Blog

  • Romantycznie 2

    Bawił się mną, a ja nic nie mogłam z tym zrobić. W tym momencie byłam całkowicie zależna od niego i od tego co zechce ze mną zrobić. Jego palec, który chwilę wcześniej we mnie włożył, wciąż nie zaczął się poruszać, a ja zaczynałam się niecierpliwić. Nie wystarczyły mi same pocałunki i pieszczoty, chciałam, a raczej potrzebowałam więcej. Nie pozostało mi nic innego jak prosić go by przestał się mną bawić. Cicho się zaśmiał, ale posłuchał. Jego palec powoli zaczął się poruszać. Do przodu i do tyłu, do przodu i do tyłu, a potem znowu do przodu i do tyłu. Nadal się mną bawił, chciał doprowadzić mnie do szaleństw jeszcze zanim zacznie się ‘danie główne’. Na szczęście wreszcie przestał mnie dręczyć i zaczął przyspieszać, jego palec wchodził we mnie, a wszystkie ruchy były dokładne i pełne wyczucia. Nie da się zaprzeczyć, że mój kochanek (bo wreszcie poczułam, że mogę go tak nazywać) wiedział co robi. Moje jęki stawały się coraz głośniejsze, a on nagle przestał. Gdy spojrzałam na niego pytającymi oczami, on ponownie się uśmiechnął i w tym samym czasie włożył do mojej waginy dwa palce i od razu zaczął nimi rytmicznie poruszać. O tak, zdecydowanie wiedział co robi. Byłam już bardzo mokra i więcej niż gotowa, więc wreszcie podniósł mnie i zaniósł na łóżko. Już po chwili mogłam znowu poczuć dwa palce w moim wnętrzu, ale on ku mojemu zdziwieniu nie zaczął znowu mnie całować, a przynajmniej nie w usta, ani nawet nie w ich okolice. Jego usta znalazły się TAM. Na mojej najbardziej wrażliwej części ciała. Najpierw kilka razy polizał łechtaczkę, a potem zaczął ją lekko ssać. Jego palce nadal się poruszały, a połączenie ich z jego ustami sprawiło, że byłam blisko, niebezpiecznie blisko. Gdy między jękami zaczęłam mu mówić, że już prawie dochodzę, zrobił to samo co zwykle- uśmiechnął się, ale po chwili powiedział, żebym cieszyła się doznaniami i nie liczyła orgazmów, bo zamierza sprawić, że nie będę w stanie tego robić. Jakby na potwierdzenie tych słów zaczął szybciej poruszać palcami i mocniej ssać, a już po chwili wygięłam się w łuk i doszłam. Doprowadził mnie do orgazmu, a sam nawet nie zdążył się do końca rozebrać! Czemu wcześniej żaden facet z moich facetów tego nie potrafił? Gdy zadowolony spojrzał na mnie od razu odgadł, że o czymś myślę i to o czymś innym niż to co się dzieje, więc znowu zaczął mnie całować. Poczułam, że to najwyższa pora, bym ja zrobiła coś dla niego. Zaczęłam więc odpinać jego spodnie. Od razu poczułam dowód na to, że nie tylko mi podoba się ta sytuacja. Po chwili zarówno jego spodnie jaki i bokserki znalazły się na ziemi. Sprawiłam, że usiadł na brzegu łóżka, a sama przyklękłam przed nim na podłodze. Byłam zachwycona jego penisem, był długi i gruby, a sama myśl, że już niedługo znajdzie się we mnie sprawiała, że wilgoć z mojej kobiecości zaczynała spływać po moich udach. Wzięłam go do ręki i powoli zaczęłam nią poruszać, chwilę później czubek mojego języka zetknął się z czubkiem jego przyrodzenia. Pierwszy raz robiłam loda, ale on zdecydowanie zasługiwał na każdy mój ‘pierwszy raz’, na który miałam się w przyszłości odważyć. Poruszając ręką zaczęłam równocześnie robić kółeczka językiem wokół szczytu jego penisa. Jego oddech zaczął przyspieszać. By przyspieszyć go jeszcze bardziej wzięłam jego członek do ust najgłębiej jak mogłam i zaczęłam drugą ręką pieścić jego jądra. Ruch moich ust i rąk zdecydowanie przypadł mu do gustu. Choć nie miałam dużego doświadczenia w robieniu loda, kiedyś wyczytałam, że pieszczenie jąder sprawi, że mój facet oszaleje z rozkoszy. Zaczęłam więc lekko pieścić je ustami, liżąc i ssąc doprowadzałam go do szaleństwa, a kiedy powiedział mi, zaraz dojdzie wzięłam jego członek do ust i nie przestając nimi poruszać doprowadziłam go do ekstazy. Jego oddech stał się urywany, na czole pojawiło się kilka kropelek potu, a z jego członka wystrzeliła sperma. Prosto do mojego gardła. Połknęłam ją co wprawiło go zdumienie, a jednocześnie dało mu niesamowitą satysfakcję. Wreszcie oboje stwierdziliśmy, że pora skończyć z gierkami i zacząć prawdziwą zabawę…

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Anna Walc

    m

  • Formula

    Stałam przy kasie numer siedem w markecie, czekając aż jeden z klientów skończy wylewać na Bogu ducha winną kasjerkę wszystkie swoje frustracje, nagromadzone najwidoczniej w ciągu całego tygodnia.

    Jest piątkowy wieczór, więc w facecie nazbierało się najwyraźniej dużo złości i teraz znalazł ujście, by komuś ją przekazać. W domu nie może, toteż wybrał najłatwiejszy cel, kobietę, która mu nie odda. Żona uodporniła się na niego, lub jest przyczyną całego zajścia. Wkurzyła go, więc on wyżyje się na innej babie. Jakiej? Bezbronnej, zobowiązanej umową do przyjmowania „razów” od idiotów.

    – Panie! – Wkurzył się wreszcie ktoś z kolejki. – Daj pan spokój! Co ta kasjerka jest winna, że się cena nie zgadza z tą na półce?!
    – A co? – obruszył się pieniacz. – Adwokat? W końcu ona tu pracuje!

    Faktycznie… Pracuje tu, to dla czego nie wykorzystać jej jako pisuaru dla własnego bólu egzystencjalnego?!
    No to sru! Spuści jej się na ryj całym kwasem, który mu ciąży.
    Dla czego? Dla tego, że nic mu za to nie grozi.
    W końcu to często stosowany zamiennik psychologa tyle, że w cenie zakupów.

    – Idź pan do kierownika – odważył się kolejny osobnik z kolejki. – Ten zarabia więcej.

    Kolejka zamruczała w poparciu. Pieniacz się uciszył i grzecznie, acz z lekką furią wciskał zakupy do toreb, zaciskając zbielałe usta w wąską linię.
    Wrzucał pełne reklamówki do wózka, nie bacząc na ich zawartość. Ze złośliwością stwierdziłam, że w jednej z nich były jajka. I dobrze, zapaskudzi sobie samochód.
    Taka karma…

    Szłam do samochodu planując weekend.
    Wezmę Pućkę, moją kundelkę w wydaniu mini i pojadę jutro do rodziców.
    Soboty od zawsze były wspólnym czasem. Jutro będziemy robiły z mamą marynowane papryki.
    Cały dzień spędzony na myciu warzyw i słoików, wyparzaniu ich, później dosmaczanie zalewy i odmierzanie przypraw, łzy przy krojeniu cebuli i… pogaduchy.
    Dzięki tym sobotom byłam coraz lepszą kucharką i mogłam opisać biografie wszystkich członków rodziny trzy pokolenia wstecz. Anegdoty śmieszne i pikantne, smutne i romantyczne, tragedie i wielkie chwile.
    Kochałam te weekendy. Wieczór przy winie i ogniu kominka, leniwa psina przy nogach i tata zasmradzający atmosferę fajką z tytoniem o zapachu końskiego łajna.
    Taka słodycz zwyczajności i stały element tygodnia, bez którego nie wyobrażałam sobie życia.
    Znów pośpię w niedzielę do południa, znów dostanę śniadanie do łóżka i wrócę wieczorem do siebie jak po najbardziej ekskluzywnym SPA.

    Czasami zastanawiałam się, jakby to było mieć mężczyznę, dzielić z nim czas, zabierać go do rodziców i z nim pić wino ze zdekompletowanych kieliszków, pamiętających jeszcze usta moich dziadków.
    Nikt sensowny się dotąd nie znalazł, a moi rodzice taktownie przemilczali temat. I dobrze.
    W końcu dwadzieścia pięć lat to nie deadline, mam jeszcze czas…
    Gdybym wiedziała, w jak złym czasie te myśli zagięły bieg mojej czasoprzestrzeni…

    O, jaki ładny człowiek, pomyślałam, mijając mężczyznę, na którego wcześniej zwróciłam uwagę w kolejce. Stał za mną i pachniał upojnie. Teraz przy popielniczce z odpalonym papierosem, spojrzał spod byka, przez co zrobiło mi się gorąco. Zacisnęłam dłonie na uchwycie wózka i pchnęłam go, by jak najszybciej umknąć z zasięgu jego wzroku. Idiotka ze mnie! Nie, dzikuska. Od tak dawna byłam bez faceta, że zdziczałam…
    Ze złością otworzyłam bagażnik i zaczęłam upychać w nim siatki.
    Nie będę się użalać nad sobą!
    Spieprzaj melancholio, jutro robię papryki!

    Wsiadłam za kierownicę i odpaliłam auto, wrzuciłam wsteczny i… krzyknęłam przerażona, gdy drzwi od strony pasażera otworzyły się, a do auta wsiadł człowiek.

    – Jedź – nakazał. – Nie hamuj!
    – Co pan? – Przeraziłam się nie na żarty.
    – Jedź mówię! – warknął, celując we mnie pistoletem.

    Zamarłam.
    W głowie przemykały mi wszystkie informacje o porwaniach, technikach samoobrony i wizje z seriali detektywistycznych, odbijając się od siebie jak pijane kury. Nic jasnego i konstruktywnego, tylko chaos i panika. Pierwszy raz widziałam broń na żywo.
    Siedziałam w bezruchu z rozdziawioną buzią i oczami jak pięciozłotówki. Nie potrafiłam się ruszyć.
    To ten facet z kolejki i z parkingu.
    Szczęk broni skutecznie wyrwał mnie z odrętwienia.

    – Jedź mówiłem – warknął przez zaciśnięte zęby.

    Było to na tyle groźne, że odblokowało mnie.
    Cofnęłam zbyt gwałtownie i prawie wjechałam w auto, które właśnie mnie mijało. Klakson znów włączył paniczną reakcję. Zahamowałam, silnik zgasł.

    – Uspokój się. – Mężczyzna zacisnął dłoń na mojej, wgniatając mi palce w kierownicę. – Spokojnie i posłusznie równa się bezpiecznie…
    Powoli, jak na egzaminie prawa jazdy cofnęłam i włączyłam się do ruchu na parkingu, a następnie z niego wyjechałam.
    – Co teraz? – Mój głos brzmiał piskliwie i drżąco.
    – Jedź w kierunku autostrady – odpowiedział zwięźle.

    Pojechałam więc, walcząc z chęcią zadania pytania o mój przyszły los. Bałam się odpowiedzi. Szukałam w głowie sposobu na ratunek. Zadzwonić nie zdążę, wyskoczyć z jadącego auta nie zdołam. Zabiję się, albo on mnie zabije, albo nas zabiję, lub zostanę kaleką. Ubłagać?…

    – Bardzo pana proszę… – zaczęłam.
    – Zamknij się! – Przerwał mi gwałtownie. – Jedź.

    I jechałam, zostawiając za sobą kilometry i bezpieczne życie. Mieszkanie z Pućką, papryki u rodziców… Umrę?
    Psychika znalazła ujście dla emocji w postaci gorących łez, które bez mojej wiedzy zaczęły wyciskać się z oczu rozmazując makijaż i kreśląc mokre ślady na policzkach. Wcale nie żegnałam się z życiem, zamierzałam wykorzystać każdą nadarzającą się sytuację i się uratować. To była zwykła reakcja organizmu na strach. Przy kontrolach policyjnych też zawsze płakałam bez udziału świadomości, dzięki czemu zawsze unikałam jakiejkolwiek kary ze strony służb mundurowych, które były zazwyczaj zaszokowane moją reakcją i puszczały mnie wolno, by pozbyć się psychicznie rozstrojonego babska, bądź nie wiedząc co z takim zjawiskiem zrobić.

    – Zjedź na stację. – Znów krótka komenda.

    Zjechałam, rozglądając się za najlepszym do ucieczki miejscem.

    – Tutaj. – Chwycił kierownicę lewą ręką i pokierował w najciemniejszą część parkingu, zasłoniętą uśpionymi o tej porze TIR-ami.

    Zaparkowaliśmy tak wespół. Zgasił silnik i wyciągnął ze stacyjki kluczyki.

    – Posłuchaj mnie uważnie. – Nie zabił mnie i mówił do mnie spokojnym głosem. – Uspokój się, nie skrzywdzę cię. Potrzebuję twojej pomocy i ty mi jej udzielisz. Nie masz wyboru.

    Zabrzmiało groźnie, ale dawało nadzieję.

    – Potrzebuję kobiety kierowcy i zmiennika za kierownicą – mówił dalej spokojnym głosem. – Zawieziesz mnie w kilka miejsc, a później będziesz wolna i o wszystkim zapomnisz.
    – Dobre sobie, zapomnę o uprowadzeniu i o broni w rękach takiego przystojniaka – pisnęłam znowu. – Chyba ocipiałeś.

    Nim wybrzmiał dźwięk z ostatnich wypowiedzianych przeze mnie słów, dotarł do mnie ich bezczelny sens i okoliczności ich zaistnienia. Włosy zjeżyły mi się na przedramionach i na karku. Czekałam na karę, a tymczasem usłyszałam śmiech.
    Zaczął się śmiać, uderzając bronią w prawe kolano.
    Nie wiedziałam co czuć, jak się zachować. Naturalną reakcją był uśmiech, którego nie potrafiłam powstrzymać, ale towarzyszył mu strach i płytki, urywany przerażeniem oddech.

    – No dobrze. – Uśmiech w jego głosie uspokoił mnie nieco. – Zamienimy się miejscami i jedziemy dalej. Zajmij moje miejsce. – Odchylił oparcie siedzenia pasażera do maksimum i przeszedł na tylną kanapę. – No już!

    Zdrętwiała od strachu przeszłam nieporadnie na miejsce pasażera, przyglądając się równocześnie, jak on zwinnie wśliznął się za kierownicę.

    – Usiądź prosto. – Nacisnął blokadę mojego oparcia, które z impetem walnęło mnie w plecy. – Pierś do przodu, będzie dobrze. Obiecuję.

    Zbił mnie z tropu tym stwierdzeniem. Przyjrzałam mu się. Był cholernie przystojny w swojej surowości. Wydatne kości policzkowe, krótko ostrzyżone włosy, duże oczy pod gęstymi brwiami i biały kołnierzyk pod zimowym płaszczem nienagannego kroju.
    Na pierwszy rzut oka, zadbany biznesmen, na drugi rzut oka, wprawny kochanek…
    Spojrzał na mnie, jakby usłyszał moje myśli. Odwróciłam się od niego speszona i wściekła na siebie kierunkiem, w którym pobiegły moje myśli. Kretynka!
    Poczułam się równocześnie brzydsza niż kiedykolwiek dotąd. Zbyt niska, zbyt okrągła w pupie i biuście i zbyt pyzata. Chociaż we włosach mi natura wynagrodziła trochę.
    Otarłam szybko twarz, mając nadzieję na zmazanie smug tuszu do rzęs, które pewnie artystycznie poznaczyły mi policzki czarnymi krechami.
    Co ja myślę?!
    Chcę mu się podobać?!
    Temu… złoczyńcy?!

    Przez najbliższe dwie godziny patrzyłam tępo przez okno pasażera.

    – Wiesz? – Błysnął mi w głowie pomysł, jak zapalenie się nieenergooszczędnej żarówki setki. – Jutro rano muszę być u rodziców. – Spojrzałam na zegarek. – Właściwie to dzisiaj rano.
    – Rozumiem. – Wbrew moim oczekiwaniom jego głos był spokojny. – O siódmej zadzwonisz do nich i się wytłumaczysz. Wymyśl coś bardzo wiarygodnego. – Ostatnie zdanie wypowiedział stanowczo i z ukrytą w skutkach groźbą. Sens słów podkreślił położeniem broni nad tablicą rozdzielczą przed sobą.
    – Ok. – Poczułam, jak żarówka setka gaśnie równie szybko, jak rozbłysła.

    Przez kolejne godziny to przysypiałam, to się budziłam z nerwowej drzemki.
    Przez sny przewijały mi się obrazy mózgu wylatującego z czaszki przy pomocy rozpędzonego wystrzałem pocisku i drobne, gorące usta współpasażera przesuwające się po mojej szyi w drodze do obolałych w oczekiwaniu sutków.

    Obudziłam się i stwierdziłam wyłączony silnik.
    Staliśmy pod jakimś uśpionym hotelem. Śnieg za oknem i w powietrzu przydawał temu miejscu bajkową poświatę. Migający zapraszająco neon przypominał ozdobę na choince.
    Tyle tylko, że było już dawno po świętach.
    Zaspanymi palcami zapięłam kurtkę pod szyję, naciągnęłam szal na głowę i założyłam rękawiczki, sięgając automatycznie po torebkę.

    – Ja wezmę. – Ubiegł mnie zabierając ją z tylnego siedzenia.

    Gdzieś przeczytałam, że nie należy wozić torebki na przednim siedzeniu, by nie narazić się na wybicie szyby pasażera w celu zwinięcia jej.
    Ot, taka szybka myśl w głowie, bez związku.

    – Bądź grzeczna dla swojego i innych bezpieczeństwa. – Pochylił się ku mnie, gdy szliśmy w kierunku recepcji.

    To obudziło mnie na dobre.
    Znów strach mnie usztywnił.
    Weszliśmy do minimalistycznie umeblowanego hotelu.
    Blat recepcji, białe ściany, komputer i blask neonów, oraz jedyny żywy element, zaspany recepcjonista i akwarium z rybką w bezruchu. Gdyby nie bąbelki z napowietrzacza i delikatne ruchy płetw korygujące pozycję rybki wewnątrz, pomyślała bym, że jest sztuczna.

    – Dobry wieczór. – Recepcjonista miał przekrwione zmęczeniem oczy. – A może, dzień dobry. – uśmiechnął się słabo.
    – Prosimy pokój. – Poczułam jak ujmuje mnie pod ramię, dłonią boleśnie ściskając nadgarstek.
    – Pierwsze piętro, pokój numer 107. – Recepcjonista sięgnął po klucz i podsunął coś do podpisania. Nie przyglądałam się temu nawet.

    Pierwsze piętro, plus wysoki parter zmartwiło mnie, nie wyskoczę raczej z okna…
    Poprowadził mnie do schodów i kiwnął głową, bym szła pierwsza.
    No tak, znów ma widok na mój tyłek. Muszę schudnąć, jeśli przeżyję…

    Pokój był jasny i przestronny. Duże okno, białe lampy, duże, białe… łóżko.
    Stałam w progu patrząc na nie i pozwalając obrazom przelatywać przez moje myśli.
    Ja i on w tym łóżku razem, nadzy i splątani kończynami. On szczupły, ja taka… okrągła.

    – Zamierzasz postać tu dłużej? – W jego głosie wyczułam kpinę.
    – Nie. – Wkurzył mnie tym. – Podziwiam pracę architekta wnętrz – odparłam sarkastycznie i weszłam do środka.
    – Po co ci jestem? – Odwróciłam się do niego twarzą, przybierając w miarę odważną minę.
    – Już ci mówiłem. Pomożesz mi. Później ci powiem jak. – Rzucił moją torbę na fotel. – Teraz trzeba się przespać.

    I znowu ta dwuznaczność. Z satysfakcją obserwował rumieńce, nad którymi nigdy nie panowałam.

    – Czy mogę skorzystać z łazienki? – Chciałam przerwać jakoś tą niezręczną sytuację i musiałam znaleźć się w osobnym pomieszczeniu.
    – Ok. – Sięgnął po moją torbę i zaczął w niej grzebać. – Pewnie ci się przyda.

    Oddał mi ją w końcu, nie stwierdziwszy najwyraźniej nic groźnego. Zatrzymał tylko portfel z dokumentami i telefon.

    Zamknęłam za sobą drzwi łazienki i wrzuciłam torebkę do umywalki. Muszę się uspokoić. Najlepsza była by kąpiel w gorącej wodzie. Wanny tu nie było, więc musi wystarczyć prysznic.
    Torebka… Dobrze, że jestem taką torebkową bałaganiarą i wszystko wrzucone do torby już w niej zostaje.
    Miałam kosmetyki i pastę do zębów, szczoteczkę. Ktoś kiedyś przeprowadził badania, z których wynikło, że z zawartością przeciętnej damskiej torebki w dżungli można przetrwać pół roku. Zawartość mojej wystarczyła by na dwa lata.
    Odkręciłam wodę pod prysznicem i szybko pozbyłam się ubrania, przewieszając je na oparciu fotela.
    Fotel w łazience? Nigdy o tym nie pomyślałam, ale też chcę mieć taki kiedyś.
    Jeśli przeżyję…
    Gorąca woda spłukiwała stres dzisiejszego dnia. Umyłam włosy, ogoliłam nogi i pachy. Wystarczy już, że jestem okrągła, nie muszę być przy tym owłosiona. Tak przynajmniej to sobie tłumaczyłam. Wyprałam bieliznę i zakręciłam wodę.
    Wyciskając włosy z nadmiaru wody, stopą otworzyłam drzwi prysznica i zamarłam.
    Siedział na fotelu na wprost prysznica, jak widz na przedstawieniu.
    Co za bezczel!
    W pierwszym odruchu chciałam się zasłonić, ale nie dam mu tej satysfakcji.

    – Podasz mi szlafrok? – Wyprostowałam się, odrzucając włosy na plecy.

    Nie zareagował, tylko siedział zaciskając palce na oparciach fotela.

    – Pognieciesz mi ubrania – dodałam bezczelnie.

    To go wyrwało z zapatrzenia.
    Wiem, że nie mam ciała modelki, ale dla amatora pulchniejszych dziewczyn, mogłam być ciasteczkiem. Duża pupa, duże piersi i wąska w talii. No może jeszcze brzuch mógłby być bardziej płaski, ale tak lubię pichcić.
    Podał mi szlafrok nie patrząc już na mnie, a ja stwierdziłam, że oczywiście nie domknę go w biuście.
    A co tam, niech się nie domyka, niech go prowokuje. Sam sobie zgotował ten los.
    Zaczęło się we mnie budzić coś ukrytego dotąd, prowokatorka. Miałam tylko nadzieję, że on nie jest psycholem i nie zgwałci mnie brutalnie, a później udusi i zakopie.
    Nie wygląda na takiego.
    Wygląda bardzo… smacznie.
    Z trudem zawinęłam włosy w ręcznik i umyłam zęby.
    Ok. Gotowa. Tylko na co?
    Wróciłam do pokoju, zabierając z sobą grzebień. Musiałam czymś zająć ręce, a rozczesywanie moich poplątanych loków bez użycia odżywki zajmie mi sporo czasu.
    Leżał na łóżku z rękami pod głową. W koszuli i spodniach i z gołymi stopami. Zatrzymałam na nich wzrok na dłużej.
    Kurczę, mam jakieś kuku na męskie stopy. Chora baba ze mnie.
    Otrząsnęłam się i usiadłam po przeciwnej stronie posłania plecami do niego.

    – Beata jestem. – Chciałam wprowadzić jakąś normalność w tą nienormalną sytuację.

    Zaczęłam szarpać włosy grzebieniem. Rozczesywanie mokrych włosów zawsze było dla mnie żmudnym i nudnym zajęciem. Nie należę do cierpliwych kobiet.

    – Feliks. – Poczułam, że zmienił pozycję. – Daj mi grzebień. – Był tuż za moimi plecami. – Wyrwiesz sobie wszystkie włosy.

    Podałam grzebień przez ramię, ciekawa rozwoju sytuacji.
    Najpierw rozdzielał pasma palcami. Po dłuższej chwili delikatnie, prawie pieszczotliwie zaczął je czesać. Od dziecka czynność ta zalewała mnie miodem, koiła i uspokajała. Mogę trwać tak godzinami, czesana leniwie.

    – Masz piękne włosy – mruknął.
    – Kiedyś ich nie lubiłam – odmruknęłam. – Walczyłam zaciekle prostownicą z każdym puklem, ale wilgoć w powietrzu była skuteczniejsza od prostownicy. – Zaśmiałam się na to wspomnienie. – Dałam włosom wygrać, niech się kręcą.

