Windą zjechały na parter w milczeniu.
Matylda czuła każdy krok, obcasy stukały głośniej, niż się spodziewała, rajstopy szeleściły cicho przy każdym ruchu ud, a klatka na penisie przypominała o sobie przy każdym lekkim kołysaniu biodrami. Julia szła obok, wyprostowana, trzymając ją pod rękę – nie jak siostrę, tylko jak swoją własność na smyczy.
Na ulicy było chłodno, lekki wiatr owiewał odsłonięte uda pod krótką sukienką. Matylda odruchowo chciała poprawić dekolt, ale Julia ścisnęła jej łokieć.
– Ręce przy sobie. Nie dotykaj się bez pozwolenia.
Restauracja była dwie przecznice dalej. Mała, elegancka włoska knajpka z przyciemnionymi światłami i stolikami w boksach. Julia zarezerwowała stolik w roku, z dala od wejścia.
Kiedy weszły, kelner spojrzał na nie dwa razy. Najpierw na Julię z uznaniem. Potem na Matyldę. Dłużej, z lekkim zaskoczeniem, które szybko zamaskował profesjonalnym uśmiechem.
– Dobry wieczór, stolik dla dwóch osób?
– Tak – odpowiedziała Julia spokojnie. – Na nazwisko Nowak.
Zaprowadził je do boksu. Matylda szła za nią, starając się stawiać kroki pewnie, ale biodra same kołysały się bardziej niż chciała. Czuła na sobie spojrzenia – dwóch facetów przy barze, starsza para przy oknie, kelnerka wychodząca z kuchni. Nikt nie gapił się ostentacyjnie, ale czuła te spojrzenia na skórze jak dotyk.
Usiadły. Julia naprzeciwko, Matylda tyłem do sali. Było to jednocześnie ulgą i torturą, bo nie wiedziała, kto patrzy.
Julia otworzyła menu, ale patrzyła na nią.
– Zamówisz to, co ja. Będziesz jadła powoli. Łyżeczką do risotto, widelcem do makaranu. Żadnych noży, dużych kęsów. Jak dobra dziewczynka.
Matylda kiwnęła głową.
Kelner podszedł.
– Co podać?
Julia zamówiła dla siebie i Matyldy: sałatkę z rukolą i kozim serem na początek, potem risotto z truflami i białe wino. Kiedy kelner odszedł, pochyliła się nad stołem.
– Pokaż mi ręce.
Matylda położyła dłonie na blacie. Julia wzięła jej prawą rękę, pogładziła kciukiem wewnętrzną stronę nadgarstka – delikatnie, a jednocześnie agresywnie.
– Paznokcie trzeba będzie jutro zrobić. Czerwone. Długie. Żebyś pamiętała, że nie jesteś już chłopakiem.
Matylda poczuła, jak klatka zaciska się mocniej. Nie z podniecenia, tylko od upokorzenia pomieszanego z dziwnym ciepłem w brzuchu.
Kelner przyniósł jedzenie. Julia jadła spokojnie, Matylda zaś powoli, małymi kęsami, czując na sobie jej wzrok. W pewnym momencie Julia wyciągnęła telefon pod stołem i zrobiła jej zdjęcie. Z bliska, twarz, dekolt i dłonie na widelcu.
– Na pamiątkę pierwszego wieczoru Matyldy – szepnęła. – Może kiedyś pokażę ci galerię wszystkich twoich wersji.
Po głównym daniu Julia wstała.
– Idziemy do toalety. Razem.
Matylda zbladła lekko.
– Ale…
– Razem – powtórzyła Julia twardo.
Wstała. Matylda poszła za nią, starając się nie potknąć na obcasach. W toalecie była jedna kabina i umywalki. Julia weszła pierwsza, zamknęła drzwi na zamek.
– Na kolana – powiedziała cicho.
Matylda uklęknęła na kafelkach. Julia podwinęła sukienkę, odsunęła stringi na bok.
– Wyliż mnie. Szybko i dokładnie.
Matylda pochyliła się. Lizała delikatnie, smakując resztki wina i jej naturalną wilgoć. Julia westchnęła cicho, złapała ją za perukę i przycisnęła mocniej na kilka sekund.
– Dobra siostrzyczka… właśnie tak… nikt nigdy nie będzie cię tak używał jak ja.
Kiedy skończyła, poprawiła stringi i sukienkę. Spojrzała na Matyldę – szminka na ustach rozmazana, oczy szkliste.
– Wstań. Popraw makijaż przy lustrze. I uśmiechnij się do siebie.
Matylda wstała, podeszła do umywalki. Poprawiła szminkę palcem, wytarła policzki chusteczką. Kiedy spojrzała w lustro – zobaczyła dziewczynę. Nie chłopaka w przebraniu. Dziewczynę z kolczykiem – serduszkiem, z rumieńcami i błyszczącymi ustami.
Julia stanęła za nią, objęła ją od tyłu, przycisnęła dłoń do brzucha.
– Widzisz? To już ty. Moja Matylda.
Wróciły do stolika. Zapłaciły. Wyszły.
Na ulicy było już ciemno. Julia wzięła ją pod rękę, szły powoli.
– W domu czeka nagroda – szepnęła Julia. Zdejmę cio klatkę. Pozwolę ci dojść. Ale tylko wtedy, kiedy będziesz błagała po imieniu… Matyldo.
Matylda poczuła, jak nogi miękną jej z ulgi i podniecenia.
– Dziękuję… siostro.
Julia uśmiechnęła się.
– Idziemy do domu, siostrzyczko. Noc dopiero się zaczyna.
CDN…
Leave a Reply