Blog

  • Pan i wladca II – Kamienna twarz

    Od ostatniego spotkania Jolanty z Kingą i Igorem minął tydzień. Zarobione pieniądze za spełnienie fantazji bratanka schowała na czarną godzinę. Jednak właśnie po upływie siedmiu dni kobieta przestała uważać te pieniądze za cenne. Wydawały jej się brudne i zarobione w łatwy sposób. W pracy i poza nią użalała się nad tym, kim się stała. Nie była wartościową kobietą, a przegrywem, który pracuje w pracy dla idiotów. Nie dochodziły do jej głowy liczne komplementy za to, że w sklepie, w którym pracuje wykonuje sumienną pracę. Na dodatek fakt, że jedynymi ludźmi, którzy z nią flirtują są lokalnymi koneserami napojów wysokoprocentowych odbierał jej pewność siebie.

    Postanowiła jak najszybciej wydać pieniądze Igora. Swojemu synowi, Maksowi zakupiła buty. Radość jej syna z otrzymanego prezentu trochę stłamsiła jej wewnętrzny ból. Dla siebie natomiast zakupiła drogie wino, którym upijała się przez parę najbliższych wieczorów. Właśnie podczas nich zmieniała nieco swoje myślenie. Zaczęła rozmyślać, czy jest atrakcyjna dla młodego bratanka, a może jest dla niego tylko zboczoną fantazją kazirodczego seksu. Nawet, jeśli tylko tym drugi, chce wykorzystać szansę. Wracała do dnia, w którym Igor i Kinga czule pieścili ją po piersiach. Kiedy za pomocą dwóch palców i języka Kinga doprowadziła ją do orgazmu. Wysłała SMS do Igora. Umówili się na spotkanie w przyszły piątek. Ponad trzy tygodnie od ostatniego spotkania. Zostały cztery dni.

    Nadszedł dzień spotkania. Jolanta musiała sprzedać jakiś kit jej synowi, na szczęście ten miał być całe popołudnie u kolegi. Tym razem to nie ona pojechała do willi Sokołowski, a zawiozła ją Kinga swoim nowym Mercedesem. Jolanta wypatrywała z niepokojem swojej byłej szwagierki. Wreszcie przyjechała. Miała na sobie biały golf. Jolanta tym razem ubrała się normalnie, w błękitną bluze oraz dżinsy. Jakie ma znaczenie jej ubiór skoro i tak skończy cała naga.

    — Cześć kochana! — krzyknęła entuzjastycznie Kinga do otwierającej drzwi samochodu Jolanty.
    — Hej. — odpowiedziała ze sztucznym uśmiechem.
    — Trochę ci zajęło przyjęcie naszej oferty.
    — Co macie dla mnie dzisiaj?
    — Bezpośrednio (śmiech). Nie zawiedziesz się. Obiecuje.

    Kobiety dojechały do posiadłości. Tak jak wcześniej udały się do salonu i usiadły na kanapie w oczekiwaniu na Igora. Tym razem przyszedł od razu. Ubrany był w czarne dresy.

    — Stęskniłem się, ciociu. — przywitał się entuzjastycznie.
    — Rozumiem. — Jola chciała pokazać obojętność.
    — To ja was zostawiam kochani. — Kinga wstała i udała się w kierunku wyjścia.
    — Czyli dzisiaj sami?
    — Oj zdecydowanie nie!

    Igor usiadł blisko ciotki i położył na stole pięć tysięcy. Zdziwiło to Jolantę, tyle pieniędzy za jedno spotkanie? Absurd. Może jednak mu się podoba? W jej głowie był to jeszcze większy absurd. Szybko przypomniała sobie, że nie mają być sami.

    — I co? Pewnie przyprowadzisz kolegę i chcecie mnie razem posuwać. Spoko, tylko w prezerwatywie, będziesz się musiał przełamać.

    Jola próbowała przejąć kontrolę nad spotkaniem. Pamiętała jaki stosunek do antykoncepcji ma Igor i dobrze wiedziała, że z seksu nici. Igor jednak nie wyglądał na wyprowadzonego z równowagi. złożył ręce, położył je na brzuchu i rzekł:

    — Proszę cię, ciociu. Nie odbieraj tego jako przymus, albo usługę. Ja naprawdę chcę żebyśmy się wszyscy dobrze bawili. Wszyscy. Te pieniądze są bardziej jako podarunek. Nie wyliczam co i ile kosztuje. Chciałbym być z tobą i Maksem blisko jak kiedyś. W czasach gdy razem wyjeżdżaliśmy i spędzaliśmy czas.
    — Igor… Uwierz, że naprawdę chcę cię zrozumieć, ale jak mamy być blisko uprawiając seks. Przecież kazirodztwo jest nielegalne.
    — Kiedy zacząłem się kochać z moją mamą zrozumiałem, że seks to najlepsze możliwe zbliżenie i nie ma lepszego sposobu, aby się zżyć. Pomyśl. Czy nie było ci dobrze ostatnim razem? Wiem, że ten wytrysk był trochę chamski, ale o to chodzi w seksie, aby przełamywać swoje granice. Do wszystkiego można dojść poprzez praktykę. Dlatego ja osiągnąłem sukces, dzięki ciężkiej pracy.
    — Igor… Przyznaj mi rację, że jeśli będziesz mi płacił za seks, to zawsze będziemy dla siebie jak klient i pracownik. Mogłabym sprzątać dla was, albo wykonywać inne prace. Mi będzie łatwiej kiedy pracuje uczciwie i dostaje za to uczciwą pensję. Myślę, że tobie też.
    — Pokażę ci coś, ciociu.

    Igor wyciągnął rękę w stronę Joli. Oboje poszli do pomieszczenia obok, była to jadalnia, jednak na olbrzymi, okrągły stół, który mógłby z pewnością pomieścić kilkanaście osób była nałożona czarna kotara. Przy stole znajdowało się tylko osiem krzeseł, przy których nacięto kotarę.

    — O to moja dzisiejsza zabawa. — oznajmił.
    — Co to ma oznaczać?
    — Grałaś kiedyś ciociu w kamienną twarz?
    — Yyy… Nie? — odpowiedziała lekko zakłopotana.
    — Już wyjaśniam zasady. Kobieta wchodzi pod stół i robi dobrze jednemu z ośmiu uczestników. Przez dziesięć minut lub krócej uczestnik musi dojść. Po tym czasie następuje głosowanie, gdzie inni uczestnicy głosują któremu zrobiłaś dobrze. Jeśli większość wskaże poprawnie to ta osoba przegrywa i traci punktów. Ci, którzy wskazali prawidłowo dostają punkt, ale ci którzy się pomylili dostają karę. Wygrywa ten, który zdobędzie najwięcej.
    — I ty niby chcesz, żebym tam siedziała i ciągnęła twoim koleżką?!
    — Tak.
    — A pomyślałeś, że ci twoi wspaniali koledzy znają mojego syna i jak mnie zobaczą to nie będzie miał życia w szkole?! — Jolanta stała się agresywna.
    — Pomyślałem. Ja nie biorę udziału i będę wszystkim nadzorować. Dlatego nie chciałem żebyś przyjechała swoim samochodem. Przyjdą, rozerwiemy się troszeczkę, ty zarobisz przy okazji i wszyscy wyjdą zadowoleni.

    Wcześniejsza rozmowa nieco zmieniła postrzeganie Igora przez Jolantę. Zaczęła widzieć w tej idei swego rodzaju przyjemność. Oczywiście mocno zboczoną, ale kto nie jest chociaż trochę zboczony? Odwróciła się na chwilę, na stole dalej leżało pięć tysięcy. Maks marzył o konsoli. Po tym prezencie na pewno by ją ubóstwiał. Jeszcze spłaci parę rat kredytu, a nikt poza Kingą i Igorem nie dowie skąd ma pieniądze.

    — Dobrze, zgadzam się.

    Igor uśmiechnął się, podszedł i przytulił ciotkę. Ucieszył ją widok zadowolonego bratanka.

    — Kiedy oni przyjadą?
    — Za niecałą godzinę.

    Razem poczekali na nadchodzących gości. Po upływie około czterdziestu minut pod willę podjechało czarne BMW oraz białe Audi. Z obu wysiadło po czterech chłopaków w wieku około dziewiętnastu lat.

    — Co teraz?
    — Nie wejdą dopóki ich nie zaproszę. Wejdź proszę pod stół.

    Jolanta bezzwłocznie udała się pod ów mebel. W okolicach krzeseł znajdowały się przyklejone kartki z numerami od jeden do osiem. Na środku leżała paczka chusteczek, woda niegazowana oraz telefon.

    — Będą cztery rundy. Runda zacznie się jak ciocia wybierze, któremu zrobi dobrze i kliknie numerek na telefonie. Wtedy ustawiam stoper na dziesięć minut. Jeśli chłopak dojdzie wcześniej, wtedy ciocia klika stop, żebym wiedział, że można skończyć rundę. Po każdej rundzie jest zamiana miejsc, ale chłopak któremu ciotka robiła loda będzie miał założone spodnie. Dałem cioci chusteczki i wodę, bo wiem, że trudno u ciebie z połykiem, jednak zalecam przynajmniej spróbować, dla rozrywki. Po zakończonych rundach chłopaki wyjdą i powiem kiedy ma ciocia wyjść. Wszystko jasne?
    — Chyba tak.

    Igor udał się po gości. Po kilku minutach Jola usłyszała jak uczestnicy wchodzą do salonu.

    — Teraz niech każdy po kolei weźmie numerek.
    — A co to familiada kurwa jest? — odpowiedział rozbawiony Tymek.
    — Losuj i nie pierdol. — powiedział Maciek.

    Po chwili chłopcy udali się w kierunku jadalni. I zaczęli zasiadać na wylosowane miejsca.

    — Kasiu to ty? Kaśka!

    Tymoteusz widocznie myślał, że w grze bierze udziału jakaś jego koleżanka. Przestraszona Jola obawiała się, że zaraz zaglądnie pod stół w poszukiwaniu Kaśki, jednak Igor szybko ukrócił towarzystwo.

    — Tak jak mówiłem graczka będzie anonimowa do końca zabawy. Jeśli ktoś odsłoni kotarę, gra się kończy.
    — Boże, przecież żartuje. Ta ćpunka pogryzłaby mi fiuta.

    Wszystkich rozbawił komentarz Tymka. Uczestnicy udali się na stanowiska i ściągnęli spodnie. Wszyscy mieli czarne dresy i skarpetki. W dodatku nikt nie miał na sobie majtek, a penisy chodź różnych długości i grubości były ogolone. Może serio mają myśleć, że pod stołem jest jakaś koleżanka i faworyzowałaby którychś z uczestników.

    — Przypomnę zasady. Cztery rundy. W każdej jedna osoba ma robionego loda. Ma dojść w ciągu dziesięciu minut.
    — A jeśli nie dojdzie? — zapytał Kuba.
    — No to jego strata. Wracając. Osoba, która ma ciągnięte wygrywa orgazm, ale jeśli większość wskaże na nią, płaci do puli sto złotych. Jeśli dana osoba wskaże poprawnie dostaje punkt, a niepoprawna odpowiedź kosztuje sto złotych. Ten kto ma najwięcej punktów wygrywa, w przypadku paru zwycięzców dzielicie się pulą. Połowa puli dla mnie za organizację.
    — Jasna sprawa. — skomentował Jacek.
    — Może jak nie zgadniemy kto doszedł, to stówka premii dla damy? — zaproponował Maciek.
    — Dobry pomysł… — szepnęła Jolanta.
    — Może być. — powiedział Igor.
    — Maksiu radzę ci się skupić. Podobno u ciebie z kasą cieniutko. Jakbyś musiał zapłacić pięć stówek… Masz w ogóle tyle?
    — Ja mu pożyczę. — oznajmił Bartek.
    — Uspokójcie się. Rozliczymy się po zabawie.

    Obecność jakiegoś Maksa wśród uczestników zdemolowały Jolantę. W dodatku taki, który nie jest przy kasie. Poczuła się zdradzona przez bratanka i Bartka, który na pewno go na to namówił, a mieli grać razem w komputer. Nie mogła wyjść, bo wtedy Maks i jego koledzy dowiedzieliby się co robi jego matka po godzinach. Jak zarobiła na jego nowe buty. Słyszała, głos Tymka przy numerze dwa, więc to na pewno nie jest Maks. Od niego zacznie. Tymek, Maciek, Bartek, Kuba, Jacek, Tomek, Przemek i Maks. Siódemka wspaniałych i tykająca bomba, na którą Jolanta nie chce trafić.

    Start zabawy przerwał dźwięk otwierających się drzwi. Do jadalni zawitała Kinga. Igor cały zbladł, nie miało jej tutaj być.

    — Cześć chłopaki! Co robicie? — zapytała.
    — A bawimy się. Chce pani z nami? — zaproponował oczywiście Tymek.
    — Mama tylko wpadła po parę rzeczy, prawda mamo? — Igor najwidoczniej nie był zadowolony z obecności Kingi.
    — Tak… — odpowiedziała lekko zasmucona kobieta.

    Udała się po schodach na piętro i po chwili wyszła bez pożegnania. Wygląda na to, że sama chciała wziąść udział w grze, ale syn jej na to nie pozwolił. Ta rozmowa zdziwiła uczestników, a najbardziej Jolantę.

    — No, no twoja mama to niezły MILF. — powiedział Tymek.
    — Jeszcze raz coś powiesz o mojej matce to wypierdalasz.
    — Ej, ej! Spokojnie chłopaki. Zapomnijmy o tym i zacznijmy grę. — Kuba starał się uspokoić sytuację.

    Gra się rozpoczęła. Wszyscy panowie położyli ręce na stole. Jolanta kliknęła w telefonie numer dwa. Stoper ruszył.

    — Szczęśliwiec wybrany, więc zaczynamy!

    Tymek jak to przystało na najgłośniejszego w grupie miał najmniejszego penisa. Jola położyła prawą dłoń na jego udzie. Lewą złapała za penisa i przy pomocy ust próbowała postawić delikwenta do pionu.

    — Tomuś co się tak rozglądasz? — spytał Tymek.
    — Patrzę po innych, o to w tym chodzi przecież.
    — Coś kręcisz…

    Tymek zachowywał kamienną twarz, tą samą taktykę niestety przybrał jego penis, którego Jola próbowała postawić. Zażenowana zaczęła walić mu konia. Bez skutecznie. Natomiast Tymoteusz przybrał taktykę atakowania Tomka. Minuta do końca. Kutas wreszcie stanął. Jola chcąc zdążyć waliła go dalej mając w ustach jego koniec, aby połknąć spermę. Czas minął. Jolanta puściła pałę Tymka i udała się na środke, aby napić się wody.

    — A więc na kogo głosujecie? — spytał uśmiechnięty Igor wiedząc, że Tymek nie doszedł.

    Wszyscy wskazali na Tomka.

    — Ha, ha! Błąd. To nie Tomek. Robione miał… Tymek!

    Wszyscy zaśmiali się wiedząc, że koniec czasu oznaczał brak wytrysku.

    — Ja pierdolę! Najgorsza gała w życiu. Ta kurwa nie umie ciągnąć! Jak miałem dojść?!
    — Tymek wypad stąd. To kulturalna rozgrywka, nie będziesz niszczył nam zabawy.

    Tymek protestował, ale inni uczestnicy nalegali, aby opuścił rozgrywkę. Całe zamieszanie wykorzystał Przemek. Awanturujące towarzystwo nie zauważyło kiedy odsłonił kotarę i zaglądnął do środka. Na szczęście Jola była ustawiona tyłem do niego. Przemek zatem nie widział twarzy, ale wiedział, że pod stołem jest dorosła kobieta w krótkich, blond włosach.

    Po rozstaniu się z Tymkiem gracze ponownie wylosowali miejsca i udali się na stanowiska. Numer siedem był pusty. Maks wciąż nie odezwał się ani słowem, więc Jolanta traciła pewność, czy to na pewno jej syn. Maks jest w miarę chudy, mimo że spodnie zasłaniają nogi, to uda widać idealnie. Numer trzy był nieco grubszy. Wpisała w aplikację numer szczęśliwca i rozpoczęła się zabawa. Tym razem penis stanął od razu. Jolanta szybkimi ruchami głowy zadowalała chłopaka. Nad stołem zapanowała cisza przerywana lekkimi śmiechami. Nagle usta Joli zaczęły się wypełniać ciepłym, lepkim płynem. Kobieta przez chwilę przetrzymała spermę, ale odruch nie pozwolił jej połknąć. Wyłączyła stoper i wypluła ładunek do chusteczki, a następnie napiła się wody. Igor oznajmił zakończenie rundy. Nastąpiło głosowanie. Kuba wskazał na Maćka, pięciu innych chłopaków wskazało również na Maćka.

    — A ty Maciek na kogo głosujesz? — zapytał Igor.
    — Na Przemka.
    — A ty Maks?
    — Przemek, chyba.

    Jolanta nie miała wątpliwości, był to głos jej syna.

    — Przemek! Maks i Maciek mają po punkcie.

    Ciotka wpadła na pomysł, aby przyglądnąć się i zapamiętać jak wygląda penis jej syna, aby na niego nie trafić. Jednak chłopacy szybko udali się do salonu na następne losowanie.

    Tym razem numer jeden był pusty, a numer osiem miał założone dresy. Jola w ciemno wybrała numer siedem licząc, że będzie dla niej szczęśliwy. Jolanta przybrała identyczną taktykę. Szybkimi ruchami góra-dół doprowadziła do wytrysku. Coraz bardziej zaprzyjaźniała się z konsystencją i smakiem spermy. Szczęśliwcem okazał się Tomek, a tym razem tylko Maks zgadł prawidłowo. Matka nie wiedziała czy cieszyć się z tego faktu, czy smucić.

    Ostatnia runda. Numer siedem wolny. Numer jeden oraz pięć wykorzystane. Jolanta podchodzi do numeru ósmego. Z tyłu głowy miała fakt, że jej syn ma dwa punkty i prowadzi. Zagrozić może mu tylko Maciek, więc gdyby ktoś wyraźnie się zdradził i tak by wygrał. Chcą pomóc synowi zmieniła taktykę. Złapała kutasa lewą ręką jednocześnie zabierając się za jądra. Szybkie walenie połączone z ssaniem jajek to coś, czemu szczęśliwiec nie mógł się oprzeć. Zaczął mocno dyszeć. Jolanta czując zbliżający się koniec połknęła całego penisa oraz odruchowo też cały jego ładunek. Zadowolona udała się po telefon, aby wyłączyć stoper.

    — Koniec rundy czwartej. Głosujcie. — powiedział Igor odkładając telefon.
    — Tym razem raczej nie ma wątpliwości. — zaśmiał się Tomek.
    — Maks wyglądałeś jakbyś miał polecieć na księżyc. — powiedział Przemek.

    Jolancie oczy stanęły dęba. Doszło do niej, że jej pierwszy wytrysk, jaki połknęła był jej syna.

    — Nie prawda! — opowiedział nerwowo Maksymilian.

    Głos nie pochodził z numeru osiem, a z piątki. Najwyraźniej syn Jolanty blefował. Wszyscy zagłosowali na Maksa, ten jednak jako jedyny prawidłowo wskazał na Tomka. Doszło do rozliczeń. Dwa tysiące złotych. Tysiąc dla młodego Nowaka, sześćset dla Igora, a czterysta dla Jolanty.

    Zadowoleni chłopcy opuścili willę Sokołowskich. Jolanta postanowiła wcześniej wyjść spod stołu, aby skonfrontować się z bratankiem.

    — Czy ty jesteś niepoważny?! — wykrzyczała Jola.
    — Przysięgam, że go nie zapraszałem! Miał być Wiktor, a nie on! — odpowiedział szczerze bratanek.
    — Co mnie to obchodzi. Wystarczyło powiedzieć, żeby sobie poszedł, albo coś innego.
    — I myśli ciocia, że to nie byłoby podejrzane? A poza tym jaki masz z tym problem? Nawet lepiej zrobić swojemu, niż obcemu.

    Jolanta złapała się za głowę.

    — Tylko, że wy oboje na to pozwalacie, ani ja, ani Maks nie pozwoliliśmy na seks i dobrze o tym wiesz.
    — Tak jak mówiłem to nie moja wina. Widocznie Bartek chciał rozerwać trochę Maksa, nie ma co panikować. Wszystko dobrze się skończyło.

    Wychodząc Jolanta wzięła pięć tysięcy oraz dodatkowe czterysta. Igor odwiózł ją do domu. Na wyjściu wręczył jej karteczkę.

    — To numer do sprawdzonego ginekologa. Jeśli chcesz dalej ze mną współpracować musisz pomyśleć nad antykoncepcją. Powiedz, że jesteś ode mnie. Kosztami się nie martw.
    — Pomyślę o tym, na razie.

    Jolanta weszła do swojego mieszkania w bloku. Od razu udała się do pokoju jej syna. Ten jak zwykle grał na komputerze.

    — Jak było u kolegi?
    — A spoko.
    — Co robiliście?
    — No… graliśmy, a co mieliśmy innego robić? — odpowiedział wymownie.
    — To ciekawe, bo dzwoniła ciocia Kinga i powiedziała, że byliście u nich z kolegami.

    Zapadła cisza, Maks nie wiedział co powiedzieć.

    — Dlaczego mnie okłamałeś?
    — Nie okłamałem, tylko… — zapauzował grę i odwrócił się w stronę mamy. — Bartek powiedział, że Igor nas zaprasza na LANa, w sensie, żeby zagrać razem z chłopakami.
    — I w co graliście?
    — Mamo przecież ty nie znasz żadnej gry, po co ci to?
    — Nic… w sumie po nic.

    Wyszła z pokoju zawiedziona, że syn chciał ją okłamać. Pomyślała wtedy, że Igor z Kingą mają zdecydowanie lepszą relację. Bratanek parę lat temu też wydawał się cichy i niedostępny, tak jak jej syn teraz. Chodź sytuacja przed startem kamiennej twarzy, kiedy Kinga najwyraźniej chciała dołączyć wiedząc, w co będą grać, a Igor jej nie pozwolił wydawała się dziwna. Zamyślona Jolanta wzięła prysznic i udała się do sypialni, aby przemyśleć dalsze kroki.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Huber202
  • (Marek) Wzajemna masturbacja (3)

    Następnego dnia ja i Marek nie rozmawialiśmy o tym, co się wydarzyło poprzedniego wieczoru. Ograniczyliśmy się do krótkiej wymiany zdań na temat pracy. Dostałem swoje zadanie i natychmiast poszedłem je wykonać. Ciężka atmosfera ciążyła nad nami oboma, przez co dzień i robota dłużyli się niemiłosiernie.

    W końcu Marek nie wytrzymał. Akurat sprzątałem farbę, która wylała mi się z wiaderka, gdy stanął w progu. Maciek, nie możemy tak pracować. Kurwa, ja nie lubię pracować w ciszy. Wzruszyłem ramiona. Dogadamy się? Znów wzruszyłem ramionami. Marek jeszcze bardziej się wkurzył i wrócił do swojej roboty. Usłyszałem tylko, jak coś kilka razy uderzało o podłogę. Nie interesowało mnie to, choć kląłem pod nosem, gdy farba chlupała dookoła.

    Po pracy szybko zjadłem kolację, umyłem się i zająłem telefonem. Długo nie mogłem zasnąć. Leżałem w ciemności, patrząc z nudów na gwiazdy za oknem, kiedy usłyszałem ruch na schodach. Uznałem, że Marek pewnie idzie do łazienki. Odruchowo zamknąłem oczy. Wyczułem, że ominął łazienkę i jego kroki były coraz bliższe. Po chwili uklęknął przy mnie. Maciek, śpisz? Otworzyłem oczy i powiedziałem, że nie mogę zasnąć.

    Ty tak szczerze… Podobam ci się? Stary chłop? Nie wolisz przystojnego chłopaka w swoim wieku?

    Podobasz mi się, odparłem. I cię lubię.

    Jesteś gejem? Tak na sto procent, zapytał.

    Marek, jestem gejem, odburknąłem gniewnie.

    Ojciec wie?

    Kurwa, wściekłem się. No oczywiście, że nie wie. Matka też nie wie. Nikt nie wie. Tylko jeden kolega wie.

    Wy… razem…

    Nie, odpowiedziałem oburzony. On tylko wie. To obrzydliwe, nawet nie myślę o nim  w ten sposób. Po prostu wie i tyle. Masz kogoś?

    Ja? Nie. Nie umiem się bawić w związki. Jakoś tak… A ty?

    Nie.

    Ale już próbowałeś?

    Nie, odparłem zawstydzony, ciesząc się, że jest trochę ciemno.

    Nie?, zdziwił się. Byłem pewny, że tak. Tak mnie prowokowałeś, że dałbym rękę uciąć, że niejednego doprowadziłeś do szaleństwa.

