Author: admin

  • Zajecia bardzo dodatkowe cz.2

    Kilka dni później na korytarzu złapała nas nauczycielka i pod pretekstem krótkich zajęć zaprosiła na małe kółko do konkursu. Puściła przy tym nam oczko przez co wiedzieliśmy, co ma na myśli. 
    Znowu byliśmy w tej małej sali, a tam nikt nie mógł nas zobaczyć. Gdy tylko z koleżanką weszliśmy zamknęła drzwi na klucz. 
    – a czemu pani zamyka drzwi? – zapytała Roxy
    – możecie do mnie mówić po imieniu przecież.
    – czy masz na myśli to co ja? – zapytałem sie jej
    – Sprawa jest prosta. Polubiłam takie zabawy z wami, że mam ciągle o nich myśli. W domu co chwila sie masturbuję do nich. Przyjdźcie do mnie w sobotę to zajmiemy sobie czas przyjemnie. A teraz mam do was malutką prośbę. – spojrzałem na Roksanę i bez słowa zrozumieliśmy się, że sie zgadzamy. Zapytałem:
    – jaka to prośba?
    – mogłabym wam teraz zrobić szybką minetkę i lodzika? 
    – zgadzam sie jeżeli ja też będę mógł jej zrobić dobrze.
    – ja też i chcę lodzika- odrzekła Roksana
    Rozsunąłem zatem rozporek i wyciągnąłem z niego penisa. Oparłem sie o ławkę, a one obie od razu uklękły i zaczęły go lizać. Po chwili jednak, gdy Anka zaczęła go brać do ust całego Roxy lekko odpuściła, ale nie zamierzała zostać bierna. Zeszła niżej w stronę jej dupci i masując pośladek przez spodnie powiedziała:
    – ściągnij Aniu te spodnie chcę ci cipkę wylizać zanim ty mi to zrobisz.
    Nie musiała długo czekać, bo wstała od razu ale nie ściągała spodni tylko rozpięła je.
    – Będzie wam lepiej jak je zdejmiecie ze mnie sami. 
    Zatem zdjęliśmy przy okazji całując sie wzajemnie i jej cipkę. Majtki zeszły wraz ze spodniami, więc nawet nie zwróciliśmy uwagi jakie były. Potem z nauczycielką to samo zrobiliśmy Roksanie i położyliśmy się na podłodze. Roxy położyła mi na twarzy cipkę, a sama lizała cipkę Ani, która mi natomiast ssała kutasa. Leżeliśmy razem w takim trójkącie zadając sobie mnóstwo oralnej przyjemności. Potem one sie zmieniły i teraz ja lizałem tą dojrzałą cipkę zażarcie doprowadzając ją do orgazmu, który 2 dziewczyna osiągnęła chwilkę później. Nadeszła chwila na mnie.
    – proszę wsadź mi w biustonosz i wystrzel – odrzekła nauczycielka
    – Roxy mogę? – spytałem szybko bo byłem bliski
    – no dobrze ale potem poliżę te cycusie.
    Nie czekając podwinęła bluzkę odsłaniając duże piersi, które tworzyły wcale nie mniejszy rowek. 
    – wsadź tutaj i sie spuść. – powiedziała po czym gdy włożyłem zaczęła lekko ruszać biustem. Tym titjob’em doprowadziła mnie do szczytowania. W tym samym czasie, gdy ja wyciskałem ostatki spermy Roksana ściągnęła bluzkę i stanik.
    – dziękuje marzyłam by wrócić do domu z mokrymi cyckami od ciebie!
    – teraz ja chcę swoje odebrać. – dodała napalona nastolatka i zaczęła całować jej usta. Powoli przechodząc na wierzch biustu. Polizała lekko znajdującą sie tam spermę i dodała
    – też chcę takie, a tobie przecież nie zabraknie 
    – co chcesz zrobić kochana? – zapytała Ania
    – chcę tego trochę – powiedziała po czym przyłożyła biust pod jej cyce tak, że jej twarz była pomiędzy nimi, a sama odchyliła lekko od spodu biustonosz nauczycielki, przez co sperma skapywała na jej jabłuszka. Gdy uznała, że wystarczy rozsmarowała je sobie po całych pocałowała Anię i zaczęła się tak jak ona ubierać. Nadal ze spuszczonymi spodniami przyglądałem sie temu wszystkiemu, a gdy już wstały pierwsza podeszła do mnie Roksana pocałowała delikatnie wiotkiego, już penisa, potem mnie w usta podziękowała i wyszła z sali. Po niej podeszła Ania i tez pocałowała malucha ale potem naciągnęła mi spodnie. 
    – dziękuję ci za ten wytrysk i orgazm. Odwdzięczę się obiecuje, a teraz przyjmij to – powiedziała po czym zrobiła mi malinkę na brzuchu i pocałowała namiętnie.
    -skoro zostaliśmy sami w szkole to może zmoczyłbyś mnie jeszcze?
    – gdzie tylko chcesz, ale się rozbierz calutka. – tak też zrobiła i nagusieńka stanęła przede mną twardymi sutkami przytulając sie do mojej klaty i 1 dłonią masując penisa. Zaczęliśmy się całować przez co wziąłem ją na ręce i położyłem na boku ławki. Rozłożyła przede mną nogi zapraszając tylko do wejścia do środka. Powoli zacząłem wsuwać sie w nią. Była calutka mokra od soczków co tylko mi to ułatwiło. Stwierdziła, że wystarczy tej pozycji i zeszła z ławki klękając i wypinając dupcie do pieska.
    – zrób mi anal!
    – na pewno?
    – wkładaj i spuść się tam kochany! – Wiec tak tez zrobiłem i wystrzeliłem w jej środku wypełniając całą. Wstała zasunęła szybko na dupcię majteczki i powiedziała.
    – twoja sperma w dupci jest lepsza niż w cyckach
    Possałem jej chwilkę jeszcze chwilę piersi, ubraliśmy się. Ona miała co prawda wszędzie koło krocza mokra od nasienia, ale nie przeszkadzało to jej. Z niecierpliwością wyczekiwałem soboty.

    Jeżeli Ci się spodobało daj znać w komentarzu, a będzie więcej opowieści z tej serii 😉

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Wymyślacz
  • Zla dzielnica

    „Po co mi to było?” zastanawiałam się biegnąc ile sił w nogach. Aparat boleśnie obijał mi się o biodro ale nie zważałam na to. Za sobą słyszałam gwizdy i krzyki kilku facetów, który byli powodem do ucieczki. Mam na imię Marysia, mam 17 lat i zrobiłam głupi błąd. Chcąc skrócić sobie drogę do bardziej cywilizowanej dzielnicy niż tak, w której o tak złej porze się znalazłam, postanowiłam przejść przez dziurę w płocie. I utknęłam w połowie. Szarpiąc się, usłyszałam głosy i śmiechy, a po chwili głos „panowie, patrzcie co my tu mamy. Jak ładnie na nas zaczekała”. Pierwsze co poczułam to zrywany pasek z aparatem. Nie miałam jednak czasu się tym martwić, bo przy wtórze śmiechów poczułam mocne uderzenie w pośladek. Krzyknęłam i zaczęłam się wyrywać, ale ugrzęzłam na dobre. Poczułam, jak coraz więcej podnieconych głosów podchodzi coraz bliżej, a następnie rękę gładzącą mnie po plecach. Zaczęłam krzyczeć, ale jeden z nich przelazł przez płot i wsadził mi w usta jakąś szmatę, po czym szybko dołączył do swoich kolegów.

    Następną rzeczą, którą zarejestrowałam przez zasłonę paniki i strachu, był głos mówiący „ja pierwszy, potem róbcie co chcecie”. Następnie poczułam, jak niecierpliwymi szarpnięciami zrywa ze mnie jeansy. Kręciłam się i szarpałam jak mogłam, ale moje nogi były mocno trzymane maksymalnie rozszerzone. Poczułam jak rozrywa moją bieliznę a jego palce wciskają się w moją dziurkę. Jednocześnie poczułam nacisk na mojej pupie. Chciałam krzyczeć ale nic nie mogłam zrobić, kiedy, nadal brutalnie wpychając palce w moją szparkę, przywódca bandy wdzierał się w moją pupę. Każdy jego ruch bolał, a ja krzyczałam w szmatę w moich ustach. Dopingowany przez swoich kolegów, mężczyzna wbijał się we mnie na maksymalną głębokość, aż czułam jego jądra obijające się o moją szparkę. Trwało to chwilę, musiał być widocznie bardzo napalony, jako ze po chwili poczułam ciepło rozlewające się w moim ciele i nagłe wypełnienie. Dopingowany przez swoich kolegów, dokładnie wypełnił moją pupę. Po chwili na wysokości mojej kości ogonowej poczułam ból. Używając noża, narysował tam kreskę. Kiedy skończył, usłyszałam „teraz wasza kolei”. Wyłam w szmatę i rwałam się, ale ręce mocno trzymały moje nogi. Ktoś zdjął moje spodnie, buty i i skarpetki, tak że byłam naga od pasa w dół. Następnie poczułam, że kolejny przymierza się do wykorzystania mnie. Ten jednak uniósł moje ciało wyżej i bez wahania wbił się w moją szparkę. Byłam dziewicą, poczułam ból i szarpnęłam się. On jednak wydał się być tylko bardziej rozochocony, zaczął brutalnie wpychać mój brzuch na płot, wypełniając moją dziurkę aż do jej tylnej ściany. Byłam ciasna, młoda i niewinna, jednak on nie przejmował się tym i brutalnie mnie rozpychał. Modliłam się, żeby nie doszło do tego, co się stało: wypełnił mnie. Nie wychodząc, strzelił w moje wnętrze, wypełniając mnie ciepłą galaretą. Przy wtórze okrzyków wyszedł ze mnie, nożem zaznaczając kolejną kreskę na moich plecach.

    To był dopiero początek. Następny wszedł znowu w moją pupę, wpychając nasienie swojego szefa głębiej w moje ciało, jednocześnie jednak poczułam ból i jakiś przedmiot, zapewne butelkę po piwie, wsuwany w moją obolałą dziurkę. Jednocześnie wiele par rąk pokryło całe moje odsłonięte ciało. W tym czasie trzeci skończył i również zaznaczył swoją obecność, kreśląc linię nożem. Nie wiedziałam ilu mnie goniło, ale dzięki temu dowiedziałam się ilu się mną zabawiło. Dwudziestu. Każdy z nich spuścił się we mnie i zaznaczył swój udział. Słyszałam , że robili zdjęcia, śmiali się i nawet przyprowadzili znajomych. Ja wisiałam w dziurze w płocie, gwałcona w obie dziurki i wypełniana spermą do tego stopnia, że w pewnym momencie mój brzuszek tak się wypełnił, że nie mogłam już się ruszyć w dziurze. Z czasem, kiedy zabrakło we mnie miejsca, dopchali obie dziurki butelkami, blokując wypływanie spermy, sami zaś spuszczali się na moje ciało. Trwało to do późnej nocy. Kiedy skończyli, wypchnęli moje ciało na ulicę, na którą chciałam uciec.

    Leżałam aż do rana, nie mogąc wstać. Nie byłam w stanie wyciągnąć butelek z pupy i dziurki, a moje ciało pokrywała zaschnięta sperma. Ponad dwadzieścia kresek, wyciętych na moich plecach jako wspomnienie, bolał tępo.

    Udało mi się wstać i dojść do domu około 6 rano. Naga do pasa, z butelkami w pupie i szparce tkwiącymi  tak, że moje wyczerpane ciało nie mogło się ich pozbyć, powlokłam się do domu. Tam udało mi się je wreszcie wyciągnąć, a strumień galarety wypływał ze mnie przez ponad 30 sekund. Nagła pustka, która z tego wynikła, spowodowała, ze położyłam się w całej tej spermie na podłodze i zasnęłam. Obudziłam się dopiero wieczorem, obmycie całego ciała zajęło mi prawie godzinę. Mimo że na szczęście nie zaszłam w ciążę, 4 godziny nieustannego gwałtu zmieniły mnie, a wspomnienie tego wypełnienia prześladuje mnie od miesiąca.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Andrzej Kowacki
  • Szantaz, czy sama tego chcialam? Czesc III

    Następnego dnia obudziłam się ze strasznym bólem głowy… ale cóż zrobić, takie uroki kobiecych migren. Zjadłam, w ogóle nie tuczące śniadanie (jajecznica z boczkiem) i zaczęłam się oporządzać do wyjścia. Wy nawet nie zdajecie sobie sprawy, ile czasu dziewczyna musi poświecić by się dobrze prezentować. Oszczędzę Wam szczegółów i przejdę dalej. Na poczcie czekał na mnie mail „ubierz się dziś ciepło, lecz nie wolno mieć Ci na sobie niczego z „s” w nazwie. Po zajęciach przejdziesz się na basen przy ulicy wodnej. Posiedzisz tam do 17, korzystając ze wszystkich atrakcji, których nie zabraknie”. No zdziwiłam się dosyć mocno, nie będę ukrywać. Bez „s”? Ale zaczęłam sobie wymieniać, co mam w szafie… Wszystkie sukienki, spódnice, spodnie, legginsy, rajstopy, koszulki, koszule, staniki, płaszcze poszły w odstawkę! I okazało się, że wcale nie będzie to proste zadanie. Ubrałam majtki i rozłożyłam bezradnie ręce. Znalazłam najgrubsze pończochy, jakie miałam, ale i tak zbyt ciepło mi nie będzie w nogi… na górę wybrałam czerwony golf i wciąż nie mogłam znaleźć nic co bym zakryło moje majtki! Szukałam coraz dalej i dalej i w końcu wykombinowałam, co zrobić. Wzięłam fartuch kuchenny. Chyba nigdy nieużywany, leżał w szufladzie i ewidentnie czekał na ten dzień. Nie miałam wyboru, musiałam założyć zwykła pelerynę od deszczu. Była długa do kolan, ale ciepła to nie będzie mi dawać. Kozaki na nogi, rękawiczki i czapka i byłam gotowa wyjść. Wyglądałam komicznie. Na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało w porządku. Problem pojawiałby się gdybym zdjęła płaszcz. No bo cóż, fartuszek zakrywał jakieś 15 centymetrów z samego przodu, po bokach to schodził tak z 5 centymetrów od sznurka którym go zaplątałam a tył był całkowicie odsłonięty. Patrzyłam się w lustro i widziałam podniecenie wymalowane na twarzy. I na biuście. Moja reputacja całkowicie upadała a ja się z tego jak głupia cieszyłam.
    Już chwile po zamknięciu drzwi poczułam jak gęsia skórka wstępuje na moje ciało. W drodze na uczelnie zastanawiałam się ile czasu upłynie nim stanę pod latarnią. Na pytanie koleżanki, czemu siedzę w pelerynie na zajęciach odpowiedziałam, że trochę się złe czuje i zimno mi. Kochana postawiła mi herbatę a ja w myślach obiecałam zrobić jej kiedyś niesamowita minięte za ten miły, bezinteresowny gest. Basen, do którego się wybrałam nie był wolnostojącym budynkiem. Był to cały kompleks handlowo rozrywkowy włączając w to hotel, kino, centrum handlowe i Aquapark. Telefon milczał a ja zgłodniałam, uznałam, że nic się nie stanie jak po drodze wejdę szybko coś sobie zjeść. Racje miałam o tyle, że telefon milczał a pomyliłam się o tyle, że w trakcie odbierania zamówienia w jednym z popularnych barów szybkiej obsługi sznureczek fartuszka postanowił się rozwiązać… i spaść. Tłum ludzi, ręce zajęte a tacy nie ma gdzie odstawić i trochę spanikowałam. Skopałam fartuszek udając, że ta szmatka na podłodze to nie moje i poszłam dalej. Tak, więc obiad zjadłam mając na sobie tak na prawdę jedynie golf i majtki. Mnie się podobało skoro wstając zostawiłam mokre krzesło. To jest niesamowite uczucie chodzić tak w pół nagą pośród innych ludzi. Zakorzeniony w nas przez wychowanie wstyd i poczucie krępacji własnego ciała znika i można poczuć się wolną. Mieć w absolutnym powarzaniu wzrok innych osób mówiący „jesteś szmata, tylko kurwa by się tak ubrała” i cieszyć się własną seksualnością. Generalnie polecam każdej z Was przestać się krępować i zważać na panujące konwenanse a po prostu cieszyć się sobą i życiem. Ale wracając do historii w końcu dostałam jakąś wiadomość od nieznajomego „Ładnie wyglądasz. Jeśli myślałaś, że peleryna jest nieprześwitująca to się pomyliłaś. Szafka nr 52.” Wiem, jestem głupia, mimo że peleryna jest czarna to cienka, więc gdy ktoś się przyjrzał, lub jeszcze lepiej, gdy po prostu stałam pod słońce nie jednemu kutas stanął. Łudziłam się jedynie, że na uniwersyteckich korytarzach jest dość słabe oświetlenie i jeszcze to nie jest ten moment, gdy znajomi przysyłają sobie moje zdjęcia. Przy kasie zapytałam się czy numer 52 jest wolny i dostałam do niej kluczyk. Pomieszczenie z szafkami jest koedukacyjne, na bokach i w przejściach przebieralnie a na końcu prysznice i wejście do głównej hali basenowej. Byłam bardzo ciekawa, co tam na mnie czeka, bo wierzyłam, że nie będzie to nudna kąpiel. Tak jak pamiętacie kostium miałam już ze sobą. Klapki z różowym futerkiem wyjęte z szafki postawiłam na podłodze a swoje kozaki schowałam. Na małej poduszeczce leżał smartwatch. I takie prezenty to ja rozumiem! Nie znam się na tym, ale wyglądał bardzo ładnie i zaraz połączyłam go ze swoim telefonem. Po chwili miałam na nim obraz z kamer monitoringu pływalni. Odwróciłam się do tej, która obecnie miała mnie i pomachałam. Nic więcej nie było wiec chciałam pójść się przebrać. Zrobiłam krok i znalazłam się na podłodze, klnąc i zastanawiając się, co złamałam. Jeszcze nic, ale klapki były cholernie śliskie! Każdy krok będzie walką o przeżycie. Zarzuciłam pomysł odbywania drogi do przebieralni i z powrotem i po prostu przy szafkach zdjęłam co miałam na sobie i zaczęłam naciągać kostium. Ustawiłam się do tego ładnie przodem do kamery, jakoś wewnętrznie chciałam by był ze mnie zadowolony. Kostium tak samo jak w domu rozpłaszczyły ohydnie moje cycki i wsunął się miedzy pośladki ładnie je rozdzielając. Po przejściu przez prysznice i zmoczeniu się uznałam, że ochrona zaraz mnie wyrzuci a w najgorszym przypadku zadzwoni na policje. Czy wyglądałam wyuzdanie? Tak. Czy wyglądałam wulgarnie? Tak. Czy ludzie widzieli moje cyce? Tak. Czy ludzie widzieli moją cipkę? Tak. Czy czułam się z tym źle? Nie. Ledwo zdążyłam wejść na hale i już leżałam na kafelkach. Przecież to obłęd jakiś z tymi klapeczkami! Podniosłam się niezdarnie, lecz pięknie eksponując przy tym pośladki, zrobiłam dwa kroki i znów świat mi zawirował. Nim zdążyłam się zacząć podnosić poczułam czyjeś delikatne dłonie na sobie. Klęczała przy mnie ratowniczka. Na oko miała z 25 lat, była mała i lekko przy kości. „Proszę się nie podnosić, mocno uderzyłaś głowa. Muszę sprawdzić czy wszystko jest w porządku.” Klęknęła tak, że wzięła moją głowę miedzy swoje kolana, tak by moja twarz znalazła się raptem kilka centymetrów od jej cipki. Najpierw zaczęła delikatnie przekręcać moją głową, parę razy postukała w różne miejsca a potem zrobiła coś, czego zupełnie się nie spodziewałam, bo zaczęła mnie chwytać za cycki! Tam na podłodze wśród licznych gapiów pstryknęła mi je kilka razy, aż oba dumnie stanęły. Przejechała parę razy po nich jakby czekając na moją reakcję a gdy ona nie nastąpiła powiedziała. „Muszę Panią zabrać i upewnić się, że nie odniosła Pani uszczerbku na zdrowiu.” Chwyciła mnie w pasie i mocnym szarpnięciem postawiła do pionu. Przeparadowała ze mną do pokoju socjalnego gdzie kazała mi rozebrać się i rozłożyć na kozetce. Przy takich prośbach nie mam w zwyczaju protestować, więc nie wiedząc, w sumie dlaczego po chwili leżałam nago przy obcej osobie. Po chwili lustrowania odezwała się takimi słowami „Wyglądasz mi na bardzo wyzwoloną kobietę a widzisz, mój kolega ma dzisiaj urodziny i tak sobie pomyślałam, że może chciałabyś zostać jego prezentem?” Mówiąc to zapięła mi na kostkach i przegubach dłoni linki ratownicze oplatając je dookoła stołu i unieruchamiając mnie. Wyglądało na to, że moja odpowiedź nie będzie miała żadnego znaczenia. Ja jednak nie szarpałam się, nie próbowałam uwolnić, leżałam tak jak przystało leżeć grzecznej suczce. Spojrzałam na zegarek, który zawibrował „przerwać to czy nie?”. Spojrzałam na kamerę umieszczona centralnie przede mną i zdecydowanym ruchem głowy pokręciłam. Ratowniczka naciągnęła mój kostium na moją głowę przy czym dość znacząco ograniczając wizje i mówiąc „zaczekaj tutaj” wyszła. Nie minęły dwie minuty, gdy usłyszałam pukanie do drzwi. Zdałam sobie sprawę, że nie wiem, co było mocniejsze. To pukanie czy pukanie mojego serca. Powiedziałam proszę, bo mimo iż staram się nie wyzbyć godności to nie dobrego wychowania. „Dzień dobry ja… i cisza. Czy jej kolega by mówił dzień dobry wchodząc?? Panika wdarła mi się do głowy uznając, że to przypadkowy basenowicz ogląda mnie związaną i nagą. Pragnęłam odzyskać zmysł wzroku i uwolnić się, ale mimo to leżałam sparaliżowana podnieceniem. Usłyszałam kroki i poczułam czyjąś obecność obok siebie. Delikatny dotyk spoczął na moim barku, jakby ktoś chciał upewnić się, że tam jestem. Że żyje, nie śpię, nie jestem lalką. Ale ja nią byłam, nie ruszyłam się, nie próbowałam się oswobodzić z dotyku. Przeciwnie, znów kiwnęłam głową jednak tym razem przytakujący. To zadziałało jak przysłowiowa płachta na byka. Momentalnie poczułam dwie dłonie na moich piersiach! Zaczęły je ugniatać i masować. Całkiem sprawnie brodawki nabrzmiały i domagałam się więcej. Poczułam gorące usta na lewej piersi, ten ktoś przyssał mi się do cycka! Było mi tak cudownie, na ile sznur miedzy kostkami rozłożyłam nogi zapraszając do swojego wnętrza. Obstawiam, że ów szczęśliwiec nigdy nie spotkał takiej kobiety bo wystarczyły mu trzy, powtórzę się, trzy pchnięcia! I już moja cipka była w spermie… trochę żenujące, nie sądzicie? „A co Pan tu robi!? Proszę wyjść! To pomieszczenie nie jest przeznaczone dla pana!” Usłyszałam jakiś hałas, rzucone szybko „już mnie nie ma” i odgłos zamykanych drzwi. No to super, przeleciał mnie jakiś obcy facet i nawet nie podziękował za użyczenie mu dziurki. „Ale z Ciebie jest kurwa. Właśnie dałaś się zerżnąć jakiemuś 70 latkowi (ta, zerżnąć. Szkoda, że ona nie wie ile to trwało. Ale może przynajmniej będę jego ostatnia w życiu, ta myśl podniosła mnie na duchu) i jak ja taka używana mam Cię oddać? Kto by chciał taki prezent?” Auć, zabolało mnie to. Czyżbym jeszcze nie była do końca gotowa na takie werbalne poniżanie? „Muszę umyć tę twoją pizdę zanim oddam Cię. Rozwiązała mnie i podprowadziła do umywalki, podczepiła rurkę i rzuciła „wypłucz się”. Zrobiłam to, co mi kazała. Najbardziej upokarzająca chwila w życiu? Prawdopodobne. Stałam obok obcej kobiety, chwile po tym jak zostałam potraktowana jak pojemnik na spermę by wypłukać to, co znalazło się we mnie przed następnym stosunkiem z nieznanym facetem. Wsadziła mi palce do pochwy i chyba uznała, że już jest w porządku, bo rzuciła krótkie idziemy, chwyciła mnie za dłoń i zaczęła się kierować do drzwi. Przestraszyłam się wyjścia nago i rzuciłam ciche pytanie o kostium. W odpowiedzi usłyszałam „Czemu chcesz udawać kogoś kim nie jesteś? Takie jak ty nie zasługują nawet na ubranie”. Już byłam wśród ludzi, już dreptałam trzymana za dłoń i prowadzona jak mała dziewczynka. Zdałam sobie sprawę, że mniej osób na mnie patrzy niż w tamtym różowym kostiumie. Jestem nago ale nie wzbudzam sensacji gdy sama jej nie szukam. Drzwi z napisem dyrekcja wyłoniły się z zza rogu i ku nim zmierzałyśmy. „Wejdziesz tam i zrobisz to, do czego się nadajesz”. Znów nie czekała na moja odpowiedź, otworzyła drzwi i wepchnęła mnie do dużego gabinetu. Za dębowym biurkiem siedziała kobieta, typowa 40 letnia bizneswoman. Błękitna koszula, garsonka, włosy upięte w koński ogon. Nie podnosząc wzroku sprzed monitora rzuciła formułkę przedstawiająca siebie jak i swoje stanowisko. Odpowiedziałam jej tym samym, przedstawiłam się i powiedziałam, że jestem jej prezentem urodzinowym przysłanym przez jedną z ratowniczek. Wtedy podniosła głowę, spojrzała na mnie, podniosła słuchawkę a po chwili do gabinetu weszło dwóch panów z napisem ochrona na koszulkach i wyprowadziło mnie… Chyba nie tak miała się zakończyć ta niespodzianka. Panowie chwycili mnie za ręce, wygięli na plecy i ślicznie wypięta wyprowadzili. Już myślałam, że wpadłam i szykuje mi się ostry przypał. Jednak po chwili usłyszałam tak kojące mnie słowa „takiej dupci to szkoda by było przepuścić. My nie wezwiemy policji a ty się ładnie wypniesz i dasz zerżnąć. W gratisie dorzucimy jeszcze Twoje ubrania byś nago nie wracała.” Ucieszyłam się ogromnie, na to czekałam! Od razu odwróciłam się przodem do ściany, zdjęłam plecy i rozsunęłam nogi, zachęcająca zakręciłam swoim suczym tyłeczkiem i przygotowałam się na przyjęcie kutasa…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Taniel
  • Garsoniera – Alina, cz 1.

    Część 1

    Poznaliśmy się w pracy. Na ogół zamienialiśmy kilka zdań. Nie zalecałem się do niej. Nie była w moim zasięgu. Zawsze była miła, uśmiechnięta i generalnie atrakcyjna. Ubrana stosownie do pracy, na ogół w kostiumie i w szpilkach. Szczupła szatynka, naturalnie kręcone włosy do ramion, mały biust, zadbane dłonie, długie nogi. Poruszała się z gracją. Przyjemnie było ją obserwować, kiedy odchodziła… Makijażem podkreślała swoją urodę. Cieszyła się dużym powodzeniem u facetów. Nie tylko w firmie. I wzbudzała zazdrość kobiet. Niezależnie od ich wieku. W pracy wszystkim chętnie służyła pomocą i tym zjednywała sobie ludzi. Była uczynna. Stroniła od rozmów na osobiste tematy. Nie rozmawiała o swoim życiu osobistym. Tym z kolei wzbudzała jeszcze większe zainteresowanie.

    *

    Pewnego razu sporą grupą wyjechaliśmy w delegację do innego miasta. Naprawdę duża firma. W rezultacie przez kolejne dziewięć dni, ale w niedzielę mieliśmy wolne popołudnie, byliśmy obok siebie po jakieś 10-12 godzin dziennie, analizując zebrane dokumenty, przygotowując kolejne, czytając ustawy, uchwały, zarządzenia i weryfikując możliwe zmiany, przygotowane przed wyjazdem. Tych szybko oczekiwał zarząd firmy, powierzając naszej kompleksowy audyt i przygotowanie zarysu zmian.

    Nawet szef dziwił się, że nie zlecili audytu jakiejś międzynarodowej albo przynajmniej zagranicznej firmie. Jeżeli będzie, w ich ocenie, realny i obiecujący, to znaczy gwarantujący zyski i minimalizujący koszty własne, opracujemy już nie zarys czy szkic, ale pełny plan reorganizacji! Na swój użytek nazywałem nasze działania „reformą”, ale ten synonim spotkał się z wyraźną dezaprobatą szefa. Jeżeli nasz pomysł wypali, będziemy również kierować jego wdrażaniem. Czytaj: duże pieniądze za dużą robotę do wykonania. No, ale i nasza firma też nie była mała.

    Nasz największy problem polegał na tym, że firma, w której mieliśmy przeprowadzić audyt, bo na początku to jedynie zbieraliśmy i porządkowaliśmy dane, nie miała stałego schematu sprawozdań miesięcznych i tygodniowych. Brzmi to dziwnie, ale tak było. Sprawozdania koncentrowały się na największych sukcesach i problemach firmy. I rozliczenia były opracowywane wokół tych sukcesów bądź porażek. Co miesiąc wyniki firmy różniły się w poszczególnych działach i nie mieliśmy przeglądu wyników jednego działu nawet w skali kilku miesięcy.

    Nie wszyscy skończyli prawo, nie wszyscy skończyli ekonomię, więc pojechały z nami dwie panie, które na co dzień „sypiały” z prawem gospodarczym i konstruktywnie korygowały, najczęściej: torpedowały, wszystkie sugestie związane z pomysłami zmian w firmie: redukcja zatrudnienia, fuzje, delegacja uprawnień, zmiana uprawnień zarządu i prezesa, prawo upadłościowe, swoboda umów, tzw. ucieczka do przodu czyli finansowe angażowanie firmy w nowe projekty itp. Jeszcze doszły kłopoty ze związkami zawodowymi, które też miały swoje wymagania i swoich prawników. A na koniec dnia dobijał nas główny ekonomista i owe dwie 46-letnie babki, prywatnie całkiem sympatyczne, wystawiając rachunek, czyli kosztorys zmian, podany zawsze z uwzględnieniem prawdopodobnych wahnięć kilku zmiennych. Codziennie, wczesnym wieczorem zarząd przyjmował krótkie sprawozdanie z postępu prac i codziennie konsekwentnie odrzucał kolejny szkic projektu zmian naprawczych. Ot, taki prezent na koniec dnia harówki. Z tym liczyliśmy się. Ale ponoć zarząd generalnie był zadowolony z naszej pracy. Wierzyli, że ostatni, dziewiąty dzień, dzień finalnej prezentacji i podsumowania, przyniesie również satysfakcjonujące rozwiązanie. Chyba nie mieli innego wyjścia, jeżeli nie chcieli wypaść z rynku.

    Dzień w dzień straszna kotłowanina! Ciągła koncentracja, napięcie, pospiech, zmiany decyzji, strategii analiz danych. Tempo, tempo! Dopiero wieczorem, po kolacji mieliśmy trochę czasu dla siebie i siłą rzeczy jeszcze trochę spędzaliśmy go razem, ale we dwoje, a nie wśród innych pracowników. Nieparzysta liczba pracowników spowodowała, że akurat mnie w hotelu przypadła ‘jedynka’. Oczywiście, szef i jego asystent też spali w ‘jedynkach’.

    – Asystent – mruczałem wściekle pod nosem i starałem się nie patrzeć w jego kierunku. – Człowiek, który w lizaniu dupy szefa osiągnął mistrzostwo, nie wykazując się innymi zdolnościami w pracy. Jakie facet ma obowiązki poza robieniem kawy szefowi? Intrygowanie? Nakłanianie szefa do wywalania zdolnych? Bo nie panował nawet nad kalendarzem jego spotkań – pokiwałem głową i wróciłem do mojej kolacji.

    *

    Siedzieliśmy w moim pokoju przy herbacie albo coli – to ja, ona na ogół przy piwie, a i tak była szczupła. Rozmawialiśmy bądź milczeliśmy na różne tematy, oglądaliśmy telewizję, bo nie mieliśmy siły na rozmowę. już trzeciego wieczoru dopadł mnie kryzys. Od początku byłem bardzo zmęczony, jednak tym razem nie wytrzymałem i w pewnym momencie otwarcie przyznałem:  

    – Alinko, przepraszam, ale padam, muszę położyć się na chwilę. Przyjdź za pół godziny, zbudź mnie i będę gotowy do dalszej rozmowy – wyznałem szczerze, bo dopiero co minął jakiś kwadrans po 21. Wstałem z krzesła, poprawiłem marynarkę na jego oparciu i, tak jak stałem, położyłem się na tapczanie. Byłem piekielnie zmęczony.

    – Nigdzie nie będę chodziła. Nie mam aż tyle sił – prychnęła zmęczonym i ochrypłym głosem. – Położę się obok ciebie, „na łyżeczkę” – stwierdziła spokojnie i ciężko podniosła się z krzesła, odstawiając piwo i niecierpliwymi ruchami zrzucając ze stóp szpilki.

