Author: admin

  • Mam na imie Matylda

    Mamie powiedziałem, że będę nocować u kolegi. Co lepsze, uwierzyła w to. Tak jak wierzy w to, że nadal biorę tabletki spłukiwane w toalecie, bo źle się po nich czuje i nie przynoszą efektów. Pani Wanda powiedziała jednak, że jeśli ona się zgodzi, to mogę zostać dzisiaj na noc. Pierwszy raz w życiu mam spać poza domem. Ale nie to jest ekscytujące. Dreszcz podniecenia wywołuje wiklinowy koszyk stojący na szafce do butów, do którego przypięto karteczkę „Czekam w ogrodzie, kochana. Pamiętaj o puzderku”.
    Ledwo dotykam go by podnieść, widzę Beatę. Z tego co wiem, jest prawie dziesięć lat starsza niż ja, ale niezamężna i bezdzietna, więc powinienem w jej mniemaniu ją szanować. Zatrudniona tutaj jako gospodyni, to lepsze słowo niż „służąca”. Nie wiem, czy bardziej jej zazdroszczę wyraźnie kobiecych kształtów i długich włosów, czy nie lubię jej surowego, wrednego spojrzenia, nawet gdy się uśmiecha. Przynajmniej już nie wymyśla kolejnych obelg. Widać, znudziło się jej. Fartuch ma zawieszony na sukienkę.
    – Jak dziwadło zamierza się kąpać, to niech idzie do góry. – mówi wreszcie, podkreślając to określenie, jakby zadowolona, że je wymyśliła – Dopiero skończyłam myć dolną łazienkę dla gości. Jak tam nabrudzisz, to umyje ją zawartością tego twojego koszyczka.
    Kiwam jej głową, pochylając głowę by nie patrzeć w tę twarz. Pośpiesznie idę po schodkach, wciąż czując na sobie jej wzrok. Dziwadło. No dobrze, to najmniej uwłaszczające ze wszystkich określeń, które już wypowiadała. Zamykam się w łazience.
    Wanna na lwich nóżkach napełniała się parującą wodą, gdy zdejmuje przyduże ubrania skierowane do chłopaków w moim wieku. To wymóg matki, mam wyglądać jak inni nastolatkowie. Nie czuje się z tym dobrze, ale co? Bluza z kapturem, koszulka z wzorem-graffiti, spodnie na najkrótszym skórzanym pasku z dorobionymi trzema dziurkami, skarpetki.
    W lustrze moje ciałko jest blade i kościste, pozbawione włosów. Endokrynolog nazywa to „zaburzeniami hormonalnymi, chłopcze”. Ja zaś „bezpłciowa powłoka”, „niedojrzewaniem” i „przypominam dziecko”. Koledzy się golą czy też zapuszczają brody, ja nawet nie mam włoska nad łukiem amora. O i śmieją się, że chyba depiluje nogi, ha ha. Marzy mi się, by mieć dłuższe włosy, ale znów matka uważa, że nie. „Wtedy już naprawdę ludzie będą myśleli, że jesteś dziewczynką”. Jasne, teraz patrzą i szukają właściwej formy, zwłaszcza gdy im odpowiadam tym durnym, wysokim głosem. Ostatecznie decydują się kierować ubiorem i zapachem, wybierając męską. Przelewam z dużej butelki płyn do kąpieli, by łazienkę zalał zapach drzewka sandałowca.
    Nabieram mocno powietrza i unoszę wzrok w górę. Nie chce na niego patrzeć. Dopiero teraz spuszczam bokserki i kieruje się do wanny, by w całości zniknąć w obfitych ilościach piany. Jest jak skaza na ciele. Łysy, brzydki i mały robal do sikania. Niewiele większy od palca. Obrzydliwość. Wypuszczam powietrze, wciąż trzymając oczy zamknięte.
    Za dwa lata będę pełnoletni, wyprowadzę się od matki, pożyczę od pani Wandy pieniądze i zrobię sobie konkretną terapię hormonalną, zamiast tej niedoróbki mającej ze mnie zrobić chłopca. Wreszcie zyskam płeć. I wtedy też, nareszcie się go pozbęde. Oglądałem na internecie trochę zdjęć jak wyglądają genitalia osób po zmianach płci. Nie jest źle, czasem nawet wygląda ładniej. Można ciągnąć jeszcze się z implantami piersi, ale wystarczy pozbycie się jego i może nieco tłuszczyku na klatce by mieć drobny biust. Powtarzam sztuczkę z wstrzymywaniem powietrza i znikam pod wodą. To próba chwilowego odcięcia się od świata i usunięcia przykrego zapachu perfum ojczyma, którymi mama pryska mnie za każdym razem jak tylko widzi, że gdzieś idę.
    Zawsze marzę, że to pani Wanda jest moją mamą. Zawsze mówi, że „ludzie widzą, co chcą zobaczyć.” Zawsze zwraca się do mnie Matylda i tak trochę, z braku ładniejszego słowa, sponsoruje mnie. Zawsze sobie obiecuje, że oddam wszystkie pieniądze jakie mi daje, Nawet jeśli Beata mnie nie lubi, ona nigdy nie spojrzy krzywo. Chyba, że ją sprowokuje. Wtedy potrafi krzyknąć, fuknąć. „Jak Ci się nie podoba, to nie musisz do mnie przychodzić”. Chce, przy niej jest lepiej niż w rzeczywistości. Uczy mnie jak to być sobą. Nie jest może to matka dla przybranej córki, ale bardziej poczciwa mentorka. Wynurzam się kaszląc, gdy woda cieknie mi po twarzy. Uspokajam oddech, zanim zaczynam się szorować. To ciało nie jest prawdziwe.
    Suchy i otulony ręcznikiem na dwa razy pod ramionami otwieram koszyk. Na górze leży bielizna. Białe, dziewczęce majtki z różyczkami, bawełniany podkoszulek w zastępstwie stanika i złożone rajstopy. Te pierwsze ciasno przylegają do ciała, tak, że szwy drażnią robaka. Założone, pozostawiają brzydkie wybrzuszenie z przodu. Dwa lata i będę miał tam co innego. Góra, to już łatwiej. Rajstopy, czarne, lśniące, śliskie. Kupiłem podobne, ale zamykam je w szafce na kluczyk, tylko by na podstawie filmików nauczyć się je ubierać.
    Spódniczka, prosta, jednolicie czarna z guzikiem by nie spadała. Do chudych, krzywych kolan. Jest cudownie lekka, przyjemna. Chciałbym ją nosić codziennie. Sweterek, biały z kołnierzykiem i wstawkami na rękawach w kolorze toffi, miękki i ciepły. Aż muszę na chwile usiąść, by to jeszcze chwile poczuć. Chwycić się za ramiona, by przekonać, że naprawdę są na mnie.
    Tym, co zakładam najostrożniej i z największym namaszczeniem jest peruka. Długie, czekoladowe włosy skręcające się na końcówkach w loki. Z grzywką na czoło. Poprawiam ją cztery razy, zanim stanę przed lustrem. Opaska z gwiazdkami dociska ją skutecznie do głowy by się nie przesuwała ani spadła. Kiedyś będę miał takie naprawdę. Zapuszczę włosy i będę eksperymentował z najróżniejszymi fryzurami i kolorami. I nauczę się wreszcie sam malować.
    Staje przed dużym lustrem, ścierając parę. Dziewczyna z lekko kwadratowym podbródkiem uśmiecha się do mnie z błyszczącymi, piwnymi oczami. Ma ładne, delikatną buzię, okrągły sterczący nosek i wąskie wargi z równymi ząbkami jak u dziecka. Cześć Matylda, czekałem na Ciebie cały tydzień. Patrzę i nie wierzę, że to wciąż ja. Nie jestem dziwadłem, jestem śliczna.
    Pospiesznie wciągam balerinki na rajstopy i wrzucam swoje dawne ubrania do koszyka, który chowam na półce. Biorę drugie puzderko, to z kosmetykami, kolorowe i obklejone muszelkami. Niczym na skrzydełkach gnam do ogrodu, starając się przestrzegać chodu jak uczono w tym programie dla dziewcząt, oglądanym po kryjomu na telefonie w domu.
    Pani Wanda wyraźnie korzysta z resztek słońca i ładnej jesiennej pogody. Jak zawsze przykryta kocem siedzi przy dużym drewnianym stole, na którym obok kieliszka z resztką czerwonego porto stoi otwarta bombonierka. Cichutko podchodzę do niej od pleców, patrząc na welon kasztanowych włosów.
    – Skradają się dzieci, które kradną, Matyldo. – mówi, nie odwracając głowy – Nie spieszyło Ci się zbytnio.
    – Poprawiałam sprawdzian, mama chciała, żebym zrobiła zakupy i autobus stał w korku. – obchodzę ją – A poza tym chciałam wyglądać tak ładnie jak pani. – szczerze się w uśmiechu – Dostałam pozwolenie, by móc zostać na noc…
    – A czy zjadłaś obiad? – przerywa mi, nadal unosząc twarz do góry – Jeśli myślisz, że głodzenie się czyni Cię ładniejszą, to odpowiedź brzmi nie. To, że zmienisz się w szkielet, nie sprawi, że będziesz Barbie.
    – Kupiłam sobie hamburgera po szkole. – kłamstwo, na śniadanie zjadłam jedynie jogurt z płatkami – Zresztą ostatnio przytyłam już dwa kilogramy…
    – Beata ma Cię zważyć? – pochyla głowę i otwiera oczy, patrząc prosto na mnie – Jak będzie tam mniej niż pięćdziesiąt kilogramów…. – czterdzieści cztery, cholera, wiem ile tam jest, więc kręcę głową – Poczęstuj się chociaż czekoladką. – zakłada okulary, które nosi na łańcuszku, a jej zielone oczy powiększają się jak u sowy – Nie kręć tą żabią buzią, jakbyś szukała ratunku.
    Drżącymi palcami sięgam do pudełka, szukając najmniejszej jak się da. Wszystkie są równe, okrągłe lub podłużne. Dobra, niech będzie chociaż jakaś prosta. Okrągła, płaska na wierzchu, bez polewy. Patrzy na mnie, cały czas. Nie ma więc szans, by ją wyrzucić. Wkładam do ust połowę i rozgryzam. Smak czekolady od razu uderza, potem zmienia się w truskawki. Spoglądam do środka między palcami. Różowa pianka. Obrzydliwie dobre. Wsuwam drugie pół, zaciskając oczy i połykając od razu resztę.
    – Grzeczna dziewczynka. – otwiera puzderko i miesza w nim dłonią, by wyjąć eyeliner – Podkreślimy tylko te oczka i wargi, bo są śliczne. Ładne dziewczęta nie potrzebują dużo, więc nie musisz z siebie robić klauna z szminką i masą pudru. – nie to, że chciałbym, widziałem jak ładnie wygląda zestawienie czarnej szminki i czerwonych cieni do oczu, posłusznie jednak przysuwam krzesło i siadam dość blisko, by sięgnęła dłonią do mojej buzi – – Mam nadzieje, że na przyjęciu nie zrobisz nic głupiego. – słyszę jej głos przez zamknięte oczy – Nie zabronię Ci się bawić, możesz nawet wziąć lampkę szampana, ale tylko jedną. Rozmawiaj, ale się nie narzucaj, zachowuj się porządnie. Jeśli jednak kombinujesz, by stać całe przyjęcie obok mnie, od razu zamknij się w sypialni i poczytaj. – czuje jej dłoń na policzku i łaskotanie na powiece, gdy robi kreski makijażu – To tylko znaczy, że wciąż jesteś przerażonym, nieopierzonym pisklaczkiem. Chociaż ilość twoich kłamstw tylko to podkreśla.
    Otwieram oczy i widzę, jak wyjmuje różową pomadkę, którą kreśli po moich wargach, druga dłonią trzymając mnie za podbródek.
    – Przepraszam – mówię cicho – Ja po prostu…
    – Boisz się. – puszcza moją buzię i wyjmuje lakier do paznokci, a ja wysuwam dłonie – Dlatego obgryzasz paznokcie, chociaż mówiłam, byś tego nie robiła. – przekręca buteleczką – Mój brat też podbierał mi sukienki i się malował. Rodzice dowiedzieli się i posłali go do szkoły z internatem. Nigdy więcej się nie zobaczyliśmy. – mocniej ściska mi palce – Ale ty nie jesteś tu na siłę, czy za karę, kochanie. To ty masz być szczęśliwa. A kłamstwa tego nie budują.
    Niechętnie sięgam jeszcze raz do pudełka i wyciągam drugą czekoladkę. Od razu wkładam ją w całości do ust. Nugat. Niemal podchodzi mi do gardła poprzednia i jogurt, ale zmuszam się by to połknąć. Uśmiecha się jednak, jakby była zadowolona.
    Dmucham po paznokciach by szybciej wyschły, uśmiechając się do niej. Efekty jej sprawnej ręki oglądam w niewielkim lusterku, marząc, że sama umiem już to robić. Ale przyłapana z chociaż tuszem na powiekach, skończyłabym na poważnej rozmowie z mamą. Tutaj jednak, mogę wszystko.
    – Zawołaj proszę Beatę, by zabrała mnie do domu. – mówi, opróżniając resztkę z kieliszka – Też chce się wyszykować nieco na przyjęcie. – układa dłoń na podparciu wózka – Mój przyjaciel Wilhelm, weźmie ze sobą pewnego chłopca. Jest niedużo starszy od Ciebie, ale chyba się dobrze zrozumiecie.
    A więc przyjęcie. Kilku znajomych okazało się ponad dwunastką ludzi, albo nawet więcej. Mężczyźni pod krawatami, kobiety w sukniach prosto z modnych katalogów, muzyka z płyt starszych niż ja. Lampka szampana w dłoni buja się, gdy drżą mi dłonie. Niektóre pary tańczą, inne rozmawiają ze sobą, śmiejąc się. Nikt nie zwraca na mnie uwagi, nie wiem czy to dobrze. Nie, żebym jej celowo szukała, chcąc krzyczeć “mam pod spódniczką ptaszka, chcecie zobaczyć?”. To samobójstwo w oczach pani Wandy.
    – Pierwszy raz na przyjęciu pani Wandy? – pyta lekko ochrypły głos  – Wszyscy rozmawiają o teatrze, obrazach i innych tego typu sprawach.
    Kiedy odwracam głowę, widzę tylko czarny sweter opinający dziwnie szeroką klatkę piersiową z wystającym białym kołnierzykiem koszuli. Powyżej, piękna twarz pełna równych linii z szerokim, płaskim noskiem i wąskimi wargami przyozdobionym kolczykiem na dole. Jasne blond włosy są przycięte po bokach i zaczesane do tyłu zgodnie z panującą modą. Słodkie, jasne oczy patrzą prosto na mnie.
    – Jeśli lubisz książki, porozmawiaj z Bruno. To ten w okularach, który właśnie macha łapami.  – wskazuje palcem na grupkę dwóch kobiet i wąsacza – Ma doktorat z literatury. Potrafi godzinami zanudzać o amerykańskiej literaturze. – uśmiecha się do mnie z troską – Uniwersalna metoda, podejść do kogokolwiek i kiwać głową, że rozumiesz, o czym mówi. – pije odrobinę szampana – Jeśli zaś szukasz rozmówcy na poziomie pani Wandy, wybierz Willa. – wskazuje mężczyznę z czarnym wąsem – Z czystym sercem uprzedzam, że czasem potrafi zaskoczyć jeśli chodzi o tematy, zwłaszcza jeżeli chodzi o nauki ścisłe. Niemniej, to świetny gawędziarz.
    Znów odwracam do niego głowę. Nie, nie jest przystojny, ale właśnie ładny. Wie to i to wykorzystuje. Też trzyma lampkę szampana, z której pije odrobinę. Boże, boję się nagle odezwać. To nie jest moja nauczycielka, ani Beata, którą ona może poskromić. To obcy mężczyzna, który widzi we mnie dziewczynkę. Zagubioną wśród ludzi. Ściskam nogi pod spódniczką, czując ciepło na buzi. Teraz naprawdę się boje. Jakby brakło mi oddechu.
    – Hej, nie martw się. – kładzie mi dłoń na ramieniu, która wydaje się lekka i smukła – Też byłem tu kiedyś pierwszy raz i wszyscy mnie przerażali. Zdradzę Ci sekret. – pochyla się, pachnąc ładnym aromatem, kojarzącym się z wodą po goleniu  – Wypiłem więcej na odwagę i poprosiłem do tańca najładniejszą kobietę. – prostuje się – Dzisiaj chciałbym spróbować walca na trzeźwo, a ona się chyba mnie wstydzi. Głupio mi teraz tak odejść. Co powinienem zrobić?
    Opuszczam wzrok na baleriny. Opróżniam męczony kieliszek na raz. Wciąż tam jest. Z tym ładnym uśmiechem i uroczym spojrzeniem. Wyciąga dłoń, płasko, jak zwykle na filmach mężczyźni proszą kobiety do tańca. Przecież ja nigdy nie tańczyłam. Połykam ślinę. Muszę odmówić.
    – Ja… – świetnie, brzmie jeszcze gorzej, niż zawsze – Ja nie umiem tańczyć. – pewnie wywracam oczami jak żaba, jak to mówi pani Wanda – Przepraszam, pana…
    – Cóż, zwykle damy tak mówią. – zdejmuje mi dłoń z ramienia – Dlatego zwykle to mężczyzna prowadzi w tańcu. – nie odsuwa jednak tej zapraszającej – Będę jednak zaszczycony, mogąc spróbować. Jeśli będzie aż tak źle, osobiście zaprowadzę na jakieś krzesełko i przyniosę drugą lampkę szampana na pocieszenie, a potem ulotnie się jeżeli sobie tego zażyczysz
    Układam dłoń w dłoń, która wydaje się delikatna, o smukłych palcach. Pisklak uczy się latać. Wyciąga mi z drugiej kieliszek. Prowadzi na parkiet.
    Nie, nie interesują mnie chłopcy. Nigdy w życiu nie zdarzało mi się obejrzeć za innym mężczyzną czy chłopakiem.. Z każdym obrotem w jego ramionach, gdy mnie prowadzi, z taką delikatnością, taką gracją. Jakbyśmy unosili się w powietrzu, do rytmu walczyka z winyla. Mam zamknięte oczy, czując tylko jego dotyk, mieszaninę zapachu jego i własnego. Ten taniec, wolny i prosty. Nie przytula, nie targa jak szmatą. Prowadzi z elegancją par na filmach. Czuje, jak spódniczka kołysze się, gdy po raz kolejny zakręcamy kółko, a muzyka cichnie. Otwieram oczy. Wciąż mnie trzyma przy sobie.
    – Było mi bardzo miło, dziękuje. – co w nim jest takiego, dziwnego, magicznego i mistycznego – Ale jak znam tą bajkę, Kopciuszek teraz ucieknie? – wypuszcza moje palce ze swoich – Cóż, będę szukał szklanej balerinki na schodach. – chichocząc, odchodzi, znikając wśród pleców innych ludzi.
    Z zawrotami głowy idę w stronę pani Wandy, którą najłatwiej znaleźć. Chcę jej to opowiedzieć, pochwalić się. Ewentualnie przeprosić i czmychnąć, ze wstydem, gdy serce bije w środku ciała. Gdy staje przed jej wózkiem, jest ubrana w czarną długą suknie, a wąsacz właśnie kończy opowiadać, coś co doprowadza ją do łez.
    – I ten głupek ciągle podrywa kobiety, taki czuje się pewny. – sam się śmieje, po czym odwraca na mnie wzrok  – Dobry wieczór, panienko.
    – Matylda, poznaj pana Wilhelma. – mówi pani Wanda ocierając łzę śmiechu, chyba pierwszy raz jak ją znam taką ją widzę – Will, to właśnie moja mała Matylda. – mężczyzna wstaje i całuje mi dłoń, jak prawdziwy dżentelmen – Pan Willhelm właśnie opowiadał o Marcelu. Kręcił się tutaj gdzieś jeszcze przed momentem…
    – A ja się dziwię, że mnie uszy pieką. – znów ten sam ochrypły głos, za plecami, a chłopak z kolczykiem pojawia się obok – Przyniosłem panu gin i porto dla pani Wandy. – przechodzi obok mnie i podaje drinki starszym, a ja patrzę dalej oczarowana nim, on szczerzy się w uśmiechu – Więc jednak fizyka? Spodziewałem się raczej czegoś związanego z naukami humanistycznymi.
    – Marcelu, to jest Matylda. – przedstawia mnie nauczycielka, gdy brakuje mi słów – Moja, można tak powiedzieć, uczennica. – przygryzam wargę – Mam z nią tą samą relację co ty z Wilhelmem.
    Dopiero, gdy siada obok przyglądam mu się. “Ta sama relacja co ty z Wilhelmem”. Uczę się od niej czego? Jak powinnam poprawnie być dziewczynką. Więc…Znów się uśmiecha, jakby chciał potwierdzić moje myśli. Ma za delikatne rysy twarzy, za miękkie dłonie i za duże piersi na mężczyznę. I te oczy z równymi brwiami.
    – Jesteś taki jak ja. – mówię cicho jakby nie chcąc, by usłyszeli, patrząc na niego – Tylko na odwrót.
    – Tak, na odwrót. Ty jesteś dziewczynka, a ja chłopcem. – odpowiada, jakby jednak usłyszał – Jakby mogło być inaczej, Matyldo?
    Wycofuje się krok po kroku, patrząc wciąż na niego i czując bicie serca. Wilgoć zalewa moje plecy, gdy wpadam na przeszkodę.
    – Zobacz, co zrobiłaś, głupia! – rozlega się krzyk Beaty i brzdęk szkła – Prawie stłukłam kryształ! – Marcel podrywa się i znika za mną – Niech pan zostawi, to wina tej głupiej…
    – Beata! – syczy pani Wanda przez zęby – Matylda z pewnością nie chciała. – Zamiast ją obrażać, zabierz ją do góry i poszukaj coś suchego na przebranie i zamocz od razu, bo plama nigdy nie zejdzie. – uderza dłonią o wózek – Natychmiast!
    Czuje, jak ktoś łapie moje ramię i ciągnie. Patrzę jeszcze raz na nią, nie, na niego. Jest taki naturalny w tym, jak wygląda, jak się zachowuje. Chciałabym czuć się chociaż tak w połowie.
    Szarpnięcie przywołuje mnie z powrotem. Beata, w sukni bez fartucha ciągnie mnie do schodków, potem po nich, korytarzem i do pokoju. Marcel. Piękny Marcel o blond włosach. Poprosił mnie do tańca, nieświadomy czym jestem.
    – Zdejmij sweter. – trzaska drzwiami zapalając światło, wyciągam ręce z rękawów, ściągając go przez głowę – Głupie dziwadlo! znów przez Ciebie to ja obrywam! –  słyszę jak szurają szuflady – Ale mam dla Ciebie dobrą nowinę. To był ostatni raz. – nie rozumiem, więc układam sweter z plamą na łóżku, tak by nie pobrudzić pościeli – Bo dzisiaj to ja nauczę Cię czegoś wyjątkowego.
    Odwracam się wolno i widzę, że trzyma długi nóż. Pewnie sobie żartuje. Zaraz da mi coś z “moich” ubrań i wrócimy na przyjęcie. Tak, wszystko będzie dobrze.  Przesuwa płaską stroną po moim policzku, ostrze jest przeraźliwie zimne.
    – Przychodzisz tutaj jak do siebie i wykorzystujesz tą biedną kobietę na wózku do spełniania swoich chorych zachcianek. Dlaczego? – przenosi go na drugi policzek, znów sunie nim płasko, tak, że gdy zatrzymuje dłoń, czubek wbija mi się w dolną szczękę – Nie, ty nie masz na to odpowiedzi, prawda? Łakniesz uwagi, bo jesteś chorym dziwactwem. Myślisz, że gdy nosisz ten makijaż i ubrania, wszyscy Cię kochają. – silnym ruchem dłoni rozrywa zapięcie spódniczki, która opada na ziemię – Chcesz czuć się jak kobieta? Ja Ci pokażę. Zapamiętasz tą lekcję do końca swojego dziwacznego życia. Kto wie, jak długiego? – patrzę jak prowadzi nóż po podkoszulku, niżej, aż zatrzymuje go na wysokości podbrzusza i znów dźga czubkiem w rzecz, której nie powinno być – Specjalnie dla Ciebie.
    – Proszę… – udaje mi się powiedzieć wreszcie, połykając łzy – Cokolwiek chcesz, tylko proszę, nie rób mi krzywdy… Nic nie powiem pani Wandzie, obiecuje. Zostanę tutaj przez resztę wieczoru i…
    – Cicho, piszcząca świnio. – znów kuje nożem w niego – Jesteś jak te gumowe zabawki dla psów. Tylko potrafisz piszczeć, gdy się Ciebie ściska. – wyciąga drugą dłoń, na której wiszą kajdanki, takie prosto z filmów – Nawet nie wiesz, jak długo zastanawiałam się, co najbardziej Cię upokorzy. – powala mnie z łatwością na łóżko przy użyciu kolana, którym uderza w moje chude udo – Pan Walery zadbał o to, by każdy pokój był idealnie wyciszony, więc nie łudź się, że przybiegnie Ci ktoś na pomoc. – przysuwa się, wciąż trzymając nóż – Jesteśmy tutaj sami. A teraz bądź grzeczny i odwróć się na brzuch i wyciągnij ręce do góry.
    – Błagam, Beata! –  twardy kamień rozpaczy zaklinował mi się w gardle – Nie rób mi… – dźgnięcie, tym razem nie ostrzegawcze jak paznokciem, ale wyraźnie bolesne i mające podkreślić jej dominację
    – Jeszcze słowo, a potnę tę twoją śliczną buźkę, którą tak sobie cenisz! –   Jak brzmi to twoje durne imię? Pierdoła? Dziwadło? Nie… – uśmiecha się – Sratylda.  Wiesz, ile razy słyszałam, że mam przygotować jeszcze jedno nakrycie, bo jej kochana Sratyldka przyjdzie to pewnie będzie chciała zjeść, a potem wylewałam do śmieci, bo wybrzydzałeś? Ile razy wycierałam łazienkę, bo musiałeś się wykąpać i zachlapałeś wszystko? – wykrzywia się – Pracować i prać twoje ubrania? Opowiadała o tobie, jakbyś był jej córką. Sratylda to, Sratylda tam to. Zabierz mnie na zakupy, poszukamy jej nowej sukienki, bo niedługo ma urodziny. – zamachuje się i uderza z całej siły kajdankami w brzuch, niczym korbaczem, kule się po tym ciosie mocniej – Ja w urodziny musiałam prać twoje gacie, bo “Sratylda musi mieć zawsze czystą bieliznę!” Nawet mi nie złożyła życzeń! – połykam kolejną porcję łez, czując ból
    – Przepraszam, ale proszę… To nie… – tym razem dźga nożem w udo, robiąc w rajstopach dziurę
    – Powiedziałam, że masz siedzieć cicho! – chwyta mnie za gardło i przykłada nóż prosto do policzka, dociskając, wystarczy jedno szarpnięcie – A może jednak mam zacząć Cię upiększać po swojemu? Tego chcesz?
    Wciąż płacząc, przewracam się na brzuch zgodnie z pierwszym poleceniem. Miejsce, gdzie uderzyła boli, gdy sprężyny go dotykają. Siłą zmusza mnie do wyprostowania ramion spod siebie. Ma w tym wprawę, musi przecież przenosić panią Wandę do wanny i łóżka. Łańcuch grzechocze o metalową ramę łóżka, gdy skuwa mi dłonie w górze, wbijając kolano w plecy. Ból wrzeszczy w każdym zakamarku ciała, jako przypomnienie, że “to dzieje się naprawdę”.
    Wychylając głowę nad ramieniem widzę, jak podwija suknie i zdejmuje ją przez głowę. Prosta, niepasująca do siebie bielizna osłania jej intymność. Tłuszcz rozłożony po kobiecemu, w biodrach, piersiach i udach. Znów przesuwa nożem, czuje jego czubek na pośladku, jak wędruje po udzie, niczym żelazny pająk.
    – Wiesz, jakie jest najgorsze doznanie dla kobiety? – pada retorycznie – Nie, oczywiście że nie. Dla Ciebie to tylko ładne ubranka i słodki makijaż. Pewnie nawet pierdzisz tymi perfumami, które Ci kupiła. Ale teraz będziesz miał odpowiedź.
    To, co wyciąga z szuflady pierwszy raz widzę na żywo. Jasne, ciekawość i internet wyjaśniły mi czym jest ten przedmiot i jak go używają kobiety. Strap-on. Skąd jednak go ma? Po co jej? Czy…
    – Podoba Ci się? – przesuwa go pod moją twarz, blisko, tak, że widze niemal jego błyszczącą gładkość jego czerwonej powierzchni, naturalne kształty wyrzeźbione w plastiku lub żywicy i przerażający rozmiar około dwudziestu kilku centymetrów – Specjalnie zamówiłam większy, byś nie czuł się pokrzywdzony. Będziesz mógł sobie doskonale wyobrażać, jak przeżywasz cudowną przygodę z hojnie obdarzonym partnerem.
    – Nie chce… – wyszeptuje jeszcze w materac, czując jak kamień rośnie, jak jego ostre krawędzie rozrywają mi gardło – Proszę…
    – Mówiłam. – naciska moją głowę dłonią, tak, że twarz niknie w ciemności materaca – Że – mocniej – Masz być – jeszcze mocniej – cicho, piszczące gówno. – puszcza wreszcie – Chcesz. Bardzo chcesz. Chcesz być kobietą, ja Ci to dam. – znika z pola widzenia – Jest tylko jedna, lepsza rzecz, jaką mógłbyś zrobić jako ona, wiesz? Ssać takiego wielkiego kutasa tak długo, aż na twoim plugawym jęzorze znalazłoby się dość spermy, którą potem byś grzecznie połknął. Niestety, nie będzie aż tak zabawnie.
    Znów czuje ciężar na nogach, gdy je rozkłada na boki. Jak obciąża pod kolanami, zmuszając mnie do zostania w rozkroku. Jak wbija jedną rękę w okolicach nerek.
    – Ponieważ chciałam się dobrze przygotować, poczytałam trochę. – słyszę jej zadowolony głos i dźwięk rozrywanych rajstop – I mam dla Ciebie dobrą nowinę. Jest szansa, że Ci się spodoba, a nawet dojdziesz w czasie naszych igraszek. Wiesz, jak jeden z takich jak ty. To wtedy będzie zabawne. – naciąga bieliznę z całej siły, szwy wbijają się w pachwiny i jądra, ale ona nie przerywa szarpania – Oh, chyba musimy je rozciąć, jaka szkoda… – trzask materiału informuje o tym, że to zrobiła – Boże, jaki malutki. Jak u dziecka. Nic dziwnego, że tak lubisz damskie ubrania, skoro masz tak malutkiego. – ściska go z całej siły, a biały ból wychodzi z miednicy w górę ciała – Leczysz tak swoje kompleksy, co? – zaciskam dłonie w pięści, wgryzam się w kołdrę, wciskając twarz w ciemność materaca, nie chcąc jej słuchać, ale ból raz po raz przypomina, że tu jestem – Powinniśmy użyć żelu albo oliwki. Ale ma być prawdziwie, nie miło, prawda? – wbija palce w pośladki – Bo chcesz być prawdziwą kobietą, jak Pinokio chłopcem. A ja będę twoją Błękitną Wróżką z magiczną różdżką…
    Biała fala bólu eksploduje przed oczami, a pośrodku niej znajduje się supernowa. Wydaje z siebie ryk, który słyszą tylko sprężyny i pościel pode mną. Jakby prosto przed twarzą eksplodowała mi petarda, gdy gigantyczny ból wędruje wzdłuż ciała.
    – Ojej. Masz tak ciasną dupkę, że ledwo udało mi się włożyć czubek. No, no. Przecież nie o to chodzi, prawda? Jak będziesz się tak zaciskał, to będzie trudniej.  – plama rozrasta się niczym kręgi na wodzie – Ale nie martw się, gdy już zrobi się odpowiednio duża, będzie wchodziło gładko. A teraz… – kolejna eksplozja bieli wydaje się nie mieć końca, czuje jakby to nie plastik, a rozżarzony do białości pręt wędrował w moje trzewia – O widzisz, wszedł calusieńki. Jestem z Ciebie dumna. – sunie z powrotem, wychodząc – Ale twój łysy kanarek nadal taki smutny. Wolisz by było szybko i brutalnie czy wolno i mocno?
    Ale nie daje mi czasu na odpowiedź. Wchodzi i wychodzi w moje wnętrze, rozpychając co raz bardziej w falach bólu. A boli wszystko. Ramiona, na których się opiera, kolana, które przytrzymuje ciałem, ale najbardziej tam. Nawet, gdy nie chce o tym myśleć, to przypomina mi o tym każdym ruchem, gdy błagam w głębi ciała by ten był już ostatni i znów powtarza. Raz po raz, wsuwa się głęboko i ostro, a potem wolno ciągnie w tył. W nieskończonej pętli białej plamy przed zamkniętymi oczami.
    – Ah, starczy… – schodzi wreszcie z moich nóg – Podobało się? – nie mam siły podnieść głowy  – Oczywiście, że tak, wszystkim kobietom to musi się podobać. Dałabym Ci nawet papierosa w nagrodę, ale musiałabym potem wietrzyć pokój. – chichota z własnego dowcipu – O, zobacz. To krew! Straciłaś dziewictwo, Sratyldo! – jeszcze bardziej wybucha śmiechem – Tylko się nie zesraj jeszcze z radości. – skrzypienie sprężyn, chyba wstaje – Zostaniesz teraz tutaj sobie. Rano, nim wstanie Wanda, przyjdę Cię wypuścić. Może zrobimy sobie jeszcze jedną rundkę, skoro już wiesz jakie to cudowne? – głaszcze mnie po plecach, jakbym naprawdę miała być szczęśliwa –  Ale jak stąd wyjdziesz, znikniesz z jej życia na zawsze. – ściska boleśnie jądra – Takie małe, zabawne. Pewnie nawet by nie zaspokoiło kobiety, nic dziwnego, że się tak przebierasz. – coś upada na ziemię – Nie martw się, powiem, jak to ujmujesz, że źle się poczułaś. Będziesz miał tak dużo czasu na przemyślenie jak głupi i słaby jesteś, oraz jak dużo radości miałeś z tej nauki, by rano błagać o kolejną. – unosi jeszcze raz moją twarz – Aha, nie myśl, by iść do niej na skargę lub coś kombinować. Jak myślisz, uwierzy w to, , skoro kłamiesz jej o wszystkim? Komu uwierzy? Kobiecie, która się nią opiekuje czy zasmarkanemu dziwolągowi, który rzyga tym co zje.  – puszcza i wychodzi jakby nic
    Co gorsza, ma rację. W jednej chwili straciłem wszystko, co kochałem. Moja Matylda, została mi odebrana i roztrzaskana.

