Blog

  • Piotr. Historia prawdziwa.

    Piotra znam z czasów licealnych, ponieważ chodziliśmy przez trzy lata do jednej klasy. Co powinniście wiedzieć o Piotrze? To taki typ, który najbardziej podoba się starszym nauczycielkom i tym „grzeczniejszym” uczennicom. Miły, inteligentny, trochę nieśmiały, ambitny, spokojny, rozsądny chłopak – takie recenzje zbierał Piotr przez całe Liceum. W dodatku katolik, może nie jakiś fanatyczny, ale z pewnością kierujący się jak dotąd, zasadami i „wartościami”. Piotr od zawsze mówił, że przeznaczeniem faceta jest małżeństwo i spłodzenie gromadki dzieci. Bardzo doceniał kwestię zachowania czystości do ślubu – jest to dowód, że poważnie traktujesz swoją drugą połówkę – mówił.

    Oczywiście nie było tak, że Piotr całe dnie spędzał w kościele, co to to nie. Nie był też typem nawracacza, spokojnie wyrażał swoje zdanie, czasami coś tam marudził o tym, że świat teraz za bardzo idzie w stronę wolności, a seriale promują niedobre wzorce wychowawcze, ale nie był jakoś bardzo nachalny.

    Dał się lubić. Trzeba przyznać, że był sympatycznym chłopakiem, uzdolnionym matematycznie i informatycznie, koleżeńskim i przyjaznym. No, może trochę flegmatycznym, takim wiecie „rozlazłym” w obejściu, mówił spokojnie, rozciągając słowa i uśmiechając się głupkowato. Taki był trochę rozmemłany. Nauczycielki mówiły o nim: „wspaniały, spokojny chłopak”, a Piotr chyba nigdy nie zawiódł ich oczekiwań. Nikt w Liceum nie słyszał, aby Piotr kiedykolwiek przeklął, czy zachował się niewłaściwie.

    W dodatku był dość przystojny, w taki sposób, jaki podoba się starszym nauczycielkom i „grzeczniejszym” uczennicom ( bardzo wysoki – 190 cm, ciemny blondyn o szaroniebieskich oczach, krótko obciętych włosach i gładkiej, lekko różowej twarzy ), a fakt, że znajdował czas i na naukę, i na taniec towarzyski, który uprawiał, sprawiło, że wokół Piotra ciągle kręcił się wianuszek dziewczyn.

    Założę się, że większość z nich marzyła, aby stać się tą „jedną jedyną”, dla której Piotr zachowa czystość, z którą będzie miał dzieci i domek za miastem.

    Z początku te kilka faktów – spokój, łagodność i nieśmiałość Piotra, a także obracanie się prawie wyłącznie w towarzystwie dziewczyn, zmyliły mnie, co do jego orientacji. Były chwile, że byłem niemal pewien, że Piotr jest gejem, albo że może nim być.

    O gejach Piotr miał taką opinię jak większość katolików, chociaż czasami sprawiał wrażenie, że w ogóle nie wierzy w ich istnienie, albo że ten temat go po prostu zawstydza, bo rumienił się kiedy ktoś go poruszał, albo głupkowato uśmiechał.

    Tym razem jednak mój radar mnie zmylił – prawda była taka, że Piotr był stuprocentowym heterykiem.

    To wszystko w oczach szkoły i nauczycieli pracowało bardzo na plus Piotra.

    Tak widział go ogół.

    Trochę inaczej widzieliśmy Piotra my, czyli męska część klasy maturalnej. Generalnie Piotr był lubiany, przez dziewczyny i przez chłopaków, z tym że zdecydowanie wolał towarzystwo dziewczyn. Jednakże jako najlepszy mózg w klasie, jeśli chodzi o matmę i fizykę, często ratował z opresji któregoś z chłopaków, podrzucając właściwą odpowiedź na sprawdzianie, albo na szybko odrabiając zadanie domowe. Dlatego miał szacunek większości. Tak to wyglądało oficjalnie.

    Są jednak pewne sytuacje, w których poznaje się pewne rzeczy mniej oficjalnie – a taką sytuacją były chwile spędzone w szatni przed lekcjami W-fu.

    Piotr zaczął brać w nich udział dopiero w klasie maturalnej – wcześniej miał zwolnienie z powodu jakiejś tam astmy, alergii, czy czegoś w tym rodzaju, i wcale się nie pojawiał. Ale kiedy się pojawił, to z wielkim hukiem.

    No więc sytuacja była taka: siedzimy w tej szatni wszyscy i przebieramy się do zajęć. Chłopaki zdejmują spodnie, a potem wkładają na tyłki spodenki gimnastyczne albo dresy. Oczywiście w tym czasie odbywają się normalne gadki, przeważnie na niezbyt wysokim poziomie.

    Piotr jest wśród nas, mimochodem zsuwa swoje dżinsy, pod którymi ma idealnie dopasowane slipki koloru jasnozielonego.

    I nagle, niektórzy kątem oka, inni wprost, dostrzegają, że w slipkach Piotra jest … naprawdę ciasno. Albo inaczej – zawartość slipek Piotra jest naprawdę duża. A nawet bardzo duża.

    Muszę przyznać, że nie spodziewałem się takiego widoku, no i chyba nikt się nie spodziewał, bo zapadła wśród nas lekka konsternacja, głupkowate śmichy chichy, aż w końcu Siwy, klasowy cwaniaczek, powiedział z nieukrywanym podziwem:

        E no, stary! To ja się teraz kurwa nie dziwię, dlaczego laski tak za tobą latają!

    Wszyscy zaczęli się śmiać, ale Piotr chyba nie za bardzo zrozumiał o co chodzi, prawdopodobnie pomyślał, że Siwy komplementuje jego ogólny wygląd, więc zrobił się tylko czerwony i powiedział:

        Weź przestań.

        A potem szybko włożył dres i czmychnął z szatni.

    Piotr rzeczywiście nie zajarzył na samym początku o co właściwie chodziło Siwemu. Potrzebował tygodnia, aby się zorientować.

    W następnym tygodniu miał na sobie jasnoniebieskie slipki, tak samo wypchane ( nie jestem skłonny do przesadyzmu, ale to, co w nich miał wyglądało naprawdę IMPONUJĄCO ). Wtedy Tomek, kumpel Siwego podszedł do Piotra i zapytał, siląc się na poważny ton:

        Piotrze, dlaczego wpychasz sobie skarpetki do majtek?

    No i wtedy Piotr załapał. A jak załapał, to uśmiechnął się głupkowato, w ten swój rozmemłany sposób, zaczerwienił jak burak, a potem wsunął swoje dresy, powiedział do nas:

        Ale macie poczucie humoru …

    i wyleciał z szatni.

    Nie muszę dodawać, że nigdy potem nie przebierał się przy nas. Robił to chyba w łazience, bo zawsze już był przebrany przed nami.

    Potem temat ucichł na jakiś czas, chociaż mam wrażenie, że chłopaki nabrali do Piotra jeszcze więcej szacunku, choć nie okazywali tego jakoś przesadnie, ale to było czuć w powietrzu.

    W tym czasie zacząłem fantazjować o Piotrze. To dziwne, bo wcześniej nie przypuszczałem, że akurat Piotr – ulubieniec wszystkich, prymus i katolik, może stać się obiektem moich marzeń podczas jazdy ręcznej.

    Najczęściej wyobrażałem sobie scenkę, w której Tomek pyta Piotra, dlaczego wkłada sobie tam skarpetki, a Piotr odpowiada, że niczego tam sobie nie wkłada, i że może to udowodnić. No i udowadnia.

    Tak się tym zakręciłem, że zaraz przed maturą miałem tylko dwa marzenia: zdać maturę i dostać się na studia, oraz zobaczyć kutasa Piotra.

    To pierwsze marzenie się spełniło. Drugie spełniło się Siwemu, który przypadkiem ( jego nazwisko, tak samo jak nazwisko Piotra, rozpoczynało się na literę R ), znalazł się obok Piotra podczas badań lekarskich na komisji poborowej.

    To, co tam się zdarzyło, przypominało jakąś scenę z taniego gejowskiego pornola i było dla Piotra wielkim szokiem.

    Otóż Piotr i Siwy wchodzili do sali lekarskiej jako ostatni tamtego dnia. Po badaniu ogólnym, młody lekarz prosił za parawan, za którym każdy badany musiał na chwilę zsunąć majtki i pokazać doktorowi, co tam ma, a raczej, czy wszystko ma na swoim miejscu. Zazwyczaj trwało to sekundy, ale kiedy Piotr za parawanem zsunął swoje slipki, młody doktorek podobno westchnął z wielkim podziwem:

        No no no. Czym ty go karmisz, chłopaku, że tak urósł!

    Siwy był badany niedaleko i wszystko usłyszał. A potem zobaczył, że Piotr wychodzi zza parawanu totalnie czerwony, zmieszany, zawstydzony, no i oczywiście z tym głupim rozlazłym uśmieszkiem na twarzy.

    A, że Siwy znany był z tego, że nie trzymał języka za zębami, dość szybko o tym, co zaszło na komisji poborowej, dowiedzieli się prawie wszyscy.

    Najpierw my, czyli chłopaki z maturalnej. Potem chłopaki z innych klas. Potem dziewczyny z maturalnej. Potem inne dziewczyny. A jakoś tak przed Studniówką wiedziała już chyba cała szkoła.

    Reasumując – w obieg poszło info, że Piotr ma dużego. Największego w szkole. I, że to pewne na sto procent.

    Nie muszę chyba dodawać, że Piotrowi nigdy w życiu nie zależało na tego typu sławie, dlatego czuł się bardzo głupio. Nagle wokół niego zaroiły się dziewczyny, w jakichś niesamowitych ilościach. Jedne życzliwe i oficjalnie zauroczone inteligencją i zasadami Piotra, inne, takie jak Ewelina i Kamila – skuszone ciekawością i chęcią sprowokowania jakiejś hecy ( były z tego znane w całej szkole ).

    Piotr, można powiedzieć, stał się gwiazdą. Apogeum jego popularności nastąpiło na Studniówce, podczas której Piotr obtańcował dosłownie wszystkie dziewczyny z klasy, a także partnerki maturzystów i nauczycielki, które nie wiedziały rzecz jasna o tym, co Piotr ma w slipkach, ale i tak za nim przepadały.

    Doszło nawet do małego skandalu, ponieważ Ewelina, która wzięła sobie Piotra na celownik ( wszyscy wiedzieliśmy, że to oznacza, że prędzej, czy później go po prostu przeleci, były nawet zakłady jak szybko to zrobi ), sprzątnęła go dosłownie sprzed nosa, dziewczynie, z którą Piotr przyszedł, i długo tańczyła z nim „wolne tańce”, przez co partnerka Piotra nie wytrzymała i opuściła imprezę w połowie, oczywiście z płaczem.

    Wszyscy zgodnie stwierdziliśmy, że Piotr pierwszy raz chyba zachował się jak palant, co potem mu wytłumaczyliśmy na osobności. Piotr przyznał, że mamy rację, że jest mu bardzo głupio, że dał plamę, że pojedzie z kwiatami i przeprosi koleżankę.

    Nie wiem jak tam było, ale nigdy potem nikt nie widział tej dziewczyny w towarzystwie Piotra.

    Za to Ewelina, razem z Kamilą już do samej matury kręciły się przy Piotrze na każdej przerwie, coraz nachalniej i coraz bardziej irytująco. Każdy głupi widział, że coś knują, ale nie Piotr. Kilka osób zauważyło, że obie są dla Piotra bardzo miłe, ale za jego plecami mówią o nim: „lamus”, „dupa wołowa”, albo po prostu „ciota”.

    Potem była matura i wszystko dosyć szybko się potoczyło. Nerwy, potem znowu nerwy bo egzaminy na studia, a potem każdy poszedł w swoją stronę. Dostałem się na UJ i przygotowywałem do wyjazdu do Krakowa.

    Z Piotrem straciłem kontakt i nie wiedziałem, jak potoczyły się sprawy. Któregoś dnia znajoma z Liceum powiedziała mi, że Piotr dostał się na dwie uczelnie, z rewelacyjnymi wynikami: na wydział matematyczny UJ, oraz na …. Uniwersytet Rolniczy (! ). Ku zdumieniu wszystkich, wybrał tę drugą uczelnię i teraz uczy się jak hodować kury, konie i krowy.

    Tyle wiedziałem, i w zasadzie przez cały pierwszy rok moich studiów nie miałem z Piotrem żadnego kontaktu.

    Po skończeniu pierwszego roku, jakoś tak na początku wakacji, spotkałem Piotra na Starym Mieście. Wpadliśmy na siebie po prostu. Przywitaliśmy się, a potem zaproponowałem wspólną kawę w najbliższej kawiarni.

    Z pozoru Piotr się nie zmienił jakoś specjalnie. Nadal był trochę rozmemłany, bardzo spokojny i kulturalny. Miał na sobie granatowe dżinsy, mega odważne jak na niego, bo bardzo obcisłe, świetnie eksponujące biodra i nogi.

    Pierwszy raz zauważyłem, że Piotr ma niesamowite nogi, i w ogóle, kurcze, ten facet był seksowny. Naprawdę mógł się podobać.

    Długo gadaliśmy przy tej kawie. O naszych studiach, o planach na przyszłość. A potem jakoś tak zaczęliśmy wspominać Liceum, i zapytałem od niechcenia, jak to się wszystko potoczyło, z Eweliną i tak dalej.

    Wtedy Piotr zrobił bardzo zmartwioną minę – chłopak był naprawdę przygnębiony, i powiedział, że dużo by opowiadać, że na pewno mnie zanudza, że trzeba by więcej czasu, że to dla niego trudne i takie tam.

    A ponieważ czasu mieliśmy sporo, zaprosiłem Piotra na swoją stancję, która akurat stała zupełnie pusta, i gdzie akurat znajdowało się parę butelek wina po współlokatorach.

    Na stancji, przy winku, Piotrowi rozwiązał się język, i w ten sposób dowiedziałem się ze szczegółami, których bym od Piotra nawet nie oczekiwał, jak potoczyła się tamta historia.

    Tak jak przypuszczałem, Ewelina zagięła na Piotra parol. Do samej matury, a także potem, aż do wyjazdu Piotra do Krakowa na studia, kręciła się koło niego.

    Któregoś dnia, kiedy Piotr jak zwykle, udał się na spacer z psem, nad rzekę i do lasu ( Piotr bardzo sobie ceni „kontakt z przyrodą” ), zauważył Ewelinę i Kamilę, jak chowają się za krzakami, tak jakby się zaczaiły, albo śledziły go. Piotrowi zrobiło się głupio.

    Muszę tu dodać, że Ewelina była absolutnym przeciwieństwem kandydatki na dobrą żonę dla Piotra. Chodziła do drugiej klasy i miała opinię szkolenej zdziry. Wysoka, postawna blondyna, trochę solara, trochę tipsiara, bez przerwy w mini. Nie była głupia, ale bardzo sprytna, dość wulgarna. Mówiło się, że zawsze zdobywa to, co zechce.

    Ktoś taki kompletnie nie pasował do Piotra – wszystkie niunie, które miały ochotę zostać jego dobrą żoną i rodzić mu dzieci, natychmiast znienawidziły Ewelinę, bo wyglądało na to, że coś się między nimi kroi.

    Jej przyjaciółka Kamila, nieco drobniejsza, nieco bardziej ogarnięta jeśli chodzi o styl, była pod wielkim wpływem Eweliny i od początku czułem, że coś kombinowały.

    Miałem rację. Tamtego dnia, gdy Piotr spacerował po lesie ze swoim psem wilczurem, zaczaiły się na niego i, kiedy Piotr wkroczył na jedną z leśnych ścieżek, wyłoniły się przed nim i zaczęły go po prostu podrywać.

    Na początku dosyć grzecznie – Ewelina miała niezłą nawijkę w takich sytuacjach:

        No i co, Piotrze, powiesz nam w końcu, czy masz jakąś dziewczynę?

        Nie mam, już ci mówiłem – odpowiedział speszony Piotr

        A to dziwne, taki facet jak ty? Chyba mi nie powiesz, że żadna ci nie mówiła, jaki jesteś zajebisty?

        No w ten sposób nie mówiła …

        Dziwne. Bo ja uważam, że jesteś zajebisty. Obie tak uważamy z Kamilą.

        Najprzystojniejszy facet w szkole – dodała Kamila.

    I tak sobie szli przez las, laski nawijały, a Piotrowi było totalnie głupio i był speszony. A, że był niemotą i jak zwykle nie wyczaił do czego wszystko zmierza i nie zareagował tak, jakby dziewczyny sobie życzyły, zdenerwowały się trochę i zaczęły komplementować go coraz odważniej:

        Powinieneś mieć dziewczynę, która by ci dała wszystko, na co zasługujesz. Taki zajebisty koleś powinien mieć zajebistą laskę. Może nawet dwie zajebiste laski.

    Kiedy Piotr nareszcie zaczął kapować o co chodzi, dziewczyny otoczyły go, przyparły do drzewa na leśnej polanie, a ręka Eweliny bardzo szybko znalazła się między nogami zszokowanego Piotra.

    Ewelina poprzez materiał spodni Piotra, chwyciła dość mocno jego fiuta i zaczęła go masować, podobno bardzo umiejętnie.

    Kamila w tym czasie stała obok na czatach i rozglądała się, czy nikt nie idzie. Wszystko było zaplanowane.

    Piotr oczywiście próbował się bronić, i jak zwykle zaczął głupkowato się śmiać ( tak to sobie wyobrażam ), mówił: „dajcie spokój, dziewczyny” itp., ale Ewelina nie miała zamiaru dać spokoju i zaczęła coraz mocniej ugniatać, pieścić i masować zawartość spodni Piotra.

    Piotr jeszcze przez chwilę się bronił, ale zauważył ze wstydem, że ….

        No wiesz, – powiedział mi… – Trochę wstyd, ale… Moje ciało zaczęło … reagować. Całkiem porządnie reagować.

    Jednym słowem – Piotrowi stanął jak drąg.

        Jezu, jaki wielki! – zauważyła autentycznie zszokowana i zachwycona Ewelina, a Kamila natychmiast zostawiła punkt obserwcji i przybiegła zobaczyć.

    Piotr zaczynał się poddawać, tym bardziej, że jego fiut już nie mieścił się w spodniach. W końcu oparł się o drzewo i pozwolił Ewelinie uwolnić go z tej ciasnoty.

