Blog

  • Majowe krzyzowki genetyczne

    Maj. Miesiąc, w którym wszyscy gimnazjaliści nagle zbierają się – niczym pospolite ruszenie. Nie należę do grona osób, które zaprzepaściły piękno polskiego języka na rzecz obcych wyrażeń, idealnie jednak pasuje tutaj słówko zapożyczone z angielskiego, mianowicie „deadline”. Koniec roku szkolnego zbliżał się nieubłaganie. Kwestią czasu było, jak wystrojone nastolatki staną w auli szkolnej odbierając świadectwa, stypendia i różne nagrody z tytułu osiągnięć sportowych czy też naukowych. Nagle wszyscy zdali sobie sprawę z tego, że przez ich obecne noty zasłużą sobie oni na soczysty pasek na tyłku.  Zaczęła się walka o oceny – nie bez powodu nie wtrąciłem słowa „tylko”, gdyż to nie była zwykła walka. Lancelot popadłby w depresję, zważając na jego nieskazitelną postawę względem przeciwników – moje gimnazjum zamieniło się w istną dzicz. Każdy na każdego. To właśnie w maju „stara lumpa od polaka” stawała się „kochaną panią Marią”, wszystkim mówiło się „dzień dobry”, a odpowiedzi ustne nigdy nie sprawiały większej przyjemności. Medal ma dwie strony – uczniowie konkurowali ze sobą, jakby od tego miało zależeć ich dalsze życie. Polowali na poślizgnięcia swoich oponentów, wykorzystywali je, konflikty racji były tu na porządku dziennym.

    „Proszę pani, a co było na szóstkę?”, „Proszę pani, Maciek zrobił to gorzej ode mnie a dostał lepszą ocenę”, „No proszę pani, to może chociaż cztery z minusem” – to tylko kilka cytatów, które przypominają mi o moim dotychczas najgorszym okresie w życiu. Wyścig szczurów doprowadził do tego, że nawet ci, których pierwotnie uważałem za rozważnie myślących, na myśl o tym, że nie będą mieli średniej „5,0” na koniec roku szkolnego popadali w stany depresyjne. Zastanawiałem się – „po co?”, na myśl nie przychodziły mi jednak żadne sensowne odpowiedzi.

    W końcu i ja wpadłem w sidła chwilowego trendu – biologia była moją piętą achillesową, stąd też moje postanowienie dotyczące wzięcia udziału w zajęciach pozalekcyjnych i wzięcia się do nauki. Jaki ja byłem zadowolony wiedząc, że po nudnej lekcji plastyki mam biologię… Skąd wziął się mój zapał?

    Przez pierwsze dwa lata zajęcia prowadziła z pozoru miła pani, której postawa nie bardzo motywowała mnie do pracy. Pierwszą i drugą klasę kończyłem z dwóją na koniec – rozwód ówczesnej nauczycielki doprowadził do tego, iż była ona cięta na wszystkich chłopaków z mojej szkoły. Byłem do niej niechętnie nastawiony, wręcz nie lubiłem jej. Zmiana nauczyciela w trzeciej klasie okazała się mekką.

    Okazała się nią czterdziesto paru letnia K. .Chyba każdy ślinił się na jej widok – to dzięki niepowtarzalnej urodzie, którą nabyła prawie pół wieku temu. Była średniego wzrostu brunetką, włosy miała mniej więcej do połowy szyi. Przez jej głębokie, zielone oczy i pełne usta nie raz zapominałem o lekcji i myślałem „co by było gdybym musiał zostać po lekcji”. Średnia opalenizna i skromny makijaż dopinał cały efekt.

    Jak mówiłem wcześniej – nie należała do kobiet wysokich. Na oko miała może metr siedemdziesiąt pięć, nie więcej. Maj nie należy do chłodnych miesięcy, przez co coraz częściej zdarzało jej się nosić głęboki dekolt. Mimowolnie mój wzrok wodził tam, kiedy ona tłumaczyła mi sposób na rozwiązanie zadania. Czy to zauważała? Być może; jestem jednak pewny, że zdawała sobie sprawę z tego, iż każdy z jej uczniów (mowa o części męskiej, nie zdziwiłbym się jednak, jakby jakieś dziewczyny z mojej szkoły poczuły w sobie lesbijski zew) był na jej zawołanie. Dbała o siebie – jej paznokcie zawsze były przypiłowane i pomalowane, zazwyczaj na czerwono.

    Zajęcia pozalekcyjne odbywały się w czwartki, na siódmej lekcji. Tego dnia miałem ich pięć, dlatego przez wolną godzinę miło spędzałem czas w bibliotece szkolnej, poświęcając się lekturze moich ulubionych czasopism. Towarzyszyła mi moja rówieśniczka, która teoretycznie miała ten sam cel co ja. Nie sądzę jednak, aby należała do grona milf-hacker, chociaż cicha woda brzegi rwie… Zważywszy na okoliczności, czas, miejsce i osoby – mogłem spodziewać się wszystkiego. Po spędzonej godzinie w bibliotece, wybraliśmy się pod klasę 107, cierpliwie oczekując na wyrok. Korytarz był pusty, byłem tylko ja i Ania. Afrodyta przyszła nim zadzwonił dzwonek – cóż, było to dla nas obojętne. Weszliśmy do klasy, wypakowaliśmy się, nauczycielka położyła telefon na biurku po czym skierowała się w stronę naszej ławki. Widok jej dekoltu i stukot koturnów doprowadzał do tego, że moje serce znacznie przyspieszało. Nie okazywałem tego  – serce swoją drogą, ja byłem spokojny, choć czasem brakowało mi pewności.

    Nasza „grupa” była przygotowywana pod kątem egzaminu gimnazjalnego – rozwiązywaliśmy różnego rodzaju testy wyboru, zadania otwarte, robiliśmy krzyżówki genetyczne. Większość zadań nie sprawiała mi większego problemu, co mogło doprowadzić do odkrycia moich wstępnych intencji. Postanowiłem „zapomnieć” paru rzeczy, a tuż przed dzwonkiem zadać pytanie, które doprowadzi do powstania dyskusji. Tak też nawiązał się dialog – Ania wyszła i zostawiła otwarte drzwi, a ja z uwagą słuchałem anielskiego głosu mojej nauczycielki. Chwilowa słabość doprowadzała do wodzenia mojego wzroku w stronę jej na pierwszy rzut oka obfitego i jędrnego biustu. Słabość za słabością, zdarzało się to zdecydowanie za często.. w pewnym momencie nie wytrzymała mojej „podzielności uwagi”, złapała mnie za przeguby rąk i pokierowała moje dłonie tuż pod swoją koszulkę. „Ulżyło ci? Możesz się w końcu skupić na tym co mówię?” – powiedziała. Stałem wryty jak słup, nie trzymała już moich dłoni, natomiast moje dłonie były wciąż na miejscu. Serce biło mi bardzo szybko, zrobiłem się czerwony jak burak a moje źrenice rozszerzyły się, jakbym był na haju. Mam dość specyficzne odruchy bezwarunkowe; nie myśląc długo lekko ścisnąłem „balony” – nie bez powodu użyłem tego określenia, gdyż twardością przypominały one średnio napompowany balon. Gapiłem się w jej oczy nie dowierzając, co się teraz dzieje. Usłyszałem tylko jak lekko jęknęła, po czym kazała mi trzymać ręce przy sobie i zamknąć drzwi. Posłuchałem się jej po części – myślałem, że mam wyjść, mimo to drzwi zamknąłem od wewnętrznej strony. Zerknąłem na nią – na jej twarzy zarysował się lekki uśmiech; uznałem, że podjąłem prawidłową decyzję. Widziała, że ją podniecam – w charakterystycznym miejscu na moich spodniach pojawiło się dość jednoznaczne wybrzuszenie. Byłem bardzo niepewny, wiedziałem, że to ona ma teraz kontrolę. Po tym, jak ściągnęła koszulkę, oniemiałem z wrażenia. Równomierna opalenizna, pełna figura i zwyczajny, choć w tamtej chwili seksowny, czarny biustonosz doprowadziły mnie do stanu euforii. Wciąż stałem przy drzwiach, dzieliły nas jakieś dwie lub trzy ławki. Z jej ust wyszły słowa „na co czekasz?”, co dało mi jasno do myślenia – „działaj, raz się żyje”. Powoli zbliżałem się do niej nie tracąc kontaktu wzrokowego,  chciałem utrzymać panujące napięcie jak najdłużej – „niech się trochę pomęczy”.

    Usiadła na biurku, ja stałem. W końcu wróciłem do pozycji będącej symbolem frustrackiej walki o moją uwagę, po czym pocałowałem ją w szyję. Raz, drugi, trzeci, czternasty. W końcu nasze usta się do siebie zbliżyły, a właśnie na ten moment czekałem. Musiała czuć mojego penisa na swoim brzuchu – „chociaż wie jak na mnie działa”. Nie miałem pojęcia o mechanizmie rozpinania biustonoszy, na szczęście nie miałem problemów z dopięciem, a raczej rozpięciem swego. Myliłem się – jej biust lekko zwisał i nie był tak obfity jak sobie to obrazowałem, nie było to dla mnie żadnym oporem, a wręcz przeciwnie, podsycało tylko moją chęć do zabawy. Jej sutki były mocno naprężone, wiedziałem, że brak doświadczenia nie jest tu żadną barierą. Mój cichy jęk był jednoznaczny z orgazmem, mimo to wzwód nie ustawał.

    Zacząłem od jej sutków, które miały dość słonawy smak. Nie działałem intensywnie – opanowałem się i wszystko działo się powoli, tak, aby z tych zajęć czerpała jak największą korzyść. Włożyła swoje ręce pod moją koszulkę, a jej dotyk sprawiał, że zapominałem o tym, co się działo w owym momencie. Miała delikatne i gładkie dłonie. Jęki nie ustawały, a z czasem stawały się coraz intensywniejsze. Objęła mnie nogami, dłonie trzymała na moich plecach, przycisnąłem ją do siebie i zacząłem namiętnie całować w usta. Miałem wtedy ochotę wejść w nią i zostać tam już po wsze czasy, ale czy 12 centymetrów zrobiłoby jej  jakąś różnicę? Kto wie…

    Oliwy do ognia, a przynajmniej tak myślałem, dodała przyjaciółka K., a zarazem moja nauczycielka od matematyki, która bez pukania weszła do klasy. Zastała nas w jednoznacznej pozie. Zdążyłem się tylko odwrócić i zauważyć uśmiech na jej twarzy, który mimowolnie odwzajemniłem. Wyszła, jakby nic się nie stało.

    A stało się – był to finisz pieszczot zarówno dla biolożki, jak i dla mnie. Ubrała się, w międzyczasie otworzyłem okno. Starałem się wyjść z błogostanu, żeby nikt przypadkiem nie zobaczył mnie z namiotem. Na pożegnanie pocałowałem ją w czoło i wyszedłem bez słowa. Ona została w klasie, może dochodziła do siebie. A może dopiero dochodziła – jeden pies. Może właśnie uratowałem dupę dla kogoś, kto był zagrożony z biologii…

    Po cichu liczę na to, że Agnieszka, przyjaciółka mojej profesorki, zapomni o całej sprawie.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Andrzej Trąbka

    Krzyżówki to mój debiut. Wcześniej napisałem ze dwa opowiadania, które były bardzo banalne i nawet nie opłacało mi się przepisywać ich z zeszytu na komputer.

    Staram się unikać fabuły rodem z niemieckich pornoli, może w końcu uda mi się dopiąć swego. A może rozpiąć. 😉

    Oczywiście czekam na krytykę – chcę wiedzieć, co robię nie tak. Nigdy wcześniej nie pisałem, nie mam w tym doświadczenia (zarówno w pisaniu jak i w tym co opisuję).

  • Gosc specjalny

    Poznałem dziewczynę przez Internet. Rozmawialiśmy na różna tematy, a gdy rozmowy zeszły ma tematy erotyczne i stwierdziłem, że lubię wszystko co jest związane z sexem, a szczególnie minetkę korespondencja stała się częstsza.

    Po pewnym czasie zaproponowała mi żebym przyszedł na przyjęcie i został jej gościem specjalnym. Zgodziłem się, choć nie wyjaśniła mi co się kryje pod określeniem gość specjalny.

    Przyszedłem z kwiatami o umówionej porze, chwilkę rozmawialiśmy przy stole zastawionym dla trzech osób. W chwili gdy wspomniałem że jadę prosto z pracy zadzwonił dzwonek.

    – To moje koleżanki, zaprowadzę Cię do łazienki, odśwież się pod prysznicem, a ja otworzę. – uśmiechnęła się przymykając drzwi łazienki i poszła przywitać się z koleżankami.

    Gdy kąpałem się weszła na chwilkę i zabrała moje ubranie.

    Wyszedłem owinięty małym ręcznikiem.

    Przy stole siedziały trzy kobiety, moja znajoma wskazując mi poduszkę leżącą przy jej krześle powiedziała:

    – Mam tylko trzy krzesła, a tu też będzie Ci wygodnie i będziesz miał widok na trzy pary pięknych nóg.

     Przy siadaniu ręcznik zbyt ciasno związany rozplątał się i nim zdążyłem zareagować został mi zabrany. Siedziałem więc nagi na poduszce patrząc na trzy nogi trzech ubranych kobiet i trochę bałem się podnieść wzrok.

     Wydawało się, że rozmawiając nie zwracają na mnie uwagi, ale po jakimś czasie jedna z nich podała mi ręką i powiedziała:

    – Czas sprawdzić co jesteś wart, chodź ze mną- Wyszliśmy do sąsiedniego pokoju, gdzie zdejmując majteczki siadła na tapczanie. Widząc moje wahanie powiedziała ciepło – Klęknij tu, przecież to lubisz – i po chwili objęła udami moją głowę. Pieściłem ją ustami obejmując dłońmi pośladki, a ona zmieniała pozycje, w końcu usiadła na mojej twarzy i po chwili moje usta wypełnił ciepły płyn. Gdy odruchowo przełknąłem pojawiła się następna porcja…

    Gdy wróciliśmy do pokoju usiadłem znów na swojej poduszce, a one rozmawiały nie zwracając na mnie uwagi. Zacząłem delikatnie głaskać dłońmi  nogę mojej znajomej. Zareagowała zdejmując but i kładąc stopę na moim udzie, po chwili wsunęła mi do ust kawałek ciasta wraz ze swoimi paluszkami, zrobiło mi się ciepło. Tym razem kawałek ciastka znalazł się na jej udzie. Zjadając go zauważyłem że, wyjęte z cukiernicy koski cukru wsunęła między swoje uda, a po chwili wilgotne wsunęła mi do ust. Odwróciła się na krześle tak, że moja głowa znalazła się między jej udami,

     

    a piętą opartą na moich plecach przytrzymywała mnie skutecznie. Jedną ręką trzymała moją głowę, a drugą sięgnęła po filiżankę kawy i spokojnie ją piła. Inne dziewczyny też nie specjalnie zwracały uwagę na mnie, gdy mój język wędrował po jej muszelce. Nawet gdy poczułem skurcze jej orgazmu pięta i dłoń nie zmiennie zmuszały mnie do pieszczot…

    Uwolniła mi i jak mi się zdawało wsunęła mi do ust spory kawałek pomarańczy. Liczyłem na chwilę odpoczynku, gdy usłyszałem retoryczne pytanie, gdyż odpowiedź była oczywista.

    – Musze na chwilę wyjść, pozwolisz, że naszego gościa zabiorę ze sobą – trzecia dziewczyna podała mi rękę pomagając wstać i wyszliśmy z pokoju, tym razem prowadziła mnie do łazienki. Usiadła na muszli i bez skrępowania sikała.

    -Przepraszam, ale bardzo mi się chciało, choć bliżej i klęknij tutaj, ja też to lubię.- powiedziała opierając się biodrami o umywalkę.

    Miejsce nie było romantyczne, ale jej ciało było wspaniałe, cudownie reagowała na moje pieszczoty i gdy poczułem jak osiąga orgazm usłyszałem – Dla Ciebie też coś zostawiłam- i … moje usta wypełniły się – Moje mokre orgazmy są intensywne – wyjaśniła gdy znów poczułem ciepło w ustach….

    Gdy wróciliśmy coś się w pokoju zmieniło, dziewczyny wstały.

    – Teraz jak nas znasz zabawimy się w ciuciubabkę- i zanim mogłem zareagować zawiązały mi oczy, w ostatniej chwili zauważyłem pejcz. Gdy położyły mnie na łóżku chciałem się bronić, ale zrezygnowałem gdy poczułem pejcz na moich jajach. Po chwili miałem przywiązane do łóżka ręce i nogi.

    – Jeśli zgadniesz imię to będziesz wolny, lub skończymy gdy nam się znudzi.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    arek nowak
  • Szymek od cioci Marysi

    Pewnego dnia razem z mamą musiałam jechać do mojej cioci, Marii. Ja, mam na imię Maja, jestem 17-latką z dużym biustem, szczupłą sylwetką, długimi nogami. Mam włosy o kolorze brązowym i niebieskie oczy. 

    U ciotki jak zwykle-nudziło mi się. Ale nie długo następnego dnia przyjechał bardzo przystojny, 18-letni Szymek. Od razu się polubiliśmy. Nawet pokój przypadł mi z nim.

    W nocy biliśmy się na poduszki, aż wylaliśmy sok na jego łóżko, więc mieliśmy spać oboje w moim. Spodobało mi się to, bo mieć całą noc obok siebie takiego chłopaka to wszyscy by chcieli. Mogłam ”niechcący” dotknąć bez żadnych podejrzeń.

    Około trzeciej w nocy, Szymek nagle wstał. Poczułam się zawiedzona, że to zrobił. Poszedł i zamknął drzwi na klucz. Nie rozumiałam o co chodzi. Podszedł do mnie i powiedział mi na ucho:

    -Wiem, że togo chcesz.

    Nie wiedziałam o co mu chodzi, dopóki nie próbował mnie rozebrać. 

    -Proszę, nie-błagałam.

    -Jesteś dziewicą? Zmienimy to. 

    Wziął sznur i przywiązał mi ręce do zagłówka łóżka, a nogi-do metalowych rurek po drugiej stronie. Poszedł po nożyczki i rozciął moją piżamę. Pod spodem miałam pociągającą, czerwoną, erotyczną bieliznę.

    -Uuu, co ja tu widzę. Piękna bielizna Maju. Aż szkoda mi ją zepsuć. Ale trudno – rozciął moje koronkowe stringi i zawiązał mi je na ustach. Przeciął szelki od stanika, który niewiele zasłaniał, i ściągną go.

    -Teraz się zabawimy skarbie.

    Zaczął mnie obmacywać. Próbowałam się bronić, ale rozkosz wzięła górę.

    -Moja suczka jest zadowolona? Podniecimy cię bardziej.

    Ugniatał moje cycki, podgryzał sutki, było mi tak dobrze. A jedną ręką pieścił moją cipeczkę. Soczki wylewały się ze mnie bardzo obficie. W końcu bez ostrzeżenia przestał i wszedł we mnie na raz, całą długością. Przeszył mnie ból. Nie mogłam krzyczeć. No i było mi tak dobrze. Zaczął poruszać biodrami, raz szybciej, raz wolniej. Miałam pierwszy orgazm w życiu. Wyciągną penisa z mojej cipki, odwiązał majtki z moich ust i powiedział

    -Ssij suko

    Wzięłam do ust i obciągałam najlepiej jak umiałam. Ssałam, lizałam i macałam jego pośladki. Wystrzelił spermą do moich ust. Połknęłam wszystko.

    -Dobra dziwka. Teraz tobie zrobimy dobrze.

    Przyłożył głowę do mojego krocza i wylizywał moją cipkę, idealnie wygoloną. Miałam drugi orgazm.

    -Nigdy .. cię… nie… zapomnę… Szymek-wydyszałam

    -Nie pozwolę ci na to. Przyjeżdżam do ciebie na wakacje.

    Zasnęliśmy przytuleni do siebie jak mnie rozwiązał. Następnego dnia wyjeżdżałam do domu. Już nie mogę się doczekać wakacji.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Niezniszczalna

    Podobało się?

  • Sebastian i mama

       – Gdzie idziesz, Sebuś? – spytała mama Sebastiana.

       – Jak to gdzie? – odparł jej syn. – A gdzie zawsze chodzę o tej porze?

       – Znowusz na piwsko idziesz z tymi swoimi kolegami? – kobieta załamała ręce.

       – No a jak! – rzucił Sebastian, wychodząc z mieszkania i zamykając za sobą drzwi.

       – Tylko nie pij za dużo! – krzyknęła mama, ale drzwi już trzasnęły za synem.

    Kobieta sama już nie wiedziała, czy ma się cieszyć, czy smucić. Z początku – kiedy Sebastian poznał nowych kolegów – była zadowolona, bo do tej pory jej syn nigdy się z nikim nie zadawał. Był takim nieśmiałym samotnikiem, bez kolegów i koleżanek. Z drugiej strony jednak ci nowi koledzy rozpijali go – odkąd ich poznał, to co dzień wracał do domu pijany. Zaczynała się więc już martwić, że jej synek wpadł w złe towarzystwo. Przynajmniej jednak gdzieś wychodził, a ona miała wtedy trochę czasu dla siebie. Jako samotna kobieta potrzebowała przecież czasami zaprosić do siebie jakiegoś mężczyznę, który by ją zaspokoił, a kiedy Sebastian był w domu, to nie mogła przecież baraszkować ze swym „przyjacielem”.

    Sebastian zbiegając po schodach zacierał ręce z uciechy na czekający go wieczór. Wyszedł z klatki i szybkim krokiem ruszył w stronę najbliższego sklepu monopolowego. Zakupił cztery piwa i wrócił pod swoją klatkę. Wszedł do niej, lecz nie udał się na górę, tylko otworzył drzwi do piwnicy i zszedł po schodach. Na dole skręcił w lewo i stanął pod ciężkimi, drewnianymi drzwiami prowadzącymi do jego pomieszczenia piwnicznego. Otworzył kłódkę, wszedł do środka i zamknął za sobą drzwi. Uśmiechnął się sam do siebie i znów zatarł ręce. Zdjął plecak i wyjął z niego laptopa, którego postawił na niewielkim, starym stoliku. Włączył komputer i usiadł na skrzypiącym krześle. Owo krzesło oraz stół były jedynymi meblami w piwnicy, których nie pokrywała gruba warstwa kurzu. Sebastian bowiem codziennie ich używał. Matce mówił, że wychodzi z kolegami na piwo, a tak naprawdę szedł do piwnicy, gdzie oczywiście także pił piwo – i to duże jego ilości – lecz nie z kolegami, a w samotności. Nie mógł się jednak przyznać matce, że pije sam ze sobą, bo co by sobie wtedy o nim pomyślała? Jedynymi jego towarzyszami podczas tych samotnych, pijackich posiedzeń, był laptop, piwa, oraz fiut, którego chłopak niemal przez cały spędzany w piwnicy czas zawzięcie męczył. Odpalał na laptopie pornosa, chwytał pałę w dłoń i popijając piwo onanizował się z namaszczeniem. Tak od ponad miesiąca wyglądał każdy wieczór Sebastiana. Zaliczył ciężki semestr na studiach, a teraz – jako, że były wakacje – w taki właśnie sposób wypoczywał.

    Penis Sebastiana nie miał ze swoim panem lekkiego życia. Chłopak cały czas go dusił i tarmosił. Sebastian był bowiem prawdziwym mistrzem w trzepaniu konia. Wrodzony talent w tej dziedzinie oraz duże doświadczenie, zdobyte przy pomocy wieloletnich praktyk, czyniły z niego profesjonalistę. Kiedy sytuacja do tego zmuszała, umiał zwalić sobie w niecałe pół minuty – przy pomocy bujnej wyobraźni w mniej niż dziesięć sekund doprowadzał swego fiuta do wzwodu, a następnie chwytał go w dłoń i szarpiąc go z dziką zamaszystością w niecałe dwadzieścia sekund doprowadzał się do orgazmu. Kiedy jednak był odpowiedni czas oraz nastrój, Sebastian mógł tarmosić sobie frędzla przez kilka ładnych godzin. Włączał dobrego pornosa, podniecał się, a potem powoli, z namaszczeniem, pieścił swą pałę. Kiedy przy takich okazjach wyczuwał, że zbliża się orgazm, wypuszczał członka i robił sobie kilku – lub kilkunastu – sekundową przerwę, by fajfus mu trochę ochłonął. Zmieniał pornosa, żeby wczuć się w inny klimat, po czym ponownie zaczynał delikatne pieszczoty kutasa.

    Teraz pora była nastrojowa i odpowiednia do wielogodzinnego trzepania. Na ekranie laptopa leciał pornuch, na którym młody napaleniec grzmocił ładną dziewczynę między seksowne uda, okryte zmysłowym materiałem cielistych rajstop. Był to ulubiony filmik Sebastiana. Faja więc mu stała, a on powoli przesuwał po niej dłonią, w drugiej ręce trzymając piwo i pijąc je dość szybko – by alkohol wprowadził go w odpowiedni, masturbacyjny nastrój. Po niecałych piętnastu minutach – kiedy otworzył kolejny browar – niemal osiągnął szczytowanie. Sperma już prawie wytrysła z jego czerwonej pały i chłopak niemalże siłą woli musiał powstrzymać orgazm, gdyż było jeszcze za wcześnie, by kończyć zabawę. Włączył gorszego pornucha i po chwili znów zaczął pieścić swoją parówę. W taki sposób minęło kolejne półtorej godziny. W tym czasie Sebastian wytrąbił wszystkie cztery browce, a że trzepanie bez popijania było mniej przyjemne, chłopak wstał i wyszedł z piwnicy, by znów udać się do monopolowego. Tuż po opuszczeniu klatki schodowej minął śmiesznego mężczyznę – wątłego i niskiego – mniej więcej takiej postury, jak Sebastian. Facet miał na sobie czarny, obcisły strój, a w dłoni dzierżył zabawną torbę. Sebastian – rozweselony alkoholem – uśmiechnął się pod nosem. Śmieszny facet o dziwo wszedł do tej samej klatki, którą opuścił właśnie Sebastian. Chłopaka zaciekawiło, kim może być ten mężczyzna – przecież nigdy wcześniej go tu nie widział. Niebawem Sebastian wszedł do monopola i poprosił znajomą już panią sprzedawczynię o dwa kolejne piwa. Na więcej nie miał pieniędzy.

