Blog

  • Nie-zwykla Rodzina cz 57. – Kolezanka mamy

    Moja mama wróciła z fitnessu. Razem z nią przyszła jej przyjaciółka Cristina.

    Cristina była wysoką brunetką. Włosy miała spięte z tyłu. Figurę miała zbliżoną do mamy. Jej cycki jednak były o rozmiar większe. Mama była podobnie ubrana, przez co bardzo mnie obie podnieciły.

    – Napijesz się czegoś, Cris?

    – Wody. Dziękuje. – przyszedłem do nich do kuchni. – oh…witaj Alan.

    Spojrzała na mnie zagryzając wargę. W tych legginsach i biustonoszu była bardzo kusząca. Poczułem ucisk w spodniach.

    – Dzień dobry pani.

    – Wiesz co Cris…u mnie w sypialni są moje czyste rzeczy. Możesz się w nie przebrać.

    – Dobrze. – po czym wstała i poszła do sypialni rodziców. Mijając mnie niby przypadkiem dotknęła mojego fiuta przez materiał spodni. Nagle usłyszałem telefon.

    – Muszę odebrać. – rzekła mama. – Alan, mógłbyś zanieść Cristinie wodę?

    – Jasne.

    Podała mi szklankę i odebrała telefon. Poszedłem od razu do sypialni. Wchodząc widziałem jak Cristina ma zdjęty biustonosz. Stała przed otwartą szafą mamy. Postanowiłem wykorzystać sytuację póki mogłem. Ostrożnie odłożyłem szklankę na regał i powoli podeszłem od tyłu do przyjaciółki mamy.
    Złapałem ją za jej nagie piersi. Ta zadrżała i podskoczyła na mój gest.

    – Alan! Co ty…

    – Ma pani zajebiste cycki…

    Opierałem się o nią, przez co czuła mojego twardego kutasa. Ja ugniatałem jej cudne piersi.

    – Ohh…Alan…czuje że ci się one bardzo podobają. – powiedziała Cristina odchylając głowę do tyłu, a ją zacząłem całować.

    – Bardzo…

    Odwróciła się wtedy, wpijając mi się w usta. Zaczęła także odpinać mi spodnie.

    – Gdzie Ann?

    – Rozmawia przez telefon.

    – Chcę go poczuć, zanim wróci.

    Odpięła mi spodnie i wyjęła mojego fiuta. Widziałem błysk w oczach gdy go zobaczyła.

    – Jest taki duży.

    Uśmiechnąłem się na komplement, a Cristina ułożyła między swoje cycki.
    Ścisnęła i zaczęła nimi poruszać. Ogarnęło mnie błogie uczucie a fiut stał się bardziej twardy niż był.
    Zauważyłem że jej cycki stają się mokre przez mojego kutasa. Następnie nie czekając wzięła go do buzi. Zaczęła go obciągać. Jej język z początku przejechał po całej długości. Pieściła żołądź, a potem całego wzięła do ust. Poruszała w górę i w dół, powodując przyjemne uczucie. Byłem bliski eksplozji w jej ustach.

    – Co tu się dzieje?! – przerwała nam mama która weszła do sypialni, przyłapując mnie z Cristiną.

    Szlag.

    Patrzyła się jakby chciała nas zabić. Ja z fiutem w ustach jej przyjaciółki, która to szybko go wyjęła i zakryła piersi. Ja jednak dalej miałem chuja na wierzchu.

    – Ann…to nie tak jak myślisz.

    – Nie tak jak myślę? Czyli wcale nie obciągałaś mojemu synowi. – wtedy podeszła od razu do mnie i nagle pocałowała mnie i złapała za mokrego kutasa. Po odwzajemnieniu pocałunku powiedziała. – Wiesz…mogliście przynajmniej zaczekać na mnie?

    Wtedy Cristina wstała z podłogi i otworzyła szerzej oczy.

    – Co wy robicie? Przecież to twój syn!

    – No tak… – zaczęła mama zakłopotana. – …i co z tego?

    – Jak to co z tego…żartujesz. A myślałam że to ja źle robię.

    – Bo robisz. Chciałaś się pieprzyć beze mnie. Zróbmy to we trójkę, jak już. Dołączysz Cris.

    – Ymm…a w sumie… – wtedy Cristina podeszła do mamy i zaczęły się całować.

    – Tylko pamiętaj…to tajemnica.

    – Jasne…nikomu nie powiem.

    – Dobrze… – wtedy mama zaczęła się rozbierać. Szybko zdjęła swoje legginsy i biustonosz. Zaraz potem majteczki. Została w końcu naga. – …na co czekacie? – zwróciła się do nas.

    Zdjąłem szybko moją koszulkę i spodnie. Cristina także zdjęła swoje legginsy. Jej ciało oczywiście było równie zajebiste co mamy. Jej jędrne cycki sprawiły że szybko fiut znowu mi stwardniał. Rozpuściła swoje włosy. Była zajebista, a jej cipka, nakręciła mnie na zabawę.

    – No to zabawmy się. – powiedziała Cristina.

    – Świetnie. Dasz radę nam obu Alan?

    Nie zdążyłem odpowiedzieć, bo mama już była na kolanach i wzięła mojego już twardego penisa i włożyła go sobie do ust. Zaraz potem klęczała obok niej Cristina. Jedną ręką masowała mamie cipkę, na co moja mama reagowała pojękiwaniem, co brzmiała bardzo seksownie zważając na to że miała w ustach mojego kutasa.

    – Teraz ty moja droga. – powiedziała mama przekazując fiuta przyjaciółce. Ta szybko wzięła go do ust. Z początku powoli oblizywała główkę.

    – Dawaj…idź na całość. – i przycisnęła głowę brunetki tak, że ta połknęła mojego całego fiuta. Przez kilk sekund tak trzymała, a gdy zaczęła się ślinić i dławić, mama uwolniła ją i sama łapczywie rzuciła się na moją pałę. Cristina zaczęła mnie całować, a mama robiła mi głębokie gardło bez żadnego wysiłku poruszając głową od końcówki penisa, aż po same jądra. Cristina oderwała się od moich ust i zeszła na dół ssać moje jajka. Dwie MILFetki wyczyniały cuda przy moim kutasie. W końcu z jednej i druviej strony fiuta miałem ich usta.

    Dziewczyny lekko popchnęły mnie na łóżko po czym mama usiadła na mnie okrakiem. Nabiła się na mojego penisa i zaczęła mnie ujeżdżać. Cristina położyła mnie i usiadła mi na twarzy. Poczułem smak jej wilgotnej cipki. Była bardzo mokra. Kiedy mama zaczęła się głośno drzeć uznałem, że doszła i że należy zmienić ją z koleżanką.

    – Oh Alan…chcę go w końcu poczuć…

    Położyłem Cristinę wtedy na plecach i wepchnąłem w nią kutasa. Tymczasem mama usiadła jej na twarzy i zaczęła mnie całować. Brałem tak koleżankę mamy, dotykając piersi i cipek moich kobiet. Mama i Cristina wyglądały jeszcze seksowniej w tej pozycji. Wziąłem Cristinę i kochaliśmy się w pozycji na pieska. Mama położyła się przed przyjaciółką, która ochoczo zlizywała soczki z jej cipki.

    – Świetnie smakujesz, Ann…

    – Hmmm…

    – A twój syn…jest niesamowity…ooooggghh…

    – Oj wiem, kochanaaaaa…

    – Jestem już blisko – powiedziałem i mama szybko do mnie podeszła.

    Mama uklęknęła i wyjęła penisa z pochwy Cristiny, wsadzając sobie w usta. Possała trochę a potem włożyła z powrotem w pizdę. Potem zacząłem rżnąć Cristinę z całych sił.

    – Słodka… – powiedziała mama i zaczęła lizać przyjaciółkę po odbycie. Lizała najpierw dookoła, a potem wsadziła język w otwór koleżanki co w połączeniu z penetrowaniem przeze mnie doprowadziło ją do orgazmu.

    – Oooohhhhh…tttaaak…

    – Teraz Alanku wejdź w to oczko. – powiedziała mama, na co się zgodziłem.

    – Chwila, nie jestem go….oooooohhhh… – przerwałem jej wkładając chuja do jej dupy.
    Była bardzo ciasna. Odczuwała każdy centymetr, który do tej pory wszedł.
    A jeszcze nie był w całości.
    Nie czekając pchnąłem do końca.
    Krzyknęła głośno. Trzymałem mocno jej dupsko. Waliłem ją jak opętany, a ona wyła w niebogłosy. Z impetem wchodziłem jej do odbytu.
    To było niezwykłe uczucie. Czułem opór ze względu na to, że ta dziura jej była ciaśniejsza. Z czasem jednak bardziej ją rozluźniałem.

    – Oooo…kurwa…

    W końcu wyszedłem z niej a Cristina odetchnęła z ulgą.

    – Twój syn jest bardzo hojnie obdarzony, Ann.

    – Często się o tym przekonuje Cris. A właśnie…

    Moje kobiety położyły się w pozycji 69. Lizały nawzajem swoje cipki. Przeszłem na drugą stronę łóżka i zacząłem brać od tyłu mamę. Słyszałem, jak one jęczą, mama dzięki mnie a Cristina przez pieszczoty przyjaciółki.

    – Oooohhh…jestem tak blisko…

    – Ja też…

    Mówiły w tym samym czasie. Obie doszły chyba w tym samym momencie, a zaraz potem zalałem cipkę mamy gorącą spermą. Kiedy wyjąłem penisa, Cristina najpierw go oblizała, a potem zlizała cały płyn wyciekający z prosto z mamy.

    – O boże…to było świetne. – powiedziała Cristina, gdy już położyła się na plecach na łóżku. Mama do niej dołączyła.

    – To prawda…byłeś wspaniały, Alan.

    – Przyznaj. Mój syn potrafi nieźle ruchać. – powiedziała mama z uśmiechem.

    – Oj tak…masz wspaniałego syna.

    – Musisz częściej wpadać, to się przekonasz co jeszcze potrafi. – powiedziała mama.

    – Będę z pewnością.

    – No i następnym razem nie rżnijcie się beze mnie.

    – Dobrze mamo.

    Wtedy położyłem się obok nich, a one pocałowały mnie jednocześnie.

    C.D.N

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Mr. Morris
  • Zbyszek, rozdzial 4

    Zbyszek jest szczęśliwy

    Następnego dnia rano Zbyszka obudził kopniak w bok. Patrycja stała nad nim z pejczem. Kiedy się nie ruszył, lekko smagnęła go po pośladkach.

    – Wstawaj! Już szósta, Pani nie będzie czekać!

    Zbyszek zaczął się gramolić, ale był zesztywniały i bolały go wykręcone do tyłu ręce, więc trochę to trwało, zanim dał radę przyklęknąć. Patrycja otworzyła obie kłódki, odpięła go od łańcucha i pomogła wstać.

    – Muszę do toalety! – jęknął Zbyszek, kiedy przypinała mu smycz do obroży.

    – Właśnie tam idziemy – odpowiedziała Patrycja i poprowadziła go do łazienki. W rogu pomieszczenia był prysznic, a obie ściany zasłaniały przesuwane panele. Okazało się, że za nimi były przymocowane do ścian grube łańcuchy z kajdanami – dwa na górze i dwa na dole. Patrycja podprowadziła tam Zbyszka, kazała mu się obrócić i rozstawić nogi.

    – Ale ja muszę się wysikać – powiedział błagalnie Zbyszek.

    – Poczekaj, najpierw muszę cię umyć. Nie stawiaj oporu, to będzie szybko.

    Zbyszek posłusznie rozstawił nogi i Patrycja zakuła je w dolne kajdany. Wtedy uwolniła jego ręce, ale tylko po to, żeby założyć na nie górne kajdany. Zbyszek stał z rozstawionymi nogami i rozpostartymi rękami, nie mogąc za bardzo się ruszać. Patrycja zdjęła obie obroże i odeszła na dwa kroki patrząc na Zbyszka. Na jego twarzy był grymas cierpienia, patrzył w dół na kafelki i widać było, że mocno z czymś walczy. Patrycja uśmiechnęła się.

    – Spójrz na mnie, niewolniku!

    Zbyszek spojrzał. Wtedy Patrycja rozpuściła swoje długie blond włosy i zaczęła głaskać się po piersiach.

    – Podobam Ci się? – powiedziała kręcąc pupą.

    – Tak, jesteś piękna, ale pozwól mi…

    – Poczekaj. To nie potrwa długo – Patrycja podeszła do Zbyszka i musnęła wargami jego usta. Potem objęła udami jego nogę i zaczęła się po niej przesuwać w górę i w dół. Zupełnie do tej pory zwiotczały członek Zbyszka zaczął się podnosić. Po chwili Patrycja stanęła przed Zbyszkiem, pocierając swoje piersi o jego i patrząc mu w oczy.

    – Czy jesteś szczęśliwy?

    – Tak, ale muszę się… – Patrycja przerwała wkładając mu język w usta. Jej cipka dotknęła wyprężonego członka, który drgał rytmicznie. Kiedy Patrycja to wyczuła, odsunęła się i odkręciła wodę. Starannie zmoczyła całego Zbyszka i namydliła go gąbką, szczególną uwagę poświęcając genitaliom. Potem spłukała mydło i umyła mu zęby i włosy. Co chwilę dotykała jego członka, a kiedy wyczuwała, że zaczyna wiotczeć, znów doprowadzała go ręką do pełnej erekcji. Zbyszek poddawał się temu z rezygnacją, licząc na to, że kąpiel szybko się skończy. Kiedy Patrycja go wreszcie wytarła szorstkim ręcznikiem, odetchnął z ulgą. Okazało się jednak, że to jeszcze nie koniec, bo Patrycja wyciągnęła maszynkę elektryczną i zaczęła go starannie golić. Ogoliła mu twarz, a potem zgoliła nieliczne włosy na piersiach i pod pachami, wreszcie przyklęknęła i starannie wygoliła okolice genitaliów, łącznie z moszną. Nie omieszkała podczas tej czynności dotykać czubkiem języka główki jego członka.

    Kiedy skończyła ze wszystkim, spojrzała na Zbyszka z dystansu, wyraźnie zadowolona.

    – Teraz jest dużo lepiej – orzekła i założyła mu z powrotem obie obroże. Do tej na dole przyczepiła smycz i uwolniła Zbyszka z kajdan – najpierw ręce, które znów skuła z tyłu, a potem nogi. Zbyszek spojrzał na nią i cicho jęknął, ale Patrycja położyła mu palec na ustach.

    – Ciii! Nic nie mów! – szarpnęła za smycz i Zbyszek posłusznie poszedł za nią z nabrzmiałym członkiem, zostawiając mokre ślady na podłodze. – Wytrzyj stopy! – Zbyszek stanął na wycieraczce w progu łazienki i szurał przez chwilę bosymi stopami.

    – Dobrze, możemy iść do Pani – powiedziała Patrycja i szarpnęła smyczą. Weszli do salonu. Pani siedziała w fotelu i czytała książkę.

    – Nareszcie! Już myślałam, że będę musiała po was pójść – mruknęła nie patrząc na nich.

    – Przepraszam Panią, musiałam starannie umyć niewolnika – odpowiedziała Patrycja.

    – No dobrze, zobaczmy, jak Ci poszło – Pani odłożyła książkę i spojrzała na klęczącą przed nią parę – Widzę, że jeszcze nie przemyślałeś swojego wczorajszego zachowania. Dostaniesz za to trzydzieści batów.

    Uwaga odnosiła się do wyraźnej erekcji Zbyszka, który już nic nie powiedział, tylko skulił się i jeszcze bardziej pochylił głowę.

    – Patrycjo, załatw to od razu!

    Patrycja zaprowadziła Zbyszka do dalszej części salonu, gdzie w suficie było umocowane kółko z przewieszoną liną. Patrycja przywiązała koniec liny do kajdanek skuwających ręce Zbyszka, a potem pociągnęła za drugi koniec. Lina pociągnęła wykręcone ręce Zbyszka do góry, a on musiał się pochylić. Patrycja naciągnęła linę tak mocno, że Zbyszek jęknął z bólu, a potem przywiązała również drugi koniec do kajdanek. Smycz przeciągnęła między nogami i przywiązała do liny. Zbyszek stał z rękoma prawie pionowo wykręconymi do góry, tak mocno pochylony do przodu, że jego głowa była na wysokości bioder Patrycji, z mocno wypiętymi pośladkami. Patrycja obróciła go pośladkami w kierunku Pani, która przypatrywała się temu z wyraźnym zainteresowaniem.

    – Będziesz liczył. Jeśli się pomylisz, zaczynamy od początku – Patrycja poinformowała Zbyszka, trzymając w ręku pejcz. Pierwsze uderzenie nie było mocne, ale Zbyszek krzyknął. Patrycja kontynuowała, a Zbyszkowi zaczęły płynąć z oczu łzy.

    – Jeśli nie zaczniesz liczyć, spędzimy tak czas do wieczora – powiedziała Patrycja między uderzeniami.

    – Siedem – jęknął Zbyszek.

    – Liczysz od początku!

    – Raz! – głos Zbyszka był nienaturalnie wysoki. – Dwa! Trzy! – pejcz co chwilę uderzał pośladki Zbyszka, a on starał się z całych sił, żeby się nie pomylić – Czternaście!

    I wtedy Zbyszek nie wytrzymał, z jego wciąż jeszcze lekko naprężonego członka zaczął płynąć strumień moczu rozpryskując się na podłodze. Przestał liczyć, choć Patrycja nadal uderzała go pejczem.

    – Zaczynasz od początku! – usłyszał głos Patrycji między uderzeniami.

    – Błagam! – jęknął Zbyszek, a wtedy Patrycja uderzyła go mocniej.

    – Liczysz!

    – Raz! Dwa! Trzy! – szeptał Zbyszek, kiedy ostatnie krople moczu spadały na podłogę. Policzył wreszcie do trzydziestu, więc po ostatnim razie Patrycja odłożyła pejcz i otarła pot z czoła.

    – To było bardzo niegrzeczne, niewolniku! Musisz to teraz posprzątać! – Patrycja chwyciła smycz, odwiązała linę i Zbyszek padł na kolana w środku wielkiej mokrej plamy. Jego pośladki były całe w różowych pręgach.

    – Całe szczęście, że nie na dywan – mruknęła Pani.

    Zbyszek przez chwilę ciężko dyszał. Patrycja szarpnęła za smycz. Zbyszek usiadł na swoich piętach i pochylił się w kierunku podłogi. Zlizywał i połykał własny mocz, opierając się czołem o podłogę, bo skrępowane ręce utrudniały mu utrzymanie równowagi. Był przy tym tak bardzo niezgrabny, więc bardziej rozmazywał niż usuwał plamę. W końcu z całą twarzą umazaną moczem znieruchomiał i rozpłakał się.

    – Widzę, że nic z tego nie będzie. Zrób z nim porządek – poleciła Pani Patrycji. Patrycja pociągnęła za smycz i Zbyszek powoli wstał. Omijając dywan zaprowadziła go do łazienki i ponownie przykuła do łańcuchów koło prysznica. Zostawiła go tam z moczem ściekającym po brodzie i wróciła do salonu z wiadrem z wodą i z mopem. Zmieniała wodę jeszcze dwa razy zanim podłoga była wystarczająco czysta. Wtedy wróciła do Zbyszka, spłukała go całego i wytarła. Kiedy już był gotowy, klęknęła przed nim i znów zaczęła ssać jego członka. Zbyszek próbował protestować, ale podniosła rękę i zatkała mu usta. Drugą ręką gładziła jego piersi. Po chwili erekcja wróciła i Patrycja zadowolona ze swojej pracy odpięła go od łańcuchów, przypięła smycz i wrócili do salonu. Zbyszek znów klęczał przez Panią z podniesionym członkiem, a z jego oczu płynęły łzy.

    – Obawiam się, że czeka nas długa droga… – westchnęła Pani – Może zaczniemy z drugiej strony. Patrycja pokaże ci, jak zachowuje się dobry niewolnik. Patrycjo, dzwonki!

    Patrycja wyszła z salonu i wróciła trzymając w ręku trzy klamerki, takie same, jak te, które poprzedniego dnia sprawiły tyle bólu Zbyszkowi. Nie były połączone łańcuszkiem, ale do każdej przymocowany był metalowy, dość masywny dzwonek. Patrycja uklękła tuż przed Panią i wręczyła jej klamerki, a potem złożyła ręce z tyłu patrząc na stopy Pani.

    – Wstań – rozkazała Pani – i pochyl się.

