł jak rasowy ogier swoją klacz. Wchodził w nią całym swym twardzielem i wychodził ukazując na końcu jasnego kasztanka, którego średnica była większa niż  korzenia.

     – Jak ja lubię tego Twojego Grzyba, gdy pchasz go we mnie! – Dyszała.

         Posuwał ją jeszcze jakiś czas, po czym znów spuścił się w sam środek Jej Wysokości Wilgotności!

     – Uwielbiam jak mnie napełniasz – Krzyknęła i swoim zwyczajem pociągając go za sobą przywarła do niego znów na tych parę chwil ukojenia…

         Tym razem leżeli krótko, bo rzeczywiście nie było czasu. Szybko się ubrali i jak dzieciaki pobiegli pędem do samochodu. Podróż zajęła około piętnastu minut. Gdy zajechali jej mama szykowała już obiad. Zdążyli. Poszli do jej syna, pogadali trochę. Jak zwykle ona wydała dyspozycje w sprawie wyjazdu i sama ruszyła na strych do swojej garderoby. On wyciągnął laptopa, bo wiedział, że pakowanie to u kobiet wręcz misterium, a Jej podejście do tej czynności było tylko tego potwierdzeniem.

     – Schodźcie na obiad – Mama swoim zwyczajem krzyczała z salonu na całe gardło, bo od zawsze w jej rodzinie było głośno. O dziwo wszyscy szybko zeszli do salonu, gdzie podano do stołu.   Ona miała dziwny wzrok i patrzyła na niego maślanymi oczami. Oczywiście nie uszło to jego uwadze, ale na szczęście tylko jego. Obiad minął na typowo rodzinnej pogawędce i dyskusji: co należy zabrać na te parę dni. Gdy zjedli, on znów wrócił do pisania na laptopie, a ona dała nura do garderoby. Wiedział, że to potrwa, więc się zdziwił, gdy po dziesięciu minutach zeszła na dół i przytuliła się do niego.

     – Kochanie ja już tęsknię. Nie chce mi się jechać samej bez Ciebie. – szeptała, aby syn w pokoju obok nie słyszał.

     – Też mi smutno, ale tak ustaliliśmy. – Odpowiedział głośno, a Ona położyła mu palec na usta

     – No wiem, ale… Coś mi się stało… Znów ciebie chcę. Chcę Ciebie zabrać w sobie.

     – Kochanie, bardzo mi to schlebia, ale jak chcesz to tu zrobić… Mama, Twój syn… Poza tym wiesz… Nie jestem już dwudziestolatkiem, chyba nie dam rady…

     – No dobrze… – na chwilę zamilkła, ale on już wiedział, że nie da tak łatwo za wygraną. Jak czegoś chciała, to z reguły to dostawała. Jakby na potwierdzenie jego myśli usłyszał:

     – choć na górę!

     – No co ty, przecież wszystko będzie słychać, bo niema drzwi między piętrami. – Zawahał się, ale Ona już ciągnęła go za rękę. Przemknęli niezauważeni przez syna, a ona tylko krzyknęła:

     – Mamusiu idę na strych do garderoby pakować się dalej.

            Garderoba była tylko w jednej części mieszkalnego strychu, ale tak usadowiona, że jeśli ktoś wchodził po schodach, to było widać kto w niej przebywa. Schody były kręte i dość trudne do pokonania, o czym On niejednokrotnie się przekonywał, gdy tachał tam czasami swój sprzęt do nagrywania. Wtedy zawsze przychodziła myśl, jak Jej szanowny tato mógł zaprojektować takie karkołomne wejście na strych, gdzie onegdaj normalnie był pokój mieszkalny.  Przez głowę przelatywało mu, jak mają to zrobić na samym widoku. Za chwilę się jednak  okazało się, że za wieszakami jest jeszcze mała skrytka. Tam Go zaciągnęła i dopadła. Szybko rozpięła mu spodnie i złapała ptaka dłonią wpychając go sobie w usta. Okazało się, że sama myśl, że go prawie gwałci tak Go nakręciła, że był już w pełnej gotowości! Ssała go jednak jeszcze przez chwilę, a On trzęsąc się z podniecenia i ze strachu, że zostaną nakryci złapał Ją tylko za głowię nie wiedząc co dalej. Po chwili się jednak ogarnął podciągnął Ją do góry, rozpiął Jej jeansy, obrócił i gwałtownie wszedł w mokrą jeszcze od poprzedniego razu Jej Kobiecość. Posuwał szybko, bo wiedział, że nie mają dużo czasu. Cała ta sytuacja była tak absurdalna, że strach przed nakryciem powinien Go sparaliżować. Jednak było odwrotnie! Jej pragnienie, aby Ją jeszcze raz wypełnił swoja Drużyną Szybkobiegaczy, tak go podnieciło, że mogło wszystko zakończyć się sukcesem, gdyby nagle nie usłyszeli zbliżającego się głos mamy, która zaczęła wchodzić na schody!

     – Córcia, podasz mi walizkę?  – Weszła na kilka stopni, stanęła i nie widząc nikogo zapytała:

     – A gdzie ty jesteś?

       Najpierw panika, a później konsternacja przerwała ich szaloną zabawę. Stanęli jak słupy soli złączeni z Jego Ptakiem w Jej wypiętej pupie nie wiedząc co dalej.

     – Mamo jestem w skrytce za wieszakiem, bo szukam sukienki. Zaraz schodzę, nie wchodź niepotrzebnie, wiesz… te schody… trochę niebezpieczne… zabiorę twoją walizkę. – starała się mówić normalnym głosem, co w tej sytuacji nie było łatwe.