    Ciąg dalszy…. nastąpi?

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Konrad Milewicz

    Krótka historia o chłopcu chcącym zostać dziewczynką. Jak zawsze zachęcam do pozostawienia komentarzy.
    Zapraszam też do sprawdzenia cyklów Kota i Właścicielki (sequel) w uniwersum “Human Puppy”, które pisane są regularnie na stronie.

  • Sesja fotograficzna – 5.

    Część 5.

    Po kilku dniach przypadkowo spotkałam Heńka, bo telefonów znowu nie odbierał. Na jego widok z trudem panowałam nad sobą. Poinformowałam go, że byłam w laboratorium, a wyniki badania mojej krwi potwierdziły obecność jakichś organicznych związków chemicznych wchodzących w skład środków odurzających. Nie pamiętałam pełnej nazwy. Nie chciałam na ulicy robić sceny, ale miałam ochotę rzucić się na niego z pazurami!

    Trochę stropił się, ale lekko wzruszył ramionami i stwierdził, że w trakcie filmowania zachowywałam się normalnie. Podczas pozowania również. A potem złośliwie uśmiechnął się i zapytał wprost:

    – Chcesz w sądzie weryfikować wiarygodność swojego zachowania na tej kanapie podczas seksu grupowego, za który wzięłaś kasę i dobrowolnie podpisałaś umowę? Będą mieli ubaw! Szczególnie, że wcześniej brałaś udział w takim filmie. Wtedy nie miałaś obiekcji – spojrzał na mnie, dając do zrozumienia, że czeka mnie długa i wyboista droga.

    – Nikt z tobą nie będzie chciał pracować – uświadomiłam mu.

    – Myślisz, że taki proces pomoże tobie w pracy? – zignorował moje ostrzeżenie. – A co stanie się, jeżeli dowiedzą się media? A dowiedzą się – spojrzał na mnie wymownie. – Jak potraktują dzieciaki w szkole? – Zawiesił głos i dodał: – Zastanów się, czy to dobry pomysł. Wiesz, jak skończysz z taką opinią?

    Nic nie mówiłam. Z wściekłością patrzyłam na niego. Mój wrogi wyraz twarzy i milczenie chyba zaniepokoiły go znacznie bardziej niż informacja o wynikach badania krwi. Przecież znał mnie. I mój charakter.

    – A może mają ciebie odwiedzić moi koledzy od Sandry? – zakończył ostrzejszym tonem, wrogo spoglądając na mnie. Odwrócił się i poszedł. Nie pożegnał się.

    Wzmianka o kolegach Sandry bardzo mną wstrząsnęła. Straszył mnie! Groził mi! A ja zwyczajnie bałam się. Wręcz przeraził mnie tą groźbą. Przypomniałam sobie tych goryli. Dotarło o mnie, że ma możliwości, o które go nie posądzałam. Teraz zrozumiałam, jak bardzo byłam naiwna, sądząc, że facet robi zdjęcia i sam je sprzedaje różnym redakcjom, „wolny strzelec”, kur…

    Ze zdenerwowania nie mogłam zasnąć tej nocy.

    *

    Minęły jakieś trzy tygodnie. Bezskutecznie starałam się zapomnieć o całym zajściu. Byłam bezradna i ciągle brakowało mi pieniędzy, więc koncentrowałam się na szukaniu pracy. Teraz szłam na spotkanie, aby zleceniodawcy oddać wyniki analiz statystycznych. Ot, taka przypadkowa praca za kilkaset złotych. Wychodzę z mieszkania i na półpiętrze zaczepia mnie jakiś facet.

    – Jak wszedł do bloku? – Jeszcze przemknęło mi przez myśl, zanim odezwał się.

    Przedstawia się imieniem i rzuca zdanie, które mrozi mnie: 

    – Jestem od Henryka.

    Ma moje zdjęcia! Pokazuje mi. Jestem naga i bez peruki! Większość zdjęć jak podczas wizyty u ginekologa. Wyraz twarzy na zdjęciach świadczył o tym, że byłam naćpana. Facet proponuje mi seks za kasę albo udział w filmie.

    Henryk mówił, że robisz też seks grupowy. Że w ogóle dobra z ciebie dziwka, tylko droga – zmierzył mnie z góry do dołu. – I miał rację. Dobrze wyglądasz. Widać klasę. No i byłabyś świeża w naszym gronie. Ile chcesz za wieczór ze mną i kilkoma kolegami? Będą też inne dziewczyny, ale na pewno będziesz miała powodzenie. Trochę pohasasz sobie – zapewnił mnie i patrzył wyczekująco. Lekki uśmiech na ustach, który świadczy o jego władzy nade mną. Czekał na moją cenę. Nagle chwycił mnie za pierś. Mocno. – No, niezłe – stwierdził z uśmiechem.

    – Nie jestem zainteresowana i nie będę! Proszę to również powtórzyć Henrykowi – szarpnęłam ciałem i zdenerwowana zbiegłam po schodach. Uświadomiłam sobie, że ten gnój, fotograf, podał facetowi mój adres!

    Facet chyba był za bardzo zaskoczony moją reakcją, bo nie ścigał mnie i nie pojawił się ponownie. Widocznie znalazł inne „świeże” dziwki.

    Tak! Tak! Byłam świadoma tego, że zarabiam na życie jako dziwka! I wcale nie poprawiało to mojego nastroju. Wręcz przeciwnie.  

    *

    Kilka dni później pojawia się taka sama propozycja od innego faceta. Czekał przed moim blokiem. No, prawie taka sama. Przedstawił się jako Ryszard. Od poprzednika różnił się wszystkim. Poza płcią. Starszy ode mnie, wysoki, z lekkim brzuszkiem, szpakowaty, zadbany, pogodny, dobrze ubrany, z manierami, uprzejmy, pachnący dobrymi perfumami. Kiedy przedstawił się, od razu wiedziałam, o co chodzi, ale nie minęłam go. Zatrzymałam się tylko dlatego, że był uprzejmy i jakoś nie wypadało odejść bez słowa. Miał moje zdjęcia, ale mi ich nie pokazał.

    – Cholera, ten gnój, Heniek, rozdaje moje zdjęcia i adres chyba wszystkim facetom, których zna! – trzęsłam się ze zdenerwowania.

    Jednak, kiedy ten Ryszard zaczął przedstawiać warunki, zdecydowałam się wysłuchać go do końca. Zaproponował rozmowę w kawiarni. Uległam i dałam się zaprosić, bo obiecał, że zajmie mi najwyżej kwadrans, a potem podwiezie we wskazane miejsce. O, to było mi bardzo na rękę.

    Za weekend tylko z nim zaproponował mi moją pensję! Miałam wybrać hotel. W kraju lub za granicą. On pokrywał wszystkie koszty. Nadal był grzeczny. Zero nachalności i głupich uśmieszków. To zabrzmi śmiesznie, ale budził moje zaufanie! Zgodziłam się, chociaż nie bardzo wierzyłam w kwotę, którą podał. Wymogłam, że pojedziemy pociągiem. Z góry dziękuję za samolot! Na dworcu chciałam dostać całą kwotę. Zgodził się. Zaproponował, że przyjedzie po mnie i razem pojedziemy na dworzec. Nierozważnie zgodziłam się, ale za to mogłam całą zarobioną kwotę zostawić w mieszkaniu.

    Złośliwie wybrałam chyba jeden z najdroższych hoteli w Berlinie. Sheraton! Z basenem. Nic innego nie przyszło mi do głowy. A jemu nawet nie drgnęła powieka! Wręcz przeciwnie, wydawał się zadowolony z mojego wyboru. Jeszcze poprosił, żebym, obok tradycyjnych ciuchów, zabrała również strój kąpielowy.

    *

    No, więc zabrałam strój kąpielowy, kilka par szpilek, kilka par pończoch, świeże ciuchy i bieliznę na każdy dzień. I przed samym wyjazdem się zaczęło. Reisefieber? Żeby tylko! Cholera, jak ja się wtedy denerwowałam! Denerwowałam? Byłam bliska histerii! Jechaliśmy EC do Berlina, pierwszą klasą, a jakże, a ja przez większość podróży nie mogłam przestać myśleć, w co dałam się wrobić! Pierwsze spotkanie i wyjeżdżam z nieznanym mi facetem za granicę! OK, dobrze płacił, nawet bardzo dobrze, ale czy mój mózg miał wolne, kiedy godziłam się?! Zgubiła mnie moja pazerność na kasę! Mogłam pracować w jakiejś ‘sieciówce’, w ochronie albo jako sprzątaczka. Tam nie potrzebowałabym super kwalifikacji i miałabym chociaż jakąś najniższą krajową. Albo mniej. Na razie takie próby nie dały rezultatu, ale przecież w końcu coś znalazłabym! Mogłabym ‘na czarno’ opiekować się dziećmi. To też jakaś stała kwota każdego dnia.

    Pociąg jechał szybko, w wagonie pierwszej klasy zajęty był może co trzeci przedział. W naszym  przedziale siedzieliśmy tylko we dwoje. Ja cały czas byłam czujna jak zając pod miedzą. Drzemałam z otwartymi oczyma. Ta, drzemałam… Miejsca mieliśmy naprzeciwko siebie. Mimo to facet nie przesiadł się. Nie zasłonił okien od korytarza. Był spokojny, pogodny, uśmiechał się, próbował zabawiać mnie rozmową. Powiedział, że wyglądam efektownie. Nie macał mnie, nie obłapywał, nie rozchylał nóg, chociaż nieopatrznie ubrałam spódniczkę i szpilki. Gorzej: wyglądaliśmy jak stare małżeństwo, z tą różnicą, że on był miły. Miał dla nas gazety, czytał książkę, drzemał. Zamówił dla nas kawę i ciastka. Trochę mówił o sobie. Przy ciastku zapytał, co chciałabym zobaczyć, zwiedzić w Berlinie? Cały czas sprawiał wrażenie odprężonego i zadowolonego z naszej podróży. 

    I wtedy napadły mnie wątpliwości. I to jakie!

    A może to tylko oszustwo, a naprawdę chce mnie sprzedać do jakiegoś burdelu? Wjeżdżamy na dworzec, wysiadamy, a tam jacyś faceci czekają na mnie. Wepchną mnie do auta i sruu do burdelu! Z przerażenia oblała mnie fala gorąca.

    A może ten Ryszard wziął mnie, żeby sprzedać moje nerki? A co, jak obudzę się po kilku godzinach, w pokoju hotelowym, w wannie z lodem, we krwi, naszprycowana środkami przeciwbólowymi, z komórką pod ręką i z kartką z numerem do szpitala? Czytałam o takich numerach!

    Niewiele brakowało, a wysiadłabym na najbliższej stacji! Przez resztę podróży pociągiem oczy miałam dookoła głowy. Każdy wydawał mi się podejrzany. Nawet taksówkarz mi się nie podobał, kiedy jechaliśmy z dworca do hotelu. Jakiś taki uprzejmy był… Telefon schowałam głęboko, bo to była moja ostatnia deska ratunku, gdybym obudziła się gdzieś w lesie albo w jakiejś piwnicy. Przynajmniej tak sądziłam.

    Potem musiałam tłumaczyć się dzieciom i okłamywać je, bo nie byłam osiągalna przez cały dzień. Co za rodzicielski sukces… Ze zdenerwowania nie potrafiłam myśleć racjonalnie. Dzisiaj śmieję się z tego. To znaczy z własnej głupoty i naiwności.

    *

    On naprawdę dbał, żebym czuła się jak najlepiej. Było cudownie. Seks taki sobie, ale naprawdę starałam się, żeby był zadowolony. I chyba był. W każdym razie nie narzekał. Obsługiwałam go wieczorem oraz rano i jeszcze próbowałam po południu, jeżeli byliśmy w pokoju, ale nie nalegał. Tylko życzył sobie, żebym w pokoju chodziła nago. Mogłam zakładać szpilki i pończochy. W milczeniu patrzył na mnie. Niech sobie patrzy. Kiedy czytał, siedziałam obok niego, a on mnie czasami dotykał, głaskał. Jakoś mi to nie przeszkadzało. Już zobojętniałam na męski wzrok i pożądanie. 

    Sporo byliśmy w ruchu, bo kupił bilety na trzy dni i wszędzie jeździliśmy metrem i S-Bahn. Zaliczyłam Legoland, Aquadom, Madame Tussauds i zoo. Ponad godzinę przesiedzieliśmy przed akwariami. Tam jest dość ciemno. Kiedy było nieco mniej ludzi, zrobiłam mu masaż członka. Był zadowolony, ale chyba bardziej rozbawiony moimi zabiegami. Wyszliśmy z budynku, objął mnie i pomacał pierś. Nawet zanurzył dłoń w dekolt. Nie protestowałam. Na tym polegała moja praca. I tak akurat nikt nas nie mijał. Zresztą, po kontakcie z Heńkiem uodporniłam się na reakcje innych.

    Pływalnia, jacuzzi, spacery, różne restauracje. I wypad na zakupy! Kupił mi kilka ciuchów. Wręcz nalegał! Gdybym nie była z nim w tej określonej, specyficznej roli, to pewnie zakochałabym się! A tak? Chciałam wykorzystać go, bo miałam okazję. Nigdy nie pytałam go o życie prywatne. Nie interesowało mnie. On, w zasadzie, nie pytał o moje, ale sporo rozmawialiśmy, chociaż nie o pogodzie. Okazało się, że mamy wspólne zainteresowania: film, podróże, akwarystyka (ja lubiłam oglądać, on ponoć miał kilka i mógł o tej pasji opowiadać godzinami). Idealnie dzieliła nas muzyka. Lubiliśmy coś innego, ale słuchaliśmy o preferencjach drugiej strony. Czasami czytaliśmy te same książki, chociażby kryminały: Mankella, Cobena i Forsytha. Wracając, praktycznie przegadaliśmy całą podróż. W przedziale byliśmy tylko we dwoje. Znowu siedział naprzeciwko mnie. W pewnym momencie przesiadł się. Kiedy chciałam zdrzemnąć się, wtuliłam się w niego. Objął mnie.

    *

    Życie jednak nie znosi próżni. Czasami los, po latach szarych i trudnych, kiedy wydaje nam się, że już nic dobrego nas nie czeka, tylko powtarzalność dnia bez nadziei na poprawę, nagle złośliwie (?) ofiarowuje nam, w ramach rekompensaty, ledwie chwilę radości albo ‘nawet’, w przypływie szczodrości, jedną jedyną szansę, której nie wolno przeoczyć, ani zmarnować, bo kolejnej już nie doczekamy. Jeżeli przeoczymy albo zlekceważymy szansę, wówczas pozostanie tylko gorycz niespełnienia i ciągłe rozpamiętywanie. Czasami los jest tak łaskawy. Czasami. Właśnie miałam tego doświadczyć.

    *

    Minęło sporo miesięcy. Spotykaliśmy się wielokrotnie. Niezbyt często, ale regularnie. Na ogół raz lub dwa w miesiącu. To ja pilnowałam kolejnych terminów, bo opłaty za spotkania pozwalały mi na skromne, ale spokojne życie. Pilnowałam terminów, bo postawił warunek, że będzie płacił więcej, ale mając mnie na wyłączność. Z ulgą zgodziłam się.

    Potem urwało się. Z mojej inicjatywy. Nie nalegał długo. Zniknął tak samo, jak pojawił się w moim życiu. Twierdził, że wyjeżdża do pracy. Ulżyło mi. Bałam się jakichś scen, agresji, gróźb. Ale trochę mi go brakowało. I jego pieniędzy.

