Author: admin

  • Licealne przygody, cz. 2: film

    Joanna powoli zbliżała się do bloku, w którym mieszkał Wojtek. Dwóch mężczyzn przerwało rozmowę i natarczywie przyglądało się przechodzącej nastolatce. Nawet ich nie zauważyła. Zatrzymała się przed domofonem przy klatce, wystukała numer mieszkania.

    – Cześć, szóste piętro, skręć w lewo – chłopak rzeczowo poinformował Joannę i odłożył słuchawkę domofonu.

    – Witam – Wojtek uważnie przyglądał się koleżance stojącej w drzwiach. Była ubrana w ciemnoszarą, krótką sukienkę, cieliste pończochy i szaro-czarne szpilki. Blond włosy kontrastowały z sukienką i wraz z dyskretnym makijażem podkreślały jej urodę, a złoty łańcuszek na szyi i grafitowa kopertówka w dłoni dopełniały strój. Chłopak przełknął ślinę.

    – Wejdź – powiedział przytłumionym głosem i cofnął się. Zrobiła na nim wrażenie! Dziewczyna bez słowa weszła do mieszkania. Na jej twarzy znowu malowała się irytacja. – W prawo – gestem wskazał pokój, z którego dobiegała muzyka.

    Joanna uchyliła drzwi, przekroczyła próg pokoju i rozejrzała się. Na wprost znajdowało się duże okno upiększone kwiatem w doniczce, po prawej: biurko z krzesłem biurowym oraz fotel, o który prawie opierała się, tapczan po lewej – naprzeciwko biurka, po obu stronach drzwi aż do sufitu pięły się jasnobrązowe szafki i regały. Na ścianie nad biurkiem zainstalowano dwie półki. Parkiet pokrywał brązowy dywan, rozjaśniony jasnobrązowymi i białymi szerokimi kreskami, kołami. Było skromnie i czysto, jednak meble miały już swoje lata. – „Ale nora” – podsumowała w myślach oględziny. Na ścianie, nad tapczanem, w antyramie wisiał duży plakat przedstawiający „Golden Gate Bridge”.  

    – To nie ja, to siostra powiesiła – bronił się uśmiechnięty Wojtek, dostrzegając, gdzie najdłużej zatrzymał się wzrok gościa. Jeszcze grał życzliwego gospodarza wobec swojej ofiary.

    *

    – Nieważne. Gdzie mogę usiąść? – zapytała zniecierpliwiona, widząc, że żaden z obecnych trzech chłopaków nie zamierza opuścić tapczanu ani fotela. Patrzyła na gospodarza.

    – Nikt nie każe tobie siadać – głos Wojtka zabrzmiał stanowczo. – Oddaj slipy – zażądał i wyciągnął rękę. Były zawinięte w małą reklamówkę i trzymane pod kopertówką. Bez słowa podała. Chłopak wziął je, podziękował skinieniem głowy, potem siadł na krześle przy biurku i przez chwilę przyglądał się w milczeniu dziewczynie. Joanna stała samotnie na środku pokoju, obserwowana przez cztery pary oczu.

    – O co chodzi? – spytała, nie kryjąc irytacji spowodowanej swoją obecnością w tym mieszkaniu. Nie czuła się skrępowana, wręcz odwrotnie – robiła wrażenie pewnej siebie. Przecież mieli ponieść karę za wczorajszy wybryk w łazience i oddać nagrania. Jeszcze delektowała się swoim planem.

    – Obróć się – szorstki ton głosu Wojtka wyrwał ją z rozmyślań nad planowaną zemstą. Po uśmiechu gospodarza nie zostało śladu.

    – Co?! – jego bezczelność ponownie wzbudziła wściekłość Joanny. – Odbiło tobie… – nie dokończyła zdania, bo osadziło ją ostre polecenie Zbyszka, rozpartego na tapczanie:

    – Obróć się, suko!! – ton głosu był agresywny, ale Joanna nie zamierzała pozostać dłużna. Gwałtownie odwróciła się do Zbyszka. Włosy zamaszyście pofrunęły za ich właścicielką. Wyglądała bardzo efektownie i była tego świadoma. Jednak teraz uroda nie stanowiła jej atutu.

    – Nie mów tak do mnie, rudy gnoju, bo pożałujesz – warknęła, patrząc z pogardą na chłopaka. Zbyszek poczerwieniał, pochylił się w jej stronę gotów do riposty, ale Joanna była szybsza. Już odwróciła się, spojrzała na zegarek, potem na Wojtka i znużonym, spokojnym głosem poinformowała go: – Mam spotkanie i nie chcę spóźnić się. Czego jeszcze chcesz? – zaczęła nerwowo stukać stopą, a wolną rękę oparła na biodrze, przyjmując prowokacyjną postawę. – Spieszę się.

    Wojtek sprawiał wrażenie jakby w ogóle nie słyszał jej słów. Taksował ją wzrokiem nabywcy atrakcyjnego towaru. W końcu podniósł głowę i spojrzał w jej oczy. Wyraz jego twarzy sygnalizował niezadowolenie, będące konsekwencją przerwania ważnej czynności.

    – Umówisz się innym razem – wydął wargi i lekceważąco machnął ręką.

    *

    – „Rudy”… – Wojtek jakby od niechcenia rzucił polecenie i odwrócił się do okna. Zdezorientowana dziewczyna też spojrzała w tym kierunku. Teraz zdarzenia potoczyły się błyskawicznie. Zbyszek prawie bezszelestnie zerwał się z tapczanu. Zanim zorientowała się, stanął przy niej i prawą ręką wyrwał jej kopertówkę, drugą chwycił za włosy i pociągnął w dół. Jej krzyk tłumiło siedzisko tapczanu i poduszka, do których przyciskał głowę klęczącej dziewczyny. Kolanem brutalnie dociskał jej ramię. W tym czasie Jacek z Markiem ściągnęli jej ręce wzdłuż tułowia, a chwilę później kajdankami skuwali je na plecach Joanny.

    – Marek, i jak? – upewniał się gospodarz.

    – Wszystko gra, szefie – uśmiechnął się zapytany, po sprawdzeniu w laptopie jakości obrazów z obydwu kamer – na parapecie i na półce nad biurkiem.

    – Chłopie, skąd ty to wszystko masz? – Jacek nie krył swojej zazdrości i podziwu zarazem.

    – Ojciec mi kupił – odpowiedział Marek, nie odrywając wzroku od ekranu laptopa. Tylko pokiwali głowami.

    – Skarbonka bez dna – skomentował Zbyszek, patrząc na Jacka.

    – Halo, nie zapominajmy o uroczej koleżance, która przyszła pobawić się z nami – słowa Wojtka od razu podniosły temperaturę w pokoju. – Jacek, zamontuj ten kij między nogami – polecił gospodarz, głową wskazując na otwarte drzwi szafki.

    Joanna próbowała podnieść głowę, przekręcić tułów, ale ręce skute na plecach i głowa mocno przyciskana do tapczanu uniemożliwiały to. Ale nie poddała się. Zdołała nieco przesunąć kolana do przodu i z wysiłkiem zaczęła wstawać, opierając się na głowie i ramionach. Z trudem uniosła biodra, odrywając kolana od podłoża. Stanowcze przyciskanie głowy do tapczanu zatrzymało ją w półprzysiadzie. Nie mogąc pokonać naporu ramion Zbyszka, zamarła na ugiętych nogach z wypiętą pupą.

    Wówczas Wojtek podszedł do niej i wysoko podciągnął sukienkę. Chwilę przyglądał się pupie osłoniętej czarnymi, koronkowymi stringami. Wreszcie chwycił je i nieco ściągnął. Z ust Joanny wydobyło się tłumione, rozpaczliwe „Nie, nie!!”. Teraz dziewczyna, z kolei gwałtownie klękając i poruszając skutymi rękoma, próbowała osłonić swoją gołą pupę, ale sukienka, dzięki pomocy Zbyszka, pozostała wysoko podciągnięta. Wojtek pochylił się i z perwersyjną powolnością centymetr po centymetrze ściągał stringi. Wszyscy obserwatorzy tej scenki uśmiechali się wpatrzeni w jej opaloną i obnażaną pupę. Któryś zarechotał, inny zagwizdał, widząc jak gospodarz na chwilę przerwał ściąganie stringów i pogłaskał jej skórę. Dziewczyna krzyczała, balansowała tułowiem, wyginała się, ubliżała im, groziła. Wszystko na próżno. Nikt nie zwracał uwagi na to, co próbowała wykrzyczeć. Siedzisko tapczanu skutecznie tłumiło jej głos. Wojtek pomógł sobie drugą ręką i stringi znalazły się pod kolanami. W nagrodę otrzymał krótkie oklaski.

    Przysiadł na dywanie, obok Joanny, twarzą do widzów, lewym ramieniem mocno objął jej tułów, a między kolana przytrzymywanej blondynki włożył wałek zdjęty z tapczanu i zaczął macać jej krocze. Nie silił się na delikatność. Szarpał wargi sromowe, drapał, ciągnął łechtaczkę, energicznie wkładał i wyjmował, nawilżone śliną, dwa, trzy, cztery palce do pochwy. Po pewnym czasie przerwał tę ekscytującą czynność, wyjął palce i skinął głową w kierunku Jacka. Chłopak pochylił się i wolną ręką wymierzył dwa solidne klapsy w obnażoną pupę. Usłyszeli tłumiony krzyk. Uderzył jeszcze raz. Dziewczyna próbowała skulić się. Na próżno. Chłopcy śmiali się coraz głośniej, widząc bezradność skrępowanej Joanny. Wojtek znowu szarpał, szczypał łechtaczkę, wargi, drażnił odbyt dziewczyny i z uśmiechem patrzył na kolegów. Mimo takich agresywnych pieszczot, ich zabawka zaczęła wilgotnieć. W proteście nadal próbowała rzucać się na boki, jęczała coraz głośniej, krzyczała, ale Zbyszek drugą ręką przykrył jej twarz poduszką.

    – Mało widać – zaprotestował, wyraźnie niezadowolony, Marek.

    Wojtek spojrzał na kamerzystę, wyjął palce z pochwy, wytarł o pupę blondynki i ponownie siadł na krześle, tym razem bliżej jej twarzy. Jego miejsce zajął Jacek, szarpnął stringi w kierunku stóp i mimo oporu wierzgającej dziewczyny, ściągnął z jednej nogi. Odsapnął po szarpaninie, nawilżył palce i gwałtownie wepchnął je do pochwy. Joanna jęknęła przeciągle. Po chwili zaczął rżnąć ją posuwistymi ruchami. Drugą dłonią muskał, głaskał, drapał i uderzał w pośladki. Kiedy przerywał, próbował wkładać palce do drugiej dziurki. Wówczas Joanna reagowała bardzo gwałtownie. Jackowi bardzo się to podobało, więc próbował wkładać palce do odbytu coraz częściej, ale z małą modyfikacją. Wtykał palce coraz głębiej i brutalniej.

    – Widać, że dupa lubi to – po krótkiej obserwacji skonstatował Zbyszek. Potem przekręcił jej głowę w kierunku Wojtka i zaczął rozpinać zamek sukienki.

    – Marek, przynieś wreszcie ten kij – Wojtek powtórzył polecenie, jednocześnie z rozbawieniem przyglądając się podnieconemu Jackowi. Grubasek przyniósł kij oklejony taśmą. Na jego końcach były wkręcone metalowe ucha, z których zwisała linka. Jacek niechętnie przerwał zabawę i pomógł rozsunąć nogi dziewczyny. Kij umieścili na wysokości jej kolan i linką mocno przywiązali do nóg.

    – No, teraz nóżek już nie złączysz, dziwko – Zbyszek z satysfakcją pokiwał głową i odsunął poduszkę z jej twarzy.

    – Obroża i smycz – polecił gospodarz. Marek wyjął gadżety z tej samej szafki i założył klęczącej Joannie.  

    – Jeżeli będziesz grzeczna, to tylko pobawimy się. Tobie też będzie przyjemnie – zapewnił. – To trochę potrwa, więc nie chcę zakładać knebla. Będziesz krzyczeć? – zapytał Wojtek. Dziewczyna głęboko oddychając, pokręciła przeczącą głową. – To fajnie, że jesteś rozsądna – pochwalił.

    – Posadźcie ją – Wojtek uważnie przyglądał się pięknej blondynce. Kiedy tylko usiadła, zaczęła krzyczeć, ale nie zdołała ich zaskoczyć. Jacek momentalnie uderzył ją otwartą dłonią w twarz, a Zbyszek brutalnie pociągnął smycz do siebie, zmuszając Joannę do upadku na tapczan. Krzyk urwał się. Jacek doskoczył i jeszcze raz uderzył leżącą w twarz. W parze ze Zbyszkiem postawili ją, trzymając pod ręce. Sukienka, mimo zabiegów dziewczyny, cały czas tkwiła wysoko nad pupą, obnażając jej krocze i płaski brzuch. 

    – Obiecałaś nie krzyczeć – przypomniał Wojtek i spojrzał na kolegę. Kolejne soczyste uderzenie w policzek w wykonaniu Zbyszka, zaskoczyło blondynkę. Krzyknęła z bólu i wychyliła się do przodu. Wojtek ją przytrzymał.

    – Dokąd? Stój  – kopniak Jacka i szarpnięcie smyczy oszołomiły dziewczynę. Jeszcze przed chwilą podniecała się, teraz była bita. Ból i rosnące poczucie bezradności tym razem jednak stłumiły jej reakcję. Już nie miała siły krzyczeć.

    – Jacek, tam jest bicz – Wojtek ponownie wskazał szafkę.

    Joanna sapała i jęczała, czuła dotkliwy ból, piekły policzki, irytowały skrępowane ręce i w ogóle zachowanie chłopaków. Łzy napłynęły do oczu, była bliska płaczu, chciała coś powiedzieć, ostro zaprotestować, ale tląca się nadzieja na szybkie załatwienie sprawy kazała powstrzymać gwałtowniejszą reakcję.

    Zbyszek ponownie pociągnął smycz i pochylił dziewczynę do przodu. Jacek kilka razy uderzył biczem w pośladki, potem po udach. Dziewczyna drobiła w miejscu, pokrzykiwała, jęczała, wiła się po każdym uderzeniu, cicho prosiła, żeby przestali, ale nie mogła zrobić nic więcej. Później przez sukienkę poczuła razy na plecach. Ponownie w pupę… I nagle w cipkę! Uderzenie nie było mocne, ale zaskoczenie spotęgowało ból. I strach. Krzyknęła i podskoczyła niezgrabnie, blokowana kijem między kolanami. Wybuch śmiechu chłopaków skwitował jej nieporadność. Coraz bardziej podobała się im taka gra wstępna. Nieoczekiwanie kolejny raz spadł na bezbronne krocze. Znowu krzyknęła z bólu, bezwiednie próbowała ścisnąć uda.

    – Suko! Na kolana i do mnie – rozkazał gospodarz. Zbyszek pomógł jej dotrzeć do rozpartego na krześle Wojtka, który wyjaśnił: – Chcemy pobawić się tobą, a ty świetnie nadajesz się do takiej zabawy. Swoim zachowaniem przez lata też zasłużyłaś na to. – W pokoju nagle zaległa cisza. Ton gospodarza sygnalizował, że to nie są żarty. Raczej stanowił dyrektywę na kolejne miesiące. Niesmak widoczny na twarzy Joanny, mimo bólu, jednoznacznie wyrażał opinię o tym pomyśle.

    *

    – Marek, pokaż naszej koleżance film – polecił, widząc jej dezaprobatę. Chłopak kiwnął głową, odstawił napoczęte piwo i nacisnął klawisz ‘enter’.

    Zbyszek skierował klęczącą Joannę w lewo i na ekranie laptopa ustawionego na biurku zobaczyła dziewczynę. Leżała na boku, na barwnym dywanie. Miała na sobie tylko czarne szpileczki okalające paskami stopę przy palcach i na wysokości łydki. Na szyi nosiła wąską czarną obrożę nabitą ćwiekami. Dyskretny makijaż i pomalowane na czerwono paznokcie dopełniały wyglądu. Nad wygoloną cipką można było dostrzec przystrzyżoną kępkę włosów w kształcie kółka. Około 40-letni brunet spółkował z nią w bocznej pozycji od tyłu. Mężczyzna pod tułowiem dziewczyny sięgał do jej lewej piersi. Głaskał ją, drapał, ściskał, ciągnął za sterczącą brodawkę. Prawą dłonią, co jakiś czas, pocierał łechtaczkę albo ciągnął włoski. W tle było widać kilka nagich grupek kopulujących.

    Chociaż pokój był oświetlony jedynie bocznymi światłami i lampkami na stolikach, obraz był bardzo wyraźny, więc o pomyłce nie mogło być mowy. Na dywanie na pewno spółkowała Joanna! Odtwarzanie odbywało się bez dźwięku. Przez uchylone okno dobiegały odgłosy ulicy. Wszyscy podekscytowani w milczeniu wpatrywali się w ekran. Tylko Wojtek z uwagą spoglądał na ich znieruchomiałą koleżankę. Potem spojrzał na ekran i nagle zaczął lekko uśmiechać się. Zwrócił uwagę na szczegół, który musiał umknąć uwadze pozostałych, oglądających ten film po raz pierwszy. Olbrzymia niespodzianka. Gdyby oni o tym wiedzieli…

    Tymczasem na ekranie blondynka odchyliła głowę, miała lekko otwarte usta, co jakiś czas językiem zwilżała wargi, rozpuszczone włosy dotykały dywanu. Brunet miarowo rżnął młodą partnerkę. Jego spory penis w stałym rytmie znikał i wysuwał się z pochwy blondynki. Był silny, więc jej ciało reagowało na każde pchnięcie. Chłopcy jak zahipnotyzowani przyglądali się tej scenie.

    Dla nich scena mogła trwać wiecznie, ale po chwili do pary podszedł szpakowaty mężczyzna z brzuszkiem i chwycił Joannę za sterczącą brodawkę. Wykręcił ją i pociągnął do siebie. Dziewczyna otworzyła usta wykrzywione w grymasie bólu, spojrzała na mężczyznę i szybko uniosła się na ręce, chcąc złagodzić ból. Mężczyzna trzymał brodawkę jeszcze chwilę, wyraźnie rozkoszując się jej reakcją. Wznoszący się kutas potwierdzał tę obserwację. Wreszcie mężczyzna rozwarł palce, blondynka opadła na bok, przyciągana jeszcze przez spółkującego z nią bruneta. Wielbiciel jej sutka wepchnął teraz cztery palce w usta dziewczyny i posuwał ją dłonią. Cały czas miała zadartą głowę i patrzyła mu w oczy.

    Kiedy skończył, zgrabnie wyjął dłoń ociekającą śliną, za to włożył penisa i płynnymi, łagodnymi ruchami zaczął ją rżnąć. Najpierw powoli, wówczas ręce luźno zwisały wzdłuż tułowia. Potem dłonie oparł na pośladkach, jednocześnie wysuwając biodra do przodu. Po chwili chwycił ją za głowę i zaczął energiczniej i głębiej wbijać członek. Z jej usta wyciekała ślina. Dziewczyna próbowała pomagać sobie wolną ręką. Kiedy mężczyzna wreszcie przestał, wyjął penisa i patrząc w jej oczy, powoli natarł go wydzieliną zebraną z jej brody, szyi, a potem sterczącym kutasem uderzył ją kilka razy po twarzy. Ciągle patrzyła w jego twarz, nie cofała się przed uderzeniami penisa. Nawet próbowała dotknąć go językiem. Mężczyzna znieruchomiał, poklepał Joannę po karku. Ona uśmiechnęła się i na chwilę złapała ustami jego penisa. Nie zareagował. Powiedział coś do bruneta i skierował się do mężczyzn zabawiających na kanapie drugą, ale znacznie starszą i o pełniejszych kształtach blondynkę. Joanna chwilę odprowadzała go wzrokiem.

    Kamera pokazała w sumie cztery kobiety w obszernym pokoju. Zgromadzeni przed laptopem doliczyli się 10 mężczyzn w różnym wieku. Scena z ‘ich’ Joanną wywarła na wszystkich ogromne wrażenie. Nie o takie zachowania podejrzewali swoją koleżankę, chociaż w szkole krążyły różne plotki i pogłoski, chociaż nikt rozsądny ich poważnie nie traktował. Ale posłuchać było miło. Tak jak milczeli podczas oglądania, tak w tej chwili chcieli podzielić się wrażeniami. Już otwierali usta, by skomentować obejrzany fragment, gdy usłyszeli:  

    – Panowie! – gospodarz spotkania tym słowem-hasłem momentalnie zdyscyplinował kolegów. Ich uwagę w całości pochłonęła kolejna scena.

    Do Joanny podszedł teraz krępy blondyn, liczący około 25 lat. Bezceremonialnie chwycił ją za włosy i pociągnął za sobą. Na jej twarzy pojawił się grymas bólu, krzyczała i nieporadnie podążała za chłopakiem na czworakach, potem w półprzysiadzie, próbując podnieść się i przytrzymać na przemian swoje włosy i jego rękę.

    Zaskoczony brunet, nagle pozbawiony partnerki, z rozbawieniem spojrzał w kierunku kamery, bezradnie rozłożył ręce i coś powiedział. Potem wstał i z uśmiechem poszedł za nimi na wolny fotel. Blondyn właśnie posadził na nim Joannę, kolanem szeroko rozrzucił jej nogi i jednym płynnym ruchem głęboko wsadził penisa do odbytu. Od razu było widać, że dzisiaj nie była to pierwsza penetracja tej dziurki. Brunet przyglądał się z zadowoleniem, chwilę później stanął na tapczanie i włożył penisa w usta dziewczyny. Po pewnym czasie o coś zapytał blondyna, ten skinął przyzwalająco głową, więc przysiadł przed nim nad dziewczyną i zaczął wkładać penisa do pochwy. Już po chwili w zgodnym tempie ujeżdżali ich koleżankę. Była bardzo podniecona. Co chwila odrzucała głowę na boki. Każdy z mężczyzn trzymał jej jedną nogę, a ona rękoma opierała się o tapczan. Po chwili zaczęła zaciskać dłonie na materiale, przymknęła oczy, obciągnęła palce u stóp, napinając mięśnie nóg, cofnęła ramiona, wypięła biust, była bliska orgazmu. Ciało błyszczało od potu. Tak samo połyskiwały plecy kopulujących z nią mężczyzn.

    – Ale z ciebie zdolna kurwa – zachwycony i podniecony Zbyszek puścił włosy klęczącej Joanny, przycisnął jej głowę do biodra i z uznaniem poklepał po policzku. Według niego taki epitet był komplementem. Szczerym! Jednak dziewczyna zignorowała i gest, i komentarz. Nadal patrzyła przed siebie. Chłopak, nie czekając na reakcję, ponownie chwycił jej włosy i z zainteresowaniem spojrzał w ekran laptopa.

    Łysy, atletycznie zbudowany mężczyzna, w trudnym do określenia wieku, właśnie pożegnał dwóch chłopaków i z prawej strony ekranu zbliżył się, z brunetką nabitą odbytem na członek, do spółkującej trójki. Nakłonił swoją partnerkę do lizania piersi, brodawek Joanny, nie przerywając rżnięcia atrakcyjnej dziewczyny. Joanna pocałowała się z nieoczekiwaną partnerką i zaczęła głaskać jej pierś. Cały strój brunetki stanowiły żółte kabaretki, krwistoczerwone paznokcie i „irokez” nad łechtaczką. Anonimowy kamerzysta przez dłuższą chwilę przybliżał widzom fryzurkę. Pod nią pojawiał się i znikał penis, czasami jądra obijały się o łechtaczkę. Dziewczyna miała jędrne, pełne piersi ze sporymi brodawkami i lekki brzuszek. Uroku dodawała jej opalenizna, z którą kontrastowały dwie plamy białych piersi i jedna znacznie mniejsza, odwzorowująca ślady po majtkach od kostiumu.  