       Starsza Pani chwilę stała na schodach niepewna co zrobić dalej, gdy usłyszała:

     – No nie wchodź proszę, zaraz zejdę – Ona mówiła to prawie zdesperowana, bo wiedziała, że mama myśli, ze jest tam sama. Starsza Pani stała jeszcze przez chwilę niezdecydowana, czy ma wejść, czy poczekać, aż córka zniesie jej walizkę. Trwało to sekundy, ale dla Nich pewnie dużo, dużo dłużej.  A starsza Pani, nie wiedzieć czemu, nagle uśmiechnęła się do siebie mówiąc:

     – No dobrze, to idę robić kanapki na drogę.

       Stali przy odpalonym już aucie, w którym syn i Jej mama usadowieni czekali aż Oni się pożegnają.

     – Kochanie teraz mogę spokojnie jechać. Jestem wypełniona Tobą po brzegi. Wystarczy mi na te kilka dni… Nigdy nie robiliśmy tego na strychu i patrz! Jednak się udało! – spojrzała na niego czule i jednocześnie frywolnie.

     – jedź spokojnie… Będę zbierał siły… Jednak Twój tata chyba wiedział co robi, projektując te schody tak, aby było trudno na nie wejść.  – Uśmiechnął się szelmowsko i po chwili całując ją w usta przytulił na pożegnanie.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Ben Wik

    Debiutuję, ale może się spodoba. Pozdrawiam Czytelników

  • Przygody Maga cz. 1 – Elficka stolica

    Był to środek lata – idąc kalendarzem ludzi miesiąc nazywany sierpniem.

    Byłem w trakcie podróży z mym przyjacielem człowiekiem – młody chłopak, bo około 18 lat ludzkich. Brązowe krótkie włosy, tak samo i oczy, lekko niższy ode mnie, jeśli dobrze pamiętam jego wzrost to blisko 178 cm. Jest cyrulikiem, który uwielbia matematykę, przez co ciągle ma przy swym boku liczydło. Ubrany w całą zbroję płytową i czerwony miecz półtoraręczny w podobnej pochwie przy boku po lewej stronie, na imię mu Ragen.

    Między Nim a mną młody chłopak. Jeszcze nie jest pełnoletni, według ludzi, bo ma 14 lat. Również brązowe włosy, jednak całe oczy ma żółte. Dla zwykłych ludzi (jako jednostki oczywiście) nawet nie widać tęczówki czy źrenic. Jedyne co oni widzą to po prostu żółte oczy, z których wychodzi równie żółta łuna. Przez to wiadome jest, że obcuje z magią, co dla zwykłych obywateli i prostaków może być przerażające, będą się go obawiali. Jednak samo jego zachowanie wskazuje bardziej wiek 8 – 10 lat. Bardzo pojęty i odważny, jednak niekiedy głupkowaty i niewinny. Mimo to jestem dumny z niego każdego dnia.

    W moim pogłębionym kapturze znajduje się nasz “pupil” i najukochańsze zwierzę. Mój chowaniec, którego znalazłem i zacząłem wychowywać od jajka – młody gryf, a raczej gryfica Isa. Imię nosiła w zbliżonej postaci do jednej z mych Bogiń – Ishy.

    Sam jestem Elfem, mam długie srebrne włosy, bardzo bladą cerę i niebieskie oczy – dar przez wiatry magii, którymi się param od początku. Moje jedno ucho zostało poszarpane jeszcze za czasów młodości, kiedy to była wojna z pomiotami Chaosu, a potem ruszyłem na przygodę z mą mistrzynią. Drugie ucho w połowie odgryzione podczas jednej z bitew – straciłem podczas walki z orkami lub zwierzoludźmi, sam już nie pamiętam. Mój płaszcz jest długi i w kolorze ciemnoszarym, gdzie (jak wcześniej wspomniałem) mam pogłębiony kaptur specjalnie dla swej Isy, która uwielbia tamto miejsce. Zawsze je zajmuje, jak jesteśmy w podróży i nie lata w międzyczasie. W dodatku moje ubranie, włosy, całe ciało odczuwa delikatny wiatr. Jednak powoli przyzwyczajam się do niego i ignoruję. Gdyby nawet nie było w danym dniu wiatru, to i tak wokół mnie byłby on. Jednak nie jest to zwykły wiatr, a kręcące się wokół mnie wiatry magii imitujące wiatr i jego właściwości. Moje szaty, poza oczywistym płaszczem, są głównie w kolorach bieli i niebieskiego tak jak niebo. Pod tym magiczna skórznia (dla mniej pojętych to zbroja ze skóry), która nie przeszkadza mi w mych działaniach magicznych, ponieważ zwykła zbroja blokuje dopływ wiatrów do mnie, przez co musiałbym pozyskiwać więcej mocy niż normalnie. Mierzę około 196 cm, bardzo rzadko zdarzają się osoby z podobną mi wysokością. Niekiedy bawię się też mą lewą dłonią, która może być trochę przezroczysta, jednak tak ukrywam ją. Wynik cięższych czarów, gdzie magia spowodowała eksplozję mego całego ramienia, a następnie przywróciła ją w tej, eterycznej, formie. Same jednak dłonie mają trochę dłuższe paznokcie, a także mam dłuższe kły. Nie jest to wina spraw wampirycznych, a dzikości lasu, którą przyjąłem i zaakceptowałem. Przez to nie brzydzi mnie jedzenie nawet robaków wraz z Isą czy trupy.

    Przy nas jest jeszcze jedna osoba – Lavina. Młoda dziewczyna, koło 16 czy 17 lat. Około 165 cm wzrostu, delikatna, ale umiejąca walczyć i jest bardzo zwinna. Najlepsza skrytobójczyni, jaką spotkałem, już ma na swoim koncie wiele rabunków i włamań. Nawet ośmielała się włamać do kogoś, by po chwili oddać rzeczy, ukazując błędy w zabezpieczeniach. Długie kruczoczarne włosy, delikatnie blada cera, złote tęczówki. Osoba, która jest dla nas jak rodzina i młodsza siostra. Znaczy dla mnie. Ja na ich ludzki wiek mam koło 25 lat, u nas to blisko 80 lat. Jej ubiór to głównie odcienie czerni i szarości, zapewne przez łatwiejsze ukrywanie się. Już raz próbowała mi się ukryć po 5 latach rozłąki, jak tylko w końcu przyjechała do naszej gotowej rezydencji. Jednak wiedziałem, gdzie jest, widziałem, jak się ukrywała i odczuwałem Jej obecność. Na sobie jeszcze miała ćwiek (ćwiekowana zbroja), która była wytrzymalsza od skórzni, ale nie krępuje ruchów i jest lekka.