    Obaj się zaśmialiśmy i poczułem, że napięcie między nami zaczyna znikać. Dzięki temu Marek odważył się zapytać, czy może mnie pocałować. Zgodziłem się.

    Widziałem, jak jego twarz staje się coraz bardziej wyraźna, kiedy się zbliżał. Zaczęliśmy się całować. Powoli, bez pośpiechu. Czułem, jak jego ciężka ręka masuje moje ramię. Zapomniał się, gdy chciał się na mnie położyć. Łóżko polowe niebezpiecznie się obniżyło, zaskakując nas i przerywając pocałunek.

    Kurwa, to nie ma sensu, wysapał Marek i wstał. Wtedy zobaczyłem wybrzuszenie na jego spodenkach. Zanim zdążyłem zareagować, poszedł na górę. Na początku nie wiedziałem, o co chodzi, potem wkurzyłem się, i to bardzo. Wstałem z łóżka i poszedłem za nim. Stał nad swoim łóżkiem i wściekał się na samego siebie.

    Nie przesadzasz trochę, zapytałem. Mając osiemnaście lat, nie byłem w pełni świadomy, co może siedzieć Markowi w głowie. Chciałem tylko, żebyśmy się znów pocałowali, może trochę zabawili. Chciałem zrobić mu dobrze, potem żeby on mi i obaj byśmy byli zadowoleni.

    Przesadzam? Maciek, nie jesteś głupi. Dobrze wiesz, co się stanie. W trakcie będzie dobrze, a po wszystkim bardzo źle.

    Wzruszyłem ramionami. Nadal przesadzasz. To tylko seks.

    Tylko seks?, roześmiał się ironicznie.

    Przecież robisz to z innymi chłopakami. Umawiacie się, idziecie do łóżka, a po wszystkim papa. Z nami też tak będzie. Pobawimy się i wrócimy do pracy.

    Maciek, nie udawaj głupiego.

    Miałem już dosyć jego dramatyzowania. Przez to, jak się zachowywał, zaczynał mi się mniej podobać. Chciałem, żeby pewnie wziął mnie obroty, a nie jęczał nad konsekwencjami, których ja nie dostrzegałem. Wiedziałem, że muszę przejąć kontrolę, zanim całkiem obrzydzę sobie Marka.

    Zbliżyłem się do niego, złapałem za szyję i uśmiechałem się prowokująco.  Po jego oczach zorientowałem się, że osiągnąłem sukces, dlatego znów go pocałowałem.

    To tylko seks. Nikt się nie dowie, zapewniałem go, gdy chciałem zdjąć mu koszulkę. Uniósł ręce do góry i po chwili zobaczyłem jego owłosiony tors. Jak na mój gust, było zbyt gęsto, ale nie dałem po sobie poznać, że coś mi nie pasuje. Zdjąłem swoją koszulkę i wróciłem ustami do niego. Widziałem, że znów nachodzą go wątpliwości.

    Przerwałem pocałunek i zacząłem ssać jego grube sutki, dziwiąc się, że sam nie odczuwam żadnych wątpliwości ani nie czuję się zawstydzony. Zawsze myślałem, że będę sparaliżowany, gdy dojdzie do pierwszego razu. Marek cicho wzdychał, masując mi ramiona. Drgnął jak oparzony, gdy wsunąłem rękę do jego spodenek i przez slipki zacząłem masować jego rosnącego penisa. Bałem się, że znów mnie odtrąci, zamiast tego sam wsunął mi rękę do moich bokserek i zaczął rytmicznie poruszać. Przestałem robić swoje, bo ten gest mnie osłabił. Zacząłem cichutko jęczeć. Nie sądziłem, że obca dłoń może dać tyle przyjemności.

    Teraz widzę, że jesteś zielony, roześmiał się Marek, obejmując mnie i przyciskając do siebie. Wyjął rękę, żeby zsunąć moje bokserki niżej, po czym niespiesznie zaczął bawić się moim penisem, zmieniając tempo i sposób ruchów. Dostosował się do mojego oddechu. Przyspieszał, gdy moje ciało dawało sygnały, że dochodzę. Część spermy została na jego dłoni, reszta wylądowała na podłodze. Przytuliłem się do niego, żeby w ogóle utrzymać się na nogach. Czułem, jak całuje moją szyję, a potem usta.

    Przypomniałem sobie, że tylko ja doszedłem, dlatego zrzuciłem moje bokserki na bok, zsunąłem jego spodenki wraz ze slipkami i zacząłem bawić się jego penisem, starając się naśladować jego ruchy. Nie byłem pewny, czy robię to dobrze, bo Marek, poza kilkoma cichymi jęknięciami, nie dawał po sobie poznać, że mu się podoba. Postanowiłem, że mu obciągnę. Kucnąłem i chciałem polizać go językiem, kiedy Marek delikatnie się odsunął i powiedział, że nie muszę tego robić.

    Chcę, odparłem. Złapałem go i zacząłem poruszać dłonią, przyciągając go do siebie. Jeździłem językiem po całej główce, zanim objąłem wargami przednią część żołędzi. Smakował słonawo, ale mnie to nie odrzuciło.

    Wkurzyłem się w myślach, kiedy Marek powiedział, że mogę się w każdej chwili wycofać. Jego ostrożność zaczynała mnie irytować, więc objąłem ustami cały żołądź i zacząłem poruszać głową, angażując język i wargi. Musiałem też uważać, żeby nie zranić go zębami. W międzyczasie podłożyłem sobie koszulkę i uklęknąłem wygodniej na kolanach.

    Po długiej chwili, kiedy byłem już przekonany, że Markowi jest trudny do zadowolenia, usłyszałem, jak zaczyna dyszeć. To mnie tylko napędziło. Ustami zajmowałem się żołędziem, a dłonią masowałem trzon.

    W pewnym momencie chwycił mnie za głowę i przytrzymał mocno, kiedy dochodził. Nie chciałem mieć spermy w ustach, ale jednocześnie podniecała mnie siła jego dłoni i napięcie w ciele. W ostatniej chwili Marek wyciągnął penisa, a sperma wylądowała na podłodze, niedaleko mojej.

    Naprawdę jesteś świeżakiem? Nigdy nikomu nie obciągałeś?

    Nie. To był mój pierwszy raz, odpowiedziałem, dysząc. Podobało mi się, dodałem radośnie.

    To dobrze. Będziesz mnie miło wspominał po latach, powiedział, podciągając spodenki i slipki.

    Wróć ze mną na dół, poprosiłem, wstając i zakładając koszulkę. Nie chce mi się spać samemu.

    Marek spojrzał na mnie i kiwnął głową. Nałożyłem bokserki, wziąłem jego pościel i jedną z toreb. On złożył łóżko polowe i zabrał drugą, cięższą torbę. Zeszliśmy na dół. Zauważyłem, że rozkłada swoje rzeczy na dawnym miejscu, nieco oddalonym ode mnie, więc odruchowo przesunąłem je bliżej swojego łóżka.

    Łączy nas teraz więcej niż wcześniej, powiedziałem z uśmiechem.

    Marek nic nie odpowiedział, tylko przesunął się bliżej i położył. Zbliżyłem się do niego i pocałowałem go. Jutro powtórka, oświadczyłem, łapiąc go za rękę. Nie zareagował, a ja niemal od razy zasnąłem, szczęśliwy.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Krystian Bojek
  • Meski wypad rodzinny 2

    Hej. Jest to kontynuacja męskiego wypadku 1.  Ponownie proszę o komentarze czy się podobało. Miłego czytania!

     

    (…) Marek delikatnym ruchem dłoni zachęcił do dołączenia – „przecież mam dwóch synków, chodź tutaj do nas synusiu, nie siedź tak sam, pobaw się z nami.”

     Wstałem, mój penis mnie prowadził, ciągnął jak zaczarowany zaproszeniem Marka. Poszedłem powoli, zszedłem na kolana obok Mariusza. Marek poprosił go o zrobienie mi miejsca – „Podziel się z braciszkiem, tata zawsze uczył aby się nie być samolubnym. Starczy dla was obu.” Mariusz wyciągnął kutasa ojca z ust, lekko się odsunął, pozwolił mi się zbliżyć. Nadal trzymał członka przy samym podbrzuszu jakby prezentował mi kulinarne dzieło na srebrnej tacy. Spojrzał na mnie i zachęcająco poruszył brwiami. Mieszanka śliny z preejakulatem ciekła mu po brodzie. Kutas Marka też był cały mokry. Lewą rękę położyłem na prawym udzie Marka, prawą położyłem na jądrach i zacząłem je masować. Otworzyłem lekko usta, zamknąłem oczy i powoli zbliżałem się do główki. Musnąłem wargami, delikatnie pomiziałem końcówką języka, chciałem poczuć jak smakuje. Wciągnąłem powietrze – kutas pachniał wodą z jeziora, moczem, śliną, sokami, po prostu męsko, aż działało to na zmysły. Byłem pewny, że tego chcę, pragnę właściwie. Zrobiłem większe liźnięcie po całej długości żołędzia otwierając jednocześnie oczy i patrząc na twarz kogoś kogo mogę nazywać tatą. Oczy miał ponownie zamknięte, rozkoszował się tą chwilę, tak jak ja planowałem rozkoszować się tym. Jednym ruchem wszedłem w swoje gardło najgłębiej jak potrafiłem, czyli mniej więcej do połowy kutasa. Marek jęknął z rozkoszy. Zachęciło mnie to aby próbować wejść coraz głębiej. Niespiesznie ale pewnymi ruchami nabijałem swoje gardło coraz bardziej. Mariusz pozwolił mi uchwycić członka taty aby mieć większą kontrolę.. Dla dodatkowej rozkoszy dołożyłem ruch ręką. Ojciec sapał i stękał coraz głośniej. Byłem w siódmym niebie, obrabiałem cudownego kutasa. Moje gardło rozluźniało się coraz bardziej, jakby zapraszało mięsistego kolegę do siebie. Mariusz zajął się lizaniem jąder. Marek zrozumiał moje intencje i chcąc mi pomóc, położył rękę na mojej głowie i dopychał. Zacząłem się krztusić, gardło chciało go wypluć, ale nie pozwoliłem na to. Spróbowałem się rozluźnić najmocniej jak potrafiłem i w tym momencie moje wargi dotarły do krótkich włosków łonowych. Czułem się cudownie, mimo łez cieknących z moich oczu. Wyskoczyłem jak z procy i odkaszlnąłem. Spojrzałem na Mariusza, uśmiechał się. Dałem mu wielkiego mokrego buziaka i przekazałem pałeczkę. Dałem mu klapsa w dupę, o Boże, jak chciałem to zrobić od bardzo dawna. Miękkie pośladki wydały słodkie i seksowne plaśnięcie. Mariuszowi się to spodobało, przyciągnął mnie do siebie i zainicjował pocałunek trwający chyba z dwie minuty. W tym czasie dalej miziałem ten świetny tyłek, to było obłędne.

    Przerwał nam Marek mówiąc – „Teraz jednocześnie chłopcy, chcę poczuć was obu, macie takie delikatne usteczka”. Posłusznie schyliłem się do kutasa Marka i zacząłem muskać go ustami po lewym boku, Mariusz robił to samo w drugiej strony. Na przemian to całowaliśmy, to lizaliśmy kutasa na całej długości. Polizałem od jąder, aż po sam koniec i włożyłem go do ust na krótką chwilę, Mariusz zrobił to samo. Bawiliśmy się naszymi wargami i językami na różne sposoby. Marek głośno rozkoszował się tym, głaskając nam ciągle włosy. W pewnym momencie zgraliśmy się ze szwagrem, objęliśmy członka swoimi ustami na tej samej wysokości dotykając się swoimi wargami i jednocześnie zgranymi ruchami zaczęliśmy pracować po całej długości kutasa. Marek sapał coraz głośniej i oddychał coraz szybciej. Ustami poczułem, że jego kutas pulsuje. „Jezuu, zaraz dojdę chłopcyy” krzyknął. „Ja chcę to przyjąć” odpowiedział Mariusz. Odsunął się i ustawił na wprost swojego ojca. Ja szybko masturbowałem Mariuszowi i nie trwało to długo jak strzelił. Poleciały salwy ciepłej, białej spermy. Było jej dużo. Mariusz otworzył usta, ale szybko poleciało mu na pół twarzy, szyję i klatkę piersiową. Nigdy nie widziałem takiej ilości spermy. Wziąłem mięknącego kutasa do mordy i zacząłem go czyścić, też chciałem spróbować jak smakuje ojcowska sperma. Mariusz próbował rękami zbierać nasienie ze swojego ciała i zlizywał je z palca. Po wszystkim popatrzyliśmy na ojca z miną twarzy „co dalej?’. My dalej byliśmy napaleni z twardymi chujami.

    Marek nakazał nam stanąć na sofie po obu jego stronach. Nasze kutasy sterczały na wysokości jego twarzy, praktycznie smyrając go po nosie. Stary chwycił na nasze pały i delikatnie masturbował. Byłem w siódmym niebie, a to dopiero początek. Rozkoszowałem się tym bardziej niż kiedykolwiek podczas zabawy z moją żoną. To było niesamowite i jednocześnie pojebane, że zrobiliśmy loda ojcu, a on zaraz zrobi loda nam. Takie historie widziałem tylko w pornolach, a to była rzeczywistość. Marek pierwszego do ust wziął Mariusza. Mariusz zamknął oczy i cicho stękał. „Kocham Cię, tato” wyszeptał. Po chwili Marek już obrabiał mojego kutasa. Nie wiem czemu, ale patrzyłem na jego głowę jak to robi. Kurewsko mnie to podniecało. Czułem jak się we mnie już wszystko wzbiera. Byłem już bardzo blisko finału po kilku ruchach. Wyszeptałem, aby wrócił do swojego syna, bo nie chcę jeszcze tego kończyć. Marek zmieniał kutasy co kilka ruchów, robiąc delikatne ale pewny ruchy. Wchodziliśmy po kolei coraz głębiej w jego gardło. Mimo, że całe życie podobno był hetero, brał nasze kutasy głęboko jak doświadczona suka. Doszedłem pierwszy. Było mi tak niesamowicie dobrze, że nie mogłem wytrzymać. Z krzykiem wystrzeliłem Markowi prosto do ust. Połykał kolejne pompki spermy jakby to było nic. Zakręciło mi się w głowie gdy emocje sięgnęły zenitu. Opadłem na sofę i obserwowałem jak już tylko pojedynczą walkę ojca z synem. Wielki kutas Mariusza wchodził w usta po same jaja. Widok był niesamowity. Zaokrąglony do góry członek wyglądał jakby chciał się dobić do mózgu, a nie do gardła.

    Zmęczony, ale w ciągłej euforii, pomyślałem, że masz szansę, na jeszcze jedną rzecz, która mi się zamarzyła. Wstałem, poszedłem na drugą stronę tej pary i usiadłem za Mariuszem ustawiając moją twarz za jego dupą. Piękne krągłe pośladki wyginały się wraz z ruchem bioder. Zapach cieknącego rowkiem potu zachęcał mnie jeszcze bardziej do tego co miałem zrobić. „Mariusz, pochyl się lekko” powiedziałem i złapałem jego pośladki. Lekko je odchyliłem i ponownie tego wieczoru ujrzałem jego rowek. Drobny, zaciśnięty, kuszący jak dobra młoda cipka. Zbliżyłem się, wcisnąłem nos między pośladki i wciągnąłem powietrze. Zapach był nie z tej Ziemi. Jak oczarowany, przejechałem językiem po całym rowie – lekko smyrając jądra, aż do samych pleców. Smak potu smakował jak świeża lemoniada. Mariusz stękał teraz mocniej od podwójnej przyjemności. Miałem wrażenie, że wypiął się bardziej aby mnie zachęcić do kontynuowania. Ja nie potrzebowałem zachęty. Zbliżyłem się ponownie i skupiłem się na samej dziurce. Najpierw kilka ruchów lizania, później próba wepchnięcia języka do środa. Takimi ruchami na zmianę, czułem i widziałem, że wrota się dla mnie otwierają. Doszliśmy do momentu, że językiem wchodziłem już spokojnie na centymetr może dwa, ale jeszcze nie mogłem się całkiem przebić. Stety dla Mariusza, niestety dla mnie, usłyszałem głośny krzyk. Kutas Mariusza wystrzelił spermą z taką siła, aż wyskoczył Markowi z ust. Oblał spermą całą twarz i klatkę piersiową. Pewnie z racji młodego wieku, wydawało się jakby spermy lało się litrami. Marek był prawie cały oblany białym płynnym złotem. Miałem ochotę to zliazać, szczegołnie z sutków i brzucha. „O kurwa, to było niesamowite, dzięki chłopaki. Lepszego pierwszego loda nawet sobie nie wymarzyłem.” powiedział zdyszany Mariusz. Opadł obok mnie na sofce, trochę wtulając się we mnie, więc objąłem go ramionami. Cała trójka zdyszana, mokra od potu i spermy, siedziała i próbowała uspokoić oddech. Nic nie mówiliśmy.

    Po paru chwilach, zdecydowaliśmy się pójść przepłykać się w jeziorze. Wyskoczyliśmy z domku oczywiście “ubrani” w to co byliśmy “ubrani” od czasu powrotu do domku. Było już ciemno, więc nie przejmowaliśmy się, że ktoś nas zobaczy. Nie powinno zresztą nikogo już być na plaży i mieliśmy rację. Wskoczyliśmy do wody, płukaliśmy prawie jakbyśmy byli pod prysznicem. Woda była przyjemnie ciepła. Nago obok nich, czułem się wolny i szczęśliwy. To był zaskakujący i cudowny wieczór. Ciekawe co czeka naszą trójkę dalej…

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jarek Kowalski
  • Godzina za duzo

    Niebo było ciemniejsze niż zwykle, a deszcz rozmywał światła lotniska.  

    Lot do Mediolanu — odwołany. Przepadł jak reszta moich planów. Czekała mnie noc w lotniskowym hotelu, szarym molochu ze szkła i plastiku, który pachniał klimatyzacją i zmęczeniem podróżnych.  

    Nie planowałem tej przerwy. Nie planowałem Jej.  

    Zobaczyłem ją przy recepcji. Miała duży, miękki szal przewieszony przez ramię i włosy związane w luźny kok,
    z którego wymykało się kilka kosmyków. Jej głos był spokojny, ale zmęczony, trochę zachrypnięty — jakby od długiej rozmowy albo śmiechu.  

    Nie wyglądała na typową turystkę. Raczej jak ktoś, kto wie, jak wygląda samotność w podróży.  

    Spojrzała na mnie na chwilę. Krótkie, celowe spojrzenie. Jakby chciała upewnić się, że zauważyłem, że ona zauważyła mnie.  

    Odebrałem swój klucz. Pokój 411.  

    Winda była powolna. Przypadek sprawił, że staliśmy w niej razem.  

    — Też utknąłeś? — powiedziała, uśmiechając się krótko.  

    — Na własne życzenie — odpowiedziałem. — A może los pomyślał, że trzeba mi coś pokazać.  

    Zaśmiała się. Cicho, ale szczerze.  

    Jej pokój był naprzeciwko mojego. 410. Drzwi zatrzasnęły się jednocześnie.  

    Nie minęło nawet piętnaście minut, gdy usłyszałem delikatne pukanie. Otworzyłem. Stała boso, w za dużej bluzie, bez makijażu, z dwiema minibutelkami whisky z minibaru.  

    — Nie lubię pić sama — powiedziała.  

    Nie powiedziałem ani słowa. Tylko się odsunąłem.  

    Usiadła na łóżku, podała mi jedną z butelek. Usiadłem obok, nie za blisko. Jeszcze nie.  

    — Mam na imię Sylwia — powiedziała po pierwszym łyku.  

    — Szymon.  

    Nie pytaliśmy o więcej. To nie była noc na życiowe opowieści. To była noc… przypadkowa. I przez to – prawdziwa.  

    Rozmawialiśmy o bzdurach. O lotach. O filmach w samolotach. O tym, jak dziwnie pachnie pościel w hotelach.  

    A potem zamilkliśmy.  

    Sylwia odwróciła się lekko i spojrzała mi w oczy. Jej twarz była blisko. Czułem zapach whisky zmieszany z lawendą szamponu.  

    — Znasz ten moment, kiedy wiesz, że coś się wydarzy, ale nie wiesz jeszcze jak bardzo? — zapytała cicho.  

    — Teraz? — odpowiedziałem pytaniem.  

    — Teraz — skinęła głową.  

    Pocałowała mnie. Bez nerwów. Powoli. Z przekonaniem.  

    Jej dłonie wsunęły się pod mój T-shirt, badając napięcie mięśni, jakby chciała wiedzieć, czy też jestem spięty tak samo jak ona. Podniosłem ją delikatnie i usiadłem wyżej na łóżku, sadzając ją okrakiem na moich udach.  

    Jej ciało dopasowało się do mojego, idealnie. Każdy ruch, każde przesunięcie bioder, każdy oddech w moim uchu podsycał coś, co zaczynało się we mnie rozpalać już w windzie.  

    Zsunąłem z niej bluzę. Pod spodem była naga. Piersi miała miękkie, idealnie ciepłe, reagujące na każdy mój dotyk. Usta rozchyliły się, kiedy musnąłem językiem jej sutki.  

    — Nie śpiesz się — szepnęła.  

    I się nie śpieszyłem.  

    Byliśmy dla siebie tylko teraz. Ciała odkrywały się z każdą minutą bardziej, jakby chciały nadrobić cały brak czułości z ostatnich lat.  

    Zsunęła ze mnie spodnie, a potem bieliznę. Przesunęła się lekko niżej, z uśmiechem i pewnością. Jej język był ciepły, miękki, dokładny. Czułem, jak tracę zmysły, ale jeszcze nie pozwoliłem sobie puścić kontroli.  

    Podniosłem ją znów ku sobie, odwróciłem, położyłem na plecach.  

    Jej uda rozchyliły się, jakby czekały na ten moment od dawna.  

    Wszedłem w nią powoli. A ona wplotła palce w moje włosy i przymknęła oczy.  

    — Właśnie tak — wyszeptała. — Tak chcę zostać zapamiętana.  

    Poruszaliśmy się razem, coraz szybciej, potem znów wolniej. Graliśmy na jednym instrumencie. I oboje znaliśmy melodię.  

    Kiedy doszliśmy — razem — cisza była pełna. Nie musieliśmy mówić nic. Ciała wszystko powiedziały za nas.  

    Sylwia uniosła się lekko, spojrzała na mnie z tym swoim nieodgadnionym uśmiechem.  

    — Nie lubię zasypiać, kiedy jestem spocona — mruknęła.

    — Chodź razem ze mną pod prysznic.  

    Pociągnęła mnie za rękę, wstała naga i bezwstydnie przeszła do łazienki. Szklane drzwi kabiny zaparowały od razu, a dźwięk spływającej wody odbił się echem od kafelków.  

    Dołączyłem do niej po chwili.  

    Stała odwrócona tyłem, z wodą spływającą po plecach, aż po krągłe pośladki. Jej mokre włosy przykleiły się do karku. Moje dłonie objęły ją w talii, a usta zaczęły pieścić szyję.  

    Oparła się dłońmi o ścianę. Oddech jej przyspieszył natychmiast.  

    — Jeszcze nie miałam cię tak… — szepnęła.  

    Wsunąłem dłoń między jej uda. Była gotowa. Nawet bardziej niż wcześniej. I wilgotna nie tylko od wody.  

    Pochyliłem się, całując ją między łopatkami, jednocześnie wchodząc w nią od tyłu — powoli, ale pewnie. Jej jęk odbił się od ścian łazienki jak muzyka.  

    Złapałem ją za biodra, prowadząc nasze ruchy. Woda oblewała nas oboje — jej piersi, moje uda, nasze splecione ciała.  

    Sylwia podniosła głowę, zamknęła oczy. Kołysała biodrami w rytmie, który sam narzucałem. Czułem, jak jej ciało drży — cicho, intensywnie, bez potrzeby krzyku.  

    — Tak… właśnie tak — wyjęczała cicho, opierając czoło o szkło.  

    Miałem nad nią pełną kontrolę. Ale to ona dyktowała emocje.  

    Zbliżaliśmy się do końca, czując siebie do granic. Jej wnętrze ściskało mnie mocniej z każdym ruchem. Woda przestała istnieć. Czas również.  

    Kiedy doszliśmy razem, nie było nic prócz ciszy, z której wypływała ulga. Prawdziwa. Głęboka.  

    Sylwia odwróciła się, spojrzała mi w oczy, oparła głowę na moim ramieniu.  

    — Teraz mogę spać — powiedziała cicho.  

    Otuliła się ręcznikiem, pocałowała mnie jeszcze raz — dłużej, czulej niż wcześniej.  

    Zasnęła wtulona we mnie. A ja nie wiedziałem, czy to był sen, czy przypadek. Czy prezent od losu, czy kara za to, że zawsze chcę więcej.  

