Blog

  • Pojebany zwiazek cz. 6 -Na dwa baty!

    Na dwa baty!

     

    Po wymianie uprzejmości było jednak trochę sztywno. Alex i Maciek nadal nie wiedzieli jak maja do końca się zachować. Postanowili napić się drinka. Paulina nalała chłopakom po whisky. Sama zadowolona z zaistniałej sytuacji świętowała szampanem.

     

    Whisky pomogło. Panowie zaczęli nawet żartować.

    Co prawda, na co dzień obracamy ją oddzielnie, ale chyba dziś możemy wejść w kooperację – rzucił Alex.

    Oczywiście. Współpraca z Tobą to sama przyjemność – odpowiedział Maciek.

    Swoją drogą musimy się nią jakoś podzielić. Przecież nikt nie chce wchodzić nikomu w drogę – kontynuował.

    Myślę, ze damy radę – podsumował Alex.

     

    Panowie ja tu jestem. Dzielicie się mną jak jakąś niewolnicą. – żachnęła się Paulina

    Oczywiście chętnie oddam się wam jak rasowa dziwka – dodała już z uśmiechem.

     

    Po tej krótkiej wymianie zdań zadań zaczęli opowiadać o swoich odczuciach z trójkąta. Okazało się, że nikt z trójki nie robił tego wcześniej.

     

    Jak do nas dołączyłeś to byłem przerażony. Ale za chwile poczułem, jak Twój kutas ją rucha i wtedy zaczęło być całkiem miło – powiedział Maciek.

    Człowieku, jak zacząłeś w nią strzelać to tam było takie napięcie i pulsowanie, że sam się spuściłem – twierdził Alex.

    Chłopaki to było zajebiste czuć was w sobie w jednym momencie. A moment, kiedy się spuszczaliście to był odjazd. Myślałam, że stracę zmysły. – podsumowała Paulina.

    Chyba. Czas na drugą rundę – dodała patrząc na nasze rosnące kutasy.

     

    Przenieśliśmy się do sypialni. Paulina klęknęła przed nami i zaczęła obrabiać nasze stojące kutasy. Raz jednego raz drugiego. Lizała i ssała. Pamiętała też o lizaniu jajek. W momencie gdy ustami obrabiała jednego, drugiemu trzepała ręką.

    W pewnym momencie przerwała, spojrzała na nas, uśmiechnęła się i powiedziała – przysuńcie się do siebie chłopcy. Ramię w ramię.

     

    Dla nas była to żadna różnica. Stanęliśmy obok siebie tak, że nasze ramiona się stykały. Nasze sterczące pały były tuż obok siebie. Wtedy Paulina złapała oba i wcisnęła jej obie do ust.

    Początkowo uczucie było dziwne. Dotykać kutasem, kutasa drugiego faceta. Ale język Pauliny wędrujący pomiędzy naszymi kutasami szybko zmienił to wrażenie. Widziałem, a raczej czułem po rozmiarach penisa Maćka, że podszedł do tego tak samo jak ja. Najpierw chwile konsternacji, a następnie odjazd.

     

    Paulina ledwo mieściła nasze fiuty w buzi. Jednak dzielnie ssała i kręcą młynki językiem.

    W momencie, gdy obie fiuty były nabrzmiałe do granic wytrzymałości przestała i jak zwykle zadowolona z siebie powiedziała – no już. Wyruchajcie mnie. Maciek zaczynaj. Ja wjadę językiem w kakaowe oko Alexa.

    Skoro tak ja też wjadę w Twoje kakaowe oko dziwko – odpowiedział Maciek.

    Pokaż, na co cie stać – powiedziała prowokacyjnie Paulina.

     

    Ja rzeczywiście lubiłem rimming, a Paulina naprawdę fajnie potrafiła wylizać moją dupkę. Chętnie przydałem na taki układ.

    Ułożyłem się wygodnie na łóżku z lekko podkurczonymi nogami. Paulina nachyliła się i z dużą zaciętością zaczęła lizać moje jajka i tyłek.

    Za nią ustawił się Maciek. Wykorzystał nawilżenie, jakie po sobie zostawiłem i szybko wszedł w tyłek aż po jaja.

    Paulina, aż jęknęła, ale nie przerywała pieszczot.

    Ja patrzyłem jak obcy facet rucha moją dziewczynę w dupę jednocześnie będąc ostro pieszczonym. Nie powiem było to wszystko podniecające.

    Po kilku minutach takiej zabawy zarządziłem zmianę.

    Rozciągnę jej drugą dziurkę – zaśmiałem się.

    Ustawiłem ją w pozycji na pieska i zacząłem niespiesznie ruchać. Maciek stanął przed nią i wcisnął fiuta do ust. W tym momencie im mocniej ruchałem Paulinę tym bardziej nadziewała się ona ustami na kutasa Maćka. Momentami specjalnie uderzałem mocniej, żeby zaczęła się krztusić. Współpraca wychodziła nam całkiem nieźle.

    Tym razem to Maciek zaordynował zmianę. Dwaj ruchamy ją na kanapkę – powiedział.

    Moi dzielni chłopcy – zaśmiała się Paulina.

    Dobra. Ale słuchaj moich poleceń. Wyruchamy ją tak, że na długo to zapamięta.  – stwierdziłem.

     

    Kładźcie się – zaordynowałem.

    Nie trzeba im było dwa razy powtarzać. Maciek położył się na łóżku, a Paulina momentalnie na niego wskoczyła i nadziała na kutasa.

    Teraz złap ją mocno tak, żeby nie mgłą się wyrwać – rozkazałem.

    Maciek bez słowa objął Paulinę w taki sposób, że nie mogła się nawet ruszyć. Trzymał jej tułów i ręce w żelaznym uścisku.

     

    Co chcesz zrobić? – zapytała zaniepokojona Paulina.

     

    Zaraz się dowiesz – pomyślałem.

     

    Ustawiłem się za nią i przyłożyłem kutasa. Zdziwienie Pauliny było ogromne, kiedy zorientowała, że kutas przyłożony jest do cipki, w której tkwi już kutas Maćka.

     

    O kurwa! O kurwa! Rozerwiesz mnie ! – krzyczała w momencie jak wciskałem jej drugiego kutasa do cipki.

     

    Tak jak się spodziewałem. Był Ciasno, trochę dziwnie, bo nadal ocierałem się o kutasa innego kolesia, ale było też podniecająco. Zaczęliśmy się powoli ruszać. Nasze kutasy ocierały się o siebie i rozpychały cipkę Pauliny.

    Już po kilku ruchach Paulina krzyczała – Ja pierdolę! Jeszcze!

     

    Chyba jednak jej się spodobało. Czuliśmy obaj jak jej cipka ściska się coraz bardziej.

    Nie wytrzymałem strzeliłem. Czułem jak moja sperma wypełnia każdy centymetr cipki Pauliny. Najwyraźniej było to za wiele dla Maćka w momencie jak kończyłem się spuszczać wypalił on swoją salwę. Paulina znowu krzyczała – O boże, kurwa o boże!

    Sperma dosłownie się z niej wylewała i spływała na jaja Maćka. Padliśmy na łózko.

     

    Dziękuję chłopcy. Nigdy nawet nie marzyłam o takim wieczorze.

     

     

     

    CDN.

     

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Alex

    cała historia na profilu

  • Nie-zwykla Rodzina cz 103. – Opalanie corki

    – Dave, chodź tutaj!

    Usłyszałem głos mojej żony dochodzący z kuchni. Wstałem sprzed telewizora i udałem się do niej.

    – Co się stało?

    – Zlew jest pewnie zapchany, woda nie leci.

    Podeszłem do zlewu i przekręciłem kurek. Woda faktycznie nie leciała.

    – Faktycznie.

    – Mógłbyś to naprawić.

    – A nie lepiej wezwać hydraulika?

    – Dave, jesteś facetem czy nie? Sam mógłbyś to naprawić.

    – Ehhh…no dobrze. Tylko pójdę do garażu po klucz.

    Wyszedłem z domu i udałem się do garażu. Po drodze zobaczyłem Cassie jak się opalała w ogrodzie. Miała na sobie jedynie majtki od bikini. Jej cycki swobodnie były na wierzchu. Była nasmarowana olejkiem, ponieważ widziałem jak jej skóra świeciła. Spodobał mi się ten widok. Zrobiło mi się ciasno w spodniach.
    Cassie mnie zauważyła.

    – Podoba ci się widok tato?

    – Cassie…bardzo. Tylko nie boisz się że ktoś cię będzie podglądał?

    – Nikogo nie ma. Poza tym nie mam się czego wstydzić. – uśmiechnęła się i dotykała po cyckach.

    – To prawda. Idę do garażu po klucz. Zlew się zapchał.

    – Dobrze. Ja tutaj się opalam.

    Odwróciłem się i wszedłem do garażu. Szybko znalazłem klucz, jednak mój wzrok wciąż przyciągała moja córka. Wyjrzałem przez okno garażu. Jej piersi były takie cudowne. Nasmarowane olejkiem bardzo mnie podniecały. Jej majteczki zaczęły być mokre. Nie wiem czy od olejku, czy od czegoś innego, ale sprawiały że mogłem dostrzec jej cipkę. Nie wytrzymałem już i wyjąłem mojego nabrzmiałego już kutasa. Zacząłem go masować. Masturbowałem się oglądając moją córeczkę. Nie wstydziła się niczego. Leżała z odsłoniętymi cyckami w ogrodzie. Boże, podniecał mnie ten widok. Skupiłem się potem tylko na tej czynności. Nie zwróciłem uwagi jak ktoś wszedł do garażu, nakrywając mnie. Tym kimś była Cassie.

    – Coś tak właśnie czułam…

    – Wybacz Cassie, ja…

    Szybko chciałem schować penisa, lecz Cassie mi to uniemożliwiła. Podeszła do mnie i złapała za kutasa.

    – Spodobał ci się ten widok, prawda tatusiu?

    – Jesteś piękna Cassie.

    – Mmm…

    Wtedy Cassie kucnęła i zaczęła wkładać fiuta do ust. Jej język obracał się na moim fiucie. Ręką też zaczęła gładzić mi trzon kutasa. Niemalże doprowadziła mnie do końca, jednak w ostatniej chwili wyjęła go z buzi.

    – Mmm…jesteś cudowna Cassie.

    Cassie wstała z kolan i podeszła do stolika na narzędzia. Zrzuciła wszystko z niego, po czym zdjęła swoje majtki. Tak jak myślałem jej cipka była już mokra. Odwróciła się do mnie, opierając się o stolik.

    – Chodź do mnie teraz tato. Wiem że tego chcesz.

    Nic nie mówiąc podeszłem do niej i chwyciłem jej piersi w dłonie. Były bardzo jędrne. Mokre od olejku do opalania. Ugniatałem je przez co Cassie cicho jęknęła. Po chwili nie mogąc wytrzymać i zacząłem je całować. Smakowały nieziemsko.

    – Oh…tato…

    Zacząłem też wkładać palca do jej cipki. Pieściłem jej łechtaczkę. Wiła się z rozkoszy. Coraz szybciej masowałem jej kobiecość. Ta jęczała coraz głośniej. Zszedłem jeszcze niżej i nie zwlekając, zacząłem lizać jej cipkę. Była bardzo słodka. Ssałem jej wargi sromowe. Dawałem jej dużo rozkoszy. Zassałem łechtaczkę na co jęknęła przeciągle.
    Wstałem i zdjąłem moje spodnie.

    – Odwróć się córeczko. – ta zaśmiała się i wykonała polecenie.

    Miała tyłek wypięty w moją stronę. Wyglądał obłędnie. Potarłem kutasem koło wejścia do jej pochwy. Cassie zamruczała cicho. W końcu wsadziłem czubek, który momentalnie zniknął w środku. Potem pchnąłem do samego oporu, po same jaja. Cassie głośno jęknęła. Posuwałem ją mocno i zawzięcie. Jej pośladki klaskały pod naporem moich uderzeń. Pchałem kutasa do samego końca. Trzymałem ją silnie za biodra, a mój kutas penetrował jej pochwę jak najgłębiej. Ta dyszała i jęczała.

    – Oooooggghh….oooo…

    Podobało jej się to. Bardzo jej się podobało.
    Potem wyjąłem jej mojego fiuta.
    Cassie wykorzysując to położyła się na stole i rozłożyła nogi. Szybko wszedłem w jej cipkę. Trzymałem jej nogi w górze. Dalej ją szybko posuwałem. Córka ledwo wytrzymywała kolejnie pchnięcia. Ruchałem ją szybko i zawzięcie. Ta głośno jęczała. Jej cycki trzęsły się, co też na mnie działało.

    – Oooggh…oooggh…aaaghh…

    Zaraz potem wyszedłem z niej abyśmy zmienili pozycję. Cassie szybko wstała. Teraz ja położyłem się na stole, a córka usiadła na mnie okrakiem. Włożyła fiuta z powrotem. Zaczęła skakać na mnie za każdym razem bardziej wprowadzając kutasa do swojej pochwy. Odczuwała całą długość mojego fiuta. Było nam dobrze. Czułem że jestem naprawdę blisko. Moja córeczka głośno krzyknęła, co zrozumiałem jako że osiągnęła orgazm. Mój fiut zaczął pulsować będąc bliski wystrzału.

    – Dalej tatusiu…spuść się we mnie…ooooggghh…

    Mój fiut zaczął strzelać ładunki spermy prosto do cipy córki, która czując je, wygięła się w łuk. Po czym opadła na mnie. Sapaliśmy równocześnie.

    – Rany, za każdym razem tak mocno mnie ruchasz, tatusiu.

    – Byłaś cudowna Cassie. Wiesz jak kusić tatusia.

    – Oj tam, ja nic nie robię. – zaśmialiśmy się razem.

    Wtedy do garażu weszła moja żona. Gdy nas zobaczyła westchnęła jedynie.

    – To tłumaczy czemu cię tak długo nie było.

    – Wybacz kochanie.

    – W porządku, rozumiem. Ale skoro już skończyliście to mógłbyś Dave przyjść naprawić zlew?

    – Oczywiście. Już idę kochanie.

    Ann tylko uśmiechnęła się, po czym wyszła z garażu. Cassie nic się nie odzywała, tylko siedziała dalej mi na fiucie, głupio się uśmiechając.

    – Muszę już iść córeczko.

    – Dobrze tato…

    Wtedy Cassie uśmiechnęła się i po prostu wyszła. Bez niczego na sobie. Widziałem jak naga położyła się aby się opalać. Opalała się topless. Rany, widać nie przejmuje się niczym. Ależ ona ma cudowne ciało. Już nie patrzyłem, tylko ubrałem się, wziąłem klucz i poszedłem do domu naprawić zlew. Gdybym spojrzał to znów bym miał na nią ochotę.
    W sumie…

    C.D.N.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Mr. Morris
  • Dlug

    Witam.

    Jestem Ania, chciałam podzielić się z wami pewną historia. Wszystko wydarzyło się rok temu, ale dopiero teraz mogę mówić o tym spokojnie. Pochodzę z dobrego domu, mój tata ma firmę, która całkiem dobrze prosperowała, przynajmniej tak mi się wydawało do pewnego popołudnia.

    Wróciłam po szkole do domu jak zawsze. Zaraz po wejściu zauważyłam, że coś jest nie tak. Mama zapłakana siedziała na kanapie. Obok mamy stał wysoki dobrze zbudowany facet. Tata kazał iść mi do swojego pokoju. I tak zrobiłam, siedziałam jak na szpilkach nie wiedząc, co się dzieje.

    Usłyszałam kroki. Jeden z osiłków otworzył drzwi do mojego pokoju. Powiedział, że mam z nim iść. Wyszłam z pokoju i skierowałam się do salonu, Ten mięśniak, bo chyba  inaczej nie można go nazwać szedł za mną. Po wejściu do salonu zobaczyłam, że facet w garniturze siedział na kanapie a mama klęczała przed nim i ssała mu kutasa. Tata siedział w rogu na krześle ze spuszczoną głową.
     
    Mężczyzna spojrzał na mnie i kazał mi siąść obok niego. Początkowo chciałam się wycofać, ale wtedy mięśniak za mną złapał mnie za włosy aż krzyknęłam. Trzymając za włosy doprowadził mnie do kanapy. Usiadłam, mama cały czas ssała mu kutasa. Miałam wrażenie, że robi to bardzo intensywnie jak by chciała szybko skończyć. Mężczyzna jedna dłoń trzymał na głowie mamy i co jakiś czas odgarniał jej włosy, które ciągle się zsuwały. Druga dłoń położył na moim udzie. Powiedział, że moja mama wie, że długi się spłaca i jak widać jest bardzo zaangażowana, ale to za mało. Spytał ile mam lat. Odpowiedziałam, że 16, odparł tylko, że idealnie.

    Spytał czy sama się rozbiorę czy mają mi pomóc.

    Nie wiedziałam, co robić, ale wiedziałam, że nie mam wyboru. Powoli zaczęłam rozpinać guziki od bluzki. Rozpięłam  również stanik. Jedna ręka starałam się zasłonić moje małe piersi, ale mężczyzna tylko się uśmiechał. Kazał mi wstać. Teraz spodnie usłyszałam. Posłusznie zdjęłam spodnie i majteczki.

    Byłam szczupła dziewczyną na mojej cipeczce było niewiele włosków. Mężczyzna złapał mamę za włosy i odsunął. Wiedziałam, że teraz moja kolej. Mama siedziała na podłodze, nic nie mówiła. Podeszłam zajęłam miejsce mamy. Jego penis był cały mokry, wzięłam go do buzi wolno zaczęłam poruszać głową do dołu i do góry. Powiedział, że mam patrzeć na niego, spojrzałam do góry. Nie trwało to długo kazał mi wstać i położył mnie na kanapie. Rozłożył nogi mamie kazał lizać moją cipeczkę. Mama bez słowa podeszła i przyssała się do mojej cipki. Jego duży kutas znowu wylądował w moich ustach a jeden z osiłków podniósł mamie spódniczkę do góry i zaczął bawić się jej cipką. Kiedy w nią wszedł mama jęknęła.

    Mama pieściła mnie bardzo delikatnie. Jej języczek był tam gdzie lubiłam. W tamtym momencie wstydziłam się tego nie wiem czy mama poczuła, że zrobiłam się bardzo mokra. Mięśniak, który posuwał mamę kazał jej usiąść na łóżku i wsadził mamie kutasa do ust. Mnie natomiast oparł o oparcie kanapy i wszedł we mnie. Krzyknęłam  nie byłam przygotowana na tak dużego kutasa, ale on nic z tego sobie nie robił i posuwał mnie dalej. Na szczęście nie trwało to długo. Jego penis znowu był w moich ustach. Trzymał mnie za głowę i dociskał poczułam ciepła spermę w moich ustach. Kątem oka spojrzałam na mamę, jej twarz i usta były w spermie mama dalej go lizała zrobiłam to samo.

    Obie z mamą siedzieliśmy zmęczone na kanapie oni się ubierali. Mężczyzna podszedł do taty i powiedział, że jak za trzy dni kasy nie będzie to wrócą.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    BR
  • Przygoda w sex shopie [AI]

    Byłem podekscytowany, ale i trochę zestresowany, szykując się na to spotkanie. Nie była to moja pierwsza przygoda – umawiałem się już wcześniej z facetami na seks, oddając się chwilom, w których mogłem poczuć ich kontrolę, ale tym razem wszystko zapowiadało się inaczej, bardziej wyjątkowo. Po raz pierwszy zdecydowałem się wyjść na miasto w przebraniu – nie tylko po to, by zamknąć się w czterech ścianach i fantazjować, ale by naprawdę przejść ulicami jako ktoś inny, w pełnej damskiej odsłonie. Celem był sex shop, gdzie czekał na mnie Kuba – sprzedawca, którego poznałem na jednym z portali z anonsami. Od pierwszych wiadomości coś w nim mnie zaintrygowało – wyczułem, że rozumie moje pragnienia, te głęboko skrywane fantazje, które czasem sam bałem się nazwać.

    Stałem przed lustrem w swoim pokoju, przymierzając czarną koronkową bieliznę, którą kupiłem kilka dni wcześniej z myślą o tej nocy. Stringi delikatnie przylegały do bioder, a stanik z cienkich paseczków podkreślał kształty, które lubiłem uwydatniać, gdy oddawałem się swojej pasji do przebieranek. Uwielbiałem ten moment – zakładanie damskich ubrań, chwile, kiedy mogłem stać się kimś innym, uległym, gotowym na to, co przyniesie spotkanie z mężczyzną, który wie, jak mnie poprowadzić. Na bieliznę założyłem obcisłą, czerwoną sukienkę – krótką, ale z klasą, idealnie eksponującą moje szczupłe biodra i dającą mi zastrzyk pewności siebie, której czasem mi brakowało. Włosy ukryłem pod długą, blond peruką – jej pasma opadały miękko na ramiona, a całość zwieńczyłem lekkim makijażem: smoky eyes, by dodać spojrzeniu głębi, i czerwoną szminką, która sprawiła, że usta wydawały się pełniejsze, kuszące.

    Przechyliłem głowę, przyglądając się odbiciu. Ręce mi drżały, gdy poprawiałem perukę, ale w oczach błyszczała ekscytacja – wyglądałem dokładnie tak, jak chciałem, jak ktoś gotowy oddać się w ręce Kuby i jego tajemniczym zamiarom. Uwielbiałem się przebierać, odgrywać tę rolę – to uczucie transformacji, kiedy stawałem się bardziej kobiecy, a potem czekałem na mężczyznę, który przejmie kontrolę, działało na mnie jak narkotyk. W pokoju panowała cisza, przerywana tylko szelestem materiału i moim przyspieszonym oddechem. Wziąłem kilka głębokich wdechów, próbując opanować nerwy – w końcu to był mój debiut na zewnątrz, poza bezpiecznym azylem sypialni. Chwyciłem małą, czarną torebkę, zarzuciłem ją na ramię i rzuciłem ostatnie spojrzenie w lustro. Uśmiechnąłem się do siebie – byłem gotowy.

    Zanim zamknąłem za sobą drzwi mieszkania, poczułem, że chcę dodać tej nocy jeszcze więcej pikanterii. Wróciłem do sypialni, gdzie na łóżku leżał mój mały, czarny korek analny z błyszczącym, czerwonym kryształkiem na końcu. Wziąłem go do ręki, czując przyjemny chłód metalu pod palcami. Sięgnąłem po lubrykant stojący na nocnym stoliku – kilka kropel wylądowało na moich dłoniach, a ja rozsmarowałem je powoli, delektując się śliską konsystencją. Usiadłem na brzegu łóżka, rozchyliłem nogi i uniosłem sukienkę, odsłaniając koronkową bieliznę. Serce biło mi mocniej, a oddech przyspieszył, gdy delikatnie odsunąłem stringi na bok.

    Najpierw musnąłem palcami skórę wokół, rozprowadzając lubrykant i przygotowując się na to, co miało nadejść. Potem przyłożyłem czubek korka do wejścia – był zimny, ale to tylko wzmogło dreszcz podniecenia, który przebiegł mi po plecach. Powoli, z namaszczeniem, zacząłem go wciskać, czując, jak moje ciało najpierw stawia lekki opór, a potem ustępuje, przyjmując go coraz głębiej. Każdy centymetr rozciągał mnie delikatnie, a ja zacisnąłem zęby, wstrzymując oddech, aż w końcu korek znalazł się na swoim miejscu. Kryształek musnął moją skórę, a ja westchnąłem z rozkoszy, czując przyjemne wypełnienie i subtelne ciśnienie w środku. Poprawiłem bieliznę, opuściłem sukienkę i wstałem – każdy krok sprawiał, że czułem go w sobie, co tylko podsycało moje podniecenie.

    Wyszedłem z mieszkania, zamykając drzwi na klucz. Na klatce schodowej słychać było tylko stukot moich obcasów – czarnych szpilek, które wybrałem specjalnie na tę okazję. Zszedłem na dół, a chłodne marcowe powietrze owiało moje nogi, przyprawiając mnie o gęsią skórkę. Idąc ulicą, starałem się trzymać głowę wysoko, choć w środku czułem mieszankę ekscytacji i lekkiego zawstydzenia. Sukienka falowała przy każdym kroku, a korek w moim tyłku sprawiał, że każdy ruch był jednocześnie rozkoszą i wyzwaniem. Czułem, jak przesuwa się minimalnie w środku, drażniąc mnie i przypominając o tym, co czeka mnie w sex shopie.

    Drzwi sex shopu otworzyły się z cichym skrzypnięciem, a ja przestąpiłem próg, czując, jak moje serce bije w przyspieszonym rytmie. W środku unosił się lekki zapach kadzideł zmieszany z czymś słodkawym, może perfumami któregoś z klientów. Oświetlenie było przytłumione, czerwonawe, rzucające miękkie cienie na półki pełne gadżetów, kolorowych pudełek i lateksowych strojów. Z głośników sączyła się cicha, zmysłowa muzyka, dodając atmosferze nuty tajemnicy. Rozejrzałem się – w sklepie było kilka osób. Przy ladzie z filmami dla dorosłych stał starszy mężczyzna w płaszczu, udając, że dokładnie czyta opisy na okładkach. W kącie, przy regale z akcesoriami BDSM, młoda para szeptała coś do siebie, chichocząc i wymieniając ukradkowe spojrzenia. Nikt nie zwrócił na mnie większej uwagi, co trochę mnie uspokoiło, choć korek w moim tyłku wciąż przypominał o sobie przy każdym kroku.

    Ruszyłem w głąb sklepu, mijając wystawę z wibratorami w najróżniejszych kształtach i kolorach. wtedy go zobaczyłem – Kubę. Stał za kontuarem, pochylony nad jakąś papierkową robotą, ale podniósł wzrok, gdy tylko się zbliżyłam. Był wyższy, niż sobie wyobrażałem, z ciemnymi, lekko potarganymi włosami i przenikliwymi, zielonymi oczami, które przeszyły mnie na wylot. Na jego ustach pojawił się lekki, zadziorny uśmiech, jakby od razu wiedział, kim jestem. Miał na sobie czarną koszulkę z logo sklepu i skórzaną bransoletkę na nadgarstku, co dodawało mu trochę rockowego uroku. – „No proszę, jednak się odważyłeś” – powiedział cicho, ale w jego głosie było coś ciepłego, zachęcającego. Poczułem, jak moje policzki robią się gorące, a sukienka nagle wydała mi się jeszcze bardziej obcisła.

    Podszedłem bliżej, stając naprzeciwko kontuaru. Kuba odłożył długopis i oparł się o ladę, mierząc mnie wzrokiem od stóp do głów. – „Wyglądasz… lepiej, niż opisywałeś” – rzucił z lekkim mrugnięciem, a ja poczułem, jak korek porusza się minimalnie, gdy przestąpiłem z nogi na nogę, próbując ukryć zmieszanie. Klienci w tle nadal kręcili się po sklepie – para przy regale wybierała teraz skórzany pejcz, a mężczyzna przy filmach zerknął na nas kątem oka, zanim wrócił do swojego zajęcia. Kuba zauważył moje spojrzenie i zaśmiał się cicho. – „Spokojnie, tu nikt nie ocenia. Chodź, pokażę ci coś na zapleczu, jak tylko zrobi się luźniej” – powiedział, wskazując głową na drzwi za ladą. Jego ton sugerował, że ma dla mnie coś specjalnego, a ja poczułem, jak moje ciało reaguje na samą myśl o tym.

    Kuba skinął głową w stronę zaplecza, a ja ruszyłem za nim, czując, jak adrenalina i podniecenie mieszają się w moim ciele. Droga do drzwi na drugim krańcu sklepu wydawała się ciągnąć w nieskończoność – musieliśmy minąć wysokie regały pełne kolorowych zabawek, stojaki z lateksowymi strojami i kilku kręcących się klientów, którzy zdawali się zbyt zajęci sobą, by zwrócić na nas uwagę. Kuba szedł tuż za mną, a ja czułem jego obecność każdym nerwem. Nagle jego dłoń znalazła się na moim biodrze – delikatnie, ale zdecydowanie przesunął palcami po materiale sukienki, badając moje kształty. – „Masz niezłe ciało pod tym wszystkim” – szepnął mi do ucha, jego ciepły oddech musnął moją szyję, a ja mimowolnie wstrzymałem oddech.

    Szliśmy dalej, a on nie przestawał. Jego ręka zsunęła się niżej, na moje udo, gdzie sukienka kończyła się, odsłaniając kawałek skóry. Ścisnął mnie lekko, a potem wsunął palce pod materiał, muskając koronkę bielizny. – „Ciekawe, co jeszcze tam ukrywasz” – mruknął cicho, tak że tylko ja mogłem go usłyszeć. Moje nogi niemal ugięły się pod wpływem jego słów i dotyku, a korek w moim tyłku dodatkowo wzmagał to uczucie, drażniąc mnie przy każdym kroku. Czułem, jak moje ciało robi się gorące, a oddech przyspiesza. Spojrzałem na niego przez ramię – jego oczy błyszczały złośliwie, ale i z pożądaniem, jakby bawiło go to, jak reaguję.

