Blog

  • Wiosna

    Linda ściągnęła cugle. Zefir odpowiedział jej targnięciem łba. Coś było nie tak z jej wierzchowcem. Spostrzegła to, gdy tylko zagłębili się w tę tkniętą wiosną kotlinkę. To stąpał w bok, to wierzgał. Jasne było, że coś mu dolega. Rozejrzała się za jakimś dogodnym miejscem na popas. Musiała zachować ostrożność, bo całą okolica roiła się od goblińskich uciekinierów i niedobitków armii Zoego. Wyjechała na szczyt porośniętego młodnikiem urwiska i rozejrzawszy się dookoła zeskoczyła z siodła. Przytroczyła Zefira do młodej brzózki, czego zazwyczaj nie musiała robić i oddaliła się za potrzebą. Gdy kucała w zaroślach, zastanawiała się, co może dolegać jej wiernemu Zefirowi. Koń targał nerwowo łbem trzepocząc młodym drzewkiem. Linda skończyła więc czym prędzej i wróciwszy pogłaskała go po pysku. Sprawdziła podkowy, szukała ukąszeń, gzów czy innych znaczących zadrapań. Nic nie przychodziło jej na myśl. Tym razem rumak targnął mocniej i zrywając uprząż spiął się na zadnie nogi. Linda zaniepokojona, doskoczywszy doń pogłaskała go po szyi, poczym zdjęła mu uprząż ze łba i czem prędzej wskoczyła na siodło.

    • Chodźmy już lepiej – rzekła doń jak miała w zwyczaju. – Na wschód stąd, pół dnia drogi jest wieś Rybia. Nie po ręce to nam, ale nie widzę innego wyjścia. Chwyciła białą grzywę i cmoknąwszy skłoniła go do stępa.

     

     

    Pod wioską zwaną w okolicy Rybią, przy samym prowadzącym doń trakcie, mieszkała w sypiącej się od lat ruderze, Baba Rzepicha. Kobieta znała się na zielarstwie i Linda nie raz zaopatrywała się u niej w wywar kojący czy mazidło na obicia.

    Stara siedziała jak w jej zwyczaju w cieniu przed chatą i tylko stopy wystawiała na ciepło słoneczne. Gdy ujrzała elfkę podniosła krzaczaste brwi.

     

    Badała Zefira uważnie, nie sprawdzając przy tym rzeczy o których Linda mówiła jej że już sama sprawdziła. Koń, którego elfka trzymała za łeb łypał tylko niespokojnie za starowinką, gdy obchodziła go ze wszystkich stron. Babuleńka weszła też pod wyniosłe zwierze i nie miała z tym bynajmniej problemu. Nagle złapała rumaka za potężne jądra. Ten aż zatupał, parsknął i stąpnął w bok mimo iż Linda głaskała go łagodząco. Rzepicha wyszła wreszcie spod konia i opadła na swym niewielkim siedzisku, zupełnie przykrywając je czarną spódnicą. Linda patrzyła na nią pytająco i ze zniecierpliwieniem.

    • Nic mu nie jest – orzekła wreszcie starowinka, odpalając dobytą nie wiedzieć skąd fajkę. – Musi trochę pokabanić. Jajka ma pełne jak mleczne jagody. Wiosna, taka już natura.

    Linda nieco zaskoczona diagnozą głaskała rumaka po pysku. Babuleńka widząc zakłopotanie dziewczyny klepnęła się w skryte pod spódnicą kolano.

    • Nic się nie przejmuj. Przyjdź tu jutro o zmierzchu. Namówię starego Kuncyboła żeby przyprowadził swoją klaczkę, to sobie twój ogier ulży, a i Kuncybołowi pewnie na rękę będzie, że mu kobyłkę zaziarni. Wiosna, taka natura.

    Linda uśmiechnęła się uprzejmie. – Dobrze więc, przyjdziemy jutro.

    • Koń jak hajduk, jak sobie wystrzeli to od razu pokornieje.

    • Dobrze – Linda skinęła i wskoczyła na siodło.

    • A i tobie by się zdało popróbować lagi, myślisz żeś na wiosnę odporna? – zaskrzeczała rozbawiona staruszka. Linda spąsowiała, nic jednak w odpowiedzi nie rzekła.

    • Pogadam z Kuncybołem to na pewno chętnie pomoże i tobie, nie trzeba się będzie martwić o dług za fatygę.

    Elfka poczerwieniała jeszcze bardziej, aż zakręciło jej się w głowie. uśmiechnęła się tylko niepewnie i ukłoniwszy się z siodła odjechała zapominając języka w gębie.

     

    Na noc zatrzymała się w zajeździe na trakcie, po przeciwnej stronie Rybiej. Nazywać tę stajnie z przylegającą do niej komórką zajazdem było rzeczywiście hojną przesadą, ale Zefir stawał się coraz bardziej narowisty, a powód jego nerwowości ku zawstydzeniu Lindy stał się bezwstydnie widoczny. Opuściła więc wioskę i znalazła to miejsce.

     

    Stajenka była niewielka i wymagała wielu reperacji. Izba gościnna znajdowała się tuż za jej ścianą, którą tworzył szpaler mniej więcej dopasowanych do siebie desek. Siennik był o dziwo świeży, ale w suficie widniała spora dziura. Linda leżąc na posłaniu wpatrywała się w rozgwieżdżone niebo. Kulawemu chudzinie – kalekiemu chłopcu, który zajmował się tą ruderą, elfka zapłaciła z góry miedziakiem, co za takie warunki było i tak nie lada stawką. Mały niedołęga przyniósł Zefirowi świeżej wody i siana i zachichotał tylko w szczerbatym uśmiechu na widok sterczącego problemu ogiera.

    Zapadła noc.

    Pełny księżyc zajrzał przez otwór w dachu izdebki. Popatrzył przez chwilę na śpiącą elficę i ruszył dalej. Zefir był niespokojny. Kopnął w ścianę, że aż posypało się z sufitu. Linda słyszała jak parska i tupie. Przez chwilę zdawało jej się że się uspakaja. Był z nią od kilku już lat i nigdy go takim nie widziała.

    Księżyc rozświetlał noc na tyle, że mogła widzieć jak się miota w szparach między deskami ściany.

    Nagle dostrzegła blask światłą. Być może lampy oliwnej. Ktoś wszedł właśnie do stajenki.

    Wstała zabierając ze sobą nóż.

     

    Drzwi były uchylone. W środku zastałą chudego niedołęgę. Zawiesił lampę na belce i kucając przyglądał się Zefirowi.

    Weszła celowo hałasując drzwiami.

    • Twój koń najadł się malin Susumo – zwrócił się do niej ze szczerbatym uśmiechem chłopak.

    • Co takiego?

    • Musiałaś przejechać tu przez zieloną przełęcz, jedynie tam rosną.

    • To prawda!

    Kulawka pokiwał głową. Linda aż ochnęła w głos. Pyta Zefira prężyła się niczym muskularne ramię. Elfka zakryła usta ze zdumienia. Zefir tupał w miejscu niemal nieustannie, a nabrzmiały penis huśtał się i rgał przy każdym kroku.

    • Co teraz?

    • Trzeba mu ulżyć – Stajenny odpowiedział na jej retoryczne pytanie.

    • Musisz poczekać do jutra Zefirku – mówiła zatroskana wpatrując się wciąż w prężące się przyrodzenie konia.

    • Heh! Do jutra oszaleje jak nic – zawyrokował kulawka. Jak mi wcześniej nie rozniesie szopy .

    • Cóż robić?

    • Ty jesteś kobietą, nie ja!

    • A co ja mogę zrobić – zapytała całkiem poważnie Linda. Chudzina uśmiechnął się bezczelnie.

     

    Nie wiem czy potrafię.

    • Potrafisz na pewno, masuj jakby zbite ramie.

    • Łatwo powiedzieć.

    • Dobrze ci idzie. Masuj go, masuj…o tak – kulawka udzielał uwag, trzymając Zefira za łeb. Linda kucała pod wierzchowcem i posuwistymi ruchami obu dłoni masowała jędrną pytę rumaka.

    • Dobrze, tylko trochę mocniej.

    Klęknęła by mieć lepszy dostęp. Czuła jak penis Zefira pręży się pod jej palcami, jak reaguje na jej pieszczotę.

    • Napluj sobie na dłonie – dyktował kulawka. – Napluj porządnie! – Linda usłuchała bez zastanowienia. Pośliniła palce poczym napluła i roztarła dłonie. Teraz rzeczywiście masowało się lepiej.

    • Tak, tam pod spodem! Tuż przy jajcach – udzielał wskazówek kaleka, schylając się pod piersią Zefira.

    • O tak dobrze, tak masuj…

    Linda nacierała pytę Zefira na całej długości, co jakiś czas plując znów na ręce. Niekiedy, gdy masowała niżej, ogromny penis klepnął ja w policzek.

    • Tak jest, mocniej! Pośliń! – kibicował kulawka. Linda pluła to na ręce to na pytę. Masowała z zapałem to śliniąc to oblizując dłonie. W porywie entuzjazmu oblizała też lagę.

    • Ooo tak – szeptał stajenny. – Weź ją, weź ją do buzi!

    Elfica zawahała się chwilę, zaraz jednak ujęła szczyt ogromnego kutasa ustami.

    • O tak! O tak! Ssij! Nie przestawaj masować i ssij! Zaraz będzie mu dobrze, zobaczysz!

    Lindzie ledwie udawało się pomieścić Zefirową pytę w ustach. Koń nie przestawał się wiercić i czasem zaskakiwał ją wbijając się całkiem głęboko. Kulawka zachęcał ją i dopingował, dawała więc z siebie wszystko. Z tej pozycji nie widziała jak chłopak spuściwszy spodnie, tarmosi własne napuchnięte przyrodzenie. Ssała i masowała lagę Zefira i nabrała w tym takiego rytmu i wprawy, że nie zareagowała nawet, gdy chudzina podszedł do niej od tyłu i zadarł jej tunikę. Dopiero gdy oparł na jej pośladku swe przyrodzenie, odwróciła się patrząc nań surowo.

    • Czy nie wydaje ci się, że to zbyt wiele?

    Odpowiedziało jej tylko jego błagalne spojrzenie. Wróciła do masowania Zefira.

    Znów ujęła jego lagę w usta. Zachłystnęła się powietrzem w momencie gdy kaleka zatopił swego nabrzmiałego kutasa w jej aksamitnej szparce. Zaraz też dostosował się do rytmu i z głośnymi klaśnięciami o jej obfite pośladki jął sadzić w nią zachłannie. Nagle Zefir zarżał, zatupał, aż rozochocona przyspieszyła ruchy. Udzieliło jej się podniecenie obu samców. Ssała i suwała grube przyrodzenie Zefira i nagle, ku jej wielkiemu podnieceniu koń zarżał i wystrzelił. Czuła jego nasienie wszędzie; w nosie, w gardle, miała go pełne usta mimo iż część ciekła jej po brodzie i rękach. Kulawy stajenny na ten widok jęknął. Wbił kościste palce w obfitość jej ciała i wzmógł pchnięcia. Linda poczuła jak rozkosz oblewa jej kark i policzki. Chudzina krzyczał w głos wtłaczając w nią bryzgającego nasieniem penisa. Pyta Zefira zwiotczałą w jej dłoniach i opadła. Zadowolona spojrzała za siebie, gdzie szczerbaty niedołęga z miną która mogłaby świadczyć o niepełnosprawnym umyśle ocierał swą pałę o jej spocony tyłek.

    • Zdaje się że rozwiązaliśmy dziś k i l k a problemów – wysapała z uśmiechem.

     

    Rano, odjeżdżając, zostawiła mu następnego miedziaka i rozstali się z uśmiechem aczkolwiek bez słowa. Linda ruszyła na południowy zachód z dala omijając chatę starej Rzepichy. Pomyślała, że nieprędko się tam pokaże.

     

     

     

    koniec

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    starski
  • Impreza na plazy

    Było słoneczne i upalne czerwcowe popołudnie, konkretnie sobota, kiedy pomyślałem, że trzeba by się ruszyć z domu. Rzadko gdzieś wychodzę, poza pracą. Taka smutna rutyna, praca, dom, praca, dom… Gdy zacząłem szukać w internecie jakiś ciekawych imprez, zadzwonił telefon. To Marta, moja najlepsza kumpela…

     

    -Hej Marta!

    -No hej. Pewnie jak zwykle siedzisz w domu? – zapytała z dość dużą dawką ironii

    -Teraz tak, ale wyobraź sobie, że mam zamiar dzisiaj poszaleć. – odpowiedziałem dumnie.

    -Ho, ho… Normalnie nie poznaję kolegi… – w tym momencie parsknęła śmiechem

    -No już niech Ci nie będzie tak wesoło – odparłem

    -No dobra, już dobra. To gdzie idziemy szaleć?

    -Myślałem, że może gdzieś w Sopocie?

    -Mam lepszą propozycję. Podjadę po Ciebie około dwudziestej, bądź gotowy.

    -Ok. – odparłem bez większego entuzjazmu – Jakaś szczególna kreacja obowiązuje?

    -Po prostu ubierz się na luzie.

    -Spoko. To do zobaczenia!

    -Pa! – szybko się rozłączyła.

     

    Hmmm… Swoją drogą intrygowało mnie co też takiego ciekawego wymyśliła. Ale po chwili zastanawiania się, zająłem się obiadem. Czas szybko zleciał, a ja nie patrzyłem na zegarek dłuższy czas. Jakie było moje zdziwienie, gdy zobaczyłem, że już kwadrans po dziewiętnastej. A ja ani nie wykąpany, ani nie ubrany. Byłem totalnie w lesie.

     

    Po szybkim prysznicu, włożyłem na siebie pierwszy lepszy t-shirt, spodnie rurki, wygodne trampki na wypadek, gdyby przyszło mi tańczyć. Gdy postanowiłem zrobić coś z włosami, przyszedł sms od Marty, że mam spiąć poślady i schodzić na dół bo już czeka ze znajomymi. Ciekawe jakimi, pomyślałem w końcu nic nie mówiła, że ktoś się z nami wybiera. Cała Marta. Zamknąłem drzwi i szybo zszedłem na dół. Okazało się, że nikogo nie znam, dwie dziewczyny i chłopak, na oko w moim wieku. Właśnie, nie powiedziałem Wam ile mam lat, otóż dwadzieścia jeden. Dziewczyny ubrane były jak to na imprezę, jedna w sukience i krótkiej letniej kurtce, druga w czarnych jeansach i koszulce. Marta podobnie do mnie bardzo na luzie. Natomiast chłopak, Michał jak się okazało, miał na sobie prawie identyczne do moich rurki i różowy t-shirt. Przywitałem się ze wszystkimi i ruszyliśmy.

     

    -Gdzie jedziemy? – zagadnąłem Martę.

    -Zobaczysz.

    -Co Ty kombinujesz?

    -A co Ty taki ciekawy? Jedziemy się zabawić.

    -Niech Ci będzie. –odrzekłem, bo wiedziałem, że nic mi nie powie.

