Blog

  • Nagi mecz

    Piłka nożna to nuda: banda spoconych, rozwydrzonych milionerów gania za napompowanym pęcherzem. Połowie tych zblazowanych gwiazdeczek nie chce się nawet za bardzo starać, bo niezależnie od wyniku skasują za występ niemałą sumkę.

    A co gdyby zastąpić ich ponętnymi, wysportowanymi dziewczynami? Im nie dość, że będzie zależeć, to jeszcze przyjemniej będzie, na co patrzeć. Lepiej! Każmy im grać nago! No, może nie tak zupełnie, trzeba w końcu jakoś rozróżniać drużyny. Niech, więc ich stroje zostaną namalowane na gołej skórze.

    Raczej prędko nie ujrzymy takiego widowiska w telewizji, ale popuśćmy wodze fantazji i wyobraźmy sobie taki mecz rozegrany na Stadionie Narodowym. Żeby było ciekawiej, przeżyjmy go nie z perspektywy widza, a jednej z dziewczyn, aby móc doświadczyć nagiej piłki z poziomu murawy…

     

    Przed meczem

     

    Ma na imię Justyna, gra z siódemką na plecach i niedawno otrzymała opaskę kapitańską żeńskiej reprezentacji Polski. Jest wysoką blondynką o niebieskich oczach, włosy spina zwykle w prosty kucyk. Ma zgrabne, wysportowane ciało, jej długie nogi, jędrne piersi i kształtne pośladki przyciągają uwagę mężczyzn. Nie jest może najstarszą ani najbardziej doświadczoną zawodniczką, ale ma w sobie coś z urodzonej liderki. Inne dziewczyny naturalnie lgną ku niej. Justyna gra na ataku, ale poświęca się dla swojego zespołu; buduje akcje, wraca się po stracie na swoją połowę. Na koncie ma niemal tyle samo asyst, co goli.

    Justyna odczuwa tremę z powodu spadającego na nią obowiązku prowadzenia drużyny oraz z powodu wyjątkowości dzisiejszego spotkania. Nie potrafi opanować niepokoju, gdy autokar reprezentacji zatrzymuje się pod Narodowym. Siedząca obok niej rudowłosa Laura, charakterna pomocniczka z piegowatą, niewyparzoną buzią, tłumi stres paplaniną. Całą drogę dzieliła się z nią ploteczkami o przeciwniczkach, a gdy tych zabrakło, obgadywała własny zespół.

    W nerwowej ciszy wychodzą z autokaru i zabierają swoje torby ze schowka. Przed wejściem na stadion odprowadzają je krzyki kibiców, ale nie ma czasu na autografy. Justyna i większość dziewczyn jest niezwykle speszona; choć na razie mają na sobie długie, białoczerwone dresy, to ich stroje na resztę wieczoru będą wyłącznie namalowane.

    W szatni nadchodzi czas, żeby się przebrać, czy też raczej rozebrać. Każda z nich zabrała ze sobą wyłącznie buty oraz długie czerwone getry z białym paskiem. Justyna zakłada jeszcze na ramię jaskrawozieloną opaskę kapitańską, a obie bramkarki wyciągają swoje rękawice; niewielkie pocieszenie wobec kompletnego negliżu.

    Zawodniczki stają rozebrane pośrodku szatni. Korki i sięgające powyżej kolan piłkarskie getry zdają się wyłącznie podkreślać ich goliznę. Zaraz jednak wchodzi grupa mężczyzn, przed którymi nie mogą się zasłaniać. To artyści bodypaintingu; stroje reprezentacji mają być czymś więcej niż byle farbą na gołej skórze.

    Justyna ustawia koleżanki w karnym rządku i upomina te bardziej wstydliwe, które próbują się zakrywać rękoma. Wstydzić się będą, jak przegrają. Mężczyźni, zapewne doświadczeni w pracy z gołymi kobietami w charakterze płótna, zaczynają bez ociągania malować ich stroje na ich obnażonych ciałach.

    Przez kilkadziesiąt minut muszą stać nieruchomo przed nimi. Na ich strój składają się białe spodenki, sięgające niewiele poniżej linii pośladów oraz skąpy biały trykot, zaczynający się kilka centymetrów powyżej pępka. Malarz, wodząc pędzlem po nagim ciele Justyny, oddaje najdrobniejsze szczegóły stroju. Maluje czerwone akcenty, numer siedem na plecach, nawet loga sponsorów i flagi obu drużyn pośrodku trykotu. Dba także o cieniowanie, by całość łudząco przypominała prawdziwe ubrania.

    Mimo profesjonalizmu kapitanka odczuwa podniecenie, to samo jej koleżanki, które także pozwalają sobie namalować strój na gołym ciele. Justyna oddycha głęboko, starając się ignorować sensacje w podbrzuszu. Wymienia uśmiech z Laurą, wdzięcznie wypinającą pośladki innemu malarzowi, aby dopracował jej spodenki.

    W końcu każda z piłkarek, włącznie z rezerwowymi, ma na sobie swój strój (w przypadku obu bramkarek, rezerwowej i podstawowej, są one różowe). Malarze polecają im jeszcze, by ograniczyły do minimum korzystanie z łazienki (zejście farby w tamtym miejscu dopiero byłoby niekomfortowe!), i zapewniają, że w razie, czego będą razem ze sztabem za linią boczną. Sędziowie jednak nie przewidują zatrzymania gry w takim przypadku i już po ich wyjściu Justyna ostrzega koleżanki, by decydowały się na to w ostateczności.

    Po długich minutach stania dziewczyny są całe odrętwiałe, a z malowaniem czują się jednocześnie obnażone i skrępowane, bo klejąca się do ciała farba zdaje się utrudniać ruchy, a zarazem wszystko odsłaniać. Czeka je ciężki mecz, to nie ulega wątpliwości.

    Po malarzach wkracza ich trener, ubrany w standardowy garnitur. I znów parę dziewczyn zakrywa się, ale tym razem jest ich mniej. Justyna zmusza się do trzymania rąk wzdłuż ciała i wita go uśmiechem, choć on patrzy bardziej na jej gołe piersi pod namalowanym trykotem niż na twarz. Gromadzi swoje koleżanki w kółku, a trener zagrzewa je do walki i przypomina taktykę.

    – Dziewczyny, dziś idziemy na całość! – dodaje po nim Justyna, jako kapitanka. – Mecz towarzyski, mecz przyjaźni, wszystko jedno. Nie możemy zostać zapamiętane tylko z tego, że wyszłyśmy na murawę ubrane w farbę. Mamy sobie i kibicom coś do udowodnienia. Zwłaszcza tu, w naszej twierdzy. Kto wygra mecz?

    – Polska! – krzyczy Justyna do wtóru z resztą zawodniczek.

    Ignoruje fakt, że trener klepie ją w wypięte pośladki. Wie, na co się dziś pisze. Nie mają już zbyt wiele czasu. Kapitanka motywuje kilka dziewczyn, stremowanych swoim negliżem, po czym wyprowadza je z szatni.

     

    Rozpoczęcie meczu

     

    W tunelu stają obok przeciwnej drużyny, reprezentacji Węgier. Węgierki mają wymalowane na nagich ciałach ciemnoczerwone stroje, do których ubrały zielone getry. Stojąca na ich czele Eszter, niska brunetka z włosami związanymi w dwa warkocze, posiadaczka szerokich bioder, jędrnej pupy i piersi dwukrotnie większych od biustu Justyny, ciągnie ją żartobliwie za blond kucyk.

    – Masz stracha? – pyta Węgierka, mówiąca po polsku z silnym akcentem.

    Kapitanka Polski odpowiada słabym uśmiechem. W tunelu słychać już stadionową wrzawę, a obecność obnażonych przeciwniczek i sędziów w normalnych ubrań dodatkowo deprymuje.

    – Poradzimy sobie – odpowiada Justyna.

    Sili się na pewność siebie. Ostatnie spotkanie obu drużyn przed rokiem zakończyło się sromotną porażką Polski 0:2. Od tego momentu przebudowały skład i odrodziły się, jako zawodniczki i pokonywały zespoły dużo silniejsze od Węgier, ale trema pozostaje. Zwłaszcza pod bezczelnym spojrzeniem Eszter, która w tamtym meczu strzeliła obie bramki.

    Nie mają prawa ignorować kapitanki Węgier, wybitnej napastniczki, nawet, jeśli ta czasem traci panowanie lub bywa samolubna. Eszter o tym wie i wymierza Justynie klapsa.

    – Będę na ciebie czekać w szatni!

    – Jeszcze zobaczymy, kto, na kogo będzie czekać!

    Justyna nie pozostaje dłużna i łapie za pokryty czerwoną farbą okazałą pierś Węgierki, która zdaje się nie mieć nic przeciwko. Wymieniają jeszcze spojrzenia; są rywalkami od dawna i dzisiejszego wieczoru któraś z nich zostanie poniżona. Mecz, choć towarzyski, miał własną stawkę, na którą zawodniczki zgodziły się przed meczem.

    W końcu wychodzą na murawę. Jazgot kibiców z okalających stadion trybun ogłusza i przeraża. Telebimy od razu zaczynają pokazywać ich pokryte farbą ciała, kiedy piłkarki zaczynają się rozgrzewać. Po długim staniu nieruchomo wszystkie są odrętwiałe. Niektóre usiłują zakrywać piersi.

    Wymalowane na nich spodenki nie są w stanie zakryć krocza. Justyna sama ma problem z opanowaniem się. Stadion jest wypełniony po brzegi, widzi je tysiące ludzi, a kolejne miliony ogląda transmisję w telewizji i Internecie. Taki mecz przyciąga uwagę nie tylko fanów z obu krajów, ale z całego świata. Rekord oglądalności żeńskiej piłki jest niemal pewny.

    Kapitanka dyscyplinuje zawodniczki i pilnuje, by się porządnie rozgrzały. Nie chce, by którąkolwiek wykluczyła kontuzja. Jednocześnie uśmiecha się do kamer filmujących ich obnażone ciała. Stoi niemalże całkowicie naga pośrodku pełnego stadionu. O mały włos nie mdleje na samą myśl o tym.

    Nadchodzi czas na hymny, losowanie stron (z warg Eszter nie schodzi prowokujący uśmiech), nareszcie drużyny ustawiają się i… Gwizdek! Szybkim podaniem do Laury Justyna rozpoczyna to niesamowite spotkanie!

     

    Pierwsza połowa

     

    Dają się zaskoczyć. Od samego początku Węgierki narzucają ostre tempo. I choć Justyna zalicza strzał na bramkę, to bramkarka bez problemu chwyta piłkę i zaraz rzuca ją do przodu. Justyna zagapia się na moment, wpatrzona w jej kołyszące się, pokryte niebieską farbą piersi. Chciałaby je ścisnąć i… Wraca na swoją połowę z dużym opóźnieniem.

    Kilka prostych podań i Boróka, węgierska skrzydłowa o krótkich, pofarbowanych na zielono włosach, długim podaniem posyła piłkę do Eszter, która wpada z nią w pole karne Polek. Z ust kibiców gospodarzy i Justyny wychodzi jęk zawodu, gdy piłka mija bezradną Alicję, wysoką, ciemnowłosą bramkarkę.

    Ryki radości przyjezdnych ucina sędzia liniowy, sygnalizując spalony. Eszter wścieka się i przeklina, ale nie może nic zrobić. Telebimy na stadionie skupiają się na jej pośladkach poniżej zielonej dziewiątki na plecach, gdy odchodzi z powrotem od polskiej bramki.

    Budują swoje akcję powoli i metodycznie, przejmują kontrolę nad meczem. Po pierwszej nawałnicy Węgierki zdają się wycofane i stłamszone. W szesnastej minucie Justyna dostaje okazję, na którą czekała. Podaje na środek do Laury, a sama biegnie bokiem w kierunku pola karnego Węgierek.

    Piłka w międzyczasie trafia do Dagmary, szatynki o kręconych włosach z numerem sześć na plecach, smukłej dziewczyny o bajecznie długich nogach, z których robi teraz użytek. Sprawnym dryblingiem omija Lorę, stoperkę rywalek. Daga kieruje płaskie podanie do Justyny, która jest już w polu karnym, wystarczy tylko obrócić się ku bramce…

    Po stadionie podnoszą się gwizdy, kiedy interwencja Johanny, węgierskiej obrończyni, posyła Justynę na murawę. Johanna, wysoka blondynka z włosami związanymi w gruby warkocz, udaje niewiniątko. Sędzia nie ma wątpliwości i dyktuje rzut karny.

    Justyna jeszcze chwila zwija się po trawie, trzymając za obolały piszczel. Potem wstaje. Koleżanki patrzą na nią z obawą. Choć sama nie czuje się w tym aspekcie zbyt pewnie, to statystyki mówią same za siebie – potrafi strzelać karne. Kiwie koleżankom głową. Laura wymierza jej siarczystego klapsa na szczęście.

    Piłka zostaje ustawiona na jedenastym metrze. Abigel, pokryta niebieską farbą, mierzy ją wyzywającym spojrzeniem i dekoncentruje, bawiąc się własnymi piersiami. Jest dobrą bramkarką, ale… czy aż tak dobrą? Justyna bierze głęboki wdech. Gdy gwiżdże sędzia, zamiera cały stadion.

    Uderza mocno, ale celnie, i piłka frunie niemal pod okienko. Abigel wyciąga się jak struna, w locie faluje jej biust, ale jest bez szans. 1:0! Justyna krzyczy z radości i biegnie ku trybunom. Nie ma jak zdjąć koszulki i dopiero tuż przed bandami zatrzymuje się i przypomina sobie, że jest niemal naga.

    Kibice krzyczą, robią zdjęcia i posyłają jej całusy. Justyna zaraz tonie w objęciach koleżanek. Ich ręce solidne łapczywie ściskają jej tyłek i piesi, z Dagą oraz Laurą wymienia po soczystym pocałunku. Rozochocona kapitanka unosi rękę w geście tryumfu, napawa się tą chwilą.

    Nawet kpiący uśmiech Eszter jej nie przeszkadza.

    Fakt, że grają niemal na golasa, nie daje o sobie zapomnieć. Justynie zdarza się zagapić na podskakujące piersi czy pośladki zarówno koleżanek, jak i przeciwniczek. Nie potrafi temu zaprzeczyć, ale szarżująca Eszter wygląda zjawiskowo, nawet jeśli zagraża ich bramce.

    Myśl, że po meczu czeka je spotkaniu w szatni jednej lub drugiej drużyny, napędza Justynę.

    Justyna, a także Laura i kilka ich zawodniczek marnują szansę na podwyższenie przewagi. W tłoku na polu karnym podczas rzutu rożnego kapitanka jest w stanie myśleć jedynie o otaczających ją zewsząd nagich ciałach.

    Po nieudanym dośrodkowaniu pada na murawę razem z Johanną, która przepychała ją mocno w powietrzu. Węgierka bez skrępowania łapie jej piersi i mówi coś po swojemu. Justyna jedynie chichocze. Podczas powrotu mija ją Daga i szczypie w pośladek.

    – Nie zapominaj, po co tu jesteśmy!

    Kapitanka poważnieje i otrzepuje się z trawy. Nawet jeśli nie potrafi ukryć swojego podniecenia.

    33 minuta. Węgierki odbudowują atak. Eszter i jej koleżankom zdaje się nie przeszkadzać negliż ani widownia. Zwłaszcza kapitanka bryluje i stwarza coraz większe zagrożenie bramce Polek. Efektownym strzałem zza pola karnego pokonuje wreszcie Alicję, posyłając piłkę pod poprzeczkę.

    Uradowana biegnie ku trybun gości i wije się w tańcu, prezentując im swoje pokryte farbą i potem ciało. Potem siada na murawie i rozsuwa bezwstydnie nogi. Wszystko uwieczniają kamery. Wreszcie dopada do niej zielonowłosa Boroka i całuje czule. Obie dziewczyny są znaną parą.

    – 1:1! To tylko remis! – uspokaja koleżanki Justyna.

    Ale do gwizdka na przerwę nie są w stanie nic ugrać. Wstyd wynikający z poniżenia wcale nie mija z czasem, jakby dopiero uświadamiały sobie obecność tysięcy widzów. Pośród nich są również i kibicki, który przyszły topless, jedynie z namalowanymi koszulkami, ale to nie stanowi dla nich wielkiego pocieszenia.

     

    Przerwa

     

    W szatni Justyna usiłuje zmotywować swoje koleżanki.

    – Wiecie, o co w tym chodzi! – Wskazuje w stronę prysznicy.

    – Justi, tak się nie da grać! – przyznaje Ewelina, obrończyni o krótkich, ciemnych włosach i drobnym biuście.

    Siedzi bezczelnie z rozkraczonymi nogami. Większości dziewczyn trudno jest ukryć podniecenie. Laura ociera pot z czoła i ogląda swój strój, zwłaszcza na sutkach i w okolicach pachwin. Wygląda na zaskoczoną, że farba jeszcze nie schodzi.

    – Przyjęłabym już porażkę, byleby sobie to darować – rzuca ruda pomocniczka.

    – Walczymy do końca! – oponuje Justyna.

    Całuje kolejno każdą z dziewczyn z usta i zagrzewa do walki. Jedyny efekt, jaki to przynosi, to że wszystkie robią się jeszcze bardziej rozochocone.

    W tunelu wymieniają spojrzenia z obnażonymi Węgierkami, którym także udziela się brak stroju. Gdyby nie widownia, pewnie zrezygnowałaby z drugiej połowy. No i był jeszcze zakład, którego remis nie rozstrzyga.

    Eszter obejmuje Justynę, wbija paznokcie w jej pośladek.

    – Już nie mogę się doczekać, aż zostaniesz moją suczką – szepcze jej do ucha.

    Kapitanka Polek nie wyrywa się, sięga dłonią między uda Węgierki. Jej oczy rozwierają się szeroko, gdy czuje w sobie palec Justyny. Boróka, dziewczyna Eszter, patrzy tylko z tyłu, ale nic nie mówi.

    Justyna oblizuje ukradkiem palec, kiedy już znajdują się na murawie.

     

    Druga połowa

     

    Mowa motywacyjna Justyny zdaje się przynosić rezultaty. Przejmują kontrolę nad spotkaniem, obrona pod dyktandem Eweliny skutecznie blokuje szarże Eszter i innych węgierskich napastniczek. Polki oblężają bramkę Abigel, która dwoi się i troi. Kapitanka nie potrafi jednak jej pokonać.

    66 minuta. Odbity od pośladków węgierskiej obrończyni, drobnej Zsanett, strzał Laury zapewnia im rzut rożny, do którego podchodzi Dagmara. Znów tłoczą się w polu karnym. Justyna szczypie ukradkiem Johannę, ale nie wiele to pomaga. Przegrywa z nią w powietrzu, a pokryty zieloną farbę sutek ociera się o jej twarz.

    Posłana z narożnika piłka ląduje na głowie Laury, która kieruje ją pod ostrym kątem w dół. Piłka znajduje drogę między nogami Zsanett, odbija się od murawy i… wpada do siatki mimo rozpaczliwych prób Abigel. Polki obejmują prowadzenie 2:1!

    Trybuny wybuchają radością. Laura biegnie do długonogiej Dagi, która wykonywała rzut rożny, i wpada jej w ramiona. Dziewczyny kładą się na murawie i całują. Ręce Dagi błądzą gdzieś po pomalowanych na biało pośladkach rudej pomocniczki.

    Justyna i inne dziewczyny dołączają do nich, całkiem pogrążone w ekstazie. Kapitanka całuje szyję Laury. Nie ma nic przeciwko, że czyjaś dłoń odnajduje drogę do jej krocza. Nie peszy je już nawet obecność kibiców.

    Dopiero gwizdek sędziego przywołuje je do porządku. I Justyna dyscyplinuje koleżanki. Teraz zaczyna się próba. Muszą dowieźć ten wynik do końca. Świętować będą… z pokonanymi Węgierkami pod prysznicem.

    Eszter strofuje swoje koleżankami ostrymi słowami, choć dla Justyny wciąż ma ten sam, kpiący uśmiech.

    Mecz wchodzi w decydującą fazę. Węgierki atakują zaciekle, tak samo Justyna i reszta polskiego usilnie szukają okazji do podwyższenia wyniku na 3:1, co przypieczętowałoby ich zwycięstwo. Zmęczenie daje się we znaki. I nie tylko ono.

    W okolicach 72-iej minuty na boisko wbiega kibic i goni za Justyną. Nie wydaje się groźny, a ona ma już ponad godzinę meczu w nogach. Pozwala mu się złapać. Mężczyzna uczepia się jej piersi, potem zjeżdża w okolice krocze. Justyna chichocze. Czy w tej sytuacji ma jeszcze prawo do wstydu? Nim odciąga go ochrona, kibicowi udaje się jeszcze oburącz klepnąć w jej pośladki.

    Jest gotowa kontynuować mecz, nic ją nie boli, choć jest zażenowana i coraz bardziej rozgrzana, nie tylko od wysiłku. Nagle w oczach koleżanek dostrzega panikę. Justyna zerka na swoje ciało i zamiera z przerażenia.

    Kibic miał plan. Dłonie musiał pokryć wcześniej rozpuszczalnikiem do farb. Piersi Justyny, wraz ze sterczącymi sutkami, zostały niemal całkowicie odsłonięte. Białymi zaciekami farba spływała z jej łona, telebim pokazuje jej pośladki ze śladami dłoni niesfornego kibica. Justyna ma ochotę zapaść się pod ziemię. Przez ten cały czas… była naga?

    – Jeśli chcesz poprawić strój, to musisz zejść z murawy – przypomina jej sędzia, patrząc bez skrępowana na jej gołą skórę.

    Justyna zagryza wargę. Kątem oka widzi czekających za linią boczną artystów bodypaintingu, ale przed sobą ma koleżanki. Jasne, że chciałaby zejść. Natomiast niektóre rzeczy są ważniejsze. Wymusza uśmiech na twarz.

    – Gramy dalej – oznajmia arbitrowi, a jej decyzję nagradzają brawa.

    Nie ujawniono, jakiej drużynie kibicował mężczyzna z rozpuszczalnikiem, ale przerwa w grze pomaga Węgierkom. Sędzia pozwala im jeszcze na zmianę i ich trener wpuszcza ofensywne zawodniczki. Eszter i Boroka pozostają bez zmian.

    Kontynuują grę i polska bramka przeżywa oblężenie. Na ich szczęście Alicja gra mecz życia. Pomalowana na różowo przyjmuje nawet najmocniejsze strzały Eszter, czym doprowadza ją do szału. Kapitanka Węgier, jedyna znająca polski język, puszcza między koleżankami jedno słowo.

    – Golaska! – woła do Justyny Csilla, skrzydłowa reprezentacji Węgier, kształtna szatynka o kręconych włosach.

    Justyna stara się nie zwracać na to uwagi. Ona jest naga? One wszystkie są nagie! Jedynie jej golizny nie zakrywa już, przynajmniej w większości, farba. Nie daje się rozkojarzyć i podaje do Dagi, kierując piłkę coraz bliżej pola karnego Węgierek.

    Strzał oddaje Laura, ale przestrzeliwuje fatalnie. W dodatku łapie ją skurcz i musi zejść z boiska. W jej miejsce trener posyła Zuzannę, niską blondynkę o niebieskich oczach. Prawdziwa piękność i znakomita zawodniczka, tylko że nieszczególnie dogaduje się z Dagą.

    Justyna czuje na sobie deprymujący wzrok trenera. Ona nie może zejść, musi wytrzymać. Macha kibicom i stara się nie myśleć o ich spojrzeniach wbitych w jej obnażone ciało. Zaraz sobie to odbije, z pokonaną Eszter u jej stóp.

    Takie myśli lubią się mścić. W 88-mej minucie rozkojarzona Zuza, dotąd skupiona raczej na wdziękach zawodniczek niż samej grze, traci w głupi sposób piłkę. Csilla podaje ją do przodu. Węgierki ruszają z błyskawiczną i zabójczą kontrą.

    Kilka szybkich podań i nabiegająca w pole karne od boku Boroka podaje między nogami Eweliny. Eszter pozostaje wykończyć akcję. Trybuny gości ożywają. Kapitanka Węgier znów tańczy swój taniec, nastawia się koleżankom do klapsów. 2:2 i dublet Eszter.

    Justyna krzywi się tylko, prosi koleżanki o skupienie. Pociesza Ewelinę i Alicję, a potem uspokaja Zuzę i Dagę, która prawie skaczą sobie do oczu. Mają kilka minut, mogą jeszcze objąć prowadzenie i zrewanżować się w końcu za zeszłoroczną porażkę.

    Opadają już z sił. Żadna z nich nie grała tak intensywnego spotkania towarzyskiego. I tak… podniecającego. Justyna krzyczy z rozpaczy, gdy piłka na 3:2 w 95-tej minucie przelatuje tuż obok słupka Abigel.

    Węgierki ruszają z ostatnią akcją. Justyna biegnie, choć mięśnie w nogach płoną bólem, a piersi podskakują, nieskrępowane żadnym stanikiem. Nie ma prawa zdążyć. Jej koleżanki z obrony dają się zaskoczyć. Eszter dostaje piłkę i jest sama przeciwko Alicji.

    Jej strzał uderza mocno w piersi polskiej bramkarki. Alicja pada bez tchu, obejmując kurczowo futbolówkę rękoma. I kapitance Węgier szansa na 3:2 wyślizguje się z palców.

    Zaraz potem sędzia gwiżdże po raz ostatni. Justyna pada bez sił na murawę. Nic już ją nie obchodzi golizna. Jest kompletnie wycieńczona. Ponadto nie wie co dalej. Podchodzi do niej Eszter, równie zziajana. Zamiast pomóc jej wstać, kładzie się obok.

    – Remis. I co teraz? – pyta Justyna.

    – Nie mam pojęcia – odpowiada Eszter z rozbrajającą szczerością.

     

    Po meczu

     

    W szatni Polki nie wiedzą, co czynić. Przed meczem umówiły się z Węgierkami, że przegrane przyjdą do wygranych, aby je zaspokoić. Żadna ze stron nie brała remisu pod uwagę.

    – Jeśli tam pójdziemy, to tak, jakbyśmy przyznały się do porażki – przypomina Justyna tym bardziej napalonym koleżankom.

    – Wolę wstyd i poniżenie przegranej od dumy i braku zabawy – rzuca Laura bez ogródek. – To one grały na wyjeźdźie. Eszter ma dublet.

    – Justyna też sporo dzisiaj pokazała! – przeczy Daga i przytula kapitankę, klepiąc jej pośladek.

    Ta woli nie dodawać, że jedyną bramkę zdobyła z karnego.

    – I Alicja nas uratowała nieraz! – dodaje jedna z obrończyń.

    Choć i Abigel, bramkarka Węgierek, grała świetny mecz. Justyna zaczyna się namyślać. Faktycznie może lepiej, żeby poszły do nich. Lepsze to, niż nic. Takie zachowanie będzie honorowe. Po prostu wzdraga się na myśl o tryumfalnym uśmiechu Eszter, gdy już uklęknie przed nią.

    Nim ogłasza swoją decyzję, do szatni wmaszerowują Węgierki, nadal w swoich namalowanych czerwonych strojach. Ustawiają się w karnym rządku. Tylko Eszter występuje naprzód. Brakuje jej kpiącego uśmieszku. Nerwowo mnie swoje dwa warkoczyki w dłoniach.

    – Szanowne Polki, pragniemy wam podziękować za ten mecz. Dominowałyście przez większość meczu, dlatego jednogłośną decyzją mojej drużyny pragniemy uznać się za przegrane. W kontekście naszego zakładu, oczywiście.

    Justyna przekrzywia głowę. To nie brzmi jak Eszter.

    – Był remis.

    – Miałyście posiadanie piłki, więcej celnych podań oraz strzałów na bramkę – odpowiada jej Eszter.

    – To nadal remis! – Justyna kręci głową.

    – Chyba nie chcesz jej odmówić? – syczy jej do ucha Laura, a inne dziewczyny ją popierają.

    Kapitanka Polek waha się. Z jednej strony to byłoby niehonorowe, przyjąć taką wygraną, a z drugiej… W uśmiechu Eszter nie ma złośliwości. Przebiera nogami i pociera o siebie swoimi jędrnymi udami.

    – Tak będzie zabawniej… dla obu drużyn – dodaje kapitanka Węgier, a jej koleżanki potwierdzają nerwowymi chichotami.

    Justyna zgadza się wreszcie skinieniem głowy i wśród Polek wybucha euforia. Węgierek wcale nie wyglądają na speszone. Szybko dobierają się w pary. Eszter podchodzi ze spuszczoną głową i nie może uwierzyć, że zaraz spełni się to, o czym fantazjowała.

    W całym ferworze niemal zapominają, że mają jakieś ubranie do zdjęcia. Justyna pozbywa opaski kapitańskiej, getrów i korków. Rozpuszcza luźno kucyk. To samo czyni Eszter i reszta dziewczyn. Teraz nie mają na sobie absolutnie nic oprócz farby.

    Na wypowiedziany w ojczystym języku rozkaz Eszter wszystkie Węgierki padają na kolana. Na czworakach, ciągnięte za włosy, pozwalają zaprowadzić się pod prysznice. Justyna z dziką satysfakcją owija sobie czarne kosmyki rywalki wokół pięści. Ta idzie posłusznie u jej nogi, godząc się na poniżenie.

    Obie drużyny razem z rezerwowymi ledwie się mieszczą pod prysznicami. Justyna szarpnięciem podrywa Eszter do pionu. Obejmuje jej twarz i całuje usta. Woda z natrysku zmywa z nich pot.

    Zaczynają nawzajem namydlać swoje ciała. Zawodniczki dookoła zaczynają się zabawiać ze sobą. Justyna skupia się na Eszter, na jej krągłych piersiach i tyłku. Całuje ją bez skrępowania. Wpycha Węgierce języczek do ust, z całej siły obmacuje jej ciało. W końcu wygrała z nią. Niższa od niej cudzoziemka nie stawia oporu, mimo wcześniejszego zachowania staje się całkiem uległa.

    Niektóre pary szybko idą na całość. Eszter śmieje się na widok swojej dziewczyny, zielonowłosej Boróki, jak klęka przed wypiętą Laurą i wkłada nos między jej pośladki. Abigel klęczy przed Alicją i liże jej cipkę. Polska bramkarka trzyma mocno za jej włosy i zagryza wargę z rozkoszy.

    Justyna naciska sugestywnie na barki Eszter.

    – Skoro uważasz się za przegraną…

    Węgierka dołącza do swoich koleżanek i pada na kolana. Językiem zaczyna pieścić waginę Justyny, która trzyma ją za rozpuszczone, czarne włosy. Po szatni niosą się jęki zadowolanych Polek. I ich kapitanka dołącza do tego chóru. Nachyla się jeszcze i wymienia pocałunek ze stojącą obok Dagą. Między jej nogami tkwi drobna Csilla, zaspokajająca ją ustami i dwoma palcami.

    Wkrótce Justyna wygina plecy w intensywnym orgaźmie. Nic już ją nie obchodzi. Nawet dziennikarze, którzy kamerują wszystko, czając się przy wejściu. Eszter podnosi się i całuje Polkę. Usta Węgierki smakują jej sokami.

    – I ty coś dzisiaj wygrałaś – mówi jej Justyna. – Znów wbiłaś nam dublet!

    Teraz sama pada na kolana przed Eszter, która opiera się o ścianę i ochoczo wypina. Justyna rozchyla jej pośladki, bez wahania liże odbyt. Wkrótce i inne Polki idą w jej ślady i odwdzięczają się Węgierkom. W tym momencie wygląda to na remis, na prawdziwy mecz przyjaźni. Pary zaczynają się wymieniać i wymieszać.

    Justyna nie pamięta, z iloma dziewczynami się kochała. Na pewno zaspokoiła palcami Johannę, a dziewczyna Eszter Boroka siedziała jej na twarzy. Ze swojej drużyny pieściła także Laurę i Dagę. Sama pozwoliła, by doprowadził ją do orgazmu języczek Abigail czy Csilli. Całowała i obmacywała Węgierki, których imiona uleciały jej z głowy. Zresztą po jakimś czasie farba zaczęła ustępować i nie dało się już rozróżnić drużyn.

    Widząc swojego trenera, Justyna bez wahania klęka przed nimi i rozpina rozporek. Bezwstydnie zaczyna ssać jego penisa, choć nie dość, że jest jej trenerem, to jest jeszcze starszy o kilka dekad. Żadna z koleżanek nie kwapi się pomocą.

    Wreszcie Justyna przyjmuje ładunek spermy na twarz. Oblizuje usta i uśmiecha się przekornie. Mimo wszystko zaprzepaściła szansę na wygraną w tym meczu i jest mu coś winna. Zuza, niska rezerwowa, dołącza do niej i zlizuje część nasienia z twarzy, szyi i biustu Justyny. Patrzy przy tym na trenera. Chciałaby mieć miejsce w pierwszym składzie.

    I inni mężczyźni odwiedzają zawodniczki pod prysznicami. Laura wypina się i pozwala zerżnąć w tyłek fizjoterapeucie, który pomógł jej z kontuzją. Justyna pozwala, by nieznany jej z imienia chłopak z węgierskiego sztabu rozłożył ją na kafelkach, założył sobie jej nogi na barki i zerżnął. Znajduje się w takiej ekstazie, że potrafi się tylko głupio uśmiechać. A potem leży rozkraczona, podczas gdy z jej sromu wypływa nasienie nieznajomego.

    Justyna doznaje kolejnego orgazmu, gdy Eszter i Boróka przychodzą i zlizują je. Potem tylko patrzy, jak obie Węgierki pieprzą się ze sobą. Gdzieś nieopodal ich trener przeżywa błogie chwile z polskimi bramkarkami – Alicją i rezerwową Natalią – które klęczą przed nimi i błądzą językami po jego członku i jądrach.

    Zabawy pod prysznicem trwają do późnych godzin nocnych. Natomiast z tego meczu eksperci wyciągnęli jeden wniosek: więcej takich meczy!

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Sophie Nylon
  • Sekretna milosc

    Był listopad, piątek. Wracałam piechotą z imprezy integracyjnej w banku, gdzie dostałam pracę po znajomości. Skończyłam licencjat z socjologii i poszłam na magisterkę zaoczną z psychologii. Zaczęłam niedawno pierwszy rok studiów II stopnia i podjęłam pracę zarobkową. Nie byłam typem imprezowiczki, dlatego takie spendy mnie przytłaczały. Na szczęście nie miałam w ten weekend zajęć tylko wolne. Mimo niechęci do imprez, to wystroiłam się elegancko. Miałam na sobie oliwkową swetrową sukienkę, dosyć kusą do połowy uda, podkreślająca moje kształty. Pod spodem miałam pończochy z pasem i bieliznę koronkową czarną, a na nogach założyłam botki na szpilce, dodając sobie seksapilu. Całość dopełniłam naszyjnikiem, który subtelnie zdobił moją szyję. Impreza tradycyjnie była zakrapiana alkoholem i dużym hałasem, który mnie męczył. Po godzinie 22 zbierałam się już do domu. Byłam zmęczona całym tygodniem, ale chciałam się znaleźć w swoim zaciszu. Wracałam piechotą, bo wypiłam dwa drinki i chciałam się przewietrzyć oraz nacieszyć się pięknem, jakim było miasto nocą. Moja okolica była spokojna, więc nie musiałam się martwić ubiorem i że byłam po drinkach. Dotarłam do mojego bloku, a następnie po małej przechadzce weszłam schodami na trzecie piętro, otwierając drzwi mieszkania, gdzie mieszkałam z siostrą. Wyprowadziłam się z małego miasta do dużego na studia, a rok później dołączyła do mnie młodsza siostra, chcąca się uczyć w szkole średniej. Mieszkanie dostałyśmy od rodziców, którzy ulokowali pieniądze ze spadku w nieruchomości i razem żyłyśmy ze sobą już 3.5 roku.

    Poszłam do sypialni i zmęczona padłam na łóżko, gdzie była w nim moja siostra, Karina. Wtuliłam się w nią, gdyż tego potrzebowałam po całym tygodniu i dniu. W owym roku zdała maturę, więc był to dla niej okres zmian, wkraczania całkowicie w dorosłość mimo tego, że w głębi duszy nadal była się małą psotnicą. I to jeszcze jaką. Nikt nie wiedział jednak, że z siostrą łączyły mnie stosunki nie tylko rodzinne, ale i intymne. W pół roku od przeprowadzki Kariny przekroczyłyśmy kamień milowy. Kiedyś, gdy wróciła z imprezy ze znajomymi z liceum, była smutna. W trakcie pocieszania doszło do pocałunku, który zaowocował namiętnym seksem z własną siostrą. Nasze uczucia ewoluowały i kochałyśmy się kompletnie, stałyśmy się kochankami i dziewczynami. Była moją największą miłością, której nie mogłyśmy wynieść na światło dzienne. Nie byłyśmy normalnym rodzeństwem. Dobrze wiedziałam, że inne siostry nie zachowywały się jak my i nie czują na ogół do siebie tego, co my dzieliłyśmy. Łączyła nas wyjątkowa, romantyczna więź. Musiałyśmy trzymać to w tajemnicy, ale nie wydawało mi się trudne, wszak jako siostry nikogo nie dziwiło, że mieszkałyśmy razem, a co się działo w mieszkaniu, było naszą tajemnicą, ale to też dodawało dodatkowego dreszczyku i pikanterii w naszym związku. Nigdy nie byłam szczęśliwsza niż z nią, moją ukochaną osobą, przy której zawsze czułam się radosna i dobrze.  