    Kiedy mijaliśmy regał z olejkami i lubrykantami, Kuba przyciągnął mnie bliżej siebie, udając, że pokazuje mi coś na półce. Jego tors przylgnął do moich pleców, a ja poczułem, jak jego druga ręka wędruje na mój brzuch, zatrzymując się niebezpiecznie blisko krawędzi stringów. – „Mógłbym cię tu wziąć, wiesz? Przy wszystkich” – wyszeptał, a jego usta niemal dotykały mojego ucha. Te słowa sprawiły, że moje serce zabiło jeszcze szybciej, a w głowie zawirowało mi od obrazów, które podsuwała mi wyobraźnia. W końcu dotarliśmy do drzwi zaplecza – były wąskie, pomalowane na czarno, z małą tabliczką „tylko dla personelu”. Kuba otworzył je kluczem, wciąż trzymając mnie za biodro, i popchnął mnie lekko do środka, zamykając drzwi za nami.

    Gdy drzwi zaplecza zamknęły się za nami z cichym trzaskiem, znalazłem się w niewielkim, przytulnym pomieszczeniu. Było tu cieplej niż w sklepie, a światło sączyło się z małej lampki na biurku, rzucając miękkie cienie na ściany wyłożone ciemną tapetą. Zaplecze wyglądało jak połączenie magazynu i prywatnego kącika – kilka kartonów z towarem stało w rogu, ale na środku znajdował się wygodny, skórzany fotel, a obok niego mały stolik. Kuba puścił moje biodro i podszedł do biurka, rzucając mi przez ramię ten sam zadziorny uśmiech, który sprawiał, że moje kolana miękły. – „Mam dla ciebie małą niespodziankę” – powiedział, a jego głos brzmiał jak obietnica czegoś grzesznego.

    Otworzył szufladę i wyciągnął z niej czarną, aksamitną opaskę na oczy oraz coś, co na pierwszy rzut oka wyglądało jak mały, zdalnie sterowany wibrator z zakrzywionym końcem. Położył je na stoliku, a potem sięgnął po jeszcze jeden przedmiot – cienkie, skórzane kajdanki z metalowymi kółkami. Moje serce zadrgało, a oddech stał się płytszy, gdy zrozumiałem, co planuje. Kuba podszedł do mnie powoli, trzymając opaskę w dłoniach. – „Pomyślałem, że skoro lubisz się bawić w przebieranki, to może damy ci poczuć coś… intensywniejszego” – szepnął, a potem delikatnie założył mi opaskę na oczy, zaciemniając świat wokół mnie. Czułem zapach jego skóry – mieszankę drewna i czegoś ostrego – gdy zawiązywał ją z tyłu mojej głowy.

    Nagle wszystko stało się bardziej wyczulone: odgłos jego kroków, szelest materiału, gdy się poruszał, a nawet lekki ruch powietrza, gdy znów się zbliżył. Usłyszałem cichy klik – to kajdanki zamknęły się na moich nadgarstkach, łącząc je za moimi plecami. – „Teraz jesteś moja” – mruknął, a jego dłonie powędrowały na moje ramiona, przesuwając się w dół, aż dotarły do brzegu sukienki. Podciągnął ją powoli, odsłaniając koronkową bieliznę i korek, który wciąż tkwił we mnie. Poczułem, jak jego palce muskają kryształek, a potem usłyszałem cichy pomruk aprobaty. – „Widzę, że przyszłaś przygotowana… ale to jeszcze nie wszystko” – powiedział, po czym sięgnął po wibrator. Usłyszałem delikatne buczenie, gdy go włączył, a chwilę później poczułem, jak jego chłodna końcówka dotyka mojej skóry, drażniąc mnie przez materiał stringów. Niespodzianka Kuby była jasna – chciał mnie doprowadzić na skraj, bawiąc się moimi zmysłami i ciałem w sposób, którego nie mogłem przewidzieć.

    Ciemność pod opaską na oczy sprawiała, że każdy dotyk, każdy dźwięk stawał się wyraźniejszy, niemal elektryzujący. Kuba stał blisko – czułem ciepło jego ciała i słyszałem jego spokojny, ale głęboki oddech, który kontrastował z moim własnym, coraz bardziej urywanym. Wibrator w jego dłoni brzęczał cicho, a on przesuwał go powoli wzdłuż mojego uda, ledwie muskając skórę, jakby chciał mnie drażnić i sprawdzać, jak długo wytrzymam. – „Spokojnie, mamy czas” – szepnął mi do ucha, a jego głos był jak miód, lepki i kuszący. Potem przycisnął urządzenie mocniej, tuż pod krawędzią stringów, pozwalając wibracjom rozchodzić się po mojej skórze, ale wciąż unikając miejsca, którego najbardziej pragnęłam.

    Jego druga ręka wędrowała po moim ciele z leniwą precyzją. Najpierw przesunął palcami po mojej szyi, zatrzymując się na chwilę, by wyczuć, jak szybko bije mi puls, a potem zsunął się na obojczyk, muskając go opuszkami. Czułem, jak sukienka lekko podciąga się pod jego dotykiem, odsłaniając więcej mojego ciała. Kuba pochylił się i nagle poczułem jego usta na mojej szyi – ciepłe, miękkie, ale z nutą niecierpliwości. Złożył kilka delikatnych pocałunków, po czym przygryzł skórę zębami, wystarczająco mocno, by zostawić ślad, ale nie na tyle, by bolało. Westchnąłem cicho, a on zaśmiał się pod nosem. – „Podoba ci się, co?” – mruknął, zanim jego język prześledził linię mojego ramienia.

    Wibrator wrócił do gry, tym razem przesuwając się w górę, wzdłuż wewnętrznej strony mojego uda. Kuba bawił się tempem – raz przyspieszał, pozwalając falom przyjemności narastać, a potem zwalniał, zostawiając mnie w stanie rozedrganej tęsknoty. W końcu dotarł do korka, który wciąż tkwił we mnie, i przyłożył wibrator do jego podstawy. Wibracje przeniosły się głębiej, intensywne i pulsujące, a ja zacisnąłem dłonie w kajdankach, próbując utrzymać równowagę. – „Czuć to, prawda?” – zapytał z lekką drwiną, a ja tylko skinąłem głową, niezdolny do wydobycia z siebie słów.

    Jego dłonie znów się poruszyły – tym razem zsunął ramiączka sukienki z moich ramion, odsłaniając koronkową bieliznę i drażniąc moje sutki przez materiał palcami. Ścisnął je lekko, a potem puścił, powtarzając ten ruch kilka razy, aż moje ciało zaczęło reagować samoistnie, wyginając się ku niemu. Wibrator zszedł niżej, muskając mnie przez stringi, a ja poczułem, jak robię się coraz bardziej wrażliwy na każdy jego ruch. Kuba klęknął przede mną – usłyszałem szelest jego ubrań – i nagle jego oddech ogrzał moje biodra. Pocałował mnie przez materiał bielizny, powoli i celowo, a potem odsunął się, zostawiając mnie z uczuciem niedosytu. – „Jeszcze nie teraz” – powiedział, wstając i chwytając mnie za biodra, by przyciągnąć bliżej siebie. Czułem jego twardość przez spodnie, gdy otarł się o mnie, a gra wstępna zdawała się nie mieć końca, budując napięcie, którego nie mogłem już dłużej ignorować.

    Napięcie w moim ciele narastało, a Kuba zdawał się to doskonale wyczuwać. Znów usłyszałem cichy śmiech, gdy odsunął się na chwilę, pozostawiając mnie w stanie rozedrganej niepewności. – „Myślę, że pora na coś nowego” – powiedział, a w jego głosie pojawiła się nuta władczości, która sprawiła, że moje serce zabiło jeszcze mocniej. Poczułem, jak jego dłonie zsuwają moje stringi w dół, zatrzymując się na wysokości ud, by odsłonić korek, który wciąż tkwił we mnie. Chwycił kryształek i poruszył nim lekko, drażniąc mnie, zanim powoli, z niemal ceremonialną precyzją, zaczął go wyciągać. Czułem, jak moje ciało reaguje na każdy ruch – najpierw opór, a potem ulga, gdy korek opuścił mnie całkowicie, zostawiając po sobie przyjemne uczucie pustki i oczekiwania.

    Kuba nie dał mi jednak czasu na oddech. Usłyszałem, jak sięga po wibrator – ten sam, który wcześniej mnie drażnił – i chwilę później poczułem jego chłodną, wibrującą końcówkę przy moim wejściu. – „Zobaczymy, jak ci się to spodoba” – mruknął, a potem, bez ostrzeżenia, wsunął go do środka, powoli, ale stanowczo. Wibracje rozeszły się po moim ciele, głębsze i intensywniejsze niż te od korka, a ja jęknąłem mimowolnie, nie mogąc się powstrzymać. Ustawił go na wyższy poziom, a ja poczułem, jak moje nogi drżą, gdy urządzenie pulsowało we mnie, docierając do miejsc, które sprawiały, że traciłem kontrolę.

    Nagle rozległ się ostry dźwięk – zanim zdążyłem się zorientować, jego dłoń wylądowała na moim pośladku z głośnym plaśnięciem. Klaps był szybki, ale mocny, pozostawiając po sobie piekący ślad i falę gorąca, która rozlała się po mojej skórze. – „Za głośno jęczysz” – powiedział z udawaną surowością, a potem uderzył jeszcze raz, tym razem po drugiej stronie. Każdy klaps sprawiał, że wibrator poruszał się we mnie minimalnie, potęgując doznania. Zacisnąłem zęby, ale z mojej piersi i tak wyrwał się stłumiony dźwięk, co tylko go rozbawiło. – „No proszę, lubisz to” – rzucił, a jego dłoń znów uniosła się w górę, tym razem zatrzymując się na chwilę, by przeciągnąć palcami po zaczerwienionej skórze, zanim zadał kolejny cios.

    Wtedy sięgnął po coś jeszcze – usłyszałem metaliczny brzęk, a chwilę później poczułem, jak coś zimnego i gładkiego zamyka się wokół mojej szyi. To była obroża, cienka, ale solidna, z małym kółkiem z przodu. Kuba pociągnął za nią lekko, zmuszając mnie, bym wyprostował się bardziej, a kajdanki na moich nadgarstkach zadzwoniły, gdy próbowałem się poruszyć. – „Teraz jesteś grzeczny” – szepnął, a jego palce przesunęły się po obroży, by sprawdzić, czy dobrze leży. Wibrator wciąż pracował we mnie, a on bawił się pilotem, zmieniając rytm wibracji – raz szybkie i gwałtowne, raz powolne i głębokie. Kolejny klaps spadł na moje udo, a ja wygiąłem się w łuk, czując, jak granica między bólem a przyjemnością zaciera się coraz bardziej. Kuba przyciągnął mnie bliżej, jego oddech znów musnął moje ucho. – „Mogę tak całą noc”, obiecywał, a ja wiedziałem, że mówi poważnie.

    Kuba odsunął się na chwilę, a ja usłyszałem szelest materiału – to znak, że coś się zmienia. Wibracje we mnie wciąż pulsowały, ale teraz towarzyszyło im nowe napięcie, gdy zdałem sobie sprawę, że on też chce czegoś dla siebie. – „Myślisz, że tylko ty będziesz się dobrze bawić?” – powiedział z lekką chrypką w głosie, a potem usłyszałem, jak rozpinają się guziki jego spodni, a zamek błyskawiczny sunie w dół. Materiał opadł na podłogę z cichym szelestem, a chwilę później poczułem, jak jego koszulka ląduje gdzieś obok. Stał przede mną, niemal nagi – czułem ciepło jego ciała i zapach jego skóry, który teraz był jeszcze intensywniejszy, mieszając się z nutą podniecenia.

    Chwycił mnie za obrożę, pociągając lekko, by przyciągnąć mnie bliżej. – „Na kolana” – rozkazał, a jego ton był stanowczy, ale nie pozbawiony tej zadziornej nuty, która tak mnie kręciła. Z opaską na oczach i kajdankami na nadgarstkach posłuchałem, opadając na podłogę zaplecza. Wibrator wciąż pracował we mnie, a każdy ruch sprawiał, że wibracje rozchodziły się po moim ciele, potęgując uczucie poddania. Kuba stał nade mną – czułem jego bliskość, gdy jego dłoń przesunęła się na mój kark, kierując mnie tam, gdzie chciał. – „Pokaż, co potrafisz” – mruknął, a ja wyczułem go tuż przed sobą, twardego i gotowego.

    Najpierw musnąłem go ustami, powoli, badając kształt i ciepło. Westchnął cicho, co dodało mi śmiałości. Wziąłem go głębiej, starając się poruszać językiem tak, by sprawić mu jak najwięcej przyjemności. Jego dłoń na moim karku zacisnęła się lekko, prowadząc mnie w rytmie, który mu odpowiadał. – „Dobrze… właśnie tak” – wyszeptał, a jego głos drżał lekko z podniecenia. Po chwili jednak pociągnął za obrożę, zmuszając mnie, bym się odsunął. – „Teraz niżej” – powiedział, a ja zrozumiałem, czego chce. Przesunąłem się w dół, czując jego skórę pod wargami, aż dotarłem do jąder. Zacząłem je lizać, najpierw delikatnie, okrężnymi ruchami języka, a potem mocniej, wsłuchując się w jego reakcje.

    Kuba westchnął głębiej, a jego dłoń przesunęła się na moje włosy, chwytając perukę i przyciągając mnie bliżej. – „Kurwa, jesteś w tym dobry” – rzucił, a jego ton zdradzał, że traci nad sobą kontrolę. Wibrator we mnie przyspieszył – musiał znów sięgnąć po pilot – a ja poczułem, jak moje ciało reaguje na wszystko naraz: na jego smak, na wibracje, na klapsy, które wciąż piekły na mojej skórze. Kuba oddychał coraz ciężej, a ja kontynuowałem, starając się go zadowolić, czując, że należy mu się to po tym, co dla mnie zrobił.

    Kuba oddychał ciężko, a jego dłoń na mojej obroży zacisnęła się mocniej, gdy nagle przerwał moje starania. – „Dość tego” – warknął, a w jego głosie słychać było palącą potrzebę. Pociągnął mnie za obrożę w górę, zmuszając, bym wstał z kolan. Czułem, jak moje nogi drżą od wibratora, który wciąż pulsował we mnie, ale on nie dał mi chwili na złapanie oddechu. – „Chodź tu” – rozkazał, a potem zaczął mnie prowadzić przez zaplecze. Z opaską na oczach mogłem tylko zgadywać, dokąd zmierzamy, ale po kilku krokach usłyszałem skrzypnięcie sprężyn – to musiało być łóżko, o którym wcześniej nie wspomniał. Pchnął mnie na nie stanowczo, a ja upadłem na miękki materac, czując, jak sukienka podciąga się jeszcze wyżej.

    Usłyszałem, jak Kuba zdejmuje resztę ubrań – cichy szelest materiału i brzęk paska, który wylądował na podłodze. Potem jego dłonie znów były na mnie, chwytając mnie za biodra i obracając tak, bym klęczał na czworakach. Obroża napięła się, gdy pociągnął za nią jeszcze raz, ustawiając mnie dokładnie tak, jak chciał. – „Teraz cię wyrucham” – powiedział niskim, ochrypłym głosem, a ja poczułem, jak wyciąga wibrator z mojego tyłka, zostawiając mnie na moment pustym i spragnionym. Wibracje ustały, ale moje ciało wciąż drżało od ich echa.

    Chwilę później usłyszałem, jak otwiera opakowanie prezerwatywy – szybki trzask folii i szelest, gdy ją zakładał. Jego dłonie wróciły na moje biodra, ściskając je mocno, a potem poczułem go – twardego, gorącego, napierającego na moje wejście. Wszedł powoli, ale zdecydowanie, rozciągając mnie i wypełniając w sposób, który sprawił, że jęknąłem głośno w poduszkę. – „Cicho, suko” – rzucił, dając mi klapsa na pośladek, zanim zaczął się poruszać. Ruchał mnie na pieska, rytmicznie i głęboko, a każdy jego ruch sprawiał, że obroża lekko dusiła mnie przy szyi, dodając doznaniom nuty dominacji.

    Jego biodra uderzały o moje z każdym pchnięciem, a ja czułem, jak moje ciało poddaje się całkowicie – skóra piekła od klapsów, mięśnie drżały z wysiłku, a przyjemność narastała z każdą chwilą. Kuba chwycił obrożę mocniej, ciągnąc moją głowę do tyłu, co zmusiło mnie do wygięcia pleców w łuk. – „Lubisz to, co?” – wysapał, przyspieszając tempo, a ja mogłem tylko przytaknąć, niezdolny do słów, zatopiony w fali doznań, którą mi dawał.

    Leżąc na łóżku, z twarzą wtuloną w poduszkę i biodrami uniesionymi pod naporem Kuby, czułem, jak każdy jego ruch przeszywa mnie na wskroś. To było coś więcej niż fizyczne doznanie – jego twardość wypełniała mnie całkowicie, rozciągając i drażniąc każdy wrażliwy punkt w moim wnętrzu. Przy każdym pchnięciu moje ciało przeszywał dreszcz, mieszanka lekkiego bólu i obezwładniającej przyjemności, która sprawiała, że moje mięśnie napinały się i rozluźniały w rytm jego ruchów. Obroża na mojej szyi lekko się zaciskała, gdy ciągnął za nią, co dodawało uczucia bezbronności i całkowitego oddania. Czułem gorąco jego skóry na mojej, mokrej od potu, a każdy klaps, który lądował na moich pośladkach, wysyłał fale ciepła w górę mojego kręgosłupa. To był chaos zmysłów – jego oddech, sapanie, szorstkość dłoni na moich biodrach i głębokie, nieustępliwe pchnięcia, które sprawiały, że traciłem kontakt z rzeczywistością, zatapiając się w czystej, animalistycznej rozkoszy.

    Kuba przyspieszył, jego ruchy stały się mniej rytmiczne, bardziej desperackie. – „Cholera, zaraz dojdziesz ze mną” – wysapał, a jego głos był napięty, niemal złamany od narastającego podniecenia. Chwycił mnie mocniej za biodra, wbijając palce w moją skórę, a ja poczułem, jak jego ciało napina się za mną. Jego oddech stał się urywany, a pchnięcia krótsze, ale głębsze, jakby chciał się zagubić we mnie całkowicie. Nagle wydał z siebie niski, gardłowy jęk – to był dźwięk czystej ulgi i ekstazy. Czułem, jak jego mięśnie drżą, gdy doszedł, a jego ruchy zwolniły, stając się bardziej leniwe, ale wciąż intensywne. W środku mnie pulsowało ciepło, a on trzymał mnie blisko, dysząc ciężko, jakby nie chciał jeszcze puścić. – „Kurwa, to było… niesamowite” – wychrypiał, opadając na mnie na chwilę, zanim wycofał się powoli, zostawiając mnie z uczuciem spełnienia i lekkiej pustki.

    Po tym, jak Kuba powoli się wycofał, opadłem na łóżko, wciąż czując echo jego dotyku na swoim ciele. Materac zaskrzypiał, gdy on również położył się obok, a jego oddech stopniowo się uspokajał. Przez chwilę panowała cisza – przerywana tylko szumem klimatyzacji w tle i odległymi odgłosami sklepu za drzwiami zaplecza. Zdjął mi opaskę z oczu, a ja zamrugałem, przyzwyczajając się do przytłumionego światła. Spojrzałem na niego – leżał na boku, z potarganymi włosami i lekkim uśmiechem na twarzy, który zdradzał zarówno zmęczenie, jak i zadowolenie. – „No i jak, warto było się przebrać?” – rzucił żartobliwie, przeciągając się leniwie.

    Uśmiechnąłem się słabo, wciąż trochę oszołomiony. – „Myślę, że tak… Chociaż nogi mi jeszcze drżą” – odpowiedziałem, a on zaśmiał się cicho, przesuwając dłonią po moim ramieniu. – „To dobrze, znaczy, że się postarałem” – odparł z lekką dumą w głosie.

    Przez chwilę leżeliśmy w milczeniu, oddychając w swoim towarzystwie, a ja czułem, jak napięcie powoli spływa z mojego ciała, ustępując miejsca przyjemnemu zmęczeniu. Kuba leżał obok, wciąż z lekkim uśmiechem na twarzy, a jego oddech stopniowo się uspokajał. Po chwili przerwał ciszę, zerkając na mnie z ukosa. – „Wiesz, serio myślałem, że się rozmyślisz i nie przyjdziesz” – powiedział, a potem jego wzrok przesunął się po mnie, zatrzymując na sukience. – „Wyglądasz lepiej, niż się spodziewałem. Ta czerwona kiecka i cała reszta… cholera, dobrze ci w tym kobiecym przebraniu.”

    – „Dzięki… Ty też nieźle się spisałeś” – mruknąłem, wciąż lekko oszołomiony, a on uniósł brew, jakby chciał rzucić żartobliwe „tylko nieźle?”. Zamiast tego przewrócił się na bok, podparł głowę ręką i spojrzał na mnie z błyskiem w oku. – „Wpadnij jeszcze kiedyś, co? To nie musi być jednorazowa akcja” – zaproponował, a jego ton nabrał figlarnej nuty. – „Mam kilka pomysłów na następny raz. Moglibyśmy pójść w przebieranki na poważnie – ty w jakimś lateksowym stroju, ja z batem w ręku. Albo zamknęlibyśmy się tu po godzinach, rozstawił kamerę i nakręcili coś sprośnego, tylko dla nas. Co ty na to?”

    Uśmiechnął się szerzej, a ja poczułem, jak jego słowa i ten komplement – „dobrze ci w tym kobiecym przebraniu” – rozpalają we mnie iskierkę ekscytacji na myśl o kolejnym spotkaniu. Odwróciłem wzrok, próbując ukryć lekki uśmiech, ale wiedziałem, że ta noc zostawiła we mnie ślad – i że Kuba, z tym swoim spojrzeniem i obietnicą, jeszcze nie raz mnie zaskoczy.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    yummya
  • Do trzech razy sztuka – czesc 1 [AI]

    W małym, przytulnym mieszkaniu na obrzeżach miasta, gdzie wieczory pachniały wilgotnym powietrzem i odległym szumem ulic, 24-letni student o imieniu Kuba prowadził swoje codzienne, podwójne życie. Za dnia był spokojnym, nieco nieśmiałym chłopakiem, który ślęczał nad książkami i unikał spojrzeń innych – drobny, smukły, o delikatnych rysach twarzy i cichym głosie. Ale gdy zapadał zmrok, a zasłony szczelnie zasłaniały okna, Kuba stawał się Kasią – zmysłową, uległą dziewczyną, która od lat pielęgnowała w sobie tę tajemną tożsamość.

    Przebieranie się nie było dla niego czymś nowym. Już jako nastolatek, w tajemnicy przed wszystkimi, zakradał się do szafy matki, wyciągając z niej miękkie, jedwabiste pończochy i koronkowe halki. Początkowo robił to z ciekawości, ale z czasem poczuł, jak materiał przyjemnie otula jego skórę, a odbicie w lustrze – zgrabne nogi, podkreślone biodra – budzi w nim coś więcej niż tylko fascynację. To był początek. Z biegiem lat kolekcja Kasi rosła: delikatne sukienki w kwiaty, czarne stringi z cieniutkiej koronki, satynowe staniki, które idealnie opinały jego wątłą klatkę piersiową. Nauczył się też podkreślać swoje kobiece wcielenie – lekki makijaż, szminka w odcieniu malinowej czerwieni, peruka z długimi, ciemnymi lokami, która spływała mu na ramiona. Patrząc w lustro, nie widział już Kuby – widziała Kasia, gotowa oddać się swoim najskrytszym pragnieniom.

    Te pragnienia narastały z każdym dniem. Kasia wiedziała, że jej ciało nie pasuje do męskich standardów – mały penis, który nigdy nie dawał jej pewności siebie w relacjach z kobietami, stał się dla niej symbolem porażki. Ale zamiast walczyć z tym, co ją ograniczało, postanowiła to wykorzystać. Zamiast być mężczyzną, który nie potrafi sprostać oczekiwaniom, stała się kobietą, która może je spełniać – na swój sposób. Uległość była jej siłą, a pasywność w seksie dawała jej rozkosz, jakiej wcześniej nie znała.

    W samotności Kasia eksperymentowała od dawna. W szufladzie pod łóżkiem trzymała swoje skarby – wibratory o różnych rozmiarach, analne korki z połyskującymi kryształkami na końcach, miękkie dilda, które kupowała w sekrecie przez internet. Wieczorami, kiedy była sama, zakładała swoją ulubioną czerwoną bieliznę – koronkowy komplet, który podkreślał jej smukłe uda i płaski brzuch. Siadała na brzegu łóżka, rozchylając nogi, i powoli sięgała po jedną z zabawek. Najpierw delikatnie masowała się przez materiał majtek, czując, jak wilgoć i ciepło rozchodzą się po jej ciele. Potem zsuwała stringi na bok, a jej oddech przyspieszał, gdy zimny silikon dotykał wrażliwej skóry. Wsuwała zabawkę powoli, delektując się każdym centymetrem, wyobrażając sobie, że to czyjeś dłonie prowadzą ją w tym tańcu rozkoszy. Jej drobne ciało wyginało się w łuk, a ciche jęki wypełniały pokój, gdy docierała do granic swoich fantazji. Czasem zakładała korek analny i zostawiała go na całą noc, czując przyjemne pulsowanie, które towarzyszyło jej nawet we śnie.

    Te chwile były jej tajemnicą, ale z czasem przestały wystarczać. Kasia chciała więcej – chciała poczuć prawdziwe dłonie na swoim ciele, usłyszeć męski głos szepczący jej imię, oddać się komuś, kto zobaczy w niej kobietę, którą zawsze pragnęła być. I tak zaczęła się jej przygoda poza bezpiecznymi ścianami mieszkania – spotkania z mężczyznami, którzy nie znali Kuby, ale pragnęli Kasi. Każde z nich było jak nowa strona w jej historii, pełnej poddania, pragnienia i pikantnej rozkoszy, którą dopiero miała odkryć.

    Kasia spędziła kolejne dni, przeglądając strony z ogłoszeniami erotycznymi, z sercem bijącym szybciej za każdym razem, gdy otwierała nową wiadomość. W końcu natknęła się na Adama – mężczyznę o głębokim, ciepłym tonie w wiadomościach, który od razu zaintrygował ją swoją pewnością siebie i szacunkiem, jakim ją obdarzył. Pisał, że ma 32 lata, jest wysoki, dobrze zbudowany, a w jego słowach wyczuwała nutę dominacji, która działała na nią jak magnes. Rozmawiali przez kilka dni – najpierw ostrożnie, wymieniając uprzejmości, potem coraz śmielej, gdy Kasia ujawniła, kim naprawdę jest. Adam nie tylko nie miał nic przeciwko temu, ale zdawał się być jeszcze bardziej zainteresowany. „Lubię kobiety takie jak ty – delikatne, uległe, z tajemnicą w oczach” – napisał kiedyś, a te słowa sprawiły, że Kasia poczuła dreszcz przebiegający wzdłuż kręgosłupa.

    W końcu padła propozycja spotkania. Adam zasugerował klub na obrzeżach miasta – miejsce znane jako bezpieczna przystań dla transseksualistów, crossdresserów i tych, którzy szukali czegoś poza utartymi schematami. „Poczujesz się tam swobodnie, Kasiu. Będziesz mogła być sobą” – przekonywał, a jego słowa brzmiały jak obietnica, której nie mogła odrzucić. Zgodziła się, choć w jej głowie kotłowały się mieszane uczucia – ekscytacja przeplatała się z lekkim strachem przed nieznanym.

    Dzień spotkania nadszedł szybko. Kasia spędziła godziny przed lustrem, przygotowując się na ten wieczór. Wybrała czarną, obcisłą sukienkę z głębokim dekoltem, która podkreślała jej smukłą sylwetkę i delikatne krągłości, jakie udawało jej się wyczarować dzięki dobrze dobranej bieliźnie. Pod spód założyła koronkowe stringi i pas do pończoch, czując, jak materiał delikatnie ociera się o jej skórę przy każdym kroku. Dopełnieniem były czarne pończochy z cienkim szwem z tyłu i szpilki, w których jej nogi wydawały się dłuższe i bardziej kobiece. Makijaż był subtelny, ale zmysłowy – smoky eyes, które dodawały jej spojrzeniu głębi, i krwistoczerwona szminka, która kontrastowała z bladą cerą. Gdy założyła perukę i przeczesała loki palcami, spojrzała na swoje odbicie – Kasia była gotowa.

    Klub znajdował się w starej kamienicy, ukryty za niepozornymi drzwiami z małym neonowym szyldem. W środku panował półmrok rozświetlany kolorowymi światłami, a powietrze wypełniała pulsująca muzyka i zapach perfum zmieszany z czymś bardziej ziemistym. Kasia weszła niepewnie, czując na sobie spojrzenia innych – mężczyzn, kobiet, osób o nieokreślonej płci, wszyscy w swoich najlepszych, często odważnych strojach. Poczuła się jednocześnie onieśmielona i podekscytowana tym, że nikt tu nie oceniał, nikt nie pytał o przeszłość.