    Włosy były rozczesane, a on nadal bawił się nimi, przeciągając zębami grzebienia między wilgotnymi pasmami.
    Miałam ochotę dogryźć mu, podsuwając pomysł, by zdjął mi, jako swojej zakładniczce skalp i na nim zarobił, ale nie chciałam psuć tej czarodziejskiej chwili.
    Gdy przestał czesać, po prostu położyłam się na boku i podciągnęłam na materac stopy. Złapał mnie za kostkę stopy i zacisnął na niej… metal kajdanek!

    – Mam z tym spać?! – Usiadłam zszokowana.
    – Tak. – Drugą obrączkę zacisnął powyżej swojej doskonałej stopy.

    Nie mogłam od niej oderwać wzroku. Proste palce zakończone zadbanymi paznokciami i ten opływowy kształt…
    Chora na głowę jestem. Z impetem walnęłam głową na miękką poduchę, rejestrując mimochodem ruch piersi, które wyskoczyły prawie ze szlafroka. On też to zarejestrował.
    A masz, pomyślałam z satysfakcją.
    Poprawiłam poły kosmatego materiału i odwróciłam się od niego.
    Nie tylko ja będę miała sny.

    Obawiałam się bezsenności, ale dzisiejsze emocje wyczerpały mnie na tyle, że odpłynęłam w objęcia Morfeusza wyjątkowo szybko.

    We śnie atakował mnie fizycznie, dotykając rozpaloną skórą i penetrując moje wnętrze… pistoletem. Całował mnie mokro, wodząc po moim policzku zimnym metalem. Jego jęki miały podźwięk huku wystrzału. Czysta, senna abstrakcja. Skuł mi dłonie nad głową, przez co byłam kompletnie bezbronna i pieprzył z coraz większą mocą, wciąż patrząc mi w oczy. Każdy kolejny ruch był gwałtowniejszy i głębszy. Oczy lśniły mu jaskrawym błękitem i zwierzęcą dzikością. Uwięził mnie magnetyzmem spojrzenia i pchał coraz mocniej. Moja senna mara prowadziła mnie na skraj rozkoszy.
    Jęczałam i zaciskałam palce na zagłówku łóżka, aż w końcu z krzykiem eksplodowałam.

    Zdyszana i spocona usiadłam na łóżku. Chwilę po mnie obok usiadł Feliks.
    Spojrzeliśmy sobie w oczy. Czy on też śnił podobnie? Popatrzyłam w dół na jego spodnie, a w nich na imponujących rozmiarów namiot. Nie próbował nawet tego ukryć. Po prostu patrzył to na moją twarz, to na dekolt szlafroka, którego poły odsłaniały nadmiar kobiecości.
    Co z tym uczuciem zrobić?!
    Podniósł dłoń i przyciągnął moją głowę do swojej. Nie oponowałam, przyjęłam usta z ulgą wygłodzonej i rozpalonej kobiety. Nie włączyło mi się myślenie, działał instynkt.
    Spragnione usta i języki. Napierał na mnie wciskając dłoń pod szlafrok. Objął pierś i drażnił palcami sutek. Z gardła wyrwał mi się jęk, który odebrał jako zaproszenie i zachętę. Czułam materiał jego spodni, a w nich twardość. Objęłam go ramionami i nogą, wolną od kajdanek. Wcisnął dłoń między nasze ciała i zaczął uwalniać się z ubrania, nie tracąc kontaktu z moimi ustami. Gorąca i śliska męskość między udami i powolne pchnięcie, którym posiadł po centymetrze każdą komórkę skóry wewnątrz. Krzyknęłam od nadmiaru rozkoszy i rozpieranej jego penisem ciasnej i zaniedbanej tyle miesięcy kobiecości. Poruszał się we mnie i całował, a właściwie ssał mój język. Jęczałam, wbijając paznokcie w jego pośladki. Poruszał się szybciej, gwałtowniej i coraz głębiej. Nie słyszałam myśli, tylko czułam. Odbierałam fale rozkoszy z każdym pchnięciem wewnątrz. Objął moją głowę dłońmi i gwałcił mi usta językiem. Robił wszystko, czego w tej chwili pragnęłam. Gwałtowność z poślizgiem śluzu i potu, przy akompaniamencie zduszonych jęków. Eksplodowałam, po tysiąckroć mocniej niż we śnie. On nie chciał przestać. Każdy jego kolejny ruch napełniał mnie słodkim bólem, nadwrażliwego w tej chwili ciała. Przejęłam władzę nad jego ustami, a palcami brnęłam coraz dalej między jego pośladki, aż dotarłam do zaciśniętego zwieracza, na który delikatnie naparłam palcem. Nigdy dotąd nie robiłam takich rzeczy, nie czułam potrzeby. Teraz chciałam dotknąć go jak najdelikatniej, w jak najwrażliwszym miejscu. Zadrżał, wbił się we mnie mocno i z jękiem wystrzelił.
    To było wpół senne doznanie, pozbawione kontroli rozbudzonego umysłu.
    Zsunął się i ramieniem dociskając do siebie, usnął z twarzą w moich włosach.
    Leżałam tak jeszcze, odbierając ulotne aromaty, aż w końcu dołączyłam do niego.
    Usnęłam.

    Rano ocknęłam się okryta jedynie prześcieradłem od pasa w dół. Spojrzałam na obrzmiałe przeżyciami nocy piersi. Podobały mi się jak nigdy dotąd. Sterczące, zaczerwienione sutki.
    Popatrzyłam dalej, poza swoje ciało. Na krześle naprzeciw łóżka siedział Feliks i patrzył na mnie z jakimś dziwnie ciepłym wyrazem twarzy.

    – Cześć. – Podciągnęłam się na ramionach.

    Nie potrafiłam powstrzymać uśmiechu. Byłam zadurzona, nie zakochana tylko zauroczona. Po raz pierwszy raz w życiu dobrze wydupczona i zdawałam sobie sprawę z reakcji chemicznych we własnym mózgu. Wiedziałam, że wyidealizuję go i się prawie zakocham. Postanowiłam z tym walczyć, ale teraz było mi po prostu błogo. Uwielbiałam go, był piękny i doskonały. Wspaniały.

    – Cześć. – Wstał i sięgnął do szafki. – Śniadanie po nocy. – Uśmiechnął się tak powalająco, że gdyby nie analiza mojego mózgu, mogła bym przysiąc, że już jestem zakochana.

    Na szczęście naczytałam się o tym wystarczająco dużo, by stwierdzić mimowolną reakcję umysłu.
    Podał mi talerz pełen potarganych dłońmi bułek z żółtym serem, które najwidoczniej wyjął z siatek w bagażniku auta.

    – I kawa.

    Kubek nie parującego już napoju, a nad jego krawędzią jego niebieskie oczy.

    – Dziękuję. – Nie zamierzałam nawet zakrywać się materiałem. Nie czułam wstydu, po prostu było mi dobrze.

    Wgryzłam się w kanapkę nie tracąc kontaktu z jego źrenicami. Nic nie mówił, tylko patrzył z lekkim uśmiechem.

    – Co teraz? – spytałam z pełnymi ustami.
    – Teraz ciąg dalszy – odparł zagadkowo. – Zjedz i ruszamy. Zadzwoń wcześniej do rodziców. – Wskazał na leżący obok mnie telefon.

    W łazience malując się, przygotowywałam co powiem mamie.

    – Cześć mamuś. – Patrzyłam na swoje odbicie w lustrze. Oczy mi błyszczały, no i te rumieńce.

    Feliks stał za moimi plecami, bawiąc się puklem włosów. Przyjemna i uspakajająca pieszczota, wiedziałam jednak, że mnie pilnuje.
    Ot, skorzystaliśmy z siebie nawzajem. Żadna to podstawa dla zaufania, czy dłuższej znajomości.

    – Mamuś, wypadło mi coś i nie mogę być dzisiaj. – Było mi głupio, że ją okłamuję. – Nic się nie stało. Po prostu szef zadzwonił właśnie, że mam jechać na dwudniowe szkolenie za kolegę, który się pochorował.

    Mama zmartwiła się i ucieszyła zarazem, czym mnie zaskoczyła. Przyznała się, że byli zaproszeni do znajomych na ten weekend, ale nie chcieli mnie zawieść. Boroki moje. Obiecała, że wezmą z sobą Pućkę.
    Uściskałyśmy się przez słuchawkę, życząc sobie nawzajem dobrej zabawy.
    Prawie uwierzyłam w to co mówię.

    – Daj telefon – szepnął mi do ucha.

    Oddałam posłusznie, pobudzona już samym jego szeptem.

    – Będę czekał przy recepcji. – Uśmiechnął się i ubrał płaszcz. – Nie zgub proszę drogi.

    Zbierałam porozrzucane w łazience kosmetyki, zastanawiając się, czy dała bym radę uciec.
    Za oknem jest las, nie mam telefonu, ani pieniędzy.
    Mogę spróbować i pogorszyć swoją sytuację, jeśli mi się nie uda.
    Muszę poczekać na lepszą okazję.
    Tylko, czy ja chcę uciekać?

    Ruszyliśmy w milczeniu, Feliks prowadził.

    – Kiedy mi powiesz? – Wróciłam do tematu.

    Milczał przez chwilę, a po chwili zaczął szukać czegoś w wewnętrznej kieszeni płaszcza. Wyciągnął długopis i podał mi go. Patrzyłam zdumiona z mało inteligentnym wyrazem twarzy.

    – Długopis?! – Tym wyrazem zadałam pytanie.
    – Rozkręć go ostrożnie – mówił cichym głosem.

    Wewnątrz długopisu była szklana fiolka z jakimś kolorowym proszkiem i chip, czy jakieś inne elektroniczne ustrojstwo.

    – To nowy lek i jego receptura. – Wyjaśnił. – Muszę to dostarczyć w pewne miejsce i dopilnować, by po drodze nie zmieniło właściciela.
    – I do tego ci jestem potrzebna? – Zdumiałam się.
    – Musiałem zgubić ogon, udało mi się to dopiero na parkingu. Ty wydałaś mi się do tego idealna i nie myliłem się. Jutro wrócisz do domu, a ja zniknę z twojego życia.

    Powinnam się uspokoić, ale w tej chwili nie chciałam, żeby zniknął z mojego życia, tak po prostu.

    – Pewien młody naukowiec wymyślił coś, co chce kupić kilka potężnych koncernów farmaceutycznych, ale on tego nie chce sprzedać. Chce to dać organizacji, która opatentuje lek, a za zarabiane, niemałe pieniądze pomoże chorym w krajach trzeciego świata. To taki młody świr z mega mózgiem i wielkimi ideami.
    – Wynajął cię do tego? – Chciałam wiedzieć więcej.
    – Nie – odparł z uśmiechem. – To mój dobry znajomy, poznaliśmy się na misji pokojowej w Ugandzie.
    – Też jesteś naukowcem? – Nie wyglądał na naukowca, ale pozory mogą mylić.
    – Nie, jestem tym, który organizuje przejazd misji i ją ochrania. – Wyjaśnił. – Dopiero w markecie udało się przekazać mi te materiały. – Ciągnął opowieść. – Chłopak jest pod stałą obserwacją, on i jego najbliższe otoczenie. Kilka osób chce zdobyć recepturę z użyciem niezbyt pacyfistycznych metod. Na szczęście jego narzeczona wpadła na pomysł jak mi je dostarczyć. Później musiałem tylko zniknąć. Ogon poszedł za nią, ale widocznie coś zauważyli, bo jeden z NICH przyczepił się do mnie. I tak znalazłem się w twoim samochodzie.

    Siedziałam zapowietrzona zaskoczeniem.

    – Jedziemy do Bratysławy. – Dodał po chwili ciszy. – Po drodze jeszcze jeden nocleg.

    Słowo nocleg włączyło w mojej głowie odtwarzanie obrazów z poprzedniej nocy.
    Jeśli ta noc ma być naszą ostatnią wspólną, to chcę ją zapamiętać jak najlepiej.
    Nie chcę później żałować.

    Większość drogi milczeliśmy, raz zatankowaliśmy, a w międzyczasie starałam się połączyć jakoś składniki moich wczorajszych zakupów w zjadliwe kompozycje.
    Na stacji nie przykuł mnie do kierownicy, przesłał mi tylko nieme ostrzeżenie.
    Gdyby on wiedział, jak dobrze mi tutaj i teraz.
    Krajobraz za oknami zaczął się wypiętrzać i wznosić. Wieczorem dojechaliśmy do przejścia granicznego Łysa Polana.
    Zaspy śniegu przy drodze sięgały metra wysokości, a gałęzie drzew uginały się pod ciężarem białego puchu. Ściemniało się coraz bardziej.

    – Przenocujemy tutaj. – Po kolejnej godzinie jazdy Feliks wskazał majaczący w oddali i częściowo osłonięty świerkami domek.

    Miał spadzisty dach, okryty pierzyną śniegu.
    Krajobraz przywodził na myśl opowieści Wigilijne.
    Zaparkowaliśmy, zabraliśmy siatki z auta i weszliśmy do domku.
    Wnętrze było drewniane i przytulne.
    Mała kuchenka, duże łóżko, kominek naprzeciw niego, a pomiędzy niska ława ustawiona na sporej płachcie futra, która miała pewnie zastępować krzesła.
    Coś ciepłego zacisnęło mi się wokół serca.
    Która z kobiet nie chciała by tutaj teraz być? Przystojny i fascynujący mężczyzna, domek z weekendowych marzeń w otoczeniu gór i ciszy i tylko okoliczności nie typowe.
    Chociaż swoją drogą, zawsze lubiłam romanse z sensacyjnym wątkiem w tle.
    – Rozpalę w kominku. – Feliks zatarł ręce. – Zimno tutaj, jak w psiarni.
    – To twoja chatynka? – Musiałam zaspokoić ciekawość.

    Nie odpowiedział, tylko zabrał się układanie szczap drewna.
    Ok, nie chcesz, nie mów. Po co miałbyś się zwierzać prawie obcej dziewczynie?
    Przygodny seks, wykonać zaplanowane zadanie i pa.
    Odpędziłam myśli, skupiając się na kuchence. Trzeba zjeść coś gorącego.
    Postawiłam na ryż z warzywami i kurczakiem. Brakowało mi moich przypraw, więc grzebałam w szafkach w poszukiwaniu choćby soli.
    „Kochanemu Feliksowi”. Stałam patrząc na kubek z takim napisem i czując zalewającą mnie żółć zazdrości. Feliksowi, kurwa!
    Zatrzasnęłam szafkę i ze złością szatkowałam warzywa.
    Kochanemu…
    Ciekawe, jak często przywoził tu dupy na romantyczne tete-a-tete.
    O czym ja myślę? Czy on mnie chociaż spytał o faceta, pracę czy cokolwiek z życia prywatnego? Nie! Więc ja też już nie zapytam.
    Ale i tak byłam wściekła.

    Pomieszczenie wypełniły mieszające się wonie potrawy i palonego drewna.

    – Smakowicie pachnie. – Objął mnie w pasie ramionami, kukając mi ponad ramieniem na patelnię.
    – Głodny? – zapytałam z uśmiechem.
    – Podwójnie. – Przygryzł mi płatek ucha, przez co część zawartości patelni znalazła się obok niej.
    – W jednej z siatek jest wino. Otworzysz? – Chciałam, by było perfekcyjnie.

    Już ja ci pomogę zapomnieć o francy od „Kochanego Feliksa”.
    Siedzieliśmy po turecku przy ławie zajadając niedosoloną potrawę i popijając wino ze szklaneczek. Swoją drogą, powinien mieć kieliszki jeśli przywoził tu dziewczyny. Choć pewnie nie potrzebował takich rekwizytów, by zrobić na kobiecie wrażenie.
    Zjadł i siedział w milczeniu, patrząc na mnie z zamyśloną miną.

    – Co? – Nie wytrzymałam.
    – Że twoi rodzice się nie martwią, to rozumiem. – Wypił łyk wina. – Ale, że twój facet…
    – Nie ma mojego faceta. – Poczułam, że znów się czerwienię.
    – Zjadłaś już? – spytał, choć widział, że mam jeszcze pół talerza jedzenia. – Chcę się z tobą kochać teraz.

    Nie przełknęłabym już ani kęsa. Zdjęłam golf w odpowiedzi. Feliks przesunął ławę, która jak się okazało była na kółkach. Pomysłowe.
    Zdejmowaliśmy z siebie ubrania, śpiesząc się coraz bardziej.
    Szło mu sprawniej niż mi.
    Siedział po turecku, przyglądając się moim zmaganiom z zapięciem stanika.
    Ręce mi drżały, wolała bym żeby zrobił to za mnie.
    Siedział spokojnie, choć widziałam, że był już podniecony. Na co czeka?

    – Przyjeżdżam tu w co drugi weekend – powiedział, patrząc mi w oczy.

    Czy to zaproszenie? Nie miałam odwagi zapytać.
    W końcu nie wytrzymałam, podeszłam do niego na czworaka i usiadłam na nim obejmując nogami. Włożył mi dłonie pod pośladki i kołysał mną. Penis ocierał się o cipkę i brzuch, potęgując podniecenie odwlekaną chwilą penetracji. Chciałam go pocałować, ale uciekł ustami.
    Chciałam, by był już w środku, potrzebowałam jego warg i języka, jego smaku.

    – Nie znęcaj się – mruknęłam, znów próbując go pocałować.

    I przestał się znęcać, unosząc mnie i nabijając na swój gorący pal. Odchyliłam głowę do tyłu i kołysałam się, wsłuchana w jego jęki. Nigdy dotąd, żaden mężczyzna nie wydawał odgłosów podczas seksu. Zrozumiałam teraz, co podnieca mężczyzn w „głośnych” kobietach. Mnie podniecał „głośny” mężczyzna. Jego mruki i jęki stawały się coraz głośniejsze, aż w pewnym momencie krzyknął dociskając mnie do siebie i chowając twarz w moich włosach. Byłam tak zafascynowana jego przeżywaniem rozkoszy, że zapomniałam o swojej.

    – Przepraszam, że się pośpieszyłem – szepnął mi we włosy. – Za bardzo się podnieciłem mając cię tyle godzin, tak blisko siebie. Zaraz ci to wynagrodzę.

    Nagrodą były jego dłonie i język. Teraz ja jęczałam, czekając aż dotrze do najczulszego miejsca. Nie śpieszył się.
    Gdy byłam już na skraju, wypełnił mnie sobą szepcząc mi czułe świństwa do ucha.
    Usnęliśmy na skórze przed kominkiem nakryci kocami ściągniętymi z łóżka.

    Rano znów on obudził się pierwszy i tym razem zaserwował mi śniadanie i herbatę w kubku z napisem „Kochanemu Feliksowi”. Znów zacisnęło mi się gardło. Fajnie, że coś zjem…
    Wzięłam kubek do ręki i odwróciłam go, by nie musieć patrzeć na napis.
    Po drugiej stronie był napis: „Kochająca Mama”.
    Ależ mi się zrobiło głupio, tym bardziej, że Feliks obserwował moją reakcję. Czyli zauważył wczoraj mój wkurw na kubek i z premedytacją podał mi w nim dzisiaj herbatę. Ha ha…

    Po śniadaniu musieliśmy się zbierać.
    Tym razem nie milczeliśmy w drodze. Opowiadał o swojej pracy, a ja słuchałam go coraz bardziej zafascynowana. Opowieści o niebezpiecznych przeprawach, przez dzikie, skorumpowane kraje, brzmiały jak scenariusze do filmów sensacyjnych na miarę Jamesa Bonda. Niebezpieczeństwo, poznawanie świata od strony niedostępnej dla turystów i… wyzierająca samotność z każdej z tych przygód. Poczułam, że to na mnie czekał. Nie! Ja to wiedziałam. Los zetknął nas w tych przedziwnych okolicznościach, wtłaczając mnie w jego życie, w jego pracę, by nie był już sam. Zagięcie mojej i jego czasoprzestrzeni zetknęło dwoje samotnych ludzi, którzy nie mieli raczej szans, by się spotkać w normalnych okolicznościach.
    Czar życia…

    Bratysława powalała pięknem i kontrastami. Zderzenie nowoczesności z historią. Nie sposób było nie poczuć się jak turysta, do czasu gdy Feliks przypomniał mi o celu podróży.

    – W holu hotelu Arcadia podejdzie do ciebie mężczyzna. – Mówił powoli. – Zadasz mu pytanie: „Czy pan w sprawie kontraktu?”.
    – Ale dla czego ja? – Wystraszyłam się nie na żarty. – Pomylę się, albo zapomnę co mam powiedzieć.
    – Nie pomylisz się. Twojej twarzy nie znają ci, do których nie powinna trafić formuła. – Ścisnął uspokajająco moje dłonie. – On ci musi odpowiedzieć: „Ten kontrakt, to początek owocnej współpracy”. Gdy wejdziesz, usiądziesz na którejś z wolnych kanap i wyciągniesz gazetę „Národnie nowiny”. Będziesz czekać, aż ktoś do ciebie podejdzie. Przekazujesz długopis i wychodzisz. I tyle. Dasz radę. – Widziałam, że w to wierzy.

    Jak mogła bym go zawieść?

    – Będę czekał w bocznej uliczce. Weź telefon, wpisałem ci mój numer. – Podał mi aparat.

    Nie chciałam tego robić, ale nie chciałam też wyjść na tchórza. Wzięłam telefon, kupiłam po drodze gazetę i poszłam do hotelu.

    Wejście było piękne, hol był piękny i recepcja była piękna. Biel marmuru, ciemne drewno i sufit zachwycający witrażowym przeszkleniem.
    Weszłam i usiadłam na kanapie, kładąc na kolanach gazetę.
    Starałam się rozluźnić węzeł, który zacisnął mi żołądek. Co mogło się stać? Przecież mam tylko przekazać długopis z cenną zawartością. Każdy to potrafi! W myślach powtarzałam zdanie, które mam wypowiedzieć. Jestem teraz agentką, biorę udział w akcji dla faceta, który mną owładnął i który jest zajebisty w łóżku… i na podłodze…

    – Jestem. – Dosiadł się do mnie mężczyzna w wieku około czterdziestu lat. – Masz to?

    Zaskoczył mnie odstępstwem od planu, który zakreślił mi Feliks.

    – Czy pan w sprawie kontraktu? – Wyrecytowałam wyuczoną rolę.
    – Nie mam czasu – odpowiedział zdenerwowany. – Daj mi to szybko, bo jestem śledzony!

    Oczami strzelał we wszystkie strony, przez co i ja poczułam się zagrożona. Już miałam mu dać długopis z fiolką, gdy w głowie zapaliła mi się kontrolka. Nie na darmo zaliczyłam tyle filmów i książek w tematyce sensacyjno-szpiegowskiej.

    – Już, już – szepnęłam z przejęciem. – Mam to w torebce.

    Wygrzebałam swoje ukochane pióro i podałam mu.

    – Fiolka i formuła jest w środku, w tłoczku i pod nim.

    Schował je szybko do kieszeni, wstał i wyszedł.
    I tyle.
    Zajebista jestem!
    Wybiegłam z hotelu i skierowałam się w boczną uliczkę.

    – Nie powiedział tego zdania – wydyszałam, gdy dobiegłam do Feliksa.
    – Dałaś mu długopis?! – W oczach miał przerażenie pomieszane z paniką.
    – No co ty?! – Oburzyłam się posądzeniem mnie o taką głupotę. – Dałam mu swoje pióro!
    – Mądra dziewczynka. – Przytulił mnie do siebie gwałtownie.
    – Wiem – mruknęłam, wciągając jego zapach.

    Jego pot pachniał tak seksownie…

    – Czas na plan B. – Pociągnął mnie za rękę.

    Szliśmy, a praktycznie biegliśmy w nieznanym mi kierunku.
    Zatrzymaliśmy się po kilkunastu minutach przed kawiarnią internetową i weszliśmy po trzech schodkach do środka. Ogarnął nas półmrok pomieszczenia rozświetlony białymi monitorami rzucającymi zimny blask na wpatrzone w jego tafle twarze. Boks, a w nim osoba z oczami wlepionymi w monitor, obok kolejny. Cisza rozpraszana jedynie kliknięciami palców w klawiaturę i pojedynczymi kaszlnięciami użytkowników.
    Feliks powiedział coś do chłopaka z dredami, który siedział przy mini bufecie, również zapatrzony w monitor. Ten wskazał jedno ze stanowisk, w którego kierunku udaliśmy się.
    Usiedliśmy w boksie numer siedem. Feliks zaczął gorączkowo stukać w klawiaturę. Otworzył jakąś grę on-line i w dymku nad swoją postacią prowadził dialog z inną postacią gry. Po kilku minutach wziął ode mnie długopis z fiolką i wcisnął go w skrytkę za monitorem.

    – Czekamy – szepnął mi do ucha.