    Rano — już jej nie było.  

    Na szafce leżała karteczka:  

    „Lepiej zapamiętać jedną godzinę za dużo — niż całe życie za mało.”
    Sylwia

    I nic więcej.  

    Wyszedłem z hotelu jak ktoś, kto był w innym świecie.  

    Od tamtej nocy… nie piję whisky.  
    Bo zawsze smakuje jak ona.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    James_
  • Stefan byl dobrym sasiadem cz. 4 Budowa altany 1

    Jakiś czas temu będąc w pokoju, który znajduje się od strony domu sąsiadki, zauważyłem, że dokonała ona w swoim salonie pewnej zmiany. Sofa, która stała pod oknem, była teraz po przeciwnej stronie, siedziskiem do okna. Trochę mnie to zaskoczyło, ale nie zwracałem na to uwagi przez następne parę dni.

    Sytuacja się zmieniła, kiedy jednego wieczoru poszedłem do pokoju, gdzie zostawiłem jakiś drobiazg potrzebny mi w innym miejscu. Znam rozkład domu i wiedziałem, gdzie zostawiłem potrzebną mi rzecz, więc światła nie zapalałem. Za to w salonie u sąsiadki było zapalone światło i odruchowo spojrzałem w stronę okna.

    Na kanapie zobaczyłem Katarzynę w jej poranniku. Leżała z szeroko rozchylonymi nogami, jedną ręką intensywnie wpychała w swoją cipkę duże dildo, a drugą masowała się po swojej wielkiej, odsłoniętej piersi

    Na widok masturbując się Katarzyny poczułem, jak mój kutas na nowo zaczyna stawać i robi się sztywny. Byłem w domu sam, więc nie widziałem żadnego problemu, aby wyciągnąć penisa i zacząć się masturbować. Ponieważ od bardzo długiego czasu nie zabawiałem się ze sobą, ten proces nie trwał długo i mogłem się spuścić bardzo szybko. Szczególnie, że po krótkim czasie Katarzyna usiadła jakby frontem do mnie, rozchyliła uda bardzo szeroko i atakowała swoją cipkę bardzo agresywnie, trzymając dildo obiema rękami. Po krótkim czasie nagle wyciągnęła to dużą zabawkę ze swojej cipki. Obróciła się na sofie i wypięła swoim dużym tyłkiem w moją stronę, po czym duże dildo powędrowało w jej ciasną dupkę. Kasia od góry wpychała w swój odbyt zabawkę, a od dołu wkładała palce w swoją cipkę. Ten widok sprawił, że orgazm wędrował bardzo szybko z głębi moich jaj do samego czubka penisa. Jak zwykle na sam koniec spuściłem się na dłoń, po czym poszedłem do łazienki i wymyłem ręce spłukując spermę ze swojej skóry.

    Następnego dnia, kiedy byłem na ogrodzie, bardzo się zdziwiłem, kiedy zacząłem słyszeć jakieś dziwne dźwięki, jakby uderzeń, oraz rozmowy obcych dla mnie głosów. Spojrzałem w stronę ogrodu sąsiadki i zauważyłem, że jest tam 3 mężczyzn, którzy rozkopują jakieś dziury w ogrodzie. Stały też koło nich sterty jakiegoś materiału z drewna. Sąsiadka pojawiała się co jakiś czas na ogrodzie, po czym wchodziła do domu. Ja sam byłem zainteresowany, co się tam dzieje. Tym bardziej, że widziałem jak co jakiś czas któryś z facetów pracujących w ogrodzie także wchodził do domu. Nie było dla mnie problemem, że pracownicy wchodzą tam, ponieważ normalne było, że czasem trzeba się właściciela posesji zapytać o co chodzi z kolejnym krokiem, czy też jak mają przebiegać dalsze prace budowlane.
    Po kilku godzinach prac zauważyłem, że pod dom sąsiadki podjechał samochód z dostawcą pizzy. Sąsiadka wyszła z domu i podeszła, aby odebrać zamówienie oraz zapłacić. Mnie samego dosłownie zżerała ciekawość i też podszedłem do płotu dzielącego nasze działki.

    -Dzień dobry, sąsiadko- przywitałem się- Jakiś poważniejszy remont się wydarzył w ogrodzie?

    -Dzień dobry, Tomku- odpowiedziała z uśmiechem i zamiast iść do domu, skierowała swoje kroki w moim kierunku. Stanęła zaraz przy płocie z kartonami pizzy przed sobą, opartymi o swoje ciało zaraz pod wielkimi piersiami. Zauważyłem, że była całą rozpromieniona, zarumieniona i jakby trochę pobudzona. Na szyi i dekolcie pojawiły się u niej czerwone plamy, których raczej wcześniej nie widziałem. Pomyślałem, że to pewnie z zadowolenia z powodu nowych prac w ogrodzie- Postanowiłam, że czas wybudować altankę, żeby było trochę prywatności i cienia do odpoczynku.

    -Aha, taka budowa się szykuje!

    -Nic się nie martw, dalej możesz się zabawiać w swoim centrum dowodzenia- Katarzyna powiedziała z diabelskim uśmiechem.

    -Bez przesady- odpowiedziałem zmieszany- Nie samym komputerem człowiek żyje.

    Katarzyna roześmiała się głośno, po czym dodała konspiracyjnym tonem:

    -Wiem, że nie zawsze przy komputerze zabawiasz się swoim penisem. Bo wczoraj przykładowo wystawiłam się dla ciebie, byś mógł sobie zrobić dobrze podczas podglądania mojej zabawy. Udało ci się spuścić, czy potrzebujesz dłuższego pokazu?

    -Co pani wygaduje, pani Katarzyno- zacząłem się wykręcać- nie podglądam…

    -Za to oglądałeś pokaz, jaki ci zrobiłam, moja zboczona świnko- powiedziała ciszej, patrząc mi przenikliwie w oczy- Nie zapalałeś światła w pokoju, ale widziałam cię w oknie, bo zapomniałeś o tym, że za tobą było światło w korytarzu.

    -Pokaz był idealny- wymamrotałem.

    Katarzyna roześmiała się ponownie ale już trochę ciszej, po czym wróciła do swojego cichszego tonu

    -No widzisz, nie trzeba było tak od razu? Jesteśmy dorosłymi ludźmi i wiemy, jakie mamy potrzeby. Ja sobie muszę włożyć coś w cipkę i dupkę, ty też potrzebujesz…- zawiesiła głos wyczekująco.

    -Spuścić się- dokończyłem.

    -Już myślałam, że też potrzebujesz włożyć sobie w dupkę jakieś małe co nieco?

    -Co też pani wygaduje…

    -A to włożyć facetowi zabawkę w tyłek i go zaspokoić to coś złego? Przecież jak ja daję dupy do penetracji to dlaczego nie ty?- popatrzyła na mnie długo i badawczo. Ja nie odpowiedziałem nic, bo głupio mi było powiedzieć sąsiadce, że już w przeszłości z innymi kobietami miałem takie zabawy. Za to ona ciągnęła dalej swoją przemowę- W każdym razie jeśli masz ochotę na mały pokaz, to zapraszam cię, wejdź od tyłu i sobie popatrzysz i pobawisz się. A jeśli się wstydzisz, to idź do swojego centrum dowodzenia i tam popatrz sobie i pomęcz swojego kutaska. Panowie nic nie będą wiedzieć, a ty sobie ulżysz. Albo wpadnij wieczorem po pracy i ci pomogę zdjąć ciężar z twoich jąder. Dobrze, pizza stygnie, muszę już iść, trzymaj się, Tomku!

    To mówiąc Odwróciła się i poszła do domu z kartonami pizzy przed sobą, ale widziałem, że uniosła je wyżej, przez co jej duże piersi oparły się o kartony i też uniosły się bardziej eksponując swoje krągłości.

    Ja wróciłem do domu i zająłem się naprawianiem sprzętu, który od długiego czasu czekał na swoje nowe dobre czasy. W czasie napraw przypomniało mi się, że potrzebuję zabrać parę narzędzi z pokoju, w którym wieczorem przyłapała mnie sąsiadka. Poszedłem tam i wziąłem narzędzia ze skrzynki. Kiedy wychodziłem po prostu coś mnie powstrzymało i pomyślałem, że rzucić okiem na salon sąsiadki nie zaszkodzi. W końcu jest pełnia dnia, to co by się miało złego dziać?

    Odwróciłem głowę w kierunku okna i podszedłem trochę bliżej. Widok mnie lekko zszokował i podniecił.

    Sąsiadka stała na środku pokoju, jej wielkie piersi były wyciągnięte nad dekolt sukni, a jeden z pracowników stał przed nią i ugniatał jej biust silnymi uściskami dłoni. Po chwili zauważyłem jeszcze jedną rzecz: Katarzyna trzymała swoją rękę w otwartym rozporku spodni pracownika. Powiedziałem do samego siebie:

    -Gdyby tylko Kasia mogła, to by nadstawiła się na każdego twardego kutasa, byle tylko poczuć w sobie naprężone mięcho.

    Wróciłem do swoich napraw. Jednak jeszcze parę razy musiałem iść do pokoju po narzędzia. Ze zwykłej erotycznej ciekawości spoglądałem wtedy też w okno. W ten sposób widziałem, jak jeszcze dwóch innych pracowników bawiło się cyckami sąsiadki, a na sam koniec widziałem, że Katarzyna siedziała na fotelu, który stał niedaleko sofy, ale był ustawiony bokiem do okna. W tej sytuacji sąsiadka miała jak zwykle cycki wyciągnięte nad suknię, a raczej po prostu puściła górną krawędź sukni do pasa. Stojący przed nią facet miał lekko opuszczone spodnie, a jego penis był w rękach i ustach sąsiadki. Nie mnie oceniać i to na odległość jakie miał rozmiary, jednak w tym momencie widziałem, że miał naprawdę dużego penisa. Katarzyna trzymała go w obu dłoniach, a główkę kutasa pracowicie obejmowała ustami kręcąc głową w każdą stronę.

    Nagle Katarzyna popatrzyła w stronę mojego okna i poczułem się, jakby wiedziała, że tu stoję. Nie wiedziałem, czy mnie widziała, ale dla bezpieczeństwa wyszedłem z pokoju.

    Dziesięć minut później zadzwonił mój telefon. To była sąsiadka.

    -Jesteś zajęty?

    -Właściwie już wszystkie naprawy na dzisiaj mam skończone.

    -To wejdź do mnie, jak zwykle wejdź od tyłu- powiedziała lekko śmiejąc się i zakończyła połączenie.

    Nie wiedziałem dlaczego, ale poszedłem do łazienki, rozebrałem się i wziąłem szybki prysznic, choć najbardziej skoncentrowałem się na wymyciu penisa i jajek.

    Zaraz po prysznicu szybko się wytarłem, ubrałem t-shirt i luźne, krótkie spodenki bermudy i poszedłem do sąsiadki.

    Obszedłem dom i wszedłem korzystając z tylnych drzwi. Gdy zamykałem drzwi, zawiasy lekko zaskrzypiały. Zaraz po tym usłyszałem głos Katarzyny:

    -Tomku, jestem w salonie, więc wchodź do mnie. A jak chcesz coś do picia, to mi też możesz przynieść z kuchni soku pomarańczowego!

    Poszedłem do kuchni, nalałem soku pomarańczowego do dwóch szklanek, po czym udałem się do salonu.

    Wszedłem tam i zobaczyłem Katarzynę. Była nadal w fotelu w półleżącej pozycji z szeroko rozchylonymi udami, choć zasłoniętymi tkaniną. Nadal miała na sobie tę samą przewiewną suknię, którą widziałem na niej przez cały dzień, ale była zsunięta do pasa, a nawet jeszcze poniżej. Tak samo, jak wcześniej widziałem to przez okno z pokoju, miała swoje masywne piersi leżące na jej ciele lekko rozsunięte na boki i widziałem, że miała na skórze szyi, dekoltu i piersi czerwone plamy. Jej włosy były strasznie zmierzwione. Na twarzy sąsiadki malowało się zmęczenie, ale chyba też jakby radość.

    -Chodź tu do mnie i daj się wreszcie swojej sąsiadce napić- Katarzyna kiwnęła dłonią w moim kierunku widząc mnie stojącego w progu z dwiema szklankami soku.

    Podszedłem i podając jej szklankę z sokiem popatrzyłem na mokre strużki na jej twarzy.

    -Widzę, że ostro się pani spociła w dniu dzisiejszym- na co ona roześmiała się przez nos i po przełknięciu soku odpowiedziała:

    -Uwielbiam jak zgrywasz głuptasa, żeby mi poprawić samoocenę. Chyba widziałeś, jak kierownik budowy próbował mnie nadziać na swoją pałę? Znaczy moje usta?

    -Widziałem, jak siedziałaś na tym fotelu i kręciłaś głową wokół jego penisa jak pszczoła wokół kwiatka jednocześnie trzymając go w obu dłoniach.

    -Masz fajnego kutasa, ale twoje 17 centymetrów przy tej pale, jaką ma szef budowy, wypada trochę blado- to mówiąc Kasia wyciągnęła rękę i pociągnęła w dół moje krótkie spodenki, przez co mój sztywniejący kutas wyskoczył na wolność. Ona bez wahania chwyciła mojego penisa w dłoń i masując go w górę i dół kontynuowała z rozmarzonym wzrokiem- Żeby chłopakom trochę pomóc i zachęcić do jakieś obniżki za pracę, to dałam każdemu możliwość pomasowania moich cycków. Zresztą sam wiesz, jak one działają na innych. Tylko z kierownikiem było inaczej. Pan Krzysztof wpadł tu do mnie i choć tak, jak poprzednich trzech skusiłam cyckami, to on poza tym, że mi zsunął suknię z biustu, popchnął mnie na fotel, rozpiął spodnie i rozkazał zająć się nim. Prawdziwy samiec alfa, pan i władca.

    -I co dalej?- zapytałem po chwili przerwy- Wyskoczył murzyński kutas?

    Katarzyna uśmiechnęła się z pobłażaniem.

    -Obrabiałam kilku czarnych i w porównaniu z Krzysztofem wypadają po prostu blado. Wiesz, nie tylko faceci mają świra na punkcie rozmiarów i tamtym czarnym bezczelnie przyłożyłam miarę krawiecką, żeby zmierzyć ich kutasa. Fakt, te 20, nawet 22 centymetry były, czyli i tak większe od twojego. Jednak Krzysztof to jest potęga. Jak go zobaczyłam, to powiedziałam, że chcę wiedzieć, jakiego ma dużego. On wyciągnął swoją miarę zwijaną i na moich oczach zmierzył. Możesz mi wierzyć, albo i nie, ale 26 centymetrów sztywnego fiuta rozchyla nogi chyba każdej kobiecie.

    -A ty rozchyliłaś przed nim swoje usta.

    -Przecież nie mogę tak po prostu dać mu od razu swojego rozkosznego kwiatu, to by było dość niezręczne i niegrzeczne z mojej strony, znaczyłoby że jestem łatwa, A ja muszę zachowywać się jak damy.

    -Czyli damy wystawiają swoje jędrne cycki i obciągają wielkie fiuty za pierwszym widzeniem?

    -Zważaj na swój język! – skarciła mnie wzrokiem I głosem sąsiadka, po czym dodała rozmarzonym głosem – Nie obciągałam mu kutasa, ale załatwiałem sobie mały rabacik za wykonaną w ogrodzie pracę. Tomku, gdybyś tylko go widział, to sam byś sobie zaczął robić dobrze na jego widok. Takiego kutasa jeszcze przed sobą nie miałam i w sobie też. Tak sobie myślę, że chyba zaryzykuję kierownika w cipkę, to się chyba poczuję, jakbym znów miała rodzić. Ta pałą była tak gruba, że nie byłam w stanie go włożyć sobie do buzi! Obrabiałam go językiem i ustami i kręciłam głową, bo inaczej bym nie dała rady!

    Katarzyna przerwała swoją opowieść ale nie przerwała masowania mojego kutasa który był już twardy jak skała. Z uśmiechem patrzyła na mnie i popatrzyła znowu na mojego kutasa w jej ręce po czym kontynuowała swoją opowieść:

    -On niby taki wyposzczony, ale obrabiać go musiałam długo. Twój kutas już stoi i niedługo pewnie tryśnie, ale jego potrzebował naprawdę dużo pracy z mojej strony. Za to kiedy doszedł, to sam widzisz jak wyglądam, spuścił się na mnie tak, że aż spłynęło mi z twarzy na cycki. Więc jak widzisz, nie jestem aż tak spocona, za to zrobił mi kierownik bardzo, ale to bardzo dobrze. I teraz pewnie Ty też chciałbyś się na mnie spuścić?

    -Chyba jestem blisko- odpowiedziałem.

    -Więc najpierw pomóż mi, a za chwilę ja pomogę tobie. Zdejmij ze mnie sukienkę, żebyś czasem mi jej nie poplamił. Jak to będzie gotowe to już droga wolna żebym mogła ci ulżyć.

    Katarzyna wypuściła z ręki mojego penisa i oparła się rękoma o oparcia fotela. Widziałem że lekko uniosła się ku górze, a ja stanąłem między jej szeroko rozchylonymi nogami, uklęknąłem i chwyciłem jej suknię po bokach po czym zsunąłem ją w dół aż do samej podłogi. Wtedy też zobaczyłem, że w cipce Katarzyny tkwi jej dildo. Zaraz po tym stanąłem przed nią, a ona usiadła w fotelu wyprostowana i chwyciła w swoje ręce mojego penisa i jaja. Patrząc mi w oczy z uśmiechem zaczęła mnie masturbować, a ja tylko coraz szybciej oddychałem czując jak nadchodzi wytrysk. Nie wytrzymałem za długo i po chwili intensywnej pracy rąk Katarzyny z mojego kutasa wystrzeliła sperma prosto na jej twarz i piersi. Po kilku spazmach i wypłynięciu spermy z mojego kutasa Katarzyna pociągnęła mnie mocno za jaja i wpakowała sobie całego mojego penisa głęboko w usta. Po chwili już czułem jak nad nim pracuje językiem i chyba nawet gardłem bo ucisk czułem na dosłownie całej długości mojego penisa.

    Po dłuższej chwili Katarzyna wypuściła mojego penisa ze swoich ust oraz przestała trzymać mnie mocno za moje jaja. Stałem trzęsąc się i ciężko dysząc i patrzyłem na sąsiadkę. Ona ponownie w pozycji półleżącej znajdowała się na fotelu i uśmiechając się z błogością masowała się po swoich wielkich piersiach rozmazując spermę na swojej skórze.

    -Teraz, sąsiedzie- wymruczała z uśmiechem na twarzy- czas na wyrównanie długów: ja ci zrobiłam dobrze, to teraz ty weź tą zabaweczkę między moimi nogami i też mi zrób dobrze. Chyba twoja zboczona sąsiadka też zasługuje na chwilę zabawy?

    Nie zastanawiając się zdjąłem z siebie t-shirt,  uklęknąłem między jej szeroko rozstawionymi nogami i chwyciłem podstawę zabawki, czyli wielkie jaja w rękę, i zacząłem ją masturbować tą zabawką: wyciągałem prawie na całą długość i wpychałem po same jaja w jej cipkę Wielkiego dildosa którym tak bardzo lubiła się zabawiać. Po ładnych kilku minutach intensywnego rżnięcia jej głodnej cipki tym wielkim sprzętem usłyszałem jej wzdychanie i stękanie. Wiedziałem że dochodzi do szczytu i po chwili już dosłownie wyła z rozkoszy. Ja jeszcze kilka albo i kilkanaście razy ruszyłem dildem w niej, po czym sam zmęczony usiadłem i patrzyłem na jej rozepchaną cipkę cały czas zapchaną wielką zabawką. Jednak wiadomo, jak to jest, jak się już człowiek spuścił i dodatkowo zmęczył. Długo nie trwało i wypompowany położyłem się na plecach na miękkim dywanie.

    Katarzyna po dłuższej chwili odpoczynku chwyciła ręką dildo w swojej cipce i wstała z fotela. Przełożyła drugą rękę za siebie i chwyciła zabawkę od tyłu.

    -Teraz popatrz sobie, co narobiłeś i idź do siebie, a ja idę pod prysznic.- to mówiąc stanęła obok mnie, ale tyłem do mnie. Po tym wypięła się mocno i wyciągnęła z siebie duże dildo. Z jej cipki natychmiastowo popłynęła gęsta struga soku, który spadł na moją twarz. Otworzyłem odruchowo usta i trochę tego, co wypływało z Katarzyny, trafiło na mój język. Ona patrzyła na mnie znad swoich wielkich cycków i przykucnęła nad moją twarzą, ale nie na tyle nisko, by jej dotknąć. Palcami jednej dłoni rozchyliła wargi sromowe, a trzy palce drugiej dłoni zniknęły w jej wnętrzu i po kilku energicznych ruchach wyjęła je z siebie. Mała fontanna soku wyciekła na moją twarz.

    Katarzyna roześmiała się cicho i stanęła na równe nogi.

    -Jak mały szczeniaczek- zlizałbyś każdą kropelkę co mi z cipki wycieknie.

     Poszła w kierunku schodów do swojej sypialni i na koniec dodała:

    -Dobranoc, sąsiedzie. Miłej nocy! Jak zwykle wyjdź tak samo, jak wszedłeś, czyli od tyłu. Jest w drzwiach klucz, to zamknij nim zamek w drzwiach. Wolałabym, żeby nikt inny, poza tobą, nie ruchał mnie w nocy. Oczywiście od tyłu!

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Max79
  • Pani dyrektor

    Patrzyłam na niego jak na robaka. Stał młody, chudy facet, wzrok utkwił w podłogę, coś mamrotał pod nosem.

    – No i co? – spytałam. –

    Ja… ja… przepraszam, ale nie mogłem nic… – zamilkł.

    – Mogłeś, ale nic nie zrobiłeś!- byłam bardzo wkurzona na swego podwładnego.

    – Proszę pani dyrektor, ja…

    – Zamknij się. Zrobiłeś błąd, musisz ponieść konsekwencje.

    Podeszłam do mężczyzny, podniosłam jego twarz palcami, tak, żeby patrzył na mnie. Zdziwiłam się, miał piękne, błękitne oczy, w których widziałam strach i oczekiwanie dalszego ciągu. Co zrobił? Właściwie nic, a powinien. Przyjechał na Dworzec Główny pół godziny za późno, moi kontrahenci na szczęcie pojechali do hotelu taksówką. Musiałam się tłumaczyć, że korki na mieście, remonty i takie tam, ale to była jego wina.

    – I co mam teraz zrobić? – patrzyłam z pretensją – mam wywalić cię z roboty?

    – Nie, błagam, nie! Mam długi, nieopłacone mieszkanie, nie mogę stracić tej pracy! Błagam, niech mnie pani nie zwalnia, odpracuję swój błąd, zrobię wszystko, co pani dyrektor każe, wszystko!

    – Wszystko?

    – Tak, wszystko.

    Patrzyłam na przerażonego chłopaka, zrobiło mi się go trochę żal, ale kiedy mój wzrok obniżył się, zobaczyłam coś zaskakującego. Nie wiedziałam, czy miał coś w kieszeniach, czy spodnie wypychały jego genitalia. Były olbrzymie! Dawno nie miałam między nogami żadnego faceta, nie pamiętam, kiedy mnie ktoś porządnie zerżnął, a tęskniłam za tym. Patrzyłam na jego krocze i czułam narastające podnieceni. Poczułem też dziwną wilgoć w cipce i jej lekkie drżenie. Musiałam, tak, musiałam sprawdzić, co chłopak ma między nogami.

    – To mówisz, że zrobisz wszystko?

    – Tak, proszę pani, zrobię wszystko, żeby tylko mnie pani nie zwolniła.

    – Hmmmm… No to ściągaj spodnie i bokserki!

    – Słucham? – był zaskoczony i zdziwiony.

    – Rozbieraj się, chcę zobaczyć, co masz w portkach.

    – Ale…

    – Nie ma żadnego ale, rozbieraj się, albo wypad z bura!

    Patrzył na mnie z niedowierzaniem, ale pomału rozpiął pasek i zsunął spodnie, bokserki zostawił.

    – Reszta – mój ton głosu nie znosił sprzeciwu.

    – Dobrze, jak pani dyrektor każe.

    Rozbierał się powoli, bardzo wolno, ale widziałam, że zaczął patrzeć na mnie z jakimś zainteresowaniem, strach zniknął z jego oczu. Kiedy opadły na podłogę kolorowa bokserki zrobiłam wielkie oczy! To, co zobaczyłam przekraczało każde moje wyobrażenie. Między nogami chłopaka zwisał wielki penis! Nie, to nie penis, tylko olbrzymi kutas! Matko, jak bardzo chciałam poczuć go w sobie! Zrobiłam poważną minę.

    – Nazywasz się Morawski, tak?

