Author: admin

  • Stopy Sary

    Witam to moje pierwsze opowiadanie. Historia jest prawdziwa, a miała miejsce 2 tygodnie temu. Wszystko zaczęło się od tego, że byłem bardzo napalony na stopy dziewczyn. W pewien dzień, gdy przeglądałem instagrama, zobaczyłem zdjęcie mojej koleżanki Sary, w których widać jej bose stopy. Wpadłem na pomysł, żeby założyć fejkowe konto na snapchacie i żeby ją zachęcić do spotkania ze stópkami. Wiadomo, na początku miała ze mnie beke, ale potem zdecydowała się wysłać mi zdjęcie stóp. Wtedy zdałem sobie sprawę, że to są najpiękniejsze stopy, jakie w życiu widziałem. Zdałem sobie sprawę, że muszę zrobić wszystko, żeby mieć kontakt z tymi stópki. Wyznałem jej na snapie, że jestem z tego samego miasta, że znamy się bardzo dobrze i czy byłaby chętna na spotkanie. Sara była bardzo ciekawa, kim jestem, ale nie chciała się spotkać. Po tygodniu przekonania jej do spotkania zaproponowałem jej za zabawę ze stópkami 200 zł. Po dłuższym zastanowieniu zgodziła się i umówiliśmy się tego samego dnia u niej w domu o 18. Gdy zbliżałem się do jej domu, byłem coraz bardziej zestresowany, ponieważ Sara była popularną dziewczyną w mieście i bałem się, żeby nikomu nie powiedziała. Gdy doszedłem do drzwi, nawet nie zdążyłem zapukać i drzwi zostały otwarte, w drzwiach stała Sara, która była lekko zaskoczona, gdy mnie zobaczyła, ale po chwili zaczęła się śmiać, ale w końcu wpuściła mnie do środka. Była ubrana w białe superstary czarne skarpetki krótkie dżinsowe spodenki i białą koszulkę z CK. Przyszliśmy do jej pokoju i zaczęliśmy po prostu rozmawiać co tam u nas itd. Nagle zapytała, śmiejąc się czy serio chce mieć kontakt z jej stopami, od razu odpowiedziałem, że tak. W tym momencie Sara się uśmiechnęła i powiedziała, żebym ściągnął jej prawy but i przyłożył go sobie do nosa. Zapach był intensywny, bo zawsze, gdy widziałem gdzieś Sarę na mieście, zawsze miała ubrane te białe superstary. Byłem tak skupiony na wąchaniu, że nawet nie widziałem, kiedy zrobiła mi zdjęcie na snapie. Pokazała mi je i powiedziała, że mam teraz robić wszystko, co mi powie albo wyśle wszystkim i wrzuci je na Facebooka. Odpowiedziałem jej od razu, że zrobię wszystko i powiedziała, żebym się położył pod łóżkiem tak, żeby wystawała mi tylko głowa. Gdy to zrobiłem, ściągnęła drugiego buta i przyłożyła mi go do nosa i nacisnęła stopa. Słyszałem, jak mi robi zdjęcia i się śmiała ze mnie. Nagle wstała i wyszła z pokoju, a ja dalej leżałem w tej samej pozycji, nie wiedząc, co Sara kombinuje. Przyszła ze skarpetami z treningu i przyłożyła mi je do nosa, tym samym śmiejąc się i znowu robiąc mi zdjęcia. Byłem jednocześnie bardzo szczęśliwy a z drugiej strony podenerwowany tymi zdjęciami, że może komuś wysłać i zrujnować mi życie. W pewnym momencie przyłożyła mi stopy w czarnych skarpetkach z nike do nosa i kazała wąchać. Pachniały cudowanie i do tego ruszała paluszkami przy moim nosie, co mnie bardzo podnieciło. Musiała widzieć, że mi się podoba, bo cały czas to robiła. W końcu nie mogłem się powstrzymać i sam polizałem jej stópkę. Sara od razu odsunęła stopy od mojej twarzy i z całej siły uderzyła mnie w twarz, pytając, co robię. Nigdy nie widziałem jej aż tak zdenerwowanej i trochę bojąc się, odpowiedziałem, przepraszam. W tym momencie Sara zdjęła skarpetki i zaczęła nagrywać filmik na snapie i kazała mi otworzyć usta, po czym włożyła mi swoje spocone skarpetki do buzi. Powiedziała mi, że z karę wysyła to do jednej ze swoich przyjaciółek, nawet nie zdążyłem nic zrobić, a snap był już wysłany, a ona wybuchła śmiechem. Byłem bardzo zawstydzony. Sara wtedy powiedziała, że jeśli chce, żeby już nikomu nie wysyłała, to muszę robić, co ze chce, położyła mi wtedy swoje śliczne stopy. Po jakiś 20 minutach wyjęła mi skarpetki z ust i kazała wyjść spod łóżka i całować jej stopy. Robiłem to 10 minut, po czym kazała mi je lizać. Stopy były bardzo spocone, wydaję mi się, że nie brała prysznica po treningu siatkówki. Tak jak zwykle Sara robiła zdjęcia i nagrywała filmiki, jak to robię, śmiejąc się bardzo głośno. Lizałem jej stopy chyba godzinę. Na koniec Sara powiedziała mi, że nie chce tych 200 zł, bo jej się to bardzo podobało i nikomu o tym nie powie, jeśli na kolanach przed nią powiem jedną rzecz. Oczywiście się zgodziłem i napisała mi na kartce co mam powiedzieć. Włączyła nagrywanie i musiałem powiedzieć ”Ja wąchałem i lizałem stopy księżniczki Sary, ponieważ kocham jej stopy od zawsze”. Zapisała filmik, dała mi buziaka w policzek i powiedziała, że napiszę mi na Facebooku, kiedy następnym razem będę mógł przyjść. Byłem bardzo szczęśliwy, ale gdy doszedłem do domu, przypomniałem sobie, że wysłała filmik przyjaciółce jak mam jej skarpetki w ustach. CDN.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    haha

    Jeśli macie jakieś koleżanki co wysyłały wam zdjęcia stóp na snapie albo same mają fetysz stóp, to zapraszam do wymienienia się snapami w wiadomości prywatnej, pozdrawiam :)

  • Nasz kolega

    Mieszkałem z dziewczyną na imię jej Angelika ale byliśmy już ze sobą 4 lata więc pierwsze motyle mieliśmy dawno za sobą. Ona miała 20 lat, ja 19. Mieszkaliśmy u mnie sami, a to lata 90 wiadomo czasy blokowisk. Więc na podwórku byli i starsi i młodsi ale z młodszymi się nie zadawaliśmy. Ktoś tam miał brata, brat kolegę i tak dalej. Na podwórku był taki Piotrek starszy chyba z 10 lat ale już nie zadawał się z nami. Inne towarzystwo, inne życiowe cele i lubił sporo wypić. 

    Kiedyś był u nas nasz kolega Wojtek i Piotrek ja i Angelika. Piotrek popijał piwo ale tak dużo już wypił, że przysypiał. Wojtas też zmęczony i poszedł do domu, a ja mówię do Piotrka, że już 1 godzina i żeby wracał do siebie bo mieszkał na przeciwko mojego bloku i miał może ze 2 minuty do domu. Ogólnie między mną a Angeliką  się nie układało i zerwaliśmy ze sobą, właściwie ja z nią zerwałem bo jakoś tak mnie znudziło to wszystko. Ona była zaborcza i posunęła się do tego stopnia, że uwiodła Piotrka aż zostawała u niego na noc żeby patrzeć co się u mnie dzieje. Czy jakaś nowa dziewczyna czy cos. 

    Więc jak za jakieś 2 tygodnie jak szedłem do sklepu ona nagle się za mną znalazła i mnie zagaduje. Postanowiliśmy wrócić do siebie, Piotrek się wkurzył bo myślał, że jak była tam z nim to już jest jego i do mnie dzwonił, że mnie zabije ze spał z nią, że jej czułe miejsce to ucho ale tak może mówić każdy.

    Z racji tego, że lubił pić misa zadłużenia to komornik go wygnał i dostał jakieś nieciekawe miejsce w domu takim niedaleko cmentarza. Któregoś dnia Angelika zadzwoniła, że jest u niego i żebym wpadł do nich, co już wydało mi się podejrzane. Ale przyszedłem, a on się na mnie rzucił. Ważył ze 120 kilo taki byczek niższy ale ciężki i silny. Przygniótł mnie kolanem do ziemi za szyje i związał przygotowanym wcześniej łańcuchem. Zaciągnął do pokoju obok, to był taki duży pokój, w rogu była dość duża klatka ale ja nie chciałem iść, wiec wziął koniec łańcucha i wszedł do klatki tylko po to  by go wyciągnąć przez kratę i zaczął ciągnąć za niego . Zrobił się taki bloczek, a ja nie miałem siły się wyrwać i tak czy siak zaciągnął mnie aż do klatki po czym oplótł łańcuch i zatrzasnął go na kłódkę a potem zamknął klatkę. 

    Nagle weszła Angelika, była uśmiechnięta i przytulała się do niego. Stanęła przed klatką tak żebym ją widział i kucnęła rozchylając nogi. Przysunęła się bliżej i wsadzając palec w ociekającą sokami cipkę nawilżyła palce swoimi sokami po czym wysmarowała nimi moje wargi. On podszedł od tylu i odwrócił ją wysuwając grubego kutasa, którego dał jej do ssania. Potem podniósł ją odwrócił i zaczęli się całować. Widziałem jak wsuwa palce w jej cipkę. Potem sadza ja na klatce tak ze teraz jej pupa jest nade mną i zaczyna w nią wchodzić. Potem przeszli na łóżko i dokończyli wszystko. 

    Ja nie mogłem nic zrobić, podszedł do mnie i kazał lizać resztki spermy. Wiec odsunąłem się ale on pociągnął mnie za łańcuch na szyi z całej siły i nie miałem wyjścia ale musiałem wyczyścić jego kutasa ze spermy. Powiedział ze od teraz będę jego szmata i nigdy nie zamoczę fiuta w cipie Angeliki bo ona teraz jest jego. Podszedł do niej i spytał czy podoba jej się zemsta ? Na co odparła że bardziej niż mogła to sobie wyobrazić. Pożegnali się i ona poszła do domu a ja zostałem w klatce.

    Na drugi dzień Angelika przyszła wieczorem o umówionej godzinę. Mnie związał ręce i nogi i kazał wyczołgać się z klatki, a następnie położyć się na plecach na łóżku tak ze miałem podkulone nogi. Angelika usiadła mi na buzi i się oparła później o moje nogi. On rozsunął jej uda i zdjął majteczki i teraz jej cipkę miałem nad buzią oraz jego kutasa tez. Kazał mi lizać żeby go rozbudzić i przygotować do zerżnięcia mojej byłej dziewczyny. Pokornie lizałem aż był twardy i w końcu wszedł w nią aż jęknęła. Ona zawsze miała mokrą cipkę aż się ulewało i całe jej soki spływały na moja buzie ale nie mogłem się ruszyć ani jej polizać. Skończył w środku, kazał jej usiąść na mojej buzi i wycisnąć spermę do moich ust. Złapał ja za włosy i ściskał jej pierś tak mocno aż jęknęła. Mnie zaczynało brakować powietrza, a on to widział i dociskał ją jeszcze bardziej. Gdy skończyła odepchnął ja na bok i znowu kazał mi czyścić swojego kutasa.

    Tak zostałem jego dziwką. Po paru miesiącach Angelika przestała już przychodzić więc z braku laski, wykorzystywał mnie i mój odbyt do rżnięcia. Był ostry brutalny często pijany i mnie bił. W końcu poznał jakąś dziewczynę też patologia i razem się nade mną znęcali w zwykły jak i erotyczny sposób. Jej sprawiało to radość. Byłem na przykład jej popielniczką, meblem, sikała na mnie czy pieprzyła mnie strap-on’em.

    Ja nadal byłem uwieziony, a Angelika poznała kogoś wyszła za mąż i dorobiła dzieci, tyle co on mi mówił i pokazywał. Udało mi się uciec gdy kiedyś się spił i zgubił klucze do klatki. Kto wie co by było dziś. Ale to najgorsza zemsta jakiej doznałem. Także uważajcie na wasze dziewczyny bo mogą być nieobliczalne, zwłaszcza jak sobie zdadzą sprawę, że były dla was tylko nic nie znaczącymi zabawkami.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    wraith
  • Tylko badz cicho…

    Młody chłopak, lat niecałe osiemnaście w pierwszej podróży do znajomej poznanej przez Internet. Zaczęło się to wszystko całkiem przypadkowo, od zwykłej, tekstowej gry, w której stworzone i prowadzone przez nich postaci, postanowiły nawiązać troszkę lepsze relacje ze sobą. Prędko po tym, postanowili wymienić się różnymi komunikatorami, gdzie będą mogli swobodnie ze sobą porozmawiać już w rzeczywistości i trzeba przyznać, dogadywali się naprawdę dobrze, prędko łapiąc wspólny język. Po około miesiącu od tego wydarzenia, Ula, wszak tak właśnie miała owa niewiasta na imię, zaprosiła go na obiad do siebie i swojego męża, aż do Lublina, gdzie zapewniała mu wszelaki transport, imprezy i osobny pokój na wyłączność. Ot ona. jej mąż i dzieciaki mieli się lepiej poznać i spędzić miło czas. Trzeba tu napomknąć, że kobieta miała dwadzieścia osiem lat, więc była dużo starsza, co najwyraźniej ani jemu, ani jej w najmniejszym stopniu nie przeszkadzało.

    W każdym razie. Był wczesny ranek. Adam trzymał kubek z kawą na wynos w dłoni i siorbał ostrożnie drobne łyki, żeby się nie poparzyć. Czekał na peronie numer 2 w Poznaniu, na pojawienie się pociągu prowadzącego bezpośrednio do Lublina. Było dość chłodno, około 10 stopni, ale nie przeszkadzało mu to w zupełności. Miał na sobie czarne buty, czarne spodnie i fioletowo-białą koszulę w drobną kartkę. Na to narzucił ciepłą, acz nie zimową kurtkę, którą miał zapiętą mniej więcej do mostka. Zielone oczy młodego mężczyzny omiatały leniwie innych oczekujących i ku uciesze wszystkich, pociąg przyjechał zaledwie po kilku minutach. Adam zgarnął swój bagaż, a kilka chwil potem, już mościł się na swoim siedzeniu w przedziale.

    ***

    Podróż minęła zaskakująco szybko i w okolicy 11 był już na miejscu, powoli wydostając się z pociągu. Już od dobrych kilkunastu minut pisał z kobietą na telefonie, uśmiechając się od czasu do czasu. do niewielkiego ekranu. Wiedział, że czeka już na niego w głównej hali na dworcu i doskonale również wiedział jak wygląda. Wymienili się kilkoma zdjęciami, żeby nie było problemu z rozpoznaniem się wzajemnie. Po dotarciu do celu, chłopak omiótł pomieszczenie wzrokiem i dopiero po chwili zlokalizował zbliżającą się do niego kobietę z uśmiechem na ustach. Wyobrażał ją sobie troszeczkę inaczej. Była drobna, sporo niższa od niego, może jakieś 160 centymetrów. a przy jego 185 to była widoczna różnica. W ogóle cała była malutka. Chude, zadbane nogi odziane aktualnie w obcisłe, czarne jeansy, na siebie narzuciła fioletową kurtkę, która troszkę kontrastowała z jej niebieskimi oczyma. Okrągła, być może nawet odrobinę dziecinna twarz jak na jej wiek, za to miała niezbyt duże usta, chociaż nie dało się ukryć, że wyglądały apetycznie. Do tego czarne, niezbyt długie, być może sięgające kawałek za kark włosy, które akurat były rozpuszczone. Jako wisienkę na torcie, można było uznać jej zęby, białe, również zadbane i równe.

    – Cześć! Dobrze cię w końcu widzieć! – wypiszczała właściwie, przytulając się od razu do niego. Oczywiście Adam nie zwlekał z odpowiedzią i objął ją momentalnie. Kobieta stanęła na palcach i delikatnie cmoknęła go w kącik ust.

    – Ciebie też. To co, lecimy?- zapytał i uniósł lekko prawą brew, na co kobieta pokiwała entuzjastycznie głową.

    – Mam samochód, więc o nic się nie musisz martwić. Z pół godzinki i będziemy na miejscu -zapewniła, kierując już kroki ku czerwonemu fiatowi panda, a on oczywiście poszedł za Nią.

    Dopiero teraz poczuł lekki dyskomfrort i był trochę niepewny. W końcu nie wiedział co to za kobieta, gdzie tak w ogóle miała zamiar go wywieźć, ale im dłużej rozmawiali, tym mniej obaw szeptało w jego głowie, a ostatnie zniknęły, gdy zaparkowała przed pokaźnym, nowoczesnym domem.

    – Michała jeszcze nie ma, ale nie szkodzi. Ogarniesz się, a ja przygotuję coś do jedzenia. Posiedzimy chwilę i możemy iść na miasto, co ty na to?- zapytała, zerkając na niego przez ramię, gdy ruszali po niewielkiej brukowanej dróżce do drzwi posiadłości.

    – Pewnie, obiecałaś wiele atrakcji, liczę, że dotrzymasz słowa. – Uśmiechnął się do Uli.

    – O to się nie martw…- odpowiedziała z jakimś błyskiem w oku i już po chwili zniknęli w budynku.

    ***

    Czas mijał okrutnie szybko w dobrym towarzystwie. Adam pierw wziął szybki prysznic, a potem spędził z Ulą dobre dwie godziny, sam na sam, gawędząc i przyglądając się jej uważniej, bo dopiero teraz jak zdjęła z siebie kurtkę, miał okazję podziwiać resztę jej kształtów. Tak jak reszta ciała była niewielka, tak kobiecy biust zdecydowanie się wyróżniał. Piersi miała po prostu duże, miseczka D, a być może nawet E, a do tego idealnie zaokrąglone i uniesione nieco do góry pośladki. Krzątała się po kuchni połączonej z salonem, gdzie też na kanapie siedział on i uważnie śledził każdy jej ruch. Udawała, że tego nie widzi, skupiona całkowicie na przygotowywaniu posiłku zarówno dla niego, jak i dla swojego męża, który miał niedługo już wrócić i tak się właśnie stało. Gdy wszystko zostało przygotowane, a Ula zaczęła wykładać posiłek na stole, Michał wrócił do domu. Wyglądał na spokojnego mężczyznę, już na pierwszy rzut oka. Był wyższy od Adama, chociaż niewiele. Był z pewnością lepiej zbudowany, miał brązowe włosy, niezbyt długie i również zielone oczy. Po wymianie kilku uprzejmości i krótkim zapoznaniu się, wszyscy zajęli się posiłkiem, który okazał się naprawdę dobry, a po spędzeniu kolejnych kilku godzin na pogaduszkach, postanowili się przebrać i wybyć na imprezę. Pierwszym celem jednak było inne mieszkanie, w którym niegdyś mieszkali rodzice Michała. 

    – To gdzie się wybieramy dzisiaj?- Adam był troszkę zniecierpliwiony i próbował wydusić jakiekolwiek informacje z kobiety, czy też z mężczyzny, ale obydwoje milczeli jak groby, uśmiechając się jedynie od czasu do czasu. Byli wtedy w samochodzie, przebrani już w eleganckie ciuszki. Ula ubrała się w kremową, acz niezbyt obcisłą sukieneczkę, sięgającą być może do połowy ud. Na to narzuciła sweterek o podobnym kolorze, ale nawet to nie zdołało ukryć ciemnych brodawek, które dość wyraźnie odbijały się pod koszulką, wszak nie założyła na wypad stanika. Prócz tego, miała ubrane jasne pończochy i usiadła wraz z Adamem na tylnym siedzeniu.

    – Zobaczysz, zobaczysz. Nic ci nie powiemy – wyszeptała i ni z tego, ni z owego ujęła jego dłoń, a potem skierowała na swoje kolano. Młodzik zdecydowanie poczuł się nieswojo, ale również zrobiło mu się cieplej. Spojrzał jej w oczy, gdzie dostrzegł od razu figlarne iskierki. a zaraz potem w wewnętrzne lusterko samochodowe, gdzie widział odbicie Michała. Najwyraźniej nie zwracał na nich jakiejkolwiek uwagi, podgłaśniając jedynie muzykę w radiu, bo akurat leciał jakiś utwór, który lubił. 