     

    Po około godziny drogi dojechaliśmy do miejsca docelowego. Okazało się nim Władysławowo i dyskoteka na plaży. Zdziwiłem się, że już czynna, w końcu to jeszcze nie sezon. O dziwo mimo wczesnej pory i braku większej ilości turystów w mieście, ludzi było dużo. Muzyka fajna, od razu podszedłem do baru i zamówiłem sobie drinka. Dziewczyny i Michał zrobili to samo.

     

    Bardzo szybko dziewczyny nas zostawiły i poszły tańczyć. Ja raczej naśladuję paralityka, bo tańcem tego nie nazwę. Zostałem przy barze sam z Michałem i jeszcze około trzydziestką innych osób.

     

    -Nie tańczysz? – zapytał nieśmiało Michał.

    -Nie potrafię. A jeśli już się znajdę na parkiecie, to najpierw muszę wypić morze alkoholu. – zaśmiałem się

    -Ja lubię tańczyć i miałem nadzieję wyciągnąć Cię na parkiet.

     

    Zamurowało mnie. Nie sądziłem, że Michał jest gejem, ale wychodzi na to, że jestem mało spostrzegawczy.

     

    -Może potem. Długo znasz Martę?

    -Studiujemy na tym samym wydziale. Więc jakiś rok.

    -Ciekawe dlaczego wcześniej nas sobie nie przedstawiła.

    -Nie mam pojęcia. Ale ważne, że już się poznaliśmy. – uśmiechnął się do mnie, odwzajemniłem uśmiech.

    -Racja. Zastanawia mnie tylko jak my wrócimy do domu, skoro wszyscy pijemy?

    -Nie wracamy dzisiaj. Marta Ci nie mówiła? Mamy zarezerwowane pokoje w hotelu obok.

    -Jak to? – nie wiedziałem co powiedzieć, byłem wściekły na Martę. Nie lubię takich akcji. – Nic mi nie mówiła. Mieliśmy tylko jechać się zabawić…

     

    W tym momencie to jedno słowo Marty wszystko mi wyjaśniło. Uknuła to. Po moim ostatnim związku nie spotykałem się z nikim i postanowiła mnie małpa jedna wyswatać. Ale dobrze. Pogram w jej grę z ciekawości i zobaczę co z tego będzie.

     

    Po mniej więcej dwóch godzinach, dziewczyny były już dość mocno wstawione, a mój nowy kolega nie odstępował mnie na krok. Przyznaję, że bardzo fajnie nam się rozmawiało. Dałem się wyciągnąć na parkiet mimo, że za mało jeszcze wypiłem, ale Michał nie dawał za wygraną i nie miałem wyjścia. Zacząłem swoje ruchy paralityka, ale był taki tłum, że chyba nikt nie zauważył. Michał natomiast świetnie tańczył, obskakiwał mnie z każdej strony, obracał mną, robił to w sposób zmysłowy i powiem szczerze, podobało mi się. Michał to chyba zauważył, bo pozwalał sobie na coraz to odważniejsze poczynania w wirowaniu na parkiecie. Po jakimś czasie dziewczyny nas odnalazły, by powiedzieć, że są zmęczone i idą spać. Marta i Karolina trzymały Agnieszkę, żeby nie upadła.

     

    -Tu masz klucz do Waszego pokoju, bawcie się dobrze.

    -Jakiego naszego pokoju? Myślałem, że Ty i ja będziemy razem w pokoju skoro już mnie porwałaś. – doskonale wiedziałem, że będę w pokoju z Michałem, znam Martę jak własną kieszeń.

    -A do czego ja Ci się w pokoju przydam? Masz przystojniaka koło siebie i się nim zajmij.

     

    Zanim zdążyłem coś odpowiedzieć, dała mi buziaka w policzek i szybko zniknęła z dziewczynami z mojego pola widzenia. Michał stał parę kroków za mną i się uśmiechał. Podszedłem do niego i zaproponowałem chwilę odpoczynku i drinka.  Po następnej godzinie i kilku drinkach poczuliśmy się mocno wstawieni. Zamówiliśmy po piwie na drogę i ruszyliśmy na spacer po plaży. Było nadal bardzo ciepło mimo, że zegarki wskazywały pierwszą trzydzieści pięć.

    Muszę przyznać, że Michał mi się bardzo podobał i podniecał. Ale nie miałem odwagi, aby mu to okazać. Niespodziewanie wziął mnie za rękę i po pewnym czasie zatrzymał się spojrzał mi w oczy i namiętnie pocałował. Nie protestowałem i odwzajemniłem pocałunek. Na plaży stały kosze wiklinowe. Usiedliśmy w jednym z nich tyłem do wszystkich, przed nami tylko morze i jego szum, na niebie gwiazdy… miliony gwiazd.
    Zaczęliśmy się znowu całować, coraz agresywniej, zachłanniej. Poczułem jak mój penis wypełnia mi spodnie. Michał prawie, że rozdarł moją koszulkę i zaczął całować moją szyję, a potem sutki. Pragnąłem go tej nocy jak niczego innego na świecie. Zdjąłem jego różowy t-shirt i teraz to ja całowałem jego klatkę piersiową i co jakiś czas wracałem do namiętnych ust. Przejąłem inicjatywę i zacząłem rozpinać jego pasek i spodnie. Michał w reakcji na moje poczynania odchylił się lekko do tyłu, by ułatwić mi dostęp. Po zdjęciu spodni zauważyłem białe bokserki, które idealnie wypełniał jego sprzęt. Był duży, na oko tak ze dwadzieścia centymetrów. Podnieciło mnie to jeszcze bardziej i natychmiast zdjąłem jego jedyne w tej chwili okrycie i zająłem się jego penisem. Był już wilgotny, gorący i przyjemnie pulsował. Zacząłem go namiętnie obciągać, ssać zachłannie. Michał wił się z rozkoszy i cicho pojękiwał. Po pewnym czasie poczułem, że dochodzi, pozwoliłem mu skończyć w swoich ustach. Przeszedł go dreszcz rozkoszy po czym poczułem olbrzymie ilości jego spermy.

    Mój namiętny kochanek w podziękowaniu za rozkosz, którą mu sprawiłem, zdarł ze mnie spodnie razem z bokserkami i natychmiast dopadł mojego penisa. Ale w przeciwieństwie do mnie, zaczął powoli go lizać, od jajek po czubek żołędzi. Mój mały przyjaciel (no dobra, wcale nie taki mały 😀 ) drgnął domagając się czegoś więcej. Długo nie musiał czekać, Michał zaczął go namiętnie ssać i obciągać, jednocześnie pieścił palcami moje jajka. Długo nie wytrzymałem i też zacząłem dochodzić, Michał poczuł to i znacznie przyspieszył. Wystrzeliłem i autentycznie zobaczyłem gwiazdy. Orgazm był silny jak nigdy. Michał przejechał palcami po moim brzuchu, objął w dłoń mój policzek i namiętnie pocałował.

     

    -To co, powtórka i coś więcej w hotelu? – szepnął mi do ucha Michał

    -Obowiązkowo. – Odparłem jeszcze lekko drżąc  po orgazmie wszechczasów.

     

    Ogarnęliśmy się i ruszyliśmy trzymając się za ręce do hotelu…

     

     

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Łukasz Antczak

    Część pierwsza. Jeśli się Wam spodoba napiszę następne.

  • Ruchanie z mlodym nauczycielem

    Jest wieczór. Moja mama rozmawia z nauczycielem przez telefon o moich ocenach. Grozi mi jedynka z matematyki.  Nauczyciel nagle zadaje mojej mamie dziwną propozycję.
    – Spokojnie, pomogę jej z tego wyjść. Proponuję darmowe korepetycje.
    – Ale jak to darmowe?
    – Nie chcę jej usadzić, to dobra uczennica.  Zgadza się Pani na moją propozycję?
    – Tak, dziękuje Panu. Od kiedy zaczynacie?
    – Niech przyjdzie do mnie do domu jutro o 20. 00, wiem, że to późna godzina, natomiast wcześniej mi nie pasuje.
    -Dobrze, dziękuje. Pozdrawiam.
    Usłyszałam urwanie się rozmowy. Usiadłam w salonie wraz z moją mamą i zapytałam z kim rozmawia. Bez wahania powiedziała, że załatwiła mi korki z matmy z moim nauczycielem. Ucieszyłam się, od kiedy pamiętam podkochuje się w nim. Następnego dnia poszłam na zakupy. Byłam typową lalunią, dla której liczył się tylko wygląd. Wstąpiłam do kilku sklepów z ciuchami. Kupiłam sobie świetny czerwony stanik z koronki oraz piękne czerwone majteczki. Nie chciałam zbytnio przesadzać, bo to w końcu mój nauczyciel i mieliśmy się uczyć. Stwierdziłam jednak, że nową bielizna mi się przyda i ubiorę ją akurat w ten wieczór. Zbliżała się godzina, w której miałam mieć korki z moim przystojnym nauczycielem. Zadzwoniłam do drzwi i zobaczyłam jego osobę, która stała naprzeciwko mnie.
    -Dzień dobry, ja na korepetycje – powiedziałam cichym, nieśmiałym głosem i lekko się zarumieniłam.
    – Witam, wejdź do środka.
    Weszłam nieśmiało usiadłam na krześle w pokoju. Nagle usłyszałam głos mojego nauczyciela
    – CII maleńka teraz się zabawimy. – wypowiedział te słowa i nagle zgasło światło. Bardzo się podnieciłam, gdyż zawsze marzyłam o kochaniu się z nim. Zaczął mnie namiętnie całować, po czym rozebrał mnie. Całował namiętnie moje sutki. Klękłam na kolana przed moim nauczycielem i zaczęłam robić mu loda. On jednocześnie mówił do mnie ostre słowa “dalej maleńka suczko”. Bardzo mnie to podniecało. Włożył mi swojego dużo i grubego kutasa w pochwę. Kochaliśmy się tak przez jakieś 2 godziny. Ubrałam się. Powiedział, że Byłam cudowną. Zaliczył mi semestr.  Później w szkole zachowaliśmy się już normalnie jak nauczyciel i uczennica. Byłam szczęśliwa, że go zaliczyła, on że zaliczył mnie, a moją mama że zaliczyła semestr.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Martyna

    🙂

  • Letnia przygoda mlodego ze starszym panem

    Było lato. Mieszkałem u ciotki, która miała pensjonat nad morzem. Tak w ogóle to jestem Damian, mam 20 lat, jestem szczupłym chłopakiem, który nie może usiedzieć spokojnie w miejscu. Ogólnie zawsze świetnie dogadywałem się z dziewczynami (którym chyba się całkiem podobam) i od zawsze interesowali mnie tylko chłopacy… a właściwie starsi ode mnie mężczyźni. Zresztą miałem starszego chłopaka, który aktualnie przebywał za granicą. Ale wystarczy o mnie. 

    Było upalne popołudnie. W pensjonacie aktualnie nie było nikogo, ciotka miała wrócić jutro, poza tym przebywały tam dwie rodzinki letników w średnim wieku, jak zawsze jeździły gdzieś po okolicy i jak zawsze miały wrócić późnym wieczorem. Rozłożyłem się wygodnie w ogólnodostępnym salonie na górze. Wypiłem dwa browary i najwyraźniej poszedłem w kimę. 

    W pewnym momencie, jakby przez sen, poczułem na brzuchu ciepły dotyk. Wolno schodził niżej i niżej, aż pod szorty i majtki, by skończyć na moim zwiniętym ptaku. Jak nic czułem na sobie szorstką, męską dłoń. W pierwszym momencie myślałem, że śpię, ale otworzyłem niewyraźnie oczy i.. obok sofy na której się rozwaliłem, klęczał mężczyzna. Był to jeden z letników. Miał około 40 lat, był szczupłym brunetem, z przyjemną zadbaną twarzą, zresztą całkiem przystojnym jak na mój gust. Silną dłonią pociągniętą ciemnym zarostem, z delikatnym uśmiechem na twarzy, zaczął pieścić mnie z dołu do góry, to po brzuchu, to po klacie, to zaciskając mojego ptaka, który coraz bardziej budził się ze snu. Zabawa najwyraźniej panu się podobała, a i ja nie zwykłem narzekać na tak nieoczekiwany obrót spraw, kolejnego smętnego popołudnia. Pan szybko zsunął mi szorty do kostek, oraz obsunął majtki, tak by móc mnie swobodnie obejmować za kutasa i jajka.

    Muszę przyznać, że cholernie się podnieciłem. Złapałem za kutasa (a miałem chyba całkiem niezły sprzęt, grubego i spokojnie mogłem go objąć na dwie dłonie). Zacząłem powoli walić. Pan zsunął mi majtki jeszcze niżej i zaczął masować jajka (ja cały czas walę). Dalej sięgnął dłonią w dół do mojej dziurki, zaczął ją delikatnie pieścić palcami. Po chwili wyjął z kieszeni spodni mały olejek do opalania (z filtrem) i nasmarował nim obficie dłoń. Następnie nawilżył nią moją pałkę, która teraz stała już absolutnie.  Objął w naoliwioną dłoń moje jaja – bez dwóch zdań teraz bezpiecznie mogłem je opalać, po czym znowu skierował się ku mojej dziurce. Z łatwością włożył w nią palec środkowy (ten do faka) i powoli zaczął robić palcówkę. Moje ciało poczynając od dziury, przez kutasa, kończąc na małym móżdżku (bo co ja tu u licha wyprawiam?), ogarnęły przyjemne dreszcze. Dupę penetrował mi kawał palucha, jaja potrząsane w szybkim tempie walenia pały odbijały się od ciepłej, bezpiecznej dłoni miłego pana. Tego co zaraz nastąpi nic nie mogło zatrzymać, zresztą nie miałem takiego zamiaru. Sperma trysnęła mi obficie na brzuch i klatę, mega przyjemny orgazm przysłonił myśli, głośno jęknąłem.

    Popatrzyłem zawstydzony na sprawcę zamieszania. Ten dopiero teraz wyjął palca z mojej rozluźnionej dziury, zebrał nim nieco spermy z mojego pępka, po czym wylizał. Sądząc po wyrazie twarzy, chyba mu smakowało, zresztą cała historia wyraźnie go pobudziła. Pan jednak wykazał klasę, grzecznie podziękował za miłą przygodę, na koniec poprosił tylko czy może zrobić mi zdjęcie na pamiątkę zdarzenia. Skinąłem nieśmiało, dodałem krótko wciąż zmieszany: “ale, bez twarzy”. Pan wyjął z kieszeni S4 i zapozowałem mu jak umiałem, ze spuszczonymi do kostek szortami, zwisającą znad  majtek grubą pałką z obciągniętym od walenia napletkiem, oraz podciągniętą nad klatę koszulką. 

    W kolejnych dniach mijaliśmy się jeszcze kilka razy w pensjonacie wymieniając ukradkiem spojrzenia, potem Pan z żoną i dwójka rozbrykanych dzieci wyjechał. Dzisiaj czasami, kiedy rucha mnie mój chłopak, przypominam sobie tamtą palcówkę i wyobrażam ciąg dalszy. Silne, szerokie, owłosione dłonie nieznajomego Pana obejmujące mnie w pół, jak mnie bierze od tyłu i rucha z tym samym wyczuciem, męsko, zdecydowanie, tamtą bezwstydną pewnością siebie na twarzy. Ale to ostatnie to tylko taka niewinna fantazja.   

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    P S

    Myślę, że się spodoba.

  • Wygrana na loterii 2

    Wyjąłem swojego członka z jej ciepłych ust. Podszedłem do niej od tyłu i pocałowałem ją w szyje, kładąc równocześnie kluczyk od kajdanek na podłodze tuż przy rurze. Wyszedłem z pokoju, i znów widziałem ją przez weneckie lustro. Bożena czekała z uwagą na to co się teraz wydarzy. W końcu odezwałem się przez mikrofon.

    JA: Teraz masz godzinę czasu aby wziąć prysznic i się ubrać. Za godzinę przed domem będzie czekać taksówka. Kierowca będzie wiedział gdzie Cię zawieźć. Zabieram Cię na kolacje, ubierz się odpowiednio. Stolik jest zarezerwowany na Twoje imię. Ubrania masz w szafie. Kluczyk do kajdanek leży na podłodze. Jakieś pytania?

    B: Nie… (powiedziała z wyraźnym zająknięciem)

    JA: To dobrze. Nie spóźnij się.. Do zobaczenia.

    Zabawne jest to poczucie władzy nad Kobietą jakie miałem wciągając Bożenę w swoją grę. Fakt, że była starsza ode mnie o prawie dekadę podkręcał mnie jeszcze bardziej. Ale tylko zachowując spokój mogłem w pełni cieszyć się tym weekendem.

    Pojechałem do restauracji w, której mieliśmy zjeść kolacje. Specjalnie wybrałem stolik nad, którym wisiało lustro – tak abym mógł widzieć wejście. Zamówiłem herbatę i nieśpiesznie ją sącząc czekałem.

    Punktualnie o 21.30 w drzwiach stanęła Ona. W szatni pozbyła się płaszcza, po czym zamieniła dwa słowa z kelnerem, który zaprowadził ją do stolika.

    Wybrała ciemno zieloną sukienkę lekko za kolano na cienkich ramiączkach. Dopasowaną, idealnie opinającą to co potrzeba i tak jak potrzeba (mam oko – pomyślałem). Usiadła przy stoliku i nerwowo rozglądała się po sali, dopiero gdy kelner przyniósł jej wodę przestała być nerwowa.

    Podszedłem dyskretnie i położyłem jej rękę na ramieniu i powiedziałem:

    JA: Witaj Bożeno, ładna sukienka.

    Usiadłem naprzeciw niej.

    B: Dziękuje (po minie widać było jej zmieszanie)

    Jesteś,… jesteś taki…

    JA: Młody – wiem.

    Nie wiem o czym myślała ale była totalnie zmieszana.

    Przerwałem ciszę

    JA: dlaczego wybrałaś zieloną?

    B: yyy.. bo pasuje do mojej urody, miałam podobną na studniówce

    JA: dobry wybór, to mój pierwszy prezent dziś dla Ciebie

    B: naprawdę? Od lat nie dostałam sukienki

    JA: Cieszy mnie, że przełamałem tą okropną passe.

    Podszedł kelner i złożyliśmy zamówienie. Bożena wzięła sałatkę (chyba większość Kobiet tak robi na pierwszym spotkaniu), ja wziąłem krewetki.

    Rozmowa się kleiła, rozmawialiśmy trochę o jej życiu, trochę o moich podróżach. Jedząc w tym czasie i pijąc dobre wino. Wysłuchałem parę urzędniczych anegdot. Czułem się trochę jak na spotkaniu z długo nie widzianą znajomą. Różnica wieku szybko zeszła na dalszy plan. Nagle wypaliłem:

    JA: Którą bieliznę wybrałaś?

    To pytanie zbiło ją z tropu

    B: Czarną

    JA: a majteczki? Stringi czy koronkowe figi.

    (kelner akurat mijał nasz stolik)

    B: te drugie (odpowiedziała tak aby kelner nie domyślił się o czym rozmawiamy, była speszona)

    JA: daj mi je.

    B: słucham?

    JA: chce je dostać do ręki.

    B: chwilkę, pójdę do toalety i Ci je przyniosę.

    JA: Nie.

    B: ale jak to przecież chciałeś je dostać?

    JA: tak i nadal chce. Ściągnij je tutaj.

    Jej oczy zdradzały lekkie przestraszenie i niepewność (może w knajpie nie było tłumów, ale było zajęte z 50% stolików). Patrzyłem na nią poważnie, zrozumiała że to nie był żart. Podciągnęła powoli sukienkę do połowy uda i powoli – tak aby nie wzbudzać podejrzeń lekko uniosła pośladki aby zsunąć majteczki. Potem poszło już łatwiej. Jedynie moment podniesienia majtek z podłogi był trudniejszy ale dała rade. Schowała majtki w zaciśniętej dłoni i mi je podała. Lekko je powąchałem, pachniały słodkawo.

    JA: Dziękuję

    B: Proszę (odpowiedziała z ulgą, że nikt poza Nami nie wiedział co się właśnie stało).

    JA: To nie koniec. Podejdź do mnie i usiądź mi na kolanach.

    B: Po co?

    JA: to kolejne zadanie.

    Usiadła, miała bardzo miękkie pośladki i piękne perfumy. Patrząc jej w oczy położyłem dłoń na jej łydce i zacząłem przesuwać ją w górę, minąłem kolano i zacząłem wsuwać rękę pod sukienkę. Gdy skierowałem się na wewnętrzną stronę ud odruchowo lekko je ścisnęła. Pokręciłem karcąco głową. Rozchyliła nogi. Dotarłem do jej muszelki. Gładka, ciepła i lekko wilgotna, niemal czekała na dotyk. Zacząłem ją dotykać, i powoli wsuwać palce do jej środka. Nie musiałem długo czekać na pierwsze skurcze i napływ wilgoci na moje palce. Bożena przestała się kontrolować, zamknęła oczy i zaczęła lekko ruszać biodrami. Na chwilę wyjąłem rękę i sięgnąłem do kieszeni marynarki po niespodziankę. Już po chwili moja niespodzianka była na swoim miejscu. Kulki gejszy już były w niej. Bożena otworzyła oczy.

    B: Co to?

    JA: zobaczysz (uśmiechnąłem się)

    Teraz pójdź do baru usiądź na tym wysokim krześle przodem do mnie i zamów jakiegoś drinka.

    Bożena posłusznie wstała i poszła do baru. Poczekałem aż dostanie drinka. Siedziała na tym wysokim krześle pięknie eksponując swoje wdzięki (zwłaszcza nogi) i patrzyła na mnie pytająco.

    Ja z kolei patrząc jej głęboko w oczy z kieszeni marynarki wyciągnąłem pilota. I postanowiłem dać odpowiedź na jej pytające spojrzenie. Był to oczywiście pilot do tych kulek, które miała w sobie. Włączyłem pierwszy program – wibracja. Bożena zesztywniała i ścisnęła nogi. Podkręciłem nieco siłę wibracji, patrząc jak coraz mocniej zaciska swoje palce na udach. „Pomęczyłem” ją tak dobrą minutę a może dwie, zmieniając siłę wibracji. Nagle wyłączyłem. Grażyna wychyliła drinka, łapczywie jednym haustem, spojrzała na mnie. Chyba chciała wstać i do mnie podejść, ale uprzedziłem ją, włączając program pulsacji. Przesunęła swoje biodra ile mogła do tyłu i znów przymknęła oczy. Pulsowanie o rosnącym natężeniu działało na nią bardziej. Teraz nie tylko zaciskała swoje uda i wbijała w nie palce, Ona ocierała swoją pupą o barowe krzesło, jej biodra pracowały coraz mocniej, a przez rozchylone wilgotne usta łapczywie wciągała powietrze. Kilku klientów patrzyło na nią ze zdziwieniem.. tylko ja wiedziałem co się dzieje i tylko ja to kontrolowałem. Podszedłem do baru, położyłem dłoń na jej udzie, było ciepłe i czuć było na nim rytm pulsacji generowany przez niepozorne kulki w jej wnętrzu. Zmniejszyłem intensywność i pocałowałem ją, wpiła się w moje wargi bardzo łapczywie. Całowaliśmy się namiętnie przez około pół minuty.

    JA: Wystarczy, wychodzimy.

    Położyłem na barze 400zł.

    JA: (do barmana) Za Drinka tej Pani i tamten stolik, wystarczy?

    Barman: (z uśmiechem) tak, bardzo dziękuje, zapraszamy ponownie.

    Wyszliśmy z knajpy i wsiedliśmy do auta. Ruszyliśmy czekało nas 20 minut drogi. Znów włączyłem pilotem naszą zabawkę. Prowadziłem, a jedną rękę  włożyłem między jej uda. Bożena odpływała na przednim siedzeniu mojego auta, zaciskając nogi na mojej dłoni i ocierając udem o udo. Zatrzymałem auto na poboczu. Wyłączyłem zabawkę i wyjąłem rękę z pomiędzy jej nóg. Patrzyła na mnie z ogromnym podnieceniem.

    JA: Podoba Ci się początek Naszego wieczoru?

    B: Bardzo!

    JA: Otwórz schowek.

    Pośpiesznie wykonała polecenie i wyjęła z niego maść, która tam była.

    JA: Teraz wyjmiesz jedną kulkę, i włożysz ją sobie w drugą dziurkę. Ale zrobisz to powoli i tak żebym wszystko widział. Maść może Ci pomóc.

    Patrzyła na mnie nerwowo. Podciągnęła sukienkę powoli powyżej bioder. Rozchyliła nogi przejechała powoli paluszkiem od kolana do swojej szparki i włożyła go do środka, po chwili wyskoczyła jedna z kulek. Bożena nasmarowała palec oraz pupę maścią i powoli zaczęła go wsuwać do środka. Po trudzie z jakim to robiła, widać było, że jest tam ciasno. W końcu wyjęła go i wcisnęła kulkę z grymasem. Zgasiłem światło w kabinie i ruszyłem dalej.. Oczywiście włączając tryb pulsacyjny. Pozostała część trasy minęła dość głośno… Orgazm na pilota – ciekawa sprawa.  

    Powiedzieć, że miałem ochotę na tą Panią urzędniczkę to jakby nic nie powiedzieć.. Ale nie wychodziłem z roli. Podjechaliśmy pod dom, zmniejszyłem działanie kulek prawie do minimum. Otworzyłem jej drzwi, jej spojrzenie nadal było nacechowane obłędem a właściwie pożądaniem.  Gdy szliśmy do domu nie mogłem się powstrzymać i złapałem ją za pośladek, spojrzała się na mnie tylko ze znaczącym uśmiechem. Weszliśmy na górę. Bożena stanęła przy łóżku.

    B: To co będziemy teraz ro…

    (nie zdążyła zadać pytania, gdyż przywarłem do jej ust ściskając mocno jej pośladki)

    Wypchnęła biodra lekko do przodu, na pewno przez materiał swojej sukienki i moich spodni czuła, że mam już co nieco twardego. Całując się usiedliśmy na łóżku, ona rozpinała moją koszule, a ja postanowiłem wyciągnąć kuleczkę z jej cipki. Dawno nie czułem tak ciepłej i wilgotnej szparki, podciągnąłem jej sukienkę do góry i szybko zdjąłem spodnie, myślałem już tylko o jednym – aby jak najszybciej i najgłębiej w nią wejść. Rozchyliłem jej nogi i zacząłem wciskać główkę do środka. Jej szparka była ciasna i naprawdę cudownie nawilżona. Tak! Tak po prostu zwyczajnie zacząłem ją brać na misjonarza.  Jej dłonie ściśle oplatały moje plecy a ja wchodziłem w nią coraz mocniej i głębiej, płynnymi mocnymi ruchami wdzierałem się do jej środka.  A Bożena nie piszczała, ani nie recytowała samogłosek. Ona po prostu oddychała, oddychała w tak zmysłowo rozedrgany sposób, oddychała coraz szybciej… Przestałem się ruszać, spojrzała na mnie pytająco.

    JA: Rozbierz się i połóż się na brzuchu (rzuciłem krótko i szorstko, chyba po to aby przypomnieć jej kto dziś wieczorem kontroluje sytuacje, to nie była prośba, raczej polecenie).

    Spełniła je bardzo szybko. Pozbyła się sukienki, i oswobodziła swoje piersi z koronkowego czarnego biustonosza. Piękne symetryczne, jędrne piersi z lekko sterczącymi sutkami, chyba w rozmiarze C, jak dla mnie takie akurat. Gdy położyła się na brzuchu miałem przed sobą jej plecy pośladki i piękne nogi. Siadłem na jej udach mocno chwytając pośladki. Idealnie leżały mi w dłoniach. Rozchyliłem je odsłaniając jej cipkę i nie czekają dłużej znów w nią wszedłem. Na początku nie szalałem z tempem, dopiero po chwili złapałem ją za włosy i odchylając głowę do tyłu zacząłem ją szybko posuwać. Chwyciła i zmięła pościel obiema rękami. A ja zatraciłem się w tym rżnięciu, było w tym coś zwierzęcego, wbijałem się w nią przypierając ją do materaca, nie miała na de mną  żadnej kontroli, a ja nad nią całkowitą. Czułem i widziałem jej naprężone ciało, jej przyśpieszony oddech  i skurcze jej cipki na moim penisie, jeszcze kilka mocnych pchnięć i eksplodowałem w jej środku. Podczas mojego wytrysku Bożena głośno jęknęła. Wziąłem kilka głębszych wdechów i nie wychodząc z niej położyłem się na jej gorących plecach. Cały czas czułem pulsowanie jej cipki, położyłem głowę na jej ramieniu, tętno powoli wracało do normy, zamknąłem oczy.

    Cdn.  

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    midas król

    midas król

  • Romantycznie 1

    Potrzebowałam go. Jak każdy człowiek potrzebuje powietrza tak ja potrzebowałam jego i wszystkiego co z nim związane. Jego spojrzenie, dotyk rąk, ust… Wszystko to było spełnieniem moich marzeń. Tak długo na niego czekałam, a teraz, gdy wreszcie tu był, nie wiedziałam co zrobić by był zadowolony.

    W jego mieszkaniu było chłodno, ale czekając na to co zaraz miało się wydarzyć nie miałam czasu się tym przejmować.

    Wreszcie wykonał pierwszy ruch. Złapał mnie za rękę, delikatnie przyciągnął i spojrzał na mnie swoimi cudownymi, tajemniczymi oczami w kolorze głębokiej zieleni. A potem? Potem mnie pocałował tak jak jeszcze nikt nigdy mnie nie całował. Najpierw delikatnie musnął moje wargi swoimi próbując sprawdzić czy faktycznie tego chcę (aż dziwne, że taki mężczyzna mógłby się w ogóle nad czymś takim zastanawiać po tym jak kobieta z własnej woli poszła z nim do jego mieszkania), ale już po chwili iskierka jaką wzbudził ten delikatny pocałunek zmieniła się w prawdziwy pożar. W pewnym momencie podniósł mnie i zaczął kierować się do sypialni. Na miejscu posadził mnie na komodzie i znowu mogłam się przekonać jak wspaniale całuje. Jego usta znalazły się na moich, a już po chwili nasze języki splotły się w zmysłowym tańcu. Jego ręce trzymały mnie jakby się bał, że zaraz zniknę. Ale moment później poczułam jak zaczyna rozpinać guziczki mojej bluzki. Chciał mnie dotknąć, poczuć miękkość mojej skóry, a ja chciałam by mnie dotykał. Chciałam też wreszcie dotknąć jego, wiec zaczęłam rozpinać guziki jego koszuli. Już po chwili ja mogłam się cieszyć możliwością wodzenia palcami po jego umięśnionym i mocnym brzuchu, a on wreszcie miał dostęp do moich piersi. Zaczął więc je pieścić przez biustonosz, a ja poczułam kilka rzeczy: moje kolana zmiękły, sutki stwardniały, a ja zaczynałam być mokra. Po chwili mój stanik wylądował na ziemi, a jego usta na moim sutku. Odchyliłam głowę do tyłu i rozkoszowałam się tym doznaniem. Jego prawa ręka powędrowała w dół. Tego dnia zamiast rajstop miałam na sobie pończochy, więc pod palcami poczuł tylko koronkę moich majtek. Przejechał palcem po moim wrażliwym miejscu i mimo materiału, który je zakrywał był już pewien, że to jest to czego chcę. Podniósł oczy i spojrzał mi prosto w twarz, a na jego ustach, które chwilowo oderwały się od moich piersi, pojawił się ten piękny, lekko wredny uśmiech. Potem wrócił do pieszczenia moich piersi, a palec wskazujący jego prawej ręki pocierał moją łechtaczkę przez materiał. Bardzo mokry materiał. Kiedy zdjął ze mnie majtki i wreszcie bezpośrednia dotknął mnie palcami z moich ust wyrwał się cichy jęk. Rozszerzyłam nogi dając mu lepszy dostęp i cicho pojękując pozwoliłam mu całować się po szyi. Byłam gotowa, ale on nie zamierzał niczego przyspieszać, delikatnie wsadził we mnie palec co zaowocowało głośnym jękiem. Był z siebie dumny i wiedział, że ta noc dopiero się rozpoczęła…

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Anna Walc

    Mine

  • Trans Randka z Czatu

    Mam 25 lat, damskie ciuszki kręciły mnie od dzieciństwa. Odkąd pamiętam, lubiłem zakładać rajstopy mamy, szpilki, używać jej szminki itp. Kiedy zacząłem dorastać odkryłem swoją biseksualność. Choć dziewczyn mi nie brakowało, kręciły mnie filmy porno z trans/shemale. Czasami zdarzało mi się przymierzać zostawione u mnie pończochy i majtki.

    Z czasem zacząłem być jednak odważniejszy, i pomimo poważnego związku hetero zacząłem czatować w poszukiwaniu partnera. W sieci nie brakuje napalonych facetów gotowych się spotkać od zaraz. Kilku z nim zrobiłem laskę, jednego nawet dosiadłem na tylnej kanapie w aucie. Z przykrością stwierdziłem wtedy, że to nie dla mnie.

    Po kilku latach związku hetero, znowu zacząłem odczuwać potrzebę oddania się facetowi.
    Chciałbym Wam dzisiaj opowiedzieć o moim najlepszym seksie z facetem. Tak wspaniałym, że boję się z kimś innym spotkać żeby nie popsuć ostatnich wrażeń.

    Tomek, bo tak miał na imię chłopak poznany na czacie miał 31 lat, był wysoki ponad 195cm i solidnej wagi około 110kg. Bardzo mi się to podobało, był większy od moich 175cm wzrostu i 65kg wagi.

    Rozmawialiśmy kilka dni przed spotkaniem, jego zainteresowanie osobami tras było średnie. Mimo tego zaprosiłem go do siebie.
    Moja dziewczyna wyjechała, więc miałem do wyboru mnóstwo ciuszków i kosmetyków. Zacząłem od najgorszego, czyli lewatywy. Później kąpiel i wreszcie charakteryzacja.
    Makijaż zrobiłem bardzo mocny, oczy ciemne, usta krwisto czerwone. Wyregulowałem odrobinę brwi i całość wyszła bardzo ładnie. Jak wisienka na torcie, czarna peruka do ramion, klipsy i naszyjnik. Paznokcie również w kolorze czerwieni, a na ręce bransoletki.
    Ubieranie zacząłem od wciśnięcia się w czarny gorset, czarne stringi i pończochy. Z szafy wybrałem lekką brązową sukienkę do połowy ud, zakrywającą dobrze ramiona. Po założeniu, przepiąłem się jeszcze paskiem z dużą , złotą klamrą pasującą do reszty biżuterii.
    W Internecie oprócz peruki, zamówiłem też czarne szpileczki na 10cm obcasie. Po ich założeniu, wyglądałem jak niezła laska.

    Trochę dłużyło mi się oczekiwanie na Tomka, w nerwach cały czas poprawiałem make up. W końcu zapukał do drzwi. Wszedł do mieszkania ogromny facet, delikatnie miśkowaty, bardzo mi się spodobał. Usiedliśmy na fotelach, otworzyliśmy piwo. Po kilkunastu minutach, Tomek położył mi rękę na udzie i zaczął nią delikatnie masować.
    Chcąc pokazać swoją gotowość, położyłem się w zgrabnej, kobiecej figurze na łóżku. Tomek nie zwlekał i usiadł na nim koło mnie, dotykając mnie przez czarne pończochy. Zaskoczył mnie pochylając się nagle i całując mnie w usta. Spodobało mi się i zaczęliśmy się namiętnie całować. Jego ręce zaczęły szybko przemieszczać się po całym moim ciele. Objąłem jego szyję ramionami prosząc by położył się pomiędzy moimi nogami. Szybko to wykonał i teraz całowaliśmy się jeszcze mocniej, a ja obejmowałem go ramionami i nogami. Jego też to kręciło, za każdym razem jak przyciągałem go do siebie i przyciskałem dupką do jego krocza, całował mnie coraz szybciej, po szyi, uszach. Strasznie mnie to podniecało, moja fantazja żeby oddać się dominującemu aktywnemu bykowi zmierzała do spełnienia.
    Zdjął mi stringi i zaczął macać moje pośladki, dotykać dziurki.
    Zdjąłem mu koszule, kazałem rozebrać się z reszty. Pragnąłem poczuć dotyk jego ciała. Czułem jak penis mu twardnieje i ociera się o moją pupę. Szeptał mi do ucha, że jestem jego suczką i że żadna transka tak go nie kręciła.
     Po chwili położył się obok i dotykał moich nóg, bardzo podniecał mnie jego dotyk, szczególnie na udach i kiedy jeździł językiem po całych nóżkach.
    Zapragnąłem wziąć jego kutasa do buzi i odwdzięczyć się za wszystkie przyjemności. Przeszliśmy do pozycji 69, ja oczywiście na górze. Ogolony fiut i jajka bardzo mnie ucieszyły, od razu złapałem go w garść i wsadziłem sobie do ust 17cm jego sztywnego penisa. Tomek jęczał gdy obciągałem, mogłem więc sobie pozwolić na sprawdzenie co najbardziej lubi. Robiłem mu loda na sposoby ze wszystkich filmów, pewnie sam wymyśliłem dodatkowe trzy. Lizałem, połykałem w całości, masowałem dłonią i lizałem główkę. Czułem, że bardzo mu się podoba. Nie pozostał dłużny, cały czas mnie rozluźniał i wkładał mi w tyłek palce w żelu. Nie było to przyjemne, przypominało zatwardzenie ale i tak podniecało i nakręcało.
    Po kilkunastu minutach takiej zabawy, założyłem mu gumkę i zmieniliśmy pozycję. Znowu leżałem na plecach, a Tomek celował w moją dziurkę. Poczułem ból i skurcze lecz on nie przestawał. Zatrzymał się na chwilę kiedy wszedł już cały, po czym powoli zaczął bzykać. Ból ustąpił, zaczęło być przyjemnie. Co chwilę mnie całował i dotykał. Widok napalonego ogiera dymającego mnie w seksownym damskim stroju był niesamowity. Czułem się jak w ekstazie, było cudownie. Po chwili poczułem, że zaczynam się spuszczać bez dotykania mojej pałki. Za chwilę poczułem też niesamowity orgazm, zacząłem ściskać mięśniami odbytu jego kutasa.
    Tomek uśmiechnął się na ten widok, przestał mnie bzykać i położył się obok. Przywarłem ponownie do jego laski leżąc brzuchem na jego brzuchu, i obciągając jak w amoku. Połykałem tak głęboko, że brałem do buzi połowę jego jąder. Potem objąłem go dłonią i brałem do ust tyle ile się da. Robiłem to bardzo szybko i Tomek jęknął, że się spuści. Nie Przestawałem, obciągałem rytmicznie i mocno. W końcu zaczął zalewać mi usta i prężyć z podniecenia. Przez chwilę jeszcze zbierałem wszystko co wypływało, potem niestety wyplułem na chusteczkę.
    Leżeliśmy jeszcze przez chwilę łapiąc oddech i pijąc wodę.
    Niestety Tomek nie mógł zostać i po chwili poszedł.

    Nigdy czegoś takiego nie przeżyłem, nawet z kobietami nigdy nie czułem się taki szczęśliwy i zadowolony. Najlepszy seks ever.
    Szkoda tylko, że Tomek już się nie odezwał… 🙂

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Trans Wawa

    Historia życia w jednym artykule.

  • Pierwsza Milosc

    Weronika bała się swojego pierwszego dnia w nowej szkole…

    Kiedy ten dzień nastąpił był zmuszona jak zawsze iść z uśmiechem pełna nadzieji do szkoły .Okazało się , że nie jest aż tak źle . Szkoła spora ludzie też całkiem spoko wiedziała , że da rade ! . Kolejny dzień luźne lekcje rozpoznanie terenu nauczycieli . Weronika trafiła do klasy 1a dosyć żywi i szaleni ludzie . Nigdy się nie nudzili !

     

     

    Pani poprosiła Ją aby poszła do pokoju po dziennik . Lekcje mieli w 10 na piętrze a pokój nauczycielski mieścił się jakby w podziemiach . Schodząc ze schodów wpadła na NIEGO . Wysoki postawny blondyn w okularach fajnie ubrany , i nawet się uśmiechnął. Od razu poczułam , że to będzie głębszy temat . No ale okey . Dziennik dziennikiem … Minęło parę dni w końcu blondyn zaprosił ją na Fb . Okazałe się , że ma na imie Tomek ! Pomyślała IDEAŁ .Nie wiedziała jak trudne momenty ją czekają .

     

     

    Tomek chodził do 3 klasy . Miał 16 lat to bardziej jej imponowało …Zaczeły się zaczepki na Fb trwało to dosyć długo 🙂 Pewnego wieczoru to było już jakoś w grudniu . Weronika zebrała sie na odwage i pierwsza napisała “Hey 🙂 ” . W telewizji leciał tytanik co było ich głównym tematem rozmowy . Tomek był troszke zdziwiony tym , że Weronika odważyła się napisać . Ten facebookowy romans trwał prawie przez rok . Oboje byli nieśmiali i trudno było im zagadać w szkole .

     

    Weronika pełna honoru i pewności siebie postanowiła zerwać ten kontakt …Ponieważ okazało się. , że Tomek bajerował też inną no ale cóż. …Takie życie ! Nie spodziewała się jednak tego co czuła była w nim zakochana …Tak silne uczucie zdarzyło jej sie pierwszy raz !

     

    Przyszedł czas na wakacje:D Wtedy Weronika poznała Hubert na jej nieszczęście.. On był rok młodszy trochę odbiegał od normy 😉 I był kuzynem jej przyjaciela . Szczeniak zakochał sie mówił otwarcie o uczuciach :)Weeronika olewając go miała też. Nadzieję, że zapomni o Tomku . Wakacje pełne emocji wspomnień minęły . Przyszedł wrzesień nowy rok szkolny trzeba było się ogarnąć!

     

     

     

    Apel rozpoczynający Ona nie wierzy oczom … Kurde on nie zdał. Przypomniała sobie , że obiacela sobie koniec Tomka.Marlena najbliższa przyjaciółka wiedziała o wszystkim. Dla Weroniki z nowym rokiem szkolnym . Zaczął się bardzo trudny sercowy okres …

     

    Kochała go bardzo. Chciała mu powiedzieć… No ale on jego znajomi :/ .Nie nie nie ! Bolało ją to bardzo . Nie radziła sobie z tym . W szkole uśmiech na korytarzu otarcie się o jego rękę to już było coś . Często leżąc w łóżku myślała sobie historię z nim 🙂 Miała jego zdjęcie z Ig na tapecie była silna .. Do czasu kiedy zaczeła sobie uświadamiać , że żadna z historii nigdy sie nie spełnię . Często płakała wieczorami patrząc na jego zdjęcie . Marlena starała się pocieszać ale już też nie wiedziała jak . Koniec roku odejście 3klas Weronika świadoma straty ukochanego była załamana coraz bardziej… Chodziła nie wyspana nie mogła myśleć …wiedziała , że to przejdzie…kiedyś!!

     

     

     

    Któregoś pięknego letniego wieczoru jak Weronika była na spacerze spotkała Tomka NIGDY się tego nie spodziewała . Zaczął z nią rozmawiać…poszli na spacer zrobiło się chłodno i zaczeło kropić .Zaprosiła go do siebie dom był pusty rodzice u siostry . !Tomek w pewnym momencie powiedział jej wszystko, że wie co ona czuje on ma to samo . Też zdarzyło mu się płakać. Po czym wstał podszedł do roztrzepanej Weroniki .Pocałowała delikatnie czekając na reakcje . Zbliżyła sie zamknęła ooczy i zaczeła go czule całować. On powoli pilnując czy nie będzie sprzeciwu zaczął odpinać jej jeansowe szorty . Całował ją po ciele schodząc w dół.Kiedy dotarł do jej kobiecości zaczął działać czule językiem ona leżąc na kanapie jęczała nie kontrolowanie . Kiedy spowrotem zobaczyła jego twarz wzięła sprawy w swoje ręce zdjęła z niego szybkim ruchem spodnie i bokserki . Wzięła w ręce jego penisa i włożyła do buzi macała go ręcami działała językiem i głową. Czując jak twardnieje wyjęła go z buzi .Tomek jako chłopak wiedział co ma robić wziął Weronikę na rękę położył na łóżko i delikatnie zaczął zbliżać penisa do jej kobiecości , Była cała mokra i podniecona . Wkładając w lekkim szoku powiedział do niej ” Cieszę się. , że to właśnie ja jestem pierwszy . Po czym wkładał szybciej i głębiej i głębiej …

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Lena Zabłocka
  • Romantycznie 2

    Bawił się mną, a ja nic nie mogłam z tym zrobić. W tym momencie byłam całkowicie zależna od niego i od tego co zechce ze mną zrobić. Jego palec, który chwilę wcześniej we mnie włożył, wciąż nie zaczął się poruszać, a ja zaczynałam się niecierpliwić. Nie wystarczyły mi same pocałunki i pieszczoty, chciałam, a raczej potrzebowałam więcej. Nie pozostało mi nic innego jak prosić go by przestał się mną bawić. Cicho się zaśmiał, ale posłuchał. Jego palec powoli zaczął się poruszać. Do przodu i do tyłu, do przodu i do tyłu, a potem znowu do przodu i do tyłu. Nadal się mną bawił, chciał doprowadzić mnie do szaleństw jeszcze zanim zacznie się ‘danie główne’. Na szczęście wreszcie przestał mnie dręczyć i zaczął przyspieszać, jego palec wchodził we mnie, a wszystkie ruchy były dokładne i pełne wyczucia. Nie da się zaprzeczyć, że mój kochanek (bo wreszcie poczułam, że mogę go tak nazywać) wiedział co robi. Moje jęki stawały się coraz głośniejsze, a on nagle przestał. Gdy spojrzałam na niego pytającymi oczami, on ponownie się uśmiechnął i w tym samym czasie włożył do mojej waginy dwa palce i od razu zaczął nimi rytmicznie poruszać. O tak, zdecydowanie wiedział co robi. Byłam już bardzo mokra i więcej niż gotowa, więc wreszcie podniósł mnie i zaniósł na łóżko. Już po chwili mogłam znowu poczuć dwa palce w moim wnętrzu, ale on ku mojemu zdziwieniu nie zaczął znowu mnie całować, a przynajmniej nie w usta, ani nawet nie w ich okolice. Jego usta znalazły się TAM. Na mojej najbardziej wrażliwej części ciała. Najpierw kilka razy polizał łechtaczkę, a potem zaczął ją lekko ssać. Jego palce nadal się poruszały, a połączenie ich z jego ustami sprawiło, że byłam blisko, niebezpiecznie blisko. Gdy między jękami zaczęłam mu mówić, że już prawie dochodzę, zrobił to samo co zwykle- uśmiechnął się, ale po chwili powiedział, żebym cieszyła się doznaniami i nie liczyła orgazmów, bo zamierza sprawić, że nie będę w stanie tego robić. Jakby na potwierdzenie tych słów zaczął szybciej poruszać palcami i mocniej ssać, a już po chwili wygięłam się w łuk i doszłam. Doprowadził mnie do orgazmu, a sam nawet nie zdążył się do końca rozebrać! Czemu wcześniej żaden facet z moich facetów tego nie potrafił? Gdy zadowolony spojrzał na mnie od razu odgadł, że o czymś myślę i to o czymś innym niż to co się dzieje, więc znowu zaczął mnie całować. Poczułam, że to najwyższa pora, bym ja zrobiła coś dla niego. Zaczęłam więc odpinać jego spodnie. Od razu poczułam dowód na to, że nie tylko mi podoba się ta sytuacja. Po chwili zarówno jego spodnie jaki i bokserki znalazły się na ziemi. Sprawiłam, że usiadł na brzegu łóżka, a sama przyklękłam przed nim na podłodze. Byłam zachwycona jego penisem, był długi i gruby, a sama myśl, że już niedługo znajdzie się we mnie sprawiała, że wilgoć z mojej kobiecości zaczynała spływać po moich udach. Wzięłam go do ręki i powoli zaczęłam nią poruszać, chwilę później czubek mojego języka zetknął się z czubkiem jego przyrodzenia. Pierwszy raz robiłam loda, ale on zdecydowanie zasługiwał na każdy mój ‘pierwszy raz’, na który miałam się w przyszłości odważyć. Poruszając ręką zaczęłam równocześnie robić kółeczka językiem wokół szczytu jego penisa. Jego oddech zaczął przyspieszać. By przyspieszyć go jeszcze bardziej wzięłam jego członek do ust najgłębiej jak mogłam i zaczęłam drugą ręką pieścić jego jądra. Ruch moich ust i rąk zdecydowanie przypadł mu do gustu. Choć nie miałam dużego doświadczenia w robieniu loda, kiedyś wyczytałam, że pieszczenie jąder sprawi, że mój facet oszaleje z rozkoszy. Zaczęłam więc lekko pieścić je ustami, liżąc i ssąc doprowadzałam go do szaleństwa, a kiedy powiedział mi, zaraz dojdzie wzięłam jego członek do ust i nie przestając nimi poruszać doprowadziłam go do ekstazy. Jego oddech stał się urywany, na czole pojawiło się kilka kropelek potu, a z jego członka wystrzeliła sperma. Prosto do mojego gardła. Połknęłam ją co wprawiło go zdumienie, a jednocześnie dało mu niesamowitą satysfakcję. Wreszcie oboje stwierdziliśmy, że pora skończyć z gierkami i zacząć prawdziwą zabawę…

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Anna Walc

    m

  • Formula

    Stałam przy kasie numer siedem w markecie, czekając aż jeden z klientów skończy wylewać na Bogu ducha winną kasjerkę wszystkie swoje frustracje, nagromadzone najwidoczniej w ciągu całego tygodnia.

    Jest piątkowy wieczór, więc w facecie nazbierało się najwyraźniej dużo złości i teraz znalazł ujście, by komuś ją przekazać. W domu nie może, toteż wybrał najłatwiejszy cel, kobietę, która mu nie odda. Żona uodporniła się na niego, lub jest przyczyną całego zajścia. Wkurzyła go, więc on wyżyje się na innej babie. Jakiej? Bezbronnej, zobowiązanej umową do przyjmowania „razów” od idiotów.

    – Panie! – Wkurzył się wreszcie ktoś z kolejki. – Daj pan spokój! Co ta kasjerka jest winna, że się cena nie zgadza z tą na półce?!
    – A co? – obruszył się pieniacz. – Adwokat? W końcu ona tu pracuje!

    Faktycznie… Pracuje tu, to dla czego nie wykorzystać jej jako pisuaru dla własnego bólu egzystencjalnego?!
    No to sru! Spuści jej się na ryj całym kwasem, który mu ciąży.
    Dla czego? Dla tego, że nic mu za to nie grozi.
    W końcu to często stosowany zamiennik psychologa tyle, że w cenie zakupów.

    – Idź pan do kierownika – odważył się kolejny osobnik z kolejki. – Ten zarabia więcej.

    Kolejka zamruczała w poparciu. Pieniacz się uciszył i grzecznie, acz z lekką furią wciskał zakupy do toreb, zaciskając zbielałe usta w wąską linię.
    Wrzucał pełne reklamówki do wózka, nie bacząc na ich zawartość. Ze złośliwością stwierdziłam, że w jednej z nich były jajka. I dobrze, zapaskudzi sobie samochód.
    Taka karma…

    Szłam do samochodu planując weekend.
    Wezmę Pućkę, moją kundelkę w wydaniu mini i pojadę jutro do rodziców.
    Soboty od zawsze były wspólnym czasem. Jutro będziemy robiły z mamą marynowane papryki.
    Cały dzień spędzony na myciu warzyw i słoików, wyparzaniu ich, później dosmaczanie zalewy i odmierzanie przypraw, łzy przy krojeniu cebuli i… pogaduchy.
    Dzięki tym sobotom byłam coraz lepszą kucharką i mogłam opisać biografie wszystkich członków rodziny trzy pokolenia wstecz. Anegdoty śmieszne i pikantne, smutne i romantyczne, tragedie i wielkie chwile.
    Kochałam te weekendy. Wieczór przy winie i ogniu kominka, leniwa psina przy nogach i tata zasmradzający atmosferę fajką z tytoniem o zapachu końskiego łajna.
    Taka słodycz zwyczajności i stały element tygodnia, bez którego nie wyobrażałam sobie życia.
    Znów pośpię w niedzielę do południa, znów dostanę śniadanie do łóżka i wrócę wieczorem do siebie jak po najbardziej ekskluzywnym SPA.

    Czasami zastanawiałam się, jakby to było mieć mężczyznę, dzielić z nim czas, zabierać go do rodziców i z nim pić wino ze zdekompletowanych kieliszków, pamiętających jeszcze usta moich dziadków.
    Nikt sensowny się dotąd nie znalazł, a moi rodzice taktownie przemilczali temat. I dobrze.
    W końcu dwadzieścia pięć lat to nie deadline, mam jeszcze czas…
    Gdybym wiedziała, w jak złym czasie te myśli zagięły bieg mojej czasoprzestrzeni…

    O, jaki ładny człowiek, pomyślałam, mijając mężczyznę, na którego wcześniej zwróciłam uwagę w kolejce. Stał za mną i pachniał upojnie. Teraz przy popielniczce z odpalonym papierosem, spojrzał spod byka, przez co zrobiło mi się gorąco. Zacisnęłam dłonie na uchwycie wózka i pchnęłam go, by jak najszybciej umknąć z zasięgu jego wzroku. Idiotka ze mnie! Nie, dzikuska. Od tak dawna byłam bez faceta, że zdziczałam…
    Ze złością otworzyłam bagażnik i zaczęłam upychać w nim siatki.
    Nie będę się użalać nad sobą!
    Spieprzaj melancholio, jutro robię papryki!

    Wsiadłam za kierownicę i odpaliłam auto, wrzuciłam wsteczny i… krzyknęłam przerażona, gdy drzwi od strony pasażera otworzyły się, a do auta wsiadł człowiek.

    – Jedź – nakazał. – Nie hamuj!
    – Co pan? – Przeraziłam się nie na żarty.
    – Jedź mówię! – warknął, celując we mnie pistoletem.

    Zamarłam.
    W głowie przemykały mi wszystkie informacje o porwaniach, technikach samoobrony i wizje z seriali detektywistycznych, odbijając się od siebie jak pijane kury. Nic jasnego i konstruktywnego, tylko chaos i panika. Pierwszy raz widziałam broń na żywo.
    Siedziałam w bezruchu z rozdziawioną buzią i oczami jak pięciozłotówki. Nie potrafiłam się ruszyć.
    To ten facet z kolejki i z parkingu.
    Szczęk broni skutecznie wyrwał mnie z odrętwienia.

    – Jedź mówiłem – warknął przez zaciśnięte zęby.

    Było to na tyle groźne, że odblokowało mnie.
    Cofnęłam zbyt gwałtownie i prawie wjechałam w auto, które właśnie mnie mijało. Klakson znów włączył paniczną reakcję. Zahamowałam, silnik zgasł.

    – Uspokój się. – Mężczyzna zacisnął dłoń na mojej, wgniatając mi palce w kierownicę. – Spokojnie i posłusznie równa się bezpiecznie…
    Powoli, jak na egzaminie prawa jazdy cofnęłam i włączyłam się do ruchu na parkingu, a następnie z niego wyjechałam.
    – Co teraz? – Mój głos brzmiał piskliwie i drżąco.
    – Jedź w kierunku autostrady – odpowiedział zwięźle.

    Pojechałam więc, walcząc z chęcią zadania pytania o mój przyszły los. Bałam się odpowiedzi. Szukałam w głowie sposobu na ratunek. Zadzwonić nie zdążę, wyskoczyć z jadącego auta nie zdołam. Zabiję się, albo on mnie zabije, albo nas zabiję, lub zostanę kaleką. Ubłagać?…

    – Bardzo pana proszę… – zaczęłam.
    – Zamknij się! – Przerwał mi gwałtownie. – Jedź.

    I jechałam, zostawiając za sobą kilometry i bezpieczne życie. Mieszkanie z Pućką, papryki u rodziców… Umrę?
    Psychika znalazła ujście dla emocji w postaci gorących łez, które bez mojej wiedzy zaczęły wyciskać się z oczu rozmazując makijaż i kreśląc mokre ślady na policzkach. Wcale nie żegnałam się z życiem, zamierzałam wykorzystać każdą nadarzającą się sytuację i się uratować. To była zwykła reakcja organizmu na strach. Przy kontrolach policyjnych też zawsze płakałam bez udziału świadomości, dzięki czemu zawsze unikałam jakiejkolwiek kary ze strony służb mundurowych, które były zazwyczaj zaszokowane moją reakcją i puszczały mnie wolno, by pozbyć się psychicznie rozstrojonego babska, bądź nie wiedząc co z takim zjawiskiem zrobić.

    – Zjedź na stację. – Znów krótka komenda.

    Zjechałam, rozglądając się za najlepszym do ucieczki miejscem.

    – Tutaj. – Chwycił kierownicę lewą ręką i pokierował w najciemniejszą część parkingu, zasłoniętą uśpionymi o tej porze TIR-ami.

    Zaparkowaliśmy tak wespół. Zgasił silnik i wyciągnął ze stacyjki kluczyki.

    – Posłuchaj mnie uważnie. – Nie zabił mnie i mówił do mnie spokojnym głosem. – Uspokój się, nie skrzywdzę cię. Potrzebuję twojej pomocy i ty mi jej udzielisz. Nie masz wyboru.

    Zabrzmiało groźnie, ale dawało nadzieję.

    – Potrzebuję kobiety kierowcy i zmiennika za kierownicą – mówił dalej spokojnym głosem. – Zawieziesz mnie w kilka miejsc, a później będziesz wolna i o wszystkim zapomnisz.
    – Dobre sobie, zapomnę o uprowadzeniu i o broni w rękach takiego przystojniaka – pisnęłam znowu. – Chyba ocipiałeś.

    Nim wybrzmiał dźwięk z ostatnich wypowiedzianych przeze mnie słów, dotarł do mnie ich bezczelny sens i okoliczności ich zaistnienia. Włosy zjeżyły mi się na przedramionach i na karku. Czekałam na karę, a tymczasem usłyszałam śmiech.
    Zaczął się śmiać, uderzając bronią w prawe kolano.
    Nie wiedziałam co czuć, jak się zachować. Naturalną reakcją był uśmiech, którego nie potrafiłam powstrzymać, ale towarzyszył mu strach i płytki, urywany przerażeniem oddech.

    – No dobrze. – Uśmiech w jego głosie uspokoił mnie nieco. – Zamienimy się miejscami i jedziemy dalej. Zajmij moje miejsce. – Odchylił oparcie siedzenia pasażera do maksimum i przeszedł na tylną kanapę. – No już!

    Zdrętwiała od strachu przeszłam nieporadnie na miejsce pasażera, przyglądając się równocześnie, jak on zwinnie wśliznął się za kierownicę.

    – Usiądź prosto. – Nacisnął blokadę mojego oparcia, które z impetem walnęło mnie w plecy. – Pierś do przodu, będzie dobrze. Obiecuję.

    Zbił mnie z tropu tym stwierdzeniem. Przyjrzałam mu się. Był cholernie przystojny w swojej surowości. Wydatne kości policzkowe, krótko ostrzyżone włosy, duże oczy pod gęstymi brwiami i biały kołnierzyk pod zimowym płaszczem nienagannego kroju.
    Na pierwszy rzut oka, zadbany biznesmen, na drugi rzut oka, wprawny kochanek…
    Spojrzał na mnie, jakby usłyszał moje myśli. Odwróciłam się od niego speszona i wściekła na siebie kierunkiem, w którym pobiegły moje myśli. Kretynka!
    Poczułam się równocześnie brzydsza niż kiedykolwiek dotąd. Zbyt niska, zbyt okrągła w pupie i biuście i zbyt pyzata. Chociaż we włosach mi natura wynagrodziła trochę.
    Otarłam szybko twarz, mając nadzieję na zmazanie smug tuszu do rzęs, które pewnie artystycznie poznaczyły mi policzki czarnymi krechami.
    Co ja myślę?!
    Chcę mu się podobać?!
    Temu… złoczyńcy?!

    Przez najbliższe dwie godziny patrzyłam tępo przez okno pasażera.

    – Wiesz? – Błysnął mi w głowie pomysł, jak zapalenie się nieenergooszczędnej żarówki setki. – Jutro rano muszę być u rodziców. – Spojrzałam na zegarek. – Właściwie to dzisiaj rano.
    – Rozumiem. – Wbrew moim oczekiwaniom jego głos był spokojny. – O siódmej zadzwonisz do nich i się wytłumaczysz. Wymyśl coś bardzo wiarygodnego. – Ostatnie zdanie wypowiedział stanowczo i z ukrytą w skutkach groźbą. Sens słów podkreślił położeniem broni nad tablicą rozdzielczą przed sobą.
    – Ok. – Poczułam, jak żarówka setka gaśnie równie szybko, jak rozbłysła.

    Przez kolejne godziny to przysypiałam, to się budziłam z nerwowej drzemki.
    Przez sny przewijały mi się obrazy mózgu wylatującego z czaszki przy pomocy rozpędzonego wystrzałem pocisku i drobne, gorące usta współpasażera przesuwające się po mojej szyi w drodze do obolałych w oczekiwaniu sutków.

    Obudziłam się i stwierdziłam wyłączony silnik.
    Staliśmy pod jakimś uśpionym hotelem. Śnieg za oknem i w powietrzu przydawał temu miejscu bajkową poświatę. Migający zapraszająco neon przypominał ozdobę na choince.
    Tyle tylko, że było już dawno po świętach.
    Zaspanymi palcami zapięłam kurtkę pod szyję, naciągnęłam szal na głowę i założyłam rękawiczki, sięgając automatycznie po torebkę.

    – Ja wezmę. – Ubiegł mnie zabierając ją z tylnego siedzenia.

    Gdzieś przeczytałam, że nie należy wozić torebki na przednim siedzeniu, by nie narazić się na wybicie szyby pasażera w celu zwinięcia jej.
    Ot, taka szybka myśl w głowie, bez związku.

    – Bądź grzeczna dla swojego i innych bezpieczeństwa. – Pochylił się ku mnie, gdy szliśmy w kierunku recepcji.

    To obudziło mnie na dobre.
    Znów strach mnie usztywnił.
    Weszliśmy do minimalistycznie umeblowanego hotelu.
    Blat recepcji, białe ściany, komputer i blask neonów, oraz jedyny żywy element, zaspany recepcjonista i akwarium z rybką w bezruchu. Gdyby nie bąbelki z napowietrzacza i delikatne ruchy płetw korygujące pozycję rybki wewnątrz, pomyślała bym, że jest sztuczna.

    – Dobry wieczór. – Recepcjonista miał przekrwione zmęczeniem oczy. – A może, dzień dobry. – uśmiechnął się słabo.
    – Prosimy pokój. – Poczułam jak ujmuje mnie pod ramię, dłonią boleśnie ściskając nadgarstek.
    – Pierwsze piętro, pokój numer 107. – Recepcjonista sięgnął po klucz i podsunął coś do podpisania. Nie przyglądałam się temu nawet.

    Pierwsze piętro, plus wysoki parter zmartwiło mnie, nie wyskoczę raczej z okna…
    Poprowadził mnie do schodów i kiwnął głową, bym szła pierwsza.
    No tak, znów ma widok na mój tyłek. Muszę schudnąć, jeśli przeżyję…

    Pokój był jasny i przestronny. Duże okno, białe lampy, duże, białe… łóżko.
    Stałam w progu patrząc na nie i pozwalając obrazom przelatywać przez moje myśli.
    Ja i on w tym łóżku razem, nadzy i splątani kończynami. On szczupły, ja taka… okrągła.

    – Zamierzasz postać tu dłużej? – W jego głosie wyczułam kpinę.
    – Nie. – Wkurzył mnie tym. – Podziwiam pracę architekta wnętrz – odparłam sarkastycznie i weszłam do środka.
    – Po co ci jestem? – Odwróciłam się do niego twarzą, przybierając w miarę odważną minę.
    – Już ci mówiłem. Pomożesz mi. Później ci powiem jak. – Rzucił moją torbę na fotel. – Teraz trzeba się przespać.

    I znowu ta dwuznaczność. Z satysfakcją obserwował rumieńce, nad którymi nigdy nie panowałam.

    – Czy mogę skorzystać z łazienki? – Chciałam przerwać jakoś tą niezręczną sytuację i musiałam znaleźć się w osobnym pomieszczeniu.
    – Ok. – Sięgnął po moją torbę i zaczął w niej grzebać. – Pewnie ci się przyda.

    Oddał mi ją w końcu, nie stwierdziwszy najwyraźniej nic groźnego. Zatrzymał tylko portfel z dokumentami i telefon.

    Zamknęłam za sobą drzwi łazienki i wrzuciłam torebkę do umywalki. Muszę się uspokoić. Najlepsza była by kąpiel w gorącej wodzie. Wanny tu nie było, więc musi wystarczyć prysznic.
    Torebka… Dobrze, że jestem taką torebkową bałaganiarą i wszystko wrzucone do torby już w niej zostaje.
    Miałam kosmetyki i pastę do zębów, szczoteczkę. Ktoś kiedyś przeprowadził badania, z których wynikło, że z zawartością przeciętnej damskiej torebki w dżungli można przetrwać pół roku. Zawartość mojej wystarczyła by na dwa lata.
    Odkręciłam wodę pod prysznicem i szybko pozbyłam się ubrania, przewieszając je na oparciu fotela.
    Fotel w łazience? Nigdy o tym nie pomyślałam, ale też chcę mieć taki kiedyś.
    Jeśli przeżyję…
    Gorąca woda spłukiwała stres dzisiejszego dnia. Umyłam włosy, ogoliłam nogi i pachy. Wystarczy już, że jestem okrągła, nie muszę być przy tym owłosiona. Tak przynajmniej to sobie tłumaczyłam. Wyprałam bieliznę i zakręciłam wodę.
    Wyciskając włosy z nadmiaru wody, stopą otworzyłam drzwi prysznica i zamarłam.
    Siedział na fotelu na wprost prysznica, jak widz na przedstawieniu.
    Co za bezczel!
    W pierwszym odruchu chciałam się zasłonić, ale nie dam mu tej satysfakcji.

    – Podasz mi szlafrok? – Wyprostowałam się, odrzucając włosy na plecy.

    Nie zareagował, tylko siedział zaciskając palce na oparciach fotela.

    – Pognieciesz mi ubrania – dodałam bezczelnie.

    To go wyrwało z zapatrzenia.
    Wiem, że nie mam ciała modelki, ale dla amatora pulchniejszych dziewczyn, mogłam być ciasteczkiem. Duża pupa, duże piersi i wąska w talii. No może jeszcze brzuch mógłby być bardziej płaski, ale tak lubię pichcić.
    Podał mi szlafrok nie patrząc już na mnie, a ja stwierdziłam, że oczywiście nie domknę go w biuście.
    A co tam, niech się nie domyka, niech go prowokuje. Sam sobie zgotował ten los.
    Zaczęło się we mnie budzić coś ukrytego dotąd, prowokatorka. Miałam tylko nadzieję, że on nie jest psycholem i nie zgwałci mnie brutalnie, a później udusi i zakopie.
    Nie wygląda na takiego.
    Wygląda bardzo… smacznie.
    Z trudem zawinęłam włosy w ręcznik i umyłam zęby.
    Ok. Gotowa. Tylko na co?
    Wróciłam do pokoju, zabierając z sobą grzebień. Musiałam czymś zająć ręce, a rozczesywanie moich poplątanych loków bez użycia odżywki zajmie mi sporo czasu.
    Leżał na łóżku z rękami pod głową. W koszuli i spodniach i z gołymi stopami. Zatrzymałam na nich wzrok na dłużej.
    Kurczę, mam jakieś kuku na męskie stopy. Chora baba ze mnie.
    Otrząsnęłam się i usiadłam po przeciwnej stronie posłania plecami do niego.

    – Beata jestem. – Chciałam wprowadzić jakąś normalność w tą nienormalną sytuację.

    Zaczęłam szarpać włosy grzebieniem. Rozczesywanie mokrych włosów zawsze było dla mnie żmudnym i nudnym zajęciem. Nie należę do cierpliwych kobiet.

    – Feliks. – Poczułam, że zmienił pozycję. – Daj mi grzebień. – Był tuż za moimi plecami. – Wyrwiesz sobie wszystkie włosy.

    Podałam grzebień przez ramię, ciekawa rozwoju sytuacji.
    Najpierw rozdzielał pasma palcami. Po dłuższej chwili delikatnie, prawie pieszczotliwie zaczął je czesać. Od dziecka czynność ta zalewała mnie miodem, koiła i uspokajała. Mogę trwać tak godzinami, czesana leniwie.

    – Masz piękne włosy – mruknął.
    – Kiedyś ich nie lubiłam – odmruknęłam. – Walczyłam zaciekle prostownicą z każdym puklem, ale wilgoć w powietrzu była skuteczniejsza od prostownicy. – Zaśmiałam się na to wspomnienie. – Dałam włosom wygrać, niech się kręcą.

    Włosy były rozczesane, a on nadal bawił się nimi, przeciągając zębami grzebienia między wilgotnymi pasmami.
    Miałam ochotę dogryźć mu, podsuwając pomysł, by zdjął mi, jako swojej zakładniczce skalp i na nim zarobił, ale nie chciałam psuć tej czarodziejskiej chwili.
    Gdy przestał czesać, po prostu położyłam się na boku i podciągnęłam na materac stopy. Złapał mnie za kostkę stopy i zacisnął na niej… metal kajdanek!

    – Mam z tym spać?! – Usiadłam zszokowana.
    – Tak. – Drugą obrączkę zacisnął powyżej swojej doskonałej stopy.

    Nie mogłam od niej oderwać wzroku. Proste palce zakończone zadbanymi paznokciami i ten opływowy kształt…
    Chora na głowę jestem. Z impetem walnęłam głową na miękką poduchę, rejestrując mimochodem ruch piersi, które wyskoczyły prawie ze szlafroka. On też to zarejestrował.
    A masz, pomyślałam z satysfakcją.
    Poprawiłam poły kosmatego materiału i odwróciłam się od niego.
    Nie tylko ja będę miała sny.

    Obawiałam się bezsenności, ale dzisiejsze emocje wyczerpały mnie na tyle, że odpłynęłam w objęcia Morfeusza wyjątkowo szybko.

    We śnie atakował mnie fizycznie, dotykając rozpaloną skórą i penetrując moje wnętrze… pistoletem. Całował mnie mokro, wodząc po moim policzku zimnym metalem. Jego jęki miały podźwięk huku wystrzału. Czysta, senna abstrakcja. Skuł mi dłonie nad głową, przez co byłam kompletnie bezbronna i pieprzył z coraz większą mocą, wciąż patrząc mi w oczy. Każdy kolejny ruch był gwałtowniejszy i głębszy. Oczy lśniły mu jaskrawym błękitem i zwierzęcą dzikością. Uwięził mnie magnetyzmem spojrzenia i pchał coraz mocniej. Moja senna mara prowadziła mnie na skraj rozkoszy.
    Jęczałam i zaciskałam palce na zagłówku łóżka, aż w końcu z krzykiem eksplodowałam.

    Zdyszana i spocona usiadłam na łóżku. Chwilę po mnie obok usiadł Feliks.
    Spojrzeliśmy sobie w oczy. Czy on też śnił podobnie? Popatrzyłam w dół na jego spodnie, a w nich na imponujących rozmiarów namiot. Nie próbował nawet tego ukryć. Po prostu patrzył to na moją twarz, to na dekolt szlafroka, którego poły odsłaniały nadmiar kobiecości.
    Co z tym uczuciem zrobić?!
    Podniósł dłoń i przyciągnął moją głowę do swojej. Nie oponowałam, przyjęłam usta z ulgą wygłodzonej i rozpalonej kobiety. Nie włączyło mi się myślenie, działał instynkt.
    Spragnione usta i języki. Napierał na mnie wciskając dłoń pod szlafrok. Objął pierś i drażnił palcami sutek. Z gardła wyrwał mi się jęk, który odebrał jako zaproszenie i zachętę. Czułam materiał jego spodni, a w nich twardość. Objęłam go ramionami i nogą, wolną od kajdanek. Wcisnął dłoń między nasze ciała i zaczął uwalniać się z ubrania, nie tracąc kontaktu z moimi ustami. Gorąca i śliska męskość między udami i powolne pchnięcie, którym posiadł po centymetrze każdą komórkę skóry wewnątrz. Krzyknęłam od nadmiaru rozkoszy i rozpieranej jego penisem ciasnej i zaniedbanej tyle miesięcy kobiecości. Poruszał się we mnie i całował, a właściwie ssał mój język. Jęczałam, wbijając paznokcie w jego pośladki. Poruszał się szybciej, gwałtowniej i coraz głębiej. Nie słyszałam myśli, tylko czułam. Odbierałam fale rozkoszy z każdym pchnięciem wewnątrz. Objął moją głowę dłońmi i gwałcił mi usta językiem. Robił wszystko, czego w tej chwili pragnęłam. Gwałtowność z poślizgiem śluzu i potu, przy akompaniamencie zduszonych jęków. Eksplodowałam, po tysiąckroć mocniej niż we śnie. On nie chciał przestać. Każdy jego kolejny ruch napełniał mnie słodkim bólem, nadwrażliwego w tej chwili ciała. Przejęłam władzę nad jego ustami, a palcami brnęłam coraz dalej między jego pośladki, aż dotarłam do zaciśniętego zwieracza, na który delikatnie naparłam palcem. Nigdy dotąd nie robiłam takich rzeczy, nie czułam potrzeby. Teraz chciałam dotknąć go jak najdelikatniej, w jak najwrażliwszym miejscu. Zadrżał, wbił się we mnie mocno i z jękiem wystrzelił.
    To było wpół senne doznanie, pozbawione kontroli rozbudzonego umysłu.
    Zsunął się i ramieniem dociskając do siebie, usnął z twarzą w moich włosach.
    Leżałam tak jeszcze, odbierając ulotne aromaty, aż w końcu dołączyłam do niego.
    Usnęłam.

    Rano ocknęłam się okryta jedynie prześcieradłem od pasa w dół. Spojrzałam na obrzmiałe przeżyciami nocy piersi. Podobały mi się jak nigdy dotąd. Sterczące, zaczerwienione sutki.
    Popatrzyłam dalej, poza swoje ciało. Na krześle naprzeciw łóżka siedział Feliks i patrzył na mnie z jakimś dziwnie ciepłym wyrazem twarzy.

    – Cześć. – Podciągnęłam się na ramionach.

    Nie potrafiłam powstrzymać uśmiechu. Byłam zadurzona, nie zakochana tylko zauroczona. Po raz pierwszy raz w życiu dobrze wydupczona i zdawałam sobie sprawę z reakcji chemicznych we własnym mózgu. Wiedziałam, że wyidealizuję go i się prawie zakocham. Postanowiłam z tym walczyć, ale teraz było mi po prostu błogo. Uwielbiałam go, był piękny i doskonały. Wspaniały.

    – Cześć. – Wstał i sięgnął do szafki. – Śniadanie po nocy. – Uśmiechnął się tak powalająco, że gdyby nie analiza mojego mózgu, mogła bym przysiąc, że już jestem zakochana.

    Na szczęście naczytałam się o tym wystarczająco dużo, by stwierdzić mimowolną reakcję umysłu.
    Podał mi talerz pełen potarganych dłońmi bułek z żółtym serem, które najwidoczniej wyjął z siatek w bagażniku auta.

    – I kawa.

    Kubek nie parującego już napoju, a nad jego krawędzią jego niebieskie oczy.

    – Dziękuję. – Nie zamierzałam nawet zakrywać się materiałem. Nie czułam wstydu, po prostu było mi dobrze.

    Wgryzłam się w kanapkę nie tracąc kontaktu z jego źrenicami. Nic nie mówił, tylko patrzył z lekkim uśmiechem.

    – Co teraz? – spytałam z pełnymi ustami.
    – Teraz ciąg dalszy – odparł zagadkowo. – Zjedz i ruszamy. Zadzwoń wcześniej do rodziców. – Wskazał na leżący obok mnie telefon.

    W łazience malując się, przygotowywałam co powiem mamie.

    – Cześć mamuś. – Patrzyłam na swoje odbicie w lustrze. Oczy mi błyszczały, no i te rumieńce.

    Feliks stał za moimi plecami, bawiąc się puklem włosów. Przyjemna i uspakajająca pieszczota, wiedziałam jednak, że mnie pilnuje.
    Ot, skorzystaliśmy z siebie nawzajem. Żadna to podstawa dla zaufania, czy dłuższej znajomości.

    – Mamuś, wypadło mi coś i nie mogę być dzisiaj. – Było mi głupio, że ją okłamuję. – Nic się nie stało. Po prostu szef zadzwonił właśnie, że mam jechać na dwudniowe szkolenie za kolegę, który się pochorował.

    Mama zmartwiła się i ucieszyła zarazem, czym mnie zaskoczyła. Przyznała się, że byli zaproszeni do znajomych na ten weekend, ale nie chcieli mnie zawieść. Boroki moje. Obiecała, że wezmą z sobą Pućkę.
    Uściskałyśmy się przez słuchawkę, życząc sobie nawzajem dobrej zabawy.
    Prawie uwierzyłam w to co mówię.

    – Daj telefon – szepnął mi do ucha.

    Oddałam posłusznie, pobudzona już samym jego szeptem.

    – Będę czekał przy recepcji. – Uśmiechnął się i ubrał płaszcz. – Nie zgub proszę drogi.

    Zbierałam porozrzucane w łazience kosmetyki, zastanawiając się, czy dała bym radę uciec.
    Za oknem jest las, nie mam telefonu, ani pieniędzy.
    Mogę spróbować i pogorszyć swoją sytuację, jeśli mi się nie uda.
    Muszę poczekać na lepszą okazję.
    Tylko, czy ja chcę uciekać?

    Ruszyliśmy w milczeniu, Feliks prowadził.

    – Kiedy mi powiesz? – Wróciłam do tematu.

    Milczał przez chwilę, a po chwili zaczął szukać czegoś w wewnętrznej kieszeni płaszcza. Wyciągnął długopis i podał mi go. Patrzyłam zdumiona z mało inteligentnym wyrazem twarzy.

    – Długopis?! – Tym wyrazem zadałam pytanie.
    – Rozkręć go ostrożnie – mówił cichym głosem.

    Wewnątrz długopisu była szklana fiolka z jakimś kolorowym proszkiem i chip, czy jakieś inne elektroniczne ustrojstwo.

    – To nowy lek i jego receptura. – Wyjaśnił. – Muszę to dostarczyć w pewne miejsce i dopilnować, by po drodze nie zmieniło właściciela.
    – I do tego ci jestem potrzebna? – Zdumiałam się.
    – Musiałem zgubić ogon, udało mi się to dopiero na parkingu. Ty wydałaś mi się do tego idealna i nie myliłem się. Jutro wrócisz do domu, a ja zniknę z twojego życia.

    Powinnam się uspokoić, ale w tej chwili nie chciałam, żeby zniknął z mojego życia, tak po prostu.

    – Pewien młody naukowiec wymyślił coś, co chce kupić kilka potężnych koncernów farmaceutycznych, ale on tego nie chce sprzedać. Chce to dać organizacji, która opatentuje lek, a za zarabiane, niemałe pieniądze pomoże chorym w krajach trzeciego świata. To taki młody świr z mega mózgiem i wielkimi ideami.
    – Wynajął cię do tego? – Chciałam wiedzieć więcej.
    – Nie – odparł z uśmiechem. – To mój dobry znajomy, poznaliśmy się na misji pokojowej w Ugandzie.
    – Też jesteś naukowcem? – Nie wyglądał na naukowca, ale pozory mogą mylić.
    – Nie, jestem tym, który organizuje przejazd misji i ją ochrania. – Wyjaśnił. – Dopiero w markecie udało się przekazać mi te materiały. – Ciągnął opowieść. – Chłopak jest pod stałą obserwacją, on i jego najbliższe otoczenie. Kilka osób chce zdobyć recepturę z użyciem niezbyt pacyfistycznych metod. Na szczęście jego narzeczona wpadła na pomysł jak mi je dostarczyć. Później musiałem tylko zniknąć. Ogon poszedł za nią, ale widocznie coś zauważyli, bo jeden z NICH przyczepił się do mnie. I tak znalazłem się w twoim samochodzie.

    Siedziałam zapowietrzona zaskoczeniem.

    – Jedziemy do Bratysławy. – Dodał po chwili ciszy. – Po drodze jeszcze jeden nocleg.

    Słowo nocleg włączyło w mojej głowie odtwarzanie obrazów z poprzedniej nocy.
    Jeśli ta noc ma być naszą ostatnią wspólną, to chcę ją zapamiętać jak najlepiej.
    Nie chcę później żałować.

    Większość drogi milczeliśmy, raz zatankowaliśmy, a w międzyczasie starałam się połączyć jakoś składniki moich wczorajszych zakupów w zjadliwe kompozycje.
    Na stacji nie przykuł mnie do kierownicy, przesłał mi tylko nieme ostrzeżenie.
    Gdyby on wiedział, jak dobrze mi tutaj i teraz.
    Krajobraz za oknami zaczął się wypiętrzać i wznosić. Wieczorem dojechaliśmy do przejścia granicznego Łysa Polana.
    Zaspy śniegu przy drodze sięgały metra wysokości, a gałęzie drzew uginały się pod ciężarem białego puchu. Ściemniało się coraz bardziej.

    – Przenocujemy tutaj. – Po kolejnej godzinie jazdy Feliks wskazał majaczący w oddali i częściowo osłonięty świerkami domek.

    Miał spadzisty dach, okryty pierzyną śniegu.
    Krajobraz przywodził na myśl opowieści Wigilijne.
    Zaparkowaliśmy, zabraliśmy siatki z auta i weszliśmy do domku.
    Wnętrze było drewniane i przytulne.
    Mała kuchenka, duże łóżko, kominek naprzeciw niego, a pomiędzy niska ława ustawiona na sporej płachcie futra, która miała pewnie zastępować krzesła.
    Coś ciepłego zacisnęło mi się wokół serca.
    Która z kobiet nie chciała by tutaj teraz być? Przystojny i fascynujący mężczyzna, domek z weekendowych marzeń w otoczeniu gór i ciszy i tylko okoliczności nie typowe.
    Chociaż swoją drogą, zawsze lubiłam romanse z sensacyjnym wątkiem w tle.
    – Rozpalę w kominku. – Feliks zatarł ręce. – Zimno tutaj, jak w psiarni.
    – To twoja chatynka? – Musiałam zaspokoić ciekawość.

    Nie odpowiedział, tylko zabrał się układanie szczap drewna.
    Ok, nie chcesz, nie mów. Po co miałbyś się zwierzać prawie obcej dziewczynie?
    Przygodny seks, wykonać zaplanowane zadanie i pa.
    Odpędziłam myśli, skupiając się na kuchence. Trzeba zjeść coś gorącego.
    Postawiłam na ryż z warzywami i kurczakiem. Brakowało mi moich przypraw, więc grzebałam w szafkach w poszukiwaniu choćby soli.
    „Kochanemu Feliksowi”. Stałam patrząc na kubek z takim napisem i czując zalewającą mnie żółć zazdrości. Feliksowi, kurwa!
    Zatrzasnęłam szafkę i ze złością szatkowałam warzywa.
    Kochanemu…
    Ciekawe, jak często przywoził tu dupy na romantyczne tete-a-tete.
    O czym ja myślę? Czy on mnie chociaż spytał o faceta, pracę czy cokolwiek z życia prywatnego? Nie! Więc ja też już nie zapytam.
    Ale i tak byłam wściekła.

    Pomieszczenie wypełniły mieszające się wonie potrawy i palonego drewna.

    – Smakowicie pachnie. – Objął mnie w pasie ramionami, kukając mi ponad ramieniem na patelnię.
    – Głodny? – zapytałam z uśmiechem.
    – Podwójnie. – Przygryzł mi płatek ucha, przez co część zawartości patelni znalazła się obok niej.
    – W jednej z siatek jest wino. Otworzysz? – Chciałam, by było perfekcyjnie.

    Już ja ci pomogę zapomnieć o francy od „Kochanego Feliksa”.
    Siedzieliśmy po turecku przy ławie zajadając niedosoloną potrawę i popijając wino ze szklaneczek. Swoją drogą, powinien mieć kieliszki jeśli przywoził tu dziewczyny. Choć pewnie nie potrzebował takich rekwizytów, by zrobić na kobiecie wrażenie.
    Zjadł i siedział w milczeniu, patrząc na mnie z zamyśloną miną.

    – Co? – Nie wytrzymałam.
    – Że twoi rodzice się nie martwią, to rozumiem. – Wypił łyk wina. – Ale, że twój facet…
    – Nie ma mojego faceta. – Poczułam, że znów się czerwienię.
    – Zjadłaś już? – spytał, choć widział, że mam jeszcze pół talerza jedzenia. – Chcę się z tobą kochać teraz.

    Nie przełknęłabym już ani kęsa. Zdjęłam golf w odpowiedzi. Feliks przesunął ławę, która jak się okazało była na kółkach. Pomysłowe.
    Zdejmowaliśmy z siebie ubrania, śpiesząc się coraz bardziej.
    Szło mu sprawniej niż mi.
    Siedział po turecku, przyglądając się moim zmaganiom z zapięciem stanika.
    Ręce mi drżały, wolała bym żeby zrobił to za mnie.
    Siedział spokojnie, choć widziałam, że był już podniecony. Na co czeka?

    – Przyjeżdżam tu w co drugi weekend – powiedział, patrząc mi w oczy.

    Czy to zaproszenie? Nie miałam odwagi zapytać.
    W końcu nie wytrzymałam, podeszłam do niego na czworaka i usiadłam na nim obejmując nogami. Włożył mi dłonie pod pośladki i kołysał mną. Penis ocierał się o cipkę i brzuch, potęgując podniecenie odwlekaną chwilą penetracji. Chciałam go pocałować, ale uciekł ustami.
    Chciałam, by był już w środku, potrzebowałam jego warg i języka, jego smaku.

    – Nie znęcaj się – mruknęłam, znów próbując go pocałować.

    I przestał się znęcać, unosząc mnie i nabijając na swój gorący pal. Odchyliłam głowę do tyłu i kołysałam się, wsłuchana w jego jęki. Nigdy dotąd, żaden mężczyzna nie wydawał odgłosów podczas seksu. Zrozumiałam teraz, co podnieca mężczyzn w „głośnych” kobietach. Mnie podniecał „głośny” mężczyzna. Jego mruki i jęki stawały się coraz głośniejsze, aż w pewnym momencie krzyknął dociskając mnie do siebie i chowając twarz w moich włosach. Byłam tak zafascynowana jego przeżywaniem rozkoszy, że zapomniałam o swojej.

    – Przepraszam, że się pośpieszyłem – szepnął mi we włosy. – Za bardzo się podnieciłem mając cię tyle godzin, tak blisko siebie. Zaraz ci to wynagrodzę.

    Nagrodą były jego dłonie i język. Teraz ja jęczałam, czekając aż dotrze do najczulszego miejsca. Nie śpieszył się.
    Gdy byłam już na skraju, wypełnił mnie sobą szepcząc mi czułe świństwa do ucha.
    Usnęliśmy na skórze przed kominkiem nakryci kocami ściągniętymi z łóżka.

    Rano znów on obudził się pierwszy i tym razem zaserwował mi śniadanie i herbatę w kubku z napisem „Kochanemu Feliksowi”. Znów zacisnęło mi się gardło. Fajnie, że coś zjem…
    Wzięłam kubek do ręki i odwróciłam go, by nie musieć patrzeć na napis.
    Po drugiej stronie był napis: „Kochająca Mama”.
    Ależ mi się zrobiło głupio, tym bardziej, że Feliks obserwował moją reakcję. Czyli zauważył wczoraj mój wkurw na kubek i z premedytacją podał mi w nim dzisiaj herbatę. Ha ha…

    Po śniadaniu musieliśmy się zbierać.
    Tym razem nie milczeliśmy w drodze. Opowiadał o swojej pracy, a ja słuchałam go coraz bardziej zafascynowana. Opowieści o niebezpiecznych przeprawach, przez dzikie, skorumpowane kraje, brzmiały jak scenariusze do filmów sensacyjnych na miarę Jamesa Bonda. Niebezpieczeństwo, poznawanie świata od strony niedostępnej dla turystów i… wyzierająca samotność z każdej z tych przygód. Poczułam, że to na mnie czekał. Nie! Ja to wiedziałam. Los zetknął nas w tych przedziwnych okolicznościach, wtłaczając mnie w jego życie, w jego pracę, by nie był już sam. Zagięcie mojej i jego czasoprzestrzeni zetknęło dwoje samotnych ludzi, którzy nie mieli raczej szans, by się spotkać w normalnych okolicznościach.
    Czar życia…

    Bratysława powalała pięknem i kontrastami. Zderzenie nowoczesności z historią. Nie sposób było nie poczuć się jak turysta, do czasu gdy Feliks przypomniał mi o celu podróży.

    – W holu hotelu Arcadia podejdzie do ciebie mężczyzna. – Mówił powoli. – Zadasz mu pytanie: „Czy pan w sprawie kontraktu?”.
    – Ale dla czego ja? – Wystraszyłam się nie na żarty. – Pomylę się, albo zapomnę co mam powiedzieć.
    – Nie pomylisz się. Twojej twarzy nie znają ci, do których nie powinna trafić formuła. – Ścisnął uspokajająco moje dłonie. – On ci musi odpowiedzieć: „Ten kontrakt, to początek owocnej współpracy”. Gdy wejdziesz, usiądziesz na którejś z wolnych kanap i wyciągniesz gazetę „Národnie nowiny”. Będziesz czekać, aż ktoś do ciebie podejdzie. Przekazujesz długopis i wychodzisz. I tyle. Dasz radę. – Widziałam, że w to wierzy.

    Jak mogła bym go zawieść?

    – Będę czekał w bocznej uliczce. Weź telefon, wpisałem ci mój numer. – Podał mi aparat.

    Nie chciałam tego robić, ale nie chciałam też wyjść na tchórza. Wzięłam telefon, kupiłam po drodze gazetę i poszłam do hotelu.

    Wejście było piękne, hol był piękny i recepcja była piękna. Biel marmuru, ciemne drewno i sufit zachwycający witrażowym przeszkleniem.
    Weszłam i usiadłam na kanapie, kładąc na kolanach gazetę.
    Starałam się rozluźnić węzeł, który zacisnął mi żołądek. Co mogło się stać? Przecież mam tylko przekazać długopis z cenną zawartością. Każdy to potrafi! W myślach powtarzałam zdanie, które mam wypowiedzieć. Jestem teraz agentką, biorę udział w akcji dla faceta, który mną owładnął i który jest zajebisty w łóżku… i na podłodze…

    – Jestem. – Dosiadł się do mnie mężczyzna w wieku około czterdziestu lat. – Masz to?

    Zaskoczył mnie odstępstwem od planu, który zakreślił mi Feliks.

    – Czy pan w sprawie kontraktu? – Wyrecytowałam wyuczoną rolę.
    – Nie mam czasu – odpowiedział zdenerwowany. – Daj mi to szybko, bo jestem śledzony!

    Oczami strzelał we wszystkie strony, przez co i ja poczułam się zagrożona. Już miałam mu dać długopis z fiolką, gdy w głowie zapaliła mi się kontrolka. Nie na darmo zaliczyłam tyle filmów i książek w tematyce sensacyjno-szpiegowskiej.

    – Już, już – szepnęłam z przejęciem. – Mam to w torebce.

    Wygrzebałam swoje ukochane pióro i podałam mu.

    – Fiolka i formuła jest w środku, w tłoczku i pod nim.

    Schował je szybko do kieszeni, wstał i wyszedł.
    I tyle.
    Zajebista jestem!
    Wybiegłam z hotelu i skierowałam się w boczną uliczkę.

    – Nie powiedział tego zdania – wydyszałam, gdy dobiegłam do Feliksa.
    – Dałaś mu długopis?! – W oczach miał przerażenie pomieszane z paniką.
    – No co ty?! – Oburzyłam się posądzeniem mnie o taką głupotę. – Dałam mu swoje pióro!
    – Mądra dziewczynka. – Przytulił mnie do siebie gwałtownie.
    – Wiem – mruknęłam, wciągając jego zapach.

    Jego pot pachniał tak seksownie…

    – Czas na plan B. – Pociągnął mnie za rękę.

    Szliśmy, a praktycznie biegliśmy w nieznanym mi kierunku.
    Zatrzymaliśmy się po kilkunastu minutach przed kawiarnią internetową i weszliśmy po trzech schodkach do środka. Ogarnął nas półmrok pomieszczenia rozświetlony białymi monitorami rzucającymi zimny blask na wpatrzone w jego tafle twarze. Boks, a w nim osoba z oczami wlepionymi w monitor, obok kolejny. Cisza rozpraszana jedynie kliknięciami palców w klawiaturę i pojedynczymi kaszlnięciami użytkowników.
    Feliks powiedział coś do chłopaka z dredami, który siedział przy mini bufecie, również zapatrzony w monitor. Ten wskazał jedno ze stanowisk, w którego kierunku udaliśmy się.
    Usiedliśmy w boksie numer siedem. Feliks zaczął gorączkowo stukać w klawiaturę. Otworzył jakąś grę on-line i w dymku nad swoją postacią prowadził dialog z inną postacią gry. Po kilku minutach wziął ode mnie długopis z fiolką i wcisnął go w skrytkę za monitorem.

    – Czekamy – szepnął mi do ucha.

    Powinnam czuć strach, zagrożenie, a tym czasem poczułam erotyczny dreszczyk, obudzony jego ustami przy moim uchu i ciepłym oddechem.
    Uśmiechnęłam się do niego, a on odgadnął moje myśli. Siedzieliśmy w tym upiornym oświetleniu, patrząc na siebie i nic nie mówiąc. Czułam się jak zakochana nastolatka. Zadurzona i z zatkanym z natłoku emocji gardłem. Sensacyjny wątek naszej znajomości dodawał dreszczyku. Byłam kompletnie zakochana. Wsiąkłam doszczętnie i bez odwrotu w tą piękną twarz z czułymi ustami.

    Facet z dredami podszedł do nas przerywając tą hipnozę spojrzeń i powiedział coś do Feliksa.

    – Idziemy. – Pociągnął mnie z ramię. – Wracamy do auta.

    Nie wiem jakim sposobem wiedział gdzie jesteśmy, ja do jutra nie znalazłabym swojej popierdółki w tym mieście.
    Szliśmy znów prawie biegiem, skręcając w boczną uliczkę, gdy Feliks zatrzymał się gwałtownie, a ja po prostu wpadłam na niego, hamując z impetem na jego plecach.

    – Gdzie to jest?!?! – Usłyszałam wściekły krzyk.

    Wyjrzałam niepewnie zza Feliksa.
    Przed nami stał mężczyzna z hotelu, któremu przekazałam swoje, dla niego bezwartościowe pióro.

    – Gdzie to jest?!! – Odbezpieczył broń podtykając prawie Feliksowi pod nos.

    Strach usztywnił mnie całą, zmieniłam się w słup soli.

    – Nie mam tego. – Feliks wyciągnął przed siebie dłoń, do której akurat nie byłam kurczowo przyczepiona. – Przekazałem to dalej.

    Po twarzy mężczyzny przebiegło zaskoczenie, wściekłość i niedowierzanie.

    – Oddaj mi to, albo ją zastrzelę! – Wycelował pistolet we mnie, dzięki czemu widziałam idealnie srebrny okrąg lufy, przez który mogła mnie za chwilę dosięgnąć śmierć.

    Reszta wydarzyła się zbyt szybko, bym mogła to dokładnie zarejestrować.
    Feliks odepchnął mnie błyskawicznie i wykonał jakiś dziwny taniec, w wyniku którego napastnik padł na plecy z rozkwaszonym nosem, wypuszczając broń z dłoni.

    – Mówiłem ci do kurwy nędzy, że nie mam tego! – Usiadł mężczyźnie na klatce piersiowej dociskając ramieniem gardło. – Powiedz swoim zwierzchnikom, że przekazanie nastąpiło na dworcu, a przesyłka została odebrana. Dziewczyna była tylko elementem odwrócenia uwagi. Zrozumiałeś?! Wiedzieliśmy, że mnie śledzicie! Już po wszystkim, teraz rozmawiajcie z nowymi właścicielami formuły. Moja praca skończona!

    Zszedł z oszołomionego, zakrwawionego i lekko przyduszonego faceta, zgarnął z chodnika jego pistolet i wygrzebał z kieszeni moje pióro.

    – Chodź. – Wyciągnął do mnie dłoń.

    I poszliśmy, a właściwie znów pobiegliśmy.

    Po kwadransie jechaliśmy już autem w ciszy, uspokajając rozdygotane emocje.
    Przynajmniej moje dygotały jak w febrze.

    – Byłaś bardzo dzielna – stwierdził po prawie godzinie milczenia, patrząc przez przednią szybę. – Jestem wściekły, że naraziłem cię na takie niebezpieczeństwo. To nie miało tak wyglądać! Mogło ci się coś przeze mnie stać! Kurwa mać!!!
    – Feliksie. – Musiałam mu wyjaśnić co czuję. Nie chciałam by czuł się winny. – To była najbardziej emocjonująca przygoda w moim życiu!
    Dziękuję za wyrzuty sumienia, ale są kompletnie nie potrzebne! Było super, a nawet lepiej!

    Widziałam zdziwienie w jego oczach, gdy odwrócił spojrzenie na mnie. Zdziwienie i niedowierzanie.

    – Nie jestem wariatką. – Wyjaśniałam mu dalej. – Ostatnie dwa dni były najwspanialszymi w moim życiu i dziękuję ci za nie. – Nie potrafiłam zgasić gorliwego tonu w głosie. – Jesteś… moim spóźnionym prezentem Bożonarodzeniowym! – nie umiałam wymyślić nic mądrzejszego.

    Nic nie mówił, tylko spoglądał na mnie jak na kosmitkę, ledwo pilnując drogi.

    W nocy dojechaliśmy pod mój blok. Pożegnaliśmy się mokrym całusem i bez słów wysiedliśmy z auta. Wzięłam tylko torebkę, olewając zawartość bagażnika. Feliks ujął moją twarz w dłonie, pocałował jakby mówił, że mnie kocha, albo żegna na zawsze i… odszedł.
    Zostawił mi w ręce kluczyki od samochodu i bolesny głód jego obecności.
    Nie potrafiłam zapanować nad łzami wyciskającymi mi się z oczu. Szłam i ryczałam.

    W mieszkaniu położyłam się na kanapie. Było mi dziwnie pusto, cicho i samotnie.
    Umyłam się i przeniosłam do łóżka.
    Rano do pracy, to już za kilka godzin.

    Po przebudzeniu, zobaczyłam w lustrze zmęczoną twarz z opuchniętymi oczami.
    Zamaskowałam się makijażem i pojechałam do firmy.
    Tego i następnego dnia życie toczyło się obok mnie.
    Skupiłam się na tęsknocie i własnym cierpieniu.
    Masochistka.
    Chciałam zadzwonić do Feliksa, ale co miała bym mu powiedzieć?
    Że tęsknię?
    A jeśli on nie tęskni?

    W środę rano obudziło mnie olśnienie.
    Nie będę dzwonić, zrobię coś innego.

    – Poproszę o urlop. – Podsunęłam wypisany wniosek Andrzejowi, mojemu szefowi. – Wiem, że to tak nagle, ale…
    – Rozumiem. – Przerwał mi Andrzej. – Widzę, że coś się z tobą dzieje. Idź i wróć poskładana do kupy.
    Podpisał mój papierek i oddał mi go, pochylając się znów nad papierami.

    Przed powrotem do domu zahaczyłam o market i obkupiłam się w jedzenie.
    W kuchni dostałam napadu gotowania, który przedłużył się na czwartek.
    Jeszcze tylko szybkie pakowanie i zmusiłam się, by usnąć.

    Piątek.
    Załadowałam się do auta, pojechałam na stację, zatankowałam do pełna i w drogę.
    Jechałam praktycznie bez przerw, czując jak każda komórka w moim ciele dygocze z podekscytowania.
    Mijały godziny, a wraz z nimi uciekały mi spod kół kolejne kilometry.
    Nie jadłam, prawie nie piłam, tylko jechałam do celu.
    Kto powiedział, że tylko mężczyźni mają wykonywać pierwszy ruch, a my kobiety czekać, by być zdobytymi?
    Głupcy.

    Wjechałam w ciemny las, odtwarzając w głowie drogę do chaty.
    Czy tam będzie? Nie umawiałam się z nim w końcu. Najwyżej pocałuję klamkę, prześpię się w aucie i jeśli do rana nie zamarznę, to wrócę do mojego zwyczajnego życia.
    Może wtedy odważę się zadzwonić.
    Dojeżdżałam.
    Światło w oknie uradowało mnie, ale momentalnie przyszły chochliki czarnych myśli.
    Może nie jest sam, a może właśnie chce być sam?
    Wygłupię się i będę musiała wycofać się rakiem do auta i wracać od razu do domu.
    Zatrzymam się wtedy w jakimś hotelu, a w pokoju będę walić głową w ścianę i wyć z bólu.
    Nie zaryzykuję, to się nie dowiem.
    Wystarczy!
    Odwagi!
    Durne myśli…

    Zaparkowałam, wyłączyłam silnik i zastanawiałam się, które powitanie spośród setek obmyślanych w drodze będzie najlepsze.
    Przed drzwiami myślałam nad tym dalej.
    Zastukałam.
    Cisza, żadnego ruchu w środku. Może to jakiś włącznik czasowy, by odstraszać włamywaczy?
    Bez sensu. W takiej głuszy można się włamać i nikt tego nie zauważy.
    Cofnęłam się, by spojrzeć na komin. Był dym, więc on był w środku.
    Ok, pukam dalej.
    Bolały mnie już kostki palców i głowa od obijających się w czaszce obrazów Feliksa, tarzającego się w seksualnym uniesieniu po podłodze z jakąś laską… Nie! Za cicho.
    W końcu coś zaszurało w środku.

    – Kogo licho niesie? – Usłyszałam zaspany głos.
    – Beata. – No i tyle z mojego poukładanego powitania.

    Skrzypnęły drzwi, w szparze zobaczyłam oko i część twarzy.

    – Czy ty mi się śnisz? – Oko zrobiło się większe.
    – Nie wariacie. – Głupio się czułam nie widząc wyrazu jego twarzy.
    – No ja nie wiem. – Oko mrugnęło. – Bo właśnie mi się śniłaś. Może to sen we śnie?
    – A czy to był przyjemny sen? – Zaczynałam podejrzewać, że jednak ma tam jakąś kobietę i daje jej czas na ubranie się, czy coś…

    Na szczęście otworzył drzwi i wciągnął mnie do środka.

    – Sama zobacz. – Wziął mnie za rękę i przycisnął do spodni pidżamy, a w nich twardy i sterczący kawałek mięska, na który czekałam.

    Nie brałam pod uwagę, że przywita mnie w takiej gotowości.

    – Chcesz śnić na jawie. – Uśmiechnęłam się zalotnie.

    Nie odpowiedział, tylko rozebrał mnie i pokazał w łóżku co mu się śniło, zaznaczając moment w którym mu ten sen przerwałam.
    To był naprawdę niezły sen.

    – Bałem się, że nie przyjedziesz. – Wyznał z twarzą w moich włosach, gdy padliśmy słodko zmęczeni. – Dziękuję, że jesteś.
    – Nie ma za co. Jesteś głodny? – Miałam nadzieję, że tak.

    Nerwy opadły i poczułam pusty żołądek, który nie dostał nic od rana.

    – Tak. – Przyznał. – A co ci zrobić? Niewiele mam tutaj jedzenia.
    – Ja mam pełny bagażnik. – Powiedziałam z dumą. – Wystarczy, że przyniesiesz.

    I przynosił pojemniki z potrawami, śmiejąc się co chwila i nie mogąc uwierzyć, że jedna osoba może tyle różności ugotować.

    – Gdy się denerwuję, albo mam burzę w mózgu, to muszę sobie pogotować. – Wyjaśniłam mu. – No i jeszcze, gdy jestem szczęśliwa i… tak właściwie to zawsze lubię coś ugotować. Taki nałóg.
    – Pani Beato. – Zaczął mnie karmić zawartością pierwszego pojemnika, który otworzył. – Gdy panią wypatrzyłem w markecie, przez myśl mi nawet nie przeszło, że dane mi będzie spotkać tak zaskakującą kobietę. Nie dość że piękną, to jeszcze odważną, sprytną, a w dodatku świetną kucharkę.
    – A kochankę? – spytałam z miną urażonego niewiniątka.
    – Sprawdźmy to…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    mika kamaka