Poznany na Saunie

Po maturach czas szybko mi leciał. Gdy miałem już ustawioną pracę spakowałem się w jedną torbę sportową i pojechałem nad morze, do małej knajpy przy plaży, gdzie potrzebowali kogoś do roznoszenia dań i zbierania kasy. Pracowałem od rana do późnego wieczora: kelnerowanie, noszenie tac z piwem i frytkami, wycieranie stołów lepkich od ketchupu i soli, uśmiechanie się do turystów, nawet kiedy bolały mnie stopy i plecy. Wieczorami padałem na wąskie łóżko w pracowniczym pokoju, zbyt zmęczony, żeby myśleć o czymkolwiek poza snem. Z Wojtkiem kontakt urwał się już podczas wakacji, niestety. Najpierw pisałem do niego raz na tydzień krótkie wiadomości o tym, jak idzie praca, jak pada deszcz albo jak bardzo śmierdzi smażoną cebulą. Odpisywał coraz krócej: „trzymaj się”, „dobra robota”, „uważaj na siebie”. Potem przestały przychodzić nawet te. W końcu ekran telefonu zostawał pusty. Nie dzwoniłem, nie pisałem drugi raz czułem, że to on postawił kropkę i że tak ma być. Nie było złości, nie było dramatu. Po prostu cisza. Taka, która boli trochę na początku, a potem staje się zwyczajna. Jednak jestem mu wdzięczny. Bardzo. Za to, że był tym pierwszym tym, który nie spieszył się, nie naciskał, nie robił ze mnie ofiary ani trofeum. Dzięki niemu wiedziałem już, czego chcę od ciała innego człowieka i od własnego. Przeprowadziłem się do miasta wojewódzkiego, żeby kontynuować edukację. Wynajęty pokój w starym bloku z wielkiej płyty, na ósmym piętrze, ale za to blisko uniwersytetu i tramwaju. Mieszkanie dzieliłem z dwoma innymi chłopakami jeden studiował informatykę i prawie nie odchodził od komputera, drugi był na zaocznym i znikał na całe weekendy. Kontakt ograniczał się do „siema” rano w kuchni i „cześć” wieczorem, kiedy mijaliśmy się w przedpokoju. Rodzice wysyłali co miesiąc kilkaset złotych na jedzenie, bilety i rachunki. Resztę dorabiałem jako kelner w niedużej knajpie blisko rynku. Wracałem do domu około pierwszej, brałem szybki prysznic i kładłem się spać. Rutyna. Spokojna. Bezpieczna. W wolnych chwilach zacząłem chodzić na siłownię. Chciałem po prostu utrzymać sylwetkę. Gdy rozbierałem się w szatni, czułem na skórze zimny powiew wentylacji i ciepło ciał innych facetów. Patrzyłem ukradkiem na szerokie plecy kogoś, kto właśnie kończył serię martwego ciągu, na krople potu spływające po brzuchu chłopaka przy ławce skośnej, na napięte uda, kiedy ktoś robił przysiady. Nie gapiłem się nachalnie, nie chciałem, żeby ktoś zauważył. Po prostu patrzyłem. I to wystarczyło, żeby puls przyspieszył, a w brzuchu zrobiło się gorąco, tak jak kiedyś u Wojtka, kiedy pochylał się nade mną nad zeszytem. Pewnego razu, przesadziłem z ciężarem na wyciskaniu nogami. Coś chrupnęło w prawym kolanie nie dramatycznie, ale wystarczająco, żeby następnego dnia ledwo wejść po schodach. Bolało przy każdym zgięciu, bolało przy chodzeniu. W szatni siedziałem na ławce, masując udo i przeklinając się w myślach, że jestem głupi. Podszedł wtedy do mnie jeden z facetów. Widziałem go wcześniej kilka razy zawsze trenował spokojnie, bez pośpiechu, bez robienia show. Zatrzymał się, spojrzał na moją minę i zapytał cicho: – Kolano? – Tak… chyba przeciążyłem. Kiwnął głową, jakby to nie było nic nowego. – Idź na saunę na dziesięć albo piętnaście minut. Gorąco rozluźni mięśnie, poprawi krążenie. Potem zimny prysznic i nie ruszaj nogi przez dwa dni. Zobaczysz różnicę. Nie znałem go, nie wiedziałem nawet, jak ma na imię. Ale powiedział to tak pewnie, tak zwyczajnie, że posłuchałem. W pokoju, leżąc na łóżku z laptopem na kolanach, zacząłem poszukiwania. Kilka kliknięć, kilka ostrożnych fraz w wyszukiwarce, ukrytych za trybem incognito. Znalazłem saunę dla gejów jedną z tych, o których krążą plotki na forach i w grupach. Pomyślałem, że to idealny sposób, żeby połączyć przyjemne z pożytecznym: regeneracja po siłowni, gorąco na skórze i jednocześnie szansa, żeby poczuć na sobie spojrzenia, które od dawna mnie kręciły. Wybrałem się tam w najbliższą sobotę wieczorem. Sauna znajdowała się w cichej bocznej uliczce, daleko od świateł głównej arterii. Z zewnątrz wyglądała niepozornie, zwykłe drzwi z matową szybą, mały szyld bez zbędnych neonów, dyskretny