    – Chodź szybko, bo już odjeżdżam – kiwnąłem na nią ręką z zamkniętymi oczyma. Nie otworzyłem ich, ale poczułem jak kładzie się przede mną „na łyżeczkę”, mocno wtula i przykrywa moją ręką. Zasnąłem od razu. Ona chyba też. Kiedy zbudziłem się chwilę później, Alina pochrapywała, nadal leżąc na boku z dłonią pod głową i drugą wetkniętą w krocze. Poły szlafroka rozchyliły się i mogłem oglądać jej nogi i szczupły brzuszek. Jedna pierś wystawała ze szlafroka. Miała ładne, pełne, jędrne piersi i ciemne, spore sutki. Wszystko na wyciągnięcie ręki. Czułem rosnące pożądanie. Dziewczyna twardo spała. Paliło się górne światło, więc spojrzałem na zegarek. Była… pierwsza zero, zero! Zmrużyłem oczy, raz jeszcze spojrzałem. Niestety, dobrze widziałem za pierwszym razem. Była nawet pierwsza zero jeden. Spaliśmy prawie cztery godziny!

    – Tak wygląda szybki kwadrans – mruknąłem zirytowany i już rozbudzony. Delikatnie zbudziłem Alinę. Spoglądała na mnie nieprzytomnie.  

    – Alinka, jesteś w pokoju hotelowym. U mnie. Właśnie minęła pierwsza w nocy. Zdrzemnęliśmy się – poinformowałem dziewczynę.

    – Aaaa, jasne. Idź już do siebie, Marku. Fajnie było – ziewnęła, odpowiadając niezbyt przytomnie. Zatkało mnie na chwilę. Uznałem, że akurat teraz nie warto występować incognito.

    – Stefan jestem. Stefan, kolega z pracy. Właśnie razem drzemaliśmy – przedstawiłem się raz jeszcze i powtórzyłem gdzie jesteśmy, z naciskiem na godzinę, która jest i o której mamy wstać. Cierpliwie czekałem aż przetrawi wiadomość. Po dłuższej chwili poderwała się, burknęła coś niezrozumiale, duszkiem wypiła resztę piwa i wyszła z pokoju. Zamknąłem drzwi, rozebrałem się, jednocześnie płucząc zęby płynem do płukania ust, wrzuciłem brudną bieliznę do walizki i nastawiłem budzik na kwadrans przed siódmą. Zgasiłem światło. Nie pamiętam, jak dotarłem do łóżka.

    *

    – Stefan, ale szczerze, co się działo w nocy? – spytała ostrożnie, kiedy mieliśmy w pracy popołudniową przerwę i mogliśmy spokojnie porozmawiać.

    – Nic, rozmawialiśmy jak zwykle – wzruszyłem ramionami, z uśmiechem patrząc w jej oczy. Spokojnie przeżuwałem kolejny kęs kupionej kanapki. Uciekła wzrokiem.

    – A potem? – patrzyła w bok.

    – Też nic. Spaliśmy – ponownie wzruszyłem ramionami.

    – Nie wyruchałeś mnie? – ton był ostrzejszy.

    – Ja?! – prawie wyplułem colę, którą właśnie przełykałem. Zaległa długa cisza. Zdecydowałem się odezwać pierwszy. – Alinko, czy aby na pewno wróciłaś ode mnie do swojego pokoju? – ostrożnie zapytałem.

    – Spoko, aż tak źle ze mną nie jest, ale miałam rozpięty szlafrok i mokrą cipę! Bolała mnie! Zrobiłeś mi coś?! – warknęła szeptem, patrząc mi w oczy.  

    Spokojnie położyłem dłonie na blacie stolika. Uważnie spojrzałem w jej oczy.

    – Alina, może tobie coś się śniło? Przecież kładłem się pierwszy i miałaś iść do siebie – nie wiedziałem, jakich jeszcze użyć argumentów. Bezradnie wpatrywałem się w swoje ręce i kanapkę. Podniosłem głowę i zobaczyłem zacięty wyraz jej twarzy, usta zaciśnięte w wąską kreskę, przymrużone oczy. Już nie byłem głodny. Nagle poczułem mdłości. Moje dłonie drżały. Przez chwilę wpatrywałem się w jej oczy.  

    – Coś jeszcze? – chłodno spytała, pochylona w moim kierunku. 

    – Wiesz, wracam do pracy – podniosłem się z krzesła, ale jeszcze nachyliłem do niej. – Może lepiej będzie dla ciebie i dla mnie, jeżeli nie będziemy widywać się wieczorami.  

    – Zgwałciłeś mnie i teraz, kurwa, masz mnie dość! – syknęła wściekła. Stanąłem jak wryty.

    – Piłem tylko herbatę. Ba, wodę! Dlatego byłem trzeźwy i pamiętam, co się działo. Przykro mi, że podejrzewasz mnie. Mogę przysiąc, że nie doszło do zbliżenia – nachyliłem się w jej kierunku, uderzyłem w pierś i poważnie spojrzałem w jej oczy. Nie miałem nastroju do żartów. Odwróciła wzrok, siadła bokiem do mnie.

    – Mam w dupie twoje przysięgi! Wyruchałeś mnie! Wykorzystałeś! – nakręcała się własną wściekłością. Stałem ze spokojnym, wręcz chłodnym wyrazem twarzy. Nie uśmiechałem się. Patrzyłem bez strachu, bez wściekłości. No, wzorzec siły spokoju! Kur… Czekałem aż dziewczyna uspokoi się. Byłem przerażony.

    – Lepiej już pójdę, bo moja obecność źle na ciebie wpływa – pożegnałem się. Bałem się, cholera! Bałem się, że dziewczyna narobi bagna!

    Wieczorem skonany siedziałem w pokoju w spodenkach i  koszulce, popijałem wodę, próbowałem czytać książkę i sam przed sobą udawałem, że nie jestem zdenerwowany. Spojrzałem na drzwi i po chwili w trzech skokach byłem przy nich. Przekręciłem klucz. Zaledwie minutę później usłyszałem delikatne pukanie. Milczałem. Potem bardziej natarczywe pukanie i głos:

    – Oootwórz, to jaaa, Alinka! (…) Chcę porozmawiać.

    Nawet nie drgnąłem. Wstrzymałem oddech. Powtórzyła pukanie i tekst. Bardziej płynnie. Chyba była pod wpływem.

    – Tym gorzej dla mnie – pomyślałem, ale nie ruszyłem się. Nadal nie odważyłem się oddychać. Po dłuższej chwili ciszy, i mojego uporczywego milczenia, mocno zapukała. Ciągle siedziałem jak słup soli. Solidnie kopnęła w drzwi. Cisza. Jakaś ćma wpadła do pokoju. Kolejne walnięcie w drzwi pięścią. I… odchodzi! Wciąż nie oddychałem. I mogłem tak jeszcze długo. Przynajmniej wówczas tak mi się wydawało. Tej nocy usnąłem dopiero nad ranem.

    *

    W pracy, w cztery oczy przekazała mi, że rozważa zgłoszenie gwałtu na policji. Była na obdukcji i zdecydowała, że po powrocie do domu odda sprawę do sądu. Przymknęła oczy i wyrecytowała jakiś paragraf czy ustęp Kodeksu karnego. Nie byłem w stanie zapamiętać. Ledwo panowałem nad nerwami. Dalszy kontakt radziła mi utrzymywać przez jej prawnika. Ona mi radziła! Ona!! Zanim byłem w stanie coś odpowiedzieć, zadowolona z wrażenia jakie wywołała, już zniknęła za rogiem korytarza. Chyba stałem dłuższą chwilę i bezgłośnie poruszałem ustami.

    Byłem tak roztrzęsiony, że po godzinie niezbyt efektywnej pracy podszedłem do szefa i powiedziałem, że nie jestem w stanie pracować. Twierdziłem, że to przez ból zęba. Chyba musiałem naprawdę źle wyglądać, bo spojrzał na mnie uważnie i od razu wysłał do dentysty. Następnego dnia pozwolił mi przyjść do pracy dopiero w południe. Szok! Nigdy nie był tak życzliwy. Asystent cały czas słuchał i uśmiechał się pod nosem.

    – Jakoś damy sobie radę – szef uśmiechnął się życzliwie i poklepał po ramieniu. Zdawkowo podziękowałem i dopiero znacznie później dotarło do mnie, że ten facet, na co dzień tak wymagający i ostry wobec wszystkich pracowników, wykazał tyle życzliwości i empatii. Mój wygląd rzeczywiście musiał robić wrażenie. Aliny unikałem przez następne dni, ale i tak codziennie mijaliśmy się w pracy w obecności innych. Uśmiechała się do mnie. Kłaniałem się z kamiennym wyrazem twarzy i szedłem w swoją stronę. Co wieczór pukała do moich drzwi, a ja przezornie konsekwentnie milczałem. Już nie waliła, ani nie kopała. Ostatniego dnia wspólnej pracy, kiedy mijaliśmy się, szepnęła:  

    – Przepraszam. Wszystko jest OK. Zapomnij o sprawie. Musimy porozmawiać. – Poszła, nie oglądając się. Stałem jak wryty. Obejrzałem się za nią osłupiały i wróciłem do swoich spraw. Nie potrafiłem skupić się. Chyba poczułem się nieco lepiej. Potem znacznie lepiej. Jeszcze później chciałem z nią porozmawiać, bo wierzyłem, że wycofała swoje zarzuty. Jednak sprawy potoczyły się inaczej.  

    *

    Wieczorem siedzieliśmy całym zespołem na pożegnalnej kolacji przed powrotem do centrali, więc nie było okazji do rozmowy i chyba to mi najbardziej odpowiadało. Jutro, późnym popołudniem miało być tylko finalne sprawozdanie i kolacja tylko z naszym szefem, więc większość pracowników wcześniej wyjeżdżała. Poza szefem zostawał asystent (jasne, wazelina sam nie odczepi się od dupy…) i kierownicy zespołów do komentowania sprawozdania: prawo, ekonomia i zarządzanie.

    W zespole liczebnie przeważały kobiety, więc siedziałem między dwiema i miałem obowiązek obie obdarzać swoim wątpliwym urokiem osobistym. Na przeciwko nas siedziały dwie współpracowniczki, różnica wieku między nimi wynosiła przynajmniej 20 lat, więc i te wypadało uwzględniać w naszych konwersacjach. Zwłaszcza, że naprzeciwko, obok wspomnianej dwójki, siedział asystent szefa i prawił mu komplementy. Ten rodzaj ludzi ma określoną nazwę, ale asystent i bez wazeliny potrafiłby wszystko sobie załatwić. Taki był nachalny i niezatapialny. Słyszałem, że ludzkie mendy tak mają. W rezultacie, mimo marnych efektów pracy, facet spokojnie funkcjonował u boku szefa i to z pensją, której mu zwyczajnie zazdrościliśmy. Wysokość zarobków każdego jest tajna, ale… Sami wiecie.

    Dopiero po kilku latach ten układ uległ gwałtownej zmianie.

    Po kolacji cztery miłe panie, moje sąsiadki przy stole, zarządziły długi spacer, na który zaprosiły tylko mnie! Bez możliwości odmówienia. Miłe panie, bo różnica wieku i doświadczenia nie stanowiły kłopotu w trakcie rozmowy. Wszyscy odnoszą się do siebie z szacunkiem. Kolacja i spacer to dla nas rzadkie, przyjemne chwile, kiedy staramy się nie patrzeć na siebie przez pryzmat obowiązków zawodowych. Miłe dla mnie, bo przyjemnie oglądać zadbane kobiety w różnym wieku, elegancko ubrane, w szpilkach, pachnące perfumami. A miałem co oglądać. Naprawdę przyjemny widok… Zgrabne pupy, kusząco poruszające się biodra, spore biusty, dość odważne dekolty, stroje podkreślające figury bądź tuszujące nadmiar kilogramów.

    Gdybym wtedy był tylko nieco odważniejszy! Ze zwieszoną głową, zatopiony w swoich kłopotach, szedłem za tym czteroosobowym tłumkiem, czasami za dwiema parami, aż w końcu zlitowały się i zabrały mnie do drugiej pary, potem do pierwszej. A potem szliśmy środkiem jakiejś bocznej ulicy w pięcioro, z „rodzynkiem” w środku. Jedyny bez promili szedł środkiem ulicy… Wszystkie wypiły nieco przy kolacji, więc były w dobrych humorach, bardziej otwarte niż na co dzień.

    *

    Tak na marginesie owego spaceru: po powrocie do centrali koledzy opieprzyli mnie, i to solidnie, że to ja (sic!) wyrwałem aż cztery kobiety, w tym tę laskę, Patrycję! Szczególnie jej nie mogli mi darować. Tego było za wiele. Wtedy to ja ich zaatakowałem:

    – Przy stole żarliście, kurwa, jakby wszyscy pierwszy raz w życiu sałatkę jarzynową widzieli na oczy! Trzeba było jeszcze do kieszeni napchać!! – darłem się. – Marek rzucił się na przystawki jakby zaraz miały odjechać! – Marek obraził się. – Co, może skrzydełka już miały plan lotu?! A może krewetki spierdalały do hotelowego basenu?! – wściekle spojrzałem na Sebę. – Chlaliście jakby to były zawody w tankowaniu! Naprzeciwko mnie siedziały dwie babki, przy mnie też dwie i żaden nie mógł przesiąść się?! Z boku były wolne miejsca! – Potem dorzuciłem jeszcze kilka ostrych zdań, oni swoich kilka, w końcu ciśnienie zeszło z nas i temperatura ‘rozmowy’ opadła. Więcej do sprawy nie wracaliśmy.

    – A ten, hm, było coś z Pati? – Marek jeszcze był urażony uwagą o przystawkach, więc kiedy pytał patrzył gdzieś w bok.  

    – Nie, nie było. Zapytajcie Patrycję – rzuciłem poddenerwowany. Pokiwali głowami w milczeniu i chyba uwierzyli mi.

    – A u was? – zrewanżowałem się.

    – Te nasze dwie starsze babki chyba miały ochotę na seks z nami czy z jednym z nas, ale wylazły z tobą na spacer. A kiedy wróciły, to chyba od razu poszły spać. A ta biuściasta brunetka, Małgosia, ruszyła chyba z nimi. Nikt przecież nie będzie dyżurował w recepcji! – zniechęcony Borys wzruszył ramionami. Słysząc to, spojrzałem na kolegę. Seba unikał mojego wzroku.

    – Paweł i ja chcieliśmy poobracać Alinkę, ale wcześniej zerwała się do pokoju z butelką. Nie wiesz może, kto ją stuknął? Miałeś pokój niedaleko – dociekał Marek.

    Nie wiedziałem.

    *

    Z późnego i długiego spaceru nasza ‘piątka’ wróciła po północy. Przed wejściem do hotelu wszystkie podziękowały mi buziakami i nachalnie oraz głośno proponowały jeszcze kawę albo rozchodniaczka. Nachalność objawiała się szczypaniem i klepaniem mojej pupy. Widać, alkohol nadal działał… Olewałem to. Jutro nie będą nic pamiętać. Jednak Patrycja, dwudziestosześciolatka, na pożegnanie zażyczyła sobie jeszcze jedną rundkę spaceru. Więcej chętnych nie było, niestety. Pozostałe koleżanki w minorowych nastrojach zniknęły za recepcją i we trzy poszły… do baru. Po chwili przysiedli się do nich jacyś dwaj faceci. Wyraźnie ucieszyły się ich obecnością. Jeszcze po raz ostatni rzuciłem okiem w ich kierunku. Nasze dwie 46-latki efektownie i zachęcająco prezentowały się w przygaszonym świetle hotelowego baru.

    – Chyba nie wzięli ich za dziwki – mruknąłem pod nosem.  

    Tym bardziej pani Małgosia: brunetka, długie, lśniące włosy, śniada cera, zawsze opalona, 40 lat. W ogóle prezentowała się efektownie. Nawet bez makijażu. Niejeden w biurze o niej marzył. Chociaż na jeden raz. Trudno było z nią rozmawiać i nie patrzeć na jej biust. Albo na nogi.

    – Chodzi na fitness, aerobic, pływa, więc wygląda – pomyślałem. Wszyscy wiedzieli o jej aktywnej dbałości o wygląd.

    Spojrzałem na Pati. Uśmiechnąłem się, podałem jej ramię. Odwzajemniła uśmiech, objęła moje ramię i ruszyliśmy z powrotem do wyjścia z hotelu. Chodnik pokonywaliśmy powolnym krokiem, rozmawiając o wszystkim i o niczym. Ani słowa o zakończonej pracy i wysokich premiach. W końcu zamilkliśmy. Słyszeliśmy własne kroki. Stare budynki ładnie prezentowały się w nocnym oświetleniu. Było cicho. Tego potrzebowaliśmy. Pati wtuliła się w moje ramię. Cieszyliśmy się ciszą.

    *

    Nie doceniłem naszych pań! Po powrocie do centrali dowiedziałem się, że po drinkach w barze impreza przeniosła się do hotelowego pokoju naszych dwóch 46-latek. Ponoć obie zachowywały się jak wyposzczone nastolatki, które niczego sobie nie odmawiały. Ich młodsza koleżanka też sobie nie żałowała. Każda z nich, na raty i w kolektywie, dogłębnie poznała wszystkich trzech mężczyzn. Hotelowa imprezka przerodziła się w ostrą sześcioosobową orgietkę. Alkoholu już nie zamawiali. Panie były przygotowane. Butelka po szampanie znalazła zastosowanie w trakcie seksu.  

    – Żadna dziurka żadnej z nich nie pozostała niezaspokojona. Żadna! Wyobrażasz sobie? Żadna! Po zabawie wszystkie były tak wykończone, że zasnęły we trzy na jednej kanapie, ale na śniadanie zeszły w wyśmienitych humorach.

    – No, no – kiwałem głową. Nie byłem pasjonatem plotek. Zwłaszcza o sprawach intymnych.

    – Mężatki są zajebiste. Co one wyprawiały… – Seba mrugnął do mnie porozumiewawczo. – No, rakiety! Świetnie wyglądały w samych pończochach i szpilkach. Bez szpilek też – zaśmiał się cicho. – Kiedyś opowiem ci ze szczegółami. Cholera, narobiłem się! Jak chłop za pługiem. Ale warto było! Warto…

    Wierzyłem mu, bo zawsze miał rzetelne informacje. Relacja była o tyle wiarygodna, że Seba jako jedyny wspierał dwóch nieznajomych w igraszkach. Pokręciłem głową z niedowierzaniem. Niewiele wiedziałem o kobietach.

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick

    Zdarzenia, opisywane w kolejnych częściach, nie są ułożone w porządku chronologicznym. Każde opowiadanie jest zamkniętą całością. Imieniem bohaterki relacji sygnowano kolejne, odrębne opowiadanie. Każde z nich opisuje przygody, które wiążą dwa elementy: mieszkanie głównego bohatera, stąd wywodzi się tytuł całości, oraz seks, kwintesencja tych zdarzeń.

    Większość imion, miejsce spotkań i szereg innych szczegółów, związanych z fabułą opowiadań, nie uległy zmianie. 

  • Nareszcie, 2.

    Część 2/3.

    Rudowłosa dziewczyna zeszła z podium w samych szpilkach i limonkowych stringach. Jej ciało lśni od brokatu. Podeszła do jednego ze stolików i zgrabnie przyklękła obok fotela. Ożeż! Brunetka w jasnoszarym żakiecie wychyliła się przez oparcie fotela i całuje rudowłosą w usta! Tamta namiętnie oddaje pocałunek. Kobieta w fotelu chwyta i maca jej pełną pierś. Sutki rudej już sterczały, kiedy nachylała się nad siedzącymi. Była podniecona. Brunetka rozmawia z kimś siedzącym obok. To chyba mąż. Tancerka opiera się o bok kobiety w żakiecie, a ta nadal bawi się piersią dziewczyny. Negocjują cenę?

    Kobieta puszcza pierś, delikatnym ruchem wsuwa palce do ust rudowłosej, a ta namiętnie liże je, patrząc w oczy siedzącej. Ta coś mówi do tancerki. Dziewczyna nie przerywa lizania palców, ale w odpowiedzi na moment przymyka oczy. Kobietę widzę tylko z profilu, ale wydaje mi się znajoma. Jakaś koleżanka? Hm, raczej nie mam znajomych w tym wieku. W końcu tancerka wypuszcza palce z ust, kiwa głową, wypowiada krótkie zdanie, całuje kobietę w policzek i pospiesznie idzie w kierunku zaplecza. Mężczyzna wraz z kobietą podnoszą się z foteli.O! Już wiem! Za często nie oglądam telewizji, ale to jest aktorka z serialu. Leci w prywatnej stacji. Babka ma ponad 40 lat, ale wygląda świetnie. Wraz z mężem stoją i przez chwilę rozmawiając, rozglądają się. Ej! Zaraz…To nie jest jej mąż! Jest tu z kochankiem?! Łoł! Jak smacznie…

    Teraz wiem, dlaczego rozglądali się. Głównym przejściem w ciemnozielonej pelerynce przemyka rudowłosa. Spięła włosy, założyła skórzaną, czarną czapkę podobną do ‘leninówki’. Uroczo w niej wygląda. Nogi nadal ma nagie, a na stopach czerwone szpilki. Spod rozchylonej pelerynki wyziera czerwona sukienka. W ręku trzyma dużą, błyszczącą torbę w jaką pakują zakupy w droższych butikach. Para podchodzi do niej. Biorą ją między siebie i razem wychodzą. Ciekawe, ile za nią zapłacili? A ta aktorka w serialu gra taką przykładną, wierną żonę i matkę…

    – Filmowy mąż ją zdradza, to nadrabia w realu – śmieję się z własnej naiwności.

    *

    Barbara i Edward kierują się do wyjścia.

    – Ale ja jeszcze nie zapłaciłam za drinka – oponuję.

    Ignorowanie zobowiązań finansowych to drugi, obok wywoływania i udziału w awanturach, najszybszy sposób, aby definitywnie zamknąć przed sobą drzwi klubu.

    Edward ściąga wzrokiem i macha ręką na człowieka z plakietką z imieniem. Mężczyzna za chwilę podchodzi.  

    – Panie Arturze, proszę dopisać drinka pani Moniki do naszego rachunku.  

    – No, sporo zaoszczędziłam… – odetchnęłam z ulgą. To jedyne ryzyko finansowe jakie ponoszę, wchodząc do tego klubu.

    – Oczywiście – mężczyzna kiwa głową, żegna nas firmowym uśmiechem, zapraszając do ponownych odwiedzin i idzie do baru.

    Stali bywalcy wnoszą opłaty co miesiąc. Podobno wysokie, ale nawet od mojego szefa nie dowiedziałam się, ile wynoszą. Czyli nie zobaczę tutaj przypadkowych osób. Ponoć kiedyś jeden z bankowców ‘zaszalał’, wszczynając awanturę i stracił członkostwo w klubie. Jednak po kilku miesiącach karencji, ponownie mógł bywać w klubie, bo wpłacił sporą kwotę na konto klubu. Pecunia non olet. A kto wie? W każdej plotce jest część prawdy… A może tylko wypożyczył żonę albo pełnoletnią córkę na kilka licytacji i tak oszacowano ich wkład w likwidację kary?

    Nigdy nie widziałam tego bankowca, ale przecież nie wszystkie pomieszczenia klubu są dostępne dla takich jak ja. Nigdy też nie widziałam żadnej awantury. Generalnie jest tutaj bardzo bezpiecznie. Zostawisz torebkę, wrócisz za godzinę i dalej będzie, wraz z zawartością, na swoim miejscu. Chyba, że pracownik klubu zauważy zgubę i przyniesie ją tobie. Tutaj wszyscy są wobec siebie otwarci, mili, uprzejmi, nawet jeżeli w życiu zawodowym są przeciwnikami. To reguły, o których przypomina się każdemu przy powitaniu. W klubie o takiej reputacji obowiązuje złota zasada gwarantująca powszechną dyskrecję: „Widziałem ciebie tutaj, więc ciebie tutaj nie było”. Inni formułują ją krócej: „Milczenie jest złotem”. Jak na razie zdaje egzamin. Kto chciałby stracić prawo wstępu za niedyskrecję? Polityków tutaj nie zapraszają… Ale dobrze zarabiających urzędników z różnych ministerstw i instytutów jest sporo.

    W klubie oddycha się pełną piersią. Dopóki policja nie robi nalotów, to można tutaj pozwolić sobie na wciąganie różnych świństw. Po wielu twarzach od razu widać, że ludzie próbowali czegoś więcej niż wyszukane i drogie drinki.

    Zresztą, chyba tylko wtedy starsze kobiety decydują się wejść do pokoju z lustrami. Ale za to jak niektórzy tam używają te babki! Aż przyjemnie czasami pooglądać…

    *

    Za błyszczącymi prętami klatki tańczy opalona, zgrabna blondynka. Jest już naga. Pozbyła się nawet wysokich szpilek. Tylko na nadgarstkach zostawiła szerokie, sztywne, białe mankiety z czarnymi spinkami, a na szyi czarno-białą muchę. Nad kostką lewej nogi połyskuje złoty łańcuszek. Nad cipką ładna fryzurka – mały romb. Przy zadbanych stopach paznokcie pomalowane perłowym i niebieskim lakierem. Piękne, miękkie ruchy i naturalny, kuszący uśmiech. Świetnie poruszała się w rytm muzyki. Ani cienia wstydu! W pewnym momencie wysunęła stopę za pręty w kierunku jednego z mężczyzn. Ten delikatnie chwycił stopę i ucałował ją. Tancerka z uśmiechem cofa stopę i kontynuuje taniec.

    Kilku facetów trzyma pręty klatki i co chwila na zmianę coś mówią albo wykrzykują do tancerki. Dziewczyna, nie przerywając tańca, czasami uśmiechała się do konkretnej osoby i kręciła przecząco głową albo pochylała się i wypowiadała do niej jakieś krótkie zdanie. Zrozumiałam! Trwa kolejna licytacja! Każdy podawał cenę, a ona na razie odrzucała każdą jako niezadowalającą. Nikt nie próbował jej dotykać.

    Muzyka milknie. Kilku mężczyzn, kończy negocjacje i w nagrodę za taniec wtyka nagiej tancerce banknot do cipki. Jest sporo chętnych. Mężczyźni są delikatni. Blondynka, stojąc w szerokim rozkroku, trzyma złote pręty klatki. Wysunęła biodra i z uśmiechem przyjmuje kolejne banknoty. Wetknięcie banknotu oznacza zaproszenie do ponownej licytacji, jeżeli obecna nie doprowadziła do rozstrzygnięcia, to znaczy do aprobaty ceny oferowanej przez potencjalnego klienta. Zapewne tak będzie i tym razem. Indywidualne spotkanie z jednym gościem oznacza sporą kwotę, a ona może jednej nocy zaliczyć kilka spotkań, więc na pewno nie zrezygnuje z takich okazji. Dziewczyna ponownie pojawi się po występie przynajmniej dwóch kolejnych tancerek. Seksowna blondynka znika. Słychać jęk zawodu licytujących.

    *

    – O rany! Ona w jedną noc może zarobić moją pensję. Albo jej wielokrotność! – nagle uświadamiam sobie, pełna kobiecej zazdrości, patrząc jednocześnie jak blondynka z uśmiechem przyjmuje kolejne banknoty. – Może i ja bym spróbowała? Takie kwoty mogą mi wciskać nawet do pupy! – Patrzę i wiem, że już podjęłam decyzję. – Porozmawiam z kierownikiem. Na pewno jestem atrakcyjniejsza i młodsza od niektórych tancerek. I poruszam się lepiej niż kilka z nich. Zresztą, co tydzień pojawiają się nowe. Wiem, że chętnych jest znacznie więcej niż występuje.

    Zmienia się muzyka. Pojawia się krótko przystrzyżona wysoka brunetka w zwiewnej sukience. Ależ ta ma biust! I jest szczupła! Jest w sukience? Nie! To były, wzorowane na ponczo, przezroczyste warstwy materiału założone jeden na drugi. Z dużym wycięciem na głowę i obszerny dekolt. Wraz ze zdjęciem kolejnej warstwy, coraz wyraźniej były widoczne szczegóły ciała tancerki. Już po zdjęciu czwartej warstwy było widać, że pod nimi jest naga. Zostały jeszcze trzy.  

    – Oryginalny pomysł na strój – pomyślałam i rozejrzałam się. Mężczyźni i kobiety byli wpatrzeni w tancerkę. Nikt nie sięgał po drinka.

    *

    Równocześnie zmiana nastąpiła na drugim podium. Wszedł blondyn o potężnej muskulaturze i dosłownie obracał drobną, młodą szatynką w odważnym stroju: szpilki, pończochy, krótka spódniczka, top. Nic więcej nie założyła. Na jej ustach lśniła jasnoczerwona szminka. Muskulaturę chłopaka zobaczyłam, kiedy zrzucił frak.

    – Och, moje uda są szczuplejsze niż jego biceps! – otwarcie podziwiam jego wygląd. Edward z uśmiechem kiwa głową.

    *

    Jakiś starszy mężczyzna w garniturze i pod krawatem, jak prawie wszyscy tutaj, podszedł do klatki i coś mówi do blondyna. Ten schylił się, uważnie słuchając. Wówczas dziewczyna tańczyła sama. Kulturysta kiwnięciem głowy zgodził się i coś tłumaczył. Z gestów wynikało, że najpierw musi zakończyć taniec z szatynką. Facet pokiwał głową i na znak umowy, wcisnął mu banknot do kieszeni. Sądząc po kolorze, to było 100 euro. A potem uśmiechnięty wrócił na swój fotel.

    – Za numer z tym eleganckim facetem, kulturysta zarobi prawie połowę mojego miesięcznego czynszu – zmarkotniałam, kiedy to sobie uświadomiłam.

    Mężczyzna powiedział coś do kolegi, usiadł i z szerokim uśmiechem na twarzy, patrzył na tańczących i czekał na koniec występu. Kolega w fotelu obok też wyglądał na zadowolonego. Odpowiedział z uśmiechem i poklepał mężczyznę po dłoni.

    Hm, może to obcokrajowcy? Słyszałam, że w weekendy przyjeżdżali tu Niemcy, Brytyjczycy żądni wrażeń. Nie miałam pojęcia, ile w tym prawdy. Kiedy podczas przyjmowania do klubu rozmawiałam z kierownikiem twierdził, że nie chcą tutaj Rosjan, bo piją dużo i szybko zaczynają się awanturować. I zrażają innych klientów. Co innego zamożne Rosjanki. Te płacą jak wszyscy, ale bywają sporadycznie. Potwierdził, że dość liczna grupa obcokrajowców, głównie z dwóch wymienionych krajów oraz ze Skandynawii ma karty stałego klienta. Czyli muszą bywać, bo płacić co miesiąc i nie korzystać?

    – Ale ja na takiego jeszcze się nie nadziałam – westchnęłam w myślach.

    *

    Mija nas dwóch mężczyzn, którzy brali udział w nierozstrzygniętej licytacji o blondynkę. Jeden z nich,  blondyn w granatowym garniturze, niezadowolony, energicznie gestykulując, skarżył się dość głośno: 

    – Mówiłem ci! Od razu trzeba było podać kwotę za nas dwóch. I zaznaczyć, że to nie jest za noc. Wzięłaby! A tobie zachciało się stop-nio-wa-nia! – mężczyzna prychnął. Nie krył swojej irytacji. – To teraz sobie czekaj! I stopniuj sobie przy-miot-ni-ki! Cha, cha, cha! – zaśmiał się przesadnie sztucznie.

    Ten krytykowany, szatyn, był znacznie spokojniejszy, chociaż też podniecony oczekiwaniem na ponowny występ blondynki. Rozluźnił krawat. Co jakiś czas odwracał się w kierunku podium i rzucił do kolegi:

    – To może wejdziemy tam na zaplecze i…

    Blondyn gwałtownie zatrzymał się i odwrócił do kolegi. Patrzył na niego jak gepard na żółwia, z którym ma rywalizować w sprincie:

    – Wejść? Tam?! – zapytał go z ironią. – Chyba sam nie wierzysz w to, co mówisz?

    Nagle zaskakująco troskliwym gestem chwycił go pod rękę, czule pogłaskał po ramieniu i szepnął tak cicho, że bez trudu usłyszeliśmy:

    – Stary, weź solidny rozbieg, a jakaś ściana się znajdzie! Na pewno!

    Szatyn bez słowa spojrzał na niego zdziwiony i zniesmaczony usłyszaną sugestią.  

    – Naprawdę! Znajdzie się! – potwierdził blondyn, przykładając dłoń do serca. Bez cienia uśmiechu pokiwał głową.

    – Nie o to mi chodzi – mruknął krytykowany szatyn.

    – Wyjaśnię ci prościej – zirytowany blondyn westchnął głęboko. – Jeżeli spróbujesz tam wejść, podkreślam słowo: spróbujesz, to najpierw daj mi kluczyki i wracaj metrem do domciu. Kiedy wysiądziesz, nie jedź dalej tramwajem. Przejdź się. Te parę kilometrów spaceru na pewno dobrze ci zrobi. Będziesz miał czas na przemyślenia. Może nawet rozum ci wróci? Ja znajdę przygodę na dzisiejszą noc, a ty już nigdy tutaj nie wejdziesz. Chyba, że zatrudnisz się do sprzątania. Ja, dzięki twojej głupocie, też będę miał wstrzymane wejścia. Na szczęście, tylko na jakiś czas.  