        Wow! – zawołała Ewelina zachwycona.

        O ja nie mogę! – westchnęła Kamila.

    Obciągały Piotrowi na zmianę. Na leśnej polanie pod drzewem.

    Najpierw robiła to Ewelina, a Kamila stała na czatach, a potem się wymieniały. Pies Piotra usiadł obok i przyglądał się wszystkiemu, co się działo.

    Potem zaczęła się prawdziwa jazda, bo obie zaczęły obciągać mu jednocześnie. Klęczały pod nim i naraz zajmowały się jego narzędziem.

    Piotr poddał się zupełnie, oparł głowę o drzewo i zrobił coś, czego nie zrobił nigdy przedtem. Jęknął cicho:

        O kurwa!

    Muszę przyznać, że wtedy, gdy mi to opowiadał, ja także po raz pierwszy usłyszałem przekleństwo w ustach Piotra, i muszę przyznać, że mnie to podkręciło. Grzeczny chłopiec okazał się całkiem niegrzeczny.

        Ale wiesz, co one robiły z moim…. penisem? – zapytał mnie najwyraźniej nadal zszokowany.

        Nie, co robiły?

        Wyrywały go sobie … Kamila mówiła: no nie bądź taką egoistką, i wyrywala go Ewelinie z ust … – powiedział zawstydzony na maksa Piotr, – Dosłownie jak psy walczące o kość …

        Chyba suki – zaśmiałem się.

        Przestań, nie mów tak ( cały Piotr )

        Ale było ci dobrze, tak?

        No… w sumie nie można powiedzieć, że to było nieprzyjemne. Właściwie to było …. to było dziwne…. – krygował się Piotr.

        Przyznaj się, podobało ci się – zaczepiałem go.

        No dobrze. Wiem, że to nie w porządku, że złamałem moje zasady. Że to bardzo głupie, co zrobiłem, jest mi naprawdę strasznie głupio …

        Podobało ci się …. – nakręcałem go.

        Zajebiście mi się podobało – wyszeptał Piotr, zaczerwienił się jak burak i wypił spory łyk wina prosto z butelki.

    Sytuacja w lesie skończyła się tak, że dziewczyny wydoiły Piotra pod drzewem, w biały boży dzień. Zrobiły mu mistrzowskiego loda, z naprawdę wielką ilością „bitej śmietany”. Piotr wystrzelił z siebie tak wielką porcję, że sam był tym zdziwiony:

        O rany – rumienił się, nieco już wstawiony, – nigdy nie myślałem, że mogę … tego tyle mieć.

    Po tym jak Piotr pozbył się ciężaru z jąder, a dziewczymy wycierały twarze chusteczkami, jeszcze długo nie mógł dojść do siebie, miał problem z oddychaniem i ogólnie miał tak potężny orgazm, że stał pod tym drzewem jeszcze dobre parę minut, łapiąc powietrze.

        Co jest, Piotrze? – zapytała ze śmiechem Ewelina. Nie mamy zamiaru wzywać tu karetki!

    Piotr zapiął spodnie i lekką kurtkę, przypiął psu smycz i jak dżentelmen odprowadził Ewelinę do domu.

    Zabawna historia, co? Koleś, który przez całe swoje dotychczasowe życie, zapiera się, że czystość małżeńska jest święta, że liczy się tylko trwała relacja, zakończona kościelnym ślubem i gromadą dzieci, traci prawictwo z dwiema szkolnymi tipsiarami naraz, potem się obwinia i tłumaczy, ale generalnie było mu zajebiście dobrze, tak dobrze, że chciałby to powtórzyć i zaproponować Ewelinie związek ( jednak Ewelinie, a nie Kamili ).

    A ponieważ, tak, jak się domyśliłem już w Liceum, Ewelinie chodziło tylko i wyłącznie o zdobycie takiego trofeum, jakim był kutas Piotra, „największy kutas w szkole”, i ponieważ w końcu zdobyła to, czego chciała; a samego Piotra nadal uważała za „cieniasa”, „ciotę” i „dupę wołową” – sprawa przybrała smutny obrót.

    Piotr chodził po tym wszystkim tak strapiony ( przecież niedługo miał jechać na studia do Krakowa ), że w końcu zdobył się na odwagę i zadzwonił do Eweliny, żeby powiedzieć jej, że mogliby spróbować ze sobą być, o ile oczywiście ona chce.

    Biedaczek był trochę niedzisiejszy i nie wyobrażał sobie, aby mógł postąpić inaczej, po tym co zaszło, i na co się zgodził.

    Ewelina go oczywiście wyśmiała:

        Nie obraź się Piotr, ale chyba cię pojebało. Sorry, ale raczej nie wyobrażam sobie żebym mogła być z tobą. Jesteś dla mnie trochę za spokojny. Przyznaję, że masz zajebistego. Najlepszego jakiego widziałam. Z resztą Kamila uważa tak samo, ale to co innego. Jesteś okropnym nudziarzem. Możemy się spotkać od czasu do czasu, mogę zrobić ci laskę, możemy to robić we dwie z Kamilą, ale to wszystko. Nikt nie może się o tym dowiedzieć. Nie obraź się Piotrek, ale tacy jak ty są dla nas raczej lamerami.

    Piotr się załamał. Poczuł się potraktowany przedmiotowo, oszukany i „prawie zgwałcony”.

    Jak się okazało, od samego początku, odkąd po Liceum rozeszła się fama, jakoby Piotr posiadał w spodniach tak dorodny okaz, Ewelina postanowiła, że musi ten okaz upolować. I udało się jej ( zawsze się jej udaje ).

    Piotr wpadł w depresję, pojechał na studia całkowicie rozwalony psychicznie, z Eweliną zerwał wszelki kontakt, poszedł do spowiedzi i obiecał sobie, że odnowi swoje przysięgi i postara się znów wkroczyć na ścieżkę katolickich zasad.

    Opowiadał mi to z wielkim przejęciem, a ja – cóż, chyba nie jestem dobrym kumplem, bo jedyne, co wtedy myślałem to: „ kurwa, jak ja zazdroszczę Ewelinie”.

    Tymczasem Piotr przybył do Krakowa i rozpoczął pierwszy rok studiów na Akademii Rolniczej. A jako, że zamierzał być pilnym studentem, zrezygnował z akademika na rzecz wynajęcia pokoju „obok właściciela”.

    To było zdecydowanie tańsze niż samodzielna stancja, a w domu Piotra się nie przelewało.

    Piotr zamieszkał w kamienicy na Podgórzu u kobiety, imieniem Teresa, właścicielki dwupokojowego mieszkania.

    Pani Teresa była „na oko po czterdziestce”, ale „bardzo dobrze się trzymała” – jak stwierdził Piotr. Była miła, udostępniła Piotrowi pokój w wyizolowanej od reszty części mieszkania, i nie brała zbyt wiele za miesiąc.

    Piotr był zadowolony. Po powrocie z uczelni mógł liczyć na posiłek i rozmowy w kuchni. W sumie, jak stwierdził, dobrze się złożyło, bo nie czuł się dzięki temu samotny w pierwszych miesiącach pobytu w Krakowie, a rozmowy z właścicielką mieszkania pomagały także leczyć „zawód miłosny” pt. Ewelina. Trwało to trzy miesiące, a gdzieś tak po Nowym Roku, Piotr otrzymał informację, że oboje jego rodzice stracili pracę, w związku z tym nie będzie mógł pozwolić sobie na wynajem u pani Teresy.

    Piotr się podłamał, bo jego studia także wisiały teraz na włosku. Mnóstwo zajęć na uczelni nie pozwalało mu na pracę poza weekendami, więc Piotr był zmuszony zamieszkać na waleta u znajomych.

    Pewnego wieczora opowiedział o tym pani Teresie przy wieczornej herbatce w kuchni, wyjaśniając dlaczego musi się wyprowadzić.

    Pani Teresa wpadła jednak na inny pomysł. Pozwoli Piotrowi zostać, dopóki sytuacja jakoś się nie znormalizuje, a Piotr w zamian będzie pomagał jej w pracach domowych tj. odkurzanie, mycie okien, zakupy itp.

    Piotr oczywiście bardzo się wzbraniał, ale w końcu jakoś dał się przekonać. Wyglądało to mniej więcej tak, że przez pięć dni w tygodniu, wszystko było po staremu, a w weekendy Piotr zajmował się sprzątaniem.

    Sprzątał od rana do wieczora – mył podłogi, trzepał dywany, jeździł po zakupy do Tesco, ale nie narzekał. Układ był uczciwy.

    Pewnego niedzielnego wieczora, kiedy Piotr położył się już do łóżka po pracowitym weekendzie ( jak każdy porządny chłopak – w piżamie ), do jego pokoju zapukała pani Teresa, ubrana w przezroczystą koszulę nocną.

    Przyniosła ze sobą szklankę mleka, powiedziała że nie może zasnąć i zapytała, czy Piotr nie mógłby ewentualnie zająć jej chwilą rozmowy.

    Piotr jako porządny chłopak, oczywiście nie miał nic przeciwko i oczywiście zgodził się bez wahania. Wtedy usłyszał mniej więcej coś takiego:

        Mam nadzieję, że jest ci u mnie dobrze, Piotrze. Ja też jestem z ciebie bardzo zadowolona. Ale pomyślałam, że mogłabym być jeszcze bardziej zadowolona, gdybyś zechciał mi pomóc w czymś jeszcze.

        Oczywiście, zrobię co w mojej mocy – odpowiedział porządny chłopak Piotr.

        Ile masz lat, Piotrze?

        Dwadzieścia.

        Jesteś bardzo przystojny, wiesz o tym?

        Czy ja wiem …. Dziękuję za komplement.

        Pewnie myślisz, że jestem już za stara żeby podobać się facetom …

        Nic podobnego. Myślę, że może się pani podobać …

        A czy podobam się tobie? – zapytała pani Teresa i wstała z fotela, ukazując się Piotrowi w całej okazałości ( miała na sobie przezroczystą koszulę nocną spod której widać było jej duże piersi i „ wszystko na dole” – jak określił zawstydzony Piotr ).

    Piotr zawstydził się jeszcze bardziej i nie mógł znaleźć właściwych słów. A wtedy pani Teresa przysiadła na jego łóżku i powiedziała:

        Dopisałam do twojej listy prac coś jeszcze. Radzisz sobie tak dobrze, więc to chyba nie będzie dla ciebie problemem.

    Mówiąc to wsunęła rękę pod kołdrę i objęła dłonią to, co czaiło się pod materiałem spodni piżamy Piotra.

        Pech chciał, że akurat byłem trochę … pobudzony – wytłumaczył mi się Piotr. Nie myśl tylko, że to się stało bo zobaczyłem panią Teresę, to by było nie w porządku…

        No i co? Przeleciałeś ją? – zapytałem wprost ( wpływ wina ).

        Nie! – Piotr prawie krzyknął. To znaczy … można powiedzieć ….Można powiedzieć, że pani Teresa przejęła całą inicjatywę.

    Jak się okazało, pani Teresa tamtej nocy wsunęła się pod kołdrę Piotra i wyczuwając pod sobą z jakim gabarytem ma do czynienia, uwolniła gabaryt ze spodni piżamy, a następnie dosiadła go i wprawnie, gładko i bez większych oporów ze swojej strony, za to z oporami ze strony Piotra – po prostu zerżnęła mojego kolegę, chlubę Liceum.

        Wow, stary. Zadziwiasz mnie! – powiedziałem autentycznie zdziwiony.

        Wiem. Sam siebie zadziwiam. Jestem okropny, że znowu pozwoliłem na coś takiego. Nie powinienem. Nawet nie wiesz jak mi wstyd.

        Ale wręcz przeciwnie! Powinieneś! Kurwa, masz dwadzieścia lat!

        A pani Teresa czterdzieści osiem … Boże, co ja robię?

        Było ci dobrze?

        Tak, to było przyjemne. Nawet bardzo przyjemne.

        No to w czym problem?

        Bo widzisz, to co się stało, między mną, a panią Teresą, nie było tylko raz….

        Żartujesz! Powtórzyła to? A to dobre!

        Tak. Powtórzyliśmy to. Właściwie nie jeden raz …

        Dwa razy?

        Więcej …

        Trzy, cztery?

        Trochę więcej ….

        No powiesz w końcu?

        Pani Teresa przychodzi każdej nocy, od lutego … Ale nie myśl o niej źle. Wiesz, bardzo wiele mnie nauczyła. Jest doświadczona. Bardzo doświadczona, można powiedzieć ….

    No. Więc jednym zdaniem, właśnie dowiedziałem się, że Piotr prawie co noc przez pół roku ( spotkaliśmy się w lipcu ), pieprzył właścicielkę mieszkania, w którym wynajmował pokój, a ona w zamian odstępowała mu go bez żadnej należności.

        Wiem, wygląda to paskudnie. Jak prostytucja – Piotr był naprawdę załamany. Ale wiesz, to dla mnie okazja, bo nie stać mnie na wynajem. Poza tym … chyba mnie to trochę … wciągnęło …. ( tutaj znowu się zaczerwienił ).

        Chcesz powiedzieć, że pokochałeś seks …. – drążyłem.

        Można tak to ująć – odpowiedział z trudem.

    A potem oczywiście zaczął się tłumaczyć:

        Ale wiesz, to mnie w jakiś sposób leczy ….

        ( tak tak, Piotrze, po prostu lubisz się pieprzyć, uwielbiasz to )

        … Nigdy nie sądziłem, że będę w stanie doprowadzić kobietę do takiego stanu …. do krzyku z rozkoszy ….

        ( też bym krzyczał, gdybym miał w sobie coś takiego )

        To jest dla mnie terapia …

        ( oczywiście, Piotrze )

        Ale nie to jest w tym wszystkim jeszcze najgorsze …

        Yyyy ? – teraz znów mnie zadziwił.

        Poznałem kogoś. Dziewczynę. Z mojego roku. Jest naprawdę ładna.

        Masz dziewczynę?

        Można tak powiedzieć ….

    No więc Piotr miał dziewczynę, z którą wiązał nadzieję. Na małżeństwo, dzieci i domek – licealne ideały.

    Poznał ją na pierwszym roku studiów i po kilku romantycznych randkach, postanowili zostać parą. Tymczasem ani pani Teresie, ani jemu, nawet nie śniło się, aby zaprzestać nocnych igraszek, o których rzecz jasna przyszła żona i matka nie miała zielonego pojęcia.

        Jest mi tak okropnie wstyd, Krzyśku – mówił mi Piotr prawie już płacząc. Kocham moją dziewczynę i uwielbiam się z nią kochać. Ale ona nie potrafi dać mi tyle, co pani Teresa…. Wiem, że to okropnie brzmi. Wiem, że jestem palantem, ale nie potrafię teraz skończyć ani jednego ani drugiego. Chyba za bardzo lubię seks. Co ja gadam – ja go uwielbiam. Nie mogę się powstrzymać.

    Wtedy właśnie pojąłem, że mój kolega z Liceum, Piotr, nie jest już Piotrem – dobrym i porządnym chłopcem, katolikiem, ale najnormalniej w świecie jest … Piotrem jebaką. Było to dla mnie chyba największe zdziwienie ostatniego dziesięciolecia.

        Co ja mam robić? – zapytał mnie drżącym głosem, a ja odpowiedziałem to, co naprawdę myślę:

        Jeśli kochasz tą dziewczynę, wyprowadź się z Podgórza. Tak będzie uczciwie. Nie musisz jej mówić o starej, ale przerwij to. To czego się nauczyłeś rób z dziewczyną – będzie jej się podobać. Jeśli stawiasz na seks, zerwij z dziewczyną. Nie rań jej bardziej. I pieprz wszystko, na co masz ochotę, tak często jak tylko chcesz. Masz dwadzieścia lat stary, kiedy będziesz to robił?

        Muszę to przemyśleć – powiedział Piotr, gdy wino się skończyło.

    Jeszcze nie wiem, jaki był efekt przemyśleń Piotra. Od dłuższego czasu nie mamy ze sobą kontaktu. Kiedyś pewnie się dowiem, bo zastanawiam się, która część mojego kumpla zwyciężyła, a która poniosła klęskę.

    Odprowadzając Piotra na przystanek, i korzystając z okazji, że obaj byliśmy już dość mocno zalani, zapytałem o to, o co zawsze chciałem zapytać, ale brakowało mi odwagi:

        To ile ma ten twój olbrzym?

        Przestań! ( stary dobry Piotr )

        Jestem ciekawy po prostu. Dziewiętnaście centymetrów?

        Troszkę więcej ….

        Dwadzieścia?

        Jeszcze troszkę więcej ….

        O w dupę! – zawołałem trochę zbyt głośno

        Weź przestań – uśmiechnął się Piotr swoim „starym” rozmemłanym uśmiechem i czerwony jak burak wsiadł do tramwaju.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    krzysiek krzysiek

    kris

  • Narkotykowa Orgia

    Mam zamiar wykorzystać niepowtarzalną okazję do zabawy. Rodzice wyjechali na weekend do rodziny, a mająca się opiekować mną siostra, nocuje dziś u swojego chłopaka.

     

    Do klubu wchodzę na jej dowód. Makijaż, ‘pożyczona’ od siostry króciutka sukienka i pewność siebie pomagają oszukać obsługę. Wyglądam na 17, 18 lat i nikt nie podejrzewa, że tak naprawdę skończyłam dopiero piętnaście! Nie wyglądam jak moje koleżanki z klasy. Jestem od nich niemal o głowę wyższa, mam kobieco zaokrągloną figurę i kształtne, obfite, jak wszystkie kobiety ze strony mamy, piersi.

     

    Już po kilku minutach na parkiecie zwracam na siebie uwagę grupki mężczyzny, bawiących się w towarzystwie kilku młodych dziewczyn. Jeden z nich, przystojny, na oko trzydziestoletni blondyn, przyłącza się do mnie na parkiecie. Ku mojemu zaskoczeniu jest naprawdę dobrym tancerzem, a do tego umie poprowadzić interesującą rozmowę. Zgadzam się na drinka i zaproszenie do ich stolika. Popijając odrobinę za mocny dla mnie alkohol, poznaję przyjaciół Andrzeja. Bartek i Kamil są w podobnym co Andrzej wieku zaś towarzyszące im cztery dziewczęta, mają mieć po osiemnaście – dwadzieścia lat. Przyglądam im się uważnie i zaczynam podejrzewać, że są raczej moimi rówieśniczkami niż osiemnastolatkami.