    Adam czekał przy barze, dokładnie taki, jak go opisał – wysoki, o szerokich ramionach, w ciemnej koszuli rozpiętej przy kołnierzyku. Gdy ją zobaczył, uśmiechnął się szeroko i podszedł, wyciągając rękę. „Kasia, prawda? Wyglądasz jeszcze lepiej, niż sobie wyobrażałem” – powiedział, a jego głos, głęboki i lekko zachrypnięty, sprawił, że jej policzki zapłonęły. Uścisnął jej dłoń, ale zaraz potem położył dłoń na jej talii, prowadząc ją w stronę stolika w kącie. Czuła ciepło jego palców przez cienki materiał sukienki, a jej ciało reagowało niemal natychmiast – oddech stał się płytszy, a w dole brzucha pojawiło się znajome, przyjemne mrowienie.

    Usiedli blisko siebie, tak blisko, że ich uda niemal się stykały. Adam zamówił drinki, ale Kasia ledwo zwracała uwagę na to, co pije – cała jej uwaga skupiona była na nim. Rozmawiali, śmiali się, a on co chwilę dotykał jej ramienia, przeciągał palcami po jej dłoni, jakby testując jej reakcje. W końcu nachylił się bliżej, jego usta znalazły się tuż przy jej uchu. „Wiesz, Kasiu, odkąd tu weszłaś, nie mogę oderwać od ciebie wzroku. Chciałbym zobaczyć, jak bardzo uległa potrafisz być” – wyszeptał, a jego oddech musnął jej skórę, wywołując falę gorąca, która rozlała się po całym jej ciele. Poczuła, jak jej mięśnie się rozluźniają, a jednocześnie napinają w oczekiwaniu. W tym momencie wiedziała, że chce mu się oddać – tu, w tym klubie, wśród obcych spojrzeń, albo gdziekolwiek, gdzie on ją zabierze.

    Kasia poczuła, jak atmosfera między nimi gęstnieje, a słowa Adama wciąż wybrzmiewają w jej głowie, rozpalając w niej ciekawość i pragnienie. Jego bliskość, ciepło jego dłoni na jej skórze, sposób, w jaki na nią patrzył – to wszystko budziło w niej chęć, by pójść o krok dalej, ale jednocześnie chciała go sprawdzić, zobaczyć, jak daleko się posunie. Przechyliła się lekko w jego stronę, opierając łokieć na stole, a jej oczy błysnęły figlarnym uśmiechem. Czuła, jak sukienka lekko podciąga się na jej udzie, odsłaniając skrawek koronki pończoch – drobny gest, który nie umknął jego uwadze.

    „Mówisz, że chciałbyś zobaczyć, jak bardzo uległa potrafię być” – zaczęła powoli, jej głos był miękki, ale z nutą prowokacji. Przesunęła palcem po brzegu kieliszka, jakby od niechcenia, a potem spojrzała mu prosto w oczy. „Ale co byś zrobił, gdybyś mógł mi rozkazywać? Co kazałbyś mi zrobić… tutaj, teraz?” Jej serce zadrżało, gdy wypowiadała te słowa, ale jednocześnie czuła dreszczyk ekscytacji. Chciała go podpuścić, dowiedzieć się, jakie granice on sam jest gotów przekroczyć, a jednocześnie oddać się tej grze, która już teraz sprawiała, że jej ciało drżało z niecierpliwości.

    Adam uniósł brew, a na jego ustach pojawił się lekki, niemal drapieżny uśmiech. Odchylił się na krześle, mierząc ją wzrokiem od stóp do głów, jakby zastanawiał się, od czego zacząć. Przez chwilę milczał, a cisza między nimi była niemal namacalna, wypełniona napięciem, które sprawiało, że Kasia czuła mrowienie na karku. W końcu pochylił się znów do niej, jego usta były tak blisko jej ucha, że mogła poczuć ciepło jego oddechu. „Chciałbym, żebyś wstała” – powiedział cicho, ale stanowczo. „Żebyś przeszła się powoli po sali, tak, żebym mógł patrzeć, jak się poruszasz, jak ta sukienka opina twoje ciało. A potem wróciła do mnie i usiadła mi na kolanach, pozwalając mi dotykać cię dokładnie tam, gdzie bym chciał.”

    Jego słowa były jak iskra, która wznieciła płomień w jej wnętrzu. Kasia poczuła, jak jej oddech przyspiesza, a skóra na ramionach pokrywa się gęsią skórką. Wyobraziła sobie, jak wstaje, jak wszystkie spojrzenia w klubie kierują się na nią, jak jej biodra kołyszą się w rytmie muzyki, a on obserwuje ją z tym swoim intensywnym, palącym wzrokiem. Myśl o tym, że mogłaby usiąść mu na kolanach, poczuć jego dłonie na swoich udach, może nawet wyżej, sprawiła, że jej ciało zareagowało falą ciepła, a w dole brzucha pojawiło się znajome, pulsujące napięcie. Ale nie chciała jeszcze się poddać – nie całkowicie. Przechyliła głowę, udając zamyślenie, a potem uśmiechnęła się zadziornie.

    „To wszystko? Myślałam, że masz w głowie coś bardziej… kreatywnego” – rzuciła, bawiąc się kosmykiem włosów, który opadł jej na twarz. Chciała go sprowokować, zobaczyć, jak daleko może go popchnąć, zanim naprawdę przejmie kontrolę. Jej serce biło jak oszalałe, a w głowie kłębiły się obrazy – jego ręce przesuwające się po jej ciele, jego głos szepczący kolejne rozkazy. Czuła się jednocześnie bezbronna i potężna, jakby ta gra dawała jej władzę, której nigdy wcześniej nie miała.

    Adam zaśmiał się cicho, ale w jego oczach zapalił się błysk, który zdradzał, że nie zamierza się wycofać. „Dobrze, Kasiu, chcesz więcej?” – powiedział, a jego ton stał się niższy, bardziej władczy. „Kazałbym ci zejść pod stół. Tutaj, przy wszystkich. Rozpiąć mi spodnie i pokazać, jak dobrze potrafisz mnie zadowolić, podczas gdy ja siedziałbym spokojnie, popijając drinka. A ty robiłabyś to cicho, posłusznie, wiedząc, że każdy wokół mógłby się domyślić, co się dzieje.”

    Kasia wstrzymała oddech. Jego słowa były jak cios – ostry, bezpośredni, a jednocześnie tak podniecający, że niemal poczuła, jak jej ciało mięknie pod ich ciężarem. Wyobraziła sobie siebie na kolanach, pod stołem, w półmroku klubu, z muzyką dudniącą w tle, czując jego dłonie we włosach, prowadząc ją. Jej policzki zapłonęły, a wargi rozchyliły się mimowolnie, zdradzając, jak bardzo ta wizja na nią działa. Nie mogła oderwać od niego wzroku, czując, że granica między podpuszczaniem a rzeczywistym pragnieniem zaczyna się zacierać. Chciała odpowiedzieć, rzucić mu kolejne wyzwanie, ale jej głos uwiązł w gardle, a ciało domagało się, by oddać się tej fantazji – może nie od razu, ale krok po kroku.

    Kasia przez chwilę milczała, jej oddech był nierówny, a myśli pędziły w chaosie między pragnieniem a lekkim zawstydzeniem, które tylko podsycało jej podniecenie. Słowa Adama wciąż wisiały w powietrzu, ciężkie i kuszące, a jego spojrzenie – ciemne, intensywne – zdawało się przenikać ją na wylot. Nie mogła dłużej ukrywać, jak bardzo ją to poruszyło. Jej ciało zdradzało ją samo – drżenie rąk, ciepło rozlewające się po udach, wilgoć, którą czuła pod cienkim materiałem stringów. Ale nie chciała jeszcze całkowicie się poddać – nie tak łatwo. Postanowiła pociągnąć tę grę dalej, sprawdzić, jak daleko oboje mogą dojść, zanim napięcie między nimi eksploduje.

    „Pod stołem, mówisz?” – zaczęła, starając się nadać swojemu głosowi lekki, zadziorny ton, choć jej serce waliło jak oszalałe. Przechyliła się bliżej, tak że jej usta znalazły się zaledwie kilka centymetrów od jego twarzy, a jej dłoń – jakby przypadkiem – spoczęła na jego udzie. „A co, jeśli nie jestem taka cicha, jak myślisz? Co, jeśli wszyscy by usłyszeli, jak bardzo mi się to podoba?” Jej palce delikatnie zacisnęły się na jego nodze, a ona sama poczuła, jak fala śmiałości miesza się z uległością, którą tak bardzo chciała mu oddać.

    Adam uśmiechnął się szerzej, ale w jego oczach błysnęło coś nowego – mieszanka zaskoczenia i zadowolenia. „Jesteś odważniejsza, niż myślałem, Kasiu” – powiedział, a jego dłoń powędrowała na jej talię, przyciągając ją jeszcze bliżej. Poczuła twardość jego palców przez materiał sukienki, a potem, jak powoli przesuwają się w dół, zatrzymując się na brzegu jej pończoch. „Skoro chcesz grać, to może zaczniemy od czegoś prostszego. Wstań. Zrób to, o co prosiłem wcześniej. Pokaż mi, jak się poruszasz. A potem zobaczymy, co jeszcze mogę z tobą zrobić.”

    Jego ton nie zostawiał miejsca na dyskusję, a Kasia poczuła, jak jej ciało reaguje niemal instynktownie. Wstała powoli, czując, jak sukienka opina jej biodra, a szpilki dodają jej ruchom zmysłowej pewności. Klub pulsował wokół niej – muzyka, śmiechy, rozmowy – ale w tamtej chwili liczył się tylko Adam i jego wzrok, który śledził każdy jej krok. Ruszyła przed siebie, kołysząc biodrami, świadoma, że materiał sukienki podkreśla każdy ruch jej smukłych nóg. Obróciła się lekko, rzucając mu spojrzenie spod rzęs, a potem przeszła kilka kroków wzdłuż sali, czując na sobie nie tylko jego oczy, ale i przypadkowe spojrzenia innych. To ją onieśmielało, ale jednocześnie podniecało – myśl, że jest obserwowana, że ktoś może domyślać się, co się między nimi dzieje.

    Wróciła do stolika, zatrzymując się tuż przed nim. Adam rozsiadł się wygodniej, jego nogi były lekko rozstawione, a ręce spoczywały na oparciu krzesła – wyglądał jak ktoś, kto wie, że ma kontrolę. „No dalej, Kasiu” – powiedział cicho, niemal szeptem. „Usiądź mi na kolanach. Pokaż, jak bardzo tego chcesz.” Jego głos działał na nią jak rozkaz, którego nie mogła zignorować.

    Zawahała się tylko przez sekundę, a potem powoli opuściła się na jego uda, czując twardość jego ciała pod sobą. Jej oddech przyspieszył, gdy jego dłonie natychmiast znalazły się na jej biodrach, przesuwając się w górę, pod sukienkę, aż dotarły do koronkowego brzegu pończoch. Poczuła, jak jego palce delikatnie muskają jej skórę, a potem zaciskają się mocniej, przyciągając ją jeszcze bliżej. Jej drobne ciało niemal wtuliło się w niego, a ciepło jego oddechu na jej karku sprawiło, że zamknęła oczy, oddając się tej chwili. „Jesteś taka miękka” – mruknął, a jego usta musnęły jej szyję, wywołując dreszcz, który przeszył ją od stóp do głów. „I taka posłuszna. Powiedz mi, Kasiu, co czujesz, kiedy cię dotykam?”

    Jego pytanie zaskoczyło ją, ale jednocześnie rozlało się po niej jak gorąca fala. „Czuję… jakby moje ciało nie należało już do mnie” – wyszeptała, a jej głos drżał z emocji. „Jakbyś mógł zrobić ze mną wszystko, a ja tylko chciała więcej.” Jego dłonie powędrowały wyżej, pod sukienkę, muskając jej uda, a potem zatrzymując się tuż przy krawędzi stringów. Kasia wstrzymała oddech, czując, jak jej ciało napina się w oczekiwaniu. W klubie wokół nich życie toczyło się dalej, ale dla niej istniał tylko Adam – jego dotyk, jego zapach, jego władza nad nią.

    „Dobrze” – powiedział, a w jego głosie słychać było zadowolenie. „Bo jeszcze z tobą nie skończyłem.” Jedna z jego dłoni zsunęła się niżej, między jej uda, delikatnie, ale stanowczo, a Kasia jęknęła cicho, nie mogąc już dłużej tłumić tego, co w niej narastało. Oddała się mu całkowicie, gotowa na wszystko, co miał dla niej w zanadrzu.

    Kasia siedziała na kolanach Adama, jej ciało wciąż drżało od napięcia i rosnącego podniecenia, gdy jego dłonie zaczęły śmielej eksplorować jej skórę. Czuła, jak jego palce, ciepłe i pewne, przesuwają się po jej udach, powoli wspinając się pod sukienkę. Materiał zsunął się lekko, odsłaniając więcej jej nóg, a ona mimowolnie rozchyliła je odrobinę, poddając się jego dotykowi. Adam nie spieszył się – jego ruchy były celowe, niemal drażniące, jakby chciał, by każdy gest zapadł jej w pamięć. Jedna dłoń zatrzymała się na jej biodrze, ściskając je mocno, podczas gdy druga powędrowała wyżej, muskając krawędź koronkowych stringów. Kasia wstrzymała oddech, czując, jak jego palce przesuwają się po delikatnej tkaninie, a potem, z zaskakującą śmiałością, wsuwają się pod nią.

    Jej ciało zareagowało natychmiast – ciepło rozlało się po jej brzuchu, a mięśnie napięły się w oczekiwaniu. Adam wyczuł to, bo uśmiechnął się pod nosem, a jego dłoń zatrzymała się na chwilę, delikatnie badając jej skórę. Potem, jakby chcąc ją zaskoczyć, przesunął palce niżej, dotykając jej małego penisa, który ledwo wybrzuszał materiał bielizny. „No proszę” – powiedział cicho, a w jego głosie słychać było nutę rozbawienia zmieszanego z czymś mroczniejszym. „To wszystko, co masz, Kasiu? Taki malutki… Nic dziwnego, że wolisz być dziewczyną.” Jego ton był szyderczy, ale jednocześnie władczy, co tylko wzmogło jej mieszane uczucia – wstyd, który szybko zamienił się w perwersyjną przyjemność.

    Kasia zarumieniła się, a jej oddech stał się płytki. Wiedziała, że nie może się równać z innymi mężczyznami, ale sposób, w jaki Adam to podkreślił, sprawił, że poczuła się jednocześnie upokorzona i dziwnie podniecona. „Nie musisz nic mówić” – ciągnął, a jego palce zacisnęły się lekko na jej członku, drażniąc go przez chwilę, zanim puścił. „Wystarczy, że jesteś taka uległa. To mi się podoba.” Jego dłoń powędrowała z powrotem na jej biodra, a potem niżej, między jej pośladki, gdzie delikatnie rozchylił je przez materiał sukienki, jakby chciał sprawdzić, jak daleko może się posunąć.

    Siedząc na jego kolanach, Kasia nagle poczuła coś jeszcze – twardość, która wbijała się w jej tyłek przez spodnie Adama. Jego penis, wyraźnie większy niż jej własny, napierał na nią z każdym ruchem, jaki wykonywała, próbując się wygodniej usadowić. Poczuła, jak jej ciało reaguje na ten kontrast – jej mały, niemal niewidoczny członek w porównaniu z tym, co wyczuwała pod sobą, wydawał się jeszcze bardziej nieistotny. Adam musiał to zauważyć, bo zaśmiał się cicho, przesuwając biodra odrobinę, tak że jego erekcja mocniej wcisnęła się w jej pośladki. „Czujesz to, co?” – mruknął, a jego usta znów znalazły się przy jej uchu. „To jest coś, czego ty nigdy nie będziesz miała. Ale nie martw się, Kasiu, zrobię z ciebie kobietę, jakiej potrzebuję.”

    Jego słowa, ostre i bezlitosne, sprawiły, że jej głowa zawirowała. Czuła, jak jego dłonie wracają do macania – jedna znów powędrowała między jej uda, drażniąc jej małego penisa, jakby chciał jej przypomnieć o jej „niedostatku”, a druga ścisnęła jej pośladek, rozchylając go lekko, by jeszcze bardziej podkreślić różnicę między nimi. Kasia jęknęła cicho, nie mogąc powstrzymać dźwięku, który wyrwał się z jej gardła. To uczucie – bycie jednocześnie poniżaną i pożądaną – było jak narkotyk. Jej ciało poddawało się całkowicie, a każdy dotyk Adama, każde jego szydercze słowo, tylko pogłębiało jej pragnienie, by oddać mu się jeszcze bardziej.

    Adam wyczuł jej reakcję i zacisnął dłoń mocniej, jego palce wbijając się w jej skórę. „Podoba ci się to, co? Że mogę z tobą zrobić, co chcę, a ty tylko prosisz o więcej” – powiedział, a jego głos był teraz niższy, bardziej surowy. Kasia nie odpowiedziała – nie musiała. Jej biodra poruszyły się mimowolnie, ocierając się o jego twardość, a cichy jęk, który wydała, był wystarczającą odpowiedzią. Czuła się bezbronna, ale jednocześnie wolna – wolna, by być Kasią, uległą dziewczyną, która nie musi udawać nikogo innego.

    Kasia ledwo nadążała za tym, co działo się w jej ciele i umyśle. Dotyk Adama, jego szydercze słowa i ta władcza pewność siebie, którą emanował, wprawiały ją w stan, w którym granica między wstydem a rozkoszą zupełnie się rozmywała. Siedziała na jego kolanach, czując wciąż jego twardość wbijającą się w jej tyłek, gdy nagle jego dłoń powędrowała na jej kark. Przyciągnął ją bliżej, jego palce zacisnęły się lekko na jej skórze, a potem jego usta znalazły się na jej wargach. Pocałunek był gwałtowny, namiętny, niemal agresywny – jego język wdarł się do jej ust, eksplorując je z taką intensywnością, że Kasia poczuła, jak jej ciało mięknie w jego ramionach.

    Całując ją, Adam nie przestawał jej obmacywać. Jego druga dłoń wciąż badała jej uda, przesuwając się pod sukienkę, muskając koronkę stringów, a potem znów drażniąc jej małego penisa, jakby chciał jej przypomnieć, kto tu rządzi. Kasia oddawała się temu całkowicie – jej wargi rozchylały się pod jego naciskiem, a ciche westchnienia uciekały z jej gardła za każdym razem, gdy jego palce zaciskały się mocniej na jej biodrze czy pośladku. Czuła, jak jego oddech przyspiesza, jak smak jego ust – mieszanka whisky i czegoś dzikiego – wypełnia jej zmysły. To nie był delikatny pocałunek – to był akt dominacji, a ona chłonęła go z każdą chwilą, czując, jak jej ciało reaguje falami gorąca i drżeniem, którego nie mogła powstrzymać.

    Gdy w końcu się odsunął, jego oczy błyszczały w półmroku klubu, a na ustach pojawił się triumfalny uśmiech. „Jesteś moja, Kasiu” – powiedział cicho, a jego dłoń zsunęła się z jej karku na talię, ściskając ją mocno, jakby chciał ją oznaczyć. Nie dał jej czasu na odpowiedź – chwycił ją za rękę, jego uścisk był stanowczy, niemal władczy, i pociągnął ją za sobą. „Chodź” – rzucił krótko, wstając z krzesła i ruszając w stronę korytarza prowadzącego do toalet. Kasia poszła za nim, jej nogi były miękkie, a szpilki stukały nierówno o podłogę. Czuła, jak adrenalina miesza się z podnieceniem – nie miała pojęcia, co ją czeka, ale chciała tego, chciała jego.

    Korytarz był wąski, słabo oświetlony, pachniał wilgocią i perfumami innych gości. Muzyka z sali dochodziła tu stłumiona, a jedynym wyraźnym dźwiękiem był ich oddech i odgłos jej kroków. Adam zatrzymał się przed drzwiami oznaczonymi unisex, spojrzał na nią przez ramię i bez słowa pchnął drzwi, wciągając ją do środka. Toaleta była mała, z jedną kabiną i umywalką, ale wystarczająco czysta, by nie rozpraszać uwagi. Zamknął drzwi na zasuwkę, a potem odwrócił się do niej, opierając się o ścianę i mierząc ją wzrokiem.

    „Klęknij” – powiedział spokojnie, ale w jego głosie nie było prośby, tylko rozkaz. Kasia poczuła, jak jej serce zamiera na moment, a potem bije jeszcze szybciej. Jego spojrzenie, jego postawa – wszystko w nim mówiło, że nie ma odwrotu. Powoli opadła na kolana, czując chłód kafelków przez pończochy. Sukienka podciągnęła się, odsłaniając jej uda, a ona spojrzała na niego z dołu, z mieszanką uległości i nieśmiałego oczekiwania. Adam rozpiął pasek swoich spodni, jego ruchy były powolne, celowe, a Kasia nie mogła oderwać wzroku od tego, co miało się za chwilę wydarzyć. Czuła, jak jej oddech przyspiesza, jak jej ciało drży z pragnienia, by mu się oddać – tu, w tej ciasnej toalecie, gdzie każdy dźwięk mógł zdradzić ich obecność.

    Jego dłoń znów znalazła się na jej karku, przyciągając ją bliżej. „Pokaż mi, jak bardzo tego chcesz” – powiedział, a jego głos był teraz niższy, bardziej chrapliwy. Kasia zamknęła oczy, czując, jak fala podniecenia zalewa ją od stóp do głów, gotowa spełnić każdy jego rozkaz.

    Kasia klęczała na zimnych kafelkach toalety, jej kolana lekko drżały od chłodu i emocji, które szalały w jej wnętrzu. Adam stał przed nią, jego spodnie były rozpięte, a dłoń na jej karku trzymała ją w miejscu, nie pozwalając na najmniejszy ruch w tył. Czuła jego ciepło, zapach jego skóry – mieszankę męskiego potu i subtelnej wody kolońskiej – który wypełniał ciasną przestrzeń. Jej oddech był szybki, płytki, a serce dudniło w piersi, jakby chciało wyrwać się na zewnątrz. Gdy jego palce zacisnęły się mocniej, przyciągając jej twarz bliżej, wiedziała, że nie ma już odwrotu – i nie chciała go.

    Powoli uniosła dłonie, drżące z ekscytacji, i delikatnie zsunęła jego bokserki, odsłaniając jego erekcję. Kontrast między jego dużym, twardym penisem a jej własnym małym członkiem, który nigdy nie dawał jej pewności siebie, uderzył ją z nową siłą. Poczuła ukłucie wstydu, ale zaraz potem fala podniecenia zalała ją całą – to, co miała przed sobą, było czymś, czego pragnęła, czymś, co czyniło ją Kasią, a nie Kubą. Otworzyła usta, jej wargi były miękkie, wilgotne od szminki, i ostrożnie zbliżyła się, czując, jak ciepło jego ciała promieniuje na jej twarz.

    Gdy jej usta dotknęły czubka, poczuła jego gładkość, delikatną skórę napinającą się pod jej dotykiem. Smak był słony, intensywny, a ona powoli wsunęła go głębiej, pozwalając, by wypełnił jej usta. Jej język przesunął się po spodzie, badając jego kształt, a każdy ruch sprawiał, że jej oddech stawał się bardziej urywany. Czuła, jak jej ciało reaguje – ciepło rozlewało się po jej brzuchu, a w dole, między udami, pojawiło się pulsujące napięcie, mimo że jej własny penis pozostawał mały i niewidoczny pod sukienką. To uczucie bycia pasywną, służącą mu, było dokładnie tym, czego pragnęła – oddać się całkowicie, być kobietą, którą zawsze chciała być.

    Adam westchnął cicho, a jego dłoń na jej karku popchnęła ją lekko, zachęcając do głębszego ruchu. Kasia posłuchała, wsuwając go głębiej, aż poczuła go niemal w gardle. Jej oczy zaszkliły się lekko od wysiłku, ale nie cofnęła się – chciała mu pokazać, jak bardzo się stara, jak bardzo chce go zadowolić. Czuła, jak jej wargi napinają się wokół niego, jak ślina gromadzi się w kącikach ust, a każdy jego pulsujący ruch wywoływał w niej dreszcze. To nie był tylko fizyczny akt – to była jej uległość, jej oddanie, które sprawiało, że czuła się jednocześnie bezbronna i potężna. Każdy jego oddech, każde ciche mruknięcie, które wydawał, było nagrodą, potwierdzeniem, że robi to dobrze.

    Jej dłonie spoczywały na jego udach, czując twardość mięśni pod palcami, a ona rytmicznie poruszała głową, wsuwając i wysuwając go z ust. Czuła, jak jej język ślizga się po nim, jak jej wargi zaciskają się mocniej, gdy przyspieszała, prowadzona jego dłonią. W pewnej chwili Adam szarpnął lekko jej włosy, a ona jęknęła cicho, wibracje jej głosu rozeszły się po nim, co wywołało u niego głębsze westchnienie. To ją napędziło – chciała więcej, chciała usłyszeć, jak traci kontrolę, poczuć, że to ona, mimo klęczenia, ma nad nim władzę w tej jednej, intymnej chwili.

    Jej ciało płonęło – oddech stawał się coraz bardziej nierówny, a wilgoć między jej udami narastała, mimo że nie dotykała siebie ani razu. Czuła się całkowicie pochłonięta – smakiem, zapachem, dotykiem – a myśl, że ktoś mógłby wejść, usłyszeć ją, tylko podsycała jej podniecenie. To było brudne, zakazane, a jednocześnie tak naturalne dla niej jako Kasi. Gdy Adam napiął się mocniej, jego oddech stał się szybszy, a ona wyczuła, że zbliża się do kresu. Przyspieszyła, jej usta pracowały z desperacją, a w głowie miała tylko jedną myśl – chce, by skończył, chce poczuć, że to ona go do tego doprowadziła.

    Gdy w końcu eksplodował, jego dłoń zacisnęła się na jej karku, trzymając ją w miejscu, a ciepło i smak jego uwolnienia wypełniły jej usta. Kasia przełknęła, czując, jak jej gardło pracuje, a potem powoli wysunęła go z ust, dysząc ciężko. Jej wargi były wilgotne, lekko opuchnięte, a spojrzenie, które rzuciła mu z dołu, było pełne satysfakcji i uległości. Czuła się spełniona – nie fizycznie, ale emocjonalnie, jakby ten akt potwierdził wszystko, kim chciała być. Adam spojrzał na nią, jego oddech wciąż był ciężki, a w oczach błyszczało coś między uznaniem a pożądaniem. „Dobra dziewczynka” – mruknął, a te słowa sprawiły, że jej serce zadrżało z dumy i rozkoszy.

    Kasia wciąż klęczała, jej oddech powoli się uspokajał, a smak Adama wciąż utrzymywał się na jej wargach. Czuła się oszołomiona, ale jednocześnie spełniona – to, co właśnie zrobiła, było dokładnie tym, czego pragnęła, a jego reakcja tylko potwierdzała, że była w tym dobra. Adam spojrzał na nią z góry, przeczesując dłonią jej włosy, a potem delikatnie, ale stanowczo chwycił ją pod ramię i podniósł z klęczek. Jej nogi były miękkie, lekko zdrętwiałe od pozycji, ale jego uścisk dawał jej wsparcie. „Wstań, Kasiu” – powiedział, a jego głos, choć wciąż władczy, miał teraz ciepły, niemal troskliwy ton. „Spójrz na siebie.”

    Pociągnął ją kilka kroków w stronę umywalki, nad którą wisiało duże, lekko poplamione lustro. Stanął za nią, jego dłonie spoczęły na jej biodrach, a ona spojrzała na swoje odbicie. Włosy peruki były lekko potargane, szminka rozmazana wokół ust, a policzki zarumienione od emocji i wysiłku. Sukienka podciągnęła się na udach, odsłaniając koronkę pończoch, a jej drobna sylwetka kontrastowała z szerokimi ramionami Adama, który górował nad nią od tyłu. Wyglądała jak obraz chaosu i pożądania – dokładnie tak, jak się czuła. Adam nachylił się, jego usta znów znalazły się przy jej uchu, a jego oddech musnął jej skórę. „Patrz, jaka jesteś piękna” – mruknął, a jego dłonie przesunęły się po jej talii, podkreślając jej smukłe kształty. „Dobra dziewczynka, która wie, jak sprawić przyjemność. Nie mogę przestać na ciebie patrzeć.”

    Kasia poczuła, jak jej serce przyspiesza pod wpływem jego słów. Komplement, choć prosty, trafił w samo sedno jej pragnień – chciała być widziana, doceniona jako kobieta, którą stworzyła. Uśmiechnęła się nieśmiało do swojego odbicia, a potem spojrzała na niego przez lustro, czując, jak jego dłonie wciąż badają jej ciało, teraz delikatniej, niemal z uznaniem. Ale wtedy jego ton się zmienił – stał się bardziej zadziorny, a w oczach pojawił się błysk, który zwiastował coś nowego. „Wiesz, Kasiu” – zaczął, przesuwając jedną dłoń na jej pośladek i ściskając go mocno – „nie wyobrażam sobie, żeby taka dziewczyna jak ty dzisiaj nie została porządnie wyruchana w dupę. Wyglądasz, jakbyś była do tego stworzona.”

