Author: admin

  • Niki i sex z wlascicielem mieszkania

    Gdy mieszkałyśmy już dłuższy czas, a seks z Markiem stał się nieodłączną częścią naszego życia, zapragnęłam spróbować czegoś nowego i dlatego pewnego razu, już po seksie, zapytałam Marka czy nie chciałby spróbować seksu analnego. Zwierzyłam się Anicie z mojego pomysłu, ona próbowała, ale nie podobało jej się, więc nie chciała już tego, ale radziła mi samej się dowiedzieć.

    Marek się zgodził i strasznie napalił. Przyszedł wieczorem jak zwykle, wyglądał inaczej, wiedział co za chwilę się stanie. Widać było, że bardzo mu się podoba ten pomysł, robił to wcześniej, ale nie chciał nas zmuszać, a ja chciałam zobaczyć czy mi się spodoba. Umówiliśmy się, że następnym razem pokaże mi jak to się robi. Ja również nie próżnowałam, obejrzałam dziesiątki filmów z seksem analnym i byłam gotowa na pierwszą próbę.

    Mój właściciel powiedział, że przyniósł żel, który nam lekko pomoże, żebym się niczym nie martwiła i oddała w jego ręce. Jak powiedział tak zrobił, lizał moją cipkę z taką zawziętością, jakby od tego zależało jego życie. Wkładał głęboko palce i doprowadzał mnie to szału, wtedy zszedł trochę niżej i zaczął lizać mój anus, jak już był cały mokry, poślinił palec i powoli wszedł nim do środka sprawdzając moją reakcję. Nie było źle, było wręcz dobrze, poprosiłam aby spróbował dwa palce. To było niesamowite, nie wiedziałam, że to może sprawiać przyjemność, było mi dobrze. Następnie wstał i nałożył sobie porządną ilość żelu, wysmarował się i wszedł we mnie powoli, bardzo delikatnie, wiedział, że to mój pierwszy raz. Czułam się jak dziewica, a on czul powagę tej chwili, czuł, że to przełomowy krok w mojej seksualności i że chciałam przeżyć go z nim. Kiedy już był w środku zaczął się poruszać coraz szybciej, widać było że bardzo mu się podoba i mi się podobało, o tak podobało mi się bardzo i chciałam jeszcze, ale Markowi podobało się aż za bardzo i doszedł chwilę potem. Potem położył się obok i tak chwilę leżeliśmy. Była to dla mnie nowość, bo zawsze się ubierał i wychodził od razu, ale teraz czuł, że musi zostać, że musi ze mną to omówić, że musi mnie wysłuchać i tak było. Powiedział mi jak dobrze mu była, jaka była wspaniała i że z chęcią to powtórzy jeżeli tylko będę miała na to ochotę. A ja miałam, chciałam więcej, dłużej i głębiej. Chciałam doznawać nowych rzeczy, uczyć się i wykorzystywać je z nowymi partnerami. Chciałam być wykorzystywana i sama chciałam wykorzystywać, a przy tym dobrze się bawić i dobrze zarabiać, bo na tamten moment to było dla mnie najważniejsze.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Viola May

    violamay.pl autorka erotycznych opowiadań

  • Rekompensata, 2.

    Część 2.

    Długo rozpamiętywałam to spotkanie. Henryk odwiózł mnie prawie pod blok. Potem szybko pożegnał się i ruszył. Hm, tyle rozmawialiśmy w kawiarni i na spacerze, a ja nawet nie zapytałam go, czy jest żonaty. Zresztą, on też nie pytał o mój stan cywilny. Umówiliśmy się, że w poniedziałki i czwartki może o godzinie 18. zaglądać do kawiarni. Jeżeli będę, to znaczy, że czekam na spotkanie i mam czas. Nawet, gdybym siedziała z jakąś koleżanką. Uśmiechnął się nieznacznie, pokiwał głową i dał mi swój numer telefonu. Prosił, ale nie zgodziłam się podać mu swojego numeru. Kiedy spojrzał na mnie ze zdziwieniem, zapewniłam, że jeszcze spotkamy się. Chyba go nie przekonałam.

    *

    – Cześć, gdzie jesteś?

    – Cześć. Nooo, w pracy. Miło, że dzwonisz… A, ten, hm… Stało się coś?

    – Być może – uśmiechnęłam się. – Masz ochotę na spotkanie?

    Chwila milczenia. Chyba przeszedł w inne miejsce.

    – Tak, proszę pani. Zgadza się, wszystko zgodnie z ustaleniami. 

    Byłam zaskoczona. Mówił innym, oficjalnym tonem. I chyba nie do mnie. Czekałam.

    – Oczywiście, bez zgody zleceniodawcy niczego nie zmienię. Dobrze, mogę podjechać i pokazać kosztorys. I plany. A może pani zechce przyjechać do nas? Pracujemy do godziny 16. (…) No, dobrze. W takim razie będę dzisiaj. (…). To proszę teraz podać, o której miałbym przyjechać?

    W porę zorientowałam się, że to pytanie było skierowane do mnie.

    – Bądź tak, jak poprzednio: o 18. Zaczekam przed kawiarnią. Na skwerze będę siedziała na ławeczce.

    Zadzwoniłam kwadrans przed 18. i dowiedziałam się, że właśnie parkuje.

    – Gdzie stoisz? 

    Podał nazwę ulicy.

    – Dobrze, zaczekaj, zaraz podejdę – rozłączyłam się.

    Podeszłam, przywitaliśmy się krótkim „cześć”, wsiadłam i odjechaliśmy. W trakcie jazdy doszliśmy do wniosku, że spotykanie się w centrum miasta nie jest najlepszym pomysłem.

    – Przepraszam, ale w biurze akurat pojawiła się żona, więc musiałem jakoś wybrnąć. Skoro zadzwoniłaś, to przypuszczałem, że dzisiaj chcesz się spotkać – wyjaśnił.

    Uzgodniliśmy, że będę podjeżdżała w kierunku centrum trzy przystanki i tam, na parkingu biurowca, będę wsiadała do jego samochodu.

    *

    Dojechaliśmy do ‘naszego’ lasu i tą samą trasą poszliśmy na spacer. Heniek zabrał małą torbę. Pogoda nadal była upalna, więc sama zaproponowałam, żebyśmy poszli w kierunku jeziora. Byłam w klapkach na szpilce, ale zdjęłam. Już wcześniej tak chciałam zrobić. Szliśmy w wodzie po kostki.

    – Co, może tym razem dasz się namówić na kąpiel? Nie będziesz się bać? – uśmiechał się, a jego głos brzmiał nieco przekornie.

    Rozejrzałam się. Nikogo nie dostrzegłam. Nic dziwnego, dookoła nie było żadnych domów. Te zaczynały się znacznie dalej. Małe osiedle, które dynamicznie rozrastało się. Z dobrym dojazdem do miasta. Zamożni mieszczanie przenosili się „na przedmieścia”.

    – Dobrze! Mogę się wykąpać – zdecydowałam się.

    Uśmiechnął się, wskazał na pobliskie drzewa. Podeszliśmy tam i szybko rozebraliśmy się. Heniek patrzył na mnie. Nie wstydziłam się, ale czułam jakoś nieswojo, kiedy taksował moje kształty. Pobiegłam nago do wody. Ruszył tuż za mną. Kiedy woda sięgnęła bioder, zanurzyłam się. Heniek również. Zanurkował, wynurzył się kilka metrów dalej i popłynął dynamicznym kraulem. Silnie wyrzucał ramiona do przodu aż w końcu odwrócił się na plecy, parsknął i unosił się na wodzie, z uśmiechem patrząc w moim kierunku.

    – I co? Przyjemnie, prawda?

    Pluskałam się. Woda była chłodna, wiaterek prawie niewyczuwalny. Wieczór łagodził upał, ale mimo wszystko czułam się skrępowana. Bałam się, że ktoś się pojawi. Skakałam w wodzie, próbowałam pływać żabką i rozglądałam się. Heniek chyba czytał w moich myślach.

    – Zosiu, nie przejmuj się otoczeniem. Tutaj nikt się nie pojawia. Zbyt dzika okolica i za daleko od cywilizacji – roześmiał się.

    Wcale mnie nie uspokoił, ale pływaliśmy z pół godziny. Naprawdę było to znacznie milsze niż spacer brzegiem jeziora. W końcu wyszliśmy z wody i usiedliśmy niedaleko naszych ubrań na dużym, plażowym ręczniku. Wyjął go z tej torby. Nadal było bardzo ciepło, więc nawet ręcznik nie był nam potrzebny. Półleżałam na plecach oparta na łokciach.

    *

    Heniek patrzył na mnie, spojrzał na jezioro i sięgnął do piersi. Zaczął delikatnie pieścić ją, dotykając sutka. Nie cofnęłam się. Odruchowo wypięłam biust. Opuszką palca drażnił brodawkę. Było naprawdę miło. Podniecenie rosło. Palec z piersi zjechał na brzuch. Zrobił kilka kółek, zanim Heniek zsunął się niżej i palec znalazł się w kroczu. Rozsunęłam nogi. Od razu dotknął łechtaczki. Przesuwał się po niej w dół i w górę. W dół i w górę. Przymknęłam oczy. Zaczęłam szybciej oddychać, napięłam mięśnie. Jego palec poruszał się w różnych kierunkach, muskając łechtaczkę. Czasami przerywał pieszczoty i pozostałymi palcami głaskał, drapał skórę wokół wejścia do pochwy, głaskał wargi. Oddychałam coraz szybciej. Palec zsunął się i wszedł do pochwy. Z jaką łatwością! Czyli już byłam mokra. Odruchowo odchyliłam głowę, zacisnęłam dłonie. Poczułam wilgoć na udzie, kiedy wyjął palec i wytarł go. Całą dłonią masował krocze. Musiałam położyć się. Odwróciłam głowę w bok i ciężko oddychałam.

    Heniek cofnął dłoń i… położył się na mnie. Chwilę później wsuwał sterczącego penisa. Przyjęłam go, mocniej rozchylając uda. Spokojnie uderzał biodrami, ale każde z nich bardzo mnie pobudzało. Miętosił moje piersi. Nie miałam sił hamować moich reakcji. Stękałam w rytm uderzeń. Przyspieszył, a ja zaczęłam jęczeć. I nagle, zamiast doprowadzić mnie do orgazmu, zatrzymał się, odchylił i podniósł moją lewą nogę. Przełożył ją nad swoją głową i nie wychodząc ze mnie, ułożył się na boku za mną. Chwycił mnie za lewą pierś i zaczął poruszać biodrami. Prawą rękę wsunął mi pod głowę. Po chwili znowu jęczałam. Silnie uderzał. Wsadził palce do ust. Kąsałam je. Zwiększył tempo. Powoli dochodziłam. I nagle zatrzymał się. Wysunął się ze mnie i poczułam wilgoć na drugiej dziurce. Już wcześniej wpychał palce, ale ignorowałam to, dopóki byłam bliska orgazmu.

    *

    Wepchnął penisa do odbytu! Krzyknęłam! Wszedł może na dwa centymetry. Nie chciałam tego! Poruszyłam biodrami, chcąc go wypchnąć. Wcisnął jeszcze głębiej i przytrzymał biodra.

    – Spokojnie! Bądź grzeczna! Nie psuj zabawy… – podniecony szeptał mi do ucha.

    – Proszę! Nie… – kręciłam pupą, chcąc wypchnąć go.

    – Tak kręcisz pupą, prowokujesz, że chcę być jeszcze głębiej – szepnął.

    Znieruchomiałam zaskoczona tym, co usłyszałam.

    I wtedy wcisnął penisa jeszcze głębiej!

    – Heniu, proszę! Nie chcę takiego seksu – prawie błagałam.

    W odpowiedzi na moją prośbę wcisnął go jeszcze głębiej! Czułam jak przesuwa się milimetr po milimetrze. Nie bolało mnie. Nie nacierał zbyt mocno, ale nadal wnikał we mnie. I palcami dokładał śliny.

    Zebrałam się w sobie i zrobiłam bardziej stanowcza: 

    – Wyjdź! Nie chcę tak!

    – No dobrze, skoro upierasz się…

    I ku mojemu zaskoczeniu, powoli zaczął wycofywać się. Nie bolało, ale byłam przestraszona i spięta. Kiedy wyszedł, westchnęłam z ulgą. Chciałam odwrócić się i coś powiedzieć, ale wtedy od razu wpakował penisa do pochwy i zaczął spółkować. Uniósł moją nogę i uderzał jeszcze mocniej. Znowu stękałam. Wypełnił pochwę sobą i trafiał tak, że nie byłam w stanie milczeć. Już nie stękałam. Jęczałam. On mnie coraz mocniej ruchał, a ja głośno jęczałam.

    – Co? Dobrze tak jest? Mocniej ruchać?

    Nie miałam siły, aby odpowiedzieć. Ba! Zapomniałam, gdzie jestem! Czekałam na rozkosz! Zgubiłam rytm i jęczałam, a on rżnął mnie jeszcze mocniej. Zamknęłam oczy, twarz schowałam w ręczniku, dłonią dociskałam jego biodro. I nagle rozlała się fala ciepła od pochwy po całym ciele. Ależ mnie pochłonęła! Gwałtownie zadrżałam, napięłam mięśnie. Krzyknęłam przeciągle i chyba na chwilę straciłam przytomność. Kiedy znowu wróciła mi świadomość, słyszałam jak rzężę z rozkoszy, a ciało porusza się w wolnym rytmie. To Heniek nadal uderzał penisem w pochwie. Robił to lekko, trzymając mnie za biodro. Byłam bezwolna, mógł robić wszystko, na co miał ochotę… Upajałam się przyjemnością, którą mi dał. Powoli wychodził ze mnie, między pośladkami poczułam wilgoć. Leżałam zmęczona i chyba tylko czekałam, co jeszcze zrobi?

    *

    – Och! – krzyknęłam zaskoczona. Próbowała odwrócić się. Bezskutecznie.

    Heniek ponownie wszedł do odbytu! Trzymał mnie mocno. Teraz on westchnął głośno i z radością. Tkwił we mnie! Byłam rozgrzana, podniecona i jeszcze delektowałam się wspomnieniem orgazmu, a on właśnie wepchnął penisa! Ta wilgoć na pośladkach to była ślina. A ja myślałam, że miał wytrysk… Tym razem był znacznie głębiej niż poprzednio! Coraz szybciej poruszał się w odbycie. Wycofywał członka, wsuwał. I znowu wycofywał i wchodził we mnie.

    – Nieee! – pojękiwałam, protestując przeciwko takiemu stosunkowi, bo każdą cząstką odbytu czułam przesuwający się członek. Leżałam na boku, ale już nie miałam siły protestować. Orgazm osłabił mnie. Heniek znowu narzucił wolny rytm. Trwało to dość długo i chyba nawet stękałam, ale nie z bólu. Przyspieszył. Trzymał mnie dość mocno, więc nie potrafiłam wycofać się. Kiedy czułam rosnące podniecenie, wyszedł ze mnie! Ukląkł przy mojej głowie: 

    – Otwórz usta! – polecił. Trzymał penisa. Był bardzo podniecony.

    Spojrzałam na niego i otworzyłam usta. Obficie trysnął.

    Przyjęłam cały wytrysk. Nie zakrztusiłam się. Połknęłam. Sperma smakowała inaczej niż mojego męża.

    – Posmakuj swojej dupy! – stęknął.

    Posadził mnie, stanął i zmusił do wylizania penisa. Mimo wymuszenia stosunku w odbyt, chętnie pieściłam go. Dalej mu sterczał, a to mnie bardzo podniecało. Mąż rzadko miał tak solidny wzwód i tak długo, kiedy spółkował ze mną. A ten… Z radości, że tak mu stoi, mam go dla siebie i jeszcze może spółkować… Ugryzłam go!

    Krzyknął, uderzył mnie w twarz aż upadłam na bok, zaskoczona gwałtownością jego reakcji. Lubiłam przemoc. Chyba. Z mężem raczej nie hołdowałam takim praktykom. Głównie dlatego, że on nie miał na to ochoty. Ale ja lubiłam i podświadomie oczekiwałam przemocy, więc ją prowokowałam. I chyba tylko dlatego nie zapłakałam. Uderzenie zabolało, a teraz policzek piekł mnie, ale mimo tego podniecenie było większe. Gdyby uprzedził, bardziej smakowałabym jego złość. Heniek stał skulony, trzymając się za krocze. Po twarzy widziałam, że ból był duży. Jęczał, a z bólu pociekły mu łzy.

    – Przepraszam, kochany – wybąkałam ze skruchą. Już wiedziałam, że przesadziłam.

    – Zwariowałaś?! Chcesz mi go odgryźć? – stęknął z wyraźnym wysiłkiem. Walczył z bólem.

    Widziałam, że ma ochotę jeszcze mi przyłożyć. Cierpiał. Czekałam, czy zechce mnie jeszcze jakoś ukarać. Chętnie wystawiłabym pupę albo nawet biust.

    *

    – Ustaw się na czterech! – warknął. Grymas na twarzy świadczył, że ciągle walczy z bólem, ale członek sterczał.

    Mój mąż nie był aż tak wrażliwy. Nie miałam też zbyt dużego doświadczenia z mężczyznami. Żyłam z mężem i byłam przyzwyczajona do jego potrzeb. Gwałtowna reakcja Heńka na trochę mocniejszą pieszczotę zaskoczyła mnie. Już zapomniałam, jak indywidualne mogą być reakcje innych mężczyzn na ten sam delikatny, jak przypuszczałam, bodziec. A taką miałam ochotę gryźć tego fiuta! Posłusznie uklękłam i oparłam się na dłoniach. Jeszcze myślałam o jego nadmiernej wrażliwości na moje ząbki, kiedy poczułam, jak znowu wszedł do odbytu!