    – Sądzisz, że mnie wyrzucą?  

    – Nieee! A skąd! – blondyn wzruszył ramionami i pokręcił głową. – Sam ciebie wywalę! – warknął, wychylając się w jego stronę. – A! Jeszcze jedno! Ja ciebie wprowadziłem, więc poniosę konsekwencje twojej głupoty. No, ale są jakieś granice. Umówmy się więc: Jeżeli spróbujesz tam wejść, do mnie więcej nie dzwoń i zapomnij, że jeszcze kiedykolwiek odezwę się do ciebie po…

    – No, co ty? Do brata? Chyba żartujesz? – szatyn był rozbawiony.

    – Nie przerywaj starszemu! Nie żartuję. Jeszcze powiem matce, żeby sprawdziła DNA. Ja płacę! Bo najwyraźniej musieli ciebie podmienić w szpitalu – głęboko westchnął i stuknął go palcem wskazującym. – Na twoim przykładzie widać, jak człowiek cierpi przez marną służbę zdrowia – odwrócił się i poszedł do swojego stolika. Brat ruszył za nim.

    *

    – No, dziewczyno. Dzisiaj jesteśmy twoimi właścicielami – stwierdza Edward. Uśmiecha się. – Znasz zasady? – pyta.

    – Tak – potwierdzam też skinieniem głowy.

    – Idziemy! – Delikatnie, ale stanowczo chwycił mnie za kark i wyprowadził z sali. Cały czas życzliwie uśmiechał się do mnie, ale ja drżałam. Byłam podniecona niepewnością. CO ze mną zrobią? Jak mnie potraktują? Czy wytrzymam? ILE osób będzie na spotkaniu? Bałam się! Bałam, ale właśnie ta słodka, dręcząca niepewność skłaniała mnie do powrotów do klubu.

    Edward pokiwał komuś na pożegnanie. Ktoś z siedzących i obserwujących tańczącą parę, pożegnał ich uśmiechem i uniesionym kieliszkiem. Jego żona trzymała mnie za rękę. Facet był już podniecony.

    – Jeżeli chcecie, to zapraszamy, ale teraz – rzuca do kogoś w bok.

    Nie wiem, do kogo mówił. Nie mogę odwrócić się. I nie wiem, czy zapraszani skorzystali z oferty.

    *

    Wsiadamy do ich auta. Z przodu siada jeszcze jakiś mężczyzna. Wita mnie kiwnięciem głową i ruszamy. Siedzę z tyłu razem z Barbarą. Kobieta zakłada mi obrożę. Jeszcze zdążam i chowam moją ozdobę do torebki. Trochę przestraszyłam się, ale już wszystko w porządku. Nadal jestem zdenerwowana i podniecona. Barbara dopina smycz.

    – Cholera! To łańcuch-smycz dla psa! – uświadomienie tego, deprymuje mnie. – Jeżeli mi tym przyłożą, to zostaną siniaki.

    Barbara obejmuje mnie lewym ramieniem, a na dłoń zawija smycz. Prawą dłonią sięga do bluzki i rozpina dwa guziki i chwyta pierś. Maca ją, masuje, głaszcze sutek, paznokciem drażni i w końcu stawia brodawkę. Edward patrzy w lusterko i uśmiecha się z zadowoleniem. Dłonie trzymam na kolanach. Wysuwam prawą dłoń i chcę pogłaskać Panią po udzie. Przesuwam ją w kierunku krocza. Szybko obrywam dwa ciosy. Pani palcami ściska brodawkę jak w imadle, a lewą dłonią, owiniętą łańcuchem, bije mnie w policzek.

    – Och…! – zaskoczona, nie potrafię zdobyć się na więcej. Policzek bardzo boli. Jestem oszołomiona jej brutalnością. Dłonie kładę na kolanach.

    – Kto ci pozwolił, dziewczyno? – pyta groźnym tonem.

    – Przepraszam – mój głos ledwie słychać.

    Prawa dłoń Pani zsuwa się do mojego krocza. Pokonuje spódniczkę i zmierza do cipki.

    Z całych sił zapieram się stopami i lekko unoszę, wciskając plecy w oparcie. Staram się utrzymać dłonie na kolanach. Z bólu pocą się. Dłoń Pani już dawno dotknęła mojej cipki, a teraz trzyma w dwóch palcach łechtaczkę i miażdży ją! Dosłownie! MIAŻDŻY!!

    – Panowie! Mamy fajny egzemplarz! Przyszła bez stanika i bez stringów! O! Już jest mokra! – z uśmiechem informuje ich i odwraca twarz do mnie: – Lubisz takie kary, słodziutka?

    – Taak, Pa-ni – słowa wypowiadam z wysiłkiem, opuszczając głowę, bo ból nie maleje. Teraz głową rzucam na boki: – Paa-ni! Prooo-szę!

    – Zostaw ją, bo potem nic już nie poczuje i nie będzie zabawy – prosi rozbawiony Edward.  

    Po chwili zastanowienia, z grymasem niezadowolenia na twarzy, Pani uwalnia łechtaczkę. Puszczenie łechtaczki to kolejny impuls bólu. Zaciskając usta, długo rucha mnie dwoma palcami i z satysfakcją obserwuje, jak przeżywam tę pieszczotę. W końcu wyjmuje palce i wpycha mi do ust.

    – Umyj! – rozbawiona wydaje polecenie i wzmacnia szarpnięciem obroży.

    Gorliwie spełniam polecenie. Wiem, że nadal jestem mokra. Zatrzymujemy się na czerwonym świetle.

    Pan Barbara majstruje przy spódnicy tylko prawą ręką. W końcu przestaje mnie obejmować i pomaga sobie lewą ręką. Ponieważ odkręciła z dłoni krótki odcinek smyczy, siedzę zgięta w pół, z głową przy jej udzie.

    – Pomóż, suko! – stęka zniecierpliwiona.

    Ostrożnie sięgam ręką, podwijam spódnicę i pomagam Pani zdjąć delikatne, koronkowe, czarne majteczki. Samochód rusza. Odkłada majtki na bok, ze złością patrzy na mnie i jej prawa dłoń zwija się w pięść. Zamierza się na mnie, a ja czuję, jak w oczekiwaniu na cios, wycieka ze mnie śluz. W końcu Pani jedynie chwyta mnie za włosy i wciska głowę między swoje nogi. Prawie klęczę na podłodze, przechylona przez jej udo. Cieniutka strużka spływa po wewnętrznej stronie mojego uda i zatrzymuje się na pończosze.

    – Pokaż, że potrafisz dogodzić!  

    Staram się pieścić Panią najlepiej jak potrafię. Wpycham język do pochwy. Pani mruczy zadowolona. Głaszcze mnie po włosach, szarpie obrożę. Drugą dłonią sięga do piersi.

    *

    Dojeżdżamy do ich domu. Otwiera się brama. Auto wjeżdża na teren posesji. Wysiadamy. Pan Edward prowadzi mnie na smyczy. Pani Barbara idzie i otwiera drzwi willi. Za ich samochodem zatrzymuje się inne auto. Brama zamyka się.

    – Zapraszamy, zapraszamy! – słyszę radosny głos gospodyni.

    Z mercedesa za nami wysiada dwóch mężczyzn i trzy kobiety. Nikt nie hałasuje, ale wszyscy są podekscytowani. Każdy uważnie mi się przygląda. Jakbym stała na wystawie.

    – Jestem atrakcją wieczoru – cieszę się. – Aż cztery pary będą się mną bawić! – Z podniecenia czuję gęstą, słodką ślinę w ustach. W cipce chlupie mi.

    *

    Dokończenie nastąpi.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Nareszcie, 1.

    Część 1/3.  

    Zaskoczył mnie. Po cichu podszedł od tyłu i chwycił za piersi. Byłam bezradna. Nie chciałam wylać napoju, ani upuścić szklanki. Zanim postawiłam je na stoliku, szarpnięciem ściągnął mi majtki do kolan. Brutalnym ruchem przykrył łechtaczkę i zaczął ją mocno masować. Jęczałam, ale bardziej z bólu niż z przyjemności. Zbyt mocno ściskał pierś. Zbyt mocno szarpał łechtaczkę. Był brutalny. Zbyt brutalny. Jak na początek. Opierałam się dłońmi o stolik. Majstrował za moimi plecami i w końcu spróbował wepchnąć penisa do pochwy. A to miało być zwykłe, towarzyskie spotkanie.

    – Och! Nieee! – penis był twardy, ale suchy. Bolało mnie takie wciskanie.

    – Spokój!

    Mężczyzna tkwił we mnie i rękoma chwycił moją czerwoną sukienkę. Jedną przytrzymał górę, a drugą płynnie rozpiął zamek.

    – Ręce!

    Potulnie podniosłam ręce. Niecierpliwymi ruchami ścignął sukienkę i odrzucił na bok. Rozpiął stanik i rzucił na sukienkę. Stałam w samych białych pończochach i czerwonych szpilkach. Pchnął twardego penisa, a ten dość swobodnie wsunął się do pochwy. Byłam mokra. Tak działała na mnie przemoc. Jedni potrafili sprawić mi tym przyjemność, inni – już nie.

    – Ściągaj majtki – polecił nerwowym szeptem.

    Pochyliłam się, zsunęłam je, a on wbił penisa aż po jądra. Zdążyłam oprzeć się dłonią o stolik. Wycofał i jeszcze raz walnął! Największą przyjemność sprawiało mu obserwowanie mojej uległości i bezradności. Teraz wyprostował mnie, przytrzymał i czekam aż zdejmę majtki. Założyłam ładne: białe, koronkowe, z dobrego materiału. Bardzo mi się podobały. Wyrwał mi je z ręki, kiedy chciałam rzucić na fotel.

    – Weź piersi w dłonie.

    Spełniłam polecenie.

    – A teraz masuj je! Pochwal się nimi. Jakbyś chciała komuś je zaoferować.

    Zaczęłam pieścić piersi. Głaskać sutki, brodawki. Poruszałam pupą, czując jego twardy członek wbijający się głęboko we mnie. Mężczyzna charczał. Wiedziałam, że jak tylko opadnie z sił, stosunek będzie mniej agresywny. Wtedy zacznie sprawiać mi ból. Na myśl o tym poczułam jak śluz wypełnia moją pochwę. Spuściłam się! Miałam wyobraźnię.

    Z uśmiechem na ustach przeżywałam rozkosz. Oblizałam uśmiechnięte wargi. I wtedy poczułam jego palce. Jedną dłonią trzymał mnie za włosy, drugą wciskał majtki w usta! Zaczęłam bać się. Moje brodawki sterczały. Dotyk, szept, muskanie, głaskanie, lizanie, kąsanie podniecały mnie. Jak każdą kobietę. Ale strach, ból, groźba, nawet seksualna niepewność, obawa, dotycząca nawet najbliższych minut, powodowały potężne podniecenie prowadzące do finalnej rozkoszy. Co jeszcze zrobi ze mną? Ze strachu prawie drobiłam w miejscu. Sięgnął po taśmę, która leżała na półce. Mój błąd. Zakleił mi usta. Oderwał taśmę. Wyrywałam się, ale poradził sobie, przyciskając mnie kolanem. Wtedy taśmą związał mi ręce na plecach. Rzucił na tapczan.

    – Leż, suko! – syknął gniewnie, kiedy próbowałam podnieść się, a przynajmniej przetoczyć na plecy. Znieruchomiałam, kiedy uderzył mnie w pośladek otwartą dłonią. Chwilę zaczekałam i nieznacznie poruszyłam się. Uderzył dwukrotnie! Ależ zabolało! Czyli obserwował mnie i czekał nawet na drobny ruch. Już nie ruszałam się. Słyszałam jak podszedł do szafy i otwierał kolejne drzwi, potem szuflady.

    – Nareszcie! – usłyszałam radosny ton w jego głosie.

    – Cholera, znalazł! – znalazł moją szufladę z gadżetami do seksu.

    *

    Był bardzo brutalny. Najpierw dusił mnie, a potem położył mnie na plecach i usiadł na moich piersiach! Kajdankami skuł mi prawą nogę i rękę. Byłam zbyt oszołomiona, żeby zaprotestować. Dlatego, kiedy jeszcze byłam w stanie bronić się lewą ręką i nogą, robiłam to niezbornie. Wiedziałam, że przegram. Zaskoczył mnie, poduszką przykrywając twarz. Kiedy traciłam oddech, drugą parę kajdanek założył mi na nogę. Kiedy puścił poduszkę i łapczywie ‘chwytałam’ powietrze, skuł mi lewy nadgarstek z nogą.

    Leżałam rozkraczona z rękoma i nogami w górze. Po pewnym czasie zaczynałam słabnąć, więc nogi i ręce zaczynały rozsuwać się na boki. Stał nade mną z komórką, uśmiechał się i robił zdjęcia. Widział, jak walczę z bólem i jego uśmiech stawał się coraz szerszy. Korek, znaleziony w szufladzie wepchnął mi w odbyt i zakleił. Zrobił kilka zdjęć. Mogłam tylko szarpać głową, żeby zdjęcia nie były wyraźne. Ale szybko przestałam. Użył mocnego argumentu: 

    – Leż spokojnie, bo nie puszczę cię do łazienki i zlejesz się w tapczan. Chyba tego nie chcesz? I nie zamykaj oczu.  

    Potem położył mnie na boku.

    – Tak wygodniej, prawda? – uśmiechnął się ze zrozumieniem. 

    Pokiwałam gorliwie głową. Ból nóg był niesamowity! Naprawdę byłam mu wdzięczna, że trochę mi go oszczędził. Teraz poczułam jak mocno pracowały ramiona!

    – Chcesz mi się odwdzięczyć?

    Mniej gorliwie, ale też pokiwałam głową.

    – Hm, a może chcesz, żebym ci wyjął majtki z ust?

    – Tak! – krzyknęłam, ale z ust wydobył się tylko bełkot, więc energicznie znowu pokiwałam głową.

    Głośno roześmiał się.

    – Tylko co ja z tego będę miał? W końcu sprawiam ci tyle miłych niespodzianek… – popatrzył na mnie uważnie. – OK, wyjmę, ale ty będziesz posłuszna i wykonasz każde polecenie. W przeciwnym razie zmuszę cię, żebyś wysikała się na tapczan.

    Pokiwałam głową na znak, że aprobuję warunki. To byłby dramat, bo wynajmowałam ten pokój i jak wytłumaczyłabym właścicielce smród tapczanu? Spiłam się i zsikałam na tapczan? Super reklama! Sama nie chciałabym przedłużyć wynajmu takiemu indywiduum. Oczywiście, jeszcze musiałabym odkupić tapczan.

    Skinął głową, włączył wibrator i wepchnął mi do pochwy. Och! Ależ to było walnięcie! Jakby piorun rozkoszy przeszył ciało! Zadrżałam, wygięłam się, wypinając brzuch i zawyłam przeciągle. Potem nadal leżałam na boku i uspokajałam się. Kiedy doszłam do siebie, zmniejszył obroty i zakleił wibrator taśmą. Nie był duży, więc cały wszedł do pochwy.

    Wyjął majtki z ust i rzucił na dywan. Mogłam swobodnie oddychać! Co za ulga! Co za radość! Uśmiechnęłam się do niego.

    Bawił się moim ciałem. Skute nogi z rękoma znacznie ułatwiały mu zabawę. Drugi, włączony wibrator docisnął do korka wetkniętego do odbytu. Znowu podniecenie rosło. 

    *

    – No, dobrze! – szef kiwa głową. – Załatwię ci ‘wejściówkę’ do tego klubu – rozpina mi kajdanki na jednej ręce i rzuca kluczyki. Na drugiej muszę już rozpiąć sama.

    Prawie podskoczyłam z radości.

    – Tylko pamiętaj. Tam obowiązuje jedna naczelna zasada, którą można streścić w dwóch słowach: absolutna dyskrecja! Jeżeli kiedykolwiek o niej zapomnisz, nigdy więcej nie wejdziesz do tego klubu. Nawet nie próbuj. Na mnie i na pracę wtedy też nie licz. Nigdy nie będziesz członkiem klubu, więc nie będziesz mogła korzystać z całej oferty klubu. Ale o szczegółach porozmawiamy na miejscu.

    Kiwam głową. Nareszcie szef spełni obietnicę. Nareszcie! Niech dzisiejszy seks potraktuje jako wyraz wdzięczności za kartę do klubu. Zresztą, zawsze lubiłam seks z nim. Wiedział, czego oczekuję, a ja mogłam liczyć na premie. Ale dla mnie był zbyt rzadko osiągalny, a spotkania u mnie wiązały się jednak z koniecznością zachowania jako takiej ciszy. Obojgu nam to nie odpowiadało. Dzisiaj wpadł, bo chciał przekazać mi jakąś informację i tak się złożyło, że moi współlokatorzy byli nieobecni.

    – Chodź! Jeszcze wyrucham ciebie przed wyjściem – wyciąga po mnie rękę.

    Szybko podchodzę. Rozstawia nogi:

    – Zacznij od pieszczot.

    Klękam i zaczynam mu obciągać. Bawi się moimi włosami.

    *

    Po agresywnym seksie zostawia mnie leżącą na tapczanie. Nie mam siły wstać. Leżę nieruchomo. Sperma ścieka mi po policzku. Włosy, w które wytarł członek po wytrysku, lepią się do ramienia. Bolą mnie usta. Bolą mnie pośladki. Na pewno są czerwone od tylu razów. Wyruchał mnie w obie dziurki. Prosiłam, żeby był łagodniejszy w pupie. Zerżnął mnie jakbym zrobiła mu jakąś krzywdę. Zerżnął mnie tak brutalnie, że momentami nie wiedziałam, czy jest w pochwie, czy w odbycie? Stuknęły drzwi do mieszkania. Wyszedł. W końcu trzeba podnieść się i zamknąć drzwi. Nie miałam siły, żeby już wstać. Leżałam i nadal nie otwierałam oczu. Brutal! Brutal…

    *

    Mam na imię Monika, dla znajomych: Monia. Skończyłam 26 lat, pracuję w dużym biurze w stolicy. Wraz z koleżanką z pracy i z jej kolegą z miasta, z którego przyjechała, wynajmujemy trzypokojowe mieszkanie w blokowisku daleko od centrum. Każdy ma swój pokój i swoje życie. Widujemy się w kuchni, czasem częściej z kochankami naszego sąsiada niż z nim samym. Czasami wspólnie coś ugotujemy, ale każdy ma swoje sprawy. I jakoś tak egzystujemy. Bezkonfliktowo.

    Jest piątek, godzina 20. Nareszcie! Już nie mogłam doczekać się piątkowego wieczoru! Czas na zabawę! Czas na mocne odreagowanie stresu! Po tygodniu pracy, coś mi się należy od życia.

    Wkraczam do znanego, ekskluzywnego i elitarnego klubu. Ubrałam się odpowiednio. Czarna ażurowa bluzeczka bez stanika i bez pleców, czerwona obcisła elastyczna spódniczka, opinająca moje uda, czarne pończochy i czerwone szpilki. Na szyję założyłam delikatną obrożę. Wygląda jak tatuaż. Wtajemniczonym ta ozdoba mówi wszystko. Do tego czerwona kopertówka, do której schowałam jedwabny szalik. Jadąc autobusem i metrem, nie chciałam, żeby jakiś maruder przykleił się do mnie, bo zobaczył gołe sutki pod bluzeczką, albo gołe plecy. Nie mam z tym problemu, ale też nie mam ochoty na zaczepki przypadkowego podróżnego, czy nawiedzonego „mohera”.

    Jestem sama, młoda, dobrze ubrana. Tutaj już znają mnie. Klub to chyba stara hala produkcyjna. Odrestaurowana i przerobiona. Część hali została podzielona na kilka mniejszych sal, ale tam jeszcze nie byłam i sama nie mogę do nich wejść. I do niektórych nie wejdę. Jest jedna, gdzie mogę wejść sama, ale tam z kolei ja nie chcę. To pomieszczenie, w którym uprawia się seks i wolno wejść wyłącznie nago. Brakuje jedynie napisu: Tylko dla swingersów! Jedyna reguła: hetero może odmówić homo. Sala z przyćmionymi światłami, wyłożona miękkimi materacami, ma duże lustra, które z zewnątrz są przezroczyste. W głównej sali i tak jest słabsze oświetlenie. Wszyscy siedzący mają dobry widok na to, co się dzieje w środku. Pomieszczenie cieszy się stałym zainteresowaniem. I to nie tylko wśród ekshibicjonistów. Chyba nigdy nie stoi puste. Nie pamiętam takiej sytuacji.  

    *

    W klubie panuje spory tłok, ale to naturalne. Za to przed wejściem nigdy nie ma kolejki. Wejść można tylko za poręczeniem klubowicza. Właśnie tak się tutaj dostałam. Jednak nie jestem członkinią klubu i nigdy nią nie zostanę. Powód? Stary jak świat: pieniądze! Dlatego też sama nie mogę nikogo wprowadzić. Ceny bardzo ‘europejskie’, więc skończę na jednym drinku. Ceny nie są na moją kieszeń i jeżeli nic się nie wydarzy…, poszukam normalnego lokalu.

    Ciemne ściany potęgują wrażenie intymności i niezwykłości tego miejsca. Niskie fotele, chrom i skóra, ławy ze szkła zamiast tradycyjnych stolików. Światła błyskające pod sufitem. Miękkie wykładziny tłumią stukot szpilek. Muzyka delikatnie narzuca klimat spotkania. Rzadko kto tutaj tańczy. Więcej dzieje się w mniejszych pomieszczeniach, traktowanych jako studia albo gabinety. Ludzie w moim wieku nie są tu rzadkością, ale dobierani są według jednego z trzech kryteriów: zamożni, celebryci i sławni. Sławni to wiadomo: modelki, wszelkiej maści artyści, nawet znani tylko z reklam, sportowcy. Celebryci to ‘głośni’, czasami dosłownie, hałaśliwi bezrobotni. Słyną z tego, że są znani. Część z nich chce tutaj bywać. A to kosztuje. Młodych zamożnych jest tu mało, ale są. Za to zamożnych rodziców znacznie więcej. I nie wstydzą się swoich seksualnych potrzeb. Ci są najbardziej wymagający, perwersyjni i odważni. I cierpliwi w oczekiwaniu na upatrzoną zdobycz. Jak również zdecydowanie najlepsi, jeżeli chodzi o udział we wszelkich seks-zabawach.

    Że starsi już nie spełniają wszystkich warunków? Fakt, potencja to jeden z warunków dobrej zabawy, ale na pewno nie jedyny i niekoniecznie najważniejszy. Wytłumacz to parze bawiących się dziewcząt! Właśnie dwie nagie, namiętne kobietki tulą się w pokoju z lustrami. Blondynka z szatynką. Jedna została w pończochach. Szatynka ma znacznie ciemniejszą karnację. I piękne, długie, falujące włosy. Fajne ciałka… Podobnie jest z długością penisa. Im dłuższy i tak dalej… Wiem, że większość mężczyzn tak uważa. Ich problem.

    Trudno jest mi oderwać wzrok od tej pary, chociaż gdzieś dalej jakaś starsza, zadbana babka przy kości, na pewno po pięćdziesiątce, obsługuje swoimi dziurkami dwóch mężczyzn. Zmęczona próbuje wydostać się spomiędzy mężczyzn. Nie pozwalają. Jakaś młoda blondynka o kocich ruchach przyklęka przy tym trójkącie. Głaszcze mężczyznę po plecach, kiedy wbija się w odbyt starszej babki. Jednocześnie próbuje lizać jej pierś. Mężczyzna w rewanżu wychyla się i… E tam, te dwie dziewczyny są znacznie bardziej kreatywne. Właśnie weszła jakaś parka trzydziestolatków. Facet tuż przy drzwiach wsadził penisa w dziewczynę i oboje padli na materac. Dziewczyna jeszcze przez moment uśmiechała się, ale solidnie ruchanie zamknęło jej oczy i wymusiło jęki. Tak się domyślam z wyrazu twarzy, bo tutaj nie dobiegają żadne dźwięki.

    Prawie wszyscy siedzą przy stolikach i oglądają występy na podiach albo rozmawiają. Kilkanaście osób tańczy na parkiecie. Reprezentowane są wszystkie grupy wiekowe. Tylko nieliczni interesują się seksem w pokoju z lustrami. Nic dziwnego, skoro można oglądać to przy każdej wizycie, a każdy szuka “czegoś” dla siebie. A na podiach są ci, których można wylicytować… To ważniejsze niż naturalistyczny, seksualny teatrzyk. Nad wszystkim góruje muzyka. Przed każdym stoi jakiś alkohol. Fakt, mineralnej tutaj nie dostanę. Chyba, że jako dodatek do drinka. Na sok z marchewki tutaj nikt nie przyjdzie. Oczywiście, mówiąc „marchewka”, nie mam na myśli tej rudowłosej tancerki. Bo z niej na pewno ktoś dzisiaj wyciśnie sok. I to pewnie niejeden raz. 

    *

    Właśnie na podium, za prętami klatki, tańczy półnaga, rudowłosa dziewczyna. Włosy zaczesane na plecy, prawie przykrywają je. Z czasem ubywa kolejnych części jej garderoby. Wszystkie w odcieniu limonki. I jaskrawozielone szpileczki bez palców. Czerwone paznokcie u stóp. Dwa punktowe światła z góry i z dołu oświetlają tylko tancerkę. Kolorystyka ścian i materiał, który je pokrywa pochłaniają odbicia. Momentami wygląda prawie tak, jakby była umieszczona w akwarium. Gra tych świateł na ciele dziewczyny to dodatkowe wrażenia dla widzów. Chyba licytowano jej wypożyczenie. Chyba, bo jeszcze nie orientowałam się we wszystkich tutejszych zwyczajach. Wiedziałam, że każdy kto przy wejściu prosi o specjalną jasną kokardę do przypięcia na stroju, sygnalizuje jedynie bierne uczestnictwo. Działa skuteczniej niż paralizator. Nigdy jej nie potrzebowałam. I rzadko widywałam u obecnych w klubie.

    Na drugim, wyżej sytuowanym podium, w innej części obszernej, głównej sali tańczyła para. Biały mężczyzna z Mulatką. Świetna dziewczyna! Szczupła, spore, rozjaśnione afro, duże piersi. Pastelowy, pomarańczowy strój, który niewiele zasłania i podkreśla jej karnację. Błyszczące, pomarańczowe szpilki podkreślają smukłość jej długich nóg. I te ruchy… Podniecam się samym widokiem. Oni też powoli pozbywają się swoich ubrań.

    *

    Przy stoliku siedzieli Barbara i Edward. Tak przedstawili się, kiedy facet w garniturze z tabliczką z wypisanym imieniem Artur, przypiętą w miejscu na poszetkę, podprowadził mnie do nich. Dobrze ubrani, czuli się tutaj swobodnie. Mieli też znajomych. Pozdrawiali się skinieniem głowy, czasami machnięciem ręki. Oboje około 50., z nadwagą. Ona, tleniona blondynka, on szpakowaty, dość mocno owłosiony i łysy. Sympatyczni, uśmiechnięci. Ona bardziej energiczna niż mąż. On dobroduszny, od razu wzbudzający zaufanie. Podniósł dłoń z zegarkiem. Do paska miał przypiętą miniaturową obrożę. Zadrżałam. Ot, niby taki mały breloczek, ale mnie z podniecenia zrobiło się słodko w ustach. Ten breloczek sygnalizował bowiem ich preferencje seksualne.

    – Cześć! – minęła nas znana modelka, nachyliła się i pocałowała Edwarda w usta.

    – Cześć! Kiedy nas znowu odwiedzisz? – zapytał. – Miło byłoby powtórzyć takie spotkanie.

    Barbara, siedząca w następnym fotelu, uśmiechnęła się. Modelka przechyliła się i pogłaskała ją po biuście. Usta ułożyła w ciup. Barbara na pewno widziała jej całe piersi w dużym dekolcie sukienki. Dziewczyna nie nosiła stanika.

    – Może za tydzień? Albo bądźcie tutaj w ciągu tygodnia. Będziecie coś dla mnie mieć? – modelka, oddalając się, pokiwała im wolną dłonią. Drugą trzymała jakąś zadbaną, starszą babkę, chyba po sześćdziesiątce z efektowną fryzurą. Nosiła białe, krótkie włosy i długą grzywkę zaczesywaną na bok. Fryzura zwracała uwagę innych, ale też odejmowała jej lat. Uśmiechały się do siebie. Za nimi szedł szpakowaty mężczyzna, jej rówieśnik, w ciemnym garniturze, błękitnej koszuli i bordowej apaszce w delikatne granatowe groszki. Trzymał rękę w kieszeni, przyglądał się obu kobietom. Gestem i uśmiechem przywitał się z moją parą znajomych.  

    – Będziemy! – obiecał Edward, kiwając głową i wskazał na mnie.

    Odchodząc, szybko zmierzyła mnie wzrokiem.

    – Fajna! Może być! – posłała nam buziaka.

    – Będziemy w środę wieczorem, pa! – zawołała Barbara.

    Z przebiegu krótkiej rozmowy domyślam się, że i ja powinnam pojawić się w środę.

    *

    – Cześć! No, siadaj dziewczyno – zapraszającym gestem, Edward wskazuje wolny fotel. – Przyglądaliśmy się tobie. Masz ochotę odwiedzić nas? Interesujesz się BDSM? – pytając, podnosi rękę i widzę breloczek w kształcie obroży z kolcami.

    – Tak, proszę Pana. Jestem zainteresowana.

    – Świetnie. Żebyś poczuła się spełniona zabawą z nami, odwieziemy ciebie, dokąd zechcesz w Warszawie. I oferujemy pewną kwotę za tę zabawę – patrzy na mnie i wymienia ją. Aprobująco kiwam głową. Zaaferowana sytuacją nawet jej nie zapamiętałam. W tej chwili nie była najważniejsza.

    – Uczestniczyłaś już w zabawach BDSM?

    – Tak, mam pewne doświadczenie – wymieniam parę haseł. – Praktykuję od kilku lat.

    Z aprobatą i zadowoleniem kiwają głowami.

    – Malujesz sutki? – pyta Barbara.

    – Nie.

    – O, to masz spore! A pytam, bo niektóre dziewczyny w ten sposób starają się poprawić swoją urodę – wyjaśnia i świdruje mnie wzrokiem.

    Basia przysuwa się i wychyla ze swojego fotela. Robię to samo. Nasze głowy spotykają nad ławą.

    – Jeżeli nie masz nic przeciwko, to już możemy jechać do nas – mówiąc to, mocno całuje mnie w usta. Uśmiecham się, kiwam głową i sięgam po torebkę. Basia chwyta swoją i wzrokiem podnosi męża. 

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • MW-Ibiza Rozdzial 46 Kolumna Zygmunta

    – Toż to pierdolona kolumna Zygmunta! – Natka nadciągnęła przyciągnięta wieściami o nowym chłopaku z imponującym przyrodzeniem. Trwa teraz w niemym zachwycie. Tylko przez moment: pokusa jest nieodparta. Dziewczyna zaciska dłoń na tym twardym, mocno żyłkowanym trzonie. Tak mocno, że chłopak reaguje sapnięciem. Natka przenosi dłoń na bazę, czyli w tym przypadku na jądra. Z dwóch powodów: przypomina sobie o dobrym wychowaniu, a tak właśnie się witamy, no i znów może teraz podziwiać kolumnę w całej okazałości. Kolejne sapnięcie, bo z jajkami też obchodzi się raczej bezceremonialnie.

    – Jak ci na imię, królu? (Bo ja właśnie zostałem zdetronizowany).

    – Zygmunt.

    Natka bierze to za żart.

    – A ja jestem Barbara – przedstawia się, myląc królów. To Zygmunt II August czynił barabara z Barbarą, nie ten z kolumny.

    Natka odciąga tę kolumnę chwytając za kapitel (czyli czubek) i gwałtowne puszcza. Naprężony kutas uderza chłopaka w podbrzusze.

    – Gdyby tu był, to pewnie  by odpadł…

    – Możesz jaśniej?

    – No, Zygmunt… król znaczy. Gdyby stał na tej kolumnie, jak w Warszawie. Byłby odpadł – wyjaśnia Lola. Mamy polew.

    *

    Okazały (jak dla mnie nawet zbyt okazały) chuj Zygmunta wzbudza podziw dziewcząt. Natka jest tylko pierwsza. Dzisiaj. Bowiem Monika i Tola dobrały się do Muńka jeszcze wczorajszego wieczora. Dobrały w profesjonalnym sensie:

    – Imponujący! (to o jego członku). Ale dlaczego skrywasz go w takim gąszczu?

    – Eee…- odpowiada średnio inteligentnie chłopak potraktowany tak obcesowo. Ale na tym nie koniec.

    Dziewczyny ciągną go przed wielkie lustro w holu.

    -No sam popatrz – Monika przyciska jednym palcem czubek penisa do podbrzusza chłopaka, a objąwszy kciukiem i palcem wskazującym drugiej dłoni nabrzmiały trzon zsuwa dłoń niżej odgarniając bujny zarost u podstawy.