    Jego słowa uderzyły ją jak fala – bezpośrednie, bezwstydne, a jednocześnie tak podniecające, że jej ciało zareagowało natychmiastowym dreszczem. Poczuła, jak ciepło znów rozlewa się między jej udami, a wspomnienie zabawek, którymi bawiła się w samotności, wróciło do niej z nową siłą. Adam zaśmiał się cicho, widząc jej reakcję w lustrze, i poklepał ją po tyłku, jakby chciał podkreślić swoje słowa. „Problem w tym, że ja już skończyłem” – dodał, a jego ton był niemal żartobliwy, choć wciąż kryła się w nim nuta dominacji. „Ale nie martw się, znajdziemy kogoś innego. Nie mogę pozwolić, żebyś wyszła stąd niezaspokojona.”

    Kasia wstrzymała oddech, jej oczy rozszerzyły się w lustrze. Myśl o tym, że Adam chce znaleźć kogoś innego, kto mógłby ją wziąć – tu, w tym klubie pełnym obcych – była jednocześnie przerażająca i ekscytująca. Czuła, jak jej ciało drży z niecierpliwości, a jego dłoń na jej biodrze tylko pogłębiała to uczucie. „Kogo masz na myśli?” – zapytała cicho, jej głos był niepewny, ale pełen ciekawości. Adam uśmiechnął się szerzej, odsunął się od niej i poprawił swoje spodnie, jakby szykował się do wyjścia. „Wrócimy na salę” – powiedział, chwytając ją za rękę. „Zobaczymy, kto będzie chciał się tobą zająć. Jesteś za dobra, żeby to zmarnować.”

    Pociągnął ją z powrotem w stronę drzwi, a Kasia poszła za nim, jej głowa wirowała od emocji. Czuła się jak marionetka w jego rękach, ale jednocześnie jak ktoś, kto właśnie odkrywa nowe granice swoich pragnień. Wychodząc z toalety, spojrzała na niego – jego pewność siebie, jego władza nad nią – i wiedziała, że jest gotowa na wszystko, co dla niej zaplanuje.

    Kasia i Adam wrócili na główną salę klubu, gdzie pulsująca muzyka i kolorowe światła znów otoczyły ich jak gęsta mgła. Ręka Adama wciąż trzymała jej dłoń, prowadząc ją pewnie przez tłum, aż dotarli z powrotem do baru. Kasia czuła się lekko oszołomiona – jej usta wciąż pamiętały smak jego skóry, a ciało drżało od mieszanki podniecenia i niepewności co do tego, co miało nadejść. Usiedli na wysokich stołkach, Adam zamówił dwa drinki, a potem oparł się łokciem o blat, rozglądając się po sali z wyraźnym namysłem. Kasia podążyła za jego spojrzeniem, jej serce biło szybko, a w głowie kłębiły się myśli o tym, co właśnie zaproponował.

    „No dobrze, Kasiu” – zaczął Adam, popijając drinka i obracając się lekko w jej stronę. Jego ton był swobodny, ale w oczach błyszczała ta sama władcza iskierka, która tak bardzo na nią działała. „Musimy znaleźć kogoś, kto porządnie się tobą zajmie. Spójrzmy, kto tu jest.” Przesunął wzrokiem po tłumie, a Kasia, choć nieśmiało, zrobiła to samo, czując, jak adrenalina znów zaczyna krążyć w jej żyłach. Klub był pełen ludzi – mężczyzn w obcisłych koszulach, kobiet w wyzywających sukienkach, osób o płynnej płci, które poruszały się z gracją między stolikami. Każdy z nich mógł być potencjalnym kandydatem, a ta myśl sprawiła, że jej ciało zadrżało z ekscytacji.

    „Co myślisz o tamtym?” – zapytał Adam, wskazując głową na wysokiego mężczyznę stojącego przy parkiecie. Miał ciemne włosy, szerokie ramiona i tatuaże widoczne spod rozpiętej koszuli. „Wygląda na kogoś, kto wie, czego chce. Może nawet za mocno by cię chwycił, co?” Uśmiechnął się zadziornie, a Kasia zarumieniła się, wyobrażając sobie, jak te silne dłonie mogłyby ją przytrzymać, jak jego ciało mogłoby ją zdominować. „Może” – mruknęła cicho, jej głos był niepewny, ale pełen ciekawości. Czuła, jak podniecenie narasta, choć jednocześnie bała się, że ktoś taki mógłby być zbyt intensywny.

    Adam zaśmiał się pod nosem i wskazał kogoś innego – szczuplejszego mężczyznę z blond włosami, który siedział samotnie przy stoliku z drinkiem w ręku. „A ten? Wygląda na spokojniejszego, ale coś mi mówi, że w łóżku mógłby cię zaskoczyć. Może nawet lubi takie delikatne dziewczyny jak ty.” Kasia spojrzała na blondyna, a jej myśli pobiegły w stronę tego, jak jego dłonie mogłyby powoli badać jej ciało, jak jego spokojna postura mogłaby kontrastować z tym, co robiłby z nią w intymnej chwili. „Nie wiem… może byłby za łagodny?” – odpowiedziała, spoglądając na Adama spod rzęs, jakby chciała go sprowokować do dalszej analizy.

    „Za łagodny, mówisz?” – Adam uniósł brew, a potem wskazał na grupę trzech mężczyzn przy drugim końcu baru. Jeden z nich, barczysty, z krótką brodą i intensywnym spojrzeniem, wydawał się liderem. „A co z nim? Wygląda, jakby mógł cię wziąć bez pytania, a potem jeszcze podziękować za to, że mu się oddałaś.” Kasia poczuła, jak jej oddech przyspiesza na samą myśl – ten mężczyzna emanował surową energią, a wizja bycia przez niego wziętą, może nawet brutalnie, sprawiła, że jej uda zacisnęły się mimowolnie. „On… wygląda na kogoś, kto nie pyta o zgodę” – wyszeptała, a w jej głosie słychać było zarówno strach, jak i fascynację.

    Adam uśmiechnął się szerzej, wyraźnie zadowolony z jej reakcji. „Widzę, że mamy kilka opcji. Ale powiedz mi, Kasiu, co czujesz, myśląc o tym wszystkim? Kogo byś chciała poczuć w sobie?” Jego dłoń powędrowała na jej udo, ściskając je lekko przez sukienkę, a ona poczuła, jak ciepło jego dotyku rozlewa się po jej skórze. Zamknęła oczy na moment, oddychając głęboko, a potem spojrzała na niego. „Czuję… jakby moje ciało już nie mogło czekać” – przyznała cicho, jej głos drżał z emocji. „Chcę kogoś, kto mnie weźmie mocno, kto nie będzie się zastanawiał. Ale… boję się trochę, że to będzie za dużo.”

    Adam pokiwał głową, jakby podejmował decyzję. „W takim razie zrobimy tak” – powiedział, dopijając drinka i wstając ze stołka. „Pójdę pogadać z tym brodatym. Wygląda na kogoś, kto nie zawiedzie. Ty tu czekaj, ładnie wyglądaj i myśl o tym, co cię czeka.” Puścił jej oczko, a potem ruszył w stronę grupy mężczyzn, zostawiając Kasię samą przy barze. Siedziała tam, jej serce waliło jak oszalałe, a w głowie kłębiły się obrazy – jego ręce na jej biodrach, jego ciało napierające na nią, jego oddech na jej karku. Czuła się jak na krawędzi, gotowa spaść w przepaść rozkoszy, którą Adam dla niej przygotowywał.

    Kasia i Adam wrócili do baru, przeciskając się przez tłum roztańczonych ciał i migoczących świateł. Muzyka dudniła w jej uszach, ale jej uwaga skupiona była na ciepłej dłoni Adama, która wciąż trzymała ją za rękę, prowadząc ją z powrotem na stołki przy kontuarze. Usiedli, a Kasia poprawiła sukienkę, czując, jak materiał wciąż lekko klei się do jej rozgrzanej skóry. Adam zamówił dwa drinki – coś mocnego dla siebie i coś lżejszego dla niej – po czym oparł się nonszalancko o blat, jego spojrzenie powoli omiatało salę. Kasia podążyła za nim wzrokiem, jej serce biło szybko, a w dole brzucha wciąż tliło się napięcie po tym, co zaszło w toalecie. Jego słowa o znalezieniu kogoś, kto „porządnie ją wyrucha”, odbijały się echem w jej głowie, budząc mieszankę niepokoju i podniecenia.

    „No to zobaczmy, co mamy do wyboru” – powiedział Adam, popijając drinka i obracając się lekko w jej stronę. Jego ton był swobodny, niemal żartobliwy, ale w oczach błyszczała ta sama władcza pewność, która sprawiała, że Kasia czuła się jak w jego rękach marionetka – i uwielbiała to. „Nie każdy tu się nadaje. Musi być ktoś, kto wie, jak się obchodzić z taką delikatną dziewczyną jak ty.” Uśmiechnął się kątem ust, a jego dłoń powędrowała na jej udo, ściskając je lekko, jakby chciał przypomnieć jej, kto tu rządzi.

    Kasia przełknęła ślinę, czując, jak jego palce muskają krawędź jej pończoch. Rozejrzała się po klubie, próbując nadążyć za jego myślami. Sala była pełna ludzi – mężczyzn w skórzanych kurtkach, kobiet w wyzywających sukienkach, osób o płynnej płci, które tańczyły w rytm muzyki. „Może tamten?” – rzuciła nieśmiało, wskazując głową na wysokiego faceta z krótką brodą, który stał przy ścianie i rozmawiał z kimś, popijając piwo. Wyglądał na pewnego siebie, a jego postura sugerowała siłę, co sprawiło, że jej wyobraźnia zaczęła pracować.

    Adam spojrzał w tamtą stronę, mrużąc oczy, jakby oceniał kandydata. „Hm, nieźle wygląda” – mruknął, a potem zaśmiał się cicho. „Ale wygląda na takiego, co za szybko by skończył. Ty zasługujesz na kogoś, kto się nie spieszy.” Jego dłoń przesunęła się wyżej po jej udzie, a Kasia wstrzymała oddech, czując, jak jej ciało reaguje na ten dotyk. „A co z tym w rogu?” – wskazał na mężczyznę w ciemnej koszuli, który siedział sam przy stoliku, z drinkiem w ręku. Miał ostre rysy twarzy i spojrzenie, które nawet z daleka wydawało się przenikliwe.

    Kasia zerknęła na niego, a jej policzki zapłonęły. „Wygląda… groźnie” – powiedziała cicho, a jej głos zadrżał. „Myślisz, że byłby… delikatny?” Adam zaśmiał się głośniej, klepiąc ją po udzie. „Delikatny? Kasiu, nie po to cię tu przyprowadziłem. Chcę, żeby ktoś cię porządnie zerżnął, a nie głaskał po głowie.” Jego słowa były ostre, ale działały na nią jak afrodyzjak – czuła, jak wilgoć między jej udami narasta, a myśl o byciu tak całkowicie oddaną komuś obcemu sprawiała, że jej oddech przyspieszał.

    „Może tamten w skórzanej kurtce?” – zaproponowała jeszcze, wskazując na postawnego mężczyznę, który tańczył niedaleko baru. Miał szerokie ramiona i ruchy, które sugerowały pewność siebie. Adam uniósł brew, przyglądając mu się uważnie. „Ten wygląda, jakby wiedział, co robi” – przyznał, a potem nachylił się bliżej niej, jego usta musnęły jej ucho. „Wyobraź sobie, jakby cię złapał, rzucił na stół i wziął od tyłu, a ja bym patrzył. Co o tym myślisz, Kasiu?”

    Jego pytanie zawisło w powietrzu, a Kasia poczuła, jak fala gorąca zalewa ją od stóp do głów. Wyobraziła sobie tę scenę – szorstkie dłonie na jej biodrach, sukienka podciągnięta do pasa, a Adam siedzący obok, obserwujący ją z tym swoim uśmiechem. Jęknęła cicho, nie mogąc się powstrzymać, a jej dłonie zacisnęły się na krawędzi stołka. „Podoba mi się” – wyszeptała, a jej głos był ledwo słyszalny wśród hałasu klubu. Adam uśmiechnął się szeroko, wyraźnie zadowolony z jej reakcji. „Dobra dziewczynka” – powiedział, klepiąc ją po udzie. „To chodź, zobaczymy, czy któryś z nich ma jaja, żeby się tobą zająć.”

    Wstał, chwytając ją za rękę, a Kasia poszła za nim, czując, jak adrenalina i pożądanie mieszają się w jej żyłach. Rozglądali się po sali, filtrując tłum, a każde spojrzenie, każda możliwość sprawiała, że jej ciało drżało z niecierpliwości na to, co miało nadejść.

    Kasia siedziała na stołku, jej dłonie wciąż lekko drżały od emocji, gdy Adam rozglądał się po klubie, analizując potencjalnych kandydatów. Napięcie między nimi wisiało w powietrzu, a jej ciało wciąż pulsowało od słów, które rzucał tak swobodnie, jakby planowanie jej dalszych losów było dla niego naturalną rozrywką. Wtem barman – wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna z krótko przyciętymi włosami i kilkudniowym zarostem – postawił przed nimi dwa drinki. Jeden dla Adama, mocny, bursztynowy, drugi dla Kasi, lżejszy, z parasolką wetkniętą w kostki lodu. „Proszę bardzo” – powiedział barman, a jego głos był głęboki, z lekką chrypką, która przyciągnęła uwagę Adama.

    Kasia zauważyła, jak oczy Adama rozbłysły – nie było to zwykłe spojrzenie, ale błysk pomysłu, który właśnie zakiełkował w jego głowie. Odstawił swojego drinka na blat i oparł się o kontuar, uśmiechając się szeroko do barmana. „Wiesz co, kolego” – zaczął, a jego ton był swobodny, ale z nutą zadziorności – „zamiast płacić za te drinki gotówką, może dogadamy się inaczej?” Barman uniósł brew, opierając dłonie o blat i pochylając się lekko w ich stronę. „Co masz na myśli?” – zapytał, a jego spojrzenie przesunęło się z Adama na Kasię, zatrzymując się na niej chwilę dłużej, niż wymagała zwykła uprzejmość.

    Adam zaśmiał się cicho, a potem położył dłoń na ramieniu Kasi, przyciągając ją bliżej siebie, jakby chciał ją zaprezentować. „Podoba ci się moja dziewczyna?” – rzucił prosto z mostu, a Kasia poczuła, jak jej policzki momentalnie płoną. Barman, nie tracąc rezonu, zmierzył ją wzrokiem – od ciemnych loków peruki, przez obcisłą sukienkę, aż po smukłe nogi w pończochach. „Trudno powiedzieć, że nie” – odparł spokojnie, a w jego głosie słychać było cień rozbawienia. „Ma w sobie coś… wyjątkowego.”

    Kasia wstrzymała oddech, czując, jak spojrzenie barmana przeszywa ją na wylot. Jego oczy były ciemne, intensywne, a sposób, w jaki się uśmiechnął – lekko krzywo, z nutą pewności siebie – sprawił, że jej serce zadrżało. Adam wyczuł to, bo ścisnął jej ramię mocniej, pochylając się w stronę barmana. „No widzisz, to dobrze się składa” – powiedział, a jego ton stał się bardziej sugestywny. „Bo zastanawiam się, czy nie chciałbyś… uregulować rachunku w inny sposób. Kasia jest chętna, a ja nie mam nic przeciwko, żeby popatrzeć.”

    Barman spojrzał na Adama, potem znów na Kasię, a jego uśmiech poszerzył się, choć w oczach pojawił się błysk, który zdradzał, że rozważa propozycję na poważnie. „To zależy” – powiedział powoli, opierając się łokciami o blat i pochylając się jeszcze bliżej. „Co dokładnie oferujecie?” Jego wzrok wrócił do Kasi, a ona poczuła, jak jej ciało reaguje – ciepło rozlało się po jej brzuchu, a oddech stał się płytszy. Czuła się jak towar na wystawie, ale zamiast wstydu ogarnęła ją dziwna ekscytacja – myśl, że Adam chce ją oddać komuś innemu, i to w tak bezpośredni sposób, była jednocześnie upokarzająca i podniecająca.

    „Kasia jest uległa” – wyjaśnił Adam, a jego dłoń zsunęła się na jej udo, podciągając lekko sukienkę, by odsłonić więcej skóry. „Lubi, jak się nią rządzi. A ja chcę, żeby dzisiaj ktoś ją porządnie zerżnął. Ty wyglądasz na faceta, który wie, co robi za tym barem… i nie tylko.” Barman zaśmiał się cicho, a jego spojrzenie znów powędrowało do Kasi. „Uległa, mówisz? Lubię takie” – mruknął, a potem wyprostował się, jakby podejmował decyzję. „Dobra, niech będzie. Ale nie tutaj. Mam przerwę za dziesięć minut. Możemy pójść na zaplecze.”

    Kasia poczuła, jak jej serce zamiera na moment, a potem bije jeszcze szybciej. Zaplecze – ciasne, prywatne miejsce, gdzie nikt nie będzie ich przeszkadzał. Wyobraziła sobie siebie wciśniętą między półki z alkoholem, z tym obcym mężczyzną nad sobą, a Adamem patrzącym z boku. Adam uśmiechnął się triumfalnie, klepiąc ją po udzie. „Słyszysz, Kasiu? Za dziesięć minut ktoś się tobą zajmie. Powiedz mu, co lubisz, żeby wiedział, jak cię traktować.”

    Odwróciła się do barmana, jej głos był cichy, drżący, ale pełen pragnienia. „Lubię… jak ktoś jest stanowczy. Jak mnie trzyma mocno i… nie pyta.” Barman skinął głową, a jego uśmiech stał się bardziej drapieżny. „Zobaczymy, co da się zrobić” – powiedział, po czym wrócił do swojej pracy, rzucając jej ostatnie, palące spojrzenie.

    Adam nachylił się do niej, szepcząc: „Będziesz się dobrze bawić, Kasiu. A ja się upewnię, że wszystko pójdzie jak trzeba.” Jego dłoń została na jej udzie, a ona siedziała tam, czekając, z głową pełną obrazów i ciałem gotowym na to, co miało nadejść.

    Dziesięć minut ciągnęło się dla Kasi jak wieczność. Siedziała na stołku obok Adama, jej dłonie nerwowo zaciskały się na brzegu sukienki, a oddech przyspieszał za każdym razem, gdy zerkała na barmana. On, zajęty obsługiwaniem innych gości, rzucał jej od czasu do czasu krótkie, intensywne spojrzenia, które sprawiały, że jej ciało drżało z niecierpliwości. Adam sączył swojego drinka, jego dłoń wciąż spoczywała na jej udzie, a palce od czasu do czasu przesuwały się po jej skórze, jakby chciał podsycić napięcie, które w niej narastało. „Spokojnie, Kasiu” – mruknął, widząc, jak wierci się na stołku. „Już niedługo. Wyglądasz, jakbyś nie mogła się doczekać.”

    W końcu barman skinął głową w stronę kolegi za barem, dając znak, że bierze przerwę. Oderwał się od kontuaru, przecierając dłonie o ścierkę, a potem spojrzał na Adama i Kasię, wskazując ruchem głowy na drzwi prowadzące na zaplecze. „Chodźcie” – powiedział krótko, a jego głos, choć spokojny, niósł w sobie obietnicę czegoś surowego. Adam wstał pierwszy, chwytając Kasię za rękę i ciągnąc ją za sobą. Jej szpilki stukały o podłogę, a nogi były miękkie, jakby zapomniała, jak się chodzi. Czuła, jak adrenalina buzuje w jej żyłach, a jednocześnie ogarniał ją dziwny spokój – wiedziała, że oddaje się w ręce Adama i tego nieznajomego, i to uczucie całkowitej uległości było dokładnie tym, czego pragnęła.

    Zaplecze okazało się wąskim pomieszczeniem z półkami pełnymi butelek, kartonów i sprzętu barowego. Pachniało alkoholem i wilgotnym drewnem, a jedyne światło pochodziło z małej żarówki wiszącej nad drzwiami. Barman zamknął je za nimi, przekręcając zamek, a potem odwrócił się, opierając się o ścianę i mierząc Kasię wzrokiem. „No to mamy chwilę” – powiedział, a jego ton był rzeczowy, ale w oczach błyszczało coś dzikiego. „Jak się nazywasz, śliczna?”

    „Kasia” – odpowiedziała cicho, jej głos drżał, a spojrzenie mimowolnie uciekło w bok. Adam zaśmiał się, stając z boku i krzyżując ramiona. „Kasia jest nieśmiała, ale nie daj się zwieść. Lubi, jak się nią rządzi. Powiedz mu jeszcze raz, co lubisz, Kasiu.” Jego słowa były jak rozkaz, a ona posłusznie powtórzyła: „Lubię… jak ktoś jest stanowczy. Jak mnie mocno trzyma.”

    Barman uśmiechnął się, a potem zrobił krok w jej stronę, zmniejszając dystans między nimi. Był wyższy od niej, jego sylwetka wypełniała ciasną przestrzeń, a Kasia poczuła, jak jej oddech przyspiesza. „Stanowczo, mówisz?” – mruknął, a potem bez ostrzeżenia chwycił ją za biodra, przyciągając ją do siebie. Jego dłonie były szorstkie, pewne, a siła, z jaką ją trzymał, sprawiła, że jej kolana ugięły się lekko. „To mi pasuje.” Pchnął ją delikatnie, ale zdecydowanie w stronę jednej z półek, aż jej plecy oparły się o krawędź. Czuła, jak drewno wbija się w jej skórę przez cienki materiał sukienki, ale to tylko wzmogło jej podniecenie.

    ### Musiałem podzielić opowiadanie, bo serwis posiada limit słów.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    yummya
  • Do trzech razy sztuka – czesc 2 [AI]

    Adam stał z boku, obserwując wszystko z lekkim uśmiechem. „No dalej, pokaż jej, na co cię stać” – rzucił, a barman nie potrzebował więcej zachęty. Jedna z jego dłoni powędrowała na jej kark, przytrzymując ją w miejscu, a druga zsunęła się na jej pośladek, ściskając go mocno przez sukienkę. Kasia jęknęła cicho, czując, jak jego palce wbijają się w jej ciało, a potem, bez ceregieli, podciągnął materiał do góry, odsłaniając jej koronkowe stringi i pończochy. „Śliczna bielizna” – mruknął, a jego dłoń przesunęła się między jej uda, muskając ją przez cienką tkaninę. „Ale coś mi mówi, że nie przyszłaś tu tylko po drinki.”

    Jego dotyk był bezpośredni, bez wahania, a Kasia poczuła, jak jej ciało reaguje falą gorąca. Jej oddech stał się urywany, a ręce mimowolnie zacisnęły się na krawędzi półki za nią. Barman nachylił się, jego usta znalazły się przy jej uchu, a ciepły oddech musnął jej skórę. „Odwróć się” – powiedział cicho, ale stanowczo, a gdy się nie poruszyła od razu, sam ją obrócił, przyciskając jej brzuch do półki. Czuła, jak jego ciało napiera na nią od tyłu, jak jego twardość – już wyczuwalna przez spodnie – wbija się w jej pośladki, dokładnie tam, gdzie wcześniej czuła Adama.

    „Adam mówi, że lubisz mocno” – kontynuował barman, a jego dłoń zsunęła się na jej stringi, zsuwając je w dół jednym ruchem. Kasia westchnęła, czując chłód powietrza na odsłoniętej skórze, a potem ciepło jego palców, które zaczęły badać ją od tyłu. „Zobaczymy, ile wytrzymasz.” Jego głos był niski, niemal groźny, a ona oddała się temu całkowicie, jej ciało drżało z pragnienia, gotowe na wszystko, co miał dla niej w zanadrzu.

    Adam zaśmiał się cicho z boku. „Dobra robota, Kasiu. Pokaż mu, jaka jesteś posłuszna.” A ona, wsparta o półkę, z barmanem za sobą, wiedziała, że to dopiero początek.

    Kasia stała oparta o półkę, jej dłonie kurczowo zaciskały się na krawędzi, a oddech przyspieszał z każdym ruchem barmana za nią. Czuła jego ciało napierające na nią od tyłu, jego ciepło i siłę, która sprawiała, że jej nogi drżały pod ciężarem własnych emocji. Stringi opadły na jej kostki, sukienka była zadarta do pasa, a pończochy napinały się na udach, gdy lekko rozchyliła nogi, poddając się całkowicie jego władzy. Barman, nie spiesząc się, przesunął dłoń po jej pośladku, ściskając go mocno, jakby chciał wyczuć jej reakcję. Jęknęła cicho, a on mruknął z uznaniem. „Spokojnie, mała. Najpierw cię przygotuję.”

    Odchylił się lekko, a Kasia usłyszała, jak spluwa na palce – dźwięk był krótki, mokry, a zaraz potem poczuła chłód jego śliny, gdy jego dłoń wróciła między jej pośladki. Jeden palec, szorstki i pewny, musnął ją delikatnie na początku, jakby chciał ją sprawdzić, zanim wsunął się powoli do środka. Kasia wstrzymała oddech, czując, jak jej ciało napina się na moment, a potem rozluźnia pod jego dotykiem. Było to uczucie jednocześnie obce i znajome – przypominało jej zabawy z zabawkami w samotności, ale teraz było bardziej surowe, bardziej realne. Ślina działała jako prowizoryczne nawilżenie, ułatwiając ruch, a barman poruszał palcem powoli, wchodząc głębiej, aż dotarł do miejsca, które sprawiło, że jej biodra drgnęły mimowolnie.

    „Czujesz to?” – zapytał cicho, jego głos był chrapliwy, a oddech gorący na jej karku. Kasia kiwnęła głową, nie mogąc wydobyć z siebie słów – jej gardło było ściśnięte od emocji, a ciało reagowało falą ciepła, która rozlewała się od środka. Palec poruszał się w niej rytmicznie, wchodząc i wychodząc, a ona czuła każdy centymetr, każde muśnięcie jego skóry o jej wrażliwe wnętrze. To nie był delikatny dotyk – był stanowczy, celowy, a jednocześnie wystarczająco powolny, by budować w niej napięcie. Jej oddech stał się urywany, a mięśnie napinały się i rozluźniały w rytm jego ruchów.

    Po chwili barman zatrzymał się, a Kasia usłyszała, jak spluwa jeszcze raz, dodając więcej wilgoci. „Jeden to za mało” – mruknął, bardziej do siebie niż do niej, a potem dołączył drugi palec. Poczuła rozciąganie, lekkie ukłucie, które szybko zamieniło się w przyjemne uczucie pełności. Jęknęła głośniej, jej głowa opadła do przodu, a loki peruki zasłoniły jej twarz. Dwa palce poruszały się w niej teraz, najpierw ostrożnie, potem coraz śmielej, rozciągając ją i przygotowując na więcej. Ślina ułatwiała ruchy, ale Kasia czuła, że to wciąż za mało – jej ciało domagało się czegoś głębszego, bardziej intensywnego, a barman zdawał się to wyczuwać.

    „Czekaj chwilę” – powiedział, wyciągając palce na moment. Kasia westchnęła z lekkim rozczarowaniem, ale zaraz usłyszała szelest – barman sięgnął na półkę obok, chwytając małą buteleczkę oliwy, prawdopodobnie używaną do jakichś barmańskich sztuczek. Odkręcił ją szybko, a potem wylał odrobinę na dłonie, rozcierając ją między palcami. Zapach oliwy zmieszał się z wilgotnym powietrzem zaplecza, a Kasia poczuła, jak jej serce bije szybciej w oczekiwaniu. Gdy jego dłoń wróciła, była ciepła i śliska, a dwa palce wsunęły się w nią z łatwością, tym razem gładsze, bardziej płynne dzięki olejowi. Czuła, jak jej ciało poddaje się całkowicie, jak każdy ruch wywołuje dreszcze biegnące wzdłuż kręgosłupa.

    „Dobra dziewczynka” – mruknął barman, a potem, bez ostrzeżenia, dołączył trzeci palec. Kasia sapnęła, jej biodra uniosły się instynktownie, a dłonie zacisnęły się mocniej na półce. To było więcej, niż była przyzwyczajona – uczucie rozciągania, pełności, lekkiego dyskomfortu, który szybko zamienił się w intensywną przyjemność. Olej sprawiał, że jego ruchy były gładkie, niemal bez tarcia, a trzy palce wypełniały ją w sposób, który sprawiał, że jej nogi drżały. Poruszał nimi powoli, ale zdecydowanie, wchodząc coraz głębiej, a ona czuła, jak jej wnętrze pulsuje wokół niego, jak każdy ruch wysyła fale rozkoszy prosto do jej mózgu.