    – Och! – mimowolnie wyrwał okrzyk z moich ust. Impet, z jakim wszedł, zaskoczył i przestraszył mnie, ale bólu nie czułam. Bałam się, że zechce mnie teraz jeszcze bić, mszcząc się za pieszczotę ząbkami, ale nie. Spokojnym, równym rytmem rżnął mnie, stojąc za mną. Wchodził pod nieco innym kątem i do odbytu! Jednak było miło. Pocierał wilgotnym penisem o ścianki odbytu. Tej pieszczoty zaczęłam doświadczać po raz pierwszy i doceniać. Jeszcze jego silne dłonie na pośladkach, udach. i do tego mocne, nieregularne i nieoczekiwane klapsy… Te sprawiały mi przyjemność! On chyba też lubił tak ostro karać kochankę.

    Nawet próbowałam trochę kręcić pupą. Uśmiechałam się! Szkoda, że tego nie widział. Byłam podniecona i szarpałam głową na boki. Nie potrafiłam nad tym zapanować. Heniek zaczął sapać. Raczej z podniecenia niż ze zmęczenia. I wtedy wyszedł z mojej pupy! Odwróciłam głowę i spojrzałam na niego. Nie kryłam rozczarowania.

    – Spokojnie, to jeszcze nie koniec.

    *

    Brutalnym szarpnięciem położył mnie na plecach. Uśmiechnęłam się do niego. Był poważny, ale chyba spodobało mu się moje zadowolenie, kiedy traktował mnie tak brutalnie. Kiedy kładł się na mnie, chwycił za nogi. Wszedł i ruchał rytmicznie. Pociągnął nogi do góry i w pewnym momencie miałam stopy prawie przy głowie. Czułam takie miłe rozluźnienie. Rozkosz orgazmu uspokoiła mnie, kolejne pieszczoty wprawiały w lepszy nastrój. Nawet klapsy potęgowały podniecenie. Mógł mieć dwa penisy. W tej chwili wpuściłabym obydwa. Nieoczekiwanie znieruchomiał i wyszedł ze mnie.

    – Co się stało?

    – Nic. Leż! – warknął zniecierpliwiony.

    Posłusznie czekałam. Znowu wszedł. Teraz do odbytu. I ruchał w podobnym rytmie jak przed chwilą w pochwie. Znowu zmienił dziurkę. I jeszcze raz. Podniecałam się coraz bardziej i już nie kontrolowałam, gdzie tkwił. W obie dziurki wchodził bez oporu. Przymknęłam oczy i swobodnie stękałam. Nie zastanawiałam się, czy ktoś nas zobaczy albo usłyszy. Koncentrowałam się na przeżywaniu przyjemności.

    Kiedy wreszcie puścił moje nogi, zorientowałam się, że już mnie nie rucha. Przeżyłam kolejny orgazm i trwałam w takim stanie, że… Przytuliłam się do niego i objęłam go nogami. Akurat był w mojej pupie. Długo tak leżeliśmy. Kiedy w końcu puściłam go, wyszedł ze mnie miękki. Chciałam go popieścić, ale Henryk nie miał ochoty. Złapałam go za mosznę i już nie mógł się wyrwać. Stał grzecznie, kiedy ją lizałam i delikatnie masowałam jądra. W końcu polizałam członek. Puściłam go. Uśmiechaliśmy się do siebie, jednocześnie ubierając.

    Odwiózł mnie i wysiadłam na przystanku autobusowym. Do domu został mi jeszcze jeden przystanek. Pokonałam go pieszo. W tej okolicy nie mieszkali żadni nasi znajomi, więc spokojnym, spacerowym krokiem dotarłam do mojego bloku. Co innego tutaj. Obok mojego bloku zawsze natykałam się na kogoś ze znajomych.

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Zniszczona / Hermiona Granger cz. 2

    Minęło kilka dni od momentu kiedy Voldemort rzucił na nią klątwę. I tyle samo czasu od kiedy ktoś doprowadził ją do orgazmu. Wstyd jej było się przyznać, nawet przed samą sobą, że to co zrobił ich największy wróg… podobało jej się. Na wspomnienie jego języka w jej pochwie od razu czuła, że robi się czerwona i zaczyna szybciej oddychać. A delikatne mrowienie pojawiające się w okolicach krocza zapewniało ją, że ma ochotę na więcej.

    Uderzyła głową w ścianę próbując otrzeźwieć choć na chwilę. Czuła, że coś niepokojącego krążyło jej w myślach. Coś co próbowało przekonać ją, że Voldemort (ten cholerny morderca!) będzie w stanie dać jej przyjemność jakiej jeszcze nigdy nie zaznała. Bała się tych myśli, bo wiedziała, że w końcu im ulegnie.

    Dreszcze przebiegające po ciele za każdym razem kiedy przypominała sobie o… Nie ukrywajmy, wspaniałej minecie, którą sprawił jej Czarny Pan, powodowały, że robiła się lekko wilgotna. A to, że była przypięta łańcuchami do ściany uniemożliwiało jej jakikolwiek ruch ręką. Mogłaby wyciągnąć ją i lekko dotknąć nabrzmiałej łechtaczki. Wyobraziła sobie jak masuje ją delikatnie a potem schodzi bardziej w dół by poczuć wylewające się z niej soki. A potem już tylko czułaby swoje palce głęboko w sobie i ruszałaby nimi, wbijałaby je w siebie, do momentu aż poczułaby uwalniające się napięcie z podbrzusza i ten niesamowity, tak długo oczekiwany orgazm.

    – Och błagam – zajęczała płaczliwie próbując złożyć nogi by móc choć trochę ścisnąć swoją muszelkę. By choć trochę móc potrzeć ją między udami.

    – Tak szybko? Już błagasz?

    Hermiona wygięła się do tyłu i jęknęła głośno gdy zimne palce przejechały po jej wzgórku. Kolejne, już dużo głośniejsze wydała gdy ścisnęły jej guziczek.

    Była pewna, że to Voldemort. Kto inny mógłby do niej przyjść? Na dodatek pod zaklęciem kameleona. Ale w tej chwili było jej wszystko jedno. Chciała by te długie, zimne palce zanurzyły się w jej rozpalonym wnętrzu.

    Prawie doszła gdy mężczyzna (o ile można było go jeszcze tak nazwać) zahaczył dłonią o jej wejście. Hermiona krzyknęła wściekła, prawie na granicy obłędu gdy ręka i jej cudowne palce zniknęły a na obojczyku poczuła mocne ugryzienie.

    – Pomęczysz się tu jeszcze, moja droga.

    Przebywając w tej celi czuła delikatny chłód, lecz teraz gdy wiedziała, że została sama poczuła przenikający ją do szpiku kości ziąb. Oddychając ciężko czuła jak delikatny materiał koszuli drażni jej twarde sutki. Dla niej, wiecznego mola książkowego, to było tak niespodziewane uczucie, że jeszcze przez kilka godzin od wyjścia Voldemorta balansowała na granicy spełnienia.

    Czarnoksiężnik pojawił się jak tylko znów czuła jedynie delikatne podniecenie. Tym razem zrezygnował z ukrywania się i stał naprzeciw dziewczyny uważnie ją obserwując. Hermiona jęknęła cicho wiedząc, że był jedyną osobą, która może przerwać jej katusze. Próbując skupić się na czymkolwiek byle nie na jego palcach spojrzała prosto w czerwone oczy. Zawsze myślała, że jego wzrok będzie pełen nienawiści i zniszczenia jednak w tej chwili widziała jedynie niecierpliwość i coś co przypominało pożądanie. Ale przecież on nie mógł czuć czegoś takiego. On jej przecież nienawidził.

    – Chyba nadeszła pora na kolejną fazę planu – uśmiechnął się okropnie, jednak dziewczyna ledwo co zrozumiała jego słowa. Była jak w amoku, chciała tylko by ją dotknął. Jednak Czarny Pan miał inne plany. Pochylił się na nią i pociągnął za włosy by skupiła się w końcu na jego słowach. – Teraz zrobisz wszystko czego chcę a ja w zamian podaruję ci spełnienie o którym tak marzysz, rozumiesz?

    Pokiwała głową, lecz jemu to nie wystarczyło. Pociągnął ją mocniej za włosy.

    – Tak – jęknęła tym razem z bólu. – Zrobię wszystko!

    Voldemort puścił ją zadowolony i cofając się o krok zrzucił swoją szatę.

    Co on odwala? Takie myśli jako pierwsze uderzyły w Hermionę. Potem poczuła panikę i że to nie powinno się dziać, więc zamknęła mocno oczy. Jednak mimo ciemności wciąż widziała to ciało przed sobą. Wbrew pozorom wcale nie było obrzydliwe jak opisywał je niekiedy Harry. Nie widziała skóry na kościach i bardzo widocznych żył na całym ciele. Ona widziała… Cholera, Voldemort ma lepszą sylwetkę niż chłopcy! Był umięśniony i to naprawdę dobrze. Jedyny minus to to, że jego skóra była w odcieni szarości. Nie tak powinien wyglądać człowiek. I to co skrywa między nogami…

    Przełknęła głośno ślinę czując, że zbliżył się do niej. Już myślała, że dotknie ją tam, gdzie widok nagiego ciała tego potwora, wyzwolił fajerwerki.

    Voldemort usunął łańcuchy, złapał ją za ramię i postawił na kolana. Syknęła czując jak bardzo jej kości się zastały. W następnej chwili poczuła, że znowu została skuta i nie może ruszyć się nawet na milimetr, tak jak wcześniej. Fuknęła zła i posłusznie otworzyła oczy gdy jej kazał.

    – Teraz twoja kolej. W końcu musisz się odwdzięczyć.

    – Co? – spytała niepewnie, jednak widząc jak dosuwa swoją męskość do jej twarzy, poczuła ogarniającą ją panikę. – Ale ja nigdy nie…

    – Nigdy? A więc Weasley nie miał z ciebie zbyt dużego pożytku?

    Nie odpowiedziała trzymając głowę zwieszoną i wpatrując się w kamienną podłogę.

    Voldemort za to uśmiechnął się sam do siebie patrząc na jej pokorną postawę. Ta mała buntowniczka okazała się być czysta pod każdym względem. A on to zmieni.

    – Zrób to, kiedyś musi być ten pierwszy raz.

    – Ale obiecasz, że później…

    – Jak dobrze się spiszesz.

    Gdy podniosła głowę zobaczył w jej oczach determinację. Tak, niezmiernie mu się to podobało. By osiągnąć tak długo odwlekany orgazm nawet naczelna kujonica Hogwartu jest w stanie przełamać swój opór i zrobić mu dobrze.

    Dziewczyna zastanawiała się przez chwilę po czym wychyliła mocniej do przodu i ostrożnie przejechała językiem po całej długości penisa. Mlasnęła czując jedynie zwykły smak skóry, jak wtedy gdy oparzyła się na dłoni i ssała ja przez chwilę. Zaczęła go lizać z każdej strony by na jego czubku zakręcać małe kółeczka językiem. Coś wyciekało z niego, lecz mocno słony smak substancji wcale jej nie odpychał. Pokręciła językiem jeszcze kilka razy po czym wsunęła go odrobinę do ust i zassała. Zdziwiona wypuściła go od razu, gdy nad sobą usłyszała głośny syk.

    – Coś nie tak?

    – Nie! Nie przerywaj.

    Voldemort złapał ją za włosy i siłą wbił swojego członka między jej malinowe, choć trochę popękane wargi. Obserwował jak jego penis znika w jej ustach, czując na nim jednocześnie mokro i gorąco. Widział jak krztusiła się nim nie mogąc nabrać powietrza, ale nie obchodziło go to wcale. Odkąd wrócił żył w przysłowiowym celibacie. W końcu ręka nigdy nie zastąpi prawdziwej kobiety.

    Złapał ją obiema dłońmi za włosy i coraz szybciej poruszając biodrami pieprzył ją w usta. Opuścił na moment jej usta by dać jej chwilę na wzięcie oddechu i wbił się znowu tym razem dosięgając gardła i blokując ją by nie mogła się wyrwać. Stęknął czując jak członek drga mu kilka razy by wypuścić z siebie strumień spermy. Dopiero wtedy wysunął się z niej cofając o kilka kroków i oddychając ciężko. Nie przypominał sobie czy kiedykolwiek z kimkolwiek przeżył tak intensywne doznania jak z tą szlamą. A on tylko zmusił ją do zrobienia mu loda. A tam zmusił… Chętna była.

    – Voldemort? – spytała Hermiona oblizując usta z resztek jego nasienia. Podniosła głowę jednak on zdążył już stać się nie widoczny. – Riddle!

    Zdziwiło go trochę, że zna jego prawdziwe nazwisko, ale przecież skoro przebywała z Potterem to nie powinien się dziwić. Wrócił do swoich komnat zaraz po założeniu szaty.

    Usiadł za biurkiem i spojrzał na pergaminy zapisane jego pismem. Chciał jeszcze raz przeczytać o zaklęciu jakie rzucił na szlamę jednak nie mógł się skupić. Po kilku próbach ze złością zrzucił wszystko z biurka i trzasnął o nie ręką. Chyba zbyt długo nikogo nie zgwałcił skoro jego penis wciąż jest nabrzmiały. A jego organizm wciąż potrzebuje zaspokojenia.

    – Niech to szlak!

    Natychmiast pojawił się w celi Granger. Nie bawiąc się w rozmowę zrzucił szatę i łapiąc dziewczynę za głowę wbił się w jej usta. Gdy dziewczyna dość mocno go już pobudziła puścił ją i jednym ruchem ręki sprawi, że łańcuchy zniknęły. Podniósł ją i przyciskając mocno do ściany zaczął ssać jej prawego sutka. Jęcząc objęła go nogami nie zdając sobie sprawy, że to do czego tak mocno się przyciska jest w rzeczywistości nabrzmiałym penisem.

    – Zamierzam cię teraz przelecieć, Granger.

    Dziewczyna tylko jęknęła ocierając się o niego. Voldemort wsunął dłoń między jej nogi i potarł nabrzmiałą łechtaczkę. Czując jak wije się pod jego dotykiem, zupełnie nieświadomie bardziej stymulując jego członka, złapał ją za pośladki i jednym mocnym ruchem wbił się w nią.

    – Ałaaa to boli!

    Podtrzymując ją jedną ręką, drugą złapał za jej brodę i zmusił by na niego spojrzała. Widział ból i strach w jej oczach co niezmiernie go cieszyło. Wciąż patrząc w jej oczy poruszył się powoli. Dziewczyna jeszcze bardziej zacisnęła zęby by nie krzyknąć. Voldemort z każdym ruchem przyśpieszał przypominając sobie dawne czasy, gdy jeszcze wyglądał jak człowiek i jak mógł każdą kobietę zaciągnąć do łóżka nie używając przy tym magii. Jednak teraz było inaczej. Czuł, że ta dziewczyna w jakiś dziwny sposób go przyciąga.

    Gdy jej ciche krzyki zamieniły się w jęki rozkoszy, coraz to mocniej zaczął wchodzić w jej rozpalone wnętrze. Dziewczyna objęła go ramionami i przycisnęła jeszcze mocniej do siebie.

    Poruszał rytmicznie biodrami mimowolnie wsłuchując się w mokre plaśnięcia. Była tak bardzo mokra i chętna.

    – A tak się na początku zapierałaś – mruknął.

    Usłyszał coś co brzmiało jak ciche zaprzeczenie, jednak zaraz zamieniło się w głośny okrzyk podniecenia gdy ugryzł ją w szyję.

    Hermionie nie trzeba było dużo. Godziny męki, gdy nie mogła dojść. Godziny, gdy podniecenie trwało i z każdą jej myślą przychodziło z mocniejszym efektem.

    Czując jak zaczyna zaciska się na nim w przypływie prawie że nieświadomości spojrzała w jego czerwone oczy.

    Czarny Pan spojrzał na dziewczynę w momencie gdy ta dochodziła. Wygięła się otwierając usta, lecz nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Mężczyzna czując jej skurcze i niekontrolowane zaciskanie się na jego członku wykonał jeszcze kilka mocnych ruchów i jęknął dochodząc.

    Posiadł ją. Wszystkie etapy opanowania tej dziewczyny zostały ukończone. Pozostało jedynie przypieczętować zaklęcie. Pocałował ją mocno prawie od razu wpychając język do jej ust. Nie protestowała. Oddała pocałunek z równym zaangażowaniem.

    Po kilku minutach, gdy całowali się namiętnie oboje poczuli, że podniecenie do nich wraca. Voldemort opuścił dziewczynę na posadzkę i zmusił by odwróciła się do niego tyłem wypinając pośladki. Wbił się w nią mocno, prawie do samego końca. Hermiona jęknęła przygryzając wargę i oparła czoło o zimną podłogę.

    Przez kilka minut w celi dało się słyszeć tylko odgłosy uderzających o siebie ciał i ciche jęki.

    Voldemort uważał że wygrał. Oczy Granger stały się czarne, a chłód który z nich wyglądał mógł przerazić nawet Snape’a.

    Zaklęcie podporządkowało mu dziewczynę. Jednak nie wiedział, że ten sam czar uzależnił go od niej.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    #Ackerman#
  • Zdradzony, Pocieszony i….. cz.4

    Na wstępie podkreślę, że ta część nie zawiera scen erotycznych. Bardziej skupia się na emocjach i uczuciach obu przyjaciół związku z obrotem spraw. 

    Słowa rozbrzmiewały w jego uszach jeszcze przez dłuższą chwilę. ,,On mnie kocha?” – pytał siebie Oskar. ,,Ale jak? Jak długo? Czemu to ukrywał? Co teraz?” – te i wiele pytań zaczęło pojawiać się w jego głowie. Oliwier patrzył na niego. Oczekiwał jakiejś odpowiedzi, ale zamiast tego widział…głupkowaty wyraz twarzy. Nie to żeby go to wkurzyło. Nie. Skądże…

    Siedzieli w wannie i patrzyli na siebie. Teraz melodią stawał się deszcz stukający w okna. Czasami uderzył gdzieś piorun. Wydawałoby się, że romantyczna atmosfera pękła jak bańka mydlana. Oskar nie wstawał. Oliwier nie próbował go zdjąć z siebie. Członek, choć już lekko opadnięty, nadal był w Oskarze. Tkwili w uścisku. Żaden się nie ruszał. Słychać jedynie ich oddechy. Oddychają powoli. Jakby ich serca stanęły naprzeciw siebie i oczekiwały. Czego? No właśnie…

    – nie wiem co powiedzieć. Zaskoczyłeś mnie tym wyznaniem.