numer domu. W środku okazało się, że lokal jest niewielki, przytulnie ciasny: kilka pomieszczeń połączonych wąskimi korytarzami, drewniane ławy, przyćmione światło i zapach nagrzanego drewna zmieszany z lekką wonią mydła i męskiego potu. Na recepcji wszystko poszło szybko i bez ceregieli. Facet za ladą spokojny, po czterdziestce, z krótkim zarostem. Wyjaśnił zasady jednym tchem: zero zdjęć, zero nachalności, szanujemy „nie”, ręcznik zawsze na biodrach poza sauną i prysznicami, cisza w strefach relaksu. Zapłaciłem, dostałem klucz do szafki, ręcznik i klapki. W szatni szybko się rozebrałem, a następnie prysznic na szybko, żeby zmyć zapach dnia. Owinąłem się ręcznikiem wokół bioder, poprawiłem go raz i drugi, żeby siedział pewnie, i ruszyłem dalej. Od kiedy tylko wszedłem na główny korytarz, od razu poczułem spojrzenia. Nie nachalne, nie agresywne, raczej leniwe, oceniające, zainteresowane. Siedzący na ławce przy saunie facet w moim wieku podniósł wzrok i zatrzymał go na mnie o sekundę dłużej, niż wypadało. Starszy mężczyzna wychodzący z łaźni parowej otaksował mnie od stóp do głów, uśmiechnął się lekko kącikiem ust. Inny, oparty o ścianę z butelką wody w ręku, po prostu patrzył spokojnie, bez pośpiechu. Nie ukrywam, że mi się to podobało. Czułem ciepło na policzkach, nie tylko od gorąca w powietrzu. To było inne niż ukradkowe spojrzenia na siłowni tu nikt nie udawał, że patrzy przypadkiem. Tu patrzyli, bo mogli. Bo chcieli. Bo ja też stałem tam nagi pod ręcznikiem, z lekkim dreszczem pod skórą, gotowy na to, co się wydarzy. W końcu wszedłem do jednego z pomieszczeń, małej sauny suchej, z trzema poziomami ławek i drzwiami z matowego szkła. Było puste. Usiadłem na drewnianej ławie na samym dole, gdzie gorąco było najłagodniejsze. Rozłożyłem ręcznik pod sobą, oparłem się plecami o ścianę i zamknąłem oczy. Czułem, jak ciepło powoli wnika w skórę najpierw na ramionach, potem na klatce, brzuchu, udach. Pot zaczął się pojawiać drobnymi kropelkami na skroniach i w zagłębieniach obojczyków. Oddychałem głęboko, powoli, pozwalając ciału się rozluźnić. Minęło kilka minut ciszy, tylko ciche skwierczenie kamieni i mój własny oddech. Wtedy drzwi otworzyły się cicho. Poczułem lekkie poruszenie powietrza, zanim usłyszałem kroki. Otworzyłem oczy. Stał w progu facet koło pięćdziesiątki, lekko wyższy ode mnie, z dobrą formą fizyczną, szerokie ramiona, płaski brzuch, siwiejące włosy przycięte krótko, lekki zarost. Wyglądał na kogoś, kto dba o siebie, ale bez przesady. Uśmiechnął się lekko, unosząc brew. – Można? – zapytał spokojnie, głos niski, ciepły. – Pewnie – odparłem, odwzajemniając uśmiech. Serce uderzyło mi trochę mocniej. Zajął miejsce na przeciwko mnie, na środkowej ławce dokładnie naprzeciwko. Rozłożył swój ręcznik, usiadł, a potem po prostu położył się na plecach, ręce za głową. Ręcznik zsunął się na bok, zostawiając go całkowicie nago. Jego penis leżał swobodnie na udzie, gruby w spoczynku, ciemniejszy, z lekkim skrętem. Nie gapiłem się nachalnie, ale nie mogłem nie zauważyć. Czułem, jak krew zaczyna krążyć szybciej, jak robi mi się lekko twardy pod własnym ręcznikiem. Gorąco sauny tylko to potęgowało. Leżał tak chwilę w ciszy, potem odwrócił głowę w moją stronę. – Pierwszy raz cię widzę – powiedział leniwie, bez nacisku. – Niedawno przeprowadziłem się do miasta – oparłem, starając się, żeby głos brzmiał normalnie. – Studia? – Studia – potwierdziłem. Uśmiechnął się kącikiem ust, nie ruszając się z miejsca. – Który rok? – Pierwszy. Jeszcze się ogarniam. – A co studiujesz? – Politologię. Zobaczymy, czy to dobry wybór – rzuciłem lekko, wzruszając ramionami. Zaśmiał się cicho, gardłowo. – Ja też kiedyś myślałem, że będę zmieniał świat. Skończyło się na tym, że zmieniam tylko własne życie, i to nie zawsze na lepsze. – Przerwał na moment, przeciągnął się leniwie, mięśnie brzucha napięły mu się na chwilę. – Ale miasto fajne. Dużo się dzieje, jak wiesz, gdzie patrzeć. – Jeszcze się uczę, gdzie patrzeć – przyznałem, a on znowu się uśmiechnął. – Dasz radę. Wszystko przed tobą. – Spojrzał na mnie dłużej, oceniająco, ale bez pośpiechu. – A poza studiami? Co cię tu sprowadza w sobotni wieczór? Wzruszyłem ramionami, czując, jak