    Jej oddech stał się chaotyczny, przerywany cichymi jękami, których nie mogła powstrzymać. Czuła się bezbronna, wystawiona na jego łaskę, a jednocześnie tak żywa – każdy nerw w jej ciele reagował na ten dotyk, na to, jak barman ją otwierał, przygotowując na coś większego. Olej spływał lekko po jej udach, mieszając się z jej własnym podnieceniem, a ona oddawała się temu całkowicie, jej umysł tonął w mieszance wstydu i ekstazy. Adam, stojący z boku, zaśmiał się cicho. „Patrz, jak jej się podoba” – rzucił, a jego głos tylko podsycił jej uczucia. Barman przyspieszył lekko, jego palce pracowały w niej rytmicznie, a Kasia wiedziała, że jest gotowa na więcej – na wszystko, co mieli dla niej w planach.

    Kasia dyszała ciężko, jej ciało drżało od intensywności trzech palców barmana, które wypełniały ją i rozciągały w sposób, jakiego wcześniej nie doświadczyła. Olej spływał po jej udach, a każdy ruch jego dłoni sprawiał, że jej jęki stawały się coraz głośniejsze, niemal zagłuszając stłumiony hałas klubu dochodzący zza drzwi. Barman zatrzymał się nagle, wyciągając palce z jej wnętrza, a ona westchnęła cicho, czując jednocześnie ulgę i pustkę. Odwrócił ją twarzą do blatu, jej brzuch przycisnął się do krawędzi, a ręce instynktownie oparły się o powierzchnię, szukając wsparcia. Spojrzała na niego przez ramię – jego oczy błyszczały w półmroku, a na ustach pojawił się lekki, drapieżny uśmiech.

    „Wystarczy tego” – mruknął, jego głos był niski i zdecydowany. „Teraz cię wyrucham.” Nie czekał na jej reakcję – rozpiął szybko swoje spodnie, zsuwając je razem z bokserkami na tyle, by uwolnić swoją erekcję. Kasia zerknęła w dół i wstrzymała oddech – był większy, niż się spodziewała, a myśl o tym, co zaraz poczuje, sprawiła, że jej serce zadrżało z mieszanką strachu i podniecenia. Barman splunął na dłoń, rozsmarowując ślinę na sobie, a potem chwycił buteleczkę oliwy, wylewając odrobinę na jej tyłek dla dodatkowego poślizgu. Olej spłynął między jej pośladki, zimny i śliski, a ona poczuła, jak jej ciało napina się w oczekiwaniu.

    Chwycił ją za biodra, ustawiając ją tak, jak chciał – lekko pochyloną nad blatem, z nogami rozstawionymi na szerokość ramion. Jedna z jego dłoni powędrowała na jej szyję, zaciskając się delikatnie, ale wystarczająco mocno, by przycisnąć jej klatkę piersiową do blatu. Czuła chłód metalu na skórze przez cienką sukienkę, a jego palce na jej gardle dawały jej poczucie całkowitej uległości. „Trzymaj się” – powiedział krótko, a potem naparł na nią, wchodząc powoli, ale zdecydowanie. Kasia sapnęła, jej ciało napięło się na moment od uczucia rozciągania, ale olej i wcześniejsze przygotowanie sprawiły, że ból szybko ustąpił miejsca przyjemności. Wsunął się głębiej, a ona poczuła go w sobie – twardego, pulsującego, wypełniającego ją w sposób, który sprawił, że jej nogi niemal się pod nią ugięły.

    Zaczął się poruszać, najpierw powoli, jakby chciał wyczuć jej reakcje, a potem coraz szybciej, jego biodra uderzały o jej pośladki z rytmicznym plaśnięciem. Każde pchnięcie wbijało ją mocniej w blat, a jego dłoń na szyi trzymała ją w miejscu, nie pozwalając na żaden ruch. Kasia jęczała cicho, jej oddech był urywany, a ciało reagowało na każdy jego ruch falami gorąca. Nagle poczuła ostry klaps na pośladku – jego wolna ręka opadła na jej skórę z głośnym plaśnięciem, zostawiając piekące uczucie, które tylko wzmogło jej podniecenie. „Lubisz to, co?” – mruknął, a potem dał jej kolejnego klapsa, jeszcze mocniejszego. Jej skóra zapłonęła, a ona kiwnęła głową, nie mogąc wydobyć z siebie słów.

    Jej mały penis, mimo że nigdy nie był źródłem jej pewności siebie, teraz stał wyprostowany, pulsując pod wpływem tego, co się działo. Każdy ruch barmana, każde pchnięcie, każdy klaps sprawiał, że napięcie w niej narastało, a jej drobny członek podskakiwał lekko, dotykając brzegu sukienki. Czuła się całkowicie oddana – jego dłoń na szyi, szorstkie pchnięcia, pieczenie na pośladkach – wszystko to składało się na obraz jej uległości, której tak pragnęła. Adam, stojący z boku, przyglądał się temu z uśmiechem. „Patrz, jak jej dobrze” – rzucił, a jego głos brzmiał jak odległe echo w jej rozpalonym umyśle.

    Barman przyspieszył, jego oddech stał się cięższy, a ruchy bardziej gwałtowne. „Zaraz dojdziesz, mała” – wysapał, a jego dłoń na jej szyi zacisnęła się mocniej, podczas gdy druga znów opadła na jej pośladek, zostawiając kolejny czerwony ślad. Kasia czuła, jak napięcie w niej rośnie, jak jej ciało zbliża się do krawędzi – nie mogła tego powstrzymać. Gdy barman naparł na nią jeszcze mocniej, jego ruchy stały się chaotyczne, a ona wyczuła, że jest blisko. W tym samym momencie fala rozkoszy przelała się przez nią – jej mały penis wystrzelił, a drobne krople spłynęły na podłogę, gdy jej ciało zadrżało w niekontrolowanym spazmie. Jęknęła głośno, jej głos odbił się od ścian ciasnego pomieszczenia, a zaraz potem barman doszedł z niskim pomrukiem, wbijając się w nią ostatni raz i wypełniając ją ciepłem.

    Przez chwilę oboje trwali w bezruchu, dysząc ciężko. Jego dłoń zsunęła się z jej szyi, a ona oparła się o blat, czując, jak jej nogi ledwo ją utrzymują. Barman odsunął się powoli, poprawiając spodnie, a Kasia stała tam, wciąż pochylona, z sukienką zadartą i ciałem pulsującym od niedawnej ekstazy. Adam podszedł bliżej, klepiąc ją po ramieniu. „No, Kasiu, mówiłem, że będzie warto” – powiedział z uśmiechem, a ona, wciąż oszołomiona, mogła tylko kiwnąć głową, czując, jak jej mały penis powoli mięknie, a pośladki pieką od klapsów.

    Kasia wciąż opierała się o blat, jej oddech powoli się uspokajał, a ciało drżało od niedawnej ekstazy. Barman poprawiał spodnie, a Adam stał obok z triumfalnym uśmiechem, gdy nagle rozległ się dźwięk powolnego, wyraźnego klaskania. Wszyscy zamarli, a Kasia poczuła, jak jej serce podskakuje do gardła. Odwrócili się jednocześnie w stronę drzwi, które – mimo zamka – były teraz uchylone. W progu stała kobieta, której sylwetka emanowała pewnością siebie i władzą. Iwona, właścicielka lokalu, miała na sobie dopasowaną czarną suknię z głębokim dekoltem, która podkreślała jej smukłą, ale krągłą figurę. Jej ciemne włosy były upięte w elegancki kok, a na ustach malował się drwiący uśmiech. Po czterdziestce, ale z klasą, która sprawiała, że wyglądała ponadczasowo – wszyscy w klubie wiedzieli, że to zboczona domina, która nie toleruje nudy w swoim królestwie.

    „No proszę, proszę” – zaczęła Iwona, jej głos był głęboki, melodyjny, ale z ostrością, która przecinała powietrze jak bicz. Przestąpiła próg, zamykając drzwi za sobą z cichym trzaskiem. „Przyszłam zobaczyć, dlaczego moi klienci nie dostają swoich drinków, a tu taka niespodzianka. Wygląda na to, że mój barman znalazł sobie lepszą rozrywkę.” Jej spojrzenie przesunęło się po scenie – na Kasię, wciąż pochyloną nad blatem z sukienką zadartą do pasa, na barmana, który zatrzymał się w pół ruchu, i na Adama, który uniósł brew, ale nie stracił rezonu.

    Barman otworzył usta, by coś powiedzieć, ale Iwona uniosła dłoń, uciszając go jednym gestem. „Milcz, Marek. Wiem, że lubisz się bawić, ale to już przesada.” Jej oczy zatrzymały się na Kasi, a drwiący uśmiech ustąpił miejsca czemuś bardziej intensywnemu – oceniającemu, niemal drapieżnemu. „A ty, mała… Wyglądasz, jakbyś właśnie przeżyła coś, o czym marzyłaś od dawna. Jak ci się podobało?”

    Kasia zarumieniła się, czując, jak spojrzenie Iwony przeszywa ją na wylot. Jej nogi wciąż były słabe, a pośladki piekły od klapsów, ale głos kobiety działał na nią jak magnes. „Ja… tak, podobało mi się” – wyszeptała, prostując się powoli i poprawiając sukienkę, choć materiał i tak ledwo zakrywał jej ciało. Iwona zaśmiała się cicho, a dźwięk ten był jednocześnie ciepły i groźny.

    „Podobało jej się” – powtórzyła z lekką kpiną, zwracając się do Adama. „A ty, co? Reżyserujesz to przedstawienie? Myślisz, że możesz tu przychodzić i robić, co chcesz?” Adam wzruszył ramionami, nie tracąc swojego uśmiechu. „Tylko daję Kasi to, czego chce. A ona chce więcej, niż ja mogę jej dzisiaj dać. Może ty masz jakieś pomysły?”

    Iwona zmrużyła oczy, a potem zrobiła krok bliżej Kasi, ignorując Adama i barmana. Stanęła tak blisko, że Kasia mogła wyczuć jej perfumy – ciężkie, zmysłowe, z nutą wanilii i skóry. „Więcej, powiadasz?” – mruknęła, unosząc dłoń i delikatnie przesuwając palcem po policzku Kasi, aż zatrzymała się pod jej podbródkiem, unosząc jej twarz. „Jesteś uległa, prawda? Widzę to w twoich oczach. Ale coś mi mówi, że jeszcze nie wiesz, co to prawdziwa dominacja.”

    Kasia przełknęła ślinę, jej oddech znów przyspieszył, a ciało zareagowało na bliskość Iwony w sposób, którego się nie spodziewała – ciepło wróciło między jej uda, a mały penis, który dopiero co opadł, znów zaczął pulsować. „Ja… chciałabym się dowiedzieć” – wydusiła z siebie, a jej głos był cichy, ale szczery. Iwona uśmiechnęła się szerzej, tym razem bez kpiny, a z czymś, co przypominało zadowolenie.

    „Dobra odpowiedź” – powiedziała, cofając dłoń i odwracając się lekko. „W takim razie chodź ze mną, mała. Mam gabinet na górze, gdzie możemy… porozmawiać na osobności. Zobaczymy, jak bardzo jesteś gotowa się poddać.” Spojrzała na Adama i barmana, unosząc brew. „Wy dwaj możecie wrócić do swoich spraw. Barmanie, klienci czekają. A ty” – zwróciła się do Adama – „możesz przyjść później, jeśli ci pozwolę.”

    Adam zaśmiał się, ale skinął głową. „Baw się dobrze, Kasiu. Wygląda na to, że trafiłaś na odpowiednią osobę.” Iwona chwyciła Kasię za rękę – jej uścisk był pewny, ale nie brutalny – i poprowadziła ją w stronę drzwi. „Idziemy” – rzuciła krótko, a Kasia poszła za nią, czując, jak adrenalina i ciekawość mieszają się w jej żyłach. W głowie miała tylko jedno pytanie – co czeka ją w gabinecie tej tajemniczej kobiety, która zdawała się wiedzieć o jej pragnieniach więcej, niż ona sama?

    Kasia wciąż opierała się o blat, jej oddech był ciężki i nierówny, a ciało pulsowało od niedawnego uniesienia. Barman stał obok, zapinając spodnie, a Adam przyglądał się jej z boku z lekkim uśmiechem, gdy nagle ciszę zaplecza przerwał dźwięk powolnego, ironicznego klaskania. Wszyscy zamarli, a Kasia poczuła, jak jej serce zamiera na moment, zanim zacznie bić jeszcze szybciej. Odwrócili się w stronę drzwi, które teraz były uchylone, a w progu stała kobieta, której obecność wypełniła ciasną przestrzeń niewidzialną aurą władzy. Iwona, właścicielka lokalu, ubrana w elegancką, czarną suknię z głębokim wycięciem na plecach, wyglądała jak figura z innego świata – kobieta po czterdziestce, z klasą w każdym geście, ale i z reputacją zboczonej dominy, o której szeptano w klubie z mieszanką strachu i fascynacji.

    „Brawo, naprawdę” – zaczęła Iwona, jej głos był głęboki, melodyjny, ale przecięty ostrą nutą drwiny. Weszła do środka, zamykając drzwi za sobą z cichym trzaskiem, a jej obcasy zastukały o podłogę. „Przyszłam sprawdzić, dlaczego moi klienci narzekają, że nie dostają drinków, a tu proszę – małe przedstawienie w zapleczu. Nie spodziewałam się takiej kreatywności, Marek.” Spojrzała na barmana, który spuścił wzrok, wyraźnie zmieszany, ale nie próbował się tłumaczyć. Jej oczy przesunęły się na Adama, a potem zatrzymały się na Kasi, która wciąż stała z zadartą sukienką, pośladkami czerwonymi od klapsów i oddechem, którego nie mogła uspokoić.

    „A ty, śliczna” – kontynuowała Iwona, podchodząc bliżej Kasi i mierząc ją wzrokiem od stóp do głów – „wyglądasz, jakbyś się tu świetnie bawiła. Co cię tak rozgrzało, hm?” Jej ton był kpiący, ale w jej spojrzeniu błyszczało coś innego – ciekawość, może nawet zainteresowanie. Kasia zarumieniła się, próbując poprawić sukienkę, ale jej ręce drżały, a obecność Iwony sprawiała, że czuła się jednocześnie onieśmielona i dziwnie podekscytowana. „Ja… przepraszam, jeśli coś zrobiłam nie tak” – wydusiła cicho, jej głos był niepewny, ale szczery.

    Iwona zaśmiała się, a dźwięk ten był jak miękki bat przecinający powietrze. „Nie tak? Kochanie, to nie o to chodzi, że coś zrobiłaś nie tak. Chodzi o to, że robisz to za dobrze.” Zwróciła się do Adama, unosząc brew. „To twoja sprawka, co? Przyprowadziłeś ją tu i oddałeś mojemu barmanowi jak prezent. Myślisz, że możesz sobie urządzać takie zabawy w moim lokalu bez mojej wiedzy?”

    Adam wzruszył ramionami, nie tracąc swojego nonszalanckiego uśmiechu. „Myślałem, że docenisz inicjatywę. Kasia chciała się zabawić, a ja chciałem jej pomóc. Wygląda na to, że wszyscy są zadowoleni… no, może poza klientami przy barze.” Puścił jej oczko, ale Iwona nie odwzajemniła uśmiechu. Zamiast tego podeszła jeszcze bliżej Kasi, ignorując Adama i barmana, i zatrzymała się tak blisko, że Kasia mogła poczuć zapach jej perfum – ciężki, zmysłowy, z nutą paczuli.

    „Kasia, tak?” – zapytała, unosząc dłoń i delikatnie dotykając jej podbródka, zmuszając ją, by spojrzała jej w oczy. „Masz w sobie coś… podatnego. Widzę, że lubisz, jak ktoś tobą rządzi. Ale to, co tu się działo, to zaledwie namiastka.” Jej palce przesunęły się po szczęce Kasi, a potem zsunęły się na jej szyję, zatrzymując się tam na moment. Kasia wstrzymała oddech, czując, jak jej ciało reaguje na ten dotyk – ciepło wróciło do jej brzucha, a mały penis, który dopiero co opadł, znów zaczął pulsować pod sukienką.

    „Chciałabym… dowiedzieć się więcej” – wyszeptała Kasia, nie odrywając wzroku od oczu Iwony, które zdawały się widzieć ją na wylot. Iwona uśmiechnęła się, tym razem wolniej, z czymś, co przypominało uznanie. „Więcej, powiadasz? Dobrze, mała. W takim razie chodź ze mną. Mam gabinet na górze – tam możemy porozmawiać… i nie tylko. Zobaczymy, jak bardzo jesteś gotowa się poddać.”

    Odwróciła się do barmana i Adama, rzucając im ostre spojrzenie. „Marek, wracaj za bar, dość tego lenistwa. A ty” – wskazała na Adama – „możesz tu zostać albo wyjść, ale jej już nie potrzebujesz na razie.” Chwyciła Kasię za rękę – jej uścisk był pewny, ale nie brutalny – i ruszyła w stronę drzwi. „Idziemy, Kasiu. Czas na coś bardziej… wyrafinowanego.” Kasia poszła za nią, jej serce dudniło w piersi, a w głowie kłębiły się pytania i obrazy – co czeka ją w gabinecie tej kobiety, która zdawała się znać wszystkie jej sekrety?

    Kasia szła za Iwoną korytarzem prowadzącym na górę, jej szpilki stukały nierówno o drewniane schody, a dłonie drżały lekko, wciąż ściskając brzeg sukienki, którą próbowała poprawić. Czuła się jak w transie – zapach perfum Iwony, jej pewny krok i ta aura władzy, która otaczała ją jak niewidzialna peleryna, sprawiały, że Kasia nie mogła myśleć o niczym innym. Serce waliło jej w piersi, a w dole brzucha wciąż tliło się ciepło po tym, co zaszło na zapleczu. Iwona nie odzywała się, prowadząc ją w milczeniu, aż dotarły do ciężkich, ciemnych drzwi na końcu korytarza. Wyciągnęła klucz z małej kieszeni sukni, otworzyła je i gestem wskazała Kasi, by weszła pierwsza.

    ### Musiałem podzielić opowiadanie, bo serwis posiada limit słów.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    yummya
  • Do trzech razy sztuka – czesc 3 [AI]

    Gabinet Iwony był inny, niż Kasia się spodziewała – nie był to surowy loch pełen łańcuchów, jak sobie wyobrażała, słysząc plotki o jej dominującej naturze. Pomieszczenie było eleganckie, niemal luksusowe: ciemne ściany, ciężkie zasłony w kolorze burgundu, skórzana sofa w rogu i masywne biurko z czarnego drewna. Na półkach stały książki i dziwne przedmioty – pejcze, kajdanki, coś, co wyglądało jak ozdobne maski – ale wszystko ułożone z precyzją, jakby każdy detal miał swoje miejsce. W powietrzu unosił się zapach kadzidła, ciężki i zmysłowy, który mieszał się z wonią skóry i drewna. Iwona zamknęła drzwi za nimi, przekręcając zamek, a potem oparła się o nie, krzyżując ramiona i przyglądając się Kasi z lekkim uśmiechem.

    „No więc, Kasiu” – zaczęła, jej głos był spokojny, ale niósł w sobie nutę, która sprawiała, że Kasia czuła się jednocześnie bezpieczna i zagrożona. „Wyglądasz na kogoś, kto lubi oddawać kontrolę. Powiedz mi, co czujesz, stojąc tu teraz, po tym, co zrobiłaś na dole?” Jej spojrzenie przesunęło się po sylwetce Kasi – od potarganych loków peruki, przez obcisłą sukienkę, aż po pończochy, które wciąż były lekko przekrzywione po wcześniejszych wydarzeniach.

    Kasia przełknęła ślinę, czując, jak jej policzki płoną pod tym wzrokiem. „Czuję… jakby moje ciało nie należało do mnie” – przyznała cicho, a jej głos drżał z emocji. „Jakby każdy dotyk, każde słowo mogło mnie złamać, ale jednocześnie tego chcę. Chcę się poddać.” Słowa wypływały z niej naturalnie, jakby obecność Iwony wyciągała z niej prawdę, której wcześniej nie miała odwagi wypowiedzieć na głos.

    Iwona skinęła głową, a jej uśmiech poszerzył się lekko. „Dobrze powiedziane” – mruknęła, odrywając się od drzwi i podchodząc bliżej. Stanęła przed Kasią, jej obcasy stukały cicho o podłogę, a potem pochyliła się, tak że ich twarze dzieliły tylko centymetry. „Jesteś jak glina, którą mogę uformować. Ale żeby to zrobić, muszę wiedzieć, gdzie są twoje granice. Klęknij.” To nie była prośba – to był rozkaz, wypowiedziany z taką pewnością, że Kasia posłuchała bez wahania.

    Opadła na kolana, czując chłód podłogi przez pończochy. Jej oddech przyspieszył, a wzrok skierowała w dół, na błyszczące buty Iwony, nie śmiejąc spojrzeć jej w oczy bez pozwolenia. Iwona zaśmiała się cicho, zadowolona z jej reakcji. „Grzeczna dziewczynka” – powiedziała, a potem obeszła ją powoli, jak drapieżnik oceniający zdobycz. Kasia czuła jej spojrzenie na sobie, czuła się naga, mimo że wciąż miała na sobie sukienkę. „Widzę, że ktoś już się tobą zajął” – dodała Iwona, zatrzymując się za nią i przesuwając dłonią po jej plecach, aż dotarła do pośladków, wciąż lekko zaczerwienionych od klapsów barmana. „Ale to był chaos. Ja wolę… precyzję.”

    Kasia wstrzymała oddech, gdy dłoń Iwony zacisnęła się lekko na jej skórze, a potem kobieta wróciła przed nią, siadając na krawędzi biurka i krzyżując nogi. „Spójrz na mnie” – rozkazała, a Kasia uniosła wzrok, spotykając jej ciemne, przenikliwe oczy. „Tutaj nie ma miejsca na przypadkowość. Jeśli chcesz zostać, musisz mi zaufać. Mogę cię poprowadzić dalej, niż ten barman czy twój przyjaciel na dole. Ale to oznacza, że robisz, co mówię, kiedy mówię. Zgadzasz się?”

    Kasia kiwnęła głową, jej głos uwiązł w gardle, ale Iwona uniosła brew. „Słowa, Kasiu. Chcę to usłyszeć.” „Tak… zgadzam się” – wyszeptała, a jej serce zadrżało z ekscytacji i lekkiego strachu. Iwona uśmiechnęła się, tym razem z wyraźnym zadowoleniem. „Dobrze. W takim razie wstań i podejdź do sofy. Zobaczymy, jak dobrze potrafisz słuchać.”

    Kasia podniosła się powoli, jej nogi były miękkie, ale ruszyła w stronę skórzanej sofy, czując na sobie wzrok Iwony jak fizyczny dotyk. Usiadła na krawędzi, a Iwona podeszła, stając nad nią z rękami opartymi na biodrach. „Rozchyl nogi” – rozkazała, a Kasia posłuchała, czując, jak sukienka podciąga się wyżej, odsłaniając jej uda i koronkowe pończochy. Iwona przyglądała się jej przez chwilę, a potem nachyliła się, jej dłoń powędrowała na wewnętrza stronę uda Kasi, muskając ją lekko. „Jesteś… bardzo wrażliwa” – mruknęła, a jej palce zatrzymały się tuż przy krawędzi stringów. „To dobrze. Będziemy się świetnie bawić.”

    Kasia zamknęła oczy, oddając się temu dotykowi, czując, jak jej ciało reaguje na każdy gest Iwony. Wiedziała, że to dopiero początek – że ta kobieta zabierze ją w miejsca, o których wcześniej tylko śniła.

    Kasia siedziała na brzegu skórzanej sofy, jej nogi były rozchylone na rozkaz Iwony, a oddech przyspieszał pod wpływem jej bliskości. Dłoń Iwony wciąż spoczywała na jej udzie, palce delikatnie muskały skórę tuż przy krawędzi stringów, a Kasia czuła, jak jej ciało reaguje na każdy, nawet najdrobniejszy dotyk – ciepło rozlewało się po jej brzuchu, a mały penis, który już wcześniej stawał pod wpływem emocji, znów zaczął pulsować. Iwona przyglądała się jej z lekkim uśmiechem, jakby dokładnie wiedziała, co dzieje się w jej wnętrzu. „Wrażliwa, ale niezdyscyplinowana” – mruknęła, cofając dłoń i prostując się. „Trzeba to zmienić.”

    Podeszła do jednej z półek w gabinecie, jej obcasy stukały o podłogę z precyzyjnym rytmem, który sprawiał, że Kasia czuła się jak w hipnozie. Iwona sięgnęła po mały, czarny futerał, otworzyła go i wyciągnęła coś, co na pierwszy rzut oka wyglądało jak błyszcząca metalowa zabawka. Kasia zmrużyła oczy, a potem jej oddech zadrżał, gdy zorientowała się, co to jest – klatka na penisa, mała, ale solidna, z cienkimi prętami i małym zamkiem. Iwona wróciła do niej, trzymając urządzenie w dłoni, i usiadła na sofie obok, jej kolano otarło się o udo Kasi. „Wstań i zdejmij stringi” – rozkazała spokojnie, a Kasia, choć zawahała się przez ułamek sekundy, posłuchała.

    Podniosła się, jej ręce drżały, gdy zsuwała koronkowe stringi na podłogę, zostawiając je przy kostkach. Jej sukienka wciąż była zadarta, a mały penis, teraz w pełni widoczny, stał wyprostowany, zdradzając jej podniecenie. Iwona uniosła brew, a na jej ustach pojawił się cień uśmiechu. „No proszę, ktoś tu się cieszy” – powiedziała z lekką kpiną, a potem chwyciła Kasię za biodro, przyciągając ją bliżej. „Ale nie dzisiaj, mała. Jeśli chcesz być moja, musisz nauczyć się kontroli.” Zimny metal klatki dotknął skóry Kasi, a ona wstrzymała oddech, gdy Iwona zręcznie założyła urządzenie – najpierw pierścień wokół nasady, potem klatka obejmująca jej członka, zamykając go w ciasnej, ale nie bolesnej przestrzeni. Mały zamek kliknął, a klucz Iwona schowała do kieszeni sukni. „Teraz jesteś moja w pełni” – mruknęła, klepiąc Kasię lekko po udzie. „Jak się czujesz?”

    Kasia zacisnęła usta, czując, jak metal ogranicza jej ruchy, jak jej podniecenie jest uwięzione, pulsujące, ale bez możliwości ulgi. „Czuję się… bezradna” – wyszeptała, a jej głos zadrżał. „Ale… podoba mi się to.” Iwona zaśmiała się cicho, zadowolona z odpowiedzi. „Dobrze. To dopiero początek.”

    Wstała z sofy, zdejmując buty i rzucając je niedbale w kąt. Jej stopy, zadbane, z paznokciami pomalowanymi na głęboką czerwień, wyglądały niemal równie władczo jak reszta jej osoby. Usiadła z powrotem, opierając się wygodnie, i spojrzała na Kasię. „Zrobisz mi drinka” – rozkazała, wskazując gestem na mały barek w rogu gabinetu. „Whisky z lodem. A potem wymasujesz mi stopy. Jeśli zrobisz to dobrze, może coś dla ciebie wymyślę.”

    Kasia kiwnęła głową, czując, jak klatka ociera się o jej skórę przy każdym kroku. Podeszła do barku, jej ruchy były niepewne, a metalowe urządzenie przypominało jej o nowej roli – nie mogła się uwolnić, nie mogła decydować o swoim ciele. Wyjęła szklankę, wsypała kilka kostek lodu i nalała whisky, starając się, by jej ręce nie drżały za bardzo. Wróciła do Iwony, podając jej drinka z lekkim pochyleniem głowy, jak uczennica przed nauczycielką. Iwona wzięła szklankę, upiła łyk i skinęła z aprobatą. „Nieźle. Teraz stopy.”

    Kasia uklękła przed sofą, jej kolana znów dotknęły podłogi, a klatka przypomniała o sobie lekkim uciskiem, gdy się poruszyła. Iwona wyciągnęła jedną nogę, opierając ją na udzie Kasi, a ona chwyciła ją ostrożnie, zaczynając masować. Jej dłonie, delikatne i niepewne, przesuwały się po gładkiej skórze, uciskając palce i łuk stopy. Iwona westchnęła cicho, zamykając oczy, a Kasia poczuła dziwną dumę – chciała ją zadowolić, chciała usłyszeć pochwałę. Klatka trzymała jej podniecenie w ryzach, ale to tylko wzmagało jej pragnienie, by służyć, by być posłuszną.

    „Mocniej” – mruknęła Iwona, popijając whisky, a Kasia posłuchała, wbijając kciuki w podeszwę, czując, jak mięśnie stopy rozluźniają się pod jej dotykiem. Drugą nogę masowała z równą uwagą, a klatka ocierała się o jej skórę, przypominając jej, że jej własne potrzeby nie mają tu znaczenia. Iwona otworzyła oczy, przyglądając się jej z lekkim uśmiechem. „Masz talent, Kasiu. Może zostaniesz moją małą służącą na dłużej. Co ty na to?”