     

    Tak jechaliśmy na koniach w czwórkę wraz z naszymi nowymi towarzyszami – orkami i Snagą na ich czele. Jest to klan Krfawych Toporów, który miał swój zapisek w historii naszego świata jako jedyny klan, który współpracował i handlował z ludźmi. Teraz toczyła się między tym klanem a moim wojna o teren. Snaga, jako reprezentant swojej przywódczyni, chce dążyć do zaprzestania wojny i współpracy co byłoby nam na rękę. W zamian oddalibyśmy tylko kawałek ziemi, który i tak nie jest nam potrzebny. Jego przybocznymi, jako ochrona, było rodzeństwo Jig i Mig. Jig oczywiście orkowy mężczyzna, który bardzo nie zgadzał się z przywódczynią i Snagą, Mig orkowa kobieta, która była za tym pomysłem. Powoli zbliżaliśmy się do stolicy, gdzie Snaga po walce został ranny i cudem go uratowałem od upadku w przepaść, skąd nigdy nie zostałby wyciągnięty. Przechodziliśmy przez wyżyny, w końcu widzieliśmy las. To oznaczało, że jesteśmy już bardzo blisko. Ragen wyczuł coś, więc kazał nam czekać i pojechał przodem. Ja w międzyczasie obserwowałem, co się dzieje i czekałem na umówiony znak. Przy tym spojrzałem jak u Laviny z Jej chorobą, która powodowała u Niej ślepotę i osłabienie, a także co ze Snagą. Nagle usłyszałem krzyk Ragena, wsiadłem na konia i ruszyliśmy dalej. Zobaczyłem tylko sporą ilość łuczników i Davandrel – brązowo włosa Elfka, koło 170 cm wzrostu, która walczy z lewitującym mieczem i Ragen uciekający w naszą stronę, a za nim strzały łuczników. Jednak jak tylko zobaczyła mnie, to zaprzestała walki, wstrzymała ostrzał i się skłoniła. Ansa (miecz) jednak zaatakował raz jeszcze już bezbronną Davandrel, więc skarciłem ją (Anse) błyskawicą. Kazałem nigdy więcej coś takiego nie robić. Ansa tylko zamachnęła się blisko mnie i poleciała z powrotem do pochwy przy Ragenie.

    – Witaj Mistrzu Riannie! – zabrzmiał Jej głos. Było słychać pozostałości po gniewie i irytacji.

    Zsiadłem z konia, podszedłem i przytuliłem się do Niej – Davandrel! Miło Cię widzieć! – uśmiechnąłem się – Co tu robisz? Nie powinnaś dalej ścigać banitów?

    Odwzajemniła przytulenie – Wróciliśmy niedawno by przeorganizować nasze siły, przez wojnę z orkami w okolicy musieliśmy tu wrócić i na czas powrotu reszty kazano nam zabezpieczać okolice.

    – Rozumiem, co tu się wydarzyło? – spojrzałem na dwójkę, łucznicy z Jej oddziału zaczęli wychodzić, witając się ze mną, Mistrzem Magii i Prawą ręką Przywódczyni.

    – Jak tylko podjechał, kazaliśmy się zatrzymać i pierw sprawdzałam, czy to nie jeden z banitów, zaczął unikać odpowiedzi i zgrywał kozaka. Mówił, że zna najważniejsze dla nas osoby, wątpiłam w to i kazałam mu powiedzieć kogo albo by się pożegnał ze swym życiem. Potem krzyknął. – Spojrzałem na Ragena, który się nie sprzeciwiał.

    Wzdychnąłem – Niby uczony, a jednak idiota. Przepraszam Cię za Niego Davandrel. Wracajmy do stolicy. Mamy gości, a dokładniej posłańca od okolicznych orków, którzy chcą zaprzestać wojny. Jest już Przywódczyni Thea?

    – Jeszcze nie ma. Powinna być w tamtym tygodniu. – Zaniepokoiłem się tą wiadomością.

    Po chwili tylko poczułem, jak ktoś w nas szarżował i zaatakowano znów Davandrel. Okazało się, że to Jig zaatakował nas!

    – Jig mieć dość! Ork być silny, niesłaby. My nie musieć rozmawiać z elf! – atakował dalej

    – Zdrajca! – krzyknąłem i zaatakowałem swymi błyskawicami. Po chwili upadł z wilkora i padł na ziemię. Trafiłem go w oko. Jestem pewny, że na to jedno oślepł. Stanąłem nad nim od strony nóg – Jigu, za swoją zdradę w stosunku do nas, a przede wszystkim co do woli Twej Przywódczyni Tenlau jedyne, na co zasługujesz to śmierć! – krzyknąłem. Szybko między nami stanęła na wilkorze Mig, jego siostra.

    – Mistrzu Riannie, ja prosić! Nie zabijać Jig. On tego nie chcieć! Ja prosić, dać mu odjechać do naszej wioski.

    Widziałem, jak bardzo błagała mnie wzrokiem, ma ręka, ze skupioną mocą, była dalej wyciągnięta w to samo miejsce co wcześniej.

    – To zdrajca! Już od dłuższego czasu kłócicie się o słuszności decyzji Waszej Przywódczyni! Wszystko słyszałem i wiem, że Ty popierasz swą Przywódczynię, On nie! – krzyknąłem do Niej.

    – Ja błagać, on już nigdy więcej tak nie zrobić. Ja obiecać!