    – rozumiem. Sam jestem zaskoczony. W sumie udajmy, że nic się nie stało – odparł Oliwier.

    ,,Kurde, to zmierza na zły tor” – pomyślał Oskar.

    – może się wysuszymy, ubierzemy i porozmawiamy na spokojnie w sypialni?

    – dobra.

    Tak jak postanowili, tak i zrobili. Usiedli na łóżku. Naprzeciw siebie. Żaden z nich nie odezwał się pierwszy. Minęło z około 15 minut. Oliwier zdecydował się przerwać milczenie.

    – wiem, że dla Ciebie to szok. Nie spodziewałeś się tego. Znamy się od dzieciństwa. Nigdy nie przypuszczałem, że poczuje to do swojego przyjaciela. Do brata. Wiesz, że trzymam uczucia na wodzy. Jednak przy Tobie nie potrafię. Uświadomiłem sobie z dwa lata temu, że coś zaczyna się dziać. Najpierw była zazdrość, gdy pojawił się Szymon. Nie to, że wyczułem, że jest dupkiem (teatralnie się zaśmiał), ale myślałem, że to zazdrość z powodu ograniczenia naszego czasu. Mijały tygodnie, miesiące, a ja czułem, że się to nasila we mnie. Lubiłem na Ciebie patrzeć. Jak się poruszasz, uśmiechać. Rejestrowałem każdy twój ruch. Ej! Nie rób takiej miny. To nie obsesja. Podziwiałem Cię. Lubiłem wywoływać u Ciebie śmiech, aby go słyszeć. Szukać byle pretekstu aby Cię dotknąć. Gdy siedzieliśmy nad wodą, a Ty mi płakałeś za tym dupkiem, chciałem Cię pocałować. Biłem się z myślami. Zaryzykowałem i potwierdziło się to co próbowałeś uświadomić sobie przez ostatnie dwa lata. Kocham Cię. Nie jak brata, nie jak przyjaciela. Kocham Cię jako mężczyznę.

    I tu zaskoczenie Oliwiera. Oskar zaczął mieć łzy w oczach. ,,Cholera, co z nim?” – pomyślał ten pierwszy.

    – Ol… TY KRETYNIE!

    – eee… no nie tego się spodziewałem. Spodziewałem się coś w stylu ,,oszalałeś” bądź ,,jesteśmy przyjaciółmi co Ty sobie myślisz” i tak dalej…

    – jesteś kretynem, że tyle z tym czekałeś.

    – … [cisza]

    ,,No pięknie to mamy komedię pomieszaną z dramatem” – śmiał się w sobie Oliwier.

    Oskar toczył w sobie wojnę. Wojnę uczuć. Nie wiedział czy to odpowiedni moment na takie wyznania. Tak, ten, który uchodzi za romantyka, daje się ponieść chwili zaczął sugerować rozsądkiem. Jednak… on to on.

    – jesteś kretynem, że dopiero teraz mi to powiedziałeś.

    – słuchałeś co mówiłem? Uświadomiłem to sobie dzisiaj. W sumie wczoraj.

    – mogłeś powiedzieć co się dzieje bo….

    – bo?

    – Też Cię kocham.

    Serce stanęło. Tak. Potrzebna reanimacja. Ten, który trzymał uczucia i emocje na wodzy właśnie przechodzi zawał. ,,Olać!”. Rzucił się na Oskara mocno go przytulając. Całe ciało mu się trzęsło. Czuł, że zaraz eksploduje.

    Objął jego twarzy i wpatrywał się tak przez dłuższą chwilę. ,,I co teraz?” zastanawiał się Oliwier. Mają przecież facetów. No.. jeden ma. Czy kocha Łukasza? A może kocha ich obu? Wydawało mu się to absurdalne, ale jednak prawdziwe.

    – i co teraz? – wybudził go z rozmyślania głos Oskara.

    – nie wiem…

    Posmutniał. ,,Co ja zrobiłem…” – karał się Oliwier. Żałuje tego? Nie! Kocha tego, którego widzi przed sobą. Znów jego ciało zaczęło odczuwać ból i zmęczenie. Czuje, że całe sztywnieje. Nie spodziewał się tego. Sam siebie zaskoczył.

    – wiesz, że musisz zdecydować. Nie możesz być z dwoma facetami na raz. Wiem, że stawiam Cię w podbramkowej sytuacji, ale sam rozumiesz.

    – doskonale rozumiem. Nie martw się. Kocham Cię i jakoś to się rozwiąże.

    – kochasz Łukasza, prawda? Jesteście podobni do siebie. Obaj opanowani, rozsądni (czasami), zabawni i umiejący zawsze przygadać. Ja nie kocham Szymona. Nie po czymś takim. To smutne, że uczucie prysło, ale nie najwidoczniej nie było prawdziwe. Do Ciebie jest prawdziwe. Chciałbym Cię mieć tylko dla siebie Oliwier.

    Patrzył na swoje dłonie. Nie umiał spojrzeć na twarz przyjaciela. Intensywnie myśląc zaczął przygryzać wargi. Nie czuł, że w pewnym momencie leci kropla krwi. Oskar widząc to pocałował go. Zaczął płakać. Czemu uczucia są takie trudne? Oliwier zaczął niekontrolowanie dygotać. To było za dużo dla niego. Płacz przyjaciela, jego zdrada, bójka w jego obronie i wyznanie miłości. Chciałby iść spać i zasnąć. Obudzić się i udać, że to wszystko jest proste. Ale nie jest.

    Oskar zaczął go głaskać po policzku. Łzy płynęły mu po policzkach, ale nie zważał na to. Nie zważał również na to, że ma już trudności z oddychaniem.

    – zaraz wrócę – rzucając to Oliwier wyszedł z pokoju.

    Wrócił po 10 minutach. Miał w ręku miśka. Tak, miśka. Dostał go od Oskara na ósme urodziny.

    – po co go przyniosłeś?

    – jest od Ciebie. A więc ma cząstkę Ciebie. Śpiąc z Tobą chce Cię mieć całego. Chodź, idziemy spać.

    Oskar nie protestował. Zdziwiło go nagłe zachowanie przyjaciela. Nie spodziewał się po nim takiego zachowania. To z jednej strony urocze, ale i zawstydzające. Mają po 24 lata. Plusem tego wszystkiego, że nie muszą powstrzymywać gestów względem siebie. Rozebrali się do naga i położyli się w łóżku obok siebie. Odwrócili się twarzą do siebie. Złapali się za rękę i objęli swoje dłonie palcami. Patrzyli na siebie długo. Bardzo długo. Dochodziła 3 w nocy.

    – obiecaj mi, że nigdy, ale to przenigdy już nic nie ukryjesz przede mną Ol.

    – obiecuje.

    Przybliżyli się do siebie nie puszczając swoich dłoni. Powoli zasypiali. Byli zmęczeni, ale i szczęśliwi. Po paru minutach zasnęli. Co przyniesie jutro? Tego nie wie żaden z nich. Nie obchodzi ich to. Ważne, że są obok siebie. Nie będą się martwić jak rozwiązać tą całą sytuację. Jutro obaj wymyślą co dalej.

     

    CDN. 

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    K.D
  • Rekompensata, 3.

    Część 3.

    Poszłam do kawiarni. Wiedziałam, że Henryk nie przyjdzie. Mąż miał jakąś dodatkową pracę, a zanim z niej wróci… Miały być z tego jakieś ekstra pieniądze. Świetnie. Niech pracuje i zarabia. W końcu powinien dbać o nasz byt.

    Prawie wieczór, a nadal gorąco i duszno. I nie zapowiadano deszczu ani ochłodzenia. Za to w kawiarni – ulga… Lody smakowały mi i do tego działała klimatyzacja. Od razu poczułam się lepiej. Zaszalałam i jeszcze zamówiłam mrożoną kawę. Życie we mnie wracało. Tuż przed moim wyjściem, kiedy rozglądałam się za kelnerką, podeszło do mnie dwóch mężczyzn.

    – Taka atrakcja na zakończenie dnia? Czemu nie… – pomyślałam i szybko podjęłam decyzję. Nudne późne popołudnie nagle mogło zamienić się w miły wieczór. – Może pójdziemy do jakiegoś klubu? – miałam ochotę zatańczyć.

    Przywitali się, przedstawili, zapytali, więc zgodziłam się. Usiedli. Wypiliśmy po kieliszku koniaku, potem jeszcze po jednym. Było naprawdę miło. Oni młodsi ode mnie, a jednak zainteresowali się mną. Po mrożonej kawie i koniakach rozmawiałam z ożywieniem. Tego mi brakowało! Adoracji efektownych mężczyzn. Jeden na pewno przed „trzydziestką” – Marcin, a drugi prawie w moim wieku – Roman. O tym, że był prawie równolatkiem dowiedziałam się znacznie później.

    Młodszy, szczupły, opalony blondyn z okularami przeciwsłonecznymi przesuniętymi na głowę, siedział w szarych spodenkach cargo sięgających kolan i butach sportowych. Szara koszulka polo, wypuszczona na spodenki, uzupełniała jego ubiór. Sportowa sylwetka, szeroki w barkach, spory biceps. Starszy, już lekko szpakowaty, w długich, jasnoszarych spodniach i białej koszuli z krótkim rękawem. Na nogach miał szare buty. Czyste! W ogóle sprawiali dobre wrażenie. Zadbani, z pełnym uzębieniem, pachnieli perfumami, nie palili. Tłumaczyli, że grali w tenisa na miejskich kortach, a teraz wyszli coś zjeść i jeszcze przespacerować się. Weszli do kawiarni, bo było zbyt gorąco.

    Zobaczyli mnie i uznali, że jeżeli zgodzę się, to chętnie spędzą nawet cały wieczór w towarzystwie tak atrakcyjnej kobiety jak ja. Bardzo mi się spodobał ten argument! Nieważne, jak bardzo kłamali. Od czasu do czasu każda kobieta potrzebuje kilku takich słów, prawda? W końcu jeden z nich uregulował rachunek. Drobne gesty, reakcje świadczyły o tym, że są zamożnymi ludźmi. Nie próbowali udowadniać, że mają dużo pieniędzy. To jeden z dowodów zamożności. Zapłacili też za moje lody i kawę. W dobrych humorach wspólnie wyszliśmy.

    – A może da się pani skusić na wspólny spacer? Robi się nieco chłodniej. Szkoda teraz wracać do domu. Odprowadzimy albo odwieziemy panią.

    – Dobrze. Jest miło, więc chętnie przejdę się.

    Przechodzimy jedną z głównych ulic miasta i wskazuję na mijaną kamienicę.

    – Szkoda, że kiedyś zrezygnowano z ich rewaloryzacji i część z ich wyburzono. Tworzą taki miły, niepowtarzalny klimat. Gdyby nie samochody i reklamy, można by sądzić, że cofnęliśmy się w czasie o kilkadziesiąt lat.

    Panowie patrzą na siebie i uśmiechają.

    – O co chodzi? Powiedziałam coś zabawnego?

    Starszy z nich pokazuje na tę kamienicę i z uśmiechem wyjaśnia:

    – Ja właśnie tutaj mieszkam. Zapraszam na kawę do mnie.

    *

    Siedzimy w dużym, przestronnym salonie. O tej porze słońce już tu nie dochodzi i panuje przyjemny, ożywczy chłód. Proponują kieliszek dobrego koniaku. W końcu zgadzam się. Przecież nie prowadzę samochodu, oni są mili i uprzejmi, a ja mam ochotę na małe szaleństwo. Również alkoholowe. Proponują, byśmy mówili sobie po imieniu. Zgadzam się. I teraz rozmowa jakoś nie klei się. Wzbraniam się przed kolejnym kieliszkiem, bo już szumi mi w głowie. Panowie nie nalegają. Roman zaprasza mnie do tańca. Młodszy robi głośniejszą muzykę. Trochę żartujemy, wolno kołyszemy się w rytm muzyki.

    – Słuchaj, kiedy znowu moglibyśmy spotkać się? – Roman nachyla się do mojego ucha, zadając pytanie, chociaż muzyka nie jest zbyt głośna. – A w ogóle miałabyś jeszcze ochotę na spotkanie z nami? – reflektuje się po chwili. 

    – Moi drodzy, a może wybierzemy się razem na korty, a potem na kolację? – Marcin rzuca pomysł. – Marcin bardzo lubi grać w tenisa. Ot, taka niegroźna przypadłość. Lekarze potrafią to już leczyć – jego kolega uśmiecha się pobłażliwie.

    Blondyn, słysząc jego wyjaśnienia, robi grymas, potem wydyma wargi i wzrusza ramionami:

    – Mojemu starszemu koledze pozwalam wygrywać kilka gemów, żeby chociaż trochę podbudować jego nadwątlone ego – wyjaśnia żartobliwym tonem.

    Roman reaguje głośnym śmiechem. Marcin robi wrażenie zwycięzcy słownej rozgrywki.

    I ja uśmiecham się. Słucham ich i kiwam głową. Mam ochotę na kontynuację takiej znajomości. Obydwaj niespiesznie adorują mnie. Przy okazji obdarzają siebie drobnymi złośliwościami, eksponując, na mój użytek, swoje zalety. Ot, taka przyjacielska gra słowna. Ciekawe, jak rozwinie się taka znajomość? W końcu nie są nachalni, zachowują się naturalnie, budzą zaufanie. Są zadbani, a to cenię u każdego.

    Potem Marcin tańczy ze mną, ale prawie nie dotykamy się. Utwór jest znacznie szybszy. Roman z uśmiechem przygląda się naszemu tańcowi. Kiedy muzyka cichnie, chłopak odprowadza mnie na kanapę. Padamy zdyszani, ale zadowoleni.

    *

    – No, w taki wieczór intensywniejsze to byłoby chyba tylko bieganie po schodach – uśmiecha się mój taneczny partner. Odpowiadam kiwnięciem głową. Ze szklanek popijamy gazowaną wodę z lodem.

    Roman wstaje, naciska i naciska przycisk, wreszcie wybierając utwór z CD. W końcu włącza muzykę. Wolny utwór. Bardzo wolny. Można tańczyć nawet w miejscu. Taka „pościelówa”.

    – Daj spokój, Romcio. Nasza dama uśnie w twoich ramionach – oponuje rozbawiony Marcin. Kolega ignoruje jego ironiczny protest i zaprasza mnie do tańca.

    – Nie, dlaczego? Bardzo miły utwór – uśmiecham się do Marcina, a potem do Romka. Podaję mu dłoń, wstaję. Chwilę później kołyszemy się w rytm muzyki. Utwór jest dość długi. W pewnym momencie odprężona poddaję się chwili i kładę głowę na ramieniu Romka.

    Nagle przyciska mnie mocniej i całuje w usta. W końcu przestaję oponować i oddaję pocałunek. I tak miałam ochotę na coś ekscytującego. Może z nimi? Nie mam nad czym zbyt długo myśleć.

    – Och! – reaguję zaskoczona. Drugi mężczyzna właśnie od tyłu przywiera do mnie całym ciałem. I całuje po karku. Trudno mi nie reagować na taką pieszczotę! Mój pocałunek słabnie. Mężczyzna przestaje całować się ze mną, ale jego usta całują moją szyję, dekolt. Rozpina guziki mojej bluzki, nieco zsuwa materiał i całuje po ramieniu. Pieszczoty karku powodują, że odchylam głowę. Ciężko i głośno oddycham. Roman zsuwa ramiączko stanika i całuje po ramieniu. Rozpina pozostałe guziki bluzki, jeszcze bardziej ściąga rękaw, a jego kolega rozpina stanik.

    – A co tam… – szybko myślę. – Są delikatni i mili. Zadbani! Jest okazja zaszaleć.

    *

    Niecierpliwie, ale sprawnie ściągnęli ze mnie bluzkę i stanik. Znowu ciasno przywarli do mnie. Znowu jeden całował w usta, a drugi po karku. Podzielili się piersiami. Delikatne pieszczoty zamknęły mi oczy. Stawałam się wilgotna. Jedna dłoń znalazła się na moim kroczu. Otworzyłam oczy. Roman delikatnie miętosił pierś i podciągał spódniczkę. Drgnęłam. Marcin przez spódniczkę położył dłoń na pośladku, wetknął ją pod materiał i muskając skórę, złapał pośladek. Kiedy napięłam się w oczekiwaniu na ich dalsze etapy zdobywania mnie… Ponownie skupili się na pieszczotach piersi. Troszeczkę odwrócili mnie i teraz całowałam się z Marcinem. Był taki namiętny. Roman pieścił moje ucho.

    – Chłopaki zaczynają się rozkręcać – moje podniecenie też rosło. Nie zastanawiałam się nad godziną powrotu do domu.

    – Wyskakuj z ciuchów – szepnął mi do ucha Marcin, majstrując przy spódniczce.

    Spojrzałam zaskoczona. Przecież sami cały czas stali ubrani! Chcą pobawić się nagą kobietą?

    – A może chcą nagą wyrzucić mnie z mieszkania? – przestraszyłam się. Jednak nie miałam czasu, żeby dłużej zastanawiać się nad tym, co mnie jeszcze czeka.

    – Już! – powiedział Marcin do kolegi. Patrzył na niego.

    Obejrzałam się i zobaczyłam, jak Roman nagle maleje. Śmieszny widok! Poczułam jego dłonie szarpiące spódniczkę i majtki. Roman był już w przysiadzie, a moje rzeczy tkwiły na wysokości kostek.