    Wtuliłam się mocno w nią. Spała, ale mimowolnie zaczęłam ją głaskać. Brakowało mi tego przez cały dzień. Gładząc jej włosy, czułam, jak napięcie całego dnia powoli odpływa. Karina delikatnie poruszyła się, czując moje dotknięcie, ale nie obudziła się całkowicie. Jej oddech był spokojny i równomierny, co działało na mnie kojąco. Chwilę później, kiedy już zaczęłam zasypiać, Karina odwróciła się w moją stronę i półprzytomnie przytuliła mnie mocniej. Uśmiechałam się, widząc jej uroczą buźkę i czując jej ciepło. Czułam zapach jej szamponu, który nęcił zmysły. Zauważyłam, że się przebudziła. Podniosła głowę, szukając mojej twarzy.
    – Kara… – mówię cicho — Kochanie, śpisz?
    – Śpię, bo co? – spytała żartobliwym tonem i uchyliła powieki. Widok jej oczu wprawiał mnie w zachwyt. Oplatałam ją własnym ciałem, mocniej tuląc do siebie, leżącą w samych turkusowych, koronkowych figach oraz szarym T-Shircie. Bardzo podobała mi się w tym stroju. Uśmiechała się szeroko i czule głaskała mnie po włosach. Dotykałam i gładziłam jej udo, będące takie jak całe jej ciało, delikatne, jędrne aksamitne. Pocałowałam ją w czoło, wplątując rękę we włosy, oraz głaszcząc jej główkę.
    – Brakowało mi tego….
    – Wystarczyło poprosić – odpowiedziała, nie tracąc dobrego humoru. Wysunęła w moim kierunku nogę, aż mogła poczuć na udzie wyraźne ciepło mojej kobiecości. Była tu dla mnie i dobrze o tym wiedziałam
    – Chcesz buzi? – zapytała dziecinnie.
    Nim to powiedziała. Pocałowałam jej szyję.
    – Może byśmy jutro gdzieś pojechały na małą wycieczkę? – zapytałam retorycznie między pocałunkami jej słodkiej szyi, bo wiedziałam, że się zgodzi.
    Opuszkami jeździłam po jej ciele, czułam, jak dostawała gęsiej skórki. Uśmiechałam się w duchu na to. Mogłabym tak się zestarzeć…..
    Karina wzięła głęboki wdech, jej pierś unosiła się i powoli opadała. Była jeszcze trochę śpiąca, ale wiedziałam, że za moment to miało się zmienić. Ledwo chyba docierało do niej, co mówiła. Zmysłem, którym odbierała świat, był przede wszystkim dotyk.
    – Pewnie — wzdychała cicho. Ustami szukała mojej twarzy. Była taka cieplutka i milusia w dotyku… Moje dłonie błądziły po bluzce, szukając bezpośredniego kontaktu ze skórą. Gładziłam jej plecy jeżdżąc po nich paluszkami. Czułam jak jej ręce, też nie próżnowały. Obie się pieściłyśmy dotykiem, błądząc i gładząc odkryte partie i zakryte naszych ciał. Poczułam gorąc, jak we mnie uderzać zaczął. Uśmiechnęłam się, skupiałam się na kołowaniu opuszkami palców, po pośladkach Kariny. Było czuć rosnące podniecenie. Rozpalałyśmy się wzajemnie i w dodatku robiłyśmy to świadomie. Karina coraz zachłanniej zaczynała mnie obmacywać i była przy tym wyjątkowo bezczelna, nie zwracała uwagi na elementy ubioru.
    – Chyba masz ochotę na coś więcej niż buziak, co? – zagadała szeptem.
    Uśmiechnęłam się i szelmowskim tonem odpowiadam
    -Yhym… Jak Ty mnie znasz siostrzyczko…. Byłam zmęczona, ale Ty mnie rozpalasz samą sobą….
    Każdy dotyk, każde muśnięcie było jak iskra, która rozpalała naszą namiętność. Karina uśmiechnęła się i zaczęła mnie delikatnie całować. Jej usta były miękkie i ciepłe, a ja czułam, jak napięcie w moim ciele rośnie. Jej dłonie przesuwały się po mojej skórze, odkrywając każdy zakamarek mojego ciała. Każdy jej dotyk był pełen czułości i namiętności, która sprawiała, że czułam się wyjątkowa i kochana.
    Nasze pocałunki stawały się coraz bardziej namiętne, a ja czułam, jak moje ciało zaczyna drżeć z pożądania. Karina była moją największą miłością, moją bratnią duszą, moją ukochaną. Byłyśmy dla siebie wszystkim, a każda chwila spędzona razem była dla nas bezcenna
    – Kocham cię — wyszeptałam, patrząc jej głęboko w oczy.
    – Ja ciebie też, bardziej niż cokolwiek innego na świecie — odpowiedziała, jej głos był pełen emocji.
    Te chwile były dla nas bezcenne. Każdy dotyk, każdy pocałunek, były wyrazem naszej miłości, naszej namiętności, której nie mogłyśmy ujawnić światu. Byłyśmy dla siebie wszystkim, a to, co działo się w naszym mieszkaniu, było naszą tajemnicą, którą dzieliłyśmy tylko my dwie. Czułam, że nigdy nie byłam szczęśliwsza niż z nią, moją ukochaną siostrą, przy której zawsze czułam się radosna.
    Przewróciła mnie na plecy i położyła na mnie się. Wpiła się w moją szyję i głośno mlaskała przy okładaniu jej pocałunkami. Zaczęła się pocierać o mnie całym ciałem.
    – Tak chcesz? – zapytała rubasznie zalotnie wprost do ucha.
    Odchyliłam szyję, aby ułatwiać jej obcałowywanie mojej szyi. Mruczałam z rozkoszy i rosnącej ekscytacji. To jak ocierała się o mnie, rozpalało mnie  jeszcze mocniej. Moje dłonie błądziły pod jej koszulką po plecach, przesuwając co jaki czas dłonie na krągłe pośladki, które masowałam i ściskałam.
    – Chcę Tylko jednego…. – odpowiedziałam z trudem, próbując złapać oddech wśród fal podniecenia, które mnie zalewały.
    Karina uniosła głowę, patrząc mi głęboko w oczy, jej spojrzenie było pełne namiętności i miłości. W jej oczach widziałam odbicie swoich własnych uczuć, naszą nierozerwalną więź, która była silniejsza niż jakiekolwiek przeszkody.
    – To poproś o to — kusiła dalej szepcząc. Jej głos był ciepły i czuły, a jednocześnie pełen namiętności. Gdy usta ciągle całowały szyję, dłonie błądziły po piersiach. Miednicę mocno przyciskała do mnie, ocierając się coraz śmielej i szybciej. Znikała senność Kariny, ustępująca podnieceniu.
    – Ciebie… wyszeptałam, czując, jak moje serce bije coraz szybciej. – Chcę ciebie, całą noc, zawsze… – Proszę….moje kochanie….moja miłości…moja siostrzysko…. Moja Karinko….
    Wypowiadając, rozpalała mnie z każdą sekundą, każdym dotykiem z każdym otarciem i słowem. Pragnęłam jej i jej pieszczot. Przeniosła dłonie na moje nogi. Jednym sprawnym ruchem rozplotła pasek sukienki i podciągnęła sukienkę, aby ułatwić sobie dostęp. Mruczała głośno i skupiała się ponownie na pocałunkach. Jej uśmiech był pełen miłości i czułości, a jej dotyk stał się jeszcze bardziej intensywny. Karina wiedziała, jak sprawić, by każda chwila spędzona razem była niezapomniana. Była moją siostrą, moją ukochaną, moją bratnią duszą. Jej ciało było teraz moim światem, a jej dotyk moją jedyną rzeczywistością.
    – Jestem tu dla ciebie — szepnęła, jej wargi znowu znalazły moją szyję, a jej ciało zaczęło poruszać się w rytmie, który sprawiał, że moje zmysły były na granicy wytrzymałości. – Całą noc, zawsze…
    Jej dotyk był jak ogień, który płonął na mojej skórze, a ja czułam, jak nasze ciała stapiają się w jedno. Każdy ruch, każdy pocałunek, każdy dotyk był wyrazem naszej miłości, naszej namiętności, której nie mogłyśmy ujawnić światu.
    Przekręciłam głowę i ręką ujęłam jej głowę, wsuwając dłoń we włosy. Naprowadziłam ją na swoją usta. Szepczę zmysłowym tonem
    – Kocham Cię…. – po czym pocałowałam namiętnie w usta
    Zatapiała się we mnie coraz bardziej. Swoim językiem szukała mojego. Kiedy na chwilę oderwałam się od ust siostry, korzystając z okazji i rzekła:
    – Ja Ciebie bardziej.
    Znów wracałam do namiętnych pocałunków. Przesuwając nogę, tak, by moja znalazła się na jej kroczu.
    – Ja bardziej
    Trochę wywołało u mnie to chęć rywalizacji. Wtedy ją przewróciłam na bok i złapałam za nogę, zarzucając sobie na siebie, a swoją wsunęłam miedzy jej i ocierałam się o krocze siostry. Całowałam ją głęboko i namiętnie. Nasze pocałunki były pełne pasji i siostrzanej miłości. Nasze języki tańczyły i wirowały, rozpalając nasze zmyły. Chwyciłam gumkę jej majtek i ściągałam je, choć bardziej zaciągałam w dół bez zdejmowania. Delektowałam się naszymi pocałunkami. Ocierałam się mocniej kolanem o Twoje krocze. Nasze ciała były jak jedno, złączone w nierozerwalnej więzi, którą rozumiałyśmy tylko my dwie. Każdy dotyk, każdy pocałunek był wyrazem naszej miłości, naszej namiętności, która sprawiała, że czułyśmy się najszczęśliwszymi dziewczynami na świecie. Byłyśmy dla siebie wszystkim, a każda chwila spędzona razem była bezcenna. Karina podjęła rękawicę i sama zaczęła mnie rozbierać. Nie chciała mnie jednak pozbawiać tej kuszącej sukienki, więc skupiła się tylko na odkryciu największego skarbu i na ślepo próbowała zdjąć moje majteczki. Sama czerpała przyjemność z ruchów mojego kolana, dając temu wyraz swoim spłyconym oddechem. Dawanie przyjemności przez moją siostrę nie przeszkadzało w jej braniu.
    Drżałam, gdy mnie dotykała, mając na sobie gęsią skórkę. Odsłoniła mnie, że odkryłaś widok pończoch i fig i pod nimi pasa do pończoch. Chciałam, aby mnie dotykała i pieściła swoimi rączkami, robiła to samo, obserwując moje poczynania. Pomogłam jej z moimi figami, unosząc lekko biodra. Gładziłam jej udo z góry na dół, przechodzę na pośladek, a z niego kierowała się ku kobiecości siostry. Odskakiwałam i wracałam na udo i pośladek i tak parę razy. Karina dociskała się do mnie bardziej i przestała się poruszać. Na kilka chwil pieszczoty zniknęły. Zamiast tego patrzyła w moje napalone oczy i mnie podziwiała.
    – Jaka Ty jesteś piękna — wzdycham rozmarzona.
    – Nie równam się z Tobą….
    Całowałam ją namiętnie. Przerywałam co jakiś czas, aby moc spoglądać siostrze w oczy, w których dostrzegałam pasję, namiętność i miłość. Poprawiłam swoją pozycję. Starałam się ustawić tak, żeby nasze skarby stykały się ze sobą. Pośliniłam swoją rękę, aby lepiej nawilżyć tamte rejony, by było nam bardziej komfortowo. A potem zaczęłam pocieranie oraz ciche, rytmiczne pojękiwanie. Patrzyłam na piękność Kariny w blasku księżyca. Zagłębiałam się w jej oczach i tonęłam w oceanie miłości. Nic się nie liczyło, tylko moja siostra. Nikt ani nic nie dawało mi tyle szczęścia co ona. Chwyciła mnie za szyję, gdy zaczynamy się mocniej ocierać w nietypowych nożyczkach. Z nas obu wydobywaj się jęki i mruki
    – Kocham Cię — mówiła trudem, prawie że wyjęczała i całując i wpijając się w moje usta. Czułam. jak ogarniała ją fala podniecenia. Czucie jej cipki stykające z moją było cudowne. Nasze ciała były jak jedno, złączone w nierozerwalnej więzi, którą rozumiałyśmy tylko my dwie. Każdy dotyk, każdy pocałunek był wyrazem naszej miłości, naszej namiętności, która sprawiała, że czułyśmy się najszczęśliwszymi osobami na świecie. Byłyśmy dla siebie wszystkim.  Dobrze wiedziałam, że odwzajemniała moje uczucia. Karina znała mnie i moje ciało, wiedziała, jak dać Ci mi przyjemność, której tak bardzo pragnęłam. Czuła dobrze żar mojego ciała. Po naszych ciałach powoli spływał pot. Oddychałam coraz szybciej.
    – Kasiu… ja zaraz dojdę – ostrzegała mnie Karina, czując rosnącą przyjemność.
    Fala rozkoszy zalewała moje ciało. Błogi stan mnie wypełniał. Moje ciało się bardziej prężyło, a moja cipka eksplodowała. Przeszył mnie orgazm, moje ruchy przez moment przyśpieszyły, aż nagle zwolniły, a ja się wierciłam w błogim stanie. Jęczałam i kwiczałam, całkowicie oddana uczuciom, które były dla nas obydwu wyrazem najgłębszej miłości. W niekontrolowany sposób wierciła nogami, ściskając mnie jeszcze mocniej, aż zaczynało boleć.
    – Ach, ach… – wyrywały się z niej głośne jęki. Nagle ciepło uderzyło do głowy i przeżywała ze mną wspaniały orgazm. W miarę możliwości starała się jeszcze przeciągnąć pieszczotę i poruszać przez chwilę. Nasze oddechy mieszały się, tworząc rytmiczny, melodyjny szum. Karina patrzyła na mnie z błyskiem w oku, widząc, jak rozkosz mnie ogarnia. Nasze ciała powoli opadały z intensywności, ale nasze serca nadal biły w rytmie uniesienia. Cały świat wokół nas przestał istnieć. Byłyśmy tylko my dwie, złączone nierozerwalną więzią miłości i namiętności. Czułam, że byłam cała mokra. Padłyśmy sobie w objęcia i splecione łapiemy oddech, który wciąż był płytki i byłyśmy zdyszane po orgazmie. Pieściłyśmy się i całowałyśmy czule.
    – Jesteś niesamowita — szepnęła Karina, wpatrując się w moje oczy.
    Odgarnęłam jej kosmyki włosów z czoła, uśmiechając się do niej z czułością. Byłam zmęczona, ale jednocześnie czułam się niezwykle spełniona. Nasze ciała wciąż były splecione, czułam jej ciepło i bliskość, która była dla mnie wszystkim.
    – Ty też, Karina. Nigdy nie byłam szczęśliwsza niż z tobą.
    Przytuliłyśmy się mocniej, nasze ciała wtulone w siebie jak dwa puzzle, które idealnie do siebie pasowały Czułam, jak jej oddech powoli się uspokaja, a serce wraca do normalnego rytmu. Jej obecność była dla mnie jak balsam na duszę, dawała mi poczucie bezpieczeństwa i bezgranicznej miłości.
    – Chcę, żebyśmy zawsze były razem, bez względu na wszystko — powiedziałam cicho, głaszcząc ją po plecach.
    – Będziemy, Kasiu. Zawsze będziemy razem. Nasza miłość jest wyjątkowa i nic tego nie zmieni.
    Leżałyśmy tak, wtulone w siebie, czując, jak nasze ciała powoli się uspokajają. Czułam się jak w domu jak w najbezpieczniejszym miejscu na świecie. Nasze ciche rozmowy i delikatne dotyki były jak kojąca melodia, która łagodziła wszystkie troski i obawy. Przytuliłam ją mocniej, czując, jak jej słowa przenikają do mojego serca. Miała rację. Nasza miłość była wyjątkowa.
    – Kocham cię, Karina. I zawsze będę.
    – Ja ciebie też, Kasiu. Zawsze.
    Leżałyśmy tak jeszcze przez chwilę, wsłuchując się w nasze oddechy i bijące serca. Każda minuta, każda sekunda spędzona z nią była dla mnie najcenniejszą chwilą. Karina tuliła się do mnie, powoli zasypiając. Nie chciała wypuszczać mnie z objęć i nie miała nawet sił, by coś dopowiedzieć. Mimo iż ten związek ciągnął się od 3 lat, my wciąż nie miałyśmy siebie nawzajem dosyć. To takie piękne! Naturalnie znajdowałyśmy tę pasję, ten żar regularnie nawet przebudzony w środku nocy, jak w tym przypadku. Kochałam ją, moją siostrę, która była moją dziewczyną, kochanką. To zakazane, ale to potęgowało tylko naszą miłość oraz pragnienie, nasz żar. Sama usnęłam w objęciach Kariny w sukience pozwijanej i pończochach.

    ***
    Sobota przyniosła spokojny poranek. Obudziłam się wcześnie, ale nie chciałam wstawać. Leżałam rano wtulona do pleców Kariny, wsłuchując się w dźwięki dochodzące zza okna i czując jej bliskość. Wyspana i szczęśliwa. Myślałam o naszej przyszłości i nie wyobrażałam sobie jej z nikim innym. Widziałam, że jeszcze spała i nie chciałam jej budzić, wszak dała mi cudowna rozkosz zeszłej nocy, gdy wyrwałam ją ze snu po powrocie z imprezy. Słońce do naszego pokoju wpadało i jego blask idealnie rozświetlał urodę mojej siostry. Jej długie, falujące, ciemne włosy, które luźno opadały na jej ramiona, dodawały jej naturalnego uroku. Powoli otworzyła oczy, uśmiechnęła się do mnie, a potem cmoknęła mnie w policzek.
    – Dzień dobry, śpiąca królewno – powiedziałam z uśmiechem. – Jak się spało?
    – Dzień dobry – odpowiedziałam, przeciągając się lekko. – Wspaniale, zwłaszcza z tobą obok – odparła, przyciągając mnie do siebie. Przez chwilę leżałyśmy tak, delektując się porannym lenistwem.
    Uśmiechałam się czule i delikatnie pocałowałam ją na powitanie dnia. Karina odciągnęła trochę kołdrę, żeby móc popatrzeć na moje ciało co potwierdzał jej wzrok.
    – Uwielbiam dotyk Twojej gładkiej skóry oraz te zaokrąglone kształty… i do tego te pończochy. Podziwiała widoki w formie mnie samej i delikatnie krążyła paluszkami po moim brzuchu. Wzrokiem i dotykiem wprowadzała mnie w poranne podniecenie. Wciąż miałam na sobie oliwkową, swetrową sukienkę z kapturem podwiniętą aż do pępka. Dotyk mojej skóry od razu sprawił, że miałam elektryzujące dreszcze. Schodziła niżej i całowała moje kolano.
    – Masz takie cudne nogi – rzuciła zmysłowym tonem — Przejeżdżała językiem po udzie, ale tylko po materiale pończoch. Drżałam z rozkoszy. Pragnęła jej pieszczot. Jestem starszą siostrą, ale to jak w ostatnim czasie ogarnęła sztukę panowania, tylko mnie nakręcało. Oddawałam się jej bez żadnego, ale.
    – Co powiesz kochanie na prysznic? – zaproponowałam na mocno spłyconym oddechu
    – Jeszcze chwila — proszę. – Daj mi się nacieszyć widokiem. – nie potrafiłam jej odmówić.
    Opierała głowę o mój brzuch. Opuszkami palców błądziła jeszcze po materiale pończoch. Cieszyła się chwilą. Dopiero po kilku minutach, nasycona już widokiem, była gotowa, by wstać. Poszłyśmy w końcu do łazienki. Mamy nowszej kategorii prysznic bez brodzika. Weszłyśmy za szybę prysznicową, nie zdejmując nawet ubrań, tylko od razu pod nim odkręciłyśmy wodę, a z deszczownicy leciała na nas woda. Byłam tak podniecona i napalona, że nie przejmowałam się, że byłam w pończochach, bieliźnie i sukience. Dociskałam Karinę do ściany, łapiąc ją za piersi, jej biały T-shirt zrobił się mokry, że jej  kształtne piersi idealnie przez niego prześwitywały. Karina podkręciła trochę temperaturę wody, żebyśmy nie zmarzły. Wypięła się tyłkiem w moją stronę i machała nim zalotnie, wesoło przy tym podśpiewując. Dałam jej delikatnego klapsa, po czym chwyciłam ją za pośladki. Zdjęłam szybkim ruchem z niej majtki, po czym moja rączka wylądowała na jej kroczu. Masując jej kobiecość, która była cała mokra od jej podniecenia oraz wody, która nas olewała. Podniosłam płynne mydło i myłam ją delikatnie, po czym spłukiwałam namydlenie i wsuwałam swoje dwa paluszki. Przyległam do jej pleców, a Karina uniosła ręce w strzałkę nad siebie i plotłam z nimi palce. Jej ciepłe ciało wtulone w moje, wspólne bicie serca, wszystko to sprawiało, że świat poza nami przestawał istnieć.
    Każdy ruch, każde drżenie jej ciała pod moimi palcami, było dla mnie niewyobrażalnym źródłem radości i satysfakcji. Byłyśmy jednością w tym momencie, a nasze uczucia i pragnienia zlewały się w jedną nieprzerwaną falę miłości i namiętności.
    – Jesteś wszystkim, czego pragnę – szepnęłam jej do ucha, przylegając jeszcze mocniej do jej pleców.
    Pozwalała mi zaopiekować się nią, jak chciałam. Posłusznie ułatwiam mi wszystkie czynności. Uwielbiam brać z nią prysznice.
    – Jesteś kochana, siostrzyczko – Karina odpowiedziała cichym jękiem i lekkim uśmiechem, a jej ciało odpowiedziało na moje dotyki z intensywnością, której nie można było zignorować. Czułam, jak nasze ciała znowu stapiają się w jedno, każda chwila była bezcenna, każda sekunda była wyrazem naszej nierozerwalnej więzi.
    – Kocham Cię – wyszeptała Karina, odwracając głowę i spoglądając mi głęboko w oczy.
    – Ja Ciebie bardziej – odpowiedziałam, całując ją namiętnie.
    Moje paluszki wślizgnęły się w jej rozgrzane wnętrze. Cipka mojej siostry była taka cudowna. Wykonywałam nimi delikatnie ruchy posuwisto zwrotne. Pierw płytko, a z każdym kolejnym pchnięciem nimi zagłębiałam się dalej, a moje ruchy nabierały dynamicznej szybkości. Całowałam przy tym jej  szyję, kark, i barki. Bez skrępowania zaczęła pojękiwać. Wysila się trochę, by unieść nogę i oprzeć ją o ścianę, zostając w szerokim rozkroku, co umożliwiło mi lepszy dostęp i jeszcze głębsze pieszczoty. Karina pozbyła się reszty garderoby, pozwalając, by woda spływała po jej nagim ciele. Każde jej westchnienie, każdy jęk były dla mnie dowodem na to, jak bardzo mnie pragnęła. Czułam, jak nasze ciała reagują na siebie, jak nasze pragnienia się splatają, tworząc coś niezwykle intensywnego.
    – O tak! – głosem pełnym rozkoszy
    Zatopiłam się w niej całkowicie, nasze ciała poruszały się w harmonii, a moje palce zanurzały się głębiej i szybciej, doprowadzając ją na skraj rozkoszy. Jej plecy wyginały się w łuk, a oddech stawał się coraz szybszy i płytszy. Obracała głowę, aby mogła ją całować, gdy była plecami do mnie. Jej biodra mocniej się prężyły i falowały. Łapałam Karinę za piersi, po czym moja rączka sunęła z piersi na jej łechtaczkę, którą kolistymi ruchami masowałam i z każdą kolejną chwilą bardziej pocierałam. W tym momencie pieściłam moją siostrę od dwóch stron, od tylu moimi paluszkami posuwałam jej szparkę i od przodu łechtaczkę. Pozwalam sobie na zabawę w krótkich momentach kciukiem z jej odbytem. – Jesteś taka piękna – szepnęłam jej do ucha, czując, jak napięcie w jej ciele rośnie.
    – Oh! Kasiu… – jej głos był pełen potrzeby i podniecenia.
    Całowałam ją głęboko, nasze języki splatały się w intensywnym tańcu, a moje palce pracowały nieprzerwanie, doprowadzając ją do granic ekstazy. Jej ciało zaczęło drżeć, a ja wiedziałam, że jest bliska szczytowania.
    – Już zaraz… – Karina szepnęła, jej głos drżał od intensywności przeżywanych emocji.
    Jej orgazm był jak eksplozja, jej ciało prężyło się pod moimi dotykami, a jej jęki były pełne rozkoszy. Czułam, jak jej cipka pulsuje wokół moich palców, a jej ciało oddaje się w pełni tej chwili. Przylgnęłam do niej mocniej, całując jej szyję i ramiona, pozwalając, by woda spływała po nas, zmywając wszelkie napięcie i przynosząc ukojenie.
    – Kocham Cię, Karina – szepnęłam, kiedy jej ciało zaczęło się uspokajać.
    – Ja Ciebie bardziej – odpowiedziała z uśmiechem, przyciągając mnie do siebie i całując delikatnie.
    Chwilę trwało, zanim Karina doszła do siebie. Nie ma to, jak udany poranek. Od razu zamierzała się odwdzięczyć. Pocałowała mnie łapczywie i głęboko w usta, po czym powoli opadam na kolana. Woda prysznica ciągle nas oblewała. Moja sukienka była cała morka tak jak pończochy. Opierałam się plecami o ścianę. Nie miałam na sobie majtek, bo poprzedniej nocy Karina mnie ich pozbawiła. Podwijałam wyżej w sukienkę, rozkładając szeroko nogi, unosząc jedną, opierałam ją o boczną ścianę. Siostra wzięła słuchawkę prysznicową i nakierowała strumień ciepłej wody na moją szparkę. Paluszkami masowała okolice, lecz nie zbliżała się jednak do klejnotu. Udawała,  że to tylko mycie, zwykłą czynność higieniczna. Tymczasem znów pocałowała udo i powoli zmierzała ustami wyżej, znacząc drogę namiętnymi pocałunkami. Mruczałam i pojękiwałam, czując, jak jej ciepłe wargi zbliżają się coraz bardziej do miejsca, które najbardziej pragnęła pieścić.
    Jej dotyk był delikatny, a zarazem pełen pasji. Każdy pocałunek był wyrazem miłości, którą darzyłyśmy się nawzajem. Jej palce delikatnie sunęły po mojej skórze, a woda prysznica potęgowała uczucie ciepła i bliskości. Karina znała każdy zakamarek mojego ciała i wiedziała, jak doprowadzić mnie do szaleństwa.
    Kiedy w końcu jej usta dotknęły mojego najbardziej wrażliwego miejsca, moje ciało zareagowało natychmiastowo. Czułam, jak przyjemność rozchodzi się po całym ciele, od czubków palców po sam czubek głowy. Każdy ruch jej języka, każda zmiana intensywności była perfekcyjnie dostosowana do tego, co sprawiało mi największą rozkosz. Pławiłam się w błogości, jaką mi fundowała. Moje palce wplatały się w jej włosy, przyciągając ją bliżej. Każde jej muśnięcie było jak elektryzujący impuls, który rozchodził się po moim ciele. Moje biodra zaczęły poruszać się w rytmie jej pieszczot, a moje oddechy stały się szybsze i bardziej urywane.
    – Kocham cię, Karina… – wyszeptałam między kolejnymi westchnieniami.
    Jej odpowiedzią był jeszcze głębszy pocałunek, który sprawił, że moje ciało eksplodowało z rozkoszy. Moje pojękiwania wzmocniły się, a każdy mięsień w moim ciele napiął się, by zaraz potem rozluźnić w ekstazie. Czułam, jak fala przyjemności zalewała moje ciało, przynosząc mi niezrównane uczucie spełnienia.  Ilość soków ze mnie się lała strumieniem, a Karina posłusznie spijała je wszystkie. Mój orgazm rozładował kotłujące się napięcie.
    – Zadowolona, siostrzyczko? – zapytałam po wszystkim.
    Mój oddech wciąż był przyśpieszony. Miałam problem, aby złapać unormowany dech. Zdyszana odpowiedziałam, głaszcząc ją po włosach i poliku
    – Jeszcze się pytasz?! Tak siostrzyczko, moje słońce
    – Umyjmy się i chodźmy coś zjeść – zaproponowała, przechodząc do porządku.
    – Słusznie – posłałam jej buziaka.

    Zdjęłam z siebie sukienkę i pończochy. Do prania się tylko nadawały. Wzięłam ponownie płynne mydło i gąbkę i zaczęłam myć moją siostrę, całą i dokładnie. Myłyśmy się dokładnie, a potem przebrałyśmy się i poszłyśmy do kuchni na śniadanie. Była sobota i nic nas nie goniło.
    Ubrałam na siebie błękitną koszulę i białe figi. Zrobiłam nam jajecznicę z kurkami oraz malinową herbatę z miodem.
    Poranek był cudowny. Byłam najrzewliwszą osobą, będąc w zakazanym związku z moją siostrą, Kariną z imieniem gwiazdy. Tak, Karina była moją gwiazdką. Cieszyłam się na wspólny weekend w apartamencie rodziców w górach. Nałożyłam i podałam do stołu śniadanie i zawołałam Karinę.
    – Kara!
    – Już idę – zawoła z pokoju i po chwili wyszła ubrana w samą bluzę z kapturem. Widok jej w tej prostej, luźnej bluzie, która ledwo zakrywała jej uda, sprawił, że poczułam ciepło rozchodzące się po całym ciele. Jej niefrasobliwość i naturalne piękno były dla mnie źródłem nieustannego zachwytu. Uśmiechnęła się do mnie, podchodząc bliżej.
    – Pachnie cudownie – powiedziała, siadając przy stole. – Zawsze wiesz, jak sprawić, że poranek staje się wyjątkowy.
    Uśmiechnęłam się, siadając naprzeciwko niej. Śniadanie było proste, ale pełne miłości i bliskości. Nasze rozmowy były lekkie, pełne śmiechu i ciepłych spojrzeń. Cieszyłyśmy się chwilą, bez pośpiechu, delektując się każdym kęsem i każdym słowem.
    – Kocham Cię nad życie i nie mogę się doczekać wspólnego wyjazdu – rzuciłam, wpatrując się w jej oczy pełne blasku.
    – Zastanawiam się, czy będziemy chodzić po górach, czy jedynie po domu, bo nie wiem co zapakować… – zapytała z szelmowskim uśmiechem
    Zaśmiałam się, kręcąc głową z rozbawieniem.
    – Myślę, że możemy połączyć oba. – odpowiedziałam. – Trochę wędrówek, trochę leniuchowania. Idealna równowaga, nie sądzisz? –  Nie ważne, jak długo ze sobą byłyśmy, nigdy nie miałyśmy i nie będziemy miały siebie dość. To musiał być najwspanialszy rodzaj pasji, pomyślałam.
    –  Brzmi jak plan. – Karina odpowiedziała, sięgając po kolejny kawałek jajecznicy. – Ale pamiętaj, że w domu też mamy swoje atrakcje.
    –  Oczywiście, nie zamierzam zapominać. – powiedziałam z uśmiechem, czując ciepło rozchodzące się po całym ciele na myśl o wspólnych chwilach, które nas czekają. – dotknęłam jej dłoni — Na wyjazd spakujmy także komplet na wieczory – puściłam jej oczko, czując, jak ekscytacja rośnie w nas obu. Karina zaśmiała się, przymrużając oczy.
    – Oczywiście, nie mogę się doczekać tych wieczorów – odpowiedziała, ściskając moją dłoń. – Chciałabym też, żebyśmy miały same takie dobre poranki jak teraz.
    Dokończyłyśmy śniadanie, delektując się ostatnimi chwilami porannej beztroski. Potem zabrałyśmy się za sprzątanie, a następnie za pakowanie na nasz wyjazd w góry. Każda z nas miała swoje zadania – ja zajęłam się zbieraniem jedzenia i napojów, a Karina zorganizowała resztę niezbędnych rzeczy.

    Po śniadaniu Karina zaproponowała, że pozmywa. Przed wyjazdem musiałyśmy  przecież zadbać, by w domu był porządek. Spakowanie się potrwa tylko chwilkę, więc jeszcze na szybko odkurzyłyśmy, żeby potem, po powrocie nie musieć sprzątać, bo przecież na pewno wrócimy zmęczone.  Poszłam się ubrać i spakować. Patrzyłam w lustro w naszej sypiali i myślałam, że ta koszula bez stanika pod spodem będzie w porządku. Wiem, że prawdopodobnie po wejściu do apartamentu szybko wylądujemy w łóżku, dlatego też nałożyłam na nogi pończochy i skórzaną spódniczkę. Dołożyłam do tego sznurowane kozaczki na szpilce do połowy łydki, a do torby spakowałam rzezy luźniejsze i do spacerów górskich. Karina wybrała jednak luźniejszą kreację, ubierając wygodny dres. Klepnęła mnie w tyłek. Gdy wszystko było gotowe, sprawdziłyśmy jeszcze raz, czy niczego nie zapomniałyśmy. Wzięłyśmy nasze plecaki, a ja chwyciłam jeszcze koc i aparat fotograficzny.
    – Gotowa? – zapytałam, patrząc na Karinę.
    – Gotowa! – odpowiedziała z entuzjazmem.
    -To jedziemy, kochanie, ale zamierzasz jechać w same bluzie bez dołu i bielizny? – Uśmiechałam się rubasznie, zadając to pytanie, bo nie miałam  nic przeciwko, aby tak jechała
    – Nie, oczywiście, że nie – odparła, wsuwając na siebie dresowe spodnie.  
    Rzuciłam siostrze figlarne spojrzenie
    – Dobrze, to chodźmy.
    Wyszłyśmy z domu, trzymając się za ręce. Słońce świeciło jasno, a powietrze było rześkie i przyjemne. Idealny dzień na naszą wycieczkę. Zapakowałyśmy torby do samochodu, wsiadłyśmy do auta i ruszyłyśmy.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Iva Lions
  • Szefowej sie nie odmawia

    Niecały rok temu rozstałam z chłopakiem, z którym nie byłam do końca szczęśliwa. Nie podobało mi się jak mnie traktował. Czułam się w tym związku osobnikiem drugiej kategorii. Co raz bardziej mnie olewał, nie dawał odczuć szacunku, nieustannie się kłóciliśmy. Tak naprawdę, więcej dla mnie robili przyjaciele i znajomi, którzy nie musieli tego robić, ale chcieli. Byliśmy razem przez 5 lat, od gimnazjum do końca szkoły technicznej. Początkowe młodzieńcze zauroczenie, z czasem zaczęło przeradzać się w rutynę i przyzwyczajenie. To i dodatkowo mój potulny charakter oraz brak większej pewności siebie trzymał mnie przez ostanie półtora roku w czymś, z czego się chciałam wydostać.  
    Wychowywałam się sama z mamą na wsi. Ojciec nas porzucił i miał nas w głębokim poważaniu, lecz utrzymywałam z nim kontakt, mimo że nie darzyłam go sympatią. Mojej mamie oraz mnie pomogła najbliższa rodzina, wujkowie, babcia a także życzliwi sąsiedzi, gdzie przy tak małej wiosce byli jak rodzina. Wyrosłam dzięki nim na w miarę poukładaną dziewczynę, choć nie bez skrzywień czy innych fobii.  
    Od podstawówki miałam również wsparcie przyjaciółki, z którą zżyłam się tak blisko, że zawarłyśmy pakt, że jak do 40-tki nie ułożymy sobie życia, to zostaniemy parą, a może nawet małżeństwem.
    Moje młode życie różnie mijało, raz na wozie raz pod wozem. Czasem bywały bardzo radosne chwile a czasem i bardzo złe. Jednak starałam się jakoś iść przed siebie. Ukończyłam podstawówkę, potem gimnazjum ze średnimi wynikami. Udałam się do technikum ekonomicznego ze specjalnością księgowości. Tam trochę bardziej zaczęłam brać się za siebie, stawiając na umiarkowany pozytywizm. Po drugiej klasie z poczucia obowiązku i potrzeby finansowej poszukiwałam dorywczych posad. Na początku w wakacje a następnie przez cały rok w weekendy. W klasie maturalnej przyjęto mnie na kasę w Castoramie i pracowałam tam przez prawie kolejny rok. Nastał okres matur, które zdałam lepiej niż tego oczekiwałam. Później nastąpił odbiór świadectw. W tym czasie otrzymałam możliwość udania się na staż do jednej z kancelarii zajmujących się księgowością. Przyjęłam tę ofertę dostrzegając w tym szanse dla samej siebie na rozwój i dogodniejsze zarobki. Latem rozpoczęłam staż, który trochę pozwolił mi wprowadzić pewne istotne zmiany w moim życiu. Rozstałam się z chłopakiem i zaangażowałam się w rozwój samej siebie.  

    W nowej pracy, zostałam potraktowana jak reszta stażystów i pracowników z pełnym profesjonalizmem i przyjazną atmosferą, gdzie pracodawcy dali odczuć, że nie są katami, tylko przyjaciółmi i głową rodziny. Od pierwszych dni, ogromne wrażanie na mnie zrobiła szefowa. Na wejściu pokazywała swój silny charakter, jasno przedstawiała nam swój porządek. Miała wysokie wymagania, ale była sprawiedliwa. Przedstawiała również swoją cieplejszą stronę, w której dbała i troszczyła się o każdego pracownika, również interesując się nim. Potrafiła zbudować zaufanie w zespole i do niej samej jak chociażby poprzez wyjazdy integracyjnie, na których pokazywała swój luźniejszy pierwiastek. Każdy, kto tu pracował, było widać, że darzył ją ogromnym szacunkiem i respektem. Sama pod jej okiem stawałam się pewniejszą siebie osobą. Wiele się od niej uczyłam, a ona sama potrafiła być dla mnie inspiracją. Bardziej zaczęłam o siebie dbać nie tylko o kondycję mentalno-intelektualną, ale również fizyczną. Dodatkowo takim małym bonusem dla mojej sympatii do niej, to, że była moją imienniczką. Przy tym wszystkim mojej uwadze nie mogła obejść jej przykuwająca spojrzenia, oszałamiająca atrakcyjność. Była naprawdę seksowną kobietą po trzydziestce, przy której wyobraźnia potrafiła szaleć. Byłam lekko pruderyjną dziewczyną i zadeklarowaną heteryczką mimo paktu z moją przyjaciółką i łatwo mnie było zawstydzić. W głębi serca trochę zazdrościłam jej, gdyż mnie samej brakowało od ideału, ale uroda szefowej także mocno pobudzało moje fascynacje względem niej. Natura obdarzyła ją bardzo niskim wzrostem oraz drobną i filigranowa figurą z uwydatnionym biustem, smukłą sylwetka, subtelnymi rysami twarzy z blond włosami do ramion. Do tego  wiedziała jak podkreślić swoje walory kreacją i delikatnym makijażem. Zawsze ubierała się z elegancją, na ogół się w gustowne garsonki, z kusymi i obcisłymi spódniczkami. Uwielbiała eksponować swoje nogi, które były bardzo powabne i podkreślała je zawsze nosząc wysokie i stylowe szpilki. Męska cześć zespołu oglądała się za nią nawet tego nie kryjąc. Szefowa znała swoją atrakcyjność i wiedziała jak działa na samców.  

    Polubiłam swoją szefową i obcowanie w jej towarzystwie, było dla mnie na prawdę czymś miłym i przyjemnym. W czasie pracy często w wolnych chwilach oddawałyśmy się różnym dysputom. Miałam wrażenie, że szefowa też przejawiała do mnie sympatią, większą niż do pozostałych. Bardzo pomagała mi się wdrożyć w nowym miejscu pracy i czasami była łaskawa na moje pomyłki z braku doświadczenia. Inni niekoniecznie mieli takie przywileje. Nasze relacje były tylko zawodowe, ale z każdym dniem stawały się bardzo bliższe, lecz bez przekraczania pewnej granicy.