    Powinnam czuć strach, zagrożenie, a tym czasem poczułam erotyczny dreszczyk, obudzony jego ustami przy moim uchu i ciepłym oddechem.
    Uśmiechnęłam się do niego, a on odgadnął moje myśli. Siedzieliśmy w tym upiornym oświetleniu, patrząc na siebie i nic nie mówiąc. Czułam się jak zakochana nastolatka. Zadurzona i z zatkanym z natłoku emocji gardłem. Sensacyjny wątek naszej znajomości dodawał dreszczyku. Byłam kompletnie zakochana. Wsiąkłam doszczętnie i bez odwrotu w tą piękną twarz z czułymi ustami.

    Facet z dredami podszedł do nas przerywając tą hipnozę spojrzeń i powiedział coś do Feliksa.

    – Idziemy. – Pociągnął mnie z ramię. – Wracamy do auta.

    Nie wiem jakim sposobem wiedział gdzie jesteśmy, ja do jutra nie znalazłabym swojej popierdółki w tym mieście.
    Szliśmy znów prawie biegiem, skręcając w boczną uliczkę, gdy Feliks zatrzymał się gwałtownie, a ja po prostu wpadłam na niego, hamując z impetem na jego plecach.

    – Gdzie to jest?!?! – Usłyszałam wściekły krzyk.

    Wyjrzałam niepewnie zza Feliksa.
    Przed nami stał mężczyzna z hotelu, któremu przekazałam swoje, dla niego bezwartościowe pióro.

    – Gdzie to jest?!! – Odbezpieczył broń podtykając prawie Feliksowi pod nos.

    Strach usztywnił mnie całą, zmieniłam się w słup soli.

    – Nie mam tego. – Feliks wyciągnął przed siebie dłoń, do której akurat nie byłam kurczowo przyczepiona. – Przekazałem to dalej.

    Po twarzy mężczyzny przebiegło zaskoczenie, wściekłość i niedowierzanie.

    – Oddaj mi to, albo ją zastrzelę! – Wycelował pistolet we mnie, dzięki czemu widziałam idealnie srebrny okrąg lufy, przez który mogła mnie za chwilę dosięgnąć śmierć.

    Reszta wydarzyła się zbyt szybko, bym mogła to dokładnie zarejestrować.
    Feliks odepchnął mnie błyskawicznie i wykonał jakiś dziwny taniec, w wyniku którego napastnik padł na plecy z rozkwaszonym nosem, wypuszczając broń z dłoni.

    – Mówiłem ci do kurwy nędzy, że nie mam tego! – Usiadł mężczyźnie na klatce piersiowej dociskając ramieniem gardło. – Powiedz swoim zwierzchnikom, że przekazanie nastąpiło na dworcu, a przesyłka została odebrana. Dziewczyna była tylko elementem odwrócenia uwagi. Zrozumiałeś?! Wiedzieliśmy, że mnie śledzicie! Już po wszystkim, teraz rozmawiajcie z nowymi właścicielami formuły. Moja praca skończona!

    Zszedł z oszołomionego, zakrwawionego i lekko przyduszonego faceta, zgarnął z chodnika jego pistolet i wygrzebał z kieszeni moje pióro.

    – Chodź. – Wyciągnął do mnie dłoń.

    I poszliśmy, a właściwie znów pobiegliśmy.

    Po kwadransie jechaliśmy już autem w ciszy, uspokajając rozdygotane emocje.
    Przynajmniej moje dygotały jak w febrze.

    – Byłaś bardzo dzielna – stwierdził po prawie godzinie milczenia, patrząc przez przednią szybę. – Jestem wściekły, że naraziłem cię na takie niebezpieczeństwo. To nie miało tak wyglądać! Mogło ci się coś przeze mnie stać! Kurwa mać!!!
    – Feliksie. – Musiałam mu wyjaśnić co czuję. Nie chciałam by czuł się winny. – To była najbardziej emocjonująca przygoda w moim życiu!
    Dziękuję za wyrzuty sumienia, ale są kompletnie nie potrzebne! Było super, a nawet lepiej!

    Widziałam zdziwienie w jego oczach, gdy odwrócił spojrzenie na mnie. Zdziwienie i niedowierzanie.

    – Nie jestem wariatką. – Wyjaśniałam mu dalej. – Ostatnie dwa dni były najwspanialszymi w moim życiu i dziękuję ci za nie. – Nie potrafiłam zgasić gorliwego tonu w głosie. – Jesteś… moim spóźnionym prezentem Bożonarodzeniowym! – nie umiałam wymyślić nic mądrzejszego.

    Nic nie mówił, tylko spoglądał na mnie jak na kosmitkę, ledwo pilnując drogi.

    W nocy dojechaliśmy pod mój blok. Pożegnaliśmy się mokrym całusem i bez słów wysiedliśmy z auta. Wzięłam tylko torebkę, olewając zawartość bagażnika. Feliks ujął moją twarz w dłonie, pocałował jakby mówił, że mnie kocha, albo żegna na zawsze i… odszedł.
    Zostawił mi w ręce kluczyki od samochodu i bolesny głód jego obecności.
    Nie potrafiłam zapanować nad łzami wyciskającymi mi się z oczu. Szłam i ryczałam.

    W mieszkaniu położyłam się na kanapie. Było mi dziwnie pusto, cicho i samotnie.
    Umyłam się i przeniosłam do łóżka.
    Rano do pracy, to już za kilka godzin.

    Po przebudzeniu, zobaczyłam w lustrze zmęczoną twarz z opuchniętymi oczami.
    Zamaskowałam się makijażem i pojechałam do firmy.
    Tego i następnego dnia życie toczyło się obok mnie.
    Skupiłam się na tęsknocie i własnym cierpieniu.
    Masochistka.
    Chciałam zadzwonić do Feliksa, ale co miała bym mu powiedzieć?
    Że tęsknię?
    A jeśli on nie tęskni?

    W środę rano obudziło mnie olśnienie.
    Nie będę dzwonić, zrobię coś innego.

    – Poproszę o urlop. – Podsunęłam wypisany wniosek Andrzejowi, mojemu szefowi. – Wiem, że to tak nagle, ale…
    – Rozumiem. – Przerwał mi Andrzej. – Widzę, że coś się z tobą dzieje. Idź i wróć poskładana do kupy.
    Podpisał mój papierek i oddał mi go, pochylając się znów nad papierami.

    Przed powrotem do domu zahaczyłam o market i obkupiłam się w jedzenie.
    W kuchni dostałam napadu gotowania, który przedłużył się na czwartek.
    Jeszcze tylko szybkie pakowanie i zmusiłam się, by usnąć.

    Piątek.
    Załadowałam się do auta, pojechałam na stację, zatankowałam do pełna i w drogę.
    Jechałam praktycznie bez przerw, czując jak każda komórka w moim ciele dygocze z podekscytowania.
    Mijały godziny, a wraz z nimi uciekały mi spod kół kolejne kilometry.
    Nie jadłam, prawie nie piłam, tylko jechałam do celu.
    Kto powiedział, że tylko mężczyźni mają wykonywać pierwszy ruch, a my kobiety czekać, by być zdobytymi?
    Głupcy.

    Wjechałam w ciemny las, odtwarzając w głowie drogę do chaty.
    Czy tam będzie? Nie umawiałam się z nim w końcu. Najwyżej pocałuję klamkę, prześpię się w aucie i jeśli do rana nie zamarznę, to wrócę do mojego zwyczajnego życia.
    Może wtedy odważę się zadzwonić.
    Dojeżdżałam.
    Światło w oknie uradowało mnie, ale momentalnie przyszły chochliki czarnych myśli.
    Może nie jest sam, a może właśnie chce być sam?
    Wygłupię się i będę musiała wycofać się rakiem do auta i wracać od razu do domu.
    Zatrzymam się wtedy w jakimś hotelu, a w pokoju będę walić głową w ścianę i wyć z bólu.
    Nie zaryzykuję, to się nie dowiem.
    Wystarczy!
    Odwagi!
    Durne myśli…

    Zaparkowałam, wyłączyłam silnik i zastanawiałam się, które powitanie spośród setek obmyślanych w drodze będzie najlepsze.
    Przed drzwiami myślałam nad tym dalej.
    Zastukałam.
    Cisza, żadnego ruchu w środku. Może to jakiś włącznik czasowy, by odstraszać włamywaczy?
    Bez sensu. W takiej głuszy można się włamać i nikt tego nie zauważy.
    Cofnęłam się, by spojrzeć na komin. Był dym, więc on był w środku.
    Ok, pukam dalej.
    Bolały mnie już kostki palców i głowa od obijających się w czaszce obrazów Feliksa, tarzającego się w seksualnym uniesieniu po podłodze z jakąś laską… Nie! Za cicho.
    W końcu coś zaszurało w środku.

    – Kogo licho niesie? – Usłyszałam zaspany głos.
    – Beata. – No i tyle z mojego poukładanego powitania.

    Skrzypnęły drzwi, w szparze zobaczyłam oko i część twarzy.

    – Czy ty mi się śnisz? – Oko zrobiło się większe.
    – Nie wariacie. – Głupio się czułam nie widząc wyrazu jego twarzy.
    – No ja nie wiem. – Oko mrugnęło. – Bo właśnie mi się śniłaś. Może to sen we śnie?
    – A czy to był przyjemny sen? – Zaczynałam podejrzewać, że jednak ma tam jakąś kobietę i daje jej czas na ubranie się, czy coś…

    Na szczęście otworzył drzwi i wciągnął mnie do środka.

    – Sama zobacz. – Wziął mnie za rękę i przycisnął do spodni pidżamy, a w nich twardy i sterczący kawałek mięska, na który czekałam.

    Nie brałam pod uwagę, że przywita mnie w takiej gotowości.

    – Chcesz śnić na jawie. – Uśmiechnęłam się zalotnie.

    Nie odpowiedział, tylko rozebrał mnie i pokazał w łóżku co mu się śniło, zaznaczając moment w którym mu ten sen przerwałam.
    To był naprawdę niezły sen.

    – Bałem się, że nie przyjedziesz. – Wyznał z twarzą w moich włosach, gdy padliśmy słodko zmęczeni. – Dziękuję, że jesteś.
    – Nie ma za co. Jesteś głodny? – Miałam nadzieję, że tak.

    Nerwy opadły i poczułam pusty żołądek, który nie dostał nic od rana.

    – Tak. – Przyznał. – A co ci zrobić? Niewiele mam tutaj jedzenia.
    – Ja mam pełny bagażnik. – Powiedziałam z dumą. – Wystarczy, że przyniesiesz.

    I przynosił pojemniki z potrawami, śmiejąc się co chwila i nie mogąc uwierzyć, że jedna osoba może tyle różności ugotować.

    – Gdy się denerwuję, albo mam burzę w mózgu, to muszę sobie pogotować. – Wyjaśniłam mu. – No i jeszcze, gdy jestem szczęśliwa i… tak właściwie to zawsze lubię coś ugotować. Taki nałóg.
    – Pani Beato. – Zaczął mnie karmić zawartością pierwszego pojemnika, który otworzył. – Gdy panią wypatrzyłem w markecie, przez myśl mi nawet nie przeszło, że dane mi będzie spotkać tak zaskakującą kobietę. Nie dość że piękną, to jeszcze odważną, sprytną, a w dodatku świetną kucharkę.
    – A kochankę? – spytałam z miną urażonego niewiniątka.
    – Sprawdźmy to…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    mika kamaka
  • Patologia i trzy wykorzystane nastolatki

       Zdzisław był pięćdziesięcioletnim mężczyzną, przedstawicielem typowej klasy robotniczej w Polsce. Płaca dość niska – dwa tysiące złotych miesięcznie a wydatki duże, ledwo koniec z końcem wiązał. Do tego był osobą mocno uzależnioną od alkoholu, który często wydawał się jedyną rzeczą trzymającą go przy życiu. Żył w Warszawie w starej i obskurnej kamienicy. Trzy miesiące temu w wypadku samochodowym zginęła jego żona, miała ona trójkę dzieci z pierwszego małżeństwa, pierwszy mąż uciekł za granicę po narobieniu sobie długów w kraju i od kilkunastu lat nie odzywał się ani do niej, ani do dzieci, nie wiadomo nawet czy jeszcze żyje.  Po śmierci żony opieka nad jej dziećmi przypadła mu, nie był z tego powodu zbyt zadowolony, nie przepadał za dziećmi, sam swoich nigdy nie miał i nie chciał mieć, a te od żony traktował po macoszemu. Przysparzały mu tylko problemów jego zdaniem, szczególnie finansowych, gdy żyła żona, która także pracowała, domowy budżet był dwa razy większy, teraz było to tylko 2 tysiące za które musiał wyżyć on, trójka dzieci, musiało starczyć na rachunki oraz na alkohol bez którego Zdzisiu nie umiał już funkcjonować. Nie było łatwo.

       Trójka dzieci to były same dziewczyny. Prawdę mówiąc bardzo atrakcyjne dziewczyny, przeobrażające się powoli w piękne kobiety. Pierwsza miała długie kasztanowe włosy, 165 cm, 47kg, zgrabne nogi, szczupłą sylwetkę i niesamowicie kuszące kobiece kształty, zmysłowe wcięcie w talii, jędrne pośladki (jak to mówią, było za co chwycić) oraz delikatny biust rozmiaru B. Buzię miała jak malowaną, promieniujący uśmiech oraz śliczne rysy twarzy. Miała 16 lat i chodziła do liceum. Nazywała się Ewa. Druga córka to była rok starsza Dominika, proste, lśniące blond włosy, duże zielone oczy, 170 cm wzrostu,  wysportowane ciało – trenowała siatkówkę. Ważyła 48kg a jej biust był w sam raz, nie za duży, nie za mały.  Wyróżniała ją anielska cera, bardzo gładka i delikatna. Miała zgrabne i dość długie nogi. W jej twarzy było to coś, co sprawiało że można było na nią patrzeć godzinami. Ostatnia córka to osiemnastoletnia Sylwia, maturzystka. Dojrzała, piękna, z powodzeniem u facetów, odważna – tak można ją w skrócie opisać. Gdy matka jeszcze żyła, to ona głównie niańczyła młodsze siostry, gotowała, sprzątała itp. Miała brązowe włosy i brązowe oczy, szczupła, z małymi ale bardzo zgrabnymi piersiami, które często lubiła eksponować nosząc dekolty. Tyłek także miała niezwykle seksowny, wiedziała o tym zakładając często obcisłe spodnie czy miniówki podkreślające jego perfekcyjne kształty. Miała cudownie gładkie ciało za którym nie jeden wodził wzrokiem. Po prostu – kipiała seksem. I chyba opisana wyżej uroda to jedna z niewielu dobrych rzeczy, którymi obdarował je los, codzienność w jakiej przyszło im żyć, zwłaszcza po śmierci matki, nie była godna pozazdroszczenia. Wszystkie trzy mieszkały w jednym małym pokoju, o wymiarach trzy na cztery metry, piętrowo łóżko i miejsca wolnego tyle co wcale. Ojczym mieszkał w pokoju obok, takim jakby „salonie” gdzie wiecznie pił z kolegami lub bez nich i oglądał telewizję. Zdzisław nie dawał im pieniędzy na nic, bo sam ich nie miał, a to co miał – przepijał. Nieraz nie miały co włożyć do garnka w domu, więc musiały coś podjeść u którejś z koleżanek. Bały się oczyma, wiedziały że gdy wypił, bywał nieobliczalny, nieraz uderzył je w stanie upojenia alkoholowego, krzyczał po nich, poniewierał nimi a czasem nawet zdarzyło mu się wyrzucić którąś z dziewczyn z domu na noc. W lato nie było z tym problemu, było ciepło, mogły się przespać w lesie czy gdziekolwiek, ale gdy była zima, tak jak teraz, strasznie obawiały się podpaść w jakikolwiek sposób Zdzisiowi, bo wiedziały, że musiałyby nocować albo na dworcu albo po piwnicach, wstydziły się powiedzieć koleżankom jaką sytuację mają w domu, więc dość niechętnie korzystały z ich pomocy. Takie nocki kończyły się zazwyczaj dość poważnymi odmrożeniem różnych części ciała. Rygor w tym domu panował niesamowity, dziewczyny chodziły jak w szwajcarskim zegarku, co powiedział ojczym – było święte. Żadna nie próbowała z nim dyskutować ani się sprzeciwiać. Musiały sprzątać, gotować, robić zakupy, prać, prasować, czyli w sumie to samo, co przed śmiercią matki, tylko teraz nawet w weekendy ich nikt w tym nie odciążał.

     

       Zdzisław wracał z pracy zawsze o 16:15, tego dnia była kolej Sylwii na przygotowanie obiadu, pech chciał że gdy wychodziła ze szkoły była straszna zamieć śnieżna i jej autobus miał ponad godzinne opóźnienie. Spieszyła się jak mogła by obiad równo kwadrans po czwartej był podany na stole idealnie ciepły (gdy Zdzisiu stwierdził że był letni lub zimny, to zawsze dziewczynom mocno się obrywało). Już prawie zdążyła, ziemniaki i mięso były na talerzu, surówkę już mieszała gdy do mieszkania wszedł ojczym. Widać było że był zły, był po nieprzyjemnej rozmowie z szefem, który znowu wyczuł od niego alkohol i dał mu ultimatum, że jeśli jeszcze raz przyjdzie w takim stanie to go zwolni. Dodatkowo obciął mu część wypłaty za ostatni miesiąc. Trzasnął drzwiami, w zabłoconych butach wszedł do kuchni i zasiadł do posiłku. Sylwia tego dnia miała na sobie krótką, obcisłą, czarna spódniczkę i grube lecz prześwitujące rajstopy, do tego koszulka na ramiączkach z lekkim dekoltem. Podawała właśnie surówkę do stołu, lecz pech chciał że w pośpiechu wsypała do niej trochę za dużo soli. Gdy Zdzisław jej skosztował natychmiast wypluł na podłogę i wrzasnął:

    -Ty mała po***ana dziwko !!! Co to ma być ? To po to haruje jak wół byś miała co jeść, byś spieprzyła ciężko zapracowany obiad ? Próbowałaś tego ? Przecież tego się jeść nie da ! Sama sól !!! – Krzyczał strasznie głośno, mocno wymachując rękami i zbliżając się do Sylwii. Prawa dłoń wylądowała właśnie z impetem na policzku Sylwii. Po chwili mocnym ruchem popchnął ją na ścianę, od której się odbiła i upadła na podłogę.

    -Wiesz jaka czeka cię za to kara, ty mała szmato ! Jazda po skórzany pasek do szafy! – krzyknął Zdzisław

    Ojczym miał w zwyczaju kary cielesne za każde, jego zdaniem, złe zachowanie swoich przybranych córek. One dobrze o tym wiedziały i trzęsły się ze strachu za każdym razem, gdy ojczym się denerwował obawiając się najgorszego – kary.  Zazwyczaj brał swój skórzany pasek i dostawały po pupie z niego tak długo – na ile sił starczało Zdzisiowi. Podobnie było tym razem. Sylwia wiedziała, że nie ma co dyskutować bo to może tylko pogorszyć sytuację, posłusznie poszła do szafy, wyjęła najgrubszy, skórzany pas ojczyma i położyła go na fotelu. Na oparciu tego samego fotela położyła się ona, wypięła mocno pośladki jak do seksu i czekała na karę, aż przyjdzie jej oprawca. Widok był bardzo ciekawy, jak już wcześniej pisałem, pośladki miała wspaniałe, a gdy leżała z wypiętym tyłkiem to czarna spódniczka fantastycznie eksponowała ich kształty. Po chwili do pokoju wszedł Zdzisław, podchodząc do dziewczyny krzyknął:

    -Dzisiaj nie będzie taryfy ulgowej mała gówniaro, ściągaj to wdzianko z siebie, dostaniesz na gołą dupę, będzie bardziej bolało to może nauczysz się nie marnować dobrego pożywienia !

    Podszedł co niej, mocnym ruchem ściągnął z niej spódniczkę, delikatnie ją rozrywając. Dziewczyna nie chciała by jej jedyne ciepłe rajstopy podzieliły ten sam los więc w pośpiechu sama zaczęła je ściągać. Stała teraz przed nim bardzo wystraszona, w bluzeczce i samych stringach. Cichym głosikiem spytała:

    -Tyle wystarczy ?

    -Nie ! – burknął Zdzisiu – Ściągaj  majtki, masz mieć porządne ślady na dupie, żebyś zapamiętała !

    Dziewczyna posłusznie ściągnęła majtki i ponownie zajęła tą samą co wcześniej pozycję na fotelu. Wypięta do swojego oprawcy, lśniącymi, gładkimi i bardzo delikatnymi pośladkami, które zaraz miał przyjąć grad ciosów od wkurzonego ojczyma. Była tak wypięta że było widać także jej różowy wzgórek, idealnie ogolony. Starała się spiąć pośladki w miarę możliwości by mniej bolało i żeby jej cipka nie oberwała. Zaczęło się. Pierwsze szalenie mocne uderzenie z paska na prawy pośladek i udo dziewczyny. Zawyła z bólu, łzy zaczęły jej spływać po policzku, ale nie zdążyły skapnąć na ziemię gdy na drugim pośladku wylądowało kolejne, mocniejsze uderzenie. Ojczym bił ją z całej siły, dziewczyna płakała, krzyczała, a jej tyłek był już czerwony niczym wino. Po kilku minutach mężczyzna opadł już chyba z sił, odłożył pasek, kazał się ubrać dziewczynie i przynieść mu piwo z lodówki. Sylwia trzęsąc się jeszcze z bólu zebrała swoje rzeczy, względnie szybko ubrała się, przyniosła piwo i zamknęła się w pokoju gdzie czekały dwie pozostałe siostry słyszące całą sytuację z zza drzwi.  Dominika od razu podbiegła do zapłakanej Sylwii i mocno ją przytuliła. Gdy minęła już chwila i uspokoiły się zaczęły cicho rozmawiać, tak by nie słyszał ich ojczym.

    -Ale miał dziś wyjątkowo zły humor, dawno nie pamiętam go tak nabuzowanego – powiedziała Ewa

    -Racja, ale spójrz na Sylwię, dzisiaj to przeszedł samego siebie – dodała Dominika.

    -Musimy coś z tym zrobić, nie możemy tak żyć, przecież on kiedyś w końcu nas na śmierć zatłucze – oburzyła się Ewa

    – Przestań ! – wtrąciła Sylwia – Przecież wiesz że nie możemy nic zrobić, w domu dziecka nie jest łatwiej a innych opcji nie mamy, z nim przynajmniej da się nauczyć żyć i jeśli w żaden sposób mu nie podpadniemy to jest jako tako – a w bidulu, tam przecież nigdy nie ma życia, nieważne jakbyś starała się unikać konfliktów i tak będzie gorzej. Poza tym, pamiętacie chyba co mówił nam niedawno, jeśli się gdziekolwiek poskarżymy to znajdzie nas choćby w rodzinie zastępczej i zatłucze na śmierć. Przecież oni nas nie ochronią przed nim, najwyżej zamkną go na kilka lat, a potem wyjdzie żądny zemsty i nas znajdzie, przecież wiecie do czego jest zdolny – wtedy naprawdę mógłby nas nawet zabić. To nie ma sensu, musimy przeczekać jeszcze z dwa lata aż będziecie pełnoletnie i się stąd wyniesiemy.

       Gdy Sylwia kończyła to zdanie, rozległ się dzwonek do drzwi. To byli Janek i Adaś, najlepsi kumple ojczyma, pił z nimi prawie codziennie. Weszli do „salonu” i rozpoczęli rytuał wlewania w siebie taniego alkoholu hektolitrami, aż któryś z nich pierwszy padnie. Byli głośno jak zawsze, zbliżał się już wieczór, rano szkoła, więc dziewczyny powoli myślały o spaniu. Wiązało się to z wyjściem do przedpokoju, gdzie była łazienka i wzięciem prysznica. Pierwsza na ten odważny krok zdecydowała się najmłodsza – Ewa. Gdy już się umyła, zarzuciła koszulkę, ubrała majtki i wyszła z łazienki w kierunku swojego pokoju. Pech chciał, że akurat Janek zobaczył jej próbę cichego przemknięcia do pokoju, wstał z fotela, gwizdnął w jej stronę i zawołał:

    -Nono, malutka a ty to dokąd, może uraczysz nas swoim towarzystwem, bo twój tatuś już wyzionął ducha – powiedział lekko sepleniąc i wskazując na leżącego i twardo śpiącego na kanapie Zdzicha.

    -Nie, ja niestety nie mogę, rano mam szkołę, muszę iść spać już – cicho i nieśmiało próbowała spławić natrętnego gościa Ewa

    W tym momencie podniósł się Adam i chwiejnym krokiem podszedł do młodej dziewczyny chwytając ją za rękę powiedział:

    -No chodź mała do nas, szkoła nie zając, nie ucieknie a sprzeciwu nie znosimy.