    – Tak, proszę pani.

    – A imię, bo nie pamiętam?

    – Mam na imię Marcin.

    – No dobrze, Marcinie, nie zwolnię cię, ale musisz mnie porządnie zerżnąć, tu i teraz!

    – Proszę? Co mam zrobić? – jego zaskoczenie nie miało granic.

    – Kurwa, muszę ci to łopatą włożyć do głowy? Masz mnie mocno wyruchać tym czymś, co masz w portkach, a to coś, widzę, podnosi głowę! Może ci się nie podobam?

    Tutaj kilka słów o mnie. Jestem dyrektorką biura projektów, w którym znacząca większość to mężczyźni. Pracuje kilka kobiet, ale wszystkie w przeciwieństwie do mnie są mężatkami. Mam 45 lat, jestem po rozwodzie, mam fajny dom i super auto. Dbam o siebie, zauważyłam, że nawet 25 lat młodsi panowie odwracają się za mną. Jestem wysoka, szczupła, fajny tyłeczek i odpowiedni biust zwracają na siebie uwagę. Teraz odwróciłam się tyłem do faceta, podciągnęłam spódniczkę nad tyłek, sznureczek od stringów osunęłam na pośladek i wypięłam swą kształtną dupę w stronę chłopaka.

    – No co jest, zacznij działać! – czekałam, kiedy ten kawał mięcha zanurzy się w mej spragnionej seksu pipce.

    – Ale…

    – Czy ty nie rozumiesz, co mówię? Wyruchaj mnie wreszcie!

    – Ale…

    – Kurwa!!! Wykonuj polecenia! – nie mogłam wytrzymać, tak mi się chciało seksu!

    Marcin przysunął się do mnie, ujął dłońmi moje biodra i sterczącym już na maksa, twardym jak drewniany klocek kutasem pomału wjechał w mokrą cipkę. Zaczął pomału, nie wchodził do końca, ale wreszcie przyśpieszył i cały penis znikał w pipce. Ruchał mnie jak automat, czułam wielkie podniecenie, które chwilę później przekształciło się w zajebisty, ogromny, rewelacyjny orgazm!

    – Jesteś niesamowity, chłopaku! – musiałam go pochwalić – spisuj się tak dalej, a nie wylecisz z roboty.

    – Dziękuję pani, staram się, jak umiem najlepiej.

    – To dobrze, a teraz dawaj mi tego olbrzyma, muszę zobaczyć go z bliska.

    Ujęłam w dłoń opadającego kutasa, polizałam mokrą od spermy głowicę i wsunęłam go w usta. Był tak duży, że zmieściłam tylko niewielką jego część, resztę masowałam dłonią. Znowu stwardniał, jeszcze urósł, chłopak jęczał i stękał, kiedy przesuwałam po nim dłonią. Kilka chwil później zaczął drżeć a jego pała jeszcze bardziej (!) stwardniała i zaczęła pulsować; wiedziałam, że zbliża się ten moment. Rzeczywiście, kilka sekund później wypełniła moje usta potężna porcja spermy. Przyjęłam wszystko, przełknęłam i popatrzyłam w górę, w oczy Marcina.

    – Sprawuj się tak dalej, a wysoko zajdziesz – wyszeptałam.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Sadurek

    Ciąg dalszy gotowy, chcecie?

  • Ania i ojczym

    To wydarzyło się naprawdę, było to 15 lat temu…

    Miałam 12 lat, kiedy mama wyszła za mąż za Rafała. Mój tata zmarł, kiedy miałam 6 lat, bardzo mnie kochał. Długo nie mogłam pogodzić się z jego odejściem, w końcu jakoś mi to mama wytłumaczyła i zrozumiałam, że to jest naturalna kolej rzeczy. Do nowego faceta mamy mówiłam na ty, nie chciałam nazywać go tatą. Kiedy mama poznała Rafała i zaczęła z nim kręcić ukrywała to, nie obnosiła się z tą znajomością. W końcu przyjechała z nim do naszego domu i przedstawiła, jako swego narzeczonego, i to nic dziwnego, od śmierci taty minęły cztery lata, ona była młoda, piękna i atrakcyjna. Po pewnym czasie zamieszkał u nas, a ja niemal, co wieczór słyszałam jęki i krzyki mamy. Nie miałam pojęcia, dlaczego tak się dzieje, aż pewnego wieczoru myśleli, że nie ma mnie w domu i nie zamknęli drzwi od sypialni. Podeszłam po cichu i dyskretnie zajrzałam do pokoju. Mama zupełnie naga leżała na plecach, miała mocno podniesione nogi, które Rafał trzymał za kostki i rytmicznie poruszał biodrami. Dlaczego mama jęczała zobaczyłem wtedy, kiedy wrzasnęła, zaczęła drżeć a facet odsunął się od niej.

    To, co zobaczyłam przeraziło mnie. Wielki kawał pulsującego i tryskającego białą, gęstą śmietanką czegoś (później dowiedziałam się, że to penis) musiało spowodować ból, jeśli wciskał go w mamę. To doświadczenie wizualne nie pozwoliło mi spać kilka nocy, nie potrafiłam sobie wyobrazić, co oni robili. Po roku dowiedziałam się…

    Rosłam bardzo szybko, dojrzewałam, jako kobieta jeszcze szybciej. Na pipce pojawił się zarost, bardzo wyraźnie rysowały się moje piersi, byłam dość wysoka i – zdaniem znajomych mamy – bardzo ładna i zgrabna i jak na swój wiek bardzo dojrzała fizycznie. W szkole chłopaki oglądali się za mną, wielu próbowało mnie poderwać. Zauważyłam też, że od pewnego czasu inaczej na mnie patrzy i traktuje mnie Rafał. To bardzo przystojny, męski facet, podobał się chyba wszystkim kobietom, niestety, ja podobałam się jemu…

    To był piątek, wróciłam od kumpelki. Nie powiem, wypiłam trochę alkoholu, to było bardzo smaczne wino. Fakt, ubrałam się i wymalowałam, wyglądałam na przynajmniej 18 lat! Dopasowane ciuszki, króciutki top podkreślający moje piersi i miniówka dopełniały reszty. Idąc ulicą widziałam oglądających się za mną, starszych facetów, ale miałam ich gdzieś. Troszeczkę szumiało mi w głowie, jednak doskonale wiedziałam, co się dzieje wokół mnie. Dotarłam do domu, weszłam do kuchni, chciałam coś zjeść, mamy nie było, wyjechała na weekend na jakieś szkolenie. Rafał patrzył na mnie, porozumiewawczo mrugnął i uśmiechnął się.

    – Masz dobry humor, Aniu, piwko, czy winko?

    – Winko, ale tylko trochę…

    – Nie musisz się tłumaczyć, przecież nie powiem nic mamie – gapił się w mój dekolt.

    – To dobrze, po co ją denerwować.

    – Będę oglądał świetny film, przyłączysz się? Może jeszcze trochę winka spróbujesz? – wskazał na kanapę.

    – Ok, zjem coś, przebiorę się i zejdę do salonu – byłam zadowolona, że nie robił wymówek.

    Poszłam do siebie, wykąpałam się, przebrałam w luźne dresy i zeszłam na dół. Rafał już siedział na sofie i popijał jakiś trunek. Siadłam obok niego, zaraz zaczął się film. Rafał dolewał sobie, co chwilkę, to chyba nie było wino. Nie zwracałam uwagi na ojczyma, patrzyłam na to, co dzieje się w telewizorze. To był jakiś kryminał, czy nie, nie pamiętam. Zapamiętałam sceny erotyczne, które mnie, hmmm … podnieciły. Może alkohol, może te sceny spowodowały u mnie coś, czego wcześniej nigdy nie doznałam. Co to było? To była wilgoć w moim kroczu, czułam, że dresy robią się mokre i było to widać. Nie zwróciłam na to uwagi, ale Rafał cały czas tam patrzył. Objął mnie i przyciągnął do siebie.

    – Fajny ten film, prawda? I te ciekawe sceny… – cały czas mnie obejmował, czułam na karku jego oddech.

    – Ciekawy film, fajna akcja…

    – A ten facet nie podoba ci się – przerwał mi.

    – Owszem, przystojny. A ty co pijesz? – spytałam.

    – To trunek dla mężczyzn, whisky.

    – Dasz spróbować? – nie miałam pojęcia, jak to smakuje.

    – No nie wiem…

    – Daj, proszę!

    – No ok, ale żebyś nie żałowała, to dość mocne.

    Nalał mi do szklaneczki, wypiłam jednym haustem. Matko, co to było! Paliło w gardle, ale miało ciekawy smak.

    – Nalej jeszcze – podsunęłam Rafałowi szklaneczkę

    – Nie przesadzasz?

    – Nalej!

    Drugi łyk był znacznie lepszy. Po kilku minutach poczułam, że świat troszeczkę się kręci, miałam szum w głowie, ale świat wydał mi się taki fajny… Położyłam głowę na ramieniu Rafała, roześmiałam się.

    – Co cię tak cieszy?

    – Nic, ogólnie mi wesoło, a jak sobie przypomnę… – i znowu się roześmiałam.

    – Co sobie przypomnisz? – patrzył na mnie zainteresowany, choć chyba bardziej zaciekawiony spoglądał na mój biust ukazujący się pod luźną bluzą.

    – Nie powiem!

    – Powiedz, proszę.

    – Ale nie będziesz na mnie zły?

    – No pewnie!

    – No to… ale to takie głupie!

    – Mów, proszę.

    – Widziałam was w sypialni, jak się kochaliście i jak wystraszył mnie twój penis! – nie mam pojęcia, skąd mi się to wzięło, skąd taki napad odwagi.

    – Mój penis? A co podobał ci się?

    – Raczej mnie wystraszył, jak można w sobie takie coś zmieścić!

    – A chcesz zobaczyć go z bliska? – uśmiech nie schodził mu z ust.

    – Tak – jaka byłam odważna!

    – Ale mama nie może się o tym dowiedzieć.

    – To oczywiste! – przytaknęłam.

    Rafał rozpiął spodnie, zsunął ja razem z bokserkami i mym oczom ukazał się pierwszy penis w mym krótkim życiu. By bardzo duży, poorany żyłkami, taki… sękaty.

    – Mogę go dotknąć? – nie mogłam się opanować.

    – Proszę bardzo, możesz go nawet pogłaskać, może jeszcze urośnie.

    – Jak to, urośnie, przecież już jest wielki – byłam bardzo zdziwiona, pyta była naprawdę duża.

    – Jeżeli dasz mu buzi, pogłaszczesz go i poliżesz to dopiero zobaczysz!

    Kiedyś u Joli przypadkiem trafiłyśmy na film, w którym kobieta miała w ustach penisa, lizała go i ssała, a on rzeczywiście rósł. Potem widziałam kilka innych pornoli, widziałam, jak się “robi loda”, wykorzystałam, więc tę wiedzę. Chwyciłam penisa w dłoń, zaczęłam go lizać wsuwać głęboko do ust, jednocześnie masowałam sękaty trzon dłonią. Niewiarygodne, ale on naprawdę urósł i zrobił się twardy, jak kawałek drewna. Popatrzyłam na Rafała

    – Jak ty możesz takiego penisa wpychać w kobietę, przecież ją rozerwiesz!

    – A twojej mamy jakoś nie rozerwałem, choć wpycham to w nią niemal, co noc. Wy, kobiety jesteście tam bardzo elastyczne – roześmiał się.

    – Tam, to znaczy gdzie?

    – No, w cipce i w pupie.

    – W pupie? Wciskasz to w dupkę mojej mamy? – nie wierzyłam własnym uszom.

    – Jak chcesz, mogę ci pokazać, jak to się robi.

    – Chcesz to coś wepchnąć mi w tyłek? Chyba zwariowałeś!

    – Nie chcesz, to nie, to tylko propozycja…

    Siadłam kawałek od faceta i gapiłam się w telewizor. Jednak jego słowa nie dawały mi spokoju. Zastanawiałam się, jak to jest mieć w pupie takiego drągala, przecież to niemożliwe, żeby w ogóle wszedł, choć kawałeczek. Mimowolnie dyskretnie wsunęłam pale w pupę, nie było żadnego problemu, dołożyłam drugi. Wsuwałam i wyjmowałam dwa palce i zaczęłam odczuwać silne podniecenie. Te palce w tyłku, nasza rozmowa, wypity alkohol sprawiły, że było mi coraz przyjemniej. Rafał zauważył te moje zabiegi, przytulił mnie mocno, położył dłoń na mej zgrabnej pupie

    – Pomogę ci – wyszeptał – widzę, że ci się to podoba.

    – Tak, podoba, ale nie rób mi krzywdy.

    – Nie bój się, maleńka, będę delikatny.

    Nawet nie zwróciłam uwagi na to, że od pewnego czasu trzymam w dłoni twardego penisa, zaczęłam go masować. Rafał sięgnął do mej pupy, delikatnie pieścił dziurkę, naślinił palce i pomału wsuwał ja tam, gdzie przed chwilą były moje. Nagle wstał, mnie też podniósł, ściągnął ze mnie dresy, położył nagą na sofie. O dziwo, nie zawstydziłam się zbytnio, szybko ściągnęłam w dół jego spodnie. Objęłam ustami sterczącego penisa i zaczęłam mu obciągać, jak mówili koledzy w szkole. Mężczyzna pochylił się, znowu zaczął palcować moją pupę. Popchnął mnie, opadłam plecami na sofę, a on, tak jak kiedyś mamie, rozchylił moje nogi i zaczął lizać moją szparkę i pupę. Ogarnęła mnie ogromna fala rozkoszy, zaczęłam się trząść, wyginać, całym ciałem rzucałam się w jakimś spaźmie, którego nigdy wcześniej nie przeżyłam. Po chwili dygot ustał.

    – Matko, co to było? – wyszeptałam.

    – To chyba twój pierwszy orgazm w życiu, ale nie ostatni nawet dzisiaj – wpił się ustami w mokrą szparkę.

    Lizał mnie chwilę, znowu poczułam, że odlatuję, ale odwrócił mnie na brzuch i zaczął lizać pupę. Przestał na chwilkę, a ja poczułam na odbycie coś ciepłego i twardego. Sekundę później to coś było w mej pupie, a ja wrzeszczałam, wrzeszczałam, wierzgałam nogami, aż przestałam, bo robiło mi się coraz przyjemniej. Odwróciłam głowę, popatrzyłam do tyłu i zobaczyłam, że Rafał wykonuje takie same ruchy, jak w mamie. Trochę bolało, ale zaczęło się robić cudownie, znowu odleciałam. Ochłonęłam na chwilkę, a wtedy mój ojczym wyszedł ze mnie, wsunął swego przyjaciela w moje usta i zalał je potężnym wytryskiem. Nie pozwolił mi nic wypluć, musiałam wszystko połknąć; nie było to złe.

    Leżeliśmy obok siebie nadzy, spoceni, zmęczeni. Rafał popatrzył na mnie.

    – Jeszcze nigdy nie ruchałem trzynastolatki i to w dupę. Teraz będziesz miała okazję robić to częściej i ostrzej, bo teraz kolej na twoją pipkę, ale to inny temat. Mam zamiar na niej dobrze zarobić…

    – Ale…

    – Żadne ale, zamknij się, bo ci pomogę!

    Nie miałam wtedy pojęcia, co będzie później…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Sadurek

    Chcecie ciąg dalszy?

  • Pojebany zwiazek cz. 9 – Czworokat

    Alex długo nie musiał się namyślać jak wykorzystać potencjał Kai. Już w weekend zaprosili ją na wieczór (i nie oszukujmy się również na noc). Szybko wypili dwie butelki wina. Alex pomyślał, że dobrze to zrobi Kai biorąc pod uwagę to co dla niej zaplanowali.

    Po opróżnieniu butelek Alex bez zbędnych dodatków rzucił krótkie hasło do Kai – Rozbieraj się.

    Kaja posłusznie zrzuciła ubranie. Wiele na sobie nie miała ponieważ pod zwiewną czarną sukienką nie było bielizny.

    Pomyślałam, że tak będzie wygodniej – zaszczebiotała z błyskiem w oku.

    Alex też postanowił się rozebrać. Siedział teraz na kanapie, ze stojącym jak dąb kutasem. Nie mógł się doczekać już zabawy jednak trzeba było przedstawić zasady.

    Kaja widząc jego kutasa od razu chciała pochylić się i wziąć do buzi. Alex powstrzymał ją jednak i powiedział – Poczekaj. Paulina zaraz przedstawi Ci zasady i Cię przygotuje.

    W tym momencie weszła Paulina ubrana w błękitną koszulę nocną, która więcej odkrywała i zakrywała i tego samo koloru szpilki. Niosła ze sobą pudełko.

    Stanęła przed Kają i wyjęła z pudełka obrożę po czym bez słowa zapięła Kai na szyi.

    Dopiero wtedy powiedziała – dziś będziesz naszą suką. Będziemy z Tobą robić co chcemy. Musisz zgodzić się na wszystko. Nie ma bezpiecznego słowa. Jesteśmy Twoimi właścicielami – wyrecytowała beznamiętnie Paulina.

    To ostatni moment na odmowe, jeżeli się nie zgadzasz zdejmij obroże i wyjdź stąd.

    Kaja energicznie pokiwała głową, że nie chce nigdzie wychodzić. Żeby to dodatkowo potwierdzić wzięła rękę Aleksa i włożyła sobie jego kciuk do ust i mocno zassała. Nie ulegało wątpliwości, że się zgadza.

    Grzeczna dziwka – powiedziała Paulina. Teraz zasłonie Ci oczy, żebyś nie wiedziała czego możesz się spodziewać. W tym momencie wyjęła z pudełka opaskę na oczy i nałożyła na buzię Kai.

    Teraz jesteś gotowa – powiedział zadowolony Alex.

    Wypnij się – zakomenderował Paulina.

    Kaja szybko uklękła na czworaka i wypięła swój niewielki ale zgrabny tyłek w ich stronę.

    Paulina polizała językiem kakaowe oczko Kai. Kaja, aż wzdrygnęła się z podniecenia i zamruczała.

    W tym momencie Paulina wcisnęła jej w tyłek piękny srebrny korek analny zakończony czerwonym kryształem. Kaja, aż krzyknęła.

    Siedź cicho dziwko, nie zaknebluję cię tylko dla tego, że Twoje usta będą jeszcze potrzebne – powiedziała Paulina i z całej siły dała jej klapsa w pośladek. Teraz Kaja już milczała.

     

    Odwróć się i ssij. Powiedział łagodnie Alex.

    Kaja ucieszona zaczęła robić Alexowi loda. W pewnym momencie poczuła, że do jej ust wpycha się coś jeszcze. Coś o kształcie kutasa, a jednak sztuczne. To Paulina przypięła sobie strapona.

    Mi też possiesz dziwko – powiedziała władczo Paulina. Widać, że podobała jej się ta rola.

     

    Po chwili takiej zabawy zarówno kutas Aleksa jak i strapon Pauliny były całe w ślinie. Podobnie jak broda Kai. Widać, że oboje sobie używali i ruchali jej usta bez litości.

    Dobra odpowiednio już nas nawilżyła. Czas to wykorzystać. Wskakuj na mnie. – powiedział Alex i położył się na kanapie.

    Ledwo zdążyła nadziać się na Aleksa i poszła jak Paulina brutalnie wyciąga jej korek analny z pupy i jeszcze brutalniej pakuje tam strapona. Tym razem nawet nie jęknęła. Uczucie bólu i podniecenia zabrało jej oddech.

    Zaczęli ją ruchać  na dwa baty. Najpierw powoli, a potem coraz szybciej. Paulina zdecydowanie przyspieszała. Kaja jęcząc wydusiła z siebie – ja pierdolę, jeszcze nie była ruchana na dwa baty. Jest zajebiście.

    Wiedziałam, że Ci się spodoba dziwko, a to jeszcze nie koniec zabawy – odpowiedziała Paulina.

     

    W tym momencie ktoś złapał ją za włosy i wcisnął penisa do ust. Nie był to Alex, i nie była to Paulina bo ci cały czas ruchali Kaję.

    To był Maciek. Kochanek Pauliny. Alex postanowił go zaprosić, żeby pomógł mu przetestować Kaje. Ten zgodził się od razu. Umówili się, że wpadnie późnię, żeby zaskoczyć koleżankę.

    Chyba się udało. Kaja miała zajęte wszystkie trzy dziurki. Alex dosłownie czuł jej podniecenie ponieważ całe podbrzusze i uda miał w jej sokach.

    Kaja pokornie ssała obcego kutasa. Ona jako jedyna nie wiedziała kto dołączył do zabawy ale była tak zajarana ruchaniem z trzech stron, że postanowiła nie analizować tego faktu.

     

    Maciek jednak nie zamierzał długo pozostawać w ustach Kai. Kilkanaście szybkich ruchów mocno wyruchało jej gardło po  czym tak nawilżony wyjął kutasa z ust stanął za Pauliną i powiedział – Paulinka też zasłużyła na kutasa prawa? I nie czekając na odpowiedź zaczął ją ruchać od tyłu.

     

    Wyglądało to jak niezła kanapka. Alex leżał na dole, na nim Kaja, którą dosiadała Paulina , a za nimi Maciek ekwilibrystycznie zapinał Paulinę.

    Chce w dupę – stęknęła Paulina. Maciek bez słowa przełożył kutasa z cipki do dupki Pauliny.

    O tak! Tego potrzebowałam – westchnęła.

     

    Proszę niech ten drugi też mnie wyrucha – wyjęczała Kaja.

     

    Niech Ci będzie – powiedział Aleks – przenosimy się do sypialni. Ty suko na czworaka.

    Kaja kręcąc tyłkiem jak zawodowa dziwka przeszła na czworaka do sypialni.

    Maciek nie mógł się oprzeć i skomentował – mieliście rację prawdziwa, zawodowa dziwka. Będzie z nią niezła zabawa.

     

    Alex poszedł do sypialni za Kają. Paulina i Maciek  stanęli obok siebie i pocałowali się. Po czym Maciek spojrzał w dół i złapał dłonią za strapon-a.

    Niezły – gadżet powiedział trzymając go w ręce i prowadząc Paulinę do sypialni.

    Jeszcze zobaczysz, jaki jest fajny – powiedziała Paulina.

    Gdy weszli do sypialni Kaja już klęczała i obciągała Alexowi.

    Dołączysz się -zapytał Alex.

    Maciek bez słowa stanął obok Alexa i podał kutasa do ust Kai.

    Paulina stanęła za Kają i zaczęła pieścić jej cipkę oraz piersi.

    Panowie ona nigdy nie miała dwóch kutasów. Także w ustach. Śmiało pokażcie jej jak to jest – zaordynowała Paulina i złapała Kaję za głowę.

    Panowie ochoczo wcisnęli swoje fiuty do ust Kai. Ta dławiła się i dusiła, ale twardo obrabiała oba. Kiedyś chłopaki byli by skrępowani dotykają swoich kutasów, ale po tylu miesiącach wspólnego rżnięcia Pauliny nie robiło to już na nich wrażenia. Wręcz wzmagało podniecenie kiedy ledwo mieścili się obaj w ciasnych dziurkach.

     

    Dobra starczy tego. Chcę ją wyruchać. Alex kładź się a ty dziwko wskakuj na niego. Zobaczysz, że ruchanie strapon-em to była przygrywka. – zarządził Maciek.

     

    I zaczęli ruchanie. Alex na dole w cipce, a Maciek na górze w dupce. Prawdziwa kanapka. Paulina zadowolona nagrywała filmik, a Kaja krzyczała – zajebiście, Paulina miałaś rację to jest zajebiste.

     

    Będziesz miała super pamiątkę mała dziwko – powiedziała Paulina.

     

    Po kilku minutach takiego ruchania Paulina podeszła do Maćka od tyłu i zaczęła mu robić rimming. Jednak Maciek poczuł, nie tylko język, ale również palec, który Paulina próbowała wcisnąć mu w tyłek. Sam był zaskoczony, ale podobało mu się. Po chwili jednak poczuł, że w jego tyłek brutalnie wjeżdża strap-on. Bolało, ale było też mega podniecające. Nigdy czegoś takiego nie próbował a tu Paulina bez pytania, zaczęła ruchać go w tyłek.

    Ty ruchałeś moją dupę ja mogę Twoją – zaśmiała się Paulina. Była z siebie wyraźnie zadowolona.

     

    Maciek ruchał Kaję w dupę i sam był ruchany. Sperma, aż gotowała się w jego jądrach. Alex patrzył na to wszystko z satysfakcją.

     

    Dobra Paulina bo Maciek zaraz się spuści. Trzeba cos zmienić. Kaja kładź się, Paulina 69 na nią. Maciek rżnij Paulinę ja już dokończę Kaję.

     

    Dziewczyny posłusznie położyły się tak  jak kazał Alex i zaczęły lizać swoje cipki.  Maciek zapakował w cipkę Pauliny natomiast Alex dla odmiany zaatakował pupkę Kai.