    Po dwóch miesiącach mojego stażu, nasza kancelaria organizowała wyjazd integracyjny w Góry Izerskie. Wypad był bardzo udany. Jeździliśmy  na rowerowe wycieczki, spacerowaliśmy po górach a wieczorami oddawaliśmy się atrakcjom hotelowym. Większość z nas spędzała go na basenie wylegując się na leżakach lub w wodzie. Wtedy pierwszy raz zobaczyłam swoją szefową w stroju kąpielowym. Jej figura była idealna. Brakowało mi trochę do niej, miałam generalnie smukłą figurę, ale delikatne fałdki zaczęły mi się wytwarzać na brzuchu i był zaokrąglone lekko. Nadrabiałam nogami i buzią. Wracając do wjazdu, traf chciał, że wylosowałam szefową w pokoju. Wieczornymi porami oddawałyśmy się rozmową trochę. Była naprawdę bardzo przyjemną osobą. Drugiej nocy, gdy zebrało mi się na żale, po raz pierwszy poczułam jej dotyk, mający być wyrazem troski. Kontynuując swoje historie, przytuliła mnie. Było to dla mnie dziwne i wywoływało ambiwalentne uczucia , zwłaszcza żę gdy prowadziłyśmy rozmowę była w samym szlafroku a ja piżamie. Doznanie te było bardzo elektryzujące i nie wiedziałam, co o tym myśleć. Po tej dyskusji włączyłyśmy telewizor i oglądałyśmy jakiś film. Leżałyśmy razem w łóżku i obie, co jakiś czas na siebie spoglądałyśmy. Wymieniałyśmy uśmiechy, od których dostawał gęsiej skórki i podniecających dreszczy. Nie wiedziałam, co się ze mną działo. Marta miała w sobie tak przyciągający magnetyzm, któremu trudno było się oprzeć. Jednakże zmęczone całym dniem zasnęłyśmy razem w łóżku. Rano obudziłam się a moja ręka obejmowała, szefową. Lekko się zlękłam, że co sobie ona pomyśli. Zabierając rękę, zaczęła się budzić. Marta spojrzała na mnie porozumiewawczym uśmiechem, że nic się nie stało. Pogłaskała mnie po policzku i pocałowała w policzek, bardzo blisko kącika usta. Zamarłam, a zarazem przechodził prze ze mnie elektryzujący dreszcz. Marta jak gdyby nic się nie wydarzyło poszła do łazienki. Po tym wydarzeniu porannym nie wracałyśmy do tego. Nadszedł czas powrotu do rzeczywistości. Wyjazd integracyjny się skończył i trzeba było wracać do pracy. Przez kolejny tydzień Marta, miałam wrażenie wyszukiwałam zbliżenia nie ze mną. Częściej ze mną rozmawiała postronnie o sprawach prywatnych, z których jej się zwierzałam podczas wyjazdu i że zawsze mogę do niej przyjść z problemem. Pozwalała sobie na dotknięcia moich rąk i gładzenia po włosach jako pretekst do otuchy. Zastanawiałam się czy aby szefowa nie miała na mnie chrapki, ale ona też mnie pociągała.
    ***  
    Był piątek, ostatni tydzień października. Dzień był ładny, zapowiadał się przyjemny weekend po deszczowym tygodniu. Siedziałam jak zawsze do późna w pracy. Większość starała się jak najszybciej wyrwać by zacząć piątkowy wieczór. Z racji, że moje życie osobiste było zawieszone i lekko posypane, oddawałam się nadgodzinom. Po godzinie siedemnastej w biurze już zostałyśmy tylko ja i moja szefowa. Od kiedy byłam sama, też miała w zwyczaju pracować do późna. Zawsze jednak, ktoś poza nami bywał w biurze i nadrabiał zaległości, tym razem pierwszy raz byłam z nią sama. Siedziała za swoim biurkiem z poważną miną czytała coś na ekranie swojego laptopa, nagle jej wzrok przeniósł się na mnie, przeszył mnie dreszcz i uciekłam od jej spojrzenia. Bałam się tego, iż odkryje, że niesamowicie na mnie działa, zwłaszcza od wyjazdu integracyjnego, budzi czysto zwierzęce żądze. Chciałam uniknąć jej spojrzenia, więc zabrałam się za przeglądanie papierów, jednak po chwili usłyszałam charakterystyczny dźwięk jej szpilek. Obróciłam się i ujrzałam w szaro-niebieskiej garsonce na eleganckich botkach.  
    -Tak? – wydukałam głosem kompletnie pozbawionym pewności siebie
    – Mogłabyś zaksięgować jeszcze te przelewy od wspólnoty XYZ. Trochę będzie z tym pracy, a dziś piątek.
    – Żaden problem, już działam
    – Jesteś wzorową pracownicą, należy Ci się premia – miałam wrażenia, że premia było wypowiedziane trochę dwuznacznie
    – Dziękuję, robię swoje
    – Widzę, no nic to wracaj do pracy
    Pogłaskała mnie po dłoni spoglądając mi naprawdę głęboko w oczy. Wydukałam tylko jakieś potwierdzenie i próbowałam skupić się na pracy. Było to trudne, gdyż szefowa dekoncentrowała mnie swoją osobą. Miałam dziwne wrażenie, że cały czas uważnie mnie obserwuje i wysyła mikrosygnały, że na mnie leci. Każdy jej ruch, gest dekodowałam, jako próbę kokieterii i zainteresowania moją osobą w kontekście seksualnym. Starałam się jednak wypełnić swój obowiązki. Skończyłam zadanie wyznaczone przez szefową i zbierałam się do wyjścia. Było po dziewiętnastej, podeszłam do biurka szefowej i się chciałam pożegnać
    – Dobranoc, udanego weekendu
    –  Dziękuję. Masz jakieś plany na wieczór? – zapytała uśmiechając się
    – Niezbyt, raczej powrót do mieszkania i nuda
    – To dobrze, zapraszam w takim razie na relaksacyjnego drinka!  
    – A to nie będzie niezręcznie wyglądało?
    – Jako szefowa stwierdzam, że nie. To taki nieformalny rodzaj premii za Twoją ciężką pracę i nadgodziny – Nie zastanawiaj się tylko bierz płaszcz i idziemy
    – Skoro szefowa tak mówi
    – Daj spokój z tą szefową, po pracy jesteśmy
    – Będzie trudno mi się przestawić, ale dobrze Marto
    Wiedziałam, że będę miała problem z takim spoufaleniem, jednak postanowiłam spróbować jak może wyglądać taka relacja poza pracą. Wyszłyśmy z biura i spacerem udałyśmy się w poszukiwaniu lokalu. Był piątkowy i październikowy wieczór, dosyć ciepły. Szukałyśmy jakiegoś klimatycznego miejsca z mniejszym tłokiem, wszak był weekendu początek i tłumy wieczorną porą w mieście to norma. Nastrój do rozmowy się nie kleił, ale wyczuwałam swego rodzaju napięcie przy wymieniających się spojrzeniach. Mało mówiłyśmy, atmosfera wypełniała enigmatyczna aura. Znalazłyśmy w końcu mały lokal. Zdjęłyśmy płaszcze i usiadłyśmy przy wolnym stoliku z narożną kanapą pod ścianą. Pub ten był bardzo klimatyczny w klasycznym stylu. Muzyka w tle była nastrojowa, idealna na spędzenie czasu z szefową przy drinku. Marta poszła do baru zamówić drinki. Gdy wróciła usiadła obok, blisko mnie. Pierwsze takie prywatne wyjście z szefową nastrajało we mnie poczucie skrępowania i lekkiego zawstydzenia. Takie spoufalenie się było dla mnie czymś nowym. Atmosfera jednak stawała się luźniejsza. Popijałyśmy drinki i swobodnie prowadziłyśmy rozmowę na różne tematy, jak najlepsze koleżanki. Wyczuwałam jednak, że z każdą kolejną chwilą upływającego mile spędzanego czasu, rozwojowo kokietowała mnie. Pozwalała sobie na częste muśnięcia i dotyki, które przeradzały się w wodzeniu opuszkami palców po moich dłoniach. Badała moje reakcje, w których nie dałam jej odczuć, że robiła coś nie tak. Pogładziła moje włosy, delikatnie bawiła się nimi między palcami. Podobało mi się to i było to dla mnie przyjemne. Dodatkowo Marta miała w sobie to coś, co mnie pociągało w niej, władczy charakter. Alkohol wyraźnie dodawał jej śmiałości i zaczęła posuwać się zdecydowanie odważniej. Przysunęła się bliżej mnie. Swym ognisty spojrzeniem, cudownym zapachem pobudzającym moje zmysły odwracała uwagę i nie zauważyłam, kiedy filigranowo kołując paluszkami dotykała mojego kolana. Byłam lekko zmieszana, i taki też miałam chyba wyraz twarzy. Marta spojrzała na mnie z szelmowskim uśmiechem, powoli przesuwając rękę kierunku uda, wtedy się speszyłam lekko odskakując i zaciskając je nogi. Nie zniechęciło to szefowej, która rozchyliła ponownie moje uda. Delikatnie jeździła po lewym udzie dłonią na przemian z opuszkami palców, była nieustępliwa próbując mnie zdobyć. Wyraźnie widziałam to w jej oczach, to była już zwierzęca rządza, niezwykły flirtowy podryw. Zachowywała w tym mimo wszystko pewien takt. Ponownie się przysunęła kładąc dłoń na moim udzie. Gorąc podniecenia uderzał we mnie. Była jednak wciąż, we mnie blokada broniąca mnie przed poddaniem się w uwodzeniu przez szefową. W moim mniemaniu było to niezręczne, nie na miejscu, ale nie odstraszało mnie, że byłam uwodzona przez kobietę. Z każdą kolejną sekundą podniecone ciało wygrywało z rozumem i obyczajem. Zbliżyła twarz muskając koniuszkiem nosa moich włosów i zaciągając się ich zapachem. Nowe doświadczenie, zapewniane mi w owej chwili, wprawiało mnie o zawrót głowy. Pochyliła twarz nad moje ucho, do którego szeptała, że pragnęła mnie, od kiedy mnie zatrudniła, prawiła komplementy, formułowa, że szefowej się nie odmawia. Elektryzujące mrowienie przeze mnie przechodziło ku górze, byłam tym faktem oszołomiona i pobudzona, chociaż jeszcze nie tak jak Marta. W trakcie, gdy to mówiła posuwała się dalej, zgrabnie wślizgując pod spódniczkę, na co zareagowałam tym razem mimowolnie lekkim rozchyleniem nóg. Nie byłam pewna czy tego chcę, ale to było strasznie ekscytujące, moja wystrzałowa szefowa zabawiająca się ze mną publicznie. Otarła się swoim ciepłym polikiem o mój polik, co potęgowało moje podniecenie. Jej ręka dotarła do krocza, aż zamruczałam. Masowała moją kobiecość przez rajstopy i majtki. Rozpalała mnie coraz bardziej, całowała moje ucho, byłam rozochocona jej działaniami, aż rozwierałam lekko usta. Nie wiedziałam, co się ze mną działo, odpływałam w otchłań rozkoszy. Przestałam zwracać uwagę, że znajdujemy się w miejscu  Marta zbliżyła wargi do moich. Podekscytowanie u mnie narastało mocni podobnie jak uczucie gorąca. Czułam ciepło jej ust, drażniła się ze mną krążąc bliskością jej ust wokół moich. Żołądek mi wywracało, wyczekiwałam pocałunku. Nasze usta złączyły się w upragnionym poczynaniu i łapczywie, choć krótko mnie pocałowała, po czym spojrzała mi w oczy z ognistym pożądaniem, któremu ciężko było nie ulec. Pomyślałam „Raz się żyję, w końcu szefowej się nie odmawia” i rzekłam do niej impulsywnie nie zastanawiając się zbytnio nad tym, co mówię
    – Chodźmy do Ciebie!
    Natychmiast przerwała zabawę pod moją spódniczką i wzięła mnie za rękę wyprowadzając z lokalu. Szybko podeszłyśmy do postoju taksówek. Wsiadłyśmy do pierwszej taryfy, Marta podała adres. Kierowca ruszył obierając kurs, a szefowa ujęła moją twarz i zaczęła mnie łapczywie całować. Wyraźnie była napalona na mnie i nie przejmowała się taksówkarzem. Trochę mnie to krępowało, ale też byłam tak rozpalona przez Martę, że oddawałam pocałunki rozkoszując się tą ekscytującą chwilą. Dostrzegałam w lusterku skonfundowanie starszego człowieka, ale przedstawienie mu się podobało, bo częściej oglądał się na nas, niż patrzył na drogę. Budziło to mój niepokój o jego koncentrację. Wyszeptałam swoje obawy Marcie, która potraktowała je poważnie i przestała mnie całować, ale nie przestała pieścić rękoma. Byłam tak podniecona że trasa się dłużyła .Chciałam i byłam na nią nakręcona. Po jakiś piętnastu minutach, podczas których odczuwałyśmy ogromne zniecierpliwienie i zwiększające między nami napięcie, dojechałyśmy na miejsce. Marta regulowała rachunek, taksówkarz był pobudzony naszym migdaleniem się i ślinił się jak pies, czego nawet nie próbował ukryć.
    – Czy mogę się do Pań dołączyć? – pytał rozochocony
    – Impreza zamknięta – odpowiedziała
    – Szkoda, dobrej zabawy  
    – Dziękujemy
    Wyszłyśmy z taksówki, Marta wzięła mnie za rękę i chyżym krokiem prowadziła do mieszkania. Będąc już w środku za zamkniętymi drzwiami rzuciłyśmy się na siebie. Od razu przeszłyśmy do namiętnego i łapczywego całowania. Nasze płaszcze fruwały po pokoju. Szefowa narzucała szybkie tempo przypierając mnie do ściany w przedpokoju. Dociskała sobą do mnie, czułam przez materiał jej biust i jej ocieranie o mój. Temperatura rosła a gorące pocałunki zwiększały pożądanie. Uniosłam nogę, za którą mnie złapała. Zaczęła całować mnie po szyi, na co rozwierałam szeroko usta, szybciej oddychając i wplątując rękę w jej włosy. Równocześnie rozpinała moją bluzkę, zdejmując ją ze mnie i dorzucając do leżących rzeczy. Chwyciła moje piersi przez stanik, ugniatając je i całując dekolt. Była jak niepohamowany demon, opętany żądzą namiętności. Oddać jej należy, że znała się na rzeczy, byłam niesamowicie rozpalona, zaczęłam wyrównywać inicjatywę obracając się wraz z nią naprzemiennie do ściany robiąc chwilowe przystanki całując się. Wykonałyśmy z pięć obrotów, po czym Marta wzięła mnie za rękę prowadząc do ogólnego pokoju i pchnęła mnie mocno na szeroką ladę. Kolanem rozszerzyła nogi, wsunęła rękę pod moją spódniczkę i bieliznę pieszcząc mój skarb. Zamruczałam. Usiadła na mnie, spod podwiniętej spódniczki wychyliły się koronkowe manszety pończoch. Dłońmi gładziłam jej nogi. Marta pochylana tułowiem nade mną całowała usta, szyję. Językiem wsunęła się w mój dekolt, a ręką zgrabnym ruchem zdejmowała ze mnie stanik. Skupiła wzrok na moich sterczących sutkach. Skierowała na nie swoje usta, pocałowała je z pasją i pożądaniem a jednocześnie delikatnie. Odpływałam. Wbijała usta w moje piersi naprzemiennie liżąc brodawki i przygryzając sutki. Wspaniale to robiła, wzdychałam i zaciskałam na je włosach ręce. Dalej pieściła moje piersi, ale ja chwyciłam ją za policzki i pociągnęłam do mych ust, które łapczywie całowałam. Zaczęłam rozpinać jej sweterek, lecz dała mi po łapie. Uniosła się i kontynuowała rozbieranie samej siebie. Powoli rozpinała guziczki od sweterka tanecznie kręcąc biodrami nad mną. Ten mały striptiz był bardzo podniecający. Sweterek poleciał w kąt, Marta sięgnęła do zapięcia stanika i rozpięła go po czym pofrunął za sweterkiem. Moim oczom ukazały się wspaniale wyrzeźbione ciało, płaski i gładki brzuch oraz kształtne piersi, do których automatycznie zbliżyłam usta i ujęłam w ręce. Były cudownie jędrne w dotyku. Całowałam jej piersi, drażniąc ustami, które chwytałam mocniej  dłońmi. Wodziłam językiem po dekolcie i wokół cycków. Marta przerwała mi i dalej zajmowała się mną. Ustami schodziła niżej, językiem zataczała kręgi wokół pępka. Nie spuszczała ze mnie wzroku, w którym było pożądanie. Coraz większy był zasięg krążenia językiem, zahaczała nim coraz niżej wywołując płytszy dech. Szefowa zdjęła ze mnie spódniczkę i  rozdarła rajstopy, na co lekko się obruszyłam.
    – Eeej!
    – Cii, kupię Ci seksowniejsze
    Marta zbliżyła usta do mojego krocza i obcałowała delikatnie moją kobiecość przez majtki. Zębami i rękoma chwyciła brzegi moich majtek i zaczęła ciągnąć w dół. Zeszły gładko. Rajstopy zostały podarte do reszty. Marta położyła się znów na mnie. Pocałowałam ją w usta i spojrzałam w oczy. Wzrokiem błagałam aby wylizała mi cipkę. Już nie przedłużała i zanurkowała między uda. Zamknęłam oczy i oddałam się Marcie. Poczułam jej wargi na dole, gorące i pełne wilgoci. Zajmowała się moim najczulszym miejscem. Drażniła językiem łechtaczkę, zataczając kręgi wokół niej. Co jakiś czas brała w usta i ssała delikatnie. Jedną ręką poszła do góry na piersi, które drażniła na zmianę, a drugą wsunęła pod pośladek, drażniąc go pazurkami. Wiłam się od tego i pojękiwałam głośno, nie przestawałam ani na chwilę. Czułam, się jak w niebie. Oderwała się od mojego skarbu. Podniosła się i spojrzała mi w oczy. Ręką z piersi zeszła na moją myszkę. Zaczęła ją pieścić wpierw delikatnie, a potem mocniej. Zaczęłam poruszać przy tym udami, wzdychać, Marta z podniecenia wzdychała razem ze mną, zerkając wprost w moje oczy. Ponownie językiem zajęła się cipką. Ty razem agresywniej, pracowała śmielej. Język wsuwała do środka. Położyłam ręce na głowie Marty i dociskała ją do swojej cipki. Ekstaza nadchodziła wielkimi krokami. Język został podmieniony, a moje wnętrze wypełnione zostało jej palcami. Zaczęłam szczytować, wtedy poczułam usta na łechtaczce, to wystarczyło abym szybko osiągnęła spazmatyczny orgazm. Wywracało mną na boki. Następowało powoli opanowanie. Czułam jak leje się ze mnie śluz, a leżałam i potrzebowałam chwil na dojście. To co zrobiła ze mną szefowa była niczym jazda na kolejce górskiej. Marta wyjęła ze mnie palce. Szelmowsko patrząc mi w oczy, starannie oblizała je z moich soków i głęboko mnie pocałowała. Jej język, bezczelny i władczy, smakował mną i bez skrępowania badał wnętrze moich ust, rozpalając mnie na nowo. Tarzałyśmy się splecione po ladzie, gorąco się całując. Spadłyśmy ze stolika na podłogę, okrytą dywanem, na co obie zaczęłyśmy się śmiać. Uznałam, że czas na rewanż z mojej strony. W przerwie między pocałunkami zdyszanym głosem rzekłam
    – Chcę teraz Twojej pizdy
    Nie odpowiadała zbędnie, tylko zdjęła z siebie spódniczkę i stringi pozostając w samych pończochach na pasku. Usiadała mi na twarzy, ostry zapach mokrej cipy aż zawrócił mi w głowie. Spojrzałam jej w oczy i widziałam w nich tylko pragnienie rozkoszy.  Chciwie zanurzyłam w niej twarz. Lizałam jej gorące płateczki, brałam do ust raz jeden, raz drugi, na zmianę. Język pracował aż po drugą dziurkę, aby zaraz wrócić do pieszczenia twardej łechtaczki. Jedną ręką poszłam do góry na piersi, które drażniłam na zmianę, a drugą wsunęłam pod pośladek, drażniąc go pazurkami. Tanecznie się wiła się od tego i pojękiwała i wzdychała głośno, a ja nie przestawałam ani na chwilę. Czułam, że jej dobrze i sprawiało mi to prawdziwą radość . Po chwili krzyczała gardłowo. Ależ te dźwięki i ruchy mnie jarały. Zaciskała jedną rękę na moich włosach, drugą złapała moją ugniatającą jej pierś dociskając mocniej. Mój język od jakiegoś czasu domagał się przerwy. Nie doświadczenie w robieniu minetki spowodowało moje szybkie zmęczenie, ale czułam jak dochodziła, więc kontynuowałam. Powiedziałam sobie, że muszę dać radę. Parę ruchów językiem i jej ciało wyprężyło się w łuk, uda zacisnęły na mojej głowie. Opadła na mnie plecami. Wydostałam się spod niej i położyłam obok. Całowałam i pieściłam dłońmi jej zgrabne ciało.  
    – Marta… Było mega!!!  – odezwała się szefowa
    – Naprawdę? Jesteś moją drugą osobą w życiu, z którą poszłam do łóżka. Pierwszą kobietą…
    – Udany debiut kochana. Jak wrażenia?
    – Nawet nie wiesz jaka to dla mnie przyjemność, z niczym nie potrafię porównać.
    – Moja cipka będzie teraz chętna na częste powtórki w Twoim wykonaniu
    – Z chęcią będę zaspokajać swoją szefową.
    – Na to liczę po dzisiejszym
    – Marta, powiedz mi w swej szczerości. Jesteś lesbijką?
    – Nie, jestem biseksualna
    – A ile dziewczyn już przeleciałaś?
    – Jednej ręki nie wystarczy… – na co uśmiechnęła się szelmowsko – wolę cipki, ale nie pogardzę od czasu do czasu kutasem
    – Rozumiem
    – A’propos kutasów…– przerwała zdanie i wzięła mnie za rękę. Zaprowadziła nas do sypialni, podeszła do szafki nocnej i wyciągnęła sztucznego penisa na pasku. Zbliżyła się do mnie z powrotem i głęboko mnie pocałowała. Przerwała, milcząc i szelmowsko się uśmiechając, zakładała mi pasy ze sztucznym penisem. Mając go już na sobie, Marta nałożyła na niego prezerwatywę i nawilżyła go lubrykantem.  
    – Przeleć mnie – wyszeptała mi do ucha
    Następnie weszła na łóżko, wypięła swój zgrabny tyłeczek w moją stronę. Podążyłam za nią, pochyliłam się i ukąsiłam lekko w szyję. Moje dłonie zaczęły błądzić po jej nagim ciele, masowałam pośladki i przygotowywałam dziurkę na wejście. Byłam lekko zestresowana, na do tej poryto ja byłam brana i czułam brak doświadczenia. Przypomniałam sobie jak robił to ze mną były chłopak i powoli wbiłam się w nią. Syknęła i wypięła się jeszcze bardziej w moją stronę. Poruszałam się w niej z każdym pchnięciem szybciej. Złapałam sprawny rytm i bzykałam szefową w najlepsze. Podobało mi się coraz bardziej, była moją suką.  Marta współgrała ze mną. Skierowała swoją dłoń by pieścić swoją łechtaczkę, gdy nieustanie się w nią wbijałam. Czułam, że jest blisko. Sprawiłam po kolejnych pchnięciach, że doszła. Opadła głową w poduszki, jak reszta ciała na pościel z rozszerzonymi nogami. Byłam jednak nakręcona tą zabawą i  nie myślałam o kończeniu.  Posuwałam ją dopóki miałam siłę. Zafundowałam jej po drodze jeszcze trzy orgazmy, aż zdyszana i spocona padłam na jej plecy. Marta doszła siebie i zepchnęła mnie z siebie i położyła na plecach. Zdjęła mi penisa i zaczęła masować po cipce. Tym razem założyła dildo, nałożyła nową prezerwatywę i nawilżyła lubrykantem i wsunęła mi go bardzo głęboko, tak jakby to już nie raz robiła. Ruchała mnie jak dziwkę. Miałam kilka orgazmów. Przerwała i ułożyła mnie w pozycji na pieska. Przyłożyła mi go do drugiej dziurki. Krzyknęłam aby tego nie robiła. Bo nigdy nie miałam stosunku analnego. Lecz ona nie zwracała na to uwagi tylko napluła na główkę i wpakowała mi go do końca, aż łzy mi poleciały z bólu. Chwilę odczekała i gdy przestało mnie mocno boleć i moja dupa przyzwyczaiła się do sytuacji. Wsuwała i wysuwała ze mnie dildo, aż ból przerodził się w przyjemność. Gdy skończyła wyszła ze mnie i przytuliła mnie do siebie.
    Leżałyśmy przez chwilę twarzami do siebie, Marta uśmiechała się i gładziła mnie po szyi i pocałowała mnie. Dopadło nas zmęczenie, obróciłyśmy się do pozycji na łyżeczkę i po chwili. wtulone usnęłyśmy.

    Obudziłam się rano, a Marty nie było w łóżku. Okryłam się kocem i podeszłam do okna, zawieszając myśli o sobie, szefowej, poprzedniej nocy i jaką przyszłość będzie niosła. Towarzyszył mi temu piękny widok na park oświetlony październikowym słońcem. Kochałam ten okres w roku. Z myśli wyrwała mnie Marta, która weszła do pokoju ze śniadaniem. Narzuciła na siebie przydużą koszulą flanelową pozostając wciąż w pończochach. Wyglądała w tym stroju bardzo seksownie. Podeszła do mnie i pocałowała namiętnie.
    – Jak się czujesz?- spytała
    – Nie umiem zdefiniować, ma mały mętlik…ale najbliżej mi do określenia, ukontentowana
    – Miło mi to słyszeć, co powiesz na poranną kąpiel?
    – Z przyjemnością
    – To chodź, przygotowałam już nam
    Weszłyśmy do łazienki, która była ogromna, elegancko urządzona. Skierowałyśmy się da wanny, zdjęłyśmy to co miałyśmy na sobie i weszłyśmy do wody pełnej piany. Ułożyłam się przed Martą opierając plecami o jej piersi. Leżałyśmy w milczeniu, Marta pieściła mnie błądzącym dotykiem. Było wspaniale, ale niejasność tej sytuacji zaprzątała mi głowę.  
    – Mogę z Tobą szczerze porozmawiać? – wytrąciłam nastrój pytaniem  
    – Myślę, że tak. Słucham Cię
    Zmieniłam pozycję w wannie obracając się i siadając naprzeciw by móc rozmawiać twarzą w twarz
    – Ta noc była dla mnie cudowna i pasjonująca, ale te trochę myślałam, chciałabym coś ustalić co dalej?
    – Co masz konkretnie na myśli?
    – Czy muszę się obawiać swojej przyszłości w firmie.  
    – Niech pomyślę… – zamilkła na chwilę i udawała, że się zastanawia – No, gdzież. Jesteś bardzo dobrą pracownicą, ani myślę o takim rozwiązaniu
    – A nasze relacje?  
    – Szczerze? Zobaczymy. Ale nie chciałabym rezygnować z takiego seksu i takich relacji, a Ty?  
    – Wiesz co Marta, jestem dość pruderyjna i nie radzę sobie z takimi sytuacjami. Po dzisiejszej nocy czuję się jednak wyśmienicie i raczej nie potrafiłabym rezygnować z intymnej relacji z Tobą. Pozwólmy się ponieść losowi
    – Czyli wiemy na czym stoimy. A teraz chodź tutaj do mnie.  
    Skwitowała krótko, a ja zbliżyłam się do niej i zaczęłyśmy się całować. Delektowałyśmy  się tą chwilą bardzo długo. Całowałyśmy się z paręnaście minut po czym. Później opuściłyśmy łazienkę i udałyśmy się do sypialni. Na dalsze kontynuowanie pieszczot. Zostałam u Marty do wieczora, a potem wróciłam do domu autobusem. W trakcie cały czas myślałam co się właśnie wydarzyło i jakie będą tego konsekwencje.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Iva Lions
  • Szefowej sie nie odmawia: Komplikacje

    Wracałam do domu po weekendzie z moją szefową. Była niedziela i pogoda znowu zaczęła się psuć. Robiło się szaro i ponuro. We mnie jednak kłębiły się różne myśli i emocje, których wciąż nie potrafiłam zdefiniować. Nastrój miałam euforyczny, ale wciąż nie dowierzałam w to zaszło między mną, a szefową i miałam multum wątpliwości. Marta rozbudziła chyba we mnie coś, co było uśpione, a nie powinno. To było martwiące. Jakby natura wiedziała i zgodnie z moim nastrojem nasilił się nagle deszcz oraz siła wiatru, który był bardzo zimny. Prędkim krokiem dotarłam do drzwi bloku, szybko weszłam po schodach do cieplutkiego mieszkania, które po rozstaniu wynajmowałam z przyjaciółką z dzieciństwa. Zrzuciłam z siebie torbę oraz płaszcz i oparłam się plecami o drzwi wejściowe łapiąc głęboki oddech i ciągle porządkując weekendowe wydarzenia. Usłyszałam wtedy dźwięki ze wspólnego pokoju dziennego. Domyśliłam się, że to była Klara, moja przyjaciółka, Trzymałyśmy się przez te wszystkie lata razem i blisko, że zawarłyśmy pakt, że jak do 40-tki nie ułożymy sobie życia, to zostaniemy parą, a może nawet małżeństwem, mimo iż obie byłyśmy zdeklarowanymi heteryczkami, lecz teraz odkrywałam w sobie pierwiastek biseksualny. Weszłam do pokoju dziennego, a tam Klara leżała z książkami i się uczyła. Nie dostrzegła mnie od razu i miałam krótki moment, aby na nią spojrzeć. Nie wiem czy niesiona nastrojem po upojnym weekendzie, czy tak po prostu, ale Klara nagle wydała mi się bardzo atrakcyjna i pociągająca. Leżała na boku pochylona w dżinsowych szortach, fioletowym sweterku i wysokich białych skarpetkach. Jej uroda wydała mi się w owym momencie taka śliczna i idealna. Była zawsze szczupła, zadbana lekko opalona. Miała piękne, ogniste rude i lekko falowane włosy do pasa, do łopatek. Nosiła okulary, pod którymi miała piękne zielone oczy, które idealnie komponowały się z jej subtelną, lecz lekko piegowatą buzią. Patrząc przez krótką chwilę na nią, moja wyobraźnia zaczęła fantazjować o tym, że chciałabym ją wziąć do łóżka i zbadać jej młode ciało. Nagle z tych myśli wyrwało mnie…
    – Cześć! Nareszcie jesteś w domu – rzuciła Klara na przywitanie. Byłam lekko zmieszana i zakłopotana, czułam lekkie wypieki na swoich polikach.
    – Hej… – odparłam niezbyt pewnym głosem
    – Gdzie byłaś, gdy Cię nie było? Martwiłam się
    Lekko się zawstydziłam, słysząc to pytanie, bo nie wiedziałam, co powiedzieć. Nigdy nie okłamywałam Klary, ewentualnie nie mówiłam jej nic o pewnych sprawach. Szybko odpowiedziałam nie do końca wprost.
    – Przecież pisałam Ci, że nie wrócę na weekend….
    – No taak, ale dwa dni Cię nie było, zastanawiałam się, co z Tobą dzieje
    – Doceniam Twoją troskę, ale jest wszystko okej
    – To opowiadaj
    – Co mam opowiadać?
    – Co robiłaś przez te dwa dni? Na pewno nie wróciłaś na wieś, jesteś w tym, w czym wychodziłaś w piątek, zatem pewnie spędziłaś z kimś noc?  
    Zaświeciły jej się oczy, gdy bawiła się w przenikliwość. Wzięłam głęboki wdech i podeszłam do kanapy siadając obok Klary, która się usadziła po turecku w oczekiwaniu na moje wyznanie z uśmiechem na twarzy.  Zbierałam myśli i odwagę na to, co chciałam powiedzieć
    – Powiedzmy, że nadgodziny z pracy….
    – Ktoś z pracy?
    – Tak
    – Kto to jest?
    – Moja szefowa
    Klara była w dużym szoku i nie ukrywała tego na twarzy i w donośnym głosie
    – Coo?!  
    – Moja szefowa,….
    – Co, jak to? Jak to się stało?
    – Poszłyśmy na drinka po pracy i tak od słowa do słowa zaczęła mnie uwodzić, a ja się jej oddałam
    Klara patrzyła na mnie, wciąż z wielkim szokiem i niedowierzaniem w to, co słyszała z moich ust.
    –  Kurczę…Nie wiem co powiedzieć. Nie spodziewałam się, że możesz być zdolna do spędzenia nocy z kobietą….
    – Domyślam się….Sama wciąż w szoku jestem i nie potrafię tego pozbierać
    – Ciekawa sprawa. I jak te przeżycie na gorąco oceniasz?
    – Szczerze? Było fantastycznie
    – Naprawdę?
    – Tak. Było bosko, Marta rozumiała moje ciało i wiedziała jak je dotykać i pieścić. Orgazmy jakich doznałam były niesamowite
    – Wow…trochę to szalone. Zabrzmię może dziwnie, ale co dokładnie robiłyście?
    – Nie wiem jak odpowiedzieć najprościej…Dużo delikatnego i zmysłowego dotyku rozpalającego zmysły i pieszczotliwych oralnych pieszczot.  
    Zagryzła lekko dolną wargę i zaciskając palce jakby to, co mówiłam ją podniecało. W duchu poczułam, że to na mnie działało i chciałam rzucić szelmowski uśmiech. Zastanawiałam się jak to jest, że zaczęły mi puszczać hamulce i zaczynałam mieć ochotę na przyjaciółkę. Starałam się jednak nie okazywać wzruszenia.
    – I co? Chcesz zostać teraz lesbijką?
    – Nie, raczej nie, nie wiem…Traktuję to na razie, jako eksperyment i nowe doświadczenie
    – Rozumiem
    –  Nie powiem, że świat samych kobiet byłby fantastyczny, ale miałby w sobie coś pięknego
    – Nie wiem, nie umiem się odnieść
    – Może spróbuję Ci pokazać?
    Palnęłam bez zastanowienia i po chwil zdałam sobie sprawę, co ja powiedziałam, ale byłam ciekaw reakcji Klary i nie miałabym nic przeciwko wspólnym zgłębianiu kobiecych przyjemności.  
    – „Zabawy” dziewczyn?
    – Niekoniecznie, ale jeśli chcesz?
    – Lesbijski seks dla nowego doświadczenia? Raczej nie
    Jej odmowa w słowach zaprzeczała jej wyrazowi twarzy. Z drugiej strony podniecała mnie ta niedostępność. Zaczęłam lepiej rozumieć pozycję mojej szefowej, która próbowała mnie uwodzić. Zbliżyłam powoli swoją twarz do jej twarzy tak blisko, że moje usta znajdowały się na wysokości jej. Czułam jak podniecenie we mnie rosło i wtedy wyszeptałam.
    – Tylko spróbować
    Delikatnie muskałam jej włosy przerzedzając kosmyki z jej buzi. Dotknęłam jej polika, był cały gorący i zbliżyłam swoje usta do jej ust. Wplotłam dłoń w jej rude włosy. Smakowała winem, lecz słodko. Niepewnie Klara położyła swoją dłoń na mojej talii i próbowała odwzajemnić pocałunek. Wtedy  speszona przerwała i odsunęła mnie od siebie, mówiąc:
    – Marta wybacz…. Nie, nie potrafię, jesteśmy przyjaciółkami…
    Zapadła cisza. Trwała może kilkanaście sekund, natomiast dało się w niej usłyszeć bicie serca każdej z na. Wydawało się, jakby ciągnęła się ta cisza w nieskończoność. W końcu wzięłam głęboki wdech i odparłam
    – Dobrze….Rozumiem, wybacz, masz rację….
    Wstałam i zabrałam się, nie chcąc naciskać i powodować, aby atmosfera stała się zbyt gęsta. Poszłam do swojego pokoju i dotarło do mnie, że poszłam o jeden most za daleko. Oparłam głowę o drzwi pełna złości na siebie. Obawiałam się czy mój wyskok nie popsuje naszych relacji. Pocieszałam się, że to tylko całus i nie powinien niczego przekreślać, a z drugiej strony lekko się zadręczałam, że co ja zrobiłam. Pogrążona w myślach i wewnętrznej złości, przebrałam się w luźniejsze ubranie. Założyłam na siebie dżinsy, bluzkę i ciepłą bluzę. Wyjrzałam przez okno i zauważyłam, że przestało padać, więc uznałam, że  dobrze będzie przejść się na spacer przewietrzyć głowę. Wyszłam z domu na przechadzkę z potrzebą przemyślenia sobie wszystkiego i poukładania. Krążyłam po okolicy, parku. Chodziłam z godzinę, aż podeszłam do Żabki. Nagle odczułam potrzebę zapalenia papierosa. Kupiłam paczkę i po wyjściu ze sklepu odtworzyłam ją. Wyciągnęłam jednego i zapaliłam. To był mój pierwszy papieros, więc nie zaciągałam się od razu, dym gryzł moje gardło, ale starałam się nie kaszleć. W pierwszej chwili uznałam, że to nie dla mnie, ale z każdym kolejnym zaciągnięciem czułam, że dawało mi to lekkie odprężenie. Kolejna rzecz, która była dla mnie przekroczeniem Rubikonu. Byłam zdeklarowaną przeciwniczką palenia, a sama nagle oddawałam się tytoniowemu upojeniu. Zaciągając się kolejnymi razami, zastanawiałam się, co ja robię, co się z mną dzieje. Przespałam się z szefową, co może skutkować dalej romansem, a jeszcze zaczęła mi po głowie krążyć Klara. To było w ogóle zupełnie do mnie niepodobne, lecz fascynowały mnie te nowe doznania. Klara była do prawdy zgrabną, filigranową dziewczyną, która mogłaby mieć każdego, może każdą. Kluczową kwestią była nasza przyjaźń. Jeśli doszłoby do czegoś pomiędzy mną, a Klarą to, jakie by to miało konsekwencje. Podobne rozterki zaczęły mnie nachodzić jak w przypadku szefowej czy to by byłby jednorazowy wyskok, romans, związek a może zerwanie przyjaźni. Deszcz zaczął ponownie kropić, więc uznałam, że to czas kończy spacer. Spojrzałam na zegarek i poza domem byłam już dwie godziny. Pomyślałam, że Klara zacznie znowu się martwić o mnie, więc kierowałam się już z powrotem. Wróciłam w końcu do mieszkania, na czwartym piętrze. Rozebrałam się z butów, bluzy i kurtki, kierując się do swojego pokoju, miałam chęć zrzucić z siebie dżinsy i bluzkę i skoczyć pod prysznic i przetestować jak mocny strumień wody tutaj jest. Po drodze był pokój Klary i przez niedomknięte i lekko uchylone drzwi usłyszałam dźwięki. Z ciekawości zajrzałam i to, co ujrzałam to wprawiło mnie w osłupienie. Klara leżała na plecach na łóżku, głowę miała zwróconą w jej stronę i zamknięte oczy. Sweterek miała podwinięty, a pod nim zupełnie nic i widziałam jej odsłonięte piersi. Miała opaloną i gładką skórę z małymi i ostro zarysowanymi sutkami, które sterczały mocno. Sam biust był nieduży, ale bardzo ładny i zgrabny. Szorty miała opuszczone do połowy ud, wystarczająco, aby mogła widzieć dużo. Jedna rękę schowała w różowych figach, które odchylone odsłaniały jej kobiecość. Pierwszy raz widziałam  intymne strefy Klary, które były bardzo zadbane. Skupiałam tam swój wzrok, którego nie potrafiłam oderwać i czerpałam przyjemność oraz podniecenie, z tego jak się pieściła. Zaczęłam podwijać bluzkę, potem rozpinać spodnie, chwyciłam się za pierś i powoli wsunęłam rękę w bieliznę. Nie wiedziałam, co robię, byłam tak rozpalona, że mnie zamroczyło i robiłam coś gdzie raczej bym to zniknęła w zaciszu swojego pokoju. Uległam jednak czarowi jej autopieszczot a rozterki odeszły gdzieś na bok. Widok sprawiał, że robiłam się mokra i spragniona. Pieściłam się intensywnie, oparta o drzwi patrząc na to młode i rozpalone ciało Klary. Chciałam ją pieścić, językiem, palcami, całym ciałem. Nie przejmowałam się, że sama zaczęłam się onanizować, oraz że wyrwał mi się wyraźny mruk.  Wtedy Klara otworzyła oczy i spostrzegła mnie pry drzwiach jak się pieściłam przy drzwiach. Zareagowała zasłaniając się lekko z donośnie brzmiącym pytaniem  
    – Co robisz?
    Nic nie mówiłam. Nie widziałam w niej złości, a raczej zaskoczenie i zakłopotanie. Była cała rozpalona i wytrącona ze swojego rytmu. Z jej lekko zawstydzonego wyrazu mogłam się domyślać, kogo przywoływała w swoich fantazjach. Ja jednak nie przestawałam, wykonywałam zmysłowe ruchy i patrzyłam na nią, prosto w oczy chciała sprawdzić jej reakcje. Na początku widziałam u niej lekkie speszenie i trwała we wstydliwym bezruchu, jakby nie mogąc się zdecydować, aż wreszcie powzięła decyzję, gdy po czasie zobaczyłam fascynacje w jej oczach. Rozwarła delikatnie usta i nie odrywała wzroku. Tyle mi wystarczyło, podeszłam powoli do niej, ona tylko uniosła się i oparła się łokciami na łóżku. Pochyliłam się nad nią i pocałowałam ją w usta, namiętnie i z pożądaniem. Bliskość wzbudziła we mnie lekki strach. Do niedawna moje relacje intymne zamykały się na jednym chłopaku. Teraz, w ciągu jednego weekendu wchodziłam w dwie i to z kobietami. Pierw moja szefowa, Marta. W owej chwili moja najserdeczniejsza przyjaciółka, Klara. Byłam w tym lekko pogubiona, ale prowadziło mnie w owym momencie pragnienie rozkoszy i czułości.  Podobała mi się bardzo, to była żądza. Przerwałam na moment i spojrzałam jej w oczy, dotykając dłonią jej gorącego polika, zobaczyłam pragnienie czułości. Pocałowałam ją. Całowała inaczej, z czułością jej usta szukały uczucia, które we mnie rozbudziła do niej. Analizując na gorąco myślałam, że Marta robiła to cudownie, lecz w jej wykonaniu było to bardziej namiętnie, ale nie było w tym tyle ciepła. Klary pocałunki wykonywała bardziej pasjonująco, mogłyby trwać i trwać. Byłam coraz bliżej jej, czułam, że podniecenie w niej i we mnie  narasta. Przerwałam znów na chwilę i, moje usta pragnęły więcej, ale nim dalej miałybyśmy pójść wolałam mieć pewność, mimo iż czułam, że tez tego chciała. Otworzyła oczy w oczekiwaniu na mój ruch. Spojrzałam jej w oczy  
    – Nie chce Cię zmuszać do niczego, jeśli nie chcesz powiedz – patrzyła na mnie, gdy to mówiłam. Jej odpowiedzią były łapczywe pocałunki. Podążałyśmy i dałyśmy się prowadzić namiętności. Czułam na sobie brzemię przewodnictwa, jako „bardziej” doświadczonej. Zdjęłam z niej sweterek, a potem pchnęłam delikatnie na łóżko i pozbawiłam szortów i majtek powoli zsuwając kształtnych bioder.   Zacisnęła wstydliwie swoją nabrzmiałą kobiecość, którą mimowolnie zasłoniła ręką. Ciepłym uśmiechem dawałam do zrozumienia, że nie musi się wstydzić i że jej nie skrzywdzę. Widziałam w jej oczach, że mi ufa i odsunęła dłoń. Odwróciłam ją na bok i położyłam się za jej plecami. Dłonią gładziłam jej udo i nogi, po czym skierowałam rękę do jej spragnionej i mokrej myszki. Zaczęłam pieścić ją powoli kolistymi ruchami i całować ramiona, szyję i usta. Wilgoć wyciekała z niej była gotowa na coś więcej. Nie potrzebowała żadnego nawilżenia, podniecenie dosłownie się z Klary wylewało. Pieściłam jej wargi, po czy zwinnie włożyłam w nią jeden paluszek, a po chwil drugi. Jej wnętrze było całe mokra i rozżarzone. Klara przekręciła się na plecy i patrzyła na mnie spragnionym wzrokiem i mruczała rozkosznie. Trzymałam paluszki w środku, ruszałam na boki i wodziłam ustami po ciele, czasem ssałam i lizałam sutek. By, bo chwili zacząć ruszać nim zwinnie i rytmicznie. Badała jej reakcje, czasem ruszała mocno by na chwilę włożyć i trzymać głęboko. Wiła się i pojękiwała cicho, lecz z każda kolejną chwilą stawała się głośniejsza. Łapała za pościel albo kładła rękę na moim policzku. Wyczuwałam reakcje jej ciała. Chciałam zaprowadzić ją na szczyt. W końcu ruszając paluszkami rytmicznie, szybko dostrzegałam jak napręża się jej ciało, że jest blisko. Zatrzymałam paluszki  jeszcze na chwilę w środku, ruszałam na boki i zaczęłam wkładać naprawdę mocno, głęboko i szybko. Klara zaklęła cicho pod nosem
    – O kurwaaa…Taaak!
    Usłyszałam przeciągły jęk i po chwili rozkosz rozlała się po jej ciele. Klara wiła się w ekstazie. Czułam jak jej cipka pulsowała i zaciskała się na moich palcach. To był cudowny widok i uczucie. Pocałowałam ja czule w usta, wtedy poczułam jej dłonie na swoim ciele. Delektowałam się jej uczuciem w tym tańcu naszych języków. Zniżałam swoje usta i całowałam jej ciało i wodziłam po nim językiem, w czasie, gdy Klara dochodziła do siebie po orgazmie. Nagle się podniosła i zaczęła mnie pozbawiać ubrań razem z bielizną. Zrobiła to zmysłowym ruchem odrzucają gdzieś poza łóżko moja odzież.  Cała naga rozpalona i spragniona pieszczot Klary, ułożyłam się na plecach. Klara położyła się na mnie i pocałowała. Teraz wyczuwałam w niej pożądanie. Całowała coraz bardziej namiętniej. Zatapiałam się w jej pocałunkach błądzą dłońmi po je ciele i włosach. Nagle i ustami zeszła szybko między moje nogi.  Rozchyliłam machinalnie swoje uda i czekałam na ruch Klary. Całowała mnie delikatnie, krążyła po mojej kobiecości samym końcem języka w około. Była wrażliwa i lekko nieśmiała, jakby nie chciała mi zadawać bólu. Spojrzała na mnie, aby wybadać moje reakcje. Pogłaskałam ją po włosach i wzrokiem dałam do zrozumienia, że jest dobrze. Ssała i lizała wargi, łechtaczkę, co jakiś czas wkładała język do środka. Wychodziło jej to doskonale. Moje ciało się coraz bardziej prężyło, oddech spłycał i przyśpieszał. Mruczałam i pojękiwałam, gdy język Klary krążył i szalał. Robiła to z pełną pasją. Nie przerywała pieszczot. Rękoma masowała mój brzuch i piersi, a następnie zsunęła ręce pod pośladki, drapała je i unosiła wyżej, językiem kręciła zmysłowo i namiętnie w końcu rozpalając ją do czerwoności. Kręciłam biodrami zagryzałam wargi naprzemiennie jęcząc. Moje biodra i jej język poruszały się we wspólnym tempie. Liczył się tylko ten śliski języczek, który łaskotał moją dziurkę delikatną pieszczotą, choć jednocześnie tak stymulującą, że myślała, iż do orgazmu wystarczy ledwie liźnięcie. Moje uda zaczęły lekko drżeć, a oddech przyśpieszył. Zacisnęła mocniej usta i przybliżyła buzię do mojej cipki. Czułam, że już niedużo mi brakuje żebym totalnie odleciała. Pieściła mnie doskonale jakby wiedziała, czego potrzebuje moja cipka. W końcu moje ciało wygięło się w łuk i odpłynęłam. Doznałam spazmów, fala błogiego orgazmu zalewała mnie. Nie wiedziałam, co się ze mną działo, świat wirował. Poczułam jak Klara przytuliła się do mnie i pocałowała dając możliwość delektowania się tą cudowną chwilą. Wciąż normowałam oddech równocześnie, oddając jej pocałunki. Splotłyśmy się ciałami i całowałyśmy, pieszcząc się wzajemnie dłońmi. W głowie zastanawiałam się co się właśnie wydarzyło. Wiedziałam, że po tym o się w owej chwili stało, nasza relacja nigdy nie będzie taka sama. Zostałam kochanką szefowej, a teraz sięgnęłam po owoc rozkoszy z moją najlepszą przyjaciółką. Nie wiedziałam czy chciałam prowadzić podwójne życie. Z Klarą było tego dnia inaczej. Miała w sobie coś, że mogłabym z nią tworzyć otwarcie parę. Doskonale się z nią dogadywałam, a po poznaniu aspektu fizycznego tylko bardziej mogłam się przekonywać do tego pomysłu. Te myśli rozmazywały mi się, gdyż rozkoszowałam się wzajemnymi  pocałunkami i dotykiem z Klarą.  
    – Marta…. – odezwała się Klara przerywając pocałunki
    – Tak?
    – Dziękuję Ci za to wspaniałe doznanie
    – To ja Ci dziękuję. Jesteś cudowna i byłaś fantastyczna.  
    – Cieszę się, to mój pierwszy raz z dziewczyną.
    – Dobrze wiesz, że ja też nowa w tych sprawach
    – Ale już przespałaś się z szefową  
    – Jeden weekend nie czyn mnie doświadczonej
    Obie lekko zachichotałyśmy i patrzyłyśmy teraz dłużej w oczy  
    – Marta….
    – Tak? – odparłam z uśmiechem
    – Co z tym zrobimy?
    Wzięłam głęboki oddech i myślałam. Nie wiedziałam zbytnio co powiedzieć. Z jednej strony chciałam kontynuować intymne relację z Klarą, lecz nie zamierzałam rezygnować z romansu z Martą. Nie wchodziło w grę okłamywanie Klary. Chciałam z nią być absolutnie szczera
    – Klara…a czego oczekujesz?
    – Hmm….Sama nie wiem….Obie jesteśmy same to czemu nie miałybyśmy wspólnie czegoś spróbować….
    – Chcesz czegoś więcej….
    – Tak, chcę spróbować i wiem że mogę brzmieć nieracjonalnie i nazbyt emocjonalnie naładowana naszym doznaniem, ale nie widzę żadnych ku temu przeciwskazań. Lubimy się, dobrze znamy a sfera intymna nie będzie chyba problemem  
    Klara puściła mi oczko i przygryzła niewinnie wargę w oczekiwaniu na moje słowa.  
    – Brzmisz jakbyś już od tym dłużej myślała….
    Wtedy Klara się lekko zaczerwieniła jakby trafiła i chyba zrozumiałam wtedy, że mogła się we mnie skrycie podkochiwać, co wywołało u mnie delikatny zawrót głowy. Nie wiedziałam co o tym sądzić jeśli to prawdą mogło się okazać. Rozważając to nie czułam może do niej miłości, ale kochałam ją jako przyjaciółkę oraz podobała mi się jej krasa i mimo różnych deklaracji nie myślałam o czymś bliższym z nią. Nie planowałam jednak z nią pójść do łóżka, a stało się to. Chwila czekania na to co powie Klara a tysiące myśli już przez głowę mi przeleciało.  
    – Bo myślałam…. – odparła z cichszy głosem
    – Co takiego?
    Byłam totalnie zmieszana… nie wiedziałam chyba co ma dalej powiedzieć  
    – Czuję coś do Ciebie więcej… – szeroko rozwarłam usta w niedowierzaniu to co usłyszałam, Nim coś zdążyłam powiedzieć to Klara dalej kontynuowała – mogłaś tego nie dostrzegać, wszak byłaś z Marcinem…. Jestem idiotką, ale…. to poważne…Nie mogłam Ci okazać tego co czuję… bo byłaś z Marcinem, a teraz nie wiem…
    – Klara….ja nie rozumiem….Przecież byłaś zdeklarowaną heteryczką, odtrąciłaś mój pocałunek….
    – Owszem, ale to bardziej z racji, że zostałam tak wychowana, a prawdą jest że podobają mi się kobiety bardziej od facetów, mimo tego że była z dwoma. A do Ciebie gdy zaczęłam rozumieć, że podobają mi się bardziej kobiety to pojawiły się uczucia. Zawsze przy mnie jesteś, zawsze mnie wspierasz i jesteś dla mnie najważniejszą osobą w życiu, bardziej niż rodzina….
    To wyznanie mnie lekko przytłoczyło, szukałam reakcji. Nie spodziewałam się tego. To było zupełnie do niej niepodobne. Sama nie wiedziałam czy mogłam czuć coś do Klary poza przyjaźnią….
    – Klara, nie wiem co powiedzieć. Jestem  w szoku….
    – Wiem, wybacz…
    – Nie, nie przepraszaj, po prostu czuję się z tym lekko pogubiona. Chcę być jednak z Tobą szczera, nie wiem jak moje relacje z szefową się ułożą, nie wiem czy chcę z tego rezygnować, a nie chcę Ci łamać serca mając kogoś na boku, bo sama darzę Cię uczuciem, nie wiem jeszcze czy takim jak Ty mnie….Dajmy sobie czas….
    – Rozumiem….
    Wedy lekko zawstydzona chciała wyjść z łóżka. Zatrzymałam ją łapiąc za dłoń, i mówiąc:  
    – A Ty dokąd?  
    Uśmiechnęła się lekko mimo i chwyciła za moje dłonie. Ułożyłyśmy się na boku wzdłuż swoich ciał. Byłyśmy w pozycji łyżeczki. Ja byłam dużą łyżeczką, a ona małą. Znowu bawiłam się pieszczotliwie jej piersiami całując ją po ramieniu. Kiedy leżałyśmy wzdłuż siebie nie mogłam się powstrzymać, by jej nie dotykać, nie rozpalać ponownie ognia. Zmieniłyśmy pozycję. Skończyło się tym, że usiadła na mojej twarzy. Wcześniej ona lizała mnie, teraz przyszedł czas na mały rewanż. Chwyciłam ją za rękę kierowała tak bym usiadła na jej twarzy. Sprawiło jej to trochę trudu, ale po chwili językiem pieściłam ją na dole. Klara sięgnęła ręką do mojej myszki i oddawałyśmy się pieszczotom. Po chwili ocierała się sama o moje usta. Złapałam ją za pośladki wbijając w nie palce, gdy ona zmysłowo ruszała udami. Nie przerywałam ruchów językiem ale sama byłam. Czułam że jest tak blisko. Wsunęła swój język głębiej i wysłałam iskrę energii co doprowadziło mnie do czegoś co mnie pozytywnie zaskoczyło. Trysnęła na całej mojej twarzy. Krzyczała z rozkoszy łapiąc mnie za ręce. Konwulsję nią miotały. Potrzebowała chwili aż ze mnie zeszła i kładąc się obok mnie. Chwile leżała normując oddech i masując piersi. W końcu przytuliła się do mnie i całowała namiętnie. Podciągnęła moje ciało, żeby znowu mnie całować. Trochę to trwało i zakończyło się ponownie pozycją na łyżeczkę. Byłyśmy obie mokre i bez żadnych już słów zasnęłyśmy z dużymi uśmiechami na naszych ustach.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Iva Lions
  • Szefowej sie nie odmawia: W rozkroku