    – Co ty robisz? – zdawało się mówić spojrzenie siedemnastolatka, ale kobieta nic, a nic sobie z niego nie robiła, prowadząc jego dłoń coraz wyżej i wyżej, czasami kierując ją po wewnętrznej stronie uda, czasami po wierzchu, a gdy już myślał, że zaprowadzi go wprost do swojego łona, zmieniła troszkę kierunek i przemknęła jego palcami po brzuchu i na drugą nogę.

    Adam w końcu pokonał niepewność, pozwalając przejąć kontrolę bardziej nad sobą, swojemu podnieceniu i samemu zaczął błądził po wnętrzu jej uda. Sprawiało jej to przyjemność, widział to. Uchyliła lekko wargi, przymrużyła oczy, oddychała szybciej, czasami wysuwając koniuszek języka żeby oblizać górną wargę i posłać mu głodne spojrzenie. W końcu dotarli na miejsce i zabawa musiała zostać zakończona. 

    W mieszkaniu rodziców Michała uwinęli się dość szybko. Nie obeszło się jednak bez kilku “przypadkowych” otarć Uli pośladkami, o krocze Adama, gdy jej mąż akurat znikał gdzieś w innym pokoju. Chwilami nawet pozwalała sobie na masowanie jego męskości dłonią przez materiał spodni, ale nie robiła tego nazbyt długo, żeby za bardzo go nie pobudzić. Po kolejnych 30 minutach udało im się w końcu dotrzeć na imprezę jak się okazało techno. Do sali schodziło się schodkami w dół i skręcało w prawo. Wystrój wnętrza był dość specyficzny, wszak wszędzie na ścianach były różne pnącza, rośliny i neony, tworząc przedziwne połączenie. Muzyka nie była najgorsza.

    – Chodź, potańczymy!- powiedziała głośno Ula, ciągnął młodego chłopaka za rękę na parkiet. Michał gdzieś wystrzelił, najwyraźniej woląc swoje towarzystwo i tym samym zostawiając tę dwójkę, by spędzili razem troszkę czasu.

    – Wszystko w porządku?- zapytała, przylegając plecami do chłopaka i podnosząc ręce do góry, tak że po chwili oplotła palce na jego karku, a on miał doskonały widok nad Nią, na jej kołyszące się piersi. Sam ich widok sprawił, że zaczęło mu robić się ciasno w spodniach, aczkolwiek nadal czuł się nieco nieswojo.

    – No wiesz… Twój mąż, nie będzie zazdrosny? – zapytał niepewnie.

    – Nie martw się nim….- powiedziała pewnie i przyciągnęła go bliżej siebie, łącząc ich wargi po raz pierwszy w pocałunku. Teraz mógł w pełni poczuć jej smak, ich delikatność, miał wrażenie, że wręcz się w nich zatapia. Były cudowne. Jednak to nie był koniec niespodzianek. Nieoczekiwanie wtargnęła języczkiem, w poszukiwaniu jego i gdy już znalazła, zaczęła z nim szaleńczy, namiętny taniec.  Trzeba było jej oddać, że całowała niesamowicie, a język miała wyjątkowo sprawny i wiedziała jak go użyć. Przy okazji zmysłowo ocierała swe pośladki o nabrzmiałego fallusa, który już wyrywał się ze spodni, pragnąc wolności. Męskie dłonie odruchowo spoczęły pierw na biodrach, a potem ruszyły wyżej, na brzuch, by w końcu dostać się do piersi i bez ostrzeżenia zaczął je intensywnie masować. Z gardła czarnowłosej wydostał się jęk zaskoczenia i dopiero chyba to sprawiło, że troszkę zdołała nad sobą zapanować i umknęła przed jego dłońmi sapiąc ciężko. Zerknęła w stronę tłumu, próbując zlokalizować Michała i ku jej uldze, znalazła, całkowicie pochłoniętego w tańcu.

    – Nie tu… Chodź tam dalej…- Wskazała głową ławeczkę oddaloną nieco od nich i usytuowaną w takim miejscu, że nie dało się zobaczyć tam nic, jeśli ktoś akurat zerkał od strony parkietu.  Młodzik oczywiście nie oponował i już za chwilę został pchnięty na ławkę, obijając lekko plecy o ścianę, a kobieta usiadła na nim okrakiem, momentalnie biorąc jego dłoń i wsuwając pod krótką spódniczkę. Opuszki palców przemknęły po jej bieliźnie, która jak się okazało, była calutka mokra od jej soków. Pozwoliła mu się tam jeszcze przez chwilę bawić, drażnić ją, zgarniać palcami jej płyny, by po kilku minutach, zabrać dłoń i patrząc Adamowi prosto w oczy, zlizała wszystko co zdołała znaleźć na jego palcach, czasami perwersyjnie je zasysając. Mimo wszystko, chłopak był spięty i to bardzo, zdecydowanie nie przyzwyczajony do takich sytuacji, jak i tylu ludzi wokół podczas intymnych igraszek.

    – Rozluźnij się…- wyszeptała mu do ucha, po chwili składając na nim i w jego okolicy wilgotne pocałunki.

    – Nie mogę… – sapnął z trudem i spiął się jeszcze bardziej, gdy zobaczył jakąś parkę przechodzącą niedaleko ich.

    – Nie tu…- wymamrotał, uciekając gdzieś wzrokiem na bok. Kobieta nie nalegała i spokojnie zeszła z niego.

    – Chodź, potańczymy jeszcze trochę i będziemy wracać.- Uśmiechnęła się do niego i wrócili na parkiet, tym razem zachowując się raczej przyzwoicie.

     

    ***

    Adam leżał już w łóżku z przymkniętymi oczami, odświeżony po chłodnym prysznicu, pełen wszelakich myśli. Nie wiedział co właściwie powinien z tym wszystkim zrobić. Nie spodziewał się czegoś takiego, po przyjeździe tutaj. Obmacywał o wiele starszą od siebie kobietę, która dodatkowo ma męża i dzieci! Te jak się okazało, były akurat u dziadków tego dnia, więc mieli cały dzień dla siebie. To jednak nie było istotne, istotne było to, że to wszystko po prostu go wykończyła. Ta podróż, później ta impreza, sytuacje, które działy się w międzyczasie. Powoli odpływał, gdy nieopodal siebie usłyszał kobiecy głos.

    – Adaś, śpisz?- zapytała, a on otworzył oczy, próbując zlokalizować źródło głosu. Ula stała u podnóża jego łóżka, ubrana w kremową koszulkę, sięgającą jej zaledwie kawałek za pośladki. Nachylała się ciut nad łóżkiem, przez co jej piersi bujały się delikatnie przy najmniejszym nawet ruchu, nie uwięzione znów pod biustonoszem.

    – Nie – odparł, przyglądając się jej ciekawie.

    Ula powoli położyła jedną dłoń na kołdrze, później drugą i tak też zaczęła wspinać się u podnóża łóżka, by w końcu znaleźć się na nim cała i usiąść okrakiem na chłopaki, opierając swe piersi o jego tors. Łokcie położyła gdzieś na jego obojczykach i na splecionych dłoniach oparła podbródek.

    – Podobało ci się dzisiaj?- zapytała, spoglądając mu prosto w oczy.

    – Oczywiście, że tak…

    – Bardzo? – dopytywała, nachylając się w końcu nad nim i po chwili przesuwając wilgotnym językiem po jego szyi.

    – Bardzo…- wyszeptał, kładąc dłonie na jej biodrach.

    – Chcę, żebyś był jeszcze bardziej zadowolony…- przyznała, posyłając mu uśmiech.- Tylko bądź cicho…- Przyłożyła jeden palec do ust, dając tym samym do zrozumienia Adamowi, że po prostu ma nic nie mówić i zachowywać się jak najciszej.

    Kobieta ponownie zaczęła go całować po wrażliwej szyi. Czasami były to pocałunki lekkie, ledwie muśnięcia wargami, innym razem zdecydowanie mocniejsze, namiętne. Chwilami ją przygryzała, innym jeszcze razem lizała od samego ucha, aż po nagi obojczyk. Powolutku skierowała swą wolną dłoń z torsu chłopaka, palcami skierowanymi do dołu, w stronę bokserek, pod które bezceremonialne wtargnęła, przygryzając mocniej ramię Adama. Jego penis już był w pół wzwodzie, ale jeszcze wiele mu brakowało, żeby pokazać się w pełnej okazałości.

    – Sprawię, że będziesz w niebie…- wyszeptała i zaczęła ochoczo masować jego jądra swą drobną, wprawną dłonią.

    Reszta ciała również nie próżnowała. Usta zsuwały się coraz niżej, tworząc mokry szlak po pocałunkach od szyi, przez tors,  żebra, aż na podbrzusze. Gdy tam dotarła, zsunęła uprzednio pieszczącą chłopaka ręką, jego bokserki, odsłaniając dumnie wyprężoną, znaczoną siatką drobnych, pulsujących żyłek, męskość. Oblizała się łakomie, niczym drapieżnik i spojrzała swymi szafirowymi oczyma prosto w ślepia swej ofiary. Ucałowała z uczuciem głównę, sprawiając, że drgnął nieznacznie. Później był kolejny pocałunek i kilka jeszcze, dopiero po nich postanowiła przesunąć wzdłuż całej długości czubkiem języka, sprawiając iż Adam wydał z siebie ciche jęknięcie.

    – Cichutko, kochanie…- wymruczała, pochłaniając w końcu całą główkę do ust i skupiając ruchy języka na malutkiej dziurce w żołądziuniu, skąd zaczął wydobywać się przezroczysty płyn. Ula doskonale wiedziała co robi, jak przynieść mężczyźnie rozkosz i znienacka pochłonęła calutką jego długość, sprawiając, że czubek członka jej kochanka otarł się o migdałki. Mruknęła z zadowoleniem i zaczęła mu ochoczo ssać, poruszając rytmicznie głową w górę i w dół. Wysuwała go niemalże całego z ust, by zaraz pochłonąć go aż po trzon. Jej gorący języczek lawirował po delikatnej skórze, próbując sprawić mężczyźnie jak największą rozkosz. Poczuła w końcu jak męska dłoń wsuwa się między włosy i przyciska głowę Uli mocno do krocza, próbując ją zakrztusić, co mu się nie udało. Była bardzo wprawna i musiałby się o wiele lepiej postarać. Pozwoliła mu jednak kontrolować rytm i tempo z jakim mu obciągała, nie narzekając nawet na chwilkę, czy nawet przez ułamek sekundy nie spuszczając z niego wzroku. Piersi falowały wesoło, gdy energicznie pracowała głową, wydając z siebie stłumione jęki. Wolnymi teraz dłońmi przesuwała po całym jego ciele, masując siedemnastolaka erotycznie, a gdy postanowiła skupić się znów na jądrach, to sprawiło, że osiągnął swój limit.

    – O kurwa…- szepnął i przycisnął brutalnie jej głowę do swych lędźwi. Spojrzał jej w oczy, które niemalże błagały by dał jej spermę prosto do gardziołka, w którym się znajdował. Poruszył jeszcze kilkakrotnie biodrami i już po chwili zaczął strzelać w usta ochoczo połykającej nasienie brunetki. Nie trwało to nazbyt długo, ale on faktycznie poczuł się jak w niebie, a ona wyssała go do cna.

    – Niedługo wrócę, kochanie…- wyszeptała uwodzicielsko i oblizując wargi, kręcąc przy tym apetycznie tyłeczkiem, wyszła z pokoju.

    Niestety Adam nie wiedział, czy faktycznie wróciła, bo po tak wspaniałym lodzie i tak długim, oraz męczącym dniu, po prostu zasnął.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Perceval

    Wiem, że jest to troszkę przydługie na początku i że scenka krótka dość, ale jak wam się spodoba, to napiszę dalej, gdzie akcja zdecydowanie bardziej się rozkręci. Oceniajcie i komentujcie.

  • Wspomnienia z dziecinstwa – Dojrzewanie cz.4

    Następnego dnia poszedłem do Anety o umówionej godzinie. Siedziały z Martą w jej pokoju i wycinały z gazety jakieś modelki w kolorowych ciuchach.

     – “Wiedziałem że tak będzie” – pomyślałem, nie bardzo wiedząc co ze sobą zrobić. Marta widząc mnie szybko spuściła wzrok i jakby się lekko zaczerwieniła. Przeglądała strony ze spuszczoną głową. Jej rude włosy zasłoniły jej twarz.

     – Włącz sobie jakąś płytę, zaraz kończymy – powiedziała Aneta. Podszedłem do półki i zacząłem oglądać okładki. W ręce wpadła mi jedna z dziwnymi znakami. Słyszałem już ten zespół u niej i spodobał mi się, nawet bardzo. Była inna niż poprzednio. Rozpoczęła się utworem “Black Dog”. Dźwięk elektrycznych gitar podobał mi się dawno, ale to zachwyciło mnie. Z wrażenia zapomniałbym o dziewczynach, gdyby nie ich szepty.

     – Powiem mu – szeptała Aneta.

     – Nie, nie dzisiaj – odpowiedziała Marta. Udawałem, że słucham muzyki skupiając się na ich rozmowie.

     – Spalę się ze wstydu i ucieknę, zobaczysz.

     – Lepszej okazji nie będzie, przecież się zdecydowałaś.

     – No wiem, ale boję się.

     – Ja też się bałam, niepotrzebnie. On jest bardzo delikatny.

    “Chyba mówi o mnie, ja delikatny?” – myślałem – “Do czego jestem im potrzebny?”

    Mój rozum podpowiadał mi już do czego, ale młody mózg nie dopuszczał tego do świadomości.

     – Mam pomysł – wyszeptała Aneta. Kątem oka widziałem jak Marta ciągnie ją za rękę, kręci głową i wymawia bezgłośne “nie”.

     – Chcesz obejrzeć film? – zwróciła się do mnie na głos.

     – Jaki?

     – Wiesz jaki.

     Zmieszałem się. Marta wiedziała o czym mówimy, bo zasłoniła twarz gazetą. Jednocześnie uderzyła Anetę w ramię.

     – We troje? – nadal nie docierało to do mnie.

     – Tak.

    Wstydziłem się Marty, nie znałem jej na tyle, żeby oglądać przy niej takie filmy, tak naprawdę to w ogóle jej nie znałem. Ale podniecenie dawało znać o sobie. Mój członek budził się do życia, czułem mrowienie i zaczynało mi się robić gorąco. Chciałem dowiedzieć się, co będzie dalej.

     – Dobra.

     Wstała i ciągnąc za sobą Martę poszła do salonu. Usiadłem na brzegu wersalki, która była rozłożona, a Marta od razu zajęła miejsce w drugim końcu. Aneta grzebała w kasetach video, wreszcie jedną włączyła i zaczęła przewijać na podglądzie. Stała przed telewizorem, więc nie widziałem czego szuka, ale ona już znalazła, wcisnęła “play” i usiadła między nami.  Na ekranie zobaczyłem gołego mężczyznę i dwie nagie kobiety. Od razu domyśliłem się czego ode mnie chcą. Spojrzałem na Anetę wielkimi oczami. Patrzyła na film, Marta też, ale wyczuła że się patrzę bo schowała się za koleżankę. Nie będę opisywał filmu. Każdy może teraz znaleźć taki w internecie. Wtedy, nawet nie wyobrażaliśmy sobie takich scen. Oczywiście film pochłonął mnie całkowicie. Oglądałem bez mrugnięcia okiem. Kiedy facet spuścił się na kobiety Aneta wyłączyła kasetę. Mimo czarnego ekranu nadal gapiłem się przed siebie.

     – Chcemy to zrobić z tobą – walnęła prosto z mostu.Zaczęło mi brakować powietrza. Raz – od tego co zobaczyłem, dwa – że mógłbym też takie coś robić. Nie wiedziałem co powiedzieć. Marta siedziała z opuszczoną głową, zasłaniając się włosami.

     – Tylko że najpierw musisz coś zrobić – ciągnęła Aneta. Spojrzałem na nią pytającym wzrokiem.

     – Musisz rozdziewiczyć Martę.

     – O nie – usłyszałem swój głos – idę do domu.

     Marta pierwszy raz podniosła głowę ze zdziwienia. Patrzyła na mnie osłupiała. Pewnie to ona chciała uciec, ale ja to robiłem z innego powodu. Wyszedłem do przedpokoju kierując się do drzwi.

     – Poczekaj! – Aneta wyskoczyła za mną. – Dlaczego nie chcesz?

     – Dlaczego??? – A te twoje wyrzuty o innych dziurach, innych dziewczynach, o chamskich chłopakach to co!? Chcesz, żebym był taki sam??

     – Mówiłam o facetach co zostawiają dziewczyny w ciąży. O takich co mówią że kochają, proponują małżeństwo a potem znikają. Ja nie jestem w ciąży, nie kochamy się, za to chcemy dawać sobie przyjemność tak?

    Nic nie powiedziałem, więc kontynuowała.

     – Jeśli to takie przyjemne, to dlaczego mam się nie dzielić tym z najlepszą przyjaciółką?

     – A nie może sobie znaleźć chłopaka?

     – Wyobraź sobie że nie.

    “No tak, z tymi piegami rzeczywiście może mieć problem” – pomyślałem. Trochę zabolało mnie to – “nie kochamy się” – ale wiedziałem od początku na czym nasz związek polega.

     – Wracajmy, bo teraz ona ucieknie, a nawet nie wiesz ile czekała na ten dzień.

    Weszliśmy z powrotem do pokoju. Spojrzałem na Martę, która zasłaniała twarz rękami i płakała. Szlochała cichutko, a kiedy nas usłyszała odwróciła się tyłem. Aneta usiadła obok koleżanki obejmując ją. Nigdy nie lubiłem jak dziewczyna płacze. Teraz też zrobiło mi się jej żal.Podszedłem do niej kucając na podłodze.

     – Co się stało? – zapytałem cicho.

     – Nic – odwróciła się ode mnie.

     – Nie płacz, proszę cię.

     – Jak mam nie płakać, kiedy nawet kolega mojej najlepszej przyjaciółki brzydzi się mnie dotknąć. Ciągle tylko słyszę przezwiska i śmiechy, myślałam że chociaż ty…

     – Nieprawda, wcale się ciebie nie brzydzę.

     – Tak, widziałam jak uciekłeś – szlochała dalej – bo jestem brzydka.

     – Nie jesteś brzydka, nie dawaj sobie tego wmówić. Wyszedłem z całkiem innego powodu, ale już sobie wszystko wyjaśniliśmy. Przecież jestem tutaj tak?

    Położyłem rękę na jej kolanie.

     – I cię dotykam.

    Spojrzałem na Anetę która zamknęła oczy i pokiwała z aprobatą głową.Przestała płakać tylko lekko pociągała nosem.

     – Mówisz tak żeby mi było przyjemnie.

     – Mówię tak, bo to prawda. A żeby ci było przyjemnie, to znam kilka sposobów, które jak zechcesz to ci pokażę.   

     Przez parawan z włosów widziałem, że się leciutko uśmiechnęła.

     – W porządku już? – zapytała Aneta – a gdy Marta pokiwała głową – skierowała wzrok na mnie.

     – Rozbierz się.

     Wstydziłem się trochę, ale wiedziałem że Marta nie odważy się zrobić pierwszego kroku.

     “A co mi tam” – pomyślałem – “już dwie dziewczyny widziały mnie na golasa, trzecia nie zrobi różnicy”.

    Rozebrałem się stając goły nad dziewczynami. Nabrzmiały członek jak zwykle gotowy był do działania. Marta uniosła głowę i wpatrując się w niego rozchyliła usta. Wiedziałem że patrzy pierwszy raz z tak bliska. Nauczyłem się już odczytywać odruchy dziewczyn. Zaciskanie nóg, pocieranie – drapanie kolan lub ramion, zaczerwienione policzki, spuszczanie oczu w specyficzny sposób, mówiło dużo o ich pragnieniach. Teraz, co chwila przełykała ślinę tak, jakby bolało ją gardło. Widziałem że jest zainteresowana i podniecona. Aneta objęła członka dłonią, ściągając skórkę.

     – Fajny co? – zwróciła się do koleżanki – chcesz potrzymać?

    Marta cała czerwona ledwo łapała powietrze. Pochyliłem się i łapiąc jej rękę położyłem ją na penisie. Zacisnęła palce zerkając na koleżankę.

     – No? Tak jak cię uczyłam – powiedziała cicho Aneta. Marta zaczęła poruszać rączką całkiem sprawnie. Miała bardzo przyjemny delikatny dotyk. Schodziło ze mnie napięcie związane z pierwszym kontaktem, a zaczęło rosnąć podniecenie.