    Dziewczyny jęczały, panowie ruchali.  Paulina robiła minetę tak dobrze, że Kaja przeżyła potężny orgazm. Orgazm ten spowodował skurcz wszystkich jej mięśni w tym mięśni odbytu które potężnie zacisnęli się na kutasie Alexa.

    Tego już było za wiele. Potężny spust w dupkę Kai pokazał jak bardzo podniecony był Alex.

    Sperma dosłownie wypływała z jej dupki na prześcieradło. To co wyciekało zlizywała Paulina co chwila jednak oblizując też powoli opadającego kutasa Alexa.

    Ten widok sprawił, że Maciek też nie wytrzymał. Spuścił się w cipkę Pauliny. Ponieważ ta była na górze wszystko, co wyciekało z cipki Pauliny lądowało na twarzy Kai. Ta dosłownie chłeptał spermę wymieszaną z sokami Pauliny.  

    Gdy wyciekło już wszystko Kaja dokończyła minetkę Paulinie tak żeby każdy w tym zacnym gronie przeżył orgazm. Z twarzą w całą w spermie dostała się do cipki koleżanki i szybko sprawiła, ze cały blok usłyszał o orgazmie Pauliny.

     

    O kurwa. To było zajebiste. Musimy to powtarzać – powiedziała Kaja.

     

    Myślę, że nawet mam już jakiś pomysł – powiedział Alex? Co powiecie na orgię?

     

    CDN.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Alex

    poprzednie przygody na profilu. zapraszam do czytania i komentowania.

  • Mama Mojej Przyjaciolki III: Rocznica

    Zbliżała się nasza rocznica. Trudno mi było uwierzyć, że minął już rok… Rok od tamtej pierwszej, szalonej nocy. Rok od momentu, w którym pozwoliłam sobie zakochać się w kimś zupełnie nieprzewidywalnym i najbardziej właściwym na świecie. Różnica wieku, która mogła kiedyś wydawać się przepaścią, teraz praktycznie nie istniała. Czasem wręcz zapominałam, że dzieli nas dwadzieścia lat, byłyśmy po prostu sobą. Dwiema kobietami, które odnalazły się w najbardziej nieoczekiwany sposób.

    Weronika wydawała się przejęta bardziej ode mnie, choć udawała, że to wszystko „tak po prostu”. Zaskoczyła mnie zmianą, pewnego dnia przyszła z lekko rozjaśnionymi włosami. Ta subtelna modyfikacja nie była tylko fryzjerską zachcianką. Kiedy na nią patrzyłam, miałam wrażenie, że celowo chciała wyglądać młodziej. Może dla mnie. Może dla nas. I wyglądała olśniewająco.

    To miała być nasza rocznica. Pierwsza celebracja, odkąd nie musiałyśmy już niczego udawać. Odkąd mogłam trzymać Weronikę za rękę na ulicy i nie zastanawiać się, kto patrzy. Odkąd mogłam powiedzieć głośno „kocham ją”, nie tylko w myślach, nie tylko w szeptach zamkniętych w czterech ścianach.
    Trzy miesiące wcześniej powiedziałam rodzicom prawdę. Kilka dni później, po moich urodzinach — tych zorganizowanych przez Weronikę i Kasię, pełnych światełek, wzruszeń i miłości tak oczywistej, że aż chciało się ją krzyczeć podjęłyśmy decyzję. Nie będziemy się więcej chować. Pójdziemy razem na urodziny do moich rodziców jak para, jak ktoś, kto nie wstydzi się miłości.  

    Pamiętam tamten wieczór, jakby wciąż był świeży. Mama otworzyła drzwi z uśmiechem, w fartuchu jeszcze od zapiekanek, pachnąca przyprawami i ciepłem domu. I wtedy mnie zobaczyła, a właściwie nas. Stałyśmy razem, ja i Weronika.
    — Mamo — powiedziałam, zanim zdążyła rzucić swoje zwyczajowe „dziecko, Ty jak zwykle w nieładzie” – to właśnie moja dziewczyna.
    Na ułamek sekundy mama zamarła. Uśmiech nie zgasł, tylko jakby się lekko zawiesił w powietrzu, gotowy spaść lub unieść się wyżej. Spojrzała na nią… a potem na mnie. Jakby układała na nowo znane puzzle, które nagle stworzyły zupełnie inny obraz.
    — No dobrze. Wchodźcie — powiedziała cicho. Może trochę zaskoczona. Ale spokojna.
    A potem wszystko potoczyło się… naturalnie. Bez fanfar. Bez deklaracji.
    Witałam kolejnych członków rodziny, przedstawiając Weronikę tak, jakby nie było w tym nic dziwnego. Bo nie było. „To jest Weronika, moja dziewczyna” powtarzałam spokojnie, raz, drugi, piąty. Ludzie reagowali różnie. Ciocia Basia uniosła brwi i zamrugała szybko, jakby próbowała przestawić sobie w głowie jakąś zapomnianą regułę. Wujek Janek tylko uścisnął Weronice dłoń i pokiwał głową. Babcia… no cóż, babcia mruknęła coś pod nosem, czego nie usłyszałam, ale chwilę później już wciskała nam obojgu kawałek swojego legendarnego sernika.
    Weronika trzymała się blisko mnie, choć z dystynkcją. Jej dłoń pod stołem, co jakiś czas odnajdywała moją. Ciepła, pewna. Jakby mówiła: „jestem tu. Z tobą. I nie uciekam.”
    Wieczór minął spokojnie. Rozmowy płynęły utartymi torami o pogodzie, o pracy, o tym, kto przytył, a kto schudł. Weronika, jak zawsze, potrafiła wtopić się w towarzystwo, znaleźć wspólny język z każdym, nie narzucając się, ale i nie chowając. Ja obserwowałam mamę. Była uprzejma, skupiona, może bardziej cicha niż zwykle, jakby w jej wnętrzu coś się właśnie przestawiało, ale robiła wszystko, żeby to nie przeszkadzało innym.

    Dopiero, gdy goście wyszli i dom znowu wypełniła ta znajoma cisza po rozgardiaszu, mama zaprosiła nas do salonu. Siedzieliśmy przy stole, kolacja stygnęła, a ja w końcu zebrałam się na odwagę. Powiedziałam, że jestem zakochana i że jesteśmy ze sobą od paru miesięcy oraz nie byłyśmy tak szczęśliwe jak teraz.
    Cisza była gęsta jak śmietana. Mama spojrzała na mnie tak, jakby na chwilę nie rozumiała słów. Tata odsunął się lekko od stołu, jakby szukał w myślach jakiegoś bezpiecznego brzegu. Nie było krzyku. Nie było dramatów. Był tylko ten moment zawieszenia, kiedy rzeczywistość musi się dopasować do prawdy.
    Trochę im to zajęło. Ale powiedzieli, że najważniejsze, żebym była szczęśliwa. I choć jeszcze czasem widzę w oczach taty cień wahania, wiem, że mnie kochają i  nas akceptują. Nie do końca może rozumieją, ale uznali, że serce córki to nie ich pole bitwy.
    Od tamtej pory byłyśmy oficjalnie razem. Bez ukrywania się, bez półsłówek. Mogłam mówić, że spędzam noc u Weroniki, bez wstydu i nerwów. Mogłam ją całować w kuchni, kiedy ktoś dzwonił do drzwi. To była wolność. Cicha, prywatna wolność, ale cenna jak powietrze.
    Dlatego, gdy Weronika zaproponowała wyjazd do Pragi na rocznicę, serce mi zmiękło. Nie chodziło o podróż. Chodziło o to, że mogłyśmy ją odbyć razem, jako para, jako „my”. I że ta rocznica coś znaczyła. Była symbolem nie tylko nas, ale i drogi, którą przeszłyśmy.

    Kilka dni później wręczyła mi kopertę. W środku, rezerwacja na weekendowy wyjazd do Pragi. Hotel z widokiem na stare miasto, planowane spacery, romantyczna kolacja. Miała to wszystko dopięte z chirurgiczną precyzją i czułością kobiety zakochanej. Kochałam ją za to.  
    I choć mogłyśmy polecieć czy pojechać czymś wygodniejszym, zdecydowałyśmy się… na mojego Malucha. Ten mały niebieski samochodzik, który kiedyś składaliśmy z tatą, a który teraz wzbudzał uśmiech i sympatię na każdej stacji. To była nasza decyzja może trochę szalona, ale romantyczna do granic. Toczyłyśmy się przez kilometry dróg, śmiejąc się, słuchając muzyki z głośniczka i jedząc kanapki przygotowane przez Weronikę. Każdy kilometr był jak przedłużenie naszej historii. A Praga… miała być tylko jej kolejnym rozdziałem.
    Spędziłyśmy tam dwa pełne dni. Praga pachniała późnym latem i przygodą. Przechadzałyśmy się między kamienicami, piłyśmy kawę w ulicznych kawiarniach, trzymałyśmy się za ręce tak, jakby cały świat był tylko dla nas. Ale to sobota była tym wyjątkowym dniem.
    Wieczorem poszłyśmy na kolację do małej restauracji ukrytej w jednej z bocznych uliczek. Drewniane stoły, nastrojowe światło, lekki aromat ziół unoszący się nad talerzami. Weronika wyglądała pięknie. Jej granatowa bluzka w groszki z długim rękawem subtelnie podkreślała figurę, a kremowa, letnia kurtka dodawała jej jakiegoś czaru dojrzałego i nie do podrobienia. Ja założyłam koronkową bluzkę na ramiączkach i kremowy płaszcz. Przez cały wieczór czułam jej spojrzenia na sobie. Te ciche, głębokie, które znałam już na pamięć.
    Po kolacji poszłyśmy spacerem na Most Karola. Niebo zaczynało płonąć zachodem słońca, a światła miasta odbijały się w Wełtawie. Wśród przechodniów i turystów, zauważyłam starszego mężczyznę szkicującego portrety węglem. Zatrzymałam się. Jego prace były ciepłe, pełne jakiejś ludzkiej prawdy.
    – Może… razem? – zapytałam Weronikę, trochę nieśmiało.
    – W przytuleniu? – zapytała z tym swoim półuśmiechem.
    Pokiwałam głową.
    Usiadłyśmy. Oparłam się o jej ramię, a ona objęła mnie lekko, tak jak często to robiła, gdy czuła, że coś dla mnie znaczy. Rysownik uchwycił nas w tym geście – czułości, bezpieczeństwa, czegoś, czego nie chciałam już nigdy stracić.

    Wieczór skończył się późno. Kiedy wróciłyśmy do pokoju hotelowego, obie byłyśmy już lekko zmęczone, ale szczęśliwe. Weronika zdjęła kurtkę i odwiesiła ją starannie. Ja zrzuciłam swój płaszcz na fotel, uśmiechając się pod nosem.

    Podeszłyśmy do biurka, nad którym wisiało owalne lustro. Musiałam stanąć na palcach, by sięgnąć wzrokiem jego górnej krawędzi. Oglądałyśmy razem szkic, trzymałam go w rękach, oświetlony lampką, i wpatrywałam się w nasze twarze na papierze.
    Weronika stanęła za mną. Poczułam jej ciepło na plecach. Przez moment nie mówiła nic, a potem jej usta dotknęły mojego ramienia. Najpierw lekko, prawie jak oddech. Potem z odrobiną głodu.
    Uśmiechnęłam się. Wiedziałam, co się dzieje. Odwróciłam się w jej stronę, nasze spojrzenia spotkały się w półcieniu. Jej oczy błyszczały. Moje pewnie też.
    Pocałowałyśmy się. Powoli, miękko, z tym ładunkiem emocji, który nie potrzebował żadnych słów. Czułam jej rękę na moich plecach, jej palce ślizgające się po koronce. Zanurzałam się w tym pocałunku, tak jak w niej  z zachwytem, spokojem i czymś, co można było już nazwać tylko miłością.

    Całowałyśmy się coraz intensywniej. Na początku powoli, wciąż z nutą wzruszenia po wspólnie spędzonym dniu, ale każda minuta oddychania sobą, smakowania ust drugiej, rozbudzała nasze pragnienie. Weronika przysunęła się bliżej, tak blisko, że czułam, jak jej ciało wtapia się w moje. Jej dłoń, pewna i uważna, wsunęła się pod cienki materiał bluzki, aż w końcu ją zsunęła, nieśpiesznie, jakby każda sekunda zdejmowania miała swój sens.
    Nie miałam pod spodem nic. Moje ciało zadrżało pod jej wzrokiem. Nie z chłodu, z tej elektryzującej świadomości, że ona widzi mnie całą, bez żadnej tarczy. A potem jej usta, jak najczulszy pocałunek lata, musnęły moją pierś. Delikatnie. Jakby nie chciała zakłócić drżenia, które już we mnie pulsowało.
    Ale zaraz potem wróciła do moich ust, głębiej, łapczywiej. Taniec języków, ślady jej oddechu na mojej skórze, nasze dłonie, które nie znały już granic, raz splątane, raz osobno, wędrujące po ramionach, plecach, szyi. Każdy dotyk niósł w sobie głód, ale i miłość, coś więcej niż namiętność, pragnienie bycia blisko do końca, bez reszty.
    Obróciłyśmy się. Weronika powoli położyła mnie na łóżku, sama układając się nade mną. Jej kolano między moimi udami, ręce po bokach mojej twarzy. Patrzyła na mnie przez dłuższą chwilę,  spojrzeniem, które nie potrzebowało słów, bo mówiło wszystko. Byłam jej. A ona była moja.
    Nasze usta znów się spotkały. Pocałunki stawały się coraz bardziej nieskładne, spragnione. Rytmiczne, a jednocześnie rozedrgane emocją. Jej dłoń sunęła wzdłuż mojego biodra, aż dotarła do zapięcia dżinsów, ale nie pospieszyła się, tylko dotykała mnie przez materiał. Powoli, z wyczuciem. Czułam ciepło i napięcie w każdej komórce ciała.
    Jej usta znów wróciły niżej, do moich piersi, całowanych, pieściły je jakby mówiły: „jesteś piękna”, „jesteś kochana”, „jesteś moja”. Każdy pocałunek był pocałunkiem miłości, nie tylko pragnienia. A ja, oddychając coraz szybciej, jedną ręką wtulałam się w jej kark, drugą ściskałam prześcieradło, próbując nie odpłynąć za szybko w tej fali czułości.
    To nie był pośpiech. To było świętowanie. Własne, ciche święto, które stworzyłyśmy tylko dla siebie z zachłannością, ale i czułością. Nasz rytuał. Nasz wieczór. Nasza rocznica.
    Weronika poruszała się z tą samą precyzją i czułością, z jaką kiedyś leczyła moje zwichnięte ramię  tylko że tym razem chodziło o coś jeszcze delikatniejszego: intymność i zaufanie. Pochyliła się nade mną, jej długie włosy opadły jak aksamitna firanka między nami, i pocałowała mnie raz, drugi, dłużej. Jej usta znały każdy zakątek mojej skóry, jakby uczyły się mnie od nowa. I chciały zapamiętać wszystko.
    Nie wiedziałam, jak można tak bardzo czuć drugiego człowieka,  nie tylko ciałem, ale każdą myślą, każdym napięciem pod skórą. Leżałam pod Weroniką, jeszcze wciąż osłonięta, a zarazem już całkowicie dla niej odsłonięta. Każdy jej gest był jak wyczekiwana odpowiedź na pytanie, które zadawałam w ciszy naszych spojrzeń.
    Zsunęła powoli moje dżinsy, z gracją, jakby odkrywała coś cennego, ukrytego tylko dla niej. Jej wzrok zatrzymał się na moich bordowych figach, a ja poczułam na sobie ciepło, które nie miało już nic wspólnego z temperaturą powietrza. Kiedy powoli zsuwając ze mnie dżinsy, odsłoniła bordowe figi, poczułam się jak dar, który właśnie jest odpakowywany z największą czcią. W jej oczach widziałam czułość, ale i pragnienie to, które nie pali, lecz ogrzewa nie pochłania, a koi. Pochyliła się i znów dotknęła moich piersi ustami nieśpiesznie, z tą samą uważnością, która wcześniej rozbrajała mnie spojrzeniem.
    Potem zdjęła swoją bluzkę, jeden płynny ruch, miękki jak cisza, która nas otulała. Jej ciało przytuliło się do mojego, skóra o skórę, gorąco na gorąco. Byłyśmy blisko, niemal nierozdzielne, oddychając w tym samym rytmie. Każde muśnięcie naszych ciał, każde zderzenie bioder było jak nuty w cichej, ale intensywnej melodii.
    Po chwili zsunęła z siebie również dżinsy, zostając w lekkiej bieliźnie. Jej sylwetka w półmroku hotelowego pokoju, oświetlona tylko resztką światła zza okien, wyglądała jak z obrazu, miękka, spokojna, a jednocześnie pełna napięcia.
    Nie powiedziałam ani słowa. Po prostu wyciągnęłam do niej rękę. Chwyciła ją natychmiast i wróciła na mnie, wtulając się znów w moje ciało. Pocałunki wróciły,  głębokie, czułe, nieskończone. Nasze języki splatały się w spokojnym, a jednak rozpalonym tańcu, który mówił więcej niż słowa: „pamiętam każdą chwilę”, „pragnę cię tak samo”, „jesteś moim domem”. Jej ciało dotykało mojego w rytmie stonowanym niemal świętym, jakby każda chwila była zapisana już dawno w jakiejś księdze tylko dla nas. Ocierające się o siebie biodra, ciepło skóry, muśnięcia piersi, wszystko to pulsowało w jednym tempie z moim oddechem.
    Nie musiałyśmy się spieszyć. Miałyśmy czas. Tę noc. I siebie.
    Jej ręka znów spoczęła na moim biodrze, sunąc powoli, leniwie wzdłuż materiału, aż dotarła tam, gdzie moja świadomość urywała się na granicy oddechu. Ale nie dotknęła mnie od razu, bawiła się tym zawieszeniem, budując napięcie między skrawkami materiału a ciepłem skóry. Zsunęła figi z taką delikatnością, jakby dotykała płatków kwiatu o świcie.
    Nie powiedziała nic. Tylko patrzyła i widziałam w tym spojrzeniu nie tylko zachwyt, ale coś więcej. Jakby właśnie tam, pomiędzy moimi udami, znalazła miejsce, do którego wraca się nie pożądaniem, lecz miłością. Jej usta spoczęły najpierw na moim podbrzuszu, z czułością, jakby każda część mojego ciała miała swój rytm, a ona znając go na pamięć potrafiła śpiewać go bez słów. Potem niżej, powoli, z miękkością tak pełną oddania, jakby zanurzała się w świętość, którą same dla siebie tworzyłyśmy delikatną, kruchą, a zarazem silniejszą niż wszystko. Jej język muskał moją łechtaczkę w rytmie, który zdawał się nie mieć początku ani końca. Czułam, jak każda jego fala niesie mnie dalej, jakby mój oddech splótł się z falowaniem Wełtawy, a puls serca z jej pocałunkami. Jej palce powoli odnalazły drogę do mojego wnętrza. Najpierw nieśmiało, z uważnością kogoś, kto zna każde drżenie, potem głębiej, pewniej, jakby już nie musiały szukać.
    A ja? Leżałam w ciszy, lecz w tej ciszy był cały hałas świata. Moje dłonie błądziły wśród jej włosów, moje ciało drżało od dreszczy, jak moje biodra unosiły się miękko, jakby chciały spotkać się z nią jeszcze bliżej, jeszcze pełniej. Czułam, jak moje ciało rozkwita pod nią płatkami dreszczy, westchnień, półszeptów. Gdyby wtedy ktoś mnie zapytał, czym jest miłość, wskazałabym na tę chwilę. Tę ciszę, w której obie się słyszałyśmy. Czułam, jak każdy dotyk Weroniki miękki, ciepły, wilgotny stawał się pieśnią, której nie znałam, a którą od razu zapamiętałam na zawsze.  
    Nie wiem, ile czasu spędziłam w tamtej chwili między oddechami a drżeniem. Weronika była delikatna, skupiona, jakby całym światem była dla niej tylko ja, i to miejsce, gdzie łączyła się moja wrażliwość z jej czułością. Jej język sunął po mnie z uwagą, miękkością, która wcale nie była słaba wręcz przeciwnie. Była we mnie we wszystkim, co czułam.
    Kiedy uniosła głowę, jej oczy błyszczały tym samym światłem, co latarnie odbijające się w Wełtawie za oknem. Spojrzała na mnie jak ktoś, kto odkrył w drugim człowieku prawdziwy dom.
    Nie zatrzymała się jednak. Jej dłoń, wilgotna od mojej skóry, przesunęła się w dół, miękko, naturalnie. Czułam, jak wchodzi we mnie, najpierw ostrożnie, potem pewniej i jak moje ciało reaguje na ten gest z taką łagodną gotowością, jakby wszystko w nas właśnie po to było.
    Jej palce poruszały się we mnie z czułością, ale i ogniem. Jakby każda ich krzywizna była zapisana dla mnie. Czułam ją w środku i na zewnątrz całą. A gdy jej usta znowu wracały do mojej łechtaczki, kiedy zsynchronizowała ruch języka z wewnętrzną pieszczotą, nie mogłam już zatrzymać siebie. Moje ciało pulsowało, zaciskałam powieki, a potem je otwierałam, nie chcąc zgubić jej pięknych szarych oczu, tych rozświetlonych źrenic, które mówiły mi, że jestem u siebie.
    Jej wolna ręka pieściła moją pierś, kciukiem zataczała kręgi wokół sutka, który drżał jak wyczekujący pocałunku po czym ustami wracała do sutków, do ramienia, do szyi. Czułam jej oddech, gorący, urywany, jakby i dla niej ta chwila była graniczna, jakby rozpuszczała się we mnie tak samo, jak ja w niej.
    W pewnym momencie, bez słowa, przesunęła się obok mnie. Jej ciało przylgnęło do mojego bokiem, a jej dłoń pozostała tam, gdzie należała, we mnie. Leżała teraz blisko, z twarzą wtuloną w moją szyję, jakby pragnęła nie tylko dawać rozkosz, ale być jej częścią. Jej palce poruszały się we mnie rytmicznie, miękko, ale z tą cudowną pewnością, która mówi: „znam cię, kocham cię, chcę cię teraz”. Kciuk z czułością i wprawą odnajdywał łechtaczkę, drażniąc ją w harmonii z wnętrzem, jakby chciała, by każda moja cząstka zatańczyła w tym samym rytmie.
    Czułam, jak moje biodra reagują mimowolnie, unosząc się ku niej delikatnie, błagalnie. Westchnienia wymykały mi się z gardła, niskie, drżące, coraz mniej powściągnięte. Mój oddech przyspieszał, urywał się na pół wdechu, jakby nie mógł dogonić tego, co działo się w moim ciele.
    Jej usta nie przestały całować mojego ciała, jakby znały drogę do każdego z moich zmysłów. Raz całowała mnie tuż pod uchem, innym razem przyciskała wargi do szyi, zostawiając ślad ciepła, który przeszywał mnie dreszczem. A jej palce… Jej palce były jak hymn odprawiana w skupieniu, pełna rytmu, oddania i miękkiej mocy.
    W jednej chwili poczułam, jak wszystko we mnie się zbiera, jak fala, która rosła w środku, nie pytając o zgodę. Moje ciało napinało się pod nią, moje dłonie chwyciły prześcieradło, jakby tylko ono mogło mnie zakotwiczyć w tej chwili. Jęknęłam, cicho, lecz intensywnie. To nie był krzyk. To było westchnienie duszy, która nie potrafiła już oddzielić siebie od niej.
    Spojrzała na mnie wtedy, przez ramię, z bliska. W jej oczach nie było triumfu. Tylko czułość, głęboka, przejmująca, jakby wszystko, co robiła, było częścią większej historii. Historii, którą pisałyśmy razem, właśnie teraz, w tej chwili, w tym drżeniu, które było moim spełnieniem i jej obecnością w jednym.
    Nie przestawała. Była we mnie aż do końca. A ja? Pozwalałam sobie na bycie kochaną.