    – Ty, to Kaśka! Ona była w ‘b’! W zeszłym roku zrobiła maturę – z rozbawieniem wykrzyknął Jacek, patrząc na gospodarza. Teraz rozpoznali ją pozostali. W tym momencie atleta zgarnął kręcone włosy Kaśki i zaczął kierować jej głowę do jąder blondyna kopulującego z Joanną. – Świetna z niej dupa – Zbyszek chrapliwym szeptem wyraził swoją opinię. – A może by ją też…

    *

    – OK, dość – szybko przerwał Wojtek, a Marek niechętnie wcisnął przycisk ‘stop’. Powoli, z ociąganiem oderwali wzrok od ekranu i w milczeniu pożądliwie patrzyli na nią. Wszyscy czterej byli już bardzo podnieceni. Mieli ochotę skorzystać z wdzięków Joanny. Pragnęli, pożądali jej, szczególnie, kiedy zobaczyli, co potrafi. Teraz klasowa i szkolna piękność była w zasięgu ich ręki i ich penisów. Jakież to było piękne… Napawali się tą chwilą. Zbyszek nerwowo przełknął ślinę, Jackowi zrobiło się sucho w gardle. Marek czuł jak pocą się jego zaciśnięte dłonie. Tylko Wojtek wydawał się w pełni panować nad swoimi emocjami.

    – Orientujesz się, czego oczekujemy od ciebie, czy chłopcy mają…? – zawiesił głos z niewypowiedzianą groźbą, a przygaszona blondynka pokiwała głową. Była ich. Nie wiedziała, w jaki sposób zdobyli film, ale mogli ją szantażować. Zresztą, nie tylko ją.

    – Odzyskam ten film? – zapytała łagodnym tonem. Klęczała wśród chłopców, ale nie patrzyła na żadnego z nich. Zapomniała, że przyszła tutaj z planem zemsty. Nic z niego nie zostało. Była tak zaskoczona nieoczekiwanym rozwojem sytuacji, że nie liczyła na odzyskanie kompromitującego nagrania. 

    – Tak, po naszej zabawie dostaniesz go, a Marek skasuje kopię – potwierdził Wojtek.

    – No, to zaczynajmy już, jeżeli chcecie… – szepnęła potulnie, opuściła głowę, ale po chwili uniosła ją i wyczekująco spojrzała na nich.

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • MW-Ibiza Rozdzial 39 Osiem i pol dnia

    W tym tramwaju znalazłem się przez Stasia. Wczoraj przyleciał niespodziewanie ze Stanów i mocno namieszał. Ale po kolei…

    Wczoraj ogólnie był dzień niespodzianek. Najpierw Tidżeje odebrali jakiś telefon i wybyli bez słowa wyjaśnienia. Zjawili się po dwóch godzinach w towarzystwie pewnych Japonek.

    – Niespodzianka!

    – Suki! Yuki! – witam się z nimi na dwie ręce.

    – Zapomniałem już jakie macie fajne włosy łonowe, jak szczoteczki.

    – To szybko zapomniałeś!

    Obie szczoteczki poruszają się w mych dłoniach przyjemnie drapiąc ich wnętrze. Mój kutas szybko zmienia kształt, a ja szybko zmieniam temat.

    – Jak u diabła udało się wam je ściągnąć do Warszawy – pytam bliźniaków. Ci dziwnie milczą. Odzywają się Japonki.

    – Te cipy nawet nie próbowały. – I pogardliwie spoglądają na Tidżejów

    – Uznali, że to z góry przegrana sprawa.

    – A my uczymy się w szkole w Danii.

    – Razem z Bliźniaczkami!

    – I nic nie powiedziały! Przecież są tu od tygodnia. Będę musiał z nimi poważnie porozmawiać.

    SukiYuki ignorują ten wtręt. Podobnie, jak i moje sterczące przyrodzenie. Wciąż poruszają lubieżnie biodrami. Zdają się mieć jakąś perwersyjną przyjemność, tak się ze mną drażniąc.

    – Przyjechałyśmy na rok.

    – Dzięki wam.

    – Okazało się że właśnie my dwie z całej klasy najwięcej skorzystałyśmy na zeszłorocznym wyjeździe.

    – Najpełniej poznałyśmy europejską… kulturę i… hmm… obyczajowość – dodaje  Suki z błyskiem w oku poklepując smoliście czarne futerko.

    – Wiążą z nami wielkie nadzieje, mało jest Japończyków, którzy potrafią zrozumieć Europejczyków, dostałyśmy roczne stypendium – podsumowuje Yuki, jak już opanujemy śmiech.

    – A teraz coś, co cię z pewnością zainteresuje. Przekonałyśmy naszych sponsorów, że wśród tych nielicznych kumatych Japończyków praktycznie nie ma takich, co rozumieją słowiańską duszę…

    – I?

    – Przenosimy się do Warszawy!

    – Macie już mieszkanie? – Pyta Maleńka.

    – Jeszcze nie.

    – No to już macie! – Maleńka jest mnie tak pewna, że nawet nie pyta o zgodę, ciepło mi się robi na tej słowiańskiej duszy. Nic nie mówię, tylko ją przytulam i całuję.

    – Fuj, ręce ci się kleją!

    – To wina ich cip i ich libido – wskazuję brodą na zmierzwione i podejrzanie błyszczące futerka Japonek.

    SukiYuki jeszcze się upewniają:

    – To możemy u ciebie zamieszkać?

    – Przecież powiedziałem.

    – Ale to Ala mówiła.

    – To tak, jakbym ja sam powiedział – odpowiadam z premedytacją

    i obserwuję spod oka, jak Ala cała topnieje – kochana Maleńka! Przenoszę wzrok, a potem ręce na pizdy Japonek – będę prawie rok używał do woli na dwóch skośnych cipkach! Ja to mam szczęście. Przeczesuję z lubością palcami te gęste picze kłaczki zastanawiając się, którą przelecieć pierwszą.

    Suki Yuki jakby słyszały moje myśli:

    – Obiecujemy, ze majtki będziemy zakładały tylko do szkoły, a u ciebie zawsze będziemy nagie.

    – I będziesz miał nasze skośne cipki na każde skinienie!

    I oto mam przed sobą dwa wdzięcznie wypięte tyłeczki.

    – Entliczek, pętliczek…

    Wypada na Yuki.

    Suki też nie narzeka, bo dopada ją Staś. On też ma słowiańską duszę.

    * * *

            Następnego ranka budzę się z wtuloną we mnie Maleńką i jakoś mnie to nie dziwi. Nie pamiętam, by była koło mnie, gdy zasypiałem, a zasnąłem chyba ostatni. I tuż po ostatnim wytrysku – sprawdzałem wraz ze Stasiem, czy SukiYuki nie żartowały z tym dostępem do swoich cipek na każde skinienie. Ala w tym czasie poszła pieprzyć się ze Robertem i pewnie z bliźniakami. Ale Maleńka już tak ma, że zawsze mnie w nocy odnajdzie, chyba przez sen. Głaskam ją delikatnie po plecach i szczupłym tyłeczku i się rozczulam, jak zawsze w takiej sytuacji. Ala otwiera oczy, patrzy w moje i szepcze:

    – Kocham cię

    – I ja cię kocham, Maleńka.

    Choć często tak się witamy po obudzeniu, nie są to czcze słowa i Maleńka o tym wie. Ja zresztą też. Przyciągam ją za ten tyłeczek do siebie i delikatnie całuję. Kładę dłoń na drobnej piersi.

    – Daję słowo, że znowu urosły – I Maleńka znowu wie, że nie jest to pusty komplement. Ala mi się wyraźnie zaokrągla, staje się kobietą. Kobietą, która mnie kocha! Jest przy tym bezwstydna i wyuzdana, lubieżna jak i ja, i tak samo uwielbia się pieprzyć. Ja ją pozbawiłem dziewictwa, ja wciągnąłem w świat wyuzdanego seksu. Zastanawiam się czasem, jaka by była, gdyby trafiła na kogoś w rodzaju Janka. Czy ujawniłaby się jej prawdziwa natura, bo przecież widzę, że Ala nie poświęca się z miłości do mnie, ona po prostu to kocha; czy też pozostałaby skromną panienką uprawiającą seks tylko po ciemku, pod kołderką. Na szczęście dla nas obojga, trafiliśmy na siebie. Wiem, że kiedyś tam Maleńka zażąda mnie tylko dla siebie oddając w zamian siebie tylko mnie. A ja to zaakceptuję, bo ją kocham. Ale to dopiero kiedyś. W przypływie czułości, bo szczerzy jesteśmy ze sobą zawsze,  dzielę się z nią cichutko swoimi myślami. Oczy Maleńkiej robią się dziwnie błyszczące.

    – Wiesz, mam czasem podobne myśli! – I dodaje, dalej szeptem:

    – Dwie skośne pizdy z nami w łóżku przez cały rok. Pomyśl tylko co będziemy z nimi wyrabiać!

     Wybucham śmiechem – cała Maleńka!

    – Co wam nagle tak wesoło? – Dopytuje się Majka, stając w drzwiach.

    – A takie tam, nasze wewnętrzne sprawy.

    Majka podchodzi, zerka między nasze uda.

    – Przecież nie jesteś wewnątrz! – Dziwi się naiwnie. Tym razem ryczymy ze śmiechu razem z Maleńką.

    * * *

            Przechodzę poranny młyn wysyłania dziewcząt do szkoły. Tym razem również Staś pomaga. Tidżeje też nie próżnują. Oprócz Ali mam na głowie córki Roberta (on sam jest już w pracy), mieszkającą po sąsiedzku Dorkę, która specjalnie wcześniej wstaje, by tu wpaść i miło zacząć dzień, przebywające z dłuższą wizytą bliźniaczki, Majkę akurat nocującą „u koleżanki” no i oczywiście Japonki. Przynajmniej nikt nie musi stać w kolejce do łazienki, już w środku stoją w kolejce do kibelka; wysikane gonią na moment pod prysznic, gdzie myję je wraz ze Stasiem. Tidżeje wycierają dziewczęta, które zaraz biegną do kuchni na przygotowane wcześniej śniadanie. Przynajmniej dziś odpada szykowanie kanapek – to ostatni dzień szkoły.

    Ubrane na galowo dziewczęta biegną do furtki. Tutaj szybkie pożegnanie: cipka, jajeczka, buzi; cipka, jajeczka, buzi… Na koniec naciągają znienawidzone majteczki i już ich nie ma. DajDaj i SukiYuki też, poszły wraz z nimi. A chłopaków bierze na rozmowę

    – Wydawałoby się, że mieć w domu tyle chętnych panienek, to sama przyjemność. Tymczasem masz mnóstwo obowiązków. No bo jeszcze pomoc w odrabianiu lekcji, korepetycje. Szacun!

    – Dzisiaj ci pomagaliśmy, a jak sobie radzisz na co dzień?

    – Normalnie, to dziewczęta choćby myją się nawzajem, czy szykują śniadanie, dzisiaj was wykorzystały – śmieję się – ja tylko nadzoruję, zresztą polubiłem to.

    – Też bym polubił codziennie się gapić na takie ślicznotki  pod prysznicem!

    – A jak to godzisz z pracą?

    – Jaką pracą? Człowieku, ja teraz w domu pracuję, na całodobowym etacie jestem, sam widziałeś. Trzeba to stadko wyżywić a więc zakupy, zapewnić rozrywkę… Przynajmniej pranie nie jest problemem.

    – No tak, gołe chodzą!

    – A finanse? Wiem, nie powinienem pytać ale..

    – Nieruchomości i inne inwestycje przynoszą stały dochód, to nie problem. Największym problemem staje się zapewnienie godziwej…rozrywki

    – Jak to?

    – Sam pomyśl! Z DajDaj to szóstka dziewcząt, z Suki i Yuki to już będzie osiem. Dodaj te, które praktycznie codziennie tu wpadają,  a ile batów tu mieszka?

    – Fakt, ciężko masz! Dobrze, że lubisz tę pracę.

    – Chłopie! Ja ją uwielbiam, kocham te moje małolaty!

    – Ale Alę jakby bardziej?

    – Maleńka to osobna historia. Najpierw myślałem, że to z jej strony chwilowe zauroczenie, w końcu ja ją rozdziewiczyłem, ja dałem jej pierwszy orgazm… Ale to dużo więcej, w końcu i sam wpadłem.

    – Ona taka młodziutka, niedojrzała

    – To porozmawiaj z nią kiedyś poważnie, bardzo się zdziwisz.

    – Ok, Ok. – Staś zmienia temat – twoich dziewcząt nie ma, Tidżeje właśnie wychodzą, możemy porozmawiać otwarcie.

    Tidżeje są cokolwiek zdziwieni, że wychodzą, niemniej wychodzą zostawiając mnie sam na sam ze Stasiem.

    – Żadne takie! – obruszam się tymczasem – nie mamy przed sobą żadnych tajemnic. Nic o nich, bez nich!

    – A niespodzianki im robisz? – Stasia nie rusza moje oburzenie.

    – No, robię.

    – I pewnie rozmawiasz o nich otwarcie?

    – No, skoro o to chodzi…Wal!

    – Myślałeś, że się wymigasz?

    – Od czego niby?

    – Pokaz, chłopie, pokaz! Mam zamiar zobaczyć te wszystkie ciuszki, które zafundowałem twoim dziewczętom – mówi.

    – Tylko widzisz – dodaje – nie zamierzam organizować tego pokazu mody u ciebie.

    – To gdzie w Warszawie chcesz nam zapewnić zupełną izolację? Przecież to się od razu rozniesie…

    – Czy ja powiedziałem, że w Warszawie?

    – No to w takim razie gdzie?

    – Ibiza! – rzuca tryumfalnie Staś.

    – Zwariowałeś?

    – Też zwariujesz, jak ci podam szczegóły. Wynajęliśmy na tydzień zamknięty ośrodek, bez personelu, z własną plażą, mamy wyczarterowany samolot, polecimy tam i powrotem prosto z Warszawy.

    – Ciekawe tylko, jak zamierzasz porwać dziewczęta na tydzień tak, by ich rodzice się o tym nie dowiedzieli?

    – Dokładnie na osiem i pół dnia. A rodzice dowiedzieli się pierwsi! I wyrazili zgodę – Staś w takich wypadkach zawsze ma gotową odpowiedź – ale ta część planu to już zasługa Bliźniaczek, niech one ci powiedzą.

    Nie mniej coś tam zdradza, a mnie szczęka powoli opada, natomiast powoli rośnie przekonanie, że to się uda. Pytam tylko, kiedy.

    – Jutro rano!

    – A jednak zwariowałeś! Jak ja wytrzymam, żeby się nie wygadać?

    – Dasz radę, zresztą to tylko do jutra.

    Milczę intensywnie, choć na zewnątrz tej intensywności nie widać; milczenie się przeciąga. W końcu Staś macha mi ręką przed nosem.

    – Zawiesiłeś się?

    Nie zawiesiłem, myślę, co z Joanną, Smoczkami i Zuzią. Żal by było…

    – Jest jeszcze jeden drobiazg, mianowicie nie lecę z wami.

    – Co?!

    Opowiadam Stasiowi o Smoczkach i Joannie. Tym razem jemu opada szczęka. A jeszcze nic nie wie o Zuzi. O Zuzi milczę…

    – I co zamierzasz?

    – Przywieźć ich na Ibizę, oczywiście.

    – W przypadku tych chłopców łatwo nie będzie…

    – Przecież wiem. Ale warto spróbować – sprawdzam godzinę. – W takim razie czas na mnie.

    I tym sposobem udaje mi się złapać Joannę jeszcze w tramwaju. Na dwa sposoby.

    * * *

    Wczoraj był zwariowany dzień, dziś nie zapowiada się lepiej. Niczego nieświadome dziewczęta albo tu spały, albo właśnie nadeszły. Prosiłem, żeby przyszły jak najwcześniej, bo trzeba się przygotować do pokazu. Ich starzy wyjątkowo nie mieli obiekcji, że zrywają się z chaty tak wcześnie rano.

    – Idź dziecko, baw się dobrze – mówią tylko coś w tym stylu i uśmiechają się tajemniczo, co wzbudza ich niejakie zaniepokojenie. Ale zaniepokojenie szybko ustępuje podnieceniu – dziś długo oczekiwany pokaz!

    Teraz otaczają mnie różowym wianuszkiem nagich ciał, poprosiłem zresztą wszystkich o uwagę, Staś, Tidżeje i DajDaj zachowują kamienne miny.

    – Dzisiaj wielki, oczekiwany z dawna dzień – pokaz mody. Ogłaszam zawieszenie naszej kardynalnej zasady – dzisiaj wolno się ubrać. A nawet trzeba, pokaz odbędzie się w innym miejscu! I z góry oświadczam, że nie odpowiem na żadne pytanie, to ma być niespodzianka! Mamy godzinę do wyjścia, ubierzcie się dziewczęta przyzwoicie, idziecie między ludzi, przynajmniej chwilowo. I nie zapomnijcie zabrać wszystkich ciuszków, pomożemy wam się spakować.

    – A co to według ciebie oznacza przyzwoicie?

    – No dobrze, na to jedno pytanie odpowiem. Jeśli spod zbyt „skromnej” sukienki będzie coś wystawać, niech to będą przynajmniej stringi a nie goła cipka, staniki nie są wymagane!

    – Cóż takie pojęcie przyzwoitości nawet do ciebie pasuje!

            Po półgodzinie garderoba i jej okolice wyglądają jak pobojowisko, półnagie panienki szamocą się wśród stert ciuszków, powoli tracę nadzieję. Po godzinie na trawniku koło podjazdu leży rząd kilkunastu wielkich toreb, dziewczęta wyglądałyby z nimi, jak handlarki zza wschodniej granicy, gdyby nie ich stroje. Przynajmniej wszystkie są w majtkach. A jest na co popatrzeć, właściwie to pokaz już trwa. Tego się nie da opisać.

            Otwieram pilotem bramę, do środa wtacza się tyłem autobus, kierowca wysiada z zamiarem otwarcia bagażników i zamiera

    z wyrazem zachwytu  w oczach.

    Żebyś ty je zobaczył nago, to byś dopiero umarł! – myślę sobie.

    Kierowca wraca do życia, otwiera luki i niby to pomaga dziewczętom pakować te wielkie torby. Głownie to pakuje wzrok w ich dekolty

    i zagląda pod spódniczki, gdy upychają te torby. Aż mi go żal.

            Jedziemy na Okęcie, uparcie odmawiam odpowiedzi na jakiekolwiek pytania.

    – Pytajcie Stasia, on to wykombinował.

    Litościwie nie wspominam o udziale DajDaj, dopiero dziewczęta by im dopiekły. Wspominam tylko, że oficjalnie są na wycieczce, wszystko jest załatwione, o rodziców nie muszą się martwić. To je dopiero doprowadza do szału.

    Zarzucają teraz biednego Stasia lawiną pytań.

    – Pożałujesz, jak nam nic nie powiesz!

    – No dobrze, jedno pytanie.

    Dziewczęta mają dwa. Muszą zdecydować, chcą spytać gdzie i na jak długo.

    – To na ile jedziemy?

    – Tydzień! – I dopiero teraz je skręca! Jesteśmy coraz bliżej lotniska i dociera do nich, że to raczej nie będzie w Warszawie.

    – Dobrzeście wybrały pytanie, odpowiedź na drugie uzyskacie wkrótce już bez mojego udziału.

            Bagaże na wózkach, dziewczęta na ławeczkach, te w stringach noga na nogę, pozostałe siedzą swobodnie. Robimy wrażenie.

    – Pasażerowie lotu czarterowego na Ibizę proszeni są do odprawy.

    – Idziemy, dziewczęta! Staś rozdaje bilety i dokumenty. Reszta męskiego towarzystwa jest równie zaskoczona, jak one. Tidżeje patrzą na nas wzrokiem, który zabija, Robert podobnie. Choć on akurat został uświadomiony na tyle, że uświadomił sobie potrzebę wzięcia urlopu. Podobnie Łukasz. Tak, tak, właściciel wielkiego krzywego chuja też jest z nami.

    – Wszystko powiem zaraz po przylocie – obiecuje Staś

    – Jeśli jeszcze będziesz żył – powątpiewają dziewczyny i teraz zwracają się ku mnie.

    – Mnie nie pytajcie, ja nie lecę!

     To jest dopiero niespodzianka!

    – Dołączę na miejscu, mam jeszcze coś do załatwienia – tłumaczę. Mam nadzieję, że Maleńka i Tidżeje dochowają tajemnicy. O Stasia się nie martwię, dzielnie sobie radzi. Najwyżej nie dożyje. Inna sprawa, że o Zuzi nie wie nikt oprócz mnie; to będzie taka wisienka na torcie.

    * * *

    W samolocie jednak dają odetchnąć Stasiowi, przyklejają się do okien, widoczność jest wspaniała, ani jednej chmurki, tkwią tak właściwie przez całą drogę. Samolot jest nie tylko nasz, czarterem leci też (a właściwie przede wszystkim) grupa klientów jakiegoś biura podróży, nie wiedzieć czemu nazywana turystami. Biuro miało problem z zapełnieniem samolotu i Staś spadł im, jak z nieba. Teraz niektórzy z panów siedzących w strategicznych miejscach czują się jak w niebie podglądając nasze dziewczęta w przykrótkich spódniczkach przyklejone do okien. I nawet nie pomyślą, jakie piekło zgotują im ich szanowne małżonki po przylocie.

            Z lotniska autobus ma ich przewieźć do nieodległego portu, czeka już tam tramwaj wodny. Staś zmienia jednak plany; bagaże jadą do portu, a wszyscy wysiadają opodal starówki.

    – Przejdziemy się.

    Wtapiają się w kolorowy tłum. Tutaj wyzywające stylizacje dziewcząt nie rzucają się aż tak w oczy. Ibiza jest wszak mekką szukającej intensywnej rozrywki młodzieży płci obojga, wokół pełno długich, gołych nóg i kołyszących się pod luźnymi bluzeczkami cycków.

    Staś ma na to radę.

    – Dziewczęta, ustawcie się w kółeczko.

    I sam staje w środku.

    Happening wzbudza niejakie zainteresowanie. Same śliczne dziewczyny… Do tego kręcą zachęcająco kuperkami. Gdy Staś uznaje, że zgromadził wystarczająca ilość widzów, prosi na środek Alę.

    – Daj mi swoje majteczki!

    – Hahaha!

    Gdybym był na miejscu, spodobałaby mi się reakcja mojej dziewczyny.  Staś bierze od niej te majtki, zwija w kulkę i ciska w tłum. Odsyła Alę do okręgu i kiwa na Natkę. Wokół wyciągają się dłonie.

    – Do mnie! Do mnie!

    Kolejne majteczki trafiają w obce ręce.

     W ten sposób Staś pozbawia majtek wszystkie trzynaście dziewcząt; ostatnia sztuka frunie w otaczający ich zbity tłum. I o to mu chodziło.

    – To już koniec przedstawienia, ale zapraszam wieczorem do Amnesii – rzuca gromkim głosem w ten tłum.

    – Ale dzisiaj w dyskotece jest jakaś zamknięta impreza.

    – No właśnie! – uśmiecha się Staś – hasło do wejścia brzmi „Staś”. Jedynym ograniczeniem jest wiek, nasze dziewczęta nie chcą tam jakichś staruszków po trzydziestce. Tłum się śmieje, tylko paru zatwardziałym playboyom rzednie mina.

    – No i oszczędnie dzielcie się tym hasłem, tam więcej, jak pięć tysięcy luda nie wejdzie! – rzuca jeszcze Staś na pożegnanie wzbudzając ogólny śmiech.

    Nie wszyscy chcą się pożegnać, spora grupa odprowadza ich do portu wpatrzona w tyłeczki dziewcząt, świadoma, że są gołe pod tymi powiewającymi spódniczkami. A wiaterek jest…

            W porcie czeka na nich tramwaj wodny, już z bagażami na pokładzie. Staś jeszcze raz zaprasza odprowadzających na dyskotekę. Odpływają.

    Teraz dziewczęta rzucają się na Stasia, jak wilczyce.

    – Mów wszystko! I o tej dyskotece też! – Żądają.