    Sebastian przy kolejnym pornosie wyżłopał następne piwo, męcząc wciąż swego ptaka. Poczuł się głodny. „Co to za przyjemność trzepać na głodniaka?” – pomyślał sobie i postanowił skoczyć do domu, by zrobić sobie kanapkę. Miał tylko nadzieję, że mama go nie zauważy. Dotarł na górę. Wszedł i cicho zamknął za sobą drzwi od mieszkania. Na palcach ruszył w stronę kuchni. Usłyszał dziwne odgłosy dochodzące z sypialni matki. Uzmysłowił sobie, że są to odgłosy takie, jakie wydają z siebie rżnięte suczki na pornosach. Czy mamusia właśnie się z kimś pierdoliła? Sebastian z mocno bijącym sercem podszedł do uchylonych drzwi od pokoju mamy i przez szczelinę zajrzał do środka. Serce mu niemal stanęło, kiedy zobaczył swoją mamę półnagą. Miała jedynie pończochy na nogach i – ku zdumieniu Sebastiana – dziwną maskę na twarzy. Nie wiedział, że jego mamusia lubi klimaty seksu w maskach. Podobnie zasłoniętą twarz miał partner kobiety, lecz mimo tego Sebastian rozpoznał w nim śmiesznego faceta, którego wcześniej mijał pod klatką. Mężczyzna rżnął w cipkę rozkraczoną mamę Sebastiana, dłońmi pieszcząc jej obfity biust. Leżeli na łóżku, bokiem do drzwi, przez które zaglądał Sebastian. Wciąż sterczący fiut chłopaka teraz niemal rozerwał mu spodnie. Ręka młodzieńca bezwiednie powędrowała na krocze i zaczęła masować nabrzmiałą faję. Sebastian oddychał ciężko, czuł, że na twarzy dostał wypieków, a serce waliło mu jak oszalałe. I mama, i jej partner, wydawali z siebie odgłosy nieziemskiej rozkoszy. Dłoń Sebastiana znalazła się w majtkach i ściskała prącie. Nie bał się, że może zostać zauważony, gdyż maski rżnących się zapalczywie kochanków na pewno bardzo ograniczały im widoczność, a poza tym na korytarzu było ciemno. Mama Sebastiana podniosła nogę i przystawiła stopę do twarzy swego gacha. Ten podciągnął maskę w górę – tak, by odsłonić sobie usta. Delikatnie chwycił za łydkę kobiety i polizał okrytą nylonem stópkę. Następnie rozchylił wargi i pochłonął ustami palce kochanki. Lizał je delikatnie i namiętnie, co rusz przygryzając materiał rajstop i odciągając go od stopy. Dłońmi ściskał mocno uda kobiety, łapał ją też za pośladki i pieścił biust. Mama wiła się pod nim z rozkoszy, podnosiła i opuszczała miednicę, dostosowując się do ruchów walącego ją mężczyzny. Ten w końcu wydał z siebie zabawny jęk, stęknął, ścisnął udo kobiety i odchylił głowę do tyłu. Wykrzywił usta w grymasie rozkoszy i szczytował w najlepsze. Sebastiana po chwili także dopadł orgazm i jego pała – którą teraz trzymał bez ceregieli na wierzchu – zaczęła wyrzucać z siebie obfite pokłady nagromadzonej od poprzedniego dnia spermy. Chłopak dyszał głośno, lecz jęki kochanków wszystko zagłuszały. Po wszystkim Sebastian przez chwilę dochodził do siebie, obserwując, jak zadyszany mężczyzna wyjmuje kutasa (który był zauważalnie większy od fajki Sebastiana – mimo podobnych postur obydwu mężczyzn), z cipki jego mamusi i kładzie się koło niej, gładząc jej biust. Po chwili Sebastian odszedł z „miejsca zbrodni”, zapominając nawet o zatarciu śladów przestępstwa w postaci spływającej po drzwiach spermy. To, co widział, tak zamąciło mu w głowie, że nie wiedział, co ze sobą zrobić. Poszedł do swego pokoju, by spokojnie wypić ostatnie piwo. Po chwili usłyszał, że mama oraz jej kochanek wychodzą z sypialni kobiety.

       – Kazik, musisz już iść, bo niedługo może wrócić mój syn – mówiła matka.

       – Ok, to pa – odparł mężczyzna. – To jutro wpaść?

       – Jasne. Tak koło dwudziestej, jak dzisiaj. Wtedy mój syn jak zwykle będzie pił gdzieś z kolegami.

       – Dobra, to do jutra. Do ósmej – powiedział facet, po czym słychać było cmoknięcie.

    Kiedy Sebastian usłyszał, że ten cały Kazik sobie poszedł, a matka wróciła do sypialni, to cichcem wymknął się z mieszkania, żeby niedługo móc do niego „wrócić ze spotkania z kolegami”, nie dając po sobie poznać, że widział mamę w akcji.

    Rano Sebastian zbudził się dość wcześnie. Fujara mu stała. Pamiętał, co wydarzyło się poprzedniego wieczora. Nawet śpiąc nie mógł o tym zapomnieć, gdyż wszystkie jego sny dotyczyły wiadomego tematu. Próbował jeszcze zasnąć, lecz jego myśli o seksie i o mamie były zbyt intensywne. Poza tym uwierało go w gaciach. Po jakiejś godzinie wiercenia się w łóżku chłopak więc wstał. Poszedł na śniadanie. Po kuchni krzątała się już mama. Sebastian był cholernie podekscytowany, lecz sprawiał wrażenie jakiegoś niezdecydowanego, jakby jakaś myśl nie dawała mu spokoju. Cały dzień był w takim stanie. Kiedy mama wyszła z kuchni, chłopak podpierdolił jej z portfela stówę. Zwykle brał tylko dziesięć czy dwadzieścia złotych, ale dziś potrzebował zrobić większe zakupy. Wyjął także z paczki jednego papierosa. Mama na co dzień nie paliła, ale raz na jakiś czas lubiła sobie przykurzyć, często więc w jej torebce można było znaleźć paczkę fajek.

    Tego samego dnia Sebastian i jego mama siedzieli przy stole i spożywali obiad. Od niemal miesiąca mieszkali sami, gdyż obydwie siostry Sebastiana wyjechały na wakacje do Irlandii, żeby sobie dorobić, a ojciec chłopaka wyprowadził się od nich dawno temu. Mama zjadła pierwsza. Wstała od stołu i podeszła do zlewu, by pozmywać naczynia. Jej telefon leżał na stole. Sebastian tylko na to czekał. Chwycił komórkę mamy i szybko schował ją pod stół. W ukryciu pod obrusem zaczął szperać w maminym telefonie. Był to nowoczesny smartfon z systemem operacyjnym „Android”. Sebastian włączył „Sklep Play”, w którym znalazł aplikację do blokowania numerów. Pobrał ją, zainstalował i wszedł w kontakty, szukając imienia „Kazik”. Miał tylko nadzieję, że mama nie ma go zapisanego jakoś inaczej, gdyż wtedy nie wiedziałby, kogo szukać. Ku swej radości znalazł jednak Kazika. Zablokował za pomocą aplikacji jego numer, w wyniku czego pan Kazik, dzwoniąc do mamy Sebastiana miał usłyszeć jedynie sygnał mówiący o tym, że telefon jest zajęty, a mama nie miała nawet wiedzieć o tym, że ktoś próbował się z nią połączyć. Następnie Sebastian zmienił numer przypisany do kontaktu „Kazik” na swój – tak, by matka także nie mogła się dodzwonić do swego kochanka. Po zrobieniu tego Sebastian odłożył telefon na miejsce. Wstał i odniósł talerz do zlewu, dziękując mamie za pyszny obiad, po czym opuścił kuchnię.

       – Idę na browar z kolegami – rzekł i zaczął się ubierać.

       – Tylko nie schlej się tak jak wczoraj – powiedziała mama.

       – Nara – rzucił chłopak i opuścił mieszkanie.

    Była siedemnasta. Sebastian miał więc jeszcze trzy godziny. Szybkim krokiem dotarł do znajomego sex-shopu i wszedł do środka. Zawsze wstydził się odwiedzać to miejsce, ale teraz sytuacja tego naprawdę wymagała. Widział tu bowiem kiedyś taką samą maskę, jaką miał wczoraj na sobie kochanek mamy. Zakupił więc ją i wyszedł z sex-shopu. Udał się jeszcze do sklepu z tanimi, używanymi ciuchami. Znalazł jakiś czarny, obcisły strój, kupił go i zaczął zmierzać w stronę domu. Została mu jeszcze dycha, więc zahaczył o monopol, kupił cztery Harnasie i udał się z nimi do piwnicy. Było już po osiemnastej. Chłopak na szybko zatankował browary, co wcale go – niestety – nie odstresowało. Przynajmniej jednak czuł miłe uczucie upojenia w głowie. Zrobiło się wpół do ósmej. Sebastian wziął śrubokręt i wyszedł przed klatkę. Zaczął majstrować przy domofonie. Rozkręcił go, odłączył jeden kabelek, po czym z powrotem zakręcił obudowę. Wynik tej operacji był taki, że przycisk dzwoniący do mieszkania Sebastiana nie działał – można go było wcisnąć, lecz nie dawało to żadnego efektu. Następnie chłopak oddalił się, by w ukryciu zajarać fajkę. Po drodze minął go facet, który – jak Sebastian już wiedział – szedł właśnie ruchać jego mamę. Sebastian usiadł na ławce i odpalił papierosa. Zaciągnął się i z ulgą wypuścił dym. Był bardzo podenerwowany, niemal trząsł się na samą myśl o tym, co miało się niedługo wydarzyć. Z ławki obserwował klatkę, pod którą stał kochanek jego mamy i niecierpliwie naciskał na domofon. Sebastian przypomniał sobie, że musi wyłączyć telefon. Zrobił to i dalej obserwował faceta, który po kilku minutach bezowocnego wciskania guzika w domofonie, wyciągnął z kieszeni telefon i przyłożył go do ucha. Widocznie jednak nie mógł się nigdzie dodzwonić, gdyż co chwilę odsuwał od ucha komórkę i ponownie wybierał numer. Najwyraźniej facet się wściekł, gdyż zaczął szybko i nerwowo chodzić w kółko. Nie wiedział co ma zrobić – co chwilę podchodził do domofonu i długo wciskał przycisk, a w międzyczasie próbował gdzieś dzwonić telefonem. Musiał być niesamowicie napalony na dymanie matki Sebastiana, gdyż za nic nie chciał sobie odpuścić. Stał tak prawie pół godziny, lecz w końcu dał za wygraną i poszedł sobie. Sebastian wtedy z bijącym sercem wstał z ławki i podszedł pod klatkę. Otworzył drzwi swoim kluczem i szybko zbiegł do piwnicy. Przebrał się w swój nowo-nabyty czarny, obcisły strój, chwycił w dłoń maskę i ruszył do mieszkania. Pod drzwiami ubrał maskę na twarz i zapukał. Po chwili otworzyła mu mama.

       – Kazik! – powiedziała radośnie. – Już myślałam, że nie przyjdziesz…

    Sebastian, żeby ukryć strach i zdenerwowanie, postanowił zachowywać się brutalnie. Odepchnął kobietę z przejścia i z impetem wszedł do mieszkania.

       – Spóźniłeś się ponad pół godziny… Co się działo? – spytała mama.

    Sebastian nic nie odpowiedział, tylko złapał kobietę za ramiona i pociągnął ją w tył, jednocześnie podhaczając jej nogi. Mama straciła równowagę i padła w ramiona swego synka. Ten wsunął dłoń pod jej kolana i podniósł kobietę. Nieduży, wątły Sebastian, zaniósł swą – również niewysoką, ale dorodną – matkę do jej sypialni i rzucił ją na łóżko. Następnie sam na nie wskoczył i przycisnął mamę do pościeli swym ciałem.

       – Dzwoniłam do ciebie, Kaziu – zamruczała kobieta. – Masz wyłączony telefon…

    Chłopak wciąż nic nie mówił, tylko zetknął się maską z twarzą swej mamusi. Chciał ją całować i lizać, ale maska mu przeszkadzała. Sebastiana w ogóle nie kręciło takie pieprzenie się w masce, ale tylko w ten sposób mógł posiąść swoją – niczego nie świadomą – mamę. Położył dłonie na jej sweterku i zaczął nimi jeździć po biodrach, brzuchu oraz plecach kobiety. Przez jakiś czas omijał biust, w końcu jednak się nie powstrzymał i jego pożądliwe łapska znalazły się na cycach. Gniótł je łapczywie i namiętnie, formując je w dłoniach niczym ciasto. Mama postękiwała i całowała maskę swego syna. Chłopak czuł, że kobieta co rusz napiera cipką na jego nabrzmiałą faję. Namiętnymi ruchami unosiła i opuszczała swą miednicę. Sebastian również zaczął poruszać biodrami. Ręce jego wsunęły się pod bluzkę kobiety i dotykały jej rozgrzanej skóry. Mama dyszała ciężko i macała synka po pośladach, przyciągając za nie jego krocze do swojego łona. Niebawem sweter kobiety znalazł się na podłodze. Powoli Sebastian zaczął jej zdejmować również koszulkę, delektując się widokiem p

    owoli ukazującego się brzuszka. Przyglądał się z zaciekawieniem pięknemu pępkowi, żeberkom, aż wreszcie przyszła pora na piersi. Drżącymi dłońmi zaczął obnażać biust swojej mamy. W końcu kobieta została pozbawiona również koszulki. Pozostał jeszcze tylko stanik…

       – Kazik, czemu ty się tak trzęsiesz? – spytała mama, lecz synek wciąż nic nie mówił, by nie zdradzić się głosem. – I dlaczego w ogóle się dziś nie odzywasz?

    By ukryć zmieszanie, Sebastian przyłożył twarz do biustu mamy i zaczął się ocierać o stanik. Dłońmi pieścił plecki kobiety, która oddychała coraz ciężej. W końcu chłopak odsunął się od piersi swej kochanki, włożył dłonie pod materiał stanika i jednym, szybkim ruchem go zsunął. Wielkie, wypuszczone na wolność cyce zafalowały w powietrzu. Sebastian aż syknął z podniecenia i od razu się za nie zabrał. Długo się zabawiał tymi dojrzałymi, dorodnymi piersiami, które zwieńczone były dużymi, brązowymi brodawkami. Sebastian czuł przemożną chęć, by przyssać się do matczynych sutków. Niestety, przeszkadzała mu ta cholerna maska… Wpadł mu jednak do głowy pomysł. Mógłby przecież zdjąć maskę, która nie dość, że zasłaniała mu usta, to także pogarszała widoczność, a widoki były naprawdę nieziemskie i zasługiwały na to, by patrzeć na nie gołym okiem. Musiałby tylko po prostu zasłonić oczy mamie. Kobieta, jakby wyczuwając myśli Sebastiana, spytała, sapiąc synowi w szyję:

       – Mam ubrać maskę?

    Chłopak skinął potwierdzająco głową. Spojrzał na szafkę nocną, gdzie leżała opaska na oczy, którą kobieta zakładała do snu, by nie przeszkadzało jej światło. Mama wysunęła się spod Sebastiana i podpełzła do krawędzi łóżka, by zanurkować pod nie ręką. Wydobyła spod tapczanu maskę – taką samą, jak miał Sebastian. Nim ją jednak założyła, chłopak chwycił przepaskę na oczy i nałożył ją na głowę zdziwionej tym kobiety. Mama jednak nie protestowała i z zasłoniętymi w ten sposób oczami naciągnęła na głowę maskę. Sebastian wtedy z ulgą pozbył się swojej. Miał tylko nadzieję, że mamie coś się nie odwidzi i nie zdejmie nagle swej maski a następnie przepaski na oczy. Nie myślał jednak o tym więcej, tylko zabrał się za lizanie pięknych cycków. Językiem sprawił, że brodawki sterczały. Przyssał się do jednego z sutków, ręką pieszcząc wolną pierś. Drugą dłonią macał pośladek mamy. Kiedy po dłuższym czasie zabawa z biustem znudziła się Sebastianowi, przyszła pora na zdjęcie mamie spodni. Synek zaczął sunąć ustami w dół po brzuchu kobiety, aż dobrnął do rozporka. Wtedy oderwał głowę od ciała swej kochanki i rękami zaczął majstrować przy zameczku. Po chwili ukazały mu się czarne, koronkowe majtki. Były prześwitujące, Sebastian więc ujrzał piękną, dojrzałą cipę swojej mamusi. Na ten widok jeszcze mocniej zagotowało mu się w gaciach. Zsuwał spodnie z nóg kobiety i przyglądał się wyłaniającym się powoli na światło dzienne, nieco puszystym udom. Kiedy zobaczył, że matka ma na nogach pończochy, prawie dostał orgazmu. Uwielbiał, kiedy kobiece nóżki pokrywał nylon. Zdjął mamie kapcie, po czym zsunął spodnie i rzucił je na ziemię. Polizał kobietę po stopie i zaczął sunąć językiem w górę – po łydce, przez kolanko, aż do uda, na którym na jakiś czas się zatrzymał. Język chłopaka zostawiał na pończoszce mokry ślad śliny. Sebastian przygryzał lekko udo kobiety, odciągając co chwilę zębami materiał pończochy od nogi. Wsunął rękę pod pończoszkę, aby pomacać nagą skórę uda, jednak nylon wydawał mu się przyjemniejszy w dotyku. Niebawem dobrnął językiem do pachwiny i namiętnie polizał to miejsce. Mama zajęczała wtedy seksownie i rozchyliła szeroko nogi. Sebastian jednak ominął cipkę i brnął językiem wyżej, by zająć się lizaniem zadbanego pępka. Po chwili przeniósł się na piersi. Bardzo długo lizał i macał swoją mamę, która z podniecenia dostała wypieków na skórze – zwłaszcza w okolicach cipki. Spod maski kobiety dobywało się głośne dyszenie.

       – Kaziu… Kaziu… – mruczała.

    Sebastian dłońmi brnąc po wewnętrznej stronie ud swojej matki i pieszcząc ją tam namiętnie, dotarł w końcu do rozpalonego krocza. Majtki przesiąknięte były lepkim śluzem, wydobywającym się obficie z maminej pochwy. Chwycił za ich gumkę i szybko zaczął je ściągać. Zapragnął niezwłocznie zająć się gorącą szczelinką. Chwilę przyglądał się nagiej, wygolonej i zadbanej pizdeczce. Przyłożył do niej twarz i przejechał językiem wzdłuż szczeliny, zlizując z niej słoną, lepką ciecz. Mama drgnęła i stęknęła seksownie, znów szeroko rozkładając nogi, by zrobić swemu kochankowi lepszy dostęp do swojej kobiecości. Sebastian zaczął się w nią powoli zagłębiać językiem, nosem co rusz trącając łechtaczkę i przyprawiając kobietę o konwulsje przyjemności. Dłonie wsunął pod jędrne pośladki mamy i macał je pieszczotliwie. Po chwili przerwał lizanie muszelki, bo zdawał sobie sprawę, że mamusi niewiele już brakuje do szczęścia. Odsunął głowę od łona i złapał kobietę za udo. Klęknął przed nią i uniósł jej nogę w górę. Zadbana, okryta materiałem cielistej, cienkiej pończoszki stópka znalazła się przed twarzą chłopaka. Polizał ją delikatnie, po czym umieścił ją w swych ustach. Delikatnie ssał i przygryzał paluszki, macając w tym czasie łydkę. Niebawem stęknął ciężko i zadrżał, gdyż coś przygniotło jego prącie. Spojrzał w dół i zobaczył, że mama drugą stopą masuje mu jajka. Zrobiło mu się tak dobrze… Z każdą sekundą robiło się jeszcze lepiej. Po chwili ugryzł stópkę mamusi i jęknął. Zacisnął powieki i siłą woli powstrzymując się przed wydawaniem odgłosów, szczytował. Sperma zalewała mu majtki, kiedy śliczna stópka masowała go po kroczu. Mimo, iż jadąc sobie na ręcznym Sebastian umiał przeciągać nadejście orgazmu niemal w nieskończoność, to w zetknięciu z prawdziwą kobietą nie mógł wytrzymać nawet kilku minut. Po wszystkim – czerwony na twarzy i zasapany – Sebastian odciągnął od swojego członka stopę mamy, gdyż kobieta nawet nie wiedziała, że już doprowadziła partnera do orgazmu i dalej – coraz mocniej – go masowała. Sebastianowi zrobiło się smutno, że zabawa skończyła się tak szybko, bo przecież w uknucie całej tej intrygi włożył niemało wysiłku i ryzyka, chciał więc w pełni wykorzystać zaistniałą sytuację. Patrząc jednak na swoją mamę – która leżała przed nim rozkraczona, miała na sobie same pończochy, z cipki lał jej się sok, a piersi falowały seksownie przy każdym jej ruchu – Sebastian poczuł, że zabawa wcale nie musi się jeszcze kończyć. Przecież jeden orgazm nie przesądza jeszcze o tym, że nie można mieć kolejnego. Fajfus Sebastiana znów robił się sztywny. Chłopak dotknął lekko cycka mamy i ścisnął go. Pała była już niemal w pełnym wzwodzie. Drugą dłonią przejechał po cipce kobiety. Teraz członek był już gotów do następnego boju. Sebastian zsunął spodnie oraz ospermione majtki i rzucił je na ziemię. Z gołą, sterczącą parówą pochylił się nad mamą i znów zaczął macać jej ciało. Kutas co chwilę ocierał się o nabrzmiałą i wołającą już o zaspokojenie cipeczkę. Młodzieniec położył się na swej mamusi i całował namiętnie jej szyję oraz ramiona. Dłońmi pieścił pośladki, a fają coraz mocniej ocierał się o matczyną cipę. Kobieta już prawie szczytowała, gdyż wiła się pod swoim synem i jęczała jak zarzynana świnka. Sebastian oderwał się więc od niej, chcąc jak najbardziej wydłużyć te cudowne chwile z mamą. Kobieta jednak podniosła się i złapała Sebastiana. Po omacku zaczęła ściągać z niego górę czarnego, obcisłego stroju. Następnie pozbyła się jego koszulki i masowała syna po nagim torsie.

       – Czuję, że wygoliłeś klatę – powiedziała namiętnie.

    No tak, Kazik przecież był na klacie zarośnięty jak jakiś zwierz, a Sebastian nie miał tam prawie żadnego owłosienia. Nie pomyślał wcześniej, że to także może go zdradzić, ale na szczęście dobrze się ułożyło. Po chwili mama złapała syna za pośladki i przyciągnęła jego krocze do swojego. Fiut znów zetknął się z cipką.

       – Rżnij mnie… – wyjęczała błagalnie mama.

    Sebastian nie mógł dłużej czekać. Bał się tylko, że mama może po rozmiarze penisa poznać, że nie pieprzy się z panem Kazikiem. On przecież miał dużo większą fujarę niż Sebastian. Po drugie nie chciał przecież zapłodnić matki. Przemknęła mu przez głowę analna myśl. Położył się koło mamy i odwrócił ją na bok – tyłem do siebie. Włożył fiuta pomiędzy jej pośladki i zaczął nim poruszać. Kobieta masowała się po czerwonej, niemal już szczytującej cipce. Sebastian złapał mamę za dłoń i odciągnął jej rękę od krocza, żeby kobieta nie doszła. Cipka po chwili ochłonęła i znów była gotowa na dłuższą zabawę. Sebastian, trzymając mamę za biodra, zaczął napierać członkiem na jej odbyt.

       – Ej! – powiedziała gniewnie kobieta. – W pupę nie będzie! Przecież wiesz, że nie lubię analu.

