Blog

  • Si ku ku si cz.7

    Przecięłam. Choć byłam na siebie wściekła, że nie potrafię stanowczo odmówić udziału w takim szaleństwie. Monika ubrała t-shirta i świeże bawełniane majteczki, które jej pożyczyłam ze swojego zasobu bielizny. Sabinę ubrałam podobnie, tyle że różowa satynowa koszulka na ramkach, którą dostała, znakomicie eksponowała piersi, ze sterczącymi sutkami, ale ledwo przykrywała pępek. Zaś majtki stanowiące komplet i na mnie całkiem luźne, bardzo ciasno opięły jej pupę, wżynając się przy tym w mięciutkie pośladki. Na paluszkach wyszłyśmy na korytarz, skąd przez uchylone drzwi do sypialni rodziców, zamierzałyśmy przyglądać się działaniom Moniki. Najpierw zajrzała do środka, by upewnić się, czy towarzystwo jeszcze śpi. Pochrapywania dobiegające stamtąd wskazywały, że po nocnych szaleństwach, potrzebują jeszcze trochę czasu na regenerację, więc Monika śmiało weszła do pokoju. Szczęście jej sprzyjało, bo mama przytulona do cioci spała z jednej strony łóżka, a wujek na wznak z drugiej. Gdyby spał w środku, zadanie byłoby dużo bardziej ryzykowne.  

         Monika uklęknęła obok łóżka i delikatnie zaczęła podnosić kołdrę, odsłaniając najpierw nogi, a potem klejnoty wujka. Zwiotczały penis, swobodnie zwisający na jajkach, nie robił tak dużego wrażenia jak w stanie erekcji. Właściwie nawet nie wydawał się szczególnie gruby. Monika zaczęła robić do nas głupie miny, mające pokazać jak bardzo jest rozczarowana tym, co zobaczyła. Niestety nie zmieniało to faktu, że zakład wygrała. Już miałam się wycofać, kiedy zobaczyłam, że ta wariatka objęła palcami zwisającą pomiędzy udami męskość wujka i zaczyna ją pieścić. A jednak! Uparła się, że zobaczy go w pełnej okazałości. To było szaleństwo! Przecież wujek mógł się obudzić w każdej chwili! Spojrzałam na jego twarz – hmm, nic nie wskazywało, żeby miał się obudzić. Oddychał spokojnie, zapewne mając bardzo miły sen w tej chwili. Erotyczny, bo jego członek wyraźnie zaczynał pęcznieć, wywołując wyraz zdumienia i podziwu na buzi Moniki.  

         Nie wierzyła własnym oczom, że niepozorny fiutek w zwisie, może zwiększyć swoje gabaryty tak znacznie. Pieściła go z uśmiechem, przesuwając lewą dłonią wzdłuż beczkowatego trzonu. Od czasu do czasu rzucała nam spojrzenia, świadczące o dobrej zabawie. Bezgłośnie, gestami próbowałam ją skłonić do zaprzestania tych wygłupów, ale to tylko jeszcze bardziej ją ośmielało. Postanowiła posmakować olbrzymiej kiełbasy. Najpierw polizała główkę, zrobiła to ponownie, zakręciła języczkiem dookoła i znów polizała sam czubek. Nie przestawała pracować ręką, gdy penis wujka zaczął znikać w jej ustach. Musiała rozszerzyć je maksymalnie, ryzykując naderwanie żuchwy. Wprawdzie sama główka była nieco węższa od trzonu, ale i tak zmieszczenie jej w ustach stanowiło nie lada wyzwanie.  

         Spojrzała na nas, wykonała kilka ruchów głowy w górę i w dół, po czym wyjęła go z ust. Nie przerywając pieszczot ręcznych, popatrzyła na spokojną twarz wujka, na moją mamę i ciocię śpiące obok i gestem głowy zawołała nas, zachęcając wzrokiem do spróbowania tego, co sama przed chwilą robiła. I tak trzęsłam się ze strachu, że któreś z nich się obudzi i będzie afera na całego, ale Sabina się nie bała. Cichutko dołączyła do Moniki, objęła dłonią podkurczone, ogolone jądra wujka, pobawiła się nimi chwilę i przesunęła dłoń na gruby trzon penisa. Kilka ruchów napletka i pochyliła się nad główką błyszczącą od śliny Moniki. Nie bawiła się w lizanie, jak jej poprzedniczka, tylko od razu zaczęła robić loda. Z zazdrością patrzyłam jak obciąga wujkowi. Widziałam, że sprawia jej wielką radość pieszczenie penisa tych rozmiarów, więc pomyślałam, że może rzeczywiście to jedyna okazja, by takiego poczuć. A poza tym nie chciałam być gorsza. One spróbowały, to ja też musiałam.

         Dałam znak Monice, by wyszła i zrobiła miejsce dla mnie. Uśmiechnęła się szeroko, z trudem powstrzymując chichot, ale wyszła na korytarz. Szturchnęłam Sabinę – ona tez ustąpiła mi miejsca. Upewniłam się, czy cała trójka śpi twardo i ujęłam w dłoń grube, gorące, błyszczące berło wujka. Krew pulsowała w nim, powodując, że poruszał się śmiesznie w górę i w dół, ale w mojej dłoni uspokoił się. Pocałowałam czubek, na którym zalśniła kropla śluzu. Smakował lekko słono. Polizałam jądra, w obciśniętym worku przyklejone do trzonu penisa. Potem przejechałam językiem od nasady aż po czubek i z powrotem. Powtórzyłam to dwa razy, by wreszcie rozdziawiając japę do granic możliwości, pogrążyć w niej olbrzymią głowicę. Wow! To było coś! Żałowałam, że nie mogę go dosiąść. Chciałabym poczuć w sobie takiego olbrzyma, rozpychającego moją cipkę, drażniącego łechtaczkę i szyjkę macicy. Ujeżdżałabym go jak dżokejka kłusaka!  

         Przestałam marzyć i powróciłam do pieszczenia ogromnego pala ustami, językiem i ręką. Gdy zaczął pulsować zdębiałam na chwilę, nie mogąc się zdecydować, co robić. Dokończyć, czy uciekać? Niestety było zbyt późno. Mleczna substancja zalała mi usta. Połknęłam wszystko i oblizałam penisa do czysta. Podniosłam wzrok i ku swojemu przerażeniu zobaczyłam otwarte oczy wujka. Patrzył półprzytomnie w stronę drzwi. Zerknęłam w tamtą stronę. Oczywiście moich koleżanek już nie było. Umknęły widząc, że wujek się budzi. Teraz patrzył na mnie, klęczącą przy łóżku, z jego mięknącym penisem w dłoni. Położyłam palec na ustach, wzrokiem błagając, aby zachował milczenie. Uśmiechnął się i mrugnął do mnie. Wstałam i po cichutku, na paluszkach wymknęłam się z sypialni rodziców.

         Gdy dołączyłam do koleżanek, zaczęłyśmy się brechtać w głos. Oczywiście miały megapolewkę ze mnie, że niby nie chciałam brać w tym udziału, ale ostatecznie spiłam całą śmietankę. Ale warto było. Wrażenia były niecodzienne. Nie tylko ze względu na rozmiar, ale także adrenalinę. Zauważyłam, że bardzo mnie podnieca możliwość przyłapania na jakimś bezeceństwie. Monikę chyba też, bo z taką chęcią podjęła się realizacji zakładu. O kurwa! Zakład! Teraz dopiero sobie uświadomiłam, że przegrałyśmy i przez dobę Monika może nam rozkazywać. Ale i tak się cieszyłam, że mogłam popieścić takiego wielkiego gnata. Miłych wspomnień nikt mi nie odbierze.

    – To czym mogę służyć mojej pani? – zapytałam Monikę z udawaną powagą.
    – Hola, hola. Nie powiedziałam, że to ma być teraz. Ja zadecyduję, kiedy się zacznie wasza służba. Jeszcze muszę się zastanowić, czy będziecie mi usługiwać razem, czy osobno. Waham się, czy wolę mieć więcej służących jednego dnia, czy lepiej pojedynczą służącą, ale przez dwie doby. No nie wiem, nie wiem – ewidentnie upajała się swoim zwycięstwem i droczyła z nami.
    – Nie wiem jak wy, ale ja muszę siku – wtrąciła się Sabina.
    – Idę z tobą, dopóki łazienka wolna – przyłączyłam się z ochotą, bo też jeszcze dzisiaj nie sikałam, a parcie w pęcherzu było spore.

         Zostawiłyśmy Monikę samą. W łazience przyglądałam się, jak szeroki strumień moczu opuszcza muszelkę Sabiny. Lubię takie widoki. I kręci mnie, że mogę kogoś podglądać w sytuacji, jak by nie patrzeć, intymnej. Sabina też nie odrywała wzroku od mojej cipki, kiedy zajęłam jej miejsce i z ulgą opróżniałam pęcherz. Towarzyszyła mi także podczas mycia, tyle że ona musiała użyć palca zamiast szczoteczki do zębów. Po powrocie do pokoju, ubrałyśmy się i poszłyśmy do kuchni. Szykując śniadanie narobiłyśmy trochę hałasu, czym zbudziliśmy całą resztę. Po kilku minutach mamcia jako pierwsza przemknęła do łazienki.  

    – Dzień dobry! Jak się spało? – zagaiła wkraczając do kuchni, lekko już ogarnięta po nocy.
    – Całkiem dobrze. Chociaż w nocy zbudziły mnie jakieś hałasy dobiegające z twojej sypialni – odparłam, uśmiechając się znacząco.
    – Aaaa, tak. Wróciliśmy lekko wstawieni … – była wyraźnie zmieszana.
    – Wróciliśmy? – grałam wariata.
    – No tak. Z wujkiem i ciocią.
    Monika z Sabiną chichrały się pod nosem.
    – Mhm …
    – A wy może jesteście takie święte? – odbiła piłeczkę.
    – No dobrze. Budź pozostałych – jajecznica już prawie gotowa – rzuciłam, by nie drążyć dłużej tematu.

         Poszła do sypialni, skąd po chwili wyszła ciocia, w potarganych włosach, ubrana jedynie w białe bawełniane majtki (chyba mamci) i luźnego t-shirta taty. To jego ulubiony – czarny z napisem Kult. Kupił go po koncercie w Poznaniu. Ma więcej kultowych koszulek, ale tę lubi najbardziej. Jego siostrze też przypadła do gustu, skoro wybrała ją spośród wielu. Tuż po cioci do łazienki poszedł wujek. Nie wstydził się swojego brzuszka, bo wyszedł z sypialni ubrany tylko w luźne bokserki. Nigdy przedtem nie przyglądałam mu się – przecież był moim wujkiem, więc nie postrzegałam go jako mężczyznę. Jednak teraz, kiedy wiedziałam jakim sprzętem dysponuje, gdy czułam jego smak i drżenie w swoich ustach podczas wyrzucania mlecznych strug, patrzyłam na Piotra całkiem inaczej. Lekkie mrowienie przebiegło przez moje podbrzusze, kiedy przechodził przez korytarz. Poza tym brzuszkiem, wyglądał naprawdę męsko – szerokie bary i umięśnione ramiona, potężne uda – kręciło mnie to.

    – Kawa czy herbata? – pytanie Sabiny wyrwało mnie z zamyślenia.
    – Sok. Może być pomarańczowy – poprosiłam.

         Do śniadania wujek założył t-shirta z kolekcji taty, aby podczas jedzenia nie świecić nagim torsem. Rozmawialiśmy na różne, neutralne tematy, nie wracając już do tego, co wydarzyło się w nocy i nad ranem. I tak było mi strasznie głupio! Nie mogłam spojrzeć mu w oczy, chociaż ukradkiem widziałam, że się do mnie uśmiecha. Po śniadaniu Sabina oznajmiła, że musi już iść do domu. Monika też. Wtedy wujek powiedział, że jakbyśmy chciały, to da nam klucze do swojego domku nad jeziorem, gdzie mogłybyśmy spędzić resztę weekendu. Byłam tam nie raz, ale zawsze z rodzicami. Wizja opalania, leniuchowania i kąpieli w jeziorze była na tyle kusząca, że natychmiast rzuciłam mu się na szyję, całując w podziękowaniu nieogolony policzek. Dziewczyny też się ucieszyły, ale i tak postanowiły najpierw odwiedzić swoje mieszkania, żeby się przygotować i uspokoić rodziców.
     
    – Tylko jak my się tam dostaniemy? – zapytałam, patrząc na mamcię.
    – Jadę do Bydgoszczy na spotkanie z kontrahentem, to was podrzucę po drodze i zabiorę, kiedy będę wracał w niedzielę wieczorem – zaoferował wujek.
    – Super! To o której wyjazd? – rzuciła Monika.
    – Za dwie godziny. O 11-tej.
    – Ok. To lecimy się szykować.
    – Pa!

         Poszły do mojego pokoju, szybko przebrały się we własne ciuchy, jeszcze krótka wizyta w toalecie i po chwili nie było ich już w mieszkaniu. Wujek z ciocią po wypiciu kawy też pojechali do siebie, a my pozostałyśmy same. Korciło mnie, żeby zapytać mamcię o ich wczorajsze ekscesy, ale patrząc na jej umęczoną kacem buzię, postanowiłam przełożyć to na później. Zajęłam się przygotowaniami do wyjazdu. Spakowałam ubrania, buty, kosmetyki, kostium i olejek do opalania. Zrobiłam przegląd lodówki pod kątem zaopatrzenia się w prowiant, zgarniając do koszyka jak najwięcej. Przez moment nawet chciałam zadzwonić do Kuby, żeby zapytać czy nie chce z nami jechać, ale pomyślałam, że to będzie nie fair w stosunku do koleżanek. Poza tym jak nie będzie z nami samca, to się bardziej wyluzujemy. W zastępstwie zapakowałam Leona. Nigdy nie wiadomo, kiedy może być potrzebny, a wtedy lepiej mieć go w pobliżu. Ostatnio bardzo się do niego przywiązałam.

         Tuż przed jedenastą do drzwi zapukał wujek Piotr. Myślałam, że do Bydgoszczy pojedzie z ciocią, ale był sam. Odświeżony, ogolony, ubrany w garnitur i eleganckie buty, w ogóle nie przypominał siebie z dzisiejszego poranka. Wyglądał jak prawdziwy facet – szykowny, pachnący i pewny siebie. Chwilę rozmawiał z mamą, podczas gdy ja pindrzyłam się w łazience, po czym zabrał moją torbę i stojąc w otwartych drzwiach, ponaglił mnie. Wyszłam, cmoknęłam mamcię, złapałam koszyk z wałówką i pomknęłam za nim.  

    – Musimy porozmawiać – odezwał się poważnym tonem, gdy wsiadłam do samochodu. Cała radość z wyjazdu natychmiast gdzieś uleciała. Domyśliłam się, że chce mówić o dzisiejszym poranku, a to nie będzie nic miłego. Czułam jak się rumienię ze wstydu, chociaż jeszcze nic nie powiedział. Pomyślałam sobie, że zaproponował nam wyjazd właśnie po to, aby móc ze mną zostać sam na sam i przeprowadzić solidną połajankę.  
    – Tak? – odezwałam się cicho.
    – Wiesz zapewne, że to co zrobiłaś dzisiaj rano, nigdy nie powinno się wydarzyć?
    – Tak. Przepraszam – wpatrywałam się w swoje stopy, aby uniknąć jego spojrzenia.
    – Nie twierdzę, że mi się nie podobało. Wszystko byłoby w porządku, gdybyśmy zrobili to świadomie. Było przyjemnie, ale tak nie wolno robić. Wykorzystałaś nieświadomość osoby pogrążonej we śnie. Chciałabyś, żeby ktoś zrobił tak z tobą, gdy jesteś pijana, zamroczona lekami albo np. niepełnosprawna, pozbawiona możliwości obrony? Gdy nie możesz o sobie decydować? Chciałabyś?
    – Nie – wydukałam.
    – Może to ci się wydawało zabawnym, ale w rzeczywistości zgwałciłaś mnie. Tak! Seks z osobą, która sobie tego nie życzy, albo jest nieświadoma, to gwałt! Jesteś gwałcicielką?
    Chciałam się zapaść pod ziemię. Nigdy nie czułam się bardziej upokorzona.
    – Przepraszam – wyjęczałam, czując łzy napływające do oczu.
    – Już dobrze. Tylko obiecaj mi, że nigdy więcej tak nie zrobisz.  
    – Obiecuję – burknęłam, bo ledwo mogłam wydobyć z siebie głos.
    – I pamiętaj! Wszystko jest w porządku, gdy chcą tego dwie strony. Jasne?
    – Tak.
    – To zapominamy o sprawie i jedziemy po twoje psiapsiółki. Mam jeszcze tylko jedno pytanie. Czy one przypadkiem nie przyglądały się temu, co robiłaś?
    – Gorzej.
    – Jak to…  gorzej?

         Opowiedziałam po kolei, jak było, co wujek skwitował tylko krótkim aha. Myślałam, że jest na mnie wściekły, ale gdy spojrzałam na niego, zauważyłam, że uśmiecha się pod nosem. Nie odezwał się już do czasu, gdy zabraliśmy Monikę i Sabinę. Obie wyglądały przeapetycznie. Monika miała na sobie obcisłą, cienką, szarą bawełnianą sukienkę na ramkach, tak krótką, że ledwo zakrywającą tyłek, a Sabinka podobną, tylko grafitową, w drobne kwiatki, rozkloszowaną, długą nad kolano. O ile Monika nie miała stanika, przez co jej piersi w naturalny sposób nadawały kształt górnej części sukienki, to Sabina nie mogąc sobie pozwolić na luksus uwolnienia obfitego biustu, podparła go czarną, koronkową bielizną, lekko wystającą z dekoltu. Jeśli ja zauważyłam koronki, to wujek Piotr z pewnością także. Niby moje koleżanki udawały szare myszki, ale jednak akcenty podkreślające ich walory, nie pozwalały zapomnieć, że to dwie, prawdziwe, ponętne, świadome swojej seksualności kobiety.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Obi1
  • Si ku ku si cz.8

      Na początku podróży rozmowa nie kleiła się za bardzo. Dopiero kiedy wujek poprosił, by zwracać się do niego po imieniu, dziewczęta nabrały większej śmiałości. Od tematów neutralnych, dość szybko przeszły do bardziej dwuznacznych. Zaczęły się zaczepki w stylu, że Piotr wywiezie nas do lasu i wykorzysta, na co odpowiedział, że przy takim rozkładzie sił, to on czuje się zagrożony. Setnie nas ubawił. Droga do domku nad jeziorem prowadziła wprawdzie przez tereny leśne, ale nikt z nas nie czuł obawy. Gdy dojechaliśmy na miejsce, dziewczęta nie mogły wyjść z zachwytu.

          Domek usytuowany w pierwszej linii od strony jeziora, stał na działce otoczonej ze wszystkich stron gęstym żywopłotem, a od sąsiednich posesji dodatkowo osłaniały go wysokie świerki. Dawało to poczucie swobody i prywatności. Kiedyś, gdy byłam tu tylko z mamą i ciocią, opalałyśmy się nago, bez obawy, że ktoś nas może zobaczyć. Widok na jezioro rozpościerał się dopiero z poziomu pierwszego piętra. Wujek pomógł nam przenieść wszystkie rzeczy z samochodu, uruchomił kuchenkę gazową i podgrzewacz wody.  

    – Ok. Muszę jechać. Poradzicie sobie? – zapytał.
    – Jasne, że tak. Dziękujemy – rzuciłam.
    – Dzięki – dołączyła Sabina.
    – Założę się, że nie pojedziesz – wtrąciła nagle Monika. Popatrzyłam na nią, nie wiedząc, co znowu kombinuje. Sprawiała wrażenie bardzo pewnej siebie. Najwyraźniej spodobało jej się wygrywanie zakładów. Ale jak planowała zatrzymać Piotra? Nie miałam pojęcia.

    – Muszę, jestem umówiony.
    – Załóż się – nie dawała za wygraną.
    – O co? – chyba go zaintrygowała.
    – O służbę.
    – Jaką służbę? – dopytywał wujek.
    – Wierną! Jak wygram, przez dobę będziesz moim niewolnikiem – powiedziała to takim tonem i patrząc na niego spod przymrużonych powiek, że nie pozostawiła ani krzty wątpliwości, co do charakteru służby.
    – A gdy przegrasz?
    – Wtedy ty będziesz moim panem przez 24 godziny. Będę wykonywać wszystkie twoje polecenia.
    – Dobrze cię zrozumiałem? Wystarczy, że pojadę na umówione spotkanie, by stać się twoim panem i władcą?
    – Tak.
    – Gdzieś tu jest haczyk… przecież i tak miałem jechać.
    – Oczywiście, że jest. Dlatego twierdzę, że nie pojedziesz. Zakład?
    – Uszkodziłaś coś w samochodzie?
    – Nie. Nie pojedziesz z własnej woli.

         Zaczynałam dostrzegać geniusz mojej przyjaciółki. Niezależnie od tego, czy wygra, czy przegra zakład, ma dużą szansę na niesamowitą przygodę z moim wujkiem. I to dobrze wyposażonym wujkiem. Byłam pełna podziwu, dla jej pomysłowości i znajomości ludzkiej natury, choć nadal nie wiedziałam, w jaki sposób zamierza go zatrzymać.
    – Dobra. Zakład – decyzja Piotra była szybka.
    Poproszona o przecięcie Sabina, zrobiła to niezwłocznie.
    – To cześć! Bawcie się dobrze – rzucił ze śmiechem i skierował się do wyjścia.
    – Sabinko … zaczynasz. Zdejmij sukienkę –Monika zwróciła się do niej bardzo spokojnie. Wujek stanął jak wryty, słysząc na co się zanosi i z uśmiechem obserwował reakcję Sabiny.
    – Ale … – próbowała protestować.
    – To rozkaz! – ostrzej ponagliła ją zwyciężczyni naszego zakładu. Zaczęłam się obawiać, że mi także każe się obnażyć przed wujkiem, dlatego starałam się wtopić w tło, nie zwracać na siebie jej uwagi, a najlepiej zniknąć gdzieś bez śladu.

         Chcąc nie chcąc, Sabina powoli zdjęła sukienkę, pozostając jedynie w koronkowej bieliźnie. Wujek rzucił okiem, po czym odwróciwszy się na pięcie, zaczął zmierzać do wyjścia.
    – Sabinko, zdejmij stanik – stanowczym głosem poprosiła Monika. Na chwilę powstrzymało to wujka, który jak każdy prawdziwy mężczyzna, nie mógł sobie odpuścić widoku piersi, które ledwo mieściły się w czarnym, seksownym, koronkowym biustonoszu. Z wielkim zainteresowaniem obserwował, jak ogromne półkule odzyskują wolność.  Stał, chłonąc widok cudownych, nastoletnich, obfitych piersi, jakby chciał na zawsze utrwalić w pamięci ten niecodzienny obraz. Już wykonywał lekki obrót w stronę drzwi, gdy padła kolejna komenda:
    – Teraz stringi!