pot spływa mi po plecach. – Chciałem się wygrzać. Po siłowni kolano mnie bolało, ktoś mi poradził saunę… no i zostałem. – Mądry ktoś. – Kiwnął głową z uznaniem. – A jak kolano teraz? – Lepiej. Dużo lepiej. – Widzisz. Gorąco czyni cuda. – Zamilkł na chwilę, potem dodał ciszej: – I nie tylko z mięśniami. Nie odpowiedziałem od razu. Czułem, jak rumieniec miesza się z potem na policzkach. On nie naciskał, po prostu leżał, patrząc na sufit, a jego oddech był równy, spokojny. Po minucie, dwóch, odwrócił głowę znowu. – A tak w ogóle… Adam – powiedział, wyciągając lekko rękę w moją stronę, choć nie wstał. – Mikołaj – odparłem, kiwając głową. Uśmiechnął się szerzej, tym razem cieplej. – Miło poznać, Mikołaj. – Znowu zamilkł na moment, potem spojrzał w górę, na najwyższą ławkę. – Masz ochotę na wyższą półkę? Tam jest jeszcze goręcej, ale widok lepszy. Spojrzałem na niego. Uśmiechał się lekko, figlarnie, ale bez presji. – Dobra, chodźmy – zgodziłem się, wstając powoli. Ręcznik zsunął mi się trochę niżej na biodrach, ale nie poprawiałem go. Adam też wstał, owinął się luźno swoim ręcznikiem i ruszył pierwszy w stronę schodków. Wraz z Adamem położyliśmy swoje ręczniki obok siebie na najwyższej ławce, prawie duszące, powietrze gęste, suche, pachnące nagrzanym drewnem i męskim potem. Usiedliśmy tak blisko, że stykały się nasze barki. Czułem bicie jego serca przez ramię, spokojne, ale przyspieszone. Moje własne waliło jak oszalałe. Nie minęła chwila, a jego ręka powędrowała na moje udo powoli, bez pośpiechu, dłonią otwartą, palcami sunącymi w górę wewnętrzną stroną. Dotyk był pewny, ciepły, nie nachalny. – Jak coś się nie podoba, możesz powiedzieć nie – powiedział cicho. Uśmiechnąłem się tylko, nie odrywając wzroku od jego oczu. Odwzajemniłem gest moja dłoń powędrowała na jego udo, a potem wyżej, aż palce musnęły jego jądra. Były ciepłe, ciężkie, lekko napięte. Adam westchnął cicho przez nos, uśmiechając się kącikiem ust. Zaczęliśmy powoli. Bardzo powoli. Jego palce objęły mojego kutasa już w pełni twardego, gorącego, pulsującego od sauny i podniecenia. Zacisnął dłoń delikatnie, ale pewnie, zaczął sunąć w górę i w dół długimi, leniwymi ruchami od nasady aż po sam czubek, robiąc małe okrążenia wokół główki. Każdy taki ruch sprawiał, że biodra drgały mi lekko do przodu. Oddychałem przez usta, płytko, czując, jak pot spływa mi po bokach brzucha. Ja zrobiłem dokładnie to samo. Objawiłem jego trzon gruby, nabrzmiały, z wyraźnymi żyłami pod skórą. Zacisnąłem palce u nasady, poczułem, jak pulsuje mi w dłoni, a potem zacząłem sunąć w górę powoli, z lekkim skrętem nadgarstka przy główce. Adam sapnął cicho, mięśnie brzucha napięły mu się na chwilę. Nie spieszyliśmy się. Tylko ręce, tylko oddechy, tylko ciche westchnienia i mokre, śliskie dźwięki dłoni na skórze. Pot spływał nam strumieniami po torsach, po brzuchach, po udach, mieszając się z preejakulatem. Wszystko było lepkie, gorące, śliskie. Adam czasem zwalniał jeszcze bardziej, prawie zatrzymując dłoń na mojej główce, masując ją kciukiem i palcem wskazującym, aż musiałem zacisnąć zęby, żeby nie jęknąć głośniej. Ja w odwecie ściskałem go mocniej u nasady, potem puszczałem i sunąłem bardzo wolno w górę, drażniąc opuszkami palców spód trzonu – tam, gdzie skóra była najczulsza. – Kurwa… ładnie robisz… – mruknął w końcu ochryple, nie otwierając oczu. – Ty też… – wysapałem, głos mi drżał. Przyspieszyliśmy minimalnie nie za mocno, ale wystarczająco, żeby napięcie rosło. Jego biodra zaczęły się lekko unosić do mojej dłoni, moje do jego. Czułem, jak zbliża się fala, ale obaj ją powstrzymywaliśmy zaciskając mięśnie, zwalniając ruchy, czasem po prostu zatrzymując dłoń i trzymając mocno, aż pulsowanie trochę opadło. W końcu nie wytrzymałem dłużej. Puściłem jego kutasa, położyłem obie dłonie na jego udach i rozchyliłem je szerzej. Adam zrozumiał od razu rozstawił nogi jeszcze bardziej, patrzał na mnie z góry z tym spokojnym, ciepłym uśmiechem. Oddychał ciężko, klatka unosiła mu się szybko. Klęknąłem między jego nogami na ławce gorące drewno parzyło kolana, ale to było przyjemne. Nachyliłem się i najpierw tylko musnąłem językiem czubek. Adam westchnął głęboko, dłoń położył