    Kasia spojrzała na nią, jej oddech był szybki, a w oczach błyszczała mieszanka uległości i fascynacji. „Chciałabym… bardzo” – wyszeptała, a Iwona zaśmiała się, odstawiając pustą szklankę. „Zobaczymy, jak dobrze się spiszesz. Na razie masuj dalej. I ani słowa o tej klatce – zostaje na tobie, aż uznam inaczej.”

    Kasia wróciła do masażu, czując, jak jej rola się pogłębia, jak oddaje się Iwonie w sposób, którego wcześniej nie znała. Klatka była jak symbol jej nowego miejsca – uwięziona, ale wolna w swojej uległości.

    Kasia siedziała na skraju skórzanej sofy, jej nogi rozchylone na rozkaz Iwony, a serce biło szybko pod wpływem jej władczej obecności. Dłoń Iwony wciąż spoczywała na jej udzie, palce delikatnie drażniły skórę tuż przy krawędzi stringów, a Kasia czuła, jak jej mały penis napina się pod materiałem, reagując na każdy gest tej tajemniczej kobiety. Iwona przyglądała się jej z lekkim, niemal badawczym uśmiechem, a potem cofnęła dłoń i wstała, jej ruchy były płynne, ale pełne pewności. „Masz potencjał, mała” – mruknęła, idąc w stronę jednej z półek w gabinecie. „Ale najpierw musimy cię… ujarzmić.”

    Otworzyła małą szufladę i wyciągnęła błyszczący przedmiot – metalową klatkę na penisa, niewielką, ale solidną, z cienkimi prętami i małym zamkiem. Kasia wstrzymała oddech, gdy Iwona wróciła, trzymając urządzenie w dłoni, i usiadła obok niej, jej kolano otarło się o udo Kasi. „Zdejmij stringi i pokaż mi, co tam masz” – rozkazała spokojnie, a jej ton nie pozostawiał miejsca na sprzeciw. Kasia, choć zawahała się przez moment, posłuchała – jej dłonie drżały, gdy zsuwała koronkową bieliznę na podłogę, odsłaniając swojego małego, wyprostowanego penisa. Sukienka wciąż była zadarta, a ona czuła się wystawiona na pokaz, bezbronna pod spojrzeniem Iwony.

    Iwona uniosła brew, a jej usta wykrzywiły się w lekkim, kpiącym uśmiechu. „No proszę, malutki, ale chętny” – skomentowała, a potem, nie czekając na reakcję, chwyciła Kasię za biodro i przyciągnęła ją bliżej. Zimny metal klatki dotknął jej skóry, a Kasia sapnęła cicho, gdy Iwona zręcznie założyła urządzenie – pierścień najpierw objął nasadę, a potem klatka zamknęła jej członka w ciasnej przestrzeni. Zamek kliknął cicho, a klucz zniknął w kieszeni sukni Iwony. „Teraz jesteś moja” – powiedziała, jej głos był niski i pełen satysfakcji. „Żadnych figli bez mojego pozwolenia. Jak się czujesz?”

    Kasia zacisnęła wargi, czując, jak metal ogranicza jej podniecenie, trzymając je w ryzach. Był to dziwny dyskomfort, ale jednocześnie podniecający – jej ciało chciało więcej, ale nie mogło się uwolnić. „Czuję się… uwięziona” – wyszeptała, a jej policzki zapłonęły. „Ale… chcę tego.” Iwona zaśmiała się cicho, klepiąc ją po udzie. „Dobra odpowiedź. Zobaczmy, jak dobrze potrafisz służyć.”

    Wstała, zdejmując swoje eleganckie szpilki i rzucając je na bok. Usiadła z powrotem na sofie, opierając się wygodnie, a jej bose stopy – zadbane, z paznokciami pomalowanymi na krwistą czerwień – spoczęły na podłodze. Spojrzała na Kasię z lekkim uśmiechem. „Zrobisz mi drinka” – rozkazała, wskazując na mały barek w rogu gabinetu. „Gin z tonikiem, dwie kostki lodu. A potem wymasujesz mi stopy. Jeśli zrobisz to dobrze, może cię za to nagrodzę.”

    Kasia kiwnęła głową, czując, jak klatka ociera się o jej skórę, gdy wstała. Każdy krok przypominał jej o nowym ograniczeniu – metal był zimny, ciasny, a jej podniecenie, choć wciąż obecne, nie mogło znaleźć ujścia. Podeszła do barku, wzięła szklankę, wsypała lód i nalała gin z tonikiem, starając się, by jej ruchy były pewne, mimo drżenia rąk. Wróciła do Iwony i podała jej drinka, pochylając się lekko, jak służąca przed panią. Iwona wzięła szklankę, upiła łyk i skinęła z uznaniem. „Nieźle. Teraz stopy.”

    Kasia uklękła przed sofą, jej kolana dotknęły chłodnej podłogi, a klatka znów dała o sobie znać, uciskając ją lekko, gdy się poruszyła. Iwona wyciągnęła jedną nogę, opierając ją na udzie Kasi, a ona chwyciła ją ostrożnie, zaczynając masaż. Jej dłonie przesuwały się po gładkiej skórze, uciskając palce i podeszwę, starając się wyczuć, co sprawi przyjemność Iwonie. Czuła zapach lakieru do paznokci i subtelny krem, którym musiała być natarta stopa – to wszystko mieszało się z kadzidłem w powietrzu, tworząc aurę intymności i władzy. Iwona westchnęła cicho, zamykając oczy, a Kasia skupiła się na zadaniu, chcąc zasłużyć na pochwałę.

    „Mocniej pod łukiem” – mruknęła Iwona, popijając drinka, a Kasia posłuchała, wbijając kciuki głębiej, czując, jak mięśnie stopy rozluźniają się pod jej dotykiem. Drugą nogę masowała z równą starannością, a klatka przypominała jej o jej miejscu – nie mogła myśleć o własnym ciele, tylko o służeniu Iwonie. Metal uciskał jej małego penisa, który wciąż próbował się napinać, ale nie miał na to szans, co tylko wzmagało jej frustrację i jednocześnie podniecenie. Iwona otworzyła oczy, przyglądając się jej z zadowoleniem. „Masz delikatne ręce, Kasiu. To dobrze. Może zrobimy z ciebie moją małą służącą na stałe?”

    Kasia spojrzała na nią, jej oddech był szybki, a w oczach błyszczała uległość. „Chciałabym… bardzo” – odpowiedziała cicho, a Iwona uśmiechnęła się, odstawiając pustą szklankę na stolik obok. „Zobaczymy, jak się spiszesz. Na razie masuj dalej. I nie waż się narzekać na tę klatkę – zostaje, dopóki nie zdecyduję inaczej.”

    Kasia wróciła do masażu, jej dłonie pracowały rytmicznie, a ona sama oddawała się tej roli – uwięziona, posłuszna, całkowicie zależna od woli Iwony. Czuła się jak w pułapce, ale była to pułapka, której pragnęła całym sercem.

    Kasia klęczała przed Iwoną, jej dłonie wciąż masowały stopy dominy, a w głowie kłębiły się mieszane uczucia – frustracja z powodu klatki na penisie, która trzymała jej podniecenie w ryzach, i duma z tego, że Iwona wydawała się zadowolona z jej wysiłków. Metal ocierał się o skórę przy każdym ruchu, przypominając jej o całkowitej zależności od woli tej kobiety. Iwona odstawiła pustą szklankę po ginie z tonikiem na stolik, a potem spojrzała na Kasię z lekkim, niemal łaskawym uśmiechem. „Bardzo dobrze się spisałaś, mała” – powiedziała, jej głos był ciepły, ale wciąż niósł w sobie tę władczą nutę, która sprawiała, że Kasia drżała. „Należy ci się nagroda.”

    Iwona rozchyliła nogi powoli, jej czarna suknia zsunęła się na boki, odsłaniając smukłe uda i czarne, koronkowe majtki. Kasia wstrzymała oddech, jej oczy rozszerzyły się, a serce zabiło szybciej – pomyślała, że to zaproszenie do czegoś intymnego, coś, co mogłaby zrobić ustami, by jeszcze bardziej zadowolić Iwonę. „Liż” – rozkazała Iwona krótko, a Kasia, nie zastanawiając się długo, pochyliła się z entuzjazmem, gotowa zanurzyć się między jej uda i zrobić minetkę. Ale zanim jej usta zdążyły dotknąć materiału majtek, Iwona zaśmiała się głośno, dźwięk ten był ostry i pełen kpiny. „Aż tak grzeczna nie byłaś, kochanie” – rzuciła, prostując się i unosząc biodra. „Myślałaś, że dostaniesz to od razu? Nie, nie. Możesz polizać sobie inną dziurkę.”

    Kasia zamrugała, zaskoczona, a Iwona wstała z sofy, odwracając się tyłem do niej. Z gracją, ale i pewnością siebie, podciągnęła suknię do pasa, odsłaniając swoje krągłe pośladki i zsunęła majtki na uda. Potem usiadła na krawędzi biurka, pochylając się do przodu i unosząc biodra tak, by jej odbyt był wystawiony w stronę Kasi – dostępny, widoczny, a jednocześnie wymagający. „No dalej” – rozkazała, spoglądając na Kasię przez ramię. „Liż. Pokaż, jak bardzo chcesz mnie zadowolić.”

    Kasia zamarła na moment, jej oddech stał się płytki, a w głowie pojawiła się fala niepewności. To nie było coś, czego się spodziewała – minetka wydawała się bardziej naturalna, bardziej w jej strefie komfortu, ale to? Poczuła lekki opór, jej policzki zapłonęły ze wstydu, a klatka na penisie przypomniała o sobie, uciskając ją mocniej, jakby chciała ją zmusić do posłuszeństwa. „Nie wahaj się, Kasiu” – dodała Iwona, jej ton był surowy, ale kuszący. „To twoja nagroda. Zasłużyłaś na nią.”

    Kasia przełknęła ślinę, klęcząc bliżej biurka. Powoli zbliżyła twarz do pośladków Iwony, czując zapach jej ciała – mieszankę perfum i naturalnej, ciepłej skóry. Na początku jej ruchy były nieśmiałe – wysunęła język, dotykając delikatnie, a jej usta musnęły skórę wokół odbytu. Smak był inny, ziemisty, a ona zmarszczyła nos, niepewna, czy to jej się podoba. Ale Iwona westchnęła cicho, jej biodra poruszyły się lekko, a ten dźwięk – dowód przyjemności – zadziałał na Kasię jak magnes. Chciała usłyszeć więcej, chciała być dobrą dziewczynką, jak mówiła Iwona.

    Zacisnęła dłonie na udach Iwony, przyciągając się bliżej, i zaczęła lizać śmielej. Jej język poruszał się powoli, okrążając wrażliwe miejsce, a potem wsunął się głębiej, badając je z rosnącą pewnością. Iwona mruknęła z zadowoleniem, opierając się mocniej o biurko, a jej oddech stał się głębszy. „No, widzisz? Potrafisz, jak chcesz” – rzuciła, a Kasia poczuła, jak jej własny wstyd ustępuje miejsca dziwnemu rodzajowi satysfakcji. Klatka uciskała jej penisa, który napinał się bezskutecznie, a to uczucie frustracji tylko podsycało jej zapał – nie mogła sama dojść, ale mogła sprawić przyjemność Iwonie, i to stało się jej celem.

    Z czasem jej ruchy stały się bardziej płynne, niemal instynktowne. Lizała z oddaniem, jej język pracował rytmicznie, a dłonie ściskały uda Iwony, czując ich ciepło i napięcie. Smak, który na początku ją onieśmielał, teraz wydawał się mniej obcy – stał się częścią tej intymnej gry, w której Kasia odnajdywała swoje miejsce. Iwona zaczęła cicho pojękiwać, jej biodra poruszały się lekko w rytm ruchów Kasi, a ten dźwięk był jak nagroda, o której mówiła – potwierdzenie, że Kasia dobrze się spisuje. „Mocniej” – mruknęła Iwona, a Kasia posłuchała, wciskając język głębiej, czując, jak jej własne podniecenie rośnie, choć uwięzione w metalowej klatce.

    Iwona odchyliła głowę, jej oddech przyspieszył, a Kasia, zatopiona w zadaniu, zapomniała o początkowej niechęci. Chciała tego – chciała być posłuszna, chciała słyszeć, jak Iwona traci kontrolę dzięki niej. Klatka przypominała jej o granicach, ale jednocześnie dawała jej wolność – wolność oddania się całkowicie tej kobiecie, która rządziła nią bez wysiłku.

    Kasia klęczała przed biurkiem, jej język wciąż pracował rytmicznie, a dłonie ściskały uda Iwony, czując, jak mięśnie tej kobiety napinają się pod jej dotykiem. Ciche jęki Iwony wypełniały gabinet, a jej biodra poruszały się coraz bardziej niespokojnie, zdradzając, że zbliża się do krawędzi. Kasia, choć uwięziona w klatce, czuła własne podniecenie – pulsujące, tłumione, ale wszechobecne, napędzane satysfakcją z tego, że potrafi sprawić przyjemność tej władczej kobiecie. Nagle Iwona odchyliła się gwałtownie, jej oddech stał się urywany, a dłoń zacisnęła się na krawędzi biurka. „Dość” – rzuciła ostro, choć w jej głosie słychać było drżenie. Wstała, prostując się szybko, a jej oczy błyszczały intensywnym, niemal dzikim blaskiem.

    Kasia odsunęła się, dysząc lekko, jej usta były wilgotne, a policzki zarumienione. Spojrzała na Iwonę z mieszanką niepewności i dumy, czekając na kolejny rozkaz. Iwona poprawiła suknię, ale jej ruchy były nerwowe, jakby ta sytuacja podnieciła ją bardziej, niż chciała przyznać. „Strasznie mnie rozgrzałaś, mała” – mruknęła, jej głos był niski, chrapliwy, a potem podeszła do jednej z półek w gabinecie, jej obcasy znów zastukały o podłogę. Otworzyła szufladę i wyciągnęła coś, co sprawiło, że Kasia wstrzymała oddech – czarną maskę z paskami, do której przymocowany był realistyczny, średniej wielkości dildo. Iwona odwróciła się, trzymając przedmiot w dłoni, a na jej ustach pojawił się szeroki, niemal drapieżny uśmiech.

    „Wstań i załóż to” – rozkazała, podając Kasi maskę. Kasia wzięła ją drżącymi rękami, czując chłodny dotyk skóry i gumy. Maska miała otwory na oczy i usta, ale dildo wystawało z miejsca, gdzie normalnie byłoby jej czoło, skierowane do przodu jak przedłużenie jej głowy. Zapięła paski wokół głowy, czując, jak materiał przylega do jej twarzy, a ciężar dilda lekko ją destabilizuje. Klatka na penisie uciskała ją mocniej, gdy stała, przypominając o jej uwięzionym podnieceniu, ale nie mogła odmówić – nie chciała. Iwona przyglądała się jej z zadowoleniem, a potem usiadła z powrotem na krawędzi biurka, rozchylając nogi szerzej niż wcześniej.

    „Podejdź” – rzuciła krótko, a Kasia posłuchała, stając przed nią. Iwona chwyciła ją za ramiona, ustawiając ją tak, by dildo na masce znalazło się na wysokości jej krocza. „Zadowolisz mnie tym” – mruknęła, zsuwając majtki na podłogę i odsłaniając się całkowicie. Kasia spojrzała w dół, widząc jej wilgotność, a jej własny oddech przyspieszył – nie mogła dotknąć siebie, ale mogła służyć Iwonie, i to wystarczyło, by jej ciało płonęło.

    Iwona chwyciła głowę Kasi obiema rękami, traktując ją jak narzędzie – jak kutasa, który miała teraz kontrolować. Pchnęła ją do przodu, a dildo wsunęło się w nią powoli, wywołując u Iwony cichy, gardłowy jęk. Kasia poczuła opór, a potem płynność, gdy Iwona zaczęła poruszać jej głową, nadając rytm. Jej ręce zacisnęły się na paskach maski, ciągnąc Kasię bliżej, a dildo wchodziło coraz głębiej, wypełniając Iwonę w sposób, który sprawiał, że jej oddech stawał się coraz bardziej chaotyczny. „Tak, mała… właśnie tak” – wysapała, jej biodra poruszały się w takt ruchów, a Kasia, choć nie mogła dotykać siebie, czuła, jak jej własne podniecenie narasta pod wpływem tej sceny.

    Iwona traktowała jej głowę jak przedłużenie swojego pragnienia, popychając ją i przyciągając w szybkim, niemal brutalnym rytmie. Kasia widziała przez otwory w masce, jak twarz Iwony wykrzywia się w rozkoszy, jak jej usta rozchylają się w cichych jękach, a oczy przymykają się z przyjemności. Klatka uciskała jej małego penisa, który napinał się bezskutecznie, a to uczucie frustracji tylko pogłębiało jej oddanie – chciała, by Iwona doszła, chciała być tą, która ją do tego doprowadzi, nawet jeśli sama nie mogła znaleźć ulgi.

    Iwona przyspieszyła, jej dłonie ściskały głowę Kasi mocniej, a dildo poruszało się w niej z coraz większą intensywnością. „Nie przestawaj… cholera, dobra dziewczynka” – wyszeptała, a jej głos przeszedł w niski pomruk, gdy jej ciało zadrżało. Nagle napięła się cała, jej biodra uniosły się z biurka, a z gardła wydobył się głośny jęk – doszła, jej mięśnie zacisnęły się wokół dilda, a Kasia czuła każdy spazm przez ruchy jej rąk. Iwona dyszała ciężko, powoli zwalniając uścisk, a potem odsunęła Kasię, opadając na blat z westchnieniem.

    Kasia została na miejscu, jej oddech był szybki, a maska z dildem wciąż tkwiła na jej twarzy, mokra od Iwony. Klatka pulsowała na jej penisie, przypominając jej o granicach, ale w głębi duszy czuła satysfakcję – zadowoliła Iwonę, oddała się jej całkowicie. Iwona uniosła głowę, spojrzała na nią z lekkim uśmiechem i mruknęła: „Nieźle, mała. Może jednak coś z ciebie będzie.” Wstała, poprawiając suknię, a Kasia czekała, wciąż na kolanach, gotowa na kolejny rozkaz.

    Kasia klęczała przed biurkiem, jej język wciąż smakował Iwonę, a dłonie ściskały jej uda, czując, jak drżą pod jej dotykiem. Ciche pojękiwania Iwony wypełniały gabinet, a jej biodra poruszały się coraz bardziej niespokojnie, zdradzając narastające podniecenie. Kasia, mimo klatki blokującej jej własnego penisa, czuła, jak jej ciało płonie – satysfakcja z dawania przyjemności tej władczej kobiecie była niemal tak intensywna jak fizyczna rozkosz, której sama nie mogła doświadczyć. Nagle Iwona odsunęła się gwałtownie, jej oddech był szybki i nierówny, a oczy błyszczały gorączkowym blaskiem. „Dość” – rzuciła ostro, prostując się i poprawiając suknię, choć jej ruchy zdradzały, że ledwo panuje nad sobą. „Cholera, mała, strasznie mnie rozgrzałaś.”

    Podeszła szybkim krokiem do jednej z półek w gabinecie, jej obcasy stukały o podłogę z niecierpliwością, która zdradzała jej stan. Otworzyła szufladę i wyciągnęła coś, co sprawiło, że Kasia wstrzymała oddech – czarną maskę z paskami, do której przymocowany był solidny, czarny dildo, wystający z miejsca, gdzie normalnie byłoby czoło noszącego. Iwona odwróciła się, trzymając przedmiot w dłoni, a jej usta wykrzywiły się w szerokim, niemal dzikim uśmiechu. „Wstań i załóż to” – rozkazała, podając Kasi maskę z taką pewnością, jakby nie zakładała żadnej odmowy.

    Kasia podniosła się z klęczek, jej nogi były miękkie, a klatka na penisie przypominała o sobie lekkim uciskiem, gdy się poruszyła. Wzięła maskę drżącymi rękami, czując chłodny dotyk skóry i gumy. Paski były solidne, a dildo – średniej wielkości, ale wyraźnie ciężkie – wydawało się niemal żywe w jej dłoniach. Zapięła maskę wokół głowy, czując, jak paski zaciskają się na jej skórze, a ciężar dilda ciągnie ją lekko do przodu. Otwory na oczy i usta pozwalały jej widzieć i oddychać, ale dildo na czole sprawiało, że czuła się jak narzędzie – przedłużenie woli Iwony. Klatka uciskała jej małego penisa, który napinał się bezskutecznie, a to uczucie frustracji tylko pogłębiało jej uległość.

    Iwona przyglądała się jej z zadowoleniem, a potem usiadła na krawędzi biurka, rozchylając nogi szeroko i zsuwając majtki na podłogę. „Podejdź” – rzuciła krótko, a Kasia posłuchała, stając przed nią z maską na twarzy. Iwona chwyciła jej głowę obiema rękami, ustawiając ją tak, by dildo znalazło się na wysokości jej krocza. „Zadowolisz mnie tym” – mruknęła, a jej głos był chrapliwy z podniecenia. Pchnęła głowę Kasi do przodu, a dildo wsunęło się w nią powoli, wypełniając ją z cichym, mokrym dźwiękiem. Iwona westchnęła głośno, jej biodra drgnęły, a Kasia poczuła, jak ręce tej kobiety zaciskają się na paskach maski, traktując jej głowę jak kutasa – narzędzie do jej własnej przyjemności.

    Iwona zaczęła poruszać głową Kasi, nadając rytm – najpierw powoli, jakby delektując się każdym centymetrem, a potem coraz szybciej, z rosnącą desperacją. Dildo wchodziło w nią głęboko, a Kasia widziała przez otwory maski, jak twarz Iwony wykrzywia się w rozkoszy, jak jej usta rozchylają się w cichych jękach, a oczy przymykają się z intensywności doznań. „Tak… dobra dziewczynka” – wysapała Iwona, jej dłonie ściskały paski mocniej, popychając i przyciągając Kasię w szybkim, niemal brutalnym tempie. Kasia czuła się jak marionetka – jej ciało było uwięzione, jej podniecenie zamknięte w klatce, a głowa używana jak przedłużenie woli Iwony. Każdy ruch, każde pchnięcie dilda w Iwonę, wysyłało fale frustracji i satysfakcji przez jej własne ciało – nie mogła dojść, ale mogła być tą, która doprowadzi Iwonę do ekstazy.

    Iwona przyspieszyła, jej oddech stał się chaotyczny, a biodra unosiły się z biurka, napierając na dildo z jeszcze większą siłą. „Cholera… nie przestawaj” – wyszeptała, a jej głos przeszedł w niski, gardłowy pomruk. Nagle napięła się cała, jej mięśnie zacisnęły się wokół dilda, a z jej ust wyrwał się głośny jęk – doszła, jej ciało zadrżało w spazmie rozkoszy, a Kasia czuła każdy ruch przez ręce Iwony, które wciąż ściskały jej głowę. Iwona dyszała ciężko, powoli zwalniając uścisk, a potem odsunęła Kasię, opadając na blat z westchnieniem satysfakcji.

    Kasia została na miejscu, jej oddech był szybki, a maska z dildem wciąż tkwiła na jej twarzy, mokra od Iwony. Klatka uciskała jej penisa, który napinał się bezskutecznie, a ona czuła się jednocześnie spełniona i niespełniona – zadowoliła Iwonę, oddała się jej całkowicie, ale jej własne ciało pozostało w stanie torturującego napięcia. Iwona uniosła głowę, spojrzała na nią z leniwym uśmiechem i mruknęła: „Nieźle, mała. Masz zadatki na coś więcej niż tylko zabawkę.” Wstała, poprawiając suknię, a Kasia czekała, wciąż na kolanach, gotowa na kolejny rozkaz tej kobiety, która zawładnęła nią bez reszty.

    Kasia klęczała na podłodze gabinetu, jej oddech wciąż był szybki, a maska z dildem tkwiła na jej twarzy, wilgotna od Iwony. Klatka na penisie uciskała ją nieustannie, przypominając o jej uwięzionym podnieceniu, ale w głębi duszy czuła dziwną satysfakcję – zadowoliła Iwonę, oddała się jej w sposób, którego wcześniej nie znała. Iwona poprawiła suknię, jej ruchy były teraz spokojniejsze, niemal leniwe, jakby fala rozkoszy, która ją ogarnęła, pozostawiła po sobie błogi spokój. Spojrzała na Kasię z góry, a na jej ustach pojawił się ciepły, choć wciąż władczy uśmiech. „No, no, mała” – zaczęła, jej głos był miękki, ale pełen uznania. „Spisałaś się lepiej, niż się spodziewałam. Masz w sobie coś… wyjątkowego.”

    Podeszła bliżej, nachylając się, by zdjąć maskę z twarzy Kasi. Paski rozluźniły się, a dildo opadło na bok, zostawiając jej skórę lekko zaczerwienioną od ucisku. Iwona rzuciła maskę na biurko, a potem wyciągnęła z kieszeni sukni mały klucz – ten od klatki – ale zamiast go użyć, schowała go z powrotem, uśmiechając się zadziornie. „Jeszcze nie dzisiaj” – mruknęła, a potem sięgnęła po długopis i małą karteczkę z szuflady. Zapisała na niej ciąg cyfr, po czym podała ją Kasi. „To mój numer. Jeśli będziesz chciała jeszcze, zadzwoń. Możemy się kiedyś umówić – mam przeczucie, że z tobą mogłabym się dobrze bawić na dłużej.”

    Kasia wzięła karteczkę drżącą ręką, jej oczy błyszczały z mieszanki wdzięczności i fascynacji. „Dziękuję… bardzo” – wyszeptała, a Iwona zaśmiała się cicho, klepiąc ją po policzku. „Nie dziękuj, mała. Po prostu bądź grzeczna. A teraz wstawaj, pora wracać do rzeczywistości.” Pomogła Kasi podnieść się z klęczek, a potem wskazała na drzwi. „Idź. I nie zgub tego numeru.”

    Kasia poprawiła sukienkę, wciąż czując klatkę na swoim ciele – zimną, ciasną, ale teraz jakby mniej obcą. Włożyła karteczkę do małej kieszonki w sukience, a potem, rzucając ostatnie spojrzenie na Iwonę, która wróciła do swojego biurka z kieliszkiem w dłoni, wyszła z gabinetu. Schody wydawały się dłuższe, niż kiedy wchodziła, a hałas klubu uderzył w nią jak fala, gdy dotarła na dół. Muzyka dudniła, tłum tańczył, a ona przecisnęła się przez salę, czując się wyczerpana i pełna życia.

    Wychodząc na chłodne, nocne powietrze, odetchnęła głęboko, próbując zebrać myśli. Klatka wciąż ją uwierała, ale karteczka w kieszeni dawała jej poczucie, że to nie koniec – że to dopiero początek czegoś nowego. Nagle usłyszała znajomy głos. „Kasia!” – zawołał Adam, opierając się o ścianę klubu z papierosem w dłoni. Zgasił go szybko, gdy ją zauważył, i podszedł z uśmiechem. „Widzę, że żyjesz. Jak było z Iwoną? Wyglądasz, jakbyś przeszła przez tornado.”

    Kasia zarumieniła się, ale uśmiechnęła się lekko. „Było… intensywnie” – mruknęła, a Adam zaśmiał się, klepiąc ją po ramieniu. „Widzę, że się dogadałyście. Chodź, podrzucę cię do domu. Wyglądasz, jakbyś potrzebowała odpoczynku.” Wskazał na swój samochód zaparkowany kilka metrów dalej – stary, ale zadbany sedan. Kasia kiwnęła głową, czując, jak zmęczenie zaczyna ją doganiać, a jednocześnie jak adrenalina wciąż krąży w jej żyłach.

    Wsiadła na miejsce pasażera, a Adam odpalił silnik, ruszając w stronę jej mieszkania. Przez chwilę jechali w milczeniu, tylko cichy szum radia wypełniał przestrzeń. „Wiesz, Kasiu” – odezwał się w końcu Adam, rzucając jej spojrzenie z ukosa – „jesteś pełna niespodzianek. Nie myślałem, że ta noc tak się potoczy. Coś mi mówi, że jeszcze cię tu zobaczę.” Kasia uśmiechnęła się słabo, jej dłoń powędrowała do kieszeni, gdzie spoczywał numer Iwony. „Może… zobaczymy” – odpowiedziała cicho, patrząc przez okno na mijające ulice.

    Gdy dotarli pod jej blok, Adam zatrzymał samochód i spojrzał na nią z lekkim uśmiechem. „Śpij dobrze, Kasiu. I daj znać, jak coś się będzie działo.” Wysiadła, pomachała mu krótko, a potem weszła do swojego mieszkania, zamykając drzwi za sobą. W środku zdjęła szpilki, rzuciła się na łóżko i przez chwilę leżała w ciszy, czując klatkę na swoim ciele i karteczkę w kieszeni. Tej nocy jej życie zmieniło się na zawsze – Kuba stał się Kasią w pełni, a świat, który odkryła, obiecywał więcej, niż mogła sobie wyobrazić. Zamknęła oczy, a jej ostatni myśl przed zaśnięciem brzmiała: „Zadzwonię do niej. Na pewno zadzwonię.”