    Speszony Sebastian odsunął więc pałę od matczynej dupy i uklęknął przed kobietą. Ta obróciła się na plecy i znów rozkraczyła się przed synem. Chłopak położył się na niej i przylgnął fiutem do rozpalonej cipci. Po chwili ocierania i wzajemnego pieszczenia, kobieta rzekła:

       – Dobra, musimy chyba się pośpieszyć, bo nie wiem o której wróci mój syn…

    Wobec tych słów Sebastian złapał się za penisa i naprowadził go na szczelinkę mamy. Zaczął na nią napierać. Powolutku zagłębiał się w swej mamie, centymetr po centymetrze. Kiedy dobrnął do końca, obydwoje westchnęli i kobieta zaczęła poruszać biodrami. Sebastian niedługo również zaczął wykonywać ruchy miednicą. Lizał mamę po cyckach i dotykał jej intymnych miejsc. Ruchy obydwojga stawały się coraz szybsze… Sebastian uniósł tułów, żeby móc poobserwować skaczące piersi mamusi. Dłonie wsunął pod dupę kobiety i ściskał pośladki. Niedługo jego palce zaczęły lawirować w okolicach tylnej dziurki. Już niewiele dzieliło Sebastiana od finału dzisiejszego spotkania. Posuwał swoją mamusię szybciej i szybciej… Kobieta uniosła nogę i znów przystawiła ją do twarzy Sebastiana. Widocznie lubiła, kiedy ktoś lizał jej stopy. Sebastian też lubił to robić – zwłaszcza, jeśli do czynienia miał z taką czystą i zadbaną stópką, w dodatku okrytą nylonem. Nie trzeba więc go było o to dwa razy prosić. Oblizywał śliczną stópkę z wielką czułością – delikatnie acz namiętnie. Już był u szczytu wytrzymałości. Zagłębił się palcem w odbycie mamy i czekał, aż jego faja wytryśnie w cipeczce. W ostatniej chwili postanowił jednak wyskoczyć z pochwy swojej mamusi i spuścić się jej na brzuch. Palcem wciąż wiercił w gorącym tyłeczku, lecz drugą rękę wyjął spod dupki mamy, fiuta wysunął z cipki i chciał się za niego złapać. Nim jednak to zrobił, uprzedziła go mama. Chwyciła pałę swego synalka w dłoń i ścisnęła ją mocno. Sebastian mimowolnie wydał z siebie głośny i śmieszny jęk. Pierwsza fala spermy zalała cipcię kobiety, a także trochę dłoń, którą mama masowała się akurat po kroczu. Ona także już prawie szczytowała. W tym momencie jednak przerwała pieszczoty swej łechtaczki i zastygła z osłupienia. Sebastian bowiem znów jęknął, nieświadomy, że zdradza się głosem. Zdradziła go także wielkość kutasa. Kobieta szybko zerwała z twarzy maskę, a następnie opaskę zasłaniającą oczy i z niedowierzaniem przyjrzała się swemu partnerowi. Z przerażeniem stwierdziła, że to jej własny syn. Można sobie wyobrazić szok przeżyty przez kobietę, która nagle uświadamia sobie, że pieprzy się zupełnie z kimś innym, niż do tej pory myślała. W dodatku tym kimś jest jej własny syn! Z otwartymi ustami ścisnęła jeszcze mocniej faję Sebastiana i wykręciła ją. Chłopak wygiął się w tył, odchylił głowę i rżał jak koń. Orgazm jego był tak potężny, że do Sebastiana nie docierało, co się dzieje. Kobieta wciąż doiła kutasa swego syna. Kolejne salwy ciepłej spermy trafiały na jej rozpaloną łechtaczkę. To przepełniło miarę i doprowadziło do orgazmu również ją. Zamknęła oczy, ponownie złapała się za cipę i masowała ją z rozkoszą. Na tą chwilę zapomniała o całym zajściu i dała się unieść przeszywającej ją przyjemności. Sebastian złapał mamę za rączkę i wykonywał nią posuwiste ruchy na swoim kutasie. Niestety, orgazm jego oraz mamy niedługo się skończył i obydwoje musieli stawić czoła zaistniałej sytuacji. Sebastian osłupiały patrzył na zdenerwowaną twarz kobiety. Dopiero po chwili dotarło do niego, że matka nie ma maski ani opaski i o wszystkim już wie. Mimo, iż serce biło mu bardzo szybko – ze zmęczenia oraz z podniecenia – to teraz przyśpieszyło jeszcze bardziej. Rozpalona twarz chłopaka przybrała kolor jeszcze intensywniejszej purpury. Nie miał pojęcia, co zrobić i jak wybrnąć z trudnej sytuacji. Mama także nie wiedziała, jak ma się zachować. Była wściekła – to wiedziała, ale co miała zrobić swemu zwyrodniałemu synalkowi? Wypuściła z ręki jego kutasa i chwyciła chłopaka za włosy. Brutalnie go za nie pociągnęła i umieściła jego głowę na swej cipie. Wsadziła nos Sebastiana w spermę, którą zostawił na jej łonie – tak, jak kotu wkłada się nos w jego własny mocz, kiedy nasika w niepożądanym miejscu, aby oduczyć go zanieczyszczania. Sebastian zaczął zlizywać swoje nasienie z łechtaczki mamy – podświadomie czuł, że powinien po sobie posprzątać. Nie, żeby sprawiało mu to radość, bo było wręcz odwrotnie – niemal przyprawiło go to o wymioty, gdyż połykanie własnej spermy wcale nie jest niczym przyjemnym. Kiedy już oczyścił matczyną pizdę, kobieta odciągnęła – znów brutalnie za włosy – jego głowę od swojego łona.

       – Sebastian… – zaczęła niepewnie, choć słychać było w jej głosie gniew. Nic więcej jednak nie powiedziała, gdyż nie miała pomysłu na rozmowę z synem.

    Chłopak bąknął coś – sam nie wiedział co – po czym zażenowany, ze spuszczoną głową i wiszącym, oblepionym spermą frędzlem na wierzchu, podniósł swoje ubrania i opuścił pokój mamy.

    Wybiła ósma rano. Sebastian leżał w swoim łóżku, trzęsąc się trochę z zimna, a trochę ze strachu. Całą noc nie spał, jedynie kilka razy zapadał w krótki i płytki półsen. W głowie miał wciąż wydarzenia z poprzedniego wieczora. Bał się czekającej go rozmowy z mamą, bo przecież w końcu będzie musiał się z nią zobaczyć i rozmowa na pewno ich nie ominie. Matka na pewno jest tak wściekła, że nie będzie chciała go znać. Wyrzeknie się go. Sebastian będzie musiał się wyprowadzić i zerwać z matką wszelkie kontakty. Cholera, dlaczego musiało się tak stać? W pewnym momencie usłyszał, że mama opuściła swoją sypialnię. Zaczęła swą poranną krzątaninę po domu. Chłopak nie mógł zebrać się w sobie i wygrzebać się z pościeli, by stawić czoło matce. Przed dziewiątą usłyszał pukanie do swoich drzwi. Zamarł. To na pewno mama… Nie mógł wydobyć z siebie głosu, więc kobieta uchyliła drzwi i zajrzała przez szczelinę do pokoju syna. Po chwili otworzyła drzwi szerzej i wślizgnęła się do środka. O dziwo była niemal naga! O co tu chodziło? Jedyne rzeczy, które kobieta na sobie miała, to białe, seksowne majtki i stanik z tego samego kompletu. Bez słowa podeszła do łóżka syna i usiadła koło Sebastiana. Po chwili spytała:

       ? Co się stało z Kazikiem?

       – Podszyłem się pod niego – wydusił z siebie nieśmiałym tonem Sebastian.

       – Jak? Czemu? – kobieta była bardzo ciekawa. – Kiedy wczoraj zobaczyłam, że to nie on, tylko ty, to myślałam, że padnę z szoku.

    Sebastian opowiedział mamie, jak dwa dni wcześniej wrócił cichcem do domu i zobaczył, że kobieta uprawia seks. Opisał jej swoje podniecenie podczas oglądania tego przedstawienia i plan, który udało mu się obmyślić i wprowadzić w życie. Kiedy Sebastian widział, że mama wcale nie jest do niego wrogo nastawiona, poczuł nadzieję, że może jeszcze jakoś się uda ułożyć z nią relacje. Dlatego wszystko jej wyznał.

       – Jesteś samotnym, dojrzałym mężczyzną… – powiedziała kobieta. – Nie jestem na ciebie zła. Odsunęła kołdrę i rozkryła swego syna. Położyła dłoń na jego klacie i lekko go pogłaskała.

       – Dziękuję – wybełkotał Sebastian. – Przepraszam.

       – Ja też jestem samotną kobietą i rozumiem, jak to jest…

    Dłoń mamy zsunęła się z klaty na krocze syna i zaczęła głaskać jego jądra.

       – A tak w ogóle, to wczoraj było bardzo miło… – dodała wstydliwym głosem.

       – Mi też – odparł jeszcze bardziej nieśmiało Sebastian.

    Mama coraz intensywniej masowała krocze syna. Dziwiło ją trochę, że jego członek coś nie chce zesztywnieć pod wpływem tych pieszczot. Sebastian był bowiem tak speszony, że nie umiał nawet podniecić się myślą, że mama masuje mu prącie. Chciał, żeby cała ta sytuacja jak najszybciej się skończyła. Po prostu pragnął zostać sam na sam ze swoim wstydem. Po kilkunastu minutach masażu fiut jednak zaczął rosnąć. Mama uśmiechnęła się i popatrzyła z miłością na swego synka. Ten odwrócił głowę, by uniknąć jej spojrzenia. Niebawem fajka sterczała już, tworząc namiot ze spodenek od piżamy. Mama – wciąż się uśmiechając – podwinęła nogi i postawiła je na łóżku. Uniosła pupę i przesunęła się nią nad krocze Sebastiana. Przycisnęła tyłeczkiem ów powstały namiot i zaczęła poruszać dupką. Sebastian mimowolnie aż się wyginał z rozkoszy, ocierając się fiutem o matczyny tyłeczek. Kobieta z uśmiechem na ustach patrzyła w twarz synkowi, lecz ten wciąż unikał jej spojrzenia. Po chwili złapała Sebastiana za dłoń i umieściła ją na swojej piersi, dając chłopakowi do zrozumienia, że może sobie pomacać. Sebastian początkowo nieśmiało ściskał cycka mamy, lecz z czasem zaczął robić to coraz namiętniej. Po chwili przez majtki kobiety zaczęła przebijać się wilgoć. Wzięła wtedy swego syna za drugą rękę i umieściła ją na swym łonie. Sebastian zaczął pocierać cipkę przez materiał majtek. Było mu już tak dobrze, że nie wiedział, czy długo jeszcze wytrzyma. Mama wciąż masowała pupą jego prącie. Wsunął rękę do majtek kobiety – gdzie panowało już niezłe bagienko – i włożył jej palca do cipki. Zajęczała i wygięła się. Druga ręka łapczywie miętosiła pierś mamy przez materiał stanika. Ruchy palca w cipce stawały się coraz szybsze, chłopak zagłębiał się nim coraz głębiej, a niebawem dołączył do niego drugiego palca. W pewnym momencie Sebastian wygiął się cały, stęknął i mocno ścisnął maminego cycka. Jego twarz wykrzywiła się w dziwnym grymasie. Sperma zalewała mu spodenki od piżamy.

       – Mamusiu… – zajęczał. – Jejku, mamusiuuu…

    Kobieta uśmiechnęła się jeszcze szerzej i całym ciężarem przycisnęła tyłek do fiuta Sebastiana.

       – Ughhhh – zasyczał chłopak.

    Niebawem skończył i wypuścił cycka matki. Speszony popatrzył jej w końcu w oczy. Ruchy kobiety ustały i zeszła z krocza syna. Usiadła koło niego. Sebastian wciąż pieścił palcami wnętrze jej cipeczki. Ona, pojękując seksownie, to zaciskała nogi, to je rozluźniała. Wsunęła dłoń pod koszulę syna i delikatnie gładziła go po nagim torsie. Spojrzenie jej stawało się coraz bardziej rozmyte, jęki coraz intensywniejsze, wierciła się coraz mocniej… W końcu zacisnęła powieki, zawyła głośno i wbiła paznokcie w skórę Sebastiana. Ten zwolnił ruchy palca, by dać mamusi maksimum rozkoszy. Czuł, jak mięśnie jej cipki drżą. Kobieta rozchyliła lekko powieki i spojrzała nieobecnym wzrokiem na Sebastiana. Pochyliła się nad nim i zetknęła się wargami z ustami syna. Całowali się namiętnie, lecz krótko. Kiedy bowiem kobieta skończyła szczytować, oderwała się od Sebastiana, spojrzała na niego wymownym wzrokiem, odetchnęła z ulgą i rzekła, puszczając oko:

       – Możemy co jakiś czas pomagać sobie w taki sposób… Co ty na to, synek?

    Sebastian kiwnął potakująco głową. Mama uśmiechnęła się, a on odwzajemnił uśmiech. Wyjął rękę z jej majtek, a ona wstała i opuściła pokój Sebastiana. Chłopak, kiedy został sam, z zadowoleniem chwycił gumkę swoich spodenek od piżamy i odciągnął ją do góry. Podniósł głowę i spojrzał na swego ospermionego kutasa.

       – I widzisz? – rzekł do niego. – Mamy co ruchać przez całe wakacje i jeszcze dłużej… – uśmiechnął się zawadiacko, po czym zrelaksowany opadł na łóżko.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tar takus
  • Romantyczny wieczor

    Gdy tylko wybiła godzina dziewiętnasta, zadzwoniłam po taksówkę i zaczęłam pakować swoje rzeczy. Praca skończona, lokal posprzątany, czas do domu, gdzie czeka cały mój świat. Kobieta którą poznałam około pięciu miesięcy temu. Anna była moją bratnią duszą, miłością mojego życia. Po pół godzinnej podróży wysiadłam z auta i ruszyłam w stronę drzwi. Wsunęłam klucz w zamek, przekręciłam po czym pchnęłam wchodząc. Po chwili byłam już w salonie. Od razu zauważyłam jej postać. leżała na kanapie czytając książkę.

    Podeszłam i przytuliłam się do niej, uśmiechnęła się po czym szybko pocałowała. Oddech mi przyspieszył. Zsunęła mi spodnie wraz z majtkami , po chwili znikł mi też stanik, pozostałam w cienkiej koszulce. Gdy zrozumiałam co dziewczyna ma na myśli, zaczęłam rozpinać guziki od Jej bluzki, ona pieściła moje piersi. Potem przeniosła dłonie na uda. Rozchyliła je i dotknęła mojego drżącego punktu, który czekał na jej zwinne palce. Umm, Ja to jednak mam szczęście!

    Ania objęła mnie ramionami i położyła swoje szczupłe, zwinne palce na mojej pupie. Poczułam jej długie, ostre paznokcie przez cienki materiał koszulki. Przysunęłam sie bliżej. W blasku księżyca zobaczyłam, jak nasze piersi ocierają sie o siebie bezwiednie. Uniosłam głowę i mój wzrok spotkał jej głębokie, błękitne, wpatrujące sie we mnie oczy. Przymknęła powieki i nasze usta zetknęły się. Na początku był to łagodny, kobiecy pocałunek. Słodki i czuły. Nagle poczułam, jak napiera na moje usta gorącym językiem. Chwyciła mnie za piersi i drżąc na całym ciele, zaczęła je masować.

    -Kotku? Wszystko w porządku?

    – Cicho? szzzz? wiem, nic nie mów, nic nie mów… – Nie potrafiłam się opanować. Zdjęłam ramiączko z jej stanika i zaczęłam całować piersi. Przesuwałam mokrym językiem po brodawkach, aby stały sie twardsze. Nie przerywając pieszczot naciągnęłam kołdrę na jej nagie ramiona.

    – Jeszcze! – krzyknęła. Odrzuciła głowę do tyłu i zamknęła oczy. Zwilżyła językiem wargi. – Proszę! – już niemal krzyczała. Chwyciłam jej dłoń i włożyłam ją między swoje uda. Znowu poczułam na skórze jej ostre paznokcie. Swoją rękę włożyłam między nogi swojej kobiety. Otworzyła szeroko oczy i przytuliła się do niej, delikatnie przesuwając ją wyżej. Pocałowała mnie w usta.

    Mocno i namiętnie. Drżałyśmy. Jestem pewna że nie z zimna. Zanurzyła palce w mojej pisi.

    – Wiedziałam – wyszeptała z satysfakcją – jesteś tak samo mokra jak ja! 

    Zaśmiałam się gotowa aby włożyć palce i sprawdzić, czy mówi prawdę. Jej wargi były ciepłe i mokre. Przesunęłam palcami parokrotnie w górę i w dół. Jęknęła. Uciszyłam ją kolejnym pocałunkiem. Naprawdę nie wiem, co mnie wtedy opętało. Ale nie chciałam tego przerywać? Rozebrałam nas i mimo chłodu odkryłam jej ciało, aby przyjrzeć mu sie w świetle księżyca. Było piękne. Przypominało hebanową rzeźbę. Ania miała długie, kształtne nogi i wąskie biodra, które teraz unosiła niecierpliwie. Malutkie gniazdko było rozchylone i lśniące. Różowa łechtaczka nabrzmiewała w oczekiwaniu na pieszczoty. Uklękłam i przytrzymując w dłoni pierś, dotknęłam nią jej rozwarcia, przesuwając twardą brodawkę po wysuniętej łechtaczce. Moja pierś między jej udami? niesamowite wrażenie! Po chwili głęboko wsunęła we mnie swoje palce, ja zaś dotykałam brodawką jej szparki.

    Wzięłam głęboki oddech, podniecając się zapachem jej perfum, i obsypałam pocałunkami rozchylone uda. Gdzieś nad sobą słyszałam ciche pojękiwanie. Ocierałam się policzkiem o miękką skórę jej nóg. Jej blade, nagie ciało pachniało przepięknie i było wyjątkowo ponętne. Przesunęłam językiem po wargach szczelinki, zatrzymując się dłużej. Ania w ekstazie szarpała moje włosy, a ja nie  przejmując się tym wtykałam język coraz głębiej, poruszając nim rytmicznie, tak jak to robi mężczyzna doprowadzając kobietę do szaleństwa. Czułam, że lada moment nastąpi u niej spełnienie.  Trwało to długą, rozkoszną chwilę. Kiedy już było po wszystkim, Ania wyczerpana opadła na łóżko, popatrzyła na mnie tak, jakby chciała zapytać, co teraz zamierzam. Bez słowa odrzuciłam kołdrę. Byłyśmy zbyt podniecone, aby odczuwać przejmujący chłód. Położyłam się obok niej.

    -Kocham Cię… -wyszeptałam tuląc się do niej ufnie.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Palacz ~

    Nie wiem co myślę, oceńcie sami 🙂

  • Trzy baty

    To było parę dni temu. Umówiłam się z trzema kolegami na małe spotkanie. Była wódka, wino, jakieś piwo. I oczywiście, film erotyczny. Od dawna taki film był częścią, można powiedzieć, tradycją, naszych spotkań. Ale tego dnia było trochę inaczej.

    Z podnieceniem oglądaliśmy kobietę ruchaną w obie dziurki przez mężczyzn o wielkich kutasach. Nie powiem, podnieciło mnie to i to bardzo. Ukradkiem zerknęłam na kolegów, a raczej na ich krocza. Ich spodnie były mocno napięte. 

     – Ale gorąco się zrobiło – powiedziałam. – Zdejmę bluzkę.

    Bardzo często siedzieliśmy obok siebie tylko w bieliźnie. Ale tym razem zrobiłam to z rozmysłem. Dodatkowo, moje ogromne cycki schowane było w nieco za małym, koronkowym staniku. Chłopaki zdjęli koszulki i spodnie. Teraz już dokładnie widziałam ich stojące pały. 

    Zdjęłam swoją króciutką spódniczkę i zostałam w samym staniku i koronkowych stringach, także moja pizda była bardzo widoczna. Soki już po mnie ciekły. 

    Panowie spojrzeli na mnie głodnym wzrokiem, ale na razie nic nie robili. Celowo upuściłam chipsa i schyliłam się, mocno wypinając swój seksowny tyłeczek. I teraz się zaczęło.

    Poczułam klepnięcie na swoim pośladku. Moja ręka odruchowo powędrowała na krocze Maćka. Drugą zrobiłam to samo. Kamil z kolei zdjął mój staniczek i moje cycki ukazały się kolegom. Sutki stały już na baczność. Daniel zerwał ze mnie mokre od soczków stringi. 

    Po kolei ściągałam chłopakom slipy i całowałam ich stojące chuje. 

    – Chcę być waszą suką, waszą dziwką – jęknęłam i zaczęłam obciągać im chuje niczym rasowa dziwka. Ale to nie wystarczało panom. Poczułam, jak chuj Maćka wchodzi we mnie jednym ruchem. Poczułam lekki ból, gdy wypchał moją ciasną pizdeczkę. Chuja Daniela obciągałam, Kamila masowałam. Jednak Kamil po chwili stanął za mną i napluł na moje kakaowe oczko. Chwilę potem wszedł w nie jednym ruchem. Czułam, jak wypychają mnie. Rżnęli mnie mocno. Miałam wrażenie, że zaraz dojdę. Od krzyku powstrzymywał mnie kutas Daniela, który rżnął mnie mocno w usta. 

    Po chwili poczułam, jak wszyscy trzej tryskają we mnie spermą. Wylizałam chuja Daniela do czysta. Panowie chwilę później doprowadzili mnie do orgazmu, rżnąc mnie dwoma kutasami w cipę i jednym w dupę. To było niesamowite.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Ania
  • Pielegnowany przez mame cz.1

    Mam na imię Wojtek. Właśnie zdałem do drugiej klasy gimnazjum. Był początek wakacji. Po małej imprezce u kumpla z okazji zdania do następnej klasy, gdzie był grill, dobra muza i oczywiście alkohol, postanowiłem się zwijać do domu. Rafał, który przyjechał na swoim skuterze i nic nie pił, zaoferował mi, że mnie podrzuci. Jazda przebiegała bez problemów. Zacząłem nawet trochę przysypiać za plecami Rafała. Nagle usłyszałem pisk, szarpnęło mną i poczułem się nagle taki lekki. Ostatnia rzecz, jaką zapamiętałem to ujadanie psa i tępy ból w głowie.

    Obudziłem się. Początkowo nie wiedziałem gdzie jestem. Czy tak wygląda niebo? Po chwili zorientowałem się, że trafiłem do szpitala, a białe postacie kręcące się po sali to tylko pielęgniarki. Zaczęły wracać wspomnienia, co się wydarzyło.

    – No widzę, że się kolego wreszcie obudziłeś – powiedziała pielęgniarka, zmieniająca kroplówkę przy moim łóżku – zawołam zaraz twoją rodzinę.

    Za chwilę do sali wpadła moja rodzinka. Moja mama Oliwia, 42 letnia wysoka blondynka, lekko puszysta. Mój starszy brat Marcin, który we wrześniu idzie do liceum. Również blondyn, trochę niższy od mamy, ale niedługo pewnie ją przerośnie. Typ sportowca, ale nie jakiegoś tłumoka. Wiecznie toczę z nim o wszystko wojny, ale w bezpośredniej, fizycznej konfrontacji nie mam szans. No i najmłodsza Sylwia, idąca od nowego roku szkolnego do 3 klasy podstawówki brunetka. Ja też jestem brunetem, 14 letnim chłopakiem w okularach, wyglądającym jak kujon. Na domiar złego jestem jeszcze niski i chudy, w przeciwieństwie do mamy i brata. Mam 155 cm wzrostu. Dlatego jestem częstym obiektem drwin ze strony brata i jego kumpli.

    Nie wspomniałem jeszcze o ojcu. Mama się z nim rozwiodła 5 lat temu. Ma swój własny interes, przez który zaczął więcej pić i awanturować się. To było główną przyczyną rozstania się rodziców. Ostatnio wyszedł trochę na prostą. Co miesiąc płaci alimenty. Widujemy go w weekendy. Wyglądam trochę jak jego młodszy klon, tyle, że on ma jeszcze wąsy.

    – Tak się cieszę, że nic poważnego ci się nie stało, synku. – powiedziała mama, usiadłszy na moim łóżku i głaszcząc mnie lekko po włosach – Co cię napadło, żeby wsiadać na ten skuter? W dodatku lekarze powiedzieli mi, że miałeś we krwi alkohol.

    Wzruszyłem tylko ramionami. I wtedy poczułem coś dziwnego na moich rękach, sięgającego aż do połowy przedramienia. Miałem zagipsowane obie ręce, zgięte w łokciach. Mama przedstawiła mi listę moich urazów i wyjaśniła, co się stało wczoraj wieczorem.

    Po za złamanymi obiema rękami, które będą unieruchomione przez miesiąc, mam wstrząśnienie mózgu, co może skutkować  zawrotami głowy przez kilka następnych dni. Dodatkowo stłuczone kolana. A tak poza tym, wiele obtarć , głównie na dłoniach, nogach, ale i na twarzy i brzuchu. Mam zostać jeszcze na obserwacji do jutra i potem wracam do domu. Dowiedziałem się jeszcze, że Rafał tego samego wieczoru został wypisany do domu z kilkoma tylko zadrapaniami. A sprawcą wypadku był pies, którego ujadanie słyszałem, zanim nie straciłem przytomności. Rafał próbował go ominąć, gdy nagle wyskoczył przed skuter i najechaliśmy na wysoki krawężnik. Ja wyskoczyłem ze skutera, jak z katapulty i przeleciałem kilka metrów, a Rafał stanął tylko dęba na skuterze i przewrócił się razem z nim na bok.

    Następnego dnia mama po mnie przyjechała. Widziałem jak rozmawia jeszcze z doktorem i pielęgniarkami. Większość z personelu mama zna, ponieważ jeszcze o tym nie wspomniałem, jest pielęgniarką pracującą w tym szpitalu, ale na oddziale chirurgii.

    Mama przyszła do mnie z siatką pełną, jak mi wyjaśniła, różnych maści na moje stłuczenia. Pomogła mi się ubrać, co mnie trochę zmieszało, a mama tylko parsknęła i dodała, że widziała mnie przecież mnóstwo razy nago.

    -No tak, ale jak byłem małym dzieckiem a teraz trochę wyrosłem – wyjaśniłem oburzony.

    – A jak myślisz, dorośli mężczyźni do nas na chirurgię nie trafiają – odpowiedziała mama.

    Wsadziła mnie na wózek inwalidzki, ponieważ przez moje stłuczone nogi dojście na parking zajęło by nam bardzo dużo czasu.

    Jadąc do domu rozmawialiśmy o tym, że przepadnie mi tygodniowy wyjazd nad morze z tatą i siostrą. Marcin z kolei jedzie  na trzy tygodniowy obóz sportowy na mazury. W pewnym momencie mama zadała mi dziwne pytanie.

    -Wojtuś, słyszałam od pielęgniarki, że po zdjęciu cewnika nie chciałeś, aby ci pomogła wysikać się do kaczki, dlaczego?

    -Eem… no więc… nie chcę czuć się jak osoba kompletnie zależna od innych, to trochę poniżające- odpowiedziałem, trochę się plącząc.

    -I jak prosiłeś siostrę, żeby cię odprowadziła do łazienki i cię zostawiała, jak sobie radziłeś?

    Chwilę  milczałem. Wziąłem głęboki wdech i odpowiedziałem cicho

    -Siadałem na sedesie jak dziewczyna i tak się załatwiałem.

    -Świetnie, że starasz się być taki samodzielny, ale jeśli chodzi o to, że się po prostu wstydziłeś przed panią pielęgniarką, to nie ma co z takiego powodu rezygnować z czyjejś pomocy, gdy jej potrzebujesz. Po co się niepotrzebnie męczyć.

    Wzruszyłem ramionami.

    -Chyba masz trochę racji.

    -Zmierzam do tego, że wzięłam urlop do czasu, aż nie zdejmą ci gipsu. Mam zamiar się tobą opiekować. Mam w tym, jak wiesz chyba spore doświadczenie – sarkastycznie wyjaśniła mama – To dobrze, że sam dasz sobie radę z załatwianiem się. Ale jak będziesz miał jakiś problem, nie krępuj się zapytać. Na co dzień się tym zajmuję, a poza tym jestem twoją matką i to moja powinność.

    -Ehm, rozumiem- przytaknąłem

    – Jeśli chodzi o kąpiel. Myślę, że co 2 dni wystarczy, co o tym myślisz?

    Zrobiłem wielkie oczy.

    -Że co słucham?!- niemal krzyknąłem zdziwiony- Sam sobie dam radę, daj spokój!