mi na karku delikatnie, bez nacisku. Potem wziąłem główkę do ust, powoli, ssąc delikatnie, okrężnymi ruchami języka. Brałem go coraz głębiej, centymetr po centymetrze, aż poczułem go na gardle. Cofnąłem się, znowu ssąc mocno przy czubku, a ręką pomagałem sobie u nasady tym samym rytmem, co wcześniej. Jego oddech stał się cięższy, przerywany. Biodra drgały mu lekko, ale nie pchał tylko unosił się minimalnie, wchodząc głębiej, kiedy ja chciałem. Głaskał mnie po włosach, po karku, czasem zaciskał palce, kiedy trafiałem językiem w to idealne miejsce pod główką. – Tak… właśnie tak… – szeptał co chwilę, głos niski, ochrypły. – Jesteś w tym cholernie dobry, Mikołaj… Przyspieszyłem trochę brałem go głębiej, potem wolniej, drażniąc spód trzonu płaskim językiem. Słyszałem jego coraz głośniejsze westchnienia, czułem, jak trzon twardnieje jeszcze bardziej w moich ustach, jak pulsuje mocniej na moim podniebieniu. Moja własna erekcja bolała już tak mocno, że nie wytrzymałem. Prawą ręką puściłem jego udo i złapałem siebie u nasady ścisnąłem mocno, a potem zacząłem walić się w tym samym rytmie, w jakim ssałem jego kutasa. Dłoń ślizgała się łatwo, każdy ruch w górę i w dół synchronizował się z tym, co robiłem ustami. Czułem, jak napięcie rośnie we mnie falami od prostaty, przez brzuch, aż do klatki piersiowej. Adam to wyczuł. Jego dłoń na moim karku zacisnęła się trochę mocniej, ale wciąż bez pchania – tylko jakby chciał powiedzieć „tak, rób to”. – Chcę czuć, jak dochodzisz razem ze mną… Jęknąłem mu prosto na kutasa, wibracje przeszły po całym jego trzonie. Przyspieszyłem rękę na sobie, kciukiem masując główkę przy każdym pociągnięciu w górę. Biodra same zaczęły mi drgać, napierając lekko do przodu, jakby chciały wejść głębiej w moją własną dłoń. Adam napiął się cały mięśnie brzucha stwardniały, uda drgnęły mu pod moimi dłońmi. – Teraz… – wychrypiał. – Na twarz… Cofnąłem się gwałtownie, wypuszczając go z ust z mokrym, głośnym cmoknięciem. Trzymałem usta lekko otwarte, patrząc mu prosto w oczy. Jednocześnie nie przestałem walić siebie dłoń poruszała się szybko, desperacko, czując, że jestem na samej krawędzi. Adam złapał swojego kutasa u nasady, kilka mocnych, zdecydowanych pociągnięć i doszedł. Pierwsze gorące, gęste strumienie wystrzeliły prosto na mój policzek, potem na nos, na otwarte usta, na brodę. Czułem każdą falę – ciepłą, lepką, spływającą powoli po skórze, mieszającą się z moim potem. Smak soli i męskości wypełnił mi usta, kiedy kilka kropel wpadło głębiej. W tym samym momencie eksplodowałem. Dłoń zacisnęła mi się mocniej, ostatnie pociągnięcia były prawie bolesne sperma trysnęła mi na brzuch, na klatkę, gorąca i obfita, kilka kropel doleciało nawet wyżej. Całe ciało mi drżało, mięśnie brzucha falowały, dziurka zacisnęła się rytmicznie na niczym, a ja jęknąłem głośno, gardłowo, jego imię wyszło mi z ust samo: – Adam… On też nie przestał od razu, wyciskał ostatnie krople, rozsmarowując je palcami po mojej twarzy, a ja zlizałem to, co spłynęło mi na wargi. Dyszałem ciężko, opierając czoło o jego udo, wciąż trzymając swojego kutasa w dłoni, czując, jak powoli mięknie. Adam odetchnął głęboko, przeciągnął się leniwie, a potem pochylił się i pocałował mnie w czoło – Pięknie – mruknął cicho, głos wciąż zachrypnięty. – Cholera, Mikołaj… jesteś niesamowity. Siedziałem tak jeszcze chwilę na kolanach, z jego spermą na twarzy, moją na brzuchu i klatce, z tym słodkim, lepkim zmęczeniem po orgazmie. Gorąco sauny zrobiło się nagle prawie nie do zniesienia. Adam spojrzał na mnie z góry, wciąż z tym ciepłym, leniwym uśmiechem, i kiwnął głową w stronę drzwi. – Chodź, ochłoniemy pod wodą – mruknął cicho. – Zanim się tu ugotujemy na amen. Wstał pierwszy, owinął się luźno ręcznikiem wokół bioder materiał od razu przylgnął do mokrej skóry. Ja zrobiłem to samo, choć mój ręcznik był już tak wilgotny, że prawie nic nie ukrywał. Ruszyliśmy korytarzem nogi miękkie, kolana trochę drżące po tym, co się stało. Weszliśmy do strefy prysznicowej otwarta kabina z kilkoma słuchawkami, bez zasłon, tylko płytki i odpływ w podłodze. Adam odkręcił zimną wodę najpierw lodowaty strumień uderzył nas obydwu jednocześnie. Westchnąłem głośno, prawie