    Objęłam ją, przyciągnęłam, nasze usta znów się spotkały. Pocałunki były teraz inne, pełne dziękczynienia, pełne zachwytu, że właśnie to, właśnie teraz, właśnie my. Jej palce wciąż były we mnie, rytmiczne, powolne, niepospieszne,  jakby prowadziła mnie do miejsca, w którym znika wszystko poza miłością.
    Czas przestał istnieć. Liczyły się tylko nasze ciała, splecione, oddychające wspólnym rytmem, i uczucie czyste, nienazwane, tak silne, że chwilami aż przerażające. Jak można kogoś aż tak kochać?
    Płynęłam. Każdy ruch Weroniki był falą, każda pieszczota przypływem, który unosił mnie wyżej i wyżej. Nie walczyłam z tym. Pozwoliłam sobie zatonąć w niej, pozwoliłam, by mnie prowadziła. Moje ciało szarpały dreszcze, ale serce biło spokojnie, jakby wiedziało, że właśnie teraz jestem tam, gdzie powinnam być.
    Kiedy przyszło uwolnienie, gdy wszystko we mnie pękło i rozlało się w niej, w moim oddechu, w jej czułym spojrzeniu świat zamarł. Przez chwilę istniał tylko dotyk skóry, nasze splątane dłonie, potargana pościel i ta jedna, głęboka cisza, która potrafi nadejść tylko po szczerości bez słów.
    A jednak to nie był koniec.
    Weronika objęła mnie, przyciągnęła do pocałunku, miękkiego i spokojnego, jakby chciała zamknąć ten moment w swoich ustach. Ale potem uniosła się, opierając o masywne, rzeźbione wezgłowie łóżka, i ułożyła poduszkę za plecami. Jej ciało zapraszało mnie teraz, wyciągnięte, otwarte, piękne jak pejzaż, który znam, a za każdym razem odkrywam od nowa.
    Uśmiechnęłam się do niej. Teraz była moja kolej.
    Zbliżyłam się, jak do czegoś świętego. Zaczęłam od ust, pieczętując naszą chwilę kolejnym pocałunkiem, dłuższym, bardziej świadomym. Potem powędrowałam niżej, skórą obojczyków, linią ramion, przez dekolt aż po piersi, które znałam już niemal na pamięć, a jednak dziś wydawały mi się jak nowe. Moje usta tańczyły wokół nich z wdzięcznością, język kreślił kształty niewidzialnych słów.
    Pocałunek po pocałunku, pieściłam ją, jakbym chciała oddać jej wszystko to, czym była dla mnie przez ostatni rok. To nie był pośpiech, to była opowieść pisana ustami na ciele, każda linia, każdy mięsień, każde westchnienie miało znaczenie. Weronika zamknęła oczy, a jej dłoń sięgnęła moich włosów. Czułam, jak mięknie pod moim dotykiem, jak otwiera się na mnie, jak drży…
    A ja byłam gotowa dać jej wszystko.
    Weronika spojrzała na mnie w sposób, który nie wymagał żadnych słów. Ten wzrok pewny, łagodny, pełen ciepła był zaproszeniem, które poczułam aż w głębi serca. Powoli, bez pośpiechu, rozchyliła uda, a delikatny materiał jedwabistych fig odsunęła na bok z taką naturalnością, jakby otwierała dla mnie tajemnicę, która i tak należała już do mnie.
    Zamarłam na ułamek sekundy. Nie z niepewności, ale z szacunku. To była chwila jak z obrazu cisza, miękkie światło i ona, otwarta, piękna, prawdziwa. Położyłam dłoń na jej udzie, przesunęłam nią w górę z pieszczotliwą uważnością, a potem pochyliłam się, pozwalając, by moje usta same odnalazły drogę.  
    Jej zapach był ciepły, znajomy, przyprawiony odrobiną napięcia i tęsknoty. Zaczęłam ostrożnie, delikatnie jakbym chciała najpierw tylko musnąć, zatrzymać się na brzegu, ale jej westchnienie, miękki ruch bioder, który napotkałam, mówił więcej niż jakiekolwiek słowo. Otworzyłam się na nią, powoli, rytmicznie, całując  z uwielbieniem, badając każdy milimetr językiem jej kobiecość z szacunkiem i oddaniem. Raz subtelnie, raz z nieco większym naciskiem, kiedy jej ciało prowadziło mnie swoim rytmem
    Nie było we mnie ani grama niecierpliwości. Chciałam, by poczuła, że ta chwila jest tylko dla niej, że każda moja pieszczota mówi „kocham”, że każda fala, którą w niej wywoływałam, była odpowiedzią na to, jak wiele we mnie rozbudziła. Skupiłam się na niej, na jej miękkim centrum rozkoszy, na tym punkcie, który znałam już tak dobrze, a który za każdym razem był jakby nowy, bardziej drżący, bardziej wyczekujący. Mój język poruszał się rytmicznie, cierpliwie, z tą mieszanką czułości i pewności, którą miała tylko ona. To był właśnie ten balans, który tak kochałam. Czułość i namiętność, oddanie i siła, szelest i szept. Moje wargi pieściły jej łechtaczkę z wyczuciem, raz kolistym ruchem, raz lekko pulsującym, czasem zatrzymując się, jakby tylko po to, by usłyszeć jej cichy jęk, wyczekać aż sama poprowadzi mnie biodrami.  
    Jej dłoń wsunęła się w moje włosy, miękko, bez nacisku, jakby tylko chciała upewnić się, że jestem tam naprawdę, a ja byłam. Cała.
    Z czasem moje ruchy stały się pewniejsze, głębsze. Mój język znał już jej rytm, ciało reagowało na każdy dotyk z wdziękiem, jakby tańczyło. Zatracałam się w niej, w tych dźwiękach, w drżeniu jej ud, w przyspieszonym oddechu, który stawał się melodią, jakiej nigdy nie zapomnę. Wiedziałam, kiedy zwolnić, a kiedy pozwolić, by napięcie wzrosło.
    Byłam tylko dla niej i tylko ona istniała.
    Byłam w niej, choć nie do końca fizycznie, w tej chwili, w jej oddechu, w drżeniu skóry pod moimi ustami. Powoli dołączyłam palce delikatnie, z czułością, jakbym chciała dać jej jeszcze jedną warstwę bliskości. Jej wnętrze było gorące, wilgotne, przyjmujące. Czułam, jak pulsuje, jak reaguje na każdy mój gest. Poruszałam się powoli, w równym, łagodnym rytmie, w środku niej, a jednocześnie wciąż skupiona na tym, co na zewnątrz. Moje usta i język nie przestawały pieścić łechtaczki, raz z lekkim naciskiem, raz tylko muskając, tak by każdy ruch był jak fala, która rośnie, ale jeszcze nie przetacza się przez brzeg. Jej ciało zareagowało miękkim napięciem, które przeszło przeze mnie jak impuls, cichy, ale potężny.
    Ale Weronika, jakby prowadzona własnym instynktem, oderwała się ode mnie na chwilę, dotykając mojego ramienia z subtelnym uśmiechem. Wsunęła się w głąb łóżka i położyła wygodniej, unosząc biodra, by podłożyć pod nie poduszkę. Ruch był płynny, kobiecy, pełen tej znajomej gracji, którą zawsze w niej podziwiałam.
    Spojrzałam na nią, teraz rozciągniętą przed sobą w całej urodzie, skóra muśnięta światłem lampki, włosy rozsypane po poduszce, a spojrzenie… to spojrzenie mówiło więcej niż tysiąc szeptów. Ujęłam materiał jej fig, jedwab był napięty jak oddech między nami i zsunęłam je powoli, odsłaniając jej kobiecość jakby to było coś świętego, coś, co znałam, a za każdym razem odkrywałam od nowa.
    Położyłam dłonie na jej udach, objęłam je miękko i pochyliłam się, pozwalając sobie zatracić się w niej jeszcze głębiej. Całowałam ją, językiem kreśląc najczulsze ścieżki – nieśpiesznie, z pełną uważnością. Każdy ruch był odpowiedzią na jej westchnienia, jakbyśmy prowadziły rozmowę, której nikt nie słyszał, a jednak obie rozumiałyśmy każde zdanie.
    Ona była otwarta, prawdziwa, piękna. Jej biodra poruszały się powoli, jakby zanurzała się we mnie, jakby szukała ukojenia, które obie tak dobrze znałyśmy. Ja byłam dla niej, tylko dla niej i tylko ta chwila istniała.
    Z każdym dotykiem, każdym cichym jękiem, który w niej budziłam, czułam, jak wszystko we mnie drży nie tylko ciało, ale i dusza. Bo to nie był tylko akt to było świętowanie nas. Naszej miłości. Naszej rocznicy. Naszego „tak”.
    Byłam zanurzona w niej, cała, sercem, dłońmi, ustami. W każdej reakcji, w każdym drżeniu jej bioder i ściśnięciu uda czułam, jak staje się całą sobą tylko dla mnie. Pieszczota, jaką ofiarowywałam jej kobiecości, miała w sobie wszystko, co czułam, zachwyt, oddanie, miłość… i to delikatne szaleństwo pragnienia, które nas w tej chwili prowadziło.
    Jej oddech przyspieszał, drżał w gardle, cichy i łamiący się w przyjemności. Chciałam, by ta chwila trwała, więc spowolniłam na moment, tylko po to, by dać jej oddech… i zaskoczenie. Wysunęłam palce z jej wnętrza i z rozmysłem, z cichym uśmiechem, podałam je do jej ust.
    Weronika uniosła głowę, spojrzała na mnie spod przymkniętych powiek, ten błysk w jej oczach był czymś więcej niż pożądaniem. To była czysta gra, nasza, pełna intymnego porozumienia. Ujęła moje palce ustami powoli, głęboko, smakując mnie tak, jakby chciała zostawić we mnie ślad tej chwili. W tej ciszy i między spojrzeniami rodziło się coś dzikiego, ale pięknego.
    Potem znów zanurzyłam się w niej, z ustami, językiem i palcami, razem. Ruchy znów nabrały rytmu, który znałam i czułam jak muzykę tej jednej, tylko dla niej pisanej. Weronika odchyliła głowę do tyłu, jej ciało uniosło się, jakby pragnęło więcej, mocniej, głębiej. Jedną ręką objęła swoje udo, unosząc je i przyciągając lekko ku sobie, jakby chciała dać mi jeszcze więcej dostępu, jeszcze więcej siebie. Drugą ręką wplątała się w moje włosy, delikatnie, czule, prowadząco.
    Jej stęknięcia były jak słowa, których nie trzeba wypowiadać. Wypuszczała z siebie oddechy urywane, rosnące, jakby każde westchnienie zbliżało ją do miejsca, gdzie wszystko się rozpuszcza. Zadrżała. Fala przeszła przez jej ciało, rozlała się w biodrach, w brzuchu, w piersi, w szyi. Wydobył się z niej dźwięk, miękki, zduszony, a jednak tak pełny, jak nuta, która długo brzmiała we mnie.
    Trwałam przy niej, delikatnie, coraz wolniej, coraz łagodniej, aż jej ciało rozluźniło się w cichym bezdechu ulgi. Oparła głowę o poduszkę, a ja całowałam jej uda, wnętrze biodra, dolinę brzucha, znów jakby składając pocałunki na ołtarzu tego, co między nami się wydarzyło.
    Cisza, która nadeszła, nie była pusta. Była pełna wszystkiego naszego oddechu, wilgoci jej skóry, mojego serca, które biło w rytmie spełnienia, które jej dałam.
    Oddychała spokojnie, wtulona w nią. Czułam jej ciepło, jakby przeszło na mnie z każdym kolejnym oddechem. Nasze ciała były jeszcze mokre od czułości, a ja jakby lżejsza o cały świat. Oparłam czoło o jej skroń, a ona uniosła głowę i pocałowała mnie powoli. Głęboko, z taką czułością, że aż mnie ścisnęło w piersi. I wtedy wszystko zamilkło. Niebo, ulice, czas. Byłyśmy tylko my.
    Przytuliłam się do niej, dłonią przesunęłam leniwie po jej plecach. Czułam na swoich piersiach jej oddech, spokojny i ciężki zarazem. Palcami musnęłam jej bok, przylegając całym ciałem. Chciałam zostać tak na zawsze, zanurzona w jej obecności.
    — Kocham cię — wyszeptałam. I wiedziałam, że to nie były słowa po prostu. To było serce, które wypowiedziało się głośno.
    Pogładziła mnie po policzku. — Ja ciebie bardziej, niż kiedykolwiek myślałam, że można — odpowiedziała cicho. — Nawet nie wiesz, ile dla mnie znaczysz.
    Uśmiechnęłam się do niej. Tak naprawdę. Bez filtra. Po chwili usiadłyśmy, naprzeciwko siebie na łóżku. Ja po turecku, z poduszką między udami, oparta nieco o krawędź łóżka, ona z tyłu, oparta o wysokie drewniane oparcie, z kolanami lekko ugiętymi, jakby chciała mnie otulić wzrokiem.
    Trzymałyśmy się za ręce, nasze palce poruszały się powoli, jakby toczyły własną rozmowę.
    — Szkoda, że jutro wracamy — powiedziałam, nie kryjąc rozczarowania. — Tu jest jak poza czasem.
    Weronika skinęła głową. — Chciałabym tu zostać jeszcze kilka dni. I nic nie robić. Chodzić po moście, jeść śniadania na balkonie…
    — …i zasypiać tak jak dziś — dodałam, uśmiechając się. — Tylko ty i ja.
    Przez chwilę tylko patrzyłyśmy na siebie. Czułam, jak między naszymi dłońmi pulsuje ciepło, tak znajome, tak moje.
    — Chodźmy pod prysznic, zanim zasnę na siedząco — mruknęła z rozbawieniem Weronika, przeciągając się.
    W łazience panował półmrok. Przygaszone światło otulało parę, a ja czułam się, jakbyśmy znów wkroczyły do naszego świata tego miękkiego, gdzie wszystko było powolne i czułe. Woda spływała po naszych ciałach, a my myłyśmy się nawzajem z uważnością. Delikatne gesty, drobne muśnięcia nie po to, żeby wzniecać ogień, ale by gasić napięcie, jakbyśmy tuliły siebie od środka.
    Przesuwałam dłonią po jej karku, potem gąbką po krzyżu. Zatrzymywałyśmy się, co chwilę, by pocałować się w ramię, przytulić, spleść palce. Nie śpieszyłyśmy się. Nie musiałyśmy.
    Wróciłyśmy do sypialni nagie. Ona usiadła na łóżku i opadła w półsiedzącej pozycji, rozkładając nogi naturalnie, bez żadnej intencji poza wygodą. A ja… po prostu się wtuliłam. Plecami do niej, między jej udami, z głową przy jej ramieniu. Objęła mnie ramieniem, tak, że czułam każdą krzywiznę jej ciała za sobą, jej oddech na swoim karku, jej spokój we własnym sercu.
    — Dobranoc — wyszeptała.
    Ale ja już odpływałam. Zasypiałam w niej. Jak w domu.

    Wyjazd z hotelu był cichy. Nie dlatego, że coś było nie tak, przeciwnie. Po prostu nie chciałyśmy spłoszyć tego, co między nami rozkwitło jeszcze mocniej przez te dwa dni. Zamiast słów, były spojrzenia, dotyk dłoni na dłoni, uśmiechy, takie, których nie trzeba było tłumaczyć. Spakowałyśmy się powoli, zostawiając po sobie zapach naszych perfum i ciepło pocałunków na poduszkach.
    Zamykając za sobą drzwi pokoju, poczułam ukłucie żalu. Nie jakby coś się kończyło, ale jakbyśmy opuszczały miejsce, w którym coś się spełniło. Weronika delikatnie ścisnęła moją dłoń, kiedy zjeżdżałyśmy windą. Nie powiedziała nic, ale czułam, że rozumiała to ukłucie tak samo jak ja.
    W drodze powrotnej było spokojnie. Siedziałam przy oknie, głowa oparta o jej ramię, a świat za szybą przesuwał się wolno jak sen. Co jakiś czas poprawiała mi włosy albo całowała mnie w skroń, szeptem pytając, czy wszystko w porządku. Odpowiadałam tylko „mhmm”, a ona uśmiechała się w ten swój sposób łagodny, z domieszką czegoś głębszego.
    W samochodzie grała cicha muzyka. Znamy się na tyle dobrze, że nie potrzebujemy rozmów dla zabicia ciszy. Cisza między nami jest dobra. Gęsta od znaczeń, przyjemna jak koc.
    Gdy dotarłyśmy do domu, zapach drewna i znajomego wnętrza przywitały nas jak stare przyjaciółki. Weszłyśmy wolno, bagaże zostały pod ścianą. Zdjęłam buty i od razu poczułam, jak bardzo stęskniłam się za tą podłogą pod stopami, za ciepłem ścian, za tym kątem, w którym rzuca się światło o zachodzie.
    Weronika rozpięła płaszcz, rzuciła go na fotel i spojrzała na mnie z lekkim uśmiechem.  
    — Jesteśmy w domu — powiedziała cicho, tak jakby to słowo miało dziś inny smak.
    Podeszłam do niej i wtuliłam się bez słowa. Objęła mnie od razu. W jej ramionach, pachnących wciąż trochę Pragi, trochę perfum i trochę zmęczenia znów byłam cała.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Iva Lions
  • Uwiedziona Przez Nianie IV: Slubna Goraczka

    Nastał wielki dzień dla mnie i mojej partnerki, dzień naszego ślubu. Dzień, w którym nie tylko świętowałyśmy miłość, ale i wszystko to, co przeszłyśmy razem, krok po kroku, serce po sercu.

    Byłam podekscytowana, choć nie chodziło tylko o ceremonię. To było coś więcej. Coś głębiej, coś, co czułam pod skórą, w każdej komórce ciała.
    Dominika nie była tylko moją partnerką. Nie była tylko kobietą, z którą miałam dzielić przyszłość. Ona stała się nią jeszcze zanim to do mnie dotarło.
    Poznałyśmy się w momencie, w którym potrzebowałam spokoju. Stabilności. Kogoś, kto pomoże mi ogarnąć rzeczywistość, i tak właśnie pojawiła się Dominika, jako niania dla Julka. Z tym uśmiechem, tym spojrzeniem, w którym było ciepło, cierpliwość i siła. Pokochała moje dziecko, zanim pokochała mnie, a może pokochała nas jednocześnie.
    Z dnia na dzień stawała się coraz ważniejsza. Zajmowała przestrzeń, którą wcześniej trzymałam pustą, jakby nieświadomie czekała właśnie na nią. Była delikatna, ale odważna. Subtelna, a przy tym pewna siebie. Rozumiała mnie bez słów i nigdy nie bała się ciszy.
    To nie był tylko romans. To było zakorzenianie się. Kiedy się we mnie zakochała, a ja w niej pomimo że wszystko zaczęło się od jednej namiętnej nocy, szalonej, pełnej niedopowiedzeń, może nawet odrobinę nieodpowiedzialnej, wiedziałam, że nie będzie to coś przelotnego. Ona była jak dom.

    Minął rok od dnia, w którym się oświadczyłam. Długo zastanawiałyśmy się nad formą ślubu. Myślałyśmy o ceremonii za granicą, ale ostatecznie zdecydowałyśmy się na to, co mogłyśmy przeżyć tutaj, u siebie, z rodziną i przyjaciółmi. Wybrałyśmy ślub humanistyczny, symboliczny, uzupełniony notarialnym dokumentem, który mimo, że nie zmieniał naszego statusu prawnego, był dla nas najprawdziwszym wyznaniem miłości.

    Ceremonia odbyła się w zabytkowym dworku z hotelem, położonym wśród łagodnych wzgórz i otoczonym bujną zielenią oraz kwitnącymi ogrodami. Nie wybrałyśmy go dla prestiżu czy luksusu, ale z sentymentu, to miejsce miało duszę. Drewniane stropy, skrzypiąca podłoga, zapach świeżych kwiatów zmieszany z historią, która zdawała się przenikać przez mury… Dworek wyglądał jak wyjęty z romantycznego snu, a jego kameralna sala balowa i przyległy taras z widokiem na stare lipy tworzyły idealną scenerię do naszego symbolicznego „tak”.
    Sala przylegająca do niego pachniała świeżo ciętymi różami, liliami i goździkami. Wszystko utrzymane było w pastelach różach, bieli i fiolecie. Girlandy zieleni, wysokie świeczniki, kryształowe kieliszki odbijające ciepłe światło świec. Przy wejściu czekał ręcznie malowany napis: „Witamy na weselu Ani i Dominiki” i właśnie wtedy poczułam, jak bardzo to wszystko jest realne.

    Weszłam do sali jako pierwsza, miałam na sobie białą, elegancką dopasowaną sukienkę do kolan i oraz białą marynarkę. Na nogach kremowe, szpilki, które dodawały mi pewności siebie, a pod sukienką białe, subtelne pończochy, które nadawały całości lekko zmysłowy sznyt, tylko dla mnie, tylko dla niej. W dłoni trzymałam bukiet białych róż, a nogi, jak zwykle eksponowałam bezwstydnie, z dumą. Lubiłam czuć się kobieco po swojemu, pewnie, z drobną nutą zadziorności.
    Dominika pojawiła się zaraz za mną. Miała na sobie krótką, dziewczęcą sukienkę z koronkowym wykończeniem. Zwiewną, lekką, pasującą do niej idealnie. Na stopach białe baleriny, które dodawały jej delikatności, uroku, jakby od zawsze miała stąpać miękko przez życie. Włosy upięła lekko, z kilkoma pasmami opadającymi na ramiona. Wyglądała jak sen, jak marzenie, które kiedyś wydawało się nierealne.
    Gdy nasze spojrzenia się spotkały, świat zamilkł. Nie słyszałam muzyki, nie widziałam gości. Liczyła się tylko ona. Tylko my.
    Podeszła do mnie, a ja ujęłam jej dłoń. Spojrzałyśmy na siebie z uśmiechem, który mówił wszystko, że jesteśmy gotowe, że to jest nasza droga, że to już czas.
    Goście wstali. Sala wypełniła się ciepłem, wzruszeniem, oklaskami, ale my byłyśmy tylko dla siebie. W tej jednej chwili.
    I tak rozpoczął się nasz nowy rozdział. Dominika, moja opiekunka, mojego dziecka, moja partnerka, moja żona i Julek, 7 letni mój syn, który kochał ją jak drugą mamę.
    Nie marzyłam o perfekcyjnym ślubie. Marzyłam o tym, żeby poczuć, że jestem dokładnie tam, gdzie powinnam. I tego dnia poczułam to bardziej niż kiedykolwiek.
    Mistrzyni ceremonii uśmiechnęła się ciepło, zerkając na nas z czułością i szacunkiem. Jej głos zabrzmiał spokojnie, niosąc się po sali jak delikatny szelest liści:
    – Drodzy moi, wysłuchajmy teraz przysięgi zakochanych. Aniu, udzielam Ci głosu.
    Wszystko ucichło. Goście, bliscy, nawet muzyka gdzieś w tle jakby zatrzymała swój rytm. Czułam, jak biło mi serce, głęboko, mocno, z jakąś niesamowitą siłą, która poruszała każdą cząstkę mojego ciała.
    Stanęłam twarzą do Dominiki i spojrzałam jej w oczy. W tych oczach było wszystko, wspomnienia, które dzieliłyśmy, nasze poranki z Julkiem, te noce, kiedy nie potrafiłam zasnąć bez jej ramion. Jej uśmiech był spokojny, ale drżał lekko w kącikach ust, jakby z trudem powstrzymywała wzruszenie. Ja nie próbowałam, łzy napłynęły mi do oczu, ale nie płakałam smutkiem, tylko czystym, przejmującym szczęściem.
    Przełknęłam ślinę. Przez krótką chwilę nie mogłam znaleźć słów. Złapałam głęboki oddech, niemal drżący, dłonie mi lekko zadrżały, choć w jednej nadal kurczowo trzymałam bukiet róż. Drugą splotłam z jej dłonią, była ciepła, spokojna, dająca siłę. Jak zawsze.
    Spojrzałam jeszcze raz w jej twarz i nagle wszystko, co miałam powiedzieć, ułożyło mi się w sercu. Czułam, że to nie będzie tylko formułka. To będzie coś więcej. Każde słowo, które zamierzałam wypowiedzieć, miało być wyznaniem. Czymś więcej niż obietnicą, jakby odsłonięciem duszy przed kimś, kto już ją zna na pamięć.
    Zanim się odezwałam, uśmiechnęłam się przez łzy i powiedziałam do siebie w myślach:
    „Oto kobieta, która była nianią mojego syna, potem moją przyjaciółką, a dziś jest moją rodziną. Uwiodła mnie nie tylko ciałem, ale i sercem. Wkradła się do mojego świata z delikatnością, jakiej nie znałam. Była wtedy jak cień wśród codzienności, który nagle stał się światłem. Dominika nie tylko pokochała mnie, ale i mojego syna. A ja… ja od tamtej pory nie potrafię sobie wyobrazić ani jednego dnia bez jej obecności. Bez tego spojrzenia. Bez tego ciepła. Bez niej.”
    I dopiero wtedy z całym tym bagażem emocji zaczęłam mówić.
    – Gdy podjęłaś się opieki nad moim synem, nie sądziłam że odmienisz moje życie. Zrobiłaś to rozkochując mnie sobą na dobre. Dzisiaj nie potrafię wyobrazić dalszego życia bez Ciebie, jesteś moją ostoją, radością mego serca i największą przyjaciółką. Odnalazłam w Tobie miłość i wiarę w lepsze jutro. Ogromnie się cieszę, że połączyło nasze losy moje dziecko, które stało się naszym.  
    Spojrzałam na nią z miłością i pewnością.
    – Teraz stojąc tu przed Tobą i bliskimi składam przysięgę: Dominiko, chcę spędzić z Tobą resztę mego życia jako Twoja żona i obiecuję Ci być zawsze przy Tobie zawsze w zdrowiu i chorobie, na dobre i na złe, z miłością którą Cię darzę.
    Gdy skończyłam, w sali panowała cisza. Z oczu płynęły mi łzy ciepłe, łagodne, oczyszczające. Dominika delikatnie ujęła moją dłoń, nim sama zaczęła mówić. Jej głos był miękki, wzruszony, drżał jak moje serce
    – Aniu, pokochałam Cię od pierwszego wejrzenia, od kiedy stanęłam na Twym progu, w chwili gdy zaczęłyśmy razem budować naszą relację byłam wdzięczna losowi, który postawił nas na swojej drodze.  
    Jej spojrzenie było głębokie, czułe, poruszające do szpiku kości.
    – Podobnie jak Ty, nie wyobrażam sobie przyszłości bez Ciebie u mego boku. Będąc Twoją żoną, przysięgam Ci: być przy Tobie, wspierać Cię zawsze w dobrych i złych chwilach z całego serca i rozumu, i sprawiać abyś była jeszcze bardziej szczęśliwa, tak jak Ty mnie uszczęśliwiasz każdego dnia.  
    Nie wytrzymałyśmy. Łzy płynęły już swobodnie po naszych policzkach. Trzymałyśmy się mocno za ręce, a w spojrzeniu było wszystko – miłość, wdzięczność, przyszłość
    Mistrzyni ceremonii, widząc nasze wzruszenie, nie przeciągała i łagodnie kontynuowała:
    – Nałóżcie teraz obrączki.
    Zadrżały nam palce, ale obrączki wsunęły się płynnie, jakby zawsze czekały na ten moment. Mistrzyni znów zabrała głos, tym razem z nutą radości i świętości.
    – Dominiko, czy bierzesz sobie Annę za żonę?
    Dominika skinęła głową z pewnością i wypowiedziała z uśmiechem przez łzy:
    – Tak!
    – Anno, czy Ty także bierzesz sobie Dominikę za żonę?
    Spojrzałam jej w oczy, czując, jak całe moje serce krzyczy jedną odpowiedź:
    – Tak!
    Mistrzyni rozpromieniła się.
    – Zatem, drogie panie, ogłaszam Was małżeństwem! Możecie się pocałować!
    Dominika nie czekała ani sekundy. Pochyliła się i pocałowała mnie z miłością, czułością i tą bezgraniczną pewnością, że oto zaczynamy coś nowego i pięknego oraz naszego.
    A wokół wybuchły brawa, okrzyki radości, wzruszone szepty i ciche łkania. A my? My byłyśmy tylko dla siebie.