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    yummya

    ### Musiałem podzielić opowiadanie, bo serwis posiada limit słów.
    ### Historia pierwotnie zakończyła się w tym miejscu, ale uważam, że wciąż ma duży potencjał. Najprawdopodobniej będę ją kontynuował pod tym samym tytułem, jestem też otwarty na sugestie, w jaką stronę powinna pójść historia.

  • Karolina

    Nie Mieszkaliśmy razem z Karolina, każde z nas miało swoja strefę, która szanowaliśmy, Widywaliśmy się  2-3 razy w tygodniu. Przeważnie  u niej. Miałem konkretne plany, żeby to zmienić, przygotowywałem profesjonalny dungeon w podziemiu kamienicy, w której mieszkałem, miała niebawem poznać to miejsce.

    Miała doświadczenie, milczała jednak na temat swojej  przeszłości, było to związane z jakaś historia, do której nie chciała powracać, a ja nie pytałem.

    Karolina od zawsze była uległa,  w kwestiach seksualnych wyraźnie, nie tylko jej to odpowiadało, ale miała doświadczenie jako sub. Bardzo naturalnie pokonywała kolejne bariery, a ja jej w tym pomagałem.  Na co dzień oczekiwała na  wydawane polecenia, podporządkowywała  się bez dyskusji.  Mieliśmy np. dress code; ułożenie włosów. Włosy rozpuszczone oznaczały gotowość  i zachętę z jej strony do seksu z penetracja, starannie upięte w koński ogon, tak żeby jej nie przeszkadzały przy miłości francuskiej. Sama nieraz żartowała, że na rozpuszczenie włosów musi zasłużyć i tak było w rzeczywistości.  Poruszała się z dużym wdziękiem i zdawała sobie sprawę ze swojego  sex appealu.

    Nasze spotkania, nie były schematyczne. Najczęściej  ubrana była w wyzywającą sukienkę powyżej kolan, podkreślającą zgrabne nogi. Karolina czuła bluesa i bielizna pod sukienką zawsze  była starannie dopasowana. Czasami witała mnie w drzwiach tylko w szlafroku, naga z reguły  z samonośnymi pończochami, wtedy włosy obowiązkowo  zapięte w koński ogon sterczący ku górze, jak u zwykłej dziwki. Bardzo to lubiłem.

    Karolina miała fetysz korka analnego, uważała, że elegancka kobieta przebywająca nago przy mężczyźnie powinna mieć założony korek analny. Miała różne rodzaje wtyczek. Ten najbardziej ozdobny  zakładała sama przed moim przyjściem, albo prosiła o pomoc. Nie   zawsze wcześniej to ustalaliśmy.   W pewnych kwestiach jednak, mieliśmy ustalony rytuał.  Stawała w lekkim rozkroku z włączonym wibratorem dotykającym krocza, który przytrzymywała ręką.  Na  początku często towarzyszył temu  nerwowy  uśmiech mający zatuszować zmieszanie i skrępowanie, z czasem   była poważna, skoncentrowana. Zawsze sprawdzałem przygotowanie wkładając rękę pomiędzy jej nogi, nie spieszyłem się, moim oględzinom zazwyczaj towarzyszyły głębokie westchnienia. Klaps w pośladek, ustalona pozycja  i korek lądował w miejscu.  

    Potem konwersacja, Niekiedy ubierała fartuch na gołe ciało i zabierała się do gotowania, wtedy swobodnie rozmawialiśmy dzisiaj przewidziałem inny scenariusz.  

    Otworzyła mi w szlafroku ledwo zasłaniającym uda do połowa z wysoko upiętym końskim ogonem. Uśmiechnęła się na przywitanie i lekko stanęła na palcach cmokając  mnie w policzek. Powoli pomogłem jej zdjąć szlafrok i rzuciłem go na ziemię. Stanęła przede mną w lekkim rozkroku, nie uśmiechała się, czekała.  Bez słowa zagryzała wargę przy zapinaniu klamerek na sutkach, wiedziałem , że czeka na  to aż  włożę jej rękę między nogi, zawsze była mokra. Miała ochotę na więcej.  Jej zapach unosił się w powietrzu.   

    Podałem jej wibrator, stała w rozkroku przyciskając go do krocza, korek analny leżał przygotowany na stoliku. Po chwili klepnąłem ja w pośladek pokazując ręką żeby się odwróciła, oliwę wylałem bezpośrednio na tyłek, korek wszedł gładko, miesiące ćwiczeń, usłyszałem ciche westchnienie.    Na dzisiaj przygotowałem niespodziankę, zaraz po założeniu klamerek na cycki, któremu towarzyszyło  syknięcie, jednak jak zdążyłem zauważyć bez grymasu na twarzy.  Popatrzyła mimowolnie w kierunku fartuszka wiszącego na ścianie. Świst szpicruty która wylądowała na wewnętrznej stronie prawego uda, szybko przywrócił jej czujność. Znowu bez grymasu na twarzy, przez chwilę  spojrzała  na mnie z poważnym wyrazem twarzy, potem spuściła wzrok. Spokojnie włożyłem jej rękę między nogi, żeby kolejny raz przekonać się jak bardzo jest podniecona.  Podniosłem mokry palec i dałem jej do oblizania. Usiądź, powiedziałem, wykonała polecenie,  poprawiłem pozycję jej nóg lekkimi uderzeniami szpicruty, wyprostuj się powiedziałem, siedziała wyprostowana z szeroko rozłożonymi nogami na taborecie bez oparcia. Nie podnosiła wzroku. Bardzo poważna dzisiaj,   próbowałem rozluźnić atmosferę, nie uśmiechnęła się, była skoncentrowana na tym co miało nastąpić.     Wyciągnąłem z torby wibrator kontrolowany aplikacją. Nie spiesząc się rozpakowywałem prezent. Różowa oliwka z antenką. Biodra do przodu kochanie rozkazałem, była posłuszna,  powoli pochyliłem się i jednym wolnym ruchem włożyłem wibrującą oliwkę  do środka. Powoli wibrował w niej Zabieraj się za gotowanie, rzuciłem od niechcenia, wstała i szła powoli i  ostrożnie,  żeby nie wypuścić wibrującej oliwki spomiędzy nóg, ubrała fartuszek. Przyspieszyłem wibracje,  czemu towarzyszył  stłumiony  jęk, po chwili przyspieszyłem wibracje jeszcze bardziej, stała na lekko skrzyżowanych nogach wyraźnie rozkojarzona. Z letargu wyrwał ją świst szpicruty w powietrzu i   dwie sine pręgi na nagich pośladkach. Była    skoncentrowana, trzymała się blatu. Była już na najwyższych obrotach, Skoncentruj się rzuciłem krótko, kręciła chaotycznie biodrami, raz po raz próbowała sięgnąć ręką między nogi, jednak cofała ją obawiając się szpicruty, nogi miała wyraźnie, nienaturalnie skrzyżowane.  Podszedłem do niej od tyłu, lekko pchnąłem  w kierunku blatu, została wypiętym tyłkiem w moją stronę, Poprawiłem palcem wysuwający się korek analny. Czy będę mogła dojść? wymamrotała, włożyłem jej bez słowa rękę między nogi, poczułem silny skurcz, po chwili ciepły mocz spływał mi po ręce.

     

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Marek Zwyczajewicz
  • Dresscode

    Informacje wstępne
    Hej tutaj K0oma! Poniższe opowiadanie to pierwsza część, konieczny wstęp do fabuły. Nie ma tutaj dwuzdaniowych scen sexu oraz prostej fabuły. Skupiam się bardziej na przymuszonej feminizacji i procesach jakie są z tym związane. Tak więc jeśli szukasz czegoś “na szybko” gdzie co zdanie jest tylko stosunek to możesz się zawieść moim dziełem.

    – Cholerna winda! Jakby nie mogła jeździć szybciej! – cedził przez zęby chłopak, przestępując z nogi na nogę. Nie dość, że nie było go w pracy przez trzy tygodnie, to jeszcze spóźniał się w dniu powrotu. Filip nie chciał stracić tej posady, ponieważ wiele jej zawdzięczał. Jego historia zaczęła się od praktyk – jeszcze jako uczeń technikum ekonomicznego zdobywał tutaj swoje pierwsze doświadczenie. Gdy już został wdrożony w struktury firmy, od razu otrzymał ofertę zatrudnienia. Dodatkowo udało mu się wynegocjować z prezesem firmy bezpłatny urlop na czas sesji oraz obrony licencjatu. Czy mogło być lepiej?
    Drzwi windy otworzyły się, a absolwent uczelni ekonomicznej szybkim krokiem ruszył w kierunku gabinetu szefowej. Pomimo pośpiechu zauważył, że w biurach nikogo nie było. Monitory były czarne, nie dzwoniły telefony, a w powietrzu nie latały sterty papierów.

    – Proszę – usłyszał w odpowiedzi na swoje pukanie do matowych, szklanych drzwi.
    Ku jego lekkim zdziwieniu w środku czekała nie tylko pani prezes, ale także druga kobieta, która na dodatek siedziała na jej miejscu.
    – Dzień dobry, przepraszam za spóźnienie.
    – Nic nie szkodzi – skomentowała z uśmiechem stojąca kobieta.

    To był chyba pierwszy raz, kiedy widział prezes w swobodnym stroju – obcisłe dżinsy sięgające powyżej kostki, niewyprasowana, luźna koszula. Nawet oprawki okularów były inne – mniej oficjalne. Przeciwieństwem jej urlopowej aury była nieznajoma siedząca za biurkiem.
    – Usiądź, proszę, i się nie stresuj – przyjaźnie zaproponowała szefowa. – Drogi Filipie, podczas twojej nieobecności, związanej z finalizacją licencjatu, w firmie zaszły zmiany. Zostaliśmy wykupieni przez Tomorrow Investment Bank, a jego przedstawicielem jest pani Kamila Mądzielewska.

    Chłopak tym razem mocniej przyjrzał się kobiecie. Na początku jej obecność wydawała mu się nieistotna, ale teraz jego wzrok skupił się tylko na niej. Blond włosy z różowym połyskiem były mocno, wręcz brutalnie zaciągnięte w upięcie z tyłu głowy. Lekko koścista twarz dobrze współgrała z chudą szyją, która wyłaniała się spod torsu. Marynarka wydawała się za mała, ale taki był jej krój – nie można jej było zapiąć, a rękawy kończyły się między nadgarstkami a łokciami. Rozpięty górny guzik koszuli odsłaniał srebrny łańcuszek, który błyszczał wyjątkowo mocno, harmonizując z bladą cerą.

    – Tak jak wspomniała Joasia, TIB wykupił waszą firmę wraz z zasobami i klientami.
    – Czy to oznacza… – wtrącił się.
    – Nie, nie zostajesz zwolniony… w pewnym sensie. Widzisz, dajemy ci propozycję: odprawa w wysokości półrocznego wynagrodzenia albo zostanie pracownikiem TIB. Joasia uznała, że jesteś godnym uwagi pracownikiem i faktycznie masz wysokie referencje – doświadczenie w bankowości, brak L4 i tak dalej.
    – Mhm – mruknął, zaskoczony sytuacją. – Czyli to jakby renegocjacja umowy o pracę?
    – Nie. Ja jestem tylko szefową wydziału w mieście. Tomorrow Investment Bank to olbrzymia korporacja o zasięgu globalnym. Kiedy przejmujemy coś dużego, nikt nie czuje różnicy. W przypadku lokalnych, małych banków jak wasz… po prostu wchłaniamy ich zasoby. Dlatego też musisz stać się naszym pracownikiem – na naszej umowie.
    – Ale… – zaczęła Joanna głośniej – warunki są korzystne, no i nie trafisz do nas jako żółtodziób.
    – Dobra – popatrzył chwilę na obie kobiety. – Jestem zainteresowany.
    Kamila otworzyła cienką, białą teczkę, która przez cały czas leżała na biurku.
    – Stanowisko, które proponujemy, to asystent ds. firm. Na co dzień nie będziesz siedział w okienku czy tylko przesyłał maile. W skrócie – do twoich obowiązków będzie należało opiekowanie się firmami, które już mają u nas konta, oraz zachęcanie nowych. Oczywiście od różnych transakcji otrzymujesz procent.
    – Skoro dostaję procent, to pewnie płaca jest mała.
    – W TIB nagradza się za pracę. Jako pracownik obsługujący firmy masz do czynienia z dużymi kwotami, więc za procentami kryją się duże liczby.
    – Czyli typowe korpo – nadgodziny, żeby było mnie stać na życie.
    – Oczywiście wkład w pracę jest istotny, ale w tym wypadku mogę zaoferować ci służbowy samochód oraz mieszkanie.
    – Mieszkanie?!
    – Tak, z tego, co pamiętam – salon połączony z kuchnią i sypialnia.
    W oczach Filipa pojawiły się iskierki. Kolejny strzał w dziesiątkę! Oczami wyobraźni widział twarze wszystkich kolegów i wrogów, gdy zobaczą go na takim stanowisku. Natłok myśli na chwilę odłączył go od rozmowy. Parapetówka? Heh, zaprosiłbym tych nieudaczników! No i oczywiście jakieś zdjęcia na socjale! Najlepiej z delegacji!
    – Wow… no to chyba nie mam nad czym się zastanawiać.
    – Bardzo mnie to cieszy.
    Mądzielewska ponownie zajrzała do białej, prostej teczki, wyciągając umowę – kilka kartek spiętych zszywką, a w środku prawnicza paplanina, jakieś RODO itp.
    – Jest tylko jedna… dosyć kluczowa kwestia. Widzisz, w naszej firmie mamy specyficzny dress code.
    – Och… to naturalne. Obiecuję, że będę ubrany odpowiednio do stanowiska, a wraz z kolejnymi wypłatami będzie tylko lepiej.
    – W moim wydziale pracują same kobiety.
    – To znaczy? Sądzicie, że będę odstawał?
    – Nie, Joasia uznała, że w przeciwieństwie do innych mężczyzn twoja fizyczność nie stoi na przeszkodzie, by móc cię zatrudnić.

    Była już szefowa słusznie uderzyła w jego budowę ciała. Rodzina od strony matki była pochodzenia tatarskiego i chociaż kultura, wierzenia i przynależność już dawno umarły, geny nadal pozostały. Filip miał zaledwie 166 cm wzrostu i ważył 47 kg, co czyniło go nawet niższym od niektórych koleżanek w klasie, a później na roku. Życie jako tak drobny mężczyzna nie było najłatwiejsze. Najgorsze i tak były jego oczy, które miały w sobie coś orientalnego – wystarczająco, by wyolbrzymiać to do wyzwisk typu „Chińczyk”.
    – Chwila, chwila… chcecie, żebym udawał babę?
    – Cóż… jeżeli chcesz u nas pracować, musisz spełniać wymagania. Sam rozumiesz, trzeba wszystkich traktować równo. Nie mogę ot tak zmieniać regulaminu tylko dlatego, że ma przyjść jeden pracownik, który się do niego nie wpasowuje – Kamila podniosła brew.
    – Nie no… jak tak, to ja jednak podziękuję.
    Kobiety spojrzały na siebie.
    – W takim razie… – odpowiedziała jedna z nich, lekko wzdychając. – W przeciągu tygodnia zostanie wypłacona odprawa.

    Nastała cisza. Nikt nie miał zamiaru się ruszać. Chłopak czuł się obciążony sytuacją, a każda sekunda coraz bardziej zwiększała jego niepewność co do decyzji, którą właśnie podjął.
    – Cóż – odchrząknęła Joanna – powodzenia na rynku pracy.
    – Taaa… ale raczej będzie łatwo. Z takim doświadczeniem.
    – Doświadczeniem? – zapytała z sarkazmem Kamila. – Drogi Filipie, wasz bank już nie istnieje, Joanna nie ma żadnej władzy. Jak napiszesz, że pracowałeś tutaj już od technikum, to kto to potwierdzi? Byłaby wielka szkoda, gdyby okazało się, że twoje praktyki i wszystkie dokumenty na studia były wystawiane przez… widmo.
    – Ej, to nie fair… Pani prezes – zwrócił się do opartej o ścianę kobiety.
    – Ja już nie jestem prezesem. Dostałam swoją sumę za sprzedaż i oddałam wszystkie pieczątki.
    – To ja jestem panią prezes.

    Atmosfera zgęstniała, zrobiło się nieprzyjemnie i chłopak zdał sobie sprawę, że faktycznie siedzi przed nim bezduszna bankierka, która – jeśli tylko zechce – oskubie go i rzuci psom na pożarcie.
    – No ale czy to jest konieczne? – zajęczał.
    – No wiesz, musisz przestrzegać zasad. Możesz przecież nosić spódniczkę jako mężczyzna, ale czy to przyciągnie klientów? Czy będziesz istotny dla firmy? A co, jeżeli zaczną odchodzić przez takie… dziwadło?
    – No ale co z dokumentami i tym podobnymi sprawami?
    – Tak jak mówiłam, mieszkanie, samochód, a nawet dokumenty. Wszystko jest przewidziane. Joasia bardzo się starała.
    – Filip… to dla ciebie taka szansa. – Joanna zbliżyła się do niego. – Żołnierze noszą mundur, budowlańcy kaski, a bardziej przewiewny dół od garnituru ma aż tak duże znaczenie dla ciebie?
    – No nie – wyszeptał.
    – Inne miejsce zamieszkania, inni ludzie, inne dokumenty. Kto cię rozpozna? Wiesz, ilu by chciało być na twoim miejscu? Wiesz, jak długo byś wchodził na to stanowisko? Pomyśl, kim możesz się stać! Chcesz, żeby to, co o tobie mówili, stało się prawdą? By siedzieć w okienku i wpłacać emerytury na konto? Na to zawsze będzie czas, a teraz… możesz udowodnić, że się mylili.
    – To prawda, byłbyś najmłodszym pracownikiem na tak wysokiej pozycji.
    – Dobra, dobra, dobra… już – podniósł głos. – Niech wam będzie.
    Joanna z uśmiechem spojrzała na Kamilę, która podała chłopakowi długopis, by podpisał umowę.
    ***
    Dwa dni później Filip chciał przewieźć swoje rzeczy z akademika do nowego mieszkania. Przed pójściem na studia mieszkał z rodzicami na obrzeżach miasta. Kiedy wyprowadził się do akademika, jego rodzice podjęli decyzję o sprzedaży rozpadającego się domu. Za otrzymane pieniądze spłacili zadłużenie i przeprowadzili się do Norwegii, gdzie ojciec zajmował się stolarstwem, a matka wiodła spokojne, domowe życie.Kiedy Filip zadzwonił do nich, bardzo się ucieszyli, co poprawiło mu samopoczucie. Kolejną sytuacją, która utwierdziła go w podjętej decyzji, była scena w akademiku. Z uwagi na różnych promotorów osoby z jego roku nie broniły swoich prac w tym samym czasie, więc wielu studentów leniwie czekało na swoją kolej.
    Swój dobytek przewoził firmowym samochodem, który otrzymał zaraz po podpisaniu umowy. Był to trzydrzwiowy hatchback z logiem banku na bocznej karoserii.

    – Filip? – usłyszał głos chłopaka wychodzącego z budynku.
    – A… to ty.
    – To twoje auto?
    Za chłopakiem stanęło jeszcze kilka osób, za którymi Filip nie przepadał. Wyczuł swoją okazję.
    – Ta… a co? Myślisz, że pakuję swoje rzeczy do cudzego samochodu?
    – Nie no, nie wiedziałam, że masz znajomych w TIB – wtrąciła dziewczyna o nieco pulchniejszej sylwetce.
    – Akurat to moje nowe służbowe auto, a nie żadnego kolegi.
    – Czekaj, dostałeś pracę z samochodem służbowym?! TY?!
    Filip z satysfakcją uśmiechnął się i trzasnął klapą bagażnika.
    – I wiesz co jeszcze, złotko? Właśnie jadę do nowego mieszkania. Jak schudniesz, to może zaproszę cię na parapetówkę. A teraz wy tutaj sikajcie w jeden kibel, a ja zawijam, pajace.
    Jadąc samochodem, serce mu dudniło. Wyrzucenie „znajomym” tego, co mu leżało na sercu, ponownie podbudowało go i poczuł, że teraz może być już tylko lepiej.
    Największe wrażenie i tak zrobiło na nim mieszkanie. Jeszcze do niedawna płacił jak za złoto za stare łóżko w akademiku, a teraz miał nie tylko pracę i samochód, ale również własne lokum!

    Lokalizacja była unikalna. Nie można było już nazwać jej ścisłym centrum – zabudowa była znacznie niższa, ale ten jeden konkretny budynek wyrastał niczym niezłomna roślina, sięgając około dwudziestu pięter. Duża ilość szkła nadawała mu wygląd hotelu albo biurowca. Klimat ekskluzywności nie znikał nawet po wejściu do środka – w holu znajdował się portier oraz ochroniarz.
    Tak jak w opisie, lokum było niewielkie i miało jedynie oddzielną sypialnię oraz łazienkę. Krzątając się po nowym mieszkaniu, Filip nagle usłyszał pikanie otwierających się drzwi.
    – Huh? Pani Kamila!?
    – Tak, to ja – odpowiedziała, kładąc przy wejściu karton oraz mniejsze pudełko. – Widzę, że się zadomowiłeś.
    – Jak pani weszła? Przecież mam kartę dostępu!
    – No właśnie w tej sprawie – podniosła mniejsze pudełko do rąk. – Twoja karta jest tymczasowa i prawdopodobnie jutro się dezaktywuje. Budynek należy do TIB i działa tu system Face ID. Jako prezes jestem w systemie, więc mogę otwierać drzwi. Muszę zrobić ci zdjęcie, żebyś również miał pełny dostęp… no i do dokumentów ogólnie.
    – A, okej… Może stanę na białej ścianie? Powinno być dobrze – podszedł do pustej ściany.
    – Czekaj, czekaj – zaśmiała się. – Najpierw muszę cię trochę przygotować do zdjęcia.
    Z pudełka delikatnie wyjęła perukę. Wyglądała tak naturalnie, że gdyby Filip nie wiedział, mógłby pomyśleć, że komuś odcięto głowę. Kamila podeszła bliżej i zaczęła nakładać mu ją na głowę. Długie, czarne włosy opadły na jego ramiona, sięgając łopatek. Grzywka, prosta i lekko przerzedzona, zasłaniała połowę brwi.
    – Uuu… wygląda nawet lepiej, niż myślałam. Ale jeszcze coś.
    Wyjęła z torebki pudełeczko z kilkoma przyborami do makijażu. Instruując chłopaka, by się nie ruszał, delikatnie podkreśliła mu rzęsy maskarą, nadając im bardziej kobiecy wygląd. Najważniejszą poprawkę zostawiła na koniec – eyelinerem zmieniła kształt jego oczu, nadając im bardziej azjatycki wygląd.
    Kiedy poprawił postawę i zapalono mocniejsze światło, Kamila zrobiła kilka zdjęć najnowszym modelem telefonu.
    – I co? – obróciła wyświetlacz w jego stronę. – Dziewczynka czy nie?
    Faktycznie, coś w tym było. Filip zdziwił się, że jego rysy nie są aż tak męskie, jak myślał. Wystarczyła peruka i podkreślenie rzęs, by wyglądał zupełnie inaczej. Z jego perspektywy nadal widział siebie, ale dla kogoś, kto go nie znał, zdjęcie nie budziłoby żadnych podejrzeń.
    – No, do identyfikatora to chyba wystarczy – odparł z lekkim zawstydzeniem.
    – Dobrze, teraz ważne informacje na temat twojej nowej tożsamości – powiedziała, wyciągając z torebki teczkę z dokumentami i zakładając nogę na nogę. – Nazywasz się Izumi Minatozaki.
    – Huh? – skrzywił się. – Czemu tak? Też się czepiacie moich oczu!?
    – To skomplikowane – westchnęła. – Sama się w to nie zagłębiałam, ale chodzi o jakieś prawne kwestie związane z zatrudnieniem. Oficjalnie jesteś pracownikiem oddelegowanym do Polski. Dlatego budynek, w którym mieszkasz, należy do TIB i w dokumentach cały czas pozostajesz pod opieką pracodawcy. W innym przypadku nie moglibyśmy cię tak szybko zatrudnić na tak wysokim stanowisku bez przechodzenia przez całą procedurę rekrutacyjną i inne formalności.
    – Ale ja nie znam chińskiego.
    – Po pierwsze, to japońskiego. A po drugie, znasz polski, więc teoretycznie zostałeś tutaj wysłany jako delegat, co nie?
    Filip nie drążył dalej tematu, widząc, że wszystko zostało dokładnie przemyślane.
    – Wiek zostaje ten sam – 25 lat, miejsce urodzenia: Matsue. Potem sobie sprawdzisz, gdzie to jest – dodała. – Resztę rzeczy, czyli mail, hasła, karta SIM, masz tutaj w teczce. Zakupy robisz sam, pranie też.
    Podniosła się i podeszła do większego kartonu, który przyniosła.
    – Nie wiesz, jakie masz szczęście, że mamy ten sam rozmiar – zaśmiała się. – W środku znajdziesz kilka ubrań na jutrzejszy dzień w pracy. Dodatkowo jest też jakiś upominek od Joasi, ale sama nie wiem, co to jest. Jakieś pytania?
    Charyzma Kamili i jej szybki sposób mówienia lekko przytłoczyły Filipa. Sam nie wiedział, czego nie wie.
    – Yyy… chyba nie, proszę pani.
    – W takim razie do jutra, Izumi – rzuciła, puszczając mu oczko, po czym wyszła.

    Gdy został sam, ciekawość szybko wzięła górę i Filip otworzył karton. W środku znajdowało się kilka ubrań, ale jego uwagę od razu przykuł pendrive leżący na samej górze. Podpiął go do laptopa i odkrył plik PDF oraz kilka filmików instruktażowych. Okazało się, że jego była szefowa zostawiła mu szczegółowy poradnik… dotyczący „bycia kobietą”.
    Nie przejrzał wszystkiego, bo już pierwszy filmik wywołał u niego lekką panikę – dotyczył rzeczy, które musi zrobić przed wyjściem z domu.
    ***
    Filip wstał znacznie wcześniej, by odpowiednio się przygotować. Z notatek Asi wiedział, że nie wystarczy zwykły prysznic – musi się porządnie ogolić, zwłaszcza w miejscach, których wcześniej nawet nie dotykał ostrzem.Twarz ogolił całą, oszczędzając jedynie brwi. Nogi ogolił dwa razy, wraz z pośladkami i kroczem. Paradoksalnie, mimo że przywiózł wiele rzeczy z poprzedniego mieszkania, jedynym przydatnym narzędziem okazała się maszynka do golenia.Po wyjściu z łazienki krok po kroku zaczął nakładać makijaż. Nic skomplikowanego – podstawy, czyli podkład, eyeliner i delikatną szminkę. Mimo szczegółowych instrukcji z poradników wideo szło mu tragicznie. Mylił produkty, nakładał ich za dużo lub rozprowadzał nierównomiernie. Pomimo wcześniejszej pobudki, szybkie zerknięcie na zegarek uświadomiło mu, że czas nagli – musiał się ubrać.Zrzucił szlafrok z gładkiego ciała i sięgnął po stertę ubrań z kartonu. Rozłożył je na kanapie i szybko zauważył, że ma przed sobą dwa zestawy – jeden do pracy, a drugi bardziej domowy. Skrzywił się, gdy okazało się, że czeka na niego komplet czarnej bielizny. Nie była wyzywająca, lecz szykowna, z delikatnymi koronkowymi wykończeniami. Materiał był miękki i przyjemny w dotyku, zapewniając komfort przez cały dzień. Subtelne obszycia zapobiegały odkształcaniu się pod napiętą spódnicą. Następne w kolejności były rajstopy. Coś jednak mu w nich nie pasowało. Przybliżył nos do kroku i poczuł charakterystyczny zapach. Przejechał palcami wzdłuż nogawki, a potem powąchał część stopy.
    – One są… noszone – wyszeptał pod nosem, lekko zdegustowany.
    Przeglądając resztę ubrań, doszedł do wniosku, że Kamila nigdy ich nie wyprała. Było w tym coś dziwnie intrygującego – mieszanka lekkiego oburzenia i subtelnej ekscytacji. Tkaniny wciąż nosiły jej zapach, delikatną woń perfum i ciepło ciała, które zdawało się w nich zatrzymać, nadając im niemal intymny charakter.Założył cieliste rajstopy, które leciutko opięły jego nogi, a potem sięgnął po główną część stroju – butelkowozielony garnitur. Biała koszula, garsonka i spódnica lekko powyżej kolana – klasyczna, kobieca elegancja. Materiał był nieco szorstki, ale w lustrze odbijała się sylwetka, która niepokojąco przypominała kobietę. Efekt był aż nazbyt przekonujący, co wprawiło go w chwilowe zakłopotanie… było aż za dobrze.Ostatnim elementem były buty – zielone szpilki z lekkim wycięciem po bokach między obcasem a czubkiem. Tutaj ponownie przydały się porady Asi dotyczące chodzenia. Kilka próbnych kroków od ściany do ściany miało sprawdzić, który styl będzie najlepszy. Można było poruszać się sztywno, ale jak długo dałoby się tak wytrzymać? Bardziej naturalne było poddanie się postawie ciała – ciężar rozkładał się wtedy na stawach w pachwinach i biodrach, ale efektem ubocznym było charakterystyczne kołysanie biodrami przy każdym kroku. Czas wychodzić. Filip zgarnął z blatu klucze od samochodu i telefon. Chwila konsternacji – nie miał gdzie ich schować. Brak kieszeni, brak torebki. Problem, na który nie miał już czasu.
    ***
    Parking dla pracowników był oddzielony szlabanem. Chociaż stały tam luksusowe samochody, na Filipie nie zrobiło to większego wrażenia. Jego skromność została zaspokojona przez auto, które dostał. Przed wysiadaniem musiał na nowo założyć szpilki – prowadzenie w nich samochodu było zwyczajnie niemożliwe. Nowe miejsce pracy wysokością przypominało budynek, w którym zamieszkał. Może był trochę bardziej oszklony. Wejścia były dwa – jedno prowadziło do holu z windami, skąd można było dostać się na wyższe piętra, których bank nie zajmował. Drugie było przeznaczone dla klientów i pracowników banku. Po wejściu uderzyło go kilka rzeczy. Pierwsza – specyficzny klimat wnętrza. Temperatura, wentylacja, wilgotność – wszystko było idealnie wyważone. Powietrze wydawało się niemal luksusowe, jakby ktoś celowo stworzył tu atmosferę dla „lepszych” ludzi. Druga – cisza. Mimo że stanowiska obsługi klienta były półotwarte, drewniane parawany zapewniały wystarczającą intymność, jednocześnie eliminując konieczność montowania drzwi i zamkniętych pomieszczeń. Nawet dywan wydawał się niezwykły – mimo szpilek i braku finezji w poruszaniu się Filip stawiał kroki niemal bezszelestnie. Przechodząc obok pierwszych stanowisk, został zatrzymany przez młodą pracownicę. Była jego wzrostu, ubrana w klasyczny szary uniform bankowy, z plakietką przypiętą do marynarki.