    – Czy tak nie lepiej?

    – No… lepiej – odpowiada, mając na myśli zwłaszcza te dłonie na swoim członku. Oraz ciało Toli wtulone w jego plecy. Tola wychyla się z zza tych pleców, przeciągając po nich cyckami. Miłe uczucie.

    – Pewnie, że lepiej! Trzeba ciąć!

    – Bez obaw, strzyżemy profesjonalnie. Wszystko to – muska dłonią włosy na nabrzmiałych jądrach – przystrzyżemy a potem dokładnie ogolimy.

    – Może jednak ja sam… – protestuje nieśmiało chłopak.

    – Bez obaw – popiera koleżankę Monika – fryzjerzymy w kroczach od dawna, spuść się na nas.

    A on czuje, że jak tak dalej pójdzie , to spuści się na nie niechybnie.

    – Tylko się czasem nie spuść, w tym dosłownym sensie – dodaje Tola ze śmiechem, jakby czytając mu w myślach. – Najlepiej się strzyże i goli „na stojąco”.

    I tak też go strzygą, a później golą na zmianę. Jedna dzierży w dłoni jego berło i klejnoty, druga wprawnie operuje nożyczkami. A później maszynką do golenia. Muniek prawie tryska, gdy Monika namydla mu jądra, jednak dziewczyna widzi, co się dzieje i cofa rękę.

    – Odetchnij trochę, mamy czas.

    I ziewa rozdzierająco. Jest już naprawdę późno, obie dziewczyny miały dziś dużo pracy przy cipach koleżanek. Również tych nowych. Kolejny raz zajmowały się Febe, Zuzią i Dorką oraz nowo przybyłą Alice. Tu roboty nie było dużo – wystarczyło całkowicie zgolić irokezy i dokonać małych poprawek w pachwinach. Dobre pół dnia natomiast spędziły między udami pozostałych dziewcząt dopieszczając im fryzurki.

    – Ochłonąłeś? To teraz na czworaka i wypinaj tyłek!

    Teraz Muniek dla odmiany jest zażenowany i nie w głowie mu orgazmy, gdy Tola rozchyla mu pośladki, a Monika operuje między nimi maszynką.

    – Tu powinno już być gładziutko, sprawdzę, jak cię opłuczemy – nożyk z okolic odbytu przemieszcza się na mosznę chłopaka.

    – Rozkracz się bardziej! A ty odciągnij mu jaja na bok.

    Poniewierany w ten sposób Muniek posłusznie obraca się, wypina i nadstawia aż do skutku.

    Soczysty klaps w wypięty pośladek jest mimo wszystko zaskoczeniem.

    – No, marsz pod prysznic!

    Mycie jeszcze jakoś wytrzymuje, ale gdy dziewczyny sprawdzają jakość swojej roboty, liżąc mu… Na szczęście zauważają w porę, że niewiele mu brakuje. Kolejny klaps.

    – No, zmykaj już. My jeszcze musimy się zająć sobą nawzajem.

    – A… mógłbym popatrzeć?

    Pod warunkiem, że będziesz trzymał ręce z dala od penisa! Masz być jutro w formie.

    I tak mu stoi. Od samego patrzenia, jak fryzjerki gmerają sobie nawzajem w kroczach. A Tola i Monika nie mogą się skupić, wciąż zerkają na tę wielką pałę, taka łysa, ze świecącymi się jajami u spodu wygląda obłędnie. Wreszcie koniec.

    – Jak obiecasz, że się nie spuścisz, możesz nam je opłukać.

    Jak można obiecać coś takiego?

    Jednakże… Jak można zrezygnować z czegoś takiego?

    Na szczęście się udaje i Muniek udaje się na spoczynek obiecawszy sobie i im solennie, że „rączki na kołdrze”.

    * * *

    To było wczoraj. Monika z Tolą nie dość, że odkrzaczyły mu kolumnę i zadbały, by była dziś w formie kolumny właśnie, a nie parówki, to jeszcze zdążyły ukryć nowy nabytek przed większością dziewcząt. Zygmunt wstydził się na początku straszliwie. Co innego spędzać czas nago na plaży, co innego być ośrodkiem zainteresowania i stać tak przed innymi nagusami płci obojga, z dokładnie wygolonym przyrodzeniem. I z potężnym wzwodem. W rękach Natki szybko mu to zawstydzenie przeszło. Teraz pozuje do śmiałych zdjęć z kolejnymi dziewczynami, jego kutas przechodzi z rączki do rączki i z buzi do buzi i nie ma siły, żeby mu opadł.

    Nadchodzi kolej Jo. Staś uprzedzony, komu dziewczyna ma zamiar wysłać zdjęcia, stara się wyjątkowo. Jowita zresztą też. Klęczy właśnie przed Zygmuntem i jego kolumną, czubkiem języka dotyka gładko ogolonych jąder.

    – Wypnij się trochę, bo udo zasłania – komenderuje Staś. Chłopak wypycha biodra w przód, Jo traci na chwilę kontakt, ale już znowu podpiera językiem te imponujące jaja. I uśmiecha się do obiektywu.

    – Teraz przyłóż cały język.

    Jowicie trudniej się uśmiechać, gdy twarzą prawie dotyka moszny, a czołem podpiera

    kolumnę Zygmunta. Ale robi, co może. Wszystko dla byłego.

    – I do góry. Powoli.

    Język Jo zostawia mokry ślad na jądrach i trzonie, gdy tak sunie w górę. A Staś cyka fotkę za fotką. Język dociera do wędzidełka i chuj zaczyna żyć własnym życiem.

    – Nie tak! Nie liż go, bo zdjęcia będą poruszone, po prostu trzymaj tam język!

    – Kiedy to takie trudne – żali się dziewczyna, ale bierze na wstrzymanie. Jeszcze zdąży się pobawić tym wielkim kutasem… jeśli się później do niego dopcha. Na znak Stasia podejmuje wędrówkę w górę. Liże sam czubek, właściwie to przykłada język, potem nasuwa nań wargi, coraz dalej i dalej. Aż się krztusi.

    – Dalej nie dam rady – mówi, wyjąwszy go z buzi.

    –  To jeszcze go poprzytulaj.

    – Jego, czyli kutasa oczywiście. Jo uśmiecha się naprawdę uroczo, na zmianę całując i tuląc do twarzy imponującego chuja.

    – Myślę, że wystarczy – stwierdza Staś. – Kto następny?

    Do Zygmuntowej kolumny dobiera się kolejna dziewczyna. Staś niestrudzenie fotografuje udzielając światłych wskazówek, co do pozowania.

    – A tobie zrobimy jeszcze parę ujęć, jak on się spuści, takich ze spermą na buzi.

    Jo aż popuszcza, na myśl, że jej były będzie dokładał swojej spermy do tej na zdjęciach. Bo, że będzie, tego jest pewna.

    Nadchodzi nieuniknione. I tak długo się powstrzymywał. Te wszystkie śliczne dziewczęta robiące sobie zdjęcia z jego kutasem, masujące go, liżące mu pałę, ssące jądra… Nie, gdyby naprawdę to robiły, już dawno by się spuścił. One tylko pozują do zdjęć. Z czubkiem jego pały w buzi, z językiem przytkniętym w różnych miejscach do penisa i moszny, z jego chujem przytulonym do policzka. Roześmiane, swobodne, bezwstydne… Tryska niespodziewanie, gdy któraś z nich wsuwa mu śliski palec do dziury w dupie.

    – Wow! Ile tego!

    Część ląduje mu na brzuchu, reszta spływa powoli po wciąż sterczącym chuju.

    Muniek się nie pierdoli, już wie, że nie musi.

    – Częstujecie się, moje panie. Wystarczy dla wszystkich.

    Ze śmiechem wyciągają języki…

    – Stop! Stop! Najpierw Jo!

    Wiec odsuwają się niechętnie, zostaje tylko Jowita. Staś przygląda się jej profesjonalnie.

    – Wiesz, mam ochotę na małe oszustwo. W końcu nie pracuję dla National Geografic.

    – Oszustwo?

    – Specjalnie dla twojego  byłego. Mogę?

    – I nim lekko zszokowana Jo zdąży się zorientować, Staś spuszcza się jej na twarz.

    – To było nieprofesjonalne, wiem. Ale już nie mogłem wytrzymać!

    Oświadczeniu Stasia towarzyszy wybuch ogólnej wesołości. Ale Staś nie zwraca na to uwagi, sperma na buzi Jo nie będzie czekać. Puszcza kutasa, chwyta aparat, każe podejść Zygmuntowi. Robi zdjęcia, szybko, nim sperma spłynie.

    – Teraz zliż trochę z pałki!

    – Tylko zostaw coś dla nas!

    Jo łaskawie zostawia.

    Staś uwija się, jak w ukropie fotografując dziewczęta zlizujące małymi porcjami spermę z Zygmunta i jego kolumny. A ta wciąż dumnie sterczy. Zlizawszy ostatnie krople spermy z jąder, bo aż tam spłynęła, dziewczyny wpadają na nowy pomysł.

    I jak ma mu opaść, gdy kazawszy mu się położyć na piasku, po kolei nasuwają się na tę jego kolumnę. Nie pozwalają się rżnąć, nie pieprzą jego. Tylko nasuwają się na jego maszt najgłębiej jak potrafią i nieruchomieją, póki Staś nie zrobi zdjęcia. I robią miejsce kolejnej dziewczynie. W krótkim czasie Zygmunt ma przyjemność zamoczyć w naprawdę wielu pochwach. Ostatnia jest Jo. Lecz i jej dziewczęta nie pozwalają pocwałować. Mają inny pomysł.

    Zygmunt wymięka dopiero, gdy Smoczki zlizują soczki pozostawione na jego członku przez te wszystkie dziewczęta. Nie jest przyzwyczajony, by jacyś chłopcy wylizywali mu pałę.

    – Trzymaj fason, królu! Bierz przykład z Jacka i Wacka.

    Rzeczywiście, chujki obu chłopców sterczą zawadiacko. Zdążyli już polubić takie sprzątanie i wiedzą, że nie zostaną bez nagrody.

    – W szkole dałabym wam po szóstce, tutaj… – Joanna bierze sprawy w swoje ręce, a potem usta i udziela nagrody swoim uczniom.  Najpierw indywidualnie, a potem obu na raz. Są tak mili, że tryskają w buzi swojej pani prawie równocześnie.

    *

    Napatrzywszy się na sesję zdjęciową z kolumną Zygmunta w roli głównej, Jarek proponuje nieśmiało, że on też by chciał.

    – Która z dziewcząt ci się spodobała? Myślę, że żadna nie odmówi.

    – Kiedy ja  bym chciał z kuzynką – czerwieni się chłopak. – Tylko parę fotek na pamiątkę.

    – Bo inaczej nikt ci nie uwierzy?

    – Jezu! Chyba bym się spalił ze wstydu. Nikomu ich nie pokażę. Tylko tak dla siebie.

    Doskonale wiem, jakie kudłate myśli chodzą mu po głowie. Sam waliłbym zawzięcie konia przeglądając swoje fotki z dziewczętami, tyle że to żadna atrakcja w sytuacji, gdy wokół tyle pomocnych dłoni. I nie tylko dłoni.

    – To idź, spytaj Magdę, a ja spytam Stasia.

    * * *

    Magda w pierwszym odruchu chce odmówić. Chodzi o zdjęcia, sam pomysł pomacania się z Jarkiem nawet ją podnieca. Ale świadomość , że kuzynek będzie sobie trzepał kapucyna nad zdjęciami ich wspólnych figli… Bo przecież po cóż innego mu takie fotki? Niedoczekanie! Ale… Przecież mam po coś tę łechtaczkę!

    – Zgoda. Pod warunkiem, że też dostanę te zdjęcia – odpowiada, z trudem się powstrzymując przed sięgnięciem palcem ku nagle rozpalonej cipce.

    Żadne nie odmówiło, wszyscy są nadzy, więc gotowi. Co więcej Jarek ma potężny wzwód, pewnie po rozmowie z kuzynką. Pozostaje tylko kwestia scenerii.

    – Znudziło mi się na plaży, może pod natryskami?

    Propozycja Stasia wzbudza entuzjazm Jarka.

    – Co ty na to? – Pyta jeszcze kuzynkę. Ta jest za.

    – I tak miałam się odświeżyć. Umyjesz mi to i owo, a pan Staś cyknie nam parę fotek. Okay?

    „Pan Staś” się śmieje.

    – Co mam zrobić, żebyś wreszcie przestała mi „panować”?

    – Może przelecieć?

    – Hahaha… Pierwszy raz ktoś uzależnia przejście na ty od odbycia ze mną stosunku.

    – Ktoś?

    – Eee… no, jakaś dziewczyna.

    – Czyli od facetów miewałeś już takie propozycje?

    Stasiowi nagle brak słów, a my mamy polew. Ze śmiechem przekraczamy bramę ośrodka.

    – Pani Magdo, zapraszam – Jarek okrągłym gestem wskazuje natryski przy basenie.

    – Co tak oficjalnie? – Dziwi się dziewczyna, po czym nagle do niej dociera.

    – Chcesz mnie przelecieć! Własną kuzynkę!

    – Raczej odległą.

    – Będziesz musiał uzbroić się w cierpliwość.

    – Ale przynajmniej się nad tym zastanowisz?

    – Nie ma nad czym… – Magda zawiesza głos. – Tyle, że mam ostatnio dużo podobnych propozycji. Ale wpiszę cię do karneciku.

    *

    Wiśka podziwia odwagę kuzynki. Będzie się pieprzyć z moim braciszkiem! A ja to zobaczę, bo przecież tu wszystko odbywa się publicznie. A gdybym ja też się odważyła? Wiśka czuje, że nagle ma majtki pełne kisielu. To znaczy miałaby, gdyby miała na sobie majtki. Brak majtek ułatwia sprawę, Dziewczyna wsuwa sobie palec między wargi i takim dobrze zwilżonym sunie w górę. Do łechtaczki zabiera się delikatnie – nabrzmiała już i jest wrażliwa na najlżejszy dotyk. Nic dziwnego, Wiśka pierwszy raz w życiu masturbuje się publicznie. Uszy jej płoną, ale nie przestaje, nie jest w stanie.  Zamyka oczy, fantazjuje na temat swój i brata, wreszcie skupia się na rozkoszy płynącej z cipki. Odpływa.

    – Nieźle odpłynęłaś!

    Wiśka otwiera oczy. Wszyscy już poszli, nikogo nie ma. No, prawie nikogo. Jest ten stojący przed nią facet zabawiający się leniwie własnym członkiem.

    – Wszyscy przenieśli się pod natryski – informuje ją  z uśmiechem. – Podziwiać twojego brata i kuzynkę w akcji.

    – A ty?

    – A ja podziwiam ciebie… Nie przestawaj, ja też nie zamierzam.

    Facet opuszcza wzrok, trzepie sobie miarowo gapiąc się na jej cipę. Niedoczekanie!

    Wiśka zmusza się, by oderwać palec od łechtaczki, jest już tak blisko!  Kładzie dłoń na dłoni chłopaka, tej na członku. Palcami drugiej odgina po kolei zaciśnięte na nim palce i bierze uwolnionego w ten sposób chuja do własnej ręki. Tej śliskiej od kisielku.

    – Tylko delikatnie mnie pieść – mówi, naprowadzając dłoń chłopak na cel.

    Nieartykułowane dźwięki, westchnienia i popiskiwania nie trwają długo, zbyt sa boje podnieceni.

    – Cel, pal! – mówi Wiśka widząc, że chłopak zaraz wytryśnie. Celuje dobrze, gorąca sperma zalewa jej rozwarty srom i buszujące w nim męskie palce. Dłużej  nie zdzierży!

    Wciąż twardy kutas wbija się w brzuszek Wiśki, gdy ta mocno obejmuje chłopaka. Trwa tak chwilę musi ochłonąć. A potem równie gwałtownie się od niego odsuwa.

    – Szybko, może jeszcze zdążymy!

    I łapie go za członka. Chłopak nie ma wyjścia, musi biec równo z dziewczyną, za mocno go trzyma.

    *

    – Pierwszy raz tak się bawię, ale już mi się podoba.

    Spłukawszy z siebie piasek – pamiątkę z plaży, Jarek i Magda dzielą się butelką z żelem. Namydlają się nawzajem obficie.

    – Nie byłeś nigdy z dziewczyną pod prysznicem?!

    Chłopak aż się rumieni, taki wstyd.

    – No… nie zdarzyło się…

    – A co ci się tak podoba pod tym prysznicem.

    Znów się rumieni, ale brnie śmiało

    – Te śliskie cycki i pośladki. I jak dłoń tak łatwo się wślizguje między te pośladki – chłopak pokazuje jak – choćby dziewczyna zaciskała uda.

    – Przecież wcale nie zaciskam – dziwi się Magda.

    – No, ale gdybyś… gdybyś była niechętna.

    – Skoro stoję tu goła i namydlona i z twoim kutasem w ręce, to chyba jestem chętna, co nie?

    Oboje zamierają na moment w bezruchu – Staś cyka kolejną fotkę i Magda ucieka z tyłkiem.

    – Tobie łatwo się wślizgnąć, a mnie ześlizgnąć.

    – Spróbuj teraz – Jarek splata palce obu dłoni między udami kuzynki i unosi te dłonie, póki nie oprą się o cipę. Magda próbuje, porusza biodrami w tył i w przód, ale jedyne, co osiąga, to palce kuzyna zagłębiające się między śliskie fałdki jej pizdy. Och, jak dobrze! Lekko ugina kolana i zapamiętale jeździ łechtaczką po tych splecionych palcach kuzyna. Jeszcze lepiej!

    Chyba aż za dobrze, kuzynka popiskuje i zgniata mu palce, zaciskając uda.

    Staś robi kolejne zdjęcia, uwiecznia na nich orgazm Magdy.

    Jarek wyjmuje dłonie z krocza kuzynki dopiero, gdy ta przestaje się szarpać i wyrywać. Z miejsca łapie się za niemal odgryzione ucho, patrzy na Magdę z wyrzutem.

    – Jest wojna są straty – stwierdza filozoficznie dziewczyna i cofa gwałtownie głowę, gdy on zbliża usta do jej ucha. Lecz nie…

    – Będziemy musieli to powtórzyć, jak już wrócimy do Warszawy– szepce jej do tego uszka.

    – Uszu ci nie szkoda?

    – Korzyści przeważają.

    – U mnie, czy u ciebie? – Magda, gdy już się na coś zdecyduje, jest konkretna.

    – Tam, gdzie akurat będzie wolna chata.

    – Czyli liczysz na stałą współpracę?

    – A ty nie?

    – Za dobrze mi było, żebym nie chciała więcej… Tylko… będzie mi brakowało publiczności. To takie podniecające, gdy ktoś patrzy…

    – Siostra może popatrzeć – Jarek puszcza oko do Wiśki. Ta nie odrywa od nich oczu, odpowiada tym samym. Ma dziwny wyraz twarzy… Chłopak opuszcza wzrok niżej i dopiero teraz zauważa rękę jakiegoś faceta pracowicie spoczywającą w jej kroczu.

    – Coś mi się zdaje, że na samym patrzeniu się nie skończy – stwierdza Magda. Jarek jest chyba tego samego zdania, bo mimo że kuzynka nie przyspiesza, z czubka leniwie przez nią masowanego członka tryska prawdziwa fontanna.

    – Mam to! – Cieszy się Staś.

    *

    – Naprawdę nie wiem…

    Jo chodzi w tę i nazad wzdłuż długiego stołu, na którym Staś porozkładał jeszcze wilgotne odbitki.

    – Musisz coś wybrać.

    – Kiedy wszystkie są takie…

    – Nieprzyzwoite?

    – To raczej łagodne określenie.

    – Starałem się.

    Jowita odruchowo dotyka policzka. Nie ma tam już śladu po spermie Stasia, ale…

    – Nawet bardzo się starałeś! To było… miłe. Zaskakujące, ale miłe.

    – To raczej łagodne określenie…

    – Hihihi… – Jo zatrzymuje się przed zdjęciem własnej buzi ociekającej spermą i sterczącego tuż przed nią członka, też ociekającego spermą. Ze zdjęcia nie wynika, ze to sperma od dwóch dawców, wręcz przeciwnie.

    – To na pewno!

    Na tym i na paru innych zdjęciach Jowita jest raczej dobrze rozpoznawalna. Ale tą kwestię omówili już wcześniej. – Jebać to – stwierdziła. Skoro i tak mam zostać twoją modelką…

    – To jeszcze dziewięć.

    – To trudne…

    – To… mam pomysł! – Cieszy się Staś. – Raczej nieprzyzwoity.

    – To raczej łagodne określenie – stwierdza Jowita, gdy Staś wyłuszcza, co mu wpadło do głowy.

    – I nie będzie z tym kłopotu, wyjątkowo właśnie dzisiaj. Wszystkie dziewczyny były zajęte kolumną Zygmunta. Z raczej nielicznymi wyjątkami – kończy Staś.

    – Czyli pytamy o zdanie publiczność? Jak w milionerach?

    – Jak najbardziej. Choć zagłosują w trochę inny sposób.

    – To raczej łagodne określenie – szczerzy się Jo. A Staś wyjaśnia nam wszystkim, jakiż to ma pomysł.

    – Jesteś zboczony! – I jest to raczej łagodne określenie.

    *

    Pozostaje jeszcze zdecydować, na których zdjęciach jest najwięcej spermy. Tym już zajmą się dziewczęta. Chłopcy spełnili swoje zadanie.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Maciej Wijejski
  • Wlascicielka, vol 4: “On”

    Aisza zachowywała się, jakby ją urażono i ochoczo to manifestowała, co rusz zatrzymując się i zmuszając do szarpnięcia smyczy z „Aisza, idziemy”. A potem stało się to, o czym mówiła mi Sara. Noemi pokazała jej, jak ma dobrze przy boku taty. Banda sukcesorów, japiszonów w garniturkach ochoczo odnosiła się swoimi sukami przy kolanach. Mama powiedziała, że po latach egzotyki, Skandynawowie wrócili do klasycznych dla siebie ideałów. Blondynki, niebieskookie z średnimi piersiami i szerokimi dupskami. Wysterylizowane kneless napędzane chipem „lovetoy”, który czyni ich egzystencje wymarzoną dla właścicieli. Nimfomanki, które stawiają seks nad inne potrzeby fizjologiczne. Ubrane w lateks, bardzo skąpą bieliznę lub całkowicie nagie i obojętne na to. Przywożone w transporterach na trybie coma. Po prostu… zabawki bogatych dzieci.

    Puszek magicznie wtedy potrafi iść przy moim boku z luzem na smyczy. Są wciąż problemy z panowaniem nad nią, ale też postępy. Jasne, patrzy na to nie z radością, pożądaniem czy czymś co dałoby się zaliczyć do szczęścia. To raczej puste, zobojętniałe spojrzenie. Wie, że wieczorem jest kąpiel, potem piżama i jeśli chce, może dostać jeszcze butelkę mleka. Nie drażni ją już fakt, że to ja ją ubieram, jak choćby dzisiaj rano, gdy dostała ładną sukienkę z wełny i rajstopy, bo chociaż koniec lata ciepły, to wieje. Przypomina to zabawę lalką. Dostaje coś do jedzenia, patrzy na to długo, a dopiero potem zaczyna jeść. Nie przyłazi sama z siebie na pieszczoty. Śpi w tym samym łóżku, ale daleko jej do Oszki bawiącej się w małą lesbijkę, ale też nie chce jak Sara się po prostu przytulić.

    Kusi czasem by pogadać z ciocią, czy nie da się coś zrobić z jej nogami. Może nie od razu łamanie kolan, czy metodą mamy ucinanie całych stóp nad kostką, ale te staroświeckie buty z kolcami? Fakt, że jest zaledwie pół głowy niższa irytuje, bo nie mogę popatrzeć na nią z góry. Gdyby sięgała do paska, może czułaby dość respektu i zaczęła bardziej słuchać? To przecież nic złego ani nie nieodwracalnego, jak się nauczy to je usuniemy….

    Jędza obudziła mnie rano telefonem. Mama kazała przekazać, że prosi, bym w ich imieniu wybrała się na wystawę. Sama z tym nie zadzwoniła. ”Wystawa” obecnie to tylko ładne określenie, bo to tylko okazja do spotkania z innymi hodowcami, rozmów, prezentacji katalogów produktów, zawiązania interesów i paru innych kwestii związanych z biznesem. Nikt już nie robi konkursów piękności, bo wszyscy mają identyczne suki, a zmiany są raczej kosmetyczne więc nawet nie ma sensu brać ich pod uwagę. Czemu Jędza nie jedzie? Bo musi pomóc mamie przy psiarni. Aha, jeszcze ciocia prosiła, by wszyscy przyjechali do niej później. Dasz radę, Talita?

    Obudzenie, uczesanie i ubranie Aiszy było zaledwie trudne, to ogarnięcie samej siebie podejrzanie trudniejsze. Zaczynając od stanika, który był za ciasny. Mama ma rację, że zbytnio się roztyłam po śmierci taty. Udało mi się znaleźć jakąś jego rozciągniętą xxxlkę nadającą się na sukienkę, która ukryła wyhodowany brzuszek i prześwit piersi. Potem walka z ochotą na zapalenie papierosa przed śniadaniem zabita wyszorowaniem kłów Aiszy i własnych, dwie miski musli z jogurtem. Spojrzenie Puszka, gdy lałam go ze słoika „Pani musi się odchudzić, kochanie. Jak tak dalej pójdzie, będzie jak własna mama i co wtedy? Jedz, bo dzisiaj obiadu nie będzie”. Wylizała miskę do czysta. Jeszcze podróż samochodem, który powinien znaleźć się w muzeum, wypatroszonym z podstawowych ułatwień jak wspomaganie kierownicy, czujniki parkowania czy choćby automatyczna skrzynia biegów. Przypomina to, czemu z Asenata śmiałyśmy się jako maluchy, że tatuś jeździ czołgiem, bo siedząc za kierownicą czuje się znów jak dziecko.

    Początkowo Aisza nie miała jechać ze mną. No ale, zostawić ją w domu to znaczyło zamknąć gdzieś. W kojcu Oszki nie, bo tam mogłaby kombinować za dużo. W pudle, które mama dała mi do przewożenia też nie, bo wrócimy na początek relacji „zła pani Talita męczy biednego kotka”, co było ostatnią rzeczą jaką potrzebuje. Gdzie ją więc przechować, by nie męczyć jej czymś takim? Mama i siostra z miejsca odpadały, skoro „są zajęte”. Ciocia już ma na głowie Sarę, a ona w lepszych dniach jest rozmowna, w gorszych trzyma się na rzepy. Podrzucenie jej drugiego kota, nawet jeśli tylko na pół dnia, byłoby nadużywaniem  dobroci. Potem pomyślałam nawet o Majce…

    … która ochoczo by wzięła Puszka do łóżka. O tak, moje biedactwo skończyłoby rozbierane jej rękami, całowane, by nie panikowało i obmacywane. Robiłaby to powoli, celowo dawkując jej przyjemność, aż biedactwo by uwierzyło, że tego chce. Pozwoliłaby sobie zdjąć majteczki, by wargi rudej dokleiły się do różowej szparki, którą wczoraj delikatnie myłam, czując na sobie jej wzrok. Pewnie jej język by łaskotał okolice, usta i zęby zaznaczały swoje ślady na skórze, aż by jej uległa. Dopiero wtedy powietrze przecięły by jęki orgazmu, do którego by ją doprowadziła. W gorszej perspektywie, do zabawy zaprosi również blond Pierożka, który ochoczo pomoże temu maleństwu zasmakować w kobiecej miłości. Aż dreszcze mi przez plecy przeszły, gdy zatrzasnęłam tylne drzwi na myśl, że mogłabym jej zrobić coś tak okrutnego. Przecież one by jej zrobiły między nogami rozgotowany makaron, a cycki przyozdobiły malinkami. Chociaż to rozkosz, szybko zmienia się w torturę doznań, których pragnie się więcej, ale nigdy nie dostaje.

    Sala przeznaczona do prezentacji nowych osiągnięć livE fundation przypomina stare kina. Zajmuje jedno z podwójnych miejsc z tyłu, skąd rozciąga się dobry widok na scenę. Aisza siada obok, wywijając łapki pod siebie. Nadal rozgląda się z mieszanką strachu i zaciekawienia, ale jakoś nie mam ochoty mówić jej, że te na smyczach tak jak ona nie powinny być rozpatrywane w kategoriach człowieka. Ostatecznie, wsuwa się pod poły kurtki, przytulając do mojego boku. Zaskakujące w pewnym sensie, ale miłe z jej strony. Przytula skroń do cycka, gdy głaszcze ją tak, jak mówiła o tym Oszka.

    Od lewej podchodzi kobieta. Ciągnie coś za sobą, wyraźnie podirytowana. Chociaż ubrana dość elegancko, jej sztucznie poprawiana uroda wydaje się komiczna. Od razu da się wskazać powiększone usta i piersi, blond włosy noszą znamiona odrostów, nos i kości policzkowe też były poprawiane. Zatrzymuje się wreszcie przy jednym z foteli kawałek od nas.

    – Siadaj! – krzyczy na coś, mocniej szarpiąc smycz – Nie mam dla was czasu, muszę zadzwonić do waszego pana, czy tym razem łaskawie się pojawi.

    Fotel, siadając bokiem z wyciągniętymi łapkami, zajmuje suka. Nie, to bardziej urocza sunia, dosłownie szczeniaczek. Ma podobną do Oszki dziecięcą urodę, nawet czuć to wyraźniej za sprawą delikatnej buzi. Rudobrązowa sierść jest długa i jaśniejąca ku końcówkom do nawet lekkiego blondu. Skóra, opalona, ma odcień karmelu. Drobna jak Aiszka, ale o wiele słodsza. Jasne oczy i uśmiechnięte różowe wargi tylko potęgują ostateczny efekt. Radość to oczywiście efekt stymulacji endorfiny przez glizdę, ale… Wyobrazić sobie ją ze spermą na twarzy lub gwałconą przez swojego pana w tą ledwo zaokrągloną dupę… Tort może zachwycać, ale koniec końców i tak go się zje, choćby był przepiękny.

    Dopiero po chwili dochodzi do mnie drugi zgrzyt jej postaci. Ta mała ma na sobie śliczną, ciemnogranatową sukienkę w białe motylki i rajstopki w zwierzątka. Po prostu ktoś jej to ubrał. Nie wyłącznie lateksowe majtki mające uchronić jej cipkę przed palcami innych ale wyraźnie rysujący jej kształt, a normalne, ładne ludzkie ubranie. Dopasowane do niej. I naszyjnik z muszelek, wiszący na szyi, tak po prostu, prócz standardowej obróżki.

    – Jakby wasz właściciel był normalny, to by całą trójkę zachipował i trzymał w klatkach. – baba nie musi nawet krzyczeć, by ją słyszeć – Ale nie! Córeczki tatusia! Tatuś karmi, tatuś ubiera, myje. Spermę i psią karmę żreć jak wszystkie! – mała unosi dłoń, ale od razu obrywa z liścia w twarz – Nie dotykaj mnie, głupia! – odsuwa się od niej, a mała kuli się na fotelu – Ktoś powinien was zabrać i pokazać prawdziwe życie odpowiednie dla takich zwierząt. Siedź tu i czekaj, może te dwie kretynki Cię znajdą, albo idź z kimś obcym jak będzie chciał. Powiem, że nie wiem co się z tobą stało. Może przy odrobinie szczęścia je też zabierze. Macie tak durne imiona, jakby kupił was w sklepie z słodyczami. – jeszcze raz unosi dłoń, a mała mocniej się kuli – Głupia. Są kamienie mądrzejsze od Ciebie. – odchodzi

    Mała ostrożnie zdejmuje patchworkową torbę z naszytym uśmiechniętym kocim łbem w kolorze balonówki, stawia obok siebie i przytula. Jakby w środku miała coś cennego. Czuje, że Aisza drży jeszcze bardziej przy moim ciele. Unosi głowę i patrzy na mnie, po czym kieruje wzrok na skuloną sunie. Jeśli jednak ta raszpla powiedziała chociaż trochę prawdy, to…

    Zwierze ma się słuchać, tego nauczyła mnie mama. Wszystkie psy w jej psiarni chodziły jak w zegarku, reagowały na każde polecenie. To ona nam tłumaczyła wszelkie niuanse na temat tego „biznesu”. Okazuje się, że kilka rzeczy przemilczała, ale nie można jej odmówić stanowczego charakteru. Jej psy były doskonale wytresowane. Bez zawahania na jedno polecenie wyliżą stopę, zrobią minetę, pobiją się nawzajem a zwycięzca zdominuje słabszego przez gwałt. Możesz wbić obcas w jego twarz i uciąć mu kolejne palce, nawet nie spróbuje drgnąć. I to nie zasługa glizdy z programem, ale wyłącznie tresury. A jak trafiają się oporne osobniki? Jeśli jest zbyt dobry, by robić z niego kastrata, po prostu go ukarz. Ugryzł? Złam szczękę, jeść będzie przez drugą dziurę, przywiązany do eleganckiego X-sa. Od podawanego sztucznie testosteronu narasta im kłaków na ciele, zwykle się je goli, ale skoro nabroił, to nikt nie będzie się przejmował paroma bliznami od poparzeń, gdy je spalisz. Możesz sobie pozwolić na tak dużo, póki nie wprowadzisz ciężkich uszkodzeń lub go nie zabijesz. Naśladowałyśmy ją pod tym względem z Jędzą.