    Uwolniłem skupioną moc i opuściłem rękę. – W porządku. Niech zostanie wysłany na swym wilkorze z powrotem do wioski. Tenlau zdecyduje co z Nim dalej. Tutaj nigdy więcej nie ma wstępu. Wiedz tylko, że robię to tylko i wyłącznie ze względu na Ciebie i to, że jesteście rodzeństwem.

    – Dziękować Mistrzu! – wzięła swego brata, położyła na wilkorze i posłała do wioski. Pojechał, Davandrel została w międzyczasie opatrzona przez Ragena i ruszyliśmy.

    – Dobrze jest widzieć Mistrza. Coraz więcej kłopotów mamy. – powiedział jeden z Elfów. – Starszy na pewno też się ucieszą.

    – Na pewno będę musiał im złożyć wizytę odnośnie tego. Najwidoczniej staniemy trochę dłużej.

    – Mistrzu, ze Starszych pozostał tylko jeden, reszta udała się poza stolicę.

    Kiwnąłem głową. Przeszliśmy przez kilka barier magicznych i weszliśmy do naszej pięknej stolicy. Jednak przez wojnę trochę opustoszała. Kazałem, swym ludziom, by poprowadzili wszystkich gości do kwater gościnnych, sam udałem się od razu do Starszego. U Starszego było pierw miłe przywitanie, jednak szybko dowiedziałem się o problemach, a także, że jest siostra Przywódczyni, która ma zamiar walczyć o stołek. Spotkałem się z Nią, jednak nie na długo. Ostatecznie mieliśmy jeszcze jeden problem, bo grasowała demonica, a może jakaś czarownica, która kradła twarze. Odczarowaliśmy osoby, które zostały w tak bestialski sposób potraktowane. Potem trafiliśmy do innego wymiaru, Nie wiem jak Ragen tam trafił, ale ja musiałem z Ralfem (mym uczniem) przejść przez portal. Tam spotkaliśmy Ragena w złotej klatce, zachowywał się inaczej niż zwykle. Szybko się jednak zorientowaliśmy, że nie lubi, jak działamy jakkolwiek jeśli chodzi o klatkę. Zaczęliśmy, więc go prowokować i uderzać cały czas. Tak sprowokowaliśmy go, obezwładniliśmy i położyliśmy. Potem odnalazłem faktycznego Ragena, a raczej Jego duszę i wprowadziłem do ciała. Potem przeszliśmy przez portal. Tam spotkaliśmy jedną demonetkę, czarodziejkę od twarzy, pomioty chaosu i Slaanesha (jeden z 4 najpotężniejszych Bogów Chaosu, który jest manią i uwielbia przyjemność oraz ból). Zaczęliśmy walkę, jednak po chwili ten potwór wbił w me usta swój długi język, a swoje już i tak piękne (przez swoje moce) ciało zmienił na Thee, moją ukochaną, z którą jesteśmy razem od 5 lat ludzkich.  Podchodził do mnie, starałem uwolnić, ale on wbijał się cały czas i nie dawał za wygraną. Widziałem tylko jak piękna ciemnobrązowo włosa kobieta, o licznych ranach na ciele które znałem, z bladą cerą, niebieskim malunkiem na twarzy, pięknych krągłych piersiach, wcięciu w talii i szerokich biodrach, powabnym kroku, gdzie zarzucała swymi krągłymi pośladkami, podchodzi do mnie. Nie umiałem się oprzeć temu widokowi mimo świadomości kto to jest tak naprawdę. Ostatecznie ten potwór zdarł ze mnie spodnie i włożył mego penisa w swą ciasną, mokrą i ciepłą pochwę. Spowodował, że szybko osiągnąłem orgazm i zalałem go, a on dał mi znak, którego nikt, prócz osób magicznie uzdolnionych, nie widział. Potem uwolnił mnie z uścisku i uciekliśmy przez portal. Trafiłem nagi z Ralfem u boku do jaskini, gdzie było sporo zwierzoludzi i zwykłych ludzi, lekko ubrani lub nadzy.

     

    Co było dalej, w kolejnej części.

     

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    lele
  • Jak pomoglem cioci zajsc w ciaze

    Z ciotką Darią od zawsze miałem świetny kontakt. Była żoną brata mojego ojca, wujka Zbyszka, a ich małżeństwo trwało już od piętnastu lat. Nie mieli dzieci. Czasami zastanawiałem się dlaczego, ale nigdy nikogo nie zapytałem o przyczyny, bo przecież właściwie nic mi do tego. W każdym razie w ich małżeństwie coś zaczynało się psuć, słyszałem jak rodzice mówili o tym, że wujek popadł w depresję. Kiedy wyjechał na tydzień do swojego przyjaciela do Szwecji, moja mama zaproponowała, żebym razem z nią posiedział przez ten czas u ciotki. Wujostwo mieszkało na wsi, właściwie to w lesie, w domku nad jeziorem i wyjaśniono mi, że ciotka może potrzebować w tym trudnym okresie pomocy. Miałem jechać z mamą się nią zająć. Były wakacje i średnio ten pomysł przypadł mi do gustu, ale rodzina to jednak rodzina i zgodziłem się. Ciotka Daria również przyjęła ten pomysł ochoczo i zadzwoniła do mnie, opowiadając o tym czym możemy się zająć przez ten tydzień. Było trochę pracy na ogrodzie, można jechać na rowery dookoła jeziora, połazić po lesie. Oczywiście zapewniła mnie, że sobie też trochę zarobię – miałem wtedy osiemnaście lat. Następnego dnia, kiedy mieliśmy już z mamą wyjeżdżać, okazało się, że matka nie może jechać – babcia gorzej się poczuła i musiała się nią zająć. Z początku chcieliśmy przełożyć cały wyjazd, ale zaproponowałem, że przecież mogę jechać sam. Tak też wyszło.

    Wziąłem auto i pojechałem do mieszkającej 60 kilometrów stąd ciotki. Brama wjazdowa była otwarta, więc zaparkowałem gdzieś w cieniu, wysiadłem i wziąłem swoją torbę. Ciocia wyszła z domu na przywitanie.