    Mówiąc to pociągnął ją za rękę tak, że znalazła się w „salonie”. Pociągnął ją dalej, w stronę stołu, usiadł na krześle i mocno przyciągnął ją do siebie, krzycząc:

    -Siadaj tu, pogadamy

    Dziewczyna nie miała ochoty spędzać czasu z tym pijanym towarzystwem, ale jako że Adam był mocno stanowczy a widziała co ojciec zrobił dziś z jej siostrą, to postanowiła nie stawiać oporu i na chwilę się przysiąść. Niestety, Adam tak pociągnął jej rękę, że zatrzymała się na jego kolanach a wtedy ją sobie na nich usadowił. Dziewczyna nie protestowała, milczała, siadła i dała objąć się Adamowi w talii. Czuła śmierdzący odór wódki od niego, jego spodnia aż kleiły się od brudu a ręce którymi ją dotykał były obleśnie przepocone. Do tego wszystkiego nie miała przecież spodni i siedziała na nim na gołych nogach, w samych majtkach i koszulce bez stanika. Była zaraz po kąpieli więc ciało było dość wilgotne, sutki szybko zmoczyły koszulkę i zaczęły lekko prześwitywać przy okazji seksownie uwypuklając swoje kształty. A jej piersi były idealnie jędrne, nawet bez stanika co zresztą przykuło uwagę stojącego obok Janka, który rozradowany rzucił w jej stronę:

    -Oj widzę panienko, że natura to hojnie cię obdarowała, oczęta to ty masz pierwsza klasa a i nogi zgrabniutkie, że pozazdrościć by ci moja żonka tylko mogła. – Powiedział to gapiąc się ostentacyjnie na jej biust i aż śliniąc się na jej widok.

    W tym momencie Ewa poczuła coś twardego, prężącego się na wysokości jej tyłka. Tak, to był stający na baczność kutas Adama, jakby tego było mało swoja prawą rękę skierował na jej prawy cycek, chwytając go mocno bez uprzedzenia, zgniatając i zadając jej przy tym ból.

    -Niech mnie pan zostawi – oburzyła się Ewa, próbując zejść z kolan mężczyzny.

    Niestety ten drugą ręką mocną ją do siebie przycisnął, utrudniając jej ucieczkę i szepnął jej do ucha:

    -Nie tak prędko słoneczko, to ja zdecyduje kiedy cię puszczę a jak będziesz mi się wyrywać, to zdzielę cię po głowie, tak jak to wasz ojczym nieraz robi.

    Dziewczyna się uspokoiła, nie chciała mieć tylu siniaków ile ma teraz Sylwia, stwierdziła że przemęczy się, posiedzi chwilę a zaraz alkohol zrobi swoje i pewnie skończą jak jej ojczym, a wtedy spokojnie będzie mogła pójść do pokoju spać. Niestety Adam stawał się coraz bardziej nachalny, prawa ręka dalej macała jej cycek sprawiając jej przy tym lekki ból, lewa natomiast zaczęła gładzić jej nagie udo, co chwila przesuwając się coraz bliżej jej wzgórka łonowego.  Janek zaczął dotykać jej twarz, głaskał policzki obsuwając powoli rękę na szyję nastolatki. Stamtąd po chwili powędrowała na lewą pierś, najpierw lekko niby się o nią ocierając, a potem dotykając coraz odważniej, aż zaczął macać obie, bo ręce Adama skupiły się na dolnych partiach ciała dziewczyny. I tak oto Ewa, otoczona przez dwóch obrzydliwych, dużo starszych mężczyzn była macana w jej własnym domu, obok leżącego ojczyma. Janek stał tak blisko, że czuła jego wstrętny oddech, Adam za to nachylił się i przyległ brzuchem do jej pleców. Jego obie ręce muskały teraz dziewczęce uda, rozchylając je tak, że przez delikatną koronkę stringów dotykał już jej cipki. Dziewczyna nie wiedziała co robić, widziała że sprawy idą w złym kierunku, ale nie miała praktycznie ruchu, bo każdy możliwy był ograniczony przez jej dwóch oprawców. Gdyby zaczęła się wyrywać, mogłaby zbudzić ojczyma, który powinien stanąć w jej obronie, ale równie dobrze mógł ją ukarać za to, że jest niemiła dla jego kolegów, nie widząc nic złego w ich zachowaniu. Nie wiedziała co robić, gdy rozmyślała nad jakimś wyjściem z tej sytuacji, jedna z rąk Adama przesunęła się w górę, tym razem pod koszulkę zmierzając powoli w stronę nagiej piersi nastolatki. Najpierw delikatnie dotykał tę dziewczęcą część ciała, ale potem zaczął coraz mocniej ściskać pierś, ugniatać, macać, aż zaczął bawić się jej sutkiem. Janek nie miał zamiaru mieć gorszej zabawy. Szybkim ruchem pociągnął koszulkę dziewczyny z dołu w górę, że zanim Ewa zdążyła się zorientować, jej ręce były podniesione ku górze a jej koszulka dyndała w ręce Janka niczym flaga zwycięstwa. Jego ręka szybko powędrowała na drugą pierś Ewy, zabawiając się z nią podobnie jak robił to Adam. Dziewczyna dalej nie wiedziała co robić, gwałtowny ruch Janka wprawił ją w osłupienie, a łzy zaczęły delikatnie spływać z jej policzków. Nie miała na razie żadnego mądrego pomysłu co zrobić, więc poddawała się zabawą dwóch rozpalonych mężczyzn po czterdziestce, dla których ciało tak młodej nastolatki było fascynującym doznaniem, a jego penetracji nie mieli zamiaru przerywać….

     

    GŁÓWNA CZĘŚĆ

     

       Adam odsunął kawałek materiału blokujący mu swobodny dostęp do dziewiczej muszelki dziewczyny, która siedziała na jego kolanach. Najpierw jeździł palcami wzdłuż jej rowku, by potem delikatnie zacząć wsadzać tam palec. Najpierw jeden dość płytko, wpychał go jej coraz głębiej, dołożył drugiego co dla dziewiczej cipki tej młodej nastolatki było już dużym obciążeniem, sprawiającym jej lekki ból. Adam poczuł, że nie jest tam tak wilgotno tak jakby chciał, wiec wyjął jeden palec i skierował go w stronę ust dziewczyny szepcząc jej do ucha odstraszającym głosem:

    -Poliż

    Dziewczyna posłusznie, aczkolwiek powoli otworzyła usta i polizała palec mężczyzny. Wsadził go z powrotem do cipki dziewczyny, wpychając go coraz głębiej i sprawiając, że dziewczyna mimowolnie lekko jęknęła. Wtedy odezwał się Janek:

    -Nie zamykaj tych ust ślicznotko, jeszcze coś innego possiesz, tym razem mi. – Zaśmiał się złowrogo Janek

    Dziewczynie nie było za to do śmiechu, gdy zobaczyła, jak stojący tuż przed nią facet, rozpina swój pasek i ściąga spodnie. Następnie pozbył się majtek i wyjął z nich około 15 centymetrową pałę, z obwisłymi i mocno zarośniętymi jajami. Przerażone oczy dziewczyny patrzyły na sprzęt Janka z wielkim strachem. Wtedy on się odezwał:

    -Albo obciągniesz go jak najlepiej umiesz, albo gdy tylko twój ojczym wstanie, opowiemy mu jak nas zwyzywałaś, jak się awanturowała i ogólnie jak okropnie się zachowywałaś. I jak myślisz komu uwierzy ? Tobie czy nam ? Jak myślisz, jaka kara spotka ciebie za to ? A może odbije się to także na twoich siostrach. Chcesz żeby tak było, a może wolisz byśmy opowiedzieli mu że byłaś niezwykle uprzejma, dotrzymałaś nam towarzystwa i przygotowałaś smaczną kolację ? Którą wersję wolisz ? – zapytał Janek

    -No odpowiadaj jak cię o coś pytamy – krzyknął Adam

    Przerażona dziewczyna wyszeptała strasznie cichym głosikiem:

    -Drugą

    -To teraz otwórz usta i zajmij się nim, tak jakby to była pała twojego chłopaka ! Rozkazał Janek i zbliżył swojego kutasa do buzi Ewy, tak, że dotykał już jej ust.

    Dziewczyna powoli otworzyła szeroko usta, długo nie musiała czekać, Janek wjechał w jej gardło z takim impetem, że zatrzymał się dopiero na migdałkach. Chwycił ją rękami za głowę i zaczął nią rytmicznie poruszać, ruchając małolatę w usta. Dziewczyna pierwszy raz w życiu komuś lodziła, co prawda rozmawiała nieraz z koleżankami, które już to robiły swoim chłopakom i wie na czym to polega, oglądała przecież także kilka pornoli ale mimo to nie szło jej to zbyt dobrze. Dławiła się penisem Janka, a on wpychał go coraz szybciej i dalej, dziewczyna zaczynała się dusić. Po chwili lekko wyciągnęła go z jego ust i oblizała by nie wpychał go tak głęboko, bo to utrudniało jej oddech. Janek wtedy krzyknął:

    -Albo się weźmiesz do roboty i zaczniesz używać języka albo inaczej pogadamy mała dziwko !

    Ewa zaczęła go pieścić swoim językiem, opatulając go nim z każdej strony. On rżnął ją w usta coraz szybciej, był coraz bliżej a jej głową poruszał jak oszalały, dziewczyna ledwo nadążała, tym bardziej że na dole Adam próbował wsadzić już trzeci palec do jej szparki nie dbając przy tym o delikatność. Janek pierdolił jej usta już bardzo szybko, aż Ewa w końcu poczuła eksplozje z koniuszka kutasa w jej ustach, sperma zaczęła zalewać jej całe usta a część od razu spłynęła do gardła, mężczyzna zatkał jej w tej chwili nos, Ewa szybko przełknęła ohydny ładunek Janka, by się nie udusić, a ten wyjął penisa z jej ust i kilka razy uderzył nastolatkę swoją pałą w policzki każąc jej go dokładnie wylizać. Dziewczyna uczyniła jak jej kazał.

       Teraz Janek odsunął się od niej i rozsiadł się wygodnie w fotelu. Adam natomiast wstał, podnosząc Ewę ze swoich kolan i z uśmieszkiem na twarzy zwrócił się do niej:

    -Teraz moja kolej mała suczko

    Ewa chciała mieć to już za sobą, przecież jednego już zaspokoiła, rozsiadł się na fotelu, dał jej spokój i już prawie przysypiał. Stwierdziła, że zrobi to szybko drugiemu i teraz na pewno dadzą jej wreszcie spokój i ten horror się skończy. Sama więc klęknęła przed Adamem i zabrała się do rozpinania jego spodni. Gdy leżały razem z majtkami już na ziemi, zbliżyła swoje usta do kutasa mężczyzny, lecz ten wtedy odsunął go na bok i szepnął do niej:

    -Haha, chciałabyś mała tylko obciągnąć mi i po sprawie, tylko ja jestem troszkę bardziej wymagający niż mój kolega.

    Ewa nie wiedziała o co mu dokładnie chodzi, ale strach coraz bardziej ją paraliżował.

    -Widzisz moja droga, ja mam ochotę w Ciebie wejść, poczuć wilgoć twojej delikatnej cipki zaciśniętej na moim małym, nie wystarczy mi sam lód – kontynuował Adam

    -Nie, nie proszę nie ! – Krzyknęła śmiertelnie przerażona Ewa – Ja jestem dziewicą, nie możecie mi tego zrobić, ja chce to z kimś innym, nie dam wam się, przecież zaspokoję was ustami, będzie wam dobrze, przecież Jankowi się podobało, panu też się spodoba, proszę, naprawdę się postaram ! – Błagała klęcząca nastolatka a łzy spływały po jej ślicznych policzkach.

    Adam podszedł do dziewczyny, podniósł ją i popchnął na fotel, ten na którym wcześniej leżała Sylwia bita przez ojczyma, zresztą Ewa leżała teraz w ten sam sposób, wypięte pośladki błyszczące się w świetle lampy, mały paseczek stringów nie zasłaniający do końca, różowej, gładkiej cipki. Do tego jędrne cycuszki opadające nad fotelem sprawiały, że Adam był już tak podniecony, że ani myślał ustąpić. Dziewczyna jednak nie miała zamiaru dać się tak łatwo zgwałcić, krzyknęła by ją zostawił, wstała z fotela, próbowała podbiec do drzwi, ale wtedy Adam strzelił ręką w jej policzek i ponownie rzucił ją na fotel. Dziewczyna poddała się. Adam podszedł do niej, ściągnął jej majtki, powąchał, rzucił w kąt, spojrzał w oczy dziewczyny i powiedział:

    -Od dawna jak tu przychodziłem miałem ochotę cię wydymać, nie uwierzysz ile razy o tobie fantazjowałem a teraz, nie do wiary że wreszcie w ciebie wejdę maleńka, wypnij porządnie te pośladki albo ci je**e dwa razy mocniej w tą twoją śliczną mordkę. Dziewicy jeszcze nie ruchałem, więc chętnie popatrzę jak leje się z ciebie krew. – mówiąc to podszedł do dziewczyny, która z bezsilności wypięła pośladki jak kazał jej oprawca i była gotowa na przyjęcie jego członka.

    Uderzył ją otwartą dłonią w pupę, potem jeszcze raz w drugi pośladek i tak kilka razy. Każdy następny klaps był coraz mocniejszy, a dziewczyna z każdym coraz mocniej drgała.

    Mężczyzna zaczął kutasem ocierać się o cipkę dziewicy, szukając do niej wejścia. Gdy w końcu znalazł, do pokoju weszła starsza siostra Ewy – Sylwia. Obie dziewczyny, siedziały wcześniej w pokoju i dokładnie słyszały co się dzieje w salonie. Żadna z nich nie miała odwagi wtedy pomóc Ewie, bo obie wiedziały że nic to nie zmieni a dodatkowo jeszcze im stanie się krzywda. Lecz teraz Sylwia nie mogła już siedzieć cicho w pokoju, była przecież najstarsza, po śmierci matki czuła swego rodzaju odpowiedzialność za młodsze rodzeństwo, więc gdy usłyszała rozpaczliwe łkanie Ewki o to, że chce swój pierwszy raz spędzić z kimś bliskim dla siebie, nie wytrzymała już. Wiedziała ile ten pierwszy raz znaczy dla dziewczyny, sama miała okazję go przeżyć pół roku temu z ukochanym chłopakiem i nie miała zamiaru pozwolić, by jej siostra nie miała takiej samej możliwości. Wiedziała że obydwoje są pijani i napaleni więc będzie dało się nimi łatwo manipulować. Postanowiła więc działać. I tak o to stała teraz w drzwiach salonu patrząc w zapłakane oczy młodszej siostry i widząc jej błagalne spojrzenie. Sylwia miała teraz na sobie obcisłe rurki, oraz lekko prześwitującą koszulkę z odrobiną koronki, zza której było widać czarny stanik. Oczywiście dekolt lekki także był i umiejętnie machała nim podchodząc do Adama i zwracając jego uwagę na swój biust. Wiedziała, że to jedyna realna szansa na oszczędzenie cierpienia Ewy, przecież oni swoje już jej zrobili. Teraz kolej na nią.

    -Mam propozycję, zostaw Ewę – mówiła Sylwia patrząc na Adama i nachylając się w jego stronę swoimi piersiami – A w zamian będziesz mógł ze mną zrobić co chcesz, będziesz mógł mnie wyruchać w każdą dziurę, oddam ci się tak, że będziesz miał z tego nieziemską przyjemność, na pewno większą niż z ruchania małoletniej, niedoświadczonej i przestraszonej dziewczyny – Sylwia mówiła to pewnym głosem, lekko uwodzicielskim, mimo że tak naprawdę w duchu była przerażona jak nigdy i bardzo zestresowana, wiedziała że musi być bardzo wiarygodna i uwodzicielska jeśli chce oszczędzić siostrze bólu – Zrobisz ze mną co zechcesz, wpuszczę cię do swojej cipki, ust, tyłka, gdziekolwiek zechcesz. Chyba nie mam gorszego ciała od siostry – mówiąc to zaczęła ściągać koszulkę i została w samy koronkowym, czarnym staniku i spodniach.  Widząc zastanowienie i zmieszanie na twarzy kolegi ojczyma, postanowiła pójść na całość i ściągnęła stanik. Małe, dwie okrągłe piersi sterczały wesoło tuż przed Adamem. Były idealnie jędrne, tak że Adam nie mógł się powstrzymać więc je dotknął. Ugniatając je powiedział do Sylwii:

    -Tylko widzisz moja droga, problem jest taki, że nigdy nie bzykałem dziewicy, a ona nią jeszcze jest

    -Też nią jestem – skłamała Sylwia, licząc na to że nawalony mężczyzna nie odkryje prawdy, w końcu oddała się swojemu chłopakowi tylko raz, więc wiedziała, że jej cipka na pewno jest dalej bardzo obcisła a pijany facet nie powinien widzieć różnicy, a krew przecież nie zawsze cieknie.

    -Zgoda – odpowiedział napalony Adam skuszony walorami  uwodzicielskiej nastolatki.

    -To znaczy, że ja, ja mogę sobie pójść ? – spytała nieśmiało Ewa

    -Tak, leć do pokoju – odpowiedziała Sylwia a na reakcję Ewy nie było trzeba długo czekać. Nie zabrał nawet swoich ciuchów z ziemi jak już była w swoim pokoju.

    Teraz Sylwia została sam na sam ( nie licząc dwóch śpiących pijaków w pokoju) z Adamem i zaczynała się najgorsza część jej planu uwolnienia siostry. Adam podszedł do niej bliżej, jedną ręką dalej macał pierś dziewczyny, drugą zabrał się do rozpinania rozporka osiemnastolatki. Potem rozpiął guziczek w spodniach i powoli zaczął je z niej zsuwać. Gdy dziewczyna miała na sobie same majtki kazał jej uklęknąć i otworzyć usta. Sylwia wiedziała co ma zrobić, miała nadzieję, że może uda się go zaspokoić tylko ustami, toteż zaczęła lizać jego penisa tak namiętnie, jak tylko umiała, łykała coraz głębiej starając się nie myśleć o tym co robi. On chwycił jej głowę rękami, zaczął bawić się jej włosami i rytmicznie potrząsać nią trzymając za włosy. Ruchał jej usta coraz szybciej. Sylwia ledwo nadążała z oblizywaniem jego męskości z każdej strony. Szczególnie, że miał naprawdę długą i grubą pałę. W pewnym momencie wyjął ją, spojrzał dziewczynie prosto w oczy i powiedział:

    -Chyba nie myślałaś że tylko tak mnie zaspokoisz. Wstawaj i na łóżko !

    Sylwia wstała, podeszła w stronę kanapy, Adam złapał ją za rękę, zaczął wodzić palcami po jej plecach zachwycając się co rusz jej wspaniałym ciałem.

    -Aleś ty jesteś ładna, masz takie piękne ciało że schrupałbym cię gdybym mógł – podnieconym głosem mówił Adam.

    Gdyby nie fakt, że mówił to obleśny podpity facet po czterdziestce z żoną dwa bloki stąd, zamierzający ją za chwilę zgwałcić, to pewnie tekst ten dziewczyna uznałaby za komplement. Ale było jednak inaczej, Adam macał ją coraz nachalniej, dotykał każdą część jej ciała, piersi, brzuszek, policzki, aż w końcu zbliżył swoje usta do jej i bez chwili zastanowienia włożył swój język do ust nastolatki. Dziewczyna obiecała sobie, że zrobi wszystko, czego będzie chciał ten zboczeniec, żeby przypadkiem nie wrócił do jej siostry, toteż odwzajemniła z wielką niechęcią jego pocałunek. Obie piersi gniótł tak mocno że dziewczyna zaczęła jęczeć z bólu, ale on nie przestawał, nie ruszało go to. Teraz jego ręce były na dziewczęcych pośladkach ugniatając je coraz mocniej co sprawiało cholerny ból Sylwii, bo przecież kilka godzin temu dostała potężne lanie. Jednym pociągnięciem zerwał z niej stringi i rozerwane rzucił na ziemię. Teraz palce skupiły się wokół jej cipki, powoli penetrując ją, najpierw jednym palcem, potem drugim aż w końcu wsadził trzy a dziewczyna zawyła z bólu. Po chwili zabawy wyjął je i popchnął dziewczynę na łóżko. Sylwia leżała na plecach i obserwowała jak Adam ubiera gumkę, wiedziała co teraz ją czeka, musiała dobrowolnie wpuścić do siebie kutasa tego obrzydliwego typa i oddać mu się w naturze by zostawił w spokoju jej siostrę. Gdy on założył już prezerwatywę, ona rozszerzyła lekko nogi i delikatnie je podkuliła. Adam nie mógł napatrzeć się na nastoletnią dziewczynę. Śliczna twarz, przerażone oczy, długie włosy, gładkie ciało, zgrabny biust i lekko rozszerzona różowiutka, dziewczęca cipeczka przed nim. Dotknął jej udo, potem drugie, przysunął dziewczynę do siebie, zbliżył do niej kutasa. Ocierał się nim o boki cipki, w końcu zlokalizował wejście do niej, jednym mocnym pchnięciem wszedł do samego końca rozrywając dosłownie dziewczynę od środka. Sylwia jęknęła tak głośno, że chyba dwa piętra wyżej ją słyszeli. Jej chłopak raz tylko w niej był, był delikatny i miał dość małego i chudego fiuta, ten był kilka razy większy i grubszy, toteż wchodząc do wąskiej cipki nastolatki sprawiał jej okropny ból. Ale nie przejmował się tym, a nawet go to podniecało, zaczął posuwać ja coraz mocniej, próbując wejść jeszcze głębiej. Dziewczyna jęczała za każdym razem jak wpychał w nią kutasa, mimowolnie jej cipka zaczęła nabierać soków. Była ruchana w bardzo szybkim tempie przez tego niewyżytego seksualnie typa już od kilku minut. Ciekła coraz bardziej, po chwili poczuła jak z członka zsuwa się pęknięta gumka lecz nie była w stanie wyrwać się z mocnego uścisku gwałciciela. Cipka rozszerzała się jej coraz bardziej zaciskając się bardzo mocno na penisie mężczyzny. Młoda, ciasna, wąska – była idealna dla niego do rżnięcia. Nie zamierzał tak szybko zakończyć swojej przyjemności, odwrócił dziewczynę nogi zrzucił z łóżka, tak że klęczała na ziemi, a tułów jej pochylił na łóżko. Rękami chwycił za cycki nastolatki, a w wypiętą pupę załadował swojego penisa. W drugą dziurę było dużo trudniej wejść, toteż mocnymi ruchami wpychał się powoli coraz dalej, nie zważając na krzyki gwałconej nastolatki. Gdy w końcu udało się upchać część kutasa w tyłku dziewczyny zaczął mocnymi, posuwistymi ruchami wchodzić w nią. Rytmicznie, coraz szybciej gwałcił dziewczynę. Piersi ściskał jej coraz mocniej, Sylwia czuła że nadchodzi kulminacja, ciało Adama przyległo do niej, a każdy jego ruch odczuwała coraz mocniej i wyraźniej.  W końcu dziewczyna poczuła jak jej wnętrze zalewa fala spermy wlewając jej się w każdy zakamarek dziurki, skapując także na łóżko. Adam opadł na nią, po czym po chwili zszedł z dziewczyny. Sylwia leżała bez ruchu, nie wiedziała co ma robić. Płakała z bólu psychicznego i fizycznego. Adam położył się obok i zasnął. Dziewczyna wstała powoli, zabrała swoje rzeczy i szlochająca wróciła do swojego pokoju. Tam czekała na nią Ewa z Dominiką. Ewa rzuciła się jej na szyję, wycałowała i dziękowała siostrze chyba z tysiąc razy. Radosną sielankę sióstr, które myślały że ten horror minął przerwały otwierające się drzwi pokoju. Stał w nich Janek, widocznie obudził się. Miał na sobie same majtki a na twarzy lubieżny uśmieszek. Odezwał się:

    -No chyba nie myślicie że tak sobie zaśniecie, czeka nas długa noc, więc w która z was odda mi się pierwsza ?

     

    Ciąg dalszy nastąpi …

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Kowalski
  • Z pamietnika masochistki

    Od dziecka wiedziałam ze jestem inna. Pod wieloma względami. Zawsze wolałam co innego, a mój wybór czesto padał na rzeczy dziwne. Ból sprawiał mi niezrozumiałą radość, kiedy czułam go ja lub ktoś inny. Z mojego dzieciństwa najlepiej pamiętam jak związałam moją koleżanke skakanką i biłam po nogach brzozową witką. Koleżanka ta z czasem stała się moją pierwszą dziewczyną, moją wieżą z kości słoniowej. Niestety zły bądź też dobry los nas rozdzielił. Każda z nas wybrała inną drogę.