    “A więc ją uczyła, ciekawe czego i jak?” – pomyślałem. Po kilku minutach znów usłyszałem Anetę.

     – Teraz.

      – Nie jeszcze.

     – No włóż go do buzi.

     – Boję się.

     – Idź ty głupia, dawaj!

    Złapała za trzon przyciągając mnie do siebie. Zrobiłem krok w lewo i fiutek wylądował Anecie przy samych ustach. Objęła go wargami i ssąc wciągnęła go głęboko. Zaczęła poruszać głową w przód i w tył co zaczęło potęgować doznania. Tylko że ja patrzyłem w tej chwili na Martę. Podniecało mnie bardzo jak patrzyła co robię z jej koleżanką. Podniosłem znów jej rękę i położyłem sobie na pośladku. Nie wstydziła się już tak bardzo, zaciskała dłoń masując mnie. Dwie dziewczyny pieściły mnie naraz. Poczułem napięcie i zacząłem głęboko oddychać. Aneta wyjęła członka z ust spoglądając w górę i uśmiechnęła się. Wysunęła język i zaczęła jeździć nim po główce. Raz dotykała czubeczkiem, raz lizała jak loda, potem wsuwała go do buzi i tak na przemian. Wrażenia były fantastyczne.

      – Oooo – wymsknęło mi się niechcący.

     – Widzisz? – powiedziała Aneta – tak się zaspokaja chłopaka, chcesz? – przekrzywiła siusiaka w jej stronę. Marta pokręciła przecząco głową uśmiechając się.

     – Nie to nie, jeszcze sama będziesz go prosić – zachichotała.

    – A teraz coś ci pokażę, tego jeszcze nie widziałaś.

    Włożyła główkę w usta, drażniąc ją językiem i jednocześnie przesuwała ręką po nasadzie i to szybko. Wiedziała że długo tego nie wytrzymam.

     – Zaraz…- wydusiłem, a ona wyjęła go, lekko mnie przesuwając. Stałem teraz dokładnie naprzeciwko Marty.

     – Nie celuj w nią – zachichotała nie przestając ruszać rączką.  Ledwo zdążyłem się przekręcić, gdy pierwsza salwa przeleciała koło głowy rudowłosej i wylądowała pod oknem. I to jakieś półtora metra ode mnie. Na stojąco strzelałem jeszcze dalej. Zaskoczyłem ją bo odchyliła się myśląc że ją trafię. Druga pofrunęła tak samo. Kolejne nie były gorsze, tylko widać było jak kończą mi się naboje. Marta wstrzymując powietrze kręciła głową z niedowierzaniem.

     – Mówiłam?? Niezły jest, co? – śmiała się Aneta.Byłem rozbity, trzęsły mi się nogi, musiałem odpocząć. Położyłem się obok dziewczyn, oddychając głęboko. Marta patrzyła na członka który zaczął wiotczeć i zmalał.

     – To koniec? – zapytała z obawą.

     – Jaki koniec – Aneta była nieugięta – dzisiaj staniesz się kobietą i kropka.Podążając za jej wzrokiem dodała:

     – Nie bój się, urośnie, trzeba się nim tylko dobrze zająć.

     – Idź się umyć – zwróciła się do mnie – a my się przygotujemy.

     Wskoczyłem pod prysznic namydlając całe ciało, bo byłem spocony. Po osuszeniu wróciłem do pokoju. Dziewczyny siedziały w majtkach i biustonoszach. Marta znowu oblała się rumieńcem jak tylko wszedłem. Usiadłem między nimi i podparłem się z tyłu rękami. Bliskość prawie nagich ciał spowodował lekki wzwód. Członek zaczął się unosić.

      – No? Trzy czteeery – powiedziała Aneta i obie ściągnęły staniki.  Zobaczyłem jak dwie kule opadły delikatnie falując. Marta miała większe piersi od koleżanki. Cerę miała bardzo jasną. Zauważyłem że piegi rozlane ma także na ramionach, szyi i częściowo wchodzą na piękne wypukłości. Nie przeszkadzało mi to. Ona widząc że patrzę na piegi zakryła się ręką. Natychmiast odsłoniłem ją z powrotem, nachyliłem się i pocałowałem najpierw jedną, potem drugą pierś. Rozluźniła się, zaczęła oddychać spokojniej.

     – Zrób jej tak, jak mi robiłeś – Aneta nie musiała dwa razy tego powtarzać. Ukląkłem na podłodze między jej nogami, delikatnie ją popychając aby się położyła. Następnie złapałem za majtki i zacząłem je zsuwać. Pozwoliła mi unosząc pupę. Gdy tylko materiał zsunął się z łona zobaczyłem coś, czego się nie spodziewałem. Na wzgórku rósł gąszcz złotych, a właściwie pomarańczowych włosów. Kolor był bardzo intensywny. I ta ich długość. Od łona odstawały na dwa centymetry. Dotknąłem z ciekawością. Były sprężyste i tak miłe w dotyku, że nie mogłem przestać się nimi bawić. Marta uniosła głowę. Po twarzy zobaczyłem że obawia się mojej reakcji.

     – Kurczę, ale fajne – powiedziałem na głos. Opuściła głowę uśmiechnięta i odprężona.

    Wiedziałem jak rozpalić kobietę. Po pierwsze – nie śpieszyć się. Bawiłem się jej włoskami na wzgórku i wargach, całowałem uda blisko cipki, jeździłem rękami po piersiach i brzuchu, zostawiając najgorętsze miejsce w spokoju. Już była ostro rozpalona, a jeszcze nie dobrałem się do łechtaczki. Wilgoć pokazała się w okolicach szparki, a spomiędzy warg już wyłaniała się fałdka. Uniosłem jej kolana do góry. Pochyliłem głowę i złożyłem pocałunek na końcu muszelki. Drgnęła w ekstazie wzdychając. Pachniała inaczej niż Aneta. Wyczuwałem że wyperfumowała sobie wzgórek. Według mnie to błąd. Najbardziej podniecał mnie naturalny zapach czystego, kobiecego łona. Nie spodobało mi się to, ale zjechałem ustami niżej liżąc szparkę. Tutaj smakowała wspaniale.

         Wtedy zauważyłem pierwszy raz, że cipki różnią się od siebie. I nie chodzi tu o włosy łonowe, ich długość czy kolor. Różnią się kształtem i wielkością elementów. Monika miała grube wargi sromowe, Aneta olbrzymią łechtaczkę, Marta natomiast wyróżniała się wargami mniejszymi. Jej płatki były wyciągnięte i zwisały dosyć nisko. Kiedy je delikatnie rozciągnąłem na boki utworzyły kształt przypominający motyla. Obrzeża były ciemniejsze jakby sine. Łechtaczka nie wystawała tak mocno jak moim poprzednim partnerkom, tylko spod fałdki wystawał twardy guziczek. Smak śluzu też miała trochę inny, bardziej kwaskowaty. I nie było go dużo.

     – Wystarczy! – powiedziała Aneta, gdyż Marta drżała pod moim językiem już mocno, a zbliżający się orgazm miała wypisany na twarzy.Spojrzałem na sąsiadkę, która zdążyła w tym czasie zdjąć majtki. Rękę trzymała między nogami, poruszając nią do góry i w dół. Cipka świeciła jej się od roztartych soczków. Podniosłem się z podłogi, członek sterczał do góry gotowy do pracy. Aneta podniosła wcześniej przygotowaną prezerwatywę i założyła ją. Przytrzymała nasadę i wzięła go do buzi. Polizała chwilę penisa w gumce aż zrobił się mokry. Gdy mnie puściła podszedłem do Marty. Miała nadal rozłożone nogi, gdy się zbliżyłem uniosła kolana w górę otwierając się dla mnie całkowicie.

      – Nie! – usłyszałem głos Anety – Nie tak, uklęknij na podłodze przy łóżku. Zrobiłem co chciała.

     – A ty przysuń się do niego. Marta wykonała polecenie i jej biodra wylądowały na skraju wersalki. Klęczałem między jej nogami, a członek dotykał prawie jej krocza. Wystarczyło przybliżyć się by zaczął wchodzić. Ta pozycja podnieciła mnie bardzo. Pierwszy raz mogłem obserwować jak wchodzi i nie celować na ślepo. Teraz Marta uniosła ponownie kolana rozszerzając nogi i moim oczom ukazała się mokra cipka. Poprawiłem widok przykładając prawą rękę do warg i mocniej je rozsuwając, a lewą złapałem za członka i przystawiłem do pochwy. Zacząłem pchać. Członek zagłębiał się powoli. Jej szparka przypomniała mi pupcię Moniki, tak była ciasna. Marta oddychała szybko, patrząc na mnie, w połowie z podniecenia a w połowie ze strachu. Widziałem go w jej oczach. Kiedy weszła główka, byłem przygotowany na opór. Z doświadczenia już wiedziałem, że penis dojdzie do błony i będę musiał ją przebić. Lecz członek zagłębiał się dalej, a ja poczułem coś dziwnego. Tak jakby błona miała już dziurkę, a ja trafiając w nią rozszerzałem ją. Wciskałem powolutku, nie musiałem mocno pchać jak to zrobiłem z Anetą. Marta czuła to, bo oczy zrobiły jej się okrągłe i zaczęła cicho pojękiwać. Nie z bólu, z podniecenia. Spojrzałem z lekkim zdziwieniem na Anetę, gdyż członek zagłębił się już prawie cały. Patrzyła na nas leżąc na boku. Podpierała się na łokciu z uniesioną jedną nogą. Jej ręka wykonywała magiczny rytuał na cipce. Gdy nasze spojrzenia się spotkały kiwnęła głową pytająco, a ja pokiwałem na “tak”. Też się lekko zdziwiła, gdyż Marta nie okazywała żadnego bólu, tylko rozkosz. Zacząłem poruszać biodrami. Było bardzo ciasno ale nie czułem oporu.

     – Oo, Oo, Oo – wydobywało się z ust Marty z każdym moim pchnięciem. Miała zamknięte oczy, różową, spoconą twarz a jej piersi bujały się w rytm moich ruchów.Tymczasem Aneta przysunęła się do koleżanki i niespodziewanie pocałowała jej pierś. Objęła ustami sutek i zaczęła ssać. Patrzyłem podniecony bo nie wiedziałem, że kobiety mogą to robić ze sobą. Teraz jej ręka powędrowała na łechtaczkę Marty i zaczęła ją masować tak jak siebie. Zacząłem poruszać się szybciej, jęki rudej zagłuszały już mój głośny, urywany oddech. Wreszcie poczułem skurcze zaciskające pochwę na członku.

      Och!! Oooch! Ojej! – rzucała głową na prawo i lewo. Biodra unosiła do góry przyjmując moje kolejne pchnięcia z najwyższą rozkoszą. Po chwili drgawki ustały i Marta odsunęła się. Nabrzmiały drąg wysunął się z pochwy a ja zastanawiałem się co dalej. Nie widziałem ani kropli krwi. Spojrzałem na Anetę która nadal się masturbowała. Przysunąłem się do niej, złapałem za nogi i rozszerzyłem. Spojrzała na mnie półprzytomnym wzrokiem. Nie protestowała, natychmiast przysunęła cipkę do członka. Wszedłem w nią gładko. Była bardzo wilgotna, a gumka ociekała jeszcze sokami Marty.

     – Tak! Cudownie! – wyszeptała rozkładając ręce. Nogi położyła mi na ramionach. Teraz Marta przysunęła się do nas. Zaczęła masować jej piersi jednocześnie patrząc jak wbijam się rytmicznie w koleżankę. Długo to nie trwało, Aneta zaczęła wić się i jęczeć łapiąc jednocześnie Martę za rękę. Ta pochyliła się nad nią i pocałowała ją. Czegoś takiego jeszcze nie widziałem. Całujące się kobiety i to bardzo gorąco. Ich języki stykały się, widziałem niteczki śliny między ich ustami. Patrzyłem na to jak zauroczony. Wysunąłem penisa z pochwy podziwiając ich wyczyny. Dziewczyny zajmowały się sobą jakby mnie nie było.

       Aneta przypomniała sobie o mnie, spojrzała na członka który ciągle stał i usiadła na łóżku. Gdy się podniosłem z kolan zdjęła prezerwatywę i włożyła go do buzi. Po chwili kiwnęła na koleżankę i gdy ta usiadła skierowała członka w jej stronę. Marta wahała się sekundę po czym zacisnęła usta na główce. Wiedziałem że robi to pierwszy raz, gdyż nie potrafiła go pieścić. W zasadzie nie robiła nic oprócz tego, że go trzymała w buzi. Aneta, która trzymała cały czas za nasadę sama zaczęła ssać. Znów oddała koleżance. Gdy ta trochę zaczęła ciągnąć, wyjęła i polizała kapelusz. Druga zrobiła to samo. Wreszcie zaczęły lizać jednocześnie po dwóch stronach zwrócone do siebie twarzą. Robiły to co widziałem na filmie. Już domyślałem się co razem ćwiczyły. Sąsiadka położyła lewą rękę na karku koleżanki, a prawą zaczęła mnie pieścić. Dotykały się językami przesuwając je po główce co widać było, że sprawia im przyjemność. Zaczęły się znów całować. Aneta nie przestawała ruszać ręką. Członek prawie dotykał ich policzków. Wyciągnąłem ręce i złapałem każdą za pierś. Widok całujących się dziewczyn podniecał mnie bardzo. W jednej chwili zapragnąłem trysnąć na ich twarze, policzki, języki, na wszystko. Sam wziąłem do ręki penisa i pieszcząc go szybko dotykałem główką ich policzków. Wreszcie dopadł mnie orgazm. Trzęsąc się strzelałem nasieniem tak, jak zaplanowałem. Marta czując ciepły płyn, otworzyła na chwilę oczy, ale gdy tylko zobaczyła mokrą od spermy twarz koleżanki szybko zamknęła je z powrotem. Nie przestawały się całować. Mało tego, Aneta specjalnie jeździła językiem po policzku Marty, żeby zgarnąć nim nasienie i wpychała je do ust koleżanki.

    Stałem nie odrywając od ich zabawy oczu, nadal delikatnie się pieszcząc. Wtedy sąsiadka oderwała się od koleżanki i spojrzała na nią z uśmiechem.

     – I jak?

     – Wspaniale – odpowiedziała złotowłosa opadając na łóżko. Nie wstydziła się już. Leżała z lekko rozszerzonymi nogami patrząc w sufit. Uśmiech nie schodził jej z ust. Aneta podniosła ręcznik i wytarła nim twarz. Następnie rzuciła go w stronę Marty.

     – Masz, wytrzyj się bo jesteś cała w spermie.

     – No to co? Nie mogę? – leżała dalej nieruchomo.

     – Możesz, jak chcesz możesz nawet iść tak do domu.

     Zaczęliśmy się śmiać. Marta podniosła ręcznik i zaczęła się wycierać. Położyłem się między nie podkładając ręce pod głowę. Czułem się wspaniale. Aneta kładąc się na boku przytuliła się do mnie. Marta poszła w jej ślady. Przełożyłem ręce nad ich głowami i obejmując je położyłem dłonie na piersiach delikatnie je ściskając.

     – Bolało cię? – zapytała Aneta.

     – Nic a nic. Miałaś rację, jest cudowny. Uniosła głowę i cmoknęła mnie w policzek. Przekręciłem głowę w jej kierunku, a ona pocałowała mnie w usta.

     – Ej! Nie przyzwyczajaj się! To mój chłopak! – powiedziała Aneta z lekkim uśmiechem.

     – Okej, okej! – zaśmiała się ruda. – A mogę jeszcze raz? – dodała po chwili.

     – No nie! – westchnęła Aneta – jak tak, to nie mogłam jej przekonać, ale jak poczuła kutasa, to nie chce z niego złazić. Na pewno nic cię nie boli?

     – Trochę szczypie, ale tylko troszeczkę.

     – No widzisz? Niech się zagoi, chyba nie chcesz latać z pitką po lekarzach?

     – Pewnie że nie. Matka by mnie utłukła, jakby się dowiedziała.

       Głaskały mnie po brzuchu i klacie. Martę bardzo absorbował członek bo zjeżdżała ręką coraz niżej. Wreszcie położyła ją na nim zaciskając palce. Powolutku ściągała i naciągała skórkę przyglądając się jak zaczyna rosnąć.

     – A mogę polizać? – nie chciała odpuścić.

     – Nie odczepi się – powiedziała do mnie Aneta – dobra, możesz. Tylko się postaraj. Mówiłam że będziesz prosić?

     – Hej! To mój penis! Może ktoś zapytałby mnie!? – wtrąciłem się w rozmowę.

     – Dzieci i ryby głosu nie mają – wypaliła, a ruda zachichotała.

    Widząc moją irytację sąsiadka przekręciła mi głowę i pocałowała w usta.

     – No, nie wpieniaj się. Wiesz, że jesteś moim najwspanialszym kolegą. A przyjaciele nie gniewają się na siebie. Wsunęła mi język w usta, a ja oddałem pocałunek. Złość szybko mi przeszła, szczególnie że Marta przekręciła się głową w dół i włożyła członka do buzi. Czułem jej języczek, którym delikatnie jeździła po główce. Nie była tak dobra jak koleżanka, ale wystarczyło żebym się podniecił. Spojrzałem na jej krocze które było teraz blisko mnie. Leżała na boku, a nogi miała zaciśnięte. Aneta widząc na co się patrzę rzuciła:

     – Nie krępuj się.

     Przekręciłem tors na bok i łapiąc za kolano uniosłem jej nogę. Pochylając się położyłem głowę na udzie. Leżeliśmy w pozycji 69 tylko jakby bocznej. Mój tyłek przylegał cały do łóżka, a Marta leżała bokiem. Rozszerzyłem palcami wargi sromowe, żeby dostać się do łechtaczki. Fascynował mnie ten maleńki guziczek wystający spod fałdki. Ledwo go było widać, ale jak musnąłem językiem Marta od razu zadrżała. Nacisnąłem lekko wzgórek i wysunął się troszeczkę mocniej. Zacząłem lizać całą przestrzeń między wargami dobrze ją nawilżając, gdyż śluz był tylko na skraju wejścia do pochwy. Włożyłem w nią język poruszając we wszystkie strony. Przypomniałem sobie jak Aneta pieściła łechtaczkę palcami i przyłożyłem swój do guziczka. Znowu zadrżała a z gardła wydobył jej się pisk. Usta miała zajęte, więc oddychała głośno przez nos. Potarłem delikatnie wypustek nadal liżąc jej środek.

     – Oooch! – wyjęła z buzi członka łapiąc powietrze. Teraz pieściłem guziczek wykonując okrężne ruchy coraz szybciej. Była ostro napalona. Pupcia chodziła jej w przód i w tył. Jak zaczęła mocniej się do mnie dociskać dopadły ją konwulsje.

     – Aaaa!! Aa! Aa! – jęczała nie mogąc się opanować. Zacisnęła rączkę na penisie tak mocno, że aż główka zsiniała. Oddychała głęboko z twarzą przy moim kroku. Była spocona, włosy miała mokre, twarz czerwoną. Kiedy minął orgazm objęła wargami główkę i zaczęła mocno ssać. Aneta przyglądała się poczynaniom koleżanki. Głaskała mnie po klacie, potem nachyliła się i pocałowała mój sutek. Następnie wzięła go w zęby i delikatnie przygryzła. Trochę bolało, ale bardziej podniecało. Mięśnie brzucha zaczęły mi drżeć, co pierwsza wyczuła sąsiadka.

     – Zaraz eksploduje – zakomunikowała.

    Marta wcale się tym nie przejęła, tylko ssała dalej. Wytrysk nadszedł sekundę później. Strzelałem jej w ustach bezustannie, rzucając biodrami. Czułem jak przystawiła język do prącia, żebym nie tryskał jej prosto do gardła. Uchyliła lekko wargi i porządna dawka nasienia spłynęła po członku na jądra. Gdy przestałem się rzucać nadal mnie pieściła. Aneta patrzyła z podziwem na koleżankę.

     – To było niezłe, połknęłaś to?

     – Tak, powiedziałaś żebym się starała.

     – Walnięta jesteś – śmiała się.

     – Wcale nie – wtrąciłem się – było extra.

    Marta z dumą patrzyła na Anetę.

     – No widzisz? Nie jestem taka zielona.

     – Widzę, widzę, jak posmakowałaś chłopaka to trudno cię teraz oderwać. Ale na dziś już starczy. Daj mu odpocząć, bo go wykończysz.