    Patrycja spełniła polecenie i Pani zacisnęła dwie klamerki na jej sutkach. Ciężar dzwonków wyraźnie ściągnął je w dół, ale Patrycja nawet nie jęknęła. Następnie Pani odchyliła jedną ręką wargi sromowe i założyła trzecią klamerkę na łechtaczkę. Na twarzy Patrycji można było zobaczyć grymas bólu, ale tylko przez chwilę. Pani poklepała ją po pośladku.

    – Dobra suczka! – powiedziała. – Teraz przysiady.

    Patrycja zaczęła robić przysiady, a dzwonki dźwięcznie dzwoniąc kołysały się na jej piersiach i między nogami.

    – Bieg w miejscu!

    Patrycja podniosła się i wykonała polecenie. Jej piersi mocno falowały, a wszystkie trzy dzwonki gwałtownie szarpały klamerkami w górę i w dół. Patrycja zacisnęła wargi, ale nie przestawała.

    – Pajacyki!

    Kiedy Patrycja skakała, wydawało się, że klamerki odpadną, tak gwałtownie dzwonki bujały się w górę i w dół. Oprócz ich głośnego dźwięku było też słychać ciche klapnięcia, kiedy dolny dzwonek uderzał w dolną część cipki Patrycji. Dziewczyna zrobiła się czerwona na twarzy i ciężko dyszała. Pani patrzyła na nią w milczeniu przez dłuższą chwilę, zanim pozwoliła jej przestać. Patrycja z wyraźną ulgą uklękła przed Panią.

    – Czy jesteś zadowolona ze swoich ćwiczeń?

    – Tak, Pani! Twoja suczka jest szczęśliwa.

    Pani pogłaskała Patrycję po głowie i dała jej rękę do pocałowania.

    – No dobrze, my tu się bawimy, a przyszedł czas na śniadanie. Patrząc na ciebie zrobiłam się głodna, więc liczę na szybki posiłek. Najpierw jednak musisz założyć swoje ulubione majtki. Wstań i zbliż się do mnie.

    Zbyszek też był głodny i przełknął ślinę, ale nikt nie zwracał na niego uwagi. Patrycja miała w oczach niepokój, ale podeszła do Pani, która zdjęła jej klamerkę z łechtaczki. Potem posłusznie poszła do sąsiedniego pokoju, przy każdym ruchu dzwoniąc pozostałymi dwoma dzwonkami. Wróciła stamtąd w skórzanych stringach, które z przodu miały dwa paski z klamrami mocujące na sztywno płaski wibrator z małą kulką na końcu. Wibrator był tak umieszczony, że kulka zagłębiała się w górnej części cipki, dotykając łechtaczki. Patrycja uklękła i podała Pani pilota.

    – Dobra suczka! – pochwaliła Pani Patrycję – Teraz zrobisz mi jajecznicę na śniadanie!

    Pani włączyła pilota i nacisnęła jeden z przycisków. Wibrator między nogami Patrycji zaczął cicho bzyczeć, a dziewczyna lekko dygotała idąc do kuchni. Krzątała się tam przez jakiś czas, a potem nakryła do stołu. Pani nacisnęła inny przycisk i wibrator zmienił dźwięk na bardziej intensywny. Widać było, jak Patrycji drżą nogi i ręce, kiedy przynosiła patelnię z jajecznicą i nakładała Pani na talerz, a potem nalewała wodę do kielicha, ale udało jej się nie uronić ani kropelki. Kiedy Pani jadła, stała obok niej z rękoma założonymi z tyłu, dygocząca i zagryzająca usta. Podczas posiłku Pani nacisnęła kolejny przycisk i Patrycja aż podskoczyła, kiedy wibrator zaczął pracować jeszcze mocniej.

    – Nalej mi więcej wody! – rozkazała Pani pokazując pusty kielich. Ręka Patrycji mocno dygotała, kiedy nalewała i udało jej się napełnić kielich tylko do połowy, ale nie rozlała wody. Spojrzała błagalnie na Panią, która jednak była pochłonięta jedzeniem. Kiedy skończyła, znów nacisnęła na kolejny przycisk.

    – A teraz posprzątaj!

    Patrycja była już tak mało przytomna i rozdygotana, że ledwo utrzymała w rękach naczynia. Poszła jednak lekko zataczając się do kuchni i wróciła, choć uginały się pod nią kolana. Stanęła przez Panią cała drżąca i zbierając resztki sił zapytała, co jeszcze Pani jej rozkaże. Pani patrzyła długo na Patrycję, której strużka śliny spływała z kącika ust, a oczy były nieprzytomne. Wreszcie wydała rozkaz.

    – Pozwalam na orgazm!

    Patrycja padła jak rażona na dywan, zaczęła się na nim wić i krzyczeć, drapiąc jedną ręką bok fotela Pani, a drugą przyciskając wibrator. Trwało to długą chwilę, a Pani przyglądała się Patrycji z zainteresowaniem.

    – Koniec!

    Patrycja wciąż szczytowała, ale opanowała się i podniosła na kolana. Wibrator nadal pracował na pełnych obrotach, a ona miała zamknięte oczy. Jej piersi gwałtowanie falowały, dzwonki cicho dzwoniły i było słychać chrapliwy oddech.

    – Teraz zrobisz mi herbatę!

    Patrycja przez moment była nieruchoma, ale wreszcie otworzyła oczy, wstała i opierając się o stół i framugę drzwi weszła do kuchni. Tam było słychać, jak wstawia wodę na herbatę i cały czas ciężko dyszy. Wreszcie wróciła trzymając tacę, na której była filiżanka z herbatą, cukiernica i mały dzbanek z mlekiem. Patrycja nie mogła opanować drżenia rąk, więc płyn w filiżance falował i trochę herbaty wylało się na tacę.

    – Niedobra suka! – krzyknęła Pani – postaw tacę na stole i odwróć się!

    Patrycja posłusznie stanęła tyłem przed Panią i wypięła pośladki. Głos wibratora stał się bardziej stłumiony, kiedy zniknął między jej nogami. Pani wychłostała Patrycję szpicrutą; przy każdym uderzeniu słychać było wyraźny dźwięk dzwonków. Patrycja cicho jęknęła, ale nie wiadomo, czy z powodu uderzeń szpicrutą, czy z powodu wibratora. Wreszcie Pani przestała bić i wyłączyła wibrator. Patrycja rzuciła się jej do stóp.

    – Dziękuję, Pani – wyszeptała całując ją w rękę.

    – Możesz się rozebrać.

    – Dziękuję, Pani – powtórzyła Patrycja i z ulgą odpięła wibrator, zdjęła stringi i klamerki z sutków. Odniosła to wszystko na miejsce i wróciła.

    – Co rozkażesz, Pani?

    – Zjedz coś i zajmij się tym psem – wskazała Zbyszka szpicrutą – Jest za gruby, trzeba coś z tym zrobić.

    – Tak, Pani! – odpowiedziała Patrycja i zniknęła w kuchni. Zbyszek nie śmiał się odezwać.

    Tresura Zbyszka zaczęła się kwadrans później. Patrycja wyprowadziła go na zewnątrz.

    – Najpierw trochę pobiegamy.

    Szarpnęła za smycz i Zbyszek zaczął za nią biec po trawniku wokół domu. Na początku powoli, ale Patrycja stopniowo przyśpieszała, a Zbyszek musiał za nią nadążyć, bo kiedy nie biegł wystarczająco szybko, smycz się napinała i pociągała w przód jego przyrodzenie. Zrobili tak kilka kółek.

    – Teraz będzie trochę trudniej – powiedziała Patrycja i zakuła jego nogi w kajdany połączone krótkim łańcuchem, na tyle krótkim, że starczał tylko na pół kroku. Zbyszek musiał szybciej przebierać nogami, żeby nadążyć za Patrycją. Nie mógł już biec tak szybko, bo dodatkowo przeszkadzało mu to, że miał ręce skrępowane z tyłu. Niezrażona tym Patrycja ciągnęła mocno smycz. Kiedy po zrobieniu trzech okrążeń stanęli, Zbyszek był spocony i dyszał.

    – Widzę, że nieźle ci idzie. Przejdźmy zatem o krok dalej. Stopy koło siebie! – rozkazała Patrycja. Przepięła smycz do obroży na szyi Zbyszka, a do dolnej krawędzi jego napletka przypięła klamerkę połączoną z łańcuszkiem, który swobodnie zwisał, sięgając prawie do ziemi. Patrycja podniosła łańcuch łączący nogi Zbyszka, przełożyła przez niego łańcuszek z klamerką, dobrze wymierzyła i przypięła jego wolny koniec do jednego z ogniw między kolanami niewolnika.

    – Teraz zrób jak największy rozkrok! – Zbyszek nie był w stanie oddalić swoich stóp od siebie na więcej niż na ćwierć metra. Łańcuch między jego nogami napiął łańcuszek prowadzący w górę, który mocno ściągnął napletek w dół. Zbyszek syknął z bólu.

    – Świetnie, teraz biegniemy – Patrycja szarpnęła za smycz. Zbyszek zaczął ostrożnie iść za nią, ale z każdym krokiem klamerka ściągała jego członek w dół, a potem puszczała. Patrycja zmusiła go do powolnego truchtu, a wtedy ruchy członka stały się gwałtowniejsze. Już po jednym okrążeniu Zbyszek dostał erekcji, co dodatkowo utrudniło bieganie, bo czubek członka był coraz wyżej, ograniczając długość jego kroku. Napletek odsłonił żołądź i klamerka znalazła się w takim miejscu, że coraz bardziej podrażniała dolną część członka. Zbyszek dyszał już nie tylko z wysiłku, ale i z podniecenia. Po drugim okrążeniu jego członek był już zupełnie twardy i niewolnik musiał bardzo szybko przebierać nogami, żeby zdążyć za Patrycją, która nie zwalniała tempa. Patrycja widząc to stanęła.

    – Znowu to samo! – krzyknęła – trzeba cię trochę ostudzić!

    Zaczęła smagać Zbyszka pejczem po pośladkach, a on próbował zasłaniać się skrępowanymi z tyłu rękami. Ta chwila, kiedy jego penis nie był szarpany w górę i w dół wystarczyła jednak, żeby erekcja zmniejszyła się. Patrycja przestała go chłostać, przywiązała smycz do ławki ogrodowej i wróciła na chwilę do domu. Wróciła stamtąd z klamerkami i łańcuszkiem, które Zbyszek poznał już wczoraj. Założyła klamerki na jego sutki i przyczepiła smycz pośrodku łańcuszka.

    – Teraz już będziesz biegł tak szybko, jak ci każę! – pogroziła Zbyszkowi i pociągnęła za smycz. Zbyszek poczuł, jak jego sutki się napinają i potruchtał za Patrycją. Zrobili kolejne okrążenie i członek Zbyszka znów wyprężył się i zaczął drgać. Po dwóch kolejnych okrążeniach nastąpił wytrysk. Patrycja słysząc jęk Zbyszka obróciła się i odskoczyła, żeby sperma nie wylądowała na jej nogach, ale nie przestała iść szybkim tempem, choć Zbyszek wyglądał, jakby chciał się zatrzymać. Kiedy jednak poczuł, jak klamerki napinają jego sutki, truchtał dalej, a jego członek wyrzucał z siebie coraz mniejsze porcje nasienia. Potem stopniowo zwiotczał, ale rytmiczne szarpnięcia klamerki nadal wymuszały częściową erekcję. Patrycja utrzymywała tempo i zrobili tak jeszcze kilka okrążeń. Kiedy stanęli, Patrycja starła szmatą resztki spermy zwisające z przyrodzenia Zbyszka.

    – Pić! – wychrypiał Zbyszek.

    – Nie rozumiem, co mówisz.

    – Proszę… pić!

    – Chcesz się napić? To dobrze się składa, koło drzwi stoi wiadro z wodą, którą umyłam podłogę po twoim porannym wybryku – Patrycja zaprowadziła tam Zbyszka i pozwoliła mu klęknąć przed wiadrem. Zbyszek włożył tam całą głowę i pił łapczywie brudną wodę.

    – Napiłeś się, więc wracamy do treningu! – Patrycja zmusiła Zbyszka do podniesienia się, choć był wyraźnie zmęczony i trochę chwiał się na nogach – Biegniemy dalej!

    Patrycja pociągnęła za smycz i Zbyszek musiał potruchtać za nią. Jego członek znów zaczął się powiększać, a krok skracać. Tym razem zrobili ponad dwadzieścia okrążeń zanim Zbyszek miał kolejny wytrysk, mniej obfity niż pierwszy. Po kilku okrążeniach Patrycja pozwoliła mu się zatrzymać i napić, a po jeszcze trzydziestu stanęła. Zbyszek, choć nie biegł bardzo szybko, wyglądał na wycieńczonego, a w kącikach jego ust była piana.

    – Na razie wystarczy. Czas na chwilę relaksu – to mówiąc Patrycja usiadła wygodnie na ławce, rozłożyła nogi i pociągnięciem smyczy zmusiła go, żeby padł przed nią na kolana. Zrozumiał, czego się od niego oczekuje i nadal ciężko dysząc zaczął lizać jej cipę.

    – Głębiej! Bardziej w prawo! Teraz wyżej – rozkazywała Patrycja. Nagle Zbyszek poczuł w swoich ustach uderzenie ciepłej cieczy i próbował odsunąć twarz od krocza dziewczyny, ale ona przytrzymała mocno jego głowę.

    – Nie przestawaj – krzyknęła, a Zbyszek językiem penetrował wnętrze pochwy, podczas gdy jego twarz zalewał mocz Patrycji – Teraz wyżej! – Zbyszek drażnił językiem jej łechtaczkę, a Patrycja coraz szybciej oddychała. Trwało to dłuższą chwilę, zanim przez jej ciało przeszedł dreszcz i cicho jęknęła, po czym odepchnęła go.

    – Zrelaksowałeś się? – zapytała. Zbyszek spojrzał na nią i nie wiedział, co powiedzieć, ale kiedy Patrycja pociągnęła smycz, szybko odpowiedział, że bardzo dziękuje. Patrycja zaśmiała się i poklepała Zbyszka po policzku mokrym od moczu i śluzu.

    – Trzeba cię znowu umyć – zaprowadziła go do drzewa, które poznał już wczoraj i opłukała wężem ogrodowym, wcześniej zdejmując z jego nóg kajdany i ściągając klamerkę z obolałego napletka. Zostawiła jednak klamerki na sutkach. Po wytarciu Zbyszka szmatami znów przyklęknęła i zaczęła ssać jego członka. Tym razem jednak nie poszło tak łatwo, jak poprzedniego dnia i zajęło jej kilka minut zanim Zbyszek miał znów erekcję. Wtedy szybko odwiązała go od drzewa i zaprowadziła do domu.

    Choć członek Zbyszka częściowo zwiotczał po drodze, Pani nie była zadowolona z tego, co zobaczyła i Zbyszek dostał kolejnych dziesięć batów w kącie salonu. Tym razem nie krzyczał i wyglądał na zrezygnowanego. Kiedy Patrycja wymierzyła wszystkie razy, odpięła wreszcie klamerki z jego sutków i przyprowadziła go do Pani.

    – Przez cały ranek obijałeś się, teraz musisz trochę popracować! Pomożesz Patrycji zrobić zakupy i przygotować obiad – Zbyszkowi przemknęła przez głowę myśl, że to będzie dobra okazja, żeby uciec.

    – Ponieważ jednak nie jesteś jeszcze dobrze wytresowany, musimy cię najpierw przygotować, żebyś nie zrobił czegoś głupiego – kontynuowała Pani, która zdawała się doskonale wiedzieć, o czym Zbyszek myśli.

    Patrycja przyniosła urządzenie, które składało się z dwóch metalowych kółek z zawiasami, małego pudełka i kilku drutów. Niektóre z nich miały na końcu małe klamerki. Pani kazała Zbyszkowi wstać i Patrycja ściągnęła z jego genitaliów obrożę, zamiast niej umieściła jedno z kółek, drugie zamocowała na mosznie ponad jądrami, a za moszną umieściła pudełko, które połączyła śrubkami z obydwoma kółkami. Druciki przymocowała za pomocą klamerek do obu jąder, a końcówkę najdłuższego umieściła w otworze członka. Zapięła smycz na kółku obejmującym mosznę. Kiedy skończyła, podała Pani małego pilota.

    – Czy wiesz niewolniku, co to jest? – zapytała Pani. Zbyszek pokręcił przecząco głową, a wtedy Pani nacisnęła przycisk na pilocie. Zbyszek krzyknął i skulił się czując przeraźliwy ból w genitaliach. – To jest prąd. Jeśli zrobisz cokolwiek, co nie spodoba się Patrycji, ona użyje tego urządzenia, żeby cię skarcić. Czy będziesz grzeczny podczas zakupów?

    Zbyszek skwapliwie potwierdził, wciąż czując promieniujący w jądrach ból.

    – To dobrze. W takim razie przygotujcie się – powiedziała Pani podając Patrycji pilota.

    – Tak, Pani – odpowiedziała Patrycja i oddaliła się. Wróciła po chwili niosąc klamerkę z plakietką, na której była informacja, że stanowi własność Pani oraz numer telefonu.

    – Jesteś dobrą niewolnicą, więc pozwalam ci wybrać miejsce – powiedziała Pani.

    – Dziękuję, Pani! Poproszę na dole cipki – Patrycja stanęła przed nią z rozchylonymi nogami. Pani przypięła klamerkę do dolnej części wargi sromowej i poklepała Patrycję po udzie.

    Patrycja chwyciła koniec smyczy i bez zbędnej zwłoki zaprowadziła Zbyszka do przedpokoju. Tam już był przygotowany jego płaszcz – Zbyszek nałożył go na gołe ciało, a Patrycja przeprowadziła smycz między guzikami. Po zapięciu kołnierza nie było widać obroży. Patrycja też założyła płaszcz, wsadziła pilota do kieszeni, wzięła torbę na zakupy i wyszli z domu.

    Dzielnica była spokojna, a sklep położony trzy przecznice dalej, więc nie szli długo. Kiedy przejeżdżały koło nich samochody, Patrycja zbliżała się do Zbyszka, żeby nie było widać, jak prowadzi go na smyczy. Po drodze nie rozmawiali ze sobą, było słychać tylko szuranie ich bosych stóp.

    Sklep był samoobsługowy, więc Patrycja rozkazała Zbyszkowi, żeby wziął koszyk. Przez chwilę kręcili się między półkami i Patrycja wkładała do koszyka różne produkty. Kiedy skończyła, podeszli do kasy. Zbyszek wykładał wszystko na taśmę, a Patrycja trzymała smycz nisko, żeby kasjerka jej nie zauważyła.

    – Przepraszam, czy można tu kupić prezerwatywy? – zapytała Patrycja kasjerkę, kiedy Zbyszek już wszystko wyłożył i stał teraz obok niej pakując zakupy do torby – Ale najmniejszy rozmiar, bo mój chłopak ma tak małego, że normalne mu spadają.

    Kasjerka spojrzała na Zbyszka i zachichotała. Zbyszek zrobił się cały czerwony i opuścił głowę.

    – Niestety, mamy tylko normalne i XL. Może pani zapytać w aptece.

    – Dziękuję! – odpowiedziała Patrycja i zapłaciła za zakupy – Miłego dnia! – mówiąc to objęła Zbyszka i wyszli.

    W połowie drogi Patrycja nagle się zatrzymała.

    – Kupiłam dla Pani sos habanero, ale nie wiem, czy jest dość ostry. Powinniśmy to sprawdzić! – zaczęła jedną ręką grzebać w torbie i po chwili wyciągnęła buteleczkę. Trzymając koniec smyczy w zębach odpięła górne guziki płaszcza Zbyszka i obnażyła jego piersi. Zbyszek domyślił się, co chce zrobić.

    – Nie, proszę, nie rób tego! – stęknął.

    – Czy mam użyć pilota?

    – Nie! – krzyknął – Będę posłuszny, nie musisz już mnie tak męczyć! – złapał ją za rękę.

    – Puść mnie! Muszę to zrobić! Chcę mieć pewność, że Pani będzie z nas zadowolona.

    Zbyszek zrezygnowany opuścił rękę, a Patrycja odkręciła buteleczkę z sosem i wylała po kropli na każdy z jego sutków. Zbyszek zacisnął zęby i syknął.

    – Bardzo piecze?

    – Tak, proszę, zetrzyj to!

    – Nie zetrę i nie waż się tego dotykać!

    – Błagam! – Zbyszek padł przed nią na kolana.

    – Nie rób sceny, wstawaj! – powiedziała Patrycja. Kiedy Zbyszek powoli wstał, z jego oczu spływały łzy. Patrycja odpięła pozostałe guziki płaszcza.