    Z upływem czasu odkryłam swoją seksualność, zauważyłam też że tylko odczuwając ból podczas zbliżenia jestem w stanie całkowitego spełnienia. Świadoma swej natury, jej uległych i dominujących aspektów zaczełam się obawiać, zadawać sobie pytanie gdzie biegnie granica pomiędzy normalnością a wyuzdaniem.

    Moje pierwsze zbliżenie z mężczyzną nie należalo do najbardziej udanych, zresztą bez urazy dla mojego byłego chyba było niewiele razów, które dałyby mi spełnienie. Tamten raz, i kolejne potem zniechecały mnie do mężczyzn. Od początku próbowałam pokazać mu kim jestem i czego chce.

    Zawsze podnieciała mnie myśl o seksie w miejscu publicznym. Kiedyś będąc postanowiłam odwiedzić go w pracy, byliśmy już razem rok. Mój apetyt seksualny jest bardzo wielki, a ja sama nie posiadam wielu zachamowań. Stał w okienku i wypatrywał klientów, było bardzo późno. Ukłekłam przed nim i zajełam się odpinaniem jego spodni. Delikatnie i z rozmysłem. Spojrzał się na mnie jak na wariatke i zapytał:

    -Miljo co ty do cholery robisz?

    Jestem oszczedna w rozmowie, wolałam mu pokazać. Był zbyt przerażony, ale jego kutas jak najbardziej gotowy. Zrobiłam tak jak prawie zawsze robie. Zaczełam delikatnie pieścić językiem żołądź, przesuwać jezykiem w góre i w dół po prąciu. Chciałam pierw smakować, nacieszyć się tym unikatowym smakiem ludzkiego ciała. Powolutku zeszłam niżej, do jąder i niższych parti, tych bardzo czułych pomiedzy nogami. Bardzo lubie pierw drażnić, doprowadzać do momętu aż ktoś będzie błagał lub bezceremonialnie zlapie mnie za włosy i zmusi do roboty. On nigdy nie miał na tyle werwy żeby mnie zmusić, tak naprawde to ja w tym związku byłam dominująca. Czekałam aż na czubku pojawi się moja ulubiona ambrozja, te pierwsze krople ktore sie pojawiaja sa niepowtarzalne. Dopeiro wtedy wiedziałam że czas pójść głębiej. Włożyłam go całego do ust, i ma na myśli absolutnie całego. A wierzcie mi lub nie było co wkladać. Tą część chciałam załatwić szybko. Ssałam mu fiuta i patrzyłam na jego twarz, na ten błogi wyraz wymieszany ze strachem. Te nerwowe spojrzenie i ukryta chęć odtrącenia mnie. Ale pragnienie przyjemnosci wygrywało. 

    W krótkich przerwach łapałam oddech i wracałam dalej do roboty. Coraz szybciej, ruszałam językiem tak by czuł to jeszcze bardziej, jeszcze mocniej. Czułam że już dochodzi. W ustach miałam posmak wymiocin, cena za penetracje migdałków. Byłam tak podniecona że nie wytrzymałam i wsadziłam ręke w spodnie. Poczułam siebie, gorąco i wilgotno. Pocierałam coraz szybciej nie zapominając o grzecznym ssaniu fiuta. Przed erekcją jest taki zabawny moment, penis lekko sie kurczy a potem napreża. Wtedy usta zapełniają się życiodajną ambrozją. Wyjątkowo doszliśmy razem, chciałam jęknąć i zakrztusiłam się. Wyleciało mi z ust, kapało po mojej brodzie na podłoge. Moj eks chciał to wytrzeć szmatką, ja wolałam to zlizać. Pamiętam jak wtedy na mnie patrzył, jak lizałam podloge i swoje palce. Smakowałam kązdy opuszek. Spojrzałam na niego i błagalnym tonem powiedziałam:

    -Uderz mnie.

    Nie uderzył, nigdy tego nie zrobił. Dwa lata byliśmy razem. Potem udawania normalnej wyszło mi bokiem.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    None

    Moje własne doświadczenia życiowe. Jestem masochistką z sadystycznymi zapędami. Do tego mam bardzo wysoki próg bólu. Dla swojego Pana zrobie wszystko co bedzie mi tylko kazał.

  • Pierwszy raz z Milena

    Były to wakacje, parę lat temu. Spędzałem je u rodziny na wsi, daleko od domu. Rodzice zostawili mnie tam na 1,5 miesiąca, lubiłem przebywać na wsi. Wujek wraz z ciocią mieli trójkę dzieci, najstarszego syna oraz 2 córki, jedna była 5 lat ode mnie starsza, druga rok starsza. Opowiadanie będzie dotyczyło tej ostatniej-Mileny.

     

    Ze względu na jej wiek, z nią dogadywałem się najlepiej. Lubiłem z nią spędzać czas, chodzić z nią wszędzie. Miała ona wtedy 16 lat. Jak na swój wiek miała znakomite ciało, wydatne piersi, pociągający tyłek. Jak już wspominałem lubiłem z nią wszędzie chodzić, ona lubiła moje towarzystwo, ale codziennie był taki czas, w którym ona gdzieś znikała. Szukałem jej, nie udawało mi się jej znaleźć. Pytałem to unikała odpowiedzi.

     

    Więc któregoś dnia postanowiłem jej dokładniej pilnować, udało się, poszedłem za nią, okazało się, że moja kuzynka idzie na poddasze, gdzie trzymane było siano, poszedłem za nią, schowałem się i patrzyłem co robi. Wyjęła schowany koc, rozłożyła go, wzięła jakieś gazety i zaczęła je z uwagą oglądać. Postanowiłem wyjść. Wystraszyłem ją swoją obecnością, usiłowała schować, gazety, ale już wszystko widziałem. Powiedziała, że jeśli nikomu nie powiem co tutaj robi to mi wszystko pokaże. Zgodziłem się, usiadłem obok niej na kocu. Pokazała mi te gazety, które okazała się po prostu playboyami. Powiedziała, że zbiera je tu już od kilku miesięcy, ogląda je i zaspokaja swoje potrzeby.

     

    Chciałem ją zostawić, w końcu to kuzynka, ale złapała mnie za rękę i zaproponowała żebym został. Po chwili namawiania się zgodziłem, ponownie usiadłem obok niej, wzięła jedno pisemko i zaczęliśmy je oglądać, już po chwili miałem erekcje, co Milena zauważyła i o tym bezwstydnie powiedziała. Były zdjęcia penisów, zapytała, który najbardziej przypomina mojego, pokazałem jej. Taka sama sytuacja była ze zdjęciami cipek i jej dziurką. . Po jeszcze kilku minutach oglądania pisemek stwierdziła, że jest już bardzo podniecona i musi zdjąć koszulkę. 

     

    Tego dnia była ubrana w sportowe adidasy, czarne stopki, krótkie jeansowe spodenki i białą, przewiewnią koszulkę. Zdjęła ją, pokazała się jej płaski brzuch i biały stanik, nie mogłem oderwać oczu od kuzynki, moja erekcja stałą się jeszcze większa. Poprosiła mnie o pomoc w rozpięciu stanika. Podniecenie wygrało, pomogłem jej i go zdjęła. Zobaczyłem jej cudowne piersi. Nie mogłem już wytrzymać z podniecenia. Milena zaśmiała się, że ja też powinienem być bez koszulki, zdjąłem ją, położyła dłoń na mojej klatce piersiowej, pozwoliła mi to samo zrobić u niej. Bez wahania zacząłem dotykać jej piersi, przerodziło się to w masaż. W między czasie mnie pocałowała, pocałunki zeszły również na jej duże, jędrne piersi. Pisemka przestały być ważne. Milena całowała mój brzuch, bardzo zręcznie rozpięła moje spodenki i je zsunęła, przed tym zdejmując mi buty. Zostałem w samych bokserkach, które opinały mój wzwód oraz czarnych stopkach, których stwierdziła, że mi nie zdejmie, bo ją to podnieca. Na pytanie czy mam coś przeciwko temu, odpowiedziałem, że mnie też zawsze się podobała takie coś. Zapytała jeszcze czy już to robiłem, szczerze powiedziałem, że nie. Uśmiechnęła się mówiąc, że ona ma już jakieś doświadczenie i mnie poprowadzi. Usiadła obok mnie, kazała mi zdjąć swoje buty, posłusznie to zrobiłem, rozpięła swoje spodenki, zsunęła je, dokończyłem ich zdejmowanie. Milena dalej utrzymując kontrole kazała mi całować swoje skarpetki, Przystąpiłem do wykonania rozkazu, z wielką chęcią całowałem, lizałem, wąchałem jej delikatnie przepocone skarpetki. Ich zapach prawie rozrywał mi bokserki, jeszcze bardziej powiększając mojego penisa. Ona zaczynała głośniej oddychać, cichutko postękiwać. Stopami pokazała mi, że mam się położyć na kocu. Ona się uniosła z pleców i przyłożyła głowę do moich stóp ubranych, tak jak jej, w czarne stopki. Zaczęła je wąchać, całować. Nie wytrzymałem, odchyliłem bokserki, wziąłem go do ręki i chciałem zacząć się masturbować. Taka forma przyjemności była mi już znana. Milena gdy tylko to zobaczyła, kazała mi zabrać ręce. Zdjęła mi bokserki i zaczęła robić to o czym marzyłem. Wzięła go do ręki i zaczęła mi walić. Po jakichś 10 sekundach wzięła mały kawałek mojego kutasa do buzi i w momencie wytrysnął. Zalałem jej usta spermą, pokazała mi ją w buzi i połknęła. Byłem pod wrażeniem mojej kuzynki. Powiedziała, że takiego wytrysku do buzi jeszcze nie miała. Ale to było spowodowane moim wielkim podnieceniem.

     

    Milena ponownie wzięła go do buzi i wylizała do końca, można było wyczuć, że już miała kutasa w ustach. Ponownie mi stanął i znów moje podniecenie zaczęło być coraz większe. Trzymała go w buzi jeszcze chwile, cały czas mocno stając i energicznie ruszając głową. W końcu go uwolniła z ust, wylizała moje jądra i się położyła. Oznajmiła mi tylko, że jest mega podniecona i wskazała palcem na rozłożone nogi. Pocałowałem ją w usta, uświadamiając sobie, że smak spermy pozostał w jej ustach. Więc zszedłem do jej majteczek. Uniosła biodra, aby pomóc mi je zdjąć. W końcu zobaczyłem jej cipkę, była wygolona, różowa i bardzo wilgotna. Na początku przejechałem po niej palcem, zrobiłem to kilkukrotnie, za każdym razem coraz mocniej. Milena zaczęła coraz głośniej, oddychać, a nawet krzyczeć. Krzyknęła „język”, wiedziałem co mam robić. Pochyliłem się nad jej cipką i przejechałem po niej językiem, tak jak wcześniej palcem. Poczułem wspaniały smak jej soczków, jej cipki. Lizałem ją coraz zachłanniej, coraz głębiej, nawet ją rozszerzałem rękami i lizałem wnętrze, całowałem ją. Milena coraz głośniej i częściej krzyczała. Wygięła się w łuk i przeżyła swój pierwszy orgazm ze mną. Nie przestawałem lizać jej dziurki, gdy się uspokoiła wyszeptała, że nie sądziła, że prawiczek może tak dobrze robić minetę.

     

    Mój kutas cały czas był sztywny, Milena gdy to dostrzegła pociągnęła mnie na koc i ponownie wzięła go do buzi. Ssała go z wielką chęcią. Gdy skończyła złapała mnie za rękę uniosła mnie z koca, a sama się położyła szeroko rozkładając nogi. Wszedłem między jej nóżki, wziąłem z rękę swój sprzęt i w nią wszedłem powoli, czułem wtedy największą rozkosz w życiu. Ciepła cipka obejmowała mojego kutasa. Wchodziłem coraz głębiej. Milena miała na twarzy grymas bólu, a zarazem szczęścia, coraz głośniej oddychała. Wkładałem jej i wyjmowałem, czułem jak dochodzę. Jej cipka zaczęła pulsować na moim członku, w tym samym momencie powiedziała, a właściwie wyszeptała wraz ze swoim ciężkim, podnieconym oddechem, że za chwile dojdzie. Kilka sekund później strzeliłem w jej cipke, prawie w tym samym momencie ona również miała orgazm. Wkładałem jej dopóki całkowicie mi nie opadł.

     

    Gdy orgazm Mileny się skończył, wyjąłem miękkiego już penisa z niej, sperma zaczęła jej wyciekać z dziurki. Kazała mi ją wytrzeć moją skarpetką. Zdjąłem ją z siebie i wytarłem jej cipke. Na koniec ja jeszcze oblizałem kilka razy, za co podziękowała wyczyszczeniem mojego kutasa ustami. Młody chłopak, jak się okazało nie ma dość i znów pojawiła się u mnie erekcja. Milena stwierdziła jednak, że nie ma już siły. Położyła się tylko obok mnie i biorąc swoją skarpetkę, założyła ją na mojego sterczącego penisa i bardzo powoli, oglądając pisemka doprowadziła mnie do ostatniego już wytrysku.

     

    Leżeliśmy na poddaszu jeszcze jakieś pół godziny, przytulając się i całując. Każdego następnego dnia wracaliśmy na górę, z nową porcją sił, pisemek i ważnych dla nas skarpetek.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Edek junior

    Licze na pozytywne komentarze, choć nie wszytskim przypadnie do gustu przez wątek ze skarpetkami

  • Instrukcja dla siostrzenicy

    Mam dziewiętnaście lat i mieszkam sam. Kiedy skończyłem osiemnastkę chciałem jak najszybciej się wyprowadzić na swoje, a raczej na wynajmowane. Jakoś tak się złożyło, że za niewielką cenę mogłem wynająć kawalerkę. Długo nie musiałem czekać, żeby starsza siostra (niezła imprezowiczka) zaczęła podrzucać mi swoją córkę. Diana miała trzynaście lat i musiałem jej puszczać bajki i czasami dawałem jej zagrać na mojej konsoli.

    Tego dnia, konkretniej w piątek, siostra również wpadła (jak zwykle bez zapowiedzi). Była dosłownie chwilę. Weszła i przywitała mnie:

    – Słuchaj, Przemek, masz tu Dianę i zajmij ją jakoś. Ja będę jutro… – Chwila przerwy. – Pojutrze rano.

    Zanim zdążyłem zaprotestować, to już Amelii, mojej kochanej siostrzyczki, nie było.

    Spojrzałem na dziewczynkę, która akurat rozsiadła się wygodnie na kanapie i wzruszyłem ramionami. Puściłem jej po raz kolejny Krainę Lodu i poszedłem robić kolację. Razem zjedliśmy i ja poszedłem do swojego pokoju, który był małą klitką. Mieściło się tam co najwyżej łóżko i małe biurko.

    Diana była średniego wzrostu, jak na trzynastolatkę, miała blond włosy do ramion i powoli rosnący biust, czyli małe wzgórki na drobnej klatce piersiowej. Moja siostrzyczka nie inwestowała w jakieś dziecięce biustonosze, więc jak młoda się dłużej śmiała, to spod bluzki widać jej było stojące sutki. Przyznam, że mnie to kręciło, ale powtarzałem sobie, że to jest rodzina i w życiu bym tego nie zrobił.

    Po jakimś czasie upewniwszy się, że Diana śpi zamknąłem drzwi w pokoju i założyłem słuchawki. Włączyłem jedną ze stron porno i zacząłem się rozsiadać na fotelu, a ręka sama powędrowała w stronę kroku i przez materiał gładziła rosnącego rycerza. Przez jakiś czas szukałem odpowiedniego filmiku, aż nagle spojrzałem w stronę drzwi, które teraz były otwarte, a w nich stała moja siostrzenica wpatrzona w monitor. Dziewczyna miała na sobie bluzkę bez rękawów i luźne bokserki (Amelia chyba nie zwróciła uwagi, że kupiła córce męskie majtki).

    Ja szybko zdjąłem słuchawki i szybko zamknąłem stronę.

    – Nie śpisz? Od dawna tu jesteś? – spytałem się. Byłem nieco wystraszony, bo jeszcze nikt mnie nie przyłapał na oglądaniu pornoli, a głupio mi było, że zrobiła to moja siostrzenica.

    Diana spojrzała się na mnie i odparła:

    – Chwilę… co to było?

    – Nieważne. Idź spać, bo powiem mamie, że się mnie nie słuchasz.

    Zadziałało, ale po chwili trochę tego żałowałem. Sam również się położyłem i później byłem się z myślami, że jestem jakiś nienormalny, że kręci mnie ktoś z rodziny, a w dodatku taka młoda osoba.

    Po jakiejś godzinie drzwi znowu się otworzyły i weszła Diana.

    – Mogę z tobą spać? Ja się trochę boję.

    Rzeczywiście mogła się trochę bać, bo nie mieszkałem na spokojnej dzielnicy, co było powodem niskiej ceny wynajmu i czasami pijani ludzie chodzili i krzyczeli.

    – Mama by tego chyba nie chciała.

    Jak zaczęła mnie prosić, a ja w tle słyszałem głośniejsze zachowania, to w końcu jej pozwoliłem. Nie miałem wielkiego łóżka, więc nie było mowy i spaniu pod różnymi pościelami, bo dwie by się nawet nie zmieściły.

    Jak już imprezowicze się gdzieś przenieśli, to Diana się spytała:

    – Dlaczego mama by nie chciała, żebym z tobą spała?

    – Bo może by pomyślała, że coś ci zrobię…

    – A co mi zrobisz? – To brzmiało raczej jak prowokowanie, niż pytanie ze strachu, a ja po niedokończonej sesji przy kompie dałem się.

    – Jak nie powiesz mamie, to zapal światło i daj mi rękę.

    Diana spojrzała się na mnie i wstała. Zapaliła światło, odsłoniła kołdrę i zmierzyła mnie wzrokiem.

    – Znowu masz coś w majtkach, jak przy tym dziwnym filmie, co oglądałeś.

    Głupio mi się zrobiło, ale nie było na to czasu, bo dziewczyna podała mi rękę i powiedziała, że mam pokazać.

    Zamknąłem jej rękę w pięść i wyprostowałem jej palec wskazujący. Odsłoniłem lekko bluzkę, żeby było widać pępek i pojechałem nim w dół. Jako, że dziewczynka miała za duże majteczki, to nasze ręce bez problemu się tam zmieściły. Pokrążyłem jej palcem po wzgórku łonowym i wyczułem, że zaczynają jej włoski rosnąć. Diana zaczęła głębiej oddychać i trochę się wiercić.

    – Powiesz o tym mamie?

    – Nie – odparła bez namysłu.

    Wyjęła rękę z majteczek, a następnie je ściągnęła do kostek. Moim oczom ukazał się skarb Diany.

    – Dotknij – powiedziała.

    Nie musiała mnie namawiać. Mój palec ruszył podobną trasą i pogładził jej kilka włosków łonowych, które były bardzo jasnego koloru. Zjechałem trochę niżej, a potem wróciłem do pępka. I odsunąłem palec.

    – Bawiłaś się kiedyś w ten sposób?

    – Próbowałam, ale się trochę bałam i przestałam – odpowiedziała po chwili.

    – To daj palec, zrobię ci mały trening.

    – Ale potem pokaż co masz w majtkach.

    – Zgoda.

    Diana znowu dała mi swój palec. Zjechałem prosto do jej wzgórka łonowego i bardzo powoli jechałem coraz niżej.

    – Czujesz takie coś, co jest troszkę twardsze?

    – Tak.

    Uszczypnąłem ją delikatnie, a ona wzięła głębszy oddech.

    – To jest łechtaczka. Ona służy, żeby było ci dobrze kiedy się tak bawisz. – Diana przytaknęła. – A teraz rozchyl nogi.

    Jej szparka delikatnie się otworzyła i widać było małe wargi sromowe. Przejechałem po nich palcem siostrzenicy, która szybko oddychała. Spojrzałem na jej sutki, które teraz wyraźnie wystawały, jak naboje.

    – To są wargi – rzuciłem.

    – Co?

    – Wargi sromowe, otwierają się w takich sytuacjach jak dzisiaj.

    Z racji tego, że chwilę wcześniej zaczęły się z jej szparki wydobywać soki, to troszkę wziąłem na swoje dwa palce i jej pokazałem.

    – Jak jesteś podniecona, to zaczyna wypływać z ciebie taka ciecz.

    – Krew? Mama mówiła, że jak dojrzeję, to zacznę krwawić.

    – Nie. – Po chwili, ze zdziwieniem, się spytałem: – To nie miałaś jeszcze okresu?

    – Nie.

    Wziąłem znowu jej palec i bardzo powoli włożyłem do szparki.

    – A teraz sama wkładaj, ale bardzo wolno. Jak poczujesz opór, to nie wciskaj się tam.

    – Juz… a czemu mam tego nie robić?

    Spojrzałem na jej palec i był włożony do prawie drugiego więzadła jej małej (w porównaniu do mojej) rączki.

    – Bo wtedy będzie bolało.

    Po chwili Diana wyjęła palec i spojrzała na mnie.

    – Teraz ty zdejmij gacie.

    – Dobra, ale jak zdejmiesz bluzkę.

    Dziewczyna zdjęła bez wahania i ukazały mi się dwa niewielkie wzgórki. Jednym ruchem pozbyłem się majtek i Dianie ukazał się mój rycerz. W międzyczasie ona sama nogami wyrzuciła gdzieś na środek pokoju swoje bokserki.

    – Daj dotknąć – powiedziała. Po chwili dodała – wcześniej widziałam tylko takiego małego siusiaka Igora.

    Igor, to brat Diany, który ma siedem lat.

    Dziewczyna chwyciła mojego penisa i naciągnęła maksymalnie skórkę. Spojrzała na główkę i ją powąchała.

    – Dziwnie śmierdzi.

    – Spróbuj polizać – zachęcałem ją.

    Spojrzała się na mnie jakby dostała nietrafiony prezent, ale wykonała zadanie. Po chwili jeszcze raz to zrobiła i całą główkę włożyła do buzi. Nie ssała, po prostu tam trzymała przez kilka sekund i wtedy przełknęła ślinę i wyjęła.

    – Ma dziwny smak. Ani dobre, ani złe. – Spojrzała się na mnie. – Dziwne, ale przyjemne. Czuję ciepło w pisi.

    Jeszcze raz chwyciła mojego rycerza lewą ręką i kilka razy niezdarnie spróbowała nim poruszać, a drugą rękę położyła na piersi. Ja to samo zrobiłem z moją lewą i delikatnie ścisnąłem, jednocześnie drażniąc kciukiem sutka.

    – Muszę wytrzeć cię – powiedziałem.

    Ona spojrzała na dół i zobaczyła plamę na prześcieradle. Zdjęła rękę z mojego penisa. Spojrzała się na mnie i wyszeptała “przepraszam”.

    – Nic się nie stało, coś na to poradzimy.

    Wziąłem ją za jej chude nogi i rozłożyłem nieco bardziej.

    – Teraz cię trochę wytrę, jak nie będziesz miała nic przeciwko to tym. – Wskazałem na mój sprzęt.

    – Nie wsadzaj tam – powiedziała cicho.

    Zacząłem jeździć po całej szparce, która była naprawdę wilgotna i lał się powoli mały strumyczek.

    Wstałem i poszedłem do kuchni i szybko wróciłem. Wziąłem ze sobą kieliszek i ułożyłem tuż pod jej dziurką, żeby się napełniał jej soczkiem. Poczekałem chwilę i pokazałem jej do połowy pełny kieliszek.

    – Chcesz posmakować swojego soczku?

    Kiwnęła ochoczo głową i dałem jej kieliszek. Przechyliła go i stwierdziła, że to ma dziwny smak i jest słone. Oddała mi kieliszek, a ja położyłem go przy łóżku, a sam pochyliłem się i zacząłem jeździć po jej skarbie języczkiem. Zataczałem koła przy łechtaczce słysząc jak siostrzenica się kładzie z powrotem i dyszy. Rękoma trzymałem jej nogi w udach, które się wierciły. Zlizywałem jej nektar i podgryzałem lekko łechtaczkę, wjeżdżałem językiem do jej małej norki, aż w końcu Diana podniosła miednicę i wydała z siebie zduszone połączenie krzyku, westchnienia i nagłego, niespodziewanego wydechu powietrza. Jej małe wargi zaczęły się lekko poruszać i przez moment zaczęło wypływać więcej nektaru, który szybko zlizałem. Gdy się wyprostowałem, to Diana szybko złączyła nogi. Położyłem rękę na prawej piersi. Czułem jak jej serduszko szybko bije i powoli wraca do normalnego rytmu.

    – Miałaś teraz pierwszy orgazm, zgadza się?

    – Chyba… tak – powiedziała ciągle dysząc.

    Z racji tego, że u mnie ciągle rycerz był w gotowości, to znowu się pochyliłem i rozłożyłem jej nogi. Zacząłem ssać jej łechtaczkę i czasami delikatnie podgryzając. Prawa ręka była ciągle na piersi Diany, a lewa łokciem trzymała nogę, a palcem kręciła się przy mokrej szparce.