    Tata zaś… Zanim się dowiedziałyśmy o psiarni i całej tej zabawie, Sara zdawała się być tylko tą, która z nim mieszka razem z swoją córeczką. Nie zastanawiało, czemu Oszka zawsze do nas przytula, tak chętnie kładzie się obok na kolanach, kładzie sobie dłonie na głowie. Ale ona przecież chciała być jak swoja mamusia. Wiedząc potem jednak, na jak wiele mogę sobie pozwolić z świadomością, że ona też jest tylko zwierzątkiem, wykorzystywałam to, aż mi zbrzydło. I wracam więc do początku, gdzie Sara, a teraz Aisza nie przypominały human puppy. Widząc obce zwierze, siedzące obok, które tak bardzo przywodzi na myśl te dwie…

    Tata by tak zrobił, Zajączku. Przecież to wiesz.

    – Hej… – wyciągam do niej dłoń, a mała podrywa głowę i patrzy na mnie, z plakietki da się odczytać jej imię, Cola – Cola, tak? – nie odpowiada, patrzy wciąż na mnie, jakby zamyślona – Twój pan musi Cię bardzo lubić, że Cię wystroił. Zobacz, moja Aisza też jest ładnie ubrana. – unoszę kurtkę, by pokazać kotkę, ale ta nadal patrzy mi w oczy i przesuwając się na kolanach bliżej, pokazuje torbę – Mam ją Ci otworzyć? – kiwa głową jakby zrozumiała

    W zamykanej na zatrzaski torbie jest więcej niż można się spodziewać. Trzy ładne, kolorowe kubeczki-niekapki dla małych dzieci, podpisane eleganckim pismem. „Brownie” ma przezroczyście czerwony płyn, „Carmel” jest zielonkawy, „Cola” czarny i pieniący się. Obok pudełko z pociętymi w kwadraty kanapkami bez skórek. Drugi z owocami. Dwie książki, okładka jednej wskazuje jakąś fantastykę. Stara japońska konsolka, którą miała kiedyś Majka do grania w te swoje śmieszne stworki. Sunia unosi łapki, pokazując gest „picia”. Podaje jej napój, który sprawnie już otwiera ząbkami. Zadowolona pije z niego, przytulając się do mojego ramienia przez podłokietnik. Niczym dziecko, a nie człekokształtne zwierzątko.

    Nazwała je „córeczkami tatusia”. Ciocia była nieco prekursorką w tym kierunku. Obecnie co raz większa popularnością cieszy się zamawianie dzieci. Chodzi o to, że przygotowuje się specjalną sukę, pozbawiona kończyn w zamkniętym środowisku w stanie permanentnej śpiączki. Zostaje zapłodniona wcześniej przygotowanym zarodkiem, może być mieszanka mamusi i tatusia, może być czysta kopia rodzica. Taki dziedzic, prowadzony przez starszego siebie z dostępem do jego środków i możliwości, kontynuuje dzieło oryginału. Jedynym celem zwierzęcia jest „donosić” to dziecko. Dla kobiet to ulga od ciąży i samego porodu, co mama czasem rysuje jako jej najgorszy koszmar przeżyty dwa razy. Usługa była znana już wcześniej w podobnych formach. Sprzedaż dzieci za granice, suki rodzące dzieci właścicieli czy też podstawowy zabieg in vitro. Dzisiaj? Można zdefiniować płeć, zabezpieczyć przed potencjalnymi przyszłymi chorobami i przygotować wszelkie sprawy. A tata… On się na tym cholernie dobrze znał…

    Sunia odciąga butelkę od buzi i znów obraca do mnie twarz. Ten jej malinowy, zadowolony dzióbek. Skoro nie ma glizdy, czemu jest szczęśliwa? Powinna tkwić w stanie obłędnej katatonii, jako pozbawiona choćby namiastki pierwiastka ludzkiego. Klony przechodzą po narodzinach obowiązkową lobotomie przy zakładaniu chipa, który przez program będzie odtwarzał „wzorce zachowań”. Może więc ona coś pokręciła? Unosi łapkę i dotyka mojego nosa. Nie jakoś chamsko, jakby z ciekawości. Cofa jednak równie szybko łapkę, nadal przykładając potylice do mojego barku. Nie, zdecydowanie nie córka. Nawet Oszka jest inteligentniejsza z wychowaniem przez tatę i Sarę. O i pachnie jak Coca-cola….

    Zaraz, papierosy pewnie mi przytępiły węch. Nie, jej słodkie kudełki naprawdę pachną cukrem w płynie. Albo się oblała, chociaż to równie prawdopodobne co fakt, że Oszka kiedyś dostałaby okresu i zaczęła wyć, że krwawi „tam, gdzie fajnie się dotyka”. A jednak, to ten charakterystyczny zapach, który mógł jej nawet nadać imię. Nim uda się w to zagłębić, odkleja się od mojego ramienia i znów na kolanach przesuwa się na drugą stronę fotela, unosząc na kolanach jakby surykatki na filmie taty. Ciekawsko kieruje wzrok w tym samym kierunku.

    Idą razem, chociaż wydaje się to bardziej przyjacielska przechadzka niż miałoby być tam coś więcej. Wyprostowane, trzymają się za dłonie i rozglądają. Dziewczyna z lewej ma podobną do Majki budowę, ale wielokroć drobniejszą. Pewnie jest wyższa nawet niż ja. Długie smukłe ramiona, idealnie czekoladowa sierść spleciona w dziewczęce warkoczyki, lekka opalenizna podkreślona komplecikiem z białego sweterka i spódniczki, uzupełniona cienkimi rajstopami. Widząc Cole, uśmiecha się zadowolona, może nawet się śmieje. Gdy jest blisko, widać jej równie brązowe oczy i obróżkę, plakietka każe ją nazywać „Brownie”. „Jak ze sklepu ze słodyczami”.

    Kiedy jednak widzi się tą po prawej, ciężko już powiedzieć, która z nich jest tą ulubioną, najsłodszą. Ba, tą najciężej nazwać choćby suką. Nawet, jeśli nie są kneless i je ubrano. Popielaty brąz jej włosów skręcających się w falki, jeszcze dyskretniejsza opalenizna i najbardziej z nich dojrzała buzia. Wyraźniej już kobiece kształty skryte pod bladoróżową sukienką z jasnymi rajstopkami. Albo właściciel ma fetysz na ich punkcie, albo zmartwił się, że odmarzną im pośladki. Widać jej jasne oczy, podobny do Coli naszyjnik z błękitnych jak jej oczy kamieni, a na obróżce ma plakietkę „Carmel”.

    Gdybyś tu był, tato, poszedłbyś sobie wstrzyknąć insulinę śmiejąc się z swojego poziomu cukru. Obie sunie siadają spokojnie przy swojej przyjaciółce, która tuli je na coś na wzór powitania. Brownie dotyka jej wciąż czerwonego policzka, chyba mówi coś swojej koleżance, która kiwa głową, całuje miejsce, gdzie padł cios i pozwala małej położyć się na sobie i głaszcze ją delikatnie, jak nie tak dawno Oszka robiła to Aiszy. Najwyższa wyciąga z torby kanapki, podaje jedną koleżance. Tamta nadgryza ją lekko i podsuwa przytulonej do siebie postaci, która przewróciła się na plecki, rozwalając całkowicie na swoim miejscu. Nie patrząc nawet, gryzie, trzymając kolanka i stópki w górze, popisując się. Macha do mnie paluszkami, mała kokietka, chcąc pokazać, że to ona jest tutaj najważniejsza. Carmel jednak szybko to dostrzega, sama też na mnie spogląda, potem na moją szyję, po czym szybko opuszcza wzrok i zmusza Cole do patrzenia też przed siebie i opuszczenia nóg. Te dwie są… dziwne. Ale skoro to „córeczki tatusia”, to co by było, jakby mój przyszedł tutaj z Sarą i Oszką?

    Kiedy światła gasną, Aisza przytula się do mnie mocniej. Zaczyna się to, po co właściwie przyjechałyśmy.

    Na scenę przed wielkim wyświetlaczem pojawia się znajoma już kobieta, która próbuje „zachować urodę”. Na głowie ma bezprzewodowy zestaw słuchawkowy wzmacniający dźwięk. Ekran, biały, wypełnia czarny napis livE Fundation, NUSA. Mama kiedyś nam tłumaczyła, że to oni zmienili pojęcie „żywy towar”, czyli niewolnictwa, zarówno w sensie taniej siły roboczej, jak i kobiety do burdelów w „human puppy”. Pierwsi popularyzowali „kneless” jako pokaz uległości, zwierze nie ma chodzić na dwóch nogach. Oni przedstawili światu human cow, wyjaśniając, że nie jest problemem picie mleka swojego gatunku, skoro jest ono lepsze i zdrowsze. Stworzyli swego rodzaju gigantyczny organizm, który dorósł, wyprowadził się z dawnego USA i zaczął żyć samodzielnie, rodząc owoce znane dzisiaj. Cóż więc jeszcze ciekawego mogą pokazać, gdy w obiegu istnieje człowiek dziewięć dziewięć koma dziewięć, jak potocznie określa się klona?

    – Mój nieb… – zaczyna, a elektroniczny trzask głośników wyraźnie ją irytuje – Mój nieobecny parter z pewnością chętnie przedstawiłby szerokie zagadnienie niewolnictwa. Od starożytnych rzymian, kolonizacji Ameryki, chińskich fabryk i jego ewolucji w formę, jaką znamy dzisiaj. Niestety, znów go nie ma, więc nie będą państwo się nudzić. – widownia reaguje na dowcip śmiechem, jakby to był kabaret – Nazywam się Wiktoria Green, reprezentuje fundacje live.

    Przechodzi przez scenę, a slajd się zmienia. Teraz to zagroda. Sztuczne gryzaki, podpisane miski, ciasne budy. Grupa suk w lateksowym obuwiu i rękawicach. Luksus w porównaniu do tego, co ma mama dla swoich psów. Spoglądają w obiektyw przerażonym wzrokiem, niektóre mają kagańce podobne do psich pysków.

    – Zaczynaliśmy od tego, ale państwo to wiedzą. Porwania, tresura indoktrynacyjna, fizyczne modyfikacje. Kolekcjonerskie suki, których licytacje osiągały gigantyczne sumy. Często jednak towar wadliwy, niezadowalający. Niewart swojej ceny i uwagi. – skok do kolejnego obrazka, tym razem ukazana od boku humancow z cycami do ziemi i uciętymi pod kolanami nogami – Obroże hormonalne pozwoliły nam na nową gałąź przemysłu, a tuby inkubacyjne tylko powiększyły z niej zyski. Dojrzałość płciowa i gotowość do pracy osobnika nie w jedenaście, a zaledwie pięć lat. Ale to zaowocowało kolejnym genialnym pomysłem. – cyk, trzeci slajd, pięć bliźniaczo identycznych suk leży nago – Klon. Stuprocentowe podobieństwo do kopiowanego obiektu, koniec walki o porwane aktorki. Dla każdego coś miłego. Dostosowane elektronicznym implantem są w pełni kontrolowane i posłuszne, całkowicie wyzbyte czegoś co można określić „człowieczeństwo”. Dzisiaj jednak, chcemy iść dalej. – cyk, kolejny slajd przedstawia znów human cow, ale uwagę zwracają dwie dodatkowe pary piersi położone na linii brzucha – Wspomniany na początku człowiek jest jednym z głównych inżynierów genetycznych, którym udało się zacząć tworzenie chimer. – zatrzymuje się, zakładając ręce za plecami – Proszę sobie wyobrazić krowy posiadające kilka piersi, co daje trzykrotnie zwiększy zysk mleka. Nie będzie potrzebowała zastrzyków hormonalnych, bo jej laktacja będzie wynikała z zmodyfikowanych genów po pierwszym porodzie. – slajd przeskakuje, prezentując nagiego kundla, ale ma dziwnie zaburzone proporcje, za duże ramiona i klatę, długie nogi – Żołnierza dostosowanego do każdej sytuacji. – milknie na chwilę, jakby pozwalając sobie takiego wyobrazić dowódcą – Siła i wytrzymałość goryla, powiększone płuca, zmodyfikowane stawy nóg pozwalające skakać wyżej i poruszać szybciej. Może skrzela, jeśli sobie tego zażyczy właściciel, czemu nie. – kolejny slajd przedstawia kudłate kule zebrane – To już ciekawostka, a właściwie propozycja nowej linii biznesowej. Human sheep. Ich sierść rośnie dziesięć razy szybciej, do metra w przeciągu trzech miesięcy, a dzięki znanej już wytrzymałości włosa materiał ma wiele zastosowań przemysłowych. – znów robi krok w prawo, jakby czekając aż sobie ludzie to wszystko wizualizują – To może stać się przyszłość human puppy, proszę państwa. Jesteśmy w stanie stabilnie mieszać DNA różnych osobników, w celu maksymalnego ich wykorzystania…

    I tak przez kolejną godzinę, prezentując różne wariacje. Człowiek. Łyse, bezbronne zwierze, które zdominowało inne i poczyniło w nim zmiany. Udomowił wilka, zrobił mopsa. Udomowił kurę i zamknął ją w klatce by dawała mu jajka. Z groźnego karakala domowego mruczka. Z własnej samicy dojną krowę. Nie, tata nie interesował się chimerami. Czasem, gdy rozmawialiśmy już o biznesie i jego “naukowym” aspekcie, to wypowiadał się o tym pobłażliwie. Ciekawiły go, ale traktował to jako „coś pobocznego”. Czy gdyby Sara miała puchatą kitę z tyłu, kochałby ją bardziej?

    A potem zaczyna się popis głupoty. Czyli ujawnienie, czemu naprawdę przyjechali. „Wstępne rokowania projektu…”, „rozwój i wprowadzenie do masowego użytku”, „przyszłościowe rozwiązania”. Dałoby się to zamknąć w zdaniu „potrzebujemy kasy i ludzi, którzy by umieli to zrobić, jak nam to dacie, to za kilka lat dostaniecie słabe prototypy, bo mamy ambitnego faceta”. Mimo to, sala ją oklaskuje, gdy zapalają się światła.

    Puszek nerwowo wciska się w moje ciało. To właśnie powód, czemu miała siedzieć gdzieś, a nie jechać. Głaskam ją i całuje w czubek głowy. Niemal czuje, choć obcięte, pazury wbijają się w skórę przez materiał koszulki. Kić jesteś, za płaski na krówkę, nie tej płci na psa wojennego. Jedynie da się z Ciebie zrobić, to pasztet dla nich u mamy. Mocniej wciska się na moje kolana, przytulając do cycków i dmuchając ciepłym oddechem.

    Po lewej Cola usnęła na siedzącej bokiem Carmel. Brownie gra na konsolce, wyraźnie nie zainteresowana prezentacją. Po chwili jednak chowa ją do torby, podobnie jak pusty pojemnik, butelki z piciem i łaskocze małą po brzuchu. Ta otwiera oczy, ziewa przeciągle siadając. Szepczą coś między sobą, po czym wstają, zabierają ją za łapki i idą w stronę przejścia. Cola odwraca się jeszcze i macha znów do mnie paluszkami, ale Carmel opuszcza jej łapkę i znikają w tłumie, jakby same były jego częścią.

    Wiele osób widząc mnie, a właściwie rozpoznając kurtkę taty, podchodzi i ściska mi rękę. Na spaleniu ciała była tylko najbliższa rodzina, ale najwyraźniej jego śmierć mocno się odcisnęła w świadomości starej śmietanki. Zawsze pada jakaś wersja formułki „przykro mi z powodu ojca”, „był niezastąpiony w swoim fachu”, „drugiego takiego nie będzie, jakby to zobaczył, pewnie już by na kartce rozpisywał wszystko i za tydzień miałby tak zapłodnioną sukę”. Wskazywanie na wciąż kryjącą się w moim cieniu Aiszę „widać, idziesz w jego ślady, pamiętam ta jego małą blondynkę, co wyglądała przy nim jak dziecko, gdy ją nosił na rękach, ustrojoną jak królewnę, ale też co zrobił Ianowi jak spróbował ją tknąć”. Kilka starszych kobiet, którym zawsze towarzyszy jurny latynoski kundel o rozbudowanej muskulaturze gładkiego ciała, pyta o mamę, czemu nie przyjechała, ale zgodnie z prawda odpowiadam, że „ma zamiar przejść na coś w stylu emerytury i odpocząć, moja siostra będzie się zajmowała hodowlą”, na co kiwają głowami. Kiedy jednak już mam się zbierać, zaczepia mnie od tyłu znajomy głos.

    – Pani Blackoak? – pyta dziwka Green – Dowiedziałam się niedawno. Przykro mi z powodu tej straty. Pan Dawid miał wielkie zasługi w naszej firmie, chociaż jego pochodzenie…

    – Panna. – poprawiam ją – Nie był moim mężem, tylko ojcem. – wygrzebuje z kieszeni gumę antynikotynową i wsuwam do ust – Chimery tak? Mozaika czy przeszczep? Podejrzewam to drugie, chociaż pewnie też nie jest najbardziej skuteczne. Już samo poprawienie kilku genów, które mają sprawić, że dziecko nie będzie leworęczne czasem stwarza problemem.

    – Cóż, to ósma prezentacja na starym kontynencie i jest duże zainteresowanie. – sztucznych uśmiech raszpli wydaje się być efektem botoksu – Nasz specjalista spotyka się z różnymi wybitnymi umysłami różnych regionów, ale to tutaj mieliśmy nadzieje na tego najlepszego. Zwłaszcza, że są…

    – Tata wycofał się z branży jeszcze przed moimi narodzinami. – jeszcze jedna, bo to cholerstwo nie pomaga – Jedynie dłubał coś tam w domu, ale głównie podsyłał rozwiązania dla pana Kellera. Sądzę, że nie przyłożyłby do tego ręki. Uważał, że biznes powinien co raz bardziej starać się rozdzielać pojęcia human i puppy, a następnie próbować oswoić społeczeństwo z tym jako wybieraniem mniejszego zła. Dzisiaj nie handluje się już towarem, ale usługą wykonywaną przez niego. Surogacja, seks, praca, mleko i jego produkty, pracownicy zdolni pracować siedemnaście godzin w ciągu doby w miejscach, gdzie robot zawiedzie… Twierdził też, że społeczeństwo po Incydencie Azjatyckim nie będzie miało bardzo długo chęci na nową wojnę, więc inwestowanie w produkty militarne to głupota. Jego technologia klonowania byłaby wybawieniem rynków medycznych. Natychmiastowe przeszczepy nowiutkich organów, chodzące ubezpieczenie zdrowotne. – trzecia, dopiero teraz czuć coś na wzór smaku papierosa w ustach – Jeśli szukają państwo jakiś wyników badań, dysków twardy czy coś, to nie ma niczego takiego, ale jeśli by było, raczej tego bym nie przekazała.

    – Cóż, doceniam pani uwagi. – prawie słychać skrzypienie, gdy próbuje przestać się uśmiechać, ale nie może – Liczy się dla nas każda opinia. Bardzo żałuje, że pan Blackoak nie wyraził jej osobiście, bo rzeczywiście, przyczynił się bardzo do rozwoju techniki klonowania, ale nie on był jej autorem. Nasz inżynier był bardzo zawiedziony faktem, że nie udało się mu z nim skontaktować. – odwraca wzrok – Niemniej, dziękuje pani za poświęcony czas, panno Blackoak, ale muszę odbyć jeszcze kilka rozmów, bo dzisiaj odlatujemy. – po czym odchodzi.

    Przemądrzała kretynka. Nie wiem jak bardzo musiałby być cudownym człowiekiem, by znaleźć tatę. Chociaż wciąż też nie wiadomo, jak dokonał tego nasz rzekomy „brat”. Dbaliśmy przecież, by nie pozostawić jakichkolwiek śladów, nawet nasze akty urodzenia są równie fałszywe, co narysowany kredkami świecowymi przez Oszkę banknot. Ale człowiek musi gdzieś mieszkać, chociaż daleko od cywilizacji, która pozostawia co raz mniej białych plam. Mama pewnie każe mi się stamtąd wyprowadzić, chociaż lubię ten dom. Czuje, jakby wciąż w nim był.

    Ciocia, według własnych słów, mieszka w starym domu taty. Mama dodała, że to tutaj życie zaczęła Sara. Samochód Asenaty stoi już na niewielkim podwórzu, obok tego Majki. Kiedy dojeżdżam obok nich, mam wrażenie, że robię coś złego. Przecież to tylko cholerny samochód, nic więcej. Tak samo jak ta kurtka i ten dom…

    Czemu to zrobiłeś, co? Czemu nas zostawiłeś? Tyle razy mogłeś powiedzieć, jak Ci ciężko, opiękowałybyśmy się tobą, zawsze to robiłyśmy wszystkie. Ale ukrywałeś to za uśmiechem kochanego taty, dobrego Pana Dawida, geniusza z branży. Mówią o tobie teraz takie rzeczy, które bolą, tato. Okazuje się, że teraz masz troje dzieci, twój kot cierpi, a ukochana robi to samo co ty. Ukrywa wszystko, co czuje i każe nam też to robić. Dlaczego więc, tato? Co byś powiedział, widząc te trzy tam, tak podobne do tego co kochasz?

    Aisza przeciska się między siedzeniami na fotel pasażera i otula mnie łapkami, widząc, że płacze. Wkłada mi twarz w ramię i głaska czubkiem głowy. Przyciskam do niego policzek, oddychając przez usta i pociągając nosem. Mam Ciebie. Prezent, który ma mnie powstrzymać przed głupotą. Prawda, Puszek? Całuje ją lekko, unosi znów łepek i patrzy na mnie swoimi piwnymi oczkami. Robisz to, bo musisz czy bo chcesz? Nie dowiem się pewnie nigdy.

    Staram się w miarę ogarnąć, by nie widać było, że znów płakałam. Wysiadamy razem, drzwi do domu są otwarte. Kiedy wchodzimy do salonu, wita nas okrzyk.

    – Wszystkiego najlepszego, siostra! – wita mnie Asenata, ściskając z całej siły w swoje ramiona – Tylko nie mów, że zapomniałaś o własnych urodzinach?

    Szczerze? Zapomniałam. Ale skoro się postarali? Ciocia ma biały, migdałowy tort z dwudziestoma trzema świeczkami i marcepanowymi figurkami zajączków na wierzchu. Sara, ubrana w białą koronkową sukienkę podobną do koszuli nocnej, uśmiechając się słabo, też mnie przytula delikatnie.

    – W sumie ciężko mi życzyć czegoś dziewczynie, która ma wszystko. – składa mi życzenia – Więc chyba tylko więcej tego co dobre, a mniej co bolesne, prawda?

    Potem Majka, która wieszała balony.

    – Żebyś w końcu się nawróciła na właściwą drogę miłości lesbijskiej, nie była aż tak głupia i w końcu polubiła lepsza muzykę. – buziak, buziak – Poczekaj na to, co Mauren i Oszka wymyśliły.

    Cliford, ściska po prostu mi dłoń, uśmiechając się na swojej zarośniętej twarzy.

    – Sukcesów godnych nazwiska. – mówi swoim barytonem – Jak mój ojciec dowiedział się, że zaręczyłem się z twoją siostrą, piał z zachwytu. – szczerzy kły – Ale wierzę, że tobie też się uda wiele osiągnąć.

    Ciocia, przytulając mnie do siebie.

    – Jak twój tata przecinał twoją pępowinę, to powiedział, że to „najpiękniejsza dziewczynka, jaka mogła się narodzić”. – uśmiecha – I tak zostało. Dziewczynka. Wciąż śliczna, chociaż ja już mam więcej siwych włosów, a moja córka mnie zbytnio naśladuje, więc pewnie nie będę miała swoich wnucząt. Ciesze się, że wy wyrosłyście takie. Mam tylko nadzieje, że będziesz jak najbardziej jak on, gdy był najlepszy.

    Mama, ubrana w ładną sukienkę, staje przede mną, przygląda się długo. Niemal słychać, jak wszyscy nabrali powietrza, jakby czekali na to co ona powie.

    – To zabawne, jak bardzo go przypominasz. – mówi wreszcie – Chociaż Twoja siostra była naszą pierworodną, to ty wdałaś się w niego bardziej. – poprawia kołnierzyk kurtki, ale potem łapie i przytula mnie za szyje do swoich dużych piersi – Miał wpływ na wszystkich, którzy należeli do jego rodziny. Tej prawdziwej. Susan ma rację. Bądź jak on, ale wtedy, gdy był tym najlepszym. To za to zawsze go kochałam i podziwiałam. Dlatego urodziłam jego dzieci.

    Odsuwa się i siada obok Sary, która kładzie głowę na jej boku, jak Aisza mi w czasie prezentacji. Mama uśmiecha się do niej i głaska ją po plecach. Dwie kobiety, które straciły jedynego mężczyznę swojego życia.

    Do pokoju wkracza Pierożek w towarzystwie pewnie osławionej Mauren. Pulchna blondyna ma koszulkę prezentującą wytatuowany dekolti krótkie spodnie pokazujące dziary na nogach. Jest pewnie rówieśniczką Majki. Oszka od razu podbiega do mnie, prawie mnie przewracając. Ma ubraną taką samą, ale dopasowaną rozmiarowo kurtkę i elegancki blond warkocz z wplecionymi, nowymi różowymi pasemkami. Wargi aż świecą od mocnej czerwonej szminki.

    – Wszystkiego najlepszego Taly! – przytula mnie z całej siły – Mauren powiedziała, że możemy później spróbować przerobić Majkę na Pinki Pie, to impreza będzie lepsza, skoro ja już jestem Fluttershy. – całuje mnie zostawiając szminkę na całej twarzy, ale jakoś nie mam ochoty jej tego zabraniać dzisiaj – Mam dla Ciebie prezenty! – przypomina sobie, odrywa się i biegnie znów z pokoju, jej miejsce zajmuje Mauren, podobnie jak Cliford ściskając jedynie dłoń

    – Ta mała bardzo Cię kocha. – mówi z francuskim akcentem – Jak zobaczyła tą kurtkę, płakała długo, że ty też masz taką. Gdy ma się takie skarby przy sobie… – wskazuje Aiszę i za Oszką – Niewiele trzeba więcej od życia, prócz dobrego drinka i miłego rozmówcy w łóżku. Pierwsze mogę Ci zapewnić zawsze, o drugie May będzie zazdrosna.

    Śmiejąc się, wraca do swojej dziewczyny, akurat gdy Oszka wraca z zapakowanym, dość nie dużym prezentem i drugim, małym prostokątnym puzderkiem otulonym papierem i kokardką. Patrzę na to wszystko, na nich. Myślę o tym co mówią. Wiem, czyjego głosu brakuje, ale przełykam tą gorzką pigułę w sobie. Postarali się, nie rób im tego, Zajączku. Uśmiecham się do małej, gdy wręcza mi pakunki.

    – Ten jest mój! – wskazuje na większy – Otwórz, otwórz!

    – A mogę chociaż usiąść, Pierożku? – uśmiecham się – I zaopiekujesz się Aiszką? – wskazuje kotkę, która wciąż nieśmiało kryje się za moimi plecami – Weź ją na dywan czy coś. – odpinam jedną ręką smycz od obróżki, a Oszka bez dalszych próśb porywa moją kicie i siadają na dywanie obok siebie, gdy udaje mi się usiąść obok Sary, otwierając delikatnie papier, zastanawiając się co mogła wymyślić blondynka – Raczej to nie kucyk, co? – szepcze do niej, a ta w odpowiedzi chichocze cicho, kręcąc głową, gdy z opakowania wyciągam oprawiony w ładną ramkę obrazek, wykonany już nie pokracznie i dziecinnie, ale jakby narysował go rysownik amator przedstawiający mnie przytulającą się z Aiszą i Oszką w fotelu, chociaż nadal widać niewielkie problemy z cieniowaniem, proporcjami, to względem robienia kanciastych kółek i kolorowania obrazków to jak skok o całe poziomy zdolności, tym bardziej jeśli rysowała to z głowy – O jeju… – wygląda naprawdę zachwycająco – Ona to narysowała?

    – Tak. – mówi cicho Sara – Nawet nie wiedziałam, że tak potrafi… – spogląda na swoją córeczkę, która teraz bawi się z Aiszą w łapki – Zapytałam go, czy może. Drugi raz w życiu zebrałam się na odwagę, by z nim naprawdę porozmawiać, jak po tym, gdy chciałam by zabrał mnie z powrotem do domu. Mógł. Podarował mi ją, jej życie, bym mogła otrzeć łzy po tych, które odeszły. Miała ich wszystkich cząstkę połączoną ze mną. – czuć w jej głosie smutek – Dlatego nigdy więc nie chciałam, by zaznała bólu jako człowiek, zawsze mogła być tym niewinnym dzieckiem. Sama jednak znalazła drogę, ale też z niej wraca do domu, do swojej mamy, nie idąc nią zbyt daleko…

    – Sara… – zaczynam cicho, a ona znów kręci głową i nadal patrzy na swoją małą córeczkę, która wygrała i całuje Aiszkę w usta, więc po prostu unoszę sześcian – A drugi prezent? – pytam głośniej

    – Majka go przywiozła z kolacji, na której była z Mauren. – mówi głośno Pierożek – Nie miałam o niej mówić, bo spotkały się z… – nim Majka zdąży do niej doskoczyć zsuwając się z kolan swojej dziewczyny i zatkać jej usta, mała zdążyła dokończyć – … tym złym jak Discord panem. Wzięła od pani Zuzi numer do niego i się spotykali i mfmfmfmf… – tym razem już ma dłoń na ustach

    – Złym panem Discordem? – zastanawiam się skąd znam to stwierdzenie – Majka, spotykałaś się za plecami wszystkich z tym Salomonem?!

    – Nie, Oszka ma bujną wyobraźnie. – mówi ruda, wciąż trzymając rękę na jej ustach i drapiąc po łokciu wolną ręką – Spotykałyśmy się z bratem Mauren, który ma pseudonim Discord i…

    – Kochanie, tylko mój brat wiedział, że zawsze drapie się po lewym łokciu jak kłamię. – mówi ciocia, odpalając świeczki na torcie – Widać, coś jest w nas takiego, że lubimy łamać zakazy rodziców.

    – Oj mamooo… – mruczy ruda – Pomyślałam, że czuje się obcy na nieznanej ziemi, więc po prostu z Mauren zaprosiłyśmy go do restauracji. Ot po prostu przyjacielska rozmowa. Prawda, kochanie? – spogląda na Mauren

    – Przywiózł prezent dla Tality, bo mu wygadałaś, że ma urodziny jak ciągle ze sobą pisaliście przed tym spotkaniem. – wywraca oczami – Cały wieczór gadaliście jak starzy znajomi. Te same filmy, książki, muzyka… Podejrzewam, że jakby to była Salomena, to byś się na nią rzuciła, zerwała z niej ubrania i gwałciła na tym stole przy wszystkich.

    – Mhmhm. – pokazuje jej język i wypuszcza Oszkę, która wraca do swojej zabawy z Aiszą – Po prostu pomyślałam, że skoro może być częścią rodziny to…

    – Później o tym porozmawiamy, dzisiaj mamy inny ważny dzień. – mówi ciocia i przesuwa ciasto bliżej mnie – Pewnie nie jest taki, jakby go zrobił Dawid, ale musiałam go zrobić z pamięci. – uśmiecha się – Pomyśl życzenie i zdmuchnij świeczki, pewnie się spełni.

    Spoglądam jeszcze raz na karteczkę doklejoną do prezentu. „Dla smutnej Dziewczynki, od głupiego Człowieka, który przybył w Pokoju” zapisane odręcznym pismem. Znów mam sześć lat. Mama trzyma mnie na rękach, gdy tata podaje tort do zdmuchnięcia. Asenata stoi przy jego boku. Sara trzymająca malutką Pierożke na rękach też stoją obok niego Jest też ciocia i Majka ze swoją pierwszą dziewczyną, całują się za jej plecami. Pomyśl życzenie i dmuchaj mocno, Zajączku, ile siły w buzi. Jak nie zgasną wszystkie, to się nie spełni. Chcę więc, żeby… Dmucham, a płomyki wszystkich świeczek gasną.

    W pewnym sensie, nawet Aisza wydaje się teraz dobrze bawić. Oszka ochoczo karmi ją łyżeczką z ciastem, gdy siedzą naprzeciwko siebie, na dywanie. Usta ma czerwone od szminki po całej masie pocałunków. Miękkie, puszyste ciasto przekładane kremem migdałowym. Sara siedzi przy cioci, Asenata na kolanach Cliforda, Mauren przytula Majkę w romantycznej pozie. Tylko ja i mama zdajemy się teraz samotne. Nie można powiedzieć o niej wdowa, bo nigdy formalnie się nie pobrali, nie mieszkali nawet razem. Ale byli blisko. Odstawiam talerzyk i znów oglądam zapakowaną ładnie kostkę.