    – Zdejmij ten płaszcz, żeby się nie pobrudził!

    – Ale jesteśmy na ulicy, ktoś może nas zobaczyć!

    – Tu niemal nikt nie przechodzi, na szczęście Pani mieszka na uboczu – mówiąc to Patrycja zaczęła ściągać jego płaszcz – Nieś go na ręku, w razie czego się zasłonisz.

    Poszli dalej. Patrycja przyśpieszyła, więc dotarli do domu Pani po dwóch minutach. W przedpokoju Patrycja rozkazała Zbyszkowi odłożyć zakupy i odwiesić płaszcz, sama też się rozebrała.

    – Ręce do tyłu – Zbyszek wykonał polecenie, a Patrycja skuła go kajdankami. Przyklęknęła przed jego genitaliami i po odpięciu całej instalacji założyła na genitalia dawną obrożę i przypięła do niej smycz. – Teraz zamknij oczy.

    Zbyszek był pewien, że teraz Patrycja doprowadzi go ustami do erekcji. Rzeczywiście, kiedy zamknął oczy, Patrycja chwyciła członka i ściągnęła napletek, ale tylko po to, żeby wlać do otworu kilka kropli sosu. Zbyszek natychmiast zaczął wyć z bólu i wyrywać się, choć starała się trzymać go mocno na smyczy. Nie mógł jednak wiele zrobić ze skrępowanymi rękami. Do przedpokoju wbiegła Pani.

    – Co tu się u licha dzieje? – krzyknęła.

    – Twój niewolnik wyrywa się, Pani – wysapała Patrycja trzymając Zbyszka za łokieć.

    – Natychmiast przestań! – Pani spoliczkowała Zbyszka. – Nie będę w moim domu tolerować takich zachowań!

    Zbyszek przestał się wyrywać i próbował złapać oddech. Jego nogi dygotały, a twarz była cała czerwona. Na szyi było widać wszystkie żyły.

    – Pa… Pani.. proszę… to tak piecze… błagam… – wycharczał.

    – Nic nie rozumiem. Co cię piecze?

    – Ten… sos… piecze…

    – Jaki sos? Przestań bredzić. Zabierz go, żeby ochłonął – Pani zwróciła się do Patrycji.

    – Tak, Pani! – Patrycja wyprowadziła chwiejącego się na nogach Zbyszka do ogródka. Podeszli do żywopłotu pokrytego świeżymi liśćmi.

    – Teraz możesz się wytrzeć – powiedziała Patrycja.

    – Ale… jak… – jęknął Zbyszek.

    – To nie moja sprawa. Masz dwie minuty – odpowiedziała Patrycja i odwróciła się.

    Zbyszek napiął się, żeby oddać mocz i wypłukać sos, ale jak na złość nie mógł. Zaczął przesuwać biodrami po żywopłocie, ale to niewiele dało poza tym, że na jego biodrach i brzuchu pojawiły się świeże zadrapania. Wreszcie padł brzuchem na trawę i zaczął przesuwać biodrami w przód i w tył. W tym momencie Pani z pejczem w ręku wyszła przed dom.

    – Co on robi? – zapytała Patrycję.

    – Nie wiem, chyba jest niewyżyty i masturbuje się trawnikiem.

    – To obrzydliwe! Trzeba natychmiast przerwać to zwierzęce zachowanie! – Pani podbiegła i zaczęła Zbyszka chłostać po pośladkach. Ten jeszcze przez chwilę się poruszał, a potem znieruchomiał i było słychać tylko świst pejcza i jego cichy szloch.

    – Trzeba się za niego zabrać! Zanim ugotujesz obiad, zrób pomiary i jak najszybciej zamów sprzęt! – Pani oddała Patrycji pejcz i wróciła do domu. Zbyszek cały czas płakał.

    – Dlaczego mi to robisz? – jęczał przez łzy – Robię wszystko, co mi każesz, nie musisz mnie tak dręczyć.

    Patrycja podeszła bliżej i podstawiła stopę do jego twarzy. Zbyszek pocałował ją.

    – Proszę, będę się starał z całych sił, tylko już mi tego nie rób!

    – Zastanowię się – odpowiedziała Patrycja i pociągnęła za smycz. – Wstawaj, trzeba cię znowu umyć.

    Podeszli do dobrze już Zbyszkowi znanego drzewa, gdzie Patrycja spłukała z niewolnika trawę i ziemię. Kiedy strumień zimnej wody dotykał jego członka, czuł ulgę i choć Patrycja nie wypłukała całego sosu, pieczenie stało się do wytrzymania. Po wytarciu Zbyszka Patrycja spojrzała mu prosto w oczy.

    – Czy już wiesz, kim jesteś?

    Zbyszek spuścił wzrok.

    – Tak, jestem niewolnikiem i będę zawsze spełniał twoje rozkazy.

    Patrycja polizała jego usta i jednocześnie mocno smagnęła pejczem pośladki.

    – Kim jesteś?

    – Jestem twoim psem.

    Patrycja chwyciła zębami jego dolną wargę i ponownie uderzyła pejczem.

    – Kim jesteś?

    Zbyszek spojrzał na nią bezradnie.

    – Proszę, powiedz mi, kim jestem.

    – Widzę, że jednak coś do ciebie dociera. Jesteś niewolnikiem Pani, a ja jestem jej niewolnicą. Nie mamy własnej woli, jesteśmy nic nie znaczącymi przedmiotami, którymi ona dysponuje zgodnie z własnym upodobaniem. Czy teraz rozumiesz?

    Zbyszek pokiwał głową. Patrycja klęknęła przed nim i zaczęła ssać jego członka. Choć jednak starała się przez dłuższą chwilę, nie doprowadziła go do pełnej erekcji.

    – Robisz postępy – powiedziała wstając, odwiązała go od gałęzi i zaprowadziła do domu. Nie poszli jednak do salonu, tylko do mniejszego pomieszczenia, w którym był stolik z komputerem, wiele półek i szuflad, a do ściany przymocowane kółka z łańcuchami i kajdany. Patrycja przykuła Zbyszka tak, jak w łazience, z rozstawionymi nogami i rozłożonymi rękami. Potem wzięła miarę krawiecką i zaczęła go mierzyć, zapisując wszystko na kartce. Zmierzyła długości jego rąk i nóg, obwód w pasie, obwód szyi, obwód kostki i nadgarstka, obwód genitaliów oraz samego członka u nasady i pod żołędzią, moszny na jądrach i nad jądrami, długość członka. Pomierzyła nawet, jak mocno naciąga się Zbyszkowy napletek. Wreszcie włożyła do cewki moczowej długą metalową sondę i wkręcała tak długo, aż poczuła opór, a Zbyszek krzyknął z bólu. Odczytała pomiar i wyciągnęła sondę, na końcu której była kropelka śluzu. Dała ją Zbyszkowi do wylizania. Na koniec wzięła jeszcze jedną sondę, cieńszą na czubku, ale co pół centymetra zwiększającą swoją średnicę. Tym razem nie wkładała jej bardzo głęboko, ale Zbyszek poczuł, jak w pewnym momencie ścianki ujścia jego cewki moczowej napinają się do granic wytrzymałości.

    – Teraz ma ci stanąć – powiedziała. Zbyszek napiął się, ale nic z tego nie wyszło. Patrycja westchnęła i zaczęła ssać jego członka, pieszcząc jednocześnie rękami sutki. Po chwili członek drgnął, a po kilku chwilach Zbyszek miał pełną erekcję. Wtedy Patrycja zebrała ostatnie pomiary członka i podeszła z kartką do komputera. Pracowała przy nim przez dobry kwadrans, wreszcie z westchnieniem ulgi skończyła.

    – Odbiór za dwa dni, na szczęście Pani zawsze może liczyć na ekspresowe dostawy. Trzeba cię jeszcze przygotować – to mówiąc Patrycja podeszła do jednej z półek i zdjęła z niej małe pudełko. Kiedy otworzyła je u stóp Zbyszka, okazało się, że w środku był zestaw igieł do kolczykowania i kolczyki różnych rodzajów. Zbyszek widząc to odwrócił głowę i zacisnął oczy, ale nic nie powiedział. Patrycja chwyciła palcami czubek jego zwiotczałego już członka i przebiła igłą napletek u góry. Założyła tam małe stalowe kółko i zamknęła jego nagwintowane końce małą tulejką. Potem zrobiła to samo jeszcze dwa razy tak, że kółka utworzyły trójkąt równoboczny. Na końcu polała napletek spirytusem.

    – Do wesela się zagoi – mruknęła patrząc na swoje dzieło – Zresztą myślę, że to tylko na jakiś czas, a w końcu Pani zdecyduje o twoim obrzezaniu.

    Objęła członek Zbyszka palcami i przesunęła napletek w górę i w dół. Kolczyki nie przeszkadzały w tym, więc zadowolona zamknęła i odłożyła pudełko.

    – Oj, o mały włos bym zapomniała! – podeszła jeszcze raz do półki i przyniosła plakietkę przyczepioną do krótkiego łańcuszka, podobną do tej, która kołysała się pod jej cipką. Odkręciła tulejkę jednego z kolczyków i przymocowała do niego koniec łańcuszka. Stanęła przed Zbyszkiem i potarła swoją cipką o jego przyrodzenie. Plakietki stuknęły o siebie.

    – Słyszysz to niewolniku? Teraz już nie ma wątpliwości, że oboje jesteśmy własnością Pani. Teraz pójdziemy przygotować dla niej obiad – Zdjęła łańcuchy z rąk i nóg Zbyszka. Tym razem skuła mu ręce kajdankami z przodu, żeby mógł pomagać w kuchni.

    Zbyszek nie potrafił gotować, więc Patrycja postawiła go w kącie, żeby przynajmniej obierał warzywa. Szybko doprowadziła go ręką do erekcji i powiesiła na wyprężonym członku wiaderko na obierki.

    – Tylko pilnuj, żeby nie spadło!

    Zbyszek niezgrabnie obierał i starał się trzymać ręce nisko, żeby wszystkie obierki trafiały do wiaderka. Patrycja co jakiś czas rzucała na niego okiem, rozkazywała, w jakiej kolejności ma obierać i odbierała obrane warzywa. Kiedy Zbyszek czuł, że jego członek wiotczeje, na moment przerywał pracę. Patrzył na falujące piersi krzątającej się Patrycji i jej wypięte pośladki, a wtedy wracała pełna erekcja. Po godzinie ciężkiej pracy dziewczyny posiłek był gotowy.

    – Ufff…! – powiedziała Patrycja ocierając pot z czoła – Teraz możemy podać Pani obiad. Ty będziesz niósł tacę, a ja nakryję.

    To mówiąc uwolniła jego ręce z kajdanek. Zbyszek pomyślał, że będzie niósł tacę w rękach, więc zdziwił się, kiedy Patrycja wykręciła jego ręce do tyłu i skrępowała je na plecach. Wyciągnęła z szafki średniej wielkości tacę, do której szerszego, lekko wklęsłego boku były przymocowane w kątach paski, a po przeciwnej stronie z kątów odchodziły łańcuszki zakończone mocnymi klamerkami. Patrycja sprawnie zamocowała paski wokół bioder Zbyszka i upewniła się, że klamra na plecach Zbyszka spina je najmocniej, jak się da. Taca opierała się na podbrzuszu i była ustawiona mniej więcej poziomo. Zbyszek z przerażeniem w oczach patrzył, jak Patrycja mocuje klamerki na jego sutkach. Długość łańcuszka była do pewnego stopnia regulowana, więc Patrycja ustawiła tacę tak, żeby jej zewnętrzna krawędź znalazła się nieco wyżej niż krawędź oparta na biodrach Zbyszka. Nacisnęła tacę ręką. Zbyszek jęknął i pochylił się do przodu. Patrycja spoliczkowała go.

    – Nie rób tak, bo wszystko spadnie! Masz być cały czas wyprostowany!

    – To boli! – jęknął Zbyszek.

    – Wytrzymasz – mruknęła Patrycja i położyła na tacy szeroki talerz i talerzyk, miskę, sztućce dwa kieliszki i zestaw przypraw dla Pani. Sutki Zbyszka wyciągnęły się od ciężaru i zbielały. Zacisnął zęby i stał wyprostowany jak struna. Patrycja przypięła smycz do jego obroży i zaprowadziła go do salonu. Tam nakryła do stołu i uklękła przez Panią.

    – Pani, czy podać już obiad?

    – Tak, moja niewolnico. Zgłodniałam już.

    Patrycja podniosła się, żeby przynieść posiłek.

    – Poczekaj! – powiedziała Pani – Stań przede mną!

    Patrycja wykonała polecenie.

    – Widzę, że wciąż nosisz znak, że jesteś moją własnością, choć nie musisz tego robić w moim domu. Dlaczego mi nie przypomniałaś, żebym to zdjęła?

    – To jest dla mnie zaszczyt, że jestem twoją niewolnicą, Pani!

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Ariouth
  • Na pewnej plazy

    Wczesne przedpołudnie, upał nie do wytrzymania, dzwoni telefon. Patrzę na wyświetlacz – widzę  numer mojej właścicielki. Odebrałem.

    – Cześć kundlu, gorąco dzisiaj, jedziemy na plażę?

    – Chętnie proszę Pani, słońce przygrzewa. Brać kąpielówki czy nie będą potrzebne?

    – Nie bierz. Załóż koszulkę i szorty. Pod spód nic

    – Dobrze, proszę Pani.

    – O trzynastej u mnie – i rozłączyła się

    Było po dziesiątej, więc miałem jeszcze trochę czasu. Wykąpałem się, ogoliłem na twarzy i w kroczu, trochę pas cnoty mi utrudniał zadanie, nie mieszkam z moją Lady więc noszę go od wielu miesięcy żeby się  nie masturbować, zrobiłem głęboką lewatywę. Do przenośnej lodówki zapakowałem wino dla Pani, butlę wody dla mnie, do plecaka jakieś ciastka, klapki koc, parawan jakich mnóstwo na nadmorskich plażach i poszedłem do samochodu. Kilka kilometrów od Pani domu zadzwoniłem że dojeżdżam. Wjeżdżając w ulicę przy której Lady mieszka, widziałem z daleka że już na mnie czeka, stała ubrana w zwiewną, białą sukienkę i sandałki z cieniutkich pasków. Podjechałem, wysiadłem z auta i otworzyłem Pani drzwi. Podała mi torbę żebym schował do bagażnika i wsiadła. Pojechaliśmy. Kilkadziesiąt minut później dojechaliśmy w okolice ustronnej plaży nad jeziorem. Zaparkowałem w cieniu i wysiedliśmy.

    – Rozbieraj się i ciuchy zostaw w bagażniku – spojrzałem na Panią pytająco.

    – No co? Przecież nie jesteś tu pierwszy raz, to naga plaża

    Faktycznie, bywałem tu kiedyś, ale nigdy z Panią. Zdjąłem ubranie i wyjąłem bagaże. Pani zdjęła sukienkę i rzuciła mi ją, pod spodem miała kolorowy, jednoczęściowy kostium kąpielowy. Nie używała innych strojów, z powodu (jak twierdziła) swojej tuszy, fakt, ma dużo ciała, ale nie przeszkadza mi to. Złapałem sukienkę i przytknąłem ją do twarzy by móc przez chwilę poczuć zapach Pani ciała po czym poskładałem ciuszek w kostkę i schowałem do bagażnika, Pani podeszła z tyłu i złożyła mi na szyję cieniutką obrożę którą zamknęła malutką kłódeczką.

    – To żeby mi cię oddali jak byś się zgubił, kundelku.

     Założyłem klapki, wziąłem w dłonie bagaże i poszliśmy w stronę niewielkiego lasku przez który trzeba były przejść żeby dostać się do naszego celu. Trochę głupio się czułem idąc nago, bo ta sama ścieżka prowadziła do plaży dla „tekstylnych” i kilka razy minęliśmy osoby które tam się udawały. Po kilku minutach wyszliśmy z lasu i moim oczom ukazało się jezioro z pływającymi w oddali żaglówkami i kilkusetmetrowej długości, szeroka plaża osłonięta po obu stronach gęstymi krzakami. Na kocach i w wodzie było kilkadziesiąt osób, większość nago choć było kilka Pań w stroju topless lub bikini, odeszliśmy trochę na bok i rozłożyłem parawan żeby osłonić nas od wiatru. Pani rozłożyła koc i powiedziała:

    – Nalej mi wina i idź się popluskać – wyjąłem z lodówki butelkę, otworzyłem i nalałem do kubeczka. Podałem i pobiegłem do wody. Była cudownie chłodna i z radością zanurzyłem się, dokazując jak dzieciak. Gdy wróciłem, zauważyłem że niedaleko nas pojawił się inny parawan a Pani stała obok naszego „stanowiska” i rozmawiała z jakąś Kobietą w wieku około czterdziestu lat.. Widać było że Kobieta nie pierwszy raz jest w takim miejscu bo Jej ciało całe było idealnie opalone na brąz. Skinąłem głową mówiąc dzień dobry i poszedłem nasmarować się olejkiem do opalania, Lady podeszła do mnie i nasmarowała mi plecy i tyłek. Położyłem się na kocu a słońce pieściło moje ciało. Panie po kilku minutach odeszły w stronę parawanu nowej znajomej. Zmieniłem pozycję, żeby móc mieć Panią na oku i w razie potrzeby obronić Ją, choć nigdy tu nic niebezpiecznego się nie działo. Panie usiadły za tamtym parawanem i straciłem moją właścicielkę z oczu. Nie była daleko więc w razie potrzeby na krzyk szybko bym zareagował. Kilkanaście minut później, zauważyłem że z tamtego „gniazdka” wychodzi około dwudziestoletni chłopak i idzie w moją stronę.

    – Cześć, twoja Pani kazała żebyś przyszedł do nas, mam ci pomóc zabrać rzeczy, połączymy nasze parawany. – zebraliśmy co nasze i chwilę później leżałem na kocu opalając plecy obok nowego znajomego w nowym miejscu. Panie obok siedziały na kocu sącząc wino.

    – Odwróć się i połóż na plecach – powiedziała do mnie nowa znajoma Lady. Spojrzałem na moją Panią a Ona skinęła głową. Obróciłem się i przymknąłem oczy. Okulary nieco łagodziły ostre słońce więc mogłem kątem oka zerkać na innych plażowiczów. Zerkałem też na mojego towarzysza. Jego idealnie gładkie, bez nawet jednego włoska ciało było nieco delikatniej opalone niż partnerki, ale widać było że nie jest na nagiej plaży pierwszy raz, jego penis był sporo grubszy i dłuższy od mojego. Zamknąłem oczy. Po kilku minutach poczułem że ktoś sypie piasek na moje ciało, lekko podniosłem głowę o ze zdziwieniem zobaczyłem, że chłopak przysunął się do mnie i zabawia się sypiąc na mnie piasek, spojrzałem na niego zdziwiony a on zaczął delikatnie głaskać moje krocze. Rozejrzałem się i zobaczyłem że Panie poszły popływać, znowu spojrzałem na chłopaka.

    – Nie bój się Marku – powiedział – Twoja Pani mi pozwoliła. Moja właścicielka też nie ma nic przeciwko. Też jestem kundelkiem i często tu bywamy z Lady Natalią, mam na imię Tomek.

    Jego pieszczoty coraz bardziej mnie podniecały, czułem to cudowne łaskotanie w kroczu. Delikatnie wziąłem w dłoń jego penisa i zacząłem masować. Czułem jak rósł od pieszczot. Klęknął obok mnie i przysunął kutasa do mojej twarzy. Rozchyliłem usta i delikatnie objąłem żołądź. Językiem pieściłem czubek a dłonią delikatnie masowałem wielkie jądra. Po chwili Tomek położył się na plecach a ja pochyliłem się i ponownie zacząłem mu obciągać. Tomek położył dłonie na mojej głowie i poruszał miarowo wsuwając i wysuwając kutasa z moich ust. Jego sprzęt był cudowny, miał na oko ze 25 cm i był bardzo gruby. Mój flaczek wyglądał przy nim jak „ptaszek” przedszkolaka. Obciągałem mu coraz szybciej, dłonią objąłem nasadę i poruszałem miarowo. Drugą dłonią sięgnąłem do jego rowka i palcami delikatnie pieściłem dziurkę. Oddech Tomka robił się coraz szybszy a na czubku penisa pojawił się śluz. Poruszałem dłonią coraz szybciej, Tomek zaczął lekko poruszać biodrami w górę i w dół, jego oddech stawał się coraz mocniejszy a zwieracz zaciskał się na moich palcach. Nagle złapał mnie dłonią i odepchnął od siebie. Delikatnie skinął głową, spojrzałem w tamtym kierunku i zobaczyłem że nasze właścicielki wychodzą z wody. Gdy podeszły leżeliśmy grzecznie na kocu, wystawiając nagie ciała na słońce

    – Widzę Lenko że nasze kundelki chyba się zaprzyjaźniły – powiedziała Lady Natalia ze śmiechem, wskazując dłonią wzwód u Jej własności.

    – Hihihihi… – Chyba tak, odparła Lady Lena i mrugnęła okiem.  Wstałem, nalałem Paniom wina i położyłem się na piasku obok Tomka a Panie usiadły na kocu i rozmawiały.  Zerkałem co chwile na Tomka i jego sztywnego kutasa. Widać było że jest podniecony. Ja też byłem i mrowienie w moim kroczu nie dawało mi spokoju, wierciłem się i co chwilę zmieniałem pozycję. Odwróciłem się na brzuch i chyba zdrzemnąłem. W pewnym momencie poczułem jak czyjeś palce delikatnie poruszają się w mojej dziurce, podniosłem głowę i spojrzałem. Panie siedziały i patrzyły, obok mnie stała butelka z lubrykantem którym Tomek delikatnie smarował mój anal. Jego kutas był cały czas sztywny. Rozsunąłem lekko nogi by zrobić mu więcej miejsca.  Lekko nacisnął i jego śliski palec pokonał niewielki opór zwieracza, po chwili dołączył drugi. Jego dłoń lekko poruszała się w moim analu a do dwóch palców, dołączył trzeci. Lady Natalia podała mu dildosa i prezerwatywy, Tomek założył gumkę na sztucznego kutasa i lekko wsunął go w moją ciasną dziurkę. Lekko poruszał nim wsuwając coraz głębiej. Dildo  miało ze 20 centymetrów i było dosyć grube, jednak z Lady Leną nie raz używaliśmy takich zabawek więc nie narzekałem. Zabawka poruszała się coraz szybciej a ja pojękiwałem z rozkoszy. Kątem oka zobaczyłem telefon w dłoni Pani Natalii, filmowała nasze igraszki. Lekko odwróciłem głowę w drugą stronę a moje jęki były coraz głośniejsze. W pewnym momencie Lady Lena podniosła się i przesunęła przed moją twarz, usiadła z rozłożonymi nogami i odsunęła materiał kostiumu który zakrywał Jej cipkę. Wsunąłem język między uda i zacząłem lizać mokre od podniecenia wargi sromowe mojej właścicielki. Delikatnie ssałem Jej cipkę i lizałem magiczny guziczek rozkoszy. Pani lekko przymknęła oczy a z Jej krocza trysnął strumień złotego deszczu. Przyssałem się mocno żeby nie uronić ani kropelki, sutki na Jej cudnych cycuszkach przebijały materiał kostiumu. Tymczasem Tomek wyjął sztucznego kutasa i zaczął nakładać więcej lubrykantu. Poczułem jak jego ciało zbliża się do mojego a ogromny kutas naciska na dziurkę, rozluźniłem mięśnie i lekko podniosłem biodra by ułatwić mu wejście we mnie. Lizałem cipkę coraz szybciej a kutas pokonał opór mojego analu. Z ust wyrwał mi się krzyk, bo sprzęt był naprawdę duży, sekundę później ból zamienił się w rozkosz. Tomek delikatnie wciskał się we mnie coraz głębiej, klęknąłem żeby miał łatwiej a moje usta mocniej wpiły się w krocze Lady, wsuwałem język w Panią a Tomek ruchał mnie miarowo. Po raz pierwszy od dawna miałem wzwód, choć mocno i boleśnie ograniczony pasem cnoty, jego kutas co chwilę uderzał w prostatę i czułem jak bym miał popuścić. Lizałem cipkę, Tomek wypełniał mnie z tyłu i jęczałem z rozkoszy. Lady Lena zacisnęła uda na mojej głowie i zaczęła „odpływać”. Penis Tomka poruszał się coraz szybciej. Z mojego ciekła sperma, cipa Pani zaczęła pulsować w skurczach orgazmu i prosto w moje usta popłynął strumyk rozkoszy. Kutas Tomka poruszał się w mojej dziurce coraz szybciej, ból  mieszał się z rozkoszą wypełnienia. Lady Lena przytuliła moją głowę i głaskała mnie po włosach a Tomek ruchał jak dziwkę wysuwając i wkładając z powrotem kutasa, zaczął jęczeć, jego ruchy stały się jeszcze szybsze.

    – AAAAAAAAACH –usłyszałem i poczułem jak kutas zaczyna pulsować, wypełniając moją dupę spermą. Jego łono uderzało o moje pośladki a nasienie rozlewało się po każdym zakamarku dziurki. Po chwili opadł na moje plecy i dłońmi głaskał krocze. Opadłem brzuchem na piasek, Lady Lena delikatnie odwróciła mnie na plecy i odpięła kłódeczkę trzymającą pas cnoty, uwalniając kutasa. Tomek wziął go lekko w dłoń i zaczął poruszać nią miarowo w górę i w dół. Ustami objął napletek. Byłem mocno podniecony i po kilku sekundach z moich ust wydobył się jęk orgazmu. Sperma trysnęła w usta mojego partnera, zlizywał dokładnie każdą kropelkę. Moje ciało drgało w rytm wytrysku. Chwilę później Tomek podniósł głowę i patrząc mi w oczy połknął cały ładunek. Położył się obok. Nasze nagie ciała wtuliły się w siebie i dłońmi głaskaliśmy się po plecach.

    – Idźcie się wykąpać – powiedziała Pani Natalia. Wstaliśmy i pobiegliśmy w stronę jeziora, chlapaliśmy się wzajemnie wodą, dokazując jak dzieci. Po kilku minutach wróciliśmy, Pani Natalia miała na sobie letnią, krótką sukienkę i klapki na kilkucentymetrowym słupku.

    – Zbieramy się – usłyszałem od Niej – To jeszcze nie koniec naszego spotkania… Poszliśmy do samochodu, Pani Natalia w sukience, Lady Lena w kostiumie a ja i Tomek nadzy, niosąc sprzęt plażowy. Okazało się że nasze auta stoją blisko siebie, założyłem ubranie, Tomek też. Pojechaliśmy za nimi…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    uległy impotent
  • Tresowanie na suke cz.1

    Warning: opisane zdarzenia są tylko fantazją, która nie ma prawa istnieć w prawdziwym świecie, z prawdziwymi ludźmi. Opowiadanie zawiera non-consensual sex i nie jest odwzorowaniem zdrowej relacji BDSM. Enjoy!

    Sophia jęknęła przeciągle, gdy obudziła się z ogromnym bólem głowy. Wiedziała, że wczoraj ostro zabalowała, ale miała nadzieję, że tym razem kac ją oszczędzi. Chciała odsunąć kosmyki włosów, które łaskotały ją w twarz, ale… nie mogła? W tym momencie z przerażeniem uświadomiła sobie naraz parę faktów.

    Nie znajdowała się w swoim łóżku, w klubie ani mieszkaniu przyjaciółki. Nie wiedziała tak naprawdę gdzie była, bo oczy miała zasłonięte jakimś materiałem, zawiązanym z tyłu jej głowy. W ustach miała twardą kulkę, której nie mogła wypluć ani się jej pozbyć. Ręce były związane w nadgarstkach za plecami, a każda z kostek przywiązana do nogi krzesła, na którym siedziała.

    Panika zaczęła w niej narastać z każdą chwilą, gdy próbowała przypomnieć sobie co wydarzyło się poprzedniego dnia. Poszła do klubu, wypiła parę drinków, tańczyła na parkiecie… Nie pamiętała żadnych szczegółów, a w szczególności tego, jak znalazła się w tej sytuacji.

    Próbowała się uwolnić, szarpiąc się w więzach, ale na nic to się zdało. Poczuła jedynie pieczenie na kostkach i nadgarstkach od gwałtownego tarcia. Poruszała głową na boki myśląc, że w ten sposób zrzuci z siebie tą durną opaskę. Nic jednak się nie stało. Ktokolwiek ją związał, zrobił to dobrze.

    Krzyknęła, mając nadzieję, że ktoś ją usłyszy i jej pomoże. Z jej ust wydobył się zduszony krzyk. Kulka w jej ustach tłumiła wszelkie dźwięki. Zaczęła szybciej oddychać, gdy doszła do wniosku, że nie ma szans się uwolnić ani nic zrobić. Ponownie wykręcała ciało na wszystkie strony, mając nadzieję, że poluzuje to więzy.

    Andrew oglądał zmagania swojej nowej posiadłości z kąta ciemnego pokoju. Siedział zrelaksowany na miękkim fotelu ze szklanką whisky w ręce. Sophia wpadła mu w oko parę tygodni wcześniej, gdy zobaczył ją po raz pierwszy. Ćwiczyła na siłowni, rozpraszając jego myśli swoim ponętnym ciałem. Nie mógł oderwać od niej oczu, dopóki nie przyłapała go na pożeraniu wzrokiem jej piersi. Zwyzywała go i zbulwersowana wyszła z siłowni.

    Od tamtej pory śledził ją prawie codziennie, poznając lepiej jej nawyki, plan dnia i ciekawy charakter. Nie była jak typowe uległe, które pieprzył za każdym razem gdy naszła go ochota. Sophia miała w sobie ogień, była silna i niezależna i na pewno będzie walczyć, kiedy Andrew będzie chciał ją złamać. Dlatego go tak zaintrygowała. Dlatego stwierdził, że musi być jego.

    Leniwie wstał z fotela, z uśmiechem obserwując, jak w jednej chwili dziewczyna zamiera w bezruchu. Powoli podchodził do niej, delektując się jej strachem i echem jego kroków w pomieszczeniu. Stanął metr przed nią, przejeżdżając spojrzeniem po jej pięknym ciele. Dawało mu mnóstwo inspiracji, co do sposobów, jak je wykorzystać dla jego własnej przyjemności.

    Sophia napięła całe ciało na nagły dźwięk. Ktoś tu był? Słyszała jak podchodzi i zatrzymuje się gdzieś w pobliżu. Spróbowała powiedzieć, żeby ją rozwiązał i wypuścił, ale wyszły z niej jedynie niezrozumiałe dźwięki. Nadzieja na pomoc prysła, gdy poczuła delikatny dotyk na policzku i dłoń odgarniającą jej włosy za ucho. Szarpnęła się do tyłu, odwracając twarz z dala od nieznajomego. Zdecydowanie był to jej porywacz i nie była pewna jakie miał zamiary.

    Usłyszała cichy męski śmiech i oddalające się kroki. Intensywnie zaczęła myśleć nad planem ucieczki. Nie mogła tego zrobić wciąż będąc związaną. Musiała jakoś zdobyć jego zaufanie, aby dał jej więcej swobody i wtedy próbować walczyć.

    Wzdrygnęła się na dotyk na jej nagich udach. Krzyknęła przez knebel, żeby ją zostawił i próbowała uciec od natarczywych dłoni. Nie udało jej się to, palce przesuwały się coraz wyżej, bliżej jej cipki, zataczając delikatne kółeczka na jej skórze. W normalnych okolicznościach uznałaby to za przyjemne i czułe.

    Łzy poleciały jej po twarzy gdy porywacz przejechał palcem po jej cipce zakrytej materiałem majtek. Cały czas się wyrywała, ale nie przynosiło to żadnego efektu. Nieznajomy nie rozumiał również jej błagań i próśb. Albo zwyczajnie je ignorował.

    – Ćśś… – wyszeptał Andrew – Bądź grzeczną dziewczynką, a cię nie skrzywdzę… za bardzo – dokończył, uśmiechając się szeroko i obserwując narastającą panikę Sophi.

    Masował jej cipkę, poświęcając szczególną uwagę wrażliwej łechtaczce i zadowoleniem obserwował powiększającą się mokrą plamę na materiale. Nie ważne jak bardzo będzie zaprzeczać, jej ciało ją zdradzało. Podobało jej się to, co z nią robił. Może nawet tego potrzebowała.

    Uniósł wilgotne palce do swojej twarzy, zaciągając się jej zapachem.

    – Taka słodka – wymruczał, zlizując jej ledwo wyczuwalny smak.

    Na te słowa Sophia znowu próbowała się wyrwać czy chociaż oddalić od swojego oprawcy, ale jedyne co osiągnęła to kolejną falę bólu przez zdartą skórę na nadgarstkach i kostkach. Była przerażona wizją tego, co mężczyzna może z nią zrobić. A mógł zrobić wszystko.

    Wątpiła, żeby ktoś zainteresował się jej zniknięciem. Często potrafiła zabalować na znacznie dłuższy czas niż jedną noc, więc jej przyjaciele przyzwyczaili się do braku kontaktu z nią nawet przez kilka dni. Załkała cicho, łzy płynęły jej ciurkiem po policzkach.

    Andrew przybliżył usta do jej twarzy, zlizując słoną ciecz z jej delikatnej skóry. Sophia gwałtownie odwróciła twarz, chcąc się od tego odsunąć. Złapał ją za brodę i przytrzymał w miejscu, gdy zachłannymi pocałunkami tworzył ścieżkę z jej twarzy, na szyję, a następnie obojczyki.

    Wyciągnął jej piersi z miseczek stanika, trącając językiem twarde sutki. Zassał jednego z nich zachłannie, ugniatając dłonią drugą pierś. Wydobył ze swojej nowej zabawki dokładnie taką reakcję, jakiej oczekiwał, gdy mocno zacisnął zęby na wrażliwej brodawce. Sophia krzyknęła tak głośno, jak to było możliwe, wyrywając się z brutalnej tortury całą siłą jaką miała.

    Andrew nie przestawał, metodycznie zwiększał nacisk na nabrzmiały sutek. Naprzemiennie go gryzł i ssał, otaczając ciepłym językiem. Nie robił tego jednak na tyle mocno, żeby przebić jej skórę. Nie chciał jej skrzywdzić za mocno. Nie teraz.

    Sophia poddała się, łkając cicho w swoich więzach. Nie miała jak uciec od tego straszliwego bólu, więc przestała się wyrywać. Miała nadzieję, że w ten sposób go uniknie. Osiągnęła jednak odwrotny cel, jej oprawca złapał oba sutki w palcach, ciągnąc je mocno do góry. Wrzasnęła w odpowiedzi przez knebel, pomimo zdartego gardła. Kręciła głową na boki, niemo błagając go, żeby przestał.

    Andrew z zadowoleniem oglądał starania dziewczyny. Jej krzyki, łzy, ciągłe wiercenie się i marna próba ucieczki od jego dotyku z każdą chwilą bardziej go podniecały. Puścił jej biedne brodawki dopiero wtedy, gdy uznał że na razie jej wystarczy. Sophia płacząc, z urywanym oddechem zwiesiła głowę.

    – Pora na to, żebyś zrozumiała parę spraw, kociaku. – Niski, spokojny, wręcz kojący głos mężczyzny kontrastował z jego czynami – Od teraz jesteś moją własnością. Zwracasz się do mnie Panie, każde polecenie wykonujesz natychmiast i bez zastanowienia. Twoje ciało i umysł służą tylko i wyłącznie mojej przyjemności. Nie przestrzeganie tych zasad przyniesie karę. Bardzo bolesną karę. Rozumiesz, zwierzaku?

    Odpiął knebel z tyłu jej głowy, pozwalając jej wypluć czarną kulkę. Odkaszlnęła dwa razy, ślina ściekała jej po brodzie, mieszając się z niedawnymi łzami. Delikatnie gładził ją po włosach, czekając na odpowiedź. Tak wiele w końcu od niej zależało.

    – Pierdol się, ty… – wychrypiała, ale silne uderzenie w twarz jej przerwało – chory sukin… – ból rozlał się po drugim policzku, odrzucając jej głowę. Wiedziała, że powinna spuścić głowę i poddać się jego rozkazom, ale jej waleczna dusza nie dała się tak łatwo stłamsić.

    Nie czekając na dalsze obelgi Andrew wcisnął knebel między jej otwarte wargi. Walczyła z tym, piszcząc i rzucając się na boki, ale gumowa kulka znów znalazła się między jej zębami, tłumiąc wszelkie protesty. Sophia czując nagły przypływ odwagi, próbowała poluzować więzy na rękach i nogach, nie patrząc na to, że jedynym efektem była zdarta skóra w tych miejscach. Nie przestawała też wyzywać swojego oprawcy, nie przejmując się tym, że z jej ust wydobywają się tylko ledwo słyszalne niezrozumiałe dźwięki.

    Odwaga szybko się ulotniła, gdy poczuła chłodny metal na wewnętrznej stronie uda. Ostrze przesuwało się powoli po skórze i Sophia zamarła w bezruchu, bojąc się że najmniejsza zmiana pozycji poskutkuje przecięciem skóry.

    Andrew wiedział, jak łamać uparte, nieposłuszne suki. Wiedział co zrobić, żeby wywołać strach. Gdzie dotknąć, żeby wywołać ból. Z Sophią nie zamierzał się spieszyć. Miał czas torturować ją tak długo, aż w końcu ulegnie, aż będzie błagać o zostanie jego dziwką.

    Wsunął nóż pod tkaninę majtek na biodrze i szybko pociągnął, tnąc ją na dwie części. To samo zrobił z drugiej strony i po chwili pozbył się zbędnego materiału. Wygłodniale patrzył na ociekającą cipkę dziewczyny. Przymknął oczy czując jej słodki zapach. Przesunął ostrze wyżej, po brzuchu, w kierunku piersi, obserwując jak mięśnie Sophie napinają się ze strachu. W ten sam sposób pozbył się jej biustonosza, zostawiając ją całkowicie nagą.

    Sophia odruchowo chciała się zakryć, ale ręce pozostały mocno związane za oparciem krzesła.

    – Nie masz prawa zakrywać swojego ciała przed moim wzrokiem – kontynuował Andrew, jakby sprzeciw dziewczyny nigdy się nie wydarzył – Będziesz nosić tylko to, na co ci pozwolę. I zawsze – Chwycił ją za brodę, zmuszając Sophię do podniesienia głowy. – będzie to dla mojej przyjemności, nie dla twojego komfortu.

    Puścił ją, sięgając po skórzaną obrożę z metalowym kółkiem z przodu. Na odwrocie były wyryte jego inicjały. Nie zważając na delikatność zapiął ją na szyi dziewczyny, która zassała powietrze przez nagły dotyk.

    – Należysz do mnie. Im szybciej to zrozumiesz, tym lepiej dla ciebie – wysyczał jej prosto do ucha, na co się wzdrygnęła. Sophia była przerażona na myśl o tym, co zaraz z nią zrobi.

    Andrew stanął za nią, trzymając w rękach linę. Pochylił się nad dziewczyną, muskając ustami jej ucho. Uwielbiał dezorientować swoje uległe, dawać im sprzeczne sygnały, mieszając ból z przyjemnością, brutalność z czułością. Zaczął obwiązywać liną jej piersi, przytwierdzając jej tułów do krzesła. Wokół każdej z nich dodatkowo zacisnął pętlę, przez co były rozkosznie ściśnięte i bardziej wyeksponowane.

    Sophia starała się nie wiercić pomimo bólu, nie chcąc bardziej rozgniewać swojego oprawcy. Nie miała zamiaru całkowicie się poddać, ale wystarczająco, żeby zdobyć jego zaufanie i uniknąć możliwie jak najwięcej tortur. Miała jednak swoją godność, przez którą właśnie otrzymywała karę.

    Mężczyzna ścisnął jej piersi, podziwiając swoje dzieło. Nie zważał na ciche piski i jęki swojej niewolnicy. Odrobinę podziwiał ją za odwagę – a  może i głupotę – bo rzadko spotykał się ze sprzeciwem ze strony uległych. Poza tym dawało mu to szansę na ukaranie jej, czego w głębi duszy bardzo pragnął. Chciał, aby była nieposłuszna, trudna do opanowania. Nic nie dawało mu większej satysfakcji niż patrzenie jak ogień sprzeciwu gaśnie w niej z każdym dniem.

    Przeszedł na przód, zatrzymując wzrok na mokrej plamie między udami dziewczyny.

    – Zdecydowanie za bardzo ci się to wszystko podoba – mruknął, przejeżdżając palcem między różowymi wargami.

    Sophia zarumieniła się na te słowa. Nieważne jak bardzo chciała temu zaprzeczyć, cała sytuacja ją podniecała. Czuła, jaka jest mokra. Zapach jej podniecenia docierał do jej nosa, drażniąc ją lekko.

    Andrew chwycił za pejcz ze skórzanymi paskami, podziwiając go w dłoniach. Bez ostrzeżenia zamachnął się i uderzył w związane piersi dziewczyny. Sophia krzyknęła na niespodziewany ból, łzy ponownie pojawiły się na jej twarzy. Drugie uderzenie miało nawet więcej siły, przez co skręciła się, próbując uciec od okropnego bólu. Ściśnięty biust był bardziej wrażliwy niż normalnie, więc wszystko odbierała z podwójną mocą.

    Uderzenia nie przestawały spadać na coraz bardziej czerwone piersi. Andrew manewrował między jedną a drugą, utrzymując stałe tempo i siłę. Przez to Sophia wiedziała dokładnie kiedy dostanie kolejny raz i nie mogła nic z tym zrobić. Oczekiwanie na cios było gorsze od samego bólu. Nie miała innego wyjścia, musiała go przyjąć.

    Jej wrażliwe od poprzednich tortur sutki stały na baczność, wysyłając fale bólu przy każdym uderzeniu. Sophia wierciła się, płakała, próbowała błagać przez knebel o litość, ale Andrew bezlitośnie kontynuował. Z chorą satysfakcją obserwował jak dziewczyna powoli przestaje walczyć, akceptując swój los. W tym momencie zwiększył siłę chłosty, wydobywając z niej nowe, głośniejsze dźwięki. Nie zamierzał przestawać.

    Sophia nie wiedziała ile jeszcze wytrzyma. Nie widziała swoich piersi, ale musiały być w okropnym stanie. Nie mogła opuścić głowy, bo wtedy rzemyki pejcza uderzały ją w twarz. Piszczała, krzyczała i jęczała, ale jej wysiłki były tłumione zarówno przez knebel jak i świst pejcza w powietrzu oraz dźwięk uderzenia o skórę. Ledwo łapała oddech, jedyne na czym mogła się skupić to nieustanny ból jej sutków i piersi. Gdy przestawała się rzucać w więzach i zaczynała cichnąć, chłosta przybierała na sile. Zrozumiała, że jej oprawca, kimkolwiek był, chciał widzieć i słyszeć jej cierpienie.

    Po paru minutach – dla Sophie równie dobrze mogły to być godziny – okropnego bólu uderzenia ustały. Dziewczyna pierwszy raz od dawna wzięła głębszy wdech. Nie na długo, bo Andrew stanął za nią, chwycił ją za gardło odcinając jej dopływ powietrza. Drugą dłonią kontynuował bicie czerwonych, nabrzmiałych piersi. Skupiał się głównie na brodawkach, które po wszystkim musiały być naprawdę wrażliwe. Z gardła dziewczyny na nowo wydobył się krzyk, przeradzając się szybko w ciąg niezrozumiałych dźwięków.

    Sophia walczyła o powietrze, jednocześnie błagając przez knebel swojego oprawcę o wybaczenie. Jej duma i godność na krótką chwilę odeszły w niepamięć, jedyne co się teraz dla niej liczyło to przerwa od nieustannego bólu. Poza tym nauczyła się, że bycie cicho nie jest w tym wypadku pożądaną cechą. Przynajmniej nie wtedy, kiedy powinna krzyczeć z bólu.

    Andrew obserwował to przedstawienie zauważając małe zmiany w zachowaniu dziewczyny. Miał zamiar jej dać solidną lekcję, dlatego nie zaprzestał swoich działań. Po chwili zmienił taktykę, rolując sutki w palcach, od czasu do czasu za nie ciągnąc. Efektem były jeszcze piękniejsze dźwięki z ust jego niewolnicy.

    Zdjął rękę z jej gardła, pozwalając jej na pełen wdech. Bawił się jej piersiami obiema dłońmi, ściskając je, poklepując, pstrykając w nabrzmiałe krwią brodawki. Zaśmiał się cicho do jej ucha, słysząc ciąg stłumionych próśb i błagań. Całował ją po szyi i ramionach, zasysając skórę i oznaczając ją jako jego własność. Nie przestając smakować jej skóry, zaczął gładzić opuszkami palców je wrażliwe piersi. Wiedział, że nadal powoduje ból, nie zamierzał z niego rezygnować. Ale chciał jej dać chwilę przerwy.

    – Tyle powinno wystarczyć, żeby przemyśleć swoje zachowanie, hmm? – zapytał, ciepłym oddechem owiewając jej policzek. Z uśmiechem zauważył dreszcze przechodzące przez Sophię – To jak, będziesz grzecznym zwierzakiem?

    Dziewczyna gwałtownie pokiwała głową. Jęknęła przeciągle, gdy mężczyzna ponownie ścisnął jej sutek w ramach ostrzeżenia.

    – Masz jedną szansę, kociaku. Dobrze przemyśl, co chcesz powiedzieć – wyszeptał jej do ucha, jego ton zawierał ledwo słyszalną groźbę.

    Odpiął knebel, pozwalając aby czarna kulka wypadła z jej ust, ciągnąc za sobą nitkę śliny.

    – Przepraszam, Panie – Sophia nie musiała długo myśleć nad odpowiedzią. Jedyne czego chciała to przerwy od tego strasznego bólu i była w stanie zrobić wszystko, żeby od niego uciec.

    Zadrżała lekko, gdy męskie dłonie opuściły jej ciało. Przez chwilę była przerażona, myśląc, że znowu go rozgniewała, że powiedziała coś nie tak. Ale Andrew jedynie przeszedł na przód i kładąc rękę na jej policzku delikatnie ją pocałował. Nie było w tym gwałtowności ani namiętności. Był to słodki całus i w innych okolicznościach Sophia rozpływałaby się pod dotykiem jego warg.

    – Dobry wybór, kociaku – wyszeptał w jej usta, ponownie ją całując – Ostatnia zasada na dziś: nie odzywasz się nie pytana. Jedyne co możesz odpowiedzieć, to tak Panie lub nie Panie. Zrozumiano?

    – Tak, Panie – odpowiedziała cicho, drżącym głosem.

    – Grzeczna dziewczynka. – Przejechał dłonią po jej głowie, wygładzając jej włosy – Nie chcę psuć tych postępów, dlatego knebel wraca na swoje miejsce. Otwórz usta.

    Sophia zapłakała na te słowa, bo oznaczały, że to nie koniec. Chciała odwrócić głowę w bok w ramach protestu, ale silny ucisk na brodzie jej na to nie pozwolił.

    – Powiedziałem, otwórz usta – warknął Andrew, tracąc cierpliwość – Teraz.

    Przez strach przed dalszymi torturami Sophia pokręciła głową na boki, nie wykonując polecenia. Zanim przypomniała sobie o poprzednich zasadach i karze, za niewykonanie rozkazu od razu, krzyknęła na nagły ból w prawym sutku. Andrew wykorzystał jej otwarte usta i wcisnął knebel między zęby, zabezpieczając go z tyłu jej głowy.

    – Przed nami długa droga – westchnął ciężko, widząc jak Sophia drży z przerażenia, na myśl o kolejnej karze. Nie wyprowadzając jej z błędu, zaczął odwiązywać linę na jej kostkach. Przyszedł czas na prawdziwą zabawę.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    fucktoy_sub
  • Zbyszek, rozdzial 4 (ciag dalszy)

    Pani chwyciła plakietkę w palce i mocno pociągnęła, a potem przez chwilę obracała w palcach klamerkę. Patrycja stała bez ruchu i tylko zaczęła szybciej oddychać. Pani gwałtownym ruchem zerwała klamerkę. Patrycja drgnęła i cicho jęknęła. Pani pogładziła palcami jej wargi sromowe, rozchyliła je lekko i dotknęła łechtaczki. Pocierała ją przez chwilę palcem, a Patrycja oddychała jeszcze szybciej.

     

    – Jesteś dobrą suczką, więc spełnię twoją prośbę i pozwolę ci nadal nosić mój znak – To mówiąc znienacka założyła klamerkę na łechtaczkę. Patrycja zagryzła wargi i zagryzała je przez cały czas, kiedy Pani bawiła się plakietką pociągając ją w różne strony.

     

    – A teraz podaj obiad! – rozkazała wreszcie Pani umieszczając plakietkę między wargami sromowymi Patrycji. Dziewczyna skłoniła się i wróciła ze Zbyszkiem do kuchni. Ponieważ waza z zupą była dość ciężka, Patrycja nie położyła jej od razu na tacę, tylko najpierw przypięła dwa nowe łańcuszki między zewnętrzną krawędzią tacy a obrożą na szyi Zbyszka. Były trochę luźne, ale kiedy waza wylądowała na tacy i Zbyszek miał wyprostowane plecy, przejęły część ciężaru i waza nie zerwała klamerek z sutków Zbyszka, choć nadal były mocno wyciągnięte. Zbyszek bardzo ostrożnie szedł do salonu, bo w takiej pozycji za bardzo nie mógł patrzeć pod nogi. Kiedy Pani zjadła zupę, wyniósł wazę i przyniósł półmisek z mięsem i warzywami, a potem deser i kawę. Kiedy wszystko już było posprzątane po obiedzie i Pani z filiżanką kawy usiadła na fotelu, Patrycja zaprowadziła Zbyszka do kuchni, odpięła mu tacę i przepięła smycz z szyi na genitalia. Językiem doprowadziła go do erekcji. Wrócili do salonu i klęknęli przed Panią, która po dłuższej chwili spojrzała na nich. Członek Zbyszka stał wyprężony, z trzema kółkami dookoła.

     

    – Widzę, że mój nowy nabytek wolno się uczy. Dostanie dziesięć batów za nieposłuszeństwo. Cieszę się jednak, że zaczęłaś nad tym pracować – Pani włożyła czubek szpicruty w jedno z dolnych kółek i pociągnęła w dół. Zbyszek syknął, a plakietka pod jego członkiem zaczęła się kołysać. – Dobrze, że oznaczyłaś go już jako moją własność, ale myślę, że ten sposób jest nieodpowiedni. Niewolnik musi przez cały czas czuć, kto jest jego właścicielem. Przynieś dwie klamerki połączone bardzo krótkim łańcuszkiem – Pani zwróciła się do Patrycji.

     

    Kiedy Patrycja spełniła polecenie, Pani odłączyła plakietkę od kolczyka i zaczepiła ją na łańcuszku przyniesionym przez Patrycję. Poleciła Zbyszkowi podnieść się i stanąć z rozstawionymi nogami. Zacisnęła jedną klamerkę w miejscu, gdzie członek stykał się z moszną, umieściła łańcuszek między jego jądrami i drugą klamerkę umieściła najdalej, jak tylko się dało. Przesunęła plakietkę do przodu, żeby była dobrze widoczna. Zbyszek czuł tępy ból w miejscach, gdzie były przyczepione klamerki, a jego jądra były unieruchomione przez wrzynający się między nie łańcuszek. Pani złapała je palcami i mocno pociągnęła w dół, żeby sprawdzić, czy klamerki dobrze się trzymają. Nie puściły, tylko Zbyszek głośno stęknął.

     

    – Czy chciałeś coś powiedzieć, niewolniku? – zapytała Pani.

     

    – Nie, Pani! – odpowiedział cicho Zbyszek.

     

    – A jednak myślę, że powinieneś coś powiedzieć – uderzyła go szpicrutą po udzie.

     

    – Dziękuję, Pani!

     

    – Za co dziękujesz?

     

    – Za to, że pozwalasz mi być twoim niewolnikiem! – Zbyszek już wiedział, co musi powiedzieć.

     

    – Dobry pies – Pani lekko uderzyła szpicrutą jądra Zbyszka i zwróciła się do Patrycji – Teraz pójdziesz go wychłostać, a potem zaczniesz porządkować jego sprawy, żeby nic nie przeszkadzało w dalszej tresurze. Jeśli uznasz za stosowne, możesz odpiąć od niego mój znak. Teraz stań przede mną.

     

    Patrycja wykonała polecenie, a Pani chwyciła plakietkę lekko zagłębioną między jej wargami sromowymi. Pociągnęła ją do siebie.

     

    – Czy nadal chcesz to nosić?

     

    – Pani, zawsze jestem i będę twoją niewolnicą. Liczy się tylko to, czego ty chcesz.

     

    – W takim razie przynieś ciężarki.

     

    Patrycja wróciła po chwili z pudełkiem ołowianych ciężarków.

     

    – Załóż najmniejszy! – Patrycja wykonała polecenie i zaczepiła najmniejszy ciężarek na kółku łączącym klamerkę z plakietką. Jej łechtaczka napięła się.

     

    – Teraz średni! – Patrycja nie wahając się obciążyła klamerkę kolejnym ciężarkiem.

     

    – A teraz największy! – Łechtaczka Patrycji była już mocno ściągnięta w dół, a dziewczyna zagryzała wargi z bólu, ale posłusznie spełniła rozkaz.

     

    – Pokaż, jak to wygląda! – Patrycja rozciągnęła na boki wargi sromowe i ciężarki ukazały się na tle wejścia do jej pochwy.

     

    – Obrót! – Patrycja powoli obróciła się, cały czas trzymając rozwarte wargi sromowe. Ciężarki bujały się między nimi i uderzały o siebie.

     

    – Szybciej! – Patrycja obróciła się gwałtownie, a wtedy klamerka zsunęła się z łechtaczki i spadła na podłogę. Patrycja zrobiła się czerwona i krzyknęła. Pani uderzyła ją szpicrutą po udzie.

     

    – Przepraszam, Pani, zawiodłam Cię! – Patrycja padła do jej stóp.

     

    – Wybaczam ci tym razem. A teraz posprzątaj i wykonaj moje polecenia. – Patrycja na klęczkach podniosła klamerkę z plakietką i ciężarkami, założyła ją z powrotem na swoją obolałą łechtaczkę i ostrożnie zaprowadziła Zbyszka do miejsca, gdzie dostawał baty. Starała się nie poruszać dolną częścią ciała, kiedy wymierzała mu razy, ale ciężarki i tak lekko bujały się i uderzały o siebie. Zbyszek tym razem policzył bez błędu, więc trwało to wszystko dość krótko. Patrycja odpięła niewolnika i powoli prowadziła go do wyjścia. Kiedy już stała w drzwiach, zatrzymał ją głos Pani.

     

    – Teraz możesz odpiąć ciężarki.

     

    – Dziękuję Pani, jesteś dla mnie bardzo łaskawa! – powiedziała z wdzięcznością Patrycja, wykonała rozkaz i już idąc normalnie zaprowadziła Zbyszka do tego samego pokoju, w którym przed obiadem założyła mu kolczyki.

     

    Porządkowanie spraw Zbyszka zaczęło się od tego, że Patrycja zdjęła mu obrożę z szyi, zabrała jego telefon i wyszli do ogrodu. W jednym rogu była kępa pięknych wiosennych kwiatów i tam Patrycja zatrzymała się. Objęła jedną ręką Zbyszka, a drugą zaczęła robić zdjęcia. Przytulała się do niego, zbliżała twarz do jego twarzy, w końcu pocałowała go namiętnie. Przejrzała zrobione zdjęcia i stwierdziła, że muszą to powtórzyć, bo Zbyszek nie wygląda na dość szczęśliwego. Przeciągnęła smycz między jego nogami i szarpała nią za jego plecami zawsze wtedy, kiedy Zbyszek nie angażował się wystarczająco. Dzięki temu kolejne zdjęcia były bardzo udane: odpowiednio wykadrowani Zbyszek i Patrycja wyglądali na tle kwiatów jak typowa szczęśliwa para zakochanych.

     

    Wtedy Patrycja zaprowadziła Zbyszka z powrotem do pokoju z komputerem i unieruchomiła kajdanami przy ścianie. Usiadła przy komputerze trzymając telefon Zbyszka.

     

    – Teraz podasz mi swój email i hasło.

     

    – Po co ci to?

     

    – Chcę wiedzieć, kto do ciebie pisze.

     

    – Ale to jest moje konto!

     

    Patrycja podeszła do Zbyszka i zaczęła go uderzać pejczem po przyrodzeniu. Zbyszek próbował się wyrywać, ale jedyne, co mógł zrobić, to trochę obracać biodra. Nic to jednak nie dało, a Patrycja za każdym razem trafiała w jego jądra.

     

    – Nie rozumiesz? Ty już nie masz nic swojego! Wszystko, co masz, nawet ty, należy do Pani i tylko Pani może tym dysponować!

     

    – Przestań, proszę! Błagam, pani, nie bij mnie – chrypiał.

     

    Patrycja przestała.

     

    – Jak mnie nazwałeś?

     

    – Proszę, pani!

     

    Uderzyła go jeszcze raz.

     

    – Nie jestem twoją panią! Jestem niewolnicą – tak samo, jak ty.

     

    – Jak mam się do ciebie zwracać?

     

    – To zależy tylko od Pani. Jeśli każe ci mnie nazywać dziwką, wtedy będziesz do mnie mówił: dziwko! Jeśli każe ci nazywać mnie gwiazdką z nieba, będę dla ciebie gwiazdką z nieba. Jeśli każe ci mnie nazywać żoną, wtedy powiesz, że jestem twoją żoną. A jeśli Pani nic nie rozkaże, wtedy nie ma żadnego znaczenia, jak będziesz się do mnie zwracać. Tylko nie nazywaj mnie Panią, bo Pani jest tylko jedna. Zrozumiałeś? – mówiąc to dotknęła czubkiem pejcza jego jąder i poruszyła tkwiącą tam plakietką.

     

    – Tak! – odpowiedział Zbyszek i opuścił głowę. A potem podał Patrycji hasło do swojej skrzynki pocztowej. Dziewczyna przez chwilę sprawdzała coś w komputerze i po chwili wychyliła się zza monitora.

     

    – Widzę, że masz też konto na Facebooku. Hasło?

     

    – Prawie go nie używam!

     

    – Hasło! Czy mam podejść?

     

    – Dupa01chuj.

     

    – Zabawne. Przeliteruj! – Patrycja uśmiechnęła się wpisując to hasło. Otworzyła jego konto, ustawiła status na `w związku z Patrycją’ i umieściła kilka wcześniej zrobionych w ogrodzie zdjęć. Zmieniła jeszcze hasła i wyłączyła komputer.

     

    – Co tam pisałaś? Po co robiłaś nam te zdjęcia? – zapytał przestraszony Zbyszek.

     

    – Nie twoja sprawa. Idziesz biegać – odpowiedziała Patrycja niosąc cały sprzęt, który Zbyszek poznał już rano. Do wieczora zrobili kilkadziesiąt okrążeń wokół domu. Zbyszek miał w trakcie biegania jeszcze jeden słaby wytrysk i prawie drugi, ale jego obolały od ciągłego szarpania klamerką członek już nie wyrzucił z siebie nasienia.

     

    Zbyszek przez cały dzień nic nie jadł, ale Patrycja pozwoliła mu się napić raz jeszcze wody z wiadra, po czym zaprowadziła go do pokoju, gdzie był jego siennik i przykuła do łańcucha. Zanim wyszła, kazała mu jeszcze stanąć przed sobą i długo pieściła językiem jego członka, ciągnęła zębami kolczyki i delikatnie gryzła napletek. Nie udało się jej jednak doprowadzić go do erekcji.

     

    – Dobry niewolnik! Zasługujesz na nagrodę. Chcesz nagrodę?

     

    – Tak, poproszę – Zbyszek myślał, że Patrycja ściągnie mu klamerki z plakietką, które sprawiały mu ból. Ona jednak położyła się na sienniku i rozłożyła nogi. Zbyszek z westchnieniem podpełzł do niej i zaczął lizać jej łechtaczkę. Patrycja palcami stóp drapała jego jądra, a kiedy już prawie szczytowała, złapała nimi plakietkę i mocno szarpnęła w dół. Obie klamerki oderwały się gwałtownie od skóry Zbyszka, który krzyknął i przestał pieścić Patrycję. Ona jednak chwyciła mocno jego głowę i pocierała nosem o łechtaczkę, dopóki nie doszła. Potem wysunęła się spod niego, zabrała plakietkę i wyszła gasząc światło. Zbyszek jeszcze przez chwilę dyszał, a potem wczołgał się na siennik i zasnął.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Ariouth

    Pierwszy tom książki Petronelli Geissel o Zbyszku jest już dostępny (za darmo w postaci pliku PDF).

  • Przygoda w Pracy cz.1

    Dziś wracam do historii sprzed ponad dekady, by powspominać. Pewnego razu przydarzyła mi się niespodziewana przygoda w pracy, o której do tej pory mogłem jedynie fantazjować – a wszystko to za sprawą wyjścia do magazynu. Pracowałem w Castoramie na dziale budowlanym, tego dnia było nas niewielu, a ruch był spory. Zmianę zaczynałem z moim kumplem Mariuszem – gościem przed czterdziestką, który w rozmowach często używał zboczonych wstawkach, ale posiadał także niebywałym poczuciu humoru. Niskiego wzrostu, ale bardzo masywnie zbudowanego. Lubiłem go, dobrze nam się razem pracowało, a tego szczególnie dobrze.

    O godzinie 10:00 przyszło kilku chłopaków na zmianę, więc na dziale zrobiło się luźniej, trochę nas to odciążyło. Właśnie siedziałem z Mariuszem za ladą i rozmawialiśmy sobie, tak jak ma to miejsce co dnia.

    – Paweł a powiedz mi, czego nie widziałem nigdy tutaj twojej dziewczyny, zaginęła w akcji czy co?

    – Nie zaginęła, po prostu jej nie mam – odpowiedziałem

    – Na pewno jakąś masz, musisz mieć, no dawaj powiedz, dobrze Ci obciąga? A może się ślini?

    – Sam się ślinisz!

    – No już, już nie złość się, tak tylko sobie żartuję.

    – Tak wiem , twoje poczucie humoru jest wręcz wybitne – zakpiłem

    – Ssij mi pałę – oburzył się Mariusz

    – OK. – odpowiedziałem, po czym rozeszliśmy się po dziale.

    Za jakiś czas znów spotkaliśmy się na dziale, konturując rozmowę.

    – Wiesz Paweł, ciężkie jest życie w małżeństwie, żona rzadko daje, a o obciąganiu to już w ogóle zapomnij!

    – Wierzę Ci na słowo, tak, to faktycznie nieciekawie wygląda.

    – Nie ma to jak dobrze obciągnięty fiut.

    – Wiesz? Ale ty czasem jesteś wulgarny – oburzyłem się, chociaż w gruncie rzeczy dobrze wiedział że żartuję, i się z nim tylko droczę.

    – Lepiej uważaj młody, bo zaraz ty będziesz obciągał, i to na kolanach!

    – Dobra, dobra nie unoś się tak, bo jeszcze się skuszę – odpowiedziałem wyzywająco.

    – Tak mówisz?

    – Tak mówię. Tyle gadasz o tym obciąganiu że chyba sam to będę musiał zrobić

    – Ha! Wiedziałem że lubisz kutasa.

    – No to dawaj!

    – Nie no co ty, zwariowałeś, tutaj jest masa ludzi, a po drugie mam żonę.

    – Myślałem że już nie znajdziesz żadnych argumentów, to co remis?

    – Remis – odpowiedział Mariusz, trochę zmieszany.

    W pewnym momencie wezwali mnie na dział obok, a Mariusz rozpłynął się gdzieś, między alejkami. Po jakimś czasie wróciłem na dział , i tak zeszło mi na przechadzaniu się kilka następnych kwadransów. Za jakiś czas miałem klienta który potrzebował drzwi, tak się składało że nie było ich na hali, a znajdowały się na magazynie. Mariusz najlepiej odnajdował się w magazynie i dobrze o tym wiedziałem, tak więc zgłosiłem się do niego o pomoc.

    – Halo, halo tu ziemia do Mariusza!

    – No co tam ?

    – Słuchaj potrzebuję pomocy na magazynie, są do znalezienia drzwi, prawe osiemdziesiątki, pomożesz?

    – Jasne, dawaj idziemy.

    Powiedziałem klientowi że idę na magazyn w poszukiwaniu skrzydła i za jakiś czas wrócę. Po czym ruszyliśmy z Mariuszem na magazyn, nie było nas przez pół godziny. Przeszliśmy przez magazyn wewnętrzny na zewnątrz, i zanurzyliśmy się miedzy płachtami osłaniającymi drzwi przed deszczem, pozastawianymi korytarzami przeszliśmy dalej. Byliśmy sami.

    – Ja nie wiem jak mi się odwdzięczysz za tę pomoc – powiedział Mariusz.

    – Nie wiem, nie wiem, ale na pewno coś wymyślimy możesz być tego pewien – odrzekłem.

    Tak więc gdy dotarliśmy na sam koniec magazynu, Mariusz bez pudła namierzył owe drzwi, i wyszło na to że sprawa ze znalezieniem nie była wcale taka trudna.

    – I widzisz, o co tyle krzyku, sam pewnie byś je znalazł, gdybyś chciał.

    – A może ja nie chciałem znaleźć ich sam.

    – Co masz na myśli? – odpowiedział trochę wystraszony Mariusz, po czym zmienił narrację na bardziej pewną siebie.

    – Dobra, dobra nie bądź taki tajemniczy bo zaraz naprawdę będziesz przede mną klęczał i mi obciągał!

    Powiedział z pewnością, przybierając wyzywającą pozę.

    – W  takim razie nie mogę się już doczekać.

    Po czym podszedłem do nie go bliżej, lekko odepchnąłem go, i w tym momencie oparł się o ścianę plecami. Klęknąłem przed nim, patrząc na niego z dołu i powiedziałem.

    – Wiem że tego chcesz.

    Widać było po nim że prowadzi wewnętrzną walkę ze sobą, nie chcąc wyjść na tchórza, po tych wszystkich rubasznych docinkach w moim kierunku.

    – Tak, chcę, ale chciałbym również by pozostało to między nami, rozumiesz?

    – Jasne że tak, między nami – lubiłem jego władczy ton, bardzo podniecający.

    Po decyzji jaka zapadła, wyluzował trochę, zaczął bawić się słowem i przejął inicjatywę.

    – No i tak ma być! Mam nadzieję że jesteś gotów, bo mam dla Ciebie grubego kutasa do obciągnięcia!

    – Myślę że tak, zważywszy że pierwszy raz będę to robił…

    Popatrzył na mnie z lekkim rozbawieniem – po czym dodałem

    – Ale spokojnie Mariusz, ja się nie ślinię.

    Po tych słowach wybuchnął gromkim śmiechem, a sytuacja stała się już całkiem komfortowa. Wyciągnąłem ręce do jego rozporka i zacząłem rozsuwać (dobrze że tego dnia był w dżinsach i koszuli) Gdy już rozpiąłem go, zsunąłem jego spodnie do kostek i tak oto stał przede mną w samych majtkach, czarnych, mocno opinających. Po czym dodałem

    – Hoho trzymasz tam kawał armaty, to widać na pierwszy rzut oka!

    – Tak myślisz? – odpowiedział – I wcale się nie mylisz, może nie jestem wysoki, ale pałę mam co niemiara, 19 cm.

    – No, no faktycznie kawał gnata, ciekawe czy mi się zmieści.

    – Zobaczymy – Powiedział Mariusz. Po czym złapałem za majtki i ściągnąłem je również do kostek. Mariusz sprawnym ruchem zrzucił je z nóg, i tak oto stanął przede mną golutki od pasa w dół. Nawet nie zdarzyłem podnieść wzroku, a gdy to zrobiłem, praktycznie przed moją twarzą ukazał się wilki fiut, na wpół stojący, gruby jak się patrzy.

    – No na co tak patrzysz, otwieraj buźkę i ssij go! – polecił Mariusz – po czym zadałem jeszcze jedno pytanie.

    – Czy możesz skończyć mi w ustach, chciałbym tego spróbować?

    – No jasne młody , jasna sprawa, kiedy będę dochodził dam Ci znać.

    I tak złapałem go w rękę i zacząłem potrząsać, był gorący, i prawie natychmiast stanął na baczność.

    – Wiedzę że ktoś tu jest wyposzczony

    Po czym nie czekając na jego odpowiedz, otworzyłem usta i wpakowałem go sobie ile tylko mogłem, usłyszałem tylko westchnięcie ulgi. Zacząłem powoli poruszać głową i ssać jednocześnie, słyszałem pojękiwania rozkoszy, to mnie nakręciło, faktycznie był bardzo gruby i nie wchodził mi nawet do połowy, ale to mnie nie zniechęcało. Wyjąłem go i zacząłem pieścić główkę językiem, potem jeździć po całej długości językiem, od czubka aż po nasadę, w miedzy czasie masowałem jego jaja, były duże i ogolone, trzepiąc go nadal zacząłem je lizać, to mu się spodobało, po czym z powrotem umieściłem go w buzi i ssałem tak kolejne 5 minut. Najwidoczniej zbliżał się do końca, usłyszałem coraz szybszy oddech.

    – Aaaa, ouuuhhh dochodzę – wyszeptał Mariusz

    Po czym skupiłem się na rytmie i zaciskając lekko usta, poruszałem coraz szybciej głową, nagle poczułem że jego penis zaczyna pulsować, lecz w tym momencie usłyszałem okrzyk ekstazy a moje usta wypełniły mi się ciepłą spermą, było jej tak dużo że musiałem otworzyć usta, a większość z niej ulała się, a jego kutas tryskał nadal, opryskując mi twarz. Po kilku konwulsjach, Mariusz zwolnił oddech a ja na odchodne wsadziłem go jeszcze raz do buzi, wyjąłem po czym powstałem, otarłem usta i zapytałem.

    – I jak Ci się podobało?

    – Jesteś chłopie lepszy od mojej żony, bez dwóch zdań, może chciałbyś to kiedyś powtórzyć?

    – Z wielką przyjemnością – Odpowiedziałem – po czym Mariusz ogarnął się, i ruszyliśmy na dział budowlany, z nowymi drzwiami i dobrymi humorami.

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Światowid Postronny
  • Sluzka krwi i ksiezyca (I) – czesc druga

    Zaśmiałam się lekko na te słowa i opadłam wygodniej na poduszki sofy. Fakt, miałam wtedy wyjątkowo skandaliczną jak na standardy akademii w Cloudfire stylizację, ale szczęśliwie nie byłam wówczas jedyna. Dla mnie bal połowinkowy był jednocześnie balem na zakończenie mej edukacji, toteż chciałam zrobić mocne, ostatnie wrażenie. Widocznie odniosłam w tym zakresie sukces.

    Ułożyłam lewą nogę na siedzisku między nami, zginając ją w kolanie. Oczywiście na moim zgrabnym udzie od razu znalazł się wzrok Vincenta. Z kokieteryjnym uśmiechem przesunęłam dłonią po kolanie, po czym rzuciłam pozornie niedbałym tonem:

    – Może dzisiaj w takim razie się przekonasz, co jest iluzją, a co prawdą?

    Spodziewałam się, że mój przystojny towarzysz zarumieni i zawstydzi się taką propozycją, uznając ją za żart bądź próbując w takowy obrócić. Zaskoczył mnie jednak. Chociaż bowiem dostrzegłam czerwień na jego policzkach, tak ten przysunął się do mnie, położył lewą dłoń tuż pod kolanem, drugą zaś na udzie. Spojrzał na mnie tym swoim cudnym wzrokiem, po czym pochylił się i złożył pocałunek na mojej nodze.

    Dreszczyk rozszedł się po całym moim ciele. Cholera, zachowywałam się jak smarkula, ale atmosfera tego miejsca, afrodyzjak i ten jego cholerny wzrok w połączeniu z szarmanckim uśmiechem… Nie byłam w stanie myśleć trzeźwo! Dreszcz objawił się na mojej skórze delikatną gęsią skórką. Z uśmiechem patrzyłam na Vina, który wcale śmiało poczynał sobie z moją nogą. Złapał za brzeg spódnicy i zsunął ją na biodra. Pomyślałam sobie, że dobrze, iż założyłam czarną bieliznę. Zaraz jednak skarciłam samą siebie, że przecież będzie wchodzić mi w drogę, więc po cholerę ją w ogóle zakładałam.

    Po chwili nie myślałam już w ogóle.

    Jego obie dłonie znalazły się na moim udzie, rozpoczynając powolną, śmiałą wędrówkę w górę. Mimo że na rękach Vina czuć było odciski oraz szramy jak to u magów bojowych i alchemików, tak jego dotyk był zaskakująco gładki. Mruknęłam zadowolona. Przymykając oczy, wypiłam jeszcze parę łyków, po czym pozwoliłam sobie na westchnienie połączone z cichutkim jękiem, kiedy jego zęby przygryzły moją skórę w miejscu, gdzie zaczynała się koronka pończoch.

    – Zdecydowanie nie jest to iluzja – rzucił rozbawiony, podnosząc na mnie wzrok. Obdarzyłam go jednym z tych uśmiechów, których nie zaliczałam do żadnego repertuaru. Był to bowiem uśmiech jak najbardziej szczery.

    – Może osiągnęłam takie mistrzostwo, że już nie potrafisz tego rozróżnić? – Sięgnęłam dłonią do jego policzka, przesunęłam palcami powoli po krawędzi żuchwy. Zaraz położyłam je na ustach, a ten ochoczo złożył na nich pocałunek. – Może nie pamiętasz, ale jestem mistrzynią iluzji.

    – Być może, być może…

    Z tymi słowami mężczyzna podniósł się i klęknął przede mną, a znalazłszy się między moimi nogami, przyparł mnie mocniej do sofy. Jedna jego ręka powędrowała na moje biodro, druga zaś na szyję. Nie spodziewałam się po nim takiej agresji, lecz nie protestowałam. Nie miałam czasu. Zaraz bowiem jego usta znalazły się na moich, nie pozwalając na żadną błyskotliwą ripostę.

    Całował wspaniale. Chociaż zamknęłam oczy to i tak miałam wrażenie, jakby świat przede mną wirował. Zarzuciłam mu ręce na szyję i wbiłam paznokcie w jego kark. Spotkało się to z cichą aprobatą w postaci zadowolonego, gardłowego mruknięcia. Ależ cudowny był to dźwięk dla mych uszu! Nie dostałam jednak szansy na to, by się nim nacieszyć, gdyż po chwili nasze języki splotły się ze sobą w szalonym tańcu, a cały świat na parę sekund sprowadzał się jedynie do tego cudownego odczucia.

    Byliśmy głodni siebie nawzajem, dotyku, rozkoszy. Vincent był jednak mniej opanowany, niż go zapamiętałam. Cóż, nie mogłam mu się dziwić w takiej sytuacji. Naparł mocniej na mnie ręką, przez co aż straciłam oddech na parę sekund. Odsunął się odrobinę, by upewnić się, że wszystko jest w porządku. Obdarzyłam go uśmiechem i skinęłam głową zachęcająco. Więcej nie potrzebował.

    Tym razem jego usta znalazły się na szyi. Lekkie ugryzienia były aż nad wyraz dobrze widoczne z uwagi na moją jasną, aksamitną skórę, szczęśliwie szybko znikały. Uznałam, iż trzeba mu odrobinę pomóc. Sięgnęłam do sznurówek przy mojej koszuli, po czym szybko je rozplotłam. W mig załapał, o co mi chodzi. Zajął się niecierpliwie moim gorsetem, a dłonie wprost drżały mu z podniecenia. Widząc to, zachichotałam lekko, po czym chwyciłam go nagle za włosy. Zdążył tylko podnieść na mnie zdziwiony wzrok, a ja złączyłam nasze usta w kolejnym, namiętnym pocałunku. Chociaż był zdecydowanie krótszy od poprzedniego, dostarczył mi wcale nie mniej przyjemności.

    – Siadaj. Zanim ty to ze mnie zdejmiesz miną wieki, a nie chce mi się tyle czekać.

    – Zawsze wiedziałem, że czuję od ciebie dominujące geny – odrzekł rozbawiony.

    Puściłam go i wywinęłam się sprawnie, stając obok niego. Kiedy usiadł, złapałam za sznurówki gorsetu i rozplotłam je. Chwilę bawiłam się materiałem, obserwując reakcje mojego wybranka wieczoru. Te jego rumieńce były tak cudownie urocze! Jednak nade wszystko błysk i lekki uśmiech w kącikach ust doprowadzały mnie do szaleństwa. W innych okolicznościach może i byłabym bardziej cierpliwa, ale…cóż, afrodyzjak robił swoje.

    Rzuciłam gorset w bliżej nieokreślonym kierunku, zaraz za nim poszła koszula. Piersi wyskoczyły, uwolnione z okowów materiału. Oczy Vincenta błysnęły, na co ja zaśmiałam się wesoło. Usiadłam na nim okrakiem i zaczęłam powolutku poruszać się tył-przód na jego kroczu.

    – Widzę, że ci się podobają? – spytałam niewinnym głosem.

    – Z tej perspektywy są jeszcze piękniejsze, niż myślałem – mruknął w odpowiedzi. Złapał mnie jedną ręką za biodro, drugą zaś za jedną pierś. Jęknęłam leciutko, czując fraktalizującą rozkosz, ale to był dopiero początek. Zaraz jego usta znalazły się na moim sutku wraz z irytująco przyjemnie drażniącym je językiem, a dłonie na biodrach.

    – A myślałam, że lubisz drobne dziewczyny – droczyłam się z nim, kiedy poczułam, jak dotyka moich pełnych pośladków, niezbyt udolnie udając, że ten dotyk wcale a wcale nie rozpala mnie do granic. Vin odsunął się kawałek, ale wciąż pozostawał blisko.

    – Niższe ode mnie z całą pewnością, ale niekoniecznie drobne – odparł, przesuwając po obu moich piersiach powoli dłonią. Bawił się ze mną, drażnił, ale wiedziałam, że i on niecierpliwi się coraz bardziej. – Zwłaszcza tutaj – dodał żartobliwie, ściskając jednocześnie za pierś i biodro.

    Zaśmiałam się lekko w odpowiedzi i zaraz skupiłam całkowicie na dotyku. Pieścił coraz mocniej, coraz zachłanniej oba sutki, raz jeden, raz drugi swoimi cudownymi, gorącymi ustami. Jego dłonie przesuwały się to po mojej talii, to po biodrach, to po pośladkach, wędrując pod spódnicę. Uniosłam się nieco wyżej, przyspieszając powolne dotąd, posuwiste ruchy. Przez chwilę rozkoszowałam się sprawnym językiem i dłońmi Vina, lecz ten niespodziewanie ugryzł mnie w sutek.

    Eksplozja delikatnego bólu i nieziemskiej przyjemności sprawiły, iż świat zawirował, a ja jęknęłam głośno. Odchyliłam głowę do tyłu, by ujrzeć, że tuż pod sufitem zostały sprytnie zainstalowane lustra. Spojrzałam na nas oboje z innej perspektywy, a uśmiech ozdobił moje oblicze. Wyglądaliśmy bosko w swoich objęciach.

    Wtem jednak poczułam, jak role znowu się odwracają. Vin złapał mnie mocniej i rzucił na sofę tak, że opadłam na nią całkowicie plecami. Złapał mnie za jednego buta i szybko go pozbawił, podobnie zaraz uczynił z drugim. Jego usta tym razem znalazły się na mojej prawej łydce. Ułożył sobie moją stopę na ramieniu i sunął po nodze dłońmi, za którymi podążały usta. Wolną nogą sięgnęłam do jego krocza. Stopą zaczęłam powoli pieścić naprężonego członka, którego czułam wyraźnie nawet przez skórzane spodnie. Odpowiedział mi ciężkim westchnieniem i błyskiem w oku. Zatrzymał się nawet na parę sekund, ale zaraz wznowił pieszczoty. Złapał mnie w końcu za spódniczkę, próbując ją ze mnie ściągnąć, ale sprzączki i sznurki okazały się zbyt wielkim wyzwaniem w półmroku pokoju.

    Sama ochoczo pozbyłam się zbędnego kawałka materiału. Podniosłam się na chwilę do pozycji siedzącej, układając nogi po bokach Vincenta i ponownie wpiłam się w jego usta swoimi. Zaczęłam błądzić dłońmi po jego szyi, wbijając w kark parę razy pazurki. Tu i ówdzie czułam stare blizny bądź nie do końca wyleczone oparzenia, które dodawały jego ciału charakteru. Po krótkim, jak na mnie, czasie dotarłam do jego ramion, które wciąż były zakryte z nieznanych mi powodów koszulą. Zaczęłam ją zsuwać, ale w tej pozycji to było mało wygodne. Odsunęłam się lekko ze znaczącym spojrzeniem, szczęśliwie nie musiałam nic mówić, Vin zaraz sam bowiem szybko pozbył się koszuli.

    – Ładnie, ładnie. Wojsko dobrze ci zrobiło, jak widzę – rzuciłam rozbawiona, kładąc się ponownie na plecach. Stopą zaczęłam wodzić po jego klatce piersiowej. Przyjemnie umięśnionej, ozdobionej paroma bliznami.

    – Za mundurem panny sznurem? – zażartował, łapiąc moją drugą nogę w łydce. Uniósł ją wysoko i ugryzł lekko w stopę.

    – Zdecydowanie wolę cię bez munduru.

    – Skąd ta pewność? Jeszcze mnie w nim nie widziałaś. – Vin uśmiechnął się szarmancko. Pochylił się, a jego usta znalazły się na moim udzie. Niebezpiecznie blisko koronki pończoch.

    – Mam przeczucie. Ot taka kobieca…achh…intuicja…

    Westchnęłam, bo jego dłoń znalazł się, nie wiedzieć jak i kiedy, na moich majtkach. Nawet nią nie poruszał, po prostu…położył. Sam jednak ucisk był wyjątkowo przyjemny. Jęknęłam po chwili, czując usta na nagim udzie. Każdy pocałunek rozchodził się po mnie dreszczykami przyjemności, gęsią skórką, zawrotami głowy. Z czasem mój błędnik zaczął sobie z nimi radzić, ale wtedy Vincent zrobił coś, czego tak gorąco pragnęłam.

    Zerwał ze mnie majtki sprawnym, silnym ruchem, po czym rezygnując z dalszego droczenia się, objął łechtaczkę ustami. Ledwo jęknęłam, a poczułam na niej język. Wiedział, co robi. Miałam wrażenie, że odbieram jego ruchy pozaziemskimi zmysłami. Nie pamiętałam, kiedy byłam ostatnim razem tak rozpalona. Ułożyłam jedną dłoń na jego głowie, wplatając w elegancko przystrzyżone, gęste włosy. Drugą błądziłam po swoim ciele, potęgując rozkosz.

    Nie trzeba mi było wiele i Vin doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Początkowo pieścił delikatnie, powoli, powodując u mnie to jęki, to westchnienia, za każdym razem zaś dreszcze. Na chwilę otworzyłam oczy, szybko jednak je zamknęłam, ponieważ przyjemność była na tyle duża, że nie potrafiłam skupić wzroku na niczym konkretnym. Nogi zaczynały mi drżeć, przestawałam kontrolować ruchy bioder. Mój kochanek dostrzegł to od razu i jedną ręką złapał mocno moje biodro, drugą zaś udo, po czym docisnął oba do sofy. Już samo to w sobie było cholernie podniecające i doprowadzało mnie na skraj, ale kiedy już myślałam, że przyjemniej być nie może, Vin zassał nieco łechtaczkę, dociskając jednocześnie mocniej język.

    Rozkosz rozlała się po całym ciele. Przez uda po palce u stóp i z powrotem w górę. Docierała do każdego skrawka, objawiając się dreszczami, ciarkami, skurczami, a wreszcie także i głośnymi, przerywanymi jękami. Przestałam kontrolować swoje odruchy, czerpiąc w pełni z przyjemności. Pod zamkniętymi powiekami widziałam całą feerię barw i kształtów, tak jakby mój organizm musiał przetworzyć otrzymywaną rozkosz również na mój wzrok.

    Krzyczałam, szeptałam, jęczałam i wzdychałam, nawet nie próbując wydusić z siebie nic konkretnego. Nie wiedziałam, ile to trwa, ale kiedy moja świadomość powoli zaczęła wracać do ciała, usłyszałam, jak głośno oddycham. Orgazm był na tyle mocny, że zacisnęłam jedną dłoń na sofie, rujnując paznokciami tapicerkę.

    Na szczęście mojemu kochankowi nic się nie stało. Wręcz przeciwnie, wydawał się nad wyraz zachwycony moim orgazmem. Pieścił mnie jeszcze chwilę, pozwalając wygasnąć emocjom, po czym podniósł się, po drodze jeszcze parę razy całując moją nogę.

    – Wyglądasz obłędnie – powiedział, wyrywając mnie z małego półświatka przyjemności.

    – Ty byłeś obłędny – mruknęłam w odpowiedzi i westchnęłam zadowolona. – Nie pamiętam, kiedy ostatnio miałam taki orgazm.

    – Cała przyjemność po mojej stronie.

    – Oj z tym to się na pewno nie zgodzę!

    Uśmiechnęłam się szeroko i dotknęłam stopą jego krocza. Przez chwilę masowałam go powoli, patrząc mu w oczy, aż w końcu się podniosłam i pocałowałam go. Jego usta smakowały specyficznie po oralnych pieszczotach, ale wcale przyjemnie. Złapałam rękoma za pasek i szarpnęłam niecierpliwie, rozpinając go. Pozycja była jednak niezbyt wygodna, więc odsunęłam się z uśmieszkiem.

    – Chyba czas się tego pozbyć. – Szarpnęłam za szlufki, na co Vin zaśmiał się cudownie.

    – Racja, nie wypada, żeby tak dama sama siedziała nago.

    – To zdecydowanie nie po dżentelmeńsku – zgodziłam się z nim.

    Rozebranie się nie zajęło mu wiele czasu, ale dało mi kolejną przyjemną okazję, by przyjrzeć się jego ciału. Było idealnie nieidealne. Szramy na plecach i barkach dodawały mu uroku, podobnie jak i oparzenia na boku oraz przedramionach. Był dobrze zbudowany, o atletycznej, przyjemnej dla oka sylwetce.

    Kiedy rozebrał się, obrócił w moją stronę i już sięgnął ręką, ale ja wywinęłam się szybciutko. Stanęłam tuż przy nim, cmoknęłam go krótko, po czym popchnęłam na sofę, by mógł oprzeć się wygodnie plecami w siedzącej pozycji. Usiadłam na nim, ocierając się o wyprężone przyrodzenie. Westchnął ciężko na moją inicjatywę, co oczywiście wywołało uśmiech satysfakcji na moich ustach.

    – Teraz ja zadbam o ciebie – mruknęłam mu do ucha, po czym je przygryzłam.

    Nie czekając na odpowiedź, ułożyłam dłoń na jego ramieniu, a drugą złapałam jego męskość i przesunęłam po niej parę razy, po czym podniosłam się i zaczęłam drażnić główkę swoją kobiecością. Westchnęliśmy oboje właściwie w tym samym czasie. Zintensyfikowałam ruchy dłonią, chcąc skupić się tym razem na Vinie.

    Poczułam po chwili jego ręce ponownie na sobie. Jedną na biodrze, drugą na tyłku. Zaraz zachichotałam lekko, kiedy pośladek został ozdobiony mocnym, zdecydowanym klapsem.

    – Nie wiedziałam, że taki agresywny jesteś Vin! – rzuciłam z teatralnym zdziwieniem w głosie.

    – Chcesz się przekonać, jak agresywny potrafię być? – zapytał z uśmieszkiem.

    – Później bardzo chętnie. – Podniosłam się wyżej, a twarda męskość przesunęła się po kobiecości. Powoli opuściłam biodra, zapraszając go do  mokrego wnętrza, po czym zarzucając dłonie na szyję i szepnęłam mu prosto do ucha: – Ale teraz ja chcę być agresywna.

    Nie dając czasu na odpowiedź, opadłam na niego i jęknęłam. Dopiero wtedy też zdałam sobie sprawę, jaka mokra jestem, bo wszedł we mnie niemalże bez problemu do połowy. W innych okolicznościach pewnie bym zaczęła się z nim drażnić, ale byłam zbyt podniecona. Zaczęłam go od razu ujeżdżać, stanowczymi ruchami starając się przyjąć go jak najgłębiej, aż po niespełna minucie poczułam całą długość w sobie.

    Wspólny jęk wydobył się z naszych ust. Mój wysoki, lekki, kobiecy, jego gardłowy, basowy. Jakże przyjemny dla mojego ucha. Pochwaliłam go w duchu, że doprowadził mnie do takiego stanu i zaczęłam miarowo ujeżdżać. Nogi wygodnie ułożyłam wzdłuż jego, dłońmi opierałam się o ramiona. Z początku poruszałam się głównie w orientacji góra – dół, ale kiedy poczułam, iż mogę sobie pozwolić na więcej, zaczęłam również falować biodrami.

    Na wstępie to ja byłam stroną zdecydowanie bardziej aktywną, z czego oboje czerpaliśmy niezmierną przyjemność. Odpowiadała mi ta sytuacja jak najbardziej. Ledwo jednak poczułam, że nogi lekko mi drętwieją, Vin złapał mnie mocniej za biodro. Poprawił się na sofie i sam zaczął lekko poruszać biodrami. Zajęło nam kilka sekund, by się odpowiednio zgrać, ale kiedy już się nam to udało, jęknęłam po raz kolejny. Rozkosz ponownie budowała się w mym ciele, rosnąc z każdym następnym ruchem.

    Po chwili mój kochanek nachylił się i złapał sutka w usta, a ja westchnęłam zadowolona. Złapałam go rękoma za tył głowy, przyciskając do siebie i lekko odchylając się do tyłu, przyspieszyłam ruchy bioder. Jego stłumione westchnienie było niczym melodia dla moich uszu. Oboje opływaliśmy w rozkoszy, dając jej upust poprzez jęki, westchnienia i okazjonalne klapsy, które zaczęły ozdabiać moje pośladki. W odpowiedzi wbiłam paznokcie w jego bark, co spotkało się z aprobatą w postaci głośnego mruknięcia.

    – Jesteś cudowna – powiedział, odrywając się od sutka i gryząc go „na pożegnanie”.

    – Mam po prostu dobrego partnera – odparłam z uśmiechem.

    – A ja nieziemską partnerkę!

    Z tymi słowami Vin podniósł mnie nagle, trzymając mocno za biodra, po czym położył plecami na sofie. Ułożył sobie moje nogi na ramionach i ugryzł parę razy w łydkę, a następnie złapał przyrodzenie i ponownie wszedł we mnie. Położył się na mnie, układając dłonie po obu stronach mojej głowy i bez zbędnego przedłużania od razu narzucił szybkie tempo.

    Uwielbiałam tę pozycję. Umożliwiała tak cudownie głęboką penetrację, a jednocześnie byłam blisko kochanka. Jedną ręką drażniłam swoje piersi, czasem drapałam się po nogach, drugą zaś pieściłam jego szyję, plecy, klatkę piersiową czy ramiona, gdzie tylko mogłam sięgnąć. Unosiłam lekko biodra w rytm jego ruchów, czując, że przyjemność ponownie zaczyna mnie zalewać i posyłać moją świadomość poza me ciało.

    Jęknęłam raz, drugi, trzeci. Westchnęłam zadowolona, kiedy Vin nachylił się, by mnie pocałować lekko, po czym nasze języki splotły się ze sobą. Tym razem spełnienie nadeszło mniej gwałtownie, ale wcale nie mniej przyjemnie. Nogi zaczęły mi drżeć, a rękoma objęłam kochanka, przyciągając mocno. Jęczałam mu wprost do ucha, osiągając szczyt rozkoszy. On nie przestawał się we mnie poruszać, wydłużając mój orgazm, intensyfikując doznania. Dreszcze przebiegały po całym moim ciele, chociaż tym razem już byłam w stanie kontrolować odruchy. A przynajmniej ich większość.

    I kiedy byłam pewna, że szczyt przeminął, poczułam, jak jego członek pulsuje, po czym eksploduje gorącym nasieniem. Aż jęknęłam. Nie chodziło o samo uczucie rozlewającego się we mnie ciepła, które, chociaż przyjemne, nie powodowało większej rozkoszy, a świadomość tego, iż Vin dochodzi we mnie, w moich ramionach. Drapałam go po plecach, gryzłam po szyi, a kiedy on przestał poruszać biodrami, sama wykonałam kilka ruchów, póki nie puścił moich nóg.

    Westchnęliśmy oboje z zadowoleniem równocześnie, po czym spojrzeliśmy po sobie i zaśmialiśmy się wesoło. Przez dłuższą chwilę nic nie mówiliśmy, rozkoszując się tylko bliskością oraz wzajemnym ciepłem.

    – Masz jakieś plany na dalszą część wieczoru? – spytał Vin, kładąc się obok. Ułożył sobie jedną rękę pod głową, a drugą powoli pieścił mój brzuch i uda leniwymi ruchami.

    – Umyć się z całą pewnością. Znasz jakieś fajne miejsca na to?

    – Tak się składa, że znam. Z fantastycznym widokiem. Chcesz wpaść?

    – A są tam drinki? – spytałam z uśmieszkiem. Ujęłam jego dłoń i pocałowałam lekko, po czym przykryłam własną. Miał zdecydowanie większe dłonie od moich.

    – I to niejeden nawet Nad!

    – No i przekonał. Zawsze wiedziałam, że jesteś charyzmatyczny!

    Odpowiedział mi szarmanckim uśmiechem oraz błyskiem w oku, który zdążyłam już pokochać.

    ***

    Nie byłam pewna, jak dokładnie znaleźliśmy się w jego mieszkaniu. Mieszkaniu, które rzeczywiście miało fantastyczną panoramę na miasto. Znajdowało się w miejscu, gdzie niegdyś rodowa szlachta miała swe siedziby, nim rewolucja niemal doszczętnie przeorała stary system. Teraz arystokratami byli nade wszystko magowie i ich rodziny oraz wynalazcy wszelkiego rodzaju bądź też wieloletni inwestorzy, których stać było na zabawę w politykę. Domy w tej okolicy wpierw uznawano za beznadziejne i bombastyczne, później jednak atrakcyjność dzielnicy wzrosła po wybudowaniu w nich parków i skwerów. Następnie zaś odkryto, że część domostw, która nie była wydumanymi na wyrost willami, kryje w sobie prawdziwy urok. I w takiej oto kamienicy, na najwyższym piętrze, mieściło się mieszkanie Vina.

    Stałam na szerokim balkonie, popijając przygotowanego przez niego drinka. Mężczyzna spał na łóżku parę kroków ode mnie w swej sypialni. Doprowadziliśmy siebie nawzajem jeszcze raz do rozkoszy, po czym ugłaskałam go do snu. Był zmęczony. Ja zresztą też, ale po tak cudownym seksie nabrałam energii.

    – Powiesz mu kiedyś? – rozległ się skrzekliwy, dobrze mi znany głos.

    – Kiedyś myślę, że tak. Jeśli to nasze coś przetrwa oczywiście – odparłam, upijając parę łyków przez stalową słomkę.

    – Ryzykujesz, wiesz o tym.

    – Być może, ale jego wynalazki mogą naprawdę opłacić się Bractwu.

    – Nie o tym mówię.

    Spojrzałam na bok na wronę. Nazwałam ją Rebecca, chociaż ta przez długi czas upierała się, że ma na imię Belladonna. Po paru miesiącach przyzwyczaiła się, a po roku sama zaczęła przedstawiać nadanym przeze mnie mianem.

    – Uspokój się Reb. Przecież to tylko seks.

    – Nie patrzysz na niego, jakby to był tylko seks.

    – Ech, tak, masz rację – odpowiedziałam, nawet nie próbując kłamać. Wrona znała mnie zbyt dobrze. Spojrzałam przez ramię na Vina i uśmiechnęłam się kącikami ust. – Mam wrażenie, że ta dziwna amnezja, która mnie dotyka, może zostać przez niego wyleczona. Albo przynajmniej on może mi pomóc coś sobie przypomnieć. I…

    – I?

    – I mam do niego słabość. Po prostu. Nie potrafię wyjaśnić czemu, ale to na pewno coś z mojej przeszłości. Coś, co we mnie zostało, a czego nie potrafię przywołać.

    Wrona przekrzywiła lekko głowę i tupnęła nóżką o balustradę balkonową. Była to chyba oznaka zgody, jak i przestroga, aczkolwiek trudno mi było czasem wywnioskować, co oznacza jej mowa ciała.

    – Wampiry nie powinny…

    – Spokrewnieni bądź Lilianie – przerwałam jej z uśmiechem.

    – …tak lekkomyślnie wchodzić w związki. – Rebecca nastroszyła lekko skrzydła i poprawiła się na balustradzie. – Ale nie będę krytykować. Na razie.

    – Dzięki, kochana.

    Byłam z nią naprawdę zżyta. Każdy Spokrewniony w Bractwie posiadał własne ptaszysko. Były to dziwne stworzenia. Nie do końca pojmowałam, jak one się rodzą i miałam nadzieję kiedyś zgłębić ten sekret. Z całą pewnością nie były naturalnymi, w pełni materialnymi tworami, bo potrafiły pojawiać się dosłownie znikąd, aczkolwiek unikały miejsc, w których magia z jakichś powodów była wyciszona. Mogłam się jedynie domyślać powodów takiego zachowania, ale żadnych twardych dowodów popierających jakąkolwiek moją tezę nie posiadałam.

    I chociaż wiedziałam o Rebecce mało, tak naprawdę ceniłam jej towarzystwo. To ona uczyła mnie o Bractwie, etykiecie. Pomogła mi przetrwać te pierwsze parę lat, kiedy to w wieku szesnastu lat zostałam ni z tego, ni z owego przemieniona. Byłam zwykłą, ludzką dziewczyną, którą jakiś Krewny przemienił na swój obraz. Rzecz w tym, że do dzisiaj nie poznałam swojego stwórcy, a władający Bractwem książę nie wydał nikomu zgody na to, by zmienić mnie w wampira. Okoliczności mojej przemiany były owiane tajemnicą, zwłaszcza, iż tego samego dnia znaleziono w Cloudfire trupy trzech innych Lilian. Żadna z innych frakcji w mieście nie przyznała się do tego czynu, nie potrafiono też znaleźć motywu morderstwa.

    Tak więc me „ponowne narodziny”, jak to określano, przebiegły w atmosferze niemałego skandalu. Domagano się uwięzienia mnie, przesłuchiwania, tortur. Nawet śmierci. Szczęśliwie książę nie wydał na to zgody i obdarował mnie Rebeccą, która wprowadziła mnie w ten dziwny świat.

    – Jakie masz więc plany? – zaskrzeczała wrona, wydłubując coś spod lewego skrzydła.

    – Przedstawię komu trzeba efekty prac Vina. Umówię się z księciem, chociaż wprzódy pewnie udam się do któregoś z hrabiów. A poza tym…

    – Poza tym? – dopytała Becca, chociaż pewnie dobrze wiedziała, co chcę powiedzieć.

    – Pójdę do Gasta z wizytą. Gnomy mają swoje tajne siatki szpiegowskie, ale skąd on do cholery wiedział, że będę w Panoramie, nim ja sama podjęłam taką decyzję?

    – Nie powinien nawet wiedzieć, że jesteś w mieście.

    – Otóż to.

    – Czyli nie straciłaś czujności. Cieszy mnie to.

    Zaśmiałam się lekko, słysząc aprobatę w głosie towarzyszki. Dla innych głos wrony brzmiał wyjątkowo skrzekliwie, ale ja potrafiłam wyczuć jej nastroje i humorki. Upiłam jeszcze parę łyków drinka i oparłam się mocniej o balustradę, wypuszczając z siebie ciężkie, ukontentowane westchnienie.

    Ponownie byłam w Cloudfire. Najlepszym mieście na świecie.

    CDN.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Nadalia

    Opowiadanie stanowi dalszą część poprzedniego, które znajdziesz droga czytelniczko/czytelniku na moim profilu. Dziękuję za zachęcające komentarze od JaO, Angel, Marcin i Agnieska. Nawet tylko dla Waszej czwórki mogę pisać dalej! A już niedługo, jeśli całe opowiadanie Wam się spodobało, zacznę pracę nad kontynuacją ^^

  • Nie-zwykla Rodzina cz 58. – Urodziny Cassie

    Dziś był ważny dzień. No może dla mnie. Moje urodziny. Dzień od początku był dla mnie cudowny.

    Rano gdy wszyscy złożyli życzenia zaczęli mi wręczać prezenty.

    Od mamy dostałam zmysłową bieliznę kolejną do kolekcji. Od taty dostałam pierścionek, a od brata skórzaną bransoletkę. Gdy ich za to uściskałam wszyscy, łącznie z mamą, ścisnęli mnie mocno za pośladek. Już wtedy czułam że to nie koniec prezentów i jeszcze wieczorem będzie się działo.

    Gdy już był wieczór, byłam w pokoju. Wtedy do środka wszedł Alan.

    – Hej siostrzyczko…masz chwilę?

    – Pewnie. O co chodzi?

    – O nic…po prostu mam dla ciebie coś jeczcze.

    – Naprawdę?

    Alan podszedł do mnie i łapczywie zaczął ściągać ze mnie ubrania. Najpierw bluzkę, potem stanik, a gdy znaleźliśmy się na miejscu, odwrócił mnie tyłem, oparł o zagłówek kanapy i zdjął spodnie wraz z majtkami. Było to tak zaskakujące i działo się tak szybko, że momentalnie zrobiłam się mokra, choć brat i tak rozchylił dłońmi moje pośladki i skupił się na całowaniu. Czułam, że jestem już zupełnie mokra. Nie wiem czy to za sprawą języka, czy z podniecenia. Z pewnością wiedziałam, na co miałam w tamtej chwili ochotę.

    Po chwili wszedł we mnie. Moja cipka była tak wrażliwa na jakiekolwiek doznania. Wciąż stałam oparta o kanapę.

    – O tak braciszku… mocniej…mocniej…aaaaahhhh.

    Moje piersi falowały, a ja nie potrafiłam trzymać ust zamkniętych. Najpierw jedynie cicho wzdychałam, potem nie byłam w stanie już zachować dyskrecji.

    Alan ścisnął mnie mocno, a potem nieoczekiwanie przeniósł na kanapę i pozwolił się dosiąść.

    – O tak siostra…rób co zechcesz…

    Bardzo dokładnie odbijał się mój duży tyłek nadziewający się raz za razem na jego kutasa.

    Krzyczałam bez końca. Jęczałam tak, jakby nikt nie posuwał mnie od miesięcy. Hah gdyby to była prawda. Krzyczałam i jęczałam bez końca. Nie spostrzegłam nawet, że w pokoju jest ktoś jeszcze. Miałam na wpół zamknięte oczy i nie zauważyłam zupełnie niczego, zanim nie było za późno.

    Na początku myślałam, że Alan chce spróbować czegoś innego. Pewną ręką złapał mnie za włosy. Poczułam opuszki palców na swojej drugiej dziurce. Były mokre. Przez chwilę błądziły wokół niej, by po chwili znaleźć się już w środku. Jego kutas wciąż penetrował mnie po same jaja i czułam, że moja cipka lada chwila eksploduje z rozkoszy. Po chwili zrobiło się ciaśniej. Poczułam drugi palec w tyłku, ale delektowałam się tą chwilą za bardzo, by tak po prostu otworzyć oczy.

    – Ooooooooggghhhh…

    Zrobiłam to dopiero później, kiedy poczułam coś znacznie większego. Drugi kutas wszedł we mnie bez najmniejszego ostrzeżenia, choć z pewnością byłam już na to gotowa. Poczułam ich obu w tym samym momencie. Krzyknęłam najgłośniej jak tylko się dało i otworzyłam oczy, oglądając się niepewnie przez ramię. Alan wciąż zajmował się moją cipką i nadziewał mnie na kutasa raz za razem, a z drugiej strony stał mój tata. Całkiem nagi. Właściwie nie do końca stał, bo posuwał mnie w tyłek bez słowa.

    – No co córcia…nie sądziłaś że zapomnę o innym prezencie, co?

    Spojrzałam na niego, otworzyłam usta ze zdumienia i uśmiechnęłam się. Nie mogłam wydusić słowa. Próbowałam się odezwać, to fakt, ale razem z Alanem wypełniali całe moje wnętrze. Czułam się tak, jakby powietrze zupełnie ze mnie uleciało, ale… to było tak cholernie przyjemne.

    Chyba powinnam się już przyzwyczaić do większych ilości kutasów w sobie. Jednocześnie.

    Moja dupa robiła się mokra od potu, a po udach ściekała struga. Nie wiedziałam nawet, co ze sobą zrobić. To czułam tatę w tyłku, to znów brata w drugiej dziurce, a doznania były jeszcze większe, bo obaj wpychali je we mnie po same jaja. Myślałam, że oszaleję, ale na szczęście zaczęłam szczytować i ten mega orgazm okazał się dla mnie takim wyzwaniem, że prawie zemdlałam.

    Przez chwilę leżałam zupełnie bez ruchu, a moi kochankowie zmniejszyli tempo zauważając, że już nie mam sił na dalszą zabawę. Dopiero po około dwóch minutach doszłam do siebie. Obróciłam się przez ramię i zobaczyłam, że Alan wcale nie śpieszy się z wyciąganiem. Chwyciłam go ręką i wyszeptałam:

    – Spokojnie…ty też coś dostaniesz.

    Uśmiechnął się tylko, a ja grzecznie wzięłam się do roboty. Po kilku sekundach eksplodował, a ciepła sperma zalała mój krągły tyłek w takiej ilości, że nie mogłam się powstrzymać, by nie rozetrzeć jej po mokrych pośladkach. Wtulałam się w niego przez krótką chwilę, a następnie zeskoczyłam. Alan leżał obok mnie na łóżku.

    – O matko…wy to potraficie ruchać. I trafiać z prezentami.

    – Mam nadzieję że ci się spodobało. – powiedział tata, siadając na łóżku i całując mnie w czoło.

    – Bardzo. Dziękuje wam. – powiedziałam całując namiętnie w usta tatę i brata.

    – Nie masz za co. Wszystkiego Najlepszego. – powiedział brat.

    – Dobrze. To my już pójdziemy. Słodkich snów, kochanie.

    – Dobranoc tato.

    Wtedy tata i Alan razem wyszli ode mnie z pokoju. Spodobał mi się ich prezent na urodziny.

    Sądziłam że reszta nocy minie mi już bez ekscesów, jednak za chwilę do mojego pokoju weszła mama. Była całkiem naga. Miała świetne piersi i cudowną cipkę.

    – Hej córeczko…

    – Mamo…

    – Chyba nie myślałaś że to koniec prezentów. – mówiła zagryzając wargę.

    Usiadła mi na łóżku i schyliła się.

    Mama w końcu mnie pocałowała. Pocałunek, był bardzo przyjemny. Mama dość umiejętnie operowała swoim językiem zachęcając mnie do odwzajemnienia pocałunku. Zaczęłam robić się ponownie wilgotna. Przyznam szczerze, że nie liczyłam, że coś mnie jeszcze spotka.

    – Będzie bardzo przyjemnie – powiedziała.

    – Mam nadzieje.

    Całowałyśmy się namiętnie, pieszcząc swoje ciała. Zaczęłam całować jej szyję, słyszałam jak zaczyna mruczeć z rozkoszy. Jej pocałunki były za to delikatne i takie przyjemne.

    Moje sutki były już nabrzmiałe, a ja robiłam się coraz bardziej wilgotna. Mama uśmiechnęła się do mnie.

    – Masz bardzo kształtny biust. – powiedziała, po czym delikatnie zaczęła pieścić moje piersi i całować sutki.

    Podgryzała je delikatnie jeszcze bardziej podkręcając atmosferę.

    Po chwili ja zaczęłam drażnić językiem jej sutki. Zaczęła wyginać się z rozkoszy. Całowałyśmy się i intensywnie ściskaliśmy nawzajem swoje piersi.

    Po chwili położyła się nade mną na łóżku. Całowała moje usta od czasu do czasu przenosząc się na piersi. Powoli jej ręka wędrowała niżej.

    – Dotknij mnie – powiedziałam.

    Włożyła rękę między moje uda. Zaczęła mi pieścić łechtaczkę. Przez to wiłam się z rozkoszy. Całując moją szyję coraz szybciej masowałam moją kobiecość.

    – Jestem bardzo blisko, nie przerywaj mamooo… – powiedziałam, po czym zaczęłam jęczeć z rozkoszy.

    Nie przestawała masować mi łechtaczki, kiedy nagle zaczęłam bardzo głośno jęczeć a moje uda zacisnęły się na jej przedramieniu. Spełniona bardzo głośno oddychałam z uśmiechem na twarzy.

    Chwilę leżałyśmy tak na łóżku. Po chwili zeszłam niżej i teraz ja chciałam jej zrobić dobrze ręką.

    Postanowiłam się odwdzięczyć za orgazm, który mi dała.

    Włożyła w nią palec i obserwowałam jej reakcję. Widziałam że ogarnęła ją duża rozkosz.

    – Jesteś bardzo wilgotna – powiedziałam z uśmiechem na twarzy, po czym włożyłam w nią drugi palec.

    Posuwała ją powoli całując jej szyję naprzemiennie z sutkami. Sprawiałam jej tym ogromną przyjemność.        

    Chwilę potem weszłam w nią językiem, a kciukiem pieściłam jej łechtaczkę. Smakowa wyśmienicie.

    – Mocniej, mocniej, mocniej – wypowiadała z trudem, a ja wkładałam jej język coraz głębiej.

    Po chwili krzyknęła z rozkoszy, jej uda zacisnęły się na mojej szyi.

    – Masz niesamowitą cipkę. – powiedziałam potem.

    Wtedy podeszłam do mamy i ją pocałowałam. Miałam w ustach jeszcze soczki z jej cipki.

    Po krótkiej wymianie pocałunków podniosła moją nogę a sama położyła się tak, że nasze łechtaczki się stykały. Obie byłyśmy nieziemsko wilgotne. Ocierając się o siebie przyspieszałyśmy swoje ruchy. Kiedy zaczęłam dochodzić i zamknęłam oczy, mama dysząc wyszeptała:

    – Patrz córeczko…oooohhh…

    Wtedy jeszcze intensywniej ocierałam się o nią. Widziałam, że jej ciało zaczyna drżeć. Nasze oddechy się niemal zsynchronizowały. Jęczałyśmy coraz głośniej. Zaczęłam szczytować pierwsza. Za chwilę i mama dochodziła. Bardzo intensywny orgazm. Po wszystkim padłyśmy bez sił.

    – Oooohhh…to było cudowne. – powiedziałam.

    – Spodobał ci się prezent? – spytała.

    – O tak…bardzo. Uwielbiam prezenty od was.

    – Dobrze…to ja już pójdę. – mama wstała wtedy, idealnie kręcąc pośladkami. – wszystkiego najlepszego, córuś.

    Uśmięchnęłam się do niej, a kiedy wyszła z pokoju z uśmiechem na twarzy usnęłam kończąc mój ulubiony dzień.

    C.D.N

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Mr. Morris
  • Przygoda w toalecie w USA

    Był jakoś koniec czerwca początek lipca tego roku. Moje plany zaprowadziły mnie za ocean aby spróbować swojego szczęścia za wielką wodą. Niestety pierwsza praca okazała się nie wypałem i po 3 tygodniach postanowiłem ją zmienić. Mój pracodawca z polski zarezerwował dla mnie hostel w samym centrum Nowego Jorku do czasu aż nie znajdzie się inny pracodawca. Z czystej ciekawości założyłem konto na aplikacji grindr, nie liczyłem jakoś na to że kogoś spotkam i się zabawię ale prawda okazała się całkiem inna. Jakoś godzinę po założeniu konta na aplikacji odezwał się pewien osobnik (załóżmy ze ma na imię John) który przebywał w tym samym hotelu co ja i zaproponował spotkanie w łazience pod prysznicem na IV piętrze w kabinie ponieważ oboje nie mieliśmy wolnego pokoju bo przebywali tam inni lokatorzy. Po krótkiej wymianie wiadomości zabrałem ręcznik i klapki oraz udałem się w umówione miejsce. Po wejściu do łazienki z ostatniej kabiny usłyszałem jak leci woda co było naszym znakiem rozpoznawczym. Wiedziałem że drzwi do kabiny są otwarte czyli wystarczyło tylko wejść do środka i tak też zrobiłem. – hej to ja pisaliśmy na aplikacji Rozpocząłem ściągając koszulkę i resztę ubrań . -hej o jesteś czekałem na ciebie Usłyszałem głos zza parawanu Odsłoniłem parawan odgradzający prysznic od reszty kabiny Moim oczom ukazał się wysoki ciemnoskóry mężczyzna około 30 z dosyć sporym penisem zwisającym między jego nogami. Spojrzałem na jego palę która tylko czekała na obsłużenie i porządne wypieszczenie Zasłoniłem zasłonę i chwyciłem za jego pałę i zacząłem ją masować. -zaczynamy? Spytałem i uklęknąłem oblizując jego powoli budzącego się przyjaciela John tylko skinął głową Powoli zacząłem pochłaniać ustami jego 20 cm penisa gdy poczułem jego dłonie na mojej głowie W pewnym momencie John wepchnął penisa w usta i lekko zacząłem się dławić ale po chwili odruch ustąpił i zaczęło sprawiać mi to przyjemność. Gdy już przyzwyczaiłem się do rozmiarów John zaczął ruchać mnie w usta przyśpieszając z każdym ruchem W pewnym momencie John wyjął swoją maczugę z moich ust i przystawił moją głowę do swoich jąder -ssij suczko Rozkazał I tak też zrobiłem Zacząłem na zmianę ssać jego jądra w między czasie waląc mu penisa ręką Po jakimś nie całym kwadransie poczułem jak jego penis zaczyna pulsować w dłoni Oderwałem głowę od jąder i wsunąłem jego penisa w usta. Wykonałem jeszcze pare ruchów głową i w pewnym momencie poczułem jak w moich ustach ląduje ciepła porcja spermy Połknąłem wszystko oblizałem główkę jego penisa – i jak było ? Spytałem podnosząc się z podłogi wycierając usta ze spermy która wyciekła – najlepszy lodzik w życiu Uśmiechnął się i klepnął mnie w tyłek Wzięliśmy wspólnie prysznic i rozeszliśmy się do pokoi CDN

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Mat
  • Gaudensia. Epizod (I)

    Wieczorem nareszcie mogli usiąść wygodnie w fotelu. Oboje byli już po kąpieli, zrelaksowani i pozytywnie nastawieni do siebie nawzajem. Odczuwali potrzebę rozmowy, ale Maks dawał pierwszeństwo Maksymce, by mogła po swojemu zbudować jej fundament. Bawił się kosmykami jej włosów i starał zachęcić do działania.

    – Cieszę się, że znów jesteśmy tak blisko.

    – Tak – uśmiechnęła się, jakby czytał w jej myślach. – Wiesz, marzę o jednej rzeczy. Marzę o tym, by zabrać cię na przygodę naszego życia. Jednocześnie chciałabym, abyś dał mi pewien szczególny prezent, którym jest zaufanie. Jeśli mi zaufasz i dasz się poprowadzić, to zrekompensuję ci wszystko, co uważasz, że do tej pory przeze mnie straciłeś.

    Zabrzmiało bardzo zaskakująco.

    – To tajemnicze – szeptał nad jej twarzą. – Może więcej szczegółów?

    – Będą. Wszystko w swoim czasie.

    Gładził czubkiem nosa kontury jej twarzy. Przymknęła oczy i przyjmowała pieszczoty zrelaksowana i zamyślona. Gałki oczne drgały jej delikatnie, jakby segregowała najgłębsze pokłady myśli w obawie, że on przedwcześnie je odczyta. Leżała twarzą blisko jego twarzy. Było im bardzo niewygodnie na fotelu. Podciągnęła nogi, oparła stopy o jego kolano i rozwarła uda na boki. Niby nic, niby spontanicznie, swobodnie, przypadkiem, a jednak odczytał to, że celowo…

    Pozwoliła się pocałować. Wyraźnie rozmarzona. Miała zamknięte oczy, ale wilgotne usta szukały jego warg. Dała się dotykać po wewnętrznej stronie ud. Delikatnie i powoli, prawie ją gilgotając, wodził po nich opuszkami palców, rozkoszując się ich sylwetką. Pogrążała się w świecie fantazji, gdy prowadził od kolana w stronę jej krocza po miękkiej, niezwykle gładkiej skórze, tak ciepłej, że sprawiającej wrażenie wilgotnej. Dotyk tej części jej ciała wprawiał go w ekstazę. Już za chwilę wodził po jej udach całą dłonią.

    Całowali się coraz namiętniej, choć bardzo trudno było mu pochylać się nad nią i zachować swobodę oddechu.

    Tylko nie zrób czegoś, co ją spłoszy. Daj jej wystarczająco przestrzeni i luzu. Kroczek po kroczku – korygował siebie w myślach.

    Czas wydawał się być gęstą mgłą, która przesłoniła przed nimi wszystko dookoła, a sama pozwalała im kodować jedynie sekwencje obrazów, wycinki z chwil, jakich doświadczali. Jak to się działo, że przechodzili od jednej stopklatki do drugiej? Co działo się pomiędzy tymi momentami? Czuł, że ma wyłączony umysł na skutek silnego podniecenia. A ona czuła, że nie panuje nad emocjami przytłoczona świadomością, że stawia pierwszy krok na drodze, której celem był niezbadany i niepewny co do swojej realności obszar.

    Mimo to poddali się temu. Czuła napływające do oczu łzy, gdy układając ją w fotelu, rozłożył na boki jej nogi i przylgnął do jej krocza ustami. Upajał się jej delikatnością i zapachem. Dotknął językiem nagiej skóry, otworzył ją dwoma palcami i pieścił ustami bramę jej ciała. Czerwieniała i wyginała się jak struna, przez którą przepływał obfitymi porcjami prąd o wysokim napięciu.

    Wtem Maksymka poderwała się i wprawnym ruchem zamieniła ich miejscami.

    Zakręciło mu się w głowie, gdy jednym szarpnięciem zdjęła jego slipy i nagiego ułożyła w pozycji leżącej w fotelu, z jedną nogą ułożoną na oparciu. No to będzie badanie ginekologiczne przez odbyt, zażartował w myślach, ale okazało się, że Maksymka usiadła na nim w pozycji przypominającej nożyce. Przywarła wilgotną waginą do jego jąder i nasady penisa. Ślizgała się po nim coraz szybciej i gwałtowniej. Wciąż z zamkniętymi oczami nabierała w usta coraz gęstsze i coraz pikantniejsze porcje powietrza.

    Patrzył na nią zdumiony. Z jednej strony odnosił wrażenie, że Maksymka jest sobą po raz pierwszy w życiu, że widzi JĄ w JEJ własnej skórze. Z drugiej strony pierwszy raz wydawała mu się zupełnie nowa, obca, jak nie jego dziewczyna. Przez tą pozycję sam poczuł się nieswojo, trochę jakby był kobietą. Maksymka była głęboko zatopiona w tylko sobie znanym wyobrażeniu, zupełnie nie kontrolując głośności swoich jęków i prędkości ruchów.

    Pozwalał jej na to do momentu, aż napletek zupełnie odsłonił jego w pełni gotowego członka. Chwycił ją wtedy za biodra i próbował nadziać na swój narząd. Ale ona miała inny plan. Uniosła się na tyle, by jego żołądź znalazła się dokładnie w przedsionku wejścia do pochwy. Opadając stopniowo na członku, starała się zaciskać mięśnie kegla jeszcze zanim penis w nią wnikał. Unosiła się prawie zupełnie go oswobadzając, ale opuszczała się z każdym kolejnym ruchem o pół centymetra niżej. Po chwili penetrował ją do samego dna, a ona dodatkowo obejmowała jego nogę, niemal wciskając w nią łechtaczkę. Jedną ręką chwytał jej biodro i ściągał ku dołowi, drugą bawił się pośladkiem, ściskając go, gładząc i szczypiąc. Maksymka tym czasem szalała na nim coraz śmielej, szybciej i mocniej. Wiła się z rozkoszy i pracowała na reprymendy od zawstydzonych sąsiadów.

    Dla Maksa, po dłuższym czasie oczekiwania na taki cud, było to za wiele wrażeń na raz! Nie, żeby był jakimś maratończykiem, ale zazwyczaj wytrzymywał dużo dłużej. Jednak nigdy w tej pozycji. Tu spełnienie przychodziło niemal od razu. Podniecona Maksymka wyczuła ten moment i wbiła się na niego do samego końca, zatrzymując się na chwilę, by ściskać go mięśniami pochwy. Czuła jego pulsowanie, a on poczuł własne nasienie na swoich jądrach. Oboje przełykali ślinę, jakby chcieli zatrzymać na dłużej słodki smak stosunku. Wracała do niego stopniowo – jakby z innego podwórka, jak obudzona na wiosnę lub jak osiadające na rzęsie ziarnko dmuchawca, pędzone wcześniej przez wiatr.

    On nie wiedział, gdzie była w swojej fantazji, szczęśliwy, że dał jej tak smaczny orgazm. Ona raz jeszcze dokonywała szybkiej retrospekcji w swoim umyśle wszelkich obrazów, które były od teraz nie tylko jej marzeniem, ale i celem.

    Dotykała krocza od tyłu. Jego penis wciąż w niej tkwił i delikatnie pulsował, pozbywając się resztek ejakulatu. Rozmazywała palcami wyciekające z niej nasienie po jego mosznie i swoich pośladkach. Otworzyła oczy. Nie było już fantazji, tylko Maks, ich fotel, mrok wieczoru przechodzącego w noc i powoli ustępująca słodycz orgazmu.

    Przytuliła go mocno go piersi i wciąż zaciskała mięśnie pochwy na jego członku. Nie chciała go uwalniać ze swojego wnętrza, on zresztą też się nigdzie nie śpieszył. Zapadała się w jego ramionach z uczuciem, jakby chował ją do kieszonki w  swojej koszuli. Maks… Maks. Czuła z nim niezwykłe zjednoczenie.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Vallerina Prima

    Pełen opis przygód bohaterów znajdziesz w powieści erotycznej Valleriny P. pt. “Gaudensia. Zwycięstwo pożądania”.