jęknąłem z ulgi. Woda spływała po twarzy, zmywając resztki spermy z policzków, brody, szyi. Czułem, jak zimno kontrastuje z rozgrzaną skórą, jak wszystko się kurczy, uspokaja, wraca do normy. Adam stał obok, pod tą samą słuchawką. Woda ściekała mu po torsie, po brzuchu, po udach zmywała pot, zostawiając tylko czystą, błyszczącą skórę. Czasem nasze ramiona się ocierały, biodra muskały nie celowo, ale też nie przypadkiem. Uśmiechaliśmy się do siebie ukradkiem, bez słów. Po minucie albo dwóch zakręciliśmy wodę. Wzięliśmy świeże ręczniki z półki, wytarli się dokładnie włosy, tors, uda, wszystko. Adam rzucił mi szybkie spojrzenie. – Dobrze się czujesz? – Bardzo – odpowiedziałem cicho, szczerze. Uśmiechnął się szerzej, kiwnął głową. W szatni było już chłodniej. Otworzyłem swoją szafkę, wyciągnąłem bokserki, spodnie, koszulkę. Ubierałem się powoli najpierw bielizna, potem jeansy, na koniec bluza. Kiedy skończyliśmy, spojrzeliśmy na siebie w lustrze obaj trochę rozczochrani, z rumieńcami, które jeszcze nie zeszły. Przed wyjściem z budynku, tuż przy drzwiach wejściowych, zatrzymaliśmy się. Na zewnątrz padał drobny deszcz, latarnie odbijały się w mokrym asfalcie. Adam wyciągnął telefon z kieszeni kurtki. – Dasz numer? – zapytał prosto, bez owijania w bawełnę. – Jasne. Podałem mu swój – on wpisał szybko, a potem wysłał mi wiadomość testową: „Adam z sauny”. Na moim ekranie pojawiło się powiadomienie. Uśmiechnąłem się pod nosem. – Jak będziesz miał ochotę… napisz – powiedział cicho, patrząc mi w oczy. – Albo ja napiszę. Bez presji. – Napiszę – obiecałem. Kiwnął głową, poprawił kaptur kurtki, bo deszcz się nasilił. – Do zobaczenia, Mikołaj. – Do zobaczenia, Adam. Wyszedł pierwszy, ja chwilę później. Patrzyłem, jak idzie ulicą sylwetka coraz mniejsza w świetle latarni. Deszcz bębnił mi po kapturze, ale nie czułem zimna. Czułem tylko lekkie mrowienie na skórze i ciepło w brzuchu to samo, które pamiętałem sprzed miesięcy, tylko teraz trochę inne. Z Adamem pisaliśmy cały następny tydzień. Nie były to długie, codzienne rozmowy, a raczej krótkie, ciepłe wiadomości, które wpadały w przerwie między wykładem a pracą albo wieczorem, kiedy już leżałem w łóżku i scrollowałem telefon. On pisał rano: „Dzień dobry, jak kolano?”, ja odpisywałem po południu: „Dobrze, prawie nie boli. Żadnych nagości, żadnych wulgarnych żartów po prostu lekki flirt, który trzymał mnie w lekkim napięciu przez cały dzień. Czułem mrowienie w brzuchu za każdym razem, kiedy ekran się rozświetlał i widziałem jego imię. W tygodniu nie było dane nam się zobaczyć – on miał wieczorne zmiany w pracy, ja miałem swoje zobowiązania. Pisaliśmy więc dalej, powoli, bez presji. To mi się podobało nie było gonitwy, tylko spokojne sprawdzanie, czy wciąż jesteśmy na tej samej fali. W piątek wieczorem, około ósmej, kiedy właśnie wróciłem z knajpy, telefon zawibrował. „Jutro sobota więc liczę, że dasz się wyciągnąć na piwo. 21:00, browar przy rynku, ten z ogródkiem pod drzewami. Pasuje?” Serce od razu podskoczyło mi do gardła. Uśmiechnąłem się sam do siebie w pustym pokoju, czując to znajome ciepło w dole brzucha. Nie musiałem się długo zastanawiać. „Pasuje. Będę. Do zobaczenia jutro.” Sobotni wieczór spotkaliśmy się w pubie w centrum miasta . Ogródek pod kasztanami był już zamknięty na zimę, więc weszliśmy do środka: ciepłe, przyćmione światło, drewniane stoły, zapach piwa i drewna, cichy szum rozmów i muzyki w tle. Adam siedział już przy stoliku w rogu, z dwoma kuflowymi ciemnymi przed sobą. Kiedy mnie zobaczył, wstał, przytulił mnie krótko. – Cześć, ładnie wyglądasz – powiedział cicho przy uchu. – Ty też – odparłem, siadając naprzeciwko. Przez pierwsze minuty gadaliśmy o niczym. Piwo było gęste, lekko słodkie, pianka zostawała na górnej wardze. Adam co chwilę ocierał się kolanem o moje pod stołem najpierw niby przypadkiem, potem celowo. Jego noga sunęła powoli po mojej łydce, potem wyżej, aż do wewnętrznej strony uda. Zacisnąłem dłoń na kuflu, żeby nie drżała. – Wiesz, cały tydzień myślałem o sobocie – mruknął, pochylając się bliżej. Jego ręka pod stołem znalazła moją dłoń, palce splotły się z moimi, kciuk gładził wierzch mojej ręki. – O tym, jak wyglądałeś