    – Więc… – zaczynam wolno – Czy on…

    – Rano zrobiłam ostatnie testy. – mówi ciocia, też odkładając swój – Wyniki ciągle były nieoczywiste, dając dziwne rezultaty. Zostałam lekarzem, bo chciałam pomagać dziewczynom, które trafiały na ostrzejszych właścicieli. Brat mnie do tego przekonał. – uśmiecha się pod nosem – A potem zabrał mi zajęcie, tworząc łudzące repliki człowieka. Ich kod genetyczny też jest podobny do głównego wzorca, ale gdy porównujesz go z oryginałem, widzisz pojedyncze zmiany, niby nie dostrzegalne bez tego. To nie kserokopia, młodsza wersja tego samego obiektu, która zachowuje wszystkie dane oryginału na zasadzie podmienienia kodu w jądrze komórkowym. – spogląda w stronę Majki – Przecież studiowałaś podstawy inżynierii genetycznej i chyba się uczyłaś w szkole na biologi, prawda?

    – Jesteśmy sumą mieszaniny danych naszych przodków. – odpowiadam – Są podobieństwa, ale łatwiej wskazywać różnice. Można mieć więcej z taty – teraz to ja patrzę na Ase, która ma swoją lekko ściemniałą skórę, jak latynoska – Albo z mamy. Ale oni są sumą dziadków, więc rodzice mogą mieć ciemne oczy, ale jeśli oni oboje mieli jednego rodzica o niebieskich oczach, jest szansa, że dziecko też je będzie miało. – przytulam głowę do mamy – Chyba, że ktoś coś w tym przekształci lub pomiesza, co jest obecnie normą w hodowlach. Skoro mamy to za sobą, to…

    – Tak. – mówi wreszcie ciocia i wzdycha – Dawid zawsze tym bardzo się przejmował. Trwale wypalił sobie linie papilarne, zawsze usuwał z ciała włosy, jeśli jadł poza domem dokładnie wycierał naczynia z resztek śliny, sam zmywał lub odmawiał posiłku. Nigdy też nie pokazywał się bezpośrednio w miejscach publicznych, które nie były związane z branżą. Wiedział, że ze swoją chorobą się nie ukryje, będzie zwracał uwagę. Dzisiaj ten pojedynczy gen, który dla niego był błędem, dla wielu byłby spełnieniem marzeń wielu hodowli samców. – przytula do siebie lekko Sarę, która ulega jej rękom i kryje się w ramionach – Ja i Alice wiedziałyśmy, że byłby temu przeciwny, ale to było jedyne rozwiązanie. Jeśli chłopak naprawdę był jego synem, jako normalna osoba, nie miał prawa żyć. W momencie, gdy pojawił się w domu, podpisał swój wyrok śmierci. Cała ta rozmowa, badania to tylko przykrywka, albo raczej samo zaspokojenie ciekawości. Kiedy tylko wróci na teren Nowych Stanów Zjednoczonych, zostanie wymazany. – znów wzdycha – Tak, Salomon był jego synem z przypadkowego związku, nosicielem jego DNA.

    – Szkoda… – mruczy Majka, przytulona do cycków swojej dziewczyny – Szkoda, że nie poznaliście go wszyscy lepiej. Lubił jeździć motorem po pustyni, oglądać niebo. Wieczory spędzał oglądając stare filmy. Widać było, że wojsko odcisnęło na nim swój ślad. Zachowywał się momentami jak tresowany pies, ale to raczej samodyscyplina, którą sobie zafundował. Mieszkał sam w towarzystwie trzech kotów, lubił też pomagać innym. Zamówił dobrze wysmażony stek i…

    – Powiedziałaś po kolacji, gdy już leżałyśmy w łóżku, że jakby ubrać mu buty na dużym obcasie, rozjaśnić skórę o odcień i ogolić to wpisz wymaluj jadłabym z wujkiem Dawidem. – mówi Mauren z uśmiechem – Ale pozbawionym tych wszystkich blizn na sercu, które do końca mu ciążyły. – w zamian dostaje od swojej rudej dziewczyny buziaka

    – No cóż, szkoda więc dla niego, że się urodził. – mówi mama, bez większych uczuć w głosie – Salomon Juniper….

    – Grimery. – poprawia ją Asenata, chociaż przecież to mama podała prawidłową informację – Jego matka miała na nazwisko Grimery, więc…

    – Co powiedziałaś?! – ciocia poodskakuje z miejsca – Przecież przedstawił się…

    – Tak, ale potem przeglądałyśmy zdjęcia w zeszytach taty… – zaczynam – Było tam to samo, które pokazywał jako tatę z swoją matką, Max i z tyłu było napisane Max Grimery, co dziwne bo przedstawił się…

    Ciocia unosi rękę, uciszając mnie i patrzy na mamę dysząc. Mama też ma szeroko otwarte oczy, jakby nagle zrozumiała coś dziwnego. Obie patrzą na siebie. Cliford robi się blady, Majka i Mauren podobnie otwierają usta. Tylko ja, siostra, Sara, Aisza i Oszka nie rozumiemy o co chodzi…

    – Jeśli to prawda… – zaczyna mama – Nie, Dawid nie mógł przecież…

    – Nikt nie wiedział, co się działo w czasie tamtego roku, a jak wrócił to zaczął swoją pracę… – kontynuuje ciocia – Niedługo potem dzięki temu urodziłam Majkę… Mógł chcieć zrobić na złość ojcu, którego tak bardzo nienawidził…

    – Cholera, oszukał mnie! – krzyczy kuzynka – Wiedziałam, że jest za miły! – podkula się, płacząc – Wszystkie te cudowne opowieści, które rysowały go jako zwykłego, sympatycznego faceta, który chciał tylko odnaleźć swojego tatę, którego nie poznał i…

    Widząc ich reakcje, wciąż zastanawiam się nad tym prezentem i kartką, którą przykleił. „głupi Człowiek, który przybył w Pokoju”. To nie pasuje do ich reakcji. Juniper, czy Grimery. Brat, to już na pewno. Taki, który nie poznał taty.

    – O co chodzi? – mówi wreszcie Asenata – Też mi coś świtało to nazwisko, ale nie mogłam skojarzyć i…

    – To nazwisko rodowe, nie przypadkowe. – mówi jej Cliford – Jedna z trzech rodzin, założycieli i właścicieli amerykańskiej fundacji livE. – upuszczam pudełko – Tej, która stworzyła całą podstawę biznesu, który wszyscy znamy…

    – To też… – mówi ciocia, a z jej oczu idą wolno łzy – Ale to oni… To oni podarowali naszemu ojcu Heban, matkę Dawida…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Konrad Milewicz

    Inspiracje, czyli jakie dziewczęta “pomogły” tworzyć postacie:

    – Victoria Green – w sumie nie ma swojego fizycznego odpowiednika bezpośrednio, ale łatwo da się wskazać “gwiazdy” dążące do utrzymania wyglądu uzyskując efekt odwrotny – czyli silikon, botoks i inne cudowne zabiegi

    – Cola – Colleen A (Ahe)
    – Brownie – Iva (Iva Rogned)
    – Carmel – Nikia A (Ahe) 
    Hm, ciekawe do kogo mogą należeć… Hmmmm, może wy wiecie? 

    Mauren – Farrah Paws

    W między czasie w oczekiwaniu na vol 5 zapraszam was do komentowania i czytania pobocznych tekstów (jest już pierwsza część “Mam na imię Matylda” utrzymanej w duchu dwóch ostatnich voli Kota). Sposorem volu 4 była wódka palona z suszem owocowym, która wyczarowała 10 stron w 4 godziny i wściekły korektor, który pomaga wyłapywać błędy w tekstach, zabraniający pisać po pijaku.

    PS: W tekście poza jak zawsze, nawiązaniami do poprzednich części oraz pozwalających zobrazować całość, ukryłem kilka informacji co do kolejnych. Jeśli więc się zastanawiacie nad pewnymi rzeczami, odpowiedź może brzmieć “tak” lub “możliwe”.

    Pozdrawiam też Weronike, L.S., Salamandre i AnonimowegoAnonimowego oraz wiele innych osób skrytych pod różnymi pseudonimami, na których zawsze mogę liczyć, że przeczytają i nawet się wypowiedzą, a wierni czytelnicy zawsze cieszą pisarza 🙂

  • Wspomnienia z dziecinstwa – Nowe otoczenie cz.2

     Oczywiście, że się zgodziłem.

     Możliwość gry na nowym sprzęcie i obietnica Emilki zrobiła swoje. Po pierwszej próbie okazało się, że nie tylko jestem najmłodszym członkiem zespołu, ale jako jedyny znam wszystkie znaki na pięciolinii. Jak zwróciłem uwagę, dlaczego grają o pół tonu za nisko i czy nie widzą krzyżyka, patrzyli na mnie jakbym uciekł z wariatkowa. Odliczyłem tempo do czterech i zagrałem poprawnie cały utwór. Kiedy skończyłem nastąpiła grobowa cisza. Spojrzałem na chór. Teraz nie tylko Emilka patrzyła “maślanymi oczami”, ale większość dziewczyn. A było ich sześć.

     – No i tak panowie ma to brzmieć – usłyszałem za plecami głos. Ksiądz był bardzo zadowolony.

     – Ty, skąd go wytrzasnęłaś? – usłyszałem szept jednej z dziewcząt. – Jest z twojego osiedla? – wyszeptała druga.

     W czasie, gdy ksiądz tłumaczył jak zespół ma się zgrać, dziewczyny zbiły się w ciasną grupkę wokół koleżanki i szeptały gorączkowo spoglądając co chwila na mnie. Po próbie przyszły z Emilką jej trzy koleżanki.

     – Cześć, jestem Kaśka! – przedstawiła się pierwsza.

     – A ja Agnieszka!

      – Ania! – ściskałem delikatnie po kolei każdą wyciągniętą dłoń. Kiedy puściłem ostatnią, ta przytrzymała mnie chwilę dłużej. Kiedy spojrzałem na nią, patrzyła mi głęboko w oczy bez zażenowania.

     – Widziałam cię wcześniej na próbach, ale nie wiedziałam, że jesteś znajomym Emi.

     – Mówiła, że nie dawno się przeprowadziłeś – wtrąciła Kaśka.

     – Świetnie grasz, chodzisz do szkoły muzycznej? – zapytała Agnieszka.

     Szczebiotały jedna przez drugą, zadając pytania i nie czekały na odpowiedź. Przyglądałem się, lekko speszony, gdyż pierwszy raz ktoś zachwycał się moją osobą.

       Muszę nadmienić, że nie byłem brzydki. “Elvisem” też nie, raczej przeciętnym chłopakiem jakich wielu. Później dowiedziałem się, że dziewczyny nie patrzyły tylko czy chłopak jest przystojny, ale na jego umiejętności. W szkole zawsze powodzenie mieli świetni sportowcy, wokaliści, w sumie każdy, kto wyróżniał się z tłumu. Bardziej były zachwycone moją grą niż mną.

     Patrzyłem na Emilkę, która w tym czasie była “w siódmym niebie”. Ale głupiutka nie zauważyła, że wszystkie ze mną flirtowały.

     – Jeśli nie znasz miasta, chętnie ci pokażę fajne miejsca – powiedziała Kaśka.

     – Emi mówiła, że lubisz rock, mam kilka fajnych płyt, wpadnij do mnie to posłuchamy – Agnieszka uśmiechała się zachęcająco.

     – Chciałabym grać na gitarze, dałbyś mi kilka lekcji? – Anka nadal wpatrywała się we mnie uporczywie.

     – Ty na gitarze?? Chyba na flecie! – walnęła Kaśka i wszystkie trzy zachichotały, oprócz Emilki. Nie zrozumiała żartu.

     – Żeby znaleźć na wszystko czas musiałbym się roztroić, ale nie mówię nie.

     – Ekstra, musimy spadać, ale pogadamy na następnej próbie, cześć.

     Odeszły rozmawiając i gestykulując między sobą.

     – Fajne są co? – spytała Emilka – teraz w chórze jest tylko jeden temat.

     – Jaki?

     – Ty! Chcą wiedzieć wszystko o tobie! A ja tak naprawdę to niewiele wiem. Nigdy nie opowiadałeś mi o sobie.

     – Bo nie ma o czym – odpowiedziałem, ale zdałem sobie wtedy sprawę, że nigdy nie byłem zbyt wylewny, jeśli chodzi o zwierzenia. Idąc do domu opowiadała mi o koleżankach. Zrozumiałem, że są całkiem inne niż ona. Obyte w miastowych imprezach, w towarzystwie, nie są ukierunkowane tylko na religię i kościół.  Podejrzewałem, że Emilka też byłaby inna, gdyby nie jej matka.  Jak zwykle zarzucała mnie informacjami bez przerwy. Ale ja myślami byłem już gdzie indziej.

     – Wejdziesz do mnie? – przerwałem jej trajkotanie – rodzice wrócą późno, będziemy sami.

     Milczała przez chwilę, wiedziała co chcę dzisiaj robić.

     – Nie chcesz? – spytałem, bo miała trochę strapioną minę.

     – Chcę..tylko..to nie może się wydać..to co robimy..nie możesz powiedzieć nikomu, rozumiesz?

     – Jasne.

     – A jak się wygadasz niechcący? Znasz teraz moje koleżanki, a one są bardzo ciekawskie.

     – Nie ma mowy.

     – Przysięgnij!

     – Co?

     – Przysięgnij, że nikomu nie powiesz!

     – Przysięgam.

     Odetchnęła z ulgą i na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech.  Po wejściu do pokoju Emilka od razu rozebrała się do naga, bez jakiegokolwiek wstydu. Wstyd – dziwne uczucie. Kiedy pierwszy raz rozbieramy się przed kimś obcym, bardzo się wstydzimy. Za drugim razem, wstydu jest połowę mniej. Za trzecim, czy czwartym razem, po wstydzie nie ma śladu. Emi zachowywała się, jakby była sama. Usiadła na materacu rozkładając nogi i wygładzała włoski na łonie. Powiedziała mi kiedyś, że trzeba wyglądać porządnie w każdym miejscu i nie będę oglądał jej “tam” rozczochranej :). Po chwili, również goły usiadłem obok niej. Wzięła członka do ręki i zsuwając napletek przyglądała mu się intensywnie. Wreszcie pochyliła głowę i zaczęła pieszczoty ustami. Niestety nie wiedziała nic o seksie oralnym. Obejmowała główkę palcami i całowała trzon. Zjeżdżała wargami aż na jądra, jednak takie muskanie bardziej mnie łaskotało niż podniecało. Cmokała przy tym jak dziecko całujące ciocię na pożegnanie.

      – Emilka..musisz pieścić trochę inaczej..

     – Przecież chciałeś żebym całowała – uniosła głowę zdziwiona.

     – No..ale to nazwa umowna.

     – To jak??

     – Musisz lizać główkę.. 

    – Tak jak ty mi cipkę?

     – Właśnie i ssać.

     Spoglądała zdezorientowana na członka, którego ciągle trzymała w rączce, i na mnie.

     – Ssać???

     – Musisz go włożyć do buzi i ssać – powiedziałem zniecierpliwionym tonem. Masa pytań na które musiałem odpowiadać, męczyła mnie. Usłyszała irytację w moim głosie, bo przestała pytać, tylko wpatrywała się w penisa i przetwarzała informacje. Przeszła do poprzedniej pozycji i trzymając głowę nad członkiem zsuwała powolutku skórkę. Wreszcie ściągnęła ją, zamknęła oczy, otworzyła usta i objęła prącie wargami. Przez kilka sekund nie działo się nic. Otworzyła tylko oczy rozglądając się na boki. Po chwili uniosła głowę i zaczęła głośno oddychać. Okazało się, że wstrzymywała przez cały czas powietrze. Zrobiła parę wdechów i znów się pochyliła.

     – Dobrze? – zapytała za kolejnym razem.

     – Nie do końca – odpowiedziałem, gdyż nie chciałem jej ganić. Naprawdę się starała, tylko jej nie wychodziło. Zrobiła smutną minę spuszczając głowę.

        Wtedy wpadłem na pomysł, jak ją przeszkolić.

     – Daj rękę – powiedziałem unosząc jej dłoń. Zacisnąłem jej pięść, pozostawiając wyprostowany tylko palec wskazujący. Następnie włożyłem go w usta i zacząłem ssać, lizać, ciągnąć wargami, wszystko to, co chciałem żeby robiła z moim penisem. Przyglądała się uważnie z szeroko otwartymi oczami.

     – Tak trzeba pieścić.

     – To jest..przyjemne.

     – Mnie będzie sto razy przyjemniej jak zrobisz to na nim – kiwnąłem głową w dół.

     – I nie musisz wstrzymywać powietrza, oddychaj nosem – dodałem.

     Ułożyła się między moimi nogami kładąc się na brzuchu i od razu przeszła do rzeczy. Zmiana była ogromna. Ssała cudownie, z dużą siłą zaciskając wargi.  Wyjmowała go z buzi tylko po to, żeby lizać go całą powierzchnią języka. Miała tylko kwaśną minę – widziałem, że trochę się brzydzi.

     – Tylko nie tryskaj mi w buzi, proszę cię – wtrąciła między pieszczotami.

     – Obiecuję – westchnąłem, gdyż moje podniecenie było już bardzo duże. Po kilku minutach wiedziałem, że eksploduję.

     – Zaraz..dojdę – ledwo wyjęczałem. Uniosła głowę w ostatniej chwili – potężna salwa wytrysła do góry ochlapując jej policzek. Odchyliła twarz nie przestając ruszać rączką. Takiej fontanny nie miałem od dawna. Emilka przyglądała się zaskoczona, pierwszy raz widziała taki wytrysk. Strzelałem regularnie mocząc sobie brzuch, a jej dłoń. Kiedy źródełko przestało bić, leżałem jak nieżywy. Puściła członka i suchą ręką zaczęła grzebać za materacem. Znalazła ręcznik i wycierając się patrzyła na pobojowisko.

     – Chyba było ci dobrze. Takie to fajne?

     – Cudowne. Dawno tak się nie czułem.

    Położyła się obok, rzucając na mnie ręcznik. Gdy doprowadzałem się do porządku, patrzyła na mnie podniecona.

     – Możesz.. mnie też possać?

     – Spróbuję – odpowiedziałem.

     Rozłożyła szeroko nogi, a ja kładąc się pośrodku, przyglądałem się cipce. Nie wyróżniała się niczym szczególnym. Włosy łonowe rzadkie na podbrzuszu, gęstniały i schodziły się do środka, by przerodzić się w gąszcz tuż nad łechtaczką. Wargi sromowe okalające cudowne, kobiece wejście, nie miały już tak bujnego zarostu jak wzgórek. Łechtaczka, wyłaniająca się leciutko spod napletka, aż prosiła się, by przyłożyć do niej usta. Wilgoć w dolnej części informowała o gotowości do pieszczot. No i zapach. Oszałamiający, nęcący, odurzający, z lekką domieszką potu, przyprawiał mnie o zawrót głowy. Poruszałem nią w różne strony wchłaniając wszystko jak drapieżnik, który węszy za swoją ofiarą. Namierzyłem ośrodek przyjemności, rozszerzyłem wargi palcami i złożyłem pierwszy pocałunek. Zadrżała wciągając głośno powietrze. Muskałem delikatnie językiem wargi mniejsze, wjeżdżając nim aż na szczyt. Po kilku minutach takiej zabawy nabrzmiały srom był w pełnej gotowości. Wtedy wciągnąłem w usta wszystko co wystawało i zacząłem delikatnie ssać. Dół wyślizgnął mi się, więc otworzyłem usta szerzej i znów wciągnąłem wszystko do środka. Jak zaczynało się wyślizgiwać, powtarzałem czynność ciągnąc coraz mocniej. Oparłem ręce o materac, wciskając głowę jak najgłębiej. Ciało Emilki nie zostawało bez odzewu. Czułem, jak jej mięśnie napinają się, słyszałem jej szybki oddech, biodra zaczynały wykonywać okrężne ruchy. Jedną reką szukała po omacku poduszki, wiedziałem co za chwilę nastąpi. Przystąpiłem do szturmu. Ssałem, lizałem, żułem jej cipkę bez opamiętania. Widziałem jak przyciska sobie poduszkę do twarzy.

     Ale zapomniałem o jednym.

      Wraz z pierwszym jękiem jej uda zatrzasnęły się na mojej głowie jak pułapka na łbie niedźwiedzia. Oplotła mnie nogami, przyciągając do siebie, a biodra wysuwała co chwila w szalonych drgawkach. Ogłuszyła mnie, bo zaczęło dzwonić mi w uszach. Całą twarz miałem przyciśniętą do jej krocza. Uniosłem się na rękach, ale niewiele to dało. Biodra Emilki uniesione w górze drgały wraz z moją głową. Musiało to dziwnie wyglądać. Szamoczący się chłopak i dziewczyna gwałcąca go w usta.

     – YmMmyemm – tylko tyle wybulgotałem z ustami przyklejonymi do jej cipki, jak glonojad do ścianki akwarium. Złapałem za kolana i rozchyliłem na tyle jej uda, aby opuścić głowę i zaczerpnąć powietrza. Natychmiast przylgnęła do mnie z powrotem i teraz mój nos zanurzył się w jej.. szparce. Na szczęście miałem wolne usta i mogłem oddychać.

     – Emilka! Dusisz mnie! – krzyknąłem.

     Natychmiast zwolniła uścisk. Leżała, nie bardzo wiedząc co się dzieje. Dyszeliśmy głośno obydwoje – ona, bo miała pierwszy raz taki orgazm – a ja pierwszy raz tak zmęczyłem się pieszczotami oralnymi. Twarz miałem mokrą, czułem, że jej śluz mam nawet w nosie, uszy mnie piekły, język jakby trochę spuchł, a usta robiły się spierzchnięte. Opadłem na materac obok Emi. Odpoczywając pomyślałem, że gdybym miał długi nos, mógłbym ją dzisiaj rozdziewiczyć. Zaśmiałem się w duchu, że chyba byłbym pierwszym chłopakiem, który zrobił to nosem.

      Leżałem zupełnie bez sił. Nie chciało mi się nawet ruszyć palcem, więc leżałem jak kłoda.

     – Chcę jeszcze raz!

     – Co?? – myślałem, że się przesłyszałem.

     – Jeszcze raz! Proszę! – błagała.

     Prawie zemdlałem.

       Po tym spotkaniu Emilka stała się fanką seksu oralnego. Swoje umiejętności szlifowała na moim członku, i – muszę ją tu pochwalić – była coraz lepsza. Zauważyłem, że zaczęła się w niej budzić kobiecość uśpiona tyle lat przez matkę. Zaczęła się gustowniej ubierać, ładniej czesać, a nawet zmieniła okulary. Jej potrzeby też były większe niż na początku znajomości. Chciała się częściej pieścić, niestety, nie było gdzie.

       Pewnego razu po próbie powiedziała żebym zaczekał, bo musi coś załatwić. Porozmawiałem chwilę z koleżankami, które chciały się ze mną umówić na różne sposoby. Oczywiście obiecałem “złote góry” jak będę miał wolny czas, po czym zostałem w kościele sam. Zacząłem się już niecierpliwić, ale wtedy usłyszałem szept.

     – Pssst! Tutaj! – odwróciłem się i zobaczyłem Emilkę, która stała w małych bocznych drzwiach. Wpuściła mnie do środka zamykając je cicho.

     – Gdzie jesteśmy? – zapytałem rozglądając się.

     – To magazynek na stare graty. Przychodziłam tu czasami, jak chciałam być sama. Nikt tu nie zagląda.

    Stały tu ogromne, zakurzone świeczniki, jakieś ławki, krzesła. Na stole stojącym pod maleńkim okienkiem leżały chyba zasłony albo dywany. Pod ścianą stał oparty wielki, prawie dwumetrowy obraz.

     – Siadaj tu – powiedziała wskazując na duże krzesło. Przypominało mi tron. Kiedy usiadłem, uklękła przy mnie, rozpinając mi rozporek.

     – Tutaj?? – byłem trochę w szoku.

     – Cicho! Nie mów głośno, bo ktoś nas usłyszy.

    Nie wiem czemu, ale groźba przyłapania podziałała na mnie mocno. Członek w sekundę zesztywniał, zanim zdążyła dobrać się do niego Emilka. Nie musiała długo pieścić. Podniecenie powiązane z lekkim strachem dało bardzo dobry efekt. Nie wiedziałem tylko gdzie tryskać, ale Emi była przygotowana. Wyciągnęła husteczki higieniczne i jak zacząłem szczytować przycisnęła je do główki. Po krótkim odpoczynku chciałem się zamienić miejscami, ale ona miała inny plan. Rozłożyła zasłonę na stole, ściągnęła majtki i siadając na nim podciagnęła kolana do góry odchylając je jednocześnie na boki. Pochyliła się do tyłu opierając plecy o ścianę, co jeszcze bardziej ułatwiło mi dostęp do cipki. Była mocno podniecona. Byłem ciekaw, jak poradzi sobie z orgazmem, żeby być cicho. Kiedy mój język rozkręcił się na dobre, jej ciało zaczęło falować. Trzymałem kolana zabezpieczając się przed “uściskiem śmierci”, a wtedy Emilka uniosła rękę i zagryzła zęby na rękawie koszuli. Oczywiście pisku nie dało się całkiem wyeliminować, ale był cichutki. Po zabawie siedziała jeszcze chwilę na stole machając nogami i uśmiechając się.

     – Pierwszy raz widzę, żebyś się bał.

     – Bo nie chcę, żeby ksiądz nas przyłapał. Lepiej chodźmy, bo jak mu wytłumaczymy co tu robiliśmy?

     – Tu wchodzi tylko pan, który pomaga w pracach porządkowych, ale go teraz nie ma.

     – W porządku, ale chodźmy.

     Zeskoczyła ze stołu, założyła majtki, po czym cichutko otworzyła drzwi robiąc szparkę i po upewnieniu się, że nikogo nie ma, wyszliśmy z kościoła.

       Po tym wydarzeniu mieliśmy już dwa miejsca na naszą zabawę – mój pokój i magazynek w kościele. Jeśli nie miałem wolnej chaty, szliśmy się “pomodlić” nawet w środku tygodnia. Rodzice mi pozwalali, bo mówiłem że mam próby w zespole. Pamiętam, że w jakąś niedzielę przyszli nawet nas posłuchać i ojcu się spodobało. Dlatego nie mieli nic przeciwko, abym częściej chodził ćwiczyć grę. Wiernym też podobała się zmiana, jaka zaszła po moim dołączeniu do zespołu. Na mszy, gdzie dawaliśmy popis naszych umiejętności, były największe tłumy. Ludzie stali aż na zewnątrz i słuchali nas z głośników. Ksiądz był bardzo zadowolony. Chwalił nie tylko mnie, ale i Emilkę, że przyprowadziła mnie do niego.

    W ogóle zauważyłem wcześniej, że ją faworyzował. Dostawała zawsze partie solowe, chociaż inne dziewczyny też śpiewały dobrze. Częściej się do niej zwracał, częściej pomagał, zachęcał, głaskał po plecach i głowie. W głowie zaświtała mi pewna myśl i postanowiłem się przyjrzeć temu uważniej.

       Pewnego razu zabawiając się w najlepsze w magazynku usłyszeliśmy kroki. Odbijały się szerokim echem w pustym kościele, więc było je słychać z daleka. Emilka, która siedziała rozkraczona na stole, uniosła głowę i otworzyła oczy. Znieruchomiałem z językiem na jej cipce. Dźwięk kroków stawał się coraz głośniejszy – ktoś szedł prosto w naszą stronę. Uniosłem się i zbliżyłem powoli do drzwi. Kroki były już bardzo blisko i słychać było nawet głosy.

     – Na pewno tam są, sam je tam stawiałem – usłyszałem męski głos.

     W odruchu paniki przycisnąłem ręce do drzwi i zaparłem się całym ciałem. W ostatnim momencie, gdyż klamka opadła w dół i ktoś próbował je otworzyć. Trzymałem tak mocno, że aż zatrzeszczały. Klamka poruszyła się kilka razy.

     – Dziwne – usłyszałem – zamykał ksiądz na klucz?

     – Nie przypominam sobie, ale mam klucze w zakrystii, proszę chwilę poczekać.

     Usłyszałem oddalające się kroki, ale pojedyncze. Ktoś stał za drzwiami i czekał. Zdjąłem delikatnie ręce i odwróciłem się do Emilki. Siedziała nadal na stole z szeroko otwartymi oczami. Uniosła dłonie w geście przerażenia. Rozejrzałem się po pomieszczeniu.

     – “Co powiedzieć jak wejdą? Co tu robiliśmy? Jak się dostaliśmy skoro drzwi są zamkniete? – myśli przelatywały mi z prędkością światła.

     – “Nie wymigamy się” – myślałem rozpaczliwie. Słyszałem kroki powrotne księdza, widziałem już oczami wyobraźni aferę w kościele, w szkole, w domu, na mieście.

     – “Myśl do cholery” – zganiłem się w duchu.

     Pomysł jak piorun przemknął przez moją głowę. Podszedłem cicho do stołu, złapałem Emilkę i delikatnie postawiłem ją na podłodze. Następnie przyłożyłem palec pionowo do ust nakazując milczenie, wziąłem ją za rękę i przyciągnąłem do ściany. Złapałem za obraz oparty po tej stronie próbując go odchylić. Ależ był ciężki. Gruba, drewniana rama ważyła chyba ze sto kilo. Udało mi się go przesunąć, ale za mało. Dziewczyna przyszła mi z pomocą i obydwoje zrobiliśmy szczelinę na tyle dużą, by się tam wcisnąć. Słyszałem jak klucz zgrzyta w zamku.

     – Nie w tą stronę, bo teraz ksiądz zamyka – usłyszałem.

    Wcisnąłem się za Emilką i przylgnąłem do ściany. Usłyszałem otwierające się drzwi.

     – O, puściły! Chyba były otwarte, tylko się zacięły – powiedział ksiądz.

     – No proszę, tu są!

    Wstrzymałem powietrze spoglądając na Emi. Zakrywała ręką usta, żeby się nie zdradzić.

     – Dobrze, że się znalazły! Przyjdzie pan po nie pojutrze i wyczyści. Mają być gotowe na sobotę.

    Powolutku wychyliłem głowę, patrząc co się dzieje. Na środku, bokiem do nas stał ksiądz z jakimś facetem. Przyglądali się dużym metalowym stojakom.

     – Panna młoda prosiła, żeby było dużo świec, więc się przydadzą.

     – Cóż, ślub ma się tylko raz w życiu, to czego będziemy młodym żałować – powiedział facet.

    Ja spojrzałem w tym czasie za obie postacie i zimny pot oblał moje czoło. Na stole leżały majtki Emilki. W pośpiechu zapomniała o nich. Były częściowo widoczne, bo dziewczyna w chwilach uniesienia ruszała mocno pupcią i pościągała zasłonę rozłożoną na blacie, ale dla mnie wyglądały jak flaga powiewająca triumfalnie na środku pobojowiska. Panowie rozprawiali jeszcze chwilę nad odrestaurowaniem świeczników, a ja w tym czasie wzywałem wszystkie moce, żeby nie zobaczyli majtek. Wreszcie obydwoje odwrócili się i wyszli z pomieszczenia. Usłyszałem zamykające się drzwi i wypuściłem głośno powietrze.

      Wtedy usłyszałem chrobotanie klucza w zamku.

     – “O nie! Tylko nie to! Chyba nas tu nie zamknie!” – myślałem, że ten koszmar nigdy się nie skończy. – “Przecież nie będziemy tu siedzieć dwa dni, aż gość przyjdzie po stojaki”.

     – Niech ksiądz nie zamyka, bo znowu się zatną – usłyszałem głos faceta.

     – No racja, ale jak będzie pan miał czas, proszę przesmarować zamek.

    Słyszałem oddalajace się echo rozmów, poczym nastała cisza. Nie ruszaliśmy się z naszej kryjówki jeszcze z pięć minut. Po wyjściu z kościoła dopadła mnie złość.

     – “Nikt tu przychodzi” – naśladowałem jej głos – “tylko jeden pan, ale teraz go nie ma”. – Wiesz jakie bym miał kłopoty, gdyby nas przyłapali?? Zdajesz sobie w ogóle sprawę?? Czy w tym maleńkim móżdżku włącza się myślenie??

     – A wiesz co by stało się ze mną? Pomyślałeś o mnie? – nerwy dopadły też Emilkę. Zaczęła trząść się na całym ciele. Miała rację. Chłopak to chłopak, ale dziewczyna to ma dopiero przechlapane. W dodatku z taką matką. Nie wybaczyłaby jej do końca życia.

      – Przepraszam – powiedziałem już spokojnie.

      – Nie gniewam się – odpowiedziała. – A wiesz, że za tym obrazem o mało się nie posikałam?

     – Nie.

     – Naprawdę. Ale kucałam bez majtek i bałam się, że będzie słychać jak spada na podłogę.

     Zaczęła się śmiać, a ja jej zawtórowałem. Zeszły z nas całkowicie nerwy i śmialiśmy się jak szaleni.

     – Przestań już, bo teraz się zesikam.

     – Wal śmiało! Teraz masz już majtki, nie będzie słychać!

     – Hi,hi,hi – piszczała Emilka łapiąc sie obiema rękami za cipkę, żeby naprawdę nie popuścić.

    Zatrzymaliśmy się dopiero pod jej blokiem.

     – Wiesz? Ja już tam więcej nie wejdę – powiedziałem – musimy znaleźć inne miejsce.

     – Wiem co zrobimy! – powiedziała po chwili – przedstawię cię mamie.