    – Dzień dobry. Jak mogę pomóc?
    – Dzień… – odchrząknął, by poprawić ton głosu na bardziej kobiecy. – Dzień dobry. Dziś zaczynam tutaj pracę.
    – Rozumiem. W takim razie zapraszam za mną do kierownika.
    Podążając za pracownicą, Filip próbował rozejrzeć się po wnętrzu, by lepiej zorientować się, co gdzie jest. Nie było mu to dane – chwilę później stanął już w drzwiach gabinetu Kamili.
    – Dzień dob…
    – Boże! – przerwała mu kobieta, ściągając okulary. – Jak ty wyglądasz?!
    – To są ubrania od pani.
    – No właśnie i widzę swój błąd.
    Wstała, podeszła bliżej i zaczęła go oglądać, dotykając ramion i rękawów.
    – Nie masz lustra w domu? Wyglądasz jak… jakaś stara bibliotekarka.
    – Ale to te ubrania z kartonu – powtórzył z uporem.
    – Wiem – zamyśliła się. – Brałam coś starszego, ale nie wiedziałam, że będzie to na tobie tak… wisieć. – Przez chwilę szukała odpowiedniego słowa. – Musisz sobie ogarnąć jakieś ubrania.
    – Co? Ale… że ja? Jak?
    – W sklepie?
    – No tak, ale… na dziale kobiecym? Nie dość, że średnio się znam, to jeszcze wezmą mnie za jakiegoś zboczeńca czy geja.
    – Ehhh… Gdybym wiedziała, że będą z tobą takie problemy, to bym się w to nie bawiła – westchnęła. – Dziś wieczorem coś ci ogarnę. Tymczasem piętro wyżej, biuro 004, jest twoje. W teczce znajdziesz kilka dokumentów do podpisania, identyfikator i hasła. Żebyś się nie nudził, jest też lista z numerami telefonów – przedzwoń i poinformuj ich, że jesteś ich nowym opiekunem.
    – Dobrze.
    – A teraz już idź.
    Po skończonej pracy Filip wrócił do mieszkania. Nie musiał długo czekać – drzwi wejściowe otworzyły się same. W środku od razu usłyszał głos Kamili, wydającej komuś polecenia.
    – Tak, tak, tutaj.
    Po chwili do mieszkania weszło trzech mężczyzn. Dwóch pierwszych wniosło kartony, a ostatni wwiózł paczkę na wózku transportowym. Tak szybko, jak przyszli, tak samo wyszli, zostawiając Filipa i blondynkę samych.
    – No co tak stoisz? Rozbieraj się – rzuciła ostro, odkładając torebkę na kanapę.
    – Yyy… co to?
    – Potrzebujesz ubrań, prawda?
    – To wszystko dla mnie?
    – Gdzie tam… – prychnęła. – Te, które nie będą pasować, wsadzisz z powrotem do kartonu i zabiorą je jutro.
    Przesunęła stół, robiąc więcej miejsca, i usiadła na nim, jednocześnie zrzucając szpilki.
    Filipowi nie umknęło to ponieważ jako mężczyzna posiadał moniejszą niż inni fascynacje kobiecymi stopami w rajstopach. Poczuł ciepło gdy kobieta bezwładnie zaczęła ruszać palcami owiniętymi w czarny, szeleszczący materiał.
    – Co tak stoisz? No dalej.
    – Tak tak – ruszył w kierunku sypialni.
    – Ej… a ty gdzie?
    – No rozebrać się
    – Rozbieraj się tutaj
    – Ale… – zająkał się zawstydzonym głosem.
    – Przecież kobiety nie mają przed sobą tajemnic, prawda? – Kamila uśmiechnęła się chytrze. – Razem chodzą na zakupy, do toalety… Nie raz z koleżankami byłyśmy razem w przymierzalni. Jej spojrzenie jasno dawało do zrozumienia, że poza mieszkaniem, pracą i samochodem Filip ma też pewne zobowiązania.
    W kierunku kanapy poleciała garsonka i koszula. Filip przez chwilę zastanawiał się, czy jednak nie powinien był sam pójść na zakupy. Teraz było już za późno na takie dylematy.
    Zatrzymał się na moment, a potem zaczął powoli zsuwać spódniczkę wzdłuż nóg. Opadający materiał ocierał się o rajstopy, które miał na sobie. Coś go przymusiło, by znów spojrzeć na stopy Kamili, które zwisały swobodnie, jakby celowo go kusiły.
    – Widzę, że posłusznie nawet moje majtki założyłeś – skomentowała, nie kryjąc rozbawienia. – A jak rajstopy? Podobają ci się, czy niewygodne? Nawet wśród kobiet zdania są podzielone.
    – Nigdy nie uważałem ich za złe – odpowiedział wymijająco.
    – To znaczy? – uniosła brew. – Spodziewałam się raczej negatywnej opinii.
    – Yy… no… nie przeszkadzały mi.
    – Nigdy nie uważałeś ich za złe? – powtórzyła z zaciekawieniem. – Czy to pierwszy raz, kiedy masz je na sobie?
    – Tak – skłamał, zaczynając powoli rolować je w dół.
    Kobieta wstała i zblżyła się do niego gdy miał rajstopy na poziomie kostek. Otwartą, szybką dłonią uderzyła w lekko nabrzmiałe krocze.
    – Widzę że komuś się podoba ten “pierwszy raz” – chłopak został przybity do ściany – Powiedz, jarają Cię rajstopy Izumi?
    – Ja…
    – Pytam się, lubisz ten materiał co?
    – Tak – wyszeptał
    Zpapała go za ręke i położyła na swoim udzie.
    – No dalej opowiedz mi. – chłopak był w szoku ale i podniecenie rosło
    – Bo one są takie kobiece, teraz wiele rzeczy jest unisex. Kobiety chodza w spodniach i bluzach. Rajstopy to jedyna rzecz która należy tylko dla kobiet.
    – Skoro je tak wielbisz to oznacza że wielbisz też kobiety. Uznajesz kobiecą wyższość? Jako mały mężczyzna chcesz się do nas upodobnić?
    Filip nie wiedział co odpowiedzieć. Przytakiwał tylko dlatego że był zby przytłoczony ty co się dzieje. Zapewnie zaprzeczył by, zawalczył ale to wszystko było po prostu za dużo.
    – Soro się nie mylę to nie będzie dla ciebie żadnego problemu żeby upaść na kolana i pocałować mnie w stopy jako znak uległości.
    Kolejny tekst i kolejna dawka zwalającejgo z nóg szoku. Co ona właśnie powiedziała? Co niby teraz powinien zrobić?
    Chłopak powoli zsunął się i zblizył do jej majestatu. Im bliżej stóp była jego twarz tym bardziej czół zapach który poczół gdy rano ubierał rajstopy szefowej.
    – Dorze skoro hierarchię mamy już ustaloną czas zrealizować twoje pragnienie i ubrać Cię jakoś Izumi. – blondynka wróciła na stół
    Z wielkim wstydem i lekko powiększonym penisem ostatecznie również zdjął majtki i według instrukcji otworzył pierwszy karton. Pierwsza rzecz to był cieniutki biały pergamin. Odkrywajac go można było zauważyć że każda rzecz jest odzielona od drugiej zapewnie żeby się nie zniszczyły.
    – Co tam mamy pierwsze?
    Nagi chłopak wolno uniósł pierwszy kawałek materiału.
    – Nie, nie, to zaraz – skomentowała Kamila. – Najpierw te bieliźniane kartony.
    – Bielizna?
    – No tak… A co, chcesz nago biegać?
    Niestety miała rację. Po chwili szukania Filip w końcu znalazł właściwy karton. W środku były pudełka wielkości opakowań na telefon, dobrze mu znane kartoniki na rajstopy oraz kilka rzeczy zawiniętych w czarny pergamin. Nie zwracając na to większej uwagi, wziął dwa pierwsze pudełka i podniósł je, pokazując Kamili.
    – To jest to, szefowo?
    – Tak. W tych kartonikach jest zestaw majtek i stanika. Powinny być tam też rajstopy, skarpetki i jakieś halki do spania. Wiesz, takie duperele.
    – Dużo tego…
    – Ehh, ale ty marudzisz – wywróciła oczami. – Nie dość, że pomagam, to jeszcze narzekasz, że za dużo! Wzięłam na zapas. Trzeba ci wyrobić jakiś styl pasujący do tej twojej małej, azjatyckiej buźki.
    Filipa aż zagotowało od środka. Przypomniały mu się szkolne lata, kiedy wszyscy czepiali się jego lekko skośnych oczu. Nim jednak zdążył zareagować, Kamila lekko skinęła głową, sugerując, by otworzył pierwsze pudełko.
    Po odklejeniu dwóch zabezpieczających naklejek jego oczom ukazał się zestaw bielizny. Wyciągnął go i przyjrzał się – kobaltowe stringi i bardotka. Charakterystyczną cechą był materiał – niby lekko prześwitujący, ale jednak jednolity. Miękki, lekko rozciągliwy. Założenie stringów było proste. Co ciekawe, boczne paski trzeba było wysoko podciągnąć, co nadawało im kształt litery V. Stanik był jednak inną historią – lekko przyciasny, zapewne by dobrze podtrzymywać biust, i to nieszczęsne zapięcie, które każdemu facetowi sprawiało problemy. Kamila westchnęła i opuściła stopy na podłogę.
    – Ehh… pokaż to, miernoto.
    Obróciła chłopaka i sprawnym ruchem zapięła bardotkę.
    – Hm… no i lipa. Jednak bez tego się nie obędzie.
    – Co ma pani na myśli? – zapytał Filip, widząc, jak zaczyna przeszukiwać kartony.
    – Musisz być wiarygodną kobietą.
    Z dna pudełka z bielizną wyciągnęła coś, z czym lekko się siłowała.
    – Masz za mało u góry i za dużo na dole.
    Pierwszą rzeczą, którą wyciągnęła, był sztuczny biust. Rozmiar nie był imponujący – Filip, choć się na tym nie znał, ocenił, że to okolice B. Piersi były rozdzielone i dopasowane do jego odcienia skóry. U dołu miały lekko spłaszczone krawędzie. Sutki były nieco przyciemnione i permanentnie sztywne. Kamila podała mu jedną pierś do ręki. Wprawienie jej w ruch przypominało coś dziwnego – jakby balon wypełniony półstężniałą galaretką. Filip zdjął stanik, a Kamila zaczęła tłumaczyć, jak należy je przykleić. Okazało się, że do tego właśnie służyły paski materiału, które miały pomagać w utrzymaniu odpowiedniej pozycji. Skupienie na słuchaniu Kamili sprawiło, że całkowicie przyćmiło to dla niego całą absurdalność sytuacji. Gdy piersi były już przyklejone, poczuł ich ciężar na klatce piersiowej – jakby nosił na torsie lekki plecak, i to dosyć wysoko. Na szczęście stanik stabilizował wszystko i odciążał skórę oraz klej.
    – I jak?
    – Dziwnie… ale nie aż tak, jak można by się spodziewać – nieśmiało pobujał ciałem, obserwując ich ruch.
    – Okej, teraz druga część – Kamila sięgnęła po kolejne pudełko.
    – Drugie? – ciągle nie rozumiał.
    W jej dłoni znalazło się coś na kształt banana ale troche mocno wygiętego.
    – Ściągni majtki.
    – Po co? – jego odpowiedź wywołała chwilę martwej ciszy. Po chwili się ugiął i kobaltowe stringi wylądowały na posadzce.
    – Cały czas widzę że twój penis jest lekko podjarany. Stringi i rajstopy nie zatrzymają takiego wybrzuszenia a co dopiero gdy się na prawdę podjarasz.
    – Ale ja nie…
    – Dobra dobra, oboje wiemy że jak bym kazała tobie wycałować moje stópki to byś się spuścił samoistnie czyż nie? Chyba że mi chesz udowodnić jak silny jesteś i odporny.
    Jej komentarz i sugestia wystraszyły chłopaka. Oboje wiedzieli że ma racje. Nawet jak by się zgodził to co wtedy? Nawet jak by wygrał to co wtedy? Nic, jedyne co to może się tylko upokorzyć.
    – Powinieneś być mi wdzięczny że nie mam w ręku pasa cnoty. – zachihotała. – To jest sztuczna vagina, wkłada się ją pomiędzy nogi. Twój penis ląduje w komorze niczym prezerwatywa i jest podciągniety pod ciebie do tyłu. Na końcu jest przewód przez który spokojnie się wysikasz. Mocz wylatuje jak u kobiety więc nie muszisz tego ściągać. Drugą częścią jest sztuczna pochwa. Jak widzisz te dwa płatki się rozchodzą i w środku jest druga komora. W środku są jakieś wypustki i takie tam.
    Podczas gdy kobieta opisywała to faktycznie obraz coraz bardziej zaczął przypominać kobiece narzady. Wszystkie dziury na swoim miejscu, sztuczne niedoskonałości tylko dodawały realizmu i tak dobrze przemyślalemu patentowi.
    Zimna ręka powędrowała w kierunku penisa chłopaka.
    – Ej ej
    – Co no, muszę wepchnąć tobie jądra.
    – Co?!
    – Ehhh nie wytrzymam z tobą.
    Chłodna, koścista dłoń złapała chłopaka za moszne i kciukiem wepchnęła w jego ciało jądra. Filip był w szoku ponieważ nie wiedział że tak w ogólne można. Dotyk kobiety i stres był na tyle przytłaczający że nie powodował erekcji. Penis został włożony na miejsce i pociągnięty w tył. Następnie nałożenie kleju na płatki sztucznej skóry i dociśnięcie całości pomiędzy nogi chłopaka.
    Obrócił się do ustra i nie mógł uwierzyć że to jego ciało. Pomimo tego że wiedział że jest to przykejne to jego mózg i oczy szalały z dezinformacji jaką przekazywało mu lustro.
    – To niemożliwe!
    – A jednak! – zaśmiała się kobieta.
    Podczas gdy ten przeglądał się w lustrze Kamila wzięła palec i z ciekawości włożyła w jego szuczną pochwe. Środek był ciasny, lekko ciepły wyłożony rozmaitą fakturą.
    – Czujesz mój palec?
    – Tak, czuje. Ociera się o mojego Penisa.
    – Ciekawe, zawsze byłam ciekawa czy to tak działa. – podsumowała. – A łechtaczka? – Podotykała jeszcze gumowe szczegóły jego nowego korcza.
    – Nie, tylko nacisk palca.
    Kolejne sekundy przed lustrem wywołały mase pytań w głowie chłopaka. Czy mieszkanie, samochód, praca jest tego warte? Co tu tak na prawdę się dzieje.
    – Umm… Pani prezes a to nie jest troche za dużo? No wie Pani miałem po prostu przestrzegać norm dotyczących ubioru i tyle a teraz mam schowanego członka i biust.
    – Za dużo? Przecież nie robię ci operacji plastycznej ani nie daję hormonów. Czy ty nie widzisz, że to dla twojego dobra?
    – Dobra?
    – Tak, kochanie. Pomyśl tylko o konsekwencjach, jeśli ktoś cię odkryje. Jak już wspominałam, utrata klientów to jedno, ale co z zatrudnieniem? Jak zareaguje urząd pracy, policja i tak dalej? W teorii podajesz się za kogoś innego. Dostęp do wrażliwych danych ma Izumi Minatozaki, a nie Filip. Jeśli ktoś cię wyda, to co powiesz? „Kazali mi chodzić w sukience, zmuszali mnie, żebym jeździł ich samochodem i mieszkał w ich mieszkaniu”? Kto w to uwierzy? Masz jakiegoś świadka?
    Argumenty Kamili były miażdżące. Filip zdał sobie sprawę, jak głęboko w to wpadł – ale nie od razu, tylko kawałek po kawałku. Przecież sam chętnie przeprowadził się i ruszał z piskiem opon spod świateł. Najgorsze było to, że nikt nie zmuszał go do niczego pistoletem. Wszystko, co mówiła Kamila, miało sens i, tak naprawdę, im głębiej w to brnął, tym bardziej mu się to opłacało.
    – Dobrze… Jest już późno, a nawet nie zaczęliśmy.
    Zaczęła się miniparada mody. Najpierw bielizna – przewinęły się najróżniejsze kolory, ale dominowały stringi i tanga. Do zostawienia wybrano tylko te zestawy, które miały biustonosze podtrzymujące i modelujące piersi. Rajstopy, pończochy, pasy do nich i zwykłe skarpetki trafiły do garderoby bez przymierzania.
    Marynarki i koszule wybierała Kamila – znała się lepiej i decydowała, co zostaje, a co nie. Filip nie miał wyboru, bo kompletnie się na tym nie znał, a nie chciał wyglądać śmiesznie. Kiedy zapytał o kryteria, usłyszał, że szefowa celuje w styl inspirowany modą azjatyckiej giełdy.
    Myślał, że jego własne ubrania zostaną w szafach, ale się pomylił – na wszystko musiał znaleźć miejsce. Ku jego zaskoczeniu dostał również odpowiedniki męskich ubrań, takich jak jeansy czy trampki. Ucieszyło go to – przynajmniej w dni wolne nie będzie musiał chodzić w garniturze po mieszkaniu.
    – To chyba wszystko. Kartony z ubraniami do zwrotu możesz zostawić przed drzwiami, ktoś je odbierze – powiedziała Kamila, otwierając drzwi. – Będę ci potrącać z pensji za ciuchy, regularnie.
    Już miał odetchnąć z ulgą, gdy dodała:
    – Jeszcze dwie rzeczy. Zaraz ci wyślę adres, gdzie jutro przed pracą ogarniesz sobie paznokcie. Druga – załóż sobie sociale. Codziennie przed pracą rób zdjęcie outfitu i wrzucaj na Instagrama, dobrze?
    – Dobrze, pani prezes.
    – Cieszę się.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    K0oma
  • Ciszej! Bo uslysza.

    Dzwonek nad drzwiami zabrzęczał cicho, gdy weszłam zza lady, poprawiając dopasowaną marynarkę służbową. Światło padało na idealnie wyprasowane garnitury wiszące w równych rządkach. Zwykły dzień w pracy.

    Aż do momentu, w którym wszedł ON. Nie wiem, czy najpierw zobaczyłam jego sylwetkę, czy poczułam, jak powietrze nagle zgęstniało.
    Nie był jak reszta klientów – ci zazwyczaj nerwowo rozglądali się po sklepie, szukając pierwszego lepszego sprzedawcy… ON szukał mnie.
    Nie mrugał. Patrzył prosto na mnie, jakby nic poza mną w tym pomieszczeniu nie istniało.
    Był pewny siebie, opanowany, całkowicie świadomy własnego ciała.
    Wiedziałam, że ten dzień nie skończy się dobrze.
    Nie dlatego, że zrobił coś konkretnego. Nie dlatego, że powiedział coś, co mogłoby być uznane za dwuznaczne. Patrzył na mnie.
    I to było wystarczające, bym zapomniała, jak mam oddychać. Był dokładnie taki, jak zapamiętałam. Wyprostowana sylwetka. Ruchy, które mówiły więcej niż jakiekolwiek słowa – swobodne, ale nieostentacyjne. Nie było w nim pośpiechu. On miał czas i miał pewność, że to, po co tu przyszedł, dostanie – niezależnie od tego, ile zajmie mu osiągnięcie celu.
    Mnie.

    Przełknęłam ślinę i podeszłam, starając się udawać profesjonalizm, który już dawno się we mnie roztrzaskał. Poznałam go wczoraj, wiem jak się nazywa, ale profesjonalizm trzeba zachować.
    – Dzień dobry. W czym mogę pomóc?
    Uśmiechnął się. Nie w sposób, który zapowiadał flirt. W sposób, który oznaczał, że wiedział, jak wyglądałam dzisiaj rano, kiedy myślałam o tym, że go zobaczę.
    – Potrzebuję garnituru – powiedział spokojnie, a ja czułam, jak każde jego słowo osiada na mojej skórze.

    Gdy prowadziłam go między stojakami, szukałam sposobu, by się od niego odciąć.
    Nie patrzeć na niego. Nie czuć jego zapachu, który był zbyt znajomy, zbyt intensywny, zbyt… mój. Ale nie dało się. Czułam go przy sobie.
    Nie dotykał mnie, ale wiedziałam, że gdybym tylko się cofnęła o kilka centymetrów, jego ciało byłoby pierwszą rzeczą, na którą natrafię.

    Zatrzymałam się i odwróciłam.
    Za blisko.
    Zbyt szybko….

    Serce zaczęło mi walić. Nie mogłam patrzeć na jego twarz, więc przeniosłam spojrzenie na jego dłonie. Były otwarte, swobodne, jakby wiedział, że nie musi ich używać, żeby mnie do siebie przyciągnąć.
    Już byłam tam, gdzie chciał.

    – Ten model będzie idealny – powiedziałam, podając mu marynarkę. – Możemy dopasować długość spodni, jeśli…
    Nie dokończyłam.
    Nie dlatego, że nie wiedziałam, co chciałam powiedzieć. Tylko dlatego, że jego palce przypadkowo musnęły moje dłonie.

    Nie powinnam czuć tej iskry. Nie powinnam czuć, jak całe moje ciało napina się w odpowiedzi.
    Ale on to zauważył.
    Oczywiście, że zauważył.
    Patrzył na mnie, a ja wiedziałam, że nie zrobił tego przez przypadek.
    Nie mówił nic.
    Nie musiał.
    Nie spieszył się.
    Nie odsunął się.
    Tylko czekał.
    Czekał, żebym zrobiła pierwszy krok w jego stronę. A ja wiedziałam, że w końcu to zrobię. Wiedziałam, że jeśli wejdzie ze mną do przymierzalni…
    Już się nie powstrzymam. Jakby czytał mi w myślach. Patrzył mi głęboko w oczy.
    Wyciągnął rękę..

    Nie powinnam…
    Nie powinnam pozwalać, żeby jego ręka zacisnęła się na moim nadgarstku, prowadząc mnie w głąb sklepu, omijając spojrzenia ludzi, którzy byli zupełnie nieświadomi tego, co się zaraz wydarzy. Nie powinnam czuć tego gorąca na skórze, czuć, jak moje uda drżą przy każdym kroku, jak pulsowanie między nimi staje się nieznośne.
    Ale byłam tu. I nie mogłam przestać myśleć o tym, co się za chwilę stanie.
    Adam nie był mężczyzną, który prosił o pozwolenie.
    On brał.
    A ja – choć powinnam zaprotestować, powiedzieć „nie” – chciałam zostać wzięta.

    Pchnął mnie do pierwszej lepszej przebieralni. Weszłam, czując, jak serce wali mi w piersi, jakby już wiedziało, że nie będzie odwrotu.
    Zasłonka była cienka, nie dawała prawie żadnej ochrony.
    Każdy mógł wejść.
    Każdy mógł usłyszeć.
    Nie powinnam była tego robić.
    Ale kiedy jego dłoń wsunęła się pod mój płaszcz, kiedy przesunął palcami po moim udzie, cała logika przestała mieć znaczenie.
    Nie było świata.
    Był tylko on.

    – Wiesz, co jest najgorsze? – szepnął mi do ucha z lekkim drżeniem w głosie – Że próbujesz udawać, jakbyś nie była kurewsko mokra.
    Jego palce przesunęły się wyżej, zaczepiając o koronkę mojej bielizny.
    Zadrżałam.
    Ktokolwiek mógł podejść.
    Ktokolwiek mógł nas przyłapać.
    Ale on nie zwalniał. Był blisko, za blisko.
    Jego drugą dłoń zacisnął na moim gardle, lekko, ale wystarczająco, żebym poczuła się mała. Bezbronna.
    Jego.

    – Powiedz mi, że nie chcesz.
    Zacisnęłam usta.
    Nie mogłam.

    Nie potrafiłam kłamać, kiedy jego palce wsunęły się pod cienki materiał moich majtek i przesunęły się dokładnie tam, gdzie potrzebowałam ich najbardziej.
    Oddychałam szybciej. Za głośno.
    – Ania. – W jego głosie była groźba.
    Czułam, że się uśmiecha.
    – Nie mogę… – wyszeptałam, ale to było kłamstwo.
    Mogłam.
    I on o tym wiedział.

    Był we mnie, zanim zdążyłam się zorientować.
    Mocno. Głęboko. Bez ostrzeżenia.
    Moje palce zacisnęły się na ścianie przebieralni, starając się znaleźć jakąkolwiek stabilność.
    Ale on nie pozwalał mi jej mieć.
    To on rządził tempem.
    To on rządził mną.

    – Zamknij się. – Jego szept przy moim uchu był szorstki. – Chyba że chcesz, żeby wszyscy usłyszeli, że jest Ci dobrze Ciszej, Bo Usłyszą.
    Moje ciało zdradzało mnie na każdym poziomie.
    Byłam wilgotna, ciasna, pragnęłam więcej.
    Próbowałam zapanować nad dźwiękami, które chciały się ze mnie wyrwać, ale on to wyczuł.
    I wcale nie miał zamiaru mi pomóc. Jego dłonie mocniej wbiły się w moje biodra.
    Nie mogłam się ruszyć. Byłam przytrzymana, zamknięta w jego uścisku, zupełnie poddana.
    I to właśnie było najgorsze.
    To właśnie było najlepsze.

    Próbowałam być cicho. Naprawdę próbowałam.
    Ale kiedy jego ruchy stały się mocniejsze, kiedy poczułam ten znajomy dreszcz przechodzący przez całe moje ciało, wiedziałam, że jestem zgubiona.
    Przylgnęłam do ściany, wstrzymując oddech, gryząc wargę, ale to było za dużo.
    – Już? – jego szept był pełen satysfakcji. – Tak szybko?
    Był okrutny. I uwielbiałam to.

    Moje ciało zaczęło drżeć pod jego dotykiem, czułam, jak wszystko się we mnie zaciska, jak tracę kontrolę, jak on mnie tam trzyma, nie pozwalając mi oderwać się od rzeczywistości.
    A potem przyszło to.
    Eksplozja. Zatracenie.
    Nie mogłam oddychać. Nie mogłam się ruszyć.
    Byłam cała jego.

    I wtedy, kiedy moje ciało jeszcze drżało pod nim, kiedy moja twarz wciąż była ukryta w zagłębieniu jego szyi, usłyszałam szelest materiału…
    Przebieralnia obok.
    Ktoś był blisko….
    Kurwa.

    Miałam się odsunąć, naprawić swój wygląd, udawać, że nic się nie stało.
    Ale wtedy Adam przyciągnął mnie z powrotem, szepcząc mi do ucha trzy słowa, od których moje ciało zadrżało jeszcze raz.
    – To jeszcze nie koniec.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Adam Hartwiński

    Jestem bardzo ciekawy opinii, dajcie mi znać czy Chcecie poznać dalsze losy Adama i Anii. A może byś chciał być bohaterem jednego z moich opowiadań?