     

    Faceci są naprawdę czarujący, a do tego wszyscy trzej świetnie tańczą. Po następnej kolejce kolorowych drinków leciutko kręci mi się w głowie. Po cichu imponuje mi ich zainteresowanie mną. Tańcząc, ocieram się o nich prowokacyjnie. Pozwalam im się dyskretnie dotykać. Nie reaguję, gdy śmiało przytulają się do mnie, lub gdy ich dłonie wędrując, zsuwają się znacznie poniżej talii. Podnieca mnie to.

     

    Tańczę razem z Andrzejem, Kamilem i pozostałymi dziewczynami, gdy Bartek zamawia do stolika absynt. Andrzej pokazuje nam, jak się go serwuje. Bawię się, lejąc do niego wodę, przez kostkę cukru. Zielony drink smakuje dziwnie, szybko idzie do głowy. Ponownie tańczę z Andrzejem. Przy stoliku panuje już bardzo luźna atmosfera. Jedna z dziewcząt, siedząc okrakiem na Kamilu, wykonuje ‘lap dance’. Andrzej prosi Bartka, by przyniósł kolejne drinki. Szepczą chwilę między sobą, tak jakby coś uzgadniali. Gdy Bartek odchodzi do baru, Andrzej sadza mnie na kolanach. Podoba mi się jego dotyk. Całujemy się, a on dłonią wsuniętą pod moją sukienkę, pieści wewnętrzną stronę mego uda. Zaczyna pocierać palcami napięty, wilgotny materiał majteczek, gdy wraca Bartek. Andrzej sięga po jeden, jednak Bartek kręci głową i wskazuje brodą inny. Popijając alkohol, macam się z Andrzejem. Przez opięty materiał spodni ściskam potężne wybrzuszenie, gdy miętosi moje piersi. Siadam na nim okrakiem. Wsuwa dłoń w moje majteczki. Wodzi palcami wzdłuż mokrej szparki, gdy nagle świat wariuje. Nie wiem, co wypiłyśmy, ale podziałało na nas wszystkie. Czuję się jakbym była poza własnym ciałem. Słaniam się, chichoczę jak głupia, a jednak nie czuje się jak odurzona alkoholem. Jestem podekscytowana, niesamowicie podniecona, a jednocześnie bardzo bezwolna. Inne dziewczyny zachowują się podobnie jak ja. Panowie szepczą między sobą. Wyłapuje niektóre ze zdań:

    – Szybko podziałało…

    – Nie przesadziłeś z dawką?

    – Są gotowe…

     

    Andrzej oznajmia, że czas zmienić lokal. Jest mi obojętne, gdy mnie prowadzą na zewnątrz, do samochodu. Wsiadamy do dwóch aut i jedziemy. Siedzę obok Andrzeja, na przednim siedzeniu. Prowadzi jedną ręką, a drugą trzyma pod moją sukienką.

     

    Dalsze wydarzenia pamiętam niewyraźnie jak rozciągnięte w czasie sceny z jakiegoś filmu. Choć biorę w nich udział, to mam wrażenie, jakbym obserwowała wszystko spoza własnego ciała.

     

    Jesteśmy w wielkim pokoju z płonącym kominkiem. Parkiet przykryty jest białym dywanem o długich, puszystych włosach. Na środku stoi monstrualnych rozmiarów, okrągłe łóżko z różową pościelą i mnóstwem poduszek. Leżę naga oglądając się w zawieszonych na suficie lustrach. Obok mnie Adam wciera biały proszek w dziąsła. Pyta się czy chce spróbować. Przytakuję, patrząc jak niecały metr ode mnie, dwie nagie dziewczyny robią Bartkowi loda. Adam pochyla się. Całuje, po czym rozchyla mi uda i wsuwa do pochwy pokryty białym proszkiem palec. Czuję dziwne zimno, a po chwili podniecenie i niesamowitą euforię. Kochamy się, pierwszy raz w życiu czuję coś takiego. Adam wciera w śluzówkę dziąseł kolejną porcję proszku. Następną wciera w moje wargi. Oblizuję je, czuję chłód i na chwilę drętwieje mi język. Mam odlot połączony z kolosalnym podnieceniem.

     

    Przypomina to rzymską orgię. Na dywanie liżą się trzy dziewczyna. Patrzę z zainteresowaniem, jak się palcują. Moją uwagę przyciąga Adam. Układa na brzegu łóżka szczuplutką brunetkę o drobnych piesiach. Słyszę wyraźnie jej jęki, gdy Adam próbuje wsunąć członek w jej odbyt. Udaje mu się za trzecim razem. Dotykam się, gdy Bartek z Kamilem zamykają mnie między swoimi ciałami. Chichoczę, czując chłodny żel między pośladkami. Jęczę, gdy wsuwa palec w mój odbyt. Lizana przez jednego mam rozciąganą palcami pupę. Przytulają się do mnie. Czuję graniczącą z bólem rozkosz, gdy Bartek wsuwa członek w odbyt. Wiję się z rozkoszy, gdy Kamil wbija swój w moją cipkę. Kochają się ze mną a ja dyszę ściśnięta między nimi, czując w sobie ich wielkie członki. Mam orgazm w chwilę po tym, jak Bartek spuszcza się w mojej pupie. Zwijam się w kłębek, a Kamil dochodzi ssany przez jedną z pozostałych dziewczyn. Spuszcza się częściowo w jej ustach a częściowo na moich piersiach. Wciąż drżę, kiedy ssąca Kamila dziewczyna zaczyna zlizywać nasienie z mojego biustu. Pochodzi do mnie Adam. Ściąga na brzeg łóżka. Dwie dziewczyny, trzymając za kostki, rozkładają mi nogi. Czuję jego palce najpierw w pochwie a później w odbycie. Jest niemalże brutalny, gdy kocha się ze mną. Woła jedną z dziewczyn a ta kładzie się na mnie, twarzą między moimi udami. Adam wchodzi w mój odbyt, a leżąca na mnie dziewczyna ssie moja łechtaczkę. Odlatuję, zaciskając zwieracz, a Adam tryska we mnie, głośno jęcząc.

     

    Jest mi zupełnie obojętne, że wokół łóżka stoją kamery. Spleciona z pozostałymi dziewczynami liżę jedną z nich, sama będąc palcowaną przez kolejną. Panowie zachęcają dwie z dziewcząt do specjalnej zabawy. Posuwają im do wciągnięcia dwie kreseczki białego proszku. Zasysają go noskami bezpośrednio z małego lusterka. Mają wielkie, szkliste oczy. Zaczynają się całować a po chwili intensywnie pieścić palcami. Po raz pierwszy oglądam fistując się dziewczyny. Jesteśmy bardzo podnieceni. Kamil wsuwa mi w usta na wpół sztywny członek. Posłusznie ssę go, po czym dosiadam okrakiem jak amazonka. Galopując na nim, całkowicie odlatuję. Tracę przytomność zaraz po orgazmie.

     

    Budzę się w taksówce. Jestem ledwo przytomna, obolała i mam niekompletne ubranie. Jest wczesny ranek. Taksówkarz twierdzi, że zabrał mnie spod klubu. Nic innego nie jestem w stanie od niego wyciągnąć. Dobrze, że w domu nie ma rodziców i siostry. Idę do łazienki. Wymiotuję. Pod prysznicem sprawdzam palcem obolały odbyt i pochwę. Leciutko krwawię, ale to tylko drobne obtarcia zwieracza. Owinięta w ręcznik pakuję śmierdzącą papierosami sukienkę do pralki. W torebce znajduję kilkaset złotych i mały woreczek z dwoma tabletkami. Na kartce wydrukowane są tylko dwa zdania. „Jeśli nie bierzesz tabletek antykoncepcyjnych, połknij jedna tabletkę natychmiast po znalezieniu. Jeśli w ciągu trzech godzin od zażycia zwymiotujesz, weź drugą”. Biorę pigułkę, a po dwóch godzinach zmuszona jestem zażyć następną. Zasypiam. Wieczorem mam nieplanowany okres. Nie mówię nic siostrze, gdy wraca. Udaję, że mam koszmarny okres i do tego jestem chora. Zresztą nie jest to dalekie od prawdy. Boli mnie całe podbrzusze i piersi. Najbardziej jednak doskwiera mi odbyt. Dopiero teraz czuję jak bardzo jest rozciągnięty i obolały. Nigdy wcześniej nie kochałam się analnie.

     

    Leżę pod kocem, gdy dostaję SMS z nieznanego numeru. Tylko jedno słowo: ‘Zadzwoń’ z numerem telefonu. Pod nimi zdjęcie. Zbliżenie mojej twarzy w grymasie rozkoszy, gdy leżę pomiędzy dwoma facetami. Choć ostrość ustawiono na twarz, wyraźnie widać dwa tkwiące w moim ciele członki. Waham się co zrobić.

     

    Czy mam zadzwonić?

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Dagmara

    .

  • Malolatka w biurze

    Dziewczyna o drobnej posturze przeszła przez próg drzwi. Nie minęła sekunda jak mój penis drgnął w bokserkach na jej powitanie. Musiałem się opanować, ponieważ dziewczyna przyszła tu na rozmowę kwalifikacyjną, a nie dla mnie. Przywitałem się z jasnowłosą istotką i wskazałem miejsce, w którym po chwili spoczęła swoim zgrabnym i o dziwo krągłym tyłeczkiem. Nie myślałem, że przy tak drobnej figurze można mieć taki kuferek. Pozytywnie mnie zaskoczyła. Z resztą i jej piersi nie były niczego sobie. Co prawda nie mogłem dokładnie zbadać ich wzrokiem, bo po pierwsze dziewuszka by się speszyła, a po drugie miała je zakryte bawełnianą bluzeczką w kolorze kremowym, z bardzo niewielkim dekoltem. Bluzeczka idealnie komponowała się z jej karmelową opalenizną i sarnimi oczętami. Poniżej, czyli na zgrabnym tyłku miała mocno opięte białe spodnie, a na stópkach kremowe szpilki. Dziewczyna ma gust, to widać na pierwszy rzut oka. Torebka, która jeszcze przed chwilą dyndała w jej zadbanej dłoni, zawisła na oparciu krzesła. Zamknąłem drzwi i odprowadziłem ślicznotkę wzrokiem na miejsce. Następnie sam udałem się w jej kierunku i zasiadłem pewnie na skórzanym fotelu. Był bardzo ciepły dzień, a w pomieszczeniu nie było klimatyzacji, ani wiatraka. Jak na złość jedno i drugie musiało się zepsuć. Ja byłem ubrany z eleganckie czarne spodnie od garnituru i wypolerowane buty ze skóry, koszula biała na guziki z lekko rozchełstanym kołnierzykiem. Krawat w kolorze nieba, perfekcyjnie dopasowujący się do moich lazurowych oczu. Jestem mężczyzną w młodym wieku, mam dwadzieścia osiem lat. Dziewczyna siedząca tu, w tej chwili naprzeciw mnie była zaledwie osiemnastoletnią uczennicą liceum. Jeszcze przed maturą, młodziutka dzierlatka, która przyszła tu dziś na spotkanie ze mną w sprawie pracy. Jestem dyrektorem firmy, która zajmuje się wydawnictwem gazet. Gdy ze stanowiska sekretarki zwolniła się Anita, desperacko szukałem idealnej kandydatki na jej miejsce. I znalazłem, a przynajmniej tak mi się wydaje. Anita była parę lat starsza od osiemnastoletniej Marleny, miała dwadzieścia trzy lata i pełny fach w ręku. Obsłużyć mężczyznę to ona potrafiła, skubana nawet przy otwartych drzwiach nie raz obrabiała mi kutasa. Była na moje zawołanie, taka moja osobista suka. Pech chciał, że natychmiastowo musiała wyprowadzić się z miasta i dalsza praca w moim biurze była po prostu niemożliwa. Po jej wyjściu z biura nasz kontakt się urwał na dobre, przecież nie zamierzałem utrzymywać kontaktu z moją podwładną poza pracą, jestem profesjonalistą.

    Ja to jednak mam szczęście, taka młodziutka, śliczna dziewczyna jak Marlena odpisała na moje ogłoszenie. Od razu gdy zaglądnąłem w jej CV wiedziałem, że to ona, że jest idealna. Pisała, że jest wysportowana i zawodowo gra w siatkówkę, dodatkowo zna się na komputerach i zna aż trzy języki, angielski, francuski i włoski. W to, że zna francuski to nie wątpię. Wielkim atutem jest nie tylko jej ciało, ale i to, że jest po kursie na to stanowisko, hehe.

    Uśmiechnąłem się do małolatki, a ta niepewnie odwzajemniła uśmiech. Lekko się zarumieniła i speszyła uciekając wzrokiem gdzie indziej. Szybko jednak jej oczy wróciły na moją osobę, teraz widziałem jak uważnie mi się przygląda. Jej twarz wyrażała tyle emocji, miałem wrażenie, że zaraz eksploduje. Jej lewa ręka bezwładnie osunęła się po jej udzie, a prawą poprawiła bluzeczkę jakby w obawie, że za dużo widzę. Przeglądnąłem jej papiery i zacząłem rozmowę.

    -Dlaczego jest pani zainteresowana stanowiskiem sekretarki?

    -Uważam, że idealnie się na nie nadaję, jestem po kursie, poza tym biegle posługuję się trzema językami co podejrzewam… się przyda. -odrzekła słodkim, delikatnym głosikiem.

    -Na pewno się przyda. Chciałbym wiedzieć w jakim stopniu zaawansowania posługuje się pani językiem francuskim, hm?

    -Uczę się tego języka od ponad dziesięciu lat, ponieważ mieszkałam kiedyś we Francji przez krótki czas, po powrocie do Polski kontynuowałam naukę i tak o to posługuję się nim jak językiem ojczystym, czyli polskim.

    -Doskonale.

    -Doskonale?

    -Tak, właśnie takiej osoby jak ty szukałem. Na tym stanowisku język francuski jest wręcz wymagany.

    Małolatka uśmiechnęła się i założyła nogę na nogę i lekko wyprężając się w moim kierunku. Jak widać przyciągam kobiety, muszę mieć to coś w sobie. Wielokrotnie otrzymuję komplementy od kobiet dotyczące moich oczu i uśmiechu. Coś czuję, że Marlence zrobiło się mokro w majteczkach, bo wcześniej była taka nieśmiała i spięta, a teraz się trochę bardziej na mnie otworzyła. Byłem zadowolony jak cholera, bo wiedziałem jak ciągnąć naszą dalszą konwersację by zwabić ją jeszcze bliżej, a w końcu przerżnąć sukę na tym o to biurku, przy którym właśnie siedzimy. Poluzowałem trochę krawat i przeszyłem ją wzrokiem od dołu do góry, miałem na nią pełny widok, bo wstałem z miejsca i podszedłem bliżej niej, by oprzeć się o biurko. Na mojej twarzy widniał zadziorny uśmiech, a oczy świeciły się jak dwa płomyki. Miałem ochotę zedrzeć z niej te szmaty i rzucić na blat biurka by wyruchać ją jak zwykłą dziwkę. Marlenie chyba udzieliła się moja chcica, bo jej wzrok wędrował teraz w okolicach mojego rozporka, na którym pojawiło się lekkie zgrubienie.

    -Marlenko, napisałaś w CV, że jesteś wysportowana. W tym zawodzie nie raz będziesz musiała wykazać się gibkością i zwinnością. Chciałbym mieć pewność, że się nadajesz do tej pracy. Mogłabyś podać mi zielone pudełko z szuflady na samym dole?

    -Oczywiście proszę pana.

    Podniosła się z miejsca z gracją i podnosząc mi ciśnienie szła powoli w stronę szuflady na końcu pokoju. Kołysząc bioderkami i zgrabną dupcią kusiła mnie coraz bardziej. Gdy wypięła się w moim kierunku pupcią i szperała w szufladzie, poczułem jak mój kutas robi się coraz twardszy i powoli rośnie i rośnie. Marlena szukała zielonego pudełka, ale nie znalazła go.

    -Ale tam nie ma zielonego pudełka proszę pana.

    Odwróciła się i drgnęła na mój widok. Stałem tuż przed nią, twarzą w twarz. Czułem jej słodki zapach. Nawet nie musiałem jej dotykać by utwierdzić się w moim przekonaniu, że cała jej cipka jest wilgotna i ocieka gęstym sokiem.

    -Owszem, nie ma.

    Dziewczyna stała w miejscu i spuściła wzrok, chciała zrobić krok w tył, ale gdy to uczyniła jej pupa zetknęła się z szufladą. Zagrodziłem jej jedyną drogę ucieczki swoimi umięśnionymi rękami i zbliżyłem się jeszcze bardziej, nogą rozsunąłem jej drobne kończyny i wcisnąłem kolano pomiędzy. Poczułem jak cała drży. Jedną ręką odgarnąłem jej włosy i założyłem za ucho, a drugą chwyciłem za talię.

    -Spójrz na mnie. Przecież widzę, że tego chcesz.