    Jednak miałam szczęście! Ktoś przypomniał sobie o mnie i zaczęłam dostawać drobne prace zgodne z moim wykształceniem. Różnym osobom robiłam obliczenia, studentom do ich prac licencjackich i magisterskich, nawet pisałam całe rozdziały. Opłacało się. Przygotowywałam analizy, rozliczałam też faktury. Wszystko „na czarno”. Czasami wpadła jakaś większa praca, nawet z uczelni, na umowę zlecenie. Wystarczyła znajomość obsługi kilku programów.

    *

    Rodzice w końcu dowiedzieli się o mojej sytuacji, sprzedaży auta, wyprzedaży ciuchów, zapożyczaniu się i systematycznie wspierali mnie drobnymi kwotami. Mimo wszystko starałam się unikać ich wsparcia. Nie miałam pojęcia, skąd brali pieniądze dla mnie. Przecież nie ze swoich emerytur!

    Nie doceniłam mojego taty. Mama przyznała, że wrócił do pracy. Teraz wykładał w prywatnej uczelni: więcej godzin za niższą pensję, ale przyjął. W państwowej zarobiłby więcej. Wiadomo: ‘trzynastka’, gwarantowane wynagrodzenie według „widełek”, ale tam już go nie chcieli.  

    Dzieci również spokojnie przyjęły wiadomość o moim bezrobociu. Chyba wcześniej domyślały się, że nie jest tak fajnie, jak próbowałam to przedstawiać, a później zrozumiały, że czas prezentów i hucznych imprez urodzinowych oraz wyjazdów na wczasy minął. Żyliśmy z miesiąca na miesiąc. Ba! Z tygodnia na tydzień. Czasami nie wiedziałam, za co jutro kupię coś do jedzenia, ale jakoś żyliśmy. Teraz zadłużałam się tylko u rodziców i ciągle szukałam stałego zatrudnienia. Pomoc rodziców, chociaż dość skromna, była bezcenna! Miałam łzy w oczach. Wiedziałam, że nigdy nie zdołam im się odwdzięczyć.

    *

    Spotkałam się z Ewą u niej w domu. Akurat nikogo poza nami nie było. Wypiłyśmy kawę, zjadłyśmy kawałek jabłecznika. Nie potrafiłam tego wytłumaczyć, ale byłam przekonana, że miała szczególny powód, żeby spotkać się ze mną. Kiedy zapadło dłuższe milczenie, czekałam na jakiś znak gospodyni. Nie patrzyła na mnie. Spoważniała, a pusty wzrok utkwiła w ścianie za moimi plecami. Nie odezwałam się. Cierpliwie czekałam. Nie zanosiło się na nic przyjemnego. Bałam się, że zechce od razu zwrotu całej kwoty, którą jej spłacałam. Zaskoczyła mnie:

    – Lidzia, mam problemy zdrowotne. Nawet spore problemy. Lat też mi nie ubywa, a problemy zdrowotne coraz częściej i na różne sposoby dają o sobie znać. Przyplątały się różne choroby. Teraz kilka jednocześnie. Ot, taka kumulacja. Jak w totka. Tylko suma nie cieszy – spojrzała na mnie i uśmiechnęła się smutno. Chwilę milczała. Westchnęła i popatrzyła gdzieś w bok. – Być może czeka mnie operacja, może dwie, naświetlania, chemia, rehabilitacja, sanatorium. Lekarze paru specjalności będą musieli to razem pouzgadniać – znowu zamilkła.

    Spokojnie, w milczeniu czekałam na dalszy ciąg. Domyślałam się, że to tylko wstęp.

    – Nie chcę puszczać firmy na sprzedaż. Tyle włożyłam w nią serca i pracy! Mąż ma swoją pracę i nie zna się na tym, a dzieci mają inne plany. Hm… I ten, no wiesz… Lidzia, poprowadziłabyś firmę? Aż się trochę wykuruję?  

    Zaskoczona propozycją, milczałam. Nawet wstrzymałam oddech. Zamurowało mnie!

    Ewka spojrzała na mnie z nadzieją. Z uwagą przyglądała się mojej mimice. Nie potrafiła niczego odczytać z mojej twarzy, więc po chwili kontynuowała:

    – To jednak trochę potrwa. Sporo zarobisz. Obiecuję, że będziesz zadowolona, ale u mnie w domu codziennie będziesz zdawać sprawozdania – potencjalna pracodawczyni jednym tchem przekazała mi tyle informacji. Zmęczona monologiem, odchyliła się w fotelu. I czekała z nadzieją w oczach.

    I zaraz miałam zdecydować się! Na razie milczałam. Teraz ja patrzyłam w okno. Przed oczami, jak w filmowych kadrach, błyskawicznie przelatywało moje beznadziejne życie bez pracy. Każdy miesiąc, dzień, każde upokorzenie, upodlenie, każda porażka, każde oszustwo. A potem jeszcze raz: upokorzenia, oszustwa, żebranina o pożyczki…

    Wreszcie Ewka nie wytrzymała. Na swój sposób zinterpretowała moje milczenie i jeszcze raz natarła: 

    – Co o tym myślisz? – spojrzała na mnie prawie błagalnie. – Jeżeli zgodzisz się, to kiedy wrócę do pracy, masz u mnie pewny etat aż do emerytury. Z zawyżoną pensją – znacząco dodała, widząc wyraz mojej twarzy.

    A ja zastanawiałam się. Myślałam o Heńku, jego nieuczciwości, kłamstwach i szantażu.

    Nie mogłam, nie potrafiłabym i nawet nie chciałam odmówić. Zwyczajnie nie było mnie na to stać! I miałabym taką świetną pracę! Prawie nie wierzyłam w to, co się właśnie dzieje!

    W końcu uszczypnęłam się, żeby zakończyć projekcję i wrócić do rzeczywistości. 

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Rekompensata, 1.

    Część 1.

    Właśnie skończyłam 41 lat.

    Zdecydowałam się na poszukiwanie nowych wrażeń, bo czuję się niespełniona. Nie satysfakcjonuje mnie seks, od lat taki sam. Inaczej wyobrażałam sobie również naszą sytuację finansową po tylu latach małżeństwa. Wczasy za granicą, wypady na narty zimą, obiady w restauracjach, większe mieszkanie albo własny domek. Nowsze auto i lepszej marki. Więcej ciuchów i więcej czasu dla siebie. Podsumowanie materialnej strony naszego związku wypadło blado. Zawsze uważałam się za osobę atrakcyjną i zadbaną. Uznałam, że sama mogę ubarwić swoje życie. Przynajmniej od strony emocjonalnej, jeżeli mąż nie jest w stanie zadbać o sferę materialną.

    Siedziałam przed lustrem. Przyglądałam się sobie i wreszcie zdecydowałam. Muszę coś zmienić w swoim życiu! Byłam jeszcze w średnim wieku i więcej oczekiwałam od życia. Wstałam, zdjęłam sukienkę, stanik i majtki. Stałam przed lustrem w samych klapkach na szpilce. Przyjrzałam się sobie. Podniosłam ręce, zalotnie przeciągnęłam się i splotłam dłonie nad głową.

    – No, teraz nawet piersi lepiej wyglądają. Mam brzuszek, ale cudów już nie będzie – pomyślałam chwilę, krytycznie przyglądając się sobie w lustrze. – Poopalam się, a jesienią i zimą – do solarium. I zacznę pływać! – zdecydowałam. Pływanie spala dużo kalorii. – Jutro pójdę kupić karnet, a wracając z pływalni, pójdę do kawiarni na kawę. O, będzie okazja do zawarcia nowych znajomości! Może założę konto na jakimś towarzyskim portalu? 

    Tak byłam zaskoczona przemyśleniami i pomysłem, że opuszczając dłonie, mimowolnie dotknęłam łechtaczki. Rzuciłam wzrokiem w dół i pogłaskałam wargi. Lekko rozchyliłam je. Zrobiło mi się jakoś tak… Spojrzałam w lustro i odważnie rozchyliłam pochwę. Ugięłam nogi i maksymalnie ją rozciągnęłam. Stałam przez chwilę w tak wulgarnej pozie i oglądałam się w lustrze. Podniecona, przełknęłam ślinę. Upajałam się rosnącym podnieceniem. Opuszką palca delikatnie pogłaskałam łechtaczkę. Reakcja była natychmiastowa. Ciało przeszył delikatny dreszcz. Znacznie mocniej potarłam łechtaczkę. Tym razem dreszcz wręcz szarpnął ciałem.

    – Och! – wyrwało się głośne, przeciągłe westchnienie. – Co za miłe uczucie! – szarpałam łechtaczkę, patrząc w lustro. – Muszę częściej… 

    Chrobot klucza w drzwiach wejściowych przerwał rodzącą się myśl. Szybko sięgnęłam po sukienkę. Mąż wrócił.

    *

    Obiad podałam mężowi w samej sukience. Stukałam szpilkami. Mąż nawet nie zwrócił uwagi, że nie mam stanika. Trochę głupio czułam się, kiedy piersi kołysały się przy każdym ruchu. O coś zapytał, odpowiedziałam. Uzgodniliśmy, kto tym razem odbierze jakiś polecony na poczcie. Mąż uprzedził, że musi odstawić samochód na przegląd. Czułam się niezręcznie, chociaż byłam tylko z nim. Nagle zdałam sobie sprawę, że wielokrotnie widział mnie nagą pod prysznicem, w sypialni, podczas ubierania się. I kiedy siedziałam na muszli i siusiałam! Czasami nawet widział mnie, opalającą się w drzwiach balkonowych bez stanika. Nie zareagował. Gdybym stała tutaj naga, pewnie też bym nie wywarła żadnego wrażenia.

    – I jeszcze chodzę bez majtek! – zawstydziłam się. Mimo wszystko mile ekscytowała mnie taka sytuacja. – A… A gdyby tak podać mu obiad nago? W samym fartuszku i szpilkach? – aż poderwałam się na myśl o takim rozwiązaniu. – Eee, też nie zwróciłby uwagi! Tylko warknie, że gołą dupą macham i zupę wyleję.

    *

    Czas mijał, a ja dojrzewałam do decyzji. W zasadzie już dawno podjęłam decyzję, ale ciągle nie potrafiłam się do tego przyznać przed sobą. Z żadną koleżanką nie rozmawiałam na ten temat, obawiając się, że w końcu o moim pomyśle dowie się mąż. Nawet nie chciałam myśleć o konsekwencjach.

    – Koleżanki też mogą mi pozazdrościć, a konkurencji nie potrzebuję – pomyślałam trzeźwo. – Zadbam o siebie, a nie o połowę osiedla.

    *

    Lipiec powoli dobiegał końca. Mąż jutro wracał z delegacji. Zdecydowałam się. Ubrałam się atrakcyjnie, trochę wyzywająco: bluzka z dużym dekoltem, krótka spódniczka, szpilki i wyszłam do miasta. Po raz pierwszy sama poszłam do kawiarni. Piłam kawę. Właśnie przeglądałam smsy, kiedy nade mną stanął mężczyzna. Szybko dałam mu do zrozumienia, że nie jestem prostytutką.

    – Proszę wybaczyć, wcale tak nie myślałem! – gorączkowo zaprotestował. – Kobieta tak elegancka, zadbana, efektowna jak pani nie powinna w ogóle tak myśleć o sobie, kiedy mężczyźni zwracają na nią uwagę. To chyba naturalne, że mężczyzna, niezależnie od wieku, zwraca uwagę na atrakcyjną kobietę. Pozwoli pani przysiąść się?

    Przyzwalająco skinęłam głową. Chociaż bez entuzjazmu. Miło było go słuchać, bo gładko prawił komplementy. Facet, który zaczepił mnie kwadrans wcześniej, już dawno zniknął, ale zostawił ogromny niesmak. Kiedy podszedł, zachęcająco uśmiechnęłam się do niego, a ten próbę nawiązania kontaktu zaczął wyjątkowo chamsko, bo od pytania: “Ile bierzesz za numer?” Gnój, nawet nie przywitał się.

    – Najpierw przedstawię się: Henryk – przysunął się z krzesłem. Powściągliwie komplementował moją urodę, zamówił lody. – Może będziemy mówić do siebie po imieniu? Byłoby nam łatwiej rozmawiać.

    Nie był nachalny, ale uprzejmy i miło rozmawiało się, więc podałam swoje imię – Zofia. Przeszliśmy na „ty”. W końcu przyznałam, że nie czekam na nikogo. Zaproponował kieliszek wina. Zgodziłam się. On sam nie pił – prowadził. Jedliśmy lody, rozmawialiśmy, żartowaliśmy. Czas mijał szybko. Byłam zachwycona i podekscytowana. Rozluźniłam się. Tak! Tego potrzebowałam! Właśnie tego! Oddychałam pełną piersią! Rozmawialiśmy na różne tematy, adorował mnie zadbany, elegancki mężczyzna. Nareszcie czułam się dowartościowana. Tego potrzebowałam. Henryk nie rzucał się na mnie, nie próbował obmacywać, nawet dotykać, nie sugerował seksu, nie bawił seksualnymi żartami. Rozmawialiśmy z taką swobodą, jakbyśmy znali się od dawna. Z radości chciało mi się śpiewać!

    W końcu Henryk zaproponował wspólny spacer. Uregulował rachunek, odsunął krzesło, kiedy wstawałam. Na placu mijaliśmy kilka stoisk z kwiatami. Przeprosił i podszedł do jednego z nich. Po chwili wrócił.  

    – Proszę! – uśmiechnął się, wręczając spory bukiet.

    – Och! Dziękuję! – odwzajemniłam uśmiech. Znowu mile mnie zaskoczył. – Od męża kwiaty dostaję tylko z jakiejś okazji. Najwyżej dwa razy w roku – przemknęło mi przez myśl.

    – Ruszajmy na spacer – przypomniał.

    Szli dłuższą chwilę w milczeniu. Zatrzymał się przy aucie. Chyba jakieś zgrabne audi. Nie znałam się na samochodach.

    – Proszę, wsiadaj – otworzył drzwi.

    – Spacer na siedząco? – spytałam zaskoczona.

    – Och, nie! – roześmiał się. – Zapraszam na spacer, ale w atrakcyjniejsze miejsce niż centrum naszego miasta.

    – Nie, dziękuję. Dopiero poznaliśmy się. Propouję spotkanie za dwa dni. W tej samej kwawiarni i o tej samej godzinie. Zgoda?

    Był wyraźnie rozczarowany, ale zgodził się. Co mu pozostało?

    *

    Na spotkanie przyszłam pół godziny wcześniej. Usiadłam na ławeczce, obserwując kawiarnię. Nie chodziło o to, że nie mogłam doczekać się spotkania. Chciałam sprawdzić, czy przyjedzie sam. Taki drobny sposób sprawdzenia jego wiarygodności.

    Pojawił się może dziesięć minut przed ustaloną godziną. W ręku miał gazetę. Nie rozglądał się. Szedł powoli. Kiedy wszedł do kawiarni, przez duże okno widziałam, który stolik zajął. Zamówił coś do picia i przeglądał gazetę.

    Spóźniłam się prawie kwadrans. Jeżeli zależy mu, to zaczeka i jeszcze bardziej ucieszy się na mój widok. Jeżeli zacznie majstrować przy telefonie, to – być może – informuje kogoś o moim spóźnieniu. Wtedy zrezygnowałabym z ze spaceru za miastem. Pił zamówioną kawę czy herbatę i nadal czytał gazetę. Czasami spoglądał na zegarek.

    Weszłam do kawiarni i szybko podeszłam do stolika. Głęboko odetchnęłam, kładąc dłoń na dekolcie.

    – Dzień dobry! Przepraszam, nie lubię spóźniać się, ale nieoczekiwana sytuacja zatrzymała mnie dłużej w domu. No, już jestem. Możesz zamówić mi wodę mineralną?

    Wstał i przywitał się. Był zadowolony, że pojawiłam się. Nie pytał o szczegóły spóźnienia. Coś bąknął o przywilejach pięknych kobiet. Przesunął małą paczkę po blacie stolika.

    – Proszę, to czekoladki dla ciebie – nie dał po sobie poznać, że jest zirytowany spóźnieniem.

    – Dziękuję, ale staram się nie jeść słodyczy. Muszę dbać o linię.

    Uśmiechnął się i machnął ręką.

    – Bez przesady, takiej figurze czekoladki nie zaszkodzą.

    Uśmiechnęłam się. Może miał rację.

    *

    Wyjechaliśmy za miasto. Jeszcze kilka minut szybkiej jazdy i znaleźliśmy się na drodze, którą otaczały pola uprawne albo lasy. Po kolejnych kilku minutach wjechaliśmy na leśną dróżkę. Zatrzymał samochód, pomógł mi wysiąść. Rozglądałam się trochę z obawą, ale ruszyłam obok niego. Spacer po lesie był przyjemny. Było w nim chłodniej niż na polach, które minęliśmy. Nie zobaczyliśmy żadnych spacerowiczów. Kiedy wyszliśmy z lasu, czekała mnie niespodzianka. Znaleźliśmy się prawie nad jeziorem. Zaproponował więc wspólną kąpiel, ale odmówiłam. Nie miała stroju i nie pływałam najlepiej. Zaproponował pływanie nago, ale nie zgodziłam się. Z uśmiechem rozłożył ręce.

    – Kontynuujmy spacer – zaproponował. Podwinął nogawki swoich spodni, zdjął buty i skarpetki i maszerował w wodzie.

    Chętnie zdjęłam szpilki. Woda była ciepła i odświeżała zmęczone stopy. Uważnie przyjrzałam się mężczyźnie. Był wyższy od niej, może nieco starszy. Nie był atletycznej budowy, ale też nie był chudy. I nie miał brzucha. miał spore bicepsy. Albo ćwiczył, albo wykonywał jakąś pracę fizyczną. Wyglądał na zadbanego. Długo już spacerowaliśmy i w końcu jakoś tak wyszło, że pomógł mi, trzymając za rękę, kiedy zrzucałam wodorosty ze stopy, że w końcu nie puścił dłoni. Od jakiegoś czasu szliśmy, trzymając się za ręce. Byłam w szampańskim nastroju. Mąż wracał jutro, więc cały dzisiejszy dzień miałam dla siebie. Nie spieszyłam się z powrotem do miasta i do domu. Ku mojemu zaskoczeniu odezwał się Henryk: 

    – To co? Będziemy powoli wracać?

    – O, tak. Chętnie. Robi się późno – nie odważyłam się zaprzeczyć, żeby nie sądził, że spodobał mi się taki spacer. Nie chciałam też, żeby mężczyzna nalegał na jakiś bliższy kontakt.

    Zawróciliśmy i szliśmy w podobnym, spacerowym tempie, bez pospiechu. Chyba byłam trochę rozczarowana, ale czego się spodziewałam? Henryk wyglądał na zadowolonego. Parokrotnie pytał o możliwość kolejnego spotkania, ale dawałam jakieś ogólnikowe odpowiedzi, unikając konkretów. Dłużej posiedzieliśmy nad jeziorem, aż wyschły nam stopy. Otrzepaliśmy je z piasku, założyliśmy obuwie i ruszyliśmy w drogę powrotną przez las. Było cicho, las dawał cień i miły chłód. Prawie nie czułam wiaterku, który chłodził. I tym razem nikogo nie spotkaliśmy. Henryk opowiadał jakiś żart i objął mnie ramieniem. Byłam chyba trochę nieobecna, ale starałam się słuchać. Sama nie wiedziałam, dlaczego, jednak czułam się rozczarowana. Bo nie odważyłam się wejść do jeziora nago i popływać? W końcu mężczyzna był jednak obcym. A gdyby uciekł z moją torebką i dokumentami? Dotarło do mnie, że zmienił temat.

    – Już niedługo dojdziemy do auta – stwierdziłam.

    – No, jeszcze kawałek – ocenił Henryk, rozglądając się. – A chcesz iść w innym kierunku? – był skłonny jeszcze kontynuować spacer.

    – Nie, myślałam, że rozpoznaję otoczenie.

    Szliśmy w milczeniu. Klimat jakby nieco pogorszył się, a przecież nie byliśmy zmęczeni. W aucie czekały na nas napoje, więc nie było na co narzekać. Właśnie zastanawiałam się, jak będzie wyglądać pożegnanie.  

    – Zosia – zawołał do mnie.

    Odwróciłam się w jego kierunku. Zamyślona nawet nie zauważyłam, że Henryk zatrzymał się i wszedł w boczną ścieżkę.

    – Tak?

    – No, chodź tutaj! – zawołał. Zawróciłam i powoli podeszłam do niego.

    Kiedy już zbliżałam się do niego, nagle odwrócił się, w dwóch krokach był przede mną. Zanim zorientowałam się, objął mnie i zaczął całować. Po chwili, kiedy otrząsnęłam się z zaskoczenia, próbowałam wycofać się. Jednak mocno trzymał mnie w pasie, więc biustem musiałam oprzeć się o niego. Drugą rękę włożył we włosy i chwycił za głowę. Nawet po tak drobnym geście przemocy zadrżałam. Z podniecenia.

    – Nie, nie! – protestowałam, kiedy jednak zdołałam uwolnić się od jego ust.

    Nie słuchał mnie. Całował po szyi, dekolcie, policzku. Gryzł po płatku ucha, wwiercał językiem do środka. Odchyliłam głowę, drżałam, sapałam, chciałam zaprotestować i… pragnęłam więcej!

    Puścił głowę i chwycił mnie za pierś. Całował w usta i macał pierś. Druga dłoń zsunęła się na pośladek. Nie potrafiłam się przeciwstawić. I nie chciałam. W końcu poradził sobie z guzikami i niecierpliwym ruchem sięgnął do stanika. Wyjął pierś, potem drugą. Trzymał mnie za pośladki i ustami pieścił piersi. Rozejrzałam się półprzytomnym wzrokiem. Nikogo. Całował, a potem zaczął lizać sutki. Kiedy stwardniały, zaczął delikatnie gryźć brodawki. Och! Co to było za uczucie! Prąd przeszywał moje ciało! Od jak dawna nie zaznałam takich pieszczot! Stałam z odkrytym biustem, z wypiętymi biodrami, ściskana za pośladki. Teraz dłonie były już pod spódniczką i próbowały ściągnąć majteczki. Czekałam… Tak! Czekałam na więcej!

    Przykląkł, głaszcząc i ściskając piersi. Przez spódniczkę brodą pocierał łono. Chyba nawet nieco rozsunęłam nogi. Mocno chwycił jedną pierś, uniemożliwiając mi wycofanie się. Broda coraz mocniej uciskała łono. Czułam, jak masuje łechtaczkę. Nie cofnęłam bioder. Nie mogłam. Druga dłoń przycisnęła pośladek i dociskała mnie do jego brody. W końcu masaż wyrwał z moich ust głośne westchnienie. Przez ciało przepłynęła drobna fala rozkoszy. Dłonie, którymi trzymałam jego głowę, zacisnęły się. Przeciągle jęknęłam. Powoli podniósł się i objął mnie, chwytając za obnażone pośladki. Stałam w jego objęciach, delektując się chwilą rozkoszy.

    *

    – Zdejmij spódniczkę, żeby jej nie pobrudzić – poradził, kończąc rozpinanie mojej bluzki. Po szybkim namyśle przyznałam mu rację. Przekręciłam ją, rozpięłam guzik, haftkę i zamek błyskawiczny. Zsunęłam ją i zdjęłam majtki. Rozglądałam się i w końcu rzuciłam na paprocie wskazane przez Henryka. Spódniczka wyglądała jakby zawisła w powietrzu. Zdjął moją bluzkę i położył na spódniczce. Rozpięłam stanik, a on szybkim ruchem pomógł go zdjąć i rzucił na spódniczkę. Poczułam się nieswojo, stojąc w samych szpilkach.  

    – Stoję naga przed mężczyzną, którego dopiero poznałam! – próbowałam uświadomić sobie powagę sytuacji i wycofać, ale byłam zbyt podniecona, żeby w tej chwili przejmować się tym. Podszedł do mnie, rozpinając rozporek.

    – Obciągnij – polecił. Teraz był poważny, nie uśmiechał się.

    Złożyłam to na karb podniecenia. Myślałam, że też rozbierze się, ale co tam… W tej chwili nie miało to znaczenia. Spojrzałam w dół i zobaczyłam sterczącego, sporego penisa. Uklękłam na jedno kolano, złapałam go w dłoń i… zaczęłam delikatnie lizać. Bałam się tej chwili! Obcy mężczyzna, ja z nim i taka intymna sytuacja! Z upływem czasu poczynałam sobie coraz swobodniej. W końcu ślina i śluz spływały mi po brodzie i kapały na ścieżkę. W tym czasie on jednak rozpiął spodnie, które wraz ze slipami zsunął do kolan.

    – No, chodź – niecierpliwił się.

    Podniósł mnie, trzymając za łokcie. Uśmiechnęłam się do niego. Odwrócił mnie i kazał oprzeć się rękoma o drzewo. Szybko zdjął spodnie, slipy i rzucił na ścieżkę. Kiedy oparłam się, odwróciłam głowę, żeby uprzedzić go, że nie lubię kiedy… I wtedy poczułam, jak wchodzi do pochwy. Byłam tak mokra, że pierwszym ruchem chyba wpłynął do końca! Z wrażenia zakręciło mi się w głowie. Trzymał mnie. Cofnął penisa i mocno uderzył biodrami! Uderzył głęboko w pochwie i biodrami o pośladki. Co za uczucie… Zalała mnie fala gorąca. Nogi ugięły się w kolanach. Głowa pulsowała. Piekła twarz. Teraz było mi wszystko jedno. Oby trwało to jak najdłużej!