    Powoli przebudzałam po poprzedniej nocy z Klarą. Otwierając oczy, gdy zmysły zaczęły być bardziej wyczulone, dostrzegłam, że Klary nie było już ze mną w łóżku. Uniosłam się naga i zaspana, sama nie wiedząc, co zamierzałam dalej. Zaczęłam kojarzyć i układać sobie to, co się stało i co musiałam zrobić. Godzina na zegarku wskazywała, że powinnam prędko się szykować do pracy. Fala emocji, jaką przeżyłam przez weekend powodowała, że nim zaczęłam się zbierać, to potrzebowałam chwili na ogarnięcie wydarzeń i swoich uczuć, z tym co się stało i czego zaznałam. Byłam pogubiona, ale odczuwałam przyjemność z intymnych relacji jakich doznałam. Nie mogłam się jednak kręcić w kółko wokół tych samych myśli i musiałam zacząć powoli to ogarniać. Pierwszy krok do dalszego funkcjonowania, to było wstanie z łóżka. Przeciągając się, na poduszce nagle zauważyłam karteczkę. Przecierając oczy, wzięłam ją, był to liścik od Klary o treści: „Kochana Marto! Wybacz, że wyszłam bez słowa, ale śpieszyłam się na zajęcia. Nie chciałam Cię budzić, gdyż wyglądałaś tak słodko. Wczorajszy dzień i nasze wspólne namiętne chwile były cudowne. Dziękuję Tobie, że mogłam je przeżyć właśnie z Tobą. Ślę Ci gorące całusy i będę dopiero późnym popołudniem w domu. Do zobaczenia  .    ”. „Och, jaka urocza” pomyślałam. Zrobiło mi się cieplutko na serduszku i nie ukrywałam przed samą sobą, że doznania z poprzedniego dnia z moją najlepszą przyjaciółką były rewelacyjne. Pasja, która mi dała w naszych uniesieniu, nie mogła się równać z żadnymi do tej pory, nawet z szefową. Myśl, że mogłabym zasypiać razem z Klarą, była bardzo przyjemnym obrazkiem. Marta jednak miała w sobie ten magnetyzm, który mnie do nie przyciągał. Nie wiedziałam, co dalej, ale musiałam jakieś decyzje podjąć. Życie w trójkącie? Nie umiałabym chyba w takiej relacji się odnaleźć….

    Zebrałam się w końcu z łóżka i wzięłam gorący prysznic, który pomógł opłukać się ze wszystkich tych rozterek przynajmniej na parę chwil i godzin. Zjadłam śniadanie, po czym poszłam do szafy. Ubrałam szarą bieliznę oraz pończochy, które dostałam od Marty po ostatnim wspólnie spędzonym weekendzie. Nigdy ich nie nosiłam, zawsze tylko rajstopy, więc podeszłam do lustra by się przejrzeć. Musiałam przyznać, że dawały dodatkowej atrakcyjności, że czułam się bardziej seksowna i potrafiłam na swój widok delikatnie się podniecić, co mnie lekko przeraziło, że chciałam je zdjąć, ale po chwili uspokojenia tej nerwowej reakcji zostałam przy nich. Nałożyłam na siebie błękitną koszulę i granatową ołówkową spódniczkę, która zakrywała moje uda tylko do połowy. Kierowałam się do wyjścia. Nałożyłam na siebie kremowy sweterek, szary płaszcz i zamszowe kozaki do kolan na płaskiej podeszwie. Wyszłam do pracy. Idąc spacerem do biura, czułam na sobie moc swojej kreacji, że czułam się bardziej atrakcyjna i to sprawiało, że więcej spojrzeń mężczyzn w moim kierunku, co zaczęło mnie się nawet podobać i budowało to moją pewność siebie.  

    Dotarłam do pracy. Rozłożyłam swoje rzeczy i usiadłam do swoich obowiązków. Byłam ciekawa swojej reakcji, gdy spotkam Martę i naszych stosunków w biurze po wspólnie przeżytym weekendzie.  Nie widziałam jednak szefowej nigdzie. Wzięłam, więc telefon, aby do niej napisać, ale uprzedziła mnie. Miałam jedną nieprzeczytaną wiadomość: Dzień dobry kochanie! Dzisiaj i jutro mnie nie będzie w biurze, pilny wyjazd służbowy, mam prowadzić szkolenie. Do zobaczenia w środę. Buziaczki, Marta”. Opisałam, że: „Rozumiem”. Zastanawiałam się, dlaczego mi tego nie powiedziała, gdy byłyśmy razem. Porzuciłam jednak dochodzenie w tej sprawie i skupiłam się na pracy, którą wykonywałam w tym dniu bardzo machinalnie jak robot mając z tyłu głowy romans z Martą i nieokreśloną relację z moją przyjaciółką. Emocje, które mu przy tym towarzyszyły nie ułatwiały żywszej pracy. Wykonywałam swoje obowiązki, ale myśli były gdzie indziej. W sercu panował chaos uczuć, które rozdzierały mnie na strzępy. Miałam trudność z podjęciem decyzji, która wydawała się niemożliwa do dokonania. Próbowałam zagłuszać te zawiłe uczucia, które we mnie kiełkowały i nie mogłam skupić się na pracy. Jednak im bardziej starałam się je stłumić, tym mocniej wybijały się na powierzchnię.  
    Na pierwszym miejscu była jej szefowa, Marta. Od pewnego momentu, czułam nieodparte pociągnięcie do tej kobiety. Była inteligentna, pewna siebie, piękna… wszystko, czego mogłabym pragnąć w partnerce życiowej. Wiedziałam jednak, że to była bardziej tylko fascynacja niż coś głębszego.  
    Z drugiej strony była Klara, moja serdeczna przyjaciółka. Z nią spędziłam tyle wspaniałych chwil, rozmawiając do późna w nocy, spacerując po parku i wsi czy wspólnie oglądając ulubione seriale, a ostatnio nawet relacje łóżkowe. Klara była spokojna, troskliwa, zawsze gotowa do wysłuchania i wsparcia. Ale czy nasza przyjaźń mogła przerodzić się w coś więcej? I czy warto ryzykować to, co miałam z Klarą, dla niepewnej przyszłości z Martą?
    Pozostawała też trzecia strona, nie byłam pewna czy w ogóle chce się wiązać z dziewczyną, czy nie łatwiej byłoby pozostać heteryczką i znaleźć sobie nowego partnera? Dwie spędzone noce z Martą i szefową nie czyniły jeszcze ze mnie lesbijki i że jednoznacznie wolę od tych wydarzeń kobiety. Jednakże odnajdywałam w tych stosunkach ogrom przyjemności i pasji. Zaprzątało mi to wszystko głowę i utrudniało pracę. Wiedziałam, że musiałam podjąć decyzję. Ale jak? Moje serce krzyczało jedno, ale rozum mówił coś zupełnie innego. Przez długie godziny wahałam się, analizując wszystkie możliwości, ale bezskutecznie.

    Po skończonych ośmiu godzinach harówki, wróciłam do domu. Zdjęłam z siebie spódniczkę i rozpięłam koszulę i położyłam się na plecach w swoim łóżku. Pragnęłam w tej chwili wyłącznie relaksu. Byłam zmęczona, nawet nie miałam siły myśleć o tym, co przez cały dzień zaprzątało moją głowę, o moich komplikacjach życiowych. Było po godzinie 18, zaczynałam lekko przysypiać i wtedy usłyszałam jak do mieszkania weszła Klara. Rozbudziło mnie to trochę. Słychać było buty zdejmowane przez nią i padające na podłogę. Zobaczyłam po chwili jak zagląda do mojego pokoju. Zrobiło mi się cieplej na sercu, gdy ją ujrzałam. Miała na sobie uśmiech szczęścia i radości, którego dawno nie widziałam u niej. Wiedziałam, że był on ze mną związany. Odwzajemniłam łagodnie swój uśmiech. Leżałam w samych pończochach w bieliźnie z rozpiętą koszulą, czując się przy tym mega seksownie. Ta sytuacja generowała u mnie lekkie  mrowienie i poczucie zawstydzenia mimo, iż poprzedniego dnia nasze golizny się ze sobą plotły. Przyciągnęłam lewą nogę, prawą mając wciąż wyprostowaną. Klara wyglądała słodko, a zarazem bardzo zmysłowo w swoim stroju, była czarnym sweterku i w plisowanej spódniczce w czerwoną kratę do połowy uda mając na sobie rajstopy, a na nich białe skarpetki do kolan. Kończąc te mikrosekundy wzajemnego mierzenia się spojrzeniami rzuciłam ze szczerym uśmiechem  
    – Hej
    – Hej – odparła Klara
    – Co tak stoisz? Chodź – poklepałam miejsce przy krawędzi łóżka obok siebie
    Klara nie czekając na ponowne zaproszenie usiadła, bokiem na swojej nodze naprzeciw mnie nie za blisko. Obie nie potrafiłyśmy w owej chwili z siebie wykrzesać konkretnych słów. Jedna i druga miała z tym problem, ale mimo to na naszych twarzach rysowały się uśmiechy, które symbolizowały, że dobrze się czujemy pomimo tego niezręcznego milczenia. Nie z każdą osobą to potrafiłam, nie wymieniając żadnej wypowiedzi i czuć się komfortowo. Z Klarą nigdy nie doświadczałam żadnego niepokoju, gdy była dłuższa cisza. Nasze dłonie wyprzedzały chyba myśli i słowa. Delikatnie zaczęłyśmy się muskać i dotykać. Były to czułe i ciepłe pieszczoty naszych dłoni. Nagle Klara przerwała tę ciszę słowami:
    – Myślałam dzisiaj o Tobie….
    – Aha – odparłam ze zmysłowym tonem, i przygryziona wargą czule się uśmiechając – I co wymyśliłaś?
    – Mogę Cię pocałować?
    Zapytała mnie. Te pytanie było tak urocze i niewinne, że serce się samo dla niej otwierało. Przysunęłam się bliżej i uchwyciłam jej twarz w swoje ręce.  Czułam jak jej delikatne dłonie dotykały wciąż moich przy zmianie ułożenia. Długo głaskała moje ręce jak ja jej poliki. Patrzyłam jej w piękne zielone oczy. W oczach widziałam namiętność i poczucie szczęścia. Subtelnie zbliżyłam usta do jej warg. Wtedy Klara przywarła do moich nich. Językiem krążyła po ich wewnętrznej stronie. Robiła to niezwykle delikatnie, jej dotyk przypominał muśnięcia skrzydeł motyla. Rozchyliłam usta, zapraszając ją tym samym jeszcze głębiej. Złapała mnie za włosy, wsuwając w nie palce i przyciągnęła do siebie. Nasze języki plotły się i wzajemnie przepychały. Gdy dotknęła mojej dłoni, ciało przeszyły rozkoszne dreszcze. Nie uszło to uwadze Klary. Splotłyśmy się palcami dłoni i jeszcze mocniej zwarły wargami. Klara głęboko wepchnęła mi język do ust. Okrążała nim ich wnętrze, prowokując każdy mięsień do drżenia. Wyczuwając, co się dzieje wewnątrz mnie, przyciągnęła mnie do siebie i położyła rękę na piersi. Zaczęła ją delikatnie głaskać. Nie śmiało odpowiedziałam w ten sam sposób. Przez sweterek wyczułam, że Klara nie ma biustonosza, a jej sutki mocno już stwardniały i prężą się do przodu. Rozpalił się we mnie ogień namiętności. Po paru minutach, w czasie których pieściłyśmy swoje piersi, Klara wsunęła rękę pod mój biustonosz, i zatrzymała ją  na mojej piersi. Wodziła starannie opiłowanym paznokciem wokół sutka, czym potęgowała siłę wstrząsających moim ciałem dreszczy. Nie wytrzymałam. Położyłam ją na łóżku i zapalczywie zdejmowałam z niej ubranie. Ujrzałam jej jędrne i naprężone piersi z mocno sterczącymi na środku sutkami. Przywarłam do nich, delektowałam się ich smakiem. Klara cichutko jęczała. Zsuwałam się w dół, powracałam do purpurowych wisienek, ssałam, lekko przygryzałam. Szybko zsunęłam się w dół i jednym pociągnięciem zdjęłam z niej spódniczkę i obsunęłam rajstopy z figami. Z olbrzymim pożądaniem przywarłam do jej rozpalonej brzoskwinki. Zatraciłam się w jej skarbie. Szeroko rozwarła nogi. Ponownie przyssałam się do połyskującego miejsca pomiędzy jej nogami. Urzeczona smakiem jej soków straciłam panowanie nad sobą. Klara całkowicie oddała się tamtej chwili. Podobnie jak ja, nie panowała już nad sobą, tylko ciężko oddychała i pojękiwała. Lizałam ją, wysysając wszystkie soki. Coraz głębiej zanurzałam się pomiędzy nabrzmiałe wargi. Pieściłam ją coraz szybciej i intensywniej. Ręce powędrowały w kierunku pełnych, piersi, które wydawały się, że zaraz eksplodują. Ustami jeszcze mocniej wtopiłam się w jej wilgotną szparkę. Wsunęłam gwałtownie język do ciasnej pochwy. Klara niemal krzyknęła. Rytmicznie wchodziłam i wychodziłam z dziurki. W pewnym momencie moja przyjaciółka ścisnęła pęk włosów i przycisnęła mnie twarzą do siebie tak mocno, że nie miałam jak oddychać. Wiedziałam jednak, że jest w momencie, w którym nie mogę przestać. Zlizywałam napływające w coraz większej ilości soki i starałam się jak najrzadziej brać oddech. W końcu nabrałam naprawdę duży haust powietrza. Wbiłam język tak głęboko, jak tylko się dało i zaczęła nim szybko obracać wewnątrz. Klara zacisnęła uda na mojej głowie. Jęczała coraz głośniej. W końcu jej pochwa zacisnęła się na moim języku. Kątem oka widziałam, jak całym ciałem Klary ogarnął silny wstrząs. Wygięła się w łuk i wydała z siebie najgłośniejszy jęk, graniczący z krzykiem. Opadła w końcu bezwładnie na łóżko. Obcałowywałam całe jej słodkie ciało, od którego wyczuwałam wciąż drżenie. Dotarłam do jej ust składając pocałunek, który łapczywie odwzajemniała. Oplotła mnie nogami obejmując i gładząc dłońmi moje plecy. Nagle przewróciła mnie na plecy pozbawiając samą siebie rajstop i fig. Widziałam w jej oczach żar i to, że chciała się odwdzięczyć. Leżała na mnie nie przerywając pocałunków. Rozpalała mnie swoją energia. Złapała mnie za nadgarstki, a jej pocałunki schodziły niżej. Zamknęłam oczy. Czułam jak jej usta przesuwają się po mojej szyi, kierując się w stronę moich piersi pod obsuniętym staniku, aż wreszcie dotknęły z moich sutków, które z podniecenia stwardniały. Jej język trącał i lizał je przez materiał, który stawał się coraz bardziej mokry. Gdy otworzyłam oczy Klara leżała obok mnie i ssała przez materiał stanika moje sutki. Oderwała się jednak po chwili od mojego ciała i zdjęła obsuwając z moich ramiom koszulę. Odkryła mój brzuszek i sunęła ręką wyżej. Spod koszulki zaczęły wyłaniać się powoli moje piersi. Pośpiesznie rozebrała mnie ze stanika, całując przy tym każdy centymetr mojego rozpalonego ciała. Po kilku minutach dotarła do mojej muszelki, dmuchając w nią powietrzem, aż zamruczałam. Językiem jeździła powoli wzdłuż mojej szczeliny. Myślałam, że oszaleje. Wsunęła języczek do środka między moje płatki i powoli nim ruszała. Pojedyncze głębokie zanurzenia w połączeniu z jej namiętnymi ustami na łechtaczce odłączyły mnie od świata realnego. Pojękiwałam i oddawałam się tej błogiej rozkoszy, która dawała mi Klara. Wbiła się bardziej w moją mokrą myszkę. Całowała z coraz większym zaangażowaniem. Czułam rozkosz, falowałam biodrami i zagryzając wargi by stłumić krzyk. Chwyciłam rękę Klary splatając palce. Pieściła mnie z prawdziwą pasją i namiętnością. Wystarczyła jeszcze chwila, a ja już szczytowałam. Przez kilka sekund wiłam się w konwulsjach. Dostałam spazmów, ciało zastygło wykręcone, a ona całowała mnie po brzuchu i chwyciła mocno w ramiona, gdy ja drapałam jej plecy nie panując nad sobą. Patrzyłam na nią błędnym wzrokiem. Położyłyśmy się na boku z nogami splecionymi ze sobą. Patrzyłyśmy sobie w oczy głaskałyśmy wzajemnie, błądząc dotykiem po naszych ciałach. Złapałyśmy się za ręce i leżałyśmy  
    – Jest mi z Tobą tak dobrze…. – powiedziała
    – Mnie z Toba także. Nie sądziłam, że nasze relacje wejdą na płaszczyznę seksualną….
    – Żałujesz?
    Zawiesiłam się na moment, myśląc nad szczerą wypowiedzią i przekonaniem. Pogłaskałam ją po poliku.
    – Nie, nie żałuję. Cieszę się, że jesteś. Gdy dzisiaj się obudziłam, brakowało mi Ciebie i czułam, że wspaniale jest zasypiać i budzić się  Tobą we wspólnych objęciach.
    Uśmiechnęła się szeroko i pocałowała mnie w usta w reakcji na moje słowa. Nasze usta się rozłączyły i na twarzy Klary pojawiła się konsternacja.  
    – Marta… A co  z Twoją szefową?
    – Co z nią? – zapytałam udając Greka
    – Jak Twoje relację z nią? Wolisz być ze mną czy romansować z nią?
    Najlepiej chciałabym jedno i drugie mówiłam do siebie wewnątrz. Chciałam być szczera z Klarą, która swoim pytaniem postawiła mi przed sobą wybór. Wiedziałam o tym.  
    – Oj Klara nie chcę Cię okłamywać, wizja bycia z Tobą jest przyjemną wizją, ale Marta ma coś w sobie, co mnie do niej przyciąga. – Widziałam na jej twarzy delikatny grymas na moja szczerą odpowiedź, więc postanowiłam dodać półprawdę do swojego wyznania – Ale wolę być z Tobą….tylko z Tobą
    Wiedziałam, że mogę się nie wywiązać ze zobowiązania, w chwili, gdy tylko zobaczę Martę i potajemnie będę z nią romansować. „JEZUUUU!!!” – pomyślałam, łapiąc się za głowę. Niedawno miałam chłopaka i byłam pruderyjną, szarą dziewczyną, a w tej chwili rozmyślałam, że Klara może być moją partnerką i ukrywać się przed nią ze swoją kochanką, w postaci szefowej. Na twarzy Klary szerzył się uśmiech słysząc moje zapewnienia, które nie były z mojej strony do końca szczere.  
    Leżałyśmy tak długi czas pochłonięte w pocałunkach i pieszczotach. Następnie wstałyśmy z łóżka, zrobiłyśmy sobie kolację nago i pod kocem obejrzałyśmy film oraz przed snem ponownie pochłonęłyśmy się długiej i rozkosznej przyjemności. Przy Klarze czułam się bezpieczna i nie widziałam przeciwskazań abyśmy tworzyły związek, ale….No właśnie to ale….
    ***
    Następnego dnia obudziłam się w objęciach Klary, która już się obudziła i patrzyła na mnie ciepłym uśmiechem, że robiło się od razu przyjemniej na serduszku. Leżałyśmy nagie, miałam na sobie tylko pończochy i wpatrywałyśmy się przez moment na siebie, nic nie mówiąc. Cisza i milczenia pozwały się skupić tylko na nas. Widziałam w oczach Klary jak coraz bardziej się we mnie zakochuje. Nie ukrywałam, że we mnie samej też zaczęły we mnie rodzić się wyższe uczucia, ale obawiałam się tego, że ją skrzywdzę. Po chwili zadumy, zbliżyłyśmy swoje usta do siebie i pocałowałyśmy delikatnie. Poczułam palce Klary na swojej piersi, która odstąpiła od pocałunku i odezwała się:
    – Dzień dobry
    – Dzień dobry – odparłam
    – Ślicznie wyglądasz, gdy śpisz
    Gdy to mówiła, promieniała wręcz szczęściem.  
    – Naprawdę? – dopytywałam wchodząc w grę słowną
    – Naprawdę. Mogłabym się tak budzić obok Ciebie codziennie by na Ciebie patrzeć.
    Nie wiedziałam, co odpowiedzieć i wtedy obejmując jej szyję pocałowałam ją w usta łapczywie.  
    – Jesteś piękna i cudowna – dodałam i kontynuowałam pocałunki, na które Klara nie byłą obojętna. Oddawała je pełna pasji. Zaczęłyśmy się dłońmi pieścić. Była to bardzo przyjemna pobudka, w której obie się zatraciłyśmy. Klara, pełna pożądania zaczęła eksplorować moje intymne miejsca palcami. Jej dotyk był pełen czułości i żądzy. Ogarniały mnie fale rozkoszy, a  ciało drżało w rytmie rosnącego podniecenia. Mój oddech stawał się bardziej spłycony i głęboki, a ciche jęki wypełniały przestrzeń, podsycając Klarę, do pewniejszych ruchów. Klara, nie ustawała w swoim dążeniu do zaspokojenia mnie, używając swojego języka, aby smakować moją skórę i pobudzać erogenne miejsca. Jej ruchy były pełne zmysłowości i namiętności, podkręcając temperaturę uniesienia. Z eksplozją przyjemności pozwoliłam sobie na pełne oddanie się chwili. Klara była ze mną przez cały czas, jej dotyk i obecność dodawały mi poczucia bezpieczeństwa i radości. Nie pozwoliłam jej, abym była tylko biorcą i zmieniając pozycję, w której obie leżałyśmy na boku ze splecionymi ciałami ocierającymi się o siebie. Wpiłam się w usta Klary, a moje paluszki znalazły szybko dojście do myszki Klary. Obie w owym momencie pieściłyśmy się dłońmi. To była chwila, która wydawała się trwać wiecznie, a jednocześnie była zbyt krótka. Fale rozkoszy unosiły się w powietrzu, a temperatura między nami szybko urosła. Znalazłyśmy się w wirze pożądania, gdzie żądza i namiętność prowadziły nas do szczytów rozkoszy. Nasze dłonie pieściły nawzajem, budząc w sobie pragnienie głębszego połączenia. Gładziłam bez litości jej gorące wejście podczas, gdy, Klara swoimi zwinnymi paluszkami  kontynuowała cały czas najpierw delikatnie, a potem coraz mocniej masowała moją szparkę. Wsadziła mi palec w dziurkę, najpierw jeden, potem dwa i zaczęła nimi przebierać. Sprawiło to u mnie natychmiastowy orgazm. Rzucałam się na łóżku wyłam, wbijałam paznokcie w prześcieradło. Było mi cudownie. Nie umiałam utrzymać, ale starałam instynktownie sama dać jej orgazm, którą miotał moim ciałem, moja dłoń chaotycznie pieściła myszkę Klary, aż ta szybko doszła. Ciało Klary zakręciło się w ekstazie. Jeden gest, jedno dotknięcie, i obie osiągnęłyśmy intensywny orgazm, który ogarnął nas jak potężna fala. Objęłyśmy wtulając w ramiona, nasze ręce wciąż lepiły się tam, gdzie dawałyśmy sobie rozkosz. Składałyśmy małe pocałunki na swoich twarzach i czołach, podczas gdy odzyskiwałyśmy oddech. Gdy doszłyśmy do końca, leżałyśmy obok siebie, oddychając ciężko, ale szczęśliwe. Oczy Klary błyszczały, a uśmiech na twarzy był szczery i pełen uczucia.
    – To było niesamowite – wyszeptała Klara, delikatnie przesuwając palcem po mojej twarzy. – Nigdy wcześniej nie czułam się tak blisko kogoś.
    – Ja też – odpowiedziałam, czując, jak moje serce bije mocniej na myśl o tym, co właśnie przeżyłyśmy. – To wszystko jest dla mnie wciąż nowe, ale jestem szczęśliwa, że mogę to dzielić z tobą.
    Klara uśmiechnęła się jeszcze szerzej, a jej oczy zaiskrzyły. – Marto, jesteś dla mnie kimś wyjątkowym. Bez względu na to, co przyniesie przyszłość, chcę być przy tobie.
    Objęłam ją mocniej, czując ciepło jej ciała przy swoim. Była to chwila pełna czułości i zrozumienia, moment, jednakże wszystkie moje wątpliwości dalej nie się bladły. Wiedziałam, że przed nami jeszcze wiele rozmów i decyzji, ale teraz czułam się cudownie.
    – Klaro, dziękuję ci za to wszystko – powiedziałam cicho. – Twoje wsparcie i przyjaźń znaczą dla mnie więcej, niż mogłam sobie wyobrazić.
    – Ja też ci dziękuję, Marto – odpowiedziała, tuląc mnie jeszcze mocniej. – Razem przejdziemy przez wszystko.
    Ostatnie zdanie mnie jednak przerażało, bo brzmiało jak deklaracja, a wciąż nie wiedziałam czy jestem gotowa na coś więcej. Leżałyśmy tak jeszcze przez dłuższą chwilę, ciesząc się wzajemnym towarzystwem i bliskością

    Zegarek wskazywał, że czas jest nieubłagany i musimy się zbierać, ale nie chciałam. Pragnęłam spędzić ten dzień w łóżku z Klarą. Obowiązki jednak wzywały. Wykaraskałyśmy się z łóżka i wzięłyśmy szybki prysznic pełen pieszczot. Woda była ciepła, a nasze dłonie błądziły po ciałach, zatrzymując się na chwilach pełnych namiętności i czułości.
    – Chciałabym, żeby ten moment dziś się nie kończył – szepnęła Klara, gdy jej ręce masowały moje ramiona, a strumienie wody spływały po naszych ciałach.
    – Ja też – odpowiedziałam, przyciągając ją bliżej i całując głęboko. – Ale muszę iść do pracy, a Ty na zajęcia
    Po prysznicu szybko się osuszyłyśmy i ubrałyśmy. Klara wybrała na dziś czarną, dopasowaną sukienkę i granatowy sweter, który podkreślał jej urodę. Ja zdecydowałam się na szarą spódnicę, białą bluzkę i marynarkę, chcąc wyglądać profesjonalnie, mimo że myśli krążyły wokół porannej namiętności.
    Zjadłyśmy szybkie śniadanie i spakowałyśmy torby. Klara spojrzała na mnie z czułością, zanim opuściłyśmy mieszkanie.
    – Spotkamy się później, dobrze? – zapytała, chwytając mnie za rękę przy drzwiach.
    – Oczywiście. Nie mogę się doczekać – odpowiedziałam, uśmiechając się do niej. Rozstanie było trudniejsze, niż się spodziewałam, ale wiedziałam, że czekał nas wieczór pełen bliskości.
    Droga do pracy była pełna myśli o Klarze i o tym, co miało się wydarzyć. W biurze czekały mnie codzienne obowiązki, ale w sercu czułam ciepło i radość, której nic nie mogło zniszczyć.
    Gdy dotarłam do biura, rozłożyłam swoje rzeczy i usiadłam do swoich obowiązków. Mimo codziennych wyzwań, czułam się pewniejsza siebie i gotowa na wszystko, co przyniesie dzień.  
    Niestety, nam obu nie udało się spotkać wieczorem. Każda z nas uległa natłokowi obowiązków. Oczywiście poinformowałyśmy się wzajemnie wiadomościami.
    – „Kochana Marto, przepraszam, ale dzisiaj nie dam rady się spotkać. Mam tyle do zrobienia na uczelni i muszę dokończyć projekt na jutro. Obiecuję, że nadrobimy to jutro. Tęsknię za tobą już teraz. Buziaki, Klara.”
    Westchnęłam, czytając jej sms-a. Szkoda, że nasze plany się nie udały, ale rozumiałam. Sama byłam pochłonięta pracą, a stos papierów na biurku zdawał się nie mieć końca.
    – „Rozumiem, Klaro. Też mam dzisiaj mnóstwo pracy. Odpocznij i nie przepracuj się. Też za tobą tęsknię. Uścisków moc, Marta.”
    Wróciłam do swoich obowiązków, ale myśli wciąż krążyły wokół Klary. Nasze poranne chwile pełne namiętności i czułości były teraz jedynie wspomnieniem, które dodawało mi siły w trudnym dniu. Wiedziałam, że przed nami jeszcze wiele takich chwil, a nasza relacja dopiero się rozwijała na płaszczyźnie intymnej.
    Wieczorem, po ciężkim dniu pracy, wróciłam do pustego mieszkania. Wzięłam gorący prysznic, który pozwolił mi zmyć zmęczenie i stres dnia. Usiadłam na kanapie z kubkiem herbaty, próbując się zrelaksować. Choć byłam sama, czułam ciepło i bliskość Klary. Wiedziałam, że mimo oddzielnych obowiązków, nasze więzi są wyjątkowe i silne.
    Zasnęłam z myślą o niej, czekając na kolejny dzień, który miał przynieść kolejne wyzwania, ale i nowe chwile spędzone razem. W sercu czułam, że mimo natłoku pracy i obowiązków, nasze uczucie, które zapowiadało się rozwojowi.
    Mimo że nie udało mi się spotkać z Klarą, to w nocy czułam, jak po późnym powrocie przyszła do mojego łóżka i się we mnie wtuliła. Nie miałam siły na interakcję, ale było to przyjemne uczucie. Jej ciepło i obecność były kojące, jak delikatny balsam na zmęczoną duszę.
    Czułam jej oddech na swojej skórze i słyszałam spokojne bicie jej serca, które działało na mnie uspokajająco. Choć nie wymieniłyśmy słów ani nie podjęliśmy żadnej interakcji, jej bliskość była wystarczająca, by poczuć się kochaną i bezpieczną. To była cicha deklaracja jej przyjaźni, miłości i wsparcia, którego tak bardzo potrzebowałam.
    Leżałam nieruchomo, wsłuchując się w jej oddech, a myśli zaczęły powoli odpływać. Mimo zmęczenia, które mnie ogarniało, czułam wewnętrzny spokój. Było to jedno z tych momentów, kiedy nie potrzeba słów, by wiedzieć, że jesteśmy dla siebie ważne. Wtulona w Klarę, zasnęłam z uśmiechem na twarzy, czując się gotowa na kolejny dzień, który miał przynieść nowe wyzwania i liczyłam, że także piękne chwile.
     