    Marlena niepewnie na mnie zerknęła i zarumieniła się. Drobne rączki położyła na mojej klacie usiłując się niby odepchnąć, ale wiedziałem, że to tylko taka zagrywka. Nie spuszczając wzroku zjechała rączkami w dół, zatrzymując się na moim kutasie. Znowu się zarumieniła, gdy poczuła, że mój drągal jest już w gotowości na wpełznięcie w jej ciasną cipkę. Uniosłem ją ku górze, a ona zaplotła swoje nogi na mnie i zawiesiła ręce na szyi. Teraz jej cipka i mój kutas stykały się przez spodnie, ale wyraźnie czułem to, że jest napalona. Objąłem ją w pasie i drugą ręką złapałem za tyłek. Nasze języki po chwili splotły się. Pachniała słodyczą i niewinnością, a jej usta smakowały brzoskwinią. Lekko przygryzałem jej wargi błądząc w międzyczasie ręką po jej ciele. Przemieściliśmy się na biurko, usadowiłem ją na blacie, a ta zdjęła ze mnie nogi i opuściła bezwładnie. Ściągnąłem z niej gwałtownie bluzeczkę i biustonosz. Teraz moim oczom ukazały się jej cycuszki, były jędrne, kształtne, a jej sutki sterczące, domagające się pieszczot. Zabrałem się za wołające do mnie opalone piersi i ssałem je jak niemowlę. W tym czasie ona przeczesywała ręką moje włosy, a drugą rozpinała mi rozporek. Dłużej nie mogłem wytrzymać. Ściągnąłem z niej pozostałe ubrania i teraz została naga. Jakież zdziwienie jej było jak szarpnąłem ją za włosy i rozkazałem uklęknąć na dywanie. Posłusznie wykonała rozkaz, a ja uderzyłem ją moją wielką, nabrzmiałą pałą po policzku. Otwarła niewielkie usta, a ja wcisnąłem jej na siłę kutasa do buzi. Posuwałem ją rytmicznie. Słyszałem jak się dławi moim drągalem, mlaskała jak kotek pijący mleko, ssała go jak pysznego loda. Tyle że ten lód był wyjątkowo ciepły i ogromny jak na jej buźkę. Szarpnąłem ją dwoma rękami za włosy i nadziałem na kutasa tak, że załadowała go do ust całego. Pozwoliłem jej odetchnąć chwilę, ale mój pulsujący kutas domagał się więcej. Znowu chwyciłem ją za kudły, ale tym razem zaprowadziłem na kanapę i kazałem się położyć na plecach. Gdy to uczyniła puściłem jej włosy i zapakowałem kutasa do buzi tak, że widziałem jak zapełnia się jej przełyk. Zapakowałem też do jej buźki moje duże jaja, którym również trochę języczka tej suki się zachciało. Szybko ustawiłem ją do pionu i rżnąłem w japę tak jak nigdy przedtem. Czułem jak mój kutas pulsuje coraz mocniej i zaraz wypełnię jej przełyk moją gorącą spermą. Tak też się stało po chwili. Z mojej pyty wytrysnęła duża ilość gęstej i ciepłej spermy. Zaczęła się krztusić białkiem i kutasem, ale ja nie pozwoliłem jej wyciągnąć go z buzi. Musiałem skończyć w środku i jeszcze ją trochę dojechać. Zaraz jednak dałem jej odetchnąć, ale rozkazałem połknąć spermę. Tak też zrobiła i osunęła się na kanapie oddychając intensywnie, podczas gdy mnie zalewała fala dreszczy. Gdy trochę ochłonęliśmy pociągnąłem ją za delikatną rączkę na biurko i kazałem wypiąć jej tyłeczek do tyłu. Z biurka wyciągnąłem małe dildo i olejek, czyli to co zawsze uciszy raz na dobre moją podwładną. Specjalnie na tę okazję kupiłem nowiutkie, metalowe dildo i olejek dla dzieci. Gdy zobaczyła dildo zamruczała jak kotka i zakręciła dupcią. Przyłożyłem jej swoją dłoń na jej usta i zapodałem tak soczystego klapsa, że aż się wykręciła z bólu. Nie odrywając dłoni z jej ust zapodałem kolejnego klapsa w drugi pośladek. Gdy się trochę uspokoiła nasmarowałem jej dupkę olejkiem i kazałem się zrelaksować.

    -Niestety nie mam dwóch kutasów, ale będzie prawie jak na dwa baty. Przygotuj się na ostrą jazdę. -wyszeptałem jej do ucha i przykucnąłem przy dupci. Wsadziłem naoliwionego palca do jej ciasnego odbytu i delikatnie nim posuwałem, słyszałem jej ciche jęki. Nagle z jej cipki skapnęło kilka kropli soków z jej szparki. Widać było, że jest mocno napalona. Gdy liznąłem jej cipkę raz cała zadrżała i szeptała, że chce więcej. Jej pizdeczka była ogolona i zaróżowiona, a ja już chciałem załadować jej kutasa do cipy, by móc ją dziko zerżnąć jak sukę. Naoliwiłem trochę metalowe dildo i powoli wsuwałem do jej kakaowego oczka, które otworzyło się przede mną jak wrota do niebios. Widziałem jak bardzo sprawia jej to przyjemność, kręciła dupcią i pojękiwała jak kotka. W końcu dildo weszło prawie do końca, zacząłem powoli nim ją posuwać, a swoją pytę nawilżyłem jej sokami by gładko wślizgnąć się do jej cipci. Z początku był wielki opór, bo była zbyt ciasna, ale w końcu załadowałem w nią fiuta z całej pizdy i trzymałem za usta by nie krzyczała. Trochę się zapierała z początku rękoma, ale w końcu się poddała i mogłem spokojnie ją rżnąć bez obaw. Jedną ręką trzymałem ją za dupcię, a drugą posuwałem jej odbyt za pomocą dildo. Ruchałem ją rytmicznie bez żadnej przerwy, zwiększałem tempo z chwili na chwilę. Jej ciasna szparka idealnie wpasowywała się w mojego fiuta, była dla niego jakby stworzona. Czułem jak jej cipcia pulsuje, a sama zaczyna nadziewać się na mojego drągala. Pojękiwała i sapała jak największa ździra. Takie nieśmiałe suki jak ona uwielbiają ostre posuwanie, dobrze o tym wiedziałem. Wyciągnąłem dildo z jej dupy i zatkałem je zapychaczem analnym, był trochę duży, ale jakoś jej wszedł. Później chwyciłem ją za kudły i posuwałem z prędkością światła. Moje duże jaja obijały się o jej mokrą cipkę i wydawały specyficzny odgłos takiego jakby mlaskania. Uwielbiam ten odgłos, doprowadza mnie do szaleństwa. Jedną ręką muskałem jej cycuszka, a drugą muskałem jej łechtaczkę. Trochę zwolniłem i przenieśliśmy się na miękki dywan. Ja położyłem się na plecach ze sterczącą jak metalowy drut pałą i czekałem aż niunia wskoczy na nią i zacznie ją ujeżdżać jak konia.

    -Bądź moją kowbojeczką, ujedź go porządnie.

    Zabierała się do tego flegmatycznie, więc zapodałem jej porządnego klapsa w dupę by się pospieszyła. Od razu wskoczyła na mojego fiuta i zaczęła na nim skakać jak pojebana. Przyciągnąłem ją do siebie i nasze języki znowu się splotły, podczas gdy ja poklepywałem ją w dupeczkę. W pewnej chwili zaczęła mnie dojeżdżać tak szybko jak jakiś królik na speedzie, nie wytrzymałem tego i spuściłem jej się w pulsującą, małą pizdę, a resztę wystrzeliłem na jej piękną buźkę. Rozkazałem jeszcze by wyczyściła mojego grubego fiuta swoim zwinnym języczkiem i może odejść.

    Gdy wykonała polecenie, ubrała się, ja również. Wytarłem resztki spermy z jej buźki i klepnąłem w dupcię na pożegnanie.

    -Do jutra moja szmato. -szepnąłem na ucho i zamknąłem za nią drzwi, a sam rozsiadłem się dumnie w fotelu.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Spragniona Sunia

    Podoba się?

  • Siostrzeniec

    Rodzinne imprezy traktowałam jak przykry obowiązek. Zwłaszcza od rozwodu, który nie do końca spodobał się mojej rodzinie. Miałam trzydzieści lat, byłam niezależna, samotna, bez dzieci i do tego niespecjalnie religijna. Nie pasowałam do reszty rodziny.

     

    Był drugi dzień Świąt. Jak zwykle spędzałam go w domu babci, na wsi. Stara poniemiecka willa gościła dziś całą najbliższą rodzinę. Po raz kolejny dyskretnie stawiano mi za przykład moją piętnaście lat starszą siostrę, która zamiast kariery wybrała dom i rodzinę. Mąż, czwórka dzieci i domek z ogródkiem wyraźnie były cenione wyżej niż moja niezależność i to, że w wieku trzydziestu lat byłam cenionym i nagradzanym architektem. Nie przejmowałam się tym zupełnie. Nie żałowałam swoich wyborów. Byłam pewną siebie, atrakcyjną kobietą i nie potrzebowałam męża i dzieci, by czuć się spełnioną.

     

    Było już po północy, a zabawa przy suto zastawionym stole i alkoholu trwała w najlepsze. Młodsze dzieci już spały, starsze kręciły się bez sensu, a ja się nudziłam, popijając wino. Niestety wypiłam go o wiele za dużo i nie mogłam wrócić samochodem do domu. Zdecydowałam się skorzystać z oferty i przenocować w gościnnym pokoju, urządzonym na poddaszu. Dopiero idąc na górę, zdałam sobie sprawę, jak bardzo jestem pijana. Było mi głupio, gdyż moje zmagania się ze schodami obserwował z zaciekawieniem szesnastoletni siostrzeniec. Szedł za mną przez całe dwa pietra. Klęłam w duchu, bo nie wiedziałam czy bardziej bawi go obraz pijanej, idącej boso na górę ciotki, czy to, że na stromych schodach może zajrzeć pod moją kusą sukienkę. W pewnym momencie źle postawiłam stopę i o mało co nie runęłam do tyłu. Złapał mnie, gdy tylko straciłam równowagę. Końcówkę schodów pokonałam z jego pomocą, która okazała się też niezbędna, by pokonać przedpotopowy zamek w drzwiach. Nie byłam w stanie samej przekręcić dużego klucza.

     

    Po przekroczeniu progu z ulgą oparłam się plecami o ścianę. Miałam zamknięte oczy. Usłyszałam skrzyp zamykanych drzwi. Myślałam, że zostałam sama, kiedy usłyszałam cichy odgłos przekręcanego klucza. Otwarłam oczy. Rafał stał tuż obok mnie. Zastanawiałam się, co tu jeszcze robi, gdy przywarł do mnie, łapiąc dłońmi moje ciężkie piersi. Zdziwiona próbowałam go odepchnąć, jednak nie miałam siły. Kiedy chciałam krzyknąć, zamknął mi usta pocałunkiem. Oszołomiona przestałam się bronić, a on korzystając z mojego wahania, wsunął dłoń pod sukienkę. Jęknęłam, kiedy mocno ścisnął krocze. Dawno nikt mnie tak śmiało nie dotykał. Podjęłam jeszcze jedną niezdarną próbę wyswobodzenia się, ale Rafał nawet nie zwrócił uwagi na moje wysiłki. Po raz kolejny wsunął język między moje zęby, a ja kapitulując, przestał się wyrywać. Całując, jedną dłonią ściskał pierś, a drugą wodził po skąpych majteczkach. Znudzony nieudanymi próbami wsunięcia palców pod obcisły materiał po prostu zdarł ze mnie majtki. Byłam mokra z podniecenia. Dłoń siostrzeńca bez ceregieli objęła wygolone krocze. Mokrymi od soków palcami wodził w rowku pomiędzy wargami. Dysząc, sięgnęłam dłońmi do rozporka jego jeansów. Potężne wybrzuszenie materiału świadczyło o jego podnieceniu. Wystarczyło kilka ruchów palcami, by nagle inicjatywa znalazła się w moich dłoniach. Dosłownie. Po krótkiej walce z paskiem i suwakiem trzymałam w dłonie potężnego kutasa. Pozwoliłam mu zsunąć z moich ramion sukienkę, by mógł popieścić jędrne piersi, po czym uklękłam przed nim i bez żadnej zwłoki połknęłam jego potężnego kutasa. Był tak podniecony moim zachowaniem, że strzelił w kilka sekund po tym, jak zaczęłam go ssać. Połykając kolejne porcje nasienia, ssałam go, aż zrobił się na wpół miękki. Gdy skończył, zsunęłam z jego nóg spodnie z bielizną, po czym wstałam i zaczęłam rozpinać koszulę na jego piersiach.

     

    Stał przede mną nagi. Patrząc z zadowoleniem na młode, ładnie umięśnione ciało i potężny członek, zwisający obecnie bezwładnie między jego udami, uśmiechnęłam się. Teraz kiedy zaspokoił już swoje pierwsze zwierzęce podniecenie, nie był już tak pewny siebie. Czułam, że teraz ja panuję nad sytuacją. Bez pośpiechu zrzuciłam z siebie sukienkę, rozpuściłam włosy, po czym przeciągając się lubieżnie, położyłam się na wielkim staroświeckim łóżku. Stał, nie wiedząc, jak się ma zachować. Wyciągnęłam ku niemu dłoń, mówiąc:

    – Chodź do mnie głuptasie.

    Wszedł na łóżko. Przyciągnęłam go na siebie między szeroko rozłożone uda. Przycisnęłam głowę do piersi, a kiedy zaczął je całować, delikatnie skierowałam go dłońmi ku mojemu podbrzuszu. Braki w doświadczeniu nadrabiał zapałem, z jakim mnie lizał. Nawet nie musiałam mu szeptać, co ma robić. Reagował na moje jęki i mowę ciała. Odczytywał z nich, co sprawia mi największą przyjemność i z jaką intensywnością chcę być w danym momencie pieszczona. Finiszowałam, gdy ssąc delikatnie łechtaczkę, palcował mnie dwoma, głęboko wsuniętymi w pochwę, palcami. Dał mi naprawdę niezły odlot. Patrzył z wypiekami na twarzy, jak ciężko dysząc, dochodzę do siebie po orgazmie.

     

    Był podniecony. Z zadowoleniem patrzyłam na jego niemalże monstrualną erekcję. Lizanie traktowałam jedynie jak przyjemną grę wstępną i wciąż miałam ochotę na dobre rżnięcie. Wiedziałam dokładnie, czego potrzebuję. Po chwili leżał na plecach, a ja pomagając sobie dłonią, dosiadłam jego kutasa. Kochałam się, powoli unosząc i opadając na jego wielkim członku. Rafał na zmianę miętosił moje piesi lub obejmując dłońmi za biodra, starał się nadać moim ruchom szybszy rytm. Jego szczelnie wypełniający mnie członek sprawiał mi sporo rozkoszy. Gdy tylko przyspieszyłam nieco rytm, Rafał spuścił się we mnie z głośnym jękiem. Nie miałam ochoty rezygnować z własnej przyjemności. Siedząc na nim wyprostowana, kręciłam delikatnie biodrami, rytmicznie ściskając członek wytrenowanymi mięśniami pochwy. Po kilku minutach podobnych zabiegów miał raz jeszcze erekcję. Tym razem wykorzystałam ją, jak należy i po dzikim rodeo odleciałam, czując jak ponownie strzela we mnie ciepłym nasieniem.

     

    Był wykończony, gdy z niego zeszłam. Chciałam dać mu małą nauczkę. Trzymając miękki członek w dłoni, zaczęłam go ssać, aż zrobił się na wpół sztywny. Gdy to osiągnęłam, zaczęłam go masturbować dłonią, z furią trzepiąc jego na wpół sztywnego członka. Miał orgazm mimo niepełnej erekcji. Ściskając jego wymęczonego kutasa, zlizałam z niego kilka kropelek nasienie, które uronił.

    – Teraz moja kolej!

    Powiedziałam, po czym dosiadłam okrakiem jego twarzy. Suwałam się po jego ustach, mocząc jego twarz sokami zmieszanymi z nasieniem. Podczas orgazmu o mało co nie udusiłam go, przywierając kroczem mocno do jego ust i nosa. Lizał mnie, walcząc o każdy haust powietrza, a ja jęczałam, przeżywając cudownie intensywny orgazm. Był tak mocny, że lekko się zmoczyłam. Rafał był zafascynowany i jednocześnie przerażony moją dziką seksualnością.

     

    – Jeśli komukolwiek powiesz o tym, co się tu wydarzyło, powiem, że mnie zgwałciłeś! Zrozumiałeś?

    – Tak ciociu.

    Odpowiedział nieśmiało.

    – Ewo, gdy jesteśmy sami. I nie masz się czego wstydzić.

    Powiedziałam, delikatnie obejmując jego wymęczony członek.

    – To może być początek bardzo przyjemnej dla nas obojga znajomości.

    Uśmiechnął się, a ja ze zdumieniem poczułam, jak twardnieje w dłoni.

    – Zadziwiasz mnie! Chciałbyś spróbować czegoś nowego?

    Przytaknął, a ja sprawnie zajęłam się nim ustami. Po raz ostatni tej nocy, kochaliśmy się od tyłu. Zawsze lubiłam seks analny, a Rafał po prostu oszalał, gdy mu zaproponowałam ten rodzaj miłości.

     

    Przez następne dwa lata spotykaliśmy się dość regularnie. Miałam, podobnie jak on, sporo uciechy ucząc go ars amandi. Później związałam się z nowym partnerem, on poszedł na studia, wykorzystując zdobytą wiedzę podczas licznych podbojów. Mimo to iż nasze drogi rozeszły się, od czasu do czasu, przy jakiś rodzinnych spotkaniach, odświeżaliśmy naszą znajomość, ciesząc się sobą w podobnie dziki sposób, jak za pierwszym razem.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Dagmara

    .