         Sabina spojrzała z wyrzutem na Monikę, ale mina, jaką ujrzała, świadczyła o ogromnej determinacji, więc powoli wsunęła kciuki pod gumkę, lekko się pochyliła, czym spowodowała rozbujanie piersi i zaczęła zsuwać majteczki. Po ominięciu ud, opadły same przyciągane siłą grawitacji. Wyszła z nich, pozostawiając je na klapkach, stanęła bosa i naga przed całym audytorium. Spojrzałam na spodenki wujka – wyraźnie coś w nich drgnęło. Jego bestia zaczynała budzić się do życia! Udał jednak, że starania Moniki nie przyniosły zamierzonego skutku i znów zrobił krok w stronę wyjścia.

    – Patrycja! Twoja kolej! – usłyszałam polecenie, które sprawiło, że struchlałam. Nie dopuszczałam do siebie myśli, że będę musiała rozebrać się przed własnym wujkiem, lecz wtedy przypomniałam sobie, że i tak wczoraj w nocy, przez chwilę widział mnie nagą (moje koleżanki zresztą także), więc porzuciłam wstyd i bez zbędnych ceregieli wyskoczyłam z kiecki i majteczek. Podobnie jak Monika, nie miałam na sobie stanika, więc moje pomarańczki ujrzały światło dzienne od razu po zdjęciu sukienki. Wujek uśmiechnął się widząc mnie nagą – może poczuł satysfakcję, że teraz ja jestem bezbronna wobec niego, ale sprawy posunęły się jeszcze dalej.

    – A ty nie dołączysz do koleżanek? – zapytał, patrząc Monice w oczy.
    – Chętnie, jeśli dzięki temu wygram – odparła zaczepnie.
    – Próbuj … Na razie nie powstrzymałaś mnie przed wyjazdem.

         Monika pozbyła się sukienki równie prędko, jak ja. Nie patrzyłam na nią, bo zafascynowało mnie napięcie spodenek wujka. Wpatrywałam się, jak gruby penis pulsuje w nich, pragnąc uwolnić się z więzienia, wbić po kolei w każdą z młodych cipek, napełnić je sobą, a potem gorącym, lepkim nasieniem. Czułam, że się rumienię! Tam na dole rozeszło się miłe mrowienie, a wnętrze norki zwilgotniało. Moje piersi zesztywniały. Monika właśnie zdejmowała majteczki, kręcąc nimi na wyciągniętej stopie. Zauważyłam na nich wilgotną plamkę w miejscu, gdzie wcześniej materiał stykał się ze szczelinką. Cała ta sytuacja podnieciła ją tak samo, jak mnie i wujka. Tylko po Sabinie nie widziałam oznak ekscytacji. Może wstydziła się, albo po prostu jej podniecenie nie ujawniło się tak ewidentnie, jak nasze.

    – Ślicznie wyglądacie, ale muszę lecieć. Cześć! – rzucił na odchodnym i opuścił domek.
    Wszystkie byłyśmy rozczarowane, ale zdziwienie malujące się na twarzy Moniki wyglądało przekomicznie. Nie mieściło jej się w głowie, że jakikolwiek facet mógłby zrezygnować z trzech młodych, nagich foczek.
    – Nie wierzę! No kurwa, nie wierzę! Wyszedł! – dała wyraz swojemu zdumieniu.
    Wszystkie trzy podbiegłyśmy do okna, lecz jedyne, co udało nam się zobaczyć, to jak jego samochód oddala się w tumanach kurzu.  
    – Sabina! To twoja wina! Nie starałaś się! – wykrzyczała Monika, wściekła na cały świat.
    – Zaskoczyłaś mnie. I trochę się wstydziłam – ze skruchą próbowała się bronić przed oskarżeniami.
    – Ty też się nie przyłożyłaś! Gdzie była zmysłowość podczas twojego rozbierania się? Zdjęłaś sukienkę, jakbyś się przebierała. Tym go chciałaś podniecić? – to było do mnie.
    – Nie chciałam go podniecić. To mój wujek – próbowałam się bronić.
    – Jakoś rano ci to nie przeszkadzało – Monika nie odpuszczała.
    – Ale miałam z nim później bardzo niemiłą rozmowę na ten temat.  
    – Kara was nie minie. Macie szczęście, że podniecił mnie jego sterczący drągal. Bierzcie się do roboty! Macie mnie wyruchać tak dobrze, jak zrobiłby to jego gruby fiut!

         Podeszłam szczęśliwa, że jej furia obróciła się w pożądanie, zatykając jej usta pocałunkiem, a cipkę palcami prawej dłoni. Weszły do środka bez najmniejszego oporu – wilgoć panująca w jej wnętrzu, otoczyła je swoją lepkością. Pomyślałam sobie – chcesz ostrego rznięcia? – będziesz je miała. Cofnęłam lekko dłoń, by do dwóch palców, które były w środku, dołożyć kolejne dwa. Na początku nie chciały się zmieścić, ale zwinęłam dłoń w rurkę, owiniętą wokół kciuka, poruszyłam nią kilka razy w górę i w dół, co raz lepiej ją nawilżając, z każdym pchnięciem wsuwając się głębiej, aż coś puściło i cała dłoń znalazła się w środku. Monika zawyła, gdy forsowałam jej wejście, ale po chwili powróciła do całowania mych ust z jeszcze większą zapalczywością.  

         Ruchałam ją całą dłonią, kiedy poczułam palce Sabiny wsuwające się pomiędzy moje uda, w poszukiwaniu cipki. Rozszerzyłam nogi, aby ułatwić jej trafienie do celu. Długie palce wniknęły we mnie bez oporu, nawilżone śluzem wydzielanym w nadmiarze. Pochwa Moniki ciasno otulająca moją dłoń podniecała mnie tak straszliwie, że dosłownie ociekałam wydzieliną własnej. Miałyśmy coraz większe problemy z oddychaniem, brakowało nam powietrza, więc oderwałyśmy usta od ust, jęcząc i dysząc. Po złapaniu kilku płytkich oddechów, wpiłam się w jej szyję, na co odpowiedziała wgryzając się w mój obojczyk. Jej dłonie miętosiły moje piersiątka, stwardniałe i sterczące.  

         Niespodziewanie Sabina wyjęła palce z mojej norki i objęła nas obie. Swoje wielkie piersi rozgniotła na naszych ramionach, a dłońmi ścisnęła po jednym pośladku każdej. Po chwili dłoń pieszcząca mój zadek, zsunęła się do rowka i poczułam palce najpierw na zwieraczu, a potem znów w muszelce. Posuwały mnie przez pewien czas, by już dobrze nawilżone powrócić do mniejszej dziurki. Nacisk na nią spowodował, że się rozluźniłam, wpuszczając pojedynczy paluszek do środka. Podobało mi się to poprzednim razem, więc teraz też nie miałam żadnych oporów. Tym bardziej, że od przodu do mojej łechtaczki dobrała się Monika. Taka dwustronna stymulacja spowodowała u mnie drżenie ud. Zaczynałam zbliżać się do finału, ale chciałam najpierw zadowolić Monikę, zerżnąć ją tak, jak sobie tego życzyła.  

         Walczyłam więc z własnym ciałem, próbując odwlec orgazm, jednocześnie wsuwając rękę aż po nadgarstek w gorącą cipkę Moniki. Po chwili, mojej dłoni znajdującej się w środku, dotknął czyjś palec. Domyśliłam się, że to Sabiny. Zrobiła Monice to samo, co mi. Zaatakowała mniejszą dziurkę. Nasze pace dotykały się przez cienką ściankę pochwy, ale nie trwało to długo. Monika stymulowana głęboko, zadrżała, jej kolana się ugięły, uda wpadły w rezonans, z ust dobył się skowyt dzikiego zwierza, kręgosłup zesztywniał, powodując wypięcie piersi do przodu i opadnięcie głowy do tyłu.  
    Moja dłoń opuściła jej ciało, ale nie sama. W ślad za nią poleciały gorące strumienie moczu. Monika zupełnie nie panowała nad sobą. Łapałam złoty płyn w dłoń i rozsmarowywałam na swojej łechtaczce. Wiecie jak mnie to kręci! Widok, ciepło i zapach! Szczytowałam tuż po niej, nadziana na palec Sabiny, odbierałam orgazm bardzo intensywnie. Nie tylko z łechtaczki, ale także z małego pierścienia zaciskającego się rytmicznie na palcu koleżanki. Było cudownie! Nagle kolana się pode mną ugięły i usiadłam wprost w kałużę.  

         Kiedy sobie uświadomiłam, w czym siedzę, zaczęłam się tak brechtać, że sama popuściłam, dokładając kolejne strugi złotego płynu do i tak sporej ilości siuśków Moniki. Moja głupawka udzieliła się koleżankom, więc wszystkie trzy zarykiwałyśmy się do rozpuku. Sabina w końcu też nie wytrzymała i po jej udach popłynął górski potok. Wciąż się śmiejąc, włożyłam dłoń w jej krocze, skierowując gorące źródło na swoje przedramię, łokieć, ramię, skąd po piersiach, brzuszku i cipce, spłynęło do bajora, rozpościerającego się pomiędzy moimi nogami i pośladkami.  

         Cała byłam w moczu, ale podnieciło mnie to tak bardzo, że przyciągnęłam do siebie Sabinkę i przyssałam się do jej wilgotnej muszelki. Zlizywałam ostatnie kropelki, a gdy ich zabrakło, przeciągałam językiem po zwilżonych udach, chłonąc słonawy smak i cudownie podniecający zapach świeżych siczków. Monika przytulona do pleców Sabiny, pieściła jej ogromne cycki, bujając je, miętoląc, ściskając sutki. Ja lizałam łechtaczkę i wsuwałam dwa palce w rozgrzaną do czerwoności cipkę. Wtedy przyszedł mi do głowy szalony pomysł. Sięgnęłam do walizki stojącej dotychczas przy fotelu, wyjmując z niej Leona. Włączyłam go i zaczęłam powoli wsuwać w moją przyjaciółkę. W ociekającą sokami cipkę wchodził bez najmniejszego problemu, ale to był tylko początek mojego planu.  

         Naśliniłam dobrze palec i wsunęłam w mniejszą dziurkę. Czułam nim wibracje Leona. Drugi palec wszedł z lekkim oporem, więc postanowiłam nie robić tego z trzecim, tylko od razu przejść do rzeczy. Leon wyjęty z napalonej norki, cały lśnił od śluzu. Wyjęłam palce z zadka Sabiny i w ich miejsce zaczęłam powoli wciskać rozedrganego Leona. Zdziwiła mnie łatwość, z jaką się zagłębił. Tak, jakby zwieracz nie stawiał żadnego oporu. Pomyślałam, że to na pewno zasługa dobrego smarowania. Sabina nie protestowała, gdy zaatakowałam ją analnie – chyba lubi to tak samo jak ja. Powoli wsuwałam i wysuwałam wibrator z jej dupki. Powróciłam także do lizania łechtaczki.  

         Wręcz zaczynałam Sabinie zazdrościć. Też chciałabym mieć pieszczone jednocześnie piersi, łechtaczkę i być posuwaną w dupcię. Starałam się dostarczyć jak najwięcej rozkoszy, więc jeszcze dwoma palcami drugiej ręki, zaczęłam pieścić wnętrze pochwy. Nikt długo nie wytrzyma tak wielu bodźców, stymulujących orgazm. Sabina jęknęła raz, drugi, by w końcu przeciągłym oooooooooooch! wykrzyczeć swoją ekstazę. Popuściła przy tym, tryskając resztkami gorącego moczu wprost w moje usta i twarz. Nie przeszkadzało mi to. Byłam szczęśliwa, że potrafię ją doprowadzić do takiego stanu. I że znalazłam przyjaciółki, które podzielają moją fascynację mokrymi, wyuzdanymi zabawami.  

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Obi1
  • Si ku ku si cz.9

    Cała byłam obsikana, ale szczęśliwa. Kiedy wstałam, z mokrego tyłka po udach pociekły chłodne strużki moczu, dołączając do kałuży na podłodze. Sabina poszła do łazienki po mopa, znacząc mokrymi odciskami stóp całą trasę swojego przemarszu. Monika usiadła w fotelu, zupełnie nie zważając na to, że przecież jej uda też są lekko wilgotne od siczków. Wtedy wpadł mi do głowy kolejny szalony pomysł. Zamiast iść pod prysznic, postanowiłam tak jak stoję, wybiec przez furtkę, pokonać dystans 10 metrów dzielących ją od jeziora i popływać w nim tak jak mnie Pan Bóg stworzył – całkiem nago. Nie zastanawiając się długo, wprowadziłam swój pomysł w życie. Z głupim śmiechem wybiegłam z domku, rozejrzałam się tylko, czy żaden z sąsiadów nie siedzi nad wodą i rzuciłam się w głęboką toń. Woda była cieplutka, więc pływałam rozkoszując się dotykiem opływających mnie strug.

        Pływanie na golasa jest cudowne! Naprawdę polecam! Woda głaszcze najczulsze miejsca delikatniej niż najlepszy kochanek. Bosko! Po prostu bosko! Z radością zanurkowałam kilka razy, wystawiając przy tym tyłek ponad powierzchnię wody, a przy okazji płucząc przesiąknięte moczem włosy. Podczas jednego z zanurzeń, zachłysnęłam się, więc spanikowana i kaszląca wypełzłam na czworaka na płytką wodę. Kiedy wreszcie złapałam oddech, wstałam i z przerażeniem zobaczyłem, że mojej walce o przeżycie przygląda się starszy pan, stojący za płotem nieruchomości sąsiadującej z działką wujka. Pomyślałam sobie, że dziadziuś jakiś niekumaty, skoro nie pospieszył z pomocą, ale kiedy zobaczyłam wypukłość w jego spodenkach, przypomniałam sobie, że jestem całkiem naga. Pewnie się bał, że ktoś go posądzi o molestowanie, dlatego tylko czuwał, aż doszłam do siebie.  Gdybym zemdlała, z pewnością by zareagował. Na szczęście nie zamierzałam tego robić.

        Na miękkich nogach wróciłam do domku, gdzie Sabina z Moniką raczyły się drinkami. Zdumiewało mnie, jaką bezwstydnicą się stałam w tak krótkim czasie. Nie tylko bzykałam się z mamą, swoimi koleżankami, zrobiłam loda śpiącemu wujkowi, ale też nie krępowała mnie nagość przed nim i zupełnie obcym staruszkiem. Ba! Nawet imponowało mi, że usztywniłam dziadkowi kuśkę. W czasach jego młodości z pewnością dziewczęta w naszym wieku, były o wiele bardziej wstydliwe i raczej nie mógł liczyć na zobaczenie jakiejś nago. A dziś? Tadam! Poszczęściło się!

    – Ja też mogę liczyć na drinka? – rzuciłam wchodząc.
    – Czuj się jak u siebie – odpowiedziała Monika.
    – Jaka woda? – spytała Sabina.
    – Super! Pływałyście kiedyś nago? Polecam!
    – Nikt cię nie widział?
    – Sąsiad. Ale chyba dopiero jak wyszłam – odpowiedziałam z tajemniczym uśmiechem.
    – I co? – wpatrywały się we mnie z ciekawością.
    – Stanął mu! – odpowiedziałam rechocząc.
    – Przystojny?
    – Jak na siedemdziesięciolatka – rżałam już jak koń. Dziewczyny też zarykiwały się do łez.
    – Bierzmy driny i idziemy się opalać – zarządziła Monika, gdy już trochę ochłonęłyśmy.
    – Aha! Patrycja szykujesz przekąski – dorzuciła.
    – Dlaczego? – dopytywałam błagalnym tonem.
    – Bo Sabina umyła podłogę, w czasie gdy ty deprawowałaś dziadziunia – odparła ze śmiechem.

        Wyszły z dużymi ręcznikami, zostawiając mnie samą. Cóż? Wzięłam się do pracy i po kilku minutach dołączyłam do nich z dwoma talerzami pyszności. Miło było patrzeć na zgrabne, nagie, błyszczące od olejku ciała, wystawione na działanie promieni słonecznych. Dołączyłam trzecie, które dziewczęta bardzo ochoczo zabezpieczyły przed nadmiernym promieniowaniem, rozprowadzając po nim olejek. Nie tylko w miejscach narażonych na działanie słońca. Ich paluszki zapędzały się także do mojej norki. Powiem Wam szczerze – uwielbiam, gdy tam są!

        Ręczniki, na których leżałyśmy, stykały się bokami. Zjadłyśmy co nie co, wypiłyśmy drinki i ogarnęło nas błogie rozleniwienie. Powieki stały się ciężkie i nie wiadomo kiedy, zasnęłyśmy w cieple promieni słonecznych. Z pewnością skończyłoby się to oparzeniami, gdyby nie sąsiad. Jak się później okazało, znają się z wujkiem od dawna, wspólnie wędkują, jeden drugiemu pilnuje posesji, dogląda, podlewa trawnik gdy zajdzie taka potrzeba, razem imprezują, jeśli przebywają w tym samym czasie nad jeziorem.

       Właśnie w ramach sąsiedzkiej pomocy, zajrzał przez furtkę od strony jeziora i zobaczył trzy śpiące naguski. Kiedy po kilkunastu minutach ponownie skontrolował, czy nadal śpimy, stwierdził, że dłuższy pobyt na słońcu może być dla nas groźny. To człowiek starej daty, nie chcąc wprawiać nas w zakłopotanie, ale także nie dopuścić do porażenia słonecznego, znalazł sposób na wyrwanie z drzemki. Wrócił do siebie, rozwinął wąż ogrodowy i niby przypadkiem, kierując strumień wody ponad iglakami oddzielającymi posesje, skropił także śpiące królewny. Byłyśmy rozespane, więc potraktowałyśmy te kilka kropli, jako przelotny opad deszczu, ale efekt zamierzony przez dziadka został osiągnięty – obudziłyśmy się.

        Obserwowałam Monikę, kiedy zamiast skorzystać z toalety, kucnęła przy świerku, sikając prosto na igliwie, które zaczęło płynąć minirzeczką, niczym bale spławiane przez flisaków na jej większym odpowiedniku. Właściwie, czemu nie? Poszłyśmy z Sabiną w jej ślady, opróżniając swoje zbiorniczki, tworząc przy tym kolejne strumienie wypełnione igliwiem. Potrząsając tyłkami, strąciłyśmy ostatnie krople zawieszone na wargach sromowych, po czym wróciłyśmy do skwierczenia na słońcu. Tym razem już z w innych pozycjach, aby opalenizna była równomierna. Zastanawiałam się, czy uda się opalić trochę śmieszne, blade trójkąty, powstałe w miejscach, gdzie bikini nie dopuszcza słońca. Doszłam do wniosku, że raczej zawsze będą jaśniejsze niż reszta ciała. Ale warto spróbować.
    – Chodźmy popływać – zaproponowałam, kiedy moja skóra zaczynała już skwierczeć na słońcu.
    – Zakładamy kostiumy? – spytała Sabina.
    – Ja nie – odpowiedziałam z przekonaniem.
    – A jak dziadziuś będzie patrzył?
    – Niech też ma coś z życia – rzuciłam ze śmiechem, biegnąc już w stronę furtki.

        Dołączyły do mnie i wszystkie razem, piszcząc i śmiejąc się, wbiegłyśmy do wody. Cudownie ochłodziła rozpalone ciała. Pływałyśmy rozkoszując się chłodem i delikatną pieszczotą wody. Kiedy zorientowałam się, że sąsiad odziany jedynie w krótkie porcięta, stojąc przy swoim ogrodzeniu, mało dyskretnie nam się przygląda, zaczęłam specjalnie nurkować, wystawiając na moment ponad wodę swoje pośladki i wygoloną bułeczkę. Później zaczęłam pływać na plecach, widokiem zesztywniałych z chłodu piersi, powodując ponowne ożywienie w dziadkowych spodenkach. Dyskretnie zwróciłam uwagę koleżanek na powstający namiot, a te widząc go, z diabelskimi uśmieszkami także zaczęły się wdzięczyć, pokazując coraz więcej i więcej. Jakby tego było mało, wyszły na płytką wodę, gdzie zaczęły się całować i obściskiwać. Widziałam jak bardzo podnieca je fakt, że są obserwowane. Ich dłonie coraz śmielej podążały na pośladki, na piersi, by wreszcie zagłębić się w rozpalonych norkach.
    Przestało mi się podobać, że zabawiają się tylko we dwie. Poza tym zrobiło mi się chłodno, więc wyszłam z wody, lekko zsiniała, pokryta gęsią skórką i trzęsąca się jak galareta.
    – Dźdździeń dodododobry – odezwałam się do staruszka szczękając zębami.
    – Dzień dobry – odpowiedział prawie bezgłośnie, nie odrywając wzroku od moich piersi.
    – Bbbędzie się pppan tak gggapić? – zapytałam ze złością.
    – Wybacz dziecko, ale dawno nie widziałem takich cudowności … Chłonę je, próbując utrwalić w pamięci, bo to może być ostatnia taka okazja w moim życiu. Przepraszam.

        Trochę zrobiło mi się go żal. Rzeczywiście mógł więcej nie mieć możliwości zobaczenia trzech nagich nimf wodnych. Ale ja też chciałam coś za to dostać!
    – No dobrze! Popatrzył pan! To teraz ja chcę coś zobaczyć – odezwałam się bezczelnie.
    – A co takiego? – zapytał niepewnie.
    – Pana. Całego – moja bezczelność zadziwiła nie tylko jego. Sama byłam zaskoczona taką śmiałością wobec obcego faceta.
    – Chcesz, żebym się rozebrał? Dziecko drogie, jestem za stary…
    – Z tego co widzę, jeszcze nie taki stary – z uśmiechem wskazałam wzrokiem na twardość deformującą jego spodenki. Zarumienił się lekko.
    – A twoje koleżanki? – próbował jeszcze się wymigać. Spojrzałam w ich stronę – obserwowały z zaciekawieniem naszą rozmowę, nie przerywając przy tym pieszczot. Ich dłonie błądziły po piersiach i pupciach.
    – One też chętnie zobaczą, co pan tam ukrywa – zaśmiałam się – prawda?  – to już było skierowane do nich.
    – Jasne! – odpowiedziały jednogłośnie, podchodząc bliżej nas.
    – No dobrze, tylko proszę się nie śmiać ze starszego człowieka – ostatnie słowa wypowiedział, zsuwając w dół spodenki wraz z majtkami.

        Stał przed naszą trójką nagi, z penisem wyprężonym w dumnej erekcji, a my z radością oglądałyśmy ten pokaz męskości. Była średniej wielkości, otoczona siwymi włosami i przyozdobiona zwisającym workiem. U mojego Kuby podczas erekcji, jądra podnoszą się, przylegając w obciśniętej skórze do trzonu penisa. Wujka zresztą tak samo. Tymczasem te tutaj, zwisały swobodnie w zupełnie luźnym woreczku. Pierwszy raz widziałam coś takiego. Przyglądając się ciału starszego pana, doszłam do wniosku, że wcale nie wzbudza we mnie odrazy. Pomijając pomarszczoną twarz, cała reszta wyglądała całkiem spoko. Faceci starzeją się zdecydowanie ładniej. Monika chyba widziała to tak samo, bo znienacka wypaliła:
    – Niezły instrumencik! Zapraszam do nas.
    Spojrzałam na Sabinę – miała mocno zdziwioną minę.
    – No co się dziwicie? Panu należy się jakaś nagroda – to było do nas.
    – Posmaruje nas pan olejkiem –tym razem zwróciła się do niego.
    – Naprawdę? – odezwał się, nie wierząc we własne szczęście.
    – Proszę się pospieszyć, zanim się rozmyślę – odezwała się Monika już zza furtki – i niech pan nie zakłada tych galotów! Jak już jesteśmy nago, to wszyscy!