    Rzeczywiście byłem zmęczony po dzisiejszych wyczynach. Dwie napalone dziewczyny to było trochę za dużo dla mnie, szczególnie że to był pierwszy raz.

     – No dobra, a kiedy następna taka impreza? – ruda była niewyżyta.

     – Nie gorączkuj się tak. We właściwym czasie. Najpierw się zapytaj jego czy będzie chciał.

    Pierwszy raz dała mi podjąć decyzję. Wreszcie poczułem, że traktuje mnie jak równego sobie.

     – Będę mogła przyjść? – zapytała z obawą w głosie.

     – Tak…myślę, że dam radę was zaspokoić.

     – Dzięki – aż klasnęła z ucieszy – zobaczysz, nie pożałujesz. Oddam ci do dyspozycji wszystkie szparki.

    Aneta pokręciła głową ze śmiechem.

     – Przepraszam, że przyprowadziłam zboczoną koleżankę. Następnym razem będę bardziej uważać.

    Leżeliśmy koło siebie śmiejąc się i drocząc. Gdy odpocząłem, wziąłem prysznic. Jak wychodziłem Marta szeptała coś Anecie na ucho, spoglądały na mnie i chichotały. Popatrzyłem na siebie.

     – Założyłem coś na lewą stronę czy co?

     – Nie w porządku. Marta ma pomysły na następne ruchańsko.

     – Jakie?

     – Same głupie.

      – Ta, głupie – wtrąciła zaraz ruda – a sama się też podjarałaś.

    A spoglądając na mnie dodała: – Jak przyjdziesz to się dowiesz.

    Schodząc z góry zastanawiałem się co takiego wymyśliły. Westchnąłem, bo przeżycia z tego dnia były nieziemskie. Dwie cipki, dwie pary piersi, dwie pupcie – tak dobrze jest chyba tylko w raju – pomyślałem.

     Jeśli chcecie dowiedzieć się co wymyśliły dziewczyny, piszcie. Im więcej komentarzy, tym większa mobilizacja do spisywania wspomnień :).

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Venom
  • Nina – Nowe horyzonty

    Nina stała na parkingu, nie wiedząc co zrobić, dosłownie przed chwilą uświadomiła sobie, że mężczyzna, który wczoraj się z nią zabawił, nie tylko z nią pracuje, ale jest szefem na najwyższym szczeblu. Zamyślona weszła do budynku i skierowała się do swojego biurka. Usiadła na krześle i zauważyła, że na jej biurku jest mała żółta karteczka. Podniosła ją i przeczytała ręcznie pisany napis „Proszę pilnie się zgłosić do pokoju kierownika”. Rzeczywistość wróciła do Niny i przypomniała sobie, że jest w pracy, zostawiła swój plecak pod biurkiem i poszła korytarzem w kierunku pokoju kierownika. Była tam już kilka razy, odkąd zaczęła pracę, często musiała tam przychodzić, żeby podpisać pozostałe papiery związane z jej zatrudnieniem. Drzwi były lekko uchylone, zapukała więc i powoli weszła do środka. W pokoju czekał mężczyzna odwrócony tyłem do drzwi, od razu rozpoznała, że nie jest to kierownik, zamiast blondwłosego mężczyzny stał tam ktoś inny. Odruchowo chciała przeprosić i wyjść, ale kiedy mężczyzna się odezwał, rozpoznała go.

    – Zamknij drzwi, Artur nie będzie nam przeszkadzał – powiedział, patrząc w okno za biurkiem.

    Nina powoli weszła i zamknęła za sobą drzwi. Czuła na klatce piersiowej uderzenia swojego serca, które podchodziło jej do gardła, przez co trudno jej było złapać oddech. Przeszedł ją strach, na wspomnienie wczorajszego dnia reagowała do tej pory z podnieceniem, ale był to dla niej rozkoszny sen, oddalona fantazja, teraz kiedy to wszystko powróciło i stało się rzeczywistością zamarła. Tymczasem prezes odwrócił się i usiadł za biurkiem, wyciągając teczkę z logiem firmy, otworzył ją i wyciągnął kilka zadrukowanych kartek.

    – Siadaj – wskazał jej miejsce po drugiej stronie biurka – Nie bawmy się w podchody, oboje pamiętamy, co się wczoraj stało, ale widzę, że nie czujesz się najlepiej, więc usiądź może najpierw.

    Nina usiadła, czując, że zaczyna się pocić, nie miała pojęcia, co się stanie podczas tego spotkania. Prezes wyciągnął szklankę i nalał do niej irlandzkiej whiskey, która miał w torbie i postawił jej na biurku.

    – Wypij, uspokoisz się trochę, i oddychaj, bo zaraz mi tu zemdlejesz. Ty sobie siedź spokojnie a ja tymczasem wyjaśnię ci wszystko dobrze? – uśmiechnął się i spojrzał jej w oczy.

    Nina tylko kiwnęła głową, nie wiedząc co powiedzieć, wzięła łyka i poczuła, jak whisky rozpala jej gardło.

    – Przyglądałem ci się od jakiegoś czasu, a także zbierałem opinie klientów, którzy mieli z tobą kontakt, masz bardzo dobry kontakt z ludźmi i w dodatku nie jest to zasługa twojego zgrabnego tyłka. Uważam, że trzymanie cię tu jako kuriera jest marnotrawstwem, zarabiasz najniższą krajową, harujesz w słońcu, w dodatku jest to praca fizyczna, wyobraź sobie, jak długo byłabyś w stanie tak pracować?

    Nina wyobraziła sobie siebie za parę lat przygarbioną niosącą wielką paczkę, od razu poczuła, jak mało w życiu zapewne osiągnie.

    – A teraz pomyśl, że dostałabyś szansę zarabiania pieniędzy, na jakie nigdy prawdopodobnie nawet byś nie spojrzała, a w dodatku miałabyś dużo czasu na wydanie tych pieniędzy, czy nie byłoby to dla ciebie lepszą wersją przyszłości niż ta, do której obecnie zmierzasz? – jego spojrzenie sprawiało, że czuła się naga jakby przenikał ją wzrokiem.

    – No tak… – zaczęła, ale nie zdążyła dokończyć.

    – Uważam, że masz predyspozycje, żeby pozyskać dla naszej firmy sporo klientów, dlatego chce, żebyś przeczytała swoją nową formę wynagrodzenia – odwrócił jedną z kartek tak, aby mogła przeczytać. Spojrzała na kwotę na dole, było tam blisko 200 tys. i to za miesiąc. Było to stanowisko osobistej asystentki Dyrektora Generalnego Eternal Youth.

    – Ja… Chyba nie do końca rozumiem – Nina była mocno zmieszana czuła, że to wiąże się z czymś jeszcze.

    – Masz w sobie coś, co sprawia, że jesteś nie tylko ładna, ale wydajesz się niedostępna dla większości facetów, każdy marzy, żeby położyć na tobie swoje ręce, ale patrzą na ciebie i widzą dziewczynę poza ich zasięgiem, patrzą na twoją twarz i widzą coś więcej niż tylko obiekt pożądania, czują zaufanie. Rozumiesz, do czego zmierzam?

    – Mam uwodzić klientów? – oddech Niny uspokoił się.

    – Masz im oddać swoje ciało i swoją duszę każdemu, kogo ci tylko wskaże i to bez wyjątków, i żeby było jasne, kwota, na którą patrzysz to tylko początek, chce dopiero sprawdzić twoje możliwości. Bo widzisz tutaj mam też drugą kartkę, na której zobowiązujesz się pełnić dla mnie usługi przez 3 miesiące jako okres próbny, zerwanie umowy lub niewykonywanie poleceń wiąże się z oddaniem całej wypłaty od początku zatrudnienia, ale nie radziłbym zrywać umowy raz podpisanej ze mną – Jego wyraz twarzy zmienił się na groźny.

    – Rozumiem – Nina czuła się jakby to nie była propozycja, którą można odrzucić.

    Nie odzywając się, wzięła długopis do ręki. Dyrektor uśmiechnął się i przysunął jej kartkę. Dziewczyna umieściła swój podpis u dołu kartki, a następnie na kolejnej. Mężczyzna szybko porwał kartki i włożył z powrotem do teczki, splótł teraz dłonie na biurku i spojrzał nastolatce w oczy.

    – Pozostaje tylko jedna kwestia – usłyszała, że drzwi do gabinetu się otwierają – widzisz, muszę przeprowadzić test, żeby sprawdzić, jak bardzo jesteś mi oddana.

    Nina usłyszała, jak ktoś wchodzi i idzie w ich kierunku, powoli odwróciła się i była zaskoczona, kogo zobaczyła. Był to ochroniarz, który co tydzień sprośnie się na nią gapił i próbował obmacywać. Spojrzała wstrząśnięta na dyrektora pytająco. Dyrektor wstał z fotel i przeszedł obok biurka.

    – Pan Andrzej jest twoim pierwszym zadaniem, za chwile zostaniecie tu sami, a kiedy tu wrócę, mam usłyszeć, że zrobiłaś, co tylko chciał.

    – Nie! – krzyknęła – dlaczego akurat on?

    – Z każdym – zaczął – masz to zrobić z każdym, z kim ci każę, zrozumiano?

    Nina zacisnęła pięści, tego się nie spodziewała, nie zrobiłaby z nim tego za żadne skarby. Żadne? Właśnie przypomniała sobie kwotę, która jej zaproponował, da radę, pomyślała, to tylko głupi wieśniak, to ja tu będę zarabiać setki tysięcy, a on zaraz wróci do swojego marnego życia, to będzie jedyna chwila w jego życiu, kiedy będzie miał coś wartościowego.

    – Tak jest – odpowiedziała – zrozumiałam.

    Dyrektor wyszedł z gabinetu, a ona spojrzała na ochroniarza, patrzył na nią jak na świeżo usmażony stek, na który miał się zaraz rzucić. Nina wstała i stanęła naprzeciw niego, czekając na rozwój sytuacji.

    – Rozbieraj się księżniczko – powiedział ochroniarz, wpatrując się w jej dekolt.

    Nina wzięła głęboki oddech i zaczęła ściągać swój niebieski podkoszulek, na widok jej opalonego ciała ochroniarz zaczął sapać i dotykać się po kroczu. Dziewczyna położyła koszulkę na biurku i zaczęła rozpinać biały stanik. Rozpięła go i uwolniły się dwie jędrne piersi z małymi sutkami. Spojrzała na faceta, który najwyraźniej czekał na więcej. Zaczęła wiec zsuwać z siebie szorty po swoich gładkich wydepilowanych udach, schyliła się, żeby je ściągnąć i w tej chwili poczuła na sobie wielkie spocona łapska. Andrzej objął ją i zaczął ocierać się kroczem o jej białe majteczki, jedną ręką ścisnął jej pierś i zaczął lizać ją po szyi, w tym momencie miała ochotę przerwać i chciała wyjść, ale Andrzej wyciągnął swojego niewielkiego spoconego kutasa i odchylając jej majtki, włożył jej go w odbyt. Nina krzyknęła i chciała się wyrwać, jeszcze nigdy nie uprawiała analnego seksu. Ochroniarz przyparł do niej i poczuła na sobie jego spocony brzuchal, zaczął rżnąć jej tyłek jak pies szybkimi ruchami, do oczu dziewczyny napłynęły łzy, jej odbyt piekł niemiłosiernie, z jej ust zaczęły wychodzić głośne jęki lekko zachrypnięte przez płacz. Andrzej wchodził swoim kutasem głęboko w jej odbyt, nie przejmując się, jak się czuje dziewczyna, chwycił ją swoimi łapami i dosłownie przewrócił na podłogę, Nina aż syknęła, kiedy uderzyła się w łokieć przy upadku, leżała teraz na plecach na podłodze i patrzyła, jak znów rzuca się na nią grubas z opuszczonymi spodniami, mniej straszne wydawało jej się to kiedy tego nie widziała, ale teraz patrzyła, jak ten obleśny facet wkłada swojego brudnego fiuta w jej dziurkę w dupie i znów poczuła ból, jego brzuch zwisał nad nią i ocierał się o jej ciało, smarując ją jego potem, spojrzała na jego twarz i szybko zamknęła oczy, ten widok zapamięta do końca życia, wyraz jego twarzy, kiedy posuwał ją tutaj na podłodze, Andrzej wsuwał go coraz szybciej, aż w końcu zwolnił i Nina poczuła jak zalewa ją ciepłą spermą w jej odbycie, myślała, że to koniec, ale ten, kiedy spuścił się w niej, opadł na nią całym cielskiem, przygniatając ją. Po czym przetoczył się przez nią i wstał. Nic nie powiedział, tylko podciągnął spodnie i wyszedł. Zapłakana dziewczyna zaczęła się ubierać, po chwili do gabinetu wszedł dyrektor, patrząc, jak się ubiera, przeszedł obok niej i usiadł za biurkiem.

    – Dobrze się spisałaś, możesz już wrócić do domu, przelałem ci pieniądze, kup sobie coś eleganckiego, od tej pory będziesz dostawać poważne zadania.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Sarah
  • Kocie wspomnienia, vol 4: W ludzkiej skorze