  • Seks przygody cz. 2: W trojkacie

    Pewnego dnia dostałem smsa od Anki. Znaliśmy się krótko ale bzykaliśmy często. Jej wiadomość mnie zdziwiła, napisała że z będziemy musieli  przenieść się jutro w inne miejsce bo ona nie będzie miała wolnego mieszkania. Byłem lekko zmieszany, nie wiedziałem co miała na myśli. Spotkaliśmy się w umówionym miejscu. Poszliśmy od razu do miejsca naszej „schadzki”. W drodze powiedziała mi, że jej rodzice postanowili wziąć tydzień urlopu i spędzić go w domu. Gdy doszliśmy na miejsce Anka wybiła numer mieszkania w interkomie domofonu i czekaliśmy chwile, nagle usłyszeliśmy głos kobiety.
    – Słucham?
    -To my- Odpowiedziała Ania po czym rozległ się ostry dźwięk  i otworzyły się drzwi.
    Weszliśmy na 3 piętro i zapukałem do drzwi które wskazała mi Ania, wtedy jeszcze ciągle mnie nurtowało o co chodzi. Anka nie powiedziała mi kompletnie nic na temat tego miejsca ani osoby którą miałem właśnie poznać. Otworzyła nam bardzo atrakcyjna blondynka. Miała około 1,70m wzrostu, 25 lat,  piersi w rozmiarze B i śliczną buzie. Była szczupła a jej niezwykle długie nogi dopełniały obrazu. Według mnie tak powinna wyglądać Afrodyta. Weszliśmy do mieszkania a dziewczyny powitały się namiętnym pocałunkiem w usta, co mnie bardzo dziwiło ale pozwoliło równocześnie rozwikłać zagadkę naszej wyprawy: zostałem zaproszony od sex trójkąta z dwoma pięknymi kobietami! Od razu zrobiło mi się ciasno w spodniach, moja nowa znajoma  od razu to zauważyła. Podała mi rękę i się przedstawiła:
    -Cześć jestem Ewa, jestem przyjaciółką Ani.
    -Hej, mam na imię Paweł i miło mi.
    -Od razu to widać-roześmiała się Anka.
    To akurat była prawda, moje spodnie dość znacznie odstawały. Ewa podała nam drinki które wypiliśmy w drodze do sypialni. Dziewczyny odłożyły szkło na stoliku obok wielkiego łóżka i szybko zaczęły się rozbierać równocześnie całując się wzajemnie. Ja stałem jak wryty ze szklanką w dłoni. Gdy się rozebrały szybko się zorientowały, że zapomniały o mnie. Pierwsza podeszła Ewa, pocałowała mnie bardzo namiętnie i zabrała szklankę z niedopitym drinkiem. Potem Anna ustała obok mnie i zaczęła całować równocześnie rozpinając mi koszule. Parę sekund później uklękła przede mną moja nowa znajoma i szybko rozpięła oraz ściągnęła mi spodnie. Momentalnie Anka również zbliżyła się do mojego krocza. To Było wspaniałe uczucie, Ania lizała nasadę mojego penisa a Ewa ssała jego czubek. Po dłuższej zabawie byłem bliski finiszu, one jednak to wyczuły i postanowiły ze zmienimy pozycje. Ewa położyła się na łóżku, Anka niemal usiadła jej na twarzy a ja zbliżyłem się w stronę cipki Ewci. Była cała wygolona z nieco ostającymi wargami. Od razu zabrałem się do robienia minetki, sądząc po jękach nabrałem w tym niezłej wprawy. Anka była zwrócona w moją stronę dzięki czemu mogliśmy postrzec sobie w oczy co jedynie potęgowało jej podniecenie.  Po kilku albo kilkunastu Mintach Ania zaczęła głośno jęczeć i chwile potem zeszła z Ewki i opadła na łóżko. Niewiele później orgazm przeszył ciało Ewy. Później przez chwile leżeliśmy, odpoczywaliśmy i uzupełniliśmy płyny. Gdy odzyskaliśmy siły zmieniliśmy pozycje. Ja leżałem na plecach gdy Ewa „usiadła” na mojej twarzy tak ze mogłem jej lizać cipkę a Ania zaczęła mnie ujeżdżać. Gdy one wierzgały tak na mnie ja starałem dotykać ich piersi. O dziwo Anka doszła bardzo szybko i była bardzo zmęczona. Ja z Ewka zmieniliśmy pozycje na klasyczną, po niedługim czasie osiągnęliśmy razem orgazm. To było coś wspaniałego. Tego dnia jeszcze raz się bzykaliśmy. Później nawiązałem bardzo przyjemne relacje z obiema koleżankami, zabawiając się  w trójka lub w parze.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Paul Van Beard

    .

  • Nauczyciel cz.1

    Nowy rok szkolny, nowi uczniowie, nowi nauczyciele. Po odejściu starego Banksa, naszego wychowawcy,  ktoś go musiał zastąpić. Padło na Pana Adriana, trzydziestoletniego nauczyciela historii. Był wysokim, barczystym brunetem o zielonych oczach.  Każda trzecioklasistka naszego liceum na niego leciała oprócz mnie. Zawsze wydawał mi się egoistycznym bufonem, który lubił dziewczyny rozpinające przed nim bluzki. Nie przeszkadzał mu w tym nawet fakt, że ma żonę i dzieci. Jednak chcę Wam opowiedzieć historię o tym jak zdrowa relacja przeradza się w toksyczny związek, który nigdy nie powinien pojawić się pomiędzy nauczycielem a uczennicą.

    Tego dnia chodziłam wyjątkowo rozkojarzona. Wszystko mnie irytowało i na niczym nie mogłam się skupić. Na długiej przerwie zaczepił mnie Pan Adrian i poprosił abym podeszła do jego sali jeszcze przed lekcją, ponieważ ma dla mnie ważną sprawę. Nie zwlekając dłużej poszłam do niego, jednak niechętnie. Nie znosiłam na niego patrzeć, co dopiero z nim rozmawiać. Chodziło o oceny. Przynajmniej tak myślałam. Kiedy weszłam do klasy dziwnie się do mnie uśmiechnął. Podeszłam do biurka. Miałam na sobie dość obcisłą bluzkę z dekoltem, która mocno uwydatniła moje walory kiedy pochyliłam się nad jego komputerem. Jego wzrok momentalnie skierował się na mój biust. Zbagatelizowałam to i zapytałam co się stało. Zaproponował mi korepetycje z historii, ponieważ niepokoją go moje wyniki w nauce a zbliżała się matura. Zgodziłam się, ale nie spodziewałam się, że zaprosi mnie do swojego domu. Kiedy spojrzałam mu w oczy po raz pierwszy poczułam, że mnie pociąga. W sumie jest przystojny i dobrze zbudowany, ale nigdy nie patrzyłam na niego w taki sposób.

    Kiedy zapukałam do jego drzwi otworzyła mi jego żona. Akurat wychodziła i powiedziała, że wróci dopiero jutro. Byłam nieco zdenerwowana, ponieważ byliśmy sami. Usiadłam koło niego, wyjęłam książki i starałam skupić całą moją uwagę na skutkach II wojny światowej. Jednak cały czas nie mogłam odwrócić wzroku od opiętej koszulki Pana Adriana. W pewnym momencie to zauważył i spojrzał na mnie. Wydał mi się wtedy taki seksowny i męski. Pragnęłam tego. W jego oczach widziałam, że też tego chce. Wyglądał jakby czekał na to od dłuższego czasu. Powoli zbliżył się do moich ust. Nie byłam w stanie zapanować nad swoim ciałem. Pocałunek był długi i namiętny. Czułam jak moje sutki napełniają się krwią i robią się twarde. Usiadłam na nim okrakiem, a on objął mnie w talii i mocno przyciągnął do siebie. Ocierając się o jego krocze czułam jak jego spodnie coraz bardziej się napinają. Wsunął mi ręce pod bluzkę, rozpiął stanik i zaczął masować moje piersi. Całował mnie coraz energiczniej. Nigdy nie byłam tak napalona. W majtkach robiło mi się mokro. Z pośpiechem zdjęłam bluzkę i stanik, a Adrian wciąż masując moje cycki lizał sterczące sutki. Przeniósł mnie do sypialni i rzucił na łóżko. Nie zauważyłam nawet kiedy zdążył się rozebrać. Widok jego stojącego penisa podniecił mnie jeszcze bardziej. Położył się na mnie i seksownie pocałował. Nie mogłam się doczekać kiedy poczuję go w sobie. Zszedł na dół i zaczął zlizywać moje soczki. Nie mógł już wytrzymać i wstał. Z niecierpliwością założył gumkę i niespodziewanie szybko we mnie wszedł, aż zawyłam z przyjemności. Spałam z wieloma chłopcami, ale nigdy z prawdziwym, dojrzałym mężczyzną. Jego penisa czułam aż w brzuchu. Oboje głośno jęczeliśmy. Rżnął mnie coraz mocniej i głębiej. Wiedziałam, że zaraz dojdzie, ale prosiłam żeby jeszcze nie kończył. Spuścił się we mnie a ja poczułam się jak w siódmym niebie. Położył się na mnie, a ja przytuliłam jego spocone i rozgrzane ciało. Podziękował mi za ten numerek i namówił jeszcze na wspólny prysznic. Tam zrobiłam mu loda i powtórzyliśmy ten wspaniały sex.

    Od początku wiedziałam co zdarzy się tego wieczoru, ale nie sądziłam, że na tym się nie skończy…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Janina Pieróg

    NapalonaOla

  • Darek

    Chyba z nikim nigdy nie łączyły mnie tak dziwne relacje, jak z moim bratem. Zawsze była to mieszanina podziwu, wkurwu, czasem nawet nienawiści, a potem znowu czegoś pozytywnego. Starszy brat, zwłaszcza taki jak Darek, musiał imponować młodszemu bratu – gejowi. Nie było innej opcji.
    Wychowywaliśmy się razem – jeden mały pokój, w dzieciństwie wspólne sprawy na podwórku, a potem kiedy Darek odkrył swoje sportowe pasje, wspólne treningi. 
    No ale nie zawsze było sielankowo. Już jako dzieciak miałem częstego wkurwa na brata – zadziwiało mnie jego podejście do mnie. W domu był dla mnie miły, opowiadał o różnych swoich tajemnicach, mnóstwo czasu spędzaliśmy też przy kompie, grając w gry albo oglądając filmiki w internecie, ale kiedy do akcji wkraczali jego kumple, brat nagle stawał się moim wrogiem.
    Jako cztery lata od niego młodszy szczeniak nieraz słyszałem bardzo niemiłe słowa brata skierowane do mnie – ale tylko w obecności jego kumpli. Nienawidziłem go za to, chociaż starałem się kryć z tą urazą.
    Ogólnie byliśmy nierozłączni, więc moje uczucia do brata zmieniały się bardzo często. Nienawiść, bo znów przed kumplami poniewierał mną, wyzywał od „szczeniaków” i „mięczaków”, a potem podziw, kiedy uczył mnie wspinaczki na skałkach, gry w tenisa, czy pływania – wtedy potrafił być bardzo opiekuńczy, chociaż tylko, gdy byliśmy sam na sam.
    Jednego dnia świetnie nam się razem gadało,pełnia zrozumienia i te sprawy, a potem, nie zważając, że akurat się uczę, brat zaczynał napierdalać na gitarze, albo puszczać na full swoją irytującą muzykę ( najczęściej drących ryja samców w kraciastych koszulach, albo jakiś inny jazgot ).
    Na prośby o spokój, odpowiadał, że jestem pojebany i nikt go nigdy tak nie wkurwiał, jak ja.
    No i znowu go nienawidziłem. Tak to trwało dłuższy czas.
    Brat ma teraz 26 lat i od tamtych czasów bardzo się zmienił. Zmienił się z wyglądu, bo nadal bywa strasznym dupkiem.
    W pewnym momencie stało się coś, czego nie przewidziałem: zacząłem dojrzewać i patrzeć na brata jak na faceta, jeśli wiecie co mam na myśli.
    Darek wkręcił się w sport. Biegał, jeździł na rowerze, wspinał się na skałkach, pływał, a przede wszystkim grał w piłkę nożną. We wszystkim był świetny i po cichu, pomimo pernamentnego wkurwu na niego, podziwiałem go.
    Pamiętam kiedy razem z koleżankami z klasy wybraliśmy się na mecz, w którym brat grał. Nie cierpię piłki nożnej, ale muszę przyznać, że był świetny. Fruwał po boisku i ogrywał każdego przeciwnika. Strzelił wtedy większość bramek dla swojej drużyny, a komentarze koleżanek sprawiły, że znowu mi imponował. „Twój brat jest najlepszym napastnikiem w drużynie”, „Zajebisty jest”, itp.
    No dobra, muszę to przyznać z ciężkim sercem, brat jest zajebistym piłkarzem. Ok, ok – uważam piłkarzy za idiotów. Męskie maszyny do kopania piły i obiekty westchnień napalonych bab. Tak o nich myślę, a brat nie odbiega od tego wizerunku, a wręcz się w niego idealnie wpisuje.
    Mimo to, na boisku był królem.
    Mniej więcej w tym samym czasie, kiedy brat wziął się poważnie za piłkę, zaczął też ćwiczyć na siłowni i dbać o swoje ciało. Dość szybko nabrał mięśni, i z kolesia normalnej postury, zaczął przeobrażać się w młodego byczka.
    Nie muszę chyba dodawać, że jako dorastający gej musiałem to zauważyć. Tym bardziej, że Darek uwielbiał popisywać się swoim ciałem i postępami, jakie uczynił: paradował po domu w samych slipkach, spędzał długie chwile przed lustrem, prężąc swoje rosnące muskuły i podziwiając samego siebie. Jednym słowem zaczął się naprawdę zmieniać.
    Pamiętam dzień, kiedy robił rozgrzewkę przed bieganiem, a ja obserwowałem go z okna i po raz pierwszy do mnie dotarło, że brat jest totalnie zajebistym samcem. Rozumiecie o co chodzi? Byczkowaci piłkarze nie są w moim typie, ale jako samce robią niesamowite wrażenie. Stałem w oknie za firanką, gapiłem się na brata i odruchowo lekko masowałem przez spodnie swojego fiuta.
    Kiedy sobie to uświadomiłem, to przestraszyłem się nie na żarty. Ale prawda była taka, że zaczynałem mieć na niego ochotę, mimo że jest moim bratem i jest dupkiem. Patrzyłem jak ściąga koszulkę po treningu i podziwiałem ukradkiem jego coraz bardziej zajebiste ciało – muskularne ramiona, szeroką, wypukłą klatę, ciemnobrązowe duże sutki i mega męskie, ładne futerko wokół nich.
    Kiedy pierwszy raz masturbowałem się myśląc o bracie, miałem potężne wyrzuty sumienia. Być może tak potężne jak moje ograzmy, więc wyrzuty stawały się jeszcze większe.
    A teraz o Darku. Jego życie kręciło się wokół treningów, meczy, siłowni i weekendowych wypadów z kumplami. Nasze relacje powoli się rozluźniały, brat często wpadał do domu tylko na noc, zazwyczaj „zjebany”, albo najebany, więc mogliśmy tylko chwilę pogadać w ciemnym pokoju przed zaśnięciem.
    Najczęściej nawijał mi o treningach, o tym jakie mięśnie teraz rozwija i za co musi się wziąć w następnej kolejności. Nudy.
    Szybko jednak wokół brata zaczęły się kręcić panienki, co wcale, a wcale mnie nie dziwi, całkiem sporo panienek ( miał swego czasu nawet grupkę oddanych fanek w wieku gimnazjalno-licealnym, coś w stylu gruppies ), więc oprócz tematów sportowych, brat zaczął też poruszać tematy imprez, a konkretnie ile który z nich ( jego kumpli z drużyny ) wypił i ile dup zaliczył.
    Niektóre nocne wywody brata były naprawdę godne zapisania:
    – Pamiętaj młody, że jeśli dupa jest chętna, to trzeba ją zaliczyć. Ostatnio zaliczam każdą chętną, i jest ich coraz więcej. Dzisiaj miałem dwie małolaty naraz. Jedną kibickę i jej koleżankę. Dobre były.
    Albo:
    – Jedna dupa narzekała dzisiaj, że ją boli, bo mam za dużego.
    Itd.
    Takich mniej więcej rzeczy się osłuchiwałem co tydzień przed zaśnięciem, no i z jednej strony czułem do brata coś w rodzaju odrazy, bo nie sądziłem, że może się zamienić w zwyczajnego jebakę ( niektóre rzeczy wskazywały czasami, że w głowie ma coś więcej niż przeciętny piłkarzysta ), a z drugiej strony jakoś tam, w dziwny sposób mnie to jarało.
    Nienawidziłem jego podejścia, ale fantazjowałem o tym, aby zobaczyć go w akcji, i to niekoniecznie na boisku.
    Po jakimś czasie brat zaczął zapraszać panienki do domu, najczęściej pod nieobecność rodziców, gdy wyjeżdżali do dziadków, a robili to dość często.
    Wtedy moim obowiązkiem było opuszczenie pokoju. Więc siedziałem w kuchni i udawałem, że nie słyszę, jak jego łóżko skrzypi rytmicznie, a głupie laski stękają z rozkoszy.
    Praktycznie za każdym razem, gdy brata odwiedzała „koleżanka”, zamykali się w pokoju i zawsze, prędzej czy później kończyło się skrzypiącym łóżkiem.
    Raz nawet było tak, że jedna z nich wychodziła już zaspokojona, i spotkała się w drzwiach z drugą, która właśnie przyszła, po czym zniknęła w pokoju brata, a łóżko znowu zaczęło skrzypieć.
    Nie poruszałem z nim tego tematu, właściwie zawsze on prowokował takie rozmowy. W duchu gardziłem jego zachowaniem, ale z drugiej strony liczyłem wszystkie zaliczone przez brata w naszym pokoju laski ( było ich około dwunastu ).
    Brat wbił się w dumę – jak powiedział mi którejś poimprezowej nocy przed snem, jeszcze żadna panienka mu nie odmówiła. Więc chodził taki zadowolony z siebie i uważający się za wcielenie bóstwa.
    Zaczął też przywiązywać jeszcze większą wagę do swojego wyglądu. Markowe kosmetyki, ciuchy i buty. Majtki tylko od Calvina Kleine’a.
    Zrobił się z niego snob, jebaka i totalny dupek. No i – o czym trzeba wspomnieć – homofob.
    Czasami, zamiast panienek do domu wpadali jego kumple – piłkarzyści i wtedy nie raz, zamiast skrzypienia łóżka słyszałem o „jebanych pedałach”, co zawsze okraszone było samczymi wybuchami śmiechu i wycia.
    Bratu jak widać bardzo to odpowiadało. Wtedy zrozumiałem, że raczej nie ma mowy o tym, abym kiedykolwiek powiedział mu, że jestem „jebanym pedałem”, chociaż akurat mam pewność, że brat nie jest człowiekiem agresywnym i wolałby iść pobiegać, przelecieć jakąś panienkę, albo poćwiczyć mięśnie brzucha, zamiast czynnie atakować „pedała”.
    Tymczasem moi kumple – geje, Adaś i Daniel ( takie raczej ciotki klotki do plotkowania, żaden seks nie wchodzi w grę ) także zainteresowali się Darkiem. Pewnego dnia, kiedy siedzieliśmy i plotkowaliśmy we trójkę, do pokoju wszedł brat ( oczywiście jak do obory – bez pukania, i oczywiście bez koszulki ) i zaczął szukać swoich hantli. Marudził, kręcił się po pokoju, oskarżał mnie o schowanie ich, a potem poszedł.