     – Po co?

     – Żebyś mógł przychodzić do mnie.

     – A pozwoli?

      – No pewnie, przecież widziała cię tyle razy w kościele. Pytała nawet co to za miły chłopiec gra na gitarze.

     – I myślisz, że u ciebie będziemy mogli się bawić?

     – Tak. Mamy nie ma często do późna, więc mam wolną chatę.

     – To dlaczego nie zaprosiłaś mnie wcześniej? Twoja mama by nic nie wiedziała.

     – Coo? Ona ma wszędzie szpiegów. Wypytuje sąsiadki kto wchodzi, o której, czy tylko koleżanki, czy może koledzy, czy ja wychodzę, jeśli tak to ile mnie nie ma i tak dalej. Muszę się potem spowiadać matce z każdej minuty.

     – Hm. A nic nie powie, jak będę u ciebie podczas jej nieobecności?

     – Na początku nie pozwoli, ale jak cię prześwietli to pozwoli. Powiem, że uczysz mnie nut i dlatego będę lepiej śpiewać. Ona ma fijoła na punkcie mojego śpiewu, więc pozwoli na wszystko, żebym była najlepsza.

     – To może się udać – powiedziałem w zamyśleniu.

      – Uda się. Przyjdziesz jutro?

     – No dobra. Mam się jakoś ubrać odświętnie?

     – Długie spodnie, długie rękawy, zero golizny.

     – Rozumiem. Mogę być o piętnastej?

     – Tak, powiem mamie, cześć.

        Następnego dnia zjawiłem się o umówionej porze przed drzwiami jej mieszkania. Sprawdziłem jeszcze raz numer i nacisnąłem dzwonek. Ku mojemu zdziwieniu drzwi otworzyły się natychmiast. Stała w nich na oko czterdziestoletnia kobieta, lekko przy tuszy z miłym, trochę sztucznym uśmiechem. Ale jej wzrok był bardzo przenikliwy.

     – Jesteś bardzo punktualny! Proszę, wejdź!

    Przez ułamek sekundy zawahałem się. Czułem jakbym wchodził do legowiska lwa. To zaproszenie brzmiało tak, jakbym nigdy miał już stąd nie wyjść. Gdy przekroczyłem próg poczułem dziwny zapach. Na ścianach w przedpokoju były obrazy świętych i…

     – Droga krzyżowa – powiedziałem ze zdumieniem na głos.

     – Oo, widzę, że znasz religię – powiedziała dumnie prezentując swoje dewocjonalia. Zaczęła opowiadać skąd który obraz przyjechał, kogo przedstawia, kto go święcił, lub kto go miał w rękach. Rozglądałem się z prawdziwą ciekawością, gdyż tyle obrazów w jednym miejscu widziałem tylko w muzeum. Moją uwagę przykuła postać anioła trzymająca w ręku miecz. Jedną nogą deptał leżącego szatana.

      – A to..

     – Archanioł Michał – dokończyłem za nią. – Strąca Lucyfera do piekła.

     – Taak! – zawołała z radością. – Widzę, że Emilia miała rację co do ciebie. Myślę, że będziesz dla niej odpowiednim kolegą – Emilio!

     Emilka wyszła z pokoju z uśmiechem.

     – Cześć!

     – No, nie stój tak, zaproś kolegę do salonu!

     Weszliśmy do dużego pokoju i moim oczom ukazał się..ołtarz. No, nie dosłownie. Przy ścianie stało coś w rodzaju komody, na niej świeczniki z palącymi się świecami, figurki świętych i kwiaty. Nad nią wisiał olbrzymi obraz Matki Boskiej z Dzieciątkiem, a po bokach krzyże. Podszedłem z Emilką do obrazu, wtedy ona uklękła pokazując mi oczami,że mam zrobić to samo. Przeżegnaliśmy się i wstaliśmy z powrotem. Matka przyglądała się wszystkiemu.

     – Siadajcie do stołu, zaraz podam herbatę!

     Kiedy dołączyła do nas pytaniom nie było końca. Już wiedziałem po kim Emilka miała to trajkotanie. Oprócz tego zauważyłem, że ciągle strofowała córkę.

    “Łokcie ze stołu, nie garb się, nie śmiej się głupio, nie odzywaj się nie pytana” – i tak w kółko. Dziwiłem się, że dziewczyna to wytrzymuje. Patrzyłem z coraz większą złością na dewotkę, jeszcze chwila i zaraz jej coś powiem. Emilka widziała co się dzieje i ze strachem w oczach pokręciła głową na “nie”. Dzielnie znosiłem to “prześwietlenie”. Na pytania odpowiadałem rzeczowo, krótko i to co chciała usłyszeć, a nie to, co myślałem naprawdę. Religię znałem dlatego, że uwielbiałem czytać. Czytałem wszystko, nawet biblię. Znałem opowieści o świętych, apostołach, aniołach i diabłach, ale traktowałem ich na równi z Herkulesem, Prometeuszem czy Odynem. Były dla mnie postaciami mitycznymi.

      – Teraz już wiem, dlaczego Emilia cię tak chwaliła – mówiła rozpromieniona matka.

    Nigdy nie używała zdrobnienia wobec córki. Nie czułem w ogóle żadnego ciepła w relacji matka – córka. O Emilce mówiła jak o przedmiocie.

     – No dobrze, możecie iść do pokoju! – stwierdziła.

    Pokój dziewczyny był urządzony bardzo surowo. Oprócz łóżka, szafy, krzesła i stolika nie było nic. Na ścianie tylko krzyż, zero obrazów, figurek. Przypominało to bardziej celę klasztorną, a nie pokój nastolatki.

      – Zamkniesz drzwi? – wyszeptałem.

     – Nie mogę – odpowiedziała tak samo cicho – nigdy nie zamykam.

     Czułem współczucie dla tej dziewczyny.

     – Emilka..tak nie można żyć. Musisz powiedzieć matce, że też jesteś człowiekiem, kobietą, że też masz uczucia.

     – Nie ma sensu. Raz powiedziałam mamie, że chcę iść na tańce do szkoły, że wszystkie koleżanki z klasy idą. Powiedziała, że wszystkie koleżanki to dziwki i nigdzie nie pójdę. Postawiłam się i powiedziałam że pójdę, wtedy zamknęła drzwi na klucz i zaczęła mnie bić rzemieniem. Przez tydzień miałam pręgi na plecach.

      – Nie wytrzymam! – powiedziałem na głos.

     – Ćśśś! Uspokój się. Jeśli jej się nie spodobasz, to zrobi wszystko, żebyśmy się nie spotkali. A nasze pieszczoty to jedyne co mogę robić miłego. Kiedy mam orgazm to czuję się..jak nigdy dotąd. I chcę… – spojrzała za mnie i umilkła.

    W drzwiach stał Cerber i przyglądał się podejrzliwie.

     – Co tu tak cicho, nie uczysz jej muzyki?

     – Tak, oczywiście, tylko.. muszę mieć zeszyt do nut, wie pani, żeby zapisywać poszczególne dźwięki i.. – wymyślałem na poczekaniu.

     – Nie przyniosłeś? Co za bezmyślność! Następnym razem przynieś, żegnam!

     Po wyjściu z mieszkania złapałem głęboki wdech. Kręciło mi się w głowie.

     – “Czy to możliwe, żeby w tych czasach byli jeszcze tacy ludzie?”. Przypominały mi się książki o średniowieczu, inkwizycji, paleniu ludzi na stosach. Zacofanie i ciemnogród. Mroczne dzieje kościoła. Pomyślałem żeby porozmawiać ze swoją mamą na ten temat, ale odłożyłem to na później.

       Emilka poinformowała mnie kiedy jej matki nie ma w domu i przy następnym spotkaniu powiedziałem, że tylko wtedy mam czas na korepetycje. Kręciła nosem niezadowolona, ale zgodziła się na moje wizyty.

     – Wierzę, że tak uroczy chłopiec będzie pilnował, żeby Emilii nic złego się nie stało – powiedziała protekcjonalnie, kładąc nacisk na “złego”.

     – Oczywiście, proszę pani.

     Kiedy wyszła obydwoje wypuściliśmy głośno powietrze.

      – Teraz siadaj i mnie ucz!

     – Poważnie?

     – Tak, bo ona zaraz wróci!

     Nie minęło nawet pięć minut, jak usłyszałem delikatnie otwierany zamek. Po chwili stała już w drzwiach od pokoju wodząc wzrokiem jak skanerem. Ja siedziałem na krześle przy stoliku i wypełniałem pięciolinię, a Emilka na łóżku nuciła coś pod nosem. Udałem, że dopiero ją zauważyłem i odkręciłem głowę w stronę wejścia.

     – Zapomniałam..kluczy – powiedziała trzymając je w ręku. Kiwnąłem głową i wróciłem do pisania. Popatrzyła jeszcze sekundę i zadowolona wyszła.

       Śmiać mi się chciało z tych podchodów. Sądziła, że takim zachowaniem upilnuje córkę. Cóż za głupota. Nastolatkom nie można nic zakazywać, jedynie tłumaczyć i przestrzegać. Zakazy w tym wieku są po to, żeby je łamać. To co nieznane i zakazane smakuje najlepiej. Mam koleżankę, która wygadała się na imprezie, że dziewictwo straciła w szkolnej łazience. Mówiła, że nie była pierwsza, ani ostatnia. To co mają robić rodzice? Nie puszczać dzieci do szkoły, nie pracować tylko siedzieć z potomkami? A może zamurować wejście do pokoju i podawać jedzenie oknem :)? Nie tędy droga. Nie upilnujecie ich. Możecie tylko szczerze rozmawiać. U nastolatek występuje często pierwsza miłość. Są gotowe oddać wszystko dla miłości. Nie wiedzą, że najczęściej pierwsza miłość szybko przemija, szczególnie u chłopców, więc jeśli uzmysłowicie to córkom, to nie zrobią nic, czego później by żałowały.

      A Emilka nie żałowała ani chwili spędzonej ze mną. Spotykaliśmy się raz u niej, raz u mnie. Oczywiście u niej musieliśmy się pilnować, gdyż jej matka nie zrezygnowała z inwigilacji. Pewnego razu wpadła jak wicher sąsiadka otwierając drzwi “swoim kluczem” z zadaniem podlania kwiatów – jak stwierdziła – bo młodzież zapomina o takich rzeczach. Emilka znała wszystkie zagrywki swojej rodzicielki, więc byliśmy przygotowani na takie okoliczności. Nie rozbieraliśmy się do naga. Ja wyjmowałem członka przez rozporek, a ona była zawsze w sukience, tyle że bez majtek. Kiedy słyszeliśmy zgrzyt zamka, chowałem penisa i siadałem tyłem do wejścia przy stoliku. Emi przykrywała nogi sukienką i tak przyjmowaliśmy naszych “strażników”. Nieraz naprawdę się uczyliśmy, gdyż lubiliśmy muzykę i pociągała nas bardziej niż pieszczoty. “Nieraz” to znaczy bardzo rzadko :).

       Matka była jednak podejrzliwa, bo Emilka zaczęła rozkwitać. Częściej się uśmiechała, rozmawiała z matką bez strachu w głosie, ubierała się bardziej kolorowo, a na próbach nie stała już z boku z opuszczoną głową, tylko wypowiadała swoje zdanie na dany temat. Jej matce nie przyszło oczywiście na myśl, że moglibyśmy uprawiać seks, myślała, że Emilka się zakochała. Zresztą, nie tylko ona. Koleżanki też przyglądały nam się z ciekawością, nawet ksiądz wiedział, że coś jest na rzeczy, ale jemu oczywiście ze wszystkiego spowiadała się matka. Najbardziej wścibska i prostolinijna była Anka.

     – Chodzicie ze sobą? – zapytała pewnego razu.

     – Nie! – odpowiedziała natychmiast Emilka lekko się czerwieniąc – uczy mnie muzyki, to wszystko.

     – Spoko – powiedziała drwiąco Ania – twoja mama mówiła, że robisz duże postępy i powiedziała, że też mogłybyśmy pobierać lekcje.

     – Nie mam czasu – wypowiedziałem standardowy tekst.

     – Nie musisz, będę przychodzić do Emilki i będziesz uczył dwie naraz.

     Natychmiast się domyśliłem, że to pomysł matki. Jednak nie mogła przeżyć, że zostawia córkę samą z chłopcem. Trudno mi było znaleźć powód, żeby nie przychodziła. Spojrzałem na Emilkę, która stała się markotna.

     – Jeśli chcesz – powiedziała cicho.

      Znów straciliśmy miejsce do pieszczot. Anka nie była zainterewowana nauką. Jak zobaczyła, że naprawdę ćwiczymy, zrobiła kwaśną minę i poszła zwiedzać mieszkanie. Nie wiem na co się nastawiła, ale na pewno nie na muzykę.

     – Boże, jak można tak mieszkać! – stwierdziła rzucając się na łóżko, obok Emilki. Włożyła ręce pod głowę i przyglądała nam się, jak ćwiczymy gamę.

     – Wy naprawdę się uczycie?? – nie mogła uwierzyć.

     – Yhmm.

     Nie mając wyjścia, poszła w ślady koleżanki, ale widać było że jest zawiedziona. Po kilku spotkaniach chciała chyba zrezygnować, ale obiecała coś matce Emilki i przychodziła nadal.

       Pewnego dnia będąc w domu usłyszałem dzwonek. Otworzyła mama, a następnie zapukała do mojego pokoju.

     – Do ciebie! – krzyknęła przez drzwi.

     Kiedy wyszedłem zobaczyłem Ankę.

     – Cześć, masz chwilę?

     – Tak – powiedziałem zdezorientowany, bo nie spodziewałem się takiej wizyty. Pierszy raz widziałem ją poza kościołem i mieszkaniem Emi. Ubrana była w cieniutką koszulkę, przez którą prześwitywał staniczek i spódniczkę mini. Wspaniale wyeksponowane nogi kusiły swoją gładkością.

     – Mogę wejść? – wytrąciła mnie z zamyślenia.

     – Tak, pewnie – powiedziałem szybko.

    Przepuściłem ją i pokazałem kierunek dłonią. Kiedy weszła rozejrzała się z ciekawością. Zamknąłem drzwi, a ona obróciła się dookoła.

     – Fajnie tutaj. Widzę, że interesujesz się sportem. Uprawiasz coś?

     – Uwielbiam pływanie i jestem fanem piłki nożnej.

     – No tak, piłka – powiedziała ironicznie, uśmiechając się drwiąco.

     – Po co przyszłaś? – rzuciłem trochę za ostro. Wchodzenie do kogoś i wyśmiewanie jego pasji trochę mnie wkurzyło. – I skąd znasz mój adres?

     – Wyciągnęłam od Emilki. Mówiłeś, że nauczysz mnie grać na gitarze, więc jestem.

     – Mówiłem, że jak będę miał czas.

      – Tylko parę minut, proszę.

     – No dobra – powiedziałem po chwili – mogę ci pokazać parę akordów.

     Usiadła na materacu rozchylając lekko nogi, wtedy zauważyłem błękitne majteczki, mocno dopasowane, gdyż na nich rysował się rowek między wargami. Spuściłem wzrok i przełknąłem ślinę. Kurde, była bardzo atrakcyjna. Mój członek potwierdzał to, robiąc się coraz większy. Wyobraźnia jak zwykle podpowiadała, co znajduje się pod bielizną i ciało zaczęło reagować w znany dla mnie sposób. Szybko usiadłem koło niej i zakryłem krocze gitarą. Chyba widziała mój wzwód, bo jej kąciki ust lekko drgały, ale zachowała powagę. Kiedy zacząłem tłumaczyć jej podstawy, podniecenie obniżyło się i mogłem oddać jej gitarę. Szło jej bardzo słabo. W sumie to nie przykładała sie w ogóle. Przysunąłem się do niej, złapałem za prawą rękę, by pokazać jej bicie. Gdy nasze dłonie się zetknęły, poczułem, że jest gorąca. Spojrzałem jej w twarz i zobaczyłem jej lśniące oczy, lekko spocone czoło i zaczerwienione policzki. Oddychała głęboko, ale niespokojnie. Wiedziałem już po co przyszła. Zanim zdążyłem zareagować, odłożyła gitarę za siebie, złapała mnie za szyję i zaczęła całować. Zaskoczony, poczułem jak jej język wślizguje się w moje usta. Po chwili bezczynności oddałem pocałunek. Natychmiast przylgnęła do mnie. Całowaliśmy się mocno, gorąco, jakby długo skrywane podniecenie znalazło teraz ujście. Odepchnęła mnie lekko i opadła na materac. Kładąc się walnęła głową w gitarę, która wydała głuchy dźwięk. Zachichotała i zaczęła rozcierać bolące miejsce. Następnie podciągnęła spódniczkę na brzuch i patrząc mi w oczy uniosła pupcię ściągając majteczki. Odrzuciła je na bok, po czym powoli rozłożyła nogi. Moim oczom ukazał się cudowny widok. Jej cipka była częściowo wygolona, to znaczy na wargach nie było ani jednego włoska, a na wzgórku zobaczyłem mały trójkąt wycięty w ten sposób, że jeden z wierzchołków dotykał początku rowka, tuż nad łechtaczką. Wargi mniejsze błyszczały już od śluzu, a między nimi ukazała się cieniutka szparka rozciągnięta ku górze. Byłem tak podniecony, że aż się trząsłem. Jednak rozsądek podpowiadał mi o niebezpieczeństwie. Od rodzica dzielą nas tylko cienkie drzwi, co będzie jak wejdzie? Spoglądałem na drzwi i na tą cudowną, gorącą i wilgotną cipkę. Anka pokazała mi że mam być cicho i przyciągnęła mnie do siebie. Położyłem się na niej, a ona zaczęła dobierać się do moich spodenek. Uwolniłem się z nich i przytknąłem gołego, nabrzmiałego członka do jej łechtaczki. Bałem się też z innego powodu, mianowicie nigdy nie miałem stosunku z dziewczyną bez zabezpieczenia. Aneta zawsze miała prezerwatywy w pogotowiu. Ja nie załatwiałem, bo z Emilką nie były mi potrzebne. W tamtych czasach kondomy można było kupić w kiosku “Ruchu”, ale jak byłeś pełnoletni. Nastolatków pani przeganiała i kazała brać się za naukę. Najczęsciej wtedy takie rzeczy załatwiał starszy brat, lub starszy kolega, niestety nie miałem ani jednego, ani drugiego. Teraz zastanawiałem się co robić. Jeździłem członkiem po rozgrzanej cipce w górę i w dół, myśląc czy na tym nie zakończyć pieszczot. Ania nie miała takich dylematów. Złapała za penisa i przystawiła go do otworu. Zastanawiałem się ułamek sekundy, po czym przycisnąłem do niej biodra. Podniecenie zawładnęło mną całkowicie. Nie mogłem opanować drżenia. Wszedłem w nią bez żadnego problemu. Doznania były niesamowite. Członek reagował na każdy ruch wysyłając impulsy do reszty ciała. Czułem jej pochwę całą powierzchnią. Wbijałem sie w nią coraz mocniej i głębiej. Obejmowała mnie nogami, próbując dopasować ruchy bioder do moich. Gdy pchałem już rytmicznie, głowa Anki zaczęła stukać w gitarę. Jej dźwięki nie przeszkadzały nam, byliśmy zbyt zajęci sobą. Pierwszy raz wbijałem się tak szybko i mocno, prawie brutalnie. Opanowała mnie dzika żądza, która chciała więcej i więcej. Nie zważałem nawet na ciche jęki dziewczyny, które przecież mogła usłyszeć mama. Czułem już, że zbliża się wytrysk. Wiedziałem, co to stosunek przerywany i że powinienem go wyciągnąć, ale jakaś siła kazała mi wbijać się mocniej i mocniej. W ostatniej chwili wyskoczyłem i przycisnąłem członka do jej brzucha. Strużki nasienia co chwila odbijały się od naszych ciał, mocząc nas obficie. Pociemniało mi w oczach. Takiej rozkoszy nie czułem od bardzo dawna. Leżałem na Ani całym ciężarem. Zaczęła się wiercić i zrozumiałem, że nie czuje się zbyt komfortowo. Uniosłem się, siadając na materacu. Spojrzałem na jej brzuch, gdzie jej spódniczka i część koszulki była cała w spermie. Wyjąłem ręcznik i bez słowa wyciągnąłem w jej kierunku. Wycierając się, spoglądała na mnie z ironicznym uśmieszkiem.

     – Trochę za szybko skończyłeś.. lekcję, ale było super.

     Dopiero teraz zauważyłem, że nie miała orgazmu. Pomyślałem, czy nie popieścić jej łechtaczki, ale ona założyła majtki i szykowała się do wyjścia.

     – To kiedy mogę przyjść na następną? – spytała zalotnie.

     – Aniu.. nie wiem.. czy chcę cię uczyć. Nie zrozum mnie źle, było cudownie, ale wiesz.. spotykam się z Emilką i..

     – Przecież nie jesteście parą, sama mi powiedziała.

     – No tak.. ale może by było jej przykro, jakby się dowiedziała.

    – Nie bój się, nikt się nie dowie.

     – Nie boję się.. tylko.. nie wiem co mnie naszło, to był impuls..lubię cię..ale nic więcej.

      Nie chciałem jej sprawiać przykrości, ale chciałem wyjaśnić sprawę, w dodatku czułem się trochę nie fair w stosunku do Emilki. Była już przy drzwiach, odwróciła się i spojrzała z uśmieszkiem.

     – Nie szkodzi, ja też cię lubię. A ten twój impuls to było to.

     Uniosła spódniczkę i odchyliła majtki pokazując gołą cipkę. Zachichotała, poprawiła ciuchy i wyszła do przedpokoju. Kiedy zamykałem drzwi wejściowe, zdążyła jeszcze przesłać mi buziaka. Trochę czułem się nie swojo, ale seks z Anką był wyśmienity. Widać było, że to jej nie pierwszy raz i zna się na rzeczy. W dodatku chciała więcej. Musiałem to przemyśleć.

    Po pewnym czasie poszedłem do kuchni, zajrzeć do lodówki, bo zgłodniałem. Mama kręciła się po kuchni, coś tam gotując.

     – Widzę, że odwiedza cię coraz więcej koleżanek.

     – To Anka, przyjaciółka Emilki z chóru.

     – Aha.

     – Chce się nauczyć grać na gitarze, dlatego przyszła.

     – Bardzo ładna.

     – Noo..nie wiem. Chyba tak.

    Zacząłem czuć, że ta rozmowa schodzi na inne tory.

     – Nie podoba ci się?

     – Podoba..jest fajna.

     – Więc będziesz ją uczył?

     – Jeszcze nie wiem.. pewnie tak.

     – Hmm – chrząknęła mama – aa.. podczas nauki.. zabezpieczacie się?

     – Coo???

     – Pytam, czy zabezpieczasz się podczas kontaktów z dziewczynami? – spytała już bez ogródek.

     – Ja..nie..my..co ty, mama! – zaskoczony zrobiłem się czerwony jak burak.

     – Zapytam wprost. Masz prezerwatywy?

     – My nigdy..nie..

     – Dobrze, wy nigdy, masz czy nie??

     – Nie..

    Podeszła do swojej torebki, pogrzebała chwilę i wyciągając rekę zwróciła się do mnie:

     – Masz.

     Na jej dłoni leżało kilka torebeczek. Wstydziłem się okropnie.

     – Trzymaj, kupiłam specjalnie dla ciebie, będę spała spokojniej.

     Wziąłem gumki nie patrząc na mamę. Odwróciłem się z opuszczoną głową, kierując się do swojego pokoju. Po chwili zatrzymałem się.

     – Dzięki mamo.

     Spojrzała na mnie i pokiwała głową.

     – A twoja koleżanka, to nie ma talentu do gry. Rytm nawet trzyma, ale strasznie brzdąka.

     Uśmiechnęła się i puściła do mnie oko. Uciekłem do pokoju.

     – “Boże, słyszała jak Anka waliła głową, pewnie jej jęki też” – pomyślałem. Jak ja teraz będę patrzył jej w twarz. Zapadnę się pod ziemię. Ale mama jakby zapomniała o sprawie. Wieczorem nic nie powiedziała ojcu, w ogóle nie poruszała tematu dziewczyn ani seksu. Zacząłem wtedy rozumieć, że traktowała mnie jak dojrzałą osobę. Wiedziała, że się wstydzę, bo w późniejszym okresie nie dawała mi otwarcie gumek, tylko znajdowałem je w swoim pokoju w szufladzie z upraną bielizną.

       A więc musiałem zdecydować, czy utrzymywać kontakty z dwoma dziewczynami, czy może zrezygnować z jednej. Może więcej nie spotykać się z Anką? Emilkę znałem dłużej i bardzo ją lubiłem. Ale Emi nie da mi tego co Ania. Jak przypomniałem sobie nasze zbliżenie, zadrżałem. Może powiedzieć jej o mnie i Ance? Niee. Pogniewa się i będzie jej przykro. Więc może spotykać się po cichu raz z jedną, raz z drugą? Kurczę, co robić?

       Jeśli chcecie wiedzieć, jak rozwinęły się moje kontakty z koleżankami – piszcie w komentarzach :).

      Ps. Drodzy Czytelnicy! Wiele osób pisze, żebym częściej wstawiał swoje opowiadania. Wcześniej pisałem, że ze względu na mój zawód, często wyjeżdżam. Obiecałem sobie na początku, że nie będę podawał faktów z mojego życia codziennego, gdyż wszystko co tu opisuję jest prawdą. Dlatego nie chcę, żeby ktoś przez przypadek powiązał mnie na przykład ze swoją obecną żoną. Ale wytłumaczę dlaczego tak rzadko wstawiam odcinki. Jestem kierowcą ciężarówki, pospolicie nazywaną “tirem”. Jestem praktycznie cały czas w trasie. Spanie w samochodzie, w motelach, aby tylko zdążyć na czas. Na spisywanie wspomnień nie mam wtedy absolutnie czasu. Potrafię po trzech tygodniach pojawić się w domu na jeden, dwa dni, żeby znów wyruszyć w trasę. Taki zawód. Nie narzekam. Ale musicie uzbroić się w cierpliwość, gdyż mam jeszcze kilka ciekawych wspomnień :).

      Ps2. Czytelnik “Ktoś” napisał, żebym ograniczył wzywanie świętych podczas szczytowania Emilki. Zapewniam cię, że ograniczyłem do minimum :P. Było tego, jak dobrze pamiętam o wiele, wiele więcej. Połowy świętych nawet nie znałem :). 

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Venom
  • Pornofil

    Chciałem to zobaczyć. To była moja chora fantazja, którą chciałem przeżyć i prawdę mówiąc nie wiem, co mam teraz o tym myśleć. Próbowałem jakoś to sobie poukładać w głowie i dojść przyczyny. Podejrzewam, że to moja fascynacja porno z czasów dorastania w latach 90’tych. Radziłem sobie z dziewczynami, zwłaszcza na studiach nie mogłem narzekać na powodzenie, ale nie zawsze znajomość kończyła się seksem. Te podchody, zaloty, to wszystko zawsze trwało zbyt długo. Miałem kolegę, który zawsze potrafił szybko zaciągnąć dziewczynę do łóżka, a potem te jego opowieści, co to z nimi nie wyprawiał. W moim przypadku seks był zupełnie normalny. Jedne były zadowolone inne mniej, ale nie miałem żadnych brawurowych akcji łóżkowych. Często podsłuchiwałem sąsiadów, którzy uprawiali seks niemal każdego wieczoru. Jęki sąsiadki i wulgaryzmy, które rzucała do męża w trakcie seksu niesamowicie mnie podniecały. Małżeństwo kojarzyło mi się z takim właśnie nieskrępowanym seksem w każdej chwili. Gdy poznałem moją żonę – Edytę, wszystko na to wskazywało. Była luźna, miała doświadczenie z facetami, w łóżku była namiętna i dzika. Prawdę mówiąc, od niej nauczyłem się więcej niż od wszystkich moich dotychczasowych sympatii. Po ślubie kochaliśmy się jak szaleni, a porno całkiem zniknęło z mojego życia – całkowicie mi wystarczał seks małżeński. Jednak gdy urodziła się Ania wszystko ustało. Byłem oczywiście bardzo cierpliwy i wyrozumiały. Pomagałem żonie, nie naciskałem i nie wymuszałem niczego, w pełni zaangażowałem się w życie tatusia. Wiadomo jednak, że z czasem zaczęło mi brakować bliskości. Żona jednak przeważnie poprzestawała na seksie oralnym lub masturbowaniu mnie. Do mojego życia wróciło porno. Zaczęło się od porządkowania zdjęć na komputerze – znalazłem kilka fotek, które zrobiliśmy z Edytą w trakcie naszych igraszek kilka lat temu. Bardzo mnie podnieciły, co zresztą wykorzystałem kilka minut później. To była czysta pornografia z moją żoną i moim penisem w roli głównej…z tym tylko, że nie byłem obdarzony tak hojnie jak aktorzy z filmów. Pocieszałem się, że do filmów oczywiście są wybierani faceci powyżej średniej, ale jakiś czas później odkryłem polski, amatorski portal erotyczny. Okazało się, że “amatorzy” są wyposażeni czasami lepiej niż światowe gwiazdy porno. Często wyobrażałem sobie, jak wyglądałaby Edyta w takiej akcji z ogierem. Na pewnym forum znalazłem człowieka, który robił zawodowe fotomontaże. Napisałem do niego prośbę, czy nie zrobiłby kilku “fake’ów” mojej żony. Odpisał, że ok, tylko muszę mu dostarczyć zdjęcia twarzy w dobrej jakości i żebym napisał jaki temat mnie interesuje. Gorączkowo przejrzałem fotki Edyty i wybrałem kilka odpowiednich. Załączyłem też jedno zdjęcie w bikini, żeby wiedział jakie ma ciało, jednak wahałem się czy wysłać. Odłożyłem temat na później. Tego wieczoru próbowałem namówić Edytę na seks, jednak powiedziała, że jest zmęczona i nie ma ochoty. Rozmowa na ten temat zakończyła się kłótnią. Gdy zasnęła poszedłem do drugiego pokoju i wysłałem przygotowany folder. Nie miałem wątpliwości, że facet się przyłoży. Edyta jest śliczna – niewysoka blondynka z włosami do ramion, jest szczuplutka, ma nieziemski uśmiech, ma nieduże ale śliczne i kształtne piersi i od niedawna nosi okulary, co jest bardzo sexy, bo podkreśla jej duże, niebieskie oczy. Jak tylko mail poszedł, poczułem ucisk w żołądku, coś jakby sygnał od sumienia, że możliwe, że posunąłem się zbyt daleko. Następnego dnia Edyta obiecała, że jak tylko Ania uśnie, to pobaraszkujemy. Ucieszyłem się, ale ciągle myślałem o tych zdjęciach. Wieczorem dostałem powiadomienie o mailu od mojego człowieka z photoshopem i treść maila: “Masz piękną żonę. Dobrej zabawy” i załącznik. Serce zabiło mi mocniej i udałem się do toalety. Rozpakowałem załącznik i zamurowało mnie – facet przesłał 17 przerobionych fotek. Był mistrzem – użył amatorskich zdjęć jako bazy, żeby nie kojarzyły się z profesjonalną robotą. Zrobione były na poziomie światowym – kompletnie nie do poznania, że to fake. Cała seria to była jedna porno historyjka – Edyta siedzi na kanapie z przystojnym, choć nieco leciwym facetem. Dalej po kolei – on całuje ją w ucho i wkłada rękę między nogi, ona ściąga mu majtki i patrzy na imponującego penisa, waży go w dłoni z uśmiechem. Następnie penis przy jej twarzy, potem w ustach. Ociera się o piersi, potem o cipkę. Następnie sceny seksu – pozycja klasyczna, jeździec, piesek, na boku i na koniec arcydzieło fotomontażu – zbliżenie na masywny wytrysk na uśmiechniętą twarz Edyty, a potem sama postać klęczącej żony upapranej spermą. Trzęsącymi rękami wyjąłem sztywnego penisa i w ciągu niespełna minuty spuściłem się do umywalki. Szybko spłukałem ślady i wyszedłem. Do nocy patrząc na Edytę wyobrażałem sobie tę scenkę. Podniecał mnie fakt, że o niczym nie wiedziała i zachowywała się normalnie. A moja wyobraźnia szalała. W nocy ponowiłem zabawę w ubikacji, bo oczywiście z baraszkowania nic nie wyszło. Nie mogłem zasnąć, ale miałem też wyrzuty sumienia, którym towarzyszył znany już ucisk żołądka. Kilka dni później wyszedłem do sklepu i będąc już na hali handlowej zorientowałem się, że nie zabrałem telefonu. Gdy wróciłem do domu, Edyta siedziała przy komputerze i kompletnie nie zareagowała na moją obecność. Zachowywała grobową ciszę i kompletnie nie chciała ze mną rozmawiać. Pokojarzyłem fakty z telefonem i przeraziło mnie to, ale próbowałem sobie wmówić, że może ma pretensje o coś innego, przecież nie znała hasła blokady. Gdy położyła Anię spać przyszła do sypialni z laptopem. – Jak byłeś w sklepie, ja porządkowałam zdjęcia z wakacji na fotoksiążkę. Zobaczyłam, że leży Twój telefon i chciałam zrzucić też z niego. Podłączyłam kablem do komputera i przejrzałam galerię. Możesz mi, kurwa mać powiedzieć, co to za zabawy z photoshopem tam znalazłam?! Co Ty wyrabiasz z moimi zdjęciami? Zaatakowałem, wypominając jej, że jestem zdrowym i młodym facetem, a ona mnie odrzuca i brakuje mi jej. “I dlatego wklejasz moją twarz w jakiegoś ślizgacza z tym dziadem z wielkim kutasem? Podoba Ci się to? Chciałbyś żebym coś takiego zrobiła w rzeczywistości?”