    -Jak ty sobie to wyobrażasz z tym gipsem, że się tylko lekko nakropisz wodą i już.-odpowiedziała również lekko wzburzona- Śmierdział będziesz po kilku dniach bez używania mydła. A jak się wytrzesz, a jak zabezpieczysz gips przed zmoczeniem?-odczekała chwilę, po czym już spokojniejszym głosem rzekła- Wiem, że to może być krępujące dla nastolatka bycie gołym przed kobietą, i to jeszcze przed matką, ale dla mnie to całkiem naturalna kolej rzeczy, że rodzic pomaga dziecku nawet w takich wstydliwych dla ciebie kwestiach. Rozumiesz mnie ?

    -Tak mamo, chyba masz rację – zgodziłem się z pokorą w głosie.

    Dojechaliśmy do domu. Mama zaparkowała na podjeździe, otworzyła mi drzwi i jedną ręką objęła mnie w pasie a drugą położyła mi na ramieniu i tak powolutku zaprowadziła mnie do mojego pokoju i pomogła położyć się na łóżku. Na szczęście mamy parterowy dom.

    -Odpocznij sobie, a ja zrobię obiad. Dziś ci odpuszczę kąpiel, ale wieczorem trzeba będzie nasmarować te stłuczone miejsca.

    -Dobra, dziękuję. Chyba się zdrzemnę.

    -Świetnie, to ci dobrze zrobi. Odpoczywaj.

    Gdy mama wyszła leżałem tak wpatrzony w sufit i myślałem o tym wszystkim. Boże, ona naprawdę będzie mnie myła. Przecież pod wpływem jej dotyku od razu mi stanie. Zważywszy to, że nie onanizowałem się od kilku dni, choć zacząłem od niedawna. Sperma też pojawiła mi się gdzieś z pół roku temu. Wcześniej to tryskałem tylko jakąś przezroczystą cieczą i zacząłem się zastanawiać, czy określania spermy białą śmietanką i tym podobne nie są jakimś mitem. Aż nie zacząłem oglądać od tego roku pornosów w necie i się nie przekonałem na własne oczy. Myślałem, że coś jest ze mną nie tak, aż w końcu rasowe nasienie się pojawiło.

     A moja mama dodatkowo jest bardzo atrakcyjną kobietą, co również nie pomagało mi przed uniknięciem kompletnej kompromitacji, gdy mi przy niej stwardnieje członek. Zaczynając oglądać filmy porno do tej pory najbardziej podnieca mnie tematyka masturbacji ręką mężczyzn przez kobiety. Szczególnie jeśli jest to dojrzała babka i jakiś młody chłopak. Wtedy oczywiście wyobrażam sobie, że to ja jestem tym chłopakiem, a ta lwica robi dobrze ręką mi. Masturbuję się wtedy zawzięcie, wczuwając się w film. Ostatnio trafiłem na prawdziwą mistrzynię w tym fachu – „Wifey”, która wali konia swojemu mężowi. Prawdziwa profesjonalistka. I w pewnym momencie zauważyłem ze zgrozą, że jest bardzo podobna do mojej mamy. Szczególnie gdy swoje blond włosy ma uczesane z grzywką opadającą na czoło i spiętymi z tyłu w kok, bo moja mama najczęściej taką ma fryzurę. Wtedy się przeraziłem, bo to chyba nie znaczyło, że podświadomie pożądałem swojej matki? Nigdy mnie nie podniecała jako kobieta. A  po oglądaniu tych filmów też jakoś nie marzyłem aby to właśnie mama dogadzała mi seksualnie. Podekscytowany jestem również oglądając filmy z pewną niemiecką brunetką – „Klixen”. Potrafi pieścić niesamowicie facetów ręką, dodając do tego trochę dominacji, ale robi to bardzo zmysłowo i delikatnie, przedłużając przyjemność partnera do maksimum.  

    Może opiszę moją rodzicielkę trochę dokładniej. Jak pisałem wcześniej jest wysoką blondynką. Ma 180 cm wzrostu, jak na kobietę jest bardzo wysoka. Jest też, jak to ująć, duża. Nie za gruba, nie za chuda. Taka w sam raz. A jej długie nogi, z kształtnymi łydkami i bardzo ponętnymi udami przechodzącymi w bardzo szerokie biodra wyglądają tak, jak u dojrzałej kobiety wyglądać powinny. Ma również spory biust, jak udało mi się kiedyś przeczytać  na pudełku od jej stanika z miseczką H. Posiada wystającą, szeroką pupę. Gdy jest w opinającej spódnicy lub jeansach przyuważyłem, jak seksownie  nią kręci. Powyżej jej bioder, na boczkach, gdy nosi jakiś ciasny top, eksponujący jej wielki dekolt można dostrzec kilka  fałdek tłuszczu. Ramiona i ręce nie są u niej patykami, tylko też lekko grubsze. Włosy już wiecie jak lubi układać. Ma piękną twarz, z niebieskimi oczami. Podobna właśnie  do „Wifey”, szczególnie jak się uśmiecha. Dostrzegam też trochę podobieństwa w niej do Carol Cox, trochę bardziej jeśli chodzi o twarz, a dokładniej uśmiech, włosy, a mniej, gdy patrzę na jej ciało. Wytryski na twarz Carol są również nieziemskie, albo jak ssie facetowi pałę, to robi to tak mocno, że powstają na jej policzkach głębokie dołeczki. Mama na co dzień ubiera się szczelnie ukrywając swoje kobiece wdzięki. Gdy gdzieś wychodzimy na przyjęcia, czy jesteśmy na wakacjach i czuje się swobodnie, wtedy dopiero można dostrzec jej walory.

    Z tymi rozmyślaniami zasnąłem. Obudziłem się dopiero wieczorem. Wygramoliłem się z łóżka  i z trudem doczłapałem się do kuchni. Mama ucieszyła się na mój widok. Byłem głodny, więc odgrzała mi obiad. Później dowiedziałem się, że moje rodzeństwo już wróciło od taty, gdy spałem. Szkoda, że nie mogłem spędzić z nim trochę czasu. Ale jutro mamy się zobaczyć, gdy przyjedzie po Sylwię i razem pojadą nad morze. Umówili się, że Marcin też z nimi pojedzie i spędzą trochę czasu razem, a tata później podrzuci go na obóz na mazurach. Pośmiałem się trochę i pożartowałem z rodzeństwem z mojego chwilowego niedołęstwa i poszedłem spać.    

       Za chwilę przyszła mama, aby pomóc mi się rozebrać. Gdy zdejmowała moje spodnie i wyjmowała po kolei każdą z moich stóp ze spodni leżących już na podłodze, mój penis dyndał przed jej twarzą. Modliłem się, aby mi się nie podniósł. Ciężko było zdjąć moją koszulkę przez gips, ale się udało. Mama włożyła mi krótkie spodnie od piżamy, ale koszulki nie chciałem, bo było w nocy bardzo gorąco.

    Mama kazała mi usiąść na łóżku i sięgnęła po maść na stłuczenia. Zadrapań jak powiedziała nie ma sensu smarować, niech się same zagoją. Ale tymi paskudnie stłuczonymi kolanami trzeba się zająć. Klęknęła na podłodze przede mną i wycisnęła trochę maści na swoje ręce. Cholera, teraz w tej pozycji i z tą maścią na rękach wyglądała, jak aktorka porno z moich fantazji, przygotowująca się przed zwaleniem gruchy swojemu partnerowi. Po chwili takich rozmyślań zaczął mi stawać. Położyłem łokcie na swoim podnoszącym się przyrodzeniu, aby je zamaskować i cicho jęknąłem, gdy w tej samej chwili poczułem delikatny dotyk dłoni mamy na moich kolanach i zaczęła wcierać maść. Spojrzała mi w oczy.

    -Jeszcze boli?

    -Nie, tylko krem jest zimny, ale przynosi ulgę-szybko odpowiedziałem. Chyba nic nie zdążyła zauważyć?

    Powoli wcierała zimną i kojącą  maść. Jej twarz była pełna skupienia, na tym, co robi. Musiałem przestać na nią patrzeć i wyobrażać sobie jakieś sprośne rzeczy, bo zaraz się tu spuszczę bez dotykania się a to mama zauważy na pewno. Na szczęście zaraz skończyła, podniosła się z kolan. Jej duże piersi napięły przy tym bluzkę. Miała nadzieję, że maść przyniesie ukojenie. Dała mi całusa w usta, życzyła dobrej nocy i wyszła.

    Próbowałem zasnąć z pełną erekcją, ale widok mamy wcierającej maść w moje kolana i wyobrażenie sobie, że wcale nie masuje moich kolan, tylko moją stojącą męskość, nie pozwalał mi na to. Świadomość, że jutro będzie mnie widziała nago podczas kąpieli również mocno mnie podniecała, równocześnie trochę ogarniał mnie strach. Co, jeśli pod wpływem jej dotyku podniecę się? Jak zareaguje, widząc mojego członka przed nią? Odgoniłem z trudem te natarczywe myśli i w końcu zasnąłem.

    Rano obudziłem się z pełnym pęcherzem. Z problemami wstałem i doszedłem do łazienki na korytarzu. Trochę kręciło mi się w głowie przez to wstrząśnienie. Musiałem chwilkę posiedzieć na klapie od sedesu. Gdy mi przeszło ściągnąłem spodenki, ślizgając się pupą po desce. Trochę to trwało. Myślałem, że zleję się w piżamę. Wysikałem się na siedząco. Kilka kropel trafiło na moje gatki. Potem tak samo naciągnąłem spodenki, poprawiając je łokciami. Również łokciem odkręciłem kran i delikatnie, żeby nie zmoczyć gipsu, opłukałem wystające końce palców.

    Udałem się do kuchni w samych spodenkach. Mama właśnie przygotowała śniadanie. Po chwili pojawiło się moje rodzeństwo. Gdy jedliśmy, przyjechał tata i dołączył do nas. Mama mnie karmiła i wszyscy mieli z tego powodu mnóstwo radochy. Czułem, jaki jestem czerwony z upokorzenia i wściekłości.

    Opowiedziałem tacie co się stało. Żałował, że nie mógł od razu przyjechać do szpitala, ale miał dużo pracy. Przykro mu było również z powodu tego, że nie mogę z nimi jechać. Mi też. Tak mało spędzamy ze sobą czasu. Po śniadaniu cała rodzina, poza mną, była zajęta pakowaniem bagaży do auta. Potem pożegnaliśmy się. Tata obiecał, że wyśle nam pocztówkę. Staliśmy tak z mamą chwilę przed wejściem, machając im i obserwując znikający samochód. Zostaliśmy sami.

    Weszliśmy do domu. Mama zajęła się domowymi obowiązkami, jak sprzątanie i prasowanie. Później zaczęła przygotowywać obiad. Ja z kolei snułem się bez celu po domu. Jednak moje potłuczone nogi dawały mi się we znaki jak i pojawiające się  co jakiś czas zawroty głowy. Położyłem się na kanapie w salonie i zacząłem oglądać telewizję.

    Po pewnym czasie moją uwagę odwrócił fakt, że mama zaczęła ścierać kurz z szafki w salonie. Klęczała i wycierała dolną półkę. Jej jeansy ciasno opinały jej biodra. Rany, ale ona ma apetyczny tyłeczek. Wcześniej za bardzo na niego nie zwracałem uwagi, bo i nie było okazji mu się przyjrzeć w jej codziennych, aseksualnych ciuchach. Bardzo kuszące, szerokie biodra i pośladki, które w tej pozycji wyglądały jak soczyste jabłko. Niebieskie spodnie na jej pupie  mocno wcinały się , gdy była tak wypięta, eksponując dwa duże, puszyste półdupki. Gdy się podniosła dostrzegłem dopiero teraz, że zdjęła swoją bluzkę i była w dość ciasnym podkoszulku uwydatniającym jej potężny biust. Lekko zafalował, gdy się podnosiła. Gdy odwróciła się do mnie dostrzegłem głęboki dekolt i równie pokaźny rowek między jej obfitymi piersiami. Dawno takiego stroju, podkreślającego jej figurę , na niej nie widziałem. Spojrzałem na jej twarz. W tym samym momencie odwróciła głowę w moim kierunku i nasze spojrzenia spotkały się.

    – Coś się stało, synku? – spytała się

    – Aaa… nn… nie nic… kiedy będzie obiad, trochę zgłodniałem? – odparłem, starając się wybrnąć z kłopotliwej sytuacji.

    – Za 15 minut. Cieszę się, że masz apetyt – odpowiedziała i jej twarz rozpromieniła się w szerokim uśmiechu.

    Poszła do kuchni a ja odetchnąłem z ulgą. Mój penis stał na baczność i pulsował. Czułem, jak moje jądra są nabrzmiałe z powodu mojej przerwy w masturbacji. Mam nadzieję, że mama nie zauważyła, jak się na nią gapiłem i jaki namiot powstał po tym w moich spodniach? Muszę jak najszybciej znaleźć jakiś sposób na ulżenie sobie przed kąpielą z mamą, inaczej spalę się ze wstydu.

    Zjedliśmy wspólnie obiad. Mama mnie karmiła i śmiała się, że znów jestem jej małym dzidziusiem. Ja czułem się trochę nieswojo. Patrzyłem w jej dekolt. Głęboki kanał między piersiami strasznie mnie podniecił, gdy nachylała się nade mną. Po posiłku, ukrywając moją gotowość w spodenkach, udałem się do mojego pokoju. Mama siedziała w salonie i popijała herbatę przed telewizorem. Miałem pewność, że przez jakiś czas tam pozostanie.

    Zdjąłem moje krótkie spodenki razem z majtkami, jak zawsze z niemałym trudem. Klęknąłem przy kanapie i zacząłem ocierać mojego penisa o jej brzeg. Stał mi mocno i przy każdym pchnięciu skórka schodziła z główki penisa. Jednak nie mogłem skupić się na przyjemności, ponieważ zastępował ją ból moich posiniaczonych nóg. W takiej pozycji mięśnie były napięte. Spróbowałem położyć się na brzuchu na kanapie i ocierać członka o mój brzuch, ale raz, stymulacja była słaba, a dwa doszedł ból brzucha, przez liczne obtarcia, które na nim miałem. Starałem się jeszcze objąć mojego twardziela łokciami, ale plecy mnie wtedy strasznie bolały. Nie byłem zbyt dobrze rozciągnięty. Penis wyślizgiwał mi się spomiędzy łokci. Dałem sobie spokój. Ze spełnienia nici. Podciągnąłem spodenki i leżałem na kanapie, zastanawiając się co dalej. W czasie kąpieli będę musiał po prostu myśleć o czymś innym i nie patrzeć na myjącą mnie mamę. Zamknę oczy i będę przywoływał z pamięci jakieś paskudne obrazy, co już często robiłem, gdy pojawiła się erekcja w mało sprzyjających momentach. Udawało mi się ją odpędzić takimi sposobami. Wieczorem w łazience będę musiał tego spróbować. Uciąłem sobie poobiednią drzemkę. Obudziłem się koło 16 i czytałem książkę do kolacji, czasami wychodząc  tylko do toalety.

    O 19 mama zawołała mnie na kolację. Jedliśmy, oglądając w salonie jakiś serwis informacyjny. Karmiła mnie. Podawała mi kanapki do ust, wycierała czasem twarz z majonezu, który pozostawał na mojej twarzy. Uśmiechała się szeroko. Widać sprawiało jej to frajdę. Po zjedzeniu chwilę siedziałem  razem z mamą. Ćwiczyłem już teraz ignorowanie jej, mimo że była wciąż ubrana w te seksowne ciasne jeansy i bluzkę. Nagle poczułem coś, czego nie czułem od chwili wypadku. Nawet w szpitalu. Już zapomniałem o takiej sprawie. Zachciało mi się  numeru dwa. Zaburczało mi w brzuchu. Podczas pobytu w szpitalu do teraz musiałem mieć zatwardzenie. Może przez chwilową zmianę diety. Posiłki były tam niezbyt smaczne, gdy sobie przypomnę. Samo załatwienie się nie powinno być problemem, ale jak się podetrę. Spojrzałem na moją matkę. Czułem, że robię się czerwony na samą myśl mojego pytania. Mama jakby poczuła, że patrzę na nią badawczo i zwróciła się do mnie.

    – O co chodzi, Wojtuś? – zadała pytanie pieszczotliwym głosem – masz jakiś problem, coś cię boli?

    – nn… nie, wszystko w porządku. – zacząłem niepewnie – tylko widzisz… chce mi się… do łazienki… i… i.

    – No wyduś to z siebie, na miłość boską. – przerwała mi trochę zniecierpliwiona – Domyślam się, że chcesz zrobić kupkę, tak?

    – No… tak. – odpowiedziałem

    – Już mówiłam ci w samochodzie, że nie masz się czego wstydzić. – tłumaczyła delikatnym głosem – We wszystkim ci pomogę, po prostu proś. Idź szybciutko do łazienki i jak już załatwisz sprawę zawołaj mnie i ci wtedy pomogę. Robiłam to już tyle razy, gdy byłeś maluszkiem, a i w pracy w szpitalu mam z tym ciągle doświadczenie. Więc się tak nie zawstydzaj i maszeruj do WC.

    Odwróciłem się i udałem się do toalety. Fakt, że mama przyjęła to tak normalnie, jakby chodziło o zawiązanie sznurowadeł, wcale mnie nie uspokoił. Będzie w końcu wykonywać czynność, która jest bardzo intymna dla człowieka.

    Zdjąłem spodenki już przećwiczonym sposobem. Gdy opadły razem z bokserkami do kostek usiadłem na kibelku. Nie potrwało to za długo. Wstałem, gipsem naciągnąłem koszulkę na przyrodzenie i zawołałem mamę. Po chwili weszła do łazienki.

    – Szybko ci poszło. – stwierdziła – I co się tak zasłaniasz? Przecież wczoraj widziałam cię nagiego.

    Podeszła do mnie, stojącego jak wystraszony pies, po czym nachyliła mnie lekko do przodu i złapała lewą ręką przez pół. Prawą sięgnęła po papier i pochylona wycierała mi tyłek. Robiła to bardzo delikatnie. Ja sam mocniej trę papierem pomiędzy moimi pośladkami, gdy się podcieram. Mama urwała jeszcze raz papier, wyrzuciła go do sedesu i spuściła wodę. Stolec był twardy, więc prawie nie było co wycierać. Moja karmicielka klepnęła mnie w pośladek i rzekła:

    – No, i po wszystkim. – uśmiechnęła się do mnie – chyba nie było tak strasznie, co?

    Podeszła do umywalki i obmyła swoje ręce. Ja w tym samym czasie łokciami opuściłem klapę i siedząc na niej próbowałem podciągnąć gacie.

    – Poczekaj Wojtek, jak już tu jesteśmy a ty prawie jesteś rozebrany, to cię umyję. – zaproponowała mama, wycierając ręce w ręcznik. Podeszła do wanny, zatkała korek i odkręciła kran.

    – Zawołaj mnie, jak się napełni. – zwróciła się do mnie – Poszukam jakiejś foli, żeby zawinąć ci gips.

    – Dobrze mamo – odpowiedziałem spokojnie, ale wgłębi duszy byłem przerażony. Mama wyszła, a ja obserwowałem jej kołyszące się w rytm kroków biodra i pośladki w super obcisłych jeansach. Powtarzałem sobie, żeby nie myśleć, że zaraz piękna kobieta będzie mnie kąpała. Żadnego gapienia się ani wyobrażania, sobie nie wiadomo czego. A gdy mi się to nie uda i poczuję, że mój mały się podnosi, wtedy muszę zacząć przywoływać obrazy o czymś odrażającym i kompletnie aseksualnym.

    Siedziałem na brzegu wanny, z powodu moich bolących nóg, i zobaczyłem, że jest już pełna. Zakręciłem łokciem kran.

    – Mamooooo! – Zawołałem najgłośniej jak potrafię – Wanna jest już pełna!

    Po minucie zjawiła się, trzymając w dłoniach zwykłe worki na śmieci i jakieś gumki recepturki, ale grubsze i dłuższe.

    – Nic lepszego nie znalazłam. – powiedziała lekko zasapana – Dobra, wstań, zdejmę ci jeszcze koszulkę i zabezpieczę gips przed zmoczeniem.

    Podniosłem się. Mama odłożyła przybory na szafeczkę obok wanny i zdjęła mi koszulkę przez głowę, ostrożnie przekładając moje ręce. Byłem jak nowo narodzony przed matką. Wzięła worki z szafeczki po czym każde z przedramion zaczęła szczelnie owijać, zakrywając całkiem moje wystające z gipsu palce. Byłem na szczęście całkowicie skupiony na tym co robi. Jednakże zamarłem, gdy poczułem dotyk jej brzucha na moim małym. Lekko się ocierała, kilka razy mocniej dociskając swój puszysty brzuszek do mnie. Myśleć o czymś paskudnym, myśleć o czymś ohydnym: śmierdząca kupa, paskudna nauczycielka historii, sceny z różnych horrorów.

    No! Pomogło. Mama akurat kończyła foliowanie i zabezpieczanie końca folii za łokciem, ponad gipsem, gumkami recepturkami. Nie za ciasno, jak powiedziała, żeby nie doszło do niedokrwienia, ale i nie za słabo, aby woda nie dostała się do środka.

    – W porządku, tak przygotowany możesz wskakiwać do wanny – z uśmiechem powiedziała.

    Zdjęła mi okulary i położyła je na półce obok wanny. Mama powiedziała, abym usiadł w wodzie i odwrócił się do niej plecami. Wzięła gąbkę i namoczyła moje plecy. Po chwili namydliła gąbkę i zaczęła delikatnie przesuwać ją od szyi aż po dolny odcinek pleców. Kazała mi się unieść na kolana, co uczyniłem z trudem. Oparłem się delikatnie łokciami o ścianę pokrytą kafelkami, aby utrzymać równowagę i wypiąłem się w jej kierunku. Poczułem gąbkę na pośladkach jak wykonuje koliste ruchy. Nie powiem, było to całkiem przyjemne. Penis lekko mi stwardniał. Począłem gorączkowo przywoływać obrazy, mające pomóc mi odpędzić zbliżającą się erekcję. Plan ten rozsypał się jak domek z kart, gdy poczułem gdzie mamy namydlona, naga dłoń się znalazła. Jak poczułem jej dotyk, myślałem że wyskoczę z wanny pod sam sufit. Przeszedł po moim ciele dreszcz i lekko moje ciało drgnęło. Pojawiła mi się gęsia skórka na rękach i nogach.

     Powoli myła dłonią przestrzeń między pośladkami. Zahaczała co raz swoimi długimi, smukłymi palcami o mój odbyt. Gdy powoli przyzwyczajałem się do jej dotyku, nagle zsunęła dłoń na przestrzeń między pupą a jądrami. Kilka razy posuwała tam w przód i tył. Przy kolejnym, mocniejszym ruchu do przodu dotknęła końcami palców moich jaj. I tak kilka razy, wprawiając je w kołysanie. Były to subtelne muśnięcia i szturchnięcia, ale wystarczyły, aby członek, mimo mojej wewnętrznej walki, stanął na baczność lekko podrygując w rytm przepływu krwi w tętnicach.

     Czy ona zdaje sobie sprawę, co mi robi. Gdybym miał wolne ręce, zaczął bym sobie trzepać i jestem pewien, że zajęłoby mi to krótka chwilę, aby dojść. Pierwszy raz kobieta w sposób fizyczny wywołała u mnie podniecenie. I to od razu tak silne przez własną matkę.

    Jej cała dłoń objęła nagle moje nabrzmiałe od spermy jądra. Gładziła je i lekko ściskała opuszkami palców. Aż jęknąłem, a przyrodzenie mi drgnęło, uderzając o brzuch z cichym odgłosem klapnięcia.

    – Czy cos cię zabolało, Wojtuś? – spytała, przerywając mycie moich klejnotów – Za mocno cię szoruję?

    – Oh…nie, nie…po prostu od tej pozycji zaczęły mnie boleć kolana – odpowiedziałem pośpiesznie, co było po części prawdą.

    – Ah, twoje potłuczone kolana – odparła z troską w głosie – Zapomniałam, przepraszam. To usiądź i oprzyj się plecami o ściankę wanny. W ten sposób umyję ci nogi.

    Uff. Niewiele brakowało. Jak nic spuściłbym się bez dotykania pały, gdyby dłużej masowała mi jądra. I raczej nie potrafiłbym tego ukryć.

    Zrobiłem to, o co prosiła. Na szczęcie wytworzyło się na powierzchni wody dużo piany, więc nie mogła widzieć mojej erekcji. Spojrzałem na nią. Dostrzegłem, że od mycia mnie trochę się zasapała. Twarz miała lekko zaczerwienioną i głęboko oddychała. Jej pierś szybko się unosiła i opadała. Także od zaparowanej, jak w saunie, łazienki była mocno spocona. Skóra mieniła jej się od potu na twarzy i dekolcie.

    Poprosiła abym podniósł nogę. Znów wróciła do mycia mnie gąbką, tylko zadrapania ominęła i umyła je samymi dłońmi. Od stóp aż po uda. Zeszła także w okolice pachwin. Poczułem miłe uczucie, gdy gąbka znalazła się blisko mojego ptaszka. Tak samo postąpiła z drugą nogą.

    – Mógłbyś wstać na chwilkę i odwrócić się do mnie twarzą, to umyję ci bunio? – wesoło zapytała, używając często takiej zdrobniałej formy na mój czy rodzeństwa brzuchy.

    – Aaa… ten… – próbowałem coś gorączkowo wymyślić, żeby tylko nie odwracać się w kierunku mamy ze stojącym drągiem – Aaa… nie mogłabyś umyć mojego przodu, tak jak myłaś wcześniej moją pupę, gdy byłem odwrócony.

    – Hmm – zamyśliła się przez chwilę – No dobrze. Ale może usiądziesz na krawędzi wanny, żeby znów nie bolały cię nogi od klęczenia.

    – Jak chcesz, to mogę też przez chwilę stać? – zapytałem.

    – Ach, po co masz się przemęczać i forsować. – odparła – Siadaj mały.