na kolanach… z moją spermą na twarzy. Poczułem gorąco na policzkach, ale nie cofnąłem ręki. – Ja też – przyznałem cicho. – Codziennie. Jego stopa przesunęła się wyżej, nacisnęła lekko na moją krocze przez jeansy. Uśmiechnął się figlarnie, ale oczy miał ciemne. – Lubisz, jak Cię tak drażnię? – Bardzo. Pochylił się jeszcze bliżej, głos zniżył do szeptu. – To wyobraź sobie, co zrobię, jak będziemy sami. Dopiliśmy piwo w milczeniu, tylko te ukradkowe dotyki pod stołem. Jego palce na moim nadgarstku, moja stopa na jego łydce, kolano o kolano. Napięcie rosło z każdym łykiem. W końcu Adam kiwnął głową w stronę stołu bilardowego w głębi sali wolny, zielone sukno pod lampą. – Zagrajmy? – zaproponował. – Chyba że się boisz przegrać. – Boję się, że Cię rozbiję – rzuciłem z uśmiechem. Wzięliśmy kije, ustawiliśmy bile. Adam stał obok, oparty o stół, patrzył, jak celuję. – Ładny tyłek masz w tych spodniach skomentował cicho, kiedy schyliłem się nad stołem. – Skup się na grze – odparłem, ale głos mi drżał lekko. Trafiłem pierwszą bilę, potem drugą. On uśmiechnął się szerzej. – Masz rękę. Ale ja mam więcej doświadczenia. Jego kolej. Nachylił się nade mną, żeby wziąć kredę, ręka musnęła mi pośladki „przypadkiem”. – Przepraszam – mruknął, ale nie cofnął się od razu. Trafił czysto, potem kolejną. Gra szła wolno nie spieszyliśmy się z uderzeniami. Za każdym moim podejściem on stał blisko, szeptał komentarze. – Celuj niżej… tak, właśnie tak… głębiej… – Przestań – syknąłem, ale się śmiałem. – Co przestać? – udawał niewiniątko. Kiedy ja pudłowałem, on mówił: – Szkoda… ale lubię, jak się schylasz po bilę. W końcu zostało kilka bil. Adam miał łatwy strzał na ósemkę ustawił się, zmrużył oko, uderzył. Bila wpadła idealnie do kieszeni. – Wygrałem – rzucił zadowolony, prostując się z triumfalnym uśmiechem. Niestety musiałem przyjąć gorycz porażki. – Tym razem byłeś lepszy – odparłem z przekąsem, opierając kij o stół. Podszedł bliżej, położył mi dłoń na karku niby przyjacielsko, ale palce lekko zacisnął. – Nagroda dla zwycięzcy? – zapytał cicho. – Jaką nagrodę masz na myśli? – Może powtórkę z soboty. U mnie w domu. Dopiliśmy resztkę piwa przy barze. Adam zapłacił, położył mi rękę na dole pleców, kiedy wychodziliśmy. – Chodźmy – powiedział. Z pubu wyszliśmy prosto na ulicę. Deszcz przestał padać, ale powietrze było jeszcze chłodne i wilgotne. Adam wyciągnął telefon. – Bolt będzie za dwie minuty – powiedział, przytulając mnie od tyłu. Kiwnąłem głową. Serce waliło mi mocno. W aucie siedliśmy z tyłu, blisko siebie. Kierowca puścił cichą muzykę i nie zagadywał. Adam położył mi dłoń na udzie, palce sunęły powoli w górę, ale nie za wysoko. Patrzyliśmy na siebie w półmroku, światła miasta odbijały się w jego oczach. Przez całą drogę nie powiedzieliśmy ani słowa. Tylko te ukradkowe dotyki i napięcie, które rosło z każdym zakrętem. Bolt zatrzymał się pod starą, odrestaurowaną kamienicą w spokojnej dzielnicy. Mieszkanie było na drugim piętrze duże, wysokie sufity, stare drewniane podłogi, które skrzypiały pod butami. Salon był prosty, ale ciepły: duża czarna sofa, regał z książkami i płytami, kilka roślin w doniczkach, przyćmione światło z lamp stojących. Na ścianie wisiało duże czarno-białe zdjęcie jakiegoś starego portu. Stanąłem w przedpokoju i zacząłem ściągać kurtkę, ale Adam nie dał mi szansy. Dopadł mnie od razu, przycisnął plecami do ściany, ręce złapał mi za biodra. Jego usta znalazły moje. Język wdarł się do moich ust, dłonie sunęły pod kurtkę, po brzuchu, po plecach. Westchnąłem mu prosto w usta, czując, jak robi mi się gorąco. – Nie zdążysz nawet zdjąć kurtki… – mruknął ochryple między pocałunkami. Pociągnął mnie od razu do sypialni. Pokój był ciemniejszy: duże łóżko z ciemną pościelą, lampka nocna dająca ciepłe, złote światło. Zanim zdążyłem upaść na materac, Adam już ściągnął mi kurtkę, potem koszulkę, jednym szybkim ruchem przez głowę. Byłem bez górnej części garderoby, nagi do pasa, skóra drżała od chłodu i podniecenia. Pchnął mnie na łóżko. Upadłem na plecy, a on klęknął między moimi nogami. Rozpiął mi obcisłe jeansy powoli, potem pociągnął materiał w dół razem z bokserkami. Mój kutas wyskoczył na zewnątrz, już twardy, pulsujący. Adam uśmiechnął się tym swoim spokojnym, figlarnym uśmiechem. –Jak bardzo za tym tęskniłem… – wyszeptał. Nachylil się i najpierw tylko musnął językiem główkę. Potem wziął mnie do ust powoli, centymetr po centymetrze, ssąc mocno, ale leniwie. Język wirował po spodzie trzonu, dłoń objęła nasadę i zaczęła sunąć w górę i w dół w tym samym rytmie. Brał mnie głęboko, aż poczułem gardło, potem cofał się, ssąc tylko główkę, drażniąc ją językiem. Drugą ręką masował mi jądra, palcami ugniatając je lekko. Cały czas patrzył mi w oczy, nie przerywając. Mokre dźwięki, ciepło jego ust, oddech na mojej skórze wszystko było idealne. Przyspieszał i zwalniał, przedłużając to, aż zacząłem jęczeć głośno, biodra same unosiły się do jego ust. Byłem już mega podniecony,całe ciało drżało, ręce zaciskały się na pościeli. Przyciągnąłem go do siebie za ramiona. – Chodź… – wychrypiałem. – Chcę cię też. Adam zrozumiał od razu. Wstał szybko, zrzucił koszulę, spodnie, bokserki. Był już całkowicie nagi, kutas twardy, ciężki, wystający do przodu. Położyłem się na boku, on ułożył się naprzeciwko głowa przy moich biodrach, ja przy jego. Ustawiliśmy się idealnie na 69. Wziąłem go do ust pierwszy głęboko, mocno, ssąc z tym samym rytmem, jaki wcześniej on mi dawał. Adam jęknął mi prosto na kutasa i zaczął robić to samo: brał mnie głęboko, ręką pomagał sobie u nasady, drugą głaskał mi pośladki. Nasze usta pracowały jednocześnie mokro, głośno, synchronicznie. Języki wirowały, gardła przyjmowały głębiej, dłonie masowały jądra. Czułem jego smak, jego zapach, jego oddech na moich udach. On czuł mój. Ruchy bioder stały się naturalne. Wchodziliśmy sobie nawzajem w usta, coraz szybciej, coraz głębiej, jęcząc sobie prosto w krocza. Po jakimś czasie, kiedy obaj byliśmy już mokrzy, a oddechy zamieniły się w ciężkie sapnięcia, Adam delikatnie wysunął się z moich ust. Jego dłoń powędrowała po moim pośladku najpierw gładząc, potem ściskając mocniej. Poczułem, jak rozchyla mi pośladki palcami, a potem… jego ciepły oddech na skórze. Przesunął się niżej. Język dotknął najpierw zewnętrznej krawędzi, powoli, okrężnie, drażniąco. Westchnąłem głośno, biodra same drgnęły mi do tyłu. Lizał leniwie, coraz bliżej środka, aż w końcu język musnął wejście. Zrobił to delikatnie, ale pewnie: płaskim językiem po całej długości, potem czubkiem, okrężnymi ruchami, wciskając się minimalnie do środka. Czułem każdy ruch. Jęknąłem mu prosto w kutasa, który wciąż miałem w ustach. Całe ciało mi drżało. – Smakujesz tak dobrze… – mruknął ochryple między jednym a drugim liźnięciem. Jego palce dołączyły po chwili. Najpierw jeden wsunął się powoli, centymetr po centymetrze. Rozluźniłem się świadomie, oddychając głęboko. Adam poruszał nim leniwie, na początku tylko wchodząc i wychodząc, potem lekko skręcał, szukając tego miejsca. Kiedy trafił w prostatę, wygiąłem się w łuk i jęknąłem głośno, wypuszczając go z ust. – Właśnie tu… – wyszeptał z zadowoleniem. Drugi palec dołączył po chwili. Rozciągał mnie powoli, cierpliwie, masując w środku, podczas gdy język dalej drażnił zewnętrzną krawędź. Byłem już na granicy. Przerwałem 69, odsunąłem się gwałtownie, odwróciłem się na kolanach. Adam leżał na plecach i patrzył na mnie z dołu. – Chcę cię w sobie – wychrypiałem. Usiadłem na nim okrakiem, plecami do niego. Złapałem jego kutasa u nasady, ustawiłem się i powoli opuściłem biodra. Główka weszła pierwsza, centymetr po centymetrze wziąłem go całego. Westchnąłem głośno, kiedy poczułem go głęboko, wypełniającego mnie idealnie. Adam jęknął pod spodem, ręce złapał mi za biodra. – Kurwa… – sapnął. Ugiąłem nogi w kolanach, stopy oparłem płasko na materacu po obu stronach jego biod. Zacząłem ujeżdżać go powoli, długimi, płynnymi ruchami. Za każdym opadnięciem bioder czułem, jak trafia dokładnie w prostatę. Fala rozkoszy rozchodziła się po całym ciele, aż drżały mi uda. Adam nie leżał biernie. Jego dłonie ściskały moje biodra, czasem pomagał mi unosić się i opadać, czasem po prostu gładził po plecach, po pośladkach. Czasem unosił biodra do góry, wbijając się mocniej, kiedy ja opadałem. – Jedź mocniej… – mruknął, głos napięty. Przyspieszyłem. Biodra pracowały szybciej, głębiej. Kiedy