Author: admin

  • Zniszczona / Hermiona Granger cz. 1

    Hermiona z przerażeniem odkryła, że znajduje się w ciemnym pomieszczeniu. Delikatne światło sączyło się przez niewielką dziurę w starych, drewnianych drzwiach. Gdy jej wzrok przyzwyczaił się troche do ciemności mogła upewnić się, że jest tutaj sama.

    – Na Merlina, co się stało? – spytała sama siebie usiłując przypomnieć sobie ostatnie wydarzenia.

    Chyba tańczyła z Ronem na weselu Fleur i Billa. Zerknęła na siebie. Brudna i gdzieniegdzie poszarpana sukienka tylko ją w tym fakcie upewniła. Przypomniała sobie atak Śmierciożerców. Z jej ust wydobył się cichy warkot gdy uświadomiła sobie w jaki sposób została złapana. A niech tylko dorwie tego durnia!

    – No proszę, proszę. – W pomieszczeniu rozległ się głos. – Nie sądziłem, że za twoje złapanie będę musiał dziękować Weasleyowi.

    – Voldemort – syknęła dziewczyna jednak odpowiedział jej tylko śmiech.

    Nie widziała go nigdzie, więc zapewne maskował się przed nią. Sama nie wiedziała po co tak się z nią bawi. Mógłby ją zabić od razu i byłby spokój.

    – Ciekawe myśli – zaśmiał się ponownie. – Może kiedyś się dowiesz.

    Nie wiedziała ile czasu spędziła w lochach. Bo nie miała wątpliwości, że to na pewno były lochy. W końcu gdzie mogli trzymać ją, brudną szlamę. Wyprostowała nogi i rozciągnęła się na tyle, na ile pozwalały jej łańcuchy. Skrzat odwiedził ją już pięć razy przynosząc skromny posiłek. Hermiona próbowała dowiedzieć się czegoś od niego lecz ten za każdym razem milczał. Wiedziała, że mogła trafić gorzej. Niejeden raz słyszała krzyki innych osadzonych lecz nie mogła ich w żaden sposób rozpoznać.

    Za którymś razem usłyszała jak jakaś dziewczyna krzyczy płaczliwie a ktoś inny, zapewne Śmierciożerca stęka zadowolony. Przez chwilę próbowała przyswoić sobie co takiego może się tam dziać a gdy zrozumiała, prawie zwymiotowała. Sama była dziewicą chodź była już raz blisko zmienienia tego. Wypiła trochę za dużo na jednej z imprez w Gryffindorze i znalazła się razem z Ronem w jednej z pustych sal. Chłopak masował ją przez spodnie z każdą chwilą coraz bardziej rozpalając. Pozwoliła mu nawet by rozpiął jej spodnie i wsunął rękę w majtki. Nigdy nie czuła aż takiego napięcia w swoim ciele. Prawdopodobnie oddałaby mu się tam, lecz jej przyjaciel oprócz zsunięcia jej spodni nie zamierzał dalej jej rozbierać. Jednak gdy wyszeptał, że w końcu ją zaliczy ostatkiem sił odepchnęła go od siebie. Nawet jego dumnie naprężony członek nie robił na niej wrażenia. Poczuła się oszukana. Tak, miała ochotę na seks, ale sądziła, że pierwszy raz powinien być choć trochę dostojniejszy. I chyba dobrze zrobiła bo dwie godziny później przechodząc korytarzem do swojego pokoju zobaczyła Rona opartego o ścianę i jęczącego cicho gdy Lavender mu obciągała.

    – Ciekawe rzeczy ci chodzą po głowie.

    Drgnęła słysząc znów ten straszny głos. Miała dość tego, że zawsze pojawiał się tak niespodziewanie. Bardziej niż strach czuła wściekłość, że nawet nie może przypomnieć sobie zaklęć, które pomagają przy ukrywaniu się.

    – Och już się zorientowałaś? Sądziłem, że zajmie ci to trochę więcej czasu.

    Gryfonka prychnęła pod nosem słysząc jego słowa. Ale nie mogła pozbyć się wrażenia, że słyszała też w jego głosie nutkę uznania. Nagle poczuła jak jakieś zaklęcie podniosło ją i przycisnęło do ściany. Jęknęła czując jak kajdany wrzynają jej się w ręce. Spróbowała się wyrwać choć wiedziała, że nie ma szans.

    – Etatowa Wiem – To – Wszystko – zaśmiał się Voldemort a jej przypomniało się jak Snape wyjątkowo często używał tego przezwiska. – Podstawiona mi pod nos przez własnego przyjaciela.

    Poczuła jego oddech na policzku i odchyliła głowę jak najdalej od niego.

    – Chcesz wiedzieć kto to jest? Kim jest dziewczyna, która tak uroczo błaga o śmierć?

    Hermiona nie odpowiedziała. Zdawała sobie sprawę, że nawet gdyby poprosiła go o to, to powiedział by jej tylko i wyłącznie gdyby tego chciał. Tak samo było i teraz. Jak najdzie go ochota to jej powie. Wzdrygnęła się gdy poczuła jak coś śliskiego przejeżdża po jej policzku.

    – Co jest? – spytała nieco zdezorientowana. W wyciągnięciu konstruktywnych wniosków nie pomagał jej fakt, że nawet nie widziała swojego przeciwnika.

    – Jesteś słodka…. – Gdy tylko usłyszała jego zdziwiony ton i słowa poczuła że jest jej niedobrze. Merlinie! To był… To był jego język!

    Tym razem poczuła niewyobrażalny strach. W panice zaczęła kręcić głową mając nadzieję, że to w jakiś sposób go powstrzyma. Jednak na nic się jej to nie zdało bo Czarnoksiężnik przytrzymał jej głowę i wbił się w jej usta. Wytrzeszczyła szeroko oczy czując jak między jej wargi wsuwa się jego język. Nie spodziewała się, że naprawdę to zrobi dlatego dość łatwo dostał się do środka. Hermiona patrzyła się na ścianę naprzeciwko czując jak Voldemort badał wnętrze jej policzka, podniebienie, język a nawet początek gardła. Jego język był za długi jak na ludzkie kryteria. Gdy w końcu się od niej oderwał wzięła głęboki oddech starając się nie rozpłakać.

    – To mogło by być całkiem przyjemne – zastanawiał się dotykając jej piersi. W pewnej chwili ścisnął je mocniej i nagle jego dotyk zniknął.

    – Cholera… Voldemort? – spytała głupio ale nigdzie go nie słyszała. Nienawidziła tej niewiedzy. Tego, że nie widzi czy gdzieś tu jest czy go nie ma. Pieprzony skurwiel.

    Wrócił po kilku godzinach. Chyba. Bo nie wiedziała jaka jest godzina, ani czy jest dzień czy noc. Była pozbawiona wiedzy, którą tak bardzo kochała.

    – Mam dla ciebie dość ciekawą wiadomość.

    Nie odpowiedziała. Czekała na to co zrobi.

    – Powinna ci się spodobać. W końcu uwielbiasz starożytną magię.

    Zadrżała lekko nie wiedząc czego się spodziewać.

    – Co masz na myśli?

    – Och, nareszcie się odezwałaś. Ale… – poczuła jego oddech na policzku. – Gdy je na ciebie rzucę a potem zacznę dotykać twój umysł stanie się tylko mój.

    – Nie można zawładnąć czyimś umysłem – zmarszczyła czoło. – Jest imperius, ale przecież z tym można walczyć.

    – Nie mówię o czymś tak prostym. Hermiono Granger ten czar sprawi, że twoje zdanie przestanie się dla ciebie liczyć. Stracisz całą wolną wolę. Będziesz myśleć jedynie o tym jak mnie zadowolić. A twoi przyjaciele… – zaśmiał się cicho. – Będziesz miała tylko mnie. Nikt inny nie będzie się dla ciebie liczyć.

    Słuchała go starając przypomnieć sobie czy czytała o czymś takim. Nie wiedziała, więc skupiła się na jego słowach.

    – Twoje niesamowite zdolności będą zanikać dopóki w pełni nie będziesz moja. Potem, jak będziesz zadowalająca może ci je zwrócę. Zresztą pomożesz mi pokonać Pottera.

    – Nie! Nigdy!

    Voldemort zaczął się śmiać szaleńczo. Gdy w końcu się uspokoił pozwolił zapaść ciszy na kilka minut. Dziewczyna szarpała się niespokojnie ale nie słysząc go nigdzie zaczęła się rozluźniać. Wtedy rzucił zaklęcie. Zaczęła wrzeszczeć z bólu. Voldemort uśmiechnął się wiedząc, że czar sięga aż do rdzenia magicznego dziewczyny. Wcześniej wyciszył jej celę chcąc by te wrzaski były przeznaczone tylko dla niego. Czuł się wyjątkowo dobrze.

    Gdy opadła bez sił stojąc tylko dzięki łańcuchom, podszedł do niej i położył palce na jej brodzie podnosząc ją by móc spojrzeć w jej oczy. Wciąż były brązowe niczym czekolada.

    – Nie było tak źle, co?

    Z takiego bliska czuł jej magię. Aż prosiła się by jej użyć. Cieszył się, że ktoś tak potężny będzie jego sługą. Nawet jeśli ta dziewczyna była szlamą dla reszty jego popleczników. Odsunął się od niej przejeżdżając wzrokiem po jej ciele. Wciąż miała na sobie sukienkę w której dowlekli ją tu Śmierciożercy. Voldemort potarł brodę próbując sobie przypomnieć obraz sprzed paru miesięcy, kiedy to penetrował umysł Lucjusza Malfoya. Żona jednego z jego najbardziej zaufanych ludzi miała na sobie ciekawy strój. Po chwili Gryfonka drgnęła i zaczęła się słabo szarpać gdy poczuła jak jej ubranie znika zastąpione delikatną i bardzo krótką koszulką nocną. Mimo iż czuła na sobie jej cudowną miękkość tak zimno panujące w celi skutecznie ją orzeźwiło. Czarny Pan obserwował jak pod wpływem zimna jej sutki stają się sztywne i mocno odciskają na materiale koszulki. Tak, to był dobry plan. Kiedy jego ręka znalazła się między jej udami, Granger krzyknęła i próbowała je zacisnąć jednak wystarczył jeden ruch ręką i kolejne łańcuchy zatrzymały jej nogi w rozkroku.

    Voldemort przez chwilę pocierał jej kobiecość. W końcu machnął ręką a dziewczyna podjechała wyżej na ścianie tak że jej nagie krocze było na wysokości jego twarzy.

    Wysunął język i delikatnie zaczął jeździć po jej łechtaczce. Słyszał jak jej oddech powoli przyśpiesza, więc przesunął językiem trochę niżej zbierając wyciekające z niej soki. Wsunął go w jej rozgrzaną cipkę a dzięki temu że był nadzwyczajnie długi mógł dotknąć jej dziewiczej błony. W jego głowie rozległa się myśl, że gdy to on będzie jej pierwszym zaklęcie zacznie działać jeszcze szybciej. Wyjął więc język z jej pochwy i powrócił do lizania łechtaczki, mocno drażniąc guziczek. Wsadził w nią dwa palce i uważając by nie pchnąć za daleko zaczął ją posuwać.

    Hermionę piekły policzki a to co czuła przekraczało wszelkie granice. Nawet ten epizod z Ronem nie rozpalił jej aż tak bardzo. Długi język, który wbił się w jej pochwę sprawił, że zaczęła cicho pojękiwać a gdy zastąpiły go palce przestała się hamować. Nie miała pojęcia dlaczego tak mocno odczuwała poczynania tego… tego potwora. Przez chwilę w jej umyśle pojawiła się myśl, że nie może być zły skoro potrafi takie rzeczy.

    Jej nogi zaczynały drżeć a ona nie mogła ich nawet minimalnie złączyć. Oddychała coraz szybciej i głośniej nie powstrzymując się od jęków. Voldemort coraz mocniej przyciskał do niej swój język, ale jej to nie przeszkadzało. Ból jaki jej sprawiał był przyjemny i nie wytrzymała długo.

    – Merlinie – jęknęła czując jak napięcie z podbrzusza zaczęło promieniować na całe ciało. Wygięła się wciągając powietrze gdy ciepły język z powrotem zagłębił się w jej pochwie. Hermiona jęczała spełniona żałując, że nie ma na czym się zacisnąć.

    Gdy opadła na podłogę wciąż z rozłożonymi szeroko nogami syknęła czując zimno z jakim się zetknęła.

    – Czekaj tu grzecznie – usłyszała gdzieś nad sobą. – Następnym razem to ty się mną zajmiesz.

    Tym razem wiedziała, że zniknął. Wciąż drżąc na całym ciele pomyślała, że to nie będzie takie złe. Dopiero gdy doszła do siebie zrozumiała, że podobało jej się jak Voldemort ją wykorzystał.

    Szkoda, że nie zdawała sobie sprawy, jak jej tęczówki bardzo pociemniały.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    #Ackerman#

    To moje pierwsze opowiadanie, więc w miarę możliwości proszę o opinie 😀

    Mam nadzieję, że się spodoba.

  • Wyspa szczescia – 12.

    Część 12.

    – No, jestem z powrotem – westchnęła podniecona Halina. – Na czym skończyłyśmy? – wysapała pytanie, jednocześnie przytulając i obmacując koleżankę. Jej podniecenie rosło, kiedy czuła pod palcami  jędrne ciało o takiej aksamitnej w dotyku skórze. Przeszył ją miły dreszcz. Tamta milczała nadąsana szybkim rozstaniem, ale słuchała koleżanki.

    – To co? Kładę się, a ty poruchasz mnie palcami i dłonią, tak? A ja wyliżę ciebie, zgoda? No, chodź… – szepnęła miękko i pociągnęła koleżankę za dłoń. Halina, kładąc się na stoliku, przyciągnęła dziewczynę.

    Dziewczyna usłuchała. Zaskoczona żądaniem, chyba wzruszyła ramionami i zaczęła wkładać palce do pochwy. Zaczęła od dwóch. Halina była bezradna. Podniecał ją seks z kobietami, ale jej ciało przez lata przyzwyczaiło się do penetracji pochwy członkiem. Mąż wiedział o elastyczności i pojemności pochwy żony, ale nie odpowiadały mu takie zabawy, a ona potrzebowała spełnienia, więc wymogła na dziewczynie spółkowanie dłonią. Nie miała wibratora. Anonimowa kochanka powoli zwiększała liczbę palców i rytm ruchania Haliny. Dla niej to była egzotyczna nowość.

    – Jestem jedyną, która nie jest anonimowa! – pomyślała, rozkoszując się uczuciem, jakie dawała jej kochanka. Kiedy była podniecona, stawała się odważna i potrafiła wykrzykiwać do męża swoje żądania. Nie zważał na to. Nie chciał ich spełniać. W końcu dłoń wślizgnęła się do pochwy. Kobieta krzyknęła i złapała dziewczynę za pierś. Mocno trzymała.

    – Pieprz mnie mocno! Mocno! – szepnęła głośno. Przyciągnęła kochankę do siebie i szybko przeniosła dłoń na kark. Nie chciała, żeby zbyt wcześnie przerwała penetrację. Sięgnęła drugą dłonią i powoli zaczęła masować krocze dziewczyny. Było wilgotne. Halina miała wrażenie, że z niej cały czas cieknie. Podniecona kochanka rytmicznie przesuwała dłonią w jej pochwie. Zacisnęła usta i z satysfakcją wręcz uderzała dłonią, widząc reakcje Haliny. Kobieta napięła wszystkie mięśnie i wręcz szalała z rozkoszy. Leżała na stoliku, głową rzucała na boki i wysiłkiem woli powstrzymywała się przed głośnymi jękami. Jednak teraz pochyliła dziewczynę, ciągnąc za pierś. W ostatniej chwili wbiła usta w pierś i z całych sił zawyła!

    Kiedy doszła do siebie, leżała rozkraczona na stoliku. Przy jej rozrzuconych nogach stały jakieś dziewczyny i czyjaś dłoń macała jej pochwę. To było tak przyjemne wrażenie, więc nie zwarła nóg, ale nie potrafiła rozpoznać wielbicielki swojej cipki. Słyszała wolniejszą muzykę, kochanka zniknęła, a na stolik gramoliła się inna dziewczyna. Też miała drobne piersi, ale krótkie włosy.

    *

    – Hej, gdzie jesteś? Coś ci obiecałam! – Halina intensywnie poszukiwała niedoszłej kochanki.

    – Halinka, wyliż mnie, a ja właduję się do twojej pochwy – szepnął namiętny i niecierpliwy głos.

    Kobieta nie pytała, kto to. Rozkosz była najważniejsza.

    – Dobrze, chodź – zgodziła się.

    Dziewczyna siadła na jej twarzy i położyła się na kobiecie, a podniecony oddech owiewał krocze Haliny. Chwilę później bezceremonialnie pchała palce do pochwy. Ku własnemu zaskoczeniu Halina poczuła podniecenie. Ale jakie! Wysunęła język, przycisnęła biodra dziewczyny. Nosem dotknęła jej ciała. Trochę przesunęła się i trafiła językiem na łechtaczkę. Wsadziła palec do pochwy. Dziewczyna była wilgotna. Poczuła delikatny zapach jej pochwy zmieszany z zapachem mydła. Podniecenie wzrosło. W tej chwili dziewczyna gwałtownym ruchem wpakowała dłoń do pochwy. Halina głośno westchnęła, przeżywając dreszcz rozkoszy płynący po jej ciele. Odczekała chwilę i zaczęła lizać łechtaczkę. Krople śluzu spadły na język. Dziewczyna miała wytrysk?

    – Co jest? – zapytała, szarpiąc ją za udo.

    – Sorki! Czasami, jak jestem silnie podniecona, to sikam – zawstydzona wyznała szeptem. I po chwili, z wyczuwalnym w głosie wahaniem, zaproponowała: – Jeżeli chcesz, to wysikam się na ciebie w łazience. Chcesz? Mnie to kręci…

    – Chcę – usłyszała swój niski głos. Właśnie dotarło do niej, jak bardzo jest podniecona.

    Dziewczyna ostrożnie wysunęła dłoń z pochwy i zeszła ze stolika. Wtedy podniosła się Halina. Powoli, mijając inne parki, weszły do łazienki. Zamykając drzwi, zapaliły światło. Przez chwilę musiały mrużyć oczy. W końcu spojrzały na siebie. To była Natalia!

    Zapaliły dwie świeczki, zgasiły światło.

    *

    „Adam” przyglądał się dziewczynom i w końcu zmęczony upadł na tapczan.  Podeszły dwie kolejne i stanęły nad nim. Trzymały się za ręce.

    – A ty co? Przyszedłeś kibicować? – zaczepnie spytała ta wyższa.

    – Nie, no skąd! – odpowiedział zaskoczony jej tonem.

    – No, to siadaj!

    Chłopak usiadł na tapczanie, nogi spuścił na podłogę. Penis ciągle mu sterczał. Dziewczyna chwyciła go i opierając się na jego ramieniu, powoli siadała na członek.

    – Kurde, ale jazda! – rozbawiony chłopak był zaskoczony ich otwartością i wymaganiami. Jeszcze bardziej podniecił się, kiedy poczuł ciepło pochwy Bianki. 27-letnia szatynka, druga bramkarka o wydatnym biuście umościła się na penisie, klękając na tapczanie. Pełne piersi kołysały się i ocierały o jego klatkę. Jej fryzura – krótki bob z prostą grzywką dodawała jej uroku. Dziewczyna po zgrupowaniu miała tylko czasami występować w drużynie. Znalazła stałą pracę, więc sport zszedł na dalszy plan. Teraz korzystała z ostatniej okazji do szalonej zabawy w drużynie. Niespodzianka Aldony mile zaskoczyła ją.

    – Łoł! Super! – chłopak właśnie chwycił piersi Bianki i przytrzymywał, kiedy ujeżdżała go. Cieszył się obfitością jej biustu.

    Z boku spółkującej parze przyglądała się Lena, prawie 17-letnia skrzydłowa. Szczupła, ciemna blondynka, o prostych włosach do ramion. W odróżnieniu od koleżanki miała małe piersi. Teraz jej brodawki sterczały. Sterczały od początku imprezy. Była podniecona samą sytuacją. Po raz pierwszy! Po raz pierwszy uczestniczyła w seksie grupowym! I dlatego cały czas była mokra. Czasami dotykała wejścia do pochwy, chociaż nie musiała pobudzać się, ale czuła jak rozlewa się wilgoć. Rozcierała śluz po udach i łechtaczce. Ależ była podekscytowana! Obiecała sobie, że nie opuści żadnego zgrupowania. Do pierwszej drużyny została dokooptowana tuż przed obozem. Wesoła, trochę onieśmielona starszymi zawodniczkami, słuchała Bianki i z nią podeszła do „Adama”. Chłopak pierwszy przypomniał sobie o niej.

    – Chodź tu – powiedział, puścił pierś Bianki i zagarnął dziewczynę lewą ręką. Usiadła obok niego. Kiedy Bianka skakała, on przytulił i całował się z Leną. Minęło trochę czasu zanim Lena poczuła się mniej skrępowana i objęła go. Koleżanka przyspieszyła rytm ujeżdżania penisa i po chwili padła na chłopaka. Zaskoczony ledwo wytrzymał jej ciężar.

    – Zmiana – cicho wystękała po dłuższej chwili milczenia. Zaliczyła pierwszy orgazm.

    Lena patrzyła na nich zaskoczona. W ciemnościach nie dostrzegali jej wahania.

    – Teraz ja?

    – No, siadaj! – ponaglił ją chłopak.

    *

    Na drugim tapczanie dwie dziewczyny kochały się w pozycji 69. Jedna leżała na drugiej. Obie namiętnie lizały łechtaczki kochanki i wsuwały palce do pochwy. Obie były mokre, więc intensywnie ruchały się wzajemnie. Sapały, pojękiwały. Parze przyglądała się 18-letnia Gabrysia. Jedyna ekshibicjonistka w drużynie. Kiedy opalały się, tylko ona bez oporów zdejmowała stanik, nie zwracając uwagi na otoczenie. W szatni chętnie spacerowała nago, zwlekając z ubieraniem się. W mieście podjęła kilka odważniejszych prób m.in. w parku, ale nie dzieliła się swoimi przeżyciami z dziewczynami z drużyny. Niedawno wykonała striptiz dla kilku znajomych, ale impreza zakończyła się inaczej niż oczekiwała. Musiała o tym z którąś porozmawiać.