    Zimno ma za zadanie wyżreć wszystko, ale zabiera tylko ciepło. Ciało uparcie nie chce się skupić jedynie na nim, z powrotem sprowadza wszystkie myśli do głowy. Ma nawet przygotowaną wersję na to. „No już kotuś, widzę, że zimno, chodź, wytrzemy Cię bo masz gęsią skórkę” zakończone buziakiem w czubek głowy, gdy wielkie ramiona owijają moje ciało ręcznikiem. Mocniej się więc kulę, chowając twarz w kolanach. Czemu, po tym wszystkim, nie jestem szczęśliwa z wolności?
    Otulił mnie swoją kurtką, zanim podniósł. Widziałam, ale nie słyszałam to wszystko. Jak ludzie krzyczą, jak Pani Zuzia próbuje go zatrzymać, jak Pani Alicja stoi przy drzwiach patrząc w naszą stronę nie wiedząc co zrobić, jak inni „właściciele” uciekają przed nim w panice. Wszystko było spowolnione, jakby puszczane z taśmy. Jak układa mnie na miejscu pasażera, jak ruszamy stamtąd i jedziemy w noc. Kiedy jednak wspomnienia wracają, znów jestem tamtą dziewczyną, którą porwał. Panikującą, krzyczącą i szlochającą. Przecież to Pan. Ten sam, który zawsze robił nam najlepsze posiłki i rozpieszcza samym mizianiem i słowami. Ten, który tuli po kąpieli do siebie, całując w uszka i stópki, zakłada majteczki mówiąc o tym, że słodko wyglądam. Biorący w swoje wielkie, bezpieczne ramiona by zadusić życie skrzywdzonej Amiry i Judyty, bo czuje się winny. Roztrzaskujący potęgą swych ramion głowę własnego brata, za to, że zrobił to co mógłby z głupiego kaprysu on. To nie był „pokaz siły”, to była furia, która została uwolniona. Co będzie ze mną? „Zabrałem tą kruszynkę, bo nie mogłem jej zostawić po tym co zobaczyła” tak określił ten akt litości, po którym zostałam jego kotem, czyż nie? Zatrzymuje się łagodnie, w ciemności rozświetlanej tylko żółtą lampą.
    – Pół kilometra w tamtą stronę jest szpital. – wskazuje palcem w prawo – Pomogą Ci. – znów ten głos, jak gdy tworzył cały sens mojego kociego życia – W kieszeni znajdziesz portfel. Będzie tam nieco pieniędzy w banknotach, ale zainteresuj się kartą. Pin to dziewiętnaście sześćdziesiąt osiem. Zastrzelenie Luthera Kinga. Tam będzie więcej pieniędzy. – ręka mu nie drgnie, chociaż ją szarpie i trzymam z całej siły – Opróżnisz to konto, zrobisz co zechcesz. – widzę jak druga ręka zaciska się na kierownicy, ta trzeszczy niepokojąco – Człowiek zawsze był zwierzęciem. Inteligentnym, lub nie, ale zwierzęciem. A je da się oswajać. Ale czy takie zwierze może czuć z tego jakąś radość, by być szczęśliwe razem z swoim Panem? – odwraca się ku mnie i widzę, że też płakał – Byłaś moim cudownym kotkiem, Sara. Takim, o jakim się zawsze marzy. – pochyla swoją twarz, a ja się nie odsuwam, gdy nasze wargi się stykają po raz pierwszy, tak prawdziwie, jak pocałunki jego i Pani Alicji, ale jednocześnie słyszę jak otwierają się za mną drzwi i odsuwa, patrząc gdzieś w głąb mnie swoimi oczami – Wracaj na wolność, śliczna. – ale nim zdążę mu odpowiedzieć, leżę na poboczu patrząc na odjeżdżający w dal samochód.
    Wolność, co to znaczy? Nie wyobrażałam sobie, że wrócę do życia Marty. Nie dlatego, że tamte przeżycia były trudne, ale… No dobra, to był główny powód. „Hej mamo, to ja, twoja zaginiona przed…” boże, mieszkaliśmy razem niemal trzy lata, a w dodatku teraz pięć jestem wolna i nadal dostaje kręćka, „… córka. Wiesz, mnie i tego głupka, którego nie lubiłaś porwał Mulat należący do grupy bogatych ludzi robiących z innych seks niewolników. No! Ale on mnie nie gwałcił, żyłam u niego jako jego ozdoba domu, kot. Za to odkryłam, że chyba jestem biseksualna. Tak. Miałam tam dziewczynę, która też była jego kotem. Kochałyśmy się. A poza tym udowodnił mi, jak bardzo marnowałam swoje życie, ale dzięki niemu jest lepiej. Teraz jestem bogata i mogę robić co chce. Uwolnił mnie, bo zamordował własnego brata gołymi rękami i zabił tą moją kochankę. Tak, smutna historia, ale wiesz, ja rozumiem czemu to zrobił. Tęsknie, bo nie wiem co powinnam robić.”. Może bym to mogła opowiadać w białym pokoju wyłożonym poduszkami po jakiś lekach, w wygodnym kaftaniku bez rękawów?
    Wychodzę spod prysznica, niepewna czy bardziej jestem mokra od płaczu czy wody. Staje przed lustrem. Żaden, cholernie żaden krem nie potrafił usunąć z powrotem tych wszystkich pieprzyków, przebarwień i całego innego syfu. Jednolity, śliczny kolor zniknął. Tatuaż, który znów się ujawnił jak skaza, zasłoniłam nowym, przestawiającym, ha ha, kota łaszącego się o pieszczoty. Myślałam, że się tym odetnę. Nawet sierść, pardon, włosy regularnie układane przez fryzjerkę były paskudne. Jak kopa siana, kiedyś tak cudownie miękka i puchata, że każdy jej uwielbiał dotykać. Dobrze, że chociaż laserowa depilacja… Droga, czasochłonna, ale przynosiła podobny efekt do tabletek, więc w miarę gładko wyglądam. Boże, kim ty jesteś, paskudo w kryształowym zwierciadle? Wyglądasz jak smutny peterbald, który myśląc, że jak ucieknie z domu to będzie mu lepiej.
    Nie zapomnijmy o cioci. O tak, też wrócił. Nie ma tabletek, jest tsunami. Szaleństwo, ból i rozpacz. Coś, co przez osiem lat dla Marty było normą, znów było zaskoczeniem jak dla dziewczynki. Kiedy pojawia się jednak, wsuwam sobie kubeczek i mam dozę spokoju, jaki dawał jej. Kusi mnie wizyta u psychiatry, nakłamie o czymś tam, bo nie powiem przecież prawdy, może dostanę jakieś antydepresanty i nagle znów będzie fajnie? Albo kupię coś u jakiegoś dilera na poprawę humoru? Nie! Nie, nie, nie! Pan by się zdenerwował, jakby się dowiedział! Ale go nie ma od bardzo długo… Argh!
    Opadam na dłonie i kolana. Apartament w Amsterdamie! To sobie wybrałam luksusowy karton do życia! Nic w nim z domu, który był… W Europie czy w Azji? W jakim cholernym kraju mieszkaliśmy? Gdzie? Porzucił mnie niedaleko Obwodu Kaliningradzkiego, w Polsce. Ale długo jechaliśmy, nie? Mogliśmy więc być gdziekolwiek na tym lub drugim kontynencie. Nie jest domem, bo nie ma tu ręki, do której da się przyjść. Mogę mieć kupioną sobie butelkę z sklepu dla niemowląt, ale mleko z kartonu… No tak, tamto to było „specjalne mleko”, bo „krowy” były wyjątkowe. Jeść na podłodze z miski, do której sama przygotuje posiłek, ale jest pozbawione smaku. Nie umiem gotować jak on. Nie chce zdejmować swojej obróżki, która mi zostawił, nawet do spania. I tak pięć lat, dzień w dzień. Rozpacz i koszmar.
    Wskakuje do łóżka, wciąż nago. Sunę w górę, przytulam się do wielkiej poduszki. Brakuje mi Amiry. Jej ciepłego oddechu, pocałunków, przytulania się do siebie czy delikatnych pieszczot. Codzienna próba osiągnięcia przyjemności przez wsunięcie sobie ręki pod brzuch i dotyku. Wyobrażam sobie, że leżę na niej z twarzą w jej piersiach. Obejmuje mnie. Jej dłoń dotyka mnie z góry, gdy poruszam nadgarstkiem. Jesteśmy tak blisko. Mogę pocałować ją między piersiami pachnącymi tak ładnie. Jej ciepły oddech w włosach. Obrócę dłoń i to jej zacznę dotykać. Zrobi się wilgotna szybko, łatwo. Ale nie przestane, więc i ona przyspieszy ruch. Kręcąc kółka dwoma palcami, naciskając i rozciągając moją muszelkę w dół, na boki, wsuwając opuszki do wnętrza. Uniosę głowę i wymienimy długi pocałunek. Tak, by zawsze gdy będziemy się całować, będziemy czuły jakbyśmy się znów dotykały w ten szczególny, delikatny sposób. Jeszcze odrobinkę, jeszcze chwilkę… Proszę… Zostań ze m….
    Cholera. Nic. Żałosne fiasko. Lekkie podniecenie, które opada, gdy zaczynam płakać. Siadam na łóżku, znów się kuląc jak pod prysznicem. Przez ten czas zdążyłam znaleźć i skorzystać z usług kilku dziwek dla lesbijek, żadna nawet wybitnie robiąc minetę czy używając strap-ona nie była w stanie przynieść niczego zbliżonego do tamtych przeżyć. Tak, od pięciu lat w swojej frustracji nie osiągnęłam orgazmu, który przychodził, gdy tylko Pan mył mi cipkę i całowałam się z nią!
    Marzę, że drzwi się otwierają. Biegnę tam na czworaka i widzę, jak wchodzi pochylając głowę by zmieścić się w nich zmieścić. Uśmiecha się. Klęka, rzucam się mu w ramiona. Łaskocze mnie w brzuch, drapie po nerkach i dupce. Trzyma chwile przy sobie, jak małe dziecko, pozwalając rozkoszować sobą. „Wracamy do domu” powie, „Wracamy do naszego domu, kotek”.
    Zamówię pizze. Poproszę o upieczenie serduszka, zadzwonię do jakieś call girl, obejrzymy razem Wallego jedząc. Kładłyśmy się z Amirą na łyżeczkę przy nim, a jego ręka czesała nasze włoski i boczki. Mówił, że to piękny film, póki nie wkraczają ludzie. To wszystko psuje. Może skończy się ten seans w łóżku? Poproszę, by mnie dominowała jak Pani Alicja i…
    Domofon. O tej porze to coś nowego. Tym bardziej przed telefonem po pizze i kurwę. Pospiesznie wciągam pistacjową koszulę nocną z nadrukowaną dziewiętnastką, która przysłania co powinna i biegnę, gdy już brzęczy trzeci raz. Ktoś jest bardzo bardzo niecierpliwy.
    – Sara Kot. – nie mogłam się oprzeć by zostawić to w ten sposób, a przecież i tak nie wiedzą tutaj co oznacza „kot” – Hoe kan ik helpen?
    – Siku, siku! – cukierkowy głosik brzmi rozpaczliwie, chociaż jest obcy – Proszem, proszem, proszem!
    – Musiała się pani pomylić… – dawno nie używałam tego języka – Jeśli…
    – Pan powiedział, że to tu! – upiera się głosik – I pani Sara, jego kotek! Muszę siku! – piszczy – Albo Pani powie, że mam zrobić tutaj, to zrobię. Pan kazał robić co pani powie. Mam?
    – Ja… – Pan powiedział jej że tu, głupku, to znaczy, że… – Ermhm… – spokojnie Sara, wdech i wydech, tak, dobrze, myślę – Musisz wjechać windą B, ta A nie działa. Na trzecie piętro, za rogiem w prawo. – Pani Sara, jego kotek, taa, myślę, będzie tego żałowała bardziej niż nie wizyty u psychiatry – naciskam guzik od elektrycznego zamka.
    W drzwiach jest ich aż pięć. Poza rozczarowującymi płatnymi wizytami unikam ludzi jak się da. A teraz. Gdy otwieram drzwi, następuje gong przyjazdu windy i zza rogu niczym niegdyś Majka na Pana wypada postać w czarno-białej bluzeczce o gołych, bosych nóżkach i biegnie w moją stronę, mija w progu i rozgląda się w panice
    – Siku, siku! – jęczy znów tak cukierkowo dziewczyna – Tak jak w domku?
    – Ta… – ale nim zdążę dokończyć, postać znika za jedynymi drzwiami w mieszkaniu – Ahm… – brakuje mi przestrzeni myślowe.
    Ma łaciatą bluzę. I zachowuje się śmiesznie, tak samo zresztą mówi. O, wie o Panu i, że byłam jego kotem. Jak nie jest przybyszem z innej planety lub jej nie wymyśliłam z rozżalenia to zostaje jedynie prawdopodobna opcja, że….
    Wychodzi dysząc. Ciężko powiedzieć ile właściwie ma lat. Szesnaście to za dużo. Dwanaście? Makijaż ma jej pewnie kilka dodać, bo ma taką dziecięcą buzię. Zdarty wysoko nosek, wąskie wargi i cudowne, identycznie jak Pana, brązowe oczy potraktowane pomarańczowym cieniem i czarnym tuszem. Wygląda jak ludzka wersja mopsa. Śmieszne to, może nawet nieco brzydkie, ale słodziutkie. Orzechowe włosy są ścięte na dziewczęco. Jasna skóra ma ładny odcień. Bluza w łatki sięga jej podobnie jak moja koszula nocna poniżej połowy uda.
    – Prawie pociekło! – mówi niemal z pretensją – Teraz dostane batonik? Pan trzyma je wysoko, bym sama sobie nie brała, ale… – znika w kuchni jakby była u siebie, zatrzaskuje drzwi i mknę za nią, przyłapując ją na zaglądaniu do jednej z szafek
    – Dobra, do cholery. – biorę się pod boczki by groźniej wyglądać – Kim jesteś, co tu robisz, skąd wiesz to wszystko i… – mogłam przemyśleć kolejne pytania – Mów, albo…. – i groźby
    – No, tak, tak. – mruczy przybysz – Sara da Ci batonik jak powiesz dokładnie co Cię nauczyłam. – odwraca się ładnie twarzą do mnie, unosi swoje chude dłonie przed nosek, porusza ustami patrząc na nie, marszczy się, zbliża je mocniej, uśmiecha się, cofa i znów rusza ustami – Pan Dawid… – zaczyna, a ja już czuje dreszcz na wspomnienie tego imienia – bardzo za tobą tęskni, ale nie chce zabierać Ci znów wolności. Chce, byś wybaczyła mu co zrobił. On sam też nie umie sobie… – znów spogląda na łapki – porazić? Ah, poradzić! – uśmiecha się jakby zadowolona – Ale czuje, że jesteś samotna. Dlatego przesyła Ci prezent… Pokaż na siebie i powiedz o sobie… Aha! – pokazuje na siebie jakby była towarem na sprzedaż – Mój numer to H042089, ale nazwano mnie Estera. Można to zmienić. Jestem krową mleczną, a mój wiek biologiczny to trzy lata. Nie rozwinęłam się prawidłowo, ale potrafię dać około litra mleczka na dzień. Mam robione dla tego dwa razy dziennie automatyczny zastrzyk. – odsłania swój kołnierz pokazując obrożę, grubą czerwoną z wypustkami po lewej i prawej oraz dzwonkiem zamiast plakietki – Trzeba mnie karmić trzy razy na dzień, a mleko daje rano i wieczorem. – chowa łapki za plecy – Dostanę batonik? – zamyka oczy i otwiera buzię.
    „Nie mamo, tamto życie było naprawdę cudowne. A wiesz? Dzisiaj mój były właściciel daje znać, że żyje, bo przysyła mi stworzoną w laboratorium dziewczynkę, której jedynym zadaniem jest produkcja mleka z cycków. Tak, jak krowa. Po pięciu latach, gdy jedynie marzę o tym, by znów mnie zabrał ze sobą, robi mi taką niespodziankę! Niesamowite, prawda?”. Nie, jej tu nie ma. Zwariowałam. Przecież jest tak samo wysoka jak ja, ale pewnie masywniejsza o kilka kilogramów. I te cycki rysujące się pod bluzą. Pewnie są rozmiar większe niż moje. Tak, to odpowiedź. Nie ma jej. Ha! Jak ją uszczypnę to pewnie…
    – Auaaa! – jęczy otwierając oczka – Przecież nic nie zrobiłam. – jej buzia zmienia się w podkówkę – Wydoi mnie pani? Bimbałka boli. – uciska lewą pierś, a na bluzie pojawia się wilgotna plama – Mój laktator jest w tym śmiesznym pudełku, zostało w tym ruszającym się czymś. I mamy zrobić takie bip-bip-bip-bip. – pokazuje na dłoni jakby używała komórki – By powiedzieć, czy mogę zostać. Batonik?
    – Gdzie. Jest. Pan. – wbijam palce w jej ramiona, na co jeszcze bardziej się krzywi i przyciskam ją do kuchennych blatów – Nic mu nie jest? Skąd wie, gdzie mieszkam? Obserwuje mnie? Chce mnie zabrać do domu? – jej buzia zamyka się nagle, oczy rozszerzają jak w strachu, a policzki nadymają – No mów.
    Bzyczenie rozlega się na granicy słyszalności. Widzę, jak jeszcze bardziej puchnie na mordce, tak, że usta zmieniają się w ciupek i…. Ma wylew czy jak? Poci się, wywaliła jęzor, a oczy uniosła nieprzytomnie do góry. Nie, chyba tylko orgazm. Jęczy, ślini się nieco, cycki jej puchną, a nogi zaciskają. Ta… Zaraz, ja też tak wyglądałam na stole u Pani Zuzi?
    – Aaaammffiuuuu… – zlizuje ślinkę – Teraz naprawdę chce batonik. Dostawałam go zawsze po zastrzyku. Ammamama! – zamyka oczy i wystawia jęzorek
    Tak, bez wątpienia jest krówką. Myślałam, że pani Alicja żartuje, ale przecież patrzę na nią, trzymam ją w rękach. Pan zrobił Cię z kilkoma identycznymi siostrzyczkami w brzuchu innej „krowy”, potem jak się urodziłaś to umieszczono Cię w pojemniku do rozwoju. A potem zabrał, nazwał i dał mi, ot po prostu po pięciu latach na wolności Sarze przyda się krowa zamiast spotkania ze mną. Chowam głowę w jej szyi i zaczynam płakać. Robi to samo, tylko głośniej wyjąc.
    – Czemu płaczesz, głupku? – pociągam nosem
    – Bo Pani płacze, więc zrobiłam coś źle i dostane karę. Nikt mnie nie chce, bo nie umiem dać galonów mleka. A w domu dostawałam batonik i wszyscy się cieszyli. – czuje, jak mam wilgotne ramię – I bimbałka booli. A laktatorek jest wciąż w tym pudełku, które tam stoi, bo mieli z nim zostać jak biegła siku.
    Odpycham ją tak, ze upada. „Mieli z nim zostać”. Czemu nie zaczęła od tego? Dobiegam i otwieram drzwi, wypadając wprost na plastikową, różową skorupę walizki stojącą na wycieraczce. Do rączki doklejono kopertę. A więc był tu. Albo byli. Kto? Pan? Pani Alicja? Cholera. Osuwam się na miękkich nogach, wyjąc. Kiedy po tym długim czasie mam go znów zobaczyć, zostawia mnie z tym czymś i odchodzi. Tego się nie robi kotu. Nie wiem, czy tylko płacze, czy wyje jak zarzynane zwierze. Pewnie to drugie. Wreszcie jednak decyduje się oderwać kopertę, podpisaną lakonicznie, odręcznym, łagodnym pismem „Sara”.
    – I kot będzie miał swój dom, gdzie zawsze wraca, bo jego Pan tam jest i czeka na niego z miseczką mleka. – odczytuje sobie na głos zawartość kartonika z wnętrza – Ale wiesz, że to kłamstwo? To nie nasz dom. Ciebie tutaj nie ma. A moja miseczka jest pusta.
    Wstaje z podłogi i biorę walizkę do środka. Wracam do kuchni. Estera, jak się przedstawiła krówka, wciąż leży na podłodze, a wysoko uniesione bose stópki odsłoniły fakt, że prócz bluzy nie ma na sobie pewnie niczego. Boże, nawet jej łysa cipka wygląda jak dziewczęca, aseksualna bułeczka, a nie coś co znalazło się między moimi nogami po miłych zabawach ze strony pani Alicji. Zasłania się łokciami na twarzy, jakby bojąc się ciosu. Żałuje, że nie mam dwóch metrów plus, by czuła respekt od samego cienia padającego na nią.
    – Batonik? – rozlega się z podłogi, niewinnie, z obawą.
    – Po pięciu latach stwierdza nagle. Ej, Sara ciągle siedzi sama, to pewnie jest smutna. Dam jej krowę. – zastanawiam się na głos – Taka, która umie tylko batonik i bimbałki, ale daje mleko. O, doskonały pomysł, sam nie pójdę by ją zobaczyć, po prostu ją zostawimy i…
    – Bardzo kocha Sarę. – nie podnosi się z podłogi jak normalna osoba by zrobiła -Nie wiem co to znaczy kocha, ale zawsze mówi „kochana Sara”, „moja malutka kochana Sarenka”, „wyjątkowa, kochana Sara”. Mówi też coś, co się nazywa krzywda i…
    – Co ja mam z tobą zrobić, co? – wzdycham przerywając jej, czując, że nie mogę się gniewać wiedząc czym jest
    – Dać batonik i wydoić? – podwija bluzkę wyżej, ukazując podobne do dorodnych gruszek piersi z bledziutką, wypukłą sutką chyba jedyną dorosłą rzeczą na jej dziecięcym ciele – Pan tak robił. – naciska palcami sutek, a ten od razu strzela mlekiem na kilka centymetrów.
    Dobra, może mnie poniosło. Może to fakt, że nie szło mnie zaspokoić. Dawne instynkty, marzenia i inne takie. To przecież krowa, ma dawać mleko? A ja jestem kotem, koty piją mleko? Boże, jest obrzydliwie dobre w swej prawdziwej postaci. Nostalgiczne w smaku. Jej sutka pęcznieje mi w ustach. Jak smoczek, który pierwszy raz wepchnął mi do suchych ust, bym zjadła swój pierwszy posiłek w nowym życiu. Gniotę mocniej pierś między dwoma pięściami i mleko wpada prawie wprost do gardła. Więcej, cholera, więcej. I jest więcej. Słysze jak jęczy, gdy to robię. Nie gryzę, ssę. Po kolejnych kilku łykach pozostają jedynie smętne kropelki.
    – Brakowało mi tego… – powiedziałam to na głos? – Mogę drugą też?
    – Njs… Njsszsss… – ah, znów mina pełna naturalnej, prymitywnej rozkoszy, więc po prostu głaszcze jej pulchny brzuszek, jest słodziutka – Arghhum.
    – Aż tak przyjemnie? Że zastrzyki i dojenie?
    – Jak batoniki. – mamrocze z siebie – Ale dużo naraz, włożonych do buzi. Czekolada i różowe się zbijają w kulkę i nie da się ich połknąć. To boli, ale jest dobre. – ziewa – Bimbałki na przemian. Jedna na obudzenie, druga przed spaniem. – układa się na boczku – Ale buzią jest więcej batoników niż laktatorkiem. Będzie robiła tak Pani częściej? – zwija nóżki pod siebie, przyzwyczajona pewnie do spania po dojeniu.
    Otwieram jej walizeczkę. Prócz urządzenia o którym ciągle gada, jest niewiele więcej. Opakowanie popularnych batoników malinowych, z doczepioną adnotacją „trzy dziennie max”, kartonik z nabojami podobnymi do tych na sprężone powietrze i drukowaną instrukcją wymiany z informacją, że trzeba to robić co 72h, plastikowy pojemnik różowej maści podobnej do wazeliny opisany flamastrem jako „Estera piersi na mokro”. I na dnie, to. Pozioma ramka z zdjęciem. Leże na kanapie w salonie z wyciągniętymi w przód łapkami, ubrana w wielki czerwony sweter w białe norweskie wzorki. Ogon mam przerzucony przez udo, uśmiecham się przez sen ssąc butelkę ułożoną przed twarzą. Pewnie zrobił je zimą, zanim przyszła do nas Amira. Chociaż staram się zetrzeć łzy, Estera podrywa się na mój szloch.
    – Nie smakuje? – wygląda na przestraszoną – Nikt nie mówił, czy jest dobre… – też zaczyna płakać – Chciałam by pani Sara mówiła „kochana Estera”, jak on o niej, a ja jestem bez.. bezu… bezuneczna, jak mówili i nawet nie dostałam batonika.
    Tak się czuł, tak? Kiedy go drapałam, szarpałam, krzyczałam i gryzłam? Nie chcesz zranić takiego słodkiego stworzonka, a ono nie wie co się dzieje i panikuje. Musisz je jakoś uspokoić, ale nie wiesz jak. Ale dał mi fory, bo mam batoniki. Co on miał dla Marty, prócz faktu, że mogła się bać?
    Przytulam ją do siebie, gładząc po pleckach. Zębami i drugą dłonią otwieram złote opakowanie i macham batonikiem przed jej nosem. Przestaje płakać natychmiast i niucha.
    – Pan wkładał po kawałku do pyszczka. – pokazuje do wnętrza buzi – Mówił, że to dlatego, iż przyjemność powinna trwać długo…
    -… bo wtedy jest wyjątkowa. – ułamuje niewielki kawałek i wkładam jej do buzi, a ona ciągnie ustami i języczkiem po palcach, co jest przyjemne – Też mi to mówił. – uśmiecham się i powtarzam, czując coś przyjemny dreszcz, gdy je mi z dłoni – Też będę Cię nazywała Estera. To ładne imię. – całuje ją w czółko, gdy przeżuwa batonik – No ostatni kawałeczek i idziemy spać.
    – Miałam takie miękkie coś do leżenia w dużym pokoju. Przychodził z laktatorkiem, przebierał mi to – macha swoją bluzą – przykładał buzię o tu tak przyjemnie, mówił „Dobranoc gwiazdeczko” i robiło się ciemno, a ja zasypiałam.
    – Mhmm..My będziemy spały razem, może być? – uśmiecham się do niej, nadal drapiąc jej plecki, a ona odruchowo chyba się przytula – Chodź, poszukamy Ci jakąś piżamkę.
    W mojej koszuli nocnej, która ciasno przylega do ciała, wygląda całkiem ładnie. Na pewno obrysowują się wszystkie jej dziwne kształty. Kładę się na łóżku, a ona niepewnie wchodzi. Patrzy na mnie przez moment, więc unoszę ręce jak Pan do nas, zachęcając do przytulania. Włazi w nie, przytula się dokładnie jak ja do piersi, zamykając oczy z uchem na sercu i łapką na moim brzuchu. Drapie ją po plecach. Ten prosty, głupi gest z jej strony… Czuje ciepło w środku. Czy też je czuł, gdy to robiłam? Dlatego nas miał? Całuje ją w obnażone czółko.
    – Dobranoc, gwiazdeczko. – nie przerywam drapania na wysokości nerek i dupki – Może jednak Pan po mnie wróci, ale póki co… Dał mi swoje uczucia. – uświadamiam sobie dopiero po chwili co powiedziałam.
    Markus według opowieści karmił swoje suki spermą i jedyne co z nimi robił to gwałcił, a ja widziałam, że dodatkowo tłukł. Pani Alicja tresowała sobie niewolników, czy to do alkowy, czy podobnie jak Tobi do domu, bo fascynowała ją dominacja. Pani Zuzia czuła istotny pociąg do kobiet, nawet suczek czy kotek, ot zwykłe uczucie pożądania i przyjemności, któremu dawała upust. A on? Jawił się pewnie im wszystkim jak outsider. Jak to ujęła Majcia? „Jedyny na świecie ma kotki”. A Amira? „Wystarczy go nie denerwować.” Proste, nie? A jednocześnie był cholernie skomplikowany. Przecież mógł to sobie upraszczać, bijąc i raniąc. A jednak, prócz sporadycznego klapsa, gdy było to konieczne, nigdy nie podnosił swych rąk. Jaka więc była jego nagroda, za posiadanie? „Ładny widoczek”? Nie podglądał tego, jak kochamy się z Amirą. Zachowywał się jakbyśmy naprawdę były parą kotów, które trzyma się w domu. A po co się ma kota w domu?
    – I gotowe. – uśmiecham się do nieobecnej gwiazdeczki, pokazując jej pojemniczek z mleczkiem – Zobacz, więcej niż pół. – bardzo dotkliwie przeżywa ilość swojego mleka, więc jakoś staram się jej rekompensować to – Te twoje bimbałki to cudowna rzecz.
    – Mniuuu… – oblizuje mi policzek – Teraz będzie batonik?
    – Nie kochanie, teraz będzie śniadanko. Jak będziesz jadła tylko batoniki, to Ci jeszcze bardziej brzuszek urośnie i co wtedy? Zmienisz się w świnkę, a świnki nie robią mleka. – podnoszę się z podłogi i otwieram lodówkę przelewając mleko do szklanej butelki – Zrobimy sobie z tego domowy jogurt. Taki malinowy.
    – Jogurt? – przekręca główkę jakby zastanawiając się co to – To coś co lubią kotki?