    – No, wyskakuj – ponownie ponaglił mnie Marcin. Był podniecony i zniecierpliwiony.

    Nieco zaskoczona takim tempem zmian, wzruszyłam ramionami i z uśmiechem wyszłam z tego mini-„gniazda”. Stoję naga w obecności dwóch mężczyzn! W samych klapkach na szpilce. Jestem podniecona. Bardzo podniecona. W zasadzie nie czuję wstydu, wręcz odwrotnie, chcę pokazać się z jak najlepszej strony. Jestem szczupła i wiem, że wyglądam atrakcyjnie, ale mimo to w pierwszym odruchu chciałam zasłonić łono. Łono i piersi. Zanim skończyłam te rozważania, dopadł mnie Roman. Jakby miał cztery dłonie! Rozbawił mnie. Zaczęłam chichotać. Całował po szyi, dekolcie, ramionach. Objęłam go i mruczałam z podniecenia. Z tyłu podszedł Marcin. Zaskoczył mnie! Był nagi. Penisa wepchnął mi między pośladki.

    – Rozepnij spodnie – polecił Roman.

    Zsunęłam ręce i rozpinałam jego spodnie.

    *

    Jest jak w filmie porno. Klęczę między nimi i obciągam raz jednemu, raz drugiemu. Próbowałam oponować, ale przytrzymali mnie za ramiona i zmusili do klęknięcia. są cierpliwi, ale każdy agresywnie rżnie mnie w usta.

    – A może to tylko ja nie mam wprawy? – opadają mnie wątpliwości.

    Sprawnie zmieniają się. Nie mam chwili wytchnienia. Kiedy jednemu obciągam, równocześnie masuję drugi członek. Ślina zmieszana ze śluzem wyciekają z moich ust.

    – Pozwól ze mną – mówi w pewnej chwili Marcin i podnosi mnie.

    Stoję w szpilkach, a on boso, ale nadal jest wyższy. Nie bardzo wiem, o co mu chodzi? Patrzę na niego zdziwiona. Chłopak płynnym ruchem bierze mnie na ręce i zanosi na szerokie łoże. Naprawdę jest silny. Kładzie na nim. Sięgam do stóp, żeby zdjąć klapki.

    – Niee, zostaw. W tych szpileczkach wyglądasz bardzo efektownie – uśmiecha się. Po chwili dodaje: – a niedługo i tak je zgubisz. – Z tym samym pogodnym uśmiechem kładzie się na mnie, opiera na łokciu i wchodzi.

    Przyjmuję go łagodnym stęknięciem. Bałam się bólu, tarcia, a wszedł bez najmniejszego oporu! A ma takiego dużego penisa.

    – O, jesteś nieźle podniecona. Taka mokra! – jest mile zaskoczony. Dociska mnie swoim ciałem.

    Rozkładam szerzej nogi, kiedy rusza biodrami na boki. Odwracam głowę na bok, mimowolnie otwieram usta i stękam. Nie mogę inaczej. Jest taki silny. Obejmuję go. Spod jego ciała wysuwa się moja pierś. Chwyta ją, miętosi i wciska pod swoje ciało.

    Wiem, że im podobają się moje piersi. Nawet, kiedy opalałam się bez stanika w mieszkaniu, nie zdołałam zlikwidować różnicy w opaleniźnie. Dolna połowa piersi jest znacznie jaśniejsza niż reszta ciała. Do tego jasny pasek pod rękoma i na plecach. Zawsze opalałam się w skąpych majteczkach, więc nie mam paska, ale białą skórę w kroczu. Chciałam zniwelować tę różnicę wizytami w solarium, ale skończyło się na zamiarach.

    *

    Marcin wycofuje się, otwieram więc oczy i widzę, jak kładzie się na mnie Roman.

    – Och, ty! – szepczę namiętnie. Gdybym była odważniejsza, krzyknęłabym. Wszedł tak umiejętnie, że moje podniecenie gwałtownie wzrosło! Co za rozkosz! Ta fala ciepła i rozchodzące się mrowienie… Aż sama obejmuję go prawą nogą i dociskam do mnie. Ze stopy spada klapek.

    – Ja ci dogodzę! – stęka, mocno uderzając biodrami. Jest bardzo podniecony.

    – Mocniej! Proszę! Mocniej! – szepczę mu do ucha. Odsuwa ode mnie głowę. Wtedy dociera do mnie, że prawie krzyczę. Aż tak się zatraciłam w podnieceniu? Alkohol tak mnie nakręca?

    Roman zrzuca klapek z łoża, przetacza się na lewy bok i przyciąga mnie. Unosi moją lewą nogę, wchodzi możliwie głęboko i nieruchomieje. Dociska penisa do dna pochwy. Lekko pulsuje. Czuję te ruchy. Niby są nikłe, ale… Ucisk nie słabnie. Pulsowanie jakby stało się nieco bardziej wyraźne. Moją nogę kładzie na biodrze i palcami pobudza łechtaczkę.

    – Nieee! To już za wieeelee. Och, ty! Nieee… – z wysiłkiem wystękuję protest. I z nadzieją, że go nie zrozumie. Spod przymrużonych oczu widzę, półprzytomna z podniecenia widzę, jak Roman, z miną zwycięzcy, obserwuje moje reakcje.

    Ściskam go za ramię. Po chwili puszczam i zaczynam zaciskać dłoń w pięść, gwałtownie oddychać. Napinam mięśnie. Nie ruszę się, Roman trzyma mnie za kark. Jest!! Inny niż pozostałe, ale orgazm strzela jak korek od szampana. Nagła rozkosz rozbiega się szybko po ciele. Sztywnieję pod wrażeniem tego przeżycia i charczę. Kiedy napięcie maleje, wiotczeję. Jestem zmęczona i szczęśliwa. Nie zwracam uwagi na to, co dzieje się za mną. Na razie czerpię rozkosz z pieszczot Romana. Im dłużej to trwa, tym bardziej doceniam te pieszczoty. I on na pewno jest zadowolony ze swoich umiejętności. Teraz delikatnie porusza się w pochwie, a Marcin coraz intensywniej bawi się moją pupą.

    *

    – Niech bawi się – myślę leniwie, ciągle przeżywając nieoczekiwaną rozkosz. Jeden palec, potem drugi wsuwa się łagodnie do odbytu. Są dość zimne. Ma na palcach jakąś maść albo żel. Czuję to na pośladkach. Zaniepokojona taką zabawą bez słowa uprzedzenia, szybciej wracam do rzeczywistości, ale nie protestuję ani nawet nie narzekam. Czekam. Jego ruchy są łagodne, rytmiczne. Sprawia mi sporo przyjemności.

    – Fajnie, co? – Marcin oczekuje pochwały. W odpowiedzi mruczę coś niezrozumiale. Chłopak nie domaga się tłumaczenia. Moje pomruki przyjmuje za komplement. – Przygotuj się na więcej – obiecuje głosem, w którym brzmi podniecenie.

    Roman przetacza się na plecy i pociąga mnie do siebie. I oto siedzę na nim! Marcin jednak nie odpuszcza. Nadal trzyma palce w mojej pupie. Kiedy chcę uwolnić się od nich, on łagodnie opuszcza odbyt. Oddycham z ulgą.

    – Siedź spokojnie – tym razem instruuje mnie Roman.

    – A czy ja dokądś idę? – chciałam zapytać, ale już nie zdążyłam. – Co jest?!

    Za późno na protesty. Roman chwycił mnie za kark i przyciągnął do siebie. Marcin ukląkł za mną i wpycha mi penisa do pupy! Dobrze rozepchnął odbyt palcami, więc wchodzi dość łatwo. W końcu wepchnął przynajmniej połowę członka i padł na mnie. Wycisnął ze mnie jęk.

    – Wiedziałem, że taka zabawa spodoba się tobie – Roman opacznie interpretuje mój jęk. – Czułem, że to lubisz – szepcze mi do ucha i kiedy Marcin wciska penisa jeszcze głębiej, on gryzie mi koniuszek ucha.

    Coraz głośniej zaczynam jęczeć z bólu. Ostrożnie próbuję wyswobodzić się z jego uścisku. Bez rezultatu. Trzyma mój kark jak w imadle. Odpycham się rękoma, wiercę się.

    – To boli! – protestuję.

    – Ale lubisz to – twierdzi podniecony Roman. Cały czas porusza biodrami. Spółkujemy. Marcin nadal wbija we mnie penisa. Wszedł już prawie całkowicie i zaczyna spółkować. Próbuję odepchnąć się i wtedy chwyta mnie za rękę i wykręca. Przyciska do pleców.

    – To boli! – znowu protestuję.

    – O to właśnie chodzi – Marcin posapuje. – Bądź grzeczna, ciesz się seksem, to zrezygnujemy z przemocy. Z przykrością, ale dla ciebie zrezygnujemy.

    Rozluźniam mięśnie. Wiem, że w tej sytuacji nie wygram.

    – Grzeczna dziewczyna – Marcin sapie głośniej i przyspiesza w mojej pupie. – Chcesz, żebym zlał się na buzię czy w usta. A może w pupę?

    – Nie, nie. Chcę na piersi – proszę szeptem. Są znacznie ode mnie silniejsi, nie mogę z nimi walczyć, więc zrezygnowana godzę się na ich zachcianki. Nie mam wyboru. Ale za to dostarczają mi takiej rozkoszy…

    Mężczyźni przyspieszają we mnie. Kładę głowę na piersi Romana i ciężko oddycham. Jego kolega trzyma mnie za biodra. Ich aktywność oszałamia mnie. Coś mówią, a ja nawet nie mam siły ich słuchać. Marcin nagle wychodzi ze mnie, odchyla mój tułów, nachyla się i tryska mi na twarz. Klęka przy głowie i wpycha penisa w usta. Roman nadal spółkuje ze mną. Jestem półprzytomna. Kiedy pieszczę członek Marcina, Roman nagle wychodzi ze mnie i spuszcza się na piersi. Klęka obok mojej głowy. Marcin cofa się, a jego penis wypada mi z ust. Chwytam go w dłoń. Jego starszy kolega chwyta mnie za głowę i wsuwa członek w moje usta. Posłusznie obciągam i wylizuję ostatnie krople. Gospodarz ruchem bioder wyciąga penisa z ust i zagarnia nim spermę z moich piersi.

    – Liż – poleca i ponownie wkłada członek do ust. Liżę i połykam. Widzę zadowoloną twarz Romana. Marcin muska łechtaczkę, a ja masuję jego członek. Sperma ścieka mi po policzku.

    *

    Nadzy we troje leżymy na szerokim łożu w sypialni. Rozmawiamy, żartujemy. Tutaj też jest jakiś odtwarzacz, więc w tle słychać jakąś muzykę. Przed chwilą panowie raczyli się mineralną, a ja piłam herbatę.

    – Proszę, częstujcie się – gospodarz podał paterę z owocami.

    Leżę na prawym boku, on za mną. Marcin półleży przede mną, oparty plecami i głową o ścianę. Dzieli nas patera. Jem winogrona. Roman sięga przeze mnie do patery, ale jestem szybsza. Sięgam po winogrona i karmię go. Raz jeden, raz drugi tuli się do mnie. Jestem taka szczęśliwa! Na zmianę albo razem dotykają, obmacują mnie. Nie odmawiam. Ich dotyk jest dla mnie cudowną pieszczotą po tak niezwykłym stosunku.

    – Przytul się do mnie – to mówiąc, Roman przywiera do mnie całym ciałem. Przyciskam się do niego. Czuję się odprężona i bezpieczna. Obejmuję go za głowę. Nachyla się i całuje mnie po szyi. Jego dłoń sięga do mojego krocza. Drażni łechtaczkę. Marcin dotyka piersi. Wodzi po niej palcem, dwoma. Przymykam oczy. Teraz cała dłoń muska i gładzi pierś. Chłopak nachyla się i po chwili zamiast dłoni jego usta pieszczą sutek i brodawkę.

    Potem jeszcze bawią się mną. Opieram głowę na wyprostowanym ramieniu. Nie otwieram oczu. Na zmianę pieszczą łechtaczkę i wkładają palce do pochwy i pupy. Sprawia im sporą przyjemność pieszczenie moich intymnych miejsc. Co jakiś czas moje ciało przeszywają rozkoszne dreszcze. Przeżywam dwa lekkie orgazmy. Są zmęczeni, ale zadowoleni, a ja nie mam nawet ochoty otworzyć oczu.

    *

    – Zosiu, może teraz obciągniesz nam? – proponuje Roman.

    Robię to bez oporów. Zadowalam jednego i drugiego. Kiedy jednak skupiam się na Marcinie, czuję, że gospodarz znowu bawi się moją łechtaczką i pochwą. Nagle drgnęłam nerwowo. Wypuszczam penisa z ust i chcę obejrzeć się, ale rozbawiony Marcin powstrzymuje mnie.

    – Daj spokój! Nie tak nerwowo! – prawie śmieje się. – Pozwól bawić się koledze. Przecież nie zrobi ci krzywdy.

    – No, tak, ale takie zabawy… Nie jestem przygotowana.

    – Zaufaj mi. Będzie fajnie – szepcze Roman do mojego ucha.

    Nie jestem przekonana, ale Marcin, nadal półleżąc, trzyma mnie za włosy i zmusza do pieszczot jego penisa. Obciągam mu, a on już nie puszcza moich włosów. Roman mocniej wpycha butelkę do pochwy. Kiedy ruchanie butelką staje się monotonne i przyjemne, rozluźniam się i nawet nieco rozsuwam nogi.

    – I zmiana! – uprzedza łaskawie.

    Wyciąga butelkę z pochwy i wsuwa do odbytu. Robi to łagodnie, a ja już jestem przygotowana na takie „nowinki”, więc nie reaguję nerwowo. Roman trzyma szyjkę butelki w odbycie i wkłada palce do pochwy. Rytmicznie posuwa mnie w obie dziurki. Kiedy pieszczoty odnoszą oczekiwany skutek, z trudem radzę sobie z obciąganiem.

    *

    Po prysznicu wychodzę z łazienki owinięta w ręcznik. Rzut oka w kierunku pokoju i… staję jak wryta! Szok! Ten starszy, Roman, grzebie w mojej torebce! Zaskoczona stoję z otwartymi ustami. Z wrażenia przyciskam dłoń do piersi. Boję się.

     

    Cdn.  

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Zdradzony, Pocieszony i….. cz.5

    To był pochmurny poranek. Krajobraz za oknem wydawał się smętny i szary. Ale nie przeszkodziło to chłopcom obudzić się w dobrym nastroju. Pierwszy obudził się Oliwier. Pomimo koszmaru jaki go nawiedził w nocy, nie czuł zmęczenia. Spojrzał na swojego przyjaciela, który nadal był pogrążony w beztroskim śnie. Czuł od niego zapach malin i wanilii. Nie jest to typowy zapach dla faceta, ale Oliwierowi on nie przeszkadzał. Przysunął się bliżej do niego. Opuszkami palców zaczął łagodzić jego policzek. Delikatnie zszedł do ust. Muskał je. Czuł ich delikatność. Powodowało to, że chciał go pocałować. Jednak powstrzymywał się ponieważ nie chciał obudzić Oskara.  Gdy tak się przyglądał, stwierdził, że jego przyjaciel jest….piękny. Piękny dla niego. Kosmyki brązowych i lekko falistych włosów opadały mu na twarz. Nie miał długich, ledwie sięgających do ucha, ale gęste i lśniące. Dobrze komponowało się to z jego śniadą cerą. Dopełnieniem tego były jasno-brązowe oczy, które skrywały się teraz pod powiekami.

    Zaryzykował i odsunął lekko kołdrę z jego ciała. Podziwiał je. Każdy centymetr. Każdy widoczny zarys mięśni. Rejestrował każdy ruch klatki piersiowej, każde drgnięcie ciała. Patrzy na każdy dołeczek w jego ciele. Czy to było dziwne? Może. Chore? Nie. Gdy kogoś kochasz dostrzegasz w nim każdy szczegół niewidoczny dla innych.

    Oskar przekręcił się na plecy, a ręce wywalił za siebie. Pozycja spowodowała, że kołdra zniżyła się bardziej z jego bioder powodując, że ledwo zasłaniała jego przyrodzenie. ,,Nosz… scena normalnie jak z filmów” pomyślał Oliwier. Nie mógł się potrzymać. Zaczął całować jego dołeczki, które miał na dolnej części brzucha. Robił to delikatnie. Po parę razy z każdej strony. Czasami przejechał po nich języczkiem. Przyjaciel zaczął lekko wzdychać przez sen. Podobało się to Oliwierowi. Leżał wzdłuż niego. Jego pocałunku kierowały się coraz wyżej. Całowały każdy element jego ciała. Dłonie włożył pod kołdrę i zaczął masować lekko wewnętrzną część jego uda. Powoli i delikatnie. Widział, że u jego przyjaciela zaczęła pojawiać się erekcja. Pieścił go tak jeszcze przez dłuższą chwilę. W końcu zsunął z niego kołdrę. Leżał przed nim, nagi i niczego nie świadomy. Choć… jego umysł rejestrował bodźce wywoływane przez pieszczoty.

    Oliwier położył się na brzuchu i przysunął twarz bliżej członka. Ale nie zaczął go od razu pieścić. Rozchylił mu lekko uda i zaczął całować po ich wewnętrznej stronie. Umysł Oliwiera wpadł w trans. Całował jego uda schodząc w dół i z kierując się ku górze. Masując przy tym dłońmi jego skórę. Robiąc to czasami z jego ust wydobywał się cichy pomruk. Zapomniał o całym świecie.

    Przez ciało śniącego Oskara zaczęły przechodzić przyjemne dreszcze. Oliwiera z transu wybudziły ciche jęki wydobywające się z ust Oskara. Jego człowiek nabrzmiał. Był gorący, a z główki zaczęła wyciekać przezroczysta i lepka ciecz. Oliwier zgiął lekko nogi przyjaciela. Językiem przesuwał po jego jądrach, czasami lekko je ssąc. Kciukiem zaczął masować miejsce pod nimi. Oskar zaczął się wybudzać. Spod przymrużonych oczu ujrzał swojego przyjaciela między nogami. Ten widok wywołam przyjemne uczucie rozchodzące się po całym ciele. Chciał go dotknąć. Pogłaskać po czarnych włosach.

    – Oli, chodź tu do mnie – wymruczał półprzytomny.

    Jednak Oliwier tylko spojrzał na niego i się uśmiechnął. ,,drań” – pomyślał Oskar. Ten nagle objął ustami jego członka. Oskar głośno syknął z rozkoszy. W jego szarych oczach można było ujrzeć żar. Żar, który mógł rozpalić wszystko wokół. Ale skupiał się na nim. Na rozpaleniu tego, którego kochał. Oskar zaczął cały dygotać. Chciał złapać chłopaka za włosy i wepchnąć mu kutasa w usta. Jednak ten jedynie pieścił jego główkę.

    Ręce Oliwiera łapczywie krążyły po udach przyjaciela. Po pewnym czasie, dłonie zaczęły masować jego pośladki. Oskar zacisnął palce na pościeli. Tak bardzo chciał aby ten objął ustami całego jego członka. Oli przerwał i skierował usta do wejścia swojego przyjaciela. Jego język je pieścić, czasami wsuwając się do środka. Złapał go za biodra i mocniej się przycisnął do niego.

    – Oli…proszę Cię. Chodź tu do mnie.

    Ale ten nadal go ignorował. Zwilżył palec wskazujący i powoli wsunął go w odbyt przyjaciela. Poruszał powoli. Drugą ręką złapał trzon jego penisa i zaczął również powolny masaż. Oskar czuł, że nogi ma jak z waty mimo, że leżał na łóżku. Jego krew zaczęła szybciej krążyć w ciele, a oddech stawał się głębszy. Jednak apogeum nastąpiło wtedy gdy Oliwier dołączył drugi palec do zabawy. Oskar zacisnął dłonie na poduszce, dysząc coraz głośniej. Z jego ust zaczęło wydobywać się imię chłopaka. Pragnął go. Oliwier widząc to, zlitował się nad przyjacielem. Podniósł się i oparł się rękoma. Tkwił tak nad nim. Patrzył na niego i się uśmiechał.

    – czego chcesz? – wyszeptał mu do ucha Oli.

    – ciebie. Pieprzyć Cię i abyś Ty pieprzył mnie. – odpowiedział mu.

    Oliwier chciał już wykonać prośbę Oskara jednak ten zrobił coś co go kompletnie zamurowało. Nie miał szans na reakcję. Oskar zszedł z łóżka, złapał przyjaciela za biodra i pociągnął do siebie, ustawiając go w pozycji siedzącej. Szybko złapał go jedną ręką za czarną czuprynę, a drugą złapał swojego penisa. I nie czekając na pozwolenie, wepchał mu go w usta. Nie cackał się. Wepchnął go całego, aż część z jego członka znalazła się w gardle przyjaciela. Przycisnął mocno biodra do niego i wydał z siebie długi jęk pomieszany z pomrukiem. Z oczy Oliwiera poleciały łzy. Ale nie protestował. ,,Boże, co za bestia w niego wstąpiła?” – pytał siebie.

    Spojrzał na twarz przyjaciela. Był w obłędzie. Oczy miał szeroko rozszerzone, a wargi lekko rozchylone. Świeciły. Świeciły pożądaniem. Zaczął się krztusić. Widząc to, Os wyjął penisa z jego ust. Odczekał chwilę i znów wepchnął go w usta przyciskając się mocno biodrami do jego twarzy. Oliwiera lekko łaskotały włoski łonowe chłopaka. Jego męskość pulsowała mu w ustach. Oskar wyglądał jak odurzony, słodki i niewinny chłopiec. Oliwier chciał mu pomóc. Położył dłonie na jego biodrach. Odsunął głowę od jego bioder, lecz nie wypuścił członka z ust. Objął ustami jego główkę i zaczął powoli ssać. Dłońmi krążył po jego pośladkach. Wziął parę głębokich wdechów i zaczął poruszać w dynamicznym tempie miednicą przyjaciela. Ten zrozumiał co drugi chce mu zasygnalizować. Złapał chłopaka obiema rękoma za włosy i zaczął poruszać się w wyznaczonym przez niego rytmie. Ruchy były coraz mocniejsze. Chciał go pieprzyć. To proszę bardzo. ,,Rób ze mną co chcesz” ,,Jestem Twój”.

    Męskość Oliwiera domagała się pieszczot. Był twardy jak skała i gorący jak ogień. Jednak czekał aż jego przyjaciel będzie na tyle zaspokojony aby się nim zająć. Kto by pomyślał…buntownik, który da się okiełznać. Ujarzmić.

    Oskar napierał na niego, że ten musiał podeprzeć się rękoma. Jedną nogę położył na łóżku zginając w kolanie. Oliwier objął ją ręką. Ruchy chłopaka stały się wolniejsze i delikatniejsze. Zaczął ogarniać go spokój, jednak żar w oczach nie gasł. Stopniowo zwalniał, aż w końcu znieruchomiał na chwilę. Pogładził go po policzku. Oliwier mając nadal jego przyrodzenie w ustach leciutko je ssał.

    Chłopak wyjął swojego penisa z jego ust.

    – przepraszam, nie wiem co mnie opętało. Po prostu tak bardzo…

    Ale nie mógł dokończyć ponieważ Oli zatkał mu usta pocałunkiem. Wydał z siebie cichy pomruk. Był to przyjemny bodziec. Zaczęli się namiętnie całować. Ich ręce wędrowały po ich ciałach. Czuli swoje rozgrzane i nabrzmiałe członki. Napierali na siebie łapczywie. Wygłodniali siebie.

    W pewnym momencie Oliwier popchnął Oskara na ścianę. Obok z szafki wyjął lubrykant. Nałożył niewielką ilość na dłoń i rozsmarował po swojej męskości. Wziął Oskara za pośladki i podniósł do góry przyciskając go do ściany. Ten objął go w pasie nogami, aby nie zachwiać równowagi. Oliwier mocniej przywarł do niego i zaczął gładzić opuszkami palców jego oczko. Mając jeszcze mokrą rękę w żelu, rozsmarował go po wejściu przyjaciela, wkładając od razu dwa palce. Oskar cicho pojękiwał. Chciał go mieć w sobie.

    – proszę, zrób to… – wyszeptał mu do ucha. Oli spojrzał na niego. Oczy miał zaszklone. Płakał? Twarz miał czerwoną, a policzki rozpalone. ,,Czemu płakał?” – zastanawiał się Oli.

    – czemu płaczesz?

    – ze szczęścia…ze szczęścia Oli.

    Oskar oplótł ręce wokół szyi chłopaka i mocno się przytulił. Chłopak czół ciepłe łzy kapiące na jego skórę. Oplótł nogi mocniej wokół bioder Oliwiera prosząc go aby zrobił to.

    Oliwier posłuchał chłopaka. Jednak zamiast rzucić się na niego jak na zwierzynę, wszedł powoli w niego. Delikatnie. Gdy tylko główka jego penisa weszła w wejście przyjaciela, ten wyjąkał jego imię. Boże, jakie to było piękne dla niego. Nogi się ugięły pod nim, a szum zawitał w jego uszach. Ale nie. Nie może stracić równowagi. Nie teraz. Szybko otrzeźwiał.

    Nie odczuwał ciężaru ciała. Nie pieprzyli się, a kochali. Ich ciała złapały jeden i ten sam rytm. Oliwier wchodził głęboko, ale delikatnie. I jęki tworzyły przyjemną melodię. Usta co chwila się odnajdywały, a ich języki oplatały się wokół siebie.

    – połóż mnie na łóżku. Trochę się już męczę – wydyszał Oskar.

    – dobrze.

    Położył go na łóżku, rozchylił i zgiął jego nogi. Szybki i płynnym ruchem wszedł w niego. Oparł się na przedramionach aby mieć blisko jego twarz. Powrócili do pocałunków. Oliwier całował go po szyi, czasami zostawiając małe, czerwone ślady. Powoli poruszał biodrami chcąc dokładniej czuć każdy centymetr swojego przyjaciela. Czuć jak jego kutas ociera się o ścianki jego odbytu. Złączyli swoje dłonie nie puszczając swoich ust. Kochali się.

    Oliwier wyszedł na chwilę z chłopaka i przewrócił go na brzuch. Rozchylił jego pośladki i wszedł w niego, ale szybszym i zdecydowanym ruchem. Poruszał biodrami całując jednocześnie kark i plecy Oskara. Chłopaka przechodziły przyjemne dreszcze, a ciało zaczęło się trząść z rozkoszy. Chłopak bardziej wypiął się w stronę drugiego. Wchodząc, Oliwier zaczął uderzać w najczulszy punkt. Powodowało to, że Oskar dyszał, stękał i jęczał na przemian wymawiając jego imię. Widząc to Oliwier przyśpieszał i wzmacniał swoje ruchy. Sam czuł, że jest blisko. Jego kutas pulsował wewnątrz przyjaciela.

    Oskar bez namysłu skierował swoją rękę na swoje przyrodzenie. Był w amoku. Takich rozkoszy dawno nie zaznał. Czuł, że jest blisko.

    – zaraz dojdę.

    – poczekaj na mnie, proszę.

    Starał się. Starał się wytrzymać i poczekać na niego.

    Oliwier zwiększył tempo. Uderzał go coraz mocniej. Ich ciała były już mokre od wysiłku.

    – Oliwier, nie wytrzymam już dłużej…

    Oskar nie wytrzymał. Wystrzelił. Jego ciało zostało ogarnięte przez torsje. Przy orgazmie wydał z siebie krzyk pomieszany z jękiem rozkoszy.

    Pobudziło to na tyle Oliwiera, że po paru pchnięciach doszedł w nim. Jego orgazm był również silny, jednak dochodząc mocniej przywarł do pleców Oskara.

    Leżeli tak przez dłuższą chwilę. Oliwier osunął się z Oskara i opadł obok niego na plecach. Ten nadal leżał na brzuchu, oszołomiony, ale uśmiechnięty. Położył dłoń na policzku przyjaciela. Ten położył dłoń na jego dłoni.  Nic nie mówili. Patrzyli na siebie i się szczerzyli.

    Wiedzieli, że chcą mieć siebie.

    CDN.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    K.D
  • Zdradzony, Pocieszony i….. cz.6

    Nagle zadzwonił telefon. Oliwier podnosi z szafki nocnej swoją komórkę. Zamarł. Dzwonił Łukasz. Ale dlaczego zamarł? A no tak. Przed chwilą uprawiał sex z przyjacielem, co równało się z tym, że go zdradził. Zbladł, a w ustach poczuł suchość. Nie odebrał. Telefon znów zadzwonił. I tak z trzy razy. Za czwartym razem Oskar wyrwał mu telefon i nacisnął zielona słuchawkę.

    – halo, no co tam?

    – cześć, Oliwier śpi? Próbuje się dodzwonić, ale bezskutecznie.

    – tak, śpi jeszcze. Przekazać mu coś? – spytał obojętnie Oskar.

    – jeśli możesz to obudź go. Będę u was za 30 minut – rzucił szybko Łukasz i rozłączył się.

    ,,Cholera” – pomyślał Oskar.

    Spojrzał na przyjaciela. Widział w jego oczach przerażenie. Nie poznawał go. Zawsze był opanowany, a teraz targają nim emocje. Czyżby zamienili się osobowościami?

    – Ol, Łukasz będzie za 30 minut. Musimy się ogarnąć.

    Ten jedynie przytaknął. Był pogrążony w myślach. Szybko posprzątali pokój, przedpokój i łazienkę. Założyli ubrania i poszli do kuchni zrobić sobie kawę. Oskar usiadł przy blacie, a Oliwier zaczął w wstawiać wodę. Nic nie mówili. Gdy tylko ich spojrzenia się stykały to jeden odsyłał drugiemu uśmiech. Oliwier zresztą wiedział co lubi pić jego przyjaciel – mleko z kawą. Tak. Mleko z kawą. Więcej ma być mleka niż kawy. Zawsze go to rozbawiało. Zrobił sobie małą czarną, usiadł naprzeciw niego i w milczeniu zaczęli pić.

    Na dworze zaczęło pojawiać się słońce. Po deszczu nie było powoli śladu.  Promienie słoneczny zaczęły wpadać przez okno. Najwidoczniej humor chłopaków udzielał się również Matce Naturze.

    Oskar wyciągał rękę i wystawił dłoń do Oliwiera. Ten go złapał za rękę. Siedzieli tak trzymając się i patrząc na siebie popijając poranna kawę. Czy byli szaleni? Tak. Czy byli nierozsądni? Możliwe. Jednakże, nie bez przyczyny mówi się, że z miłości traci się głowę. Wszystko się zmieniło w ciągu jednego wieczoru i jednej nocy. Czas przyśpieszył. To tak jakby ktoś wylał na nich kubeł zimnej wody, który otworzył im oczy na nowy i nieznany świat. Świat uczuć i emocji, który ich mógł lekko przerażać. Oboje nie chcieli myśleć ,,co dalej?” ,,co z nami?”.

    Usłyszeli otwierające się drzwi frontowe. Byli spokojni więc nie mieli czego się obawiać. Kroki chłopaka zbliżały się do kuchni.

    – cześć… osz kurwa, Oli jak Ty wyglądasz! – wykrzyczał Łukasz.

    Ani on ani Oskar nie zauważyli, że na twarzy pierwszego pojawiły się ślady po wczorajszej bójce. Jedna część twarzy była opuchnięta. Dlaczego nie zwrócili na to wcześniej uwagi?

    – nie boli Cię nic? – spytał zmartwiony Łukasz

    – cześć, nie. Jedynie może plecy, a tak to nic. Nie zauważyłem nawet, że twarz mam opuchnięta.

    – biedactwo. Chodź tu do mnie. Łukasz podszedł do Oliwiera i objął go, przyciskając do siebie. Głaskał mu włosy, jakby był delikatną istotą. Na ten widok Oskar poczuł ucisk w środku. Zazdrość? Łukasz obrócił twarz Oliwiera ku swojej i go pocałował nie przestając go głaskać. Oliwier nie protestowal. Oddawał się tym delikatnym pieszczotom. Bo co miał zrobić? Odepchnąć go? Mógłby coś podejrzewać. Wiedział, że ten widok dla Oskara jest ciężki. Czuł jego ból. Ale ten nic nie mówił. Nie miał prawa. Zrozumiał, że Oli kocha ich obu. ,,Czy można kochać więcej niż jedną osobę?” – zadawał sobie to pytanie. ,,To chore!” – myślał dalej. ,,Nie, nie i jeszcze raz nie! On jest mój! Wyłącznie mój. Nie mogę znów stracić kogoś na kim mi zależy!” – krzyczał w sobie Oskar.

    Wstał. Miał w oczach łzy. Jednak szybko się odwrócił aby jego przyjaciele tego nie zobaczyli. Wyszedł na dwór pod pretekstem zapalenia papierosa. I w sumie uznał, że faktycznie zapali. Oparł się o ścianę domu, odpaliła papierosa i stał tak patrząc przed siebie. Czuł, że po policzkach spływają mu ciepłe i słone łzy. ,,Matko, czemu ja muszę być taką wrażliwą kluchą” – ganił sam siebie. Płacz chociaż cichy, stawał się intensywniejszy. Czuł, że jeśli się nie uspokoi zaraz zaczną go łapać duszności, a wtedy już nie ukryje nic przed chłopakami. Stał i palił. Za chmur wychodziło słońce. Jakby chciało rozchmurzyć nastrój chłopaka. Przecież jeszcze godzinę temu był przeszczęśliwy. Oddawał się temu, którego kocha.

    Dopalił papierosa i wrócił do domu. Dochodząc do kuchni zatrzymał się i schował za ścianą między framugą drzwi, a szafą.

    – jesteś jakiś inny.

    – co masz na myśli?

    – nie ukrywam, zdziwiłem się, gdy pozwoliłeś mi się objąć i pogłaskać. Zawsze byłeś zdystansowany i nie lubiłeś jak się ktoś rozczulał nad Tobą. Nie to, że mi to przeszkadza bo zawsze chciałem to zrobić bez wcześniejszego szarpania się z Tobą, ale na pewno mnie to zaskoczyło.

    – tak, wszystko jest w porządku. Naprawdę. Po prostu jestem poobijany, zmęczony psychicznie i wgl takie tam – mówiąc to machnął ręką.

    Łukasz przez chwilę patrzył na niego. Skrzyżował ręce i oparł się o blat.

    – powiedz mi.. znacie się z Oskarem długo prawda?

    – tak, a czemu pytasz?

    – ja go znam krócej od Ciebie. Wiem jednak, że Oskar jest bardzo…przyciągający. Ma w sobie coś co powoduje, że ta jego delikatność jest jak magnez dla facetów i kobiet. Nie uważa się go za słabeusza czy mięczaka. Nie wiem co on ma takiego w sobie, ale przyznam, że i ja w pewnym momencie chciałem ulec jego urokowi. Zamierzałem nawet podbić do niego, ale wtedy poznałem Ciebie. Jesteście przeciwieństwami. Totalnymi. Ale doskonale się rozumiecie. To zadziwiające. Ale uzupełniacie się. Jak plus z minusem w magnesie. Jak Jing i Jang. Jak biel z czernią. Jednak mam od wczoraj obawy. Dużo nad tym myślałem i…wiem, że nie daje się takich wyborów, ale mógłbyś z nim ograniczyć kontakt? Nie patrz tak na mnie! Nie chce Cię stracić. Nie chce aby Cię omotał i mi Ciebie odebrał. Nie macie całkowicie urwać kontaktu, ale ograniczyć go na razie.

    Oliwier go słuchał i z każdym wypowiadanym słowem jego oczy stawały się coraz szersze ze zdziwienia. NIGDY nie przypuszczał, że ktoś, zwłaszcza ŁUKASZ poprosi go o taka prośbę. Rozdzielenie ich to jak przecięcie ciała na pół. Byli jak bracia, przyjaciele…a teraz i chyba kochankami. Wszyscy wiedzą jak oni są dla siebie ważni. Jeden by dał się zabić za drugiego. Nie. To nie mogło mieć miejsca. Na pewno się mu to przyśniło. Albo jeszcze jego mózg nie działa prawidłowo.

    – Oli… – mówił pół szeptem Łukasz. Kierował rękę na jego włosy, gdy ten ją odepchnął.

    – Chyba sobie jaja robisz. Wiesz, że ja i Oskar jesteśmy ze sobą od 6 roku życia. Zawsze razem. Jesteśmy przyjaciółmi. Mamy mocną więź, której nikt nie rozumie. Mamy tego świadomość. Ale to dla nas jak rozdarcie jednego ciała na dwie części. Wiesz, że jest dla mnie ważny, a Ty każesz mi go zostawić! – zaczął krzyczeć Oliwier. Łzy miał w oczach.

    ,,Cholera, co się z nim dzieje” – Łukasz stał i patrzył się zdziwiony. On tylko poprosił o ograniczenie kontaktów, a nie całkowicie urwanie znajomości. Zachowuje się jakby go….

    – Wyjdź. Wiesz, że to mój najlepszy przyjaciel. A Ty każesz mi ograniczać z nim kontakt w imię czego? Związku z Tobą? A kim Ty jesteś?! – nagle uświadomił sobie co on wygaduje. Cały dygotał. Łukasz stał przed nim purpurowy. Pięść miał zaciśnięta. Oliwier szykował się do przyjęcia ewentualnego liścia, ale nic takiego nie nastąpiło. Z oczu Łukasza wydobywał się chłód. Złość. Zranienie.

    – uznam, że tego nie słyszałem. Udam, że nie wypowiedziałeś tych słów. Ok. Skoro tak to zapomnijmy o tej rozmowie. Przyszedłem tu sprawdzić jak się czujesz i zabrać was na śniadanie do knajpy. Chcesz iść?

    Oliwiera zamurowało. Myślał, że ten go rzuci, ale jednak nie. Czuje się jak…kobieta. Kobieta, która ma zły dzień, a jej facet dzielnie to znosi. Oskar…no właśnie. Oskar. Stał i go zamurowało. Nie sądził, że jest tak postrzegany. Z jednej strony czuł się winien, ale z drugiej nie. Jeśli nawet ma taki urok, to sprawa z Oli jest zupełnie inna.

    Oskar udał się do pokoju. Po chwili wkroczył Łukasz.

    – ubieraj się. Idziemy coś zjeść. – rzucił wesoło jakby nigdy nic.

    – spoko, a gdzie?

    – jest niedaleko świetna naleśnikarnia. Przyda się coś na osłodzenie – mówiąc to puścił do niego oczko.

    Ok. To nie był wcale zły pomysł.

    ***

    Po 30 minutach spaceru doszli do Naleśnikarni. Znajdywała się w sercu Centrum. Miała dobre recenzje. Mimo tego, że była sobota – lokal był praktycznie pusty. Parę osób – dwie pary i grupa nastolatek.

    Usiedli na samym końcu sali. Tak aby mieli prywatność i swobodę podczas rozmów. Zamówili to na co mieli ochotę. Jedli w ciszy. Czasem próbowali nawiązać rozmowę, ale szybko się urywała. W końcu Oliwier zarzucił temat zrobienia w przyszły weekend ognisko. Chłopakom się pomysł spodobał. Trzeba tylko zebrać ekipę i ustalić szczegóły. Rozmowa była swobodniejsza. Zaczęło się rzucanie żartów. W pewnym momencie Oskar tak mocno się śmiał, że przez przypadek wymachując rękoma wywrócił koktajl czekolady na swoje spodnie. Był to dość przezabawny widok. Patrząc, że cała zawartość wylądowała centralnie na kroczu chłopaka. Wziął chusteczkę i próbował to wytrzeć. Jednak efekt był jeszcze gorszy. Oliwier poszedł do kelnerki i spytał czy nie przyniosłaby jakiejś mokrej ścierki, aby uratować na tyle ile się da spodnie (,,i godność” śmiał się w duchu) chłopaka. Dziewczyna bez problemu spełniła prośbę. Oliwier przyszedł do stolika i spytał się czy może pomóc mu się ogarnąć. Spojrzał jeszcze na Łukasza. Ten wstrzymał oddech, ale przytaknął głową. Dlaczego Oliwier to zrobił? Aby ,,załagodzić sytuację”.

    Oskar oczywiście protestował mówiąc, że nie jest dzieckiem i sobie poradzi. A jak to Oliwier, postawił na swoim i zaczął wycierać mu koktajl ze spodni przyjaciela. Gdy tak przecierał materiał na kroku chłopaka czuł, że jego kutas zaczyna sztywnieć. Łukasz nie widział tego bo siedział naprzeciw nich. Oskar próbował się powstrzymać, aby nie dać nic po sobie poznać. Tak naprawdę też czuł zmęczenie po porannych igraszkach, ale najwidoczniej jedna część ciała chciała więcej. Oliwier szybko się uwinął, jednak Oskar nadal był podniecony. Jego chciało znów mieć go dla siebie. Uznał, że pod pretekstem doczyszczenia się pójdzie do łazienki. Zostawił chłopaków samych i poszedł do ubikacji.

    Jednak zamiast się ,,doczyścić” opuścił klapę od wc, usiadł i wyciągnął ze spodni swojego penisa. Odchylając się lekko do tyłu wziął swoją męskość w dłoń i zaczął powoli go masować. Myślami krążył po Oliwerze i o tym co między nimi zaszło podczas ostatnich godzin. Masował swoje przyrodzenie trzymając go w mocnym uścisku. Rozchylił bardziej swoje uda i zaczął drugą ręką pieścić swoje jądra. Z każda chwilą jego kutas coraz bardziej się prężył. Z samego czubka zaczęła spływać lepka i przezroczysta ciecz. Starał się powstrzymywać od głośnych jęków wiedząc, że jest w miejscu publicznych. Jego ciało zaczęły przechodzić przyjemne dreszcze. Cały czas fantazjował o swoim przyjaciela. Nie wie ile już tam był. Zatracił się w zaspokajaniu się. Z jego ust po cichu  wydobywało się imię chłopaka. Wymawiał je na przemian z jękami. Można uznać, że wymrukiwał imię Oliego.

    Minęło z dobre 15 minut, a po przyjacielu nie było ani śladu. Zaczęli się martwić. Gdy minęło 20 minut Łukasz uznał, że pójdzie zobaczyć co się dzieje.

    Oskar nie zauważył, gdy drzwi od toalety się otworzyły. Gdy usłyszał świst wypuszczającego powietrza z czyiś ust. Zamarł trzymając jedną dłoń na trzonie swojego penisa, a drugą na jądrach. To był Łukasz.

    Patrzyli się na siebie. Łukasz podszedł do Oskara i zdjął dłoń chłopaka z jego penisa. Ukląkł przed nim i z całej siły złapał jego męskość. Ten aż pisnął z bólu. Na policzkach pojawiły się rumieńce, a oczy stały się szklane. Łukasz tylko się uśmiechnął. Zaczął powoli pieścić dłonią przyrodzenie przyjaciela. Patrząc mu prosto w oczy. W pewnym momencie przybliżył usta do jego ust i zaczął je całować. Oskar chciał się wyrwać, ale Łukasz był od niego silniejszy. Ruchy tego drugiego zaczęły przyśpieszać. Na przemian wzmacniał i poluźniał ucisk na jego kutasie. Z jednej strony bolało to Oskara, ale i podniecało. Mimo wszystko próbował się wyswobodzić z rąk przyjaciela. W pewnym momencie Łukasz złapał go za biodra powalając na ziemię. Na szczęście nic się mu nie stało, choć było blisko aby Oskar przywalił głową o brzeg muszli. Jednak nie zarejestrowali tego. Łukasz obrócił tak chłopakiem aby potem go przycisnąć do ziemi. Leżał teraz przed nim. Dłoń Łukasza znów powróciła do pieszczot, a drugą ręką zgiął chłopakowi jedną nogę. Szybko palcami zaczął krążył wokół jego wejścia. Oskar wiedział co może nadejść, ale nie miał sił się wyswobodzić. Łukasz oblizał dwa palce i bez cackania się włożył w chłopaka. Oskar znów pisnął, lecz Łukasz szybko go uciszył pocałunkiem. Żeby było mało, Łukasz zaczął tak poruszał palcami aby uderzały one o prostatę tego drugiego.

    Oskar nie mógł nic powiedzieć. Usta przyjaciela były tak zaciśnięte, ze mógł jedynie wydawać ciche jęki. Było mu przyjemnie. Bardzo. Podobało mu się to patrząc, że i przerażało. Czuł, że zaraz eksploduje. Jego kutas był rozpalony i pulsował. W pewnym momencie z całej tej przyjemności, Oskar zaczął się wyginać. Łukasz jedynie się patrzył perfidnie i uśmiechał. Również wyczuł, że chłopak jest blisko orgazmowi. Gdy już dochodził, Łukasz nagle wyjął palce spomiędzy jego pośladków i zdjął rękę z jego kutasa. Oskar był w szoku. Był tak blisko. Czuł, że będzie miał silny orgazm. Zaczął wewnątrz szaleć. Bolało go. Łukasz złapał go pod pachy, wsunął spodnie z bokserkami i wyszeptał:

    – tak się kończy, gdy fantazjujesz o moim chłopaku – po tych słowach pocałował go namiętnie w usta, klepnął w tyłek i wyszedł.

    Oskar zgiął się w pół i czekał aż to przejdzie. Płakał. Ale nie wiedział czy z przerażenia czy z złości, która zaczęła go ogarniać.

     

    CDN.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    K.D
  • Mala Aga

    -Aga szybciej choć już 
    Ewa krzyczała wystawiając głowę z samochodu 
    – Dawaj bo się spóźnimy 
    -Już idę minutkę -zawołała po czym wybiegła trzaskając drzwiami mieszkania wskoczyła do auta .
    -Możesz tak nie trzaskać tymi drzwiami ?
    -Ojej dobrze -odburknęła Aga udając focha 
    -Chcesz chipsa ? 
    -Nie – odpowiedziała 
    -Co to foh ? -spytała Ewa – moja mała córeczka ma focha ? 
    -No dobra dawaj tego chipsa 
    Ewa dała jej kuksańca po czym odpaliła pojazd i ruszyła .

    Spędziły całe popołudnie na zakupach . Po powrocie Aga poszła się kąpać a Ewa zabrała się za szykowanie kolacji . Miała 35 lat i była starsza od Pawła o 3 lata . Bardzo go kochała a on ją . Była raczej szczupła.ale nie chuda długie nogi małe cycki i długie blond włosy . Nie była jakąś pięknością ale i nie była brzydka . Bardzo dbała o dom .Podczas gdy dziewczyny spędziły czas na zakupowych szaleństwach , Paweł uciął sobie drzemkę , właśnie się budząc zaspany ruszył do łazienki nie wiedząc że Aga się kąpie , wszedł do łazienki i miał się wycofać zorientowawszy się że jest zajęta , jednak widok nagiego ciała Agnieszki odgonił sen momentalnie budząc ,, Aga zwrócona przodem z głową uniesiona i pianą na twarzy , nie zauważyła Pawła stojącego jak zahipnotyzowany wpatrującego się w strugi wody spływające po jej ciele spłukując pianę ,chłonął podniecony widok zbierających się strumyków wody spływających po ramionach do piersi , skupiając się na sutkach opadających strugami na gładki brzuch ściekającą niżej by zginąć między jej udami obmywając wygolona cipkę z małym irokezem ,widok sprawił że stanął mu . Zauważywszy Pawła szybko sięgnęła ręcznik okrywając się speszona , był pod wrażeniem młodych krągłych piersi z sterczącymi różowymi suteczkami jak dwa orzeszki w czekoladzie , gładki brzuch i wygolone łono z małą kępka nad łonem , odwróciła się speszona .

    -Tato wyjdź kąpie się – jakby się zawiesił – kiedy ona tak wydoroślała ? – rozmyślał , zawsze pamiętał ją jako małego brzdąca , gdy kąpał ją , zmieniał pieluchy . Później podlotek i nie zauważył kiedy jej ciało …
    -Przepraszam hmm… ups – odpowiedział ocknąwszy się z zamyślenia , taksując jej nagie plecy i krągły tyłek 
    – Tato wyjdź jestem nago 
    – A tak niedawno kąpałem cię zmieniałem pieluchy – odrzekł
    – Ale byłam wtedy małą dziewczynką , teraz jestem już duża .
    – No tak – wybąkał – jak ten czas leci – 
    – Wyjdź proszę , wstydzę się .
    – Ok – po czym z ociąganiem , wciąż taksując jej ciało ,wyszedł z łazienki .
    Po tym incydencie , zaczął widzieć w niej kobietę ,jej ciało zrobiło na nim wrażenie ,poczuł ekscytację .od ostatniego razu gdy widział ją nago , jakieś 2 lata temu gdy kąpały się z Ewą . Bardzo się rozwinęła , nabrała kobiecych kształtów , piersi urosły , biodra nabrały krągłości .
    Adoptowali ją gdy miała 5 lat , wiedziała że są jej przybranymi rodzicami ,ale kochała i traktowała ich jak prawdziwych .Zawsze była żywa , wszędzie jej pełno ,później zaczęła poważnieć . Bardzo ją polubił traktował jak córkę ale teraz sam nie wiedział , to była już prawie kobieta . Poczuł że pragnie jej ciała . Pragnie je dotykać pieścić całować .

    —–

    Wspólnie zjedli kolację rozmawiając ,później wygłupiali się ,grali w eurobiznes . Aga rozpromieniona ubrana była w T Shirt i szorty , sam się przyłapał że zerka jej w dekolt , odczuwając dreszcz podniecenia . 
    -Komu lody ?-zapytała Aga wstając z kanapy i całując Pawła w czoło 
    -O, haha a to za co ? – spytał .
    -Za to że cię kocham – odparła figlarnie .
    – W takim razie jak najbardziej lody .
    – To i ja poprosze , ale troszkę – dodała Ewa 
    – Ok to trzy razy lody – odparła Aga i udała się do kuchni .
    Paweł pocałował Ewę 
    -To może ja przyniosę coś do picia ? Na co masz ochotę ? 
    -No nie wiem , jakiś soczek ? 
    -Ok załatwione zaraz przyniosę – ucałował Ewę w usta po czym ruszył do kuchni .
    Aga stała przed blatem nakładając lody , podszedł ją od tyłu i objął całując w głowę 
    -Moja córunia szykuje lody 
    -Yhy
    – Nie codzienny widok – odpowiedział ściskając ją mocniej przywarł do pośladków 
    – Kawowe czy śmietankowe ? – zapytała
    – Oczywiście że śmietankowe – odpowiedział a dłonie z brzucha powoli zawędrowały na piersi , objął je delikatnie ściskając przez materiał bluzki .
    – Oh tatko , 
    – Pięknie ci wyrosły – nie mieściły się w jego dłoniach ,nie miała stanika , wodząc w górę czuł jak sztywne suteczki kłują jego dłonie .Elektryzując ciało ciepło spłynęło do jego podbrzusza , wypełniając krwią penisa , wbijał się w jej pośladki ,musiała go poczuć jak się wpycha .
    – Wiem a teraz pozwolisz że zaniosę lody – odwróciła się uwalniając z objęć dała mu całusa i zniknęła w drzwiach . Stał tak chwilę z wybrzuszeniem w spodniach , strasznie na niego działała . Jednak otrząsnął się i wziąwszy napoje wrócił do pokoju wciskając się między Ewę a Agę przytulił obie .
    – Moje dwa serca – powiedział – moje skarby – naszła go nagle myśl że zajebiście byłoby się kochać z nimi dwiema naraz . 
    -Jak tak nas kochasz to może dasz nam dokończyć lody ? – odezwała się Ewa całując go w polik .

    Zrobiło się już późno , Ewa poszła wziąć prysznic , Aga zajęła się zmywaniem a Paweł , rozsiadł się w kuchni i przyglądał jak Aga zmywa .
    – Tyłek też masz niczego sobie -zaczął 
    – Oj tatku coś się tak komplementy zrobił ? – wstał od stołu i podszedł .
    – Właśnie do mnie dociera , że moja córunia dorasta – przytulił ją od tyłu odgarniając włosy z ramion ucałował jej ramię – wyrastasz na piękną kobietę – wyczuła jak jego męskość wciska się w jej pośladki 
    – Dziękuję tatko – odpowiedziała odwracając się , pocałowała go w polik , a on wlepił wzrok w jej biust wodząc palcem po rowku między wypukłościami .
    – Tak bym je wypieścił , lizał . 
    – No chyba bardzo – odpowiedziała rumieniąc się i uśmiechając, patrząc na jego wybrzuszenie w kroczu , dość mocno się odznaczające . Dłonią musnęła wypukłość wodząc od dołu ku górze , po czym zawstydzona swoim postępkiem odwróciła się powróciwszy do zmywania . Ośmielony jej ruchem przywarł do niej odważniej , dociskając własnym ciałem do zlewu wodził dłonią po jej gładkim brzuchu , gładkim delikatnym jak aksamit , wydzielała elektryzujące ciepło . Przerwała zmywanie napinając ciało , odgarnął włosy z jej karku całując go .Przeciągnął językiem .
    Powoli wsuwał dłonie za jej szorty , była cała spięta niczym struna , opuściła głowę , nadstawiając kark do którego przywarł ustami , całował to lizał sycąc się jej zapachem .
    -Tatko co robisz – powoli wsuwał dłoń , coraz głębiej w szorty az wyczuł jej gorącą cipkę 
    -Tatko przestań -wydukała niepewnie oddychając głęboko, brzuch falował w rytm jej przyspieszonego oddechu , wyczuł że sprawia jej to przyjemność a sprzeciw był czysto formalny , ,dłonie powędrowały na powrót ku jej piersiom , były gorące a sutki sterczały twarde wbijając się w jego dłonie . Westchnęła trwając w bezruchu , ciało miała już rozluźnione i gorące ,objął jej piersi mocniej wciąż całując kark , wydała pomruk zadowolenia ,gładził jej brzuch niżej czując opuszkami palców mały irokezik .
    – Lubię takie kępki – odezwał się , zsuwając dłoń niżej , namierzając łechtaczkę widział jak przygryza wargę zamykając oczy .
    – Oh , Paweł – jęknęła, delikatnie zaczął masować łechtaczkę , westchnęła .
    – Tatko … 
    – Tak skarbie ? – chwilę nie odpowiadała wijąc się napierając pośladkami na jego krocze , kręcąc powoli tyłkiem drażniąc penisa , zaczęła dyszeć . 
    – Nic , nie przerywaj , to takie …
    Płonął naprężony członek wciskał się między jej gorące pośladki ,masował jej cipkę , d**gą dłonią rozpiął rozporek uwalniając penisa , nie zważając że w każdej chwili może wyjść Ewa z kąpieli ,zsunął jej szorty zaczęła głośniej dyszeć ,naprowadził członka między pośladki , ciepło było takie elektryzujące , ta jej delikatna skóra , oddychała coraz szybciej gdy masował jej łechtaczkę , wsunął palca powoli między wargi sromowe ,czując jej wzbierająca wilgoć , jęknęła . Ujął penisa i uginając kolana zaczął celować w jej cipkę żołędziem wsuwając się w wargi płonął .
    – Jestem dziewicą – wydyszała próbując opanować oddech 
    – Spokojnie skarbie będę delikatny – pochylił ją do przodu , wsuwał penisa w jej ciasną grotę , pomimo że była wilgotna stawiała opór , wsunął się główka gdy usłyszał jak Ewa wychodzi z łazienki 
    – Cholera – szybko wycofał się przytomniejąc , podciągnął Adze spodenki i szybkim ruchem chowając penisa zasunął rozporek . W ostatniej chwili gdy Ewa wchodziła do kuchni ucałował Agę w głowę .
    – Pamiętaj że bardzo cię kocham – wyszeptał na ucho .
    – Wiem tatko – odpowiedziała zajmując się zmywaniem z trudem opanowując drżenie dłoni .
    – O jak miło widzieć taką współpracę – powiedziała Ewa a Paweł miał nadzieję że niczego nie zauważyła , Aga uspakajając oddech cała czerwona nie odwracała się od garnków cała rozpalona 
    – No a jak – uśmiechnął się tłumiąc podniecenie ukrywając rumień – trzeba współpracować – odpowiedział 
    – Byście tak chcieli codziennie pomagać – uśmiechnęła się Ewa .
    – To idę się wykąpać – odparł uwalniając Agę z objęcia ruszył do łazienki . 
    – A ja pójdę się już położyć kończ córuniu zmywanie i też się połóż późno już . 
    – Dobrze mamuś – ucałowała na dobranoc ,gdy mama wyszła odetchnęła z ulgą 
    Uf nie zauważyła było blisko – pomyślała spoglądając na łazienkę zakiełkował pomysł by wejść do Pawła , ruszyła w kierunku łazienki łapiąc klamkę , zrezygnowała w ostatniej chwili i ruszyła do swojego pokoju .

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Paweł Jaro
  • Policjant na sluzbie

    Nazywam się Michał, mam 22 lata i jestem policjantem. Od zawsze chciałem nim być, ku zdumieniu moich kolegów. W wieku 19 lat przyjęto mnie do policji, podobało mi się tam i po pewnym czasie moi przełożeni to zauważyli i zacząłem jeździć na patrole, najpierw ze starszym policjantem, później z równymi sobie. Muszę też wspomnieć o tym gdzie jeździliśmy bo była to dzielnica prostytucji, głównie nielegalnej. Oczywiście mieliśmy umowę z alfonsami bo komu chciałoby się ganiać z mandatami za prostytutkami. Umowa była prosta, oni pomagają nam rozwiązać prawdziwe problemy, a my nie ścigamy dziwek. Ach, i najważniejsze, mogliśmy korzystać z nich do woli całkiem za darmo. Tak więc moja kariera w policji była dość przyjemna.

    Wróciłem właśnie z małych wakacji i to był mój pierwszy dzień po powrocie na komendę. Coś mi się jednak nie zgadzało, było zaskakująco czysto i wiedziałem że coś jest na rzeczy. Wtedy nasz inspektor, Radek zawołał wszystkich do sali odpraw. Gdy wszedłem do środka natychmiast wszystko zrozumiałem, w sali siedziało ze dwudziestu świeżych posterunkowych i komisariat miał robić wrażenie. Kiedy wszyscy wchodzili do sali zacząłem patrzeć na nowe dziewczyny i niektóre były naprawdę niezłe, nie mogłem się doczekać która będzie do mnie przypisana. Po chwili wszystko się wyjaśniło, oprócz nowych partnerów patrole miały być standardowe. Ja miałem się zająć Kingą, 19 – letnią dziewczyną z bogatej rodziny z dużymi ambicjami. Po odprawie czekała na mnie w samochodzie i miałem wtedy okazję się jej bliżej przyjrzeć. Miała jasne, brązowe włosy upięte w kok z tyłu głowy, była lekko umalowana, podkreślając swoje oczy. Był czerwiec i zaczynało się robić naprawdę gorąco, więc policjantki mogły wybrać krótszy policyjny uniform. Kinga skorzystała z tej możliwości, ale musiała wziąć za mały rozmiar, bo materiał jej stroju kończył się w połowie uda, a na dodatek uniform był dość obcisły i idealnie podkreślał jej sporą krągłą pupę i równie imponujące piersi. Tuż po tym szybkim spojrzeniu, moja partnerka wysiadła i energicznie podała mi rękę, po czym wsiedliśmy do naszego policyjnego forda. Gdy tylko ruszyliśmy odezwała się.

    -Wiem, że mam ogromne szczęście, że na ciebie trafiłam – powiedziała radośnie, a mnie lekko zamurowało

    -Słucham?

    -Jesteś przecież najlepszym policjantem w dzielnicy, nikt nie zaszedł w trzy miesiące tak daleko jak ty – powiedziała lekko zdziwiona – tak powiedział mi twój inspektor

    Nie ukrywam, że czułem się bardzo dobrze, kto by pomyślał że Radek tak mnie będzie chwalił. Uśmiechnąłem się pod nosem, gdy nagle pod nogi spadł mi telefon.

    -Och, przepraszam, już podnoszę – powiedziała Kinga i pochyliła się jednocześnie łapiąc mnie za krocze.

    Ja nadal prowadziłem, gdy ona szukała telefonu, jednak zajmowało to dłuższą chwilę, a jej ręka już tylko masowała mi kutasa przez cienkie spodnie. Wtedy na rogu zobaczyłem jakąś nową dziwkę, której jeszcze nie znałem, więc postanowiłem przetestować Kingę i przerwać tą przyjemną, ale mimo wszystko bardzo dziwną sytuację. Zatrzymałem się, a Kinga podniosła się i rzuciła mi zadziorne, seksowne spojrzenie. Wysiedliśmy i szybko przyjrzałem się prostytutce. Była całkiem dojrzałą blondynką, miała wielkie piersi i dupę, ale była szczupła. W miarę typowa przedstawicielka branży. Gdy się do niej zbliżyliśmy szepnąłem Kindze, że ona kieruje interwencją.

    -Dzień dobry – powiedziała ostro

    -Dobry – odszczeknęła

    -Wygląda mi pani na nielegalną prostytutkę

    -A ty wyglądasz jak dziwka w tych ubraniach – powiedziała z uśmiechem

    Wtedy stało się coś naprawdę niespodziewanego, Kinga spoliczkowała prostytutkę tak mocno, że ta upadła na ziemię, po czym zakuła ją w kajdanki szybciej niż niejeden oficer i po chwili prowadziła ją do samochodu.

    -Ej, ej, zostaw mnie! – krzyczała skuta kobieta

    -Mamy na ciebie konkretne dowody handlu narkotykami, dostaniesz co najmniej 10 lat – zablefowała

    -Ale… – zaczęła przerażona prostytutka – przecież mamy umowę, panie policjancie

    -Ma rację – powiedziałem – daj mi ją

    Wziąłem prostytutkę za kajdanki i położyłem ją na samochodzie, jednym szybkim ruchem zdjąłem z niej spódniczkę i stringi, wyjąłem mojego kutasa i zacząłem ją posuwać. Trzymałem ją za biodra i moje jaja co chwila uderzały o jej dupę. Była całkiem niezła jak na tą dzielnicę a tymczasem Kinga zniknęła w samochodzie. Po jakichś 10 minutach skończyłem głęboko w prostytutce, zdjąłem jej kajdanki i odepchnąłem ją na bok. Schowałem kutasa i wsiadłem do samochodu, ruszyliśmy w dalszą drogę. Było jednak bardzo cicho, zauważyłem że Kinga chyba się obraziła.

    -Hej, wszystko ok? – spytałem, niby nonszalancko

    -Doskonale wiesz, że nie – powiedziała lekko zdenerwowana

    -No powiedz o co chodzi

    -Wolałeś tą szmatę zamiast mnie

    -co? – spytałem zdezorientowany.

    Ona w odpowiedzi zaciągnęła ręczny, rozpięła mi rozporek i wyjęła mi z majtek kutasa. “Nawet nie próbuj protestować” – powiedziała a ja tylko odchyliłem głowę, gdy Kinga wzięła mojego nabrzmiałego członka do buzi. Była naprawdę dobra, byłem w stanie tylko trzymać ją za włosy, gdy zaczęła się nim krztusić, stała się też bardzo pogodna, za każdym razem gdy odrywała się od ssania promiennie się uśmiechała. Po około 10 minutach nie wytrzymałem i trysnąłem jej na twarz. Kinga była wyraźnie zaskoczona ilością spermy na swej twarzy ale tylko się zaśmiała i po chwili wszystko zlizała. Następnie prawie na mnie skoczyła i zaczęła całować i gdy trwaliśmy w tym romantycznym uścisku z konsoli usłyszałem piskliwy komunikat “Orzeł, orzeł melduj się, natychmiast do bazy”. Orzeł to mój kryptonim na bardzo ważne sytuacje, Kinga od razu zrozumiała o co chodzi i ruszyłem na sygnale do komisariatu.

    Ciąg dalszy nastąpi


     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Raúl
  • Relacje matki z corka.

    Ta historia zupełnie mnie odmieniła. Kiedy patrzę na to z perspektywy czasu jaki upłynął od chwili, która lawiną wpłynęła na to gdzie teraz jestem w życiu… niczego nie żałuję. Na początku był strach. Nie taki, który paraliżuje i trwoży, to nie był lęk, raczej obawa przed konsekwencjami tego co się wydarzyło, analizowanie możliwych wątków tej historii. Myślę, że spośród milionów istnień moje poczynania nie są na zupełnej krawędzi, marginesie moralności. Jestem gotowa aby się tym podzielić, poznajcie opowieść, w której zwykła matka, zdrowa Kobieta, czterdziestolatka, wpadła w objęcia rządzy i za nic w świecie nie chce by to się zmieniło.

    Abyście dostrzegli wartość zmiany jaka nastąpiła w moim życiu nakreślę wam jak ono wyglądało przed dniem ‘zero’. Tak go nazywam w swoich rozmyślaniach, bowiem istotnie wyzerował on bieg mojego życia i rozpoczął się czas nowej Ja. Nowej szczęśliwej Ja.

    Mam wrażenie, że od samego początku moje życie było normalne. To chyba najlepsze słowo, normalne. Poprawne. Wychowałam się w rodzinnym domu, oboje rodziców się kochało, wychowało mnie, swoje jedyne dziecko, zapewniając solidny start w dorosłość z sumiennym pakietem odpowiedzialności. Nigdy nie sprawiałam kłopotów, nie wywinęłam żadnego spektakularnego numeru. Szkoła, studia, znajomi, pierwsza miłość, szybka, ale nie przelotna, kształtująca moje wnętrze, emocje, potem rozstanie i lekcja życia. Nie dużo później pojawił się on, druga miłość – mój Marek. Ponownie klasyczna historia, założyliśmy rodzinę i na świat przyszły dzieci, i tak samo jak mnie w przeszłości rodzice i mi udało się zapewnić poprawny start w przyszłość swoim pociechom. Teraz syn Maks ma już 16 lat, a córka Lara rok więcej. Po drodze z naszego życia zniknął tylko mąż. Marek odszedł od nas 7 lat temu. Tak jest lepiej. Przestaliśmy patrzeć w tym samym kierunku już dawniej, a na siebie … już nie pamiętam kiedy to się tak skomplikowało. Zamknęłam z sukcesem ten rozdział. Śmiało mogę powiedzieć, że jestem dumną matką, ale przede wszystkim przyjaciółką dla moich dzieci. Zawsze tak było, oboje wiedzieli, że mają we mnie wsparcie, a dom jest ich ostoją. Maks wyjechał tego pamiętnego lata, pierwszy raz, ze starszym synem przyjaciółki. Pojechali za granicę dorobić na sezonowych pracach. Byłam i jestem o niego spokojna. Obieżyświat, tak na niego mówimy z Larą. Jest ciekawy świata, uwielbia podróże i staram się pomagać mu w realizowaniu tej pasji. Łapie się na prawie każdy szkolny wyjazd. Lara z drugiej strony zawsze była bardziej zdystansowana, pewna siebie lecz spokojniejsza,
    z duszą artystki i magiczną wrażliwością wolała przelewać na papier swoje myśli tworząc pierwsze wierszyki, potem wiersze, opowiadania i eseje. Sztuka i świat książek to jej miejsce w życiu. Zostałyśmy tego lata same w domu i tu zaczyna się właściwy początek tej historii…

                    Tak pamiętam „Dzień Zero”. Poniedziałek. Pierwszy dzień wakacyjnej przerwy, lato 2017.

    Długo zastanawiałam się nad tym, jak ubrać to w słowa. Gdybym miała to powiedzieć obcej osobie na głos, od czego zacząć? Jak wprowadzić. Korzystając z anonimowości internetu łatwiej być konkretnym, nazywać rzeczy ich prawdziwym imieniem. Odrzeć je z wszystkich pięknych przymiotników i niewinną penetrację umieć nazwać ‘rżnięciem’. 

    Tego ranka, przy śniadaniu omawiałyśmy z Larą nasze zamierzenia na najbliższe tygodnie, ja odbierałam swój zasłużony urlop i snułyśmy plany na wypad w bieszczadzkie pasma gór. Piesze wędrówki to nasza wspólna pasja. Kiedy mówiłam o miejscach, trasach, podróży  i noclegach Lara patrzyła na mnie jak w obrazek. Ten wzrok… piękne i duże czarne oczy, loki długich czarnych jak heban włosów owinięte wokół smukłych palców dłoni. Dzisiaj wiem, że ten wzrok błądził w ów czasz po zupełnie innych wyżynach.

    – Słuchasz mnie Lara? – zapytałam, kiedy jej oczy zniknęły za mgiełką wyobraźni i popłynęły w inną niż Bieszczady stronę.

    – Tak mamo, po prostu się zamyśliłam i wpadł mi właśnie nowy wątek do kolejnego opowiadania,
    yyyy… lepiej pójdę ubrać go w zdania, zanim ucieknie jak zwykle… – rzuciła na prędce dopijając kawę
    i pomknęła do swojego pokoju. Zarumieniła się?

    Uwielbia pisać. Czasem stawałam się recenzentką jej tekstów, a innymi razy nie miałam pojęcia nad czym tak skrupulatnie ślęczy, ale jej drobne sukcesy literackie od czasu do czasu ukazywały się
    w tematycznych periodykach, jest naprawdę zdolna. Nigdy nie dopytywałam nad czym akurat pracuje.
    Dłuższą chwilę zajęło mi ogarnięcie porządku po poranny rytuale śniadaniowym, i już myślałam o tym co zrobię na obiad, gotowanie zawsze było moim azylem. Zajrzałam do Laury, stukała rytmicznie
    w klawiaturę.

    – Słuchaj, pojadę na chwilę do marketu, zrobię zakupy, zajmę się obiadem jak wrócę. Wybierasz się dzisiaj na tenis z Anią? pamiętam, że coś wspominałaś…

    – Tenis!, szlag prawie zapomniałam, daj mi dziesięć minut, zbiorę tylko rzeczy i podrzuciłabyś mnie na korty? Znowu się spóźnię, już prawie 11. – Zerwała się jak poparzona, nie cierpiała spóźniania! i tym bardziej nie tolerowała go u siebie.

    – No pewnie, czekam w samochodzie. – Zawiozłam Larę, zakupy poszły sprawnie, po godzinie byłam już w domu. Krzątając się z miejsca w miejsce przechodziłam obok pokoju Lary. Okna miała zasłonięte jak zwykle, ‘sprzyja wenie’ tak zawsze tłumaczyła ten półmrok. Panował względny porządek nie licząc rozgardiaszu na biurku, papierów z notatkami, książek i… i włączonego monitora komputera?.
    Nigdy, prze nigdy nie wnikałam w prywatność moich dzieci, ich zachowanie nie wymuszało konieczności kontroli, szanowałam ich strefę prywatności, teraz jednak przeszła mi przez myśl wzmianka o nowym pomyśle ze śniadania i z czystej kobiecej ciekawości postanowiłam zajrzeć
    w otwarty plik programu Word. Przewinęłam kilka dobrych stron tekstu do samego początku, usiadłam w fotelu Laury i zaczęłam czytać.

    Wyobraźcie sobie uczucia jakie we mnie uderzyły kiedy czytałam tekst opowiadania. W kilku pierwszych zdaniach opisywała kobietę, czterdziestolatkę wychowującą dwójkę dzieci. Uśmiechnęłam się od razu kojarząc źródło inspiracji. To naprawdę miłe uczucie czytać opis samej siebie. „miała czarne włosy tak jak ja, byłyśmy z mamą tego samego wzrostu, za to jej figura – nie jedna kobieta mogła zazdrościć takiej talii w jej wieku, nie jest odzwierciedleniem pierwszych stron czasopism dla kobiet, jednak jej kształty mają w sobie niebywałą kobiecość, smukła i jędrna skóra, która zawsze pachnie mieszanką bzu i wanilii, uwielbiam głęboko nasycać się jej zapachem”. Mój wzrok brnął przez zdanie po zdaniu, otwierałam oczy ze zdumienia, tekst który czytałam poszedł w zupełnie inną stronę niż się spodziewałam! właściwie nie wiem czego się miałam spodziewać! Oddychałam głęboko, serce waliło jak oszalałe, a wzrok mimowolnie skakał co któreś zdanie wyłapując newralgiczne wyrazy i zwroty. „Jej piersi, wołały do mnie zza ponętnego dekoltu..”, „..przeszedł mnie dreszcz kiedy mnie objęła, pocałowałam ją w szyję…” nerwowo przewijałam tekst w górę i w dół w zupełnym chaosie wyłapując kolejne jednoznaczne i dosadne zwroty „uczucie twardniejących sutków w moich ustach…”, „…język wędrował niżej, pieściłam wilgotnymi ustami jej podbrzusze…”, „ciepło jej ud i mieszanka zapachów skóry, perfum i bielizny…”, „wreszcie ją ujrzałam, piękny kwiat z warg jej cipki…”, „ zapadłam w nią całą sobą wsuwając język tak głęboko jak mogłam…”, „Orgazm mojej mamy smakował jak nektar…”, „…czułam jak jej wagina pulsuje wokół moich palców…”.

    Byłam rozbita, nie potrafiłam skupić swoich myśli, w tej samej chwili przez głowę przewijały się dziesiątki pytań, domysłów, jednocześnie wściekłość i zdziwienie, nawet nie wiem jak długo chodziłam po pokoju Lary w amoku myśli i uczuć, moim umysłem  w jednej chwili zawładnęło przerażenie i euforia, złość i podniecenie. Zadawałam sobie pytanie, odpowiadałam i tłumaczyłam w tej samej chwili. Sprzeczność myśli jakie wywołał na wyrywki przeczytany wyuzdany tekst, który wypłynął z pod dłoni mojej córki, zburzył mój wewnętrzny spokój, kiedy po jakiejś chwili dotarły do mnie czas i miejsce zdałam sobie sprawę, że te wyrazy, te… opisy aktu, one dotknęły struny, która we mnie nie wybrzmiewała od bardzo dawna. Zrozumiałam, że jestem niebywale podniecona, wściekle rozpalona od wewnątrz. Nawałnica uczuć i obrazów jakie rysowały się w mojej wyobraźni wbijała się moimi paznokciami w uda. Nieśmiało przepuszczałam przez blokadę rozsądku myśl, że moja córka stworzyła niezwykle erotyczny i wyuzdany tekst, którego inspiracją była nasza relacja! Nie potrafiłam tego pojąć, jak krew z krwi, moja mała Lara przyjęła sobie moje ciało jako ołtarz rządzy i wyuzdanego erotyzmu!

    Dygotałam, czułam się niepewnie, jakbym miała przeżyć raz jeszcze swój pierwszy raz… opadłam na fotel, moje dłonie mimowolnie masowały wewnętrzną stronę ud, przeszły mnie ciarki… wróciłam do tekstu, chłonęłam każde zdanie, pragnęłam zrozumieć, każdy wyraz wbijał się we mnie budząc uczucia jakich nie znałam, umysł wyrwał się w galop po obszarach mojej kobiecości istnienia, której nie byłam świadoma, a jakiej nie umiałam sobie jeszcze uzmysłowić, choć jej istota stała już wejściu do swojego pokoju za moimi plecami.

    Czytałam opowiadanie, w którym Lara była bezkreśnie zniewolona moją kobiecością, całym sobą pragnęła dawać mi rozkosz i sprawiać bym poznawała bezkresny świat rządzy i podniecenia. Byłam obiektem jej wyuzdanych fantazji o seksualnym poznawaniu się dojrzałej kobiety i nastolatki. Jej słowa kreśliły niewyobrażalnie ponętny i przesiąknięty bardzo świadomą erotyką obraz relacji matka – córka, w którym obie kobiety dawały sobie upust drzemiącej w nich rządzy. Historia rozpoczęła się od niewinnej czułości, oparcia i uspokajającej bliskości, która przerodziła się w nieśmiałe dwuznaczne muśnięcia, odważniejsze odwzajemnione dotyki, a wreszcie koncert głębokich westchnień i śmiałych ruchów niosących pocałunki i pieszczoty, które rozpoczęły niezwykłą relację przepełnioną najlepszymi orgazmami jakie mogły sobie wyobrazić. W chwili kiedy czytałam o tym jak Lara rozchyla paluszkami swych dłoni wargi sromowe mojej cipki i łapczywie wsuwa głęboko we mnie swój sztywny język, łapiąc chełpliwie powietrze i wysysając starannie moją esencję podniecenia, nie wiedzieć kiedy jeansowe spodenki, które włożyłam dziś na siebie leżały pod obrotowym krzesłem Lary, a ja z nogami wspartymi o biurko, w pełnym pożądania rozkroku wsuwałam trzy złączone palce swojej dłoni coraz energiczniej w swoją stęsknioną czułości cipkę, kiedy druga zdecydowanie odsuwała bieliznę na bok. Dłoń zatrzymywała się na kłykciach, a moje podniecenie najtrafniej oddawał rozkoszny dźwięk mokrego tańca palców w rytmie odgłosów chlupnięć i ruchów wilgotnych, nabrzmiałych warg sromowych mojej cipki. Dyszałam ciężko i pojękiwałam mało dyskretnie przeżywając pierwszy orgazm od bardzo dawna, nie będąc świadoma, że od jakiegoś czasu wszystkiemu przygląda się moja Lara. Nogi prostowały się
    w rozkosznych skurczach na przemian z zaciskającymi udami, które walczyły dzielnie rozchylając się
    w pogoni za kolejnym ruchem dłoni niosącym nieopisaną przyjemność. Zwolniłam ruchy dłonią by zapomnieć się w świadomości skurczy jakie oplatały moje palce, których za nic nie chciałam wyciągać z euforycznie rozgrzanej cipki. Zapragnęłam posmakować samej siebie. Zamknęłam oczy i siedząc wciąż z rozłożonymi nogami raczyłam się zanurzając paluszki raz po raz w cipce by potem skrupulatnie je wylizać i wyssać. Byłam absolutnie oddana temu uczuciu, które mną zawładnęło. Miałam wrażenie, że trwa to całą wieczność, kiedy przeszedł mnie dreszcz, to była świadomość czyjejś obecności. W jednej chwili powróciła jaźń i czystość myślenia, odwróciłam się powoli, jakbym była niewidzialna. W wejściu do swojego pokoju, wsparta o framugę stała Lara, miała szeroko otwarte usta, dopiero teraz dobiegł mnie dźwięk jej płytkiego, szybkiego oddechu, dłoń miała pod spódniczką jaką zakładała na kort, i tak jak ja przed momentem, w rozkroku pieściła się odchylając białe majteczki by ułatwić zadanie swoim palcom. Jej wzrok przedzierał się przez dzielące nas kilka metrów, czułam jak chłonie obraz swojej matki z rozłożonymi nogami i palcami w ustach. Zamarłam.

    – Mamo, błagam Cię, nie przestawaj, potem zrobisz co zechcesz, ale nie odbieraj sobie i mnie tej chwili, błaagaam… – wypowiedziała cichym i drżącym głosem Lara.

    Moja córka prosiła mnie o orgazm. Nie potrafiłam nawet drgnąć przez dłuższą chwilę, siedziałam tak podwinąwszy jedynie nogi na ciasny fotel obrotowy, w taki sposób, że jedynie pięty miałam wsparte
    o siedzisko. Przez całą tą chwilę, jak w stop klatce, nie wyjęłam nawet palców z ust, czując jak ścieka mi po dłoni ślina…

    – Lara, ja… my… – wydukałam z siebie przyciskając mokrą dłoń do bielizny, której pozwoliłam schować mój skarb, przed mętnym wzrokiem mojej córki, jej palce nieprzerwanie chowały się i wynurzały z jej cipki zdecydowanymi ruchami, dyszała coraz głośniej pojękując.

    – Lara, Kochanie… co my… chodź do mnie, przytulę Cię i później porozmawiamy, o tym… eee… o tej sytuacji… – Co ja gadam?! pomyślałam, moja córka masturbuje się trzy metry ode mnie, a ze mnie wyciekają tak obfite soki, że całe krocze mam mokre i klejące od śluzu. Usiadłam w siad skrzyżny na łóżku i raz jeszcze zawołałam Larę. Uklęknęła przede mną na łóżku. Spoglądając mi głęboko w oczy przybliżyła się, nasze usta ledwo się musnęły, a mną wzdrygnął dreszcz podniecenia. Ujęła moją dłoń, tę która jeszcze moment temu wędrowała od cipki do ust. Moje palce, która złożyła w pęk swoją dłonią wsadziła sobie do ust, najgłębiej jak umiała. Zakrztusiła się, po czym oblizywała, każdego z osobna,
    z takim oddaniem jakby były jakąś relikwią.

    – Smakujesz i pachniesz nieziemsko mamo… nie umiałam sobie tego wyobrazić… – wyszeptała przesyconym przez podniecenie głosem.

    Ponownie byłam jak kamień, nie mogłam się ruszyć, słyszałam tylko nasze oddechy, czułam jak łomocze mi serce i patrzyłam na swoją córkę, która niemal w transie oblizywała moją dłoń. Wykorzystała tę chwilę i drugą dłonią zaczęła ugniatać moją cipkę, chwytała mnie za wargi i ciągnęła je razem z bielizną, czułam jak lepka jestem od śluzu. Odpływałam… znowu to uczucie… to które pozbawia świat ram
    i kształtów, które wysyła świadomość w inny wymiar… dałam się ponieść, ostatkiem sił woli powstrzymałam rozsądek….

    – Aaaaaaaaaaaaaghhh…. Taaaak…. – wyjęczałam – zdejmijmy je, pragnę tego córeczko. Zrób ze mną co chcesz i zabierz mnie do swojego świata.

    Odchyliłam się do tyłu, podniosłam skulone nogi przed moją Larą i jednym ruchem zdjęłam bieliznę odrzucając ją na podłogę. Półmrok, ‘skupia wenę’ pomyślałam. Oparłam się na rękach wyciągniętych za sobą i rozłożyłam nogi przed Larą. Czułam jak moja cipka rusza się przez skurcze, wychyliłam głowę by zobaczyć ten piękny obraz.

    Byłam dokładnie wydepilowana, zawsze uważałam to za dobry i higieniczny nawyk, moja cipka była zaróżowiona niemalże czerwona, a paluszki efektownie rozepchnęły moje płatki cipki na bok, wejście do mojej pochwy było całe jej. Nie chciałam być nigdzie indziej w tym momencie.

    – Dziękuję mamo! zrobię wszystko, a nawet więcej! Do zobaczenia po drugiej stronie… – to nie był głos mojej Lary, to był głos nastolatki gotowej na wszystko, to był głos wyuzdanej młodej kobiety, która pożąda i pragnie całym sobą!

    Larcia wsparła się na rękach i wyrzuciła nogi do tyłu, w jednej chwili leżała na brzuchu z głową w moim kroczu, czułam jej ciepły oddech jak rozchodzi się po mojej skórze, podchwyciła dłońmi moje uda
    i rozpoczął się istny taniec… Jej niewinna usta wyzbyły się wszelkiej delikatności, ale była w tym gracja, a ja byłam zdecydowaniem tych ust zniewolona. Rządza mną zawładnęła, przypadła do mojej cipki niczym pies. Lizała i ssała mnie tak intensywnie, że sapałam jak w biegu…

    – Zrób ze mną co zechcesz Lara! Wykorzystaj mnie jak tylko pragniesz! Aaaaaaghhh, taaak, właśnie taaak, liż i ssij ją całą, nie przestawaj! – Rozsadzało mnie od środka, wrzałam i jęczałam, gdybym mogła rozchyliła bym nogi przed Larą jeszcze bardziej niż to możliwe, targały mną skurcze, mięśnie brzucha i pośladków spinały się na przemian. Byłam w galopie rozkoszy, dobiegał mnie jedynie dźwięk zasysającej wszystkie soczki Lary, wzdychnięcia i łapczywe lizanie!

    – Chcę, żebyś jęczała mamo, pragnę słyszeć jak odlatujesz w orgazmie! Jęcz dla swojej córeczki, błagam mamo! – Tak córciu! nie przestawaj! Taaaak!

    Laura odsunęła się lekko i zdecydowanym ruchem włożyła dwa największe palce w moją cipkę, jej ruchy powodowały że moja pupa ruszała się w rytm jaki dyktowała jej dłoń, czułam jak obraca nimi wokół własnej osi i….

    – Ooo Jeeeezuuuu! Taaak, właśnie tego potrzebuje ta cipka, rżnij ją palcami, daj mi jeszcze jeden, proszę!

    – Jak sobie życzysz! mogę z nią robić co tylko zechcę!

    – Tak córciu… – przestała mnie penetrować swoimi palcami, wyciągnęła dłoń wprost do moich ust, czułam ciepło i zapach mojej cipki, niebywałe uczucie, powieki miałam ciężkie jak w transie, byłam pijana od podniecenia. Lizałam i smakowałam siebie, tak łapczywie jak robiła to przedtem Lara. Po chwili zabrała mi moją nagrodę… – oooooo, taak. Włóż je głębiej! Proszę!

    – To są trzy paluszki twojej córki, ale żeby ten malutki serdecznie nie przeszkadzał to…

    – Oooooo, Boooże… tak… – Lara powoli wciskała we mnie cztery palce, patrzyłam jak powoli znikają
    w mojej cipce i dyszałam ciężko, patrzyłam jak Lara składa usta w dziubek i wypuszcza ślinę na moją łechtaczkę i rozprowadza ją ustami, wyjęła dłoń tylko na chwilkę, włożyła ją sobie do ust krztusząc się nią i dławiąc, łzy pociekły po jej policzku.

    – Podnieca mnie to. Zerżnij tą wygłodniałą cipkę, dobrze Laro? Zrobisz to dla mamy?

    – Oczywiście, będę ją rżnąć na każde zawołanie czym tylko zechcesz!

    Wsadziła uciśnięte razem palce, powoli i bardzo głęboko. Czułam jak rozsadza mnie dłonią od wewnątrz. Rzucało mną w spazmach, wydawałam całą gamę jęków i westchnień i pragnęłam więcej.

    Nie sądziłam, że jestem zdolna do takiego podniecenia. To nie było podniecenie, to był żar! A widok mojej córki Lary, która z cały oddaniem rżnie mnie swoją łapką był niewyobrażalny, nie wiedziałam co się ze mną dzieje!

    – Co Ty ze mną robisz, córeczko! Rżnij mnie, jestem Twoją suką Larciu! Ruchaj mnie ręką! Aaaaaaaa!!!

    Lara instynktownie zacisnęła palce w całość chowając pod nie kciuka, splunęła na całą dłoń!

    – Teraz będziesz zerżnięta jak suka!

    – Nie wierzę, nie wierzę, to się dzieje, nie wierzę… – powtarzałam sobie w euforii z nutą paniki, moja córka chce wsadzić we mnie całą dłoń. Przeszła mi przez myśl ochota by zaprotestować, by przerwać to szaleństwo, ale nie chciałam by to się kończyło, nie teraz. Nie po tylu latach, no właśnie czego. Nicości? Dlaczego ja tak się oszczędzałam, przecież czuję, że jestem do tego stworzona. Chcę być rżnięta, to mnie podnieca, pragnę tego, nie wyobrażam sobie już życia bez tego uczucia…

    Bieg myśli przerwał moment, w którym dłoń Lary była we mnie już za kłykciami, czułam ich każdą kostkę, która dociskała się do mnie pod kością łonową.

    Złapałam jej dłoń za nadgarstek i wciskałam w siebie niemalże wyjąc jak przy porodzie.

    – Taaaaaaak, właśnie taaaaaaaak! Jeeeest. Jesteś w środku! Daj mi to, proszę, daj mi ten orgazm, jeszcze jeden!

    Lara zaczęła ruszać całą moją pupą, jej dłoń w środku mnie, mój wzrok wlepiony w jej wyraz twarzy
    i zapatrzone w ten obrazek piękne czarne oczy. Rozkosz, Rządza, Wyuzdanie ! Czułam, że moja córka spełnia się właśnie teraz, że jest w innym świecie. Jej energiczne ruchy wystrzeliły mnie w inny wymiar.  

    Czułam jak cała zaciskam się wokół jej ręki, miałam wrażenie że zaraz zgniotę jej dłoń!

    – To…. jest….. nie…. nieee…. nie wyobrażasz sobie, Larciu!! Aaa…. – kiedy artykułowałam się cała drżąc i tańcząc wraz dłonią w sobie poczułam ogromny impuls, ten orgazm wygiął mnie w łuk, a kiedy opadłam i drżałam tak już chwilę zdołałam otworzyć oczy. Ujrzałam swoją córkę. Lara rozbierała się przede mną stojąc na łóżku. Schodziłam na ziemię gdzieś z innego wymiaru słysząc słowa swojej córki.

    – To początek najlepszego opowiadania w moim życiu mamo.

     

     

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    eMKo

    Historia wyuzdanej córki i matce w objęciach rządzy. Chcecie wiedzieć co wydarzy się po ‘dniu zero’ ?