    Uderzyła dłonią w rant wanny, gdzie życzyła sobie bym usiadł. Wykonałem jej polecenie. Sadowiąc się na skraju wanny z nogami w wodzie, łokciami wcisnąłem stojącego penisa między nogi wraz z jądrami i ścisnąłem je aby się nie wyślizgnęły. Czekałem w ogromnym skupieniu. Mama coś chwilę robiła za moimi plecami, klęcząc wciąż na posadzce. Uniosła się trochę i zbliżyła, bo poczułem jak jej pełne piersi dotknęły i przejechały po mych nagich plecach. Mały napęczniał mocniej z podniecenia między zwartymi razem udami .

    Tylko, żeby od tego pulsowania i podrygiwania mi nie wyskoczył, bo dźwięk odbijanego mięsa od brzucha z takim impetem na pewno byłby bardzo głośny. Siara na całego, jak nic. Zadowolony byłem z tego planu wymyślonego w mgnieniu oka. Może jest nadzieja wyjścia z tej kąpieli z twarzą.

    Poczułem wreszcie delikatny dotyk gąbki, obmywającej moje ramiona, po czym skierowała ruchy na górną część klatki piersiowej. Drżałem ze zdenerwowania i podniecenia. Ręce mamy wycofały się i zdjęła je ze mnie.

    – Zimno ci synku? – spytała – Bo tak się trzęsiesz.

    – Tr..troszkę – odpowiedziałem, ale wiedziałem, że zimno to nie jest mi na pewno. Byłem tak rozpalony, jak nigdy. Podniecenie w moim ciele sięgało zenitu, moja męskość wrzała. A mama prawie nie dotykała mnie w okolicach przyrodzenia. Jeśli będę przerabiał grę wstępną z jakąś dziewczyną w przyszłości, to chyba nawet nie dotrwam do dania głównego.

    Włożyła teraz namydlone ręce pod moje pachy. Chwilę skupiła się na nich i moich żebrach. Potem nagimi dłońmi masowała mój tors. Nie chciała, jak powiedziała, rozdrapać gąbką świeżych jeszcze skaleczeń.

    Było to bardzo przyjemne. Miałem zamknięte oczy. Po raz kolejny przypominałem sobie różne okropieństwa, ale w tej sytuacji, dla takiego prawiczka jakim byłem, to na nic. Doznania były zbyt silne.

    Członek intensywnie pulsował. Drgnąłem, a brzuch mi się wciągnął, gdy poczułem tam jej dotyk. Przypominało to bardziej masaż, niż mycie. Wcześniej myła mnie raczej normalnie, bez ceremoniałów. Teraz, jak stwierdziła wcześniej, nie chciała, aby coś mnie zabolało. A na mnie to bardzo działało. Wolałbym już chyba, żeby  szorowała te części ciała szybko gąbką, bez przesadnej czułości. Nawet jeśli wiązałoby się to z zerwaniem kilku strupów. Może przez ból erekcja by mi minęła.

    Czułem, jak mydło spływa w dół między moje nogi. Cholera. Zrobiło się tam bardzo ślisko. Otworzyłem oczy i spojrzałem w dół. Purpurowy odcień główki penisa, przez długotrwałą gotowość, wysunęła się spomiędzy nóg. To samo grzbiet trzonu, z transparentnymi żyłami wyeksponowanymi przez uścisk nóg.

    Smukłe dłonie mamy poczęły wolno schodzić na podbrzusze. Znów przeszedł moje ciało silny dreszcz, a w płuca nabrałem aż cicho powietrza. Patrzyłem na jej ręce tuż nad moimi genitaliami. Zmysłowo przejeżdżała palcami po lekko omszonym łonie.

    – Chyba jednak ci zimno, kochanie? – zapytała czule.

    – Ww…Wiesz, jakie mam łaskotki – odpowiedziałem szybko, ale nie uniknąłem jąkania, tak byłem roztrzęsiony.

    – Zaraz kończymy. Myślę, że choć wiem jak myć ludzi, to z własnym dzieckiem bardziej się denerwuję , aby nie zrobić ci krzywdy. Ale dojdziemy do wprawy i następne kąpiele powinny pójść sprawniej – wyjaśniła.

    – To dobrze – odparłem.

    – No, został jeszcze ostatni gwóźdź programu – zażartowała mama. Chciała, abym chyba przed myciem mojego siuraka się nie denerwował, ale udałem, że nie wiem o co chodzi. Muszę pograć na zwłokę i spróbować się wywinąć. Zaschło mi w ustach na samą myśl tego, do czego zmierza moja mama. Przełknąłem ślinę i się odezwałem.

    – Nie rozumiem, mamo – spytałem, udając głupiego. Głos mi zadrżał z ekscytacji i nerwów. Jej dłonie wciąż tkwiły na moich skromnych włoskach łonowych, wykonując koliste ruchy.

    – Chodzi mi o twojego siusiaczka – odrzekła.

    Trochę ubodło mnie to sformułowanie, dobre dla przedszkolaka.

    – Aha…eee, ale on jest… – jąkałem się – ch.. chyba…już czysty.

    – Co ty mówisz, Wojtuś – mówiła wciąż tym swoim słodkim tonem –  jeszcze go nie myłam.

    – Ale…opłukał się w wodzie – gorączkowo mówiłem – I…I jest teraz cały w mydle. Zamoczę się jeszcze raz w wannie… spłuczę pianę i będzie czysty.

    – Co ty za farmazony wygadujesz?! – fuknęła teraz wyraźnie już poirytowana moim sprzeciwem – Trzeba dbać o higienę, szczególnie napletka i to co pod nim, bo tam gromadzi się najwięcej brudu. Woda i piana same się tam nie dostaną.

    Używała tych fachowych argumentów, aby mnie przekonać po dobroci. Chyba miała jak zwykle rację. Lecz lęk, przed ujawnieniem stanu, w jakim znajduje się mój członek był większy.

    – A nie możemy przełożyć tego na następną kąpiel? – spytałem błagalnym tonem, już spokojniej – Proszę, cię, mamuś.

    Mama wstrzymała ruch swoich rąk z przodu mojego ciała. Zastanawiała się  chwilę. Podczas moich usilnych starań uniknięcia mycia mojego penisa, jego twardość zmalała. Na szczęście. Jak będę zaraz wychodził, to powinien być już w opadzie. Mama chyba dała się przekonać. Dało ją się zazwyczaj uprosić na wszystko, na co mieliśmy ochotę. Czasem trwało to dłużej, czasem krócej. Zależało to od ciężaru gatunkowego naszych próśb.

    – Nie, Wojtek – odezwała się po przerwie, rozpatrując moją prośbę, szorstkim tonem – Myjemy się cali, a nie po kawałku, zostawiając części ciała na później.

    – Ale mamo – już prawie płakałem, bo byłem pewien, że się zgodzi. – Błagam cię

    – Nie zachowuj się jak smarkacz! – podniosła znów głos – Już ci mówiłam, że kogo jak kogo, ale przede mną wstydzić się nie musisz. Widziałam i doświadczyłam już wszystkiego w życiu, więc mi się tu nie maż.

    – Aa… ale… ja…ja… nn..nie…chcę  – mówiłem z trudem, lekko chlipiąc. Mój fallus, wciąż między nogami, w cieple i mocnym uścisku, nie zwiotczał jeszcze do końca. Był w pół zwodzie. A mama na pewno domyśli się, że dopiero co mi stał. Wydedukować to może głównie po odsłoniętej główce, ale i po obwodzie trzpienia, który choć lekko zmiękł, wciąż był gruby. Wypukłe żyły też mogą ją na to naprowadzić.

    – Chciałam po dobroci, ale jak nie to nie – znów jej głos był nieprzyjemnie oschły.

    Trochę mnie to przeraziło. Co ona chce zrobić?

    Jej twardy biust mocno naparł nagle na moje plecy i jak się domyślałem rozpłaszczył się na nich. Nawet nie miałem czasu napawać się tym uczuciem, gdy zdałem sobie sprawę, że jedna jej dłoń znalazła się na moim udzie a drugą chciała sięgnąć po to, co się tam pojawi. Rozwarła moje nogi silnym ruchem i już miała sięgnąć po cel jej zajadłego sporu ze mną.

    Moje nogi opuszczone były do wanny  pod kątem większym niż dziewięćdziesiąt stopni względem korpusu, więc mały odgięty był również mocno do dołu. Mimo, że nie sterczał w pełni, to i tak, gdy mama rozchyliła moje uda, wyskoczył jak z procy i odbił się od je otwartej dłoni, sięgającej w tym kierunku. Wytworzyło to dźwięk, jakby ktoś dał komuś lekko w twarz.

    Jej ręce cofnęły się jak oparzone, a piersi pod bluzką odkleiły od moich pleców.

    Bałem się bardzo jej reakcji. Czy będzie zła i zaraz się na mnie wydrze. A może zrobi jej się przykro i nie będzie chciała mieć ze mną nic wspólnego. Zacząłem ją przepraszać, aby trochę złagodzić jej szok.

    – Prze…przepraszam…ja…- kiepsko mi szło jej przepraszanie, byłem bardzo zmieszany – …nie wiem…jak…mamo…

    – Aaa…Nic się… nie stało – mama była wciąż zaskoczona, bo mówiła jak nigdy, bardzo wolno.

    – Przepraszam – znów podjąłem próbę, choć nie byłem pewny czy była tylko skonfundowana, czy w środku również zła?

    – Już mnie tak nie przepraszaj – mama widać już się otrząsnęła – Nic się przecież nie stało. Nie sądziłam po prostu że mój młodszy syn staje się mężczyzną.

    Uśmiechnąłem się do siebie, ciesząc się że moje obawy się nie sprawdziły.   

    – To może banalna gadka – kontynuowała – ale w wieku dojrzewania erekcja jest całkiem naturalna. Miałeś już o tym w szkole na specjalnych lekcjach, prawda?

    – No, tak – ja też już się trochę wyluzowałem – Ale…nie sądziłem, że może mi się to przytrafić przy własnej matce.

    Trochę zmyśliłem, ale stawiało mnie to w świetle niewinnego chłopca.

    – To także normalne u nastolatka – wyjaśniła – Wzwód może pojawić się w najmniej spodziewanym momencie, ale zazwyczaj szybko mija. A gdy tak się nie stanie, to w czterech ścianach, samotnie można sobie z tym poradzić.

    Mówiła w naukowy sposób, jak moje nauczycielki w szkole, ale znaczenie tych słów mnie uderzyło. Czy ona sugeruje masturbację. Udam ponownie, że nie wiem o co chodzi. Nie chcę, żeby mnie wzięła za jakiegoś zboczonego onanistę. Choć, jak wspominałem wcześniej, jestem raczej nowicjuszem w tym temacie.

    – Nie wiem, o czym mówisz, mamo? – starałem się, aby moje zdziwienie brzmiało przekonująco.

    – No, nie mów mi, że na lekcjach o „przygotowaniu do życia w rodzinie” nie uczyli was o wyładowywaniu napięcia.

    – Nie wiem za bardzo, o co ci chodzi? – udawałem wciąż niezrozumienie.

    – Chodzi mi o masturbację! – lekko wzburzona odrzekła, zdziwiona moją niewiedzą.

    – A, to…coś tam mówili – lekko zaczęło mnie to bawić, jak mama była wstrząśnięta, jakiego żółtodzioba grałem – Ale za bardzo nie wiem o co chodzi. Koledzy coś gadają, o jakimś waleniu konia? Jakiego znowu konia?

    Ups! Chyba przeholowałem.

    – Wojtek! – mama krzyknęła, oszołomiona moimi wulgarnym słowami, ale nie mogłem się powstrzymać, żeby trochę się z nią podroczyć – Twoim koleżkom, choć w bardzo niewybredny sposób to określają, chodziło właśnie o rozładowywanie napięcia, poprzez dotyk penisa.

    Szczerze mówiąc bawiła mnie ta rozmowa, ale z drugiej strony nawet nie zauważyłem, jak znów mój przyjaciel obudził się do życia. Całkiem się rozluźniłem. Takich rozmów z mamą nigdy nie prowadziłem. A używanie przez nią sformułowań, choć w gruncie rzeczy neutralnych, jak erekcja, masturbacja czy penis, mimo wszystko mocno mnie nakręcały, szczególnie, że odnosiły się do mnie.

    – Dobrze, nie będę ci tego w tej chwili tłumaczyła – skwitowała – Szybko dokończmy mycie ciebie, bo trochę to się przeciągnęło.

    – Yhm – odpaliłem tylko.

    Martwiłem się, bo mama pewnie ma nadzieję, że już ochłonąłem. A ja jestem jeszcze bardziej pobudzony, niż wcześniej przed tą pogawędkę. Skoro tak swobodnie ze sobą rozmawiamy o takich tematach, to może by oszczędzić jej ponownego szoku, uprzedzając jak się sprawy mają tam w dole.

    – Wiesz mamo… – zacząłem nieśmiało – bo widzisz…ja tam…mi ciągle tam…, a mówiłaś, że raczej powinno mi szybko minąć , a jest…wręcz przeciwnie.

    – Oh, no tak… – mama lekko się zmieszała – Postaram się szybko cię tam wyszorować. A mówiąc, że szybko erekcja odchodzi. Cóż, domyślam się, że poza szalejącymi hormonami, przyczyniła się do tego ciepła woda i prawdopodobnie dotyk innej osoby, tak?

    – Chyba… trochę tak – cicho odpowiedziałem, mimo wszystko wstydząc się mojej reakcji i tego jak mama w pewien sposób mnie rozszyfrowała.

    – Zapewne również to, że nigdy się sam nie zaspokajałeś – tłumaczyła dalej – więc, to naturalne, że twój organizm się tego domaga. No, ale znów zbaczamy z tematu twojej kąpieli. Nic się nie martw, wszystko jest w porządku. A tę rozmowę dokończymy jutro.

    Głośno przełknąłem ślinę. Czekałem drżący na to, jak to będzie wyglądało. Nawet trzęsły mi się nogi, chociaż siedziałem. Spojrzałem moim słabym wzrokiem w dół. Dojrzałem penisa w pełnej gotowości. Czerwonego od krwi, pulsującej od dłuższego czasu w żyłach członka. Jądra bolały mnie już od kilku dni, ale teraz to się jeszcze bardziej wzmogło. Tak napęczniałe to nie był nigdy. Fiut  lekko drgał i skakał do góry. Nigdy też nie widziałem takiej ciemno fioletowej główki mojego prącia. Również była większa, niż zazwyczaj.

    Mama bez słowa ponownie przywarła piersiami do moich pleców, a ręce przełożyła po  bokach mojego ciała. Mimo jej względnego spokoju w wypowiedziach, chyba też nieco się stresowała. Cieszyło mnie, że będzie mnie myła na wyczucie. Źle bym się czuł, gdyby patrzyła na moje nabrzmiałe przyrodzenie. Również nie grozi nam kontakt wzrokowy, co też nie byłoby , sądzę dla obu stron, komfortowe.

    Stało się. Jej dłoń, tak jak mówiła, szybko znalazła się na moim twardym ptaku. Objęła go palcami. O boże! Ale uczucie. Nie chciałem początkowo patrzeć na ten widok, ale coś w środku mnie kusiło. Mama wzięła się w tym czasie troskliwie za pielęgnację mojego drąga.

    To co ujrzałem sprawiło, że prawie oszalałem z wrażenia. Prawie się spuściłem. Mój mały zareagował tym, że drgnął w mamy dłoni, na co usłyszałem za plecami jej ciche jęknięcie. Być może z przerażenia, a może z lekkiej ekscytacji? Musiałem się uspokoić. Głęboki wdech i wydech.

    Trzymała w prawej dłoni mój sprzęt, tak, że tylko główka wystawała ponad nią. Mój członek nie był pokaźny. Miał tylko 11 cm. Na mój wiek może i normalnie, nie wiem. Lecz palce mamy miały problem, aby go w całości objąć. W obwodzie był ponad przeciętny, bo miał 15 cm. Trochę nietypowe wymiary. Śmiałem się w duchu, że może ta grubość jest takim wyznacznikiem, jak u szczeniaków duże łapy, który znamionuje, że będę miał kiedyś długiego, grubego pytona w spodniach.

    Mama tym czasem nalała lewą ręką trochę mydła na niego. Odłożyła płyn i tą samą dłonią, wciąż nieruchomo trzymając go prawą, zaczęła wcierać mydło w twardą główkę, która też nieproporcjonalnie do długości, była duża. Wykonywała ruchy w górę, od korony główki, aż po czubek.

    O rany, jak cudownie! Zaraz chyba dojdę . Moja główka jest taka wrażliwa, a jeszcze jak tak długo mi stał i jest nabiegła krwią, to już w ogóle. Te ruchy sprawiały odczucie, jakby to usta kobiety jeździły po tym dużym hełmie.

    Ahhh – wyrwał mi się jęk zadowolenia.

    – Już kończę, Wojtuś, już zaraz koniec – odparła uspokajając mnie, wyczuwając pewnie, że długo takich działań nie wytrzymam.

    Z główki zaczął lać mi się prejakulat, mieszając się z mydłem. Wiedziałem, że w każdej chwili mogę trysnąć. Znaki dawał mój coraz częściej pulsujący, czerwony penis.

    Mama niespodziewanie skończyła myć główkę i mocno ściągnęła w dół napletek prawą dłonią, a lewą szybko wykonała, składając  palec wskazujący i kciuk w kółko, ruchy okrężne, pod główką. Dokładnie kilkoma ruchami mnie tam obmyła.

    Ja w tym czasie, gdy wykonała ten błyskawiczny manewr aż krzyknąłem, bo byłem bliski wytrysku. Gdyby nałożyła i zdjęła napletek jeszcze kilka razy, to pewnie tak by się stało.

    – Chyba nie oberwałam ci tam nic, bo tak krzyknąłeś, co synku? – spytała się mnie, gdy już mnie wycierała.

    – Nie nic, tylko się bałem, że tak może się stać. Nie wiedziałem, że można tę skórkę tak zdejmować – znów przywdziałem maskę naiwnego dzieciaka.

    Mama klęknęła i wycierała moje uda, mając i widząc pierwszy raz mojego penisa tuż przed swoją twarzą. Ciągle nieznośnie stał. Po tym co przeżyłem, prędko mi nie opadnie. To mi przypominało jakieś męczarnie. Mama lekko się uśmiechnęła, wpatrując się w niego, wolno wycierając mi nogi.

    – Co się stało mamusiu? – spytałem niewinnie.

    – Nie wiem czy powinnam to mówić własnemu dziecku? – odrzekła, i dojrzałem rumieniec na jej bladych policzkach. Opuściła lekko głowę, a blond kosmyk włosów spadł jej na czoło.

    – Śmiało…ja…ja już nie mam przed tobą tajemnic  – Pokazałem, na swoje chude ciało, co ją trochę rozbawiło.

    Podniosła wzrok na moją twarz i rzekła.

    – Po tym co poczułam, myjąc cię, a teraz widząc na własne oczy, stwierdzam że mojego małego, słodkiego synka już nie ma – uśmiechnęła się do mnie słodko, ukazując swe białe zęby. A mnie rozpierała duma po tych słowach.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Orebski

    Kinrepok

  • Miastowy chlopak cz. 1

    Wyprowadzka do miasta była w moim przypadku konieczna. Umówmy się – człowiek bez zdolności manualnych nie ma czego szukać na wsi. Mój ojciec jest zagorzałym konserwatystą; nie potrafił zrozumieć, że w dzisiejszych czasach drogą do majątku nie jest tylko i wyłącznie praca fizyczna. Nie miałem siły na dalszą, jakby to ładnie ująć, wymianę poglądów. Sądziłem, że zgromadzone środki wystarczą mi na to, aby wypłynąć na głębsze wody.

    Popytałem po znajomych, pogrzebałem w Internecie – w końcu dostałem cynk, że do wynajęcia jest mieszkanie na obrzeżach Tarnowa. Umeblowane, wyremontowane, w przyjemnej okolicy i za równie przyjemną kwotę. Miałem trochę oszczędności, postanowiłem więc wybrać się na oglądanie owego apartamentu.

    Tarnów, osiedle Piastów. Znałem te okolice jak własną kieszeń – jeszcze dwa lata temu nocowanie u babci mieszkającej w tamtych rejonach było nieodłącznym elementem mojego imprezowania, a raczej zaliczania zgonów po imprezach. Dwa lata temu rodzice dowiedzieli się o tych ekscesach, jednocześnie zabierając mi wszelkie możliwości kontaktu z babcią. Uczyłem się w Tarnowie, ale od tamtego czasu nie musiałem czekać godziny na autobus – matka lub ojciec odbierali mnie tuż po lekcjach.

    Przez dwa lata zmieniło się naprawdę wiele. Osiedle, które niegdyś miało złą sławę, teraz stało się jedną z najbezpieczniejszych okolic w Tarnowie. Jeszcze dwa lata temu gwałty, pobicia czy kradzieże były tu na porządku dziennym – a to wszystko przez brak latarń czy jakiegokolwiek innego oświetlenia na ulicach. Teraz, prostytutki nie mogłyby narzekać na brak miejsc. Latarnie, lampiony, światła… a poza stanowiskami pracy, powstały tam dwa place zabaw, wydzielono miejsce na trawnik, na którego środku posadzono drzewo. 

    Blok 20, mieszkanie 14. Jestem. Zadzwoniłem domofonem, w odpowiedzi usłyszałem przyjemny, damski głos:

    – Tak?

    – Andrzej Trąbka, przyszedłem w sprawie wynajmu mieszkania.

    *bzzz* – Proszę, zapraszam.

    Otworzyłem drzwi wejściowe, po czym schodami odbyłem podróż na trzecie piętro. Idąc tam miałem pustkę w głowie, niespecjalnie zastanawiałem się nad tym, kogo tam ujrzę, co może się stać, czy dobijemy targu.

    Stoję pod drzwiami z numerem „14”. Pukam. Z mieszkania ponownie rozległ się przyjemny, damski głos – „Proszę!”. Chwyciłem za klamkę, po czym powolnym, choć stanowczym krokiem wszedłem do mieszkania. Przywitała mnie młoda dziewczyna; postanowiłem nie tracić czasu i w towarzystwie Anki zrobiłem przemarsz po mieszkaniu. W sumie zajęło mi to aż dziesięć minut – mieszkanie było niewielkie (zaledwie 50 metrów kwadratowych – pokój, salon, przedpokój, łazienka i kuchnia), wystrój wnętrza wprowadzał mnie jednak w osłupienie. Projektant z pewnością kierował się zasadami modernizmu – wszystko było nowoczesne, świeże, piękne, nie to co na wsi… I to za jedyne osiemset złotych plus czynsz i opłaty, czyli miesięcznie wychodziło 1250 zł. Starając się zachować pokerową twarz, subtelnie nakłaniałem młodą damę do obniżenia odstępnego. Z powodzeniem. Umówiliśmy się na tysiąca ze wszystkim. Umowa podpisana, pieniądze przelane na konto, mogłem więc przewieźć swoje rzeczy do nowej kondygnacji i z czystym sumieniem mieszkać tam przez miesiąc.

    Z przeprowadzką pomógł mi, o dziwo, mój tata. Myślałem, że będzie się ze mną kłócił, bo wszystkie obowiązki przejdą na niego… ale z drugiej strony, i tak nie miał ze mnie pożytku. Fizycznej pracy unikałem tylko wtedy, gdy była ona połączona z upokarzającymi komentarzami ze strony ojca. Czyli tak właściwie, to cały czas starałem się nie mieć styczności z łopatą i grabiami.

    Pożegnałem się z ojcem, z poczciwej skody favorit zabrałem ostatni karton z ubraniami, po czym wybrałem się w stronę bloku. Będąc w połowie drogi wpadłem na kogoś schodzącego z góry. Na szczęście nie upuściłem balastu, który miałem w rękach – wytrącił mi go nerwus z naprzeciwka. Co prawda nie ocenia się książki po okładce, ale w tym przypadku nieco się przeraziłem – owym nerwusem okazał się łysy, szeroki typek, w tamtej chwili mający na sobie białą koszulkę, czarną, wyblakłą marynarkę, przetarte dżinsy i czarne lakierki.

    – Kurwa, koleś, mam cię nauczyć chodzić?… ty, czekaj. Przydasz mi się. Bądź dziś o siedemnastej pod dwudziestką.

    Była szesnasta. Nie zareagowałem, choć bez zakłóceń zapamiętałem wygłoszony komunikat. Pospiesznie zebrałem swoje rzeczy ze schodów i pobiegłem do domu. Nie rozpakowywałem się, nie miałem ochoty.

    Siedemnasta, stoję pod dwudziestką. Znajoma sylwetka nadchodzi z drugiego końca klatki.

    – No, tak trzymać – powiedział, po czym zapukał pięć razy i zaprosił mnie do środka.

    Miałem wiele obaw, mimo to wszedłem. Nie ściągając butów wstąpiliśmy na salony. Nie byliśmy sami – już wcześniej była tam Ania, która nie krępowała się widząc nas siedząc na skórzanej sofie w samej bieliźnie. „Nie wnikam”, pomyślałem i zasiadłem na jeden z wolnych, pasujących do sofy foteli.

    – Anka, spadaj do pokoju, zaraz przyjdzie twój kolega. – powiedział kark, po czym wrócił do mojej osoby – A ty chłopaku chyba potrzebujesz kasy, co?

    – Wiesz, wczoraj się tu wprowadziłem, nie pogardzę dodatkową kasą… co masz na myśli?

    – Potrzebujemy takiego chłopaka jak ty – zbadał mnie wzrokiem – do naszego projektu. Zagrasz w paru filmach, za jeden dostajesz bańkę. Wchodzisz w to?

    – N-no dobra, ale jakie filmy, co miałbym robić?

    – To co teraz, pieprzyć. Krótka piłka – wchodzisz czy nie?

    Mimowolnie przytaknąłem, a od tego nie było już odwrotu.

    – No. Bądź tu jutro o dwudziestej, zapukaj cztery razy i wejdź. Tylko nie świruj.

    Leniwie podniosłem się z fotela i skierowałem się ku drzwiom. W drzwiach minąłem się z facetem w garniturze, który miał obstawę składającą się z dwóch dryblasów, podobnych do tego, z którym przed chwilą rozmawiałem.

    Po powrocie do domu wziąłem prysznic i poszedłem spać. Myśl o następnym spotkaniu odebrała mi apetyt, choć jednocześnie czułem pewien niedosyt. Jakie pieprzenie, o czym on mówił? Tysiąc za jeden film? Może mam podkładać głos? Ale pod co?