    – Jest mój ukochany bratanek – rzuciła na dzień dobry, podchodząc do mnie i obejmując mnie czule.

    – Cześć ciociu – odparłem lekko speszony.

    – Jak droga?

    – Wszystko było okej.

    Zerknąłem na ciocię. Miała dokładnie czterdzieści jeden lat, ciemne blond włosy, trójkątną twarz z niedużym nosem, pełne usta i oczy jak niebo zaraz po deszczu. Trzymała się całkiem nieźle jak na swój wiek, zmarszczek nie miała wcale. Jeżeli zaś chodzi o figurę to wujek nie miał na co narzekać. Ciotka posiadała duże piersi, zgrabne biodra, duży tyłek i długie nogi. Właśnie wyskoczyła do mnie w materiałowych spodenkach, sięgających do połowy ud. Była też zdrowo opalona.

    – Chodź do środka. Zjesz coś i zostawisz tę ciężką torbę.

    Poszliśmy do domu, na schodkach prowadzących do drzwi mnie lekko wyprzedziła i przez chwilę mogłem podziwiać jej słodką pupę. Pośladki zadrżały jej lekko, podczas wchodzenia. Byłem pewien, że oprócz dobrych genów, ciotka musiała coś ćwiczyć, aby osiągnąć taki efekt. Zjedliśmy i rozpakowałem się w pokoju gościnnym, w którym miałem spędzić następny tydzień. Właściwie to chciało mi się spać, ale ciotka wparowała nagle do mnie do pokoju i oznajmiła, że idziemy popracować na ogrodzie. Tym razem miała na sobie jeansowe spodenki, równie krótkie i czarną koszulkę bez dekoltu. Oczywiście zgodziłem się i wyszliśmy na zewnątrz. Trzeba było pozbierać trochę czereśni, a także skosić trawnik. W międzyczasie zrobiliśmy sobie krótką przerwę.

    – Chcesz piwo? – zapytała.

    Pokiwałem głową, że tak. Chwilę później piliśmy już i rozmawialiśmy. Ciotka śmiała się i przyglądała mi co jakiś czas osobliwie. Nie wiedziałem o co jej chodziło. Wyglądała jakby nad czymś się zastanawiała. Jej noga wylądowała wysoko, opierała stopę o drewniany stół. Przez chwilę obserwowałem wewnętrzną stronę jej ud i łydki. Miała niezłe nogi jak.

    – Zrobimy sobie wieczorem ognisko? – spytała, widząc, że się gapię.

    – Pewnie – odparłem.

    – Jak skończymy pracę, to możemy iść popływać w jeziorze, co ty na to?

    Również się zgodziłem. Westchnęła ciężko i zaczęła wypytywać mnie o sprawy dotyczące studiów i planów na przyszłość. W końcu wstała i oznajmiła, że musimy wracać do pracy. Zrobiliśmy tak.

    Kiedy skończyliśmy, ciocia oznajmiła, że idzie po jakieś ręczniki do domu, a ja mogę iść już nad wodę. Zgodziłem się. Uszedłem kilkanaście metrów i postanowiłem napić się jeszcze wody – był upalny dzień. Wszedłem do domu i zamknąłem drzwi. Już miałem wejść do pokoju, do siebie, kiedy ujrzałem uchylone drzwi łazienki. Poczułem przypływ gorąca, kiedy w łazience mignęła mi postać ciotki. Wydawała się być naga. Sam nie wiedząc co mną kieruje, podszedłem po cichu bliżej. Usłyszałem dźwięk puszczanej wody. Zajrzałem przez szparę. Omal nie dostałem zawału, widząc ciotkę nagą, odwróconą do mnie tyłem. Miała opalone plecy, z jaśniejszymi paskami od stanika. Pośladki również miała opalone, ale w miejscu gdzie nosiła majtki był jaśniejszy trójkąt. Nigdy nie widziałem równie seksownego tyłka u kobiety. Kiedy ciocia się poruszyła, ostrożnie się wycofałem. Nie chciałem przecież, żeby zorientowała się, że tutaj jestem. Napiłem się szybko wody i uciekłem nad jezioro, biegłem ile sił. Penis stał mi w pełni. Kiedy znalazłem się nad jeziorem od razu do niego wskoczyłem. Mój wzwód długo nie chciał minąć

    Ciotka nadeszła od strony domu po jakichś kilku minutach. Miała na sobie jednoczęściowy kostium z głębokimi wycięciami na bokach, a także odsłaniający do połowy plecy. Jej ciało prezentowało się obłędnie. Kiedy pływaliśmy i kiedy później posiedzieliśmy trochę na plaży nie potrafiłem opanować swojego popędu. Co chwilę chłonąłem wzrokiem nogi, łydki, stopy, pupę i piersi ciotki. Nie miałem pojęcia czy to zauważyła, ale przecież nie była ślepa. Musiała odnotować, że ślinię się na jej widok. Nie komentowała jednak tego.

    Kiedy nadszedł wieczór zrobiliśmy sobie to ognisko i sporo wypiliśmy. Dobrze mi się z nią siedziało i rozmawiało, naprawdę lepiej niż z jakąkolwiek dziewczyną w moim życiu. Byliśmy blisko siebie, czułem zapach jej perfum i aurę bijącą od jej ciała. Właściwie to siedziałem z permanentnym wzwodem, który starałem się ukryć. I nagle rozpoczęliśmy konwersację, która zmieniła wszystko.

    – Chcę ci coś powiedzieć, ale boję się, że zrobię największą głupotę w życiu, zdradzając ci to – zaczęła ciotka Daria.

    – O co chodzi?

    – Czy mogę ci zaufać?

    – Oczywiście ciociu.

    Ciocia Daria spojrzała mi prosto w oczy. Badała mnie.