    Odsunąłem się od krocza Diany i przysunąłem bliżej swoje.

    – Co teraz zrobisz?

    – Powiesz jak będzie bolało?

    – Nie chcę, żebyś tam go całego włożył – powiedziała ze strachem w oczach.

    – Nie bój się, nie włożę go całego.

    Bez jej pozwolenia zacząłem jeździć rycerzem od, mokrych już, włosków do dziurki, ale jeszcze nie wkładając. Czekałem, aż dziewczyna się rozluźni i czułem, że tylko moment jest potrzebny, żebym doszedł. Przyłożyłem go do jej małej norki i powoli wkładałem główkę. Diana spojrzała się na mnie niepewnie. Pamiętając ile miała palca w środku włożyłem połowę główki i spytałem się czy boli, ona odparła, że nie, ale żebym uważał. Położyłem jej rękę na łonie i powiedziałem, żeby środkowym palcem szybko naciskała łechtaczkę. Ja włożyłem jeszcze troszkę, prawie całą główkę i powiedziała, żebym już przestał. Tak też zrobiłem. Kilka razy ścisnąłem mój sprzęt i zadziałało to jakbym odkręcił kurek. Doznałem najlepszego orgazmu na świecie i przez kilka sekund poleciało kilka białych strzałów.

    – Czuję ciepło w środku. – Uderzyła kciukiem w miednicę.

    Ja widziałem jak jej nektar miesza się z moim i szybko podłożyłem kieliszek, do którego zaczął się zbierać. Z mojego penisa przestała lecieć sperma i po chwili zaczął się kurczyć i wypadł z norki Diany. Ona jeszcze przez chwilę wykonywała szaleńczo szybkie ruchy ręką i rzuciła się na moje łóżko i tym razem wydarła się z całej siły. Kieliszek zaczął się przelewać więc go odłożyłem na biurko.

    Położyłem się obok młodej i objąłem ją.

    – Jak się czujesz?

    – Zajebiście.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Istota

    Dzień z życia Przemka.

  • Pragnienia – poczatek cz.1

    Czego spodziewasz się od życia? Szczęścia, bezgranicznej radości i wolności, czy całkowitego zniewolenia? W gruncie rzeczy, wszyscy jesteśmy zniewoleni. Tylko głupiec odczuwa swobodę w tym chorym świecie. Żyjemy w więzieniu formy.

    Dokładnie te myśli przewijały się przez jej brudny umysł. Próbowała utkać z nich grubą sieć, która właściwie przypominała pajęczynę. Nie potrafiła znaleźć w nich żadnego punktu odniesienia i gubiła się w każdej z nich. Czego tak naprawdę chciała? Przed komputerem oraz z Red Bullem w lewej dłoni starała się zapanować nad swoimi potrzebami.

    Nuda zabijała ją od środka. Nie wiedziała, co ma ze sobą zrobić i ile poświęcić czasu na te głupoty, którymi się zajmowała. Przeglądanie idiotycznych zdjęć w internecie mogło stać się nudne. Zabawnym wydawał się jej fakt, że tak inteligentna osoba o tak skomplikowanych myślach przegląda właśnie w tym momencie wypociny internautów.

    W końcu podjęła poważną decyzję o wejściu na Chatroulette. Poczuła się, jak żałosna idiotka, która traci całe swoje życie na bezcelowe działania. Co z tego? Kto może jej tego zabronić? Nikt. I tak nie zapanuje nad swoim brudnym umysłem.

    To wszystko brzmi groteskowo, ale dokładnie takie samo jest jej życie. Odbierała sobie możliwość nakłonienia samej siebie do zrobienia czegoś praktycznego. Chatroulette niczym jej nie zaskoczyło. Kolejny raz przeglądała facjaty napalonych i brudnych mężczyzn, szalonych azjatek, czy rzuty na odrzucające męskie przyrodzenia.

    Miała już wychodzić, ale coś ją zatrzymało. Postanowiła włączyć lampkę, ponieważ w jej pokoju zapanowała przejmująca ciemność. Gdy skierowała kursor myszki na znak “x” zamykający okno przeglądarki, jej oczom ukazała się wyjątkowo interesująca twarz. Kości policzkowe znajdujące się na małym ekranie kamerki partnera przykuły jej uwagę. Wpatrywała się w nieskazitelnie błękitne oczy z otwartymi ustami. Wprawiały ją w rodzaj zakłopotania, a jednocześnie wywoływały strach. Mimo tego… Nie potrafiła przestać w nie patrzeć. Już teraz wiedziała, że chce się w nich zatracić…

    Z tej krótkiej zadumy, która wydawała się jej wiecznością, wyrwał ją dźwięk wiadomości.

    PARTNER:
    Witaj.

    Serce zaczęło jej przyspieszać. Była to zwykła wiadomość, która mimo wszystko wywołała u niej motylki w brzuchu. Jak to rozumieć? Przecież to tylko internet…

    ME:
    Witaj. Co tu robisz?

    Jej rozmówca chwilkę myślał nad odpowiedzią. W tym czasie na jego twarzy pojawił się nonszalancki uśmiech sprawiający, że uda dziewczyny zacisnęły się mimowolnie.

    PARTNER:
    Leczę chorobę zwaną nudą. A Ty?

    ME:
    Dokładnie to samo… Zapomniałam już, co to znaczy spotkać kogoś normalnego na Chatroulette.

    PARTNER:
    Czy normalnego, to się jeszcze okaże.

    Pewny siebie uśmiech wciąż nie znikał z jego twarzy. Czuła się zakłopotana i obserwowana przez głębokie, błękitne oczy. Odpowiedź ta wydawała jej się conajmniej dziwna. Chciała grać w jego grę, sięgnęła po następną kartę.

    ME:
    Jaka jest skala Twojego dziwactwa?

    PARTNER:
    Przeraziłabyś się, gdybym Ci powiedział. Ludzie nie lubią odmieńców.

    ME:
    Sama nim jestem. Już nic w życiu mnie nie zdziwi.

    Chłopak z kamerki w pewnej chwili odwrócił się. Spojrzał w kąt pokoju, w którym przebywał i podjął się pisania. Czy chce ją opuścić? Nie może poddać się tak łatwo…

    PARTNER:
    Wybacz, moja droga nieznajoma, ale muszę iść. Jednak chciałbym jeszcze mieć okazję popatrzeć na Twoje usta, są idealne. To mój numer Gadu-Gadu – 6573934. Odezwiesz się?

    ME:
    Tak, czekaj na wiadomość.

    PARTNER:
    Zatem… Do napisania.

    Zniknął. Ta sytuacja wydawała jej się okropnie dziwna. Pojawił się tak nagle, a odszedł jeszcze szybciej. Jedyną nadzieją był pozostawiony numer Gadu-Gadu. Szybko włączyła komunikator, aby wpisać dane, jakie jej pozostawił. Katalog zadziałał szybciej niż zwykle. Dowiedziała się, że nazywa się Adam i ma dwadzieścia pięć lat. Zosia uwielbiała starszych facetów. Czuła się przy nich bezpiecznie, jak mała dziewczynka. Przecież nią była… Miała zaledwie siedemnaście wiosen na swoim karku… Wiedziała, że chce zobaczyć jego kości policzkowe kolejny raz. Nie sądziła, że cokolwiek może ją powstrzymać przed napisaniem do niego. Podskórnie czuła jednak, że to może się źle skończyć.

    ZOSIA:
    Trafiłam na odpowiedni moment?

    ADAM:
    Tak. Musiałem odebrać ważny telefon. Dlatego tak szybko Cię opuściłem.

    ZOSIA:
    Zrobisz to następnym razem?

    ADAM:
    Jeśli będę mógł wciąż patrzeć na Twoje usta, to nigdy…

    Zosia poczuła się zdezorientowana. Nikt nigdy nie pisał o niej w ten sposób, a tym bardziej nie mówił. Nawet nie słyszała takich rzeczy od swojego byłego chłopaka, któremu oddała dziewictwo. Dlaczego pisał jej takie rzeczy?

    ZOSIA:
    Być może zdarzy się okazja. Opowiedz mi coś o sobie.

    ADAM:
    Pewnie jak już zauważyłaś, mam na imię Adam. Mam dwadzieścia pięć lat. Właśnie w tym roku uzyskałem tytuł magistra prawa. Pracuję aktualnie w jednej z kancelarii w Warszawie. I to chyba tyle, ile powinnaś wiedzieć.

    ZOSIA:
    Tylko tyle?

    ADAM:
    Aż tyle. Teraz to i tak za dużo.

    ZOSIA:
    Mieszkam w Warszawie. Dobrze się składa.

    ADAM:
    Czyli mam szansę zobaczyć Twoje usta w rzeczywistości?

    ZOSIA:
    To się okaże…

    ADAM:
    Zupełnie jak moja normalność… Biedactwo.

    ZOSIA:
    Dlaczego biedactwo?

    ADAM:
    Trafiłaś na nieodpowiedniego człowieka.

    ZOSIA:
    Skoro jesteś nieodpowiednim człowiekiem, to dlaczego mi na to pozwalasz?

    ADAM:
    Lubię deprawować ludzi. Zupełnie jak władza.

    Teraz już przestraszyła się nie na żarty. Sposób pisania Adama przerażał ją, a jednocześnie sprawiał, że odczuła delikatny skurcz w mięśniach ud. Nie było to podszyte erotyzmem, a jednak wywoływało u niej obślizgłe myśli, których i tak już miała w swojej głowie za dużo. Długo zastanawiała się nad odpowiedzią. Partner był zdecydowanie niecierpliwy.

    ADAM:
    A ty? Opowiesz mi coś o sobie?

    ZOSIA:
    Mam na imię Zosia, uczę się i staram odnaleźć swoje miejsce na świecie.

    ADAM:
    Widzę, że grasz w moją grę… Łatwo jest się Ciebie domyślać.

    ZOSIA:
    Oko za oko.

    ADAM:
    Na jakiej uczelni się uczysz, zagubiona duszyczko?

    ZOSIA:
    Nie studiuję… Chodzę do liceum.

    ADAM:
    Ugh…

    ZOSIA:
    Czy coś się stało?

    ADAM:
    Nic. Jesteś młodziutka.

    ZOSIA:
    Osiem lat różnicy…

    ADAM:
    A do tego mała matematyczka z Ciebie! Och, mam pewne pragnienie.

    ZOSIA:
    Jakie, Adamie?

    ADAM:
    Chciałbym poczuć Twoje piękne usta. I posłuchać, jak głęboko oddychasz. Miałem próbkę na Chatroulette. Chyba zapomniałaś wyłączyć mikrofon.

    Siedząc przed komputerem, oblała się rumieńcem. Cieszyła się, że tego nie widzi, chociaż wiedziała, że dokładnie tak teraz sobie ją wyobraża. To wzbudzało jeszcze większe pożądanie. Po tak krótkiej wymianie zdań wiedziała, że go pragnie.

    ZOSIA:
    Głupio mi…

    ADAM:
    Niepotrzebnie. Ładnie oddychasz.

    ZOSIA:
    Dziękuję…

    ADAM:
    Rozumiem, że jesteśmy umówieni?

    ZOSIA:
    Skąd ta pewność?

    ADAM:
    Wiem, że tego chcesz.

    ZOSIA:
    Umówieni, żebyś mógł poczuć moje usta?

    ADAM:
    Dokładnie tak.

    ZOSIA:
    I czego mogę się spodziewać?

    ADAM:
    Dreszczy na całym ciele, kotku…

    Miała ochotę zapaść się pod ziemię. Chciał jej. On po prostu jej chciał. A ona chciała jego. Cała sytuacja była absurdalna. Zosia popatrzyła w dół. Dostrzegła, że jej dłoń zawędrowała zdecydowanie niżej niż brzuch. Dotykała się, wyobrażając sobie, jak on mógłby ją pieścić. Wyobraźnia podpowiadała jej obrazy gorącego seksu, a fakt, że poznała tego mężycznę w tak dziwny sposób, jeszcze wzbogacał pożądanie.

    ZOSIA:
    Chyba właśnie tego mi brakuje w życiu.

    Czekała na odpowiedź zdecydowanie za długo. Jego ikona zrobiła się czerwona, a ona nie była w stanie tego wytrzymać. Adam gdzieś zniknął. Być może celowo ją zostawił w tak niegrzecznym stanie. Zosia położyła się do łózka i resztę wieczoru spędziła na pieszczeniu swojego ciała. Dotykała się dopóki jej ciała nie przeszyła fala orgazmu. Zasnęła zmęczona z wyobrażeniem jego kości policzkowych i ust między jej nogami.

    Przed tym podjęła interesującą decyzję. Spotka się z nim i będzie się z nim pieprzyć. Aż do skrajnego wycieńczenia. Tego właśnie brakowało w jej życiu.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Anna Kwiat

    asdfghjkl;

  • Do konca

    Położyłam się na łóżku, niemal z przysięgą na ustach, że tym razem nic się nie wydarzy.

    Czasem bawi mnie moja własna naiwność.

     

    Czułam jak alkohol pulsuje w moich tętnicach, nie wiem, czy byłam w stanie sklecić w umyśle coś więcej niż świadomość tego, że obok mnie kładzie się mężczyzna, który codziennie posuwa mnie w moich fantazjach. A teraz ułożył się obok i wziął głęboki oddech. Moje ciało wyczekiwało dotyku jak łąka rosy po suchym i upalnym dniu. Między moimi udami już dawno nie było sucho.

     

    Próbuję wrócić do momentu, w którym zaczęłam rozbierać go swoim wzrokiem tego dnia.. chyba w momencie, kiedy odczytałam sms-a ,,tory, dziś?”

     

    Poczułam na plecach jak ciepło jego ciała zbliża się do mojego. Jest. Klepnął mnie w pośladek, więc też o tym myśli. Tylko dlaczego tak lekko? Poprosiłam o mocniej.

    Kiedy próbuję opisać jak moje ciało reaguje na jego dotyk, przychodzi mi jedynie skojarzenie z elektrycznością. Reaguję tak intensywnie, że czasem jako najlżejsza łaskotka graniczy z bólem. Lubię to. 

    Po drugim klapsie był już zdecydowany, może też sprawdzał jak zareaguję? Jego dłoń od razu zeszła do konkretów. Lubię jego ciepłe i miękkie dłonie i to mruczenie do ucha, kiedy sprawia mi przyjemność, które ma ton pytający, czy mi się podoba. 

    Pamiętam, że zaskoczyło mnie jak bezbłędnie dotarł do punktu g. Chyba żaden mężczyzna wcześniej nie dotykał go świadomie. 

    Ściągnął ze mnie legginsy, które chwilę wcześniej zakładałam obijając się o szafę, ścianę i kant drzwi. To nic, wiedziałam do czego to zmierza. I się nie myliłam, jego język spotkał się po sekundzie z najczulszym miejscem między moimi nogami. 

    Jest idealny, ciepły i delikatny a jednak nieziemsko sprawny, wystarczająco by wydusić ze mnie szczęście o 3 nad ranem, ze współlokatorami za ścianą. Do dzisiaj nie wiem, jak głośno byłam. 

    Boże… ta chwila mogłaby trwać wieki, chłonęłam to, co robił, całym swoim ciałem. Kiedy myślałam, że to już szczyt jego umiejętności, poczułam, jak wsuwa we mnie palce i bezbłędnie drażni mój punkt g. Gdzie on się tego nauczył?!

    Przez chwilę poczułam jak włącza mi się to cholerne ,,dość, wystarczy” ale on, jakby ułamek sekundy wcześniej to wyczuł i na chwilę przerwał, biorąc moją rękę i kładąc ją na łechtaczce. Zawsze się tego wstydziłam, wiedział to. Siódemki wiedzą, że siódemki potrzebują się przełamywać.

    Było mi tak cudownie. Pamiętam tę myśl, że jest cierpliwy, że też mu zależy, żebym szczytowała. Po raz pierwszy nie czułam presji. Byłam tak blisko, że potrzebowałam przerwy, dziwne uczucie. Chyba się tego przestraszyłam. Zrobił wtedy coś czułego, za cholerę nie pamiętam co, ale moje ciało zrobiło się już gotowe by chłonąć go dalej. Dotknęłam przez przypadek jego palców pod kołdrą. ,,O BOŻE, jaka jestem mokra”

    Chyba chwilę, zanim doszłam, czułam jak przychodzi szczęście, nie wiem jak to opisać. Radość z tego, że mi pomagał? Że wszystko ze mną ok? Czy że uwielbiam jego dłonie..
    Zaczął całować mnie po wewnętrznej stronie ud, każdy pocałunek elektryzował moje ciało do granic wytrzymałości. Nie wiedziałam, że tak to lubię. Orgazm przyszedł tak naturalnie, czułam go każdą komórką ciała, chyba mnie wygięło w którąś stronę, a on w moim rytmie poruszał palcami jeszcze go potęgując. Fala. Życie jest piękne.

    A teraz jest nawet piękniejsze – na koniec deser, wiedziałam, że mi pozwoli wziąć go do ust. Był już twardy, taki gotowy, by pieprzyć się ze mną jeszcze pół nocy. Eh.
    Objęłam go powoli ustami, wstrzymał powietrze. Powoli nabieraliśmy rytm, czułam, że idzie za moim. Obijał się o moje gardło, strużka śliny spływała mi po brodzie. Uwielbiam to. Po chwili poczułam jak znów robię się mokra, zaproponował 69. OCH, dławiłam się nim, był tak głęboko. Zaczęliśmy tracić rym, wiedziałam, że się zbliża. Bez ostrzeżenia wypełnił moje gardło ciepłem, stało się. Ciekawe czy jego orgazm jest podobny do mojego.

    Gdyby nie ten alkohol, nie skończyło by się na tym, wiedziałam, że to moja przepustka, w miesięcznej podróży przez wyrzeczenia. 

    Zadowoliłam się tym, prawie do końca.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Dziewczyna Alladyna

    mind

  • Winda

     

    Małgorzata szła na lunch. Za oknem plus 35 stopni, w ich biurowcu padła klimatyzacja i czuła się jak sardelek w puszcze wystawionej na działanie ostrego słońca. W swoim biurowym stroju czuła się ponadto bardzo sztywno i nie wygodnie.. Ten Dress code doprowadzał ją do szału. Uwielbiała podkreślać swój seksapil, kobiece kształty.. była bardzo atrakcyjną kobietą jak na swoje 35 lat. 170 cm wzrostu, duży jędrny biust i tyłeczek, za którym oglądał się każdy facet w biurze. Miała kiedyś męża.. ale w pogoni za karierą ich drogi się rozeszły. On znalazł sobie dziuplę u sekretarki i chętnie z niej korzystał.. był to zresztą główny powód ich rozwodu.. Ale no żyją w przyjacielskich stosunkach. W każdym razie od tego czasu nie miała stałego partnera. Wiedziała, że czas jej mija.. chciała mieć dzieci i założyć rodzinę, ale z byle kim tego nie zrobi. Jej facet ma być przystojny, mieć to coś, inteligentny oraz genialny w łóżku.. Tak. Ona do tego przykłada dużą wagę. Po mężu przespała się z kilkoma facetami, ale nie zadowolili jej. Jej potrzeby były przeolbrzymie, była niedorżniętą suką która musiała się zaspokajać wibratorami, butelkami i innymi przyrządami.  

    Idąc tym korytarzem czuła spojrzenia tych wszystkich samców, których była przełożoną. Było tak gorąco, że jednak pozwoliła sobie na odpięcie o jeden guzik więcej niż zwykle.. Wchodząc do wind, odkręciła butelkę mineralnej wody, którą miała przy sobie.. oblizała ją delikatnie zanim skosztowała tej chwili przyjemności ochładzającej jej ciało na chwile.. Widziała, że faceci dostali szału na jej widok.. I jak wygłodniali patrzyli się w jej stronę. Lubiła tak na nich działać..  Wdusiła przycisk 1 odzwierciedlający piętro 1 i jechała na dół z 30. Lubiła władzę.. jak nad ludźmi tak i w łóżku uwielbiała dominować.. może dlatego tak szybko Arek, jej mąż miał dosyć seksu z nią i unikał tego, nie potrafiąc spełnić jej wymagań.

    Zgrzyt. Usłyszała huk i winda się zatrzymała. Była między 10 a 15 piętrem. „Nosz kurwa jeszcze tego brakowało” syknęła. Nie dość, że była głodna, to jeszcze wkurzała ją perspektywa spędzenia kilku godzin w windzie, zanim ją znajdą i naprawią. Nie wzięła telefonu, bo uznała że lunch to jest czas na odpoczynek i nabranie sił, a nie gadanie o biznesowych pierdołach.

    Po dwóch godzinach usłyszała w końcu męski głos: „Halo, jest tu ktoś” ? „No kurwa nareszcie patałachy, ile można było czekać?!” Wykrzyczała wkurzona na cały świat próbując wyładować się na tym nieszczęsnym konserwatorze wind. Zobaczyła, że górne wieko windy się otwiera i go ujrzała.. „Niech się pani tak nie denerwuje, złość na urodzie szkodzi..” Zeskakując, radośnie rzekł to, po czym ukazał się jej najprzystojniejszy facet jakiego widziała.. Krótko ścięte włosy.. opalony i te jego przenikliwe, przenikające na wylot niebieskie oczy.. A uśmiech.. Totalnie ją porażał.. „Mam na imię Kacper i będzie musiała pani ze mną wytrzymać te kilkanaście, może kilkadziesiąt minut zanim naprawie to gówno i ruszy” podając jej rękę nie trzymał się jakiś reguł.. po prostu potraktował ją na równi sobie. Ona uścisnęła ją.. nie mogąc napatrzyć się na jego tors.. jego duże sutki.. i ten biceps.. ponieważ nie miał bluzki i był w samych spodniach z szelkami.. razem z kompletem kluczy. Wyobrażała sobie, ze zaczyna na nim jeździć.. ssać jego sutki..„ Myślę, że tylko bezpiecznik padł, ponieważ nie jest to żadna usterka mechaniczna, tylko kłopot z zasilaniem” Rzekł.. „trzeba wymienić i ruszy”

    „ile ma pan lat, panie Kacprze”? usłyszał.. „26” odpowiedział i się zdziwił.. Bo w sumie rzadko kto z nim zaczyna rozmowę. Ona wyobrażała sobie jednak w tym czasie, że  ssie jego sterczącą pałę, która po chwili zalewa jej twarz… „Halo, czy pani mnie słyszy”? Konserwator się zdziwił, ta babka odpłynęła.. Tak w sumie się dopiero pierwszy raz jej przyjrzał.. „jebnąłbym” pomyślał. „YYYY przepraszam, zamyśliłam się…” rzekła. W tym samym czasie winda ruszyła..  i kiedy ona uradowana zaczęła dziękować chłopakowi, nagle windą znów szarpnęło i ona na niego wpadła, przewrócili się na podłogę.. Na początku czuła zażenowanie ta sytuacją.. ale minęła sekunda.. postanowiła to wykorzystać.. podobał się jej jak cholera.. i pocałowała go.. od razu tak namiętnie, zachłannie.. smakował wybornie.. Kacper, zdziwiony nie reagował, ale podobało się mu to(któremu by to się nie spodobało? ) to też zaczął dotykać jej tyłek.. macając.. ugniatać.. „jaki on jest przyjemny..” pomyślał.. Ona tym czasem rozpięła jego szelki.. ukazał się jej cudny, umięśniony tors.. czuła taki męski zapach, który zawsze na nią działał jak afrodyzjak.. Zaczęła go całować po brzuchu.. schodząc niżej i niżej.. doszła do jego pasa.. rozpięła dalej spodnie.. ukazały się jej nabrzmiałe slipy.. „Zobaczymy, co tam chowasz Kacperku”.. rzekła i ściągając je z niego ukazał się największy, najgrubszy kutas jakiego w życiu widziała.. Na oko 30 cm i tak gruby, że nie mogła go ująć w jednej dłoni.. włożyła go sobie do ust po same migdałki i zaczęła ssać.. Ale nie włożyła go nawet do połowy.. to też ujęła go w ręce i sobie pomagała.. „O kurwa, ale ty jesteś zajebista” sapał, dociskając jej głowę do swego kutasa.. Ona się krztusiła, ślina jej kapała z ust.. ale dalej zapamiętale go przygryzała, ssała jak rasowa dziwka… „No mała, rozbierz się .. musze cię posmakować teraz..” zaśmiał się.. „Co?! To ja tu kurwa rządze.. jak będę chciała to to zrobię!” wykrzyknęła..  i dostała uderzenie w twarz.. „Słuchaj, rozpaliłaś mnie to teraz musisz dać i się nie migaj, że rządzisz.. nie znoszę takich wyzwolonych bab co myślą, że zdominują faceta..” Mówiąc szarpnął ją za bluzkę i zdarł z niej ją  a potem stanik.. przyssał się do jej sutków.. do jej wielkich cycuchów.. przyparł ją do ściany.. próbowała się wierzgać, wyrywać.. ale on sprawiał jej taką przyjemność.. Przyłożył rękę do jej cipki.. była taka nabrzmiała.. pulsowała.. kapało jak z kranu… „Och tak.. ale mi przyjemnie ,błagam nie przestawaj” jęczała.. „Zobaczysz co to przyjemność jak ci go włożę..” Zaśmiał się szyderczo z niej.. Zdarł z niej resztę ciuchów.. i rzucił na podłogę.. Położył się na niej.. i go włożył…. „Oooo kurwa! On mi zaraz rozpierdoli cipę!” Wrzeszczała. Nie miała nigdy takiego sprzętu w sobie.. czuła, że wypełnia ją dokładnie, każdy jej zakamarek go miał.. A on wchodził coraz głębiej.. i głębiej.. Sprawiając jej dziką rozkosz.. wyginała się jak rasowa suka, która pieprzy się zawodowo pod lampą.. Wysunął go.. i wsunął z powrotem.. i tak znowu.. i jeszcze raz.. kolejne pchnięcia.. coraz szybsze.. mocniejsze.. ona odpływała… „Taaaaaaaaaak! O taaak! Pierdol mnie, jesteś świetny!” jęczała.. jej orgazm był blisko.. w tym samy czasie on dopadł do jej ust.. były takie soczyste.. namiętne.. pierdolił ją ostro trzymając za szyje..   Doszła. To było coś niesamowitego.. Domina została zdominowana, ona  pierwszy raz przeżyła kobiecy wytrysk.. wierzgała się na wszystkie strony, tracąc świadomość na chwile.. on też osiągnął to co chciał.. zalał całą windę.. swoje narzędzia.. ich ubrania.. a także jej cipkę i twarz.. wyglądała przepięknie.. . Po dłuższej chwili.. Kacper ogarnąwszy się dokończył naprawianie windy.. Małgorzata tym czasem szukała swojej garderoby, czyściła chusteczkami spermę, poprawiała fryzurę na szybko w windzie..  „Winda naprawiona”. Odrzekł Kacper. „Co robisz dzisiaj wieczorem?” Spytała zalotnie.. „wiesz, nikt mnie tak nie zerżnął, a jak widzisz jestem atrakcyjną kobietą i miałam dużo facetów.. ale ty jesteś niesamowity..” „Co robię? Myślałem, że to dawno już uzgodniliśmy, że wpadnę do ciebie i cię wypierdolę w dupę tak mocno w kosmos..” Mówiąc to spojrzał w jej oczy.. „A więc tu masz mój adres.. przyjdź o 19. Czekam”.. odrzekła.. Po czym wjechali na 30 piętro robiąc mu dobrze ustami.. lunch już nie był potrzebny.. miał tyle spermy w sobie, że spokojnie wystarczył jej to na posiłek.. 

    CDN..  

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    XXX xxx

    😉

  • Wspolpracownica 1

     

    Znamy się prawie dziesięć lat. Dobrze pamiętam dzień, w którym pojawiła się z teczką dokumentów przed wejściem do naszego biura. Była wtedy nową kandydatką do pracy. Dochodząc do krzesła, na którym siedząc oczekiwała na rozmowę ze mną, spróbowałem ocenić jej atrakcyjność. Nie wiedziałem wówczas, w jakim była wieku. Parokrotnie zmierzyłem ją wzrokiem, ale w kolejnym ułamku sekundy udało mi się pozbierać więcej szczegółów co do jej aparycji, kiedy wstała i wyciągnęła dłoń na przywitanie. Zaprosiłem ją dalej do swojego gabinetu.

    Sylwetkę miała szczupłą, jasne włosy, wyraziste rysy twarzy, z lekka zaokrąglone pośladki, no i mały biust. Westchnąłem sobie widząc jej niewielkie piersi pod jasnoróżową bluzeczką. Wówczas milej byłoby mi zwerbować nową koleżankę do biura z większym rozmiarem biustu. No cóż, przecież nie to miało być istotnym elementem doboru kadry pracowniczej. Nie ukrywając, priorytetem w takich sytuacjach są kwalifikacje, a nie wygląd zewnętrzny skłaniający zawsze do subiektywnej oceny.

    Była osobą poleconą do pracy przez pewną znajomą. Jej zalety co do kwalifikacji, pracowitości, zaangażowania w obowiązkach, potwierdziły kolejne kilka lat pracy. Po latach należy się stwierdzić, że dokonałem dobrego wyboru przyjmując ją do pracy.

    Teczka z danymi osobowymi w końcu trafiła w moje ręce umożliwiając zapoznanie szeregu istotnych spraw co do osoby kandydatki. Wówczas miała ukończone trzydzieści lat, dwoje dzieci i oczywiście męża. Pomyślałem sobie: dobrze, bynajmniej nie grozi jej macierzyństwo burzące harmonię w pracy, czyli w poprawnym funkcjonowaniu biura.

    Wielokrotnie przez te lata wspólnej pracy w jednym pokoju w różnych okolicznościach wzrokiem przebiegałem po jej kobiecych kształtach. Troszeczkę było mi żal, że biust nie był u niej czymś przyciągającym w pierwszych kontaktach uwagę. Ńie mniej miała rewelacyjnie kształtne pośladki. Czasami, kiedy bywała tyłem do mnie odwrócona i wyciągała dokumenty z regałów lub pochylona nad czymś, co leżało na niższych półkach, miewałem ochoty położyć dłonie na jej tyłeczku. Nie, nie uczyniłem tego. Szybko starałem się przywoływać do porządku. W końcu to mężatka z dziećmi.

    Przyznam, że szczególnie letnią porą udawało mi się zaglądać w dekolt. Piersi były rzeczywiście małe. Małe, jak u dziewcząt nastoletnich. Z jednej strony było mi smutno, a z drugiej pocieszało, gdyż tak niewielki biust nadawał jej walorów młodości. Tak więc choć zawsze nosiła stanik, to jednak udawało mi się przyglądać tym piersiom, kiedy pochylona na biurkiem stawała nieopodal. Widać było drobne piersi uwieńczone niedużymi sutkami.

    Mijały lata wspólnie spędzonych godzin przy pracy, a my wciąż pozostawaliśmy na takim samym poziomie uprzejmości, jak w dniu rozpoczęcia przez nią pracę. Byliśmy panią i panem. Czasami inni pracownicy się dopytywali, czy my musimy tak ciągle pozostawać na takim dystansie? Mnie to nie przeszkadzało. A jej? Nie wiem. W zasadzie wystarczyło mi przyglądanie się jej ukradkiem bez zacieśniania kontaktów.

    Jednak przyszedł taki dzień po kilku już latach pracy, kiedy przerwaliśmy te konwenanse typu: “proszę pana”, “proszę panią”. Stanęliśmy akurat przed wejściem do pokoju powracając z przerwy śniadaniowej w stołówce, kiedy jakoś tak wspólnie w dość zdecydowanym tonie zaproponowaliśmy przejście na mniej oficjalną formę. Po prostu mówiąc sobie po imieniu. Trochę byłem spięty, bo obawiałem się przy tym wymiany całusków w policzki. Jednak obyło się bez tego.

    W naszych układach, jako współpracownicy z jednego pokoju, nic się nie zmieniło. Nadal zgodnie i pożytecznie dla firmy, wykonywaliśmy swoje zadania. Oczywiście, kiedy nadchodziły letnie dni, miałem okazje spoglądać na te niewielkie piersiątka. Być może właśnie dlatego, że były nieduże, lekko nawet spiczaste, pomiędzy nimi a stanikiem pojawiała się przestrzeń umożliwiająca ich oglądanie. Po tych kolejnych latach stwierdziłem, że już nie tylko kręcą mnie większe piersi, ale i te z mniejszych rozmiarów przyciągają uwagę. To była znaczna zmiana upodobań.

    Mijały kolejne miesiące, a zacząłem zauważać u siebie jeszcze inne zmiany. Coraz częściej myślami byłem przy niej. Wyobrażałem, że jedziemy dokądś razem, spędzamy wspólnie wieczór, potem noc. Niemal każdego dnia starałem się napatrzyć na jej kształty i wyjaśniać sobie, co jest w niej ujmującego, co w niej mi się podoba. Dlaczego aż tak przykuwa moją uwagę? Jednocześnie nawet przy niechcących dotknięciach rąk podczas zwykłych czynności przekazywania sobie przedmiotów, mówiliśmy sobie “przepraszam”.

    Można byłoby powiedzieć, że nie mieliśmy ze sobą żadnych kontaktów. Było tak do pewnego czasu. W firmie bywały wspólne wyprawy po godzinach do różnych klubów. Czasami graliśmy w bilarda, kręgle, tenisa stołowego, czy piłkarzyki. Pewnego razu podczas przerwy pomiędzy rundami rozsiedliśmy się w fotelach popijając piwko. Siedziałem i ja pośród innych. No i w zasadzie dość nieoczekiwanie przysiadła się na poręczy zajmowanego przeze mnie fotela. Poczułem ciepło jej bioder. Zastanawiałem się, czy nie byłoby lepiej troszeczkę się odsunąć? Jednak pozostałem w bezruchu. O ile nie chciałaby mojego dotyku, to powinna zmienić swoją pozycję na podłokietniku fotela. Usiąść inaczej. No i Przez jakiś czas tak siedzieliśmy z innymi popijając piwo z wysokich szklanek. Po tej przerwie powróciła do gry, ale potem znów przysiadła koło mnie w podobny sposób jak przedtem. Sprzyjała temu sytuacja brakujących foteli.

    Kolejny raz poczułem ciepło jej bioder na swoim ramieniu. Tym razem wsparłem się o nią na tyle, by wiedziała, że sprawia mi przyjemność siedząc przy niej w ten sposób. Być może wypite dotąd piwo pomagało przy takim zachowaniu. Dodawało odwagi, aby wyzwolić emocje przez ostatnie lata skrywane. Ciekawiło mnie, czy inni zauważyli tę sytuacje. Jeśli zauważyli to, to zapewne nie dali po sobie poznać.

    No i tak było dalej podczas tej sportowej imprezy. Kiedy była odrobinka przerwy, przysiadałem na fotelu, a ona obok mnie. Po wesołej, luźnej rozmowie wyczuwało się wpływ wypitego piwa. Zabawa była przednie, pełna sportowej emocji. Nie powiem jednak, że nie miałem pod kontrolą swoich ruchów.

    Kiedy spotkanie dobiegło końca, oblegliśmy szatnię i odbieraliśmy po kolei swoje wierzchnie ubrania. Pomogłem jej przy ubieraniu. Trzymając w górze płaszcz, tak by mogła wsunąć w rękawy swoje ramiona, w pewnym momencie przechyliła z lekka głowę i dotknęła policzkiem mojej dłoni. Choć było to przypadkowe, to jednak przylgnęła do ręki. To była chwila, ale zapewne kontrolowany gest. Po chwili, kiedy już wyprostowała głowę dosunąłem dłońmi poły płaszcza, by umożliwić pozapinanie guzików. Zapinała je bardzo powoli, jakby chciała wydłużyć tą chwilę. Stałem blisko za nią. Trzymałem złączone poły płaszcza. Przy ostatnim już górnym guziku odchyliła głowę do tyłu i oparła się o moją twarz. Poczułem z bliska zapach jej włosów. Jest wysoką osobą zaledwie kilka centymetrów niższą niż ja. Kiedy chodziła w butach na wysokim obcasie to wyrównywała się wzrostem ze mną. Teraz miała niskie obuwie.

    Wyszliśmy z niemałym hałasem na zewnątrz. Twarze owiał jesienny wiatr. Było sucho i ciemno. Ruszyliśmy w różnych kierunkach. Jedni do przystanku autobusowego, a inni zaplanowali marsz w swoich kierunkach. My oboje razem ze trzema innymi osobami poszliśmy w kierunku dworca kolejki elektrycznej. Mieliśmy tym transportem dojechać do domów. Potem rozstawaliśmy się w zależności od tego, gdzie ktoś mieszkał. Wiedziałem, że zostaniemy w końcu sami. Ja jechałem najdalej. Jej przystanek był o trzy wcześniej. Kiedy nadeszła pora, aby wysiadła, zapytałem, czy mogę ją odprowadzić pod dom. Była w końca późa pora.

    – Tak, oczywiście – zgodziła się. Podczas wysiadania lekko zahaczyła nogą o podest, więc obiema rękami chwyciłem ją za ramię, by nie straciła równowagi. Podziękowała.

    – Pozwól, że chwycę się ciebie – dodała po chwili.

    Zrobiła to dość szczególnie. To nie było tylko takie trzymanie mego rękawa, by lepiej się szło. To było z dozą ciepła i sympatii.

    – Chodźmy tędy. To dłuższa droga – zaproponowała. Szliśmy więc do jej domu, ale zasadniczo to oddalaliśmy się od niego. Nic więcej już nie mówiliśmy.

    – Nie spodziewałem się, że milczący spacer z tobą sprawi mi tyle przyjemności – przerwałem bezdźwięczną ciszę. – Słyszysz, jaki ten wieczór jest cichy?

    Zatrzymała się nagle. Myślałem, że będzie wsłuchiwała się w tą ciszę, a ona spojrzała się jasnymi oczyma i tak nic nie mówiąc stała przez chwilę. Pomyślałem sobie, że teraz to muszę coś zrobić. Może już nigdy więcej nie będzie takiej sposobności. Do tego dobre samopoczucie sugerowało mi, abym nie stał tak. Zbliżyłem usta do jej ust. Nie dotknąłem ich jednak po szybko odwróciła głowę. Tak więc trafiłem ustami nadstawiony policzek. Po tym jeszcze szybszym ruchem odszukała moich warg swoimi. Było to wpierw muśnięcie. Takie lekkie. A po tym już mocniej przywarliśmy do siebie.

    Całowaliśmy się przekrzywiając głowy raz to w jedną, a raz to w drugą stronę. Swoje dłonie oparła na moich ramionach, natomiast ja objąłem ją w pasie. Już od dawna nie całowałem się z kobietą tak namiętnie i lekkim zawrotem w głowie. Po kilku minutach takiego tańca ust w ciemnościach jesieni odsunąłem głowę, aby zaczerpnąć powietrza i zaproponować.

    – Czy musisz być dzisiaj w domu? Czy musisz iść teraz?

    – Nie, mam jeszcze czas.

    – Znam tu niedaleko mały hotelik ze skromnym barem. Pójdziemy?

    – Tak. Chodźmy.

    Przytuleni do siebie udaliśmy się szybszym krokiem w wybranym kierunku. Szliśmy, jakby coś nas popędzało. Minęliśmy parę przecznic, aż zatrzymaliśmy się przed wejściem, nad którym neonowym światłem obwieszczono, że jest tu hotel. Weszliśmy do środka i zaraz po prawej stronie przez kolejne drzwi wstąpiliśmy do bardzo intymnego saloniku. Blade światło pomagało odszukać wolne miejsca. Usiedliśmy przy stoliku. Pomogłem zdjąć płaszcz i razem z moim zawiesiłem na pobliskim wieszaku. Kelner niemal przybiegł sprawiając wrażenie, że czeka na nas już od dawna. Po krótkim czasie dostaliśmy niewielkie szklaneczki z drinkami. Były z małą ilością alkoholu i miały przy tym łagodny smak.

    W zasadzie nic nie mówiliśmy do siebie. Jedynie, że tu miłe miejsce, że dość ciepło i jakie to szczęście, że w lokalach nie pali się papierosów. Nic istotnego. Odłożyłem swoją szklaneczkę z resztkami płynu i w ten sposób uwolnione dłonie położyłem na jej dłoniach nadal trzymających szklankę. Znów poczułem jej ciepło. Siedzieliśmy na przeciw siebie przy niewielkim stoliku. Dobrze, że był taki mały, bo z niewielkim wysiłkiem mogłem się wychylić by pocałować jej usta. Od dawna podobał mi się rysunek jej ust. Nie był standardowy. Wszystko było w tym prawie doskonałe. No po prostu podobały mi się jej usta. Jedną rękę uwolniła spod mojego uchwytu, bo odgarnąć kosmyk włosów.

    – Czy wynajmiemy tu pokój? – zapytałem.

    – Tak. Nie chcę dzisiaj wracać do domu, do rodziny – powiedziała zawieszając głos.

    – To poczekaj, proszę. Zaraz wrócę.

    Udałem się do recepcji, aby wynająć pokój. Poprosiłem o jakiś odległy, w spokojnym końcu korytarza na na jwyższym piętrze. Kiedy dostałem już klucz, powróciłem do baru. Stanąłem blisko koło niej i jeszcze raz zapytałem ściszonym głosem.

    – Pójdziemy?

    Wstała, obciągnęła biały sweterek i ruszyła pewnym krokiem do wyjścia z baru. Zabrałem nasze płaszcze, położyłem banknot na stole i poszedłem za nią. Za barowymi drzwiami wyprzedziłem ją i skierowałem w stronę schodów. Szedłem na drugie piętro pierwszy, a ona za mną. Dopiero przy drzwiach do korytarza zatrzymałem się, by ją przepuścić. Teraz ona szła przodem pewnym krokiem ufając, że zatrzymam przed właściwymi drzwiami. Znałem przecież numer zapisany przy kluczu.

    – To tutaj.

    Odczytaliśmy jednocześnie numer pokoju, po czym spojrzeliśmy z uśmiechem na siebie. Weszła pierwsza, włączyła światło. Pokój w przyjemnych kolorach zasadniczo niczym szczególnym się nie wyróżniał. Duże łóżko z nocnymi stolika po bokach, obraz na ścianie uspakajający tego, kto się na niego patrzy, stolik przypominający biurko i stojący obok telewizor. Jak zawsze przy wejściu była szafa ubraniowa. Odwiesiłem nasze oba płaszcze.

    W pokoju było ciepło. Przyjemnie. W odróżnieniu od jesiennej szarości kąsanej zbliżającą się zimą, tu można było odzyskać utraconą na ulicy energię.

    Podeszła do kaloryfera i położyła na nim dłonie, a gdy podszedłem, obróciła się i uniosła je. Przybliżyłem się i ująłem je jakbym tym razem chciał oddać swoje ciepło. Wyszeptała moje imię. Było to hasłem do kolejnych pocałunków.

    – Weźmiemy kąpiel? – szepnęła.

    – Tak. Starczy miejsca pod prysznicem dla dwojga.

    Rozpoczęliśmy ściąganie ubrań i odkładanie ich na krzesła. Zerknęła na mnie i zauważyła, że pozostałem w slipach. To jej wystarczyło, by rozebrać się pozostawiając na sobie bieliznę. Pewnie nie chciała przekroczyć zbędnego kroku. Ostatnie odłożyła rajstopy i boso podeszła do drzwi wejściowych. Usłyszałem dźwięk przekręcanego klucza w zamku. Tymczasem wszedłem do łazienki oceniając jej wyposażenie. Były bialutkie ręczniki w różnych rozmiarach z wyhaftowanym logo hotelu, płyny do kąpieli, malutka pasta do zębów, zapałki i flakonik płynu po goleniu.

    Rozsunąłem drzwi prysznica. Jego rozmiar, jak oceniłem, był dostateczny dla jednoczesnego przebywania dwóch osób. Po lewej stronie był sedes z białą pokrywą oraz bidet. Dalej umywalka z dużym podświetlonym lustrem.

    Weszła za mną i też omiotła wzrokiem pomieszczenie.

    – Ale tu jasno – zauważyła.

    Miałem ją blisko przy sobie w samych majteczkach i staniku. Ileż to już razy marzyłem o takiej chwili. Obróciła się w stronę lustra i rozpoczęła przygotowywanie włosów do wejścia pod prysznic. Rękoma układała parokrotnie swoje długie, przefarbowane od kilku lat na ciemno włosy usiłując je schować pod szeroką opaskę zapewne wyciągniętą wcześniej z torebki. Robiła to bardzo starannie. W tym czasie mogłem patrzeć na jej plecy i niejako zliczać różne plamki będące niczym jak małe gwiazdeczki. Zbliżyłem się i zerknąłem do lustra. Spotkaliśmy się wzrokiem. Uśmiechnęła się. Ależ ma śliczny te uśmiech. Położyłem delikatnie ręce na jej ramionach. Lekko drgnęła, ale nie przerwała zajęcia z włosami. Objechałem kontur ramion i powoli przesuwałem dłonie w dół do miejsca, gdzie poziomo przecinał plecy pasek stanika. Przesunąłem palce wzdłuż niego do miejsca, gdzie była zapinka. Powolutku zająłem się nią, aby rozpiąć. Gdy to się udało, sięgnąłem do ramiączek, aby je zsunąć. Opuściła więc ramiona, aby ułatwić mi zdjęcie stanika.

    Fryzura już była skończona. Długie włosy znalazły się pod szeroką opaską. Jak widziałem w lustrze, miała oczy przymknięte. Gdy usłyszała szelest opadającego na podłogę stanika, uniosła ramiona i zasłoniła piersi. Otworzyła oczy i znów w lustrze mnie zobaczyła. Zbliżyłem do jej szyi usta i lekko pocałowałem. Pochyliła wtedy głowę niejako dając znać, że mam tego nie przerywać. Nadal muskałem ustami delikatną skórę dochodząc do dołeczka na ramionach i z powrotem do szyi. Tymczasem palcami muskałem podkurczone nadal ramiona aż do łokci, a potem zsunąłem na biodra. Tam głaskałem najdelikatniej, jak mi się wydawało kibić do krawędzi majtek. Dawniej nosiła stringi, od kilku ostatnich lat zaniechała widocznie takiej bielizny. Zapewne te majteczki były wygodniejsze. No cóż, podobała mi się bez wyzywających ubrań.

    W końcu palce wsunąłem pod gumkę białych majteczek i tak przesuwałem palcami po skórze wokół bioder, jakbym nigdy nie miał zamiaru ich ściągać. Oczywiście cel był inny. Dlatego całą dłoń włożyłem pod tkaninę i nadgarstkami rozciągnąłem majtki. Wpierw przytrzymałem biodra, żeby poczuć jej ciało, a potem przesuwając się w dół aż po udach, aby pozbyć ją z ostatniego elementu bielizny. W tym czasie ustami nie przestawałem dotykać jej delikatnej skóry. Całowałem teraz górną część pleców tam, gdzie wcześniej były paseczki stanika.

    Majtki zsunąłem do kolan i tak pozostawiłem.

    Dłonie powróciłem do pieszczenia jej ramion, a usta znów dotarły do szyi. Oparłem się o jej pośladki. Na pewno poczuła na nich, że mojej podniecenie wzrasta. Wtedy to śmielej palcami wślizgnąłem się pod jej ręce przyciskane do piersi. Chciałem teraz samemu je osłonić. Znów spojrzałem do lustra. Oczy miała zamknięte, ale jakby wyczuła, że patrzę na jej odbicie, raptownie je otworzyła. Po następnej chwili opuściła w dół ramiona. Opadły troszkę, jakby jej sił zabrakło. Dała mi tym samym pełen dostęp do biustu. Niczym już mi nie przeszkadzała, abym sam je dotykał, pieścił. W lustrze oglądałem moje pieszczoty rękoma. A jej wzrok głęboko kontrolował moje reakcje.

    Przerwała mi te czynności pochylając się, by pozbyć ostatecznie bielizny jedną ręką. Drugą wyciągając za siebie wsparła się na moim biodrze zapewne by nie stracić przy tym równowagi. Obróciła się przodem do mnie i złapała gumkę moich slipów. Pociągnęła je w dół.

    – Chodźmy pod prysznic – zaproponowała.

    I ja pozbyłem się bielizny. W tym czasie wyminęła mnie i weszła do środka za rozsuwane drzwi. Spojrzałem na nią, by nacieszyć oczy jej figurą. Delikatne, szczupłe ramiona przechodziły w wąską talię, by rozszerzyć się w biodrach. Uda miała masywne. Taka kompozycja kształtów musi niesamowicie wyglądać, kiedy ciało jest pochylone, a pupcia wypięta. Rosło we mnie podniecenie. Już za chwilę będę mógł dotykać ją. Jeszcze chwilka i znajdę się za drzwiczkami kabiny prysznicowej.

    Odkręciła kurki z wodą odchylając się od strumienia pierwszej chłodnej wody. Odrobina prysznicowego deszczu opryskała mi twarz i brzuch. Pospiesznie odsunąłem się w pod przeciwną ścianę. Przez chwilę byliśmy oddaleni od siebie. Mogłem ją pooglądać bez ubrania, nagą. Tak, uda były rozbudowane i pasowały do szerszych bioder. A piersi tak delikatnie kreśliły swoje kontury, że nadawały wiotkość i młodzieńczość figurze. Tak ona wygląda przyjmując strumienie spadającej wody i przyzwyczajając skórę do jej temperatury.