    ***
    Rankiem obudziło mnie tykanie zegarka. Wtulona w plecy Klary czułam się wypoczęta i szczęśliwa. Spojrzałam na czas i nie było jeszcze nawet godziny szóstej. Zapach i ciało Klary w samej bieliźnie pobudzał moje zmysły. Delikatnie przesunęłam dłoń po jej ramieniu, czując gładkość jej skóry pod palcami. Klara poruszyła się lekko, ale nadal spała spokojnie. Wdychałam jej zapach, który był mieszanką jej ulubionych perfum i ciepła nocy. Jej bliskość sprawiała, że czułam się spełniona i pełna radości.
    Powoli przesunęłam dłoń niżej, na jej talię, delikatnie ją objęłam. Klara poruszyła się ponownie, a ja poczułam, jak jej ciało reaguje na mój dotyk. Przez chwilę zastanawiałam się, czy ją obudzić, ale nie chciałam przerywać jej snu.
    Zamiast tego, skupiłam się na tym, by cieszyć się tą chwilą. Słuchałam jej równomiernego oddechu i czułam bicie jej serca. Każdy detal jej obecności był dla mnie cenny. W myślach przeżywałam wspólne chwile z poprzedniego poranka, a także te wszystkie, które dopiero miały nadejść.
    Poczułam, jak Klara delikatnie się przeciągała i powoli otwierała oczy. Odwróciła głowę, spojrzała na mnie i uśmiechnęła się, widząc mnie obok siebie.
    – Dzień dobry – powiedziała sennie, przeciągając się.
    – Dzień dobry – odpowiedziałam z uśmiechem, lekko ją całując. – Jak się spało?
    – Wspaniale, bo obok ciebie – odparła, a jej oczy błyszczały radością.
    Objęłyśmy się mocniej, ciesząc się porankiem, który jeszcze przez chwilę należał tylko do nas. Wiedziałam, że ten dzień będzie pełen wyzwań, ale teraz, w tym momencie, liczyła się tylko ona. Delikatnie ją pocałowałam, Klara od razu odpowiedziała na mój pocałunek. Jej usta były miękkie i ciepłe, a nasze pocałunki stawały się coraz bardziej namiętne.
    Jej dłonie powędrowały do moich pleców, delikatnie przesuwając się wzdłuż kręgosłupa, sprawiając, że moje ciało reagowało na każdy dotyk. Czułam, jak serce bije mi szybciej, a oddech staje się głębszy. Byłyśmy zanurzone w chwili, zapominając o wszystkim dookoła.
    Klara oderwała się na moment, patrząc mi prosto w oczy. W jej spojrzeniu było coś niezwykle ciepłego i intymnego, co sprawiało, że czułam się wyjątkowa.
    – Kocham cię, Marto – powiedziała cicho, a jej słowa rozbrzmiały w moim sercu.
    – Ja ciebie też, Klaro – odpowiedziałam machinalnie, nie odrywając od niej wzroku.  
    Przytuliłyśmy się mocniej, nasze ciała były splecione, jakbyśmy nie chciały, żeby ten moment kiedykolwiek się skończył.
    – Mamy jeszcze chwilę, zanim musimy wstać – powiedziałam, lekko uśmiechając się. – Może się nią nacieszymy?
    Klara uśmiechnęła się i przytaknęła, przyciągając mnie jeszcze bliżej. Leżałyśmy tak, ciesząc się swoją obecnością, pozwalając sobie na momenty czułości i bliskości. Każdy pocałunek, każdy dotyk był pełen miłości i wzajemnego zrozumienia. Nie potrzebowałyśmy tego ranka seksu, aby cieszyć się intymną chwilą.
    W końcu, kiedy zegar nieubłaganie przypominał o nadchodzących obowiązkach, wiedziałyśmy, że musimy się zebrać. Ale nawet wtedy, przygotowując się do dnia, nasze gesty były pełne czułości.
    Odprawiłyśmy poranne rytuały, w postaci prysznica i szybkiego śniadania. Ubrałam się i razem wyszłyśmy z domu. Pod prysznicem, choć nie mogłyśmy się powstrzymać od drobnych pieszczot, byłyśmy świadome upływającego czasu, więc nasze gesty były delikatne, a śmiech krótki, ale pełen ciepła. Przy śniadaniu Klara przygotowała kawę, a ja zrobiłam kanapki. Siedziałyśmy przy kuchennym stole, wymieniając krótkie rozmowy i spojrzenia, które mówiły więcej niż słowa.
    Po śniadaniu ubrałyśmy się i byłyśmy gotowe na wyjście, ale zanim opuściłyśmy mieszkanie, jeszcze raz przytuliłyśmy się mocno.
    – Powodzenia dzisiaj – powiedziałam, patrząc Klarze w oczy. – Nie zapomnij, że jestem z tobą myślami.
    – Dziękuję, Marto. Tobie też życzę udanego dnia. Do zobaczenia wieczorem – odpowiedziała Klara z uśmiechem, który rozgrzewał moje serce. – A wiesz co? – nagle dorzuciła – Mogę Cię kawałek podprowadzić  
    – Tak? Będzie mi miło – uśmiechnęłam się szczerze
    Wyszłyśmy razem z domu, krocząc obok siebie ulicą. Rozmawiałyśmy o planach na dzień, o drobnostkach, które czekały na nas w pracy i na uczelni. Chociaż w końcu nasze drogi rozchodziły się na różnych skrzyżowaniach miasta, ten wspólny poranek dawał nam siłę i pozytywną energię na cały dzień.
    Gdy doszłyśmy do miejsca, gdzie musiałyśmy się rozstać, zatrzymałyśmy się na moment. Klara pocałowała mnie delikatnie na pożegnanie.
    – Do zobaczenia później – powiedziała, odwracając się, by ruszyć w swoją stronę.
    – Do zobaczenia – odpowiedziałam, patrząc za nią, aż zniknęła za rogiem.
    Ruszyłam w stronę biura, myśląc o Klarze i o tym, jak nasze relacje ewoluują. Choć dzień w pracy zapowiadał się intensywnie, czułam, że mam w sobie siłę i spokój, który wynikał z porannej bliskości z Klarą. Wiedziałam, że niezależnie od tego, co przyniesie ten dzień, wieczorem znów będziemy razem, dzieląc się swoimi przeżyciami i ciesząc się swoją obecnością. Zbliżając się jednak do biura, uświadomiłam sobie, że tego dnia miała wrócić Marta, moja szefowa i przyjemna beztroska dwóch dni, jakich przeżyłam z Klarą trochę zbladła i wątpliwości oraz sprzeczne emocje znowu powróciły.  Gdy dotarłam do biura od razu przysiadłam do swoich zadań.  

    Dzień mijał i się dłużył. Siedziałam w pracy, było środowe popołudnie, znów z Martą pracowałam do późna. Cały dzień nie odzywała się do mnie jakby nic nie wydarzało się w poprzedni weekend. Zajmowałam się swoimi obowiązkami, co jakiś czas zerkając w jej stronę. Jej hipnotyczny urok sprawiał, że traciłam dla niej głowę…..Nie potrafiłam kontrolować tego…. Oraz aby to skończyć i być tylko z Klarą.
    Nasze spojrzenia spotkały się parę razy i minęłam się z nią też z dwa razy idąc do kuchni po kawę i odgrzać obiad. Za każdy razem miała jednak w oczach chłodną obojętność. Zaczynałam się martwić czy coś zrobiłam nie tak. Nie szukałam jednak na siłę atencji i wyjaśnienia, tylko zajmowałam się swoimi obowiązkami. Myśli jednak starały się uciekać w kierunku Marty i gubiłam swoją koncentrację, lecz starałam się jak tylko potrafiłaś utrzymywać fason. Było trudno, gdyż jej atrakcyjność i kreacja w postaci dopasowanej czarnej sukienki  z paseczkiem z głębokim dekoltem, który podkreślał jej biust pobudzały zmysły. Całość dopełniała  szara marynarka na sukience, która dodawała jej profesjonalnego wyglądu. Jak zawsze eksponowała swoje zgrabne nogi, odziane w pończochy i szare botki na szpilkach. Starałam się skupić obowiązkach, ale jej urok i elegancja były jak magnes. Jej sposób bycia, pewność siebie i te subtelne, uwodzicielskie gesty sprawiały, że trudno było mi oderwać od niej wzrok. Mimo wszystko, próbowałam skupić się na tym, co ważne, wiedząc, że utrzymanie profesjonalizmu jest kluczowe.

    Normalne godziny pracy zbliżały się już do końca. Co poniektórzy zbierali się powoli do domu, ale nie ja. Wiedziałam, że muszę dziś zostać dłużej, raz ze względu na Martę gdyż chciałam wyjaśnić jej obojętność, a dwa, że i tak miałam pracę do zrobienia. Spojrzałam znów w jej stronę, ale nie było jej przy biurku. Znowu pojawił się pewien niespodziewany niepokój. Postanowiłam go spłukać, idąc do łazienki. Przechodząc po biurze rozglądałam się machinalnie za Martą, ale nigdzie jej nie było, zmartwiłam się, że mogła pójść do domu niepostrzeżenie i to przegapiłam. Weszłam do łazienki, zrobiłam potrzebę, a po wyjściu z kabiny podeszłam do lustra, ubrałam na ten dzień czarną obcisłą sukienkę na grubych szerokich ramiączkach, spod których wyłaniała się biała bluzkę, a całość okrywał czarny żakiet. Pod spodem miałam elegancką czarną bieliznę, kupioną na specjalne okazje jeszcze z byłym chłopakiem. Miałam przez chwile fantazję, że Marta zachodzi mnie od tyłu, łapie za włosy i wciąga do kabiny, jednak nie było jej tutaj. „BOŻE, CO SIĘ ZE MNĄ DZIEJE, przeszła mnie myśl i złapałam się za twarz patrząc w lustro na siebie. Biorąc głęboki wdech, zwilżyłam dłonie pod wodą płynącą z kranu i delikatnie opłukałam się studząc w ten sposób swoje pragnienia.
    Nagle do łazienki weszła Marta, widząc ją poczułam przyspieszone bicie serca. Marta podeszła i zbliżyła się do mnie, pogładziła mnie po policzku, uśmiechnęła i złapała mnie za udo. Wsunęła powoli rękę pod sukienkę a ja odskoczyłam jak porażona, ale Marta wstała wtedy zdecydowanym ruchem i ujęła mnie za szyje patrząc głęboko w oczy. Cała drżałam w oczekiwaniu na to, co miało się za chwilę wydarzyć.
    – Spokojnie – wyszeptała z lubieżnym uśmiechem, który sprawił, że przeszedł mnie rozpalający dreszcz.  Pocałowała mnie w usta łapiąc za udo i przyciskając do umywalki. Nie wierzyłam, że to się dzieje, że Marta się na to odważy w biurze. Odwzajemniłam pocałunek i całowałyśmy się namiętnie. Marta po chwili wciągnęła mnie  do kabiny. Szybko rozpięła dwa guziki mojej koszuli i całowała mnie po szyi i dekolcie. W odpowiedzi wodziłam ręką po udzie szefowej. Jeździłam okrężnymi ruchami, z góry na dół. Przekręciłam się z Martą, która teraz opierała się o ściankę. Miałam moment swojej dominacji, którą pragnęłam wykorzystać. Włożyłam ręce pod jej sukienkę całowałam jej szyję, na co Marta złapała mnie za pośladki dociskając bardziej do siebie i wydając z siebie głośny dech . Nagle do łazienki ktoś wszedł.
    – Cicho – wyszeptałam uciszając własną szefową. Patrzyłyśmy na siebie przez chwilę, wzrok Marty  bezlitosny, był pełen pożądania. Zwariowała!!! – pomyślałam. Kto o tej porze jeszcze był i nagle z łazienki zachciało się korzystać. Lekko drżałam w obawie, że zaraz nas przyłapią. Marta na nie przejmowała się tym i władczo podążała drogą, którą sobie wyznaczyła. Była prawdziwą szefową. Znowu zrobiłyśmy obrót. Marta obcałowywała chaotycznie moją szyję, wsuwając rękę pod moją sukienkę, którą lekko podwinęła do góry. Odsłoniła manszety pończoch i zaczęła przez koronkę uda, przejeżdżając dłonią po nich. Byłam bezbronna, drżałam cała w oczekiwaniu na dalsze jej ruchy. Wtedy wyszeptała mi do ucha zniewalającym tonem….
    –  Widzę, że ktoś tutaj ładnie się wystroił…
    Po tych słowach dotknęła jej ręką lekko drapiącym ruchem dotarła na kobiecość, które gładziła przez i bieliznę. Cichą jęknęłam, rozsuwając szerzej nogi. Wprawne ruchy mojej szefowej spowodowały, że drżenie zaczęło rozchodzić się po całym ciele. Ona jednak nie poprzestała na pocałunkach. Przeraziłam się, że ten, kto wszedł to usłyszy, ale Marcie to wyraźnie nie przeszkadzało, a raczej ją nakręcało.
    – Przestań, ktoś wszedł do łazienki – oponowałam szeptem, aby na moment przerwać, ale szefowa zamknęła moje usta pocałunkiem. Wdarła się ręką w moje figi i masowała mój guziczek. Byłam rozpalona, traciłam kontrolę. Sytuacja stała się ekscytująca, że nie przestałam się przejmować się obecnością osoby, która była w łazience, lecz bardziej się podniecałam. Marta to wyczuła to i po chwili włożyła we mnie dwa palce. Dyszała mi w ucho, a ja z rozkoszy zacisnęłam zęby na jej szyi. Robiła to powoli, ale nie agresywnie, po prostu bardzo zdecydowanie. Miałam szum w głowie, chciałam mruczeć i jęczeć, ale zagryzałam zęby na szyi Marty. Byłam cała rozedrgana, jej cudowne palce, które przejęły kontrolę nad całym moim ciałem. Te cudowne palce były już bardzo śliskie, a z każdym kolejnym pchnięciem traciłam kontrolę. Nie poprzestała na pocałunkach. Nienasycona, ze stale rosnącym pożądaniem, zwilżała srom.
    Pochyliła się bardziej j i zaczęła je całować moje lekko piekące pośladki zeszła językiem aż do myszki. Po czym się podniosła, chwyciła kark jednocześnie drugą ręką podwinęła spódnicę odsłaniając  majteczki i koronki beżowych pończoch, a w majteczkach była ukryta wypukłość. To był Strap-On inny niż poprzednio, chwyciła mnie za kark i odwróciła jej głowę w swoją stronę.
    – Chcesz poczuć go w sobie, prawda?
    Odpowiedziałam kiwając głową na znak, że tak. Wzięła moją rękę naprowadzając na sztucznego penisa. Powoli wyciągałam rękę w górę i dotknęłam go. Marta patrzyła na to z zafascynowaniem. Był bardzo przyjemny w dotyku i ciepły. Nie za duży, ani nie za mały, taki w sam raz. W końcu wzięłam go w dłoń. Masowałam powoli przesuwając ręką od główki w dół i zerknęła na Martę. Zbliżyła się bardziej i pocałowała mnie wyzywająco, z wyciągniętym językiem, który szukał drogi do mojego gardła. Jej ręce chwyciła mnie w talii i przybliżyła mocno, jej usta pieściły moje, starałam się ssać jej język. Nasze pocałunki stały się bardziej agresywne, ale podniecające. Przerwała odrywając usta, spojrzała żarliwie na mnie i powiedziała
    – Trzeba nawilżyć zabaweczkę
    Zrozumiałam, co ma na myśli. Uklękłam przed nią i wzięłam go do ręki a potem w usta, gdzie ledwo się mieścił. Starałam się go ssać, oraz ruszać głową tak by drugi koniec pieścił ją od środka. Jej ręka cały czas trzymała mnie za włosy i wepchnęła mi go mocniej do ust. Teraz rozumiałam, czemu mnie tak całowała wpychając język do gardła. To było przygotowanie na robienia loda na sztucznym członku.  Nadawałam rytm mocniejszy i pewny słyszalny zrobił się odgłos dławienia jakbym obciągała. Poczułam jak dotyka gardła, co wywołało odruch wymiotny. Wyjęła go na chwilę, a ja się dławiłam. Jednak po chwili wepchnęła go mocniej i głębiej, po czym znów wyjęła. Robiła to jeszcze głębiej, trzymała za włosy i wodziła  dłońmi po plecach, ruchając mocno me usta. Dusiłam się i dławiłam, czułam się poniżona, jednocześnie odczuwając jak rośnie w niej podniecenie i satysfakcja. Penis był mokry od mojej śliny, ślizgał się głęboko w me gardło. Wyjęła go i podniosła mnie do góry, znów pocałowała wyzywająco i spojrzała mi w oczy. Marta przyparła mnie ponownie do ścianki bocznej kabiny, rozchyliła nogi w pozycji stojącej, podwinęła bardziej sukienkę i zsunęła figi tyle by odsłonić moją myszkę. Marta się przybliżyła i ocierała się o nią główką. Odwróciłam głowę i dostrzegłam jak na jej twarzy pojawiły się wypieki i żądza w oczach.
    – Chcesz poczuć go w sobie?  
    Zapytała pewnie, na co kiwnęłam głową na potwierdzenie. Chwyciła go w dłoń pewnie i włożyła mocno tak, że chciałam zawyć z bólu. Wszedł głęboko i zatrzymała go tak. Odsłoniła piersi i chwyciła mnie za pośladki i zaczęła wykonywać pewnie i mocne ruchy. Otworzyłam oczy szeroko i razem z nimi usta, wzdychałam i jęczałam cicho. Oddawałam się swojej szefowej, która pieprzyła mnie jak suczkę. Nie byłam stanie kontrolować swoich odruchów. Nie wiedziałam czy ktoś dalej jest w łazience, ale na pewno by mnie usłyszała ta osoba. W końcu go wyjęła, wzięła mnie w ramiona od tyłu i całowała tym razem delikatnie i namiętnie, wodziła językiem po szyi wbijała go mocno do końca, chwytała pośladki i biodra. Po czym znów chwytała mnie za nogi i ruszała się mocno i szybko.  
    Poprowadziła na sedes. Wtedy chwyciła mnie za włosy.  
    – Wypnij tyłeczek skarbie – powiedziała lubieżnym tonem. Zrobiłam to posłusznie, nie potrafiłam jej odmówić. Dostałam lekkiego klapsa. Marta chwyciła wolną ręką swoją zabawkę, a drugą ręką, którą położyła na moich plecach. Włożyła jej pewnie i znów wróciła do zabawy, tym razem trzymając mnie za włosy i uderzała w pośladki wolną dłonią. Jęczałam i jęczałam, tracąc nad sobą jakąkolwiek kontrolę, wtedy szefowa chwyciła mnie za biodra i zaczęła wykonywać mocne i głębokie ruchy. Przejeżdżała czasem po moich plecach i znów wracała na biodra. Chwytała pewnie i wypinałam ją mocno tak, że wchodziła w nią głęboko. Zaciskałam palce na zbiorniku od spłuczki. Wdychałam coraz szybciej. Marta sięgnęła rękoma do moich piersi, chwyciła palcami za sterczące sutki. Zrobiła to w idealnym momencie i po chwili padłam na sedesie bez sił i ciężko wzdychałam.
    Marta przytuliła mnie wtedy mocno, całowała po karku, masowała go, zeszła ustami na pośladki i pieściła czerwone miejsca. Zaczęłam się podnosić  
    – Podobało Ci się? – zapytała mnie Marta
    – Taaaak- odpowiedziałam z ewidentną rozkoszą w ustach na spłyconym oddechu z trudem.  
    Kiedy w końcu napięcie z mojego ciała lekko opadło, odwróciłam głowę i złożyłam na jej cudownych ustach długi i uważny pocałunek.
    – Reszta zabawy u mnie w domu – wyszeptała mi do ucha, które delikatne przygryzła.  
    Marta wyjęła ze mnie zabawkę, poprawiłyśmy swoje ubrania i po chwili znów wyglądałyśmy elegancko jakby nic się nie wydarzyło. Pocałowałyśmy się jeszcze namiętnie i wyszłyśmy z  łazienki. Nasze spojrzenia były pełne niedopowiedzeń i tajemnic. Pocałowałyśmy się jeszcze namiętnie, ostatni raz przed powrotem do rzeczywistości, a potem wyszłyśmy osobno z łazienki, starając się, by nikt z obecnych wciąż w biurze nie zauważył naszej długiej nieobecności. Czułam w sobie mieszankę emocji: ekscytację, wstyd i coś w rodzaju triumfu. Przez biuro przeszłam spokojnie, nie dając po sobie poznać, co właśnie miało miejsce. Wzięłam płaszcz i udałam się do samochodu Marty w oczekiwaniu na nią. Chwilę później Marta pojawiła się i dołączyła do mnie. Wsiadłam do samochodu, opierając głowę o zagłówek, próbując uspokoić myśli.  
    – Wszystko w porządku? – zapytała, uruchamiając silnik.
    – Tak, po prostu trochę dużo emocji – odpowiedziałam, próbując się uśmiechnąć.
    – Rozumiem – powiedziała z lekkim uśmiechem głaszcząc mnie po włosach i całując namiętnie w usta. Spojrzała na mnie szelmowsko i ruszyłyśmy w stronę jej domu. Podróż minęła w milczeniu, każda z nas zanurzona w swoich myślach nasączonych napięciem i pożądaniem. Co chwila wymieniłyśmy spojrzenia, w których obie dawałyśmy sobie do zrozumienia, jak bardzo pragnęłyśmy dalszego ciągu.
    Gdy dotarłyśmy na miejsce, Marta zaparkowała samochód i odwróciła się do mnie, patrząc głęboko w oczy.
    – Chodź – powiedziała cicho, wyciągając do mnie rękę.
    Poszłyśmy do jej mieszkania, nie tracąc czasu na zbędne słowa. Drzwi zamknęły się za nami, a my od razu wpadłyśmy sobie w ramiona. Jej usta znalazły moje, a nasze ciała zaczęły się przyciągać jak magnesy. Całowałyśmy się namiętnie, czując narastające pożądanie. Zaraz po wejściu zaczęła zdejmować ze mnie sukienkę, a ja z niej marynarkę i sukienkę. Złapałam ją za dłoń i poprowadziłam do jej sypialni. Pchnęła mnie delikatnie na łóżku i położyła się na mnie. Obcałowywała mój brzuch, rozpinając guziki koszuli, zdejmując  ją wraz ze stanikiem. Czułam się jak w niebie, głaskałam Martę po głowie, podczas gdy ona pozbawiała reszty garderoby i bielizny, aż zostałam w samych pończochach. Przeniosła się z pocałunkami na moją szyję i ramiona. Ssała moje piersi, wodziła językiem po moim brzuchu, potem udach, od zewnętrznej i wewnętrznej strony. W końcu dotknęła językiem moją brzoskwinkę. Zamruczałam, czując jak lizała mnie wzdłuż mojej rozpalonej i mokrej kobiecości. Zanurzyła swój język między moimi płatkami. Byłam cała rozedrgana i napalona. Wiedziałam, że ma dalej w sobie sztucznego penisa, dlatego poprosiłam ją szeptem aby go użyła i pominęły tę grę.
    – Użyj proszę zabawki. Proszę wypierdol mnie……
    Powoli zbliżyła czubek do mojej myszki, ocierając wpierw wargi delikatnie. Dotyk sztucznego penisa na moich wrażliwych wargach ponownie wywoływał odczucia, którym nie mogłam się przeciwstawić jak w biurze. Rozłożyłam ręce, chwytając pościel i wypięłam biodra ku niej. Zaczęła powoli go wkładać pochylając się nade mną. Nie napierając zbyt mocno i patrzyłyśmy sobie w oczy. Marta złapała mnie za nadgarstki, całując głęboko w usta. Oddawałam je łapczywie delektując się tańcem naszych języków.  
    Wydawałam z siebie jęki, a ona mnie pieprzyła. Obejmowałam dłońmi jej plecy podobnie jak nogami. Moje ruchu korelowały z penetrowaniem mnie przez Martę. Czułam tylko bloga ekstazę, gdy szefowa wypełniała po same brzegi  całą moja cipkę sztucznym penisem. Wypływało ze mnie podniecenie, z pojedynczych i monotonnych jęków stały się szybsze i głośniejsze. Marta nie przestawała, adrenalina nie pozwalała jej przerwać. Zabawka też musiała ją stymulować, bo sama dyszała i jęczała. Widząc jak mi dobrze i słysząc do tego moje jęki, po prostu mocno i szybko mnie pieprzyła. Musiała pocałunkami  mnie uciszać, bo nie panowałam nad głosem. Gdy zaczęłam szczytować, czułam się tak, jakbym unosiła się nad swoim ciałem. Tak potwornie było mi dobrze. Wypięłam się mocno i zawyłam z rozkoszy. Ciało mimowolnie bez żadnej mojej kontroli wyginało się w każdą stronę. Marta zwolniła ruchy, ale nie przestała dopóki sama nie poczuła szczytu. Nie trwało to długo, aż fala orgazmu doszła i do niej. Padła na mnie i mnie całowała czule i zachłannie, będąc wciąż we mnie. Obejmowałam ją i tuliłam się do niej. Chłonęłyśmy się nawzajem. Nie mogłyśmy się oderwać od siebie. „BOŻEEE !!!, jak mi dobrze – przechodziło przez głowę. Po dłuższej chwili namiętnych pieszczot wyszła całkiem ze mnie. Długo mi zajmowało odzyskanie, jako tako świadomości. Opanowałam się i czułam, że mi mało, ale chciałam się teraz zajmować Martą. Pragnęłam teraz jej cipki. Całowałyśmy się i tarzałyśmy po pościeli. Moje usta zaczęły wędrować ku jej szyi, a ręce ujmowały jej dorodne piersi. Mogłam je dotykać bez końca.  
    Marta dała mi teraz swobodę, widząc mój zapał by ją pieścić. Ułożyła się na plecach a moje usta i dłonie rozpoczęły marsz ku reszcie jej jedwabistego ciała. Całowałam każdy skrawek jej skóry. Ręce Marty nie były obojętne na moje pieszczoty, które jak tylko mogły błądziły po moim ciele, odnajdując wrażliwe miejsca, które wywoływały u mnie dreszcze rozkoszy. Czułam, jak jej dotyk stawał się coraz bardziej pewny i namiętny. Moje usta dotarły do jej brzucha, a potem dalej, niżej. Marta westchnęła głęboko, zaciskając dłonie na moich ramionach. Jej ciało wyraźnie odpowiadało na moje pieszczoty, co dodawało mi pewności siebie. Skupiłam się na tym, by sprawić jej jak najwięcej przyjemności. Nasze ciała poruszały się w harmonii, synchronizując się w rytmie namiętności. Każdy dotyk, każdy pocałunek, każde westchnienie budowało między nami napięcie, które narastało z każdą chwilą. Marta wyciągnęła rękę i wplotła palce w moje włosy, przyciągając mnie bliżej siebie. Różowe, lśniące ciało rozkwitało na moich oczach, jej cipka rozszerzała się i wpatrywałam się w jej ciemność, aż mój język wysunął się i sam znalazł drogę do zapraszającego otworu. W tym momencie nie liczyło się nic poza spełnieniem i wszystkim, co się do niego przyczyniało. Jej język w mojej cipce, mój język w niej. Uwielbiałam lizanie jej cipki. Była taka gładka, a soki płynęły tak swobodnie, że chciałam zanurzyć się w niej całą twarzą tylko po to, by doświadczyć jej mocniej. Za każdym razem, gdy tylko mój język wciskał się w jej ciasną dziurkę znajdował tam mokre, gładkie ścianki ciepłego ciała, tajemną jaskinię, która skrywała przede mną wszelkiego rodzaju tajemnicze rozkosze – gdybym tylko mogła wejść w nią głębiej! Wbiłam palec wskazujący w jej cipkę i poczułam kształt jej wnętrza. Wszystkie te dziwne grzbiety, wyprofilowane ciało otaczające mój palec i ściskając go zmysłowym naciskiem, gęste krople soku sączące się wokół niego – mały raj. Rozłożyła szerzej nogi, bym miała łatwiejszy dostęp. Ssałam i lizałam ją bez opamiętania, postanowiłam dołożyć palec, by dać jej jeszcze większe odczucie przyjemności. Zaczęłam delikatnie ją palcować, po chwili wprowadzając drugi palec. Marta nie wytrzymała, krzycząc i piszcząc z rozkoszy rozpoczęła swój orgazm. Czułam zaciskającą się cipkę na moich palcach, jak jej ciało przechodzą dreszcze, a Marta odpływała z zamkniętymi oczami, odchylając głowę do tyłu, zalewając moja rękę słodkimi sokami, które bez opamiętania zaczęłam zlizywać, spowalniając ruchy ręki. Poczekałam, aż skurcze miną i opierając brodę na jej podbrzuszu oglądałam widok, o którym do niedawna mogłam tylko pomarzyć. Cudownie było patrzeć na nią, nagą, zdyszaną, a zarazem uśmiechniętą. Położyłam się obok niej, czując jej ciepło i oddech. Marta leżała spokojnie, jej pierś unosiła się i opadała w rytmie uspokajającego się oddechu. Spojrzała na mnie z uczuciem w oczach, jej uśmiech był pełen satysfakcji i wdzięczności.
    – Jesteś niesamowita – wyszeptała, przyciągając mnie bliżej do siebie.
    Objęłam ją mocno, wtulając się w jej ciało. Czułam bicie jej serca, które powoli wracało do normalnego rytmu. Te chwile były pełne intymności i bliskości, które tworzyły między nami silną więź.
    – Ty też jesteś niesamowita –

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Iva Lions
  • Uwiedziona przez nianie III: Nowy Etap

    Siedziałam w pracy, kiedy otrzymałam telefon z przedszkola, że Dominika nie odebrała naszego dziecka i Julek czekał już ponad dwie godziny. Informacja ta była zaskakująca, nie wiedziałam, co się działo, bo Dominika nigdy by tak nie postąpiła bez poinformowania. Na chwilę się zamyśliłam, lecz z głębokiej troski wyrwała mnie Pani iYgrekowska, będąca wciąż na linii i dopytująca się, kiedy będę mogła odebrać syna. Odpowiedziałam, że tak szybko, jak to możliwe. Pozamykałam swoje obowiązki i kierując się do samochodu, natychmiast zadzwoniłam do Dominiki, lecz włączała się tylko poczta głosowa. Zachowywałam opanowanie, lecz powoli rósł we mnie niepokój. Nim dojechałam do przedszkola, próbowałam jeszcze cztery raz połączyć się z Dominika, lecz wciąż bez skutku. Telefon wciąż głuchy. Wtedy niepokój przeradzał się w poważne zmartwienie, że coś na prawdę się stało. Odebrałam Julka i wróciliśmy do domu.  
    Mieszkanie było puste, nie było torebki Dominiki i roweru. Siedziałam w domu, próbując uspokoić swoje myśli, kiedy nagle zadzwonił telefon. Głos w słuchawce należał do Hani, mamy Dominiki, która z przejęciem poinformowała, że Dominika miała wypadek i była teraz w szpitalu. Czując narastający stres i niepokój, od razu wstałam, przebrałam, Julka, i szybko ruszyłam w kierunku szpitala, aby dowiedzieć się, co się dzieje z moją ukochaną.

    Po dotarciu do szpitala zobaczyłam w holu rodziców Dominiki, Hanię i Krzysztofa, którzy z zatroskanym wyrazem twarzy czekali na wieści o stanie córki. Przywitałam się z nimi i natychmiast zapytałam, co dokładnie się wydarzyło. Hania i Krzysztof wyjaśnili, że Dominika miała poważny wypadek, została potrącona i była teraz operowana, a lekarze robią wszystko, co w ich mocy, aby jej pomóc.
    Hania, z trudem, lecz opanowana, wyjaśniła:
    – Dominika miała poważny wypadek. Została potrącona przez samochód, gdy przechodziła przez ulicę. Jest teraz na sali operacyjnej
    Z przerażeniem prawie wykrzyczałam:
    – Jak to? Jak bardzo poważny jest jej stan?
    Krzysztof wtrącił zmartwionym głosem:
    – Z tego, co słyszeliśmy, było to naprawdę ciężkie uderzenie. Miała złamania i obrażenia wewnętrzne, ale staramy się być dobrej myśli.
    Czas wydawał się ciągnąć w nieskończoność, ale wiedziałam, że musimy być silni dla Dominiki. Siedzieliśmy w milczeniu, nerwowa mowa ciała towarzyszyła nam wszystkim w oczekiwaniu na lekarza.
    Wkrótce dołączył do nas doktor w granatowym fartuchu, który oznajmił, że operacja przebiega zgodnie z planem.
    – Stan Dominiki jest stabilny — powiedział spokojnym, ale profesjonalnym tonem. – Udało nam się opanować krwawienie i poskładaliśmy złamania. Niestety ma również wstrząs mózgu. Musimy jeszcze dokładnie monitorować jej stan, ale rokowania są dobre, ma silny organizm. Za niedługo przeniesiemy ją na oddział intensywnej terapii i będzie musiała wypoczywać.
    Poczułam, jakby kamień spadł mi z serca, ale jednocześnie wiedziałam, że przed nami długa droga. Przytuliłam Hanię, starając się przekazać jej trochę siły i otuchy.
    – Będzie dobrze — szepnęłam, próbując dodać otuchy również sobie.
    Lekarz jeszcze raz zapewnił nas, że jesteśmy w dobrych rękach, zanim wrócił na salę operacyjną, zostawiając nas z nadzieją na pozytywne wieści.

    Rodzice Dominiki, chcąc zapewnić mi pełen dostęp do informacji o stanie zdrowia Dominiki, podpisali pełnomocnictwo dla lekarzy, abym mogła być na bieżąco informowana o postępach w jej leczeniu. Chociaż wciąż pełna niepokoju, poczułam ulgę, wiedząc, że miałam mieć bezpośredni kontakt z personelem medycznym, oraz że Dominika była w dobrych rękach. W tym momencie moim jedynym zadaniem było czekać i wspierać Dominikę w walce o powrót do zdrowia. Wspólnie z rodzicami Dominiki usiedliśmy w poczekalni, czekając aż,  przeniosą Dominikę na OIOM. Gdy to na nastąpiło, czułam, jakby kamień spadł mi z serca, wiedząc, że Dominika ma teraz przed sobą tylko powrót do zdrowia. Po kilku dniach intensywnej opieki medycznej, Dominika zaczęła powoli dochodzić do siebie. Przez ten czas starałam się być u jej boku każdego dnia z Julkiem lub sama, na przemian z Hanią i Krzysztofem. Waspieraliśmy ją i dodawaliśmy otuchy i obiecując, że będziemy przy niej i razem przezwyciężymy wszystkie trudności związane z rehabilitacją. Dzięki determinacji, miłości i wsparciu nas bliskich, Dominika powoli wracała do zdrowia, a ja byłam gotowa pomóc jej w każdym kroku na drodze do pełnego powrotu do życia. To wzmacniało naszą więź, przetestowana przez trudności, stawała się coraz silniejsza, dając im nadzieję na lepsze jutro.

    ***
    Przy pierwszej wizycie, siedziałam, trzymając za rękę Dominikę, która była w objęciach Morfeusza. W pewnym momencie zasnęłam w pozycji siedzącej, opierając się głową o łózko Dominiki. Po pewnym czasie obudziła mnie smyrając po dłoni. Obudziłam się i widziałam na twarzy szczęśliwy uśmiech mojej ukochanej, że byłam przy niej i że mnie pierwsza zobaczyła. Byłam szczęśliwa, że widziałam Dominikę w dobrym humorze, co przekładało się na jej lepszy stan. Nasze pierwsze spotkanie po operacji rozpoczęła nietypowym przywitananiem.
    – Śniłaś mi się
    – No to opowiadaj – odparłam zaintrygowana
    – Byłyśmy z Julkiem nad morzem, chodziliśmy w trójkę po Helu. W pewnym momencie miałam wypadek, potrącił mnie chyba skuter. Wylądowałam w śpiączce w szpitalu, a Ty z Julkiem zamartwialiście się dniami przy moim łóżku. Pewnej nocy przyszłaś sama do mnie…tutaj może dokończę, jak wrócimy do domu – po jej spojrzeniu zrozumiałam, co było dalej, lecz zaintrygowała mnie tym snem i poprosiłam, aby kontynuowała opowiadanie – Nikogo nie ma, możesz dokończyć
    – Dobrze tylko daj buzi – złożyłam całusa na jej ustach i słuchałam dalszego przebiegu
    – Przyszłaś do mnie, jako pielęgniarka w bieli i pocałowałaś. Niczym śpiąca królewna przebudziłam się ze śpiączkowego snu… –  przerwała, gdy do Sali weszła pacjentka po badaniach
    Przerwała, gdy do sali weszła pacjentka po badaniach. Obie spojrzałyśmy na nowo przybyłą, starając się ukryć naszą intymną rozmowę. Czekałyśmy, aż nowa pacjentka znajdzie swoje miejsce i zajmie się swoimi sprawami.
    Gdy chwilowa cisza zapanowała w pokoju, nachyliłam się do Dominiki i szepnęłam:
    -Co było dalej?
    Dominika uśmiechnęła się tajemniczo i odpowiedziała cicho:
    – Gdy przebudziłam się, zobaczyłam twoje piękne oczy pełne miłości i troski. Nasze wargi ponownie się spotkały, a cały szpital zniknął, zostaliśmy tylko my dwie, w tej chwili pełnej magii.
    Nasza intymna chwila była jednak przerwana przez rzeczywistość szpitalnego życia. Pacjentka, która weszła do sali, zaczęła szukać czegoś w swojej torbie, wydając przy tym dość głośne dźwięki. Dominika spojrzała na mnie, jakby chciała powiedzieć, że opowieść będzie kontynuowana w bardziej sprzyjających okolicznościach.
    – Myślę, że resztę zostawimy na później, kochanie. – powiedziała z uśmiechem.
    Przytaknęłam, czując, że chwile, które dzielimy, są równie cenne, jak opowiadane sny. Czekałam na moment, kiedy będziemy mogły być same, by dowiedzieć się, jak kończy się ta bajka o śpiącej królewnie i jej przebudzeniu.

    ***
    Po wyjściu ze szpitala, wzięłam urlop, a gdy się kończył poprosiłam szefostwo pracy zdalnej, by móc zajmować się Dominiką. Było trudno, Dominika, na co dzień żywa i energiczna cierpiała, będąc ruchowo na tygodnie ograniczona. Mimo tego zachowywała swoją pogodność, którą potrafiła ocieplać moje serce, lecz przyszła pora, abym to ja jej teraz się rewanżowała i ją wspierała fizycznie oraz psychicznie. Pomagał mi w tym Julek, który z uroczą troską chciał się angażować w opiekę nad swoją nianią. Nastąpiła mała zamiana ról, na której widok serce rosło.
    Każdy dzień był wyzwaniem, ale też okazją do odkrywania nowej siły w naszej relacji. Zaczynaliśmy dzień od porannej kawy, którą parzyłam w kuchni, próbując naśladować Dominikę. Zawsze dodawała cynamonu, a teraz to ja stałam się ekspertem w jej ulubionym napoju. Przynosząc jej filiżankę do łóżka, widziałam, jak jej oczy błyszczą z wdzięczności.
    — Jesteś niesamowita, wiesz? — powiedziała pewnego ranka, biorąc ode mnie kubek i przyciągając mnie do siebie. — Nie wiem, co bym bez ciebie zrobiła.
    — Ja też nie wiem, co bym zrobiła bez ciebie — odpowiedziałam, całując ją w czoło. Była to prawda. Wspólnie radziłyśmy sobie z codziennymi trudnościami, a nasza miłość rosła w siłę.
    Julek, mój syn, był niesamowitym wsparciem. Chciał pomagać w każdy możliwy sposób. Przynosił Dominice książki, których nie mogła dosięgnąć, podawał jej poduszki i nawet próbował rozśmieszać ją swoimi małymi żartami.
    — Mamo, kiedy Dominika wyzdrowieje, będziemy mogli znowu grać w piłkę? — zapytał mnie pewnego dnia, siedząc na podłodze obok kanapy, na której leżała Dominika.
    — Tak, kochanie. Dominika wróci do formy, a wtedy będziemy mogli robić wszystko, co chcemy — odpowiedziałam, uśmiechając się do niego i patrząc na Dominikę, która skinęła głową z uśmiechem.
    Dni mijały, a my tworzyłyśmy nowe rytuały. Wieczorami siedziałyśmy razem na kanapie, czytając książki i oglądając filmy. W międzyczasie, podczas pracy zdalnej, starałam się dzielić czas między obowiązki zawodowe a opiekę nad Dominiką. Było to wyczerpujące, ale miało swoje nagrody. Nasza miłość była silniejsza niż kiedykolwiek wcześniej.
    Jednego wieczoru, gdy Julek już spał, Dominika i ja siedziałyśmy na balkonie, obserwując gwiazdy. Trzymałam jej rękę, czując ciepło jej skóry.
    — Wiesz, kiedy byłam w szpitalu, bałam się, że wszystko się zmieni — powiedziała nagle, przerywając ciszę.
    — Co masz na myśli? — zapytałam, spoglądając na nią z troską.
    — Bałam się, że stracę swoją niezależność, że będę dla ciebie ciężarem — wyjaśniła, a jej oczy zaszkliły się łzami.
    — Nigdy nie będziesz dla mnie ciężarem, Dominika. Jesteśmy razem na dobre i na złe. Zawsze cię będę wspierać, niezależnie od wszystkiego — odpowiedziałam, ściskając jej dłoń mocniej.
    — Wiem to teraz. I jestem ci za to nieskończenie wdzięczna — odpowiedziała, po czym zbliżyła się do mnie i pocałowała mnie delikatnie.
    Patrzyłyśmy razem na gwiazdy, wiedząc, że przed nami jeszcze wiele wyzwań, ale też wiele pięknych chwil. Każdy dzień był krokiem w kierunku pełnego powrotu do zdrowia Dominiki, a nasza miłość była silniejsza niż kiedykolwiek.

    ***
    Dzień naszej czwartej rocznicy, wzięłam wolne w pracy, abym mogła przygotować nasze święto jak należy. Od pewnego czasu myślałam, aby nasz związek wprowadzić na dalsze wody, lecz wypadek Dominiki pokrzyżował moje plany. Jednakże dzień, w którym mogłyśmy świętować kolejny rok naszego szczęścia, wydawał się idealnym dniem na to. Starałam się czynić to wszystko w tajemnicy, uciekając się do niewinnych kłamstewek. Zawiozłam Julka do rodziców Dominiki, gdzie tam też przyrządziłam razem z jej mamą, ulubione danie mojej ukochanej, lasagnę z brokułami. Wykorzystałam cały czas, gdy Dominika musiała jechać na rehabilitację, niestety tym razem sama taksówką. Wróciłam do domu bez syna i przygotowywałam wystrój. Było mi źle, że nie odwiozłam Dominiki, lecz miałam nadzieję, że mi wybaczy, jak zobaczyć miała, jak uszykowałam ten dzień. Całe mieszkanie obsypałam płatkami róż, zapaliłam w każdym pokoju świece i nakryłam do stołu. Czekałam już tylko, aż wybije godzina odbioru Dominiki, gdy ta nastała, pojechałam po nią. W drodze do ośrodka rehabilitacyjnego serce biło mi szybciej, wyobrażałam sobie jej reakcję, jej uśmiech i wzruszenie. Chciałam, żeby ten dzień był dla niej szczególny, pełen miłości i czułości, który na długo zostanie w naszej pamięci.
    Gdy dotarłam na miejsce, zobaczyłam Dominikę czekającą na mnie z lekkim uśmiechem na twarzy, ubraną w różowy, dopasowany T-shirt z dekoltem w serek oraz dżinsy. Koszulka  i spodnie podkreślały jej sylwetkę. Podeszłam do niej, objęłam ją i pocałowałam delikatnie, a potem otworzyłam drzwi samochodu, pomagając jej wsiąść. W drodze do domu czułam mieszankę ekscytacji i niepokoju, ale głównie cieszyłam się, że ten wyjątkowy wieczór zaraz się rozpocznie.
    – Hej skarbie. I jak po sesji?
    – Trochę obolała, ale lepiej. A Ty co taka zarumieniona jesteś?
    – Ja? – spojrzałam w lusterko – A rzeczywiście
    – Mam nadzieję, że mnie nie zdradzasz? – zapytała dowcipnie
    – Ale śmieszne… Zaraz, kto się wygadał?
    – Brat
    – Co powiedział?
    – Nie za wiele, zapytałam, co taki zdyszany, na co odpowiedział, że bawi się z Julkiem w berka. Domyśliłam się, więc, że cos kombinujesz
    – Ale nie wiesz, co i z jakim efektem
    – Dlatego pozwolę się zaskoczyć i nie będę drążyć tematu
    Pocałowała mnie w policzek i jak powiedziała, tak było. Nie drążyła więcej sprawy, dzięki czemu miałam możliwość zrobienia naprawdę niespodzianki.
    Dojechałyśmy z powrotem do domu, pomogłam jej wysiąść z samochodu. Wzięłam jej rękę i poprowadziłam ją do drzwi, mimo że już tego nie potrzebowała. Dominika była zaintrygowana, widząc moją ekscytację.
    — Co ty knujesz? — zapytała, patrząc na mnie z uśmiechem.
    — Zaraz się przekonasz — odpowiedziałam, otwierając drzwi i wprowadzając ją do środka.
    Kiedy weszłyśmy do mieszkania, jej oczy rozbłysły, widząc płatki róż na podłodze, świece i pięknie nakryty stół.
    — Aniu, to jest niesamowite! — powiedziała z zachwytem w głosie. — Naprawdę to wszystko przygotowałaś?
    — Tak, chciałam, żeby ten dzień był wyjątkowy — odpowiedziałam, przytulając ją delikatnie. — Wszystko dla ciebie.
    Usiadłyśmy przy stole, delektując się przygotowaną lasagną i wspominając wspólne chwile z ostatnich czterech lat. Dominika była wzruszona i szczęśliwa, a ja czułam, że wszystkie moje starania były tego warte.
    – Smakowało?
    – Bardzo
    – Napijesz się wina? – z szelmowskim uśmiechem dodałam — Pamiętasz?
    – Oczywiście. W zasadzie nie pijam, ale dla towarzystwa, czemu nie. – odpowiadała z uśmiechem, rozumiejąc moją intencję
    Podeszłam do niej i podałam rękę, chwyciła ją i ostrożnym krokiem przeniosłyśmy się na kanapę. Usiadłyśmy obok siebie, kontynuowałam dialog, odgrywając mniej więcej scenę z wieczoru, w którym to wszystko się zaczęło, Dominika po aktorsku podjęła tę grę. Otuliłyśmy się kocem, a w tle cichutko grała nasza muzyka, a ciepło świec i obecność ukochanej osoby sprawiały, że ten wieczór był idealny.
    – To powiedz jak Ci się układa w Twoim młodym życiu
    – A nie narzekam, dzisiaj miałam spędzić rocznicę ze swoją dziewczyną
    – Dziewczyną powiadasz? Czyli jesteś…
    – Lesbijką, tak zgadza się
    – Interesująca z Ciebie dziewczyna… Przyznam, że miałam okazję tylko z jedną kobietą zasmakować intymności
    – Naprawdę? I jak wrażenia?
    – Cudowne, niedopisania
    – Jak nawiązałyście romans?
    – To niania mojego dziecka
    –  Uu, intrygująco i niegrzeczne. Jak długo to trwało?
    – Nadal trwa, zostałyśmy parą.
    – Brzmi ciekawie i pikantnie. Jesteście szczęśliwe?
    – Nigdy nie byłam szczęśliwsza, mam nadzieję, że ona czuje to samo
    – Na pewno… – uśmiechnęłam się w szczęściu na potwierdzenie uczuć przez Dominikę, co było dla mnie wewnętrznym sygnałem, że mogę zmierzać do realizacji swojego planu
    – Myślałam, aby rozwinąć naszą relację…
    – Tak, a, jak? – Dominice wyraźnie zaintrygowana zmieniła swoją pozycję
    Nadszedł punkt kulminacyjny tego wieczoru, na którego myśl przyśpieszało bicie serca. Od tego miał zależeć kolejny etapem naszego życia. Sięgnęłam ręką za siebie, za poduszkę wyciągając spod niej  popielate pudełko z pierścionkiem zaręczynowym. Przyklękłam przed nią, patrząc jej w oczy i wyczekując reakcji. Czułam drżenie i nutkę niepewności. Nie wiedziałam, jak faceci podchodzą do tego, gdy się oświadczają, ale ja byłam kłębkiem nerwów. Serce łomotało mi jak dzwon w wyczekiwaniu na reakcję mojej ukochanej, z którą planowałam teraz oficjalnie resztę życia spędzić. Dominika złapała się za twarz w niedowierzaniu. Widać było u na niej ogromne zaskoczenie, a zarazem uśmiech szczęścia. Reakcja, jakiej wyczekiwałam i sobie wymarzyłam. Biorąc głęboki wdech i wydech zadałam pytanie:
    – Dominiko czy poślubisz mnie i zostaniesz moją żoną?
    — Aniu… — zaczęła, jej głos drżący z emocji. — O matko! Tak! Tak!!! Jeszcze raz TAK!!! Zostanę Twoją żoną! Kocham cię nad życie! — odpowiedziała, po czym rzuciła się w moje ramiona, składając namiętny i soczysty pocałunek.
    Nałożyłam pierścionek na jej palec serdeczny u lewej ręki, Dominika ujęła mnie za szyję, unosząc do jej poziomu i zaczęła ponownie namiętnie całować. Oddawałam je, zatracając się w chwili. Kłębek nerwów przemienił się w siłę szczęścia niosącą mnie ku namiętności. Dłonie chaotycznie nasze błądziły w dotyku i objęciach. Między pocałunkami zaczęłam wspominać.
    – Na tej kanapie pierwszy raz mnie pocałowałaś
    – A Ty mnie potem zaciągnęłaś do łóżka
    – I dziś jesteśmy razem!!!
    Dominika spojrzała na mnie z czułością, a jej uśmiech stał się jeszcze bardziej promienny.
    — To wszystko wydaje się jak sen, Aniu. Jesteś moim marzeniem, które się spełniło.
    Nasze pocałunki stawały się coraz bardziej namiętne, a dotyk intensywniejszy. Ręce Dominiki błądziły po moich plecach, a moje dłonie przemieszczały się po jej ciele, eksplorując każdą krzywiznę i linię. Byłyśmy zanurzone w chwili, otoczone miłością i szczęściem.
    — Obiecuję ci, że będę zawsze przy tobie — szepnęłam między kolejnymi pocałunkami.
    — I ja ci to obiecuję, Aniu — odpowiedziała Dominika, jej głos pełen emocji.
    To był moment, w którym nasze przysięgi nabrały jeszcze głębszego znaczenia. Byłyśmy gotowe na przyszłość, którą miałyśmy razem budować. W tej chwili, na tej kanapie, gdzie wszystko się zaczęło, czułyśmy, że jesteśmy dokładnie tam, gdzie powinnyśmy być. Jednakże miałam także inny cel na ten wieczór. Wzięłam, zatem Dominikę za rękę i zaprowadziłam nas do łazienki, w której panował przyjemny półmrok, tworzony przez delikatnie zapalone świece. Ich ciepłe światło odbijało się w lustrze, dodając przestrzeni intymności i spokoju. Ustawiłam nas naprzeciw siebie, chwytając delikatnie jej dłonie. Poczułam, jak jej palce lekko drżą, a jej oczy, pełne emocji, spoglądały w moje. Nagle nasze usta się połączyły i zaczęłyśmy się całować. To był pocałunek pełen uczucia, czułości i oddania, jakbyśmy chciały w ten sposób wyrazić wszystko, co czułyśmy w głębi serca. Nasze ciała, otoczone ciepłym blaskiem świec, zbliżyły się do siebie, tworząc intymny, niemal magiczny moment.
    Kiedy nasze usta w końcu się rozłączyły, oparłam swoje czoło o jej, łapiąc oddech
    – Kocham Cię
    – Ja Ciebie też
    Powróciłyśmy do pocałunków, nasze dłonie błądziły po sobie, rozpalając zmysły. Każdy dotyk był pełen tęsknoty i pasji, jakbyśmy chciały zanurzyć się w tym momencie na zawsze. Powoli przesuwałam ręce w dół jej ciała, ciesząc się każdym centymetrem jej skóry pod moimi palcami.
    Dotarłam do rozporka dżinsów Dominiki, który sensualnym ruchem rozpięłam. Słyszałam jej przyspieszony oddech i czułam, jak jej ciało reaguje na moje dotknięcia. Delikatnie zsunęłam materiał, odsłaniając więcej jej ciała, podczas gdy nasze pocałunki stawały się coraz bardziej intensywne. Dominika przerwała pocałunki i sama prowokującym ruchem powoli zsunęła z siebie spodnie na ziemię i odwrócona tyłem do mnie zalotnie kręciła pośladkami, wypinając się lekko. Stałam przy krawędzi wanny w swojej kremowej obcisłej sukience w kwiatki, mając pod sobą różową bieliznę. Woda była pełna olejków i piany. Świeczki się wszędzie paliły.
    Podobał mi się widok pośladków Dominiki i zsuwających po jej pięknych nogach spodnie. Każdy gest, każda chwila była pełna miłości i pożądania. Byłyśmy w naszym własnym świecie, gdzie liczyłyśmy się tylko my dwie, nasze uczucia i pragnienia. W tym intymnym, magicznym momencie, czułam, że jesteśmy jednością
    – Kochanie zgasisz światło ?
    Jej oczy błyszczały w półmroku, a na twarzy malował się figlarny uśmiech. Podeszłam bliżej, nasze ciała zetknęły się, a ja delikatnie objęłam ją w talii. Zsunęłam z siebie sukienkę, odsłaniając różową bieliznę, którą Dominika szybko pomogła mi zdjąć. Stanęłyśmy naprzeciwko siebie, nasze nagie ciała dotykały się, a nasze oddechy mieszały się w ciepłym powietrzu łazienki. Moje dłonie  obejmowały w talii  Dominikę. Uśmiechnęłam się spragnionym wzrokiem. Światło od świeczek dawało romantyczną aurę. Pocałowałam namiętnie od tej chwili moją narzeczoną, która nie była bierna na moje  poczynania. Tuliła się do mnie, głaszcząc czule. Delektowałam się jej dotykiem. Żaden inny nie dawał mi takiej przyjemności. Zaczęłam pozbawiać Dominikę góry. Dobrze wiedziałam, jak lubiła być obnażana przeze mnie. Chętnie pozwalała się rozbierać, a sama schodziła pocałunkami na moje piersi i poświęciła im odrobinę uwagi. Ugniatała je mocno i ssała moje twarde sutki.
    To było jak idealna harmonia – nasza miłość i namiętność przenikały każdą chwilę tego wieczoru. Dominika zjeżdżała ustami coraz niżej, badając każde z moich wrażliwych miejsc. Jej dotyk był delikatny, ale zdecydowany, sprawiając, że czułam się całkowicie oddana tej chwili.
    – Kochanie, jesteś cudowna — wyszeptałam, czując, jak całe moje ciało pulsuje pod wpływem jej dotyku.
    – Ty też — odpowiedziała, patrząc mi głęboko w oczy, zanim ponownie złączyła nasze usta w namiętnym pocałunku.
    Jej dłonie pieściły każdy centymetr mojego ciała, sprawiając, że zapomniałam o całym świecie poza nami. Nasze ciała doskonale ze sobą współgrały, jakby były stworzone dla siebie. Dominika zaczęła prowadzić mnie w kierunku wanny, a ja posłusznie podążyłam za nią. Wślizgnęłyśmy się zwinnie do wanny, usiadłam za jej plecami. Pomogłam jej się myć a ona mi. Usiadłam w końcu na krańcu wanny, a ona oparła się o mnie plecami. Leżałyśmy tak w milczeniu w ciepłej wodzie, drażniłam delikatnie jej ramię z jednej, a potem i z drugiej strony. Woda z pianą oblewała jej piękne piersi i całe ciało.  Podniecałam się jeszcze bardziej. Rozkoszowałam się widokiem Dominiki w moich ramionach. Wyglądała tak pięknie i uroczo. Dotknęłam opuszkiem palców szyi i poczułam, jak lekko wiła się w wannie między moimi nogami. Poszłam tym tropem, gładziłam ją po szyi, a następnie moje ręce zwinnie zsunęły się na jej piersi. Podniosłam ją lekko i zaczęłam drażnić ramiona i szyje ustami. Zaczęła pojękiwać, a ja pieściłam ją rękami i ustami, dodatkowo ocierałam się piersiami o jej plecy. Odwróciła się do mnie gwałtownie, rozchlapując wodę z wanny. Pocałowała mnie, skierowała ręce między nogi, ja skierowałam swoje na jej pośladki. Pieściłyśmy się nawzajem, całując i patrząc sobie w oczy. Obejmowałam jej pośladki, gdy całowałyśmy się coraz bardziej namiętnie, ale powoli rozpalając jeszcze mocniej nasze zmysły, czując w tym prawdziwą pasję. Dominika łapczywie wpychała język jak najgłębiej, przygryzając mój.
    Woda z wanny się rozlewała, a doszłyśmy niemal jednocześnie. Woda delikatnie pluskała wokół nas, tworząc miły, kojący szum, który zdawał się potęgować nasze doznania. Nasze ciała poruszały się w harmonii, jakby były jednym organizmem, a każdy dotyk, każdy pocałunek wydawał się jeszcze bardziej intensywny. Czułam, jak serce Dominiki bije szybciej, jak jej oddech staje się cięższy i bardziej urywany.
    Nasze pożądanie rosło z każdą chwilą, a woda, która nas otaczała, była jak dodatkowy element tej magicznej chwili. Czułam, jak moje ciało reaguje na każdy jej dotyk, a jej pieszczoty były coraz bardziej zmysłowe i intensywne. Zanurzone w tej fali namiętności, zapomniałyśmy o całym świecie, skupiając się tylko na sobie nawzajem, na tej chwili, która wydawała się trwać wiecznie.
    Rękoma coraz częściej łapałam za pośladki Dominikę. Moje usta przeszły na jej szyję, wracałam, co chwila do ust. Zniżałam się na piersi i powtarzam kilka razy rytuał powrotu, aż dłużej zawitałam na jej piersiach. Mój paluszek powoli dobijał się do jej tyłka, nienachalnie, ale jednak coraz częściej starałam się wejść odrobinę głębiej… Dominika mruczała i pociągnęła mnie do siebie. Klęczałyśmy obie w wannie, jej dłoń zaczęła pieścić moją kobiecość, podczas gdy penetrowałam delikatnie paluszkiem w jej w dupce. Ścisnęłam mocno pośladki, rozchylając je nieco i aż dwoma palcami próbowałam wedrzeć się do środka. Dominika reagowała na to wkładając palce w moją cipkę, a następnie jeden w dupkę i zaczęła mnie nimi podwójnie penetrować. Niespodziewana podwójna penetracja na chwilę wybiła mnie z rytmu. Zaskoczona chichotałam, ale zaraz wróciłam do posuwania Dominiki palcami w tyłek. Była to dosyć ostra zabawa, ale sprawialiśmy sobie nawzajem tym przyjemność. Nasze ruchy były pełne czułości i pasji. Dominika jak zawsze miała sprawne palce i umiejętnie to robiła. Gdy ona mnie żwawiej penetrowała,  moje ruchy także w jej odbycie przyśpieszały. Nieco bezradna, bo pozwalałam się porwać rytmowi rozkoszy, wsuwałam palce drugiej dłoni do jej szparki. Nie potrafiłam nimi teraz zbyt sprawnie operować, ale robiłam, co mogłam. Obie mogłyśmy poczuć podwójną penetrację. Łazienkę wypełniały nasze jęki, które były ciche, ale z czasem przebierały na głośności. Moje biodra falowały, ciało się wykręcało coraz mocniej. Byłam rozpalona do granic możliwości. Zagryzałam jęki na ramieniu Dominiki, zastawiając na dłużej pamiątkę po mnie. Spełnienie zbliżało się wielkimi krokami, Dominika oddychała głośno i szybko, przy czym ja coraz bardziej płytko. Chciałam dojść razem z nią, czułam, że dochodzę wtedy patrząc jej w oczy z trudem wydobyłam z siebie przeciągle
    – Ko.ooo..chaaam….Ciiię
    Wtedy przeszył mnie orgazm i zaczęłam kwiczeć. Dostałam spazmów, moja cipka i odbyt zaciskały się na paluszkach Dominiki, tryskając do wanny moimi soczkami. Przez moją narzeczoną także przeszedł skurcz. Pogrążona w spazmach szczytowała razem ze mną. Padła na mnie i przygniotła swoim ciężarem. Ale to był słodki i lekki jak piórko ciężar. Byłam wyczerpana i cała mokra od wody i potu.
    – Kocham Cię — powiedziała szeptem wtulona we mnie
    – Ja Ciebie też — odpowiedziałam całując ją w czoło.
    Moje dłonie ją pieściły delikatnie opuszkami i całowałam w usta czule na ukojenie. Po chwili powoli zaczęła mnie myć, zwiedzając palcami całe moje ciało.
    – Odwróć się tyłem – poprosiła
    Odwróciłam się z uśmiechem na twarzy, usiadłam plecami do niej. Całowała moje ramiona, kiedy myła plecy. Wiedziałam, że obie nie miałyśmy jeszcze dość zabaw. Pochyliła mnie w przód, bym lekko się wypięła i językiem przejeżdżała po całym rowku. Zamruczałam delikatnie, pieszczot nigdy za dużo. Od tyłu próbowała też dobrać się językiem do mojej szparki. Wypięłam się, aby miała jak najlepszy dostęp. Jej dotyk mnie znów rozpalił, a języczek na moim rowku sprawił, że znów czułam się pobudzona.
    – Kocham Cię — powiedziałam mrukliwym głosem. Kochałam język Dominiki. Chwytałam się za piersi w podnieceniu.
    – Uwielbiam sprawiać Ci przyjemność — odpowiedziała, między pocałunkami z moimi wargami sromowymi. Język penetrował wnętrze, Dominika  też sobie odrobinę paluszkami. Poprzedni orgazm sprawił, że szybko zaczęłam odczuwać szczyt. Pojękiwałam i wypięłam się z falującymi bioderkami. Wyraźnie słyszałam jak Dominika spijała wszystkie moje soki jak słodki nektar miłości. Zadowolona z siebie chichotała, że znów udało jej się mnie popieścić. Padłam do wody, moje ciało było całe w pianie, przewróciłam się na plecy, uśmiechałam się i śmiałam ze szczęścia. Włosy mi się zamoczyły, ale to nic. Była moim skarbem.
    – Jesteś moim szczęściem — mówię zdyszana
    Zanurkowała pod wodę, by się cała zamoczyć i wyłoniło się przy mnie.
    – Może teraz Ty mnie umyjesz jeszcze raz? – uśmiechała się tylko zalotnie i dwuznacznie przy tym pytaniu
    Obróciłam Dominikę śmiałym ruchem i wzięłam gąbkę, pozorując tę grę. Całowałam jej ramiona i myłam dokładnie gąbką, na którą nałożyłam pełno mydła jej plecy. Każdy skrawek ciała nie był zaprzepaszczony. Delektowałam się tym. Myłam jej piersi dokładnie i objęłam je przy okazji.
    – Jesteś taka piękna kochanie – szeptałam jej do ucha — Kocham Twoje ciało jak Ciebie całą.
    Zmieniłam nagle ułożenie ciała Dominiki naprzeciw mnie. Usiadłam na drugim końcu wanny i wzięłam jej stópki. Pieściłam je ustami i językiem. Swoją stopą masując jej kroczę, uśmiechając się czule i szelmowsko zarazem. Poddawała się mojej woli.
    – Najpiękniejsza jestem w trakcie orgazmu, wiesz? – rzuciła żartobliwie. – A jeszcze bardziej, gdy ze mną jest druga naga ślicznotka.  – Spoglądałam po tych słowach na Dominikę rubasznie.
    Położyła dłoń na mojej stopie i masując ją ostrożnie, pomagała mnie w stymulowaniu jej. Wylizałam jej stópki i dokonałam masażu swoją stópką, stymulując Dominiki.  Następnie zmieniłam pozycję
    Nakazałam gestem, aby uniosła bioderka z wody. Posłusznie to uczyniła i zamruczała cicho z zadowolenia. Uśmiechałam się szelmowsko i zbliżyłam usta do jej skarbu. Obmyłam go z piany i zaczęłam lizać koniuszkiem języka nabrzmiałą łechtaczkę. Rozkoszowałam się smakiem jej podniecenia. Spijałam soczki, zanurzając głębiej język. Kochałam jej cudowny smak. Skupiałam się tylko na tym, aby dać jej przyjemność. Chwytałam ją za dłoń i plotłam z nią palce. Wolną ręką wkładałam paluszki Dominice do pochwy. Wolną dłoń Dominika wplątywała w moje włosy i dociskała mnie lekko. Znałam ją i wiedziałam, że już niewiele jej trzeba to osiągnięcia szczytu. Przymykała oczy i odchyla głowę. Przez głowę przeszedł mi pomysł, aby wykorzystać naszą zabawkę. Na szczęście na wszelki wypadek ją przygotowałam. Przerwałam na moment pieszczotę, aby wziąć strapka. Szybko go sobie zamontowałam w pochwie. Powoli się wsunęłam w cipkę Dominiki, czułam jak jej nogi mnie oplatały na moich plecach. Chwyciłam jej biodra i wpijam ustami w jej usta. Czułam, że była blisko i zaraz miałam dać jej niebywały orgazm. Napierałam coraz mocniej i penetrowałam Dominikę naszą zabawką, która mnie sama stymulowała i odczuwałam, że mnie samą dosięgnie orgazm. Dominika pojękiwała głośno i nieskrępowanie. Zaciskała na mnie swoje nogi. Wiedziałam, że to był ten moment, gdy przeszedł ją skurcz. Chciałabym, żeby ten moment trwał i trwał. W końcu nasze ciała osiągnęły szczyt rozkoszy, a intensywność tego momentu była niemal oszałamiająca. Czułam, jak fala ekstazy przetacza się przez moje ciało, a Dominika doznawała tego samego, nasze ciała drżały w harmonii, a nasze serca biły jednym rytmem.
    – Kocham Cię — rzekłam powtarzając kilka razy szeptem coraz głośniej
    Po wszystkim, leżałyśmy w wannie, oddychając ciężko, ale szczęśliwe, ciesząc się bliskością i ciepłem swoich ciał.
    Błogi i romantyczny nastrój nas otaczał w płatkach róż i zapalonych świec. Dominika oparta o mnie plecami pomiędzy moimi nogami. Nasze dłonie pieściły się wzajemnie, co chwila, oddając się krótkim i soczystym pocałunkom.
    – Zaskoczyłaś mnie tymi oświadczynami
    – Taki był cel
    – To najpiękniejszy prezent na naszą rocznicę, spędzenie przyszłości, jako Twoja żona. Już jak o tym mówię, to dostaję dreszczy  
    – Prawda, że brzmi cudownie? – spojrzałam w jej oczy czując tylko miłość — Tak strasznie Cię kocham
    – Ja Ciebie też, najbardziej w świecie.
    Przed nami otwierał się kolejny rozdział naszego wspólnego życia. Przyszłość rysowała się w pięknych barwach. Miałam wszystko, czego do szczęścia potrzebowałam, cudownego syna i ogromne wsparcie i szczęście w przyszłej żonie.
    — Aniu, to jest najlepsza rocznica, jaką mogłam sobie wyobrazić — powiedziała Dominika, patrząc mi prosto w oczy. — Dziękuję ci za wszystko.
    — To ja dziękuję, że jesteś ze mną — odpowiedziałam, delikatnie całując ją w usta. — Kocham cię.
    — Ja ciebie też kocham, bardziej niż słowa mogą wyrazić — odpowiedziała, przytulając się mocniej.
    W tamtym momencie wiedziałam, że bez względu na to, co przyniesie przyszłość, poradzimy sobie z wszystkim razem. Miłość i wzajemne wsparcie były naszą siłą, a ta rocznica była dowodem na to, jak wiele dla siebie znaczyłyśmy. Przed nami kolejny  etap życia się otwierał, na który obie byłyśmy gotowe.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Iva Lions
  • Burzowe popoludnie

    Dosyć upalne lato, stałam za ladą wiejskiego sklepu. Pracuję tam od lat i lubię tę posadę. Nie jest szczytem marzeń jeśli chodzi o zarobki, ale potrafi być przyjemna. Zawsze staram się mieć dobry kontakt z klientami i mieszkańcami wsi. Jestem obiektem westchnień wielu mężczyzn na wsi mimo 45 lat na karku. Często pozwalam sobie z nimi na małe i niewinne  flirty w sklepie, którzy przychodzą do sklepu aby cieszyć się wyłącznie moim towarzystwem. Znam swoją atrakcyjność, która jest wciąż w niezłej formie. Jestem blondynką przy wzroście 1.65 m ze zgrabnym ciałem, ale zaczęło przybywać mi tuszy i tkanki tłuszczowej. Mimo tego czułam się wciąż szczupła. Lubię eksponować swoje wdzięki jak nogi, bardzo zgrabne oraz dekolt. Podkreślam swoje walory obcisłymi, kusymi i wydekoltowanymi  sukienkami, równocześnie stosownymi do pracy w wiejskim sklepie oraz kozakach na szpilce. Mam dosyć poukładane życie, męża i dwie dorosłe córki. Lubię swoją pracę, nie potrzebuję od życia wiele, ale mam swoje skryte fantazje.
    Pracowałam na popołudniowej zmianie. Tego dnia był mały ruch w sklepie o tej porze. Bardzo parno było przez cały dzień, ale w pewnym momencie zaczęło się kiepścić. Wykorzystując przestój, czytałam sobie książkę. Nagle zaczęło grzmieć. Nie minęło kilka chwil, jak gwałtownie lunęło i rozpętała się wichura, zrobiło się ciemno oraz zaczęło błyskać. „To teraz mam czas dla siebie, bo nikt w taką ulewę do sklepu nie przyjdzie”, myślałam sobie. Udałam się na zaplecze i na chwilę usiadłam na kanapie. Nie zamierzałam stać niepotrzebnie za ladą. Nie minęła chwila, gdy usłyszałam dzwonek zamontowany przy drzwiach informujący, że ktoś wchodzi. Do sklepu weszła młoda dziewczyna w gustownych okularach. Miała rude włosy, nieco za ramiona. Ubrana była w sweter i obcisłe jeansy, które były całe mokre. Pogoda zrobiła swoje.  
    – Dzień dobry… – nagle z niezbyt śmiałym głosem odezwała
    – Dzień Dobry – odpowiadam  
    Znałam tę dziewczynę, bo często wchodziła do tego sklepu na drobne zakupy. Na wsi z resztą każdy każdego znał. Jej stałe produkty to woda i jakaś słodycz. Dostrzegałam w niej, że była strasznie nieśmiała, co kryła za przydługimi swetrami. Nie pamiętam aby inaczej się ubierała, gdy ją widywałam.  Nie miała powodów do kompleksów, bo była bardzo ładna. Intrygowała mnie i w pewnym stopniu podobała. Wstałam z krzesełka poprawiając  swoją kusą błękitną sukienkę w kwiatki i pytam
    – Co podać?
    Widzę, że się zastanawia się co odpowiedzieć. Gdy zajmuje jej to dłuższą chwilę zaczynam się domyślać, że chciała się po prostu schronić  
    – Butelkę wody i jakiś batonik… – odpowiedziała, rozglądając się po sklepie. Nagle jej wzrok skupił się dłużej na mnie i na moim kroju. Uśmiechałam się do niej ciepło gdy zaczynałam czuć na sobie jej spojrzenie. Spoglądałam na nią pewnym spojrzeniem i sama ją mierzyłam wzrokiem.
    Odwróciłam się i schylałam po wodę, lekko wypinając pośladki w jej kierunku. Sięgnęłam po batonik z półki i podałam jej. Widziałam, że jest lekko zaniepokojona czymś
    – Proszę.
    Wyjęła portfel a ja dopytuję
    – Wszystko w porządku?
    – Trochę zmokłam – zaczęła się tłumaczyć. – Mogę skorzystać z łazienki?
    Nie widziałam przeciwskazań, wręcz przeciwnie “Niech dziewczyna doprowadzi się do ładu”, powiedziałam sobie w dcuhu.
    –  Proszę, nie ma problemu.
    Wskazałam ręką łazienkę. Miła dziewczyna i do tego urokliwa. Zaczęłam się zastanawiać czemu jest taka nieśmiała, ale też dopuszczałam możliwość, że to tylko maska.
    – Przypilnuje Pani przez chwilę moich książek? – wskazała na siatkę pełną lektur.
    – Oczywiście – odpowiedziałam
    Burza i wichura zaczynały mocniej szaleć. Słychać było grzmoty i padający deszcz a nawet grad. W pewnym momencie nagle zgasł prąd…
    – Co za dzień, prawda? – słyszałam z oddali pytanie dziewczyny
    – Ano, ale mnie taka pogoda nie przeszkadza. Nawet czasem lubię burzowe czasy, by po nich nastąpiło wyciszenie
    Przeglądałam z ciekawości  książki dziewczyny, lecz w ciemności za bardzo nie dostrzegałam tytułów i okładek. Zapytałam głośno aby usłyszała  
    – Te książki to na studia?
    – Nie, ja po prostu sama się tak dokształcam. Miałam wolny dzień, więc pojechałam do miasta do biblioteki. Książki od zawsze były moją pasją. – Gdy odpowiadała, słyszałam szum lejącej się wody. – Czy mogę prosić o mydło? – dopytywała uchylając drzwi.
    Odparłam
    – Tak – szłam do niej, stukocąc po podłodze skórzanymi do kolan kozakami na 10cm szpilkach ze szpicem. Poszłam na zaplecze, znalazłam mydło i  otworzyłam drzwi by Ci podać mydło. Wtedy dostrzegłam krasę jej ciała. Było ciemno bez prądu. Widziałam jednak wyraźnie, że miała zdjęty sweter i od pasa w górę była w samym czarnym staniku. Miała bardzo atrakcyjne ciało. Nie miała się czego wstydzić, lekko jej zazdrościłam, lecz sama także na jego widok poczułam delikatne mrowienie i podniecenie, aż gorąc do mnie uderzył. Nieśmiało próbowała się przykryć rękoma.
    – Przepraszam, że ja taka roznegliżowana…
    – Nic się nie stało – rzuciłam jej szelmowski oraz dodający otuchy uśmiech – Obie jesteśmy kobietami, a Ty nie masz się czego wstydzić, bo jesteś do prawy ładna
    – Przy pani to każda jest nijaka – zaczęła mnie komplementować. Po jej minie wnioskowałam, że moje słowa dodawały jej nieco śmiałości i opuściła ręce. – Tak w ogóle, to jestem Klara.
    Podałam jej rękę, uśmiechając się – Dziękuję Ci za komplement, ale ja już mam swoje lata. Mimo że czuje się dobrze i wiem jak wyglądam. – po tych słowach nastąpiła chwila ciszy, którą przerwałam zaproszeniem do zmiany miejsca – Chodź pójdziemy na zaplecze, tam jest kanapa. Usiądziemy sobie, utknęłyśmy tu na trochę. I jestem Ala, nie musisz do mnie mówić Pani – uśmiecham się i głaszczę Twój polik i włosy
    – Um… – zmieszana zaczerwieniła się lekko. – Mogę się jeszcze nie ubierać? Chciałabym, by sweter od razu wyschnął.
    – Oczywiście, chodź!
    Słyszałam jak odetchnęła z ulgą. Prowadziłam ją na zaplecze, czując jej wzrok na sobie. Uśmiechnęłam się w duchu, „Miło, że robię wrażenie też na płci pięknej”. Mimowolnie sama bardziej kręcić bioderkami trochę prowokując dziewczynę. Weszłyśmy na zaplecze i skierowałam się do szafek.
    Szukałam w nich świec. Znalazła parę świeczek i następie zapaliłam je rozświetlając zaplecze. Usiadłam na starej i obdartej kanapie, zakładając nogę na nogę. Czułam wzrok dziewczyny momentami na sobie, co wywoływało u mnie podniecenie.  Rozświetlone ciało dziewczyny było jeszcze piękniejsze. Mierzyłam ją wzrokiem. Czułam coraz bardziej, jak gorąc we mnie uderza. Skupiałam się na niej, zwłaszcza na tym co skrywał stanik. Dostrzegałam, że mój wzrok trochę ją peszył, więc się uśmiechnęłam czule, by nabrała zaufania.  
    – Masz… ładne nogi – rzuciła i się zarumieniła. Nie bardzo wiedziała, jak się zachować.
    – Dziękuję, usiądź obok – klepnęłam miejsce obok
    Wyraźnie zestresowana usiadła na kanapie.
    – Nie ma prądu, kasy nie działają, to sklep zamknięty? – zagadała
    – Tak jakby, jesteśmy same. Ale dzwonek przy sklepie jest w razie czego –  odpowiedziałam puszczając jej oczko. Zamierzałam podtrzymywać kontakt, schodząc na tematy bardziej osobiste – Klaro, jesteś do prawdy śliczną dziewczyną, chyba mądrą co szanuję. Dużo książek czytasz. A powiedz mi jesteś sama?
    – Mieszkam z mamą i tatą – odpowiadała, a dopiero później zreflektowała co miałam na myśli. – Tak, sama…
    Kierowana nastrojem i własnym pociągiem postanowiłam zadać lekko prowokujące pytanie
    – A podobają Ci się bardziej kobiety czy mężczyźni?
    – No… – zamyśliła się wyraźnie. Zbierała myśli uciekając wzrokiem – Tak do końca to nie wiem – Odpowiedziała w miarę bezpiecznie. – A czemu pytasz?
    – Z ciekawości… – rzuciłam jej  ponownie szelmowskie spojrzenie i przygryzałam wargę. Nastrój i moje podniecenie zmierzało ku niej
    – Przytulnie tu – zmieniłam temat.  
    Migotanie świec tworzyło miłą atmosferę. Słyszałam głęboki oddech dziewczyny. Powoli przyzwyczajała się do tej nieco niezręcznej sytuacji. Wróciła jednak do tematów bardziej fizycznych, odnosząc się do mnie.
    – Moja pierwsza myśl o Tobie, to że Twoja sukienka jest… prowokująca…. Przyglądając się Twojej figurze….Rany, każda chciałaby tak wyglądać w tym wieku. Niewiele ustępujesz młodszym od siebie, a podejrzewam, że w niektórych kwestiach to jesteś o niebo lepsza…. – wtedy chyba zdała sobie sprawę, że mogła pójść o jeden most za daleko. Wcale się jednak nie gniewałam. Klara jednak zrobiła się czerwona na twarzy i zaczęła jąkliwie dopowiadać –  Zawsze byłaś miła i sympatyczna, więc jak na nieśmiałą osobę czuję się przy Tobie całkiem swobodnie….  
    Patrzyłam na nią jak się męczy, wtedy moja dłoń, paluszek lekko opuszkiem zmierza ku dziewczynie i dotknęła jej nogi. Wtedy nagle mocno uderzyło w okolicy. Głośny grzmot sprawił, że Klara przytuliła się do mnie mocno. Czułam bicie jej serca.  
    – Alu, ja nie wiem… co się ze mną… – cicho próbowała wyjąkać jakąś odpowiedź.
    Odsuwam ją od siebie by móc spojrzeć jej w oczy. Czułam jak między nami było mocne napięcie, a droga o jego ujścia wiedze w jednym kierunku…
    Klara przymykała oczy i nachylała twarz ku mnie. Delikatnie, niepewnie cmoknęła mnie w prawy policzek. Przesunęłam twarz, że nasze usta się zetknęły. Pocałowałam ją delikatnie, badawczo. Dla mnie to też był nowy obszar badań, wszak nie miałam żadnej relacji intymnej z kobietą. Zawsze uganiali się za mną faceci. Ale marzyłam od pewnego czasu aby posmakować tego owocu. Upływają młodość, atrakcyjność ciągnęły mnie do spełniania pewnych doznań. Klara od dłuższego czasu mnie intrygowała i mi się podobała z dziewczyn, kobiet, które znałam, widywałam osobiście. Ten wieczór był  jak uderzenie pioruna, dający nam obu szanse na poznanie tego. Przywarła do mnie całym swoim ciałem i naciskała trochę. Szybko zaczęła odwzajemniać pocałunki. Reagowałam z entuzjazmem i podążałam razem z nią na dotąd nieznane wody. Całowała namiętnie, z pełnią pasji. Oddajemy się namiętnym i czułym pocałunkom. Delikatnie rozwierałam usta językiem i spotykałam jej język i pochłaniamy się w głębokim i wirującym tańcu rozkoszy. Klara dotykała dłońmi moich nóg. Łapczywie mnie macała, znacznie śmielej, niż mogłam kiedykolwiek przypuszczać,  jakby Chciała poznać całe moje ciało lepiej. Podobała mi się to, że młoda załapała tyle zaangażowania. Dorównywałam jej tempu. Pozwałam się dotykać. Obejmowałam ją jedną ręką, a drugą błądziła dotykiem, po jej brzuchy i dekolcie. Śmiałym i zmysłowy ruchem pozbawiam Klarę stanika. Syciłam się smakiem jej ust. Były cudowne, nie chciałam przerywać tego pocałunku. Klara językiem rozpychała się w moich ustach. Na chwilę jednak oderwała twarz. Dostrzegłam, że potrzebuję złapać dech
    – Alu, ja… – szeptała podniecona.
    – Cii… – uciszam ją i całowałam szyję młodej dziewczyny, dokładnie wirując na niej językiem. Obniżam pocałunki. Kładłam Klarę powoli na plecy i całowałam jej piersi. Delikatnie je obejmowałam i ściskałam. Ustami i językiem pieściłam je kołując. Brodawki i sutki śliniłam i przygryzałam, wiedząc że są na to gotowe.
    – Rozepnij moje spodnie… – nagle na spłyconym oddechu prosiła mnie Klara.  
    Rękę nakierowałam zgodnie z życzeniem ku jej kroczu. Rozpięłam dżinsy i wsunęłam jej w spodnie zgrabnym ruchem dłoń i delikatnie masowałam przez jedwabne majteczki. Były wilgotne, to tylko mnie napędzało. Całowałam znów jej usta, były cudowne takie mięciutkie. Masowałam koliście jej kobiecość. Widziałam w niej, że mogła mi się oddać cała. Powoli drżącymi dłońmi starała się nie być bierna i  zdejmowała ze mnie trochę ubrań, zaczynając od góry. Mimowolnie zaczęła też z siebie wydawać ciche pomruki. Widziałam, że mała problem z pozbawieniem  mojej sukienki. Byłam w rozkroku czy pomóc jej, czy kontynuować  fazę. Jej mruki brzmiały słodko i nie chciałam przerywać pieszczot. Odpuściła jednak rozbieranie i zmieniła taktykę. Podwinęła moją sukienkę jak najwyżej i wsunęła dłoń bieliznę. Czułam jak jej rączka się wślizgiwała. Było przyjemnie, że sama zaczęłam mruczeć. Pocałunkami schodziłam niżej, całując brzuch i pępek. Dotarłam do dżinsów i patrzyłam na nią żarliwie. Kiwnęła głową z aprobatą, że mogę podążać dalej. Była cała mokra. Przestała sięgać do moich pośladków, ale zamiast tego uniosła miednicę, pozwalając mi na wszystko. Zdjęłam z niej dżinsy, obsuwając je wraz z majtkami. Rzuciłam je  gdzieś w kąt i zbliżyłam  twarz do jej kobiecości. Pachniała idealnie. Przysunęłam koniuszek języka i delikatnie lizałam jej wilgoć wzdłuż szparki, a potem skupiłam się na śliniącym koraliku. Smakowała cudownie. Językiem kołowałam i działałam nim w rytm jej podniecenia. Patrzyłam jak ciało Klary pięknie reagowało na moje pieszczoty. Wiedziałam, że jest jej dobrze. Miała w sobie tyle ognia i prądu, że przechodziło to na mnie.
    – Weź mnie! – wykrzyczała w pewnym momencie nieco nieadekwatnie do sytuacji.  
    Wsadziłam dwa paluszki w jej rozżarzone wnętrze i mokre niczym rzeka. Językiem i ustami operowałam dynamicznie, a palcami delikatnie zgłębiałam wnętrze Klary, posuwając nimi płytko. Byłam strasznie pobudzona i podniecona. Poruszała w rytm moich ruchów palcami dodatkowo miednicą. Zamknęła oczy i pojękiwała coraz głośniej. Nie trzeba mi wiele, była już blisko. Widziałam i czułam to. Wnet przyśpieszyłam i dynamizowałam mocniej swoje ruchy językiem i palcami. Ciałem Klary wstrząsnął skurcz. Zacisnęła nogi i wydała z siebie przeciągły jęk. Złapałam Klarę za rękę splecionymi palcami. Czułam jak zaciskała uda no mojej głowie. Zwalniałam ruchy, spijając wilgoć,  lejącą się niczym Niagara. Jej ruchy były dla mnie największym kompletem. Głaskała mnie czule po głowie, jakby  niemo dziękując za orgazm. Byłam ciekawa, co będzie dalej. Burza nadal trwa, podobnie jak nasze igraszki…Przesunęłam się ku dziewczynie, którą pocałowałam kojąco i głęboko. Spytałam się między pocałunkami.
    – Wszystko w porządku Klaro?
    Kiwnęła głową na tak. Ostrożnie dotknęła moich piersi. Patrzyła mglistym wzrokiem głęboko w moje oczy. Rozumiałam do czego zmierzała w tej grze spojrzeń. Zdjęłam z sobie sukienkę i zostałam w samej bieliźnie koronkowej w kolorze bordowym i kozaczkach. Usiadłam na niej i pochyliłam by ją całować, zarzucając włosami.
    – Rany, jaka jesteś piękna – wyrywało jej się. Powoli ugniatała moje pełne piersi. Ściskała je delikatnie, ale stopniowo coraz mocniej i częściej. Nie sadziłam, że można tak pieścić dotykiem. Błogi stan mnie ogarniał, w którym mruczałam. Wpiła się też w moją szyję. Przyciągnęła ją do pozycji półprostej, by ułatwić czułe ja wpijanie się we moją szyję. Zdjęłam stanik by zajęła się nimi. Wplotłam ręce w jej włosy i dotykałam po całym ciele. Oddychałam głęboko. Pragnęła jej  dotyku i ust. Ostrożnie cmokała moje piersi i spiralnym ruchem zbliżała się do brodawki. Kiedy usta zajmowały się lewą półkulą, prawa była pieszczona przez ręce. Całowała je, lizała, przygryzam sutki. Ściskała, masowała, a nawet pozwała sobie czasem na uszczypnięcie. Na zmianę lizała to jedną, to drugą. Czułam jak jej usta mnie rozpalały. Byłam napalona, wilgotna i spragniona pieszczot .Dociskałam delikatnie Klarę do swoich piersi. Czerpałam z tego błogą i ekscytującą  przyjemność. Język dziewczyny był bardzo sprawny. Nie czułam takiej delikatności i zaradnej sprawności do tej pory. Oddychałam coraz mocniej, pozwalam jej się oddawać. Każdy jej ruch był zmysłowy. Chciałam teraz tylko tej młodej dziewczyny. Była wspaniała, robiła to jakby miała niejedno doświadczenie. Niesiona byłam naszą namiętnością, która prowadziła ku upragnionej i rozkoszy jakiej nigdy nie potrafiłam zaznać. Ugaszała  moja pragnienie, ale wyczuwałam jak zaspokajała w tym  własną ciekawość. W pewnym momencie wędrowała znów ustami trochę wyżej i znów wpijała się w szyję. Tym razem zostanie ślad, mała pamiątka na kilka najbliższych dni, jak pieczęć, dowód naszej grzesznej namiętności. Pochyliłam się bardziej do tyłu opadając plecami na kanapę. Martwiłam się trochę tym śladem, w obawie co powie mąż i jak to przed nim ukryć. Ale nie byłam zła, wręcz podniecona. Niespiesznie znaczyła pocałunkami drogę zmierzając niżej. Klękła przed mną. Ominęła krocze, przeskakuję na udo. Całowała je i masowała. Zachłannie obmacywała moje nogi. Kompletnie naga klęczała posłusznie gotowa aby dać mi to, czego mężczyźni nie są w stanie.
    – Podoba Ci się to, co robimy? – spytała dla pewności.
    – Oj tak skarbie. Podniecasz mnie Ty i to co robisz ze mną i my robimy.
    Jedną nogę kładę na jej barku – Rób tak ze mną, jesteś wspaniała. Pozwalam Ci się doświadczyć
    Moją stopę podsunęła między swoje nogi. W trakcie gdy wciąż badawczo pieściła uda, zaczynała się o nią odrobinę pocierać. Nie znałyśmy się zbyt dobrze, ale wiem, że mi się podobała, że podniecało mnie to wszystko. Być może będę tego kiedyś żałować, ale w owym momencie chciałam tylko jednego, jej. Klara rozchyliła moje nogi. Patrzyła z dołu w moje oczy i dmuchała chłodnym powietrzem w rozgrzane wrota namiętności. Jej wzrok mnie rozgrzewał, czekałam na kolejny. ruch. Ocierałam się nogą o jej kroczę. Rozchylam szerzej nogi. Ręką przejechałam po swojej kobiecości zachęcając Klarę do działania. Palcami lekko rozwarłam wargi sromowe . Masowałam łechtaczkę,  drugą ręką  masuję swoje piersi. Patrzyłam ognistym spojrzeniem na moją młodą kochankę, z pełnym żaru i podniecenia. Zaczęła całować okolice szparki, delikatnie i powoli. Trzymała mnie w drobnej niepewności. Cmokała wejście, aż wreszcie przejeżdżam językiem wzdłuż. Rozchylała już sama płatki palcami i znów dmuchała zimnym powietrzem do środka. Wysunęła język gotowa do działania. Lekko zajęczałam i zamruczałam. To co robiła Klara językiem, gdzie indziej, wiedziałam, że się nie rozczaruję. Złapałam Klarę za rękę i plotę palce, drugą naprzemiennie masują swoje piersi. Głaskała po włosach odsuwając jej z  twarzy aby było jej wygodniej. Byłam cała rozpalona i spragniona, a język dziewczyny jak kojący dotyk, który miał dać wentylację tego żaru. Wsuwała język do środka. Tym razem już bezlitośnie szła od razu na całość. Penetrowała mnie językiem, jakby szukała czegoś w tej komnacie.. Przyssała się do mnie, równocześnie pocierając się ciągle o moją nogę. Druga noga na jej  barku opierałam o jej plecy szpilką od kozaczka. Mruczałam, cudownie operowałam językiem. Zaciskałam palce na jej dłoni. Daję sygnały jak na mnie działała. Patrzyłam Klarze w oczy, lecz z każdym ruchem moją głowa wywracała się chaotycznie na boki.  Przygryzałam wargi i cicho jęczałam. Z czasem jednak byłam głośniejsza. Moje oddechy, jęki i mruki wypełniały pomieszczenie. Biodra delikatnie falowały. Śmiało penetrowała dalej językiem moje najskrytsze zakamarki, nie szczędząc pieszczot łechtaczce. Oddychałam głośno, bo z trudem łapałam oddech. Możesz wyraźnie poczuć żar z mojego ciała. Pomagałam jej ,pocierając swoją łechtaczkę paluszkami. Czułam jak przebierało we mnie wyładowania. Wiłam się coraz mocniej. Klara była wspaniała. Jęczałam głośno. Lizała szybko jak mogła. Traciła kontrolę, byłam blisko. W końcu Klara dała mi upragnione orgazm, który wykręcał mną na boki. Wiłam się w rozkoszy.  
    – O Boże! Jak cudownie!!!  
    Nie potrafiłam złapać rytmu, dostaję spazmów. Byłam w siódmym niebie. Wysunęłam ręce, aby do mnie przyszła. Tuliła się do mnie, a nasze nagie ciała się ocierały i plotły ze sobą. Pochłonęłyśmy się w namiętnym pocałunku, który dawał nam zelżenie rozkoszy. Klara objęła mnie nogami i wtulona uspokaja oddech i zapewne kotłujące się myśli.  
    – Alu, to było niesamowite – wyszeptała cicho
    – Wiem Klaro, to było najlepsze doświadczenie w moich ostatnich latach. Byłaś niesamowita
    – Chcę jeszcze chwilę poleżeć przy Tobie –  Klara nie ruszała się i tylko wtulała jakby słuchała mojego miarowego oddechu – To mój pierwszy raz z kobietą. Podobało mi się
    – Mój też i mam nadzieję, że nie ostatni…. – dałam do zrozumienia, że liczę na powtórkę  
    Wodziła paluszkami po jej aksamitnej skórze zamyślona. Burza powoli już mijała. W blasku świec ciało Klary wyglądało tak pięknie.  Obie się wzajemnie dotykałyśmy. Klara krążyłam palcami po moich ramionach..
    – Masz ładną bieliznę – odezwała się  
    – Dziękuję, ale dla Ciebie mogłabym nosić najbardziej zmysłową i kuszącą. – puściłam oczko  
    – Będę wpadać częściej do sklepu – oznajmiła śmiało.
    Zaśmiałam się, po czym dalej dotykałam ciała i twarzy Klary. Opuszkami palców wodziłam po jej piersiach. Patrzyłam jej w oczy
    – Mam nadzieję, ale też mamy nie tylko sklep….
    – Na zaplecze też będę wpadać częściej – obiecywała. – Ale ty chyba masz męża?
    Nieśmiało poruszyła ten temat.
    – Tak mam…ale to nie pierwsza zdrada….Raczej myślałam o naturze, mamy piękną wieś lub do miasta możemy się udać.
    – Ale mnie nie będziesz zdradzać? – śmiała się dla rozluźnienia atmosfery, zadając lekko absurdalne pytanie
    – Nie, nie będę bo Ty masz w sobie wyjątkowy czar.
    Dostrzegłam jak Klarze zaschło chyba w gardle  
    – Chcesz pić? – zapytałam
    – Tak, poproszę – uśmiechnęła się niewinnie i uroczo. Zeszła ze mnie i usiadła obok. Kolana podciągnęła pod brodę. Poszłam  do sklepu, stukocąc kozakami, totalnie nie przejmując się swoją nagością. Widać było mnie przez szybę i drzwi sklep, ale nikt nie przechodził na szczęście. Wzięłam wodę i zaniosłam ją Klarze. Usiadłam niej obok, jej nogi kładę na swoich, aby nie siedziała skulona. Widziałam po jej spojrzeniu, że była znów nieco onieśmielona, bo moment rozkoszy orzeźwił mój umysł.
    – Dziękuję – przerwała niezręczny moment ciszy – Muszę jeszcze siusiu. Zaczekasz na mnie?
    – Tak – odpowiedziałam cmokając w usta.  
    W podskokach poszła do łazienki. Wychodząc z łazienki  kołysała biodrami. Bardzo urzekał i podobał mi się ten widok, jak się poruszała. Ponownie uległam zadumie jak jej ciało w blasku świeć jest piękne. Wyciągnęłam rękę by do mnie podeszła. Chwyciła ją i usadziłam Klarę na swoich udach bokiem i trzymałam ją uśmiechając do Ciebie. Nie potrafiłam zdefiniować swoich uczuć, ale byłe po prostu szczęściem. Jakoś odruchowo wyciągnęła język i tak jakby wkładała go do moich ust. To pocałunek, ale taki trochę inny. Później delikatnie przygryzła moją wargę. Odwzajemniłam, delektując się tym pocałunkiem. Delikatnie błądziłam dłońmi po jej nagim ciele, udach, brzuchu i piersiach. Cieszę się chwilą. Klara wsunęła rękę w moje włosy i bawiła się nimi. Rozpalał się na nowo ogień. Obróciłam Klarę plecami do siebie na klęczkach. Zaszłam od tyłu ją, ustawiać się w takiej samej pozycji przylegając do jej pleców i od tylu delikatnie masowałam jej piersi. Niestety, dokładnie w tej chwili dzwoni telefon Klary. Widziałam w  jej w oczach, że nie bardzo chciała odebrać, ale musiała. Niechętnie odsunęła się ode mnie i szukała na ziemi spodni.
    – Tata dzwoni – rzuciła na usprawiedliwienie….
    Szybko się zebrała i mnie pocałowała na odchodne. Chwile po jej wyjściu siedziałam z podwiniętymi nogami i myślałam o tym co się wydarzyło. Czas jednak był aby się ogarnąć i ogarnąć sklep, bo ktoś jeszcze mógł wejść, później rozliczanie kasy i sprzątanie. Zastanawiałam się czy uda mi się to jeszcze raz powtórzyć  z Klarą, bo była naprawdę cudowna….

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Iva Lions
  • Romans z nastoletnia sasiadka II

    Od czasu „podwózki” mojej nastoletniej sąsiadki minęło trochę czasu i nadal się ze sobą widywałyśmy, choć z reguły na przygodny seks, toteż zdarzały się spotkania o charakterze stricte towarzyskim. Obie pragnęłyśmy się nawzajem i za każdym razem mocniej, głównie w kwestii seksualnej i póki co nie miałyśmy siebie dosyć. Chociaż nie deklarowałyśmy sobie niczego i traktowałyśmy naszą znajomość, jako najlepszą zabawę i spełnianie swoich pragnień to z czasem zaczynałam odczuwać coś więcej. Myślałam sobie; to głupota, co się ze mną dzieję? Zakochałaś się w tej młodej dziewczynie głupia – zwróciłam się do siebie w głębi ducha! Było mi z nią dobrze i sprawiała, że czułam się lepiej i młodziej. Seksualnie spełniała moje najdziksze fantazje i zaspokajała mnie w każdym calu a nawet bardziej z nadzieją, że ja ją też. A na tle osobistym było dosyć pozytywnie i bez większych problemów, które się czasem pojawiały, ale zawsze potrafiłyśmy je rozwiązać. Przy niej zapomniałam o samotności i problemach małżeństwem, które od pewnego czasu dały się o sobie przypomnieć. Zakochałam się, i co teraz? Nie wiedziałam jednak również, co czuła tak naprawdę Agnieszka, ale mogłam stwierdzić, że jej zachowania wskazywały, że powinna mieć podobne uczucia jak ja. Potwierdzić to mogły większe zainteresowania moją osobą poza cieleśnie, troska w niektórych sprawach i przebywanie ze mną wtedy, kiedy nie musiała. Ale co ja sobie wyobrażam? Jakby miał wyglądać nasz związek? Chociaż opinię mam w głębokim poważaniu to wiem, że mogłabym jej narobić sporych nieprzyjemności. Poza tym nie jest jeszcze pełnoletnia, uczy się i mogłaby zmarnować sobie życie z dwadzieścia lat starszą kobietą. Dałam jednak sobie spokój i zdecydowałam się na kontynuowanie romansu w takiej formie jak do tej pory był, który wiedziałam, a przynajmniej miałam takie przeświadczenie, że prędzej czy później prawdopodobnie się skończy. Jak myśleć o związku jak mamy problem czasem z miejscem na spotkania bez afiszowania wśród “znanych twarzy”? Nic to.  
    Nastał styczeń, pogoda jak na środek zimy była ciepła i sucha, ewentualnie deszczowa, ale wystarczająca by ubierać się lżej. Piątek, koniec pierwszego tygodnia miesiąca, byłam w pracy, w której nie było w tym dniu sporo roboty. W czasie, gdy nie zajmowałam się niczym konkretnym otrzymałam smsa od Agnieszki, że chce się ze mną spotkać. Ucieszyłam się na tę wiadomość, gdyż nie widziałyśmy się długo z powodu świąt, na które wyjechała do rodziny, więc od razu odpisałam jej żebyśmy się spotkały jak skończę pracę, w kawiarni, która znajdowała się niedaleko mojej placówki. Po chwili potwierdziła a ja byłam cała w skowronkach. Co ona ze mną wyczynia? Czułam się jak nastolatka przy pierwszych miłosnych doznaniach. Zamyśliłam się chwilę i wróciłam do swoich obowiązków nie mogąc się doczekać spotkania, ale niestety musiałam się uzbroić w cierpliwość  
    jeszcze przez dwie godziny. Co róż spoglądałam na zegarek aż nastał koniec mojej pracy. Pomimo głębokich myśli o Agnieszce wyrobiłam się z obowiązkami. Uporządkowałam rzeczy na biurku i wzięłam płaszcz narzucając na siebie i ruszyłam pośpiesznie do wyjścia wiedząc, że młoda na mnie czeka. Jednak zahamowała mnie koleżanka z pracy, która również wychodziła i postanowiła zagadać. Nie byłam z tego faktu zadowolona, ale kulturalne podjęłam rozmowę z zamysłem, że tylko do drzwi. Wychodząc na zewnątrz kierując się w stronę zobaczyłam, że oparta o maskę mojego samochodu stoi Agnieszka rozglądająca się po terenie, aż trafiła wzrokiem na mnie a na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech. W brzuchu poczułam motylki. Koleżanka idąca obok mnie zapytała nagle: – Co to za dziewczyna przy Twoim samochodzie? – Yy.. – zawiesiłam się na sekundę w poszukiwaniu odpowiedzi – siostrzenica, właśnie się umówiłam z nią na babskie pogaduszki. – Rozumiem – i podeszłyśmy do mojego wehikułu i przedstawiłam je sobie nawzajem wskazując ręką – To jest moja siostrzenica Agnieszka, a to koleżanka z pracy Daria – Miło mi poznać – odparła pierwsza Agnieszka a po niej Daria – Wzajemnie – popatrzyłyśmy po sobie w krótkim czasie, zwróciłam uwagę na wzrok koleżanki, w którym widziałam, możliwość rozszyfrowania przez nią kim naprawdę jest dla mnie Agnieszka. Daria odezwała się kładąc rękę na moim ramieniu – To ja Wam dziewczyny nie będę przeszkadzać i będę lecieć. Bawcie się dobrze i do zobaczenia w poniedziałek! – powiedziała to z dziwnym uśmiechem puszczając oko i tonacją z naciskiem na „Bawcie się dobrze” – Do poniedziałku – odpowiedziałam a Daria udała się do swojego samochodu. Popatrzyłam się jeszcze za nią w zastanowieniu, co miał znaczyć jej wyraz, ale wolałam się tym nie martwić. Nie miałam kłopotów z nią, ale ucieszyłam się, że sobie poszła, dzięki czemu zostałam sam na sam moją z nastoletnią kochanką. Spojrzałam od razu kolejno na Agnieszkę i widziałam w jej oczach radość, że mnie widzi. – Siostrzenica? Ładnie to tak kłamać? – zapytała uśmiechając się – No, nie ładnie. Chyba należy mi się kara – obie parsknęłyśmy śmiechem – Lubisz takie zabawy? – kontynuowała dowcip – No wiesz, z Tobą nie miałabym nic przeciwko – A Ty, co tu robisz w ogóle? Miałyśmy się spotkać w kawiarni – zmieniłam temat – No wiem, ale miałam trochę więcej czasu i chciałam to wykorzystać, aby szybciej się z Tobą zobaczyć – poczułam, że się rumienie na tak banalne słowa aż chciałam ją pocałować, ale się powstrzymywałam przed miejscem moich zarobków. Następnie urwałam jednak te gadkę i zaprosiłam do auta. Wsiadłyśmy i podjechałyśmy do kawiarni, która była 5 minut od mojej pracy. Usytuowana była ona w środku niewielkiego, nowo wybudowanego osiedla, gdzie często się widujemy, gdyż raczej nie groziło nam tam nakrycie, gdyż nikt z mojej pracy tu nie mieszkał a poza tym przy niej była restauracja i większa kawiarnia, więc skracając wniosek mogłyśmy swobodnie tam przebywać. Dotarłyśmy na miejsce. Usiadłyśmy przy niedużym stoliku na kanapie, przy oknie z widokiem na malownicze osiedle, lecz po chwili Agnieszka się zerwała a ja zadałam pytanie – A Ty dokąd? – Zamówić kawę, zaraz wrócę – zwykle to ja zamawiam, więc byłam lekko zaskoczona. Odwróciła się na nodze i podeszła do kasy. W tym czasie się rozpłaszczyłam zostając w szerokiej flanelowej w czerwoną kratkę koszuli i założyłam nogę na nogę, i rozglądałam się po tym niewielkim, ale przytulnym miejscu, gdzie na kremowych ścianach wisiały abstrakcyjne obrazy, klosze były w stylu chińskich nakryć głów a stanowisk przy których można usiąść było zaledwie pięć stołów z siedzeniami, kanapami (jak w naszym przypadku) lub krzesłami. Podczas naszej schadzki ludzi w lokalu nie było sporo, raptem para, kobieta czytająca książkę oraz chłopak wpatrujący się w ekran telefonu. Po zlustrowaniu pomieszczenia patrzyłam z powrotem na Agnieszkę, która w dniu dzisiejszym wyglądała  
    bajecznie z resztą dla mnie jak zawsze. Włosy miała spięte z tyłu w nisko ułożony kucyk. Delikatny makijaż wydobywał, co najpiękniejsze oraz do tego skromny ubiór w postaci jeansów i zielonej kurtki z futerkowym kapturem. Spoglądała, co chwila na mnie jakby sprawdzała czy nie odeszłam gdziekolwiek, ale w końcu doczekała się nowej kelnerki i skupiła się na niej dokonując zamówienia. Po dopełnieniu formalności wróciła do stolika zdejmując z siebie kurtkę, pod którą miała mój czerwony sweterek z czasu pierwszego naszego zbliżenia. Wzięłam ją za rękę i położyłam ją na swoim udzie odzianym w pończochę chcąc czuć jej dotyk. Patrzyłyśmy sobie w oczy i rozmawiałyśmy na różne tematy, na które obie odczuwałyśmy potrzebę przedyskutowania. W międzyczasie po chwili podeszła do nas kelnerka z zamówieniem, ale przy okazji dziwnie się na nas spoglądała. Niby to nie było trudne do rozumienia dwie w zasadzie kobiety z dużym przedziałem wiekowym, trzymające się za ręce i wiadomo, w jakiego typu relacjach, ale wcześniejszej obsłudze to nie przeszkadzało, ale nie ważne, jej problem. Skupiłyśmy się na sobie i poruszyłyśmy kwestię reszty dnia: – Masz ochotę na małe figle? – zapytałam nachylając się do jej ucha szepcząc i odsunęłam twarz, aby mogła ją widzieć – Z chęcią, ale gdzie proponujesz? U mnie wiadomo, nie, bo rodzice… – odparła sugestywnie – To albo u mnie, albo hotel – U Ciebie trzeba uważać aby rodzice mnie przyłapali na ulicy – wiedziałam, że próbuje mnie nakłonić do udania się do hotelu co uczyniłyśmy do tej pory dwa razy i miałam pojęcie, że jej się to wtedy podobało bardziej niż w domu, ponieważ ją to podniecało, ale wolałam tym razem wrócić do domu. – Ca za problem? Położysz się na tylnym siedzeniu jak zawsze w takiej sytuacji a ja zaparkuję w garażu i tam na spokojnie wysiądziemy. – Też racja, ale fajniej byłoby w hotelu – uśmiechnęła się próbując mnie nakłonić do tego pomysłu, ale zamierzałam być nieugięta – Dzisiaj prześpijmy się u mnie, a następnym razem pojedziemy do hotelu – dostrzegłam lekkie niezadowolenie na jej twarzy, z którym odparła; – No dobrze, ale mam nadzieję, że mi to wynagrodzisz – zalotnie się uśmiechnęłam – No to ustalone – stwierdziłam dając jej buziaka w policzek, zaczęła pogodnieć ponownie na twarzy – Tylko napiszę, że zostanę u koleżanki na noc. Będziemy miały więcej czasu dla siebie – posłała wymowne spojrzenie – I kto tu kłamie? – zapytałam drocząc się a Agnieszka nic nie odpowiedziała tylko lekko uśmiechnęła Dopiłyśmy kawę i biorąc ją za rękę poszłyśmy do auta. Natychmiastowo wyruszyłyśmy śpiesząc się do domu. Dojechałyśmy w miarę szybko pomimo piątkowych korków, ale robiło się już ciemno. Zaparkowałam w garażu jak było ustalone i od wyjścia z samochodu zaczęłyśmy się namiętnie całować i przemieszczałyśmy się z garażu do domu przez wewnętrzne drzwi, w którym zaczęłyśmy zrzucać z siebie odzienie. Zatrzymałam nas jednak w przedpokoju – Idź do sypialni i czekaj na mnie – rozkosznie nakazałam a Agnieszka nie dyskutując od razu tam powędrowała a ja w tym czasie pozasłaniam wszystkie rolety i zasłony na wszelki wypadek, zdjęłam koszulę pozostając w czerwono-czarnym gorsecie na ramiączkach oraz czarnej spódnicy i kozakach, po czym dołączyłam do nastolatki, która stała na środku pokoju, w którym były już pozapalane świece i przykładając palec wskazujący do kącika ust patrzyła wyzywająco. Przygasiłam zapalone światło i obeszłam Agnieszkę wokół rzucając jej żądne spojrzenia, i stanęłam za jej plecami. Przytuliłam ją od tyłu i pieściłam jej piersi przez bluzkę, całowałam jej szyję, napawałam się zapachem jej włosów i ciała. Szeptałam: – Pragnę Cię! – Wiem! Ja Cię też – odpowiadała cicho. Dalej zajmowałam się nią zdejmując po kolei z niej ubranie zaczynając od białej bluzki z długimi czarnymi rękawami i podkoszulki, pod którą nie miała stanika. Dotykałam jej aksamitnej skóry na wysokości brzucha. Powoli wsuwałam dłoń w jej krocze a drugą rozpinałam rozporek. Masowałam ją po jej muszelce, co na nią momentalnie podziałało i słyszałam  
    postękiwania i syki. Czułam, że szybko robi się wilgotna, więc podążałam dalej wkładając dwa palce w jej pochwę i posuwałam ją nimi. Agnieszka reagowała coraz wyraźniej cicho pojękując, co tylko mnie bardziej podniecało i nakręcało. Świdrowałam jej wnętrze do momentu, gdy w oka mgnieniu doszła, aż ją zachwiało. Utrzymując równowagę obróciła się przodem do mnie i całowała. Długo byłyśmy przywarte do siebie ustami. Agnieszka błądząc rękoma po moim tyle sięgnęła zamka od spódnicy, który rozpięła. Spódnica osunęła się na podłogę i pozostałam w samej bieliźnie i kozakach. Po tej dość rozwlekłej chwili odstąpiłam od Agnieszki i przeniosłyśmy się na łóżko, na którym uklęknęłyśmy twarzami do siebie i wróciłyśmy do całowania jakże namiętnego, jakże czułego i wspaniałego. Obsuwała ze mnie ramiączka i materiał gorsetu i dotknęła moich piersi jak ja jej i pieściłyśmy się wzajemnie nie przerywając pocałunków. Oderwałam się, aby zdjąć z niej jeansy z bielizną i buty, przy czym pomagała mi wypinając się odpowiednio, sekunda i była nagusieńka. Powróciła do wcześniejszej, klęczącej pozycji rozpuściła swoje faliste włosy i dorwała się do mojej bielizny, czyli gorsetu i stringów do kompletu zdejmując ją i zajmowała się dalej mną. Wpadłyśmy w swoje ramiona, wciąż klęcząc i się całując, i ocierając się ciałami. Czułam jej sztywne sutki na swoim biuście, usta na ustach. Dłońmi krążyłam po jej plecach schodząc na pośladki, które ścisnęłam. Ugniatałam je i masowałam jednocześnie pochylając się w dół, aby pocałować jej piersi. Czułam jak jej ciało jest rozgrzane, wręcz rozpalone a ja chciałam dać jej jak największą rozkosz, na jaką zasługiwała. Automatycznie wypięła dekolt bliżej mych ust, którymi pieściłam koliście językiem jej krągłości z zaangażowaniem obserwując zachowania mojej kochanki. Ta złapała mnie za twarz w łaknieniu pocałunków, pieszcząc rękoma moje plecy, kark i ramiona. Pocałunkami schodziła zwinnie niżej na szyję i dekolt. Trzymałam ją za ramiona, gdy drażniła moje wrażliwe piersi liżąc sutki, aż syknęłam. Robiła to z prawdziwą pasją i wdziękiem. Co róż na mnie spoglądała, znała wrażliwość moich piersi i za każdym razem potrafiła doprowadzić mnie do orgazmu poprzez ich lizanie i całowanie, i stało się to i tym razem. Czułam, że opadam, pociągnęłam Agnieszkę za sobą. Tuliłyśmy się ocierając o siebie i całując coraz bardziej namiętniej. Pożądanie narastało, gorąc naszych ciał dopiero zaczynał osiągać wczesne stadium i obie wiedziałyśmy, że to będzie długi wieczór. Rozłożyłam ręce na boki, a Agnieszka uniosła się i masowała moje piersi kręcąc biodrami na mnie. Z każdą sekundą robiłam się coraz bardziej mokra a młoda nie przestawała się ocierać o moją skórę. Złapałam ją za biodra i obróciłam na plecy. Leżałam chwilę bokiem do niej i gładziłam jej piękne ciało. Nachyliłam się i łapczywie połykałam jej piersi, przesuwałam się niżej całując jej płaski brzuch. Zagłębiłam się do jej królestwa rozkoszy liżąc po drodze każdy centymetr jej słodkiego ciała. Całowałam jej muszelkę wielkim zaangażowaniem i wkładając dwa palce w jej ciepłe wnętrze wdzierałam się nimi penetrując ją. Robiłam to powoli chcąc uchwycić każdy moment podniecenia. Stopniowo zwiększałam szybkość oraz lizałam jej łechtaczkę. Falowała biodrami trzymając się za usta, bardzo mnie to cieszyło, że tak ją zaspokajam, że musi powstrzymywać krzyki. Po chwili dostała spazmów a ciało było powykręcane a także drgało, lecz ja nie przestawałam tylko lizałam ją po pępku. Oprzytomniała i zaczęłyśmy się znów całować dając chwilowy upust naszym emocjom. Nasze języki wirowały a ja czułam, że w Agnieszce zaczęły powracać nowe siły, więc w tym momencie chciałam, aby się zajęła mną. Podniosłam się na czworaka i wypięłam pośladki w jej stronę, a Agnieszka nie czekając słyszałam jak się podnosi i czułam jak wtula w moje plecy łapiąc mnie za piersi. Byłam cała mokra na dole i spragniona, wzięłam jej rękę i naprowadziłam na moją kobiecość. Pieściła moje gniazdko oraz całowała i gryzła mój tył, plecy i ramiona, pozwalając sobie, co jakiś czas na pociąganie za włosy. Czułam, że niedługo dojdę a w planie miałam coś w zanadrzu, więc odepchnęłam ją od siebie i sięgnęłam do szafki wyjmując dildo na pasku. Na twarzy Agnieszki dostrzegłam nieukrywane zdziwienie w oczach – Co to ma być? – zapytała, lekko się śmiejąc – A takie małe urozmaicenie. Chcę, żebyś mnie zerżnęła – byłam zdziwiona trochę swoją wypowiedzią, ale podniecało mnie to. Agnieszka patrzyła na mnie wyzywająco  
    – Tak chcesz się bawić. No dobrze – wzięła go ode mnie i założyła na siebie uśmiechnęła się i dodała – No to do dzieła  
    Położyłam się na plecach i przyciągnęłam do siebie nogi rozchylając je i unosząc delikatnie biodra do góry czekałam na ruch mojej kochanki. Pochyliła się i przeciągnęła językiem po moim dekolcie, wpatrywała się we mnie i ja w nią, ręką naprowadziła dildo na moją szparkę i powoli we mnie wchodziła i aż weszła cała i chwilę we mnie tkwiła. Byłam cała rozpalona i naładowana zastanawiałam, z czym zwlekała, ale potrzebowała momentu na ułożenie. Podparła się nade mną rękoma, nie spuszczałyśmy z siebie wzroku, położyłam dłonie na jej głowie i zaczęła się we mnie poruszać w przód i w tył. Z początku robiła to trochę nieporadnie, ale z każdym kolejnym pchnięciem się rozkręcała. Brała mnie coraz bardziej pewnie i mocno, na co samoczynnie bardziej wypinałam falujące biodra w kierunku nacierającej Agnieszki. Objęłam ją oplatając nogami w pasie, przytrzymywała mnie za udo i posuwała szybciej i mocniej, co róż składając na ustach krótkie pocałunki. Nasze dłonie wzajemnie wodziły po sobie z dużą chaotycznością. Jęczałam głośno i odchylałam się w łuk, aż osiągnęłam orgazm. Ruchy Agnieszki zdecydowanie zwolniły, złapałam ją za plecy i czule całowałam. Nie trwało to jednak długo, ponieważ oderwała się ode mnie i wyszła ze mnie i obróciła mnie na bok i usadowiła się za moimi plecami przylegając do mnie i wkładając z powrotem zabawkę. Widać, że jej się spodobało – pomyślałam, na co jednak nie protestowałam. Wchodziła we mnie znów powoli, tym razem rozkosznie i pieściła dłonią przednią i boczną część mojego ciała. Wykręcałam głowę w poszukiwaniu pocałunków, wychyliłam rękę do tyłu i złapałam za pośladek dociskając ją do siebie. Wtedy czułam, że wpycha się we mnie głębiej i ostrzej. Nasze ciała falowały jak flaga podczas wiatru, a przez mój organizm przechodziły kolejne skurcze. Szybko doprowadziła mnie od orgazmu, moje ciało się wykręcało w różne strony odczuwałam przechodzący przeze mnie dreszcz za dreszczem. To mnie rozkosznie wykończyło i opadłam z sił. Agnieszka długo we mnie tkwiła całując moje ramię i dłońmi błądząc po nim, po czym wyjęła zabawkę i wtuliła się we mnie zakładając nogę na mój brzuch i delikatnie wodziła opuszkami palców po mojej mokrej skórze. Leżałyśmy w takiej pozycji długi czas w tle słysząc mój dyszący oddech. Agnieszka uniosła się i spojrzała na mnie, wiedziałam że chce coś powiedzieć, odgarnęłam jej włosy z czoła i wyczekując jej słów usłyszałam ; -Kocham Cię – zaskoczyło mnie to bardzo, ale poczułam ogromną radość i jak wypełnia mnie poczucie szczęścia. Starałam się myśleć jednak trzeźwo, ale odpowiedziałam jej zgodnie z prawdą trzymając ją chwilę w napięciu – Ja Ciebie też – i dałam buziaka, postanowiłam rozwinąć tę rozmowę – Chcesz się ze mną związać? – Myślę, że już jesteśmy w związku – uśmiechnęła się, a ja cieszyłam wewnątrz – Ale jak sobie wyobrażasz? Twoi rodzice? Otoczenie? Nasza różnica weku  – Tak jak jest, nie jest źle, ale spokojnie niedługo skończę 18 lat, przecież wiesz i wolałabym wtedy oznajmić rodzicom . Moi rodzice są raczej liberalni i nie mieliby by problemu, może poza wiekiem – od razu tutaj przyśpieszyła swoją wypowiedź śmiejąc się – chociaż dla mnie wyglądasz na 8-10 lat młodziej, ale za to mentalnie jesteś dojrzalsza. Jakby mieli to będę pełnoletnia i ich zdanie mało istotne – była to dziwna konstrukcja, ale miłe słowa – Dziękuję – odparłam z udawaną powagą – Nie ma za co – zniżyła wzrok i podniosła sekundę później kontynuując – a poza tym nasza znajomość nie sprawia mi kłopotów z nauką, koncentracją itp. wręcz bardziej rozwija, też zamierzam pójść do pracy w okresie wakacji, więc nie ma się czym przejmować. Bardziej martwiłabym się o Twojego męża. Przywróciła niestety niemiłe wspomnienia, ale wyznałam jej w tym momencie istotny fakt. – Na razie nie chciałam Ci mówić, ale mój mąż oświadczył, że zamierza się ze mną rozwieść i składa pozew o rozwód – Agnieszka zareagowała milczeniem, a na twarzy miała wypisane zrozumienie i nutkę zadowolenia. – A nasza przyszłość jak ją widzisz przy tej różnicy wieku? – przerwałam tę niezręczną chwilę ciszy, nie chcąc zbytnio ciągnąć dalej tematu mojego małżeństwa  
    – Jakiej różnicy? Jesteś ekstra laska! – powiedziała stanowczo z wesołą barwą i kontynuowała bardziej poważnie – Zobaczymy, cieszmy się życiem na razie chcę skupić się na tym co tu i teraz z Tobą a resztę to przyszłość pokaż. Jak się rozleci, trudno. Dla mnie na dodatek zawsze będziesz atrakcyjna i wspaniała. – wydawała się taka dojrzała i przy tym piękna, bo taka była a ja czułam, że promienieje na twarzy i zaczęłam całować. Wymieniałyśmy się subtelnymi pocałunkami i pieszczotami swoich ciał, co było zwieńczeniem tego wieczoru. Po wszystkim okryłam nas kołdrą i usnęłyśmy we wspólnych objęciach, z których nie chciałam wypuszczać Agnieszki, zwłaszcza po jej wyznaniu, tak bardzo odczuwałam to szczęście, lecz zdawała sobie sprawę, że chociaż powiedziała, że mnie kocha, to obawiałam się o naszą przyszłość. Jednak niesiona doraźnym szczęściem, nie chciałam sobie na razie kłopotać głowy mniej przyjemnymi scenariuszami….

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Iva Lions
  • Wakacje u chrzestnej

    Był początek lipca, rozpoczynały się wakacje udanym zakończeniem roku szkolnego. Siedziałam w pociągu jadącym do Jeleniej Góry. Miałam spędzić tam cały miesiąc z moją chrzestną. Nie mogłam się doczekać naszego spotkania, na które wyczekiwałam, od kiedy zadzwonił ostatni dzwonek w szkole. Jak przed każdym kolejnym spotkaniem, od momentu mojego zbliżenia intymnego z ciocią czułam podekscytowanie i dreszczyk emocji. Ciocia było najbliższą mi osobą w rodzinie i poza nią i odkąd wprowadziła nasze relację na płaszczyznę seksualną byłam szczęśliwą nastolatką, która spełniła swoje najgłębsze pragnienie i fantazję. Tęskniłam za nią bardzo, chciałam wpaść w jej ramiona i tulić się do niej.  

    Dojechałam do dworca w Jeleniej i udałam się na postój taksówek. Wsiadłam do wolnej taryfy i poprosiłam o kurs do biura, gdzie pracowała chrzestna. Tak się umówiłyśmy, gdyż musiała zostać trochę dłużej w pracy, miałam udać się do niej a potem razem do domu. W czasie kursu, dojrzały taksówkarz w średnim wieku ciągle na mnie lukał. Usiadłam z przodu, a dzień był parny, więc miałam na sobie mini spódniczkę w moro i zwiewną beżową bluzkę z odpiętymi guzikami przy dekolcie. Rozumiałam, więc zatem, jego zainteresowanie. Pomimo mojej nieletniości próbował się silić na zaczepne teksty, ale byłam szorstka w rozmowie. Przyznam szczerze był nawet przyjazny, lecz myślałam już tylko o mojej ukochanej cioci. Co prawda, czekałam już na spotkanie, ale z drugiej strony próba flirtu przez taksówkarza była dla mnie swego rodzaju komplementem.  

    Dojechaliśmy w końcu na miejsce, rozliczyłam się i zabrałam walizkę na kółkach. Przy budynku, w którym pracowała ciocia, znajdowała się kwiaciarnia. Pomyślałam wykonam przyjemny gest na ‘powitanie dając jej kwiaty. Kupiłam elegancko ozdobione trzy różowe tulipany, które bardzo lubiła, jak sama kiedyś przyznała. Następnie weszłam do budynku, w którym nie było chyba klimatyzacji, bo utrzymywała się duchota. Udałam się po schodach na drugie piętro, gdzie mieścił się gabinet chrzestnej. Stanęłam przed drzwiami i zapukałam. Z niecierpliwością czekałam, aby ją zobaczyć, usłyszałam „Proszę!”. Weszłam do środka, ciocia stała pochylona nad biurkiem zajmując się jakimiś papierami. Wyglądała na lekko zapracowaną, ale uniosła wzrok i widząc mnie wyraźnie się ucieszyła. Bez żadnego słowa wyszła zza biurka wyciągając ręce by mnie przytulić. Wpadłam w jej objęcia i tuliłam jakbym jej nie widziała  sto lat. Głaskała mnie po włosach, aż odezwała się w końcu
    – Cieszę się, że jesteś. Stęskniłam się za Tobą
    – Ja za Tobą też ciociu, już odliczałam do naszego spotkania – odchyliła się, by móc na mnie spojrzeć
    – Ale Ty szybko dojrzewasz i piękniejesz z każdym miesiącem. Byłam u Was ostatnio dwa miesiące, a już jesteś nastoletnią laską– czułam wypieki na twarzy słysząc kolejne komplementy owego dnia  
    – Oj, przestań, bo się krępuję….
    – Nie masz powodu, z każdym naszym spotkaniem stajesz się prawdziwą boginią.
    – Chyba odziedziczyłam to po Tobie i mamie… – ciocia uśmiechnęła się doceniając skrót myślowy będący komplementem. Po sekundzie pauzy, mówiłam dalej – Ciociu! Pomyślałam, że zrobię Ci przyjemność i to dla Ciebie  
    Wręczyłam jej kwiaty. Ciocia rozpromieniała szczerym uśmiechem pełnym radości, i bez namysłu krótko pocałowała.
    – Małą?! Ogromną! Dziękuję Ci kochanie,  – miło było widzieć tę radość – Jest mi bardzo przyjemnie i pomyślę jak się odwdzięczyć  
    – Nie musisz, przecież to dla i Ciebie i nie oczekiwałam na to  – co było zgodne z moimi uczuciami po prostu chciałam wykonać miły gest  
    – Oj, nie muszę, ale chcę … – stwierdziła stanowczo, ale pogodny wyraz jej nie opuszczał
    – Dobrze ciociu… -odparłam pokornie  
    – Słuchaj, muszę jeszcze dokończyć pracę. Sądzę, że nie zajmie mi to dłużej niż godzinkę a potem mamy całe dwa tygodnie dla siebie  
    – Jak to całe? – zapytałam chcąc sprecyzować co ma dokładnie na myśli  
    – Wzięłam urlop i przez najbliższe dwa tygodnie będą  – strasznie ucieszyła mnie ta informacja
    Ciocia pocałowała mnie w nos i wróciła do dokończania swoje pracy uzupełniając jakieś papiery i coś w komputerze. W międzyczasie wstawiła oczywiście kwiaty do wazonu. Wykorzystując ten czas, usiadłam sobie wygodnie na fotelu i wyciągnęłam książkę. Czytając co chwila zerkałam na ciocię, i umknąć mojej uwadze nie mógł jej strój, w którym wyglądała zjawiskowo i oszałamiającą, z resztą jak zawsze. Miała na sobie kreację trochę nietypową, ale w jej stylu. Włosy spięte elegancką klamrą, ubrana w chabrową satynową sukienkę w stylu kimono z białymi kwiatkami kończącą się w połowie  uda, wyśmienicie na niej leżała. Jej stopy u ozdabiały srebrne sandałki na szpilkach, znakomicie komponujące się z resztą kroju. Widok ten budził krew w żyłach pozwalając odpływać w świat wyobraźni zaburzając skupienie. Będąc ciągle na ziemi, zajmowałam się jednak dalej treścią lektury, lecz z trudem mając przed sobą widok mojej jakże atrakcyjnej chrzestnej.
    Ciocia po niespełna godzinie oznajmiła, że skończyła i możemy jechać. Posprzątała bajzel na biurku oraz wyłączyła komputer, wzięła kwiaty oraz swoje rzeczy i udałyśmy się do samochodu zamykając biuro. Wsiadłyśmy do wehikułu i ruszyłyśmy. Już na samym początku zorientowałam się, że nie jedziemy w kierunku jej domu i z niepewnością zapytałam
    – Ciociu…
    – Tak moje serce?
    -`A dokąd jedziemy, bo to nie jest droga do domu? – ciocia spojrzała filuternie i odwróciła z powrotem głowę patrząc na jezdnię  
    – Niespodzianka…
    –  Jaka? – ciocia była jednak tajemnicza
    – Niespodzianka, to niespodzianka. Dojedziemy to się dowiesz – ciocia zerknęła na mnie i zapewne zauważyła, że ta odpowiedź mnie nie zadawala, więc dodała z uśmiechem kładąc rękę na moich założonych dłoniach – Będziesz zadowolona…
    „Zobaczymy”, pomyślałam i dalej nie dyskutowałam na ten temat. Jechałyśmy rozmawiając o okresie, kiedy się nie widziałyśmy przez trzy miesiące, czyli od świąt wielkanocnych, podczas których chrzestna nas odwiedziła. Nasza pogawędka sprawiła, że nawet nie zauważyłam jak szybko czas upłynął i dotarłyśmy do ogromnego domu poza Jelenią Góra. Stanęłyśmy na podjeździe, ciocia otworzyła bramę pilotem parkując następnie samochód na posesji. Wysiadłyśmy z auta, wyjęłam rzeczy i stanęłam zastanawiając się gdzie ja w ogóle jestem. Rozejrzałam się wokół i widziałam przed sobą duży, elegancki dom rodzinny z olbrzymią działką i ogrodem z bogatą roślinnością otoczonymi drzewami wzdłuż płotu. Ciocia podeszła do mnie od tyłu łapiąc mnie za rękę, obróciłam się do niej.  
    – I jak? – zapytała
    – Gdzie my w zasadzie jesteśmy? – odpowiadając prowadziła mnie za rękę
    – To jest dom mojej bliskiej przyjaciółki, która wyjechała z rodziną na wakacje na dwa tygodnie i poprosiła abym zaopiekowała się ich gospodarstwem oraz domowymi zwierzakami – przestałam na chwilę słuchać cioci, gdy przeszłyśmy na tył budynku i byłam zaskoczona sporym basenem gruntowym, jaki się tam znajdował – no właśnie…  w ramach opieki nad jej domem pozwoliła mi w nim pomieszkać  
    – To miło… – zawiesiłam się na chwilę obserwując otoczenie  
    – Widzę po Twojej minie, że Ci się tu podoba
    – Nie zaprzeczę
    – Udana niespodzianka?
    – I to jak… – chociaż czułam się tam trochę niepewnie  
    – To co? Skora mamy możliwość, może skorzystałybyśmy z basenu dla ochłody w ten duszny dzień
    – Z chęcią, ale ja nie mam stroju kąpielowego
    – Ja też nie mam, wykąpiemy się w bieliźnie. Z resztą jesteśmy tutaj same ogrodzone drzewami, więc możemy sobie poszaleć bez – brzmiało to lubieżnie i kusząco, ale póki, co wolałam mieć coś na sobie – Chodź do środka, trzeba odstawić rzeczy do pokoju gościnnego i się przebrać
    Wchodząc drzwiami frontowymi, od progu przywitał nas słodziutki rudy kotek przymilający się do mnie jako pierwszej napotkanej osoby. Przykucnęłam i zaczęłam go głaskać  i miziać, co mu wyraźnie się podobało i chciał więcej tego typu czułości. Miał strasznie przyjemne futerko, więc mogłam go głaskać bez przerwy, spełniając jego potrzebę. Jednak nie tracąc reszty czasu na pieszczoty z kotem, podniosłam się i rozejrzałam po wnętrzu. Dom był bogato, ale z klasą urządzony w stylu arystokratycznym, aż człowiek obawiał się czegokolwiek dotknąć, żeby nie popsuć. Salon był połączony z kuchnią, w którym znajdowały się eleganckie meble i  obrazy na ścianach. Ciocia podeszła do mnie wyrywając mnie z analizowania wnętrza. Wzięła mnie za rękę i odezwała się
    – Fajny dom?
    – Piękny i idealnie urządzony. Twoja przyjaciółka ma gust…
    – Wiem… – odpowiedziała z dwuznacznie się uśmiechając…co mnie zaczęło zastanawiać – Chodź! Pokaże Ci nasz pokój –  
    Ciocia prowadziła mnie długiem korytarzem prawie do końca i otworzyła drzwi od pokoju, który był cały biały, ale gustownie urządzony. Położyłam rzeczy na łóżku i chwilę się zastanawiałam, patrząc na ciocię, którą zaczęła zdejmować siebie sukienkę, co było przyjemnym i podniecającym widokiem. Pozbawiona ubioru i obuwia została w samej błękitnej i koronkowej bieliźnie. Podeszła stając przede mną  
    – Wszystko w porządku kochanie? Czemu nie zdejmujesz ubrań?
    – Zamyśliłam się, a poza tym chciałam popatrzeć jak się rozbierasz – ciocia mina przybrała kokieteryjny wyraz
    – Interesująco to słyszeć…Lubisz striptiz?
    – W Twoim wykonaniu, owszem
    – Ty masz wciąż na sobie ubranie, może Ty to uczynisz dla mnie?
    – A może Ty mi pomożesz to zrobić?
    Ciocia wsunęła dłonie pod moją bluzkę szeroko się uśmiechając, przystała na propozycję. Czułam ogromne podniecenie, robiłam się mokra ze stworzonej sytuacji. Przybliżyła swoje usta i pocałowała mnie, jeżdżąc swoimi dłońmi pod koszulką. Chwyciła po chwili za krawędź bluzki i zdjęła mi ją powoli przez głowę. Rozpięła następnie guzik od spódniczki, która zsunęła się na podłogę aż miałam tylko na sobie białą bieliznę . Całowałyśmy się jeszcze z parę minut, czułam wypełniającą mnie ekscytację, którą kontynuowałyśmy jednak chwilę później na zewnątrz.  
    Poszłyśmy do ogrodu przez taras po drodze dając kotu jeść. Był wczesny wieczór, słońce utrzymywało się jeszcze dość wysoko, a na dworze było wciąż gorąco i parno jakby miało zanosić się na burze w nocy, ale przez dłuższy czas nam to jeszcze nie groziło. Ciocia wzięła do rąk butelkę z olejkiem do opalania, bez słowa obróciła mnie plecami do siebie i zaczęła go we mnie delikatnie wcierać, czułam podniecenie, pod którego wpływem byłam, od kiedy byłyśmy w sypialni. Starannie wcierała go we mnie, aż poprosiła żebym to samo uczyniła z nią. Bez szemrania zrobiłam to, delektując się dotykiem jej gładkiego ciała. Nie pozwoliłam sobie, aby żaden skrawek nie został pominięty. Gdy skończyłam, stanęłyśmy naprzeciw siebie i z fascynacją dokańczałyśmy smarowanie przednich części ciała, wzajemnie się przy tym pieszcząc. Będąc już obie zabezpieczone przed poparzeniem słonecznym, zamierzałyśmy się zażyć ochłody w wodzie. Weszłyśmy do dość sporego basenu po kamiennych stopniach, woda była w nim rześka, ale dająca ukojenie od tego upału. Ciocia dość szybko się zanurzyła, mnie zajęło to dłużej, ale w końcu się przełamałam.
    Pływałyśmy wokół siebie to żabką, to grzbietem. Ciocia stanęła i nagle zdjęła z siebie bieliznę rzucając w kierunku wyjścia z basenu, na poważnie realizując swoje słowa . Postawiłam oczy w słup będąc lekko onieśmielona, lecz pomysł mnie się zdecydowanie podobał. Chrzestna zareagowała tylko słodkim uśmiechem, którym mnie zachęcała abym nie obawiała pójść w jej ślady. Nie zwlekając zbytnio, uczyniłam to pozostając całkowicie goła. Skrzyżowałam ręce na biuście w geście zawstydzenia. Było trochę dla mnie to dziwne uczucie, bo nigdy nie pływałam nago poza wanną, a nie dość, że byłam tak jak natura mnie wydała to jeszcze w obcym basenie. Ciocia dostrzegając moją krępację, podpłynęła do mnie z tyłu masując i próbując mnie rozluźnić, co rzeczywiście się jej udało. Odbiłam się od dna i dalej pływałam w towarzystwie cioci. Woda pieściła moją odkrytą kobiecość dając uczucie dodatkowego podniecenia i przyjemności. Doceniłam w ten sposób kąpiele nago. Ciocia podpłynęła do prawej krawędzi basenu, a w zasadzie do wysoko postawionego stopnia ciągnącego się z wzdłuż zbiornika. Wynurzyła się z wody ciągle w niej jednak będąc, wyłożyła się na stopniu zanurzona w wodzie do połowy boku ciała. Podpłynęłam do cioci, aby samej skorzystać z funkcji stopnia umożliwiającej wylegiwania się w wodzie. Położyłam się obok niej i obie leżakowałyśmy zbierając promienie powoli zachodzącego słońca. Było bardzo przyjemnie i odprężająco, czułam się zrelaksowana. Leżąc i pławiąc się  ciągle miałam w głowie myśli, jakie tak naprawdę łączyły relacje chrzestnej z jej przyjaciółką. Ciocia zwykle była ze mą szczera, więc postanowiłam ją o to wprost zapytać, lecz nie spodziewałam się od  razu łatwej odpowiedzi
    – Ciociu! Kim w ogóle jest dla Ciebie ta przyjaciółka?
    – A czemu pytasz?
    – A zastanawia mnie, czemu tak łatwo powierza Ci taki luksusowy dom pod opiekę. A Twój uśmiech, kiedy mówiłam o guście był dwuznaczny …
    – Mam się obrazić? Czy nie jestem godna zaufania – zapytała z humorystycznym akcentem
    – Wiesz, że nie to mam na myśli…zwykła ciekawość…
    – Znamy się od liceum i po prostu, jesteśmy dobrymi przyjaciółkami i mamy do siebie zaufanie – odpowiedź w zasadzie logiczna, ale dla mnie niezbyt wyczerpująca, a poza tym w cioci głosie było brzmienie lekkiego krętactwa
    Przewróciłam się na brzuch, by móc lepiej widzieć twarz cioci, wywierając na nią presję szczerości.
    – Czy łączyło Cię coś z nią?  
    – A co to za pytanie? – lekko się obruszyła jakby nie chciała o tym mówić, ale byłam nieugięta zdając sobie sprawę, że mogę przegiąć granicę
    – Jestem zazdrosna – puściłam oczko cioci – Ale poważnie, po prostu tak sobie myślę, a Twoje reakcje raczej zdają się je potwierdzać… – chwilę się zastanawiała się jakiej udzielić odpowiedzi i czy jej w ogóle udzielić , aż w końcu odparła z ciężkim oddechem  
    – Tak… To była moja pierwsza miłość… – było mi w tej chwili trochę głupio, że dociekałam ale ciocia nieposmutniała, nadal miała pogodny wyraz twarzy. Zdecydowała się na kontynuowanie odpowiedzi. – Będąc w liceum, zakochałam się w jednej z najpiękniejszych dziewczyn w klasie. Jak się później okazało, te uczucie zostało odwzajemnione. Tworzyłyśmy parę, chociaż potajemnie. Wtedy były trochę inne czasy, jedyną osobą, która o nas wiedziała była Twoja mama.
    – Moja mama?
    – No tak, jest moją siostrą. Była i będzie najbliższą mi osobą, z którą mogłam dzielić się problemami
    – Jak to przyjęła?  
    – Z siostrzaną miłością, wspierała mnie w moim szczęściu i było, w czym. Każda spędzona chwila z moją ukochaną, była dla mnie natchnieniem i zastrzykiem energii, chęcią do życia. Byłyśmy szczęśliwe i wytrwałyśmy w tym szczęściu całą szkołę średnią, aż koleje losu zachwiały nasze relacje i rozstałyśmy się. Nie chowając jakichkolwiek do siebie głębszych urazów i pomimo żarliwego uczucia jakie nas łączyło, nauczyłyśmy się być dla siebie dobrymi przyjaciółkami, utrzymując stale ze sobą ciągły kontakt . Na początku trochę się miotałam, ale potem, co już  wiesz, wszelkie moje relacje przybrały charakter przejściowy do momentu kiedy zaczęłam z Tobą sypiać…

    Ciocia skończyła opowiadać i przerzedzała mi włosy i bawiła się nimi, patrząc na mnie jakby zamyślona, zapewne odżyły dawne wspomnienia pierwszej miłości. Nie mogłam mieć tego typu doświadczenia, ponieważ sama byłam dopiero w trakcie ich przeżywania. Starałam się jednak zrozumieć. Po tych słowach też natchnęła mnie pewna, chwilowa refleksja w związku z jej wyznaniem. Otrzeźwiając swój umysł z zamyślenia, nie wiedziałam zbytnio, co odpowiedź jej w tej sytuacji, chociaż sama naciskałam ciocię o relację z jej przyjaciółką. Spojrzałam jej w oczy i kierując się emocjonalnym odruchem, nachyliłam się i pocałowałam ją, nasycając smakiem jej ust. W tym momencie już tylko myślałam, aby pochłonęła nas namiętność. Całując ją, zdawałam sobie sprawę jak czuję się z nią fantastycznie niezależnie od tego gdzie byłyśmy. Kochałam swoją chrzestną nie tylko, jako ciocię, ale jako kobietę i gdyby nie więzi rodzinne utrudniające relacje związkowe, chciałabym pozostać u jej boku na stałe. Pocałunek przerwała ciocia i zgrabnym ruchem przemieściła się za moje plecy. Całowała i wodziła językiem powolnie od karku po pośladki wprawiając w pobudzenie każdą moją komórkę. Zamknęłam oczy, poczułam jak zbliżyła usta do moich warg sromowych. Były gorące i wilgotne, rozpalające mnie od środka. Pieściła mnie delikatnie i powoli, z dokładną starannością. Drażniła językiem mój najczulszy punkt. Odpływałam w zapomnienie wraz z wodą, w której byłyśmy zanurzone. Ciocia po dłuższej i błogiej chwili na moment zastopowała. Otworzyłam oczy i obróciłam się do niej siadając, naprzeciw, gdy klęczała przede mną na czworaka. Ujęłam jej twarz i pocałowałam chcąc napawać się jej ustami. Ciocia uniosła się na klęczkach, lekko się prostując, jej piersi znajdowały się na wysokości mojej twarzy. Zaczęłam je całować i wodzić językiem po nich, dłońmi zawędrowałam na jej tyły gładząc jej jędrne pośladki. Tęskniłam za jej ciałem, nie odstępowałam milimetra. Ciocia wzdychała głęboko i dotykała mych włosów. Oderwałam się od jej piersi i unosząc się wiodłam językiem po podbródku, odnajdując usta by złożyć soczysty pocałunek. Chrzestna rozpoczęła wędrówkę w dół, całując mnie po szyi i piersiach. Dotykałam palcami jej piersi, podczas gdy jej dłoń pieściła moje królestwo rozkoszy. Odchylałam się do tyłu podpierając rękoma w przysiadzie. Chrzestna, nie odrywając ręki od mojej kobiecości pocałowała mnie i oparła się czołem o moje spoglądając mi w oczy. Widziałam w jej monitorze duszy ogromną żarliwość. Zniżyła się i kontynuowała to, czego nie skończyła. Otworzyłam przed nią wrota rozwierając nogi. Złapała mnie pod uda i zanurzyła swój delikatny język w płatki mego kwiatu. Operowała doskonale, byłam rozpalona pomimo, iż znajdowałam się w wodzie. Przez moje wnętrze przechodziły elektryczne dreszcze. Biodra samoistnie poruszały się faliście, przyciągałam do siebie coraz bardziej nogi. Byłam prowadzona na Olimp, aż przeszyła mnie ekstaza, a mną miotały wewnętrzne konwulsje i drgawki. Opadłam pośladkami o grunt i wytrzebiłam oczy do góry patrząc w niebo. Oddech się normował, a ciocia kierowała się ku górze całując mnie po brzuchu i piersiach. Następnie znów zaczęły się pasjonujące pocałunki. Powoli i czule całowałyśmy się, nasze języki wirowały w szaleńczo spokojnym tańcu. Nie przerywając pocałunków pieściłyśmy dotykiem nasze rozpalone i nawilżone ciała. Zamieniłyśmy się pozycjami, ciocia opadła na plecy pozostając jednak w podparciu, a ja na nią się kładłam. Całowałam jej szyje, usta i piersi. W kolejnym działaniu, kierując się spontanicznością odsunęłam się od cioci, która uniosła się tułowiem obserwując, co zamierzam. Uśmiechnęłam się szelmowsko i usiadłam podobnie jak ciocia i znożycowałam z nią nogi. Widziałam u chrzestnej poparcie i zadowolenie z tego pomysłu. Zbliżyłyśmy się do siebie tak, aby nasze myszki się o siebie stykały. Obie zaparłyśmy się rękoma z tyłu i zaczęłyśmy powoli, ale energicznie się o sobie ocierać. Wilgoć naszych cipek i woda dawały dodatkowy ślizg, który eskalował ekscytację. Ocierałyśmy się o siebie coraz żywiej, ciocia złapała mnie ręką za udo napierając mocniej. Rozwierała usta podobnie jak ja. Wydobywały się z nas stęki, które miałam nadzieję, że nie były słyszalne w okolicy. Ciocia przeciągnęła ręką po moich włosach i przejechała kciukiem po mojej wardze  w namiętnym spojrzeniu. Dłoń je wędrowała niżej jeżdżąc nią po moich piersiach, co sama uczyniłam podobnie. Nadchodził moment kulminacyjny, tarłyśmy na siebie z pełną werwą, zapierając i przytrzymując wzajemnie za uda aż obie osiągnęłyśmy upragniony szczyt. Wpadłyśmy sobie w objęcia tuląc mocno do siebie. Czułam silne bicie serca, zarówno moje jak i cioci. Siedziałyśmy splecione przed sobą i oddawałyśmy się długiej i namiętnej chwili w głębokich pocałunkach i przytulaniu. Kontynuowałyśmy baraszkowanie, ciocia położyła się na plecach, przesuwając się do tyłu i opierając głowę krawędź. Pochyliłam się nad nią, aby móc cieszyć się wzajemnym pocałunkiem, jej dłonie wodziły po plecach i pośladkach. Zniżałam się całując jej piersi, następnie objęłam je, liżąc jej brzuch, aż dotarłam do jej skarbu. Rozszerzyła dość szeroko nogi, unosząc delikatnie biodra wynurzając je z wody. Nie czekając na nic, zaczęłam ją pieścić ustami i językiem. Delikatnie drażniłam jej skarb, ciocia złapała się jedną ręką za pierś drugą odchylała palcami swoje płatki. Delektowałam się nią zanurzając głębiej swój język w jej wnętrze, starannie ją pieszcząc i wylizując ze spływającego boskiego nektaru. Ciało cioci coraz bardziej się prężyło w łuk, jęczała pławiąc się w błogim stanie. Ręką złapała mnie za włosy i dociskała bardziej do siebie. Coraz bardziej się wierciła, drugą ręką uchwyciła również moje włosy, tylko mocniej. Wiedziałam, że jest blisko aż dałam jej orgazm, który wygiął ją całkowicie w łuk a z jej kwiatuszka płynął wodospad. Nastąpiła długa chwila wytchnienia oparta na głębokich pocałunkach i dotyku. Oderwałam usta i przemierzałam się do przodu ciałem nad twarzą cioci, która przeciągała po nim językiem. Przysiadłam kroczem nad jej twarzą. W odpowiedzi na moje intencje lizała mnie po myszce. Dołączyła do swojej pracy wsadzając palec w moją ciasną szparkę. Dość szybko nastąpił przypływ błogiego stanu wypełniające moje wnętrze. Zsunęłam się kładąc obok cioci, która obróciła się do mnie. Splotłyśmy nasze ciała i leżałyśmy na stopniu zanurzone lekko w wodzie. Patrzyłyśmy sobie w oczy i pieściłyśmy się dotykiem milcząc. Nie musiałyśmy nic mówić, sądzę, że nasze oczy mówiły wszystko. Jednakże przerwałam tę ciszę
    – Jest mi z Tobą cudownie ciociu… – pogładziła mnie po policzku i odparła
    – Mnie również skarbie, ale wiesz, że kiedyś będziemy musiały… pójść własnymi drogami – mówiąc to pomarkotniała podobnie jak ja, ale nie chcąc ulegać temu nastrojowi szybko stwierdziłam
    – Wiem ciociu, zdaję sobie z tego sprawę, lecz chcę być z Tobą tak długo jak to tylko możliwe pomimo tego że widujemy się sporadycznie i jesteśmy rodziną…
    – Też tego chcę. Jestem Twoją chrzestną i w jakimś stopniu jestem za Ciebie odpowiedzialna. Nie mówię o tym, co teraz robimy, bo różnie to można rozumieć – lekko się zaśmiałam – ciocia spojrzała na mnie pouczająco, posłusznie słuchałam dalej co chciała mi powiedzieć – Uważam, że jak dwoje ludzi niezależnie czy ze sobą spokrewnionych czy też nie, wyraża wolną wolę wspólnego pożycia to mają prawo do tego. Wychowanie powinno polegać na przekazywaniu wartości polegających na byciu porządnym, ale nie w fałszywym jak dla mnie tego słowa znaczeniu, oraz na szukaniu tego, co w życiu ważne jak szczęście, nie krzywdząc przy tym innych ludzi i nie naruszając ich wolności, ale w tej kwestii zdanie moje znasz, więc nie powtarzam się…Ale ad rem, po prostu zależy mi na Tobie, chcę żeby Ci w życiu ułożyło, które masz całe przed sobą.
    – Kocham Cię…i masz rację, wiem, że chcesz dla mnie jak najlepiej, ale zamiast przejmować się teraz przyszłością, wykorzystajmy teraźniejsze wspólne chwile ile się da…
    – Słuszne podejście, ja Ciebie też kocham Ty moja młoda, coraz bardziej piękniejsza córko chrzestna
    Humor się nam po tej wypowiedzi poprawił. Jednakże miałam w głowie myśl, która zaprzątała mi już jakiś czas i chciałam omówić ją z ciocią a w zasadzie jej zaproponować coś.
    – Ciociu…
    – Słucham Cię kochanie
    – Byłaś kiedyś z mężczyzną? – nigdy, nie pytałam jej o to i nie byłam zaskoczona zdziwieniem w jej oczach, ale szybko sobie z tego zażartowała
    – A co przestałam Cię interesować?
    – Nie, nie…Wiesz, że jesteś dla mnie jedyna i tak jak Ty wolę kobiety. Chcę wiedzieć tylko…  
    – Ale ciekawska dzisiaj jesteś…Owszem parę razy, jednorazowe przygody, ale to nie było to samo…
    – Zastanawiałam się nad swoją przyszłością i możliwych relacjach osobistych i tych poważnych i przejściowych… i gdyby mi się przytrafił chłopak… to nie chciałabym, aby był moim pierwszym – ciocia zaczynała rozumieć co mi chodziło  
    – Chyba domyślam się do czego zmierzasz, ale dokończ…
    – Chcę przeżyć z Tobą w pełni pierwszy raz…i tylko z Tobą…- ciocia uśmiechnęła się rozkosznie  
    – Dziękuję Ci za wyróżnienie… jest to dla mnie w jakimś stopniu zaszczyt.  Pomyślę o tym… a teraz chodźmy jeszcze popływać

    Robiło się powoli ciemno i tylko widoczny był złoty kolor zachodzącego słońca, tworzącego romantyczną aurę. Zsunęłyśmy się ze stopnia i wypłynęłyśmy na środek basenu. Temperatura zewnętrzna, jak i atmosfera była wciąż gorąca. Zatoczyłyśmy parę kółek i podpłynęłyśmy do siebie. Przytuliłam się do niej i wskoczyłam na nią oplatając ja nogami w pasie. Ciocia uniosła mnie trzymając pod pośladkami. Objęłam ją rękoma i się pocałowałyśmy. Całowałyśmy się długo i namiętne, kręcąc się w wodzie wokół osi wieńcząc tę miłą kąpiel, będącą początkiem udanych wakacji…

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Iva Lions
  • Wspomnienie porannego prysznica: Autostopowiczka

    Następnego dnia rankiem obudziłyśmy się nagie we wspólnych objęciach wzajemnym i namiętnym pocałunkiem. Rozbudziwszy się nic nie mówiłyśmy, tylko z uśmiechem patrzyłyśmy sobie głęboko w oczy, które wyrażały wszystko, co wydarzyło się poprzedniej nocy. Rumieniła się na twarzy jakby ze szczęścia, przyłożyłam dłoń do jej polika gładząc go. Czułam się w tym momencie z nią jak w raju, pomimo iż byłyśmy w tanim motelu. Nie liczyło się nic poza nią i nami, zapomniałam o całym świecie i moim poukładanym życiu. Chciałam, aby ten moment trwał jak najdłużej, ale dzień jednak powoli nabierał rozpędu. Gosia wstała i poszła do łazienki, ja leżałam i myślałam o tym, co zaszło. Miałam swoje wątpliwości, w końcu zdradziłam swojego męża i pomimo tego, że po raz pierwszy i to do tego z kobietą. Nie potrafiłam ukrywać przed sobą, że czułam się wspaniale, choć lekko mnie to przeraziło. Ta dziewczyna była piękna, a stosunek z nią był zmysłowy i pełen pasji. Zeszła noc była dla mnie czymś wyjątkowym i pierwszym w życiu, bo nigdy nie robiłam tego z kobietą, a tam i wtedy poznałam prawdziwą namiętność. Mojemu małżonkowi nic nie brakowało, ale jednak odstawał względem tej młodej. Tutaj zdawały się potwierdzać zdania, że tylko kobieta kobiecie potrafi zgotować taki błogostan. Zastanawiałam się także nad swoją zdradą wobec rodziny, ale uznałam, że będzie to moja słodka przygoda będąca innym wymiarem intymności. Z moich myśli wyrwał mnie nagle strumień wody spod prysznica. Chcąc czerpać jak najwięcej z tego wspólnego czasu, jaki nam pozostał zamierzałam go wykorzystać i jeszcze raz ponieść się namiętności razem z nią.
    Wstałam z łóżka i zakradłam się po cichu do łazienki. Stanęłam, opierając się pośladkami o umywalkę i chwilę napawałem się widokiem, stojącej tyłem przekręconej lekko bokiem młodej autostopowiczki. Strumień wody oblewał jej kapitalne, nastoletnie ciało. Był to piękny widok z samego rana. W świetle dziennym jej uroda i doskonałe ciało świeciło jeszcze większym blaskiem. Była piękna. Mogłam ją tak podziwiać bez końca. Myła spokojnie swoje kształty kostką szarego mydła. Obróciła się w moją stronę, zauważając mnie, wzdrygnęła się. Wyraźnie się nie spodziewała mojej osoby, lecz uśmiechnęła się szelmowsko. Podobało jej się, że ją podglądałam w trakcie mycia. Patrzyłam, jak powoli przesuwała dłonie w dół płaskiego brzucha i jedną ręką rozkłada namoczone wargi cipki, podczas gdy druga zaczyna ocierać się w górę i w dół jej mokrej szczeliny. Odczuwałam wzrost podniecenia, obserwując, jak moja zeszłonocna kochanka sama się rozkoszuje pod prysznicem. Widok, namydlonych krągłych piersi, zgrabnych bioder, płaskiego brzucha. Dzikim spojrzeniem dawała do zrozumienia, że zamierza pokazać jak się bawi. Oglądałam spektakl bawiącej się Gosi, czułam się napalona. Pocierała zmysłowo swoją cipkę, na co sama zniżyłam rękę na krocze, zaczynając pieścić sama swoją kobiecość. Byłam mokra, podniecona i napalona. Obie patrzyłyśmy jak zabawiamy się same. Znikała mi z widoku, gdyż para zasłaniała coraz więcej. Stan skroplony unosił się w łazience, w której było coraz bardziej gorąco. Czułam ekscytację, za którym podążyłam dalej. Szłam dalej, aby razem ponieś się uniesieniu. Odsunęłam drzwi kabiny, do której weszłam. Gosia szybko obróciła głowę, jej tworzy nie ukrywała zadowolenia. W kabinie nie było dużo miejsca, ale wystarczało go dla dwóch zgrabnych ciał o podobnym wzroście. Przybliżyłam się do niej, obróciłam ją dociskając się piersiami do jej pleców i dopasowując kroczem do zgrabnych pośladków. Czułam jej ciepło w strumieniu oblewające nasze ciała i włosy. Tuliłam się do niej coraz mocnej i rozkoszowałam się dotykiem ciała. Gładziłam ją po brzuchu i całowałam po mokrym ramieniu. Przeszłam rękoma na jej małe, zgrabne piersi. Przejechała opuszkami palców po jej sutkach, poczułam jak ciało dziewczyny zadrżało z rozkoszy. Całowałam jej plecy, jej rękę dogadzającą sobie zastąpiła moja. Teraz ja pocierałam jej cipkę, najpierw delikatnie wsłuchując się w mowę jej ciała. Z czasem robiłam to wścieklej i agresywniej. Wolną ręką wślizgnęłam się od tyłu w jej pochwę. Zasyczała. Wsadzałam palce głęboko, penetrując jej ciasną cipkę i pocierając równocześnie łechtaczkę. Ustami całowałam jej ramiona i szyję, Zagłębiałam palce coraz dalej w jej naładowane gorącem i wilgotnością wnętrze. Chciałam sprawić, aby rozpłynęła się w tej błogiej chwili, a jej ciało przeszył orgazm. Świat jak poprzedniego wieczora przestał dla nas istnieć, byłam tylko ja i ona. Penetrowałam ją dynamiczniej, oddech jej stał się dyszący a biodra jej wiły. Ręce zapierała szeroko o ścianę i drzwiczki kabiny. Przygryzłam delikatnie jej uszko, obróciła głowę odnajdując moje usta i pochłonęłyśmy się w rozkosznym pocałunku. Zamiast jęczeć w rytm mych poczynań, wpijała się mocno ustami w moje. Osiągała szczyt, wtedy zdyanamizowałam swoje ruchy rękoma. Poczułam jak osiągnęła ekstazę, która zachwiała jej równowagę. Trzymałam ją mocno, całując  po szyi i plecach mocno. Wracała do równowagi, obracała się twarzą do mnie objęłam ją w talii oraz nogą, Gosia zarzuciła ręce na mojej szyi. Nasze usta się spotkały, woda spływała po naszych ciałach, które były coraz bardziej rozgrzane i napalone na siebie. Świat przestał istnieć, byłyśmy tylko my, nasze dłonie i usta. Ocierałyśmy się o siebie, coraz mocniej, pocałunki stawały się coraz bardziej łapczywe. Gosia przejmowała inicjatywę. Chciała się zrewanżować. Przyparła mnie do ściany, całowała szyję, pieściła piersi, pragnęła zejść ustami niżej, ale nie chciałam puścić jej ust. Całowałam ją łapczywie, Gosia objęła moją nogę udami i ocierała się o dziewczynę, powolnie, ale mocno. Wolną ręką zaczęła pieścić moją kobiecość. Rozkosz coraz bardziej opanowywała moje ciało, zaczęłam osuwać się na podłogę rozchylając nogi. Moja autostopowiczka opadła razem ze mną, uklękła pod prysznicem wypinając pośladki, całowała moją kobiecość łapczywie, namiętnie i z pasją. Przeciągnęłam włosy Gosi za ucho i patrzyłam w jej oczęta. Opadająca woda pieściła nasze nagie ciała, rozpalając jeszcze mocniej. Język dziewczyny kręcił się wił na mojej mokrej i rozgrzanej kobiecości. Znów pocałowałyśmy się ustami, a jej ręka szybko zeszła między moje uda, ruszała się rytmicznie, zagłębiła palce w wnętrze. Zwinnie wsunęła jeden w moją pochwę i pobudzała me wrażliwe punkty. Rozkosz zaczęła wypełniać me ciało, mój kwiatuszek był mocniej wyczulony i wilgotny a wnętrze rozgrzane. Dołożyła drugi palec aż zamruczałam i pochylona nade mną penetrowała mnie posuwisto-zwrotnie. Nabijałam się rytmicznie pośladkami na jej palce. Dynamiczność naszych działań wprawiała mnie o zawrót głowy i jęki. Zaciskałam ręce na jej włosach,. Całowała mnie po piersiach, nie zaprzestając penetracji. Nie musiała długo pracować by dać mi rozkoszny rewanż, który miotał mną na boki. Gosia pocałowała nie głęboko. Pochłonęłyśmy się dłuższą chwilę w tym tańcu jeżyków. Mnie było trochę mało, pragnęłam smaku jej skarbu Nakazałam palcem, aby wstała, uklękłam na wysokość je kobiecości. Uniosła nogę opierając ją o drzwiczki kabiny abym miała łatwiejsze zadanie. Parzyłam jej cały czas w oczy, w których była młodzieńcza i prawdziwa namiętność. Rozszerzyłam palcami lekko jej płatki i przybliżyłam swoje usta do jej skarbu przywierając następnie do niego. Zanurzałam język w jej słodką szparkę i pieściłam ten słodki, dziewczęcy rowek. Chwyciła moją dłoń plecąc palce. Była pobudzona i wydawała z siebie przyjazne dla ucha dźwięki, które zagłuszał strumień wody. Drugą rękę położyła mi na głowie dociskając mnie bardziej do siebie. Czułam i zauważałam jak jej biodra falują, co było pięknym i rozpalającym mnie widokiem. Intensywnie wylizując jej dolinę rozkoszy, dałam jej kolejny orgazm. Wyszłyśmy i wytarłyśmy się nawzajem. Ubrałyśmy się w sypialni. Nie rozmawiałyśmy o tym, co się stało, jakby to było coś naturalnego. Opuściłyśmy pokój i zdałyśmy go w recepcji. Udałyśmy się jeszcze do bufetu na śniadanie. Cieszyłyśmy się swoim towarzystwem i wspólną nocą oraz porankiem.  
    Wsiadłyśmy do samochodu i wyruszałyśmy dalej w kierunku Wrocławia. Podróż umilałyśmy sobie  pogawędkami o różnej tematyce. Ostatecznie dojechałyśmy do miejsca wskazanego przez Gosię, znajdującego się przy blokowiskach na obrzeżach Wrocławia. Zatrzymując się spojrzałyśmy na siebie i wiedząc, że prawdopodobnie się już nie zobaczymy, chociaż różnie w życiu bywa oddałyśmy się pocałunkowi. Był namiętny i czuły i niesamowicie długi, żadna z nas nie chciała go kończyć. Jednak nasza upojna przygoda dobiegała finiszu. Wieńcząc pocałunek w oczach Gosi był ogromny żal z naszego rozstania, który sama czułam wewnątrz. Wysiadła z samochodu i skierowała się ku blokom jeszcze się oglądając, tym razem ciepło zapadając pamięcią w moim sercu. Odjechałam i kierowałam się dalej do mojego domu i rodziny. Po tym wydarzeniu, wróciłam do codziennej prozy życia starając się tego nie rozpamiętywać. Ta dziewczyna i upojna noc, wracają jednak w moich wspomnieniach, snach, nawet podczas stosunków z mężem, tak mocno wpłynęła na moją seksualność…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Iva Lions