    Kiedy wyszedł zapanowała niezręczna, acz znacząca cisza. Po czym zarumienieni jak piwonie moi koledzy, wykrztusili z siebie tylko „ wooow” ( Daniel ) …. i „jaaki wykurwisty byczek” ( Adaś ), a potem, tego samego wieczora, poszliśmy kibicować mu na meczu.
    Trzy ciotki na meczu, niezłe to było. Udawałem, że jestem tam dla sportowych emocji, moi koledzy robili tak samo. Tak naprawdę jarali się Darkiem, a mnie jarało to, że oni się jarają.
    Nocą, przed zaśnięciem dostałem smsa od Daniela: „ Właśnie zwaliłem sobie konia myśląc o twoim bracie. Było bosko.”.
    Jak ja to dobrze znam – pomyślałem sobie.

    Nigdy nie przypuszczałem, że moja relacja z bratem przybierze taki obrót. Jak napisał mistrz Koeljo – jeśli czegoś bardzo chcesz, i tak dalej…. A ja coraz śmielej fantazjowałem o bracie, spokojnie godząc się z tym, że sfera fantazji pozostanie sferą fantazji.
    Tamtej nocy brat wrócił z sobotniego melanżu, walnął się w samych slipkach na swój barłóg, na którym się kręcił tak, że obudził mnie i nie dał mi znowu zasnąć.
    No i oczywiście zaczął swoje nocne rozkminy. Najpierw o tym jak pojebany jest jego trener. Potem o siłce i bieganiu. A potem, rzecz jasna, o dupach:
    – Miałem ostatnio zajebistą pannę. Włosy, biodra, cycki. Totalna jest. Uwielbiam takie duże, dobre cycki. Zajebiste są. Nie ma na świecie nic lepszego niż dobre cycki. Dziewczyny są cudowne, co ?
    – Pewnie – odpowiedziałem mu „na odwal się”
    – Aż mi staje na samo wspomnienie …
    – Aha – odpowiedziałem zduszonym głosem i odwróciłem się do ściany ( to były normalne „wykłady” brata, więc przyzwyczaiłem się ).
    – Nigdy nie pojmę gejów – dalej gadał Darek. Przecież dziewczyny są nieziemskie.
    – Tak …
    – Chociaż na przykład taki… ten jak on się nazywa… Dawid Podsiadło. Taka ciota trochę nie? Może jak bym był najebany to bym go nawet przeleciał …
    W tym momencie moja ochota na sen ulotniła się. Był to zupełnie nowy akcent w nocnych wykładach brata i muszę przyznać, że zaskakujący. Postanowiłem więc pociągnąć temat:
    – Przecież nienawidzisz pedałów …
    – No bo jak można ich zrozumieć? Chociaż z drugiej strony kurwa, tego Podsiadłę mógłbym dmuchnąć po pijaku…jest taki miękki jakiś kurde, jak panna.
    Spojrzałem na brata. Za oknem już prawie świtało, więc w naszym pokoju było dosyć jasno. Leżał w samych slipkach bez przykrycia, a rękę trzymał dokładnie na swoim fiucie. Zauważył, że to zobaczyłem i powiedział:
    – Chyba nie zasnę jeśli nie zwalę …
    – To idź do łazienki i daj mi spać – powiedziałem mu lekko zirytowany.
    – Czego się tak rzucasz, normalna sprawa. Gdybyś był dobrym bratem, to byś mi pomógł…
    – Spierdalaj – powiedziałem odruchowo, bo pewien byłem, że to jedna z jego durnych gadek.
    – Pomóż bratu, co?
    – Śpij!
    – Wyciąg rękę spod kołdry …
    – Co?
    – No wyciąg …
    Zastanawiałem się, co mu odbiło, więc wyciągnąłem rękę w jego stronę, a ponieważ nasze łóżka po rozłożeniu ich do spania, zajmowały niemal całą przestrzeń ciasnego pokoju, moja ręka znalazła się po jego stronie.
    Chwycił ją i położył sobie na majtkach, pod którymi wyczułem niezłą twardość.
    Cała ta sytuacja wydała mi się nagle nierealna. Moja ręka przez chwilę się wahała… niby chciała się wycofać, naprawdę nie wiedziałem, co powinienem zrobić, i czy to wszystko nie skończy się jakąś nieprzewidzianą rodzinną katastrofą.
    Wtedy brat z powrotem przycisnął moją rękę do swoich slipek i powiedział:
    – Zlituj się młody. Muszę trzepnąć, a nie mam  siły. Przecież nie jesteśmy pedziami. Braterska przysługa, nic więcej.
    Ok, dupku – pomyślałem i przesunąłem się bliżej w jego stronę.
    Brat zsunął swoje slipki od Calvina Kleine’a i po raz pierwszy w życiu, co prawda w niepełnym świetle, ale wystarczającym na to, aby widzieć dość wyraźnie, zobaczyłem jego fiuta …
    Zdecydowanie: był duży. Nawet większy, niż się spodziewałem. Kiedy lekko objąłem go dłonią, wyczułem jaki jest masywny i ciepły.
    Zacząłem go bardzo nieśmiało masować. Naprawdę, z początku robiłem to tak lelawo jak tylko mogłem, bo wciąż nie wiedziałem, czy to nie jakaś podpucha, czy brat zaraz się nie zerwie z łóżka i nie zawoła: „tu cię mam pedale!”.
    Ale nic takiego nie zrobił:
    – Chwyć go mocniej – powiedział, i rób tak jak sobie robisz ….
    Zacisnąłem dłoń na jego sprzęcie, odwracając się na bok na krawędzi mojego łóżka. Brat patrzył na moją dłoń badawczo:
    – Jeszcze trochę mocniej go chwyć – poinstruował mnie.
    Popatrzyłem na brata. Był absolutnie zajebisty. Jego umięśnione ciało i jego duży, piękny kutas w mojej dłoni. Był absolutnie zajebistym skończonym dupkiem. Wkurwiał mnie i nosiłem w sobie urazę do niego jeszcze od dzieciństwa, ale nagle postanowiłem udowodnić mu … co?
    Sam nie wiem. Że mogę mu dogodzić lepiej od wszystkich jego panienek? Że mógł mnie traktować lepiej? Że przejrzy na oczy, i że wyleczę go z durnej homofobii?
    Zacząłem nieco śmielej masować jego fiuta. Chwyciłem go mocniej i płynnym ruchem dłoni waliłem mu konia, czując jak rośnie i twardnieje pod moimi palcami.
    Stopniowo cała moja nieśmiałość zaczęła się rozwiewać. Miałem do dyspozycji zajebistego, dużego kutasa mojego brata i żadnych oporów z jego strony. Przyspieszyłem tępo.
    – O tak młody, dobrze to robisz – stęknął
    – Wiem – odpowiedziałem, prawdopodobnie z lekko szatańskim uśmiechem, po czym zsunąłem się z łóżka i wdrapałem na jego barłóg.
    Było już na tyle jasno, że dokładnie widziałem jego fiuta. Był niesamowity. Chyba najlepszy, jakiego widziałem do tej pory. Duży, na oko z 19 cm i ciężki. U nasady gruby, szeroki i mega twardy, zwężający się lekko ku górze, łukowato trochę wygięty w dół i zakończony niezbyt dużą, ale piękną, wilgotną główką w kształcie serduszka.
    Chwyciłem go jedną dłonią u nasady i mocno zacisnąłem palce. Drugą dłonią masowałem go po całej jego długości, w górę i w dół.
    To był mój patent – doskonale wiedziałem, że taki sposób masturbowania sprawi, że brat odleci. Wypróbowałem to już wcześniej i na sobie, i na swoich byłych, więc teraz przyszła pora na niego. Nareszcie.
    Przestałem udawać nieśmiałość. Robiłem to chyba tylko po to, aby nie dać mu się podpuścić, i żeby nie zorientował się, jak bardzo chcę to zrobić.
    No to teraz pokażę ci co potrafię, braciszku – pomyślałem.
    Serio, naszła mnie totalna ochota żeby dogodzić mu tak, jak jeszcze nikt przedtem. Jesteś dupkiem, ale zrobię ci tak dobrze, że zapamiętasz to na długo.
    Zbliżyłem twarz do tego wielkiego, śliniącego się już fiuta i wciąż nie zwalniając uścisku u nasady, objąłem ustami jego główkę, muskając ją bardzo szybko czubkiem języka.
    Brat nie protestował. Chyba nie chciał na to patrzeć, bo położył się wygodnie na plecach i gapił się w sufit ( zapewne taki sposób wydał się mu mniej gejowski ), a ja zacząłem robić mu najlepszego druta, jakiego byłem w stanie zrobić. Połykałem jego pałę, mocno a jednocześnie delikatnie obejmując ją wargami, i cały czas bardzo szybko muskając ją językiem. Czułem w ustach smak i zapach jego fiuta. Czułem jak jest gorący. I ta twardość – wiecie jak to jest, ta zajebista twardość, która jest w waszych ustach, i wtedy chcecie tylko jednego, żeby dosłownie tego kutasa zjeść, dać z siebie wszystko, żeby mu maksymalnie dogodzić.

    Więc, skromnie powiedziawszy, dałem z siebie wszystko, wykorzystując wszystkie zdobyte wcześniej doświadczenia i nagromadzoną przez lata chcicę na brata. Była to chyba najlepsza laska jaką w życiu wykonałem – i nie ma się czemu dziwić, bo czekałem na to parę dobrych lat.
    Brat był napalony, więc nie męczyłem się bardzo długo. Kiedy poczułem, że dochodzi, wyjąłem go z ust i mega szybkimi, agresywnymi ruchami dłoni doprowadziłem brata do finiszu. Kiedy gęsta, gorąca sperma wypływała z niego, dosłownie jak z kranu, nie zwalniałem tempa i wciąż zapierdalałem rączką w dół i w górę. Bratem targnął dreszcz, wyprężył się, zamknął oczy i odlatywał. A jego łóżko jak zawsze trochę skrzypiało.
    – Taa…aak – jęknął, powstrzymując krzyk, by nie obudzić śpiących jeszcze rodziców. 
    A potem, kiedy doszedł do siebie, odprężony i senny, powiedział do mnie:
    – Dzięki brat… –  i był to pierwszy od bardzo dawna przyjazny gest Darka, skierowany w moją stronę.
    Wytarłem dłoń w jego kołdrę, przykryłem brata i wróciłem na swoje łóżko.
    Zasnął prawie natychmiast i zaczął chrapać jak zwykle, więc zrobiłem i sobie przyjemność pod własną kołdrą, a potem włożyłem stopery w uszy i też zasnąłem. Obaj tego dnia spaliśmy do popołudnia.

    Nigdy potem nie wracaliśmy do tego tematu. Brat jakby wymazał to z pamięci, czy raczej postanowił udawać, że niczego nie było, a mi było głupio zaczynać. Udawaliśmy więc obaj, że nic się nie wydarzyło.
    Uznałem, że i tak miałem szczęście, dobrze wiem, że taka rzecz może zdarzyć się tylko raz. I starczy.
    Czy coś się zmieniło? Może chcę to widzieć w jasnych barwach, ale wydaje mi się, że brat nie jest już aż takim dupkiem, jak był przedtem.
    Gadamy częściej, chociaż tylko i wyłącznie o sporcie, treningach itp. Czasami razem biegamy, albo jedziemy na rower. A jak w radio puszczają jakiś kawałek Podsiadły, to zawsze któryś z nas zmieni stację 🙂
    No i jeszcze jedno – jedna z panienek od skrzypiącego łóżka brata, zaciążyła, i okazało się, że Darek zostanie tatą. Ślubu nie planują, ale on zamierza przeprowadzić się do niej i nareszcie zwolnić trochę miejsca w naszym ciasnym mieszkaniu. Jestem zadowolony, bo będzie luźniej, a rodzice są zadowoleni, bo może Daruś w końcu ustabilizuje się „jak należy”. Czy tak będzie? Czas pokaże. Ja temu dupkowi życzę jak najlepiej.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    atosatos
  • Pan Smieszek