    – Mówię całkowicie poważnie – ponowniła. – Czy mogę ci zaufać? Czy mogę powiedzieć ci coś i jeżeli się nie zgodzisz, to nie uznasz mnie za chorą psychicznie, czy nie powiesz reszcie rodziny?

    To pytanie brzmiało śmiertelnie poważnie, twarz ciotki nabrała też takiego wyrazu.

    – Tak ciociu. Przyrzekam ci, że możesz mnie zapytać o wszystko.

    – Ciocia Daria westchnęła głośno i nabrała powietrza. Znowu go nabrała. Widać było, że się denerwuje. W końcu opowiedziała mi o co chodzi:

    – Pewnie wiesz, że z wujkiem staramy się o dziecko. Już od tylu lat… Próbowaliśmy wszystkiego na co pozwala medycyna. Wszystkiego. Byli też jacyś uzdrowiciele, szamani, znachorzy. Wyszło, że to wujek jest problemem. Zaczął się leczyć, ale nadal nie mogłam zajść w ciążę. Zaczęliśmy nawet myśleć o tym, żeby ktoś inny został dawcą nasienia, ale ostatecznie twój wuj jest zbyt dumny. Miesiąc temu zaczął brać specjalne tabletki, które na pewno okażą się kolejnym rozczarowaniem. Chyba, że…

    Nie dokończyła tego zdania. Patrzyła na mnie.

    – Chyba, że co ciociu? – zapytałem naiwnie.

    – Chyba, że oszukam go, że w końcu zadziałały. Że jest płodny.

    Nie wiedziałem o co jej chodzi, nie miałem pojęcia jak to rozumieć. W końcu chyba załapałem, ale wolałem, żeby padło to z jej ust.

    – Co mam zrobić ciociu? – Padło moje pytanie.

    Ciotka patrzyła mi długo w oczy, zanim postanowiła odpowiedzieć.

    – Chcę mieć w końcu dziecko. Chcę zostać matką. Muszę zajść w ciążę. Potrzebuję cię do tego.

    Serce podskoczyło mi do gardła. Że jak? Że co? Że…

    – Wiem, że to dla ciebie za dużo. Przepraszam, nie powinnam w ogóle tego mówić, ja… Nie wiem już co mam zrobić…

    Ciotka ukryła twarz w dłoniach i zaczęła łkać. To działo się tak szybko, jak w śnie. Objąłem ją i powiedziałem:

    – Zrobię co tylko chcesz ciociu.

    Podniosła na mnie swoje oczy.

    – Ja kocham twoje wujka, tylko jego, naprawdę. Ale chcę być matką.

    – Rozumiem.

    – Musisz mi pomóc. Tylko ty możesz mi pomóc. Jesteś jego bratankiem, jego krwią, jesteście tacy podobni, macie te same oczy.. My przecież nie jesteśmy spokrewnieni, z dzieckiem nie byłoby żadnych problemów. To byłby przecież jego syn, na pewno widziałby w nim siebie. I nic nie będzie wiedział, będzie myślał, że w końcu nam się udało. Że w końcu zostaniemy rodzicami, że ta kuracja w końcu przyniosła efekt, że te lata nie poszły na marne…

    Ciocia nie musiała mi więcej nic mówić. Rozumiałem. Ale bałem się. Nigdy nie byłem z żadną kobietą. Nigdy wcześniej. To byłby mój pierwszy raz. Powiedziałem jej o tym. Zdziwiła się, ale zapewniła, że wszystko nam wyjdzie. Zgodziłem się na to.

    – Kiedy chcesz to zrobić? – zapytałem, lekko się denerwując.

    – Dziś – odparła, pociągając nosem.

    – Dziś?

    – Teraz. Zaraz. Mam ostatnie płodne dni tego cyklu, nie nadarzy się już taka okazja nigdy więcej. Musimy to zrobić tej nocy.

    Patrzyłem na nią, nie wierząc w to co się dzieje. Naprawdę nie wierzyłem w to. Sen. Prawdziwy sen.

    – Ustalmy kilka rzeczy zanim to zrobimy, dobrze? – zaczęła ciocia.

    – Dobrze – zgodziłem się.

    – Nie chcę żebyś zrozumiał mnie źle. Kocham twojego wuja ponad wszystko w świecie. Nie chcę żebyś myślał, że go zdradzam. Oszukuję go, ale nie chcę, żebyś myślał, że go zdradzam. Robię to dla mnie i dla niego. Dla naszego dziecka.

    – Rozumiem.

    – Kiedy będziemy to robić, kiedy będziemy się kochać, to nie będzie wyglądało jak seks kochanków, dobrze? Po prostu zróbmy to najprościej jak się da. Chodzi o to, żebyś mnie zapłodnił. Wiem, że to będzie twój pierwszy raz, ale musisz to dla mnie zrobić. Dobrze?

    Zgadzałem się na wszystko co do mnie mówi.

    – Sądze, że raz nie wystarczy. Według kalendarza dziś i jutro jest największa szansa na dziecko. Dziś i jutro musimy to zrobić tyle razy ile się da, rozumiesz? Muszę zajść w ciążę, nie chcę żeby okazało się, że to nie wyszło. Jesteś zdrowym chłopakiem, twoje plemniki na pewno są w świetnej formie. Poza tym w twoim wieku staniesz na wysokości zadania. Wierzę w to.

    Zarumieniłem się na te słowa.

    – Nie jestem twoją kochanką, nie chcę żebyś całował mnie w usta, czy też dotykał moich piersi, drażnił łechtaczki. Nie chodzi mi o przyjemność, Boże chyba bym się zabiła, gdybym zaczęła myśleć o przyjemności. Musimy to zrobić mechanicznie, chodzi tylko o zapłodnienie. Czy godzisz się na to?

    – Tak ciociu.

    Patrzyliśmy sobie długo w oczy.

    – No to chodźmy na górę, do sypialni. Nie ma na co czekać.

