Author: admin

  • Opiekunka

    Jestem Bartek, mam 14 lat i w zasadzie niczym się nie wyróżniam, z wyjątkiem mojego hobby. Dość nietypowe w tym wieku, ale uwielbiam tworzyć filmy. Jestem chudym brunetem, a cały wolny czas poświęcam produkcji filmów, na mój kanał na youtube. Od czasu do czasu zdarzy się też jakaś fucha jak montaż filmu z wesela, albo innej tego typu imprezy lub jakiś szkolny projekt. Moja matka zajmuje się domem, a ojciec prowadzi firmę zajmującą się PR. Mieszkamy we trójkę w zabytkowej kamienicy przy rynku w Zamościu i można powiedzieć, że jesteśmy całkiem normalną rodziną. Starzy się kłócą lub mają do mnie jakieś pretensje, a ja spędzam większość dnia w swoim pokoju przy komputerze. Nie chcę jednak opowiadać o zapracowanym ojcu, czy też o pedantycznej matce, ale o weekendzie, którego nie zapomnę do końca życia.

    Był majowy wieczór, piątek. Zanosiło się na deszcz, fatalna pogoda utrzymywała się już ponad tydzień i nic nie zwiastowało zmiany na lepsze, a na domiar złego ojciec po wywiadówce zabrał mi tablet i zakazał wychodzenia z domu. Jedyny plus był taki, że dzisiaj wieczorem starzy mieli wyjechać na weekend do koleżanki matki. Liczyłem na to, że zostanę w domu sam, ojciec jednak brutalnie rozwiał moje nadzieje oznajmiając mi, że pod ich nieobecność zajmie się mną jego sekretarka. Uzgodnił wraz z matką, że jestem jeszcze, za młody by zostać w domu sam na weekend, a dodatkowo będę potrzebował kogoś kto pomoże mi się przygotować na poprawę sprawdzianu z angielskiego, a ona nadaje się do tego idealnie bo jeszcze kilka miesięcy temu pracowała jako korepetytorka. Byłem załamany, cały weekend z Teresą, trzystuletnim pomnikiem historii z wąsem jak u Piłsudskiego i otyłością Ryszarda Kalisza. Byłem bardzo zaskoczony, że to babsko z języków obcych zna też angielski, a nie tylko staro aramejski i łacinę. Wróciłem do pokoju i patrząc za szybę na coraz ciemniejsze niebo zacząłem rozważać czy lepiej wyskoczyć przez okno, czy może podciąć sobie żyły. Z moich rozmyślań wyrwał mnie głos ojca, który wołał z przedpokoju do matki, że jedzie po Magdę.

    -Jaka znowu Magda? – zapytałem sam siebie.

    Chwile później wziąłem dwa aparaty i rozstawiałem je w salonie, jeden na parapecie między kwiatami, a drugi na regale z książkami tak aby mieć jak najlepsze ujęcia. Zgodnie z wcześniejszą umową z matką zacząłem nagrywać wywiad, mający być częścią filmu para dokumentalnego, który od kilku dni tworzyłem wraz z moim kolegą Mateuszem. Miała w nim grać macochę zaniepokojoną dziwnym zachowaniem dziecka jej męża, a skoro już przy niej jesteśmy to musicie wiedzieć, że wyglądała zaskakująco dobrze jak na swój wiek. Miała czterdzieści lat, była wysoką blondynką z gęstymi, długimi włosami sięgającymi pośladków. Dzisiaj jej wysportowane ciało opinała biała sukienka z odsłoniętymi ramionami i głębokim dekoltem ładnie prezentującym jej mały, sterczący biust. Sukienka kończyła się trochę poniżej kolan, a na biodrze miała rozcięcie.

    Po zakończeniu „wywiadu” przez chwile gadaliśmy o ich planach na weekend po czym zapytałem matkę kim jest Magda po którą pojechał ojciec. Okazało się, że tak ma na imię nowa sekretarka ojca.

    Kilka minut później gdy nadal siedziałem wraz z matką w salonie i rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym usłyszeliśmy obracający się w zamku klucz oraz głosy ojca i Magdy.

    Muszę powiedzieć, że Magda zdecydowanie nie przypominała Teresy. Miała plus minus 30 lat, była szczupłą, średniego wzrostu rudą pięknością. Miała na sobie jeansy z przetartymi nogawkami, ładnie opinającymi jej tyłek oraz koszulę w kratę z podwiniętymi do łokci rękawami i włosy upięte w kok. Biust miała większy od matki, ale zapięta na ostatni guzik koszula wszystko zasłaniała. Na twarzy miała delikatny makijaż podkreślający jej naturalną urodę i pasującą do włosów czerwoną szminkę na ustach. Wyglądała świetnie, a jeśli porównamy to z emerytką, której się spodziewałem to można powiedzieć, że wygrałem los na loterii.

    Po oprowadzeniu mojej opiekunki po mieszkaniu i pokazaniu jej, w którym pokoju będzie spała oraz krótkiej rozmowie ze mną rodzice pojechali zostawiając nas samych w domu. Staliśmy w korytarzu w milczeniu, nie wiedząc jak się zachować. Moja nowa znajoma była chyba lekko nieśmiała, a i ja nie należałem do osób łatwo nawiązujących kontakt. Chcąc przełamać krępujące milczenie zapytałem:

    -A więc jak mam się do ciebie zwracać?
    -Mów mi po imieniu, Magda. – odpowiedziała.
    -Ok. Miło mi. Moje imię na pewno znasz.
    -Oczywiście głuptasie. Masz jakieś plany na wieczór? Chcesz robić coś konkretnego? Szef wspominał o twoich problemach z angielskim. Może trochę się pouczymy?
    -Chciałem dzisiaj trochę odpocząć, a angielskim zająć się jutro. Może obejrzymy jakiś film?

    Magda chyba tak samo jak ja nie miała ochoty powtarzać tych wszystkich idiotycznych czasów i innych pierdół i bez problemów zgodziła się na film. Komedia, którą oglądaliśmy była całkiem zabawna i nawet mi się podobała, do pewnego krępującego momentu. Gdy na ekranie główna bohaterka wystąpiła toples, a mój mały podniósł się i nie chciał opaść. Scena dłużyła się w nieskończoność, a ja robiłem się coraz bardziej czerwony ze wstydu. Niestety Magda szybko zauważyła co się ze mną dzieje.

    -Wszystko w porządku? – zapytała, patrząc na moją czerwoną twarz.

    Przykrywając swoją męskość dłońmi odpowiedziałem:

    -Tak, zrobiło mi się jakoś duszno. Może otworzę okno?

    Magda kiwnęła głową, a ja bezmyślnie wstałem z kanapy pokazując wypukłość w spodniach. Gdy zorientowałem się co zrobiłem w panice zakryłem namiot dłonią, ale było już za późno.

    -Nie musisz się wstydzić. To normalne w twoim wieku. – pocieszała mnie.
    -To żenujące. – odparłem bez zastanowienia.

    Chcąc jak najszybciej zmienić temat zaproponowałem, że zrobię coś do jedzenia. Moja opiekunka szybko zaprotestowała.

    -To ja tu dzisiaj jestem od gotowania. Co chciałbyś abym zrobiła?
    -Mogą być zwykle kanapki. – odparłem.

    Chwile później byliśmy już w kuchni, a Magda robiła kolacje. Obserwowałem ją siedząc przy blacie kuchennej wyspy. Usiadłem na przeciwko Magdy, która pochylając się aby sięgnąć po kolejne składniki za każdym razem pokazywała mi swój niesamowity dekolt. Raz chyba nawet zauważyła, że się gapię, ale nie zareagowała. Po kolacji wróciliśmy do filmu podczas którego nie mogłem się powstrzymać przed spoglądaniem na jej piersi. Po zakończeniu filmu poszedłem do łazienki by nieco rozładować napięcie, które wywoływała u mnie ta zjawiskowo piękna kobieta. Było to niestety jedyne na co mogłem liczyć bo przecież oczywistym jest, że dla Magdy byłem jedynie dzieckiem, a nie mężczyzną. Wydobyłem swojego małego ze spodni i zdałem sobie sprawę, że musiałem wyglądać żałośnie. Chudy kurdupel z penisem w dłoni marzący o Venus, będącej za ścianą. Zanim zacząłem masturbacje, gdzieś na rynku uderzył piorun, rozpoczęła się burza. Szybko schowałem małego i postanowiłem nagrać to co dzieje się za oknem. Wpadłem do salonu jak strzała po czym złapałem za aparat, który wcześniej zostawiłem na oknie. To była wspaniała burza, kilka ujęć w slow motion na pewno wykorzystam w swoich następnych filmach. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że nie wszystkim podobało się to co za oknem. Magda była ewidentnie przerażona.

    -Co się stało? – zapytałem.
    -Od dziecka boję się burzy – odpowiedziała.

    Uznałem, że alkohol może pomóc jej się trochę wyluzować. Nie miałem w tym wielkiego doświadczenia, ale przyrządziłem jej drinka. Składał się głównie z wódki i niewielkiej ilości soku pomarańczowego. Po pierwszym łyku podziękowała mi i zwróciła uwagę, że proporcje są trochę zaburzone. Uśmiechnąłem się i powiedziałem, ze następny będzie lepszy.

    Okazało się że miałem racje. Już pierwszy drink pomógł jej wyluzować. Gdy już się trochę uspokoiła porozmawialiśmy o szkole, moich filmach i planach na przyszłość, a gdy jej szklanka była już pusta zaproponowałem kolejnego drinka. Zwróciła mi jednak uwagę, że nie powinna pić alkoholu w pracy. Nie miała jednak mocnej głowy i nie musiałem długo nalegać na kolejną szklaneczkę. Tym razem zrobiłem również i sobie mimo tego, iż sugerowała, że nie powinno się pić w moim wieku, nie była jednak zbyt stanowczą osobą. Po skończeniu naszych drinków zorientowaliśmy się, że pogoda się uspokoiła, a Magda stwierdziła, że chyba jest lekko pijana i musi wziąć prysznic. Chwiejnym krokiem ruszyła w kierunku łazienki. Gdy tylko zamknęła za sobą drzwi zacząłem ją sobie wyobrażać. Po kilku minutach postanowiłem, pewnie również pod wpływem wypitego alkoholu, ze nie mogę przepuścić takiej okazji by zobaczyć nago taką kobietę. Delikatnie uchyliłem drzwi łazienki i zajrzałem przez powstałą szparę. Miałem szczęście, stała tyłem do mnie i mnie nie widziała. Właśnie zaczęła się wycierać. Dolną cześć pleców przyozdabiał wytatuowany smok. Niżej piękne kształtne pośladki i smukłe nogi. Płaski brzuch i chyba sztuczne średniej wielkości piersi również nie mogły pozostać niezauważone. Uznałem, że muszę się wycofać zanim mnie zobaczy i wpadnie w szał. Wróciłem do salonu i usiadłem przed telewizorem czekając, aż wyjdzie. Wyszła z łazienki owinięta jedynie w ręcznik i poszła do swojego pokoju po świeże ubrania. Postanowiłem, że chce ją obserwować gdy będzie się ubierać. Zakradłem się pod drzwi jej pokoju i powtórzyłem manewr z łazienki. Podczas gdy schylała się do swojej walizki ręcznik całkowicie zsunął się z jej ciała odsłaniając przede mną jej zgrabne nogi prowadzące do kusząco wypiętych w moim kierunku nagich pośladków. Myślałem, że penis zaraz rozerwie mi spodnie. Z jednej strony chciałem tam wejść i zdać się na łaskę losu, z drugiej jednak bałem się to zrobić. Hamletyzowanie ”wejść czy nie wejść” trwałoby pewnie do momentu w którym by mnie zauważyła gdyby nie jakiś problem z walizką. Po kilku sekundach walki z suwakiem naga piękność zebrała ręcznik z ziemi i z powrotem się nim owinęła jednocześnie mnie wołając. Zamurowało mnie, zacząłem walczyć z myślami i obawiać się, że mnie zauważyła. Gdy ruszyła w kierunku drzwi postanowiłem wycofać się do salonu i udawać, że telewizor zagłuszył jej wołanie. Wróciłem przed ekran, a kilka sekund później Magda owinięta jedynie ręcznikiem weszła do salonu i poprosiła o pomoc z zamkiem jej walizki. Jej pech, a moje szczęście polegało na tym, ze ręcznik znów się z niej zsunął eksponując jej piękne ciało. Nie mogłem uwierzyć w to co widzę. Idealnie okrągłe piersi, jędrne jak u dwudziestolatki, zwieńczone małymi, sterczącymi sutkami. Niżej płaski, lekko umięśniony brzuch i wydepilowana cipka. Czas stanął w miejscu, a ja chciałem się na nią rzucić. Całować, ssać i przygryzać jej piersi, niestety z tych fantazji wyrwał mnie jej głos.

    -Nie patrz! Odwróć się! – W pośpiechu złapała ręcznik i okryła się nim, a ja grzecznie odwróciłem wzrok.
    -Nic nie widziałem. – wymamrotałem pod nosem.

    Gdy już się zakryła poszliśmy do jej pokoju i w kilka chwil rozwiązałem problem zepsutego zamka. Podziękowała mi i poprosiła mnie żebym wyszedł, bo musi się ubrać.

    -A może zostanę i Ci pomogę gdyby znów jakiś zamek się zaciął? – zapytałem sam nie wiedząc skąd mam tyle odwagi.
    -Jeśli nie będę mogła z czymś sobie poradzić to Cię zawołam. – powiedziała zirytowana, a może zaskoczona propozycją.
    -Przepraszam, nie wiem co mi odbiło. – znów spaliłem buraka, spuściłem wzrok na ziemie i ruszyłem w kierunku drzwi.

    Gdy dochodziłem do drzwi usłyszałem jej głos.

    -Zaczekaj chwile!

    W tym momencie celowo opuściła ręcznik do pasa pokazując mi swoje jędrne piersi. Nie wiedziałem czy to prawda czy halucynacje wywołane alkoholem. Stała dwa metry ode mnie w takiej samej pozie jak aktorka z filmu, który oglądaliśmy.

    -Dziękuje za pomoc z walizką. Mam nadzieje że taka nagroda wystarczy. – uśmiechnęła się zalotnie.
    -Aaa… uyy… tak, dzi… dziękuje. – wydukałem zupełnie bez sensu.
    -Powiedz mi, czy widziałeś już nagą kobietę?

    -Tak… godzinę temu na filmie.
    -A całowałeś się już kiedyś z dziewczyną?
    -Nie.
    -Podejdź. – nakazała.

    Widząc, że mnie zamurowało i raczej nie dam rady wykonać polecenia podeszła do mnie. Złapała za dłoń i przyłożyła do swej lewej piersi. Delikatnie zacisnąłem palce. Uśmiechnęła się. Dołożyłem drugą dłoń po czym zacząłem ugniatać wspaniały biust coraz śmielej. Zbliżyła się do mnie jeszcze bardziej i wsadziła czubek swego języka do mych ust. Zaczęła delikatnie, było bardzo przyjemnie. Potem całowała coraz intensywniej. Cudowne uczucie. Chciałem, by ta chwila trwała bez końca. Gdy moja dłoń z piersi ruszyła w dół próbując dostać się pod ręcznik moja partnerka nagle odskoczyła jak poparzona, a ja wiedziałem że totalnie spieprzyłem wszystko co tylko było do spieprzenia.

    -Nie! Stop! Co ja najlepszego robię? Przepraszam Cię, młody. To przez ten alkohol. Proszę Cię wyjdź i zapomnij o tym co tu się stało.

    Zaczerwieniłem się jak burak. Wyszedłem z pokoju bardzo zmieszany, z jednej strony przeżyłem więcej przez kilka ostatnich minut niż przez całe dotychczasowe życie. Z drugiej jednak przepędziła mnie zanim doszło do czegoś naprawdę poważnego.

    Pod prysznicem pod wpływem przeżytych emocji wystarczyło mi tylko kilka szybkich ruchów ręki by osiągnąć orgazm jakiego jeszcze nie przeżyłem. Byłem oszołomiony.

    Leżąc już w łóżku cały czas myślałem o pięknym ciele, które dzisiaj widziałem i o pocałunku. W tej chwili doznałem olśnienia. Jeśli bateria w drugim aparacie, stojącym na półce z książkami nie padła, to miałem nagą Magdę uwiecznioną na filmie. Nie mogłem czekać ani chwili dłużej. Poszedłem do salonu, wziąłem aparat i zacząłem przeglądać zapis z karty pamięci. Po przewinięciu wywiadu z matką oraz rozmowy z Magdą odnalazłem to czego szukałem. Jej nagie ciało było idealnie wpasowane w kadr. Mój członek momentalnie się obudził. Poszedłem do swojego pokoju, aby zgrać film na komputer, a fragment, który interesował mnie najbardziej zgrałem również na pendrive i telefon. Położyłem się na łóżku i obejrzałem filmik jeszcze kilka razy, aż dotarło do mnie jaki skarb mam w rękach. Wiedziałem, że jutrzejszy dzień będzie najlepszym w moim życiu, właśnie dzięki tym kilku sekundom pliku mp4.

    Następnego dnia przy śniadaniu Magda przeprosiła, za wydarzenia wczorajszego wieczoru i prosiła, abym nie wspominał o tym rodzicom. Tłumaczyła to co się stało swoją słabą tolerancją alkoholu.

    Nie zrobiła jeszcze makijażu i nadal była w piżamie, a jej rude włosy były związane w kucyk sięgający tuż za kark. Bardzo mi się w tej zwykłej stylizacji podobała i już nie mogłem się doczekać kiedy zdejmę z niej tą ciemną koszulkę na ramiączkach i szorty otulające jej tyłek. Jej sutki pięknie odznaczały się pod cienkim materiałem bluzki. Uznałem, że jest to szansa, której nie mogę zmarnować.

    -Możesz być spokojna, nic nie powiem starym.

    Jednocześnie położyłem rękę na jej nagim udzie. Zaczerwieniła się i nerwowym ruchem zepchnęła moją dłoń ze swojej nogi.

    -Co ta sobie wyobrażasz? Jak możesz? Chyba już sobie wyjaśniliśmy, że to co wczoraj się stało to błąd.
    -Jeśli chcesz zachować pracę u ojca to powinnaś się uspokoić i robić to o co poproszę. Muszę Ci coś pokazać. Chodź ze mną.

    Nie wiem czy posłuchała ze strachu czy może z ciekawości, w każdym razie grzecznie ruszyła do mojego pokoju.

    -Siadaj. – twardo nakazałem zająć jej miejsce przy komputerze.

    Sam usiadłem obok i odpaliłem wcześniej przygotowany film. Zagroziłem, że jeśli nie będzie mnie słuchać to pokaże ojcu jak pije alkohol w czasie gdy miała się mną zajmować. Na razie pokazałem jej tylko tyle. Ewidentnie pobladła, chyba się wystraszyła, ale jej zaduma nie trwało zbyt długo.

    -Jeśli tak bardzo Ci na tym zależy to możesz mnie pomacać, ale usuń ten cholerny filmik i o niczym nikomu nie wspominaj!

    Na jej twarzy malowała się złość. Nie była niepewna i zastraszona, ale zła na to że dopuściła do takiej sytuacji. Do sytuacji w której mogłem ją szantażować.

    W momencie, w którym siedząc obok oparła swoją nagą stopę na moich udach wiedziałem, że zaczęła się gra w której to ja rozdaje karty. Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że teraz musi mnie słuchać. Położyłem dłoń w tym samym miejscu w którym zrobiłem to w kuchni. Tym razem nie napotkałem oporu i sunąłem dłonią to w dół, to w górę po jej nodze. Potem położyłem dłoń na jej brzuchu i powoli dojechałem aż do piersi. Ugniatałem i głaskałam jej biust na przemian, aż w końcu pocałowałem ją w szyję, a potem w usta. Najpierw delikatnie, z czasem jednak coraz bardziej napierałem językiem, a moja ręka dostała się pod koszulkę, drażniłem jej sutki. Gdy druga dłoń wjechała pod luźny materiał szortów, Magda złapała mnie za rękę i wyciągnęła ją ze spodenek zanim dotarłem w miejsce o którym mażę odkąd zacząłem dojrzewać.

    -Chyba już wystarczy, co?
    -To ja mówię kiedy wystarczy, a kiedy nie, ale skoro tak mówisz to ok. – wskazałem palcem na środek pokoju. Uśmiechając się powiedziałem, że chcę czegoś więcej. -Stań tam i zdejmij szorty.
    -Zwariowałeś? Nie mam na sobie majtek! – Wykrzyczała.
    -Tym lepiej. A teraz jeśli nie chcesz, aby ojciec zobaczył to co zgodnie z naszą umową mam usunąć to wykonuj grzecznie moje polecenia. – Odpowiedziałem nie kryjąc radości.

    Magda rozejrzała się po pokoju, zasłoniła żaluzje i stojąc bokiem do mnie zsunęła bardzo szybkim i niedbałym ruchem swoje szorty, po czym kopnęła je w moim kierunku. Zasłaniała jednocześnie swoją śliczną szparkę dłonią.

    -Zadowolony? – Zapytała bardzo już zirytowana sytuacją.
    -Prawie. – Odparłem, udając tak opanowanego jak to tylko możliwe, choć głos łamał mi się jak nigdy.
    -To czego ty jeszcze do cholery chcesz? – Zapytała.
    -Stań przodem do mnie, a nie bokiem i zdejmij dłoń z cipki. Wczoraj już mi ją pokazałaś wiec się nie wstydź tylko zrób to ponownie.

    Po krótkiej chwili oczekiwania stanęła przodem z lekko rozchylonymi nogami i rękami opartymi o biodra oraz grymasem na jej pięknej twarzy o nieskazitelnej cerze. Wściekła piękność naga od pasa w dół. Zapierający dech w piersi widok.

    -A teraz odwróć się i wypnij ten cudny tyłeczek. – Powiedziałem wyciągając sterczącego penisa ze spodni.

    Chyba chciała coś powiedzieć, ale po krótkim zawahaniu odwróciła się, oparła o ramę łóżka i wypięła. Zrobiła wszystko jak kazałem. Podszedłem do niej i wymierzyłem jej klapsa. Niezbyt mocnego, ale wystarczającego aby po pokoju rozszedł się plask, a na pośladku został ślad dłoni.

    -Ej! – krzyknęła.
    -Spokojnie. – zacząłem zataczać kręgi na pośladku wokół śladu który zostawiła moja ręka.
    -Mówiłaś mi wczoraj, że byłaś gimnastyczką. Udowodnij to. Zrób szpagat.
    -Czy ty nie możesz dać mi już spokoju? Pokazałam Ci mały zboczku to co chciałeś zobaczyć. Wystarczy! – powiedziała przez zaciśnięte ze złości zęby.
    -Ja powiem kiedy wystarczy, a teraz wykonuj polecenia jeśli chcesz jeszcze pracować w firmie mojego ojca. – Powiedziałem, sam siebie zaskakując tym jak bardzo potrafię być pewny siebie.
    -Zaczynaj. – Nakazałem stanowczym głosem.

    Kucnąłem u jej stóp, a ona wzięła głęboki oddech po czym zaczęła delikatnie rozsuwać nogi, opuszczając się niżej i niżej. Gdy zjechała już do samej ziemi wyciągnąłem dłoń w kierunku jej łona. Wystawiłem palec wskazujący i zacząłem powolnymi ruchami wodzić wzdłuż warg sromowych. Patrzyła na mnie jedynie szeroko otwartymi oczami. Delikatnie jęknęła gdy wsadziłem palec do środka, ale nie protestowała. Zacząłem spokojnie poruszać się w niej. Chyba zaczynała się już robić wilgotna co dowodziło, że jest w tej zabawie coś podniecającego również dla niej. Wyciągnąłem z niej palec i wsadziłem jej go do ust.

    -Dobre? – spytałem.
    -Sam spróbuj. – odparła.

    Pochyliłem się znowu i całą dłonią rozpocząłem masaż jej szparki. Moja bogini pojękiwała cicho, gdy stymulowałem jej łechtaczkę, chociaż cały czas sprawiała wrażenie chcącej to przerwać. Po chwili takich pieszczot ponownie wsadziłem palec do środka, a potem drugi. Zachwiała się gdy próbowałem dołożyć kolejny.

    -Uspokój się! Nie pchaj tam całej łapy. – znowu zaczęła się buntować.

    Uznałem, że trochę zwolnię tempo i znów przejdę do napawania się pięknem jej ciała.

    -Okej. Ładny szpagat. – stwierdziłem. – A teraz oprzyj się na dłoniach, głowa nisko i dupka wypięta do góry!
    -Zbok. Wstrętny zbok i szantażysta. – protestowała Magda, jednocześnie wykonując polecenie.

    Położyła się na piersiach z tyłkiem uniesionym do góry i delikatnie rozchyliła nogi. Polecenie wykonała bez najmniejszych fochów. Znowu zacząłem wodzić dłonią po jej pośladkach, udach, odbycie oraz cipce. Drażniłem jej wargi sromowe oraz łechtaczkę. Dałem jej jeszcze jednego klapsa. Podobało mi się to, że jest ode mnie zależna.

    -Masz już to czego chciałeś? Jak długo będzie to jeszcze trwało? – Moja niewolnica zapytała po chwili.
    -To zależy tylko od Ciebie. – odparłem.

    Zbliżyłem się do niej. Pochyliłem się i pocałowałem jej prawy pośladek, nie odrywając ust chciałem dojechać do cipki. Niestety gdy tylko dotarłem językiem do jej dziurki Magda w sekundzie wykonała pełen obrót i usiadła na ziemi, zasłaniając dłońmi swoją nagość.

    -Dość! – Zaprotestowała naprawdę stanowczo.
    -Masz dopiero czternaście lat. Jesteś jeszcze dzieckiem i nie możemy tego robić. Przepraszam, ale to co tu zaszło to błąd. Nie mogę tego kontynuować.
    -Daj spokój. Rób co mówię.
    -Nie. Kończymy to teraz. Tak nie można. Ty nie masz nawet piętnastu lat to co robimy to przestępstwo.
    -Możemy się tak przekomarzać do jutra, a po weekendzie będziesz szukać pracy.

    Wstała, a na jej twarzy było widać bezsilność. Wiedziała, że albo mnie posłucha albo będzie miała problem. Grzecznie pozbyła się czarnej koszulki, a moim oczom ukazał się jej idealne piersi.

    -Sztuczne? – Zapytałem wprost.
    -Tak. – Odparła poirytowana pytaniem.

    Najpierw objąłem te cuda obiema dłońmi. Potem delikatnie bawiłem się sutkami, aż w końcu zacząłem je delikatnie lizać i ssać. Ssanie chyba się jej spodobało ponieważ przez krótką chwile miałem wrażenie, że na jej twarzy pojawił się uśmiech.

    -Jesteś najpiękniejszą kobietą jaką znam. – Powiedziałem jednocześnie zdejmując swoją koszulkę. Po chwili moje dłonie przemierzały jej plecy i pośladki, a usta wpijały się w piersi.

    Wyciągnąłem prawą dłoń w kierunku łóżka, po czym nakazałem mej niewolnicy położyć się na plecach i rozłożyć nogi.

    -Nie. To koniec, zwal sobie konia, a ja wychodzę.
    -Już Ci mówiłem, że to ja decyduje co i kiedy robisz. Kładź się na łóżko. Wykonuj polecenia, a skończymy nim się obejrzysz.

    Polecenie wykonała bez dalszych komentarzy. Stanąłem przed nią z widocznym namiotem.

    -Co robisz? – Zapytała zaniepokojona, gdy usiadłem obok.
    -Pokażesz mi jak dać orgazm kobiecie. – położyłem dłoń na jej piersi, zjechałem w dół na brzuch, a potem jeszcze niżej. Czułem pod palcami to o czym każdy mój rówieśnik może jedynie marzyć. Wjechałem palcem miedzy wargi, zacząłem szukać łechtaczki. Na jej twarzy pojawił się grymas, wiedziała że nie ma nade mną żadnej władzy.

    -Nie naciskaj tak mocno.
    -Tak lepiej? – spytałem niepewny.
    -Tak, trochę szybciej.
    -Ach, nie tu. Daj rękę.

    Starałem się jak mogłem, ale nie była to łatwa sztuka, przy absolutnym braku doświadczenia. Zirytowana moją nieudolnością partnerka złapała swoją dłonią moją rękę i sama zaczęła nadawać tempo oraz dostosowywać intensywność. Bardzo podniecała mnie cała ta sytuacja oraz jej emocje. Nie chciała mi się poddać. Nie widziałem w niej strachu, tylko gniew pomieszany z podnieceniem i niepewnością. Jej pojedyncze, ciche pojękiwania zamieniły się po chwili w prawdziwą symfonię. Obserwowałem z zaciekawieniem reakcje jej ciała. Zamknęła oczy, jej sutki stanęły na baczność, a ciało zaczęło się napinać. Domyślałem, że zaraz dojdzie. Sekundy później jej ciało wygięło się jak struna, przeszły przez nie dreszcze, palce stóp zacisnęły się, a z ust wyrwał się długi jęk, ale tym co zaskoczyło mnie najbardziej był kobiecy wytrysk. Myślałem, że to dzieje się tylko na filmach porno.

    -Ojej. – zdyszana wydobyła z siebie tylko krótkie westchnienie. Chyba też była zaskoczona tak gwałtownym orgazmem.
    -Nie sądziłem, że umiesz tryskać.
    -Ja też nie. – odparła zaczerwieniona ze wstydu. – Chyba dobrze Ci poszło.

    Po krótkiej chwili gdy doszła już do siebie usiadła i zapytała.

    -Czy to już koniec? Mogę się już ubrać?
    -Nie bądź taka egoistka. Ty już doszłaś, a co ze mną? Czas na rewanż. Teraz uklękniesz i zrobisz mi loda.
    -Nie! Stanowczo odmawiam! Pokazałam Ci się nago i dałam wymacać za wszystkie czasy. Ale tego nie zrobię za żadne skarby. Twój ojciec może mnie wylać, ale nie będę twoją kurwą. Znajdę sobie inną pracę! – Wykrzyczała naprawdę wkurzona.

     W momencie, w którym łapała już swoje ubrania wiedziałem, że zaraz ucieknie i z mojego planu nic nie wyjdzie, wiec wyciągnąłem asa z rękawa.

     -Przypomnij sobie wczorajszy wieczór. – powiedziałem spokojnie, lecz zdecydowanie – Ten aparat nagrał nie tylko to jak piłaś, ale też to co działo się potem. Mam film na którym widać jak stoisz przede mną nago w salonie, mogę opublikować go w Internecie. Ciekawe czy znajdziesz pracę z wyrokiem za pedofilię. Z tego nagrania można wywnioskować, że mnie molestowałaś. Nie mam jeszcze piętnastu lat, wiec takie obnażanie się przy mnie to jak sama przed chwilą zauważyłaś przestępstwo.

     Nie mogła zignorować tego co usłyszała. Szantaż poskutkował bo po krótkiej chwili zastanowienia Magda wypuściła z dłoni koszulkę, którą złapała jako pierwszą odwróciła się do mnie, podeszła i zrezygnowana, bez woli walki uklękła. Nie potrzebowałem lepszego potwierdzenia, że wykona rozkaz. Ściągnęła moje spodnie i bez słowa sprzeciwu wzięła twardego już penisa do ust. Najpierw delikatnie objęła go jedynie wargami i trzymając go w tej pozycji zaczęła wwiercać się językiem pod napletek. Nieziemskie uczucie. Patrzyłem na nią z góry i widziałem jak główka mojego penisa znika w jej ustach. Kilka razy podniosła wzrok, ale za każdym razem gdy nasze oczy się spotkały spuszczała wzrok. Pieściła mnie obejmując wargami, zasysając żołądź i masując ręką jądra.

    -Weź go aż do gardła. – poprosiłem. Jednocześnie złapałem ją za kucyk i docisnąłem jej głowę do siebie.

    Głębokie gardło zawsze jarało mnie na pornosach wiec uznałem, że muszę spróbować bo taka okazja może się nie powtórzyć. Magda posłusznie przestała pieścić moją żołądź, w zamian za to wzięła penisa tak głęboko jak była w stanie. Byłem wniebowzięty. Trzymając Magdę za włosy zacząłem regulować tempo oraz głębokość pchnięć. Posuwałem ją w usta może dwie minuty zanim poczułem, że zbliża się orgazm. Magda świetnie sobie radziła. Wytrzymywała tempo, a głębokość pchnięć też nie sprawiała jej problemu. Chyba miała w tym doświadczenie. Ostatni raz dopchnąłem penisa tak głęboko jak tylko sięgałem i przytrzymałem go tam kilka sekund. Zabrakło jej tchu, gwałtownie odskoczyła do tyłu. Gdy złapała oddech powiedziała:

    -Tylko nie spuść mi się do buzi.

    Znów włożyłem członka w jej piękne usta. Jeszcze raz wsadziłem go tak głęboko jak tylko mogłem po czym cofnąłem by znów obejmowała ustami jedynie żołądź. Chwile po tym gdy mój penis i język mej wspaniałej kochanki zetknęły się zacząłem tryskać w jej pięknych czerwonych ustach. Próbowała odskoczyć, trzymałem ją jednak dosyć pewnie co sprawiło że nie dała rady pozbyć się mojego członka.

    -Masz wszystko połknąć, jeśli chcesz by te filmy nigdzie nie wyciekły. – powiedziałem trzymając penisa w jej ustach.

    Nawet dziecko wywnioskowałoby z jej miny, że jest niezadowolona z takiego finału, ale nie obchodziło mnie to. W momencie, w którym otworzyła usta po brodzie ruszyła stróżka nasienia. Miała pełną buzię spermy. Moja kochanka szybko przymknęła usta, ale mimo to biała stróżka z ust po szyi spłynęła na pierś. Magda połknęła wszystko, co zostało w ustach.

    -Mam nadzieję, że to już koniec. Teraz usuń te filmy, a ja idę się umyć. – powiedziała.

    Wstała zupełnie naga ze spermą na piersi i brodzie i wyszła bez słowa do łazienki. Byłem przejęty, przerażony i dumny z siebie, właśnie zaliczyłem najpiękniejszą kobietę jaką kiedykolwiek widziałem.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Qetrab
  • Maturzystka – 8.

    Część 8.

    Już dłużej nie mogłam. Czekałam na koniec lekcji jak na zbawienie! Musiałam do toalety! Dzwonek! Nauczyciel wyszedł, każąc wskazanej osobie odnieść klucz do pokoju. Zostało tylko kilka dziewczyn i ja. Próbuję wyjść.

    – A ty dokąd? – zdziwiona Paulina blokuje drzwi. Wyraz zdziwienia ustępuje wrednemu uśmieszkowi, sygnalizującemu, że coś się szykuje.

    – Muszę wyjść do toalety! – prawie drobię w miejscu.

    Odpycha mnie od drzwi i brodą wskazuje kierunek. Odwracam się i widzę Ewę. Stoi w lekkim rozkroku, dłonie oparła na biodrach. Jest poważna, wręcz sceptyczna.

    – Nowy element twojego szkolenia: oddajesz majteczki Wandzi albo Kamili i dopiero po ich zgodzie idziesz do łazienki – informuje mnie szefowa bandy. – Rozumiesz?! Do kibla lecisz bez majtek. ZAWSZE! – gwałtownie zareagowała na moje milczenie. Jest wściekła.

    – Pojebało was?! – momentalnie zdenerwowałam się. – Przecież…

    Nie kończę zdania. Cios w tył głowy zachwiał mną. Bolało!

    – Zamknij mordę i rób, co ci każą – stanowczym tonem wyjaśnia Paulina.

    Dłużej nie dyskutuję i nie zamierzam protestować. Pospiesznie ściągam majtki i podaję Wandzi. Patrzę wyczekująco. Po chwili łaskawie kiwa głową. Paulina niechętnie odchodzi od drzwi. Wypadam z sali. Jeszcze słyszę salwę śmiechu. Już nie robi to na mnie wrażenia.

    *

    Powoli wracam na nasze piętro. Jestem odprężona i właściwie spokojna, jeszcze trwa przerwa. Podchodzę do Wandy i bez słowa wyciągam rękę. Sięga do kieszeni dżinsów, wyjmuje moje majtki i rzuca mi tak, że nie łapię ich. Spadają na ziemię. Czekam. „Sarenka” ani myśli schylić się i podnieść je. Wzdycham z irytacji, kręcę głową i pochylam się, żeby podnieść moją bieliznę. I wtedy ktoś kopie mnie w tyłek. Z zaskoczenia nie jestem w stanie zareagować i mimo rozpaczliwych prób upadam na kolana i ręce. Chcę podnieść się, ale to niemożliwe. Czyjś but przyciska moje plecy. Szamoczę się i opieram, ale i tak w końcu kładę się na podłodze. Paulina chwyta mnie za kark i przyciska twarzą do posadzki. Nie, skroń leży na czyimś czółenku. Nie mogę unieść głowy, ale słyszę głos.

    – No, suczko, wreszcie wróciłaś. I jak, zdążyłaś do kibla? – głos Ewy jest stanowczy, ale pobrzmiewa w nim nuta rozbawienia. Bawi się moim upokorzeniem. Wszyscy obserwatorzy również. Stoi tutaj kilku chłopaków. Co za wstyd…

    – Zapamiętaj dzisiejszą lekcję. Nie próbuj lekceważyć obowiązków, które narzuciłam, bo spotka ciebie bardzo dotkliwa kara. Zresztą, przygotowałam lekcję poglądową. W odpowiednim momencie przekonasz się, że nie żartuję.

    – Po co ona mi to mówi? Nic złego nie zrobiłam. Dlaczego mi grozi? – nie mam pojęcia, skąd nagle taka ich reakcja wobec mnie. Nie zrobiłam nic złego!

    – Widzisz jaki jest kolor moich butów?

    Coś próbuję wydukać. Nie jestem w sytuacji, w której mogę stawiać się. Wie o tym. Mój bełkot traktuje jako potwierdzenie.

    – No, to zapamiętaj sobie i zrób wszystko, żeby twoja twarz nie przybrała takiego koloru – ostrzega mnie.

    Leżę i milczę. W końcu chyba puszczą mnie. Tyle osób się przygląda. Nie mam pojęcia, co mnie jeszcze czeka. I tego się boję.

    *

    Ewa rozgląda się i pyta:

    – Ktoś chce zabawić się w doktora?

    Nie rozumiem, o co chodzi, ale szybko się wyjaśnia. Niesamowite! Któryś z chłopaków zgłasza chęć odegrania tej roli! Nie byłam w stanie poznać go po głosie. Paulina trzyma mnie za kark, inna dziewczyna nadal przyciska butem plecy, a chłopak… Zanurzył dłoń pod spódniczkę i zaczyna macać mnie!

    – Nie! Nie!! – bełkoczę ustami przyciśniętymi do czółenka Ewy i rozpaczliwie szarpię nogami.

    „Szefowa” chichocze. Reszta zaczyna jej wtórować. Chłopak bardziej pochyla się i wolną ręką przyciska moją nogę. Jest unieruchomiona jak pod prasą. Drugą nogę chwyta i trzyma jedna z dziewczyn. Nawet nie mogę zobaczyć jej twarzy. Ewa nieznacznie podnosi przód stopy i wbija się w mój policzek. Mój protest przechodzi w głośniejszy bełkot i jęk bólu. Oprócz mnie wszystkich bawi ta reakcja. Chłopak maca moją cipkę, szarpie wargi, potem pociera i szarpie łechtaczkę.

    – Nawet jest mokra! – śmieje się. – Ale ma spory otwór. A poza tym wszystko na miejscu.

    Dziewczyny śmieją się razem z nim.

    Nadal walczę, ale w zasadzie mogę tylko ruszyć tyłkiem i czasami jedną z nóg. Mój anonimowy oprawca z rozbawieniem komentuje moje zachowanie. A może moją budowę? Wszyscy śmieją się. Nie rozumiem słów, bo Paulina przesunęła dłoń i przyciska nią bok mojej głowy, momentami zatykając ucho. Boli mnie ten ucisk, a moje próby uwolnienia się jedynie powodują większy ucisk jej dłoni. Nagle czuję, jak szarpana spódniczka przesuwa się wyżej. Moja pupa jest goła! Czyjeś dłonie macają ją, głaszczą. Dostaję klapsa, drugiego i jeszcze jednego. Wybuchy śmiechu, komentarze rozbawionej grupy.

    – Jest w co klepać!

    – Lepsze niż masaż, Grażynko?

    – Lubisz takie klapsy? Chcesz więcej?

    Trochę boli, więc reaguję jękiem i napinaniem pośladków. Kolejny mocny klaps! To musi być jakiś chłopak. Na przemian głaszcze i klepie mnie po tyłku, a drugą dłonią sięga do piersi i mocno ją miętosi.

    – To boli! – próbuję wybełkotać. Nikt nie jest w stanie zrozumieć moich słów. Łzy ściekają mi po policzkach.

    Wanda, wiem, bo poznaję jej grube paluchy i pierścionek, wciska mi majtki w usta i…

    Nagle palec wysuwa się z pochwy. Nie ma żadnej męskiej dłoni na moim ciele. W ogóle nikt mnie nie dotyka! Cud czy straciłam czucie? Nie? Nie. Wszyscy odsunęli się ode mnie. Korzystam z okazji, szybko wstaję i wyszarpuję majtki z ust. Uczniowie siadają w ławkach, pozostali wchodzą do klasy. Stoję między ławkami i szybko zakładam majtki. Część, roześmiana, patrzy na mnie z rozbawieniem, część z zaskoczeniem. Niektórzy udają, że nic nie widzą. To ci, którzy weszli do klasy. Właśnie zostałam upokorzona przed całą klasą! Siadam w ławce. Ci rozbawieni wymieniają komentarze, ciągle patrząc na mnie. Ukradkiem wycieram łzy. Wchodzi nauczyciel.

    *

    – Przepraszam, czy mogę pójść do łazienki? Potknęłam się i upadłam. Chcę umyć ręce i… – zawieszam głos.

    Przez chwilę patrzy uważnie i w końcu z łagodnym uśmiechem przyzwalająco kiwa głową. Fajny facet. Ma łagodny głos, rzadko denerwuje się, z poczuciem humorem. Korzystnie wyróżnia się na tle innych  nauczycieli. No i świetnie zbudowany jak na swoje 40 lat. Pierwszy polonista z taką klatą i bicepsem. Widziałam, kiedy we wrześniu chodził w koszulkach polo. W ogóle pierwszy nauczyciel z taką sylwetką! Nawet wuefiści marnie przy nim wyglądają. Tylko to imię… Krzesimir. Rodzice losowali z książki imion? Ale nauczycielki wołają na niego: Krzysiek.

    Szybko docieram do łazienki. Myję ręce, twarz, obmywam pochwę, jakbym w ten sposób mogła zmyć dotyk palców tego chłopaka. Teraz już wiem, to był Adam. Prymitywny klasowy paker. Poprawiam ubranie. Idę do kabiny, zamykam się i siadam na klapie. Prostuję się, głęboko oddycham, znowu poprawiam spódniczkę, masuję bolący policzek i chowam twarz w dłoniach. Zaczynam głośno ryczeć. Takie ‘wrażenia’ ledwie w jedną przerwę… Bezsilna kręcę głową. Łzy ciekną po policzkach i spadają na posadzkę. Już nie mam siły bronić się. Mam dosyć tej walki!

    Kiedy wreszcie uspokoiłam się, ponownie obmyłam twarz i nadal nie miałam pojęcia, dlaczego tak ze mną postąpiła ta banda. Są groźne, skoro dopuszczają chłopaków. A ja coraz bardziej boję się, bo nie potrafię przewidzieć ich zachowania. Są nieobliczalne i agresywne. I lubią to! Dlaczego mnie atakują? Przecież nic im nie zrobiłam! Podniecają ich dziewczyny z prowincji? Czy tylko lubią gnoić słabszych?

    *

    W końcu wychodzę z łazienki i wracam do klasy. Na korytarzu Ewa rozmawia z nauczycielem biologii. Śmieją się. Od razu widać, że temat nie dotyczy szkoły. Takiej „Szefowej” jeszcze nie widziałam… A ten facet? Tuż po 30, brunet, szczupły, nosi fajne okulary, modna fryzura, ubiera się bardziej młodzieżowo. To chyba najmłodszy nauczyciel w szkole. Ewa zachowuje się wobec niego bardzo grzecznie, wręcz ulegle. A teraz prawie macha do niego biustem! Załatwia sobie wyższą ocenę? W ogóle jest jakaś taka inna… Normalna. I uśmiecha się! A nie powinna siedzieć w klasie? Przecież trwa lekcja.  

    *

    Kolejne dni mijają dość spokojnie. Chodzenie do toalety bez majtek staje się codziennością. Ewa jest zadowolona. Ja też! Nikt tego nie komentuje, chociaż chyba wszyscy w klasie wiedzą o tym.

    Kończy się kolejny dzień w szkole. Po ostatniej lekcji schodzę po schodach. Jeszcze szatnia i do domu. Akurat przechodzę obok łazienki chłopaków, kiedy szybko mija mnie Kamila i silnie pcha w kierunku drzwi. Nieporadnie odwracam się, odbijam od ściany i łapiąc równowagę z rozłożonymi rękoma, oburzona wołam za nią:  

    – Zgłupiałeś, smerfie?! – przelotnie dostrzegam parę osób, uśmiechających się, gdy zorientowali się, kogo dotyczy epitet.

    Przez chwilę widzę ją uśmiechniętą w tłumie. Po epitecie, na moment odwraca się w moim kierunku z twarzą wykrzywioną wściekłością. Ale nie wraca.

    Jeszcze trochę, a uderzę w drzwi do łazienki. Ale nie, na szczęście ktoś chwyta mnie za ramię, przytrzymuje i… wciąga do łazienki chłopaków! Wpadam i zatrzymuję się na środku. Śmierdzi papierosowym dymem i uryną. Gdy tylko zatrzymuję się, od razu kieruję do wyjścia i w tym momencie ktoś z hukiem zatrzaskuje drzwi.

    – Cześć, ślicznotko – wita mnie zjadliwy ton.

    Nie słucham, nie rozglądam się. Jest mi głupio. Czuję się zażenowana sytuacją, ale nie zamierzam przepraszać, w końcu to nie moja wina. Spuszczam głowę i idę do drzwi. Chwytam za klamkę i już wiem, że z drugiej strony ktoś ją trzyma.

    – Wypuśćcie mnie! – krzyczę z całych sił. Wiem, o co chodzi. Nie mam złudzeń.

    Stoję usztywniona ich obecnością i zanim ponownie szarpnę klamkę, szybko podbiega do mnie dwóch chłopaków, chwyta za ręce i mimo protestów, po krótkiej szarpaninie zaciąga do drugiej części łazienki, za ścianę, gdzie mieszczą się pisuary i kabiny. Próbuję krzyczeć, ale wyrywa się ze mnie jedynie jakiś żałosny kwik. Strach paraliżuje mnie. Jestem przerażona ich natarczywością. Zamykają drzwi za sobą.

    – Tutaj możesz drzeć się. Nikt nie usłyszy – z rozbawieniem wyjaśnia ten sam głos.

    Dopiero teraz im się przyglądam. Wszyscy są pewni siebie, podnieceni. I powoli zbliżają się do mnie. – Zostawcie mnie! Wepchnięto mnie tutaj! – piszczę żałośnie.

    – Zamknij się, bo uszy puchną.

    Znam ten głos. To Waldek. Ten, którego potraktowałam tak brutalnie na korytarzu, kiedy proponował udział w imprezie i seks kilku chłopaków ze mną. Ale potencjalna zabawka boleśnie go rozczarowała. Wreszcie może zemścić się.

    *

    Przycisnęli mnie plecami do drzwi środkowej kabiny. Próbowałam wyrwać się, ale nogami zablokowali moje nogi. Są ode mnie znacznie silniejsi.

    Chłopak stoi w lekceważącej pozie przede mną. Dłonie trzyma w kieszeniach spodni, uśmiecha się ironicznie:   

    – No, zobaczymy, co skrywasz pod tą bluzeczką. 

    Krzyczę tak głośno, jak tylko potrafię, ale trwa to jedynie dwie, trzy sekundy. Waldek dopada do mnie i dłonią zatyka mi usta. Kiedy opanował sytuację, chwyta mnie za bluzkę i drugą dłonią rozpina guziki. Nie widzę tego, bo trzyma mnie za usta i odchyla głowę do tyłu. Widzę tylko sufit. Ktoś śmieje się.

    – No, stanik ma czysty!

    – Żaden problem, jakby co, możemy przeprać w muszli! Wody tutaj dostatek! – grupka reaguje rechotem.

    – Dobry pomysł! Zanurzamy sukę?

    – Spoko, na razie ją sprawdzam… – Waldek mityguje kolegów. Wkłada dłoń w stanik i chwyta pierś. Trzyma ją i ściska. Jest zafascynowany tą czynnością. Ignoruje komentarze kolegów. Oni stają się coraz bardziej podnieceni. Ściska coraz mocniej. Krzyczę, ale przez jego dłoń przebija się jedynie tłumiony dźwięk, zagłuszany przez rechot i komentarze zebranych. Puszcza pierś i kiedy odczuwam ulgę, on chwyta drugą pierś.

    – Fajne są – mruczy podniecony. – Dobra, odwróćcie ją – rzuca polecenie wobec kolegów.

    *

    Zanim zdążę zareagować, już jestem przyciskana twarzą do ściany. Jedną rękę mam boleśnie wykręconą, więc już nie szarpię się. Chłopak, który mnie trzyma, powoli przesuwa dłoń po mojej twarzy, w końcu znajduje i zatyka usta. Mój wrzask momentalnie cichnie. Waldek chwyta dół spódniczki i zatyka u góry spódniczki. Moje pośladki są gołe.

    – O, kurde! Chłopaki! Ona łazi bez majtek! – Waldek jest wyraźnie rozbawiony niespodziewanym widokiem. – Ale Ewa szkoli te suki! – jego koledzy, na wieść o braku majtek, reagują wulgarnymi komentarzami. Są podnieceni, a ja bezradna.

    Wanda była w szatni i czekała na mnie. Ponoć na polecenie Ewy musiałam zdjąć majtki. Ponoć, bo wolałam nie pytać samej Ewy. Wówczas mogłabym zostać dodatkowo ukarana. Chodzenie bez majtek już mi nie przeszkadza. Nawet podoba! Chyba przyzwyczaiłam się do tej formy podporządkowania. Jestem pobudzona taką sytuacją. Jednak żadnej dziewczynie, ani żadnemu chłopakowi niczego nie proponuję, ale rozglądam się i oceniam.

    Na mojej pochwie leży dłoń Waldka. Próbuję zrzucić ją, szarpię biodrami. Bezskutecznie. Mocniej wykręcona ręka tonuje mój protest. Tylko wyję z bólu. Niewiele przedziera się przez dłoń zasłaniającą moje usta. Chłopak zaczyna przesuwać dłonią po wejściu do pochwy. Cicho szlocham. Waldek zmienia kierunek ruchów dłoni.

    – Dziewczyna moczy się! – stwierdza rozbawionym głosem.

    Koledzy śmieją się. Podeszli znacznie bliżej. Nie widzę ich twarzy, ale otaczają mnie. Każdy bez trudu może mnie dotknąć, ale żaden tego nie robi. Taki dotyk podnieca mnie, ale nie akceptuję okoliczności. Waldek bez trudu wkłada palec do pochwy i rucha mnie. Koledzy głośno kibicują mu. Palec drugiej dłoni wpycha do odbytu. Jest śliski.

    – Przygotowali się! – dociera do mnie. Pokrył palec jakąś substancją. – Wszystko zaplanowali!

    Widzowie śmieją się rozbawieni pokazem. Chłopak wycofuje palec z pochwy i wkłada dwa. Znowu rucha mnie ostro. Palec z odbytu wysuwa się i soczysty klaps spada na moje pośladki. Robi to jeszcze parokrotnie. Moje łzy spadają na posadzkę. Władek wpycha trzy palce do pochwy.

    – Dziewczyna lubi takie zabawy – sapie do kolegów. – I ma możliwości! – rucha mnie jeszcze przez chwilę i w końcu wysuwa palce. – Noo, starczy! Następny, bo cipka się starzeje!

    Do pochwy brutalnie wślizgują się palce innej dłoni. Chłopak rucha mnie i mocno klepie po pośladku.

    – No, fakt. Ma dupa szeroką dziurę! – sapie do kolegów. Jest bardzo podniecony. Kolejni opierają się o mnie, o ścianę, czekając na swoją kolej. W końcu chłopak przestaje uderzać mnie w pośladek i łapie za udo. Majstruje przy pochwie i czuję, że z oporem, ale jeszcze bardziej wypełnia ją. Jestem pełna.  

    – Chłopaki! Włożyłem cztery palce! – rucha szybko. Podnieca go nagi tyłek i palce wepchnięte we mnie. Ktoś z boku chwyta mnie za pierś. Niecierpliwie rozpina moją bluzkę i łapią nagą pierś. Z drugiej strony przyciska się do mnie inny i łapie za drugą pierś. Jestem oszołomiona ich zachowaniem, pobudzona i zmęczona. Zdenerwowanie agresją i gwałtem jednak odbiera mi siłę. Teraz boję się zaprotestować.

    – Zmiana! – słyszę czyjś głos. Chłopak wysuwa palce i kolejna dłoń powoli wpycha się we mnie. Ruchają mnie pewnie kolejne cztery palce. Po jakimś czasie następuje zmiana. Jestem już zmęczona ale do pochwy wpycha się kolejna dłoń. Chłopak coś mówi do mnie, rucha palcami i drugą dłonią bije po pośladku. Jest już solidnie obity i pewnie bardzo czerwony. I boli mnie. Znowu zmieniają się. I jeszcze raz. Już dawno jest po przerwie, a oni nadal bawią się mną. Potem zmieniają chłopaków, którzy mnie trzymali. Ci też ruchają mnie palcami. Nie wiem już, ilu ich było. Straciłam rachubę. Po prostu czekam aż skończą. Wysuwa się kolejna dłoń z mojej pochwy. Za chwilę będzie kolejny… Po jakimś czasie dociera do mnie, że nikt nie dotyka pochwy. Nikt nie dotyka moich rąk. Osuwam się i siadam pod drzwiami kabiny. Jestem bardzo zmęczona. Jest mi obojętne, czy moi oprawcy stoją nade mną. Chcę stąd wyjść!

    – Ej, na dzisiaj masz dosyć. Oni poczekają aż ubierzesz się – Waldek nachyla się nade mną. Tarmosi za mokre włosy. Jestem spocona. – Jeszcze spotkamy się. Dzisiejsze wrażenia to nie koniec twoich przyjemności. Zasłużyłaś na więcej. Teraz podmyj się i spierdalaj! – puszcza włosy w taki sposób, że uderzam głową o drzwi kabiny i odchodzi.

    Dwaj chłopacy stoją w drzwiach i czekają aż podniosę się. W łazience obmywam twarz, pochwę i ubieram się. Nie odwracają się. Nawet wówczas, gdy porządkuję mój ubiór. Obserwują mnie z rozbawieniem i ciekawością. Gdyby chcieli, mogliby mnie znowu wyruchać. Nie broniłabym. Nie mam już siły.

    *

    Do domu wracałam dość szybko. Żadnego spaceru, żadnych sklepów. Tylko w parku posiedziałam na ławce i wszystko przemyślałam. Liczyłam na spotkanie z Olą. Zadzwoniłam, ale okazało się, że dzisiaj nie może. Późnym wieczorem wysłałam jej SMS-a i potwierdziła, że jutro będzie u mnie. Okazja, żeby zresetować się po dzisiejszych wydarzeniach w toalecie i wreszcie mieć miłe wspomnienia, kładąc się spać.

    Dzień w szkole mija bez wrażeń, tylko grupa Ewy gapi się na mnie jak na okaz w zoo, ale ja nie reaguję. Kamila prowokuje głupimi uśmieszkami, jednak ona nie jest w stanie mnie zdenerwować. Wręcz odwrotnie, jej zachowanie zaczyna być zabawne.

    – Co za dzban. Gdyby wiedziała, co ją czeka… – uznałam, że zaczekam jeszcze kilka dni. Do piątku.  

    *

    Miałam fajną muzykę, zapaliłam świeczkę, wyciągnęłam wino z barku. Wiedziałam, że mama nie zauważy. Zapowiedziała powrót późnym wieczorem, po wizycie u koleżanki, a tata był w delegacji. Weszła uśmiechnięta Ola.

    – Łoł, ależ wyglądasz! – wystękałam mile zaskoczona.

    – Coś nie tak? – uśmiech zniknął. Speszyła się.

    – No, nie! Takiej ciebie jeszcze nie widziałam – byłam szczera.

    – Ale podoba się tobie?

    – Jasne! Świetnie się prezentujesz! – starałam się ją ucieszyć. – Jak dla mnie, zjawiskowo!  

    Naprawdę wygląda świetnie: delikatne żółte sandałki na szpileczkach, łańcuszek nad kostką, szara spódniczka i żółta, ażurowa bluzka w drobny wzór. Nie założyła stanika! Ciemne sutki były dobrze widoczne. Brodawki już sterczały, wypychając delikatny materiał bluzki. Spięła włosy żółtą tasiemką.

    – Chodź do mnie, zapraszam na wino! – wciągnęłam ją do mojego pokoju.

    Ledwie usiadłyśmy, wypiłyśmy dwa łyki, przyciągnęłam ją do siebie i położyłam dłoń na piersi.

    – Och, chcesz tego? – szepcze niepewna, ale ucieszona moją inicjatywą. Jest podniecona. Odstawiła kieliszek i objęła mnie ostrożnym ruchem, gotowa natychmiast wycofać się.

    – Tak, mam ochotę – potwierdzam.

    Delikatnie chwyciła mnie za głowę i zaczęła całować. Najpierw nieśmiało dotykała, muskała wargi, potem przycisnęła je swoimi i wepchnęła język w moje usta. Teraz trzymałam jej pierś. Drugą dłonią głaskałam ją po plecach, po pośladku. W końcu zadarłam spódniczkę. Głaskałam goły pośladek!

    – O, kurde! Nie założyła majtek! – na wszelki wypadek przesunęłam palcem między pośladkami. Ani śladu materiału. Ola, dostrzegając moją bezpośredniość, rozpięła mi bluzkę i zaczęła macać biust. Maksymalnie wyciągnęłam rękę i sięgnęłam do pochwy. Zaczęłam palcem głaskać, a po chwili drapać skórę przy wejściu do pochwy. Ola stęknęła, mocno chwyciła za pierś i zachłannie wpiła się w usta. Zdołałam się bardziej przechylić i wepchnęłam palec do pochwy.

    – Och, ty! – jęknęła, odrywając się od moich ust. Spojrzała z czułością w moje oczy.

    – Liż mnie, suko! – syknęłam i energicznie wcisnęłam dwa palce do pochwy.

    Drgnęła, zaskoczona moją brutalną pieszczotą.

    – Już… – odezwała się miękko. Pochyliła głowę, wypchnęła pierś ze stanika i zaczęła pieścić ją wargami.

    – Ożeż, kur… – ledwo panowałam nad swoim językiem. Usiadłam na kanapie. Poderwałam się, złapałam za kieliszki i butelkę. Kiedy je schowałam, zaczęłam zapinać bluzkę.

    Ola spojrzała na mnie zdezorientowana z otwartymi ustami. Po chwili energicznie wyprostowała się. Zrozumiała. Szybko zaczęła poprawiać bluzkę i włosy.

    Właśnie trzasnęły zamykane drzwi wejściowe. Zadźwięczały klucze rzucone do miedzianej misy w przedpokoju. Zdecydowanie wcześniej wróciła moja mama, więc nasza zabawa nieoczekiwanie dobiegła końca.

    *

    Cdn.


    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Wyspa szczescia – 8.

    Część 8.

    Edyta, z miłym uśmiechem, wpatrywała się w trenera. Przeszedł do konkretów.

    – Szwecja, dół ich pierwszej ligi, ale zarobisz i na pewno trochę zaoszczędzisz. Będziesz dobrze grać, więcej zarobisz. Zresztą, to oni przedstawią szczegóły umowy, jeżeli ciebie przyjmą. No, ale na razie jedziesz tylko na testy. Wszystkiego jakieś dwa, może trzy dni. Od dziś za tydzień. Tamten klub opłaci tobie prom w obie strony i pokryje koszt pobytu. Pamiętam, że mają kilka pokoików w budynku klubowym, który…  

    – Prom? Nie samolot? – już była zniechęcona.  

    – Widocznie tak jest taniej – wzruszył ramionami. – To nie jest szczyt pierwszej ligi. Szwecja to bogaty kraj, więc liczą pieniądze. Jak widzisz, robią to znacznie lepiej niż my – uśmiechnął się smutno, na wspomnienie sytuacji ich sekcji. – Z reguły to zawodnik przyjeżdża na swój koszt, ale… Poza tym w kadrze narodowej nie byłaś, swoje lata masz. Tyle zdołałem wynegocjować. I wszystko odbyło się wręcz błyskawicznie – podkreślił swój sukces i zirytowany uświadomił sobie, że prawie tłumaczy się. – Reszta należy do ciebie. Nie musisz skorzystać, ale daj mi wiążącą odpowiedź w ciągu góra dwóch dni. Im wcześniej tym lepiej – trener uważnie patrzył na zawodniczkę. Bez słowa skinęła głową. Nie sprawiała wrażenia zadowolonej.

    *

    Niechętna reakcja Edyty gwałtownie przygasiła jego entuzjazm. Starał się nie okazywać rozczarowania. Tylko on wiedział, ile nasiedział się ze słownikiem w ręku i pisał maile, odpowiadając na długą listę pytań przesłaną przez menedżera szwedzkiej drużyny. To, że w zasadzie nie spał, traktował jako „koszty własne”. Przy śniadaniu wypił jedną kawę więcej i uprzedził Jakuba, że dzisiaj poprowadzi cały przedpołudniowy trening.

    – Wygląda na to, że chłopak bardziej cieszy się z możliwości samodzielnego poprowadzenia treningu niż Edyta z załatwionych testów – zdegustowany trener pokręcił głową.  

    Menedżerowi opisał zawodniczkę, przesłał szereg danych dotyczących jej kariery i w miarę aktualne wyniki testów. Na część pytań nie potrafił odpowiedzieć. Części testów nigdy w klubie nie przeprowadzali. Dla nich były zbyt drogie. Odpowiedział jak potrafił i to nie znając angielskiego, ale o tym napisał na wstępie. Miał szczęście, a raczej Edyta miała szczęście. Byli zainteresowani! Kiedy przeczytał tę wiadomość wraz z terminem zaproszenia na testy oraz informację o zwrocie za bilety na prom, krzyknął z radości. Rzadko w taki sposób udaje się załatwić aż tyle i to wręcz błyskawicznie. Widocznie szukali takiej zawodniczki. A teraz taka wdzięczność za bezinteresowną pomoc. No, może nie do końca bezinteresowną. Od pewnego czasu miał jej dość. Kobieta wyglądała na rozczarowaną przedstawioną ofertą. Próbował ratować sytuację:

    – Jeżeli tam odpadniesz, to mam jeszcze jakieś kontakty w Niemczech. Też najpierw pojechałabyś na testy. Ale czy w ogóle będą zainteresowani i akurat teraz? Tego jeszcze nie wiem – już na wstępie zastrzegł się, zdegustowany jej reakcją.

    Nie liczył, że dziewczyna rzuci mu się na szyję, ale miał nadzieję na poprawę jej humoru i nawet drobny wybuch radości i jakiś odruch wdzięczności. Pomógł ze zwykłej życzliwości, bo przecież nie zarobi na tym pośrednictwie. I nie ma obowiązku pomagać w szukaniu pracy zamożnej zawodniczce, która nagle traci zatrudnienie. W końcu to ryzyko zawodowe wpisane w specyfikę jej pracy. Nie usłyszał nawet słowa podziękowania. Tego wymagała zwykła przyzwoitość. No, ale Edyta nie uważała się za „zwykłą” kobietę. Zawsze oczekiwała więcej i na ogół dostawała to, czego chciała. Trenera też potraktowała w takich kategoriach.

    Kiedy wychodziła, już nie próbowała ukryć swojego rozczarowania. Obiecała dać odpowiedź najpóźniej za dwa dni. Jakoś tak mimochodem padło z jej ust: 

    – Dziękuję za propozycję, panie trenerze. – Jednak słowa wypowiedziała takim tonem, że aż wyprostowało go. Poczuł się dotknięty. Dla niego zabrzmiały, jakby mówiła: – Widzę, że jedynie na tyle było pana stać. Marna ta pańska pomoc.

    Czuł niesmak. Obiecał sobie, że więcej Edycie nie pomoże.

    – Niech prezes załatwia dziewczynie pracę, skoro od dawna jej używa – prychnął z irytacją w kierunku drzwi, za którymi zniknęła. Zniesmaczony jej zachowaniem, kiedy nieco ochłonął, dał upust swojej złości, rzucając w drzwi dresem, leżącym na wersalce.    

    *

    „zapro dzis 20.30 war bez zm + niespo! zrzuta na alko A”. Sms tej treści otrzymały po śniadaniu wszystkie dziewczyny, których udziału w wieczornym spotkaniu spodziewała się pomysłodawczyni. Spieszyła się, więc napisała tekst własnymi skrótowcami, ale wszystkie adresatki zrozumiały treść smsa. W rezultacie większość z nich jeszcze przed lub tuż po przedpołudniowym treningu przyniosła ustaloną kwotę na zakup alkoholu i przekąsek.

    – Nie sram pieniędzmi, więc składamy się również na kubki, serwetki i coś do żarcia – w swoim, dosadnym stylu Aldona wyjaśniała dziewczynom przynoszącym podaną kwotę. Żadna nie kwestionowała jej pomysłu. – Tym razem niespodzianka odpali! – obiecywała.

    *

    – Trener polecił mi porozmawiać z tobą – kierownik siedział w swoim pokoju, naprzeciwko na brzegu fotela przycupnęła przejęta Majka. – Nie chciał, żebyście wszystkie czekały na spotkanie z nim.

    Dziewczyna czekała na więcej informacji. Przeczuwała, że może to być jakaś szansa dla niej. Uchwyciła się tej myśli jak ostatniej deski ratunku, bo szczerze mówiąc, nie widziała innych możliwości.

    – Trener liczy, że pokażesz się z dobrej strony w obydwu sparingach – powiedział kierownik, patrząc w jej oczy.

    Zmęczona oczekiwaniem, pobudzona nadzieją na jakąś ekstra ofertę, tylko pokiwała wolno głową. Tyle to już i ona wiedziała. Żadna nowość.

    – Wówczas istnieje możliwość utrzymania się w pierwszej drużynie i… – zawiesił na chwilę głos – uzyskiwania stypendium. Może nawet wyższego niż dotychczas.

    – Rozumiem, oczywiście – przytaknęła. 

    – Pozostaje kwestia, którym dziewczynom zaoferować taką propozycję? – Spojrzał na nią z życzliwym uśmiechem.

    – No, ja chętnie skorzystam z takiej propozycji – skwapliwie przytaknęła.

    – Problem w tym, że jest was więcej niż klub ma możliwości. Zatem z takiej oferty będzie mogła skorzystać tylko część z was. Reszta, cóż… Reszta pożegna się z sekcją albo przejdzie do drugiej drużyny – zamilkł i patrzył na nią. Wszyscy wiedzieli, że zawodniczkom drugiej drużyny nie przysługuje klubowa pomoc finansowa. Jeżeli któraś tam trafiła, na ogół rezygnowała z dalszych treningów.

    Nabrała powietrza:

    – Czego pan ode mnie oczekuje? – zapytała zdesperowana. jej twarz nie Nerwowo wykręcała palce.

    – O, widzę, że rozumiesz – uśmiechnął się życzliwie. Wygodnie rozsiadł się. – Co ty mogłabyś mi zaoferować? Jeżeli będę zadowolony z twojej oferty, wówczas ja wstawię się za tobą u trenera. A to będzie już tylko formalność i umowa obowiązująca na cały sezon, ale płatna w ratach. Żebyś nie rozmyśliła się.

    Pokiwała głową, sygnalizując, że w lot zrozumiała jego sugestię. Już się zdecydowała. Zamilkła na chwilę, zebrała myśli i zaczęła wyjaśniać, na czym może polegać jej oferta.

    Mężczyzna z delikatnym uśmiechem przysłuchiwał się ofercie atrakcyjnej nastolatki. Starał się ułatwić jej przedstawienie oferty. Był z siebie zadowolony. Właśnie załatwił sobie fajną dziewczynę do seksu. I to za darmo, a ona jest mu jeszcze wdzięczna.

    *

    Po striptizie nagrodził ją oklaskami i uśmiechem. Mimo to zdeprymowana podeszła do mężczyzny. Z zadowoleniem przyglądał się dziewczynie. Powoli i z satysfakcją zaczął jej dotykać, obmacywać. Teraz był pewny siebie. Jego pieszczoty były szybkie, pobieżne. Była spięta, speszona swoją nagością. Z kolei on był łagodny, ale niecierpliwy. W tej chwili chciał ją tylko zerżnąć.

    – Spotkamy się jeszcze nie jeden raz – wyjaśnił jej, jakby dawał do zrozumienia, że więcej czasu na pieszczoty będzie innym razem.

    – Właśnie, spotkamy się jeszcze nie jeden raz – pomyślała. – Dlatego teraz mógłbyś się bardziej postarać.

    Zmusił ją do klęknięcia. Rozpiął rozporek. Zawahała się i odchyliła głowę, kiedy zobaczyła przed twarzą penisa. Sporych rozmiarów, sterczący. Po chwili niepewnie sięgnęła po niego. Speszona trzymała penisa i jeszcze zastanawiała się. Stypendium. Wyższe stypendium. Choroba mamy. Seks. Spokój. Stabilizacja. Po czym pochyliła się, zamknęła oczy i wsadziła członek w usta. Obnażyła żołądź i polizała go. Zaczęła rytmicznie poruszać dłonią. Kierownik dotknął jej włosów. Zadowolony stękał.

    Obciągała mu, gdy mężczyzna nagle podniósł dziewczynę i odwrócił. Nacisnął plecy, pochyliła się i nawilżył pochwę jakimś środkiem. Chciała zapytać o coś i wtedy poczuła jak wchodzi! Zaskoczył ją. To był ich pierwszy raz!  Wszedł i od razu ruchał. I to ze zdwojoną energią! Nie zdjął spodni, tylko rozpiął je i ściągnął do połowy uda. Teraz zsuwały się pod wpływem energicznych ruchów jego bioder. Krawat zarzucił na ramię. Trzymał Majkę za biodra i przyciągał do siebie, żeby nie odsuwała się. Naga dziewczyna klęczała na wersalce, dłonie mocno opierała o górę siedziska wersalki i jęczała, czując jak penis za każdym uderzeniem dobija do końca pochwy. Jeszcze nigdy nie spółkowała z facetem, który miał tak dużego penisa. Koledzy też byli silni, ale on zaskoczył ją grubością i długością penisa. Ku jej zaskoczeniu, po dość pobieżnych pieszczotach i nawilżeniu, wszedł w nią bez problemu.

    – Twardy penis to jedno, ale z taką siłą? I jak długo?! – jęczała z bólu i przyjemności, bo jednak odczuwała satysfakcję z tego wymuszonego stosunku. Była zmęczona intensywnością i czasem spółkowania. Jej rówieśnicy cieszyli się sporą potencją, więc dość szybko zaspokajali swoje potrzeby. Poza tym posiadali znacznie mniejsze umiejętności i dość proste pomysły zaspokojenia oczekiwań rówieśniczki.  

    Po wytrysku na plecy dziewczyny, zmęczony padł na tapczan. Sapał. Majka ciężko siadła przy nim, ciągle postękując. Głaskał ją po pupie.

    – Lepsza niż normalna kurwa – uśmiechnął się do siebie. – A jakie świetne ciało! Zapowiada się niezła zabawa… – z zadowoleniem patrzył na opaloną pupę i spermę, spływającą z jej pleców. Sięgnął po serwetki.

    *

    Kiedy wytarł ją i oboje odpoczęli, wrócił do konkretów.

    – I co odpowiada ci taki układ przez rok? – nadal głaskał ją po pupie i po plecach.

    – Tak – pokiwała głową, nie odwracając się do niego.

    – Dasz radę? Potrafisz się zabezpieczać?

    – Tak, wiem, jak to robić.

    – Wybacz, dzisiaj nie było zbyt dużo czasu między innymi na grę wstępną, ale następne spotkania będą, oczywiście, dłuższe i zdążymy ze wszystkim. Spotykać się będziemy u mnie. Naturalnie, ustalimy dni i godziny dogodne dla ciebie. Może po treningu? Może też w sobotę? Wtedy będziesz miała więcej czasu. Gdybyś chciała zrezygnować albo nie pojawisz się raz czy drugi na umówionym spotkaniu, to nasza umowa jest nieważna. Jasne? – mocniej klepnął ją w pupę. Jego głos brzmiał łagodnie.

    – Jasne, panie kierowniku – odwróciła się do niego. – Mogę się ubrać?

    – Naturalnie, niedługo czas na kolację.

    Ubierała się nieco skrępowana. W końcu spółkowała nie widząc mężczyzny. Tylko na początku zobaczyła jak opuścił spodnie i ze slipek wyjął dużego, sterczącego penisa, którego obciągała.

    Mężczyzna siedział na wersalce z opuszczonymi spodniami, ale założył slipy. Teraz przyglądał się dziewczynie. Ubierała się pospiesznie i chyba nerwowo. Kiedy skończyła, spojrzała na niego niepewnie.

    – Siadaj, mamy jeszcze chwilę na rozmowę. Napijesz się coli albo soku? Alkoholem nie poczęstuję. Przynajmniej nie na obozie – mrugnął do niej i roześmiał się. Po seksie czuł się odprężony.

    Poczuła się nieco pewniej. Teraz był mniej oficjalny. Jednak wolała iść do swojego pokoju i ponownie wziąć prysznic.

    – Panie kierowniku?

    – Słucham. Pytaj, pytaj – zachęcił i objął ją ramieniem.

    – A co z moją sytuacją? No, status w drużynie i stypendium…

    – To już masz załatwione – poufałym gestem delikatnie ścisnął jej ramię. – Na cały ten sezon jesteś w drużynie i masz stypendium. Postaram się, żeby trener trochę je podwyższył – spojrzał na nią z uśmiechem. – Oficjalnie, oczywiście, trener poinformuje ciebie o wszystkim.

    – Dziękuję – szepnęła mile zaskoczona. Nadal była speszona tym, w jaki sposób i jak szybko załatwiła sobie rok spokoju. Obawiała się, że kierownik będzie jej to wypominał. Ten, jakby czytał w jej myślach.

    – Majka, układ między nami jest jasny. Ja ze swojej strony dotrzymam umowy. Twoje warunki już przedstawiłem. A, jeszcze jedno. Prawie zapomniałem. Dyskrecja! Z nikim nie rozmawiasz na ten temat. Rozumiesz? Z nikim. Nie opowiadasz o naszym układzie żadnej przyjaciółce, koleżance. nawet „w największej tajemnicy”. Nikomu w domu. Jeżeli wygadasz się i coś dotrze do mnie, to natychmiast i definitywnie oznacza to koniec naszego układu. Ja do niczego się nie przyznam, a ty nie dostaniesz drugiej szansy. Nawet nie próbuj prosić. Wylecisz do drugiej drużyny. Znajdzie się powód.

    – Rozumiem i zgadzam się – potwierdziła nieco sztywno. Słuchała, chociaż trudno było jej się skupić. Dotarło do niej, że kierownik obiecał wyższe stypendium! Tą informacją wręcz rozkoszowała się od momentu, kiedy ją usłyszała.

    – No, to teraz uciekaj do siebie. Jeżeli chcesz, możesz mnie odwiedzić po kolacji. Nie chodzi o seks, chociaż chętnie skorzystałbym drugi raz – spojrzał na nią łakomie i uśmiechnął się. – Zapraszam na herbatę i ciastka. Mam też lody. Chciałbym ciebie lepiej poznać, skoro będziemy widywać się regularnie.

    Pożegnała się i prawie w podskokach pobiegła do pokoju. Sprawa klubu załatwiona! To jest najważniejsze. Dzisiaj nie miała ochoty na kolejne spotkanie. Ciastka i lody też może sobie sama kupić. Była ciekawa jak potoczą się losy innych dziewczyn. No i „starych” w ich drużynie. To one narzucały klimat w zespole, więc warto wiedzieć, kto jeszcze ostał się po tak niespodziewanym i gruntownym „wietrzeniu” drużyny.

    – Wietrzeniu? To było jak tsunami! Demolka drużyny! – przystanęła i pomyślała z niesmakiem o nieoczekiwanych zmianach kadrowych.

    Seksem z kierownikiem nie przejmowała się. Energicznym krokiem wracała do swojego pokoju. Stabilizacja ekonomiczna była ważniejsza. Teraz nie czuła się gorsza nawet od wyniosłej miss Edzi. Też potrafiła zarobić na siebie. Poczuła się pewniej. Stypendium przez rok. I do tego wyższe! O trenerze również myślała nieco przychylniej. 

    A jednak było jej żal. Inaczej wyobrażała sobie… wszystko. Wszystko miało być inaczej. Nagle zrobiło jej się przykro. Nastrój euforii minął. Weszła do pokoju. Natalia leżała na tapczanie i ze słuchawkami w uszach czytała książkę. Zamknęła się w łazience, rozebrała, puściła wodę i weszła pod prysznic. Bezgłośnie szlochała.

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Niewolnik na wymianie – czesc 5

    Miałem opaskę na oczach, jednak potrafiłem dostrzec niewielkie pole pod moim nogami. Znajdowałem się znowu w jej ulubionym pomieszczeniu, ręce miałem związane za plecami a nogi skute krótkim łańcuchem, tak że mogłem wykonywać tylko małe kroki. Prowadziła mnie przed siebie, muskając mnie swoimi dłoniami po plecach. Dotarliśmy do celu, rozwiązała mi ręce i zakuła mnie w dyby. A więc to będzie moje dzisiejsze miejsce zabaw – Pomyślałem. Następnie zdjęła łańcuch z nóg i w jego miejsce włożyła metalową rurkę, unieruchamiając moje nogi i nie pozwalając mi ich złączyć. Byłem idealnie wypięty, wciąż nic nie widziałem, co potęgowało moja nie pewność. Paulinka się oddaliła, słyszałem tylko jakieś trzaski parę metrów ode mnie, pewnie przygotowywała się do zabawy. Czekałem tak w niepewności rozmyślając, co dzisiaj mnie czeka. Mój penis już stał i domagał się pieszczot. W pewnym momencie uświadomiłem sobie, że dźwięki ucichły i nie wiedziałem już, gdzie jest Paulina. Nagle na moją dupę spadł pierwszy siarczysty cios z bicza, syknąłem z bólu.- hahaha, to musi naprawdę boleć -zadrwiła Paulina. Odchrząknąłem tylko by dać jej do zrozumienia, że ma racje. Moja Pani jednak na to nie zważała, na mój tyłek spadł kolejny cios, zdecydowanie mocniejszy -Aaaa – zakrzyczałem rozpaczliwie. Bicz musiał być cienki i twardy, bo czułem, jak by mi rwał skórę. Kolejny cios tym razem poszedł od góry, zahaczając o plecy. Wygiąłem się z bólu. Zabawa jednak mi się nie podobała Prask! Następne uderzenie tym razem końcówką, idealnie w prawy poślad. Zakrzyczałem rozpaczliwie. Paulina tylko zachichotała Podeszła od przodu i zdjęła mi opaskę. Zobaczyłem jej piękną twarz i idealnie zaczesaną grzywkę. Ubrana była w czarną bluzkę na ramiączkach i różową krótką spódniczkę, chyba je lubiła. Miała też długie czarno-różowe skarpetki. Wyglądała urocza, ale krył się w niej największy mrok. Wspięła się na podwyższenie, sprawiając, że jej wagina była idealnie przy mojej twarzy.- A teraz naciesz się zapachem mojej pizdy piesku. – wykrzyczała Paulina i odsłoniła spódnice. Posłusznie zaciągnąłem się, wydając nosem głośny syk. Docisnęła się do mojej twarzy, pocierając o nią swoją muszelką, poczułem ciepły śluz na policzku. Penis stał ja nigdy, jednak dalej pozostawiony w spokoju.-ssij psie – wydała stanowcze polecenie. Kolejny raz posłusznie zatopiłem język w jej skarbie, wydobywając ogromne pokłady ciepłego śluzu na wierzch. Starałem się wykonać idealną minetę, wykonując ruchy językiem w różnych płaszczyznach i obejmując ustami całą waginę nie tylko łechtaczkę jednocześnie trzymałem żeby z daleka. Siorbałem i mlaskałem od nadmiaru soków. Zagłębiałem się w głąb gorącej norki. Aż usłyszałem podniecające wrzaski mojej Pani. Coraz bardziej intensywne i głośniejsze do momentu, gdy poczułem skurcze jej mięśni i ostatnie delikatne westchniecie, oznaczające koniec orgazmu.- zajebista robota kundlu. – Pochwaliła mnie.- cieszę się się. – odparłem z uśmiechem.- w nagrodę pobawimy się jeszcze twoją dupą – Oznajmiła, wyjmując spore różowe dildo. Zaniemówiłem z przerażenia.-Pani, ja nawet palca tam nie miałem, jak ono się ma zmieścić?!- spokojnie, nic się nie martw – z przerażeniem zobaczyłem, jak zachodzi mnie od tyłu. Poczułem chłodny lubrykant ściekający mi po plecach prosto do rowa, a następnie końcówkę dildosa, którym rozprowadzała substancje równomiernie, co chwilę próbując wprowadzić troszkę do środka. Byłem spanikowany. Dildos się jednak cofnął. Usłyszałem trzask zakładających lateksowych rękawiczek. A następnie ciepły palec wewnątrz mojego odbytu. Jęknąłem delikatnie. Już teraz wiem, dlaczego rano miałem zrobić lewatywę. Po chwili do zabawy dołączył drugi palec, delikatnie rozpychając ścianki odbytu. Paulina zdecydowała się na powolne i płytkie ruchy do przodu i w tył. Miałem wrażenie, jak bym zaraz miał popuścić. Po chwili delikatne ruchy przerodziły się w nieco bardziej gwałtowne, a ja zacząłem jęczeć z bólu. Kolejny palec zmieścił się wewnątrz mojej dupy. Paulina rozpychała je wewnątrz, próbując zrobić sobie trochę miejsca.- Rozluźnij się piesku, będzie ci łatwiej – Poradziła Paulina. Faktycznie podziałało, palce zdecydowanie łatwiej penetrowały mój odbyt.- No widzisz jak ładnie, to koniec rozgrzewki. -wyjęła palce i złapała z dildo. Kutas powoli wpychał się do mojej dupy. Zajęczałem rozpaczliwie, był ogromny, bałem się, że zaraz rozerwie mi dupę. Do środka wszedł żołądź.- super teraz już z górki – zadrwiła. Dildo zaczęła delikatnie posuwać się w głąb odbytu, sprawiając ogromny ból. Tak samo, jak za poprzednim razem, ruchy stawały się coraz głębsze i gwałtowniejsze. Rżnęła mnie tak, dolewając co chwilę lubrykantu, między czasie pieszcząc mojego kutasa. Po chwili ból zaczął wydawać się przyjemny i zacząłem odczuwać charakterystyczne mrowienie w penisie. Zajeczałem, by dać do zrozumienia, że już prawie szczytuje. Byłem o ułamek sekundy od wytrysku. Paulinka jednak nagle wyjęła dildo i cofnęła ręce. Przyglądała się jak walczę z wytryskiem, będąc na granicy. Nie dałem rady z penisa wyciekła delikatnie sperma, penis opadł, a ja nie poczułem nic oprócz bólu, zero przyjemności. Zrujnowała mi orgazm…Paulina zaśmiała się tylko szyderczo, rzuciła dildo i rękawiczki na ziemię wyszła.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Anonim5535
  • Maturzystka – 9.

    Część 9.

    Powoli dochodziłam do siebie po traumatycznym spotkaniu z chłopakami. Pamiętając groźbę, w szkole starałam się jak najrzadziej mijać ich łazienki. Jeżeli było to możliwe, to w obecności któregokolwiek nauczyciela. Ze szkoły do domu wracałam nieco inną trasą niż zazwyczaj. I dużo myślałam o tym, co się stało. Obiecałam sobie, że… Ale o tym innym razem. Wszystko w swoim czasie. Nie daruję im tego! Zbliżał się piątek, więc czekała mnie rozmowa z Kamilą. Od kilku dni przygotowywałam się do niej i już na zapas napawałam jej sukcesem. Bardzo tego potrzebowałam!

    *

    Piątek. Jestem w szkole, wychodzimy na kolejną przerwę. Dzisiaj, tak jak na ogół to bywa, stoję sama. Przeglądam wiadomości. Nie bardzo wiem, co czytam. Trudności z koncentracją? Nie, wręcz odwrotnie! Dyskretnie rozglądam się. Kolejna przerwa spędzona na korytarzu w osamotnieniu? Otóż nie! Trochę dalej, przy ścianie, stoi taka jedna. Właśnie osamotniona, więc bawi się jakąś grą. Nareszcie! Korzystam z okazji i podchodzę, a przygotowywałam się od kilku dni. Uznałam, że piątek będzie najlepszy. Czas na zasłużony rewanż! Zepsuć komuś dzień to jedno, a przy okazji cały weekend, to już bonus. Rozłożony w czasie, ale kiedyś usłyszałam, że zemsta „na zimno” lepiej smakuje. Za chwilę zacznę weryfikować tę mądrość ludową. Powoli podeszłam. Kamila rzuciła na mnie okiem i zignorowała.  

    – Część, krasnalu! Co słychać tam, na dole? – nie byłam ciekawa jej odpowiedzi, bardziej reakcji. Wiedziałam, że jest nadwrażliwa na punkcie wzrostu. Pokiwałam głową i dodałam ze zrozumieniem: – Ty najlepiej wiesz, co w trawie piszczy. Bo masz najbliżej, co nie?

    Kamila spojrzała na mnie. Już była wściekła. Telefon płynnym ruchem schowała do kieszeni. Lekko pochyliła się do przodu, dłonie zacisnęła w pięści.

    – Co, krasnalu? Myślisz, że mnie dosięgniesz? – zapytałam zaczepnym tonem. Mój drwiący uśmieszek na pewno nie łagodził jej nastroju. Gdyby w tej łepetynce było choć trochę szarych komórek, to domyśliłaby się, że coś ukrywam. Miałam argument, który ją rozłoży na łopatki, więc mogłam szarżować. Ponadto w kieszeni trzymałam gaz, ale to ostateczność. Jednak czułam się znacznie pewniej. Nosiłam go na wypadek spotkania z chłopakami od Waldka. Gdzieś w skrytości ducha miałam nadzieję, że broniąc się przed agresją Kamili, użyję gazu. Łzy tego małego przygłupa warte były ewentualnej kary. Właśnie zrobiła krok w moim kierunku. Ledwo panowała nad sobą.

    *

    – W łazience musiałaś stać na kiblu, żeby dosięgnąć językiem do cipy koleżanki czy ona kucała? – odczekałam moment dla uzyskania większego efektu i zapytałam: – Ciekawe, czy Ewa wie o twoich skokach w bok? Co, krasnalu? Może ją zapytam? – w moim głosie brzmiało głębokie zainteresowanie.

    Rosnąca wściekłość po pierwszym pytaniu, gwałtownie stopniała, kiedy usłyszała mój pomysł. Cofnęła się, zaskoczona sugestią i niespokojnie rozejrzała.

    – Zamknij się! – syknęła. Mimo agresywnej reakcji sprawiała wrażenie przestraszonej. Bała się?

    – Chyba chciałeś mnie o coś poprosić, krasnalu? Tak? To nie rozkazuj mi – zaczekałam aż przekaz dotrze. I łagodniejszym tonem dodałam: – Ty, a dzisiaj krasnale bez czapeczek? Bo ładna pogoda, tak?

    Nieufnie patrzyła na mnie. Z dużym wysiłkiem zignorowała kolejną zaczepkę, opuściła ręce, rozwarła szczęki, dłonie wcisnęła w kieszenie spodni. Wzrok trochę jej złagodniał. Spojrzała na buty, wzruszyła ramionami.

    – Chyba mogłybyśmy porozmawiać – burknęła, patrząc w bok.

    – Szczerze mówiąc, mnie tak za bardzo to nie zależy – teraz ja wzruszyłam ramionami. – Ewie pokażę film i na pewno na tym więcej zyskam, co nie?

    – Film! Jaki film?! Żartujesz chyba?! – gwałtownie spojrzała na mnie. Jej oczy stały się duże. Napięcie w głosie było wyraźnie wyczuwalne, ale mówiła ciszej.

    – Nie, dlaczego? Nagrałam małe „co nieco”. Od dołu. Widocznie byłaś zbyt zajęta, żeby zwrócić uwagę. Mogłam już wrzucić film do Internetu, ale czekam jeszcze na twoją ofertę – spojrzałam na nią i uśmiechnęłam się. – Pewnie jesteś zainteresowana? Mogę ci wysłać film – mrugnęłam do niej zachęcająco. – Jeżeli mi nie wierzysz: twoja koleżanka jest z B albo z C. Nie znam zbyt dobrze tamtych dziewczyn. Blondynka, gęste, do ramion, kręcone blond włosy i duże piersi. Wtedy miała niebieski T-shirt plus jasną spódniczkę. I wietrzyła cipę, bo majtek nie zauważyłam. Oczywiście, znacznie wyższa od krasnala. Jak każda z nas… Zgadza się? – pytanie zadałam chłodnym, wręcz ostrym tonem. Żarty się skończyły.

    Kamila wyglądała jakby odcięto jej tlen. Dałam jej jeszcze chwilę na przetrawienie informacji i ochłonięcie. W końcu dodałam rzeczowym tonem:

    – Trzeba było wyciągnąć język z jej cipki, wyjść z kabiny i pogadać ze mną.

    – Czego chcesz? – patrzyła przed siebie. Mężnie zignorowała moją złośliwość, ale na pewno ją bolała. I o to chodziło! Niech uczy się empatii.

    – A co oferujesz? – zapytałam ze słodkim uśmiechem.

    – Ile? – rzuciła, patrząc w podłogę.

    – Co: „ile”?

    – Ile ci zapłacić za skasowanie filmu? – wycedziła. Widziałam, że dłonie w kieszeniach były zaciśnięte w pięści.

    – Myślisz, że kupisz mnie za dziesięć tysięcy złotych? – udawałam rozbawioną.

    – Ile?! – spojrzała na mnie zdziwiona.

    – No, przecież na więcej ciebie nie stać – kpiłam z niej.

    – To czego chcesz?

    – Krasnalu, pomyśl czasami. Całe życie nie będziesz lizać cip. Matury też tak nie załatwisz.

    Rzuciła mi wściekłe spojrzenie i byłam pewna, że tym razem ruszy na mnie z pięściami. Byłam przygotowana. Dłoń w kieszeni trzymałam na pojemniku z gazem. Był otwarty. Tylko wyjąć i nacisnąć.

    – Nie nazywaj mnie tak! – syknęła.

    – Aaa, sama widzisz jak to przyjemnie, kiedy naprzykrzasz się komuś – kiwałam głową z lekkim uśmiechem. – Trochę empatii nie zaszkodziłoby… – zawiesiłam głos. – No, my tu gadu, gadu, a ty i tak nie rośniesz – klasnęłam w dłonie.

    Dziewczyna już nie kryła irytacji. Była wściekła, ale trwały negocjacje, więc atak fizyczny odłożyła na później. Profilaktycznie złagodniałam.

    – Dobrze, krótko. Co jeszcze zaproponujesz wyższej koleżance za dyskrecję?

    – Co? – wzruszyła ramionami. – Mam ci teczkę nosić do szkoły? – prychnęła.

    – Nie żartuj. Masz za krótkie nóżki. Tylko byś ją porysowała. I za długo by to trwało – westchnęłam poirytowana. Zaczekałam chwilę i wypaliłam: – Oczekuję, że oddasz się do mojej dyspozycji kilka razy.

    – Niby jak? – była wyraźnie zaskoczona moją propozycją.

    – Zwyczajnie. Podam ci termin i odwiedzisz mnie. I zabawimy się – spojrzałam na nią poważnie. – Zrobisz to, co zechcę.

    – Czyli co? – patrzyła na mnie nieufnie.

    – Wszystko. Żadnych warunków wstępnych. Jak skończymy nasze, powiedzmy, trzy spotkania, to skasuję film i bezpowrotnie zapomnę, co widziałam w łazience. Jeżeli wycofasz się, to Ewie pokażę film. Albo inaczej upublicznię.

    – Trzy spotkania?!

    – Tak, trzy. Na więcej z tobą nie będę miała ochoty. Dobra, niech będą dwa – łaskawie skinęłam głową. – Podaj numer telefonu, to zadzwonię z terminem spotkania i adresem.

    Podała. Patrzyłam na nią w milczeniu.

    – Tylko pamiętaj: jeżeli ktoś inny odbierze telefon, filmik popłynie…

    Pospiesznie jeszcze raz podała swój numer. Trochę inny. Nie patrzyła w moim kierunku. Nie skomentowałam jej ‘pomyłki’. A powinnam dołożyć jej kolejne spotkanie za oszustwo. I tak jeszcze pożałuje tych spotkań…

    – No, a teraz brykaj do koleżanek. Dłużej nie zniosę twojego towarzystwa. Niech one się męczą.  

    Dziewczyna posłusznie oddala się. Nawet nie próbuje protestować. Zero agresji.

    *

    Dzisiaj, zamiast przed szesnastą, w domu byłam już po trzynastej. Prawie trzy godziny wcześniej. Zwyczajnie nie chciało mi się siedzieć w szkole. Poszłam do pielęgniarki i ponarzekałam na ból brzucha. Mówiłam o bolesnych miesiączkach. Taka głupia nie byłam. Miałam podpaskę i trochę czerwonej farbki. Już wcześniej załatwiałam sobie takie zwolnienia, więc miałam wprawę na wypadek nadmiernej podejrzliwości pielęgniarki, jak to bywało w gimnazjum. Dostałam tabletkę przeciwbólową. Odczekałam lekcję i poszłam do wychowawczyni. Poinformowałam, że byłam u pielęgniarki, że dostałam tabletkę. Powtórzyłam całe info i poprosiłam o zwolnienie z pozostałych lekcji. Jeszcze nie zwalniałam się, więc nauczycielka zgodziła się i obiecała zrobić adnotację w dzienniku.

    W domu cicho i pusto. Mama powinna być około wpół do czwartej, a tata dopiero w niedzielę. I to późnym wieczorem albo w nocy. Był na jakiejś konferencji czy targach. Albo jedno z drugim? Od razu poszłam do swojego pokoju i dopiero tutaj zdjęłam buty i kurtkę. Torbę postawiłam pod biurkiem. Dałam Zuzi kawałek marchewki i gruszki. Moja świnka morska miała zajęcie. Założyłam swoje eleganckie czarne sandałki na szpilce. Położyłam się w poprzek na tapczanie, oparłam nogi o regał i podziwiałam pomalowane paznokcie u stóp. Spódniczka zsunęła się, więc podziwiałam moje nogi i czytałam książkę. W końcu odłożyłam książkę, bo uznałam, że pójdę na spacer. Jeszcze nie było czternastej, a mama będzie dopiero za półtorej godziny.

    Wstałam i zaczęłam zdejmować sandałki, gdy usłyszałam chrobot klucza w drzwiach. Chciałam wyjść do mamy, ale rozmawiała z kimś. Schowałam się za regałem. Zrobię jej niespodziankę! I już zostałam za regałem, kiedy usłyszałam głos mężczyzny. Mama przyprowadziła do domu jakiegoś obcego faceta? Chwilę później otworzyła drzwi do mojego pokoju i zajrzała, a ja stałam za regałem, więc nie widziała mnie. Gorączkowo zastanawiałam się, czy jednak nie powinnam wyjść? Otwierając drzwi, ich skrzydłem mama zasłoniła i regał, i mnie. Z progu jedynie zobaczyła pusty tapczan i wyszła, nie zamykając drzwi. Fakt, torba była pod biurkiem, więc i jej nie mogła spostrzec. Coś powstrzymało mnie przed ujawnieniem się. W końcu, ile tu będzie siedział? Pójdzie, to wyjdę. 

    – Mamy czas tylko do piętnastej! – rzuciła wesołym, ale jakimś takim innym, ciepłym albo podekscytowanym tonem. Włączyła muzykę i weszła z mężczyzną do salonu.

    – Czas do piętnastej? A czemu? Bo potem ja wracam? Kurde! Mama! Moja mama?!

    Z salonu dobiegają dźwięki muzyki. Mama rozmawia z tym facetem, śmieje się. On też. Potem rozmowa cichnie, ale ja już siedzę na tapczanie i znowu próbuję czytać. Nie idzie mi. W końcu odkładam książkę, siadam przy biurku i obserwuję Zuzię. Zwierzątko ignoruje mnie, zajęte gruszką, więc zabieram ją z klatki i pozwalam biegać po tapczanie. Z salonu dobiegają przyciszone głosy. Nie wsłuchiwałam się, ale są bardziej niewyraźne niż kilkanaście minut temu. Głównie słyszę mamę. W ogóle nie rozumiem, co mówi. Kłóci się? Chyba dyskutuje. Odstawiam Zuzię do klatki i zaciekawiona powoli otwieram drzwi mojego pokoju. Od razu lepiej słyszę muzykę. Głos mamy słabo przebija się przez dźwięki muzyki. Hm, przedtem było ją wyraźnie słychać. Jedzą coś? A może siedzą nad jakimiś dokumentami?

    *

    Stąpam po chodniku i zatrzymuję się jakieś dwa metry przed wejściem do salonu. Już wszystko widzę. Mama rzeczywiście siedzi. W czarnych, ażurowych botkach bez palców i czarnych pończochach. Siedzi na kanapie i obciąga stojącemu nad nią nagiemu facetowi! Ona jest naga! Na kanapę mama narzuciła jasne prześcieradło. Teraz widzę jej opaleniznę. Granatowa bielizna w białe prążki leży na dywanie. Razem kupowałyśmy te rzeczy! Wyjmuję telefon, klikam trzy razy i przesuwam się jakiś metr do przodu. Mężczyzna wysuwa fiuta z jej ust i odwraca mamę. Klęczy na czworakach, a facet bez wysiłku wchodzi w nią. Mama kopuluje na naszej kanapie z obcym mężczyzną!

    Mężczyzna, młodszy od mamy, jest dobrze zbudowanym brunetem. Kładzie się na plecy, a mama siada na niego. Chwyta ją za piersi. Mama, odchylona do tyłu, postękuję, jeszcze bardziej wygina się, rzuca głową na boki. Jest bardzo podniecona!  

    Zatrzymuję się przed drzwiami salonu. IPhone’a trzymam w dłoni i opieram się o ścianę prawym ramieniem.

    Jej stękanie wzmaga się. Mężczyzna rytmicznie podnosi biodra. Patrzę, jak mama dochodzi! Po głośnym krzyku pada na niego. On chwyta jedną pierś i delikatnie miętosi, później leniwie głaszcze mamę po głowie.

    – Tym razem szybko nam poszedł pierwszy raz – facet głęboko wzdycha, przekręca głowę, spostrzega mnie i nie rusza się. Z uśmiechem patrzy na mnie. Ani cienia zdenerwowania w jego spojrzeniu! Raczej bawi go ta sytuacja. Twarz mamy jest zwrócona w kierunku okna. Głęboko i głośno oddycha. Odpoczywa. Stoję bez słowa. Zadowolony mężczyzna nadal porusza biodrami.

    – Tym razem!? – dopiero dociera do mnie sens tych słów. – Ja ci jeszcze zagwarantuję kolejny raz! Pożałujesz tego, gnoju! – wszystko gotuje się we mnie, ale stoję jak skamieniała. Czekam.

    Kiedy mama odwraca głowę w moim kierunku, ma zamknięte oczy. Coś mamrocze do kochanka. Mamy pierś zsuwa się po jego klatce, a facet bierze jak swoją i miętosi! Mama coś mówi i cicho śmieje się, krótkimi ruchami samych palców głaszcząc jego klatkę piersiową. Kochanek wtóruje, a potem z pogodnym uśmiechem, patrząc na mnie, palcem wolnej ręki stuka mamę w plecy. Ona w końcu podnosi głowę, otwiera oczy i patrzy na niego. Facet ruchem brwi i oczu wskazuje w moim kierunku. Uśmiechnięta mama odwraca głowę. Po niecałej sekundzie, kiedy już pojmuje, co widzi, uśmiech zamiera na jej twarzy, oczy gwałtownie rosną, a usta wydają defensywne „Och!”. Pogodny wyraz twarzy szybko przeradza się w grymas strachu. Mama jest przerażona.

    *

    Cdn.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Trojkacik

    Od nie dawna zaczęłam pracować dla Alexa tak potrzebowałam pieniędzy ale sam fakt uprawiania seksu żeby je dostać bardzo mi się spodobał. I tak zostałam prostytutką w wieku 22 lat. Klienci Alexa byli z wyższej pułki a wiec można powiedzieć ze zostałam ekskluzywna panią do towarzystwa. Dzisiaj miałam się spotkać z moim ósmego klientem i trochę się stresowałam ale przyjemny dreszczyk tez mi towarzyszył. Jadąc winda na 10 piętro w pięciogwiazdkowym hotelu nie widziałam czego się spodziewać ale jednego byłam pewna ten klient musi być bogaty. Zapukałam i usłyszałam proszę wiec otworzymy drzwi kluczem który dostałam od Alexa. Weszłam do pokoju i zobaczyłam kobietę z mężczyzna koło 40 lat siedzących na łóżku i się zdziwiłam bo myślałam ze będzie tylko jedna osoba czyli mężczyzna. -A wiec to ty jesteś Laura? Usłyszałam głos mężczyzny. -Tak. Odpowiadałam. -Jestem Igor a to moja piękna żona Sara. Popatrzyłam na kobietę która ewidentne pożerała mnie wzrokiem, trochę się speszyłam i przez to się zarumieniłam. -Witaj słonko. Powiedział Sara wstając i podjąć mi rękę. Chwyciłam ja i delikatnie uścisnęłam. -Miło mi was poznać. Odezwałam się nieśmiało. Zawsze rozmowa wstępna sprawiała mi problemy i wprowadzała mnie w zakłopotanie a sam fakt ze będzie to trójkącik nie polepszał sytuacji. Ale nie bałam się bo jak tylko zaczynałam się rozbierać moje seksowne i drapieżne ja przejmowało kontrole nad wszystkim. -Potrzebuje tylko na chwile skorzystać z toalety a potem jestem już do waszej dyspozycji. Powiedziałam, starając się zabrzmieć jak najbardziej seksownie. -Pewnie kochanie. Odpowiadała Sara nadaj obserwując mnie bacznie. Odtworzyłam drzwi od łazienki. Szybko zrobiłam sikać, umyłem ręce i spojrzałam w lustro. Dasz radę Laura. Ściągnęłam bluzkę i spodnie wraz ze skarpetkami. Zostałam w samych majtkach i staniku. Piękny koronkowy komplet w czarnym kolorze dobrze był do pasowany do mojej sylwetki. Stanik idealnie trzymał mój biust który wcale nie był taki mały a majtki z dużym wycięciem idealnie podkreślały mój tyłek. Lekka opalenizna tylko polepszała całość. Okej jestem gotowa. Wychodzę z łazienki i od razu widzę jaki wpływ mam na parę która wyrżnie jest zadowolona ze swojej inwestycji. -No no no. Mówi mężczyzna wstając z łóżka i podchodzi do mnie. Chwyta mnie w pasie i przyciąga do siebie. Stojąc tak z mocnym uścisku daje mi klapsa w tyłek patrząc się w moje oczy. Widzi w nich pewnie pozwolenie bo jeszcze raz to robi tylko mocnej a mi się to bardzo podoba. Potem luzuje trochę uścisk i pcha mnie na drzwi łazienki które były zamknięte, kątem oka widzę ze Sara jest już prawie rozebrana. Jest ona chudą osoba nawet powiedziałbym ze bardzo chuda ale nadal jej figura jest ładna. Ma małe cycki ale takimi tez można się nieźle pobawić. Kobiety zawsze pociągały mnie równie bardzo co mężczyźni. Myślenie nad cyckami Sary przerwał mi Igor który położył mi rękę na gardle i trochę podduszał drocząc się ze mną czy mnie pocałować czy nie. W końcu przywar do mnie i zaczął mnie łapczywie całować nawet bym powiedziała pożerać. W tym samym czasie pozbawiając mnie stanika. Nagle przestał i się odsunął, ustępując miejsce Sarze która chwyciła mnie za rękę i zaprowadziła do łóżka. Udając się za nią podziwiałam jej mały słodki tyłeczek. —Położę się teraz a ty mi zrobisz miętę zrozumiano? I nie krępuj się włożyć mi paluszka w dupę, bardzo to lubię. Mówiąc to położyła się na łóżku i rozchyliła nogi. Gestem machnięcia ręka zaprosiła mnie bliżej. Klęknęłam na łóżku i schyliła się do jej cipy. Była delikatnie różowa i już trochę morka. Zaczęłam lizać ja zachłannie i bawić się jej łechtaczka. Sarze wyrazie się to podobało bo zaczęła się już trochę wiercić i wyginać. W między czasie gdy robiłam jej dobrze Igor zdarzył się rozebrać i pozbawić mnie majtek. Nagle poczułam język na mojej cipie co mi się spodobało. Po chwili włożyłam palca do środka cipy na co Sara tylko pogłoska mnie po włosach wiec włożył drugiego i energicznie nimi ruszyłam nadal masując łechtaczkę. Co jakiś czas przestawałam i dokładnie wylizywałam jej cipę. W między czasie Igor włożył już we mnie swojego penisa który musiał być większy niż norma i gruszy bo go poczułam w sobie dość dokładnie i pierwsze parę pchnięć było bolesne. Późnej już mi to nie sprawiało problemu tylko samą przyjemność. Ruchana od tyłu zaczęłam agresywnie wkładać już trzy pace Sarze. Ta zaczęła się wiercić i wiedziałam już jest blisko wiec włożyłam czwartego palca, kciukiem maskowały łechtaczkę a palca wskazującego drugiej ręki włożyłam jej do odbytu co strasznie pobudziło ja aż zaczęła ciężej oddychać i sapać. Byłam już trochę zmęczona tą pozycją wiec moja misją było jak najszybciej doprowadzić ją aby doszła, co nie zajęło mi dużo czasu. Nadal ruchana sama byłam już blisko ale po tym jak Sara doszła Igor przestał mnie ruchać najwyraźniej planował dojść w moich ustach bo pociągnął mnie za włosy tak ze wylądowałam na klęcząc na podłodze z chujem już w buzi. Tak jak się spodziewam był on większy i gruszy niż te z którymi miałam odczynienia wczesnej wiec i moje gardło i przełyk odmawiało posłuszeństwa ale na to ręka Igora która mnie przytrzymywała dawała radę. Krztusząc się i nawet trochę wymiatając poczułam ręce na mich piersiach co mnie mega podnieciło. Sara zaczęła je mocno pieścić i ściskać brodawki które stały twarde. I wreszcie Igor doszedł w buzi przytrzymując mi ręką szczękę żebym wszytko połknęła. Prawie się zadławiłam ilością spermy ale nie miałam nawet czas się nad tym zastanowić bo ten mnie podniósł i rzucił na łóżko. Sara od razu rzuciła się na mnie, usiadła na moim brzuchu i dopiero teraz zauważyłam ze trzyma w ręce coś metalowego. W między czasie Igor już był w mojej cipie która niemal błagała o więcej. Zamknęłam na chwile oczy i nagle poczułam ucisk na sutku. Okazało się ze te metalowe rzeczy które Sara trzyma to klamry na sutki. Ból był do wytrzymania nawet był powiedziała bym przyjemny. Sara mnie pocałował a potem zacząłem pstrykać w klamry co sprawiało ze ból już nie był taki przyjemny a mój grymas na twarzy wyraźnie sprawiał jej przyjemność. Po jakiejś chwili zaczęłam dochodzić co sprawiło za zaczęłam sapać i się wić na co Igor zaczął szybciej i głębiej wsadzać swojego chuja. Sara natomiast zaczęła mnie całować i trochę mocnej pieścić moje ciało i wbijać mi paznokcie tu i tam. W jej oczach można było zobaczyć jak bardzo jest podniecona tym wszystkim. -Słonko ale ty seksownie wyglądasz tak jęcząc tu pode mną. Igorku kotku mocniej dajesz zaraz nasze słonko dojdzie. Powiedziała Sara dociskając moje klamry i ściskając piersi. Nie wytrzymałam i dostałam orgazm. Spazmy przeszły całe moje ciało na co Igor przestał. Sara położyła się koło mnie, dając mi trochę czasu na dojście do siebie bo oni zajęli się sobą. Igor wycisnął sobie trochę żelu na ręce i wsmarował go w odbyt Sary i po chwili włożył jej tam chuja. Ewidentnie Sara lubiła seks analny ja natomiast jeszcze nie próbowałam i miałam nadzieje ze dzisiaj to mnie też obejdzie. -Lauro choć tu do mnie. Siądź na mnie okrakiem i pobaw się moja cipka. Powiedziała wręczając mi wibrujące dildo troszeczkę mniejsze niż penis jej partnera. Zrobiłam jak mówiła. Wkładałam jej dildo w tym samym czasie co Igor ruchał jej odbyt. Słychać było ze Sara jest mega zachwycona. Sapała jęczała i nawet wbijała paznokcie mi dupę i boki. Nagle ja i Igor złapaliśmy kontakt wzrokowy i zaczęliśmy się całować. Po jakiś paru minutach zrozumiałam ze Sara dochodzi już i że Igor tez już jest blisko wiec przyspieszyła ruchy dildo a druga ręka chwyciłam pośladek Igora i wbiłam w niego paznokcie co spowodowało że on zamruczał jak kot z zadowalania. Sara doszła tak mocno że aż zaczęło nią trochę rzucać i nie panowała nad ciałem ale Igor nie zdarzył dojść wiec szybko wypielam swoją cipek żeby mógł dokończyć. Na co on podziękował uśmiecham. Wyszedł ze mnie mocno i ruchał aż popadnie co jakaś chwilkę dając mi klapsa. Ewidentne moja dupa mu się spodobała nie winie go. Sary tyłeczek jak mówiłam był słodki ale nie do dawania mocnych klapsów pewnie od razu dostała siniaki. A mówiąc o Sarze biedulka jeszcze się nie mogła pozbierać wiec zaczęłam ja całować i będąc na łokciach jedna ręka pieścić jej sutki i piersi. Gdy Igor zaczął dochodzić chwycił mnie za ramiona żeby z większym impetem ze mnie wchodzić co natychmiast na mnie zadziało ze też zaczęłam dochodzić. Na to on podniósł moje ciało i zacisnął ręce na mich piersiach z klamerkami potem jedna ręka chwycił mnie w pasie a drugą położył mi na gardle i podduszał mnie. Czułam ze on jest równie blisko jak ja. Spaliliśmy razem. Nagle on ugryzł mnie delikatnie w moje ucho co było dla mnie końcem gry. Nie wytrzymam więcej padłam na łóżko a Igor jeszcze parę razy włożył mi energicznie penisa i sam doszedł. Po tym jak do sobie doszłam zaczęła ujeżdżać Igora który leżał na łóżku a Sara siedząc na nim okrakiem wypinała cipkę do wylizania jednocześnie mi całując. Kiedy Igor doszedł po raz kolejny Sara zrobiła mi minetę a Igor jeszcze raz ja wziął od tylu. Po jakimś czasie jeżeliśmy już zmęczeni i zaspokojeni na łóżku. Sara zdjęła mi w końcu klamerki co mnie starzenie zabolało ale na co ona od razu zaszła ja brać na zmiano do buzi żeby uśmierzyć ten ból. -Dziękuje Ci. Powiedziałam na co ją pocałowałam a potem Igora. Wstałam i zaczęłam się ubierać. -Koperta leży na stoki w rogu przy fotelu. Powiedział Igor. -Bardzo nam się podobało słonko, ale następnym razem zaprosimy się do nas do domu tam dopiero będzie zabawa. Sara mówiąc to puściła mi oczko. Gdy już się ubrałam wzięłam kopert i wsadziłam ja do kieszeni Igor zdarzył już wstać, ubrać się w szlafrok i podejść do mnie. Chwycił mnie za ręka żeby mnie zatrzymać bo już kierowałam się w stronę drzwi. -Proszę to twój napiwek. Na prawdę byłaś niezła jak na nowicjuszkę, odezwiemy się do Alexa co do następnego razu a teraz żegnaj. Na co klepnął mnie w tyłek ostatni raz i otworzył mi drzwi. -Do zobaczenia! Powiedziałam i skręciłam w prawo w korytarz słysząc za sobą zamknięcie drzwi. Już nie mogę się doczekać następnego spotkania takich klientów to ja mogę mieć, pomyślałam zadowalania i z uśmiechem na twarzy nacisnęłam przycisk windy.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Sassines
  • Siodmy kolor teczy

    1 stycznia

    Pierwszy pocałunek powinien być wyjątkowy, niepowtarzalny, cudowny. Tak sobie go dotychczas wyobrażałem. W każdym razie na pewno nie planowałem TEGO. Nawet nie jestem w stanie określić, czy byłem wtedy zbyt pijany, żeby odmówić, czy znowu bałem się posądzenia o sztywniactwo. Może jedno i drugie. Dosyć, że zgodziłem się na grę w tę pieprzoną butelkę.

    Z licznego grona imprezowiczów go gry włączyło się niewielu. Kilka dziewczyn z mojego roku, dwóch naszych kolegów, którzy byli jeszcze wystarczająco trzeźwi i jakiś ziomek, którego pierwszy raz widziałem na oczy. Statystycznie rzecz biorąc szanse na wylosowanie dziewczyny były znacznie wyższe niż chłopaka. Tylko że ja nigdy nie miałem szczęścia w grach losowych. Owszem, udało mi się pocałować każdą ze swoich koleżanek, a są one niebrzydkie. Udało mi się też uniknąć krępującej sytuacji pocałowania Janka i Romka (oni takiego szczęścia nie mieli). Gorzej, że ta złośliwa butelka częściej niż moje koleżanki wskazywała nieznajomego. Nigdy nie lubiłem rachunku prawdopodobieństwa, a tej nocy znienawidziłem go doszczętnie.

    Karol, bo tak chyba miał na imię, zdawał się w ogóle tym faktem nie przejmować. Ba, świetnie się bawił i chyba nawet nie było to spowodowane alkoholem. I przykładał się do całowania. Dziewczyny robiły to bardzo po koleżeńsku. Nie wzbudzam w nich chyba odrazy, ale też nie sądzę, by któraś z nich rozmyślała o mnie skrycie podczas wykładów. Za to Karol… Wspomniałem o modyfikacjach? W trakcie gry dziewczyny zdecydowały, że każde powtórzenie będzie o sekundę dłuższe. Z języczkiem. Ostatni mój pocałunek z Karolem trwał całe wieki. Ktoś chyba to nawet nagrał, sam nie wiem. Oszołomiony wyszedłem na balkon przewietrzyć głowę. Ktoś poczęstował mnie papierosem. Wypaliłem całego, chociaż zwykle nie palę. Kiedy wróciłem, chłopaka już nie było. Podobno zamierzał przed północą zaliczyć jeszcze dwie imprezy sylwestrowe. Krzyż na drogę. Ja zostałem sam z całym swoim wewnętrznym bajzlem. Na szczęście Romek szybko się mną zaopiekował i pomógł wypłukać smak jego pocałunku. Skutki tej pomocy odczuwam do teraz.

    Porażka. Nawet przed sobą samym nie był w stanie się przyznać, że mu się podobało. Zniesmaczony własną hipokryzją Sebastian odstawił notatnik. Do tej pory był tak pochłonięty nauką, że nawet nie rozglądał się za dziewczyną, o związku już nie wspominając, a teraz, nagle, okazuje się, że dziewczyny go nie interesują. Nie w ten sposób. Wprawdzie jego organizm reagował na nie, ale była to reakcja czysto biologiczna, jeśli pominąć ekscytację, naturalną dla nowych doświadczeń. Z Karolem było inaczej. Pocałunek z nim był obezwładniający, a towarzyszące temu uczucia nieporównywalnie bardziej intensywne. Jego wspomnienie wciąż było żywe, wrażenia wracały, budząc w chłopaku mieszaninę lęku, gniewu i obrzydzenia.

    Spojrzał na zegarek. Było już po piątej. Normalnie poszedłby teraz do kościoła, ale na szczęście wywiązał się z obowiązku wczoraj. Zwykle nie podchodził do sprawy tak formalnie, ale w tej chwili nie był w nastroju na zaspokajanie potrzeb religijnych. W ogóle nie był w nastroju. Dół emocjonalny połączony z kacem posylwestrowym to wprawdzie żadna wymówka, ale w obecnej sytuacji wydawała mu się wystarczająca. Tylko co zrobić z wolnym czasem? Nie położy się przecież spać, skoro wstał całkiem niedawno. Galerie pozamykane, na kino nie miał ochoty, a na spacer za zimno.

    Po chwili zastanowienia postanowił odrobić zaległości w serialach. „Ricky i Morty” jest wystarczająco odmóżdżający. Odpalił kompa, wyciągnął z szafy paczkę paluszków i ostatnie dwie butelki piwa. Zanim otworzył pierwszą usłyszał dzwonek do drzwi. Wcisnął przycisk domofonu, otworzył drzwi i stanął w progu oczekując niezapowiedzianego gościa. Mieszkał na pierwszym piętrze, więc po krótkiej chwili z klatki schodowej wyłonił się Romek.

    – A ty co, spać nie możesz?

    – Jolka zaczęła sprzątać mieszkanie. Wyczułem, że jeśli szybko się nie zmyję, zagoni mnie do roboty. Do akademika mi się nie spieszy, a że przechodziłem w pobliżu, pomyślałem, że wpadnę. Krystek jest?

    – Wraca jutro.

    – Czyli w razie czego masz wolne łóżko?

    Sebastian nie skomentował pytania. Romek miał tendencję do przesiadywania u znajomych do późnych godzin nocnych. Zwykle wiązało się to ze spożywaniem dużej ilości alkoholu. Zanim wyszedł był w takim stanie, że gospodarze z litości pozwalali mu zostać do rana.

    – O! Widzę, że przyszykowałeś już popitę.

    – Jaką znowu popitę?

    Romek wskazał na stojące na stole piwo.

    – Wbrew twojej teorii piwo to też alkohol. Zamierzałem je wypić sam, oglądając serial.

    – Picie w samotności to początek alkoholizmu.

    – I kto to mówi?

    – O przepraszam, ja zawsze piję w towarzystwie.

    – A że mieszkasz w akademiku, nie ma dnia, żebyś nie miał towarzystwa.

    – Oj tam, to tylko drobny szczegół. Chciałem tylko powiedzieć, że w trosce o ciebie chętnie ci potowarzyszę.

    – Nie licz na zbyt wiele, to wszystko, co mam.

    – Na szczęście w drodze natrafiłem na jeden otwarty sklep – powiedział wyciągając skitraną za pazuchą połówkę.

    – Wiesz, po wczorajszej imprezie nie czuję się najlepiej.

    – Tym bardziej powinieneś się napić. Znasz zasadę: „czym się strułeś, tym się lecz”.

    Sebastian spojrzał zrezygnowany na stojącą butelkę, po czym poszedł do kuchni po kieliszki i ogórki kiszone. Zapowiadał się długi wieczór.

    – Mówię ci, stary, tamten sylwester to twój wielki krok w życiu towarzyskim.

    – Jakoś inaczej to widzę. Jeśli ten filmik wycieknie…

    – Poza tobą nikt się tym nie przejmie.

    – Wyjdę na homosia!

    – A nie jesteś? Au! Żartuję przecież. Wszyscy wiedzą, że to była tylko zabawa. Wbrew pozorom filmik może ci tylko pomóc.

    – Niby jak?

    – Zyskasz na popularności i pozbędziesz się wreszcie opinii kościółkowego sztywniaka.

    – Nie jestem sztywniakiem.

    – Ale byłeś. Na szczęście poznałeś właściwych ludzi.

    – Przez was stoczę się na dno moralne.

    – Dziękuję, uznaję to za komplement. A skoro już o dnie mowa, wódka się skończyła. Masz jakieś zapasy?

    – Późno już, idźmy lepiej spać.

    – Ale ja wcale nie jestem zmęczooony – powiedział Romek, ziewając potężnie.

    – Właśnie widzę. Pokój Krystka jest otwarty. Rozgość się, zaraz przyniosę ci jakiś koc.

    Romek posłusznie wyszedł z kuchni, lekko się tylko zataczając. Sebastian sprzątnął ze stołu pustą już butelkę i kieliszki, po czym udał się do siebie poszukać jakiegoś koca dla kolegi. Kiedy wszedł do pokoju współlokatora, Romek leżał już na łóżku w pozycji płodowej i głośno chrapał. Nawet się nie rozebrał. Sebastian westchnął i zabrał się za rozsznurowywanie butów. Chciał jeszcze zdjąć skarpety, ale zrezygnował, kiedy poczuł ich zapach. Przykrył kolegę szczelnie kocem i cicho wyszedł z pokoju, zamykając za sobą drzwi. Zanim sam zaczął się przygotowywać do snu wysłał jeszcze SMS-a do współlokatora o niespodziewanym gościu. Krystek miał wrócić dopiero późnym popołudniem, ale gdyby przypadkiem zjawił się wcześniej, mogło zrobić się niezręcznie. Pretensji na pewno mieć nie będzie, znali się przecież doskonale. Cała trójka nie tylko studiowała na tym samym kierunku, ale byli nawet w tej samej grupie ćwiczeniowej. W ogóle cała ich grupa była na tyle ze sobą zżyta, że nawet na wakacje wyjechali razem. Gdyby Sebastian nie był ostrożny w używaniu wielkich słów, nazwałby ich przyjaciółmi. Bez oporów natomiast nazywał ich zgraną paczką, do której sam się zaliczał.

    2 stycznia

    Znowu mam kaca jak stąd do Warszawy. Trudno mi zebrać myśli. Z drugiej strony, o to przecież mi chodziło – żeby nie myśleć. Dosyć mam starych problemów, żeby roztrząsać nowe. Tak, wiem, że to ucieczka. Święta jakoś przeżyłem, ale stara znajoma nie odpuszcza. Czai się z tyłu głowy i tylko czeka, na odpowiedni moment, żeby wrócić z całą mocą. Coraz częściej spoglądam na stare blizny na rękach. Ataki są coraz częstsze i coraz silniejsze. Niby wiem, że kaleczenie się to żadne rozwiązanie, ale co z tego? Ból egzystencjalny bywa tak silny, że tylko ból fizyczny jest w stanie zagłuszyć go choćby na chwilę.

    Chciałbym mieć taki dystans do rzeczywistości, jak Romek. Wydaje się być taki beztroski. Jestem niemal pewien, że to tylko pozory, że on też ucieka. Nie można przecież imprezować całe życie. A może się mylę? Może korzysta z okazji, by żyć pełnią życia? Może jego beztroska jest pozorna, a tak naprawdę gotów jest w każdej chwili wziąć pełną odpowiedzialność? Trudno mi się zdecydować, czy powinno mi go być żal, czy raczej powinienem mu zazdrościć.

    Było już po szesnastej, najwyższy czas, by zwlec się z łóżka. Sebastian schował notatnik pod poduszkę i doczłapał się do kuchni. Wstawił wodę na kawę i wyciągnął chleb z zamrażalki. Żeby przyspieszyć rozmrażanie, owinął bochenek wilgotną ściereczką i wsadził do piekarnika. Ustawił odpowiednią temperaturę i już zaczął się cieszyć na myśl o chrupiących kanapkach, jakie sobie zrobi, kiedy chleb będzie gotowy. Spojrzał na zegarek i przygotował dwie filiżanki, do których wsypał kawę. Do jednej z nich dodał dwie łyżeczki cukru.

    Woda zagotowała się akurat w chwili, gdy usłyszał szczęk klucza w drzwiach. Sebastian uśmiechnął się, zadowolony ze swojej przemyślności i zalał obie filiżanki wrzątkiem.

    – Czuję kawę! – usłyszał wołanie Krystka.

    – Czuję pierniki babuni! – zawołał do współlokatora.

    Gdy Krystian wszedł do kuchni, zobaczył dwie filiżanki z parującą kawą i pusty talerzyk na środku stołu, który wyraźnie wołał, żeby go przyozdobić jakimiś domowymi wypiekami.

    – Jak zawsze przewidujący – powiedział, witając się z Sebastianem.

    – Jak zawsze przewidywalny – odpowiedział.

    – Romek jeszcze jest?

    – Wyszedł jakąś godzinę temu.

    – Ciekawy jestem, kiedy dotrze do akademika.

    – Raczej nie w tym tygodniu. Po drodze mieszka tylu znajomych… O pokój nie musisz się martwić. Romek był wyjątkowo grzeczny. Tylko okno musiałem otworzyć, bo waliło, jak w gorzelni. U mnie zresztą też.

    – Innymi słowy impreza sylwestrowa się przedłużyła. Dużo wypiłeś?

    – Czemu pytasz?

    – Wyglądasz fatalnie.

    – Tak samo się czuję. Ale, ale, mów lepiej jak tobie minął sylwester. Udało się?

    – Co?

    – Nie udawaj głupiego. O Natalię pytam.

    – O Natalię? A tak, u niej też wszystko w porządku.

    – Tylko w porządku?

    – No, może nawet trochę lepiej niż w porządku.

    – Jak bardzo lepiej?

    – Powiedzmy, że będziesz się musiał rozejrzeć za nowym garniturem.

    – Zgodziła się!

    – Zgodziła – potwierdził Krystian. – Datę ślubu ustaliliśmy na wrzesień.

    – Szybko.

    – Nie ma sensu czekać. To jak będzie?

    – Z czym?

    – Z garniturem.

    – Bez przesady, od matury nic nie przytyłem.

    – Niby nie, ale świadek powinien dobrze się prezentować.

    – Świadek? Żartujesz chyba.

    – Mówię jak najbardziej poważnie.

    – Nie masz braci?

    – Mam, ale jeden jest za młody, a starszego prawie nie znam. Wiem, że świadek to funkcja czysto formalna, ale chciałbym, żeby w tej najważniejszej chwili był przy mnie ktoś naprawdę bliski.

    – I nie masz nikogo innego?

    – Mam ciebie.

    – Bo uwierzę.

    – Skąd w tobie tyle niedowiarstwa?

    – Z doświadczenia.

    – Więc wyrzuć je za siebie i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym. To jak będzie?

    – To będzie dla mnie zaszczyt.

    – No ja myślę!

    3 stycznia

    Zapach smażonej na boczku jajecznicy zwabił Sebastiana do kuchni. Stał w drzwiach obserwując swojego współlokatora, który stał przy gazówce w samych tylko bokserkach. Prawą ręką mył zęby, lewą natomiast mieszał zawartość patelni.

    – Uważaj, żeby jajek nie przypalić.

    – A co – odpowiedział wypluwając pastę do zlewu. – Masz ochotę?

    Sebastian poczuł nagle, jak się rumieni. Powodem nie była dwuznaczność żartu, tylko fakt, że w tym samym momencie zorientował się, że gapi się na tyłek kolegi. Krystian w ogóle tego nie zauważył, za bardzo był zajęty robieniem dwóch rzeczy naraz. Sebastian wyszedł szybko do łazienki i przemył twarz zimną wodą. Potem wrócił do kuchni żeby zrobić sobie kawę. Starał się przy tym usilnie, żeby nie patrzeć na kolegę. Okazało się to znacznie trudniejsze, niż się spodziewał. Co chwila przyłapywał się na tym, że kątem oka zerka na niemal nagiego współlokatora. Zamknięcie oczu niewiele pomagało, szczególnie, że obcisła bielizna przy niewielkim wysiłku wyobraźni łatwo zmieniała się w brak jakiejkolwiek bielizny.

    Wreszcie Krystian zgasił ogień i wyszedł z kuchni. Wrócił już ubrany i zasiadł do śniadania.

    – Na pewno nie chcesz?

    – Nie, dzięki. Mój żołądek obudzi się dopiero po dziewiątej. Przyjdziecie z Natalią na obiad?

    – Dzisiaj jesteśmy umówieni z jakąś jej ciotką, która podobno nie wypuści nas z mieszkania, dopóki nie zjemy wszystkiego, co przygotowała. Ale jutro możemy upichcić coś razem.

    – Spoko, skoczę w takim razie do chińczyka.

    – Ola się z tobą kontaktowała?

    – Nie, a co?

    – Wracaliśmy razem pociągiem. Wspominała, że ma do ciebie jakąś sprawę. Skontaktuj się z nią, może przy okazji zjecie razem.

    Sebastian został sam. Zastanawiał się, czy nie zacząć sprzątać pokoju, ale po namyśle stwierdził, że da się jeszcze po nim poruszać, bez potykania się. Zamiast tego zabrał się za książkę, którą napoczął przed sylwestrem. Lektura była na tyle wciągająca, że na chwilę zapomniał o problemach. W przerwie na śniadanie zadzwonił do Oli. Faktycznie miała jakąś sprawę, chętnie też przystała na wspólny obiad. Umówili się o trzynastej na przystanku tramwajowym.

    W południe z żalem odstawił przeczytaną książkę na półkę. Nie było sensu zabierać się za następną, zaczął się więc przygotowywać do wyjścia. Na przystanek dotarł oczywiście dużo przed czasem, krążył więc w pobliżu niczym roznosiciel ulotek. Wreszcie zatrzymał się przy moście i oparł o betonową barierkę, odwrócony tyłem do ulicy. Wpatrywał się w ciągnące się na dole tory kolejowe. Nie był to widok tak hipnotyzujący, jak płynąca rzeka, ale i tak trudno mu było oderwać wzrok od pociągu, który właśnie tamtędy przejeżdżał. Powiew wiatru, który czuł na twarzy, sprawiał przyjemne złudzenie lotu, albo spadania…

    – Nie skacz – usłyszał za sobą znajomy głos. – Życie jest pię…

    Sebastian odwrócił się, przybierając najbardziej szyderczy wyraz twarzy, na jaki go było stać.

    – Eh, w sumie, to masz rację – powiedziała Ola, podchodząc do barierki, jakby sama zamierzała skoczyć.

    – Wolisz chińczyka na prawo od nas, czy na lewo.

    – Takiego, który spełnia kryteria studenckie.

    – Tańszy jest ten lewy.

    – Więc tam pójdziemy.

    Knajpa znajdowała się niedaleko, więc przeszli się piechotą. Sebastian bywał tu wystarczająco często, żeby złożyć zamówienie bez przeglądania karty. Ola potrzebowała trochę więcej czasu. Kiedy wreszcie się zdecydowała, Sebastian od razu zapytał ją o powód spotkania.

    – Umiesz tańczyć?

    – Czy to pytanie jest podchwytliwe?

    – Ależ skąd… – odpowiedziała robiąc niewinną minę.

    – Jak cię znam, to cokolwiek odpowiem i tak twoja propozycja będzie nie do odrzucenia.

    – Więc zapytam inaczej. Co robisz w środowe wieczory?

    – Zwykle siedzę w duszpasterstwie akademickim, ale akurat w środy nie robię tam nic konkretnego.

    – To się świetnie składam, bo mam karnet na kurs tańca towarzyskiego.

    – A co z Tomkiem? Nie ma wtedy czasu?

    – Tomek musiał pilnie wyprowadzić się z mojego mieszkania i mojego życia.

    – Mogłabyś…

    – Oszczędzę ci szczegółów żałosnego końca naszego żałosnego związku. Wystarczy ci wiedzieć, że jest to koniec definitywny. Na szczęście Tomek okazał się na tyle przyzwoity, że zostawił mi karnet, który dostaliśmy od jego siostry. Szkoda byłoby go zmarnować. Zresztą, tak się na ten kurs napaliłam, że nawet wspomnienie tego nieudacznika nie jest w stanie tego zmienić.

    – Powiedzmy, że byłbym zainteresowany.

    – Super! Myślę, że na weselu zrobimy furorę.

    – Jakim znowu weselu?

    – Moja siostra w maju wychodzi za mąż, a w zaistniałej sytuacji jesteś najlepszym kandydatem na osobę towarzyszącą.

    – No nie wiem, muszę to przemyśleć.

    – Chyba nie odmówisz starej kumpeli…

    – Dobra, powiedzmy, że się zgodzę. Ale mam warunek.

    – Jaki?

    – We wrześniu żeni się Krystian. Nie mam jeszcze zaproszenia, ale poprosił mnie żebym był jego świadkiem. Moglibyśmy pójść razem.

    – O ile do tego czasu nie znajdziesz w końcu dziewczyny.

    – Uwierz mi, do końca studiów raczej mi to nie grozi.

    W tym momencie kelnerka przyniosła zamówienie. W samą porę, bo zdążyli już solidnie zgłodnieć. Po solidnym posiłku do pełni szczęścia brakowało im tylko kawy, którą wypili w mieszkaniu Sebastiana. Chłopak próbował jeszcze wyciągnąć z koleżanki powód rozstania z Tomkiem, ale dziewczyna konsekwentnie milczała. Nie, żeby go to jakoś szczególnie interesowało, ale lubił się z nią droczyć. Ola o tym doskonale wiedziała, w przeciwnym razie dawno rozkwasiłaby mu nos. Należała raczej do dziewczyn, które nie pozwalają się bezkarnie znieważać, o czym Tomek zapewne boleśnie się przekonał.

    Poranny incydent mnie dobił. Nie chodzi nawet o to, że Krystian mi się podoba. Zawsze uważałem go za przystojniaka. Każdy człowiek posiada jakieś wyczucie estetyki i wydaje mi się, że mężczyzna jest w stanie ocenić drugiego mężczyznę w kategoriach piękna. Oczywiście, żaden normalny facet raczej nie powie tego na głos. Dziwne to trochę, ale niegroźne. Kobiety nie mają z tym chyba większego problemu. Wracając do Krystiana, to oceniłbym go nawet bardzo wysoko. Twarz ma przyjemną, a sylwetkę wprost idealną. Skóra gładka, pozbawiona blizn, czy znamion. Płaski brzuch, wyraźnie, ale bez przesady, zarysowane mięśnie klatki piersiowej i ramion. Sylwetka jak u greckiego herosa. Obiektywnie rzecz ujmując, mieści się w kanonach piękna. Reszta to kwestia gustu.

    I jeśli chodzi o mój gust, to nie potrafiłem dzisiaj oderwać od niego wzroku. Serce waliło mi jak szalone, o innych reakcjach organizmu nie wspomnę. Brakowało tylko, żebym się zaczął ślinić. Co z tego, że miał na sobie bokserki, skoro były one białe i obcisłe? Równie dobrze mógłby nic na sobie nie mieć. Bałem się do niego zbliżyć. Miałem ochotę go ochrzanić albo zdzielić mokrą ścierką przez plecy. Może wtedy by się nauczył odróżniać kuchnię od łazienki. Bo nie był to pierwszy raz. Wcześniej jakoś mi to nie przeszkadzało, ale nie mogę z całą pewnością powiedzieć, że było mi to obojętne. Wprawdzie dzisiaj po raz pierwszy uświadomiłem sobie, jak bardzo mnie pociąga, ale jeśli się zastanowić, to zawsze w takich sytuacjach zerkałem na niego ukradkiem. Wtedy tłumaczyłem sobie to ciekawością, ale gdyby to była tylko ciekawość, to przecież bym się z tym tak nie krył, ani przed nim, ani przed samym sobą.

    Nawet teraz trudno mi się do tego przyznać. Dla własnego komfortu powinienem z nim o tym porozmawiać, ale wiem, że tego nie zrobię. Bo jak mu wytłumaczę, że nagle zaczęło mi przeszkadzać, że chodzi po mieszkaniu w samej bieliźnie? Przecież obaj jesteśmy facetami, nie musimy się przecież przed sobą wstydzić. I tak dobrze, że nie jest sportowcem. Ci nie mają wobec siebie żadnych zahamowań. Pewnie słusznie – gdybym był normalny, byłoby mi to najzupełniej obojętne. Ale nie jestem normalny i gdybym zobaczył go całkowicie nago, to chyba bym oszalał. A on nawet by wiedział, o co mi chodzi. Pozostaje mi więc dotrwać jakoś do końca roku akademickiego. Skoro we wrześniu bierze ślub, to jest to ostatni rok, w którym mieszkamy razem. Będę musiał wynająć coś sam albo znaleźć na jego miejsce jakąś spokojną dziewczynę.

    4 stycznia

    Zgodnie z umową w piątek zabrali się za gotowanie. Sebastian z Krystianem kupili większość składników w pobliskim markecie należącym do sieci przyjaznej studentom. Natalia przyniosła dwie butelki wina. Jedna w całości miała zostać dodana do sosu pomidorowego z owocami morza. Makaron z tak wykwintnymi dodatkami nie kojarzy się może z kuchnią studencką, ale dla paczki przyjaciół wspólne gotowanie stanowiło kolejny element integracyjny. Tradycyjnie w większym gronie spotykali się w czwartki, po laboratoriach, które kończyły się w porze przedobiadowej. Było ich akurat tylu, że składając się po dziesięć złotych byli w stanie ugotować naprawdę przyzwoity obiad, i to w takiej ilości, że często zostawało im jeszcze na kolację.

    Po obiedzie i obowiązkowej kawie urządzili sobie seans filmowy. Oglądając po raz kolejny „Władcę Pierścieni”, Sebastian spoglądał od czasu do czasu na narzeczonych. Siedzieli wtuleni w siebie i sprawiali wrażenie szczęśliwych i spokojnych, jakby byli pewni, że nic ani nikt nie jest w stanie zburzyć ich szczęścia. Zazdrościł im trochę tego, że mają siebie nawzajem, ale jeszcze bardziej cieszył się z tego, że może się z nimi przyjaźnić. Znał ich na tyle dobrze, że potrafił wyczuć, kiedy może z nimi swobodnie przebywać, a kiedy woleliby zostać sami. Nigdy nie czuł się przy nich niekomfortowo, ani oni przy nim. Znał takie pary, które były tak wpatrzone w siebie, że nawet witając się z nimi, człowiek czuł się jak intruz. Natalia i Krystian do takich nie należeli. Ich miłość była otwarta na przyjaciół, których oboje mieli wielu, a Sebastian miał szczęście się do nich zaliczać.

    Wieczorem Krystian odprowadził Natalię do jej mieszkania. Kiedy wrócił, zaczął się pakować do wyjazdu. Na weekend zaplanowane miał pierwsze wspólne spotkanie rodziców w sprawie ślubu i wesela. Niby nic wielkiego, ale widać było po nim, że bardzo się tym stresuje. Sebastian z kolei obawiał się perspektywy pustego mieszkania. W samotności często nachodziły go ponure myśli. Nie bardzo wiedział, co ze sobą zrobić. Większość znajomych ze studiów planowało powrót dopiero w niedzielę, albo nawet w poniedziałek, przed popołudniowymi ćwiczeniami. Nawet ci, którzy zjechali na sylwestra, po Nowym Roku rozjechali się do domów. Nic nie stało na przeszkodzie, żeby pójść w ich ślady, ale jakoś nie miał nastroju do kolejnego spotkania z rodzicami. Pozostawało mieć nadzieję, że książki okażą się wystarczającym zabezpieczeniem przed okołoświąteczną depresją.

    Gdy na nich patrzę, tęsknie za czyjąś bliskością. Coraz bardziej też uświadamiam sobie, że nigdy chyba nie będzie mi dane doświadczyć, jak to jest kogoś mieć. Marzyłem o kobiecie, którą będę mógł adorować, obdarzać czułością, o którą będę mógł się troszczyć. Marzyłem o dzieciach, które razem wychowamy. I właśnie zdałem sobie sprawę, że w tych marzeniach nie było niczego erotycznego. Wielką krzywdę wyrządziłbym dziewczynie, z którą bym się ożenił. Bo czy małżeństwo z kobietą, której nie pożądam fizycznie nie byłoby oszustwem? Nawet jeśli bym ją szczerze kochał, to przecież bez pożądania nie byłaby to miłość małżeńska, tylko przyjaźń. Pewnie, że małżeństwo nie opiera się tylko na pożądaniu, ale jest ono niezbędnym jego składnikiem, który odróżnia ten rodzaj miłości od miłości między rodzeństwem czy przyjaciółmi.

    Z drugiej strony nie wyobrażam sobie, żeby żyć z facetem. Nawet jeśli faktycznie pożądam mężczyzn, jeśli nie jest to jedynie stan przejściowy, chwilowy zamęt w mojej głowie, to przecież taki związek, przelotny romans nawet, byłby zaprzeczeniem wszystkich wartości, które dotychczas wyznawałem. Zatem i w tym wypadku żyłbym w kłamstwie, pogłębiając tylko własną nędzę. Z kolei zrezygnować z własnych przekonań dla przyjemności, które uszczęśliwiłyby mnie na jakiś czas to byłaby dla mnie śmierć duchowa.

    Krystian jest dla mnie kimś więcej, niż tylko przyjacielem. Chociaż znamy się zaledwie półtorej roku, to jest dla mnie jak brat, którego nigdy nie miałem. Tym bardziej chore wydaje mi się pożądanie, które wobec niego odczuwam. Sądzę też, iż jest możliwe, by te uczucia braterskie ostatecznie zwyciężyły i zapanowały nad niestosownymi w tej relacji odruchami ciała. Kto wie, może nawet uciszą je całkowicie? Teraz jednak muszę być ostrożny, bo inaczej źle się to dla mnie skończy. Już teraz czuję do siebie obrzydzenie i nawet nie chcę wiedzieć, do jakiego stanu się doprowadzę, jeśli pozwolę sobie na jakiś niestosowny gest… Boże ratuj!

    5 stycznia

    Nie potrafił się skupić na książce. Niepotrzebnie wstawał tak szybko. Chciał mieć więcej czasu na czytanie, a teraz marzył o tym, żeby dzień się już skończył. Włączył ciężką muzykę i zabrał się za sprzątanie pokoju. Umył nawet okno, chociaż zwykle robił to tylko dwa razy w roku, przed świętami. Potem przeszedł do kuchni, w której było mniej roboty. Jak na mieszkanie studenckie, była naprawdę zadbana. To samo zresztą dotyczyło łazienki.

    Burczenie w brzuchu oznajmiło mu, że nadeszła pora obiadowa. Odgrzał resztki makaronu z poprzedniego dnia i zaparzył kawę, zmieniając przy tym muzykę na spokojniejszą. Picie kawy stanowiło dla niego niemal rytuał, który rządził się swoimi zasadami. Musiało być coś słodkiego, a jeśli odbywało się w samotności, musiała grać jakaś nastrojowa muzyka, sprzyjająca rozmyślaniu. Tego dnia jego myśli odbiegały w kierunku, który wcale mu się nie podobał. Był wręcz niebezpieczny.

    W telefonie zaczął przeglądać listę kontaktów, ale nie wpadła mu w oko żadna osoba, z którą miałby ochotę teraz porozmawiać albo się spotkać. Gdyby ktoś do niego zadzwonił i zaproponował spotkanie, chętnie by przyjął zaproszenie. Niestety, jak zwykle w takich sytuacjach, telefon milczał jak zaklęty. Skrzywił się do własnych myśli i wyłączył aparat. Po chwili namysłu wyciągnął z niego baterię. Skoro nikt od niego nic nie chce, to i tak bez znaczenia.

    Wyszedł z mieszkania i udał się w stronę centrum. Pogoda nie zachęcała do spacerów, ale jemu to nie przeszkadzało. Może czterdzieści minut w śnieżycy odwróci jego uwagę od nieprzyjemnego poczucia pustki. W galerii handlowej jak zwykle tłumy. Modni ludzie spacerowali modnie oglądając modne wystawy i kupując modne ciuchy. Wśród młodych mężczyzn największą popularnością cieszyły się obcisłe spodnie odsłaniające gołe kostki. Zupełnie niepasujące do panującej na zewnątrz pogody, ale za to przykuwające wzrok, co Sebastian zauważył z niesmakiem.

    Przyszedł tu bez żadnego konkretnego celu, ale na pewno nie zamierzał gapić się perfidnie na ludzi, wyłapując co przystojniejszych chłopaków. Z braku lepszego pomysłu, zaczął oglądać garnitury, orientując się w cenach. Większość była nie na jego kieszeń, ale przecież i tak nie zamierzał kupować garnituru w galerii, a już na pewno nie teraz. Może do wakacji zgłosi się ktoś na korepetycje i stać go będzie na coś przyzwoitego. Ola potrafi wyszukiwać świetne promocje i na pewno chętnie mu pomoże.

    W którymś z kolei sklepie zawędrował do działu z męską bielizną. Wyszedł stamtąd jak najszybciej, ale tego, co zobaczył, nie dało się już wymazać z pamięci. Dopiero teraz zorientował się, że na wystawach i w reklamach pełno jest podtekstów seksualnych, które rozbudzały jego wyobraźnię. W normalnych warunkach byłby w stanie nad tym zapanować, ale ostatnio wszystkie siły skupiał na tym, by zachować w sobie resztki chęci do życia, a było ich coraz mniej.

    W drodze powrotnej kupił dwie butelki portera i paczkę słonych paluszków. Picie w samotności to nie był najlepszy pomysł, ale innego nie miał. Liczył, że alkohol pomoże mu szybciej zasnąć. Niestety, wydłużył tylko stan półświadomości, którą można byłoby nazwać błogą, gdyby nie to, że tego wieczoru upijał się na smutno.

    6 stycznia

    Zamiast pójść wieczorem na mszę akademicką, wybrałem opcję dla leniwych, czyli sumę w najbliższym kościele. Nie miałem ochoty spotykać się ze znajomymi z duszpasterstwa. Nie byłbym w stanie ukryć przed nimi podłego nastroju, nie byłbym nawet w stanie udzielić wymijającej odpowiedzi, która nie byłaby chamska. Chciałem się tylko spokojnie pomodlić. Skończyło się tak, że po mszy byłem jeszcze bardziej wkurzony, niż przed nią. Wszystko mnie drażniło: organista fałszował, śpiewając nawet najprostsze kolędy, ministrant nie potrafił przeczytać czytania, a kaznodzieja przez pół godziny pieprzył głupoty. O ile jeszcze połączenie Heroda z aborcją było zrozumiałe, o tyle już skojarzenie gwiazdy z ruchem LGBT, lewactwem i groźbami piekła ognistego dla wszystkich, którzy myślą inaczej, było kompletnie pozbawione sensu. Niewiele brakowało, a wyszedłbym w trakcie. Powstrzymało mnie tylko lenistwo – nie chciałoby mi się przychodzić drugi raz na mszę, a mimo wszystko zależało mi na wypełnieniu obowiązku niedzielnego.

    Na koniec kazania prawdziwa wisienka na torcie – „tak naucza Kościół, więc tak ma być”. Nie byłem może na bieżąco ze wszystkimi oficjalnymi dokumentami, ale przynajmniej połowa z tego, co gościu mówił na kazaniu, była raczej prywatną opinią kaznodziei, który dawno niczego sensownego nie przeczytał. Nie wspomnę już nawet o tym, że poza motywem Heroda i gwiazdy słowem nawet nie zająknął o Biblii i uroczystości Trzech Króli. Porażka po prostu.

    Najgorsze jednak spotkało mnie na koniec. Sumienie nie wyrzucało mi niczego, co stanowiłoby przeszkodę w pójściu do komunii, więc razem ze wszystkimi ustawiłem się grzecznie w procesji. Komunię rozdawano w kilku miejscach. Tam, gdzie ja zmierzałem, wysłali jakiegoś kleryka chyba. Młody był i ręce mu się jeszcze trzęsły. Pech chciał, że kiedy przyszła moja kolej, kleryczek upuścił hostię na podłogę. Podniósł ją i wahał się, co zrobić. Żeby ułatwić mu decyzję, wystawiłem dłonie do przyjęcia komunii „na rękę”, tak jak mnie uczyli na katechezie. Chyba nie zrozumiał moich intencji, bo zamiast tego wrócił prezbiterium, żeby postąpić zgodnie z instrukcją, którą sobie w końcu przypomniał. A ja stałem jak ten kołek. Ludzie za mną przeszli do innych kolejek. Po dłuższej chwili wróciłem do ławki. To idiotyczne, ale poczułem się, jakby ktoś nie chciał, żebym przystąpił do komunii.

    Wyszedłem w trakcie ogłoszeń, ale nie wróciłem od razu do mieszkania. Krążyłem po parku, usiłując opanować natłok myśli. Wspomnienia z ostatnich dni przechodziły w fantazje erotyczne. Coraz wyraźniej nachodził mnie pomysł, by pójść wieczorem do jakiegoś klubu, gdzie spotkać można tylko facetów. Może poznałbym kogoś, nawiązał relację… I co dalej? Żeby to zrobić, musiałbym rzucić wszystko, w co dotąd wierzyłem, olać system wartości, wpajanych mi od dziecka. Musiałbym zabić wyrzuty sumienia, zanim one zabiłyby mnie. I nie dałoby się tego zrobić wybiórczo. Trzeba byłoby działać systemowo, jak Herod. I znając swoje szczęście, skończyłbym równie marnie, jak on.

    Sebastian czytał to, co przed chwilą zapisał. Pieprzony intelektualizm. Słowa na papierze nijak się miały do tego, co działo się w jego wnętrzu. Myśli potrafił wyrazić w miarę precyzyjnie, ale uczuć nie potrafił nawet ubrać w słowa. Efekt był taki, że osoba postronna mogłaby odnieść wrażenie, że autor zapisków jest niemal całkowicie pozbawiony emocji. Tymczasem chłopak czuł się, jakby tkwił w samym środku nawałnicy. Targały nim sprzeczne pragnienia, rozrywając go na strzępy. Pragnął bliskości i jej się obawiał, bał się samotności a jednocześnie unikał bliższych relacji. Brzydził się sobą i miał pretensje do rodziców, że pozwolili mu się urodzić. Robił Bogu wyrzuty, że go stworzył tylko po to, by go porzucić, że uczynił go takim, że zamiast go kochać, może się nim tylko brzydzić. Ból stawał się nie do zniesienia.

    Włączył telefon. Chciał zadzwonić do Krystiana, zapytać o której wróci. Odebrał SMS-a z informacją, że Krystian będzie dopiero jutro. Miał ochotę wyrzucić komórkę przez okno. Powstrzymała go kolejna wiadomość, tym razem od Romka. Zapraszał na imprezę do akademika. Sebastian potwierdził swoją obecność, wcisnął telefon do kieszeni, ubrał kurtkę i wyszedł. Wyglądało na to, że udało mu się przetrwać kolejny dzień.

    7 stycznia

    Powrót na uczelnię powitał jak wybawienie. Pierwszy wykład zaczynał się dopiero o dziesiątej, więc udało mu się odespać imprezę i doprowadzić do stanu używalności. Mimo, że poniedziałkowe wykłady mieli wspólnie z dwoma innymi kierunkami, frekwencja była raczej słaba. Było to zresztą do przewidzenia. Wykłady nie były przecież obowiązkowe, wiele osób chciało do maksimum wykorzystać przerwę świąteczną.

    Sebastian starał się zachowywać w miarę naturalnie. Nie unikał ludzi, rozmawiał ze znajomymi, czasem rzucił jakimś żartem. Nawet na wykładach notował zawzięcie w laptopie, co tylko się dało. Wszystko to jednak działo się jakby poza nim. Bywały chwile, że czuł się jak bierny obserwator. Ponure myśli atakowały najgłębszą część jego umysłu, otaczały jakby ścianą ciemności, powodując uczucie rozdwojenia. Na zewnątrz zachowywał się normalnie, w środku natomiast toczył samotną walkę, która była z góry skazana na niepowodzenie. Może gdyby wpuścił kogoś do środka, miałby jakieś szanse, ale nie potrafił się na to zdobyć.

    W drodze na wydział chemii zatrzymał się w spaghetterii, żeby coś zjeść. Mógłby wrócić do mieszkania, ale nie bardzo miał na to ochotę. Godzinę pozostałą do laborek przeczekał na wydziale. Kupił kawę w automacie i zaszył się w jakimś korytarzu na piętrze. Laboratoria mieściły się w piwnicach, zszedł do nich dopiero na pięć minut przed rozpoczęciem ćwiczeń. Jego grupa już tam czekała. Rozmawiali oczywiście o zaręczynach Krystiana i Natalii. Przebąkiwali coś o wspólnym uczczeniu tej okazji. Sebastian pokiwał tylko głową na znak zgody. Bez zbędnej wylewności przywitał się ze swoim współlokatorem i przebrał się w kitel.

    Ćwiczenia z chemii organicznej wykonywało się indywidualnie, co było mu bardzo na rękę. Skupił się na procedurze izolacji teiny i z zadowoleniem stwierdził, że wszystko poszło wyjątkowo gładko. Ilość uzyskana z trzydziestu torebek herbaty nie była porażająca, ale wyniki końcowe były zbliżone do tych umieszczonych w tabeli, był więc zadowolony. Na koniec odbył obowiązkową rozmowę z prowadzącym i wrócił do pustego mieszkania. Krystek prosto z zajęć pojechał do Natalii. Mieli w planach kino, więc prędko się go nie spodziewał.

    Zastanawiał się, czy nie pójść do duszpasterstwa, ostatecznie jednak zrezygnował. Nadal nie miał nastroju. Odpalił komputer i bez określonego celu zaczął przeglądać internet. W pewnym momencie trafił na stronę poświęconą starożytnej Grecji. Wpatrywał się przez dłuższą chwilę zdjęciom jakiejś ceramiki, przedstawiającej nagich wojowników w sytuacji jednoznacznie seksualnej.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Donald Callahan

    https://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0/

  • Rodzinne Tabu – Czesc I

    Artur był już w wieku zbliżającym go do wstąpienia w dorosły świat. Osiemnaste urodziny były w związku z tym wielkim wydarzeniem. Impreza, na której była jego dziewczyna, znajomi, przyjaciele, oraz rodzice. Wszyscy bawili się wyśmienicie, gdy jednak zabawa dobiła do wczesno-porannych godzin, jedynymi osobami pozostającymi w stanie pełnej świadomości byli on i jego matka, Aleksandra. Polewając sobie i swojej mamie kolejny kieliszek wina chłopak cieszył się z niezwykle miłej konwersacji, gdy jednak tematy zaczęły się powoli kończyć on i jego matka postanowili obejrzeć razem film w domowym kinie, tak jak mieli to w zwyczaju, kiedy chłopak był jeszcze dzieckiem. Oglądając romantyczną komedię wtulili się w siebie na ciasnej kanapie. Mniej więcej w połowie seansu, czy to przez wypity alkohol, czy przez nastrój romantycznej sceny pocałunku młodego bohatera i jego starszej wybranki, zaczęły budzić się w nich uśpione do tej pory demony namiętności. Artur zaczął delikatnie jeździć dłońmi po ciele swojej matki, a ona siedząca między jego nogami zaczęła ocierać swoją pupę o jego nabrzmiałe krocze. Jęczała cicho, w myślach poddając się już penetracji ogromnym członkiem. W końcu zdecydowali się działać, i po kilkunastu sekundach w domowym kinie rozlegał się rytmiczny dźwięk obijających się o siebie ciał. Bartosz, pełnymi oraz odważnymi ruchami obijał się o pośladki swojej rodzicielki, chowając we wnętrzu jej pochwy swoje przyrodzenie. Niestrudzony trwającym już blisko pół godziny stosunkiem syn przyśpieszył, i rozpoczął tym samym końcowy akt intymnego zbliżenia. Aleksandra krzyczała z rozkoszy odwracając głowę w stronę swojego syna, gdyż nie mogła uwierzyć, że to on sprawia jej taką przyjemność. Nagle, oboje dostali przeszywającego wręcz orgazmu, a Artur wyrzucił w jej drogi rodne imponujące, a wręcz niezmierzone jak na możliwości mężczyzny ilości nasienia. Wyjął powoli penisa z pochwy swojej matki a ona wyczyściła go  z resztek soków i nasienia swoim językiem. Zmęczeni niezwykle aktywnym stosunkiem, wtulili się w siebie nadzy już na kanapie, aby nieco zregenerować siły. Po drzemce wstali, aby zatrzeć ślady zaistniałego tabu. Obiecali sobie tylko jeszcze, że już wkrótce znów spędzą czas w podobny sposób.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Kowalski

    Zakazane fantazje. Dla wszystkich miłośników stuprocentowej fikcji. Dopiero zaczynam swoją przygodę ze słowem pisanym i liczę na uwagi co do formy, ale także treści. Uprzejmie proszę o konstruktywną krytykę.

  • Wyspa szczescia – 9.

    Część 9.

    Trener widział, że dziewczyny zbierają na coś pieniądze, ale nie zapytał o szczegóły.

    – Zechcą, to same powiedzą – wolał nie ingerować w ich sprawy, dopóki panowała jako taka dyscyplina. Jako taka, bo wiedział o spacerach i późnych powrotach z hotelu, w którym kwaterowali piłkarze. Przecież kiedyś też był zawodnikiem i… Ale na razie wszystkie wręcz „orały” na treningach zaniepokojone polityką kadrową, nie zanosiło się na konflikty, więc przymykał oko na ich niesubordynację.

    Mimo świetnego układu z trenerem, po pierwszym ostrzeżeniu Dorota też się pilnowała. Agata zawsze była zdyscyplinowana i z tej strony nie groziły trenerowi żadne kłopoty.

    – Niech robią co chcą, są pełnoletnie. Byleby nadal solidnie trenowały – pomyślał trener, zniechęcony ich tajemniczością. Trochę niepokoił się, bo Dorota też nie wiedziała, o co chodzi. Kiedy przy jakiejś okazji zapytał Weronikę, ta machnęła lekceważąco ręką: 

    – Na pewno jakieś seksualne ekscesy – po czym uśmiechnęła się i poszła. Trener patrzył za nią z szerokim uśmiechem. Oboje nie mieli pojęcia, jak blisko była trafnej diagnozy! Miał już dość kłopotów w efekcie ciągłego ograniczania składu. Nie potrzebował konfliktów ani tajemnic w drużynie. Lubił wszystko o niej wiedzieć, ale teraz myślał o swoich przyjemnościach. Nie samą pracą człowiek żyje.

    *

    Agata miała być u trenera również o 20.30. Aldonie powiedziała, że zadzwoni po rozmowie i uprzedzi o swoim powrocie albo pójdzie na spacer. Koleżanka o nic nie pytała, a Agata nic nie mówiła. Koleżanka sądziła, że bramkarka negocjuje warunki pozostania w klubie, więc nie dopytywała się o szczegóły. Nie były to przyjemne rozmowy, o czym przelotnie informowała zawodniczki Weronika, po rozmowie z Edytą. Majka też dorzuciła swoje. I „Siostry”. Informacja o umowach na rok spowodowała, że każda zaczęła zastanawiać się, zanim coś powie w szatni. Kryteria, według których skreślano z drużyny, nie były jednolite. To wystarczyło, żeby przestać zadawać pytania. Ponieważ Dorota stanowiła ucho trenera, więc uważały, co mówią w jej obecności. Jednak miały wrażenie, że jeszcze któraś „zwierza się” trenerowi. Nie prowadziły śledztwa, nie wymieniały się spostrzeżeniami, więc druga donosicielka pozostawała bezpieczna. Jeżeli któraś nie mówiła o swoich sprawach, nie skarżyła się, żadna nie pytała. Ot, tak na wszelki wypadek.

    *

    – Zapowiada się spora frekwencja – ucieszyła się Aldona, odnotowując kolejne składki na alkohol. Rozmawiała jeszcze z kilkoma zawodniczkami. Lubiła ostre, seksualne imprezki. Nie stroniła od perwersji. Już myślała o tym, jak zorganizować imprezę z udziałem kilku chłopaków z drugiego ośrodka. – Takie ostre jebanko na zakończenie obozu… – rozmarzyła się.

    W ten sposób tłumiła swoje frustracje i niepokój związany z brakiem stabilności finansowej klubu. Liczyła, że długo jeszcze tutaj będzie trenować, ale wszystko wskazywało, że „długo” może oznaczać jedynie nadchodzący sezon. No, może i przyszły. Może.

    Do pokoju Aldony wpadła Jolka z dwoma kocami. Po chwili wyszła z pustymi rękoma. Parę minut później sytuacja powtórzyła się. Tym razem za doręczyciela robiła Pamela. Wcześniej telefonicznie konsultowały się z Aldoną. Pozwalała przychodzić, bo Agata gdzieś zniknęła, a nie chciała jej wtajemniczać w przebieg spotkania, skoro nie miała w nim uczestniczyć.

    *

    – Laski! Czym chata bogata! – Aldona szerokim gestem wskazała na stolik. Stały na nim piwa w puszkach, czysta, jakiś koniak, wino, mineralna, trzy soki, sporo plastikowych kubków. Jakimś cudem w miseczce leżały nierozmrożone kostki lodu. Dziewczyny były mile zaskoczone jej operatywnością, ale żadna nie miała głowy, żeby pytać o takie szczegóły. Aldi nawiązała owocny kontakt z kuchnią w ośrodku. Bardziej owocny niż się spodziewała.

    Wszystkie uczestniczki pojawiły się punktualnie. Dziewczyny poczęstowały się i rozsiadły w pokoju. Muzyka tworzyła klimat. Zgaszono górne światło i zamknięto drzwi. Dwa okna, zasłonięte tylko firankami, zostawiły uchylone. Pokoje drużyna miała na pierwszym piętrze, ale dół okien, na wszelki wypadek, okleiły gazetami. Pierwsze pół godziny minęło na rozmowach, plotkach i dociekaniach o przebieg głównej części wieczoru. Aldi zbywała pytania milczeniem albo mruknięciami. Nie po to przygotowywała się, żeby zdradzić niespodziankę i inne pomysły, które przygotowała. Alkohol piły umiarkowanie. Szkoda byłoby nie mieć wspomnień po takiej imprezie. Zresztą, już po dwóch kieliszkach były rozochocone.

    *

    – I co? Zaczynamy od striptizu? – dociekała „Demi”, która nie chciała dłużej czekać.

    – Nie, nie! Chciałam inaczej, ale to też dobry pomysł – wyznała Aldi. – A w ogóle jest chętna do występu?

    Po pytanie zapadło wymowne milczenie. Widziały się pod prysznicami, przebierając w szatni, a mimo wszystko krępowały się takiej prezentacji. Gospodyni wieczoru nabrała powietrza, żeby zaproponować rozwiązanie, kiedy usłyszała:

    – To ja mogę! Ja bardzo chętnie – podniesionym głosem wyznała Halina. – Jeżeli nie ma chętnych – dodała nieco speszona, widząc brak reakcji pozostałych.

    – Świetnie! Chodź do mnie – Aldi nie zwracała uwagi na milczącą większość.

    Halina podniosła się, odstawiła swój kubek na parapet i wyszła na środek pokoju. Stała między dwoma tapczanami, a pod oknem między nimi mieścił się jeszcze stolik i dwa krzesła. W roku szafka z telewizorem. W kierunku drzwi za tapczanami stały niskie szafki. Potem przy jednej ścianie stała szafa, a przy drugiej rozłożono koce. Drugą niską szafkę postawiono obok pierwszej i tak przy szafie stworzono mini-barek na imprezę. Każda dziewczyna przyniosła swój, więc legowisko składające się z 10 koców stało się całkiem wygodnym miejscem do zabaw.

    Komórka Aldi z włączoną latarką leżała pod stolikami z napojami, przezornie podłączona do kontaktu, oświetlając niskie stoliki od dołu. Światło latarki stanowiło zabezpieczenie dla idących do łazienki. Oświetlenie miało gwarantować, że żadna nie wpadnie na stolik. Hałas upadających butelek byłby dźwiękiem najmniej pożądanym o tej porze w ogóle, a dobiegający z pokoju zawodniczek w szczególności.

    *

    Halina przygotowała się do imprezy. Nie założyła stanika, ubrała bluzkę, ale już rozpięła kilka guzików. Zrezygnowała z ulubionych szortów na rzecz spódniczki. Ubrała sandałki. Mając w pamięci pierwsze spotkanie, przezornie zrezygnowała z kolczyków i łańcuszka. Mogło się tyle wydarzyć… Stała na środku i czuła rosnącą tremę. Wszystkie patrzyły na nią jak wygłodniałe wilki na kawał świeżego mięsa. Przynajmniej miała takie wrażenie. Czekała i poczuła, że jest mokra. Trema tremą, ale podniecała ją ta sytuacja i niewiadoma przed jaką stanęła.

    Mąż nie spełniał jej oczekiwań, seks z nim był monotonny, a tu nagle odkryła, że zabawa z dziewczynami może dostarczać tyle seksualnej satysfakcji. I szczytowała! Szczytowała z dziewczynami! Coś co traktowała jako niedozwolone i zboczone stało się pożądane. Złapała się na tym, że po treningach myślała głównie o kolejnym spotkaniu z dziewczynami. Gorzej! Mąż musiał dzwonić do niej. Ona zapominała o telefonach. Miała nadzieję, że w końcu opanuje swoje podniecenie seksem z dziewczynami i wszystko wróci do normy. A może nie? Niepewność co do seksualnych preferencji podniecała ją i wzmagała pożądanie. Gdzieś tam głęboko, w skrytości ducha miała nadzieję, że któraś z dziewczyn nieoczekiwanie wpadnie do pokoju i oświadczy, że teraz ma ochotę na seks. Z nią. Nie odmówiłaby! Wiedziała, że to przesada. Inne były atrakcyjniejsze i znacznie młodsze.

    – A może ja zaproponuję którejś seks? – kiedy wyartykułowała tę myśl, aż zrobiło jej się gorąco. Szybko ruszyła do łazienki. Zablokowała drzwi, siadła na podłodze, głowę oparła o kabinę, rozrzuciła nogi, a dłoń wepchnęła pod szorty i majteczki.

    Wreszcie doszła do siebie po orgazmie, ale nadal leżała na podłodze. Weroniki wciąż nie wróciła. Wstała i umyła krocze, dłoń. Z filuternym uśmiechem spojrzała w lustro. Liczyła, że po powrocie nakłoni męża do paru pomysłów. Seks tak ją nakręcał, że na treningach wręcz fruwała. Mimo gorszej kondycji nie było tego widać. Euforia po pierwszym spotkaniu dodawała jej skrzydeł. Czasami wieczorem musiała onanizować się. Po raz drugi. Codziennie robiła to po obiedzie i wtedy w spokoju czekała na drugi trening. Nosiło ją. Czyżby spotkaniem w damskim gronie odkryła mroczną część swojej osobowości?

    – Dlaczego mroczną? – zaczepnym tonem zapytała tę w lustrze. Już była gotowa spierać się nawet z własnymi myślami i bronić odkrytych potrzeb seksualnych.

    *

    – No, gotowa jesteś? – zapytała Aldi.

    – Ja? – Halina onieśmielona przestąpiła z nogi na nogę. – Tak.

    – Nie ciebie pytałam – Aldi machnęła ręką, w której trzymała drewniany wieszak.

    – Tak – odpowiedziała „Demi”.  

    – No, to dawaj.

    „Demi” wstała z ciemną apaszką w ręku i podeszła do Haliny.

    – Ale o co chodzi? – Halina cofnęła się. – Możesz mi wyjaśnić?

    – Sama zgłosiłaś się, a teraz wywiad chcesz przeprowadzać?

    – Nnoo, nie, ale to chyba miało inaczej wyglądać…

    – Niespodzianka. Dobra, „Demi”, wiąż.

    Dziewczyna stanęła obok Haliny i zawiązała apaszkę wokół jej głowy. Halina opuściła ręce, ale mięśnie miała napięte. Nic nie widziała przez apaszkę. Bała się.

    – Ty i ty. I ty – usłyszała głos Aldi. – Żadnych rozmów – gospodyni wieczoru świetnie odnajdywała się w roli kierowniczki.

    Halina usłyszała, że muzyka została pogłośniona i bardziej wyczuła niż usłyszała, że wokół niej stanęły trzy dziewczyny. Nie wiedziała, które. Wykładzina tłumiła dźwięki. Domyśliła się, że reszta nadal siedzi na swoich miejscach i ją obserwuje.

    – Laski, macie pół minuty na rozebranie Haliny. Jak nie zdążycie, będą kary – głos Aldi zdyscyplinował nawet samą Halinę, chociaż zadanie jej nie dotyczyło. Dziewczyny żywo zaprotestowały. Chaotycznymi protestami wzajemnie napędzały się.

    – Aldi! Daj spokój!

    – Ty chcesz nas karać?

    – Aldi, jaja sobie z nasz robisz?

    – No, to już gruba przesada!

    – Trzeba było nas uprzedzić…

    – Właśnie załatwiłaś sobie frekwencję na kolejną imprezę.

    – To chyba jakiś żart?

    – Za pół minuty przekonacie się – burknęła Aldona. – Wasz wybór.

    Kiedy aktualna atrakcja wieczoru usłyszała słowo „kary”, domyśliła się, po co gospodyni był potrzebny wieszak. Na hasło „Start!” nie była przygotowana, ale trzy dziewczyny owszem. Momentalnie poczuła na sobie dłonie szybko rozpinające jej spódniczkę i bluzkę. Kolejna para dłoni rozpinała jej sandałki. Rytmiczna muzyka tworzyła sugestywny klimat zadania. Kibicujące dziewczyny cicho dopingowały trzy koleżanki. Spódniczka szarpnięciem została ściągnięta w dół. Te same dłonie równie energicznie szarpnęły majteczki. Anonimowa dłoń podniosła jej stopę i ściągnęła sandałek, spódniczkę i majtki. Inna podtrzymywała ją. Za chwilę dłonie powtórzyły czynność przy drugiej nodze. W tym czasie dwie dłonie ściągały bluzkę z drugiej ręki. Zdążyły!

    *

    – Brawo! Wykonałyście zadanie. Za chwilę wasza nagroda – oznajmiła Aldi-sędzia. Chwyciła Halinę za dłoń i komentowała: – Dziewczyny, oto Halina w całej krasie. Będzie do waszego użytku, ale teraz jest ostatnia okazja obejrzenia jej walorów. Póki jest włączone światło. O, ładnie wygolona cipka – uderzyła ją wieszakiem w krocze. Kobieta instynktownie cofnęła biodra. – Szerzej nogi. Widzicie? No, pokaż dokładnie cipkę.

    Halina bez słowa chwyciła palcami wargi, rozchyliła je. Przesunęła palcem po łechtaczce. 

    – Świetnie. Później same sprawdzicie dziurkę. Ma spore, dorodne cycki – mówiąc to pacnęła wieszakiem w jedną i drugą pierś. Halina już tylko drgnęła. Potem gospodyni podniosła pierś na wieszaku i odsunęła go, pozwalając opaść piersi. – Są ciężkie. Pobawicie się nimi do woli. Odwróć się, stań w rozkroku i pochyl się.

    Halina wykonała polecenie. Czuła, że w pochwie jest coraz więcej śluzu. Wszystkie patrzyły na nią nagą, a ją to podnieciło! Nigdy nie była w takiej sytuacji. Pokazywała się nago mężowi, wcześniej partnerom, ale nigdy nie była tym tak podniecona. Teraz w niej chlupało z emocji!

    – Rozchyl pośladki i pochwal się swoim wyglądem.

    Halina znowu posłusznie wykonała polecenie. I nagle prawie krzyknęła. W ostatniej chwili zapanowała nad emocjami. Aldi, bez ostrzeżenia, wsuwała wieszak do pochwy! – Widzicie? Łatwo się wchodzi. Ooo, jaki mokry – stwierdziła, kiedy wysunęła wieszak.

    Cichy szmer komentarzy świadczył o stopniu podniecenia innych dziewczyn

    – Nasza atrakcja gotowa do zabawy! To jeszcze sprawdzimy drugą dziurkę – mokra końcówka wieszaka bez trudu wsunęła się na kilka centymetrów. Potem delikatnie została wycofana. – No, początek za nami. Halina jest gotowa na penetrację. Wyprostuj się.

    Halina stała wyprostowana i lekko przestraszona

    – Co jeszcze? – myślała gorączkowo. Cieszyła się, że miała zasłonięte oczy, bo czuła się pewniej, ale świadomość, że inne oglądają ją nagą i w taki sposób, strasznie peszyła.

    – Dziewczyny, teraz dajcie stolik na środek – poleciła Aldi.

    Stolik znalazł się przed Haliną, która cały czas stała tyłem.

    – Jak ją ułożyć?

    – Niech siądzie przodem na stoliku.

    – Wykonaj – padło polecenie.

    Kobieta z pomocą Aldi usiadła na stoliku.

    – Rozchyl nogi. Po co je ściskasz? Dobra, teraz macie Halinkę na pięć minut tylko dla siebie. Nie ściągaj apaszki z oczu – instruowała Aldi. Podniosła głowę: – Laski, rozbieramy się i ciuchy odkładamy na parapet, na gazety. W szafie też jest sporo miejsca na półkach, wieszakach i naszych torbach. Nie odkładajcie ciuchów w inne miejsca. Która musi, dopiero po rozebraniu się, może iść do łazienki. Wszystko jasne? 

    Na pytanie odpowiedziało potakujące mruczenie. Odgłosy wokół Haliny sygnalizowały, że niektóre dziewczyny już rozbierały się albo przemieszczały do wypatrzonej koleżanki.

    – Super! Gasimy światło – było słychać trzask wyłącznika. Na pewno nie został wciśnięty palcem. – Pięć minut widać tam, na budziku. Laski, pamiętajcie: one trzy i ich nagroda przez pięć minut są nietykalne! A my bawimy się między sobą. Teraz można pić z butelek. Puste, podkreślam, puste kubki do worka. Miłych wrażeń! Podczas seksu, oczywiście, a nie z butelkami. Chyba, że któraś będzie miała ochotę – własny komentarz Aldi skwitowała głośnym śmiechem. Włączyła muzykę.

    Kilka głosów odpowiedziało chichotem, było ciemno, dziewczyny pospiesznie rozbierały się. Wszystkie po raz pierwszy widziały Aldonę w roli organizatorki czegokolwiek. I były pozytywnie zaskoczone.

    *

    Trzy nagrodzone dopadły do stolika z Haliną. Ponieważ rozmawiały szeptem, kobieta nie potrafiła rozpoznać ich. Zresztą, nie zależało jej na tym. Poczuła dwie ciepłe dłonie na udach i włosy, a chwilę później żwawy języczek na wargach sromowych, który od razu zdążał do łechtaczki. Westchnęła głośno. Miała pierwszy mały orgazm! Błyskawiczna rozbieranka przed grupą aż tak ją podnieciła!

    Właśnie czyjaś dłoń pociągnęła ją za włosy i zmusiła do położenia się na stoliku. Głowa wystawała za stolik. Dziewczyna nachyliła się nad nią i wepchnęła język w usta. Cały czas podtrzymywała jej głowę. Namiętnie całowały się. Podniecenie zdominowało Halinę, bo nawet nie wiedziała, z którą z koleżanek całuje się. Zakryte oczy, zgaszone światło, anonimowość kilkuminutowych wybranych kochanek, pośpiech, gorączkowość i czułość ich działań, zaskoczenie muśnięciem dłoni, dotykiem języka, gorącym oddechem przyprawiały ją o zawrót głowy. Ekscytacja niecodzienną sytuacją przeradzała się w pożądanie, które ustępowało podnieceniu i szalonemu seksowi z koleżankami. Bez zahamowań! Bez ograniczeń! Tego potrzebowała! To właśnie się działo! Halina była tak pobudzona, że aż czuła pulsowanie w skroniach.

    Pozostałe dziewczyny szybko rozebrały się i odłożyły rzeczy. Żadna z nich nie była „bogato” ubrana, więc teraz, już nagie, popijały alkohol i rozmawiały. Z niewielkimi wyjątkami.

    – Pewnie próbują oglądać moje pieszczoty z dziewczynami! – Halina, na myśl o takim nieplanowanym pokazie i zainteresowaniu, poczuła silny dreszcz podniecenia przepływający przez ciało.

    Po wstępnych pieszczotach wokół niej bez słowa poruszały się trzy koleżanki. Chciały mieć do niej wygodny dostęp.

    – Och! – zaskoczona pieszczotą, westchnęła cicho. Poczuła się tak błogo po muśnięciach językiem łechtaczki… Chwilę później dwa palce innej nieznajomej wtargnęły do pochwy. Nie umawiały się, jak ma przebiegać owe pięć minut. Dlatego tak delikatne bodźce wywołały silne reakcje kobiety.

    Kolejna pochyliła się i zaczęła wargami pieścić sutek. Z podniecenia Halina aż wygięła się. Skorzystała jedna z dziewczyn i chwyciła drugą pierś. Opuszkami palców na zmianę głaskała i pocierała sutek. Paznokciem drapała twardniejącą brodawkę. Kobieta zagryzała wargi, żeby nie krzyknąć z wrażenia, kiedy odbierała tak zróżnicowane i delikatne bodźce. Właśnie uświadomiła sobie jak bardzo była spragniona takich zmysłowych czułości. Kiedy koleżanka pieszczotami osiągnęła cel, zaczęła głaskać brzuch Haliny i połączyła się z nią w namiętnym pocałunku. Klimat perwersji towarzyszący spotkaniu i spędzeniu tych kilku minut dodatkowo zwiększał jej ekscytację.

    Kolejny palec, nawilżony śluzem z pochwy, próbował wepchnąć się do odbytu. Ciało kobiety znowu naprężyło się. W środku była mokra. Palce w pochwie brodziły w śluzie. Ich właścicielka uśmiechnęła się zadowolona i przyśpieszyła rytm, w którym rżnęła koleżankę. Jęki Haliny wzmogły się. Trzy anonimowe dziewczyny zawładnęły ciałem starszej koleżanki. Ta nieco później, pod wpływem intensywnych, zaskakujących pieszczot, głośno szczytowała.

    Część dziewczyn z rozbawieniem, inne zafascynowane wysłuchały jęków starszej koleżanki. Żadna nigdy nie przyznałaby się, że zazdrości jej frywolnych przeżyć w ich rozpustnym gronie. 

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Gosposia Proboszcza Czesc II

    GOSPOSIA PROBOSZCZA Cześć II Tak się ni jak przeprosiliśmy. Kiedyś właściwie nie tak dawno, wyglądało to zupełnie inaczej, takie przeprosiny. W poniedziałek rano, normalnie biegłam na plebanie. Pierwsze kroki skierowałam do pralni. Rozglądam się szukam i niema. Niema moich majtek. – jasna cholera, ale głupio zrobiłam. Pomyślałam że zapytam Kazika może on wziął. Gdy weszłam spał jeszcze. – Kazik , Kazik obudź się ! Szarpałam go. Wreszcie się odezwał. – O już jesteś. – Jestem, jestem . Kazik moje majtki zostawiłam w prali moje majtki a teraz ich tam nie ma !!! Co robić. – Ja ich nie mam. Powiedział. – Boże co ja mam zrobić. Byłam zrozpaczona. – Nic nie rób. Powiedział Kazik. – Jak to, to co teraz będzie?! – Wiesz, powiem ci coś. Zaczął Kazik. – Wczoraj po południu ksiądz przywiózł młodego kleryka na praktyki, pokazywał mu cały dom i obejście, może on znalazł. – O Jezusie , i co teraz. – A no nic, może ksiądz jest fetyszystą damskiej bielizny, jeśli tak jest to masz go w garści. Powiedział, a właściwie stwierdził. Byłam nie co zdziwiona tym co powiedział ale coś zaczęło mi świtać. I z tego zamyślenia wyrwał mnie głos Kazika. – skoro już jesteś to chodź tu do mnie mała. – Nie, nie teraz, muszę lecieć. Powiedziałam i już chciałam się obrócić kiedy.. – Weź go chociaż w usta. Odchylił kołdrę i zobaczyłam sterczącą palę. Podeszłam przysiadłam na łóżku, Kazik leżał na wznak. Wzięłam w dłoń ruszałam z wolna w górę i w dół. – ssij go Asiu, proszę. Mruczał , i sapał. Jego kutas był tak twardy, że zaczęłam mięknąć między nogami. Ale zassałam tak mocno i energicznie go wyjęłam z ust, że Kazik aż syknął. – no teraz lecę, mam robotę a ty będziesz miał cały czas ochotę na mnie, staraj się to może ci się uda. – o jej nie odchodź, Asiu proszę ! Błagał ale byłam nie ugiętą. W kuchni zajęłam się przygotowaniem śniadania. – dzień dobry pani Asiu. To był ksiądz. Dzień dobry. Odpowiedziałam. – pani Asieńko droga. Mówił dalej. – Dziś śniadanie dla dwóch, mam kleryka na praktykach. – Wiem, wiem. Kazik mi powiedział. – To on już nie śpi. Zdziwił się ksiądz. – Nie, nie śpi, bo chciał mi o tym powiedzieć. Kiedy panowie zajęli się śniadaniem, ja zajęłam się sprzątaniem. Zaczęłam od kancelarii proboszcza. Ścierałam kurze i zauważyłam niedomkniętą dolną szufladę biurka. Coś mnie tknęło żeby ją otworzyć, zajrzeć do niej nie wiem, ale zajrzałam. To co zobaczyłam najpierw mnie ucieszyło a potem z szokowało. Tak, były tam moje majteczki. Nie wiedziałam co robić, zabrać czy zostawić. Dotarły do mnie słowa Kazika „ Masz go w garści” i już wiedziałam jak to rozegrać. Wróciłam do kuchni panowie jeszcze jedli. Młody kleryk bardzo mi się przyglądał, może to wina mojej spódniczki, bo tego dnia miałam nieco krótszą niż zwykle. Kiedy wstał od stołu ksiądz, i ruszył w stronę kancelarii ja ruszyłam za nim. – proszę księdza czy może mi ksiądz poświecić minutkę. Zapytałam. – Oczywiście zapraszam. Weszliśmy do środka, ksiądz od razu za siadł za biurkiem. – niech pani siada. Powiedział wskazując mi krzesło. – Nie, nie trzeba nie zajmę dużo czasu. Chce księdza o coś zapytać. Mówiąc te słowa ruszyłam do biurka szarpnęłam szufladę i wyjęłam moje majtusie. – co to ma znaczyć ?!! Trzymałam je w dłoni i patrzyłam na jego minę . – no? skąd się tu wzięły ?! Był czerwony na twarzy, szukał słów. Wreszcie. – tak znalazłem je w pralni. Nie umiem pani wytłumaczyć dlaczego je zabrałem. Postanowiłam, że usiądę. Siadając podciągnęłam nie co spódniczkę, założyłam nogę na nogę eksponując swoje uda. On patrzył, przełknął suchość w gardle. Widziałam, że chce coś powiedzieć. Nie mówiłam nic czekałam aż zbierze myśli. – pani Asiu, to maja tajemnica. Zaczął. – Nikt nie jest doskonały , ja też. Zawsze podniecały mnie kobiety, a skoro nie mogłem ich mieć, chciałem mieć ich namiastkę. Nie wiem dokładnie kiedy to się zaczęło. Mówił o tym ze skruchą. Zastanawiałam się co powiedzieć. Siedząc głaskałam się po nodze. – Dobrze, nikomu o tym nie powiem. To pozostanie naszą tajemnicą. I może będę mogła księdzu jakoś pomóc. W tym momencie uniósł wzrok, był zdumiony. To było widać . – Pani Asiu ja nie …. ja nie mogę jestem księdzem. – Spokojne proszę księdza, miałam na myśli bieliznę, moją bieliznę. Zmieszany patrzył na mnie a właściwie na moje nogi. – Dzisiejsze majteczki. Powiedziałam. – Mogę księdzu zostawić. Patrzył przez chwile z niedowierzaniem , ale pokiwał głową i dodał. – będzie mi bardzo miło. – Niech pani zaczeka jeszcze, powiedział szybko i wyszedł do pomieszczenia za kancelarią. Kiedy wrócił trzymał w ręku kopertę którą mi wręczył. – co to jest? Zapytałam. – To dla pani, premia. – Nie musi ksiądz tego robić, ja nikomu nie powiem. – Proszę przyjąć. Położył mi kopertę na kolanach przy tym zewnętrzną częścią dłoni musnął pończochę. Nie wierzyłam, tam było 10 tys. Skąd u niego takie pieniądze ? Ale ma to ma i mnie się opłaciło. Kiedy poszłam do ogrodu po świeże kwiaty Spotkałam Kazika. – i co? Zapytał . – Z czym? Zapytałam. – Znalazł je te majtki. – Ach nie, już wszytko dobrze, sama znalazłam. Niepotrzebnie się tak denerwowałam. Skłamałam jak z nut. – No tak, powiedział Kazik i dodał na koniec. – Przyjdziesz? Zacisnęłam usta w zastanowieniu. – ty musisz co dziennie ? Zapytałam. – Ciebie nawet trzy razy dziennie. Odpowiedział i pomasował się po kroczu. – Nie wiem Kaziu, może wpadnę na szybki numerek. – Będę czekał kocico. Wróciłam do kuchni, a tam ksiądz robił sobie herbatę. I bacznie mi się przyglądał. – podobają się ? Zagadnęłam. – Co takiego? Zapytał nie patrząc w moją stronę. – Moje nogi? Czy się podobają? Spojrzał w moja stronę, a minę miał taką, że aż się wystraszyłam. – Tak, bardzo, a widok, ten z korytarza jak pani poprawiała pończochę, to było coś cudownego. Nigdy czegoś tak podniecającego nie widziałem po za telewizją. – A ma ksiądz jakieś pragnienie z tym związane? Zapytałam przesuwając rękę od kolana w górę. – Pani Asiu ! Powiedział uniesionym tonem. – Ja tylko pytam. Powiedziałam, z uśmiechem. – Niech ksiądz da coś do roboty kościelnemu, a przekona się ksiądz co mam na myśli. Znowu nerwowo przełknął ślinę, i wyszedł. Po krótkiej chwili usłyszałam. – pani Asiu , niech pani zawoła kościelnego. O nie, pomyślałam, Kazik pomyśli, że przyszłam do niego. Przed wejściem do warsztatu, zebrałam się w sobie. Stanęłam w drzwiach oparta o futrynę, podgięłam nogę w kolanie i taką mnie zobaczył Kazik. – Kaziu musisz iść do księdza natychmiast. – Myślałem , że przyszłaś do mnie. Powiedział. – Później, obiecuje. Boże co ja plotę, pomyślałam. – No chodź, chodź bo czeka. – Ale mam ochotę cię zerżnąć. Powiedział Kazik. – Później, później, no chodź już. Ruszyłam pierwsza Kazik za mną i zdążył klapnąć mnie w pupę. – aułć, co robisz, mówiłam, że przyjdę, to przyjdę. Powiedziałam, i nawet już miałam ochotę. Podkręciła mnie ta sytuacja z księdzem. Kazik wszedł do gabinetu księdza, zostałam nie daleko żeby posłuchać. – Drogi panie Kaziku, pojedzie pan do miasta i kupi niwy odkurzacz. – Ale teraz, już? – Tak pani Asia nie może się dłużej męczyć z tym starym. No panie Kaziku już , pojedzie z panem nasz kleryk to będzie panu raźniej. Kazik wszedł do kuchni popatrzył na mnie i powiedział, co mu ksiądz kazał zrobić. Był smutny, wiedziałam, dlaczego. Chciał mnie, miał nadzieje ze zaraz do niego przyjdę. Spojrzałam na niego podeszłam bliżej i złapałam go za krok. – nie bądź smutny, wrócisz i przyjdę, też mam ochotę, powiedziałam szeptem. Pojechali. A ja skierowałam się do kancelarii. Ksiądz siedział za biurkiem, usiadłam na kozetce, siadając podciągnęłam spódniczkę dość wysoko, eksponując uda. On patrzył, czerwony na twarzy patrzył i pragnął, mnie dotknąć. – – cudowny widok. Powiedział nerwowo drżącym głosem. – Dotknij, pogłaszcz, po całuj jeśli chcesz? Powiedziałam przekładając nogi. – No podejdź tu, wiem, że chcesz , że pragniesz tego, chodź podnieć mnie dostaniesz mokre majteczki, może sam je zdejmiesz. Siedział zdezorientowany, wreszcie wstał, Podszedł, uklęknął przede mną, i powoli wyciągał drżące dłonie. – nie wiem, nie wolno mi. Bronił się tymi słowami. Zdjęłam nogę z nogi złączyłam kolana i czekałam na jego decyzje. – no już dotknij pieść, słyszysz ? Powiedziałam tonem rozkazującym. Wreszcie jego ręce spoczęły na moich kostkach, ja westchnęłam głęboko. Czułam, jak powoli przesuwa je wyżej, po łydkach, czułam jak drży. – pocałuj je poczuj gładkość pończoszki, posmakuj poczuj zapach. Mówiłam to łagodnie ale stanowczo. Wtem jego ręce już dotykały moich kolan to znowu łydek , nagle położył głowę na moje uda, rozchyliłam lekko kolana, i znów złączyłam, wzdychałam głęboko, mruczałam momentami, żeby dać mu znać, że to przyjemność dla mnie, ale nie traciłam kontroli. Jego twarz usta język cały czas dotykały moje uda. Wtedy jedną nogę założyłam na poręcz kozetki a drugą na jego brak. – no teraz liż ją, widzisz jest tylko twoja, tylko dla ciebie, takakaa mookraa, liż ją, smakuj, ssij. Mówiłam to w podnieceniu ale kontrolowałam sytuacje. Wiedziałam, że traci panowanie na sobą. – Patrz. Mówiąc to, odsunęłam majteczki żeby zobaczył mokrą i gorącą pisie. Przyciągnęłam go za głowę, ręką i nogą na jego barku. Poczułam jego gorący nierównomierny oddech na pisi. Poczułam jak jego język delikatnie ją muska. Pomogłam mu, rozszerzyłam, palcami i powiedziałam. – teraz liż no już!! Przywarł do niej, jego język wreszcie zaczął pracować, lizał ssał jak by to był „ Pierwszy” I ostatni raz w jego życiu, jak by chciał na zapas mieć smak i zapach mojej pusi. – oooooo!!!! Taaaaakch. Jęczałam, wzdychałam i przyciskała jego głowę. Nagle wstrząsnęło nim, jak by skurcz, ciężko i szybko oddychał, trwał chwile w bezruchu. Wiedziałam, ci się stało. Doszedł. – niech pani stad wyjdzie i to szybko. Powiedział mi. Bez słowa zeskoczyłam z kozetki. Mokra rozochocona. Weszłam do kuchni z myślą, gdzie jest Kazik. Pewnie nie prędko wróci. Po koło pół godzinie ksiądz zaprosił mnie do gabinetu. Weszłam pewnym krokiem z uśmiechem na twarzy, usiadłam zadzierając nogę na nogę. – Pani Asiu, zaczął czerwony na twarzy. Po tym co tu zaszło, powinienem wyjechać na urlop i pani tez, tak radzę. – Urlop?! Zdziwiona zapytałam. – A kto będzie odprawiał msze kto? – Kto zajmie plebanią, ksiądz aż tak się mnie boi? – Nie powiem nikomu, już to mówiłam. – Nie oto chodzi pani Asiu . Zaczął z wolna. – Sprowadziła mnie pani z drogi cnoty na złą drogę. – Ha ha ha !!! Ze śmiech aż się pochyliłam. – Ja na złą drogę ?! – Wąchanie damskiej bielizny przez tyle lat było czymś dobrym według księdza? – Słuchaj klecho! Mogłeś mnie mieć na co dzień, mogłeś mieć kobietę , ale ty wolisz wąchać gacie. Skoro tak to proszę. Wstałam podciągnęłam spódnice i zdjęć majtki, rzuciłam je na biurko i wyszłam. Byłam wściekła, tak bardzo, że chciałem tę prace rzucić natychmiast. Zebrałam się i ruszyłam do domu. Po drodze spotkałam Kazika. -Dokąd to . Zapytał. – do domu, na dziś wystarczy. – A, ale obiecałaś, że … – że przyjdę, przykro mi nic dziś z tego nie będzie. Już miałam iść ale… – wiesz co przyjdź do mnie do domu za kwadrans, przyjdź ! Słyszysz? – O, oczywiście pani Asiu. Miałam tak wielką ochotę, że nie mogłam sobie z tym poradzić a na męża raczej liczyć nie mogłam. Kwadrans minął szybko i punktualnie w drzwiach stał Kazik kościelny. – chodź. Powiedziałam i prowadziłam go do kuchni. Szłam przed nim kręcąc i podciągając spódniczkę. Oparłam się o stół i powiedziałam. – Weź mnie teraz mocno. Bez litości nawet jak będę mówiła, że za mocno, nie słuchaj tylko rżnij jak sukę. Długo nie musiałam czekać, poczułam jak Kazik przyłożył złapał mnie za biodra i wjechał z impetem zaraz po tym nie zawrzał na nic pchał i cofał i znowu jak tłok. A ja wyłam w niebo głosy, byłam tak mokra, że ciekło mi po nogach. – tak tak tak pierdol mnie jak dziwkę taaaakch kuuuurwa nie przestawaj. Kazik wyraźnie przyspieszył, dyszał sapał i powiedział. – naaaa kooonieeec weź go do pyska suko jebana. – Tak chce daj daj będę ssała!!! Po tych słowach Kazik przyspieszył i po chwili wyszedł , złapał mnie za włosy sprowadził na kolana i wepchnął mi w usta, energicznie ruszałam głową a Kazik mi ją dociskał. Nagle wyprężył się i – yyyyyyyych kuuuurwa oooooo tak . Kazik zalał mi usta. Połknęłam wszystko, klęczałam podparta na rękach i dyszałam wzmagały mną dreszcze orgazmu i łapałam oddech mając w ustach smak kazikowej spermy. Nie miałam siły się podnieść wreszcie wydobyłam głos z siebie. – idź już Kazik za nie długo będzie mój mąż, idź już. – Przyjdziesz jutro? Zapytał . – Jeju Kaziu jesteś nudny z tym pytaniem, nie wiem przyjdę to przyjdę a nie to nie. – Chyba żartujesz suko. Powiedział Kazik . – Od jutra będę cię Brał kiedy będę chciał , nie będę prosił. Zdumiały mnie te słowa. -Jak to kiedy będziesz chciał ? Zapytałam. – a tak kiedy będę chciał , tak Jak teraz chce cię znowu. – Chyba zgłupiałeś! Przestań, zaraz będzie mój mąż Kazik proszę !! Nie słuchał klęcząc wypięta jak suka dałam mu bez oporu. Kazik rżnął mnie bardzo szybko, wiłam się Jak piskorz ale trzymał mocno za biodra i jebał jak drwal. Łzy napłynęły mi do oczu, nie wiem czy z rozkoszy czy z innego powodu. Chciałem żeby już skończył. Nie musiałem długo czekać. – zleje ci się prosto w pizdę dziwko. Powiedział Kazik. Chciałem zaprotestować ale nie miałam siły. Chyba nawet tego chciałam. ( ciąża mi już nie groziła). Kazik przyciskał mocniej sapał dyszał i – oooooo tak, syknął Kazik. A ja poczułam gorący strumień wewnątrz. – aaaaaach o ooo tak. Dyszałam W spazmach i dreszczu rozkoszy. – Kazik teraz już naprawdę musisz iść, zaraz wraca mąż . – No już spadaj wyjdź przez ogród. – Już idę idę. Na dowodzenia jeszcze dał mi klapsa w pupę i poszedł. Nie zapomniał jednak zapytać. – Przyjdziesz jutro. – Tak odrzekłam. Poszedł, a ja pod prysznic musiałam się ogarnąć . W trakcie jak brałam prysznic wrócił mąż z dziećmi. Wieczór upłynął dość miło, dzieci poszły spać, a ja chciałam jeszcze raz spróbować. Ubrana tylko w kłusy szlafrok kręciłam się po domu. Chciałam go jakoś zachęcić. Wreszcie podszedł do mnie złapał za ramiona pocałował w szyje i zaczął mówić. – Asiu wiesz, zaczął. – Ta tak wiem chciałbyś ale nie możesz. Powiedziałam jednym tchem. – Nie o to chodzi moja droga. – Tak wiec mów. – Widzisz w sobotę nasza firma organizuje imprezę integracyjną, połączone to będzie z wykładem i filmem o firmie a potem zabawa do białego rana. Pomyślałem, mogli byśmy pójść. – Hmm, no w sumie dawno nigdzie nie byliśmy. Miałam nadzieje, że to może poprawić nasze relacje. Postanowiłam, że zadzwonię do siostry, ona pomoże mi jak i w co się ubrać. Zadzwoniłam do Agi i na plebanię. Księdzu powiedziałam, że potrzebuje kilka dni, że przyjdę w poniedziałek. Była środa. Popołudniu przyjechała Aga. Jak zwykle wyglądała kwitnąco i sexy. Dobrze wiecie jak to jest jak spotkają się dwie siostry. Opowiedziałam jej o wszystkim. O Kaziku, o księdzu też i o katastrofalnych stosunkach z mężem. – Wiesz Asiu. Zagadnęła Aga. – Nie spodziewałam się tego po tobie, ty przykładna żona i matka przyprawiałaś rogi mężusiowi. Ale rozumiem cię, tak jak ty postaraj się zrozumieć mnie. Życie jest za krótkie na odmawianie sobie przyjemności. Czasami mam wyrzuty sumienia, jak rżnę się w hotelu z jakimś facetem. Ale co mam sobie zaszyć skoro on może raz na miesiąc albo rzadziej. Milczałam chwile. – wiesz ja tez mam wyrzuty sumienia, ale nie o męża tu chodzi, a o dzieci. – Wiesz sama nie wiem jak do tego doszło, pierwszy raz z Kazikiem , myślałam że to się więcej nie powtórzy. A ja jak suka do niego chodziłam. Było mi dobrze orgazm za orgazmem i chęć więcej. I wiesz co myślałem żeby robić jak ty, spotykać się tylko na sex, mam pragnienia i fantazje. – Jakie masz te fantazje moja droga siostro? Zapytała Aga. Przełknełam nerwowo ślinę. – Wiesz, chciała bym z murzynem, z czarnym , z takim wielkim dobrze zbudowanym. Może oddałam bym się dwum na raz, takie mam myśli. – No, no siostrzyczko rozmarzyłaś się, dwóch naraz. Nic prostrzego moja droga. – jak to? Zapytałam. – Masz marzenia to zacznij je realizować. Skwitowała Aga. – no dobrze przyjechałam tu żeby ci pomoc wyglądać na tej imprezie, zrobimy to tak, że każdy facet będzie miał na ciebie ochotę. A damska część cię znienawidzi. Mam plan. Jedziemy na zakupy. Wzięłam pieniądze i pojechałyśmy do większego miasta.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jarekx69