    – Jedną chwileczkę – odpowiada Staś i podchodzi do młodego Hiszpana przy sterze.

    – Daj, potrzymam, a ty wiesz, co masz robić.

    – Antonio jest właścicielem obiektu, do którego płyniemy, no właściwie synem właścicieli ale prowadzi biznes wraz z nimi. To mój dobry znajomy, nie raz robiłem u niego sesje a i polecam znajomym z branży, wiele pornoli tu powstało – wyjaśnia Staś wszystkim. – Od tej chwili możemy się czuć bardziej swobodnie.

    Dziewczęta słuchają Stasia, patrzą jednak na Antonia, który właśnie pozbywa się ostatniej sztuki odzieży i jak gdyby nigdy nic, znów staje za sterem.

    Teraz również Staś pozbywa się przyodziewku, a za małą chwilkę wszyscy wysłuchują spowiedzi Stasia już kompletnie nadzy.

    – Pomysł był mój, przyznaję. Jak już zlatujemy się tu z całego świata – pomyślałem – to zróbmy to porządnie, W Warszawie byłoby nam trochę ciasno, zacząłem się zastanawiać nad innym miejscem. Pomyślałem o jakimś ciepłym miejscu i w efekcie Antonio sam mi wyszedł.

    W tym momencie wszyscy zerkają na Antonia. Stoi mu, ale zupełnie się tym nie przejmuje. W końcu ma prawo, te wszystkie nagie dziewczyny wokół… A jedna z nich nie wytrzymuje i podchodzi.

    – Mogę posterować?

    Antonio gotów jest przekazać jej koło sterowe. Oczywiście dla bezpieczeństwa przytuliłby się do jej pleców, wtulając penisa między te jędrne pośladki i użył tych jej balonów (bo to Natka) jako dżojstików, by nie stracić kontroli nad łodzią. Tak to sobie przynajmniej zdążył wyobrazić. Natka jednak widzi to inaczej – balony rozpłaszczają się na jego plecach, a dłoń sięga z boku i pewnie ujmuje rumpel. Natka wygina go to w prawo, to w lewo, a Antonio posłusznie skręca sterem. Tylko trochę, bo ster stawi opór podobnie jak jego naprężony do granic członek. A jeszcze dziewczyna szepce mu do ucha coś o nawigowaniu do ciasnej zatoczki…

    – Natka, zachowuj się! Przeszkadzasz panu.

    – Poznaj mojego tatusia – przedstawia Natka Roberta i Antonio nagle wymięka.

    – Widzisz tato, co zrobiłeś?

    Natka szybko odzyskuje kontrolę, mocniej ściska rumpel, drugą ręką masując zwisające u spodu gałki. Antonio wzdycha z rozkoszy i wraca na kurs.

    – Była jeszcze zima – kontynuuje niezrażony Staś – więc wszystko udało się dograć, terminy, nieobecność personelu a także rodziców Antonia – wystarczyło wspomnieć o kolejnym filmie, oni zawsze wtedy robią sobie wakacje.

    – No a jak nas wyrwałeś z objęć rodziny?

    – Tego właśnie długo nie mogłem przeskoczyć, dlatego wracamy przez Kopenhagę.

    Wszystkie oczy zwracają się na DajDaj.

    – Wiedziałyście!!!! Wy…

    DajDaj uśmiechają się niewinnie.

    – Nie mogłyśmy wam nic zdradzić, bo nie byłoby niespodzianki.

    – Poza tym jesteśmy z siebie bardzo dumne.

    – No to jak żeście tego dokonały?

    – Pamiętacie oczywiście nasz poprzedni pobyt w Warszawie, jak was odwiedzałyśmy, nawet spałyśmy u was wszystkich po kolei.

    – A pamiętacie, jak byłyśmy u was przyjmowane?

    – No, raczej entuzjastycznie.

    – Dokładnie. Pomyślcie więc, co się działo, gdy teraz odwiedziłyśmy waszych rodziców. Nawijka była wszędzie podobna:

    – Tak bardzo zaprzyjaźniłyśmy się z państwa córką, chciałybyśmy zaprosić ją na tydzień do siebie, do Danii. Specjalnie przyjechałyśmy, żeby poprosić osobiście. Mamy oczywiście list od rodziców, nawet po angielsku.

    – Wasi staruszkowie miękli jak wosk, pytali tylko, co z kosztami.

    – A my im w odpowiedzi, że rodzice chcą się zrewanżować za serdeczne przyjęcie w Warszawie.

    – Dlatego musicie zahaczyć o Kopenhagę, zrobić parę fotek.

    – A jak już mieliśmy zgodę waszych staruszków, prosiłyśmy ich o pomoc w przygotowaniu niespodzianki. Każda mamusia sama spakowała w tajemnicy swoją córeczkę a my odebrałyśmy bagaże. Z wami miałyśmy się umówić na mieście porwać wprost na lotnisko

    – To teraz wiem, gdzie się podziały moje nowe majtki, podobno były w praniu.

    – U mnie podobnie

    – I dlaczego mnie starzy wywalili z domu o tak nieludzkiej porze!

    – Płyniemy na S’Espardell – przejmuje pałeczkę Staś – to niewielka wysepka, nawet nie kilometr kwadratowy, jest tam tylko hotel Antonia, żadnych innych zabudowań. To nieoficjalna „Naga plaża” Ibizy, możecie się tam poruszać wszędzie w swoich obecnych strojach. My zresztą też. Przypływają tam oczywiście również tekstylni, nawet rodziny z dziećmi, ale ewentualne pretensje mogą mieć tylko do siebie.

    Antonio potwierdza:

    – Były już przypadki, że oburzeni rodzice składali skargi na policji.

    A policja nieodmiennie ich prostowała. Po co się tam pchali.

    A posiadłość z hotelem i plażą jest odcięta od reszty wyspy. W tej chwili przebywam tam tylko ja wraz z paroma przyjaciółmi, którzy społecznie pomogą mi poprowadzić ten interes przez najbliższy tydzień.

    – Ciekawe, jaki mają w tym interes? – Śmieją się panny.

    – Skoro ruch w interesie mają zapewniony, to pewnie chodzi im o interes w ruchu!

    – Chłopaki zaryzykowali, wpakowali swoje interesy w ten interes, tylko od was zależy, czy będą mieli interesy w ruchu – teraz Staś się śmieje.

             Dopływają, na molo widać już sześciu nagich chłopaków.

    – Patrzcie, Niko!

    To kolejna niespodzianka, Niko przyleciał tu bezpośrednio z Aten.

    Wszyscy oni, zapewne z niecierpliwością, naszego przybycia. No bądźmy szczerzy, przybycia dziewcząt. Te ostatnie podejmują szybką decyzję.

    – To co, urządzamy im tradycyjne powitanie?

    Po przycumowaniu kilkanaście nagusek, wśród nich Natka nie wypuszczająca Antonia z ręki, zbliża się gęsiego do oczekującej szóstki i bezwstydnie sięga po klejnoty jednego z nich.

    – Jestem Kaśka. Przywitaj się z moją cipką! – Kaśka zawsze pierwsza.

    Febe nie miała okazji poznać Niko, nie był z nami w Monemvasii i teraz dziewczyny tak manewrują, by trafiła akurat na niego. I trafia.

    – Jesteś wielki – mówi po grecku, nie patrząc mu w oczy, coś innego przyciąga jej uwagę. Niko otwiera szeroko oczy, chce coś powiedzieć, ale gryzie się w język – robi się ciekawie.

    Chłopcy szybko łapią o co chodzi z tym przywitaniem i łapią, za co należy. Ich pałeczki błyskawicznie stają na baczność, a gałeczki tężeją – dziewczęta przekazują sobie te pałeczki i gałeczki z ręki do ręki, komentując otwarcie atuty chłopaków i jak zamierzają te atuty wykorzystać. Nie muszą się krępować, przecież oni ani w ząb po polsku. Zerkają przy tym na Febe i Niko; chłopak robi dziwne miny i zagryza wargi, ale może to dlatego, że dziewczyna cały czas pieści mu delikatnie jądra i penisa. Owszem, to też, ale głównie z powodu tego, co przy tym mówi.

    A mówi ze szczegółami o tych wszystkich miejscach, gdzie ma zamiar umieścić tego penisa, gdy go już dokładnie wyliże, o tym, co będzie jej robił swoim językiem i na ile sposobów zamierza zagospodarować jego spermę. Patrzy mu przy tym w oczy, bo to ją dodatkowo podnieca. Pogrąża się nieświadomie coraz bardziej. Gdyby dziewczęta rozumiały po grecku, już dawno ryknęłyby śmiechem. Niko rozumie i w końcu nie wytrzymuje.

    – Mam też parę własnych pomysłów – mówi, wciąż się śmiejąc. A Febe uszy płoną.

    – Hahaha, a ty ślicznie czerwienisz.

    Febe milczy, nagle zawstydzona.

    – Jestem z Aten, a ty?

    – Tylko skromną prowincjuszką – odpowiada Febe, znów wzbudzając jego wesołość.

    – Fakt, bardzo skromną. Obciągniesz mi teraz?

    Lecz, nim Febe zdąży klęknąć, Antonio pogania całe towarzystwo.

    – Tam nam będzie wygodniej kontynuować – i prowadzi wszystkich na teren ośrodka. Nie pozwala Natce nie wypuszczać z ręki swojego rumpla. – Żebyś się nie zgubiła.

    Penisów jest na tyle, że żadna się nie zgubi.

    – Przygotowaliśmy wam tylko jeden pokój, za to duży, Staś nas poinstruował – mówi  Antonio, gdy goście rozglądają się ciekawie.

    – To pokaż ten jeden!  – Antonio i jego przyjaciele naprawdę się postarali, opróżnili hotelową restaurację oddzieloną od plaży tylko rozsuwaną szklaną ścianą i zespołem basenów. Całą podłogę zaścielili ciasno ułożonymi materacami z prześcieradłami. Musieli je zwlec chyba z większości pokojów. Do przykrycia nie przewidzieli nic, chyba słusznie, przy wyjściu na plażę piętrzą się natomiast sterty ręczników kąpielowych i szlafroków. Obok, na stole sterta wszelakich plażowych kosmetyków. Pod otwartymi natryskami obok basenu podobna sterta różnorakich żeli pod prysznic. A to jeszcze nie koniec. Staś przysiada na stalowej balustradzie nad brodzikiem, jest pusty. No prawie, po lekko pochyłym dnie płynie równomierna tafla wody.

    – Siusiu też macie blisko – cieszy się Staś. Dziewczęta niezwłocznie korzystają, przysiadają rzędem na barierce, strugi siczków lecą do brodzika. Antonio i przyjaciele szeroko otwierają oczy. Staś znowu wesoły:

    – Mówiłem im, żeby przygotowali łazienkę na wolnym powietrzu, ale chyba nie wierzyli, że się przyda.

    Teraz dziewczęta pragną odświeżyć się po podróży, po kolei ciągną nas pod natryski. Antonio dostaje od Natki butelkę żelu.

    – Umyjesz mi plecy?

    – I fajnie, żeście pomyśleli o gąbkach do mycia – dodaje Majka

    – Nasze niedopatrzenie, już przynoszę – mówi przepraszającym tonem kolego Antonia i już chce iść po te gąbki. Majka jednak nie puszcza jego kutasa.

    – Przecież mówię, że fajnie, naprawdę chciałbyś używać gąbki myjąc mi cipkę?

    Po chwili wszyscy faceci myją dziewczętom plecy. To znaczy plecy też. Z wzajemnością. Żel pieni się w kroczach dziewcząt, również w kroczu Febe.

    – Nadal pragniesz mi służyć swoją pizdą? Tak się, zdaje się, wyraziłaś?

    Ręce chłopaka ześlizgują się, jedna po brzuszku, druga po plecach; jedna wślizguje się pomiędzy pośladki, druga prześlizguje po wzgórku łonowym. Spotykają się w okolicach cipki, Niko splata palce, unosi lekko Febe, palce wślizgują się w te rozkoszne fałdki. Kutas jeszcze sztywnieje, pulsuje w dłoni dziewczyny. Wobec takich argumentów Febe jest bezradna.

    – Pragnę go!

    Niko egzekwuje od Febe te wszystkie rzeczy, o których, nieświadoma że ją rozumie, opowiadała… Plus jeszcze trochę. Najpierw jeszcze pod prysznicem, a potem gdzie popadnie. Nie on jeden i nie ją jedną.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Maciej Wijejski
  • Polykaczka w trojkacie

    -Proszę, proszę… kolega taki niepozorny, ale widać nie próżnuje w tej próżni. Miałem nadzieję, że uda mi się z Ciebie skorzystać jako pierwszy, ale widać się spóźniłem. Trudno, płakał z tego powodu nie będę. – mówiąc to zacząłem rozpinać zamek skafandra.

    -Oh Harry, dobrze Cię widzieć, choć tu do nas, ciągle jestem głodna, mam spermowy głód – mówiąc to Połykaczka uśmiechnęła się zalotnie.

    -Spermowy głód powiadasz? Może coś uda się z tym zrobić, moje jądra są przesycone spermą. A jak tam Twoje, Jack?

    -Moje są jak widać trochę wypompowane, już się stąd zabieram, nie będę przeszkadzał.

    -O nie, nie. Będąc dżentelmenem nie można odmawiać kobietą.

    Gdybyśmy byli bliżej marsa mógłbym się zastanawiać, czy jakieś promieniowanie nie działa na Jack’a, bo jego twarz w tej chwili zrobiła się czerwona jak burak.

    -Nasza Pani jest głodna, nikt nie powinien chodzić głodny, prawda Jack? -ciągnąłem wątek.

    -No prawda, postaram się coś jeszcze jej dać.

    -Spotykamy się tu przecież dla przyjemności? Chyba że mam jakieś inne zadania, o których nie wiem? – wtrąciła Połykaczka z zalotną ironią.

    Kurwa, jak ona mnie kręci… Jest idealna. Jeśli będzie obciągać równie dobrze jak wygląda to do końca życia mogę lecieć tym wahadłowcem.

    -Długo jeszcze będziecie tak stać? Mój żołądek nie jest zbyt cierpliwy – mówiąc to Połykaczka starała się zrobić smutną minę.

    Mój przyjaciel który na co dzień mieszka w spodniach lubi takie teksty, lubi takie kobiety. Na sam widok jej nagiego ciała postanowił „rozprostować kości”, jednak dopiero po usłyszeniu tego jej tekstu stał się maksymalnie twardy, zupełnie jak za czasów dojrzewania. Nie sądziłem że po 36 latach życia można się tak podniecić bez seksu. Z Połykaczką wszystko jest możliwe. Jack jest chyba innego zdania, bo z tego co widzę przyjacielowi Jack’a chyba co innego w głowie – wcale nie myśli się prostować. Połykaczka też to zauważyła, a jako że stała bliżej jego niż mnie postanowiła się nim zająć w pierwszej kolejności.

    -To nie sprawiedliwe, teraz moja kolej, Jack’iem już się zajęłaś – wtrąciłem z udawanym oburzeniem, gdy zobaczyłem jak nasza wspólna Obciągarka klęka przed Jack’iem i zasysa główkę jego penisa.

    -Sprawdzam tylko czy coś jeszcze nie zostało, ale możesz tu podejść – przywołała mnie, wyciągnąwszy na chwile główkę Jack’owego penisa z ust.

    Gdy podszedłem bliżej, złapała mnie za jądra nie przerywając ssania jego penisa. Mam wrażenie, mój kutas stał się teraz jeszcze bardziej twardy, choć to chyba nie możliwe.

    -Jack, zaniemówiłeś? Co na to powiesz?

    -Nigdy jeszcze czegoś takiego nie przeżyłem, może najpierw zabawcie się razem? Ja się postaram jakoś doprowadzić go do stanu obciągliwości – mówiąc to Jack delikatnie się odsunął, tym samym jego penis wymknął się z ust Połykaczki. Ta widząc to powiedziała:

    -Tak Ci źle w moich ustach? Nie bój się, nie odgryzę Ci go – jej palce zaczęły się bardziej zaciskać na moich jądrach.

    -Ekhem… Ja tu jestem, nie zapominaj, że ja też mam swoje potrzeby, skoro Jack mówi, że potrzebuje regeneracji to wsadź w końcu mojego kutasa w usta i nie marnuj śliny – starałem się to powiedzieć jak najbardziej poważnie, ale w stanie takiego podniecenia zabrzmiało to chyba bardziej jak prośba.

    -Harry ma rację, zajmij się nim, ja popatrzę, a później Cie jeszcze nakarmię, obiecuje – wtrącił Jack, na potwierdzenie moich słów.

    -No dobra, niech Wam będzie, co dwie pałki to nie jedna – mówiąc to odwróciła twarz w kierunku mojego członka, napluła na niego i od razu wzięła jak głęboko potrafi.

    Głębokie gardło to jeszcze nie jest, ale i tak zrobiła na mnie ogromne wrażenie, mój to uczucie jest boskie, a widok jeszcze lepszy. Zawsze kręciło mnie oglądanie takich rzeczy, teraz widzę tylko 2 centymetry mojego kutasa, reszta jest w jej ustach. Ohh, jak chciałbym się tak głęboko spuścić, jeszcze nie teraz, rzecz jasna.

    -Skarbie, to właśnie będzie moje ulubione zajęcie tutaj – mówiąc to złapałem za tył jej głowy i wcisnąłem mojego kutasa o 2 cm głębiej, tak że już w ogóle go nie widziałem. Połykaczka trochę się zakrztusiła, ale po chwili jej gardło dopasowało się do mojej żołędzi. Gdy puściłem jej głowę w odwecie zaczęła szybko poruszać głową, tak że mój kutas raz po raz wypadał z jej ust, tylko po to żeby zaraz znaleźć się z powrotem. Gdy z powrotem wracał do ust prawie od razu znikał w całości. Gdy zabawa ta trwała może z pół minuty, albo minutę. A może to już dziesięć minut? Nie wiem, kto by się przejmował czasem, gdyby jego kutas miał taką „opiekę”. Każdym razie po jakimś czasie zauważyłem jakąś rękę na głowie naszej Połykaczki – ahh Jack, kto by pamietał.

    Gdy Połykaczka to poczuła, natychmiast wyjęła mojego penisa i przeniosła się z taką samą uwagą na Jack’a, tym sposobem mogłem teraz podziwiać jak to robi z innej perspektywy. Po chwili zniecierpliwiony stanąłem bardzo blisko Jacka, tak że nasze nogi się stykały, złapałem naszą suczkę za głowę i zwolniłem jej tempo. Mam wrażenie, że Jack trochę się zaniepokoił dotykiem mojej nogi, to nawet dobrze, pomyślałem, przynajmniej mam pewność że jest hetero.

    -To tylko noga, nic więcej – wyjaśniłem.

    -Okej – odparł Jack, rozluźniając się.

    -Dasz radę dwa kutasy naraz? – zapytałem podnosząc głowę Połykaczki, tak żeby na mnie popatrzyła.

    Nic nie odpowiadając złapała mojego kutasa i włożyła do swoich ust, ku towarzystwu kutasa Jack’a.

    -Dobra dziewczynka – pochwaliłem.

    Z początku widać było, że Połykaczka ma małe problemy pojemnością ust, po chwili jednak, gdy „wyprodukowała” więcej śliny udało jej się wrócić do szybszego tempa.

    -To już nie jest tylko noga – wtrącił Jack z oburzeniem.

    -Nie mów, że to nie jest przyjemne dla Ciebie.

    -Tego nie powiedziałem – odpowiedział już z mało wrogą miną.

    Bo naprawdę było przyjemne, nawet dotyk innego penisa mi nie przeszkadzał, on jeszcze sprawiał, że w tej wspaniałej buzi było ciaśniej, a jak wiadomo nie ma kutasów które mają klaustrofobie – one lubią ciasne, ciemne, wilgotne miejsca. Przyjemność potęgował widok kutasa ocierającego się o jej policzek, a w zasadzie to o dwa policzki. Tyle że na każdym policzku był trochę inny, nie ma dwóch takich samych penisów.

    -Może mnie zaprosisz do innej dziurki?- Zapytałem z nadzieją.

    Połykaczka nie przerywając kiwnęła głową na znak, że się nie zgadza. I tak ją kiedyś dopadne, nie ma innej opcji.

    -Rozumiem, że się boisz o to że nasienie się zmarnuje w innej dziurce? No dobra, niech będzie i tak zaraz miałem dochodzić – mówiąc to poczułem jak kutas Jack’a zaczyna pulsować, było to nawet widać na policzku Połykaczki z jego strony. Po może czwartym strzale poczułem jak w jej ustach robi się bardzo ślisko, to sprawiło, że mój penis też zdecydował, że właśnie teraz jest ten czas. Eksplodowałem w jej ustach zaraz po tym jak kutas Jacka się uspokoił. To było coś niesamowitego, Połykaczka przełożyła ręce pomiędzy naszymi nogami i docisnęła nasze pośladki w jej stronę, tak że nasze kutasy znalazły się jak najgłębiej się dało. ODLOT! Co ona robi? Mój penis stał się teraz tak delikatny, że czuję każdy jej ruch migdałków. Jack też odleciał, stoi w bezruchu tak jak ja. Gdy trochę ochłonąłem zdałem sobie sprawę, że jej ręka wcale nie opiera się o moje pośladki, jej środkowy palec znajduję się w mojej dziurce. Nigdy tego nie próbowałem, nie sądziłem, że to może być przyjemne, tak jak jest. Widocznie z Połykaczką wszystko jest przyjemne.

    -Dobra, koniec tego, trochę się zrobiło ciasno, nie sądzicie? – mówiąc to miałem na myśli jej buzie, nie mój odbyt.

    -No, jest ciasno – potwierdził Jack. Ciekawe czy jego odbyt też jest tak zajęty? Wole nie wiedzieć.

    W tym samym momencie w którym Połykaczka wypuściła nas z buzi, poczułem też, że moją pupe też opuścił tymczasowy lokator. Jack szybko cofnął się po swoje rzeczy i zaczął się pośpiesznie ubierać. W nieważkości jest trochę trudniej, ale chyba nieźle mu szło.

    -Jesteś dalej głodna? – zapytałem

    -Hmm, biorąc pod uwagę ile kalorii ma „wyciąg” z jednego kutasa muszę przyznać że muszę na chwilę się wstrzymać, bo przytyję, a tego chyba nie chcecie? – zapytała patrząc na nas.

    Jack był tak zajęty ubieraniem, że chyba nie usłyszał tego pytania.

    -Jesteś teraz idealna, niebawem znowu Cie odwiedzę, a teraz muszę spadać, bo miałem tu przyjść tylko po schemat.

    -Może znajdę jakiś wolny termin, gdy już spale te kalorie – wyniośle odpowiedziała.

    -Nie, to ja może znajdę jakąś wolną chwilę, żeby Cie nakarmić – odpowiedziałem podobnym tonem, chyba już tylko do siebie, bo Połykaczka nie czekając na odpowiedź „płynęła” naga w stronę wyjścia.

    Chociaż mój kutas był dopiero przed chwilą wypompowany, widząc to znów zaczął delikatnie sztywnieć.

    -Lepiej dla Ciebie będzie jak sobie pójdziesz, bo widzisz co tu się dzieje? – odwróciwszy się do Jack’a pokazałem palcem w stronę mojego penisa.

    -Już ide – odpowiedział i szybko poleciał w ślad za Połykaczką.

    Głupi myśli, że mówiłem serio, powiedziałem pod nosem…

     

    CDN

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Janek Kowol

    Jest to trzecia część opowiadania. Dla lepszego zrozumienia zapraszam do przeczytania poprzednich. Jeśli Ci sie podoba, zostaw komentarz – to motywuje 🙂

  • Niewolny: 5. Zakaz masturbacji i próba wosku

    Przerwa w naszych bezpośrednich spotkaniach owocuje zakazem masturbacji dla mnie.