    – Nie! Nie. Nie… – wysapałam z wysiłkiem. Protestowałam, ale pożądanie było silniejsze. Wszystko mnie podniecało. Sposób, w jaki mnie posiadł. To, jak mnie rozebrał. Nawet otoczenie, w którym spółkowaliśmy. To było coś zupełnie nowego! I kochanek! Henryk nieświadomie obudził drzemiące we mnie pożądanie. Chciałam zachęcić go do intensywniejszego seksu, więc wypięłam pupę i czekałam na kolejne uderzenia. Potrzebowałam jeszcze mocniejszego pobudzenia i sięgnęłam do łechtaczki. Jednak cofnęłam rękę. Powstrzymałam się resztkami świadomości i wstydu. Ale nie mogła tak w nieskończoność:

    – Rżnij mnie! Wy-ru-chaj! – w końcu wysapałam głosem pełnym pożądania, kiedy rytmicznie uderzał twardym penisem o ścianki pochwy.

    Nie wytrzymałam i zaczęłam jęczeć w rytm uderzeń penisa. Dawno tak nie reagowałam podczas seksu. Z podniecenia uginałam nogę w kolanie i unosiłam. Otwartą dłonią klepnął mnie w tyłek. Potem jeszcze raz. I jeszcze. Dotarło do mnie, że jęczę po każdym solidnym klepnięciu. Po prostu podniecałam się jeszcze bardziej!

    *

    Uśmiechnął się. Na to czekał. Wchodził mocno i głęboko. Rżnął kochankę i słuchał jęków. Była już tak rozgrzana i podniecona kopulowaniem, że wycofywał członek aż po żołądź. Uderzał z całej siły. Potem zmniejszał tempo i kiedy przytomniała w tej rozkoszy, nagle uderzał energicznie, wbijając penisa aż po nasadę. Jej ciało lśniło od potu. Członek był już pokryty śluzem, a przy wyjściu z pochwy pojawiła się biała otoczka. Rżnął, sapał i słyszał głuche klepnięcia ciała o ciało. Widział, jak piersi drżą po każdym pchnięciu penisem. Wydobywał z kobiety coraz bardziej przeciągłe jęki.  

    Nie chciał jeszcze wytryskiwać. Ustawił ją nieco bokiem do siebie, podniósł jej nogę i trzymał pod kolanem. Uderzał mocno i patrzył na jej twarz.

    Potem kolano zahaczył na swoim biodrze i palcami uderzył w łechtaczkę. Cicho krzyknęła. Uderzył jeszcze raz. Znowu krzyknęła. Uderzył mocniej. Krzyknęła głośniej i zajęczała. Ponownie mocno uderzył. Zawyła i opuściła nogę. Jej ciało drżało z wysiłku i podniecenia. Widać, że akrobacje w seksie to na razie za dużo dla niej. Oparła się o drzewo ramieniem i przytrzymywała ręką, żeby nie stracić równowagi. Oczy przymknięte, ale co jakiś czas językiem oblizywała spierzchnięte wargi.

    Trzymał ją za pierś i biodro. Teraz ruchał mocnymi uderzeniami, sięgając aż do macicy, a wycofywał się powoli, jakby obiecując kolejny, silny cios twardym członkiem. Kiedy poczuła, że utrzymuje równowagę, mimowolnie sięgnęła dłonią do piersi. Brodawka sterczała. Zaczęła masować sutek. Po chwili przytrzymała pierś i paznokciem drapała brodawkę. Krzyknęła. Dochodziła po raz drugi.

    *

    – Cholera! Brakuje drugiego chuja, żeby zarżnąć taką niewyżytą dupę! – pomyślał podniecony. Kiedy zobaczył, co robi z piersią, nie wytrzymał. Uderzył penisem jeszcze kilka razy i szybko wyszedł. Sądził, że kobieta zrozumiała. Ona jednak nadal stała w rozkroku. Pochylona, z opuszczoną głową, ciężko oddychała. Zapomniała się w podnieceniu. Brutalnie chwycił ją za kark. Podniosła głowę, spojrzała ze zdziwieniem.

    – Klęknij! – polecił. Nacisnął kark i zmusił kobietę, żeby uklękła.

    – Mam szpilki… – próbowała oponować. Nie chciała ich porysować.

    Nacisnął jeszcze raz i zmusił kobietę do przysiadu. Kiedy zobaczył jak efektownie i prowokująco wygląda w przysiadzie, wytrysnął. Sperma spadła na jej włosy i policzek. Zofia odruchowo cofnęła głowę. Henryk zdążył jeszcze wcisnąć penisa do ust. Ostatnia struga wylądowała w ustach. Kobieta zakrztusiła się, ale nie cofnął penisa.

    – Wyliż go! Do końca!

    Łapczywie chwyciła go i zaczęła obciągać. Przyglądał się z zadowoleniem. Podobała mu się taka zdobycz. Miał jeszcze inne plany, jak się nią pobawić.

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Maturzystka – 3.

    Część 3.

    Stałam pochylona na środku polanki. Cały czas czułam ból wykręconych rąk. Wanda chwyciła mnie za kark i pchnęła głowę jeszcze niżej, a dwie dziewczyny z paczki zamieniły się z tymi ‘nowymi’ i równie mocno wykręcały moje ręce.

    – Dajcie mi spokój! To boli! Przecież nie ucieknę! – prosiłam płaczliwym tonem. Cały czas patrzyłam na własne buty.

    – Ewka, jesteś nam winna przysługę! – przypomniała jedna z tych, które chwyciły mnie na ścieżce.

    – Dzięki, dziewczyny! Nie zapomnę! A może znajdę ciekawszą rozrywkę?

    – O, chętnie skorzystamy! – obie zaśmiały się. Im wyraźnie spodobała się taka propozycja. – Cześć, dziewczyny! – Wesoło pożegnały się ze wszystkimi, zabrały torby i zniknęły z polanki.

    Ewa rzuciła do swoich koleżanek jakieś polecenie. Nic nie zrozumiałam, ale po chwili taśmą zakleiły mi usta! Jedna trzymała mi głowę, więc moja szarpanina nie zdała się na wiele. Potem zdjęły mi buty, rozpięły i kilkoma szarpnięciami ściągnęły spodnie. Teraz Alicja powoli zsuwała mi majtki. Mruczała jakąś melodię, dziewczyny chichotały rozbawione jej zachowaniem. Protestowałam, ale w ogóle nie reagowały. Ala stała z boku, machając moimi majteczkami. Czułam się podle, obnażona i trzymana przez dwie dziewczyny.

    Ewa powoli podeszła do mnie.

    – Co my tu mamy? – Pytając, sięgnęła do krocza. – O, ładnie wygolona – delikatnie pogłaskała łechtaczkę, prowokacyjnie patrząc mi w oczy. Miała chłodne dłonie. Któraś z przyglądających się parsknęła śmiechem. Inna zawtórowała jej.

    Wzdrygnęłam się. Odchyliłam głowę w bok.

    – Co? Nie lubisz zabaw z dziewczynami? Nie szkodzi. Nauczysz się… Przyzwyczaisz… A potem polubisz. Spoko… – zamruczała, kiedy paznokciem drapała moje wargi. Dziewczyny cicho śmiały się, słysząc jej słowa. – Grażyna, mamy dla ciebie szeroki wachlarz propozycji, ale przede wszystkim musisz być uległa i posłuszna! – jej głos zabrzmiał, jakby chciała podpisać umowę i oferuje mi super bonus.

    – Wredna kurwa! – podsumowałam w myślach zachowanie ich szefowej.

    – Dla nas musisz być grzeczną suczką! – Dostrzegła moje niezadowolenie. Spoważniała i zareagowała. – Pamiętaj, na razie możesz chodzić na dwóch łapkach. To przywilej – dla podkreślenia wagi słów paznokciem mocno drapnęła łechtaczkę.

    Zabolało. Cofnęłam biodra.

    – Ej! Nie uciekaj. Nie masz dokąd – grupa bawiła się jej komentarzami i moimi reakcjami. – Wandzia, rozpakuj naszą zabawkę!

    Ewa cofnęła się, a „Gruba” rozpinała mi bluzkę. Tymczasem szefowa z uśmiechem przyglądała się czynnościom Wandy i z niecierpliwością poruszała palcami jak pianista przed pierwszym dotknięciem klawiatury. Dziewczyny chichotały. Dla nich to był fajny spektakl.

    – Dzięki, Wandzia – ich szefowa podeszła do mnie i podciągnęła mój stanik nad piersi. – No, laski, zobaczcie, ale cycki ma nasza zabawka! – Była zaskoczona ich wyglądem. – Myślałam, że masz mniejsze. O, i brodawki sterczą! – podrapała jedną, potem drugą. – Jakie twarde…

    Dziewczyny przyglądały się, słuchały szefowej i sprośnie albo złośliwie komentowały sytuację. Starałam się nie słuchać ich komentarzy. Po prostu chciałam to przetrwać! Chciałam, żeby jak najszybciej zakończyło się to ‘spotkanie’! Z kolei dziewczyny coraz lepiej bawiły się sytuacją i im zaczynał się udzielać klimat spotkania. Paulina, stojąc za Bogusią, pochyliła się, oparła brodę na jej ramieniu i delikatnie chwyciła za pierś. Ta odwróciła głowę i spojrzała na koleżankę. Coś mówiły do siebie, ale Paulina nie puściła jej piersi. Ala, mijając Kamilę, musnęła jej krocze. Ta cofnęła biodra i zachichotała. Teraz stały razem, patrzyły na mnie, obejmując się ramieniem. Karłowata namiastka mamuta drugą rękę wsadziła do kieszeni.

    – Czy one wszystkie to początkujące lesbijki? Chyba kilka jest bi? Albo tylko testują swoją seksualność – takie myśli przebiegały mi przez głowę, kiedy dostrzegłam ich zachowanie.

    Ewa zważyła moje piersi w dłoniach, patrząc mi w oczy.

    – No, mleczna z ciebie suka. Będzie zabawa – stwierdziła rozmarzonym głosem i spojrzała na koleżanki. Wtedy szybko zreflektowała się. – Sorki, laski! Zapomniałam się. Jest wasza! – po tych słowach odsunęła się ode mnie i zadowolona obserwowała dziewczyny.

    *

    Wszystkie powoli podchodziły do mnie. Przymknęłam oczy i wtedy założyły mi opaskę na oczy! Kładły dłonie na moim brzuchu, piersiach, pośladkach. Wierciłam się, ale to niczego nie zmieniło. Najwyżej śmiały się głośniej. Dłonie zjechały do łechtaczki, pochwy i w końcu któraś włożyła palce do pochwy! Włożyła… Wepchnęła! Jeszcze jedna pchała się do pochwy, ale na moje szczęście pozostała jedna. Bezsilnie wrzeszczałam, a to chyba bawiło je i dodatkowo podniecało. Z tyłu dłoń zsunęła się między pośladki i jeden palec wsuwał się do odbytu. Potem drugi. Wanda? Stałam na palcach i próbowałam krzyczeć. Bez skutku. Skakać też nie mogłam, bo przydeptywały mi stopy. Dziewczyny śmiały się coraz głośniej, a później dopingowały koleżanki, które pieprzyły mnie palcami.

    – Wal ją! Wal!

    – Leć po gaśnicę, bo spłonie zanim dojdzie! Chi, chi!

    – Jej pizdeczka dzisiaj się zagotuje!

    – Cha cha, cha!

    – Zobaczcie jak suka skacze!

    – Laski! Wyruchajcie ją tak, żeby zapamiętała!

    – Spoko, jeszcze będzie żebrać o więcej, chi, chi!

    – Po wszystkim suka zleje się z wrażenia!

    Potem powtórzyły zabawę, żeby koleżanki, które mnie trzymały, też mogły skorzystać z okazji. Jęczałam, stękałam, szarpałam się. Chyba w ten sposób jeszcze bardziej podniecałam te faszystki.

    *

    Kiedy skończyły, zdjęły mi opaskę. Wszystko wskazywało, że to koniec zabawy, ale Bogusia nagle wpadła na pomysł: 

    – Słuchajcie, a może sunia popieści którąś z nas?

    Żywa reakcja wskazywała, że pomysł spodobał się. Na jej hasło wylosowały jedną. Wygrała Monika. Wynik przyjęły ze śmiechem. Nie wiedziałam, o co chodzi. Uśmiechnięta Monika rozpięła spodnie i wraz ze stringami zsunęła poniżej kolan.

    – Ej, ładną masz fryzurkę!

    – O, są inne kandydatki do pieszczot!

    – Może konkurs na najładniej wygoloną?

    – Dość! Wandzia, ustaw naszą zabawkę! I pokieruj nią! – zarządziła rozbawiona Ewa.

    Wanda ochoczo kiwnęła głową, chwyciła mnie za kark i zmusiła do klęknięcia. Podeszła Monika z odkrytym kroczem. Jak gdyby nigdy nic! No, szok! Podciągnęła bluzkę i wypięła biodra. Wanda przytrzymała mnie za głowę i nosem dotknęła do łechtaczki Moniki. Nie chciałam na to pozwolić, usztywniłam kark, ale na niewiele się to zdało. Wanda naprawdę była silna. Wykręcanie rąk ułatwiło jej ustawienie mnie. Przegrywałam z takim bólem. „Gruba” zbliżyła mój nos do krocza Moniki. Poczułam urynę zmieszaną z wanilią. Dziewczyna poruszała moją głową i czułam jak mój nos głaszcze łechtaczkę. Była wilgotna! Monika była podniecona! Na razie ucisk był dość delikatny. Reszta przyglądała się i śmiała. 

    – Monia, masz nową kochankę!

    – Coś małomówna!

    – Ale za to jaka robotna! Nawet nie ma czasu, żeby pogadać!

    – Zlej się w usta!

    – Nie, lepiej do nosa!

    – Nie! No co ty! I będzie wiedziała, co Monia wciąga!

    Wszystkie śmiały się. Świetnie bawiły się. Monika też wyglądała na zadowoloną. Nie krępowała się swojej nagości w obecności koleżanek. Domyśliłam się, że takie zachowanie nie jest dla nich czymś nowym.

    – Wanda, jest okazja! Niech Grażyna wyrucha Monię! – rozbawiona Bogusia zachęciła Wandę.

    – Dobra – zaśmiała się dziewczyna i mocniej przycisnęła moją głowę do podbrzusza Moniki. Ta kiwnęła głową i mocniej wypięła biodra. Poczułam, że jest wilgotna. Nos jakoś wchodził do jej pochwy. Niezbyt głęboko, ale wystarczająco, żeby nagle zabrakło mi powietrza.

    – O, jaka chętna do rżnięcia!

    – Widać, że lubi, tylko wstydzi się!

    – Monia, ona zakochała się w tobie!

    Wanda brutalnie przycisnęła mój nos do krocza i gwałtownie poruszała głową. Histerycznie szarpałam się, żeby złapać choć trochę powietrza! Jej śluz wdarł się w moje nozdrza. Dusiłam się! Wanda odsunęła moją głowę od pochwy. Z nosa leciał mi śluz, z oczu łzy. Dziewczyny prawie płakały ze śmiechu. Monika uśmiechała się zadowolona i zapinała spodnie. Teraz Ilona wszystko filmowała i właśnie wyłączyła komórkę.

    Ewa przyklękła i chwyciła mnie za szyję:

    – Jutro, zabawka, w spódniczce i bez majtek jesteś w szatni. Zapamiętaj, to są tylko igraszki, ale moja cierpliwość kończy się!

    Po tych słowach brutalnie ścisnęła szyję, szarpnęła mną i rzuciła na plecy. Podniosła się, wzięła torbę i wraz z koleżankami opuściła polankę. Wszystkie były w świetnych humorach i głośno komentowały całe wydarzenie. Lubiły takie zabawy.

    Zerwałam taśmę z ust i głęboko oddychałam. Usiadłam. Dłonią wytarłam nos. Cicho płakałam.

    *

    Następnego dnia przyszłam do szkoły bez majtek. Nawet byłam zadowolona! Po prostu miałam psychiczny komfort, bo wiedziałam, że wypełniłam polecenie. Wanda sprawnie obmacała mnie w szatni. Kiedy próbowała wepchnąć palce do pochwy, gwałtownie cofnęłam biodra.

    – Ej, ty! – warknęłam ostrzegawczo.

    – Spoko! – uśmiechnęła się. – Dobra z ciebie sunia! Tylko teraz nie próbuj zakładać majtek! – Z zadowoleniem poklepała mnie po policzku i poszła do klasy. Chyba jeszcze hamowała się przy mnie.

    Zrozumiałam, że każda z tej bandy już czuje się moją panią.

    – Cały dzień mam chodzić bez majtek?! – teraz do mnie dotarło. Myślałam, że chodziło im wyłącznie o przyjście do szkoły! Przygotowana para leżała w torbie. Jednak bałam się na tyle, że nie zaryzykowałam ich założenia. I dobrze zrobiłam. Na lekcjach siedziałam spięta. Nawet jedna z nauczycielek spytała, czy coś mnie boli? Tak! Bolały mnie pośladki i uda! Obawiałam się, że wszyscy wiedzą o mojej gołej cipce i pupie, więc tylko czekają na okazję, żeby ją zobaczyć. Cały czas ściskałam uda, żeby nie stworzyć takiej możliwości.

    W trakcie jednej z przerw czytałam książkę. Nieoczekiwanie podeszły do mnie dziewczyny z szefową na czele. Otoczyły mnie dość szczelnie. Cóż, próba minięcia ich już nie miała sensu. Za późno. Z pewnej odległości wyglądałyśmy jak grupa koleżanek prowadzących rozmowę.

    – Hej, „Toy”! Słyszałam, że jesteś posłuszna, ale nic nie jest pewniejsze od braku zaufania. Rozstaw nóżki – poleciła Ewa. Chciałam coś powiedzieć, ale dziewczyny, jak na sygnał, zasłoniły mnie. Stałam przyparta do ściany. Ewa włożyła dłoń pod moją spódniczkę. Odwróciłam głowę, patrzyłam w bok. Nikt się nami nie interesował. Wierzchem dłoni dotknęła podbrzusza, kilka razy przesunęła ją w górę i w dół, a potem powoli zsunęła do łechtaczki.

    – Chyba wystarczy? – powiedziałam, nie odwracając głowy.

    – Cicho, „Zabaweczko”! To ja decyduję – szepnęła i zaczęła pocierać łechtaczkę. Lewym przedramieniem oparła się o ścianę.

    – Sprawdź jej kanalizację – dodała rozbawiona Paulina.

    – Skoro jest okazja… – Ewa kiwnęła głową i gwałtownie wepchnęła dwa palce do pochwy. 

    Jęknęłam. To nie było przyjemne. Chciałam chwycić jej rękę i odepchnąć.

    – Nie ruszaj! – syknęła rozkazującym tonem, ostrzegawczo mocniej uderzając palcami w pochwie.  

    Przekręciła palce i zaczęła kciukiem uciskać łechtaczkę. Robiła to delikatnie, z wyczuciem, rytmicznie wsuwając palce do pochwy i wysuwając. Obserwowała moją twarz. Dziewczyny chichotały. Paulina oparła się o ścianę i zupełnie mnie zasłoniła. Spojrzałam na nią. Z lekkim uśmiechem wpatrywała się we mnie. Wytrzymałam jej wzrok, jak długo mogłam. W końcu przymknęłam oczy.

    – Dobrze ci, co? – była rozbawiona.

    Nie odpowiedziałam. Prawie wiłam się. Nie chciałam i nie mogłam odpowiedzieć. Byłam bardzo pobudzona! Publiczny seks! Ale nie ruszyłam się. Nie byłam w stanie… Trzymałam twarz przy ścianie, zaciskałam usta i palce na książce. Bałam się, że ktoś domyśli się, o co chodzi.

    – No, starczy! – sapnęła Ewa i wycofała dłoń.

    Spojrzałam na nią ze zdziwieniem. Byłam oszołomiona.

    – Spoko, „Zabaweczko”! Jeszcze będą inne okazje. Tylko sprawdzałam wykonanie zadania – Ewie spodobała się moja reakcja. – No, przynajmniej wiem, co ciebie kręci. Dziecino! Sama się teraz nie zabawiaj! Jesteśmy w szkole. Do zobaczenia na następnej przerwie…

    Wszystkie poszły w drugi koniec korytarza. Opierałam się o ścianę i czekałam aż ochłonę. Chyba nie wyglądałam najlepiej, bo obok przeszła jakaś para i dziwnie na mnie spojrzała. Odczekałam jeszcze trochę. Wzięłam głęboki oddech, potem drugi i uznałam, że opanowałam się. Sprawdziłam spódniczkę, położyłam książkę na parapecie i patrzyłam w okno. To był dziwne i niepokojące. Nie potrafiłam przyznać się do tego, nie chciałam, ale jednak… Nie mogłam się doczekać kolejnej przerwy! Jeszcze po powrocie do domu zastanawiałam się, co bardziej mnie podnieciło: Pieszczoty na korytarzu w obecności dziewcząt czy ryzyko odkrycia pieszczot przez uczniów z innych klas?

    *

    Po krótkiej rozmowie prowadziły mnie do łazienki. Długa przerwa, miały czas. Zeszłyśmy szybko. Ponaglały mnie. Wanda wygoniła inne dziewczyny. Paulina blokowała drzwi na zewnątrz. Przy jej posturze i sprawności fizycznej wystarczyło stać. Łazienka była do dyspozycji „szefowej”, Ewy.

    Nie miałam ochoty na kolejne spotkanie, ale dziewczyny zagroziły, że zrobią to siłą, jeżeli spróbuję sprzeciwić się. No i miały filmy z naszych spotkań w parku. Akurat weszły w posiadanie jeszcze jednego argumentu. Dosłownie! Nie wiem, ani jak, ani kiedy, ale wyjęły mi z torby komórkę. Co miałam zrobić?

    *

    – Ale ja mam szansę na „szóstkę”! – krzyknęłam. Zresztą, chyba jedyna w klasie miałam tak dobre oceny z matmy.

    – No, ale dzisiaj zaliczysz odpowiedź tylko na „czwórkę”. A jak zdasz na „trójkę”, to będzie nagroda… – Ewa zaśmiała się.

    Koleżanki głośno jej wtórowały. Nagle spoważniała. Dziewczyny momentalnie uciszyły się, a Ewa nachyliła się z groźnym wyrazem twarzy:  

    –  Gówno mnie obchodzi, na co masz szansę! Możesz zdać na „piątkę”, a nawet na twoją ulubioną „szóstkę”! – zawiesiła głos. – Ale wtedy zorganizujemy tobie przebieżkę po parku. Nago!

    Dziewczyny głośno parsknęły śmiechem. Im najwyraźniej spodobała się taka wizja.

    – Grażynka, proszę, zdaj na „szóstkę”!

    – Chętnie obejrzymy nagą pizdę w parku!

    – Kurde, cipa będzie odrabiać wf w parku! Ale hobby!

    – A „wuefmen” wie? Pewnie też przyszedłby z komórką!

    – Goła pizda ‘lata’ po parku, a za nią tabun napalonych facetów! Miałaby niezapomniane doznania!

    – No! I to bez biegania! Cha, cha, cha!

    – Jeszcze trzeba zawiadomić chłopaków! Ilu kibiców będziesz miała, cha, cha! Nie mogę…

    – Grażynka, wolisz „sztafetę” czy „kanapkę”? Wybierz specjalizację! Chi, chi, chi!

    – Sunia, ty się tylko spocisz w tym parku. Lepiej od razu stań przy drodze! Taki ruch jest pod Warszawą, cha, cha!

    – Po co ci polski? Ucz się podstaw angielskiego: „100 za numer”, „najpierw zapłata”, „tylko w euro”, „nie jadę do hotelu”, „tam stoi mój opiekun”, „tylko w prezerwatywie”, „w dupę za dopłatą” !

    – Podszkol „francuski”, che, che! – rozbawiona Wandzia też miała wizję.

    Wychodząc, oddały mi komórkę.

    *

    Niezadowolona nauczycielka kazała mi usiąść.

    – Cóż, sądziłam, że zależy ci na najwyższej ocenie. Widocznie myliłam się. Ostatecznie dzisiaj zasługujesz tylko na „trójkę” z plusem – podsumowała moją pracę, odkładając czyjś zeszyt z wpisaną oceną. – Możesz usiąść.

    Zdziwiona spojrzałam na nauczycielkę, potem na tablicę i wszystko zrozumiałam. Tutaj pomyliłam się, to fakt, ale… Brakowało całego jednego zadania!

    – Ale przecież najpierw policzyłam to zadanie… – zaczęłam analizę w myślach. Poderwała się Paulina, która dzisiaj miała dyżur. Podeszła do tablicy, sięgnęła po gąbkę i zaczęła zmazywać moje zadania. W pewnym momencie odwróciła się i nieznacznie uśmiechnęła do mnie. Nagle zrozumiałam! Kiedy przyszła z mokrą gąbką, wycierając zapisaną tablicę, „przy okazji” zmazała jedno moje zadanie! Nauczycielka nie zauważyła, ja również, skoncentrowana na kolejnym zadaniu, a nikt w klasie, nawet jeżeli widział, nie ujął się za mną. Miałam łzy w oczach.

    *

    Na przerwie poszłam do łazienki. Musiałam ochłonąć. Umyłam twarz, dłonie. Myślałam o tym, co zrobiły dziewczyny.

    – No, sunia! Jestem dumna z ciebie! – weszła Ewa i z rozmachem klepnęła mnie w tyłek. Wanda szła za nią. Ewa myła ręce.

    Impet uderzenia wyhamowałam, wpadając na umywalkę. Już miałam ostrą odpowiedź na końcu języka, ale w ostatniej chwili powstrzymałam się. Nie zareagowałam żadną odpowiedzią. Pozwoliłam sobie tylko na grymas. Po co mi kolejny konflikt? Najchętniej wydrapałabym jej oczy!!

    – Cholera, wiesz, trochę mi szkoda twojej „szóstki” – patrzyła na mnie rozbawiona. – Z przyjemnością pooglądałabym nagą cipę truchtającą w parku! Cha, cha, cha! – wytarła dłonie w papierowe ręczniki, rzuciła je do kosza i wyszła, śmiejąc się.

    – Ale może jeszcze nic straconego? – mrugnęła do mnie uśmiechnięta Wanda i wyszła za nią.

    Weszły pozostałe dziewczyny z jej paczki. Przystanęły i patrzyły na mnie.

    – Mamy ochotę pooglądać twoją cipkę – oznajmiła Bogusia. Uśmiechała się prowokacyjnie.

    – Taki kaprys – dodała Paulina, z uśmiechem wzruszając ramionami. – A w ogóle to powinnaś być mi wdzięczna za pomoc – zaznaczyła tonem mentorki.  

    – Nigdy! Macie dość przyjemności na dzisiaj! – warknęłam i spojrzałam w lustro. Odpowiedź kierowałam do Bogusi. Zignorowałam Paulinę. Nawet na nią nie spojrzałam.

    Chyba dostrzegły coś w moim spojrzeniu, bo Monika i Ilona chciały ruszyć w moim kierunku, ale zatrzymały się dosłownie w pół kroku i ponownie oparły o ścianę.

    – Dobra, dziewczyny, jeszcze będzie niejedna okazja, żeby podziwiać naszą suczkę – uspokoiła nastrój Alicja i dziewczyn wyszły bez słowa.

    Zostałam sama w łazience.

    Wygrałam! Wygrałam?

    *

    Cdn.

     

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick

    @Doma:  Zajrzałem na kolejne strony i już mogę poinformować.

    Otóż w 4. części pojawi się kolega, a nawet dwóch, ale sądzę, że nie o taką ich aktywność Tobie chodziło… Takie są niektóre dziewczyny – potrafią mile zaskoczyć; lojalnie uprzedzałem. A chłopacy też mogli pomyśleć. Kierowanie się odczuciami główki, mieszczącej się w rozporku, nie zawsze jest rozsądne. Może w następnych odcinkach będzie nieco bardziej tradycyjnie.

  • Zajecia bardzo dodatkowe cz.2

    Kilka dni później na korytarzu złapała nas nauczycielka i pod pretekstem krótkich zajęć zaprosiła na małe kółko do konkursu. Puściła przy tym nam oczko przez co wiedzieliśmy, co ma na myśli. 
    Znowu byliśmy w tej małej sali, a tam nikt nie mógł nas zobaczyć. Gdy tylko z koleżanką weszliśmy zamknęła drzwi na klucz. 
    – a czemu pani zamyka drzwi? – zapytała Roxy
    – możecie do mnie mówić po imieniu przecież.
    – czy masz na myśli to co ja? – zapytałem sie jej
    – Sprawa jest prosta. Polubiłam takie zabawy z wami, że mam ciągle o nich myśli. W domu co chwila sie masturbuję do nich. Przyjdźcie do mnie w sobotę to zajmiemy sobie czas przyjemnie. A teraz mam do was malutką prośbę. – spojrzałem na Roksanę i bez słowa zrozumieliśmy się, że sie zgadzamy. Zapytałem:
    – jaka to prośba?
    – mogłabym wam teraz zrobić szybką minetkę i lodzika? 
    – zgadzam sie jeżeli ja też będę mógł jej zrobić dobrze.
    – ja też i chcę lodzika- odrzekła Roksana
    Rozsunąłem zatem rozporek i wyciągnąłem z niego penisa. Oparłem sie o ławkę, a one obie od razu uklękły i zaczęły go lizać. Po chwili jednak, gdy Anka zaczęła go brać do ust całego Roxy lekko odpuściła, ale nie zamierzała zostać bierna. Zeszła niżej w stronę jej dupci i masując pośladek przez spodnie powiedziała:
    – ściągnij Aniu te spodnie chcę ci cipkę wylizać zanim ty mi to zrobisz.
    Nie musiała długo czekać, bo wstała od razu ale nie ściągała spodni tylko rozpięła je.
    – Będzie wam lepiej jak je zdejmiecie ze mnie sami. 
    Zatem zdjęliśmy przy okazji całując sie wzajemnie i jej cipkę. Majtki zeszły wraz ze spodniami, więc nawet nie zwróciliśmy uwagi jakie były. Potem z nauczycielką to samo zrobiliśmy Roksanie i położyliśmy się na podłodze. Roxy położyła mi na twarzy cipkę, a sama lizała cipkę Ani, która mi natomiast ssała kutasa. Leżeliśmy razem w takim trójkącie zadając sobie mnóstwo oralnej przyjemności. Potem one sie zmieniły i teraz ja lizałem tą dojrzałą cipkę zażarcie doprowadzając ją do orgazmu, który 2 dziewczyna osiągnęła chwilkę później. Nadeszła chwila na mnie.
    – proszę wsadź mi w biustonosz i wystrzel – odrzekła nauczycielka
    – Roxy mogę? – spytałem szybko bo byłem bliski
    – no dobrze ale potem poliżę te cycusie.
    Nie czekając podwinęła bluzkę odsłaniając duże piersi, które tworzyły wcale nie mniejszy rowek. 
    – wsadź tutaj i sie spuść. – powiedziała po czym gdy włożyłem zaczęła lekko ruszać biustem. Tym titjob’em doprowadziła mnie do szczytowania. W tym samym czasie, gdy ja wyciskałem ostatki spermy Roksana ściągnęła bluzkę i stanik.
    – dziękuje marzyłam by wrócić do domu z mokrymi cyckami od ciebie!
    – teraz ja chcę swoje odebrać. – dodała napalona nastolatka i zaczęła całować jej usta. Powoli przechodząc na wierzch biustu. Polizała lekko znajdującą sie tam spermę i dodała
    – też chcę takie, a tobie przecież nie zabraknie 
    – co chcesz zrobić kochana? – zapytała Ania
    – chcę tego trochę – powiedziała po czym przyłożyła biust pod jej cyce tak, że jej twarz była pomiędzy nimi, a sama odchyliła lekko od spodu biustonosz nauczycielki, przez co sperma skapywała na jej jabłuszka. Gdy uznała, że wystarczy rozsmarowała je sobie po całych pocałowała Anię i zaczęła się tak jak ona ubierać. Nadal ze spuszczonymi spodniami przyglądałem sie temu wszystkiemu, a gdy już wstały pierwsza podeszła do mnie Roksana pocałowała delikatnie wiotkiego, już penisa, potem mnie w usta podziękowała i wyszła z sali. Po niej podeszła Ania i tez pocałowała malucha ale potem naciągnęła mi spodnie. 
    – dziękuję ci za ten wytrysk i orgazm. Odwdzięczę się obiecuje, a teraz przyjmij to – powiedziała po czym zrobiła mi malinkę na brzuchu i pocałowała namiętnie.
    -skoro zostaliśmy sami w szkole to może zmoczyłbyś mnie jeszcze?
    – gdzie tylko chcesz, ale się rozbierz calutka. – tak też zrobiła i nagusieńka stanęła przede mną twardymi sutkami przytulając sie do mojej klaty i 1 dłonią masując penisa. Zaczęliśmy się całować przez co wziąłem ją na ręce i położyłem na boku ławki. Rozłożyła przede mną nogi zapraszając tylko do wejścia do środka. Powoli zacząłem wsuwać sie w nią. Była calutka mokra od soczków co tylko mi to ułatwiło. Stwierdziła, że wystarczy tej pozycji i zeszła z ławki klękając i wypinając dupcie do pieska.
    – zrób mi anal!
    – na pewno?
    – wkładaj i spuść się tam kochany! – Wiec tak tez zrobiłem i wystrzeliłem w jej środku wypełniając całą. Wstała zasunęła szybko na dupcię majteczki i powiedziała.
    – twoja sperma w dupci jest lepsza niż w cyckach
    Possałem jej chwilkę jeszcze chwilę piersi, ubraliśmy się. Ona miała co prawda wszędzie koło krocza mokra od nasienia, ale nie przeszkadzało to jej. Z niecierpliwością wyczekiwałem soboty.

    Jeżeli Ci się spodobało daj znać w komentarzu, a będzie więcej opowieści z tej serii 😉

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Wymyślacz
  • Zla dzielnica

    „Po co mi to było?” zastanawiałam się biegnąc ile sił w nogach. Aparat boleśnie obijał mi się o biodro ale nie zważałam na to. Za sobą słyszałam gwizdy i krzyki kilku facetów, który byli powodem do ucieczki. Mam na imię Marysia, mam 17 lat i zrobiłam głupi błąd. Chcąc skrócić sobie drogę do bardziej cywilizowanej dzielnicy niż tak, w której o tak złej porze się znalazłam, postanowiłam przejść przez dziurę w płocie. I utknęłam w połowie. Szarpiąc się, usłyszałam głosy i śmiechy, a po chwili głos „panowie, patrzcie co my tu mamy. Jak ładnie na nas zaczekała”. Pierwsze co poczułam to zrywany pasek z aparatem. Nie miałam jednak czasu się tym martwić, bo przy wtórze śmiechów poczułam mocne uderzenie w pośladek. Krzyknęłam i zaczęłam się wyrywać, ale ugrzęzłam na dobre. Poczułam, jak coraz więcej podnieconych głosów podchodzi coraz bliżej, a następnie rękę gładzącą mnie po plecach. Zaczęłam krzyczeć, ale jeden z nich przelazł przez płot i wsadził mi w usta jakąś szmatę, po czym szybko dołączył do swoich kolegów.

    Następną rzeczą, którą zarejestrowałam przez zasłonę paniki i strachu, był głos mówiący „ja pierwszy, potem róbcie co chcecie”. Następnie poczułam, jak niecierpliwymi szarpnięciami zrywa ze mnie jeansy. Kręciłam się i szarpałam jak mogłam, ale moje nogi były mocno trzymane maksymalnie rozszerzone. Poczułam jak rozrywa moją bieliznę a jego palce wciskają się w moją dziurkę. Jednocześnie poczułam nacisk na mojej pupie. Chciałam krzyczeć ale nic nie mogłam zrobić, kiedy, nadal brutalnie wpychając palce w moją szparkę, przywódca bandy wdzierał się w moją pupę. Każdy jego ruch bolał, a ja krzyczałam w szmatę w moich ustach. Dopingowany przez swoich kolegów, mężczyzna wbijał się we mnie na maksymalną głębokość, aż czułam jego jądra obijające się o moją szparkę. Trwało to chwilę, musiał być widocznie bardzo napalony, jako ze po chwili poczułam ciepło rozlewające się w moim ciele i nagłe wypełnienie. Dopingowany przez swoich kolegów, dokładnie wypełnił moją pupę. Po chwili na wysokości mojej kości ogonowej poczułam ból. Używając noża, narysował tam kreskę. Kiedy skończył, usłyszałam „teraz wasza kolei”. Wyłam w szmatę i rwałam się, ale ręce mocno trzymały moje nogi. Ktoś zdjął moje spodnie, buty i i skarpetki, tak że byłam naga od pasa w dół. Następnie poczułam, że kolejny przymierza się do wykorzystania mnie. Ten jednak uniósł moje ciało wyżej i bez wahania wbił się w moją szparkę. Byłam dziewicą, poczułam ból i szarpnęłam się. On jednak wydał się być tylko bardziej rozochocony, zaczął brutalnie wpychać mój brzuch na płot, wypełniając moją dziurkę aż do jej tylnej ściany. Byłam ciasna, młoda i niewinna, jednak on nie przejmował się tym i brutalnie mnie rozpychał. Modliłam się, żeby nie doszło do tego, co się stało: wypełnił mnie. Nie wychodząc, strzelił w moje wnętrze, wypełniając mnie ciepłą galaretą. Przy wtórze okrzyków wyszedł ze mnie, nożem zaznaczając kolejną kreskę na moich plecach.

    To był dopiero początek. Następny wszedł znowu w moją pupę, wpychając nasienie swojego szefa głębiej w moje ciało, jednocześnie jednak poczułam ból i jakiś przedmiot, zapewne butelkę po piwie, wsuwany w moją obolałą dziurkę. Jednocześnie wiele par rąk pokryło całe moje odsłonięte ciało. W tym czasie trzeci skończył i również zaznaczył swoją obecność, kreśląc linię nożem. Nie wiedziałam ilu mnie goniło, ale dzięki temu dowiedziałam się ilu się mną zabawiło. Dwudziestu. Każdy z nich spuścił się we mnie i zaznaczył swój udział. Słyszałam , że robili zdjęcia, śmiali się i nawet przyprowadzili znajomych. Ja wisiałam w dziurze w płocie, gwałcona w obie dziurki i wypełniana spermą do tego stopnia, że w pewnym momencie mój brzuszek tak się wypełnił, że nie mogłam już się ruszyć w dziurze. Z czasem, kiedy zabrakło we mnie miejsca, dopchali obie dziurki butelkami, blokując wypływanie spermy, sami zaś spuszczali się na moje ciało. Trwało to do późnej nocy. Kiedy skończyli, wypchnęli moje ciało na ulicę, na którą chciałam uciec.

    Leżałam aż do rana, nie mogąc wstać. Nie byłam w stanie wyciągnąć butelek z pupy i dziurki, a moje ciało pokrywała zaschnięta sperma. Ponad dwadzieścia kresek, wyciętych na moich plecach jako wspomnienie, bolał tępo.

    Udało mi się wstać i dojść do domu około 6 rano. Naga do pasa, z butelkami w pupie i szparce tkwiącymi  tak, że moje wyczerpane ciało nie mogło się ich pozbyć, powlokłam się do domu. Tam udało mi się je wreszcie wyciągnąć, a strumień galarety wypływał ze mnie przez ponad 30 sekund. Nagła pustka, która z tego wynikła, spowodowała, ze położyłam się w całej tej spermie na podłodze i zasnęłam. Obudziłam się dopiero wieczorem, obmycie całego ciała zajęło mi prawie godzinę. Mimo że na szczęście nie zaszłam w ciążę, 4 godziny nieustannego gwałtu zmieniły mnie, a wspomnienie tego wypełnienia prześladuje mnie od miesiąca.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Andrzej Kowacki
  • Szantaz, czy sama tego chcialam? Czesc III

    Następnego dnia obudziłam się ze strasznym bólem głowy… ale cóż zrobić, takie uroki kobiecych migren. Zjadłam, w ogóle nie tuczące śniadanie (jajecznica z boczkiem) i zaczęłam się oporządzać do wyjścia. Wy nawet nie zdajecie sobie sprawy, ile czasu dziewczyna musi poświecić by się dobrze prezentować. Oszczędzę Wam szczegółów i przejdę dalej. Na poczcie czekał na mnie mail „ubierz się dziś ciepło, lecz nie wolno mieć Ci na sobie niczego z „s” w nazwie. Po zajęciach przejdziesz się na basen przy ulicy wodnej. Posiedzisz tam do 17, korzystając ze wszystkich atrakcji, których nie zabraknie”. No zdziwiłam się dosyć mocno, nie będę ukrywać. Bez „s”? Ale zaczęłam sobie wymieniać, co mam w szafie… Wszystkie sukienki, spódnice, spodnie, legginsy, rajstopy, koszulki, koszule, staniki, płaszcze poszły w odstawkę! I okazało się, że wcale nie będzie to proste zadanie. Ubrałam majtki i rozłożyłam bezradnie ręce. Znalazłam najgrubsze pończochy, jakie miałam, ale i tak zbyt ciepło mi nie będzie w nogi… na górę wybrałam czerwony golf i wciąż nie mogłam znaleźć nic co bym zakryło moje majtki! Szukałam coraz dalej i dalej i w końcu wykombinowałam, co zrobić. Wzięłam fartuch kuchenny. Chyba nigdy nieużywany, leżał w szufladzie i ewidentnie czekał na ten dzień. Nie miałam wyboru, musiałam założyć zwykła pelerynę od deszczu. Była długa do kolan, ale ciepła to nie będzie mi dawać. Kozaki na nogi, rękawiczki i czapka i byłam gotowa wyjść. Wyglądałam komicznie. Na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało w porządku. Problem pojawiałby się gdybym zdjęła płaszcz. No bo cóż, fartuszek zakrywał jakieś 15 centymetrów z samego przodu, po bokach to schodził tak z 5 centymetrów od sznurka którym go zaplątałam a tył był całkowicie odsłonięty. Patrzyłam się w lustro i widziałam podniecenie wymalowane na twarzy. I na biuście. Moja reputacja całkowicie upadała a ja się z tego jak głupia cieszyłam.
    Już chwile po zamknięciu drzwi poczułam jak gęsia skórka wstępuje na moje ciało. W drodze na uczelnie zastanawiałam się ile czasu upłynie nim stanę pod latarnią. Na pytanie koleżanki, czemu siedzę w pelerynie na zajęciach odpowiedziałam, że trochę się złe czuje i zimno mi. Kochana postawiła mi herbatę a ja w myślach obiecałam zrobić jej kiedyś niesamowita minięte za ten miły, bezinteresowny gest. Basen, do którego się wybrałam nie był wolnostojącym budynkiem. Był to cały kompleks handlowo rozrywkowy włączając w to hotel, kino, centrum handlowe i Aquapark. Telefon milczał a ja zgłodniałam, uznałam, że nic się nie stanie jak po drodze wejdę szybko coś sobie zjeść. Racje miałam o tyle, że telefon milczał a pomyliłam się o tyle, że w trakcie odbierania zamówienia w jednym z popularnych barów szybkiej obsługi sznureczek fartuszka postanowił się rozwiązać… i spaść. Tłum ludzi, ręce zajęte a tacy nie ma gdzie odstawić i trochę spanikowałam. Skopałam fartuszek udając, że ta szmatka na podłodze to nie moje i poszłam dalej. Tak, więc obiad zjadłam mając na sobie tak na prawdę jedynie golf i majtki. Mnie się podobało skoro wstając zostawiłam mokre krzesło. To jest niesamowite uczucie chodzić tak w pół nagą pośród innych ludzi. Zakorzeniony w nas przez wychowanie wstyd i poczucie krępacji własnego ciała znika i można poczuć się wolną. Mieć w absolutnym powarzaniu wzrok innych osób mówiący „jesteś szmata, tylko kurwa by się tak ubrała” i cieszyć się własną seksualnością. Generalnie polecam każdej z Was przestać się krępować i zważać na panujące konwenanse a po prostu cieszyć się sobą i życiem. Ale wracając do historii w końcu dostałam jakąś wiadomość od nieznajomego „Ładnie wyglądasz. Jeśli myślałaś, że peleryna jest nieprześwitująca to się pomyliłaś. Szafka nr 52.” Wiem, jestem głupia, mimo że peleryna jest czarna to cienka, więc gdy ktoś się przyjrzał, lub jeszcze lepiej, gdy po prostu stałam pod słońce nie jednemu kutas stanął. Łudziłam się jedynie, że na uniwersyteckich korytarzach jest dość słabe oświetlenie i jeszcze to nie jest ten moment, gdy znajomi przysyłają sobie moje zdjęcia. Przy kasie zapytałam się czy numer 52 jest wolny i dostałam do niej kluczyk. Pomieszczenie z szafkami jest koedukacyjne, na bokach i w przejściach przebieralnie a na końcu prysznice i wejście do głównej hali basenowej. Byłam bardzo ciekawa, co tam na mnie czeka, bo wierzyłam, że nie będzie to nudna kąpiel. Tak jak pamiętacie kostium miałam już ze sobą. Klapki z różowym futerkiem wyjęte z szafki postawiłam na podłodze a swoje kozaki schowałam. Na małej poduszeczce leżał smartwatch. I takie prezenty to ja rozumiem! Nie znam się na tym, ale wyglądał bardzo ładnie i zaraz połączyłam go ze swoim telefonem. Po chwili miałam na nim obraz z kamer monitoringu pływalni. Odwróciłam się do tej, która obecnie miała mnie i pomachałam. Nic więcej nie było wiec chciałam pójść się przebrać. Zrobiłam krok i znalazłam się na podłodze, klnąc i zastanawiając się, co złamałam. Jeszcze nic, ale klapki były cholernie śliskie! Każdy krok będzie walką o przeżycie. Zarzuciłam pomysł odbywania drogi do przebieralni i z powrotem i po prostu przy szafkach zdjęłam co miałam na sobie i zaczęłam naciągać kostium. Ustawiłam się do tego ładnie przodem do kamery, jakoś wewnętrznie chciałam by był ze mnie zadowolony. Kostium tak samo jak w domu rozpłaszczyły ohydnie moje cycki i wsunął się miedzy pośladki ładnie je rozdzielając. Po przejściu przez prysznice i zmoczeniu się uznałam, że ochrona zaraz mnie wyrzuci a w najgorszym przypadku zadzwoni na policje. Czy wyglądałam wyuzdanie? Tak. Czy wyglądałam wulgarnie? Tak. Czy ludzie widzieli moje cyce? Tak. Czy ludzie widzieli moją cipkę? Tak. Czy czułam się z tym źle? Nie. Ledwo zdążyłam wejść na hale i już leżałam na kafelkach. Przecież to obłęd jakiś z tymi klapeczkami! Podniosłam się niezdarnie, lecz pięknie eksponując przy tym pośladki, zrobiłam dwa kroki i znów świat mi zawirował. Nim zdążyłam się zacząć podnosić poczułam czyjeś delikatne dłonie na sobie. Klęczała przy mnie ratowniczka. Na oko miała z 25 lat, była mała i lekko przy kości. „Proszę się nie podnosić, mocno uderzyłaś głowa. Muszę sprawdzić czy wszystko jest w porządku.” Klęknęła tak, że wzięła moją głowę miedzy swoje kolana, tak by moja twarz znalazła się raptem kilka centymetrów od jej cipki. Najpierw zaczęła delikatnie przekręcać moją głową, parę razy postukała w różne miejsca a potem zrobiła coś, czego zupełnie się nie spodziewałam, bo zaczęła mnie chwytać za cycki! Tam na podłodze wśród licznych gapiów pstryknęła mi je kilka razy, aż oba dumnie stanęły. Przejechała parę razy po nich jakby czekając na moją reakcję a gdy ona nie nastąpiła powiedziała. „Muszę Panią zabrać i upewnić się, że nie odniosła Pani uszczerbku na zdrowiu.” Chwyciła mnie w pasie i mocnym szarpnięciem postawiła do pionu. Przeparadowała ze mną do pokoju socjalnego gdzie kazała mi rozebrać się i rozłożyć na kozetce. Przy takich prośbach nie mam w zwyczaju protestować, więc nie wiedząc, w sumie dlaczego po chwili leżałam nago przy obcej osobie. Po chwili lustrowania odezwała się takimi słowami „Wyglądasz mi na bardzo wyzwoloną kobietę a widzisz, mój kolega ma dzisiaj urodziny i tak sobie pomyślałam, że może chciałabyś zostać jego prezentem?” Mówiąc to zapięła mi na kostkach i przegubach dłoni linki ratownicze oplatając je dookoła stołu i unieruchamiając mnie. Wyglądało na to, że moja odpowiedź nie będzie miała żadnego znaczenia. Ja jednak nie szarpałam się, nie próbowałam uwolnić, leżałam tak jak przystało leżeć grzecznej suczce. Spojrzałam na zegarek, który zawibrował „przerwać to czy nie?”. Spojrzałam na kamerę umieszczona centralnie przede mną i zdecydowanym ruchem głowy pokręciłam. Ratowniczka naciągnęła mój kostium na moją głowę przy czym dość znacząco ograniczając wizje i mówiąc „zaczekaj tutaj” wyszła. Nie minęły dwie minuty, gdy usłyszałam pukanie do drzwi. Zdałam sobie sprawę, że nie wiem, co było mocniejsze. To pukanie czy pukanie mojego serca. Powiedziałam proszę, bo mimo iż staram się nie wyzbyć godności to nie dobrego wychowania. „Dzień dobry ja… i cisza. Czy jej kolega by mówił dzień dobry wchodząc?? Panika wdarła mi się do głowy uznając, że to przypadkowy basenowicz ogląda mnie związaną i nagą. Pragnęłam odzyskać zmysł wzroku i uwolnić się, ale mimo to leżałam sparaliżowana podnieceniem. Usłyszałam kroki i poczułam czyjąś obecność obok siebie. Delikatny dotyk spoczął na moim barku, jakby ktoś chciał upewnić się, że tam jestem. Że żyje, nie śpię, nie jestem lalką. Ale ja nią byłam, nie ruszyłam się, nie próbowałam się oswobodzić z dotyku. Przeciwnie, znów kiwnęłam głową jednak tym razem przytakujący. To zadziałało jak przysłowiowa płachta na byka. Momentalnie poczułam dwie dłonie na moich piersiach! Zaczęły je ugniatać i masować. Całkiem sprawnie brodawki nabrzmiały i domagałam się więcej. Poczułam gorące usta na lewej piersi, ten ktoś przyssał mi się do cycka! Było mi tak cudownie, na ile sznur miedzy kostkami rozłożyłam nogi zapraszając do swojego wnętrza. Obstawiam, że ów szczęśliwiec nigdy nie spotkał takiej kobiety bo wystarczyły mu trzy, powtórzę się, trzy pchnięcia! I już moja cipka była w spermie… trochę żenujące, nie sądzicie? „A co Pan tu robi!? Proszę wyjść! To pomieszczenie nie jest przeznaczone dla pana!” Usłyszałam jakiś hałas, rzucone szybko „już mnie nie ma” i odgłos zamykanych drzwi. No to super, przeleciał mnie jakiś obcy facet i nawet nie podziękował za użyczenie mu dziurki. „Ale z Ciebie jest kurwa. Właśnie dałaś się zerżnąć jakiemuś 70 latkowi (ta, zerżnąć. Szkoda, że ona nie wie ile to trwało. Ale może przynajmniej będę jego ostatnia w życiu, ta myśl podniosła mnie na duchu) i jak ja taka używana mam Cię oddać? Kto by chciał taki prezent?” Auć, zabolało mnie to. Czyżbym jeszcze nie była do końca gotowa na takie werbalne poniżanie? „Muszę umyć tę twoją pizdę zanim oddam Cię. Rozwiązała mnie i podprowadziła do umywalki, podczepiła rurkę i rzuciła „wypłucz się”. Zrobiłam to, co mi kazała. Najbardziej upokarzająca chwila w życiu? Prawdopodobne. Stałam obok obcej kobiety, chwile po tym jak zostałam potraktowana jak pojemnik na spermę by wypłukać to, co znalazło się we mnie przed następnym stosunkiem z nieznanym facetem. Wsadziła mi palce do pochwy i chyba uznała, że już jest w porządku, bo rzuciła krótkie idziemy, chwyciła mnie za dłoń i zaczęła się kierować do drzwi. Przestraszyłam się wyjścia nago i rzuciłam ciche pytanie o kostium. W odpowiedzi usłyszałam „Czemu chcesz udawać kogoś kim nie jesteś? Takie jak ty nie zasługują nawet na ubranie”. Już byłam wśród ludzi, już dreptałam trzymana za dłoń i prowadzona jak mała dziewczynka. Zdałam sobie sprawę, że mniej osób na mnie patrzy niż w tamtym różowym kostiumie. Jestem nago ale nie wzbudzam sensacji gdy sama jej nie szukam. Drzwi z napisem dyrekcja wyłoniły się z zza rogu i ku nim zmierzałyśmy. „Wejdziesz tam i zrobisz to, do czego się nadajesz”. Znów nie czekała na moja odpowiedź, otworzyła drzwi i wepchnęła mnie do dużego gabinetu. Za dębowym biurkiem siedziała kobieta, typowa 40 letnia bizneswoman. Błękitna koszula, garsonka, włosy upięte w koński ogon. Nie podnosząc wzroku sprzed monitora rzuciła formułkę przedstawiająca siebie jak i swoje stanowisko. Odpowiedziałam jej tym samym, przedstawiłam się i powiedziałam, że jestem jej prezentem urodzinowym przysłanym przez jedną z ratowniczek. Wtedy podniosła głowę, spojrzała na mnie, podniosła słuchawkę a po chwili do gabinetu weszło dwóch panów z napisem ochrona na koszulkach i wyprowadziło mnie… Chyba nie tak miała się zakończyć ta niespodzianka. Panowie chwycili mnie za ręce, wygięli na plecy i ślicznie wypięta wyprowadzili. Już myślałam, że wpadłam i szykuje mi się ostry przypał. Jednak po chwili usłyszałam tak kojące mnie słowa „takiej dupci to szkoda by było przepuścić. My nie wezwiemy policji a ty się ładnie wypniesz i dasz zerżnąć. W gratisie dorzucimy jeszcze Twoje ubrania byś nago nie wracała.” Ucieszyłam się ogromnie, na to czekałam! Od razu odwróciłam się przodem do ściany, zdjęłam plecy i rozsunęłam nogi, zachęcająca zakręciłam swoim suczym tyłeczkiem i przygotowałam się na przyjęcie kutasa…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Taniel
  • Garsoniera – Alina, cz 1.

    Część 1

    Poznaliśmy się w pracy. Na ogół zamienialiśmy kilka zdań. Nie zalecałem się do niej. Nie była w moim zasięgu. Zawsze była miła, uśmiechnięta i generalnie atrakcyjna. Ubrana stosownie do pracy, na ogół w kostiumie i w szpilkach. Szczupła szatynka, naturalnie kręcone włosy do ramion, mały biust, zadbane dłonie, długie nogi. Poruszała się z gracją. Przyjemnie było ją obserwować, kiedy odchodziła… Makijażem podkreślała swoją urodę. Cieszyła się dużym powodzeniem u facetów. Nie tylko w firmie. I wzbudzała zazdrość kobiet. Niezależnie od ich wieku. W pracy wszystkim chętnie służyła pomocą i tym zjednywała sobie ludzi. Była uczynna. Stroniła od rozmów na osobiste tematy. Nie rozmawiała o swoim życiu osobistym. Tym z kolei wzbudzała jeszcze większe zainteresowanie.

    *

    Pewnego razu sporą grupą wyjechaliśmy w delegację do innego miasta. Naprawdę duża firma. W rezultacie przez kolejne dziewięć dni, ale w niedzielę mieliśmy wolne popołudnie, byliśmy obok siebie po jakieś 10-12 godzin dziennie, analizując zebrane dokumenty, przygotowując kolejne, czytając ustawy, uchwały, zarządzenia i weryfikując możliwe zmiany, przygotowane przed wyjazdem. Tych szybko oczekiwał zarząd firmy, powierzając naszej kompleksowy audyt i przygotowanie zarysu zmian.

    Nawet szef dziwił się, że nie zlecili audytu jakiejś międzynarodowej albo przynajmniej zagranicznej firmie. Jeżeli będzie, w ich ocenie, realny i obiecujący, to znaczy gwarantujący zyski i minimalizujący koszty własne, opracujemy już nie zarys czy szkic, ale pełny plan reorganizacji! Na swój użytek nazywałem nasze działania „reformą”, ale ten synonim spotkał się z wyraźną dezaprobatą szefa. Jeżeli nasz pomysł wypali, będziemy również kierować jego wdrażaniem. Czytaj: duże pieniądze za dużą robotę do wykonania. No, ale i nasza firma też nie była mała.

    Nasz największy problem polegał na tym, że firma, w której mieliśmy przeprowadzić audyt, bo na początku to jedynie zbieraliśmy i porządkowaliśmy dane, nie miała stałego schematu sprawozdań miesięcznych i tygodniowych. Brzmi to dziwnie, ale tak było. Sprawozdania koncentrowały się na największych sukcesach i problemach firmy. I rozliczenia były opracowywane wokół tych sukcesów bądź porażek. Co miesiąc wyniki firmy różniły się w poszczególnych działach i nie mieliśmy przeglądu wyników jednego działu nawet w skali kilku miesięcy.

    Nie wszyscy skończyli prawo, nie wszyscy skończyli ekonomię, więc pojechały z nami dwie panie, które na co dzień „sypiały” z prawem gospodarczym i konstruktywnie korygowały, najczęściej: torpedowały, wszystkie sugestie związane z pomysłami zmian w firmie: redukcja zatrudnienia, fuzje, delegacja uprawnień, zmiana uprawnień zarządu i prezesa, prawo upadłościowe, swoboda umów, tzw. ucieczka do przodu czyli finansowe angażowanie firmy w nowe projekty itp. Jeszcze doszły kłopoty ze związkami zawodowymi, które też miały swoje wymagania i swoich prawników. A na koniec dnia dobijał nas główny ekonomista i owe dwie 46-letnie babki, prywatnie całkiem sympatyczne, wystawiając rachunek, czyli kosztorys zmian, podany zawsze z uwzględnieniem prawdopodobnych wahnięć kilku zmiennych. Codziennie, wczesnym wieczorem zarząd przyjmował krótkie sprawozdanie z postępu prac i codziennie konsekwentnie odrzucał kolejny szkic projektu zmian naprawczych. Ot, taki prezent na koniec dnia harówki. Z tym liczyliśmy się. Ale ponoć zarząd generalnie był zadowolony z naszej pracy. Wierzyli, że ostatni, dziewiąty dzień, dzień finalnej prezentacji i podsumowania, przyniesie również satysfakcjonujące rozwiązanie. Chyba nie mieli innego wyjścia, jeżeli nie chcieli wypaść z rynku.

    Dzień w dzień straszna kotłowanina! Ciągła koncentracja, napięcie, pospiech, zmiany decyzji, strategii analiz danych. Tempo, tempo! Dopiero wieczorem, po kolacji mieliśmy trochę czasu dla siebie i siłą rzeczy jeszcze trochę spędzaliśmy go razem, ale we dwoje, a nie wśród innych pracowników. Nieparzysta liczba pracowników spowodowała, że akurat mnie w hotelu przypadła ‘jedynka’. Oczywiście, szef i jego asystent też spali w ‘jedynkach’.

    – Asystent – mruczałem wściekle pod nosem i starałem się nie patrzeć w jego kierunku. – Człowiek, który w lizaniu dupy szefa osiągnął mistrzostwo, nie wykazując się innymi zdolnościami w pracy. Jakie facet ma obowiązki poza robieniem kawy szefowi? Intrygowanie? Nakłanianie szefa do wywalania zdolnych? Bo nie panował nawet nad kalendarzem jego spotkań – pokiwałem głową i wróciłem do mojej kolacji.

    *

    Siedzieliśmy w moim pokoju przy herbacie albo coli – to ja, ona na ogół przy piwie, a i tak była szczupła. Rozmawialiśmy bądź milczeliśmy na różne tematy, oglądaliśmy telewizję, bo nie mieliśmy siły na rozmowę. już trzeciego wieczoru dopadł mnie kryzys. Od początku byłem bardzo zmęczony, jednak tym razem nie wytrzymałem i w pewnym momencie otwarcie przyznałem:  

    – Alinko, przepraszam, ale padam, muszę położyć się na chwilę. Przyjdź za pół godziny, zbudź mnie i będę gotowy do dalszej rozmowy – wyznałem szczerze, bo dopiero co minął jakiś kwadrans po 21. Wstałem z krzesła, poprawiłem marynarkę na jego oparciu i, tak jak stałem, położyłem się na tapczanie. Byłem piekielnie zmęczony.

    – Nigdzie nie będę chodziła. Nie mam aż tyle sił – prychnęła zmęczonym i ochrypłym głosem. – Położę się obok ciebie, „na łyżeczkę” – stwierdziła spokojnie i ciężko podniosła się z krzesła, odstawiając piwo i niecierpliwymi ruchami zrzucając ze stóp szpilki.

    – Chodź szybko, bo już odjeżdżam – kiwnąłem na nią ręką z zamkniętymi oczyma. Nie otworzyłem ich, ale poczułem jak kładzie się przede mną „na łyżeczkę”, mocno wtula i przykrywa moją ręką. Zasnąłem od razu. Ona chyba też. Kiedy zbudziłem się chwilę później, Alina pochrapywała, nadal leżąc na boku z dłonią pod głową i drugą wetkniętą w krocze. Poły szlafroka rozchyliły się i mogłem oglądać jej nogi i szczupły brzuszek. Jedna pierś wystawała ze szlafroka. Miała ładne, pełne, jędrne piersi i ciemne, spore sutki. Wszystko na wyciągnięcie ręki. Czułem rosnące pożądanie. Dziewczyna twardo spała. Paliło się górne światło, więc spojrzałem na zegarek. Była… pierwsza zero, zero! Zmrużyłem oczy, raz jeszcze spojrzałem. Niestety, dobrze widziałem za pierwszym razem. Była nawet pierwsza zero jeden. Spaliśmy prawie cztery godziny!

    – Tak wygląda szybki kwadrans – mruknąłem zirytowany i już rozbudzony. Delikatnie zbudziłem Alinę. Spoglądała na mnie nieprzytomnie.  

    – Alinka, jesteś w pokoju hotelowym. U mnie. Właśnie minęła pierwsza w nocy. Zdrzemnęliśmy się – poinformowałem dziewczynę.

    – Aaaa, jasne. Idź już do siebie, Marku. Fajnie było – ziewnęła, odpowiadając niezbyt przytomnie. Zatkało mnie na chwilę. Uznałem, że akurat teraz nie warto występować incognito.

    – Stefan jestem. Stefan, kolega z pracy. Właśnie razem drzemaliśmy – przedstawiłem się raz jeszcze i powtórzyłem gdzie jesteśmy, z naciskiem na godzinę, która jest i o której mamy wstać. Cierpliwie czekałem aż przetrawi wiadomość. Po dłuższej chwili poderwała się, burknęła coś niezrozumiale, duszkiem wypiła resztę piwa i wyszła z pokoju. Zamknąłem drzwi, rozebrałem się, jednocześnie płucząc zęby płynem do płukania ust, wrzuciłem brudną bieliznę do walizki i nastawiłem budzik na kwadrans przed siódmą. Zgasiłem światło. Nie pamiętam, jak dotarłem do łóżka.

    *

    – Stefan, ale szczerze, co się działo w nocy? – spytała ostrożnie, kiedy mieliśmy w pracy popołudniową przerwę i mogliśmy spokojnie porozmawiać.

    – Nic, rozmawialiśmy jak zwykle – wzruszyłem ramionami, z uśmiechem patrząc w jej oczy. Spokojnie przeżuwałem kolejny kęs kupionej kanapki. Uciekła wzrokiem.

    – A potem? – patrzyła w bok.

    – Też nic. Spaliśmy – ponownie wzruszyłem ramionami.

    – Nie wyruchałeś mnie? – ton był ostrzejszy.

    – Ja?! – prawie wyplułem colę, którą właśnie przełykałem. Zaległa długa cisza. Zdecydowałem się odezwać pierwszy. – Alinko, czy aby na pewno wróciłaś ode mnie do swojego pokoju? – ostrożnie zapytałem.

    – Spoko, aż tak źle ze mną nie jest, ale miałam rozpięty szlafrok i mokrą cipę! Bolała mnie! Zrobiłeś mi coś?! – warknęła szeptem, patrząc mi w oczy.  

    Spokojnie położyłem dłonie na blacie stolika. Uważnie spojrzałem w jej oczy.

    – Alina, może tobie coś się śniło? Przecież kładłem się pierwszy i miałaś iść do siebie – nie wiedziałem, jakich jeszcze użyć argumentów. Bezradnie wpatrywałem się w swoje ręce i kanapkę. Podniosłem głowę i zobaczyłem zacięty wyraz jej twarzy, usta zaciśnięte w wąską kreskę, przymrużone oczy. Już nie byłem głodny. Nagle poczułem mdłości. Moje dłonie drżały. Przez chwilę wpatrywałem się w jej oczy.  

    – Coś jeszcze? – chłodno spytała, pochylona w moim kierunku. 

    – Wiesz, wracam do pracy – podniosłem się z krzesła, ale jeszcze nachyliłem do niej. – Może lepiej będzie dla ciebie i dla mnie, jeżeli nie będziemy widywać się wieczorami.  

    – Zgwałciłeś mnie i teraz, kurwa, masz mnie dość! – syknęła wściekła. Stanąłem jak wryty.

    – Piłem tylko herbatę. Ba, wodę! Dlatego byłem trzeźwy i pamiętam, co się działo. Przykro mi, że podejrzewasz mnie. Mogę przysiąc, że nie doszło do zbliżenia – nachyliłem się w jej kierunku, uderzyłem w pierś i poważnie spojrzałem w jej oczy. Nie miałem nastroju do żartów. Odwróciła wzrok, siadła bokiem do mnie.

    – Mam w dupie twoje przysięgi! Wyruchałeś mnie! Wykorzystałeś! – nakręcała się własną wściekłością. Stałem ze spokojnym, wręcz chłodnym wyrazem twarzy. Nie uśmiechałem się. Patrzyłem bez strachu, bez wściekłości. No, wzorzec siły spokoju! Kur… Czekałem aż dziewczyna uspokoi się. Byłem przerażony.

    – Lepiej już pójdę, bo moja obecność źle na ciebie wpływa – pożegnałem się. Bałem się, cholera! Bałem się, że dziewczyna narobi bagna!

    Wieczorem skonany siedziałem w pokoju w spodenkach i  koszulce, popijałem wodę, próbowałem czytać książkę i sam przed sobą udawałem, że nie jestem zdenerwowany. Spojrzałem na drzwi i po chwili w trzech skokach byłem przy nich. Przekręciłem klucz. Zaledwie minutę później usłyszałem delikatne pukanie. Milczałem. Potem bardziej natarczywe pukanie i głos:

    – Oootwórz, to jaaa, Alinka! (…) Chcę porozmawiać.

    Nawet nie drgnąłem. Wstrzymałem oddech. Powtórzyła pukanie i tekst. Bardziej płynnie. Chyba była pod wpływem.

    – Tym gorzej dla mnie – pomyślałem, ale nie ruszyłem się. Nadal nie odważyłem się oddychać. Po dłuższej chwili ciszy, i mojego uporczywego milczenia, mocno zapukała. Ciągle siedziałem jak słup soli. Solidnie kopnęła w drzwi. Cisza. Jakaś ćma wpadła do pokoju. Kolejne walnięcie w drzwi pięścią. I… odchodzi! Wciąż nie oddychałem. I mogłem tak jeszcze długo. Przynajmniej wówczas tak mi się wydawało. Tej nocy usnąłem dopiero nad ranem.

    *

    W pracy, w cztery oczy przekazała mi, że rozważa zgłoszenie gwałtu na policji. Była na obdukcji i zdecydowała, że po powrocie do domu odda sprawę do sądu. Przymknęła oczy i wyrecytowała jakiś paragraf czy ustęp Kodeksu karnego. Nie byłem w stanie zapamiętać. Ledwo panowałem nad nerwami. Dalszy kontakt radziła mi utrzymywać przez jej prawnika. Ona mi radziła! Ona!! Zanim byłem w stanie coś odpowiedzieć, zadowolona z wrażenia jakie wywołała, już zniknęła za rogiem korytarza. Chyba stałem dłuższą chwilę i bezgłośnie poruszałem ustami.

    Byłem tak roztrzęsiony, że po godzinie niezbyt efektywnej pracy podszedłem do szefa i powiedziałem, że nie jestem w stanie pracować. Twierdziłem, że to przez ból zęba. Chyba musiałem naprawdę źle wyglądać, bo spojrzał na mnie uważnie i od razu wysłał do dentysty. Następnego dnia pozwolił mi przyjść do pracy dopiero w południe. Szok! Nigdy nie był tak życzliwy. Asystent cały czas słuchał i uśmiechał się pod nosem.

    – Jakoś damy sobie radę – szef uśmiechnął się życzliwie i poklepał po ramieniu. Zdawkowo podziękowałem i dopiero znacznie później dotarło do mnie, że ten facet, na co dzień tak wymagający i ostry wobec wszystkich pracowników, wykazał tyle życzliwości i empatii. Mój wygląd rzeczywiście musiał robić wrażenie. Aliny unikałem przez następne dni, ale i tak codziennie mijaliśmy się w pracy w obecności innych. Uśmiechała się do mnie. Kłaniałem się z kamiennym wyrazem twarzy i szedłem w swoją stronę. Co wieczór pukała do moich drzwi, a ja przezornie konsekwentnie milczałem. Już nie waliła, ani nie kopała. Ostatniego dnia wspólnej pracy, kiedy mijaliśmy się, szepnęła:  

    – Przepraszam. Wszystko jest OK. Zapomnij o sprawie. Musimy porozmawiać. – Poszła, nie oglądając się. Stałem jak wryty. Obejrzałem się za nią osłupiały i wróciłem do swoich spraw. Nie potrafiłem skupić się. Chyba poczułem się nieco lepiej. Potem znacznie lepiej. Jeszcze później chciałem z nią porozmawiać, bo wierzyłem, że wycofała swoje zarzuty. Jednak sprawy potoczyły się inaczej.  

    *

    Wieczorem siedzieliśmy całym zespołem na pożegnalnej kolacji przed powrotem do centrali, więc nie było okazji do rozmowy i chyba to mi najbardziej odpowiadało. Jutro, późnym popołudniem miało być tylko finalne sprawozdanie i kolacja tylko z naszym szefem, więc większość pracowników wcześniej wyjeżdżała. Poza szefem zostawał asystent (jasne, wazelina sam nie odczepi się od dupy…) i kierownicy zespołów do komentowania sprawozdania: prawo, ekonomia i zarządzanie.

    W zespole liczebnie przeważały kobiety, więc siedziałem między dwiema i miałem obowiązek obie obdarzać swoim wątpliwym urokiem osobistym. Na przeciwko nas siedziały dwie współpracowniczki, różnica wieku między nimi wynosiła przynajmniej 20 lat, więc i te wypadało uwzględniać w naszych konwersacjach. Zwłaszcza, że naprzeciwko, obok wspomnianej dwójki, siedział asystent szefa i prawił mu komplementy. Ten rodzaj ludzi ma określoną nazwę, ale asystent i bez wazeliny potrafiłby wszystko sobie załatwić. Taki był nachalny i niezatapialny. Słyszałem, że ludzkie mendy tak mają. W rezultacie, mimo marnych efektów pracy, facet spokojnie funkcjonował u boku szefa i to z pensją, której mu zwyczajnie zazdrościliśmy. Wysokość zarobków każdego jest tajna, ale… Sami wiecie.

    Dopiero po kilku latach ten układ uległ gwałtownej zmianie.

    Po kolacji cztery miłe panie, moje sąsiadki przy stole, zarządziły długi spacer, na który zaprosiły tylko mnie! Bez możliwości odmówienia. Miłe panie, bo różnica wieku i doświadczenia nie stanowiły kłopotu w trakcie rozmowy. Wszyscy odnoszą się do siebie z szacunkiem. Kolacja i spacer to dla nas rzadkie, przyjemne chwile, kiedy staramy się nie patrzeć na siebie przez pryzmat obowiązków zawodowych. Miłe dla mnie, bo przyjemnie oglądać zadbane kobiety w różnym wieku, elegancko ubrane, w szpilkach, pachnące perfumami. A miałem co oglądać. Naprawdę przyjemny widok… Zgrabne pupy, kusząco poruszające się biodra, spore biusty, dość odważne dekolty, stroje podkreślające figury bądź tuszujące nadmiar kilogramów.

    Gdybym wtedy był tylko nieco odważniejszy! Ze zwieszoną głową, zatopiony w swoich kłopotach, szedłem za tym czteroosobowym tłumkiem, czasami za dwiema parami, aż w końcu zlitowały się i zabrały mnie do drugiej pary, potem do pierwszej. A potem szliśmy środkiem jakiejś bocznej ulicy w pięcioro, z „rodzynkiem” w środku. Jedyny bez promili szedł środkiem ulicy… Wszystkie wypiły nieco przy kolacji, więc były w dobrych humorach, bardziej otwarte niż na co dzień.

    *

    Tak na marginesie owego spaceru: po powrocie do centrali koledzy opieprzyli mnie, i to solidnie, że to ja (sic!) wyrwałem aż cztery kobiety, w tym tę laskę, Patrycję! Szczególnie jej nie mogli mi darować. Tego było za wiele. Wtedy to ja ich zaatakowałem:

    – Przy stole żarliście, kurwa, jakby wszyscy pierwszy raz w życiu sałatkę jarzynową widzieli na oczy! Trzeba było jeszcze do kieszeni napchać!! – darłem się. – Marek rzucił się na przystawki jakby zaraz miały odjechać! – Marek obraził się. – Co, może skrzydełka już miały plan lotu?! A może krewetki spierdalały do hotelowego basenu?! – wściekle spojrzałem na Sebę. – Chlaliście jakby to były zawody w tankowaniu! Naprzeciwko mnie siedziały dwie babki, przy mnie też dwie i żaden nie mógł przesiąść się?! Z boku były wolne miejsca! – Potem dorzuciłem jeszcze kilka ostrych zdań, oni swoich kilka, w końcu ciśnienie zeszło z nas i temperatura ‘rozmowy’ opadła. Więcej do sprawy nie wracaliśmy.

    – A ten, hm, było coś z Pati? – Marek jeszcze był urażony uwagą o przystawkach, więc kiedy pytał patrzył gdzieś w bok.  

    – Nie, nie było. Zapytajcie Patrycję – rzuciłem poddenerwowany. Pokiwali głowami w milczeniu i chyba uwierzyli mi.