    – Bardziej niż krówki batoniki. – odpowiadam jej – Ale musimy moją śliczność umyć i ubrać. Zostaniesz troszkę sama dzisiaj, bo muszę jechać do miasta. Ale włączę Ci bajki?
    – Bajki, bajki! – podskakuje na dupce – Tą o myszce, która gotuje?
    – A tą o myszce, która gotuje. – drapie ją za uszkiem, przesuwając dłonią po tej dziecięcej buzi, na co przytula się, cholera, satysfakcjonujące – Będziesz musiała być grzeczna. – wyłączam płytę indukcyjną z owsianką i wlewam ją do miseczek, po czym układam w lodówce na przestudzenie – Jak wrócę i wszystko będzie dobrze, to jutro sobie zrobimy wycieczkę. Pojedziemy za miasto na łączki, nazbieramy kwiatków do wazonika. Może znajdziemy dzikie maliny? – znów ją głaszcze po głowie – No, ale sio mi do łazienki. Lubisz jak Cię myje, prawda? – „Lubisz się myć, co kotek?”
    – To tak fajne jak ba… – chomicza mina, bzzzz, biedny chomiczek ma wylew od orgazmu, wyrzucając jęzorek, pocąc się i jęcząc – Jaajćść… Miuuu… – wyjękuje po zastrzyku – To też fajne. Jak gdy Pani przytula albo daje batonik. – po chwili spogląda na mnie – Ale łapki pani Sary lepsze. – po czym ciszej, odwracając głowę bokiem, jakby wierząc, że nie słyszę mówi – Nie smućcie się batoniki, wy lepsze.
    Nie sposób się nie roześmiać. Czy tak właśnie się czuł słysząc jak mówimy do siebie z Amirą? Nie karał nas za to, bo przecież nie była to mowa bezpośrednio do niego, tylko „miauk” dwóch kotów między sobą. Poganiam ją klapsem w gołą, okrągłą dupkę.
    Samodzielnie rozbieram ją z koszuli nocnej. Kupiłam jej specjalnie kilka większych do spania, chociaż skutecznie wzbrania się przed bielizną. Wrzucam ją od razu do kosza na brudy. Posłusznie, samodzielnie wchodzi do brodzika, siadając w nim, by zrobić się nieco niższa. Brakuje mi wielkiej wany, w której mogłam wprost pływać i tych wszystkich zapachów. Mimo to, przyjemnie jest ją szorować i wciągać słodki zapach.
    – Masz śliczne oczka. Zupełnie jak Pana. – biała piana pokrywa jej włoski – Ciekawe, co teraz robi. W domu pewnie Cię kąpał w wannie co? Była kiedyś taka piękna pani, Kleopatra. Kąpała się w mleku by mieć ładną skórę. Ale pewnie by Ci zazdrościła, taka jesteś ładna.
    – Pewnie miała dużo krów. Tak jak na zielonym. – pozwala mi wypłukać swoje włoski, które nabierają ładnego zapachu – I robią dużo mleka. – unosi łapki pozwalając się gąbką umyć pod pachami i plecach, ale wystarczy, że dłoń przejdzie na drugą stronę by… – Mniuśś! Złe łapki pani Sary, nie ma już mleka w bimbałkach! Ahrm… – to ostrożne, koliste ruchy, które sama lubię, co raz mniejsze, ale płynne, masujące i relaksujące, wiem to – Nie wolno. – mruczy, gdy masuje jej brzuszek, robiąc te same ruchy – Bimbałki nie zab… – spogląda na moją rękę, która kieruje się w dół – Nje, nje… – Tak kochanie, tak – Njeeeeeeeemlsmlm – delikatnie, pieszczotliwie od uda do uda, potem jeszcze lekko pionowo, z mocnym dociskiem, widzę jak odpływa nieco w błogostanie, układając wilgotną buzię na mnie
    – No już, już. – uspokajam ją głaskaniem po szyi i policzku dłonią, zsuwając rękę niżej, ku udom – Nie było źle, co?
    – Y y. – unosi nos, patrząc na mnie tymi niewinnymi oczkami – Jeszcze raz. – ha, też bym chciała.
    – Nie, gwiazdeczko. Wieczorem Ci zrobię złe łapki, co? – myje jej nóżki – Będziemy leżały i zamiast laktatorka nakarmisz panią i będzie Cię głaskała po bułeczce. Pasuje? – opuszcza łepek – Kupiłam Ci taką czerwoną sukienkę, przymierzysz i może jutro ubierzesz na wycieczkę.
    Grzecznie wychodzi do ręcznika, którym ją otulam i mocno trę. Naprawdę to czuł? Ta głupia, małostkowa satysfakcja z posłuszeństwa. Że chcemy się przytulać, lubimy jego dotyk, że może nas wytrzeć i… No tak, lubimy jak kot mruczy. Nakładam krem na różowe bimbałki, robiąc okrężne ruchy dookoła sutki, potem rozcierając w dokładnie w górę skóry. Syka cicho, gdy to robię. Podoba jej się. Mi też. Całuje ją w mięciutkie wargi szarpiąc za sutkę niczym guziczki. Moja słodka, słodziutka gwiazdeczka.
    Po śniadaniu na dywanie przed kanapą, ubrana jedynie w miękką bluzę (raz miała ubrany stanik to beczała, bo gniecie bimbałki) i przeforsowaniu, że w dzień musi nosić majtki grzecznie siedzi oglądając jak zahipnotyzowana Ratatuj. Dałam jej jeszcze batonika w nagrodę, zjadła leżąc mi na udach z nosem w podołku. Myślę, że byłoby możliwe zamówić strap-on i po prostu ją sobie wziąć na łóżku. Możliwe byłoby też wepchnąć jej dłoń do tej ślicznej cipki, nie zważając na nic. Niemniej, im bardziej o tym się myśli, tym bardziej widzisz tą niewinną, uroczą istotkę, która po prostu Ci ufa i Cię kocha. I pielęgnujesz te uczucia, chociaż wiesz, że chcesz wyładować to napięcie, ba możesz, masz prawo. Ale dajesz temu delikatne pieszczoty w nagrodę, by czuło się dobrze. Przyjemność buduje relacje między wami.
    – Nikomu obcemu nie otwieraj drzwi. – poprawiam pasek bucika na stopie – Słyszysz, Gwiazdeczko? W kuchni masz swoją butelkę z soczkiem, jakby Ci się chciało pić. Bądź grzeczna. – nie odpowiada, więc idę do niej i wychylając się przez kanapę całuje mocno w policzek, zostawiając szminkę – Moja słodziutka krówka. Jakby była taka prawdziwa, to bym zjadała. Jak kotek wołowinkę. Miau, miau.
    Chichocze, ale nie odkleja wzroku od ekran. W białej, letniej sukience w kwiatki i okularach zerówkach wychodzę, zamykając drzwi. Jest, jak zawsze, za dużo rzeczy do zrobienia i nie chce jej zostawiać na długo samej. Brakuje mi takiej pani Alicji, która by z nią teraz została. No, może bez męczenia tego słodziaka. Przy odrobinie szczęścia zdążę akurat przed końcem bajki. Zjeżdżam winda w dół. Mam wrażenie, że Gwiazdeczka to słońce, które przyszło po długiej burzy i wyczarowało tęczę.
    Zakluczyłam drzwi. Na pewno. Przecież nie mogłam tak po prostu zostawić otwartych. Estera raczej nie złamała polecenia. A klamka jednak łatwo ulega naciskowi. Z salonu leci końcowa piosenka po francusku. Miałam dość czasu by nauczyć się języka by rozumieć jej sens.
    – Estera? Czemu otworzyłaś drzwi? – zamykam je, kładąc siatkę zakupów koło butów – Mówiłam, byś tego nie rob…
    Nie ma jej ani na kanapie, ani na dywanie. Zaglądam do kuchni, ale tam też pusto. Jest. Leży na brzuszku w sypialni z twarzą brudną od czekolady. Tak uroczo, że nie mam siły się gniewać. Niemniej, otworzyła drzwi i prawdopodobnie dopadła schowane batoniki.
    – Esterko… – siadam obok, drapiąc ją między łopatkami – Czemu drzwi są otwarte?
    – Mlmmmm. – mruczy zaspana – Batonik. Pani Sara też je łamie. – uśmiecha się przez sen – Smutna, bardzo smutna. Chce do Pana.
    – Estera… – trę ją po pleckach – Co się stało?
    – A myszka gotuje, chociaż wszyscy mówią, że nie może. – gada dalej przez sen, przewracając się na boczek – Ale skoro ona to kocha, czemu tego nie może? Pan też mówi, że kocha Sarę. A ona mówi, że kocha mnie i mleczko. Ja kocham batoniki?
    Chociaż to zabawne, cóż, trzeba jednak trochę brutalniejszych metod. Przykładam rozprostowane palce do jej brzucha i robię największą torturę, jaką znały ręce pana. O tak, bez litości. Zaczyna chichotać, trzęsąc swoim brzuszkiem i bimbałkami, aż wreszcie wybudza się.
    – Pani Sara! – niemal krzyczy z radości, więc pozwalam się jej przytulić – Dostanę batonik?
    – Sądzę… – oblizuje jej kącik ust z czekolady – że… – drugi – masz ich… – z dołu – dość. – z góry. – Dobrze, teraz co tu się stało?
    – A, bo Pani poszła i oglądałam myszkę. I potem przyjechała Pan…..
    – Jak to Pan tu był?! – dociskam ją do łóżka swoim ciałem
    – Przywiózł naboje do obróżki, dał mi batonik. – wygląda na zdziwioną tym, że nie rozumiem że tutaj był – Potem oglądaliśmy chwilę myszkę, powiedział, że zrobi nam obiadek. Siedział chwilę w sypialni trzymając ten obrazek – wskazuje ramkę z zdjęciem na szafce nocnej – Przyszłam do niego, bo ten zły pan groził myszce, że zamknie restauracje, a zawsze mnie wtedy Pani przytula. Dostałam drugi batonik, położyłam się obok niego, głaskał mnie i potem Pani mnie obudziła. – rozgląda się – Gdzie on jest?
    – Ty mi powiedz. – wzdycham, nie mając do niej siły, przecież to tylko głupia krówka, może wygląda jak człowiek ale pozostaje krową – L’espoir est un plat bien trop vite consommé. – mruczę za piosenką z telewizora, czując jedynie smutek.
    Unosi się i całuje mnie na zgodę lub pocieszenie. Odwzajemniam to lekką pieszczotą pod postacią drapania po pleckach. Może by zauważył, że zmieniłam uczesanie. I mam nowy tatuaż. Ale nadal jestem jego koteczkiem. Chce nim być. Wycieram łzy z twarzy, a Estera szuka jeszcze okazji do pieszczot, jak ja niegdyś.
    – Czyli nie zjesz ze mną jego obiadku? – nadal drapie ją po plecach przez bluzę – Tyle batoników zjadłaś, że oho… – wstaje z kanapy, a ona się odsuwa – Kupiłam Ci nawet malinki świeże, pomyślałam o tym, że jednak zrobimy lody zamiast jogurtu. A Pan pewnie zrobił coś pysznego i…
    – To samo co myszka dla złego pana! – uśmiecha się – Mówił, że Sara się ucieszy. Pani Bobelek mu pomagała robić siu siu siu. – pokazuje jakby kroiła warzywa – Mówiła na niego bujek.
    – Wujek. – uśmiecham się, wyobrażając sobie starszą Majkę – Pani Maja, jego siostrzenica. – idę do kuchni, gdzie unosi się zapach pieczonych warzyw a w dwóch srebrnych miseczkach ułożone jest jak w bajce ratatouille, ale tak by można podnieść bez rąk czy widelca – Mieszkają teraz razem? Nie opowiadałaś. – stawiam sobie porcję na podłodze pod stołem, po czym po namyśle przelewam mleko z szkła do swojej butelki dla niemowląt i stawiam obok jak za dawnych czasów – A taka duża pani z czarnymi włosami? Pewnie śmiesznie mówiła. Też z nim mieszka?
    Nie czekając na odpowiedź, unoszę kawałek do ust. Pycha. Jest jak prawdziwy Remy. Unoszę kolejny kawałeczek do ust, pozwalając mu się rozpływać na języku i pod podniebieniem, długo. Proszę. Pozwolę się związać Pani Alicji, tłuc, traktować wszelkim prądem i nawet niech mi włoży najdłuższy wibrator prosto w jelita, ale przestań się tak znęcać.
    – Ciocia Ala urodziła mu dziecko. – rozlega się dziewczęcy głos nienależący do Estery – Taka mała Asenta. Bardziej opalona, niż ciemna z czarnymi kudełkami. – wysuwam się ostrożnie widząc ładne buciki i chude, jasne nóżki – Nie mieszkają razem, ale wujek przeprowadził się z nami na południe Francji. Mamy teraz duży, ładny dom. Mama ma nową dziewczynę, wujek się od nas nieco izoluje, ale dla swojego Bąbelka zrobi wszystko. – klęka – Cześć Sarenka.
    Jest jeszcze bardziej podobna do matki, niż wcześniej. W jasnej sukience wygląda dorośle, ale nadal ma pewnie dwanaście, może trzynaście lat. Nadal te rude włoski są jej ozdobą.
    – Mam teraz kotka, Tule. Nie jest tak fajna jak Judyta, ale urocza. Wujek jej nie lubi i mówi na nią Buła. „Buła, won mi stąd” i już wiem, że pił. A ona na niego prycha i go raz ugryzła. To ją złapał i dał jej takie lanie, że miała siniaki na dupie. – chichota – Mam jej zdjęcie. – wyciąga z torebki telefon i pokazuje na ekranie ciemnowłosą ślicznotkę o lekko wpadającej w brzoskwiniowy cerze w białej bluzeczce i pasującej pod kolor obroży, która może być w moim wieku – Powiedziałam, że ma Cię zabrać z powrotem do domu, to się upiera, że nie może. No ale nauczyłam Esterę, że jest niby prezentem od niego i wywierciłam mamie dziurę w brzuchu, by ją przywieźć. Myśli, że ją oddaliśmy na farmę. – znów chichota – Był ciekaw jak żyjesz i nie mógł się oprzeć by zrobić Ci obiad, a przy okazji dowiedział się, że masz Esterę. Zdenerwował się i siedzi teraz w samochodzie z mamą i marudzi. Pije już tyle, że zapomniał, że nie noszę już okularów tylko soczewki, więc skłamałam, że zostawiłam okularki, ale chciałam Cię zobaczyć.
    Chowa telefon do torby. Uśmiecha się jeszcze i wyciąga ręce. Ostrożnie, wolno podchodzę i pozwalam się jej przytulić. Nie wiem czemu to robię.
    – Wujek źle się czuje z tym, co zrobił. – szepcze mi do ucha – To dobry człowiek, ale bardzo samotny. Myślą, że tego nie rozumiem, ale ja wiem. Nigdy nie potrafił dobrze pokazywać co czuje. Ale tak naprawdę, zawsze mu zależało na jednym. Móc budzić się przy boku kogoś, kto go kocha. Tula się go boi, a on się boi przygarnąć nową kotkę. Wróć do niego, Sara. Zrób to dla niego.
    – Chce. – odpowiadam jej cicho – Ale on mi nie pozwala. Woli, bym męczyła się jako człowiek, chociaż mi to zabrał. Nie chce nim być. To za trudne. I nie ma tu was. – wycieram łzy w jej rękaw
    – Ćśś.. – czuje jej delikatne dłonie na głowie i łopatkach – Ćśśś… – przytula mnie mocniej – Oddał Ci wolność, prawda? Teraz to ty decydujesz, nie jego polecenia. – odsuwa twarz od mnie i patrzy mi w oczy – Nie można rozkazać nic człowiekowi. On sam decyduje, co chce. – uśmiecha się – Nawet, jeśli mu zabraniają, może próbować. Jeden raz zdążył puścić kota wolno, by zobaczyć, czy wróci.
    Wysuwam się z jej rąk, rozumiejąc. Ma rację. Nie on może decydować co mam robić. Uwolnił mnie. Jestem mu równa.
    – Une vie à me cacher et puis libre enfin! – krzyczę radośnie, podrywając się z ziemi, a ona uśmiecha się
    – Biegnij do niego, ja jeszcze chwilę zaczekam z Esterą. – puszcza mi oko – Wujek i mama to dwie marudy, zawsze na siebie strasznie psioczą.
    Nie jadę windą. Biegnę schodami. Pokonuje po dwa, trzy stopnie naraz. Wolność to tylko wybór. Można wybrać ludzkie prawdy, że ktoś nas krzywdzi. Albo kocie przyjemności w ramionach swego właściciela. Można wierzyć w uczucia, myśleć jak jest się wspaniałym. Albo pozwolić komuś zabrać nas do świata, który jest naprawdę wspaniały. To zawsze był tylko wybór.
    Pochyla się idąc, głowę ma nisko. Pozbawiony swej kurty wygląda jak wielki strach na wróble. Twarz ma pokrytą gęstą, długą na kilka centymetrów szczeciną, podobnie głowę. Nie widzi mnie. To dobrze. Staje wprost przed nim.
    – Zabierz mnie ze sobą. – mówię wprost ku niemu, do jego opuszczonej twarzy – Zabierz mnie do cholernego domu. Głaskaj, kąp, przytulaj i karm. Pozwól spać ze sobą, włączaj te wszystkie dokumenty. Będziemy chodzili na spacery, czytali książki. Chce tego życia, które mi dałeś, bo tamto, które zniszczyłeś i tak było nic nie warte. I wara mnie jeszcze raz porzucisz, to Cię pogryzę i dam szlaban na drapanie po dupce i mizianie po brzuszku. I będę chodziła się kochać z Zuzią w jej łóżku, nawet w trójkącie jeśli będzie miała ochotę. Nie zabronisz mi.
    Unosi lekko głowę i patrzy na mnie. Stoimy naprzeciw siebie. Jego oczy. Nawet przekrwawione są piękne. Zaczyna się śmiać. Pierw cicho, spokojnie, potem głośniej. Udziela mi się to. Oboje śmiejemy się bardzo głośno. Wreszcie jednak przestaje, jeszcze chwile chichocząc.
    – I kot… – zaczyna.
    – …będzie miał swój dom, gdzie zawsze wraca, bo jego Pan tam jest i czeka na niego z miseczką mleka. – dokańczam za niego, a on przytula mnie swoimi wielkimi łapami do siebie, tak, że znów zabieram z niego cały ten zapach – A Estera nadal jest moją krówką. Nie oddam jej.
    Oto więc byłam głupim człowiekiem. Może nadal bym nim była, mając małego Krzysia i Martę, ale czy byłoby to prawdziwe życie, jak to, które mi podarował on? Chociaż mogę mu mówić po imieniu i nie nosić obróżki, to dla mnie są one zaproszeniem na wielką ucztę, z moim najukochańszym Panem.

