Author: admin

  • Kto nie slucha brata, sluchac bedzie bata (Rozdzial 1)

    Rozdział I: Początek służby

     

    Szybko wleciałem do domu. Serce biło mi szybko jak w każdą środę. Rekordowy czas – dwadzieścia minut. Szybko liczę w głowie. Mam trzydzieści, może trzydzieści pięć minut. Wystarczy, żeby wejść w klimat i wystrzelić. Wchodzę do pokoju brata, w końcu się opanowuje. 

    Mam na imię Kamil, mam 18 lat i jestem w klasie maturalnej. Jestem najprzeciętniejszym chłopakiem jakiego mógłbyś znaleźć. Skromny? Możliwe. Całe dzieciństwo w cieniu brata obniża twoje poczucie własnej wartości. Cokolwiek bym nie zrobił, Radek zrobił już to wcześniej i pewnie lepiej. Jest o dwa lata starszy ale zachowuje się, jakby było między nami dziesięć lat różnicy. Mama od zawsze powtarzała mi, żebym się go słuchał. Nie będę kłamać – od zawsze mu zazdrościłem. Krótko obcięte włosy, dobrze wyrzeźbione ciało, zadbany parodniowy zarost, wysoki… Nie muszę mówić, że od dziewczyn to on się odpędzić nie może. Sam jestem niczego sobie ale w porównaniu z nim zawsze wypadałem gorzej. Chyba oczywiste, że z tego powodu jest strasznym narcyzem i dawał o tym znać od małego. Zawsze mi dokuczał, pokazywał swoją wyższość. Do pewnego czasu nienawidziłem tego. Ale wszystko się zmieniło kiedy pewnego dnia na moich szesnastych urodzinach grałem w butelkę z moją ekipą a on się dołączył. Zakręcił i wypadło na mnie, oczywiście wybrałem wyzwanie. Chciałem się wykazać przed dziewczynami. Usłyszałem słowa, które wtedy były dla mnie wyrokiem a dzisiaj są marzeniem – “wyliż mi stopy”. Nie chciałem wychodzić na tchórza i nie wydawało mi się to aż takie trudne, więc oczywiście podjąłem się. Zanim zdążyłem mrugnąć jego goła stopa wylądowała na mojej twarzy. Cały pokój w śmiech. Myślałem, że zemdleję. Nie myślałem, że będzie to taki intensywny zapach. Miał w tym dniu trening i chyba nie wszedł po nim pod prysznic. Udawałem, że wszystko jest okej, ale oczy już mi łzawiły. Nie mogłem się jednak poddać, więc po początkowym szoku polizałem jego podeszwę. Poczułem nie tylko słony smak potu, ale również poczułem mojego budzącego się do życia penisa. W tym momencie przestraszyłem się i ręką odrzuciłem jego stopę od twarzy. On jak i cała moja ekipa nadal się śmiali. 

    Więc jak doszło do tego, że teraz siedzę na łóżku mojego brata wąchając jego brudne piłkarskie getry z chujem w ręku kiedy on jest na zajęciach na AWFie? Nie mam pojęcia. Nie uważam się za pedała, podniecają mnie dziewczyny. Nie podniecają mnie faceci. Nie powiedziałbym, że podniecają mnie męskie stopy czy bycie dominowanym. Podnieca mnie tylko dominacja i stopy brata. Dziwna sprawa. Czuję coraz większą przyjemność w moim kutasie. Przyśpieszam ruch ręką. Przyciskam jego śmierdzącą i brudną skarpetkę bliżej twarzy. Zaczynam wręcz jęczeć. Wyobrażam sobie tą sytuację z moich urodzin. Przypominam sobie ten odurzający zapach, ten szok po spróbowaniu jego stóp. Tęsknię za tym. Od tamtego momentu nie miałem okazji żeby się zabawić jego stopami. Próbowałem wchodzić do jego pokoju gdy spał, ale zawsze w ostatnim momencie tchórzyłem – a nie mogę po prostu zapytać “hej Radziu, mogę ci wylizać stópki?”. Jednak fantazja robi swoje. Wyobrażam sobie jak przyciska swoją dużą stopę do mojej twarzy. Jak czuję jego ciężkie godziny spędzone na siłowni. Nie mogę dłużej wytrzymać, moje ciało zaczyna żyć własnym życiem, nie kontroluję już siebie. Coraz szybciej, coraz przyjemniej. Czuję jak sperma zaczyna się wzbierać w moim kutasie, jestem gotowy do strzału. Już tak blisko… 

    – Co tu się kurwa odpierdala, Kamil? – słyszę jego męski głos i dopiero po chwili uświadamiam sobie, że to już nie fantazja. Jednak jest już za późno. Wiecie, że jest taki moment w waleniu, kiedy po prostu nieważne co by się działo to nie da się przestać. To był ten moment. Jęknąłem ostatni raz i wystrzeliłem. Jeszcze chyba nigdy nie strzelałem tak wysoko i daleko. Zazwyczaj “łapię” spermę w chusteczki ale tym razem poleciało na jego łóżko i podłogę w jego pokoju. Dopiero po kilku sekundach powróciłem do świata żywych po tym intensywnym orgazmie. Spoglądam w kierunku drzwi i widzę mojego brata. Tym razem nie śmieje się, widzę na jego twarzy obrzydzenie i niedowierzanie. Wiem, że mam przejebane. Mój penis jeszcze stoi, jak ja mam to do kurwy wyjaśnić? Patrzymy tak na siebie w milczeniu bez ruchu. 

    – Ja pierdolę na co czekasz? Ubierz się. – jego drugie zdanie jest już wypowiedziane w spokojniejszym tonie. Zastanawiam się co to oznacza. Może zlituje się nade mną? Pewnie gdybym sobie tylko walił w jego pokoju to nie byłoby aż tak źle, pośmiałby się ze mnie, powiedziałby znajomym i tyle. Ale ja do cholery waliłem sobie trzymając jego brudną skarpetę przy twarzy. Dopiero teraz uświadomiłem sobie jakie to absurdalne. 

    – Słuchaj, ja mogę wszystko wyjaśnić… – zaczynam banalnie jak w każdej słabej komedii romantycznej ale zanim mam okazję dokończyć dostaję ostrego plaskacza. 

    – Co masz wyjaśniać? Pedałem jesteś. Zawsze cię o to podejrzewałem. Gadać z dziewczynami nie umiesz, pewnie nawet żadnej jeszcze nie zaliczyłeś. Ja już jako szesnastolatek latek dobrze się zabawiałem. I do tego masz ciągoty do własnego brata, wiedziałem, że wy wszyscy to takie perwersy – po każdym kolejnym zdaniu robi mi się coraz goręcej. To z fabuły sztampowego porno “brat mnie przyłapał, będziemy się ruchać” zmienia się w koszmar. Cały czas siedzę nagi, jednak mój penis już całkowicie wrócił do spoczynku. Kilka sekund przerwy. Chyba nad czymś myśli. 

    – Jak tak sobie lubisz walić przy moich starych skarpetach to ciekawe czy dasz radę syrkom po kilkugodzinnym treningu. – zaczyna się uśmiechać, chyba zdaje sobie sprawę, że dzięki tej sytuacji będzie miał mnie okazję poniżyć w zupełnie nowy sposób. 

    – Daj spokój, to był tylko przypadek, twoje skarpety były blisko i po prostu nie myślałem… – próbuję logicznie wyjaśnić to, czego był świadkiem ale sam zdaję sobie jakie to absurdalne więc zawieszam głos. 

    – Chuj mnie to obchodzi, może jak się zajmiesz moimi stópkami to ci się odechce pedalić, takich to jeszcze nie wąchałeś – teraz jego uśmiech zamienia się w lekki śmiech – Pedały muszą znać swoje miejsce, jak chcą sobie wąchać męskie stopy to proszę bardzo! 

    Radek schyla się, zaczyna rozwiązywać swojego buta. Rozglądam się po pokoju. Czy to sen? Jakaś ukryta kamera? Mój brat sobie jaja robi? Powracam wzrokiem na niego. Jego but już leży na podłodze. Po kilku sekundach uderza mnie zapach jego skarpet. Na pewno nie nosił ich tylko jeden dzień. Są to skarpety stópki, białe. A raczej powinny być białe. Prawie całe są szare, w niektórych miejscach czarne. Zauważa, że na niego patrzę i na chwilę przerywa rozwiązywanie drugiego buta 

    – O skarpetki się nie martw, będziesz mieć czas je zlizywać do czysta, teraz chciałbym żeby mojego stopy po treningu mogły się trochę odprężyć, może do czegoś po tylu latach się przydasz – znowu zanosi się śmiechem. Czuję coraz większe upokorzenie. Więc to nie żart. Marzyłem o tej chwili od momentu moich szesnastych urodzin. Przelałem litry spermy waląc sobie do jego piłkarskich getrów – mojego ulubionego rodzaju skarpetek. Ale teraz przelewa mnie wstyd. Zawsze podobał mi się zapach jego skarpetek, uwielbiałem go. Ale teraz śmierdzą. Potwornie śmierdzą. Co zmieniło ich zapach? Fakt, że jestem przymuszany? 

    – Na co czekasz? Skarpetki same się nie zdejmą, całą robotę mam robić pedale? – z rozmyśleń wybija mnie jego głos. Patrzę na jego nogi. Faktycznie, już zdjął oba buty i został w samych skarpetkach. Schodzę z łóżka i siadam na podłogę przed nim. Co teraz? Mam czekać na jakiś sygnał kiedy mam zacząć? Co mam robić?

    – No dalej kurwo! – krzyczy. Czuję jego ślinę na sobie. Splunął na mnie. Nigdy nie czułem się tak upokorzony. Nie jestem teraz jego bratem, jestem jego zabawką. Chwytam jego stopę w dłoń i ostatni raz na niego spoglądam. Cały czas ma na swojej twarzy ten zawadiacki uśmiech. Powoli ściągam jego skarpetkę. Myślałem, że po jego skarpetkach nie ma gorszego zapachu na świecie, ale jednak jest – jego stopy. Całe zabrudzone, musiał nieźle nimi pracować dzisiaj. Pewnie grał w piłkę z kumplami z AWFu. Podnoszę jego stopę do swojej twarzy. Przyglądam się jej. Cała zabrudzona, widać jeszcze trochę mokre ślady potu. Okropnie cuchnie. 

    – Wąchaj braciszku! – zanim mogę się nawet przyzwyczaić do tego zapachu przyciska mi ją do twarzy. Próbuję ją odrzucić, ale nie daję rady, ma za silne nogi, nic dziwnego skoro od dzieciaka trenował piłkę nożną. Ledwo słyszę jego gromki śmiech – wszystkie moje zmysły są skupione na jego stopie. Po chwili ten obrzydliwy zapach zamienia się w podniecają woń. Nie walczę już z jego stopą, biorę głębokie wdechy. Dostaję dreszczy. 

    – I co pedałku? Żyjesz tam jeszcze? – słyszę pytanie. Przez stopę nie mogę odpowiedzieć, więc tylko kiwam głową. Mój kutas powoli znowu budzi się do życia. Cały czas jestem nagi, nie było kiedy się ubrać. Radek to zauważa. 

    – Twój mały też chyba żyje. Nic dziwnego że żadnej dziewczyny nie przeleciałeś z tym piętnastocentrymetrowym maluszkiem. – już nie mogę udawać, że mi się to nie podoba. 

    – Teraz otwieraj tą piękną buźkę, czas na masażyk języczkiem! – tym razem jestem już gotowy. Otwieram buzię i zaczynam badać jego stopę językiem. Próbuję to robić powoli, żeby się przyzwyczaić do smaku. Ale Radek nie jest cierpliwy. Podnosi rękę i uderza mnie w głowę. – To nie degustacja, liż całe pedale – słyszę rozkaz. Dostosowuję się. Łapczywie liżę teraz jego stopy, zaglądam językiem między jego palce, badam jego podeszwę. Robię to coraz szybciej. 

    – Ja pierdole, co za perwers – słyszę w jego głosie zdumienie. Nie mam pojęcia czy jest to pochwała czy obelga. Mój kutas już stoi na baczność. Po chwili coś w niego uderza. I drugi raz. I trzeci. Zaczyna mnie mocno boleć, nie widzę nawet co się dzieję bo jego stopa blokuje mi oczy. Dopiero po chwili orientuję się, że uderza swoją drugą stopą mojego chuja. 

    – To nie ma być przyjemne kurwo! – słyszę od niego i uderza mnie kolejny raz. Kutas zaczyna mnie mocno boleć, jestem zamknięty w bolesnym cyklu – liżę jego stopę, mój kutas się podnosi z podniecenia, on uderza go stopą. Po kliku minutach jego uderzenia stopą stają się wręcz przyjemne, jestem chyba tak podjarany że każdy dotyk mnie podnieca. Nie zauważa chyba tego, myśli, że jęczę z bólu – a ja jęczę z czystej przyjemności. On się śmieje a ja nadal myję jego brudną stopą swoim językiem. Widać, że są mocno zmęczone codziennymi treningami i potrzebują ulgi. Nie wytrzymuję już i po chyba pięćdziesiątym uderzeniu jego stopą w mojego chuja po prostu strzelam. Nie przestaję jednocześnie lizać jego stopy. 

    – O ty kurwo, ktoś ci pozwolił strzelać? Popierdolony jesteś? Podnieca cię to wszystko? – znowu słyszę zdumienie w jego głosie, tym razem jest widocznie zniesmaczony. Zabiera nogę sprzed mojej twarzy, wstaje. Nie wiem co powiedzieć. 

    – Ty serio jesteś chory na łeb – kolejna obelga ciśnięta w moją stronę. Znowu czuję wstyd. Ma racje. Jestem przyjebany. Kto normalny dostaje orgazmu, bo jego brat każe mi lizać swoje brudne syry i bije go stopą po chuju? Nie wiem co powiedzieć. – Ciebie trzeba leczyć. Ale nie martw się, w następnym tygodniu moja drużyna ma mecz i jak zwykle wrócimy do domu poświętować po wygranej czy tam kurwa przegranej, chuj mnie to obchodzi. Jak sobie powąchasz kilka par kurwiących syr to ci się odechce pedalić. Jeden wieczór pożyjesz jak prawdziwy pedał usługujący prawdziwym mężczyznom to będziesz mieć dosyć. 

    Nie mogę się doczekać.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Janghyeok Park

    Uwaga, opowiadanie zawiera śladowe ilości erotycznych relacji brat-brat i fetyszu stóp (pierwszy rozdział właściwie tylko na tym się skupia, ale kolejne zapewne będą miały inny “motyw”). Mam nadzieję, że się będzie podobać i proszę o komentarze co się podobało a co nie, co można by zmienić, co chcielibyście zobaczyć w kolejnych rozdziałach itp. 

  • MW-Grecja Rozdzial 11 Historia Dorki

    Dziewczęta opalają się nad basenem, właśnie skończyliśmy niezłe figle, odpoczywają. Ja, szczęśliwie dla całej historii, jestem akurat w domu, przygotowuję coś zimnego do picia. Nad ogrodzeniem szerokim łukiem przelatuje piłka i wpada prosto do basenu. Dziewczęta patrzą zaintrygowane. Po jakimś czasie żywopłot na wprost basenu zaczyna żyć własnym życiem, porusza się, woła „o kurwa”  i wreszcie z trzaskiem łamanych gałęzi wydala z siebie nastoletnie dziewczę. Dziewczę wygląda jak półtora nieszczęścia: podrapane, miejscami do krwi, w rozdartej i zadartej sukience (majtki ma), z rozczochranymi płomiennie rudymi włosami i rozbitym kolanem, które sobie masuje. Do czasu, aż spostrzega pięcioro dziewcząt wpatrujących się w nią szeroko otwartymi oczyma ze swoich leżaków. Dodam – nagich dziewcząt. Dziewczę zamiera z równie szeroko otwartymi oczyma. Wreszcie wydaje cichy jęk i siada z impetem na tyłku znów masując kolano. To zdejmuje czar z moich dziewczyn. Zrywają się z leżaków i biegną do Dziewczęcia.

    Podnoszą je wspólnym wysiłkiem z ziemi i podprowadzają ostrożnie do leżaka. Kaśka, najbardziej przytomna, biegnie do domu, żeby mnie ostrzec i zarazem po apteczkę. Przemywa Dziewczęciu zadrapania i opatruje kolano, najwyraźniej tylko lekko ale boleśnie stłuczone. Wreszcie zaczynają rozmawiać. Dziewczę się tłumaczy.

    – Ja was bardzo przepraszam, chciałam bratu piłkę… I patrzy na piłkę podskakującą lekko na wodzie.

    – Może któraś  przerzucić? Najlepiej przez furtkę, tam braciszek czeka.

    Natka wskakuje do basenu, łapie piłkę i biegnie do furtki. Przerzuca piłkę, słyszy – „Dzięki siora”. Przekazuje informację, że „siora” przyjdzie później i przybiega z powrotem. Dziewczę zapatrzone we wdzięcznie rozbujane melony Natki, rozsiewające na wszystkie strony kropelki wody, daje radę tylko wyjąkać:

    – Dziękuję.

    Zebrawszy myśli daje wyraz swemu zaintrygowaniu.

    – Często się tak opalacie?

    – Znaczy na golasa? Zawsze! To nasza plaża nudystów.

    – Nudystek znaczy?

    – No…niezupełnie.

    – To chłopaki też tu są?! – Dziewczę rozgląda się wystraszone. Ogarnia sukienkę, z którą Kaśka, opatrując kolano i dezynfekując zadrapania obeszła się raczej bezceremonialnie.

    – Teraz nie, ale bywa tu taki jeden, no… Właściciel. Jest w porzo. Bardzo go lubimy.

    – I nie przeszkadza wam, że na was gołe patrzy?

    – Nawet to lubimy, młode i zgrabne jesteśmy. Jak i ty. Podnosi nam to samoocenę, a jemu… – Majka milknie nagle, dostawszy sójkę w bok.

    Wprawdzie zgrabne biodra Dziewczęcia i jej szczupłe uda zniknęły właśnie pod sukienką, ale one widziały dość, by stwierdzić, że Dziewczę jest w moim typie.

    – Na niego też miło popatrzeć… – Dodaje Lola

    – Też się możesz się z nami poopalać, choćby zaraz, i tak na razie nigdzie nie pójdziesz z tym kolanem.

    Dziewczęta wyraźnie zagięły na nią parol, spodobało im się to Dziewczę. Te płomienne zorze na głowie, zielone oczęta do kompletu. Teraz również rumieńce.

    – Jesteśmy Ala, Lola, Kaśka, Majka i jej siostra Natka.

    – Ile masz lat?

    – I jak ci na imię?

    – Dorka, no Dorota, ale nikt tak do mnie nie mówi. Wczoraj skończyłam piętnaście. Właśnie szłam spotkać się z koleżankami, miałyśmy świętować. I braciszkowi wypadła piłka na ulicę, i ten gnojek od sąsiadów, dres, pierdolona łysa pała, kibol jebany kopnął ją tak potężnie, że aż tu wylądowała. W jaja bym go kurwa kopnęła!

    Dziewczęta ostatecznie orientują się, że Dziewczę to „swoje ludzie” i zaczynają naciskać.

    – No, Dorka, zrzucaj łaszki, złap trochę słońca. Dziewczyn się wstydzisz? Ty powinnaś się wstydzić, jedyna tekstylna.

    – Zabawne z was dziewczyny, czuję, że was polubię. I chętnie się poopalam. Nago, nago, nago – podśpiewuje i wybucha śmiechem. Rajcuje mnie to słowo – Nago, nago, nago…Dorka schyla się, by rozsznurować  tenisówki…

    – Auć!

    To przez to kolano. Dziewczyny rzucają się pomagać. Zzuwają Dorce pepegi, ściągają sukienkę. Zostają majtki. Takie zwykłe, białe, bawełniane. I ładnie wypełnione w kroku. Stanika Dorka nie nosi, przy jej filigranowych cyckach byłby zbędnym balastem.

    Dorka ma już kciuki za gumką majtek, ale znów się waha. Dziewczyny nie naciskają.

    – Pójdę przeprać ci tę sukienkę – ofiarowuje się Natka – takie plamy z trawy, jak wyschną, to ciężko schodzą. Bez obawy, zdąży wyschnąć, na razie i tak nigdzie się nie wybierasz.

    – Dzięki! To moja najładniejsza… Jak ja się wam odwdzięczę?

    – Wyskakując z majtek – niecierpliwi się Majka.

    – Hahaha… no już dobrze – Dorka pozbywa się ostatniej części garderoby.

    – Też upaprane ziemią – Natka porywa je wraz z sukienką, biegnie do domu. Teraz dziewczęta mają Dorkę na widelcu, w takim stanie nigdzie im nie ucieknie.

    – O, jak ci ładnie cipka zarosła. To ty wszędzie ruda…

    Dorka się waha, ale tylko trochę.

    – Tak ją nazywam. Ruda – drapie się po cipce – Ruda Norka.

    – Ja mam Pana Pierożka – Ala wypina Pierożka. – Jest jeszcze zupełnie łysy. Niedawno skończył czternaście. Mogę? – I nie czekając na pozwolenie głaszcze rude futerko. – Jakie mięciutkie, zobaczcie same, dziewczyny; kiedy ja się doczekam…

    I ani się Dorka nie obejrzała a już trzy następne dłonie głaszczą jej Rudą.

    – Żebyś sobie tylko nie pomyślała, że my to jakieś lesby, czy co! – Mówi Lola, muskając te bujne, rude kłaki. – Nowoczesne dziewczyny jesteśmy i żadnych wyzwań się nie boimy. Z żadnej strony – dodaje, dość dwuznacznie.

    – No, czego jak czego ale wyzwań to ja się nie boję.

    – A czy Ruda Nora miała już swojego lokatora? – pyta filuternie Majka, wywołując kolejny rumieniec na buzi Dorki.

    – No co ty! Nam, dziewczynom możesz powiedzieć, my też ci powiemy!

    – Miała, miała – śmieje się Dorka.

    – No bo urodziny z dziewczynami świętujesz….

    – Bo to było jednorazowo, no, kilkurazowo a potem dupa! Gnojek to był i tyle, jeszcze mnie, kurwa, trzęsie. Najpierw piękne słówka, a potem… – Macha ręką. – Przesiadł się w locie na moją kumpelę. To już wolę seks bez zobowiązań.

    Dziewczęta dostrzegają swoją szansę.

    – To tak, jak my, wszystkie uprawiamy seks bez zobowiązań.

    Dorce lekko opada szczęka. Spogląda na Alę.

    – Mówiłaś, że dopiero skończyłaś czternaście?! I Pan Pierożek….

    – Pan Pierożek obracał się na rożnie dwa miesiące temu – wyręcza Alę Kaśka. – Jak nas tu widzisz, dziewicy nie uświadczysz.  W Polsce nie ma już smoków…

    Szczęka Dorki opada niżej. Nie może się jednak powstrzymać.

    – I? – Pyta, sama nie wiedząc, czego dokładnie chce się dowiedzieć.

    – I od tego czasu regularnie – Ala  dumnie wypina Pana Pierożka.

    – Wszystkie regularnie – dodaje Kaśka. Dorka rozgląda się po dziewczynach.

    – Nie wiem, mam was żałować, czy mam wam zazdrościć!

    – Wierz mi, nam trzeba zazdrościć – mówi z przekonaniem Lola.

    – Jakie ja przeżywam orgazmy! To się w pale nie mieści. – wzdycha rozmarzona Ala.

    – Ale z pały się bierze! – To oczywiście Majka. Dziewczyny wybuchają śmiechem.

    – No dobra, zazdroszczę wam! Naprawdę! – Przyznaje w końcu Dorka. – Zazdroszczę wam tych orgazmów. – Widać, że  rozmawia jej się coraz swobodniej. – Chciałabym zapomnieć o swoich nędznych początkach, czasem myślę, że potrzeba mi po prostu solidnego rucha… Zakrywa dłonią usta.

    – Ruchania, jebania, ciupciania, pierdolenia, rżnięcia, walenia, dupcenia… Opuściłam coś? – To znów Majka.

    – W tym gronie rozmawiamy swobodnie – Informuje spłonioną Dorkę Natka. – A twoja garderoba już schnie., nawet ładnie wszystko zeszło.

    – Dziękuję!

    – Przyłącz się do nas – nęci Lola – będziesz to miała, jak w banku – regularne ruchy jej bioder nie pozostawiają wątpliwości. Ani też skrawka białej skóry na buzi Dorki.

    – Bo my szczęściary jesteśmy!

    – Szczęściary jesteście bo macie facetów, co was … ruchają! Może mnie też któryś z nich wyrucha… Kurwa! Czy myśmy się naprawdę poznały pół godziny temu? Czy to się dzieje naprawdę?  I dlaczego tak mi się podoba?

    – Zacznę od końca – mówi Natka – Podoba ci się, bo lubisz się ruchać tylko jeszcze o tym nie wiesz. Jak się przyłączysz, to się przekonasz. I każda z nas ma faceta, tego samego! No, czasem trzech!

    Dorka przeżywa jakoś to oświadczenie, pyta tylko cichym głosem.

    – I jeden facet was bzyka? Codziennie inną? Tak po kolei?

    – A po co po kolei? Nie lepiej wszystkie na raz? – Pyta zdziwiona Lola, czym ostatecznie dobija Dorkę. Ta po dobrej chwili pyta jeszcze ciszej.

    – A co to właściwie za facet?

    Odpowiadają chórem:

    –  Nasz Kochany Pan Gospodarz! O, właśnie idzie! – I przytrzymują spanikowaną nagle Dorkę na leżaku.

    – Uważaj na kolano!

    Dorka opada bezsilnie na leżak. Teraz Kaśka ją uświadamia, zatrzymawszy mnie ruchem ręki.

    – Pieprzymy się tu wszystkie w kółeczko, bo tak chcemy, nikt nas nie zmusza. Jesteśmy „Gotowe na wszystko” – tak się nazwałyśmy, bo takie jesteśmy. Ty też jesteś, przekonasz się! Chcesz przeżywać potężne orgazmy, chcesz mieć cudownie lizaną cipę i tyłek, lizać jaja, ssać kutasa, poznać smak naszych cipek pokochać smak spermy, biegać bez majtek po mieście, przeżyć przygodę życia za tydzień to zostań. Chcesz żałować, że to wszystko cię ominęło to idź. Musisz się zdecydować teraz! Powiedz: „Wchodzę w to” a on wejdzie w to – głaszcze ją po cipce. Na twoich warunkach, sama mu powiesz, kiedy będziesz gotowa. Orgazm gwarantowany – śmieje się Kasia.

    – Pozwól… Jedno pytanie…. O co chodzi z tą przygodą życia, tego jednego nie rozumiem.

    – Och, zagalopowałam się. Został tydzień do wyjazdu, mogą cię starzy nie puścić aż nad morze samej, tylko z dziewczynami, no ale my nie jedziemy nad morze, to znaczy nad morze, ale do Grecji, na dwa tygodnie, z jego kuzynami, ciuchy zostają, a tam jachtem, wyczarterowali jacht, na bezludną wyspę, wyobrażasz sobie! – kończy Kaśka mocno chaotyczną wypowiedź i zastyga z wyrazem niebotycznego szczęścia na twarzy.

    Dorka patrzy na nią szeroko otwartymi oczami. Wyspa przeważa szalę. Dorka zamyka oczy i bierze głęboki oddech.

    – Wchodzę w to! – Mówi głośno i wyraźnie.

    Te słowa wyrywają Kaśkę ze snu na jawie. Ponownie macha na mnie ręką. Podchodzę.

    Dziewczyny w lot wymyśliły, jak gładko wprowadzić Dorkę. Albo mnie w Dorkę, co na jedno wychodzi. Podrywają się ku mnie.

    – Tak długo cię nie było, że teraz znów musisz się z nami przywitać!

    Kaśka ściska cipkę Dorki – na razie siedź i patrz – i też biegnie się witać. Tymczasem wsuwam dłoń między kolejne uda i ściskam stęsknione cipy, dziewczęta witają się z moimi jądrami. Kaśka jest ostatnia.

    – Mamy nową koleżankę – mówi i nie wypuszczając mnie z garści, prowadzi do leżaka, na którym spoczywa rudowłosa piękność.

    – Borze lesisty!

    – My mówimy – drągu strzelisty!

    – Niby od kiedy? – chce wiedzieć Natka.

    – Od teraz. No popatrz tylko! Całe 20 centymetrów rozkoszy – mówi, polerując mój drąg.

    – Przywitasz się?

     Dorka chwilę się waha, ale potem wstaje, nowe koleżanki jej pomagają, w chwilowo rozwartym kroczu miga rozkoszna szparka. Dziewczę z determinacją chwyta mnie za jaja, uwolnione na tę okoliczność przez Kaśkę.

    – Jestem Dorka, no właściwie Dorota, ale mów mi Dorka.

    Wsuwam jej dłoń między kolana i rozsuwając delikatnie uda docieram do krocza. Robi się szerzej. Obracam dłoń poziomo – futerko łaskocze mnie w nadgarstek, palce przyklejają się do wilgotnego sromu.

    – Witaj Dorka!

    Puszczam jej cipę, obejmuję ramieniem i przytuloną, obracam w kierunku „Gotowych na Wszystko”.

    Nowe koleżanki też będą chciały cię oficjalnie przywitać!

    Dziewczęta podchodzą i wymieniają uścisk cip.

    – Jaka soczysta! – Gdy Kaśka zabiera dłoń, ciągną się za nią niteczki śluzu

    – Pierwszy raz mi się zdarza, żeby obcy facet trzymał mnie za cipę…

    – Jaki tam obcy, znacie się już całe pięć minut!

    Ostatnia jest Maleńka, zamyka dłoń Dorki w swoim kroczu zaciskając uda i składając usteczka w ciup prosi słodkim głosem.

    – Popieścisz Pana Pierożka?

    Dorka posłusznie miętosi jej cipkę. Ala natychmiast się do niej przytula. Zaczyna lizać i ssać jej piersi Z piersi tej wydobywa się ciche westchnienie. Dorka patrzy nieco przymglonym wzrokiem na Natkę i Majkę, które właśnie zagospodarowują moją pałę, pozostawioną przez chwilę odłogiem. Pała rośnie radośnie w ich rękach i ustach. Kasia przytula się do Dorki z tyłu.

    – Mogę popieścić twoją Rudą Norkę? – I delikatnie masuje jej szparkę. Dorka drży. Kasia podnosi rękę.

    Ależ cię wzięło, już ci cieknie po udach! Sama zobacz! To z twojej norki! I podsuwa Dorce pod nos swoją dłoń spowitą lepką wilgocią. Po czym starannie ją wylizuje patrząc Dorce w oczy.

    Natka masując mi mosznę, zmianę przy kutasie ma Majka, mówi do Dorki.

    – Przygotowałyśmy go dla ciebie. Poznacie się bliżej?

    Dorka milczy, zbyt długo zdaniem Majki, więc ta ostania zaczyna wymachiwać moim dyszlem, wołając.

    – Komu orgazm?! Komu?!

    – Ja chcę!

    Dziewczęta się odsuwają, zostawiają mnie i Dorkę samych na placu boju. Dorka bierze mnie w dłoń i przyciąga między lepkie uda. Przyciska do cipki.

    – Wyruchaj mnie – prosi. Przygina lekko mój dyszel i wprowadza do Rudej Norki. Norka spływa sokami, maszt wślizguje się gładko.

    Dorce miękną kolana, dyszel dobija do dna.

    Dorka tuli się do mnie, z kutasem głęboko w piździe.

    A przyszła tylko po piłkę!

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Maciej Wijejski
  • Sasiedzki szantaz Majki

    Mam na imię Majka i mam 17 lat. Znajomi nazywają mnie Bożenka ponieważ jestem bardzo podobna do pewnej serialowej aktorki 🙂
    Mam szczupłą sylwetkę, 162 cm wzrostu, kręcone blond włosy do ramion, piersi miseczka B, brzuszka odstającego brak co zawdzięczam mojej rowerowej pasji. Pupa dosyć jędrna jak to zwykle bywa również u rowerzystek.
    Moja historia wydarzyła się to rok temu pewnego zwyczajnego dnia gdy schodziłam po rower do mojej piwnicy w bloku.
    Od pewnego czasu zauważyłam, że przygląda mi się sąsiad który mieszka w drugiej klatce tuż nad nami.
    Często uśmiechał się gdy szłam z zakupami lub wstawiałam rower albo po prostu wracałam do domu.
    Na oko był to jakiś 50 letni samotny Pan, mama mówiła że owdowiał gdy jeszcze się z tatą wprowadzali a więc jakieś 20 lat temu.
    Raz gdy wracałam z lekka chwiejnym krokiem z 18-stki koleżanki, pan Gustaw (tak miał na imię) klepnął mnie w tyłek gdy przechodziłam obok.
    Na początku zareagowałam na to wrogim spojrzeniem, jednak szybko odwróciłam się na pięcie i zbagatelizowałam ten głupi klaps.
    Cieszyłam się, że nie podkablował mnie moim rodzicom którzy zabili by mnie gdyby dowiedzieli się, że wracałam na podwójnym gazie.
    Są bardzo restrykcyjni jeśli chodzi o alkohol i wszelkie przewinienia, do tego jestem jedynaczką a więc ich  oczkiem w głowie. Tego dnia akurat byli na imieninach i wrócili gdy już spałam.
    Wracając do mojej historii, mimo uprawiania sportu czasami popalam co jest moją wadą. Nie palę co prawda nałogowo ale często gdy mnie ktoś lub coś zdenerwuje. Tego feralnego dnia ubrana byłam w biały podkoszulek, delikatny, jedwabny stanik na moje nieszczęście jak się później okazało bardzo prześwitujący. Do tego standardowo moje ulubione krótkie dżinsowe spodenki do ud i białe przewiewne majteczki.
    Schodząc po rower przyczaiłam się jak to zwykle w swojej piwnicy
    pełna nerwów. Powodem mego zdenerwowania był jakiś gówniarz rzucający foliową torbą z wodą gdy wjeżdżałam już na swoje osiedle.
    Był co prawda maj, ciepło, zamoczył mi jedynie podkoszulek który to zwykle wkładałam na rower.
    Odpalając już papierosa poczułam jakiś szmer w piwnicy obok, myślałam na początku że to mysz. Po kilku sztachnięciach
    szok…za wnęki wyszedł pan Gustaw i stanął na przeciwko. Pomyślałam…no to koniec, teraz na pewno podkabluje mnie rodzicom,
    często z ojcem zagadywali się wzajemnie na parkingu więc żyli w dość dobrej komitywie.
    Jednak ku mojemu zaskoczeniu sąsiad widząc mnie mokrą z fajką w dłoni zaśmiał się tylko, szybko odkryłam powód jego diabelskiego uśmieszku. Otóż woda z rzuconej torebki rozlała się na całej mojej koszulce mocząc również stanik.
    Chłód panujący w piwnicy nawet nie wiem  kiedy spowodował twardość i sterczenie moich małych sutków i to właśnie przykuło wzrok sąsiada.
    Nagle z jego ust usłyszałam słowa które od razu mnie zasmuciły:
    – “Od pewnego czasu zastanawiam się skąd ten smród
    palonych papierosów na naszej klatce schodowej a tu proszę ! Wiesz że będę musiał powiedzieć o tym Twoim rodzicom, zrobię
    to od razu gdy tylko zobaczę samochód ojca na parkingu a więc spodziewajcie się dziś mojej wizyty”.
    Miałam już prawie łzy w oczach gdy w pewnym momencie chwycił mnie za rękę i szepnął
    – “chyba że pójdziemy do mojej suszarni i tam poprosisz mnie ładnie
    bym zachował tę tajemnicę dla siebie”. Na początku byłam osłupiona i pełna złości, jednak miałam dużo do stracenia gdyż zbliżała się klasowa wycieczka w góry i wtedy na pewno by mnie na nią nie puścili.
    Wiedziałam doskonale o co mu chodzi i powiedziałam zgoda ale jestem jeszcze dziewicą i mogę się jedynie zgodzić na seks oralny. Oczywiście skłamałam bo mój pierwszy raz wydarzył się rok temu na koloniach z moim 3 lata starszym wtedy chłopakiem Przemkiem. Pan Gustaw uśmiechnął się i już po chwili byliśmy w jego suszarni.
    Był tam tylko stary tapczan na który kazał mi usiąść. Szybko opuścił swój wieśniacki dres i śmieszne slipy. Jego członek już w pełnym wzwodzie dotykał prawie czubka mojego nosa. Był dość duży, na ok jakieś 18 cm i lekko wykrzywiony.
    Mój 18 letni partner Przemek miał dużo mniejszego (ok. 13cm) a i tak pierwszy raz z racji ogromnego bólu pamiętam go do dzisiaj.
    Nagle usłyszałam komendę od napalonego już do granic możliwości sąsiada
    -“czyń powinność mała”. Delikatnie powąchałam
    penisa i zaczęłam go lizać. Zapach przyprawiał mnie o mdłości, było to coś na wzór starych śledzi w beczce, mimo to zamknęłam oczy, wzięłam głęboki wdech bo na moje szczęście mój antyperspirant dawał już
    o sobie znać w całym pomieszczeniu, włożyłam go delikatnie do ust… do połowy ponieważ dalej nie było to fizycznie możliwe.
    Pan Gustaw nie nalegał na to bym wzięła całego i kazał mi się skupić na napletku. W mojej buzi niestety było co raz więcej śluzu i byłam co raz bliżej puszczenia pawia.
    Mimo tego, pomyślałam a niech ma coś stary dziad a dla mnie będzie to mały trening ponieważ od roku z nikim nie byłam.
    Pokazałam więc mu co potrafię wirując językiem na jego żołędziu i bardzo delikatnie zaczęłam dotykać ząbkami napletek.
    Zacisnęłam mocno wargi i zaczęłam rytmicznie ruszać główką i ssać go coraz mocniej. Śluz zaczął mi już powoli ściekać z kącika wargi.
    Próbowałam włożyć całą Gustawową fujarkę ale przydławiłam i była to moja pierwsza i ostatnia próba na nim.
    Nagle Pan Gustaw złapał mnie delikatnie za podbródek i wyjął swoją oślinioną maczugę. Zaniepokoił mnie fakt, iż na jego oczach zamiast
    uśmiechu i ekscytacji pojawił się wyraz jakby złości. Nagle wydał z siebie te słowa których niestety nie zapomnę do dziś…
    -“Odwróć się i oprzyj brzuszkiem na kanapie tak byś dotykała udami brzegu”.
    Odpowiedziałam z impetem, że tego nie było w planie i nie ma mowy jednak Gustaw szybko i mocno chwycił mnie wtedy
    za rękę i rzekł
    -“nie dyskutuj gówniaro bo mnie popamiętasz do końca życia !” Wystraszyłam się, chciałam wybiec ale jego uścisk na ręce sprawił że nogi się przede mną ugięły ze strachu i czułam się jak z paraliżowana. Pomyślałam jednak, że skoro mam już za sobą zrobienie loda temu parszywcowi to może jakoś zniosę to co mi zaplanował,
    w każdej chwili mógł przecież iść do moich rodziców bo mama tego dnia miała wolne i była w domu.
    Po chwili byłam już na kolanach z wypiętym ku niemu tyłkiem, Gustaw rozpiął guzik z przodu moich spodenek a następnie rozporek, zdjął
    mi spodenki i po chwili byłam w samych białych majteczkach. Ten widok musiał go jeszcze bardziej podniecić ponieważ w lustrze które
    leżało na ziemi obok oparte o szafę widziałam jak wysoko sterczy jego lanca tuż nad moim tyłkiem.
    Gustaw wyjął z kieszeni pudełeczko jakiegoś kremu i zanurzył w nim swoje dwa palce . Włożył mi dłoń pod majtki i omackiem zaczął
    gładzić ujście pochwy, wargi sromowe i okolice kakaowego oczka nakremowanymi palcami. Zaczęłam się bać że czeka mnie tu horror skoro przygotowuje aż taki “obszar działania” na moim ciele.
    Nigdy nie robiłam tego w tyłek więc jeszcze w momencie smarowania kremem mojej pupki nie wiedziałam co tak na prawdę przeżyję.
    Nagle poczułam jak osuwają się po pośladkach moje majtki, migiem znalazły się na kostkach po czym w dłoni sąsiada.
    Klęcząc wypięta i goła poczułam straszny wstyd i zażenowanie. Słyszałam jak Gustaw przegryza opakowanie z prezerwatywą i próbuje
    założyć gumkę na swoją wielką pałę. Udało mu się to, jednak kondom zajmował jedynie 23 długości jego przyrodzenia.
    Nie trwało to długo ponieważ napletek penisa znalazł się błyskawicznie tuż przy mojej cipce na złączeniu warg sromowych. Poczułam nagle pchnięcie i straszny ból a to dopiero były może 2cm Gustawowego olbrzyma.
    Nagle poczułam mocniejsze parcie i wdech sąsiada. Jego penis wszedł do połowy… nigdy nie zapomnę tego okropnego bólu w dodatku w połączeniu ze strachem i paraliżującym wstydem.
    Pan Gustaw chwycił mnie za biodra i zaczął powoli ale rytmicznie posuwać  od tyłu. W lustrze obok widziałam kapiący z prezerwatywy śluz połączony z kropelkami krwi, Widocznie przebił się jeszcze głębiej niż mój eks.
    Wykrzywienie jego pały jeszcze bardziej potęgowało ból gdy zaczął ocierać czubkiem o wewnętrzną ściankę pochwy. Czułam go cm po centymetrze a napletek chwilami uderzał mnie aż o ścianki pochwy. Czułam jak by zaraz miał przebić mi się do żołądka.
    Jego lanca rozrywała mnie od środka i rozpychała na wszelkie możliwe strony. Zaczęłam piszczeć i ryczeć z bólu ale jego dłoń
    szybko zakneblowała mi usta.
    Na szczęście trwało to chyba niezbyt długo, szczerze straciłam wtedy rachubę czasu. Sąsiad po kilku mocniejszych pchnięciach wyjął delikatnie
    oblepionego krwią i śluzem penisa po czym rzekł “nie wiedziałem że byłaś dziewicą”, następnie uśmiechnął się
    złośliwie i rzekł dalej “jeśli tak to masz jeszcze jedną dziurkę którą musimy rozdziewiczyć hehe”.
    W tym momencie poczułam jak jego środkowy palec prawej dłoni wchodzi do mojego odbytu, wszedł do połowy po czym sąsiad go wyjął
    i zanurzył w kremie. Lewa ręka zdejmowała zdewastowaną prezerwatywę. Następnie prawą dłonią wysmarował mi środek pupy i ponownie włożył paluch do wnętrza kakaowego oczka, lewą dłonią smarując już w tym czasie swoją wielką maczugę tym samy kremem. Tym razem jednak palec wszedł prawie do końca bo sprawiło że poczułam mocny ból a z oczu wypłynęła mi łza. Zrobił kilka powolnych ale głębokich ruchów po czym wyjął palec i zbliżył mi swoją twarz do ucha szepcząc :
    -“nie bój się i rozluźnij pupę, już za chwilę będzie po wszystkim”.
    W tym momencie poczułam czubek penisa na swoim odbycie. Najpierw poczułam bolesne rozszerzenie zwieracza i wejście napletka. Syknęłam
    i zapiszczałam z bólu. Po czym Pan Gustaw położył spokojnie swoje dłonie na moich pośladkach i powoli zaczął wsuwać penisa w głąb mojej pupy. W lustrze obok widziałam też grymas na jego twarzy, widać było że idzie mu to opornie bo nikt tam przed nim nie był.
    Czułam że jego fiut nie ma końca i przewierca mnie na wylot, a w lustrze niestety było widać że włożył go dopiero do połowy.
    Nie zapomnę tego bólu, wstydu i zażenowania do końca życia. Kilka powolnych ruchów sprawiło że z moich oczu popłynęły kolejne łzy.
    Na domiar złego wykrzywienie sprawiło, że zaczął ocierać się o ścianki i rozpychać mnie od środka.
    Nie pamiętam ile to trwało jednak ból powoli zaczął ustępować a Gustaw coraz pewniej i bez oporów penetrował mój tyłek. Starałam się być dzielna do końca, bardziej rozluźniając tyłek i ujeżdżając go pupą na prawie całej długości, wyobrażać sobie w tym bólu że za mną jest mój ex a nie jakiś obleśny staruch.
    Na koniec poczułam coś takiego jak bym zrobiła kupę, był to zapewne moment kiedy Gustaw wyjął penisa z mego tyłka. Ruszył nim kilka razy dłonią po czym na pośladku poczułam gorącą jak wosk salwę jego spermy.
    Wyjął z leżących obok dresów chusteczkę papierową i wytarł nim fiuta z resztek i drobin mego kału. Drugą chusteczką wytarł mój podrażniony odbyt i lepki od spermy pośladek. Chwilę mi zajęło za nim podparłam się na ramionach i w końcu wstałam. Gdy zobaczył moją twarz i rozmazany od łez makijaż dał mi trzecią chusteczkę. Wytarłam twarz i usłyszałam z
    jego ust:
    – “teraz będziemy mieli naszą wspólną tajemnicę”
    po czym Gustaw odwrócił się na pięcie i wyszedł zostawiając suszarnie otwartą. Chciał mi dać do wiadomości żebym sią ogarnęła i spływała.
    Wkładając majtki i spodenki zauważyłam w jego koszu na śmieci kilka zużytych prezerwatyw. Zrozumiałam że widocznie nie byłam chyba jego pierwszą szantażowaną ofiarą. To by było nawet logiczne ponieważ w bloku mieszka jeszcze moja rówieśniczka Asia i nasza rok starsza kumpela Kamila z którą się dobrze trzymam i czasami popalam. Jednak żadna z nich mi się jeszcze nie przyznała, być może chciały uniknąć tego zażenowania jaki sama przeżyłam z Panem Gustawem. Od tego dnia poprzestaliśmy z sąsiadem na zwykłym “Dzień dobry”.
    Pod koniec roku, przed samymi świętami sąsiad wyprowadził się z naszego bloku i nigdy już go nie spotkałam. To było moje pierwsze doświadczenie z dojrzałym mężczyzną oraz pierwszy seks analny w życiu…i przyznam że raczej ostatni.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Kamil Bosman

    moje pierwsze opowiadanie

  • W szponach Kassandry

    W mrocznych czasach, na ziemiach Idonoru, panował chaos i nieład. Za ten stan rzeczy odpowiadała niechęć do współpracy i wrogość każdej z ras. Ludzie bezkompromisowo wierzyli w swoje bóstwa, a każdy kto miał inne zdanie był heretykiem, zdrajcą i wrogiem. Wrogiem z którym nie można negocjować, wchodzić w układy, wrogiem którego trzeba się pozbyć, w imię swoich ideałów. Duże miasta były ostojami dla szaleńców przewodzących Zakonem Loriady. Każdy przejaw wiarołomstwa lub bezczeszczenia w dowolny sposób bóstwa był surowo karany. Mieszkańcy, w miarę bezpieczni za murami, wciąż musieli być ostrożni. Musieli stosować się do kodeksu, który znajdował się przy każdej kapliczce i znaku wskazującym drogę przyjezdnym. Król Harlik, władca ludzi, sprawował jedynie funkcję reprezentacyjną. Wszelkimi sprawami zajmowali się Inkwizytorzy zakonni. Na zachodzie znajdowały się tereny należące do plemion orków. Każde plemię zajmowało ziemię porównywalną z miastami ludzi, a nawet większą. Oficjalnie zjednoczeni pod wodzem Gardalem, nieoficjalnie wciąż toczyli swoje waśnie. Nie byli tak rozwinięci technicznie jak ludzie. Osady wciąż wyglądały prymitywnie, sprzęt jaki wykorzystywali do wytwarzania niezbędnych narzędzi również był z innej epoki. Dlatego nie uświadczysz sumiennie wykonanego ciężkiego pancerza pokrywającego całe ciało, a jedynie jego najważniejsze części. Pozostałe miejsca kryje utwardzona skóra, sposobem znanym jedynie orkowym rzemieślnikom. Braki w ekwipunku rekompensuje siła. Orkowie są masywniejsi niż ludzie. W ten oto sposób wojna trwa, lecz terytorium wciąż jest w tych samych rękach. Starcia głównie polegają na obijaniu wroga, niż na solidnym szturmie na umocnienia. Praktycznie jest to wojna pozycyjna. W dalszych częściach kraju, przy odległej od cywilizacji Puszczy Traw, mało kogo obchodziły starcia. Czasami ktoś przejazdem informował mieszkańców wiosek co się dzieje. Zainteresowanie budzili tylko chwilowe, wieśniacy zaraz wracali do swoich lokalnych spraw. Najbliżej puszczy znajdowała się wieś Polna. Nazwa dość trafna ze względu na otaczające ją pola. Między drzewa zapuszczali się tylko drwale, a było ich ledwie pięciu. Ich wyprawy zwykle były dość krótkie. Cały czas mieli nieodparte wrażenie, że ktoś obserwuje ich każdy ruch. Twierdzili również, że widzieli kogoś lub coś między krzakami. Z braku odważnych salwowali się natychmiastową ucieczką. O puszczy krążyły plotki, jakoby ludzie przebywający dłużej mieli skłonności do znikania bez śladu i nie wracania w ogóle.
    We wsi mieszkały głównie osoby w średnim wieku i bardzo podeszłym wieku. Większość młodych rwała się do miast, skuszeni perspektywą służby w wojsku czy możliwością obcowania z wyższą kulturą. Na taki luksus nie mogło sobie pozwolić rodzeństwo mieszkające na skraju wioski. Mimo, że los ich nie oszczędzał, nadal dzielnie stawiali czoło przeciwnościom. Rodzice osierocili ich dość wcześnie. Najpierw ojciec który był żołnierzem. Gdy zginął dostatnie życie przerodziło się w trud. Niedługo potem zmarła matka po walce z chorobą. I tak Bianka, starsza z rodzeństwa, stała się opiekunką swojego brata, Feliksa. Ona miała wtedy 25 lat, on zaś 19. Przez dwa lata parli do przodu, chcąc dla siebie nawzajem jak najlepiej. Dla Feliksa nie był to stan idealny. Chciał coś zrobić, wyrwać się ze wsi i wyruszyć w podróż której celu nie znał sam. Był to również powód kłótni między rodzeństwem.   -Mam tego dość! – wrzasnął Feliks, wychodząc z domu trzaskając drzwiami tak mocno, że wyrwał się z nich zawias. – Wyruszam w drogę jak tylko zdobęde miecz.  -Nigdy w życiu nie walczyłeś mieczem. Nawet z wypchaną kukłą. – moralizowała Bianka.   -Na szlaku mogą napaść cię bandyci, pobić lub nawet zabić!  -Gdy się zjawią to ich zabiję. Nie będę się chował.  -Ojciec potrafił władać bronią, a i tak go usiekli. Zawsze chodził z oddziałem, z innymi wojami. Myślisz, że sam sobie poradzisz? Trwa wojna. Tylko w małych wsiach tego nie widać. – ciągnęła swoim mądrym tonem. -Zginiesz szybciej niż ci się wydaje, a ja nie chcę grzebać ostatniej osoby będącej moją rodziną, w dodatku jedynym bratem.
    Próby przekonania Feliksa spełzły na niczym. Chłopak aż drżał ze wściekłości.   -W takim razie udam się do puszczy, pomyślał, nikt jeszcze nie sprawdził jakie licho siedzi między drzewach. Nie ważne jak jest niebezpieczne, będę pierwszym który to sprawdzi.
    Spojrzał w oczy siostrze. Widział troskę i smutek. Jednak upór nie pozwalał mu zrezygnować. Ruszył biegiem w stronę Puszczy. Nim dotarło do Bianki co zamierza, był już kilkadziesiąt metrów przed nią. Pobiegła za nim wrzeszcząc dziko. Zgubiła go w gęstych chaszczach i drzewach. Rozglądając się w około nie poznawała z której strony przybiegła. Las zdawał się przemieszczać. 
      -Feliks! Feliks, gdzie jesteś! – krzyczała ile sił w płucach. – Braciszku! Odezwij się, daj jakiś znak!
    Z głębi pobliskiego jaru, który dopiero teraz zauważyła, dobiegał stłamszony krzyk. Od razu się tam skierowała. Zeszła na dół, widząc swojego brata leżącego na plecach. 
      -Feliks, o nie. Nie rób mi tego. Nie mogłeś umrzeć, nie. Oddychasz czyli żyjesz. Obudź się, obudź.
    Starania Bianki nie przynosiły żadnego efektu. Jej brat się nie budził. Poczuła jak otacza ją coraz chłodniejsze powietrze. Gdy chciała się odwrócić usłyszała szept kobiety i… usnęła.
    Biankę obudziło dopiero nerwowe szarpanie brata. Nie od razu doszła do siebie, kręciło jej się w głowie, wzrok zamglony. Feliks nie dawał za wygraną.
      -Bianka, obudź się. No dalej, musimy coś zrobić.   -Co się stało? – zapytała wciąż jeszcze otumaniona. – Gdzie my jesteśmy?  -A żebym ja to wiedział. 
    W nieporadny sposób chcieli znaleźć źródło światła. Każda pochodnia do której się zbliżali gasła. Dopiero po chwili zaczęły zapalać się jedna po drugiej, wskazując drogę w długim korytarzu. Ruszyli więc przed siebie. Im głębiej się zapuszczali, tym dokładniej dobiegały ich szepty. Z początku nie wyraźne i niezrozumiałe, stawały się coraz głośniejsze. Koniec korytarza zasłaniała nienaturalna, czarna mgła, która zdawała się rzednąć. Zniknęła całkowicie, odsłaniając przed nimi demoniczną wręcz postać. Na wysokim tronie siedziała istota podobna do kobiety. Ciemno kasztanowe włosy, spięte w kucyk, z niesfornym lokiem opadającym na twarz. Głowę dekorowały sporego rozmiaru rogi i diamentowy diadem. Tułów opinał ciasny, czarny gorset, uwydatniający pokaźnych rozmiarów piersi. Niżej nie miała na sobie zupełnie nic. U stóp klęczały dwie młode dziewczyny, całkiem nagie. Nie zwracały uwagi na przybyłych, wciąż liżąc stopy owej istoty. 
      -Witajcie w moim dworze, kochani. – powiedziała nie odrywając od nich swoich czerwonych oczu. – Cieszę się, że w końcu do nas dołączyliście. Już jakiś czas minął odkąd miałam nowych służących. Tacy młodzi, tacy energiczni. Świetnie odnajdziecie się w swoich nowych rolach.  -Czym ty jesteś? – przerwał Feliks  -Cśśś… wybaczam to zuchwałe pytanie tylko dlatego, że nie znacie panujących tu zasad. Od tej chwili jestem waszą panią. Macie mnie wielbić i służyć na dworze. Jeśli w jakikolwiek sposób przeciwstawicie się mojej woli, czeka was kara. Nie zwracajcie się do mnie bezpośrednio, chyba, że wam na to pozwolę. Aczkolwiek, za posłuszeństwo będę nagradzała. 
    Klasnęła w dłonie, a kobiety klęczące u jej stóp wstały, ukłoniły się i odeszły. Feliksowi przyszła do głowy tylko jedna myśl. Pora uciekać. Odwrócił się, pędził przed siebie. Ale przecież nie ma tam wyjścia, pomyślał, mimo to muszę spróbować. Coś go sparaliżowało. Nie panował na swoim ciałem. Mrugnął i znalazł się znów przed obliczem swojej nowej pani. Chwyciła go za gardło i zaczęła informować co dalej.
      -Chcesz zacząć od kary, tak? Teraz cię nie ominie. Jonno!Z ciemności wyłoniła się kobieta w szacie kapłanki. Była w sile wieku, wyczuć można było, że jest tu od dłuższego czasu. Skłoniła się i oczekiwała rozkazu.  -Zabierz naszą nową pannę do komnaty. Wytłumacz też jak funkcjonuje dwór. A tobą chłopaczku, zajmę się sama.
    Szli długo, niejednokrotnie po schodach i przez tunele. W końcu dotarli do dużej sali. W środku były ozdobione wanny i ławy przy których odpoczywały kobiety orków. Feliksa zmroziło. Przed sobą miał cztery zażywające kąpieli orczyce. Największa z nich, jedyna posiadająca białe krótkie włosy, wyszła z wanny. Stała przed nimi w całej okazałości, wsparta pod boki. Wysoka i wspaniale umięśniona, nawet piersi wydawały się być umięśnione. Takiej rzeźby nie uświadczył u żołnierzy których widywał. Prawdopodobnie mogłaby udami zmiażdżyć tych żołdaków bez większego wysiłku.   -Lady Kassandro miło cię widzieć – odezwała się jedna z wciąż kąpiących -Chyba nie on będzie posługaczem? Ostatni był dość słaby, a ten jeszcze wątlejszy.   -Pozwolisz, że będę sama o tym decydować. Varra wydaje się zainteresowana.  -Masz rację, jestem. Trzeba go sprawdzić – zwróciła się do pozostałych – Przybywamy w gościnę, więc powinnyśmy cieszyć się z tego co otrzymujemy, a otrzymujemy nadto. Ukrywać nie będę, że jest przyzwoity na sługę. Długo nam go zostawisz? Będziesz pewnie chciała go oćwiczyć.  -Widzicie moje kochane, biedny Feliks próbował uciekać. Dlatego ty, Krath, Draka i Kogra ukarzecie go, wedle uznania. Jedynie nie zniechęćcie chłopaka, chcę mieć z niego trochę pożytku. Zostawiam was samych. Demonica pełniąca funkcję właścicielki, zwana przez orczyce Kassandrą, zanikała w cieniu korytarza, kołysząc biodrami. Chłopak patrzył za nią tak, jakby ostatni promyk nadziei stawał się bledszy z każdym krokiem i pluśnięciem wody z której wychodziły powoli orczyce. Białowłosa Varra chwyciła go mocno za ramiona. Krath przytaszczyła zza węgła dyby, wsparte na metalowych nogach. Dwie pozostałe głośno zaśmiały się patrząc na wyraz twarzy Feliksa. Ustawiając sobie odpowiednio chłopaka tak, żeby ręce i głowa były skierowane w górę, zaczęły z niego drwić. -My jesteśmy bez odzienia, a ten szczyl ma chłopskie łachy na tyłku. -Chłopki noszą je bo w coś muszą się zesrać na nasz widok – zarechotała Draka – Zerwij te szmatę co by nie napaskudził. -Teraz jest wystraszony, prawda to. Po oczach wnioskuje jednak, że daleko mu do wypłoszonych łamag. – kontynuowała, gładząc jego twarz dłonią – Pełen buty, gotowy walczyć z całym światem, a tutaj? Potulny niczym kocię. Po zadomowieniu pokaże pazurki. Musimy się nim zająć – dokończyła, zdzierając mu portki – Zrobimy o co poprosiła nas Kassandra. -Jeśli masz rację Varra -milcząca do tej pory Kogra wstała i krążyła w okół niego – to trafił nam się młodzian który nie jednej dziewce kieckę zdarł, ciekawym będąc co tam znajdzie. Na mnie nie robi to żadnego wrażenia. – splunęła mu na twarz i roztarła – Co zrobisz gdy zajrzysz nie pod tą kiecę? Kogra rozchyliła pośladki, usiadła na nim zakrywając prawie całą głowę. Feliks daremnie miotał się pod nią, usiłując wyrwać się. Varra, przyglądając się zabawie swojej koleżanki, w dość wulgarny sposób kazała mu wsunąć język do środka i robić wszystko aby zadowolić Kogrę. Zagroziła również, że w innym wypadku będzie mniej miło. Poddając się ich woli, słuchał i wykonywał co kazały. Będąc przekonanym o niskiej higienie plemion orków, był gotowy na najgorsze mieszanki smrodu i obrzydzenia. Im dłużej lizał, tym bardziej stawał się podniecony. Zapach wypełniający salę wzbudzał podniecenie, ekscytację. Nie miał on jednak pochodzenia naturalnego, bynajmniej, to zasługa uroków, eliksirów i magii Kassandry. Z minuty na minutę, odczuwał większą radość z tego co robi. Zauważając wzwód, Varra stopą masowała jego penisa. Doznania przerosły uwięzionego, skończył ochlapując ją i podłogę nasieniem.  -Wracam do wanny – stwierdziła Varra – Nie ociągajcie się. -No, no. Chłopaczyna umie robić jęzorem – Kogra uniosła tyłek z twarzy Feliksa, rozpięła go z dybów i usiadła tym razem już na pobliskim murku. Chłopak łapał chciwie powietrze, czuł jak jego penis znowu staje. Ich widok, nagie ciała, sposób w jaki się z nim obchodziły sprawiały mu przyjemność. Na krawędzi jednej z wanien usadowiła się Krath. Prezentowała swoje kły w całkiem przyjemnym, zdawało się Feliksowi, uśmiechu.  -Zmęczyłeś się trochę człowieczku, co? Możesz odpocząć liżąc moje stopy. Podpełznij i wdzięcznie złóż odpowiedni dla mnie hołd. Feliks nie ociągał się, podszedł na czterech do stóp Krath, chwilę się przyglądał, po czym zaczął lizać. Były niesamowicie wielkie, ze spiłowanymi pazurami. Zachęcały zapachem i smakiem. Nigdy nie czuł czegoś takiego. Z tyłu zaszła Draka, śliniąc mocno palec, następnie wsuwając do tyłka Feliksa. Ten poderwał głowę, ale szybko został stłamszony wolną stopą Krath. Musiał to znieść. Jeszcze kilka dobrych minut był zabawką w rękach orczyc. Od dalszych pieszczot wybawiła go poniekąd pani Kassandra.  -Wystarczy moje drogie. Pora na niego. Idz do łaźni dla naszych służących. Potem jedna z dziewczyn zaprowadzi cię do waszej komnaty.  Zanurzył się po szyję. Chciał ułożyć sobie to co się wydarzyło. Jednak jego umysł zawładnięty był przez Varrę i jej koleżanki. Wciąż nie wiedział co się dzieje z jego siostrą. Kroki, które było słychać w korytarzu w ogóle do niego nie docierały. To była Varra. Stanęła za wanną, przesunęła go do środka i weszła siadając za nim. Chłopak nawet nie drgnął, czekał na to co się stanie. Orczyca dłonią sięgnęła do jego penisa. Jej długi język zawędrował do ucha Feliksa. 
      -Podobasz mi się człowieczku. Zostaniesz moim własnym sługą. Mimo, że masz całkiem dużego fiuta, trzeba będzie sprawić ci kilka udogodnień. Choćby po to, żebyś mógł sprostać moim wygórowanym potrzebom. Spokojnie, Lady Kassandra coś na to zaradzi. Nie będziesz mógł się opędzić od myśli o sprawianiu mi przyjemności, moje ciało będzie dla ciebie doprowadzało cię do szaleństwa. Nigdy byś nie spodziewał się, że będziesz czuł taki pociąg do orczycy.  -Co z moją siostrą? – docierało do niego, że skoro on jest poddawany takim atrakcjom, jego siostra musi przechodzić przez podobne. -Co jej robicie? Nie krzywdźcie jej proszę.  -Ha ha, to już nie powinno cię obchodzić. Należysz do mnie. A twoją siostrunią na pewno zajmie się któryś z wojowników.

    W czasie gdy Feliks był zdany na łaskę orczyc, jego siostra Bianka, została doprowadzona przez kapłankę zwaną Jonną do jednej z komnat. 
      -Spójrz dziecko, jaką łaską obdarowuje nas Lady Kassandra, nasza bogini.   -To nie bogini, ale demon. – wysyczała przez zęby Bianka – Służysz demonicznym siłom. Jak mogłaś sprzeciwić się Inkwizycji. Przecież widzę, że byłaś jedną z ważniejszych osobistości.  -Wspierałam złudną wiarę. W dworze naszej Pani jestem potrzebna. Spełniam potrzeby innych.  -Potrzeby? Dwie młode dziewczyny klęczały przed nią i pieściły jej stopy. To ma być spełnianie potrzeb? Poprzez poniżanie się?  -To wyraz wdzięczności dla naszej Pani. Jeszcze nie zaznały zaszczytu właściwej służby dla Pani. Dlatego mogą tylko wielbić jej stopy. Są dzięki temu szczęśliwe. Tobie również przypadnie ten zaszczyt.  -Możesz zapomnieć, że będę się płaszczyć przed nią.   -Proszę wyrażaj się o naszej Pani z szacunkiem. Tytułuj ją Lady Kassandra lub Pani. Goście dworu również przestrzegają tej reguły. Ta komnata jest twoja i brata.  -Gdzie on w ogóle jest?  -Służy.  -Co takiego?  -Wkrótce zostanie osobistym sługą Nadzorczyni Varry. Cieszymy się jego szczęściem. Do zobaczenia później.
    Kapłanka wyszła. Bianka od razu próbowała otworzyć drzwi do komnaty, ale próby spełzły na niczym. Nie było innego wyjścia, ani nawet okna. Wnętrze było bogate. Dwa duże łoża, zastawiony jedzeniem stół, zdobione krzesła, pokaźnych rozmiarów szafy. Wszystko o czym mogłaby sobie marzyć. Jednak fakt, że była tu zamknięta nie pozwalał się tym cieszyć. W drzwiach chrupnął zamek. Powoli otwierając się skrzypiały złowrogo. Jednak osoba która stała w drzwiach nie była jej bratem. Stał tam wysoki, smukły jak się było wydawać elf. W ciemnej tunice i materiałowych butach zakończonych skórzanymi czubami. Trzymał obie ręce splecione za plecami. Podszedł bliżej i Bianka teraz pojęła kim jest. Słyszała o takich jak on Sol’ Aar Tuh’ Vaar, Kosynierzy Piekieł. Tak ich nazywano. Mieszanka krwi ludzi, elfów, orków i demonów. Wynaturzenie które nie powinno istnieć. Przyglądał się dziewczynie bacznie i długo. W końcu odezwał się: -Witaj…
    C.D.N

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Mazoga
  • Rodzona siostra 1

             Były wakacje, które rozpoczęły się jak każde inne. Dni przebiegały jak zawsze czyli spanie, wstawanie, granie na komputerze albo wychodzenie gdzieś ze znajomymi. W tym roku raczej nie miałem w planach żadnego wyjazdu. Moi rodzice wręcz przeciwnie. Od pół roku planowali wycieczkę do Grecji, w sumie chcieli mnie zabrać ale nie czułem potrzeby wyjazdu. Chciałem spędzić czas w domu i jakoś odpocząć. Ich wycieczka miała trwać 2 tygodnie. Zostawili mi pieniądze, ale nie wszystko było takie kolorowe. Oczywiście 16-latek nie mógł zostać sam w domu. Dlatego mama poprosiła moją starszą siostrę Milenę, o to żebym mógł te 2 tygodnie u niej pomieszkać. Miała 24 lata i mieszkała już we własnym mieszkaniu. Nie miałem zbyt dużo do gadania więc się zgodziłem. Rodzicie wyjechali a ja spakowałem się i ruszyłem do Mileny. Spędziłem z Mileną większość życia w jednym domu, znaliśmy się bardzo dobrze i równie dobrze się dogadywaliśmy. Więc nic dziwnego, że jak już u niej byłem to czułem się jak u siebie. Tego dnia nie wydarzyło się w sumie nic. Wyszedłem ze znajomymi i jakoś mi czas zleciał. Byłem w domu około 20. Poszedłem do przygotowanego dla mnie pokoju i wskoczyłem na swoje łóżko. Włączyłem telewizor i oglądałem jakiś program na Discovery. Chwile potem usłyszałem z dołu:

    -Michał! Ja idę się myć. 

    -Dobra!                                                                             

    Leżałem jak leżałem, ale no jak większość ludzi w moim wieku miałem nagłą ochotę na masturbację. Wstałem z łóżka aby upewnić się, że Milena wciąż jest w łazience. Wyłączyłem telewizor i ponownie wskoczyłem na łóżko. Zsunąłem spodnie i zabrałem się do roboty. Wyobrażałem sobie moje koleżanki z klasy, z którymi robię naprawdę ostre rzeczy. Nie potrzeba mi było wiele czasu do postawienia kutasa. W końcu ostatni raz robiłem to dobre kilka dni temu… Było mi naprawdę dobrze. Jednak nie potrafiłem się dostatecznie skupić, byłem rozpraszany przez dźwięki prysznica dochodzące z dołu. Nagle naszła mi do głowy pewna wizja, po której od razu puściłem z rąk mojego kutasa. Wyobraziłem sobie Milenę nago. Rodzoną siostrę. Otworzyłem oczy i dobrą chwile nie wiedziałem co dokładnie mi się stało… Jednak kontynuowałem, robiłem sobie dobrze myśląc o Milenie. Spodobało mi się to. Zacząłem wyobrażać sobie ją w różnych sytuacjach, od seksu oralnego po naprawdę ostre ruchanie. Z napływu podniecenia wstałem z łóżka i zbiegłem na dół pod drzwi łazienki. Schyliłem się aby zobaczyć coś przez dziurkę od wentylacji. Milena była plecami do mnie. Siedziała na krawędzi prysznica z rozłożonymi nogami. Domyśliłem się, że się goli. Byłem lekko zbulwersowany, że nie zobaczyłem niczego ciekawego, ale sam fakt, że się goli sprawił, że byłem coraz bardziej podniecony. Masując kutasa wróciłem na górę aby skończyć zabawę. Wytrysnąłem naprawdę mocno lekko jęcząc. To było cudowne. W nocy myślałem nad tym co zrobiłem. Wiedziałem, że to nie jest normalne. Milena to moja rodzona siostra, a ja wyobrażałem sobie z nią takie rzeczy. Pomyślałem, że gdyby to wiedziała… Nic dobrego by z tego nie wynikło. Następnego dnia schodząc na śniadanie zobaczyłem Milenę. Miała na sobie białą bluzkę odsłaniającą pępek i cienkie, dopasowane, czarne legginsy, przez które prześwitywały czarne majtki. Już wtedy poczułem, że to będą cudowne dwa tygodnie. Podała mi jajecznicę.

    -Chcesz coś do tego?

    -Hmm, może ketchup.

    Nie bez powodu wybrałem akurat ten dodatek. Był położony w najniższej szufladzie. Milena nie kucnęła aby wyjąc tą butelkę. Perfidnie się wypięła eksponując swoją dupę. Jej niedługie blond włosy również jakoś na mnie działały. Po chwili poczułem to. Mój kutas zaczął wstawać a moja twarz zrobiła się czerwona z podniecenia. Szybko zjadłem śniadanie i pobiegłem do swojego pokoju. Tam w niesamowitym podnieceniu zacząłem walić konia. Wpadłem na pomysł. Pobiegłem do łazienki, do kosza z brudnymi ubraniami. A tam znalazłem to czego szukałem, jej używane białe majtki. Zabrałem je na górę i położyłem sobie na twarz. Dosłownie chwilę potem spuściłem się na nie. Moim jedynym pragnieniem był seks z nią. Ale wciąż wiedziałem jedno… To niemożliwe. W końcu była moją siostrą, i to nie jakąś kuzynką, tylko rodzoną siostrą. Albo uznałaby mnie za jakiegoś zboczeńca albo innego psychola… Jednak nie zamierzałem się poddać i próbowałem sprawiać sobie przyjemność każdymi sposobami. Minęło już kilka dni, wciągu których nie próżnowałem. Spuszczałem się jej na szczoteczkę do zębów, podkradałem używaną bieliznę, w nocy gdy spała masturbowałem się nad jej łóżkiem, po wcześniejszym odsłonięciu z niej kołdry, nie odważyłem się jednak jej rozebrać. Bałem się, że się obudzi. Przestałem spotykać się ze znajomymi, a koleżanki z klasy poszły w niepamięć. Skupiłem się tylko na Milenie. Został tydzień do powrotu rodziców, a dla mnie spadł jakby cud gdy Milena poprosiła mnie o masaż.

    -Michaaał?

    -Co? (Próbowałem udać oschłego)

    -Zrobiłbyś mi masaż? Proszeee.

    -Jezuu, no dobra.. Połóż się tu. (W rzeczywistości niesamowicie się ucieszyłem)

    -Dobra.

    Milena położyła się na kanapie. Wcześniej zdjęła bluzkę. Została w staniku i legginsach.

    -Rozepniesz mi stanik?

    -Dobra (aż przełknąłem ślinę)

    Delikatnie rozpiąłem jej biustonosz, zrobiłem się cały czerwony i od razu dostałem wzwodu. Usiadałem jej na nogach i zacząłem masować plecy. Na początku bardzo delikatnie, lecz z czasem nabrałem pewności. Wiedziałem, że nie mogę zmarnować okazji. Po około 20 minutach Milena była naprawdę blisko snu. Wiedziałem, że muszę to wykorzystać. Końcówkami palców jeździłem po bokach jej cycków, które były dość spore. Robiłem to jednocześnie masując jej plecy, tak aby nie domyśliła się, że chce ją zmacać.

    -Weź tutaj trochę niżej… (wyszeptała, opuszczają legginsy i majtki do połowy dupy)

    W tym momencie zrobiło mi się strasznie gorąco, czułem, że mój kutas jest już naprawdę twardy. Milenie chodziło o masaż kości ogonowej. I tak robiłem. Oczywiście na początku. Po upływie czasu pomyślałem, że muszę i koniec. Odliczyłem do dziesięciu i zjechałem rękoma na jej pośladki. Zrobiłem to dosłownie na sekundę aby tylko sprawdzić jej reakcję. Jednak wszystko było po mojej myśli. Milena nawet nie drgnęła. Widocznie albo była zbyt zmęczona, albo po prostu uznała, że to nic takiego. Zrobiłem to ponownie, a potem znowu. Milena wciąż nie reagowała. Zasnęła. Tak jak chciałem.

    -Milena? Mileena? (szeptałem)

    Zasnęła. Ucieszyłem się. Wciąż siedziałem na jej nogach. Rozpiąłem rozporek po czym mój kutas dosłownie wyskoczył. Był strasznie twardy, aż gorący. Zacząłem się masturbować prawą ręką. Lewą natomiast trzymałem dupę Mileny. Posunąłem się lekko w tył, tak abym siedział na jej łydkach. Ponownie upewniłem się czy śpi. Spała. Powoli zacząłem zsuwać jej legginsy coraz niżej. W końcu były już na jej udach. Następnie zabrałem się za jej majtki. Robiłem to naprawdę delikatnie. Pod sam koniec ujrzałem jej cipkę. Była piękna. Jej delikatna bułeczką wyłaniała się pomiędzy jej pośladkami. Była idealnie wygolona. Zakładam, że robiła to każdego dnia. Nie czekałem długo. Chwyciłem telefon i zrobiłem jej serię zdjęć w tej pozycji. Nigdy dotąd nie byłem tak podniecony. Zszedłem z Mileny. Chciałem rozebrać ją całkowicie. Bardzo powoli posunąłem jej nogi do krawędzi kanapy. Następnie zdejmowałem jej legginsy, do tego stopnia aż zdjąłem całe. Do dziś nie wiem, dlaczego się nie obudziła. Potem zdjąłem jej majtki. Była już naga. Rozłożyłem jej nogi, ale wciąż leżała na brzuchu. Jednak nie przekręciłem jej na plecy. Bałem się. Usiadłem na fotelu, patrząc na jej rozkraczone nogi masturbowałem się. Zajęło mi dosłownie kilka chwil dojście do wytrysku. Wstałem i spuściłem jej się na dupę. Zrobiłem wiele zdjęć, lecz po czasie doszło do mnie… Co ja zrobiłem. Jak mam ją teraz ubrać, tak żeby się nie obudziła. Pobiegłem do łazienki po papier toaletowy aby ją wytrzeć. Delikatnie i powoli nałożyłem jej majtki i legginsy. Przykryłem kocem i poszedłem na górę. Długo myślałem o tym co się stało. Został tydzień do powrotu rodziców. A ja nie zamierzałem się poddać.

    Szukałem w sieci sposób na seks z siostrą. Niestety na marne. Dużo słyszałem o pigułkach gwałtu, lecz nie miałem dostępu do takich środków. Moja nadzieja na seks z siostrą z dnia na dzień spadała. A do przyjazdu rodziców zostało już kilka dni. Pewnego dnia około 17 Milena oznajmiła, że idzie do koleżanki na imprezę. Mijały godziny, a ja cały czas rozmyślałem co jeszcze mogę zrobić. Około 24, Milena wróciła do domu. Całkowicie narąbana. Ledwo szła, tak jakby miała się przewrócić i ciągle się śmiała, było widać, że ostro popiła. Musiałem jej jakoś pomóc.

    -No nieźle, więcej pić nie mogłaś.mogłaś

    -Haha, a weź przestań, ja już tak nigdy nie wrócę!! (bełkotała, nie mogą przestać się śmiać)

    Pomogłem jej dojść do kanapy, przy okazji kilka razy łapiąc ją za dupę. Miała na sobie zwiewną szarą sukienkę, zresztą bardzo krótką. Milena walnęła się na kanapie.

    -Przynieś mi piwo!!

    -Dobra (bez zawahania podałem jej butelkę, chciałem, żeby była jeszcze bardziej pijana.

    Milena ułożyła się tak, że miała zgięte nogi ale jednocześnie leżała na twarzy. W tej pozycji bardzo się wypięła. Było widać skrawek jej białych majtek. Znowu się podnieciłem, lecz w pewniej chwili poczułem, że jeśli chce to zrobić, to muszę zacząć działać. Bez wahania, w napływie podniecenie klepnąłem ją w dupę krzycząc:

    -Chyba za dużo wypiłaś! (chciałem, żeby wyglądało to na żart)

    Milena nie zareagowała tak jak myślałem, zaczęła się śmiać jak głupia

    -Ja dużo nie piłam!! (bełkotała)

    -No właśnie widzę, jesteś pijana jak szpadel. Ile tam wypiłaś?

    -Ja piłam? haha, prędzej bym się puściła niż najebała! (wykrzyczała)

    Nie wiem czemu to powiedziałem, ale zrobiłem to pod wpływem emocji i podniecenia:

    -Taa, prędzej mi być dała niż komuś innemu. (powiedziałem, po czym ponowie klepnąłem ją w dupe)

    Po tym co zrobiłem, wystraszyłem się i zastanowiłem się czy aby dobrze postąpiłem. Ale tak, zrobiłem bardzo dobrze.

    -Haha, może byś mnie brał tu i teraz co?!

    -A żebyś wiedziała!

    -To dawaj! (Milena podwinęła sukienkę, pokazując mi swoją dupę w majtkach)

    Stanąłem za nią po czym zacząłem udawać, że biorę ją od tyłu. Milena zaczęła się strasznie śmiać i jęczeć jak gwiazda porno. Traktowała to jak jakąś zabawę. Ja wręcz przeciwnie, chciałem koniecznie wykorzystać ten fakt.

    -I co? Podoba Ci sie jak cie braciszek bierze?!

    -Haha, bardzo! Ahhh, mocniej! Mocniej! haha

    Milena ciągle się śmiała, a ja zrobiłem się cały czerwony a mój kutas natychmiast stanął. Myślałem nad tym, jak posunąć się o kolejny krok dalej. Czułem, że Milena jest zbyt pijana aby wziąć cokolwiek na poważnie.

    -Nono, widzę, że jest z ciebie dobra gwiazda porno!

    -Haha, no jest jest.

    -Ale jest pewien problem. Jaka gwiazda porno jest w sukience na planie?!

    -No nie wiem, może jakaś jest!

    -No ale ty nie powinnaś! haha! (udałem śmiech, aby ją zachęcić do dalszej zabawy.

    -Haha (zaśmiała się, lecz nic mi nie odpowiedziała)

    Wiedziałem, że muszę działaś. Nie czekając długo, niby w żartach, stanowczo powiedziałem:

    -Ściągaj to! Haha

    Złapałem jej sukienkę i energicznie zadarłem aż po jej szyje. Następnie ściągnąłem resztę przez jej głowę. A Milena, bezwładnie robiła to co chce. Została w samych majtkach i biustonoszu. A ja kontynuowałem zabawę w seks. Udawanie, że ją rucham sprawiało mi tyle przyjemności… Wciąż chciałem więcej.

    -No! I jak Ci się podoba?!

    -Oh… Jest tak cudownie.. haha (odpowiedziała)

    -Dużo pornosów oglądasz?!

    -Haha, czasem się zdarza

    -Nooo, to co to za porno bez orala na początku!

    Oskoczyłem od Mileny i perfidnie przyłożyłem głowę do jej dupy, tak że moja twarz była obok jej cipki. Poczułem wtedy jej cudowny zapach. Zacząłem machać językiem po jej muszelce. Chyba bardzo dobrze poczuła to przez majtki bo w pierwszej chwili, aż odskoczyła

    -Aaa! haha, co ty robisz?! Haha (wykrzyczała ciągle się śmiejąc)

    -Jak to co?! Jesteś gwiazdą porno czy nie?!

    -Jestem! Haha

    -No to zachowuj się jak one!

    Zacząłem się rozbierać. Zostałem w samych majtkach, ze stojącym kutasem. Teraz nic go nie blokowało, więc gdybym dobrał się tak do Mileny. Na pewno by go poczuła. Wróciłem do tego co robiłem. Przyssałem się do jej dupy. Milena nie protestowała. Wręcz przeciwnie, poczułem, że chyba jej się podoba. Przestała się tak głupio śmiać a z czasem zaczęła lekko pojękiwać. Macałem jej dupę, jednocześnie wijąc językiem po jej cipce przez koronkowe majtki. Liżąc ją, poczułem, że zrobiła się trochę mokra, i to nie od mojej śliny. Pragnąłem coraz więcej. Lekko przesunąłem część majtek zasłaniającą jej cipkę, tak że widziałem ją już bez niczego. Milena nic nie powiedziała. Polizałem ją, tak, że aż zadrżała. Nie mogłem uwierzyć. Udało mi się. Coraz śmielej lizałem jej cipkę od tyłu. Zrobiła się z czasem naprawdę mokra. Stanowczym ruchem opuściłem jej majtki na uda. Widziałem jej dupę i cipkę całkowicie nagą i mokrą, wypiętą w moją stronę. Zabrałem się do robienia jej dobrze. Chciałem ją jak najbardziej podniecić. I udało mi się. Milena coraz śmielej jęczała i się wiła po kanapie. Jej cipka cudownie smakowała. Lizałem ją z wielką ochotą. Włożyłem jej jeden palec, nie przestając lizać. Cała się zatrzęsła. Następnie kolejny, robiłem jej palcówkę i jednocześnie minetkę. Była strasznie podniecona. Robiłem to naprawdę kawał czasu. Zaczynam. Pomyślałem. Odsunąłem się od jej cipki i wyjąłem z niej palce, złapałem ją za brzuch i podniosłem do góry, a następnie obróciłem do siebie, klęczeliśmy oboje na kanapie. Milena przygryzała wargę. W jej oczach było widać że jest bardzo pijana, a jednocześnie podniecona. Pocałowałem ją. Zaczęliśmy się namiętnie lizać. Chwyciłem ją za rękę, i położyłem ją na moim kutasie. Macała go przez majtki. Po chwili opuściłem je.

    -Weź go do buzi. (powiedziałem stanowczo)

    Milena popatrzyła mi w oczy, po czym powoli schyliła się niżej. Wypięła się. Trzymała w ręku mojego kutasa, delikatnie go waląc patrzyła na niego. Już wtedy było mi niesamowicie dobrze. Złapałem ją za głowę i przysunąłem bliżej kutasa. Poczułem na nim jej ciepły oddech.

    -Liż

    Grzecznie go polizała. Po czym łapiąc ją za włosy wzięła go do buzi. Powoli wkładała i wyjmowała go z ust. Jęczałem trzymając ją za głowę. Zacząłem popychać jej głowę coraz szybciej i szybciej. Jebałem ją w usta. Milena zaparła się rękami o kanapę, a ja wkładałem jej do ust coraz głębiej. Zaczęła się krztusić i wyjęła go z ust aby kaszlnąć. Z jej ust pociekła ślina. Nie mogłem wytrzymać.

    -No już. Ssij.

    Złapałem ją za włosy i ponowie wsunąłem głęboko kutasa w jej usta. Było mi tak cudownie. Robiła dosłownie to co chciałem. Jej pomalowane usta zostawiały ślad na moim kutasie. Muszę ją wyruchać, teraz. Pomyślałem. Wyjąłem kutasa z jej ust, a ona popatrzyła na mnie. Wyglądała seksownie, gdy z jej otwartych ust ciekła ślina. Rozpiąłem jej stanik i powiedziałem:

    -Odwróć się.

    Zrobiła to. Znowu wypięła się w moją stronę. Tym razem miałem dla niej coś innego. Przyłożyłem kutasa do jej cipki, a następnie powoli wsunąłem go. Jej mokra, ciepła i ciasna cipka sprawiły mi doznania o których nigdy nie zapomnę. Mileną jęczała, a ja coraz mocniej ruchałem ją od tyłu. Zacząłem rznąć ją naprawdę mocno, tak jak sobie wyobrażałem. Chwyciłem ją za włosy i pociągnąłem do tyłu, tak że aż krzyknęła. Jęczała już naprawdę głośno, a ja nie zamierzałem kończyć. Wyjąłem kutasa i mocno odwróciłem ją w moją stroną, tak aby usiadła na mnie. Była niewysoko i chuda, więc nie miałem z tym problemów. Jebałem ją teraz na jeźdźca, widząc jej skaczące cycki. Jedną ręką trzymałem ją za dupę, drugą za cycki. Jednak wkrótce musiało się stać co musiało. Czułem, że już niewiele brakuje do tego abym doszedł, a chciałem to zakończyć w istnie ostrym stylu. Zrzuciłem ją z siebie tak, że upadła na podłogę. Szybko wstałem, złapałem ją za włosy i wpakowałem kutasa w jej usta. Jebałem ją w usta bardzo głęboko, aż pociekły jej łzy. Pod koniec, pociągnąłem ją za włosy do tyłu, a sam wyjąłem kutasa, i zacząłem walić konia nad jej twarzą. Milena zamknęła oczy i usta. Wtedy szarpnąłem ją i krzyknąłem:

    -Otwieraj!

    Patrzyła mi w oczy. Jej rozmazany makijaż jeszcze bardziej mnie podniecił. Waliłem aż do wytrysku. Spore ilości spermy spadły prosto na jej twarz. Głośno zawyłem podczas wytrysku. Ze spermą na twarzy wyglądała cudownie. Palcem zgarnąłem trochę z jej policzków i włożyłem jej do ust.

    -Połknij.

    Milena oblizała mój palec. Moja sperma była na całej jej twarzy. Popatrzyłem na nią i poszedłem na górę do swojego pokoju. Udało mi się. Tylko jakie będą tego skutki. Powie wszystko rodzicom? Czy wręcz przeciwnie? Nie wiedziałem. Ale Milena nie protestowała gdy robiłem to co robiłem. Choć może to wszystko przez alkohol. W głębi duszy marzyłem aby to był dopiero początek mojej przygody z siostrą.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Taboo69

    Jest to moja realna przygoda, lekko podkoloryzowana przeze mnie. 

  • MW-Grecja Rozdzial 12 Obrazki z podrozy

    Właśnie opuszczamy Warszawę. Dziewczęta tkwią przy oknach kampera, choć spoglądają przez opuszczone żaluzje. Podnieca je, że jadą nago przez miasto, ale równocześnie boją się, że ktoś je zobaczy. Na próżno tłumaczę, że to specjalne szkło, antisol, z zewnątrz złotobrązowe, dobre na greckie słońce. Że owszem, może Kasiną cipę, jak ją rozpłaszczy na szybie, tak jak obiecuje, a i to niewiadomo. Że żaluzje są potrzebne do ochrony przed bezpośrednim słońcem, no i w nocy, jak w środku jest jasno. Dopiero jak staję przy samym oknie i macham kutasem do gapiącej się na wielkiego kampera wycieczki szkolnej w autobusie stojącym na sąsiednim pasie i nie wywołuję publicznego zgorszenia, zaczynają mi wierzyć i podnoszą żaluzje.

    – A może podobał im się twój kutas? – pytają.

    – Nigdy nie wiadomo…

    – Nam się podoba.

    * * *

    Rozparci z Tomem albo Jerrym na fotelach, przyglądamy się tyłeczkom dziewcząt podskakującym  wraz z autem na warszawskich dziurach. Na zakrętach tyłeczki odchylają się w prawo, bądź w lewo prezentując zgranie, niczym tancerki w Moulin Rouge. Uspokajają się tylko w warszawskich korkach. Nagle jeden z tyłeczków startuje niczym rakieta i ląduje mi na kolanach. Z okrzykiem: mama!

    – Nie ma takiej opcji – tłumaczę wystraszonej Loli – nie może cię zobaczyć.

    Dziewczęta z niej polewają.

    – Chodź, przywitaj się z mamą.

    Wszystkie oprócz Dorki ją znają, bywają u Loli w domu. Machają teraz do kobiety w autobusie przesuwającym się w korku na sąsiednim pasie. Zero reakcji. Jednak na wszelki wypadek odsuwają się od okna, tak na pół metra.

    Lola, podwójnie zawstydzona, daje się uprosić i podchodzi.  Jej mama patrzy wprost na nas. Lola chce się cofnąć, lecz przeszkadza jej moja ręka.

    – Twoja mama na nas patrzy, a ja trzymam cię za pizdę!

    Pizda, dotąd wilgotna, momentalnie robi się mokra.

    – Nachyl się!

    Idziemy z autobusem łeb w łeb. Metr w przód, dwa w tył… Mama Loli wciąż gapi się bezmyślnie w nasze okna. Za którymi pierdolę Lolę.

    Dziewczęta już się z niej nie śmieją, teraz zazdroszczą jej imponującego orgazmu.

    – Zostań tak – prosi Kaśka, gdy i ja dochodzę. Ją prosi.

    Lola zostaje więc w pozycji,  w jakiej została zerżnięta – w rozkroku, zgięta niemal w pół, oparta rękoma o szybę. Kaśka siada na podłodze, plecami do ściany. Przyciąga do siebie krocze Loli i liże.

    Lola znów szczytuje. To jest jednak dużo niższy szczyt – autobus został w tyle i Lola nie może patrzeć mamie w oczy.

    * * *

    Korki jakby mniejsze, jedziemy w miarę płynnie. Tyłeczki znów podskakują na wybojach. Nie wytrzymuję, podchodzę do tych tyłeczków i ładuję ręce w dwa najbliższe. Tyłeczki zaciskają się wdzięcznie na moich nadgarstkach i przekazują im swoje drgania. T/J podłącza się do dwóch kolejnych źródełek rozkoszy. Zza ramion dziewcząt podziwiamy stolicę, zwłaszcza bliźniacy podziwiają.

    – Za długo was tu nie było.

    – Teraz to nadrobimy! Och!

    To dziewczęta zaciskają pośladki.

    * * *

    – Mamy tu jakąś muzykę? – Pyta Tidżeja Dorka.

    – O, tam jest odtwarzacz. I radio.

    Dorka uwalnia dłoń Tidżeja.

    – Przepraszam na chwilę.

    Dziewczyna przeprasza świeżo poznanego faceta, że ten chwilowo nie może trzymać ręki w jej kroczu… co za czasy!

    Dorka szybko wraca, dłoń Tidżeja również, z głośników dobiega rytmiczna muzyka, a tyłeczki ruszają w tan.

    Dziewczęta, wciąż przyklejone do okien, żegnają się z Warszawą, a ich dupeczki podrygują rytmicznie w naszych dłoniach jak jakieś niezależne byty. Skutkiem czego salutujemy stolicy.

    – Zobaczcie, jak ładnie na baczność stoją!

    Na słowa Kaśki dziewczęta odklejają się wreszcie od szyb. A Kaśka ma pomysł.

    – Ale to dopiero, jak gdzieś się zatrzymamy, nie chcę by twój brat był poszkodowany – wyjaśnia Tidżejowi, nic w zasadzie nie wyjaśniając.

    * * *

    DK 9. Mijamy granicę Świętokrzyskiego, las, w lesie krzyżówka, na krzyżówce tirówki.*

    Wyrobnice lasu z daleka wypatrzyły rzucającego się w oczy kampera i próbują go zatrzymać wychodząc niemal na środek drogi. Drugi bliźniak musi ostro hamować, bo z przeciwka akurat coś jedzie. Rozeźlony, mówi do nas przez interkom:

    – Dobra, niech im będzie, stanę, ale przygotujcie się, wyślę je do was.

    Zatrzymuje się, wsiada blond laska w skąpej letniej sukience i zagaja. Drugi  Bliźniak zgrywa naiwnego prawiczka.

    – E… nie wiem, mnie to niepotrzebne, z tyłu jedzie dwóch kolegów, ale nie wiem, im tam wesoło, na co im to. Wszystko oczywiście łamaną polszczyzną. Tirówka wietrzy grubszą okazję, zgarnia koleżankę – brunetkę i kieruje Drugiego Bliźniaka boczną drogą w głąb lasu. Kawałeczek. Ponieważ nie zauważa drzwi łączących kabinę z salonem, prawie siłą wyciąga go na zewnątrz i kierują się całą trójką do bocznego wejścia. My oczywiście jesteśmy już przygotowani.

    Drugi Bliźniak otwiera drzwi i szarmancko puszcza panie przodem. Wskakują, przyzwyczajają oczy do półmroku (opuściliśmy żaluzje) i…

    Rucham Alę na stojąco, nabitą  na moją dzidę. Przed Pierwszym Bliźniakiem klęczą siostry, jedna ssie mu pałkę, druga liże jaja. Na ramionach siedzi mu Lola, Bliźniak ssie jej cipę. U moich stóp leżą Kasia i Dorka, każda z głową w kroczu drugiej. Stamtąd też dochodzą odgłosy mlaskania. Drugi Bliźniak się odzywa:

    – Mówiłem paniom, że im tu wesoło  i nie będą zainteresowani pań towarzystwem! – Po czym po kolei wyprowadza je oniemiałe z kampera.

    – Do widzenia paniom – Mówi jeszcze – Życzę miłego dnia!

    Odjeżdżamy. Tarzamy się ze śmiechu, Ala spada z dyszla.

    Nie mam jak zawrócić – skarży się Tidżej.

    – Cofaj, to tylko kawałeczek, potem się zobaczy.

    – Ala, spadłaś z dyszla, wolna jesteś, zobacz!

    – Ale…

    Żadne ale, jak coś pojedzie, to się schowasz w lesie.

    Maleńka czeka przy drzwiach, koleżanki czuwające przy oknach dają jej znak. I stoi taka golutka i wystraszona na środku drogi… Macha do Tidżeja, ten zgrabnie wycofuje kampera. Ala wskakuje do środka.

    – Uff!

    Jedziemy dalej.

    * * *

    Przekroczywszy Wisłę długaśnym mostem pod Tarnobrzegiem (Maleńka nie daje się namówić na zmierzenie jego długości swoją metodą), zatrzymujemy się na popas na pierwszym leśnym parkingu. Tidżej, nie zauważywszy na czas wiodącej doń bocznej drogi, znów daje ostro po hamulcach. 

    Pusto. Korzystamy i wysypujemy się wszyscy tak, jak stoimy, na zewnątrz. Prostujemy kości, podsikujemy pobliskie drzewa. Ala uprawia gimnastykę. Potem jest nagły odwrót – na parking zajeżdża jakaś rodzinka, chyba wracająca znad morza. Tidżej – jedyny ubrany – wymienia jakieś zdawkowe uprzejmości, po czym też znika w środku – chodzi o ten pomysł Kaśki.

    Dobieramy się trójkami, ze mną oczywiście Maleńka. I Kaśka. Dziewczyny ćwiczą na drążkach. Mój poleruje Maleńka, dłoń Loli na moich jądrach jest katalizatorem całego procesu. Czyli mówiąc po ludzku przyspiesza i intensyfikuje wytrysk.

    Spuszczamy się mniej więcej równocześnie. Ale Kaśce nie o czas chodziło. Dziewczęta przyglądają się krytycznie trzem białawym smugom na szybie.

    – Macie tu jakąś linijkę?

    – Skąd ja ci tu wezmę linijkę, dziewczyno!

    Ostatecznie Tom albo Jerry wyciąga miarkę ze schowka z narzędziami. I to on okazuje się być zwycięzcą w tym konkursie. Tom albo Jerry.

    – Ale wy jesteście wyżsi ode mnie o całe dwa centymetry!

    – Nadrabiasz kutasem – odgryzają się bliźniacy (przyznając mi niechcący palmę pierwszeństwa  w odwiecznej męskiej konkurencji) i mój protest zostaje odrzucony. Zwycięzcą pozostaje jeden z bliźniaków – wystrzelił najwyżej. I nawet wiemy, który – nie odstępuje z pola chwały. Ale i tak nie wiemy, jak mu na imię.

    – Tom – odpowiada – albo Jerry.

    – Za grosz w was ducha rywalizacji – podpuszczam.

    – Ależ rywalizujemy. Z tobą.

    – A nagroda? – domaga się ten od najlepszego wystrzału.

    – Najpierw posprzątamy, za chwilę wszystko spłynie. Odsuńcie się.

    I odsuwają. Na tyle skutecznie, że gdy już zlizane, dziewczęta nie dają wiary, że wygrał ten, który twierdzi, że wygrał.

    – Trzeba było się nie ruszać z miejsca!

    – Ale sama kazałaś…

    – Macie nauczkę, chłopaki, za cwani jesteście dla własnego dobra!

    – Zresztą była nagroda pocieszenia, dla was wszystkich.

    Fakt – widok dziewcząt na wyścigi zlizujących naszą spermę z szyby – bezcenny. I chyba nawet chłopczyk od tej rodzinki, co to właśnie znad morza, coś zauważył… Tak się gapił!

    * * *

            T/J zatrzymuje się na wielkim parkingu dla tirów, na ostatnim, skrajnym stanowisku. Po lewej mamy rząd  zaparkowanych równolegle ciężarówek, po prawej, od strony wejścia – bezkresne pola.

    Sześć nagich dziewcząt wybiega z kampera, i kuca rzędem na płycie parkingu. Przyglądamy się temu z otwartych szeroko drzwi. Dziewczęta, rozchichotane, biegiem wracają do auta, ruszamy. Na parkingu zostaję sześć kałuż.

    * * *

            Stoimy na światłach, na sąsiednim pasie tir, kabina kierowcy dokładnie na wysokości jednego z naszych okien. Dziewczęta pomagają Kasi spełnić jej fantazję, podnoszą ją, rozkraczoną, wspólnym wysiłkiem. Kasia rozpłaszcza cipę o szybę. Kierowca zerka, nawet się przypatruje ale nie rozpoznaje kształtu. Chyba.

    Po tym eksperymencie dziewczyny uwierzyły ostatecznie w antisol  i  zaczynają traktować okna jak ekrany, na których wyświetlany jest widok z zewnątrz. Potrafią teraz, z przyciśniętymi do szyby cyckami patrzeć w oczy przechodniom zerkającym na kampera.

    * * *

    Obwodnica Rzeszowa. Krajobraz po bitwie. W środku, nie na zewnątrz. Ala podnosi się z kłębowiska nagich zgrzanych ciał, staje nad nami i wzdycha.

    – Ech, pojebałoby się. – Trąca nogą nasze zwiędłe pałki i dodaje smętnie

    – Ale nie ma czym.

     Polew ogólny, Majka ostrzega:

    – Zaraz się zeszczam w majty!

    Kaśka zagląda jej w krocze i pyta.

    – Jakie majty?

    Znów polewamy.

    * * *

    Kawałek za Rzeszowem. W głośniku intercomu łączącego kabinę kierowcy z salonką rozlega się śmiech Tidżeja.

    – Podziel się, też się chętnie pośmiejemy.

    – A… Bo właśnie mijaliśmy Przystanek Alaska.

    – ??? – Przypominam sobie taki serial.

    – I to był burdel, no… salon masażu.**

    – Przystanek Alaska? Tak się nazywał?

    – Nie do końca – Tidżej literuje –Przystanek a’Laska.

    – Dobre!

    * * *

    Rondo w Miejscu Piastowym. Tidżej pokonuje je w dobrym tempie, powodując nieco zamieszania. Siła odśrodkowa przekracza siłę ciągu i nagle Dorka już mi nie obciąga. Na podobnej zasadzie ucieka mi pizda Loli, mogę się tylko oblizać. Albo lizać dupę Majce – ją z kolei oderwało od Tidżeja i przyturlało ku mnie. Tidżej, ten drugi,  wyjeżdża z ronda i, ponownie dzięki sile odśrodkowej, tyle że o przeciwnym zwrocie wektora, wszystko wraca na swoje miejsce.

    Z wyjątkiem Ali. Tidżej przypadkiem mocno ją obejmował, dochodząc i nie wypuścił. Drażni się ze mną teraz opowiadając, jak to cipa mojej dziewczyny go zassała i utrzymała w sobie na zakręcie.

    – Musi go uwielbiać – puszy się bliźniak potrząsając przyrodzeniem.

    – Chuj, jak chuj – wzrusza ramionami Maleńka.

    – Sperma, jak sperma – dobija Tidżeja Kaśka, wylizując Alcyn srom.

    Teraz ja mam satysfakcję. Oraz orgazm, bo przecież wszystko wróciło na swoje miejsce, usta Dorki też.

    Ciąg dalszy też niebawem trafi na swoje miejsce.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Maciej Wijejski

    * Chcecie je sobie obejrzeć? Zapraszam na Street View, odcinek DK9 (E371) od granicy woj. Świętokrzyskiego na południe, one dalej tam stoją (słupek 46/3). A jeszcze jedna trochę wcześniej. Urodzajny las.

    ** A Wy dokąd, panowie, interes już dawno się stamtąd zwinął. Boguchwała!

  • MW-Grecja Rozdzial 13 Podwozka

    Prawdziwa zabawa zaczyna się w Barwinku. Dziewczętom już dawno znudziło się wystawanie przed oknami, zresztą już zmierzcha. Leżymy wszyscy na naszym wielkim łożu, nazwaliśmy go pierdolnikiem, i oddajemy się leniwym pieszczotom. Gwałtowne hamowanie (kiedy ten Tidżej się nauczy!) odrywa mnie od Pana Pierożka. Ala na wpół drzemie z rozrzuconymi bezwładnie udami a ja właśnie wodzę delikatnie końcem języka wzdłuż jego szczelinki. Ma obiecane lizanie na każdej granicy.

    Kamper się zatrzymuje, otwierają drzwi szoferki i z głośniczka interkomu słyszymy:

    – Dzień Dobry! Jaki pan dobry, że się zatrzymał, sterczymy tu od trzeciej.

    Coś łomocze o drzwi wewnętrzne, trzask drzwi, auto rusza. Podkradamy się wszyscy do okienka. Dwie młode autostopowiczki, wcisnąwszy właśnie plecaki za siedzenia. zapinają pasy o czym przypomina im uprzejmym głosem T/J.

    – Od wczorajszego rana ledwie tu ujechałyśmy z Warszawy, pięknie nam się podróż zaczyna, nie ma co! A takie mamy ambitne plany. A daleko może nas pan podwieźć? My byle na południe, chcemy dotrzeć do Chorwacji albo Włoch, Chorwacja chyba lepsza, nie uważa pan, podobno taniej i ładniejsze plaże a nam to o plaże głównie chodzi. A daleko pan jedzie? 

    T/J w odpowiedzi na ten słowotok rzuca jedno słowo:

    – Neapolis.

    – Ojejku! Włochy, a….

    – To w Grecji, taka mała mieścina na Peloponezie, na końcu drogi, nie mylić z Neapolem.

    – A… – Trybiki się kręcą – bo widzi pan, nam właściwie wszystko jedno, piękna plaża, słońce i ciepłe morze. Duży ten camping, sam pan jedzie?

    Dziewczyny umiejętnie splatają wątki, chcą usidlić kierowcę.

    – Po to właśnie tam jadę – Uśmiecha się uprzejmie T/J – Pięknych plaż, słońca, i ciepłego morza tam aż nadmiar. Właściwie to tam nie zostaję, dalej już płyniemy jachtem – kusi.

    Stopki rzucają wszystko na jedną kartę.

    – Zabierze nas tam pan? Pliiiiis!

    –  Mógłbym, ale nie wytrzymacie tyle czasu w kabinie, jedziemy non-stop. I jaki tam pan, Jerry jestem. Mam go zidentyfikowanego, niestety nie na długo.

    – Monika… Tola – Przedstawiają się i idą za ciosem:

    – A nie mogłybyśmy z tyłu…

    – No właśnie z tym jest problem… – odpowiada enigmatycznie T/J.

    – Dużo was jedzie – domyśla się Tola

    – E, nie… – mówi Jerry  i wylicza – jedzie mój brat, mój kuzyn i kilka naszych wspólnych koleżanek. – Kładzie akcent na „wspólnych” lecz dziewczyny uznają to za nieistotne.

    – Nie wiem, czy towarzystwo będzie wam odpowiadać, zachowujemy się raczej… swobodnie, jesteśmy we własnym, dobranym gronie.

    – Chociaż… – Postanawia podtrzymać w dziewczętach iskierkę nadziei –  przepraszam za niedyskretne pytanie, w jakim wieku jesteście?

    – Mamy obie po 16 lat, właśnie niedawno skończyłyśmy. Czy to problem?

    – No właśnie nie, nasze koleżanki są w podobnym wieku, a wy dziewczęta szybko się dogadujecie… No dobra, jak wam NAPRAWDĘ zależy, mogę was zawieźć aż do Neapolis i z powrotem.

    – Z powrotem?!

    – Wracamy za dwa tygodnie w tym samym składzie, mogę was wtedy zabrać. Jeśli wam to odpowiada oczywiście.

    – Huraaaa! No pewnie, że odpowiada, najbardziej martwiłyśmy się właśnie o powrót.

    – Tylko, że… – T/J ponownie przybiera zrezygnowany wyraz twarzy – no… te nasze koleżanki, to sześć dziewczyn jest, one mają dość ekscentryczne zwyczaje, no… musiałybyście się trochę zintegrować. Zresztą niedługo brat mnie zmieni, pójdziemy do tyłu, zorientujecie się, co i jak.

    Pukam w szybę.

    – No właśnie, zmiana. – Chwilowo zidentyfikowany Jerry hamuje wyjątkowo łagodnie, zatrzymuje auto, pomaga Monice i Toli wyciągnąć plecaki zza siedzeń i okrężną  drogą prowadzi je do salonki. Po drodze mijają się z Tomem, jest ciemno, autostopowiczki nie orientują się, że to bliźniacy.

    * * *

    Monika i Tola rozglądają się po wnętrzu, widzą ogromne łoże, na którym spoczywa siedem postaci spowitych w równie ogromne prześcieradło. U stóp łoża Jerry wije im gniazdko z materacy plażowych. Dziewczęta zaczynają wyciągać śpiwory, lecz Jerry lekceważąco macha ręką i podaje im prześcieradło.

    – Tu jest naprawdę gorąco; nasze panie – wskazuje ogromne łoże – i mój kuzyn – ponownie wskazuje ogromne łoże – lubią ciepełko. Z pewnych względów – dodaje.

    – To dobranoc paniom! – Uśmiecha się uprzejmie, odwraca, rozbiera do gatek i wskakuje pod prześcieradło. Za moment spod prześcieradła wylatują łukiem jego gatki. Monika chrząka.

    – Przepraszam pa… Jerry? Jest tu łazienka?

    Jerry wychyla się spod prześcieradła i wskazuje ręką umywalkę i sedes sterczące ze ściany w półmroku.

    – Ale… Jerry… ja muszę, no wiesz, siku! 

    Jerry ponownie bez słowa wskazuje ręką. Tym razem celuje dokładnie w kibelek. Po czym znika pod prześcieradłem pozostawiając Monikę przestępującą z nogi na nogę.

    * * *

    Spod prześcieradła, gdzieś tak w środku stawki, wysuwa się para nóg. Za nimi pojawia się reszta zgrabnego ciała Majki. Goła wędruje do kibelka, sika, podciera się, spuszcza wodę. Wracając do łóżka „zauważa” dziewczyny. Staje przed nimi drapiąc się w okolicach cipki.

    – Cześć, Jestem Majka.

    Dziewczyny się przedstawiają.

    – Nie rozbieracie się? – Pyta Majka sennym głosem, wzrusza ramionami i loguje do łóżka. Trąca przy tym Natkę, która gramoli się, narzekając:

    – Mogłabyś się kłaść tak, by nie budzić wszystkich?

    Staje przed dziewczynami drapiąc się pod lewym cyckiem.

    – Cześć, jestem Natka.

    Dziewczyny się przedstawiają.

    – Dlaczego się nie rozbieracie?

    Wzrusza ramionami i człapie do lodówki. Otwiera drzwiczki, nachyla się i pyta dziewcząt.

    – Chcecie coś zimnego do picia?

    W świetle bijącym z wnętrza lodówki jej włochate krocze prezentuje się fantastycznie.

    – Siku mi się chce! – nie wytrzymuje Monika.

    Natka nie odwracając się wskazuje milcząco kibelek. Monika daje za wygraną. Spoglądając czujnie na nasze łoże, skrada się do kącika i korzysta.

    Natka wraca pod prześcieradło. Teraz wstają Kaśka i Ala. Stają nagie przed Moniką i Tolą. Ala ściska Pierożka.

    – Przepraszam, muszę siku! – Szcza, myje ręce, wraca i, podobnie jak Kaśka, wita się z dziewczętami. Sadzają Monikę i Tolę na fotelach i same przysiadają na wyściełanych poręczach Autostopowiczki mogą się na własne oczy przekonać, jak potrafią się różnić cipki.

    – Podobno jedziecie z nami – zagaja Ala.

    – Jerry był tak miły, że się zgodził.

    – To dlaczego się nie rozbieracie?

    – Eeeee..?

    – Widziałyście Natkę?

    – Tak, poznałyśmy się. I z Majką też.

    – I nas dwie też widzicie i co? Nic wam nie jarzy?

    – Jesteście naturystami?

    – Bingo!

    – No wiesz, żeby tu same dziewczyny były, to byśmy się rozebrały choćby teraz, ale tu chłopaki śpią…

    – No właśnie, śpią i do rana nie wstaną. Zależy wam na tej Grecji, czy nie? Rozbierzcie się wreszcie i zacznijcie przyzwyczajać. Włos wam tu z głowy nie spadnie, ręczę za chłopaków.

    – No, Jerry wyglądał na bardzo sympatycznego.

    – Same widzicie, wyskakujcie z ciuchów!

    Monika i Tola spoglądają po sobie…

    * * *

    Granica słowacko-węgierska, ciemna noc. Obietnic należy dotrzymywać. Rozsuwam delikatnie uda Maleńkiej i liżę Pana Pierożka. Ala sen ma twardy, ale w miarę jak Pan Pierożek wilgotnieje, sen ją odlatuje. Teraz już świadomie rozchyla uda szerzej.

    – Tylko cichutko bądź, mamy gości.

    Maleńka zagryza zęby, posapuje cichutko, wreszcie ucieka z cipką. Autostopowiczki u naszych stóp śpią, jak zabite. Gdy za dwie godziny zmieniam Toma, nic się w tej kwestii nie zmienia.

    Stopki dalej śpią twardo, gdy o czwartej w nocy zmienia mnie Tidżej. Jestem przekonany, że to Jerry, okaże się poniewczasie, że jestem w błędzie – bliźniacy połapali się, że ich zidentyfikowałem i postanowili namieszać.

    * * *

    Rano mamy w kamperze dwa nagie ciałka więcej!

    Jest koło dziewiątej, Tom (biorę go za Jerry’ego), zmienił brata jakąś godzinę temu. Otwieram oczy i co ja  paczam?

    Monika i Tola skopały z siebie prześcieradło, oglądam je o poranku w pełnej krasie, śpią obie na wznak, z lekko rozchylonymi udami, cicho pochrapując. Obie mają śliczne, kasztanowe kędziorki na wzgórkach łonowych. Tola bujnego, niestrzyżonego irokeza zaczynającego się tuż powyżej rozpychającej się w szparce łechtaczki. Sama pipka jest gładko wygolona, świeża  i różowa. Całość jest najwyraźniej świeżo przygotowana pod bikini.

    Fryzurka Moniki przedstawia się równie gustownie. Jest to idealnie okrągłe kółeczko wieńczące jej szparkę. Reszta jest dokładnie wygolona, a może wydepilowana, ale w samym kółeczku włoski rosną bujnie. Muszą chodzić do tego samego fryzjera. Sama szparka jest o wiele szerzej rozwarta, niż u koleżanki, bardziej w typie Kasi, choć bez tak imponujących warg sromowych.

    Piersi mają obie dziewczyny spore, w przypadku Toli są to powiększone kopie stożków Majki. Co godne uwagi, zachowują swój kształt stercząc w niebo. Podobnie piersi Moniki przypominają kształtem cycuszki Kasi, nie są to jednak połówki pomarańczy, ich półkule z trudem mieszczą się w dłoniach. Tak na oko.

    Górne fryzury mają dziewczęta podobne – postrzępione kasztanowe loki do ramion.

    Koło mnie wychyla się głowa Ali również oceniającej nowe koleżanki.

    – Patrz, jakie loczki mają na cipkach. Podobają, ci się, co?

    – Bardzo! Ale to ciebie kocham Maleńka! – Całuję ją, głaskam apetyczne udko.

    Dołącza do nas Lola, też podziwia fryzurki śpiących dziewcząt.

    Te wreszcie się budzą, otwierają oczy. Macham do nich wesoło.

    – Cześć dziewczyny!

    Uświadamiają sobie, że leżą kompletnie nagie przed obcym facetem i zaczynają gwałtownie szukać prześcieradła.

    Sytuację ratuje Lola. Wskakuje między nie z okrzykiem:

    – Jestem Lola! Cześć dziewczyny, my się jeszcze nie znamy, ale na pewno się polubimy.

    No, nie wiem…

    Lola ląduje bowiem dokładnie na prześcieradle, zagarniając je całe pod siebie. Resztki nadziei odbiera im Ala, także moszcząc się na ostatnich skrawkach ewentualnego okrycia. Dziewczętom pozostaje okryć się własnymi dłońmi lub po prostu się ubrać. Widzą jasno, że obie możliwości je ośmieszą w naszych naturystycznych oczach i rezygnują. Dociera do nich, że choćby teraz zwarły uda i przyjęły najskromniejszą z pozycji dostępnych nagiemu ciału, to i tak za chwilę będą musiały wstać.

    A w ciągu dnia zaprezentują chłopakom, czyli jak na razie mnie, swoje wdzięki pod każdym możliwym kątem i z każdej perspektywy. Ubrać  się teraz, oznacza wysiąść a tu Grecja…

    No, właściwie to jeszcze  Rumunia, jechaliśmy zmieniając się za kółkiem całą noc, minęliśmy właśnie Krajową.

    Podejmują decyzję. Przechodzą ze skrajności w skrajność. Z pozycji na boku, gdzie dostrzegam tylko sterczące końce ich fryzurek, wracają do pozycji na wznak, rozchylają swobodnie uda, znów mam pełen wgląd w ich krocza. Ich poprzednie zachowanie wydaje się być raczej skutkiem niespodziewanej sytuacji, niż przyrodzonej wstydliwości. Na wstydliwe zdecydowanie nie wyglądają.

    Ala też patrzy z zachwytem na te cipki.

    – Macie tego samego fryzjera?

    – Same sobie fryzurki robimy, ja jej, a ona mnie.

    Zaiste błyskawiczna metamorfoza. To nie jest sytuacja typu: trzeba zacisnąć zęby i zacząć udawać, tylko: możemy już przestać udawać. To, czy najpierw poznamy tego faceta, czy najpierw zobaczy nasze cipy, nie ma znaczenia, skoro nastąpi jedno i drugie. Racjonalne podejście.

    * * *

    W tym momencie Natka zobaczyła te cipy. Wcześniejszą rozmowę słyszała, była na bieżąco. Przypada do tych cip.

    – Zrobicie mi taką? Pliiiis!

    Monika z Tolą nie mogą się nie roześmiać. Natka z nimi pogrywa, używając ich wczorajszej odzywki, dziewczyny nie mogą wiedzieć, że słuchaliśmy wszystkiego przez interkom. Obiecują Natce, że zajmą się jej bobrem i biegną się wysikać. Patrzę, jak szczają: zero zmieszania, zachowują się w stu procentach naturalnie, po prostu są sobą!

    * * *

    Dziewczęta wprowadzają stopki w niuanse naszej podróży.

    – Wszystkie nasze rzeczy zostały w Warszawie.

    – Zapomniałyście zabrać?

    – E, skąd! Przyszłyśmy do… no, na punkt zborny, zdjęłyśmy sukienki, majtek nie nosimy, wszystko powędrowało do skrzyni pod klucz, dostaniemy z powrotem, jak wrócimy do Warszawy. Do kampera wsiadłyśmy ze szczoteczką do zębów i dowodem osobistym w ręku. I komórką, żeby się starzy nie martwili.

    Dodałbym, że Dorka ponadto ze spermą bliźniaków w pochwie,* ale nie wypada, jeszcze nie…

    – Kto mógł coś takiego wymyślić? – dziwi się Monika.

    – On! – pokazują mnie palcami dziewczęta i szczerzą zęby – kochamy go za takie pomysły. – I wykorzystując sytuację, rzucają się na mnie i obsypują pocałunkami.

    Monika i Tola patrzą na to: ze zgorszeniem? – Na pewno nie. Z podziwem? – Już prędzej. Opędzam się od dziewcząt ze śmiechem, niby to ukrywam przed stopkami budzące się do życia przyrodzenie.

    – Przez was najem się wstydu przed Moniką i Tolą, z czymś takim mam paradować?

    Tola z Moniką śmieją się razem za nami – jest dobrze.

    Tidżej – jestem przekonany, że to Tom – idzie za ciosem. Wyskakuje spod prześcieradła z drągiem na baczność, wskazuje na niego i woła.

    – A co ja mam powiedzieć! – I dodaje, patrząc na mnie. – Powiedz coś Majce i Dorce, to ich wina! – I jeszcze – I jak ja się teraz wysikam?

    Monika i Tola parskają śmiechem razem z nami  – jest wspaniale.

    – Widzę, że błyskawicznie się zintegrowałyście. To super.

    T/J patrzy na skotłowane razem Alę, Lolę, Monikę i Tolę.

    – Jak was wczoraj zabierałem, wyglądałyście inaczej…

    – Bardziej ubrane?

    – Mhm… Wiedziałem, co robię, że nie pozwoliłem wam wyciągnąć tych śpiworów! A tak, szybko się dogadałyście.

    To Jerry, nie Tom, właśnie się nieświadomie wygadał! Tak to jest, jak się myśli przyrodzeniem. Nie wie, że ja wiem. A ja to jakoś wykorzystam…

    – To zabierzemy je na bezludną wyspę? – pyta Lola.

    Toli i Monice gały wychodzą na wierzch. Wczoraj krawężnik w Barwinku, dzisiaj bezludna wyspa. Czy to sen? 

    Lola wyjaśnia stopkom.

    – Bo my płyniemy jachtem w rejs i mamy zwiedzać bezludne wyspy.

    – A dlaczego akurat bezludne?

    – To idź tak ubrana na ludną!

    I znów wszyscy łapią się za brzuchy. Spoglądam z lubością na drżące cycki. Coraz więcej tych cycków…

    – Ale –  studzę entuzjazm Toli i Moniki – jacht i wyspy, to już wyższy stopień integracji…

    Nie doceniam jednak stopnia tego entuzjazmu. Stopkom puszczają już ostatnie hamulce.

    – My jesteśmy dziewczyny nowoczesne i otwarte na propozycje. I bardzo chcemy na te wyspy!

    Otwieram barek pokładowy, jedyny mebel zamykany na klucz, pusty w środku. Obywamy się.

    – No to wrzucajcie plecaki, dziewczęta. Wiecie co możecie sobie zostawić.

    Wyjmują szczoteczki do zębów, dokumenty i telefony, pakują plecaki do szafki. Jeszcze raz ostrzegam:

    – Jak zamknę to już nie będzie odwrotu!

    – To zamykaj!

    Zamykam szafkę ze słowami:

    – Dostaniecie  za dwa tygodnie w Warszawie. I… witam na pokładzie!

    Ala i Lola ściskają Monikę i Tolę.

    – Tak się cieszymy, żeście się przełamały.

    – Tak po prawdzie, to teraz nie musimy się maskować – śmieją się – ale macie dorodnych chłopaków na pokładzie!

    Widać, że z niejednego pieca chleb jadły… Czyli mówiąc po ludzku – z niejednego kutasa spermę spijały. Być może wspólnie…

    – Spoko, podzielimy się, my wszystkim się dzielimy – ostatnie zasłony opadają.

    – Bzykacie się wszystkie z nimi?

     – A jakie mamy orgazmy! Ale zanim się do niego dopchasz, mogę ci wylizać cipkę!

    Dziewczęta zaczynają skandować

    – Przywitanie! Przywitanie!

    –  To taka nasz tradycja, Zawsze się tak witamy, zobaczysz.

    Ale mnie kwestia Ali o lizaniu cipki właśnie przypomina o lizaniu cipki Ali. Na każdej granicy, a zaraz będzie rumuńsko-bułgarska. A skoro sprawy z Tolą i Moniką zaszły tak daleko…

    Na oczach stopek funduję Maleńkiej rozkosze giętkiego języka, a ona posługując się swoim, wyjaśnia stopkom sytuację. Choć na początek, jeszcze w Calafat, po rumuńskiej stronie, wzdycha głęboko, gdy pierwszy raz przeciągam językiem wzdłuż szparki.

    – I on cię tak na każdej granicy…

    – Kiedy tylko sobie zażyczę, a ponadto obowiązkowo na każdej granicy.

    Rozklejam Pana Pierożka, pod nami modre fale Dunaju. Maleńka już nic nie wyjaśnia, wydaje tylko nieartykułowane dźwięki.

    I oto Widyń, pierwsza miejscowość po bułgarskiej stronie. Maleńka wita Bułgarię naprawdę głośno, tym razem nie musi zachowywać ciszy. Tola i Monika w niemym podziwie przyglądają się, jak ostatni raz przeciągam językiem, teraz wzdłuż szeroko rozwartej szpary, z której zawadiacko sterczy nabrzmiała łechtaczka. A ja, oderwawszy się od Maleńkiej, przypatruje się ich szparom – tam też coś się pcha na zewnątrz.

    * * *

    – Przywitanie – przypomina Ala i popycha Monikę i Tolę w moją stronę. Stoję przed nimi ze sterczącym dumnie masztem i wyciągam ręce. Odruchowo wyciągają swoje, chcą się  normalnie przywitać.

    – Za jajeczka, za jajeczka – podpowiada Maleńka.

    Tola i Monika ściskają mi po kolei jądra. Ja wkładam im ręce w krocza i powoli zaciskam dłonie na gładko wygolonych pipach. Są wilgotne. Delikatnie, bo obie są pobudzone, sprawdzam palcami dwie śliskie szparki. Monika zerka na Tolę.

    – Jak już zaszłyśmy tak daleko…

    Dokończenie tej kwestii Tola pozostawia Monice.

    – …To nie odmawiajmy sobie tej przyjemności. Masz nas obie, korzystaj! Jebliwe jesteśmy!

    Korzystam, ściskając dwa miękkie i wilgotne dżojstiki, nawiguję w stronę łóżka. Doskakuje Jerry. Teraz przed dziewczynami prężą się dwa tęgie chuje.

    Obie naraz, jakby miały już to kiedyś przećwiczone, zahaczają palcem o żołądź, odciągają i, także równocześnie, puszczają. Słychać podwójne klaśnięcie, o moje i Tidżeja podbrzusze.

    – Ćwiczyłyście to w jakimś kwartecie?

    Zbywają mnie lubieżnym uśmieszkiem.

    – Oba ładnie wzwiedzione – stwierdza Tola

    – Którego wolisz? – Pyta Monika

    – A nie mogą się po prostu w nas zmieniać?

    Dwa ptaki lądują w dwóch nowych gniazdkach i zaczynają się wzajemnie poznawać.

    * * *

    – Wiesz Jerry – mówi Monika do pieprzącego ją Jerry’ego – trochę ci nakłamałam… Że niby głownie o plażowanie nam chodzi.

    – A o co?

    W odpowiedzi Monika zaczyna gwałtownie poruszać biodrami, teraz ona go pieprzy.

    – O to!

    Tola też przyspiesza. I wyjaśnia:

    – Miałyśmy na dzieję na poznanie jakichś fajnych chłopaków… rozumiesz, taki seks bez zobowiązań.

    – I się spełniło.

    – O taaaak! Tak mi rób!

     Dziewczęta otaczają nas wianuszkiem i zaczynają się komentarze:

    – Zdecyduj, gdzie ma się spuścić zanim nie będzie za późno – Tola obiecuje, że to przemyśli

    – Czy mogę wylizać twoją cipkę, jak on już z ciebie wyjdzie – Monika jest zainteresowana.

    – Mogę ci pieścić łechtaczkę? Jego kutas nawet o nią nie zahacza w tej pozycji. – Tola patrzy sobie między nogi i wyraża zgodę.

    Cipy są pięknie wytresowane, widać, że nie próżnują. Są przy tym nie rozruchane, młodzieńczo ciasne. Daleko im do Pana Pierożka,  ale z powodzeniem znoszą porównanie do cip moich nastek. I te piękne fryzurki, w  które się wpatruję. Raz wtykam pod paskiem, raz pod kółeczkiem, później to upraszczam: kropka, kreska, kropka, kreska. Nagle wybucham radosnym śmiechem.

    – O co chodzi? – Pytają dziewczęta podejrzliwie.

    – O wasze boskie cipy! Które właśnie ruchamy z kuzynem – tu poklepuję go po ramieniu – to one wprowadziły mnie w ten nastrój o poranku! – I mówię Kropka, Kreska, Jestem w Kresce, Jestem w Kropce, wkładając na zmianę z Jerrym Monice i Toli. Dziewczęta łapią i wszyscy polewamy.

    – Ach, nawet nie wyobrażałam sobie, że autostop może być taki wciągający! – mówi Tola. Monika jej potakuje.

    – To wasze szparki są takie wciągające – jak je zobaczyłem dziś rano…

    – A my pociągające! – rzuca Tola i rzuca się ssać moją jeszcze lepką pałę. Monika  zasysa Jerry’ego

    Ja tymczasem, nie z powodu boskiej Kropki i równie boskiej Kreski tak się śmieję. W mojej głowie rodzi się bowiem plan. Plan ma drugie a nawet trzecie dno! Ważną rolę gra w nim fakt, że bliźniacy, pewnie by powiększyć moją frustrację, chodzą identycznie ubrani.

    Spoglądam na zegarek – właśnie mija dwunasta – a potem, z żalem, na dziewczęce buzie nasunięte na nasze drążki. Z żalem, bo zaczynam wdrażać ten plan…

    * * *

    – Najwyższy czas zmienić TOMA, dajcie nam pięć minut, a pójdę do niego razem z JERRYM i jak go znam, ubłaga brata, by ten dał mu jeszcze godzinkę i nie będziemy musieli się spieszyć.

    Jerry słysząc ten ton, patrzy na mnie podejrzliwie, ja na niego z politowaniem. Tak tak, Jerry, wasz podstęp poszedł się jebać…

    Języczek Toli ostatni raz omiata moją żołądź, usteczka zsuwają się z drążka. Plan wymaga ofiar.

    Teraz szeptam szybko z Jerrym. Dochodzę tylko do drugiego dna. Oczy mu się zaświeciły. Teraz on zagaduje do dziewcząt.

    – Dziewczęta, zróbcie mi przyjemność i…

    – Cała przyjemność po naszej stronie

    – I naszych cipek

    -…I wrócę tu z zawiązanymi oczami i… ciekawe, czy rozpoznam was po samych cipkach… albo ustach – kończy, dochodząc tylko do pierwszego dna. Stopki przystają na ten pomysł ochoczo, teraz, jak już nie muszą skrywać swej drugiej natury, chcą się tylko dobrze bawić.

    * * *

            Idziemy z Jerrym zmieniać Toma.

    – Po czym poznałeś? – Pyta mnie po drodze.

    – Wygadałeś się z tymi śpiworami.

    Podchodzimy do drzwi od strony kierowcy.

    – I jak tam autostopowiczki? Nawet nie miałem okazji im się przyjrzeć,

    będzie z nich pożytek?

    – Hahaha, ty też się wygadałeś! Jesteś Tom. i… Nie wiem – kłamię w szczytnym celu, przechodząc do sedna – wciąż twardo śpią.

    – Śpią, jak zabite – wspiera mnie Jerry. – Nasze dziewczęta chcą to szybko wykorzystać, pragną twojego kutasa.

    – Dlaczego akurat mojego? – Tom jest czemuś podejrzliwy.

    – A kiedy ostatni raz go używałeś? Ty prowadziłeś a on wypoczywał. A my w tym czasie…

    – Nie musisz kończyć…

    – Bo potem, to  nie wiadomo kiedy będzie okazja, skoro tamte jadą z nami aż do Neapolis – kuszę.

    – Wymyśliły, że mam cię przyprowadzić z zawiązanymi oczyma, rozbiorą cię i jedną z nich będziesz rżnął a druga podsunie ci cipkę do lizania. Ciekawe są, czy je rozpoznasz. Tylko bądź cicho, bo obudzisz autostopowiczki i sam pozbawisz się przyjemności. Buzia na kłódkę. Tak, jak i one

    – Wchodzę w to – woła zadowolony Tom. Jerry zręcznie go zmienia za kółkiem. Zawiązuję Tomowi szczelnie oczy  i prowadzę prosto do łóżka. Tam już czekają Kropka i Kreska, ciesząc się, że „Jerry” wrócił. Rozbierają go bez słowa. Już klęczy na łóżku a pała strzela mu pod niebo. Tola wsuwa się pod niego, unosi biodra i nasuwa na niego pizdą. Monika staje rozkraczona, z cipą na wysokości jego twarzy. Wciska jedno w drugie. Rozlegają się smakowite odgłosy ciupciania i mlaskania. Stoję wraz z dziewczętami kibicując. Tylko Maleńka zastępuje Tolę na końcu mojego dyszla i zapoznaje się teraz ze smakami Toli i Moniki.

    * * *

    Tom rżnie i liże w najlepsze, widocznie uznał, że im dłuższe „zgadywanie”, tym więcej skorzysta. Daję mu jeszcze chwilkę, ssącej mnie z zapałem Maleńkiej również.

    Tuś mi, bratku! Znienacka zrywam mu opaskę z oczu. Monika i Tola reagują oburzeniem.

    – Ejże, psujesz nam zabawę!

    Natychmiast jednak odwraca ich uwagę dziwna reakcja ”Jerry’ego”. Jego drąg zamiera w piździe Toli, on sam przenosi zszokowany wzrok z krocza Moniki na nią samą, patrzy pomiędzy jej nogami na Tolę, milczy naprawdę długo, patrzy na mnie wzrokiem, który zabija i przenosi spojrzenie z powrotem na krocze Moniki

    – Cześć dziewczyny, my się jeszcze nie znamy, to która jest Tola?

    W dziewczyny jakby piorun strzelił, teraz one zamarły. Wreszcie Monika, patrząc mu cipą w twarz, mówi:

    – Weź nie pierdol Jerry, dopiero co twój drąg podrygiwał w tej cipie a teraz jej nie znasz? Przypomnę ci. – I wali go cipą w twarz.

    W mroku Monisiego krocza rozjaśnia mu się nieco w głowie.

    – Ale ja jestem Tom – mówi trochę bezradnie, dalej gapiąc się na to krocze. Jest na co.

    – A ja jestem srom! – Mówi krocze głosem Moniki.

    – Tom Srom, Tom Srom – chichoczą dziewczęta.

    – Czy Jerry’emu zawsze tak z rana odbija? – Pytają stopki.

    – Zajrzyjcie do szoferki, wszystko zrozumiecie.

    Cipa Moniki odpływa z przed oczu Toma, cipa Toli zsuwa się z jego drąga. Chłopak patrzy z żalem, jak cipy idą do szoferki.

    * * *

    – Cześć dziewczyny – mówi Jerry, odwracając do nich głowę z szerokim bananem na umazanej jeszcze ich soczkami gębie – wkręciłyście mojego bliźniaka?

    My tymczasem polewamy z Toma

    – Do końca życia ci tego nie zapomnę!

    Wstrzymuję się z odpowiedzią. Mój plan właśnie zrealizował się w całości. Przy pomocy Jerry’ego wkręciłem Toma – to raz. Tom nieświadom swej roli wkręcił stopki** – to dwa. Że mi nie zapomni? Właśnie na to liczę! Przy każdej okazji będzie mi to wypominał. Tom! A Jerry nie! Bliźniaków mam zidentyfikowanych! I to jest to trzecie dno!

    * * *

    Dziewczyny wracają z szoferki. Tom spogląda na nie łapczywie, teraz może sobie pooglądać je całe, ich duże, jędrne piersi, dorodne pizdy, zuchwale podgolone fryzurki sterczące im na wzgórkach łonowych…

    – Napatrzyłeś się?

    Dziewczyny rzucają się na niego i Tom ponownie ląduje w tych pizdach, w jednej chujem, w drugiej twarzą, wreszcie spuszcza się sprawiedliwie na dwie zadowolone buzie.

     Monika i Tola ujmują nawzajem te buzie w dłonie. To jeden, to drugi języczek zbiera śmietankę z noska, policzka i oczka. Przyglądam się, a serce mi rośnie. Nie umyka to uwadze stopek.

    – Zaruchasz?

    Idę w ślady Tidżeja, tak ładnie proszą…

    * * *

    Gdzieś w Bułgarii. Popołudnie. Dziewczęta pokazują Kropce i Kresce nasze, co smakowitsze nagrania  na dużym ekranie – w kamperze jest i kino domowe. Szczególnym powodzeniem cieszą się sceny rozdziewiczania  Majki i Ali. Dziewczęta cofają nagranie, komentują.

    – Wy to miałyście szczęście! – Zazdroszczą Kropka i Kreska Majce i Ali. –  W blasku reflektorów, z orgazmem… Nie, tak jak my, pokątnie, po ciemku, żadnej przyjemności. No i macie fajną pamiątkę. – Nie odrywają oczu od ekranu…

    Teraz odrywają. Po co oglądać minetę na ekranie, skoro można w realu? Bo Ala  uświadamia mi właśnie, że kończy się Bułgaria. I rozkłada nogi. Wsuwam się między nie, idę lizać Pana Pierożka. Nikt nie mówił, że będzie lekko. A to jeszcze nie koniec tej opowieści…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Maciej Wijejski

    * patrz Rozdzial 10

    ** wkręcać stopki… – czy ktoś jeszcze pamięta, co to znaczy?

  • Kaja i Niko cz.III – Ruda tajemnica

    Kaja wstała, spojrzała na niego. Podobał jej się. Głupia była, ale naprawdę podniecał ją ten mężczyzna, leżący teraz wygodnie na szerokim łóżku. Mocno zbudowany wysoki brunet, błękitne oczy, zarost, owłosiona klata. Splótł dłonie na karku, przymknął oczy. Skierowała wzrok niżej i uśmiechnęła się do wspomnień minionej nocy widząc sflaczałego, owłosionego kutasa.

    ***

    Weszła pod prysznic, sięgnęła dłonią na plecki zbierając w dłoń grudy nasienia swojego kochanka, potem zebrała jeszcze z pośladków. Usiadła na szerokiej półce i nasmarowała swoją łechtaczkę jego spermą. Przymknęła oczy masując swoją myszkę. W myślach powróciła do chwili ich pierwszego spotkania, gdy ruchał ją na pieska, tu, na tej półce. Ona swoim biustem czuła chłód ceramicznych płytek półki. Ona była 20 letnią studentką, on bogatym 35- latkiem. ..
    Włączyła prysznic. Boczne dysze wybuchły zimną wodą. Po chwili jej ciało pokryło się gęsią skórką. Sutki na jej wielkich piersiach zbiły się w twarde różowe punkty. Masowała się coraz intensywniej. Na skórze było jej zimno, w jej środku od samej cipki promieniowało gorąco. Znów w jej myślach pojawił się owłosiony członek Nika. „Głupia dziwka, tylko kutas jej w głowie” – odezwał się głos rozsądku
    – Taaak – mruknęła, jakby w odpowiedzi – tylko On… Suka chce kutasaaaaa….
    Poczuła znajomy dreszcz i przyjemny atak orgazmu. Pisnęła cicho, żeby nie budzić kochanka. Chciała żeby się zregenerował po tak intensywnej nocy. Chciała go jeszcze dziś ujeżdżać, zanim rozstaną się znowu. Oddychała ciężko, fala przyjemności rozlała się po jej ciele, powoli zaczęła odpływać. Ochłonęła. Wyjęła rączkę z cipki i włożyła do ust. Znów go posmakowała. Zza drzwi usłyszała muzykę. Jakby nigdy nic wstała i przekręciła kurek na gorącą wodę. Oddała się przyjemności, gorąca woda z dysz masowała jej piękne ciało, krople rozbijały się na wielkich piersiach, ciekły niżej po talii, mijały pępek, potem niżej płynęły po wzgórku i wnikały w słodką szparkę blondynki. Z tyłu oczyszczająca woda zmywała z pośladków ślady grzesznej nocki. Rozwarła je rączkami, strumień gorącej wody wszedł w jej dziurkę wymywając resztki mężczyzny z jej ciała. Włożyła jeszcze paluszek i gdy upewniła się że zmyła wszystko zakręciła kran. Otworzyła butelkę z żelem pod prysznic, który specjalnie na jej wizytę przygotował Niko. Roztarła pachnący płyn na dłoniach po czym rozprowadziła pianę na wielkie piersi w rozmiarze „D”. „Ileż to facetów zjadało wzrokiem te cyce” – pomyślała uśmiechając się – „A ilu miało okazję ich dotknąć, miętosić, polizać, possać?” Zeszła dłońmi niżej na okrągłe biodra i pupę. Pacnęła się delikatnie w pośladek sprawdzając przed samą sobą ich jędrność. Dupka zafalowała, Kaja uśmiechnęła się. Była naprawdę seksowna. „Powinnam poprosić Nika o sesję. Tylko dla mnie oczywiście. I dla niego. Niech tęskni za wami” – ponownie rozprowadziła pianę na piersiach, zgniotła sutki.
    Namydliła swoją cipkę. Mocno rozprowadziła żel po wargach sromowych. Namydliła pianą włoski łonowe, które zapuściła nad szparką i ogoliła w pionową kreseczkę. Przyłapała się na zbyt intensywnym czyszczeniu cipki. Ponownie włączyła gorący strumień wody.
    Wtedy poczuła na swoich piersiach dłonie. Ktoś stał za nią. Nie był to Niko, dłonie były drobne, delikatne i kobiece.
    „Aleksa do mnie dołączyła?” – pomyślała Kaja by się uspokoić. Przymknęła oczy, chciała towarzystwa drugiej osoby. Rączki masowały jej piersi. Jedna zeszła niżej pieszcząc jej krocze. Poczuła na plecach jej piersi. Za nisko jak na wysoką Czarnulkę. Odwróciła się gwałtownie. Zobaczyła za sobą nagą rudą dziewczynę.
    – Kim jesteś!? – spytała zaskoczona.
    – Jestem Sylwia – odpowiedziała spokojnie i położyła palec na wydatnych wargach.
    Jej dłonie ponownie wylądowały na wielkich piersiach Blondynki, podrzuciła je delikatnie, jędrne zderzaki opuściły się i podskoczyły sprężyście.
    Była jej wzrostu, tylko piersi miała mniejsze. Farbowane rude włosy były kręcone. Sprężynki schodziły na jej piersi. Patrzyła na nią zielonymi oczami. Zbliżyła się i pocałowała… Kaja powędrowała dłonią ku jej waginie. Wyczuła, że cipka nowej koleżanki była idealnie gładka, przygotowana na zboczone zabawy. Jej źródełko musiało gościć wiele ogierów, gdyż pizda była bardziej rozciągnięta i wyrobiona niż ciasne wrota Blondynki.
    – Mój Niko kazał mi cię przygotować – wyszeptała Sylwia
    „Jaki !?” – oburzyła się w myślach
    – Planuje dla ciebie specjalną zabawę – mruknęła seksownie Ruda przywierając do jej warg.
    Potem przeniosła się na piersi Kai – Rzeczywiście mówił prawdę, masz wielkie cycuchy!
    Zakręciła wodę, ujęła Blondynę za rączkę i wyprowadziła spod prysznica kołysząc biodrami. Kaja spostrzegła dwa tatuaże przedstawiające skrzydła na jej plecach, tuż nad pośladkami.

    – Nie gniewaj się, On zadowala nie tylko ciebie – kontynuowała rozmowę, wycierać Kaję mięciutkim ręcznikiem – poznałam go dwa lata temu w restauracji. Byłam kelnerką a On umówił się ze mną raz, potem drugi… – uśmiechnęła się i zbliżyła usta do jej ucha, tak że każde słowo wywoływało dreszcze na karku Blondynki i mokrych piersiach – po trzecim zaprosił mnie do siebie i ruchaliśmy się jak zwierzęta całą noc…
    Kaja znów poczuła rączkę Sylwii w swojej cipce
     – wtedy Niko lubił niekonwencjonalne zabawy, uwiązał mnie na smyczy i obił pejczem, potem zakneblował usteczka i uwiązał do łóżka z wypiętą dupą, byłam jego zdobyczą, prywatną dziwką tej nocy i przez resztę miesiąca, potem dowiedziałam się, że spotyka się z przynajmniej trzema innymi dziewczynami… – Sylwia przykucnęła wycierając uda i łydki Kai, polizała obfity pośladek –  Zaprosił nas razem na jedną orgię On jako samiec alfa i my jego cztery kocice. Jedną rżnął fiutem, dwie palcami, czwarta mogła się z nim lizać w przerwach między ssaniem kutasa i tak w kółko… – Ruda pokierowała dłonią Kai, by ona odwzajemniła palcówę, na co Blondynka chętnie na to przystała, opowieść zaczęła ją podniecać.

    – Wiesz, że poznałam go pod imieniem Rafał? Podczas jednej z orgii jedna z jego „suk” wymyśliła specjalnie na jego polecenie imię dla kutasa, stąd wziął się Niko – Sylwia zachichotała, uszczypnęła młodszą koleżankę w sutka – Tak Cycolinko, musiało go podniecać zwracając się do niego „Niko” w rzeczywistości poznałaś jego Naganiacza „Nika”.
    Cipka zaczęła pulsować, Kaja przyspieszyła oddech. Pod swoimi palcami czuła obfity śluz pochwy Sylwii. Poczuła szarpnięcie za rękę, dopiero teraz zauważyła, że w przestronnej łazience leżał napompowany szeroki materac. Weszły obie na niego, był twardy.
    – Masz szczęście Kochana, wybrał Ciebie do akcji za tydzień! – dłonie Sylwii znowu powędrowały na jej pośladki – jeśli Rafał pozwoli, to chętnie się zgodzę i ci potowarzyszę!
    – Jakiej akcji, jaka specjalna zabawa!? – zapytała Blondynka masując małe piersi Rudej.
    – Nie znam szczegółów, ale zwykle odbywa się większa impreza w jego mieszkaniu, nie zdradza szczegółów, wydaje tylko polecenie swoim suczitom żeby szykowały pizdeczki…. Wiesz każda chce z nim to zrobić…
    – Ja z nim grzmocę się kolejny raz z rzędu!
    – Dlatego zabawa jest „specjalna”, wymyśla jakiś pomysł na grzmocenie i to robi z tobą!
    – Bardzo to ciekawe… – zaczęła coraz bardziej podniecona Kaja, jednak przerwało jej otwarcie drzwi, zza których w koszulce i dresowych spodniach wyszedł jej Kochanek. W ręku trzymał wymierzony w nich obiektyw kamery.
    – Dziewczynki jak zabawa? – zapytał zaczepnie
    – Cipeczki rozgrzane, czekamy na ujeżdżanie – zaczęła Sylwia głosem który Kai wydał się nazbyt piskliwy – potrząsnęła przy tym dupką do kamery.
    – A ty Kaja, nasza Blond-cycolinko?
    Blond cycolinka nie wiedziała co odpowiedzieć, więc z uśmiechem pokiwała główką wprawiając swoje donice w pionowy ruch w górę i w dół.
    – Cycolinka-Nimfomanka – zarechotał „Niko” pieszcząc jej piersi i ugniatając – Sylwia zrób dobrze koleżance – rzucił mężczyzna wskazując Rudej łechtaczkę Blondi.
    Sylwia uklęknęła, a jej język zaraz znalazł się na wilgotnych wargach sromowych Kai. Niko usiadł na sedesie, kamerując je bez przerwy.  Ruda wpiła się we wnętrze Kai. Blondynka czuła że odpływa, nigdy nie myślała o seksie lesbijskim. Mały i zwinny języczek Sylwii wiedział dokładnie jak zadowolić kobiety. W odróżnieniu od wielkiego jęzora Nika chlastającego jej cipkę, dającego powolny napływ przyjemności Sylwia merdała swoim wesoło w jej wnętrzu. Kają wstrząsnął pierwszy dreszcz, nogi zaczęły odmawiać posłuszeństwa, czuła że zaraz upadnie na materac, jęknęła jakby łkała.
    – Wystarczy! – krzyknął mężczyzna – teraz Cycolina robi minetę! Na leżąco.
    Na ten sygnał Sylwia położyła się na plecach rozszerzając uda, Kaja uklęknęła przed nią, wsparła się na łokciach i zatrzymała bezradnie. Nigdy nie zadowalała kobiety. Miała na koncie trzepanie i łykanie kutasów, ale nigdy nie zadowalała koleżanek.
    – Rób dokładnie to co sama chciałabyś poczuć – zachęciła szeptem Sylwia.
    Blondynka zbliżyła usta do rozgrzanej pochwy i zanurzyła w niej najpierw paluszek, dopiero potem przejechała języczkiem. Ruda stęknęła zachęcająco, złapała się za cycka, zachęciło to Kaję do dalszej penetracji. Poczuła w buzi soki swojej koleżanki, zupełnie inny smak niż te sprzed dwóch tygodni kiedy Niko kazał jej wylizać spermę z cipy Oli. Poczuła na głowie drobną dłoń dociskającą ją do krocza koleżanki.
    – Piękniee – wysapał z tyłu Niko – Kaja pokaż tyłek. Pokaż do kamerki dupcie!
    Kaja nie odrywając ust od pracy stanęła szerzej na kolanach i pogłębiła wypięcie, tak by wyeksponować cipkę z wygolonym paseczkiem.
    – O taaak! – mruknął zadowolony mężczyzna – pobaw się jedną ręką myszką!
    Sięgnęła dłonią między udami i zaczęła masować swoją miękką i mokrą cipkę. Pizda wydała mokre mlaskanie. Myślała, że Niko pomoże jej, jednak ten skupiał się wyłącznie na kręconym filmie. Po jakiś 10 minutach lizania cipki Sylwia ujęła twarz Blondynki w rączki i pocałowała swoją mineciarę. Wyprostowały się klęcząc naprzeciw siebie. Kaja zanurzyła jeszcze dłoń w kroczu rudej koleżanki. Ich piersi stykały się napierając na siebie. Trwały w pocałunku bawiąc się języczkami. Najpierw Sylwia zassała jej, potem wepchnęła swój do jej buzi. Wkrótce czerwona szminka Rudej rozmazała się pokrywając usta i wnętrze buzi Kai.
    – Sylcia ułóż się na pleckach – Znów instruktarzowy głos mężczyzny – Kaja weź to!
    Blondynka wzięła od Nika butelkę z oliwką nawilżającą. Domyśliła się do ma robić. Złota oliwka wypełniła najpierw dłoń Kai, potem ta rozprowadziła ją po swoich wielkich cycach. Okrężnymi ruchami wmasowała w nie płyn. Cyce lśniły pięknie wydając się być jeszcze większymi balonami. Poruszyła ramionami w prawo i lewo wprawiając donice w powolny ruch wahadła. Potem wysmarowała brzuszek, by w końcu znaleźć się dłońmi w gorącym kroczu. Na polecenie Nika trysnęła raz jeszcze tłustym płynem na piersi. Nadmiar zawiesiny spływał powoli po błyszczących cyckach skapując leniwie z sutków. W tym czasie Sylwia położyła się przed nią na brzuchu. Blondi płynnym ruchem najechała naoliwionym ciałem na koleżankę. Wielkie natłuszczone cycki wślizgnęły się na suche pośladki i najechały dalej na plecy. Gdy kolejnie brzuszek muskał się o tyłek Sylwii, włochaty paseczek włosków nad cipką tarł uda Rudej niczym szczotka wywołując przyjemne dreszcze. Kaja rozszerzyła nogi, tak by spoczywająca pod nią dziewczyna znajdowała się między jej lśniącymi udami. Wykonała ruch wsteczny, piersi rozprowadziły oliwkę na pośladki i gdy minęły tatuaż ze skrzydłami ponownie naparła ślizgiem do przodu.
    Sylwia mruknęła z przyjemnością. Podczas kolejnego zjazdu cyców z jej łopatek obróciła się na plecki, twarzą do Kai. Ta nie mając siły na podtrzymanie się położyła się na koleżance przywierając ustami do jej ust. Zassała jej mokre wargi. Balony „D” przygniatały Rudą do materaca. Zaś naoliwione biodra Kai wykonywały ruchy imitujące męską penetrację co i raz gładząc wygolone łono Sylwii ostrym kłębuszkiem włosków łonowych. Niko sapnął z wrażenia nagrywając znad ich stóp ocierające się o siebie szparki pizd. Trwały tak dłuższą chwilę, potem Ruda przejęła inicjatywę. Gestem nakazała Kai siad z rozwartymi udami, w które sama po chwili wjechała kroczem. Blonynka zrozumiała zamysł, wsparła się z tyłu na rączkach wpuszczając między nogi pizdę Rudej. Cipki znowu się spotkały, tym razem obie dziewczyny mogły swobodnie poruszać biodrami wzmacniając doznania swoje i partnerki. Kaja przycisnęła kolano Sylwii do brzuszka, naparła pizdą mocniej na jej pizdę. Sylwia w podnieceniu zgniatała swoje cycuszki. Obie jęczały jak kocice w marcu. Niko pogładził energicznie namiot wypiętrzony w szarych dresach. Sięgnął do szafeczki z której wyjął gumowy dwustronny wibrator. Zielony seks-gadżet był w miarę sztywny, z obu stron zakończony męskimi gładkimi żołędziami, następnie ku środkowi przechodził w gruzłowaty trzon długości 20 cm by na samym środku spotkać się w poszerzonej guli pokrytej drobnymi gumowymi włoskami. Podał jeden koniec Sylwi. Ta zassała chętnie zabawkę. Zbliżył buzię Kai do drugiego. Wkrótce obie Panie łykały gumowego penisa, każda swoją część, a rozochocone i mokre cipeczki nie przestawały się o siebie ocierać.  Kaja pracowała główką wprzód i w tył co i raz siorbiąc wyciekającą ślinkę – z drugiej strony Sylwia pakowała sobie wibrator głęboko w gardło. Szybko wyciągnęła go z buzi łapiąc oddech. Odczekała, aż Kaja skończy zaspokajanie swoich migdałków. Oddaliła się od Blondynki, obróciła gumowego penisa i powoli napierała swoją końcówką zabawki na waginę koleżanki. Kaja sapnęła głośno czują sztucznego kutasa w sobie. Gdy zielona żołądź zniknęła we wrotach Kai, Ruda wyjęła gadżet by przywrzeć ustami do wilgotnej cipki. Blondynka zawyła w ekstazie. Język pomerdał w perełce Cycolinki, ta zgniotła błyszczącą pierś. Wymieniły się pocałunkiem, Kaja poczuła w ustach swoje kobiece soczki. Sylwia rozprowadziła swoją ślinę po sztucznym naganiaczu i włożyła jego żołądź powrotem do pizdy koleżanki, wylizana przez Kaję końcówka znalazła się w gładkiej cipce Rudej. Obie Panie powoli zbliżały się do siebie nabijając pizdeczki na wspólny gumowy pal. Jęczały przy tym, trochę na pokaz przed Nikiem-Rafałem pilnie monitorującym każdy ich ruch. Mężczyzna zbliżył się do środka zabawy, widać było po wygłodniałym wzroku, że miał ochotę dołączyć do igraszek ze swoją stojącą w gotowości, gorącą maczugą. Powstrzymał się, zamiast tego pomasował przez spodnie stojący 30 centymetrowy maszt między nogami.
    Tymczasem Kaja czuła już gruby jak jej przedramię, żylasty i gruzłowaty trzon ocierający się o wnętrze jej waginy. Była w połowie „drogi” do sztucznej moszny na środku pala. Sylwia miała podobne postępy, ale jako bardziej doświadczona odchyliła głowę do tyłu, a rączką masowała energicznie swoją perełkę dzielnie połykającą zielonego kutasa. Niko nie wytrzymał, sięgną do guli na środku zabawki i potrząsną ją szybko. Blondynka poczuła ruch sztucznej żołędzi gdzieś w jej środku.
    – Śmiało, śmiało kurewki! Już niedużo zostało! – zachęcał swoje kotki.
    Cycolinka-Blondynka zatrzymała się, sięgnęła dłonią żeby rozgrzać i rozciągnąć pochwę przed poszerzającą się końcówką. Zaczęła energiczne ruchy na piździe. W tym czasie Sylwia zbliżała się ku końcowi. Z rozciągniętą już niemal na pięść cipą sunęła do moszny. Głośny jęk Rudej „Kurwa…” zasygnalizował, że jej wagina dotknęła gumowych włosków. Pomasowała swoje małe cycuszki, miała w sobie 20 cm sztucznego członka. Spojrzała spod czarnych rzęs na goniącą ją Blondynkę. Kaja nasuwała się pomału, nogi zaczęły jej drżeć. Centymetr po centymetrze pizda łykała gumową zabawkę. Gdy była na wyciągnięcie ręki Sylwii, ta złapała ją za ramiona i pociągnęła ku sobie. Na początku przerażona Blondi szarpnęła się do tyłu, ale poczuła za sobą gorącego fiuta schowanego za dresowymi spodniami – to Niko klęczał za nią uniemożliwiając ucieczkę. Chcąc nie chcąc poddała się koleżance. Zacisnęła powieki i ząbki. Czuła strużkę potu spływającą po czole. Po dobrej minucie napierania rozpalona, poczuła na swych rozciągniętych wargach sromowych łaskotanie gumowych włosków sztucznego kutacha. Spojrzała w dół przed siebie, miała go w sobie, za gumową gulą sztucznej moszny czaiła się rozepchana szpara Sylwii. Kaja pomyślała z przerażeniem, że jej cipeczka wygląda tak samo. Ruda znów zaatakowała jej usta. Napalona naparła na nią jakby chciała ją pożreć. Gorące usta smagały jej policzki, ząbki Rudej ciągnęły za wargi, figlarny języczek znów penetrował jej wnętrze. Ona odwzajemniła pieszczoty. Po dłuższej chwili Niko nakazał wyjęcie zabawki. Sprawnie wysunęły zielonego, ociekającego śluzem wibratora ze swoich szparek. Niko obrócił końcówki i dał swoim Paniom do wylizania – Kaja spijała soczki Sylwii, a Sylwia Kai. Smakowały nektar swoich pizdeczek z zamkniętymi oczami. Mężczyzna wyraźnie już zniecierpliwiony wyrwał im zabawkę i odrzucił za siebie.
    – Teraz suczki popracuje nad nim – odchylił dresowe spodni, z których wystrzelił włochaty najprawdziwszy męski fiut.
    Kaja z kurewskim uśmieszkiem odciągnęła skórę i zabrała się za ręczną robótkę. Sylwia schyliła się by zassać kule swojego ogiera. Po szybkim strzepaniu Blondynka włożyła go sobie do ust, poczuła realnego, ciepłego chuja penetrującego jej migdałki. Mężczyzna wyrwał im swoje przyrodzenie z buź i prowadząc za sobą obie Panie za włosy przywlókł je na czworakach pod sedes, na którym rozsiadł się jak książę.
    – Do Pały dupeczki! – zawołał wesoło przytrzymując słomiane włosy Kai, drugą ręką kontynuował nagrywanie filmu.
    Blondi doszła z pomocą Nika do połowy włochatego fiuta po czym zaczerpnęła oddechu. Sylwia merdała języczkiem po jajach.
    – Sylcia do Pana! – rozkazał mężczyzna, a twarz Rudej natychmiast znalazła się przy główce Kai. Obie Suczki siedziały między nogami swego Pana.
    Niko ułożył sobie kamerę na klacie, tak by nie tracić kadru, po czym chwycił obrócone głowy obu Pań po obu stronach swojego Naganiacza i docisnął do niego. Wyglądało to jak pocałunek dziewczyn, z tym że między ich ustami tkwił gruby, włochaty chuj Nika. Mężczyzna kierował główkami Rudej i Blondynki w górę i w dół po swoim trzonie. Ślina zmieszana z wydzieliną kutasa nawilżała jego maczugę. Wydawał z siebie pomruki zadowolenia, dziewczyny siorbały nadmiar wyciekającej śliny. Kamera pisnęła ostrzegając przed słabą baterią. Na ten sygnał Niko zerwał się na równe nogi, znów chwycił swoje suki za włosy i staną wraz z nimi na materacu. Dziewczęta klęczały przed nim wystawiając języki do chuja. Niko masturbował się energicznie. Ręka ślizgała się wprawnie po mokrym penisie. Sylwia pocałowała go w mosznę, po chwili Kaja zrobiła to samo. Mężczyzna jęknął, jego umięśniony brzuch zgiął się w skurczu, po czym kutas wypuścił na twarze dziewczyn salwę spermy. Kaja zlizała nadmiar białego płynu tuż w kąciku ust. Drugi strzał, równie obfity, po nim trzeci i czwarty już ostatkiem sił. Niko jęknął głośno jak lew, jego dłoń wyciskała z kutasa ostatnie krople słonego nektaru. Suczki całowały się w białej, ciągnącej się wydzielinie. Mężczyzna wyłączył kamerę i już obracał się by wyjść, ale w tym czasie Sylwia chwyciła go za rękę i pociągnęła w dół. Niko padł wyczerpany na materac pokryty pachnącą oliwką i soczkami z pizd. Kaja i Sylcia podpełzły do niego tuląc swoje cycki w jego włochaty tors.
    Nawet nie przeszkadzały mu obspermione twarze dziewcząt kiedy tulili się do siebie nawzajem z Blondyną po lewej i Rudą po prawej stronie. Poczuł mokre ocierające się cipki po obu stronach swoich bioder. Trwali tak rozkoszując się sobą, wymieniając pocałunkami i smakując we trójkę jego nasienie…

    ***

    Wieczorem gdzieś na drugim końcu miasta łysiejący mężczyzna w mocno średnim wieku właśnie obejrzał nadesłany przez znajomego amatorski filmik porno z dwiema lesbijkami. Otarł ręką spermę z grubego brzucha. Był zadowolony że kolejny raz wypatrzył i dostarczył seksowną studentkę do przyjaciela, ku wspólnej uciesze na nadchodzącej orgii.

    ***

    W środku nocy, na czterdziestym piętrze szklanego biurowca bogaty jegomość wyłączył laptopa, odczekał aż podniecony po obejrzanym nagraniu penis sflaczeje. Schował komputer do aktówki i ruszył ku windom. Uśmiechnął się do siebie na myśl, że potwierdził swoją obecność na seks-imprezie u dobrego znajomego, który wisiał mu sporo kasy.
    „Skoro płaci w naturze, może wezmę te Cycatą Blondynkę na prywatną noc?” – myślał zjeżdżając windą i masując sztywniejącego chuja…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Harry McGonagall
  • Prawdziwie Oswieceni Cz2

    Etan mając wrażenie, że stracił głos próbował się odezwać. Z początku udało mu się tylko chrząknąć i to w zdecydowanie zbyt wysokim rejestrze dźwięków. Zetar spojrzał na niego dziwnie, ale jako że nie odwzajemnił spojrzenia widocznie uznał, że się przesłyszał. Przeszli przez drzwi i wtedy Etan zdobył się na odwagę.

    – Już wystarczy. Dalej sobie poradzę. – jego głos nieustannie drżał. Nakrzyczał sam na siebie w myślach za tę NIEmęskość.

    – Chyba sobie żartujesz. Nic z tego. Siódemka urwie mi głowę jak ciebie teraz zostawię. Idę z tobą.

                   Etan przełknął ślinę, nagle zaschło mu w ustach. Szalona wyobraźnia podsunęła mu scenę podczas, której jest operowany w znieczuleniu miejscowym przez kilku lekarzy leżąc nago na stole operacyjnym, a obok niego trzymając go za rękę stoi Zetar i płacze rzewnie podczas gdy aparatura piszczy jednostajnie pokazując brak pulsu….

    – Wejdźcie.

                   Nawet nie zapisał w pamięci jak usiedli, nie umiał też powiedzieć jak długo czekali w opustoszałej poczekalni zapewne w martwej ciszy. Musiał wyglądać okropnie podczas gdy wyobrażał sobie tę scenę. Etan zamknął oczy próbując się uspokoić.

                   Uparcie wpatrywał się w podłogę zupełnie nie zwracając uwagi jak Zetar wita się uprzejmie z pielęgniarką. Kolega poprowadził go do jedynego w okrągłej jasnej sali łóżka stojącego na środku pomieszczenia tuż obok długiego parawanu przecinającego przestrzeń niemal na połowę. To za nim skrywała się cała aparatura sterująca i źródła zasilania.

    – Połóż się Etanie.

                   Etan natychmiast odetchnął głośniej wciągając haust powietrza tak duży, że prawie się zakrztusił. Z trudnością położył się na dostosowanym do jego wzrostu łóżku fachowo nazywanym skanerem. Całe skomplikowane urządzenie pokryte było szpitalno-zieloną ceratą. Sztywno legł na plecach starając się nie ruszać ramieniem wciąż okropnie bolącym poza tym oczami wyobraźni widział jak krocze Zetara znajduje się na idealnej wysokości – na linii jego wzroku. Patrzył uparcie na zawieszone na robotycznych ramionach liczne czujniki i lampy ignorując pytania kolegi o to czy ciągle coś go boli i czy jeszcze w czymś ma mu pomóc. Nie odpowiedział w ogóle nie słysząc pytania zajęty bardzo trudną sztuką jaką było w tej chwili zwykłe oddychanie.

    – Tak. Zostań jeszcze Zetar.         

                   Etan niemal się zakrztusił słysząc jak pielęgniarka odpowiedziała na skierowane do niego pytanie, co za okropne zrządzenie losu!

    – Dzień dobry… – Etan rozpoczął niepewnie przypominając sobie o zasadzie dobrego smaku po czym spojrzał na nieskazitelnie biały kombinezon pielęgniarki. W pasie była przewiązana zielonym pasem tkaniny z powtarzającą się cyfrą.  

    – Dzień dobry Piętnastko. – Dokończył wreszcie po długiej chwili.

    – Dzień dobry Etanie. – Na jej przyjaznej twarzy pojawił się nikły uśmiech. – Dobrze – rozpoczęła pielęgniarka – czujesz to? – Dotknęła specjalnym szpikulcem lewej dłoni.

    – Tak. – Etan wzdrygnął się od zimna lodowatego przyrządu.

    – Dobrze. – Palcami delikatnie obmacała mu opuchnięte ramię jednocześnie rozcinając jego kombinezon sportowy laserowymi nożycami. Na dźwięk rozdzieranego materiału Etan cały się spocił. Było mu tak gorąco jak jeszcze nigdy wcześniej. Nawet podczas najcięższych ćwiczeń czy egzaminów.

                   Kiedy palce pielęgniarki dotknęły jednej z kości ramienia nie zdołał powstrzymać syku i już prawie zniżyłby się do krzyku. Opanował się ostatkiem sił.

    – Bolało. – Skwitowała kobieta. – Poczekaj chwilę ustawię odpowiednio skanery. – Piętnastka zniknęła na chwilę za parawanem.

                   Zetar podkradł się do niego od drugiej strony, wcześniej stał po przeciwnej stronie łóżka. Popatrzył na opuchnięte ramię i zagwizdał.

    – No nieźle. Nie dziwię się, że boli. Wygląda jakby ciebie coś użądliło.

                   Wcale nie poprawiło to nastroju Etanowi jedynym plusem było to, że przynajmniej na chwilę zapanował nad podnieceniem, które w czasie ich wędrówki do centrum medycznego niesłychanie szybko wzrosło na niebezpieczny poziom.

    – Proszę się odsunąć i poczekać tam Zetarze. – Monotonnym głosem poprosiła pielęgniarka i chłopak przepraszając zniknął z jego pola widzenia ponownie zajmując miejsce po przeciwnej stronie łóżka.

    – Wykonam zdjęcie rezonansem więc proszę się nie ruszać.

                   Znów nie było jej dosłownie chwilę i wróciła już z podręcznym komputerem w dłoniach i coś klikała i przesuwała na dotykowym wyświetlaczu nic nie mówiąc.

    – Kości są całe tak samo jak ścięgna. Masz naderwane niektóre włókna mięśniowe. Przepiszę maść i dam zwolnienie z zajęć fizycznych do czasu kolejnej wizyty kontrolnej.

    – Dziękuję Piętnastko.

                   Kobieta nic nie odpowiedziała zamiast tego posmarowała mu brutalnie ramię jaskrawo niebieską maścią. Z początku ból był okropny i pomieszany z lodowatym zimnem mikstury lecz później przyjemny chłód odegnał niemal wszystkie dolegliwości. Etan na próbę poruszył lekko ręką i ku jego uldze nic nie bolało. Natychmiast poczuł się znacznie lepiej. Już chciał wstać gdy zatrzymał go nieugięty głos pielęgniarki.

    – Jeszcze nie koniec. Maść należy naświetlić. – Wskazała dłonią na zawieszony na wysięgniku promiennik w kształcie spłaszczonej kuli wiszący obok lampy rzucającej jaskrawy snop światła na łóżko. – Proszę się nie ruszać pójdę włączyć aparaturę.

                   Kobieta zniknęła za parawanem obserwując go znad  jego krawędzi. Po wprowadzeniu odpowiednich danych dotychczas martwy emiter ożył przesuwając się na długim wysięgniku idealnie nad jego ramię. Z dziwnym dźwiękiem owalne metalowe urządzenie zabłysło zieloną poświatą. Dźwięk powoli narastał Etan zaś kompletnie nic nie czuł. Tym bardziej po tej chwili zwłoki niemal podskoczył gdy nagle skóra zaczęła nieznośnie piec. Na szczęście po chwili pieczenie ustało zastąpione uczuciem ciepła, które niwelowało ostry chłód niebieskiej maści. Ciepło rozszerzało się i pełzało po ramieniu niemal je widział, zaintrygowany Zetar również się przybliżył obserwując niecodzienne zjawisko. Oboje obserwowali jak zielonkawa poświata ogarnia powoli całą jego rękę i pełźnie dalej na brzuch zalewając po chwili całe ciało.

                   Etan poczuł się senny, ciepło było niezwykle przyjemne. Tak odprężony nie czuł się.. właściwie to czuł się tak odprężony dzisiejszego ranka w momencie ejakulacji ale natychmiast zmienił napływające mu przed oczy obrazy. Jednak zapoczątkowana reakcja była nieunikniona.

                   Dziękując losowi, że pielęgniarka wyszła z pokoju zabiegowego pozostawiając go na łasce maszyny polegając tylko na sile swojej woli zmusił się do wstania i odejścia od ekstatycznego zielonego światła, które niemal już wyleczyło mu kompletnie bezużyteczne ramię.

    – Hej! Co ty wyprawiasz? – Natychmiast gdy się podniósł zareagował Zetar zagradzając mu dalszą drogę swym umięśnionym ciałem.           

                   Etan przysiadł więc na łóżku jęcząc cicho starając się pozbyć tego obrazu sprzed oczu. Niezdarnie próbował się zasłonić czując jak działające na połowie zalecanej mocy włókna bokserek nie dają rady i powoli acz nieubłaganie dostaje erekcji. Zetar niczego jednak nie podejrzewał i złapał go za nogi chcąc przerzucić je z powrotem na łóżko. Etan płonąc cały na twarzy ze wstydu porzucił próby okiełznania budzącego się do życia narządu i wyrwał się czym prędzej. Po chwili szamotaniny Zetar ku zgrozie Etana spadł wprost na niego przygniatając go do łóżka.

                   Natychmiast wszystko ucichło gdy oboje skąpani w zielonej poświacie poczuli opływające ich błogie, ekstatyczne ciepło. Zetar wzdrygnął się gdy zawadził swoim kroczem na twardość jego ciała zaś Etan zdziwił się czując podobną reakcję u szkolnego kolegi. Reakcja u Zetara była jednak niezwykle szybka dodatkowo nie nosił on ochraniacza co jeszcze przyspieszało proces. Oczywiście nie uruchomił też trybu ukrywającego w bieliźnie. Etan wyraźnie czuł napięte mięsnie na całym jego ciele tak blisko siebie byli przez kilka cudownych sekund. Niewyobrażalnie twardy narząd wysyłający falę ciepła silniejsze niż promiennik usadowił się nieomal w miejscu gdzie on sam miał pulsujące źródło swojego zakłopotania. Pulsowanie krwi po chwili zgrało się w jeden rytm nadal w całkowitej ciszy jaka ich otoczyła brzmiało jak uderzenia bębna. Co prawda wiedział o homoseksualnych skłonnościach Zetara jednak nie podejrzewał, że mógłby on okazać zainteresowanie kimkolwiek poza swoim chłopakiem nawet pod wpływem promiennika.

                   Zetar nie wiedząc widać co zrobić wstał z niego w ciszy i wyciągnął ku niemu rękę. Etan spojrzał na niego pytającym wzrokiem. Obaj uparcie wpatrywali się w swoje oczy jedynie kątem widząc swoje niezwykle uwypuklone w sportowych kombinezonach męskie atrybuty.

    – Chodź, teraz rozumiem dlaczego chciałeś wstać.

                   Przyjął czym prędzej pomocną dłoń i razem z nim niemal pobiegł uciekając z centrum medycznego. Oboje szybko szli jeszcze kilka minut przemierzając opustoszałe korytarze. Etan szedł zasapany za Zetarem gdy wtem chłopak idący przed nim zatrzymał się nagle tuż przed jedną z wielu toalet dla chłopców.

    – Kurwa! – Etan zdziwił się słysząc aż takie przekleństwa z ust Zetara. – Nie mam i tak dostępu do Deox’a! Co teraz?!

                   Etan bardzo nie chciał być niedyskretny jednak przez dosłownie sekundę zawiesił wzrok na kroczu Zetara nie mogąc się powstrzymać. Członek był gruby, średniej wielkości wyraźnie odznaczając się w dopasowanym do ciała materiale. Wypatrzył nawet pokaźnej wielkości poskręcaną żyłę tłoczącą gorącą krew, która biegła po jego powierzchni. Cały narząd wyginał się w górę przez co także dobrze widoczne były równie nabrzmiałe, pełne i ciężkie jądra.

    – Na co się kurwa gapisz?! – Zetar nie powstrzymał ostrych słów na co Etan zareagował strachem. Poczuł go pierwszy raz od bardzo dawna. Obecny poziom zrozumienia wśród wszystkich ludzi praktycznie eliminował wszelkie nieakceptowalne zachowania tak więc niegdyś powszechny strach czy to o własne życie czy z wiązany z innymi przyczynami prawie nigdy nie występował. Etan intensywnie myśląc postanowił przypomnieć koledze, że są w szkole i na modłę komputerów odezwał się monotonnym pozbawionym wyrazu głosem:

    – Przypominam tobie, że znajdujemy się w szkole. Ty i ja mamy ciało zbudowane według tego samego wzorca jednak wśród wszystkich, szczególnie zaś wśród osobników płci męskiej obserwuje się skłonność do porównywania i oceniania.

                   Zetar uśmiechnął się krzywo bezczelnie taksując go wzrokiem i prychając. Zawiesił wzrok o wiele dłużej niż Etan na wiadomej części jego ciała perfidnie wgapiając się w komicznie odstającego w sportowym kombinezonie pulsującego członka.

    – Mówisz jak komputer. Niemniej masz rację.

    – Wspomniałeś, że nie mamy dostępu do masturbatorów…

                   Zetar nie dał skończyć Etanowi zdania i ponownie wybuchnął niekontrolowaną agresją.

    – No jasne, że nie mamy! Głupi jesteś czy co? – Złapał Etana za i tak już porwany kombinezon rozrywając scalone układy jak i sam materiał i rzucając nim o przeciwległą ścianę korytarza na wprost łazienki. Etan niemal upadł na ziemię z bijącym sercem coraz bardziej bojąc się ogarniętego furią chłopaka. Zetar jednak już zupełnie nie zwracał na niego uwagi mówiąc bardziej do siebie niż do niego. – Siódemka niechętnie rozstaje się z tymi pierdolonymi chipami dostępu nie mówiąc już o reszcie…

    Zetar umilkł na chwilę nagle wpatrując się wprost w niego. Etan niepewnie poruszył się okrywając się lekko strzępami kombinezonu odsłaniającego całkiem sporo z jego nawet wysportowanego ciała. Kątem oka zauważył jak stojący przed nim chłopak dłonią pomasował sobie penisa poprawiając go bardzo niedyskretnie.

    – Mam jednak pewien pomysł i wybacz ale akurat w tym momencie nie mam zamiaru nawet pytać ciebie o zdanie.

    Mówiąc to złapał go za nagie ramię i brutalnie wpakował do męskiej toalety. Drzwi otwierające się do wewnątrz wchłonęły ich obu zamykając się cicho. Pomieszczenie wyglądało identycznie jak inne tego typu w całej szkole. Duże i przestronne z kabinami po lewej mieszczącymi otwory próżniowe oddzielone od siebie ekranami z mlecznego plexiglasu. Po prawej ścianie mieściły się teraz ukryte w ścianach wysuwane umywalki zaś na wprost uśpione zazwyczaj masturbatory w kształcie idealnie białych sześcianów i jedna kabina prysznicowa sięgająca aż do sufitu.

    – Co ty masz na myśli?… – Etan okrążył idącego powoli w jego kierunku Zetara zbliżając się z powrotem w kierunku drzwi. Po chwili był zmuszony niemal się o nie oprzeć plecami , jako że chłopak także zmienił kierunek ponownie zbliżając się do niego. Na nieszczęście nikt z zewnątrz nie mógłby złapać ich w tej krępującej sytuacji nie taranując przy okazji Etana teraz zamkniętymi szczelnie drzwiami.

                   Zetar jednak bez jakiegokolwiek skrępowania stojąc bezpośrednio przed nim zdjął już niemal swój kombinezon. Chwila jaką zajęło mu przesunięcie zamka błyskawicznego od szyi do krocza trwała wieczność. Etan oddychał z coraz większym trudem. Gdy wreszcie materiał odsłonił lśniące od potu, wysportowane ciało ukazała się nieskrępowana elektroniką bielizna. Miał na sobie bardzo wybrzuszone niebieskie bokserki, których układy scalone w momencie zerwania kontaktu z kombinezonem rozluźniły zaciśnięte  nieznacznie elektroniczne pasy. Penis chłopaka wyprężył się więc maksymalnie w górę pulsując w rytm szybkich uderzeń serca nareszcie wolny.

    – Chyba nie chcesz… ?! – Etan nie dokończył pytania odsuwając się od niego jak najbardziej potrafił jednak Zetar bez słowa zdjął bokserki całkowicie otwierając specjalną kieszeń i jednocześnie odwracając się. Serce biło Etanowi tak szybko, że kombinezon wyświetlił na bransolecie komunikat z pytaniem czy wszystko z nim w porządku. Zignorował go.

                   Nie zdołał wprawdzie zobaczyć na żywo penisa Zetara jednak ten wciąż w całkowitej ciszy zastygł niemal w tej lubieżnej pozycji w jakiej Etan widział go co jakiś czas podczas swoich zabaw z Deox’em. Etan utkwił załzawione od zbyt długiego niemrugania oczy w starannie wygolonej tylnej części ciała Zetara. Oba pośladki były rozluźnione, dodatkowo chłopak rozchylił je ukazując przepiękny, różowiutki odbyt. Etan i tak już znajdujący się na granicy wytrzymałości momentalnie oblał się ogromnym rumieńcem. Spocił się jeszcze bardziej czując bijące falami ciepło od wypiętej tylnej części ciała Zetara, jego dziurka rozchylała się powoli i zaciskała, była przepiękna. Etan przełknął ślinę – najpewniej była też bardzo ciasna.

    – Jesteś aż tak tępy? Wchodź bo już dłużej nie wytrzymam!

                   Etan zszokowany nie był w stanie się ruszyć. Czuł, że brakuje mu powietrza mimo tego, że oddychał bardzo szybko. Fale gorąca nachodziły na siebie jakby znalazł się w piecu. Zetar stracił cierpliwość po chwili i z niezwykłą szybkością rzucił się na niego.

                   Nie spodziewał się nigdy w swoim życiu, że stanie się ofiarą gwałtu seksualnego. Niemniej nawet gdy wiedział, że za chwilę do niego dojdzie nie potrafił się bronić szczególnie, że bardzo wyraźnie Zetar dał do zrozumienia jaką rolę miał pełnić w tym gwałcie.

                   Chłopak spał na niego jak lawina. Zamazane ciało runęło na Etana jak wyrzucone z katapulty. Padł na drzwi, które prawie się złamały zupełnie nie potrafił się obronić obezwładniony przez ogniste pożądanie. Zetar niemal jednym ruchem zdarł z niego i tak już ledwo trzymający się kombinezon rozrywając materiał i elektryczne obwody jak starą szmatę. Sprawnym ruchem zdjął z niego dziwnie wybrzuszony ochraniacz jąder uwalniając mokrego z podniecenia chłonka wciąż zamkniętego jednak w elastycznych bokserkach. Otworzył specjalny otwór w bieliźnie wycięty specjalnie na te okazje i zupełnie bez ceregieli i zbędnych słów przyssał się do jego oswobodzonego penisa.

    – AAAAchhh……

                   To jedyny dźwięk jaki Etan potrafił w tej chwili z siebie wydobyć. Kolana ugięły się pod nim i usiadł na chłodnych kafelkach, które w sekundę rozgrzał. Zetar wykazując nadspodziewaną sprawność ciągle podczas jego upadku nie przestawał ssać nie wypuszczając go z ust.

    Etan nie potrafił znaleźć słów było mu tak niesamowicie dobrze. Nawet regularne spotkania z domowym Deox’em nie były w stanie przygotować go na oralne pieszczoty o takiej intensywności. Czuł że dosłownie za sekundę eksploduje. Zetar połykał go niemal w całości, a gdy czuł tylne części jego śliskiego, gorącego gardła na szczycie penisa nie był w stanie złapać oddechu i próbował się cofnąć, nie pozwalały na to jednak drzwi,  na które napierał z całych sił plecami. Eksplozja była już tak blisko… nim jednak do niej doszło Zetar wypluł jego członka z cudownym siorbnięciem i unosząc się na rękach pocałował go w usta.

                   Etan poczuł coś miękkiego i wilgotnego. Całował się pierwszy raz w życiu ale widać było, że Zetar ma w tym spore doświadczenie zapewne ze swoim chłopakiem z klasy. Jakby odczytując jego myśli chłopak odessał się od niego.

    – Nie. Nie pierdolę się z Teonem.

                   Etan zapisał w pamięci, że niestosowne prawie już zapomniane wulgarne słownictwo jest widocznie normalne dla Zetara, zignorował więc styl wypowiedzi skupiając się na znaczeniu, które jeszcze bardziej go zaintrygowało.

    – Jak więc… chciałeś. Przecież się odwróciłeś… – Etan nienawidził siebie za to jak bardzo cienkim i zdradzającym przerażenie głosem mówił w tej chwili podobnie za to, że nie umiał dobrać odpowiednich słów do tego co zamierzał powiedzieć.

    – Spokojnie. Nie zgwałcę ciebie. To ja lubię być gwałcony.

                   Powiedział to spokojnie i bez jakiegokolwiek fałszu. Etan wiedział, że dla kobiet produkuje się także zestawy Deox ale w innej – wypukłej zamiast wklęsłej – postaci. Zaczerwienił się jeszcze bardziej o ile było to możliwe wiedząc już wszystko.

                   Zetar widząc, że nie umie nic z siebie wydusić postanowił działać i wykorzystać jego zszokowanie. Delikatnie zsunął z niego pozostałości ubioru w postaci i tak nic nie skrywających bokserek i zsuniętych do kostek strzępów sportowego kombinezonu. Gdy się z tym uporał najzwyczajniej w świecie usiadł na niego. Jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki twardy jak kamień penis Etana trafił idealnie w miękki spragniony pieszczot dokładnie wygolony otwór Zetara. Chłopak jęknął przeciągle odchylając głowę ku niebu powoli opadając na niego coraz niżej. Chwila trwała wieczność.

                   Etan spowity był rozkoszą. Przed oczami widział swój obiekt uwielbienia seksualnego. Dobrze wyćwiczona klatka i kształtne mięśnie brzucha już pokryte nieśmiałymi czarnymi włoskami. Zetar napinał każdy mięsień wijąc się na nim wciąż powoli opadając. Jęczał przeciągle i długo zdradzając jaką przyjemność teraz odczuwał. Jego lekko ciemna karnacja jeszcze się przyciemniła gdy po jego niemal całym ciele rozszedł się jak zielone światło promiennika czerwony rumieniec. Chłopak emanował gorącem pokryty drobnymi lśniącymi jak rosa kropelkami potu w powietrzu rozszedł się jego męski zapach.

                   Etan nie mogąc dłużej obserwować zamknął oczy. Musiał wyciszyć galopującą wyobraźnię. Nie widział tego ale wszystko czuł. Wyobrażał sobie zaś jeszcze więcej. Jego penis właśnie penetrował odbyt Zetara! Wchodził w niego jak w masło obficie obśliniony w czasie seksu oralnego. Wchodził coraz głębiej i docierał coraz dalej w jego wnętrze. W końcu chwila dobiegła końca, Zetar na nim usiadł nie mogąc nabić się głębiej na jego pełnego wrzącej krwi członka.

    – Wyruchaj mnie… proszę.

                   Zetar niemal skomlał, jego idealna twarz pojawiła się przed jego oczami gdy ze strachem je otworzył. Malowała się na niej jedynie rozkosz tak wielka że aż sprawiała ból. To było błaganie. Wreszcie Etan spojrzał niżej. Ujrzał go. Sterczał wprost ku górze bardzo podobny do jego własnego ale jednak inny, końcówka była bardziej szeroka odstawała też bardziej na boki cały członek przypominał małą maczugę rozszerzającą się ku szczytowi. Obwisłe od parnego nagle powietrza jądra pokryte były maleńkimi przyciętymi równo włosami. Chłopak ekstatycznie bujał się po nim nabijając na penisa i ocierając się swoim twardym chujem o jego napięty brzuch, przyjemnie ugniatając przy okazji swoje jądra.

                   Etan nigdy nie przypuszczał, że podobne zdanie wzbudzi w nim to co właśnie się w nim obudziło. Poczuł niezwykłe podniecenie. Obudził się w nim prawdziwy potwór.

                   Pchnął brutalnie Zetara całkowicie zapominając o jeszcze niedawno niesprawnym ramieniu objął go mocno. Oboje spadli na płytki i Zetar krzyknął gdy dotknął chłodnej powierzchni. Jednak zaraz umilkł jęcząc jeszcze głośniej niż wcześniej kiedy Etan naparł na niego swoim ciężarem  wchodząc jednocześnie jeszcze głębiej w jego wnętrze. Objął go ściskając twardymi mięśniami ramion pragnąc poczuć go jak najmocniej się dało. Zetar jęczał nieustannie wijąc się pod jego ruchami i także ściskał go nogami skrzyżowanymi na jego pośladkach i zmuszając w ten sposób do szybszych pchnięć.

    Chociaż bardzo się starał Etan nie potrafił znaleźć lepszego określenia na to co w tej chwili robił. Ruchał go. Ruchał tak zapamiętale, że w powietrzu rozchodził się klaszczący dźwięk kiedy jego ciało obijało się o pośladki Zetara. Wchodził w niego naprawdę głęboko nie dając mu wytchnienia. Wysuwał się na całą długość zostawiając tylko żołądź w jego wnętrzu i wracał czym prędzej do śliskiego wnętrza aż po same jądra. Odbyt Zetara rozchodzony, jakby chłopak nabijał się na żelowego sztucznego penisa codziennie wchłaniał Etana zaciskając się na nim i powodując jeszcze większą rozkosz.

                   Etan oderwał się od niego klęcząc i złapał jego grubego penisa nie zaprzestając jednak już całkiem wprawnej i rytmicznej kopulacji. Mocno zacisnął na nim dłoń. Członek napuchł jeszcze bardziej, a Zetar jęknął głośniej przygryzając mocno swój nadgarstek aby uciszyć jeszcze głośniejsze dźwięki. Ze szczytu grubego członka chłopaka niemal cały czas od rozpoczęcia ich wspólnej zabawy lała się przezroczysta wydzielina brudząc jego brzuch i rękę Etana gdy ten szybko i mocno zsuwał i nasuwał na powrót jego długi, mięsisty napletek. Był już blisko, Etan nie potrafił się powstrzymać czuł, że Zetar też jest blisko penis w jego dłoni cały śliski i trudny do utrzymania z powodu istnego potoku wydzieliny nieustanie drżał i niemal się wyrywał z mocnego uścisku. Przyspieszył pchnięcia wbijając się w niego najmocniej jak potrafił jeszcze szybciej poruszając ręką chcąc dać mu taką samą rozkosz jaką jego odbyt dawał jemu.

                   Eksplozja nadeszła nagle. Etan wrzasnął na całe gardło nie mogąc się opanować. Przyspieszył pchnięcia do zawrotnej prędkości czując jak jego jądra niemal boleśnie obijają się o twarde pośladki Zetara. W tym momencie chłopak brutalnie wyszarpnął swojego penisa z jego dłoni i sam począł się zadowalać wytryskając na daleką odległość i brudząc sobie twarz i cały brzuch.

                   Etan powoli zwalniał. Orgazm ogłuszył go, gdy przestał wydalać z siebie rozgrzaną go białości spermę wyszedł z Zetara z mlaszcząco-ssącym dźwiękiem i padł obok niego na zimne kafelki. Jego osłabły penis lekko zwiędnięty opadł z plaśnięciem na jego brzuch wydalając z siebie resztki lepkiego nasienia, które rozlało się po brzuchu ściekając powoli w dół. Zetar ciągle jeszcze obciągał swój pokaźnej wielkości napletek jednak już zdecydowanie wolniej niż przed chwilą. Leżał spokojnie dysząc ciężko zmęczony emocjami i samym wytryskiem. Jego klatka piersiowa unosiła się i opadała cała usmarowana spermą lśniąc w świetle lamp gdy wdychał haustami powietrze.

                   Nastąpiła niezręczna cisza. Chłopacy wyraźnie wstydzili się na siebie spojrzeć. Leżeli więc długą chwilę nic nie mówiąc i nie ruszając się ani o milimetr zetknięci spoconymi ciałami, na których powoli zasychała sperma.

    – Dzięki.

                   Zetar w końcu zdobył się na odwagę i pierwszy przerwał ciszę.

    – Nie. To ja powinienem podziękować. Nie pozwoliłeś mi dokończyć tego co mówiłem na samym początku zanim mnie tu zaciągnąłeś. Dzięki temu to wszystko miało miejsce.

                   Chłopak widać kompletnie nie wiedział o co mu chodziło. Etan zatem z grymasem niezadowolenia dźwignął się na nogi. Zetar postąpił tak samo. Już pozbawieni napędzającej ich ejakulacji nie krępowali się swojego widoku. Z wciąż stojącymi członkami, które zabawnie wyginały się przy każdym kroku na boki niczym wahadła zegara podeszli do przeciwległej strony łazienki. Gdy tylko tam doszli szkolny masturbator w kształcie sześcianu ożył gdy zeskanował układ naczyń krwionośnych w dłoni Etana i odsłonił swoje już śliskie żelowe wnętrze. Komputer zaś wyświetlił propozycje materiałów pornograficznych.

                   Zetar pociemniał na twarzy ze złości. Widać było, że walczy ze sobą aby nie odwarknąć albo i nawet nie użyć siły i nie zaatakować go pięściami. Etan jednak stał spokojnie. Oboje nadzy wciąż z oznakami podniecenia, którego jednak już prawie nie czuli stali naprzeciw siebie w gęstniejącej niczym śmietana ciszy. Nie czuł strachu. Postanowił rozładować napięcie.

    – Masz spermę na twarzy. – Sięgnął dłonią i starł trochę białego gęstego kremu z czerwonej ze złości twarzy Zetara.

    – Ty idioto! Dlaczego nie powiedziałeś, że masz do nich dostęp?!

                   Etan wzruszył ramionami. Nie zamierzał się wykłócać.

    – Nie dałeś mi sposobności. – Uśmiechnął się przy tym zadziornie. – Myślę, że to co zrobiliśmy było bardziej naturalne. Poza tym naprawdę nam się podobało.

                   Zetar nic nie odpowiedział. Zebrał pośpiesznie swoje rzeczy i wybiegł z łazienki. Etan westchnął ze smutkiem, już w głębi miał nikłe przeczucie, że między nimi może się coś narodzić. Jednak w obecnej sytuacji chyba nie mogło nic zaistnieć. Powoli odszukał zrzucone gdzieś w oddali bokserki i założył je. Z niesmakiem zauważył, że materiał był niemal porwany, delikatna tkanina nie wytrzymała jego przeogromnej erekcji oraz nerwowości dwóch napalonych chłopaków. Niemal rozpadała się w rękach. Na szczęście mając plastikowy ochraniacz jąder ubrał go na zniszczone i dziurawe, całkowicie bezkształtne bokserki. Nałożył porwany sportowy kombinezon z rozciętym przez pielęgniarkę rękawem. Czuł jak materiał przykleja się do kombinezonu jednak skoro i tak już go pobrudził nie cofnął się aby skorzystać z prysznica.    

    Zaspokojony ale jednak smutny wrócił korytarzami do centrum medycznego. Pielęgniarka Piętnastka była bardzo niezadowolona z tego jak nieudolnie próbował się wytłumaczyć dlaczego wyszedł zanim promiennik całkowicie naświetlił mu nadwyrężone ramię jednak w końcu udało mu się ją przekonać. Za karę dostał jednak jeszcze jedną pełną sesję naświetlania.

    Wiedział, że zajęcia sportowe już się skończyły. Nie spiesznie więc poszedł w stronę bloku numer 4 aby się umyć i przebrać. W szatni co ciekawe spotkał jednak jeszcze jedną osobę.

    – No nareszcie! Co się z tobą działo tak długo? – Aron wydawał się nadzwyczaj zaniepokojony.

    – Straciłem poczucie czasu byłem u pielęgniarki. Już wszystko wyleczone. – Pominął śmiertelnie poważne ostrzeżenia Piętnastki odnośnie zakazu nadwyrężania mięśni przez najbliższe dwa tygodnie.

                   Etan z westchnieniem ulgi począł zdejmować obcisły kombinezon starając się niezbyt poruszać lewą ręką. Zajęło mu to więc sporo czasu. Odwrócił się też dyskretnie aby przyjaciel nie zauważył lekko już zakrzepłych dowodów tego co przed chwilą robił.

    – Ale co tak długo? – Dopytywał się przyjaciel nie chcąc dać za wygraną, nie siedział już spokojnie na ławkach między metalowymi szafkami tylko krążył wokoło niego jakby nie mógł zachować spokoju. To wywołało cień podejrzenia u Etana. Aron pociągnął też nagle nosem w powietrzu jakby wyczuwając coś interesującego.

    – Co się stało? – Spytał szybko Etan nie chcąc mu dać sposobności przypomnienia sobie skąd zna tę charakterystyczną woń.

    – Nie.. nic takiego. – Czoło Arona wygładziło się gdy przestał je marszczyć. – Odpowiedz na pytanie.

    – Co się stało, że jesteś aż taki dociekliwy?

                   Aron zamarł w pół kroku i spojrzał na niego gdy zdejmował plastikowy ochraniacz jąder i ujrzał podarte bokserki, które w bardzo miernym stopniu go zasłaniały. Na szczęście sperma już zaschła i była słabo widoczna na tle jasnego materiału.

    – Co ci się stało?..

                   Etan zbył to pytanie machnięciem ręki i odwrócił się w stronę pryszniców. Zapewne Aron pójdzie za nim, tak też się stało. W zazwyczaj szczelnym pomieszczeniu prysznicowym w szkole wycięto specjalne otwory między kabinami na poziomie głowy aby możliwe było określenie czy dany prysznic jest zajęty. Skutkiem ubocznym otworów było to, że można było swobodnie rozmawiać nawet podczas włączonej maszynerii służącej do mycia.

    – No odpowiedz! Nie bądź taki!

    – Ja spytałem pierwszy. – Przypomniał spokojnie Etan zdejmując obszarpaną bieliznę i uruchamiając przyciskami i pokrętłami podgrzewanie i cyrkulację mikrokropli wody w prysznicu.

    – No dobrze powiem o co chodzi. Zetar wpadł tutaj w chwili gdy większość chłopaków już wyszła zostałem tylko ja i Teon. Wyraźnie nie podobało im się, że tam byłem ale za nic nie dałem się spławić. – Aron uśmiechnął się chytrze, – Słyszałem jak się kłócą. Dodatkowo Zetar niemal pobił Teona i wybiegł z szatni nawet się nie przebierając!

                   Etan spokojnie stał w komorze prysznica nakładając kolejne porcje żelu o męskim zapachu niemal identycznym jak ten, którego używał w domu. Aron zaś – widział to oczyma wyobraźni – nieustannie krążył wokoło niego czekając na odpowiedź. Czy to możliwe aby się czegoś domyślił?  Było to całkiem prawdopodobne jego przyjaciel wielokrotnie zdradzał nadspodziewane zrozumienie jego osoby pod wieloma względami, to właśnie czyniło z nich przyjaciół. Etan westchnął z rezygnacją jednocześnie wyłączył prysznic.

    – No dobrze.      

                   Wyszedł z komory wycierając się ręcznikiem, który Deus już powiesił na specjalnym wieszaku obok prysznica.

    – Nie wiem jak to ująć słowami adekwatnymi do tego co się stało. Użyję niecenzuralnego słowa, którego znaczenie dogłębnie poznałem dopiero dzisiaj.

                   Aron z wrażenia aż się zatrzymał wpatrując się w niego roziskrzonym wzrokiem.

    – Wyruchałem go.

                   Nie spodziewał się takiej reakcji. Nie spodziewał się, że Aron będzie znał znaczenie tego słowa, on sam usłyszał je dopiero od Zetara podczas ich miłosnego aktu.

    – Cieszę się. Dobrze się stało.

                   Etan już suchy odrzucił ręcznik do odpowiedniego przewodu próżniowego skąd roboty pobiorą brudne rzeczy i następnego dnia po upraniu umieszczą na nowo na swoim miejscu. Wracając do swojej szafki, z samego jej dna wyszperał zapasowe bokserki i odpakował je z foliowego opakowania. Ubrał się z poczuciem ulgi, przez najbliższy tydzień przynajmniej ma spokój z zajęciami siłowymi jedyne co pozostanie to trening hokeja w piątek. Wychodząc z szatni do podobnego otworu jak obok pryszniców wrzucił też swój sponiewierany sportowy kombinezon.

                   Aron widać zaspokoił swoją ciekawość postanawiając nie wypytywać o więcej szczegółów za co Etan był mu dozgonnie wdzięczny. Ciągle nie umiał pozbyć się sprzed oczu rozkosznie skaczącego po nim Zetara, który z ogromną pasją oddawał się przyjemności.

                   Pożegnali się w bramie szkoły. Aron jechał w przeciwną stronę, mieszkał nieco dalej od szkoły niż on przez co musiał wstawać wcześniej. Kolejka po ośmiu minutach bezpiecznie około godziny 16 dowiozła Etana niemal pod dom.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    CzarodziejEmrys
  • First One

    Wiedziałaś że dzisiaj jest ten dzień. Dzień, w którym spełnię Twoją fantazję i odrzucając na bok cały romantyzm po prostu Cię zerżnę. 

    Kilka godzin temu przyszła umówiona wcześniej przesyłka, która leżała teraz obok Ciebie na łóżku. Wpatrywałaś się w nią urzeczona rozmyślając już tylko o tym jak ją wykorzystam.

    Zdążyłaś wziąć długi relaksujący prysznic i ubrana w swoją najseksowniejszą bieliznę czekałaś już na mnie.

    Usłyszałaś szczęk przekręcanego zamka i moje zbliżające się kroki. Nacisnąłem dłonią na klamkę, otworzyłem drzwi i wszedłem do środka zamykając je za sobą.

    Pierwszym co rzuciło mi się w oczy po wejściu była Twoja mała, urocza osóbka klęcząca grzecznie przy łóżku że wzrokiem wbitym w podłogę. Podszedłem bliżej, stanąłem nad Tobą i wtedy zobaczyłem że zamówiony przeze mnie zestaw został już przez Ciebie rozpakowaniu.

    Niegrzeczna – pomyślałem, po czym zwracając się bezpośrednio do Ciebie rozkazałem Ci go wyjąć.

    Nie czekając na nic więcej, sięgnęłaś dłońmi do mojego rozporka. Zgrabnie uporałaś się z suwakiem, po czym zsunęłaś lekko moje bokserki by go z nich uwolnić. Sterczał teraz dumnie przed Twoją twarzą lecz nie ważyłaś się go dotknąć bez pozwolenia.

    Spojrzałaś na mnie błagając wzrokiem i przygryzając kusząco wargę. Widząc moje lekkie skinienie głowy szybko chwyciłaś go w swoją drobną dłoń, zaciskając swoje zgrabne paluszki delikatnie wokół niego. Patrzyłem z góry jak Twoje usta zbliżają się do mojego twardego członka. 

    Pocałowałaś go czułe i zaczęłaś wodzić swoim języczkiem po jego główce. Jedną rączką powoli jeżdżąc po nim podczas gdy druga zajmowała się już pieszczeniem moich jąder. W każdym Twoim spojrzeniu i ruchu widać było całkowite oddanie i uległość.

    Pamiętając jednak o tym, że tym razem chciałaś być ostro zerżnięta, przerwałem tę delikatne pieszczoty i kazałem Ci wejść na łóżko. Widać było po Tobie że nawet na chwilę nie chciałaś się rozstawać z moim kutasem, jednak grzecznie wykonałaś polecenie. 

    Położyłem Cię na plecach, z głową zwisająca z oparcia łóżka. Domyślając się co Cię zaraz czeka, posłusznie otworzyłaś buzię zapraszając do środka mojego kutasa.

    Wszedłem w nie niemal od razu do samego końca i go wyjąłem. Powtórzyłem to kilka razy aż ociekał cały Twoją śliną. Ustawiłem się wygodniej i tym razem wszedłem w Twoje słodkie usta po same jaja. Napawałem się tym momentem chwilę, patrząc jak krztusisz się pod wpływem mojego wielkiego penisa. Powtórzyłem to jeszcze dwa razy aż Twoje gardełko nie przywykło do tego zabiegu.

    Dając Ci chwilę na złapaniu oddechu, wyjąłem z pudełka leżącego obok pierwszą zabawkę. Była to czarna, aksamitna opaska na oczy, którą po chwili już miałaś na sobie. Kładąc swoje jądra na Twojej twarzy, podłożyłem ręce pod Twoje plecy i zręcznie pozbyłem się czarnego, koronkowego stanika, który więził Twój jędrny biust. 

    Mogłem teraz w pełni podziwiać tę kształtne piersi z dumnie sterczącymi sutkami. Wyjąłem z pudełka kolejny gadżet i znów wszedłem w Twoje cudownie opinające mojego członka usta. Dobiłem do końca i tak go trzymając zapiąłem na Twoich twardych sutkach klamerki z dzwoneczkami. 

    Opierając się rękami na łóżku zacząłem rytmicznie wbijać się w Twoje gardło coraz bardziej przyspieszając. Mój kutas ociekał cały w Twojej ślinie. Krztusiłaś się nim co chwilę, lecz nic sobie z tego nie robiąc rżnąłem Twoje usta dalej, aż nie poczułaś w nich mojej gęstej, gorącej spermy którą natychmiast połknęłaś. 

    Wyszedłem z Twoich ust i wytarłem resztki zalegającego na moim penisie nasienia o Twoją słodką twarz. Spojrzałem na pudełko. Pomyślałem przez chwilę o będącym tam kneblu, jednak szybko odrzuciłem tą, myśl na rzecz wizji w której mogę słuchać jak cudownie jęczysz.

    Zamiast niego wyjąłem ze środka zwój liny. Przeprowadziłem ją przez Twoją szyję robiąc na niej możliwą do zacieśniania pętlę. Dalej liną obwiązałem mocno Twoje piersi i przeciągnął em ją między Twoimi nóżkami. Idąc dalej, przeplotłem ją kilka razy wiążąc za plecami Twoje rączki a sam koniec liny umiejscowiłem w pierwszym splocie, by działał jak smycz dla mojej małej suczki i jednocześnie przy mocniejszym pociągnięciu zacieśnił pętlę wiążąca Twoją szyję.

    Grzecznie leżałaś cały ten czas z głową na poduszce i wypiętym seksownie w moją stronę tyłeczkiem. Widząc Cię tak bezbronną i związaną miałem ochotę od razu w Ciebie wejść. Powstrzymałem się jednak na chwilę i wyjąłem ostatnie dwie zabawki, których zamierzałem dzisiaj użyć. 

    Dałem Ci porządnego klapsa, po czym zdarłem z Ciebie ostatni skrawek bielizny w postaci całych już mokrych majteczek. Podziwiałem przez chwilę Twoje śliczne, skrępowane ciało. Twoja cipka ociekała już soczkami i lekko pulsowała domagając się pieszczoty. Przysunąłem się bliżej. Przez chwilę wędrowałem dłońmi po Twoich nagich plecach, gładząc je delikatnie by za chwilę już mocno, przejechać po nich swoimi paznokciami i wywołując tym u Ciebie głośny jęk.

    Przeniosłem swoje ręce niżej, poczynając wodzić paluszkami po tym płaskim brzuszku. Poświęciłem chwilę na pieszczenie Twoich kształtnych piersi, po czym dałem Ci kolejnego mocnego klapsa. Poduszka stłumiła Twój jęk a ja zacząłem nawilżać śliną Twoją ciemniejszą dziurkę.

    Masowałem ją swoimi paluszkami by po chwili jeden z nich włożyć do jej środka. Była cudownie ciasna i gorąca. Pobawiłem się nim chwilę w środku, wkładając go coraz głębiej i patrząc jak reagujesz na takie pieszczoty. Rozszerzyłem te cudownie jędrne pośladki i odchyliłem delikatnie linę która się na nich opinała. 

    Widziałem jak bardzo spragniona pieszczot jest Twoja wilgotna szparka. Sama już poruszałaś się powoli, cichutko pojękując i ocierając się nią o linę. Pozwoliłem Ci jeszcze na moment takiej zabawy, po czym jednym, mocnym ruchem wprowadziłem w Twoją ciasną pupę kolejną zabawkę. Cudownie się prezentowałaś mając w sobie korek analny, zakończony lisim ogonkiem. 

    W końcu zbliżyłem się i do Twojej mokrej cipki. Moje usta dzieliły od niej tylko centymetry, czułaś już na niej mój gorący oddech i prosiłaś mnie bym w końcu się nią zajął. Wsunąłem się między Twoje nóżki i przejechałem swoim języczkiem po całej jej długości zbierając cały jej słodki nektar a Ciebie tym jednym ruchem wprawiając w drżenie.

    Mój zwinny języczek pieścił by Twoją wspaniałą muszelkę podczas gdy paluszki zajmowały by się Twoim guziczkiem. Wsłuchany w Twoje jęki, zanurzając powoli dwa paluszki w Twojej mokrej, spragnione szparce i pieszcząc języczkiem Twoją łechtaczkę wyczekiwałbym już tylko Twojego orgazmu. 

    Czując jak jesteś na samym jego skraju, szybko zaprzestałbym pieszczot ignorując Twój jęk niezadowolenia. Ściągając w końcu swoje ubranie i sięgając po przygotowany wcześniej bat, szybko uciszyłbym Twój protest jednym uderzeniem. Stając przed Tobą i unosząc Twój podbródek rozkazałbym Ci znowu go ssać, tym razem bez pomocy skrępowanych liną rączek.

    Każde wypuszczenie mojego kutasa z ust, kwitowane było kolejnym uderzeniem bata w Twoje czerwone już całe pośladki. W końcu uznając że mój członek jest już dobrze nawilżony, odrzucając bat, wróciłbym znów za Ciebie. 

    Mój twardy kutas w końcu dotknąłby Twojej rozgrzanej, wilgotnej szparki ocierając się o nią powoli. Dopiero słysząc Twoje błagania wbiłbym się w tą mokrą, ciasną cipkę po same jaja. Już po kilku ruchach poczuł tym jak Twoja cipka zaciska się na moim kutasie w spazmach orgazmu. Twoje głośne jęki rozchodziłyby się po całym domu, wraz z dźwiękami obijających się o siebie ciał, dzwoniących klamerek zapiętych wciąż na Twoich twardych sutkach i moich coraz głośniejszych westchnień. 

    Nie przestając Cię rżnąć chwyciłbym za koniec Twojej smyczy, zaciskając pętlę na Twojej szyi. Drugą ręką wymierzyłbym kilka mocnych klapsów po czym złapał za Twoje długie włosy i ciągnąc za nie rżnął dalej Twoją cipkę zwiększając dalej tempo.

    Czując na swoim kutasie jak Twoja cipka zaciska się na nim w chwili kolejnego orgazmu, sam nie mogąc już dłużej wytrzymać wyszedłbym z niej i wyciągając jednym szybkim ruchem z Twojej pupy, wcześniej tam włożony korek analny. Na jego miejsce wbiłbym się mocno swoim kutasem i spuścił się w końcu w środku swoją gorącą spermą, wsłuchany w Twoje ostatnie jęki rozkoszy.

    Wychodząc z niej, dałbym Ci jeszcze jednego, tym razem delikatnego klapsa, po czym uwolniłbym Cię od reszty zabawek i pozwolił się wtulić w moje nagie ciało. 

    Zasnęłabyś, zmęczona, obalała i szczęśliwa w moich ramionach, śniąc już o tym co wydarzy się kolejnym razem.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    SinCreation

    Moje pierwsze opowiadanie, także proszę o porządną krytykę, bym w przyszłości nie popełnił tych samych błędów.