    Wstała i chwyciła mnie za rękę, ścisnęła mocno moją dłoń. Pewnie denerwowała się nie mniej niż ja. W drodze do łóżka myślałem o tym jak o dobrym starcie. Kochałem się po raz pierwszy i moja kochanka, nie miała żadnych wymagań co do mnie. Im szybciej się spuszczę tym dla niej lepiej. Dziwna sytuacja. Ale mimo wszystko, hej. Przecież miałem po raz pierwszy zamoczyć i to nie z byle kim. Moją seksowną ciotką Darią.

    Zanim poszliśmy do łóżka, wzięliśmy prysznic. Osobny. Czekał na ciotkę w ich sypialni, leżałem odkryty w samych bokserkach. Penis stał mi od samego wyjścia z łazienki. W końcu pojawiła się ciotka. Była całkiem naga. Jej ogromne piersi rozchodziły się lekko na boki. Brodawki miała twarde i różowe jak cukrowa wata.

    – Widzę, że jesteś już gotowy – skomentowała mój ukryty wzwód. – Ja też rozgrzałam się już pod prysznicem. Możemy od razu zaczynać.

    Ciocia usiadła obok mnie, a potem położyła się na plecach. Rozszerzyła swoje nogi, odkrywając przede mną nieznane. Przez moment gapiłem się jak zahipnotyzowany. To była moja pierwsza cipka na żywo. Była bordowa, przypominała trochę potargany kawałek mięsa, ale nie ohydny, tylko fascynujący. Ciocia nie wygoliła się tam za mocno, nad łonem miała kępkę ciemniejszych włosów.

    – Chodź do mnie – powiedziała. – Zacznij delikatnie. W ogóle bądź delikatny, proszę.

    Sekundę później znalazłem się między jej nogami. Czyli za chwilę to się stanie, pomyślałem nerwowo. Za chwilę stanę się mężczyzna. Instynktownie wykonałem ruch do przodu. Najpierw główka mojego penisa ześliznęła się i pojechała do góry. Nie trafiłem. Potem spróbowałem jeszcze raz. Znalazłem miękki punkt, to musiał być otworek. Naparłem. Poczułem jak zagłębiam się w jej pochwie. O matko! To było coś niesamowitego, tysiąc razy lepszego niż walenie konia. Cipka cioci przyjęła mnie gorąco i aksamitnie, prawie spuściłem się na samym wejściu. Odczekałem chwilę, ochłonąłem. Później zacząłem powoli pchać. Raz, drugi, trzeci. Zajęło mi to dosłownie chwilę, kilka posuwistych pchnięć i poczułem znajome gorąco tam na dole – tym razem jednak spotęgowane po stokroć.

    – Dochodzę ciociu – oznajmiłem słabym głosem.

    Ciotka tylko się uśmiechnęła. Moment później zacząłem się spuszczać do środka. To był najlepszy orgazm w moim życiu. Długi i mocny, wystrzeliłem chyba kilkanaście potężnych salw w jej cipkę. Kiedy skończyłem, wysunąłem się z cioci i zobaczyłem, że sperma w chlustem wyciekła na prześcieradło. Przeraziłem się.

    – To nic – oznajmiła mi ciocia. – To normalne. A pościel wypiorę.

    – Przepraszam, że tak szybko – wypaliłem głupio.

    – Nic nie szkodzi. Przecież o to nam chodzi.

    Przez chwilę patrzyliśmy sobie w oczy i nagle poczułem, że na dole znowu tam rosnę.

    – Dasz radę już? – zapytała trochę zaskoczona.

    – Tak.

    Ciocia poprawiła się na miejscu, znowu rozszerzyła nogi, a ja ponownie wszedłem w nią na misjonarza. Tym razem wytrzymałem trochę dłużej. Posuwałem ją delikatnie, pracowałem biodrami w jednym tempie. Dobrze mi było. Uznałem to za ciekawą lekcję seksu. Mogłem sobie dymać do woli – oczywiście z tymi jej ograniczeniami. Kiedy nagle spojrzałem na falujące piersi cioci, na te cudowne słodkości, ten zakazany owoc, znowu poczułem, że dochodzę. Tym razem nic nie powiedziałem, tylko wbiłem się głębiej, jęknąłem i ponownie zacząłem zalewać swoją spermą pochwę. Dopiero teraz się zmęczyłem, a mój penis opadł.

    – Dobra robota – powiedziała, dając mi małego całusa w polik. – Dasz radę jeszcze później?

    – Kiedy?

    – Jeszcze dziś, za pół godziny, godzinę?

    – Postaram się.

    Zszedłem z cioci i zlazłem z łóżka. Postanowiłem się umyć. Pod prysznicem patrzyłem na swojego wymęczonego penisa. Czułem się jak jakiś ogier rozpłodowy. Miałem pokryć klacz i nara. Ta myśl mnie podnieciła, chociaż chciałem spróbować teraz inaczej niż na misjonarza. Wyszedłem z łazienki. Kiedy wszedłem do sypialni ciocia leżała na łóżku, z nogami do góry, opartymi o ścianę. Musiała być naprawdę zdesperowana. Dziecko było wszystkim czego pragnęła.

    – Podobno ilość stosunków nie wpływa na zajście w ciążę – powiedziałem, bo kiedyś coś takiego wyczytałem. – Tak mówią lekarze.

    – Nauka nie miała mi nic do zaoferowania – odparła ciocia ze złością. – Dlatego wolę dmuchać na zimne i przyjąć własną taktykę. Może to głupie, ale tak jest. Im więcej, tym lepiej, większa szansa na zapłodnienie. Koniec kropka.

    Nie głupie tylko smutne, pomyślałem. Naprawdę zdałem sobie sprawę z tego, że nie mogę zawieść cioci. Musiałem ją zapłodnić. W imieniu wujka rzecz jasna.

    – Jestem gotowy – oznajmiłem ohoczo. – Możemy jeszcze raz.

    – Super – oznajmiła i opadła na łóżko.