obaj byliśmy już blisko granicy, ale jeszcze nie chcieliśmy kończyć, Adam złapał mnie mocniej za biodra i zatrzymał moje ruchy. – Chodź tu… – mruknął ochryple, głos napięty od podniecenia. – Na plecy. Zsunąłem się z niego powoli, czując, jak jego kutas wysuwa się ze mnie z mokrym plaśnięciem. Przewróciłem się na grzbiet, nogi ugiąłem w kolanach i rozchyliłem szerzej. Adam uklęknął między nimi, złapał mnie pod kolanami i podciągnął biodra lekko do góry, tak że dupą prawie nie dotykałem materaca. Spojrzał mi w oczy. Wszedł jednym długim, płynnym ruchem głęboko, aż po jaja. Westchnąłem głośno, czując, jak znowu wypełnia mnie idealnie. Zatrzymał się na sekundę, pochylił nade mną, ręce oparł po obu stronach mojej głowy. Pocałował mnie mocno, głęboko, językiem wchodząc do ust tak samo pewnie, jak wchodził we mnie. Potem zaczął ruszać, kontrolowane pchnięcia, wychodząc prawie cały i wbijając się z powrotem aż do końca. Jedną ręką złapał mojego kutasa ścisnął mocno u nasady, a potem zaczął walić mnie w tym samym rytmie, w jakim mnie ruchał. Kciuk okrężnie masował główkę przy każdym pociągnięciu w górę. Drugą ręką trzymał mnie za udo, unieruchamiając w tej pozycji. Jęczałem mu prosto w usta, biodra same unosiły mi się do góry, spotykając każde pchnięcie. – Adam… mocniej… Przyspieszył trochę – pchnięcia stały się krótsze, ale głębsze, ręka na moim kutasie poruszała się szybciej. Czułem, jak fala rośnie, jak napięcie zbiera się w dole brzucha. Ale on wyczuł, że jestem blisko. – Jeszcze nie… – szepnął, zwalniając nagle. – Chcę cię jeszcze raz zobaczyć na pieska. Wysunął się ze mnie powoli, zostawiając pustkę. Przewróciłem się na brzuch, podciągnąłem na kolana i łokcie, biodra wysunąłem mocno do tyłu. Adam wstał z łóżka, stanął przy krawędzi materaca, złapał mnie za biodra obiema dłońmi. Rozchylił pośladki, przyłożył główkę i wszedł jednym zdecydowanym ruchem głęboko, aż po jaja. Jęknąłem głośno w poduszkę. Zaczął od razu mocno, pewne pchnięcia, jajka obijały się o moje pośladki z mokrym, rytmicznym klaśnięciem. Jedną ręką trzymał mnie za biodro, drugą sięgnął pod spód i złapał mojego kutasa wciąż twardego, wrażliwego, śliskiego. Walił mnie powoli, ale pewnie, w rytmie swoich ruchów. – Lubisz, jak cię tak biorę? – zapytał cicho, pochylając się nade mną, usta przy moim uchu. – Tak… kurwa, tak… – wychrypiałem, odpychając się biodrami do tyłu. Rżnął mnie mocno, głęboko, ręka na moim kutasie poruszała się szybciej. Prostata pulsowała przy każdym pchnięciu, kutas drgał w jego dłoni. Nie wytrzymałem. – Adam… dochodzę… – wysapałem, głos drżący. – Dawaj… chcę to poczuć… Kilka mocniejszych pchnięć i eksplodowałem. Sperma trysnęła na pościel pode mną gorąca, gęsta. Dziurka zacisnęła się rytmicznie wokół niego, wyciskając go mocno. Całe ciało zadrżało, mięśnie napięte, oddech urywany. Jęknąłem głośno w poduszkę. Adam jęknął nisko, wbił się kilka razy jeszcze mocniej, głębiej i doszedł. Gorące strumienie wypełniły mnie od środka, pulsując mocno. Trzymał mnie mocno za biodra, nie wychodząc, dopóki nie skończył całkowicie. Czułem, jak sperma powoli zaczyna wyciekać. Wysunął się powoli. Opadłem na brzuch, dysząc ciężko. Adam położył się obok, przytulił mnie od tyłu, jedną ręką objął w pasie. Drugą dłonią zsunął się niżej palcem zebrał trochę swojej spermy, która wypływała z mojej dziurki, ciepłej i gęstej. – Otwórz… – szepnął mi do ucha, głos miękki, czuły. Otworzyłem usta posłusznie. Wsuwając palec, rozsmarował mi spermę po języku. Zlizałem ją powoli, ssąc delikatnie opuszek, patrząc mu przez ramię z uśmiechem. – Smakujesz dobrze… – mruknąłem cicho. Uśmiechnął się szerzej, pocałował mnie w kark. – Lubię, jak jesteś taki perwersyjny. – A ja lubię, jak mnie karmisz… – odparłem z lekkim śmiechem. Palcem zebrał jeszcze trochę, wsunął mi do ust znowu. Ssąc go powoli, uśmiechnąłem się szerzej. – Jeszcze raz? – zapytał figlarnie, muskając wargami moje ucho. – Daj mi pięć minut… – westchnąłem, wciąż drżąc lekko. – I tak, jeszcze raz. Przytulił mnie mocniej, nosem wtulił się w mój kark. – Mamy całą noc, Mikołaj.

Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

Jan Nowak

Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *