Author: admin

  • Halloween

    Zbliżało się halloween, a co za tym idzie, dwudzieste urodziny Marcina. Nie planował on jednak świętować tego dnia w jakiś szczególny sposób. Jako świeżo upieczony student socjologii, daleko od swojej rodzinnej mieściny, nie mógł się odnaleźć w nowym miejscu. Żył w sowim małym pokoiku unikając współlokatorów, całe dnie spędzając na uczelni, lub przed komputerem. Nie miał znajomych, ani dziewczyny. Właściwie nigdy nie był w związku, ale nie przeszkadzało mu to. Świat pornografii potrafił skutecznie zabić uczucie potrzeby drugiej połówki. Mimo to sama masturbacja do oglądanych filmów już mu nie wystarczała. Marcin w swojej skromnej kolekcji posiadał pięć drogich masturbatorów, na które wydawał każdy odłożony grosz. Wśród klasycznych „fleshlightów” wyróżniały się dwa finezyjne marki Meiki. Były one stosunkowo małymi figurkami kobiet, odlanymi z gumowego materiału. Dwudziestolatek szczególnie uwielbiał Milenę, jak pieszczotliwie nazywał jedną z nich. Mielna leżała brzuchem na skale, do której przykuta była wszystkimi kończynami w pozycji na czworaka. Wypięte pośladki zachęcały do penetracji tego, co między nimi. Podobnie usta, odlane w szerokim rozwarciu, prosiły o to, po co zostały stworzone. Całość dopełniały przymknięte oczy, sprawiające wrażenie, iż Mielna tkwi w permanentnym stanie ekstazy. To właśnie przez te oczy Marcin rzadko kiedy odmawiał sobie korzystania ze swojej ulubionej zabawki. Niemal codziennie chodził z nią pod prysznic. Tego wieczoru jednak nie ona była przedmiotem pożądania młodego studenta. Trafił on na film, który momentalnie spowodował erekcję w jego bokserkach. Nawet po zaspokojeniu się, nie mógł przestać myśleć, to tym, co zobaczył. Nie zasnął, póki sam nie obiecał sobie, że jutro też tego spróbuje.

    Wstał wcześnie rano podekscytowany tym, czego dziś doświadczy. Niestety plan zajęć wskazywał na to, że do późnego wieczora będzie siedzieć na wykładach. Teraz miał jednak trochę czasu, aby się przygotować. Zabrał więc parę maszynek do golenia i ruszył pod prysznic. Zużył wszystkie goląc nie tylko przyrodzenie, ale całą resztę ciała. To był jego fetysz. Uwielbiał gdy jego skóra była gładka, jak przed dojrzewaniem. Po zakończonej higienie stał przed lustrem przyglądając się sobie z narcystycznym podziwem. Drąg między nogami aż prosił się o pieszczoty. Nie mógł się opanować. Jęknął cicho ściągając napletek i głaszcząc się po gładkim brzuchu. Był już tak blisko. Finał przerwał głos współlokatorki.

    – Marcin, siedzisz tam już godzinę! Nie jesteś tu sam!

    Ubrał się w pośpiechu bez słowa, a wychodząc z łazienki spiorunował główną najemczyni mieszkania oskarżycielskim spojrzeniem. Z bólem stwierdził, że nie zaspokojony wzwód będzie musiał poczekać do wieczora. Niełatwo było jednak dotrwać do końca wykładów. Ciągle miał przed oczami to, co będzie robił po zajęciach. Kamieniejąc co chwilę pod ławką, z trudem dotarł do końca zajęć.

     

    Pani Bożena kończyła zmianę w żabce, z upragnieniem wyglądając dwudziestej trzeciej na zegarku. Prowadzenie sklepu stanowiło większą część życia czterdziestosiedmioletniej rozwódki. Starała się aktywnie spędzać czas wolny. Chodziła na aerobik, próbując zbić nadwagę, ale późne wieczory przesiadywała przed ekranem laptopa, obżerając się czymś niezdrowym. Wpatrzona w ogłoszenia na portalach randkowych, ciągle czekała, aż na jej skrzynkę pocztową spłynie upragniona wiadomość od jakiegoś amanta. Bożena nie miała wygórowanych wymagań, choć serce biło jej szybciej, kiedy odwiedzała profile o połowę młodszych od siebie chłopców. Koniec końców, żadna wiadomość nie przychodziła, a ona zamykała komputer z myślą, że to niemożliwe, że każdy z nich mógłby być jej synem. Zegar wskazywał za piętnaście, a ruch w sklepie tylko rósł. Młodzież, jak i dzieci w dziwnych strojach. Jedni po alkohol, drudzy po słodycze. W końcu to halloween. Kiedy ostatnia para wyszła ze sklepu, z ostatnią dynią z półki, do jedenastej brakowały ledwie dwie minuty. Pani Bożena westchnęła z ulgą, podchodząc do drzwi, aby je zamknąć. Wtem do sklepu wszedł spóźniony klient. Nie zauważywszy sklepikarki, wpadł na nią, kiedy ta wyciągała już klucz. Odruchowo złapała młodzieńca w ramiona, chroniąc go przed upadkiem. Dopiero wtedy ich spojrzenia spotkały się. Bożena nawet nie zdała sobie sprawy, że stali w objęciu dłuższą chwilę. Twarz chłopaka wydawał jej się, jak wycięta z obrazka. Niemal utonęła w jego niebieskich oczach, a kędziorek blond grzywki, która spadała mu na skroń, tylko dodawał uroku.

    – Prze-przepraszam…

    – Ojej, ależ to ja pana przepraszam.

    – Zamyka już pani?

    W jego głosie było coś takiego, co sprawiło, że sklep mógł jeszcze zostać otwarty. Specjalnie dla niego. Pani Bożena wróciła za ladę wpatrując się w jej klienta, żywcem wyjętego z profili, do których wzdychała wieczorami. Z każdą sekundą chłopak wydawał się jej coraz piękniejszy. Niemal zakręciło jej się w głowie. Rodziły się w niej odważne pomysły. Obserwowała jego wypięty tyłek, kiedy ten schylał się nad regałem z warzywami. Podejdzie i zapyta, obiecała sobie. Zapyta, czy nie odprowadziłby jej do domu. Po drodze opowie jakąś historyjkę o zepsutym laptopie. Jest młody, na pewno się zna na komputerach. Wstąpi na późną kolację…

    – Nie ma dyni?

    – Słucham? – Głos blondyna wyrwał Bożenkę z zamyślenia.

    – Nie ma dyni? Skończyły się?

    Rozczarowanie w jego głosie sprawiło, że nawet gdyby nie miała dyni w sklepie, byłaby gotowa iść do innego i mu ją przynieść. Na szczęście na zapleczu czekała nieprzyjęta dostawa.

    – Choć za mną, mam jeszcze parę sztuk. Nie będę ich teraz przynosić na sklep, bo właściwie już nieczynne.

    Na jego twarzy wymalowała się radość, co bardzo ją ucieszyło. Wprowadziła go do niewielkiego pokoiku zastawionego paletami towarów. Wśród nich znajdowała się skrzynia z ogromnymi, pomarańczowymi kulami, którymi od razu zainteresował się chłopak. Bożena stanęła w progu i oparta o framugę obserwowała, jak jej klient przebierał w warzywach, aż w końcu wyciągnął jedno z nich i postawił na rant pojemnika. Serce zabiło jej mocniej kiedy zobaczyła, jak przybliża się kroczem do dyni. Niby nie chcący, jednak chwilę później przejechał po tym miejscu kciukiem, jakby kreślił miejsce, w którym wytnie dziurę. Poczuła między nogami coś, czego już dawno nie czuła. Zdecydowała, teraz albo nigdy.

     

    Marcin czuł na karku wzrok starej sklepikarki, jednak mimo to nie mógł się opanować. Wykonał jedno próbne pchnięcie, aby dać sobie przedsmak tego, co będzie robił dzisiejszej nocy. Dotknął palcem dyni, w miejscy, w którym wytnie dziurę. Materiał spodni mocno spęczniał. Raptownie przeszedł go zimny dreszcz. Poczuł dłoń mocno łapiącą jego pośladek i ciepły oddech na szyi.

    – Zaraz przyniosę nóż. – Szepnęła mu sprzedawczyni do ucha.

    Ze strachu skurczyły mu się jaja. Przejrzała go i… chciała zabić? Grzeszne intencje względem warzywa wyleciały Marcinowi z głowy. Na oko pięćdziesięcioletnia babcia wyszła z zaplecza. Poświata lamp ze sklepu zgasła. Gdyby nie słaba jarzeniówka, zapanowałby mrok. Ciężko przełknął ślinę słysząc dźwięk zamykanych drzwi na klucz. Słyszał zbliżające się kroki. Drżącą ręką wyciągnął telefon. Nie zdążył jednak wybrać sto dwanaście.

    – Jestem kochaneczku.

    Wyciągnęła w jego stronę drobny nożyk do obierana jabłek. Wziął go od niej, nie rozumiejąc co się dzieje. Chował komórkę do kieszeni, a to czego oczekiwała od niego starsza pani, zaczęło powoli do niego dochodzić.

    – No wycinaj. – Zachęciła go uśmiechem.

    – Kiedy jaaa… – Przełknął ślinę, gdy załapała go stanowczo. Tym razem za krocze.

    – Nie daj się prosić. Przecież widzę co planujesz zrobić z tą dynią. – Szeptała mu do ucha, budząc jego penisa do życia ciepłą dłonią. – Nie zaprzeczysz, a teraz wycinaj otworek, a ja sobie popatrzę, dobrze?

    – Yhym.. – odparł uległym głosem.

    Całkowicie zdominowała go tym dotykiem. Pierwszy raz w życiu czuł dotyk drugiej osoby. Ta osoba w dodatku chciała popatrzeć jak będzie gwałcił dynię. Teraz był gotów zrobić dla niej wszystko. Sklepikarka oparła się o blat niewielkiego biurka i obserwowała z pożądaniem w oczach, jak wykrawa otwór w twardej, pomarańczowej skorupie, jak wybiera nieco miąższu i pestek. Tuż przed ściągnięciem spodni Marcin zawahał się. Na moment dotarło do niego w jakiej scenie weźmie zaraz udział. Stara baba będzie patrzeć, jak penetruje halloweenowe warzywo. Nie tak wyobrażał sobie spędzić to święto. Bolesny wzwód w spodniach nie pozwolił mu jednak długo rozważać słuszności swoich czynów. Obnażył się przed nią z lekkim wstydem, ściągając spodnie i majtki aż do kostek. Nakierował czerwoną główkę w nieco za wąski otwór. Rozprowadził po nim preejakulat i ze ślizgiem wbił się w głąb. Namiar miąższu mocno zacisnął się na prąciu. Część z mlaśnięciem wyciekła z dyni wprost na jego gładkie jaja. Usłyszał tylko jęknięcie pełne rozkoszy. Zerknął na chwilę w kierunku biurka. Sprzedawczyni rozłożyła mocno nogi, gładząc się po swojej norce przez ubranie. Jej oczy cały czas skupiały się na członku Marcina, który tkwił teraz po same kule w miękkim wnętrzu. To co widział i czuł podniecało go tak mocno, że dostał wypieków na twarzy. Uznał, że musi rozebrać się do naga. Obnażył się sprawnie nie wyciągając fiuta ze środka, także po chwili został w samych butach. Rozpoczął ostry galop, czując jak wypycha miękką papkę zmieszaną z twardymi pestkami w stronę otworu. W pomieszczeniu unosił się aromat dyni wymieszany z wonią soków sklepikarki. Poszła ona w ślady Marcina, prezentując mu swoją owłosioną cipkę w pełnej okazałości. Miętosiła łechtaczkę palcami prawej dłoni. Lewą sięgnęła do stojącej obok skrzynio-palety i wymacała w niej dorodnego ogórka. Zielone warzywo tonęło w niej do połowy, błyszcząc śluzem, który ciekł z niej obficie. Przez ten widok penis Marcina stwardniał aż do bólu, przez co czuł każde włókno, każdą pestkę ocierającą się o jego przyrodzenie. Przeszły go pierwsze spazmy. Czuł że zbliża się orgazm, jakiego jeszcze nie doświadczył. Pchał z całych sił stojąc w kałuży żółtej papki, która ciekła mu z moszny i ud. Zacisnął dłonie mocno na skorupie. Orgazm jeszcze nie nadszedł, ale już czuł salwy spermy wstrzykiwane w dynię. Przedwczesny wytrysk przyniósł za sobą długi, mocny orgazm, wypełniający zaplecze głośnym jękiem, przerywanym przy kolejnych, coraz wolniejszych pchnięciach. Świat zawirował wokół Marcina. Ledwo trzymał się na drżących nogach. W końcu, po paru minutach sapania, wyciągnął miękkiego fiuta z ciepłego otworu. Stał tak dysząc i spojrzawszy na brandzlującą się kobietę, zrozumiał czego się dopuścił. W tym momencie doszła i ona. Wiercący ją ogórek wypadł raptownie jej z ręki, a tuż za nim wystrzelił strumień oblewający nagie ciało chłopaka. To co się stało dotarło do niego po chwili. Ociekając moczem starej baby, zerknął na to co zostawił na podłodze. Spojrzał na dynię, z której wyciekało jego gęste nasienie, na miąższ i spermę, które oblepiały jego prącie i wór. Woń moczu gryzła w nozdrza. Zemdliło go. Nie wiedział nawet jak ma się zachować. Ona podniosła się biurka i legła przed nim na kolanach. Bez słowa pochłonęła jego krocze w całości, czyszcząc je językiem. Najpierw czuł obrzydzenie, ale tlące się na nowo pożądanie i fakt, że kobieta robi mu loda, sprawiły, że nie miał zamiaru przerwać. W końcu wyjęła jego przyrodzenie z ust, w połowicznym wzwodzie. Zsunęła napletek do końca. Marcin ze zgrozą zaobserwował, że pod skórą jego penis zmienił kolor na pomarańczowy. Włókna dyni mocno trzymały się jego przyjaciela.

    – Nie schodzi? – Zapytał zmartwiony.

    – Spokojnie, nie bój się. – Odparła z uśmiechem i ponownie połknęła jego męskość.

    Nie wiedział ile to trwało. Nie miał pojęcia kiedy położył dłonie na jej głowie, kiedy zaczął szarpać ją za włosy i wbijać się głęboko w jej gardło. Nie wiedział, kiedy zaczęła się krztusić. Wyrwała się jednak z jego wnyków, tuż przed finałem. Chciał dokończyć ręcznie na jej twarz.

    – Nie wolno. – Dostał po rękach. – Bądź grzeczny, to dostaniesz nagrodę. – Obiecała.

    – Dobrze. – Odparł sfrustrowany.

    Ponownie rozłożyła się na biurku, zapraszając go do swojego wnętrza. Marcinowi aż zadzwoniło w uszach, kiedy końcówką drągala muskał jej sromy. Przed wejściem wzbraniała go jedna myśl.

    – A jak dojdę w środku?

    – Jestem po menopauzie, kochaneczku, a teraz daj mi to, czego już dawno nie czułam. Tylko się nie śpiesz. Chce cię czuć tak długo, jak się da.

    Marcin kiwnął głową. Nie był jednak w stanie dotrzymać tej obietnicy. Moment, w którym znalazł się w środku, sprawił że totalnie postradał zmysły. To nie przypominało żadnej z jego zabawek. Nawet Milena wypadała marnie. Dynia przy tym była jak papier ścierny. Pchał w nią dziko słysząc jej jęki i pukanie biurka o ścianę. Zerwała z siebie koszulę, niemal rozdarła stanik. Para piersi rozlała się po jej brzuchu. Złapał za nie bez namysłu, patrząc głęboko w oczy swojej partnerki. Ta podpierając się rękami o ścianę, jęczała z wyrazem dzikiej ekstazy. Jej usta starały się coś powiedzieć, ale brakowało jej tchu. W końcu odczytał przekaz: „skończ we mnie, proszę”. W jednej chwili dobił się do końca, zamarzając w tej pozycji, a jego jądra oddały wszystko w głąb sklepikarki. Poczuł jak jej wnętrze zaczyna pulsować. Przymknęła oczy niczym Milena, a on pchnął jeszcze parę razy, wypróżniając się z nasienia. Opadł na nią. Ich mokre od potu ciała połączyły się w jednym rytmie oddechu. Dotarł ustami do jej ust. Tkwili w namiętnym pocałunku. W końcu podniósł się i wyciągnął z niej fiuta. Z włochatego ciasteczka wypłynął stróżką biały krem. Ponownie wyczyściła go oralnie. Stali pośrodku zaplecza nadzy, w uścisku. Zmolestowany ogórek leżał między nogami. Wśród pocałunków zdecydowali się wreszcie na rozmowę.

    – To… jak masz na imię? – Zapytała go pierwsza.

    – Marcin. A ty?

    – Bożena. Może chciałbyś do mnie pojechać Marcin, hm?

    – Teraz? Na noc? – Totalnie zaskoczyła go ta propozycja.

    – Pewnie. Tylko muszę tu trochę ogarnąć. To jak? – Odparła z uśmiechem Bożenka.

    Nie musiał odpowiadać na głos. W jego oczach widziała, że tego pragnie. W końcu zamknęli za sobą sklep, szepcząc o tym jak głośno się zachowywali i czy ktoś ich nie usłyszał. Spędzili jeszcze piętnaście namiętnych minut w aucie. Oboje byli sobą nienasyceni. W końcu niebieski peugeot zabłysnął lampami i ruszył w stronę domu pani Bożeny, do którego Marcin wprowadził się tydzień później. Nigdy nie przypuszczał, że dostanie taki prezent urodzinowy. Od tej pory uwielbiał halloween.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Lord Fapkins
  • About last night…Part 1

    Budzę się. Na pewno nie spałem w swoim łóżku. Czuję twardą powierzchnię pod głową. Powoli otwieram oczy, jestem w swoim bloku. Leżę na klatce schodowej, tuż przy windach. Jest dość ciemno, dwa tygodnie temu zaczął się tu remont i od tego czasu nie ma światła. Przez szklane drzwi leniwie wdziera się delikatny blask wschodzącego słońca. Leżę na czarnej folii, która wyściela podłogę. Czuję, że mój penis jest nabrzmiały- praktycznie jak co rano. Rozglądam się wokół, obok mojej głowy leży telefon i klucze- jestem uratowany! Sprawdzam godzinę: 5:30. Przyświecam latarką. Jestem zupełnie nagi. Mój penis sterczy niczym wieża w Pizzie- delikatnie skrzywiony. Nagle słyszę szczęk zamykanych drzwi. Ktoś wychodzi z 4, może 5 piętra. Wstaję szybko, przecież nie może mnie tak zobaczyć! Przywołuję windę, czekam. Słyszę kroki, wybrał schody. Mijają kolejne sekundy, sąsiad lub sąsiadka są już jakieś dwa piętra ode mnie. Winda zatrzymuje się, mechaniczny głos oznajmia „parter- wyjście z budynku”, drzwi otwierają się, wskakuję do środka i rozpaczliwie naciskam guzik. Piętro 6. Kroki są co raz bliżej, dzieli nas tylko pół piętra, jeden zakręt. Drzwi windy zamykają się w ostatnim momencie, przez sekundę wydawało mi się, że widziałem twarz, przystojnego młodzieńca… Czy on mnie widział?

    „Piętro szóste”. Otwierają się drzwi, mam nadzieję, że wszystkie starsze panie z mojego piętra jeszcze śpią. Staram się jak najciszej przejść po szeleszczącej folii pokrywającej podłogę. Emocje sprawiły, że wzwód ustał. Czuję, jak z każdym krokiem mój kutas delikatnie obija się o wewnętrzną część ud. Dotarłem pod drzwi, otwieram je ostrożnie i wchodzę do mieszkania. Na szczęście mojego współlokatora nie ma w domu. Odkąd skończył studia rzadko tu bywa… Ale to i lepiej, lubię mieszkać sam, jest wtedy mniej krępująco, bardziej intymnie. Wchodzę do sypialni, padam z nóg. Kładę się na łóżku i prawie natychmiast zasypiam.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Wojtek
  • Wlascicielka, vol 6: Czarny pies

    Kiedy siostra wreszcie zdjęła mi opaskę z oczu, spodziewałam się, że to kolejny z wielu jej dowcipów. Gdy mama wreszcie pozwoliła mi przychodzić do psiarni, gdzie ona już pomagała z częścią zadań, zawsze zabierała mnie do izolatek, mówiąc, że coś dla mnie ma. Tym czymś zawsze był przerażony oddzieleniem od innych przytulanek, nie mogąc nawet wstać, kuląc się w kącie pokoju, lub poruszając chaotycznie na czworaka, kastrat. Zobacz, idealny chłopak dla Ciebie. Wtedy narodziło się określenie „Jędza”.

    Tym razem jednak biały pokój został tymczasowo umeblowany w skórzane fotele. Obok nich stał stolik z chłodzącym się szampanem, kieliszkami i truskawkami w białej czekoladzie. Drugi, stalowy na kółkach, kawałek obok, obłożony czymś pomiędzy seks zabawkami, a narzędziami tortur. Na środku postawiono statyw, który uniemożliwiał ofierze najmniejszy ruch, ale pozwalał na dowolne ustawienie jego ciała bez problemu, a jeśli włączyć wspomaganie hydrauliczne, nawet łamanie kości.

    Osobnik przypięty do niego, nie był wychudzoną, anorektyczną seks lalką dla psów bez stóp. Wprost przeciwnie, zdrowy, umięśniony, ale nie jak omega, tylko normalny człowiek. Czarny worek osłaniał jego głowę, a ciało wskazywało, że stara się stawiać opór, wyszarpać z więzienia.

    – Na nasz dzisiejszy wieczór zestawiły się dwie rzeczy. – zaczyna siostra, podchodząc do niego – Pierwsza to fakt, że skończyłaś osiemnaście lat. Oczywiście, przyjęcie, zabawa i te kwestie. Jednak wraz z Mają postanowiłyśmy, że jednak warto to uczcić należycie. Drugi to fakt, że płakałaś tak bardzo, że moja ulubiona bluzka miała na sobie masę śliny i smarków, nawet stanik mi przesiąkł. A to ja jedynie mam prawo doprowadzać Cię do płaczu. – klepie w umięśniony pośladek, na co z worka dobiega zduszony odgłos – Powiedzmy, że to więc mój prezent dla Ciebie. – ściągnęła worek

    Thomas. Cholerny kapitan drużyny pływackiej, który łamał wszystkim dziewczynom w szkole serca. Ten sam, który rozpuścił plotkę, że jebał mnie analnie, a jak wyjął swojego fiuta to z radością go jeszcze wylizałam. Tak naprawdę, gdy wysłałam mu fragment ulubionej piosenki, powiedział, że jestem „zbyt dziwaczna”, mam za małe cycki i fiutem nawet by mnie nie tknął. Ten sam, przez którego rozryczałam się przed całą szkołą. Patrzał na mnie spod damskiego makijażu, a knebel połączony z dildo tkwił w jego ustach. Znów wydał całą orkiestrę dźwięków, a Ase dała mu kolejnego klapsa.

    – Niestety, chociaż nie ma czego żałować z tego co widziałam, troszkę go przerobiłam, by Cię nie kusiło, a rodzice jakby mieli się dowiedzieć, nie ukatrupią mnie. – przekręca go na plecy i ustawia w lekkim rozkroku ukazując jedynie biały plaster na kroczu – Wiesz jaki był marudny, gdy byłam taka delikatna? Wsadziłam mu dziewięciu calowy gwóźdź do środka, by ładnie sterczał, a potem zrobiłam znieczulenie młotkiem rozsmarowując orzeszki na masełko przed ucięciem. Mama by po prostu przypiekła palnikiem, by nie jadł surowego jakby już dostał po cięciu, no ale ponoć to wegetarianin. – chichota z własnego dowcipu – Ale, byś nie czuła się stratna, ma teraz większego. – wraca do mnie i obejmuję – Podoba się? Jedyna wada, to fakt, że będę tu z tobą, ale jak mawia mama, puść wodzę fantazji i go nie zabij.

    Nieśmiałe początki pod postacią baciku, który uderzał w skórę za każdym razem, gdy z płaczem przypominałam mu co zrobił i zabawa prądem o niskim napięciu, sprawiały, że stękał przez knebel. Dwa kieliszki szampana i kilka truskawek później, miał pierwsze rozcięcia skóry i poparzenia elektryczne, a doklejone rzęsy odpadły od płaczu, a odgłosy nabrały na sile. Po dwóch następnych, plecy, pośladki i nogi pokrywały całe linie czerwonych pręg. Pierwsze odznaki satysfakcji zaczęłam czuć, gdy mocniej próbował wyrwać się z pasów, po tym jak wymusiłam na jego ciele szpagat, rozchylając nogi tak jak tylko się dało. Asenata nie siliła się na komentarze, ba nawet ochoczo pomogła mi zapiąć pod spódniczką dwunastu calowy czerwony strap-on, którym wyjaśniłam mu seks analny w praktyce, robiąc z niego swoją przytulankę. Z równie wielką ochotą i pierwszym w życiu prawdziwym orgazmem, a nie jego namiastką z drobnych warg i palców Oszki, którą w ostatnim półroczu wciągnęłam do łóżka i nauczyłam, że jak dobrze będzie tam lizała, to dostanie coś słodkiego w nagrodę, straciłam dziewictwo. Klęcząc na jego głowie, trzymając twarz między kolanami by widział mój słodziutki otworek i wsuwając się na pokryty żelem kawałek gumy, który sterczał z jego ust. Doznania rozpływania się w Edenie, gdy moja miednica wędrowała w górę i w dół od jego nosa potęgowały jedynie jego rozpacz i strach z załzawionymi oczami.

    Strach ofiary był tym, co uwielbiałyśmy. Bycie drapieżnikiem czującym krew. Kastraci czuli jedynie jego namiastkę, instynktownie bojąc się bólu, który mógł zostać zadany. Fajny, ale szybko znikał, gdy okazywały pokorę. Thomas prawdopodobnie, gdy zrozumiał, że nikt nie ma zamiaru być dla niego litościwy, a ból będzie ciągły, emanował nim. Syciło to, jak domowy obiad,  nawet bardziej. Cztery lata później to samo dał mi Rufo, gdy wycinałyśmy mu jąderka. Lęk, rozpacz i świadomość, że nie będzie nic więcej to najnaturalniejsza rzecz świata. Powinna też powstać, gdy ktoś mierzy w Ciebie z pistoletu, gotowy do strzału.

    To spojrzenie jest puste. Nie tak, jak u mamy, gdy okazuje złość, skrywa się w swojej sadystycznej masce. Bliżej mu w tym do Cargo, chociaż nie są żółte. Żaden człowiek nie patrzy w ten sposób na broń. Nie, on nawet nie patrzy na pistolet. Wpatruje się w twarz siostry, świszcząc oddechem, który mówi o przebitym płucu i złamanych żebrach. Od przodu widać, że oberwał znacznie mocniej. Opuchnięta twarz jest przeorana ranami. Klatke piersiową, pokrytą dużymi czarnymi plamami, gdzie pewnie padały ciosy, ozdobiona pojedyńcza blaszka żołnierskiego nieśmiertelnika. Pięści są zdarte ze skóry. Bez wątpienia, oberwał dość mocno. Jednocześnie jednak przeż… Nie, on ma zdechnąć. Nikt nie byłby w stanie przeżyć spotkania z dwiema omegami, a co dopiero pięcioma. Masz zdechnąć za to, co twoja rodzina zrobiła tacie. Za jego mamę. Za to, że jesteś… Tym. Zdające się być czarne oczy patrzą nadal w Ase. Nieznęcone niepokojem spojrzenie drapieżnika.

    Mięciutka dłoń unosi się i naciska mi na nos. Chociaż jest tylko pół głowy niższa, muszę obniżyć wzrok by ją dostrzec. Cola w pomarańczowej, pasiastej bluzie i leginsach w kolorowe zwierzątka wygląda jak dziecko, a nie może nawet siedemnastoletnia dziewczynka. Różowy dzióbek wydaje się zadowolony, że znów się spotykamy. Niebieskie oczka błyszczą. Wyciera główkę o mój bark, dzwoniąc swoją plakietką o zamek.

    Carmel stanęła obok swojego właściciela. Gładka, biała sukienka i rozpuszczone loki czynią z niej wyraźnie młodą kobietą, a nie nastolatkę. Może być nawet starsza niż ja, ale młodsza od Ase. Wiek fizyczny i biologiczny jednak nie muszą się pokrywać. Roczny klon może mieć czterdzieści lat, a pięcioletni dopiero kończyć dwadzieścia. O ile właśnie tym są. Jej wzrok kieruje się ku suni, unosząc przy biodrze nadgarstek, jakby z nadzieją, że jakąś tajemniczą mocą zmusi ją do powrotu do siebie. Ostatnia kryje się lekko za plecami właściciela, jako jedyna zachowując się racjonalnie i ukazując strach.

    – Strzelać uczył Cię ojciec czy ten brytol? – odzywa się wreszcie w tej ciszy mężczyzna – Cliford zdaje się? Tłumaczyli Ci zasady broni?

    Strzelba taty wisiała w domu na ścianie jako ozdoba. Waliła środkiem usypiającym, a mama wyjaśniła, że to pamiątka dawnych czasów. Świeżo złapane suki nago puszczano na zamknięte tereny posiadłości, dając im poczucie, że może będą wolne, jeśli uciekną, chociaż tak naprawdę nie istniała na to żadna szansa. Właściciele zaś, z psami myśliwskimi, ruszali w pogoń. Kto ustrzelił najwięcej, dostawał prawo wyboru za darmo sobie wypatrzonej zwierzyny. Reszta szła na normalną sprzedaż. Tata po zdobyciu swojej Avy i Lil skończył polować. Może było w nich coś wyjątkowego jak w Sarze?
    Dopiero w opowieściach stawał w obronie siebie i tych, których kochał. Mógł być olbrzymem, który nosił Sarę na jednej ręce jak niemowlę, ku naszemu rozbawieniu podrywać do góry krzyczącą za to na niego mamę, a do sprzątania podnosić sobie kanapę.

    Cola ciągnie mnie za dłoń i pokazuje paluszkami w stronę Salomona, po czym znów patrzy na mnie. Jak dziecko chcące powiedzieć, tam, to moja mama. Ale jego spojrzenie nawet nas nie zaszczyca, za to Carmel wygląda na złą.

    – Narzeczony. – odpowiada mu siostra, nawet przez moment nie przestając celować – Bądź łaskaw powiedzieć, co tu robisz, nim pomaluje twoim mózgiem sufit.

    – Mózgiem sufit. – powtarza za nią – Czyli wiesz, żeby strzelać w głowę. Prawidłowo. – kiwa głową, jakby to objaśniał – Podwieczorek, kawę i porządki. Wiecie, że lodówkę się myje, a śmieci wyrzuca? Zrobiłem też trochę zakupów, bo było pustawo.

    Rzeczywiście, zniknął rozrastający się burdelik, którego narodziny rozpoczęła tamta sobota, a rozrost jego pojawienie. Każdego ranka obiecałam sobie z nim zawalczyć, a potem spędzałam czas siedząc z Aiszą na dwóch końcach kanapy, by oglądać bajki lub próbując czytać stare papierowe książki, gdzie norweskie i angielskie pozycje taty to ułamek kolekcji. Z cyklu rzeczy, których nie mam a chciałabym to jego intelekt. Cola znów ciągnie, pokazując na niego, a potem spogląda na Carmel która posyła jej wściekłą minę. Sunia chowa się za moim ramieniem. Nie wiem, mam ją odepchnąć czy coś?

    – Nie bądź śmieszny. – odpowiada mu ściskając mocniej kolbę – Miałeś wyjechać już tydzień temu, z powrotem do swojej Ameryki, Grimery. To twoje prawdziwe nazwisko, prawda?

    – Nazwisko matki. Moje to Juniper. – uśmiecha się, na ile pozwala mu ta gęba i jest niezrozumiałe w tej sytuacji – A wasze? Angielskie formy Wiśnia, Czarnodębski? Chińskie – z łatwością wymawia nazwisko mamy, co potrafi tylko ona i tata – a może polskie, po tacie? – tym razem wprawnie korzysta z kociego języka jak Majka, Sara czy Oszka – Tutaj każdy lubi mieć drugą tożsamość. W jednej być przykładnym mężem, ojcem i biznesmenem, w drugiej robić rzeczy nieetyczne dla każdego normalnego człowieka. Prawda, że tak zabawniej? Własna grupka wysterylizowanych suk, fabryki obsadzone psami pracującymi za jedzenie czy hobbystyczne ranczo krówek. Albo się porzuca wymyślne nazwisko, bo twój ojciec był mieszaną przerośniętą przybłędą z kraju komuchów. O tak, wujek uwielbiał o nim opowiadać, gdy Brooke pod stołem dławiła się jego nafaszerowanym viagrą suchym fi… – nie dokańcza – Nie, nie nazywam się Grimery.

    – Nie mów tak o nim. – odzywam się wreszcie – Nie masz prawa! Nie poznałeś go!

    – O tak! – odpowiada, tym razem wyszczerzając zęby, ale nawet nie patrząc w moją stronę – Mama Cię kochała, a ja Cię nie znam. Za każdym razem jak ten blond łeb uderzał o blat, twarz przechodziła grymasem zadowolenia, ona ściskała mnie i mówiła, żebym nie słuchał. Twój tata był kimś wielkim, ty musisz być większy. Najważniejsze jednak, byś nie był takim człowiekiem. – znów świszczy oddechem – Może razem policzymy od dziesięciu? Na zero strzelisz. Pamiętaj, tutaj. – unosi dłoń i wskazuje czoło – Spudłujesz, a ja zapomnę, że jesteś moją siostrą.

    – Co? – głos Ase brzmi na szczerze zdziwiony, a dłoń minimalnie osuwa się w dół, po czym znów prostuje – Nie prowokuj mnie!

    – Jesteś gorsza, niż ten facet wczoraj, który dowodził stadem. – nadal się szczerzy w zadowoleniu – Druga zasada broni. Jeśli kogoś chcesz zabić, strzelasz od razu, jak widzisz cel. Nie ma czasu na pogaduszki. Koleś też o tym zapomniał, a potem był bardzo rozmowny, byle nie skończyć jak swoje kukły, gdy zrozumiał swój błąd. – znów broń osuwa się nieznacznie – Pewnie pan Bond zabierał Cię na strzelnicę, byś umiała się bronić. Spróbowałabyś strzelić jednak w ciało, jest większe i łatwiejsze do trafienia, trudniej się uchylić. Postrzał jest dość bolesny, może uszkodzić organy wewnętrzne. Padłbym i wył z bólu. Już jestem ranny, więc jestem łatwiejszym celem. – rozluźnia ramiona i opiera się o blat za plecami, jakby naprawdę miał jakąś chorą przewagę – Pewnie nigdy nie zabijałaś, może nawet nie strzelałaś do żywego człowieka. Więc nie zmuszaj mnie, bym Cię krzywdził przy dzieciach, to daje zły przykład. – po czym ze spokojem przekręca wzrok na mnie – Wszystkiego najlepszego Talita. Spodobał Ci się prezent?

    Żadnego strachu. Rozpaczy. Wprost przeciwnie. Sposób jaki mówi jest okrutny, ale nie ma w tym złości. Poza ostatnimi zdaniami. Zupełnie przestaje się nami przejmować. Odwraca się lekko  unosi stojącą za nim Brownie, chwytając ją ramieniem tuż pod pośladkami i przytula do siebie jak małą dziewczynkę. Bliska płaczu nastolatka nie protestuje, przeciwnie, przytula się do niego. Mimo zaledwie czterdziestu centymetrowej różnicy wzrostu, wiesza mu się na szyi i przytula twarz do niego. Tata robił tak z Sarą, ale tam było siedemdziesiąt centymetrów różnicy. Wyciąga drugą rękę do Carmel, ale ta odsuwa się w bok.

    – Zobacz, obraziła się. – mówi do trzymanej suni, która przytula się policzek do policzka i pociąga nosem – A Cola bawi się w chowanego? Hm, pasiastym tygryskom łatwiej się skryć. – myślę, że może tylko udaje, że jej nie widzi za moimi plecami, podrzucając lekko na ramieniu trzymaną – No już, już. – całuje ją w nosek, gdy ta popłakuje – Nic mi nie będzie. Jutro polecimy do domku, poszukamy w zamrażalniku albo kupimy lody, upieczemy ciasto i zrobimy sobie wspólny czas. – znów spogląda w stronę Carmel, gdy Brownie pochyla się i szepcze mu do ucha, przez co prycha – Tak, zapytam Runy czy ma jeszcze jakieś wersje pokemonów, ty maniaku. – z rozbawieniem odstawia ją.

    Ta od razu podchodzi do najstarszej i kładąc dłonie na jej biodrach, otula ją za plecami. Cola, jeszcze raz pchając moje ramię, poddaje się i z opuszczonym łebkiem podchodzi do pozostałych i w pokornym geście przytula się do białej sukienki. Brat jeszcze raz spogląda na nas, jakby nagle przypomniał sobie, że tu nadal jesteśmy do niego mierząc, po czym prycha i odchodząc od stołu. Teraz widać, że nie kłamał na temat podwieczorku, bo są słoiki z masłem orzechowym i dżemem, nóż, kanapka z ściętymi skórkami i… Dwulufowy obrzyn, którego kolba jeszcze chwile temu znajdowała się doskonale w zasięgu jego dłoni. Dreszcz niepokoju przechodzi przez moje ciało. Gdyby mógł… Nie, gdyby tylko chciał, mógłby odstrzelić jej ramię. O tym, że ta informacja doszła też do Ase świadczy dźwięk upuszczonego na panele pistoletu.

    – Też chcecie kawę? – pyta spokojnie – W sumie to bardziej wasz dom. – wraca z dzbankiem z ekspresu i trzema kubkami, ustawia je na stole, po czym znów patrzy na nas – Co? Urosło mi coś na głowie prócz guza? – maca czoło – May mówiła o was dość ogólnie, a pierwsze spotkanie nie wypadło za dobrze. – sięga po kanapkę, przesuwając dłonią niebezpiecznie blisko broni – Jak pozwolicie mi gdzieś ulokować dzieci, to możemy spokojnie porozmawiać.

    – Dlaczego… – zaczynam, czując jak gardło wyschło mi na wiór – Dlaczego taki jesteś?

    – Jaki? – unosi brew w zdziwieniu – Chodzi o nie? – wskazuje swoją gromadkę – To moje dzieci. Mogą wyglądać jak zwierzęta, których ludzie używają do zaspokojenia swoich pragnień, ale dla mnie to trzy urocze kociątka, które wychowuje bezpański czarny kundel. Jak mamy dalej rozmawiać, to wolałbym, by ich ciekawskie uszka nie słuchały.

    Nadzieja to najniebezpieczniejsza rzecz. Tutaj, gdzie każdy jest tym złym. Myślami nagle wracam do Aiszy w strugach prysznica. To kolejne podobieństwo łączące go z tatą. Wie, jak potężny może być, ale kryje się z tym. Kiwam ostrożnie głową.

    – Brownie, kochanie, powiedz swojej obrażonej na mnie siostrze, że pani Talita pokaże wam pokój i łazienkę. – uśmiecha się do nich z troską – Jakbyście były śpiące, bo podejrzewam, że trochę nam tu zejdzie, umyjecie ząbki i ubierzecie Coli piżamkę. Pewnie jak przyjdę, będziecie już spały. Słuchajcie jej tak jak mnie czy Sonalii. – po czym siada przodem do nas – Jutro o tej porze będziemy z okna oglądać Atlantyk z zachodzącym słońcem.

    Brownie puszcza swoją „siostrę” i bierze Cole za rączkę. Razem podchodzą do niego. „Starsza” z suń szepcze coś na uszko drugiej, a ta całuje go w skroń, potem robi to druga. Odpowiada im tym samym. Brunetka spogląda jeszcze w stronę trzeciej, ale ta posyła tylko mu urażone spojrzenie i bierze walizeczkę na kółkach oraz znajomą torbę z kotkiem, po czym stają razem przy mnie. W dolnym pokoju gościnnym od razu zapalam im lampkę nocną przy łóżku i kładę pilot od telewizora w pobliżu. A jak się pozabijają w kuchni teraz, gdy nas nie ma?

    – Większość kanałów jest po norwesku, ale na siedemset siedemnastym są kreskówki po angielsku z ubiegłego wieku. – mówię im, chociaż nie wiem ile ma to sensu, gdy Brownie rozściela łóżko, Carmel ustawia walizkę na ziemi, a Cola stojąc sama, znów przykleja się do mojego boku – Ja… – mam wiele pytań o was, o niego i każde wydaje się równie zjebane – Łazienka jest za drzwiami naprzeciwko, możecie się tam umyć i skorzystać z toalety. – cholera, głupie, nie wiem co umiecie i co możecie, czemu takie jesteście, więc spoglądam na różowy dzióbek – Tak, ładna jesteś. – głaszcze ją po pleckach, po czym sama decyduje się uruchomić im telewizor

    Cola dopada do otwartej walizki z elegancko poskładanymi ubraniami, po czym wyciąga z wnętrza wykonaną z włóczki maskotkę. Różowo-czarna postać może być tygryskiem wielkości jej dłoni. Zadowolona jednak, włazi w objęcia Brownie, która traktuje ją w sposób zbliżony do Oszki wobec Aiszy. Carmel siada obok, spogląda jeszcze raz na mnie, po czym opuszcza wzrok. Wychodzę, bardzo wolno zamykając drzwi.

    – Coli się chyba podoba, że one mają oczy jak on. – mówi cicho Brownie – Zawsze mówił, że to specyficzna barwa.

    – To jego siostry. – odpowiada jej Carmel suchym tonem właściciela – Mieliśmy być już w domu.

    – Car… – zaczyna druga – Widziałaś jak to przeżył, gdy stąd wrócił pierwszy raz. Jesteś zła o to, że chce z nimi normalnie porozmawiać?

    – Gdyby pistolet był wymierzony w Ciebie albo małą…. – brzmi dość smutno

    – Albo w Ciebie… – dodaje druga

    – Pewnie jej mózg by od razu ozdobił sufit. A on wolał ryzykować. Może to i jakaś jego rodzina, ale to my nią jesteśmy, nie one. – kontynuuje – Chyba lepiej, że się nie spotkał z nim. Przejdzie mu, zapomnij, znów będzie uczył coś małą, robił Ci kanapki do szkoły i o nas dbał. W końcu to nasz Pan. – milknie na chwile – Nikogo innego nie mamy.

    W kuchni Ase siedzi po jego prawej, przy kubku kawy. On znów siedzi tyłem, ale teraz broń stoi obok nóg. Pistolet zniknął z podłogi. Milczą. Siadam po drugiej stronie i też nalewam sobie kawy. Po chwili namysłu dodaje cukier i mleko.

    – O, lubimy taką samą. – uśmiecha się i pokazuje swój kubek – Brownie ciągle próbuje mnie przekonać do tych wszystkich smakowych, sezonowych kaw, które lubią z Carmel, ale wolę taką.

    – Dlaczego zostałeś w Europie? – pyta siostra, przyglądając mu się – I…

    – Bo dom to pustynia, klify i metropolie, które nie śpią. – odpowiada, zaczynając kolejną kanapkę przy użyciu lewej ręki – Wieczne lato, urlopowicze i praca. Moja bliska przyjaciółka, Runa, powiedziała, że skoro mi się tutaj podoba powinienem przedłużyć urlop. Pojedziesz dalej na północ motorem i widzisz śnieg. Fajna sprawa, my mamy suche zimy. – układa złożone kawałki chleba z masłem orzechowym i dżemem razem, po czym obcina skórki – Jak masz pytania o mój pysk, to gratuluj swojej mamię. Od Azji nie miałem okazji tyle zabawy, ale jej psy grały czysto. Jeden bardzo uprzejmy zostawił mi nóż w brzuchu, więc mogłem się nawet bronić. A facet, który je obsługiwał znał angielski i był dość rozmowny, chociaż dużo płakał. Co z wami nie tak ludzie? Twój Bond mi groził glockiem, nieudolnie schowany przy tym, jak Talita prawie mi oczy wydrapała, gdy się przedstawiłem. Czaje, że tatuś nie mówił, że uprawiał seks z samą Max Grimery i z tego się biorą dzieci, ale… No chyba, że ten stary skurwiel bez fiuta znów podwyższył nagrodę.- gryzie kanapkę w zamyśleniu – Daje już miliard czy nadal skąpi?

    – Nagrodę? – pytam zdziwiona

    – Ostatnio było dwieście milionów za martwego, dziewięćset za żywego. Tyle by nikt nie dostał za pakiet trio Lawrence, Robbie i Stone na starych licytacji. – znów odgryza – Może więc tęskni za swoim fiutem i zaczął robić na cały świat ofertę.

    – Jaką nagrodę? – poprawiam pytanie – Co zrobiłeś?

    – Wyobraź sobie, że wracasz do domu po dwóch latach w Azji. Jest ledwie kilka tygodni po Operacji Łazarz, w której zresztą brałaś udział. – unosi swój naszyjnik na kciuku – Jeśli ktoś zapytałby co uczy w życiu pokory, to obudzić się po kilkunastu seriach z automatów w worku na zwłoki. Może jeszcze seks analny z niespodzianki, ale wolałem być piechociarzem. No, nieważne. Wracasz do domu, klucz pasuje. Masz ochotę przytulić jedyną kobietę na świecie, swoją mamę. Niespodzianka, nie ma jej. Dzwonisz na różne kontakty, wszyscy mówią to samo. U Max wykryli guza w głowie, Connor ją zabrał do siebie. Ruszyło go sumienie. Nie, on nie ma sumienia. Wiesz co on ma? Brooke z kolczykiem w piździe do otwierania piwa. Trzyma ją trzy lata, od siedemnastki do dwudziestki, potem zabija i bierze następną. Jedziesz motorkiem do tej wypasionej chaty, rozwalasz drzwi, słudzy Cię łapią bo nie masz tu wstępu, ale po kilku sierpowych „sypialnia na lewo”. W środku masa maszyn, rurek, cały ten medyczny bajzel dla normalnych. Pod kocami szkielet wyglądający jak mama. Śpi. Przez prawie trzy tygodnie jesteście razem, bo wujek bawi się na swoim ranczu w Teksasie. Ma tam prawie sto białych lasek, których cycki produkują piętnaście litrów mleka. Wraca akurat tego ranka, gdy ona odchodzi w śnie. Idziesz mu powiedzieć, siedzi na tym swoim tronie przy stole. Stuk, stuk, stuk. Blond łeb wali o blat, gdy ssie ten suchy badyl chyba uwiązany do kijka, by sterczał. Zaczyna swoją litanie o tym jakim gównem jesteś i miał nadzieje, że wiadomości były prawdziwe. Stuk, stuk, stuk. Nie wytrzymałem. – otrzepuje palce z okruszków

    – Co zrobiłeś? – pyta Ase, bo ja przez otwarte usta nie mogę się odezwać

    – Nakarmiłem Brooke mięskiem. Głupek zostawiał im zęby, bo bez nich byłyby brzydkie. – po namyśle bierze się za kolejną – Wydawał odgłosy tenora, gdy jej pomagałem go odciąć siekaczami. Zabrałem ciało mamy i odszedłem stamtąd. Greenowie i Kyobashi mnie chronią, bo robię dla nich rzeczy niemożliwe. – wgryza się w gotową – Więc miliard? Sam się wtedy zgłoszę, przy okazji sprawdzę jak sobie radzi z graniem analnie na flecie, albo wyjmę mu kręgosłup przez gardło. – cofam co myślałam o ukrywaniu potęgi

    – Nie. – odzywa się Ase po zbyt długiej ciszy, patrząc na mnie i chyba też nie do końca rozumiejąc to co on mówi – Idzie o gen, który tata przekazał tobie… Ten, który powodował u niego chorobę…

    – Gigantyzm? – mówił o tym, jakby opowiadał, że jadł wczoraj sushi – Mama go częściowo zaleczyła, bardziej zaciągnęła ręczny, nim zrobiłem się… większy. To głównie skokowy wzrost. Dwa metry miałem już jako dziesięciolatek z masą stu kilo, a jeszcze nawet nie zacząłem się golić. No, ale to dotyka wszystkich tkanek. Lekarz w wojsku dopiero jak mu dość zapłaciłem, sfałszował dla mnie wyniki. Mam cztery razy większe mięśnie i powiększoną część organów. Próbowałem go wyodrębnić z swojego DNA, ale to jak gazy szlachetne. Nie chce reagować w innych matrycach. – zastanawia się przez moment – Mogę przeszczepić karłowatość, stworzyć mozaikę dwóch różnych gatunków… Ale ta cecha jest niedostępna. – popija kawą, zupełnie kryjąc się, że nie widzi w nas wrogów, ani nawet zagrożenia – Tata dużo urósł?

    – Dwa dwadzieścia dziewięć… – marszczę nos robiąc obliczenia – Siedem i trzydzieści pięć setnych stopy i dwieście sześćdziesiąt funtów.

    – Nieźle. Sześć i sześćdziesiąt dwie setne i tyle samo masy co on. – wskazuje na siebie dumny – Wszyscy chcieli, bym grał w kosza. – po czym znów uśmiecha się do mnie – May mówiła, że też studiujesz inżynierię genetyczną.

    – Tak, ale tata nie chciał bym bawiła się samymi mutacjami. – mówię smętnie słysząc o jego talencie – Uważał, że ważniejsze jest pomóc uodporniać się na zwykłe choroby kolejnym pokoleniom.

    – Kiedyś jeden chińczyk stworzył bliźnięta odporne na HIV i zniknął. Nawet nasi nie wiedzą czemu i gdzie. Ludzie nie są gotowi, by pokazać im ścieżkę ewolucyjną. Sama idea szczytna. – przesuwa wzrok na Ase – A ty, młoda pani Bondowa?

    – Prowadzę klub dla panów z May. – uśmiecha się nieco Ase – Półlegalna działalność, bo nasze „panienki” to psy na LoveToy od jednej z przyjaciółek. Jest promil zysku, ale starcza na życie na pewnym poziomie…

    Maja porównywała go, gdy o nim mówiła, do uroczego misia. Obdarty z przymusu nie mówienia o swojej codzienności, jest… właśnie taki. Czas upływa na żartach i rozmowach, które przebrzmiewają spotkaniem z dawno niewidzianą osobą. Niczym ona, bawi się życiem i z niego cieszy. Tata też w pewnym sensie taki był, ale on skrywał masę smutku i nie mówił o przykrych rzeczach. Brat zaś w dupie ma „dobro swoich młodszych siostrzyczek”, więc jest bardziej bezpośredni. Właśnie. Sposób w jaki mówi „sister”, kojarzy się tylko z tatowym „zajączki”.

    – A Simon na to – udaje przerażoną minę – „Sal, to nie jest realne, nauka na to nie pozwala, a poza tym chyba Cię pojebało”. Za tydzień pokazuje mu go pod mikroskopem i w analizatorze, a on „jak ty to robisz?!”. Bo widzisz Simon, ty chodziłeś na uniwersytet, a ja czytałem komiksy i książki, a tam opisali tą hybrydę. Kazali mi zutylizować mojego Spider-Hama.

    Obie kolejny raz wybuchamy szczerym rozbawieniem. Wyraźnie z tego zadowolony zbiera i wkłada naczynia do zlewu zabierając się za zmywanie.

    – Dlaczego ciągle mówisz o sobie bezpański pies, skoro dobrze wiesz co oznacza to w tym środowisku? – decyduje się na to pytanie

    – Bękarci syn Max Grimery nie zasługuje na inny tytuł. – odkłada talerz na ociekacz – Zgaduje, że chyba nie wiecie kim ona była. – opłukuje kubek – Nijako moi, Simona i Wiktorii przodkowie wprowadzili w obieg pojęcie ludzkiego pupila. Opracowali wszystkie techniki przygotowawcze, mające ich sprowadzić do tej roli. Ale zaczynali jako mała spółka produkująca lekarstwa. Króliki doświadczalne musiały mieć oczywiście wypłacane duże pensje, więc wciągnęli się siatkę handlu żywym towarem. Zyski skoczyły, bo od razu wiadomo było, które leki na pewno przejdą testy. Brali więcej i więcej. A potem ktoś stwierdził, że ciekawe będzie łamanie im kolan, by ruszały się jak zwierzęta. Zdobyło to popularność, bo takie niewolnice sprawiały mniej problemów. Obudowali to monopolem i filozofią, tworząc evil fundation, jakże by inaczej. Oczywiście, zapisuje się pierwszy człon od tyłu. Eksperymenty rozwijały branżę. Prolaktyna podawana regularnie powodowała laktacje, więc obroża robiąca zastrzyk i lobotomia to świetne zestawienie. Wyhodowanie pożywki roślinnej to krok milowy. – kolejny brzdęk talerza – Connor był pierwotnym od mojego dziadka, ale Max mądrzejsza. Zauważyła, że licytacje ekskluzywnych suk znanych z telewizji czy kina  są gigantyczną stawką. To nie pierwsza lepsza siusiumajtka ze szkoły średniej wciągnięta do wana, która trafiała do ośrodka. Tamte były warte miliony. Gorzej, jak doktor albo właściciel coś przejebie i zamiast przemiany masz oszpeconą szmatę. Wkracza więc ona. Zaczęła badania nad replikacjami genetycznymi. No ale, eksperyment z owieczką Doly na ludziach ma jeden problem. Jaki?

    – Będziemy mieli zarodek, który po osiągnięciu dorosłości będzie wyglądał jak obiekt docelowy. – odpowiadam mu marszcząc nos

    – Dorośnie, dokładnie. Ile taki proces potrwa? Pedozjeby, nie lubię ich, będą brali od razu. Laicy będą czternaście szesnaście lat edukować i sprawią, że taka będzie taka jak wielotygodniowe lub miesięczne programy tresury. Koneserzy będą czekać na dokładnie taki wiek, jaki zaplanował. Przełom nadszedł, nim się urodziłem. Po prostu bombardujmy je hormonami. Zakłóci to normalny rozwój, ale co z tego? Kilka lat w sztucznym łonie i mamy to. – kończy zmywać i zakręca wodę – Oczywiście, potrzeba było kolejnych kilku lat, by wszystko dopracować. Ale teraz? – odwraca się i znów ciężko siada – Wsadzasz elektrykę w mózg, która zmienia ciało w egzoszkielet dla siebie. Pamięć mięśniowa i oprogramowanie robi swoje. Mamy o sobie zajebiście wielkie mniemanie, ale jesteśmy tylko mądrzejszymi zwierzętami, którymi steruje co mają w łbie. – czy ja też opowiadam to z taką łatwością co on?

    – A twoje… dzieci? – pyta siostra, patrzą na niego –  Mówią, chodzą normalnie, ubrane i zdają się być inteligentne…

    – Cola ma roczek. – odpowiada jej wyciągając ramiona za plecy z przeciągłym trzaskiem – Cholera, musieli mnie staranować jak jechałem zamiast grzecznie zajechać drogę? – to bardziej mruczy do siebie – Dostałem ją od Simona. Cała partia, z której pochodzi miała jakieś wady, więc poszły do utylizacji zanim założono chip, bo szkoda kasy. Wyprowadziłem ją z stanu katatonii do tego, co widać. Ma poziom malutkiego dziecka, ale rozwija się. Umie już pokazać, że chce do toalety zamiast nosić pieluszki, trzymać kubeczek, reaguje na kolory, swoje imię i wie co znaczą niektóre słowa. Czasem odtwarza jakieś pojedyncze samogłoski lub dźwięki, gdy jest naprawdę szczęśliwa. Trochę pomiędzy prawdziwym szczeniaczkiem a dzieckiem. – przekłada łokcie na przód – Dwie pozostałe to stara szkoła pupili, ale inaczej. Carmel jest ze mną najdłużej, sześć lat. Przygarnąłem ją po śmierci mamy, gdy zaoferowała mi loda w zamian za zakup działki superopoidu. Miała wtedy dziewiętnaście lat. – czyli rzeczywiście, jest starsza niż ja – Wywaliłem jej dilera z siedemnastego piętra, ją zabrałem do domu, wykąpałem, nakarmiłem i wyprowadziłem przymusowy odwyk. Sama uważa, że obroża oznacza nowe, lepsze życie i gwarancje, że jest czysta, a nie żyje jak śmieć. Brownie jest z nami cztery, to też dziecko ulicy. Trzynastoletnia prostytutka, której nie oszczędzał nawet ojczym. Pomogłem mu samemu nauczyć się robić loda łamiąc kręgosłup. Też ją postawiłem na nogi, sfałszowałem tożsamość i posłałem do normalnej szkoły. Tak jak jej starsza siostra uważa, że obróżka to bezpieczeństwo. Nosi ją wszędzie. Moje małe dziewczynki. – uśmiecha się pod nosem – A wy macie coś w domach? – widzę, że Ase posępnie wpatruje się w blat

    – Aiszę. – odpowiadam, krótko ucinając temat, że cholera, też jest dzika, nie umiem jej ułożyć jak on swoje dziewczynki, a w dodatku to ja bardziej ją krzywdzę, niż pomagam, torturując – Kotka.

    – Luca, psa do miłości… – odpowiada mu mechanicznie siostra, wciąż gapiąc się na blat – Kiedy byłam mała, jeździłyśmy z mamą do taty, cioci i May. Rodzice nie chcieli nigdy zamieszkać razem. Miał w domu krówkę, Esterę. Też, jak twoja Cola, z powodu wad miała zostać po prostu spalona. Nie miała nawet przeprowadzonych wszystkich obowiązkowych przy nich zabiegów. On i May, która miała wtedy z osiem czy dziewięć lat poświęcili jednak czas, by… Nadać jej osobowość. Robili niemal to co ty. To nie tylko niedorozwinięte zwierzątko, które robiło mleczko do naszego kakao, ale nieco rozumiejąca i posiadająca osobowość dziewczynka. Potem jeszcze wróciła Sara, jego ulubienica. Uwierz lub nie, była z nim przez kolejne dwadzieścia dwa lata… – milknie na chwile – Też była… Dzika. Tata ją przygarnął, bo mama musiałaby ją zabić, przez to co widziała. On zawsze miał dwa koty, niektórzy uważali, że jedyny w świecie. Nie suki, one muszą słuchać i robić te wszystkie seks sztuczki. Uwolnił ją przed moimi narodzinami, ale ona wróciła do niego pięć lat później. Do domu. Była przy nim do końca, a teraz… Rozpacza po jego stracie. – nadal gapi się w blat – Sara… Sara to ta blondynka, która zemdlała jak Cię zobaczyła… – widzę, że teraz role się odwróciły bo to szczęka Sala leży gdzieś na ziemi – Oni.. Mieli trochę taką relację jak ty i twoje dziewczynki. Zrobił jej nawet dziecko, ale nie tak jak się myśli. Nie rodziła pod przymusem, jak inne żeńskie pupilki. Urodziła swoją córeczkę, będącą mieszanką tych, które Sara kochała. Malutką Osanne. Wychowała ją tak, że chociaż to normalna dziewczyna, potrafiłaby żyć szczęśliwie przy boku kogoś takiego jak on. By miała zawsze to, co on jej dał… – milczy, a na blat spada kilka łez – Kiedy… Kiedy przyjechałyśmy tutaj tamtej soboty z mamą, jak zawsze leżeli razem w łóżku. Nie jak kochankowie, ale szlachetny pan i jego kocica śpiąca u jego boku. Tata powiedział, że Talita zabroniła mu wychodzić, a jego kotek jest z nią w zmowie. – uświadamiam sobie, że pierwszy raz słyszę jak ona zapamiętała tamten dzień, że głupio nie przerosiłam jej za to, że nie była przy nim na końcu – Mama położyła się obok nich, zachowywali się jakby byli młodzi. Całowali, śmieli i przytulali. Nim… Nim stąd wyjechałam, przywołał mnie i przytulił mocno do siebie i ucałował. Pewnie na zawsze dla niego byłyśmy malutkie, ale wtedy byłam znów nawet mniejsza. Powiedział, że cieszy się, że jego rodzina była taka. Mama go szturchnęła, że przecież nigdy nie chciał dzieci, wolał swoje koty i to je w ten sposób traktował. – milknie na moment, przełykając mocno ślinę niczym kamień – Bałem się, że będą takie jak ja. – pozwala temu wybrzmieć – Jego ostatnie słowa. A my… My wszyscy jesteśmy jak on. Tylko… Ty nawet go nie poznałeś, a robisz wszystkie te dobre rzeczy tak jak on. – przemawia przez narastający płacz

    Salomon przesuwa się bliżej niej i łatwo, jakby nic nie ważyła unosi i sadza sobie na kolano. Przytula do swojej nagiej piersi, głaszcząc ręką po buzi i ścierając łzy, milcząc. To dobre milczenie. Pełne zrozumienia. Spogląda na mnie, znów się przesuwając i powtarza ten ruch ze mną. Z pewną nieśmiałością i niepewnością, która zawsze towarzyszy Aiszy poddaje się jemu. Nie jest taki duży. Pachnie jakimiś popularnym dezodorantem i kawą. Ma suchą, ciepłą, dziwnie twardą i szorstką skórę. Jeszcze do niedawna, obcy i przerażający, a nawet odrażający teraz jest.. bezpieczny. Łapie Ase za dłonie, gdy nadal w niego płacze. Wierzyłam, że jako starsza siostra chcesz być jak mama, oczekiwałam tego od Ciebie. Ale teraz obie możemy być jego małymi siostrzyczkami na tych kolanach. Bo to… To nasz starszy brat, głupi i silny.
    Pozwala siedzieć na sobie i głaszcząc nas, tymi wielkimi dłońmi. Wypłakać się. Nagle myśl, że Ase by go zastrzeliła jak jej kazał, albo gorzej, psy by go pokonały przeraża. Znów wracam ku Sarze. To jej pozycja. Jej uczucia. Bezpieczeństwo, ciepło i… Nie, nie przyjemność. Przyjemny był obiad, widok przerażenia, kąpiel, torturowanie, brandy i mieć robioną minetę… To uczucie jest do niego podobne, ale jednocześnie inne. Jak nocne niebo przestaje być błękitne. Sara o nim mówi, oddaje je tym swoim przytulaniem. Aisza dała je przypadkiem pod prysznicem. Salomon zdaje się być nim przepełniony, gdy ma przy sobie tych, którzy go potrzebują. Jak my. Serce w ciemnej piersi uderza wolnym, leniwym rytmem. Dotykam tego miejsca opuszkami palców, jakby bojąc się, że to sprawi eksplozje bańki mydlanej. Nie, nadal tu jest. Ase ostatni raz ściera łzy uspokajając się.

    – Wiecie, posiedziałbym tak jeszcze, ale mam mroczki przed oczami. Nie wiem, czy to dlatego, że straciłem trochę krwi czy że nie śpię od dwudziestu siedmiu godzin. – powraca dowcipny braciszek – Sen by się więc przydał.

    – Jasne.. – mówi już z łagodnym uśmiechem siostra wstając z tego kolana – Ja i Tali..

    – Będziemy za ścianą. – też chce wstać, ale on się podnosi ze mną i dopiero tak stawia na ziemi wyciągając gumkę z koczka i czochrając – Hej!

    – Co? Starsi bracia muszą dokuczać małym siostrom. – pokazuje różowy język – Prowadź.

    Też chichocząc cicho, ciągnąc go za dłoń prowadzę do sypialni i cichutko otwieram drzwi. Chociaż lampka nadal się pali, telewizor jest wyłączony, a dziewczyny śpią w swoich objęciach, gdzie Brownie i Carmel przytulają się głowami, a Cola na brzuchu leży rozwalona między nimi. Sal uśmiecha się do mnie, po czym podchodzi do łóżka, odpina pasek i zdejmuje spodnie ukazując bokserki wyglądające jakby miał w środku dwie puszki coli i grube nogi pokryte długimi, szerokimi pionowymi bliznami wyglądającymi na bardzo stare. Wsuwa się ostrożnie pod kołdrę, przytulając do pleców Carmel, drapiąc Cole i wreszcie obejmując całą trójkę w zamkniętym uścisku na Brownie. Zamykam wolno drzwi, czując towarzystwo różanego zapachu. Ase bez słowa jednak znika za drzwiami sypialni tat… mojej i Aiszy.

    Kiedy wchodzę do środka, siedzi na łóżku patrząc tępo na zdjęcie, które dostawiłam do kolekcji taty. To z nami wszystkimi, które znalazłyśmy ostatnio. Dosiadam się obok i przytulam podbródek do jej barku.

    – Majka ma rację. Pasowałby do nas. – odzywam się wreszcie – On i jego dzieci. – Ase nadal się w nie wpatruje
    – Święty Biały Jeleń. – mówi wreszcie, odkładając zdjęcie i zdejmując stanik pod bluzką, po czym spuszczając spodnie, a ja postępuje podobnie ze swoimi – Zabicie go, to grzech.

    – Ulubiona bajka mamy. – kładziemy się razem pod miękkie prześcieradło

    – Poroże miał z platyny, sierść perłową, a krew z płynnego srebra. Marzenie każdego myśliwego. Kto jednak śmie go tknąć, rozgniewa bogów, a Ci ześlą na niego śmierć z nieba. – układa się na poduszce naprzeciwko mnie – Pewna kobieta rozsypała więc sól, a jeleń liżąc ją poszedł do jej zagrody. Schwytała go na zawsze, ale nie mogła go mieć prawdziwie, jak pragnęła. – odgarnia mi włosy z policzka, gdy chce zapytać jakiej soli potrzeba, by uwięzić przy sobie takiego Salomona?

    Poranek po tak dziwnym wieczorze nie mógł być normalny. Prócz obudzenia się w jej ramionach zamiast przy skulonej gdzieś Aiszy, wydostaniu się stamtąd i szybkiego wymiotowania do kibla, to w salonie i kuchni panowało poruszenie obce w pustym domu. Cola w różowej dziecięcej piżamce siedzi z kolorową książeczką dla dzieci między kolanami Carmel, ubranej w pomarańczową koszulę nocną. Brownie, w białej piżamie w brązowe wzorki zajęta swoją konsolką przesiaduje na kanapie. Sal rządzi kuchnią, machając patelnią.

    – Mam nadzieje, że nie jesteście wybredne jak ta trójka. Zrobiłem omety z szynką. – mówi wielkolud – One uznają dwa rodzaje jedzenia. Słodkie i pizza z owcami morza. Potem się zwijamy, bo do domu daleko.

    – Nie możecie zostać? – pytam patrząc na omlet jak z rąk taty z pokrojonymi obok pomidorkami – Poznałbyś wszystkich, May by się ucieszyła i byśmy mieli więcej czasu dla nas…

    – Brownie niedługo wraca do szkoły, a Runa zabije mnie za samą mordę. – rozlewa kawę do kubków, po czym przelewa z garnuszka owsiankę z bakaliami, dodając miód i kilka owoców z lodówki na wierzchu – Wasza mama powinna nawiązać kontakty z Kyobashim. – ustawia dania na stole, dosiadając się do stołu ze mną i Ase – Dziewczynki, śniadanko. Cola, am, am. – Brownie nie odrywa się od konsoli, nawet siadając obok niego, Carmel wciąż nawet nie patrzy w jego stronę, siadając obok niej, a Cola wielkości Aiszy pakuje mi się na kolana – Tu jest mama, Cola. – mówi rozbawiony, a mała pochyla się otwierając buzię – Już ją biorę

    – Nie musisz. – uśmiecham się, przytulając do jej plecków i przysuwając jedną z owsianek i dmuchając podaje jej, a ta ładnie zjada z łyżeczki – Jak wracasz?

    – Simon przysyła samolot. Cola dostanie cukierka na dobranoc, obudzi się w łóżku, bo lot to dla niej za duże obciążenie. – wzrusza ramionami – To tylko dziesięć godzin na zachód, potem trochę jazdy autem.

    – Cioa. – mówi Tygrysek, pokazując paluszkiem siebie – Cioa am am.

    – Tak, Cola am am. – uśmiecha się i głaszcze ją po główce – po czym przekłada ją w drugą stronę i próbuje zamknąć ekran konsolki – Śniadanie.

    – No juuuż, ma jeszcze Banette i jednego poka… – odpowiada mu urażona suczka, po czym unosi oczy od konsolki i zerka na nas od razu zniżając wzrok i ją zamykając, przysuwa się lekko w stronę już jedzącej łyżką Carmel, wpatrzonej w swoją porcje

    – Dlaczego wstydzą się teraz mówić? – zadaje to pytanie za mnie Ase

    – Wiki im opowiedziała przypadek babki z FBI. – odpowiada jej brat – Chciała rozgryźć nasz biznes od środka, ale zamiast jako właściciel wlazła od drugiej strony. Pozwoliła się porwać i zabrać, ale naiwnie myślała, że to jakiś seks roleplay dla bogatych, ale zaniepokoiła ją obecność nieletnich i chciała go przerwać. Cóż, gdy strażnik usłyszał, że w grupie jest gadająca suka, miał wiele radochy, ona nie. Podobnie jak wtedy, gdy kupił ją jej dawny szef. Boją się, że jakiś inny właściciel je usłyszy to też im… – robi gest wyciągania języka – Albo są nieśmiałe. – obie robią na niego obrażoną minę, gdy się śmieje

    Tak jak Aisza. Zagroziłam, że jak się odezwie to jej zabiorę głos na zawsze. Sara bała się rozmawiać z tatą, bo chciała być jego kotem, a one nie mówią. Relacja brata z jego dziewczynkami jest jeszcze inna. Śniadanie kończymy wszyscy w milczeniu.

    – Kociątka się ubrać, ja idę pod prysznic i zrobić nowy opatrunek. – dotyka boku – Jak wrócę, to biorę Cole pod pachę, wasze tobołki i robimy pa pa Europo.

    – Pomóc Ci z czymś? – pyta Ase

    – Możesz mi ogolić głowę, albo umyć zęby Coli i pomóc ją ubierać. – uśmiecha się – Wolisz lalkę czy zestaw małego fryzjera?

    – Fryzjera. – pokazuje mu język – Talita im pomoże, ma wprawę i chyba się lubią. – Cola ociera się o mnie łebkiem

    – No, ta jej Aisza musi być najszczęśliwszą kotką świata, skoro jej pani jest taka dobra. – odpowiada jej, wstając od stołu

    Ubieranie mojej pupilki to odziewanie ruchomego manekina. Cola niemal niecierpliwie się kręci, gdy rozbieram ją z piżamy. Carmel obok podciąga swoją koszulę nocną ukazując białe majtki i ładny biust, Brownie też się przebiera. Wszystkie mają idealnie gładkie ciała, zgrabne i gotowe, by zostać czyimiś seks zabawkami. Mogłyby być przez niego gwałcone, podduszane i być zaszczute jak przytulanki z hodowli mamy. Nikt by go nie oceniał za to, jest mężczyzną, a oni mają potrzeby.  Ale są ładne i zadbane w pewien sposób. Ubrania są posortowane w trzy rzędy, więc wybieram z trzeciego, który wygląda na te dziecięce ciuszki. Ładna, kolorowa bluzeczka, białe majteczki w kotki i po namyśle te same leginsy, co miała wczoraj. Dziewczyny same też zdążyły się ogarnąć. Cola ochoczo pokazuje swoją maskotkę, machając nią w powietrzu, gdy upinam jej włosy w koczek.
    W łazience Sal siedzi na podłodze tyłem, goląc się zwykłą maszynką na żyletki, a Ase zbiera mu biały krem z głowy brzytwą. Ręka nawet jej nie drga przy tym. Cola wydaje zadowolony pisk, gdy widzi umywalkę.  

    – Tak, szuru szuru będzie. – mówi jej właściciel, przerywając na chwile golenie szyi – Jak na górze?

    – Jak będziesz się tak wiercił, to Cię oskrobie jak ziemniaka. – odpowiada zgryźliwie Ase – Jak dziewczyny robią psom zabiegi to je wprowadzają w stan śpiączki.

    – Ah, funkcja podtrzymania życia. – odpowiada z rozbawieniem – Dobre rozwiązanie, acz na dłuższą metę niebezpieczne. Jak za długo będziesz tak trzymać, zdechnie.

    Cola chętnie otwiera buzię do pucowania ząbków swoją szczoteczką. Dołączają już ubrane dziewczyny z swoimi kosmetyczkami. Spoglądają na swojego pana, po czym spokojnie zabierają się za swoje zabiegi.

    – Tam jest jeszcze krem w tubce, posmaruj jej buzie, jak możesz, bo znów ją obsypie trądzik, a potem się drapie do krwi. – mówi do mnie, wskazując maszynką – Ja już skończyłem siostyczka.

    – Ostatni ruch i… Gotowe. – gładzi jego głowę – Jak jajeczko.

    – No nie wiem, Bond się tam goli i smaruje kremem na zmarszczki? – prycha rozbawiony, na co dostaje kusańca od niej – A ty masz kogoś Talita?

    Rozcieram kółeczkami krem na buzi małej, zastanawiając się przez moment. Czy mam kogoś, braciszku? Ostatni facet, którego polubiłam, teraz sam ssie wielkiego kutasa. Jest Sara, która oddaje mi ciepło. Oszka, która jest we mnie zakochana w pewnym sensie. Maja grożąca, że mnie zgwałci.  Aisza, z którą buduje relacje.

    – Nie znalazłam go jeszcze. – odpowiadam kończąc, a mała odchodzi i staje obok dziewczyn, robiąc głupie minki do lustra – A ty braciszku?

    – Ma kto mi łóżko grzać, mam komu jeść dać, a z Runą jestem blisko fizycznie, ale nie emocjonalnie. – wzrusza ramionami – Czego więcej można chcieć? O, jeszcze dwie smarkule teraz się dowiedziałem, że są w Europie, więc mogę się chwalić w pracy, że mam tutaj rodzinę. – milczy moment – Tylko sercu żal, że nie ma tego, co chciałem. – ponosi się – No już sio sio, bo zobaczycie gołego faceta i będziecie miały koszary o słoniowych trąbach.

    Dziewczynki wychodzą, Ase uśmiecha się do mnie, po czym chwyta za ramię i wyciąga z łazienki, zostawiając go samego. Kiedy jednak już ubrany wychodzi, wygląda już niemal zupełnie jak.. Wydaje się, że nawet Ase nie mogła się powstrzymać przed tym.

    – No już smarkule, to czysta koszula. Nie chce jej przebierać.- mówi, obejmując nas obie swoimi ramionami i  całuje w czubek głowy – Kontaktujcie się Simonem Kyobashim, on zawsze wie, gdzie mnie znaleźć, ale jak znów zaoferują przyjazd, to was odwiedzimy jak dalej tu będziecie.

    – Zostań. – Ase cicho, przez łzy – Zostań z nami…

    – Twoja moc Jedi na mnie nie działa. – odpowiada jej chichocząc – Przecież mnie nie lubicie.

    – Nienawidzimy, bo wyjeżdżasz. – odpowiadam mu, chociaż tak naprawdę tą nienawiść napędzało niezrozumienie – Jest jeszcze tyle rzeczy, których nie powiedziałeś i nie zrobiłeś jako starszy brat.

    – Trudno, przynajmniej wiecie, że go macie. – głaszcze po plecach – Następnym razem wam przywiozę domek dla lalek i słodycze, jak mnie puścicie. – wciąż się śmieje – Powiem wam to samo co tej trójce. Przecież ja nie umrę. Nie potrafię tego zrobić.

    Puszczam go i patrze jeszcze raz. Pozbawiony brody i włosów jest dokładnie jak on. Nie potrafisz, ale to samo myślałyśmy o nim. Jednak na końcu sam się zabił, tak po prostu. Jeszcze raz przykładam głowę i przyciskam, wciągając ten zapach. Powinnam Ci oddać kurtkę, ona powinna być twoja.

    – No, ostatnie tulamy. – mówi i podnosi nas obie tak samo jak Brownie, przechodzi kawałek i stawia przy swoich dzieciach – Pożegnamy się ładnie.

    – Miło było panie poznać. – mówi cicho Carmel, a w tym głosie brzmi zazdrość i sarkazm

    – Dziękujemy, że nie zrobiły panie krzywdy naszemu panu. – mówi równie cicho Brownie

    Cola przytula się do mojego ramienia, podnosi głowę i patrzy na Ase, po czym robi z nią to samo, a potem ląduje pod ramieniem Salomona niczym pakunek.

    – Jak mawiał terminator. – przybiera kamienną minę – Jeszcze tu wrócę. – wypowiada to z twardym, ciężkim akcentem gorszym od tego amerykańskiego

    – Przepraszam, braciszku, że chciałam… – a on macha ręką – Żałuje, że tak późno dałyśmy Ci szansę. – kiwa na to głową – Będziemy tęskniły…

    – Bardzo. – mówię mu, wycierając z twarzy łzy – Nie jesteś psem. Jesteś najlepszą formą człowieka. Jak nasz tata. – uśmiecha się na to i jeszcze raz daje nam po buziaku

    Ale kiedy wychodzą, znikając w ukrytym za garażami samochodem z wypożyczalni, a potem w drodze biegnącej do lasu. Ase, wciąż płacząc, siada ciężko na kanapie w salonie. Siadam i przytulam się z nią z całej siły. Wiem, co trzeba teraz zrobić.

    – Musimy zadzwonić do mamy. – mówi Ase, wyciągając mi to z głowy i wygrzebując modułowy smartfon z kieszeni – Musimy jej powiedzieć, by… – na wyświetlaczu pojawia się akurat zdjęcie cioci, a sam telefon zaczyna brzdąkać, więc odbiera, włączając głośnik – Miałyśmy właśnie do was…

    – Próbuje się ciągle do do Ciebie i twojej siostry dodzwonić, a telefon nie odpowiada jakby nie działał. Jest z tobą Majka albo Talita? Weź je obie z Clifordem i jeździe razem do Sary, tam będziecie bezpieczni. Dzwoniła Daniele Kellar. Ten mężczyzna jest wciąż w Europie, więc może jechać do domu waszego ojca. – mówi, nie czekając na to co ma do powiedzenia siostra – Sam zlikwidował pięć omeg z stada waszej matki, a Peter w stanie krytycznym jest w szpitalu… Ten człowiek jest skrajnie niebezpieczny…

    – Nie ciociu, nie jest… – mówię do telefonu – On właś…

    – Talita? Dziewczynki, wiem, że to nie rozmowa na telefon, ale posłuchajcie. To może być trudne i niezrozumiałe… Max Grimery, zajmowała się tymi samymi badaniami co wasz ojciec. – wiemy, mówił nam o tym już – Dlatego wyniki były takie dziwne, za każdym razem. Istnieje więcej, niż duże prawdopodobieństwo, że ten chłopak to tak naprawdę…

    Ase upuszcza telefon, patrząc na mnie z przerażeniem, a ja czuje jakby cała krew odpłynęła z ciała w fali gorąca i nagłego chłodu, a potem wszystko robi się czarne, gdy rzeczywistość odlatuje.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Konrad Milewicz

    Tak, wy doskonale wiecie co Zuzia powiedziała siostrom. A jak nie, to zalecam lekturę od początku i zastanowienie o czym dużo rozmawiają bohaterowie, a prawdziwa tożsamość Salomona zostanie ujawniona. <3

    Vol 6 miał opóźnienie, bo Pan Korektor miał lenia, więc jak chcecie vol 7 szybciej (który pewnie w momencie, jak czytacie, z wersji 7.4 zrobił się wersją 7.11 lub większą, a ja już wypiłem wino czekające na stole), to motywujcie go w komentarzach do działania. Podtytułem, póki co roboczym, będzie “Uwięziona”. Wstępnie zakładam, że będą jeszcze cztery. W “10” napiszę wam czemu ta seria przyjęła taką formę, odmiennie od swojego poprzednika, “Kota”.
    Jak zawsze dziękuje za wszelkie wasze pochlebstwa, wyświetlenia (o ile czytacie do końca) i inne. Uwielbiam sprawdzać, czy są nowe komentarze i zawsze cieszy nawet kilka słów od czytelników.

    PS: Możliwe, że gdzieś jeszcze w między czasie może się zacząć przewijać seria o Neli (jeszcze nie wiem jak ją nazwę dokładnie), która mam nadzieje, się spodoba. Nie będzie powiązana z “human puppy”, ale bardziej “realna” – na razie jednak nic nie obiecuje.

  • Wyspa szczescia – 6.

    Część 6.

    – Aldi, polej, zanim wybierzemy laskę do striptizu – podekscytowana Bianka, druga bramkarka, klasnęła w dłonie, równocześnie kołysząc się w rytm muzyki.

    Dziewczyna była solidnych rozmiarów i charakteru, jak większość bramkarek, jednak poza salą mężczyźni patrzyli głównie na jej wydatny biust. Szatynka nosiła dość krótko strzyżone włosy, taki krótki bob, na meczach i treningach trzymane spinkami albo pod opaską, a najchętniej pacyfikowane obydwoma sposobami jednocześnie. Zielone oczy, mimo pogodnego wyrazu twarzy, nadawały jej spojrzeniu jeszcze większej łagodności.

    – Dziewczyny, do dzieła! Chcę zobaczyć nagą cipkę! – Pamela wymownie spojrzała na tył głowy Roksany.

    – Już, już. Chwila cierpliwości! – Roksi kończyła składanie kartek, ale oczy miała na plecach.

    – A może Pamka się rozbierze? – zachrypiała uśmiechnięta Celina. Prowokacyjnie patrzyła na młodszą koleżankę i lubieżnie polizała wargi. Sygnał był nad wyraz czytelny.

    Pamela odpowiedziała uśmiechem, rozbawiona propozycją, ale nie skomentowała zaczepki. Było jej miło, więc pomachała tylko dłonią, odmawiając tym gestem skorzystania z propozycji. Wycofana, cicha, małomówna 19-letnia brunetka o długich, kręconych włosach, typowe afro, była świadoma swojej atrakcyjności. Dziewczyna cieszyła się sporym powodzeniem wśród rówieśników i mężczyzn. Miała piwne oczy, proporcjonalny biust, sympatyczny uśmiech wspierany przez błysk białych zębów. Perłową albo pastelową, różową szminką umiejętnie podkreślała naturalną urodę wydatnych ust. Takimi szczegółami intrygowała jej adoratorów. Kocie ruchy, gibkość i dynamika cechowały ją na boisku. Pierwsza z wymienionych cech zwracała uwagę mężczyzn. Ale i kobiet, które tęskniły za atrakcyjnym, dziewczęcym ciałem. Wiedziała o tym. Jednak na razie nie miała ochoty na takie doświadczenia. Do dzisiaj. W zasadzie to kijem musiała odganiać się od mężczyzn i kolegów.

    Na tle koleżanek wyróżniała ją ciemna karnacja skóry, którą odziedziczyła po ojcu. Studiował w Polsce, ale na wieść o tym, że zostanie ojcem, przerwał studia i wrócił w rodzinne strony. Z kolei mama ukończyła studia, ale nigdy nie mówiła córce o ojcu, więc nawet nie wiedziała, z jakiego kraju pochodzi. Nigdy też nie przyznała, jak bardzo rozczarował ją, kiedy uciekł na wieść, że zostanie ojcem. Mężczyzna nigdy nie wsparł matki swojego dziecka żadną kwotą, nigdy nie nawiązał z nią kontaktu. Nie odpowiedział na żaden z listów, w których informowała o porodzie i postępach ich córki. W trzecim, ostatnim liście wysłała zdjęcie kilkumiesięcznej Pameli. Również bez reakcji. Z tego, co córka zdołała wyciągnąć od mamy, pochodził z bardzo zamożnej rodziny.

    – Mnie tam bez różnicy. Chętnie poklepię każdy zgrabny tyłeczek. I nie tylko! – zbyt głośno zaśmiała się Halina. Miała 35 l., biuściasta, przy kości, krótko przystrzyżona szatynka z kwiecistym tatuażem na udzie. Jedyna w tym gronie, która przyznawała się do posiadania męża. Miała stałą pracę w szkole, a trenowała, w zasadzie, dla przyjemności. Ot, takie przedłużenie młodości i planów sportowych. Wyjazd na zawody, treningi, zgrupowania. Jej podobało się takie życie. Nie mogła uczestniczyć we wszystkich treningach, ale dostawała niewielkie wsparcie z klubu i dlatego chętnie pojechała na obóz. Przy jej zarobkach to i tak było odczuwalne odciążenie domowego budżetu. Dziecka jeszcze nie miała. Trener chętnie korzystał z jej umiejętności, chociaż całego meczu kondycyjnie już nie wytrzymywała, ale klubu dużo nie kosztowała, więc jeszcze była w drużynie i na obozie.

    – A może jakiś duecik? – Ula podrygiwała na tapczanie w rytm muzyki, trzymając puszkę piwa w dłoni. Niedawno skończyła 18 lat, o drobnym biuście, szczupła, silna, waleczna. Włosy strzygła krótko. Przed wyjazdem na obóz tylko wyrównała i przefarbowała na białe. Wyglądała naprawdę efektownie. Szczególnie, kiedy opaliła się. Nawet koleżanki z drużyny uznały zmianę koloru za dobry pomysł. Któraś określiła jej wygląd seksownym. I miała rację. Fryzura intrygowała wszystkich, którzy lubili kobiety, więc zawsze ktoś oglądał się za nią. Inni twierdzili, że to efekt tatuaży na łydce i na piersi, częściowo widoczny, kiedy zakładała bluzki z dużym dekoltem. Mimo to jej charakter utrzymywał kolegów w szkole na dystans. Nawet „Bliźniaczki” patrzyły na Ulę z uwagą.

    Na obozie ta ksywka zaczęła być popularniejsza niż „Siostry”. Dlaczego? Nikt się nie zastanawiał. Ale faktycznie, były trochę podobne i poza strojami sportowymi zdarzało im się nosić takie same ciuchy.

    – Liczę, że zobaczę jakąś cipkę. Nie gasić światła! A będzie można pomacać? – rozbawiona Jolka zwróciła się z pytaniem do Aldony. Też kołysała się w rytm muzyki.  

    – No, panienki! Padła konkretna propozycja! Która skłonna skorzystać z oferty? – Aldona czuła, że impreza nareszcie nabiera kolorów. – Może jakaś nagroda dla chętnej?

    Reszta milczała, słuchając muzyki i czekając na losowanie. Sam pomysł wydawał się dość atrakcyjny, ale większość chyba wolałaby taki występ w mieszanym gronie. Mimo wypitego alkoholu jakoś krępowały się w swoim damskim towarzystwie. Bo pierwszy raz?

    – No, laski! Sięgać po losy! – Aldona nadal pełniła obowiązki gospodyni spotkania i niecierpliwie czekała na ekscytujący punkt wieczoru.

    – Uwaga, uwaga! Naszą striptizerką będzie dzisiaj urocza, seksowna, atrakcyjna, jedyna w swoim rodzaju… – podekscytowana Roksana zapowiadała koleżankę, widząc krzyżyk na jej kartce.

    – Roksi, przejdź do konkretów, bo zaraz zacznie świtać! – Celina straciła cierpliwość.

    – …niezwykle piękna i kusząca: Jooo-oool-ka!!

    Burza cichych braw i stłumionych gwizdów wypełniła pokój. Nie chciały prowokować trenera do przedwczesnej inspekcji. Dzisiaj w ogóle nie chciały inspekcji! Jedynie Jolka sceptycznie podeszła do tych owacji. Z dezaprobatą pokręciła głową i uśmiechnęła się cierpko.

    – Jol-ka! Jol-ka! Jol-ka! – owacje i ciche skandowanie imienia wywołały dziewczynę.

    – Na początek zrób salto! – krzyknęła Bianka. Żart bramkarki wywołał salwę śmiechu.

    – Trudno, zgodziłam się, to zaczynam! – Jolka odstawiła puszkę, weszła na stół, dziewczyny z puszkami piwa lub kubkami w rękach rozsiadły się na tapczanach, krzesłach i podłodze. Aldona puściła muzykę nieco głośniej.

    *

    Naga Jola jeszcze chwilę kręciła się na stole w rytm muzyki. Dziewczyny biły jej brawo. Naga dziewczyna wśród tylu ubranych robiła wrażenie. Ta odmienność stroju chyba wszystkie podniecała. Halina podeszła i głaskała dziewczynę po nodze. Wpatrywała się w jej cipkę, którą Jolka przed chwilą tak śmiało prezentowała, wysuwając biodra do przodu. Celina poklepała dziewczynę po pupie. Pozostałe dziewczyny wstały i tańczyły w parach, zachęcone przez Aldonę. Wtedy ponownie zabrała głos:

    – Laski! Uwaga! Dłuższa chwila intymnej przyjemności w ciemnościach. Proszę tylko nie wyjebać się o stół! I nie rozlać alkoholu! – po instrukcji, w swoim dosadnym stylu, zgasiła światło. W pokoju zrobiło się ciemno. Trochę światła dawała lampa oświetlająca teren przed ośrodkiem. Dzięki temu widać było zarys okna. Nikt na to nie zwracał uwagi.

    – Jedyna okazja, żeby rozebrać się! I koleżankę! – dodała Aldi, po czym objęła Roksanę i zaczęły pląsać. W pokoju nagle zrobiło się cicho. Urwały się wszystkie rozmowy. Muzyka tworzyła nastrój. I nadzieja na niezapomniane chwile w ciemnościach. Tu i ówdzie rozległ się chichot. Roksana z ciekawości i pożądania złapała Aldonę za pierś. Gospodyni mocniej przytuliła koleżankę. Pary tańczyły w milczeniu. Aldi trafiła z pomysłem…

    „Siostry” namiętnie tuliły się do siebie. Jedna położyła kochance dłoń na piersi, druga sięgnęła w dół, do krocza.  

    W pokoju panował tłok. Każda dziewczyna skupiała się na swojej aktualnej partnerce. Celina stała przy stole i poklepała Jolę po pupie. Sama zdjęła bluzkę. Była bez stanika. Nie ruszyła się stamtąd. Halina już nie głaskała 18-latki po pupie. Delikatnie całą dłonią przykryła jej krocze, a teraz dotykała jej łechtaczki. Zaczęła ją pocierać. Od kiedy zgasło światło, nie odezwała się. Zaschło jej w gardle.

    Jolka świetnie czuła się na krześle, obserwowana przez pozostałe. Chyba zaczynała rozumieć ekshibicjonistyczne potrzeby Gabrysi. Nie zdążyła zejść, kiedy obie kobiety zajęły się nią, zanim zgasło światło. Cieszyła się z tak otwarcie okazywanego jej zainteresowania. Mimo wszystko striptiz wprawił ją w jeszcze lepszy humor. Teraz stała w lekkim rozkroku, nie wiedząc, jak zachować się.

    – Z chłopakami nie miałabym takiego dylematu – pomyślała, zastanawiając się, czy dziewczyny ustalą jakąś kolejność, czy będą spierać się.

    Celina poklepała Jolę po pupie, a teraz jej palce coraz głębiej zanurzały się między pośladki. Drugą dłoń oparła na biodrze nastolatki, a wargami muskała jej bok. Dłoń Haliny stawała się coraz bardziej natarczywa. Niecierpliwymi ruchami zaczęła drażnić łechtaczkę. Jola była podniecona już samym tańcem przed koleżankami, więc teraz dotyk kobiecej dłoni tylko wzmógł jej podniecenie. Przestępowała z nogi na nogę. Zagryzła wargi, żeby nie jęczeć i chwyciła się za pierś. Miętosiła ją. To było takie… W tej chwili nie potrafiła myśleć racjonalnie. Pożądanie brało górę. Czekała na pieszczoty. Przymknęła oczy. Głowę odwróciła w bok i oparła na ramieniu. Czuła wilgoć w kroczu i na udach.

    – Spuściłam się – przemknęło jej przez myśl. Nie wstydziła się swojej reakcji.

    Halinie to nie przeszkadzało. W międzyczasie niecierpliwymi ruchami sama ściągnęła T-shirt i stanik. Utkwiła wzrok w kroczu nastolatki i z trudem powstrzymała się przed próbą polizania go. Nie chciała, żeby teraz ktoś zapalił światło. Przywarła do ciała Jolki. Ta zadrżała podniecona nowym, silnym bodźcem, przestała miętosić pierś i sięgnęła do biustu Haliny. Celina nawilżyła palec i powoli wpychała go do pupy dziewczyny. Gdy zabrakło śliny, wyjęła palec i wepchnęła do pochwy. Natknęła się na palce Haliny. Czuła na sobie wzrok koleżanki.

    – Ja tylko przejazdem – mruknęła do niej łagodnym tonem, wyjaśniając swoją obecność. Poruszała palcem i wycofała się. Ponownie wepchnęła palec w odbyt i powoli rozpychała wąskie wejście. Jola pojękiwała. Celina jeszcze kilka razy wracała do pochwy. Penetracja odbytu sprawiała jej taką radość. Jęki dziewczyny zmusiły ją do onanizowania się. Nie było czasu ani warunków na szukanie innej, życzliwej dłoni.

    Natalka stojąc w rozkroku, pojękiwała cicho. Trzymała Agatę za włosy, a ta półsiedząc-półleżąc na podłodze lizała jej łechtaczkę. Szarpanie za włosy, wywołane rosnącym podnieceniem, prowokowało Agatę do bardziej energicznych pieszczot. Natka nieświadomie sprawiała jej taką przyjemność… Obie znalazły to, co chciały. Wzajemnie uzupełniały się, nieoczekiwanie spełniając skryte oczekiwania.

    Na imprezę Aldona nie zaprosiła Leny. Niedawno skończyła 17 lat, a do pierwszej drużyny została dokooptowana tuż przed obozem. W zasadzie nie znały się. Wesoła, pracowita, trochę onieśmielona starszymi zawodniczkami. Na boisku szybka i w ogóle bardzo sprawna fizycznie. Tyle o niej wiedziały. Aldi wolała ją jeszcze obserwować. Może to ona donosiła trenerowi?

    *

    Gabrysia rozpięła bluzkę, gdy tylko zgasło światło. Zamierzała wcześniej, ale nie chciała robić konkurencji Jolce.

    – Jeszcze będą okazje – pomyślała roztropnie.

    W końcu nie wyrywała się do striptizu. A teraz żałowała… Rozejrzała się i chciała podejść do „Bliźniaczek”, ale już tuliły się na tapczanie, nawzajem rozpinając bluzki. Bez trudu dostrzegła, że nie założyły staników. Aldona obmacywała Roksankę. Bianka przed zgaszeniem światła objęła Pamelę. Z proszącym wzrokiem stała przed nimi Sandra. Gabrysia poczuła się rozczarowana. Było jej przykro.

    – A ja? – sądziła, że wzbudza zainteresowanie dziewczyn. – Przecież mam ładny biust, figurę i kasztanowe włosy, których zazdrości mi kilka koleżanek. Chłopakom się podobam – zdecydowała, że wyjdzie z imprezy. Odwróciła się i w tym momencie podeszła do niej Karolina, po drodze zdejmując bluzkę. Też nie miała stanika.

    – To dzisiaj jak epidemia – na swój użytek stwierdziła Gabi.

    22-letnia krępa szatynka bez słowa przycisnęła Gabrysię do ściany i rozpięła jej stanik. Gdy dziewczyna spodziewała się pieszczot biustu, Karolina włożyła dłoń pod spódniczkę i bezceremonialnie zaczęła wpychać wilgotny palec do pochwy.

    – Zaczekaj – nieśmiało stęknęła nastolatka, próbując cofnąć biodra. Natknęła się na nieprzejednany opór ściany.

    – Cicho! – starsza koleżanka przywarła ustami do jej ust, potem wycofała palec z pochwy. Gabi z ulgą spojrzała w jej oczy i odprężyła się, a Karolina wepchnęła dwa palce! Bezradna 18-latka w końcu rozsunęła nogi. Jej kochanka zaczęła wewnętrzną stroną dłoni masować łechtaczkę i mocniej wbijać palce do pochwy. Gabi objęła ją wpół, ale po chwili jedną ręką chwyciła pierś. I zaczęła cicho stękać pod wpływem intensywnych pieszczot. Nie chciała głośno okazywać swojego podniecenia. Wstydziła się. Gdy namiętne jęki stały się zbyt głośne, Karolina złapała ich autorkę za kark, wysunęła palce z pochwy i szepnęła do ucha:  

    – Zmykaj na dół i wyliż mnie! – po czym delikatnie pchnęła dziewczynę w dół. Sama kilkoma energicznymi ruchami drugiej ręki ściągnęła majtki z ud i stanęła w rozkroku. Oszołomiona podnieceniem nastolatka posłusznie ugięła nogi w kolanach i podniosła spódniczkę kochanki. Oparła się plecami o ścianę. Chłód ściany orzeźwił ją. Dłońmi chwyciła rozgrzane pośladki i przyciągnęła Karolinę do siebie. Po chwili wahania musnęła językiem wargi sromowe. Już miała spróbować ich ząbkami, ale przez jej ciało nieoczekiwanie przetoczyła się silna fala rozkoszy. Oparła się o ścianę i otworzyła usta. Bezwiednie opuściła ręce.

    *

    – Laski! Uwaga! Wkładać majtki, a cycki w staniki! Zapalam światło! Uuuu-wa-ga! – Aldona włączyła tylko lampkę stojącą na szafce obok tapczanu. Teraz stała z gołym biustem, wolną ręką obejmując Roksanę. Ta z kolei miała na sobie jedynie stringi i sandałki na szpilce. I tuliła się do kochanki. Wszystkie wydawały się chyba nieco speszone. Skrępowane? To jak zachowywały się po ciemku sprawiło, że wolały przedłużać tamtą chwilę. Decyzja Aldony zburzyła nastrój intymności. Po twarzach i z mowy ciała wynikało, że nadal przeżywały chwile wypełnione seksem. Większość nawet nie próbowała ubrać się. Pomysł z zapaleniem światła i zakończeniem zabawy był zdecydowanie przedwczesny.

    – Eee, po ciemku było sympatyczniej – odezwała się jedna z nich ponurym głosem.

    – Za chwilę i tak trzeba będzie zmywać się do pokoi! – pod wpływem komentarza Aldona czuła się w obowiązku wytłumaczyć. – Też dłużej bym się pobawiła.

    Jola zgrabnie zeskoczyła z krzesła. Jej nagość już nie wyróżniała się na tle koleżanek. Odebrała swoje rzeczy i siadła na tapczanie. Dostała puszkę i wychyliła kilka łyków. Była podniecona swoim występem i pieszczotami dziewczyn. Obok siadła Halina i objęła ją ramieniem. Nastolatka nie zaprotestowała. Celina patrzyła na nie z uwagą. Po chwili siadła z drugiej strony, na stoliku obok tapczanu i włożyła dłoń między jej uda. Jola spojrzała na nią i uśmiechnęła się zachęcająco.

    – Aldi, zgaś światło jeszcze na dziesięć minut! Co, dziewczyny? Chcecie? – Halina, najstarsza wśród nich, poddała się euforii, która ogarnęła ją na początku zabawy. Znowu pomruk aprobaty.

    – Może na kwadrans? – rzuciła Ula.

    – Jasne, kwadrans nikomu nie zaszkodzi – skwapliwie przytaknęła Roksanka.

    – Kto mierzy czas? – Pamela była ciekawa.

    – A ja mam w dupie mierzenie! Co to? Test na kosmonautę? Jak będzie dłużej, to chyba żadna nie będzie narzekać! Co nie? – Aldona dosadnie wyraziła się o obowiązującym regulaminie. – Kto będzie przy szafce, niech spojrzy na mój telefon! – zdecydowała i zgasiła światło.

    Dziewczyny tylko na to czekały.

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • School girl

    Zniecierpliwiona poprawia wstążki zawiązane na końcu misternie zaplecionych warkoczy, kiedy w końcu rozlega się dzwonek domofonu. Robi głęboki wdech, wstrzymuje się chwilę, by nie pomyślał, że czekanie na niego było jej jedynym zajęciem, aż w końcu podnosi słuchawkę. Jego niski głos tylko wzmacnia uczucie, które pojawiło się już w momencie, w którym potwierdził ich spotkanie – mieszanka podniecenia i zdenerwowania, odczuwalna w całym ciele, ale szczególnie w okolicach podbrzusza, z jednej strony ją paraliżuje, a z drugiej motywuje do kontynuowania obranej ścieżki.

    Ostatni raz spogląda na siebie w lustrze – wysokie szpilki, białe podkolanówki, spódniczka sięgająca ledwie połowy uda i luźno związany krawat dopasowany do koszuli opinającej się na pełnym biuście – ma nadzieję, że sprawi mu miłą niespodziankę tym strojem. Kiedyś wspomniał jej, że podniecają go dziewczyny przebrane za uczennice, że – jak sam przyznał, dość banalnie – lubi oglądać jak we dwie zabawiają się ze sobą. Tym razem będzie musiał zadowolić się tylko nią, ale kto wie, może to będzie kolejna niespodzianka, którą kiedyś mu sprawi.

    Kieruje kroki w kierunku drzwi i uchyla je w momencie, w którym dzieli go od niej zaledwie kilka kroków. Widząc uśmiech na jego twarzy, opuszcza okulary nieco niżej, by spojrzeć znad nich zalotnie, jednocześnie wyciąga pociągle z ust kolorowy lizak, dopełniający jej przebrania.

    Zanim jeszcze pozwoli mu zdjąć kurtkę przyciska się całym ciałem do niego, pozwalając spróbować mu jej słodkich warg. Pod ręką czuje jak jego członek nabrzmiewa.

    – Ktoś się chyba za mną stęsknił – zauważa na głos i zostawia go na chwilę by nalać wino do kieliszków.

    Kiedy mężczyzna wchodzi do pokoju, ona pochyla się wyciągając z szafki kilka rzeczy. Przesadnie wypina pośladki, by zobaczył pod spódniczką wpijające się między nie stringi. Zachodzi ją od tyłu, łapie mocno i przyciska obnażoną pupę do pulsującego przez spodnie penisa. Daje jej siarczystego klapsa, który zostawia czerwony ślad na bladej skórze i siada na kanapie, władczo rozpinając rozporek.

    Dziewczyna podaje mu wino, a potem staje kilka kroków od niego by mógł jeszcze chwilę popatrzeć na nią w tym stroju. Odpina kilka guzików koszuli i powoli na czworakach podąża w jego kierunku. Nie spuszcza wzroku z jego krocza, i już po chwili ściąga z niego spodnie i bokserki. W tym momencie on łapie ją za podbródek i przyciąga lekko do siebie. Ich wargi znów się spotykają, najpierw wzajemnie niepewnie muskają, by pocałunek po pocałunku nabrać namiętności. Przerywają patrząc się na siebie zachłannie, bo oboje wiedzą jak intensywny będzie to wieczór.

    Dziewczyna wytrzymując jego wzrok, kieruje teraz usta w stronę jego nabrzmiałego członka. Zwilżoną końcówką języka delikatnie dotyka okazałej główki. Zatacza dookoła niej powolne kółka. Kiedy wsuwa ją całą do ust, on odchyla się do tyłu, mamrocząc jej ulubione “o fuck”, które upewnia ją o dobrze wykonywanym zadaniu. Raz po raz wsuwa fiuta głębiej w usta, jedną ręką dodatkowo stymulując go u nasady, a drugą pieszcząc jądra.

    Ściąga swój krawat i nadstawia biust tak by mógł wejść członkiem między piersi. Po kilkunastu pchnięciach on wyciąga go i łapie ją za włosy przyciskając usta do jąder. Nie musi jej nic mówić – od razu posłusznie zaczyna je lizać, zachłannie ssać i brać do ust, gdy jej dłoń zaciska się i rozluźnia jednocześnie posuwają w górę i w dół na penisie.

    Tym razem nie musi jej pytać gdzie chce żeby skończył. Sama czując, że on jest już blisko przyspiesza ruch ręką. Patrząc mu w oczy, obija jego członkiem o wystawiony język, a kiedy on się spuszcza, sperma spływa jej po ustach i skapuje na obnażony biust. Uśmiechając się oblizuje zalotnie wargi, bo wie, że w jego przypadku to oznacza dopiero początek…

    Siada na nim okrakiem i rozbiera go do końca by móc poczuć jego rozgrzaną skórę. Po kilku ciężkich oddechach mężczyzna przerzuca ją obok siebie, rozkładając jej nogi. Wsuwa dłonie pod jej pośladki, a twarz wtula w łono zaciągając się jej zapachem. Już kiedy lekko trąca nosem łechtaczkę przeszywa ją pierwsza fala podniecenia. Kładzie się na dziewczynie opierając się na jednym ramieniu i najpierw odgarnia jej kilka niesfornych kosmyków z twarzy, a później zaczyna ją powoli całować. Wolna dłoń wędruje wzdłuż ciała, pieści piersi, zsuwa się po brzuchu, gładzi uda. Przesuwa palcami po materiale majtek. Słysząc ciche jęknięcie pod swoim językiem przyciska je mocniej. Zachowuje równowagę między intensywnością pocałunków i naciskiem palców. Im mocniej pociera łechtaczkę tym mocniej wpija się w jej usta. Dziewczyna oddycha coraz szybciej, więc liże jej szyję i ssie sutki. Ściąga jej matki i zanurza język z gorącej i wilgotnej cipce. Drażni nim łechtaczkę, pociągle liże wargi i wsuwa go raz po raz w dziurkę. Jej głęboki oddech zaczyna przechodzić w jęki, wije się na kanapie dociskając jego twarz do swojego krocza. Jest już blisko, więc mężczyzna do ust dołącza palce. Wsuwa najpierw jeden, a zaraz potem dwa w jej ciasną cipkę. Najpierw zgina je i prostuje, stymulując punkt g, a potem wchodzi coraz głębiej. Kciukiem pociera łechtaczkę, a palec drugiej ręki wsuwa w odbyt. Czuje na dłoniach jak jej ciało napiera na niego coraz szybciej i mocniej. Wtedy dziewczyna przeciągle jęczy i wystarczy tylko kilka wspólnych pchnięć by jej ciało zaczęło się wyginać pod spazmami rozkoszy. Opada zmęczona, próbuje wyrównać oddech i patrzy na niego z uśmiechem pół przymkniętymi błyszczącymi oczami. On podaje jej wino, sam pociągając duży łyk ze swojego kieliszka. Widok jej rozgrzanego ciała, rumieńców, warkoczy i pończoch za bardzo go jednak podnieca by teraz pozwolił jej na dłuższy odpoczynek.

    Znajduje na podłodze zrzucony przez nią krawat. Obok leży pudełko z rzeczami, po które wcześniej sięgała do szafki. Wyciąga z niego lubrykant i kulki analne. Pochyla się nad dziewczyną i szepcze jej do ucha, żeby uklękła opierając się na zagłówku kanapy.

    Zamknij oczy – rozkazuje i zawiązuje jej krawat na oczach, tak by nic nie widziała i od tego czasu musiała zaufać jemu i swoim pozostałym zmysłom. Staje za nią, przyciskając swoje ciało do jej. Łapie mocno za piersi i ściska sutki. Pochyla ją, drapie jednocześnie wzdłuż pleców i kończy klapsem złożonym na pośladkach. Dziewczyna lekko jęknęła. Nie wie czego może spodziewać się w nadchodzących minutach. On jednak całuje jej pośladki – łagodząc zadany przed chwilą ból. Sięga językiem łechtaczki i podąża nim aż do drugiej dziurki, do której bez uprzedzenia wpycha język. Jej ciało przeszły spazmy, przypominające o dopiero co przeżytym orgazmie. Mężczyzna sięga po zabawki. Wylewa oliwkę na jej plecy, pozwala strugom spływać między pośladkami. Natłuszcza kulki i miarowo wsuwa jej w odbyt, drugą ręką pieszcząc łechtaczkę. Jej coraz szybszy oddech i pojękiwanie tylko zachęcają go do kontynuacji. Wkładając ostatnią kulkę, łapie dziewczynę za biodra i mocno nadziewa na ponownie nabrzmiałego fiuta. Wchodzi w nią głęboko, sprawiając obojgu intensywne doznania. Rżnie ją raz po raz, wchodzi tak mocno, że między jękami słychać jego jądra obijające się o jej pośladki. Dziewczyna miarowo porusza ciałem, są w wspólnym rytmie. Dostaje od niego nieoczekiwanego klapsa, po którym krzyczy tylko głośniej z podniecenia. Pociera łechtaczkę dodając sobie dodatkowego bodźca rozkoszy. Mężczyzna łapie za kulki i nie przerywając posuwania jej, wyciąga je zdecydowanym ruchem. Jej cipka zaciska się na jego penisie. Dochodzi dzięki niemu kolejny raz, prostuje się i opiera na jego ciele szukając jego ust. Dostaje tylko krótki pocałunek, po którym on pcha ją na zagłówek, nawilża członka i zaczyna posuwać ją w dupę. Teraz dziewczyna już tylko krzyczy, a on kończy w niej z długim jękiem zaspokojenia. Opada na nią, zsuwa z oczu opaskę i układają się na kanapie.

    – Połóż się na mnie – prosi. Lubi czuć ciężar i bliskość jego ciała na swoim. Leżą tak kilka minut, długo wyrównując oddechy. Zanim całkowicie odpłyną, mężczyzna szepcze jej do ucha, że musi się zbierać. Ubiera się, całuje na pożegnanie i rzuca “dzięki za wino” po czym zostawia ją śpiącą bez sił.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Gabi B.
  • Gosposia proboszcza czesc I

    GOSPOSIA PROBOSZCZA Część I Małe miasteczko gdzieś na Mazurach. I jak to w małej mieścinie wszyscy wiedzą wszystko o wszystkich. Mieszkam z mężem i dziećmi w niedużym domu na głównej ulicy. Mąż pracuje w zagranicznej firmie i na tutejsze warunki całkiem dobrze zarabia. Nie żyjemy ponad stan ale jakoś dajemy radę. Ja zajmowałam się domem i dziećmi. Nie powiem przydało by się trochę więcej grosza ale nie mogłam znaleźć pracy. Nagle praca się znalazła, to praca znalazła mnie. W sklepie dowiedziałam się, że gospodyni naszego proboszcza odchodzi na emeryturę i szukają następczyni. Ja 36 letnia zdrowa i nie chwaląc się zgrabna postanowiłam spróbować swoich szans. Wieczorem porozmawiałam z mężem i tego samego wieczora pobiegłam do pani Zofii, porozmawiać i po prosić o rekomendacje. Pani Zofia obejrzała mnie dość dokładnie. – jesteś młoda ładna ludzie będą gadać. Powiedziała. A ja na to: – Jestem mężatką mam dwoje dzieci umiem zajmować się domem nic innego nie robię od kilkunastu lat. – Moja droga to bardzo obciążające co dziennie praca zaczynasz o 5 rano a kończysz o 18. Kiedy znajdziesz czas dla rodziny. – W niedziele odpowiedziałam, niedziele ma pani wolne przecież. – No dobrze drogie dziecko zarekomenduje ciebie u proboszcza i dam ci znać co jak i kiedy pójdziemy do niego. Wracając do domu zastanawiałam się dlaczego nie spytałam ile mogę zarobić. Mąż będzie ciekaw. Ach powiem mu, że tysiąc dwieście do tysiąc czterystu na miesiąc. W sumie więcej się nie spodziewałam. Po dwóch dniach pani Zofia odwiedziła mnie w domu i mówi . – kochana ubieraj się idziemy do proboszcza. – O jej! Jestem zupełnie nie gotowa , pani Zofiio droga pół godzinki i idziemy zrobię pani herbatkę a ja się przygotuje. Wiedziałam, że trzeba się ubrać przyzwoicie, na szczęście miałam jedną grzeczną sukienkę ubrałam pod nią pończochy do pasa i buty na koturnie dopełniły reszty. – pani Zofia obejrzała mnie sobie i powiedziała ok. Jeszcze słowo o pończochach, ja nie uważałam rajstop nie cierpiałam ich. Zawsze pończochy zima czy lato, samonośne i do pasa. Szłyśmy po woli rozmawiając o moich nowych obowiązkach względem proboszcza, o ile dostanę tą prace. Na plebanie nie było daleko kilka domów dalej. Weszłyśmy do środka, idąc długim korytarzem do kancelarii musiałam się zatrzymać. – oj pani Zosiu chwileczkę, dopięła mi się spinka od pończochy. Muszę poprawić. Zgrabnie podciągnęłam sukienkę i przypinam, już miałam suknie opuścić gdy z kancelarii wyszedł proboszcz. Spojrzał w momencie gdy opuszczałam suknie. Widział, byłam pewna że widział moją nogę. Całą widział bo poczerwieniał na twarzy. Pani Zofia zrugała mnie przy okazji. Proboszcz zaprosił nas do kancelarii siedziałam jak cnotka niewydymka, kolanka razem raczki na kolanach i, i nie będę tu opisywała wszystkiego. Zostałam przyjęta na okres próbny dwa tygodnie w tym czasie pani Zofia miała mi pokazać co jak się tu robi. Dwa tygodnie szybko minęły. Nic nie wiedziałam mam te prace czy nie mam. Wracałam z zakupów przechodząc obok plebanii usłyszałam. -Pani Asiu proszę do mnie na momencik. To był proboszcz. Zawróciłam i weszłam do środka, nie zbyt dobrze ubrana na taką wizytę. Miałam na sobie zwiewną sukienkę, dość krótką, z dekoltem. – niech pani siada. Usiadłam z przyzwyczajenia założyłam nogę na nogę, eksponując przy tym moje uda. – Pani Asiu postanowiłem zatrudnić panią , proszę powiedzieć ile by pani chciała zarabiać. Nie lubiłam tego pytania ale odpowiedziałam bez namysłu. – 1500 zł proszę księdza myśle ze to nie zbyt wygórowana kwota. Proboszcz przyjrzał mi się bardziej i powiedział . – zgoda pani Asiu, 1500 miesięcznie. I mając na uwadze że ma pani dzieci to ma pani dwa wolne weekendy w miesiącu. – Och dziękuje księże proboszczu. Zadowolona i szczęśliwa wracałam do domu, opowiedziałam o wszystkim mężowi . A on na to. – cały dzień będę myślał o tobie , ty atrakcyjna kobieta cały dzień będziesz obracała się w śród trzech mężczyzn. – No nie przesadzaj skarbie , ogrodnik grubo po pięćdziesiątce, kościelny to taki chudzielec nie w moim typie a proboszcz no jedynie on jeszcze w miarę postawny i przystojny ale to ksiądz. – Ksiądz nie ksiądz ale chłop, ale spróbuj zawsze to jakiś grosz odłożyć będzie można. Powiedział mąż. I zaczęłam mój pierwszy samodzielny dzień pracy. Ubrana zawsze stosownie w spódnicach do kolan lub nie co dłuższych na to fartuszek biały ze stanem z tylu wiązany na kokardę. Burty na takim domowym nie wysokim obcasku. Miałam niezły ubaw z kościelnego i ogrodnika , zawsze kiedy wychodziłam na warzywnik wziąć coś do obiadu zawsze mnie obserwowali. Czułam jak rozbierają mnie wzrokiem. Czasem ja sama dawałam im powód do patrzenia na mnie, kucając czy też pochylając się nad grządkami eksponowałam swoje wdzięki. Jednego razu znowu zawiodła spinka od pończochy, byłam w warzywniku i rozejrzałam się czy nikt nie jest w pobliżu. Szybko podniosłam spódnice i zapiełam spinkę. Kiedy wracałam na plebanie z rękami pełnymi warzyw na swojej drodze spotkałam ogrodnika. – pani, pani Asiu to jak sarenka chodzi. Powiedział. Dodał jeszcze – Noga pierwsza klasa . A wiec widział pomyślałam, i nic nie mówiąc minęłam go i tu dostałam siarczystego klapsa w tyłek. – no wie pan! Niech pan sobie za dużo nie pozwala. I oburzona tym faktem poszłam do kuchni. I tak mijały mi dni na gapiących się na mnie facetach z otoczenia plebani. Pewnej soboty, bo w soboty zaszłe sprzątam gruntownie łazienki wpadłam na kościelnego który brał prysznic. Stał i mył głowę nie widział mnie, za to ja widziałam i otworzyłam usta ze zdziwienia, jego sprzęt . Boże skąd u takiego chudzielca taka pała. Dyndał mu do pół uda prawie, to jak to wyglada jak stanie?! Szybko uciekłam z wypiekami na twarzy, zdumiona i to bardzo. Pierwszy raz w życiu widziałam coś tak dużego z bliska, w zasięgu ręki można powiedzieć. To mój fetysz duże kutasy, mój mąż wie o tym dlatego kupił mi dildo słusznych rozmiarów żebym od czasu do czasu się zabawiła jak go nie ma w domu. Sam miał średnią europejską ale był dobry w łóżku mógł długo i po kilka razy na dobę. Mimo to nie był zazdrosny o mój fetysz i fantazje jakie mu snułam podczas stosunku to go rajcowało bardzo, bardziej niż moja figlarna bielizna. Po powrocie do domu nie było jeszcze męża ani dzieci a ja napalona na sex. Wyjęłam swoje dildo i się zaspokajałam wyobrażając sobie o dziwo kościelnego . Oj ostro dałam popalić swojej pusi tego dnia. Następnego dnia postanowiłam obu panom dać trochę przyjemnosci z patrzenia sama nie wiem co we mnie wstąpiło ale czułam podniecenie kokietując innych. Spódniczka lekko nad kolano i wąska powodowała, że ilekroć wchodziłam na stołek żeby coś sięgnąć z górnej półki musiałam ja podciągnąć conajmniej do pół uda, po to, żeby postawić nogę na taboret. Był piątek, tego dnia ksiądz proboszcz zwołał jak zwykle naradę w kuchni. Przy stole zasiedli ogrodnik, kościelny i rzecz jasna proboszcz. – pani Asiu czy mogła by pani zrobić nam kawę i sobie również, omówimy sprawy plebanii. – Oczywiście. Powiedziałam. Nastawiłam wodę, i żeby wziąć cukier musiałam wejść na taboret. Zrobiłam to bezwiednie jak bym była sama. Podstawiam taboret podciągnęłam spódniczkę i hop, kiedy się wspięłam spódnica opadła a kiedy schodziłam znowu ją podciągnęłam . Zauważyłam, że przy stole na ten moment zapadła cisza. Wiedziałam, że patrzyli. Podałam kawę usiadłam z nimi, siedząc bokiem do stołu moje nogi skierowane były w stronę ogrodnika, założyłam nogę na nogę a spódnica mimowoli się podciągnęła eksponując moje kolana. Siedzimy rozmawiamy i nagle czuje dłoń ogrodnika na moim kolanie, nie chciałam gwałtownie reagować żeby ksiądz się nie zorientował . Zwlekałam trochę a on poczynał sobie coraz śmielej , głaskał kolano i nad kolanem, muszę to przerwać pomyślałam bo gotów pomyśleć, że mi się podoba. Wstałam że niby coś trzeba zrobić. Panowie skończyli rozmawiać, i wyszli został ogrodnik i gapił się na mnie. Nie wytrzymałam obróciłam się gwałtownie i. – co się gapisz . Powiedziałam – Patrzę bo mi się podobasz kotko. – Nie jestem i nie będę twoją kotką i wynocha mi stąd. Powiedziałam i zajęłam się przygotowywaniem obiadu. Powiem szczerze, że ten jego dotyk był nawet przyjemny, silna męska dłoń, szorstka i duża. Pewnego poniedziałkowego ranka miał przyjechać jakiś ważniak z kurii na śniadanie i oczywiście coś omówić z proboszczem. Przygotowałam wystawne śniadanie ważniak miał być o 9tej. Proboszcz poprosił mnie jeszcze żebym odkurzyła w jego kancelarii i korytarz do niej prowadzący. Złapałam odkurzacz i, i nie działa , cholera jasna powiedziałam głośno, aż proboszcz usłyszał . Powiedziałam co się stało a on polecił ni iść z tym do kościelnego on go szybko zreperuje. Załapałam go i lecę . – panie Kaziku , panie Kaziku. Wolałam – Co się stało pani Asiu ? – Odkurzacz nie działa proszę coś zrobić zaraz będzie gość z kurii a ja muszę jeszcze odkurzyć dwa pomieszczenia . Kościelny Kazik wziął się za naprawianie a ja oglądałam jego pomieszczenie tzn warsztat. Oparłam się dłońmi o stół i wspieram się podpinając jedną nogę . – ale, pan ma tu szpargałów . Powiedziałam nie zdjąć sobie sprawy ze kokietuje biednego Kazika. – Dzięki tym szpargałów pani Asiu jeszcze coś tu działa. – Zależy pani żebym to szybko zrobił ? Zapytał . – Tak o ile to możliwe to tak. Powiedziałam, siedząc na stole i bujałam nogami. – A nagroda będzie pani Asiu? Zbaraniałam, ścięło mnie z nóg to pytanie, ze skoczyłam ze stołu i zapytałam . – co pan ma na myśli ? Niech pan proboszcza poprosi o nagrodę. – Niech się pani nie denerwuje żartowałem tylko. – A co by pan chciał za nagrodę zapytałam zalotnie przegryzając palec . Pomyślałam po kokietuje go trochę, za chwile będzie mi jadł z ręki. – Niewiem panie kościelny co pan ma na myśli. – Nic takiego pani Asiu. – Skoro nic takiego To niech pan mówi jasno i konkretnie. – A nie obrazi się pani? – Niech pan – Niech pan mówi , zgodzę się albo nie. – Chciałbym, żeby pani….. – chciałbym zobaczyć pani nóżki całe. Zaczerwienił się stałam chwile w milczeniu patrząc na niego, z jednej strony wzbudzał litość z drugiej sama nie wiedziałam jak to opisać. – zgoda odpalam , ale tylko popatrzeć. – Tylko pani Asiu tylko. Oparłam się o stół siadłam tak jednym pośladkiem i zaczęłam podciągać spódniczkę, powoli , niemal do miejsca gdzie były spinki trzymające pończochy. Kościelny Kazik zaczerwienił się, drżały mu ręce . – i jak ? Zapytałam. – Cudowne pani Asiu cudowne. Wstał i ruszył w moim kierunku trochę się przestraszyłam ale, on tylko do szuflady po jakiś element. Boże pomyślałam , jaki on nieśmiały, ogrodnik już by mnie brał na tym stole, na różne sposoby. Przez chwile tak siedząc patrzyłam jak Kazik momentami nie spuszcza ze mnie oczu. Pomyślałam pokaże mu inaczej. Zeskoczyła ze stołu, obróciłam się tyłem i podciągnęłam spódniczkę tak wysoko, żeby zobaczył uda nad pończochą. Obserwowałam go katem oka, przełykał nerwowo ślinę. -zaschło mi w gardle na ten widok pani Asiu. Powiedział po czym ruszył w moją stronę. Widziałam że na stole stoi butelka z wodą. Ale się zdziwiłam, on nie chciał wody chciał mnie. Podszedł z tyłu załapał w biodrach i przyciągnął do siebie. – Kazik !! Puść miałeś tylko patrzeć !! – Dosyć się napatrzyłem na ciebie, jeszcze zanim zaczęłaś tu pracować, obserwowałem cię zawsze i zawsze uważałem że jesteś najlepsza dupa w mieście. Po tych słowach wygiął mi ręce do tylu skrzyżował na plecach i pochyłym mnie do przodu, nie mogłam się ruszyć , szarpała się chciałam go kopnąć ale na nic moje próby. – Kazik kurwa mać puść bo będę krzyczeć. – nie będziesz, już dawno byś krzyczała. I tu poczułam jak jego palce dotykają mojej pusi. Wiłam się jak wąż chcąc się wyzwolić i w tem. – ychyyych kaaaziiik nieeeees!!! Poczułam dwa palce Kazika w mojej pusi, poruszał rytmicznie a ja stłam się mokra. Dyszałam i prosiłam błagalnie. – Kazik puszczaj, och, ooooonieeee! Kazik proszę ja nie chce. – Chcesz wiem że chcesz, wreszcie biorę to co chce a nie to co muszę. I w tym momencie westchnęłam – aaaaachaaaałaaaaa, nie nieee!! Poczułam w sobie kazikowego chuja. Rąbał mnie jak drwal nie zawrzał na moje prośby . – Kazik Kaziu nie tak mocnooo! Boli kurwa Kazik nie tak mocno aj aj aj dyszałam rytmicznie. Drugą ręką odchylił mi głowę do tylu za włosy złapał i sapał i jebał jak kotkę. Już nie miałam siły prosić opadłam z sił pierwszy raz w życiu miałam w sobie taki okaz, poza moim Dildo oczywiście. Sama nie wiedziałam czy Piszcze i dysze z bólu czy z rozkoszy zobojętniała czekałam aż skończy. Nagle kazik przyśpieszył przycisnął mnie mocniej i bardzo szybko dochodził do końca myślałam że oszaleje w tym momencie myślałam że nie wyrobię myślałem że mnie rozerwie że dochodzi mi do gardła i wyciągnął go bardzo szybko poczułam na swoim udzie jak spływa sperma, doszedł wreszcie. I jak gdyby nigdy nic odwrócił się odszedł na parę kroków i powiedział – odkurzacz gotowy. Wyszedł ze swojego warsztatu zostałam sama. Leżałam oparta o stół z rozstawionymi nogami. Przez chwile próbowałam się pozbierać, pozbierać myśli. Jak to się stało jak do tego doszło. Zebrałam się doprowadziłam do ładu i poszłam skończyć odkurzanie. W domu przed zaśnięciem dużo myślałam o tym co zaszło już kiedy emocje opadły, doszłam do wniosku, że sama jestem sobie winna, po co pokazywałam, po co kusiłam, mogłam wyjść i kazać przynieść ten cholerny odkurzacz. Analizowałam to zajście krok po kroku, i, i kurwa doszłam do wniosku, że mi się podobało jak mnie brał siłą, to było nowe doświadczenie. Przecież gdybym nie chciała to bym się jakoś obroniła mogłam krzyczeć, nie zasłaniał mi ust, a ja nie krzyknęłam ani razu. Następnego dnia robiąc obiad dla księdza i tych dwóch, zobaczyłam w kuchni Kazika. – Czego. Powiedziałam drżącym głosem. – Przyjdź do warsztatu, będę czekał. Powiedział jak gdyby nigdy nic. – Nie ma mowy. Odparłam. – Będę czekał, powiedział to i wyszedł . Chyba zwariował , co on sobie myśli. Robiąc swoje, co chwila spoglądałam w stronę warsztatu kazika. Jednocześnie myślałam żeby się komuś zwierzyć z tego co zaszło chciałam się wygadać, jedyną osobą która której mogłabym to wszystko powiedzieć była moja siostra Aga, postanowiłam do niej zatelefonować. Przyszła tak jak się umówiłyśmy, wczesnym popołudniem. Zawitała na plebanii usiadłyśmy w kuchni przy małym stoliczku przy kawie miałyśmy chwile żeby porozmawiać. Nie widziałyśmy się dość długo więc zanim przyszłam do Sedna sprawy wymieniałyśmy się bieżącymi informacjami. Co u kogo słychać i taka tam bez znaczenia paplanina. W pewnym monecie Aga spojrzała w okno i powiedziała. – O kościelny Kazik . – Ty go znasz. Zapytałam. – Nie, z widzenia ale dużo o nim słyszałam. – Co słyszałaś – To ty nic nie wiesz? Kazik to buchaj, żadna jeszcze nie żałowała która mu dała. – A ty skąd to wiesz. A Aga na to. – A ty coś wiesz Asiu ? No powiedz. Milczałam, zaczerwieniona, w końcu chciałam coś powiedzieć ale Aga mi przerwała. – dałaś mu? – Nie. Odpowiedziałam szybko i równie szybko dodałam. – Sam wziął . – Zgwałcił cię ?! – Nie nie tak bym to ujęła. I opowiedziałam jej całą historie jak dobrego w warsztacie doszło. Nie umiała bym Agi okłamać, wyczuła by, jest starsza ode mnie 6 lat. Ma 42 lata i jak to mężczyźni mawiają zdrowa dupa z niej. Aga zapytała czy żałuje. – Aga najgorsze jest to, że zdradziłam męża, a jeszcze gorsze, że mi się to podobało. Aga milczała przez chwile, zbierała myśli i zaczęła swój monolog nie przerywałam , słuchałam. – widzisz moja droga, jedynym mężczyzną w twoim życiu jest twój mąż. Tak było wczoraj. Pozwól droga siostrzyczko, że teraz wyjawię ci pewien sekret, nikomu do tej pory o tym nie mówiłam powiem ci na początek że ja też nie jestem święta. Wzięła telefon do ręki otworzyła jakąś stronę a tam jej fotka i podpis: zaniedbywana mężatka. Byłam tak zaskoczona, że nie wiedziałam co powiedzieć, Aga snuła dalej swój sekret. – spotykam się tylko i wyłącznie z żonatymi mężczyznami takimi z klasą co za fundują hotel, kolacje itp. Nie, nie robię tego za pieniądze, jedyna korzyć jaką mam to przyjemność. Twój szwagier a mój mąż często ma problemy z męskością. Jeśli go najdzie ochota nie odmawiam mu ale, to za mało raz w miesiącu. Dlatego robię to co robi tysiące innych kobiet. W mojej sytuacji. A jak z tymi sprawami u mojego szwagra. Zapytała. Zastanowiłam się chwile i . – no wiesz jest dobrze, może nie tak dobrze jak bym chciała. Też czasem zawodzi, wiesz stres, praca. – Dlatego nie odmawiaj Kazikowi , daj mu jeszcze raz drugi i trzeci. A ogrodnik? – Co ogrodnik . Zapytałam. – Oj Aśka, dwa buchaje sobie chuje ostrza na ciebie a ty grasz cnotkę niewydymkę. Dziewczyno możesz mieć tu raj codziennie. Siedziałyśmy chwilę w milczeniu. W końcu powiedziałam. – Skoro jesteś taka bezpruderyjna, to proszę idź do Kazika do warsztatu, powiedz mu że przyszłaś zamiast mnie. – Oj Asiu, poczekaj a się zdziwisz. Powiedziała . Pożegnałyśmy się i wyszła. A ja zajęłam się sprzątaniem kuchni. I cały czas spoglądałam w stronę warsztatu. Myślałam też o tym co mi powiedziała. Nigdy bym jej o to nie podejrzewała, że zdolna jest do czegoś takiego. W sumie ma racje tysiące kobiet tak robi, nie które potępiają inne rozumieją a jeszcze inne tak robią. Z tych rozmyślań wyrwał mnie głos księdza. – pani Asiu, – Tak księże proboszczu. – Firany w mojej kancelarii się zakurzyły, raz na trzy miesiące są prane i teraz wychodzi że trzeba to zrobić . – Tak oczywiście proszę księdza. Powiedziałam. – Proszę powiedzieć kościelnemu żeby pani pomógł , niech przyniesie drabinę . O kurczę, pomyślałam, co to będzie ? Ruszyłam zgrabnym krokiem w stronę warsztatu. Kazik siedział i coś piłował. – cześć . Powiedziałam. – Weź drabinę idziemy ściągać firany w kancelarii księdza. Kazik spojrzał na mnie i z uśmiechem powiedział. – myślałem, że przyszłaś do mnie. – Przestań Kazik, przyszłam po ciebie, no bierz drabinę czekam w kancelarii. Wróciłam i zaczęłam zdejmować kwiaty z parapetów. Za chwilę przyszedł Kazik z drabiną. Rozstawił a ja weszłam ostrożnie i zaczęłam odpinać firany. Stałam nie pewnie, drabina stara i krzywa. Kazik stał i się przyglądał a mi zaczęły trząść się nogi. Niewiem czy z podniecenia czy z powodu drabiny. Kiedy ściągałam już ostatnią , na swoich kostkach poczułam dłonie Kazika. Po mału prezesował ręce w górę, całował i lizał moje łydki. – Kazik stop, przestań, nie teraz i nie tutaj!! Protestowałam. – Chodź do warsztatu powiedział i nie przestawał pieścić. – Nie nie dziś. Powiedziałam, i chciałam zejść z drabiny. Nie puszczał jego ręce coraz śmielej sobie poczynały, spódnice już miałam podwiniętą całkiem. – no puść proszę. Złapał mnie w biodrach i posadził na biurku księdza. Rozchylił nogi klęknął i zaczął lizać moją pusie. Boże pomyślałam co się tu dzieje, dlaczego ja na to wszystko pozwalam. – Kaziu nieeee, proszę nieeee tuuuu, achhh , aj Kaziu już dość. Błagałam. Wstał i powiedział. – czekam w warsztacie. – Nie mogę dziś zrozum wreszcie, muszę uprać firany. – To przyjdź jutro. Powiedział. – Jutro mam wolne, co Powiem w domu. Mówiłam poprawiając swoje ubranie. – Będę czekał jutro. Rzucił na odchodne. Zeszłam do piwnicy, wstawić firany do prania. Byłam mokra, rozochocona, i sama nie wiedziałam co zrobić. Wyjrzałam przez piwniczne okienko, drzwi do warsztatu były otwarte. Idę pomyślałam i zdjęłam majtki rzuciłam w kąt i ruszyłam w stronę warsztatu. Weszłam do środka, stanęłam mówiąc. – jestem, ale nie wiem czy dobrze robię, jestem dziś bo jutro bym nie mogła. Kazik wstał wziął mnie za rękę i zaprowadził do swojego mieszkalnego kąta w warsztacie. Zaczęliśmy się całować rozpiął mi bluzkę zdjął wszystko zostałam tylko w pończochach. Pchnął mnie na łóżko, rozłożył nogi i zaczął lizać moją pisie. A ja jak rozpalona suka, wiłam się i dyszałam. – Tak, tak, taaaak, och, jejciu , nieee wyyytrzyymmmam tego , Kazik bierz mnie teraz mocno. Jak tylko to powiedziałam . Kazik nie zwlekał, zadarł mi nogi do góry przypasował swoją pale i wszedł z całym impetem a ja ryknęłam, jęknęłam i straciłam, chyba świadomość, czułam tylko rozkosz. – aj aj aj tak tak Kaziku ruchaj mnie jak dziwkeeeeee, ał ał ałaaaaa. Takie teksty tylko go nakręcały. Wyłam i jęczałam w spazmach rozkoszy, według rytmu Kazikowych pchnięć. W końcu wydobyłam z siebie słowa. – Kazik, daj mi go w usta. Bez dyskusji położył się na wznak i ja wreszcie mogłam nacieszyć wzrok kutasem Kazika. Wielki twardy z żyłami , coś pięknego. Ledwo zamieściłam go w ustach ale dzielnie pracowałam a Kazik lizał mi pisię. Ssałam sapałam ledwo łapiąc oddech. W końcu Kazik się się wygiął w łuk i poczułam w ustach gorący strumień spermy. Nie łykałam, wyplułam. Cały kutas był lepki od spermy, ja w ustach miałam tylko posmak. Opadliśmy na chwile z sił mną jeszcze targał dreszcz emocji. – Dziękuje Asiu. Wyszeptał . – Za co mi dziękujesz? – Bo wiesz , pierwszy raz w życiu, jesteś pierwszą kobietą która zrobiła to ustami. – Coooo?! Niemożliwe . Ale nie masz za co dziękować, będziesz grzeczny to zrobię to jeszcze raz. Po tych słowach nastąpiła we mnie przemiana. Wtedy jeszcze nie wiedziałam jak wielka. – No, Kazik ja już muszę iść firany pewnie się wyprały muszę je rozwiesić. – Chyba nie chcesz teraz wyjść? – Muszę. Powiedziałam i szukałam swoich ubrań. Muszę lecieć bo zostawiłam w pralni majtki jeszcze by je ktoś znalazł i by było. Ubrałam się wyszłam kierując się odrazu do pralni. Rozwiesiła firany i czas był do domu. Idąc powoli ulicą zastanawiałam się nad sobą. Co ja wyprawiam, zdradziłam męża już dwa razy. I jakiś tego nie żałuje. Wprost przeciwnie jestem gotowa na więcej. W domu męża i dzieci jeszcze nie było, postanowiłam wziąć prysznic. I wtedy o zgrozo, majtki !!! Zostały w pralni. Boże żeby tylko nikt ich tam nie znalazł. Po chwili zjawił się mąż i dzieci. Wieczór minął szybko, dzieci już spały a ja ubrana w sexy koszulkę staram się zachęcić męża. – Asiu, wiesz. Zaczął mówić. – Bardzo bym chciał kochanie ale nie chce ciebie rozczarować. O nie pomyślałam tego już za wiele. – czy ty wiesz kiedy ostatni raz to robiliśmy ?! Miesiąc temu nawet ponad miesiąc. Nie jestem zakonnicą!! Mógł byś się trochę postarać. Stał i milczał nie wiedział co powiedzieć . A ja dalej. – może już cię nie pociągam?! – Ależ skąd skarbie podobasz mi się i pragnę cię ale nie mogę nie, wiem gdzie leży problem. – Właśnie o to chodzi że leży a nie stoi. Wzięłam poduszkę koc i poszłam spać do salonu. Przed zaśnięciem myślałam o rozmowie z Agą, myślałam o tym co zrobiłam. I o tym co chce zrobić. Może próbować tak jak Aga ? Może to jest wyjście. Rano obudził mnie zapach kawy i piękny bukiet kwiatów. – przepraszam Asiu. Postaram się coś zmienić. – To ja przepraszam , nie powinnam

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jarekx69

    Przepraszam za stylistykę ortografie i w ogóle, nie jestem zawodowcem.

  • Wyspa szczescia – 7.

    Część 7.

    Już po chwili dał się słyszeć chichot pieszczonej Joli. Halina zorientowała się, że ktoś jeszcze ma ochotę na ich rudowłosą koleżankę. Zamiast naturalnego, wydawałoby się, odruch protestu, jeszcze bardziej podnieciła się. Nawet nie próbowała identyfikować trzeciej dziewczyny. Chwyciła rudowłosą Jolę za głowę, odchyliła nieco i zaczęły się całować. Jola wepchnęła język w jej usta. Halina jedynie poczuła, że nieznajoma wciska dłoń między uda dziewczyny i pociera jej łechtaczkę. Ruda nie wytrzymała. Przerwała pocałunek, odsunęła się, otworzyła usta i zaczęła głośno stękać. Celina pieściła ustami szyję i kark Jolki. Z Haliną podzieliła się piersiami nastolatki.

    A ta siadła szerzej, żeby anonimowej wielbicielce umożliwić dostęp do swojego krocza. Rozłożyła ręce i sięgnęła do podbrzuszy kobiet, które ją pieściły. Po szybkich, niecierpliwych pieszczotach, wreszcie minęła łechtaczki. Kiedy zdołała nieznacznie zanurzyć palce obu dłoni w pochwy, stały się wilgotne. Obie adoratorki były podniecone. Spokojnymi ruchami dłoni pieściła łechtaczki, wyprostowane palce zanurzała w pochwach. Energiczniej zaczęła ruchać obie kobiety. Nie czekała długo, żeby usłyszeć sapanie i postękiwania Celiny. Po niej równie głośno zareagowała Halina próbująca dłonią zasłonić usta. Ta pierwsza w rewanżu zaczęła kąsać kark nastolatki i bardziej natarczywie pieścić pierś. Pieszczota była tak skuteczna, że Jola najpierw poczuła mrowienie w karku, a potem nagle przeszył ją dreszcz. Co za rozkosz! Zadrżała. Była gotowa od razu kochać się z Celiną, ale gdy po tych zmysłowych doznaniach uświadomiła sobie, gdzie jest, zrozumiała, że dwie konkurentki do jej ciała nie zrezygnuj z niej tak łatwo.

    Uśmiechnęła się i przyspieszyła ruchy palców w pochwach. Ruchane kobiety prawie równocześnie zaczęły cicho jęczeć. Kilka dziewczyn próbowało przyjrzeć im się w ciemnościach.

    Obok na tym samym tapczanie Sandra lizała udo Pameli, a ta z kolei całowała się z Bianką, która wcisnęła palec do pochwy Pameli i poruszała nim rytmicznie. Dziewczyna cicho postękiwała z zamkniętymi oczyma i rozrzuconymi nogami. Sandra też wciskała palec w pochwę brunetki. Pamela ledwo wytrzymywała taki natłok rozkosznych bodźców. Dla Bianki koniec treningów nie oznaczał zakończenia znajomości z dziewczynami. A już na pewno nie opuściłaby takich imprez!

    Na drugim tapczanie w poprzek leżała półnaga Majka. Właśnie dobierała się do niej Ula. Tuż obok, na drugiej połowie, tuliły się „Bliźniaczki”. Ula prawie rozebrała kochankę, a teraz sama pozbyła się T-shirta i stanika. Majka liznęła sutek, a potem trafiła językiem do ust swojej dziewczyny. Po pierwszym pocałunku Ulka najpierw fryzurą potarła piersi partnerki. Potem przylgnęła do jej ciała, poczuła dłoń w kroczu i lekki orgazm. Zamarła na moment z otwartymi ustami.

    – Już? – szepnęła podniecona Majka.

    – Taaak – odpowiedziała równie namiętnie.

    Kiedy kochanka wsunęła język w jej usta, rozpoczynając namiętny pocałunek, bezskutecznie próbowała złapać go zębami. Dłonią dotknęła pupy leżącej bliżej „Bliźniaczki” i sięgnęła do krocza. Tamta drgnęła, ale nie wycofała się, więc chwilę później Ula wsunęła dwa palce do pochwy. Była mokra. Było ślisko i ciepło.

    – Ale kisiel! – jeszcze bardziej podnieciła się i zaczęła miarowo poruszać palcami. Druga z „Bliźniaczek”, leżąc w poprzek na tapczanie, głowę oparła o ścianę, palcami stóp dotykała podłogi i w ciszy przeżywała taką samą penetrację. Dłonie kurczowo zaciskała na suknie tapczanu. Pieszczoty „siostry” powoli zbliżały ją do szczytowania. Nie słyszała nawet własnych jęków.

    Muzyka tłumiła westchnienia, jęki i postękiwania podnieconych uczestniczek. Wiedziały, czego chciały i korzystały z okazji. Czas płynął szybko. Zbyt szybko. Dlatego tym razem dziewczyny już bez skrępowania oddawały się pieszczotom.

    *

    Namiętnym pocałunkiem nieznajoma pożegnała Jolę i wtopiła się w tło tworzone przez pozostałe dziewczyny. Ruda z rozbawieniem, ale i z przyjemnością wręcz uderzała palcami w pochwach swoich kochanek. Obie kobiety prawie leżały na tapczanie i tuliły się do ud Joli. Ich ciałami wstrząsały skurcze, kobiety jęczały cicho, kurczowo trzymały się Joli, mięśnie nóg miały napięte. Celina nie wytrzymała i objęła dziewczynę, a po chwili delikatnie wbiła zęby w jej pupę i zawyła.

    – Auć! – jęknęła, kiedy poczuła ukąszenie w pośladek. Mimo bólu szeroko uśmiechnęła się. Już wiedziała, jak zdobyć taką kobietę. A miała apetyt na więcej. Znacznie więcej.

    – Przepraszam – wyszeptała Celina do ucha dziewczyny, próbując usiąść po orgazmie. Musnęła wargami i liznęła koniuszek ucha nastolatki. Była zasapana i zmęczona, ale szczęśliwa. Nie sądziła, że taka dziewczyna będzie potrafiła ją zaspokoić.

    – Musimy porozmawiać – kiwnęła głową Jolka.

    – Kiedy tylko zechcesz – uradowana „Demi” uśmiechnęła się w ciemnościach i pogłaskała ją po piersi. Ruda wypięła pierś do delikatnej pieszczoty. Brodawki sterczały. „Demi” polizała sutek i brodawkę. Nawilżyła śliną. Palcem odnalazła łechtaczkę i delikatnie potarła. Z wrażenia Jola przymknęła oczy.

    Halina nadal tuliła się do Jolki, pojękiwała i przebierała w powietrzu nogami, reagując na ruchanie. Czuła, że kolejny palec zbliża się do odbytu. Czekała na więcej.

    *

    – Uwaga, dziewczyny! Za pięć sekund zapalam światło! 5, 4, 3, 2, jeden. Poszły! Ale po swoje rzeczy! – gospodyni imprezy włączyła światło i rozejrzała się po pokoju. – Witam w naszej obozowej rzeczywistości! – Aldona była wyraźnie rozbawiona zachowaniem koleżanek, którym przerwała namiętne figle. Ich zaangażowanie przerosło jej wyobrażenia.

    Mrużyły oczy, patrzyły na partnerki, unikały wzroku innych dziewczyn i niepewnie spoglądały w kierunku Aldony. Złośliwie skomentuje to, co widziała czy da nam spokój? Da upust swojemu rubasznemu, w najlepszym razie, poczuciu humoru? Jednak tym razem hałaśliwa szatynka potrafiła zachować się taktownie. Jej też zależało na miłych wspomnieniach z tego spotkania. Niektóre dziewczyny rozglądały się za swoimi ubraniami, inne opuściły głowy i unikając wzroku pozostałych, skupiały się na zakładanych fragmentach garderoby. Zabawa trwała zbyt krótko! W powietrzu wręcz wyczuwało się napięcie spowodowane zbyt krótką, żarliwą zabawą. W milczeniu czekały na propozycję Aldony. Już po chwili ponownie zabrała głos.

    – Obiecałam niespodziankę i zgodnie z obietnicą zgasiłam światło. Było fajnie, prawda? – milczenie uznała za potwierdzenie jej odczuć i z uśmiechem zadowolenia kontynuowała. – Miałam jeszcze jedną niespodziankę, ale nie doszła do skutku, niestety. No, i ch… Yyy, to znaczy, też żałuję! Trudno! Następnym razem będzie lepiej! Która zainteresowana powtórzeniem imprezy, ale po modyfikacji? Będzie ostrzej!

    – Rozsypiesz szkło? – burknęła podniecona Bianka. Nie była zadowolona z przerwania zabawy. Dziewczyny parsknęły śmiechem.

    – Bianka, za karę zostajesz dzień dłużej na obozie i sprzątasz mój pokój – Aldona bez cienia uśmiechu wskazała ją palcem.

    – Jasne! Już! Jeszcze po piwo i fajki będę biegać! – równie poważna Bianka przesadnie gorliwie pokiwała głową. Po chwili prychnęła, rozbawiona swoim komentarzem. – Nawet po alkoholu nie podałabym ci zgniecionego peta – mruknęła pod nosem i z ironicznym uśmiechem pokręciła głową.

    – Super! W nagrodę będziesz mogła zapalić przy sprzątaniu pokoju – Aldona udała, że nie słyszała ostatniego zdania.

    Te, które ich słuchały, uśmiechnęły się, rozbawione dialogiem. Wiedziały, że Bianka nie pali papierosów i nikomu nawet nie pożyczy pieniędzy na ich kupno. Teraz wszystkie potrzebowały czasu, aby ochłonąć.

    – Musimy to powtórzyć – odezwała się któraś odważnie. Rozmowa wróciła na właściwe tory. Reszta na razie milczała. Nadal były podniecone. Trudno było im od razu planować następne spotkanie. Myślami i emocjami nadal były kilkanaście minut wcześniej.

    *

    – Kurde, dziewczyny! A gdyby tak zrobić „kumulację”? – Aldonie zaświeciły się oczy. Aż podskoczyła na wersalce.

    – „Aldi”, a tak konkretnie, o co ci chodzi? – Celina wyraziła zdanie w imieniu ogółu.

    – No, wpadamy wszystkie o konkretnej godzinie. Alkohol, muzyka, striptiz, kilka zabaw i rozbieramy się. Jeżeli jeszcze będzie z czego… Zamykam drzwi, gaszę światło i zapalam dopiero po godzinie. A co dzieje się przez tę godzinę, pozostaje w tym pokoju. Główna zasada: brak zasad. Godzimy się na wszystko! – rozejrzała się podekscytowana własnym pomysłem.

    Odpowiedziało jej milczenie. Któraś chrząknęła.

    – No, oczywiście, modyfikacje pomysłu też do rozważenia przez grupę – dodała. I jeszcze po kolejnej pauzie wypełnionej milczeniem: – Mogę postarać się o niespodzianki…

    Zapadła cisza. Już żadna nie westchnęła, ani nie chrząknęła. Niektóre niepewnie spoglądały na koleżanki. Inne unikały wzroku pozostałych. Jak raz wszystkie najchętniej koncentrowały się na ubieraniu.

    – I to nazywasz „kumulacją”? – pierwsza odezwała się „Demi”. W jej głosie pobrzmiewało zdziwienie. Nadal leżała obok Jolki. Głaskała ją po biodrze. Dziewczyna ani myślała odsunąć się. – No, pomysł jest fajny. Jestem za – przytaknęła. Jej głos brzmiał wyjątkowo ochryple.

    – Czemu nie. Miłe wrażenia gwarantowane – ostrożnie stwierdziła Ula. Sandra pokiwała głową.

    – Fajny relaks w sprawdzonym gronie – Halina postawiła na szczerość, muskając pośladek Joli.

    – No, i nie trzeba zabezpieczać się! – Wybuch śmiechu ogółu skwitował tekst Bianki.

    – Czyli co? Większość jest za powtórzeniem zabawy, prawda? – Aldona klasnęła w dłonie. Bianka rozładowała napięcie.

    Na pytanie odpowiedziały mruknięciem aprobaty. Aldona przyjęła ich deklarację z ulgą, bo i tak zdecydowała, że zorganizuje drugie spotkanie. Starsze zawodniczki nie stanowiły problemu. Weronika wymykała się prawie po każdym popołudniowym treningu. Ponoć miała tutaj jakąś rodzinę. Edyta nie bratała się z młodymi i niektórymi starszymi zawodniczkami, a Halinie aż świeciły się oczy na intymne party.

    – Super! Już się cieszę – szczerość i entuzjazm Haliny udzielił się innym.

    – Ja przyjdę – odważnie zadeklarowała się Pamela, z uśmiechem podnosząc dwa palce jak uczennica zgłaszająca się do odpowiedzi.

    – Tej to jest najłatwiej. Przy jej urodzie wszędzie stanowi atrakcję – zawistnie pomyślała Sandra. Piegi na twarzy odejmowały jej lat, ale dodawały problemów z samoakceptacją. Na dodatek czasami sepleniła. A głośno dodała: – Ja się piszę.  

    – Ja również – Roksanie śmiały się oczy.

    – Też będę. Na pewno! – uradowana propozycją, swój udział skwapliwie potwierdziła Jola. Spojrzała na obie wielbicielki jej ciała. Obie zadowolone, uśmiechnęły się do niej.

    Aldi nie czekała na deklaracje pozostałych koleżanek. Tyle jej wystarczyło, żeby podjąć decyzję za wszystkie: 

    – OK! Załatwione! Podam wam termin. Która zechce, przyjdzie i skorzysta z możliwości zabawy, a reszta… A reszta niech spada na drzewo! Kurde, tylko czytajcie smsy! I spoko: Tym razem Weroniki i Edyty nie zapraszam! – uprzedziła i roześmiała się. Wszystkie zawtórowały jej. Napięcie opadło. Każda wiedziała, że Weronika stroni od takich zabaw, chociaż domyślały się, że nie jest zakonnicą, a Edyta… Ona na pewno ma dość takich wrażeń w męskim towarzystwie. O Dorocie nie wspominały. Donosiciele to inna kategoria ludzi. Dlatego obchodziły ją szerokim łukiem, kiedy była mowa na przykład o wspólnych przyjemnościach.

    – I obiecuję, że druga niespodzianka tym razem wypali! – tym razem „Aldi” podniosła dwa palce jak do przysięgi. Nadal nie miały pojęcia, o czym mówi gospodyni ich imprez.

    „Bliźniaczki” siedziały i przysłuchiwały się koleżankom. Nie trzymały się za ręce, nie komentowały propozycji, śmiały się z żartów. Też uważały, że taka impreza jest super. Kiedy już ubrane siedziały na tapczanie i słuchały propozycji Aldony, spojrzały na siebie i od razu wiedziały, że na kolejnej się nie pojawią. Do seksu na razie nie potrzebowały „tej trzeciej”. Jeszcze nie nasyciły się sobą. Ba, nie poznały się dobrze. A tyle miłych wrażeń i doświadczeń przed nimi… Dlatego uśmiechały się, kiwały głowami i czekały aż będą mogły wrócić do swojego pokoju i dokończyć zabawę, która tutaj zakończyła się zbyt wcześnie.

    *

    Edyta ponownie przyszła do trenera. Tym razem wyglądała znacznie lepiej: pogodna, opanowana, nawet ubrana dość odważnie, żeby nie rzec wyzywająco, jak na charakter spotkania.  

    – Panie trenerze, mam inną propozycję – oznajmiła z lekkim uśmiechem, kiedy stanęła przed nim. – Nie do odrzucenia – zaznaczyła. Była odmieniona. I pewna siebie.  

    – Tak? Słucham – gestem wskazał jej fotel. Był zdziwiony. Nie spodziewał się takiego zachowania. Po desperacji i zdenerwowaniu nie było śladu. Uważnie przyglądał się efektownej i najbardziej zadbanej zawodniczce. Była w krótkiej, białej spódniczce z szeroką żółtą plisą z boku i w pastelowej, żółtej bluzce. Ich kolory podkreślały jej opaleniznę. Nie założyła stanika. Żółte sandałki na szpilce i delikatny makijaż dopełniały jej efektownego wyglądu. Usiadła i obszernym ruchem założyła nogę na nogę. Spódniczka podjechała jeszcze wyżej, nie pozostawiając zbyt wiele dla męskiej wyobraźni. Trener przełknął ślinę. Starał się patrzeć tylko na jej twarz.

    – Propozycja tylko dla pana. Ale stawiam jeden warunek. Absolutna dyskrecja – podkreśliła aksamitnym tonem. Nie wykonała żadnego gestu. Siedziała wyprostowana, lekki uśmiech błąkał się po jej twarzy.  

    Kiwnął głową, jakby wszystko rozumiał. To znaczy nic, ale głową kiwnął. Brzmiało obiecująco.  

    – Proponuję trenerowi regularny seks ze mną za kontrakt w drużynie. Tak długo seks, jak długo będę w drużynie – po tych słowach odchyliła się w fotelu i zdjęła nogę z nogi. Wyuzdanym ruchem rozstawiła je szeroko, bo pozwalał na to krój spódniczki. I jeszcze podciągnęła ją. Uśmiechała  się zmysłowo, rozpinając kolejne guziki bluzki. Rozsunęła materiał, pokazując gołe ramiona i piersi. Kokieteryjnie potrząsnęła głową i włosy opadły na plecy. Wyprostowała się, lekko cofnęła ramiona, eksponując średniej wielkości, kształtny i jędrny biust. Delikatnie zwilżyła wargi. Ruch języka był tak wyuzdany i nie na miejscu… Edyta spokojnie pozwalała na ocenę oferty i z łagodnym uśmiechem błądzącym po ustach cierpliwie czekała na reakcję trenera. Wiedziała, że propozycja jest bardzo atrakcyjna.

    – Warta grzechu – pomyślał Włodzimierz i powoli zacisnął dłonie na kolanach. – Co za pokaz! – Widział spore sutki i sterczące brodawki jej nagich piersi. Podciągnięta spódniczka nie pozostawiała wątpliwości. Kobieta goliła się i u trenera pojawiła bez majtek. Miała nawet spore wargi sromowe i dużą łechtaczkę. Efektowna kobieta. Świetnie wyglądała. Szczupła, zadbana, opalona. Praktycznie siedziała nago! Trudno było nie patrzeć na nią. Każdy na jego miejscu skorzystałby z takiej propozycji. Jednak Edyta postawiła go w bardzo trudnej sytuacji. Niezadowolona narobi hałasu i on może mieć poważne problemy, a przecież nie mógł jej oszukiwać w nieskończoność, aby korzystać z takiego ciała.

    Odchrząknął. Spojrzał jej w oczy. Bez słowa wstał.

    *

    Patrząc Edycie w oczy, rozpiął spodnie i ściągnął jednym energicznym ruchem. Chwycił penisa. Szybko zaczynał twardnieć. Poruszył nim przed jej twarzą. Uśmiechnęła się swobodnie.

    – Rozumiem, że to początek naszej umowy – chwyciła penisa, wychyliła się w fotelu i objęła go ustami.

    Czuł język aktywnie pieszczący penisa. Dziewczyna naprawdę posiadała duże umiejętności! Przymknął oczy i czekał na dalszy ciąg. Kiedy zapomniał się w pieszczotach, kobieta przerwała je i wyjęła sterczący członek z ust.

    – Może trener zechce sprawdzić inne moje walory? – pytając, odwróciła się, oparła jednym kolanem o krawędź siedziska fotela i wypięła pupę. Patrzyła na trenera i powoli podciągała spódniczkę. Zobaczył nagie, opalone ciało, szeroko rozstawione nogi i dwie gotowe, zapraszające dziurki. Przytknął penisa do wejścia do pochwy, wysunął biodra i miękko wsunął członek do pochwy. Była wilgotna, więc nie poczuł oporu. Przyjęła go, jakby od dawna czekała. Delikatnie położył dłonie na jej biodrach. Ścisnął je i powoli zaczął rżnąć kobietę, przypieczętowując ich porozumienie. Kiedy przyspieszył, nie wytrzymała. Słyszał jej jęki. Im mocniej uderzał, tym głośniej jęczała. Widział jej blond włosy. Czasami odrzucała włosy na bok i podniecona patrzyła zachęcającym wzrokiem w jego kierunku. Prowokowała go do intensywniejszej akcji.

    – Chyba nie udaje? – przemknęło mu przez myśl. – Zresztą, nieważne. Ważne, że daje. – W normalnej sytuacji nie byłoby go stać na tak efektowną kobietę. Ba! Ona nawet nie spojrzałaby na niego.

    *

    Trener odetchnął głęboko, odchrząknął głośno, przegnał marzenia i wrócił do rzeczywistości. Wizja seksu z najatrakcyjniejszą zawodniczką przemknęła mu przed oczyma w trzy sekundy. Mocno zacisnął dłonie na poręczach fotela.

    – Chyba nie jestem w ukrytej kamerze, prawda? – zawiesił głos. Obdarzył ją przyjaznym uśmiechem. – Edyta, ubierz się. To nie jest właściwe miejsce na takie zachowania – nieprzypadkowo tak właśnie sformułował ostatnie zdanie. Liczył, że dziewczyna nie zareaguje zbyt gwałtownie na odrzucenie. – Gdyby ktoś teraz wszedł, dopiero miałbym kłopoty! – patrzył na nią i kiwał głową.

    Odwrócił wzrok. Postanowił, że kolejne takie spotkanie odbędzie się, jeżeli w ogóle, w salce konferencyjnej. I będą siedzieć po przeciwnych stronach stołu, widoczni przez przeszklone drzwi. I nachętniej w obecności kierownika drużyny.

    Zawodniczka spojrzała na niego zaskoczona. Nie rozumiała jego decyzji.

    – Mógł skorzystać za tak niewiele! Dla niego byłoby to wręcz za darmo! Co mu zależy?! – gorączkowo rozważała jego odmowę. Była zaniepokojona jego zachowaniem. – Aż tak źle stoją finanse sekcji?

    Widząc, że mężczyzna czeka aż zasłoni swoje wdzięki, ze zdziwieniem, ale bez śladów speszenia, czy wstydu, powoli zaczęła porządkować swoją garderobę. Była równie przejęta swoją nagością jak mężczyzna swoim wyglądem, gdy zauważy odpięty guzik przy koszuli. Nadal patrzyła na trenera ze zdziwieniem. Nie rozumiała go.

    *

    – Już prawie zapomniałem, że mam jeszcze jakieś drobne kontakty z czasów, kiedy grałem. Ale spróbowałem i dostałem pozytywną odpowiedź. – Włodzimierz spojrzał na kobietę.

    Blondynka uważnie słuchała. Porażka związana z prezentacją wdzięków wcale jej nie speszyła. Raczej była poirytowana odrzuceniem oferty.

    – Tak, słucham trenerze – jej głos brzmiał zaskakująco ciepło.

    – Dalej gra – pomyślał mężczyzna. W duchu uśmiechnął się. – Normalnie taka kobieta nie spojrzałaby na mnie, ale w obecnej sytuacji… Poniżyła się do tego stopnia, że żebrała nawet u mnie! Widocznie wypadła z kręgu zainteresowań prezesa. Ale, ile on w końcu mógł? A może znalazł jakąś tańszą? – pomyślał ze złośliwością. Odchrząknął i skoncentrował się na propozycji, którą przygotował. 

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • MW-Ibiza Rozdzial 47 Sznureczki

    Dziewczyna, z którą tańczę, jest naga. Prawie. Cycki, a właściwie same sutki którymi trąca w tańcu mój tors, zakryte są mikroskopijnej wielkości trójkątami materiału utrzymywanymi w tej pozycji dzięki uprzęży ze sznureczków. Podobne sznureczki napotykam przesuwając dłonie z pleców dziewczyny na pośladki. Dwa z nich okalają biodra dziewczyny, trzeci wysnuwa się z rowka, a w miejscu ich połączenia odnajduję podobną kokardkę, jak na plecach.

    – Po co ci te wszystkie sznureczki?

    – Och, same w sobie po nic. Ale przytrzymują te wszystkie szmatki w tych strategicznych miejscach.

    Moja dłoń podąża śladem tego trzeciego sznureczka

    – A te kokardki?

    – Ułatwiają pozbycie się tych wszystkich szmatek.

    – Na przykład tej?

    Podążając śladem sznureczka dotarłem właśnie do kolejnego strategicznego miejsca okrytego skąpą trójkątną szmatką. Wilgotną szmatką, co stwierdzam z satysfakcją. Pośladki dziewczyny zaciskają się na moim nadgarstku, gdy ją pocieram.

    – Nie raz pozbawiałem dziewczyny podobnych szmatek i nigdy nie było to trudne.

    – W tańcu też?

    – W tańcu też.

    – I żadna nie potknęła się o własne majtki?

    – A wiesz… rzeczywiście, miałem taki przypadek.

    – Czyli pojmujesz ideę kokardek?

    – Na razie tylko teoretycznie. Moglibyśmy to przećwiczyć?

    – Zacznij od tej kokardki na dole. Tam się schodzą tylko trzy sznureczki, jest mniejsza szansa, że coś poplączesz.

    – Jak to zrobimy?

    – Na początek zabierz łapę z mojej cipki, jeszcze się nią nacieszysz!

    – Okay…

    Wycofuję się tą samą drogą na z góry upatrzone pozycje. Powolutku, bo w rowku jest ciepło, wilgotno i przyjemnie ciasno.

    – Teraz odwrócę się, złapiesz któryś ze sznureczków za jego koniec a ja sobie pójdę.

    – Pójdziesz sobie?

    – Och, tylko trochę sobie pójdę, akurat tyle, żebyś  został z tym sznureczkiem  i tą szmatką w ręku.

    – Okay, jestem gotów.

    Dziewczyna zerka jeszcze w dół i uśmiecha się leciutko, rzeczywiście jestem gotów. Odwracając się, trąca mnie biodrem, maszt się chybocze.

    – Złapałeś za sznureczek?

    – Na razie gapię się na twój tyłek. Masz boski tyłek.

    – Dziękuję, ale skup się!

    – Skupiam na nim wzrok.

    – Łap ten sznurek!

    – Już, już… trzymam mocno.

    Dziewczyna odchodzi, jej majtki zostają ze mną. Genialne!

    – Genialne!

    – Co w tym genialnego – pyta, nie odwracając głowy.

    – Myślę o tych wszystkich biednych dziewczynach, które muszą pamiętać, by najpierw założyć pończoszki i podwiązki a dopiero na koniec majteczki. Inaczej nie mogłyby zdjąć tych ostatnich jako pierwszych.

    W odpowiedzi potrząsa tyłeczkiem.

    – Co wy chłopcy w nim widzicie?

    – Najchętniej, to swojego penisa.

    Śmieje się i odwraca do mnie, jej majtki, choć trudno rozpoznać majtki w tym trójkątnym skrawku materiału z doszytymi sznureczkami, leżą na parkiecie.

    – Miałeś je trzymać, głuptasie!

    – Eee… Co mówiłaś?

    Z trudem odrywam wzrok od jej krocza, tak ślicznie zarośnięta muszelka…

    – Dlaczego je upuściłeś?

    – Żebyś je podniosła – mówię, zachodząc ją z flanki – taka taktyczna zagrywka pozwalająca przyjrzeć się twemu strategicznemu miejscu z nowej perspektywy.

    – Hahaha… i boże broń przykucnąć?

    Dziewczyna schyla się po te sznureczki i szmateczki na wyprostowanych, lekko rozstawionych nogach. Wykręca ku mnie głowę, jej długie włosy zamiatają parkiet. Jednak mnie całkowicie pochłaniają te drugie włosy – psotna kępka wychylająca się spomiędzy wypiętych pośladków.

    – Zadowolony?

    – Właściwie…

    – Właściwie, to ja też lubię tę pozycję. Ale mamy czas.

    Z trudem porzucam myśl o wbiciu się w ten tyłeczek tu i teraz. Zresztą już za późno, dziewczyna się prostuje. Dalej odwrócona, mówi:

    – Teraz trudniejsze zadanie, dwie szmatki i cztery sznureczki. Pociągnij za właściwy.

    – Łatwizna.

    – To ci utrudnię. Nie ruszaj się.

    Wrzuca wsteczny i cofa, aż zadziała czujnik zbliżeniowy. A konkretnie, aż mój kutas nie wtuli się między pośladki. Lekko się pochyla i mocno je rozchyla. Napiera. Dłonie zabiera. Tyłek się zwiera. I znów mówi coś o sznureczkach. A ja uwięziony miedzy tymi jędrnymi półdupkami i coraz mi lepiej.

    – No dobra, sznureczki. Za który pociągnąć?

    Tym razem nigdzie sobie nie idzie, nie zostawia mnie z tymi sznureczkami. Tym razem tylko porusza spoconą, więc śliską dupcią.

    W górę i w dół.

    W górę i w dół…

    W górę i…

    Sięgam aż do jej szyi. Spermą sięgam.

    Nie jest rozczarowana, wręcz przeciwnie.

    – To też było zagranie taktyczne, chcę jeszcze potańczyć, niekoniecznie na twoim członku.

    – Obserwuję, jak sperma ścieka jej wzdłuż kręgosłupa. Zaraz dotrze między pośladki.

    – Rozsmaruj ją, to dobrze robi na cerę.

    Uznaję, że najpierw zadam o cerę na jej cyckach. Później brzuszek…

    – Szyja, nie zapomnij o szyi.

    Wkrótce i szyja się błyszczy, chciałbym posunąć się dalej, czyli wyżej, ale…

    Dziewczyna zamyka oczy, odchyla głowę, już nic nie mówi. Nie musi. Oblizuje się tylko, gdy wodzę palcem po jej wargach.

    – Bo braknie!
    – Nie sądzę.

    Ma rację. Starcza jeszcze na wewnętrzną stronę ud, a tym co spłynęło między pośladki namaszczam, a jakże – pośladki. Przyciągam ją do siebie za te pośladki, śliski, wciąż nabrzmiały chuj jeździ po jej brzuszku a jej stwardniałe, dobrze zwilżone spermą sutki po moim torsie. Wykorzystujemy też nasze języki, ale bynajmniej nie do pogawędki.  Taki taniec, to ja lubię.

    Obraca się w moich ramionach i znów mam penisa między jej pośladkami. Moje ręce jakoś tak same z siebie wędrują w jej strategiczne rejony.

    – Co robisz?

    Chronię twe strategiczne miejsca przed kurzem, czuję się za nie odpowiedzialny, bo pozbawiłem je osłony – odpowiadam, starając się ogarnąć oba pagórki cycków jedną dłonią. Drugą penetruję uroczą szczelinkę w gęstym buszu.

    – Jeszcze się nie zdarzyło, żeby się zdążyła zakurzyć, mówi dziewczyna poruszając biodrami, a co za tym idzie – cipką w mojej dłoni.

    – A gdybym dzisiaj tylko na nią patrzył?

    – Nie wytrzymasz.

    Ma rację. Ledwo to mówi, klękam przed nią. Najpierw tylko obwąchuję.

    – Dlaczego nie liżesz? – pyta, rozstawiając szerzej nogi.

    – Napawam się słodkim zapachem twojej pizdy.

    I wreszcie zanurzam język w lepiej bruździe. Picze kłaczki łaskoczą mnie w policzki. To też lubię. I jeszcze, gdy dziewczyna wsuwa mi palce we włosy dociskając głowę do swego krocza. Nawet nie muszę jej przytrzymywać za tyłek. Ale i tak trzymam. I liżę, wybieram miodzik z ula, nazbierało się go…

    Słodkie chwile zakłóca nam donośny dźwięk gongu.

    * * *

    Tak wiele dziewcząt, tyluż chłopaków na parkiecie u Antonia. A każde z kotylionem zwieszonym u nadgarstka. A na tym kotylionie numerki, po jednej stron własny, po drugiej – kolejnych partnerów/partnerek. Jako pierwszą wylosowałem właśnie ją. A teraz muszę odnaleźć następną. Tak zostało ustalone. Można wszystko, ale tylko w parach. To wszak wieczorek zapoznawczy. Natka, jak to Natka chciała większej swobody – Jak ktoś nie będzie miał pary, to zawsze może popatrzeć.

    – I będzie tak stał, jak ten chuj na weselu?

    – Zawsze może sobie zmarszczyć mariana. Albo grzebnąć bruzdę – poparła ją Majka, jak zawsze niewyparzona w gębie. Ale poparcie nie pomogło i stanęło na zabawie w heteroseksualnych parach.

    Wokół pełno tych par w różnym stopniu negliżu i zaawansowania wzajemnych pieszczot. Parę dziewcząt podnosi się z kolan, kołyszą się niedopieszczone penisy, śliskie i błyszczące od śliny. Albo i piczych soczków, byli tacy, co zdążyli zamoczyć…

    Nim dziewczyna zniknie mi z oczu, pytam ją o imię.

    – Już myślałam, że nigdy nie zapytasz.

    – A na imię miałaś właśnie…

    – Beata.

    – Żartujesz?!

    – Nie, poważnie mówię.

    I, zerkając na moje przyrodzenie dodaje – a teraz poszukam czegoś twardszego.

    – Och, pieprz się!

    – Nie omieszkam. Ale tobie też nie odpuszczę.

    – I znika w tłumie. Beata… Z Albatrosa…

    * * *

    Muszę się przyznać, że ustawiliśmy to losowanie. Ale tylko trochę – „stara ekipa” losowała partnerów/partnerki spośród „nowych”.

    Wiśkę, jej  kuzynkę i brata zaliczyliśmy do tych ostatnich i teraz właśnie Wiśka mi się trafia. Cała spocona, rozczochrana i rozochocona.

    – Zostało coś kisielku?

    – Tego nigdy nie braknie.

    Ale zamiast cipki proponuje mi lizaka, już rozpakowanego.

    – Jaki to smak?

    – Mojej cipy.

    – Wolałbym sam rozpakować…

    Dziewczę staje w rozkroku, rozchyla wargi i wsuwa sobie lizaka do pochwy, po chwili wystaje tylko patyczek.

    – Tak lepiej?

    – Zdecydowanie!

    Pojękuje cichutko, gdy chwytam za wystający z pizdy patyk i posuwam ja tym lizakiem. Gdy go wyciągam, bacząc by nie wysunął się całkowicie, wargi sromowe wokół niego tworzą idealne kółeczko. Gdy wsuwa głębiej, zamykają  się szybko, zwilżają mi czubki palców. Zostawiam lizaka głęboko w jej cipie i oblizuję te palce.

    – Słodziutka jesteś.

    – Dla faceta z takim wielkim chujem wszystko.

    Zerkam w dół, faktycznie, już mi stanął.

    – Wyjmę lizaka, włożę kutasa, co na to powiesz?

    – Powiem, że lubię się pieprzyć – Wiśka, już na czworakach, wypina tyłek.

    – Kto mówi o pieprzeniu? Tylko włożę i zaraz wyjmę.

    Jak mówię, tak robię, z lizakiem w ustach delektuję się smakiem jej cipeczki, a ta, ciasna jak to u młodej dziewczyny zaciska się miłośnie na mym członku.

    – Już cię nie puszczę.

    – Musisz sobie zasłużyć na moją spermę.

    Tyłek mnie atakuje. Nasuwa się i zsuwa w szybkim tempie.

    – Przyznaj się, miałaś w sobie jakiegoś kutasa, gdy gong wam przerwał?

    – I właśnie, kurde, dochodziłam!

    – Teraz rozumiem, dlaczego jesteś taka napalona, ktoś tu wykonał kawał dobrej roboty.

    Chwytam ją za biodra i zsuwam z dyszla. Wiśka protestuje, ale mam inne plany.

    – Najpierw mi obciągniesz, obróć się.

    – No dobrze… Ale jak nie dojdę przed kolejnym gongiem, to cię zabiję!

    Czyli muszę się postarać.

    Kładę się na parkiecie, Wiśka nachodzi na mnie rakiem. Fascynujący jest widok jej warg sromowych przesuwających się względem siebie, gdy tak… kroczy.

    Czuję, jak mnie liże, potem nasuwa na mnie usta. Jest w tym dobra, języczek wibruje na główce penisa, artystka. Zakonotowuję sobie w pamięci, by spytać, gdzie, a raczej z kim, się tego nauczyła.

    Tylko to czuję, widok mam przesłonięty jej kroczem. Gładko wygolonym, z zaczerwienionymi jeszcze od pieprzenia z moim poprzednikiem, lekko rozchylonymi wargami sromowymi.

    Mam je coraz bliżej ust. Jeśli myśli, że będę jej lizał cipę, to się myli. Obróciłem już lizaka, trzymam go teraz mocno w zębach, za patyczek. Gdy dziewczyna nakrywa mi twarz spragnionym pieszczoty kroczem, lizak trafia między jej rozchylone wargi.

    – Cwane – mówi, oderwawszy na moment od mojego penisa. Dobra jest, nie muszę dźwigać głowy, sama się pieprzy tym lizakiem. Pilnuje, by się z niego nie zsunąć, natomiast w drugą stronę… Za każdym sztosem jej lepkie wargi wklejają się w moje, rozpłaszczają na moich policzkach zostawiając tam swój wilgotny ślad.

    Coraz to więcej tej wilgoci, coraz szybsze całusy, jest nadzieja…

    Uff! Będę żył! Wiśka dochodzi. Składa cipą ostatni pocałunek na mych ustach, bardzo długi i mokry. Właściwie, to przerywa go dopiero kolejny gong.

    – Lizaka zostaw – prosi. Rozwieram zaciśnięte na patyczku zęby. Schodzi ze mnie tak, jak weszła, jeszcze przez chwilę mam przed oczyma kiwający się na boki patyczek.

    Zanim wstanę, zerkam na kotylion, sprawdzam kolejny numer. Czas na kolejny numerek.

    * * *

    Dziewczyna tańczy. Kusi zgrabnym, nagim ciałkiem prezentując je z każdej, równie apetycznej strony. Potrząsa wypiętym w naszą stronę tyłeczkiem, podskakuje sprawiając, że nie możemy oderwać oczu od podrygujących w szalonym rytmie cycuszków, a te ruchy bioder…

    – Nie lepiej poćwiczyć na którymś z nas? – wołam, przekrzykując muzykę.

    Dziewczyna prześlizguje się wzrokiem po naszych wzniesionych, gotowych jej usłużyć penisach, podrygujących w takt muzyki.

    – Kiedy nie wiem, na którego się zdecydować.

    Impreza dogasa, już tylko niedobitki kręcą się na parkiecie. Paru chłopaków, którzy chyba nazbyt się oszczędzali, w tym ja. I ona, nasza ostania nadzieja. Po przedwczesnym wytrysku za sprawą Beaty, nie zdążyłem dojść w ustach Wiśki, a potem wziąłem na wstrzymanie i oszczędzałem siły na finał. Oby był ten finał…

    * * *

    Znów piruet. Tym razem wyciągnięta ręka dziewczyny potrąca nasze chuje wprawiając je w kołysanie. I jeszcze raz. I jeszcze… Za każdym obrotem dziewczyna powraca do nich wzrokiem, roześmiana od ucha do ucha.

    – Dawno się tak nie bawiłam!

    – Jak dawno?

    – Właściwie… to nigdy. Nigdy aż tak.

    Dobrze ją rozumiem. Nie pierwszy raz jestem świadkiem, jak pozornie nieśmiałej dziewczynie puszczają wszelkie hamulce, gdy już wpada w nasze towarzystwo.

    Nieoczekiwanie pojawia się moja dziewczyna. Ma w ręce swoją nową zabawkę. Bjőrn niby się wzbrania, ale sądząc po stanie jego członka, podoba mu się, że Ala nie wypuszcza go z dłoni. Uśmiecha się do mnie nieśmiało, jakby przepraszająco. Myślałem, że już dawno śpią. 

    – Ala, obciągnij panu. Widzisz, że się nie może doczekać – mówię, żeby go ośmielić i pokazać, że może śmiało podokazywać z moją dziewczyną. Również w mojej obecności.

    Ale Ala ma inne plany.

    – Tylko mi nie opadnij – mówi puszczając Bjőrna i biorąc od niego pojemnik z żelem. Nabiera go obficie w dłoń i tak samo obficie nakłada na nasze kutasy. A potem na cycki i tyłek zaskoczonej dziewczyny.

    – Cipkę pomijam, bo pewnie i tak już masz mokrą – woła, znów bierze zwalistego Szweda w dłoń i znika równie momentalnie, jak się pojawiła.

    – Co to było? – pyta jeden z moich towarzyszy.

    – Nie wiem, ale bardzo przyjemne – odpowiada inny.

    – To była moja dziewczyna – odpowiadam ja.

    – Nikt z was nie fantazjował o swojej dziewczynie pieprzącej się z innym na waszych oczach? Cóż, ja nie muszę fantazjować, mam to na co dzień. Oczywiście nigdy nie przyglądam się bezczynnie…

    – Lubisz trójkąty?

    – Powiedzmy, że wielokąty.

    – Ty i ta cała twoja załoga… czyli pieprzycie się  wszyscy ze sobą! – odkrywa Amerykę jeden z chłopaków.

    – A wy właśnie dostaliście zaproszenie na taka imprezkę. Ty też – mówię już wprost do dziewczyny – masz ochotę na seks grupowy?

    – Hmmm… – zastanawia się, czy tylko udaje?

    – Jakby tu rzec… nigdy nie wyszłam poza trójkącik, ale te wszystkie wasze sterczące pały… kuszą. Aż mnie ssie w cipie.

    Czuję znajomy dreszcz w lędźwiach, jak zawsze gdy już mam pewność, że zamoczę. Uwielbiam takie rozmowy.

    – Masz ją wystarczająco mokrą? – pytam, wywołując rumieńce na jej policzkach. Może sprawdzisz?

    – Nie muszę, ale sprawdzę, specjalnie dla was, chłopaki.

    Nie przerywając tańca, bo wszyscy cały czas podrygujemy w kółeczku z nią w środku, wkłada sobie paluszek. Gdy go wyjmuje, jest cały błyszczący. A uszy czerwone. Założę się, że robi takie rzeczy pierwszy raz w życiu.

    – Mogę spróbować?

    Rumieniec się pogłębia. Ale chęć na lubieżną zabawę również. Po chwili zlizuję smakowity śluz z jej paluszka.

    – Oni też chętnie spróbują…

    Paluszek znów znika cały w cipce, po czym, obficie zwilżony, w kolejnych męskich ustach. I tak siedem razy… Nasze pragnienie, by ją zerżnąć sięga zenitu. A ona jest aż nadto chętna i gotowa. Krocze ma równie śliskie, jak wysmarowane żelem piersi i pośladki. Wiem, bo sprawdzam po kolei. Wszyscy sprawdzamy. Intensywnie obmacywana w tańcu dziewczyna drży i pojękuje z rozkoszy, gdy co bardziej natarczywe dłonie wsuwają się miedzy jej pośladki, śliskie palce napierają na odbyt, wślizgują się do pochwy i masują nabrzmiałą łechtaczkę. I nie zapominamy o cycuszkach. A żel sprawia, że jej dłonie na naszych jądrach i penisach przywodzą nas na skraj szaleństwa.

    Wreszcie dziewczyna nie wytrzymuje. Kładzie się wprost na parkiecie i rozkłada szeroko nogi. Ruchamy ją po kolei. Właściwie, to ona nas. Mnie też to spotyka, gdy tylko się nad nią pochylam, chwyta mnie za kutasa, wsuwa sobie do pizdy i zaczyna w szaleńczym tempie poruszać biodrami. Ja tylko wiszę nad nią, wsparty na dłoniach i umieram z rozkoszy. Szybko umieram. Ona też dochodzi, jest tak podniecona, że niewiele jej trzeba. Zgania mnie z siebie, ledwie ustają rytmiczne skurcze głęboko w jej pochwie, już kusi wypiętą cipą następnego. Na mój gust szczytuje za każdym razem. A może to jeden nieustający orgazm, Zmieniamy się w niej tak szybko…

    Gdy schodzi z niej ostatni, leży tak, dalej z szeroko rozsuniętymi nogami. Spomiędzy rozchylonych warg sromowych wypływa strumień spermy i rozlewa się w małą kałużę na parkiecie. Otwiera oczy. I znów ten uroczy rumieniec na widok wpatrzonych w nią i w jej cipę dziesiątek oczu. Odruchowo zaciska uda. Klękam przy jej głowie, szepcę do uszka:

    – Nie zepsuj tego. Nie czas na fałszywą skromność teraz, gdy okazałaś się taka bezwstydnicą.

    – To co mam jeszcze zrobić?

    – Daj spektakl. Zatańcz w parterze. Wytarzaj się w naszej spermie!

    Długo się nie zastanawia.

    – Jeśli ma ci od tego znowu stanąć, to chętnie – odpowiada, gładząc mego przywiędłego chuja. A potem przewraca się na brzuch i podciąga nogi pod siebie. Jej tyłek wędruje w górę, głowa w dół. Nie wiem, gdzie patrzeć – na jej języczek już prawie dotykający spermy na podłodze, czy na błyszczącą od tejże spermy cipę rozciągniętą w szerokim uśmiechu między wypiętymi pośladkami. Biała strużka spływająca jej między pośladkami zawraca,, trochę zostaje wejścia do odbytu, reszta skapuje z cipy na podłogę, tworząc nową plamę. Nie zdzierżę!

    W śliską od spermy i własnych soczków, świeżo rozepchaną przez parę kutasów cipę wchodzę jak w masełko. Przygotowany na może nie jakiś specjalny, ale na jakikolwiek opór, dobijam mocno i… Ups! Dziewczyna, która zapewne chciała tylko trochę liznąć spermy, wpada w nią całą buzią. Podrywa gwałtownie głowę, ale już za późno, Puszcza bańki nosem, krztusi się, przeciera oczy, sperma jest wszędzie.

    – Całkiem dobry początek! – chwalę, nie przestając jej posuwać. Dosłownie – posuwać, bo z każdym pchnięciem przemieszczam ją trochę do przodu.

     – Daj cycki niżej – majtające się w takt moich pchnięć piersi posłusznie opadają. Najpierw same sutki rozgarniają spermę w tył i w przód, potem całe cycuszki lądują w tym bogatym w  białko koktajlu.

    – Teraz brzuszek.

    Dziewczyna rozsuwa, a potem prostuje nogi, kładzie się w spermie. Trudniej mi się ją rucha w tej pozycji, ale daję radę. Pomaga, rozkładając szeroko uda.

    – Chcę na górę, chcę się nadziewać na twojego kutasa!

    Wysuwam się z niej, przewracam na plecy. Już jest na mnie, cała śliska. Przymierza się cipą do czubka penisa i nasuwa na niego sprawnie. Już mnie ma.

    – Zrób sobie dobrze, ja popatrzę – mówię, zakładając ręce pod głowę.

    Dziewczyna zdaje się tego nie słyszeć, skupiona na swoich odczuciach, na sprawianiu sobie rozkoszy, kręci tyłeczkiem na wszystkie strony, mało nie łamiąc mi członka. Jej śliskie od spermy uda ślizgają się po moich, gdy nasuwa się na mnie w szybkim rytmie.

    – Świetnie ci idzie – stwierdzam oderwawszy na moment wzrok od jej zachłannej cipy i pogrążającego się w niej miarowo członka.

    – Dużo ćwiczę – zastyga w miejscu, przytrzymując chuja samymi wargami sromowymi. Zagląda pod siebie, uśmiecha się bezwstydnie.

    – Głównie na krótszych drążkach – dodaje.

    To by wyjaśniało, czemu przynajmniej od czasu do czasu  z niej nie wypadam. Precyzja ruchów jej bioder robi wrażenie. Żałuję tylko, że nie mogę podziwiać jej tyłka przy pracy…

    – A mogłabyś się obrócić?

    – Prędzej czy później każdy chce oglądać moją dupę w ruchu – śmieje się dziewczyna i obraca się nie zsuwając z chuja. Znów pełna precyzja.

    – Chciałaś rzec – podziwiać.

    I rzeczywiście – podziwiam. Wypięta w moją stronę dupcia żyje własnym, intensywnym życiem, rozchylone pośladki nie skrywają żadnych tajemnic, słońce zagląda tam, gdzie zwykle nie zagląda, a urocza rozetka odbytu raz po raz mruga do mnie różowym oczkiem. Kontrastujący z opalonymi pośladkami rowek spływa potem, zlizywałbym ten pot. Z tego rowka i tej uroczej dziurki w dupie, gdzie trochę tego potu się zbiera, podczas gdy reszta spływa do cipki. Taka mała retencja.

    Dodawszy do tego penisa znikającego pod często zmienianym kątem między wydatnymi wargami pizdy – jestem w niebie. Staram się, na ile mogę, odwlekać moment ostateczny, ale co ja mogę? Tylko sobie leżę.

    To ta cudowna dupa odwala całą robotę. A zna się na niej doskonale.

    – Sperma z drugiego tłoczenia – mówię. Wtłaczam jej tę spermę głęboko w pochwę i zalegam w tej pochwie szybko mięknącym chujem. Bo ileż można…

    Na szczęście ona też ma dość.

    Nogi rozjeżdżają jej się na boki na śliskim od spermy parkiecie. Dziewczyna leży na mnie, mój całkiem już miękki członek wyciśnięty z pochwy, niczym korek od szampana, leży bezwładny między jej udami.

    – Może poszukalibyśmy sobie wygodniejszego miejsca do spania?

    – Okay… Ale już nie mam siły na nic, nawet na prysznic.

    – Nie szkodzi, rano jakoś się od siebie odkleimy.

    Biorę ją na ręce i szukam wolnego materaca. Gdy ją na nim układam, już twardo śpi. Wtulam się w to lepkie, gorące ciało. Jak ma na imię, dowiem się rano. I jeszcze spytać o te jej ćwiczenia na drążkach, mówiła, że dużo ćwiczy, okazała się nie być taką grzeczną dziewczynką, za jaką ją miałem. Z tą myślą zasypiam.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Maciej Wijejski
  • Jak zostalam sissy szmata

    Jestem Lena młodziutka, napalona oraz bardzo wyuzdana sissy/crossdresser. Jeszcze nie tak dawno byłam zwykłym chłopakiem z zainteresowaniem tym tematem. Historia, która chcę dzisiaj opowiedzieć jest w stu procentach autentyczna i dotyczy mojej osoby.

    Ze względu na moje duże zainteresowanie tą samą płcią, chciałam spotkać się z jakiś facetem aby spróbować z nim seksu oralnego czyli po prostu zrobić komuś loda. W tym celu założyłem konto na pewnym znanym portalu z sex znajomościami. Wszędzie są jego reklamy więc chyba każdy się może domyślać. Wracając do tematu poznałam tam parę osób, ale z początku miałam pewne obawy i hamulce. Na drugi czy kolejny dzień otrzymałem wiadomość od faceta po 50. Że jest zainteresowany i mogę mu obciągnąć w aucie. Nie wiem czemu, zgodziłam się…  Uczucie niesmaku dodatkowo mnie nakręciło.  Ja młoda 18 nastka i stary facet, który mnie użyje jak masturbatora..  Ah Dogadałam z nim miejsce obok autostrady dla dodatkowego upokorzenia. Założyłam całe ubrania i do tego mocny makijaż. Wyglądam, kobieco przez delikatna urodę. Czekałam na niego w umówionym miejscu, po chwili się zjawił a moje serce prawie wyskoczyło. Było to moje pierwsze spotkanie, bałam się i nie wiedziałam do końca czy to tego chce. Wyjął małego miękkiego fiuta, był czysty lecz lekko owłosiony i siwy. Od razu przeszłam do działania zaczynając od masowania, które trwało, krótko bo już po chwili jego kutas był już w mojej buzi i coraz szybciej rósł. Stało się właśnie pierwszy raz w życiu mam kutasa w buzi. Niesamowicie mnie to kręciło. Gdy fiut był już w całej okazałości zaczęłam pomału schodzić po jego jaja jednak nie trwało to długo gdyż złapał mnie za włosy i przypomniał jak prosiłam się go o prawdziwą dominację i facefucking na naszym spotkaniu. Zaczął ostro mnie rżnąć w gardło dobijając po kule. Zaśliniłam mu całego fiuta a to był dopiero początek. W głowie miałam cały czas tą myśl że jestem totalną dziwką, która daje się walić w gardło staremu facetowi. Zaczął coraz agresywnej dociskać powodując u mnie odruchy wymiotne. Na szczęście przed piłam tylko wodę i to właśnie ona wylądowała w pewnym momencie na jego fiuta i jaja. Zbyt się nie przejął i zwyczaje podniósł nogi bym wylizała mu tyłek. Nie miałam tego w planach jednak… Myśl dodatkowego upokorzenia podniecała mnie coraz bardziej, aż w końcu uległam i zgodziłam się. Niepewnie zaczęłam lizać, wszystko było czyste i zadbane więc nie miałam oporów. Po chwili powiedział, że muszę wkładać język do środka jeśli chce to robić jak rasowa dziwka. Tak też zrobiłam i włożyłam go bardzo głęboko robiąc nim kółka w środku. Widziałam jak był już podniecony złapał mnie za włosy i wepchał penisa do samego końca robiąc jeszcze parę ruchów, już czułam jak nie może wytrzymać i w pewnym momencie dobija po jaja i w tym samym czasie zaczyna dochodzić. Byłam w ekstazie pomimo faktu, iż cześć jego spermy poleciała mi do nosa. Tak właśnie wyglądał mój pierwszy raz z facetem. Po tym fakcie zrozumiałam gdzie jest moje miejsce i jaką mam tu rolę. Jestem zwyczajną, zboczoną i perwersyjną suką do zabawy.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Lena Starr

    Moja prawdziwa historia pierwszego razu.

  • A moze by tak na zmiane?

    Ledwo zatrzasnęły się za nami drzwi schowka, Cornelius złapał mnie za ramiona i zaczął się ze mną siłować. Oplótł mnie ciasno rękoma i przyparł całym swoim ciężarem do jednej z szafek, która aż zahuśtała się pod wpływem naszego uderzenia. Na ziemię spadło jakieś małe ustrojstwo. Coś stuknęło i pokulało się po podłodze.

    Ten nasz radosny choć bezcelowy zwyczaj… Przepychanki „dla zasady”, jakby któryś z nas miał udowodnić, że ma więcej siły. Zawsze tak to się zaczynało i zawsze też tak samo się kończyło – ze mną na „przegranej” pozycji. Nie, żeby mi to jakoś wybitnie przeszkadzało, ale w sumie, miałem już ochotę na coś innego dla samej odmiany. Tym razem nie chciałem oddać tej „bitwy” walkowerem, ale i z każdym kolejnym razem, zaczynało mi się to powoli nudzić.

    Kiedy tylko przymknął oczy, położyłem mu dłonie na twarzy. Cały czas całując jego usta, usiłowałem przestąpić krok w bok, ale niestety moja gracja nie pozwalała mi na wiele. Nieopatrznie go nadepnąłem.

    – Przepraszam. – wyszeptałem, a potem zaśmiałem się niemo, widząc jego minę. Chociaż tyle z tego byłe, że nie miał mi tego za złe.

    Blondyn tylko wzruszył ramionami i na powrót rzucił się ku moim ustom. Zarzuciłem mu ręce na kark i zacząłem ostrożnie łaskotać jego skórę palcami. Zamruczał mi w usta. Nie spodziewał się po mnie, że mogłem zrobić to tylko po to, aby owinąć sobie jego długi kucyk wokół dłoni. Zdecydowanym ruchem pociągnąłem go za włosy. Blackwood aż syknął.

    – Sukinsynu… – zmarszczył brwi nieco, a ja odpowiedziałem mu uśmiechem. – Grasz nieczysto. – poskarżył się zaraz.

    Wzruszyłem ramionami.

    – Uczę się od najlepszych. – westchnąłem tylko i szybko zamknąłem mu usta pocałunkiem, bo zapewne zaraz spróbowałby się jakoś kąśliwie odszczeknąć.

    Przesunął łapczywie rękoma po moim ciele. Uwielbiałem, gdy był aż tak wytęskniony fizycznej bliskości. Szybko zaczął krążyć rękoma w okolicy moich bioder. Gorące dreszcze przeszły mi po plecach. Wykorzystał tę krótką chwilę mojego rozkojarzenia, aby odpłacić mi się pięknym za nadobne. Wplótł mi palce we włosy i zacisnął dłoń w pięść. Jęknąłem niekontrolowanie – na pół z bólu, ale i z przedziwnej przyjemności, jaką powodowało gorące mrowienie rozchodzące się po skórze. Powoli też zaczynała się przebudzać mniej skromna okolica mojego ciała.

    Jak ja to kurwa zakryję? – myślałem, gdy zaczął przygryzać moją szyję, nie było wątpliwości, że niemal do krwi. Najchętniej oddałbym się tej pieszczocie zupełnie bezmyślnie, ale tym razem nie chciałem, jak zazwyczaj, ale to byłoby równoznaczne z poddaniem się. Nie chciałem wylądować na klęczkach. Nie bez czegoś w zamian, na pewno. Może nie byłem jakimś wielkim „altruistą”, zdecydowanie wolałem dzielić się pracą i przyjemnością z Corneliusem pół-na-pół.

    Westchnąłem, gdy przypieczętował kilka swoich ukąszeń, przesuwając delikatnie czubkiem języka po mocno zaczerwienionych śladach. Wiedziałem, że następny tydzień będę zmuszony paradować po szkole w szaliku, żeby uniknąć niewygodnych pytań i dziwnych spojrzeń ze strony innych dzieciaków i nauczycieli. Przymknąłem powieki i drżącą ręką błądziłem w poszukiwaniu jego krocza, jak jeszcze muskał ustami moją szyję. Gdy miałem pewność, że prześlizgnąłem się w poszukiwane miejsce, ścisnąłem palce. Bingo! – pomyślałem, gdy usłyszałem cichy pomruk blondyna. Z każdą chwilą, gdy coraz intensywniej go masowałem, wszelkie pogryzanie i pocałunki słabły. Męskość chłopaka wyraźnie puchnęła pod ciemnym materiałem spodni. Wreszcie jego szczupłe palce wysunęły się z moich włosów i powędrowały w dolne okolice moich pleców. …ale bzykanie się w schowku raczej odpadało. Wystarczyło już, że któryś raz świntuszyliśmy gdziekolwiek poza dormitorium. I tak istniało duże ryzyko, że ktoś nas złapie – z każdym wybrykiem coraz większe – ale seks w schowku totalnie odpadał. Nie było na to mowy.

    W sumie, jestem ciekaw czy od razu by nas za to wyrzucili ze szkoły czy tylko zawieszono w prawach do jej ukończenia… Może lepiej, że żaden z nas tego nie wiedział i oby dowiedzieć się nie miał.

    Jak tylko Blackwood przestał stawiać opór, pchnąłem go na ścianę naprzeciw. Spojrzał na mnie, niby zdziwiony, spod długich jasnych rzęs. Podszedłem doń bliżej, przesunąłem dłonią po klamrze jego paska. Powoli i niespiesznie bawiłem się nią, jakbym się wahał czy rozpiąć mu spodnie czy też nie. Chciałem się z nim trochę podroczyć, przynajmniej tyle, na ile pozwalał nam czas. Wreszcie spróbowałem zrobić najbardziej rozkoszną minę, jaką tylko potrafiłem i bezwstydnie spojrzałem mu w twarz.

    – Dzisiaj to ty będziesz klęczał. – oznajmiłem mu.

    Widziałem jak ramiona lekko mu zadrżały. Chyba muszę częściej być bardziej stanowczy. Jego reakcja podniosła mi przyjemnie ciśnienie. Pochylił się nieco i oparł podbródek na moim ramieniu.

    – A może by tak na zmianę…? – zaproponował. Nie chciał odpuścić.

    Westchnąłem i pokręciłem głową.

    – Po to, żebyś potem już nie miał siły…? – „cmoknąłem” językiem z dezaprobatą. – Nie widzi mi się to…

    – To może ty pierwszy…? – tu odsunął się trochę i posłał mi uśmiech. Oparł mi ręce na ramionach i zaczął powoli zsuwać dłonie coraz niżej i niżej.

    Pokręciłem głową z niepewnością.

    – No, nie wiem… Ty to tak lubisz dużo obiecywać i się przechwalać, a potem co…?

    Blondyn przymknął oczy i pokręcił głową, po czym starał się uśmiechnąć przepraszająco.

    – Ja wiem, ja wiem… Ale zobaczysz, że ci się spodoba. – obiecywał.

    Złapałem ostrożnie jego dłoń i bezceremonialnie przesunąłem ją na swój rozporek.

    – Jeśli tym razem mogę liczyć na pierwszeństwo, to w porządku.

    Widziałem ten błysk w jego oku. Nie musiał nic mówić.

    To jest coś, czego po prostu nie da się opisać… W jego stalowo-błękitnych oczach jakby zapalił się ogień. Lodowate tęczówki nabrały jakiegoś takiego cieplejszego wyrazu. Ba, jego spojrzenie niemal parzyło. Właściwie, fizycznie czułem gdzie wędrowały jego oczy. Z moich oczu na usta, potem prześlizgnęły się na tors przez ślady po szyi, jakie mi zostawił. Zaraz znalazły się w okolicy pępka i aż poczułem delikatne łaskotanie w okolicy podbrzusza.

    Pospiesznie rozpiął mi spodnie. Przesunąłem się trochę w bok, by oprzeć się nieco o jedną z szafek w pobliżu. Ta zaraz obok wydawała się być największa, a przede wszystkim najbardziej załadowana, więc powinna być w miarę stabilna. Może obejdzie się bez robienia większego bałaganu, a przynajmniej taką miałem nadzieję.

    Blackwood zsunął mi spodnie wraz z bielizną do kostek. Natychmiastowe uczucie chłodu sprawiło, że zadrżałem nieco.
    Przykucnął, przesunął łapczywie ręką po moim udzie i spojrzał mi w twarz, jakby mimowolnie wciąż szukając pozwolenia na to, co miał zaraz zrobić. Uśmiechnąłem się lekko i wyciągnąłem dłoń w stronę jego twarzy. Ostrożnie przesunąłem opuszkami palców po jego policzku. Przymknął oczy i zamruczał, po czym ukradkiem zwilżył nieco wargi. Ah, gdybyśmy mieli więcej czasu, żeby się trochę ociągać!

    – Chcesz się spieszyć czy wolisz powoli…? – dopytał, zatrzymując wargi tuż przed moim wygłodniałym pieszczot kroczem. Jego gorący oddech drażnił moją męskość.

    – Szybko. – powiedziałem półgłosem. – Nie mamy za dużo czasu, a jeszcze ty… – nie dał mi dokończyć i złapał mnie łapczywie w usta.

    Chciałem mu łaskawie przypomnieć, że przerwa nie trwała aż tyle, ale cóż… Są prawy ważne i ważniejsze. Jak widać.

    Chciałbym móc po prostu zamknąć oczy, poczuć jego gładkie włosy w dłoni i cieszyć się rozkoszą, ale nie było na to czasu. Mieliśmy teraz najwyżej dziesięć minut do następnego dzwonka. Wtedy mogłoby się zrobić nieprzyjemnie… Zwłaszcza, gdyby któremuś z nauczycieli nagle się przypomniało, że przed lekcją muszą jeszcze coś zabrać ze schowka. Słabo by tak było zostać przyłapanym na ssaniu fiuta w szkole prze jednego z profesorów. Nie wspominając nawet o słabej miejscówce, jaką sobie pospiesznie wybraliśmy.

    Zacisnął wargi naokoło mojego członka i złapał mnie rękoma za biodra. Niewiele brakowało, żeby po prostu całego mnie połknął. Mocno przyciskał język do mojej rozgrzanej już męskości. Aż kolana mi zmiękły, tak mi było dobrze.
    Pierwsze kilka „haustów” wykonał raczej leniwie i powoli, potem miarowo przyspieszył, w ogóle nie wypuszczając mnie z ust. W pewnym momencie przestał i objął moje przyrodzenie ręką. Pieścił mnie tak przez chwilę, jednocześnie lubieżnie oblizując dwa palce prawej dłoni i bezczelnie patrząc mi w oczy.

    – Przestań… – mruknąłem, wiedząc na co się szykował. Tego byłoby dla mnie za dużo.

    Uniósł brew, nadal ssąc palce. Zaraz potem przesunął palcami w okolicy moich pośladków. Ślina spływała mu z opuszków palców i z po brodzie.

    Wzruszył ramionami.

    – Chciałeś szybko – skwitował, uśmiechając się lekko. Znowu pojawił się ten błysk w jego oczach. – Zaraz będziesz miał szybko. – to mówiąc, poczułem jak palcem zaczął gładzić mnie w innym miejscu. Prawie pisnąłem.

    – Nie! – syknąłem na niego. – Nawet nie próbuj…!

    Ale znowu tylko wzruszył ramionami i powoli, leniwie zaczął dogrzebywać się palcem do wejścia. Zanim zdążyłem cokolwiek jeszcze powiedzieć, znów objął mojego penisa ustami.

    Nogi prawie się pode mną ugięły i słyszałem szum w uszach, gdy krew w żyłach zaczęła mi szybciej krążyć. Z każdą kolejną chwilą, gdy tak leniwie mnie dotykał, byłem coraz bliżej. Zaraz zanim doszedłem, złapałem go za ramiona.

    – Cornel… odsuń się… – poprosiłem w szepcie, ale na pewno mnie usłyszał. Po prostu mnie zignorował.

    Być może da się lubić ten smak. Ja nie wiem. Nie byłem fanem czegoś takiego i nie bardzo wiedziałem czy Blackwood’owi mogłoby się to podobać. Ciężko, żeby coś wyprodukowanego przez ludzkie ciało smakowało jak panna cotta, więc miałem cichą nadzieję, że oszczędzę mu nasienia spływającego po brodzie i kapiącego z nosa. Niestety mi się to już parę razy zdarzyło i nie należało do przyjemności ale… Ale może Cornelius byłby bardziej „wytrzymały”? Skoro tak „nalegał”.

    – Cornelius! – syknąłem, ale on tylko coś mruknął, cały czas pieszcząc mnie ustami.

    Wibracje, jakie poczułem, gdy wydał z siebie bliżej nieokreślony pomruk były już zbyt przyjemnym bodźcem, aby się w jakikolwiek sposób opanować. Zacisnąłem palce na jego ramieniu i zagryzłem wargi, starając się nie wydać z siebie żadnego dźwięku. Było ciężko… W końcu odsunął się ode mnie. Jeszcze przez chwilę, musiałem wziąć parę głębszych oddechów i dopiero potem byłem w stanie na niego spojrzeć i w ogóle ogarnąć co działo się dokoła mnie.

    Uśmiechał się. Cały czas… Cholerny dziwak.

    Połknął? Przeżył? Nie zwymiotował?

    – Widzę, że się podobało. – zamruczał, a przy podnoszeniu się z klęczków, uchwycił materiał moich spodni i bielizny i pomógł mi podsunąć rzeczy w górę, żeby uniknąć niepotrzebnych wygibasów. Starałem się zapiąć pasek drżącymi rękoma, wtedy złapał mnie za ramię.

    – Teraz twoja kolej.

    Nic nie mówiłem.

    Bezceremonialnie rozpiąłem mu pasek, chwilę pomęczyłem się  z guzikiem jego spodni i, tak samo jak on wcześniej ze mną, odsłoniłem pożądane miejsce, na raz zsuwając czarny materiał spodni i bielizny blondyna. Przyklęknąłem przed nim i przez chwilę myślałem jak miałem sobie poradzić… Kurwa, jakbym to robił pierwszy raz… Czyżby presja czasu? Poza tym, wiedziałem, że będę się krztusił. Nie dało rady. Nie umiałem tak, jak on, ani też nie miałem ku temu warunków… Małe usta, duży kutas – co poradzić? Ale legenda głosiła, że praktyka czyni mistrza.

    Pomogłem sobie lewą ręką, złapałem jego penisa stanowczo i dość ciasno oplotłem go palcami. Już w tym momencie wyczułem jak drgnął mięsień jego uda. Spojrzałem w górę. Patrzył na mnie. Cały czas. Poczułem jak moją twarz uderza fala gorąca. Ten moment, gdy jego ciało choć raz drgnęło niekontrolowanie, było jednym z największych komplementów i najlepszą wskazówką. Zwilżyłem nieco wargi i złapałem główkę jego członka ustami, po prostu skubnąłem sam czubek. Potem przesunąłem się niżej i oblizałem go na całej długości, wyraźnie czując językiem jak powoli robi się coraz twardszy.

    To chyba była moja ulubiona część. Najpierw musiałem go trochę nawilżyć, obadać po całej długości, napatrzeć na jego zadowoloną twarz z dołu. Chociaż przez krótką chwilę… Dopiero potem mogłem sobie pozwolić na wsunięcie go głębiej w usta. Dłonią posuwałem w rytm ssania. Starałem się docisnąć tak palce, by móc zsunąć nieco napletek, bo to rajcowało go najbardziej. Gdy na powrót, główka jego penisa była odsłonięta, oblizywałem ją lubieżnie. W tym momencie przeważnie lekko dygotał. Wreszcie zrobił się bardziej śliski. Poczułem jak coś parzy mnie w język, a zaraz później słonawy smak w ustach. Był coraz bliżej spełnienia, bo w tym samym momencie wtopił swoje długie, zwinne palce w moje włosy. Gładził mnie po głowie, czasem przypadkowo pociągnął jakiś niesforny, wywijający się kosmyk, zahaczył opuszkiem o mój policzek. W tym momencie byłbym w stanie „wybaczyć” mu wszystko. Nawet, gdybym się zakrztusił, nawet gdyby koniecznie chciał dojść w moich ustach.

    Przymknąłem powieki i spróbowałem szybciej poruszać głową, mocniej zacisnąłem wargi, a on palce na moich włosach. Nie było już miejsca na to, abym jakkolwiek pomógł sobie ręką. Cornel właściwie wpychał mi już penisa do gardła. W pewnym momencie poczułem pieczenie w nosogardzieli, a gdy następny raz uderzył w moje usta, kaszlnąłem w jego podbrzusze. Część preejakulatu spłynęła mi do nosa, a w kącikach oczu zamajaczyły mi niechciane łzy.

    Natychmiast puścił moją głowę i przestał poruszać biodrami. Złapałem jego przyrodzenie w rękę i odwróciłem się na chwilę. Odkaszlnąłem porządnie. Łza spłynęła mi po policzku.

    – Wszystko okej? – spytał.

    – Tak… – mruknąłem i odkrząknąłem raz jeszcze. – Nie przestawaj.

    Ponownie objąłem jego penisa ustami i starałem się, na tyle ile mogłem, wspomóc się ręką, miarowo przyspieszając swoje ruchy. Znowu zadrżał, tym razem mocniej.

    – Leo… – jęknął.

    Spojrzałem na niego z dołu. Twarz miał lekko rumianą, usta całe napuchnięte. Jego penis był tak twardy, że miałem wrażenie, że w ustach trzymałem kamień. Gdybym tylko mógł w tym momencie go dosiąść… Uwielbiałem, gdy był tak twardy.

    – Chcę dojść ci w usta. – wysapał, po czym musiał wziąć dwa głębsze wdechy.

    Jeszcze próbował powstrzymać się przed dojściem, żeby mnie przygotować. 
    Kochane z jego strony. Chyba tylko dlatego mu na to pozwalałem. Dlatego i dla jego dłoni, które z najgorętszych momentach natychmiast podążały ku mojej twarzy lub ku moim włosom i czule mnie gładziły.

    Mruknąłem tylko na znak zgody i zacisnąłem powieki, nie przestawiając ssać i jednocześnie „dopieszczając” go ręką. W pewnym momencie złapał mnie za nadgarstek i zmusił abym oparł rękę o jego biodro. Zacisnąłem palce na jego skórze. Drobne sińce miał gwarantowane i chyba nawet nie czuł, jak moje paznokcie wbijały mu się w ciało. Przytrzymał mnie za włosy i pchnął kilka razy biodrami w moją stronę. Starał się nie wchodzić zbyt głęboko w moje usta, ale gorący strumień nasienia i tak uderzył w sam tył mojego gardła.

    Parę razy jeszcze przesunąłem ustami po całej długości jego penisa, wstrzymując na moment oddech. Próbowałem „wyzbierać” jakiekolwiek resztki jego nasienia. Szkoda byłoby zrobić bałagan, szkoda, by się zmarnowało… Wreszcie jakoś to przełknąłem i kaszlnąłem kilka razy.

    Natychmiast przycupnął, by założyć na siebie rzeczy i zakryć swą nagość. Potem złapał mnie pod ramię.

    – Przecież to chyba nie taka tortura dla ciebie, co nie? – to mówiąc, puścił mi oczko, bezczelny.

    Wzruszyłem ramionami.

    – Tortura nie – westchnąłem – ale powoli robi się to nudne. – przyznałem, wycierając palcami kąciki ust.

    Uniósł jedną brew i uśmiechnął się zadziornie.

    – A co? Masz ochotę „przejść do rzeczy”?

    Pokręciłem głową, poprawiając jeszcze pasek od spodni, który (jak się okazało) źle zapiąłem i gdy się znowu podniosłem, spodnie prawie zjechały mi z tyłka.
    „Przejść do rzeczy?” Jasne. Ale może nie tutaj i nie natychmiast. Lepiej zostać zruganym przez innych uczniów za hałas i trochę ich nastraszyć by trzymali gęby na kłódkę, niż świecić oczami przed nauczycielami.

    – Choć, bo jeszcze nas ktoś złapie… – westchnąłem i pociągnąłem go za rękę na korytarz.

    Drzwi schowka zamknęły się za nami z hukiem, ale zgłuszył go głośny dzwonek oznaczający początek następnej lekcji.

    – Ej! – zawołał za mną.

    Chociaż w tym miałem nad nim przewagę. Biegałem zdecydowanie szybciej niż on, mimo, że był znacznie wyższy i – legenda głosi – lepiej zbudowany.

    – Ej! A może po zajęciach w dormitorium…? – jeszcze mówił. Niestety zbyt głośno i parę głów obróciło się za nami. Zapewne ci biedni ludzie nie wiedzieli o co, chodzi, ale za każdym razem, gdy tak wybiegaliśmy z różnych dziwnych kryjówek, człowiek czuł się jakby na czole miał napisane „właśnie ssałem, właśnie robiłem palcówkę”.

    – Może być – odpowiedziałem, cały czas ciągnąć go po korytarzu – ale kurwa ścisz trochę z tonu…

    – Hawkthorn! – usłyszałem swoje nazwisko. Jak zawsze, miałem nieziemskie szczęście natrafić na najgorszą sucz w całej szkole. – Minus pięćdziesiąt dla Slytherinu!

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Danny Crowe

    ¯_(ツ)_/¯