    – A u was? – zrewanżowałem się.

    – Te nasze dwie starsze babki chyba miały ochotę na seks z nami czy z jednym z nas, ale wylazły z tobą na spacer. A kiedy wróciły, to chyba od razu poszły spać. A ta biuściasta brunetka, Małgosia, ruszyła chyba z nimi. Nikt przecież nie będzie dyżurował w recepcji! – zniechęcony Borys wzruszył ramionami. Słysząc to, spojrzałem na kolegę. Seba unikał mojego wzroku.

    – Paweł i ja chcieliśmy poobracać Alinkę, ale wcześniej zerwała się do pokoju z butelką. Nie wiesz może, kto ją stuknął? Miałeś pokój niedaleko – dociekał Marek.

    Nie wiedziałem.

    *

    Z późnego i długiego spaceru nasza ‘piątka’ wróciła po północy. Przed wejściem do hotelu wszystkie podziękowały mi buziakami i nachalnie oraz głośno proponowały jeszcze kawę albo rozchodniaczka. Nachalność objawiała się szczypaniem i klepaniem mojej pupy. Widać, alkohol nadal działał… Olewałem to. Jutro nie będą nic pamiętać. Jednak Patrycja, dwudziestosześciolatka, na pożegnanie zażyczyła sobie jeszcze jedną rundkę spaceru. Więcej chętnych nie było, niestety. Pozostałe koleżanki w minorowych nastrojach zniknęły za recepcją i we trzy poszły… do baru. Po chwili przysiedli się do nich jacyś dwaj faceci. Wyraźnie ucieszyły się ich obecnością. Jeszcze po raz ostatni rzuciłem okiem w ich kierunku. Nasze dwie 46-latki efektownie i zachęcająco prezentowały się w przygaszonym świetle hotelowego baru.

    – Chyba nie wzięli ich za dziwki – mruknąłem pod nosem.  

    Tym bardziej pani Małgosia: brunetka, długie, lśniące włosy, śniada cera, zawsze opalona, 40 lat. W ogóle prezentowała się efektownie. Nawet bez makijażu. Niejeden w biurze o niej marzył. Chociaż na jeden raz. Trudno było z nią rozmawiać i nie patrzeć na jej biust. Albo na nogi.

    – Chodzi na fitness, aerobic, pływa, więc wygląda – pomyślałem. Wszyscy wiedzieli o jej aktywnej dbałości o wygląd.

    Spojrzałem na Pati. Uśmiechnąłem się, podałem jej ramię. Odwzajemniła uśmiech, objęła moje ramię i ruszyliśmy z powrotem do wyjścia z hotelu. Chodnik pokonywaliśmy powolnym krokiem, rozmawiając o wszystkim i o niczym. Ani słowa o zakończonej pracy i wysokich premiach. W końcu zamilkliśmy. Słyszeliśmy własne kroki. Stare budynki ładnie prezentowały się w nocnym oświetleniu. Było cicho. Tego potrzebowaliśmy. Pati wtuliła się w moje ramię. Cieszyliśmy się ciszą.

    *

    Nie doceniłem naszych pań! Po powrocie do centrali dowiedziałem się, że po drinkach w barze impreza przeniosła się do hotelowego pokoju naszych dwóch 46-latek. Ponoć obie zachowywały się jak wyposzczone nastolatki, które niczego sobie nie odmawiały. Ich młodsza koleżanka też sobie nie żałowała. Każda z nich, na raty i w kolektywie, dogłębnie poznała wszystkich trzech mężczyzn. Hotelowa imprezka przerodziła się w ostrą sześcioosobową orgietkę. Alkoholu już nie zamawiali. Panie były przygotowane. Butelka po szampanie znalazła zastosowanie w trakcie seksu.  

    – Żadna dziurka żadnej z nich nie pozostała niezaspokojona. Żadna! Wyobrażasz sobie? Żadna! Po zabawie wszystkie były tak wykończone, że zasnęły we trzy na jednej kanapie, ale na śniadanie zeszły w wyśmienitych humorach.

    – No, no – kiwałem głową. Nie byłem pasjonatem plotek. Zwłaszcza o sprawach intymnych.

    – Mężatki są zajebiste. Co one wyprawiały… – Seba mrugnął do mnie porozumiewawczo. – No, rakiety! Świetnie wyglądały w samych pończochach i szpilkach. Bez szpilek też – zaśmiał się cicho. – Kiedyś opowiem ci ze szczegółami. Cholera, narobiłem się! Jak chłop za pługiem. Ale warto było! Warto…

    Wierzyłem mu, bo zawsze miał rzetelne informacje. Relacja była o tyle wiarygodna, że Seba jako jedyny wspierał dwóch nieznajomych w igraszkach. Pokręciłem głową z niedowierzaniem. Niewiele wiedziałem o kobietach.

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick

    Zdarzenia, opisywane w kolejnych częściach, nie są ułożone w porządku chronologicznym. Każde opowiadanie jest zamkniętą całością. Imieniem bohaterki relacji sygnowano kolejne, odrębne opowiadanie. Każde z nich opisuje przygody, które wiążą dwa elementy: mieszkanie głównego bohatera, stąd wywodzi się tytuł całości, oraz seks, kwintesencja tych zdarzeń.

    Większość imion, miejsce spotkań i szereg innych szczegółów, związanych z fabułą opowiadań, nie uległy zmianie. 

  • Nareszcie, 2.

    Część 2/3.

    Rudowłosa dziewczyna zeszła z podium w samych szpilkach i limonkowych stringach. Jej ciało lśni od brokatu. Podeszła do jednego ze stolików i zgrabnie przyklękła obok fotela. Ożeż! Brunetka w jasnoszarym żakiecie wychyliła się przez oparcie fotela i całuje rudowłosą w usta! Tamta namiętnie oddaje pocałunek. Kobieta w fotelu chwyta i maca jej pełną pierś. Sutki rudej już sterczały, kiedy nachylała się nad siedzącymi. Była podniecona. Brunetka rozmawia z kimś siedzącym obok. To chyba mąż. Tancerka opiera się o bok kobiety w żakiecie, a ta nadal bawi się piersią dziewczyny. Negocjują cenę?

    Kobieta puszcza pierś, delikatnym ruchem wsuwa palce do ust rudowłosej, a ta namiętnie liże je, patrząc w oczy siedzącej. Ta coś mówi do tancerki. Dziewczyna nie przerywa lizania palców, ale w odpowiedzi na moment przymyka oczy. Kobietę widzę tylko z profilu, ale wydaje mi się znajoma. Jakaś koleżanka? Hm, raczej nie mam znajomych w tym wieku. W końcu tancerka wypuszcza palce z ust, kiwa głową, wypowiada krótkie zdanie, całuje kobietę w policzek i pospiesznie idzie w kierunku zaplecza. Mężczyzna wraz z kobietą podnoszą się z foteli.O! Już wiem! Za często nie oglądam telewizji, ale to jest aktorka z serialu. Leci w prywatnej stacji. Babka ma ponad 40 lat, ale wygląda świetnie. Wraz z mężem stoją i przez chwilę rozmawiając, rozglądają się. Ej! Zaraz…To nie jest jej mąż! Jest tu z kochankiem?! Łoł! Jak smacznie…

    Teraz wiem, dlaczego rozglądali się. Głównym przejściem w ciemnozielonej pelerynce przemyka rudowłosa. Spięła włosy, założyła skórzaną, czarną czapkę podobną do ‘leninówki’. Uroczo w niej wygląda. Nogi nadal ma nagie, a na stopach czerwone szpilki. Spod rozchylonej pelerynki wyziera czerwona sukienka. W ręku trzyma dużą, błyszczącą torbę w jaką pakują zakupy w droższych butikach. Para podchodzi do niej. Biorą ją między siebie i razem wychodzą. Ciekawe, ile za nią zapłacili? A ta aktorka w serialu gra taką przykładną, wierną żonę i matkę…

    – Filmowy mąż ją zdradza, to nadrabia w realu – śmieję się z własnej naiwności.

    *

    Barbara i Edward kierują się do wyjścia.

    – Ale ja jeszcze nie zapłaciłam za drinka – oponuję.

    Ignorowanie zobowiązań finansowych to drugi, obok wywoływania i udziału w awanturach, najszybszy sposób, aby definitywnie zamknąć przed sobą drzwi klubu.

    Edward ściąga wzrokiem i macha ręką na człowieka z plakietką z imieniem. Mężczyzna za chwilę podchodzi.  

    – Panie Arturze, proszę dopisać drinka pani Moniki do naszego rachunku.  

    – No, sporo zaoszczędziłam… – odetchnęłam z ulgą. To jedyne ryzyko finansowe jakie ponoszę, wchodząc do tego klubu.

    – Oczywiście – mężczyzna kiwa głową, żegna nas firmowym uśmiechem, zapraszając do ponownych odwiedzin i idzie do baru.

    Stali bywalcy wnoszą opłaty co miesiąc. Podobno wysokie, ale nawet od mojego szefa nie dowiedziałam się, ile wynoszą. Czyli nie zobaczę tutaj przypadkowych osób. Ponoć kiedyś jeden z bankowców ‘zaszalał’, wszczynając awanturę i stracił członkostwo w klubie. Jednak po kilku miesiącach karencji, ponownie mógł bywać w klubie, bo wpłacił sporą kwotę na konto klubu. Pecunia non olet. A kto wie? W każdej plotce jest część prawdy… A może tylko wypożyczył żonę albo pełnoletnią córkę na kilka licytacji i tak oszacowano ich wkład w likwidację kary?

    Nigdy nie widziałam tego bankowca, ale przecież nie wszystkie pomieszczenia klubu są dostępne dla takich jak ja. Nigdy też nie widziałam żadnej awantury. Generalnie jest tutaj bardzo bezpiecznie. Zostawisz torebkę, wrócisz za godzinę i dalej będzie, wraz z zawartością, na swoim miejscu. Chyba, że pracownik klubu zauważy zgubę i przyniesie ją tobie. Tutaj wszyscy są wobec siebie otwarci, mili, uprzejmi, nawet jeżeli w życiu zawodowym są przeciwnikami. To reguły, o których przypomina się każdemu przy powitaniu. W klubie o takiej reputacji obowiązuje złota zasada gwarantująca powszechną dyskrecję: „Widziałem ciebie tutaj, więc ciebie tutaj nie było”. Inni formułują ją krócej: „Milczenie jest złotem”. Jak na razie zdaje egzamin. Kto chciałby stracić prawo wstępu za niedyskrecję? Polityków tutaj nie zapraszają… Ale dobrze zarabiających urzędników z różnych ministerstw i instytutów jest sporo.

    W klubie oddycha się pełną piersią. Dopóki policja nie robi nalotów, to można tutaj pozwolić sobie na wciąganie różnych świństw. Po wielu twarzach od razu widać, że ludzie próbowali czegoś więcej niż wyszukane i drogie drinki.

    Zresztą, chyba tylko wtedy starsze kobiety decydują się wejść do pokoju z lustrami. Ale za to jak niektórzy tam używają te babki! Aż przyjemnie czasami pooglądać…

    *

    Za błyszczącymi prętami klatki tańczy opalona, zgrabna blondynka. Jest już naga. Pozbyła się nawet wysokich szpilek. Tylko na nadgarstkach zostawiła szerokie, sztywne, białe mankiety z czarnymi spinkami, a na szyi czarno-białą muchę. Nad kostką lewej nogi połyskuje złoty łańcuszek. Nad cipką ładna fryzurka – mały romb. Przy zadbanych stopach paznokcie pomalowane perłowym i niebieskim lakierem. Piękne, miękkie ruchy i naturalny, kuszący uśmiech. Świetnie poruszała się w rytm muzyki. Ani cienia wstydu! W pewnym momencie wysunęła stopę za pręty w kierunku jednego z mężczyzn. Ten delikatnie chwycił stopę i ucałował ją. Tancerka z uśmiechem cofa stopę i kontynuuje taniec.

    Kilku facetów trzyma pręty klatki i co chwila na zmianę coś mówią albo wykrzykują do tancerki. Dziewczyna, nie przerywając tańca, czasami uśmiechała się do konkretnej osoby i kręciła przecząco głową albo pochylała się i wypowiadała do niej jakieś krótkie zdanie. Zrozumiałam! Trwa kolejna licytacja! Każdy podawał cenę, a ona na razie odrzucała każdą jako niezadowalającą. Nikt nie próbował jej dotykać.

    Muzyka milknie. Kilku mężczyzn, kończy negocjacje i w nagrodę za taniec wtyka nagiej tancerce banknot do cipki. Jest sporo chętnych. Mężczyźni są delikatni. Blondynka, stojąc w szerokim rozkroku, trzyma złote pręty klatki. Wysunęła biodra i z uśmiechem przyjmuje kolejne banknoty. Wetknięcie banknotu oznacza zaproszenie do ponownej licytacji, jeżeli obecna nie doprowadziła do rozstrzygnięcia, to znaczy do aprobaty ceny oferowanej przez potencjalnego klienta. Zapewne tak będzie i tym razem. Indywidualne spotkanie z jednym gościem oznacza sporą kwotę, a ona może jednej nocy zaliczyć kilka spotkań, więc na pewno nie zrezygnuje z takich okazji. Dziewczyna ponownie pojawi się po występie przynajmniej dwóch kolejnych tancerek. Seksowna blondynka znika. Słychać jęk zawodu licytujących.

    *

    – O rany! Ona w jedną noc może zarobić moją pensję. Albo jej wielokrotność! – nagle uświadamiam sobie, pełna kobiecej zazdrości, patrząc jednocześnie jak blondynka z uśmiechem przyjmuje kolejne banknoty. – Może i ja bym spróbowała? Takie kwoty mogą mi wciskać nawet do pupy! – Patrzę i wiem, że już podjęłam decyzję. – Porozmawiam z kierownikiem. Na pewno jestem atrakcyjniejsza i młodsza od niektórych tancerek. I poruszam się lepiej niż kilka z nich. Zresztą, co tydzień pojawiają się nowe. Wiem, że chętnych jest znacznie więcej niż występuje.

    Zmienia się muzyka. Pojawia się krótko przystrzyżona wysoka brunetka w zwiewnej sukience. Ależ ta ma biust! I jest szczupła! Jest w sukience? Nie! To były, wzorowane na ponczo, przezroczyste warstwy materiału założone jeden na drugi. Z dużym wycięciem na głowę i obszerny dekolt. Wraz ze zdjęciem kolejnej warstwy, coraz wyraźniej były widoczne szczegóły ciała tancerki. Już po zdjęciu czwartej warstwy było widać, że pod nimi jest naga. Zostały jeszcze trzy.  

    – Oryginalny pomysł na strój – pomyślałam i rozejrzałam się. Mężczyźni i kobiety byli wpatrzeni w tancerkę. Nikt nie sięgał po drinka.

    *

    Równocześnie zmiana nastąpiła na drugim podium. Wszedł blondyn o potężnej muskulaturze i dosłownie obracał drobną, młodą szatynką w odważnym stroju: szpilki, pończochy, krótka spódniczka, top. Nic więcej nie założyła. Na jej ustach lśniła jasnoczerwona szminka. Muskulaturę chłopaka zobaczyłam, kiedy zrzucił frak.

    – Och, moje uda są szczuplejsze niż jego biceps! – otwarcie podziwiam jego wygląd. Edward z uśmiechem kiwa głową.

    *

    Jakiś starszy mężczyzna w garniturze i pod krawatem, jak prawie wszyscy tutaj, podszedł do klatki i coś mówi do blondyna. Ten schylił się, uważnie słuchając. Wówczas dziewczyna tańczyła sama. Kulturysta kiwnięciem głowy zgodził się i coś tłumaczył. Z gestów wynikało, że najpierw musi zakończyć taniec z szatynką. Facet pokiwał głową i na znak umowy, wcisnął mu banknot do kieszeni. Sądząc po kolorze, to było 100 euro. A potem uśmiechnięty wrócił na swój fotel.

    – Za numer z tym eleganckim facetem, kulturysta zarobi prawie połowę mojego miesięcznego czynszu – zmarkotniałam, kiedy to sobie uświadomiłam.

    Mężczyzna powiedział coś do kolegi, usiadł i z szerokim uśmiechem na twarzy, patrzył na tańczących i czekał na koniec występu. Kolega w fotelu obok też wyglądał na zadowolonego. Odpowiedział z uśmiechem i poklepał mężczyznę po dłoni.

    Hm, może to obcokrajowcy? Słyszałam, że w weekendy przyjeżdżali tu Niemcy, Brytyjczycy żądni wrażeń. Nie miałam pojęcia, ile w tym prawdy. Kiedy podczas przyjmowania do klubu rozmawiałam z kierownikiem twierdził, że nie chcą tutaj Rosjan, bo piją dużo i szybko zaczynają się awanturować. I zrażają innych klientów. Co innego zamożne Rosjanki. Te płacą jak wszyscy, ale bywają sporadycznie. Potwierdził, że dość liczna grupa obcokrajowców, głównie z dwóch wymienionych krajów oraz ze Skandynawii ma karty stałego klienta. Czyli muszą bywać, bo płacić co miesiąc i nie korzystać?

    – Ale ja na takiego jeszcze się nie nadziałam – westchnęłam w myślach.

    *

    Mija nas dwóch mężczyzn, którzy brali udział w nierozstrzygniętej licytacji o blondynkę. Jeden z nich,  blondyn w granatowym garniturze, niezadowolony, energicznie gestykulując, skarżył się dość głośno: 

    – Mówiłem ci! Od razu trzeba było podać kwotę za nas dwóch. I zaznaczyć, że to nie jest za noc. Wzięłaby! A tobie zachciało się stop-nio-wa-nia! – mężczyzna prychnął. Nie krył swojej irytacji. – To teraz sobie czekaj! I stopniuj sobie przy-miot-ni-ki! Cha, cha, cha! – zaśmiał się przesadnie sztucznie.

    Ten krytykowany, szatyn, był znacznie spokojniejszy, chociaż też podniecony oczekiwaniem na ponowny występ blondynki. Rozluźnił krawat. Co jakiś czas odwracał się w kierunku podium i rzucił do kolegi:

    – To może wejdziemy tam na zaplecze i…

    Blondyn gwałtownie zatrzymał się i odwrócił do kolegi. Patrzył na niego jak gepard na żółwia, z którym ma rywalizować w sprincie:

    – Wejść? Tam?! – zapytał go z ironią. – Chyba sam nie wierzysz w to, co mówisz?

    Nagle zaskakująco troskliwym gestem chwycił go pod rękę, czule pogłaskał po ramieniu i szepnął tak cicho, że bez trudu usłyszeliśmy:

    – Stary, weź solidny rozbieg, a jakaś ściana się znajdzie! Na pewno!

    Szatyn bez słowa spojrzał na niego zdziwiony i zniesmaczony usłyszaną sugestią.  

    – Naprawdę! Znajdzie się! – potwierdził blondyn, przykładając dłoń do serca. Bez cienia uśmiechu pokiwał głową.

    – Nie o to mi chodzi – mruknął krytykowany szatyn.

    – Wyjaśnię ci prościej – zirytowany blondyn westchnął głęboko. – Jeżeli spróbujesz tam wejść, podkreślam słowo: spróbujesz, to najpierw daj mi kluczyki i wracaj metrem do domciu. Kiedy wysiądziesz, nie jedź dalej tramwajem. Przejdź się. Te parę kilometrów spaceru na pewno dobrze ci zrobi. Będziesz miał czas na przemyślenia. Może nawet rozum ci wróci? Ja znajdę przygodę na dzisiejszą noc, a ty już nigdy tutaj nie wejdziesz. Chyba, że zatrudnisz się do sprzątania. Ja, dzięki twojej głupocie, też będę miał wstrzymane wejścia. Na szczęście, tylko na jakiś czas.  

    – Sądzisz, że mnie wyrzucą?  

    – Nieee! A skąd! – blondyn wzruszył ramionami i pokręcił głową. – Sam ciebie wywalę! – warknął, wychylając się w jego stronę. – A! Jeszcze jedno! Ja ciebie wprowadziłem, więc poniosę konsekwencje twojej głupoty. No, ale są jakieś granice. Umówmy się więc: Jeżeli spróbujesz tam wejść, do mnie więcej nie dzwoń i zapomnij, że jeszcze kiedykolwiek odezwę się do ciebie po…

    – No, co ty? Do brata? Chyba żartujesz? – szatyn był rozbawiony.

    – Nie przerywaj starszemu! Nie żartuję. Jeszcze powiem matce, żeby sprawdziła DNA. Ja płacę! Bo najwyraźniej musieli ciebie podmienić w szpitalu – głęboko westchnął i stuknął go palcem wskazującym. – Na twoim przykładzie widać, jak człowiek cierpi przez marną służbę zdrowia – odwrócił się i poszedł do swojego stolika. Brat ruszył za nim.

    *

    – No, dziewczyno. Dzisiaj jesteśmy twoimi właścicielami – stwierdza Edward. Uśmiecha się. – Znasz zasady? – pyta.

    – Tak – potwierdzam też skinieniem głowy.

    – Idziemy! – Delikatnie, ale stanowczo chwycił mnie za kark i wyprowadził z sali. Cały czas życzliwie uśmiechał się do mnie, ale ja drżałam. Byłam podniecona niepewnością. CO ze mną zrobią? Jak mnie potraktują? Czy wytrzymam? ILE osób będzie na spotkaniu? Bałam się! Bałam, ale właśnie ta słodka, dręcząca niepewność skłaniała mnie do powrotów do klubu.

    Edward pokiwał komuś na pożegnanie. Ktoś z siedzących i obserwujących tańczącą parę, pożegnał ich uśmiechem i uniesionym kieliszkiem. Jego żona trzymała mnie za rękę. Facet był już podniecony.

    – Jeżeli chcecie, to zapraszamy, ale teraz – rzuca do kogoś w bok.

    Nie wiem, do kogo mówił. Nie mogę odwrócić się. I nie wiem, czy zapraszani skorzystali z oferty.

    *

    Wsiadamy do ich auta. Z przodu siada jeszcze jakiś mężczyzna. Wita mnie kiwnięciem głową i ruszamy. Siedzę z tyłu razem z Barbarą. Kobieta zakłada mi obrożę. Jeszcze zdążam i chowam moją ozdobę do torebki. Trochę przestraszyłam się, ale już wszystko w porządku. Nadal jestem zdenerwowana i podniecona. Barbara dopina smycz.

    – Cholera! To łańcuch-smycz dla psa! – uświadomienie tego, deprymuje mnie. – Jeżeli mi tym przyłożą, to zostaną siniaki.

    Barbara obejmuje mnie lewym ramieniem, a na dłoń zawija smycz. Prawą dłonią sięga do bluzki i rozpina dwa guziki i chwyta pierś. Maca ją, masuje, głaszcze sutek, paznokciem drażni i w końcu stawia brodawkę. Edward patrzy w lusterko i uśmiecha się z zadowoleniem. Dłonie trzymam na kolanach. Wysuwam prawą dłoń i chcę pogłaskać Panią po udzie. Przesuwam ją w kierunku krocza. Szybko obrywam dwa ciosy. Pani palcami ściska brodawkę jak w imadle, a lewą dłonią, owiniętą łańcuchem, bije mnie w policzek.

    – Och…! – zaskoczona, nie potrafię zdobyć się na więcej. Policzek bardzo boli. Jestem oszołomiona jej brutalnością. Dłonie kładę na kolanach.

    – Kto ci pozwolił, dziewczyno? – pyta groźnym tonem.

    – Przepraszam – mój głos ledwie słychać.

    Prawa dłoń Pani zsuwa się do mojego krocza. Pokonuje spódniczkę i zmierza do cipki.

    Z całych sił zapieram się stopami i lekko unoszę, wciskając plecy w oparcie. Staram się utrzymać dłonie na kolanach. Z bólu pocą się. Dłoń Pani już dawno dotknęła mojej cipki, a teraz trzyma w dwóch palcach łechtaczkę i miażdży ją! Dosłownie! MIAŻDŻY!!

    – Panowie! Mamy fajny egzemplarz! Przyszła bez stanika i bez stringów! O! Już jest mokra! – z uśmiechem informuje ich i odwraca twarz do mnie: – Lubisz takie kary, słodziutka?

    – Taak, Pa-ni – słowa wypowiadam z wysiłkiem, opuszczając głowę, bo ból nie maleje. Teraz głową rzucam na boki: – Paa-ni! Prooo-szę!

    – Zostaw ją, bo potem nic już nie poczuje i nie będzie zabawy – prosi rozbawiony Edward.  

    Po chwili zastanowienia, z grymasem niezadowolenia na twarzy, Pani uwalnia łechtaczkę. Puszczenie łechtaczki to kolejny impuls bólu. Zaciskając usta, długo rucha mnie dwoma palcami i z satysfakcją obserwuje, jak przeżywam tę pieszczotę. W końcu wyjmuje palce i wpycha mi do ust.

    – Umyj! – rozbawiona wydaje polecenie i wzmacnia szarpnięciem obroży.

    Gorliwie spełniam polecenie. Wiem, że nadal jestem mokra. Zatrzymujemy się na czerwonym świetle.

    Pan Barbara majstruje przy spódnicy tylko prawą ręką. W końcu przestaje mnie obejmować i pomaga sobie lewą ręką. Ponieważ odkręciła z dłoni krótki odcinek smyczy, siedzę zgięta w pół, z głową przy jej udzie.

    – Pomóż, suko! – stęka zniecierpliwiona.

    Ostrożnie sięgam ręką, podwijam spódnicę i pomagam Pani zdjąć delikatne, koronkowe, czarne majteczki. Samochód rusza. Odkłada majtki na bok, ze złością patrzy na mnie i jej prawa dłoń zwija się w pięść. Zamierza się na mnie, a ja czuję, jak w oczekiwaniu na cios, wycieka ze mnie śluz. W końcu Pani jedynie chwyta mnie za włosy i wciska głowę między swoje nogi. Prawie klęczę na podłodze, przechylona przez jej udo. Cieniutka strużka spływa po wewnętrznej stronie mojego uda i zatrzymuje się na pończosze.

    – Pokaż, że potrafisz dogodzić!  

    Staram się pieścić Panią najlepiej jak potrafię. Wpycham język do pochwy. Pani mruczy zadowolona. Głaszcze mnie po włosach, szarpie obrożę. Drugą dłonią sięga do piersi.

    *

    Dojeżdżamy do ich domu. Otwiera się brama. Auto wjeżdża na teren posesji. Wysiadamy. Pan Edward prowadzi mnie na smyczy. Pani Barbara idzie i otwiera drzwi willi. Za ich samochodem zatrzymuje się inne auto. Brama zamyka się.

    – Zapraszamy, zapraszamy! – słyszę radosny głos gospodyni.

    Z mercedesa za nami wysiada dwóch mężczyzn i trzy kobiety. Nikt nie hałasuje, ale wszyscy są podekscytowani. Każdy uważnie mi się przygląda. Jakbym stała na wystawie.

    – Jestem atrakcją wieczoru – cieszę się. – Aż cztery pary będą się mną bawić! – Z podniecenia czuję gęstą, słodką ślinę w ustach. W cipce chlupie mi.

    *

    Dokończenie nastąpi.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Nareszcie, 1.

    Część 1/3.  

    Zaskoczył mnie. Po cichu podszedł od tyłu i chwycił za piersi. Byłam bezradna. Nie chciałam wylać napoju, ani upuścić szklanki. Zanim postawiłam je na stoliku, szarpnięciem ściągnął mi majtki do kolan. Brutalnym ruchem przykrył łechtaczkę i zaczął ją mocno masować. Jęczałam, ale bardziej z bólu niż z przyjemności. Zbyt mocno ściskał pierś. Zbyt mocno szarpał łechtaczkę. Był brutalny. Zbyt brutalny. Jak na początek. Opierałam się dłońmi o stolik. Majstrował za moimi plecami i w końcu spróbował wepchnąć penisa do pochwy. A to miało być zwykłe, towarzyskie spotkanie.

    – Och! Nieee! – penis był twardy, ale suchy. Bolało mnie takie wciskanie.

    – Spokój!

    Mężczyzna tkwił we mnie i rękoma chwycił moją czerwoną sukienkę. Jedną przytrzymał górę, a drugą płynnie rozpiął zamek.

    – Ręce!

    Potulnie podniosłam ręce. Niecierpliwymi ruchami ścignął sukienkę i odrzucił na bok. Rozpiął stanik i rzucił na sukienkę. Stałam w samych białych pończochach i czerwonych szpilkach. Pchnął twardego penisa, a ten dość swobodnie wsunął się do pochwy. Byłam mokra. Tak działała na mnie przemoc. Jedni potrafili sprawić mi tym przyjemność, inni – już nie.

    – Ściągaj majtki – polecił nerwowym szeptem.

    Pochyliłam się, zsunęłam je, a on wbił penisa aż po jądra. Zdążyłam oprzeć się dłonią o stolik. Wycofał i jeszcze raz walnął! Największą przyjemność sprawiało mu obserwowanie mojej uległości i bezradności. Teraz wyprostował mnie, przytrzymał i czekam aż zdejmę majtki. Założyłam ładne: białe, koronkowe, z dobrego materiału. Bardzo mi się podobały. Wyrwał mi je z ręki, kiedy chciałam rzucić na fotel.

    – Weź piersi w dłonie.

    Spełniłam polecenie.

    – A teraz masuj je! Pochwal się nimi. Jakbyś chciała komuś je zaoferować.

    Zaczęłam pieścić piersi. Głaskać sutki, brodawki. Poruszałam pupą, czując jego twardy członek wbijający się głęboko we mnie. Mężczyzna charczał. Wiedziałam, że jak tylko opadnie z sił, stosunek będzie mniej agresywny. Wtedy zacznie sprawiać mi ból. Na myśl o tym poczułam jak śluz wypełnia moją pochwę. Spuściłam się! Miałam wyobraźnię.

    Z uśmiechem na ustach przeżywałam rozkosz. Oblizałam uśmiechnięte wargi. I wtedy poczułam jego palce. Jedną dłonią trzymał mnie za włosy, drugą wciskał majtki w usta! Zaczęłam bać się. Moje brodawki sterczały. Dotyk, szept, muskanie, głaskanie, lizanie, kąsanie podniecały mnie. Jak każdą kobietę. Ale strach, ból, groźba, nawet seksualna niepewność, obawa, dotycząca nawet najbliższych minut, powodowały potężne podniecenie prowadzące do finalnej rozkoszy. Co jeszcze zrobi ze mną? Ze strachu prawie drobiłam w miejscu. Sięgnął po taśmę, która leżała na półce. Mój błąd. Zakleił mi usta. Oderwał taśmę. Wyrywałam się, ale poradził sobie, przyciskając mnie kolanem. Wtedy taśmą związał mi ręce na plecach. Rzucił na tapczan.

    – Leż, suko! – syknął gniewnie, kiedy próbowałam podnieść się, a przynajmniej przetoczyć na plecy. Znieruchomiałam, kiedy uderzył mnie w pośladek otwartą dłonią. Chwilę zaczekałam i nieznacznie poruszyłam się. Uderzył dwukrotnie! Ależ zabolało! Czyli obserwował mnie i czekał nawet na drobny ruch. Już nie ruszałam się. Słyszałam jak podszedł do szafy i otwierał kolejne drzwi, potem szuflady.

    – Nareszcie! – usłyszałam radosny ton w jego głosie.

    – Cholera, znalazł! – znalazł moją szufladę z gadżetami do seksu.

    *

    Był bardzo brutalny. Najpierw dusił mnie, a potem położył mnie na plecach i usiadł na moich piersiach! Kajdankami skuł mi prawą nogę i rękę. Byłam zbyt oszołomiona, żeby zaprotestować. Dlatego, kiedy jeszcze byłam w stanie bronić się lewą ręką i nogą, robiłam to niezbornie. Wiedziałam, że przegram. Zaskoczył mnie, poduszką przykrywając twarz. Kiedy traciłam oddech, drugą parę kajdanek założył mi na nogę. Kiedy puścił poduszkę i łapczywie ‘chwytałam’ powietrze, skuł mi lewy nadgarstek z nogą.

    Leżałam rozkraczona z rękoma i nogami w górze. Po pewnym czasie zaczynałam słabnąć, więc nogi i ręce zaczynały rozsuwać się na boki. Stał nade mną z komórką, uśmiechał się i robił zdjęcia. Widział, jak walczę z bólem i jego uśmiech stawał się coraz szerszy. Korek, znaleziony w szufladzie wepchnął mi w odbyt i zakleił. Zrobił kilka zdjęć. Mogłam tylko szarpać głową, żeby zdjęcia nie były wyraźne. Ale szybko przestałam. Użył mocnego argumentu: 

    – Leż spokojnie, bo nie puszczę cię do łazienki i zlejesz się w tapczan. Chyba tego nie chcesz? I nie zamykaj oczu.  

    Potem położył mnie na boku.

    – Tak wygodniej, prawda? – uśmiechnął się ze zrozumieniem. 

    Pokiwałam gorliwie głową. Ból nóg był niesamowity! Naprawdę byłam mu wdzięczna, że trochę mi go oszczędził. Teraz poczułam jak mocno pracowały ramiona!

    – Chcesz mi się odwdzięczyć?

    Mniej gorliwie, ale też pokiwałam głową.

    – Hm, a może chcesz, żebym ci wyjął majtki z ust?

    – Tak! – krzyknęłam, ale z ust wydobył się tylko bełkot, więc energicznie znowu pokiwałam głową.

    Głośno roześmiał się.

    – Tylko co ja z tego będę miał? W końcu sprawiam ci tyle miłych niespodzianek… – popatrzył na mnie uważnie. – OK, wyjmę, ale ty będziesz posłuszna i wykonasz każde polecenie. W przeciwnym razie zmuszę cię, żebyś wysikała się na tapczan.

    Pokiwałam głową na znak, że aprobuję warunki. To byłby dramat, bo wynajmowałam ten pokój i jak wytłumaczyłabym właścicielce smród tapczanu? Spiłam się i zsikałam na tapczan? Super reklama! Sama nie chciałabym przedłużyć wynajmu takiemu indywiduum. Oczywiście, jeszcze musiałabym odkupić tapczan.

    Skinął głową, włączył wibrator i wepchnął mi do pochwy. Och! Ależ to było walnięcie! Jakby piorun rozkoszy przeszył ciało! Zadrżałam, wygięłam się, wypinając brzuch i zawyłam przeciągle. Potem nadal leżałam na boku i uspokajałam się. Kiedy doszłam do siebie, zmniejszył obroty i zakleił wibrator taśmą. Nie był duży, więc cały wszedł do pochwy.

    Wyjął majtki z ust i rzucił na dywan. Mogłam swobodnie oddychać! Co za ulga! Co za radość! Uśmiechnęłam się do niego.

    Bawił się moim ciałem. Skute nogi z rękoma znacznie ułatwiały mu zabawę. Drugi, włączony wibrator docisnął do korka wetkniętego do odbytu. Znowu podniecenie rosło. 

    *

    – No, dobrze! – szef kiwa głową. – Załatwię ci ‘wejściówkę’ do tego klubu – rozpina mi kajdanki na jednej ręce i rzuca kluczyki. Na drugiej muszę już rozpiąć sama.

    Prawie podskoczyłam z radości.

    – Tylko pamiętaj. Tam obowiązuje jedna naczelna zasada, którą można streścić w dwóch słowach: absolutna dyskrecja! Jeżeli kiedykolwiek o niej zapomnisz, nigdy więcej nie wejdziesz do tego klubu. Nawet nie próbuj. Na mnie i na pracę wtedy też nie licz. Nigdy nie będziesz członkiem klubu, więc nie będziesz mogła korzystać z całej oferty klubu. Ale o szczegółach porozmawiamy na miejscu.

    Kiwam głową. Nareszcie szef spełni obietnicę. Nareszcie! Niech dzisiejszy seks potraktuje jako wyraz wdzięczności za kartę do klubu. Zresztą, zawsze lubiłam seks z nim. Wiedział, czego oczekuję, a ja mogłam liczyć na premie. Ale dla mnie był zbyt rzadko osiągalny, a spotkania u mnie wiązały się jednak z koniecznością zachowania jako takiej ciszy. Obojgu nam to nie odpowiadało. Dzisiaj wpadł, bo chciał przekazać mi jakąś informację i tak się złożyło, że moi współlokatorzy byli nieobecni.

    – Chodź! Jeszcze wyrucham ciebie przed wyjściem – wyciąga po mnie rękę.

    Szybko podchodzę. Rozstawia nogi:

    – Zacznij od pieszczot.

    Klękam i zaczynam mu obciągać. Bawi się moimi włosami.

    *

    Po agresywnym seksie zostawia mnie leżącą na tapczanie. Nie mam siły wstać. Leżę nieruchomo. Sperma ścieka mi po policzku. Włosy, w które wytarł członek po wytrysku, lepią się do ramienia. Bolą mnie usta. Bolą mnie pośladki. Na pewno są czerwone od tylu razów. Wyruchał mnie w obie dziurki. Prosiłam, żeby był łagodniejszy w pupie. Zerżnął mnie jakbym zrobiła mu jakąś krzywdę. Zerżnął mnie tak brutalnie, że momentami nie wiedziałam, czy jest w pochwie, czy w odbycie? Stuknęły drzwi do mieszkania. Wyszedł. W końcu trzeba podnieść się i zamknąć drzwi. Nie miałam siły, żeby już wstać. Leżałam i nadal nie otwierałam oczu. Brutal! Brutal…

    *

    Mam na imię Monika, dla znajomych: Monia. Skończyłam 26 lat, pracuję w dużym biurze w stolicy. Wraz z koleżanką z pracy i z jej kolegą z miasta, z którego przyjechała, wynajmujemy trzypokojowe mieszkanie w blokowisku daleko od centrum. Każdy ma swój pokój i swoje życie. Widujemy się w kuchni, czasem częściej z kochankami naszego sąsiada niż z nim samym. Czasami wspólnie coś ugotujemy, ale każdy ma swoje sprawy. I jakoś tak egzystujemy. Bezkonfliktowo.

    Jest piątek, godzina 20. Nareszcie! Już nie mogłam doczekać się piątkowego wieczoru! Czas na zabawę! Czas na mocne odreagowanie stresu! Po tygodniu pracy, coś mi się należy od życia.

    Wkraczam do znanego, ekskluzywnego i elitarnego klubu. Ubrałam się odpowiednio. Czarna ażurowa bluzeczka bez stanika i bez pleców, czerwona obcisła elastyczna spódniczka, opinająca moje uda, czarne pończochy i czerwone szpilki. Na szyję założyłam delikatną obrożę. Wygląda jak tatuaż. Wtajemniczonym ta ozdoba mówi wszystko. Do tego czerwona kopertówka, do której schowałam jedwabny szalik. Jadąc autobusem i metrem, nie chciałam, żeby jakiś maruder przykleił się do mnie, bo zobaczył gołe sutki pod bluzeczką, albo gołe plecy. Nie mam z tym problemu, ale też nie mam ochoty na zaczepki przypadkowego podróżnego, czy nawiedzonego „mohera”.

    Jestem sama, młoda, dobrze ubrana. Tutaj już znają mnie. Klub to chyba stara hala produkcyjna. Odrestaurowana i przerobiona. Część hali została podzielona na kilka mniejszych sal, ale tam jeszcze nie byłam i sama nie mogę do nich wejść. I do niektórych nie wejdę. Jest jedna, gdzie mogę wejść sama, ale tam z kolei ja nie chcę. To pomieszczenie, w którym uprawia się seks i wolno wejść wyłącznie nago. Brakuje jedynie napisu: Tylko dla swingersów! Jedyna reguła: hetero może odmówić homo. Sala z przyćmionymi światłami, wyłożona miękkimi materacami, ma duże lustra, które z zewnątrz są przezroczyste. W głównej sali i tak jest słabsze oświetlenie. Wszyscy siedzący mają dobry widok na to, co się dzieje w środku. Pomieszczenie cieszy się stałym zainteresowaniem. I to nie tylko wśród ekshibicjonistów. Chyba nigdy nie stoi puste. Nie pamiętam takiej sytuacji.  

    *

    W klubie panuje spory tłok, ale to naturalne. Za to przed wejściem nigdy nie ma kolejki. Wejść można tylko za poręczeniem klubowicza. Właśnie tak się tutaj dostałam. Jednak nie jestem członkinią klubu i nigdy nią nie zostanę. Powód? Stary jak świat: pieniądze! Dlatego też sama nie mogę nikogo wprowadzić. Ceny bardzo ‘europejskie’, więc skończę na jednym drinku. Ceny nie są na moją kieszeń i jeżeli nic się nie wydarzy…, poszukam normalnego lokalu.

    Ciemne ściany potęgują wrażenie intymności i niezwykłości tego miejsca. Niskie fotele, chrom i skóra, ławy ze szkła zamiast tradycyjnych stolików. Światła błyskające pod sufitem. Miękkie wykładziny tłumią stukot szpilek. Muzyka delikatnie narzuca klimat spotkania. Rzadko kto tutaj tańczy. Więcej dzieje się w mniejszych pomieszczeniach, traktowanych jako studia albo gabinety. Ludzie w moim wieku nie są tu rzadkością, ale dobierani są według jednego z trzech kryteriów: zamożni, celebryci i sławni. Sławni to wiadomo: modelki, wszelkiej maści artyści, nawet znani tylko z reklam, sportowcy. Celebryci to ‘głośni’, czasami dosłownie, hałaśliwi bezrobotni. Słyną z tego, że są znani. Część z nich chce tutaj bywać. A to kosztuje. Młodych zamożnych jest tu mało, ale są. Za to zamożnych rodziców znacznie więcej. I nie wstydzą się swoich seksualnych potrzeb. Ci są najbardziej wymagający, perwersyjni i odważni. I cierpliwi w oczekiwaniu na upatrzoną zdobycz. Jak również zdecydowanie najlepsi, jeżeli chodzi o udział we wszelkich seks-zabawach.

    Że starsi już nie spełniają wszystkich warunków? Fakt, potencja to jeden z warunków dobrej zabawy, ale na pewno nie jedyny i niekoniecznie najważniejszy. Wytłumacz to parze bawiących się dziewcząt! Właśnie dwie nagie, namiętne kobietki tulą się w pokoju z lustrami. Blondynka z szatynką. Jedna została w pończochach. Szatynka ma znacznie ciemniejszą karnację. I piękne, długie, falujące włosy. Fajne ciałka… Podobnie jest z długością penisa. Im dłuższy i tak dalej… Wiem, że większość mężczyzn tak uważa. Ich problem.

    Trudno jest mi oderwać wzrok od tej pary, chociaż gdzieś dalej jakaś starsza, zadbana babka przy kości, na pewno po pięćdziesiątce, obsługuje swoimi dziurkami dwóch mężczyzn. Zmęczona próbuje wydostać się spomiędzy mężczyzn. Nie pozwalają. Jakaś młoda blondynka o kocich ruchach przyklęka przy tym trójkącie. Głaszcze mężczyznę po plecach, kiedy wbija się w odbyt starszej babki. Jednocześnie próbuje lizać jej pierś. Mężczyzna w rewanżu wychyla się i… E tam, te dwie dziewczyny są znacznie bardziej kreatywne. Właśnie weszła jakaś parka trzydziestolatków. Facet tuż przy drzwiach wsadził penisa w dziewczynę i oboje padli na materac. Dziewczyna jeszcze przez moment uśmiechała się, ale solidnie ruchanie zamknęło jej oczy i wymusiło jęki. Tak się domyślam z wyrazu twarzy, bo tutaj nie dobiegają żadne dźwięki.

    Prawie wszyscy siedzą przy stolikach i oglądają występy na podiach albo rozmawiają. Kilkanaście osób tańczy na parkiecie. Reprezentowane są wszystkie grupy wiekowe. Tylko nieliczni interesują się seksem w pokoju z lustrami. Nic dziwnego, skoro można oglądać to przy każdej wizycie, a każdy szuka “czegoś” dla siebie. A na podiach są ci, których można wylicytować… To ważniejsze niż naturalistyczny, seksualny teatrzyk. Nad wszystkim góruje muzyka. Przed każdym stoi jakiś alkohol. Fakt, mineralnej tutaj nie dostanę. Chyba, że jako dodatek do drinka. Na sok z marchewki tutaj nikt nie przyjdzie. Oczywiście, mówiąc „marchewka”, nie mam na myśli tej rudowłosej tancerki. Bo z niej na pewno ktoś dzisiaj wyciśnie sok. I to pewnie niejeden raz. 

    *

    Właśnie na podium, za prętami klatki, tańczy półnaga, rudowłosa dziewczyna. Włosy zaczesane na plecy, prawie przykrywają je. Z czasem ubywa kolejnych części jej garderoby. Wszystkie w odcieniu limonki. I jaskrawozielone szpileczki bez palców. Czerwone paznokcie u stóp. Dwa punktowe światła z góry i z dołu oświetlają tylko tancerkę. Kolorystyka ścian i materiał, który je pokrywa pochłaniają odbicia. Momentami wygląda prawie tak, jakby była umieszczona w akwarium. Gra tych świateł na ciele dziewczyny to dodatkowe wrażenia dla widzów. Chyba licytowano jej wypożyczenie. Chyba, bo jeszcze nie orientowałam się we wszystkich tutejszych zwyczajach. Wiedziałam, że każdy kto przy wejściu prosi o specjalną jasną kokardę do przypięcia na stroju, sygnalizuje jedynie bierne uczestnictwo. Działa skuteczniej niż paralizator. Nigdy jej nie potrzebowałam. I rzadko widywałam u obecnych w klubie.

    Na drugim, wyżej sytuowanym podium, w innej części obszernej, głównej sali tańczyła para. Biały mężczyzna z Mulatką. Świetna dziewczyna! Szczupła, spore, rozjaśnione afro, duże piersi. Pastelowy, pomarańczowy strój, który niewiele zasłania i podkreśla jej karnację. Błyszczące, pomarańczowe szpilki podkreślają smukłość jej długich nóg. I te ruchy… Podniecam się samym widokiem. Oni też powoli pozbywają się swoich ubrań.

    *

    Przy stoliku siedzieli Barbara i Edward. Tak przedstawili się, kiedy facet w garniturze z tabliczką z wypisanym imieniem Artur, przypiętą w miejscu na poszetkę, podprowadził mnie do nich. Dobrze ubrani, czuli się tutaj swobodnie. Mieli też znajomych. Pozdrawiali się skinieniem głowy, czasami machnięciem ręki. Oboje około 50., z nadwagą. Ona, tleniona blondynka, on szpakowaty, dość mocno owłosiony i łysy. Sympatyczni, uśmiechnięci. Ona bardziej energiczna niż mąż. On dobroduszny, od razu wzbudzający zaufanie. Podniósł dłoń z zegarkiem. Do paska miał przypiętą miniaturową obrożę. Zadrżałam. Ot, niby taki mały breloczek, ale mnie z podniecenia zrobiło się słodko w ustach. Ten breloczek sygnalizował bowiem ich preferencje seksualne.

    – Cześć! – minęła nas znana modelka, nachyliła się i pocałowała Edwarda w usta.

    – Cześć! Kiedy nas znowu odwiedzisz? – zapytał. – Miło byłoby powtórzyć takie spotkanie.

    Barbara, siedząca w następnym fotelu, uśmiechnęła się. Modelka przechyliła się i pogłaskała ją po biuście. Usta ułożyła w ciup. Barbara na pewno widziała jej całe piersi w dużym dekolcie sukienki. Dziewczyna nie nosiła stanika.

    – Może za tydzień? Albo bądźcie tutaj w ciągu tygodnia. Będziecie coś dla mnie mieć? – modelka, oddalając się, pokiwała im wolną dłonią. Drugą trzymała jakąś zadbaną, starszą babkę, chyba po sześćdziesiątce z efektowną fryzurą. Nosiła białe, krótkie włosy i długą grzywkę zaczesywaną na bok. Fryzura zwracała uwagę innych, ale też odejmowała jej lat. Uśmiechały się do siebie. Za nimi szedł szpakowaty mężczyzna, jej rówieśnik, w ciemnym garniturze, błękitnej koszuli i bordowej apaszce w delikatne granatowe groszki. Trzymał rękę w kieszeni, przyglądał się obu kobietom. Gestem i uśmiechem przywitał się z moją parą znajomych.  

    – Będziemy! – obiecał Edward, kiwając głową i wskazał na mnie.

    Odchodząc, szybko zmierzyła mnie wzrokiem.

    – Fajna! Może być! – posłała nam buziaka.

    – Będziemy w środę wieczorem, pa! – zawołała Barbara.

    Z przebiegu krótkiej rozmowy domyślam się, że i ja powinnam pojawić się w środę.

    *

    – Cześć! No, siadaj dziewczyno – zapraszającym gestem, Edward wskazuje wolny fotel. – Przyglądaliśmy się tobie. Masz ochotę odwiedzić nas? Interesujesz się BDSM? – pytając, podnosi rękę i widzę breloczek w kształcie obroży z kolcami.

    – Tak, proszę Pana. Jestem zainteresowana.

    – Świetnie. Żebyś poczuła się spełniona zabawą z nami, odwieziemy ciebie, dokąd zechcesz w Warszawie. I oferujemy pewną kwotę za tę zabawę – patrzy na mnie i wymienia ją. Aprobująco kiwam głową. Zaaferowana sytuacją nawet jej nie zapamiętałam. W tej chwili nie była najważniejsza.

    – Uczestniczyłaś już w zabawach BDSM?

    – Tak, mam pewne doświadczenie – wymieniam parę haseł. – Praktykuję od kilku lat.

    Z aprobatą i zadowoleniem kiwają głowami.

    – Malujesz sutki? – pyta Barbara.

    – Nie.

    – O, to masz spore! A pytam, bo niektóre dziewczyny w ten sposób starają się poprawić swoją urodę – wyjaśnia i świdruje mnie wzrokiem.

    Basia przysuwa się i wychyla ze swojego fotela. Robię to samo. Nasze głowy spotykają nad ławą.

    – Jeżeli nie masz nic przeciwko, to już możemy jechać do nas – mówiąc to, mocno całuje mnie w usta. Uśmiecham się, kiwam głową i sięgam po torebkę. Basia chwyta swoją i wzrokiem podnosi męża. 

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick