Blog

  • Noc u mlodszych kuzynek

    W poprzedniej części historii z moimi kuzynkami opowiadałem o sytuacji, która miała miejsce pod prysznicem. Dziś opowiem, o tym co miało miejsce później… 

    Obudziłem się rano w telewizyjnym pokoju, który znajdował się obok sypialni kuzynek. Rozmyślałem o wczorajszym zdarzeniu pod prysznicem. Obie położyły się dość szybko spać. Może były zmęczone… któż to wie? Nie zmienia to jednak faktu, że przeżyłem z nimi coś niesamowitego. To co zapewniły mi Paulina i Kasia, nie zapewni mi już żadna dziewczyna. W pewnym momencie moje rozmyślania przerwało pukanie do drzwi.  
    – Proszę! – odpowiedziałem. 
    Do pokoju weszła Paulinka. Miała rozpuszczone włosy i piżamkę. Wyglądała cudownie. 
    – No hej! – odpowiedziała – Wypocząłeś po wczorajszym? 
    – Hej. Jestem jeszcze przemęczony. Myślałem całą noc… A nasi starzy wrócili? 
    – Tak. Wrócili około czwartej nad ranem. Trochę pospali, ale już przygotowują śniadanie. Choć do kuchni – powiedziała z tajemniczym uśmiechem, po czym wyszła i zamknęła za sobą drzwi.  
    Szybko ubrałem się i pobiegłem na śniadanie. Zostałem gorąco powitany przez ciotkę, wujka i mamę. Ojciec poklepał mnie tylko po ramieniu i wyszedł na dwór, aby zapalić papierosa, a kuzynki przywitały się znów bardzo oschle, aby nie wzbudzać podejrzeń.  
    – I co? Udało wam się wczoraj znaleźć wspólny język? – spytała mama. 
    – Jasne – odpowiedziała Kasia, uśmiechając się do mnie.  
    Ulżyło mi, ponieważ myślałem, że jest na mnie obrażona za wczorajszy brutalny anal, którego nie wytrzymała, a okazało się, że jest zupełnie inaczej. 
    – Co robiliście ciekawego wczoraj? – spytał wujek. 
    Paulina prawie się zakrztusiła, a ja próbowałem zachować spokój. 
    – Oglądaliśmy American Pie – odpowiedziałem i puściłem oczko do dziewczyn. 

    Była sobota, więc moi rodzice i ciotka znów postanowili poimprezować i pojechać na dancing. Wujek musiał niestety jechać na nocną zmianę do pracy, więc nie mógł jechać. Oznaczało to dla mnie kolejny wieczór spędzony z dziewczynami. Od początku dnia nie miałem z nimi okazji porozmawiać sam na sam. Czekałem, więc tylko na chwilę kiedy wszyscy starsi opuszczą dom. Gdy ta chwila nastąpiła, tak jak ostatnio postanowiliśmy z kuzynkami udać się do pokoju telewizyjnego. Usiadły obok mnie na kanapie, przyglądając mi się. 
    – To co robimy, kuzynku? – spytała Kaśka. Wyglądała, jakby miała na mnie chęć. Zdziwiło mnie jej zachowanie, bo ostatnio pod prysznicem była niechętna i z początku nie chciała się przyłączyć do naszych zabaw. Teraz jednak było całkowicie inaczej. 
    – A może włączymy jakiś horror, co wy na to? A potem zrobimy to? Mamy przecież całą noc dla siebie. – zaproponowała Paulina.  
    Zgodziliśmy się i Paula puściła ”Nieodebrane połączenie”. 
    Kiedy film się skończył byłem senny, dziewczyny chyba też. Postanowiliśmy iść spać. Chciałem zaproponować im kolejne seks zabawy, ale wstyd mi było. Zdecydowaliśmy się, więc iść spać. Każdy udał się, więc do swojego pokoju. Położyłem się w wygodnym łóżku, przypominając sobie zabawy pod prysznicem i piękną sterczącą dupkę Paulinki. Po chwili światła zgasły i zapadła ciemność. W końcu zrobiło mi się błogo i już prawie zasypiałem. Nagle usłyszałem, że ktoś po cichu otwiera drzwi. Z początku się przestraszyłem, ale domyślałem się kto to może być. W moim kierunku po cichu skradała się postać i w pewnym momencie wślizgnęła się pod kołdrę. 
    – Siemka. Myślałam o tobie cały czas. Nie mogłam się powstrzymać – wyznała Paulinka i nagle zbliżyła się do mnie i już po chwili całowała mnie gorącą wsuwając język do ust. Macałem ją po całym ciele, zsunąłem z niej piżamkę. Poczułem jej całe ciało, tak blisko mojego… Jej czarne włosy dotykały mojej twarzy. Była coraz bardziej namiętna.  
    – Kocham Cię – powiedziała – mam w dupie to, że jesteś moim kuzynem. Kaśka się tylko na ciebie napala, nic więcej, a ja cię pokochałam. Jesteś boski! – mówiła, po czym zsunęła mi spodnie od piżamy. To mnie niesamowicie podnieciło. Po chwili mój członek, który dotykał jej podbrzusza, popadł w odrętwienie. Najważniejsza była tylko ona i ona. Nikt inny się nie liczył. Była taka słodziutka.  
    – Zróbmy to! – powiedziała. 
    – Nie możemy. Jesteśmy kuzynostwem.  
    Nie odpowiedziała, ani słowem. Bez pytania usiadła na mojego rumaka, w taki sposób, że wszedł jej w cipkę. 
    – I co teraz? Wycofasz się? – spytała wyzywająco. 
    – Nigdy w życiu – odpowiedziałem. Chwyciłem ją za ramiona i zsuwałem na niego coraz bardziej. Po chwili pisnęła. 
    – Ałć. Chyba coś mi pękło. Jezu!!! 
    – Spokojnie – odpowiedziałem – to tylko błona dziewicza, każdej lasce pęka. 
    Uspokoiłem ją trochę i nie zwracaliśmy już uwagi na kilka kropel krwi, które spłynęło po moim penisie. Oboje wiedzieliśmy, że to od błony. Nadziewałem ją jeszcze bardziej, aż w końcu kiedy wszedł już prawie cały poczuliśmy blokadę. Posuwałem ją powoli, a ona jęczała, nadal mnie całując. Postanowiła przyspieszyć i poruszała całym ciałem coraz szybciej i szybciej. W końcu cała zadrżała, krzycząc: ”Jesteś boski!” i doszła, a ja po chwili spuściłem jej się głęboko w cipkę.  
    – Byłeś niesamowity – powiedziała. 
    – To ty byłaś niesamowita – odpowiedziałem. 
    Wyszedłem z niej i leżeliśmy nago obok siebie. 
    – Ok. A teraz skarbie połóż się na brzuchu- rozkazałem. 
    Wykonała rozkaz od razu. Leżąc wypięła dupkę, a ja położyłem się na niej i powoli włożyłem kutasa. Potem rżnąłem ja już w takim tempie, że krzyczała za głośno. Bałem się, że obudzi Kaśkę, której nie chciałem już zadowalać. W Paulince naprawdę się zakochałem. Pokochałem ja za jej odwagę, pewność siebie i za to, że była tak miła i troskliwa. Pchałem go coraz głębiej, klepiąc ją w dupkę i ciągnąc za długie włoski.  
    – Dochodzę – powiedziałem – gdzie się spuścić? 
    – Spuść się we włosy – powiedziała – to mnie cholernie kręci. 
    Zdziwiła mnie ta odpowiedź, ale tak uczyniłem. Kiedy czułem, że dochodzę, wyszedłem z dupki i nasienie poleciało wprost na włosy.  
    – Ok, a teraz jeszcze resztki spermy z penisa wetrzyj mi we włosy. 
    Natychmiast wykonałem polecenie. Następnie położyłem się na nią i zasnęliśmy nago wtuleni w siebie. Obudził nas dźwięk klucza w zamku. Wiedziałem już co się święci. Przyjechał wujek z nocnej zmiany.  
    – Co robimy? – spytałem. 
    – Leżmy tak dalej – zaproponowała – mam już dosyć udawania, że ciebie kocham. 
    Przestraszyłem się. Paulina chyba nie zdawała sobie sprawy z konsekwencji.  
    Nagle drzwi pokoju zaczęły powoli się otwierać. 

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Boski
  • Karkonosze cz. 1

    Sesję zaliczyłem tylko w części. Reszta na wrzesień. Postanowiłem wyjechać i odpocząć. Może zmienić środowisko. Za dużo piłem i właściwie obracałem się w grupie, w której liczył się tyko seks i alkohol.
    Był początek lipca. Spakowałem plecak, do którego przytroczyłem mały namiot i materac dmuchany. Do środka trochę ciuchów i wałówkę na drogę. Wskoczyłem do “Żabki” po połówkę do pociągu. Nigdy nie wiadomo kogo się tam spotka. Pociągiem miałem jechać do Jeleniej Góry a dalej autobusem. Była bardzo ciepła noc początku lipca. Pojechałem tramwajem na Dworzec główny. Kupiłem bilet i poszedłem na peron.
    Już w kolejce do kasy zwróciłem uwagę na dwie małolatki, z których jedna zerkała na mnie swoimi dużymi niebieskimi oczyma. Wyglądały na gimnazjalistki. Wyższa – to ta która na mnie zerkała – bardzo ładna blondynka, ze szczególnie ładnymi, jakby stworzonymi do całowania ustami, szczupła ale nie chuda, z głębokim wcięciem w talii, które podkreślało jeszcze bardziej jej bardzo kształtną pupcię. Obcisła podkoszulka ala bokserka wyraźnie opinała jej nie osłonięte dodatkowo staniczkiem młodziutkie cycuszki, których wiecznie twarde sutki odznaczały się na materiale bluzki. Miała jeszcze na sobie króciutką, szeroką, kraciastą spódniczkę i kurtkę jeansową. Długie, szczupłe i bardzo zgrabne nogi, opalone na złocisty kolor dopełniały jej ponadprzeciętną urodę.
    Druga, to lekko pucołowaty, o zielonych oczkach, rudzielec. Nie taka ładna jak blondynka ale zauważyłem, że jak się uśmiechała to robiły jej się śliczne dołeczki w policzkach. Była też znacznie niższa i tęższa od kumpeli. Ubrana była w niebieskie jeansy i rozpinaną bluzę dresową nałożoną podobną bokserkę jak koleżanka. Miała jeszcze coś w sobie. Bardzo dźwięczny i niezwykle miły dla ucha śmiech, z którego bardzo często korzystała w rozmowie z przyjaciółką. Stały dwie osoby za mną i nie wiem czemu ale oglądałem się na nie nader często.
    O dziwo na peronie okazało się, że jedziemy w jednym kierunku. Stanęły całkiem blisko i teraz szepcząc coś, obydwie zerkały coraz częściej w moim kierunku.
    Może się przedstawię. Na imię mam Wojtek. jak dobrze pójdzie to w przyszłym roku będę na trzecim roku informatyki na UAM-ie. Mam 188 cm wzrostu i ważę prawie 90 kg. Częsty basen i poranne bieganie dawały mi budowę ciała ładnie umięśnioną. Na uczelni i nie tylko miałem dosyć duże powodzenie u płci przeciwnej i korzystałem z tego, nie wiążąc się na stałe, ruchałem niemal codziennie inną panienkę. Dlatego postanowiłem trochę od tego odpocząć a tu znowu te małolatki.
    – Czy może jedzie pan do Szklarskiej? – wyrwało go z zamyślenia.
    To wyraźnie odważniejsza blondynka rzuciła mu to pytanie.
    – Tak chcę się zatrzymać na Kempingu “Pod Ponurą Małpą” – odburknął.
    – Ja pytam poważnie a pan sobie żartuje – blondynka zrobiła przepisowy ryjek.
    – Wcale nie – uśmiechnął się do niej – bardzo lubię to miejsce.
    – Bo widzi pan – spojrzała na niego spod byka – my pierwszy raz jedziemy gdziekolwiek same.
    – No i …
    – No i jeśli sie pan zgodzi to chętnie się do pana przyłączymy i skorzystamy z pańskiego doświadczenia.
    Uznałem, że właściwie to mogę pokazać smarkulom kilka fajnych miejsc w Karkonoszach, które znałem jak własną kieszeń.
    Pociąg mieliśmy o 1.45 a koło 8 mieliśmy być w J.G. Potem autobusem do Szklarskiej i koło 9 na kempingu.
    Wpakowały się za mną do przedziału. Potem jeszcze wsiadło 2 mężczyzn około 35 lat i jedna kobieta 25. Byli razem. Jak się okazało jechali do Wałbrzycha a więc czekała nas wspólna 5 godzinna podróż.
    Ledwo pociąg ruszył a panowie wyjęli litrową Finlandię, dużą Mirindę i trzy szklaneczki.
    – Proponuję dla pań drinki a my panowie po kieliszeczku – zaproponował i wtedy ten drugi wyjął komplet metalowych kieliszków.
    Po godzinie wiedziałem już, że kobieta ma na imię Marta, dziewczyny to blondynka Ola i rudzielec Oliwia a panowie to Patryk i Marek. Litrowa butelka padła szybko i zauważyłem, że małolatki już po pierwszym drinku miały dosyć. Śmiały się głośno z opowiadanych dowcipów, które były coraz ostrzejsze, pełne wulgaryzmów i zmierzające w kierunku seksu.
    Nagle Marek zaproponował grę w butelkę. Zabawa miała polegać na tym, że ten na kogo wskaże szyjka ma opowiedzieć o swoim pierwszym doświadczeniu seksualnym. Rozlaliśmy teraz moją wódkę i zaczęła się zabawa.
    Szyjka butelki wskazała na 25-letnią Martę.
    “Było to troszkę ponad 10 lat temu. Byłam może w waszym wieku” – tu wskazała na nastolatki – “Był wrzesień. Dziwiliśmy się, że nie było lekcji wf. Wreszcie po dwóch tygodniach – przybył ON, nasz nowy nauczyciel.
    Miał 24 lata. Był świeżo po studiach. Przystojny i taki męski. Po rozgrzewce rozciągnęliśmy siatkę i zaczęliśmy grać w siatkówkę. Nagle źle stanęłam i poczułam ból w kostce. Szybko pobiegł do kantorka i przyniósł coś, czym popsikał na moją kostkę i ból zelżał. Puścił klasę do szatni a mnie wziął na ręce i zaniósł do swojego kantorka. Położył na stercie materaców i poczułam jak zaczął masować moją kostkę. Nagle jedna jego dłoń uciskała dalej bolące miejsce a druga zaczęła gładzić moją łydkę i wędrowała coraz wyżej. Strach zaczął paraliżować moje reakcje. Jęknęłam coś tam, że ja jeszcze nigdy, że się boję. Ale wtedy już obydwie dłonie pieściły moje uda i po chwili, jak rozchylił mi nóżki, dołączyły do nich jego usta i język. Coś we mnie zawrzało i już bardzo pragnęłam tego. Wplotłam palce w jego włosy i bawiłam się nimi, lekko pociągając. Zaczął ściągać mi spodenki razem z majteczkami. Rozkraczyłam jeszcze mocniej nóżki i wtedy wepchnął mi w pizdeczkę swój język. Przeszył mnie dreszczyk rozkoszy a kostka jakby przestała boleć. Pociągnął mnie tak, że moja pupcia znalazła się na skraju materaców. Klęknął między moimi nóżkami i kolanka rozchylając mocno podniósł do góry. Czułam, że czymś twardym i dużym pociera po mojej mokrej i śliskiej od soczków szparce. nagle pchnął tym i poczułam jak wślizguje się we mnie. Bardzo bolało ale i podniecało. Coś krzyczałam. Uciszył mnie zatykając usta a potem wkładając mi do buzi dwa palce. Pchnął to coś we mnie znacznie głębiej i wtedy poczułam jakby to mnie rozrywało. Cofnął to i znowu pchnął. Poczułam to głębiej w sobie. Znowu cofnął i znowu pchnął. Zaczął to robić coraz szybciej i gwałtowniej. Nagle jego uda zaczęły klaskać o moje pośladki a mój wzgórek dotykał jego podbrzusza. Ruchał mnie chyba z 15 minut. Ból zamienił się w ogromną rozkosz, która ustępowała by zaraz powrócić jeszcze większa. Nagle i jego ciałem targnął dreszcz. Wyjął ze mnie swojego kutasa i zalał brzuszek białą spermą. Następne salwy przyjęłam do buzi i połknęłam zaskoczona słodkawym smakiem. Potem spotykaliśmy się dosyć często. Po maturze zaszłam z nim w ciążę i teraz siedzi tu z nami. To Patryk.” – wstała i pocałowała jednego z mężczyzn namiętnie w usta.
    Spojrzałem na siedzące naprzeciwko mnie małolatki. Obie słuchały z ogromnym przejęciem. Ich prawe rączki były głęboko wepchnięte w majteczki a w kroczu jeansów rudzielca pojawiła się mokra plama.
    – To śliczna opowieść, Marto i pewno nie jedna gimnazjalistka chciałaby tak samo skończyć kontuzję na wf-ie – stwierdziłem, czując jak stwardniał mi mój kutas.
    Rozlaliśmy resztę wódki i Marta zakręciła butelką. Wypadło na Marka. Mijaliśmy właśnie Wrocław.
    “Och było to właśnie w tym mieście” – zaczął 35-latek – “Miałem wtedy 17 lat i byłem tu na weselu mojej starszej o pięć lat kuzynki. Byłem z rodzicami i jako parę przypisano mi siostrę panny młodej, moją rówieśnicę, Patrycję. Była wtedy bardzo ładną dziewczyną. Teraz też jest piękną kobietą. Była też już wtedy bardzo rozwinięta. Miała piękne i dosyć duże cycki, ładną pupę i pełne, bardzo umięśnione uda. W króciutkiej sukience wyglądała naprawdę bosko. Już koło 9-tej mocno popiłem i siostra Pati poprosiła ją żeby zabrała mnie na spacer. Było to lato i był bardzo ciepły wieczór. nagle Patrycja skręciła na działki. Podeszła do jednej z furtek i podeszliśmy do altanki. Z nad drzwi sięgnęła klucz i weszliśmy do środka.
    Usiadłem w fotelu a ona bach mi na kolana. zaczęliśmy się całować. lekko przetrzeźwiałem. Czułem jak mój kutas aż chce wyskoczyć ze spodni. Nie trwało długo a uwolniła go i wzięła do buzi. Zaczęła ostro ssać i połykać głęboko, jednocześnie pieszcząc moje jajka. Robiła to z ogromną wprawą. Szepnąłem, że ja jeszcze nigdy. Powiedziała, że mnie nauczy. Nagle wstała i zrobiła przede mną cudowny striptiz. Kutas stał mi i myślałem, że za chwilę wybuchnie. – Możesz do środka – szepnęła klękając na fotelu z kolanami koło moich pośladków. Zaczęła osuwać się na dół ciągle nabijając się na mojego dosyć dużego chuja. Pupa dotarła do moich ud. Byłem w niej całym kutasem i wtedy zaczęła mnie ujeżdżać. Nie trwało to długo. Miałem kilka potężnych wytrysków, którym towarzyszył długi męski orgazm. Potem wyruchałem ją znowu. Teraz trwało to znacznie dłużej. Ona też szczytowała.
    Wróciliśmy na wesele tuż przed oczepinami. Potem jebaliśmy się jeszcze raz tej nocy i więcej to nam się nie udało. Tak kuzynka zrobiła ze mnie mężczyznę.”
    – To też piękna opowieść – skwitowałem.
    Pociąg wjeżdżał na peron w Wałbrzychu. Nasi towarzysze wysiedli ale dziewczynki dalej trzymały dłonie w majteczkach.
    – A wy już to robiłyście? – spytałem wprost.
    – Nie ale bardzo bym już chciała – szepnęła rozmarzona jasnowłosa Ola.
    – Ja też – Jak cień dodała Oliwia.
    – No cóż. Może to właśnie w te wakacje – powiedziałem i zaczęliśmy się zbierać do wysiadania.
    C.D.(jak będziecie chcieli)N.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Albastor
  • Szkola dla suk tom 8

    XVIII

    Suka dostała do pyska pałę Parlamenta i zaczęła ją obciągać. Była bardzo gruba. Blondi nigdy wcześniej nie udało się wziąć jej do pyska całej, a dziś ten kutas wchodził jej do gardła bez przeszkód. Suka jęczała ulegle z wypełnionym po brzegi pyskiem i spoglądała w oczy obu Masterów na przemian. Kutas Parlamenta idealnie wypełniał jej pysk. Stymulował wnętrze jej ust jak żaden inny. 
    – Taaak, suko. Grzeczna dziwka – chwalił ją Parlament. Po chwili przekazał jej smycz Rocco. Jego seksowny, jeszcze dłuższy i lekko skrzywiony kutas znalazł się w jej ustach. Blondi obciągała go i nadziewała się po same jaja tego pokaźnego sprzętu. Po każdym ruchu jej ust, kutas był cudownie śliski i mokry. Domina klęczała nieopodal i przyglądała się wszystkiemu, pieszcząc sobie cycki. Nie zamierzała się wtrącać. Te kutasy były tylko dla Blondi. Ona miała dostać tylko spermę.
    – To co? Pierdolimy tę dziwkę na ostro? – zapytał Parlament Rocca?
    – Tak jak na to zasłużyła – odpowiedział Rocco i zaczął gwałcić pysk Blondi bez żadnej litości. Jęczał głośno i jebał ją raz za razem dopychając kutasa do samego końca. Suka dyszała i stękała z podniecenia. 
    – Nie zamykaj pyska, kurwo. Szeroko – rozkazał jej Rocco. Dziwka otworzyła pysk najszerzej jak umiała, a jego kutas pierdolił ją brutalnie. Ślina lała jej się na cycki i na posadzkę. Odruchowo jej usta zaczynały się zaciskać, a Master od razu ją skarcił:
    – Nie zamykaj mówiłem! Nawet się nie waż. 
    Co jakiś czas Rocco wyciągał pałę całkowicie z ust Blondi, a nitki bardzo gęstej śliny ciągnęły się z jej gardła aż do główki kutasa. Master rozcierał je suce po pysku i znów ostro ją jebał w rozwarty szeroko pysk. Suka była bardzo szczęśliwa. Jej buźka była uśmiechnięta i mega podniecona. 
    – A teraz do drugiej pały, dziwko – rozkazał Rocco i podał smycz Parlamentowi. Ten powoli wsunął chuja do ust Blondi i pchał go aż do końca. Przytrzymał sukę mocno za smycz i nie pozwolił jej cofnąć głowy. Szarpiąc silnie za smycz kontrolował pysk tej dziwki i nadziewał ją sobie na kutasa tak jak chciał. Znów przytrzymał ją z całą pałą w gardle i wskazał palcem swoje jaja.
    – Liż tutaj, kurwo. 
    Suka wysunęła języczek i zaczęła lizać wielkie jaja Parlamenta. 
    – Grzeczna suka – pochwalił ją spokojnym, ale stanowczym tonem – Nie przestawaj. 
    Blondi zaczynała dławić się tym wielkim i grubym kutasem, ale nie dawała za wygraną i posłusznie lizała jądra tego Mastera. Parlament w końcu wyjął jej pałę z pyska i uderzył ją kilka razy w nagrodę, a potem szarpnięciem za obrożę dał jej znak, żeby robiła swoje. Suka obciągała powoli, ale dokładnie i do samego końca. Jej usta docierały do samych jaj i wracały do główki, po czym snów sunęły po tym cudownym kutasie, aż jej nosek odbijał się od brzucha mężczyzny. Dziwka patrzyła w oczy przystojnemu klientowi, zachwycona grubością jego kutasa. Obaj mężczyźni mieli inne style szmacenia suk. Parlament dominował suki siłą spokoju i stanowczością. Był mniej brutalny i powolniejszy, ale za to stanowczy i wymagający. Rocco natomiast to była czysta energia i ostrość pierdolenia. Uzupełniali się idealnie. Co jakiś czas Parlament przytrzymywał sukę nadzianą na jego pałę do końca i wskazywał palcem jaja, która miała lizać. Dziwka uwielbiała to robić. Była z siebie bardzo dumna, kiedy tak wielkie kutasy tkwiły jej w gardle, a ona mogła zajmować się jajami. To była podwójna sucza przyjemność. Nie dość, że jej pysk był wypełniony jak należy, a gardło zatkane ogromną, seksowną główką kutasa, to jeszcze rozkoszowała się smakiem jaj i pieściła sobie język o ich delikatną skórę. Parlament przekazał smycz Rocco i powiedział spokojnie:
    – Zajebista dziwka. 
    Każdy komplement i wyzwisko były dla Blondi jak minuta lizania jej cipki. Za każdym razem, kiedy je słyszała, jej cipka robiła się jeszcze bardziej mokra. Rocco złapał za smycz i pociągną dziwkę do siebie. Spojrzał na jej pysk. Był cały oblepiony śliną i zruchany. Zachwycony Master powiedział tylko: – Ale suka! – i znów zaczął jebać ostro jej gardło. Blondi wiedziała już czego oczekuje i starała się otwierać usta najszerzej jak się da i nie zamykać ich ani na chwilę. 
    – O tak, suko, nie zamykaj – powtarzał Rocco i jebał ją bardzo szybko i mocno w gardło jak młot pneumatyczny. Kiedy opadał z sił od tak energicznego jebania, wyciągał obłędnie oblepionego mokrą śliną Blondi kutasa i kładł go jej na pysku, jęcząc z rozkoszy. Suka lizała mu jaja i czuła ciężar jego pały, która przykrywała jej całą buźkę. Jęczała głośno i uśmiechała się suczo ze szczęścia. Rocco na przemian gwałcił jej otwarty pysk i pozwalał jej lizać swoje jaja. W końcu o smycz upomniał się Parlament. Przyciągnął sukę mocno do swoich jaj. Nie musiał nic mówić. Blondi wiedziała, że ma je lizać i posłusznie pieściła językiem te dwie nabrzmiałe, męskie kule suczej rozkoszy. Po pewnym czasie oderwał jej pysk od jaj znów nadział ją na swoją rewelacyjną pałę, każąc suce obciągać ją powoli i dokładnie, jakby spowolniony ruch jej mokrych, opiętych warg po jego kutasie sprawiał mu największą przyjemność. W końcu wyciągnął jej kutasa z pyska i zapytał: 
    – Kim jesteś?
    – Głupią kurwą – odpowiedziała nieśmiało Blondi. Gęsta, ubita ślina bajecznie sklejała jej usta i przy każdym jej słowie między jej wargami ciągnęły się grube nitki tego seksownego kremu. 
    – Kim?? – dopytał się stanowczo Rocco?
    – Głupią kurwą – powtórzyła głośniej i z dumą suka.
    – Od czego jesteś? – dopytywał Parlament.
    – Od rżnięcia pyska – odpowiadała Blondi.
    – I od czego jeszcze?
    – Od zalewania spermą – powiedziała z uśmiechem suka i spoglądała oblizując się raz to na jednego, a raz na drugiego Mastera. 
    – No to obciągaj, suko – rozkazał jej Rocco i tym razem pozwolił dziwce samej nadziewać się na jego kutasa. Blondi robiła to tak chwilę wcześniej z kutasem Parlamenta. Powoli, ale dokładnie i do końca. Za każdym razem, kiedy jej usta docierały do jaj, wydawała z siebie odgłos rozkoszy:
    – Mmmm, mmmm, mmmm, mmmm… – jęczała głośno i miarowo w równych odstępach. Rocco wzdychał z podniecenia, aż po minucie takiego obciągania znów zaczął pierdolić tą dziwkę ostro i z impetem.
    – Zajebista dziwka do jebania gardła – pochwalił ją, kiedy wyciągnął z jej pyska niewiarygodnie mokrego od śliny kutasa. Blondi była pod wrażeniem. Jeszcze z jej pyska nie lało się tyle śliny, a widok tych pał całych poklejonych jej oralnym kremem był bajecznie podniecający. Domina wciąż klęczała cicho obok i nie odrywała oczu od swojej suki i kutasów. Ani na chwilę nie przestawała pieścić sobie piersi i sutków i była zachwycona nowymi kutasami, które dzięki Blondi zdobyła dla siebie i swoich suk. Nie mogła się doczekać, aż sama będzie mogła poczuć je w pysku. Patrzyła jak mężczyźni wymieniają się pyskiem suki jeszcze kilka razy i wiedziała, że zaraz zaczną się spuszczać. Była zachwycona techniką jebania pyska, która prezentował Rocco. Jeszcze nikt nigdy nie pierdolił jej gardła, zakazując zamykać pysk. Mała dziwka wyglądała obłędnie podczas takiego gwałcenia i Treserka miała bardzo mokro na samą myśl, że ten Master będzie gwałcił ją tak samo swoim seksownym, wielkim kutasem. 
    – Chodź tu, kurwo – zawołał ją Rocco. Domina posłusznie klęknęła przed kutasami mężczyzn – Twoja dziwka naprodukowała dla ciebie spermy. Otwieraj pysk. 
    Masterzy stali nad Dominą i powoli walili sobie te wielkie kutasy. Treserka otworzyła pysk czekająco i wystawiła język. Pierwszy spuścił się Parlament. Jego sperma zalała jej policzki i usta, a potem trysnęła na jej język. Domina nawet się nie oblizała, tylko z tak udekorowanym pyskiem czekała na drugi spust. Rocco wystrzelił potężną fontanną białej spermy. Kilka obfitych strumieni zalało cały pysk tej dziwki. Kiedy skończył się spuszczać, powiedział:
    – A teraz połknij wszystko i się obliż, zajebista dziwko. 
    Domina posłusznie zaczęła przełykać spermę, oblizywać się i zbierać ją paluszkami z policzków. Kiedy miała już czysty pysk, zwróciła się na Masterów:
    – Spoliczkujecie cycki tej dziwki swoimi grubymi kutasami? Błagam. 
    Mężczyzn nie trzeba było prosić dwa razy. Domina pociągnęła sukę, żeby wyprostowała się i uniosła jak najwyżej, nie wstając z kolan. Masterzy stanęli po obu stronach Blondi i nieco ugięli kolana. Ich wciąż nabrzmiałe, ale już nie tak sztywne kutasy zaczęły bić silikony małej dziwki. Były do tego idealne. Nie tak twarde jak skała, żeby narobić siniaków, ale też nie miękkie. Mokre od śliny i spermy kutasy raz za razem policzkowały wypięte cycki suki. Bardzo ją to podniecało. Czuła ich ciężar przy każdym uderzeniu. Po chwili całe cycki małej dziwki były pokryte śliną i resztkami spermy. Kiedy kutasy mężczyzn sflaczały do końca, przerwali te pieszczoty. Domina klęknęła przed suką i zaczęła zlizywać z jej zarumienionych cycków oralny krem i spermę. Lizała je tak długo, aż po językiem czuła tylko smak skóry. 
    – Dziękuję, że zgodziliście się przyjechać. Bardzo się cieszę, że wasze wielkie kutasy będą teraz gościć u nas regularnie. Możecie wpadać, kiedy tylko chcecie – powiedziała do mężczyzn Domina i wyprowadziła sukę z pokoju…

    XXIX

    Za drzwiami Domina zatrzymała się i od razu spytała sukę:
    – Jak ci było, kurewko? Zaspokoili cię?
    – To było fantastyczne, ale teraz jestem jeszcze bardziej napalona. Pozwól mi podziękować i wylizać ci tyłek – odparła podniecona suka.
    – O nie, dziwko. Za bardzo to lubisz. To byłaby dla ciebie nagroda, a jedną już przed chwilą dostałaś. Jak chcesz mi podziękować, musisz zrobić coś, co uszczęśliwi mnie bardziej niż ciebie. 
    – Zrobię wszystko, co zechcesz – wyszeptała Blondi. Domina widziała, że ta dziwka jest tak napalona po obsłużeniu dwóch mężczyzn, że zgodzi się na wszystko. 
    – Wyrzekniesz się orgazmu na dwa i pół miesiąca, zamiast na dwa. A wtedy pozwolę ci też wylizać moją dziurkę tu i teraz. 
    – Tak jest. Nie będę dochodzić tak długo, jak mi każesz. Twoja kurwa zrobi wszystko, żeby ci służyć. 
    – Dobrze, suko – zgodziła się Domina i przycisnęła Blondi do ściany przyduszając ją lekko za szyję. Bezbronna suka z rękoma związanymi na plecach cała drżała z podniecenia, wypinała cycki i prężyła całe ciało. Treserka wzięła koniec smyczy i przeciągnęła nim od cipki przez brzuch i piersi aż po pysk małej dziwki. Jej całe ciało zadrżało, a Blondi zaczęła jęczeć. Domina bez ostrzeżenia uderzyła ją skórzaną rączką najpierw w jeden, a potem drugi cycek. Kurewka syknęła z rozkoszy, a jej sexy ciało niewiarygodnie się prężyło, jakby błagając o jeszcze. Jakby chciała poczuć na swoich silikonowych, suczych cyckach więcej szmacenia. 
    – Nie teraz, dziwko. Na szmacenie tych balonów przyjdzie jeszcze czas – powiedziała Domina odczytując sucze pragnienie – A teraz pokaż mi jak bardzo chcesz lizać mój tyłek – Przeciągnęła palcem między pośladkami i przytknęła go do ust suki. 
    – Nie liż, dziwko. Tylkę jęcz. Pokaż mi pyskiem, jak tego pragniesz. 
    Suka odchodziła od zmysłów. Smak dziurki jej Pani był tuż tuż na jej kurewskich ustach, ale nie mogła go skosztować. Pani wcierała go w jej mięsiste wargi, a suka wiła się z podniecenia i jęczała. Błagalnym wzrokiem patrzyła Pani w oczy. Domina polizała obficie swoje palce i znów potarła ciasną dziurkę i tym razem roztarła dziwce ślinę na ustach. Blondi niemal miała łzy w oczach z podniecenia. Domina rozkoszowała się widokiem tak napalonej suki przez chwilę i w końcu, rozkazała: 
    – Teraz poliż mi palce. 
    Dziwka jęczała jeszcze głośniej i obrabiała językiem palce Dominy jak rasowa kurwa uzależniona od smaku tyłka swojej Pani. 
    – A teraz na kolana, dziwko. 
    Suka osunęła się przy ścianie i padła na kolana. Pani odwróciła się do niej tyłem, wypięła dupcię i rozchyliła pośladki. 
    – Liż, kurwo. Masz dwie minuty.
    Suka przywarła językiem i ustami do pysznej analnej dziurki swojej Treserki. Jeszcze nigdy tak bardzo nie pragnęła jej lizać. Opanował ją oralno-analny obłęd. Smak tyłka Dominy doprowadzał ją do ekstazy. Jęczała tak głośno, że Masterzy, których chwilę wcześniej obsłużyła na pewno słyszeli ją przez ścianę. To też ją podniecało. Chciała, żeby zobaczyli jaka jest podniecona po tym, jak dostała ich pały do pyska. Chciała, żeby wyszli z pokoju i stanęli przy niej i patrzyli jak zaspokaja swój głód, liżąc odbyt Dominy. Chciała, żeby ją komentowali i wyzwali od dziwek, głupich kurew i porno-suk. Z minuty na minutę coraz bardziej czuła się suką, kurwą na właściwym miejscu, szmatą w szkole dla dziwek takich jak ona. Pragnęła być szmacona, wyzywana i komentowana na każdym kroku. Obudził się w niej demon suczyzmu i dopiero się rozkręcał. Dziurka jej Pani smakowała rewelacyjnie. Zapragnęła zgwałcić ją analnie językiem. Wciskała swój suczy języczek z całej siły, ale ciasna, nieużywana od dawna dupa Treserki nie wpuszczała jej do środka. Domina czuła wysiłki swojej kurewki i coraz głośniej jęczała. Nie mogła się już dłużej opierać i powiedziała: 
    – W końcu suczy język to nie kutas – i dłońmi rozchyliła pośladki tak, żeby jej dziurka otworzyła przed mała dziwką. Wsunęła język najgłębiej jak tylko mogła. Rżnęła swoją Panią, jęcząc przy tym, wzdychając i dysząc z podniecenia. Domina zagryzała wargi i jęczała razem z nią. Nagle odsunęła tyłek od pyska Blondi i rzuciła:
    – Wystarczy, suko, bo zaraz dojdziesz z podniecenia. A jeszcze na to za wcześnie. Dwie minuty minęły. 
    Pociągnęła sukę za smycz i postawiła ją na równe nogi przy ścianie. Ubrana tylko w kozaki i obrożę dziwka ze związanymi na placach rękami wyglądała rewelacyjnie suczo stojąc tak przy ścianie trzymana króciutko na smyczy przez Panią. Domina przytuliła nos i usta do policzka suki i powąchała go. 
    – Znów cudownie pachniesz kutasami. Tego mi dziś w tobie brakowało. Od teraz lizanie dupci mojej i tamtych dwóch suk to dla ciebie przywilej, na który musisz zasłużyć. Za bardzo to lubisz, kurewko – po czym pociągnęła za sobą sukę i zaprowadziła ją do salonu…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Pani Monika

    Która z was masturbowała się po przeczytaniu “Szkoły dla suk”, wcielając się w myślach w rolę jednej z tych uległych kurewek? Pokażcie mi, ile was jest. 

  • Asia

    18 CZERWCA, 2010

     

    Do końca roku szkolnego w naszym liceum pozostał już tylko niecały tydzień. Większość osób olewała już lekcje i zaczęła przedwcześnie wakacje, jednak pozostała garstka ludzi łudzących się, że dowiedzą się w szkole czegoś pożytecznego. Ja, jako jeden z najlepszych zawodników szkolnej drużyny w piłce nożnej, przychodziłem tu tylko na lekcje WF-u ; ze względu na niską frekwencję boisko, znajdujące się tuż przy szkole, było niemal zawsze dostępne. Tak samo było tego upalnego, nieznośnie słonecznego piątku.

     

    Gdy tylko wuefista opuścił swój gabinet, wszyscy ustawili się w rządku i chóralnie go przywitali. Facet uśmiechnął się pod wąsem.

     

    -Wiem, wiem chłopaki. Chętnie pozwoliłbym wam iść pograć w gałę, ale niestety… Uprzedziły nas dziewczyny z 2C. Dziś zagramy w siatkę.

     

    Niemal wszyscy przywitali tę informację głośnym jękiem. Siatkówka była fajna, ale… nic nie mogło się równać z tymi emocjami podczas gry w futbol. Kilka osób zaczęło już ustalać plan wymknięcia się ze szkoły, ale ja wpadłem na pewien pomysł. Grupa dziewczyn już wychodziła, gdy zaczepiłem jedną ze znajomych – Elka była strasznie brzydka i gruba, a co gorsze, nie zdawała sobie z tego sprawy i starała się zawsze podkreślać swoje wątpliwe walory, jednak zawsze łatwo było się z nią dogadać.

     

    -Elka! E… Elka, zaczekaj chwilę! – wysapałem, pędząc sprintem w jej stronę.

     

    -Oh… Hej Piotr, co tam? – uśmiechnęła się zalotnie, poprawiając krótkie spodenki.

     

    Zebrało mi się na wymioty.

     

    -Em… idziecie grać w piłkę, tak? Nie chciałybyście pograć z nami? Pogadalibyśmy trochę, a przecież sama wiesz, że wszyscy przychodzą tu tylko by grać w nogę.

     

    Elka westchnęła i uśmiechnęła się jeszcze szerzej, ukazując żółtawe, nierówne zęby. Starałem się ją ignorować jak tylko mogłem, czytając treść wiszącego obok plakatu, zachęcającego do wzięcia udziału w konkursie salsy.

     

    -Jasne Piotr, dziewczyny powinny się zgodzić.

     

    Gdy tylko usłyszałem te słowa, odwróciłem się i odszedłem w stronę swojej grupy tak szybko jak tylko mogłem. Jasne, pewnie wydaje się wam, że gra w piłkę z dziewczynami to żadna frajda, jednak zmarnowaliśmy sporo czasu by przyjść do szkoły i nie uśmiechała się nam gra w siatkówkę.

     

    ___

     

    -Piotr, ty tępy cwelu, gdzie ty masz kurwa oczy? Mówiłem ci, zapierdalaj na lewo, na lewo, wiesz gdzie jest lewo, jebana cipo?

     

    Ach, ta niezapomniana atmosfera gry w futbol na wuefie… Większość dziewczyn odeszła na bok boiska, plotkując i zapewne obgadując nas, wuefista schronił się przed słońcem w szkole, więc mogliśmy oddać się naszej pasji kulturalnej gry w piłkę.

     

    -KURWA! KURWA! Podaj tutaj, fiucie! TUTAJ!

     

    Uwielbiałem futbol. Od najmłodszych lat trenowałem z przyjaciółmi, chodziłem z nimi na zebrania miejscowego amatorskiego klubu i oglądałem mecze Ligi Mistrzów, marząc by kiedyś stać na murawie ogromnego stadionu i słuchać hymnu, po którym aż ciarki przechodzą po plecach, by potem walczyć o sławę i chwałę swoją i swojej drużyny.

     

    -JA PIERDOLĘ, mówiłem ci, DAJ KURWA CIENIASOWI ALBO STRZELAJ!

     

    Stanąłem w obronie, by odsapnąć trochę po dziesięciu minutach biegania przy nieznośnym upale. Nie było mi jednak dane odpocząć, gdyż już po chwili drużyna przeciwna wyruszyła z kontrą i musiałem ich jakoś powstrzymać. Wierzyłem w swoje umiejętności – byłem stworzony do gry w ataku, ale w defensywie nie byłem wiele gorszy i miałem spore szanse by zastopować ich ofensywę. Już podbiegałem do osoby mającej piłkę przy nodze gdy wtem… zatrzymałem się w miejscu, jakbym dostał młotem w łeb. Przede mną biegła chyba najładniejsza dziewczyna jaką widziałem w całym życiu, a wierzcie mi, w tym czasie pornosy zajmowały mi sporą część dnia.

     

    Nie była to napompowana lalka z wielkimi, silikonowymi balonami i ogromną dupą, o której zawsze marzyłem. Była taka… naturalna, po prostu piękna. Miała długie, zgrabne nogi, które mógłbym całować cały dzień. Spore piersi, które aż prosiły się o ujrzenie wolności. Zgrabny, wysportowany tyłeczek, opięty ciasnymi spodenkami dresowymi, i wreszcie te wielkie, brązowe oczy… Jaka szkoda, że nie miałem więcej czasu, by się na nią pogapić. Przebiegła tuż obok mnie i oddała piłkę jednemu z moich przeciwników, który pewnie pokonał bramkarza.

     

    -KURWA! PIOTR, CZY TY SOBIE ROBISZ JAJA? JAK MOGŁEŚ PRZEGRAĆ Z TĄ LASKĄ? – wydarł się na mnie jeden z kolegów.

     

    -Eee… Co? Och, kurwa, faktycznie…

     

    Marek podbiegł do mnie z zaniepokojonym wyrazem twarzy.

     

    -Co ci jest? Pojebało ci się coś od tego upału?

     

    -Em… nie, jasne że nie. Oślepiło mnie słońce i tyle, sory.

     

    Od tej pory jednak cały WF gapiłem się na nieznajomą. Zastanawiałem się, jakim cudem nie widziałem jej nigdy wcześniej, w końcu była moją rówieśniczką. Była absolutnie perfekcyjna. Wiedziałem, że natarczywe patrzenie się na nią groziło zdemaskowaniem, ale nie dbałem o to. Podbiłem do Elki.

     

    -Elkaa, nie wiesz kim jest ta dziewczyna? – wskazałem mój ideał palcem. Zgodnie z przewidywaniami oczy znajomej zwęziły się.

     

    -To? Nazywa się Asia, strasznie napuszona babka. Mówię ci, ciężko z nią wytrzymać. Czemu cię to tak interesuje? Naprawdę faceci dbają teraz tylko o wygląd?

     

    Słowa w stylu “stokrotnie-bardziej-wolę-taką-napuszoną-laskę-od-takiego-obrzydliwego-babsztyla-jak-ty” cisnęły mi się na język, jednak powstrzymałem się w porę. Zacząłem myśleć, jak mógłbym nawiązać kontakt z Asią.

     

    ___

     

    Wróciłem do szkoły trochę później od innych. Pod koniec lekcji męska część naszej drużyny wyzwała mnie od… najgorszych, i w sumie mieli trochę racji. Grałem beznadziejnie, taki występ nie przydarzył mi się jeszcze nigdy w życiu. Fakt ujrzenia najlepszej laski w życiu nie podnosił mnie zbytnio na duchu.

     

    Warto wiedzieć, że w naszym liceum szatnia dziewczyn wyglądała niemal identycznie jak nasza, a poza tym były one położone obok siebie. Gdy więc przekroczyłem próg “babskiej szatni” ze spuszczoną głową nawet nie zdałem sobie z tego sprawy. Gdyby było to 10 minut wcześniej, zapewne zaalarmowałby mnie pisk dziewczyn, jednak słyszałem tylko szum prysznica. Uznałem, że brak głosów oznacza tylko jedną osobę – tu: faceta – pod prysznicem, więc nie byłem narażony na wulgarne komentarze. Rozebrałem się i wskoczyłem do łazienki. Tak, tym razem usłyszałem pisk.

     

    -HEJ! Co ty tu robisz? To damska łazienka! – wykrzyczała jakaś dziewczyna.

     

    -Oh, sory… pomyliły mi się szatnie… Już wychodzę!

     

    W tej chwili byłem naprawdę przerażony. W sumie to nic mi nie groziło, ale co bym zrobił, gdyby pod prysznicem stała baba w stylu Elki… lub co gorsza… jej przyjaciółki, Marty. To była dopiero waga ciężka. Rzeczywistość jednak przekroczyła moje najśmielsze oczekiwania.

     

    -Zaczekaj chwilkę! Chyba cię skądś kojarzę…

     

    Przez gęstą parę ujrzałem… tak, twarz dziewczyny, na którą gapiłem się cały WF. Wiem, wiem, akcja przypomina zwyczajną, tandetną historyjkę porno, ale czy właśnie my wszyscy nie chcemy, by ziściły się one w naszych biednych żywotach? Ja miałem to szczęście.

     

    -To ty gapiłeś się na mnie przez cały mecz! – na całe szczęście na twarzy Asi zagościł uśmiech – wiem jak się na mnie patrzyłeś. Podobam ci się?

     

    Musiałem wtedy wyglądać jak niedorozwinięty umysłowo. Przynajmniej szybko opanowałem opad szczęki.

     

    -T… tak, jasne! Bardzo!

     

    Bogu dzięki zawsze potrafiłem się zdobyć na inteligetną, błyskotliwą i dowcipną odpowiedź. Bogu jeszcze większe dzięki, Asia zaśmiała się delikatnie i złapała mnie za rękę.

     

    -Jesteś uroczy! Śmiało, nikogo tu nie ma, możesz się wykąpać ze mną.

     

    Gdy podszedłem niepewnie w stronę dziewczyny, zobaczyłem ją wreszcie w całej okazałości. Miała boskie ciało. Teraz dopiero mogłem docenić jej jędrne, duże piersi z małymi, brunatnymi brodawkami. Płaski, gładziutki brzuch i ciemny pasek włosów nad łonem. Długie, zgrabne nogi i cudowne, drobne stópki, dziesięć równych paluszków, które mógłbym ssać i całować cały dzień.

     

    -Coś nie tak? Onieśmielasz mnie! – zaśmiała się jeszcze raz, a ja zarumieniłem się i z niechęcią oderwałem wzrok od jej ciała.

     

    -Nie, nie, jasne że nie. Emm… fajna woda, ciepła.

     

    Miałem wrodzone umiejętności mistrza konwersacji. Czemu w szkole uczą takich bezsensownych pierdół, a nikt nie powie nam, jak postępować z dziewczynami?

     

    -Hah, jasne. Słuchaj, nie umyłbyś mi pleców?

     

    -Jasne, nie ma sprawy.

     

    Asia podała mi mydło i odwróciła się, a ja natychmiast spojrzałem na jej tyłek. Był taki zgrabny, wysportowany i cudownie okrągły… nie taki sztucznie ogromny jak u moich ulubienic ze szklanego ekranu, był po prostu spory, a i tak wydawał mi się najpiękniejszym na świecie. Jej długie, kasztanowe włosy opadały do połowy pleców.

     

    Namydliłem ręce i zabrałem się do mycia. Z początku bardzo drżałem i wbiłem jej palec pod łopatkę, ale po jej syknięciu starałem się być najdelikatniejszy, jaki tylko mogłem. Dawno temu w czasie przerwy w meczu skakałem znudzony po kanałach, aż natknąłem się na jakiś program o masażu. Kiedyś był to dla mnie bezsensowny zapychacz czasu, teraz próbowałem sobie przypomnieć jak najwięcej szczegółów. Albo miałem świetną pamięć, albo wrodzony talent i powołanie do sztuki masażu, bowiem już po kilkunastu sekundach Asia jęknęła z zadowoleniem ; w każdym razie miałem nadzieję, że była zadowolona. Z początku całą uwagę poświęcałem przypominaniu sobie wskazówek programu, jednak potem przesunąłem delikatnie dłonie w dół. Zbliżałem się coraz bardziej do jej kształtnego tyłeczka, a co najlepsze – jej zdawało się to nie przeszkadzać, wręcz przeciwnie. W końcu udało mi się! Moje ręce wylądowały na jej jędrnej pupci. Gładziłem ją, masowałem, ugniatałem w dłoniach.

    Czułem się niesamowicie, tylko dzięki temu, że mogłem ją dotykać. Wtem dziewczyna gwałtownie się odwróciła. Ja uświadomiłem sobie, że moje ręce nie były wcale namydlone, a po chwili zauważyłem, co przyciągnęło uwagę Asi. Dziwna sprawa, masaż jej tyłeczka sprawił, że nie poczułem nawet mojej silnej erekcji. Nagle poczułem się jak dziecko przyłapane na złym uczynku. Miałem ochotę przeprosić dziewczynę i wybiec sprintem z łazienki, gdy ona przemówiła pierwsza.

    -Oh… Widzę, że nie tylko ja czerpałam przyjemność z masażu – powiedziała mrugając do mnie okiem i uśmiechając się zalotnie.

    Nim zdążyłem zareagować poczułem jej delikatną dłoń na moim członku. Dreszcz przeszedł moje ciało. Spojrzała mi prosto w oczy i zaczęła powoli mnie onanizować. Nie mogłem powstrzymać jęków rozkoszy – laska miała chyba sporą wprawę, bo zabrała się do swego zadania z werwą. Jedną ręką zaciśniętą na penisie poruszała w górę i dół, drugą zataczała małe kółka na żołędziu. Gdyby nie robiła króciutkich przerw, eksplodowałbym już po niecałej minucie. Po chwili zainteresowała się moimi jądrami. Wzięła je do ręki i zaczęła delikatnie masować, wciąż onanizując mnie drugą ręką. Widać było, że zna się na “robocie”. Uklęknęła i cały czas patrząc mi w oczy pocałowała czubek penisa, przez co prawie odleciałem. Nie poprzestała jednak na tym i zaczęła delikatnie lizać moje jądra, wolną ręką zaś błądziła po moich plecach.

    Do dziś pamiętam jej język. Był mały, ale szybki, zwinny, a przede wszystkim Asia wiedziała, jak go używać. Wreszcie po minucie zabawiania się moimi jajkami bardzo powolnie przesunęła językiem po całej długości mojego przyrodzenia, dochodząc wreszcie do żołędzia. Wzięła go do ust i zaczęła wolno ssać, co doprowadziło mnie do jęków rozkoszy. Nie mogłem się opanować. Delikatnie, acz stanowczo położyłem dłoń na jej głowie i nabiłem ją głębiej na mojego penisa. Zaczęła ssać jak oszalała, ciągle wibrując języczkiem. Jeszcze chwila i wystrzeliłbym jej do ust, jednak ona spostrzegła moje zachowanie. Cofnęła powoli głowę i wstała.

    -Widzę, że ci się podoba – zaśmiała się.

    -Jesteś zajebista – wymknęło mi się. – Jeszcze nigdy w życiu nie spotkałem takiej dziewczyny jak ty.

    -Miło mi to słyszeć, ale… jesteś trochę samolubny – udała obrażony ton – Ja też chcę się trochę zabawić.

    Nie musiała mi tego drugi raz powtarzać. Wbiłem jej się w usta, a ona odwzajemniła pocałunek, błądząc swoim języczkiem po moich wargach. Jedną ręką masowałem jej tyłek, a drugą zacząłem błądzić bo wysportowanym brzuchu. W końcu poczułem jej pasek włosków, i odnalazłem to miejsce. Delikatnie przesunąłem ręką po jej guziczku. Dziewczyną targnął nagły spazm, po czym jeszcze mocniej wbiła mi się w usta, a swoimi rękoma przyciągnęła mą dłoń głębiej. Zacząłem szybko masować jej cipkę, a ona wyrwała swój język z moich ust i zaczęła jęczeć. Przyklęknąłem i zabrałem się do lizania jej muszelki. Tak jak ja zrobiłem to wcześniej, teraz ona przyciągnęła moją głowę, pieszcząc równocześnie swoje sutki.

    Poczułem słodki smak jej kobiecych soków, co tylko jeszcze bardziej mnie nakręciło. Zacząłem wić swym językiem jak oszalały, pragnąc dostarczyć Asi jak najwięcej rozkoszy, a także włożyłem swój palec wgłąb jej dziurki. Czułem, że jest blisko orgazmu, ale nagle oderwała moją głowę.

    -Proszę cię… chcę ciebie we mnie.

    Wstałem. Aśka uśmiechnęła się i ponownie do mnie mrugnęła, po czym uniosła wysoko nogę, opierając się o ścianę. Nakierowałem swojego członka na jej dziurkę.

    -Chcesz, żebym to zrobił?

    -Tak… proszę… – wyszeptała.

    Pchnąłem. Mój penis wszedł w nią całą swoją długością. Dziewczyna głośno jęknęła. Zacząłem powoli się w niej poruszać.

    -Szybciej… szybciej!

    Posłusznie zacząłem nabijać ją coraz to szybciej, coraz mocniej i coraz głębiej. Moje jądra delikatnie obijały się o nią przy każdym pchnięciu. Zaczęliśmy się znów namiętnie całować.

    -Rżnij mnie mocniej… – wyszeptała. – Proszę cię, mów do mnie…

    -Tak… Szybciej?

    -Szybciej! Proszę, zerżnij mnie.

    Przestałem się kontrolować i po prostu wbijałem się w nią jak oszalały. Była tak mokra, tak ciepła, taka cudowna.

    -Rżnij mnie głębiej, mocniej! CHCĘ twojego kutasa we mnie!

    Zaczęła delikatnie drgać, ale ja nie przestawałem. Poruszałem się tylko coraz szybciej, cały czas penetrując jej usta językiem, czasem tylko szepcząc do niej nieprzyzwoicie.

    -Och, twoja cipka jest taka zajebista…

    -Wbij się głębiej, chcę twojego CHUJA głębiej! Rżnij mnie, PIERDOL MNIE!

    Poczułem w sobie nagle potężne uczucie. Silny wstrząs rozchodzący się od członka aż po wszystkie części ciała, niczym ogień.

    -TAK! Wypierdol mnie dobrze, wystrzel we mnie, oh kurwa… dochodzę!

    Największy wytrysk, jaki miałem w całym życiu zalał jej cipkę. Asią zaczęły targać spazmy i wbiła się głęboko w moje usta swym językiem. Przeżyliśmy wspólnie najlepszy orgazm w życiu. Powoli wyszedłem z jej cipki, a za moim kutasem pociekła strużka spermy. Jakby wciąż miała mało, dziewczyna przyklęknęła raz jeszcze i dokładnie wylizała cały mój sprzęt, od jąder aż po żołądź. Moje ręce błądziły tylko po jej włosach, a ja wciąż czułem nieziemską rozkosz.

    ___

    Po wyjściu z łazienki ubraliśmy się z powrotem w zwykłe ubrania. Asia miała w planach zostanie w szkole, ale dała się namówić na kawę. Gdy szliśmy ulicami miasta, dziewczyna wciąż trzymała mnie za rękę. Wiedziałem, że będzie to tylko początek wspaniałej znajomości. Choć w sumie to nadal nie znała mojego imienia.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Piotr Węgliński

    Jestem początkującym pisarzem, więc przepraszam, jeśli całość brzmi bardzo amatorsko 🙂 W każdym razie proszę o wytykanie mi błędów, a jeśli się spodoba, może stworzę kolejne części i napiszę trochę więcej o Piotrku i Asi 😉

  • Karkonosze cz. 2

    W Busiku do Szklarskiej obie dziewczynki spały. Po ich zachowaniu domyślałem się co im się śniło. Obie były oparte główkami i co jakiś czas uśmiechały się i układały usta jak do pocałunku. Rączka Oli wsuwała się pod spódniczkę i mocno pocierała swoją dziewczęcą pizdeczkę. Oliwia tez miała rozłożone szeroko nóżki a na jeansach pojawiła się mokra plama. Kilkadziesiąt minut jazdy i czas było wysiadać. Jeszcze przejście przez potok i znaleźliśmy się na dużym placu pola namiotowego. Okazało sie, że dziewczyny miały dosyć duże jak na nie plecaki. W jednym z nich był mały namiot dwuosobowy a w drugim podwójny materac dmuchany. Ja byłem trochę lepiej zaopatrzony. Przynajmniej jeśli chodzi o namiot. Mój miał dodatkowo mały przedsionek i przede wszystkim zabezpieczony był przed deszczem, dodatkowym tropikiem. Po prostu wiedziałem jak gwałtowne mogą być burze w górach, które nie wiadomo skąd przychodzą i dokąd nagle znikają. Zameldowaliśmy się w budce, która stanowiła biuro i zaczęliśmy szukać najlepszego miejsca na namioty. Było już tam pięć innych namiotów, porozrzucanych po całym placu, jakby ich właściciele szukali nocnej intymności. Na środku było duże palenisko z przygotowanym na wieczór drewnem.

    Wybraliśmy miejsce blisko potoka. Uwielbiałem jego szum w nocy. Dziewczyny postanowiły rozbić swój namiocik na wprost mojego, pod górkę zamykanym na zamek wejściem. Ja dodatkowo wykopałem od tyłu mały rowek.

    – Macie coś do jedzenia? – spytałem.

    – Nie. Nie pomyślałyśmy o tym.

    – No dobrze. Dzisiaj się z wami podzielę ale jutro trzeba będzie iść do sklepu. Dzisiaj proponuję wam jeszcze spacer nad wodospad Szklarki. Jutro na Kamieńczyk i potem na Halę Szrenicką. Dalej zobaczymy.

    – Fajnie, że pan zna tak dobrze Karkonosze – Ola spojrzała na mnie swoimi niebieskimi oczkami.

    – Nie jestem żaden pan. Co tylko 5 czy 6 lat od was starszy. Mam na imię Wojtek i tak proszę do mnie mówić.

    – No dobrze. Będziemy ci mówiły Wojtuś – Ola ledwo to powiedziała, zaczęła uciekać. Pobiegłem za nią i po chwili dopadłem koło strumienia. Szybko obróciłem tak, że jej głowa znalazła się pod moim ramieniem i wymierzyłem sążnistego klapsa w wypięty tyłeczek. Wtedy pierwszy raz poczułem jak jędrne ma pośladki.

    – Ała… Bolało – krzyknęła.

    – Miało boleć – odparłem i puściłem śliczną blondyneczkę.

    Strzeliła super focha. Nadąsana wróciła i zaszyła się w swoim namiociku.

    – Zaraz jej przejdzie. Ona tak zawsze – rzeczywiście po chwili wyszła z namiotu.

    – Wojtusiu… – zaczęła.

    – Czy znowu chcesz klapsa? – spytałem i ruszyłem w jej kierunku.

    – Może tak a może nie… – odpowiedziała i sama wystawiła mi swoją śliczną pupcię.

    Znowu do nie dopadłem i teraz trzy razy moja dłoń chlasnęła w jej naprężone pośladki. Tym razem się już nie dąsała a nawet jakby sprawiało jej to przyjemność.

    – Jeszcze raz mnie uderzysz i będziesz musiał pocałować. Wojtusiu – kokietowała mnie coraz bardziej.

    Zaryzykowałem i mocno uderzyłem otwartą dłonią w biały trójkąt jej majteczek. Podniesiona do góry spódniczka ukazywała dosyć mocno już zaczerwienione pośladki.

    – Teraz pocałuj, bo piecze – wypięła mocniej pupkę a ja kucając musnąłem pośladki ustami a potem mocno przywarłem do nich, całując na zmianę to jeden to drugi.

    Rudzielec patrzyła na to jak zauroczona. Nie wiedziała co ma ze sobą zrobić, bo najprawdopodobniej już wyczuła do czego zmierza jej przyjaciółka. Zresztą może to miały ustalone wcześniej. Gwałtownie zanurkowała do ich namiociku i udawała, że układa rzeczy w z plecaka. Ola wyprostowała się i obróciła do mnie przodem. Spódniczka była zadarta do góry. Teraz przed moją buzią znalazł się jej brzuszek, okryty majteczkami, na których wyraźnie odznaczała się ciemniejsza plama jej soczków. Chwyciłem ją dłońmi za pośladki i mocno przyciągnąłem łono dziewczynki do swojej twarzy. Okładałem teraz pocałunkami jej wzgórek łonowy. Pociągnęła mnie za głowę do góry. Była dużo niższa ode mnie. Uniosła główkę do góry. Opadłem na jej usta swoimi. Wyraźnie już się musiała całować, bo robiła to z dużą wprawą. Ciągle popychałem ją delikatnie w kierunku wejścia do mojego namiotu. Po chwili, ciągle się całując zniknęliśmy w środku.

    – Chcę tego… Chcę tego bardzo – cicho szeptała.

    Rozpiąłem jej spódniczkę i podniosłem do góry bluzeczkę. Moim oczom ukazały się jeszcze malutkie ale przepiękne, sterczące do góry jak piramidki, cycuszki, z dużymi, różowiutkimi brodawkami i sterczącymi z nich, twardymi jak kamyczki suteczkami. Dopadłem do nich ustami a ona sama zdjęła bokserkę i z wdziękiem zsunęła spódniczkę. Na brzuszku, tuż pod gumką majteczek miała wytatuowaną piękną czerwoną różyczkę. Zacząłem całować jej brzuszek, jednocześnie ściągając majteczki. Zaczęła się prężyć i unosić do góry swoją piękną pupcię. jakby pragnęła ułatwić mi ta czynność. Po chwili moim oczom ukazał się porośnięty meszkiem jasnych włosków jej wzgórek łonowy. Wyraźnie jeszcze nigdy się tam nie goliła. Zacząłem go całować i wtedy rozchyliła swoje nóżki i uniosła kolanka do góry. Z wypięta do góry pupą, nurkowałem twarzą między nóżkami małolatki. Jedną ręką pieściłem nadal jej cycuszki a drugą rozpiąłem swoje spodnie. Po chwili znalazły się one na moich kolanach. język jak szalony krążył po jej pachwinkach i ślicznych fałdkach zewnętrznych warg sromowych, które pod jego działaniem rozchylały się delikatnie, odsłaniając niewielkich rozmiarów ale bardzo mokrą i niezwykle pyszną dziewiczą szparkę. Wepchnąłem w nią język i delektowałem słodkawo – kwaśnym smakiem jej soczków, których w przedsionku jej pizdeczki było już niesłychanie wiele. Wepchnąłem język głębiej a opuszkiem palca pieściłem jej malutką perełeczkę łechtaczki. Pojękiwała coraz głośniej. Z rozchylonej szparki wypływały jej soczki i spływały po rowku dupki na materac. Mój kutas był już w pełni gotowy do wejścia w nią i dokonania na błonce aktu zniszczenia. Był sztywny i twardy. Duży  łeb w kształcie grzyba był aż siny z ukrwienia. Robiłem to już nawet z młodszymi dziewczynkami i wiedziałem jak je to boli, jeśli odpowiednio by ich kuciapek nie przygotować. Dlatego lizałem jej pizdeczkę bardzo długo. Na czubku mojego chuja pojawiła się duża kropla śluzu. Ściągnąłem majtki niżej i podłożyłem jedno ramię pod jej zgięte kolanko. Drugą nóżkę odrzuciła daleko na bok. Oparłem odartą ze skórki głowicę o jej szparkę i przesuwałem ją wzdłuż kipiących od soczków, malutkich fałdek. Zamknęła oczka i czekała. Pchnąłem mocno. Duży łeb wśliznął się w jej pizdeczkę. Jęknęła głośno ale jakby czekała dalej. Fałdki dziewczęcej szparki obejmowały szczelnie trzon mojego chuja. Pchnąłem znowu mocno i teraz głośno krzyknęła. Mój sztywny kutas zaczął ową tajemniczą wędrówkę w jej dziewczęce wnętrze. Naciągnięta szparka ślizgała się coraz dalej na trzonie chuja a głowica rozpierając się wnikała coraz głębiej. Poczułem opór i znowu pchnąłem mocno. Aż uniosła biodra do góry i z jej gardełka wyrwał się głośny okrzyk bólu. Zasłoniłem je dłonią i lekko cofnąłem kutasa. Znowu zaatakowałem mocno i znowu cofnąłem. Wchodziłem coraz dalej w gorące wnętrze nastolatki. Okrzyki bólu zaczęły zamieniać się w zupełnie inne. Zacząłem ją ruchać coraz mocniej i gwałtowniej aż wreszcie poczułem, że mój sztywny kutas znalazł się w niej cały. Nie należał do olbrzymów. jakieś 16 cm długości. Przyjmowała go też coraz chętniej. Sapała urywanym oddechem i jęczała zamykając oczka, z których spływały na boki duże łzy.

    – Taaak… jeszczeeee… – cicho pojękiwała.

    – Teraz wyrucham cię jak dziwkę – szepnąłem jej do ucha i rzeczywiście bardzo przyspieszyłem.

    Jej wnętrze było gorące i całe falowało, rodzącym się orgastycznym uniesieniem. Jak na taką szczupliznę, jej pochwa była bardzo pojemna. Mój dosyć gruby kutas wślizgiwał się cały, napotykając dopiero w końcówce na opór. Tak ruchałem ja koło kwadransa. czułem po skurczach pizdeczki jak szczytowała. Wreszcie i mój kutas zaczął pulsować. Wyszarpnąłem go z niej i pierwszą salwę wyrzuciłem na brzuszek. Później szybko przeniosłem do jej głowy.

    – Otwórz buzię – szepnąłem wpychając jej do gardła swojego rzygającego następnymi salwami chuja. Krztusiła się ale połykała wszystko. Mój kutas pokryty był plamkami jej krwi z defloracji. Z pizdeczki wypływał też jasnoczerwony śluz.

    – Jejku to takie duże i całe było we mnie – szepnęła chwytając mojego wznoszącego się znowu kutasa.

    – Tak. Zapewne będziesz w sobie gościć jeszcze większe rumaki ale puki co musi wystarczyć ci moja pała.

    Obróciłem ją teraz na brzuszek i podniosłem biodra do góry. Wchodziłem od tyłu pomału, by po chwili znowu ją ostro wyruchać. Jęczała teraz jeszcze głośniej. Lecz nie był to jęk bolesny a pełen rozkoszy. Tym razem cała spermę wlałem do jej gardła. Potem wylizała mi całego kutasa a ja jej uda i cipeczkę. Ubraliśmy się i wyszliśmy z namiotu. Rudowłosa Oliwia patrzyła tępo w wejście do mojego namiotu. Domyśliłem się, że ona tez by tam chciała się znaleźć. Zauważyłem jak Ola lekko kraczatym krokiem z cofniętą trochę pupcią poszła do łazienki. Zauważyła to też zapewne i jej przyjaciółka.

    Ale o tem potem…

    C.D.(jak będziecie chcieli)N.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Albastor

    Piszcie czy chcecie.

  • Chwila z kuzynka

     Tego dnia postanowiłem odwiedzić babcię na osiedlu. Mieszkała tam razem ze swoim synem, synową i moimi dwoma kuzynkami. Zatem przyszedłem w odwiedziny i zauważyłem, że w domu jest tylko piętnastoletnia kuzynka. Podobała mi się od jakiegoś czasu: twarz gładka niczym u modelki, lecz nieco piegowata, włosy długie do pośladków koloru blond, tak jak jej matka. Jest bardzo szczupłą dziewczyną, ale nie jest deską, pod koszulką może i nie ma ogromnych piersi, ale jakieś ma. Jako, że byłem już w mieszkaniu i nie chciałem wyjść na niemiłego, postanowiłem porozmawiać z kuzynką. Chodzi do tej szkoły, do której kiedyś ja chodziłem, ponieważ mam już 20 lat i lada moment kończę technikum. Więc nasza rozmowa rozpoczęła się od pytań dotyczących tejże szkoły, nauczycieli itd. Temat zbiegł do mojego kolegi, który jest w jej wieku. Zakochała się w nim z tego co zrozumiałem. Ona jeszcze nigdy nie miała chłopaka i nigdy się nie całowała. Nagle zrobiła się czerwona i zadała mi pytanie:
    – Nie chciałbyś mnie nauczyć całować? Wiem, że jesteśmy kuzynostwem, ale nikt się o tym nie dowie. Zrobię co zechcesz, byś tylko mnie tego nauczył.
     Chwilę myślałem nad tym co jej powiedzieć, zdawałem się zgrywać niezdecydowanego, a w spodenkach mój kolega już stał. Musiała to zobaczyć, ponieważ była wpatrzona w wybrzuszenie i położyła na nim rękę.
    – Proszę Cię, ujrzysz mnie nagą. Pewnie tego chcesz, tak jak ja ujrzeć to co jest pod moją dłonią.
    – No dobrze, usiądź na mnie przodem. Zamknij oczy i poddaj się namiętności jaka zaraz się pojawi.
    Usiadła na mnie, zbliżyłem się do jej ust i delikatnie pocałowałem. Za moment zaczęliśmy się całować już jakbyśmy byli parą, sama wsuwała mi język do mych ust a ja się odwdzięczałem tym samym. Czułem się tak bosko, ona chyba też. Ani na moment nie przestawała, chciała więcej i więcej. Po chwili zaczęła się rozbierać: zdjęła koszulkę i zobaczyłem biały stanik, który według mnie był nieco za mały na jej biust.
    – Nie chciałabyś tak uwolnić swych piersi od tego stanika?
    – Możesz zrobić to ty, chyba to potrafisz…
     Nasze usta znowu się połączyły, a moje ręce zdejmowały z niej stanik. Robiłem to powoli, chciałem się nią nacieszyć. Ujrzałem jej piersi w całej swej okazałości. Sutki sterczały z podniecenia. Językiem lekko je zwilżyłem po czym przyssałem się najpierw do lewej a potem do prawej piersi. Lekko pojękiwała z rozkoszy i bawiła się moimi włosami na głowie, co chwilę je szarpiąc. Zacząłem pocałunkami zjeżdżać w dół, odpiąłem jej jeansy i pomogłem je zdjąć. Pod nimi zobaczyłem białe majteczki, lekko już mokre.
    – Teraz ty się rozbierz, ale cały. Inaczej zapomnij o tym, że je zdejmiesz.
     Zatem ściągnąłem z siebie koszulkę, spodenki i kazałem jej zdjąć ze mnie bokserki. Uwolniła moją sterczącą pałę i zaczęła się jej przyglądać. Pokazałem jej jak najlepiej trzymać mojego penisa. Chwyciła go i powoli naciągała skórkę, po to by wrócić ręką do początkowej fazy i zaczynać od początku. Sama od siebie zaczęła go całować a następnie lizać. Było to dla mnie bardzo podniecające, bałem się, że niedługo się spuszczę. Kiedy lizała główkę nie wytrzymałem: wepchnąłem jej go do ust. Nieco zaskoczona wyjęła go i wstała. Mój kutas był na wysokości jej majteczek, które ona powoli już zdejmowała, jednocześnie zadowalając mnie ręką.
    – Bądź ostrożny, bo nie chcę by było to dla mnie nieprzyjemne, w dodatku chcę miło wspominać swój pierwszy raz.
    – Połóż się na łóżku i rozłóż nogi. Najpierw dam Ci przyjemność czymś innym.
     Po czym moje usta zaczęły zajmować się jej cipeczką. Z początku całowałem ją tam, następnie dodawałem język by w końcu przyssać się do niej i właśnie językiem dawałem jej wielką rozkosz. Dociskała moją głowę do siebie i jęczała, co mnie nakręcało. Kiedy już postanowiłem, że jest gotowa, powędrowałem wyżej do jej ust. Całowaliśmy się a w tym czasie wkładałem jej go głębiej i głębiej. Wszedł cały. Wysuwałem go już nieco szybciej i tak powtarzałem te czynności. Pocałunki przeszły na jej szyję a seks nabrał tempa. Oboje jęczeliśmy i dyszeliśmy coraz głośniej. Poczułem skurcze na moim penisie, a ona zaczęła niemalże wyć z rozkoszy wtulając się do mnie. To podziałało również i na mnie. Zacząłem zalewać jej wnętrze swoją spermą. Nie powinienem, ale to było silniejsze ode mnie. Wyjąłem z niej mój sprzęt i dałem jej do wylizania. Z niej wypływał mój biały płyn, który zrobił plamę na jej pościeli. Ubierając się myślałem o konsekwencjach tego zdarzenia, ale ona była szczęśliwa i powiedziała do mnie:
    – Spiszemy się na kolejny raz, bo chcę tego więcej z tobą.
    Pocałowała mnie i kiedy wychodziłem z mieszkania spotkałem wujka i babcię. Zapytałem o jej zdrowie, pogadałem parę minut i udałem się do domu…

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jacek Burak
  • Kult cz. 3

    Po kolacji wzięłam prysznic i tak jak poleciła siostra Lucia, czekałam na Nią w swoim pokoju. Zjawiła się kilka minut po osiemnastej.

    – Uśmiechnij się, nie jedziesz na egzekucję!

    Uśmiechnęłam się nieśmiało, a Ona pocałowała mnie w usta. Jadąc samochodem, nie odzywałyśmy się do siebie. Byłam spięta. Doskonale zdawałem sobie sprawę, że tylko od decyzji mojej Pani zależy, jak zostanę zakolczykowana. Nie było żadnych reguł. Mama po swojej inicjacji zyskała tylko kolczyki w brodawkach, gdy moja starsza siostra miała zakolczykowaną również łechtaczkę i wargi.

     

    Gabinet był ukryty w gąszczu uliczek starego miasta. Niewyróżniająca się niczym kamienica. Weszliśmy tylnym wejściem. Choć było już po oficjalnych godzinach pracy, oczekiwano nas. Przywitała nas najwyżej dwudziestoparoletnia, mocno wytatuowana i zakolczykowana dziewczyna o miedzianoczerwonych włosach. Gdy weszliśmy do gabinetu, czekał tam czterdziestoletni, brodaty mężczyzna. Domyślałam się, że to on jest tu szefem. Pani przywitała się z nim wylewnie. Gdy rozmawiali, asystentka wyjmowała ze sterylizatora narzędzia, rozkładając je na obok przypominającego połączenie stołu do masażu i krzesła ginekologicznego mebla. Zapatrzona w to nie zwracałam uwagi na rozmowę Pani aż do momentu, gdy padło pytanie:

    – Co dzisiaj robimy?

    – A to częściowo zależy od twojego osądu. Obejrzyj ją sobie i powiedz, co da się zrobić.

    – Jakieś ograniczenia, specjalne życzenia?

    – Nic specjalnego. Nie chcę żadnych kolczyków na twarzy i w pępku, a poza tym rozważę każdą sugestię, o ile wygoi się to za półtora miesiąca.

    – Zobaczmy co tu mamy. Daria, pokaż… Jak ty masz właściwie na imię kochanie?

    Zwrócił się do mnie.

    – Kasia, proszą pana.

    Odparłam nieśmiało.

    Uśmiechnął się szeroko.

    – Jestem Andrzej, a to Daria. Nie bój się, zrobimy wszystko tak, byś czuła, jak najmniejszy dyskomfort. Daria, pokaż Kasi gdzie może się spokojnie rozebrać.

     

    Daria zaprowadziła mnie do małego pokoju obok, gdzie szybko się rozebrałam. Zanim wyszłam, popatrzyłam na swoje odbicie w zajmującym całą ścianę lustrze. Nie mogłam uwierzyć, że za chwile będę kolczykowana.

     

    Andrzej był skrupulatny, oglądając moje ciało. Sporo uwagi poświęcił brodawkom, jednak najdłużej badał mnie między udami. Nie spodziewałam się, że będzie naciągał kapturek łechtaczki, wargi, dotykał dziurkę do siusiania czy badał palcem misce pomiędzy pochwa a odbytem. Gdy skończył, ściągnął rękawiczki i siadając przy stole, zaczął tłumaczyć:

    – Zacznijmy od góry. Masz ładne, w pełni uformowane brodawki. Tu można zaszaleć. Sztyfty, kolczyki, do wyboru do koloru. To ma być ozdoba, czy też coś bardziej praktycznego?

    – Coś bardziej użytecznego.

    Odpowiedziała moja Pani.

    – Proponuję grube, tytanowe kółka. Lekkie, ładne a do tego można będzie podwiesić co najmniej kilogramowy ciężarek czy użyć ich do bondege.

    Pani skinęła tylko głowa, a Andrzej widząc jej aprobatę, wskazał palcem między moje uda.

    – To mamy nieco mniejszy wybór. Nie zalecałbym kolczykowania warg, są bardzo drobne i delikatne. Nie polecam też Princess Albertina, Nefertiti czy Fourchette, choć jeśli ci na nich szczególnie zależy, to dadzą się wykonać. Kasia ma bardzo ładnie wykształconą łechtaczkę i jej kapturek. Można iść na łatwiznę z Christina piercing, ale tak naprawdę rekomendowałbym zrobić Isabella piercing, albo jeszcze lepiej triangle piercing i do tego założyć poprzeczny sztyft w kapturku łechtaczki. Co o tym myślisz?

    – Zdecydowanie wole drugą propozycję o ile zrobisz to tak dobrze, jak u mojej poprzedniej suczki.

    – Bez obaw! Z triangle wbiję się tuż pod łechtaczką a w kapturku dam radę założyć nieco grubszy sztyft niż poprzednio. Jak się wygoi, będzie mogła mieć orgazm od samego noszenia majtek.

    – No to ustalone.

     

    Byłam nieźle przestraszona, gdy Andrzej wyjaśnił mi, co to jest triangle piercing. Przekłuwanie brodawek bolało mniej niż późniejsze rozciąganie wkłucia. Po niespełna piętnastu minutach maiłam założone dwa grube kółka, po jednym w każdej brodawce. O wiele dłużej trwały przygotowania do triangle piercing. Mimo miejscowego znieczulenia bolało jak cholera i trwało dość długo. Poczułam ogromną ulgę, gdy Andrzej w końcu założył we wkłucie otwarte kółko z dwoma nakręcanymi kulkami na końcach. Zakładania sztyftu w kapturku łechtaczki nawet nie poczułam. Byłam strasznie obolała, ale i zadowolona. Podobały mi się kolczyki i miałam nadzieję, że gdy przestanie boleć, sprawia mi wiele rozkoszy.

     

    Bolało jak diabli przed bite dwa tygodnie, a w ciągu pierwszych kilku dni chodzenie było praktycznie niemożliwe. Gojenie zajęło dobrych pięć tygodni. Byłam niesamowicie wyposzczona. Dopiero w ostatnich dwóch tygodniach mogłam się pieścić, jednak Pani stanowczo odmawiała mi czegokolwiek więcej. Dopiero na tydzień przed planowaną orgią całego zgromadzenia, po raz pierwszy po założeniu kolczyków, kochałam się z Panią. Polubiłam moje kolczyki, zwłaszcza ten przechodzący pod łechtaczką. Umiejętnie drażnione potrafiły sprawić, że mdlałam z rozkoszy. Największym zaskoczeniem jednak była łatwość osiągania orgazmów podczas stosunków. Na dwa dni przed orgią kochałam się z Panią i jej partnerem. Podczas stosunku miałam wielokrotny orgazm, co było dla mnie zupełnie nowym przeżyciem. Sprawdziły się też słowa mojego piercera, że sam ucisk obcisłej bielizny może wywołać rozkosz! Zmusiło mnie do większej samokontroli, bo o ile spontaniczny orgazm podczas samotnego spaceru w parku był całkiem fajnym przeżyciem, to już to samo doświadczenie w drodze między klasami niekoniecznie.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Dagmara

    Następna cześć, opisująca orgię, będzie zakończeniem tej serii.

  • Lupy wojenne

    Był wieczór. Mark obudził się sam w namiocie. W końcu mógł spać spokojnie, wiedząc, że wojna już się skończyła. Postanowił odetchnąć świeżym, letnim powietrzem. Na nagie ciało narzucił przewiewną i lekką tunikę koloru ciemnego. Odsłonił materiał namiotu spoglądając przed siebie. Parę metrów przed namiotem rozpalone było ognisko. Dookoła porozbijanych było wiele namiotów dla żołnierzy. Wszyscy świętowali zwycięstwo. Mark szedł wolnym krokiem przed siebie. Po chwili podszedł do niego żołnierz i powiedział:

    -Wszystko gotowe kapitanie!

    -Świetnie. Prowadź mnie do nich. 

    Oboje dotarli pod spory namiot. 

    -Nie będziesz mi już potrzebny-powiedział Mark. 

    Minął strażników i wstąpił do środka. We wnętrzu panował półmrok. Widok był niecodzienny. W dwóch rzędach stały dziesiątki klatek. W każdej klatce mieściło się około czterech osób. Były to najczęściej kobiety porwane ze splądrowanej wioski wroga za lasem. Mark przeszedł pomiędzy klatkami do sporej komórki zbudowanej z desek. Mark wszedł do środka. Pośrodku pomieszczenia stał duży drewniany stół, na którym leżała naga kobieta. Była brudna i zapłakana. Na ścianach porozwieszane były różnorodne narzędzia. Wiele świec rozjaśniało pokój. Mark obszedł stół przyglądając się kobiecie. Miała ona około dwudziestu-trzydziestu lat. Jej ręce i nogi przywiązane były do rogów stołu. Dziewczyna cały czas roniła łzy. Mark położył jej rękę na łydce i przesuwał w górę. Niewolnica trzęsła się ze strachu. Mark dotarł swoją dłonią do łona kobiety. Było one pokryte licznymi włosami. Mark odwrócił się i zdjął ze ściany nożyce. Nieświadoma jego czynów dziewczyna mówiła przez płacz:

    -Proszę nie rób tego! Wypuść mnie!

    On zaś uśmiechnął się pod nosem. Złapał włosy łonowe kobiety w pięść i szarpnął jakby chciał je wszystkie wyrwać. Kobieta krzyknęła z bólu i załkała. Mark przyłożył nożyce do jej krocza i obcinał długie już i pozawijane włosy. Pęki jej włosów rzucał na podłogę. Po chwili jej muszelka stała się lepiej widoczna. Nadal jednak była pokryta, krótszymi już włosami. Odłożywszy nożyce Mark złapał za brzytwę. Z chirurgiczną precyzją pozbawiał jej skórę włosów. Ogolił jej również okolice odbytu, pachy, nogi i całą resztę. Była noc kiedy Mark odłożył narzędzia do golenia. Podszedł do swojej niewolnicy od boku i umieścił środkowy palec w jej pochwie. Robił to bardzo powoli. Wszedł już do końca więc dołożył jeszcze jeden palec. Po chwili trzymał w jej pochwie aż cztery palce. Dziewczyna była załamana. Czuła się poniżona. Jej twarz była bez wyrazu. Sprawiała wrażenie obojętnej co nie spodobało się Markowi. Uderzył ją mocno w twarz zostawiając czerwony ślad. Nawet nie spojrzała na Marka. Postanowił więc sprawić jej większy ból. Wziął ze ściany obcęgi, którymi z całej siły ścisnął sutek kobiety. Tym razem krzyknęła głośno. Chciała się wyrwać lecz nie mogła. 

    -Masz mi patrzeć w oczy! Jeśli będziesz posłuszna, wypuszczę cię. 

    -Naprawdę?-spytała cicho. 

    -Oczywiście ale najpierw musisz na to zasłużyć. Zrobisz dla mnie wszystko co będę chciał. 

    -Tak. 

    -A więc mamy umowę. Teraz cię odwiążę. Tylko bez numerów. 

    Poluzował więzy na jej kostkach i nadgarstkach. Pomógł wstać jej ze stołu. Stała przy nim nieruchomo. 

    -A teraz dla mnie uklęknij. 

    Posłusznie uklękła tak jak chciał. 

    -Wypnij się mocniej!

    Kiedy to zrobiła zobaczyła jak ubranie Marka ląduje na podłodze. Mark złapał ją za biodra i nakierowawszy swojego kutasa, wszedł w nią rozpędzony. Kobieta krzyknęła z bólu. Mark wypełniał jej cały odbyt. Złapał ją za piersi i włosy i posuwał ją nieprzejęty. Z jej odbytu małą stróżką wyciekała krew. Niewzruszony tym widokiem ruchał ją najszybciej jak mógł. Po chwili spuścił się w jej kakaowe oko. Gdy z niej wyszedł, z jej tyłka wypływało pełno białego nasienia. Obszedł ją z drugiej strony i uniósł głowę trzymając za włosy. 

    -Otwórz grzecznie usta-powiedział. 

    Gdy tylko to zrobiła, zapchał jej gardło brudnym od spermy zmieszanej z krwią fiutem. Krztusiła się jego grubym kutasem a z jej oczu płynęły nowe łzy. Trwało to kilka minut po czym była zmuszona połknąć świeżą porcję spermy. 

    -Byłaś bardzo grzeczna. Chciałabyś już stąd wyjść. 

    -Tak. 

    -Mam dla ciebie propozycję. Doprowadź mnie do orgazmu jak najszybciej i będziesz wolna. 

    -Dobrze..

    Szybko złapała za jego prącie chcąc mu zwalić konia.

    -Ale ale… Chcę żebyś to zrobiła pochwą. 

    Mark położył się na plecach na stole i powiedział:

    -Chodź zanim się rozmyślę. 

    Dziewczyna weszła na stół nadziewając się na jego pałę. Była bardzo słaba i traciła siły już po dwóch minutach ujeżdżania Marka. 

    -Szybciej!

    -Nie mogę. Nie mam siły. 

    -Niech będzie. Trochę ci pomogę. 

    Złapał ją za biodra i bardzo szybko machał swoimi biodrami w górę i w dół. Po chwili objął ją mocno i spuścił się w jej cipkę. Zeszła ze stołu i powiedziała. 

    -Obiecałeś mnie wypuścić. 

    -Oczywiście. Możesz już iść. 

    Pogodziła się ze swoją nagością i wyszła z namiotu a za nią Marek. Dookoła krzątali się pijani żołnierze. Ich wzrok skupił się na nagiej kobiecie. 

    -Radziłbym ci uciekać, bo są spragnieni kobiecego ciała.-Powiedział z uśmiechem Marek. 

    Dziewczyna szła przed siebie. Zorientowała się, że żołnierze idą w jej kierunku. Ze strachu zaczęła biec a za nią dziesiątki mężczyzn. Po kilku metrach powalili ją na ziemię aby jak najszybciej ją posiąść. Marek śmiał się słysząc jej płacz i ich śmiechy. Sam wrócił wciąż nagi do namiotu aby zająć się swoimi niewolnicami. 

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Pussylover
  • Siedzialem okrakiem na drabinie – Czesc II „Krakowska podsuszana”

    Część II „Krakowska podsuszana” 

    Kurwa! kurwa!” – jęczałem w myślach. W mojej głowie szalał tajfun. Nie mogłem opanować tego bałaganu.„Co ja zrobię” – zadawałem sobie pytanie. „Przecież to jest początek” – dudniło pod czaszką. 
      
    Siedząc bez ruchu, okrakiem na drabinie, zacząłem wpadać w panikę. Film świeżej pamięci zastępował film z kategorii science-fiction. Widziałem te wszystkie twarze, otaczające mnie, wykrzywione w kpiącym uśmiechu. Wrzeszczące: „pedał”, „ciota”, „kurwa”, „chuj”, „zboczeniec”, „jebany cwel” i tak dalej . Osaczała mnie moja wyobraźnia, wizjami towarzyskiego piekła, które niebawem tu nastąpi, gdy już wszystkie ściany tego kosmosu, będą wskazywać mnie paluchami. Obraz tej Golgoty pozbawiał mnie oddechu i paraliżował ciało. Sapnąłem ciężko i stwierdziłem, że muszę stąd spierdalać i to jak najszybciej, zniknąć z oczu wszystkim, zaszyć się w pracowni i postarać się wymyślić plan obrony przed tym co może się zdarzyć. Zszedłem z drabiny i postawiłem wiadro z farbą na chodniku koło bramy, złożyłem drabinę i ustawiłem ją za budką wartownika. 
      
    Co tak szybko spierdalasz ? – usłyszałem gulgot Małpiszona.  
    Jutro to skończę, dziś muszę wykończyć inne roboty – odparłem z trudem. – To ja spierdalam – dodałem i wyszedłem za bramę, kierując się w stronę pracowni. Znowu usłyszałem charakterystyczny głos Małpiszona  
    Ty, a na chuj tu zostawiasz wiadro i pędzle?  
    Odwróciłem się, faktycznie wiaderko stało pod bramą. Westchnąłem, zawróciłem, zabrałem swoje zabawki.  
    Dzięki – wydusiłem krótko z siebie.  
    Tyś jebnięty, czy zakochany – szczerząc zęby dorzuciła Małpa. A mnie przeszedł dreszcz przerażenia. Czułem jak pieką mnie policzki, jak tężeje ciało. Pomyślałem, że słyszał monolog Rafała, wygłoszony przy drabinie.  
    Prawie biegiem ruszyłem w stronę pracowni, uciec z terenu koszar jak najszybciej. Już byłem za zakrętem ogrodzenia i, kurwa, widzę Politruka. „No dupa, jeszcze mi tu jego potrzeba” – pomyślałem. Zasalutowałem.  
    Panie kapitanie, idę do pracowni skończyć te dwie duże plansze.  
    Janusz, a bramę odnowiłeś?  
    No właśnie nie, panie kapitanie, coś się źle czuję, kłopoty z żołądkiem – kłamałem, unikając jego wzroku. Przyglądał mi się tym rybim, martwym, mętnych spojrzeniem, niebieskich szeroko rozstawionych oczu na nalanej twarzy. Taksował mnie i moje zachowanie.  
    No, dobra Janusz skończ te plansze. Może padać przez kilka dni, a na poniedziałek musisz odnowić bramę koszarową. Nowy „stary” przejmuje jednostkę. Nie wiem jak to zrobisz ale to musi być gotowe. I jak tak cię boli brzuch to nie siedź za długo pod prysznicem – uśmiechnął się obleśnie, a mnie przeszedł prąd.  
    Tak jest, panie kapitanie! – zasalutowałem i każdy poszedł w swoją stronę. Zrobiłem wielkie „ufffff” w myślach.  

    Zaraz co ten zlew chciał mi powiedzieć? No ładnie, analizowałem, to jednak nie fatamorgana, a to jebany pies. To jednak nie mam zwidów. W końcu wszystko było jasne. Kilka razy relaksując się pod prysznicem miałem wrażenie, że ktoś mnie podgląda. Zawsze było tyle pary, że nie specjalnie byłem pewien. Raz drzwi były lekko uchylone, a pamiętałem, że je zamykałem. Potem opierałem wysoko czubki butów o drzwiami. Kilka razy buty stały całą podeszwą na podłodze, a skrzydło drzwi było zamknięte. Czyli ktoś musiał je uchylić. Nie brałem tego jednak do bańki ale teraz… nie, no to stary zbok i wszystko jasne. Podglądał mnie podczas moich chwil uniesienia. „Stary cap” – myślałem. –„A chuj ci w przełyk, wykombinuję jakiś haczyk, fiucie!”. Teatrzyk będzie zamknięty. Wszedłem do pracowni, byłem zmaltretowany dzisiejszym dniem. Całe szczęście, że jedna z tych plansz była gotowa, a druga prawie skończona. Miałem dużo czasu na przemyślenia. Nalałem wody do kubka, włączyłem „buzawe”, odczekałem kilka chwil i woda zaczęła wrzeć. Wygrzebałem cukier i kawę, nasypałem do wrzątku. Siadłem wygodnie na krześle, zapaliłem papierosa i czekałem kiedy aromatyczny napój się zaparzy. Na chwilę zapomniałem o Rafale i nadchodzącej katastrofie. 

    Zastanawiał mnie Politruk. Kurde, irracjonalne, przecież on dobrze wiedział, jak ja tu się znalazłem. Wiedział, że to kara i zsyłka. Dlaczego pierwszego dnia po unitarce, dostałem taką fuchę? Przecież to miało być docieranie. Pamiętam jak major z WKU powiedział mi wprost: 
      
    – No, a teraz, Wolski, dostaniecie w dupę tak, że chuj was strzeli. Ten pobór, w tym terminie to
    uzupełnienie, rozumiecie, dzik jesteście. Co znaczy dzik to się dowiecie na miejscu.  

    Dziki mają przesrane, są poza falą, to znaczy, że jest ich kilku i są najbardziej narażeni na docieranie. Cała siła fali tkwi ilości poborowych. Dlatego pierwsze kilka tygodni spędziłem w dużej jednostce w mieście garnizonowym. Była to unitarka, okres gdzie z cywila stajesz się żołnierzem, okres w którym masz tylko czas na ból, pot i strach. Gdzie snu zawsze za mało, gdzie zmęczenie goni udrękę. Dzień po przysiędze (bo jako jedyny nie dostałem urlopu ani przepustki) wywieziono mnie w to miejsce. Zostałem przydzielony do drużyny, zakwaterowany i miałem zameldować się w sztabie u Politruka. Pierwsza myśl: „no cudnie, zaczyna się”. Jednak po zameldowaniu się, nastąpił nieoczekiwany zwrot akcji. Politruk mnie mierzył wzrokiem. Jego dziwne oczy, wodniste i martwe, twarz z siecią drobnych popękanych naczyń krwionośnych na nosie i policzkach nie mówiły nic. Ja widziałem faceta, który za kołnierz nie wylewa. 
      
    – Janusz Wolski były student, tak – zapytał  
    – Tak jest, panie kapitanie – odrzekłem z wojskową kindersztubą.  
    – Studiowaliście w Warszawie, tak?  
    – Tak jest, panie kapitanie to prawda – odpowiedziałem stojąc sztywno, patrząc w te zimne oczy.  
    – Co studiowaliście, Wolski?  
    – Weterynarię, panie kapitanie.  
    – Do „świniarni” mam ludzi, na izbie chorych też. Więc co jeszcze umiecie? – zapytał służbowym tonem.  
    Miałem w głowie pustkę. Co ja takiego umiem, co było by przydatne w wojsku? I już miałem odpowiedzieć, że nic, gdy za oknem przeczytałem napis „ Żołnieże Ludowego Wojska Polskiego strzegą naszych granic, umacniając bezpieczeństwo socjalistycznej ojczyzny”.  
    – Umiem rysować, malować i pisać. Na pewno lepiej niż ten ktoś, kto malował to hasło. Jeżeli mnie pamięć nie myli „to żołnierz” pisze się przez jedno „ż” , drugie powinno być „rz” – stwierdziłem. On się odwrócił się w stronę okna, popatrzył chwilę i powiedział:  
    – Macie rację, to stoi tu od jesieni zeszłego roku – to znaczyło tylko tyle, że nikt nie czyta tych bzdur, które straszą wszędzie w jednostce – pomyślałem  
    – No to macie zajęcie szeregowy. Dwa tygodnie służby wartowniczej, a potem was znajdę i zobaczymy co potraficie.  
    – Tak jest, panie kapitanie.  
    – Odmaszerować.  

    Nie wiedziałem o co chodzi, jednak świtała mi myśl, że jakoś przeżyję ten „syf”. 

    Od pierwszego dnia zostałem wrzucony w kierat służby wartowniczej, po sprawdzeniu mojej biegłości w zakresie regulaminu służby wartowniczej. Już w pierwsze popołudnie wylądowałem na wartowni. Dwadzieścia cztery godziny służby, czyli dwie godziny warty, dwie godziny snu i dwie godziny czuwania w trzech turach. Poznałem wtedy kolegów z drużyny. Załamanie, sami „twarzowcy”, naród pszenno-buraczany, katastrofa. Jedynie kapral Kotlarczyk wyglądał i mówił normalnie. Starałem się trzymać na uboczu, ale słyszałem, że dzikowi trzeba wpierdolić, bo „dzik jest młody, że fala go musi dotrzeć”. Zapowiadało się ciekawie. Zapamiętałem sale, w której będę spał. Dwanaście łóżek w dwóch rzędach po sześć z każdej strony. Jedno pod oknem, następnie dwie pary, po dwie złączone koje i ostatnie przy ścianie koło drzwi. Będzie ekstatycznie i to bardzo, czułem jak tyłek marszczy mi się ze strachu: jedenastu wrogów co noc będzie mnie gnoić, a przecież po nich widać, że to młode wojsko, pewnie ostatni pobór, sami docierani przez starszą falę. Zapowiadała się walka o życie. 

    Następnego dnia po służbie poszedłem do kantyny kupiłem fajki, pastę do zębów i trochę słodyczy. Byłem głodny, żarcie było z kategorii „dla psa”, z tym że tańszego, jak mawiał kolega Waldek z akademika. Już wychodziłem gdy od stoliczka stojącego w środku, odezwał się prawie bezzębny dryblas, z popuszczonym pasem i opinaczami kamaszy i spranym mocno, zaciasnym moro  

    – Tej, kurfa, dziku – zaseplenił – Jak masz na imię?  
    – Janusz.  
    – Weee, wiara jak on się, kurfa, do fali melduje – rzucił ni to do mnie, ni to do trzech goryląt siedzących przy kantynianym stoliczku. – Dziś, kurfa, dziku stajesz w nocy do raportu. Regulamin na dotarciu wyjebiesz.  
    Stałem patrząc na ten zwierzyniec, słuchając ich bulgotania, które było śmiechem. Myślałem „O! O! O! To będzie jedna z niezapomnianych, szampańskich nocy życia”. Przecież oni mnie zapierdolą na miękko. Nasłuchałem się o fali i jej metodach. Jednak patrząc na twarze, które do tej pory poznałem w jednostce, nie widziałem żadnej skażonej procesem myślenia. Zrobiło mi się sucho w gardle.  
    – Tej, dzik, wypad – rzuciło, któreś z goryląt.  

    Wyszedłem, zapaliłem fajkę, ostry dym „Radomskich” wypełniał mi płuca. Może zagram na zioma? Faceci byli na bank z Wielkopolski. Ja też byłem z urodzenia poznaniakiem, co prawda na wychodźstwie. Może będzie trochę litości. Stanęły mi przed oczami opowieści: o kocówach, rowerkach, pompowaniu, biciu, poniżających sytuacjach, w których pozbawiony jesteś intymności. 

    Chciałem by czas stanął w miejscu, ale tak się nie działo. Wojskowa rutyna: apel, kolacja, obowiązkowy dziennik telewizyjny, młoda fala i ja z nią miałem przygotowanie do capstrzyku, czyli jazda po posadzce korytarza ze szczoteczkami do zębów. Zaś starzy oglądali film w telewizji. Przed ciszą nocną ekspresowa toaleta i pierwsza lekcja. W szufladzie mojej szafki nie znalazłem, kupionej dziś pasty, kurwa, cudownie wyparowała, jak i reszta słodyczy z szafki. Dobrze, że kupiłem tylko jedną paczkę fajek i trzymałem ją przy dupie. Tuż przed dwudziestą drugą usłyszałem ryk podoficera dyżurnego: 
      
    – Przygotowanie do ciszy nocnej – zacząłem się przebierać jak cała reszta w pidżamy, w białym świetle jarzeniówek, unikając wzroku innych, oczywiście każdy zostawił na dupie sprane wojskowe szorty. I znowu ten sam ryk:  
    – Cisza nocna, gasić światło!!!  

    I nastała cisza i ciemność. Miałem otwarte oczy, porażony strachem o własny tyłek oczekiwałem nieuchronnego. Reagowałem mocnym spięciem na każdy szmer. Oczy przyzwyczaiły się do ciemności, trochę światła wpadało do sali z zewnętrznego oświetlenia koszar. Dotarło do mnie, że jest nas sześciu na sali, a reszta na służbie lub na urlopach. Wiedziałem, że to się zacznie, jak oficer dyżurny wyjdzie i będzie pewność, że szybko nie wróci. Mimo zmęczenia służbą, stres trzymał mnie w spięciu i świadomości. Tych małp jest tylko sześć, a właściwie, aż sześć i dojdą do nich starzy. Kto się pierwszy ruszy i podejdzie do mnie, dostanie z kopa. Dobrze, że łóżka obok mnie są puste, szczególnie to po prawej dosunięte do mojego. Nikt mnie nie przygwoździ do materaca. Po pewnym czasie usłyszałem otwierające się drzwi gdzieś z głębi korytarza i tupot nóg. „Kurwa nadchodzi” – pomyślałem. W tym samym momencie jak z katapulty, wyskoczyły cienie z mojej sali, już mnie otaczały, obiecany kop dla pierwszego przeciwnikatrafił w powietrze. Mało nie popuściły mi zwieracze. Ktoś trzymał mnie za ręce, czyjeś ręce trzymały mnie za nogi, coś ciężkiego skoczyło mi na jaja, sprawiając ból. Po chwili poduszka zakryła mi twarz, miałem kłopot ze złapaniem oddechu, usłyszałem otwierające się drzwi i głos: 
      
    – Koty, dzik, gotowy do raportu? – do uszu dochodziły pojedyncze słowa jakiegoś chorego meldunku i rechot.  
    – Niech ktoś mu ściągnie nachy w dół!  
    „Tylko kurwa nie to, nie to” – myślałem. Nie mogłem normalnie oddychać. Mimo, że starałem się opierać, czułem, że jestem pół nagi. Nagle słyszę głos Kotlarczyka:  
    – Rychu, głupi chuju, zostaw go.  
    – Tej, Kotlar, wypierdalaj. Nocą fala rządzi – już wiem, że Rychu to bezzębny dryblas z kantyny.  
    – Zostawić go kocury – krzyknął kapral Kotlarczyk. – Rychu, na słówko. Chyba, że wolisz jebany Orzysz.  
    – Wee, wiara, chujowi nasrało na pagony i mu odpierdala– w tym czasie łapałem oddech, w sali było więcej światła padającego zza otwartych drzwi w których stał Kotlar z podoficerem dyżurnym, widziałem półokręgiem stojące gorylątka Rycha i małpiatki z mojej sali.  
    – Rychu, do chuja pana, wiesz, że ja się w to nie wpierdalam. Teraz tu jestem, by ci dupę ratować – zgarnąłem wtedy swój koc z podłogi i przykryłem swój wstyd. Leżałem wystraszony na swoim materacu, wszyscy jak w tańcu chochoła u Wajdy, niby się ruszali i niby stali. Rychu podszedł do Kotlara i zapytał:  
    – Tej, co jest? – Kotlar coś perorował Rychowi szeptem, dobiegały do mnie tylko jakieś wykrzykiwane przez Rycha.  
    – Kurfa, o jebany, nie pierdol,  
    Rychu się odwrócił i wrzasnął;  
    – Kocury na koja, a my dziś spierdalamy  
    – Do rana ma być w tej sali pizdeczka, cisza – dodał Kotlar.  

    Znowu zrobiło się cicho, czasem jakiś szept. Odnalazłem szorty i dół od pidżamy ubrałem się. Nie miałem siły by myśleć nad tym, co tu się stało. Równe oddechy współspaczy, ciemność, stres i zmęczenie przyniosły mi szybki sen.  

    Później się dowiedziałem, że to nie Kotlar mnie uratował, on to miał wyjebane. On się bał o własną dupę. Ja już wtedy zostałem wciągnięty do stajni Politruka z czego sobie nie zdawałem sprawy. Los potrafi być przewrotny. Jeden Politruk mnie niszczy na uczelni, gdzie na egzaminie komisyjnym dziekan próbował nas ratować, bo widział, że to farsa. Każdy ze zdających materiał miał opanowany na co najmniej na trzy. Stając w naszej obronie został zgaszony przez Śliwę, która mu powiedziała wprost, że ona tu reprezentuje instancje i to jest jej egzamin komisyjny, a nie komisji. Drugi zaś Politruk ratuje mój tyłek przed falą.  

    Przez kilka dni było rutynowo: służby, spokojne noce, nawet słodycze i fajki przestały znikać z szafki. Zorientowałem się, że reszta łózek, które stoją puste, to reszta drużyny, która miała służbę w te dni, które my spędzaliśmy w koszarach. Ten kretyński układ był zrobiony pod Kotlara, ponieważ był on, też pisarzem kompanijnym. Jego drużyna była podzielona na pół i zajmowali się nimi kaprale Jakuć i Olszar. Kotlar rzadko miał służbę na wartowni czy jako podoficer w kompanii. Rzecz prosta on też był ze stajni Politruka.  

    Minął pierwszy tydzień w jednostce. Miałem dzień wolny od służby, więc wypełniono mi go obieraniem ziemniaków w kuchni i zmywaniem garów. Wtedy zrozumiałem, co jem. Można by powiedzieć, że śmiechom i żartom nie było końca. To co się tam działo to… Gdyby nie potrzeba zwana głodem, nigdy bym nie ruszył jedzenia z tej stołówki. Skończyły mi się fajki i w chwili przerwy pobiegłem do sali po paczkę „Radomskich”. Otwieram drzwi do sali, a tam na taborecie, koło pustego, sąsiedniego łóżka siedzi, normalna, gdzie tam normalna, śliczna twarz. Stanąłem zauroczony w progu, on się chyba zmieszał, ale się uśmiechnął. Przedstawił się  

    – Rafał jestem.  
    – Janusz – odpowiedziałem. – Ja tylko po fajki do szafki, ale jak coś masz swojego to lepiej nie ładuj do szafki, bo ci zniknie w niewytłumaczonych okolicznościach.  
    On jakoś smutnie i nerwowo podniósł kąciki kształtnych ust. W końcu zbliżyłem się do niego wyciągając dłoń, podał mi swoją wstając. Był dużo wyższy, na pewno koło metra dziewięćdziesiąt . Twarz bardzo młoda, widać, że to jeszcze nastolatek. Zabierając papierosy spytałem;  
    – Ile ty masz lat? Bo ja tu prawie najstarszy, dwadzieścia jeden.  
    – Ja mam dziewiętnaście. No i ja przyszedł tu. Ja szybko chcę syf odjebać.  
    Pokiwałem ze zrozumieniem głową, choć trochę czar prysł, już wiedziałem, że to prosty chłopak gdzieś spod granicy wschodniej.  
    – Ja znikam, mam służbę na kuchni, obiorę ci kartofelki. Nie dziw się, że będą sine – uśmiechnąłem się i pobiegłem na zaplecze stołówki. Byłem mocno nakręcony tym nowym żołnierzykiem. 

    Kurde jak dobrze zobaczyć piękną twarz. Nie wiem, czy ja zgłodniałem za kimś kto prezentuje się jak Adonis? Tak Adonis wśród, hmm, czego? Nawet małpy lepiej wyglądały niż to wojsko. Kurwa, chyba mi odbija. Siedziałem na taborecie, obierałem pyrki z bananem na twarzy, mając wszystko wyjebane, jak to się tu mówi. Skąd przeczucie, że gościu nie jest super? Kopałem się w czółko na moją pierwszą reakcję. Może być tylko po podstawówce jak wszyscy tutaj, pomijając kaprali, kierowców, sanitariuszy i mnie. No kurwa, a ja co? Teraz właściwe też niedouk? Wykształcenie, wiedza, eruducja może nie mieć znaczenia, gdy ktoś jest mądry i ludzki.  

    Rafał miał bardzo delikatne dłonie, wąskie w stosunku do długości palców, białe i zadbane. Karnacja twarzy jak z bajki, mleczna skóra z pąsem na twarzy, miękki brzoskwiniowy zarost. Kurde, jak on go zachował? Dedukowałem: on jest pierwszy dzień po urlopie prawdopodobnie, czyli musiał być na unitarce w garnizonie. Też dzik, jak ja. Przebrany jak klown w za duże moro, przesadnie zaciśnięty pas i opinacze. Nawet tutejsze kocury wyglądają dużo lepiej. Tyle pytań, brak konkretnych odpowiedzi. Myśląc o jego dużych prawie granatowych oczach w czarnej, regularnej oprawie, kilku piegach na prostym, symetrycznym, lekko zadartym nosku, poczułem, że to co miałem w kroku, stanęło na baczność, jak rekrut przed oficerem. Pięknie, pięknie Januszku. Nie było gdzie i kiedy swobodnie nacieszyć się instrumentem. Same myśli, które krążyły wokół mojego nowo poznanego idola utrudniały mi siedzenie, zresztą czułem, że mam kisiel w szortach. Nie ma gdzie i jak dokonać przepięcia, kombinowałem – Zrobię to w lesie na warcie, kurde tylko żebym nie miał służby przy bramach bo nic z tego nie będzie. Rafał dziś będzie miał ze mną służbę. Może na jednej zmianie – rozmarzyłem się. Może pogadamy o tym, czy tamtym. No, z drugiej strony też dupa, przecież poza kilkoma monosylabami nie rozmawiałem tu z nikim. Już wiedziałem, że moje cudowne ocalenie to sprawa polityczna, dano mi do zrozumienia, że jestem dupolizem kapitana i ma być pełna gotowość na pokładzie, gdy się pojawiam, bo jestem podpierdalaczem, gumowym uchem. Miałem to głęboko, myśląc o Rafale. Przy ustawicznym, bolesnym i mokrym wzwodzie, dotrzymałem do obiadu. 

    Rafała widziałem tylko na stołówce, gadał ożywiony ze stadem małpoludów. No i masz idola kurwa, byłem rozczarowany. Patrzyłem na jego czarne, bardzo krótkie włosy, kształtną czaszkę i smutno mi było, że nie siedzi tuż obok mnie i nie rozmawia ze mną. „Planeta małp” zwyciężyła. Śmierdzący gulasz z „czegoś” i sine ziemniaki stawały mi w gardle, odsunąłem talerz. „Kupię coś słodkiego” – mruczałem do siebie. Potem była warta. Był i on, byłem ja ale inne zmiany, inne posterunki. 

    Rutynowo mijał tydzień bez sensacji, czyli warta, kuchnia, rejony do sprzątania. Rafała widziałem ciągle. Spał na łóżku połączonym z moim, jednak poza konwencjonalnymi, zdawkowymi wymianami zdań, on żył w innej galaktyce. Każdej nocy z resztą małpiatek w czasie ciszy nocnej udawał się do sali starych na docieranie. Tak to jest z chłopakami pałającymi miłością do koszarowej tradycji, nawet dobrowolnie dają się ujeżdżać. „Dziś kocur, jutro chuj dla innych” – pomyślałem i zasnąłem. 

    W piątek rano Kotlar wręczył naszej dwójce formularze członkowskie ZSMP do wypełnienia. „Ładny chuj” – pomyślałem i wiedziałem, że parasol Politruka zamykam na wieki. „Za chuja tego nie podpiszę” – konstatowałem. Pierwszy odezwał się Rafał; 

    – Kapral, ja tego nie piszę. Ja prawosławny i wierzący. – Dodał ciszej: – Ja tego nie podpiszu. 
    Mnie opadła żuchwa na kolana, a Kotlarowi wypadały gały, nabierał powietrza by wydać jakiś dzwięk. 
    – Ja też tego nie podpiszę – wtrąciłem. 
    Kapral się zapowietrzył, patrzył z niedowierzaniem i w końcu się odezwał, spokojnym głosem: 
    – Kocury, wy tak to sobie możecie meldować u cioci na imieninach. Jest, kurwa, sto procent, powtarzam, chujki, sto procent członkostwa w tej jednostce i tak będzie. Zrozumiano? – podniósł głos i dodał na koniec: – Długopisy w łapy i wypełniać! 
    – Obywatelu kapralu, to jest dobrowolna deklaracja, więc mam prawo odomówić – wypowiedziałem to zdanie, stojąc przed nim już przepisowo, by nie dać mu pretekstu do kar regulaminowych. Rafał stanął obok mnie. 
    – Czy wyście ochujeli? Przecież to pic-fotomontaż. Kurwa, musicie to podpisać!!! – wściekły, prawie siny Kotlar pluł nam w twarze. 
    – Obywatelu kapralu, nie możecie mi wydać takiego rozkazu – kontynuowałem bardzo spokojnie. 
    – Pytam się zjeby, ostatni raz. Podpisujecie!? – kontynuował Kotlar. 
    – Nie, obywatelu kapralu – powiedziałem hardo. 
    – Nie, kapralu – odpowiedział cicho Rafał. 
    – A chuj was jebał, zajebię was na tym placu, będziecie mi lizać dupę i błagać o deklaracje – wysyczał Kotlar. – Olszar, chodź tu, masz robotę – krzyknął w stronę siedzącego na ławeczce suchego bruneta z wąsem. Ten powolnym krokiem zbliżał się do naszej trójki. Stanął koło Kotlara, kończąc dopalać peta i zapytał 
    – Problem, Andy, jaki problem? 
    – Te dwa pierdolone, dziki nie chcą podpisać deklaracji ZSMP, kurwa, czaisz? – pluł się nasz kapral. – Ja mam robotę w sztabie, przeczołgaj zdrowo kutafonów po placu. Kurwa, na początek pięćdziesiąt okrążeń placu. Jak kocury dalej będą się stawiać, czołgaj do skutku, do obiadu – mówiąc to, widać było, że się odpręża i powraca jego samozadowolenie. 
    – Andy tylko przynieś mi fajki i naparz kawy, kurwa, no pół dnia zjebane ale chuj, niech tak będzie. No kocury w górę kity i poszliii! – rzekł zadowolony Olszar. 

    Ruszyliśmy truchtem wokół klombu między koszarami a stołówką. Jedno okrążenie około stu pięćdziesięciu metrów. Dzień był wiosenny, ciepły słońce świeciło, a my w moro, rogatywkach na głowach, nadmiernie spięci parcianymi pasami w talii, z kamaszami na nogach truchtaliśmy jednostajnym tempem. 
    Pierwsza myśl jaka przyszła mi do głowy: ”Boże, jakie szczęście, że mamy skarpety, a nie onuce”. Biegliśmy nie patrząc na siebie, nie gadając, bo to osłabia. Czasem tylko Olszar przypominał o sobie, wrzeszcząc „Ruchy, kurwa, ruchy”. Po pięciu minutach było mi gorąco, zaczynałem się mocno pocić. Wiedziałem, że prędzej, czy później wejdę na minę, no i eksplodowała. Kombinowałem, że teraz Politruk sam każe mnie docierać starym. Wolałem skupić się na Rafale. Zaimponował mi swoją niezłomnością. Ciekawiło mnie, gdzie jest granica jego bólu, czy wytrzyma, czy my wytrzymamy, bo z każdym okrążeniem było gorzej. Jego oddech i stukot kamaszy, który słyszałem dodawał mi sił, mobilizował do ciągłego wysiłku. Czasem gdzieś w oddali rozlegało się „Ruchy, kurwa, ruchy!”. Czułem jak moje moro robi się ciężkie i gorące od potu, jak pot gromadzi się między półdupkami i spływa w dół na zapocone jądra, wsiąkając w szorty i spodnie. I znowu: „Ruchy, kurwa, ruchy!. Pot zalewał mi oczy mieszając się ze łzami, odzież paliła ciało, stopy się stały jedynie bólem. I tylko „Ruchy kurwa, ruchy!”. Pamiętam, że ciało, było jedną gorejącą raną i gdzieś odpłynęło. 

    Leżałem na koi w mokrym moro, nie mogłem się ruszyć. Byłem jak pochodnia, gorzałem. Czułem obok Rafała, słyszałem jego ból, identyczny z moim, jak zsynchronizowany rytm naszych kamaszy w biegu i usłyszałem głos kaprala „No kocury ogarnąć się do obiadu” potem trzask drzwi i wyszeptałem: „Nie podpisaliśmy”. Ten wysiłek i cierpienie sprawił, że Rafał był mi teraz najbliższą osobą we wszechświecie. 

    Siedziałem w pracowni, dopalałem „Radomskiego” popijając kawą. moje myśli wróciły do wypowiadanych fraz koło drabiny. Oczy mnie piekły, krople łez toczyły moje policzki. Kiedyś tak bliscy przez ból, cierpienie, dziś tak odlegli przez miłość. Gdzieś w głowie ciągle pobrzmiewało mi „Ty jebany chuju” wysyczane mi w twarz. Rafał w tym właśnie problem, bo jestem chujem niejebanym, a tak bym chciał! Rozumiesz Rafale, ja pragnę być jebanym chujem i chujem jebiącym. Dwadzieścia jeden lat niespełnienia, pożogi niejebanego chuja. 

    Mimo, że nie podpisałem deklaracji członkowskiej ZSMP, Politruk w poniedziałek namaścił mnie na zbrojny oręż propagandy i mógłbym stwierdzić: żyłem długo i szczęśliwie bez zawracania mi dupy w środku „syfu”. Miałem pracownie z prysznicem pod którym, ćwiczyłem swój organ naczelny, ku własnej uciesze. Wszystkie rany i otarcia po biegu dawno wygojone. Została tylko zadra w duszy, ja dalej jestem samotnym wilkiem. 

    Wstałem z krzesła by przygotować kolejną kawę i doznałem oświecenia, „Kurrrwa” – szeptałem „Ale jestem głupi” – dodałem. Wszystko stało się jasne i proste. Ze swoim zauroczeniem trafiłem w fatalne miejsce. Kluczem do mojej porażki była jednak polityka. Po pierwsze kadrowa, gdzieś tam hen, ktoś podejmował decyzję, że do tej jednostki trafiały odrzuty. Jeżeli mięsa armatniego było dość, to Politrukowi brakowało rąk do jego robótek, bo lekarz miał pierwszeństwo w wyborze sanitariuszy. Politruk, facet od trzymania pozorów, czyli nachalna propaganda, prowadzenie biblioteki i tak dalej, szukał kogoś kto może umie w miarę biegle czytać i pisać. Przy tym był glistą w jednostce i w domu, bo ciągle napierdalał żonę, co często słyszałem. Każdy kogo sobie wybrał, był świętą krową. 

    Chłopaki poważnie mnie się bali, że ich zadenuncjuję. I tak powstaje ciąg zależności: ktoś przysyła słabe kadry do jednostki, Politruk chce mieć święty spokój, by móc kontynuować swoje hobby, czyli grzanie gorzały. Kotlar jest od niego zależny, bo nie chce tłuc wartowniczych służb. Politruk każe mu mnie chronić przed falą. Ja sobie korzystam z przywilejów typu łazienka, pracownia, łażenie po nocach, spanie w dzień, żadnych wart, walenie w chuja, a przy tym plotka, że jestem donosicielem, którą mam w dupie, bo wiem jak jest naprawdę. Tak staje się wrogiem publicznym numer jeden. 

    Poznaję w tej mizerii ludzkiej urodziwego chłopaka, praktycznie mi odpierdala. Przy nim mój mózg pali styki. Jestem na niego nakręcony, nic o nim nie wiem. Bo pomimo miłego początku, już przy pierwszym obiedzie ucieka jak najdalej. Mnie poziom spermy zalewa oczy. Z deklaracjami to był przypadek, że on i ja w tym samym czasie i miejscu jesteśmy zgnojeni. Ja mam, po omdleniu chorą wizję wspólnoty dusz. I tak mój pierdolec na punkcie Rafała, ma pierdolca. Ładny, hetero chłopak urzekł wyposzczonego pedałka. Ten się nakręcił i siedzi w szambie po dziurki w nosie, puszczając bąki ze strachu. To co, że wytrzeźwiałem ale skutki tej testosteronowej balangi mogą być dla mnie okrutne. 

    Politrukowi jak będzie mnie atakował, mogę powiedzieć, że mnie podglądał jak biorę prysznic i bawię się sprzętem, że codziennie bije żonę jakby chciał się jej pozbyć. „Pan kapitan też woli młode męskie ciałka?” – aż zarechotałem na ten wywód. On się tak przestraszy, że zamknie parasol ochronny i da moją pedalską dupę Rychowi i reszcie kompanii „a co tam niech chłopaki sobie używają”. 

    Mimo tej erotycznej wizji, skończyłoby się na trzonku od miotły, niszczącym mój dziewiczy musculus sphincter ani. To nie znaczy, że on jest Ani, on jest mój i pragnie innej pieszczochy niż kij od miotły. 

    Rozbawiony tą gierką słowną, zamiast kończyć drugą planszę, zacząłem samoczynnie ćwiczyć tę grupę mięśniową: skurcz i rozkurcz. Z czasem skupiłem się na swoich wędrujących wertykalnie jajkach. Mój pieszczoch, doznawał pobudzenia, przepychał się między tkaniną szortów, a podbrzuszem, przedzierał się przez łonowy busz ku górze, ku światłu. Jak pęd ziarna starający się przebić przez skorupę drobin piachu, by zaczerpnąć słońca i powietrza, by z czasem rozkwitnąć nowym życiem. Rozpiąłem pasek spodni i kilka guzików, czułem jego potęgę napierająca na gumkę szortów, jak drży cały, czerpiąc swą energię z korzenia, pobudzanego spazmatycznym ruchem dwóch pierścieni, strzegących enigmy wewnętrznych otchłani ciała. Widzę jeszcze ciemną plamę wilgoci użyźniającą moją bieliznę. Zamykam oczy by wyłowić z pamięci szczegóły dzisiejszej nocy. 

    Druga po północy, otwieram wrota budynku koszar, wchodzę na rozświetlony korytarz. Wyrywam z półsnu podoficera dyżurnego, pokazując mu, by spał dalej, on chwilowo przebudzony, układa głowę na blacie biurka. Podchodzę do drzwi mojej sali, szybko i cichutko wpełzam do środka, by nie przerywać snu śpiących tam żołnierzy. Chwilę stoję, przyzwyczajam wzrok do mizernej poświaty wpadającej przez okno. Słyszę równe i ciężkie oddechy, liczę skłębione koce na łóżkach. Jest ich trójka. Podchodząc do swojego łóżka. Widzę Rafała, odprężonego, leżącego na plecach, z szeroko rozłożonymi nogami. Mógłbym tak go obserwować całą noc, notować każdy jego senny ruch, każde sapnięcie, każdy oddech. Bezszelestnie zdejmuje umundurowanie. Zakładam pidżamę i delikatnie siadam na swoim materacu, powoli kładę się na boku, zwracając twarz w jego kierunku, przykrywam się kocem z prześcieradłem. 

    Z perspektywy trzydziestu centymetrów, komplementuję jego prawie klasyczny profil. Ten lekko ku górze zadarty czubek nosa, nadaje mu charakter, lekkości młodzieńczego żartownisia. Doskonale pamiętam te kilka plamek piegów, teraz niewidocznych, które wraz z dołeczkami na policzkach, kiedy się uśmiecha, czynią z niego wiecznego dzieciaka. Ten obraz znam na pamięć, każdej nocy gdy śpi koło mnie, snuję wizje pocałunków, pieszczot, przyglądając mu się bacznie, dopóki nie zmorzy mnie sen. 

    Dziś było inaczej, moja desperacja zmusiła mnie do działania. To popołudniowe łzy spod prysznica sprowokowane uczuciami samotności i bezradności, pchały mnie do akcji. Gdy rozum odchodzi w cień, a hormony i pragnienie, burzą mury rozsądku, zaczynasz postępować inaczej niż zwykle. 

    Milimetr po milimetrze przesuwam swoje ciało do krawędzi łóżka, by być jak najbliżej koi Rafała, nasze posłania stykają się ze sobą, więc docieram do granicy, piętnaście centymetrów od jego ramienia. Teraz dokładnie lustruje jego długą szyję z lekko zarysowanym jabłkiem Adam, jego ruch w rytm oddechów. Moja dłoń pchana siłą nierozsądku, drżąc przedziera się przez granice wyznaczoną krawędziami łóżek, zatrzymuje się co chwilę, wstrzymywana obawą. Jednak podąża uparcie do Edenu jego ciała. Mój oddech jest płytki, czasem zamiera na chwilę, oczy bacznie śledzą to tak upragnione ciało. 

    Mój bezwstydny korzeń życia, mocno wzbudzony, opiera się o tkaninę szortów, chcąc ją przebić na wylot. Palec wskazujący, wędrującej dłoni dociera do kresu doliny, stykając się ze masywem jego twardego biodra. Na twarzy Rafała dalej ten sam spokój, wiem, że nie może być inaczej. On w swoim głębokim śnie, po służbie i nocnej lekcji uległości, nie może czuć tego delikatnego muśnięcia. Druga moja dłoń uwalnia moje nabrzmiałe brzemię ekscytacji. Twarde i gorące moim pożądaniem, ono wypełnia ściśle mi dłoń, będąc źródłem przyjemności. Drapieżnie pociągam tą dłonią w dół, by obnażyć czerwień szczytu. Kciukiem pocieram o wiązadełko, by wzmagać swoje pragnienie, by wierzchołek pokryć przyjemną lepkością. 

    Palce drugiej dłoni testują twardość, jędrność i sprężystość jego lewego biodra i uda, czuję temperaturę jego ciała. Biodra i uda Rafała są lekko ciężkie, by to wytłumaczyć należy sięgnąć po ilustrację „Davida” dłuta Donatello, gdzie widać to bardzo młodzieńcze, wysmukłe ciało, które nie w pełni się jeszcze się ukształtowało, gdzie biodra jakby są trochę za szerokie, są podstawą dla nie do końca męskiego torsu. 

    Ta dłoń zbierająca Rafałowe ciepło, powolnym ruchem zdobywa szczyt jego uda, rozpłaszcza się na nim, przesuwa się tam gdzie zawsze pragnęła być. Ciepłota ciała i szorstki materiał nogawki piżamy, dostarczają mojej stalowej męskości kolejnych powodów do mikro erupcji, ja cały spinam się do granic swojej twardości. Dłonią docieram tam gdzie czuję, ogień jego ciała, wstrzymuje oddech, bacznie śledzę wyraz twarzy swojego ideału. Jednak nic nie widzę poza rozanieleniem, błogością. 

    Wypełniłem płuca haustem powietrza, dłoń poruszyła się nieznacznie na biodrze Rafała i napotkała dziwny opór. Zatrzymałem się „kurde coś jest nie tak” kombinowałem „co to może być, w tym miejscu?” Podjąłem próbę wspinaczki na tą oporną przeszkodę, Bodźce z moich palców, przekazały mej wyobraźni obraz początku grubego walca. „Ku…. to nie jest możliwe, normalni ludzie tam nic nie mają” krzyczała moja realna ocena. Palce zaczęły uciskać tą sekretną wypukłość, nie była twarda jak mięśnie. Na pewno to jest jego berło i z pewnością mu stoi, ale jakieś inne wiotkie, zupełnie inne niż moje, które teraz było całe mokre od powolnego drażnienia. 

    Zacząłem pospiesznie przeszukiwać skrytki pamięci, słyszałem, że czasem duże członki nie są tak sztywne. „Czyli on ma teraz wzwód” myślałem gorączkowo. „Co to znaczy? Może on nie śpi i pozwala mi na tą zabawę albo jest nieświadomy i śni mu się coś erotycznego”. Zaraz zganiłem się w myślach, bo przecież nie widzę żadnych szybkich ruchów gałek ocznych pod powiekami, które są charakterystyczne dla fazy marzeń sennych. Może to odruch na pieszczoty mojej ręki. 

    Upewniwszy się, że obiekt mych pieszczot dalej śpi, uciskam ten magiczny walec. Po chwili czuję, że po moim ucisku, odczuwam lekkie parcie na moje palce, jakby oddanie, wyrównanie presji. „Gdy jest akcja musi być reakcja, głosi podstawowe prawo fizyki” przemknęło mi zdanie nauczyciela fizyki ze szkoły podstawowej. W tym momencie przestało się liczyć cokolwiek. Chciałem, pragnąłem, dotknąć tej królewskiej insygni królewskiej. Czuć jej ciepło w swojej dłoni, jej konsystencje, jej majestat. Moja dłoń powoli gładziła tą kolumnę, skośnie porzuconą mędzy górnym skrajem biodra a osią ciała, powleczoną materią pidżamy. 

    Nabuzowane żarem pożądania moje palce zaczęły rozchylać poły rozporka. Pod nimi czułem następną tkaninę o gładkiej powierzchni. Delikatnie w obrębie spodni piżamy sunąłem w kierunku teraz tak niepotrzebnych gumek. Powoli dotarłem do granicy, chroniącej jego intymność. Wiedziałem, że nic mnie nie powstrzyma, by złamać jego tabu. Tylko drastyczna reakcja Rafała. „Ale on mi przecież pozwala na tą agresję” myślałem mózgiem zanurzonym w morzu testosteronu. Palce zaczęły walczyć z oporem gumki szortów, już byłem bliski pokonania wroga, „Bastylia padła” triumfowałem w myślach. Znienacka zostałem wciągnięty w pułapkę. Moje pierwsze zwycięstwo nic mi nie dawało, pod szortami była druga gumka. Szersza, obleczona w tkaninę innej tekstury. On miał cywilną bieliznę pod spodem. Teraz nastał czas na szybką strategiczną decyzję. 

    Moja męskość ogarnięta pożogą ciągłego dotyku była bliska wystrzału, pozbawiała mnie resztek przyzwoitości i racjonalności. „Uwolnię swego księcia z murów tekstyliów, dam mu zasłużoną wolność” tak rozmyślając, sam będąc bliski spełnienia, czując swoje wypięte biodra, drżący pień w który z pędem i siłą wciskała się życiodajna emulsja. Nie było już odwrotu. Pierwszy spazm, zalewający moje posłanie spowodował, że kompletnie stężałem. Pragnąłem głębokiego oddechu, chciałem uwolnić usta od jęku, który dławił mnie, a tu następne skurcze przyjemności targają moimi biodrami, wylewając się z mego wnętrza, mocząc wszystko co przede mną i częściowo spływając po mojej dłoni. Walcząc ze skurczem wszystkich mięśni, starałem się regulować oddech, przychodziło to mi z trudem. „Żeby nie stękać, żeby nie stracić kontroli nad lewą dłonią skrytą w bieliźnie Rafała” takie myśli goniły po moich zwojach mózgowych. Dojście do równowagi trwało długą chwilę, w tym czasie wsłuchiwałem się w odgłosy sali, ale słyszałem tylko miarowe oddechy i pochrapywanie dochodzące z kąta sali. 

    Na nowo uderzyłem do szturmu na następną linię gumki. Moja dłoń musiała się teraz wykazać saperską precyzją i nie lada zwinnością. Miejsca było tam niewiele, w końcu końcówki trzech palców zahaczyły o krawędź spodenek, dotknęły skóry brzucha, niby się wycofując uparcie, pociągały zahaczone tkaniny w dół. Oczy uważnie skanowały wyraz twarzy Rafała, nic się tam nie zmieniało, lekko rozchylone usta, żadnego tiku, żadnej reakcji. Ja zaś mimo powodzi, prawą ręką walczyłem z niesłabnącą ekscytacją mojego członka, który był mokry, nieustająco sztywny, domagając się ciągłej atencji mimo tego, że kilka chwil temu, przeżył prawdopodobnie największą erupcję w swoich dziejach. Mój mózg stracił dawno kontrolę nad rozsądkiem. Powoli, acz stanowczo, moja lewa dłoń odsłaniała jego podbrzusze i doszedłem do momentu, gdzie trzeba było wytrzeć prawą rękę z resztek śladów rozkoszy. 

    Potrzebowałem drugiej dłoni, by tą operację przeprowadzić do zaplanowanego końca. Teraz dłonie zsuwając materiał rozkoszowały się dotykiem ciepłego podbrzusza, wchodząc w plątaninę delikatnych włosów łonowych, aż zaczęły wydobywać klejnot korony. Pierwszy mój świadomy dotyk czyjegoś przyrodzenia, wprawiał mnie w ekstazę. Po chwili manipulacji udało mi się wydobyć z rozporka tę żyłę życia, przy okazji sięgając głębiej, by gumki majtek zaprzeć o jądra. 

    Nagle przeżyłem dramatyczny moment. Rafał sapnął i się poruszył. W tym czasie moje dwie dłonie walczyły o dostęp do tego co ukrywał, zamiast wycofać się w popłochu przed takim atakiem, one ciągle tam tkwiły. Jedynie moje serce biło na granicy dopuszczalnej normy. Prawa noga Rafała uniosła się zginając w kolanie i opadła swoim ciężarem na bok. Wyglądało na to, że oddaje mi pole do popisu. Jego głowa odwróciła się do prawego boku i straciłem możliwość obserwacji twarzy. On znowu zastygł w nowej pozie. I wtedy objawił się ON. 

    Wiotki, przelewający się znacznie nad moją dłonią, zdecydowanie grubszy niż mój w pełnym wzwodzie. Nie mogłem połączyć palca wskazującego z kciukiem. Nigdy nie sądziłem, że ON może być tak wielki, będąc w stanie uśpienia. Z fascynacją trzymałem tę lekko sprężystą wiotkość w lewej dłoni, prawą zaś, przywołał mój stalowy człon. Oczywiście już wiedziałem, że jest on dużo mniejszy ale pulsujący, kapiący podnieceniem domagał się uwagi jak rozkapryszony bachor. 

    Mój spód dłoni lekko zgięty w palcach muskał ten kształtny wał, który był ciepły, gładki. Zapraszał by ująć go i zacząć uciskać. On poddawał się tej delikatnej presji, by po chwili przekazać mej dłoni pierwsze oznaki życia. Wyczuwałem jego specyficzny puls, wypływający z trzewi Rafała. Najpierw delikatny prawie nie zauważalny. Potem ośmielony moim uściskiem zdecydowanie mocniejszy, wypełniając, rozpychając środek i ściany wiotkości, która tężała mi w dłoni, rozwierając moją dłoń, wydłużając się. Teraz każdy impuls który przekazywały moje palce, powodował silną fale naporu zmieniając kształt i ciężar. Twarde, sztywne berło, ciężko spoczywało w osi ciała, czasem lekko podrygując. Subtelnie zacząłem gładzić jego powierzchnie, by rozpoznać jego kształty. Już nie było tej aksamitnej gładkości, teraz to co było jego wierzchem było przeorane dwoma bruzdami, które ciągnąc się wzdłuż, uwypuklały centralne wybrzuszenie, gładząc je, szczególnie u nasady, kolubryna silnie reagowała, chęcią poderwania się ale jej własny ciężar przygniatał ja do ciała. Odkryłem po bokach siatki tajemniczych runów biegnących pionowo, czasem rozwidlających się. Oszacowałem długość, mniej więcej jeszcze jeden mój korzeń, czyli dwie i pół szerokości mojej dłoni. Wielka i ciężka, bardzo gruba kolumna nieznacznie zwężająca się ku wierzchołkowi, zwieńczona masywną kopułą, osłonięta do połowy delikatną skórą. Widząc oczyma wyobraźni i pieszcząc w dłoni to boskie dzieło znowu przenosiłem się na kres spełnienia. 

    Tym razem kompletnie nie ograniczałem swojej reakcji. Dwie dłonie pracowały równolegle, mocno gładziłem poruszając się w dół i górę konar Rafała, przez to odkryłem to co było zakryte. Wędrowałem w tę i z powrotem kilkanaście centymetrów. Sam zatopiony we własnych wytryskach, jęk i chwile nierównego oddechu utopiłem w poduszce, ale moja dłoń nie przestawała rytmicznie pracować pod kocem Rafała. Żaden mój orgazm, choć oba były niezwykłe: długie, spazmatyczne i bardzo mokre, nie powodował opamiętania. Wkraczałem w odrealniony świat tracąc kontakt z otoczeniem, nie nasłuchiwałem dźwięków sali, już nie tak bacznie obserwowałem Rafała. 

    Niespodziewana myśl „muszę go zobaczyć”. Zauważyłem, że jego lewa ręka spoczywała wysoko na torsie. Oderwałem dłoń od mojej nowej wielkiej zabawki i delikatnie podbijałem koc by zsunął się na jego prawice. Po dwóch próbach jego wstyd został mi ukazany, syciłem oczy tym widokiem. 

    Z rozporka wystawał ogromny pień spoczywający ciężko na brzuchu, sięgając pewno prawie mostka. Był ciemniejszy niż reszta jego skóry, na górze wielka szypuła zamknięta w trójkąt. Zauważyłem, że ona się błyszczy, więc musi być wilgotna. Ciężko przełknąłem ślinę i już wiedziałem co zrobię, przez moment przeszła mi głupia myśl sumująca moje doznania: „krakowska podsuszana, kurwa, prawie pałka krakowskiej”. 

    Pozbawiony hamulców zsunąłem się niżej, zbliżając twarz do tej wspaniałej kiełbasy, czułem ten specyficzny zapach męskości. Jakby ostrzejszy. „Ale przecież on się kąpie tylko raz w tygodniu” przelatywało mi przez umysł. „Nic nie szkodzi i tak muszę poczuć ten smak” moje usta już całowały podstawę grubej bruzdy. Nos zbierał aromat, który roztaczały gruczoły. Mój język przesuwał się ku wierzchołkowi, delikatnie znacząc wzory, lizał łapczywie wiązadełko. Czułem, że przedmiot mojej adoracji pulsuje. Nie było szans by w tej pozycji próbować pochłaniać w ustach olbrzymią główkę. Pocałowałem ją, zaś językiem zebrałem jej wilgoć. Zawsze lubiłem ten smak, ale teraz mając świadomość, że to nie jest moje. Delektowałem się tym smakiem. Znowu wysunąłem język tocząc go w dół ku nasadzie. 

    Kątem oka zauważyłem zbliżający się cień, który z impetem oderwał mnie od źródła przyjemności, przewracając mnie na wznak. Zanim mój mózg pogrążony w innym wymiarze zareagował usłyszałem „co ty kurwa”. Patrzyły na mnie oczy w których widziałem same złe emocje. Silnie zacisnąłem powieki, czekając na cios lub krzyk. 

    Wtedy nawet nie odczuwałem jeszcze strachu, byłem jeszcze mocno pobudzony przeżyciami sprzed sekundy. On nie poruszał się, musiał wisieć chwile nade mną, też analizując sytuację w której się znalazł. Po momencie runął na swoje posłanie. Słyszałem szelest koca, którym się okrywał i strzelanie gumek od spodenek. Leżał tak chwilę i ciężko oddychał. Ja nie poruszałem się, rozluźniłem jedynie powieki, podniecenie zastępował strach i stres. On leżał i nie spał, oddalał się teraz o lata świetlne ode mnie, a przecież dzieliły nas tylko centymetry. 

    Nagle usłyszałem że ponosi się, szura kapciami i wychodzi z sali. Potem kilka kroków i drzwi od toalety. Teraz ja przybrałem embrionalną pozycję, odwracając się w stronę okna. Domyślałem się po co wyszedł i co tam robi. Jednak dojrzewający strach, wyparł ze mnie wszelkie myśli dotyczące seksu. Miałem przeczucie nadciągającej katastrofy. Runęło na mnie tysiące myśli, chciałem bić głową o poduszkę. Pogrążony w swoim strachu, leżałem dławiąc się oddechem. Minuty mijały, nie wiem ile czasu minęło, nim powrócił, czułem, że stał chwilę i chyba mi się przyglądał, potem opadł na kojo. Nie ruszałem się, nie spałem, tak trwałem do pobudki. 

    Ja nie musiałem wstawać, bo pracowałem po nocach. Poranny zgiełk powoli wygasał. Wszyscy byli po porannych czynnościach, rozeszli się do zajęć. Wtedy wstałem i bez śniadania uciekłem do pracowni. 
    Potem popołudnie i nasze spotkanie przy drabinie.
     

    Teraz wspominam tę noc, siedząc na poddaszu wśród farb, plansz i pędzli w poluzowanych spodniach, na samo wspomnienie zalewam się nasieniem. Spoglądam na swoje znowu bardzo mokre spodenki, analizując czy było warto. I co teraz? Rafał był bożkiem moich namiętności, a teraz jest Bogiem, trzyma mój los w swoich rękach. 

    Koniec Częsci II

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Yake Osi

    To zdarzyło się w moim życiu.

  • “Rok 2064” – Czesc Pierwsza: „Zona Numer Trzy” – Rozdzial II – „Albin Kowalski i jego Edward Klucznik”

    CZĘŚĆ PIERWSZA: „ZONA NUMER TRZY” 

    ROZDZIAŁ II – „ALBIN KOWALSKI I JEGO EDWARD KLUCZNIK” 

    Albin Stanisław Kowalski urodzony dwudziestego siódmego lipca tysiąc dziewięćset siedemdziesiątego ósmego roku w Szpitalu Wojewódzkim w Łomży. Zamieszkały w Piątnicy. Syn Reginy i Władysława, brat Elżbiety (po mężu – Prusak) oraz Andrzeja i Piotra. 

    Skończyłem szkołę podstawową i wybieram się do zawodówki, zostanę fryzjerem. Niestety, nie jestem tak pojętny jak moi bracia. Andrzej jest w czwartej klasie licealnej, a Piotr uczy się w technikum rolniczym w Marianowie i to on zostanie na gospodarce. Różnię się też od nich. Jestem bardzo szczupły, a urodę mam po matce. Ot, taki drobny blondyn, metr siedemdziesiąt pięć centymetrów wzrostu. Dlatego nazywają mnie „Wypierdek” lub „Wiotki”. Oni to typowe byczki. Każdy blisko metr dziewięćdziesiąt wzrostu, o rozłożystych, umięśnionych ramionach, które od dziecka zaznały ciężkiej fizycznej pracy na gospodarce. Andrzej z Piotrem mogliby uchodzić za bliźnięta; widać po nich, że to krew ojca. Duże błękitne, wręcz chabrowe oczy, bujne, gęste włosy w kolorze miedzianego brązu. Każdego ranka im zazdroszczę. Śpimy w jednym pokoju. Ja na tapczaniku, oni dwaj na dużej, rozkładanej wersalce. Widzę ich duże stojące i nabrzmiałe pały, gdy wstają rano i przechadzają się po pokoju. Zawsze się zastanawiam, kiedy im te szwy w bokserkach puszczą i cała ich zawartość wypadnie. Niestety, to też nas też różni. Oni wciąż się ze mnie naśmiewają. 

    Wypierdek, ty to w ogóle masz chuja? – rechot. Albo: – Wypierdek, ty za babę możesz robić, byle by ci cyce urosły. 
    Pierdolcie się chamy – odpowiadam. 
    My mamy czym, ale z bratem nie wypada się pierdolić – brecht. 
    Wypierdek, tobie nawet jaj nie ma co golić, tam nic ci nie rośnie, ty nie do zawodówki tylko do przedszkola zapierdalaj. 

    I takie są nasze, codzienne poranki. Co ja mam zrobić? Mój sprzęcik jest mizerny, dwanaście centymetrów gdy stoi, a przy tym tak jak ja cały, chudzina. Niespecjalnie go lubię, znaczy w sensie oglądania. Kurdupel, z długim napletkiem, jeszcze bledszy niż reszta mojego ciałka. Jak mi stanie i obciągnę skórkę, to wygląda mało estetycznie. Łeb stanowi prawie połowę długości. To jest jakieś nieproporcjonalne. Ten czubek, jak sobie go walę, staje się mocno czerwony, prawie fioletowy i ślini się na potęgę. Dochodzę w pięćdziesiąt sekund. No, na chuj mi taki chuj. Ale to też moja przewaga nad braćmi, bo ja szybko i niezauważalnie mogę się zabawić. Tym dwóm bykom trzeba czasu i miejsca. Więc widzę, że chodzą czasem wkurwieni od samego rana. No, bo głupio walić przy bracie, z którym śpisz na wspólnym posłaniu. 

    Tak naprawę nie mam żadnych problemów z nimi, oni stoją za mną murem, a te “przygaduchy”, to takie droczenie, codzienny rytuał. Kiedyś miałem w szkole problemy z kretynami. Piotr tak im obił mordy, że wycieranie mną kątów szkolnych skończyło się raz na zawsze. Oni są silni, męscy, przystojni, zmieniają dziewczyny jak rękawiczki, a ja cóż? Oj, wiotki jestem. Taka ze mnie „lelija”. W szkole trzymałem się z dziewczynami, ale nigdy nie myślałem o nich, jako o obiektach westchnień. Oj boże, fajne są i tyle, i dbają o siebie. Zresztą z racji anatomii wcale seks mi się nie podoba. Ja jadę na królika, bo muszę sobie ulżyć ale to by było na tyle. 

    Mam tylko jedno marzenie, wyjechać z tej wiochy. Gdzieś, gdzie duży ruch, gdzie są dziesiątki sklepów i ludzie jakoś ładniejsi. Nawet Łomża to zadupie, jedna ulica handlowa to Długa, a dalej ściernisko. Piątnica, to polskie Gotham: ma „Batmana” w herbie i leży dwa kilometry od Łomży. Właściwie to taka łomżyńska wersja warszawskiej Pragi, powszechnie traktowana jako przedmieście Łomży, od której oddziela ją rzeka Narew. Choć nie każdy wie, gdzie leży Łomża, to każdy jadł serek wiejski z Piątnicy, bo tu on jest produkowany. 

    Była by to cicha i zapomniana przez Boga wieś ale niestety jest to ważny węzeł drogowy. Przecinają ją droga S63, prowadząca na Mazury oraz S64, którą dojedziesz do Białegostoku. Piątnicę okalają carskie forty, w których żyją nietoperze. Gacek i sama fortyfikacja znajdują się na tarczy herbowej Piątnicy. Jak na ironię forty, wybudowane z carskiego nakazu, stanowiły ważny element obrony Łomży przed nawałą Sowietów, podczas wojny polsko – bolszewickiej. W centrum jest kościół, szkoła, straż pożarna, Gminny Ośrodek Kultury , kilka sklepów, trochę małych zakładów i oczywiście knajpy. Wzdłuż drogi między Czarnocinem a Drozdowem większość zabudowań stanowią siedliska rolników. 

    Jutro mam piętnaste urodziny. Nic szczególnego nie planuję. Jakieś ciasto pewnie upiecze mama, rodzina złoży mi życzenia i dostanę trochę pieniędzy. Już od dwóch lat postawiłem na swoim. Wszyscy wiedzą, że nie chcę prezentów, wolę gotówkę, którą oszczędzam i sam sobie kupuję to co chcę. Moje rodzeństwo i rodzice nie mają wyczucia smaku. Kupują straszne rzeczy, a potem wyglądają jak typowe wieśniaki. Jedyne na co pozwalam mamie, to zakup bielizny i odzieży roboczej, czyli kreszowych dresów, które uwielbiają moi bracia. Matka w ramach oszczędności kupuje ten badziew na Manhattanie, czyli na łomżyńskim targowisku. Gdzie ruski towar miesza się z chińszczyzną i rodzimą wytwórczością. Wygląd ma dla mnie olbrzymie znaczenie. Muszę swoje braki w budowie ciała czymś rekompensować. Wypierdek taki jak ja z wąska klatką piersiową, praktycznie pozbawiony muskulatury, musi jakoś sobie radzić. Przyzwyczaiłem się do swojego wyglądu, a nawet lubię patrzeć w lustro. Mam gęste, jasne włosy, ciemną oprawę zielonych oczu, ładnie wykrojone usta, nie jakieś szparki, a namiętne takie dziewczęce. Jedynie co mogłoby być lepsze, to nos. Wolałbym nos po ojcu, a ten po matce jest prosty ale zakończony lekkim „kartofelkiem”. 

    Wpadłem do domu, siedzę w łazience i stroszę sobie pióra na różne sposoby, wyginam usta, próbuje różnych min. Muszę sobie sieknąć fryzurę jak Jason Priestley z Beverly Hills. Tylko jak zawsze jeden jest problem. Jak tym głąbom, łomżyńskim fryzjerom to wytłumaczyć? Dlatego ja zostanę fryzjerem. 

    Aluś dzieciaku, a co ty tak długo robisz w łazience – krzyczała mama. 
    Już zaraz wychodzę, chwileczkę. 
    Aluś, chodź szybko, bo nie mam rumowego zapachu do ciasta i masło potrzebne. Skoczysz do sklepu, ale tak na jednej nodze. 
    – Co mam kupić? – powiedziałem, wychodząc z łazienki. 
    – No, ten zapach rumowy, weź też waniliowy, dwie kostki masła i kup kilogram cukierków, takich jakie lubisz. Tych zapachów to kup po 20 sztuk i ze dwie duże butelki coli. Bo ciepło dzisiaj, a jak chłopaki wrócą z ojcem z pola, to pić będą chcieli. 

    Dostałem pieniądze, wziąłem siatkę i wyszedłem z domu. Słońce wręcz paliło ale trudno trzeba było iść ten kilometr do sklepu. Idąc spotkałem siedzącego pod drzewem sąsiada, pewnie był na lekkiej bani, bo to w jego stylu. 

    Dzień dobry panie Gawroński – krzyknąłem, on się nie odezwał, tylko lekko skinął głową. 

    Szedłem szybko, było gorąco, a ja w zielono-granatowych spodniach dresowych i czarnej podkoszulce. Nie noszę, krótkich spodenek, bo nie lubię prezentować swoich chudych nóg. W drodze powrotnej, doganiałem Gawrońskiego. To duże postawne chłopicho, jakieś czterdzieści pięć wiosen na karku, więc stary. Siwiejący brunet z mocno zarysowaną szczęką, zawsze niedogolony, śmierdzący alkoholem. Taki zwalisty chłop: silne łapy, szerokie bary ale i widoczny brzuch. Edward Gawroński od dwóch lat był wdowcem, żona miała guz i zmarła, a on pił chyba codziennie. Mój ojciec był na niego oburzony, bo pozbył się całego inwentarza, a na koniec sprzedał konia. Doganiałem go. Będąc za nim może dziesięć metrów, moją uwagę skupiły jego pośladki i mocne uda, opięte w roboczych spodniach. Wydały mi się jakieś takie pociągające, chciałem ich dotknąć, pomacać, dać im klapsa. To chyba przez ten upał mózg mi się lasuje i oglądam z podnieceniem dupę starego chłopa. Wszystko by było w porządku, tylko dlaczego mój mały stanął. Jak to dobrze, że mam dresy i długą koszulkę, pomyślałem. „Jak ten chłop się nie poci” myślałem, nosi grube spodnie, gumowce, flanelową koszulę i beret na głowie. Przyspieszyłem znowu kroku, mijając Edwarda, zobaczyłem w jego siatce butelki z piwem. Gdy się zrównaliśmy, on coś mruczał pod nosem, ja do niego się uśmiechnąłem i po chwili on mógł oglądać mój wątły zadek. 

    Po powrocie znowu zamknąłem się w toalecie z zamiarem przejrzenia gazet, pożyczonych od dziewczyn; „Twój styl”, „Uroda” i „Burda”. Moja matka, kochana kobieta, nie kupowała takich gazet i nie tylko takich. U mnie w domu, to rodzice jedyną rzecz, którą czytali, to była książeczka do nabożeństwa. Ja lubiłem te kolorowe magazyny z artykułami na temat pielęgnacji ciała i fotkami ludzi z innego świata. Wszyscy tacy ładni i zadbani. Dzisiaj jednak nie mogłem się skupić, czytając artykuł na temat trendów w balejażu. Wciąż miałem przed oczami tą dorodną dupę Edwarda w opiętych spodniach. Gdy tylko o niej myślałem, znowu doznawałem erekcji. Kurwa, pomyślałem coś jest nie halo. Odłożyłem wysoko na szafkę moje skarby, usiadłem na klozecie. Znowu te głupie myśli o tyłku sąsiada, a w ręku mój sterczący fiut, zresztą już cały mokry. Zamknąłem oczy i zacząłem oczami wyobraźni zdejmować spodnie Gawrońskiemu, zrobiło mi się błogo. Moja ręka nawykła do krótkich i szybkich ruchów zwolniła, zapragnąłem całować, gryźć i lizać ten tyłek. W głowie kotłowały mi się wizje jego kutasa, którego też liżę, a on mi go głęboko wsadza do ust. Ten obraz przelał czarę i trysnąłem obficie. Zawsze spermą zalewałem rękę i brzuch, a tym razem prawie cały ładunek wylądował na mej piersi, na moim czarnym T-shircie, a także na brodzie i nosie. Nieśmiało zlizałem kropelkę z nosa. Po raz pierwszy w życiu próbowałem swoje nasienie. Co jest dziwne, smakowało mi. Zaraz jednak przyszło otrzeźwienie, pojawił się niesmak do samego siebie, jak również lęk. Co to kurwa, było? Chore majaczenie o starym facecie. Muszę to sobie ułożyć w głowie. To pewno przez ten upał, jakoś tak mnie zakręciło, kombinowałem. Przecież ja nigdy bawiąc się małym, o nikim nie myślałem. Robiłem to szybko i mechanicznie, by się spuścić, żeby jajka nie bolały. Doprowadziłem się do porządku, nie zakładałem podkoszulki. Matka zagoniła mnie do obierania ziemniaków i obcinania końcówek fasolki szparagowej. Usiadłem w cieniu na ganku przed domem i zabrałem się do pracy. 

    Walcząc nożem z ziemniakami, miałem dobry widok na obejście Gawrońskiego. Na jego podwórku było pusto i cicho, ani psa, ani żywej duszy. Po kilku minutach z chałupy wytoczył się on, miał ze sobą tą siatkę z piwskiem. Usiadł w cieniu na ławeczce przed domem. Rozsiadł się, szeroko rozstawił nogi, oparł się o ścianę. Odpiął guziki w koszuli i drapał się dużym łapskiem po włochatej piersi. Znowu moje myśli szybowały do tego faceta, znowu miałem ochotę być blisko niego, wtulić się w ten gąszcz włosów, dotykać go. I zamiast obierać ziemniaki, gapiłem się na tego mocnego mężczyznę, marząc o bliskości z nim. On otworzył piwo i wypił duszkiem pół butelki. Siedział, gapiąc się w drzwi swojej stodoły, był nieobecny. Nie zwracał uwagi na swojego obserwatora. Ja trzymałem kartofel w ręku, patrzyłem na Edwarda z otwartą japą, w moich slipkach znowu było mokro i sztywno. Nie mogłem i nie chciałem wracać do swojej pracy. Co się ze mną dzieje? Gawroński, którego znałem od zawsze, mnie hipnotyzował. Ten stary, brzydki, moczymorda skupiał całą moją uwagę. Był jak Sfinks nieprzenikniony i nieobecny. Musiałem coś zrobić, resztką świadomości zmieniłem pozycję, by się uwolnić od jego widoku. Ciągle jednak miałem w głowie kołowrotek niezdrowych myśli. Z wysiłkiem dokończyłem zadaną mi przez matkę prace. Wiedziałem, że coś niedobrego dzieje się w mojej głowie. Czy ja nie zwariowałem? 

    W nocy miałem mokry sen z nim w roli głównej i to od rana popsuło mi humor. Dziś przecież moje urodziny, a ja zakręcony jak bąk w tulipanie na punkcie dużego męskiego zadu. Po śniadaniu wybyłem do Łomży, by przejść się po ulicy Długiej i odwiedzić kilka sklepów z ciuchami. Upatrzyłem sobie fajne spodnie w Mustangu i ciekawą kurtkę w Levis’ie. Teraz tylko czekać wieczora i zobaczyć jak duży będzie mój urodzinowy haracz. Wróciłem do domu późnym popołudniem, w lepszym nastroju. Zawsze oglądanie ciuchów, a bardziej zakupy poprawiało mi samopoczucie. Wieczorem na stół wjechało ciasto z piętnastoma świeczkami, zebrałem od najbliższych całkiem niezłą sumkę. Więc jutro kupię kilka fajnych rzeczy. W nocy śnił mi się duży, kutas z owłosionymi jajami. Przez te sny i ten fatalny dzień, w którym jarałem się widokiem sąsiada, czułem się nieswojo. Jedynym ratunkiem były zakupy. Ubrałem moje wysłużone 501 i błękitny T-shirt z grafiką nocnej panoramy Nowego Jorku. Matka darła się na mnie, że zwariowałem, gdy zobaczyła, że nakładam na nogi Martensy, moje ulubione czarne półbuty na grubej podeszwie z komorami powietrznymi, żółtą stebnówką i wzmacnianym czubem. 

    Dzieciaku, nogi sobie zaparzysz, załóż sandały albo trampki – zrzędziła. 
    Mamo to jest prawdziwa skóra, i one tylko tak ciężko wyglądają, są super wygodne – odpowiadałem. Ona z niedowierzaniem kręciła głową i tokowała. 
    Oj, dzieciaku, dzieciaku one na zimę może i dobre ale nie na takie lato. 
    A widziała mama kiedyś harcerza? Oni chodzą w grubych skarpetach i na nogach, mają takie ciężkie buciory. Widzi mama, oni kilometry latem robią w takim obuwiu. 
    No to maszeruj na przystanek harcerzu, bo na czerwoniak się spóźnisz. 

    Stałem na przystanku, czekając na autobus. Słońce znowu prażyło bez litości. Znowu go widzę jak zataczając się, idzie ze sklepu z torbą pełną piwa. Gdy mnie minął, obejrzałem się, a ta jego dupa kołysała się. Przygryzłem dolną wargę i gapiłem się na nią jak na ósmy cud świata. Zrobiło mi się duszno i czułem jak w moim kroczu rodzi się erekcja. Kurwa, co się tu ze mną dzieje. I tylko jedna myśl. Odwrócić się i nie patrzeć ale nie ruszyłem się, a Edward oddalał się kołyszącym krokiem. Całe szczęście nadjeżdżał autobus i wyrwał mnie z tego zapatrzenia. Odetchnąłem i wsiadłem do pojazdu. 

    Kupiłem spodnie, dwie odlotowe podkoszulki, gruby, skórzany pasek, koszulę w bardzo drobną błękitną kratkę i czapkę. Odprężony i szczęśliwy wróciłem do domu. Matka się krzywiła i nie mogła zrozumieć dlaczego kupuję tak drogie ciuchy i czym one są lepsze od tych z Manhattanu, sprzedawanych przez chińczyków, czy wietnamczyków. Ja ze swoimi łupami zamknąłem się w toalecie. Przebierałem się, wyginałem, byłem zadowolony z tego co widzę w lustrze. Sam się sobie podobałem. W końcu usiadłem na „tronie” i zagłębiłem się w lekturze pożyczonych, kolorowych magazynów. Jak zwykle matka zepsuła mi to miłe popołudnie, goniąc mnie do roboty i już w spodniach od dresu i granatowej, wypłowiałej koszulce siedziałem na ganku, obierając tonę jabłek, które mama ma zamiar wekować. Mój dobry humor zważył się, gdy na podwórko wytoczył się On z piwem. Znowu pragnąłem jakiegoś zbliżenia się do tego faceta, oddania mu się. Jego zwalista, ciężka postać atakowała mnie w snach i na jawie. Budziła niezdrowe pożądanie, nie panowałem nad swoimi myślami i ciałem, Edward pobudzał moją męskość, fantazjując o nim, doznawałem kolejnych erotycznych spełnień. 

    Sierpień, kończyły się żniwa. Zwożono z pól słomę do stodół. Matka mnie wysłała po marchewkę, pietruszkę do swojego warzywnika za naszą stodołą. Było popołudnie, słońce leniwie snuło się po nieboskłonie bez towarzystwa chmur, to był kolejny upalny dzień. Wyrwawszy potrzebne warzywa, zauważyłem, że drzwi we wrotach do stodoły Gawrońskiego są otwarte. Szybko pobiegłem do domu z wyrwanymi korzeniami, by po pięciu minutach być za stodołą. Miałem ochotę obejrzeć obejście sąsiada od strony jego stodoły. Skradając się, wszedłem do środka. Przywitał mnie ten specyficzny, przyjemny zapach suszonej trawy i słomy. W powietrzu unosiły się drobiny kurzu, widoczne w słonecznym świetle, przeciskającym się przez szpary między deskami wrót. Panował półmrok, widziałem zwiezione bele słomy po prawej stronie, lewa zaś część ,była prawie pusta, leżały tam resztki siana. „To smutne” pomyślałem ale po co mu siano, czy słoma jeżeli pozbył się inwentarza. Słyszałem pobliski odgłos siekiery rąbiącej drzewo. Starałem się bezszelestnie dotrzeć do frontowych wrót budynku. Po chwili moje oko przywarło do szpary między deskami. W ostrym świetle ujrzałem Edwarda, rozebranego do połowy, który zmagał się z drewnianymi klocami. Gdy wzrok akomodował się do zmiany oświetlenia, widziałem dokładnie te duże ciało. Mocno owłosione na rękach, kępy włosów porastających jego ramiona i bujny zarost klatki piersiowej schodzący w kierunku paska od spodni. Przyglądałem się grze jego mięśni, gdy w mocnym zamachu unosił narzędzie, by rozłupać kolejną szczapę. Czasem ocierał pot z czoła, jego ciało świeciło od wilgoci. 

    Ten widok wywołał u mnie wzwód, znowu wzbierały we mnie te wszystkie chore rojenia na jego temat. Nie wytrzymałem, odwróciłem się i opuściłem dresowe spodnie wraz z bielizną do połowy ud, opierając się plecami o drewniane wrota. Z przymkniętymi powiekami, dotykałem swojego stojącego i mokrego kutaska. Kłębiło się we mnie pożądanie, pragnąłem dotykać tego potężnego ciała, chciałem być mocno trzymany, przez te mocarne dłonie, by czuć ich szorstkość na swoim gładkim ciele. 

    Otumaniony tymi myślami, nawet nie usłyszałem, że zapanowała cisza. Gdy byłem bliski wystrzału, zalała mnie fala światła, a mocna dłoń pchnęła na ziemię. Upadłem, a ciało domówiło chwilowo posłuszeństwa. Zamarłem w bezruchu. Wiedziałem, że świecę teraz swoją bladą drobną dupą. Słyszałem ciężki oddech, zamiast się zerwać, próbować naciągnąć spodnie i zwiać. Leżałem, zaciskając powieki, kręciło mi się w głowie. Te silne, szorstkie dłonie, przerzuciły mnie na plecy. Otworzyłem oczy i widziałem jak się pochyla, potem przyklęknął w rozkroku nad moją piersią. Pochylił się, patrzyłem w ogorzałą twarz, jego orzechowe, lekko przekrwione oczy nie wyrażały żadnych emocji. Teraz nasze spojrzenia przepychały się, nie wiem co mnie podkusiło ale podniosłem się na łokciach i przesunąłem nieco dalej, czułem jak o moje pośladki, zahaczają o źdźbła słomy. Edward tylko patrzył, a ja wiedziony niezdrowym pragnieniem, przywarłem głową do jego dużego, owłosionego i spoconego brzucha. Moje nozdrza atakowała paleta zapachów, od woni stodoły, przez zapach nieprzetrawionego alkoholu, po mocny męski zapach potu i czegoś jeszcze. To wzmagało moje podniecenie, mój prężący się bez przerwy fiut pęczniał, jakby chciał eksplodować boleśnie. I znowu zamknąłem oczy i teraz całym policzkiem, przesuwałem się po krągłym brzuchu, usta same z siebie zaczęły, całować to gęste futro. Już nic nie było ważne, nie patrzyłem na niego, a on skamieniały przyjmował moje pieszczoty. 

    Znienacka Gawroński, mocno schwycił mnie za włosy i odsunął od siebie, drugą ręką wymierzył mi policzek, ból który mnie przeszył, sprawił mi przyjemność. Wydyszałem półgłosem „Au” i otrzymałem kolejny raz, w drugą stronę twarzy. Cicho kwiliłem, lejąc łzy z oczu ale byłem rozgrzany jak piec, nadstawiałem się, irracjonalnie odczuwałem podniecającą przyjemność. Pożądałem więcej i więcej, czułem, jak pieką mnie policzki. 

    Wtem policzkująca mnie dłoń, zaczęła rozpinać pasek od spodni. Ciężko przełykałem ślinę, łzawiąc i patrząc w jego nieprzeniknioną twarz. Nie wiedziałem czego się spodziewać, nie wiedziałem do czego to zmierza, nie wiedziałem czy to kara, czy nagroda. „Sprał mi pysk, a teraz może mi złoić tyłek” przeleciało mi przez głowę w tym dziwacznym uniesieniu ale on rozpinał rozporek. Zapach, który mnie uderzył był ostry, nieprzyjemny z nutą moczu ale wyzywający i silnie działał na moje pobudzone receptory. Jeszcze jeden ruch i zobaczyłem przed nosem grubego, żylastego, nie zbyt długiego kutasa. Miał on bardzo długą, pomarszczoną skórkę napletka. Edward sprawnie ją ściągnął i tym fiutem z mocno czerwonym łbem, obijał moje policzki. 

    Teraz trzymał mnie za ucho i szczękę, odruchowo otworzyłem usta, a on zaczął pchać do środka swoją pałę. Jej głowica uderzyła w moje migdałki. Wszystko z żołądka chciało wracać na zewnątrz. On teraz mocno, oburącz trzymał moją głowę. Jego kutas chwilowo nieruchomy, napierał na wejście do mego gardła, nie mogłem przełknąć śliny, która wypływała mi na brodę. Mój nos drażniły długie i gęste włosy łonowe. Krztusząc się, walczyłem o oddech. Świat mi wirował przed oczami, obraz rozkładał się na plamy. 

    Mimo, że omdlewałem, moje ręce złapały wielki, okrągły tyłek Edwarda. Starałem się nimi, przyciągać mocnej jego biodra do mojej głowy. On zaś wycofał się i mocniej uderzył, doprowadzając do kolejnego spazmu przełyku. Wycofywał się i atakował mocniej i szybciej, ślina zalewała mi szyję, spływała niżej, brakowało mi powietrza, gdy moje odruchy ze strony gardła i przełyku, dławiły mnie, na chwilę przestawał, wycofując się nieznacznie. Moje dłonie masowały, głaskały jego wielką dupę, czasem odrywały się, by badać krągłości wielkiego brzucha. Oczy łzawiły, obraz był niewyraźny, straciłem kontrolę nad swoim ciałem i odruchami. Mimo, że moja świadomość gdzieś odpływała, było mi dobrze. Podniecenie moje osiągnęło szczyt, biodra i brzuch spinały się, a fiut mimowolnie zalewał mi ciało. Mocne i rytmiczne ruchy bioder sąsiada, zmieniły się w chaotyczny taniec, aż cały się zatrzymał na chwilę. Jego pała wyrzuciła pierwszą salwę , zaklejając moje gardło. Nie mogłem tego przełknąć. Część ładunku dostała się do krtani, powodując odruch kaszlu. Puścił moją głowę, runąłem na glebę, walcząc z odruchami zwrotnymi. Docierał do mnie obraz końca jego orgazmu. Teraz pomagał sobie ręką, strugi nasienia lądowały na mojej twarzy i ściółce. Skończył, wstał z klęczek, robiąc porządek ze spodniami. Ja leżałem z gołym tyłkiem, zachlapany jego i swoim sokiem. 

    Dziękuję, panie Gawroński – wychrypiałem gardłowo. On patrzył na mnie. 
    Czekaj, przyniosę wiadro z wodą i jakąś ścierkę, to się oporządzisz. 

    Wyszedł, a ja dalej leżałem taki sponiewierany, ale czułem się odprężony. Mimo, że piekły mnie policzki, miałem załzawione oczy i niesmak w ustach, piekące gardło. Podkoszulka od dołu zalana moją spermą, zaś twarz i włosy jego. Wstałem zdjąłem swój stary, szary T-shirt, wytarłem nim ślady nasienia, wciągnąłem bieliznę i spodnie. Usiałem pod drzwiami w kucki i czekałem. On wrócił z wiadrem wody i jakąś szmatą, powiedział: 

    Masz, obmyj się. 
    Dziękuję, panie Gawroński. Jutro niech pan nie zamyka tych drzwi z tyłu, ja znowu przyjdę. Uchylę przednie wrota, to będzie pan wiedział, że jestem – patrzył na mnie, nic nie powiedział, pokiwał głową i wyszedł. 

    Obmyłem się, przepłukałem koszulkę, położyłem ją na słomie. Siadłem obok, czułem się zmęczony, mimo, że odczuwałem lekkie bóle fizyczne, byłem szczęśliwy. „Jutro znowu to zrobimy” myślałem i ta myśl mnie uspakajała. 

    Przesiedziałem tam do zmroku. W domu zadawano pytania, kto mi dał w pysk. Szczególnie Piotr był dociekliwy. Nie udało się tego ukryć, miałem spuchniętą twarz i rozciętą wargę. Kluczyłem w swej opowieści po łące kłamstwa. Pojawiła się więc koleżanka z Jednaczewa i to ona była sprawczynią tego nieszczęścia. Piotr z niedowierzaniem krzyczał do Andrzeja: 

    Wiotki ma dziewczynę. Ostra, chyba boks trenuje – rżał jak koń. 
    Wypierdek, czy ty chciałeś ten swój mikroskopijny instrumencik, dopasować do dziurki? – dopytywał się Andrzej. 
    Nie, on za cyc chciał ją schwycić – obydwoje się brechtali 
    Małe, niepozorne, a kogut. 
    Młody, jak chcesz to kondony ci kupimy. 
    Piotrek, jemu wystarczy obcięty, mały palec z gumowej rękawiczki matki. 

    I tak cały wieczór, głupie pytania i jeszcze głupsze odpowiedzi. Całe szczęście, że był jakiś idiotyczny film o samurajach, więc poszli go oglądać. Ja w tym czasie wziąłem prysznic i poszedłem spać. 

    Rano było jeszcze gorzej. Twarz jak po walce o zawodowe mistrzostwo świata w boksie. Moi dwaj debilni bracia uratowali mi tyłek. Matka pomstowała, podejrzewała najgorsze. Bo jeżeli dziewczyna tak się broniła, to chyba ją gwałcić chciałem i w niedzielę obowiązkowo muszę iść do spowiedzi. No, w tym momencie mało nie udławiłem się kanapką. Już to widzę jak opowiadam księdzu, że moja „dziewczyna” Edward Gawroński najpierw prała mnie po pysku, a potem mało nie udusiła swoją fujarą. Ciekawe, ile bym dostał zdrowasiek w akcie pokuty? Kretyńskie żarty moich braci złagodziły atmosferę. Ojciec wziął mnie na słowo i tłumaczył, że nie powinienem dawać sobie wchodzić na głowę, że on rozumie, że dziewczyna ale to wygląda tak jakby ona chciała mi zęby wybić. Dopytywał się o co poszło, czy nie o seks, tłumaczył mi, że na to jestem za młody. Dzięki wyobraźni jakoś z tego wybrnąłem i skończyło się pieleniem warzywnika w ramach pokuty. 

    Z Edwardem spotykałem się popołudniami, w jego stodole. Uprzedziłem go, że więcej nie może mnie prać po ryju, bo choć mi to bardzo odpowiada, to nie odpowiada moim najbliższym. Przez kilka dni było ekscytująco, spuszczałem się bez dotykania. Nauczyłem się przyjmować do gardła jego kutasa. Oczywiście dalej się śliniłem, zatykałem ale dziarsko mu obciągałem z połykiem. Nauczony doświadczeniem rozbierałem się i miałem w jego stodole mały ręcznik, by po wszystkim doprowadzić się do normalnego stanu. 

    Niestety nic co piękne nie może trwać wiecznie. W drugim tygodniu naszej bliskiej znajomości, musiałem sam sobie walić, by dojść, bo sam chuj w ustach już mi nie wystarczał. Bez bólu i adrenaliny wiele rzeczy zaczęło mi przeszkadzać. „Dlaczego on tego kutasa nie myje i dlaczego zawsze śmierdzi i dlaczego gaci nie zmienia?” te pytania kołatały mi się w głowie albo „Dlaczego nie zdejmie tych zaszczanych gaci, bym mógł sobie macać jego dupę?” Gdzieś w dal odpływała moja fascynacja Edwardem. 

    Pamiętam, dwudziestego siódmego sierpnia spotkaliśmy się jak zwykle. Jednak on już na mnie czekał, był zalany bardziej niż zwykle, już miałem się rozbierać, on dopadł do mnie i zaczął całować po włosach i twarzy. No, chuj mnie strzelił! Momentalnie, zamiast podniecenia czułem jego smród, a z sekundy na sekundę podniecenie i fascynacja, zmieniały się w niechęć. Zebrałem w sobie siły i odskoczyłem od niego, on się zachwiał, ja już byłem przy drzwiach. 

    Do widzenia, panie Gawroński – krzyknąłem, trzaskając drzwiami, uciekłem. 

    Chciało mi się rzygać, ale czułem się jakoś lekko. To było wyzwolenie, byłem wolny. Wpadłem do domu i ukradłem bratu kilka papierosów. Wyszedłem i włóczyłem się po okolicy, w końcu dotarłem do fortów. Wdrapałem się na szczyt fortyfikacji, usiadłem na trawie. Byłem sam, w oddali tylko jakieś odgłosy życia wsi, szczekające psy, ryk bydła. Słońce zachodziło, niebo nad Łomżą było w różnych odcieniach czerwieni. Na rozleglej dolinie iskrzyła się rzeka Narew, wijąc się swoimi zakolami. Zapaliłem pierwszego papierosa w życiu, nie smakował mi, ale go paliłem. Edward też mi nie smakował ale go obciągałem. Ściemniało się, nad doliną unosiła się delikatna mgiełka, znad rzeki nadciągał chłód. Skarpę łomżyńską rozświetlały lampy domostw. Panorama tego miasta jest bajeczna. Już wiedziałem kim jestem i było mi z tym dobrze. Nie buntowałem się, nie miałem pretensji do losu. Edward-klucznik otworzył moje ciało i moją świadomość. On był tylko kluczem, otworzył drzwi i nie był już potrzebny. Kolejny papieros mi smakował znacznie lepiej. Czy następny kochanek też będzie lepszy od pierwszego? 


    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Yake Osi