    Nie jest to kara, ale coś w rodzaju kolejnej tortury.  Kiedy po raz pierwszy wydałeś polecenie w stylu:

    – Do następnego spotkania gromadź spermę – nie wiedziałem jak to traktować. Zdarzało się, że przy czatowaniu z Tobą obciągałem sobie ręką i tryskałem spermą. Zdarzyło się, że przyznałem Ci się do takich pieszczot pytając głupio, w czym mam gromadzić spermę?

    – Jak to w czym, w jądrach! – odpisałeś, chyba zdenerwowany. – A co robisz?

    Opisałem Ci jak sobie spuszczam, ale chyba nie zwracałeś na to uwagi.

    – Masz wpierdol! I całkowity zakaz spuszczania!

    Poczułem ciepło na podbrzuszu. Czułem Twój gniew i to „wpierdol” pobudziło wyobraźnię. Niemal bezwarunkowo dłonią chwyciłem kutasa, ale uświadomiłem sobie, że się nie zatrzymam i doprowadzę do wytrysku.

    Przez kilka dni byłeś obrażony i zagniewany. Nie odpisywałeś na sms. Dopiero kiedy zapytałem, czy o spuszczanie chodzi zapytałeś:

    – Zwalałeś sobie?

    – Nie

    – Nie wolno Ci tego robić, bez mojej zgody..

    Kiedy znów nie odzywałeś parę dni, myślałem że popadnę w obłęd. Brak zaspokojenia, to dla mnie była olbrzymia psychiczna kara. Nie dość, ze nie mogę czuć bólu z Twojej reki, to też nie zaznawałem odprężenia które zwykle sam sobie sprawiałem. Zacząłem budzić się ze stojącym penisem, ale bałem się go dotknąć , by nie zacząć się pieścić. Tak, chciałem wytrzymać bez tego, bo Ty mi kazałeś!

    Kąpiel robię szybko, by nie pozwolić sobie na pobudzanie. Toaleta też, by wspomnienie naszej toalety nie wzbudziły jakichś perwersyjnych żądz.

    I to Twoje milczenie…

    W końcu napisałeś krótko: – Co robisz?

    – Tęsknię..

    – Sperma?

    – Gromadzę…

    Po tym dialogu zapadło kilka godzin milczenia i znów Twoje pytanie:

    – Chcesz bólu?

    – Bardzo! – odpisałem podniecony z nadzieją na spotkanie. Ale tego nie zapowiedziałeś. Dostałem krótki instruktaż, co mam robić:

    – Załatw zwykłą świeczkę, podwieś tak, aby kapała. Połóż się pod nią i niech kapie na jaja. Przyślij film. Nie wolno Ci obciągać.

    Ależ cudowny pomysł! Wosk nie był mi obcy, ale nigdy do tej pory nie robiłem tego samodzielnie. Dawno, kiedy jeszcze nie znałem Ciebie Panie, doświadczyłem takich zabaw. Wówczas byłem niemal oblewany ze świecy zapachowej umieszczonej w szklanej szklance.. Pamiętam takie 2-3 zabawy, kiedy mój poprzedni Master wylewał mi wosk na piersi, albo na rowek między pośladkami i odbyt. Jaja i penis były wówczas oszczędzone, z uwagi na moje obawy co do bólu…

    Teraz miałem to zrobić samodzielnie.

    Przygotowanie zestawu nie było trudne. Świecę w szkle postanowiłem zastąpić zwykłą podłużną świeczką.  Jedyny problem, to na czym ją zawiesić, oraz gdzie ma kapać wosk, kiedy nie trafi na ciało. Kwestię wieszaka rozwiązałem prosto: miedziany drucik, w miarę elastyczny, aby swobodnie owinąć go wokół świeczki. Z miejscem zawieszenia też nie było problemu – wymyśliłem, iż przyczepię do lampy wiszącej na środku pokoju. Ale co podłożyć pod siebie? W innych „brudnych” zabawach nie było problemu, wystarczyły kafelki w łazience, które się po prostu zmywało. Tu z woskiem mógłby być problem…

    Zdecydowałem się ma papierowy, jednorazowy obrus. W sumie też ładnie wyglądać będzie na filmie!

    Wieczorem zamontowałem zestaw i aparat na statywie tak aby obejmował kadrem świecę i cały obrus. Światło z lampy było wystarczające, ale zapaliłem jeszcze boczną lampkę, aby z boku oświetlała moje krocze. Zwykłą świeczkę białego koloru podwiesiłem tak mniej więcej w połowie, aby wisiała poziomo, nieco niżej od strony knota. Metr nad podłogą. Usiadłem na obrusie mając w ręku włącznik bluetooth i zapalniczkę. Już czułem lekką blokadę na podbrzuszu i pulsowanie skroni. Rozchyliłem nogi, włączyłem aparat i skierowałem ogień zapalniczki do knota …

    Pierwsza kropla trafiła na pachwinę. Piekło, ale myślałem, że będzie gorzej. Chyba ten wosk z takiej zwykłej świeczki ma niższą temperaturę topnienia.. Przesunąłem nieco biodra i kolejna świeca trafiła już na penisa, który zaczynał się prężyć i opadł na podbrzusze. Chwyciłem za kolana i mocno przytrzymałem aby uda były maksymalnie rozchylone. Nieco uniosłem biodra i teraz wosk trafił na lewe jądro! Aż wstrzymałem oddech. Piekło i to było cudowne! Znów kropla, teraz dokładnie na spód penisa. Tak! Cudowne! Penis już zesztywniał..

    Sterowałem tak biodrami, aby krople kapały na jaja, ale kiedy padały na pachwinę tez było cudowne. Kiedy intensywność doznań zmalała –przyzwyczajenie lub warstwa wosku – stwierdziłem, że jeszcze bardziej podniosę biodra i podciągnę uda do brzucha, aby wosk trafił na anus. I to było to! Kiedy gorąca kropla trafiła tuż pod jaja, które teraz zwisały na podbrzusze, omal nie zawyłem z rozkoszy. Ale ten ból podniecał. Kolejna korekta i teraz wosk trafił na odbyt!

    Musiałem krzyknąć, ale nie opuściłem nóg. Znów krople na odbyt! Świeca rozpaliła się bardzie i było ich więcej. Cudownie! Cudownie! Mój Panie! Dla Ciebie! Znów wrażenia się zmniejszyły, w odbycie jakbym poczuł koreczek z wosku. Tak, było go już za dużo.. Kolejny pomysł: wosk na główkę penisa. Opuściłem nogi. Wosk zaczął kapać na brzuch.. Szybko chwyciłem za penisa i zsunąłem skórkę. Odsłonięty, znów manewrowałem biodrami. Krople kapnęły na dłoń i w końcu na czubek. Niesamowite! Cudowne! Ale szum w głowie! Mimowolnie dwa trzy razy ręką przesunąłem po kutasie. Nie, nie wolno mi! Teraz znów poczułem ból. Taki psychiczny. Też podniecający..  Szybko oddychałem, świeca przechyliła się i wosk kapał intensywnie, w końcu pokrył mnie warstwą i kolejne krople już nie sprawiały bólu. Nie, nie dojdę, nie trysnę..

    Opadłem na obrus szybko oddychając. Wosk lał się już na podbrzusze. Cudownie.

    Zdmuchnąłem ogień. Wyłączyłem aparat.

    Moje krocze pulsowało rozkosznym ciepłem.. Szczęśliwy, bo wytrzymałem zakaz masturbacji.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    niewolny
  • Niewolnik na wymianie – czesc 4

    Obudziłem się z samego rana, poczułem, że ktoś jest w pokoju i to w dodatku zaraz między moimi nogami. Zerwałem się i zobaczyłem Paulinę, która nawet nie zareagowała, mój penis nadal był zamknięty w klatce, spróbowałem sięgnąć po niego dłonią, ale z przykrością zauważyłem, że są zapięte do łóżka z resztą nogi również. Paulinka, siedząc między moimi nogami, sadystycznie przyglądała się mojemu penisowi, miała na sobie czarną bluzkę i bardzo krótkie spodenki, standardowo rozpuszczone włosy, zero makijażu była naturalnie piękna. W pewnym momencie sięgnęła dłonią po moje przyrodzenie, szczelnie wypełniało przeźroczystą klatkę, ogromna ilość osocza wewnątrz, potęgowała podniecenie i już po chwili czułem gniecenie i ból. Paulina tylko przewracała go z lewą na prawą stronę i sporadycznie próbowała dotknąć cewki paznokciem przez mały otworek, to mi wystarczałoby się podniecić. W pewnym momencie przestała się interesować penisem i opierając ręce na mojej klatce piersiowej, zbliżyła swoją twarz do mojej, chwile wpatrywała mi się w oczy, po czym mnie pocałowała delikatnie i niepewnie. Zdziwiłem się, ale odwzajemniłem pocałunek. Wstała, uśmiechnęła się i wyszła z pokoju, zostawiając mnie samego. Dopiero teraz dotarło do mnie, co się stało, a rozmyślając o tym, penis jeszcze bardziej prężył się w klatce, to było strasznie ilustrujące, jednocześnie chciałem o tym myśleć, byłem strasznie napalony, ale klatka skutecznie mnie hamowała. Czas ciągnął się w nieskończoność, ale w końcu zobaczyłem Paulinę w drzwiach, miała jakiś sprzęt, którym zapewne planowała utrudnić mi życie. Zaczęła od knebla, którym był kawałek materiału, następnie założyła metalowe klamerki na moje sutki, były bardzo mocne, zaraz po tym spięła moje jądra gumką recepturka tak, że były zbite i nie rozpływały się na boki. Do dłoni wzięła tajemniczy przedmiot, wyglądał jak uchwyt zakończony gumową kulką cos w rodzaju młoteczka tylko okrągłego. Oznajmiła mnie, że przyjmę teraz 30 uderzeń. Na moje klejnoty spadł pierwszy cios, poczułem ból aż po sam żołądek, zaraz po nim spadł kolejny i kolejny mniej więcej z dwu sekundowymi odstępami. Rytmiczność sprawiała, że spinałem ciało za każdym razem, gdy odliczyłem do ciosu, 4, 5 i 10 zacząłem wyć z rozpaczy i spojrzałem na Paulinę, zignorowała mnie, nadal z zabójczą precyzją wymierzała kolejne uderzenia, 11, 12, 13 moje ciało nigdy nie było tak spięte, ból był nie do wytrzymania, 14,15 i 16 już za połową Paula nadal nie przestawała, a ciosy spadały kolejno jeden po drugim 20, 24, 26 jeszcze tylko cztery, zacząłem się wiercić, ale moja Pani szybko mnie uspokoiła, dokładając dodatkowe pięć cisów, znowu zajęczałem rozpaczliwie, ale szybko zamilkłem. Przyszedł czas na kolejne ciosy, które były znacznie szybsze aż do 35, wyłem z bólu, ale Paulina nie skończyła zabawy, wstała i wzięła do dłoni wibrator, a następnie rozkraczając się nad moją twarzą, zaczęła się masturbować. Sięgnęła dłonią po klamerki i gwałtownie zdjęła najpierw pierwsza, a potem drugą kolejna dawka bólu wprawiła mojego penisa w ponowny wzwód, co oczywiście ograniczała nieszczęsna klatka. Po paru minutach słodkie pomruki przerodziły się w głośne wzdychania, a następnie krzyki, poczułem, jak Paulina się spina i z jej muszelki wystrzelił płyn prosto na moją twarz, miała squirt. Paulina zaczęła się śmiać, a ja myślałem, że zaraz rozsadzę tę klatkę. Zrozpaczony zauważyłem, że Paulinka ma w dłoni kluczyk, powoli sięgnęła do klatki i otworzyła ją. Poczułem wolność i ulgę, jakiej dawno nie czułem, penis momentalnie zesztywniał. Paulina zbliżyła swoja twarz do mojego członka i połknęła go całego, perfekcyjnie wykorzystując język, w chwilę doprowadziła mnie do orgazmu, doszedłem w jej ustach, miałem ogromny wytrysk, nic dziwnego po takich przeżyciach. Nie połknęła ani nie wypluła, zamiast tego znowu oparła się na moich piersiach i kolejny raz zbliżyła swoje usta do moich. Posłusznie odwzajemniłem pocałunek, czując jak za sprawą grawitacji, ciepła sperma przelewa się do moich ust, było jej bardzo dużo, Paulina tym razem była bardziej śmiała i namiętna. Po oddaniu całej spermy oddaliła się i kazała mi połknąć spermę, nigdy nie czułem takiego obrzydzenia, ale z wdzięczności połknąłem całość.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Anonim5535

    A tak mnie jakoś natchniło :p

  • Santiago Alfons

    Stary Alfons i morze spermy

    Pewnego słonecznego dnia, rybak – alfons Santiago popierdalał sobie rumakiem po polach. Jebał przez wielkie kaniony, bruzdy świeżo zaoranej ziemi. Kiedy zatrzymał się przy „Wzgórzu Orgii” pomedytować, zauważył jelonka ze złamaną nogą. Wrrr, zwierzątko pomyślał, zacierając ręce. Podciągnął jelonka z nadzieją na zamoczenie, ale wtem przybył pasterz. Zapytał:

    • co chciałeś zrobić mojej Halince, chuju?

    • Wypierdolić.

    • Ani mi się waż skurwisynu!

    • No to walka na kutasy w takim razie.

    • Dobrze.

    Pasterz wyciągnął chuja wielkiego jak ręka Santiago. Starzec wiedział, że swoją 5-centymetrową kuśką wiele nie zwojuje, jednak stanął do walki.

    • chodz tu kurwa!

    • WALKA!!!

    Krzyknęli i rzucili się. Pasterz był powolny i zadawał potężne ciosy fiutem, a Santiago był szybki, zręczny i złapał pasterza za kuśkę i mocno ścisnął jednocześnie obracając go o 360 stopni. Pasterz wrzasnął. Jego chuj powoli zmieniał się w flak 90-letniego kurwiarza. Santiago wrzasnął triumfalnie i zatopił fiuta w czeluściach jego odbytu. Pasterz legł martwy na ziemię.

    II

    Kiedy Santiago porządnie wyruchał zwłoki pasterza i żywego jelonka, zakopał ciało pasterza w pobliskim lecie, zlewając obficie spermą a jelonka oprawił i wpierdolił na surowo. Wsiadł na swoją „Strzałę” czyli obsraną damkę po swojej prapraprababci wysoką na 5 metrów i pojebał do domu. Rozpalił w piecu zawartością wychodka i poszedł spać.

    Następnego dnia stary nie poczuł się zbyt dobrze. Przy porannym frandzoleniu zauważył, że jego kuśka spuchła i nabrała fioletowego koloru. Kurwa, a mogłem wziąć skarpetę pomyślał z goryczą. Muszę się udać do aptekarki. Dawno jej już nie jebałem zauważył. „Pójdę po południu”.

    Przeszedł po swoim domu, wziąć wełnianą czapkę w kształcie penisa i poszedł doglądać sieci burdeli. Zaledwie kiedy wszedł do pierwszego, poczuł mocny odór uryny i gówna. Kurwa, znowu się jakiś spierdolił z ekstazy, ja pierdolę. Muszę dopisać do regulaminu coś o słabych zwieraczach. Od progu powitała go burdelmama Stasia:

    • Witaj, nocny jebako. Co cię do nas sprowadza?

    • To ja ty głupia kurwo. Już zapomniałaś, kto jest właścicielem tego burdelu?

    • O, pan Santiago. Burdel rozwija się wyśmienicie. Zarobiliśmy prawie 89 centów. – pochwaliła się burdelmama.

    • Ty jebana idiotko, ile razy mam ci mówić, że za jedna noc kosztuje 90 dolarów, a nie 9 centów? Jebana analfabetko. Chcesz znowu poczuć mój 50-centymetrowy rumpel łodzi? – zapytał z błyskiem w oczach.

    • Nie, panie. Proszę, tylko nie to. Już będę pamiętała, proszę, tylko nie to! Proszę!!!

    • Tym razem nie mam czasu, mam do obskoczenia jeszcze trzy burdele, spelunę i bank spermy. Jeszcze się policzymy, suko. Aha, i pozbądź się zapachu tego gówna, znowu ktos się zesrał podczas wytrysku?

    • Hihi, wielmoża Fernando. Znowu narobił, jak go twoja córka ugryzła w jądro.

    • Ja pierdolę, jak ona się nazywa? Ta moja córka?

    • Twoja kochanka Marysia nazwała ją Odbytnica, ale ja ją nazywał Orgia.

    • Niech będzie i orgia, a ile ma lat?

    • 1,5 roku. Właśnie dlatego ugryzła wielmożę.

    • Wyślij mu najpiękniejszą kurwę jaką tu znajdziesz z przeprosinami. A teraz wychodzę.

    Od emocjonującej jak stare gówno po zimie rozmowy, zachciało mu się srać. Wstąpił do pobliskiej Świątyni Srania i wszedł do Łaźni bogów. Usiadł na żelaznym tronie. Poczuł zimno na półdupkach. Kurwa, znowu jebany Mohamed zapomniał włączyć ogrzewania pomyślał z goryczą. Odprężył się i zaczął intonować modły do wielkiego Onanosa i Onanizy. Na końcu z głośnym pluskiem wielki kawał stolca wylądował na figurce Onanosa i Onanizy złączonych i miłosnych spazmach. Mohamed wie, co dobre. Ten to miał łeb, żeby wymyślić kanalizację. Każdy może czcić naszych bogów gdziekolwiek jest jakaś Świątynia Srania. Wysrał się, zmył resztki kału z poplamionego plamami dupska po skurwiałym raku skóry. Wziął sobie pamiątkowe zdjęcie i poszedł sprawdzać następne burdele.

    CDN.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Berni Koko
  • Sklad antykow. Marta i karzel

    Marta postanowiła kupić kilka mebli, ze względu na zamiłowanie do stylu retro szukała przedmiotów z duszą i historią. Gdy dowiedziała się, że w okolicy mieszka człowiek, który ściąga zewsząd interesujące eksponaty, natychmiast postanowiła się do niego wybrać.

    O mężczyźnie krążyło wiele dziwnych plotek, nie ulegało jedynie wątpliwości, że jest karłem. Jedni twierdzili, że zapełnił trzy budynki nikomu niepotrzebnymi gratami; inni, że ma wiele bajecznie drogich antyków. Sympatii raczej nie wzbudzał, bo niby taki kurdupel a bezecnik! Strasznie wyrywny do panien. Tyle, że która chciałaby zostać pośmiewiskiem? Dlatego skazany był na samotność…

    Wieś nigdy nie lubiła odmieńców. Co raz wioskowe chłopaki mocno go pokiereszowały, nie, żeby zasłużył, tylko, ot, dla draki, bo to mikrus, co się nie obroni. Ale gdy drugi raz po tęgich cięgach trafił do szpitala, postanowił się zrewanżować. Jego pomocnicy, którzy wozili z nim meble, chłopy na schwał, spuścili srogie baty prześladowcom karła. Potem wieś znienawidziła go jeszcze bardziej.

    Martę to intrygowało. Wybrała się do kolekcjonera po sumie w niedzielę. Zaskoczyło ją schludne obejście. Wykoszona trawa i brak porozrzucanych w nieładzie sprzętów na podwórku – co u sąsiadów nie było standardem. Z pięknie rzeźbionego, modrzewiowego dworku wyszedł on. Miał mniej niż metr dwadzieścia wzrostu. Zniekształcony nos i zdeformowana warga to efekty wioskowych cięgów – domyśliła się.

    Uśmiechnął się i szarmancko ucałował Martę w rękę. Poczuł intensywną woń dobrych perfum.

    – Bardzo mi miło, Karol. A pani to zapewne Marta? Mając zaszczyt gościć tak piękną i elegancką damę, ośmielę się wprzódy zaproponować drobny poczęstunek.

    Marcie zawsze schlebiały komplementy, zwłaszcza, gdy zawierały słowa: dama, piękna, elegancka. Uśmiechnęła się szeroko, demonstrując rząd śnieżnobiałych zębów. Dotknęła kokieteryjnie swoich złocistych loków, zaczepiając jednocześnie o sporych rozmiarów kolczyk. Tego dnia specjalnie się wystroiła: jasnobeżowa, rozkloszowana spódniczka, kremowa bluzeczka, cieliste pończochy i klasyczne szpilki w odcieniu pudrowego różu. Całość rzeczywiście sprawiała eleganckie wrażenie.

    – Jest pan niesłychanie szarmancki! To niepospolite tutaj… Dziękuję…

    Na werandzie przytulonej do dworku i w całości porośniętej bluszczem znajdował się samowar, ale także beczka z białym winem. Marta, po początkowych protestach, zgodziła się na lampkę wyśmienitego trunku.

    Siedzieli przy dębowym, wiekowym stole. Kobieta, sącząc napitek, uważnie słuchała opowieści Karola. Była wdzięczną rozmówczynią, więc mężczyzna łatwo się przed nią otworzył. A może chciał jej zaimponować?

    Okazało się, że od wczesnej młodości fascynował się starymi meblami. Skończył jedynie zawodówkę stolarską, ale przeczytał mnóstwo książek o historii sztuki, całe zasoby lokalnych bibliotek. Potem zarabiał jako pomocnik wędrownego handlarza, który skupował od chłopów zabytkowe starocie. Zobaczył, jak tanio wieśniacy oddają drogocenne gdańskie szafy, które ich przodkowie zrabowali z dworów czy wyłudzili od Żydów, postawionych pod ścianą w czasie wojny. Bywało, że za paczkę gwoździ albo za jakieś tandetne bibeloty wymieniali piękne, choć nieco zniszczone zegary z kurantami.

    Obserwując to, postanowił handlować samodzielnie. Szybko zgromadził pokaźną kolekcję. Potem sprzedawał swoje łupy Niemcom i Francuzom. W końcu nie wiedział, co robić z kapitałem, a że kochał dzieła sztuki, zaczął je skupować, ale już na zachodnich aukcjach. Wynajdował naprawdę cenne egzemplarze, które później poddawał starannej renowacji. Sprawdzały się tu nie tylko jego wielka miłość do mebli, ale również drobne, sprawne rączki.

    Praca i majątek to jednak nie wszystko. Jak się z nich cieszyć, nie mając z kim dzielić radości? Zawsze odrzucany przez kobiety i dotknięty ostracyzmem, często czuł się bezbrzeżnie samotny.

    Marta szybko polubiła mężczyznę – nie spostrzegła nawet, że na swobodnej rozmowie upłynęło im niemal półtorej godziny – zawsze podziwiała ludzi z pasją. A historia sztuki okazała się wdzięcznym tematem. Na dodatek współczuła temu nieszczęśliwemu mikrusowi. Poczuła potrzebę pocieszania go, zrekompensowania doświadczonej niedoli.

    – Zapraszam zatem do mojej rupieciarni, tylko proszę się nie przestraszyć bałaganu. Może pani przebierać do woli. – Karol poderwał się z miejsca.

    Marta szeroko otworzyła oczy, zadziwiona bogactwem kolekcji. Meble stały jedne na drugich. Piękne, misternie rzeźbione. Oniemiała z zachwytu. Opowieści, z których pośrednio wynikało, że zbiory są warte fortunę, nie wydawały się wcale przesadzone.

    Karol wypił na werandzie trzy kieliszki wina. Śliczna, młoda nauczycielka od razu wpadła mu w oko. Do tego wytwornie ubrana – wydała się wręcz idealna. Duży biust, kształtne pośladki, w które wpatrywał się niczym w obraz. Boże! Mieć taką kobietę! Choćby tylko kilka chwil! Nie zapomniałby tego do końca życia. – Śledził każdy ruch pełnych, starannie pomalowanych ust. Ech! Posiąść je! Wpić się w nie! Cóż… marzenie ściętej głowy.

    Kiedy wstała z werandy i szła z nim do stodoły, wydało mu się, że wprost płynie na swych długich, kształtnych nogach w eleganckich szpileczkach. Poruszała się tak zgrabnie, z taką gracją… A kiedy w przesadnie egzaltowany sposób okazywała zachwyt nad jego kolekcją, czuł się nie tylko dumny i urzeczony, ale również podniecony. Ależ ona musi reagować w łóżku! – pomyślał.

    – Szuka pani biureczka? Proszę, dziewiętnasty wiek, w sam raz dla nauczycielki.

    Marta zasiadła za gustownym, pięknie dekorowanym meblem.

    – Muszę sprawdzić czy wysokość jest odpowiednia. – Karzeł wykorzystał okazję, by zerknąć pod biurko.

    Łydki kobiety prezentowały się doskonale. Aż prosiłoby się zapuścić żurawia jeszcze głębiej, ale Marta nie dała takiej możliwości. Założyła nogę na nogę, poprawiła spódniczkę. Kolana wręcz stworzone do tego, by je schwytać… łydki smukłe… stópki wymarzone do całowania… Karolowi świat nagle zawirował… Może to od wina? O nie!

    – A teraz pokażę pani coś ekstra. Coś, czego pani pewnie nigdy nie widziała.

    Marta podeszła zaintrygowana do sekretarzyka. Karzeł podsunął sobie ciężki, tapicerowany podnóżek, żeby stanąć na nim i pokazać skrytki umieszczone zmyślnie w nadbudówce. Kobieta zachwyciła się kunsztem mistrza, który je wykonał.

    – Specjalnie zamówiony dla markiza de Bade. Chował tam swoje sekretne liściki. To jeden z amatorów ciekawych mebli, którego podziwiam. Kupuję wszystko co należało do niego.

    Marta pochylała się nad sekretarzykiem, a karzeł, który zdążył już zejść na ziemię, wykorzystał to niecnie do zaglądania pod jej spódnicę. Akurat teraz niski wzrost okazał się przydatny. Widział uda w pełnej krasie. Boże! Jakie cudne! Nie za grube, nie za chude! W sam raz! Ech… choćby ich delikatnie dotknąć… pogłaskać…

    Karol pochylił nieco głowę i wówczas dostrzegł koronkowe zwieńczenie pończoch. Co za widok! Nigdy nie widział czegoś podobnego w naturze. Poczuł, że robi mu się ciasno w spodniach.

    Tymczasem Marta wysunęła szufladę. Grymas jej twarzy zdradzał zawstydzenie. We wnętrzu leżały stare ryciny, przedstawiające bezecne treści z udziałem żołnierzy w mundurach napoleońskich. Na jednej z nich dwóch żołdaków pochylało się nad damulką z podciągniętą do góry suknią i halkami, na kolejnej widniała wieśniaczka, również z zadartą kiecką, gwałcona na sianie. Marcie żywiej zabiło serce. Przez chwilę wczuła się w role bohaterek ilustracji.

    Karzeł uśmiechnął się szelmowsko.

    – Oto upodobania markiza… A widzi pani, że ta szuflada ma drugie dno?

    – Ojej! Ależ nigdy bym nie zgadła!

    Mały człowiek odsunął listewkę i wszystko stało się jasne. Marta zaglądała w głąb sekretarzyka pochylając się nad nim nisko, nie miała jednak odwagi sięgnąć po ukryte głębiej rysunki. Karol delektował się natomiast malującym się przed nim krajobrazem. Dwie dorodne półkule tworzyły między sobą kuszący rowek, najpiękniejszą na świecie dolinę, przeciętą gustownym, ciężkim naszyjnikiem.

    Boże! Daj mi siłę wytrzymać! – modlił się w duchu.

    Marta zorientowała się nagle, że mężczyzna gapi się bezczelnie na jej piersi. W pierwszym odruchu zawstydziła się i już chciała wyprostować, ale uświadomiła sobie, że w gruncie rzeczy odczuwa przyjemność, gdy ktoś podziwia jej biust. Poczuła lekki dreszczyk emocji. Nie przeszkadzał jej nawet wygląd Karola. Jakby fakt, że ten mężczyzna ma wzrost dziecka, wzmagał jeszcze podniecenie. Chciała, żeby się przyglądał, łapczywie, zachłannie… Z premedytacją pochyliła się jeszcze bardziej i zajrzała pod sekretarzyk.

    – Tu też musi być jakaś skrytka!

    – Jest pani bardzo domyślna…

    Karzeł aż się skręcał. Mógł podziwiać piersi nauczycielki, dostrzegł nawet skrawek delikatnej koronki stanika. Wystarczyłoby tylko sięgnąć dłonią, żeby schwycić…

    – Kim był ten markiz de Bade? Jestem historyczką, ale nigdy o nim nie słyszałam.

    – Francuskim libertynem. Nie zostawił po sobie znanych światu zapisków, ale ja dotarłem do kilku jego mebli. Większość z nich kupiłem.

    – Doprawdy! Pokaże mi je pan?

    – Oczywiście, z przyjemnością. Na przykład to jego ulubiony szezlong. Niech się pani przekona jaki wygodny!

    Karzeł odkrył kapę i gestem zaprosił kobietę, żeby wypróbowała mebel.

    Marta przysiadła ostrożnie, po czym wyciągnęła nogi, dbając przy tym, żeby spódniczka przypadkiem nie podwinęła się za wysoko.

    Boże! Taka kobieta rozkłada się przede mną! – zaśmiał się w duchu liliput.

    – Jestem zaskoczona… rzeczywiście bardzo wygodnie się tutaj leży…

    – A widzi pani. Markiz też tak uważał, dlatego nie tylko czytał na nim książki…

    – Doprawdy? – Marta domyśliła się erotycznych aluzji i to ją podnieciło, chciała, żeby kontynuował wątek. – Co takiego jeszcze tutaj robił? – zapytała kokieteryjnie, zakładając nogę na nogę.

    – Hmm… no cóż… Nie wiem, czy wypada mówić przy damie…

    – Tak? – Marta dopytywała się z wielkim zaciekawieniem w oczach, wspierając się na szezlongu.

    – To był cały markiz… Cóż… bałamucił arystokratki: stateczne mężatki i nierozsądne panny. A wiele dziewek służebnych nosiło po nim brzuchy.

    – Ach. – Kobieta zatrzepotała rzęsami i niczym oparzona zerwała się z mebla, jakby jej też groziło, że zostanie ofiarą niesławnego libertyna.

    – A poza markizem ma pan jeszcze innych ulubionych posiadaczy nietypowych mebli?

    – Owszem! Generał von Knypehl. Tajemnicza postać hitlerowskiego aparatu bezpieczeństwa. Niezwykle zagadkowa, prawie nic o niej nie wiadomo. Skupuję wszystkie jego meble, do których uda mi się dotrzeć.

    – Pokaże mi pan coś?

    – Małe eksponaty mam na piętrze, trzeba wejść po tych stromych schodach. – Karzeł uśmiechał się w duchu, oczami wyobraźni widział już Martę w tej rozkloszowanej spódnicy, podążającą przodem…

    Kobieta wspinała się, kusząco kołysząc pośladkami, wypinając je bardziej niż było trzeba.

    Ależbym klepnął ten zadek! – Mały mężczyzna szybko podążał za swym gościem. – No, malutka… pokaż co tam masz pod kiecką!

    Nawet gdyby chciał powstrzymać się przed zajrzeniem pod spódnicę, to i tak by nie zdołał… Sprężyste łydki, wyłaniające się spod materiału, uda, wreszcie – koronki! Koronkowe zwieńczenia pończoch. Strasznie go to pobudzało, aż marzył, żeby włożyć całą głowę… A Marta stąpała po schodach powoli, sprawdzając każdy stopień, czy nie jest przypadkiem spróchniały. Między jej udami coś się bieliło… A więc ma bielusieńkie majteczki! Może stringi? Na pewno stringi! Przecież widać jej pośladki! Nie, chyba śnię… Może trzeba się uszczypnąć? O nie… to jej należałoby się solidne szczypnięcie w ten kuszący zadek!

    – Ojej! Ile tu skarbów! – Kobieta dotarła na górę.

    Skarby to ty masz… pod spódnicą! – Myśli mikrusa podążały już tylko jednym torem.

    – Naprawdę podobają się pani moje stare graty?

    – Chyba pan żartuje… O! Nigdy nie widziałam tak wielkiego globusa!

    – Proszę dokładnie się przyjrzeć… Czy dostrzega pani coś szczególnego?

    – Taaak… wszystkie napisy są po niemiecku… O! Granica Rzeszy jest na Uralu!

    – Jest pani bardzo spostrzegawcza. To globus von Knypehla. Można rzec, że bardziej globus Niemiec, niż ziemskiej kuli…

    – W ten sposób odkrył pan tajemnicę planów podbojów niemieckich!

    Wolałbym być odkrywcą zupełnie innej kuli niż ziemska – myślał karzeł, gapiąc się na obfity biust.

    – O taaak… plany podbojów… – Ech maleńka… żebyś ty wiedziała jakie są tajemnice moich planów podbojów… – Mamy tu jeszcze inne sekrety generała. Proszę zwrócić uwagę na Argentynę. Czy nic panią nie intryguje?

    – A tak… – Marta pochyliła się nad dolną częścią globusu, wypinając się przy tej okazji dość mocno. Miała świadomość, że usztywniony materiał rozkloszowanej spódniczki utrzymuje jej krawędź nieco w górze. – Tu… na wysokości Andów… Jest jakaś wypukłość…

    – Ma pani rację… Niech więc ją pani naciśnie.

    Kobieta badała palcami wybrzuszenie na globusie. Sprawdzała je, dając czas karłowi na ponowne zerkanie pod spódnicę. Mężczyzna miał przed sobą jej pośladki wypięte o wiele bardziej niż wtedy, przy sekretarzyku. Mógł wręcz delektować się misternością koronki jej nylonowych pończoch. Dostrzegł nawet, jak są umocowane – wyraźnie było widać, że pod kiecką kryje się również pas. Zgrabne i tak kusząco odziane długie nogi każdego musiały skłaniać do grzechu…

    Są stworzone, żeby je rozkładać… a ja mam tyle dogodnych mebli…

    – Otwiera się! – Marta rozgryzła w końcu zagadkę.

    Globus odsłonił tajny schowek.

    – To taka zabawka… Von Knypehl trzymał tu czerwone wino. Był miłośnikiem argentyńskiego Merlota. Argentyna nie została zresztą wybrana przypadkiem, krążyły legendy, że generał w czasie wojny kupił tam hacjendę i kilka winnic.

    Po odkryciu skrytki kobieta wyprostowała się i Karol stracił oszałamiający widok. Poczuł się niczym dziecko, któremu odebrano zabawkę.

    – A co stało się z generałem po wojnie?

    – Tego nikt nie wie. Podobno kilka dni po kapitulacji widziano go w porcie w Bremie, ale  wywiad aliancki z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu zgubił trop.

    Karzeł chciał zrobić wszystko, żeby zaintrygować kobietę, bardzo mu się podobało, że ekscytują ją tajemnice, zwłaszcza historyczne, ale jeszcze bardziej pragnął zobaczyć więcej. Choćby wykończenie stanika. Skrawek majtek byłby szczytem marzeń…

    – Ale to nie jedyna tajemnica globusa.

    – Naprawdę?! Nie dość, że mapa planów Hitlera, nie dość, że skrytka na wino, nie dość że Argentyna… To coś jeszcze?

    – A owszem. Widzi pani te szkiełka w miejscach wielkich metropolii: Nowy Jork, Tokio, Londyn?

    – Tak. Czyżby to nie były zwykłe świecidełka? – dopytywała nauczycielka, a jej oczy żarzyły się zainteresowaniem.

    – Proszę zgadywać! – Szelmowsko uśmiechał się karzeł.

    – Ojej… Co to może być? Drogie kamienie? Po pańskiej minie widzę, że trafiłam kulą w płot… Ale niechże się pan nade mną nie znęca, bo już się nie mogę doczekać!

    – Odpowiedź na pytanie o sens i znaczenie tych kryształków znajdzie pani w lodach Antarktydy. – Karol mrugnął znacząco.

    Marta natychmiast nachyliła się do podstawy globusa. Ponownie miał przed sobą pośladki tej pięknej kobiety. Teraz zebrał się na więcej odwagi i śmielej zajrzał pod spódnicę. Nauczycielka długo przeszukiwała bezkresy południowego lądu, dając karłowi możliwość delektowania się widokami. Ekscytacja tajemnicą potęgowała jej podniecenie. Domyślała się, co robi karzeł, ale czuła, że to wcale jej nie przeszkadza, a nawet podnieca. Jego wzrost był tak egzotyczny. Ekscytowało ją, że twarz tego mężczyzny znajduje się na wysokości jej tyłka… Jej łona! Przecież to daje takie możliwości!

    Im bardziej przybliżała oko do Antarktydy, tym bardziej wypinała pupę. Karłowaty towarzysz ponownie dostrzegł biel jej majtek, ale teraz mógł obserwować widoki znacznie dłużej i wygodniej, niż wtedy, gdy wchodzili po schodach. Tam nie miał szans przyjrzeć się aż tak dokładnie. Teraz było zupełnie inaczej. Widział doskonale krągły kształt pośladków kobiety oraz kryjące się pomiędzy nimi stringi.

    Marta wyobraziła sobie, że karzeł niemal dotyka twarzą jej skóry, że… wciska nos w łono… Wyobraziła sobie jego jęzor, nienaturalnie wielki…

    Ależ bym cię ucapił za ten zadek! Siłą nikt by mnie nie oderwał! A ten rowek pomiędzy! Ach! Wjechałbym tam i łapą… i nosem też… Ach… to jej łono… opięte tak delikatną koronką… prześwitującą… Ech… polizać… posmakować… To musi być oszałamiająco piękna cipka! – Mężczyzna zbliżył twarz. Zaciągał się wonią kobiecości.

    – O! Coś tu jest! Jakiś przycisk.

    Na wysokości Masywu Vinsona – najwyższego punktu Antarktydy – Marta znalazła ukryty mechanizm. Przykucnęła. Tym samym karzeł stracił absorbujący widok. Aż cisnęło mu się na usta przekleństwo. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. W tej pozycji kobieta eksponowała dla odmiany dekolt. Karol nie mógł stracić podobnej okazji, zapuścił żurawia. Widok okazał się zniewalający: dwie piękne, dorodne kule, próbujące wydostać się ze stanika! Zdawało mu się, że dostrzegł ciemne miejsce. Tak! Przez moment mignął sutek.

    Co za donice! Ach, tak przyssać się do nich! Mógłbym ich używać całą noc! Wyssać je! Wydoić!

    – Otwiera się! Co to jest? – Marta uruchomiła tajny zatrzask, który uchylił dolną pokrywę globusa.

    Karzeł był niepocieszony, bo wyprostowała się i znów stracił wspaniały widok.

    – To główna tajemnica globusa. Wejście do niego.

    – O Boże! – Egzaltacja nauczycielki sięgała zenitu. – Naprawdę, tam da się wejść?

    – Von Knypel wchodził. Chce pani spróbować?

    – Jezu! Nic mnie tak nie pociąga, jak tajne skrytki, przejścia… Naprawdę mogę?

    – Ależ proszę!

    Karła aż skręcało. Co za cudowna okazja, żeby podglądać tę boską kobietę, jak gramoli się do środka!

    Marta, podekscytowana, nie czekała ani chwili. Opadła na kolana, włożyła głowę do środka i zaczęła się wsuwać w ślad za nią.

    – O, to nie takie łatwe. Jak tu ciasno! Nie mogę wejść…

    – Pomogę pani…

    Dla karła był to uśmiech losu, okazja do bezkarnego podpatrywania. Głowę miała już w globusie, więc nie widziała co robi mały mężczyzna.

    – Żebym tylko się nie zaklinowała!

    – Wyżej jest naprawdę wygodnie. Popchnę panią.

    Karol nie wierzył własnemu szczęściu. Nie tylko dane mu było do woli gapić się na zgrabny tyłek, ale także, być może, za chwilę złapać go i pchać!

    Nie… to nie dzieje się naprawdę! Śnię!

    Ręce mu drżały, gdy ucapił nauczycielkę za pośladki i próbował przepchnąć przez ciasne wejście.

    – O Boże! Kompletnie się zaklinowałam!

    Kobieta poczuła się niczym w pułapce. Zaczęła wierzgać nogami.

    Kurwa! Przecież teraz mogę z nią zrobić co tylko zechcę! Nie tylko oglądać jej cipę przez majtki, ale też zedrzeć te cholerne stringi! Obmacać… Co tam samo macanie! Wsadzić palce, a nawet… kutasa!

    Karzeł przemożnie walczył ze swoją naturą. W końcu powściągnął żądze. Popchnął kobietę mocniej i ta wreszcie uwolniła się z pułapki. Udało jej się nawet usiąść.

    – Ciasno! Czy to możliwe, żeby zmieścił się tu niemiecki generał?

    – Odkryła pani kolejną tajemnicę. Von Knypehl, podobnie jak ja, był karłem. A szkiełka, już pani wie?

    – O tak! Przez te punkciki widać cały gabinet. Generał podsłuchiwał i podglądał stąd reakcje ludzi, którzy wchodzili do pomieszczenia z globusem?

    – Oczywiście. Nikt nie domyślał się, że von Knypehl jest z nimi, podczas gdy on ukrywał się właśnie tutaj.

    Marta rozejrzała się po gabinecie. Czuła się, jakby patrzyła przez fotoplastykon, ale z drugiej strony.

    Gdy wydostawała się z powrotem, poszło już o wiele łatwiej, ale przy okazji spódnica zadarła się do góry i Karol podziwiał nie tylko nogi w pełnej krasie, ale też bielusieńkie majtki.

    Zawstydzona Marta szybko poprawiła materiał. Wyglądała przecudnie: skonsternowana do granic, w pełni świadoma, co przed chwilą zademonstrowała. Zażenowana, układała spódnicę, wygładzając nieistniejące fałdki.

    Żeby skryć swoje zakłopotanie, postanowiła zapytać o inne meble generała.

    – Jakie jeszcze ma pan eksponaty po tym tajemniczym hitlerowcu?

    – Wspaniałe biurko! Bogato zdobione, ze sporą ilością szuflad.

    – Dostosowane do jego wzrostu?

    – Sama się pani przekona, ale ciężkie meble stoją na parterze.

    Martę znów czekała wędrówka po stromych schodach. Karzeł tym razem ruszył pierwszy, więc znów miał nauczycielkę nad sobą. Kobieta czuła, że coraz mocniej podnieca ją fakt, że Karol widzi prawie wszystko, co ona ma pod spódnicą. Dlatego starała się schodzić jak najwolniej. Gdy dostrzegła wystający gwóźdź, celowo zamiotła go połą materiału, mając nadzieję, że zaczepi o ostry przedmiot i podczas gdy ona zejdzie niżej, spódniczka zawiśnie, dokumentnie odsłaniając pupę. Ależ narobi wtedy krzyku – już wyobrażała sobie tę scenę. Karzeł przekona się, jak potrafi piszczeć zawstydzona kobieta.

    A może gwóźdź rozerwie mi kieckę i przez resztę wizyty będę paradowała w podartej spódnicy? – zastanawiała się jeszcze.

    Gwóźdź okazał się jednak łaskawy dla ubrania Marty, wbrew jej nadziejom materiał prześliznął się gładko. Kobieta, nadal podniecona, wpadła na inny pomysł. Potknie się na jednym z końcowych schodków i wpadnie w ramiona Karola. Ciekawe jak mnie schwyci? Za pupę? Kto wie, może przypadkowo złapać mnie za biust? Samo znalezienie się w jego ramionach będzie niewątpliwie ekscytujące. Ciekawe jak ten lilipucik zareaguje?

    Jednak, koniec końców, Marta nie zdecydowała się na tak spektakularny upadek.

    Na ostatnim stopniu jedynie „ośliznęła” się jej stópka i delikatnie przechyliła się w stronę karła. Ten przytomnie podtrzymał kobietę, jedną dłonią ujmując za pośladek. Było to dla niego kolejne ekscytujące doznanie. Boże! Jaki ona ma jędrny tyłek! – zachwycał się – Mógłbym go trzymać całą noc…

    Dotyk mężczyzny również nauczycielce sprawiał przyjemność.

    – Więc gdzie są pozostałe meble sprytnego generała?

    Karzeł poprowadził swojego gościa w zakątek pomieszczenia umeblowany niczym przedwojenny gabinet.

    – O Boże! W życiu nie widziałam tak niskiego biurka!

    – Pracował przy nim sam von Knypehl. Zostało w pełni dostosowane do jego wzrostu, jak sama pani widzi, a do tego proszę zwrócić uwagę, z jak miękkiego tworzywa wykonano blat.

    – Rzeczywiście. – Marta dotknęła mebla. – Ale po co?

    – Hmmm… Wynikało to ze specyficznych upodobań generała… Nie chciałbym przy damie uchodzić za wulgarnego…

    Kobietę przeszył miły dreszcz. – To na pewno ma jakieś konotacje erotyczne… Boże… dlaczego tak mnie podniecają te jego opowieści… ta tajemnica…

    – Ależ niechże nie trzyma mnie pan w niepewności! – domagała się Marta.

    – No więc… on… lubił na tym biurku… rżnąć swoje sekretarki… Przepraszam za słownictwo. – Słowa, choć rzeczywiście z trudem przeszły mężczyźnie przez gardło, jeszcze silniej rozgrzały ich oboje.

    – Ojej! – Marcie zabłysły oczy. Na chwilę przymknęła powieki. Wyobraziła sobie, że jest sekretarką jednego z najpotężniejszych ludzi wielkiej III Rzeszy. Imaginowała sobie, że niski człowieczek w mundurze wskazuje jej dłonią, żeby położyła się właśnie na tym biurku.

    Podniosła powieki. Karol trzymał rękę skierowaną na mebel.

    – Proszę, niech się pani położy, niech pani sprawdzi jakie wygodne, niech się pani przez chwilę poczuje sekretarką von Knypehla. – Jakby czytał jej w myślach!

    Marcie zadrżały nogi. Tak, czuła, że chce się tu rozłożyć… Miała świadomość, że zaraz zrobi coś niestosownego, ale to było od niej silniejsze. Wiedziała, że sprowokuje karła. Pragnęła tego…

    Kobieta jeszcze raz sprawdziła dłonią miękkość blatu. Chwilę jakby zastanawiała się, po czym najpierw przysiadła na nim, następnie położyła się na plecach. Przesunęła się dalej, żeby móc ułożyć także nogi. Czuła niesamowite podniecenie, perwersyjne myśli świdrowały mózg. Generale… – deklarowała w myślach – jestem twoja… weź mnie… właśnie ci ulegam… Ciekawe jaki jesteś? Zapewne z wielką chucią… Ciekawe, jaki masz oręż? Może nie wszystko masz małe? Niemieckie kliny pancerne wbijały się w pozycje przeciwnika jak w masło… Spotka mnie to samo… poczuję w sobie twardość… krzepką jak stal. Dosiądziesz mnie ostro… będziesz ujeżdżał…

    Karol przyglądał się Marcie z otwartymi ustami. Jej pozycja była wyjątkowo kusząca. Zwłaszcza, gdy spódniczka zsunęła się nieco w dół, odsłaniając uda. Jezu przenajświętszy, nie zdzierżę… zaraz rzucę się na nią… jak zwierz. Zadrę ci tę kieckę mocno do góry. Rozewrę twoje nóżęta. Świątynia twojej kobiecości będzie moja! Wedrę się! Spenetruję! Złupię! Zbezczeszczę!

    – No i? Wygodnie pani? – Karłowi drżały usta od powstrzymywanej żądzy.

    – Owszem. – Marta miała przemożną chęć rozłożyć nogi jeszcze szerzej, powstrzymywała się jednak, trzymała ściśle złączone. Mój ty von Knypehlu – myślała jednak. – Wskakuj na mnie… jak rozbisurmaniony żołdak… Przeleć mnie tak, jak on pieprzył swoje sekretarki!

    – Poczuła się pani jak sekretarka generała? – Znowu czytał jej w myślach.

    – Och, można tak powiedzieć… – Kobietę zawstydziły słowa karła. I jego filuterny błysk w oku. Udając jeszcze większe skrępowanie, zsunęła się z biurka, stanęła na podłodze i poprawiała spódniczkę. Uczyniła z tego swoisty ceremoniał – wygładzała ją, zdając się mówić: Widzisz, jak mocno mi ją pomiął? Jak brutalnie zaliczył mnie pan generał?

    – Stylowy ten wystrój gabinetu. – Zmienia szybko temat. – Ta szafa też należała do hitlerowca?

    – Oczywiście, mało tego, proszę otworzyć.

    Marcie nie trzeba było dwa razy powtarzać, z wielkim zaciekawieniem przekręciła zdobny kluczyk. W środku ujrzała porządnie wyprasowany, szykowny mundur oficerski, o nietypowo małym rozmiarze.

    – Niewiarygodne! To jego autentyczny mundur?

    – Bezsprzecznie! I niech pani sobie wyobrazi, że pasuje na mnie jak ulał!

    – Doprawdy? Ciekawie byłoby pana w nim zobaczyć…

    – Naprawdę? Chciałaby pani? Ja się bardzo chętnie przebiorę…

    Marta w pełni rozumiała, skąd wzięło się przysłowie „Za mundurem, panny sznurem”, sama czuła irracjonalny wręcz pociąg do wojskowych. Teraz widziała mundur, mundur generalski, co więcej – hitlerowski! Trzeba oddać Niemcom, że ubrania żołnierskie zaprojektowali gustownie. Kobieta odczuwała przyjemny rodzaj podniecenia. Nie mogła powstrzymać się od słów zachęty.

    – Niech pan założy. Koniecznie!

    Kiedy Karol wyszedł się przebrać, zajrzała na półkę, tu jej uwagę zwrócił intrygujący przedmiot. Wyglądał na buławę. Frapował zwłaszcza jej uchwyt. Miał kształt… falliczny. Marta ujęła go w rękę. Czuła silną ekscytację. Oczyma wyobraźni widziała, jak podwija sobie spódnicę i kieruje berło w stronę cipki. Ale to drzewce jest duże, o wiele za duże!

    Z zamyślenia wyrwał ją głośny stukot podkutych butów. Karzeł wyglądał imponująco. Mundur hitlerowskiego generała dodawał mu dostojeństwa i budził respekt. Kobieta otworzyła usta ze zdumienia. Od mężczyzny biła wręcz potęga władzy. Czuła, że to ona przy nim tak naprawdę jest malutka, że powinna ulec jego woli.

    – Panie Karolu! Wygląda pan olśniewająco! Powiedziałabym, że wręcz majestatycznie!

    – Komplementy z ust tak fascynującej kobiety to największa przyjemność, jaka może spotkać mężczyznę!

    Karol uśmiechał się. W mundurze wydawał się znacznie pewniejszy siebie.

    W tym uniformie mógłby mnie rzucić na to swoje biurko – myślała. – Nie miałabym innego wyjścia, jak tylko ulec… pozwolić zadrzeć spódniczkę… pozwolić wedrzeć między nogi… a potem… już tylko przyjmować pchnięcia jego… szpady… jego… buławy!

    – Widzę, że znalazła pani buławę von Knypehla. Zwróciła pani uwagę na arcyciekawy kształt rękojeści? Czy z czymś pani się kojarzy?

    Marta udała zmieszanie. No pewnie, że z kutasem. I to znacznie większym od twojego!

    – Cóż… czyżby kształt falliczny? – Jej głos zdradzał zażenowanie. – Ale raczej… nienaturalnie wielki…

    – O, tu się pani myli! Natura nie raz lubi płatać figle. Odnośnie wzrostu, ale również innych przymiotów. – Mężczyzna uśmiechnął się szelmowsko.

    Marta zaczerwieniła się, patrząc pytająco na karła. Czyżbyście obaj mieli dysponować tak znakomitymi orężami? – zastanawiała się.

    Karzeł okazywał wyraźnie większą śmiałość. Ujął kobietę za rękę, na co wcześniej na pewno by się nie odważył i zaprowadził do innego pomieszczenia. Wyglądało niczym sypialnia arystokraty.

    – Dość już klimatów faszystowskich. Oto garsoniera markiza de Bade!

    – Oszałamiający przepych. Jedwabie, baldachim nad łóżkiem! Te fotele to Ludwik XV?

    – W rzeczy samej. Spodziewała się pani, że w starej stodole, położonej na zadupiu, znajdzie pani takie miejsce? Markiz kochał luksus. Doświadczy tego pani, kiedy wypróbuje miękkość łoża – zachęcał.

    Marta pragnęła poczuć się niczym arystokratka. Nigdy wcześniej nie spała w łożu z baldachimem.

    – Naprawdę mogłabym? Nie… nie śmiem…

    Karzeł łaknął widoku eleganckiej damulki rozkładającej się w jego najwytworniejszej sypialni.

    – Nawet niech się pani nie pyta. Nie wypuszczę pani, dopóki nie zasmakuje pani luksusów markiza!

    Marta powoli podeszła do mebla. Zaraz rozłożę się tu przed nim zapraszająco… – Ta myśl podniecała ją do granic wytrzymałości. Kuszenie karła sprawiało sporą frajdę. Przysiadła na skraju łoża, które momentalnie zaskrzypiało.

    – Wręcz puszyście miękkie.

    – Śmiało, dalej… – Głos gospodarza zdradzał drzemiące w nim żądze.

    Kobieta ułożyła się na łożu, znów wywołując głośne skrzypienie.

    – O Boże! Jak tu wygodnie! Tylko dlaczego to łóżko tak straszliwie trzeszczy?!

    – Ha ha – zarechotał karzeł, łypiąc spode łba pod spódnicę Marty. – To jedna z perwersji markiza. Lubował się w podobnych odgłosach, kiedy, przepraszam, że tak się wyrażę, chędożył dziewki!

    Kobieta zaczerwieniła się. Kiedy przesuwała się do brzegu łóżka, znowu dało się słyszeć głośne skrzypienie. Trzeszczy tak pode mną – myślała – jakbym była chędożoną dziewką… Oj… chyba to samo wyobraża sobie ten kurdupel… Miałabym na sobie wytworną suknię z początku dziewiętnastego wieku, taką bardzo szeroką na dole… Pod nią, oczywiście, kilka półkolistych halek, wykończonych falbankami, kokardkami… Markiz z pewnością zachwycałby się nimi, gdy już zadarłby je wysoko. Po długich zalotach byłby niechybnie wielce zniecierpliwiony i nie mógłby się doczekać, kiedy dobierze się do mojej cipki… Majestatycznie zakwaterowałby w niej swój arystokratyczny rynsztunek… A potem… chędożył! Zapewne arystokratki traktował w takich chwilach równie obcesowo jak dziewki…

    – O czym pani myśli? Czyżby o grzesznym usposobieniu markiza de Bade? Polecam uwadze jeszcze ten fotel. – Liliput wskazał mebel stojący tuż obok.

    – Jakiż cudaczny! – Marta nie zastanawiając się, usiadła i rozparła wygodnie.

    – Zapomniałem ostrzec… – W tym momencie dwie obręcze uwięziły ręce kobiety przy podłokietnikach. – W tym fotelu zamontowana jest maszyneria… nieużywana zapewne od ponad stu lat…

    – O Boże! Co to za piekielna machina?! – Także nogi kobiety zostały uwięzione w obręczach, na wysokości kostek.

    – Tego ustrojstwa, według legendy, markiz używał wobec szczególnie opierających się panien, pragnących, mimo braku roztropności, zachować cnotę. Urządzenie pozwalało skłonić je do większej uległości.

    – Boże! Co z niego za potwór! Ale teraz… niech mnie pan uwolni!

    – Ależ oczywiście, natychmiast, mechanizm sterujący jest tuż poniżej… pani… pupy.

    Karzeł zbliżył głowę do wystających guziczków i pokręteł. Pierwszy raz znalazł się równie blisko. Mógł w całej pełni delektować się zapachem Marty. Wytwornym, słodkim… Był wniebowzięty. Rozkoszował się widokiem zgrabnych nóg. Tak bardzo chciałby znów zobaczyć jej majteczki, ale dziewczyna trzymała uda złączone.

    Karol pociągnął za jakąś dźwignię. Dało się słyszeć, jak zaskrzypiały dawno nieoliwione tryby. Fotel poruszył się. Obręcze na kostkach nauczycielki zaczęły rozjeżdżać się na boki. Wkrótce nogi kobiety rozwarły się, tworząc kąt szerszy niż dziewięćdziesiąt stopni. Marta była przerażona. Ależ zapraszająco się przed nim rozkraczyłam! Ma pełen wgląd pod moją kieckę. I w dodatku, nic nie mogę zrobić! – uświadomiła sobie skonsternowana.

    Karzeł tymczasem delektował się obrazem, który miał przed sobą. Ujrzał dokładnie zgrabne nogi kobiety w ślicznych pończochach, zakończonych szeroką koronką. Koronkowe majteczki nieco prześwitywały i mężczyźnie zdawało się, że zobaczył zarys pionowej kreski. Poczuł, jak w spodniach zaczyna go coś uwierać.

    Marta panikowała.

    – Boże! Nigdy w życiu nie znalazłam się w takiej sytuacji! Niech pan na litość Boską coś zrobi! I niech pan nie zagląda mi pod spódnicę!

    – Przepraszam, muszę znaleźć właściwą dźwignię… – Sprawiał wrażenie skruszonego, ale ona wcale nie była pewna, czy nie zrobił tego wszystkiego specjalnie.

    Mechanizm ponownie zgrzytnął. Tym razem oparcie fotela obniżyło się, a wraz z nim obręcze trzymające ręce kobiety. Pociągnęły ją w dół. Marta znalazła się w pozycji leżącej.

    – Jezus Maria! Jeszcze gorzej! – zawołała. Sama jestem sobie winna. Po co tu siadałam! Ależ ze mnie głupia ci… baba! – dodała w myślach.

    Karła cała ta sytuacja zdawała się coraz bardziej podniecać. Oto wytworna damulka, na pozór tak niedostępna, leży przed nim rozłożona… z bezwstydnie rozkraczonymi nogami… W dodatku unieruchomiona – więc nie może nie tylko uciec, ale nawet próbować jakiegokolwiek oporu… W jego stodole… Tu nikt nawet nie usłyszy jej pisków i krzyków. Nic, tylko brać…

    Karol nie potrafił się już dłużej powstrzymywać. Wsunął rękę pod spódnicę Marty i położył dłoń na udzie. Część palców znalazła się na koronce pończoch, a część na odkrytym ciele. Tak bardzo chciał poczuć jej skórę! Wydawała się taka delikatna. Aksamitna.

    – Panie Karolu, co pan robi! – Martę przebiegały dreszcze. Zniewolenie podniecało, a dotyk mężczyzny rozpalał.

    Karzeł masował odsłonięte ciało zdecydowanie, sięgając dłonią coraz wyżej. Pragnął dotrzeć do majtek, ale na to zabrakło mu odwagi. Wystarczyło jej jednak, by spojrzeć Marcie w oczy i powiedzieć:

    – Jest pani piękna! Cudowna! Opatrzność panią tu przywiodła i opatrzność posadziła na ten fotel.

    Te komplementy jeszcze bardziej wzmogły podniecenie Marty. Powinna protestować, ale nie chciała jednak odstraszyć mężczyzny, wprost przeciwnie, pragnęła by osiągnął stan, w którym przestanie nad sobą panować.

    – Panie Karolu… Chyba nie wykorzysta pan tego, że bezbronna dziewczyna nic nie może zrobić? – Ostrożnie podjęła grę.

    Ciężko oddychała. Dwie półkule podnosiły się i opadały. Dla karła to było zbyt wiele. Pogładził ten obiekt pożądania, delikatnie, przez bluzkę.

    – Och… panie Karolu… – Marta próbowała szarpnąć ręką, ale tylko zademonstrowała własną bezsilność.

    – Ma pani boskie piersi.

    Mężczyzna wzmocnił uchwyt. Przez bluzkę wyczuwał koronkę stanika. Obejmował biust kobiety, jakby chciał zmierzyć jego objętość.

    – Panie Karolu… proszę mnie uwolnić…

    – Na razie uwolnię tą wspaniałą część pani ciała… – Karzeł zaczął rozpinać po kolei guziki bluzki, nie zważając na niemrawe protesty nauczycielki. Wkrótce odsłonił dwie spore wypukłości, opięte delikatną koronką.

    – Ależ ma pani wyśmienity gust. Ten biustonosz to prawdziwe arcydzieło.

    Mężczyzna bawił się stanikiem. Na razie nie znalazł dość odwagi, żeby go rozpiąć albo zerwać.

    – Ależ z pani cycatka! – Zachwycał się.

    Pochylił się nad piersiami kobiety i pocałował je obie w miejscach, których nie zakrywała koronka. Marta wzdychała przeciągle. Miała bardzo wrażliwy biust, a ponadto zawsze czuła dumę, gdy faceci gapili się w to miejsce.

    – Zatem biustonosz i majteczki są z tego samego materiału? – Nie czekając na odpowiedź, zadarł spódnicę. Skąpe stringi ukazały się w pełnej krasie. Wystarczyłoby tylko delikatnie przesunąć tę skąpą osłonę, a najbardziej intymna tajemnica ujrzałaby światło dzienne.

    – Proszę mnie zostawić… – Marta celowo demonstrowała zawstydzenie. Doskonale wiedziała, jaki prezentuje sobą widok – rozpięta bluzka i podciągnięta do góry spódnica. Gdyby teraz ktoś tu wszedł… Cała wieś miałaby używanie! Pani nauczycielka rozkraczona, z zadartą kiecką!

    Mężczyzna gładził jej ciało, coraz bardziej podniecony. Palcami muskał zapięcie z przodu stanika.

    – Nie… nie… niech pan tego nie robi…

    – Nie wiem, czy bym potrafił.

    Karzeł uśmiechał się chytrze, dotykając sprzączki. Bawił się nią delikatnie, jakby delektował się chwilą. Zapięcie długo stawiało opór, ale wreszcie ustąpiło.

    – Nie… nie… – szeptała Marta.

    Mężczyzna nie zaprzestawał zabawy. Bardzo powoli zsuwał miseczki stanika. Wreszcie, gdy zdjął je zupełnie, zaczął zachłannie przyglądać się nagim piersiom. Były takie obfite, a jednocześnie takie kształtne. Brodawki i sutki nie za duże, nie za małe. Widok obnażonej kobiety spowodował, że poczuł się jak zwycięzca po pierwszej wygranej bitwie. To go ośmieliło i delikatnie dotknął skóry palcami. Zaczął masować, a po chwili pieścić dłońmi, potem przyssał się ustami do sutków. Marta reagowała westchnieniami i cichym stękaniem, co dodatkowo stymulowało karła. Ssał i masował coraz bardziej zdecydowanie. Rozkoszował się tymi czynnościami.

    Nagle sięgnął po buławę generalską i ułożył ją między wypukłościami piersi. Zaczął nią przesuwać, niczym penisem podczas seksu hiszpańskiego. Kobietę podnieciło to baraszkowanie, zrozumiała, że Karol ma duszę wyrafinowanego kochanka.

    – Proszę… przestań… proszę… uwolnij mnie… – szeptała cicho, jakby pogodzona z losem.

    Mężczyzna zamknął jej usta, wciskając w nie drzewce berła. Wargi kobiety, pomalowane czerwoną szminką, obejmowały podłużny przedmiot o fallicznym kształcie. Penis karła znajdował się już w pełnym wzwodzie, ale ten widok przyprawił dręczyciela o jeszcze większe podniecenie, musiał uwolnić członka. Rozpiął spodnie i wziął go do ręki.

    – Boże! Karolu! Co robisz! – wykrzyknęła kobieta, gdy tylko jej usta zostały oswobodzone od buławy.

    Karzeł bardzo chciał dotknąć penisem ciała kobiety, jednak był na to za niski. Przytaszczył więc podnóżek, ten sam, który wcześniej stał przy sekretarzyku. Ustawił go w odpowiednim miejscu i wskoczył na siedzisko. Nabrzmiały fallus wkrótce znalazł się między piersiami Marty. Liliput był wniebowzięty i rozochocony. Całkowicie stracił nad sobą kontrolę.

    – Zostałaś kiedyś wyruchana w cycki?! – spytał bezczelnie, już bez najmniejszego śladu zażenowania, po czym bez wahania zaczął pieprzyć kobietę, przesuwając własnym penisem, podobnie jak poprzednio buławą hitlerowskiego generała. Marta jęczała. Pierwszy raz spotkało ją coś podobnego.

    Karzeł szybko wyzbył się wcześniejszej delikatności. Jego małe palce zaciskały się brutalnie na sutkach.

    Zaraz potem przestawił podnóżek w pobliże głowy kobiety.

    – Nie! Nie! Co ty zamie… – Nauczycielka nie dokończyła zdania, bo w jej ustach znalazł się penis karła, raz jeszcze podążający śladem buławy.

    Okazało się, że wcześniejsze przechwałki mężczyzny nie były bezpodstawne. Członek imponował rozmiarem, można rzec, że w niczym nie ustępował buławie, ani wielkością, ani twardością.

    Mężczyzna trzymał Martę za głowę i niczym opętany rżnął ją oralnie. Kobieta dławiła się, ale ta sytuacja wzbudzała niesamowite podniecenie. Została zniewolona, a następnie zdobyta. Traktowanie jej ust niczym waginy, wywoływało uczucie upokorzenia, ale jakże ekscytującego upokorzenia! Jednak wkrótce rozochoconemu karłowi przestało to wystarczać.

    Zaszedł Martę od drugiej strony. Teraz już nie wahał się dotknąć jej majtek. Uszyto je z tak delikatnej koronki, której przy tym tak poskąpiono! Wąski pasek delikatnej materii, zakrywający cipkę, bez kłopotów ustąpił i przesunął w bok. Rozkoszny widok stanowił wspaniałą nagrodę. Szparka okazała się wąska i porządnie wydepilowana.

    Karzeł dotknął jej czubkiem buławy von Knypehla. Kobieta zadrżała. Rękojeść okazała się zbyt duża, by zmieścić się w ciasnej dziurce Marty, oboje wiedzieli to doskonale, tym niemniej karzeł udawał, że próbuje wepchnąć ją siłą.

    – Nie… nie… nie rób tego… – błagała płaczliwie kobieta.

    Drżący, zdradzający przerażenie głosik podziałał na Karola pobudzająco. Mocno naparł ciężkim berłem na delikatną szparkę. Słysząc kolejne jęki, rozkoszował się sytuacją.

    – Jesteś aż taka ciasna?

    Złapał dłonią za krocze, delikatnie ścisnął, jakby chcąc zasygnalizować, że sprawuje pełną władzę i kontrolę nad swoją ofiarą, po czym wsunął w pochwę dwa palce.

    – O tak… masz ciasną cipkę, jak uczennica, nie nauczycielka…. Czyż nie najwyższy czas, by to zmienić?

    Marta z przerażeniem pomyślała o generalskiej buławie. Wyobraziła sobie, jak ten przyrząd jest w nią wbijany. Przyszły jej na myśl okrutne sceny z filmów, sceny nadziewania nieszczęsnych skazańców na pal.

    – Nie… nie… błagam… – Zaczęła miotać się histerycznie.

    – Wybierz, co wolisz: buzdygan czy moją męskość! – Karol rozkazał tonem nieznoszącym sprzeciwu, nie czekał jednak na odpowiedź. Tak naprawdę nie zamierzał używać buławy. Przystawił sobie podnóżek i ulokował się między szeroko rozwartymi nogami Marty. Kobieta poczuła twardego kutasa, nawet nie zdążyła stęknąć, gdy ten zaczął na nią napierać, najpierw samą żołędzią, ale chwilę później potężny członek gwałtownie wtargnął całą swoją długością. Bez żadnej litości, aż po same jaja.

    Uniesienie karła nie znało granic. Oto ją posiadł! Damę! Nieosiągalną…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Marta Kosowska
  • Alicja – pierwsza niespodzianka

    Sukces firmy gwarantował spokojny i dostatni byt przez najbliższe dwa lata. I dawał poważną nadzieję na kontynuację współpracy w kolejnych. Bogdan chciał z kolegami uczcić sukces, ale wszystkim brakowało czasu, a spotkanie u niego, czyli na drugim końcu stolicy, zostałoby potraktowane jak kiepski żart.

    – Panowie, moja przyjaciółka mieszka niedaleko stąd przy Marymonckiej. Może tam spotkamy się? Naprawdę dobrze gotuje, gwarantuję alkohol i spotkanie tylko w naszym, wąskim gronie. – Był zadowolony z siebie, tym bardziej, że obydwaj biznesowi partnerzy (Włodek i Artur) z ochotą wyrazili zgodę. Odwiedziny kolejnej restauracji nie zawsze stanowiły dobre rozwiązanie. – Strój wieczorowy – zaznaczył, znając klasę zapraszanych gości.

    *

    Alicja nie podzielała opinii partnera. Spokojnie wysłuchał jej nerwowego, długiego i głośnego monologu o zaskakiwaniu propozycją, konieczności zrobienia zakupów, braku czasu i kompletnym nierozumieniu warunków, jakie trzeba spełnić, żeby przygotować coś smacznego na ‘taką’ kolację… „Taaak, czyli moje wizyty nie zasługują na coś wyjątkowego” – pomyślał z rozbawieniem.

    Kiedy nieco opanowała emocje i zapytała o godzinę spotkania, złagodził jej niechęć kilkoma komplementami. – Twoja kaczka ze śliwkami zawsze jest bardzo smaczna. Przyjdą tylko oni, a czego nie ubierzesz i tak będziesz świetnie wyglądać – próbował ją udobruchać.

    Alicja skończyła 48 lat, była solidnie zbudowaną blondynką z nadwagą i ze sporym biustem, który mniej lub bardziej świadomie eksponowała. W młodości uprawiała sport i ślady tamtej aktywności, wspierane codzienną aktywnością, pozostały do dzisiaj. Na co dzień bardzo żywotna, zaradna i pracowita, borykała się z samotnością, której nie potrafiła zaakceptować. Po długim i nieprzyjemnym rozwodzie, w pojedynkę wychowała dwoje dzieci, które już dawno usamodzielniły się. „Sama na 50 metrach” – tak najczęściej wieczorami podsumowywała swoje życie. Jednak drobny przypadek sprawił, że niecały rok wcześniej poznała mężczyznę. Kilka lat młodszy od niej, przystojny, dobrze ubrany, dbający o siebie i zamożny. Po jego wytrwałych zabiegach zaczęli spotykać się. Powoli przekonywała się do niego. Czasem on spędzał noce w jej mieszkaniu, czasami ona nocowała w jego willi pod Warszawą. Po upływie prawie roku od pierwszego spotkania, Alicja była nim zauroczona. Wraz z upływem czasu dokładniej poznawała również jego seksualne upodobania. Nie wszystko lubiła, ale swojemu mężczyźnie ulegała…

    *

    Dwaj  mężczyźni stali przed blokiem, po kolacji u Bogdana i jego partnerki. Mimo, że obaj mieli po 41 lata, bardzo różnili się. Włodek, wyższy, szpakowaty, dobrze zbudowany, nadal uprawiał jogging, pływał, czasami grał w tenisa i ćwiczył w siłowni – dbał o siebie bardziej niż jego żona. Artur, z twarzą 30-latka, dobrze ubrany, dbał o swój wygląd, podobał się kobietom i wykorzystywał to. Wysokie dochody gwarantowały spokój jego żonie, która skupiała się na wychowywaniu dzieci i spotkaniach z koleżankami w kolejnych kawiarniach i restauracjach, pozostawiając gosposi prowadzenie domu. On z rodziną widywał się na ogół w weekendy. Na ogół rzadko przed godziną 20. wracał do domu, a i tak wówczas siadał do pracy łączonej z posiłkiem. Jako prawnik obsługiwał również obie firmy i dzisiaj domową kolacją z ich właścicielami wieńczył wspólny interes. Znali się od wielu lat.

    – Co sądzisz? – Artur spojrzał na Włodka.

    – Nasz kolega był jednak zmęczony alkoholem, ale kaczka świetna, naprawdę – trzymając ręce w kieszeniach, Włodek rozglądał się po okolicy jako tako oświetlonej latarniami.