    Dla niej taka impreza była wspanialzm wydarzeniem. Teraz stała samotnie, więc po chwili uklękła przy tapczanie, wystawiając pupę w kierunku drugiego z nich i wepchnęła swój palec do pochwy dziewczyny, leżącej na plecach. Tamta jęknęła. Partnerka o nic nie zapytała. Dalej języczkiem pieściła łechtaczkę i z przyjemnością słuchała jęków kochanki, która właśnie poczuła palce dwóch dłoni penetrujących pochwę. Roksana stała przy oknie i patrzyła na dziewczyny bawiące się na tapczanie. Potem bez słowa sięgnęła po butelkę po winie. Włożyła szyjkę w usta i dokładnie lizała. Na koniec pokryła ją śliną. Uklękła za Gabrysią, oparła dłoń o jej pupę i bez słowa wcisnęła butelkę do jej pochwy.

    – Co jest? – Gabrysia drgnęła, zaskoczona niespodziewaną penetracją.

    – Chwila bezpiecznego seksu – szepnęła rozbawiona Roksana.

    – Ale ja…

    – Ale ty nie ruszaj się, tylko zabawiaj swoją koleżankę. Później mi podziękujesz. Masz taką ładną pupcię. Szkoda, żeby się marnowała – szepnęła i mocniej wcisnęła butelkę. Piersiami leżała na ruchanej koleżance. Kiedy jej znudziła się taka pozycja, cofnęła się i drugą dłonią odnalazła łechtaczkę Gabrysi.

    – Och! Proszę!

    – O co prosisz?

    – Proszę! Nie wytrzymam!

    – Może mam wsadzić palec do dupci?

    – Co? (…) Taaak!

    – A ty zabawiaj koleżankę…

    Teraz Gabrysia masowała łechtaczkę i równocześnie całowała się z drugą dziewczyną. Nadal nie wiedziała, które to z ich drużyny.

    – A może to i lepiej? – pomyślała. – Wszystkie mamy świetne wspomnienia i nie rozpamiętujemy tego podczas treningu.

    Rozbawiona sukcesem pieszczot, Roksana nawilżyła palec i powoli wsunęła do odbytu Gabi. Dziewczyna napięła mięśnie, po chwili rozluźniła, czując łagodny napór. Roksana pochylała się i biustem muskała plecy Gabrysi. W końcu wepchnęła cały palec do odbytu i powoli zaczęła nim rytmicznie poruszać. Wycofywała trochę i wpychała do końca. Wycofywała jeszcze bardziej i znowu wpychała palec aż po nasadę. Gabi znowu namiętnie całowała koleżankę. Bawiły się języczkami, a ślina kapała na krocze leżącej dziewczyny.

    *

    Lena była pełna wątpliwości. Spółkowała ze swoim chłopakiem, a teraz miała z jakimś obcym?

    – A jeżeli on dowie się? Ale która mu doniesie? A skąd będą wiedziały, co robiłam? – rozejrzała się. – Jest zbyt ciemno. A one nawet nie wiedzą, że mam chłopaka! – ucieszyła się. – No, i wszystkie dziewczyny korzystają z niego – uprzytomniła sobie. Westchnęła po cichu i chwyciła twardego penisa. Był gruby i dość długi. Wzorując się na Biance, siadła na chłopaka i powoli zaczęła na nim skakać. “Adam” czule pogłaskał ją po plecach. Przyśpieszyła.

    Bianka kroczem dotykała uda chłopaka, a dłonią pieściła jego mosznę. Lena czuła na pośladkach dłoń koleżanki. Żądna wrażeń Bianka przesunęła się jeszcze bardziej ku krawędzi tapczanu i drugą dłonią w ekwilibrystycznej pozycji złapała ją za pierś. Delikatnie miętosiła ją, potem całą powierzchnią pocierała brodawkę. Chłopak odchylił się i oparł na łokciach. Lena rytmicznie skakała na nim i stękała. Nawet nie musiał ruszać biodrami. Czuł, że to młoda dziewczyna. Miała znacznie więcej energii niż jej poprzedniczka. Wąska pochwa dodawała wrażeń ich stosunkowi. Dziewczyna przyspieszyła, trzymając chłopaka za ramię i kark. Nagle odchyliła się, odrzuciła głowę, uwolniła chwyt, znieruchomiała i zaczęła głośno jęczeć. „Adam” w porę złapał ją za ramiona.

    – No, druga zaliczyła orgazm – uśmiechnął się do siebie. – Cztery sarenki zaorane… Na razie!

    *

    Kobieta weszła pod prysznic i uklękła. Była ciekawa nowego doświadczenia, a jednocześnie zaskoczyła ją perwersyjność Natalii.

    – Akurat jej nigdy bym nie podejrzewała o takie zachowania! Mogłabym być jej matką! – pomyślała, nie potrafiąc w pełni ukryć zaskoczenia. Uklękła pod prysznicem. Spojrzała z uśmiechem na nastolatkę.

    Natalia weszła do kabiny i przycisnęła swoje krocze do twarzy kobiety. Odwzajemniła uśmiech. 

    – Popieść mnie języczkiem. Ale delikatnie!

    Halina spełniła prośbę. Jednak nie wytrzymała i dłonią pocierała swoją łechtaczkę. Natalia sięgnęła do jej piersi. Trzymała ją w dłoni i ściskała. Podniecała ją ich wielkość. Halina energicznie pieściła nastolatkę, rozkoszując się jej westchnieniami, jękami i stękaniem. W pewnym momencie na jej języku zachlupotało. Sądziła, że to obficie wycieka śluz.

    – Widzisz? Znowu sikam! – zaśmiała się Natalia i mocno chwyciła kochankę za włosy. – No, spróbuj pić!

    – Nie, proszę!

    – Pij!

    Halina nie protestowała. Uległa nastolatce i próbowała siorbać mocz. Widziała, że Natalia odchyla głowę i upaja się dźwiękiem połykanego moczu, którego nadmiar spływał po piersiach Haliny. Drżała, odczuwając niezrozumiałą rozkosz. W pewnym momencie strumień stał się znacznie intensywniejszy i kobieta krztusząc się, połknęła mocz i siadła na piętach. Natalia skorzystała z okazji i siknęła na twarz Haliny. Za chwilę kolejny strumień pokrył twarz kobiety. Poczuła ciepło spływające po jej piersiach i brzuchu. Znowu zadrżała z podniecenia.

    *

    – Gdzie jeszcze mam zlać się? – spytała podniecona dziewczyna zmienionym, niskim głosem. Bardzo przeżywała pissing.

    – Na twarz i piersi – głucho odparła. Przymknęła oczy. Trudno było jej się przyznać przed samą sobą, że podnieciła się taką zabawą. Wstydziła się prosić, więc w duchu była wdzięczna Natalii za pytanie. Drżała, czując ciepły mocz spływający po jej ciele. Wzdychała, dotykając się.

    Kiedy skończyły, Natalia zaczekała aż Halina weźmie prysznic. Potem sama umyła się. Obie wytarły się papierem toaletowym i jeszcze wilgotne przytuliły do siebie. Namiętnie całowały się i w pewnym momencie Natalia uklękła. Jej dłonie powoli zsuwały się z ramion Haliny po piersiach, brzuchu i zatrzymały na udach. Lizała i kąsała łechtaczkę starszej kochanki i nagle, w geście potężnego podniecenia, wcisnęła cztery palce do pochwy! Halina pod wpływem tak silnego bodźca głośno krzyknęła i oparła się o ścianę.

    Natalia z łatwością weszła do pochwy starszej koleżanki. Sama była zaskoczona. Fakt, Halina była nawilżona, więc wsunęła palce bez oporu. Kiedy kobieta nieco opanowała się, nastolatka wysunęła palce i ponownie zaatakowała, wciskając kilkoma powolnymi ruchami całą dłoń do pochwy! Ruchana blondyna zawyła z rozkoszy! Stała w szerokim rozkroku z opuszczoną głową, dłoń opierała o ścianę i ciężko oddychała. Druga dłoń bezwiednie masowała pierś. Natka nie pozwoliła jej dotknąć łechtaczki. Teraz, wykręcając dłoń w pochwie, przeszła między nogami Haliny i podniosła się za nią. Ruchy dłoni w pochwie oszałamiały kobietę. Teraz pochylona z wysiłkiem utrzymywała się na nogach. Natalia powoli rżnęła ją od tyłu i wsłuchiwała się w jęki podnieconej kobiety.

    – No, cipko, idziemy do pokoju – wyszeptała do jej ucha. Wyprostowała się i z dumą uśmiechnęła: – Też mogę mieć suczkę!

    Do świadomości podnieconej Haliny niewiele docierało. W stanie bliskim ekstazy posłusznie wykonywała polecenia dziewczyny. Każdy krok z dłonią w pochwie podniecał ją, wywoływał takie doznania, że była bliska utraty przytomności. Po raz pierwszy doświadczała takiej pieszczoty i od razu na taką skalę!

    Kiedy wchodziły do pokoju, pospiesznie wyminęła je jakaś para w drodze do łazienki. Dziewczyny na palcach wpadły do łazienki i zamknęły drzwi. Nie zapaliły światła. Świeczki wystarczały.

    Tylko Natalia zauważyła mijającą ich parę. Halina rejestrowała jedynie bodźce płynące z pochwy. Penetracja dłonią prowadziła do takiej ekstazy, że wyłączyła jej naturalne zdolności postrzegania otoczenia. Tkwiąc na dłoni Natalki, była bezwolna. Jak przedmiot reagujący tylko na bodźce wzmagające podniecenie. Jak sterowana zabawka. I oszołomiona zniewalającym seksem!

    Nastolatka, bardzo podniecona taką formą zabawy ze starszą koleżanką, obiecała sobie, że nie straci świetnej kochanki po udanym seksie.

    *

    – Dziewczyny! Rucham Halinę dłonią! – głośnym szeptem triumfalnie ogłosiła Natalia po wejściu do pokoju. Nie wszystkie zareagowały na jej informację. Część zajęta sobą nie zwróciła na to uwagi. Inne w milczeniu próbowały przyjrzeć się parze, która wyszła z łazienki.

    Natalia szła pochylona za Haliną, która poruszała się jak pijana, żywo reagując jedynie na ruchy dłoni w pochwie. Po kilku krokach zatrzymały się. Dziewczyna rozejrzała się. Tapczany były zajęte. Na legowisku z koców kłębiły się trzy ciała. Chłopak ruchał jakąś dziewczynę. Inna aktywnie wspierała go. Stolik stał pod oknem. Zajęty. Krzesło również. Drugie było wolne.

    – Dziewczyny, dajcie krzesło! – Kiedy prośba Natalii została spełniona, usiadła na nim i znowu ruchała Halinę od tyłu, stojącą na ugiętych nogach. Drżała. Któraś pomogła ją podtrzymać. – Jeżeli chcecie ją poruchać, najpierw wyliżcie jej cipkę – poinformowała widownię.

    – Ja chcę – powiedziała głośno jedna z dziewcząt. Ponieważ nie szeptała, poznały jej głos. To była Pamela. Podeszła i nie czekając na żadne sugestie, uklękła przed półprzytomną kobietą, dłonie oparła o jej uda i zaczęła ją pieścić ustami, potem języczkiem. Robiła to powoli, delikatnie, potem przyspieszyła i stała się bardziej natarczywa. Natalia zlitowała się i tylko czasami poruszała dłonią w pochwie. Oszołomiona i półprzytomna z podniecenia Halina reagowała jękami na pieszczoty obydwu nastolatek.

    Jakaś dziewczyna podeszła z boku i nagle uderzyła w kołyszącą się, pełną pierś. Kobieta jęknęła namiętnie, podniecona niespodziewanym, silnym bodźcem.

    – Kurde, wszystko można z nią zrobić – stwierdziła dziewczyna, słysząc reakcję. – Ej, dajcie drugie krzesło! – zażądała.

    Dziewczyny wstały i podały krzesło. Ustawiła je możliwie blisko Natalii i Haliny. Stanęła na nim i energicznym gestem przyciągnęła głowę kobiety. Kilka dziewczyn z zaciekawieniem przyglądało się zachowaniu koleżanki.

    – Halina, liż moją cipę! – zażądała głośno. Kobieta, nie otwierając oczu, zaczęła lizać podstawioną łechtaczkę. – Co za numer! Mam własną dziwkę! – wykrzyknęła podniecona i zadowolona dziewczyna. Roześmiała się cicho.

    Halina w ogóle nie reagowała na komentarze. Pobudzanie pochwy i łechtaczki było ciągle tak silne, że bez zastanowienia wykonywała wszystkie polecenia. Przebywała w takim stanie podniecenia, że rozkosz jakiej dawno nie zaznała, gasiła wszystkie wątpliwości. Z radością lizała cipkę anonimowej koleżanki. Było jej obojętne, która czerpie przyjemność z tych pieszczot.

    – Mogę wypieścić każdą! – chciała krzyczeć i gorliwie lizała koleżankę.

    W tym stanie nawet nie czuła, jak mocno koleżanka szarpie ją za włosy. W pewnym momencie gwałtownie odchyliła głowę. Na rozpalonej twarzy poczuła wilgoć.

    – O kurde! Spuściłam się! – podniecona dziewczyna śmiała się z sukcesu pieszczot. Halina znowu intensywnie lizała wilgotną łechtaczkę. Właśnie wpychała język do pochwy.

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Wlascicielka, vol 8: Rzeczywiste rozkosze…

    Puszek wije się wśród pościeli, a ubrane mu przez mnie rano kolorowe majtki wiszą na lewej kostce bujając się z każdym ruchem na boki niczym chorągiewka. Dyszy, pojękuje, rumianą twarz co rusz przechodzi kolejny grymas przyjemności. Obnażony biust sterczy, gdy prawa dłoń Oszki ściska go, gładzi czy też tylko delikatnie masuje. Usta blondynki są zajęte szyją i twarzą mojego kotka, palce lewej zaś poza małym i kciukiem nie są widoczne tkwiąc w różowym wnętrzu Aiszy… Ich wargi znów się stykają, a szatynka unosi się na poduszkach, gdy nadgarstek porusza się kolejny raz. Na plus, nie trzymam żadnego dildo albo czegoś w tym rodzaju. O, i mają ubrane obróżki, przez co wyglądają uroczo w tym swoim akcie. Może jednak…

    Nie, Oszka jedynie przesuwa swoją głowę niżej i bierze w usta pierś, nadal nie przestając zadowalać swoją dłonią. Pomyśleć, że jeszcze chwile temu tak ładnie i niewinnie się całowały, ubrane w sweterki, uczesane, przytulone do siebie i uśmiechnięte jak dwa małe aniołki? Ile razy to tłumaczyłam, że mają się przy mnie ograniczać, ale przy kąpieli przymykałam nawet oko na to, że pod pretekstem „mycia” masowały sobie wzajemnie cycki i stópki? A mimo to, uwielbiają łamać zasady, które wzajemnie sobie ustaliłyśmy. Stracił figlarność dziecięcej zabawy w łapki, nieśmiałych buziaków a stały się świadomą relacją opartą na wzajemnej rozkoszy z zauważalnym podziałem na role. Pierożek była inicjatorką, a Puszek uczestniczką tychże uciech. Może teraz zauważą, że tutaj stoję? A nie, nie. Oszka pociąga wargami sterczący sutek, przesuwa się znów niżej, całuje brzuszek i zasłania swoimi złotymi kudełkami jej krocze, nawet nie odrywając na moment żadnej z dłoni. Nawet Migdał, najwyraźniej nie miał ochoty na to patrzeć, bo biedak leży pyszczkiem w poduszkę przy porzuconym przez swoją panią brzoskwiniowym kucyku. Naciskam spust aż cztery razy, a zraszacz do kwiatów wystrzeliwuje wilgotną mgiełkę w ich stronę, opadającą na nagie ciała jako krople.

    – Taly! – rozlega się zły, niemal rozpaczliwy pisk Oszki, gdy odrywa się i przewraca na bok, a Aisza momentalnie kuli się, udami zasłaniając obnażone krocze a ramionami biust w wstydzie – Myślałyśmy, że już pojechałaś i…

    – Nie było mnie cztery minuty! Cztery! – odpowiadam, odstawiając swoje narzędzie wychowawcze do kociąt, patrząc na ich czerwone buzie – Mam być zazdrosna? – sięgam po czarny sweter z krzesła i przesadzam króliczka do galeryjki zdjęć – Chociaż nie wiem o którą bardziej.

    – Maja mówi, że jak ktoś jest zazdrosny ma sobie wsadzić rękę w majtki albo się przyłączyć. – odpowiada mi, pokazując język, po czym przytula się do Aiszy, układając piersi na jej ramieniu i całując pocieszająco – To ty nas zostawiasz same, smutne i nienasycone po tym pokazie…

    Rzeczywiście, mogłam ponosić trochę winy za to co teraz robiły, przebierając przy nich w komplet złożony z wzorzystego, koronkowego, przejrzystego półgorsetu, dopasowanych do tego fig i pasa do pończoch, a potem jeszcze wciągnąć czarny nylon na nogi, bo Osia aż się zapowietrzyła, a Aisza obserwowała jedynie zaciekawiona. Pod białą sukienką za kolano, z długimi rękawami, właściwie nie było tego widać. Grudniowe śniegi zachęcały do ubrania się cieplej w grube rajstopy i pełne majtki, ale serce podpowiadało, że lepiej by było ładnie i zmysłowo.

    – Jak będziesz tak we wszystkim słuchać Majki to wyrosną Ci włosy na języku. – kręcę głową, po czym spoglądam na Aiszę wpatrującą się we mnie z pewną dozą szacunku – Daj pańci buzi na szczęście, co też sobie pofigluje. – mówię do niej, pochylając się bliżej, a ona leciutko muska mój policzek – W lodówce jest bita śmietana, jak macie ochotę. – widzę te rozpromienione buzie – Ale nie w łóżku, bo się wszystko potem lepi. I po kolacji, ,musiały się z powrotem ubrać zanim was zawoła moja mama. – głaszczę obie po główkach – Jak ładnie poprosicie, Ase jak wróci już z pracy, to włączy wam co będziecie chciały. I nie zapomnijcie umyć ząbków przed spaniem. – stukam je palcem po noskach – Bądźcie trochę grzeczniejsze, co? – wychodzę, ale przez szparę drzwi widzę, jak wracają do przerwanych pocałunków i pieszczot

    Mama jak zawsze, pije herbatę siedząc na kanapie przed telewizorem z włączonym jakimś chińskim serialem lub filmem. Sądząc po strojach, coś historycznego. Może i ten widok byłby lepszy, gdyby tata ją obejmował, bo wreszcie odważyli się zamieszkać razem w jego domu, gdy teraz już oddała hodowle w ręce Ase. Nadal jest kojący w inny sposób, bo jeszcze dziesięć lat temu właśnie tak ją widziałam. Tata mógł sprawiać wrażenie groźnego i przerażającego olbrzyma, ale miał złote serce. Ona zaś była normalną kobietą z nadwagą, spokojną kurką domową, robiącą z nami lekcje, gotującą i wożącą nas do szkoły czy ukochanego taty. Z taką samą filiżanką zielonej herbaty załatwiała sprzedaż mężczyzn, których trenowała na maszyny bojowe, obserwowała ich codzienne rytuały ćwiczeń i gwałtów, prowadząc do upokorzenia, a czasem nawet śmierci. Wystarczy wspomnieć jak wyglądało testowanie czy psy nadają się już na sprzedaż.

    Zadanie proste. W godzinę tysiąc pompek, potem dziesięć kilometrów biegu i wspinaczka po skałce. Do pierwszego testu ubierano im specjalny strój, który układał ciężar stu dwudziestu kilogramów na ciele. By zostało uznane za raz, musieli podskoczyć, wyprostować się, klasnąć i wrócić do pozycji. Drugie zadanie było na bieżni w chłodni przy pięciu stopniach Celsjusza nago, co trzy minuty polewano ich jeszcze wodą pod ciśnieniem. Z wszystkiego wspinaczka była najłatwiejsza, bo skałki po prostu były zaostrzone, a co jakiś czas buchająca gorąca parą z otworów. Pokonanie pół kilometra w pionie było uznane za zakończenie sprawdzianu. Najlepsze osobniki wyrabiały się z zapasem.

    Skończywszy sześćdziesiąt kilka lat, które wolały leniuchować. Niektóre jej rówieśniczki, wzorem mężów kupujących młode kochanki w obrożach, brały od Dani mężczyzn do towarzystwa, potrafiących nadal doceniać obwisłe biusty, suche pochwy i zmarszczki. Ponieważ Kiwi skończył w korycie jako pożegnalny posiłek jej stadka, podejrzewaliśmy, że kupi nowego i zrobi z niego coś podobnego. Niespodziewanie jednak, ktoś inny sypia przy jej boku, skulony pod ramieniem, przyciskając ucho do piersi. W zakupionych specjalnie dla niego ubraniach, chociaż ograniczających się do tylko męskiej bielizny i koszulek, nadal ładnie strzyżony, Cargo kojarzył się z odwróconą płciowo relacją Sary i taty. Nie posiada on żadnej formy chipa w czaszce, cały jego trening opierał się o warunkowanie freudowskiego ID. Jednym z cech była nienawiść do mężczyzn. Nawet na Cliforda spoglądał nieufnie, chociaż mama dała mu na to wyraźne „nie”. Za to gdy Luke chciał wylizać jej stopy, bo to zakłada jego oprogramowanie, końskim kopniakiem posłał go na ścianę pięć metrów dalej i był gotów rozszarpać swoimi dziwnymi, ostrymi zębami gardło, póki nie kazała mu przestać.

    – Ciekawe, czy jej mama też taka była. – mówię zakładając sweter, a on spogląda na mnie, otwierając jedno z sowich oczu – Niewyżyte nimfetki.

    – Przy Dawidzie były grzeczne, to głównie ja zapewniałam im zabawki. – odpowiada mama, przekładając dłoń na głowę swojego ulubieńca i oko znów się zamyka – Chciał, by czuły się szczęśliwe. Zawsze. – po czym spogląda na mnie – Był też zawiedziony, że twoja siostra się wstydzi powiedzieć o swoim narzeczonym. Że mieszkają razem i się spotykają.

    – Wiedzieliście? – unoszę brew zdziwiona – Więc pewnie wiesz, z kim idę na randkę.

    – Z Natanem. Mała Sara mówiła. – odpowiada mama znów popijając herbatę – Mam nadzieje, że nie masz zamiaru przed nim klęczeć jak suka w obroży lub kochać jak klacz rozpłodowa. – zamyśla się na chwilę – Moja matka zawsze mówiła, że mężczyzna jest tak silny, jak pozwoli mu na to kobieta. Jeśli pozwolisz mu na to raz, będzie żądał zawsze. – odstawia filiżankę i wraca do gładzenia głowy swojego pieszczocha – Kiedy miała dwanaście lat, po śmierci mojej babci własny ojciec sprzedał ją do burdelu za garść banknotów. Znalazła go dziesięć lat później, żył w nędzy. Zaprosiła go do swojego domu na kolację, ale chociaż siedział z nią przy stole, to nie jadł. Kazała go pozbawić rąk i nóg, a potem przez kolejne dziesięć trzymała go na dnie studni, by poczuł to samo co ona. Z swoim mężem, moim ojcem, chciała mieć tylko córkę, ale pierw urodziła mojego brata. Z wściekłości za to wykastrowała go. Stał się jej mówiącym narzędziem, a w jego miejsce wzięła sobie czternastu kochanków. Dowiedziawszy się, że jeden z nich zapłodnił jej służkę i chciał, by ta usunęła po cichu dziecko, przybiła go za penisa do pniaka i dała nóż. Sam sobie go odciął po trzech dniach bólu. Nakazała go opatrzyć i wszyscy myśleli, że to koniec. Ale ona oddała go pozostałym mężczyzną, by traktowali go jak kobietę przez tydzień. Jeśli któryś by się wyłamał, skończyłby jak on. Po tym zamknęła w skrzyni by tylko głowa wychodziła i nakazała karmić ponad możliwości, a gdy rzygał, to i to mu dawać. Rok później skrzynia pękła od jego cielska, taki był gruby. Ku zaskoczeniu wszystkich, kazała go wtedy głodzić, by był na skraju życia. W cztery miesiące wyglądał jakby nosił płaszcze z własnej skóry. Wszyto mu w brzuch truchło małpy, ogłosiła go ciężarną. Miał własną służbę, pokój i inne przyjemności, ale wciąż tylko błagał, by wreszcie się zlitowała i go już zabiła. Umarł w wielkich męczarniach, gdy zżarły go robaki z gnijącego wewnątrz mięsa. – uśmiecha się pod nosem – Kochałam moją mamę, nawet jak była przeciwna waszemu ojcu. Miała już dla mnie wybranego męża, którego pewnie też bym wykastrowała po urodzeniu pierworodnej.

    – Wystarczyło baw się dobrze, Talita. – odpowiadam jej uśmiechając się krzywo – Natan jest inny. Miły, silny i…

    – Ma tak ładną buźkę, że nic, tylko by na niej siedzieć przez całe życie, nawet sikając pod siebie, a on by nic nie strajkował. – rozlega się głos Ase i po chwili czuje wilgotne wargi Luka na kroczu, gdy dopada mnie na czworaka, widząc sukienkę – Ciocia i Sara chcą przyjechać na kolację, więc żałuj, że jedziesz. – na warknięcie Cargo, gdy dupa kastrata za bardzo zbliża się do kolan jego pani wyrywa głowę i kuląc odsuwa bezpiecznie, a Ase wreszcie wchodzi do pokoju – Ależ się wystroiła.

    – Wiem. – odpowiadam, uśmiechając się do niej – Nie mówcie Oszce, to dostanie od Sary po uszach za to co odwalają z Aiszą w sypialni. – chichoczę

    – Aż tak? Nie widziałaś, co Maja wyczyniała ze swoją poprzednią dziewczyną na recepcji u nas w klubie. – wzdryga się – Czemu nie możesz mi też zrobić takiego? – wskazuje na leżącego posłusznie psa – Bliźniaki zatłukły już trzecią omegę, która próbowała zająć miejsce alfy. Zrobili sobie z jego ciała piłeczkę do ping ponga, rzucając nim do siebie nawzajem jakby nic nie ważył. Nawet przytulanki z feromonami ich nie pociągają, by chociaż ich zachęcić do dotknięcia fiutem.

    – Moją pierwszą alfą był mężczyzna, który zamordował dwadzieścia kobiet i dzieci. – mówi jej mama, znów patrząc na serial – Gdy zaczynaliśmy, skupiał się na opowiadaniu co mi zrobi jak się wydostanie i nazywał mnie grubą skośnooką suką, zastanawiał się, czy potrafię sobie chociaż ogolić cipę. Miesiąc później nie miał sześciu palców przy stopach, połowy uzębienia, w jego fiucie było więcej zszywek niż w kanapie, schudł trzynaście kilogramów, a jak w dupę wkręciło się żarówkę, to dało się czytać tyle voltów szło przez ciało. Jak wpuściłam go na arenę, gdzie rządziło już dwóch chłopców, których puściłam kilka dni wcześniej po podobnym treningu, sam ich uspokoił. Każdy z tych głupków bał się Duna i Mungo, ale oni bali się Jugo. Jugo zaś na mój widok truchlał i był gotów wylizać mi buty z błota. Miałam ich prawie sześć lat, potrafili podporządkować sobie wszystkich. Czekając, aż bliźniaki same wybiorą nową, czekasz aż rzucą się na siebie. Jak blisko siebie siadają? – Ase otwiera usta, patrząc na mamę, jakby właśnie coś zrozumiała – Lider nie pojawia się sam, jego się tworzy i wpuszcza. Masz stado owiec, którymi ma rządzić lew. – po czym kieruje wzrok na mnie – Zapytaj się swojego chłopca, czy mieli okazje już sprawdzić moje pieski w akcji

    Kiwam głową z uśmiechem. Natan był tylko siedem lat starszy i działał w jednej z kilku organizacji działających tuż pod granicami prawa. To co robili było legalne, to jak robili nie. To właśnie on kupił dla nich ostatni miot z psiarni mamy. Siostra wciąż nabijała się z jego pociągłej, gładkiej twarzy i sennych, szarych oczu, zestawionych z niemal siwymi włosami dodającymi mu lat. To ten typ dawnych wojskowych, którzy nawet w cywilu dbali o swój wizerunek i dyscyplinę. Szczupły, może nie jak Luke czy inne psy Dani, ale była to miła odmiana od faszerowanych mieszanką testosteronu i sterydów omega czy misiowatych taty albo Salomona. Interesujący. Dostatecznie, by sprawić, że przyjęłam zaproszenie na kolację. I jak pomyślę głębiej, to pierwszy facet, który to zaproponował. Z Rufo poszłam do łóżka z ciekawości, a skończyło się na tym, że biedak dowiedział się jak to jest być męską dziwką. Ase miała racje. Facet, który zna biznes jest takim, którego potrzebujemy. Oni widzą coś więcej niż zaspokojenie seksualne, które mogą sobie kupić na stałe.

    – Ucałujcie od mnie Sarę i ciocię. – zgarniam do torebki kluczyki od auta – Jak nie wrócę do rana…

    – To zasiedziałaś się na jego twarzy. – odpowiada siostra pokazując język i siadając przy mamie, a Luke od razu wsuwa się pod jej nogi robiąc za podnóżek, bezpiecznie usuwając się z wzroku Cargo, który znów lekko warczy – Ciekawe, co się dzieje w jego głowie. Jest taki…

    – Wyjątkowy. – odpowiada mama, a na ekranie pojawiają się napisy końcowe w krzaczkach – Ale ważniejsze, że słucha tylko właściciela. Gdyby nie to, stałby się jak niepowstrzymana siła. – podnosi się, a Cargo prostuje w kocim grzbiecie obok i odwraca głowę na mnie, patrząc jeszcze przez chwilę – Nawet waszego ojca nie dałoby się tak zatrzymać. – ta nienaturalna maska, bez jakiejkolwiek mimiki jest w pewien sposób szalenie piękna i abstrakcyjna – Powiedz małej Sarze, że jak chce się coś nauczyć, to może mi pomóc. – wychodzę, czując trochę spokoju, że nasze życie w pewien sposób wraca do normy.

    Wspólnie zwiedziliśmy galerię obrazów. Chętnie opowiadaliśmy sobie co dostrzegamy w malowidłach, a potem tą rozmowę kontynuowaliśmy w restauracji przy świecach. Pozwolił sobie na kilka komplementów na temat mojego wyglądu, sam ubrany w dość elegancki węglowy garnitur. Różnił się od typowych dla mnie facetów w dresach, którzy w sumie nie interesowali się czymś specjalnym. Zadowolona z wieczoru, przyjęłam też zaproszenie do jego apartamentu w jednym z wysokich, samowystarczalnych wieżowców z widokiem na miasto. Mimo spodziewanego przepychu, było bardzo skromnie. Proste meble, niewielka kuchnia z wyspą, mało elektroniki i wydzielona sypialnia.

    – Szampan? – zaproponował, stając w kuchni, gdy siadam na kanapie – Butelkę mam w lodówce, jeśli masz ochotę.

    – Odrobinę. – uśmiecham się w odpowiedzi, rozglądając się nadal – Nie mogę się oswoić z tym twoim akcentem.

    – Jednym byłem z białych dzieciaków w RPA, ale potem przeniosłem się do USA. – odpowiada wyciągając butelkę i otwierając ją sprawnie – Się zaciągnąłem do armii, gdy zaczynała się druga faza Incydentu Azjatyckiego.

    – Czytałam o tym. – spoglądam na niego, jak ustawia kieliszki i spodek z truskawkami na tacy – Mający trwać dwa lata konflikt, przeciągnął się do ośmiu?

    – Zbytnio bali się atomu, by go użyć. – odpowiada, przynosząc ją i siadając obok mnie – Łazarz miał być ostatnim zrywem. Jeden pluton, kilku typów w dowództwie wierzących, że będą bohaterami o których będą pisać pieśni i my, mięso wojenne. Po porażce, podano nam jakąś toksynę byśmy byli martwi, rozstrzelano ślepakami i w workach wywieziono do kraju. Przemodelowane państwo nie chciało poranionych wojną weteranów, inaczej niż Europa. Teraz sam jestem kapitanem, chociaż tutaj też wierzą w zabawkową naturę ludzkich pupilów. Pitbule są do walk jeden na jeden, kobiety to żywe seks lalki. Tylko psy pani Alicji są więcej, niż świetne. Gdybyśmy mieli takie tam, druga faza zakończyłaby się w miesiąc i to z druzgocącą przewagą.

    – Przekaże. – uśmiecham się i patrzę nadal na niego, przyjmując podany kieliszek – Za co pijemy?

    – Za fakt istnienia czegoś, o czym dyskretnie marzymy i wolno osiągamy? – uśmiecha się przekręcając głowę – Za to, jak bardzo możemy się ku temu zbliżać, gdy będziemy bardzo chcieli? – patrzy mi nadal w oczy – Albo kobietę, przepiękną i przepotężną, która pozwoliła mi spędzić ze sobą ten wieczór. Za Ciebie. – stuka mój kieliszek i popija, nim zdążę zastrajkować, więc bez wyboru również odpijam łyczek szampana

    – Zwykle mężczyźni tutaj to znudzeni bogacze, którzy zmęczyli się żoną lub nie są one chętne na ich fetysze, więc godzą się na ustępstwa. – mówię wolno – A ty jesteś…

    – Oh, też mam swoje słabości, których nie jest w stanie spełnić żadna laleczka na elektronice.. – uśmiecha się – Na przykład teraz. Chciałbym Cię móc pocałować, ale boje się, że się obudzę z tego pięknego snu przed telewizorem, nadal będąc sam. Zaryzykuje, pozwolisz? – wsuwa palce pod moją brodę i przysuwa swoje wargi, lekko dotykając i muskając ich – Hm, jednak jesteś prawdziwa. Pachniesz cudownie, wyglądasz pięknie… Jak wiele jeszcze dostanę?

    – Nie wiem… – odpowiadam mu, trzymając w dłoni kieliszek – A co jeszcze lubisz?

    – Powiedzmy, że pozwolisz mi pokazać. Jeśli jednak mi każesz, przestanę. – znów przysuwa się i jeszcze raz wyłącznie muska mnie wargami, jak coś delikatnego, ulotnego – Musiałem się jeszcze upewnić, ale teraz na pewno wierzę, że tutaj jesteś. Pozwól mi więc sprawić, że w ten wieczór będziesz moją panią królewną, a potem zdecydujesz, czy będę mógł jeszcze raz.

    Odstawia swój kieliszek, zsuwając się z kanapy i stawia w pobliżu mojej dłoni truskawki. Siada tuż przed moimi nogami. Obserwuje go z zaciekawieniem, biorąc jedną z nich i wgryzając się w soczysty, czerwony owoc. Z tą samą co przy pocałunku delikatnością zdejmuje mi buty i ustawia je obok siebie. Najpierw unosi mi lewą stopę. Całuje każdy palec po kolei, trzymając ją w dłoniach. Potem chwyta prawą i odtwarza to, opierając je sobie o koszule. Sunie swoimi wargami po wierzchu łydki, składając naprzemiennie pocałunki na pończochach zawstydzając wgrane fetysze Luka. Jest to równie zabawne, co przyjemne, ale gdy jego usta i ciepły oddech suną po wnętrzu ud to drugie uczucie zaczyna przeważać. Wsuwa swoją głowę pod sukienkę i znów, dmucha ciepłym oddechem w moje majtki, nie pozwalając sobie na więcej. Inaczej, niż wilgotny jęzor kastrata, który już by próbował wylizać przez koronki. Wyciąga głowę i spogląda prosto w moje oczy, opierając brodę o podołek, wciąż trzymając swoje dłonie na moich udach. Uroczy…

    – Jeżeli pani mi pozwoli, zabiorę ją do sypialni. – przekręca głowę lekko w bok – Oczywiście, tam będę musiał jej zdjąć sukienkę, ale też gwarantuje, że sam się rozbiorę. Mam nadzieje, że nie rozczaruje jej przy naszym pierwszym razie.

    Zachowuje się, jakby wiedział czego chce. Jeśli ma to wyglądać dalej w ten sposób…. Na raz opróżniam kieliszek i kiwam głową. Unosi się z klęczek, pociągając swoimi dłoniami po moim ciele i unosi dłonie, składając na nich pocałunek, po czym pociąga mnie z kanapy. Prowadzi, trzymając za koniuszki palców, po drodze zabierając tylko butelkę z szampanem.

    W sypialni obraca mną w miejscu, niczym w tańcu i prowadzi tyłem do łóżka. Pochyla się i rozbiera z sukienki przez głowę, po czym ją odwiesza na krzesło. Robi dwa kroki w tył i rozkłada dłonie, jak w galerii, gdy któryś z obrazów wzbudził w nim wyjątkowy zachwyt.

    – Myślałem, że piękniejsza niż naga nie będzie, a proszę. – czuje dziwne ciepło na twarzy, gdy to mówi – To cudowne, jak można się zaskoczyć. – znów dwa kroki w przód, usadza mnie na łóżku – Moja kolej, prawda?

    Znów, jest równie uroczy co zabawny. Rozpinając po guziku koszulę, potem odwieszając ją obok mojej sukienki, rozpinając pasek przy spodniach i spuszczając je. Jest w tym jakaś swoista forma pokazowego striptizu, a nie zwykłego „rozbieram się, bo zaraz będziemy uprawiać seks”. Po chwili namysłu, zdejmuje też podkoszulek, ukazując delikatnie zarysowane mięśnie jak u osób regularnie uprawiających sport. Śliczny, jak koleś, który mnie wyśmiał. Siada obok mnie, przechyla mocno głowę i odgarniając prawą dłonią włosy z twarzy, jednocześnie dotykając karku, ucha i policzka przysuwa swoje usta do moich. Cała nieśmiałość, delikatność przerodziły się w pożądanie, pragnienie. Też je czuje, gdy rusza swoją głową, gdy nasze języki się spotykają. Dobrze, chcę, pragnę i potrzebuję go więcej.

    Odsuwa się tylko po to, by obniżyć głowę. Nie od razu pozbawia mnie góry bielizny, pierw składa po trzy pocałunki na obu piersiach przez koronkę. Po jej zewnętrznej stronie, wewnętrznej i w sam sutek, który teraz przebija się przez tkaną różyczkę. Dopiero wtedy rozpina go na plecach, ale zamiast pociągnąć w przód, by zjechał, po ramionach, prowadzi je w górę i przekłada tuż przed moimi oczami. Na powrót wraca do nich z swoimi ustami, ciągnąc brodawki wargami, i obejmując dłoniami. Swoje układam w jego miękkich włosach, trąc je i wbijając odrobinkę palce w skórę. Znów się unosi i kolejny raz nasze wargi się stykają w namiętnym, dzikim pocałunku przeciąganym do utraty tchu. Czuje, jak obejmuje mnie pod biodrami i przesuwa w głąb łóżka. Nie opieram mu się.

    Wsuwając między moje nogi, klęcząc na podłodze, chociaż jego twarz jest na wysokości mojego brzucha. Przesuwa po nim dłoniami wzdłuż linii tali, bioder, by zagarnąć same stringi, pozostawiając pas do pończoch nienaruszony. Zdejmuje je bardzo wolno, zsuwając po udach, dłonią trąc po obnażonej skórze a potem po nich. Rozsuwa moje kolana, przekręca palcami kółeczko po wejściu do pochwy i dopiero wtedy układa przy niej usta. Wszystko dookoła zatraca część ostrości,  jest tylko jego twarz, wpatrzone we mnie szare oczy i różowy język, którego końcówka wraz z niewidocznym palcami są narzędziami rozkoszy w moim ciele. Krew bucha wewnątrz. Tylko, kiedy przykłada całe wargi do nich, potęguje te uczucia. Już on dobrze wie, jak to na mnie działa, gdy gmera we mnie w ten sposób.

    Sam wyczuwa, że jestem dość rozgrzana. Jeszcze raz, ten różowy język przeciąga się długim, mocnym ruchem od samego dołu, w górę i przesuwa po wygolonym wzgórku. Nieskończenie długa jest chwila, gdy zdejmuje bokserki i nałożyć na swojego obrzezanego penisa prezerwatywę. Łatwo przekręca mnie na bok, unosi mi nogę mocno w górę i wsuwa się do środka, trzymając za udo i mając łydkę tuż przy brodzie. Najpierw stosuje wolne, głębokie ruchy. Unoszę się na rękach ile mogę i patrzę na niego, a on patrzy na mnie. Tak, obojgu nam się podoba. Przyspiesza, wchodząc płycej, a nasze ciała odbijają się od siebie. Cofam co myślałam o dniu, w którym straciłam dziewictwo. To jest przyjemniejsze. I tak na przemiennie, znów zwalnia i mocno wbija się do środka, by potem przyspieszyć.

    Odkłada moją nogę i chce przekręcić na brzuch, ale łapie go za ramię i ciągnę, by teraz to on ułożył się na plecach, bym mogła przejąć inicjatywę. Klękam na nim okrakiem, wprowadzając wciąż sterczącego i twardego członka do siebie. Teraz to ja odbijam się od niego, nadając tempa. Trzyma mnie za pośladki, a ja opieram się o jego ramiona, to rusz odchylając się wyżej, to znów przyciskając bliżej niego. Podobnie jak on, pierw wybieram pierw wolne rytmy, by stopniowo przyspieszać. Cały czas patrzy, cały czas widzę jego oczy… Wbijam paznokcie w barki, a on unosi twarz i całuje namiętnie. Wreszcie nie wytrzymuje, czuje jak mięśnie naprężają się pode mną przy ostatnich trzech ruchach, a potem wszystko łagodnieje. Wysuwa się całkowicie, a ja opadam na niego, przytulając nagim ciałem.

    – Czy mogę uznać, że zaspokoiłem moją panią królewnę? – pyta, głaszcząc mnie po plecach i odgarniając włosy

    – Powiedzmy, że królewna jest skora mianować Cię swoim drugim kochankiem. – odpowiadam, przytulając się wciąż do jego ciała, czując jeszcze falowanie w ciele

    – Tylko drugim? – mówi dość smętnie – A ja jakie są wymagania by zasłużyć na miano pierwszego?

    – Sądzę, że wolisz nie wiedzieć. – mówię, całując go w kącik ust – I masz na to za delikatny tyłeczek.

    – Ah, w ten sposób. – odpowiada, już bardziej mrucząc sennie – Cóż, moja dla mnie królewna ma za ładną twarz, by przykładać do niej coś tak obrzydliwego jak penis i czerpać z tego jakąś radość. Jej różyczka kwitnie za to pięknie, aż pragnie się ją dotykać.

    – Nie mów tak, bo zabiorę Cię do domu i zamknę w klatce jak słowika. – mówię rozbawiona – Co wtedy byś zrobił?

    – Siedział w klatce i czekał, aż królewna mnie znów do siebie dopuści. – wysuwa się spod mnie i siada na łóżku – O ile obieca, że się mną nie znudzi lub zmieni. – odwraca się i uśmiecha – Jak dzisiaj pozwoli mi przy sobie spędzić noc, rano będę gotów jej oddać wszystko. – wychodzi do łazienki, gdy z śmiechem wsuwam się pod kołdrę, a kiedy wraca, zasypiamy nago.

    Z snu wybudza mnie łaskotanie w kroczu. Unoszę kołdrę i znów widzę błyszczące w ciemności oczy, kiedy usta zajmują się moim ciałem. Z błogością odsuwam ją z powrotem na poduszkę i sięgam po telefon. Wiadomość od Jędza. „Mam szykować stół? Może on się nada na alfę, jak go odpowiednio sobie ułożymy”. Odpisuje „No way”, wkładając dłoń pod okrycie i gładząc jego miękkie włosy. Nie wiem, czy jestem bardziej zabawką w jego ramionach, czy on moim sługą. Zamykam oczy, relaksując się.

    – Montują takie budziki w domach? – odzywam się wreszcie, kiedy kończy i udaje mi się odzyskać głos – Wtedy to kociątka będą zazdrosne. – wysuwa się przy moim boku

    – Kociątka? – pyta, gładząc moją twarz palcami

    – Aisza i Ossanna. – mówię, przekręcając do niego twarz – Moje dwie małe lesbijki. W sumie Aisza jest moja, a Oss to coś bardziej pomiędzy pełnoprawnym pupilem a przybraną siostrzyczką. Aisza też jest czymś między lalką młodej kobiety, a przyjaciółką. Mają teraz romans, więc spanie z nimi w jednym łóżku to oglądanie scen kobieta bardzo kocha kobietę. Puszek, bo tak mówię na Aiszę zazwyczaj, jak pracuje, to przychodzi z swoim pojemnikiem prażonych migdałów, wtula się i słucha jak jej to tłumaczę, by sama to zrozumieć. A ty?

    – Cóż, dziesięć wściekłych psów bojowych od matki mojej królewny. – nadal głaszczę – Robię to samo co w armii. Misje znajdź i zlikwiduj, a one świetnie się do tego nadają, bo nie da się ich wykryć jak noża czy pistoletu, korzystając z gołych pięści. Dwa wystarcza, by rozwalić przeciętnie wyszkolonego ochroniarza, pięć na żołnierza i podlegają na komendy. Dziesięć będzie w stanie pewnie unieszkodliwić wszystko. – uśmiecha się – Jajecznicę?

    – Pierw prysznic. – mruczę – Muszę w końcu zdjąć te pończochy, bo mi chyba krew w mrówki się zmieniła więc gorąca i zimna woda poprawia krążenie..

    – Królewna pozwoli Słowikowi. – uśmiecha się i całuje w policzek

    Unosi się, odsłaniając nasze nagie ciała spod kołdry. Siada przy nogach, pochylając się i zębami rozpinając przypinki i też nimi ściągając, uniesione do góry, aż do kostki, po czym chwyta za palce i ciągnie w tył zdejmując. Znów też składa na nich pocałunki.

    – Nie prowokuj mnie tak, bo ja naprawdę Cię zabiorę do domu. – pacam go w nos stopą – Jak ja im wyjaśnię, że teraz będziesz jeszcze ty z nami spał?

    – Wszyscy się zmieszczą w mojej klatce? – uśmiecha się pod nosem i odkłada moją stopę – Cóż, może Amerykanie już kombinują z psami o dwóch penisach? To byłby hit dla kobiet.

    – Tak, jakby były ustawione pionowo… – wybucham śmiechem – Gdzieś ty był przez te sześć lat mojego życia, gdy takiego potrzebowałam?

    – Wolę nie odpowiadać, ale mogę obiecać spróbować je odpracować. – kłania się – Chociaż ten model działa wolniej. – wskazuje swojego penisa, który sterczy – To ja zrobię śniadanie.

    Wstaje, wychodząc, akurat jak wibruje telefon. „Jędza: Sprawdź, czy nie jest już siny, tak długo na nim siedzisz.” „Ja: Pf. Nakarm kociaki, ja wrócę dopiero na obiad”. „Jędza: Chcesz bym miała traumę wchodząc do sypialni rodziców i widząc seks?”. Nie mogąc się przestać śmiać, biorę z ziemi swoją bieliznę i idę do łazienki.

    Rodzice… Jak wreszcie dorosłam do tego, by wiedzieć, że dzieci nie przynosi bocian, a odgłosy z sypialni, gdy mama lub tata zostawali u siebie na noc nabrały sensu, zrozumiałam czemu Ase ma takie okrągłe oczy jak mama w radosnym nastroju całuje nas rano. Potem oczywiście doszła informacja, jak dużo i jak długie są te odgłosy by to tatuś wzbudzał podziw. Teraz, myjąc się męskim szamponem dwa w jednym w kryształowej kabinie, sama się czuje jakbym miała odfrunąć. Powinna wpaść teraz Oszka z zraszaczem i mnie nim uspokoić.

    – Ratujmy matkę planetę, myjmy się razem. – mówi, przytulając się do moich pleców, a czubek penisa wbija się w pośladki – Będę musiał kupić szampon migdałowy, jeśli pani królewna tutaj będzie. – ręka unosi się i trze mi piersi – Rozumiem, że jak nie będzie się dobrze bawiła, to twoja królowa matka mnie ukara?

    – Sama bym to zrobiła. – pozwalam mu rozprowadzać pianę po swoim ciele przyciskając do niego tyłem – Póki co, nawet trochę mi się podoba.

    – Trochę? Jej słowiczek za mało się stara? – miętosi mi brzuszek i zsuwa dłoń z palcami złożonymi w haczyk, lekko na co przygryzam wargę – Gdzie on znajdzie drugą taką, o oczach jak bursztyn. – wycofuje dłoń i odkręca wodę, spłukując z nas pianę, więc się odwracam przodem do niego i oglądam go, uśmiechającego się pod nosem – Tworząc ideał, kazałbym mu dać ten kolor. Im szczęśliwsze, tym jaśniejsze, im więcej w nich gniewu tym bardziej ciemnieją. – układa usta znów do tego delikatnego pocałunku – Nie jestem dobry w ubieraniu tak bardzo jak rozbieraniu, więc zaczekam w kuchni z kawą. – nawet wycofując się, musi pociągnąć tymi swoimi palcami po całej mojej skórze, powodując przyjemny dreszczyk

    Telefon znów wibruje. „Nowy film od Maja”. Wyciągam bezprzewodową słuchawkę i wsuwam do ucha, po czym rozkładając ekran i siadając na łóżku. Nagranie przedstawia, jak na dywanie w swojej pasiastej bluzie, bawiąc się tygryskiem w otoczeniu innych pluszaków siedzi Cola, mrucząc do siebie coś, co chyba tylko ona sama rozumie.

    – Tygrysku, powiedz, co chcesz na am am to wyślemy mamie by wiedziała. – mówi głos Carmel zza kadru

    – Am am! – odpowiada mała, kołysząc tygryskiem w powietrzu, a kamera drży i rozlega się śmiech

    – No uczyłyśmy Cię Col, jakie am am chcesz żeby zamówić, co mama będzie wiedziała. – zachęca Carmel, a mała zastanawia się marszcząc nosek

    – Pićce! Pićce! Pićce! – krzyczy, podskakując na dupce – Pićce! Pićce! – po czym kamera się odwraca i ukazuje uśmiechniętą Brownie w szkolnym mundurku i kontrastującą obróżką

    – Słyszałeś? Przecież nie złamiemy jej serduszka, prawda? – szczerzy się dumna ze swojego szatańskiego pomysłu – Dla nas będzie duża fruti di mare, a dla Coli ta łagodna z szyneczką dla dzieci co ją lubi. A, i poprawiłam esej z angielskiego, dostaniemy z powrotem hasło do Netflixa? Prooooszęęę…. – po chwili kamera przesuwa się na Carmel, która siedzi na fotelu i czyta książkę w głębokim fotelu – Car potwierdzi, prawda?

    – Poprawiła. – odpowiada przewracając kartkę, po czym po chwili dodaje unosząc wzrok – Runa pytała, czy to prawda i kiedy właściwie znów lecisz do Europy, zadzwoń do niej. – kamera znów się odwraca do Brownie

    – I nie pracuj dzisiaj tak długo, daj innym szansę coś wymyślić. – pokazuje język, po czym odwraca znów kamerę do Coli – Col, co powiesz mamie jeszcze na koniec? Ko…

    – Kokamy Cje mama! – mówi szczerząc swoje równe, białe jak perełki ząbki, a kamera skręca na Carmel

    – Uważaj na starej autostradzie, zadzwoń do Runy i pamiętaj o jutrzejszej wywiadówce Brownie. – mówi Carmel – Też Cię kocham.

    – Miałaś mu nie przypominać! – rozlega się wściekły pisk Brownie, po czym odwraca kamerę na siebie – Pamiętaj, to Cola kazała nam zamówić pizze na obiad, więc nie możesz być na nas zły. Do zobaczenia w domu. – po czym wyłącza kamerę

    „Maja: Musiał mi wysłać go przypadkiem, ale jak to są te jego kotki to chyba zmienię orientacje by mu obciągnąć, byle mi pozwolił też tam zamieszkać”. „Ja: Myślę, że trzeba być po prostu bardzo nieszczęśliwą, by móc tam zamieszkać”. „Maja: Czyli coś idealnie dla Ciebie, tylko nakleimy znaczki na czole i napiszemy Dom Salomona dla Nieszczęśliwych Zwierząt i wsadzi do skrzynki. W kreskówkach, które oglądał wujek to działało.”

    Ubrany już w koszule i spodnie, Natan nalewa kawy do kubków. Uśmiecha się do mnie, przysuwając talerz z w miarę ładnie wyglądającą jajecznicą i dwiema jeszcze ciepłymi bułkami. Znośne, chociaż omlet pewnie byłby lepszy. W milczeniu zjada swoją porcje, popijając kawą, a potem czeka, aż sama skończę.

    – Pycha. – mówię, odkładając widelec i nóż – Masz jeszcze jakąś rodzinę w Ameryce?

    – Przybraną siostrę, ale nie kontaktujemy się. W sumie nigdy nie mieliśmy dobrych relacji. – odpowiada, zbierając talerze – A ty masz jakieś rodzeństwo prócz tej Ossanne i Asenat?

    – W pewnym sensie przyrodniego brata. – uśmiecham się znów na myśl o filmiku, że wszystko u nich dobrze, a problemem jest zawalona praca domowa, kara na seriale, wywiadówka i fakt, że zamówią sobie pizze na obiad – Tata miał przelotny romans, ale on też raczej do nas nie pisze ani nie dzwoni. W sumie, może go znasz, też brał udział w operacji Łazarz? Salomon Juniper, zdaje się, że nazywali go Bloodhound.

    – Może był w innej drużynie. – wzrusza ramionami – Będę mógł liczyć na drugie spotkanie, czy traktujemy to wszystko jako jednorazowy wybryk?

    – Hmmm.. – udaje, że się zastanawiam, obserwując go – Jeśli się zgodzę, to jak często będę to wszystko miała?

    – Cóż, dosłownie zaraz muszę wyjechać na kilka dni, może nawet cały tydzień bo jest duże zlecenie na południu i mnie potrzebują. – uśmiecha się, wyciągając dłonie przez stół, łapiąc znów za moje palce – Ale obiecałem mojej pani królewnie, że nadrobimy sześć lat. Chciałbym móc potem poznać jej kocięta, czy mnie zaakceptują jako jej kochanka, by móc spędzać z nią więcej czasu. Za ten uśmiech i piękne oczy gotów byłbym dla niej żyć w klatce, śpiewając. – nieufnie odwracam się do drzwi, czy nie wpadnie przez nie mściwie blondynka z spryskiwaczem do kwiatów – To twój wybór, moja pani. Ty zdecydujesz, jak wiele mogę Ci dać.

    – Zadzwoń, jak wrócisz. – opieram brodę na ręku – Może twoja pani znajdzie czas, by przyjechać, pozwoli Ci znów się polizać i być zadowalana ze zdolności Słowika. – pocałunek na pożegnanie, jest taki jakim zaczęliśmy, jedynie delikatnie się muskając wargami w nieśmiałości.

    Gdyby nie fakt, że mama jest ubrana inaczej, pomyśleć można, że spędziła tu cały czas od pożegnania wczoraj. Kiedy siadam po drugiej stronie skulonego w dziwnej pozie Cargo, widzę jak Luke walczy z widokiem moich bosych stóp i obawą na zbliżenie się do kanapy chociaż twarz groźnej alfy jest schowana w ciele mamy, gdy prawdopodobnie śpi.

    – Nie zapytasz, jak było? – mówię, spoglądając na prawdopodobnie kolejny odcinek serialu, z którego nawet napisów nie da się nic zrozumieć

    – Jeśli miałaś siły przyjechać z powrotem i potrafisz składać zdania to raczej słabo. – odpowiada, nie odwraca nawet wzroku – Mam nadzieje, że poszłaś z nim do łóżka jak kobieta, a nie suka…

    – Jak królewna. – odpowiadam uśmiechając się – Nie każdej kobieta ma do dyspozycji mężczyznę, który byłby tak dobry jak tatuś.

    – Zastanów się najpierw, jak wiele o nim Ci mówi serce, a ile tylko zachcianka. – mama znów popija herbaty – Widząc go pierwszy raz, widziałam tylko wysokiego, ciemnoskórego chłopaka o nienaturalnych, dużych rozmiarach, którego chciałam mieć jak mama swoich kochanków. Rozbierając mnie cztery lata później, nie oglądał moich piersi czy krocza, patrzył mi w oczy. Zapytałam, czy to dlatego, że mu się nie podobam naga. Odpowiedział, że większość ludzi kupując suki, ogląda je wszędzie, maca, tłucze. On woli uczucie, jakie w nim powoduje, będąc z nim. Drugie co pamiętam, to jak zasypiałam z ogniem w kroczu, lekko pogryzionymi piersiami i drżącym ciałem w jego ramionach, czując się mała. W oczach swojej Sary mógł widzieć siebie jako dobrego człowieka, ale w moich? – odstawia kubek, a Cargo rozprostowuje swój łeb i przekłada go na jej brzuch – Masz rację, nie każdy mężczyzna jest tak dobry jak tatuś. To co Ci powiedzą, może być inne od tego co czują patrząc na nas. Dawid przegapił moment, gdy dzieci uczą się kłamać. Czasem wolał jedynie milczeć.

    Zaspana Aisza w swojej jasnoniebieskiej piżamie w wzorek z Myszki Minie idzie korytarzem. Spogląda na mnie, trąc oczy, po czym uśmiecha się lekko pod nosem i przychodzi, siadając na kanapie obok i wtulając we mnie

    – Oszka Cię też torturowała jęzorkiem i paluchami, co biedactwo? – pytam jej w zrozumiałym języku, obejmując ją ramieniem – Ale ten buziaczek był magiczny, bo pani figlowała calutką noc. – łaskocze ją po plecach – Jak oboje będą grzeczni i będziesz miała ochotę, to Pańcia się nim podzieli z Puszkiem. Podejrzewam, że bez problemu poradzi sobie z nami dwiema prawie jak Pierożek. – unosi buzię i przygląda mi się z tym lekkim uśmieszkiem – Tak kotuś, jest aż tak dobry. – całuje ją w nosek – Gotować to on zbytnio nie umie, ale jego język, palce i penis działają jak nowiutka, mocniejsza bateria. Rezerwuje sobie miejsce na jego twarzy, możemy się potem zamienić. – znów uśmiech – Jadłyście śniadanko? – kiwa głową – To leć do sypialni, zaraz Cię przyjdę ubrać, przebrać się i znów zagłębimy się w badaniu technologii pozaziemskiej rasy zwanej notatki taty. Może też uda nam się wymyślić coś jak Spider-Ham albo spełnić marzenie Oszki o kolorowej dziewczynce, by nie molestowała Ciebie tak dużo, bo już nie nadążam z nalewaniem wody do spryskiwacza. – jeszcze raz unosi się i całuje mnie w policzek, po czym znika w korytarzu – A jak kolacja z ciocią i Sarą?

    – Dobrze. – odpowiada treściwie mama – Piłyśmy wino, wspominałyśmy trochę dawne czasy. Mała Sara siedziała i słuchała z otwartymi ustami, jak opowiadałyśmy co robiła jej mama jak była młodsza, a ta co chwile robiła się co raz bardziej czerwona jak włosy Zuzi kiedyś. Trzy stare kobiety, które w życiu miały tylko jednego mężczyznę. Maja przysłała Ase jakiś film, pokazała nam i powiedziała, że te dziewczynki to właśnie… – milczy chwile – Pupile tego kogoś. Sara powiedziała, że nawet ona tak dobrze nie miała przy swoim Panu. Zuzia stwierdziła, że pewnie to fakt, że Dawid raczej starał się robić odwrotnie niż to, co oglądał, a ten miał szansę poznać całkowicie normalne życie tak jak wy czy częściowo ja, więc nie miał aż tak wypaczonego obrazu świata i może sobie na to pozwolić.

    – Wciąż… jesteś na niego zła? – pytam, odwracając do niej twarz, ale ta jak zawsze, zdaje się pusta i pozbawiona jakiejkolwiek emocji – Przecież to nie jego wina, że nim jest.

    – Kiedyś jeden z psów zaatakował moją pracownicę, nim zdążyli zareagować, złamał jej rękę i odgryzł kawałek policzka. Wtedy byłam zła. Chciałam kazać mu łamać palce, po jednym co godzinę, usmażyć przyczepionego wciąż do ciała fiuta i kazać zjeść po odcięciu, może za niego podwiesić dwa metry nad ziemią z kolcami pod stopami, by nie mógł stać na nich. Ale dowiedziałam się o tym po tym, jak już zamknęły go z powrotem na wspólnym wybiegu. Jugo kazał Dunie i Mungo wyłamać mu ramiona i wyrwać szczękę z zawiasów. Bali się, że kara będzie zbiorowa za jego czyn, więc sami wymierzyli mu sprawiedliwość. – spogląda do kubka i kończy ostatni łyk herbaty – Jeśli narzeczony twojej siostry ma rację, już jest ścigany przez śmierć. Kiedyś jego anioł stróż nie zareaguje, trafi na silniejszego przeciwnika i będę tam mogąc mu pomóc… Odwrócę wtedy wzrok, bo istniał tylko jeden prawdziwy Dawid, a jego musiałam pożegnać. – odstawia naczynie ze stukiem – I pamiętaj, prawdę znamy tylko my trzy, Zuza i Maja. One dwie uznały, że prawda wykończy Sarę, a Markus, chociaż rozżalony przez stan syna, nie może wiedzieć, że to jego dawny przyjaciel.

    Kiwam głową i idę do sypialni. W łóżku, na pozwijanych w dzikie rulony prześcieradłach ubrane w piżamki, klęczą Oszka i Aisza. Ta pierwsza unosi się na łydkach, rosnąc nad Aisza, obejmując jej twarz i odchylając się w prawo do pocałunku. Ta druga, siedząc w swojej ulubionej pozie z piętami w pośladkach, trzyma dłonie na linii jej bioder i unosi twarz, gdy ich usta się spotykają. Spoglądam w stronę spryskiwacza, ale telefon wibruje mi w dłoni. „Natan: Słowiczek już tęskni do Królewny, bo jej zapach jeszcze nie opuścił jego sypialni…”. Jeszcze raz spoglądam na całuśne kocięta. Na telefon. Na spryskiwacz. Cicho podchodzę do łóżka i rzucam się na nie na plecy, co przerywa pocałunek

    – Oferta specjalna dla kociątek. – mówię po angielsku, patrząc na nie – Możecie mi zdjąć sukienkę i poszukać normalną bieliznę, a tą zanieść w zębach do kosza na pranie. – unoszę palec w ostrzeżeniu – Jeśli te języki ograniczyły się do warg, to mogą mnie pocałować. – zamykam oczy, czując jak przesuwają się po materacu – Poszukamy potem przepisu na ciasto na pizze. Mam na nią jakąś strasznie dziwną ochotę.

    – Ja upiekę! – mówi też korzystając z angielskiego zadowolony głos Osi po mojej lewej, gdy zamiast mnie rozbierać kładzie się obok mnie i układa ciężar głowy na biuście – Pani Alicja powiedziała, że mamusia kiedyś nie były kotkami i też miała chłopaka. To znaczy, że ty też nim zostaniesz przez niego i będziesz miała obróżkę Taly?

    – Nie, głuptasie. – prycham rozbawiona, po czym czuje jak z drugiej strony w ten sposób podsuwa się Aisza – To tak nie działa. Jestem z nim bardziej jak moja mama i tata, albo Ase i Cliford czy też Maja i Mauren.

    – To my teraz będziemy zazdrosne, prawda Puszku? – czuje ruch głowy po prawej, a ja znów prycham – Skoro będzie mógł lizać i całować muszelkę Taly, ssać jej cycki i… Oh…

    – Zaraz zamknę ofertę na rozbieranie, jak będziesz się tam dotykać… – mruczę w odpowiedzi – Pewnie nigdy, przenigdy na świecie nie będzie nikogo ważniejszego od was. – całuje na oślep obie główki – No, może jeszcze moja mama, siostra, ciocia Zuzia, Maja… Oczywiście, twoja mamusia… – i Salomon, ale on w taki inny, nieco szalony sposób – Potrzeba by było mieć serce jak tata, by wszystkich was tam wcisnąć, a jeszcze miała miejsce do bawienia się dalej z Aiszą.

    – No doobrze. – czuje ich łapki na udach, jak podciągają sukienkę, po czym ciepły buziak w pępek – Musisz się podnieść – unoszę się na łokciach, pozwalając się rozbierać dalej i leżąc rozmarzona – Mówiłam Ci, że Mauren ma większe cycki, jak poduszeczki… Może kiedyś też będziesz mogła na nich się przespać, to zobaczysz jakie są fajne. – szepcze

    – Słyszałam to. – odpowiadam dając jej pstryczka – Dopisze do listy zamówień różowowłosą krówkę z bardzo biustem do karmienia Osi i Aiszy. Będzie miała łaciaty wzorek z bielactwa na skórze i i duże oczy…

    – Niebieskie! – mówi blondynka – I różki na głowie! I będzie robiła malinowe mleko!

    – Z lewego będzie szło malinowe, a z prawego czekoladowe by była różnorodność. – otwieram oczy i spoglądam na nie, jak znów kładą głowy na moim brzuchu, jak prawdziwe kotki – Nie zdziwiłabym się, jakby tata już opisywał jak to zrobić w którymś dzienniku. – wyciągam dłoń i biorę Migdała, sadzając między ich głowami – Uśmiech, będzie nowe zdjęcie do kolekcji.

    Dwie przytulone do siebie buzie z stykającymi się języczkami tuż pod moim biustem, patrzące w obiektyw po skosie z siedzącym nad nimi wełnianym króliczkiem. Wybieram opcje wysyłania do Majki „Wyślij mu to, dopisując „Talita ma takie, nikt nie wie co poszło nie tak”. Odpowiedź jest szybka „Maja: M, zazdrość. Idę sprawdzić do lodówki, czy Mauren zjadła mi ogórki, bo założyła kłódkę na pudełko z zabawkami”. Śmiejąc się, przytulam je jeszcze mocniej.

    – Ubrałaś się już, kochanie? – mówi głos Sary, a jak unoszę głowę to widzę ją zaglądającą przez drzwi – Dzień dobry, Talita. Ja tylko po Pierożka.

    – Wejdź chociaż na chwile, to przecież też twoje łóżko. – uśmiecham się, klepiąc miejsce obok – Zostałaś z ciocią na noc?

    – Właściwie to z panią Alicją. – uśmiecha się lekko – Nie tak blisko jak dawno, dawno temu, a ten jej stwór jak wiele rzeczy, które Pan robił jest dość przerażający, gdy to wiesz i widzisz… Ale dobrze było poczuć coś, co dawniej. – podchodzi i głaszcze głowę swojej córeczki – Z tym kolorem skóry, to ruletka. Wasz brat wygląda prawie tak jak on, gdy miałam te dziewiętnaście lat. Twoja siostra jest czasem bardziej opalona niż ciemna, tobie zaś kolor całkiem umknął. Nie chciałam wiedzieć jak będzie wyglądała, zdając się na niego, i myśląc, że może też urodzi się z lekko ciemniejszym odcieniem skóry, czarnymi lub rudymi włosami i tymi ciemnymi oczami. A tu proszę, jak prawdziwemu pierożkowi, na zewnątrz zostawił co moje, a w środku ukrył farsz z wszystkich, których pokochałam w życiu.

    – Poprosimy panią Zuzię by nauczyła mnie robić perogy? – pyta swoją mamę Osia, podrywając się do góry i opierając o mój brzuch – Pan Dawid robił je dla nas na święta!

    – Najpierw idź do łazienki się ubrać, co do niej wrócimy. – stuka ją palcem w nosek – Wtedy sama ją zapytasz.

    – Muszę jeszcze upiec Taly i Puszkowi pizze. – protestuje blondynka – Obiecałam.

    – Odwiozę ją Ci wieczorem. – spoglądam na twarz starej kocicy, która uśmiecha się lekko – Przecież jestem za nią odpowiedzialna, prawda? Obiecałam tacie i tobie, że się nią zaopiekuje.

    Sara przytula się do mnie, w miejscu gdzie chwile wcześniej leżała jej córeczka. I niech mi wsadzą w dupę długie na pół metra kulki analne po sam uchwyt, a w drugą dziurę stalowe dildo pod prądem, ale gdy to robi, na wagę nastroju przechyloną ku „szczęśliwa”, z wciąż ciepłą rozkoszą z wczorajszego stosunku i miłego poranka, ktoś dokłada drugi, większy i nienazwany odważnik, który dociska ją momentalnie w dół. Chyba tylko ona i brat to potrafią.

    Bo widzisz tato, ludzie nie muszą być tacy źli. Ból może i czyni nas silniejszymi, ale czasem odrobina słabości i rozkoszy, czyni nas lepszymi. Motywuje by iść dalej, unikać go jak to możliwe i ich szukać. Jak ta daleka polana, o której nam opowiadałeś. Spadający z nieba śnieg zasypuje to, jak ciężkie były dla nas wszystkich ostatnie trzy pory roku.

     

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Konrad Milewicz

    Wiecie co to za dźwięk klikania? Pewnie wy, piszący komentarz albo ja piszacy przedostatni volumin cyklu – chociaż to drugie powstaje baaardzo woooolno.
    Natan był inspirowany nieco Vilem Vallo, chociaż kolor jego włosów i oczu został zmieniony na potrzeby opowiadania.

    Jeśli szukacie czegoś, co mi się podoba to Alicja Gramola tworzy dopiero startującą serię “Dwór Elfów”, którą obiecałem polecić – zostawcie jej miłe komentarze, kobieta może wam zapewnić ciekawą podróż, jak się rozkręci twórczo.
    O i jeszcze Kapitan Marvel, Brie fajnie pokazuje silną kobiecą postać – może nie jak w Atomic Blonde Charlize, ale nadal fajne – warto rzucić w to portfelem. No i na koniec miesiąca nowa płyta Lany Del Rey. 

    Ciekawe, ilu z was wyłapie jak wielu “rodziców” miała Oszka z tych dwóch zdań.
    Pozdrawiam was jak zawsze serdecznie, Konrad.

  • Kuzynka part 1.

    Wszystko miało miejsce parę lat temu gdy pracowałem w Londynie dla jednej z firm z sektora finansowego. Wynajmowałem mieszkanie „one bed” w city. Odezwała się do mnie kuzynka, która ostatni raz widziałem jako dzieciaka. Chciała przyjechać do Londynu i poszukać pracy, pytała czy mogłaby na 2-3 tygodnie przenocować u mnie do czasu aż znajdzie prace i własne lokum.

    W dniu przylotu miałem ją odebrać z lotniska Luton, wiedziałem jedynie ze ma 175 cm wzrostu i krótkie rude włosy. Gdy zobaczyłem Martę wychodzącą z hali  odpraw o mało nie padłem. Pojawił się śliczny dwudziestoletni rudzielec o krótkich włosach, długich nogach i smukłym ciele. W obcisłej białej bluzce, podkreślającej jej talie i nieduże śliczne piersi.

    Był niedzielny wieczór gdy dotarliśmy do mieszkania, zjedliśmy szybki posiłek i rozłożyłem w salonie materac i świeżą pościel dla gościa. Marta postanowiła wziąć pierwsza kąpiel, nie wiedziała ze drzwi miały dziurkę po zamku do klucza, dzięki czemu mogłem ją calutka zobaczyć pod prysznicem. Była idealna, szczuplutkie ciało, długie nogi śliczna mała pupa i mały rudy paseczek nad wydepilowaną cipeczką. Piersi stały wyprężone kończąc się sterczącymi małymi różowymi sutkami. Poczułem jak do życia budzi się mój członek. Postanowiłem że nie dam się przyłapać jak nastolatek na podglądaniu i wyszedłem do kuchni zrobić nam herbaty.

    Marta wyszła spod prysznica ubrana w dwuczęściowa piżamkę, była dość zwiewna, więc widać było że nie założyła pod spodem żadnej bielizny. Sutki nadal jej stały po wyjściu z prysznica, chyba zauważyła że patrzę się na jej piersi i pożegnała się więc szybko biorąc herbatę i poszła do swojego łóżka. Ja skoczyłem wziąć szybki prysznic i udałem się do swojej sypialni.

    Następne dwa dni wychodziłem z rana do pracy i wracałem przed osiemnastą. Marta ruszyła w miasto w tym czasie, szukając pracy w pubach i barach. Na wieczór spotykaliśmy się w domu siedzieliśmy i dużo rozmawialiśmy zwykle do późnego wieczora. Nic nie zapowiadało tego co miało wydarzyć się już w środę.

    Jak zawsze wróciłem z pracy przed osiemnastą, tym razem Marty nie było, przygotowałem nam lekki obiad i usiadłem do komputera by trochę poczytać. Marta wróciła godzinę później, totalnie przemarznięta i mokra od lekkiego deszczu. Szybko przebrała się w łazience w suche ubranie, zjadła szybko obiad i jak codzienna usiedliśmy na jedynej kanapie twarzami do siebie.

    Marta wsunęła mi pod pośladki swoje stopy, które nadal były chłodne, a ja wziąłem jej dłonie w swoje i rozmawiając zacząłem rozcierać by przywrócić normalne krążenie. Co dziwne obydwojgu jakoś strasznie się nam to podobało. Wieczorem po wzięciu prysznica, będąc już w piżamie, rzuciłem  mimochodem, że jeżeli jest jej zimno, to dzisiaj może spać razem ze mną w jednym łóżku.

    Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu Marta, powiedziała że nie ma problemu i poszła pod prysznic. Gdy wróciła ubrana w piżamę wsunęła się pod kołdrę obok mnie. Złapałem ją za rękę i stwierdziłem że już nie jest taka zimna,

    – Marta już chyba trochę się rozgrzałaś,
    – Trochę już tak, zobacz,

    Wzięła moja rękę i położyła na swoim lekko odsłoniętym brzuchu, poczułem ciepłą skórę na napiętym płaskim brzuchu a Marta zadrżała. Postanowiłem przesunąć się wyżej i delikatnie złapałem ja za pierś. Usłyszałem jak Marcie przyspiesza oddech. Nakryłem ręką jej pierś i poczułem twardniejący sutek w dłoni. Odwróciłem się do niej twarzą i pocałowałem ją namiętnie w usta. Pachniała malinowym żelem do kąpieli i miętową pastą do zębów. Całowała cudownie nasze języki splatały się cudownie w jej buzi. Nie wiem co jest w całowaniu, ale to zawsze stawia mnie na baczność. Przesunąłem rękę w dół, ale nie włożyłem między jej nogi.

    Przerwałem całowanie, i zapytałem,

    – Marta jesteś pewna?
    – Tak
    – Słuchaj, jak zjadę niżej nie będzie już odwrotu, rozumiesz?
    – Tak chce… wiem… – wydyszała,

    Moja ręka wsunęła się miedzy jej nogi, okazało się że całkowicie się wydepilowała. Cipka była nabrzmiała i już zupełnie mokra na zewnątrz. Soki spływały już na pupę. Zacząłem znowu ją całować a w tym samym czasie włożyłem palec do środka by powoli wysuwając go z niej zlokalizować sterczącą łechtaczkę. Dłoń miałem całą w jej sokach. Zacząłem masować palcem łechtaczkę. Marta zaczęła cichutko pojękiwać. Poczułem jej ciepłą dłoń na moim członku, byłem twardy jak kamień, jej ręka ledwo mnie obejmowała.

    Przerwałem jej i zdjąłem z niej pidżamę, położyłem na brzuchu, Marta wypięła swój zgrabny tyłeczek w moja stronę. Jej piczka się otworzyła i zobaczyłem mokrą cipkę całkowicie otwartą na mnie. Zlizałem z niej soki od dołu aż po zaciśnięty otworek pupy. Złapałem dłońmi za pupę i włożyłem kciuki w cipkę rozchylając ją jeszcze bardziej. Jęknęła gdy włożyłem w nią mój język, penetrując jej szparkę od strony dupki. Przyssałem się do jej łechtaczki wciskając cztery palce w jej cipkę. Uniosła biodra dysząc z rozkoszy.
    – Wejdź we mnie, proszeeee, wejdź… – zaskowyczała

    Moja pałka była tak twarda, że gdy złapałem ją by wcisnąć ją w Martę, poczułem wszystkie żyłki na pulsującym członku. Złapałem za pupę i nabiłem ją na moją pałę. Marta zawyła z rozkoszy i z całej siły docisnęła dupkę w moją stronę. Poczułem że wypełniam ją kompletnie, jak się wbijam w jej podbrzusze. Moja pałka była tak szeroka ze ledwo mieściłem się w jej ociekającej sokami cipce. Położyła się twarzą w poduszce wypinając na czworakach pupę bym mógł ją rżnąc jak najmocniej. Złapałem ją ręką za kark, i mocno ściskając nabijałem na siebie pieprząc ją gwałtownie. Po paru chwilach Marta zaczęła się wić pode mną jęcząc i wrzeszcząc. Pośliniłem kciuka i wcisnąłem w mocno napięty odbyt. Zadrżała ponownie, i zaczęła mocniej nabijać się na mnie. Czułem że dochodzę cały pulsowałem, gdy nagle wystrzeliłem całym nasieniem w jej cipce zalewając ją swoimi sokami, padłem na nią przygniatając ja całkowicie swoim ciężarem.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Marcin
  • Niki i sex z wlascicielem mieszkania

    Gdy mieszkałyśmy już dłuższy czas, a seks z Markiem stał się nieodłączną częścią naszego życia, zapragnęłam spróbować czegoś nowego i dlatego pewnego razu, już po seksie, zapytałam Marka czy nie chciałby spróbować seksu analnego. Zwierzyłam się Anicie z mojego pomysłu, ona próbowała, ale nie podobało jej się, więc nie chciała już tego, ale radziła mi samej się dowiedzieć.

    Marek się zgodził i strasznie napalił. Przyszedł wieczorem jak zwykle, wyglądał inaczej, wiedział co za chwilę się stanie. Widać było, że bardzo mu się podoba ten pomysł, robił to wcześniej, ale nie chciał nas zmuszać, a ja chciałam zobaczyć czy mi się spodoba. Umówiliśmy się, że następnym razem pokaże mi jak to się robi. Ja również nie próżnowałam, obejrzałam dziesiątki filmów z seksem analnym i byłam gotowa na pierwszą próbę.

    Mój właściciel powiedział, że przyniósł żel, który nam lekko pomoże, żebym się niczym nie martwiła i oddała w jego ręce. Jak powiedział tak zrobił, lizał moją cipkę z taką zawziętością, jakby od tego zależało jego życie. Wkładał głęboko palce i doprowadzał mnie to szału, wtedy zszedł trochę niżej i zaczął lizać mój anus, jak już był cały mokry, poślinił palec i powoli wszedł nim do środka sprawdzając moją reakcję. Nie było źle, było wręcz dobrze, poprosiłam aby spróbował dwa palce. To było niesamowite, nie wiedziałam, że to może sprawiać przyjemność, było mi dobrze. Następnie wstał i nałożył sobie porządną ilość żelu, wysmarował się i wszedł we mnie powoli, bardzo delikatnie, wiedział, że to mój pierwszy raz. Czułam się jak dziewica, a on czul powagę tej chwili, czuł, że to przełomowy krok w mojej seksualności i że chciałam przeżyć go z nim. Kiedy już był w środku zaczął się poruszać coraz szybciej, widać było że bardzo mu się podoba i mi się podobało, o tak podobało mi się bardzo i chciałam jeszcze, ale Markowi podobało się aż za bardzo i doszedł chwilę potem. Potem położył się obok i tak chwilę leżeliśmy. Była to dla mnie nowość, bo zawsze się ubierał i wychodził od razu, ale teraz czuł, że musi zostać, że musi ze mną to omówić, że musi mnie wysłuchać i tak było. Powiedział mi jak dobrze mu była, jaka była wspaniała i że z chęcią to powtórzy jeżeli tylko będę miała na to ochotę. A ja miałam, chciałam więcej, dłużej i głębiej. Chciałam doznawać nowych rzeczy, uczyć się i wykorzystywać je z nowymi partnerami. Chciałam być wykorzystywana i sama chciałam wykorzystywać, a przy tym dobrze się bawić i dobrze zarabiać, bo na tamten moment to było dla mnie najważniejsze.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Viola May

    violamay.pl autorka erotycznych opowiadań

  • Rekompensata, 2.

    Część 2.

    Długo rozpamiętywałam to spotkanie. Henryk odwiózł mnie prawie pod blok. Potem szybko pożegnał się i ruszył. Hm, tyle rozmawialiśmy w kawiarni i na spacerze, a ja nawet nie zapytałam go, czy jest żonaty. Zresztą, on też nie pytał o mój stan cywilny. Umówiliśmy się, że w poniedziałki i czwartki może o godzinie 18. zaglądać do kawiarni. Jeżeli będę, to znaczy, że czekam na spotkanie i mam czas. Nawet, gdybym siedziała z jakąś koleżanką. Uśmiechnął się nieznacznie, pokiwał głową i dał mi swój numer telefonu. Prosił, ale nie zgodziłam się podać mu swojego numeru. Kiedy spojrzał na mnie ze zdziwieniem, zapewniłam, że jeszcze spotkamy się. Chyba go nie przekonałam.

    *

    – Cześć, gdzie jesteś?

    – Cześć. Nooo, w pracy. Miło, że dzwonisz… A, ten, hm… Stało się coś?

    – Być może – uśmiechnęłam się. – Masz ochotę na spotkanie?

    Chwila milczenia. Chyba przeszedł w inne miejsce.

    – Tak, proszę pani. Zgadza się, wszystko zgodnie z ustaleniami. 

    Byłam zaskoczona. Mówił innym, oficjalnym tonem. I chyba nie do mnie. Czekałam.

    – Oczywiście, bez zgody zleceniodawcy niczego nie zmienię. Dobrze, mogę podjechać i pokazać kosztorys. I plany. A może pani zechce przyjechać do nas? Pracujemy do godziny 16. (…) No, dobrze. W takim razie będę dzisiaj. (…). To proszę teraz podać, o której miałbym przyjechać?

    W porę zorientowałam się, że to pytanie było skierowane do mnie.

    – Bądź tak, jak poprzednio: o 18. Zaczekam przed kawiarnią. Na skwerze będę siedziała na ławeczce.

    Zadzwoniłam kwadrans przed 18. i dowiedziałam się, że właśnie parkuje.

    – Gdzie stoisz? 

    Podał nazwę ulicy.

    – Dobrze, zaczekaj, zaraz podejdę – rozłączyłam się.

    Podeszłam, przywitaliśmy się krótkim „cześć”, wsiadłam i odjechaliśmy. W trakcie jazdy doszliśmy do wniosku, że spotykanie się w centrum miasta nie jest najlepszym pomysłem.

    – Przepraszam, ale w biurze akurat pojawiła się żona, więc musiałem jakoś wybrnąć. Skoro zadzwoniłaś, to przypuszczałem, że dzisiaj chcesz się spotkać – wyjaśnił.

    Uzgodniliśmy, że będę podjeżdżała w kierunku centrum trzy przystanki i tam, na parkingu biurowca, będę wsiadała do jego samochodu.

    *

    Dojechaliśmy do ‘naszego’ lasu i tą samą trasą poszliśmy na spacer. Heniek zabrał małą torbę. Pogoda nadal była upalna, więc sama zaproponowałam, żebyśmy poszli w kierunku jeziora. Byłam w klapkach na szpilce, ale zdjęłam. Już wcześniej tak chciałam zrobić. Szliśmy w wodzie po kostki.

    – Co, może tym razem dasz się namówić na kąpiel? Nie będziesz się bać? – uśmiechał się, a jego głos brzmiał nieco przekornie.

    Rozejrzałam się. Nikogo nie dostrzegłam. Nic dziwnego, dookoła nie było żadnych domów. Te zaczynały się znacznie dalej. Małe osiedle, które dynamicznie rozrastało się. Z dobrym dojazdem do miasta. Zamożni mieszczanie przenosili się „na przedmieścia”.

    – Dobrze! Mogę się wykąpać – zdecydowałam się.

    Uśmiechnął się, wskazał na pobliskie drzewa. Podeszliśmy tam i szybko rozebraliśmy się. Heniek patrzył na mnie. Nie wstydziłam się, ale czułam jakoś nieswojo, kiedy taksował moje kształty. Pobiegłam nago do wody. Ruszył tuż za mną. Kiedy woda sięgnęła bioder, zanurzyłam się. Heniek również. Zanurkował, wynurzył się kilka metrów dalej i popłynął dynamicznym kraulem. Silnie wyrzucał ramiona do przodu aż w końcu odwrócił się na plecy, parsknął i unosił się na wodzie, z uśmiechem patrząc w moim kierunku.

    – I co? Przyjemnie, prawda?

    Pluskałam się. Woda była chłodna, wiaterek prawie niewyczuwalny. Wieczór łagodził upał, ale mimo wszystko czułam się skrępowana. Bałam się, że ktoś się pojawi. Skakałam w wodzie, próbowałam pływać żabką i rozglądałam się. Heniek chyba czytał w moich myślach.

    – Zosiu, nie przejmuj się otoczeniem. Tutaj nikt się nie pojawia. Zbyt dzika okolica i za daleko od cywilizacji – roześmiał się.

    Wcale mnie nie uspokoił, ale pływaliśmy z pół godziny. Naprawdę było to znacznie milsze niż spacer brzegiem jeziora. W końcu wyszliśmy z wody i usiedliśmy niedaleko naszych ubrań na dużym, plażowym ręczniku. Wyjął go z tej torby. Nadal było bardzo ciepło, więc nawet ręcznik nie był nam potrzebny. Półleżałam na plecach oparta na łokciach.

    *

    Heniek patrzył na mnie, spojrzał na jezioro i sięgnął do piersi. Zaczął delikatnie pieścić ją, dotykając sutka. Nie cofnęłam się. Odruchowo wypięłam biust. Opuszką palca drażnił brodawkę. Było naprawdę miło. Podniecenie rosło. Palec z piersi zjechał na brzuch. Zrobił kilka kółek, zanim Heniek zsunął się niżej i palec znalazł się w kroczu. Rozsunęłam nogi. Od razu dotknął łechtaczki. Przesuwał się po niej w dół i w górę. W dół i w górę. Przymknęłam oczy. Zaczęłam szybciej oddychać, napięłam mięśnie. Jego palec poruszał się w różnych kierunkach, muskając łechtaczkę. Czasami przerywał pieszczoty i pozostałymi palcami głaskał, drapał skórę wokół wejścia do pochwy, głaskał wargi. Oddychałam coraz szybciej. Palec zsunął się i wszedł do pochwy. Z jaką łatwością! Czyli już byłam mokra. Odruchowo odchyliłam głowę, zacisnęłam dłonie. Poczułam wilgoć na udzie, kiedy wyjął palec i wytarł go. Całą dłonią masował krocze. Musiałam położyć się. Odwróciłam głowę w bok i ciężko oddychałam.

    Heniek cofnął dłoń i… położył się na mnie. Chwilę później wsuwał sterczącego penisa. Przyjęłam go, mocniej rozchylając uda. Spokojnie uderzał biodrami, ale każde z nich bardzo mnie pobudzało. Miętosił moje piersi. Nie miałam sił hamować moich reakcji. Stękałam w rytm uderzeń. Przyspieszył, a ja zaczęłam jęczeć. I nagle, zamiast doprowadzić mnie do orgazmu, zatrzymał się, odchylił i podniósł moją lewą nogę. Przełożył ją nad swoją głową i nie wychodząc ze mnie, ułożył się na boku za mną. Chwycił mnie za lewą pierś i zaczął poruszać biodrami. Prawą rękę wsunął mi pod głowę. Po chwili znowu jęczałam. Silnie uderzał. Wsadził palce do ust. Kąsałam je. Zwiększył tempo. Powoli dochodziłam. I nagle zatrzymał się. Wysunął się ze mnie i poczułam wilgoć na drugiej dziurce. Już wcześniej wpychał palce, ale ignorowałam to, dopóki byłam bliska orgazmu.

    *

    Wepchnął penisa do odbytu! Krzyknęłam! Wszedł może na dwa centymetry. Nie chciałam tego! Poruszyłam biodrami, chcąc go wypchnąć. Wcisnął jeszcze głębiej i przytrzymał biodra.

    – Spokojnie! Bądź grzeczna! Nie psuj zabawy… – podniecony szeptał mi do ucha.

    – Proszę! Nie… – kręciłam pupą, chcąc wypchnąć go.

    – Tak kręcisz pupą, prowokujesz, że chcę być jeszcze głębiej – szepnął.

    Znieruchomiałam zaskoczona tym, co usłyszałam.

    I wtedy wcisnął penisa jeszcze głębiej!

    – Heniu, proszę! Nie chcę takiego seksu – prawie błagałam.

    W odpowiedzi na moją prośbę wcisnął go jeszcze głębiej! Czułam jak przesuwa się milimetr po milimetrze. Nie bolało mnie. Nie nacierał zbyt mocno, ale nadal wnikał we mnie. I palcami dokładał śliny.

    Zebrałam się w sobie i zrobiłam bardziej stanowcza: 

    – Wyjdź! Nie chcę tak!

    – No dobrze, skoro upierasz się…

    I ku mojemu zaskoczeniu, powoli zaczął wycofywać się. Nie bolało, ale byłam przestraszona i spięta. Kiedy wyszedł, westchnęłam z ulgą. Chciałam odwrócić się i coś powiedzieć, ale wtedy od razu wpakował penisa do pochwy i zaczął spółkować. Uniósł moją nogę i uderzał jeszcze mocniej. Znowu stękałam. Wypełnił pochwę sobą i trafiał tak, że nie byłam w stanie milczeć. Już nie stękałam. Jęczałam. On mnie coraz mocniej ruchał, a ja głośno jęczałam.

    – Co? Dobrze tak jest? Mocniej ruchać?

    Nie miałam siły, aby odpowiedzieć. Ba! Zapomniałam, gdzie jestem! Czekałam na rozkosz! Zgubiłam rytm i jęczałam, a on rżnął mnie jeszcze mocniej. Zamknęłam oczy, twarz schowałam w ręczniku, dłonią dociskałam jego biodro. I nagle rozlała się fala ciepła od pochwy po całym ciele. Ależ mnie pochłonęła! Gwałtownie zadrżałam, napięłam mięśnie. Krzyknęłam przeciągle i chyba na chwilę straciłam przytomność. Kiedy znowu wróciła mi świadomość, słyszałam jak rzężę z rozkoszy, a ciało porusza się w wolnym rytmie. To Heniek nadal uderzał penisem w pochwie. Robił to lekko, trzymając mnie za biodro. Byłam bezwolna, mógł robić wszystko, na co miał ochotę… Upajałam się przyjemnością, którą mi dał. Powoli wychodził ze mnie, między pośladkami poczułam wilgoć. Leżałam zmęczona i chyba tylko czekałam, co jeszcze zrobi?

    *

    – Och! – krzyknęłam zaskoczona. Próbowała odwrócić się. Bezskutecznie.

    Heniek ponownie wszedł do odbytu! Trzymał mnie mocno. Teraz on westchnął głośno i z radością. Tkwił we mnie! Byłam rozgrzana, podniecona i jeszcze delektowałam się wspomnieniem orgazmu, a on właśnie wepchnął penisa! Ta wilgoć na pośladkach to była ślina. A ja myślałam, że miał wytrysk… Tym razem był znacznie głębiej niż poprzednio! Coraz szybciej poruszał się w odbycie. Wycofywał członka, wsuwał. I znowu wycofywał i wchodził we mnie.

    – Nieee! – pojękiwałam, protestując przeciwko takiemu stosunkowi, bo każdą cząstką odbytu czułam przesuwający się członek. Leżałam na boku, ale już nie miałam siły protestować. Orgazm osłabił mnie. Heniek znowu narzucił wolny rytm. Trwało to dość długo i chyba nawet stękałam, ale nie z bólu. Przyspieszył. Trzymał mnie dość mocno, więc nie potrafiłam wycofać się. Kiedy czułam rosnące podniecenie, wyszedł ze mnie! Ukląkł przy mojej głowie: 

    – Otwórz usta! – polecił. Trzymał penisa. Był bardzo podniecony.

    Spojrzałam na niego i otworzyłam usta. Obficie trysnął.

    Przyjęłam cały wytrysk. Nie zakrztusiłam się. Połknęłam. Sperma smakowała inaczej niż mojego męża.

    – Posmakuj swojej dupy! – stęknął.

    Posadził mnie, stanął i zmusił do wylizania penisa. Mimo wymuszenia stosunku w odbyt, chętnie pieściłam go. Dalej mu sterczał, a to mnie bardzo podniecało. Mąż rzadko miał tak solidny wzwód i tak długo, kiedy spółkował ze mną. A ten… Z radości, że tak mu stoi, mam go dla siebie i jeszcze może spółkować… Ugryzłam go!

    Krzyknął, uderzył mnie w twarz aż upadłam na bok, zaskoczona gwałtownością jego reakcji. Lubiłam przemoc. Chyba. Z mężem raczej nie hołdowałam takim praktykom. Głównie dlatego, że on nie miał na to ochoty. Ale ja lubiłam i podświadomie oczekiwałam przemocy, więc ją prowokowałam. I chyba tylko dlatego nie zapłakałam. Uderzenie zabolało, a teraz policzek piekł mnie, ale mimo tego podniecenie było większe. Gdyby uprzedził, bardziej smakowałabym jego złość. Heniek stał skulony, trzymając się za krocze. Po twarzy widziałam, że ból był duży. Jęczał, a z bólu pociekły mu łzy.

    – Przepraszam, kochany – wybąkałam ze skruchą. Już wiedziałam, że przesadziłam.

    – Zwariowałaś?! Chcesz mi go odgryźć? – stęknął z wyraźnym wysiłkiem. Walczył z bólem.

    Widziałam, że ma ochotę jeszcze mi przyłożyć. Cierpiał. Czekałam, czy zechce mnie jeszcze jakoś ukarać. Chętnie wystawiłabym pupę albo nawet biust.

    *

    – Ustaw się na czterech! – warknął. Grymas na twarzy świadczył, że ciągle walczy z bólem, ale członek sterczał.

    Mój mąż nie był aż tak wrażliwy. Nie miałam też zbyt dużego doświadczenia z mężczyznami. Żyłam z mężem i byłam przyzwyczajona do jego potrzeb. Gwałtowna reakcja Heńka na trochę mocniejszą pieszczotę zaskoczyła mnie. Już zapomniałam, jak indywidualne mogą być reakcje innych mężczyzn na ten sam delikatny, jak przypuszczałam, bodziec. A taką miałam ochotę gryźć tego fiuta! Posłusznie uklękłam i oparłam się na dłoniach. Jeszcze myślałam o jego nadmiernej wrażliwości na moje ząbki, kiedy poczułam, jak znowu wszedł do odbytu!

    – Och! – mimowolnie wyrwał okrzyk z moich ust. Impet, z jakim wszedł, zaskoczył i przestraszył mnie, ale bólu nie czułam. Bałam się, że zechce mnie teraz jeszcze bić, mszcząc się za pieszczotę ząbkami, ale nie. Spokojnym, równym rytmem rżnął mnie, stojąc za mną. Wchodził pod nieco innym kątem i do odbytu! Jednak było miło. Pocierał wilgotnym penisem o ścianki odbytu. Tej pieszczoty zaczęłam doświadczać po raz pierwszy i doceniać. Jeszcze jego silne dłonie na pośladkach, udach. i do tego mocne, nieregularne i nieoczekiwane klapsy… Te sprawiały mi przyjemność! On chyba też lubił tak ostro karać kochankę.

    Nawet próbowałam trochę kręcić pupą. Uśmiechałam się! Szkoda, że tego nie widział. Byłam podniecona i szarpałam głową na boki. Nie potrafiłam nad tym zapanować. Heniek zaczął sapać. Raczej z podniecenia niż ze zmęczenia. I wtedy wyszedł z mojej pupy! Odwróciłam głowę i spojrzałam na niego. Nie kryłam rozczarowania.

    – Spokojnie, to jeszcze nie koniec.

    *

    Brutalnym szarpnięciem położył mnie na plecach. Uśmiechnęłam się do niego. Był poważny, ale chyba spodobało mu się moje zadowolenie, kiedy traktował mnie tak brutalnie. Kiedy kładł się na mnie, chwycił za nogi. Wszedł i ruchał rytmicznie. Pociągnął nogi do góry i w pewnym momencie miałam stopy prawie przy głowie. Czułam takie miłe rozluźnienie. Rozkosz orgazmu uspokoiła mnie, kolejne pieszczoty wprawiały w lepszy nastrój. Nawet klapsy potęgowały podniecenie. Mógł mieć dwa penisy. W tej chwili wpuściłabym obydwa. Nieoczekiwanie znieruchomiał i wyszedł ze mnie.

    – Co się stało?

    – Nic. Leż! – warknął zniecierpliwiony.

    Posłusznie czekałam. Znowu wszedł. Teraz do odbytu. I ruchał w podobnym rytmie jak przed chwilą w pochwie. Znowu zmienił dziurkę. I jeszcze raz. Podniecałam się coraz bardziej i już nie kontrolowałam, gdzie tkwił. W obie dziurki wchodził bez oporu. Przymknęłam oczy i swobodnie stękałam. Nie zastanawiałam się, czy ktoś nas zobaczy albo usłyszy. Koncentrowałam się na przeżywaniu przyjemności.

    Kiedy wreszcie puścił moje nogi, zorientowałam się, że już mnie nie rucha. Przeżyłam kolejny orgazm i trwałam w takim stanie, że… Przytuliłam się do niego i objęłam go nogami. Akurat był w mojej pupie. Długo tak leżeliśmy. Kiedy w końcu puściłam go, wyszedł ze mnie miękki. Chciałam go popieścić, ale Henryk nie miał ochoty. Złapałam go za mosznę i już nie mógł się wyrwać. Stał grzecznie, kiedy ją lizałam i delikatnie masowałam jądra. W końcu polizałam członek. Puściłam go. Uśmiechaliśmy się do siebie, jednocześnie ubierając.

    Odwiózł mnie i wysiadłam na przystanku autobusowym. Do domu został mi jeszcze jeden przystanek. Pokonałam go pieszo. W tej okolicy nie mieszkali żadni nasi znajomi, więc spokojnym, spacerowym krokiem dotarłam do mojego bloku. Co innego tutaj. Obok mojego bloku zawsze natykałam się na kogoś ze znajomych.

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Zniszczona / Hermiona Granger cz. 2

    Minęło kilka dni od momentu kiedy Voldemort rzucił na nią klątwę. I tyle samo czasu od kiedy ktoś doprowadził ją do orgazmu. Wstyd jej było się przyznać, nawet przed samą sobą, że to co zrobił ich największy wróg… podobało jej się. Na wspomnienie jego języka w jej pochwie od razu czuła, że robi się czerwona i zaczyna szybciej oddychać. A delikatne mrowienie pojawiające się w okolicach krocza zapewniało ją, że ma ochotę na więcej.

    Uderzyła głową w ścianę próbując otrzeźwieć choć na chwilę. Czuła, że coś niepokojącego krążyło jej w myślach. Coś co próbowało przekonać ją, że Voldemort (ten cholerny morderca!) będzie w stanie dać jej przyjemność jakiej jeszcze nigdy nie zaznała. Bała się tych myśli, bo wiedziała, że w końcu im ulegnie.

    Dreszcze przebiegające po ciele za każdym razem kiedy przypominała sobie o… Nie ukrywajmy, wspaniałej minecie, którą sprawił jej Czarny Pan, powodowały, że robiła się lekko wilgotna. A to, że była przypięta łańcuchami do ściany uniemożliwiało jej jakikolwiek ruch ręką. Mogłaby wyciągnąć ją i lekko dotknąć nabrzmiałej łechtaczki. Wyobraziła sobie jak masuje ją delikatnie a potem schodzi bardziej w dół by poczuć wylewające się z niej soki. A potem już tylko czułaby swoje palce głęboko w sobie i ruszałaby nimi, wbijałaby je w siebie, do momentu aż poczułaby uwalniające się napięcie z podbrzusza i ten niesamowity, tak długo oczekiwany orgazm.

    – Och błagam – zajęczała płaczliwie próbując złożyć nogi by móc choć trochę ścisnąć swoją muszelkę. By choć trochę móc potrzeć ją między udami.

    – Tak szybko? Już błagasz?

    Hermiona wygięła się do tyłu i jęknęła głośno gdy zimne palce przejechały po jej wzgórku. Kolejne, już dużo głośniejsze wydała gdy ścisnęły jej guziczek.

    Była pewna, że to Voldemort. Kto inny mógłby do niej przyjść? Na dodatek pod zaklęciem kameleona. Ale w tej chwili było jej wszystko jedno. Chciała by te długie, zimne palce zanurzyły się w jej rozpalonym wnętrzu.

    Prawie doszła gdy mężczyzna (o ile można było go jeszcze tak nazwać) zahaczył dłonią o jej wejście. Hermiona krzyknęła wściekła, prawie na granicy obłędu gdy ręka i jej cudowne palce zniknęły a na obojczyku poczuła mocne ugryzienie.

    – Pomęczysz się tu jeszcze, moja droga.

    Przebywając w tej celi czuła delikatny chłód, lecz teraz gdy wiedziała, że została sama poczuła przenikający ją do szpiku kości ziąb. Oddychając ciężko czuła jak delikatny materiał koszuli drażni jej twarde sutki. Dla niej, wiecznego mola książkowego, to było tak niespodziewane uczucie, że jeszcze przez kilka godzin od wyjścia Voldemorta balansowała na granicy spełnienia.

    Czarnoksiężnik pojawił się jak tylko znów czuła jedynie delikatne podniecenie. Tym razem zrezygnował z ukrywania się i stał naprzeciw dziewczyny uważnie ją obserwując. Hermiona jęknęła cicho wiedząc, że był jedyną osobą, która może przerwać jej katusze. Próbując skupić się na czymkolwiek byle nie na jego palcach spojrzała prosto w czerwone oczy. Zawsze myślała, że jego wzrok będzie pełen nienawiści i zniszczenia jednak w tej chwili widziała jedynie niecierpliwość i coś co przypominało pożądanie. Ale przecież on nie mógł czuć czegoś takiego. On jej przecież nienawidził.

    – Chyba nadeszła pora na kolejną fazę planu – uśmiechnął się okropnie, jednak dziewczyna ledwo co zrozumiała jego słowa. Była jak w amoku, chciała tylko by ją dotknął. Jednak Czarny Pan miał inne plany. Pochylił się na nią i pociągnął za włosy by skupiła się w końcu na jego słowach. – Teraz zrobisz wszystko czego chcę a ja w zamian podaruję ci spełnienie o którym tak marzysz, rozumiesz?

    Pokiwała głową, lecz jemu to nie wystarczyło. Pociągnął ją mocniej za włosy.

    – Tak – jęknęła tym razem z bólu. – Zrobię wszystko!

    Voldemort puścił ją zadowolony i cofając się o krok zrzucił swoją szatę.

    Co on odwala? Takie myśli jako pierwsze uderzyły w Hermionę. Potem poczuła panikę i że to nie powinno się dziać, więc zamknęła mocno oczy. Jednak mimo ciemności wciąż widziała to ciało przed sobą. Wbrew pozorom wcale nie było obrzydliwe jak opisywał je niekiedy Harry. Nie widziała skóry na kościach i bardzo widocznych żył na całym ciele. Ona widziała… Cholera, Voldemort ma lepszą sylwetkę niż chłopcy! Był umięśniony i to naprawdę dobrze. Jedyny minus to to, że jego skóra była w odcieni szarości. Nie tak powinien wyglądać człowiek. I to co skrywa między nogami…

    Przełknęła głośno ślinę czując, że zbliżył się do niej. Już myślała, że dotknie ją tam, gdzie widok nagiego ciała tego potwora, wyzwolił fajerwerki.

    Voldemort usunął łańcuchy, złapał ją za ramię i postawił na kolana. Syknęła czując jak bardzo jej kości się zastały. W następnej chwili poczuła, że znowu została skuta i nie może ruszyć się nawet na milimetr, tak jak wcześniej. Fuknęła zła i posłusznie otworzyła oczy gdy jej kazał.

    – Teraz twoja kolej. W końcu musisz się odwdzięczyć.

    – Co? – spytała niepewnie, jednak widząc jak dosuwa swoją męskość do jej twarzy, poczuła ogarniającą ją panikę. – Ale ja nigdy nie…

    – Nigdy? A więc Weasley nie miał z ciebie zbyt dużego pożytku?

    Nie odpowiedziała trzymając głowę zwieszoną i wpatrując się w kamienną podłogę.

    Voldemort za to uśmiechnął się sam do siebie patrząc na jej pokorną postawę. Ta mała buntowniczka okazała się być czysta pod każdym względem. A on to zmieni.

    – Zrób to, kiedyś musi być ten pierwszy raz.

    – Ale obiecasz, że później…

    – Jak dobrze się spiszesz.

    Gdy podniosła głowę zobaczył w jej oczach determinację. Tak, niezmiernie mu się to podobało. By osiągnąć tak długo odwlekany orgazm nawet naczelna kujonica Hogwartu jest w stanie przełamać swój opór i zrobić mu dobrze.

    Dziewczyna zastanawiała się przez chwilę po czym wychyliła mocniej do przodu i ostrożnie przejechała językiem po całej długości penisa. Mlasnęła czując jedynie zwykły smak skóry, jak wtedy gdy oparzyła się na dłoni i ssała ja przez chwilę. Zaczęła go lizać z każdej strony by na jego czubku zakręcać małe kółeczka językiem. Coś wyciekało z niego, lecz mocno słony smak substancji wcale jej nie odpychał. Pokręciła językiem jeszcze kilka razy po czym wsunęła go odrobinę do ust i zassała. Zdziwiona wypuściła go od razu, gdy nad sobą usłyszała głośny syk.

    – Coś nie tak?

    – Nie! Nie przerywaj.

    Voldemort złapał ją za włosy i siłą wbił swojego członka między jej malinowe, choć trochę popękane wargi. Obserwował jak jego penis znika w jej ustach, czując na nim jednocześnie mokro i gorąco. Widział jak krztusiła się nim nie mogąc nabrać powietrza, ale nie obchodziło go to wcale. Odkąd wrócił żył w przysłowiowym celibacie. W końcu ręka nigdy nie zastąpi prawdziwej kobiety.

    Złapał ją obiema dłońmi za włosy i coraz szybciej poruszając biodrami pieprzył ją w usta. Opuścił na moment jej usta by dać jej chwilę na wzięcie oddechu i wbił się znowu tym razem dosięgając gardła i blokując ją by nie mogła się wyrwać. Stęknął czując jak członek drga mu kilka razy by wypuścić z siebie strumień spermy. Dopiero wtedy wysunął się z niej cofając o kilka kroków i oddychając ciężko. Nie przypominał sobie czy kiedykolwiek z kimkolwiek przeżył tak intensywne doznania jak z tą szlamą. A on tylko zmusił ją do zrobienia mu loda. A tam zmusił… Chętna była.

    – Voldemort? – spytała Hermiona oblizując usta z resztek jego nasienia. Podniosła głowę jednak on zdążył już stać się nie widoczny. – Riddle!

    Zdziwiło go trochę, że zna jego prawdziwe nazwisko, ale przecież skoro przebywała z Potterem to nie powinien się dziwić. Wrócił do swoich komnat zaraz po założeniu szaty.

    Usiadł za biurkiem i spojrzał na pergaminy zapisane jego pismem. Chciał jeszcze raz przeczytać o zaklęciu jakie rzucił na szlamę jednak nie mógł się skupić. Po kilku próbach ze złością zrzucił wszystko z biurka i trzasnął o nie ręką. Chyba zbyt długo nikogo nie zgwałcił skoro jego penis wciąż jest nabrzmiały. A jego organizm wciąż potrzebuje zaspokojenia.

    – Niech to szlak!

    Natychmiast pojawił się w celi Granger. Nie bawiąc się w rozmowę zrzucił szatę i łapiąc dziewczynę za głowę wbił się w jej usta. Gdy dziewczyna dość mocno go już pobudziła puścił ją i jednym ruchem ręki sprawi, że łańcuchy zniknęły. Podniósł ją i przyciskając mocno do ściany zaczął ssać jej prawego sutka. Jęcząc objęła go nogami nie zdając sobie sprawy, że to do czego tak mocno się przyciska jest w rzeczywistości nabrzmiałym penisem.

    – Zamierzam cię teraz przelecieć, Granger.

    Dziewczyna tylko jęknęła ocierając się o niego. Voldemort wsunął dłoń między jej nogi i potarł nabrzmiałą łechtaczkę. Czując jak wije się pod jego dotykiem, zupełnie nieświadomie bardziej stymulując jego członka, złapał ją za pośladki i jednym mocnym ruchem wbił się w nią.

    – Ałaaa to boli!

    Podtrzymując ją jedną ręką, drugą złapał za jej brodę i zmusił by na niego spojrzała. Widział ból i strach w jej oczach co niezmiernie go cieszyło. Wciąż patrząc w jej oczy poruszył się powoli. Dziewczyna jeszcze bardziej zacisnęła zęby by nie krzyknąć. Voldemort z każdym ruchem przyśpieszał przypominając sobie dawne czasy, gdy jeszcze wyglądał jak człowiek i jak mógł każdą kobietę zaciągnąć do łóżka nie używając przy tym magii. Jednak teraz było inaczej. Czuł, że ta dziewczyna w jakiś dziwny sposób go przyciąga.

    Gdy jej ciche krzyki zamieniły się w jęki rozkoszy, coraz to mocniej zaczął wchodzić w jej rozpalone wnętrze. Dziewczyna objęła go ramionami i przycisnęła jeszcze mocniej do siebie.

    Poruszał rytmicznie biodrami mimowolnie wsłuchując się w mokre plaśnięcia. Była tak bardzo mokra i chętna.

    – A tak się na początku zapierałaś – mruknął.

    Usłyszał coś co brzmiało jak ciche zaprzeczenie, jednak zaraz zamieniło się w głośny okrzyk podniecenia gdy ugryzł ją w szyję.

    Hermionie nie trzeba było dużo. Godziny męki, gdy nie mogła dojść. Godziny, gdy podniecenie trwało i z każdą jej myślą przychodziło z mocniejszym efektem.

    Czując jak zaczyna zaciska się na nim w przypływie prawie że nieświadomości spojrzała w jego czerwone oczy.

    Czarny Pan spojrzał na dziewczynę w momencie gdy ta dochodziła. Wygięła się otwierając usta, lecz nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Mężczyzna czując jej skurcze i niekontrolowane zaciskanie się na jego członku wykonał jeszcze kilka mocnych ruchów i jęknął dochodząc.

    Posiadł ją. Wszystkie etapy opanowania tej dziewczyny zostały ukończone. Pozostało jedynie przypieczętować zaklęcie. Pocałował ją mocno prawie od razu wpychając język do jej ust. Nie protestowała. Oddała pocałunek z równym zaangażowaniem.

    Po kilku minutach, gdy całowali się namiętnie oboje poczuli, że podniecenie do nich wraca. Voldemort opuścił dziewczynę na posadzkę i zmusił by odwróciła się do niego tyłem wypinając pośladki. Wbił się w nią mocno, prawie do samego końca. Hermiona jęknęła przygryzając wargę i oparła czoło o zimną podłogę.

    Przez kilka minut w celi dało się słyszeć tylko odgłosy uderzających o siebie ciał i ciche jęki.

    Voldemort uważał że wygrał. Oczy Granger stały się czarne, a chłód który z nich wyglądał mógł przerazić nawet Snape’a.

    Zaklęcie podporządkowało mu dziewczynę. Jednak nie wiedział, że ten sam czar uzależnił go od niej.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    #Ackerman#
  • Zdradzony, Pocieszony i….. cz.4

    Na wstępie podkreślę, że ta część nie zawiera scen erotycznych. Bardziej skupia się na emocjach i uczuciach obu przyjaciół związku z obrotem spraw. 

    Słowa rozbrzmiewały w jego uszach jeszcze przez dłuższą chwilę. ,,On mnie kocha?” – pytał siebie Oskar. ,,Ale jak? Jak długo? Czemu to ukrywał? Co teraz?” – te i wiele pytań zaczęło pojawiać się w jego głowie. Oliwier patrzył na niego. Oczekiwał jakiejś odpowiedzi, ale zamiast tego widział…głupkowaty wyraz twarzy. Nie to żeby go to wkurzyło. Nie. Skądże…

    Siedzieli w wannie i patrzyli na siebie. Teraz melodią stawał się deszcz stukający w okna. Czasami uderzył gdzieś piorun. Wydawałoby się, że romantyczna atmosfera pękła jak bańka mydlana. Oskar nie wstawał. Oliwier nie próbował go zdjąć z siebie. Członek, choć już lekko opadnięty, nadal był w Oskarze. Tkwili w uścisku. Żaden się nie ruszał. Słychać jedynie ich oddechy. Oddychają powoli. Jakby ich serca stanęły naprzeciw siebie i oczekiwały. Czego? No właśnie…

    – nie wiem co powiedzieć. Zaskoczyłeś mnie tym wyznaniem.

    – rozumiem. Sam jestem zaskoczony. W sumie udajmy, że nic się nie stało – odparł Oliwier.

    ,,Kurde, to zmierza na zły tor” – pomyślał Oskar.

    – może się wysuszymy, ubierzemy i porozmawiamy na spokojnie w sypialni?

    – dobra.

    Tak jak postanowili, tak i zrobili. Usiedli na łóżku. Naprzeciw siebie. Żaden z nich nie odezwał się pierwszy. Minęło z około 15 minut. Oliwier zdecydował się przerwać milczenie.

    – wiem, że dla Ciebie to szok. Nie spodziewałeś się tego. Znamy się od dzieciństwa. Nigdy nie przypuszczałem, że poczuje to do swojego przyjaciela. Do brata. Wiesz, że trzymam uczucia na wodzy. Jednak przy Tobie nie potrafię. Uświadomiłem sobie z dwa lata temu, że coś zaczyna się dziać. Najpierw była zazdrość, gdy pojawił się Szymon. Nie to, że wyczułem, że jest dupkiem (teatralnie się zaśmiał), ale myślałem, że to zazdrość z powodu ograniczenia naszego czasu. Mijały tygodnie, miesiące, a ja czułem, że się to nasila we mnie. Lubiłem na Ciebie patrzeć. Jak się poruszasz, uśmiechać. Rejestrowałem każdy twój ruch. Ej! Nie rób takiej miny. To nie obsesja. Podziwiałem Cię. Lubiłem wywoływać u Ciebie śmiech, aby go słyszeć. Szukać byle pretekstu aby Cię dotknąć. Gdy siedzieliśmy nad wodą, a Ty mi płakałeś za tym dupkiem, chciałem Cię pocałować. Biłem się z myślami. Zaryzykowałem i potwierdziło się to co próbowałeś uświadomić sobie przez ostatnie dwa lata. Kocham Cię. Nie jak brata, nie jak przyjaciela. Kocham Cię jako mężczyznę.

    I tu zaskoczenie Oliwiera. Oskar zaczął mieć łzy w oczach. ,,Cholera, co z nim?” – pomyślał ten pierwszy.

    – Ol… TY KRETYNIE!

    – eee… no nie tego się spodziewałem. Spodziewałem się coś w stylu ,,oszalałeś” bądź ,,jesteśmy przyjaciółmi co Ty sobie myślisz” i tak dalej…

    – jesteś kretynem, że tyle z tym czekałeś.

    – … [cisza]

    ,,No pięknie to mamy komedię pomieszaną z dramatem” – śmiał się w sobie Oliwier.

    Oskar toczył w sobie wojnę. Wojnę uczuć. Nie wiedział czy to odpowiedni moment na takie wyznania. Tak, ten, który uchodzi za romantyka, daje się ponieść chwili zaczął sugerować rozsądkiem. Jednak… on to on.

    – jesteś kretynem, że dopiero teraz mi to powiedziałeś.

    – słuchałeś co mówiłem? Uświadomiłem to sobie dzisiaj. W sumie wczoraj.

    – mogłeś powiedzieć co się dzieje bo….

    – bo?

    – Też Cię kocham.

    Serce stanęło. Tak. Potrzebna reanimacja. Ten, który trzymał uczucia i emocje na wodzy właśnie przechodzi zawał. ,,Olać!”. Rzucił się na Oskara mocno go przytulając. Całe ciało mu się trzęsło. Czuł, że zaraz eksploduje.

    Objął jego twarzy i wpatrywał się tak przez dłuższą chwilę. ,,I co teraz?” zastanawiał się Oliwier. Mają przecież facetów. No.. jeden ma. Czy kocha Łukasza? A może kocha ich obu? Wydawało mu się to absurdalne, ale jednak prawdziwe.

    – i co teraz? – wybudził go z rozmyślania głos Oskara.

    – nie wiem…

    Posmutniał. ,,Co ja zrobiłem…” – karał się Oliwier. Żałuje tego? Nie! Kocha tego, którego widzi przed sobą. Znów jego ciało zaczęło odczuwać ból i zmęczenie. Czuje, że całe sztywnieje. Nie spodziewał się tego. Sam siebie zaskoczył.

    – wiesz, że musisz zdecydować. Nie możesz być z dwoma facetami na raz. Wiem, że stawiam Cię w podbramkowej sytuacji, ale sam rozumiesz.

    – doskonale rozumiem. Nie martw się. Kocham Cię i jakoś to się rozwiąże.

    – kochasz Łukasza, prawda? Jesteście podobni do siebie. Obaj opanowani, rozsądni (czasami), zabawni i umiejący zawsze przygadać. Ja nie kocham Szymona. Nie po czymś takim. To smutne, że uczucie prysło, ale nie najwidoczniej nie było prawdziwe. Do Ciebie jest prawdziwe. Chciałbym Cię mieć tylko dla siebie Oliwier.

    Patrzył na swoje dłonie. Nie umiał spojrzeć na twarz przyjaciela. Intensywnie myśląc zaczął przygryzać wargi. Nie czuł, że w pewnym momencie leci kropla krwi. Oskar widząc to pocałował go. Zaczął płakać. Czemu uczucia są takie trudne? Oliwier zaczął niekontrolowanie dygotać. To było za dużo dla niego. Płacz przyjaciela, jego zdrada, bójka w jego obronie i wyznanie miłości. Chciałby iść spać i zasnąć. Obudzić się i udać, że to wszystko jest proste. Ale nie jest.

    Oskar zaczął go głaskać po policzku. Łzy płynęły mu po policzkach, ale nie zważał na to. Nie zważał również na to, że ma już trudności z oddychaniem.

    – zaraz wrócę – rzucając to Oliwier wyszedł z pokoju.

    Wrócił po 10 minutach. Miał w ręku miśka. Tak, miśka. Dostał go od Oskara na ósme urodziny.

    – po co go przyniosłeś?

    – jest od Ciebie. A więc ma cząstkę Ciebie. Śpiąc z Tobą chce Cię mieć całego. Chodź, idziemy spać.

    Oskar nie protestował. Zdziwiło go nagłe zachowanie przyjaciela. Nie spodziewał się po nim takiego zachowania. To z jednej strony urocze, ale i zawstydzające. Mają po 24 lata. Plusem tego wszystkiego, że nie muszą powstrzymywać gestów względem siebie. Rozebrali się do naga i położyli się w łóżku obok siebie. Odwrócili się twarzą do siebie. Złapali się za rękę i objęli swoje dłonie palcami. Patrzyli na siebie długo. Bardzo długo. Dochodziła 3 w nocy.

    – obiecaj mi, że nigdy, ale to przenigdy już nic nie ukryjesz przede mną Ol.

    – obiecuje.

    Przybliżyli się do siebie nie puszczając swoich dłoni. Powoli zasypiali. Byli zmęczeni, ale i szczęśliwi. Po paru minutach zasnęli. Co przyniesie jutro? Tego nie wie żaden z nich. Nie obchodzi ich to. Ważne, że są obok siebie. Nie będą się martwić jak rozwiązać tą całą sytuację. Jutro obaj wymyślą co dalej.

     

    CDN. 

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    K.D
  • Rekompensata, 3.

    Część 3.

    Poszłam do kawiarni. Wiedziałam, że Henryk nie przyjdzie. Mąż miał jakąś dodatkową pracę, a zanim z niej wróci… Miały być z tego jakieś ekstra pieniądze. Świetnie. Niech pracuje i zarabia. W końcu powinien dbać o nasz byt.

    Prawie wieczór, a nadal gorąco i duszno. I nie zapowiadano deszczu ani ochłodzenia. Za to w kawiarni – ulga… Lody smakowały mi i do tego działała klimatyzacja. Od razu poczułam się lepiej. Zaszalałam i jeszcze zamówiłam mrożoną kawę. Życie we mnie wracało. Tuż przed moim wyjściem, kiedy rozglądałam się za kelnerką, podeszło do mnie dwóch mężczyzn.

    – Taka atrakcja na zakończenie dnia? Czemu nie… – pomyślałam i szybko podjęłam decyzję. Nudne późne popołudnie nagle mogło zamienić się w miły wieczór. – Może pójdziemy do jakiegoś klubu? – miałam ochotę zatańczyć.

    Przywitali się, przedstawili, zapytali, więc zgodziłam się. Usiedli. Wypiliśmy po kieliszku koniaku, potem jeszcze po jednym. Było naprawdę miło. Oni młodsi ode mnie, a jednak zainteresowali się mną. Po mrożonej kawie i koniakach rozmawiałam z ożywieniem. Tego mi brakowało! Adoracji efektownych mężczyzn. Jeden na pewno przed „trzydziestką” – Marcin, a drugi prawie w moim wieku – Roman. O tym, że był prawie równolatkiem dowiedziałam się znacznie później.

    Młodszy, szczupły, opalony blondyn z okularami przeciwsłonecznymi przesuniętymi na głowę, siedział w szarych spodenkach cargo sięgających kolan i butach sportowych. Szara koszulka polo, wypuszczona na spodenki, uzupełniała jego ubiór. Sportowa sylwetka, szeroki w barkach, spory biceps. Starszy, już lekko szpakowaty, w długich, jasnoszarych spodniach i białej koszuli z krótkim rękawem. Na nogach miał szare buty. Czyste! W ogóle sprawiali dobre wrażenie. Zadbani, z pełnym uzębieniem, pachnieli perfumami, nie palili. Tłumaczyli, że grali w tenisa na miejskich kortach, a teraz wyszli coś zjeść i jeszcze przespacerować się. Weszli do kawiarni, bo było zbyt gorąco.

    Zobaczyli mnie i uznali, że jeżeli zgodzę się, to chętnie spędzą nawet cały wieczór w towarzystwie tak atrakcyjnej kobiety jak ja. Bardzo mi się spodobał ten argument! Nieważne, jak bardzo kłamali. Od czasu do czasu każda kobieta potrzebuje kilku takich słów, prawda? W końcu jeden z nich uregulował rachunek. Drobne gesty, reakcje świadczyły o tym, że są zamożnymi ludźmi. Nie próbowali udowadniać, że mają dużo pieniędzy. To jeden z dowodów zamożności. Zapłacili też za moje lody i kawę. W dobrych humorach wspólnie wyszliśmy.

    – A może da się pani skusić na wspólny spacer? Robi się nieco chłodniej. Szkoda teraz wracać do domu. Odprowadzimy albo odwieziemy panią.

    – Dobrze. Jest miło, więc chętnie przejdę się.

    Przechodzimy jedną z głównych ulic miasta i wskazuję na mijaną kamienicę.

    – Szkoda, że kiedyś zrezygnowano z ich rewaloryzacji i część z ich wyburzono. Tworzą taki miły, niepowtarzalny klimat. Gdyby nie samochody i reklamy, można by sądzić, że cofnęliśmy się w czasie o kilkadziesiąt lat.

    Panowie patrzą na siebie i uśmiechają.

    – O co chodzi? Powiedziałam coś zabawnego?

    Starszy z nich pokazuje na tę kamienicę i z uśmiechem wyjaśnia:

    – Ja właśnie tutaj mieszkam. Zapraszam na kawę do mnie.

    *

    Siedzimy w dużym, przestronnym salonie. O tej porze słońce już tu nie dochodzi i panuje przyjemny, ożywczy chłód. Proponują kieliszek dobrego koniaku. W końcu zgadzam się. Przecież nie prowadzę samochodu, oni są mili i uprzejmi, a ja mam ochotę na małe szaleństwo. Również alkoholowe. Proponują, byśmy mówili sobie po imieniu. Zgadzam się. I teraz rozmowa jakoś nie klei się. Wzbraniam się przed kolejnym kieliszkiem, bo już szumi mi w głowie. Panowie nie nalegają. Roman zaprasza mnie do tańca. Młodszy robi głośniejszą muzykę. Trochę żartujemy, wolno kołyszemy się w rytm muzyki.

    – Słuchaj, kiedy znowu moglibyśmy spotkać się? – Roman nachyla się do mojego ucha, zadając pytanie, chociaż muzyka nie jest zbyt głośna. – A w ogóle miałabyś jeszcze ochotę na spotkanie z nami? – reflektuje się po chwili. 

    – Moi drodzy, a może wybierzemy się razem na korty, a potem na kolację? – Marcin rzuca pomysł. – Marcin bardzo lubi grać w tenisa. Ot, taka niegroźna przypadłość. Lekarze potrafią to już leczyć – jego kolega uśmiecha się pobłażliwie.

    Blondyn, słysząc jego wyjaśnienia, robi grymas, potem wydyma wargi i wzrusza ramionami:

    – Mojemu starszemu koledze pozwalam wygrywać kilka gemów, żeby chociaż trochę podbudować jego nadwątlone ego – wyjaśnia żartobliwym tonem.

    Roman reaguje głośnym śmiechem. Marcin robi wrażenie zwycięzcy słownej rozgrywki.

    I ja uśmiecham się. Słucham ich i kiwam głową. Mam ochotę na kontynuację takiej znajomości. Obydwaj niespiesznie adorują mnie. Przy okazji obdarzają siebie drobnymi złośliwościami, eksponując, na mój użytek, swoje zalety. Ot, taka przyjacielska gra słowna. Ciekawe, jak rozwinie się taka znajomość? W końcu nie są nachalni, zachowują się naturalnie, budzą zaufanie. Są zadbani, a to cenię u każdego.

    Potem Marcin tańczy ze mną, ale prawie nie dotykamy się. Utwór jest znacznie szybszy. Roman z uśmiechem przygląda się naszemu tańcowi. Kiedy muzyka cichnie, chłopak odprowadza mnie na kanapę. Padamy zdyszani, ale zadowoleni.

    *

    – No, w taki wieczór intensywniejsze to byłoby chyba tylko bieganie po schodach – uśmiecha się mój taneczny partner. Odpowiadam kiwnięciem głową. Ze szklanek popijamy gazowaną wodę z lodem.

    Roman wstaje, naciska i naciska przycisk, wreszcie wybierając utwór z CD. W końcu włącza muzykę. Wolny utwór. Bardzo wolny. Można tańczyć nawet w miejscu. Taka „pościelówa”.

    – Daj spokój, Romcio. Nasza dama uśnie w twoich ramionach – oponuje rozbawiony Marcin. Kolega ignoruje jego ironiczny protest i zaprasza mnie do tańca.

    – Nie, dlaczego? Bardzo miły utwór – uśmiecham się do Marcina, a potem do Romka. Podaję mu dłoń, wstaję. Chwilę później kołyszemy się w rytm muzyki. Utwór jest dość długi. W pewnym momencie odprężona poddaję się chwili i kładę głowę na ramieniu Romka.

    Nagle przyciska mnie mocniej i całuje w usta. W końcu przestaję oponować i oddaję pocałunek. I tak miałam ochotę na coś ekscytującego. Może z nimi? Nie mam nad czym zbyt długo myśleć.

    – Och! – reaguję zaskoczona. Drugi mężczyzna właśnie od tyłu przywiera do mnie całym ciałem. I całuje po karku. Trudno mi nie reagować na taką pieszczotę! Mój pocałunek słabnie. Mężczyzna przestaje całować się ze mną, ale jego usta całują moją szyję, dekolt. Rozpina guziki mojej bluzki, nieco zsuwa materiał i całuje po ramieniu. Pieszczoty karku powodują, że odchylam głowę. Ciężko i głośno oddycham. Roman zsuwa ramiączko stanika i całuje po ramieniu. Rozpina pozostałe guziki bluzki, jeszcze bardziej ściąga rękaw, a jego kolega rozpina stanik.

    – A co tam… – szybko myślę. – Są delikatni i mili. Zadbani! Jest okazja zaszaleć.

    *

    Niecierpliwie, ale sprawnie ściągnęli ze mnie bluzkę i stanik. Znowu ciasno przywarli do mnie. Znowu jeden całował w usta, a drugi po karku. Podzielili się piersiami. Delikatne pieszczoty zamknęły mi oczy. Stawałam się wilgotna. Jedna dłoń znalazła się na moim kroczu. Otworzyłam oczy. Roman delikatnie miętosił pierś i podciągał spódniczkę. Drgnęłam. Marcin przez spódniczkę położył dłoń na pośladku, wetknął ją pod materiał i muskając skórę, złapał pośladek. Kiedy napięłam się w oczekiwaniu na ich dalsze etapy zdobywania mnie… Ponownie skupili się na pieszczotach piersi. Troszeczkę odwrócili mnie i teraz całowałam się z Marcinem. Był taki namiętny. Roman pieścił moje ucho.

    – Chłopaki zaczynają się rozkręcać – moje podniecenie też rosło. Nie zastanawiałam się nad godziną powrotu do domu.

    – Wyskakuj z ciuchów – szepnął mi do ucha Marcin, majstrując przy spódniczce.

    Spojrzałam zaskoczona. Przecież sami cały czas stali ubrani! Chcą pobawić się nagą kobietą?

    – A może chcą nagą wyrzucić mnie z mieszkania? – przestraszyłam się. Jednak nie miałam czasu, żeby dłużej zastanawiać się nad tym, co mnie jeszcze czeka.

    – Już! – powiedział Marcin do kolegi. Patrzył na niego.

    Obejrzałam się i zobaczyłam, jak Roman nagle maleje. Śmieszny widok! Poczułam jego dłonie szarpiące spódniczkę i majtki. Roman był już w przysiadzie, a moje rzeczy tkwiły na wysokości kostek.

    – No, wyskakuj – ponownie ponaglił mnie Marcin. Był podniecony i zniecierpliwiony.

    Nieco zaskoczona takim tempem zmian, wzruszyłam ramionami i z uśmiechem wyszłam z tego mini-„gniazda”. Stoję naga w obecności dwóch mężczyzn! W samych klapkach na szpilce. Jestem podniecona. Bardzo podniecona. W zasadzie nie czuję wstydu, wręcz odwrotnie, chcę pokazać się z jak najlepszej strony. Jestem szczupła i wiem, że wyglądam atrakcyjnie, ale mimo to w pierwszym odruchu chciałam zasłonić łono. Łono i piersi. Zanim skończyłam te rozważania, dopadł mnie Roman. Jakby miał cztery dłonie! Rozbawił mnie. Zaczęłam chichotać. Całował po szyi, dekolcie, ramionach. Objęłam go i mruczałam z podniecenia. Z tyłu podszedł Marcin. Zaskoczył mnie! Był nagi. Penisa wepchnął mi między pośladki.

    – Rozepnij spodnie – polecił Roman.

    Zsunęłam ręce i rozpinałam jego spodnie.

    *

    Jest jak w filmie porno. Klęczę między nimi i obciągam raz jednemu, raz drugiemu. Próbowałam oponować, ale przytrzymali mnie za ramiona i zmusili do klęknięcia. są cierpliwi, ale każdy agresywnie rżnie mnie w usta.

    – A może to tylko ja nie mam wprawy? – opadają mnie wątpliwości.

    Sprawnie zmieniają się. Nie mam chwili wytchnienia. Kiedy jednemu obciągam, równocześnie masuję drugi członek. Ślina zmieszana ze śluzem wyciekają z moich ust.

    – Pozwól ze mną – mówi w pewnej chwili Marcin i podnosi mnie.

    Stoję w szpilkach, a on boso, ale nadal jest wyższy. Nie bardzo wiem, o co mu chodzi? Patrzę na niego zdziwiona. Chłopak płynnym ruchem bierze mnie na ręce i zanosi na szerokie łoże. Naprawdę jest silny. Kładzie na nim. Sięgam do stóp, żeby zdjąć klapki.

    – Niee, zostaw. W tych szpileczkach wyglądasz bardzo efektownie – uśmiecha się. Po chwili dodaje: – a niedługo i tak je zgubisz. – Z tym samym pogodnym uśmiechem kładzie się na mnie, opiera na łokciu i wchodzi.

    Przyjmuję go łagodnym stęknięciem. Bałam się bólu, tarcia, a wszedł bez najmniejszego oporu! A ma takiego dużego penisa.

    – O, jesteś nieźle podniecona. Taka mokra! – jest mile zaskoczony. Dociska mnie swoim ciałem.

    Rozkładam szerzej nogi, kiedy rusza biodrami na boki. Odwracam głowę na bok, mimowolnie otwieram usta i stękam. Nie mogę inaczej. Jest taki silny. Obejmuję go. Spod jego ciała wysuwa się moja pierś. Chwyta ją, miętosi i wciska pod swoje ciało.

    Wiem, że im podobają się moje piersi. Nawet, kiedy opalałam się bez stanika w mieszkaniu, nie zdołałam zlikwidować różnicy w opaleniźnie. Dolna połowa piersi jest znacznie jaśniejsza niż reszta ciała. Do tego jasny pasek pod rękoma i na plecach. Zawsze opalałam się w skąpych majteczkach, więc nie mam paska, ale białą skórę w kroczu. Chciałam zniwelować tę różnicę wizytami w solarium, ale skończyło się na zamiarach.

    *

    Marcin wycofuje się, otwieram więc oczy i widzę, jak kładzie się na mnie Roman.

    – Och, ty! – szepczę namiętnie. Gdybym była odważniejsza, krzyknęłabym. Wszedł tak umiejętnie, że moje podniecenie gwałtownie wzrosło! Co za rozkosz! Ta fala ciepła i rozchodzące się mrowienie… Aż sama obejmuję go prawą nogą i dociskam do mnie. Ze stopy spada klapek.

    – Ja ci dogodzę! – stęka, mocno uderzając biodrami. Jest bardzo podniecony.

    – Mocniej! Proszę! Mocniej! – szepczę mu do ucha. Odsuwa ode mnie głowę. Wtedy dociera do mnie, że prawie krzyczę. Aż tak się zatraciłam w podnieceniu? Alkohol tak mnie nakręca?

    Roman zrzuca klapek z łoża, przetacza się na lewy bok i przyciąga mnie. Unosi moją lewą nogę, wchodzi możliwie głęboko i nieruchomieje. Dociska penisa do dna pochwy. Lekko pulsuje. Czuję te ruchy. Niby są nikłe, ale… Ucisk nie słabnie. Pulsowanie jakby stało się nieco bardziej wyraźne. Moją nogę kładzie na biodrze i palcami pobudza łechtaczkę.

    – Nieee! To już za wieeelee. Och, ty! Nieee… – z wysiłkiem wystękuję protest. I z nadzieją, że go nie zrozumie. Spod przymrużonych oczu widzę, półprzytomna z podniecenia widzę, jak Roman, z miną zwycięzcy, obserwuje moje reakcje.

    Ściskam go za ramię. Po chwili puszczam i zaczynam zaciskać dłoń w pięść, gwałtownie oddychać. Napinam mięśnie. Nie ruszę się, Roman trzyma mnie za kark. Jest!! Inny niż pozostałe, ale orgazm strzela jak korek od szampana. Nagła rozkosz rozbiega się szybko po ciele. Sztywnieję pod wrażeniem tego przeżycia i charczę. Kiedy napięcie maleje, wiotczeję. Jestem zmęczona i szczęśliwa. Nie zwracam uwagi na to, co dzieje się za mną. Na razie czerpię rozkosz z pieszczot Romana. Im dłużej to trwa, tym bardziej doceniam te pieszczoty. I on na pewno jest zadowolony ze swoich umiejętności. Teraz delikatnie porusza się w pochwie, a Marcin coraz intensywniej bawi się moją pupą.

    *

    – Niech bawi się – myślę leniwie, ciągle przeżywając nieoczekiwaną rozkosz. Jeden palec, potem drugi wsuwa się łagodnie do odbytu. Są dość zimne. Ma na palcach jakąś maść albo żel. Czuję to na pośladkach. Zaniepokojona taką zabawą bez słowa uprzedzenia, szybciej wracam do rzeczywistości, ale nie protestuję ani nawet nie narzekam. Czekam. Jego ruchy są łagodne, rytmiczne. Sprawia mi sporo przyjemności.

    – Fajnie, co? – Marcin oczekuje pochwały. W odpowiedzi mruczę coś niezrozumiale. Chłopak nie domaga się tłumaczenia. Moje pomruki przyjmuje za komplement. – Przygotuj się na więcej – obiecuje głosem, w którym brzmi podniecenie.

    Roman przetacza się na plecy i pociąga mnie do siebie. I oto siedzę na nim! Marcin jednak nie odpuszcza. Nadal trzyma palce w mojej pupie. Kiedy chcę uwolnić się od nich, on łagodnie opuszcza odbyt. Oddycham z ulgą.

    – Siedź spokojnie – tym razem instruuje mnie Roman.

    – A czy ja dokądś idę? – chciałam zapytać, ale już nie zdążyłam. – Co jest?!

    Za późno na protesty. Roman chwycił mnie za kark i przyciągnął do siebie. Marcin ukląkł za mną i wpycha mi penisa do pupy! Dobrze rozepchnął odbyt palcami, więc wchodzi dość łatwo. W końcu wepchnął przynajmniej połowę członka i padł na mnie. Wycisnął ze mnie jęk.

    – Wiedziałem, że taka zabawa spodoba się tobie – Roman opacznie interpretuje mój jęk. – Czułem, że to lubisz – szepcze mi do ucha i kiedy Marcin wciska penisa jeszcze głębiej, on gryzie mi koniuszek ucha.

    Coraz głośniej zaczynam jęczeć z bólu. Ostrożnie próbuję wyswobodzić się z jego uścisku. Bez rezultatu. Trzyma mój kark jak w imadle. Odpycham się rękoma, wiercę się.

    – To boli! – protestuję.

    – Ale lubisz to – twierdzi podniecony Roman. Cały czas porusza biodrami. Spółkujemy. Marcin nadal wbija we mnie penisa. Wszedł już prawie całkowicie i zaczyna spółkować. Próbuję odepchnąć się i wtedy chwyta mnie za rękę i wykręca. Przyciska do pleców.

    – To boli! – znowu protestuję.

    – O to właśnie chodzi – Marcin posapuje. – Bądź grzeczna, ciesz się seksem, to zrezygnujemy z przemocy. Z przykrością, ale dla ciebie zrezygnujemy.

    Rozluźniam mięśnie. Wiem, że w tej sytuacji nie wygram.

    – Grzeczna dziewczyna – Marcin sapie głośniej i przyspiesza w mojej pupie. – Chcesz, żebym zlał się na buzię czy w usta. A może w pupę?

    – Nie, nie. Chcę na piersi – proszę szeptem. Są znacznie ode mnie silniejsi, nie mogę z nimi walczyć, więc zrezygnowana godzę się na ich zachcianki. Nie mam wyboru. Ale za to dostarczają mi takiej rozkoszy…

    Mężczyźni przyspieszają we mnie. Kładę głowę na piersi Romana i ciężko oddycham. Jego kolega trzyma mnie za biodra. Ich aktywność oszałamia mnie. Coś mówią, a ja nawet nie mam siły ich słuchać. Marcin nagle wychodzi ze mnie, odchyla mój tułów, nachyla się i tryska mi na twarz. Klęka przy głowie i wpycha penisa w usta. Roman nadal spółkuje ze mną. Jestem półprzytomna. Kiedy pieszczę członek Marcina, Roman nagle wychodzi ze mnie i spuszcza się na piersi. Klęka obok mojej głowy. Marcin cofa się, a jego penis wypada mi z ust. Chwytam go w dłoń. Jego starszy kolega chwyta mnie za głowę i wsuwa członek w moje usta. Posłusznie obciągam i wylizuję ostatnie krople. Gospodarz ruchem bioder wyciąga penisa z ust i zagarnia nim spermę z moich piersi.

    – Liż – poleca i ponownie wkłada członek do ust. Liżę i połykam. Widzę zadowoloną twarz Romana. Marcin muska łechtaczkę, a ja masuję jego członek. Sperma ścieka mi po policzku.

    *

    Nadzy we troje leżymy na szerokim łożu w sypialni. Rozmawiamy, żartujemy. Tutaj też jest jakiś odtwarzacz, więc w tle słychać jakąś muzykę. Przed chwilą panowie raczyli się mineralną, a ja piłam herbatę.

    – Proszę, częstujcie się – gospodarz podał paterę z owocami.

    Leżę na prawym boku, on za mną. Marcin półleży przede mną, oparty plecami i głową o ścianę. Dzieli nas patera. Jem winogrona. Roman sięga przeze mnie do patery, ale jestem szybsza. Sięgam po winogrona i karmię go. Raz jeden, raz drugi tuli się do mnie. Jestem taka szczęśliwa! Na zmianę albo razem dotykają, obmacują mnie. Nie odmawiam. Ich dotyk jest dla mnie cudowną pieszczotą po tak niezwykłym stosunku.

    – Przytul się do mnie – to mówiąc, Roman przywiera do mnie całym ciałem. Przyciskam się do niego. Czuję się odprężona i bezpieczna. Obejmuję go za głowę. Nachyla się i całuje mnie po szyi. Jego dłoń sięga do mojego krocza. Drażni łechtaczkę. Marcin dotyka piersi. Wodzi po niej palcem, dwoma. Przymykam oczy. Teraz cała dłoń muska i gładzi pierś. Chłopak nachyla się i po chwili zamiast dłoni jego usta pieszczą sutek i brodawkę.

    Potem jeszcze bawią się mną. Opieram głowę na wyprostowanym ramieniu. Nie otwieram oczu. Na zmianę pieszczą łechtaczkę i wkładają palce do pochwy i pupy. Sprawia im sporą przyjemność pieszczenie moich intymnych miejsc. Co jakiś czas moje ciało przeszywają rozkoszne dreszcze. Przeżywam dwa lekkie orgazmy. Są zmęczeni, ale zadowoleni, a ja nie mam nawet ochoty otworzyć oczu.

    *

    – Zosiu, może teraz obciągniesz nam? – proponuje Roman.

    Robię to bez oporów. Zadowalam jednego i drugiego. Kiedy jednak skupiam się na Marcinie, czuję, że gospodarz znowu bawi się moją łechtaczką i pochwą. Nagle drgnęłam nerwowo. Wypuszczam penisa z ust i chcę obejrzeć się, ale rozbawiony Marcin powstrzymuje mnie.

    – Daj spokój! Nie tak nerwowo! – prawie śmieje się. – Pozwól bawić się koledze. Przecież nie zrobi ci krzywdy.

    – No, tak, ale takie zabawy… Nie jestem przygotowana.

    – Zaufaj mi. Będzie fajnie – szepcze Roman do mojego ucha.

    Nie jestem przekonana, ale Marcin, nadal półleżąc, trzyma mnie za włosy i zmusza do pieszczot jego penisa. Obciągam mu, a on już nie puszcza moich włosów. Roman mocniej wpycha butelkę do pochwy. Kiedy ruchanie butelką staje się monotonne i przyjemne, rozluźniam się i nawet nieco rozsuwam nogi.

    – I zmiana! – uprzedza łaskawie.

    Wyciąga butelkę z pochwy i wsuwa do odbytu. Robi to łagodnie, a ja już jestem przygotowana na takie „nowinki”, więc nie reaguję nerwowo. Roman trzyma szyjkę butelki w odbycie i wkłada palce do pochwy. Rytmicznie posuwa mnie w obie dziurki. Kiedy pieszczoty odnoszą oczekiwany skutek, z trudem radzę sobie z obciąganiem.

    *

    Po prysznicu wychodzę z łazienki owinięta w ręcznik. Rzut oka w kierunku pokoju i… staję jak wryta! Szok! Ten starszy, Roman, grzebie w mojej torebce! Zaskoczona stoję z otwartymi ustami. Z wrażenia przyciskam dłoń do piersi. Boję się.

     

    Cdn.  

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Zdradzony, Pocieszony i….. cz.5

    To był pochmurny poranek. Krajobraz za oknem wydawał się smętny i szary. Ale nie przeszkodziło to chłopcom obudzić się w dobrym nastroju. Pierwszy obudził się Oliwier. Pomimo koszmaru jaki go nawiedził w nocy, nie czuł zmęczenia. Spojrzał na swojego przyjaciela, który nadal był pogrążony w beztroskim śnie. Czuł od niego zapach malin i wanilii. Nie jest to typowy zapach dla faceta, ale Oliwierowi on nie przeszkadzał. Przysunął się bliżej do niego. Opuszkami palców zaczął łagodzić jego policzek. Delikatnie zszedł do ust. Muskał je. Czuł ich delikatność. Powodowało to, że chciał go pocałować. Jednak powstrzymywał się ponieważ nie chciał obudzić Oskara.  Gdy tak się przyglądał, stwierdził, że jego przyjaciel jest….piękny. Piękny dla niego. Kosmyki brązowych i lekko falistych włosów opadały mu na twarz. Nie miał długich, ledwie sięgających do ucha, ale gęste i lśniące. Dobrze komponowało się to z jego śniadą cerą. Dopełnieniem tego były jasno-brązowe oczy, które skrywały się teraz pod powiekami.

    Zaryzykował i odsunął lekko kołdrę z jego ciała. Podziwiał je. Każdy centymetr. Każdy widoczny zarys mięśni. Rejestrował każdy ruch klatki piersiowej, każde drgnięcie ciała. Patrzy na każdy dołeczek w jego ciele. Czy to było dziwne? Może. Chore? Nie. Gdy kogoś kochasz dostrzegasz w nim każdy szczegół niewidoczny dla innych.

    Oskar przekręcił się na plecy, a ręce wywalił za siebie. Pozycja spowodowała, że kołdra zniżyła się bardziej z jego bioder powodując, że ledwo zasłaniała jego przyrodzenie. ,,Nosz… scena normalnie jak z filmów” pomyślał Oliwier. Nie mógł się potrzymać. Zaczął całować jego dołeczki, które miał na dolnej części brzucha. Robił to delikatnie. Po parę razy z każdej strony. Czasami przejechał po nich języczkiem. Przyjaciel zaczął lekko wzdychać przez sen. Podobało się to Oliwierowi. Leżał wzdłuż niego. Jego pocałunku kierowały się coraz wyżej. Całowały każdy element jego ciała. Dłonie włożył pod kołdrę i zaczął masować lekko wewnętrzną część jego uda. Powoli i delikatnie. Widział, że u jego przyjaciela zaczęła pojawiać się erekcja. Pieścił go tak jeszcze przez dłuższą chwilę. W końcu zsunął z niego kołdrę. Leżał przed nim, nagi i niczego nie świadomy. Choć… jego umysł rejestrował bodźce wywoływane przez pieszczoty.

    Oliwier położył się na brzuchu i przysunął twarz bliżej członka. Ale nie zaczął go od razu pieścić. Rozchylił mu lekko uda i zaczął całować po ich wewnętrznej stronie. Umysł Oliwiera wpadł w trans. Całował jego uda schodząc w dół i z kierując się ku górze. Masując przy tym dłońmi jego skórę. Robiąc to czasami z jego ust wydobywał się cichy pomruk. Zapomniał o całym świecie.

    Przez ciało śniącego Oskara zaczęły przechodzić przyjemne dreszcze. Oliwiera z transu wybudziły ciche jęki wydobywające się z ust Oskara. Jego człowiek nabrzmiał. Był gorący, a z główki zaczęła wyciekać przezroczysta i lepka ciecz. Oliwier zgiął lekko nogi przyjaciela. Językiem przesuwał po jego jądrach, czasami lekko je ssąc. Kciukiem zaczął masować miejsce pod nimi. Oskar zaczął się wybudzać. Spod przymrużonych oczu ujrzał swojego przyjaciela między nogami. Ten widok wywołam przyjemne uczucie rozchodzące się po całym ciele. Chciał go dotknąć. Pogłaskać po czarnych włosach.

    – Oli, chodź tu do mnie – wymruczał półprzytomny.

    Jednak Oliwier tylko spojrzał na niego i się uśmiechnął. ,,drań” – pomyślał Oskar. Ten nagle objął ustami jego członka. Oskar głośno syknął z rozkoszy. W jego szarych oczach można było ujrzeć żar. Żar, który mógł rozpalić wszystko wokół. Ale skupiał się na nim. Na rozpaleniu tego, którego kochał. Oskar zaczął cały dygotać. Chciał złapać chłopaka za włosy i wepchnąć mu kutasa w usta. Jednak ten jedynie pieścił jego główkę.

    Ręce Oliwiera łapczywie krążyły po udach przyjaciela. Po pewnym czasie, dłonie zaczęły masować jego pośladki. Oskar zacisnął palce na pościeli. Tak bardzo chciał aby ten objął ustami całego jego członka. Oli przerwał i skierował usta do wejścia swojego przyjaciela. Jego język je pieścić, czasami wsuwając się do środka. Złapał go za biodra i mocniej się przycisnął do niego.

    – Oli…proszę Cię. Chodź tu do mnie.

    Ale ten nadal go ignorował. Zwilżył palec wskazujący i powoli wsunął go w odbyt przyjaciela. Poruszał powoli. Drugą ręką złapał trzon jego penisa i zaczął również powolny masaż. Oskar czuł, że nogi ma jak z waty mimo, że leżał na łóżku. Jego krew zaczęła szybciej krążyć w ciele, a oddech stawał się głębszy. Jednak apogeum nastąpiło wtedy gdy Oliwier dołączył drugi palec do zabawy. Oskar zacisnął dłonie na poduszce, dysząc coraz głośniej. Z jego ust zaczęło wydobywać się imię chłopaka. Pragnął go. Oliwier widząc to, zlitował się nad przyjacielem. Podniósł się i oparł się rękoma. Tkwił tak nad nim. Patrzył na niego i się uśmiechał.

    – czego chcesz? – wyszeptał mu do ucha Oli.

    – ciebie. Pieprzyć Cię i abyś Ty pieprzył mnie. – odpowiedział mu.

    Oliwier chciał już wykonać prośbę Oskara jednak ten zrobił coś co go kompletnie zamurowało. Nie miał szans na reakcję. Oskar zszedł z łóżka, złapał przyjaciela za biodra i pociągnął do siebie, ustawiając go w pozycji siedzącej. Szybko złapał go jedną ręką za czarną czuprynę, a drugą złapał swojego penisa. I nie czekając na pozwolenie, wepchał mu go w usta. Nie cackał się. Wepchnął go całego, aż część z jego członka znalazła się w gardle przyjaciela. Przycisnął mocno biodra do niego i wydał z siebie długi jęk pomieszany z pomrukiem. Z oczy Oliwiera poleciały łzy. Ale nie protestował. ,,Boże, co za bestia w niego wstąpiła?” – pytał siebie.

    Spojrzał na twarz przyjaciela. Był w obłędzie. Oczy miał szeroko rozszerzone, a wargi lekko rozchylone. Świeciły. Świeciły pożądaniem. Zaczął się krztusić. Widząc to, Os wyjął penisa z jego ust. Odczekał chwilę i znów wepchnął go w usta przyciskając się mocno biodrami do jego twarzy. Oliwiera lekko łaskotały włoski łonowe chłopaka. Jego męskość pulsowała mu w ustach. Oskar wyglądał jak odurzony, słodki i niewinny chłopiec. Oliwier chciał mu pomóc. Położył dłonie na jego biodrach. Odsunął głowę od jego bioder, lecz nie wypuścił członka z ust. Objął ustami jego główkę i zaczął powoli ssać. Dłońmi krążył po jego pośladkach. Wziął parę głębokich wdechów i zaczął poruszać w dynamicznym tempie miednicą przyjaciela. Ten zrozumiał co drugi chce mu zasygnalizować. Złapał chłopaka obiema rękoma za włosy i zaczął poruszać się w wyznaczonym przez niego rytmie. Ruchy były coraz mocniejsze. Chciał go pieprzyć. To proszę bardzo. ,,Rób ze mną co chcesz” ,,Jestem Twój”.

    Męskość Oliwiera domagała się pieszczot. Był twardy jak skała i gorący jak ogień. Jednak czekał aż jego przyjaciel będzie na tyle zaspokojony aby się nim zająć. Kto by pomyślał…buntownik, który da się okiełznać. Ujarzmić.

    Oskar napierał na niego, że ten musiał podeprzeć się rękoma. Jedną nogę położył na łóżku zginając w kolanie. Oliwier objął ją ręką. Ruchy chłopaka stały się wolniejsze i delikatniejsze. Zaczął ogarniać go spokój, jednak żar w oczach nie gasł. Stopniowo zwalniał, aż w końcu znieruchomiał na chwilę. Pogładził go po policzku. Oliwier mając nadal jego przyrodzenie w ustach leciutko je ssał.

    Chłopak wyjął swojego penisa z jego ust.

    – przepraszam, nie wiem co mnie opętało. Po prostu tak bardzo…

    Ale nie mógł dokończyć ponieważ Oli zatkał mu usta pocałunkiem. Wydał z siebie cichy pomruk. Był to przyjemny bodziec. Zaczęli się namiętnie całować. Ich ręce wędrowały po ich ciałach. Czuli swoje rozgrzane i nabrzmiałe członki. Napierali na siebie łapczywie. Wygłodniali siebie.

    W pewnym momencie Oliwier popchnął Oskara na ścianę. Obok z szafki wyjął lubrykant. Nałożył niewielką ilość na dłoń i rozsmarował po swojej męskości. Wziął Oskara za pośladki i podniósł do góry przyciskając go do ściany. Ten objął go w pasie nogami, aby nie zachwiać równowagi. Oliwier mocniej przywarł do niego i zaczął gładzić opuszkami palców jego oczko. Mając jeszcze mokrą rękę w żelu, rozsmarował go po wejściu przyjaciela, wkładając od razu dwa palce. Oskar cicho pojękiwał. Chciał go mieć w sobie.

    – proszę, zrób to… – wyszeptał mu do ucha. Oli spojrzał na niego. Oczy miał zaszklone. Płakał? Twarz miał czerwoną, a policzki rozpalone. ,,Czemu płakał?” – zastanawiał się Oli.

    – czemu płaczesz?

    – ze szczęścia…ze szczęścia Oli.

    Oskar oplótł ręce wokół szyi chłopaka i mocno się przytulił. Chłopak czół ciepłe łzy kapiące na jego skórę. Oplótł nogi mocniej wokół bioder Oliwiera prosząc go aby zrobił to.

    Oliwier posłuchał chłopaka. Jednak zamiast rzucić się na niego jak na zwierzynę, wszedł powoli w niego. Delikatnie. Gdy tylko główka jego penisa weszła w wejście przyjaciela, ten wyjąkał jego imię. Boże, jakie to było piękne dla niego. Nogi się ugięły pod nim, a szum zawitał w jego uszach. Ale nie. Nie może stracić równowagi. Nie teraz. Szybko otrzeźwiał.

    Nie odczuwał ciężaru ciała. Nie pieprzyli się, a kochali. Ich ciała złapały jeden i ten sam rytm. Oliwier wchodził głęboko, ale delikatnie. I jęki tworzyły przyjemną melodię. Usta co chwila się odnajdywały, a ich języki oplatały się wokół siebie.

    – połóż mnie na łóżku. Trochę się już męczę – wydyszał Oskar.

    – dobrze.

    Położył go na łóżku, rozchylił i zgiął jego nogi. Szybki i płynnym ruchem wszedł w niego. Oparł się na przedramionach aby mieć blisko jego twarz. Powrócili do pocałunków. Oliwier całował go po szyi, czasami zostawiając małe, czerwone ślady. Powoli poruszał biodrami chcąc dokładniej czuć każdy centymetr swojego przyjaciela. Czuć jak jego kutas ociera się o ścianki jego odbytu. Złączyli swoje dłonie nie puszczając swoich ust. Kochali się.

    Oliwier wyszedł na chwilę z chłopaka i przewrócił go na brzuch. Rozchylił jego pośladki i wszedł w niego, ale szybszym i zdecydowanym ruchem. Poruszał biodrami całując jednocześnie kark i plecy Oskara. Chłopaka przechodziły przyjemne dreszcze, a ciało zaczęło się trząść z rozkoszy. Chłopak bardziej wypiął się w stronę drugiego. Wchodząc, Oliwier zaczął uderzać w najczulszy punkt. Powodowało to, że Oskar dyszał, stękał i jęczał na przemian wymawiając jego imię. Widząc to Oliwier przyśpieszał i wzmacniał swoje ruchy. Sam czuł, że jest blisko. Jego kutas pulsował wewnątrz przyjaciela.

    Oskar bez namysłu skierował swoją rękę na swoje przyrodzenie. Był w amoku. Takich rozkoszy dawno nie zaznał. Czuł, że jest blisko.

    – zaraz dojdę.

    – poczekaj na mnie, proszę.

    Starał się. Starał się wytrzymać i poczekać na niego.

    Oliwier zwiększył tempo. Uderzał go coraz mocniej. Ich ciała były już mokre od wysiłku.

    – Oliwier, nie wytrzymam już dłużej…

    Oskar nie wytrzymał. Wystrzelił. Jego ciało zostało ogarnięte przez torsje. Przy orgazmie wydał z siebie krzyk pomieszany z jękiem rozkoszy.

    Pobudziło to na tyle Oliwiera, że po paru pchnięciach doszedł w nim. Jego orgazm był również silny, jednak dochodząc mocniej przywarł do pleców Oskara.

    Leżeli tak przez dłuższą chwilę. Oliwier osunął się z Oskara i opadł obok niego na plecach. Ten nadal leżał na brzuchu, oszołomiony, ale uśmiechnięty. Położył dłoń na policzku przyjaciela. Ten położył dłoń na jego dłoni.  Nic nie mówili. Patrzyli na siebie i się szczerzyli.

    Wiedzieli, że chcą mieć siebie.

    CDN.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    K.D