    Koniec.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Konrad Milewicz

    Uoh. Opowiadanie powstało w chyba 13 różnych “wersjach”, gdzie starałem się ubrać w myśli słowa. Ostateczna, 14 [powstała przez komentarz pod volem 3 i po zakończeniu “13” z stwierdzeniem “lepiej nie będzie, jutro wrzucam” obudzeniu się rano “mogę to napisać lepiej] jest przez was czytana.
    Inspiracja, jedyna nowa to Estera, powstała niestety nie w oparciu o żadną modelkę/gwiazdę porno a raczej zdjęcia małolaty wrzucone do sieci (znaleźć je można tutaj: https://tiny.pl/g66t6 )

    Niestety, przygody Kotki Sary kończą się tutaj. Dziękuje tym, którzy czytali od początku, zostawiali komentarze i twierdzili, że im się to podoba (oraz tym, których wyświetlenia po prostu się pojawiły, bo odrzucali tekst po kilku(nastu) zdaniach). Pisanie “pornografi” (chociaż opisy seksu i stosunków są raczej erotyczne) było odstresowującym zajęciem między próbą znalezienia inspiracji do normalnych tekstów. Początkowo nawet nie chciałem ich publikować, potem miało się skończyć na Vol 3 (które miało właśnie skupić się na postaciach właścicieli), ale ostatecznie Vol 4 został epilogiem. Vol 5 nie będzie, na pewno. Z ręką na wątrobie. W czasie powstawania opróżniona została litrowa butelka aloholu i 2 buteleczki liquidów do e-fajek.

    Spis wszystkich części to:
    Wspomnienia kota [czyli nieoficjalny Vol 1, kiedy nie wiedziałem, że będę pisał dalej]
    Kocie Wspomnienia Vol 2: Ja i inne zwierzaki
    Kocie Wspomnienia Vol 3: Zwierzęcia i Ludzie – opowiadanie z powodu długości jest jako część I/II i II/II
    Kocie Wspomnienia, vol 4: W ludzkiej skórze

  • Pani i Sissy – czesc 1

    To było słoneczne letnie przedpołudnie. Najlepszy czas aby odpocząć od zgiełku miasta na łonie natury. Piknik w lesie: z dala od ludzi, w ciszy, spokoju.

    Pani założyła białą zwiewną sukienkę, białe snikersy i swoje ulubione stringi. Dla niego wybrała krótkie spodnie i lnianą koszulę; różową klatkę na penisa i mały kołeczek do pupy z pseudo-kryształkiem na końcu; strasznie niewygodny, szczególnie jak się siedzi, ale pomyślała, że tym bardziej będzie mu miło jak już dojadą na miejsce. Bielizna – już dawno stwierdziła, że bielizna jest mu do niczego nie potrzebna.

    Kilka kilometrów za miastem zatrzymali się na leśnym parkingu; wyciągnął z bagażnika wszystko co zabrali na piknik i wrzucił do plecaka; przyczepiła mu do klatki na penisa smycz, taką jak dla małego psa – samo rozciągającą się do 10 metrów przy wciśnięciu przycisku, którą przeciągnęła przez rozporek i poszli leśnym duktem do upatrzonego z góry miejsca; mała polana w środku lasu – zagłębienie niczym lej po bombie, gdzie można wygodnie się rozłożyć i pozostać niewidocznym, nawet gdyby jakiś grzybiarz przechodził obok.

    Do upatrzonego miejsca mieli 15 minut spacerem; szli rozmawiając jak gdyby nigdy nic i wyglądaliby jak zwykła para, gdyby nie smycz wystająca z jego rozporka.

    Leśny dukt prowadził do wioski na końcu lasu; ich polana znajdowała się mniej więcej w połowie drogi – tam trzeba było odbić w prawo i przejść kilkadziesiąt metrów.

    Kiedy do skrętu do swojej kryjówki mieli już tylko kawałek drogi, minęła ich dziewczyna na rowerze; miała może 20 lat; była drobna i wyraźnie było jej niewygodnie na dużym męskim rowerze. Wracała do domu z zakupami umieszczonymi w koszyku nad tylnym kołem.

    Przejechała obok nich, wydawałoby się bez zwracania uwagi, a jednak kątem oka dostrzegła coś, co ją zaciekawiło. Bała się zawrócić, nie chciała aby się wydało że jest zaintrygowana więc zatrzymała się trochę dalej, przykucnęła przy rowerze jakby starała się coś naprawić i czekała na nadchodzącą parę.

    Nadeszli za kilka minut; widząc dziewczynę klęczącą przy rowerze Pani spytała się:

    –       Coś się stało, jakaś usterka?

    –       Sama nie wiem, nagle rower przestał jechać, jakby hamulce się zablokowały

    –       Sprawdź proszę; powiedziała do niego.

    –       Oczywiście, odpowiedział i natychmiast podszedł do roweru, a Pani pozwoliła aby smycz wyciągnęła się wystraczająco.

    Krótko majstrował przy rowerze i stwierdził, że chyba już wszystko jest w porządku, dając jednocześnie znak Pani, że nie widzi, aby cokolwiek było zepsute.

    –       Proszę o pozwolenie na jazdę próbną; powiedział

    –       Oczywiście, odrzekła.

    Wsiadł na rower; Pani zwolniła smycz i zrobił kilka kółek dookoła dziewczyn; ze smyczą, którą cały czas trzymała Pani wyglądał jak na koń na lonży.

    –       Wszystko w porządku, już nie powinien sprawiać problemów; powiedział podstawiając rower dziewczynie.

    –       Dziękuję, powiedziała patrząc na nich pytająco.

    Pani wcisnęła guzik smyczy pociągając go mocno do siebie; obrócił się ku Pani mimo woli, podszedł kilka kroków i stojąc tuż przy niej powiedział zdecydowanym głosem.

    –       To jest moja Pani, a ja jestem po to, aby moja Pani była szczęśliwa.

    Dziewczyna przyjęła ta deklarację z wielkim zdumieniem i oczami dała znać, że najbardziej ją intryguje smycz wystająca z jego rozporka.

    –       Ach to … z lekkim uśmiechem skwitowała Pani,

    –       Pokaż, co tam masz, zwróciła się do niego pociągając za smycz.

    Spojrzał na Panią pytająco.

    –       No już … Pani go lekko ponagliła.

    –       Na co czekasz?

    Rozpiął pasek, guziki spodni, rozporek i zsunął spodnie do kostek.

    Zamurowało dziewczynę.

    Penis zamknięty w przezroczystej klatce, z małym otworem na środku i pierścień otaczający jądra; do pierścienia przymocowana była smycz, którą Pani trzymała mocno w dłoni. On był całkowicie ogolony

    Dziewczyna patrzyła to na penisa w klatce, to na Panią oczami, które zadawały pytanie: „Ale o co chodzi?”.

    Nie umknęło to niczyjej uwadze.

    –       Wyjaśnij koleżance o co chodzi, powiedziała Pani zwracając się do niego

    –       Pani ma kontrolę nad całym moim życiem, także nad orgazmem, więc nie mam prawa się onanizować bez pozwolenia Pani. A gdyby taka ochota mnie naszła, ta klatka skutecznie to uniemożliwia; powiedział tonem jakby to była oczywista oczywistość.

    Dziewczyna wysłuchała tego i sama nie była pewna, czy bardziej ją fascynuje treść, czy sposób prezentacji: pewny, zdecydowany, bez cienia zastanowienia; tego nie mówił człowiek niewolnik – przymuszany do czegokolwiek; to brzmiało tak świadomie. Stała jak wryta … całe jej ukryte pragnienia nagle się spełniały … jeszcze nie wiedziała w jakiej roli, ale już wiedziała, że chce być aktorem w tej grze i że to będzie rola jej życia.

    Dziewczyna miała na sobie niebieski t-shirt; dżinsowe, poszarpane szorty i białe tenisówki.

    –       Przywitaj się grzecznie – powiedziała Pani

    Uklęknął natychmiast i językiem zaczął lizać tenisówki dziewczyny; kiedy ta mimochodem oparła na chwilę stopę na palcach natychmiast począł lizać także podeszwy butów.

    Dziewczyna kontemplowała chwilę i z rozkoszą poddawała się przywitaniu nadstawiając swoje tenisówki to z prawej, to z lewej strony, to lewy, to prawy but.

    Niestety, rzut oka na rower przypomniał jej co tu robi.

    –       Będziecie tu jeszcze jakiś czas? Spytała.

    –       Muszę zawieść zakupy do domu i zaraz wrócę – maksymalnie 15 minut

    –       Oczywiście, będziemy czekać tu na Ciebie za 20 minut, powiedziała Pani robiąc butem znak krzyża na ziemi.

    –       Pędzę do domu i zaraz wraca, powiedziała dziewczyna i odjechała.

    –       Idziemy, rzekła Pani do niego i zdejmij wreszcie te spodnie, bo się zabijesz o własne nogi. Koszula też …

    –       Czy ja ci muszę wszystko mówić?

    Skręcili do lasu; on nago niosąc ekwipunek. Do swojej kryjówki było już bardzo blisko.

    Będąc na miejscu Pani przysiadła na pieńku a on zaczął przygotowywać piknik. Usuwał gałązki, szyszki z trawy z miejsca, gdzie Pani będzie leżeć; rozłożył koc; nadmuchał poduszki. Rozłożył serwetę, a na niej ustawił kieliszki; postawił obok butelki z wodą mineralną, sokiem i Pani ulubionym cydrem; słone i słodkie przekąski były dopełnieniem.

    Włączył internetowe radio w komórce, które sączyło chill’outową muzykę.

    –       Wszystko gotowe, powiedział.

    Pani rzuciła okiem i usiadła na środku koca.

    –       Zdejmij mi buty.

    Uklęknął i rozwiązał Pani snikersy; delikatnie poluzował sznurówki i zsunął buty, po czym zdjął skarpetki i odstawił buty na skraj koca.

    Pani zdjęła sukienkę i włożyła na siebie duży luźny t-shirt i rozłożyła się wygodnie na kocu.

    –       Nalej mi proszę, powiedziała.

    Otworzył cydr, napełnił kieliszek i podał Pani.

    –       Chyba już czas na Ciebie, powiedziała Pani.

    –       Nie chcemy aby koleżanka czekała.

    Sięgnął po spodnie, ale Pani spojrzała na niego karcąco.

    –       Ale? Niby powiedział, niby nie … wzrok Pani mówił wszystko – „ nie będą Ci potrzebne”

    –       Oczywiście, powiedział, i poszedł nago po koleżankę.

    Kiedy doszedł na leśną drogę, gdzie pani zrobiła znak, dziewczyny nie było. Stał na drodze i czekał. Kiedy usłyszał warkot silnika schował się w krzakach; samochód przejechał powoli a dziewczyny jak nie było, tak niema.

    Po około 10 minutach czekania usłyszał szmer kół z oddali; dziewczyna jechała szybko wiedząc, że jest spóźniona. Matka zatrzymała ją dla drobnych prac domowych i kiedy tylko uporała się z nimi popędziła ile sił.

    Zobaczył ją z daleka i wyszedł na drogę.

    –       Przepraszam za spóźnienie

    –       Nic nie szkodzi, odpowiedział.

    Wezmę rower, proszę za mną. Pani czeka.

    Wziął rower na plecy i poszli w las. Dziewczyna dopiero teraz zauważyła odblaskujący but plug w jego pupie.

    Kiedy doszli na miejsce Pani wylegiwała się na kocu słuchając muzyki

    –       Długo Was nie było; zapytała czy też stwierdziła Pani

    –       Przepraszam, odpowiedziała dziewczyna, mama mnie zatrzymała

    –       Nie ma sprawy, po prostu pomyślałam, że bawiłaś się z pieskiem powiedziała Pani  z uśmiechem spoglądając na niego.

    –       Chodź tu do mnie, połóż się.

    Dziewczyna podeszła i położyła się obok Pani.

    Pani podniosła w górę pusty kieliszek; on wziął go i natychmiast uzupełnił; wziął tez drugi i klęcząc podał dziewczynom.

    –       Pozbieraj nam jagód, powiedziała Pani.

    –       Oczywiście , odrzekł

    Pani z dziewczyną oddały się rozmowie; co chwilę dobiegał do niego ich radosny śmiech; po około dwudziestu minutach wrócił z dużym woreczkiem świeżo zebranych jagód, które podał Paniom.

    Dziewczyny jadła je powoli wkładając owoce jedna drugiej do ust; raz na jakiś czas pokazywały sobie na wzajem fioletowy język.

    On wiernie czekał na rogu koca na dalsze polecenia, a dziewczyny szeptały coś do siebie.

    –       Masz ochotę na jagody? Spytała Pani.

    –       Tak, bardzo odpowiedział.

    Pani wzięła garść owoców, wsypała do plastikowej siatki, rozgniotła stopą i podała do lizania.

    –       Smacznego, powiedziała

    Podszedł na kolanach i zaczął lizać Pani stopę całą fioletową od jagód; zajęło to chwilę, zanim była z powrotem czysta i lśniąca.

    –       Dziękuję, odpowiedział, kiedy skończył.

    Kiedy lizał stopę Pani, dziewczyna wzięła duży czarny strapon, który również zamoczyła w woreczku z jagodami i podsunęła mu do lizania, jak tylko skończył lizać stopę.

    Ssał i obciągał strapon mocno, tak że fioletowa ślina kapała mu na tors.

    –       Tyłem, krótki rozkaz Pani nie dawał wyboru co ma teraz zrobić.

    Obrócił się i wypiął.

    Dziewczyna założyła strapon; poczuł delikatny chłód żelu a następnie „murzyn” zaczął rozciągać jego odbyt.

    Dziewczyna była delikatna początkowo – robiła to pierwszy raz w życiu  i w zasadzie nie wiedziała co należy robić, ale czując opór nie naciskała. Po kilku minutach zwieracz puścił i dziewczyna puściła też wodze fantazji mając w pamięci tych wszystkich wiejskich ruchaczy, którzy pierdolą dla samego pierdolenia, nie zważając na doznania partnerki. Te kilkanaście minut które nastąpiły później, były jak katharsis – oczyszczenie. Mściła się za wszystkie doznane krzywdy, za wiejskich lowelasów, za straconą ze szmaciarzem cnotę.

    Przyjął to dzielnie, choć na co dzień Pani rzadko aż tak mocno go gwałciła. A Pani obserwowała to wszystko z nieukrywaną zazdrością … nie… może to złe słowo; w każdym bądź razie wyrzucała sobie, dlaczego dotychczas była raczej łagodna.

    Nie mniej jednak, sama nie wiedzieć dlaczego i kiedy zaczęła masować swoją łechtaczkę.

    Kiedy po kilkunastu minutach dziewczyna opadła na koc: spocona, zmęczona, zziajana Pani zdjęła z dziewczyny przepocony t-shirt i szorty. Dziewczyna wzrokiem powiedziała coś w stylu „wstydzę się niego”, więc Pani powiedziała:

    –       Klęcz i się nie odwracaj, dopóki nie pozwolę

    Nie zamierzał protestować.

    Pani nachyliła się nad leżącą dziewczyną i pocałowała ją w usta. Dotykała jej piersi , kiedy kolano powoli rozchylało uda dziewczyny. Poddawała się bez cienia wątpliwości.

    Pani przylgnęła do niej ciałem i całując namiętnie zaczęła masować jej cipkę. Dziewczyna drżała. Poddawała się pieszczotom z rozkoszą coraz szerzej rozkładając nogi i wypychając biodra do góry. Kiedy była już u granic, tuż, tuż przed, Pani nagle odsunęła się., usiadła z boku i podała dziewczynie stopę do lizania.

    –       Chcesz więcej?

    Zabrzmiało z ust Pani jak zaproszenie, którego nie wypada odrzucić i dziewczyna zaczęła lizać Pani stopy. Za chwile pojawiła się druga stopa a ona liżąc robiła wszystko, aby Pani wróciła do tak nagle przerwanej pieszczoty jej cipki.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Kowalski

    jedna z przygód naszego życia: mojej Pani i mojego; częśc pierwsza.

  • Schwytana przez elfa… cz. 4

    Przyszedł do mnie w nocy. Wrócił zmęczony, chciał tylko sprawdzić, co robię. Oczywiście spałam, nie obudził mnie dźwięk otwieranych drzwi. Stanął nade mną, popatrzył na mnie. W pokoju było niemalże zupełnie ciemno, ale on – jako elf – widział w mroku nieco lepiej od człowieka. Leżałam na plecach, z twarzą odwróconą w kierunku ściany i smacznie spałam, zupełnie nie zdając sobie sprawy z tego, że on tu jest. Ostrożnie usiadł na łóżku i cicho westchnął. Rozmyślał nad tym, jak powinien mnie traktować. Nie chciał, bym się go bała. Jednocześnie jednak zależało mu na tym, bym odczuwała wobec niego szacunek. Bym wiedziała, że on, i tylko on tutaj rządzi. Marzyło mu się, bym nie płakała, nie drżała, nie odsuwała się – ale też nie lekceważyła go. Co prawda byłam tutaj wbrew swojej woli, jednak on miał nadzieję, że pogodzę się ze swoim losem. Że będę mu posłuszna – i zacznę z tego wszystkiego czerpać przyjemność.

    Popatrzył na mnie. Na moją spokojną twarz. Dotknął delikatnie mojego policzka. Obiecał sobie, że tylko sprawdzi, co u mnie. Ale chwycił za koc, którym byłam okryta, po czym ostrożnie go ze mnie zdjął. Spojrzał na moje ciało, na jego kontury rysujące się pod ubraniem. Przypomniał sobie, jak rano leżałam tutaj naga. Jak rozkosznie wiłam się pod wpływem jego pieszczot. Miał ochotę na małe co nieco. Co prawda był zmęczony, a ja spałam. Ale co z tego. Przecież byłam jego – mógł robić ze mną co chce i kiedy chce. Chwycił za moje spodnie i bardzo wolnym ruchem zaczął ciągnąć je w dół razem z majtkami. Sam nie wiedział, dlaczego po prostu mnie nie obudzi. Robił to w ślimaczym tempie, stopniowo odsłaniając kolejne partie mojego ciała. Napawał wzrok moją skórą, już nie mogąc doczekać się, aż przejdzie do rzeczy. Jednak nie spieszył się, a ja ciągle spałam niczego nieświadoma. W końcu zostałam bez dolnych części garderoby. Ponownie niezwykle ostrożnym ruchem rozchylił nieco moje nogi, by mieć lepszy dostęp do mojej cipki. Przez chwilę tylko patrzył – nastoletnia, soczysta, dziewicza cipka. Tylko dla niego. Na wyłączność. Delikatnie dotknął łechtaczki, zaczął się nią bawić. To mu jednak nie starczyło. Ułożył się pomiędzy moimi nogami. Wdychał ten wspaniały, intymny zapach. Musnął moją cipkę ustami, przejechał wzdłuż niej końcem języka. Kontrolował, czy nadal śpię. Spałam. A on stwierdził, że w sumie żałuje, iż nie zdaję sobie sprawy z tego, jak cudownych pieszczot doznaję. Uznał zatem, że pora zrobić coś, bym się obudziła. Zaczął intensywnie ssać moją łechtaczkę. Przymknął oczy i w pełni skupił się na tym, co robił. Co jakiś czas drażnił mój guziczek szybkimi ruchami języka, by po chwili z powrotem się do niego przyssać. A ja faktycznie się obudziłam. W pierwszej chwili nie bardzo wiedziałam, co się dzieje. A gdy już się połapałam, automatycznie poderwałam się, by się odsunąć. Elf był jednak na to przygotowany. Otoczył ramionami moje uda i przytrzymał mnie, a nawet uniósł nieco moje biodra i mocniej docisnął moje krocze do swojej twarzy. Pomyślałam, że nie ma po co próbować się wyrywać. Zamiast tego niechcący cicho jęknęłam, bo on pieścił mnie naprawdę żywiołowo. Jeszcze nikt nigdy nie robił mi czegoś takiego. Nie przestawał ani na chwilę, cały czas mocno mnie trzymał i wręcz pożerał moją cipkę. Robił to tak zachłannie, ssał łechtaczkę, wylizywał mnie, poruszając przy tym głową na boki. Pomrukiwałam i wiłam się, jakbym kompletnie zapomniała, że przecież nienawidzę tego elfa. A on ciągle mnie pieścił, pieczołowicie zlizywał soczki, które wypływały z mojej cipki, nawet wsadzał mi język do pochwy. Moja dłoń powędrowała pomiędzy moje nogi. Wplotłam palce w srebrzyste włosy elfa i trochę go za nie pociągnęłam, jakbym chciała w ten sposób jeszcze docisnąć go do siebie. Cicho pojękiwałam, było mi tak dobrze. Oddychałam coraz szybciej, co jakiś czas moje ciało niekontrolowanie drżało. Po dłuższej chwili on zwolnił, by w końcu przestać. Puścił moje uda i popatrzył na dyszącą mnie. W ciemnościach ledwo dostrzegałam błysk jego szmaragdowych oczu. Dziwiłam się własnym myślom, ale miałam nadzieję, że to jeszcze nie koniec pieszczot. Nachylił się nade mną. Chwycił mnie za nadgarstki i trzymał tak, bym nie oderwała rąk od łóżka. Przybliżył się, dotknął wargami moich ust. Z początku całował mnie delikatnie, później coraz to głębiej i namiętniej. Wyraźnie czułam przy tym smak własnych soków. Na chwilę przerwał, aby zdjąć ze mnie bluzkę i stanik. Już nie trzymał mnie za nadgarstki, jego dłonie wodziły po całym moim ciele. Ściskał mi piersi, drażnił sutki, gładził skórę. Nie przestawał mnie przy tym całować. Czułam się jakoś mniej skrępowana niż chociażby rano. To chyba dlatego, że było po prostu ciemno. W przerwach pomiędzy gorącymi pocałunkami elf zdążył pozbyć się całego swojego odzienia. Po jakimś czasie skończył mnie całować, by położyć się obok mnie na plecach. Nawet w tym mroku widziałam to znaczące spojrzenie. Usadowiłam się pomiędzy jego nogami i niepewnie ujęłam jego penisa w dłoń. Niby już raz to robiłam, ale ciągle było to dla mnie coś nowego i stresującego. Zaczęłam wolno poruszać ręką. Na początku raczej lekko go ściskałam, po jakimś czasie już robiłam to mocniej i szybciej. Kiedy tak jego fiut powoli rósł w mojej dłoni, położyłam się na brzuchu, aby móc pieścić go ustami. Co prawda nadal mnie to brzydziło, ale uznałam, że tak szybciej skończę robotę. Oblizałam główkę penisa i po chwili wzięłam go do buzi. Elf zamruczał, a ja zaczęłam poruszać głową. Mocno otoczyłam kutasa wargami, ssałam go i pieściłam językiem. Dłonią stymulowałam tę część, która nie mieściła się w moich ustach. Czułam, jak penis rośnie i twardnieje. Po jakimś czasie elf ujął fiuta w dłoń i waląc sobie, pociągnął go bardziej w swoją stronę. Niepewnie wyciągnęłam rękę i delikatnie dotknęłam jego jąder. Zaczęłam je ostrożnie pieścić, a po chwili przywarłam do nich ustami. Całowałam je i lizałam, mocno zaciskając przy tym powieki. Elf nie przestawał sobie walić, słyszałam jego przyspieszony oddech.