    Upalne lato. Kolejny dzień po kolejnej nieprzespanej nocy. Wkurwiona Gośka wypada ze swojego pokoju i ostrzega tonem nieznoszącym sprzeciwu:
    – Jeśli jeszcze raz zarwę noc przez tego dupka, osobiście wyważę mu drzwi i mu przypierdolę!
    Tomek i Magda też nie spali. Kolejny raz sąsiad z góry wrócił do domu około trzeciej nad ranem i do świtu stukał, przesuwał jakieś meble, lał wodę do wanny, słuchał muzyki i robił wszystko, co chciał, kompletnie ignorując trójkę studentów wynajmujących mieszkanie piętro niżej.
    Ok, zdarzają się różne sytuacje, przecież oni także od czasu do czasu głośno się bawili, ale to, co wyrabiał ten koleś przechodziło ludzkie pojęcie.
    Na domiar złego dom, w którym wynajmowali mieszkanie na parterze, zbudowany był prowizorycznie, z najtańszych materiałów, dzięki temu tekturowe ściany przepuszczały nawet najmniejszy hałas. I tak właśnie, na parterze bez problemu można było słyszeć jak koleś z góry łazi po domu, dudniąc jak stado słoni, jak jego dziewczyna, czy żonka popierdala w szpileczkach o różnych dziwnych porach. Słychać było jak się kąpią, jak woda dudni o wannę, jak rozbijają jaja o zlewozmywak na kolację, jak oglądają telewizję, słuchają durnej popowej sieczki, albo jak się pieprzą. No i przede wszystkim jak ten frajer sika, celując nie w porcelanę ale w wodne oczko ubikacji, i szturmując je potężnie z mocą wodospadu ( a dźwięk ten często wyrywał ich ze snu ).
    Z początku traktowali to jak lokalny folklor, z czasem zaczęło być irytująco.
    No ale, wszystko to można było usprawiedliwić zbyt cienkimi ścianami. Jednak cowieczorne stukanie młotkiem w jakieś przedmioty, nie było już czymś, na co znaleźliby usprawiedliwienie.
    Pierwsza porządnie wkurwiła się Gośka: ostra jak brzytwa studentka ostatniego roku Socjologii. Po kolejnej nocy wśród stuków i puków, wzięła kij od miotły i zaczęła walić nim w sufit. Kompletnie nie poskutkowało. Koleś nadal robił swoje i najwyraźniej miał w dupie, że nie daje spać sąsiadom z dołu.
    W końcu, kiedy sytuacja nasilała się, trwając tygodniami, zaczęli po prostu drzeć japy. Krzyczeli: „ciszej tam do cholery!”, albo „zamknij się w końcu!” itp. Oczywiście bezskutecznie. Facet był uparty i usilnie nie pozwalał im normalnie funkcjonować.
    Dzień wyglądał mniej więcej tak: o szóstej rano jego żoneczka albo dziewczyna lała wodę do wanny ( wodospad ), potem napierdalała obcasikami po całym domu przed wyjściem do pracy. Kiedy w końcu wyszła, wstawał on i rozpoczynał dzień od wodogrzmotów w ubikacji, które definitywnie budziły już wszystkich, a potem do wieczora przesuwał jakieś meble, stukał młotkiem w ściany, napierdalał chłamem z głośników i co piętnaście-dwadzieścia minut powtarzał swoje wodospady, które słyszały chyba nawet ślimaki w ogródku. Wieczorem zwykle wychodził – szedł pojeździć na rowerze, albo jechał swoim nowym porschakiem po swoją dziewczynę albo też żonkę. Wracali mniej więcej o trzeciej rano i do świtu przetwierali się, stukali w ściany, zgrzytali meblami, lali wodę do wanny, a on sikał i sikał bez końca. Pewnego wieczora Magda z Gośką nie wytrzymały i wyparowały z mieszkania w nocnych koszulach, a potem dobijały się do jego drzwi, w celu opierdolenia frajera. Jednak koleś nie wpuścił dziewczyn, a kiedy wróciły zrezygnowane do mieszkania, usłyszały uderzanie młotkiem w ścianę, a za chwilę głośny sik.
    Ale i tak nie to wszystko było najgorsze. Najgorszy był mianowicie śmiech tego dupka. Jego śmiech rozbrzmiewał jeszcze częściej niż jego sikanie, i przypominał połączenie gulgotania indyka, z najbardziej irytującym jaki sobie można tylko wyobrazić śmiechem starej przegiętej cioty.
    Ten śmiech z kolei najczęściej wyprowadzał z równowagi Tomka, który był młodą przegiętą ciotą ( jak o sobie mówił ), ale mimo to zaciskał pięści, kiedy nagle, co kilka minut rozbrzmiewał śmiech sąsiada.
    – Nie pojmuję – wkurwiał się Tomek, jak można się tak śmiać. Jak jakaś stara ciota. A przecież to jest młody koleś. Ile może mieć lat? Dwadzieścia pięć, dwadzieścia sześć? Nie wiem jak ta jego żonka z nim wytrzymuje. Ja bym chyba skisnął.
    Tomek miał dziewiętnaście lat i w tym roku zaczął studia, zamieszkując z dwiema dziewczynami w jednym z wynajmowanych apartamentowców w Krakowie.
    Były tolerancyjne, więc to przesądziło. Tomek nigdy nie ukrywał, że jest gejem. Obnosił się z tym na lewo i prawo, farbując włosy, czesząc je na irokezika, i z grzyweczką, nosząc rurki i torbę w poprzek. A w dodatku ćwiczył z wielkim sukcesem syndrom ruchomego nadgarstka. Można powiedzieć, że przedstawiał typowy wizerunek młodej, przegiętej ciotki. Dziewczynom to pasowało, więc wynajęli we trójkę. Nie podejrzewali, że ich życie zakłóci on – dupek z góry. Pan Śmieszek, jak pogardliwie go nazwali, choć naprawdę miał na imię Konrad.
    Gdyby jeszcze był w typie Tomka, mógłby mu wybaczyć te nocne jazdy, ale ten pajac jakoś nigdy nie przykuwał jego specjalnej uwagi.
    – Taki tam byczkowaty kartofel, w typie Rafała Brzozowskiego – machnął nadgarstkiem Tomek, kiedy Magda zapytała go, co sądzi o Panu Śmieszku jako o facecie. Prostaczek, moim zdaniem. Tępy bysiorek.
    Rzeczywiście wyglądało na to, że Tomek nie był jakoś szczególnie zainteresowany sąsiadem. Z resztą kręcił wtedy z jakimś studenciakiem ze swojej uczelni, więc nie było tematu.
    Mijały miesiące i nic w kwestii typa z góry się nie zmieniało. Magda, Gośka i Tomek ewidentnie nie dosypiali, ich nerwy były w kiepskim stanie, a w głowie huczało gulgotanie indora i wodospady moczu Pana Śmieszka, uderzające z wielkim  impetem w wodne lusterko klozetu.
    W końcu postanowili, że to nie może trwać ani chwili dłużej. Że trzeba tę sprawę załatwić. Ich złość na sąsiada z góry była tak wielka, że dochodziło do sytuacji, gdy Magda z Gośką zaczajały się na niego za drzwiami, patrząc przez wziernik, czy nie idzie, bo chciały mu wygarnąć. Ale Pan Śmieszek ewidentnie starał się ich unikać. Wychodził innym wyjściem, albo przemykał bardzo szybko, i kiedy cała trójka wyskakiwała na zewnątrz, widziała tylko jego tyłek w kolarskich obcisłych spodenkach, kręcący się na rowerowym siodełku ( całkiem niezły tyłek, jak twierdzili wszyscy, i jedyna rzecz w Panu Śmieszku, która mogła się podobać – jak twierdził Tomek ).
    – Działamy – stwierdziła Magda pewnego dnia przy kolacji. Możemy działać, albo się wyprowadzić, więc chyba opcja jest jedna.
    – Co chcecie zrobić? – zaśmiał się Tomek
    – Ja jestem w stanie go nawet pobić! – wykrzyknęła Gośka ( która przez kilka lat trenowała wschodnie sztuki walki ). Jeśli nie da się po dobroci, załatwimy to inaczej.
    – Tak – odpowiedziała Magda. Albo my, albo on.
    Byli naprawdę zdesperowani, a najważniejsze w całej tej historii jest to, że nie żartowali. Ich nienawiść do Pana Śmieszka była tak wielka, że dziewczyny zaplanowały choćby siłą wedrzeć się do jego mieszkania, a tam działać spontanicznie i pokazać frajerowi. Tomek postanowił nie brać w tym wszystkim udziału i zostać w mieszkaniu ( akurat była powtórka jego serialu ).
    W upalne czerwcowe popołudnie, Magda i Gośka ubrane w letnie sukienki, z naostrzonymi do boju pazurkami, wybrały się do sąsiada z góry i zapukały do jego drzwi. Miały niezłego farta, bo Śmieszek właśnie wybierał się pojeździć na rowerze ( jego kolarka stała już przed drzwiami lśniąca i wychuchana ).
    Zapukały do drzwi, a on, spodziewając się kogoś zupełnie innego, może swojej dziewczyny, czy tam żonki ( bo dalej nie wiadomo było, kim była dla niego ta dziunia na szpileczkach ), albo kumpla, otworzył im szeroko, a kiedy zobaczył dwie wojowniczo nastawione panny, zrobił duże oczy i nie za bardzo wiedział, co powiedzieć. Już szykował się do wyjścia, bo miał na sobie obcisły kolarski kombinezon i krótkie spodenki kolarzówki, wszystko z lycry w kolorze blue.
    – No dobra – rozdarła się już od progu Gośka, wpychając się na chama do mieszkania. – Musimy pogadać.
    – Doprawdy? – zapytał wciąż zdziwiony facio z lekko kpiącym uśmieszkiem.- Owszem! – zawołała wkurzona. Odpowiedz nam gościu, dlaczego jesteś takim palantem, co?
     – Nie rozumiem o co chodzi … – powiedział grzecznie i dyplomatycznie, ciągle jednak mając uśmieszek na swojej durnej gębie.
    Faktycznie był trochę kartoflowaty. Taki byczkowaty blondynek, ogolony gładko jak tyłek niemowlaka, wydepilowany i nadmiernie pachnący ostrą wodą kolońską.
    Typ wymuskanego tępaka z siłki, może trochę bardziej rozgarniętego od typowych przedstawicieli gatunku, no ale wciąż pozostający byczkowatym tępakiem.
    No dobra, tyłek miał niezły. Nogi też niczego sobie. No i jego klata w obcisłym kolarskim wdzianku prezentowała się dość dobrze. Ale to wszystko nie miało znaczenia ( przynajmniej w pierwszej chwili ). Dziewczyny były tak wkurwione, nazbierało się w nich tyle złości z niemalże roku ich wspólnego sąsiedztwa, że nie zdzierżyły dłużej tego durnego uśmieszku i dosłownie rzuciły się na kolesia z pazurkami.
    Gość nie spodziewał się kompletnie takiego obrotu sprawy, może dlatego dał się podejść z zaskoczenia, kiedy siłą naparły na niego, wepchnęły go do środka i drapiąc pazurami przyparły do ściany.
    Byczek z początku próbował odpędzić je jakby były natrętnymi muchami, zaczął śmiać się tym swoim pierdołowatym, irytującym gulgotem, co je jeszcze bardziej wkurzyło i teraz już nie próbowały się hamować, a Gośka wykorzystała jego zdziwienie i zastosowała w praktyce swoje umiejętności judo, zaciskając ramię na jego szyi i powalając go z hukiem na ziemię.
    Tymczasem Magda przeleciała jak pershing po jego pokoju, w poszukiwaniu czegoś, co by pomogło okiełznać byczka, i znalazła chustkę bandanę, a potem, kiedy Gośka wciąż trzymała byczka na uwięzi, związała nią jego łapy ( podobno nawet się nie wyrywał ), a drugą część chustki przymocowała mocno do metalowej, biegnącej pionowo rury od kaloryfera.
    Sprawdziła, czy materiał dobrze trzyma, profilaktycznie zacisnęła mocniej węzeł, i dopiero teraz mogły przestać się szamotać. Byczek był w pułapce.
    Siedział na podłodze w korytarzu w tym swoim mega obcisłym kolarskim wdzianku, w bardzo dziwnej pozycji, z rękami zawiązanymi z tyłu, cały czerwony, i nie wiedział, co to wszystko miało w ogóle znaczyć.
    – No i co teraz? – zapytał – i gdyby nie miał znów na tej swojej durnej gębie tego irytującego uśmieszku, i gdyby znowu się nie zaśmiał tą mieszaniną gulgotu z przegięciem, być może by się zlitowały nad nim i zostawiły go tak, do czasu nadejścia żoneczki na szpileczkach
    Ale zrobił to, zaśmiał się znowu, więc nie wytrzymały i postanowiły go jeszcze trochę pomęczyć:
    – Wstawaj! – rozkazała Gośka
    – Ok ok – zaśmiał się Śmieszek ( bo wciąż traktował to całe zajście trochę jak zabawę ) i powoli, przesuwając swoją pętlę wzdłuż rury, niezdarnie podniósł się z podłogi i stanął na nogi.
    Teraz patrzyły prosto na niego i pomimo tego, że był palantem, prostakiem, burakiem, a także dupkiem, kartoflem i ciotą, musiały przyznać, że w tym kolarskim kombinezonie z lycry prezentował się nadzwyczaj dorodnie. Miał świetne ciało – obie to zauważyły. Okrągły, dość spory ale umięśniony tyłek, szerokie bary i ładnie rozbudowaną klatę.
    – I co teraz? – zapytał grzecznie, ale wciąż lekko kpiąco. – Zamierzają panie mnie tak zostawić?
    – To się jeszcze okaże – rzuciła Gośka, rozglądając się po mieszkaniu.
    Kiedy jej wzrok padł na leżące na stoliku małe nożyczki, już wiedziała do czego je wykorzysta.
    Podeszła do byczka, nie patrząc mu w oczy chwyciła u nasady jego niebieską koszulkę z lycry i zdecydowanym ruchem palców nacięła ją nożyczkami.
     – Tymczasem sobie ciebie dobrze pooglądamy – powiedziała przez zęby, a potem chwyciła dwie połówki nadciętego materiału i mocnym, zdecydowanym i kompletnie niespodziewanym ruchem rozdarła koszulkę kolesia na pół, do samego dołu.
    No i stało się. Być może przypuszczały, że Śmieszek ma niezłe ciało, ale nie spodziewały się, że będzie tak zajebiste.
    Ich oczom ukazało się fantastyczne, męskie ciało: ładny brzuch, bliski idealnego i wyćwiczona, piękna, umięśniona klata, starannie wydepilowana, z ciemnoróżowymi dużymi sutkami. Ostra woń wody kolońskiej zalała cały korytarz.
    – Dobry jest – zauważyła Magda. Naprawdę dobry.
    – Ale jest palantem, który od roku nie daje nam normalnie żyć! – Gośka sprowadziła ją na ziemię.
    – Skończcie już te zabawy! – powiedział nagle Śmieszek. – Głupie dupy!
    – Co powiedziałeś frajerze? – zapytała Gośka, a potem podeszła do kolesia i wymierzyła mu siarczystego liścia w policzek.
    – Głupia kurwa!
    Drugi policzek, jeszcze mocniejszy. Teraz dziewczyny naprawdę się wściekły.
    – Pilnuj go, poszukam czegoś, żeby zakryć ten tępy ryj, bo psuje idealną całość! – powiedziała Gośka i ruszyła na poszukiwania.
    Magda tymczasem zamknęła drzwi na wewnętrzny zamek – na zewnątrz wciąż trwało spokojne, letnie popołudnie.
    Po chwili pojawiła się Gośka. W ręce miała jego skarpetki zwinięte w rulon i papierową torbę na zakupy.
    – To żebyś nas nie wkurwiał tym swoim ciotowskim śmiechem – zasyczała i wepchnęła skarpetkowy knebel w jego usta ( bronił się, ale Gośka to naprawdę ostra laska ).
    – A to – powiedziała, nakładając mu na głowę torbę z logo Lidla – żebyśmy nie musiały widzieć twojego durnego ryja. Cała reszta zdecydowanie nam wystarczy!
    Po chwili Pan Śmieszek był już zupełnie uziemiony. Trochę wywijał nogami, szarpał się, ale pętla trzymała mocno – Magda zawiązała ją na dwa mocne supły.
    Analizując tę sytuację, doszły do wniosku, że udało się gostka okiełznać, wyłącznie dlatego, że całe zajście traktował jak zabawę, nie bronił się, choć był silnym bysiorkiem – i tu tkwił jego błąd.
    W każdym razie cała ta szarpanina i przemoc, w jakiś dziwny sposób sprawiły, że dziewczyny zamiast na bicie Pana Śmieszka, nabrały na niego ochoty.
    No dobra, może nie na niego całego, bo nadal wydawał im się idiotą i prostakiem, ale na jego ciało tzn. wszystko, co znajdowało się poniżej jego głowy, i co było – musiały to przyznać – po prostu świetne.
    Ten dupek miał niesamowite, wprost piękne ciało, dokładnie takie, jakie zdobiło wszystkie foldery reklamowe różnych siłowni.
     
    Zaczęły od jego sutków. Magda znalazła w zamrażarce kostki lodu, i z ich pomocą, dziewczęta rozpoczęły stawiać sutki Pana Śmieszka na baczność.
    Koleś nie spodziewał się zetknięcia z lodem, dlatego wzdrygał się po każdym dotyku lodowej kostki, ale to tylko dodawało im odwagi.
    Jak potem mówiły, kompletnie wyparowała im z głowy myśl, że jego żoneczka na szpileczkach może wrócić, otworzyć drzwi swoim kluczem i ujrzeć dwie laski molestujące w przedpokoju jej osobistego mężusia-byczusia, z torbą od Lidla na łbie.
    Na szczęście tak się nie stało, a dziewczyny po całej akcji z kostkami lodu, która sprawiła, że sutki Pana Śmieszka stwardniały, zesztywniały i znacznie się powiększyły, przeszły do jej kontynuowania za pomocą języków.
    Język Magdy muskał jeden sutek, a język Gosi drugi. A potem zęby Magdy przygryzały go lekko, a zęby Gośki trochę mniej lekko.
    Nie zważały na jęczenie tego dupka i obsypywały pocałunkami i liźnięciami jego zajebistą klatę.
    Potem oczywiście zeszły niżej. Dłonie Gośki w końcu wylądowały na jego lycrowych spodenkach i zaledwie kilka ruchów palcami, sprawiło, że pod spodenkami Pana Śmieszka odznaczył się podłużny, spory bananowaty kształt.
    Dotykały go obie, bardzo rozbawione, obejmując palcami, masując i pieszcząc, a ich sąsiad, nagle przestał się szamotać i spokojnie czekał na dalszy rozwój wypadków.
    Wtedy Gośka przypomniała sobie, że właściwie nie przyszły do sąsiada po to, aby zrobić mu dobrze, ale po to, by „podziękować” mu za cały rok hałasów i bezsenności.
    A potem wpadła do jej głowy szatańska myśl – można to połączyć. Uśmiechnęła się tajemniczo do Magdy, a następnie, ruszając ku drzwiom, zakomunikowała jej trochę na migi, a trochę szeroko otwierając usta bez wydawania z nich głosu, coś w stylu: „Pilnuj go. Zaraz wracam.”.
    Kiedy wróciła do mieszkania, Tomek siedział w fotelu przed telewizorem i oglądał swój serial.
    – No i co? – zapytał nawet na nią nie patrząc, i nie odwracając oczu od ekranu.
    Gośka podeszła do telewizora i wyłączyła go, powodując głośne protesty Tomka:
    – No co jest! Oglądam mój serial!
    – Mam dla ciebie coś lepszego niż serial – uśmiechnęła się tajemniczo. No chodź, zabawisz się trochę….
    W końcu dał się namówić, najbardziej chyba z ciekawości tego, co się dzieje, bo czuł, że jego współlokatorki coś wykombinowały.
    Może Pan Śmieszek okazał się spoko gościem i zaprosił ich na małe przyjątko? Zapewne o to właśnie chodziło – pomyślał.
    Kiedy weszli po schodach na górę i otworzyli drzwi, oczom zszokowanego Tomka ukazał się taki widok: naprzeciw drzwi, przywiązany za ręce do rury, stał zajebisty kolo z torbą Lidla na głowie, ubrany tylko w strzępki lycrowej koszulki i kolarskie lycrowe spodenki, pod którymi prężyła się jak wąż, sporych rozmiarów pyta.
    Zanim Tomek wydał z siebie krzyk, świadczący o niezłym szoku, Gośka zamknęła mu usta mocnym uściskiem dłoni i nakazała Magdzie i chłopakowi, kładąc palec na swoich ustach, że mają po prostu się zamknąć.
    Pan Śmieszek nie powinien w ogóle mieć świadomości, że jest tu Tomek.
    Oboje szybko zrozumieli o co chodzi. A potwierdziła to Gośka, pokazując Tomkowi, również na migi, tak jakby grali w kalambury, czego od niego oczekuje.
    Tomasz miał obciągnąć temu frajerowi pytę. Zrozumiał to błyskawicznie i zaraz zrobił się czerwony, i ze wstydu ( i trochę też podniecenia, bo ten palant naprawdę był niezły ), schował twarz w dłoniach.
    Jeszcze przez chwilę trochę się krygował, rumienił, głupio szczerzył z niedowierzania, wymachiwał rękami w geście pt. nie ma mowy, abym to zrobił, ale cały czas się śmiał i w jego zawstydzeniu było więcej chcicy, niż autentycznego protestu przed takim czynem.
    – Ale ja mam chłopaka – pokazał Gośce na migi.
    Gośka na to skrzyżowała dłonie w błagalnym geście i zrobiła słodką minę ( a potrafiła być słodka, jeśli chciała ).
    – Ale to jest cieć! – pokazał na migi Tomek i nadal udawał, że się broni.
    Gośka na to ponownie: skrzyżowane dłonie i aniołek.
    Tomek był czerwony jak burak, uśmiech nie mógł zejść z jego twarzy, a wystylizowana grzywka zasłoniła mu oczy. Podszedł do przywiązanego, i tylko lekko się szamocącego Pana Śmieszka, szepnął do dziewczyn, szczerząc się od ucha do ucha:
    – Chyba skisnę!
    A potem przykucnął i chwytając dłońmi nogawki spodenek sąsiada, zsunął je w dół, razem z czerwonymi slipkami, które sąsiad miał pod spodem.
    Duża, giętka jeszcze pyta, piękna jak cała reszta ciała tego dupka, wyskoczyła jak niespodzianka z pudełka.
    Ta niespodzianka bardzo się wszystkim spodobała.
    Jej rozmiar wyraźnie przekraczał normę europejską, a kształt przypominał wielką, grubaśną pigułę.
    Magda pogłaskała ją delikatnie palcami, Gośka też musiała dotknąć. Ale to do Tomka – dziewiętnastoletniego studenta pierwszego roku polonistyki należał decydujący ruch.
    Tomasz odgarnął z oczu swoją wystylizowaną grzywkę, klęknął u stóp Pana Śmieszka, i nie przestając się rumienić i cieszyć, ujął tę wielką pytę jedną dłonią i delikatnie stymulując do całkowitego stwardnienia, objął ją ustami i przez moment, nie przerywając ruchów dłonią, pieścił jej czubek wargami i językiem.
    Po krótkiej chwili piguła Pana Śmieszka jeszcze urosła, stwardniała i wyprężyła się, ukazując całą swoją potęgę.
    Był to duży, gruby kutas, mocno wygięty ku górze, uwieńczony u dołu niewielkimi, starannie wydepilowanymi jajami.
    Teraz Tomek wsunął go głębiej do ust i zaczął nimi pracować.
    Bardzo szybko złapał odpowiedni rytm, czym zaimponował dziewczętom.
    Robił to z wielką gracją, jakby od niechcenia, ssąc, liżąc i pieszcząc tego wielkiego gnata, i pomagając sobie dłonią, która w tym samym czasie rytmicznie go masturbowała, idealnie synchronizując się z ustami.
    Byczek zaczął postękiwać i pojękiwać bo – jak przyznały potem dziewczyny, wątpią, aby jego żoneczka na szpileczkach, kiedykolwiek zrobiła mu lepszego loda, niż Tomek.
    Ostatnie ruchy dłoni Tomka przypominały ostre szarpnięcia – Pan Śmieszek naprężył się, jęknął przeciągle tym swoim ciotowatym, irytującym głosem ( wypluł przy tym swój knebel ), a potem, kiedy Tomek uwolnił z ust jego czerwoną, gorącą, wygiętą w górę kolbę, trysnął z niej naprawdę porządnie – raz – wysoko jak z katapulty ( to był naprawdę ostry strzał ), drugi raz – nieco niżej, ale równie obficie, i trzeci raz – tym razem gęsta, biała galareta wypłynęła z jego pały jak woda z kranu, i popłynęła po kościstych palcach Tomka.
    Tomek wytarł dłoń o zsunięte do kolan lycrowe spodnie sąsiada, a potem przetarł dłonią spocone czoło. Spisał się na medal.
    Czujna Gośka kontrolowała sytuację i ruchem dłoni, kazała koledze szybko się ulotnić.
    Tomek po cichutku uchylił drzwi i się zwinął.
    Wtedy wreszcie dziewczyny zdjęły z głowy ich sąsiada zakupową torbę.
    Koleś był czerwony, ale wyraźnie zrelaksowany. Powitał je swoim typowym śmiechem, a potem powiedział:
    – Może i jesteście wariatkami, ale naprawdę znacie się na rzeczy!
    – A teraz posłuchaj – powiedziała Gośka. Nie chcemy więcej słyszeć żadnych hałasów. Wracasz do domku po cichu, kontrolujesz swój kretyński śmiech, a twoja kobieta nie popierdala w szpilkach po mieszkaniu. I przede wszystkim – sikasz na porcelankę, a nie do wody! Zrozumiano?
    Koleś był w jeszcze większym szoku ( o ile to w ogóle możliwe ).
    – W przeciwnym wypadku będziemy musiały porozmawiać z twoją laseczką i powiedzieć, jak bardzo jej zazdrościmy, że ma w łóżku takie ciało i taki sprzęt!
    – No dobra, dobra – zgodził się w końcu Pan Śmieszek, po czym został uwolniony z uwięzi, i zanim przyszło mu do głowy cokolwiek zrobić, dziewczyny czmychnęły z jego mieszkania.
    Gośka jeszcze odwróciła się i rzuciła zza progu:  
    – Posprzątaj sobie, bo strasznie naświniłeś. A za koszulkę zapłacę.
     Po drodze do swojego mieszkania, spotkały na schodach kolesia, który najwyraźniej był kumplem Śmieszka.
    – Jesteście znajomymi Konrada? – zapytał, bardzo miło się uśmiechając
    – Można tak powiedzieć – odpowiedziała Magda, równie miło.
    – Mieliśmy wybrać się na rower, ale Kondek się spóźnia, więc wpadłem zobaczyć, co jest grane. No to chyba teraz rozumiem.
    – Trochę się zagadaliśmy, rzeczywiście – rzuciła Gośka. No ale teraz już chyba nic nie stoi na przeszkodzie.
    – A może wybierzecie się z nami? – zagaił przystojny nieznajomy.
    – Może innym razem – podziękowały uprzejmie i dygnęły niczym pensjonarki.
    Oczywiście od tamtego czasu w mieszkaniu piętro wyżej zrobiło się o wiele ciszej.
    Gośka, Magda i Tomek śpią już spokojnie. Czasem jeszcze Pan Śmieszek, przypomina im o tym, skąd się wziął jego pseudonim artystyczny, ale wtedy wystarczy tylko delikatnie zastukać łyżeczką w pionową rurę w korytarzu.
    Co do przypadkowych spotkań przed drzwiami – nadal wyraźnie unika trójki studentów, a zwłaszcza dwóch studentek.
    A Pani Śmieszkowa pewnego dnia, w autobusie, wyznała Tomkowi, że wkrótce będą się przeprowadzać:
    – Lubię to miejsce, ale mąż tak bardzo nalega. Jakoś niezbyt dobrze się tu czuje.
    – A, to naprawdę wielka szkoda – odpowiedział grzecznie Tomek, jak przystało na dobrze wychowanego studenta.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    atosatos
  • Koniec urlopu