        Całą trójką dołączyliśmy do niej. Kątem oka obserwowałam, jak wyposażenie starszego pana buja się na boki przy każdym kroku. Podobało mi się, że w tym wieku jest na tyle sprawny, że nie potrzebuje viagry. Cieszyłam się, bo to w sporej mierze moja zasługa. Swoimi prowokacjami doprowadziłam do erekcji, którą całujące się koleżanki jeszcze bardziej spotęgowały. Monika właśnie wlewała pierwszą porcję olejku w nadstawione dłonie sąsiada. Spryciula! Nie dała mu butelki, aby mógł rozprowadzać olejek oburącz. Przystąpił do tego z wielką skwapliwością.

        Nieczęsto się zdarza, by człowiek w jego wieku, mógł rozkoszować się dotykiem nastoletniego ciałka. Gładził delikatną skórę Moniki począwszy od szyi, przez ramiona, piersi i brzuszek. Stała z zamkniętymi oczami i głową odchyloną do tyłu. Uśmiech na buzi wskazywał, że zaczyna jej się to coraz bardziej podobać. Rozchyliła wargi, oblizując je powoli. Dłonie rozprowadzające olejek powróciły na piersi, zajmując się nimi nadspodziewanie długo.
    – Dziewczynki, pana też trzeba zabezpieczyć przed słońcem. Bierzcie się do roboty! – przekazała polecenie wraz z olejkiem.

        Niestety – zakład przegrany – trzeba wykonywać rozkazy. Polałam olejek na dłonie Sabiny i swoje. Gdy zaczęłam smarować jego plecy i ramiona, Sabina ukucnęła rozprowadzając olejek po nogach, pośladkach, jądrach i penisie starszego pana. Tam jej dłoń spotkała się z dłonią Moniki, która także zapragnęła sprawdzić twardość korzenia. Obie się uśmiechnęły, po czym podzieliły się klejnotami – Monika pieściła trzon, a Sabina skoncentrowała się na woreczku z kulkami. Dziadziuś się rozochocił, pozwalając sobie na zagłębienie dwóch naoliwionych palców w cipce Moniki. Przyspieszony oddech i westchnienie w momencie penetracji norki, potwierdziło brak jakichkolwiek oporów, wręcz zachwyt z poczynań jedynego samca w tym towarzystwie.

        Sabinka tymczasem wyrwała z jej ręki błyszczącego od oliwki penisa i ulokowała jego główkę w swoich ustach. Ssała go najpierw powoli, ale po chwili wciągnęła głęboko do gardła, aż jej usta dotknęły brzucha. Przytrzymała go chwilę, po czym wysunęła, by zaczerpnąć powietrza. Ten moment wykorzystała Monika, odsuwając ją na bok, a zaślinionego penisa wprowadzając do swojej rozpalonej norki. Instynkt starszego pana zadziałał natychmiast. Uruchomił biodra, tłoczek wbijając maksymalnie głęboko. Czułam jak jego pośladki spinają się podczas tego ataku, bo akurat zjechałam na nie swoimi dłońmi.

        Chciałam dostarczyć mu więcej wrażeń, więc objęłam go mocno, rozgniatając swoje piersi na  plecach, pokrytych siwymi włoskami. Potem odchyliłam się lekko, poruszając tułowiem w prawo i w lewo, sutkami pieściłam jego, a zarazem siebie samą. Sabina wstała i zaczęła całować się z Moniką, na co dziadek zareagował podwójnie – teraz już rytmicznie pieprząc Monikę i prawą dłonią ściskając na przemian, wielkie mięciutkie melony Sabiny, lewą wysunął za plecy w poszukiwaniu mojej cipki. Znalazł ją bez problemu. Była na swoim miejscu. Rozchyliłam uda, by ułatwić mu dostęp do tego skarbu. Wprawne palce odnalazły guziczek, uruchamiając nadwrażliwość niemal natychmiast.

        Sabina, która lewą dłonią uwięziła pierś Moniki, prawą ulokowała pomiędzy jej pośladkami, środkowym palcem pieszcząc gwiazdkę zwieracza. Zrobiłam podobnie, tylko moje palce prześliznęły się po brzuszku, wzgórku łonowym, by ostatecznie utkwić w wilgotnej już cipce Sabinki. Były pokryte oliwką, więc wśliznęły się bez najmniejszego oporu. Pomyślałam, że należy jej się ostre rżnięcie. Takie, jakiego wcześniej doświadczyła Monika. Wsunęłam w nią całą dłoń, pieprząc ostro od samego początku. Nie potrzebowała rozgrzewki, bo była już wystarczająco podniecona, wilgotna i spragniona pełnego wypełnienia. Mi też sprawiało wielką przyjemność nadziewanie jej na swoją dłoń, aż po nadgarstek. Podniecało mnie to tak samo, jak palce starszego pana, śmigające w mojej cipce. Była mokra od soczków i przyjemnie mrowiąca. To mrowienie rozchodziło się po ciele coraz większymi falami. Chciałam więcej! Chciałam poczuć w sobie penisa! Nie palce, czy język. Penisa! Penisa! Penisa!

        Odciągnęłam naszego samca do tyłu, wyrywając jego prącie z płonącej pożądaniem cipki Moniki, przewróciłam go na ręcznik i nadziałam się na jego męskość. Cudownie mnie wypełniła! Zaczęłam ujeżdżać, podskakując rytmicznie. Koleżanki zaskoczone takim egoizmem, po ochłonięciu z pierwszego szoku, przyłączyły się. Monika usiadła cipką na ustach sąsiada, poruszając nią w przód i w tył. Przestała, gdy poczuła język na łechtaczce. Dziadziuś włączył się do akcji. Lizał ją zapamiętale, wdzięczny za bezpośredniość i bezpruderyjność Moniki. Sabina stanęła nad nim okrakiem, pomiędzy mną a Moniką, która szybko zapuściła języczek pomiędzy jej wilgotne wargi, poszukując twardego wyrostka, będącego źródłem kobiecej ekstazy. Pomogłam jej. Nie przerywając galopady na twardym drągu, przytrzymałam się lewą ręką za Sabiny biodro, prawą wsunęłam na powrót w wilgotną gorącość jej pochwy. Posuwałam ją w tym samym tempie, w jakim poruszałam się na penisie. Zbliżając się do finału, wgryzłam się w pośladek Sabiny, tłumiąc w ten sposób krzyk ekstazy, próbujący wyrwać się z gardła. Doszłam! Doszłam pierwsza!

        Gdy opadłam na ręcznik, dysząc z wysiłku, łapiąc powietrze jak ryba wyrzucona z wody, Sabina zajęła zwolnione miejsce na dziadkowym organie. Kręciła delikatnie biodrami, wprowadzając penisa w ruch wiatrakowy. Jednocześnie całowały się z Moniką i pieściły wzajemnie piersi. Po chwili Monika stężała, przeżywając nieziemski orgazm, po czym opadła tuż obok mnie. Spojrzałam na naszego ogiera – uśmiechał się, szczęśliwy, że dogodził już dwóm małolatom, a w dodatku uzyskał dostęp do wielkich, ślicznych piersi, bujających się w rytm ruchów Sabiny. Bawił się nimi nie odrywając wzroku od tych skarbów. Pozazdrościłam Sabci – moje piersi też są ładne, ale widocznie facetów bardziej kręci większy size.

        W pewnym momencie jednak sąsiad zapragnął czegoś innego, bo rezygnując z dostępu i widoku piersi, przewrócił Sabinę na bok, po czym uniósł jej biodra, ustawiając do pozycji „na pieska”. Klęcząc z tyłu, wbił się w młodą cipkę i zaczął rytmicznie posuwać z całych sił, aż do momentu, gdy zawyła, a jej ciałem wstrząsnęły dreszcze. Chwilę odczekał, by mogła w spokoju rozkoszować się przyjemnością i znów uruchomił swój taran. Byłam pełna podziwu dla jego wytrzymałości. Monika też, bo ustawiła się na czworaka, równolegle do Sabiny, sugerując, że to wszystko w jej cipce się zaczęło i tam powinno skończyć. Tak też się stało. Sąsiad wyszedł z Sabiny i ulokował swój oręż w Monice. Pukał ją jeszcze ze dwie minuty, zanim zakończył widowiskowym wytryskiem na plecy i pupkę.  

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Obi1
  • Si ku ku si cz. 10

    – Jestem Franciszek – odezwał się nasz podstarzały ogier, gdy już lekko uspokoił oddech. Zabrzmiało to tak przekomicznie w sytuacji, gdy przed chwilą rżnęliśmy się jak norki, że zaczęłyśmy się brechtać, aż ze śmiechu rozbolały brzuszki. Do niego także dotarło, że przedstawianie się tuż po tak wyuzdanych zabawach jest co najmniej śmieszne, więc dołączył do nas i zarykiwał się na całego. Kiedy się uspokoiliśmy, przedstawiłyśmy się i wszyscy razem poszliśmy do jeziora, zmyć z siebie pot i ślady miłosnych uniesień. Franek wrócił do siebie, a my po osuszeniu ciał i przetarciu włosów ręcznikami, ubrałyśmy się w t-shirty i majteczki, bo od strony wody zaczął wiać dość chłodny wiaterek. Właśnie umyłyśmy szklanki, by przygotować kolejne drinki, kiedy sąsiad powrócił, niosąc w koszyku litrowego  Danielsa, colę, serki pleśniowe, duże oliwki nadziewane migdałami i Leysy o smaku zielonej cebulki. Ucieszyłyśmy się, bo zawsze to milej, jak jest choć jeden facet w towarzystwie, a i przekąski przyniósł całkiem niczego sobie. Też był już ubrany w spodenki i koszulkę. W pierwszym odruchu poczułam się trochę niezręcznie, że jestem w samych majtkach, że może powinnam założyć spodenki albo spódniczkę, ale przecież przed chwilą gziłam się ze starszym panem, więc widział już wszystko. Nasze ciała nie miały już przed nim tajemnic.  

         Sabinka przyrządziła drinki, ja przygotowałam przekąski, a nasza pani – Monika zabawiała gościa rozmową. Na początku dowiedziała się, że Franciszek jest wdowcem i od wielu lat nie kochał się z żadną kobietą. Właściwie pogodził się z myślą, że jego siurak służy już tylko do sikania, dlatego był tak bardzo szczęśliwy, że przypomniałyśmy mu o jeszcze innym zastosowaniu tego organu. Opowiadał, z jakim podziwem patrzy na naszą otwartość na sprawy seksu, całkiem inaczej niż było w czasach jego młodości, kiedy panienki strzegły swojej cnoty, pod czujnym okiem nadobnych matron. Teraz wszystko wygląda inaczej. Przede wszystkim wiedza na temat spraw intymnych stała się powszechna, łatwo dostępna i pozbawiona pruderii.  

    – Ja, do nocy poślubnej nie miałem najmniejszego pojęcia, jak wygląda kobieta. O ile nagie kobiece piersi można było zobaczyć na obrazach lub rzeźbach, to jak wygląda przedmiot męskiego pożądania, ten który dziewczęta skrzętnie skrywają pomiędzy udami, pozostawało niezgłębioną tajemnicą. Nawet podczas mojej pierwszej nocy spędzonej z żoną, nie dowiedziałem się dużo więcej. Dziewczyna wychowywana od maleńkości w przeświadczeniu, że to jest wstydliwa część ciała, robiła wszystko, abym nie zobaczył jej pączka. To fakt – rozłożyła nogi, bo wiedziała, że tak trzeba, ale wszystko odbywało się pod pierzyną. Długo trwało, zanim namówiłem ją do pokazania mi piękna swojego ciała. Potem, gdy nabrała większej śmiałości, zdarzało nam się kochać przy świetle dziennym, albo na łonie natury, tak jak dzisiaj z wami. Co prawda, nawet przez myśl nam nie przeszło, że można takie rzeczy robić w większym gronie, albo w taki sposób, ale i tak było fantastycznie.

    – Robiliśmy to w dziwny sposób? – zaciekawiła się Monika.
    – No tak. W moich czasach jak kobieta pieściła penisa ręką, to już było coś! Dopiero w latach siedemdziesiątych doszły mnie słuchy, że gdzieś tam, na zachodzie, kobiety robią to ustami. I pomimo tego, że w latach osiemdziesiątych dotarły do Polski magnetowidy, a wraz z nimi filmy porno, to i tak nie mogłem namówić mojej Halinki, żeby pocałowała mnie tam, na dole. Jej kościołowe wychowanie nie pozwalało na takie perwersje. Uważała, że tak robią tylko dziwki, a faceci którzy tego się domagają, to zboczeńcy i zwyrodnialcy.
    – Masakra! – rzuciła Sabinka.
    – To miałeś tylko jedną kobietę w życiu? – zapytałam z niedowierzaniem w głosie.

    – Gdyby tak było, byłbym szczęśliwy. Niestety przez krótki czas, w latach dziewięćdziesiątych miałem romans z Renatą, która pokazała mi prawdziwy świat zmysłowości i seksu. Uwielbiała pieścić mnie ustami, czuć w buzi pulsowanie mojego penisa podczas orgazmu i spijać całą śmietankę. Nie miała przed tym żadnych zahamowań. Była już z innego pokolenia niż moja żona. To ona nauczyła mnie, jak doprowadzić kobietę do ekstazy, francuskimi pocałunkami. Z upodobaniem lizałem jej muszelkę, podniecając się przy tym jak sztubak. Halinka tylko na tym skorzystała, bo jakoś dziwnym trafem, taki rodzaj pieszczot jej nie przeszkadzał, a wręcz zaczęła się go domagać. Ja zaś po zakończeniu romansu, potrzebowałem pieszczot oralnych, a nie byłem w stanie namówić do nich swojej żony. Mój penis był dla niej czymś obrzydliwym. Spowodowało to u mnie straszliwą frustrację – seks z żoną przestał być dla mnie atrakcyjny, wręcz stał się nudny, przewidywalny i monotonny. Już mi na nim nie zależało. Jeżeli dochodziło do stosunku, traktowałem go jako spełnienie powinności, ale nie przynosił mi już radości. To jak picie wody, która gasi pragnienie, ale nie ma żadnej wartości smakowej.

    – A co się stało z Renatą? – dociekała Sabinka.
    – Poznała faceta, wyszła za niego, urodziła mu dwójkę dzieci i … nad czym najbardziej ubolewam, całkiem zerwała ze mną kontakt. Liczyłem na to, że pozostaniemy w przyjaźni do końca życia i praktycznie do chwili urodzin drugiego dziecka, mieliśmy doskonały kontakt. Codziennie do siebie dzwoniliśmy i rozmawialiśmy bardzo długo, ale któregoś razu nie odebrała. Pomyślałem, że nie może rozmawiać, więc cierpliwie czekałem aż oddzwoni. Nie zrobiła tego. Po tygodniu zatelefonowałem jeszcze raz i historia się powtórzyła. Nie odebrała i już nigdy więcej do mnie nie zadzwoniła. Tak po prostu. Bez żadnej przyczyny.
    – To smutne.  
    – Tak. Zwłaszcza, że ja ciągle o niej myślę i tęsknię. Bo jestem stały w uczuciach – jak kogoś pokocham, to do końca życia.
    – A żony nie kochałeś?
    – Kochałem i Halinkę i Renatę. Przecież to bzdura, że można kochać tylko jedną osobę! Kochacie oboje rodziców, rodzeństwo i takie same uczucia będziecie żywić do wszystkich swoich dzieci, a potem wnucząt. Renata także, pomimo że wyszła za mąż za innego twierdziła, że mnie kocha i będzie kochać do śmierci. Czy tak było? – nie wiem. Nawet nie wiem, czy jeszcze żyje.
    – Czyli miałeś w życiu tylko dwie kobiety?  
    – Pięć! Teraz już pięć – odpowiedział, wyprowadzając nas ze smutnego nastroju – w ciągu ostatniej godziny miałem więcej dziewczyn, niż w całym dotychczasowym życiu i w dodatku wszystkie jednocześnie. Bardzo wam dziękuję.

    Zaśmialiśmy się wszyscy.
    – Nam też było miło. Urozmaiciłeś nasz wypoczynek – rzuciłam.
    – Zdrówko – stuknął się z nami (tym razem szklanką : ).
    – Zdrówko – odpowiedziałyśmy chórem.
    – A czego jeszcze nie próbowałeś, a chciałbyś? – zagaiła Sabinka.
    – Jak słyszałyście, moje życie erotyczne nie było zbyt bogate, więc pewnie jest mnóstwo rzeczy, których nigdy nie robiłem.
    – Ale co cię podnieca najbardziej?  
    – Takie młode dziewuszki, jak wy. Nic więcej nie mogę chcieć. Macie cudowne ciała, gładką skórę, jędrne piersi i pośladki, długie włosy, oczy jak marzenie. Czy można chcieć czegoś więcej?  
    – Nie masz żadnych perwersyjnych marzeń? – zapytała Monika.
    – A wy macie? – odbił piłeczkę.
    – Mamy. I to wszystkie trzy – rzuciła zagadkowo.
    – O ho, rozbudziłaś moją ciekawość. Co to takiego?
    – Lubimy się kochać. Nawzajem, bez facetów. Całujemy się i to nie tylko w usta, pieścimy nawzajem swoje piersi, cipki i dupeczki. I co na to powiesz?
    – Tym mnie nie zaskoczyłaś. Przecież byłem świadkiem waszych zabaw. Myślałem, że masz w zanadrzu coś bardziej wyrafinowanego, wulgarnego, bulwersującego.
    – Może mam, ale nie wyjawię ci, dopóki nie opowiesz nam o swoich perwersjach.
    – A dlaczego myślisz, że mam jakieś? Jestem człowiekiem starej daty, z niewielkim bagażem doświadczeń erotycznych. Czego się po mnie spodziewasz?
    – Otwartości! Tego, czego brakuje twojemu pokoleniu. Sam mówiłeś, że podoba ci się nasze podejście do seksu, więc się otwórz i powiedz nam, o czym tak naprawdę marzysz.
    – Nie mogę. Wstydzę się.  
    – Czyli się nie myliłam! Każdy ma jakieś wyuzdane potrzeby. Jeśli nam powiesz, to obiecuję, że nie tylko zdradzimy ci swoje sekrety, ale także postaramy się spełnić twoje marzenia. Prawda? – z tym pytaniem zwróciła się do nas, choć było ono z gatunku retorycznych. Wiązał nas przegrany zakład. Potwierdziłyśmy. Poza tym – nas też zżerała ciekawość.

    – Muszę się napić. Zdrowie pięknych pań!
    Wypiłyśmy razem z nim. Wstałam, by uzupełnić szkło.
    – Nie wiem, czy jako dziewczęta, macie świadomość, jak ciężkim dla chłopców jest okres dojrzewania. Hormony wtedy tak mocno buzują, w młodzieńczych organizmach zachodzą takie zmiany, że jest to nie do opanowania. Teraz może jest łatwiej, ze względu na dostępność informacji, ale za czasów mojej młodości nie wiedziałem, co się ze mną dzieje. W nocy miałem polucje, w dzień erekcję gdy tylko spojrzałem na jakąkolwiek dziewczynę, na jej kociopłynny sposób poruszania się, kształt majtek odciskający się na pośladkach pod ciasną spódniczką, czy spodniami, gesty dłoni odsuwającej włosy opadające na prześliczną buźkę, a odkryty dekolt przebijał każdą inna podnietę. Dosłownie wszystko wywoływało erekcję. I nie pomagało wielokrotne w ciągu dnia i nocy doprowadzanie się do wytrysku.  
    – No proszę! Więc bawiło się ptaszkiem za młodu – wtrąciła Monika śmiejąc się.
    – Kochana! Produkcja nasienia idzie w tym wieku pełną parą, więc zdarzało się, że dopiero po dwóch, a nawet trzech wytryskach pod rząd, udawało mi się doprowadzić do opadu nabrzmiałego narządu. Nie macie pojęcia, jak to jest chodzić niemal bez przerwy z takim sterczącym fiutem. Całe podbrzusze boli od napięcia. Dzisiaj młodzież wcześniej rozpoczyna współżycie, więc okres tych męczarni się skraca.  

    – To także nasza zasługa – jesteśmy dostępniejsze – wtrąciła Sabinka.
    – Tak. To prawda. I chwała wam za to!
    – No dobrze, ale ciągle nie powiedziałeś nam o swojej perwersji – rzuciłam sprowadzając go na właściwe tory.
    – Bo to nie jest takie proste. Muszę was wprowadzić, żebyście zrozumiały, dlaczego mam takie marzenie. Bez tego uznacie mnie za totalnego zboczeńca.  
    – Akurat! Jeszcze nas nie znasz! – mruknęła Monika.
    – Otóż, jak wiecie, do ślubu nie zasmakowałem kobiety, a żeniłem się dopiero po wojsku, więc do 21-go roku życia, mój seks ograniczał się do samogwałtu. No może niezupełnie, bo w wojsku było inaczej. Tam, jako rekruci, którzy dopiero zostali wcieleni do armii, byliśmy szmaceni i poniewierani przez „starych” żołnierzy, czyli tych z dłuższym stażem. Może słyszałyście o zjawisku „fali” w wojsku? Nie, nie mogłyście słyszeć. Jesteście zbyt młode. W każdym razie, młodzi żołnierze, czyli „koty”, byli gnębieni na przeróżne sposoby, przez „starych”. Im głupiej, tym lepiej. Robiło się „rejony”, czyli sprzątanie, przy czym nie używało się środków i narzędzi do tego przeznaczonych, tylko np. szorowało się korytarz, lub kibel szczoteczką do zębów. Taka zabawa! Ubaw po pachy! Ale nie dla szorujących. Zdrowie!

    Wypiliśmy i poszłam zrobić kolejne drinki. Franek kontynuował.
    – Jednak nie to było najgorsze. Wkrótce „Starzy” wymyślili kolejną zabawę. W naszej sali było 10 pryczy. Już drugiego dnia pobytu, “starzy” ustawili nas w szeregu, kazali się rozebrać do naga i padła komenda: kolejno odlicz! Policzyliśmy. Było nas dziesięciu, więc komplet z naszej sali. Potem był rozkaz: w tył zwrot, skłon w przód! Gdy go wykonaliśmy, „starzy” zaczęli okładać pasami nasze tyłki, aż były całe w pręgach. Kiedy już się zmęczyli, padł rozkaz : parzyści wyruchać nieparzystych! Zawahaliśmy się, ale pasy lądujące na naszych plecach, udach i dupach, szybko nas przekonały. Byłem parzysty, ale nigdy tego nie robiłem. Nie wiedziałem, jak mam wyruchać swojego kolegę. Obawiając się kolejnych pasów, przytknąłem główkę penisa, do zarośniętego włosami otworu, który patrzył na mnie spomiędzy jego pośladków. Nie dziwcie się, że miałem erekcję, bo jak już mówiłem, w tym wieku niewiele potrzeba, żeby konar zapłonął. Spojrzałem na boki – wszystkim „kotom” stały ogony. Także tym wypiętym, nieparzystym. Naparłem, ale mój penis nie wsunął się nawet na centymetr. Ponowiłem próbę – dalej nic. Napluć na dziury! – dobiegł z tyłu kolejny rozkaz. „Starzy” wiedzieli, że na sucho nic z tego nie będzie. Naplułem na dziurę i na swojego penisa. Teraz powoli wsunąłem go w swojego towarzysza niedoli. Raz, dwa, raz, dwa … – głos z tyłu narzucił nam rytm. „Marzec jest! Miauczeć koty!” – kolejny rozkaz podnoszący atrakcyjność tego widowiska w oczach naszych prześladowców. Miauczałem i ruchałem wraz z innymi. Starałem się nie wyrządzić krzywdy mojemu koledze w niedoli, bo spodziewałem się, że nasi oprawcy później każą nam się zamienić. Wchodziłem płytko, ale byłem niedoświadczony, więc po kilku pchnięciach spuściłem się. Z jednej strony było mi dobrze po orgazmie, ale przerażała mnie myśl, że za chwilę to ja zostanę wbity na pal i wydymany.  