    – Nie! Wolałbym, żebyś to robiła ze mną.

    – To przyłóż się trochę bardziej! Łazisz spać o 1 w nocy. Ja nie mam siły o tej porze, a jak nieraz proponuję, żebyśmy się wcześniej położyli, to wolisz oglądać film. A poza tym, jak masz taką potrzebę, to ulżyj sobie przy naszych prawdziwych zdjęciach, a nie przy czymś takim! Czy to Cię kręci? Podoba Ci się to?

    – Edyta…ja… – zaczerwieniłem się. Spojrzała mi prosto w oczy. Pokiwała głową…
    – Kurwa…tobie się to podoba…nie wierzę. – łzy spłynęły po policzkach. Próbowałem ją przytulić, ale wyrwała się z płaczem i pobiegła do łazienki. Byłem wściekły na siebie. Miała rację – mogłem się z nią w tych sprawach dogadać, a nie tylko wymagać. Czekałem aż przyjdzie z powrotem do sypialni. Chciałem przeprosić, ale po wyjściu z łazienki poszła do pokoju Ani i zamknęła drzwi. Gdy poprosiłem, żeby wyszła, odpowiedziała mi cisza.Nad ranem gdy szedłem do pracy, Edyta starała się mnie unikać. Minęliśmy się w drzwiach łazienki, ale odsunęła mnie od siebie i poszła do pokoju córki. Wkurzony do granic na samego siebie usunąłem wszystkie zdjęcia i spróbowałem ją przeprosić. Nic nie odpowiedziała. W pracy próbowałem wszystko sobie poukładać w głowie. Analizowałem różne reakcje żony i kompletnie nie miałem argumentów, żeby się wybronić, poza tym, że bardzo ją kocham i ciągle pragnę. Po powrocie do domu przywitała mnie cisza. Nie było ani żony, ani córki. Napisałem smsa, żeby wracała i przestała przesadzać oraz, że musimy w końcu porozmawiać. Odpisała, że Ania jest u dziadków, a ona wróci za 40 minut i żebym ogarnął sypialnię. Ucieszyłem się, bo w końcu doczekałem się jakiejś komunikatywnej reakcji. Żeby nie podpadać sprzątnąłem sypialnię i czekałem. Dokładnie po 40 minutach Edyta weszła do domu…w towarzystwie jakegoś faceta. Kompletnie nie znana mi postać – żaden przystojniak, przeciętny Kowalski, ubrany nijak, jakieś 165 wzrostu, twarz nie wskazująca na żaden wiek…mógłby mieć 30 jak i 50 lat. – To Mariusz. Mój kolega informatyk z pracy. Twierdzi, że pomoże nam rozwiązać problem. Poleciła mi go Agnieszka z kadr. “Agnieszka!” – pomyślałem – “To ta suka, co się puszcza na lewo i prawo! Ale o czym ona gada? Chyba nie powiedziała o tym fotomontażu tym kretynkom z pracy?”

    – Przepraszam, ale wydaje mi się, że Pan Mariusz nie jest tu niezbędny.  Nasz problem to nie jego sprawa – próbowałem być stanowczy. Pan Mariusz spojrzał pytająco na Edytę, ale ona wieszając płaszcz i nawet na mnie nie patrząc odrzekła:- Przykro mi, ale musimy działać szybko, skoro takie masz wyobrażenie i fantazje o mnie. Nie miałam czasu szukać w necie innego kandydata. Rozbieraj się Mariusz. A Ty trzymaj – coś dla Ciebie – podała mi niewielkie pudełko. Otworzyłem i wyjąłem z niego kamerę video. – A teraz ja z Mariuszkiem się przygotujemy. Ty idź do sypialni i ustaw sobie dobry kadr. Możesz też robić przebitki z aparatu w telefonie. To będzie co najmniej przyzwoita produkcja. I pociągnęła kolegę do pustego pokoju Ani. Przez chwilę stałem jak wryty, ale postanowiłem przełamać się i grać bezpruderyjnego twardziela. Powlokłem się do sypialni i wyjąłem z szafy statyw do aparatu, na którym zamocowałem kamerę i ustawiłem ją na łóżko. Po chwili do pokoju weszła Edyta – ubrana w czarną bieliznę i tiulową haleczkę. Na nogach miała eleganckie czarne szpilki. Na jej widok moja krew zawrzała. Próbowałem ją dotknąć ale sprawnie się wywinęła. – Czy taki strój Ci się podoba? Czy widzisz to inaczej? Może bardziej na sportowo? Jeśli wolisz, to drugą scenkę nakręcimy na sportowo – zwiążę włosy, założę top, legginsy, getry i Air Maxy. Ten strój kupiłam specjalnie na początek filmu i chcę go wykorzystać. Mam zdjąć okulary czy zostawić? Byłem w ciężkim szoku i otworzyłem tylko usta. Wydukałem tylko – Jak chcesz…- Ok, to zostawię, najwyżej później zdejmę…albo nie. Będę w nich do końca. Przygotowałeś sprzęt?- Tak, tylko nie wiem co chcesz robić? Chcesz się z nim pieprzyć? – Na te słowa do sypialni wszedł Mariusz. Miał na sobie majtki, ale widać było wyraźną kluchę w między nogami. “Gotowi?” zapytał. Edyta poszedła do niego lekkim krokiem i przytuliła się do niego romantycznie. – Będę się z nim pieprzyć. A Ty będziesz autorem filmu, reżyserem. Zrobię to tak, jak Ty sobie zażyczysz.- Ale ja nie chcę, żebyś to robiła! Niech on stąd spierdala, jesteś moją żoną…- …Jestem! A Ty wolisz mnie oglądać w akcji z innymi i nie rozumiesz znaków jakie Ci daję, to przynajmniej nie będziesz musiał dłubać przy fotkach. Tak więc czy inaczej – będę się z nim pieprzyć. Ty masz za to wpływ na to, JAK to zrobię. Radzę Ci skorzystać, bo jak nie, to zrobię to z nim za Twoimi plecami. Usiadłem na krześle. Edyta pociągnęła kolegę w stronę łóżka. Usiedli obok siebie.- No to słucham. Co mam robić?- Niech on cię poliże…tam- Tam? Czyli po cipce, tak? Ma mi wylizać cipkę? – spokojny ton jakim to mówiła wstrząsał mną jeszcze bardziej. Skinąłem głową. Edyta rozsunęła nogi, a Mariusz przykląkł między nimi i odsunął cienki pasek majteczek, po czym zbliżył głowę do jej krocza. Cicho westchnęła i odchyliła ciało do tyłu a jedną ręką przycisnęła jego głowę.- Oooch…taaaak….dobrze. Kochanie…przy okazji – chyba nie włączyłeś kamery? Mamy to powtórzyć, czy później dogramy? – Później…- szepnąłem i podbiegłem do kamery. Włączyłem przycisk nagrywania i obserwowałem akcję na małym ekraniku. Mój penis był twardy jak skała, ale wciąż byłem w stanie szoku i wkurzenia. Edyta wierciła się pod naporem pieszczot kolegi i jęczała coraz głośniej. Oderwałem wzrok od kamerki i dostrzegłem, jak język Mariusza wywija kółka na łechtaczce mojej żony. W pewnym momencie położyła się na plecach i obiema rękami docisnęła go mocniej do siebie. Zaczęła ciężko dyszeć. Znałem dobrze tę reakcję. Edyta była bardzo wrażliwa i szybko dochodziła w ten sposób. W pewnym momencie dyszenie przeszło w pisk. Uniosła nogi do góry i szeroko je rozsunęła. Osiągnęła orgazm i rozluźniła się, a Mariusz wstał z wyraźnym wzwodem w majtkach. – Niech Cię teraz rżnie – powiedziałem mechanicznym tonem, ale Edyta spojrzała na mnie z udawaną dezaprobatą i pokręciła głową.- No wiesz…kolega się tak pięknie przyłożył, a ja mam mu się nie odwdzięczyć? Nie wypada…nie sądzisz? Może zrobię mu loda? Co Ty na to? Nie za długo, tak ze dwie minutki?- No…dobrze, ale spokojnie…- nie wiem co miało znaczyć to “spokojnie” ale pewnie miał to być jakiś znak, żeby się za bardzo nie przykładała. Tak czy owak, Edyta szybkim ruchem ściągnęła majtki Mariusza i jak sprężyna wyskoczył z nich naprawdę wielki drąg naszego gościa. Na ten widok mina mi zrzedła. Facet mógł spokojnie być polskim Johnem Holmesem. Nie miałem szans w tym starciu. Edyta wytrzeszczyła oczy w szoku i objęła dłonią pokaźne jądra kolegi, po czym przesunęła ją po całej długości kilka razy, czego efektem była pełna erekcja tej armaty. Omiotła językiem dużą żołądź i bezczelnie patrząc mi w oczy otuliła go różowymi ustami. Wybałuszyłem oczy a żołądek podszedł mi do gardła. Nigdy w życiu nie widziałem żadnego seksu na żywo z innym penisem, a teraz moja własna żona ssała innego gościa dwa metry ode mnie. Edyta to zauważyła, z głośnym cmoknięciem wyciągnęła jego członka z buzi.- Jeśli chcesz, możesz podejść bliżej. Mariusz, chyba nie masz nic przeciwko, żeby mój mąż popatrzył z bliska?- Jak Tobie to nie przeszkadza, to mnie też. To Wasza impreza.Słysząc to podszedłem do łóżka i wbiłem wzrok w Edytę. Uśmiechnęła się i wróciła do przerwanej zabawy. Jednak teraz zachowywała się bardziej lubieżnie. Mrużyła oczy, dotykała fiutem kolegi całej twarzy, wysuwała język i kręciła kółka wokół nabrzmiałej żołędzi, masowała duże i naprężone jądra. Czułem wyraźnie zapach śliny zmieszany z sokami ich obojga. Edyta wzdychała i mruczała. – Zobacz, jakiego wielkiego on ma tego kutasa. Ja pierdzielę, od lat takiego nie miałam!- Jak to “od lat”? – zapytałem lekko zaskoczony. Edyta przerwała ssanie i chwyciła fiuta w dłoń, żeby móc mi odpowiedzieć.- No jak to? Przecież jesteśmy ze sobą od 5 lat. Wiesz, że nie byłeś moim pierwszym. Zanim Cię poznałam, byłam z Darkiem. To z nim nauczyłam się większości sztuczek, które przerobiłam z Tobą. Jego poprzednicy nie mieli szczególnej fantazji, ale on nawet nie musiał szczególnie się wysilać, bo miał pałę jak ten kaktus, co stoi w sypialni. Ale jednak się wysilał. Cipka mi drżała jak tylko wchodziłam do jego mieszkania. Pamiętam jak kiedyś dawno się nie widzieliśmy i był mocno wyposzczony i…hej! Kochanie – może jednak nie chcesz tego słuchać? Wiesz…nigdy nie chciałeś żebym Ci coś wspominała o byłych facetach. – widziałem, że ta troska jest udawana. Ona natomiast widziała, że tak naprawdę chcę to usłyszeć, zwłaszcza w obecnej sytuacji. – …nie…to znaczy, śmiało, dokończ – powiedziałem drżącym głosem. Edyta przez chwilę zassała główkę penisa Mariusza, przeciągnęła językiem od jąder po czubek i wróciła do ręcznej roboty.- W każdym razie, nie było mnie prawie dwa tygodnie, bo były ferie zimowe. Przyszłam do niego zaraz po powrocie, prosto z dworca. Byłam ubrana w pałszczyk i te zamszowe kozaczki, które tak lubisz. On też je lubił. Rzucił się na mnie już w wejściu, nawet nie zdążyłam się rozebrać. Pieprzyliśmy się chyba z godzinę…za pierwszym razem, ale jak się spuścił, to nie zdążyłam przełykać. Potem brał mnie dokładnie cztery razy i nad ranem jak już byłam prawie nieprzytomna to jeszcze zrobił mi minetę stulecia. Cipka mnie tak bolała, że następnego dnia…oj! – przerwała, bo w tym momencie Mariusz zaczął drżeć i niecierpliwie przysuwać kutasa do jej twarzy. – Przepraszam Kochanie, dokończę kiedy indziej, obowiązki wzywają. – to mówiąc puściła pulsującego fiuta i wstała. – Wybacz kolego, ale na pewno nie skończysz w ten sposób i na pewno nie teraz – po czym obdarzyła go głębokim pocałunkiem. Widziałem ich języki. Mariusz chwycił ją za pośladki i przyciągnął do siebie. Jej piersi przywarły do jego klatki piersiowej. Jego fiut oparł się o jej brzuch i sięgał niemal piersi. Poruszała ciałem drażniąc go przez kilka sekund. – Dobra. Starczy tych czułości. Kochanie – zwróciła się do mnie – tę scenkę z naszą gadką potem się wytnie. Albo inaczej – jak będziesz chciał pooglądać z bliska i pogadać, to zatrzymaj nagrywanie.- A jak w czasie, gdy będzie zatrzymane Mariusz się spuści?- Spokojna głowa…sprawię, że do ujęcia spuści się jeszcze raz. Zresztą pamiętaj, że jeszcze przed nami wersja sportowa – puściła mi oko. Nie muszę chyba pisać, że od kilkunastu minut moja erekcja była tak mocna, że mógłbym przenieść na fiucie wiadro z wodą. Ale postanowiłem jeszcze nie robić sobie dobrze. Najbardziej podrażniał mnie ten jej totalny spokój i właściwie zero emocji u tego gościa. Z drugiej strony ułatwiało mi to akceptację sytuacji. Widziałem, że ten facet jest przez nią tylko “używany”. Traktowany jak narzędzie. Poza tym gadała ze mną…no dobra – tego loda wymusiła, ale jednak pyta co ma robić.- Kochanie! – wyrwała mnie z zamyślenia – Coś się stało? Zawiesiłeś się? Praca czeka, Mariusz stygnie. Co teraz mamy zrobić?- Może…może 69?- Super pomysł…tylko, że dopiero mu robiłam laskę, mnie już chce się bzykać. Może na razie niech przez chwilkę on mnie posunie, żeby troszkę się uspokoić, a potem zrobimy 69? Najwyżej przemontujesz kolejność? Może tak być?- No…Ok, ale…no…no dobra. – język mi się plątał, czułem, że ta reżyseria jest lekko naciągana.- Dzięki Słońce. Mariuszku, jeśli możesz, to chciałabym klasycznie. – Edyta ułożyła się na plecach przy krawędzi łóżka. Mariusz przyklęknął na podłodze przed nią i powoli zaczął wpychać swoją pałę w jej rozgrzaną szparkę. Spięła się:-  Poczekaj, poczekaj…chwilkę…odwykłam od takiego kalibru…Rany boskie, ale grubas…
    Wkurzało mnie to podwójnie…po pierwsze, bo czułem przytyk do mojego fiuta, na którego nigdy nie narzekała, a po drugie – po wspomnieniach o poprzednim gościu wyraźnie widziałem, że woli takie wielkie armaty, czyli…prawdopodobnie nigdy nie miała przyjemności ze mną. W tym czasie Edyta zaczęła powoli, okrężnymi ruchami nasuwać się na pałę Mariusza, własnym, miarowym tempem. – Uff…Kuurdę…jeszcze momencik…spokojnie…ja pier…ooo…dooobra…chyba już. – spojrzałem z drugiej strony – fiut był zainstalowany w cipce mojej żony, ale jeszcze dobre osiem centymetrów było na zewnątrz. Mariusz zaczął powoli ją posuwać, jej twarz nie wyrażała zachwytu, widać było, że boli. Zmartwiłem się. – Kochanie, wszystko ok? – spytałem. Spojrzała na mnie i uśmiechnęła się.- Ok, ok…zaraz się dopasuję, to nie tak, że od razu wsadza i wszystko leży jak ulał. Dajcie mi minutkę…ooo rany…- zamknęła oczy. Postanowiłem nie przeszkadzać i odsunąłem się, żeby nie włazić w kadr. Edyta pośliniła palce i zaczęła dość agresywnie pocierać łechtaczkę, a penis Mariusza z sekundy na sekundę zaczynał się swobodniej ślizgać w jej wnętrzu. W momencie gdy wreszcie jego pokaźne jądra dotknęły jej pośladków facet położył się na niej, a ona oplotła go nogami w szpilkach i głośno jęknęła, po czym przyciągnęła jego głowę i obdarzyła kolejnym głębokim pocałunkiem. Oboje wysunęli języki, które z zawrotną prędkością wirowały wokół siebie. Mariusz dobijał penisem już do samego końca, swobodnie i miarowo. Po chwili wyprostował się, chwycił za obcasy jej butów i rozsunął szeroko jej nogi. Zwiększył tempo, Edyta zrobiła się czerwona na twarzy i jęczała coraz głośniej. W pewnym momencie otworzyła oczy i spojrzała mi prosto w twarz.- Na..na…nagrywasz wszystko? Wszystko dobrze widać? – wysapała. Podszedłem do kamerki i spojrzałem w monitorek. Niestety nie było za dobrze widać szczegółów, więc przestawiłem statyw z drugiej strony.

    – Może dokręć coś telefonem z ręki? Chcę żebyś mi zrobił jakieś zbliżenia.

    – Nie mogę, bo będzie mnie wtedy widać.
    – O Boże…o kurdę…nie…nieważne…chcę mieć zbliżenia…najwyżej potem się wytnie.
    Podszedłem do nich i nakręciłem cały długi shot, od jego dłoni zaciśniętej na obcasie, poprzez nogi i kutasa rozpychającego cipkę aż po podskakujące piersi i zaczerwienioną twarz. Edyta patrzyła prosto w obiektyw i oblizywała lubieżnie wargi. Mariusz w końcu wyjął pienisa z mojej żony i zasugerował zmianę pozycji. – Darek prosił o 69. Pamiętasz? – zaskakująco przytomnie przypomniała Edyta. Wstała i zapytała mnie czy zdjąć haleczkę. Skinąłem głową. Zrobiła to, a Mariusz położył się na wznak na łóżku. Następnie Edyta, przełożyła nogę nad nim i położyła się w pozycji, którą ustaliliśmy. Chwyciła jego pałę w dłoń i zaczęła oblizywać go po całej długości. Z tej perspektywy dopiero było wyraźnie widać jego rozmiar. Był niemal jak jej cała twarz. Po zabawie językiem, Edyta włożyła go do ust, a ręką wykonywała okrężne ruchy na jego trzonie. Jego jądra podkurczyły się a biodra mimowolnie wykonały ruch frykcyjny. Wchodził w jej usta do połowy. Edyta zabrała dłoń, a facet zaczął sam kopulować z jej głową. Ślina wyciekła na jego jaja i zamoczyła prześcieradło. Jego język też nie próżnował. Moja żona zaczęła się krztusić i dyszeć. Wypuściła fiuta z ust i masturbowała go ręką. Ponownie zarejestrowałem kilka zbliżeń telefonem. – Chyba już…dosyć…aaach…nie sądzisz? – zwróciła się do mnie.- Ok. Też tak sądzę. Może odsapnijcie na chwilę? – zasugerowałem- Nic z tego. Chcę się pieprzyć…teraz i jak najszybciej. – widziałem, że jest bardzo rozbudzona i napawdę tego chce. Szybko zadecydowałem:- Stań na czworaka i wypnij tyłek jak suka. A Ty ładuj od tyłu, tylko mocno i szybko – ona to lubi. Dostrzegłem błysk wdzięczności w oczach Edyty. Szybko przyjęła pozycję na pieska, a Mariusz stanął za nią. Przyłożył pałę do wypiętej cipki, chwycił ją za włosy i mocno pociągnął. Syknęła z bólu i krzyknęła:- Nie ciągnij kurwa. To boli! – odczułem jednak sporą satysfakcję po tych słowach. Spojrzałem na Mariusza.- Trzymaj mocno. Jak chce się pieprzyć, to ostro. No pierdol ją! Na co się gapisz? Facet uśmiechnął się i zaczął błyskawicznie rżnąć moją żonę. Edyta zaczęła się wiercić i narzekać:- Puść kurwa! …ooo…nie chcę ta..taaa…aaak…O Jezzuuuu…szybciej. Ciało Mariusza pokryło się potem, a protesty Edyty zamieniły się w mieszaninę niezrozumiałych słów i wulgaryzmów przerywanych przeciągłym krzykiem i jękiem. Do tego pokój wypełnił się rytmicznym klaskaniem dwóch pieprzących się ciał i mokrym chlupotem. Wokół było czuć zapach potu, oddechów i cipki. Mój telefon rejestrował kolejne zbliżenia. Edyta zaś odpływała coraz szybciej. Gdy przyszedł kolejny orgazm, akurat miałem jej twarz w kadrze. Wyglądała zabójczo. Obłęd w oczach, okulary zsunięte na czubek nosa i czerwone policzki oraz potargane włosy wypełniły ekran. Mariusz wyszedł z niej i położył się na łóżku. Ona zastygła w pozycji, ale jej głowa opadła bezwładnie. Odłożyłem telefon i szybko zdjąłem spodnie. Uklękłem przy niej i zacząłem wodzić wzwiedzionym członkiem po jej ramionach i głowie. Była nieruchoma i obojętna. Pchnąłem ją lekko i nakłoniłem aby położyła się na wznak. Uległa i popatrzła na mnie z uśmiechem. Dotknąłem nabrzmiałym penisem jej policzka i noska. Wysunęła język i delikatnie zaczęła trącać moją żołądź. Byłem strasznie podniecony i czułem że za moment odpłynę, więc wstałem i powiedziałem:- Odpocznijcie parę minut. Dam wam coś do picia. – Zatrzymałem nagrywanie i udałem się do kuchni. Napełniłem dwie szklanki Pepsi i skropiłem sztywnego fiuta zimną wodą. Gdy wróciłem do pokoju Edyta leżąc na brzuchu ssała już pałę Mariusza, a ona głaskał ją po głowie. Przerwali żeby się napić, a ja podstawiłem kamerkę nieco bliżej i niżej. – Ok. Możemy kontynuować? – zapytałem- Jasne kochanie. Co teraz mamy zrobić? – Possij go jeszcze z minutkę, a potem jak ci dam znać, to wskakuj na niego jak już leży. – włączyłem nagrywanie, a Edyta zaczęła znów namiętnie lizać i ssać faję Mariusza. Zasysała jego nabrzmiałe jądra i przebiegała językiem aż do odbytu. Facet był wniebowzięty, a ona miętosiła dłonią jego trzon, następnie dołożyła drugą rączkę i okazało się, że jeszcze kawałek penisa wystaje. Zaczęła go masturbować okrężnymi ruchami, a potem dodatkowo włożyła samą główkę do ust i rytmicznie ssała. Jak tylko zaczął drżeć, natychmiast przerwała i zgodnie z moim poleceniem dosiadła go na jeźdźca. Jego ręce natychmiast powędrowały do jej piersi i patrzył na nią z pożądaniem. Widziała to i seksownym ruchem uniosła ręce i założyła je z tyłu głowy, wdzięcząc się do niego i kołysząc powoli i kusząco ciałem, nabita na jego drąg. Dotykał ją całą, drażnił palcami sutki, wsuwał kciuk do jej ust, obiegał dłońmi cały obrys jej ciała. Ostatecznie położył dłonie na jej pośladkach i nakłonił do szybszych ruchów. Zaparła się rękoma o jego tors i przyśpieszyła. Podszedłem z drugiej strony i na telefonie nagrałem ujęcie jak jego wielka fujara posuwistymi ruchami wnika w jej cipkę….do samego końca. Edyta zaczęła słodko dyszeć i popiskiwać, co jakiś czas przerywając ruch posuwisty na okrężny, podobało mu się to i sapał wtedy jak lokomotywa. Chwyciłem za swojego penisa i zacząłem się masturbować nieśpiesznie, ale czułem że muszę się kontrolować, bo szczerze mówiąc – to była najbardziej podniecająca sytuacja w moim życiu. Po kilku minutach Edyta zeszła z Mariusza i usiadła naprzeciwko niego, odchyliła ciało do tyłu i zaczęła wodzić obcasem buta po jego lśniącym kutasie. Lekko nacisnęła jądra, a potem ulokowała jego faję pomiędzy obcasem a podeszwą. Drugą stopę docisnęła do fiuta od góry. Gość cicho jęknął i zaczął poruszać się onanizując w ten sposób. Edyta przez cały czas patrzyła mu prosto w oczy i oblizywała usta, a jedną dłonią masowała swoją cipkę na przemian z wkładaniem palców do środka. Mój telefon zarejestrował wszystkie zbliżenia. Z armaty Mariusza wyciekło kilka strużek przejrzystej cieczy, która upaprała szpileczki Edyty. Spojrzała na mnie:- Podoba Ci się to?- Bardzo… – moje serce łomotało jak szalone, czułem gorąco w skroni i ucisk w żołądku. Mój głos drżał.- Tak myślałam. Widzę jak na mnie patrzysz, gdy mam na nogach szpilki, kozaki albo buty sportowe. Których moich butków nie lubisz?- Nie lubię tych botków za kostkę i balerinek.- Ok. Nie będę już w nich chodzić…Hej, przyjacielu! Spokojnie! – zwróciła się do Mariusza, który znów zaczynał głośno sapać i wierzgać. Podkurczyła nogi. Jego fiut drgał, a żołądź była ciemnoczerwona. Z czubka sączyła się lepka strużka. – Jak widzisz Kochanie, nasz gość długo nie wytrzyma, a ja nie wiem jaki chcesz nagrać finał…gdzie ma dojść?- Na piersi…chciałbym, żeby skończył na piersiach.- Dobra…co prawda myślałam, żeby mu pozwolić w środku, ale to trochę mało widowiskowe jak na film. Masz jeszcze jakiś pomysł? Pomysłów miałem pełną głowę. Chciałem przerobić cały przekrój pozycji, ale może zostawię je na kolejną scenkę. Teraz Edyta sprawiła, że czułem się jak interaktywnym porno 5D. Zakomenderowałem:- Stań przy krześle. Ustaw na nim nogę i niech Cię bierze od tyłu.Edyta uniosła się z łóżka, żeby zająć pozycję, ale Mariusz był tak napalony, że zerwał się za nią i chwycił w pasie, zanim zdążyła się ruszyć z miejsca. Chwycił od tyłu za włosy i wbił język w jej usta. Jego pała zniknęła między pośladkami a biodra zaczęły szaleńcze ruchy. Zdumiony zobaczyłem czubek kutasa z drugiej strony ud. Ślizgał się od tyłu po cipce. Dłońmi miętosił piersi Edyty, a ich języki znów splotły się. Żadne nie zamknęło oczu. To było cholernie sexy. Moja ręka znów zaczęła męczyć sztywnego penisa. Nagle Edyta stanęła w rozkroku i facet niespodziewanie wszedł w nią cały. Pisnęła i zaparła się rękami o łóżko. Przestawiłem kamerę z boku.- Kochanie. Unieś głowę, chcę widzieć Twoją twarz, gdy on Cię rżnie…- wyszeptałem. W tej pozycji nie było to łatwe, więc uklękła na podłodze przed łóżkiem, a Mariusz ukląkł za nią, nie wyjmując z niej fiuta. Patrzyła w obiektyw z otwartymi ustami jęcząc głośno i przeciągle. Trwało to kilka minut. Z podniecenia wyrwał mnie dźwięk mojej komórki. Dzwoniła moja teściowa (na którą miałem ustawiony dość ponury dźwięk dzwonka). Pobiegłem do salonu, żeby odebrać. Teściowa wyraziła pretensje, że Edyta nie odbiera i że Ania chce powiedzieć nam dobranoc. Córeczka porozmawiała ze mną chwilę, ale uparła się, że chce też pogadać z mamusią. Nie pomagało tłumaczenie, że mama jest w łazience. Wszedłem do sypialni i syknąłem:- Ania chce koniecznie z Tobą rozmawiać. Płacze, jak jej mówię, że nie możesz podejść. Mariusz był wyraźnie wkurzony. Zatrzymał ruchy, ale nie wyszedł z Edyty. Moja żona wzięła słuchawkę:- Hej Królewno. Już po bajce?…nie po…oo…winnaś być już w łóż…ku…?? – zauważyłem, że gość lekko porusza się w cipce Edyty. Skarciłem go spojrzeniem. Edyta kończyła rozmowę:- Doo…branoc Słonko…aach…co? Nic, jestem w łazience i uderzyła..aaa..m się. Nie..ee..nie boli. Dobrze. Tata pocałuje i przee…eee…jdzie…Paa..aaa. – oddała mi telefon i od razu wstała. Mariusz również. – Może zrobimy w końcu to ujęcie z krzesłem? – podeszła do krzesełka ciągnąc naszego gościa za fujarę. Zgodnie z moim poleceniem ustawiła nogę na siedzeniu, a Mariusz płynnym ruchem ponownie wszedł w nią od tyłu i szybko narzucił mocne tempo. Przestawiłem kamerę i masturbując się patrzyłem, jak Edyta rżnięta od tyłu mozolnie wdrapuje się na kolejny szczyt, który sygnalizowała głośnymi jękami i przekleństwami. Facet wyglądał jak maszyna, w tym momencie całe jego ciało mechanicznie i ostro poruszało się za moją żoną, którą mocno trzymał za biodra. Po kilku minutach chwycił ją od tyłu za uda i uniósł do góry. Przez chwilę posuwał ją w ten sposób po czym rzucił na łóżko. Jej okulary spadły obok, a on rozrzucił jej nogi i wszedł w nią ponownie od przodu. Widziałem, że traci kontrolę i długo nie wytrzyma. Póki co jednak pieprzył ją ostro i głęboko. Jego pała zagłębiała się w jej gorącej piczce aż po jądra. Zapomniałem, że kamera stoi w innym miejscu i z telefonem w ręce zbliżyłem się do nich. Było potwornie gorąco. Edyta podskakiwała po łóżku. W pewnym momencie krzyknęła:- Dojdź ze mną! Już zaraaaaz będzieee…o kuuuurwaaaa…na cycki, na cycki…W tym momencie ja krzyknąłem:- Nie kurwa! Na twarz, spuść się na jej twarz! – chwyciłem jej okulary i założyłem z powrotem na nos. Edyta zaczęła piszczeć i jęczeć przeciągłym, wibrującym głosem i jeszcze szerzej rozłożyła nogi, jakby chcąc przebić się jego kutasem na wylot. Mariusz jednak też dochodził. Szybko wyjął z niej nabrzmiałą i rozedrganą fujarę i zaczął bić konia przed jej twarzą. Trwało to ledwie kilka sekund – w ostatniej chwili mocno ścisnął koniec kutasa, jego żołądź zmieniła kolor na fioletowy…Edyta uśmiechnęła się szeroko, wpatrzona z podziwem i namiętnością w pulsującego kutasa i po sekundzie, wstrzymywana kilkakrotnie i zebrana pod mocnym ciśnieniem sperma eksplodowała prosto na jej twarz. Kolejne skurcze wypluwały biały, gęsty płyn kolejno na jej czoło, okulary, nos i policzek, a ciągnąca się substancja ściekała po policzku w kierunku ucha. Na ekranie komórki zobaczyłem pełne zbliżenie, po chwili w kadrze pojawił się pokaźny i ociekający spermą chuj, znikający w ustach Edyty. To sprawiło, że nie wytrzymałem. Szybko uklękłem obok głowy mojej żony i po kilku ruchach dłoni moja sperma wylądowała na jej twarzy, włosach i szyi. Pociemniało mi w oczach i poczułem niesamowitą ulgę…Edyta zdjęła zachlapane okulary i lubieżnie zlizała ze szkieł naszą spermę, po czym patrząc mi w oczy stwierdziła:- No cóż…widzę, że Ci się podobało. Ale niestety trzeba będzie to wyciąć, bo zmontujemy to tak, że tylko z nim tu jestem. Sfilmuj mnie jeszcze jak leżę zalana i zaspokojna, a potem plan jest taki – scenka druga to sportowa suczka i nagram ją z Tobą, Mariusz pomoże. Scenka trzecia – nie wiem – uczennica, albo laska w kozaczkach z Wami obydwoma naraz. Jest godzina 18:20. Ania wraca jutro, bo jutro sobota, więc będzie dość czasu, żeby coś jeszcze zaimprowizować. Ale na scenkę trzecią już Ty zdecydujesz, na co masz chęć. Dobra. Ogarnijcie troszkę ten bałagan, a ja idę pod prysznic. – Powiem Wam tylko, że rzeczywiście udało się stworzyć aż cztery scenki. Kilka dni później kopię całego filmu podarowaliśmy naszemu koledze. Szkoda tylko, że kilka dni później na wspomnianym już na początku przeze mnie polskim portalu amatorskim znalazłem scenkę pierwszą z komentarzem: “Gorąca żonka ze mną w akcji. Mąż filmuje”. A może…nie szkoda? 

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Andrzej Gdziebądź