    Pod koniec lipca, ja i moja najlepsza przyjaciółka Diana, wracałyśmy pociągiem z urodzinowego pobytu nad morzem. Na stację w moim rodzinnym mieście przybyłyśmy w południe, a mój wujek miał po nas przyjechać dopiero za godzinę. Niestety, dookoła był tylko las sosnowy i kilka małych domków, więc pozostałyśmy na stacji.

    Wyjazd miał charakter urodzinowy. Zostałyśmy zaproszone na tygodniową, szaloną imprezę u moich znajomych studentów prawa. Oczywiście, ja przyjechałam tam tylko po to, żeby spędzić czas ze starymi znajomymi, a Diana nieźle się napaliła i bardzo ‘aktywnie’ spędziła ten czas. Nie można jej się dziwić. Obie mamy po siedemnaście lat, znamy się od dzieciństwa. Chociaż, że jesteśmy przeciwieństwami, doskonale się rozumiemy i potrafimy rozmawiać na każde tematy…

    Diana jest wysoką brunetką o oczach w odcieniach wody morskiej. Włosy sięgają jej maksymalnie do łopatek. Jest atrakcyjną, słodką nastolatką, będącą również obiektem westchnień połowy męskiej populacji szkoły. Ja, blondwłosa Kamila o piwnych oczach, żyję przeważnie w cieniu otwartej, bezwstydnej Diany.

    Nagle zadzwonił mój telefon. Wujek właśnie zaparkował pod głównym wejściem na stację. Szybko z Dianą wzięłyśmy swoje bagaże i udałyśmy się na zewnątrz. Na widok brata mojego taty, Diana zaniemówiła. Nie powinno mnie to dziwić. Adam, bo zwracam się do niego po imieniu, rzeczywiście był godnym uwagi męskim ideałem. Przystojny, dobrze zbudowany trzydziestolatek wywarł spore wrażenie na atrakcyjnej, wręcz seksownej Dianie. 

    – Cześć Adam – przywitałam uśmiechem wujka. Diana przez chwilę nie mogła wydobyć z siebie słowa, lecz po chwili zaczęła się uśmiechać uwodzicielsko.

    – Ja mam na imię Diana – podała rękę Adamowi. Moja przyjaciółka wpadła w oko mojemu wujkowi. Nie mógł oderwać od niej wzroku, zwłaszcza od jej kształtnych piersi, opiętych obcisłą, czerwoną bluzeczką z dość sporym dekoltem. Diana chyba to zauważyła, bo na jej twarzy pojawił się lekki rumieniec.

    – Miło mi cię poznać, Diano – otworzył nam tylne drzwi od samochodu – Wchodźcie szybciutko, a ja włożę wasze walizki do bagażnika. 

    Diana pochylając się, wypięła swój zgrabny tyłek, pozwalając Adamowi uważnie mu się przyjrzeć. Na pewno obiecała już sobie, że chociaż zdobędzie numer trzydziestolatka albo jeszcze przed powrotem do domu zdąży się z nim po cichu przelizać.

    – No dziewczyny, po drodze weźmiemy jeszcze mojego kolegę Jarka. Kamila, ty go chyba pamiętasz?

    – Jasne – westchnęłam. Jarek był największym flirciarzem na naszej dzielnicy, stałym bywalcem pobliskiego burdelu i faworytem miejskiej siłowni. Za tym muskularnym wielbicielem disco polo szalało wiele dziewczyn z naszego osiedla. Nawet Diana, jakiś rok temu, miała okazję spędzić z nim niezapomnianą noc w klubie. Potem przez cały miesiąc nawijała mi o cudownym, ostrym seksie z jej wymarzonym mężczyzną.

    – Może ja przesiądę się do przodu? – zaproponowała Diana, patrząc na mojego wujka uwodzicielskim wzrokiem. Wiedziała jak bardzo nienawidzę Jarka, a mimo to skazała mnie na siedzenie obok niego przez godzinę. Adam spojrzał na ciemną plamkę na spodenkach brunetki i uśmiechnął się do niej zachęcająco. Diana natychmiast usiadła obok Adama, zostawiając mnie samą z tyłu samochodu.

    Po kilkunastu minutach dołączył do nas Jarek. Był bardzo przepocony, dlatego w samochodzie strasznie śmierdziało. Jarek spojrzał najpierw na mnie. Czułam jego natrętny wzrok na moich niewielkich piersiach, okrytych czarnym, koronkowym staniczkiem, który prześwitywał przez cienki materiał koszulki, a potem spojrzał na rozporek moich spodenek i zadbane, zgrabne uda. Byłam pewna, że w spodniach zaczęło robić mu się ciasno. Wiedział, że zauważyłam jego rosnący ‘namiot’, więc uśmiechnął się dumnie. Adam zauważył, że Jarek ma na mnie ochotę, wiec zaparkował w lesie, trzydzieści metrów od zajazdu pod pretekstem kupienia czegoś do picia. Poszła z nim Diana, więc zostałam z Jarkiem całkiem sama. Wokół nas były tylko wielkie drzewa. Miejsce gdzie zaparkował Adam było pogrążone w nastrojowym półmroku. Gdy Jarek zaczął się do mnie przysuwać, zaczęło mi się robić wilgotno w majtkach. Kolega mojego wujka pewnie zauważył to na moich spodniach. Jarek siedział już zaledwie dwa centymetry ode mnie. Na karku czułam jego gorący oddech. Był wyraźnie rozpalony, a jego mały kolega domagał się uwolnienia. Jarek nie owijał w bawełnę; zawsze był bezpośredni, więc nie zdziwiło mnie gdy nagle położył swoją wielką, spoconą dłoń na moim udzie, powolutku zbliżając się do mojej szparki. Nie wiem dlaczego, ale moje soczki zaczęły wypływać ze spodenek, a pojedyńcze krople zaczęły spływać po moich idealnie wygolonych udach. Jarek zauważył to i zlizał kroplę z mojej skóry. Przeszły mnie zimne dreszcze, lecz było mi tak przyjemnie, ze nie chciałam tego przerywać.

    – Jarek, co ty robisz? – wyszeptałam cicho patrząc mu w oczy. Jarek rozpiął mój pas samochodowy i położył wielkie dłonie na moich ramionach.

    – Wiem że tego chcesz, kochanie. Rozluźnij się – wyszeptał mi do ucha i pocałował w usta. Całowaliśmy się namiętnie, gdy Jarek położył mnie na siedzeniach. Szybko ściągnął mi spodnie, które rzucił na walizki w bagażniku. Na widok moich mokrych, czarnych, koronkowych majteczek uśmiechnął się figlarsko i jeszcze raz mnie pocałował. Powoli rozchyliłam kolana ułatwiając mu dostęp do mojej cipki. Wsunął swoją dłoń między moje gładkie uda i zaczął delikatnie głaskać wilgotny materiał moich majteczek. Zaczęłam cicho jęczeć, jego dotyk sprawiał mi wielką przyjemność. Moje podniecenie wzrosło, gdy rozsunął koronkowy materiał i zaczął jeździć palcem po mojej mokrej od soków podniecenia szparce. Bez uprzedzenia włożył we mnie trzy obślinione palce, po czym zaczął nimi dynamicznie poruszać. Zaczęłam głośno jęczeć i chwyciłam się obiema rękoma klamki samochodowej, którą miałam nad głową. Byłam bliska orgazmu. Mięśnie mojej pochwy pulsowały, a ja nie mogłam załapać oddechu. Po moim czole zaczęły spływać gorące krople potu. Ta chwila mogłaby trwać wiecznie. Jarek ściągnął moje majteczki i schował sobie do kieszeni kamizelki, żeby zachować sobie jako trofeum.

    – Jesteś taka ciaśniutka, jakby nikt cię wcześniej porządnie nie wydymał. Jesteś dziewicą?

    – Nie – wyszeptałam ciężko dysząc.

    – Doskonale – Jarek wyraźnie się ucieszył, po czym rozkazał – Zdejmij stanik

    Posłusznie wykonałam polecenie i po chwili jego oczom ukazały się dwie, kształtne półkule z ciemnobrązowymi, twardymi brodawkami. Gdy on ściągał swoje spodnie, wpatrując się w moje cycki, delikatnie zaczęłam masować sobie brodawki, ponownie stawiając jego wielkiego kutasa do pionu. Jak zaczarowana patrzyłam na jego sterczącego kutasa, coraz odważniej chwytając się za piersi. Podobał mu się ten widok.

    Podniosłam się, opierając łokcie o swoje kolana. Objęłam dłońmi jego stojącego, grubego kutasa, po czym zaczęłam delikatnie oblizywać jego główkę. Jego okazała męskość ledwo mieściła mi się w dłoni. Był to chyba największy kutas, jaki kiedykolwiek miałam okazję mieć w ustach. Zaczęłam intensywnie ssać jego kutasa, ale nie mogłam całego włożyć sobie do ust. Nie przeszkadzało mu to – wręcz przeciwnie. Zaczął głośno sapać, a po chwili chwycił moją głowę za włosy i zaczął przyciskać ją do swojej męskości. Muskularny bóg seksu, znany również jako Jarek, miał tak obfity wytrysk, że nie potrafiłam połknąć całej spermy. Ssałam dalej jego rycerza, a słonawa ciecz spływała po moich ramionach, piersiach, a część spłynęła mi po brzuchu, w kierunku pępka i szparki. Gdy skończyłam robić mu loda, Jarek zlizał swoją spermę z mojego brzucha i piersi, ssąc dokładnie każdą z nich. Przygryzał delikatnie moje brodawki, doprowadzając mnie do szaleństwa. 

    Jarek obrócił mnie na brzuch i bez zapowiedzi wbił się we mnie po same jądra. Krzyknęłam głośno z rozkoszy, nie dbając o to czy ktoś usłyszy. Teraz liczył się tylko ostry sex, który znałam z opowieści Diany. Poruszał się we mnie bardzo szybko i dynamicznie. Cały czas miałam wrażenie, że mnie przebije tym swoim wielkim palem. Soczki podniecenia strumieniami wylewały się z mojej dziurki, oblewając jego jądra, które odbijały się od moich pośladków. Po chwili ostrego dymania mojej cipki, Jarek nie wytrzymał i wystrzelił we mnie, zalewając gorącą spermą moje nogi i trochę siedzenia w samochodzie. Jarek wyciągnął ze mnie swojego penisa, a ja obróciłam się z powrotem na plecy. Mężczyzna opadł na mnie i wtuleni w siebie ciężko oddychaliśmy.

    Zanim Diana z Adamem wrócili, zdążyliśmy się doprowadzić do porządku. Oczywiście majtek nie odzyskałam. Na myśl, że Jarek zachował je jako trofeum, oblałam się rumieńcem.

    Adam od razu po wejściu do auta zauważył zaistniałą sytuację. Przyglądając się Dianie zauważyłam spermę na jej ustach, która na pewno należała do mojego wujka. Adam bez skrupułów zaproponował sex grupowy, po czym spojrzał na moje piersi i oblizał się lekko.

    – No okej, tylko nie jesteśmy spóźnieni? – zaniepokoiłam się. Oczywiście nie miałam ochoty się wykręcać. Na samą myśl o propozycji Adama, robiło mi się wilgotno.

    – Oczekują nas o piętnastej, a jest trzynasta trzydzieści – uśmiechnęła się figlarnie Diana. Nie czekając długo rozłożyliśmy fotele w tylnej części samochodu, tworząc niewielkie łóżko. Wystarczało jednak, żeby pomieści cztery osoby. Adam i Jarek położyli się na plecach i czekali, aż wejdziemy do środka. Diana szepnęła mi na ucho, żebyśmy się wymieniły kochankami. Ochoczo przystałam na tą propozycję, po czym położyłam się na Adamie. Adam zręcznym rucham położył mnie na plecach i wbił się językiem w moje usta. Całowaliśmy się namiętnie, gdy mój wujek zaczął rozpinać mi spodenki. Nie zdziwił go brak koronkowych majtek. Wiedział, że Jarek lubi zbierać trofea. Spojrzałam na Dianę. Jarek od dobrych paru minut już ją ostro posuwał, doprowadzając brunetkę do szaleństwa. Wiła się rozkosznie, trzymając jedną rączkę na łechtaczce, a drugą na ramieniu Jarka. Od czasu do czasu gładziła go po nagim torsie, a on posuwał ją jeszcze szybciej, przyspieszając oddech Diany. Adam wyciągnął swojego kutasa z bokserek. Był trochę mniejszy niż rycerz Jarka, ale zawstydziłby wielu swoim dorodnym rozmiarem. Jarek wsunął swojego penisa w moją szparką, wydobywając ze mnie głośne jęki. Moje soczki zalały mięsistego kutasa, ułatwiając mu drogę. Adam zaczął dynamicznie mnie posuwać. Moja cipka pulsowała, zwiastując zbliżający się orgazm. Obie z Dianą zostałyśmy zalane salwami spermy. Nasze twarze przysunęły się do siebie, po czym złączyłyśmy się w krótkotrwałym pocałunku.

     

    Po całym zdarzeniu powymienialiśmy się danymi kontaktowymi i często umawialiśmy się w klubach na takie krótkie spotkania.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Mixer Mixer

    Pierwsze opowiadanie 

  • Lesna sciezka

    Jdziesz ze mną przez las.

    Ścieżką.

    Dotykam dłonią kory drzewa.

    Uczepiona dłonią robię pół obrotu .

    Jestem za pniem.

    Wychylam głowę i patrzę na Ciebie.

    Czuję jak kora przesuwa mi się pod palcami.

    Wyobrażam sobie że to ogromny penis.

    Przywieram do niego całym ciałem.

    Te wiktoriańskie suknie .

    Moje ciało przykryte, skrępowane warstwami materiału.

    W środku ciała-żądza.

    Stłumiona przez długi czas.

    Narastająca.

    Przywołuję cię palcami.

    Stajesz za mną.

    Rozpinasz mój gorset.

    Zdejmujesz suknie.

    Jestem w samej halce.

    Wiosenny wietrzyk marszczy ją na moim brzuchu.

    Na piersiach.

    Pieści mnie.

    Opieram się o pień.

    Wczepiam w niego paznokcie.

    Czuję te pulsującą żyłę.

    Tę nieprzejednaną twardość.

    Stajesz przede mną.

    Rozum mnie odchodzi.

    Same zmysły-bez myślenia.

    Całujesz mnie nieprzejednanie.

    Nieustępliwie.

    Bezdech.

    Krew pulsuje w skroni.

    Przez cienką tkaninę pieścisz moje pośladki.

    Jestem rozpalona.

    Otwieram się.

    Na klęczkach.

    Gorączkowo .

    Rozpinam twój rozporek.

    Z całęj siły ściągam spodnie.

    Nie wiem co robię .

    Pragnienie mną kieruje.

    Zatapiam w ustach twoją męskość.

    Przechodzi mnie dreszcz.

    Dalej sobie dopowiedz co tylko chcesz….

    Kochana czytelniczko….

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    EmilyDickinson

    Emily Dickinson