    Następnego dnia wstałem o godzinie ósmej. Była wtedy niedziela, więc w planach miałem odwiedzenie kościoła i basenu, no i te nieszczęsne spotkanie… Nie zaprzątałem sobie tym głowy, po prostu czekałem, aż nadejdzie godzina dwudziesta.

    I nadeszła. Stoję pod dwudziestką, na dżi-szoku godzina 19:59:33, zgodnie z instrukcją zapukałem cztery razy i otworzyłem drzwi. Z korytarza zauważyłem, że w salonie czeka na mnie znajomy kark, chudzielec w wakacyjnej koszuli i okularach, a wraz z nimi Anka. „Wytrzep buty i wskakuj do środka” – donośnym głosem zawołał najszerszy, słuchając jego instrukcji wszedłem w głąb mieszkania, przywitałem się i, tak jak wcześniej, zająłem skórzany fotel.

    – Dobra misiek, ja jestem Czarny, ten (wskazując na gościa w okularach) to Kewin, Ankę już znasz. Teraz konkrety. Zagrasz w paru filmach. W szkole, może nawet w twojej, więc teren masz już obcykany. Za dzień filmowy dostajesz tysiaka. W jednym dniu mamy nagrać co najmniej jeden film. Zaczynamy jutro, po lekcjach – po czym wybuchła salwa udawanego śmiechu. – Zorganizuj sobie czas po szkole i o 17 bądź w technikum przy Witosa, klasa 205. Zapamiętałeś?

    – N-no pamiętam – odpowiedziałem z niepewnością wypisaną na twarzy.

    – No, weź gumki. Miłego wieczoru misiek, leć się przygotować.

    Całe spotkanie zajęło maksymalnie pięć minut. Ze słów Czarnego wywnioskowałem wszystko – kręcą pornola w szkole, a ja mam pieprzyć jakieś dziewczyny przed kamerą. No, oby dziewczyny.

    Szybkim krokiem wróciłem do swojego mieszkania i położyłem się na łóżku, bijąc się z myślami. Iść, czy nie iść? To tylko seks, tyle że na kamerach. Pieniądz nie śmierdzi, ale co powiedzą rodzice? Ale oni przecież nie oglądają takich filmów… chociaż, kto wie? Co sobie pomyślą, jak zobaczą mnie po drugiej stronie ekranu? Ah, najwyżej wcisnę im kit, że to ktoś podobny. A może nawet głupio będzie im o to pytać, i sprawa pójdzie w zapomnienie.

    Poniedziałek niemiłosiernie mi się dłużył. Odwiedziłem siłownię, zrobiłem zakupy w aptece, przygotowałem ubrania na wyjście do starej szkoły, wziąłem dłuugą kąpiel. „Co, dopiero trzynasta?” – tymi słowami skwitowałem nadmiar wolnego czasu, po czym ustawiłem budzik na czwartą i poszedłem do łóżka.

    Mój sen nie należał do najprzyjemniejszych. Byłem w klasie 205. Zemdlałem pod wpływem czegoś, co dosypano mi do trunku, z perspektywy obserwatora przyglądałem się lekarzom, którzy wycinali mi nerkę wtedy, kiedy leżałem na ławce. Na koniec strzelili mi kulkę w łeb, a to wszystko było na kamerach…

    Uh, w końcu szesnasta, zadzwonił budzik. Byłem prawie pewny, że tam nie pójdę. Nie znałem tych ludzi, skąd mogłem wiedzieć, jakie mają plany wobec mnie. Ale z drugiej strony, w szkołach nie dzieją się „takie” rzeczy, najwyżej będę uważał na to, co robię… Umyłem zęby, wskoczyłem w przygotowane wcześniej ubrania, założyłem buty i pobiegłem na MPK-a.

    Kierowca wysadził mnie bezpośrednio przy szkole znajdującej się na ulicy Witosa. Pod klasą byłem już o godzinie 16:45, przez te piętnaście minut nieustannie przelatywały mi przez głowę różne czarne scenariusze. A to miał być tylko pornol…

    16:58, widzę Czarnego.

    – No, tak trzymać młodziaku, wchodź do sali.

    Złapałem za klamkę, otworzyłem drzwi i wszedłem, Czarny był za mną. W środku był Kewin (kamerzysta, montażysta, scenarzysta, onanista) i… nauczycielka od angielskiego, która jeszcze niedawno uczyła mnie o czasie „present continuous”.

    – Taka scena chłopaczku – powiedział Kewin. – Ruchasz tę oto panienkę na biurku. Jakieś pytania?

    Oniemiałem. Szparka, a właściwie pani Mariola, miała wtedy dokładnie 52 lata. Kiedyś znalazłem jej portfel z dowodem osobistym, a ciekawość po prostu zżerała mnie od środka… no i stąd wiem. Gdyby nie ten incydent, nadal żyłbym w błędzie myśląc, ze tych lat ma zaledwie czterdzieści. W „studiu” miała na sobie krwistoczerwoną sukienkę, która idealnie zgrywała się z czarnymi, lakierowanymi szpilkami. Cały ten układ idealnie uwydatniał jej długie nogi przyozdobione beżowymi rajstopami. W sumie wolę blondynki, ale brunetka o śniadej cerze, do tego ze „sportowym”, choć już pewnie niekoniecznie jędrnym biustem… jedni wolą jędrne, ja jestem zupełnie na opak, o gustach się nie dyskutuje. Dla mnie był to ideał; szkoda, że spotkaliśmy się w takich okolicznościach.

    – No co tak stoisz? Odezwij się coś chłopaczku.

    Wzrok, jakim obcinała mnie Mariola, dawał mi jasno do myślenia. Tej kotce musiało wtedy brakować seksu. Oto ja, SuperAndrzej.

    Udawałem, że jej nie znam. Chyba załapała i grała to razem ze mną. Podszedłem do niej i przywitałem się.

    – Cześć, Andrzej.

    – Mariola, cześć.

    Ironiczny uśmiech nie schodził jej z twarzy, mi zresztą też.

    – Kewin, zarzuć nam jakiś schemat, jak to mamy grać – powiedziałem.

    – Plan jest taki – siedzisz przy ławce, zaliczasz test, Mariolka cię kokietuje, zamiast testu zaliczasz Mariolkę. Zrozumiałeś?

    – Mhm, oby wyszło za pierwszym razem. Możemy zaczynać.

    Kewin dał mi kartkę i długopis, po czym chwycił za kamerę i zaczął pracę. Mariola siedziała za biurkiem, ja przy ławce, pisząc test. W pewnym momencie Mariola wstała, podeszła do mnie, nachyliła się i kuszącym tonem zaczęła pytać:

    – Jak ci idzie? Chyba nie za dobrze, niewiele napisałeś.

    – No wie pani, nie mogę się dziś skupić… może zaliczę go innym razem, a teraz przygotuje mnie pani pod jego kątem?

    – W porządku, podejdź do biurka.

    Szedłem za nią, kiedy w pewnym momencie wypięła się do mnie (pod pretekstem szukania czegoś na biurku), straciłem uwagę i wpadłem na nią. Natychmiastowo wyprostowała się i odwróciła w moją stronę; wyglądała, jakby chciała mnie rozerwać.

    – Maciek, zgłupiałeś? Chcesz, żebym unieważniła twoją poprawę? Zresztą, wyjdź już z klasy…

    – Teraz, bierz się za nią – szepnął do mnie Kewin.

    Po słowach pani Marioli byłem zbity z tropu, na szczęście kamerzysta nakierował mnie na odpowiednią drogę. Patrząc nauczycielce w oczy zbliżyłem się do niej, złapałem za uda i próbowałem posadzić na biurku. Po paru sekundach uległa i zaczęliśmy się namiętnie całować…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Andrzej Trąbka

    Na amen zapomniałem hasła do poprzedniego konta, dlatego założyłem nowe.

    Moje drugie opowiadanie, które publikuję. Tym razem będzie ono składało się z więcej niż jednej części, a z ilu dokładnie – nie wiem.

    Szukam inspiracji do skończenia rozpoczętej sceny. Wszystko po to, aby opis był soczysty i pełen szczegółów.