    – Wystarczy… – wysapał po chwili. Puścił swojego penisa, który już stał na baczność, a ja odsunęłam się od jego jąder. Trochę się zdziwiłam. Przecież jeszcze nie doszedł, dlaczego miałam przestać? Podniosłam się i przysiadłam na swoich łydkach. On też się uniósł i usiadł.

    – Połóż się – powiedział łagodnie. A ja w jednej sekundzie zrozumiałam, do czego to wszystko zmierza. Łzy napłynęły mi do oczu, ale zrobiłam, co mówił. Położyłam się na plecach, a on nie rezygnując z tego kojącego tonu, kazał mi rozłożyć nogi. To również uczyniłam, chociaż z każdą chwilą bałam się coraz bardziej. Jego dłoń wpełzła pomiędzy moje uda. Delikatnymi, kolistymi ruchami stymulował łechtaczkę. Po jakimś czasie wsunął mi palec do pochwy. Poczuł, jaka jest mokra i rozgrzana. Wolno nim poruszał, by po chwili spróbować dołączyć drugi palec. Czuł, że jestem strasznie spięta. Gwałtownie poruszyłam się, gdy poczułam, jak coś napiera na moją błonę dziewiczą. Wyciągnął zatem palce i nachylił się do mnie. Jego długie, srebrzyste włosy opadły na moją skórę, lekko mnie przy tym łaskocząc.

    – Spokojnie… – wyszeptał mi prosto do ucha. – Mamy czas… Rozluźnij się… – szeptał. Zależało mu na tym, bym w pewien sposób mu zaufała. Nie chciał robić tego wszystkiego na siłę, bo w mojej głowie zostałoby takie okropne wspomnienie. Przez chwilę masował moją cipkę. Później wsunął w nią jeden palec. Przy tym jeszcze nie było problemu. Starałam się uspokoić. Czułam jego ciepły oddech przy moim uchu. Powoli zaczął wsuwać drugi palec. Poczułam piekący ból, gdy jego palce przeciskały się przez moją błonę. On z kolei czuł ciaśniutką obręcz wokół palców, która rozciągała się, ale nie ustępowała. Z każdym milimetrem ból przybierał na sile. Ale w końcu jego palce doszły do końca. Wtedy, ku mojej uldze, wolno zaczął je wyciągać. Jednak wprowadził je z powrotem. Zacisnęłam zęby, próbując pozostać rozluźnioną. A on powoli poruszał palcami wewnątrz mnie. Chciał chociaż trochę poszerzyć drogę dla swojego tarana. Rozkoszował się ciasną, wilgotną cipką, zaciśniętą na swoich palcach. Raz rozstawił nieco palce, chcąc rozciągnąć błonę. Skończyło się to na moim przytłumionym, pełnym bólu jęknięciu. Po kilku chwilach wyciągnął palce i jeszcze przez moment bawił się łechtaczką. Uznał jednak, że nie ma co tego odwlekać. Już nie mógł się doczekać, by zanurzyć się w tym niesamowicie ciasnym wnętrzu. Podniósł się i zaraz potem znalazł się nade mną. W ciemnościach ledwo dostrzegałam zarys jego ciała. Poczułam, jak główka penisa dotyka mojej cipki. Jak ociera się o mój guziczek, krąży wokół wejścia do pochwy. Jeżeli dwa palce sprawiają mi ból, to jak zmieści się tam coś o tyle większego? Łzy spłynęły mi po twarzy. Elf otarł je delikatnym ruchem. Przybliżył się do mnie i zaczął składać na mojej szyi subtelne pocałunki, chcąc odciągnąć moją uwagę od tego, co dzieje się trochę niżej.

    – Ja nigdy nie… – powiedziałam cicho, próbując się tłumaczyć. Jakby to mogło czemukolwiek zapobiec.

    – Wiem. Spokojnie… – odrzekł łagodnie. Zaraz po tych słowach spróbował we mnie wejść. Jednak ciasna cipka stawiła opór i nie wpuściła do środka twardego jak kamień penisa. Elf jeszcze bardziej się do mnie przysunął, teraz już niemalże na mnie leżał. Chciał w ten sposób zapobiec moim ewentualnym gwałtownym ruchom ciała. Całował mnie po szyi, próbując mnie bardziej rozluźnić. Położyłam dłoń na jego ramieniu. Poczułam pod palcami napięte mięśnie. Po chwili ponowił próbę wtargnięcia do mojego wnętrza. Tym razem użył więcej siły. Wsunął we mnie połowę swojego penisa, przebijając w ten sposób błonę dziewiczą. Zajęczałam z bólu, wbiłam mu paznokcie w skórę. Poruszyłam się, jakbym chciała uciec przed jego kutasem. Miałam wrażenie, że on rozsadza mnie od środka. Elf wysunął nieco penisa, zostawiając wewnątrz mnie tylko główkę. Ale zaraz później znowu mocno pchnął biodrami, torując sobie drogę w mojej nastoletniej cipce. Tym razem wbił się niemalże po same jądra. Ledwo powstrzymałam się od krzyku, próbowałam go od siebie odpychać, jednak nadaremno. On natomiast mimowolnie jęknął z rozkoszy. Moja ciaśniutka, dotąd nieodwiedzana pochwa mocno zaciskała się wokół jego penisa. Chyba do tej pory nie doświadczył czegoś takiego. Niemalże wszystkie elfki były już porządnie zjechane w tę i z powrotem. A tutaj taka ludzka ciasnotka… na dodatek tylko dla niego… Wolno wysunął swoją pałę z mojej cipki, znowu zostawiając w środku tylko żołędzia. Co by znowu nie mieć problemów z wejściem we mnie. Dopiero teraz zauważył, że po mojej twarzy bezustannie spływają łzy. Pieszczotliwie je otarł i musnął wargami moje usta. Ruszył biodrami do przodu, znowu zapuszczając się w głąb mnie. Wsadził penisa tylko do połowy. Uznał, że nie chce sprawiać mi za dużo bólu. Musi mnie oswoić z tym uczuciem. Wolno poruszał biodrami, rozkoszując się każdym centymetrem mojej ciasnej pochwy. A ja tylko starałam się pozostać rozluźniona. Co prawda z każdą chwilą ból się zmniejszał, ale nie ustępował. Po jakimś czasie elf zaczął nieco szybciej poruszać biodrami. Towarzyszył temu mlaskający odgłos penetrowanej cipki, a także ciche jęki, które spiczastouchy z siebie wydawał. Sam się sobie dziwił, ale było mu nadzwyczaj dobrze. Nie pamiętał, kiedy ostatnio ruchał tak cudowną dziurkę. Po chwili zaczął grzmocić mnie jeszcze intensywniej, jęcząc coraz głośniej. A ja tylko zaciskałam palce na jego ramieniu, czekając, aż to wszystko się skończy.

    Po kilku minutach jęknął przeciągle, sygnalizując w ten sposób, jak wspaniały orgazm właśnie przeżył. Pieprzył mnie do ostatniej chwili. Gdy ze mnie wyszedł, od razu poczułam duże krople gęstej, ciepłej spermy lądujące na moim brzuchu. Walił sobie jeszcze nade mną, chcąc upewnić się, że to już cały ładunek. Po tym padł na łóżko obok mnie, kompletnie wyczerpany po tym wszystkim. Nie spodziewał się, że seks z jakąś tam ludzką suką może go tak zadowolić. Obrócił się na bok, wyciągnął rękę i zebrał na palec sporą porcję spermy z mojego brzucha. Posłusznie ją zlizałam, pamiętając, że wcale nie jest zła w smaku. W ten sposób już w chwilę później na mojej skórze nie pozostało niemalże żadne nasienie. Lizałam i ssałam palca, patrząc przy tym na jego właściciela jeszcze mokrymi od łez oczyma. Nie mogłam się przyzwyczaić do tego dziwnego uczucia pomiędzy nogami i w podbrzuszu. Miałam nadzieję, że to przejdzie. Tymczasem elf zabrał rękę i przysunął się jeszcze bliżej mnie. Pocałował mnie w czoło, by następnie otoczyć mnie ramieniem i mocno przytulić do siebie. Przywarłam do jego gładkiej, rozgrzanej skóry. Leżałam jak sparaliżowana, ale jemu to chyba nie przeszkadzało. Chciał czuć obok siebie to młode ciałko, które ma na wyłączność. Zamknął oczy i po kilku chwilach już spał. A ja zamiast skorzystać z okazji, że mam jako taką szansę na ucieczkę, zasnęłam jakiś czas później w jego objęciach.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Easnadh

    Wypowiedz się! 🙂

  • Podniecajaca zdrada

    Chciałem opowiedzieć historię, która zdarzyła się już jakiś czas temu i ciągle mnie dręczy, bo nigdy nie myślałem, że podniecać mnie będą takie zachowania mojej własnej dziewczyny. Zaczęło się od tego, że ja przeciętnego wzrostu, fajnie umięśniony szatyn wraz moja dziewczyną Weroniką, (śliczna brunetka, z małymi, lecz bardzo jędrnymi pośladkami oraz figurą modelki) zaczęliśmy się spotykać ze starszą od nas od kilka lat parą, która była już po zaręczynach, a to na kawę, a to do restauracji. Poznaliśmy się przypadkiem w kinie i od tamtego pamiętnego wieczoru spotykaliśmy się regularnie, zawsze podziwiając coraz to nowe kreacje naszych dam, Tomek był wysoki dobrze zbudowany, jurny i łysy a jego narzeczona (Natalia) była blondynką, bardzo otwartą i uśmiechniętą z trochę większymi pośladkami od mojej dziewczyny i większymi cyckami niestety.

     Tomek od razu polubił moją dziewczynę, był bardzo odważny i śmiały, czasem obejmował Weronikę za biodra, a jego dziewczyna jakby nic sobie z tego nie robiła, wręcz kibicowała mu. Na mnie czasami patrzyła z pogardą, ponieważ byłem dużo niższy od Tomka i nie byłem typowym samcem alfa. Weronika pewnego dnia zniknęła na cały dzień i nie odzywała się, gdzie jest i co robi. Kiedy wróciła była bardzo zadowolona, ale nie chciała ze mną rozmawiać. Pokazała mi tylko strój jednoczęściowy, wyobrażałem sobie, jak w nim wygląda, jędrne pośladki na zewnątrz, szpilki i podkreślone cycki od razu mi stanął, ale zabrała go i poszła do siebie, myślałem, że mi się w nim pokaże, ale ona poszła spać. Następnego dnia Tomek zaprosił mnie na piwo, po godzinie rozmowy, po paru piwach zaczął coś mówić, że mamy piękne partnerki i że mega mu się podoba moja kobieta w kostiumie.  Zesztywniałem. Jakim kostiumie? Pytam. A co to nie widziałeś? i pokazał mi zdjęcie, jak jego narzeczona wraz z moją dziewczyną maja na sobie takie same kostiumy i stoją w przymierzalni, moja dziewczyna wypina tyłeczek, a jego wystawia języczek i dotyka jej tyłeczka. Mega gorące nie? Myślałem, że też dostałeś to zdjęcie, tak mi narzeczona powiedziała. Byłem mega wkurwiony, ale tez szalenie podniecony, w domu musiałem zwalić na jakieś dobre porno w temacie dp i foursome. Fantazjowałem o tym, ale nigdy tego nie chciałem wprowadzać w życie. Za parę dni Tomek wraz z Natalią zaprosili nas na maraton filmowy u nich w domu.  Miałem w tym czasie spotkanie z dawnymi znajomymi więc powiedziałem, że nic tego. Weronika była bardzo wkurzona, ale też starała się nie okazywać tego. Pomyślałem więc, że sama się wybierze i zostanie z nimi, a ja tylko ją odwiozę.  

     Jak jej o tym powiedziałem, bardzo się ucieszyła i pocałowała mnie namiętnie. Pojechaliśmy pod ich adres, na miejscu zastaliśmy normalnych ludzi, którzy zamierzają oglądać horrory przez całą noc. Popcorn itd. Pomyślałem więc, dobrze to jadę na swoją imprezę. Jak wychodziłem, Natalia, która mnie odprowadzała, spojrzała na mnie tak pogardliwym wyśmiewającym wzrokiem, że uraziła moja męskość. Wtedy tak to  poczułem i w połowie drogi do moich znajomych, coś mnie tknęło. Wróciłem przed ich mieszkanie, wszedłem do  kamienicy i idę po schodach, serce mi bije 190 na minutę, ale tez jestem kurewsko podniecony. Pukam do drzwi, mijają minuty, pukam po raz drugi, otwiera mi Natalia w czarnym szlafroku, paląc papierosa. Wystaje jej gołe udo i prześwituje przez szlafroczek śliczny pełny biust. Pytam się: Gdzie Weronika? A ona mówi, ze swoim uśmieszkiem: rżnie ją  prawdziwy mężczyzna, a nie taka łajza jak ty. Wchodzę do mieszkania, odpycham ją, wchodzę do pokoju, a tam moja Weronika ujeżdża Tomka w najlepsze. Tomek miał dużego kutasa, jej cipka ślicznie go ujeżdżała, jak ich zobaczyłem, nie wytrzymałem i wziąłem Weronikę od tyłu i zaczęliśmy razem ją rżnąć,  rytmicznie, zacząłem dawać jej klapsy, zawsze wyobrażałem sobie tę scenę, kiedy widzę jędrny tyłeczek mojej dziewczyny, rżnięty przez dwa kutasy. Weronika zaczęła bardzo głośno jęczeć, rżnęliśmy ją na przemian. Czułem kutasa Tomka, jak wchodzi w cipkę mojej dziewczyny. Zaczęliśmy się na zmianę z Weroniką całować i szybko razem wszyscy doszliśmy. Spuściliśmy się razem w mojej dziewczynie. Opadłem zmęczony, ale mega spełniony. Następnie  Natalia przyszła i ściągając szlafrok i pokazując jej śliczne ciałko jak u aktorki porno, dotykając stopą mojego kutasa, powiedziała – teraz, zerznijcie mnie.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Reksio Reksiowy
  • Przypadkowy sex gimnazjalistki

    Mam na imię Julia, mam 16 lat. Nie jestem bardzo szczupłą dziewczyną, ale wszystko jest w normie. Mam dość duże cycuszki i pupę, której zazdrości mi pół szkoły. 

    Pewnego wieczoru wracałam do domu od znajomych. Przechodziłam za starym budynkiem, kiedy nagle zauważyłam jakiegoś faceta, który się na mnie patrzył. Był to mężczyzna ok. 40stki, łysy z brodą. Wyglądał na normalnego człowieka, dlatego nie przestraszyłam się i poszłam dalej. Zobaczyłam, że idzie za mną, więc skręciłam w inną ulicę, która okazała się ślepa. 

    -Czego Pan chce?- zapytałam z lekko drżącym już głosem 

    -Nie bój się mnie.. Dlaczego taka ładna dziewczyna chodzi sama po nocy?- zbliżył się i położył rękę na moim biodrze

    -Proszę mnie zostawić..- próbowałam zdjąć jego rękę, ale przesunął ją na mój tyłek i ścisnął go. 

    Zobaczyłam jak w jego spodniach tworzy się namiot. U mnie strach coraz szybciej przeistaczał się w podniecenie i przestałam się mu opierać. 

    -Jestem strasznie napalony, jak mogłaś już zauważyć- położył moją rękę na swoim kroczu, a ja zaczęłam lekko je masować. -Mmm, widzę, że ty też jesteś chętna, a już myślałem, że będę musiał cię wziąć siłą… 

    Uklękłam przed nim, a on zaczął rozpinać swoje spodnie i wyjął z nich kutasa na oko 18 cm, był strasznie gruby. Zassałam główkę i przejechałam ręką po długości, po czym zaczęłam wpychać go jak najgłębiej i ssać

    -Oooo tak.. Dobra suczka- sapał mężczyzna i zaczął ruszać mocno biodrami.  Ja krztusiłam się i masowałam jego wielkie jaja, po czym wyciągnął bolca z buzi i dodał- Pobawimy się jeszcze w inny sposób..

    Zdjął moje legginsy, które były już przemoczone od soczków, bo nie miałam majtek. Jego oczom ukazał się mokry, wygolony pierożek

    -Jaka śliczna, młoda brzoskwinka.. -pocałował i przyssał się do mojej cipci.

    Włożył mi palce do dziurki i ssał łechtaczkę jeżdżąc wszędzie językiem 

    -Oohhhh- jęczałam dochodząc

    -Dobra pizda- splunął na moją pulsującą pisie- Teraz już jesteś gotowa..

    Zdjął moją koszulkę i stanik i zaczął ssać sutki na pokaźnych cycuszkach. Położył mnie na brzuch i dał klapsa w tyłek, który zatrząsł się jak pyszna galaretka. Jeździł kutasem po cipce, przez co znowu zaczęły ciec ze mnie soczki i nagle wsadził swojego penisa. Nie byłam już dziewicą, ale bolało mnie przez grubość członka. Zaczął mnie mocno ruchać na pieska, dając mi klapsy i wkładając palce w drugą dziurkę, co doprowadzało mnie do obłędu. Nagle dostałam drugiego orgazmu, który był tak silny, że opadłam na ziemię. Moje mięśnie cipki masowały kutasa zaciskając się na nim. 

    Facet szybko wyciągnął swojego penisa i spuścił się na mój tyłek. Dał mi klapsa i powiedział:

    – Ruchałem wiele lasek, ale ty byłaś jedną z najlepszych- pocałował mnie i dał swoją wizytówkę- to na przyszłość, jakbyś chciała jeszcze jakiś szybki numerek.

    Założył spodnie i poszedł. Ubrałam się i wróciłam do domu, pełna nowych wrażeń. Okazało się, że nieznajomy ma na imię Mariusz i ma swoją firmę niedaleko miejsca, w którym go spotkałam. 

    C.D.N.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Julia M