    – Nie ma się czego bać- wtrąciła Sabinka. Od razu przypomniałam sobie, jak zerżnęłam jej dupkę Leonem.
    – Teraz już wiem, ale wtedy nie wyobrażałem sobie, że mogę to robić z facetem i to na oczach tylu innych. Nie chodziło nawet o ból, którego się spodziewałem. Najgorsza była ujma na honorze! Nie ma dla faceta gorszego upokorzenia! Ale pomyślałem sobie, że widocznie wszyscy muszą przez to przejść. I na pewno ci, którzy nas do tego zmuszają, także zostali kiedyś wyruchani. Ta myśl sprawiła, że przestałem się przejmować i przeżywać to jak tragedię osobistą. Sam naplułem na penisa, który miał za chwilę we mnie wejść i spokojnie nastawiłem swój tyłek do zerżnięcia. Kolega, tak łagodnie przeze mnie potraktowany, też postarał się nie uszkodzić mojego zwieracza. Wszedł we mnie delikatnie i powoli mnie posuwał. Nie wiem, czy to jego delikatność sprawiła, że zacząłem odczuwać przyjemność, czy tak po prostu jest. W każdym razie nie trwało to długo, bo większość z nas była prawiczkami. W rozdziewiczonym tyłku, poczułem pulsowanie penisa, wpompowującego we mnie nasienie. Myślałem, że to koniec – jednak się myliłem.

    – Na pewno „starzy” się podjarali i też się za was zabrali – wtrąciła Monika.
    – Ale nie tak, jak myślisz. Dostaliśmy kolejną serię pasów na gołe dupy, po czym kazali nam uklęknąć i ssać ich fiuty. Byliśmy tak przestraszeni i sponiewierani, że zrobiliśmy to bez wahania. Na szczęście trafił mi się mały i niezbyt wytrzymały. Ssałem go może z minutę i zdążyłem wyjąć z ust tuż przed wytryskiem, który obryzgał mi całą twarz. Inni nie mieli aż tyle szczęścia – niektórym gwałciciele spuścili się do ust, nie pozwalając wypluć swojego nasienia – musieli połknąć wszystko.
    – Ja tam lubię połykać. I wcale nie cierpię, gdy facet skończy w mojej buzi – próbowałam jakoś go pocieszyć.
    – Nasza gehenna trwała aż do następnego naboru, kiedy przybyli nowi rekruci. Do tego czasu byliśmy ruchani wielokrotnie i na różne sposoby. Potem my staliśmy się „starymi”, a nasi prześladowcy „dziadkami”. Nie jestem z tego dumny, ale odreagowaliśmy na „kotach” swoje wcześniejsze upokorzenia.

    – Ale tak zmierzając do puenty – jakie jest to twoje marzenie? Bo jeśli myślisz o seksie z chłopcem, to my, ze zrozumiałych względów, go nie spełnimy – odezwała się Monika, zniecierpliwiona już przedłużającą się gadaniną Franka.
    – A może chcesz dostać po tyłku pasem? – próbowała zgadywać Sabina.
    – Nie. Żadna z tych rzeczy.
    – No to co?
    – Ale obiecajcie, że się nie pogniewacie.
    – Jasne, że nie. Jak nam nie będzie odpowiadać, to najwyżej się nie zgodzimy.
    – Otóż chciałbym się kochać z kobietą, ale właśnie tak jak wtedy z kolegami.  
    – Czyli jak?
    – No wiecie – od tyłu, w mniejszą dziurkę. Nie udało mi się do tego namówić ani Halinki, ani Renaty, a bardzo chciałbym spróbować jakie to uczucie, kochać się tak z kobietą. Marzyłem o tym przez wiele lat. Gdybym poznał ten rodzaj przyjemności, już nic więcej w seksie by mnie nie zaskoczyło.
    – A mokre zabawy? – dociekała Monika.
    – Jakie mokre zabawy? – Franek wyraźnie nie rozumiał, o co go pyta.
    – Siku. Zabawy z moczem – podpowiedziałam.
    – Podczas seksu? – ciągle nie rozumiał.
    – Przed, w trakcie, po – kiedy zechcemy – patrzyłam mu prosto w oczy.
    – Nie, tego też nie próbowałem. Nawet o tym nie pomyślałem. Więc to jest wasz fetysz?
    – Tak. Oburza cię to?
    – Hmmm. Nie myślałem o tym, ale może być miło – zaczynał sobie wyobrażać. Zauważyłam drgnięcie w jego spodenkach.  
    – Zdrowie! – rzuciłam, przechylając szklankę do dna. Wszyscy się przyłączyli.

    – To my pójdziemy się przygotować, a ty zrób drinki. Aha! – i nie marnuj złocistego płynu! Będziemy go potrzebować – powiedziała Monika wstając i kierując się do toalety. Podążyłyśmy za nią. Tam, przy użyciu wężyka od prysznica, zrobiłyśmy sobie lewatywy i opróżniłyśmy kiszki. Pomimo silnego parcia w pęcherzu, żadna z nas nie uroniła ani kropelki. Podniecała nas wizja uwolnienia tych strug podczas seksu z Frankiem. Trochę to trwało, zanim umyte i przygotowane na penetrację naszych dupek wyszłyśmy z łazienki. Jednak tu czekała nas niespodzianka. Franek siedział popijając drinka, ale nie był sam. Naprzeciwko niego siedział wujek z jakimś obcym facetem. Pomyślałam jak to dobrze, że nie wyszłyśmy z łazienki nago. Dla wujka nie byłoby to szokiem, ale dla tego obcego i dla nas na pewno.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Obi1
  • Si ku ku si cz.11

    – Cieszę się, że jeszcze nie śpicie – rzucił Piotr, gdy zobaczył nas w pełnym składzie – poznajcie Karola. To z nim byłem umówiony w Bydgoszczy, ale jak wygrałem zakład z Moniką, to pomyślałem, że milej spędzimy czas w waszym towarzystwie. Zaprosiłem go więc tutaj.  
    – Monika.
    – Sabina.
    – Patrycja.

        Przedstawiłyśmy się, oblukując przy tym ciacho przywiezione przez wujka. A było na czym oko zawiesić! Facet miał około czterdziestu lat, gęste czarne włosy, z pojedynczymi przebłyskami siwych, wąską dupkę i szerokie bary. Przy wzroście przekraczającym 1,9 m, jego ciało robiło wrażenie bardzo proporcjonalnego i seksownego. Opięty garniak tylko przydawał mu atrakcyjności. Sama to robiłam, więc nie dziwiłam się swoim przyjaciółkom, że rozbierają gościa wzrokiem. Wypity alkohol pozbawił nas wstydu i patrzyłyśmy na kolejnego samca jak na kąsek, który nam się bezwzględnie należy. I który schrupiemy bez litości. Jednak ostatki przyzwoitości, nakazywały nam poczekać, na dalszy rozwój wypadków.

    – Franciszka już znacie? – Piotr bardziej stwierdził, niż pytał.
    – Znamy. Nawet dość dobrze – dwuznacznie odpowiedziała Monika uśmiechając się tajemniczo.
    – Opowiedział nam historię swojego żywota – próbowałam jakoś łagodzić wyuzdanie koleżanki.
    – No to co, dziewczynki? Zabawicie nas? – zapytał wujek – Wygrałem, to coś mi się należy.
    – Ale tylko od Moniki – wtrąciła Sabina – z nami się nie zakładałeś.
    – To prawda. Lecz o ile mi wiadomo, wy wcześniej przegrałyście z nią, więc może wam rozkazywać. Moniko, skarbie, każ im się rozebrać!

    W tym momencie dotarło do nas, że wygrywając zakład z Moniką, faktycznie zdobył władzę nad całą naszą trójką.
    – No laski! Na co czekacie? – ponagliła Monika.  
    – Ty też – wtrącił wujek.

        Pomyślałam, że stać nas na więcej, niż zwykły striptiz, więc zdjęłam koszulkę Sabinki i przyssałam się do jednej z okazałych piersi. Drugą miętoliłam w dłoni, spoglądając wyzywająco na wujaszka. Poczułam, jak Monika zsuwa moje majtki i podciąga koszulkę. Ułatwiłam jej to, na chwilę odrywając się od wielkich melonów Sabinki. Widziałam jak w spodniach Piotra budzi się bestia. Wróciłem do lizania piersi, dając Monice czas na pozbawienie Sabiny ostatniego skrawka materiału, który dotychczas osłaniał jej pupę i cipkę. Potem obie rozebrałyśmy Monikę, powabnymi ruchami bioder, wprawiając w zachwyt oglądających nas panów. Choć nie do końca byłam pewna reakcji Karola. Wprawdzie szczerzył zęby w uśmiechu, tak samo jak pozostali dwaj panowie, ale nie potrafiłam dostrzec reakcji w jego spodniach. Wujka namiot był doskonale widoczny, Frankowi coś drgało w spodenkach, a tu …. – nic. Nawet, gdy zaczęłyśmy wkładać sobie palce do cipek, nie zauważyłam tam żadnego poruszenia.

        Postanowiłam zająć się Frankiem. Po pierwsze dlatego, że wujka już dzisiaj ssałam, po drugie – miałam do niego więcej śmiałości, niż do całkiem obcego Karola, który choć nieziemsko atrakcyjny, wzbudzał we mnie pewną nieśmiałość. Dałam szansę moim bardziej odważnym przyjaciółkom. Monika ruszyła do Piotra, siadając mu na kolanach i od razu idąc w ślinę. Napaliła się na niego już dawno. Wcale jej się nie dziwię. Też chciałabym poczuć w sobie jego grubą męskość. Ale już nie zwracając uwagi na to, jak Sabina radzi sobie z trzecim panem, zajęłam się w 100% moim starszym wybrankiem. Cieszyłam się, że jako pierwsza spełnię jego marzenie. Byłam na to gotowa, ale najpierw czekało mnie trudniejsze zadanie – musiałam doprowadzić do pełnej erekcji, trochę już dzisiaj weksploatowany sprzęt. Zdjęłam Frankowi gatki w czasie, gdy zrzucał z siebie koszulę. Gdy popatrzyłam na penisa, okolonego siwymi włosami pomyślałam, że trzeba go trochę odmłodzić. Złapałam więc Franka za rękę i zaciągnęłam do łazienki. Tam nożyczkami do paznokci, zaczęłam skracać siwy zarost porastający okolice intymne. Nie protestował, z zainteresowaniem obserwując, jak starannie zajmuję się jego klejnotami.

    – Mam nadzieję, że wytniesz tylko włosy – zażartował.
    – Nie bój się! Zależy mi na twoich klejnotach – odpowiedziałam, przechodząc do drugiego etapu.

        Nałożyłam piankę do golenia, dokładnie rozprowadzając ją po penisie, jajkach i rowku. Tak! – zamierzałam ogolić wszystko! Swoją maszynką do golenia, najpierw pozbawiłam go włosów na łonie, potem przyszła kolej na bardziej skomplikowany obszar. Najwięcej problemu było z jądrami, ale udało mi się w miarę sprawnie doprowadzić je do gładkości. Potem kazałam mu się położyć na podłodze, podnieść i rozszerzyć nogi. W ten sposób uzyskałam pełen dostęp do przestrzeni pod workiem mosznowym i okolic odbytu. Wygoliłam wszystko na gładko. Franka to bardzo rajcowało, bo stwardniał, prężąc swoją męskość tuż przed moimi oczami. Pocałowałam ją czule w sam czubek, po czym kazałam Frankowi spłukać z siebie resztki pianki. Patrząc jak się myje, pomyślałam, że dam mu jeszcze więcej niż sobie wymarzył. Po spotkaniu ze mną, wspomnień będzie miał na lata. Będzie o tym opowiadał z takim samym rozrzewnieniem, jak o pierwszej nocy spędzonej z żoną. Pokazałam mu, jak ma sobie zrobić lewatywę, wymyć kiszki i wyszłam.
     
       Tymczasem w pokoju zabawa trwała w najlepsze. Wujek stojąc, pieścił piersi Sabiny, całował je i ugniatał, chwytał brodawki palcami i ustami, lizał ogromne powierzchnie. Monika klęczała, napełniając swoje usta potężnym penisem wujka. Spojrzałam na Karola – coś drgnęło w jego spodniach, ale zastanawiałam się, dlaczego nie przyłącza się do zabawy? Przecież dziewczyn było tyle, że wystarczyłoby dla każdego. Podeszłam do niego, klękając i próbując rozpiąć rozporek.
    – Nie, dziękuję – powiedział odsuwając moją dłoń. – Wolę popatrzeć – dopowiedział, widząc moją zdziwioną minę.

    Nie chcesz, to nie – pomyślałam. Nie będę się narzucać. Podeszłam do Sabiny i zapuściłam palce w jej rozochoconą cipkę. Mruknęła tylko, bo jej usta były spojone z wargami wujka. Wilgoć pokryła moje palce, co mnie strasznie nakręciło. Drugą dłonią zaczęłam się pieścić sama. Na szczęście wrócił mój ogier. Z ogolonym sprzętem sprawiał wrażenie dużo młodszego, ale też większego. Aż nabrałam nowej ochoty, by go pieścić. Czym prędzej podbiegłam do niego, żeby nie podebrała mi go któraś z koleżanek. Padłam na kolana i zaczęłam ssać lekko opadłego penisa. Zareagował bardzo ładnie. Czułam w ustach jak twardnieje. Wtedy dołożyłam naśliniony palec. Wsunęłam go w dziadkową dupkę, szukając stwardnienia prostaty. Znalazłam bez problemu – w końcu wszyscy faceci mają to w tym samym miejscu. Pieściłam ją powolnymi, okrężnymi ruchami palca.

        Franka bolec skamieniał w moich ustach. Podwójna pieszczota zadziałała niezwykle stymulująco. Widząc jego pełną gotowość, przerwałam na chwilę, by olejkiem do opalania zapewnić nam lepszy poślizg. Posmarowałam sobie odbyt i odrobinę rozprowadziłam po sterczącym penisie Franka. Poprosiłam go, żeby się położył i okraczając jego biodra, wprowadziłam powoli penisa w dupkę. Lekko zabolało, gdy forsował zwieracz, ale posiedziałam chwilę bez ruchu, przyzwyczajając się do tkwiącego we mnie tarana. Potem zaczęłam się powoli ruszać. Gdy już całkiem przywykłam i nie odczuwałam żadnego dyskomfortu spowodowanego wypełniającym mnie penisem, wstałam opierając się dłońmi o oparcie fotela. Franek podszedł od tyłu i już bez żadnych ceregieli, wbił się w moją dupę, rżnąc ją bez żadnej litości. Lecz wcale nie sprawiał mi tym przykrości. Wręcz przeciwnie – to było niezwykle miłe uczucie, całkowitego oddania mężczyźnie, gdy wchodzi w ciebie, w miejsce przez wielu nie do końca akceptowane. Ja uwielbiam sprawiać ludziom przyjemność, więc poddawałam się z radością gwałtownemu atakowi na mój anal. Nic mnie nie bolało, zaczęłam nawet odczuwać przyjemność.  

    – Karol! Co z tobą? – Franek zdziwił się, widząc go w pełnym ubraniu.
    – Ja tylko popatrzę – odpowiedział Karol, zawstydzony swoim brakiem zainteresowania seksem z małolatami.  
    – Rozbieraj się i bierz się do roboty! Nie rób paniom przykrości! – Franek nie odpuszczał, ani na chwilę przy tym nie przestając rżnąć mnie w pupcię.
    – Musiałbym się wziąć za któregoś z was – odpowiedział ze śmiechem.
    Franek z wrażenia aż na chwilę przerwał ruchanie. Powoli docierał do niego sens słów Karola. Jego nie interesowały dziewczyny! Był gejem!
    – A za takiego starego jak ja, też byś się wziął? – zapytał po chwili zastanowienia.
    – Tacy też są seksi – odpowiedział Karol, wskazując na wybrzuszenie w okolicy rozporka.
    – No to chodź, przecież nie będziesz tak siedział, kiedy wszyscy się bawią – zachęcił go, znowu zaczynając posuwać moją mniejszą dziurkę.

        Zastanawiałam się, jak to sobie wyobraża? Ale wkrótce się dowiedziałam. Gdy Karol rozebrał się wreszcie, mogłam nacieszyć oko jego nienaganną, atletyczną budową i równie solidnym przyrodzeniem. Ale tylko przez chwilę, gdy tuż przed moimi oczami nawilżał penisa olejkiem, bo później zaszedł Franka od tyłu i zaczął pieścić palcami jego odbyt. Nie musiał go długo rozluźniać, gdyż już wcześniej wykonałam za niego część roboty, podczas pieszczenia dziadkowej prostaty. Wiedziałam, kiedy nadział Franka na ruszt, bo ten z wrażenia, zapomniał na chwilę o pieprzeniu mnie. Później zsynchronizowali ruchy i już wszyscy troje mieliśmy niezły fun.

        W tym czasie Piotrowi pozostały do dyspozycji dwie smarkule, więc ustawił je na kanapie, na czworaka obok siebie, bzykając raz jedną, raz drugą wypiętą cipkę. Dziewczęta po chwili takiego traktowania, poszły w ślinę, a później Monika przewróciła Sabinę na plecy i położyła się na niej. Teraz mogły się całować wygodniej. Sabina oplotła nogami biodra Moniki, dzięki czemu wujek znów uzyskał dostęp do obu cipek. Skorzystał z niego skwapliwie, wsuwając swoje grube przyrodzenie w cipkę Sabiny, a tę drugą pieszcząc palcami. Widziałam, że jego palce nie poprzestają na cipce. Wsuwał je także w wypiętą dupkę Moniki. Po kilku minutach takiej zabawy, bardzo widowiskową fontanną spermy zalał jej plecy i pośladki. Wkrótce także zapinający Franka Karol doszedł, rycząc podczas szczytowania jak lew z MGM. Tylko niezmordowany staruszek wciąż ujeżdżał mój zadek. Miał dzisiaj za sobą kilka orgazmów, więc był nie do zajechania. Jego jądra obijały się o najwrażliwszy punkt, podczas każdego pchnięcia drażniąc go i stymulując. Myślałam, że nie uda mi się szczytować podczas seksu analnego, ale grubo się myliłam. Doszłam! I to tak intensywnie, że ugięły się pode mną kolana.  

         Nawet nie zauważyłam, kiedy zniknęła wypełniająca mnie twarda maczuga Franka. Stałam na rozedrganych nogach, łapiąc oddech i kurczowo trzymając się fotela. Nawet nie musiałam się odwracać, żeby wiedzieć, czyj penis próbuje właśnie rozerwać wejście mojej pochwy. To nie był kutas Franka. To było coś znacznie większego! Chciałam mieć go w sobie, a jednocześnie obawiałam się, że swoim ogromem zdemoluje moją nastoletnią, ciasną cipkę. Jeszcze nie był w pełnej erekcji, lecz wujek intensywnie pracował nad umieszczeniem go we mnie. Gdy wreszcie jego penis znalazł się w środku, poczułam jak drży pod wpływem kolejnych porcji krwi wtłaczanych do ciał jamistych. Podnieciło mnie, że tak działam na Piotra. Zwilgotniałam jeszcze bardziej, popuszczając przy tym trochę. Zapach mojego moczu podziałał na wujka jak płachta na byka. Zaczął rżnąć mnie z zawziętością torreadora, rozchlapując jajkami złociste drobinki na wszystkie strony. Chlupot i klaskanie towarzyszące tej galopadzie, zdopingowały Franka do intensywniejszego zajęcia się moimi koleżankami. Spojrzałam w ich kierunku – akurat w chwili, gdy Monika naprowadzała główkę jego miecza pomiędzy rozchylone pośladki Sabinki, ustawionej w pozycji „na pieska”. Obserwowałam jej reakcję – na chwilę wstrzymała oddech i oczy wyszły jej z orbit, ale starała się wytrzymać. Penis Franka powoli zagłębiał się w jej pupie, aż zniknął w niej na dobre.  

         W pokoju rozległ się dźwięk klapsa. To Monika zachęciła nim Franka do roboty. Gdy zaczął ruchać Sabinkę, co jakiś czas otrzymywał od niej kolejne klapsy. Najwyraźniej podziałały one stymulująco na Karola, bo zbliżył się do Franka, podsuwając swojego półwzwiedzionego penisa ku jego ustom. Ten jednak był tak zajęty rżnięciem Sabinki, że zignorował zaproszenie do zabaw oralnych. Ale Monika nie. W zasadzie nie mając nic do roboty (poza okładaniem klapsami pośladków Franka), z radością ujęła w dłoń i przyjęła w gorące usta podsuniętego penisa. I choć jeszcze niedawno Karol twierdził, że nie interesują go dziewczyny, to jednak przyjął tę pieszczotę z wyraźnym zadowoleniem. Z zamkniętymi oczami delektował się pieszczotą gorącego języczka i namiętnych ust – być może wyobrażając sobie, że robi to jakiś przystojny chłopiec, ale w tej chwili nie miało to żadnego znaczenia. Ani dla niego, ani dla Moniki. Ważna była przyjemność, jaką oboje czerpali. Monika jednak nie zamierzała na tym poprzestać. Gdy uznała, że penis jest już wystarczająco twardy, pociągnęła Karola na podłogę, układając na plecach. Dosiadła go, wprowadzając powoli w malutką, zaciśniętą jeszcze dziurkę. Na początku miała spory problem z pokonaniem oporu zwieracza, ale Karola najwyraźniej podniecało to, że chce mu udostępnić jego ulubione miejsce, więc zrobił się jeszcze twardszy, co znacznie ułatwiło penetrację. Monika opadła, do samego końca wbijając się na całkiem pokaźny trzon. Znałam wyraz podniecenia na jej twarzy, więc wyraźnie widziałam jak bardzo kręci ją rżnięcie geja. Zaczęła go ujeżdżać bez opamiętania, skacząc na twardym penisie, lub tylko kręcąc biodrami i zaciskając pośladki.  

         Podniecało mnie podglądanie swoich przyjaciółek podczas ostrego rżnięcia, co w połączeniu z ogromnym taranem poruszającym się jak tłok w mojej cipce, wkrótce zaowocowało kolejnym orgazmem. Nie panując nad sobą, jęczałam podczas szczytowania jak aktorki porno, choć nigdy wcześniej nie podejrzewałam siebie o tak ekspresyjne dochodzenie do finału. Moja cipka zaciskała się rytmicznie na wielkim walcu, który także zaczął pulsować wtłaczając we mnie życiodajne nasienie. Puściły wszelkie tamy i strumienie złotego płynu pociekły mi po udach. Zrosiły także nogi wujka, ale nie zwracaliśmy na to uwagi. Byliśmy wykończeni, ale zaspokojeni. Jeszcze ciężko dysząc obserwowaliśmy, jak najpierw Franek napełnia Sabinkę swoim nasieniem, a później Karol, drżąc jak epileptyk, wypycha biodra w górę zalewając spermą dupcię Monisi. Nie pozostała mu dłużną, podczas mokrego orgazmu zraszając jego brzuch i klatę strugami złotego deszczu.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Obi1
  • Braterstwo cz.1

    Upał był nie do zniesienia. Nawet kiedy zrezygnowaliśmy z przemieszczania się w środku dnia – w najgorętszych godzinach – to i tak pot sprawiał, że odzież przyklejała się do ciała, powodując otarcia naskórka. Marzyłem o zrzuceniu z siebie wszystkich ubrań, lecz moja blada cera nie była przystosowana do przyjęcia tak dużych dawek promieniowania słonecznego. Cóż z tego, że poczułbym się swobodnie, jeśli w krótkim czasie oparzenia słoneczne sprawiłyby mi jeszcze większe cierpienie, niż te otarcia. Mieliśmy wprawdzie kremy z filtrem, ale używaliśmy ich do zabezpieczenia twarzy, przedramion i łydek. Gdybyśmy zaczęli stosować je na całym ciele, to wkrótce ich niewielki zapas wyczerpałby się. Podziwiałem wytrzymałość Ady, która z niesamowitą wytrwałością znosiła trudy podróży. Jej filigranowa postać niemal całkowicie ginęła pod ogromnym plecakiem, tworząc wrażenie, jakby plecak poruszał się na własnych nogach, ale z jej ust nie wydobyło się nawet jedno słowo narzekania. Wręcz przeciwnie – rozciągała je w przecudnym uśmiechu, gdy tylko dostrzegła coś ciekawego w okolicy. Czasem był to widok ze wzgórza, czasem jaszczurka wylegująca się w słońcu, przebiegające stado zebr, czy dostojnie kroczące żyrafy.  

         Tak, tutaj była szczęśliwa! Spełniło się jej, a właściwie nasze wspólne marzenie o podróżowaniu w niezbadane okolice, w zakątki, w których nigdy nie stanęła ludzka stopa, albo była tam widywana niezwykle rzadko. Długo planowaliśmy tę wyprawę, szczegółowo analizując, co mamy ze sobą zabrać, aby przetrwać w dziczy, a jednocześnie nie przeciążyć się nadmiarem bagażu. Dyskusje były czasem bardzo ostre, wręcz dochodziło do zażartych kłótni. Każda z nich doprowadzała naszą krew do wrzenia i generalnie zawsze kończyła się dzikim, ostrym, nieokiełznanym, zwierzęcym wręcz seksem. Podniecała mnie zadziorność mojej kobiety, jej waleczność, którą starałem się pokonać twardą jak stal męskością. Nadziewałem na nią Adę raz za razem, demolując przy tym pół wynajmowanego mieszkania. Gdy szczytowaliśmy, drżąc w ekstazie, cała wzajemna złość gdzieś znikała, jak pieniądze z sejfu CBA. Po rozładowaniu napięcia, emocje opadały i w spokojnej atmosferze, z uśmiechami na ustach udawało się wypracować kompromis. Co ciekawe, wtedy znów się kochaliśmy, lecz zupełnie inaczej –  delikatnie, namiętnie i bez pośpiechu.  

         Z Adą znaliśmy się od dzieciństwa. Mieszkaliśmy przy jednej ulicy, razem chodziliśmy do przedszkola, do podstawówki i razem bawiliśmy się „w doktora”. Oczywiście zmienialiśmy się w tej roli, dzięki czemu poznaliśmy różnice w budowie naszych ciał. Nie było w tym żadnej seksualności – po prostu zaspokajaliśmy dziecięcą ciekawość. Jednak gdy podrośliśmy, kiedy pojawiły się zaczątki owłosienia łonowego, a Adzie zaczęły pączkować piersi, gdzieś zniknęła nasza bezpośredniość i pojawiło się poczucie wstydu. To był koniec zabaw „w doktora”. Zmienił się też sposób, w jaki ją postrzegałem. Wcześniej była tylko koleżanką, zwykłą uczestniczką dziecięcych zabaw, teraz stawała się ponętną dziewczyną – obiektem młodzieńczego pożądania. Pięknym, szczupłonogim, blondwłosym ideałem piękna. Płynność jej ruchów pobudzała moją rosnącą męskość. Poznałem uroki samozaspokojenia. Wprawdzie nie byłem jej wierny, bo w czasie dojrzewania podnieca wszystko, więc często wyobrażałem sobie inne koleżanki – z klasy, ze szkoły, z sąsiedztwa, z ekranu, czy nieznajome widziane na ulicy. Najgorzej było na plaży lub basenie – dziewczęca świeżość odziana tylko w skąpe stroje, zmuszała do częstych robótek ręcznych w przebieralni, pod prysznicem, w toalecie, lub w wodzie podczas kąpieli. To też mnie jarało – wypuszczałem plemniki w obecności setek ludzi, nieświadomych tego, co się dzieje, obserwując jak białe smugi rozpływają się w wodzie.

         Wkrótce rozdzieliła nas szkoła średnia. Ada postanowiła zostać pielęgniarką, a ja poszedłem do technikum mechanicznego. Niestety obie szkoły były w innych miastach, więc zamieszkaliśmy w internatach, widując się jedynie w weekendy. Trochę się od siebie oddaliliśmy, mając nowe towarzystwo, obracając się w innych kręgach i w różnych miejscowościach. Dopiero podczas studiów we Wrocławiu, spotkałem ją przypadkiem na Juwenaliach, wypiliśmy sporo piwa, powspominaliśmy dzieciństwo, naśmialiśmy się z wpadek i gaf, by w końcu wylądować w moim łóżku w akademiku.  

         Niestety nie byliśmy w pokoju sami. Łóżko obok zajmował mój współlokator – Jacek. Byliśmy na jednym roku. Spał, kiedy weszliśmy do pokoju, więc cichutko rozebraliśmy się do bielizny i grzecznie położyliśmy się na moim łóżku. Wstyd się przyznać – miałem już 21 lat, a jeszcze nigdy nie spałem z dziewczyną. Nawet nie mówię o seksie. Po prostu pierwszy raz leżałem pod jedną kołdrą koło koleżanki, ubranej tylko w majteczki i koszulkę. W mojej głowie kołatały się tysiące myśli. Z jednej strony chciałem się z kimś kochać, z kimkolwiek, bo hormony we mnie buzowały, a z drugiej bałem się swojego całkowitego braku doświadczenia, że wystrzelę zbyt szybko, że nie będę umiał trafić tam gdzie trzeba, albo zrobię coś nie tak, lub zwyczajnie zostanę ofuknięty za podjęcie takich prób. Że zwyczajnie zawiodę jej zaufanie. I do tego jeszcze Jacek śpiący w tym samym pokoju! A co będzie jak się obudzi?! Pomyślałem jednak także, że jeśli nie spróbuję, to po pierwsze – lepsza okazja może mi się nie trafić, a po drugie – będę żałował do końca życia, że się nie odważyłem.  

         Ośmielony tą myślą, wsunąłem dłoń pod jej koszulkę, głaszcząc mięciutki brzuszek i zmierzając w kierunku piersi. Ada nie zaprotestowała. Zacząłem się zastanawiać, czy przypadkiem już nie usnęła. Cholera! Jeśli się obudzi, może mnie znienawidzić! Nie miałem jednak takiej siły charakteru, by powstrzymać dłoń zbliżającą się do unoszonej spokojnym oddechem piersi. Kiedy już była w moim władaniu, kiedy poczułem jej ciepło i miękkość, Ada odwróciła głowę i nasze usta się spotkały. Całowaliśmy się namiętnie, a ja postanowiłem poznać głębię jej kobiecości. Z wielkim żalem wypuściłem z dłoni cudowną krągłość piersi, by podążyć nią w kierunku majteczek. Tymczasem z moich bokserek wynurzyła się głowa jednookiego węża, twardniejącego w okamgnieniu ?. Pulsując napierał na biodro Ady, sygnalizując przemożną chęć zwiedzenia jej wnętrza. Nie odrywając ust od moich, zamruczała z rozkoszą, kiedy wsunąłem dłoń pod gumkę majtek. Natrafiłem na dokładnie wygoloną bułeczkę, próbując zlokalizować otworek, który widziałem będąc dzieckiem, a który teraz jedynie sobie wyobrażałem. Zaciśnięte uda nie dawały mi dostępu do tego skarbu. Odpowiednim ruchem palców zasygnalizowałem, by rozwarła je, udostępniając mi swoją muszelkę.  

    – Nie! Dzisiaj nie – usłyszałem jej szept.
    – Oszaleję! Nie czujesz, że oszaleję! – jęknąłem kilka razy szturchając jej biodro twardym gnatem.
    – Proszę cię! – wyszeptała błagalnie.
    – Ale ja muszę! – nie dawałem za wygraną.

         Wtedy poczułem delikatne paluszki obejmujące mojego twardziela. Poruszyła nimi w górę i w dół, naciągając skórę na główkę węża.  
    – Ada, proszę! – wyjęczałem, zanim zatkała mi usta swoimi. Jej język pieścił moje wargi, a dłoń rytmicznie poruszała się na penisie. Teraz jak na złość, rozszerzyła uda, pozwalając wniknąć moim palcom w wilgotną czeluść kobiecości. Tego było dla mnie zbyt wiele! Podniecony pierwszym sztubackim kontaktem z prawdziwą dziewczyną, wytrysnąłem obficie, zalewając pieszczącą mnie dłoń i koszulkę Ady wieloma strugami spermy. Przyniosło to ulgę tylko chwilową, bo napięcie wcale nie opadło. Nadal byłem twardy i spragniony seksu. Nie przerywałem pieszczenia pusi, a przyspieszony oddech i pojękiwania Ady tylko potęgowały podniecenie. Zatkałem jej usta pocałunkiem, żeby odgłosy rozkoszy nie obudziły mojego współlokatora. Szczytowała, zaciskając uda na pieszczących ją palcach, konwulsyjnie drżąc i ściskając w dłoni nabrzmiałego penisa. Pierwszy raz w życiu widziałem i czułem orgazm kobiety! Byłem dumny, że udało mi się doprowadzić ją do takiej ekstazy. Wkrótce zostałem za to nagrodzony.

         Kiedy już uspokoiła oddech, cichuteńko zniknęła pod kołdrą. Poczułem pieszczotę ust w miejscu, do którego jeszcze żadna z dziewczyn nie miała dostępu (pomijając zabawę „w doktora”). Całowała wszystkie zakamarki – a jest tam trochę krzywizn – łącznie z tą największą. Byłem wniebowzięty! A gdy poczułem jak główka pogrąża się w wilgotnym cieple, obejmowana delikatnymi wargami – zwariowałem! Miarowe ruchy ust, połączone z pieszczotą języczka, wspomagane delikatnym objęciem jąder paluszkami, zaczynały doprowadzać mnie do kolejnej erupcji uniesienia. Dałem jej znak, że jestem bliski eksplozji, ale go zignorowała. Wystrzeliłem pełny ładunek wprost na gorący języczek. Wow! Petarda! To było tak fantastyczne, że jeszcze przez długą chwilę nie mogłem się otrząsnąć z błogiego otępienia. Ada jakby znajdowała szczególną frajdę w mojej rozkoszy, wciąż jeszcze nie wypuszczała z ust mięknącego penisa. Pomyślałem sobie wtedy, że chciała mi jakoś wynagrodzić wcześniejszą odmowę i w sumie – nie żałowałem. To było naprawdę coś! Wtedy zrozumiałem, że ją kocham. Wychynęła spod kołdry i nasze usta znów się spotkały. Spodziewałem się posmaku spermy, ale nic takiego nie wyczułem. Trochę mnie to zaskoczyło, ale nie roztrząsałem dłużej tej kwestii. W końcu wtuleni w siebie zasnęliśmy. Następnego dnia przy śniadaniu Jacek przyznał, że dzięki nam też miał w nocy udany seks. Jednoosobowy, ale udany
     
         Od tamtej nocy byliśmy z Adą parą. Okazało się, że poza seksem mamy też inne wspólne zainteresowania. Geograficzno- etnograficzno-podróżniczo-przyrodnicze. Zaczęliśmy od zwiedzania kraju, potem wypuściliśmy się na poznawanie Europy i Azji. Teraz zaś spełnialiśmy nasze największe marzenie – podróż po Afryce. Z wszystkich wypraw przywozimy mnóstwo zdjęć, filmów i ciekawych opowieści. Ich publikacja pozwala finansować kolejne wyprawy, łącząc pasję z pracą. Z tą Afryką to trochę szaleństwo – postanowiliśmy radzić sobie sami, bez przewodnika, bez znajomości dialektów, bez środków transportu, bez łączności ze światem. Po prostu zdani tylko na siebie, dojść do plemienia Bari. Dlaczego akurat Bari? Nie było jakiegoś specjalnego powodu. Po prostu potrzebowaliśmy celu, aby opracować trasę i przygotować pozostałe elementy ekspedycji.

         Poznawanie Afryki rozpoczęliśmy od przylotu do Dżuby w Sudanie Południowym. Stamtąd wyruszyliśmy już pieszo w kierunku granicy z Demokratyczną Republiką Konga. Na początku byliśmy tak podekscytowani, że nie przeszkadzały nam żadne niedogodności, jednak w drugim tygodniu marszu w niesłabnącym upale, zmęczenie dawało o sobie znać, irytowały insekty i doskwierała samotność. Niby fajnie jest tylko we dwoje – nie trzeba się z niczym ukrywać, można się rozebrać do naga, aby obmyć ciało w napotkanym strumieniu, czy bajorku, bzykać się kiedy tylko najdzie ochota, sikać gdzie popadnie, ale jednak człowiek jest istotą społeczną i potrzebuje kontaktu z innymi osobami. Dlatego ucieszyliśmy się, gdy pod koniec drugiego tygodnia, z płaskowyżu po którym wędrowaliśmy, zobaczyliśmy w oddali dym. Lornetka pozwoliła nam dostrzec dwie osoby obok namiotu, jednak odległość była zbyt duża, by ocenić kim są. W Afryce nie każda napotkana osoba jest przyjacielsko nastawiona. Trzeba być ostrożnym. Postanowiliśmy bardziej się do nich zbliżyć i lepiej przyjrzeć.  

         Po około dwóch godzinach marszu byliśmy na tyle blisko, by zorientować się, że przy namiocie nikogo nie ma. Ognisko przygasało, otaczająca obozowisko plątanina najeżonych kolcami krzewów tworzyła ogrodzenie chroniące przed drapieżnikami i wejście również było zabezpieczone. Zastanawialiśmy się, gdzie zniknęły widziane przez nas osoby? Podeszliśmy bliżej, na tyle, że dało się usłyszeć dźwięki dobiegające z namiotu. Tak! Ktoś był w środku! W dodatku oddawał się nieskrępowanej niczym kopulacji! Kobieta jęczała, rozkręcona już na całego, facet dyszał i porykiwał, a wszystkiemu towarzyszyły klapnięcia i chlupnięcia typowe dla ostrego bzykanka.  

         Na mnie takie rzeczy działają. Pomimo zmęczenia wielogodzinnym marszem w upale, zapragnąłem umieścić twardniejącego drąga w wilgotnej cipce. Odciągnąłem Adę na odległość wystarczającą, aby nas nie usłyszeli ci z namiotu i zrzuciwszy plecak, pomogłem jej pozbyć się swojego. Widziała co się kroi, a może też poczuła podniecenie sytuacją, bo nawet nie wiem kiedy zsunęły się z niej spodenki i zobaczyłem wypięty w moją stronę tyłeczek, a pod nim błyszczącą kreskę. Była mokra! Przesunąłem kilka razy główką penisa wzdłuż szczelinki, rozchylając wilgotne wargi, po czym wbiłem się w nią z impetem i przytrzymując biodra rozpocząłem ostrą jazdę. Lubię ją brać od tyłu, a ona uwielbia być tak rżnięta, bo wtedy mocniej odczuwa każde pchnięcie. Wsunąłem dłonie pod koszulkę, żeby ogarnąć bujające się piersi. Nauczyłem się rozpoznawać stopień podniecenia Ady, po ich twardości. Oho! Teraz była bardzo, ale to bardzo podjarana! Może wyobraziła sobie czarnoskórego mężczyznę z wielkim przyrodzeniem, ujeżdżającego ją w tym namiocie? Może. Ale mnie cieszyło, że to ja jestem jej mężczyzną i to ja właśnie dochodzę w jej napalonej cipce. Doszła tuż przede mną. Tak jest prawie zawsze – to właśnie jej szczytowanie podnieca mnie do tego stopnia, że mam orgazm tuż po niej. Strzeliłem jej solidnego klapsa w tyłek. To za marzenia o czarnym facecie w namiocie. Nie wiem, czy je miała, czy to tylko moje wyobrażenie jej pragnień, ale klaps nie zaszkodzi. Profilaktycznie.

    Uśmiechnęła się uroczo, jakbym rzeczywiście odgadł jej myśli. A może odkryłem inną stronę jej potrzeb?
    – Podobało się? – zagadnąłem.
    – Bardzo! Ty dzikusie! – uwielbiam ten szelmowski uśmiech. Roztapia moje serce i kocham ją wtedy najbardziej na świecie. Wtuleni w siebie całowaliśmy się jeszcze chwilę.

         Pomogłem jej się ubrać, włożyć plecak i zdecydowaliśmy się podejść do obozowiska. Zaczynało się ściemniać, więc nie było już innego wyjścia. Nasze najście w nocy mogłoby kogoś przestraszyć, a nie mieliśmy już czasu na przygotowanie własnego obozu. Idąc staraliśmy się głośno rozmawiać, żeby przygotować ich na nasze nadejście. Byli na zewnątrz namiotu, tuż przy ognisku, do którego czarnoskóra kobieta dokładała właśnie kolejne drewienka. On był białym, wysokim, barczystym blondynem. Patrzył na nas wyłaniających się z mroku, trzymając w rękach strzelbę. Gdy zorientował się, że jesteśmy zwykłymi turystami, napięcie go opuściło, odstawił fuzję, a na jego twarzy pojawił się serdeczny uśmiech.
    – Hello! – przywitał nas, odciągając kolczaste gałęzie i zapraszając do środka.
    – Hello! – wyciągnęliśmy dłonie do przywitania.
    – I’m Mark. This is my girlfrend Mbu.
    – Hi Mbu. Hi  Mark. I’m Adrian. This is Ada.

         Po przedstawieniu się i paru zwrotach grzecznościowych, zostaliśmy zaproszeni do ogniska. Zapytali, czy jesteśmy głodni? Byliśmy. Podobała mi się zręczność Mbu i płynność ruchów podczas przygotowywania posiłku. Przyglądałem się jej z ciekawością, bo jej wygląd i uczesanie nie sprawiały wrażenia, że jest rdzenną Afrykanką. Była bardzo wysoka i szczupła (z niezwykle długimi nogami, zakończonymi umięśnionymi, odstającymi pośladkami). Miała czarne, długie włosy, powiązane w tysiąc cienkich warkoczyków, ogromne oczy i wydatne usta. Jednak najbardziej fascynowała mnie jej zupełnie czarna, wręcz hebanowa skóra. Nie miała najczęściej widywanego odcienia brązu, czy czekolady. Była po prostu idealnie czarna. I błyszcząca. Tylko białe zęby i białka oczu kontrastowały z tą czernią. Nawet źrenice wydawały się czarne, choć następnego dnia w świetle dziennym przekonałem się, że są bardzo, bardzo ciemnobrązowe. Była zawinięta w cienką kolorową tkaninę, wiązaną na szyi. Bardzo zgrabnie to wyglądało. Poczęstowała nas plackami z jakimś sosem – były całkiem smaczne. Mogliśmy odwdzięczyć się tylko żywnością liofilizowaną (też taką mieli) lub butelczyną, których kilka niosłem, aby być przygotowanym na takie właśnie okazje.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Obi1
  • Braterstwo cz.2

    Mark pochodził z Utrechtu, pracował w biurze projektującym łodzie żaglowe i bywał w Hadze służbowo. Tam w barze poznał Mbu – długonogą kelnerkę, której uroda zawróciła mu w głowie. Zagaił, zażartował, zaiskrzyło i od trzech lat są razem. Od dłuższego czasu namawiała go na wyjazd do Konga, w jej rodzinne strony. Stęskniła się za siostrami i rodzicami. W końcu uległ i tak oto nasze drogi spotkały się na skraju porośniętej wysokimi trawami sawanny. Z rzadka pojawiające się drzewa akacji dawały odrobinę cienia i pod jednym z nich, przy ognisku rozprawialiśmy się z butelką znakomitej nalewki z pigwy. Dostałem ją od przyjaciela – wybitnego twórcy nalewek z szerokiej gamy owoców. Tak bardzo brakowało nam towarzystwa, że prześcigaliśmy się w opowieściach. Nasi nowi znajomi okazali się być bardzo otwartymi, szczerymi i wesołymi ludźmi, więc rozmawialiśmy prawie do rana, Choć noce są tu czasem bardzo zimne, ognisko i alkohol rozgrzewały nas wystarczająco dobrze. Rozluźniony swobodną atmosferą, rzuciłem:

    – Muszę wam podziękować.
    – Tak? A za co, jeśli wolno wiedzieć? – zapytał Mark.
    – Za fantastyczny seks – zaśmiałem się.
    – Nie przypominam sobie, żebyśmy coś razem robili – z uśmiechem odezwała się Mbu.
    – Razem nie. Ale zainspirowaliście nas, gdy zbliżyliśmy się po raz pierwszy do waszego obozu. Kochaliście się tak głośno, że i nam się zachciało – już wszyscy się śmiali.  
    – U nas to normalne – powiedziała Mbu. Po czym zaczęła otwierać przed nami świat Afryki – ten prawdziwy. Do trzynastego roku życia, wychowywała się tutaj, dorastając w grupie plemiennej, która nie zachłysnęła się docierającą niemal wszędzie cywilizacją białego człowieka. Grupie, żyjącej według dawnych zasad, tradycji, obrzędów i wierzeń. Nieznającej wstydu w takiej postaci, jak postrzegają go Europejczycy.  
    – Czyli jakiej? – dopytywała Ada.
    – Na przykład w Europie niewyobrażalną rzeczą jest nagość w miejscach publicznych, a u nas nikt nie zna, bo nie potrzebuje znać ubrań, więc nagość towarzyszy nam przez całe życie. Podobnie jest z seksem – nasze domy składają się tylko z dachu na słupach, więc wszystko odbywa się jawnie. U nas wstyd przynosi nieudzielenie pomocy członkowi plemienia, zdrada towarzyszy wyprawy łowieckiej, niepodzielenie się zdobyczą, ucieczka przed atakującym wrogiem i wszystkie inne zachowania psujące więzy łączące plemię w jedną społeczność. A człowiek wydalony ze społeczności nie przetrwa w samotności.
    – A zdarzały się takie przypadki? – zapytałem.
    – Niezupełnie. To może wywołać wasze oburzenie, ale w okolicy, gdzie polują nasi mężczyźni, nie ma zbyt wiele zwierzyny.
    – Żartujesz?! Człowiek wyrzucony ze wspólnoty staje się obiektem polowania? Zwierzyną?! – Ada była zbulwersowana.
    – To jest Afryka. Mięsa się nie marnuje – powiedziała to tak, jakby wcale nie widziała różnicy pomiędzy człowiekiem, a zwierzęciem.
    – Zjadacie ich?! – teraz ja nie mogłem zapanować nad emocjami.
    – Mięso to mięso – odpowiedziała niepewnie, widząc nasze oburzenie.
    – Nawet jak to jest np. twój wujek? – dociekała Ada.
    – Widzisz?! Europejczycy nie są w stanie tego zrozumieć. Dla nas w chwili, w której ktoś dopuści się czynu niegodnego, przestaje być człowiekiem. Przestaje być wujkiem, bratem ciocią, czy innym członkiem rodziny. Zresztą, u nas rodzina też wygląda inaczej.
    – Jak to inaczej? – nie znałem innych modeli niż nasz, no może jeszcze mormoński.
    – Po prostu inaczej. Ale dość! Już i tak za dużo wam powiedziałam. Teraz będziecie się bali, że was zjem – uśmiechnęła się szeroko ze swojego żartu, pokazując dwa rzędy idealnie białych zębów. Brrr! Wyobraziłem sobie jak rozszarpuje nimi mój biceps, ogryzając mięso do samej kości. W ciemnościach jej twarz, podświetlona tylko ruchomym światłem ogniska, wydała mi się nagle diaboliczna. To już była pora na zakończenie imprezy. Podziękowaliśmy za miłe towarzystwo i każda para udała się do swojego namiotu.

         Rankiem obudziły mnie chichoty dziewczyn dobiegające z zewnątrz namiotu. Rozejrzałem się, no tak Ady już nie było obok mnie. Wyszedłem, przeciągając się i kiedy dotarło do mnie co widzę, aż przetarłem oczy ze zdumienia – dziewczęta zupełnie nagie właśnie wodą z wiadra obmywały nawzajem swoje ciała, w dodatku mając przy tym niesamowity ubaw. Jeszcze bardziej rozśmieszył je widok mojego zaskoczenia. Śmiały się do rozpuku!  

    – Przyzwyczaj się! Jak dojdziemy do plemienia Azande, to wszędzie będzie pełno nagusów – Ada śmiała się ze mnie.
    – A nie mieliśmy przypadkiem iść do plemienia Bari? – dociekałem.
    – Mbu jest z Azande i zaproponowała, żebyśmy dalej poszli razem z nimi. Zna język i w większej grupie będzie nam raźniej i bezpieczniej.
    – Widzę, że decyzja już zapadła.
    – Jeśli nie masz nic przeciwko – rzuciła na koniec.  

         W sumie nie miałem. A bonus w postaci widoku nagiej Mbu był wystarczającym argumentem. Nie spodziewałem się, że kolorowa materia okrywająca wczoraj jej ciało, kryła tak wspaniałe piersi – były duże, lekko wydłużone i bardzo szpiczaste, z brodawkami lekko zadartymi do góry. Tak samo czarnymi jak pozostała część hebanowego ciała. Ada przy niej wyglądała blado. Nie w sensie urody, tylko koloru skóry. Poza miejscami wystawianymi na działanie słońca, była biała jak śnieg. Na jej ciele odwzorowana była koszulka i spodenki bladości, kontrastujące z opalenizną nóg, ramion i twarzy. Białe piersi z małymi, brązowymi obwódkami sutków, były bardziej okrągłe i pełne niż czarnoskórej koleżanki. Oczy mojej dziewczyny znajdowały się na wysokości piersi Mbu – taka była różnica wzrostu. Zadziwiła mnie łatwość, z jaką Ada pozbyła się wstydliwości, bo przecież musiała liczyć się z tym, że Mark za chwilę podobnie jak ja, może zobaczyć ją nagą. Jednak bez skrępowania myła się wraz z nowo poznaną przyjaciółką.

    – Good morning – usłyszałem z boku głos Marka. Nadchodził z kolejnym wiaderkiem wody. Nie zastanawiałem się wcześniej, skąd dziewczęta mają wodę. Teraz sprawa sama się wyjaśniła. Postawił wiaderko i zaprosił mnie do porannych ablucji. Zdjąłem koszulkę i zacząłem się myć, gdy kątem oka dostrzegłem, że Mark, podobnie jak dziewczyny, zrzuca z siebie wszystko. Czułem się trochę skrępowany, ale żeby nie wyjść na bigota, też pozbyłem się gatek. Jeśli chodzi o rozmiar, to nie miałem się czego wstydzić, choć to była w dużej mierze zasługa nagich dziewczyn – po prostu miałem częściową erekcję. Nas nie było stać na taką bezpośredniość, jaką widziałem u dziewczyn – to byłoby niemęskie – każdy mył się sam. Po umyciu ubraliśmy się i zjedliśmy śniadanie, a w czasie gdy z Markiem myliśmy naczynia, Mbu zaproponowała Adzie przymierzenie jednej ze swoich kolorowych „sukienek”. Zawinięta na modłę afrykańską w lekki barwny materiał, nie tylko wyglądała ponętnie i kobieco, ale także czuła się swobodniej niż w spodenkach i koszulce.

    – To prezent – powiedziała Mbu, za co Ada uściskała ją i podziękowała siarczystymi całusami w hebanowe policzki. Nie zabrakło także pisków i okrzyków radości. Zwinęliśmy obóz i wyruszyliśmy przez morze traw. Teren, po którym się poruszaliśmy, nie znajdował się na obszarze chronionym, więc Mark cały czas trzymał w dłoniach strzelbę, wypatrując zwierzyny, która mogłaby stać się naszym wieczornym posiłkiem. Czuwał także, byśmy sami nie zostali obiadokolacją jakiegoś drapieżnika. To znacznie poprawiało nasze poczucie bezpieczeństwa. Gdy podróżowaliśmy tylko we dwoje, do obrony mieliśmy jedynie nóż i długi akacjowy kij. Tym można się było obronić co najwyżej przed wężami i hienami. Na lwy i inne koty taki oręż był niewystarczający. Mark szedł przodem, za nim Mbu, potem Ada i na końcu ja. Przeszliśmy tak kilka kilometrów, podczas których przypomniałem sobie niedokończony temat struktury rodzinnej w plemieniu, z którego pochodziła Mbu. Chęć poznania innych kultur przywiodła nas do Afryki, więc strasznie mnie to ciekawiło. Ponadto intrygowało mnie tak nagłe ucięcie tematu przez Mbu. Postanowiłem zapytać o to ponownie.

    – Powiedz mi Mbu, dlaczego nie chciałaś opowiedzieć, jak wygląda rodzina w waszym plemieniu? Co w niej jest odmiennego?  
    – Ha, ha! Widzę, że cię to dręczy – odpowiedziała śmiejąc się perliście.
    – Ciekawi mnie to. Przyjechałem tu, żeby poznać inny świat, więc nie dziw się, że drążę temat. W dodatku ucięłaś rozmowę, jakby było w tym coś tajemnego.
    – Było już późno i chciałam iść spać, a nasze relacje rodzinne nie są łatwe do zrozumienia dla europejczyków, przyzwyczajonych do jednego modelu rodziny.  
    – Ale teraz mamy czas – zachęciłem ją do kontynuowania.
    – Zacznę od tego, że w naszym plemieniu nie ma typowych małżeństw.
    – My też nie jesteśmy z Adą małżeństwem, ale żyjemy razem, więc tworzymy jakąś wspólnotę rodzinną.
    – Nie rozumiesz. U nas, zanim uzyskasz prawo do zamieszkania z kobietą, musisz przejść inicjację.
    – Rozumiem – taki rytuał wejścia w dorosłość.
    – Coś w tym stylu, ale możesz przechodzić ją wielokrotnie.
    – Jak to? – rzeczywiście nie rozumiałem.
    – Nie wiem, na czym to dokładnie polega, ale mężczyźni wyruszają na polowanie i jeśli pomyślnie przejdą inicjację, to zostają braćmi. Wtedy wszystko co mają, staje się wspólnym dobrem – kobiety, dzieci, kozy i krowy. Jeśli jeden z nich nie ma kobiety, może sobie wybrać na towarzyszkę którąś z sióstr lub córek drugiego.
    – Jak to? Mieszkają wszyscy razem? – tym razem Ada się wtrąciła do rozmowy.
    – Nie. Ale kiedy jeden z nich idzie polować, albo zginie na wojnie lub umrze z choroby, to drugi ma obowiązek dbać o wspólnotę.
    – Ma się zająć żoną kolegi? – Ada dociekała wyraźnie zaintrygowana takim modelem.
    – Nie żoną kolegi – wspólną! Także dziećmi, kozami i krowami. Ma też bronić ich wszystkich w przypadku napaści wroga.
    – A jak tą żoną jest córka lub siostra?
    – To oczywiście musi o nią zadbać, ale nie wolno mu z nią spać.
    – A co w takim przypadku z jej potrzebami? – Ada wciągnęła się w temat. Zacząłem podejrzewać, że podoba jej się taki układ społeczny. W sumie wydawał się być lepszym od naszego – dawał kobietom większe poczucie bezpieczeństwa, a mężczyznom – wiadomo.
    – To jest bardziej skomplikowane, niż wam się wydaje. Jak mówiłam – mężczyznom wolno przechodzić inicjację wielokrotnie, więc mogą zawrzeć braterstwo z kilkoma wojownikami, nawet podczas jednej wyprawy. Wtedy bliskie pokrewieństwo z jednym z mężczyzn, nie wyklucza zaspokojenia potrzeb takiej kobiety. Pomogą pozostali.
    – Hmmm! Zaczyna mi się to podobać – powiedziała Ada śmiejąc się i zerkając na mnie.
    – Wiesz, że mi też? – odgryzłem się.
    – Ale skoro tak prawie wszyscy sypiają ze wszystkimi, to przecież szybko dojdzie do zbyt bliskiego pokrewieństwa dzieci – wtrącił Mark.
    – Mogłoby tak być, gdybyśmy byli zamkniętą społecznością. Jednak co kilka lat dochodzi do utarczek pomiędzy pobliskimi plemionami. Wprawdzie ginie kilku wojowników, kilku odnosi rany, ale wygrani porywają część chłopców i dziewczynek. To pozwala na wykazanie się męstwem i wymianę krwi. Tak się dzieje od zawsze.
    – To co Adrian? Zawieramy braterstwo? – zażartował Mark.
    – Jasne!  – odpowiedziałem śmiechem. Dziewczyny też się śmiały, choć odniosłem wrażenie, że Ady wcale tak bardzo to nie bawiło.

         Dotarliśmy do granicy lasu, zostawiając sawannę za sobą. Postanowiliśmy zostać tutaj na noc, w pobliżu płytkiego strumyka, w którym ruch wody był niemal niezauważalny. Ale ochoczo skorzystaliśmy z dobrodziejstwa ochłody, zrzucając ciuchy i obmywając bez żadnego skrępowania swoje nagie ciała. Później dziewczyny zajęły się przygotowaniem posiłku, a my zaczęliśmy budować ogrodzenie z gałęzi akacji. Rozbicie namiotów to już była drobnostka. Zmęczeni całodniowym marszem, od razu po zjedzeniu posiłku udaliśmy się na spoczynek. Jednak nie mogłem zasnąć, mając przed oczami wspomnienie wzajemnego mycia się przez dziewczyny, ich dłoni błądzących po ciele koleżanki, pieszczących piersi, sięgających do miejsc najintymniejszych. Wyobraźnia podsuwała mi obraz delikatnej pieszczoty paluszków w gąszczu owłosienia łonowego, kto wie, czy niewnikających w różową, ciepła szczelinkę, albo prześlizgujących się pomiędzy pośladkami. Różnica kolorów ich skóry dodawała pieprzyku całej tej imaginacji, odprowadzając krew w okolice krocza. Byłem twardy, więc przystąpiłem do ataku. Zacząłem pieścić piersi Ady, najpierw dłonią, potem ustami, by wreszcie podążyć nimi w kierunku wzgórka łonowego. Uwielbiała być pieszczona językiem w tym miejscu. Za pieszczotę oralną była gotowa zrobić wszystko. Ja zaś liżąc jej intymny guziczek, wyobrażałem sobie, że to hebanowe wargi Mbu rozchylam ustami. Wiem – to nie fair w stosunku do Ady, ale czy miałem pewność, że ona nie wyobraża sobie w tej chwili kogoś innego, pieszczącego jej kobiecość – np. Goslinga, Clooneya, Marka, czy nawet Mbu? Słyszałem, że większość kobiet jest biseksualna, więc dopuszczałem nawet taką możliwość. Ale czy to ma jakieś znaczenie, o kim myślimy w trakcie seksu? Ważne jest, z kim to robimy i czy kochamy tę osobę. Wszystko inne tylko wzbogaca nasze pożycie.  

         Ada coraz częściej i głośniej wzdychała, pojękując od czasu do czasu z rozkoszy, kiedy do moich uszu dotarły wtórujące dźwięki z sąsiedniego namiotu. Mbu swoim przeżywaniem aktu miłosnego, zaczęła zagłuszać Adę, choć ta była o wiele bliżej moich uszu. Jęczała wcale nie tłumiąc swojej ekspresji, a dźwięk klaskania bioder Marka o jej pośladki usztywnił mojego penisa tak, że musiałem coś z tym zrobić. Obróciłem Adę do pozycji „na pieska” i wszedłem w rozgrzaną wilgoć cipki. Ada także przestała się powstrzymywać, jęki obu lasek towarzyszyły samczym pomrukom i pozostałym dźwiękom charakterystycznym dla spółkowania, dobiegającym z obu namiotów. Przemknęło mi przez głowę pytanie: czy Mark podobnie jak ja Mbu, wyobraża sobie w tej chwili, że ujeżdża Adę? Nie znałem odpowiedzi, ale poczułem jak moja kobieta tężeje, szczytując z niepohamowanym okrzykiem towarzyszącym ekstazie, a wtóruje jej głośnym ooooooooj! dochodząca w tym samym czasie czarnoskóra piękność. Tego było dla mnie zbyt wiele! Ryknąłem jak lew, wystrzeliwując nasienie w megaorgazmie. Oczami wyobraźni widziałem, że to czarna cipka Mbu pochłania strugi mojego nasienia i marzyłem, by kiedyś się to ziściło. Choć już sam fakt, że słyszałem jak dochodzi był niesamowitym doświadczeniem. Nigdy tego nie zapomnę!

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Obi1
  • Braterstwo cz.3

    Rankiem żartom nie było końca. Zauważyłem, że Ada, która wcześniej nie tolerowała humoru związanego z seksem, teraz sama pozwalała sobie na przeróżne dwuznaczności, jakby otwartość naszych nowych znajomych zupełnie zmieniła jej podejście do tych spraw. Z jednej strony byłem zaskoczony taką przemianą, z drugiej podobała mi się pewność siebie, jaką okazywała – chociażby nie wstydząc się nagości podczas mycia. W Polsce to było nie do pomyślenia. Nawet kiedy na dzikiej plaży przebierała się w kostium, to musiałem zasłaniać ją ręcznikiem plażowym, żeby jakiś przechodzień przypadkiem nie zobaczył piersi, tyłeczka, czy cipki. Tutaj w afrykańskim upale wszystko się odmieniło. Jakby w końcu uwierzyła, że naprawdę jest piękną kobietą. Nasi towarzysze podróży traktowali nagość z taką naturalnością, że i my zaczęliśmy podchodzić do niej swobodniej.  

         Po śniadaniu i kawie zwinęliśmy obozowisko i ruszyliśmy w dalszą drogę. Mbu powiedziała, że około południa dojdziemy do dużej wioski, gdzie handluje się wszystkim, co potrzebne do życia. Niby wszystko mieliśmy, ale zawsze wizyta na targu to miła odmiana od monotonii marszu po bezdrożach. Czas do południa zleciał błyskawicznie, bo poprosiliśmy naszą przewodniczkę, o nauczenie nas kilku słów niezbędnych do nawiązania jakiejkolwiek komunikacji z jej pobratymcami.  
    – To nie jest takie proste – odpowiedziała – większość plemion posługuje się różnymi językami. Mogę wam przybliżyć tylko mowę naszego ludu.

    Nie mieliśmy nic przeciwko temu, a nauka znakomicie skróciła nam czas podróży i zanim się obejrzeliśmy, wyszliśmy z lasu zbliżając się do wioski. Nie było tam wydzielonego placu handlowego, a właściwie była nim cała miejscowość. Pod każdą chatą siedział ktoś, kto oferował wyroby rękodzieła – były tam kolorowe tkaniny, wypalane z gliny garnki, kute wyroby kowalskie, ozdoby z kolorowych paciorków, rzeźbione w drewnie maski i figurki, ale także owoce, mięso suszone, skóry zwierząt, bębenki i wyroby z poroża. Wielu z tych rzeczy nie wolno wywozić z Afryki, lecz mimo to postanowiłem zamienić swój wysłużony kij z akacji, na coś ładniejszego i dającego większe poczucie bezpieczeństwa. Krótko mówiąc – wypatrzyłem bardzo ładnie zdobioną dzidę, do której oczy mi się zaświeciły. Poprosiłem Mbu, by pomogła mi w negocjacjach, lecz odmówiła twierdząc, że wojownik nie sprzeda broni kobiecie. Trudno – przystąpiłem do rozmów sam. Nie było łatwo, bo zasób słów, które były zrozumiałe dla nas obu nie był zbyt wielki, ale wspomagając się gestykulacją, doszliśmy do porozumienia. Dzida kosztowała mnie latarkę czołową i termos,  uznałem jednak, że będzie z niej lepszy użytek. Dumny z zakupu dołączyłem do dziewczyn. Nietrudno było je znaleźć, bo jak to kobiety – kręciły się koło ciuchów. Nie zamierzałem brać w tym udziału. Dobrze wiedziałem ile to potrwa, widząc mnogość przeróżnych wzorów, tkanin, odcieni i fasonów. Nie! – to nie dla mnie.  

         Rozejrzałem się za Markiem – stał kilka chałup dalej, przy kobiecie handlującej ozdobami.  
    – Co kupujesz? – zagadnąłem podchodząc do niego.
    – Bransoletki.
    – Dla Mbu?
    – Jedną dla niej, jedną dla mnie. I koraliki.

         Dopiero teraz zwróciłem uwagę na jego styl. Rzeczywiście szyję przyozdabiały przeróżne rzemyki, a na lewym nadgarstku nosił dwie bransoletki ze skóry. Teraz przymierzał podobną na prawy nadgarstek i koraliki na kostkę u nogi. Pomyślałem, że nam też przydałyby się takie afrykańskie akcenty, więc wybrałem dla Ady koraliki z idealnie wygładzonych paciorków wykonanych z dwóch różnych gatunków drewna – jedne ciemne, drugie jasne, a dla siebie dwie bransoletki, z takiej samej skóry jak rzemienna owijka mojej dzidy. Jedną na rękę, drugą na kostkę. We własnym mniemaniu stawałem się afrykańskim wojownikiem.

         Ada kupiła sobie dwie barwne tkaniny, które podobnie jak ta podarowana jej przez Mbu, owinięte wokół ciała, służyły za całe kobiece ubranie. Podczas gdy zastanawiała się nad ich wyborem, Mbu na sąsiednim straganie kupiła jej jeszcze jeden prezent – pamiątkę z Afryki. To był rzeźbiony w hebanie bożek płodności – niewielka, dziesięciocentymetrowa figurka szamana z naturalnej wielkości penisem (według miary afrykańskiej), siedząca na własnym worku mosznowym, wypełnionym jądrami proporcjonalnymi do męskości.  

    – Z jego pomocą, dzida twojego wojownika zawsze będzie duża i twarda – z powagą zapewniła Mbu wręczając figurkę.
    – A jak nie będzie, to użyję tej – odpowiedziała ze śmiechem Ada. Odpowiedział jej perlisty śmiech Mbu.
    – Chyba nie narzekasz na twardość twojego wojownika? – wtrąciłem.
    – Nie – jest twardy jak skała! Najbardziej wtedy, gdy słyszy szczytującą Mbu – dalej się brechtały, a mi zrobiło się cholernie głupio. Nie spodziewałem się, że Ada wczoraj zauważyła, jak pobudzająco na mnie działa jej nowa koleżanka.
    – Byłyście tak blisko i głośno, że miałem wrażenie, jakbym kochał się z wami dwoma.
    – Ha, ha! Możesz sobie pomarzyć!
    Akurat do marzeń tego rodzaju wcale nie musiała mnie zachęcać – przychodziły samoistnie. Myślę, że większość facetów chciałaby się kochać w trójkącie, lub jeszcze liczniejszej konfiguracji. A jeśli w takim układzie znalazłaby się czarnoskóra, długonoga piękność pokroju Mbu i drobna blondyneczka, tak śliczna jak Ada, to czego można chcieć więcej?!
    – Ok. Zjedzmy coś i ruszajmy dalej – zmieniłem temat na mniej czerwieniący uszy i lico.
    – To co? McDonald’s, czy KFC? – zaśmiała się Mbu.
    – Obojętnie, byle dużo i smacznie – wtrącił się Mark, który właśnie do nas dołączył.

         Zapach przyrządzanego posiłku doprowadził nas do chaty, przy której zaoferowano nam placki smażone na blasze, będące dodatkiem do potrawki drobiowej. Czyli jednak bardziej KFC. Rozsiedliśmy się dookoła kociołka i zjedliśmy porządne porcje świeżo przygotowanej potrawy. Posileni wyruszyliśmy w dalszą drogę. Mbu poinformowała nas, że to była ostatnia osada na naszej drodze – dalej mieliśmy iść przez całkowicie niezaludniony obszar, aż do terenów od dawna zamieszkiwanych przez jej plemię. Byliśmy bardzo podekscytowani, gdyż zostało zaledwie dwa dni marszu. Staraliśmy się każdą chwilę poświęcać nauce języka – to w żadnym stopniu nie przeszkadzało w podziwianiu krajobrazów, a bardzo cieszyło Mbu. Zwłaszcza jak wymawialiśmy jakieś słowo, w sposób zupełnie zmieniający jego znaczenie. Dla równowagi od czasu do czasu sprawdzaliśmy, jak ona i Mark poradzą sobie z językiem polskim – efekt był równie komiczny.  

         Przed wieczorem zaczęliśmy się rozglądać za jakimś miejscem dogodnym do rozbicia obozowiska. Chodziło głównie o wodę. O ile w tę do picia zaopatrzyliśmy się w wiosce, to zużyć ją do mycia byłoby głupotą. Niestety natrafiliśmy zaledwie na wyschnięte koryto rzeki. Wiedziałem, że warto kopać w takim miejscu, bo szansa natrafienia na wodę tuż pod powierzchnią była większa, niż w każdym innym miejscu poza korytem. Podzieliliśmy się pracą – Mark zbierał gałęzie na ognisko i zabezpieczenie obozowiska przed drapieżnikami, dziewczęta rozbiły namioty i przygotowywały posiłek, a moim zadaniem było zorganizowanie wody. Dokopałem się do niej dość szybko, choć jedynymi narzędziami były nóż i dłonie, lecz żeby można było się umyć musiałem znacząco powiększyć wykop. Woda nie napływała zbyt szybko i była bardzo mętna, lecz nie ma co narzekać – w takich warunkach najważniejsze, że była mokra. Próbowałem jeszcze powiększyć tę prowizoryczną łazienkę, gdy nadeszły dziewczyny.  

         Pomogły sobie przy rozwiązaniu supełka, który trzymał na szyjach ich proste sukienki, a te opadły niczym kurtyna w teatrze. Tylko kurtyna opadając zasłania, a tu stało się zupełnie odwrotnie. Stałem w wygrzebanym zagłębieniu, po kostki w żółto-pomarańczowej wodzie, więc dwie kolorowe, cipki ukazały mi się tuż przed oczami.  Dziękowałem Bogu za tę skromną premię, jaką wynagrodził trud włożony w pozyskanie wody! Nozdrza chłonęły intensywny zapach kobiecości, przesiąknięty feromonami. Przełknąłem ślinę, ale Ada ochłodziła moje zapędy, podając plastikową miseczkę i prosząc o jej napełnienie. Zaczerpnąłem do pełna i wyprostowałem się powoli, racząc wzrok widokiem niesamowicie długich, czarnych nóg, zakończonych tak cudownym zwieńczeniem.

    – Tu jestem! – odezwała się Ada z uśmiechem, ale i lekkim wyrzutem. Na buzi Mbu też wykwitł uśmiech zadowolenia. Zauważyła jak bardzo działają na mnie jej kobiece wdzięki. Odniosłem wrażenie, jakby wypięła piersi, chcąc je bardziej uwydatnić. Zaczynałem sztywnieć, krew pulsowała w całym penisie, jajka się obkurczyły, a oddech stawał się coraz płytszy. Mbu przejęła podawaną miseczkę i wylała jej zawartość na szyję i ramiona Ady. Woda spłynęła po ciele wąskimi strużkami, a mnie przywołała do rzeczywistości dopiero miseczka podstawiona pod nos. Zacząłem ją regularnie napełniać i podawać dziewczynom, a one polewały się nawzajem, namydlały ciała, cudownie poruszając się przy tym. Dla mnie to było niczym najpiękniejszy spektakl – dwie śliczne panny, o tak diametralnie różnym wyglądzie, lecz poruszające się z niespotykaną gracją. Podziwiałem piersi Mbu, tonące w dłoniach Ady, były takie obfite, takie kuszące, mięciutkie i śliczne. Cierpiałem niewymownie, nie mogąc dotykać tych wspaniałości. Nie to, żeby nie podobały mi się piersi Ady – po prostu już przywykłem do ich widoku. Natomiast w piersiach Mbu, pociągała mnie nie tylko ich wielkość i kształt, ale przede wszystkim kolor. Zaprzęgnięty do pracy niczym niewolnik, podawałem wodę, za nagrodę mając tylko piękne widoki. Moja męskość chciała więcej.

         Tymczasem do dziewczyn dołączył Mark. Zrzucił gatki i polewał rozgrzane słońcem ciało kolejnymi wydobywanymi przeze mnie porcjami wody. Nie zachwyciło mnie to – zwłaszcza, że zamiast boskich cipek, teraz przed oczami miałem jego dyndającego fiuta.
    – A ty nie zamierzasz się umyć? – zapytała Ada.
    – Za chwilkę – odpowiedziałem, wstydząc się obnażyć przed wszystkimi swoją erekcję.  
    – Widzimy twój namiot. Nie krępuj się!  – zaśmiała się Mbu.
    No tak! Tego nie można ukryć, będąc w luźnych porciętach. Zdjąłem je, wyciągając bestię, która jak uwolniona nagle sprężyna, uderzyła w podbrzusze z głośnym klaśnięciem.  
    – Wyjdź! Ja teraz będę czerpał wodę – zaproponował Mark.

         Chętnie skorzystałem, bo aż kleiłem się od potu. Po nawilżeniu się kilkoma porcjami wody, zacząłem rozprowadzać mydło. Na plecach poczułem ręce pomagające mi w myciu – byłem pewien, że to Ada, dopiero gdy dłonie po biodrze zsunęły się w okolice nabrzmiałego organu – myjąc, masując i pieszcząc zobaczyłem, że są czarne. Spojrzałem niepewnie na Marka, lecz ten tylko się uśmiechnął i podał miseczkę z kolejną porcją wody. Poszukałem wzrokiem Ady – ledwo hamowała śmiech. Musiałem mieć nietęgą minę. Ale dość! – pomyślałem, nie będą tu sobie ze mnie robić podśmiechujek. Złapałem Adę za biodra, odwróciłem plecami do mnie i zdecydowanym ruchem wprowadziłem namydlonego penisa w jej wypiętą kobiecość.

    Ooooo! – wyraziła swoją aprobatę, gdy wypełniłem ją sobą. Zaczęła pojękiwać, nie bacząc na obserwujących nas przyjaciół. Spojrzałem na Marka, stał nie odrywając wzroku od Ady – jego ptak zrywał się do lotu, naprężony, lekko wygięty w lewo, co widząc Mbu, wskoczyła do dołka z wodą i nadstawiła wypięty kuperek naprzeciw. Mark wszedł w nią powoli, lecz bardzo szybko się rozkręcił, wbijał się, wciąż obserwując mnie i Adę. Ja zresztą też chłonąłem obrazy, podniecające jak pornos, tylko sto razy bardziej. Widok seksu na żywo jest nieporównywalny z płaskim, wyreżyserowanym, sztucznym produktem wytwórni filmowych. Obraz jest trójwymiarowy, gesty i dźwięki są naturalne, w dodatku czujesz zapachy, a nawet lekki ruch powietrza wywołany aktem kopulacji. Mbu nakręcała moją wyobraźnię już od dłuższego czasu, lecz teraz, kiedy widziałem ją w sytuacji intymnej, wrażenia estetyczno-erotyczne spotęgowały się do tego stopnia, że zawyłem jak kojot i wypełniłem norkę Ady przeogromnym wytryskiem. Może i byłem zbyt szybki, ale czasem tak jest, kiedy napięcie jest nie do zniesienia. Aby nie pozostawić partnerki w stanie niezaspokojenia, przywarłem do jej ust, a palcami dokończyłem robotę. Po szczytowaniu zwiotczała w moich ramionach, gdy miękkie nogi odmówiły posłuszeństwa. W międzyczasie usłyszałem odgłosy dochodzącej drugiej pary.  

         Zaspokojeni, śmiejąc się i żartując dokończyliśmy mycie, przepraliśmy przepocone ubrania i udaliśmy się na kolację przy ognisku. Umęczeni całym dniem marszu, szybko poszliśmy spać. Rano po śniadaniu zwinęliśmy obozowisko i ruszyliśmy w drogę. Pozostało już tylko pół dnia marszu, według zapewnień Mbu. Szliśmy przez spalone słońcem morze niskich krzewów, wyschniętych i całkowicie pozbawionych liści. Pomyślałem, że niewielka iskierka spowodowałaby pożar nie do ogarnięcia, a my bylibyśmy bez żadnych szans na przeżycie. Na szczęście po trzech godzinach krajobraz zaczął się zmieniać, a na horyzoncie pojawiła się zieleń lasu. I właśnie tuż przed tym lasem zostaliśmy otoczeni przez grupę siedmiu nagich wojowników.  

         Zatrzymaliśmy się, niepewni ich reakcji, gdyż dzidy trzymali w gotowości do ataku, dopiero gdy odezwała się Mbu, rozpoznali w niej swoją rodaczkę. Jednak nie mogę stwierdzić, że od razu zaczęli nas traktować przyjaźnie – prowadzili nas leśną ścieżką w kierunku wioski, trzymając wciąż dzidy w pogotowiu. Po dotarciu do ogromnej polany, zobaczyliśmy domostwa składające się jedynie z dachów na słupach, zupełnie odkryte i pozbawione jakichkolwiek ścian. Widok białych wzbudził naturalną ciekawość i po chwili staliśmy na środku placu, a wokół nas zbierali się wszyscy mieszkańcy wioski. Wszyscy byli nadzy, od noworodków, po najstarszych staruszków. Na ich ciałach jedyną ozdobą były koraliki na szyjach oraz bransoletki na nadgarstkach i kostkach nad stopami. Wszyscy wojownicy mieli dzidy oprócz jednego starszego, który wspierał się na długim kiju, jednak pozbawionym ostrych końców. To on odezwał się pierwszy:

    – Dlaczego przyprowadziłaś tu białych?
    – To mój mężczyzna – odpowiedziała Mbu, wskazując na Marka.
    – A tamci?
    – To przyjaciele. Chcą poznać nasze obyczaje.
    – Nasze obyczaje nie pozwalają nic ukrywać! Dlaczego jesteście zakryci?
    – Tam skąd przyszliśmy, wszyscy chodzą zakryci.
    – Ale teraz jesteście tutaj.
    Mbu rozwiązała supełek trzymający jej sukienkę, a ta opadła odsłaniając ciało.
    – Zdejmijcie ubrania – zwróciła się do nas – oni uważają, że mamy coś do ukrycia.
    Zrobiliśmy, jak kazała. Ton, jakim była prowadzona rozmowa z tym wodzem, czy szamanem, wskazywał, że nie ma żartów. Rozebraliśmy się w mgnieniu oka.  
    – Nie ufamy wam – odezwał się wódz – pójdziecie do kóz, a rada starszych postanowi, co z wami zrobić.

         Mając przy sobie Mbu, spodziewaliśmy się większej gościnności, a takie zimne przyjęcie wskazywało, że możemy zostać wygnani, zaakceptowani, albo nawet zjedzeni. Jednak możliwość decydowania o sobie i swoim losie, zostawiliśmy na tamtym spalonym słońcem pustkowiu przed lasem. Teraz ostre końcówki dzid wskazywały nam kierunek, w jakim mieliśmy się udać. Wojownicy odeskortowali nas do zagrody dla kóz, znajdującej się na skraju wioski, otoczonej plątaniną kolczastych gałęzi, chroniących przed drapieżnikami, ale też utrudniających ewentualną ucieczkę. Zostaliśmy w niej zamknięci, nadzy, głodni i co tu dużo mówić – trochę przestraszeni szorstkim przyjęciem. Po kilku godzinach spędzonych w palącym słońcu, bez żadnej ochrony, bez odrobiny cienia, nasza trójka miała piekące oparzenia skóry. Tylko dla Mbu słońce nie stanowiło problemu. Wyczekiwaliśmy jego zajścia jak zbawienia.  

         Wieczorem usłyszeliśmy dźwięki bębnów i śpiewy. Zapytałem Mbu, co to dla nas oznacza?
    – Wojownicy tańczą by wprowadzić się w trans. Wtedy przemówią do nich duchy przodków, radząc jak postąpić z nami.
    – A jak duchy każą nas zabić?
    – To znowu będą tańce.
    – Bo będzie wyżerka?
    – Mhm… Może…
    – Ciebie to nie przeraża?
    – I tak kiedyś trzeba umrzeć, więc jak to różnica?
    – No tak! Lepiej teraz, bo można nakarmić głodujących! Taki dobry uczynek – kpiłem z jej podejścia do życia.  

         Zaśmiała się perliście, a jej wielkie piersi zafalowały i rozedrgały się. Nagle dotarło do mnie jak wiele się zmieniło w ciągu tych kilku godzin. Już nie reagowałem erekcją na widok nagiego ciała. Przecież widziałem ich w wiosce wiele. Młodych i starszych, jędrnych, pięknych, wysokich, niskich, szczupłych i pełnych, o przeróżnych kształtach piersi i pup. Teraz siedziałem obok nagiej piękności i także nie reagowałem na jej widok seksualnie. Może trochę w tym przeszkadzała paląca skóra na plecach i karku, może zmęczenie. Choć wspominając wczorajszy wieczór, to same trudy podróży nie przeszkodziły w dzikiej kopulacji. Z pewnością coś się zmieniło. Ucichły bębny.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Obi1
  • Braterstwo cz.4

    – Kiedy nam powiedzą?     – zapytał Mark.
    – Nie wiem. To może potrwać nawet kilka godzin – odpowiedziała Mbu.
    – Może wcale nam nie powiedzą. Tylko przyjdą, nadzieją na ruszt i powieszą nad ogniskiem – zażartowałem.
    – Nie sądzę, żeby mieli się połasić na wasze serdelki – odparła ze śmiechem Mbu, wzrokiem wskazując na mojego skurczonego penisa. Strzał był celny i trochę zabolało – szczególnie, że rozbawiło to także Adę.  

         Fakt – w porównaniu z wyposażeniem wojowników, którzy nas eskortowali i tych, których widzieliśmy w wiosce, nie wyglądał imponująco. Nie to, żebym im się specjalnie przyglądał, chociaż to oczywiste, że faceci porównują swoją męskość. Po prostu trudno byłoby ich nie zauważyć, kiedy wszyscy chodzą nago. W kraju, mój penis wyglądałby przeciętnie – wiem, bo nie raz widziałem kolegów pod prysznicem, ale tutaj niestety, rozmiarem znacząco odbiegał od grubych i długich zwisów tubylców. Tym bardziej w stanie spoczynku. Tak już mam. Czasem jak się skurczy, to zostaje sama główka, reszta jakby gdzieś ginęła, znikała. Choć teraz, gdy spojrzałem na penisa Marka, to wcale nie wyglądał lepiej. Taki sam serdelek.

         W milczeniu oczekiwaliśmy na decyzję o dalszym losie, dla zabicia czasu tworząc z kolczastych gałęzi dodatkowe, wewnętrzne ogrodzenie, zabezpieczające nas przed zdeptaniem przez kozy, ale w końcu zmęczenie dało o sobie znać. Pierwsza Ada zwinęła się w kłębek i zasnęła z głową opartą na moim udzie. Kiedy i mnie sen zaczął morzyć, położyłem się na boku, przytulając do jej pleców. Oparła głowę na moim ramieniu. Spaliśmy na gołej ziemi, omiecionej wcześniej z kozich bobków, lecz nie mieliśmy niczego do przykrycia się. Po jakimś czasie przebudziłem się, czując lekki chłód na plecach i w nogach. Przytuliłem się mocniej do Ady, aby dać jej więcej ciepła, ale też samemu lepiej się ogrzać. Moje wiercenie nie uszło uwadze Mbu, która spała bardzo czujnie w objęciach Marka, w pewnej odległości od nas.

    – Zimno. Możemy się do was przytulić? Będzie nam cieplej – wyszeptała.
    – Jasne! Chodźcie – odpowiedziałem nie odwracając się.

         Po chwili poczułem jak wtula się we mnie, kładąc się na boku, rozgniatając swoje wielkie piersi na moich plecach i obejmując ręką tors. Jej owłosione łono miło połechtało mi pośladek, a uda przywarły do ud, dając dodatkowe ciepło. Po chwili jeszcze ręka Marka wylądowała na boku Mbu i moim. Widocznie wkleił się w swoją dziewczynę tak, jak ona we mnie. Leżąc w środku, byliśmy w najbardziej komfortowej sytuacji, ogrzewani z przodu i z tyłu. Ale taki układ miał jeszcze inne konsekwencje. Dotyk piersi Mbu i jej włochatej cipki, całkowicie mnie rozbudził. I nie mówię tu tylko o śnie. Zapomniałem o pieczeniu skóry spalonej słońcem, zapomniałem o zmęczeniu, nie zaprzątałem sobie głowy niepewnym jutrem, po prostu nie mogłem myśleć o niczym innym, jak o gorących piersiach wciśniętych w plecy, o łonie dotykającym mojego tyłka, o oddechu muskającym szyję. Miałem ogromną erekcję. Liczyłem, że może ją przeczekam, że krew odpłynie, albo przyjdzie sen, lecz minuty mijały, zaczynało boleć podbrzusze, a twardość korzenia nie zamierzała zniknąć. Zacząłem wolną ręką majstrować przy cipce Ady, lecz ta tylko zacisnęła uda i odsunęła moją dłoń.  

         Nie dałem za wygraną – tym razem zaatakowałem od tyłu. Rozchyliłem jej pośladki, przesunąłem palcami kilka razy wzdłuż szparki, rozchylając wargi i wsuwając pojedynczego palca – kontrolera nawilżenia. Wszystko było w porządku. Naparłem penisem na rozwarte wrota, z lekkim oporem wprowadzając go do środka. Poczułem jak Mark unosi ramię, a za chwilę jego dłoń wsunęła się pomiędzy mnie, a Mbu. Zniknęła w nich jedna z czarnych piersi, ale sutek drugiej nadal smyrał mnie po plecach. Byłem tak podniecony, że zacząłem ostrą jazdę, zupełnie już nie zważając na bliskość naszych towarzyszy. Po chwili jednak poczułem, jak cipka Mbu rytmicznie uderza w mój pośladek.  

         Zorientowałem się, że to nie wynik moich ruchów, gdyż była w tym pewna dysharmonia. Po chwili pierś Mbu została uwolniona, a palce Marka podążyły do łechtaczki. Teraz one obijały się o mój tyłek.  
    Mbu oddychała coraz płycej, dysząc mi prosto w kark, a gdy zaczęła jęczeć, myślałem, że zwariuję! To było tak niesamowicie podniecające, słyszeć jej westchnienia i pojękiwania tuż przy uchu, że stałem się twardy, jak nigdy dotąd. Ada czuła to bardzo dobrze, bo stymulowana członkiem jak ze stali, zaczynała zbliżać się do finału. Znam ją na tyle, że wiem dokładnie, kiedy to nadchodzi. Ale tym razem Mbu doszła wcześniej. Dosłownie o sekundy, ale wcześniej. Szczytując, zawyła i wbiła zęby w mięsień nad moim obojczykiem, a mnie przeszył niesamowity spazm orgazmu, jakby tym ugryzieniem zwielokrotniła intensywność odczuwania rozkoszy. W tym momencie Ada także zadrżała wstrząsana falami ekstazy. Ostatni doszedł Mark. Jeszcze dłuższą chwilę leżeliśmy wszyscy ciężko dysząc, by ponownie utworzyć kłębek leżących na boku ciał, wtulonych „na łyżeczkę”. Teraz, zaspokojeni zasnęliśmy bez problemu.

         Nie wiem, jak to się stało, ale kiedy się obudziłem, poczułem pod palcami lewej dłoni, owłosione kobiece łono. Przeczesałem je, lokalizując szczelinkę zakończoną dość dużą łechtaczką. Powoli docierało do mnie, że to nie Ada – ona się goli i ma mniejszy guziczek. Musiałem nieświadomie we śnie natrafić na inną myszkę. Teraz miałem dylemat – zabrać dłoń, czy jeszcze chwilę nacieszyć się ciepłem obcej kobiety. Zabrałem. Ale dopiero po jakimś czasie. Słabiutki mam charakterek. Jeszcze chwilę leżałem, przenosząc dłoń na pierś mojej Ady. Obudziłem ją tym.  

    – Sikuuuuu! – wyszeptała wstając.  

         Musiałem także się podnieść, bo przecież nie może sikać tu gdzie śpimy. Wstając, rzuciłem okiem na Mbu, która z szeroko otwartymi oczami, uśmiechnęła się do mnie. A więc wiedziała, że trzymałem ją za myszkę. Spiekłbym raka, ale wczoraj słońce zrobiło to za mnie. Miałem nie tylko gębę czerwoną, ale także większość ciała. Pomogłem Adzie zrobić wyjście z naszego zakątka i wraz z nią poszedłem się wysikać. Nigdy nie krępowało nas robienie tego razem, ale poczułem się trochę dziwnie, gdy dołączyła do nas Mbu. Przykucnęła i szerokim strumieniem opróżniła pęcherz. W odróżnieniu od Ady, która kucała ze złączonymi udami i szeroko rozstawionymi stopami, robiła to z rozszerzonymi nogami. Strumień moczu wylatywał łukiem do przodu. Nie mogłem oderwać wzroku – widok jej sikawki hipnotyzował mnie. Po chwili przyszedł jeszcze Mark, rozespany, z lekkim wzwodem i zaczął szczać na kolczasty płot. Pomyślałem sobie – sikanie ok, ale jak przyjdzie załatwić grubszą sprawę, to jednak wolałbym być wtedy sam.

         Rozejrzałem się – w zagrodzie nie było kóz, a wejście było otwarte. Nie było także dwóch wojowników, którzy wczoraj nas pilnowali.

    – Chyba możemy wyjść – zakomunikowałem.

         Mbu podnosząc się zatrzęsła pupą, strącając z warg ostatnie krople moczu. Ada zrobiła tak samo – nie było papieru, ani chusteczek, którymi można się podetrzeć.  
    – To chodźmy. Nie mamy tu nic do roboty – oświadczyła Mbu.
    – Prowadź! To twoja wioska – powiedział Mark.
    – Najpierw pójdziemy do Ukele.
    – To ten z kijem?
    – Tak. Jest naszym szamanem.
    Zaprowadziła nas do chaty szefa wioski, siedzącego w cieniu, pod jednym ze słupów podpierających dach.  
    – Co postanowiła rada? – zapytała Mbu.
    – Rada postanowiła pozostawić decyzję wam. Możecie zostać, jeśli przyjmiecie nasze zasady i obyczaje, albo opuścicie wioskę.
    – Ile mamy czasu na podjęcie decyzji?
    – Do południa.

    Odeszliśmy kilka kroków, choć nie sądziliśmy, by znał angielski.

    – To co? Może lepiej odejdźmy? – zapytała Ada.
    – Zapomniałaś, co robią z odchodzącymi? – odpowiedziałem pytaniem.
    – Ale my nie splamiliśmy honoru, może pozwolą nam zwyczajnie odejść – włączył się Mark.
    – Wam może tak, ale mnie na pewno będą chcieli ukarać, za sprowadzenie obcych i życie z białym – Mbu mówiła to z wyraźnym smutkiem w głosie. Nie spodziewała się takiego przyjęcia przez własne plemię.
    – To jaki mamy wybór? Żadnego! Nie pozwolimy cię skrzywdzić – zadeklarował Mark – Tak?

    Z tym pytaniem zwrócił się do nas. Musieliśmy trzymać się razem, bo perspektywa rożna nie bardzo mi odpowiadała.

    – Oczywiście! Zostaniemy – potwierdziłem.
    – Ada? – Mark chciał mieć także jej akceptację.
    – Tak – odpowiedziała z pewnym wahaniem.
    Wróciliśmy do przyglądającego się nam szamana.
    – Zostajemy – zadeklarowała Mbu – co mamy robić?
    – Wy dwie pójdziecie pilnować kóz, a ich zaprowadź do Bale – niech ich uczy.

         Bale był atletycznie umięśnionym mężczyzną, tak na oko – około dwudziestopięcioletnim i sprawiał wrażenie groźnego wojownika. Mbu przekazała mu polecenie szamana i oddaliła się z Adą w kierunku wskazywanym przez ślady stada kóz. Bale nie wykazał zachwytu, ale też nie zamierzał kwestionować polecenia Ukele. Postanowił jednak nas rozdzielić, więc przekazał obowiązek szkolenia Marka swojemu bratu Zindu. Ten zupełnie nie przypominał swojego brata – był wysoki, chudy, wręcz patykowaty, ale może wcale nie łączyły ich więzy krwi. We czterech poszliśmy poza wioskę, do gęstego lasu, gdzie na początek nasi nauczyciele pokazali nam jak wybrać odpowiednie drzewo do wykonania porządnej dzidy. Czas do wieczora spędziliśmy dłubiąc w drewnie swoje narzędzie do polowania i obrony.  

         Noc spędziliśmy z naszymi kobietami w zagrodzie dla kóz, bo jak się dowiedzieliśmy, dopiero po przejściu inicjacji będziemy mieli prawo do wybudowania własnej chaty. Następnego dnia, jeszcze zanim naostrzyliśmy dzidy, Bale i Zindu uczyli nas posługiwać się nimi. Dopiero, kiedy stwierdzili, że w miarę przyzwoicie potrafimy walczyć i celnie rzucać, pozwolili zaostrzyć końcówki. Podziwiałem sprawność, z jaką poruszali się po lesie, czy buszu, nie hałasując i bezszelestnie zbliżając się do niczego niespodziewającej się zwierzyny. Ja musiałem uważnie patrzeć pod stopy, bo nie były przyzwyczajone do chodzenia boso, a każdy nadepnięty kamień lub kolec, sprawiał ból i mógł stać się przyczyną zakażenia. Z czasem podeszwy stwardniały i problem zniknął.

         Podczas kolejnych dwóch tygodni nauczyliśmy się stawiać wnyki i poznaliśmy najbliższą okolicę. Zrobiliśmy także duże postępy w nauce języka – bardzo przydały się podstawy przekazane nam przez Mbu podczas podróży. Jednak próbując dowiedzieć się od Bale, na czym polega inicjacja, za każdym razem słyszałem tylko, że zobaczę, jak przyjdzie odpowiednia pora. Zależało mi, by stało się to jak najszybciej, bo spanie na gołej ziemi w zagrodzie z kozami nie tylko było niewygodne, ale i uwłaczające. Byliśmy traktowani jak zwierzęta.  

         Wreszcie nadszedł tak długo wyczekiwany dzień. Wszystko zaczęło się wieczorem. Zadudniły bębny, a do naszej zagrody przyszli dwaj wojownicy. Zabrali tylko mnie. Nie miałem czasu zastanawiać się dlaczego, bo zaprowadzili mnie do kręgu tańczących w transie mężczyzn z wioski. Trochę mnie rozbawił widok podskakujących, młodych i starych, trzymających dzidy i tarcze, gdyż przy każdym podrygu ich członki i jądra majtały się przekomicznie. Pewnie bawiło mnie to dlatego, że nie przywykłem do takich widoków. Ale musiałem zachować powagę, żeby ich nie urazić. Wprowadzono mnie w środek okręgu, a eskortujący wojownicy dołączyli do pozostałych tańczących. Bale podał mi moją dzidę i kazał naśladować ruchy innych. Tańczyliśmy tak ze dwie godziny, gdy w końcu do środka kręgu wszedł Ukele. Niósł ze sobą miseczkę z jakimś mazidłem, które wkrótce znalazło się na mojej głowie. Zatrzymał mnie ruchem ręki i krótkim ostrym nożem zaczął golić mi czaszkę na łyso. Miał w tym wielką wprawę, bo mimo słabego światła od ogniska, nie zaciął mnie ani razu. Później białą farbą ozdobił moje ciało, malując na nim przedziwne symetryczne znaki.

    – Inicjacja rozpoczęta! – oznajmił wreszcie gromkim głosem.
    Na to hasło, ucichły bębny, wojownicy się rozeszli – pozostali tylko Ukele i Bale.
    – Na nas już pora! – zarządził szaman.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Obi1
  • Braterstwo cz.5

    Ruszyliśmy truchtem leśną ścieżką. Było całkiem ciemno, ale dla nich odnalezienie drogi nie stanowiło żadnego problemu. Znali tę okolicę od urodzenia i mogliby się poruszać z zamkniętymi oczami. Ja biegłem z tyłu, bardziej zdając się na słuch. Co chwilę byłem smagany niewidocznymi gałązkami, albo drapany ostrymi kolcami, iglastych krzewów. Na moich towarzyszach takie rzeczy nie robiły żadnego wrażenia – po prostu biegli – bardziej gruboskórni, albo przyzwyczajeni do ciągłego bólu. Ja też powoli się z nim oswajałem. Stopy mi stwardniały, nie reagując na dotkliwe ukłucia drobnych kamyków, czy na rozdeptywane gałązki.  

         O brzasku dotarliśmy do wąskiego wąwozu o wysokich, pionowych, skalistych ścianach. Całą szerokością jego dna płynął strumyk o wodzie niezwykle czystej, jak na afrykańskie standardy. Chłeptałem ją jak pies, spragniony po prawie całonocnym biegu, podobnie zresztą uczynili moi towarzysze. Zaspokoiwszy pragnienie, ruszyli w górę strumienia, brodząc po kolana w chłodnej wodzie. Szedłem za nimi, starając się nie skręcić kostki na nierównym, pełnym otoczaków dnie. Wąwóz wił się niczym ogromny wąż – w miejscach, gdzie wydawało się, że to koniec, że woda wypływa spod pionowej ściany, niespodziewanie skręcał w jedną, bądź drugą stronę. Przypomniał mi się spływ tratwą Dunajcem, tam jest kilka podobnych miejsc. Dopiero będąc na zakolu, przekonujesz się, że rzeka jednak płynie dalej.
         
         Szliśmy dnem strumienia około godziny, gdy w końcu moim oczom ukazał się malowniczy wodospad, zasilający wodą niewielkie bajorko. To z niego wypływał nasz strumień. Dookoła skały tworzyły zasłonę przed całym światem, dając przy tym kojący cień. Oprócz wspomnianego bajorka, znajdowała się tu niewielka łąka, z kilkoma drzewami i chatą oraz dość szeroki pas krzaków. Ukele poszedł do chaty i zajął się przygotowaniem mieszanki ziół z pęczków podwieszonych pod dachem. Bale w miejscu, gdzie pozostał ślad płonącego kiedyś ogniska, układał gałęzie zbierane wśród krzewów. Chciałem mu pomóc, ale kazał mi odejść. Postanowiłem wykorzystać wolny czas na ochłodzenie i umycie się po wielogodzinnym biegu. Wszedłem do bajorka. Woda sięgała mi do ud, więc usiadłem, aby zamoczyć się w całości. Była przyjemnie chłodna. Zanurzyłem głowę, przecierając ją dłońmi – dopiero to mi przypomniało, że nie mam na niej włosów.

    – Dlaczego ogoliłeś mi głowę? – zapytałem Ukele tuż po wynurzeniu.
    – We włosach mieszkają złe duchy – odpowiedział – a do zawarcia braterstwa musisz być całkowicie czysty.
    – A skąd wiesz, że nie mieszkają tutaj? – próbowałem zażartować, podnosząc w górę ramię i ukazując włosy pod pachą.
    – Mieszkają – odpowiedział z niezachwianą pewnością siebie i wrócił do mieszania ziółek.

         Nic już z tego nie rozumiałem, ale nie zamierzałem drażnić szamana. Doleciał mnie zapach dymu z ogniska. Bale rozpalił je bardzo sprawnie. Ukele zaczerpnął wody do garnka i ustawił go na trzech kamieniach nad płomieniami. Wyszedłem z bajorka i przyglądałem się, jak mamrocząc coś pod nosem, dokłada kolejne roztarte listki do mieszaniny ziół. Wolałem nie pytać, co to takiego, postanowiłem poczekać na dalsze etapy mojego wtajemniczenia. Ukele czekając na zagotowanie się wody, poszedł w krzaki, skąd wrócił niosąc dwie garście małych, czerwonych kulistych owoców. Były bardzo błyszczące, jakby pokryte tłuszczem. Wrzucił je do miseczki i rozgniótł zaokrąglonym tłuczkiem. Powstała breja podobna do rozgniecionego miąższu awokado, tylko czerwona. Woda zawrzała, więc wsypał w nią kilka szczypt mieszanki ziołowej. Pomyślałem – herbatka to dobry pomysł zwłaszcza, że nic nie jadłem od wczoraj i czułem wyraźne ssanie w żołądku. Zioła gotowały się kilka minut – później Ukele odstawił garnek na bok do wystygnięcia.

    – Pij! – rozkazał po pewnym czasie, zwracając się do mnie.

         Przechyliłem garnek, łykając powoli gorący napar. Pachniał ładnie, ale smakował nijako. Po kilku łykach oddałem naczynie szamanowi, a ten napiwszy się oddał je Bale. Tak przekazując je z rąk, do rąk opróżniliśmy całe. Siedzieliśmy w milczeniu, a ja zastanawiałem się, jakie mogą mieć działanie te zioła i co mnie jeszcze czeka? Ukele napełnił ponownie garnek czystą wodą ze strumienia i postawił nad ogniem. Zaczął mieszać kolejne zioła. Przyglądając się jego pracy, nagle poczułem skręt kiszek. Coś tam zabulgotało i musiałem mocniej ścisnąć poślady. Liczyłem, że to chwilowe i za moment mi przejdzie, ale kręcenie we wnętrznościach narastało. Zerwałem się na równe nogi i pomknąłem w krzaki. Przekonałem się, że nie tylko Red Bull dodaje skrzydeł. Gnałem niemal nie dotykając ziemi! Pod skalną ścianą zanim przykucnąłem,  w locie wypróżniłem się. Moimi kiszkami targnęło jeszcze kilka wstrząsów, po których byłem pusty jak wydmuszka. Wytarłem się z grubsza liśćmi i wyrwanymi kępkami traw, po czym podążyłem w kierunku strumienia. Po drodze natknąłem się na wypróżniającego się Bale, a kawałek dalej Ukele. Nie spodziewałem się takich „atrakcji”, więc szybko odwróciłem głowę, mijając ich. Teraz zrozumiałem działanie ziółek. I co miał na myśli szaman, mówiąc, że mam być całkowicie czysty!

         Wszedłem do strumienia, żeby umyć się dokładniej po tym nagłym zrzucie. Po chwili dołączył Bale, również myjąc się skrupulatnie, a po nim Ukele. Ten wchodząc do strumienia, zostawił na brzegu swój ostry nóż. Gdy już się umył, podszedł do mnie z tym nożem i kazał podnieść ręce. Kurwa! Sam się o to prosiłem! No i się doigrałem! Ogolił mi włosy pod pachami, ale na tym nie poprzestał. Ostrze noża z doskonałą wprawą pozbawiało mnie owłosienia na klacie, brzuchu, przedramionach. Po chwili poczułem drugie – skrobiące moje plecy, pośladki, uda i łydki. Nie śmiałem protestować – widocznie musiałem przez to przejść. Nie odezwałem się nawet wtedy, gdy szaman zaczął golić moje miejsca intymne. Bez żadnego skrępowania uklęknął, lewą dłonią złapał moje jądra, naciągając skórę, powoli i dokładnie pozbawiał mnie owłosienia. Coś, co w naszej kulturze jest nie do pomyślenia, tutaj wyglądało na całkiem naturalne, pozbawione podtekstów erotycznych – golił jajka obcego faceta z taką samą obojętnością, jakby pozbawiał zarostu własną twarz. Również chwytanie mojego penisa nie stanowiło dla niego problemu – w sumie będąc szamanem, z pewnością wcześniej robił to wielokrotnie. Problem za to miałem ja! Zrobiło mi się strasznie głupio, bo pod wpływem dotyku zaczynałem twardnieć i choć nie robiło to żadnego wrażenia na Ukele, ja czułem się beznadziejnie. W dodatku Bale rozszerzył mi pośladki i ostrzem zaczynał golić włosy tam, gdzie nigdy bym się nie spodziewał, że komuś mogą przeszkadzać. Ale pomyślałem, że skoro obaj golą mnie tak zgodnie, to nie robią tego po raz pierwszy, zatem taka musi być tradycja. Zresztą, jeśli chodzi o złe duchy, to jak mogą gdzieś mieszkać, to tylko tam.

    – A w waszych włosach nie ma złych duchów? – zapytałem głupkowato.
    – Usunęliśmy je przy naszej inicjacji – odpowiedział szaman.

         Nie byłem do końca pewien, czy duchy, czy włosy, ale jak mówi, że usunęli, to pewnie jedno i drugie. Ukele odszedł, by zdjąć z ognia garnek z drugim naparem, a Bale dokończył swoją robotę, wygalając mnie do cna i mocnym klapsem w tyłek oznajmiając fajrant. Byłem gładki jak noworodek. Wyszedłem z wody i zbliżyłem się do ogniska. Ukele siedział po turecku, mieszając zawartość garnka. Dolatywał z niego zupełnie inny zapach niż poprzednio użytych ziół. Wraz z Bale usiedliśmy naprzeciw szamana. Słońce było już dość wysoko, powoli zaglądając do tej otoczonej skałami dolinki. Podobnie jak z poprzednim wywarem, piliśmy po kilka łyków, przekazując sobie gorące naczynie. Po opróżnieniu go Ukele wstał i zaczął tańczyć, nadając rytm mocniejszym uderzeniem prawej stopy. Dołączyliśmy.
     
         Trudno określić, jak długo to trwało, bo z upływem czasu świat zaczął mi się wydawać nierealnym, wpadałem w jakiś trans, powodujący uczucie oderwania od rzeczywistości. Tańczący obok mnie zaczęli wyglądać bardzo atrakcyjnie, wręcz obudził się we mnie pociąg seksualny. Nigdy nie patrzyłem tak na facetów, a teraz ich nogi wydały mi się bardzo zgrabne, tyłki seksowne, szerokie bary i silne ramiona bardzo męskie, samczo, pierwotnie pociągające. Mój penis stał w pełnej gotowości, a jądra podeszły wyżej w obciągniętym woreczku. Zamglonym wzrokiem spojrzałem na szamana – tam gdzie pod odstającym brzuchem wcześniej majtał się miękki, długi penis z główką ukrytą pod napletkiem, teraz stała twarda pałka, wygięta łukowato ku górze, z odsłoniętą czarną końcówką, otoczoną jaśniejszym paskiem skóry. Tańczący obok Bale także był w pełnym wzwodzie, a jego oręż był naprawdę imponujący, nawet jak na standardy całego plemienia. Niczym przez mgłę docierało do mnie, że te erekcje to skutek działania drugiego napoju, ale byłem w takim transie i oszołomieniu, że nie mogłem się na tej myśli skoncentrować. Zaczynała mnie opanowywać dzika żądza.
    Nagle na znak szamana, Bale stanął naprzeciw mnie i położył mi ręce na ramionach, zatrzymując transowy taniec.

    – Czy chcesz zostać wojownikiem? – zapytał dziwnym głosem szaman.
    – Chcę – domyśliłem się, że takiej odpowiedzi wymaga rytuał.
    – Czy będziesz naszym bratem?  
    – Będę.
    – Czy wiesz, jakich to wymaga poświęceń?  
    – Wiem – odpowiedziałem, choć nie miałem bladego pojęcia.
    – Czy będziesz dbał o nasze kobiety i dzieci?
    – Będę.
    – Czy pozwolisz zadbać o swoją kobietę?
    – Pozwolę – chyba tylko transem mogę wytłumaczyć udzielenie tej zgody.
    – Czy boisz się ukłucia dzidy?
    – Nie boję.
    – To dobrze! Wojownik nie może się bać dzidy! Bądź gotów!

         Kurwa, na co?! Nie miałem pojęcia, ale byłem na tyle oszołomiony, że nie przejmowałem się. Szaman poszedł do chaty, po miskę z czerwoną mazią. Zaczerpnął i rozprowadził ją po swoim penisie. Błyszczał czerwienią, podobnie jak jego palce. Ukele stanął za mną i poczułem jego palce podążające po moim rowku. Gdy dotarły do odbytu, jeden wśliznął się do środka, zanim zdążyłem zacisnąć poślady. Bale uspokajająco przytrzymywał moje ramiona, delikatnie zmuszając mnie do pochylenia się. Poczułem w sobie kolejnego palca. Już było mi wszystko jedno! Skoro to ich zwyczaj, poddam mu się bez szemrania. W końcu kurwa, wojownik nie może się bać ukłucia dzidy!  

         Ukłucie przyjąłem z godnością. Pomimo wrażenia, że mój zwieracz jest rozrywany, zachowałem twarz, powtarzając sobie w myślach: wojownik nie boi się ukłucia dzidy!, wojownik nie boi się ukłucia dzidy!, wojownik nie boi się ukłucia dzidy! Ukele chwycił moje biodra w dłonie i zaczął wbijać się raz za razem. Na początku powoli, później jego ruchy przyspieszyły. Oszołomiony ziołami, zacząłem odczuwać przyjemność! I to nie tylko z okolic zwieracza, który nagle stał się jej źródłem, ale także gdzieś z głębi odbytu. To było przedziwne uczucie, jakby szamańskie sztuczki odkryły we mnie nieznane dotąd pokłady rozkoszy. Wprawdzie będąc nastolatkiem kierowałem ostre strugi prysznica w okolice odbytu, lecz była to zaledwie mała, delikatna przyjemność. Teraz drażniony czarnym, długim penisem, czułem coś zupełnie nieporównywalnego! Byłem megapodniecony!

          Podniosłem wzrok i ujrzałem przed sobą ogromną pałę Bale. Wypity wywar sprawił, że wydała mi się przepiękna – wielka, czarna, gruba i twarda, ucieleśnienie potęgi męskości. Ogromne, sękate żyły dodawały mu charakteru, tworząc wrażenie potężnego konara. Nie do końca rozumiałem swoją fascynację obcym penisem. Może zazdrościłem jego wielkości? Na pewno chciałem go dotknąć, poczuć pulsowanie krwi wypełniającej to monstrum. Jednak kolejna myśl ostudziła trochę moje zapędy. Cholera! Jak on też będzie chciał mnie wyruchać, to rozerwie mi dupę na strzępy – pomyślałem. Wtedy nagle mnie olśniło! W mojej głowie zaświtał sposób, by zaspokoić tego potężnego wojownika, a zarazem zachować zdolność zaciskania zwieracza.  

         Złapałem za pośladki Bale i przyciągnąłem jego penisa do swoich ust. Najpierw go polizałem i gdy upewniłem się, że dam radę, wsunąłem wielką głowę do środka. Robiłem to pierwszy raz, ale niejednokrotnie przyglądałem się pracy ust Ady, gdy pieściła mojego penisa. Bale wydawał się zaskoczony – w pierwszej chwili chciał cofnąć się, ale gdy poczuł, że to jest przyjemne, wrócił wciskając penisa tak głęboko, jak tylko się dało. Zaskoczył mnie podwójnie – jednak bardziej tym, że nie znał takiego rodzaju seksu. Był młody i napalony, więc po kilkunastu pchnięciach w moje usta, wystrzelił zalewając mi gardło i praktycznie całą twarz, bo po wyjęciu jeszcze kilkakrotnie wylatywały z niego gęste strugi białej spermy. Jej smak nie zaskoczył mnie, bo kiedyś, jak chyba każdy chłopak, próbowałem swojego nektaru. Ten był bardzo zbliżony. Widok tego, co zrobiłem tak bardzo podniecił Ukele, że poczułem wyraźnie jak we mnie twardnieje. Przyspieszył ruchy, rżnąc tak mocno, jak tylko potrafił. O kurwa! Teraz ja nie wytrzymałem! Jego penis stymulował takie miejsce wewnątrz mnie, że zacząłem strzelać spermą, szczytując zupełnie jak kobieta! Orgazm był niesamowity! Byłem zdumiony i zszokowany! Nigdy bym się nie spodziewał, że tak można! Po kilku chwilach szaleńczego rżnięcia, poczułem wewnątrz siebie pulsowanie i uderzenia spermy. Ukele spuścił się, opróżniając całą zawartość swoich jąder. Jego długi penis nagle zmiękł i wysunął się. W ślad za nim wyciekło nasienie, spływając po ogolonych jądrach i kapiąc na ziemię.  

         Poszliśmy do strumienia, zmyć z siebie ślady seksu. Byłem jednak od Ukele dużo młodszy. Jeden orgazm nie zaspokajał mojego pożądania, tym bardziej wspomaganego sporządzonym przez szamana wywarem. Wzięliśmy kilka kolejnych łyków, by zwilżyć zaschnięte gardła. Mój penis nadal stał na baczność, twardy i gotowy.

    – Czy to już? Jesteśmy braćmi? – zapytałem Ukele.
    – Nie. Jeszcze nie. Ty też musisz wbić swoją dzidę we mnie – odparł ze spokojem.

         Nie zamierzałem tego odkładać na później. Byłem napalony teraz. Posmarowałem penisa czerwoną mazią i podszedłem do Ukele. Chciałem widzieć, jak reaguje na penetrację, dlatego poprosiłem, żeby się położył na plecach na łące. Założyłem jego łydki na swoje ramiona i pomagając sobie dłonią, wycelowałem w zwieracz. Naparłem, pokonując lekki opór i zagłębiając się do samego końca. Twarz Ukele na początku wykrzywił lekki grymas, ale już po chwili wrócił na nią zwykły spokój.  
    Pierwszy raz byłem w czyimś tyłku – Ada nie zgadzała się na taki rodzaj seksu, a ja też specjalnie nie nalegałem. Chciałem tylko spróbować, jakie to uczucie – czy rzeczywiście jest ciaśniej? Lecz nie dała się namówić uważając, że to nieczyste i  gejowskie. Właściwie wtedy przyznałem jej rację. Lecz teraz czułem, że wiele straciłem. Seks analny był dla mnie odczuwalny podobnie jak waginalny. Wrażenie mocniejszego ucisku wokół penisa, było tylko przejściowe, już po chwili czułem się podobnie jak w kobiecej pochwie.  

         Zacząłem ruchać Ukele, wbijając się w niego, aż po same jajka, które uderzając o pośladki, wydawały podobne klaszczące dźwięki, jak podczas seksu z kobietą. Spojrzałem na jego penisa, dawał kolejne oznaki życia – wyraźnie się powiększył i zaczynał twardnieć. To dziwne, ale poczułem się dumny tak, jakbym zaspokajał kobietę, z tą tylko różnicą, że w przypadku kobiet nigdy nie wiesz, czy nie udają, natomiast tu oszustwo nie wchodziło w rachubę. Twardy dowód podrygiwał przy każdym moim pchnięciu. Ująłem go w dłoń i zacząłem walić. Po kilku chwilach czarny penis zapulsował wystrzeliwując porcje białej spermy, wprost na brzuch i twarz Ukele. Doszedłem chwilę później, wyjąc z rozkoszy i zalewając strumieniem spermy szamańską, czarną czeluść. Tak, teraz byłem zaspokojony!

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Obi1