    Zerknąłem na gładko wydepilowane łono. Ładnie to wyglądało. Brak włosów w miejscach intymnych dawało mi zawsze poczucie estetyki i czystości. Można tego było się spodziewać. Przez tyle lat, od kiedy ją znałem, nigdy nie trafiło się, by w miejscu dostępnym dla każdego oka, czyli pod pachami, znalazło się owłosienie. Zawsze dbała o swój wygląd. Czasem zwierzała się, ileż to czasu poświęca na kosmetyczne przygotowanie się do wyjścia z domu. Zawsze zrobiony makijaż, uczesane włosy.

    I jej wzrok obiegł moje ciało. Wyczuwałem spojrzenie na moim penisie oficjalnie ujawniającym moje podniecenie. Nie mogło być inaczej. Szumiała wpierw woda, a potem krew w moich żyłach.

    Kiedy temperatura wody ustabilizowała się, chwyciliśmy swoje dłonie i przyciągnęli ku sobie. Czułem na moim ciele jej ciało, a na ustach jej usta, gdy całowaliśmy się. Trzeba było przymykać oczy, bo chwilami krople wdzierały się nieopacznie pod powieki.

    Puściłem jej dłonie i ująłem kibić, a po chwili objąłem i jeszcze mocniej przyciągnąłem ku sobie. Poczułem jej dłonie na plecach. Na ten gest rozpocząłem pieszczenie jej pleców. Dotykałem rozpłaszczonymi dłońmi kolejne centymetry jej jasnej skóry, żeby po chwili opuszkami palców muskać okolice bioder. W końcu przesunąłem ręce na pośladki. Jeszcze większe ogarnęło mnie podniecenie. Jakaż to przyjemność dotykać jej tyłeczka, zakreślać kręgi od biodra po wgłębienie pomiędzy jędrymi dwiema półkulami, potem lekko podszczypywać i znów głaskać całymi dłońmi. Od czasu do czasu mocniej pełnymi rękoma obejmowałem pośladki, aby przycisnąć ją do siebie.

    Przy takiej okazji odrywałem się od jej ust i rozpoczynałem marsz po szyi do ramion. Chciałem, aby dobrze czuła odrębnie górną i dolną wargę, które to rozcierały krople wody na ciele. Tak obcałowywałem, muskałem wpierw jedno ramię, a potem trasą pod brodą przewędrowałem do drugiego ramienia. Z kolei znów zająłem się chwytaniem jej warg, brody i coraz bliżej środkiem szyi zmierzałem w dół na wysokość biustu.

    Wybrałem wpierw lewą pierś. Pochylony tak nadal rękoma zajmowałem się uciskaniem i dotykaniem tyłeczka. Odchyliła głowę do tyłu, bo poczułem jak przesuwa się nasz środek ciężkości. Było to dla mnie znakiem, że czas już poświęcić uwagę centrum lewej piersi – delikatnemu sutkowi. Objąłem go lekko ustami i musnąłem językiem. Następnie zassałem go i spiłem wodę ciągle spadającą na nas z góry. Nie chciałem być niesprawiedliwym, więc przerzuciłem swoje zainteresowania na drugą pierś. Kiedy językiem zakreśliłem kilka kręgów na prawym sutku, przykurczyła kolana w odruchu podniecenia i jakby nimi mocniej zaczęła pocierać.

    Nabrałem pewności, że pieszczenie sutków sprawia jej rozkosz. Dlatego to ręce moje powędrowały z tyłeczka w kierunku jej cycuszków. Ująłem każdą pierś z osobna i ustami naprzemiennie poświęcałem uwagę sutkom. Cycuszki pasował mi idealnie w dłoniach. Były małe, rozkoszne i doprowadzały mnie do obłędu.

    – Wetrzyj mi mydło, proszę – przerwała szum wody, po czym obróciła się do mnie plecami. Pośpiesznie więc sięgnąłem po płyn i nalałem obficie sobie na ręce i naniosłem wpierw na jej ramiona. Od tego miejsca zacząłem wcierać pachnącą substancję.

    – Polej mi po plecach płynem – poleciła i zakręciła wodę. Zrobiło się ciszej, więc można teraz było słyszeć nasze oddechy. Wziąłem z półeczki ponownie pojemnik z płynem do kąpieli i polałem nim po plecach i trochę z przodu na piersi. Odłożyłem jasnoniebieski pojemnik na jego miejsce i rozpocząłem taniec rękoma po jej plecach i ramionach. Tę część płynu, która popłynęła na biuście, sama zaczęła wcierać.

    – Zostaw to dla mnie – szepnąłem jej do ucha.

    – To wcieraj – poleciła.

    Przylgnąłem do jej pleców swoim ciałem. Członek został przyciśnięty w dół pomiędzy jej pośladkami. Fajne znalazł sobie miejsce. Złapałem jej dłonie, namydliłem je, potem w górę powoli przesuwałem wzdłuż ramion nagromadzony płyn w moich rękach. Dotarłem do łokci, do ramion i w końcu do szyi. Dalej przesunąłem dłonie do przodu i przesunąłem je do jej cycuszków. Chwyciła wtedy moje ręce i jakby prowadząc je, sterowała moim ruchami. Raz to zataczałem kręgi na piersiach, a raz poszczypywałem sutki. W tym czasie całowałem szyję wędrując ustami raz do jednego, a raz do drugiego ucha. I tak w rytm tych moich pocałunków pochylała głowę w prawo i w lewo na przemiennie, do tego, jak to moje usta dotykały po kolei jej uszu.

    Poddawałem się jej kierowaniu. Moje ręce przytrzymywane przez jej smukłe dłonie pieściły te okolice, które sama wybierała. I tak po jakimś czasie moją prawą rękę przesunęła poniżej piersi. Teraz przyszła kolej na dotykanie, głaskanie, wcieranie mydła na jej brzuchu. Po pewnej chwili zaprowadziła lewą rękę poniżej pępka i lekko ją popchnęła w dół. Teraz już ją pozostawiła i powróciła do opuszczonej piersi, by samodzielnie namydlać. Odebrałem to jako sygnał, abym palcami dotknął jej sromu. Powolutku więc moja lewa ręka, a właściwie to końcówki palców odszukały fałdek w kroku. Pod palcami były wyczuwalne maluteńkie włoski. Choć były zgoła niewidoczne, to jednak można było przy przesunięciu palców w górę poczuć ich szorstkość.

    Kiedy palcami lewej ręki pląsałem po wargach sromowych, uwolniłem prawą rękę spod jej dłoni i powróciłem do pieszczenia piersi. Środkowym palcem lewej dłoni wślizgiwałem się z lekka do środeczka, a pozostałymi masowałem krocze. Trwało tak jakiś czas, kiedy ustami całowałem szyję, ramiona, oboje uszu, zaś prawą ręką podszczypywałem kolejno sutki, a lewą wcierałem w cipkę płyn do kąpieli. Po oddechu można było mieć wrażenie, że te zabiegi dawały sporo przyjemności.

    Ale jednak je przerwała i ponownie obróciła się do mnie. Sięgnęła swoimi ustami moich ust i mocno przylgnęła. Objęła moje pośladki i mocno mnie przycisnęła do siebie. Poczułem w ustach jej wdzierający się język. Zassałem go i zaraz puściłem. Ale nie przerywała tego dalej obdarzała mnie namiętnymi pocałunkami.

    Po omacku odszukałem znów pojemniczek i nabrałem sobie nową porcję mydła. Roztarłem to za jej plecami w swoje dłonie i zacząłem smarować jej pośladki. Starałem się zataczać szerokie kręgi, aby w te sposób podkreślić od dawna przyciągające moją uwagę kształty. Zamknąłem oczy i brałem całym swoim umysłem rozkosze tego masowania. Ile to razy marzyłem, by podotykać jej tyłeczka? Teraz miałem tą przyjemność. Mydliłem, rozcierałem na skórze mydło i mogłem badać każdy detal, każdy centymetr podniecającego mnie ciała.

    Ach, te zakreślane szeroko kręgi od bioder po uda i przez środek pomiędzy pośladkami. Za kolejnym razem kiedy palce objechały okrąg bezpośrednio pod pośladkami, dotarłem aż do mniejszej dziurki. Przez chwilę zatrzymałem tam palce, lekko musnąłem jednym palcem zwieracz i po wgłębieniu pomiędzy pośladkami, powoli przesunąłem jednostajnym ruchem wzdłuż kręgosłupa aż do szyi. Wydawało mi się, że przy tym z lekka wyginała swoje ciało. Widocznie dostarczył dotyk tą trasą po jej ciele specjalnych bodźców. Wtedy swoje dłonie przeniosła na moje barki i mocno znów mnie docisnęła do siebie. Skoro tak, to postanowiłem zrobić powrotną wędrówkę. Teraz to opuszkami palców obu dłoni wędrowałem wzdłuż kręgosłupa w dół, jakobym zliczał kolejne kręgi. Powoli, ale systematycznie zaliczałem kolejne centymetry środka pleców i tak znów dotarłem do wgłębienia pomiędzy pośladkami. Teraz zdecydowanie odnalazłem pierścień odbytu i odważnie zacząłem go pocierać na przemian palcami obu rąk. Dołączyłem do tego jeszcze pocieranie całą dłonią.

    Kolejnym obrotem przerwała moje zabiegi. Znów miałem przed sobą jej plecy. Wygodniej mi teraz było przenieść swoje zainteresowanie na jej cycuszki. Ponownie na dwie ręce uruchomiłem głaskanie biustu, ugniatanie go, a także dwoma palcami chwytanie brodawek, aby je lekko pociągać. Na te moje zabiegi odpowiedziałam poprzecznymi ruchami bioder. Wyglądało to tak, jakby tyłeczkiem chciała trącać mojego penisa. Bujała nim na obie strony. Pocierała go, przyciskała do moich ud, a czasem niejako pochwytała przerwą między pośladkami. A on tak od czasu do czasu zahaczał się gdzieś w szczelinie tyłeczka, po czym znów wyskakiwał z niego. Było przy tym słychać coś jakby ciche klaski.

    Za którymś razem sięgnęła za sobą moją pałeczkę w obie dłonie i przytrzymała, a nawet ścisnęła mocno. Po tym obróciła się znów do mnie twarzą i ponownie chwyciła moje wargi swoimi wargami, a językiem rozdzielała je wsuwając go do środka moich ust. Znów ujęła obiema dłońmi mojego prężnego penisa. Na ten gest pochwyciłem kolejny raz jej jędrny tyłeczek.

    Tym razem poczułem jak zdecydowanym ruchem ściągnęła z mojego członka skórę na tyle, ile się dało i zaczęła go masować. Na chwilkę zrobiła małą przerwę, aby drugą ręką nabrać płynu do kąpieli i zacząć mnie obmywać. Zaprzestała całowania i zajęła się rozcieraniem wolną ręką na moim torsie i ramionach mydła. Druga ręka niby myła mego penisa, ale było to tak intensywne, że aż trudno mi było ustać na nogach.

    – Oj, uważaj, bo…- jęknąłem.

    – No to opłuczmy się – powiedziała z uśmiechem.

    Odkręciłem zawór i znów popłynęła z góry woda. Wpierw ona mnie dokończyła myć nie pomijając miejsc intymnych, a potem ja ją. Spłukiwaliśmy z siebie resztki płynu rozchlapując obficie wodę.

    W końcu odsunęliśmy drzwi kabiny, by ujrzeć łazienkę pełną pary. Wpierw ona wyskoczyła na podłogę i sięgnęła po jeden z przygotowanych ręczników. Pierwszy rzuciła na podłogę, po czym stanęła na nim, drugi rzuciła do mnie, a następnym trzecim zaczęła wycierać swoje uda. Szybko przyłączyłem się do tej czynności. Użyłem mojego ręcznika, aby ją osuszyć. Pocierałem kolejno miejsca jej ciała, które wcześniej miałem przyjemność myć. Wyszukiwałem poszczególnych kropli błyszczących się na skórze i usuwałem je skrupulatnie. Oczywiście cycuszki nie tylko ręcznikiem dotykałem, ale też bezpośrednio dłonią niby kontrolując skuteczność wcześniejszego wycierania.

    Potem przyszła kolej na brzuszek i łono. Temu miejscu też poświęciłem swoją uwagę, jakby najmniejsza kropla wody miała być czymś bardzo przeszkadzającym. Niby przypadkiem jeden palec wślizgiwał się za każdym razem do środka cipki, kiedy wycierałem okolice pachwin.

    – Obróć się – poprosiłem – teraz plecy.

    Niemniej skrupulatnie pocierałem ręcznikiem ramiona, szyję, ręce, plecy i kibić. Dawało mi wiele przyjemności takie głaskanie. Następnie ująłem rozciągnięty ręcznik w obie ręce i tak przyłożyłem do tyłeczka. Tym razem poprzecznymi ruchami wycierałem pośladki. Ruchy te były powolne z lekkim dociskiem tkaniny do skóry. Kiedy tak coraz niżej przesuwałem ręcznik, to musiałem klęknąć za nią. Zrobiłem to umyślne, aby móc pocałować osuszone miejsce pleców na wysokości nerek. Kiedy ręcznik dalej odsłaniał pośladki, skierowałem usta na środek zaraz nad rozpoczynającą się szczeliną pomiędzy pośladkami. W końcu i tam złożyłem delikatne pocałunki. A ręcznik zsuwał się coraz niżej i niżej aż do ud. Miałem przed sobą jej nagą pupę. Przestałem dalej wycierać ręcznikiem, a zająłem się całowaniem pośladków. Raz lewy, raz prawy. Od czasu do czasu językiem muskałem wgłębienia tyłeczka. Przerwała te moje zabiegi obracając się. Teraz miałem przed twarzą jej łono. Po chwili wahania przyłożyłem usta parę centymetrów ponad łechtaczką.

    – Chodź tu do mnie – poprosiła i zrobiła gest podciągający mnie w górę. – Połóżmy się…

    Wstałem i wyprostowałem się. Tym razem to ja zaatakowałem jej usta. Słowa były mi teraz niepotrzebne, więc absorbowałem jej wargi i język. Małymi kroczkami zbliżaliśmy się do łóżka. Gdy byliśmy już bezpośrednio przy nim, pochyliła się i odciągnęła na bok kołdrę. Wskoczyła taka naga do łóżka i usiadła podkurczając nogi. Objęła je rękoma splatając palce, a brodę oparła na kolanach. Patrzyła się na mnie, oglądała. Poczułem się troszeczkę nieswojo.

    – Dlaczego się tak mi przyglądasz?

    – Zastanawiałam się zawsze, jak wyglądasz bez ubrania.

    – Oj. Wyglądam jak człowiek w dojrzałym wieku.

    Jestem dziesięć lat od niej starszy.

    – Też nie jestem już młódką.

    – Za to. Jesteś niezmiernie pociągającą.

    – Gdybym mogła zmienić swój wygląd, to bym sporo poprawiła. Na przykład moje małe cycki.

    – To byłby błąd – przerwałem. – Bardzo mi się one podobają. Takie delikatne, jasne. Przyznam się, że wiele razy podglądałem cię w pracy. Zaglądałem w dekolt.

    – Wiem – powiedziała uśmiechając się.

    Przybliżyłem się i usiadłem na łóżku tuż obok. Ująłem jej ręce i rozplotłem palce. Uniosła głowę do góry i odchyliła się opierając o tył łóżka. Wypięła biust do przodu. Nogi zsunęła prostując je. Dłonie położyła obok bioder. Wydała mi się w tej chwili prowokującą do dalszych pieszczot. Pochyliłem się i przylgnąłem do jej ust. Rozpoczęliśmy kolejny taniec językami, wargami.

    – Czy mogę teraz te podniecające mnie sutki possać? – zapytałem z uśmiechem.

    – Skoro ci się podobają…, proszę.

    Ująłem obie piersi od spodu i lekko uniosłem je do góry. Przylgnąłem ustami do ich zwięczeń, do prężących się sutków. Śliniłem je, ssałem, lekko uciskałem wargami. Poczułem jej smukłe ręce na mojej głowie jak mierzwią mi czuprynę. Ale po chwili przycisnęła mi głowę do brzucha i popychała w dół. Skoro nadała kierunek moim pieszczotom, opuściłem piersi i przełożyłem ręce na jej biodra. Ustami dowędrowałem do pępka. Przez chwilę zająłem się nim i jego okolicami. Wciskałem w dziurkę pępka język lub omiatałem nim wokoło.

    Jej ręce jednak popychały moją głowę dalej i dalej. Dotarłem więc do łechtaczki. Chwyciłem ją ustami i pociągnąłem. Potem rozdzieliłem językiem wargi sromowe i dotarłem do wilgotnej szparki. Rozsunęła trochę nogi, więc ułatwiła mi pieszczoty ustami. Tymczasem dłonie wcisnąłem pod jej pośladki by trzymać je, czuć pod palcami. Jeszcze szerzej rozstawiła nogi, a ja głębiej wtargnąłem językiem pomiędzy jej uda. Lizałem pachwiny, cipkę. Wsuwałem język do środka na ile się dało, do tego lizałem wargi sromowe. Pewnie słyszała moje mlaskanie. Rzeczywiście wszystko robiłem w pełnym zapamiętaniu. Chciałem, aby było jej przyjemnie. Chciałem dać z siebie jak najwięcej. Chciałem, by zapamiętała ten wieczór. Rozpalało mnie to pieszczenie ustami cipki. I dla mnie te pieszczoty były podniecające. Leżąc na brzuchu z głową pomiędzy jej udami, czując jej gorące ciało, nabierałem pewności, że tęskniłem za taką chwilą, za takimi okolicznościami. Tęskniłem, a teraz urealniły się tęsknoty, marzenia. Tyleż razy zaglądałem w dekolt, by oglądnąć te małe, delikatne cycuszki, tyleż razy przyglądałem się obciśniętym sukienkami pośladkom, udom. Pieściłem wcześniej W wyobraźni, a teraz miałem ją tak blisko.

    Teraz ustami dotykałem sromu. O ileż to więcej, niż tamte marzenia z ostatnich lat? Robiłem wszystko, by sprawić jej niebywałą przyjemność. Starałem się wyczuć po jej drgnieniach, kiedy moje starania dają najlepsze efekty. Jej ciało drgało. Kolejnym liźnięciami języka, muśnięciami ust, powodowałem zwiększające się napięcie.

    Poświęcałem temu, co robię, wszelkie siły fizyczne. Umysł skupiałem na przyjemności, jaką sprawiały jej moje pieszczoty. Sam też czułem obłędne uniesienie, ekstazę.

    Język szarżował trącając naprzemiennie guziczek łechtaczki i zagłębienie pochwy.

    Postanowiłem całą szerokością języka przeciągać długimi ruchami od kroku, gdzieś w pobliżu drugiej dziurki po pępek. Kilkakrotnie tak przemaszerowałem to miejsce jej ciała. Czułem jej palce wplecione w moje krótkie włosy. Czasem je zaciskała mierzwiąc mi czuprynę, a innym razem mocnym uchwytem ciągnęła owinięte wokół palców włosy. Przekonywało mnie to, jak mocno reaguje na to, co robię.

    Po chwili poczułem, jak jej uda zbliżyły się do moich ramion. Niejako objęły mnie. Zwiększyłem przy tym intensywność pracy języka. Pragnąłem odczuć przez dotyk drgającego ciała przyjemności jakie ją ujęły.

    I tak, z każdą chwilą uda zaciskały mnie niczym kleszcze, a dłonie objęły moją głowę i przyciskały do łona.

    Wyciągnąłem prawą rękę spod pośladka i powędrowałem wzdłuż bioder i boku do lewej piersi. Pochwyciłem ją i zacisnąłem. Jęknęła. Zauważyłem, że kolejny raz ciałem jej wstrząsnął dreszcz.

    Lewą dłonią ściskałem tyłeczek. Czasem z lekka unosiła biodra, to umożliwiała zmianę uchwytu pupy.

    A druga ręka raz całą powierzchnią obejmowała pierś, a raz jedynie palcami pochwytałem sutek i opuszkiem muskałem to wrażliwe miejsce.

    Nagle jeszcze mocniej udami, a właściwie kolanami zacisnęła moje ramiona. Przez krótką chwilę przestała oddychać. Syknęła. Nabrała głębokiego oddechu i przeciągle zajęczała. Stanowiło to dla mnie hasło do nieprzerwanego ssania łechtaczki i polizywania sromu.

    – Zostaw, przestań – usłyszałem.

    Nie przerwałem swoich zabiegów. Jedynie wykorzystałem moment, kiedy kolejny raz w chwili skurczu mięśni uniosła pupę, by wyciągnąć spod niej lewą dłoń i przełożyć na prawą pierś. Obie piersi trzymałem w rękach mając sutki pomiędzy kciukiem a palcem wskazującym, aby odrobinę je uciskać. Głowa nadal miałem w okolicy jej łona.

    Jeszcze raz zasyczała i długim westchnieniem dała poznać, że to trwał orgazm. Nie upuszczałem miejsca pieszczot językiem. Lizałem i ssałem naprzemiennie obie wargi i łechtaczkę. Nadal wciskałem język do środka pochwy. Czułem przy tym smak jej śluzu. Był rozkoszny, doprowadzał mnie do obłędu.

    – Choć tu do mnie – zaproponowała.

    – Przecież jestem – szepnąłem przerywając pieszczoty ustami.

    – Przysuń się bliżej. Chcę teraz poczuć twoje usta na moich ustach.

    Puściłem więc obie śliczne piersiątka i wsparłem na dłoniach, aby przesunąć się i faktycznie ustami trafić do jej ust. Obięła mnie ramionami i przycisnęła do siebie. Usta nasze spotkały się w kolejnym pocałunku. Języki trącały się jak miecze muszkieterów. Jakie to miłe, gdy czułem jej aktywne, namiętne długie ssania, muskania języka. Wyczułem, że jej język błądzi wokół moich ust. Tak, jakby chciała zebrać ze mnie wilgoć, jaką przeniosłem z jej łona.

    – Czy tak smakuje moja cipka? – z uśmiechem zapytała.

    – Tak, to z twojej cipuni razem z moją śliną.

    – To podaj mi jeszcze raz tę moją wilgoć.

    Zsunąłem się ponownie w okolice kroku. Rozchyliłem rękoma jej uda. Wysunąłem język i rozpocząłem powolny ruch od niemal brązowej dziurki aż po guziczek łechtaczki. Znów syknęła. Ponowiłem przesunięcia językiem po kroku, po czym jeszcze przez chwilkę wcisnąłem go do środka. Cofnąłem język i ustami robiąc dzióbek zassałem wyciekającą wilgoć z pochwy. Przepyszne soczki nie połykałem, lecz gromadziłem.

    Powróciłem szybko do jej ust i podałem na języku to, co przed chwilą zebrałem. Ustami objęła mój język i na długą chwilę wciągnęła go do środka buzi.

    – Mniam, mniam – wyszeptała i roześmiała się.

    Całowaliśmy się dalej. Ona oblizywała moje usta i policzki, a ja na jej oczach składałem krótkie cmoknięcia.

    Leżałem na niej podpierając się rękoma, aby czasem nie obciążać swym ciężarem. Mój penis znalazł się gdzieś tam przy jej łonie. Ruszałem biodrami tak, aby to, co z niego wysiąkało wcierało się w okolicach brzucha, ud.

    Wyczuła moją zabawę i zdecydowała się kontynuować ją. Jedną ręką chwyciła pałeczkę, ściągnęła mocno skórę i pocierała żołądź o swoje ciało. Tworzyła w ten sposób wilgotne ścieżki. Czułem, że uchodzi ze mnie sporo wilgoci.

    Nagle zrzuciła mnie z siebie jakby wpadła na jakiś nowy pomysł.

    – Połóż się teraz na plecach, a ja pobawię się tobą i twoim namiętnym kutaskiem.

    – Oj, długo się nie pobawisz…

    Nie zniechęciło ją moje ostrzeżenie. Ręką odgarnęła swoje ciemne włosy opadające na twarz, kiedy pochyliła się, aby pochwycić ustami mojego penisa.

    Kazała mi rozsuną nogi, by kucnąć pomiędzy nimi. Obie ręce objęły u nasady nabrzmiałego pindolka. Usta objęły jego czubek. Językiem zatoczyła kilka kręgów. Poczułem przy tym powolne ruchy dłoni. Jej język powędrował w kolejne miejsca. Zdobywała kolejne centymetry na powierzchni penisa. Od czasu do czasu szybkimi ruchami trącała sam jego czubeczek, po czym wędrowała w inne miejsca. Jedną dłonią ujęła jądra. Do nich też zawędrowała językiem. Już teraz lizała wokół całą moją męskość. Kolejno jądra, nasadę, cały trzon, aż do miejsca, z którego wypływały nowe kropelki śluzu.

    Do swoich pieszczot dołączyła wsunięcie penisa do buzi

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Er Name

    Antro