    Ceremonia zakończyła się, a goście zgromadzili się, by gratulować nowożeńcom. Dominika trzymała mnie za rękę, ściskając ją z czułością, jakby nie chciała mnie już nigdy puścić. I ja też nie chciałam. Miałyśmy teraz siebie wreszcie bez żadnych „jeśli”, bez niedopowiedzeń i zawahań. Patrzyłyśmy na twarze naszych bliskich, pełne łez wzruszenia i szerokich uśmiechów. Moje serce było tak pełne, że miałam wrażenie, że zaraz się rozpłynie w ciepłym świetle tego popołudnia.
    Zapach róż unosił się w powietrzu, mieszając się z delikatną wonią świec, które ustawiono na stołach i przy wejściu do sali. Ich migotliwy blask odbijał się w oczach gości, tworząc wokół nas aurę niemal nierealną, jakby świat na moment zwolnił, byśmy mogły nacieszyć się tą chwilą. Ten dzień, ta godzina, ten ułamek życia… wszystko pachniało nowym początkiem.

    Wesele rozpoczęło się zaraz po życzeniach. Sala lśniła w ciepłych, złocistych światłach. Obrusy w kolorze kości słoniowej, bukiety białych kwiatów, złote akcenty i delikatna muzyka tworzyły przestrzeń pełną subtelnej elegancji. Nie było przepychu, była harmonia. Wszystko wyglądało dokładnie tak, jak sobie wymarzyłyśmy: prosto, ale z duszą. Naturalnie, ale z klasą.

    Rozległy się pierwsze dźwięki muzyki, a my, prowadzone przez prowadzącego przyjęcie, wyszłyśmy na środek parkietu, by zatańczyć pierwszy taniec. Serce mi waliło. Patrzyłam na Dominikę, na jej skupione spojrzenie i lekkie drżenie w kącikach ust znak, że była równie wzruszona jak ja. Zanurzyłam się w ramionach mojej żony i dałam się ponieść rytmowi, emocjom, światłu, które grało na naszych sukienkach.
    Potem było już tylko piękniej. Śmiechy dzieci biegających między stołami, rozmowy, które przeplatały się z opowieściami z dawnych lat, spojrzenia pełne nostalgii i nadziei. Goście zajadali się naszymi ulubionymi potrawami kuchnia była różnorodna, domowa, z nutą nowoczesności. Toasty były podnoszone raz za razem niektóre wzruszające, inne zabawne do łez.
    Dominika wciąż nie puszczała mojej dłoni. Nawet kiedy rozmawiałyśmy z gośćmi, nawet kiedy tańczyłyśmy osobno z rodzicami czy przyjaciółmi, wracałyśmy do siebie wzrokiem, gestem, dotykiem, jakbyśmy porozumiewały się na poziomie, którego nikt poza nami nie mógł pojąć. I może tak było.
    Czas płynął inaczej tego wieczoru, jakby każda minuta była wypełniona czymś ważnym, wartym zapamiętania. Kiedy wieczór zaczął przechodzić w noc, świece migotały już spokojnie, a śmiechy były coraz bardziej miękkie i leniwe. Ciepło zbudowane przez cały dzień osiadało w sercach i na policzkach. Goście czuli się u nas dobrze, było słychać to w ich głosach, widać w gestach, czuć w atmosferze. To nie było tylko nasze święto. To było wspólne świętowanie miłości, która nie pytała o wiek, o początki, o trudności. Miłości, która po prostu była obecna, realna, mocna.
    Kiedy wychodziłyśmy na chwilę przed salę, by zaczerpnąć powietrza, niebo było już granatowe, gęste od gwiazd. Dominika objęła mnie od tyłu i pocałowała w szyję.
    – Jak się czujesz, żono? – szepnęła.
    Uśmiechnęłam się, zamykając oczy.
    – Jakbym wygrała życie.
    A potem wróciłyśmy do środka, by zatańczyć jeszcze kilka piosenek. Napić się jeszcze jednego kieliszka szampana. Uśmiechnąć się do jeszcze jednego zdjęcia i zapamiętać ten dzień takim, jaki był: naszym. Idealnym. Niezapomnianym.
    – Ależ jestem podekscytowana… –  
    – A ja rozgrzana, emocje wciąż we mnie buzują. Skosztujesz szampana dla ochłody żono?
    Przyciągnęła mnie do siebie za materiał przy dekolcie
    – Teraz chcę kosztować wyłącznie Ciebie, żono!  
    Zadrżałam pod wpływem jej słów, choć z zewnątrz wciąż się uśmiechałam wytwornie, zachowawczo. Goście wciąż byli wokół nas, ktoś właśnie składał nam życzenia, ktoś inny prosił o zdjęcie, a orkiestra grała kolejną spokojną melodię i obie znosiłyśmy to pragnienie z cierpliwością, która była jednocześnie bolesna i piękna. To czekanie w spojrzeniach, w dotykach palców muskających się ukradkiem pod stołem, w drobnych muśnięciach dłoni na plecach czy udzie miało w sobie rodzaj słodkiego szaleństwa.
    Z każdą minutą narastało napięcie, pożądanie zamknięte w idealnych gestach, w zamaskowanym westchnieniu, w niby niewinnym przesunięciu włosów za ucho.
    Czekałyśmy, aż ostatni goście się pożegnają. Z uśmiechami i ciepłymi słowami, nieświadomi tego, jak bardzo pragniemy już tylko siebie nawzajem.
    Ostatni toast. Ostatni uścisk dłoni. Ostatni błysk flesza.
    A potem… wreszcie zostaniemy same.

    Wieczór ślubny powoli zbliżał się ku końcowi. Goście zaczęli opuszczać salę, dziękując za piękne chwile, ściskając nas z uśmiechami i ciepłymi słowami. Wciąż byłam pełna radości, oszołomiona emocjami tego dnia, jakby wszystko działo się w lekkim półśnie, a jednocześnie intensywnie prawdziwie. Z każdą mijającą chwilą czułam w sobie coś więcej niż tylko szczęście.
    Gdzieś pod powierzchnią mojego uśmiechu, pod uprzejmym skinieniem głowy i kolejnym zdjęciem z kieliszkiem w dłoni, tliło się inne uczucie. Pragnienie.
    Narastało powoli, niezauważalnie dla innych, ale dla mnie, było jak płomień. Rosło od samego rana, od chwili, gdy ją zobaczyłam w tej sukience, z tym spojrzeniem, tylko dla mnie. Każdy dotyk, każde ukradkowe spojrzenie, każdy szept zabarwiony czułością i napięciem… wszystko budowało ten ogień.
    Z każdą kolejną chwilą coraz trudniej było mi myśleć o czymkolwiek innym poza nią.
    Tym, że za chwilę zostaniemy same.
    Tym, że to będzie nasza noc.
    Nie mogłam się już doczekać.

    Muzyka przycichła, a sala powoli pustoszała. W powietrzu wciąż unosił się zapach kwiatów i szampana, a w tle dało się słyszeć śmiechy tych, którzy jeszcze nie chcieli kończyć zabawy. Dominika ścisnęła moją dłoń, gdy ostatni z gości podchodził się pożegnać.
    — Było cudownie! — powiedziała ciocia Ela, przytrzymując mnie w uścisku o kilka sekund za długo. — Kochane, życzę wam szczęścia i spełnienia marzeń!
    — Dziękujemy, ciociu — odpowiedziałam, czując, jak Dominika wtula się we mnie bokiem.
    Kolejne uściski, kolejne ciepłe słowa, ostatnie pocałunki w policzek. Kasia, przyjaciółka Dominiki, puściła do nas oko.
    — I nie grzeszcie zbytnio, dziewczyny — zaśmiała się, obejmując Dominikę.
    — Obiecujemy niczego nie obiecywać — odparła moja żona, a ja poczułam przyjemny dreszcz, słysząc to określenie. Moja żona.
    Gdy w końcu zostałyśmy same, przytuliłam się do Dominiki i westchnęłam z ulgą.
    — I jak się czujesz, jako moja żona? — mruknęła, muskając ustami moje ucho.
    — Jakbym nie mogła się doczekać, żeby być z tobą sama.
    – To był piękny dzień, prawda? – szepnęłam, czując, jak moje serce znów zaczyna przyspieszać, jakby samo wyczuwało, że coś się zbliża. Coś, czego pragnęłam od wielu godzin.
    Dominika spojrzała na mnie z tym swoim spokojnym uśmiechem, który zawsze rozbrajał mnie do końca. Jej palce odnalazły moją dłoń i splotły się z nią tak naturalnie, jakby to robiły od zawsze.
    – Tak… był idealny – powiedziała cicho, a jej głos miał w sobie ciepło i obietnicę. – Ale najbardziej… – nachyliła się odrobinę, tak że poczułam jej oddech tuż przy uchu – …nie mogę się doczekać nocy.
    Zadrżałam lekko. Nie z chłodu, tylko z tego, jak blisko była, jak pewnie wypowiedziała te słowa, jak bardzo je czułam.
    Od rana unosiłyśmy się w tym świątecznym, wzruszającym uniesieniu, wśród życzeń, tańców, toastów i serdeczności, ale pod powierzchnią,  pod każdym pocałunkiem w policzek, pod każdą wymianą spojrzeń przy stole, pod każdym ukradkowym muśnięciem dłoni był ten drugi nurt, intymny, nasz.
    Byłam już rozgrzana tym czekaniem. Każdy gest, każde spojrzenie, każda cicha aluzja, sprawiały, że moja wyobraźnia szalała. Wiedziałam, że ona czuje to samo.
    To nie był już tylko wieczór poślubny. To było zwieńczenie obietnicy.
    Spojrzałam jej w oczy i uśmiechnęłam się lekko, próbując ukryć to, co naprawdę w tej chwili myślałam, ale znała mnie za dobrze.

    Szłyśmy po schodach, a ja czułam podniecające napięcie w powietrzu. Sukienka lekko podjeżdżała mi na udach, gdy poprawiałam rąbek białej pończochy. Dominika przyglądała mi się z roziskrzonymi oczami, delikatnie przechylając głowę.
    — Masz świadomość, że wyglądasz jak sen? — zapytała cicho.
    Zbliżyłam się do niej, opierając dłonie o ścianę za jej plecami.
    — A ty? Ta koronkowa sukienka… — pozwoliłam sobie przesunąć palcem po jej rękawie. — Wiesz, że to działa na mnie okropnie?
    Stałyśmy wciąż na schodach, ale żadna z nas się nie poruszyła. Dominika uniosła dłoń i lekko poprawiła mój rozpuszczony kosmyk.
    — Naprawdę? — szepnęła, a jej usta znalazły się niebezpiecznie blisko moich.
    — Naprawdę — odparłam i musnęłam jej wargi delikatnym pocałunkiem.
    W końcu zdecydowałyśmy się iść dalej
    Nasze kroki odbijały się cicho od hotelowego korytarza. Klucz w mojej dłoni drżał, ale to nie z nerwów. To było podniecenie, oczekiwanie, ekscytacja.
    Otworzyłam drzwi apartamentu, a naszym oczom ukazał się pokój skąpany w ciepłym świetle. Na stole stało wiaderko z butelką schłodzonego szampana i dwa kieliszki.
    — Skąd wiedziałaś? — zapytałam, patrząc na Dominikę.
    — Bo znam cię, Aniu.
    Sięgnęła po butelkę i sprawnie odkorkowała szampana. Huk korka odbił się echem, a ja cicho zaśmiałam się, patrząc, jak napełnia kieliszki.
    Podała mi jeden, a sama podniosła swój.
    — Za nas — powiedziała miękko.
    — Za nas — powtórzyłam, upijając łyk.
    Musujące bąbelki łaskotały moje podniebienie, ale to spojrzenie Dominiki było tym, co naprawdę rozpalało mnie od środka.
    Odstawiłam kieliszek i zrobiłam krok w jej stronę.
    — Wiesz, co teraz nastąpi? — zapytałam półżartem.
    — Chyba mam pewne podejrzenia… — odpowiedziała, przechylając głowę, gdy moja dłoń dotknęła jej talii.
    — Sprawdźmy je — mruknęłam, powoli nachylając się, by w końcu ją pocałować.

    Nasze usta spotkały się w ciepłym, powolnym pocałunku. Wino, ciepło jej ciała, zapach perfum i koronki, wszystko to mieszało się, wprawiając mnie w błogie oszołomienie.
    Dominika pierwsza oderwała się, a w jej oczach błysnęło coś figlarnego.
    — Chodźmy tam, gdzie wygodniej — mruknęła, sunąc dłonią wzdłuż mojego ramienia.
    Nie trzeba mi było dwa razy powtarzać. Pociągnęłam ją za rękę, prowadząc w stronę łóżka. Moje szpilki cicho stuknęły o podłogę, ale nie miałam zamiaru już długo w nich zostawać.
    Usiadłam na brzegu łóżka, patrząc, jak Dominika powoli zdejmuje swoje baleriny, jak jej długie palce przesuwają się po kostce, jak celowo przedłuża ten moment.
    — Kusisz — mruknęłam.
    — Ty zaczęłaś — uśmiechnęła się i postąpiła krok bliżej.
    Objęłam ją w pasie, przyciągając ku sobie, a ona rozchyliła usta, kiedy zaczęłam obsypywać pocałunkami jej brzuch przez cienką warstwę koronki.
    — Aniu… — westchnęła, splatając palce w moich włosach.
    Spojrzałam na nią z dołu, wolno przesuwając dłonie wzdłuż jej ud. Czułam drżenie jej mięśni pod opuszkami palców.
    — Chcę cię taką zapamiętać — powiedziałam cicho.
    — Jaką?
    — Taką, jak teraz. Moją.
    Zamknęła oczy na sekundę, a potem pociągnęła mnie w górę, kładąc mnie na plecach.
    — Zawsze będę twoja — wyszeptała, zanim usta Dominiki całkowicie przejęły kontrolę nad moimi myślami.
    Jej ciało było przyjemnie ciepłe, kiedy opadła na mnie, przyciskając mnie do materaca. Czułam przez cienki materiał sukienki przyspieszone bicie jej serca, a jej dłonie wędrowały wzdłuż moich ramion, błądząc w sposób, który sprawiał, że moje ciało poddawało się jej całkowicie.
    Rozchyliłam uda, pozwalając jej lepiej się ułożyć, a kiedy otarła się o mnie biodrami, westchnęłam cicho, zagryzając dolną wargę.
    — Wiesz… — zaczęła, muskając ustami linię mojej szczęki. — Tak długo o tym myślałam.
    — O czym? — zapytałam, choć moje myśli już rozpraszały się pod wpływem jej pocałunków.
    — O tym, jak to będzie. Pierwsza noc jako twoja żona.
    Jej słowa wywołały dreszcz, który przebiegł mi wzdłuż kręgosłupa. Przyciągnęłam ją mocniej, wplatając palce w koronkowy materiał na jej plecach.
    — I jak jest? — odparłam, lekko unosząc biodra, by znów ją poczuć.
    Uśmiechnęła się i przejechała ustami po moim obojczyku, aż do paska pończochy, który wystawał spod mojej sukienki.
    — Jeszcze lepiej, niż sobie wyobrażałam.
    Jej palce zaczęły powoli sunąć wzdłuż mojego uda, a ja nie mogłam powstrzymać cichego jęku, który wyrwał mi się spomiędzy warg.
    — Chyba powinnam pomóc ci się pozbyć tej sukienki… — szepnęła, a jej dłonie zaczęły podciągać materiał w górę.
    — Tylko jeśli ty też się rozbierzesz.
    Zachichotała, a potem uniosła się lekko i spojrzała mi prosto w oczy.
    — Z przyjemnością, żono.
    Palce Dominiki zacisnęły się lekko na materiale mojej sukienki, jakby wahała się, czy powinna z niej mnie uwolnić jako pierwsza. Uśmiechnęłam się i usiadłam, przybliżając się do niej tak, że nasze kolana się stykały.
    — Moja kolej — mruknęłam, sięgając do guziczka na karku jej koronkowej sukienki.
    Dominika odchyliła głowę, dając mi lepszy dostęp. Rozpięłam zapięcie powoli, muskając skórę czubkami palców. Jej oddech przyspieszył, kiedy opuściłam materiał na ramiona, odsłaniając gładką linię obojczyków.
    — Tak bardzo cię kocham — wyszeptałam, zsuwając sukienkę coraz niżej.
    — Udowodnij mi to — odparła, patrząc na mnie spod przymrużonych powiek.
    Pocałowałam miejsce tuż przy jej obojczyku, czując, jak drży pod moimi ustami. Moje dłonie wędrowały dalej, pomagając jej wyswobodzić się z koronki. Kiedy sukienka opadła na podłogę, Dominika uśmiechnęła się lekko i przygryzła wargę.
    — A teraz ty, moja pani młoda.
    Jej palce zaczęły wędrować po moim ciele, powoli unosząc materiał mojej sukienki. Czułam, jak paznokcie delikatnie suną po mojej skórze, wzbudzając we mnie kolejne fale podniecenia.
    Uniosłam biodra, pozwalając jej łatwiej mnie rozebrać. Kiedy biała sukienka znalazła się gdzieś na podłodze obok jej koronki, poczułam, jak jej dłonie suną wzdłuż moich żeber, zatrzymując się na paskach moich pończoch.
    — Zostawiamy? — zapytała, unosząc brew.
    — Jeśli chcesz, żebyś to ty pierwsza straciła głowę, to zostawiamy.
    Zaśmiała się cicho i pociągnęła mnie na łóżko, przygniatając swoim ciałem.
    — Chyba i tak już ją tracę…
    Jej usta odnalazły moje, a dłonie zaczęły swoją wędrówkę…
    Dominika usiadła na moich udach, jej kolana otulały mnie po bokach, a ciepło jej ciała przenikało przez cienką warstwę bielizny. Nasze usta nie rozdzielały się na dłużej niż kilka sekund, jakbyśmy bały się utracić choćby jeden moment tej bliskości.
    Jej dłonie błądziły po mojej skórze w chaotycznym, nienasyconym tańcu. Czasem wbijała paznokcie lekko w moje plecy, innym razem przesuwała nimi po mojej talii, aż do bioder, przyciągając mnie bliżej siebie.
    Odnalazłam jej dłonie i ścisnęłam je mocno, splatając nasze palce. Czułam jej drżenie, czułam jej pragnienie, które równało się mojemu.
    — Aniu… — wyszeptała między pocałunkami, muskając moje usta gorącym oddechem.
    — Jestem tu, kochanie — odpowiedziałam cicho, przyciągając ją znowu do siebie.
    Leżała teraz na mnie, piersiami przyciśnięta do mojej klatki piersiowej, a nasze palce wciąż były splątane w silnym, czułym uścisku.
    Jej biodra poruszały się leniwie, prowokacyjnie, a ja westchnęłam głęboko, gdy poczułam ciepło jej skóry pod opuszkami palców.
    W końcu Dominika pierwsza zaczęła uwalniać mnie z bielizny, rozpinając mój stanik powoli, celowo przedłużając ten moment. Gdy paseczki opadły na pościel, spojrzała na mnie z takim głodem w oczach, że moje serce zatrzymało się na ułamek sekundy.
    Nie chciałam pozostawać dłużna. Moje dłonie sięgnęły jej pleców, odnalazły zapięcie i jednym ruchem pozbawiłam ją stanika, odsłaniając jej idealną, ciepłą skórę.
    — Jesteś najpiękniejsza… — wyszeptałam, a ona tylko uśmiechnęła się, nachylając się nad moją szyją, by zostawić na niej gorący ślad pocałunków.
    Z każdą chwilą napięcie rosło, nasze ciała drżały pod dotykiem drugiej.
    Gdy ostatnie skrawki bielizny zniknęły, oprócz moich pończoch, które Dominika zostawiła z wyraźnym zachwytem w oczach, już nic nie stało na przeszkodzie, by całkowicie się zatracić.
    Jej usta odnalazły moje, a nasze splecione palce ścisnęły się jeszcze mocniej, zanim w końcu oddałyśmy się tej nocy, która należała tylko do nas.
    Leżałyśmy na boku, nasze ciała idealnie dopasowane do siebie, ciepłe, rozpalone dotykiem i pragnieniem. Dominika była przytulona do mnie, jej noga zahaczona o moją, a jej dłoń wciąż splatała się z moją, jakby nie chciała, by ten moment kiedykolwiek się skończył.
    Pocałowałam ją delikatnie, ale zamiast pogłębić pocałunek, odsunęłam się nieco i przeniosłam usta na jej szyję. Cicho westchnęła, gdy musnęłam skórę tuż przy jej żuchwie, potem obok ucha, a następnie zaczęłam schodzić coraz niżej.
    Jej oddech przyspieszył, gdy obrysowałam językiem linię obojczyka, a dłonie, które jeszcze chwilę temu spoczywały na moich plecach, teraz zacisnęły się na moich ramionach, jakby próbowała utrzymać kontrolę nad własnym ciałem.
    — Aniu… — westchnęła cicho, a ja uśmiechnęłam się, sunąc ustami po jej skórze.
    — Tak, kochanie? — wyszeptałam, zostawiając mokry pocałunek na jej ramieniu.
    Zamiast odpowiedzi, poczułam, jak jej biodra lekko poruszają się przeciwko mnie, a jej palce wplątują się w moje włosy.
    Jej ciało reagowało na mnie w sposób, który doprowadzał mnie do szaleństwa. Czułam, jak drży, jak pragnie więcej, jak wyczekuje mojego kolejnego ruchu.
    Zsunęłam dłonie na jej biodra, wsuwając palce pod gumkę jej bielizny.
    — Myślę, że już ci niepotrzebna… — mruknęłam, zerkając na nią spod przymrużonych powiek.
    Jej wargi rozchyliły się lekko, a oczy błyszczały pożądaniem, kiedy uniosła biodra, pozwalając mi jednym ruchem pozbyć się ostatniej przeszkody między nami.
    Kiedy materiał opadł gdzieś na pościel, znów pochyliłam się nad nią, obdarzając ją serią drobnych, gorących pocałunków  od ramienia, przez ramię, aż do miejsca, gdzie zaczynała się linia jej piersi.
    Czułam, jak jej oddech staje się płytszy, jak jej ciało napręża się pod moimi ustami.
    — Kocham cię… — wyszeptała drżącym głosem.
    Podniosłam głowę, nasze spojrzenia się spotkały.
    — Pokaż mi — odpowiedziałam, a ona uśmiechnęła się lekko, zanim przyciągnęła mnie do siebie, zamykając w kolejnym namiętnym pocałunku.
    Nasze usta ponownie się spotkały, ale tym razem całowała mnie z jeszcze większą pasją, jakby chciała przekazać mi całą intensywność swoich uczuć bez słów. Jej ciało było ciepłe, rozpalone, gotowe na każdy dotyk, który miał nadejść.
    Moje dłonie zaczęły wędrówkę po jej skórze, najpierw pieszcząc linię jej talii, a potem schodząc coraz niżej. Czułam pod palcami napięcie jej mięśni, drżenie, które zdradzało, jak bardzo na mnie czeka.
    Delikatnie, z wyczuciem, pieściłam opuszkami palców jej kobiecość, powoli, cierpliwie, tak jakby czas przestał istnieć.
    Dominika odchyliła głowę, jej wargi rozchyliły się w bezgłośnym westchnieniu. Jej palce zacisnęły się na moich ramionach, a biodra mimowolnie uniosły się w moją stronę, jakby jej ciało instynktownie chciało więcej.
    — Aniu… — wyszeptała, jej głos drżał od nagromadzonych emocji.
    — Jestem tu, kochanie… — odpowiedziałam cicho, a moje usta znalazły drogę do jej piersi.
    Delikatnie musnęłam skórę tuż nad jej sercem, czując przyspieszone bicie, jakby jej ciało mówiło mi wszystko, czego nie była w stanie wyrazić słowami.
    Złożyłam pocałunek na jej sutku, a jej plecy lekko wygięły się w łuk, gdy przyjęła falę przyjemności. Jej dłonie wplotły się w moje włosy, jakby chciała zatrzymać ten moment na zawsze, a jednocześnie ponaglić mnie, bym nie przestawała.
    Czułam jej ciepło, jej zapach, jej drżenie. Była piękna, tak naturalna, tak otwarta przede mną, pozwalająca mi odkrywać każdy kawałek jej ciała z czułością i oddaniem.
    — Aniu… — jej głos był teraz pełen błagania, pełen miłości i potrzeby.
    Podniosłam głowę, nasze spojrzenia się spotkały.
    — Kochanie, jesteś cała moja… — wyszeptałam, zanim ponownie oddałam się sztuce sprawiania jej przyjemności, pozwalając, by ta noc zapisała się w naszych wspomnieniach jako coś, do czego zawsze będziemy wracać myślami. Czułam ciepło jej skóry pod swoimi dłońmi, czułam, jak całe jej ciało drży w moich ramionach. Każdy jej oddech, każde westchnienie było dla mnie cichym wezwaniem, prośbą, której nie mogłam i nie chciałam ignorować.
    Moje palce przesuwały się po jej ciele powoli, pieczołowicie, jakbym chciała zapamiętać każdą linię, każdą krzywiznę. Kiedy dotknęłam jej najbardziej wrażliwego miejsca, poczułam, jak gwałtownie nabrała powietrza, jak biodra same uniosły się ku mnie, szukając więcej.
    Jej dłonie zacisnęły się na moich ramionach, a potem wsunęły się w moje włosy, jakby chciała mieć pewność, że jestem naprawdę tutaj, że to się dzieje.
    — Aniu… — wyszeptała drżącym głosem, a ja uśmiechnęłam się, musząc jej skórę na piersi, na obojczyku, na szyi.
    Zaczęłam pieścić ją delikatnie, w miarę jak jej oddech przyspieszał, a palce mocniej wplatały się w moje włosy. Była taka piękna w tej chwili. Oddana, otwarta, cała moja.
    Nie spieszyłam się, pozwalałam, by napięcie rosło powoli, by każda sekunda tej bliskości była zapamiętana przez nasze ciała. Kiedy w końcu pozwoliłam sobie na więcej, poczułam, jak jej biodra poruszają się naprzeciw moim dotykom, jak jej ciało całkowicie poddaje się temu, co dla niej robiłam.
    Jej ciche westchnienia wypełniły pokój, a moje imię na jej ustach brzmiało jak najpiękniejsza melodia.
    — Kocham cię… — wyszeptałam, czując, jak jej napięcie sięga zenitu, jak całe jej ciało drży, jak w końcu oddaje mi się w pełni, ufnie, bez zahamowań.
    Jej dłonie znów wplotły się w moje włosy, delikatnie, ale zdecydowanie, jakby chciała zatrzymać ten moment na zawsze, a jednocześnie ponaglić mnie cichym jękiem, ruchem bioder, przyspieszonym oddechem. Czułam jej ciepło, jej zapach, subtelne drżenie skóry pod moimi ustami. Była piękna, naga nie tylko w ciele, ale i w uczuciach. Pozwalała mi dotykać siebie z czułością, jakiej wcześniej nie znałam.
    — Aniu… — jej głos, łamliwy, pełen tęsknoty i potrzeby, przeniknął mnie jak szept z innego świata.
    Podniosłam głowę, by spojrzeć jej w oczy. Jej źrenice były rozszerzone, policzki zaróżowione, a oddech przyspieszony. Była cała otwarta, oddana, tylko moja.
    — Kochanie… jesteś cała moja… — wyszeptałam, dotykając ustami jej obojczyka, muskając delikatnie piersi, zanim znów pozwoliłam dłoniom zanurzyć się w jej rozpalonym wnętrzu.
    Wsunęłam palce powoli, z namysłem, jakbym chciała nie tylko dotknąć jej ciała, ale wpisać się w jego rytm. Jej biodra uniosły się ku mnie z instynktownym ruchem, jęk wyrwał się z gardła, a dłonie mocniej zacisnęły się na moich plecach.
    Zaczęłam poruszać się w niej rytmicznie, delikatnie, badając każdy jej oddech, każde napięcie mięśni, każdy szept i jęk, by odnaleźć ten jedyny, właściwy rytm, nasz rytm. Wolny, a jednocześnie głęboki. Czuły, ale zdecydowany. Drugą dłonią zataczałam miękkie kręgi na jej łechtaczce, coraz bardziej świadoma, jak reaguje na każdy z moich gestów,  jak jej ciało wygina się ku mnie, jak napina uda, jak ramiona drżące, jak z ust wypływają coraz cichsze, urywane stęki.
    — Nie przestawaj… — wyszeptała, niemal bez tchu, a ja uśmiechnęłam się przez pocałunek składany na jej skroni.
    Jej ciało było jak struna, napięte, wibrujące, gotowe. Jej biodra poruszały się naprzeciw moim pieszczotom, z każdym ruchem coraz bardziej tracąc kontrolę, oddając się fali przyjemności, która narastała w niej jak przypływ.
    Zakręciłam rytmem. Raz szybciej, raz wolniej. Raz głębiej, raz delikatniej. Bawiłam się tym napięciem, pozwalając mu wzrastać, aż jej dłonie znów przyciągnęły mnie mocniej, jakby chciała mnie w sobie zakotwiczyć.
    — Aniu… tak… Boże… — jej głos był już tylko szeptem wśród jęków, głosem kobiety, która niczego już nie udaje i niczego się nie boi.
    Czułam, jak drży, jak jej ciało się poddaje, jak opada gardą, jak zbliża się do granicy. Pochyliłam się, całując ją w usta, a nasze oddechy splotły się ze sobą – gorące, urywane, drżące.
    — Kocham cię… — szepnęłam wprost do jej ust, tuż przed tym, jak całkowicie się rozpadła – w moich ramionach, w moim dotyku, w tej chwili, która należała tylko do nas.
    Jej ciało uniosło się gwałtownie, a potem opadło z westchnieniem, jakby ulga i ekstaza przepłynęły przez nią jednocześnie. Objęła mnie ramionami i nie puściła, i ja też nie chciałam się ruszać. Leżałyśmy w półmroku, z ciałami splątanymi, z sercami bijącymi w tym samym tempie.
    Moja żona. Moja miłość. Mój dom.
    Kiedy wszystko ucichło, kiedy jedyne, co pozostało, to nasze splątane ciała i przyspieszone oddechy, pocałowałam ją delikatnie w czoło, w policzek, w usta.
    — Jesteś cudem, moja Dominiko…
    Otworzyła oczy, patrząc na mnie z czułością, a potem przyciągnęła mnie do siebie, wtulając się we mnie całym ciałem.
    — A ty jesteś moim spełnieniem…
    Otuliłam ją ramionami, czując, jak bicie jej serca powoli się uspokaja. Wiedziałam, że ta noc zapisze się w naszych wspomnieniach na zawsze, jako noc pełna miłości, czułości i obietnicy, że każda kolejna będzie równie piękna.
    Czułam, jak Dominika powoli odzyskuje oddech, jej ciało wtulone w moje, gorące i rozluźnione po tym, jak oddała mi się w pełni. Myślałam, że może teraz po prostu zamknie oczy i pozwoli mi tulić ją do snu, ale nagle poczułam, jak jej dłonie zaczynają wędrować po mojej skórze, powoli, czule, ale z wyraźnym zamiarem.
    — Moja kolej… — wyszeptała przy moim uchu, muskając płatek delikatnym pocałunkiem.
    Zadrżałam, kiedy jej usta zsunęły się niżej, zostawiając ciepły ślad na mojej szyi. Jej palce sunęły po mojej talii, delikatnie, ale stanowczo, jakby chciała zapamiętać każdy fragment mojego ciała w swoim dotyku.
    — Dominika… — wyszeptałam jej imię, ale nie byłam pewna, czy bardziej proszę ją, by nie przestawała, czy by była dla mnie łaskawsza, bo czułam, że każda sekunda tej powolnej tortury doprowadza mnie do granic wytrzymałości.
    Jej usta musnęły moje piersi, a potem jej język przesunął się po mojej skórze, powodując, że moje plecy lekko się wygięły. Była dokładna, cierpliwa, jakby smakowała mnie kawałek po kawałku, nie spiesząc się, nie pozwalając mi uciec od intensywności tej chwili.
    Jej dłonie błądziły po moim ciele, pieściły moje uda, biodra, zanim nieco bardziej stanowczo naprowadziła mnie na łóżko, by całkowicie przejąć nade mną kontrolę.
    — Chcę zobaczyć cię całą… — mruknęła, a potem powoli zaczęła schodzić coraz niżej.
    Każdy pocałunek, który zostawiała na mojej skórze, budował we mnie napięcie, podsycał pragnienie, które już dawno wymknęło się spod kontroli. Czułam jej ciepły oddech, kiedy w końcu znalazła się tam, gdzie najbardziej jej potrzebowałam.
    Jej język dotknął mnie z pieszczotliwą uważnością, jakby pragnęła mnie odczytać na nowo z pasją, ale też bez pośpiechu, tak czułą precyzją, że niemal nie mogłam oddychać. Zacisnęłam palce na pościeli, próbując znaleźć oparcie, gdy moje ciało unosiło się ku niej samoistnie, instynktownie. Każdy jej ruch był jak zapisany wcześniej wers wiersza znajomy, ale zawsze świeży, pulsujący znaczeniem.
    Zacisnęłam palce na pościeli, zamykając oczy, gdy jej język dotknął mnie z delikatnością, która była jednocześnie torturą i spełnieniem. Była czuła, ale zdecydowana, znała mnie, wiedziała dokładnie, jak doprowadzić mnie do miejsca, gdzie nie liczy się nic poza tym, co nam daje ta chwila.
    Jęk wyrwał się ze mnie cicho, przeciągle, kiedy zatoczyła krąg językiem wokół mojej łechtaczki, a potem zaczęła pieścić mnie w stałym, falującym rytmie, jakby tańczyła tylko dla mnie, tylko ze mną. Czułam się nie tylko kochana, czułam się widziana, zrozumiana, jakby znała każdą moją drżącą nutę.
    — Boże, Dominika… — wyszeptałam, głosem drżącym od emocji i narastającej rozkoszy. Ona odpowiedziała tylko uśmiechem, czułam go na sobie i jeszcze mocniej przywarła ustami do mojej kobiecości, zatapiając się w moim smaku, w moim ciele, w naszej wspólnej chwili.
    Moje palce wplotły się w jej włosy, przyciągając ją bliżej, mocniej, bezwiednie, jakby moje ciało nie potrafiło już funkcjonować bez jej dotyku. Drugą dłonią przesunęłam po własnym brzuchu, drżącą i niepewną, poszukując czegokolwiek, co mogłoby mnie uziemić, a znajdowałam tylko płomień.
    — Boże, Dominika… — wyrwało mi się spomiędzy warg, a ona tylko uśmiechnęła się lekko, nie przerywając.
    Moje ciało reagowało na nią bezwiednie, moje biodra unosiły się ku niej, jakby same chciały więcej. Palce jednej ręki wplotłam w jej włosy, nieświadomie przyciągając ją bliżej, drugą przesunęłam po własnym brzuchu, próbując odnaleźć jakiekolwiek zakotwiczenie w tym morzu przyjemności.
    Jej język bawił się rytmem – raz delikatny jak muśnięcie piór, raz głębszy, intensywny, jakby pragnęła mnie rozbroić i złożyć na nowo, a kiedy dołączyła palce, czułam, jak delikatnie we mnie wnika, powoli, z wyczuciem, zsynchronizowana z tym, co działo się na zewnątrz, jęknęłam głośniej, bezwstydnie, nie chcąc niczego powstrzymywać.
    Czułam, że napięcie narasta we mnie szybciej, niż byłam gotowa przyznać.
    — Tak… właśnie tak…  — wymruczałam między spazmatycznymi oddechami, czując, jak Dominika wciąż prowadzi mnie coraz wyżej, coraz bliżej granicy, za którą nie ma już słów, tylko czysta esencja bycia coraz bliżej spełnienia.
    Z każdym ruchem pogłębiała we mnie to napięcie, jej język wirujący wokół łechtaczki, jej palce rozpalające we mnie wnętrze, pulsujące rytmem, który stawał się moim. Biodra unosiły się ku niej, cała drżałam i wtedy… poczułam, jak wszystko we mnie zaczyna drżeć w jednym, rozświetlonym punkcie.
    A potem… wszystko eksplodowało. Moje ciało spięło się w ułamku sekundy, oddech urwał się na moment, zanim fala gorącej, obezwładniającej rozkoszy całkowicie mnie pochłonęła.
    Eksplozja przyszła nagle, jak wiosenny wiatr, co zrywa firanki i wywraca wszystko do góry nogami. Moje ciało wygięło się w łuk, oddech zamarł, a potem z ulgą rozpłynęłam się w czystym spełnieniu, pozwalając, by fala rozkoszy przelała się przeze mnie, głęboko, obezwładniająco. Szloch ulgi i zachwytu wyrwał się z moich ust, a palce nadal tkwiły w jej włosach, jakby tylko one mogły mnie przytrzymać przy rzeczywistości.
    Zatonęłam w niej. W tej chwili. W nas.
    Nie wiem, jak długo pozostawałam w tej cudownej nicości, ale kiedy odzyskałam świadomość, Dominika była już przy mnie, wtulona w moje ramiona, patrząc na mnie z uśmiechem pełnym dumy i miłości.
    — Piękna… — wyszeptała, muskając moje usta krótkim, delikatnym pocałunkiem.
    — A ty… jesteś moim skarbem … — odpowiedziałam, splatając z nią palce i przyciągając ją jeszcze bliżej.
    W tej chwili nic więcej się nie liczyło. Byłyśmy tylko my, nasze ciała, nasze oddechy i miłość, która była silniejsza od wszystkiego.
    Czułam jeszcze przyspieszony oddech Dominiki, jej ciało wciąż ciepłe od emocji, ale teraz otulone już błogim spokojem. Leżałyśmy blisko siebie, nasze dłonie wciąż splecione, jakby żadna z nas nie chciała przerwać tej intymnej chwili.
    Jej usta odnalazły moje raz jeszcze, w powolnym, czułym pocałunku, który smakował spełnieniem. Nie było już pośpiechu, tylko delikatność i bliskość, której nie chciałam kończyć.

    Byłyśmy zmęczone, nie tyle snem, co całym dniem, który niósł w sobie tyle emocji, śmiechu, tańca, toastów i spojrzeń, które mówiły więcej niż słowa. Weselna noc powoli cichła za oknami, jakby świat przystanął na chwilę, by dać nam tę jedną, ostatnią przestrzeń tylko dla siebie.

    Leżałyśmy wtulone, rozgrzane, rozleniwione, półprzytomne, a jednak… wciąż głodne siebie. Wciąż drżące od cienia pocałunków, które nie zdążyły jeszcze wybrzmieć.
    Spojrzałam na nią, na jej zmysłowe, półprzymknięte oczy, w których płonęła jeszcze resztka nieugaszonego pragnienia. Bez słowa, bez jednej nuty wątpliwości, nasze ciała poruszyły się jednocześnie, naturalnie, jakby kierowane tym samym rytmem serca.
    Obróciłyśmy się ostrożnie, delikatnie bokiem, jedna naprzeciw drugiej, głowy w objęciach ud, ustami przy najintymniejszym źródle ukochanej. Pozycja, która z zewnątrz mogła wydawać się śmiała, była dla nas jak święty taniec zwierzenie bez słów, modlitwa ciała do ciała.
    Zanim dotknęłam jej ustami, już czułam, jak drży. Jej zapach, jej ciepło… wszystko we mnie wołało o nią. Delikatnie rozchyliłam jej wargi, muskając językiem, jakby pisała w niej miłość. Słyszałam, jak westchnęła dźwięk pełen ulgi i tęsknoty, którą niosły minione godziny bez dotyku.
    W tej samej chwili poczułam jej język na sobie miękki, czuły, cierpliwy. Przeniknęło mnie to głęboko, aż po kręgosłup, rozkładając mnie na kawałki.
    Oddychałyśmy nierówno, przeciągle, wtulone w siebie, każda skupiona na ciele drugiej, na jego smaku, drżeniu, języku, który znaczył ścieżki między łechtaczką a rozgrzaną głębią. Jej usta były gorące i pełne, język tańczył we mnie w tempie, które znała tylko ona z pasją i troską, jakby chciała mnie rozpisać na nuty i zapamiętać na zawsze.
    Moje dłonie objęły jej biodra, pogłaskały jej skórę z czułością, palce raz po raz muskając jej udo, nie pozwalając zapomnieć, że jest kochana, cała, każdą cząstką. Czułam, jak i ona obejmuje mnie, jak jej palce wplatają się w moje pośladki, jak przytrzymuje mnie lekko, jakby szeptała: „zostań, nie odchodź nigdzie.”
    Nasze języki znalazły wspólny rytm. Dłonie ślizgały się po rozgrzanej skórze, jakby każda z nas chciała zanurzyć się w drugiej do końca i zniknąć tam na chwilę. Czas przestał istnieć.
    Jęki były miękkie, urywane, zmieszane z oddechami, które przyspieszały, aż zamieniały się w ciche drżenie bioder i napięcie, które rosło we mnie jak fala.
    Czułam, jak Dominika stawała się coraz bardziej wilgotna pod moimi ustami, jak jej ciało odpowiadało na mój dotyk całą sobą. Wiedziałam, że i ona czuje moje zbliżenie, bo jej język przyspieszył, stając się głębszy, bardziej zachłanny.
    A potem razem. W tym samym momencie. Dwa drżenia, dwie eksplozje, splecione w jeden długi, rozedrgany szczyt. Moje ciało zadrżało, jej ciało zadrżało. Otworzyłyśmy się na siebie do końca, aż nie pozostało nic, tylko powietrze pełne naszego szeptu i dotyku.
    Zamarłyśmy w tym splocie, całkowicie wyczerpane, a jednak nasycone. Czułam jej oddech na swojej skórze, ciepły i spokojny. Jej dłoń powoli wsunęła się w moją, splatając palce.
    I tak zostałyśmy  zanurzone w ciszy, w bliskości, która była największym spełnieniem.

    Całowałyśmy się długo, niemal leniwie, jakbyśmy chciały zasypiać z tym smakiem na wargach, jakby ten pocałunek miał być naszym ostatnim świadomym gestem tej nocy.
    W końcu poczułam, jak jej ciało staje się coraz bardziej ciężkie, jak powieki jej opadają, a oddech wyrównuje się stopniowo.
    — Kocham cię… — mruknęła cicho, wtulając się mocniej w moje ramiona.
    — Ja ciebie bardziej… — szepnęłam, gładząc jej plecy powolnymi ruchami, aż sama poczułam, że powoli odpływam.
    Otulone nawzajem swoim ciepłem, wciąż trzymając się blisko, pozwoliłyśmy sobie na odpoczynek

    Po całym dniu i nocy pełnej wrażeń, zasnęłyśmy razem, spokojne, szczęśliwe, gotowe na nowy dzień, w którym miałyśmy być już oficjalnie żonami.
    I wiedziałam, że poranek przyniesie nam jeszcze więcej miłości.

    ***
    Pierwsze, co poczułam, to ciepło jej ciała.
    Otworzyłam oczy powoli, nie chcąc jeszcze w pełni wracać do rzeczywistości. Wciąż byłam otulona czułością minionej nocy, a świadomość, że Dominika jest przy mnie, sprawiała, że chciałam pozostać w tym błogim stanie jak najdłużej.
    Była wtulona we mnie, jej noga luźno obejmowała moje udo, jakby nawet przez sen chciała mnie do siebie przyciągnąć. Jej oddech był spokojny, ciepły, łaskotał mnie w szyję, a jej dłoń spoczywała na moim biodrze, jakby naturalnie tam należała.
    Uśmiechnęłam się delikatnie, przesuwając palcami po jej plecach, muskając gładką skórę powolnymi ruchami.
    — Mmm… — zamruczała cicho, poruszając się leniwie, ale jeszcze nie otwierając oczu.
    Pocałowałam czubek jej głowy, wtulając twarz w jej włosy pachnące naszym wieczorem.
    — Dzień dobry, żono… — wyszeptałam, a na dźwięk tych słów jej usta rozciągnęły się w uśmiechu, mimo że wciąż nie otworzyła oczu.
    — Mmm… powiedz to jeszcze raz… — wymruczała, przyciągając mnie bliżej, jakby nie chciała dopuścić między nami nawet odrobiny przestrzeni.
    — Moja żono… — powiedziałam z rozbawieniem, składając pocałunek na jej ramieniu.
    W końcu otworzyła oczy – jej spojrzenie było jeszcze nieco zaspane, ale pełne czułości.
    — Brzmi pięknie… — mruknęła, przesuwając dłonią po moim biodrze, a potem lekko zaciskając palce na mojej skórze. — I wygląda jeszcze lepiej.
    Zaśmiałam się, wtulając się w nią mocniej.
    — Spałaś dobrze?
    — Jak nigdy. — Westchnęła zadowolona. — Ale jeśli mam się budzić w ten sposób, to chyba mogę jeszcze trochę poudawać, że śpię…
    Pocałowałam ją lekko w nos, a ona skrzywiła się z udawanym niezadowoleniem, po czym nagle przewróciła mnie na plecy i ułożyła się na mnie, patrząc na mnie z błyskiem w oku.
    — No i co teraz, pani Aniu? — zapytała filuternie, muskając ustami moją szyję.
    — Teraz? — Uśmiechnęłam się, obejmując ją ramionami. — Myślę, że mamy całą resztę poranka, by zdecydować…
    Dominika zaśmiała się cicho, a ja wiedziałam, że ten poranek dopiero się zaczyna.
    Dominika pociągnęła mnie za rękę, uśmiechając się figlarnie.
    — Chodź, żono, czas zacząć poranek tak, jak na nowożeńców przystało.
    — Masz na myśli śniadanie do łóżka? — zapytałam niewinnie, choć doskonale wiedziałam, że to nie był jej plan.
    — Niezupełnie. — Mrugnęła do mnie i poprowadziła mnie w stronę łazienki.
    Apartament był luksusowy, a łazienka wręcz zapierała dech w piersiach – przestronna, z dużą okrągłą wanną tuż przy oknie, które zasłaniały drewniane żaluzje, przepuszczające jedynie delikatne smugi porannego światła.
    Dominika pierwsza sięgnęła do baterii, odkręcając ciepłą wodę. Szum wypełnił pomieszczenie, a para zaczęła powoli unosić się w powietrzu.
    Nie spuszczałam z niej wzroku, gdy sięgnęła po butelkę szampana, którą zabrałyśmy z sypialni, i zręcznie odkorkowała ją, nalewając złocisty trunek do dwóch kieliszków.
    — Za nas… — powiedziała, podając mi jeden z nich.
    — Za nas… — powtórzyłam, stukając się z nią szkłem, zanim upiłam łyk.
    Było coś niesamowicie z

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Iva Lions