    Znowu położyła się na plecach i rozłożyła nogi. Jej obnażona cipka patrzyła na mnie wygłodniałym okiem. Chciała tylko jednego. Mojego płodnego, młodzieńczego nasienia.

    – Pomyślałem ciociu, że możemy teraz zrobić inaczej – zacząłem.

    – Jak inaczej? – zapytała mnie zdziwiona.

    – W sensie inna pozycja.

    – Mówiłam ci przecież, że nie traktuj mnie jak kochanki. Chodzi tylko o dziecko.

    – Wiem, ale ja też nie jestem maszyną. Nie dojdę znowu na misjonarza.

    Oczywiście naciągałem ten fakt, bo pewnie zlałbym się po kilku chwilach jak wcześniej. Ciocia miała cudowną dupcię, dużą i okrągłą. Chciałem po prostu wykorzystać ten fakt, też mieć coś z tego układu. Taka okazja nigdy się już nie powtórzy.

    – To jak chcesz? – zapytała mnie niepewnie.

    – Od tyłu – wyznałem nerwowo.

    – Jak?

    – Na pieska.

    – Nie ma mowy.

    – Ale ciociu…

    – Nie ma mowy mówię.

    Wydawała się być trochę zła. Musiałem ją zdenerwować. Może nie lubiła w ten sposó, albo uznawała, że to byłoby dla niej upokarzające – parzyć się ze mną jak dwa psy. Ale nie odpuściłem. Miałem dobre karty do rozegrania. Wyłożyłem jej to.

    – Ciociu chcesz zajść w ciążę czy nie?

    – Chcę.

    – No to musisz się zgodzić.

    – Po tych dwóch razach pewnie już jestem w ciąży, więc nie ma mowy.

    – Jesteś tego taka pewna? Tego, że już jesteś w ciąży? No to okej. Starczy już. Mogę jechać do domu.

    Zobaczyłem, że na jej twarzy wystąpiło zwątpienie. Ha, pomyślałem. Miałem ją. Musi się zgodzić.

    – Dobrze powiedziała. Pójdziemy na kompromis. Nie na pieska, tylko położę się na brzuchu, okej?

    – Może być.

    Ciocia przekręciła się na brzuch. Jej cudowne pośladki wypinały się teraz w moją stronę. Od razu mi stanął cholera. Wlazłem na nią. Dupcię miała idealną, prawdziwy milf. Nic tylko właśnie ją dymać. Naszła mnie ochota ścisnąć za jeden z tych cudnych półdupków, ale powstrzymałem się. Położyłem się na cioci i wszedłem w nią. Nadal była niezwykle mokra, ciekawe. Być może wcześniej się onanizowała. W tej pozycji jej pochwa wydawała się bardziej ciasna. Zacząłem powoli ją posuwać, delikatnie odbijać się od jej pośladków. Wydawały ciche plaskanie po każdym moim pchnięciu. Nie zajęło mi to długo. Poczułem, że zaczynam dochodzić i przyspieszyłem. Ruchałem ciocię kilka sekund i znowu się stało. Moja sperma trafiła prosto do jej płodnego łona. Misja wykonana cholera.

    Ale nagle złapałem się na tym, że mimo tego iż, przed momentem się spuściłem posuwam ciocię dalej. Penis stał mi jak stał, a ona wcale nie oponuje. No cóż, pomyślałem. Przecież dojdę po raz czwarty, czemu nie? Tym razem jednak przyspieszyłem i zacząłem dymać ciotkę mocniej. Nie jesteśmy kochankami, co, zagrało mi w głowie. To dlaczego ona cichutko postękuje? Wszedłem na jeszcze większe obroty i ładowałem ciocię jak automat. Ależ to były dźwięki. Jej słodkie pośladki trzaskały jakby ktoś smagał je batogiem. I nagle zwolniłem i szepnąłem jej do ucha:

    – Ciociu chodź na pieska. Proszę.

    Nie wierzyłem w to, co się działo. Ciotka podniosła się, rozkraczyła i wypięła. Jej cudowna dupcia została wyeksponowana mi w całej okazałości. Bez chwili zwłoki wpakowałem jej kutasa do dziurki i zacząłem ją rżnąć. Tak to było już rżnięcie. Objąłem ciotkę w pasie i zacząłem pierdolić ją z całych sił. Kobieta nie kryła się już, że sprawia jej to przyjemność. Ciocia jęczała w rytm moich pchnięć, sama pracowała biodrami nadając tempo. Nabijała się na mojego penisa, złapała rytm. Jej dupsko krzyczało, trzaskając o moje podbrzusze. Dawałem z siebie wszystko, dymałem ją, myśląc jak nakręcony o tym, że zleję się i zrobię jej tego bachora. I nagle poczułem, że znowu to się stanie.

    – Ciociu dochodzę – wyryczałem.

    – O Boże… – wystękała.

    Doszliśmy jednocześnie. Jej ciało zaczęło drżeć, a z mojego kutasa pompowało się nasienie, mające stworzyć nowe życie. Tak. Byliśmy teraz jednością. Samiec i samica, złączeni w prawdziwym akcie. Tylko ja i ona.

    Kiedy się od niej odkleiłem, opadłem na plecy. Wypomowałem swoje jądra do zera. Ciocia dyszała ciężko ze zmęczenia. Potem opadła na bok i popatrzyła na mnie. Coś czaiło się w jej oczach.

    – Ciociu? – zapytałem cicho.

    – Tak? – odparła niepewnie.

    – Było ci dobrze, prawda? Doszłaś, tak?

    Nie odpowiedziała. Odetchnąłem głęboko.

    – To był tylko ten raz, dobrze? Tylko ten raz sprawiłeś, że osiągnęła orgazm, rozumiesz? – oznajmiła mi groźnie.

    Uśmiechnąłem się. Ostatni raz do końca tego tygodnia? Nie sądze. Zapowiadało się na to, że w takim tempie ciocia i wujek naprawdę zostaną w końcu rodzicami…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Marcel

    Część 1/3