    – Człowieku, nie o to pytam – Artur spojrzał pobłażliwie na kolegę.  

    – A ja pytam, kiedy zadzwonisz po taksówkę – Włodek nadal lustrował okolicę, unikając wzroku kolegi.

    – Daj spokój, żona nas odbierze. Jeszcze przy windzie wysłałem sms-a – machnął ręką Artur. – Ciebie zawieziemy do hotelu, a potem pojedziemy do domu. – Prawnik też wepchnął dłonie do kieszeni spodni. Kiwał głową, patrząc na swoje buty. Myślał o czymś intensywnie. – Włodek, chcesz jakieś ciało na noc? – spojrzał z uwagą na kolegę.

    – Nie, dziękuję za troskę. Nie korzystam z usług prostytutek. Nigdy – powoli powiedział Włodek, akcentując ostatnie słowo i wreszcie patrząc na Artura.

    – Sorki, stary, jedynie chciałem być pomocny – prawnik lekko wzruszył ramionami. Po tych słowach zaległa cisza. Jednak nie na długo.

    – Widziałeś, jaki biust ma ta Ala, co? I te nogi, nie? Ładnie opalone – słychać było, że Artur w ogóle nie zraził się tonem kolegi. Myślami był jeszcze przy niecodziennym zakończeniu kolacji. Z jego eleganckiego języka, ze starannie dobieranymi słowami, nie zostawało wiele, kiedy zaczynał mówić o kobietach.

    – Tak, jest bardzo atrakcyjną i interesującą kobietą – rzekł monotonnym tonem niewzruszony biznesmen, patrząc w niebo. Przynajmniej miał nadzieję, że tak zabrzmiały jego słowa.

    *

    O 20. kolacja była gotowa. Pani domu efektownie prezentowała się w błękitnej bluzce w drobne białe prążki, szarej spódnicy i szarych szpilkach; na nogach miała jasnoszare, delikatne pończochy. Biały uśmiech, efektowna opalenizna i dyskretny makijaż świetnie podkreślały jej urodę. Pan w wieczorowym garniturze, zmienił również koszulę i krawat i nawet dodał kolorową poszetkę. Biznesowi partnerzy pojawili się punktualnie i razem, wręczając Alicji bukiet kwiatów i butelkę koniaku Bogdanowi. Kolacja przebiegała w miłej atmosferze. Wszyscy próbowali potem palić cygara, co stanowiło powód do serii żartów. Taktownie omijano te nieprzyzwoite. Tuż przed 22. panowie wstali i w przedpokoju zaczęli żegnać się. Nieoczekiwanie Bogdan objął partnerkę lewą ręką i ścisnął za pierś, nie zważając na dyskretne protesty kobiety. Z uśmiechem podał kolegom rękę na pożegnanie:

    – Cieszę się, że mogliście poznać moją panią. Jest świetna – chociaż wszyscy wypili po kilka kieliszków, Bogdan wiedział, co i jak mówi. Pocałował Alę w policzek i znowu ścisnął jej pierś.

    – Przestań – zniesmaczona kobieta delikatnie próbowała wyswobodzić się z jego uścisku. Czuła się niezręcznie i unikała wzroku gości. – Później porozmawiamy – dodała ostrzegawczym tonem.

    Panowie, bywali w świecie, widzieli niejedno, mimo to wydawali się zaskoczeni zaistniałą  sytuacją. Przelotnie spojrzeli na siebie i zgodnie uznali, że taksówkę zamówią już na dole („Jeszcze trochę przejdziemy się, jest taki pogodny wieczór”, „Po tak smacznej i obfitej kolacji grzechem byłoby siedzieć w samochodzie”). Było widać, że sytuacja jest dla nich niezręczna, chociaż można było też zauważyć, że uroda gospodyni wywarła na nich wrażenie.

    – Koledzy, mam nadzieję, że jeszcze spotkamy się w równie miłych okolicznościach i będziemy podziwiać fajne widoki – po tych słowach, kiedy Ala odwracała się, Bogdan chwycił rąbek spódnicy i energicznym ruchem podniósł ją. Gościom ukazał się fragment opalonej pupy oraz nóg nad zakończeniem pończoch i białe stringi. Zaskoczona kobieta szybko odwróciła się, nieporadnie opuszczała spódnicę i mierzyła partnera surowym spojrzeniem.

    – Uspokój się – ton Alicji sygnalizował nadchodzącą nieuchronnie burzę. On, jakby nie słysząc, cofnął się za jej plecy i nagle obiema dłońmi podniósł jej piersi:  

    – A to największy walor mojej pani – rzekł z triumfem w głosie. – Żałujcie, że nie możecie ich zobaczyć! Ala, a może pokażesz naszym gościom? Co? – gospodarz stawał się coraz bardziej natarczywy. – Będziecie mile zaskoczeni – szepnął do nich, mrużąc oko i z uśmiechem przesadnie kiwając głową.

    – Uspokój się – spokojnie powtórzyła Alicja, ale ton wskazywał na ledwie hamowaną wściekłość. – Panowie, było mi bardzo miło gościć was. Do zobaczenia w równie ważnych i miłych okolicznościach – Ala uśmiechała się, podając im dłoń.

    – Dziękujemy za zaproszenie. To nam było bardzo miło poznać panią – żegnał się Włodek ze sztucznym uśmiechem. – Wspaniała pieczeń – dodał, wycofując się. Był wyraźnie skrępowany.  

    – Mamy nadzieję na kolejne równie udane spotkanie; być może nawet szybko – skłonił głowę Artur i ściskając dłoń Alicji, patrzył na jej biust. Tak przynajmniej wydawało się poddenerwowanej kobiecie.

    *

    Kobieta odczekała aż ruszy winda. Potem zamknęła drzwi mieszkania, przekręciła zamek i gwałtownie odwróciła się do partnera.

    – Oszalałeś?! Co ty wyprawiasz?! Alkohol zmiękcza resztki mózgu?! – mierzyła go wściekłym wzrokiem. – Tak się spiłeś, że nie masz pojęcia, co robisz? – dodała już nieco spokojniej, uważnie przyglądając się Bogdanowi. Opierał się lewą ręką o ścianę, rozluźniał krawat drugą i niewidzącym wzrokiem rozglądał się po przedpokoju. Chwiał się.

    – Chcesz się położyć – bardziej stwierdziła niż zapytała Ala. Z uśmiechem kiwał głową, jakby nie rozumiał słów i błądził w swoim świecie. Przytrzymała go, powoli odwróciła i odprowadziła do pokoju, a on chwycił ją za pośladek. I trzymał. Mocno. Zignorowała gest.

    Zanim położyła go na tapczanie, przywarł do niej. Po alkoholu był stanowczy, gwałtowny, szczególnie kiedy ją chciał. Stała z rękami opuszczonymi wzdłuż ciała, przymknęła oczy, a on pieścił językiem jej ucho, macał piersi, twardym penisem nacierał na krocze. Nie cofnęła się. Gryzł koniuszek ucha, całował, dmuchnął delikatnie w nozdrza i kiedy gwałtownie otworzyła usta, głęboko wepchnął język, wręcz dławił ją. Odchyliła się i próbując utrzymać równowagę, wsparła się na stopie, którą cofnęła i jednocześnie objęła go. Bogdan jedną ręką trzymał ją za włosy, drugą – za pośladek. Całował agresywnie, kąsał wargi, brodę, szyję, kark. Oddychała szybko. Wyprostowała się, wypięła biust. Czuła rosnące podniecenie. Wilgotniała. Napięła wszystkie mięśnie i nerwowo potrząsała głową. Już nie myślała o zdarzeniu w przedpokoju.

    – Rozepnij bluzkę – szepnął podniecony partner. Posłusznie zaczęła wykonywać polecenie. Lizał kark, szyję, delikatnie kąsał ucho, obydwoma rękoma podciągnął spódnicę. Prawa dłoń wsunął pod stringi i zaczął pocierać łechtaczkę, lewą trzymał ją za głowę. – Zdejmij ją – całując go, zdjęła z jednego ramienia, potem drugiego. Nie patrzyła, gdzie spadła bluzka. – Rozepnij stanik – padło kolejne polecenie. Alicja sięgnęła dłońmi do zapięcia na plecach. Ledwo zdołała zsunąć z ramion, a kochanek gwałtownym ruchem zdarł z niej stanik. Przywarł do jej ciała, mocno i długo całował w usta. Nagle odsunął się, uwolnił kark z uścisku, sięgnął po dół spódnicy i założył go za jej górną krawędź. Zaczął bawić się piersiami. Ala stałą z lekko otwartymi ustami i czekała na ból. Bogdan lubił drapać, kąsać i szczypać sutki, brodawki, nawet wykręcać je. Naraz usłyszała:

    – Zdejmij stringi. – Pochyliła się, pospiesznie zdjęła je i rzuciła obok bluzki. Wyprostowała się i wtedy usłyszała kolejne polecenie:

    – Na czterech – posłusznie uklękła na czworakach na tapczanie. Włosy opadły na twarz, piersi zakołysały się, przymknęła oczy. Prowokacyjnie pokręciła pupą. Chciała go. Nie odrywając wzroku od jej opalonego ciała, szybko zdjął buty i odrzucił marynarkę gdzieś w bok. Z pożądaniem patrzył na jej pupę, którą przecinała blada kreska nieopalonego ciała w miejscu przeznaczonym dla majteczek. Przeniósł wzrok na wilgotną cipkę. Rozpiął spodnie…

    Poczuła jak nachalnie pcha ślinę do pochwy i po chwili mokry, naprężony penis wypełniał ją. Rytmicznie i głęboko zaczął rżnąć ją, trzymając za biodro prawą ręką. Robił to powoli, nie spieszył się. Teraz zwiększył tempo. Drugą ręką złapał kochankę za włosy i pociągnął do siebie. Wygięła się, pojękiwała. To za mało! Chwycił za szyję i pociągnął do siebie. Kopulował jeszcze bardziej energicznie. Wygięła się jeszcze bardziej, duże piersi kołysały się gwałtownie, w rytm jego pchnięć. Trzymana za szyję, zaczęła dusić się. Jęki podniecenia mieszały się z charczeniem, kiedy próbowała łapać powietrze.

    – Ściskaj go pizdą, kurwo – warknął do partnerki przez zaciśnięte zęby, mocno uderzając w pośladek. Wulgaryzmy pojawiały się, kiedy był podniecony. Puścił szyję oszołomionej kobiety i brutalnie pchnął ją głębiej na tapczan. Przesunęła się, położyła głowę na pościeli i czekała. Była już bliska orgazmu, kiedy on…

    – Wyżej dupę! – rozkazał. Klęknął za nią i wcisnął penisa do pochwy. Potem lewą nogą wyprostował do przodu i położył na jej głowie. – Uważaj, kurwo – trzymał jej tułów i zaczął znowu brutalnie rżnąć partnerkę. Dłonie miętoszące pościel i tłumione jęki wskazywały na stopień jej podniecenia. Nic nie słyszała. Dochodziła. Rosło ciśnienie w uszach, na przemian zaciskała szczęki i otwierała usta jakby brakowało jej powietrza, zamknięte oczy rozświetlały błyski, pulsowało w głowie, zaczęła krzyczeć… Już!

    Tuż po tym jak szczytowała, wyszedł z niej, gwałtownie przetoczył podnieconą partnerkę i wsadził penisa w jej usta. Nie zdążył. Wytrysk rozlał się na twarzy kobiety. Resztę łapczywie połknęła. – Wyliż do czysta – polecił trzeźwo i stanowczo. Trzymał za włosy tak długo aż uznał, że wystarczy. Potem poklepał ją po pupie, pobawił się piersiami, głaskał i drapał po plecach. Kochanka rozkosznie mruczała i przeciągała się. – Ty idź spać do salonu – zdecydował.

    *

    Później słyszał jak Ala, ubrana jedynie w pogniecioną spódnicę, zbiera naczynia, zanosi do kuchni i puszcza wodę. Uśmiechnął się. Kobieta stawała się coraz bardziej posłuszna, uległa i na ogół spełniała jego polecenia bez protestów. Scena w przedpokoju dowodziła tego. “Zalotów wobec kilku mężczyzn doświadczyła po raz pierwszy. Z takim ciałem…” – podsumował udany wieczór. – „Gdyby suka wiedziała, ile początków ją jeszcze czeka” – uśmiechnął się do swoich myśli. – „No, pozna jeszcze inne początki, może ze dwa. Tak, a potem zmieni się model na młodszy” – ziewnął bezgłośnie i po chwili zasnął. Szczęk mytych naczyń nie obudził go.

    *

    Następnego dnia, po przebudzeniu, zawołał partnerkę. Miała ubrać żółte szpilki, a potem zrobić mu loda. Naubliżał jej, gdy był już podniecony. Kiedy leżał, opierając głowę na zgiętym ramieniu, obserwował jak rozbierała się według jego poleceń. Naga, kiedy nawilżyła się jego śliną, najpierw usiadła i pojeździła na sterczącym członku, patrząc mu w oczy. Jej piersi kusząco podskakiwały, zmuszając go do skupienia się na ich pląsach. Złapał je, ścisnął mocno, zagryzając wargi, usłyszał jej jęk („Boli!!”) i wtedy puścił piersi. Potem wstała z tapczanu, odwróciła się i stanęła w szerokim rozkroku. Podszedł i jednym pchnięciem wziął ją na stojąco od tyłu, opierając o ścianę.

    Kiedy uznał, że wystarczy, położył kochankę na tapczanie na boku, pospiesznie nawilżył, niecierpliwie wtargnął do odbytu. Głuchy na jej błagania i protesty z uśmiechem satysfakcji wpychał penisa coraz głębiej. Kiedy jądra otarły się o pupę, powoli wycofał się i zaczął ponownie wpychać penisa. Za trzecim razem poszło jeszcze łatwiej. Za czwartym miarowo rżnął kobietę w odbyt. Kwiliła, jęczała, czasami krzyczała, szarpała się, ściskała jego udo, odpychała („Przestań, dość! Przestań!”), ale wiedział, że jest zadowolona. Trzymał ją za włosy, szarpał, bił po sutkach, ciągnął brodawki. Znowu ją podduszał. Kiedy poczuł, że dochodzi, wyszedł z niej, podniósł się, a ona sprawnie uklękła przed nim. Skończył w ustach, a po wylizaniu, pochylił ją i jeszcze raz wepchnął penisa do odbytu. Równocześnie bawił się łechtaczką. Wreszcie, nie wychodząc z odbytu, ponownie przewrócił kobietę na lewy bok. Lubił obserwować podniecenie na jej twarzy i jednocześnie wykonywane polecenia: „Trzymaj podniesioną nogę”, „Liż cyca”, „Włóż palce do cipki”. Na przemian szczypał i łaskotał ją. Podniecenie malało, a pojawiał się miły nastrój obiecujący kolejną zabawę.

    *

    Jednak nie. Tym razem miał inny plan. Ponownie kazał wylizać penisa i jeszcze zmusił ją do wylizania odbytu. Po wszystkim po kolei wzięli prysznic. Dochodziło południe. Przyszła do niego naga i bosa, rozpromieniona. Przytuliła się. Czuł krople wody na jej ciele. Objął ją i przykrył prześcieradłem. Sięgnęła po penisa i włożyła go sobie między nogi. Usnęli.

    Po drzemce zaprosił kochankę na obiad do restauracji i do kina. Ucieszona, dała mu buziaka i pobiegła ubierać się. Wczorajszy incydent przeszedł do historii. „Będzie z niej świetna kurwa” – uśmiechnął się do swoich myśli.

    – Kochanie, idziemy – zawołał, stojąc przy drzwiach i zakładając sportową marynarkę. Wyszła z drugiego pokoju, zakładała czerwone szpilki. Miała na sobie szary kostium i czarną bluzeczkę nieregularnie i rzadko przetykaną czerwoną nitką. Spojrzał na dekolt, poklepał po pupie. – Chodźmy, suczko – uszczypnął brodawkę. Zagryzła wargi czerwone od szminki, spojrzała na niego jakby oczekiwała więcej, ale tylko uśmiechnął się. – Później, słodka dupcio – obiecał i sięgnął po klucze.

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Artur

    Artur był wyjątkowym facetem. Spotkałem go na weselu pod białostocką wsią, w tańcu obracał kobietę za kobietą, co jakiś czas wkładając rękę pod spódnicę. Panny piszczały, jakby anioł zstąpił z niebios i właśnie teraz nadszedł czas zbawienia, bo żadna nawet nie próbowała się opierać tylko coraz mocniej przyciskała mężczyznę do siebie. Sama Panna Młoda zerkała na niego, jakby za chwilę miała zaciągnąć go do pokoju i oddać się rytuałowi, w którym Artur wchodził w nią niczym nowo narodzony bóg i pieprzył, aż orgazm bryzgał go tajemniczymi sokami, a ona wrzeszczy wbijając swoje paznokcie w jego ciało. 

    Do dziś zaprzątam głowę myślami, cóż miał w sobie, że kobiety tak lgnęły do niego, niczym zbłąkane owieczki w szpony demona. Z wyglądu przeciętny, był facetem po trzydziestce, średniego wzrostu, sympatycznej twarzy i stylu bycia, który odpowiadał za jego łóżkowy sukces. Opinie kobiet głosiły, że gdy patrzyło się w jego oczy, ciało delikatnie napawało się podnieceniem przyczyniając się do natychmiastowego orgazmu. Coś niesamowitego przeszywało wnętrze od samego patrzenia, że zaczynały drżeć, jakby niewidzialny członek wchodził do pochwy i wibrował niczym świder w ziemi. Gdy zamykały oczy, czuły oddech Artura ssącego piersi niczym opętany wąż, a dłońmi przechodzi po brzuchu ku dołowi, masując tajemną krainę i uda, które przeszywały dreszcze jakby to nie mężczyzna ich dotykał, tylko tajemnicze bóstwo zesłane na ziemię. Czuły się jakby zapadły w narkotyczny sen, który zabiera je na d**gą stronę ludzkiej wyobraźni. Odlatywały z tego świata marząc, aby nigdy do rzeczywistości nie powrócić. 
    Artur swój pierwszy raz przeżył z żoną prezesa firmy, w której jako młody chłopak zaczął pracować. Nadszedł dzień, gdy w natłoku pracy musiał zostać kilka godzin dłużej, co spowodowało zakończenie obowiązków o 22.30, a tak późna pora przyczyniła się do problemu z powrotem do domu. Młody mężczyzna był lekko zdezorientowany, gdyż do odpoczynku we własnym pokoju dzieliło go około 25 km, a przechadzka pieszo była zbyt ryzykowana ze względu na dzielnicę kryjącą w bramach zakapturzonych małolatów z piwem w reku i kończącą się paczką papierosów. 
    Artur skierował prośbę o podwiezienie do prezesa, a że ten, jak zawsze, był zajęty, poprosił żonę, Joannę, aby chłopaka odwiozła pod wyznaczony adres. Obrót sprawy bardzo mu odpowiadał, gdyż w takiej sytuacji już nie ma znaczenia z kim się wraca. 
    Prezesowa, o czarnych włosach i długich nogach, z twarzą lekko okrytą pudrem, zaprosiła go na zewnątrz do Mercedesa klasy S i bez zastanowienia pomknęli w stronę bloku młodego pracownika. Rozmowa przez drogę kleiła się. Dotyczyła funkcjonowania firmy, dalszych metod rozwoju, jakie chcą wprowadzić we współpracy z krajami wschodnimi, oraz wzrostu sprzedaży, która była w tym roku najwyższa od czterech lat. 
    Po 20 minutach byli już na wyznaczonym miejscu. Artur chciał jej podziękować i spokojnie znaleźć się w mieszkaniu. Sięgnął do kieszeni po 20 złotych, gdyż doskonale rozumiał, że paliwo kosztuje, kładąc banknot na pulpicie samochodu. Prezesowa się uśmiechnęła i rzekła. 
    – Chyba żartujesz Arturze, że wzięłabym od ciebie jakieś pieniądze. 
    – Ale ja nic nie chcę za darmo – odpowiedział. 
    Kobieta musnęła chłopaka po nodze, wpatrując się w niego z lekkim uśmiechem. 
    – A kto powiedział, że przywiozłam ciebie za darmo? 
    Jej ręce zaczęły rozsuwać rozporek Artura. Włożyła mu rękę w oryginalną bieliznę, wyciągając członka, pchającego się niczym dziecko do porodu. Delikatnie zniżyła głowę i jego “zgrywus”, jak nazywał go Artur, został pochłonięty przez usta kobiety. Robiła to coraz szybciej, góra, dół, zamierzając chyba duszę młodego chłopaka wyciągnąć przez członka. Artur krzyczał przeszywany dreszczami podniecenia, jakich nigdy nie doznał. Czuł się jak Bóg poznający zakazane krainy, aż sam się dziwił, że wcześniej nie spróbował takiej przyjemności z koleżankami z liceum; czyżby w okresie szkolnym wyłączył się z zapotrzebowania na seks, a może tamtejsze dziewczęta nie były odpowiednie do takich zabaw, skupione bardziej na nauce? Wyła z rozkoszy, a on myślał, iż na całej ulicy ich słychać i ludzie zapalali światła w oknach, rozglądając się kto wydaje takie głośne jęki. Artur nic nie musiał robić, tylko leżał wbity w siedzenie, a ona ujeżdżała go jak młodego rumaka, co prawda nie widział jej piersi, ani reszty ciała, gdyż odchylała wyłącznie fragment “tajemnej krainy”. Po kilku minutach szaleństwa, chłopak wytrysnął niczym korek od szampana, rozbryzgując nasienie na ubranie dojrzałej kobiety, po której poty ściekał małymi stróżkami. Oboje sapali, łapiąc resztki wolnego powietrza w pojeździe. 
    – Dziękuję, skarbie – wyszeptała prezesowa zasapanym głosem. To było coś wspaniałego. 
    Artur nic nie odpowiedział, dyszał jak po długim maratonie, co chwilę przeszywany energetycznymi dreszczami. Kobieta ucałowała go w usta i zaczęła doprowadzać się do normalnego wyglądu, ścierając resztkę nasienia ze swojego żakietu. Chłopak schował penisa do spodni, zasunął rozporek i otworzył drzwi mercedesa szykując się do wyjścia. 
    – Dobranoc, Pani Asiu – wydusił Artur i wysiadł, kierując się do mieszkania. Kobieta odpowiedziała identycznym zwrotem i zniknęła za zakrętem, pozostawiając zapach spalin. 
    Właśnie wtedy został obdarowany przyjemnością, jakiej dotąd nigdy nie zaznał. Czuł się jak zbawiony człowiek. Dostąpił objawienia jakby spotkał Boga, i wreszcie może powiedzieć, że stał się prawdziwym samcem. Został oświecony i jego stan umysłu otworzył się na nowe doznania; nie miał już słów, aby opisać, co czuł wewnątrz organizmu – dostał ponowne życie, ale w lepszej oprawie. Wreszcie zrozumiał jak czerpać radość z własnej egzystencji. Całą noc nie spał, tylko delektował się zaistniałą sytuacją. Chciał od tej pory zmienić życie i już na d**gi dzień zwolnił się z firmy. Zrobił to bardziej z bezpieczeństwa, bowiem domyślał się, że szefowa będzie dobierać się do niego każdego dnia, a on nie chciał się wiązać z kobietą w takim wieku, bo czułby się jak orzeł w klatce. On chce być sobą i robić wszystko, co jest zgodne z jego naturą. Pozostawi styl dzieciaka i zamierza żyć pełnią życia podążając nową drogą 
    Opuścił rodzinny Płock i wyjechał do Koszalina. Nocne kluby stały dla niego otworem, jak rodzinny dom, gdzie w toalecie mógł uprawiać seks z wieloma kobietami naraz, a one jęczały mówiąc, że jeszcze nie miały takiego faceta. On wiedział o tym. Był Bogiem, który wędrował alejami rozpusty i nie chciał się męczyć wychowywaniem gromadki dzieciaków, harowaniem całymi dniami w pracy za tysiąc trzysta złotych na miesiąc. Zaczął uprawiać seks z coraz większą ilością niewiast, przyjmując za usługę drogie prezenty czy pieniądze. Najbardziej hojne były bogate panie po czterdziestce, które, znudzone rodzinnym życiem, wieczorami chcą być zaspokojone przez wypachnionego ogiera. Na początku troszkę się wstrzymywał przed darami od nieznajomych, gdyż najważniejszy był dla niego seks , ale wiadomo pieniądze też były potrzebne na codzienne życie, a takie sytuacje dawały mu dwie przyjemności naraz, bowiem wśród młodziutkich panienek raczej banknoty nie wchodziły w grę. 
    Z biegiem czasu już było mu obojętne czy kobieta miała dwadzieścia lat, czy sześćdziesiąt, wtedy liczyła się tylko czystość takiej osoby, a i dojrzałe babeczki potrafiły niejednego go nauczyć w tej dziedzinie. Miał okazję wśród nich poznać byłe gwiazdy porno, które na seksie znały się jak nikt dotąd i dzięki nim zdobył niemałą renomę wśród kobiet bardzo wymagających w sprawach łóżkowych. 
    To dzięki takiemu trybowi życia stał się bogatym mężczyzną mogącym sobie na wiele pozwolić: zakupił nowego Mercedesa klasy S, zaś stare mieszkanie zamienił na luksusowe z widokiem na park. Nie chciał kupować domu czy mieszkania, gdyż wtedy czułby się uwiązany w jednym miejscu, a sprzedawanie w koło nieruchomości stałoby się dodatkowym ciężarem niczemu nie służącym. 
    Zaczął podróżować po całym kraju, bo zaspokojone kobiety zaczęły polecać go innym koleżankom. Już z góry pytały ile bierze, choć Artur nigdy nie miał żadnej stawki i liczył się dla niego tylko seks. Dlatego jak płacono mu za pieszczoty, to zwyczajnie brał kwotę do portfela. To było jego życie. To było jego powołanie, jakie miewa lekarz, prawnik, żołnierz. 