  • Pielegnowany przez mame cz.2

    Wieczorem, po kąpieli, przyszła aby znów nasmarować moje posiniaczone kolana. Ponownie przede mną klęknęła i zaczęła wcierać maść. Ja nawet nie ukrywałem namiotu, jaki się stworzył z moich spodenek od piżamy. Już i tak go widziała w pełnej okazałości.
    Zerkała na niego kilka razy dyskretnie, a ja wprawiałem go wtedy w skurcze. Uśmiechałem się pod nosem. Dostrzegałem, jaka mama jest zaczerwieniona. Ciekawe, o czym wtedy myślała?
    Zakończyła cowieczorny zabieg. Nachyliła się nade mną, dając całusa w usta. Mój wzrok utkwił wtedy na ściśniętych piersiach w jej bluzce. Życzyła dobrej nocy i rzuciła mi swój cudowny uśmiech w drzwiach mojego pokoju. Wyszła.
    Ciekawe, jak będzie wyglądał następny dzień? Również zapowiadana rozmowa z nią, edukująca mnie w temacie masturbacji.
    Tak, dzisiejszy dzień przyniósł mi mnóstwo emocji. Na wspomnienie tego mój członek jeszcze raz drgnął. Takiej długotrwałej erekcji jeszcze nie miałem. Zastanawiałem się, czy nie jest to szkodliwe dla zdrowia. Było to trochę frustrujące. Na duchu podnosiła mnie myśl, jak zabawne i zarazem podniecająco ciekawe będą jutrzejsze próby mamy w tłumaczeniu mi tajemnych prawd zaspokajania siebie.
    Miałem lekkie wyrzuty sumienia, że ją okłamuję. Przeważyła jednak chęć perwersyjnego rozmawiania z mamą o kwestiach powszechnie uważanych jako niepoprawne. Wpływ na to ma także to, że nie zgorszył ją widok mojego penisa, a  wręcz była pozytywnie zaskoczona, jak wyrosłem. Pochlebiało mi to i nie miałem już żadnych oporów.
    Jeszcze długo o tym wszystkim myślałem, ale w końcu zasnąłem. Z bolącym wzwodem i jądrami.
    Zbudziłem się późno, bo o 10. Swoje kroki wpierw skierowałem do łazienki. Natknąłem się tam na mamę, która wkładała brudne ubrania do pralki. Chwilę jej się przyglądałem. Jak nachyla się w swoim roboczym stroju, który nosiła wczoraj. Nigdy już nie znudzi mi się widok jej pełnej pupy. Zrobiłem krok naprzód. Usłyszała mnie.
    – O, już wstałeś, śpiochu, lepiej się czujesz?  – zapytała i podeszła do mnie – wyspałeś się?
    – Tak, czuję się coraz lepiej i spało mi się świetnie. – odpowiedziałem – mogę skorzystać z toalety?
    – Pewnie, tylko włączę pralkę i już wychodzę.
    Ręką potargała moje włosy, uśmiechając się szeroko. Jednocześnie poczułem silne zawroty głowy. Aż się zachwiałem, wpadając na mamę. Piersią naparłem na jej biust. Poczułem, jaki jest miękki przez stanik. Rozpłaszczył się na mojej klatce. Krzyknęła przerażona i złapała mnie pod pachami. Posadziła mnie na klapie od sedesu i przyglądała mi się bacznie.
    Spojrzałem na nią po chwili, gdy mi przeszło.
    – Już dobrze, synku? – spytała, nachylając się nade mną i gładząc mnie po poliku.
    – Ah, tak…tak – wydusiłem z siebie, gdy już ochłonąłem. Wykonywałem głębokie wdechy i wydechy.
    – Niedługo powinno przestać ci się kręcić w głowie – pocieszała mnie – doktor powiedział, że  minie to po tygodniu.
    – Na szczęście te napady już są rzadsze – odrzekłem i próbowałem się unieść, żeby zsunąć spodenki o klapę. Nie mogłem już wytrzymać, tak mnie cisnęło w pęcherzu.
    – Czy możesz, mamo…? – spojrzałem na nią wymownie. Mama domyśliła się, o co mi chodzi.
    -Aa…oczywiście…już…już – nerwowo mówiła i podbiegła do pralki aby ją włączyć.
    Pomajstrowała przy niej chwilę, po czym śpiesznym krokiem udała się do drzwi. Zatrzymała się przy nich i patrzyła, jak desperacko próbuję oswobodzić się ze spodenek od piżamy.
    – Dawaj, pomogę ci, bo nie mogę na to patrzeć!– stwierdziła udawanym, zdenerwowanym tonem, po czym, gdy znalazła się przy mnie, ostrożnie pomogła mi wstać i odwróciła mnie w stronę muszli.
    Nie protestowałem, że chce mi odebrać ostatni bastion mojej niezależności. Z trudem się powstrzymywałem, żeby nie popuścić w gacie.
    Podniosła klapę, po czym zaczęła zsuwać spodnie z moich bioder. Mały, to cud, że jak zawsze rano nie stoi, ukazał się jej oczom. Szczególnie po tym, jak poczułem jej piersi na sobie. Sądzę, że za bardzo przejęty byłem tym lekkim omdleniem. Ale to dobrze. Zbyt mocno chciałem się w tej chwili odlać.
    Klęknęła, żeby zdjąć je z moich pośladków. Gdy to zrobiła i znalazły się przy kostkach na podłodze, wciąż klęcząc z boku, ujęła mojego członka w dłonie i wycelowała go w sedes. Spojrzałem na nią z góry. Jej biust prezentował się z tej perspektywy idealnie. Ściśnięty między rękoma tworzył nęcący, głęboki rowek. Siedziała na piętach, więc jej spodnie napięły się w okolicach ud i pośladków, dając pełen obraz jej kształtów.
    Nie myślałem o tym, co się dzieje, w kontekście erotycznym. Wszak kobieta trzymała w ręce moje przyrodzenie, ale się tym nie napawałem. Za bardzo myślałem o zaspokojeniu moich potrzeb fizjologicznych, które okrutnie domagały się ujścia. Fiutek po długiej , wczorajszej erekcji, miał odsłonięty łepek.
    Mama wpatrywała się w niego z twarzą pełną oczekiwania. Gdy wreszcie przywykłem do dotyku obcej osoby, zacząłem sikać. Lało się jak z fontanny. Wczoraj wieczorem tego nie zrobiłem, więc się zebrało przez noc.
    Mama trzymała mojego węża. Wyczytałem z jej twarzy zaskoczenie intensywnością i siłą strumienia moczu. Odbijany od muszli wydawał głośny dźwięk. W końcu zbliżał się koniec. Ostatnie krople mama wytrząsnęła z mojego ptaszka.
     Teraz dopiero dotarło do mnie, że trzyma go w swoich dłoniach piękna pani. Dłonie miała chłodne, ale jakże przyjemnych doznań dostarczały, gdy obejmowały lekko moją męskość. Zaczął mi lekko pęcznieć. Mama oberwała nagle kawałek papieru i wytarła główkę z pozostałości uryny. Domyślałem się, że wyczuła, co dzieje się z moim małym, stąd jej pośpiech, żeby to już zakończyć.
    Puściła go. Zadyndał lekko. Cały czas się podnosił, będąc już w pół wzwodzie. Naciągnęła moje spodenki, omijając umiejętnie z przodu dłońmi moją twardość.
    Podeszła do umywalki, chcąc umyć ręce. Po skończeniu tej czynności podeszła do mnie i z uśmiechem rzekła.
    – Trochę tego było, co? Pożary można by gasić.
    – No, trochę za dużo wczoraj się opiłem przed snem – odpowiedziałem, śmiejąc się z jej słów.
    Penis na szczęście się uspokoił. Mama również zawiesiła wzrok na moim kroczu. Chce, żeby znów się obudził, czy jak?
    – Wiesz, tak sobie myślałam – zaczęła, przeniosła wolno wzrok na mnie – że mogłabym pomagać ci także w tym. Zauważyłam wczoraj, że masz pochlapane spodenki, jak się załatwiłeś. A ja nie mam zamiaru ich codziennie prać.
     Może w tej chwili chce porozmawiać o moich wzwodach i jak sobie z nimi radzić?
    O dziwo nie czułem potrzeby spierania się z nią. Zgodziłem się.
    – No, świetnie. To szoruj na śniadanie. Już jest wszystko gotowe. Ja zaraz przyjdę i ci pomogę – poinstruowała mnie.  
    Poszedłem, mijając ją. Być może pogada ze mną po śniadaniu?
    Śniadanie faktycznie już czekało. Kanapki, jakiś sok do picia. Mama zaraz przyszła, a ja znów delektowałem się jej bliskością, gdy mnie karmiła. Jej słodkim zapachem, widokiem jej nieskazitelnej skóry na dekolcie.
    Po śniadaniu umyła mi zęby, pomogła w ubraniu się. Mieliśmy przy tym jak zawsze sporo śmiechu.
    Dzień w zasadzie przebiegł dość monotonnie. Zastanawiałem się, czy mama zapomniała o rozmowie, którą miała ze mną przeprowadzić? A może powiedziała tak w wannie na odczepnego, a mi tylko coś się uroiło w głowie? Sam już nie wiem. Z ulgą dostrzegłem pod koniec dnia, że mój penis dziś mi tak bardzo nie dawał w kość swoim stawaniem na baczność. Starałem się ignorować pewne obrazy, głownie z udziałem mamy. Lub sprośne myśli. Po części dziś mi to się udawało. Co nie zmieniało faktu, że coraz bardziej mój organizm domagał się tak zwanego „spuszczenia z krzyża”.
    Przed snem chciało mi się jeszcze siku. Poszedłem do mamy pokoju, aby jej o tym powiedzieć. Drzwi miała lekko uchylone. Sączyło się przez nie słabe światło z lampki nocnej. Zapewne jeszcze coś czytała w łóżku. Podszedłem do nich i zajrzałem przez wąską szparę do wnętrza.
    Widok, który ujrzałem, przyprawił mnie o szybsze bicie serca. Siedziała na łóżku w swojej koszuli nocnej. Był to peniuar, na cienkich ramiączkach i z głębokim dekoltem. Koloru  białego. Sięgał do kolan. Na brzegach zdobiony koronką. Wcierała sobie krem w nogę. Miała ją położoną na łóżku, a druga spoczywała na dywanie. Wykonywała tę czynność jakby w zwolnionym tempie. Wcierała krem wolno od stopy, przez kształtną łydkę, aż po ponętne udo, z którego materiał podomki się zsunął. Odsłonięta, idealnie wyrzeźbiona kończyna połyskiwała w słabym świetle. Jej skóra, mlecznobiała i świecąca się od nałożonego kosmetyku, prezentowała się bardzo kusząco.
    Tak kusząco, że mój penis nie mógł nie zareagować. Prężył się, wypychając materiał spodenek od piżamy do przodu.
    Mama przekręciła się na łóżku i opuściła nogę na dywan. Dostrzegłem jej biust, gdy tak tkwiła chwilę siedząc frontalnie do drzwi, zza których ją obserwowałem. Tkwił luźno pod peniuarem z wyraźnie odznaczającymi się sutkami. Całe piersi były dobrze zarysowane, dające obraz ich wielkości i kształtności. Ciężko wisiały, dumnie stercząc na boki. Jasne, spore brodawki przebijały się jak dwa spodeczki.
    Pochyliła się w dół, przejeżdżając dłonią po całej nodze, w którą przed chwilą wcierała krem. Oceniała, jak sądzę, czy już przyniósł pożądane efekty. Jest tak piękna i bez tych wszystkich cudownych preparatów.
    W tej pozycji jej przedramiona mocno ściskały jej biust, który oparł się na jej kolanach i wylewał z jej dekoltu. Aaach, prawie widoczny był w całości. Poczuć go w dłoniach, gdybym miał je zdrowe, to by było uczucie. Nie dałbym rady objąć ich w całości.
    Przez to wszystko zapomniałem, po co tu przyszedłem. Członek mi stał, ale mimo to i tak czułem mocne parcie na pęcherz. W tym czasie moja rodzicielka odwróciła się w drugą stronę i położyła na łóżku nogę, której jeszcze nie smarowała. Była teraz odwrócona do mnie drugim profilem. Zaczęła cały proces wcierania od nowa. Obserwowałem to chwilę, ale już nie tak intensywnie. Mama zaraz skończy a ja będę musiał i tak w końcu zapukać lub wejść. Eh, gdyby nie chciało mi się do kibla, mógłbym dalej ją podglądać w spokoju. Kto wie, co by dalej robiła?
    Mały lekko zmiękł i teraz poczułem mocniejszą potrzebę skorzystania z WC. Przystanąłem z nogi na nogę, trzymając się za krocze. Niestety, uderzyłem przy tym stopą w drzwi. Rozległ się głuchy huk.
    – Wojtek, to ty? – usłyszałem po chwili głos mamy – Coś się stało?
    -Yyy… – nie wiedziałem co powiedzieć. Bałem się, czy nie domyśla się tego, że ją od dłuższego czasu podglądam- …wiesz…chce mi się…siku…i…i…
    – W porządku, tylko skończę wcierać krem. Poczekaj na mnie w łazience!  – odpowiedziała głośno, chyba żebym na pewno zrozumiał.
    Oddaliłem się od drzwi. Miałem ochotę jeszcze raz zerknąć przez szparę, ale obawiałem się, że mama patrzy w tą stronę. W łazience stanąłem naprzeciwko sedesu i czekałem na nią.
    Myślałem, o tym co widziałem i ogólnie czego przez te ostatnie dni doświadczyłem. Nie był to zbyt dobry pomysł w tej chwili. Pała zaczęła mi na powrót stawać. Nie! Nie teraz! Nie myśl o niczym! Ale różne obrazy i tak zaczęły mi przelatywać przed oczami. Nawet te najbardziej sprośne. Z udziałem mamy. I to w sytuacjach, w których nigdy bym nie pomyślał jej widzieć. W scenach z filmów porno, które przywoływała moja wyobraźnia, zamiast aktorek widziałem teraz moją rodzicielkę. W najbardziej wyuzdanych. Seks na jeźdźca, na pieska, klasyczny, analny, robienie loda, robienie dobrze ręką, wytryski na ciało, twarz, Aaaaaaa. Co się ze mną dzieje? Dlaczego mój mózg pokazuje mi takie rzeczy. Albo moja podświadomość. Czy moje ciało domaga się takich rzeczy? Na pewno. Ale z nią? Z własną matką? Do tego bym się nigdy nie posunął. O nie, jestem pewien!
    Usłyszałem jej kroki. Wacek po tych myślach sterczał w najlepsze. Weszła. Szczęście, że jestem odwrócony do niej plecami. Zdążę się uspokoić, jak będzie zdejmować mi spodenki.
    – No, szybciutko – powiedziała – jest już późno, a ja muszę jutro wcześnie wstać i pojechać załatwić kilka spraw w mieście.
    Stanęła za mną i dotknęła szlafrokiem moich pleców, który zarzuciła na peniuar. Oby tym razem, tak jak poprzednio, nie stanęła z boku mojego ciała. Z ulgą przyjąłem, że moje nadzieje się spełniły. Złapała za brzegi moich nogawki i pociągnęła je w dół rękoma. Zatrzymały się na drągu z przodu.
    Zamknąłem oczy. No opadnij wreszcie, psia krew! Mama przykucnęła i mocniej szarpnęła moje gatki w dół, nie domyślając się, co je blokuje. Po tym ruchu mały wygiął się w dół, będąc zahaczonym o brzeg spodenek. Zsunęły się wreszcie do kostek, a penis wrócił na swoje miejsce, uderzając lekko w moje podbrzusze.
    Mama chyba niczego nie zauważyła ani nie usłyszała, bo stanęła za mną z klęczek, a jej dłoń wolno zaczęła zbliżać się do mojego krocza
    O rany! Znów to samo, jak przy kąpieli. Tym razem się wścieknie. Z erekcją to ja na pewno się nie wysikam.
    Dojrzałem niżej, jak jej dłoń zaraz go pochwyci. Tak mocno stał mi wczoraj. Z główki zaczął cieknąć mi śluz. Jądra, nabrzmiałe i duże, podeszły pod sam trzon.
    Już zaraz, patrzyłem z przerażeniem. Jej dwa palce i kciuk złapały mój członek od dołu. Oooch! To takie niewłaściwe, ale jest mi tak cudownie.  Dłoń otarła się o jaja. Mimowolnie ciężko westchnąłem tak to był błogie.
    Mama pewnie spodziewała się miękkiego siusiaka, a nie penisa we wzwodzie. O dziwo nie cofnęła ręki ani tego nie skomentowała. O Jeju! Trzymała ją nieruchomo. Gdyby ją lekko ruszyła. Odrobinkę. Kilka razy. Och, zalał bym chyba całą łazienkę spermą.
    Chcąc nie chcąc, moje biodra zaczęły wykonywać słabe ruchy w przód i w tył. Napletek odrobinę się zsunął i wrócił na swoje miejsce. Następna dawka preejakulatu wyciekła z żołędzi i spłynęła po trzonie, stykając się z dłonią mamy. Ta dalej tkwiła  nieruchomo. Wykonałem tak kilka ruchów. Patrzyłem na to.
    – Mmhh- westchnąłem ciężko, bo było to strasznie podniecające.
    Pchnąłem raz jeszcze, ale mocniej. Napletek zsunął się mocno, napinając wędzidełko do granic możliwości. Główka wystawała z dłoni mamy, lśniąc się od wypływających soków. Wtedy to poczułem. Przyjemne mrowienie, idące od stóp, przez kręgosłup, aż do lędźwi.
    – Ooooch! – krzyknąłem głośno, wiedząc , że zbliża się długo przeze mnie oczekiwany orgazm.
     Będzie wielki. Czułem to. Chciałem cofnąć biodra i jeszcze raz pchnąć. Prześlizgnąć małego po zaciśniętym wnętrzu dłoni. Nie przejmowałem się tym, co mama sobie pomyśli, jak za chwilę wytrysnę. Cofnąłem pupę i przygotowywałem się do ostatecznego ruchu do przodu, który da mi spełnienie. Sperma buzowała mi w jajach i wydawało mi się, że już przepływa przez kanaliki, dążąc do wystrzelenia miliona plemników.
    Ale wybuch przyjemności nie był mi dany. Nagle poczułem dłoń mamy, jak mocno zacisnęła się przy podstawie członka. Druga jej ręka znalazła się pomiędzy moimi nogami i palce zacisnęła się na moich dużych jądrach. Wierzgnąłem odruchowo ciałem i się trochę zgiąłem, jakbym dostał piłką w krocze. Taki był mój odruch na to, co się dzieje.
    Nabrałem aż mocno powietrza w płuca.
    – Co ty wyprawiasz? – zapytała mnie spokojnie, ale dobitnie.
    Spojrzałem na moje przyrodzenie. Czułem lekką przyjemność rozlewającą się po moim ciele, jednak do wytrysku nie doszło. Kilka strumyków wodnistej cieczy wysączyło się tylko z dziurki na końcu główki i spływało po moim trzonie na zaciśnięte na nim palce mamy.
    Sapałem i skręcałem się jeszcze z przyjemności, bo doszedłem do najdziwniejszego orgazmu w moim życiu. Choć to może za duże słowo. Było to miłe uczucie, ale do całkowitego spełnienia pozostawała jeszcze daleka droga.
    Zaniemówiłem. Mama właśnie powstrzymała mój wytrysk. Nie wiedziałem, że to w ogóle możliwe. Stałem tak osłupiały. Uścisk moich klejnotów i ptaka zelżał. Po chwili całkiem zdjęła ze mnie ręce. Cofnęła się. Jej obfity biust już nie napierał na moje plecy. Penis mi oklapł, jak po normalnym spuszczeniu się. Może ze strachu, przed matką? Albo z konsternacji, w jaką popadłem?
    – Czy ty… właśnie próbowałeś… dojść?! – zapytała mnie przerażonym tonem – Na miłość boską!
    – Ehm…nie wiem… – wydusiłem wreszcie  z siebie jakieś słowa – …było mi… mi… miło…i…i…zacząłem…ruszać…prze…przepraszam.
    Zwiesiłem głowę jak zbity pies.
    – Słuchaj, jest późno a ja chcę się wyspać! – zaczęła ostro na mnie krzyczeć. To do niej nie podobne – Chcesz się wysikać, czy nie?!
    Milczałem. Byłem zlękniony. Musiałbym coś mocno przeskrobać, żeby tak na mnie lub moje rodzeństwo się wydzierała. Wczoraj była wyrozumiała, a teraz zachowuje się jak zupełnie inna osoba. Może jest zmęczona, tak jak mówi. No i chyba przewrażliwiona. Ponoć w tym wieku nastroje kobiet bardzo się wahają.
    – Jak nie, to nie. – rzekła chłodno – Dobranoc.
    Usłyszałem jej oddalające się kroki. Stałem nad muszlą z opuszczonymi spodniami i myślałem o tym wszystkim. Słowa mamy dźwięczały mi jeszcze w uszach. Naprawdę się wściekła. Miałem wyrzuty sumienia, że nie mogę się przy niej opanować.
    Raptem odczułem, że wreszcie cel mojego przyjścia do łazienki zaraz zostanie spełniony. Szybko usiadłem na desce i odetchnąłem z ulgą. Po długotrwałym wstrzymywaniu się sikałem obfitym strumieniem. Wystającymi palcami z gipsu dociskałem ptaka w dołu sedesu, żeby od siły moczu nie oblać kafelek łazienki. Wstając, po załatwieniu się, jak zawsze wszystkiego dobrze nie wytrząsnąłem i kilka kropelek moczu skapnęło na moje spodenki zsunięte do kostek. Mama ma rację, że pomoc jest mi potrzebna także w tej czynności. Z kłopotami urwałem kawałek papieru i nieporadnie wytarłem główkę członka. Opuściłem klapę, usiadłem na niej i po kilku próbach, z pomocą zagipsowanych rąk, naciągnąłem gatki na tyłek. Przemyłem jeszcze końcówki palców w umywalce i poszedłem do łóżka.
     Leżałem na plecach i dumałem nad tym, co się przed chwilą wydarzyło. Wierzę, że mamie jutro przejdzie. Po kłótniach z reguły szybko mnie lub rodzeństwo przepraszała i tuliła mocno do piersi. Żałowała wtedy, że zbyt się uniosła albo niepotrzebnie na któreś za nas tak mocno krzyczała.
    Może jest już zmęczona opieką nade mną, choć minęły zaledwie dwa dni. Być może jej wcześniejsze  luźne podejście do moich erekcji było tylko udawane i tak naprawdę nie wie co robić i jak się w takich chwilach zachować. Czyżby miała wątpliwości, co do obranej przez siebie drogi. Mam nadzieję, że nie i nie będzie mnie z surowością ganić za moje nieustanne stany pobudzenia. Nie wiem, kiedy zasnąłem, zastanawiając się nad tym wszystkim.
    Słońce było już wysoko na niebie, gdy wygramoliłem się z pokoju. Mamy nie było w domu. Widocznie jeszcze zajmowała się różnymi sprawami w mieście. Była pora drugiego śniadania. Poszedłem do łazienki i po długim czasie spędzonym tam, udałem się do kuchni.
    Na stole stały kanapki. O szklankę z sokiem oparta była jakaś karteczka. Chwyciłem ją nieporadnie koniuszkami palców i czytałem : „ Kochanie, zjedz śniadanie. Mamusia wróci koło południa i przygotuje ci obiadek. Całusy”.
    Hmm, z treści wynikało, że nie jest już na mnie zła. Kamień spadł mi z serca. Dobrze, że długo nie potrafiła się gniewać.
    Zjedzenie kilku kanapek zajęło mi kilkanaście minut. Pewnie zabawnie to musiało to wyglądać, jak walczę z włożeniem kromki chleba do buzi. Czasem wyślizgiwała mi się z palców i lądowała na blacie stołu, tworząc duży rozgardiasz z okruszków.
     Po posiłku oglądałem telewizję. Zastanawiałem się, czy dziś ze mną porozmawia o onanizowaniu się. W końcu wieczorem wypada czas kąpieli. Mama chyba nie chce, by zdarzyła się powtórka z rozrywki.
    Jak to będzie wyglądało tym razem? Wyobraźnia podsuwała mi różne scenariusze : Siedzę na brzegu wanny i czekam, odwrócony do ściany, na mamę. Przychodzi, każe mi wstać i się odwrócić. Czynię to i widzę, że jest w swoim nocnym peniuarze, który widziałem na niej wczorajszego wieczoru. Teraz, w mocnym świetle w łazience, dokładnie widać co ma pod nim. Wyraźny kształt dużych, pełnych piersi. Przez materiał prześwitują jasne brodawki, a sutki sterczą mocno wypychając go do przodu. Spojrzałem w dół. Majaczył tam cienki paseczek przyciętych, jasnych włosków. A pod nimi jej piękna cipka, z lekko rozwartymi wargami.
    Klęka przede mną, mając mojego twardego, sztywnego penisa tuż przed twarzą. Niemal dotyka jej ust. Cały pulsuje. Gdy wyciąga dłoń, by go dotknąć, podrywa się do góry w skurczu podniecenia. Moment zetknięcia się jej palców z moim trzonem i lekkie ściągnięcie skórki z żołędzi wywołuje mój natychmiastowy wytrysk. Gęste nasienie zalewa jej całą twarz. Śmieje się z tego, patrząc mi w oczy. Kolejne porcje oblewają peniuar na wysokości piersi, co sprawia, że są teraz całkowicie widoczne.
    Uff. Zrobiło mi się gorąco od tej wizji. Oczywiście członek był już w pełnej gotowości.
    W tym momencie usłyszałem szczęk otwieranego zamka w drzwiach. Psia krew. Przykryłem kocem męskość, żeby mama nic nie dostrzegła.
    Weszła do kuchni, nie dostrzegając mnie jeszcze, ponieważ była zaabsorbowana siatkami z zakupami.
    – Oo, witaj Wojtek! – Zauważyła zapewne chlew, jaki zostawiłem w kuchni.
    Przyszła do salonu i stanęła między kanapą na której siedziałem a telewizorem i lustrowała mnie wzrokiem. Ja wciąż byłem zmieszany wczorajszą sytuacją w łazience i miałem spuszczony wzrok w dół.
    – Cześć, mamo – odpowiedziałem słabym głosem.
    – Jak się dziś czujesz? Martwiłam się, że jak mnie nie będzie to zacznie ci się znów kręcić w głowie i rozbijesz sobie ją o coś.
    – Nie, dziś zawrotów nie miałem. Wszystko jest dobrze.
    Milczała chwilę. Wciąż czułem jednak jej badawcze spojrzenie na sobie.
    – Jeśli chodzi o wczoraj – zwróciła się po chwili do mnie – to bardzo cię przepraszam. Nie powinnam tak ostro reagować, wiedząc jak ciężko ci jest. Po prostu byłam zdenerwowana czekającą mnie dziś rozmową z ordynatorem. Wrócił wczoraj z urlopu i chciał wiedzieć, dlaczego wzięłam tak długi urlop, a jego nikt o tym wcześniej nie poinformował. Wyjaśniłam mu wszystko i na szczęście to zrozumiał. Nie gniewaj się na mnie, cukiereczku.
    Podniosłem głowę i się rozpromieniłem.
    – Bałem się, że to ty będziesz na mnie nadal zła.
    – Wiesz, wczoraj przyznaję, że trochę mnie to wyprowadziło z równowagi. Lecz nie mam dla siebie usprawiedliwienia. Jak ci mówiłam wcześniej, to nie jest żaden powód do wstydu, a normalna reakcja organizmu. W szczególności tak młodego, jak twój. Zrobię wszystko, by w tym trudnym okresie ulżyć ci w mękach – patrzyła na mnie z miłością w oczach i lekko się uśmiechała – chodź i przytul się do matki, jak już wszystko sobie wyjaśniliśmy.
    Odkryłem z siebie koc, a mama pochyliła się, aby pomóc mi wstać. W ciasnej, opinającej bluzce na ramiączkach dostrzegłem przestwór między jej piersiami w staniku a bluzką. Ogromne i kusząco krągłe kształty niemal się wylewały.
    Wzięła mnie pod pachy i postawiła mnie na nogi. Wdychałem zapach jej perfum i włosów, w które wtuliłem przez moment twarz. Od tych bodźców wzrokowo – zapachowych, mój na pół zwiotczały sprzęt na nowo zaczął się podnosić. W tak kłopotliwej sytuacji.
    Mama zbliżyła się. Nasze ciała się zetknęły. Objęła mnie, a jako, że była wyższa, to ucałowała mnie w czubek głowy. Moja twarz wtłoczona była w jej biust. Z trudem łapałem oddech. Ale nie będę ściemniał, że bardzo mnie to podkręciło. Jej słowo, że postara się mi ulżyć, również. Wyobraźnia szalała, w jaki sposób to zrobi i czy myślała o tym, o czym ciągle ostatnio marzę. Że zrobi to osobiście swoją ręką.
     Sztywny penis wbijał się w jej udo, okryte materiałem spódniczki, która sięgała do kolan. Ręce w gipsie sterczały mi zawieszone w powietrzu. Przeniosłem je powoli na jej plecy, czując pod opuszkami miękkość jej skóry i puszyste fałdki na boczkach. Zjechałem trochę niżej i zatrzymałem na jej gołej skórze między bluzeczką a brzegiem spódniczki. Na więcej się nie odważyłem. Choć i tak ciepło i miękkość jej niczym nie okrytej skóry, to  jak jej biust mnie dusił i bliskość naszych ciał sprawiało, że krew się we mnie gotowała.
    – Kocham cię, synku – szepnęła mi do ucha.
    W luźnych spodenkach mój pal wbijał się mocno w jej udo, pulsując wściekle i podrygując od czasu do czasu. Na pewno to czuła. Cieszyłem się, jaka jest wyrozumiała. Jak sprawy się tak dobrze mają między nami, czekałem na długo oczekiwaną rozmowę z nią. Musiałem jednak to przerwać, bo wiedziałem, że zaraz się nie powstrzymam przed ocieraniem o nią. Już zacząłem mocno sapać z nosem wsadzonym w przedziałek jej piersi, będąc strasznie mocno podnieconym.
    – Ja też bardzo mocno cię kocham, mamusiu – powiedziałem, mocno dysząc i próbując dosięgnąć jej policzka, by dać jej buziaka.
    W szerokim uśmiechu odsunęła się lekko ode mnie i nadstawiła swe lico. Pocałowałem ją i cofnąłem.
    Mama patrzyła na mnie ze szczęściem i pogłaskała mnie po włosach. Spojrzała teraz w dół. Mały pod wpływem jej wzroku drgnął . Spodenki tworzyły namiot, nie kryjąc kształtu pod nimi. Nie próbowałem się zasłaniać. Na jej twarzy zauważyłem rumieniec. Sprawiało mi to jakąś dziką satysfakcję, gdy tak na mnie patrzyła. Wciąż nie mogła chyba przyjąć do siebie tego, że nie jestem już takim małym chłopcem.
    – To…ja – wciąż patrzyła na wybrzuszenie moich spodenek, ale w końcu spojrzała na moją buzię – idę… się przebrać, a potem wezmę się za przygotowanie obiadu.
     Uśmiechnęła się ciepło do mnie i odwróciła szybko na pięcie, zmierzając do swojej sypialni. Odprowadzałem ją wzrokiem z żądzą w oczach. Klapnąłem ciężko na kanapę i odetchnąłem ciężko. Te ciągłe emocje związane z moją matką doprowadzają mnie do szału. Spojrzałem w dół na bulę wystająca ze spodni. Dotknąłem główki końcem palców. Syknąłem z błogości, jaką mi to dało. Może mógłbym się zaspokoić w taki sposób. Tylko masując delikatnie żołądź. Nigdy tak się nie masturbowałem, ale to chyba też może być strasznie przyjemne. Zwłaszcza, że do zaspokojenia dużo mi nie trzeba.
    Usłyszałem kroki mojej mamy. Przerwałem dotykanie siebie. Kierując się do kuchni, znów obdarzyła mnie swoim anielskim uśmiechem.
    Nie, wolę żeby ona przypadkiem mnie doprowadziła do ekstazy w czasie kąpieli. Obym tym razem się udało.
    Mama przygotowała obiad. Nakarmiła mnie i sama zjadła posiłek. Po tym obfitym jedzeniu udałem się do siebie i zdrzemnąłem się.
    Zbudziłem się koło 16 i zawołałem mamę, aby pomogła mi się wysikać. Tym razem do żadnych ekscesów nie doszło.
    Wróciłem do swojego pokoju i czytałem książkę. Starałem się nie myśleć o niczym, co mogło by na powrót wywołać u mnie podniecenie. Udało mi się tak przetrwać aż do kolacji, na którą zawołała mnie moja rodzicielka.
    W dużym pokoju tradycyjnie pomagała mi jeść. Starałem się na nią nie patrzeć i niczego sobie nie wyobrażać. Oglądaliśmy potem wspólnie serwis informacyjny.
    – To co, Wojtek – zagadnęła mnie, gdy program się skończył – idziemy cię umyć, hmm?
    – W porządku – odpowiedziałem – o 20.30 ma być fajny film i chciałbym na niego zdążyć.
    – No to migiem, idziemy – poderwała się i pomogła mi wstać.
    Ściskało mnie w dołku z ekscytacji, co wydarzy się tym razem, gdy szedłem za nią do łazienki. Wciąż nie przeprowadziła ze mną pogadanki o masturbacji i nie wiedziałem czy jej o tym przypominać. Lepiej nie, bo jak zacznie swój wykład, to nie wiadomo o której skończy. Pozwolę biec wydarzeniom swoim rytmem. Po wcześniejszej rozmowie wiedziałem, że jest nastawiona do spraw seksualności człowieka bardzo otwarcie.
    Doszliśmy do łazienki, a mama odkręciła kran, napuszczając wody do wanny.
    – Chcesz przed kąpielą skorzystać jeszcze z ubikacji – spytała, odwracając się do mnie.
    Po przyjściu z miasta przebrała się w swój domowy strój, ciasne jeansy i podkoszulek na ramiączkach. Nadal nie mogłem się napatrzeć, jakie piękne kształty ma moja mama, podkreślony tym ubiorem.
    – Nie, nic mi się nie chce – odrzekłem, gdy się otrząsnąłem z zamyślenia o niej.
    Podeszła do mnie i zdjęła, jak poprzednio, moje okulary i odłożyła je na półkę. Rozebrała mnie. Stałem nagi, odruchowo zasłaniając przyrodzenie ze wstydu przed innym człowiekiem. Mama sięgnęła po folię, tą samą co poprzednio. Musiałem oderwać ręce od krocza. Tym razem owijanie poszło jej sprawniej, mając już pewne doświadczenie. Mały dyndał mi śmiesznie i nawet nie myślał się podnosić. Bo i sam nie zdążyłem się po napawać bliskością mamy, która zabezpieczała moje ręce. Tak to błyskawicznie zrobiła. Po całej operacji mogłem wchodzić do ciepłej wody.
    Tym razem mama kazała mi usiąść po turecku, żeby nie narażać moich kolan na ból. Siedziałem sobie i czułem, jak gąbka szoruje przyjemnie moje plecki, pieniąc się przy tym. Myła moje ramiona, podniosłem ręce w górę, to wyszorowała pachy i boki mojego ciała. Potem szyję i szamponem włosy. Zmyła wszystko słuchawką prysznica.
    – Wstań, Wojtuś – poprosiła
    Wstałem i gąbka przejeżdżała teraz w górę poprzez kostki, łydki i aż do ud. O ile przy dotyku moich pleców jeszcze się hamowałem, tak teraz poczułem dreszcz przyjemności. Wzmógł się jeszcze bardziej, jak poczułem jej dłoń na pośladkach. Napięły mi się na chwilę. Mój sprzęt, do tej pory uśpiony, budził się do życia. Gąbka pracowała na nich delikatnie. Przy takim miłym uczuciu stał mi już w pełnej krasie. Od ruchów mamy moje ciało lekko się trzęsło, co wprawiało małego w ruch w górę i na boki.
    – Mógłbyś stanąć w lekkim rozkroku i się pochylić – wydała kolejną prośbę
    – Yhmm – mruknąłem, robiąc to, o co mnie prosiła.
    Kątem oka dostrzegłem, jak sięga po mydło w płynie i wyciska je na swoje dłonie. Czekałem pełen napięcia. Lekko drgnąłem, gdy poczułem kant jej dłoni między swoimi pośladkami. Delikatnie suwała nią w górę i dół.
    Dłoń pełna piany zjechała niżej. Masowała przestrzeń między odbytem a jądrami. Mruknąłem cicho. Jej palce mocniej nacisnęła ten obszar, sprawiając że penis mi podskoczył. Tym razem ominęła jednak moje jądra, w przeciwieństwie do poprzedniej kąpieli.
    Ponownie spłukała wszystko wodą z prysznica.
    – Usiądź teraz na rancie wanny, dobrze? Idzie dziś nam to bardzo sprawnie, prawda? – Zapytała przemiłym głosem.
    Taa, do czasu – pomyślałem sobie i przełknąłem z obawy ślinę. Mimo wszystko do końca nie mogłem być pewien jej reakcji na mój wzwód. Kobiety są nieprzewidywalne.
    – Rzeczywiście, dużo szybciej – odpowiedziałem z fałszywym zadowoleniem w głosie.
    Usiadłem na brzegu, tyłem do niej. Zimno materiału przez moment za szczypało mnie w tyłek, odrywając go przez chwilę do góry. Zaraz jednak przywykłem.
    Znów usłyszałem za sobą otwieranie płynu z mydłem. Za moment poczułem, jak dłonie mamy wślizgują się pod moimi pachami i lądują na klatce piersiowej. Podobnie jak ostatnim razem zbliżyła się na tyle blisko, że jej duży, twardy biust naciskał na moje plecy. Popatrzyłem w dół. Jakby jakaś moja kochanka masowała mnie po klacie. Głośniej i z coraz większym trudem oddychałem. Jej ręce wykonywały zmysłowy taniec, masując mnie po klatce piersiowej i zjeżdżając powoli w dół. Gdy znalazły się na brzuchu, lekko go wciągnąłem pod wpływem dreszczu, jaki mnie przeszedł. Zjechała niżej, na moje podbrzusze. Wciągnąłem głośno powietrze i brzuch.
    – Coś się stało, kochanie? – spytała mnie czule – Zadrapałam cię przez przypadek?
    – Nie…nie – odparłem głosem przerywanym głębokim oddechem – mówiłem ci…ostatnio…jakie mam…łaskotki.
    Znowu zmyślam. Czy nie mogę po prostu jej powiedzieć, jak mnie podnieca? Pewnie i tak się sama tego domyśla. A czego dowód za chwilę trafi w jej ręce.
    Patrzyłem, jak jej dłonie delikatnie obmywają moje łono. Tuż za nimi piętrzył się mój penis, drgając w swoim typowym rytmie. Cały w pianie, spływającej z mojego korpusu.
    Oderwała się nagle ode mnie i pochwyciła za prysznic. Polewała mój tors, brzuch i okolice krocza. Znów zaczęło brakować mi oddechu, bo wiedziałem jaka chwila się zbliża.
    Gdy skończyła, dotknęła moich pleców.
    – Spokojnie, synku – mówiła ciepłym głosem – wszystko jest w porządku. Nie denerwuj się, dobrze? Nie ma powodu do lęku.
    – dd…dobrze – odrzekłem, ale czułem się dziwnie. Uderzały mnie fale gorąca, głowa stała się jakaś ciężka. Zaczęły mi drętwieć palce u stóp. Coś takiego czułem tylko kilka razy w życiu – w chwilach największego podniecenia.
    – Umyję ci wpierw…twoją…mhm…mosznę – wytłumaczyła mi, ale była także wyraźnie speszona.
    Nalała sobie ponownie mydła z tubki. Objęła mnie z tyłu, a ręce przełożyła do przodu mojego ciała. Obserwując to widziałem, jak umiejętnie ominęła mojego członka i włożyła dłoń pod niego. Gdy tylko je musnęła, nieznacznie, ale dość gwałtownie poderwałem się z miejsca.
    – Wszystko dobrze – uspokajała mnie kojącym głosem – nie bój się, nie zrobię ci krzywdy.
    Ujęła całe w dłoń. Masowała je, przewracała między śliskimi palcami, a one cały czas wyślizgiwały się z jej uchwytu. Delikatnymi ruchami opuszkami palców wykonywała ruchy w dół, odrobinę ciągnąć je w mosznie. Wszystko bardzo powoli i subtelnie. Towarzyszyły tej czynności nieprzerwane drgnięcia mojego członka.
     Ja siedziałem i zaciskałem zęby. Byłem doprowadzony niemal na granicę szaleństwa. Pragnąłem już tylko jednego. Mały mi niemal furczał z niecierpliwości.
    Jeszcze kilka razy pomasowała je we wnętrzu swej dłoni. Kończąc, odsunęła się ponownie. Ale nie zmyła piany, jak to robiła przy myciu innych części mojego ciała.
    – Za chwilkę kończymy – oznajmiła spokojnie.
    – To…dobrze…zaraz…za…zacznie się…mój film – bajerowałem ją dalej
    – Wiem, to znaczy domyślam się…w jakim…eeem…stanie tam jesteś.
    Milczałem.
    – Miałam przeprowadzić z tobą rozmowę . Pamiętasz? Na temat zaspokajania siebie, więc postaram ci się to prosto i zwięźle wyjaśnić . Gdy chłopak, taki jak ty, dorasta to zaczynają o sobie dawać znać hormony…, – przerwała nagle i do moich uszu doszedł znajomy dźwięk otwieranego opakowania mydła.
    Zbliżyła się . Jej piersi rozpłaszczyły się na moich plecach. Poczułem jej sutki, przebijające się przez jej bluzkę. Twarde jak kamień. Czy ją to również podniecało tak bardzo, jak mnie?
    Dłonie znalazły się na moim brzuchu. Dreszcz ekscytacji przebiegł po moim ciele. Kierowała je coraz niżej, a ja coraz bardziej odlatywałem. Czułem, jak pała mi podryguje w skurczach.  Zjeżdżała nimi przez podbrzusze. Ciężko dyszałem, oczy zaszły mi mgłą. Dotarły na uda i tam je nieruchomo pozostawiła. A dokładnie pomiędzy nimi znajdowała się moja rozpalona męskość.
    – …jak mówiłam, hormony buzują w ciele takiego chłopca, jak ty – kontynuowała, ale jej głos się zmienił. Mówiła teraz nisko i zmysłowo. Wprost do mojego ucha. A speszenie u nie najwyraźniej zupełnie zniknęło – Zaczynają się pojawiać pierwsze erekcje.
    Ponownie przerwała. Nie wiedziałem o co chodzi. Poczułem ruch w dole. Zwróciłem tam swą uwagę. Jej dłoń zaczęła wolno zbliżać się do mojego penisa po czym zdecydowanie go ujęła. Znów zwróciło moją uwagę to, że jej kciuk nie styka się z resztą palców.
    – Mhmm – westchnąłem, dając dowód, że sprawia mi to przyjemność. Jej dłoń na moim małym. O rany!
    – Erekcje… taka jak ta. – ciągnęła dalej swój wykład. – Chłopak w twoim wieku zazwyczaj jeszcze nie ma dziewczyny, więc musi sobie  radzić sam. Jak twierdzisz, jeszcze nigdy tego nie robiłeś, prawda?
    – Ehmm… nie…nie wiem jak…
    – No właśnie – przerwała mi w pół zdania. Była jakaś inna. Nie była jak zawsze słodka i przemiła. W tej chwili zmieniła się  w zdecydowaną i dominującą kobietą – A jako że nie masz w tej chwili możliwości…hmm…przekonania się samemu, jak to robić, to ja zastąpię twoje dłonie. Może tak być, Wojtuś ?
    Przy ostatnim pytaniu znów wróciła stara mama, czyli troskliwa i czuła.
    – Tak…chętnie się przekonam,…jak to się robi – odpowiedziałem krótko.
    – No to zaczynamy – szepnęła mi do ucha uwodzicielsko.
    Poprawiła swoją dłoń na moim napęczniałym korzeniu. Wykonała powolny ruch dłonią w dół, ściągając napletek i powróciła nią z powrotem w górę. Poczułem jak z dziurki na końcu wydobyła się strużka preejakulatu.
    Zaciskałem zęby i podkurzyłem palce stóp. Buło mi tak niebiańsko.
    – Jak widzisz, ta skórka daje się ściągać w górę i w dół – tłumaczyła mi dalej – Robiąc tak wile razy z tej dziurki na końcu wydobywa się nasienie, co łączy się z orgazmem, czyli spełnieniem seksualnym.
    Pocierała palcem drugiej ręki czubek mojej żołędzi. Roztarła cały śluz, aż główka cała lśniła. Pierwsza dłoń wciąż tkwiła nieruchomo.
    – Czuję, że wydobywa ci się preejakulat – rzekła, idealnie odgadując moje myśli – jest to naturalny nawilżacz, który pomoże ci w przyszłości wejść w pochwę kobiety, wiesz kochanie – zaśmiała mi się cicho do ucha.
    Nastała dłuższa chwila. Pomyślałem, czy nie mógłbym ruchem bioder poślizgać się między jej dłonią. Bałem się, że za chwilę przerwie to uświadamianie mnie i znów zostanę niezaspokojony.
    Nagle znów cicho się odezwała do mojego ucha:
    – Wiesz, Wojtuś? Miałam kiedyś  takiego pacjenta rok temu. Był rok starszy od ciebie. Trafił do nas do szpitala – jej dłoń zaczęła wolno ściągać skórkę z mojego wała – Zatruł się czymś biedaczek i był słabiutki od ciągłych wymiotów, gorączkował i tak dalej. Musiał zostać u nas na kilka dni.
    Jej ręką jednostajnie się poruszała. Czułem, że mógłbym tak po niedługim czasie dojść. Jednak moją uwagę absorbowała ta opowieść.
    – Przychodząc do niego co dzień i podstawiając mu kaczkę, czy go myjąc gąbką, zauważyłam, że pod wpływem mojego dotyku, za każdym razem, doznaje wzwodu członka. Tak jak ty.
    Jej dłoń nieco przyspieszyła ruchy. Ledwo słyszalnie dochodziło do mnie mlaskanie mojego wilgotnego napletka.
    – Za którymś razem postanowiłam coś z tym zrobić, ponieważ było to nieznośne i przeszkadzało mi w pracy. A może chciałam tylko ulżyć temu umęczonemu chłopcu?
    Ręka coraz szybciej i mocniej poruszała się na trzonie. Mlaskanie było już bardzo głośne. Z czubka lał mi się śluz, zwiększając poślizg.
    – Gdy znów mu stał, przysiadłam się do jego łóżka. Położyłam dłoń na jego rozpalonym czole. Drugą ręką zsunęłam bardziej jego spodnie. Uchwyciłam go. Był twardy jak stal, dziewiczo piękny. Z dużym łepkiem i pokaźną długością, jak na jego wiek. Ale nie był tak gruby, jak twój. Zaczęłam go onanizować. Szybko i mocno.
    Mama również zwiększyła szybkość i siłę uścisku, jak w jej opowieści. Biła mi bardzo mocno konia. Ciężkie jaja podrywały się wraz z jej ruchami i opadły, uderzając mocno w przestrzeń między udami z perwersyjnie przyjemnym bólem.
    – Nie zważałam na to, czy ktoś może wejść do tej sali. Oddawałam wtedy całą siebie, aby sprawić przyjemność temu chłopcu. Długo nie wytrzymał. Dobrze to robiłam. Widać długo się nie zaspokajał, bo trysnął bardzo obficie, zalewając swój brzuch, podbrzusze, mój rękaw i całą dłoń. Umyłam go, a potem siebie i wyszłam. W drzwiach powiedział mi tylko : „Dziękuję, mamusiu”. Tym chłopcem był twój brat.
    Zatkało mnie. Byłem już bliski wytrysku, ale teraz nieznacznie się oddalił. Mój brat rzeczywiście rok temu był w szpitalu. Mój boże. Moja matka mu tam…zrobiła…strzepała ręką.
    Uświadomiłem sobie, że jej w ogóle nie znam. Kim ona jest? Lecz w głębi to jeszcze bardziej mnie napaliło.
    – Teraz zajmiemy się tobą do końca, synku – szepnęła niskim głosem.
    Jej tempo wcześniej przez moment zmalało i teraz poruszała ręką miarowo, ale wciąż całkiem szybko.
    – Dobrze ci, kochany – spytała słodko
    – Oooch, mamo…to takie przyjemne – jęknąłem z rozkoszy
    – Wiem, dlatego to robię. Chcesz, żebym przyśpieszyła?
    – Ooo taaak! – niemal krzyknąłem
    Ponownie przyspieszyła. Waliła teraz mi konia z taką mocą i szybkością, że myślałem, że mi go urwie.
    – Ooo tak, spuść się. Spuść się dla mnie– szeptała mi do ucha, co mnie tak podkręciło, że już nie potrafiłem wytrzymać.
    – Aaaachhh, maaamooo, juuuż dłużej nie mogę! – krzyczałem i wiłem jak piskorz pod wpływem pracy jej delikatnej rączki.
    – Tryśnij! Ooch, twój penis jest tak nieprzyzwoicie gruby! – już nie szeptała, a prawie że głośno rozkazywała.
    Ostre słowa z ust mojej na co dzień kulturalnej mamy dopełniły dzieła.
    Zacząłem się szarpać, tak że z trudem utrzymała dłoń na moim członku. Pierwsza dawka spermy wystrzeliła z mocą pocisku i uderzyła z odgłosem rozplaśnięcia na przeciwległej ściance wanny. Ściągnęły mi się palce u stóp, a powieki zaczęły w skurczach się same mrużyć, co zdarzało mi się tylko raz do tej pory, przy naprawdę silnym orgazmie.
     Następne porcje tryskały z mniejszą mocą wprost do wody. Jej ręka zmniejszyła obroty. Nasienie wypływało już tylko na jej dłoń po czym skapywało w dół. Lekko nim potrząsnęła na boki, wytrzepując resztki i go puściła. Na pół zwiotczały opadł swobodnie.
    Nachyliła się bardziej i pocałowała mnie w policzek. Ja wciąż ciężko sapałem, próbując dojść do siebie po najgwałtowniejszym orgazmie w życiu.
    – Było ci dobrze? – zapytała z czułością – mam nadziej, że już wiesz jak to robić w przyszłości i że po takim zaspokojeniu oszczędzisz mi już widoków wzwiedzionego penisa przy następnych kąpielach.
    – Ach, to była najcudowniejsza chwila mojego życia – odparłem w szerokim uśmiechu – ja też mam nadzieję, że już nie będę cię straszył tym widokiem.
    – To mnie nie straszy, ale trochę…dekoncentruje – odrzekła i zaśmiała się. – no, wyłaź i leć na ten swój film, a ja tu posprzątam po twoim dziele.
    Wytarła mnie i ubrała w spodenki od piżamy. Ja jeszcze raz spojrzałem na strużkę spermy na ściance, wolno spływającej do wanny.
    Mama wieszała mokry ręcznik na sznurku. Podszedłem do niej od tyłu i pocałowałem w gorący i miękki polik
    – Dziękuję – cicho do niej powiedziałem, po czym odwróciłem się i pobiegłem do salonu przed telewizor.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Orebski

    Kinrepok

  • Hobbit Pustkowie Smauga – kontynuacja akcji

    Tauriel pochłonęło szczęście i satysfakcja z czynu, którego właśnie dokonała. Uratowała go – Kili przeżyje, a ona wreszcie mogła odetchnąć pełną piersią. Dziwne uczucie rozluźnienia po długim pościgu i strachu o życie krasnoluda wypełniło ją całą. Jakie to interesujące, jeszcze nigdy nie czuła się tak dobrze.
    Tą chwilę ulgi przysłoniło nagle inne uczucie – wstyd. Zostawiła Legolasa walczącego samotnie przeciw armii orków. Nie wypełniła swojej powinności wobec swej rasy i ojczyzny. Opuściła księcia. Czuła, że zdradziła nie tylko swoich pobratymców i zasad, jakie zostały ustanowione od początku czasów, ale także siebie i swoje uczucie, które od dłuższego czasu rozwijało się w niej, a którego istnienia od zawsze zaprzeczała. Musiała ratować Kiliego – to wiedziała na pewno, ale wiedziała także, że postąpiła źle.
    Nie nasyciwszy się wystarczająco chwilą szczęścia, nie czekając zbyt długo, chwyciła za broń i wybiegła ze zniszczonego domu. To co zobaczyła to tylko poświata, niewielki ruch przy granicy miasta zauważony jedynie krańcem oka, ale wiedziała co się działo. To był pościg. Legolas pojechał za wrogami do lasu. Nie myśląc zbyt wiele pobiegła w kierunku konia stojącego niedaleko gospody, nie zastanawiając się nawet do kogo należy – siodło wyglądało na kosztowne, a koń zadbany, czystej rasy co nie zdarzało się zbyt często w tym biednym miasteczku – odpięła go i dosiadła z wprawą godnej mieszkance lasu i puściła się galopem w kierunku wcześniej wypatrzonym.
    Przedzierając się szybko i pewnie przez las – szlak był świeży i widoczny – wdychała zapach swego celu, czuła cuchnące zgnilizną ciało orka, najwyraźniej jednego, przyćmiewające całą resztę. Ale jednak udało jej się poczuć także przepiękną woń towarzyszącą każdemu elfowi, ale tak wyjątkową dla tego jedynego – księcia. Przyspieszyła konia i niedługo po tym wjechała na ogromną polanę oblaną blaskiem księżyca i światłem padającym z licznych gwiazd. Dzięki temu i jej elfim oczom zdołała dostrzec scenę rozgrywającą się 300 metrów przed nią.
    Zobaczyła martwego konia, jeszcze dygoczącego, z którego wylewała się czerwona posoka krwi. W jednej chwili zrobiło jej się żal biednego zwierzęcia tak wykorzystywanego przez bestie uważające się za lepsze od niego. Przy samotnie rosnącym drzewie ujrzała także zaciętą walkę Legolasa i Orka, a na każdym z nich ukazywały się ślady przyjętych cięć i uderzeń.
    Dopadła do nich szybko i zeskoczyła z konia. Ork obrócony tyłem do niej, całkowicie pochłonięty walką nie zauważył jej przybycia, co działało na korzyść elfów. Napięła strzałę i wystrzeliła. Potwór dostał w plecy. Zaskoczony obrócił się i zdając sobie sprawę, że ma dwóch przeciwników szybko musiał zdecydować, kogo zaatakować. Jako, że Tauriel była dalej szybko zwrócił się ku Legolasowi i w ostatniej chwili odparował cios, jaki ten chciał zadać wykorzystując jego dystrakcję. Elfka podbiegła do orka i rzuciwszy się na niego chwyciła od tyłu jego ręce. Nie miała na tyle siły by przytrzymać je długo, ale wystarczyło to, by Legolas biorąc dobry zamach przeciął mu gardło. Bezsilne martwe ciało padło na ziemię.
    Legolas dyszał lekko  wycierając  swój miecz z krwi. Nie patrzył na nią i Tauriel zdała sobie sprawę, że jest na nią zły, do czego miał całkowite prawo.
    – Zostałaś w tej chacie. – To nie było pytanie, jedynie proste stwierdzenie faktów – Sprzeciwiłaś się mojemu rozkazowi.
    – Panie, przepraszam, ja, on był umierający…
    – Przestań. Zostawiłaś mnie dla tego krasnoluda wybrałaś jego zamiast mnie, Twojego księcia. To był Twój obowiązek podążyć za mną, a Ty po prostu to zignorowałaś.
    Nic nie odpowiedziała, a on oddychał coraz głębiej uspokajając się. Po chwili ciszy, w której słychać było jedynie ich oddechy i dźwięk miecza wkładanego do pochwy odezwał się.
    – Myślałem, że cały świat jest dla mnie dostępny. I cały świat jest, prócz jednej walecznej elfki, która sprzeciwiając się wszelkim zasadom panującym na tym świecie musiała zainteresować się krasnoludem. – mówiąc to pewnie przybliżył się do niej i popchnął na pień rosnącego za nią drzewa.
    – Legolasie, ja, przepraszam, że nie pobiegłam za Tobą – mówiąc to czuła jego oddech na swojej twarzy – Wiedziałam, że jesteś na tyle wprawionym wojownikiem, że sobie poradzisz. On umierał i czułam, że muszę mu pomóc. – Jej oddech był płytki, czuła, że musi brać głębsze wdechy, mimo iż nie była zmęczona. Bliskość pomiędzy nimi wywoływała myśli, które od dawna w sobie tłumiła. – Twój ojciec…
    – Co do tego ma mój ojciec? – zapytał zaskoczony.
    – Twój ojciec ostrzegał mnie przed dawaniem Ci nadziei, gdyż nigdy nie pozwoliłby na związek pomiędzy nami.
    – Ha – Legolas wykrzywił twarz w tym swoim zadziornym uśmiechu – A na związek elfki z krasnoludem na pewno przystanie. – zaśmiała się razem z nim. Po chwili dodał poważnym tonem – Tauriel, wiesz, że pobiegłbym za Tobą na drugi koniec świata. Dlaczego myślisz, że wola mojego ojca, Króla, czy nie, zdołałaby przeszkodzić mi w przebywaniu blisko Ciebie?
    W jej sercu zrodziła się nadzieja. Zdała sobie sprawę, że Legolas naprawdę coś do niej czuje.
    – Nie chcę niszczyć Twojego życia w królestwie.
    – Pozwól, że o tym ja zadecyduję – powiedział, po czym przycisnął lekko swe usta do jej. Nie broniła się. Chociaż wiedziała, że ten związek w leśnym świecie nie będzie miał prawa istnienia zamiast go odepchnąć chwyciła go za ramiona i rozkoszowała się chwilą, która wydawała się jak promień słońca w jej wiecznie zamglonym, jednolitym życiu.
    Czując, że ona też tego pragnie Legolas chwycił ją w talii i pogłębił pocałunek. Jego usta z jej, jego język z jej. To było połączenie, które stanowiło odwzorowanie jego marzeń. Stanowili jedność. Czuł jej ciało przy swoim. Czuł jej nogi, talię, piersi. Każda komórka jego ciała reagowała na tą bliskość. Nagle jasnym się stało, że to co było pomiędzy nimi jest czyste, dobre i niezaprzeczalnie piękne. Ona czuła to również.
    – Pozwól mi być Twoim, Tauriel – powiedział odsuwając na chwilę od niej swe usta. Popatrzył na nią z nadzieją. Nigdy wcześniej nie widziała tych iskier, tego wzroku przeszywającego ją na wylot.
    – A ja Twoją, księciu Legolasie – potwierdziła uśmiechając się zachęcająco.
    Odsunął się od niej i chwycił ją za rękę. Poprowadził ją w kierunku dosyć równego, porośniętego trawą kawałka ziemi. Ich bronie opadły z brzękiem na podłoże. Odpiął swój płaszcz i położył jako koc, po czym przyciągnął do siebie Tauriel. Błądząc delikatnie rękoma od jej twarzy do talii rozpiął jej tunikę. Spojrzeli sobie w oczy i zobaczyli u siebie nawzajem zdecydowanie. Robiąc krok do tyłu, by ukazać się księciu w całości, Tauriel powoli zaczęła ściągać swe ubranie. Rozchyliła tunikę ukazując blade ramiona, po których spływały jej piękne, brązowo-rude włosy. Jej drobna, ale jakże silna w walce ręka wydostała się z dopasowanego odzienia. Najpierw jedna, potem druga. Z uśmiechem na twarzy pozwoliła tunice opaść na ziemię. Pozostała teraz w zielonej, pięknej bieliźnie stworzonej z satyny, w ciemnozielonych, półprzezroczystych rajstopach oraz w brązowych butach do kolan.
    – Ten widok mógłbym oglądać przez całe swoje życie – powiedział Legolas przyglądając się każdemu szczegółowi ciała odkrytego przed nim.
    – Nasze życie jest nieskończone.
    – Więc nieskończone będzie moje uwielbienie.
    Słowa te sprawiły, że jej serce zabiło mocniej. Spojrzała na niego, stojącego pewnie przed nią i zdała sobie sprawę, że ta noc zapoczątkuje ogromne szczęście, jak i cierpienie, które przyjdzie im znosić. Konsekwencje jej oddania będą bolesne. Jednak wiedziała czego pragnie, była pewna swoich postanowień i nie zamierzała rezygnować teraz, gdyż jedna chwila spędzona z nim była warta wszelkiego bólu tego świata. Uśmiechnęła się do niego.
    – Wciąż masz na sobie zbyt dużo ubrania – powiedziała i tym razem ona zaczęła badać wzrokiem jego ciało.
    Miał idealną sylwetkę. Był umięśniony, ale nieprzesadnie. Rozpiął górną część swojego odzienia, ściągnął i odrzucił na bok. Tauriel przypatrzyła się jego odkrytemu torsowi. Mięśnie wyrzeźbione przez liczne walki i treningi sprawiły, że zrobiło jej się sucho w gardle. Miała ochotę dotknąć tego wspaniałego ciała, poczuć go pod swoją dłonią, sprawdzić każdy szczegół. Od ramion tak wielokrotnie napinających łuk, szybkich i pewnych, po dołki po części przykryte materiałem jego spodni.
    Podszedł do niej i delikatnie pogładził ręką po brzuchu. Następnie przesunął ją do góry na jej pierś wciąż zakrytą materiałem. Wzięła głębszy oddech. Drugą ręką sprawnie odpiął jej biustonosz. Spojrzeli sobie w oczy, po czym nie dając jej wzrokowi uciec, pozwolił by górna część bielizny opadła na ziemię.
    Przeszedł za nią i odchylił jej włosy na lewe ramię. Przybliżył się do niej, tak, że poczuła nagą skórę jego ciała na swoich plecach i wybrzuszenie potwierdzające jego zainteresowanie. Wyszeptał do ucha – Jesteś moja, Tauriel, tylko moja – po czym trzymając swoje ręce na jej talii podążył nimi ku górze. Pieszcząc delikatnie jej piersi ugryzł skórę na jej szyi. Cicho krzyknęła z rozkoszy i zaskoczenia. Masował obydwie półkule na początku od spodu, po czym przeniósł się na jej sutki. Pociągał i szczypał delikatnie pobudzając każdy nerw w jej ciele. Zostawiając lewą pierś przeniósł rękę w dół pod jej rajstopy i majtki. Tauriel dyszała, pojękując.
    – Wiesz jak pobudzić kobietę – powiedziała obracając się do niego i całując go. Najpierw w usta, potem zaczęła badać linię szczęki. Kiedy chciała przenieść się niżej na tors zatrzymał ją podnosząc jej podbródek by spojrzała mu w oczy, które mówiły: ja tutaj prowadzę.
    Poprowadził ją do wcześniej wyłożonego płaszcza i nakierował, by się położyła. Sam przyklęknął przed nią. Zaczął rozwiązywać jej buty i ściągnęli, najpierw jeden, potem drugi. Następnie powoli, dotykając każdego odsłoniętego miejsca uwolnił ją z rajstop. Pozostała w samych, zielonych, koronkowych majtkach.
    – Jesteś piękna – oznajmił. Patrzył jak te ciemno-rude włosy opadały kaskadą na odsłonięte piersi, jak elfie oczy patrzą na niego z zaufaniem.
    Sam ściągnął swoje buty, następnie spodnie, aż został nagi. Tauriel nie mogła się nasycić. Patrzyła na jego wspaniałe ciało i blond włosy okalające jego przystojną twarz. Zsunęła delikatnie i uwodzicielsko resztkę swojej bielizny i uklękła przed nim. Zaczęła wodzić palcami wzdłuż linii mięśni jego brzucha. Spojrzała na niego – tym razem jej pozwolił. Przybliżyła się jeszcze bardziej i oboje utonęli w gorącym pocałunku ukazującym ich pożądanie. Dwa ciała oblane światłem księżyca. Dwa ciała łączące się w jedno. Napierał na nią tak, że musiała się odchylić. Dotykał rękoma jej ciała, całego, oddanego jemu. Nakierował nią, by się położyła, a sam pochylił się nad nią. Przejechała dłońmi po jego plecach, aż po pośladki. Ucieszyło go to. Schylił twarz, pocałował ją głęboko, po czym wtargnął w nią pewnie. Jęknęła głośno. Ich twarze oddaliły się od siebie. Tauriel zacisnęła kolana wokół Legolasa, a on nie czekając na więcej zaczął się poruszać równo i głęboko. Jeden raz, za drugim. Ich ciała poruszały się jak w tańcu. Jej ręce zacisnęły się na jego pośladkach instynktownie, a ich taniec był coraz bardziej intensywny. Legolas przyspieszył, ale mimo to nie stracił na sile. Wręcz przeciwnie, wypełniał ją całą. Chwycił jej ręce i uwięził nad jej głową. Patrzył jak jej otwarte usta wydają jęki, jak piękne, zielone oczy patrzą w jego z zaufaniem. Widział jak to jej się podoba, jak on jej się podoba. Uśmiechnęli się do siebie. Wolną ręką złapał Tauriel za jej udo i rozchylił jej nogę jeszcze bardziej.
    Elfka czuła przyjemność rosnącą z każdym pchnięciem Legolasa. Jęcząc rozkoszowała się danym uniesieniem. Jeszcze chwilkę, jeszcze trochę. Wtedy przeszedł ją orgazm. Wypełniał ją, był tak cudowny, że myślała iż znalazła się wśród gwiazd.
    – Legolas, ach – krzyknęła.
    Dyszała ciężko i czuła jak przyjemność rozchodzi się po każdej komórce jej ciała. Spojrzała na księcia uśmiechającego się do niej. Z zadowoleniem postanowiła nieco zmienić pozycję. Uwolniła ręce z jego silnego uścisku, na co jej pozwolił i pokierowała tak, że książę usiadł, a ona na nim. W tej pozycji pocałowali się głęboko i rozpoczęli swój taniec na nowo. Jej ciało do jego. Jej piersi ocierały się o jego tors przyprawiając ją o przyjemne dreszcze. Legolas skierował swe ręce na jej pośladki i pomagał jej się unosić, wbijając się w nią za każdym razem jak opadała. Rozkosz, wciąż narastała. Tauriel jedną ręką przytrzymując się ramion księcia, drugą błądziła po jego idealnym brzuchu. Jej ręka przekazywała Legolasowi jeszcze większe zadowolenie. Pewna siebie popchnęła księcia dając mu do zrozumienia, by się położył. Usłuchał jej, a ona wciąż siedząc na nim ruszała swoimi biodrami dając przyjemność im obydwu. Legolas przeniósł swe dłonie z jej pośladków i okrył nimi jej piersi. Tauriel jęknęła i odchyliła swą głowę do tyłu. Wygięła się w łuk jeszcze dokładniej ukazując swe wdzięki. Legolas nie mógł nasycić się tym widokiem. Poruszając swymi biodrami pogłębiał swoją rozkosz, którą wiedział, że zbyt długo nie powstrzyma przed wypełnieniem jego całego. Jednym pewnym ruchem zmienił pozycję kładąc Tauriel na ziemi, a samemu będąc pochylonym nad nią. Zaskoczona pisnęła i zdając sobie sprawę z sytuacji uśmiechnęła się do niego. Wszedł w nią mocno. Poczuła jak cała zostaje wypełniona jego ciałem. Jęknęła głośno. Wszedł w nią ponownie, i ponownie przyspieszając tempo sprawiając, że zapomniała o całym świecie. Tylko on i ona. „Legolas, jakie to wspaniałe imię” pomyślała. Książę, tylko jej. Tylko ta chwila. Rozkosz rosła w niej coraz bardziej. Intensywność się zwiększała. Jego ruchy przyprawiały ją o dreszcze i przyjemność, jakiej istnienie wydawało się sensem całego życia. Oddech miała coraz płytszy, jęki coraz głośniejsze. Jego imię ponownie wydostało się z jej ust niezamierzenie. Zdała sobie sprawę, że ma zamknięte oczy. Otworzyła je i spojrzała na księcia. Na jego wspaniałą twarz, idealną linię szczęki, niebiańskie oczy błądzące po jej obliczu, urywany oddech. Szczęście w niej było tak wielkie, że mogłoby ją rozerwać na tysiąc kawałków, było nie do zniesienia, czuła jakby serce miało wybić się z jej ciała.
    Legolas widział jej piękno, jej wspaniałość. Uczucie spełnienia było już blisko. Jedyne o czym mógł myśleć to ona. Jej kasztanowe włosy, jej elfie oczy, wspaniałe ciało, waleczny duch, jego miłość. Tauriel – wyłączne słowo jakie przychodziło mu na usta. Tauriel. Czuł skurcz w jego ciele i eksplodował od wewnątrz.
    -Tauriel – wykrzyknął i poczuł, że ona również doszła robiąc rany swymi paznokciami na jego plecach. Konwulsje ogarnęły ich oboje. Przyjemność nie do opisania zawładnęła nimi całkowicie. Jego orgazm trwał wlewając soki w jej ciało, czyniąc ją jego, tylko jego, skutkując możliwością zapełnienia jej łona jego potomstwem, jego genami, jego miłością.
    – Kocham Cię – powiedział kładąc się koło niej na plecach.
    – Ja Ciebie też, książę – oznajmiła zadowolona przenosząc swą głowę na jego ramię. Objął ją patrząc w gwiazdy. Odczuwał ogromne zadowolenie, dla którego mógłby poświęcić całe swoje życie. Pragnął, by ta chwila trwała na wieki. Chciałby zatrzymać czas, choć wiedział, że to niemożliwe.
    Tauriel wtulona w niego nie mogła przestać podziwiać jego osoby. Wciąż trudno jej było uwierzyć, że to stało się naprawdę. Patrzyła na jego szczękę, policzki, nos – dla niej był idealny, jedyny. Żaden elf, piękny, czy nie, nie mógł być dla niej tak przystojny. Tylko on ucieleśniał wszelkie jej pragnienia. Spojrzał na nią i uśmiechnął się. Przybliżył swe usta i musnął nimi jej wargi, delikatnie, bez pośpiechu. Przeszył ją dreszcz. Powoli pogłębił pocałunek, a ona przyjęła go. Ich wargi razem, ich języki razem. Po pewnym czasie odchylił się i ponownie zapatrzył się w gwiazdy. Było idealnie.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Anna Mars

    Legriel – Legolas i Tauriel, kontynuacja akcji z Hobbit: Pustkowie Smauga, fanfic, fanfiction