    * * * 
    Od mojego ostatniego spotkania z Arturem minęło kilka lat. W pewnym momencie zacząłem się obawiać, co się z nim dzieje, bo jednak nocne kluby nie zawsze były bezpieczne, ale po kilku dniach odpisywał, że czuje się świetnie i układa mu się fantastycznie. Tłumaczył się natłokiem pracy, ale jak tylko znalazł chwilę, to z miejsca do mnie pisał. Więc przestałem zawracać mu głowę. Bardziej chodziło mi o to, czy jest cały, bo bezpieczeństwo Artura było dla mnie ważne. Chciałem się z nim spotkać na żywo i wypić butelkę koniaku, on jednak czasu na kontakt z przyjacielem nie znalazł. Ostatnio otrzymałem informację od jego brata, że mieszka w Islandii. Nawet nie pytałem, czym się tam zajmuje.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Sebastian Post

    Opowiadanie “Artur” zostało opublikowane w 1/2014 numerze magazynu prozy nieobyczajnej “Andar”.

       

  • Pierwszy, choc własciwie drugi raz.

    Miałem wtedy coś koło jedenastu lat. Z klasą wybraliśmy się do kina. Jedno jest pewnie, „Quo Vadis” to nie był film dla dzieciaków w naszym wieku. Jedyne to pamiętam, to scena w której chrześcijanie są pożerani przez lwy na stadionie. Może to jednak nie jest kwestia traumy, której doznałem, a tego, co podczas seansu się wydarzyło.

    Nauczycielka się ostro wściekła na mnie i Tomka. Nie pamiętam co przeskrobaliśmy, ale w ramach kary w prawie pustym kinie kazała nam siedzieć w pierwszym rzędzie. Cała klasa siedziała daleko z tyłu, a ja dostawałem zeza rozbieżnego, żeby ogarnąć co się dzieje na całym ekranie. Byłem obrażony i wkurzony do czasu, gdy nie zauważyłem kątem oka, że Tomek na gdzieś to wiekopomne dzieło, a najzwyczajniej w świecie robi sobie dobrze! Jego dłoń miarowo i nieśpiesznie poruszała się, obejmując młodzieńczego członka. Zagapiłem się na niego i jak zaczarowany patrzyłem to na jego pieszczone przyrodzenie, to na twarz z przymkniętymi oczami i malującą się na niej rosnącą rozkoszą. W pewnym momencie, popchnięty instynktem którego nie rozumiałem, wyciągnąłem rękę i chwyciłem jego peniska. Tomek natychmiast otworzył oczy, spojrzał na mnie z przestrachem, ale zaraz uśmiechnął się i pokiwał głową. Wziąłem w dłoń jego sztywną męskość i niepewnie zacząłem ją pieścić. Po chwili Tomek nachylił się do mnie i szepnął:

    – Rozpinaj spodnie!

     Z lekkim zdenerwowaniem zrobiłem to i wyciągnąłem moją twardniejącą pałeczkę. On wziął mojego malucha w swoją ciepłą dłoń i zaczął nią delikatnie poruszać. Myślałem, że nic przyjemniejszego mnie nigdy wcześniej nie spotkało! Zacząłem posapywać, targany zbliżającym się pierwszym w życiu orgazmem. Nawzajem waliliśmy sobie, patrząc przed siebie i udając, że oglądamy film. Jego ruchy przyspieszały, a ja podążałem za nim. Mój mały zaczął pulsować, nie wiedziałem co się dzieje. Prawdę mówiąc byłem trochę przestraszony, ale Tomek był pewny tego co robi, więc i ja nie przestawałem. W pewnym momencie poczułem targającą mnie falę przyjemności. Mój przyjaciel wypluł z siebie pierwszą odrobinę spermy, a ja starałem nie rzucać się na fotelu. Tomek doszedł sam chwilę później – oszołomiony orgazmem zapomniałem o nim. On wyprodukował więcej spermy i był dużo bardziej opanowany. Z fascynacją patrzyłem jak wycierał się powoli chusteczką, a potem przeszedł mnie dreszcz jak obtarł i mojego pysiorka.

    – Ubierz się – szepnął z uśmiechem, więc zapiąłem spodnie i gapiłem się przed siebie myśląc, co to było, jak to się stało i najważniejsze – czy można to kiedyś powtórzyć??

    W sumie nie wiem z jakiej przyczyny z Tomkiem nie wracaliśmy do tematu. Lata mijały, on grał w lokalnej drużynie piłki nożnej pnąc się po szczeblach kariery młodego piłkarza. Ja trochę grałem w siatkę, więc nie spędzaliśmy razem czasu poza szkołą. Do liceum poszedłem do innego miasta, wiedziałem że on dalej gra i całkiem nieźle sobie radzi. Ja złamałem nogę na nartach i potem już nie wróciłem do treningów siatkówki. Nasze kontakty ograniczyły się do życzeń na facebooku. Na studia poszedłem w Warszawy. Z nowymi znajomymi balowałem po klubach, poznawałem kolejne dziewczyny, w końcu wylądowałem z którąś w łóżku. Jednak już od liceum w związkach mi nie szło. Kilka randek i koniec. Seks w sumie chyba jeszcze skrócił te relacje. Niby miałem ochotę, ale jak przychodziło co do czego, to w zasadzie lepiej bawiłem się sam ze sobą. Zacząłem się nawet zastanawiać czy nie powinienem iść z tym do lekarza. Ale wiadomo, trochę obciach. Myślałem, że nic tego nie zmieni, aż do pierwszych studenckich wakacji.

     Po zakończeniu sesji kumpel z roku urządził gigantyczną imprezę. Wiadomo było, że już nie ma się czym stresować, więc zaprosił stado ludzi do domu pod miastem. W sumie nie domu. Raczej pałacu. Rodzice dali mu zielone światło i wynieśli się na weekend, a my wykorzystaliśmy to na maksa. Ludzi był jakiś chory tłum. Byli znajomi z roku, ich znajomi i znajomi znajomych. Wśród tych ostatnich, odnalazł się… Tomek. Ucieszyłem się jak nie wiem na widok gęby starego przyjaciela. Noc zeszła nam na piciu, rozmowach i wspominaniu „starych, dobrych czasów”.  Z kolejnymi szotami przyszedł czas i na dawne wspomnienie z kina. Potoczyliśmy się razem do kibla i okazało się, że w łazience jest i wc i pisuar, więc postanowiliśmy lać razem.

    – Urósł ci, odkąd go ostatni raz widziałem! – z rozbawieniem powiedział Tomek.

    Zmieszałem się i odruchowo spojrzałem na jego sprzęt. Dorodny, gruby kutas strzelał prostą złotą strugą.

    – Twój też jest jakby troszkę większy – odpowiedziałem, siląc się na dowcip.

    – Tak mi przyszło do głowy, że powinienem Ci podziękować. Wiesz, za tę akcję w kinie. Pomogła mi odnaleźć samego siebie.

    – W sensie? – trochę się pogubiłem.

    – W sensie, że jestem gejem. Dzięki Tobie szybko to zrozumiałem.

    Moja mina musiała być niewyraźna i nie wiedziałem co odpowiedzieć. Tomek zaśmiał się, zapiął rozporek i klepiąc mnie w tyłek rzucił

    – no przecież Cię teraz nie zgwałcę! – po czym wyszedł z kibla.

    Ja zostałem tam chwilę sam gapiąc się w ścianę. Jak w końcu się ogarnąłem, to jego już nie było w pobliżu. W głowie kłębiły mi się tabuny myśli i chciałem z nim pogadać. Albo i nie, sam nie wiedziałem. Siadłem z butelką wódki i zacząłem przypominać sobie tą kinową przygodę i w miarę jak przywoływałem to wydarzenie, stawałem się coraz bardziej pobudzony. W końcu otumaniony alkoholem oraz wizjami kinowej masturbacji, Tomka pod prysznicem po treningu i jego  już wyrośniętego kutasa, poszedłem go szukać. W końcu wpadłem na niego w ogrodzie, gadał z jakimiś ludźmi. Stał śmiejąc się, z drinkiem w dłoni,  a drugą przeczesywał swoje ciemne włosy. Chyba po raz pierwszy zwróciłem uwagę na jego wygląd. Był wysoki, wyższy ode mnie. Miał szerokie ramiona i dobrze zbudowaną klatę, którą podkreślała dopasowana, ciemna koszula. Tyłek miał zgrabny, a nogi umięśnione, co nie dziwi u piłkarza. Na jeansowych spodenkach wyraźnie odciskał się zarys jego penisa.

    Podszedłem do niego chwiejnym krokiem i klepnąłem go w ramię.

    – Tomek, Tooomek wiesz czo….? – nachyliłem się do jego ucha – nie chciał bysz mi obciągnąć?

    Tomek stanął jak wryty, ale zaraz się roześmiał

    – Ale tutaj? No nie wiem czy to najlepszy pomysł!

    – No weźźź…

    – Wiesz co, wydaje mi się, że dość dziś wypiłeś. Chodź, wezmę cię do domu…

    – Ale ja nie chce, ja się tu bawię – protestowałem.

    – Starczy, starczy. Z resztą – nachylił się do mnie – wezmę cię do siebie i zobaczymy, co z tego wyjdzie.

    Jeszcze coś tam mruczałem pod nosem, ale dałem się zaciągnąć do taksówki i pojechaliśmy do Tomka. Jeszcze po drodze urwał mi się film. Tomek jakoś dotargał mnie do swojego mieszkania na Mokotowie, rozebrał i położył do łóżka.

    Poranek nie był przyjemny. Ból głowy, nudności i totalna dezorientacja. Gdy zobaczyłem uśmiechniętego Tomka, który wyszedł spod prysznica owinięty jedynie w ręcznik, przestraszyłem się. On jednak od razu mnie uspokoił:

    – Mocnej głowy to ty nie masz. Dobrze, że taryfy nie zarzygałeś. I dobrze, że w bloku jest winda, bo bym Cię chyba nie wniósł na czwarte piętro. Położyłem Cię do łóżka i nie martw się, nic nie było.

    Na mojej twarzy wymalowała się chyba ulga, bo dorzucił.

    – Nie mniej jednak, to Ty chciałeś żebym ci obciągnął, więc w sumie powinienem potraktować to jako zaproszenie.

    Spaliłem buraka i zacząłem się tłumaczyć

    – Tomek wybacz, nie wiem co mi odbiło. Byłem już nawalony, ty przypomniałem mi tą akcję z kina i jakoś tak się tym podjarałem i…

    – Daj spokój. Jakoś nie było okazji, żeby wrócić do tej historii. Tak dla żartu rzuciłem o Twoim kutasie, bo w sumie, to całkiem jest zgrabny. Ale nie chciałem, żebyś czuł się skrępowany.

    – Nie, to nie o to chodzi… W sensie, zaskoczyło mnie to, ale w zasadzie jak wspominam lata w szkole, to nie powinienem być w sumie zdziwiony. A co do obciągania, to… Głupio to zabrzmi, ale po pijaku byłem szczery. Nie chcę żebyś myślał, że powiedziałem to tylko dlatego, że dowiedziałem się, że jesteś gejem. Po prostu… po prostu mi się podobasz.

    – Mówisz serio?

    -No….

    – Ale to zajebiście. No już się nie czerwień – potarmosił mnie po głowie – idź się umyć, ja ogarnę śniadanie. Masz na coś ochotę?

    – Nie wiem…

    – Dobra, to dla ciebie na razie herbata, potem zrobię jajecznicę. Zaraz dam Ci jakieś ciuchy na przebranie.

    – Tomek… dzięki. I…

    – No już spieprzaj do łazienki.

    Wstałem i popełzłem pod prysznic. Łazienka była chyba niedawno remontowane. Całkiem spora jak na mieszkanie w bloku. Duża kabina, pralka, kibel  i umywalka. Nad nią półka zastawiona męskimi kosmetykami i perfumami.

    Zdążyłem się rozebrać i odkręcić wodę, gdy Tomek zapukał do drzwi.

    – Mogę wejść? Mam ręcznik i ubrania dla ciebie.

    – Jasne wchodź.

    Tomek otworzył drzwi, odłożył rzeczy na pralkę i spojrzał na mnie.

    – Dalej trenujesz? Bo widzę, że jesteś w formie

    Znowu się zawstydziłem.

    – Siatkówki już nie. Ale biegam trochę i wpadam na siłownie.

    – Widać. I naprawdę ci urósł. Chyba bardziej, niż mi się wydawało…

    Po czym rechocząc wyszedł z łazienki.

    Spojrzałem w dół i ujrzałem mojego małego we wzwodzie. Chyba stanął mi, od samego faktu, że Tomek wszedł do mnie do łazienki! Puściłem sobie zimną wodę na łeb, żeby ostudzić emocje i postawić na nogi po wczorajszej popijawie.

    Gdy wyszedłem, śniadanie już na mnie czekało. Nie byłem zbyt optymistycznie nastawiony do jedzenia, ale jajecznica była rewelacyjna. Gdy zjedliśmy, Tomek zaprosił mnie do  salonu i zaproponował, żebyśmy pograli na konsoli. Na uczelnię iść  nie musiałem, w sumie nie miałem żadnych planów, więc się zgodziłem. Po dwóch godzinach grania, rozmów, wspomnień i śmiechów wróciliśmy znów do tematu, który przywiódł mnie do jego mieszkania.

    – Wiesz co Damian, cały czas mam przed oczami tego twojego kutasa – nie owijał w bawełnę – Naprawdę chętnie bym się z nim zabawił. W ogóle bardzo się cieszę, że się spotkaliśmy i mogliśmy pogadać. Zmieniłeś się, nie ma co, ale do jednego muszę Ci się przyznać. Zawsze mi się podobałeś.

    – Mówisz serio? To miłe… I wiesz co? – odłożyłem pada i położyłem mu rękę na udzie – twój mały też mi się podobał…

    Tomek zbliżył się do mnie, położył dłoń na moim policzku,  spojrzał mi w oczy, po czym przymknął swoje i i delikatnie mnie pocałował. Po moim ciele przeszedł dreszcz. Odwzajemniłem jego pocałunek i po chwili nasze języki splotły się w namiętnym tańcu. Gładziłem go ręką po udzie, zbliżając się do krocza, on zatopił palce w moich włosach, a drugą ręką mnie objął. Po chwili odessaliśmy się od siebie i Tomek mruknął:

    -Wow, zajebiście mnie kręcisz. Rozbieraj się! – po czym ściągnął mi koszulkę i zaczął całować po szyi, barkach, piersi i brzuchu, schodząc coraz niżej. W spodniach prężył się mój kutas, chcąc jak najszybciej wyrwać się na wolność. Tomek zaczął go ugniatać przez materiał, a potem całował go, pieszcząc dłońmi moją klatę. Ja coraz głośniej dyszałem i przełykałem ślinę, nie mogąc się doczekać, by poczuć jego usta.

    Tomek rozpiął mój rozporek i ściągnął spodnie. Od jego warg dzieliły mnie już tylko obcisłe bokserki. Znów zaczął drażnić mnie przez materiał. Palce miałem zaciśnięte na poduszkach kanapy, drżałem z podniecenia. W końcu powoli odchylił majtki, a mój kutas wyskoczył z nich prężąc się radośnie. Był nawet długi, choć niezbyt gruby. Jasny i prosty z delikatnie zaznaczonymi żyłkami. Z napletka wychylała się jasna żołądź. Natura poskąpiła mi owłosienia na nogach i klacie, ale dzięki temu miałem prawie gładkie jajka i tylko niewielką jasną kępkę na podbrzuszu.

    Tomek klęknął między moimi nogami. Delikatnie skubnął czubek wargami i oblizał dookoła żołędzi, poczym wziął ją w usta, a dłonią zaczął masować trzon.

    – O kurwa… – wyrwało mi pod wpływem tego cudownego doznania.

    Chyba poczuł się doceniony, bo z ochotą ssał  i lizał mojego fiuta, błądząc dłońmi po klacie, udach, jądrach i wracając do masażu kutasa. Brał do ust coraz więcej, aż w końcu położył sobie moją rękę na głowie i wepchnął mojego penisa w gardło po same jaja.  Wciągnąłem gwałtownie powietrze, a ten widok podniecił mnie jeszcze bardziej. Czułem, ze zaraz wystrzelę. Odczytując jego wskazówkę chwyciłem go za głowę i zacząłem dociskać do siebie. Biodra same wprawiły mi się w ruch. Dymałem go w usta, tylko od czasu do czasu pozwalając mu brać oddech. Mój kutas zaczął pulsować i eksplodowałem prosto w jego usta.  Sperma pociekła mu po brodzie, jednak dalej ssał, chcą wyssać wszystkie moje soki. A ja strzelałam jęcząc i wijąc się w ekstazie. Wstrząsały mną dreszcze niesamowitego orgazmu, który ofiarował mi Tomek. Gdy już doszedłem do siebie,  spojrzałem na niego i i wychrypiałem:

    – chce spróbować Ci się odwdzięczyć.

    Nie trzeba go było namawiać dwa razy. Wstał i zdjął koszulkę, ja dalej siedząc na kanapie rozpiąłem i ściągnąłem mu spodnie. Nabrzmiały kutas unosił luźne bokserki. Z pewnym wahaniem ściągnąłem je także, a moim oczom ukazał się jego sprzęt. Był potężny. Okolony czarnym meszkiem, ciemny, gruby, poznaczony żyłami i zawadiacko sterczący w górę. Wielka żołądź była wyraźnie zarysowana. Powoli go posmakowałem. Był słonawy i pachniał żelem pod prysznic . Wziąłem go do ust i poczułem kolejną falę podniecenia. Nie dałem rady wepchnąć go całego, ale robiłem co mogłem. Na przemian ssałem i masowałem. Waliłem mu konia liżąc wygolone jądra i wracałem do ssania. Od czasu do czasu masowałem swojego sterczącego znów kutasa.

    – Chciałbym cię zarżnąć. Pozwolisz mi? – Tomek mnie zaskoczył tym pytaniem. Ale w sumie…. Byłem tak podniecony, że postanowiłem spróbować. Pokiwałem głową i przenieśliśmy się do sypialni. Tomek położył mnie na plecach, po czym znów znalazł się między moimi nogami i zaczął ssać kutasa. Po chwili jednak włożył mi pod biodra poduszkę i zaczął lizać moją dziurkę. To było nieziemskie! Okrążał ją powoli językiem, potem świdrował delikatnie sam środek.

    – Rozluźnij się, nie ma się czego obawiać – szepnął i delikatnie włożył mi palec wskazujący. Masował mnie nim chwilę, po czym wstał i sięgnął do szafki obok po olejek.

    – Tak będzie trochę łatwiej – uśmiechną się do mnie i wrócił do mojego tyłka. Nasmarował odbyt olejkiem i zaczął znów go penetrować. Jeden palec, po chwili dołożył drugi. Było dziwnie. Trochę bolało, ale nie chciałem by przestawał. Mój tyłek się powoli rozciągał i rozluźniał. Tomek zaczął drugą ręką masować mi fiuta i intensywniej posuwał mnie palcami w dupę. Dołożył trzeci. Znów ból i zaraz rozkosz, gdy drażnił prostatę.

    – Jesteś gotowy  – założył gumkę, uniósł moje nogi na swoje ramiona  i delikatnie wsunął czubek swojego potwora w moją dziewiczą dziurkę. Delikatnie zaczął go wsuwać, ja stęknąłem.

    – Nie spinaj się, będę delikatny – pochylił się by mnie pocałować. Objąłem go i w tym momencie wszedł we mnie. Krzyknąłem!

    – Już, już powoli. Zobaczysz, będzie dobrze – zaczął powoli poruszać biodrami.

    Jęczałem z bólu, chowając twarz w jego szyję i przyciskając go mocno do siebie.  Przez chwilę zastana nawiałem się, czy tego nie przerwać, ale z każdą sekundą moja ciasna dupcia się rozluźniała, a ja zaczynałem rozsmakowywać się w tej nowej przyjemności. Tomek oswobodził się z mojego uścisku, wyprostował się i klęcząc z moimi nogami na ramionach zaczął przyśpieszać. Wykonywał płytkie pchnięcia, a jego sterczący w górę penis mocno uderzał w magiczny punkt. Mój przyjaciel sterczał, od czasu do czasu go masowałem, ale przyjemność płynąca z dupy totalnie mnie obezwładniała. Skupiłem się na tym doznaniu, a Tomek posuwał mnie jak maszyna. Pot spływał mu po ciele, zaczynał sapać i wydawać warknięcia. To był cholernie podniecający widok! Jego mięśnie prężyły się i lśniły od potu, czułem jego samczy zapach a w kroczu poczułem obezwładniającą przyjemność. Zacząłem prawie krzyczeć. Wiłem się i drżałem a mój fiut zaczął strzelać strugami spermy. Wtedy Tomek wbił się głęboko we mnie. Znów ból, choć nie tak wielki, który dodatkowo mnie podniecił. Tomek zwolnił, ale wchodził we mnie do końca. Czułem jak jego wielkie jaja obijają się o mój tyłek. W końcu cały się napiął, stęknął i poczułem jak strzela spermą w moim wnętrzu. Z każdym gwałtownym pchnięciem wypluwał kolejną porcję spermy, która zaczęła wylewać mi się z tyłka, po czym padł na mnie i przygniótł mnie całym swoim ciężarem.

    -Kurwa Tomek… to było niesamowite. Nie, nie wstawaj! – złapałem go mocno i przytuliłem, kiedy próbował się podnieść. Cudownie było czuć jego gorącego fiuta w swoim wnętrzu i tulić jego boskie, spocone ciało. – Poleżmy tak jeszcze chwilę…

    Tomek zaśmiał się i mnie pocałował.

    – Ok – powiedział – ale zaraz idziemy pod prysznic.

    – W porządku, niech będzie. Z resztą pod prysznicem też może być przyjemnie – odparłem z radością.

    Pocałował mnie jeszcze raz i mocno przytulił. A pod prysznicem rzeczywiście było przyjemnie.

     

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Shooy

    To moje pierwsze opowiadanie. Mam nadzieję, że sprawi Wam przyjemność 🙂