Author: admin

  • Stara znajomosc

    Pewnego wieczoru, poszłam do klubu odpocząć, pobawić się, poznać nowych ludzi. Spotkałam tam swojego dawnego kolegę, który bardzo się zmienił-stał się przystojnym, umięśnionym mężczyzną. Zaczęliśmy razem pić, rozmawiać i przede wszystkim świetnie się bawić. Oboje zmęczeni i już dobrze wcięci pod wpływem alkoholu postanowiliśmy zmienić miejsce naszego spotkania. Zaproponowałam żebyśmy pojechali do mnie, bo miałam wolne mieszkanie. Otworzyłam wino i dalej rozmawialiśmy. Pod wpływem alkoholu zaczęliśmy zbliżać się do siebie. K. Położył mi swoją rękę na kolanie i coraz pewnie przesuwał ją do góry. Zaczęliśmy się namiętnie całować, a on posadził mnie na swoich kolanach. Ściągnął ze mnie ubrania i rzucił mnie na łóżko. Oboje byliśmy już ostro napaleni. Ściągnął spodnie i wszedł we mnie szybko i bez zastanowienia. Posuwał mnie ostro jak sukę, a ja właśnie tego chciałam. Krzyczałam i przeklinałam, w ten sposób okazując swoje podniecenia. Zmieniliśmy pozycje i to ja zaczęłam ujeżdżać jego wielkiego przyjaciela. Nabijałam się na niego najszybciej jak tylko potrafiłam, aby oboje nas zadowolić. Po chwili kolejna zmiana pozycji, tym razem na pieska. Złapał mnie mocno za włosy i przyciągnął moja głowę do swojej klatki. Posuwał mnie ostro i bez chwili odpoczynku, co bardzo mi się podobało. Gdy czuł, że dochodzi, rzucił mnie na łóżko, a całą zawartość swoich jąder wysłał na moją twarz i cycki. Jednak to nie był koniec tej zabawy. Zajął się teraz tym, abym to ja osiągnęła orgazm. Wsadził mi swoje palce do pochwy, a językiem energicznie bawił się guzikiem. Po takim seksie oralny nie trzeba było długo czekać na efekty. Zaczęłam cała drżeć i krzyczeć, jednak on nie przedstawiał. Chciał abym osiągnęła orgazm swojego życia. Przesunął mnie na brzeg łóżka i wszedł we mnie z powrotem swoim penisem. Coraz szybciej i szybciej. Po raz kolejny przeżyliśmy orgazmy, tym razem oboje w tym samym czasie. Oboje padliśmy wycieńczeni po całej tej przygodzie. Spędziliśmy razem całą noc, a rano umówiliśmy się na kolejne sex spotkanie.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Zimna Suka
  • Maturzystka – 16.

    Część 16.

    Dzwonię do drzwi. Otwiera nam sama Ewa. Bucha w nas muzyka i mieszanka zapachów alkoholu, papierosowego dymu, różnych perfum. Gospodyni z życzliwym uśmiechem, drinkiem w ręku, w drugim trzyma zapalonego papierosa. Na szyi złoty łańcuszek, a żółta bluzka rozpięta wręcz do pępka! Efektowne otwarcie! Nie ma stanika. Piersi prawie całe na wierzchu, bo bluzka ledwie zakrywa sutki. A i to nie cały czas. Nie sposób nie spojrzeć na nie. Zauważa, gdzie skierowałam mój wzrok. Mruga porozumiewawczo.

    – Nie dla suczki kiełbasa – uśmiecha się triumfalnie. – Przynajmniej na razie.

    – Kurde, dziewczynie chyba sufit jebnął na łeb! Albo sperma wyżarła mózg! – rozbawiła mnie i zirytowała tym tekstem.

    Bo Ewa, faktycznie, ma władzę, rządzi dziewczynami, inne się jej boją. Bogata z domu, dobrze ubrana, modne ciuchy, zawsze ma kasę. Sporo kasy. Ale przy tym ma nadwagę, jest chamska w obejściu i cechuje ją zdecydowanie zawyżona samoocena, a to wszystko razem to „o wiele za wiele”, żeby połasić się na jej wybujały i tłusty biust. Chyba, że jako poduszka po imprezie. Wtedy człowiek nie jest zbyt wybredny. Weźmie pod głowę albo przykryje się byle czym.

    – Trochę krytycyzmu, tłusta foko! – krzyczą moje czy. I tylko one. 

    Krótka żółta spódniczka ledwie zakrywa krocze. Na nogach ma czarne kabaretki i efektowne czarne botki na wysokich szpilkach, z przodu z delikatną plecionką zamiast jednolitego materiału albo zamka. Wygląda to bardzo seksi. Na każdej damskiej nodze! Żeby nie było wątpliwości… Prawą stopę oparła na szpilce. Kręci nią nonszalancko. Z zainteresowaniem przygląda się mojej koleżance.  

    – Ooo! Witam clou dzisiejszego wieczoru! Fajnie, że jesteś! – Ewa szeroko uśmiecha się do Roksany. Niespodziewanie nachyla się i całuje ją w policzek. – Roksano, pamiętaj, tutaj spotykamy się w jednym celu, więc czuj się swobodnie. W zasadzie możesz pozwolić sobie na wszystko. Poza tłuczeniem szkła i niektórych dziewczyn, cha, cha, cha! – głośno rechocze.

    – Cześć – Roksi jest mile zaskoczona tak życzliwym powitaniem. Mimo wszystko jest jednak onieśmielona. Chyba właśnie na tym zależy Ewie. Lubi bawić się nieśmiałą, speszoną dziewczyną. Wtedy jest łatwiejsza, bardziej posłuszna. 

    *

    – Wchodź, kochana – życzliwie zachęca organizatorka wieczoru. Obejmuje moją koleżankę i wprowadza do salonu. Korzysta z okazji i ogląda ją. Po szybkiej lustracji jednak nie wytrzymuje: – Świetnie się prezentujesz.

    – Dziękuję – nieśmiało odpowiada Roksi.

    – Naprawdę! Wiedziałaś, jak ubrać się na taką imprezkę… Oj, dziewczyny będą o ciebie zazdrosne! Co tam! Później poplotkujemy. – Nachyla się do ucha Roksi i jeszcze słyszę, jak pyta: – Kochana, czego byś się napiła?

    Szok! Staję jak wryta! Patrzę na dziewczyny i nie wierzę własnym oczom. Uszom również. Chyba nawet usta mam otwarte ze zdziwienia. Oczy na pewno. I to szeroko! Takiej Ewy nigdy nie widziałam! Roksanę obejmuje wpół, jakby to była najbliższa koleżanka!

    – Jaka z niej koleżanka?! Przyjaciółka! I to ledwie po przywitaniu się?! „Szefowa” proponuje jej drinka?! – nie mogę otrząsnąć się z zaskoczenia.

    – Eee, fajnie tu u ciebie. Widzę, że lubisz bawić się z rozmachem – spokojnie stwierdza Roksi.

    – Och, dziękuję! Jak miło słyszeć takie słowa. Nareszcie ktoś docenia moje starania! – „Szefowa” prawie wije się z radości.

    – Dziewczyna za chwilę posika się ze szczęścia – stwierdzam wyłącznie na swój użytek. – Co się, kuźwa, dzieje?! – zirytowana mruczę pod nosem. – „Kochana”?! Skąd jej się nagle wzięła ta cała „kochana”?! A jeszcze parę godzin temu była tylko „cipką z prowincji” i „małomiasteczkową”! Taa, jasne! Obejrzała Roksi i od razu zmieniła zdanie.

    – To impreza tylko dla nastek, czy starsze pokolenia też mają reprezentację? – pada rzeczowe pytanie.

    – Nie, no skąd! – Ewa prawie wije się u boku mojej przyjaciółki. – Zapraszam starszych również. Jeżeli lubisz 40-letnie babki albo samców, a czasami nawet starszych, to…

    – No, wtedy jest ciekawiej – z uśmiechem wpada jej w zdanie moja przyjaciółka. – Znacznie ciekawiej – mruczy.

    – Nie ma sprawy. Zawsze znajdziemy coś dla każdego – Ewa palcami ręki, którymi obejmuje gościa, delikatnie głaszcze jej pierś. Palec krąży wokół sutka. Roksana nie odsuwa się.

    – Kuźwa! Nie poznaję dziewczyny! – kręcę głową, przysłuchując się ich rozmowie. Ewa nie zaprotestowała, kiedy Roksi jej przerwała.

    – Są już wszyscy. Czekałam tylko na was – mówi głośno Ewa, stając w progu salonu. – Kochana, na co masz ochotę? Na razie proponuję drinka, cha, cha! Ale potem… Potem możesz wybierać bez ograniczeń! Mnie również! – szepcze jej do ucha. Już nachalnie głaszcze pierś Roksany. – Jeszcze zatęsknisz za zabawami u mnie!

    – No nie! Ręce opadają! – nie potrafię opanować osłupienia. – Ewa, tłusta dupa, szefowa babskiej bandy, gospodyni imprezy, podkłada się mojej przyjaciółce!

    Mnie Ewa nie zauważa. Ani razu nie odezwała się do mnie. Jakby mnie tutaj w ogóle nie było! „Szefowa” rozgląda się po wszystkich. I ciągle nie wypuszcza Roksi z objęć.

    – Nie, kurde, to musi być sen! – nadal nie akceptuję tego, co widzę i słyszę. Z niesmakiem patrzę na obie.

    *

    Wchodzimy do salonu. Z głośników dobiega muzyka. Na szczęście jeszcze nie zagłusza rozmów. Na razie wszyscy są ubrani. Siedzą, stoją, leżą na kanapie, podłodze. Na pewno jest tu ponad dwadzieścia osób. Spory tłok. Na ekranie dużego telewizora przytwierdzonego do ściany leci porno. Seks grupowy właśnie skończył się i dwóch mężczyzn dobiera się do starszej babki. Chyba nikt nie patrzy w ekran. Wszyscy z ożywieniem rozmawiają, głośno żartują albo tulą się w parach i trójkach. Niekoniecznie dwupłciowych. Alkohol jest wszechobecny, kilka osób pali papierosy. Nasze wejście nie wzbudza zainteresowania.

    – Może to i lepiej – konstatuję, widząc, jak zachowują się inni. – Po co od razu prowokować chłopaków do seksu?

    Impreza zaczęła się chyba znacznie wcześniej, bo na posadzce pod jednym z okien leży nieprzytomna brunetka. Proste, długie włosy rozsypały się wokół głowy. Stoi nad nią chłopak z drinkiem w ręku i nogą próbuje obudzić dziewczynę. Bez skutku. Jest podchmielony. Lekko chwieje się. Drobnym strumykiem wylewa na jej twarz część drinka. Brunetka coś mruczy i zasłania twarz. Chłopak schyla się, niezdarnie klęka i wkłada dłoń pod spódniczkę. Dziewczyna ani drgnie. Bezradny chłopak odwraca się do najbliższej grupki:

    – Chłopaki, który mi pomoże rozebrać Miśkę? – nikt nie reaguje. Rozgląda się bezradnie. – Kurwy, nie koledzy – wściekły wypija resztę drinka. – A by to ch… – bełkocze niezrozumiale. – Człowiek wszystko musi sam – mruczy niezadowolony. Ledwie utrzymuje równowagę, kiedy nachyla się nad dziewczyną, opierając się na jednej ręce.

    – Jebnie łbem o płytki? – robię zakład sama z sobą.

    Klatkę piersiową z wysiłkiem opiera na udzie Miśki i powolnymi, niezdarnymi ruchami próbuje ścignąć dziewczynie majtki. Zadanie przerasta jego możliwości. Szarpie majtki dwoma rękoma, ale siły opuszczają go, zwalnia uchwyt i z impetem siada na podłodze.

    – O kurwa, ale twardo! Do… Do dupy z taką plażą! – jęczy, z wysiłkiem wstając z podłogi. Już przy trzeciej próbie. Nikt mu nie kibicuje. Wszyscy są skoncentrowani na czymś, a raczej na kimś innym. W końcu zmęczony i zrezygnowany chłopak siada obok dziewczyny i maca jej piersi. Żadnej reakcji. Klepie Miśkę po twarzy. Nadal żadnej reakcji. Zniechęcony wraca do krocza. Po chwili przetacza dziewczynę na plecy, nieporadnie podciąga spódniczkę, kładzie się na brunetkę. Nadal żadnej reakcji. Wtedy rozpina spodnie.

    – Ale mam ochotę. Zajeżdżę ciebie!

    *

    Odwracam głowę. Większość ludzi widzę po raz pierwszy. Prawie wszyscy są w moim wieku, ale nie z naszego liceum. Jest też kilka znacznie starszych osób. Są wtopieni w różne grupy, pary, nie dominują, nie są nachalni ani zbyt głośni, więc nie wyróżniają się.

    – Z tak licznym gronem znajomych Ewa nigdy nie będzie się nudzić – konstatuję na własny użytek.

    Jakiś chłopak w kącie dobiera się do hałaśliwej blondynki. Tamta, oparta plecami o ścianę, stoi w rozkroku z drinkiem w ręku i śmieje się głośno. Zbyt głośno. Właśnie chłopak zębami ściągnął jej majtki do kolan, ukląkł i liże cipkę. Wolną dłonią blondynka mierzwi mu włosy. Głowę częściowo przykrywa mu spódniczka. Śmiech dziewczyny jest przesadny i nieco sztuczny. W ten sposób chce zwrócić uwagę na swoje ‘powodzenie’. Jednak nie wzbudza zainteresowania. Raczej odwrotnie.

    – Darek, ucisz jakoś Julię! – w końcu komuś przestaje się podobać głośna blondynka. Chłopak nie wychyla się spod spódniczki. Z kolei Julia udaje, że uwaga nie jest skierowana do niej. Dalej rży. W ogóle zachowuje się jakby nikogo i niczego nie słyszała. Darek niecierpliwym gestem ściąga majtki Julii do kostek. Hałaśliwa blondzia jedną nogą sama z nich wychodzi i staje w szerszym rozkroku. Nadal rży, ale jakby rzadziej i trochę ciszej. Zmienił się wyraz jej twarzy. Teraz to grymas podniecenia  zmieszany z rozbawieniem.

    – W końcu „Romeo” podniecił dziewczynę, więc nie będzie hałasować – parskam.

    *

    Swoją ironiczną opinię kieruję do rudej w krótkim „bobie”, która stoi koło mnie i równie zdegustowana przygląda się hałaśliwej parce. Szczupła dziewczyna, delikatny makijaż, ładny, średni biust podtrzymywany przez push-up. Ubrała zielony T-shirt w nieregularny, wielobarwny wzór z dużym, okrągłym dekoltem i krótką, seledynową spódniczkę. Na szyi lśni złoty łańcuszek ze znakiem zodiaku. Dzięki odważnemu dekoltowi widać nawet wzór na czarnym staniku. I sporą część piersi. Na stopach seledynowe botki sznurowane z przodu, na szpilkach. Przód wycięty, więc widzę paznokcie pomalowane czerwonym lakierem.

    – Miejmy nadzieję – reaguje na mój komentarz. – Hej, jestem Diana.

    – Hej, Grażyna.

    – Miło mi. Cieszę się, że ciebie tutaj spotykam. Naprawdę.

    – Znamy się?

    – Nie, skąd! – rozbawiona odrzuca głowę do tyłu. – Ale obserwuję ciebie. Jesteś tutaj chyba nowa. Wcześniej nie bywałaś u Ewy?

    – No, w zasadzie nie – pomijam jeden wypad, który zakończył się takim zerżnięciem mnie, że nie pochwalę się przed innymi. – To koleżanka z liceum.

    Rozmawiamy przez jakiś czas, przekrzykując zbyt głośną muzykę. Patrzymy na pieszczoty par. Ja czekam na występ Roksany, a ona jakby chciała coś powiedzieć, ale boi się?

    – Wiesz, zachowujesz się tak normalnie. Nie narzucasz się. Masz fajną tę koleżankę. I Ewa ciebie lubi, prawda?

    – Też pytanie – odpowiadam wymijająco. W środku eksploduję ze śmiechu.

    – No, widzisz, a ja z moim chłopakiem szukamy tutaj dziewczyny dla nas. Takie mamy preferencje – uśmiecha się, próbując mnie zachęcić. Nie krępuje się tym wyznaniem, nie ucieka wzrokiem. Wręcz odwrotnie, zabiega o moje względy.

    Słucham jej uważnie. Nie przerywam.

    – Z Pawłem studiujemy na tym samym wydziale, ale tam nie szukamy takich kontaktów. Wiesz, długie języki. Jeszcze ktoś dowie się, przekaże rodzicom albo znajomym, więc szukamy dziewczyny w takim bardziej hermetycznym gronie – zamilkła. Patrzy na mnie: – Chciałabyś z nami spróbować?

    – Zaskoczyłaś mnie. Może tak, ale nie dzisiaj – zastrzegam się łagodnym tonem.

    – Zależy nam na długim i stałym związku – dodaje miękkim tonem. – A ja nie będę zazdrosna o mojego Pawła.

    – Hm… Diana, masz jakiś numer telefonu?

    – No, jasne! – uśmiecha się z ulgą. – Podać ci?

    – Dyktuj – wysuwam komórkę i wpisuję numer. Potem dopisuję hasło „Diana” i chowam telefon.

    – A ty? – trochę zaskoczona moim zachowaniem, patrzy wyczekująco.

    – Co: „ja”?

    – Noo, hm… – peszy ją moja pewność siebie. – Nie podasz mi swojego numeru? – pyta i euforia wypisana na jej twarzy z wolna gaśnie.

    – Sama do was zadzwonię – obiecuję, patrząc w jej oczy. – Jesteście starsi ode mnie, więc muszę zastanowić się. Nawet jeżeli odmówię, to poinformuję was. Zresztą musimy spotkać się, pogadać, lepiej poznać. Chyba nie macie nic przeciwko temu?

    – Nie, skąd – optymizm wraca na jej twarz.

    – O! – wpadłam na pomysł. – Może zaproszę was do mnie, kiedy nie będzie rodziców? Spokojnie pogadamy.

    – Fajnie! Na pewno przyjdziemy! A gdzie mieszkasz?

    Podaje nazwę dzielnicy i pobliską nazwę ulicy.

    – To świetnie! My nawet niedaleko mieszkamy. To tylko trzy przystanki metrem – ruda już ekscytuje się wizją najbliższego spotkania. Znowu jest radosna. Wyraźnie jej się podobam. Nie kryje tego.

    *

    – A gdzie twój chłopak?

    – Kiedyś poszedł po drinki… Idzie! nareszcie! Ten z dwoma szklankami.

    Patrzę. Szatyn, krótko przystrzyżony, z dwudniowym zarostem i lekkim brzuszkiem wypychającym koszulkę, pogodny wyraz twarzy, trochę wyższy od nas i trzymający szklanki nad głową. Raczej nigdy nie zniżył się do uprawiania jakiegoś sportu. Kiedy podszedł, zauważyłam zadbane paznokcie. Pachniał fajnymi perfumami, świeża koszulka, czyste spodnie, buty świecą się.

    – Widać, że dziewczyna go pilnuje – stwierdzam.

    Zawsze patrzę mężczyznom na dłonie. Sporo dziewczyn i kobiet tak robi. Inne sprawdzają, co ma w spodniach. Ile centymetrów albo jak gruby portfel… Obgryzione albo brudne paznokcie? Wypad. Definitywnie. Nie mam zaufania do takich facetów. Nawet, gdyby miał ze mną tylko raz spotkać się i tylko dla seksu.

    – Grażynko, ale szczerze: masz ochotę na spotkania z nami? – przerywa moje rozważania.

    – Diana, za krótko się znamy – wzruszam ramionami i widzę, że moja odpowiedź znowu gasi entuzjazm rudej. – Natomiast nie mówię „nie”, bo robicie dobre wrażenie. Musimy nabrać do siebie zaufania. Wtedy zdecydujemy. Wam też może zmienić się smak – uśmiecham się i witam z jej chłopakiem.

    Diana przedstawia go i krótko informuje o naszej rozmowie. Chłopak przeprasza za długą nieobecność, tłumacząc się szukaniem odpowiednich alkoholi. Narzeka, że jakaś babka go zaczepiała, więc też zmarnował trochę czasu. Diana tylko kiwa głową. Paweł oddaje mi swojego drinka. Dziękuję i kręcąc głową, odmawiam. Wyjaśniam, że nie piję alkoholu. Chłopak bez słowa odwraca się i znika w tłumie. Po minucie zadowolony wręcza mi szklankę coli z plasterkiem limonki i kostkami lodu:  

    – O napoje bezalkoholowe zdecydowanie łatwiej.

    – Bo my już tak długo szukamy odpowiedniej partnerki… – ruda kontynuuje temat. Podryguje w rytm muzyki. Nagle obejmuje mnie w pół i całuje w policzek. – Mnie się Grażynka bardzo podoba! A tobie? – patrzy w oczy partnera i ściska mnie. Przytula policzek do mojego.

    – Jesteś fajna – Paweł uśmiecha się do mnie. – Zależy nam na sympatycznej i dyskretnej dziewczynie. Wiesz, bez fajerwerków. Takie są nasze potrzeby. Wydaje się, że spełniasz nasze oczekiwania. A my też chyba nie odpychamy swoim wyglądem? Jeżeli jesteś ciekawa, walory Diany może obejrzeć od ręki – i chłopak próbuje wyciągnąć pierś partnerki ze stanika.

    Zaniemówiłam. Nie pasowałoby mi, gdyby okazali się również ekshibicjonistami. Najpierw Roksi, teraz oni. Za dużo wrażeń.

    – Daj spokój! Będę miała kłopoty z ich wepchnięciem do stanika – protestuje dziewczyna.

    – Dobrze. Diana jest bez majtek. Pokaż swoją cipkę! – Paweł podnosi spódniczkę, zatyka jej krawędź za pas i łapie dziewczynę za obnażony pośladek. Oboje patrzą na mnie.

    Zaskoczona patrzę w dół.

    – Chcesz dotknąć? – ruda jest gotowa zaoferować więcej. Zalotnie porusza biodrami w rytm muzyki. Nagość w ogóle jej nie peszy.

    Milczę. Nie wiem, jak zareagować. Okoliczności są takie… Dziwne? Nadal przyglądam się. Mały, zgrabny romb rośnie nad łechtaczką. Paweł przychodzi mi z pomocą.

    – Możesz spróbować – zachęca. Ponieważ tylko patrzę, puszcza pośladek i sam sięga do pochwy. Pociera palcem przy wejściu. Ruda z zapraszającym uśmiechem patrzy na mnie i obejmuje chłopaka w pasie. Paweł prostuje się i pokazuje mi wilgotny palec. – Wyliż, maleńka – podaje go Dianie do ust. Dziewczyna energicznie liże palec.

    – Wyglądasz atrakcyjnie – mówię, kiedy odzyskuję głos. Paweł opuszcza jej spódniczkę, a dłoń wraca na pośladek. Cały czas głaszcze i ściska go. Zadowoleni patrzą na siebie. Obiecuję zadzwonić, rozmawiamy jeszcze chwilę i w końcu rozchodzimy się. Nadal jestem pod wrażeniem…   

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Przypadek Michala cz.XIII

    ****

    W życiu piękne są tylko chwile. Klasyka.  

    Mnożenie ich jest receptą na coś zbliżonego do szczęścia. Dzięki niespotykanemu darowi wspaniałych momentów w ostatnim czasie mi nie brakowało. Pomimo tego, że Wika, Anastazja i Bogna zapewniały mi cudowne doznania, nie mogłem jednak zapomnieć o nieszczęściu Zuzy. W pewnym sensie przyczyniłem się do niego. Świadomość tego męczyła mnie okrutnie.  
    Ponadto pojawiła się złość na całą tą sytuację i Anitę Grześkowiak. Jestem jednym z wielu facetów, którego umysł działa w nieracjonalny sposób. Patrząc na ładną kobietę od razu przypisuję jej najlepsze cechy. Im ładniejsza dziewczyna tym bardziej święta. Totalna bzdura, ale tak właśnie działa mój pokręcony mózg. Ponura tajemnica anglistki przytłoczyła mnie jak wór kamieni.  

    Wcześniejsze drobne grzeszki nauczycielki wydawały się nieznaczące wobec przepychu jej urody. Jednak kolejne rysy na postaci Anity sprawiały, że w moich oczach traciła wiele. Wciąż była olśniewająca. Nadal nie mogłem się napatrzeć na klasycznie piękną twarz nauczycielki, na ruch jej bioder, gdy szła korytarzem i doskonałe proporcje sylwetki. To było niezmienne. Nie stała się nagle brzydsza od bycia zepsutą suką. Przynajmniej na zewnątrz.  
    To, czego przypadkiem dowiedziałem się od Kamili zmieniło jednak mój sposób patrzenia na panią Grześkowiak. Niezmiennie pragnąłem ją posiąść, ale kolejne utarczki sprawiały, że w moim pożądaniu było coraz mniej subtelności. Ostatni news, świeży jak bułeczki z piekarni za rogiem przepełnił czarę rozczarowania. Byłem wściekły i obiecałem sobie, że jeśli dane mi będzie dopiąć swego, to potraktuję anglistkę z należną jej bezwzględnością.  

    Droga do tego była wciąż daleka. Co z tego, że poznałem nowe fakty. Nie miałem żadnym namacalnych ani sprawdzalnych dowodów. Poza tym, jeśli ta ponura historia miała się wydać, wolałbym, aby stało się to w taki sposób, żeby nie ucierpiały na tym dziewczyny. Przydałby sie niewątpliwie jakiś filmik na którym nauczycielka przyznaje się do swoich niecnych poczynań.  Najlepiej razem z tymi starymi zboczeńcami, którzy dogadzają sobie z moimi koleżankami ze szkoły. Na pomoc dziewczyn nie mogłem liczyć. Były w tym zbyt głęboko i nie znalazłby nawet pół powodu, żeby mi pomagać. Zresztą znając życie, na pewno Grześkowiak i jej klienci stosują środki zaradcze, by nikt nie mógł uwiecznić ich brzydkiego procederu.  
    Z przykrością stwierdzam, że żaden ze mnie Bond czy inny super agent, więc chwilowo czułem się bezradny. Kurewsko źle mi z tym było, ale liczyłem, że ten stan rzeczy się odmieni.  

    Musi się zmienić, bo inaczej – bo jak mówił komisarz Ryba – dupa zbita.  

    ****

    Cztery dni po wypadku, Zuzka odzyskała przytomność. Wiadomość lotem błyskawicy rozeszła się po szkole. Cieszyłem się jak szczerbaty do sucharów. Miałem ochotę pojechać do niej od razu, ale Wika sprowadziła mnie na ziemię. Pierwszeństwo miała rodzina, a lekarze zapewne dawkowali dziewczynie liczbę gości. Była zbyt słaba na liczne wizyty. Postanowiłem ją odwiedzić za kilka dni.

    Tymczasem szykowała się niezła impreza. Jeden z naszej trójki muszkieterów – Szymek, za kilka dni miał urodziny. Jego starzy, choć pełni obaw, obiecali udostępnić mu chatę na weekend, grzecznie wyjeżdżając do rodziny pod Kielcami. Bohater najbliższych dni miał ochotę urządzić super imprezkę z przepisowym melanżem. Ne mogłem olać takiego eventu. Przyjaciel to przyjaciel. Zresztą mały reset i wyłączenie myślenia o sprawkach Grześkowiak dobrze mi zrobi.  
    Z początku myślałem o tym, kogo zabrać jako osobę towarzyszącą, ale ostatecznie postanowiłem pójść sam. Zdecydowałem tak, dowiadując się o tym, że na święcie Szymka będzie też Kamila, którą miał przyprowadzić jeden z chłopaków zaproszonych przez mojego przyjaciela. Pomimo niechęci, którą wyczuwałem po rozmowie z dziewczyną, a także po jej spojrzeniach i gestach na szkolnym korytarzu postanowiłem zaryzykować i zmierzyć się z tym oporem. Uruchomiłem dar, wprowadzając go na wysokie obroty. Jeśli była choć mała wyrwa w tym braku sympatii do mojej osoby, to wykorzystam ją i sprawię, że Kamila stanie sie moją kolejną ofiarą. Fakt, że była zamieszana w niecny proceder anglistki sprawiał, że uważałem ją za cenną zdobycz. Być może uda mi się dowiedzieć coś więcej lub skorzystam na tym w inny sposób. Pozostawało tylko czekać na sobotę.  

    ****

    Wnętrze salonu w domu Szymona pulsowało głośną muzyką i gwarem wielu rozmów. Musiałem przyznać, że kumpel się postarał. Wszystkiego było w bród. Alkohol lał się strumieniami, a przekąsek pomimo, że nikt sobie ich nie żałował jakby nie ubywało.  

    – Szymek powiem szczerze, pojechałeś o bandzie. – Pochwaliłem przyjaciela. -Impra naprawdę super. Czułem, ze będzie spoko, ale to jest coś więcej, coś mega po prostu.  

    – Dzięki Michał. Nieczęsto mam okazję na zrobienie balangi, więc kiedy już się przydarzyło, to chcę, żebyście długo o tym pamiętali. – Oczy Szymona błyszczały zadowoleniem. Wyrwał się na chwilę z objęć dwóch ślicznych panien, ale jego niezbyt dyskretne spojrzenia rzucane w ich stronę, zdradzały, że miał ochotę już do nich wrócić.  

    Nie dziwiłem mu się wcale. Dziewczyny były naprawdę ładne. Zresztą obaj z Adamem długo takich szukaliśmy. Były w klasie maturalnej liceum na Świerkowej, w drugim końcu naszej mieściny, niemal w granicach Warszawy. Zostały przez nas konkretnie zmotywowane i tej nocy były na wyłączność dla naszego przyjaciela. Poszło na to sporo kasy, ale przyjaźń to coś więcej niż mamona.  
    Widząc rozanieloną twarz Szymka, byliśmy z siebie zadowoleni. Gdy, po chwili wrócił do swojej słodkiej pary, gratulując sobie pomysłu “przybiliśmy piątkę”.

    Kilkakrotnie natknąłem się na moment na Kamilę, ale na razie nic wielkiego się nie działo. Zacząłem podejrzewać, że jej niechęć do mnie sprawi, że dar okaże się nieprzydatny. Adam też przyprowadził dziś dziewczynę, więc samotnie kręciłem się między imprezowiczami. Trochę tańczyłem, niewiele piłem i obserwowałem rozbawione towarzystwo.  

    – A ty co Don Juanie? Taki spec od dziewczyn i sam jesteś na imprezie – Prychnięcie Kamili doleciało mnie zza placów. – Nie może być!

    – Zejdź ze mnie, proszę – poprosiłem, odwracając się w jej stronę. – Daruj mi swoje złośliwości.  

    Wyglądała naprawdę interesująco. Z niesforną fryzurą, uzbrojona w niezbyt nachalny makijaż i przylegającą do jej zgrabnego ciała kusą sukienkę dobrze robiła moim oczom. Obrzuciłem ją bezceremonialnie pożądliwym spojrzeniem, w myślach notując, że nie skomentowała tego w żaden sposób. Uznałem to za dobry znak. Tak mała iskierka nadziei.  

    – Niech ci będzie, tym bardziej, że Zuzce się poprawiło – Uśmiechnęła się niemal niezauważalnie.  

    – Słyszałem. Wypijemy za jej zdrowie – zaproponowałem.  

    – Spryciarz z ciebie – przyznała. – Takiego toastu nie sposób odmówić, więc do dzieła mistrzu ceremonii.

    Podeszliśmy do stolika z napojami i alkoholami. Rozejrzałem się po nim, szukając właściwego dla nas trunku.  

    – Nie kombinuj. Piwo będzie najlepsze – Kamila uprościła sprawę. – Tylko otwórz nowe, nie chcę jakiś niepotrzebnych niespodzianek.  

    – Niech będzie – zgodziłem się, sięgając po nie napoczętą butelką chmielowego przysmaku. Po chwili, z pełnymi złocistego płynu szklankami stanęliśmy pod ścianą. – To co, za zdrowie Zuzki i może urządzimy małe zawieszenie broni.  

    – Może być, ale dalej trzymaj się od naszych spraw z daleka – Kamila zmrużyła swoje szarobłękitne oczy. – Uwierz mi, to naprawdę życzliwa rada.  

    – Jasne. Możemy o tym dziś nie gadać?

    – Pewnie.  

    – To zdrowie – Uniosłem szklankę i łyknąłem z niej słuszną porcję piwa.  

    Przez chwilę panowała niezręczna cisza, którą przerwałem śmiejąc się z białych wąsów pod nosem dziewczyny.  

    – Bardzo śmieszne – stwierdziła Kamila, wycierając usta i śmiejąc się razem ze mną. Chciała coś jeszcze dodać, ale nagle spod ziemi wyrósł chłopak z którym przyszła. Przeciętny szatyn jak wielu innych. Nie wiem skąd znał go Szymon, ale skoro był zaproszony, to gdzieś musieli się poznać.  

    – O czym zabawnym gadacie? – Ryknął mi do ucha pytanie.  

    – O tym, że hałas źle robi na uszy – Odburknąłem. Kamila uśmiechnęła się za plecami swojego towarzysza.

    – Rzeczywiście muza zapodana jest na głośno – Moja odpowiedź nie do końca została zrozumiana, ale miałem to gdzieś, czy koleś łapie kontekst. – Szymek się postarał, co nie?

    – Zdecydowanie – przytaknąłem.

    – Może was sobie przedstawię. – Weszła nam w słowo Kamila. – To Hubert, chłopak z którym wbiłam się na tą imprezę, a to Michał – kolega ze szkoły.  

    – Ok., to ja skoczę po piwo dla siebie – chłopak wymownie zerknął na nasze szklanki.

    Znów na chwilę zostaliśmy sami. Kamila milczała. Była łagodniejsza, zdecydowanie bardziej pokojowo nastawiona niż podczas naszej ostatniej rozmowy, ale nic z tego nie wynikało.  

    – Chyba się oddalę, nie lubię wciskać się na siłę, a ty jesteś z Hubertem – powiedziałem zgodnie z tym, co plątało mi się po głowie.  

    – No coś ty, zostań. To nie żaden mój chłopak – zaoponowała Kamila. – On potrzebował dziewczyny na imprezę, a ja chciałam tu być i tyle.

    – Pomimo to jednak…

    – Co mi umknęło? – Hubert znów pojawił się nagle i oznajmił to głośnym zapytaniem.

    – Mówię do Kamili, że zostawię was we dwoje – wyjaśniłem.  

    – Nie świruj, nikt cię nie wypędza – znów zaprotestowała dziewczyna.  

    – A ja nie mam nic przeciwko, żebyś poszukał sobie innego towarzystwa – stwierdził z rozbrajającą szczerością Hubert. – Nie planuję dzisiaj trójkątów.
    – Co!? – wyrwało mi się mimochodem.  

    –  Sorry Kama, ale nie wziąłem cię tu dla twoich ładnych oczu. – Hubert mrugnął do mnie znacząco. – Żal by było, żeby taka imprezka nie zakończyła się fajnym ruchankiem, a ty jesteś do tego stworzona.

    – Świnia! – prychnęła Kamila.  

    – Pojebało cię!? – Zareagowałem nerwowo. – Zachowaj swoje durne przemyślenia dla siebie. Kurwa, przyszedłeś z dziewczyną i zgrywasz przy niej chama czy taki rzeczywiście jesteś?

    – Odwal się świętoszku! – Uśmiech w jednej chwili zniknął z twarzy Huberta. – Każdy wie, że to chętna suczka i jest w tym świetna.  

    Nie wiem co we mnie wstąpiło. Wolna ręka automatycznie wystrzeliła do przodu , zatrzymując się na podbródku towarzysza Kamili. Żaden ze mnie mistrz sztuk walki, ale go zaskoczyłem. Zgiął się wpół, przed upadkiem uratowała go ściana.  

    – Ty skurwielu! – rzucił się w moją stronę, gdy się pozbierał. Drogę zagrodziła mu Kamila.

    –  Opanujcie się! Nie psujcie zabawy innym! – Miała rację. Wokół nas zrobiło się małe zamieszanie. – Hubert idź się ogarnij do kibla, a ty Michał już przestań. Sama się umiem obronić.

    O dziwo słowa dziewczyny dotarły do tego debila. Patrząc na mnie spode łba poszedł w stronę łazienki. Kamila spojrzała na mnie z wyrzutem .

    – Czemu jesteś taki? Czemu musisz się we wszystko wtrącać? – Tym razem nie krzyczała, ale czułem gorycz w jej słowach. – To niezdrowe, wiesz?

    – Obraził cię przecież…

    – Gówno tam, taki dupek nie jest w stanie mnie obrazić – stwierdziła z dziwnym grymasem. – Poza tym… mówił przecież prawdę. Przed tobą nie muszę udawać. Jestem młodą dziwką, która pieprzy się za kasę – dodała, ściszając głos.  

    – To nie ma znaczenia, nie powinien…

    – Ma znaczenie. Przynajmniej dla mnie – Gorzko stwierdziła Kamila. – Nie jestem przeciętną laską. Raczej nadaję się do robienia laski.  

    – Sorry, ale cię nie rozumiem – przyznałem, poddając się. – Rób co chcesz, możesz nawet… no wiesz co… spełnić dzisiejsze marzenie Huberta. Ja spadam w bardziej przyjazne rejony.  

    Zanim cokolwiek powiedziała, obróciłem się i od niej odszedłem. Byłem zły. Na siebie, na Kamilę, na tego pieprzonego Huberta. Gubiłem się w tych babskich gierkach. Nie rozumiałem ich świata. Całą moc daru skupiłem w ostatnich dniach na Kamie, a teraz stanąłem w jej obronie, a pomimo to naskoczyła na mnie, wyraźnie niezadowolona z mojego postępku. Kurwa, co się dziej z tym światem!?

    Wyszedłem przed dom, chcąc nieco ochłonąć z emocji. Stanąłem w cieniu sporego krzewu i zapatrzyłem się przed siebie. Myśli kłębiły się, burząc niczym morskie bałwany. Tym sposobem dałem się podejść. Pierwszy cios wylądował na mojej głowie. Lekko mnie zamroczyło i nie zareagowałem dostatecznie szybko. Następne uderzenie poczułem w okolicy nerki, a potem spadły na mnie kolejne uderzenia. Na szczęście to nie miał być totalny wpierdol, a jedynie nauczka. Gdy upadłem, razy ustały. Usłyszałem nad głową znajomy głos Huberta.

    – I co teraz palancie? Dalej będziesz strugał bohatera? – Nie odzywałem się, podejrzewając, że pytanie jest czysto retoryczne. – Zostawiam ci tą głupią sucz i możesz ją sobie dmuchać ile wlezie! Chodźcie chłopaki, spadamy!

    Usłyszałem jak się oddalają. Zerknąłem z perspektywy trawnika za nimi. Oprócz mściwego Huberta było jeszcze dwóch kolesi. W sumie trzech na jednego. Arytmetyka jest nauką ścisłą. Bohaterzy, kurwa ich mać!

    Podniosłem się, ignorując pojawiające się znienacka bóle. Jak dla mnie impreza była zakończona. Ruszyłem w stronę furtki, ale nie dotarłem do niej ostatecznie. W połowie dystansu wpadłem na Kamilę.  

    – Jezuuu, Michał, co sie stało? – zapytała zaskoczona dziewczyna.  

    – Ten tam krzak mi dowalił – stwierdziłem, mruganiem oczu regulując obraz. Kamila wciąż prezentowała się doskonale.

    – Bardzo zabawne.  

    – Trochę tak – Broniłem swojego poczucia humoru. – To robota twojego Huberta i dwóch koleżków, których sobie wziął do pomocy.  

    – Przed wszystkim nie jest mój. – Sprzeciwiła się Kamila. – A po drugie, trzeba cię doprowadzić cię do znośnego wyglądu.  

    Dzięki wsparciu Szymona znaleźliśmy się w części domu wyłączonej z imprezy. O tym, że trwa w najlepsze świadczył jedynie hałas za ścianą.  
    Grzecznie usiadłem na brzegu łóżka i oddałem się w ręce Kamy. Trzeba przyznać, że dobrze jej szło bycie dobrą samarytanką. Przemyła kolano, które obiłem przy upadku i zabrała się rozciętą dłoń.  

    – Co teraz? Upuścisz mi resztkę krwi – Zażartowałem, zaskoczony delikatnością dziewczyny.  

    – Ha, ha. No zaraz popuszczę z śmiechu – odparła moja sanitariuszka. – Jeśli myślisz, że ta nerwuska z niewyparzoną gębą to cała ja, to jesteś w błędzie.  

    – Sorry. Jestem mile zaskoczony twoją delikatnością i profesjonalizmem – sprostowałem.  

    – Fajnie. Ta cała wredność. a także agresja to pancerz i profilaktyka przed rzeczywistością w jakiej funkcjonuję – wyjaśniała cicho. – Naprawdę nie różnię się zbytnio od innych dziewczyn. Też marzę o przyszłym szczęściu, dobrobycie, domku z ogródkiem i tym podobnych bzdetach.  

    – Nie wyobrażam sobie ciebie jako gospodyni – oznajmiłem, czując napór jędrnych piersi na mój tors.  

    – Pozory mylą. Robię całkiem dobre tosty i parzę świetną herbatę – uśmiechnęła się Kamila. – To doskonała pozycja wyjściowa.  

    Zaśmiałem się, choć bolała mnie przy tym napuchnięta i rozcięta warga. Syknąłem, a zaraz potem na ranie poczułem chłód zmoczonej chusteczki higienicznej.  

    – Uznasz, że jak na osoby między którym trwa rozejm i zawieszenie broni posuwam się za daleko, ale uważam, że ta rana wymaga innych zabiegów – Przyoblekłem na twarz szelmowski uśmiech.  

    Chciałem popchnąć sytuację między nami do przodu. Taka ostatnia szarża. A nuż się uda. Nie liczyłem za bardzo na powodzenie, bo też nic nie wskazywało na to, by tak się miało stać. Tymczasem…

    Nie doczekałem sie odpowiedzi, Werbalnej, bo chwilę po tym jak Kamila odjęła od mych ust chusteczkę, przylgnęła do nich w pocałunku. Warga pulsowała bólem, ale miałem go gdzieś. Liczył się ciepły oddech dziewczyny, sprawny język i chętne usta. Trwaliśmy tak dłuższy moment, aż zabrakło nam tchu.  

    – Jezu, co mi odbiło? Przepraszam, to musiało cię boleć – Kamila była wyraźnie zdezorientowana.  

    – Nic a nic. Sama przyjemność – stwierdziłem, tryumfując w duchu. Byłem pewny swego.  

    – Bądź poważny. To było …

    – Coś wspaniałego! – Dokończyłem, wchodząc jej w słowo. Zaraz potem przyciągnąłem Kamilę do siebie. Znów przywarłem do niej ustami, ale nie tym razem nie pozwoliłem dłoniom na bezczynność. Drżącymi palcami walczyłem z suwakiem sukienki.  

    Przez chwilę czułem lekki opór dziewczyny. Była wyraźnie zaskoczona rozwojem sytuacji. Nie mogła się odnaleźć. Jednak po chwili całe napięcie ustąpiło. Poczułem, że ciało Kamili zaczyna odpowiadać na postawione mu wyzwanie.  

    – Kompletnie nie wiem, dlaczego tego chcę – westchnęła i zaczęła ściągać ze mnie koszulę. – Mam to jednak gdzieś, bo cholernie ciebie pragnę.  

    Uporawszy się z biustonoszem, wziąłem we władanie ukryte pod nim piersi. Miały miły dla oka kształt i odpowiednią wielkość. Nie za duże, nie za małe. Przyjemnie układały się w dłoni, gdy zagarnąłem je zachłannie. Jędrne, sterczące kusząco zachęcały do pieszczot. Kreśliłem więc na sprężystej, mlecznej skórze tajemne wzory. Uciskałem i gładziłem, poświęcając każdej piersi z osobna odpowiednią ilość czasu. Wreszcie łakomie przyssałem się do stwardniałych sutków, obracając między wargami, kąsając i wodząc wokół nich językiem. Sprawiłem tym wiele przyjemności nowej kochance. Kamila przymknęła oczy, delektując się serwowanymi jej doznaniami.  
    Nie była jednak samolubna. Gdy nasyciła się tymi pieszczotami przejęła inicjatywę. Zasypując moje ciało dziesiątkami pocałunków, rozebrała mnie do końca. Chwilami sprawiała mi ból, opierając się lub naciskając na miejsce, gdzie szczególnie przyłożyli się do ciosów Hubert i jego kumple, ale zaciskając zęby starałem się o tym nie myśleć. Tym bardziej, że mój twardy koleżka pomiędzy nogami nie ucierpiał nic a nic i był wyraźnie pozytywnie nastawiony do rozwoju wypadków. Sterczał naprężony czekając, aż Kamila poświęci mu więcej uwagi.  

    Długo nie musiał na to czekać. Uświadamiając sobie, że trochę wcześniej dostałem wycisk i mogę być lekko obolały, dziewczyna ułożyła się z boku i wzięła kutasa w dłonie. Wziąwszy pod uwagę, co zdarzało jej się robić pod kuratelą Anity Grześkowiak nie powinno dziwić, że była w tym bardzo dobra, ale i tak byłem mile zaskoczony. Gdy w sukurs rękom poszły usta, odleciałem, zapominając o nieprzyjemnym spotkaniu z Hubertem. Między miękkimi i ciepłymi wargami mój fiut czuł się doskonale. Wręcz rewelacyjnie. Regularne wsuwanie go do ust połączone z umiejętną pieszczotą dłoni doprowadziło mnie do stanu, gdy niewiele potrzeba było bym skończył. To był mój pierwszy raz z Kamilą. Nie chciałem by przebiegło to w ten sposób.  

    Zebrałem się w sobie i z bólem uniosłem z łóżka. Partnerka w lot odgadła moje intencje. Szybko pozbyła się majtek, odrzucając je na bok. Ja korzystając z tej chwili, kilkakrotnie ucisnąłem miejsce między odbytem a jądrami. Poczułem, że napięcie w lędźwiach staje się mniej nieznośne. Kamila ulokowała się wygodnie na wyrku. Usiadła w jego połowie, opierając się o ścianę i podkulając, szeroko rozłożone nogi. Była to niezwykle erotyczna poza, godna uwiecznienia jej na płótnie. Taka wersja znanej serii portretów. Dama z muszelką. Poczułem przypływ pożądania, co nakręciło mnie do działania.  
    Dziewczynie nie zrobi się jednak dobrze od samego podziwu, choć nie uszedł mojej uwagi fakt, że spodobało sie jej to co zobaczyła w moich oczach. Zająłem dogodną pozycje między nogami partnerki i wymierzyłem palcem w cipkę. Wilgotne wargi sromowe poddały się mu bez żadnego oporu. Kulistymi ruchami rozchyliłem rozkoszne fałdki, odsłaniając różowe wnętrze.  
    Kilkoma ruchami w głębi cipki sprawiłem, że oczy kochanki zaszły mgłą, a jej ciało zaczęło reagować na każdy ruch i dotyk. Kontynuując zabawę szparką, przyssałem się ustami do piersi dziewczyny. Oddech Kamili przyspieszał, coraz częściej z jej gardła wydobywał się stłumiony jęk.  

    – Zajebiście – mruknęła mi nad głową.

    Też tak uważałem, ale to nie było przecież wszystko co nas czekało. Osunąłem się niżej i przylgnąłem do krocza partnerki ustami. Wpiłem się w cipkę, drążąc je wnętrze językiem. Otaczał mnie intymny zapach kobiecej rozkoszy. Nakręcał mnie bardziej, co powodowało, że byłem bezlitosny wobec łechtaczki dziewczyny. Drżenie jej bioder i nóg było dowodem, że staję na wysokości zadania.  

    – Ja pierdzielę, zaraz eksploduję – jęknęła Kamila, patrząc mi w oczy. Samcza duma wypełniła mnie niczym powietrze balon. Tyle było w tym spojrzeniu uznania i zachwytu. – Jesteś poobijany, daj mi poprowadzić nas dalej.

    Pozwoliłem jej na to bez szemrania. Położyła mnie na łóżku, jednak nie na plecach, ale na boku. Uniosła mi jedną nogę i wsunęła się do środka. Pewnie chwyciła sterczącego kutasa i naprowadziła go na swoją szparkę. Z wypiekami obserwowałem reakcję na twarzy partnerki, gdy stawaliśmy się jednością. Oczy Kamili lśniły rozkoszną satysfakcją i błogością. Ja również czułem przypływ zadowolenia zanurzając się w lepkie i ciepłe wnętrze kochanki.  
    Reszta była rytmem i miłosnym tańcem. W tej pozycji nie musiałem się mocno starać. Całą inicjatywa była po stronie partnerki. Kamila kręciła wdzięcznie zadkiem i biodrami, a mnie rozsadzała rozkosz. Rozlała sie po mnie, wypełniając od środka jątrzącym, słodkim żarem. Sięgnąłem dłonią po jedną z piersi, by nie okazać się samolubnym leniem. Delektując się każdym ruchem kochanki, czułem jak zaciska się na kutasie. Jak rozpycha się i przyjmuje go głębiej. Moja żądza syciła się najdrobniejszym dotykiem i ruchem i zbliżała się do punktu przesilenia. Nie zdarza się to zbyt często, ale doszliśmy niemal jednocześnie. Orgazm dopadł najpierw mnie, wzburzając falę przypływu. Eksplozja rozkoszy targnęła moim ciałem. Jęknąłem, strumień nasienia wylał się ze mnie, ale kochanka była niewzruszona tym faktem. Podejrzewałem, że podobnie jak Zuzka stosuje antykoncepcję.  
    Kilka sekund po mnie, zanim napięcie zeszło z mojego fiuta. Kochanka szarpnęła gwałtownie biodrami, by zaraz zastygnąć na moment. Jęknęła głucho, przygryzła wargę i oddała się w niewolę orgazmowi. Szczytowaliśmy niczym najlepsi alpiniści.  

    – Teraz już wiem, o co chodziło Zuzie, gdy mówiła o tobie – Kamila przerwała ciszę po wielkim finale. – Tak powinno wyglądać nasze pierwsze doświadczenia seksualne. Powinny być wspaniałym przeżyciem, a nie… no wiesz sam o co mi chodzi.  

    – Tak, wiem – Zmartwiła mnie gorycz w jej głosie. Podobnie potrafiła mówić Zuzka. – Sorry, że zapytam, ale jak dałyście się w to wkręcić?

    Kamila wahała się przez chwilę. Wyraźnie walczyła sama ze sobą, nie będąc pewną, czy chce mi o tym powiedzieć.  

    – To trwa od dwóch lat, a my jesteśmy w tym od roku. – Przełamała się ostatecznie. – Grześkowiak pilnuje, żeby każda z dziewczyn, która bierze w tym udział miała osiemnaście lat. Pewnie na wypadek wpadki. W zeszłym roku brały w tym udział trzy dziewczyny ze starszej klasy i Emilka z naszej, bo jest od nas o rok starsza.  

    Kamila wzięła głęboki oddech i na chwilę zamilkła. Bałem się cokolwiek powiedzieć, by nie odebrać jej ochoty na zwierzenie. Patrzyłem tylko głęboko w jej oczy, które robiły sie coraz bardziej smutne. Wzbierała we mnie potężna złość.  

    – Anita doskonale nas dobierała, ale tak ja ci mówiłam, nic nie było na siłę. – Kontynuowała Kamila. – Każda z nas jest z domu, gdzie się nie przelewa. Sam wiesz jak to jest. Już na starcie jesteśmy kilka długości z tyłu. Ci faceci natomiast płacą świetnie za nasze ciała i oddanie sprawie. Dziewczynom, które na wiosnę zdały maturę załatwili studia i staż w swoich firmach. Dziś widzę czasami dwie z nich i gdybym nie wiedziała ile ich to kosztowało, to zazdrościłabym im totalnie. Świetne ciuchy, świetna robota i tylko wspomnienia chujowe, ale z tym da sie żyć. Jak to mówi ludowa mądrość, dupa to nie mydło, nie wymydli się. Rozumiesz Michał, prawda?

    – Chyba tak… – bąknąłem zdezorientowany.  

    – Nie jestem z tego dumna, ale chcę czuć że żyję – We wzroku dziewczyny odczytywałem szukanie akceptacji. – Plan jest taki, że odkuję się i wyjadę na tyle daleko, że łatwiej mi przyjdzie zapomnieć.  

    – Myślisz, że się uda – spytałem nieśmiało. – Może jednak wolałabyś, żeby to się nie wydarzyło?

    – Gdybym mogła cofnąć czas, to chyba bym chciała, żeby inaczej potoczył się los. – Uśmiechnęła się smutno. – Jednak jestem jaka jestem i gdybym nie miała tych doświadczeń, które mam teraz, to pewnie zgodziłabym sie na ten układ tak samo jak kilka miesięcy temu. Przesrane, co?

    – Trochę. Jednak nie potępiam was – stwierdziłem poważnie. – Nie myśl tak o mnie. Po prostu uważam, że zrobiono wam krzywdę i tyle.  

    – Ok.. – Kiwnęła głową Kamila. – To co, ogarniamy się i bawimy dalej.  

    – Jasne. Było by strasznym nietaktem, że bzykałem się z tobą, a jeszcze nie zatańczyłem – Żartując, chciałem rozładować atmosferę.  

    Ubieraliśmy się, śmiejąc jak wariaci. Od Szymka wyszedłem nad ranem, stwierdzając, że towarzystwo Kamili nadało temu wydarzeniu wyjątkowego smaku. Zasadniczo, to była wyjątkowo udana impreza.  

    ****

    Cztery dni później wracałem ze szkoły, ledwo stawiając nogę za nogą. Nauki było od zajebania, za oknami marazm i szare miraże. Dopadła mnie depresyjna niemoc.  
    Byłem pół kilometra od domu, gdy, na ulicy obok mnie zatrzymał się znajom żółty fiat 500. W oknie pojawiła się twarz Anit Grześkowiak.  

    – Wsiadaj szybko! – rzuciła, rozglądając się na boki.  

    – A co jakiś film kręcicie? “Czas Honoru” albo coś w tym stylu? Niemcy za rogiem? Auto trochę nie z epoki – ironizowałem, wypuszczając z siebie całą złość i chwilową depresję.  

    – Wsiadaj gnojku! Popisywać się będziesz w środku!  

    Zrobiłem co powiedziała, licząc, że to niespodziewane spotkanie wniesie coś nowego w sprawę. Anglistka ruszyła natychmiast kierując się bynajmniej, nie w stronę mojego domu.  

    – Szedłem do domu – zauważyłem.

    – Trochę się spóźnisz dzisiaj na obiad – mruknęła, zła ja osa belferka.  

    – Ok.. Co się stało? W czym mogę pani pomóc? – próbowałem zachować spokój, chociaż nerw miałem jak postronki.  

    – Przestań być takim protekcjonalnym dupkiem, to po pierwsze! – oznajmiła Grześkowiak, skręcając w prawo. – Po drugie, co ty najlepszego robisz?!

    – Nie bardzo wiem…

    – Oczywiście, że nie wiesz, pajacu! – Kolejny manewr sprawił, że domyśliłem się dokąd jedziemy. – Nie wydaje ci się dziwne, że zaraz po tym jak zbliżyłeś się do Zuzy Kownackiej, przydarzyło się jej to co się przydarzyło?  A teraz słyszę jakieś zachwyty nad tobą od Kamili Czajki! Czy tobie odwaliło zupełnie?! Masz plan, żeby zmarnować życie jak największej liczbie dziewczyn w szkole?!

    Przyznam szczerze, że staram się trzymać nerwy na wodzy. Raczej nie jestem awanturnikiem, ale obłuda nauczycielki zrobiła swoje. Słuchając jej i patrząc jak podjeżdża pod budynek, gdzie miała swoją prywatną szkołę, dostałem ataku szału.  

    – I kto to mówi?! Ty belferko masz gówniane prawo mówić o marnowanym życiu! – Wykrzyczałem jej w twarz. – Nie ja otworzyłem szkolny, objazdowy  burdel, w którym uczennice robią dobrze nadzianym starszym panom, za granty!  

    Zamurowało ją. Piękna twarz pokryła się purpurą. Oczy anglistki ciskały gromy, a twarz wykrzywił nerwowy grymas.  

    – Kurwa, powiedziały ci o tym! To głupie siksy! – Syknęła niczym żmija. – Wchodzimy do środka, mamy do pogadania!

    Pierwszy raz byłem w tym miejscu. Wnętrze było ładnie, choć prosto urządzone. Nie można było odmówić gustu właścicielce tego przybytku.  

    – I co? Głupio wyszło z tymi wyrzutami, co? – zauważyłem zjadliwie, gdy Grześkowiak zamknęła za nami drzwi.

    – Zamknij mordę, gówniarzu i słuchaj! – warknęła rozkazująco. – Próbowałam cię trzymać od tego z daleka! Ostrzegałam i uwierz, było to również dla twojego dobra! Teraz jesteśmy w czarnej dupie, bo wiesz wszystko, a ci starsi faceci jak ich nazwałeś nie bawią się w subtelności!

    – Nie odwracajmy kota ogonem. – Wszedłem jej w słowo. – Chodzi o sedno, o to jak mogłaś to zrobić? Śpisz spokojnie? Jak można być taką suką? – Z rozmysłem przeszedłem na “ty”, czyniąc jej wyrzuty.  

    Odpowiedziała ciosem. Policzek zapiekł jak cholera. Włożyła w to uderzenie całą swoją siłę i energię.  

    – Co ty kurwa wiesz o mnie żeby mnie oceniać, smarkaczu?! – wydyszała. – Myślisz, że zrobiłam to z premedytacją i z radością?!  

    – A nie?

    – Zamknij się, bo przyłożę drugi raz! – Głos anglistki huczał mi w głowie. – Zostałam do tego zmuszona, rozumiesz gnojku?! Nie miałam wyboru!  

    – Jakoś sobie tego nie wyobrażam.

    – Ci ludzie wiedzą o mnie rzeczy, których nie chcę by ktokolwiek się dowiedział – nerwowo wyjaśniła Grześkowiak. – Zaszantażowali mnie i nie mogłam odmówić.  

    – A teraz nie da się z tego wymiksować?

    – Banaś nie jest człowiekiem skorym do kompromisu – stwierdziła anglistka, a ja omal nie zgubiłem szczęki ze zdziwienia. Myślała, że wiem więcej i bez oporów zdradziła mi nazwisko człowieka, który był nad nią. Robiło się arcyciekawie.  

    – On to wymyślił? – Zdziwiłem się.  

    Nie usłyszałem odpowiedzi, bo twarz nauczycielki stężała. Patrzyła w stronę okna.  

    – Jeszcze ich tu potrzeba! – westchnęła zrezygnowana. – Schowaj się na zapleczu czy do szafy. Gdziekolwiek, bo inaczej mamy przerąbane.  

    Tym razem posłuchałem bez oporów. Zadziałał instynkt, choć może nie do końca przetrwania, ponieważ szafa do której się wbiłem miała szczeliny między listewkami na drzwiczkach. Wąskie, ale przy odrobinie wysiłku widziałem przez nie wnętrze pomieszczenia.  

    Po chwili w drzwiach pojawił się radny miejski, ojciec mojej koleżanki z klasy – Lucjan Banaś. W towarzystwie dwóch smutnych panów w czerni. Z łysymi łbami i karkami niewiele mniejszymi od szafy, w której siedziałem. Słabo, bardzo słabo.  

    c.d.n. …

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Iks
  • Przypadek Michala cz.XIV

    ****

    Ciekawość to pierwszy stopień do piekła.  
    Musiałem skorzystać z ostatniego dogodnego momentu, zanim Banaś z podwładnymi na dobre znajdzie się w środku. Chciałem widzieć co się będzie działo, więc przysunąłem się bliżej drzwi i zamarłem. Ze wszystkich sił starałem się trwać bez ruchu. Gdybym mógł przestałbym oddychać.  

    Radny wszedł z wielkopańską miną głębiej, po czym skinął na jednego z towarzyszy. Tamten bez słowa zaciągnął pionowe żaluzje i stanął obok równie cichego kumpla, koło drzwi wejściowych.  

    – Panowie, jest późno, a nic jeszcze nie jedliśmy – stwierdził Banaś. – Przejdźcie się, zjedźcie coś, wypijcie, tylko bez szału, bo wracamy autem. Zostawcie mnie z panią. Muszę z nią pogadać. Odezwę się, gdy skończymy rozmowę.  

    Przyboczni radnego karnie opuścili lokal. On sam zamknął drzwi za nimi, dokładnie przekręcając klucz w zamku. Podszedł do anglistki, która była blada jak ściana.  

    – Jesteś sama? – spytał. – Przejeżdżaliśmy obok i zauważyłem twój samochód.

    – Witaj Lucek – Anita skinęła twierdząco i wybąkała przywitanie.  

    – Nie mów do mnie Lucek, bo zrobi się nerwowo – przedsiębiorca zrzucił z siebie płaszcz i rozsiadł się wygodnie na jednym z krzeseł. – Wiesz, że tego nie cierpię.  

    – Dobrze, chciałam…

    – Najlepiej nic nie mów. – Zarządził Banaś. – Słuchaj co mam do powiedzenia i ewentualnie odpowiadaj, odnoś się i tak dalej. Rozumiesz, prawda?

    – Tak.  

    – To dobrze, ponieważ ostatnio odniosłem wrażenie, że nie wszystko rozumiesz – Stalowe spojrzenie radnego nie wróżyło nic dobrego. – Układ jest prosty i doskonale wiedziałaś co należy do ciebie. Wybór i ogarnianie dziewczyn to jest twoja działka. Miałaś pilnować, żeby nic głupiego nie przychodziło im do głowy, dbać o nie, a tym samym o swoje i nasze bezpieczeństwo, a tymczasem co mamy…

    – Lucjan…

    – To nie ten moment, gdy masz coś powiedzieć. Milcz i słuchaj! – Banaś machnął nerwowo ręką. – Mam ważny wyjazd i słyszę, że jedna z naszych nimfetek chce się wypisać z klubu. Kurwa mać, jak to wypisać?! To nie są zbiórki harcerzy! Czyżbyś nie wyjaśniła im dokładnie zasad?!

    – Wiesz, że tak.

    – Ok.. Jestem w delegacji, a chłopaki dzwonią do mnie, że siksa się upiera. Normalnie eskalacja buntu. – Zimny ton głosu radnego przyprawia o dreszcze. – Chciałem, żeby ją trochę postraszyć i stało się złe. Chłopcy może przesadzili, ale trudno, mleko się rozlało. Dobrze, że gówniara żyje i miejmy nadzieję, że będzie milczeć.  

    – Będzie. Byłam już u niej – oznajmiła Grześkowiak. – Zresztą nie wie, kto się kryje za wypadkiem.  

    – Oby milczała, a głupia nie jest i domyśla się, kto jej wjechał w dupę. – Banaś wciąż był nakręcony. – Wróćmy jednak do nas. Przyjechałem wczoraj i muszę trochę uporządkować ten bałagan. Możesz mi łaskawie wyjaśnić, co odbiło twojej podopiecznej?

    – Zakochała się i tyle – zwięźle wyjaśniła nauczycielka.  

    – A więc to miłość, na patrz no ty – Głos radnego kipiał sarkazmem. – Miałaś czuwać, aby kochały tylko wypłacaną kasę i grzecznie robiły co do nic należy. Żadnych głębokich uczuć nie było w pakiecie naszego projektu.  

    – Lucjan wiem, ale to młoda dziewczyna. Kto przewidzi czy się zakocha czy nie? – usprawiedliwiała się Anita.  

    – Ty! Ty miałaś przewidzieć i zapobiegać! – warknął coraz bardziej nabuzowany Banaś.  

    – Nie jestem cudotwórczynią.

    – Że, kurwa co! Pyskujesz?! – Przedsiębiorca poderwał się z krzesła. – Pojebało cię?!

    – Lucjan, to nie tak…

    – A jak?!  

    – Zbyt gwałtownie zareagowaliście. – Anglistka odważnie stawiła opór radnemu. – Można było ją odpuścić, a spokojnie poszukać innej dziewczyny.

    Pouczanie Banasia okazało się złym pomysłem. Wymierzył Anicie siarczysty policzek. Natychmiast wykwitł tam czerwony ślad. W pięknych oczach Grześkowiak pojawiły się łzy. Ledwo się powstrzymałem, by nie wyskoczyć z szafy i skopać mu tyłek.  

    – Śmiesz mnie pouczać, głupia suko?! Zwalasz winę na mnie! Więc to moja wina, ten cały syf z gówniarą?! – Złość parował mu uszami. – Zbyt dobrze wszystko szło! Zbytnio pozwoliłem ci się spoufalić! Ale teraz, koniec z tym! Będzie dokładnie tak jak chcę! Nikomu nie będę już odpuszczał, zwłaszcza tobie!  

    – Lucjan proszę, nie rób nic głupiego…

    – Ja nie robię głupich rzeczy cipo! Prowadzę interesy i nie mogę sobie na to pozwolić! – Banaś pchnął nauczycielkę na jedno z krzeseł. – Nie godzę się na żadne potknięcia i porażki, więc stwierdzam, że wkurwiłaś mnie koszmarnie i zasłużyłaś na karę!

    Wkurzony radny złapał anglistkę za upięte w niedbały kok włosy i szarpnął nimi brutalnie. Jednocześnie, drugą ręką odpiął pasek i rozpiął rozporek.  

    – Proszę nie rób tego – Anita załkała błagalnie.

    – Przestań kłapać dziobem! – Banaś szarpnął jeszcze mocniej, spuszczając w dół spodnie. – Zresztą zaraz ci go zapcham!

    – Proszę cię, jeśli chcesz mnie karać, to nie teraz – Nauczycielka rozmazanymi oczami zezowała w stronę mojej kryjówki.  

    Jednak radny nie posłuchał. Nieporadnie zsunął gacie z tyłka i wepchnął kutasa w usta anglistki. Nie mogłem wszystkiego widzieć dokładnie, ale starczyło mi tego co miałem przed oczami. Ruchy zadka Banasia były wymowne. Posuwał w usta Anitę, a ja musiałem się temu biernie przyglądać. Zbrukał mojego anioła, mój obiekt westchnień i pragnień. Wystarczył fragment twarzy anglistki, bym mógł dostrzec klęskę i rezygnację. Serce waliło mi jak oszalałe. Głowa pulsowała emocjami. Pierwszy raz w życiu poczułem czystą nienawiść. Co jednak mogłem w tej chwili? Gdybym wyskoczył z szafy jak Filip z konopi pewnie przerwałbym ten smutny spektakl, ale być może jutro leżałbym w szpitalu obok Zuzki. W najlepszym wypadku. Pozostało siedzieć cicho i czekać, aż przedsiębiorca dokończy dzieła.  

    – Zaangażuj się mocniej! – warknął pobudzony Banaś, niezadowolony ze zbyt biernej postawy nauczycielki. Pchał kutasa bez oporów, nie siląc się na odrobinę nawet delikatności.  

    W końcu znudził mu się gwałt oralny. Co nie znaczyło, że zamierzał kończyć karanie Grześkowiak. Wciąż trzymając w garści jej włosy podprowadził ją do biurka i przyparł do niego. Próbował jednocześnie przytrzymać ją, przypierając mocniej i ściągnąć z niej spodnie. Szło mu kiepsko. Sapał i klął pod nosem.  

    – Kurwa, co ja odpierdalam! – mruknął po chwili. – Przecież ty nawet nie masz prawa się sprzeciwić pół gestem.  

    Puścił ofiarę, by sama robiła co nakaże. Pochylił górną część ciała anglistki i przyparł do blatu biurka. Mebel stał w takim miejscu, że miałem doskonały widok na rozgrywającą się scenę. Przez moment widziałem twarz Anity. Już nie płakała, ale cały makijaż wyraźnie nosił ślady łez. Matowe oczy przepełnione były rezygnacją i bólem. Czuła, że mogę to wiedzieć. Odwróciła głowę w druga stronę.  

    – Ani drgnij! Przynajmniej do momentu, kiedy zechcę byś kręciła dupą! – Zarechotał Banaś, wyraźnie dumny z siebie.  

    Rozpiął guzik przy spodniach nauczycielki, ale suwak okazał się oporny. Zniecierpliwiony radny szarpnął spodniami z całej siły, aż poddały się. Potem kolejno zajął się rajstopami i majtkami. Dosłownie podarł je na anglistce.  Zamarłem widząc idealne pośladki swojej bogini, nawet teraz, pod koniec listopada zachwycające brzoskwiniowym odcieniem skóry. Niestety to nie dla mnie były przeznaczone dzisiaj. Banaś miał dziś na nie wyłączność.  
    Już chciał dobrać się do nich, gdy zerknął na leżące koło nauczycielki przybory szkolne. Jego wzrok przykuła linijka. Uśmiechnął się ze złośliwą satysfakcją.  

    – No proszę, czy to nie ironia losu? – Prychnął. – Belfer zostanie ukarany w dawny szkolny sposób.  

    Chwycił linijkę i przyłożył z całej siły w lewy pośladek Anity. Drgnęła, szarpnęła się lekko, ale nie padła z jej ust nawet odrobina skargi. Kolejne razy przyjęła podobnie. To szybko ostudziło zapał oprawcy. Przeszedł do ostatecznego etapu karania. Rozsunął bardziej nogi anglistki robiąc sobie więcej miejsca i przytrzymując ręką fiuta naparł na jej tyłek. Szybko przekonałem się jak zamierzał dokończyć dzieła.  

    – Lucjan proszę…, proszę cię na wszystko… tylko nie w tyłek – jęknęła zrozpaczona Anita.  

    – Masz gdzieś to co ustaliliśmy i słabo się starasz! – wymruczał Banaś, cały czas siłując się ze ślicznym tyłkiem. – A skoro masz mnie w dupie, to będziesz miała dosłownie!  

    Wyraźnie robił postępy, bo na jego twarzy odmalowała się złośliwa satysfakcja. Zresztą widziałem jak coraz bardziej przywiera do anglistki. Słyszałem jej kwilenie, a potem nastąpiła kulminacja aktu kary. Na szczęście nie trwała zbyt długo. Pobudzony swoim panowaniem nad Anitą radny pchnął kilka razy potężnie i zamarł, wyginając ciało w łuk. Gdy zeszło z niego całe napięcie i nasienie, wysunął członka z nauczycielki i klepnął ją w pośladek. Doskonale widziałem strugi spermy spływające po idealnych udach.  

    – Jednak z ciebie jest niezła suka – stwierdził zadowolony przedsiębiorca, zaciągając spodnie na tyłek. – Odpuściłem ci, bo myślałem, że nasz układ jest przejrzysty i będziesz go respektować, ale skoro nie jesteś w stanie zapanować nad swoimi podwładnymi to muszę być mniej przyjemny. Prawo szefa, proste.

    Anita podniosła się i ze spuszczoną głową zaczęła się ogarniać. Z majtek zostały strzępy, wiec odrzuciła je na bok, po czym schowała się za ścianą. Po chwili wyszła stamtąd nieco ogarnięta, ze spodniami na tyłku.  

    – A teraz posłuchaj mnie uważnie! – Banaś sycił się swoją władzą. – Będzie tak. Tą potrąconą gówniarę musimy sobie odpuścić. Masz sprawić, by nic nie mówiła. Odpalimy jej działkę, by była mniej rozmowna. Z ciężkim sercem to robię, ale trudno. To raz. Co do naszej dalszej współpracy natomiast, mają skończyć się jakiekolwiek niespodzianki. To dwa. Masz znaleźć nam kogoś na jej miejsce. Przy czym słowo kluczowe to szybko. To trzy. Dopóki nie uznam naszych relacji za naprawione, będziesz pokutować, a mówiąc dokładniej czeka cię sporo powtórek dzisiejszej zabawy. Wolę wprawdzie młodsze, ale dla ciebie zrobię wyjątek. To cztery. Zrozumiałaś?!

    Zrezygnowana Anita skinęła twierdząco głową.  

    – Nie słyszę!

    – Zrozumiałam.

    – No to pięknie – stwierdził zadowolony Banaś, wyciągając telefon. Z jego twarzy całkowicie zniknęła złość. Był tym samym facetem, który uśmiechał się do ludzi z reklam i plakatów. Pieprzony kameleon! Skurwiel! – Chłopcy wracajcie, skończyłem spotkanie. Spotkamy się przy fontannie. – Wydał polecenie podwładnym.  

    Przez chwilę patrzył jak anglistka sprząta bałagan, po czym wyszedł bez słowa. Odczekałem chwilę i wygramoliłem się z szafy. Patrzenie na sponiewieraną nauczycielkę sprawiało ból.  

    – Czy teraz mi wierzysz, gnojku? – spytała, starając się unikać mojego spojrzenia. Wyobrażałem sobie jak musiała się wstydzić.  

    – Boże, pani Anito nie wiem co powiedzieć – wydukałem. – Strasznie mi głupio i…

    – Nic nie mów. – Usiadła ciężko na krześle. – Po prostu wyjdź. Zapomnij o mnie! O wszystkim zapomnij!  

    – Ale to…

    – Wynoś się! – W jej krzyku nie było złości tylko bezsilna rozpacz.  

    To nie był dobry moment na dyskusję. W tej chwili nie byłem w stanie zrobić nic więcej. Posłuchałem i wyszedłem. Wracając do domu, karmiłem swoją nienawiść do Banasia. Niech Anita mówi co chce, ale nie zostawię tego w ten sposób. Musiał być jakiś sposób, żeby przypierdolić skurwysynowi!

    ****

    Dwa dni biłem się z myślami. Zastanawiałem się czy powiedzieć o wszystkim Wice. W końcu była wspólniczką. Z drugiej strony czułem jakiś wewnętrzny opór przed powiedzeniem jej prawdy. Ostatecznie ugiąłem się i zdałem relację blogerce. Siedzieliśmy przy stoliku i popijaliśmy colę. W ręku miałem trzy bilety do kina, bo za kilka minut miała dołączyć do nas Marcelina.  
    Od paru dni obydwie wiedziały o sobie. Chodziły do tej samej klasy, ale Wiktoria jako nowa była lekko na uboczu. Z drugiej strony przyznała, że moja przyjaciółka była jedną z tych osób, które nie miały problemu, by z nią normalnie porozmawiać. Teraz ich relacje miały osiągnąć nieco inny poziom. Dziwiło mnie, że nie miały przed tym żadnych oporów. Mój dar samego mnie czasem zaskakiwał. Choć przyznaję, że dziś nie był prawie potrzebny. Wika już bez niego była na mnie wiecznie napalona, a z Marceliną robiłem brzydkie rzeczy jeszcze przed wypadkiem. Pomimo tego tolerancja i akceptacja faktu, że każda z nich jest moją kochanką zadziwiła mnie mocno. Nie czuły sie rywalkami. Jakby wyłączyła im się zazdrość. Nie zamierzałem robić z tego problemu. Z ciekawością i podnieceniem czekałem na rozwój wydarzeń. To siedząc w galerii i czekając na Marcelę, opowiedziałem Wiktorii o relacjach między radnym i nauczycielką.  

    – O rzesz w mordę, ale się popieprzyło! – skomentowała moje rewelacje Wiktoria. Nowe fakty zdecydowanie ją zaskoczyły.  

    – Dokładnie – przyznałem. Reakcja blogerki byłaby może bardziej emocjonalna, gdybym nie oszczędził jej szczegółów technicznych zbliżenia Grześkowiak i Banasia. Mnie do tej pory podnosiło się ciśnienie na wspomnienie obrazów widzianych z szafy. – Koniecznie coś musimy z tym zrobić, ale nie bardzo mam pojęcie co by to miało być.  

    – Mówisz poważnie? Przecież to samo się narzuca – zdziwiła się moja rozmówczyni. – Powiedziałeś, że Banaś chce, żeby Grześkowiak znalazła nową dziewczynę. Trzeba im podstawić jakąś, która dla nas wykona robotę. Nagra schadzkę, a my zmusimy zboka do wycofania się z tego syfu.  

    – Żartujesz? Filmów się naoglądałaś? – Spojrzałem na Wikę, jak na kosmitę. – Mówisz o tym jak o zakupach w spożywczaku. Jak mielibyśmy to zrobić? Jesteś zawodowym agentem czy może znasz takiego? Zapomniałaś, że jesteśmy uczniami liceum? Wiem, że chęci i entuzjazm mogą dużo, ale tym razem nieźle popłynęłaś w świat fantazji.  

    – Nie powiedziałam, że to będzie łatwe, ale sam przyznasz, że to by było świetne rozwiązanie. – Nastroszyła się blogerka.

    – Byłoby – zgodziłem się. Oczami wyobraźni widziałem pognębionego Banasia. – Weź jednak pod uwagę jeszcze inną rzecz. Nie wiem jak ty, ale ja wolałbym, aby na takim filmie nie było dziewczyn z naszej szkoły ani Grześkowiak. W świetle nowych faktów wszystkie one są dostatecznie pokrzywdzone.

    – To też fakt, ale jakby to zadziałało, to ten film nie zostałby użyty. Podziałałby jak straszak i tyle. – Upierała się Wiktoria.  

    – No jasne. Masz kuzynów w agencji wywiadowczej czy jesteś samorodnym talentem? – prychnąłem.

    – Świetny żarcik i…

    – Teraz cicho! Idzie Marcelina – Nie dopuściłem do ciętej riposty, widząc zbliżającą się przyjaciółkę.  

    Dziewczyna porzuciła swoją ulubioną czerń i szarość na rzecz radośniejszych kolorów. Nie to, żeby od razu pastelowych, ale byłem zaskoczony. Rozpiętą kurtkę miała wprawdzie grafitową, ale pod nią sukienkę w kolorze, który dziewczyny określają jako głęboką zieleń. Kusą, ledwie sięgającą połowy ud. Na gibkim, wysportowanym ciele prezentowała się zjawiskowo. Nowy image dopełniał cieplejszy makijaż. Podobała mi się w takim wydaniu.  
    Zapowiadał się świetny wieczór, bo Wiktoria też bardziej zaszalała przy strojeniu i makijażu. Bordowa sukienka, nieco dłuższa niż ta Marceliny równie dobrze układała się na ciele blogerki. Wyglądało na to, że obydwie moje towarzyszki uznały to spotkanie za wyjątkowe. Zmówiły się czy to był ten słynny kobiecy instynkt? Nieważne! Istotne było to, że ich zabiegi miały miły dla mnie skutek. W jednym miejscu i czasie towarzyszyły mi dwie świetne panny.  

    – Cześć Wika. Cześć Misza – przywitała się Marcela.  

    Odpowiedzieliśmy zgodnie. Dziewczyny przez chwilę komplementowały się nawzajem. Świetny make-up, kiecka, buty i tak dalej. Nie słuchałem, skupiając się bardziej na podziwianiu ich urody. Było na co popatrzeć i sam sobie zazdrościłem. Z rozbawieniem obserwowałem jak Marcelina niby mimochodem, kładzie rękę na udzie Wiktorii. Dotyka tu i ówdzie z coraz większą śmiałością. Blogerce wyraźnie to nie przeszkadzało, co więcej, z początku nieco onieśmielona, coraz bardziej się rozkręcała. Poprawiała kosmyki włosów Marceli i odwzajemniała jej niedwuznaczne gesty. Jeszcze nie wylądowaliśmy w sali kinowej, a ja czułem podniecenie. Zrobiło mi się błogo i ciepło. Stwardniałem. Kroił się ciekawy wieczór.  

    – Dużo czasu zostało do filmu? – Z rozmyślań wybiło mnie pytanie Marceliny.

    – Pięć minut – odpowiedziała Wiktoria.  

    – Powinno starczyć – uśmiechnęła się panna Mielcarz i zarządziła. – Idziemy przypudrować nosy.

    Po błysku w oczach poznałem, że przyjaciółka coś wykombinowała. Podniosły się i żwawo ruszyły w stronę toalet. Z zachwytem patrzyłem na ich zgrabne tyłki i nogi. Kurczę, byłem farciarzem!

    Gdy wróciły na twarzach obydwu wykwitły rumieńce.  

    – Coś się stało? – Nie mogłem powstrzymać się od pytania.

    – Wszystko w najlepszym porządku. Poznawałyśmy się bliżej – odparła Marcelina szelmowsko.

    Nie wątpiłem w to wcale. Czerwone policzki to jedno, ale te spojrzenia i uśmieszki wyjaśniały cały szereg zdarzeń, które zadziały się w damskiej toalecie. No proszę, moje dziewczyny szalały!

    W końcu znaleźliśmy się w sali kinowej. Na ekranie swoje perypetie miłosne miał przeżywać człowiek o pięćdziesięciu twarzach – Christian Grey. Widziałem już ten film i nie zachwycił mnie, ale nie dla niego tu przyszedłem. To był środek tygodnia, widzów tyle co na lekarstwo. Ledwie dwie pary czterdziestolatków i dwie samotne laski. Miałem podejrzenie, że nie każdy z nas chciał podczas tego seansu skupiać się tylko na filmie. Z racji tego, że my już siedzieliśmy w ostatnim rzędzie, pozostali ulokowali się w trzech czwartych długości rzędów lub w ich połowie. Daleko od siebie, szukając odosobnienia. Pasowało to nam strasznie.  

    Światło zgasło, a ja siedziałem między dziewczynami nie mogąc się skupić na obrazach wyświetlanych na ekranie. Ana z Christianem przeżywali swoje rozterki i chore pragnienia, a ja zerkałem na swoje panny. Podziwiałem ich urodę, chłonąłem zapach i czekałem na moment, gdy pojawi się napis “the end”. Wolałem powygłupiać się z nimi, pożartować i poflirtować. Z dwoma naraz to jawiło się kusząco.  
    Atmosfera filmu pobudziła moje towarzyszki, tym samym sprawiając, że przestałem się nudzić. Pierwsza (co mnie nie dziwiło) uaktywniła się Marcelina. Jej dłoń w pewnej chwili wylądowała na moim udzie i zaczęła sunąć w wiadome miejsce. Zerknąłem na przyjaciółkę. Uśmiechała się, przesuwając językiem po górnej wardze.  

    Podczas gdy ona gmerała przy moim pasku, położyłem na kolanach kurtkę, układając ją w ten sposób, by częściowo zakrywała mi krocze. Pasek ustąpił pod naporem rąk Marceliny i dziewczyna skupiła się na suwaku. W tym samym momencie z drugiej strony przyszła jej w sukurs Wiktoria.  

    – Pomogę – wyszeptała, ciągnąc zapięcie uchwyt suwaka w dół.  

    Mimowolnie rozejrzałem się o sali. Pozostali widzowie zupełnie nie zwracali na nas uwagi. Okoliczności zdawały sie nam sprzyjać.  
    Wika rozchyliła rozporek dżinsów, a potem lekko zsunęła moje bokserki. Poczułem luz w kroku. W duchu pochwaliłem się za wybór bielizny, choć jak zwykle był on przypadkowy. Dziś wciągnąłem na tyłek gacie z rozporkiem i guzikami na nim. Marcela szybko je odpięła i dobrała się do nieźle nabrzmiałego z podniecenia fiuta. Westchnąłem i opuściłem się nieco w fotelu. Chłodny dotyk zręcznych palców pobudził zmysły. Obrazy z ekranu przestały istnieć. Delikatne ruchy dłoni wywołały przyjemne dreszcze, które przenikały moje ciało. Wiktoria nie chcąc znaleźć się poza grą również wyciągnęła rękę w stronę kutasa. Dziewczyny stanowiły zgrany zespół. Marcelina widząc, że nie ma tam dla niej miejsca wyciągnęła członka bardziej z rozporka, odsłaniając jądra. One stały sie celem Wiki. Pieszczony przez obydwie towarzyszki jednocześnie wirowałem w ciemności kinowej sali. Byłem pewien, że umówiły się na tą grę w toalecie. Zmyślne panny.  
    Nie mogłem ich nie nagrodzić.  

    – Przysuńcie się – poprosiłem szeptem.  

    W lot pojęły co mi chodzi po głowie. Sięgnąłem rękami pod ich sukienki, odnajdując majtki. Chwilę naciągałem je odpowiednio, by móc skutecznie odchylić materiał w kroku. Obie były mocno pobudzone. Wilgotne i ciepłe. Tarłem więc lepkie wargi sromowe, czując, że coraz bardziej robię dobrze dziewczynom. Gwałtowniejsze pieszczoty ich rąk świadczyły, że moje zabiegi odnoszą skutek. Wreszcie wsunąłem palce w cipki i przesuwałem nimi energicznie. Te zabiegi wprawiły w trans pupy moich towarzyszek. Zerkając w bok widziałem błyszczące dziko oczy dziewczyn, ich rozchylone z emocji usta.  
    Sytuacja była niecodzienna i niezwykle podniecająca, Taki stan rzeczy nie mógł trwać długo. Niezwykle pobudzony ręczną robótką dziewczyn poddałem się w końcu. Skuliłem się bardziej w fotelu, zacisnąłem usta, by nie wydać z siebie niepożądanych głosów i zastygłem w oczekiwaniu. Kolejne pieszczoty Wiki i Marceli doprowadziły mnie do szczytu. Szarpnąłem biodrami, a moje towarzyszki zgodnie nakryły fiuta dłońmi, łapiąc większość nasienia w dłonie. Niewielka część przedostała się przez niezbyt szczelną barierę, ale nie było tego tak wiele, by mogło narobić bałaganu i niepotrzebnej sensacji.  

    Do końca filmu emocje rozsadzały mnie od środka. Drżącymi dłońmi bawiłem sie leniwie szparkami dziewczyn. Cała nasza trójka niezbyt skupiała się na filmie. Wika i Marcela kręciły się w fotelach pieszczone moimi palcami. Dziesięć minut przed finałową sceną doszła Wika. Przygryzając dolną wargę zdusiła chęć wyartykułowania swojej rozkoszy. Nieco dłużej trwało to w przypadku Marceliny, ale i ją udało mi się ostatecznie zadowolić. Szczytując zakryła usta ręką, ale i tak jedna z samotnych panien odwróciła się zaciekawiona dziwnymi odgłosami zza pleców. Raczej nie udało jej się ustalić ich powodu. Zresztą w tym stanie ducha, nie przejmowaliśmy się tym zbytnio.

    Dziewczyny wyszły z kina na miękkich nogach. Ja również czułem zadowolenie i błogie spełnienie. Podnieceni wspólną zabawa, gadaliśmy o tym całą powrotną drogę. Przed domem Wiktorii, który był pierwszy na naszej trasie powrotnej pożegnaliśmy się z blogerką. Usta dziewczyny smakowały mi wybornie, ale jeszcze bardziej przypadł mi do gustu widok obydwu panien złączonych namiętnym pocałunkiem.  

    Odprowadziłem Marcelinę, która całą drogę namawiała mnie na zapoznanie ją z innymi moimi kochankami. Dziś zaliczyła Wiktorię, a Anastazję wcześniej. Oczami wyobraźni widziałem ją z Kamilą i Zuzą, ale dopiero projekcja erotyczna z Bogną podziałała odpowiednio silnie. Takie rzeczy tylko w moim łbie. Bezcenne.

    Kładąc sie do wyra, przypomniałem sobie co mówiła Wiktoria o zarzuceniu przynęty na Banasia. Dotarło do mnie, że znam kogoś, kto mógłby mi pomóc zarzucić haczyk na grubą rybę. Jeśli tylko uda mi się go przekonać, zyskam niezłego rybaka. Z sieciami, kutrem i całym cholernym ustrojstwem.  
    Musiałem być tylko przekonujący.

    c.d.n. …

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Iks
  • Przypadek Michala cz.XV

    ****

    Patrzyłem na bladą twarz Zuzy, przypominając sobie słowa radnego, podsłuchane przypadkiem w prywatnej szkole Anity Grześkowiak. Adrenalina kipiała we mnie, pompując krew szybciej niż zwykle. Gotowałem się ze złości. Na zewnątrz jednak tego nie okazywałem.  
    Pocieszałem się tym, że Zuzka wyglądała coraz lepiej. Odkąd weszliśmy na salę z Kamilą cały czas o tym przekonywaliśmy przyjaciółkę. Nie byłem do końca pewien czy wspólna wizyta z nową zdobyczą to dobry pomysł, ale dziewczyna się uparła. Stwierdziła, że jeśli dowie się, że pojechałem sam to między nami wróci stan wojny. Przesadzała, bo po naszych miłosnych igraszkach powrót do niechęci i wrogości nie był możliwy, ale wolałem się nie sprzeciwiać.  

    Byliśmy u przyjaciółki już prawie dwadzieścia minut, zasypując ją setkami mało ważnych wiadomości i bzdetów. Chłonęła je jak gąbka, tęskniąc za normalnym życiem i funkcjonowaniem. Niedługo jednak będziemy musieli zostawić ją ze ścianami sali i przytłumionym zgiełkiem z korytarza. Z tego co mówił lekarz zostało nam parę chwil.  

    – Coraz mniej rurek wokół ciebie. Rumieńce dojrzewają. – oznajmiłem, wracając do tematu jej postępów w zdrowieniu. – Jeśli planowałaś udział w którymś z odcinków “Dr.House”a” czy innym “Ostrym dyżurze” to czasu masz coraz mniej.

    Zuzka skwitowała żart uśmiechem. Nic tak dobrze nie działa na pacjenta jak pozytywne, radosne nastawienie. Byłem jak Patch Adams.  

    –  Super, że przyszliście razem – stwierdziła panna Kownacka. – I nie martwcie się tym, że jesteście blisko. Nie przeszkadza mi to.  

    – Domyśliłaś się? – Zdziwiłem się. Oboje z Kamilą patrzyliśmy zmieszani na siebie.  

    – Po tobie nie, ale twoja towarzyszka chociaż się stara, to nie potrafi patrzeć na ciebie inaczej jak… ja chociażby. Znam to z własnego doświadczenia – wyjaśniła Zuza.  

    – Nie gniewasz się, naprawdę? – dociekała Kama.

    – Nic a nic. Wiem, że Michał ma wiele adoratorek i świadomie z nim byłam – zbyt długie mówienie wyraźnie męczyło poszkodowaną dziewczynę. – Cieszę się, że przekonał ciebie do swojej osoby. Pamiętam jaka byłaś bojowo nastawiona do niego i…

    – Zuzka nie mów tyle. Nie przemęczaj się – przerwałem wyznanie.  

    – To ty pośrednio przyczyniłaś się do naszego zbliżenia – Kamila uścisnęła dłoń przyjaciółki. – Najpierw chciałam mu wyrwać serce za to co ci się przytrafiło, a potem… no cóż, potem już nie.  

    Drzwi sali uchyliły się i pojawiła się w nich pielęgniarka, pokazując, że powinniśmy się zbierać.  

    – Idę do toalety. Trzymaj się i wracaj do nas – Kamila pocałowała koleżankę i spojrzała na mnie. –  Będę czekać na korytarzu.

    Gdy wyszła poczułem się niepewnie, obawiając, że Zuza jednak opieprzy mnie za to, że Kamila stała się moja kolejną seks przyjaciółką.  

    – Co to za mina? – Zamiast wyrzutów pojawił się jednak uśmiech. – Już mówiłam, że wszystko jest w porządku. Kama to fajna dziewczyna i zasługuję na coś ekstra, a bzykanko z tobą to przecież świetna sprawa.  

    – Zuza, jesteś niemożliwa…

    – Jestem, jestem i będę gorąco zabiegać o swoje prawa – przyznała, a ja miałem wrażenie, że policzki dziewczyny stają się różowe. – Gdy tylko wyjdę ze szpitala masz zorganizować nam spotkanie. Tylko we dwoje.

    – Uważasz, że to dobry pomysł? Nie będzie za wcześnie na takie zabawy? – Zuza była kolejnym dowodem na to, że ofiary mojego daru po pewnym czasie nie potrzebują już wspomagania, by mnie pożądać i pragnąć.  

    – Okaże się, ale leżenie tutaj całym dniami to słaba rozrywka – odparła panna Kownacka. – Można ześwirować, a ja walczę z tym wyobrażając sobie nasze spotkania. Nawet nie masz pojęcia jak potrafię być czasem napalona.

    – Nie, nie wyobrażam, ale już się boję o siebie – Zażartowałem, przyznając jej rację. Przytuliłem ją na ile pozwalały rurki, całując dyskretnie w usta. – Trzymaj się, skarbie.  

    Gdy wyszedłem Kamila już na mnie czekała.  

    – Będzie dobrze, prawda? – spojrzała na mnie pytająco.

    – Na to wygląda – stwierdziłem z przekonaniem, myśląc o prośbie Zuzki. – Nie martw się o przyjaciółkę. Przechodziłem przez to samo i widzę, że szybko wychodzi z tego.  

    – To świetnie.

    – Ok.. Zabieram cię na jakieś jedzenie. – Zarządziłem. – Wybieraj na co masz ochotę!

    Okazało się, że Kamila to niezbyt wybredna dziewczyna. Wylądowaliśmy na pizzy. Po wyjściu z lokalu, postanowiłem podpytać dziewczynę delikatnie. Musiałem to zrobić umiejętnie, by nie zorientowała się, że brak mi wiedzy na poruszane tematy.  

    – Wiem, że to drażliwy temat, ale męczy mnie to i chcę zapytać – Zacząłem, ważąc słowa. – Co do Banasia to mam wyrobione zdanie, ale jak inni faceci was traktowali.  

    Najwyraźniej coraz głębsze relacje łączące dziewczynę ze mną, a także widok zdrowiejącej przyjaciółki dobrze wpłynął na Kamę. Nie obruszyła się na moje słowa. Przez chwilę milczała, trawiąc w sobie moje pytanie, ale ostatecznie przełamała niechęć do mówienia na ten temat.  

    – Nie myśl, że bili nas lub tego typu rzeczy. Żadnego BDSM czy sado-maso. Nie było też żadnych prochów. Alkohol tak, ale nic więcej, chyba, że brali coś wcześniej, bo czasem byli bardzo nadpobudliwi. – Oznajmiła cicho, rozglądając się na boki. Na szczęście ulica była pusta. – Lubią rżnąć młode laski i tyle. Czasem było ostrzej, czasem mniej, choć przeważnie nakręcali się szybko i nie żałowali sobie. W końcu płacą nam i wiedzą, że na czas spotkania mamy robić co do nas należy. Nie potrafię ci powiedzieć, który z nich bywa ostrzejszy od pozostałych. Jednego dnia szalał Banaś, innego Cichecki albo Zajdel. Najczęściej nakręcali się nawzajem i pod koniec wszyscy byli spragnieni mocniejszych doznań.  

    Gdybym mógł się zdradzić, to pozwoliłbym szczęce opaść na chodnik. Chciałem usłyszeć nazwiska innych erotomanów i dopiąłem swego. Takich się jednak nie spodziewałem. Obydwaj panowie byli znaczącymi postaciami w partii, do której – jako lokalny radny – należał Banaś. Od dawna trzęśli północną Warszawą i mało kto, próbował na ich terenie wchodzić im w paradę. O co chodziło w tym całym syfie? Czy tylko o seks z młodymi dziewczynami, czy może kryło się za tym coś więcej?

    – Trafiał sie wam ktoś jeszcze czasem? – drążyłem temat, chcąc wykorzystać dobre nastawienie rozmówczyni.  

    – Nie, coś ty! Tylko ci trzej – W głosie Kamili usłyszałem pierwsze oznaki irytacji. – Musimy o tym gadać?

    – Sorry, już nie będę – Przybrałem uległą postawę. – Jestem gotów to odpokutować.

    – I tak będzie, mój drogi. – Kama uśmiechnęła się znacząco. – Idziemy do mnie. Matka pojechała na drugą zmianę do roboty. Mamy chatę dla siebie.  

    No proszę, dziewczyna z inicjatywą. Szykowało mi się pracowite popołudnie, ale tak pracować to ja mogę częściej.  

    Kamila mieszkała na tym samym osiedlu co Zuza. kilka bloków dalej. Razem z siostrą wychowywała je samotna, rozwiedziona matka. Od roku (siostra się wyprowadziła do faceta) mieszkała tylko z nią. Kama często bywała sama, bo rodzicielka oprócz podstawowej pracy często brała dodatkowe zlecenia.  
    To stwarzało sporo możliwości. Rozwiązywało lokalowe trudności. Zwłaszcza teraz, gdy kończył się listopad i zabawy na łonie natury raczej odpadały.  
    Komunikat Kamili wprawił mnie w doskonały nastrój. Po wyjściu z autobusu przyspieszyliśmy, by szybciej znaleźć się na miejscu.  

    Trzy pietra schodów pokonaliśmy w rekordowym tempie i po chwili drzwi mieszkania Czajków zamknęły się za nami. Wewnątrz było przeciętnie, ale schludnie. Do tego pachniało smacznym obiadem. Pociągnąłem znacząco nosem, ale na tym się skończyło.  

    – Zaproponowałaby ci coś na ząb, ale na razie liczy się mój apetyt – Kamila pchnęła mnie w stronę swojego pokoju. – A chwilowo od jedzenia wolę pieprzenie.  

    Jasny, prosty przekaz. Bez owijania w bawełnę.  

    – Ty tu rządzisz. – Zgodziłem się grzecznie.  

    – To nieco kłóci się z podstawami gościnności, ale z drugiej strony za chwilę dostaniesz to, co w tym domu jest najlepsze – Ze śmiechem oznajmiła Kama. – Skoro więc mam rządzić, to rozbieraj się słodziaku!

    Mówiąc to włączyła muzykę. Nie wiem czy było to przez nią wyreżyserowane, ale doskonale trafiła. Dźwięki pobudzały zmysły. Miały odpowiedni rytm, do niegrzecznego pokazu. Rozpocząłem striptiz dla gospodyni.  
    Jak wspominałem całkiem nieźle radzę sobie na parkiecie. Skorzystałem z tego teraz. Ściągałem z siebie kolejne warstwy ubrania, bujając sie w rytm melodii. Kamila rozsiadła się w fikuśnym fotelu i obserwując mnie zaczęła się rozbierać. Przeciągałem spektakl, widząc wypieki na twarzy dziewczyny. Kręciłem tyłkiem, wypinając go niedwuznacznie i imitując ruchy frykcyjne. Moja towarzyszka, sama będąc już tylko w bieliźnie kręciła się niespokojnie w fotelu. Przygryzła dolną wargę, oczy błyszczały jej gorączkowo.  

    Podszedłem bliżej, stając naprzeciw Kamili. Byłem nakręcony i podniecony, ale trzymałem fason. Pilnując rytmu ściągnąłem z siebie dramatycznym ruchem bokserki. Nabrzmiały kutas wystrzelił z nich niczym sprężyna, zgłaszając gotowość do działania. Kamila chwyciła go, przyciągając mnie do siebie.  
    Z wprawą zaczęła pieścić fiuta ręką, jednocześnie sięgają drugą pod własne majtki.  Doskonale szła jej masturbacja na dwa fronty. Zauważyłem jak szybko jej oddech przyspieszył i stał się płytki. Mnie również dosięgła potężniejsza fala rozkoszy.  
    Kamila od typowo ręcznej roboty przeszła do oralnej zabawy. Włożyła do ust czubek kutasa z odsłoniętą żołędzią, zaczynając ssać. Drgnąłem pobudzony nową pieszczotą. Partnerka pochłaniała kolejne centymetry fiuta, liżąc go, ssąc i pocierając. Jednocześnie dłonią uciskała jądra, co zawsze podniecało mnie mocniej i gwałtowniej. Było mi cudownie. Pobudzony, automatycznie zacząłem pracować biodrami, wsuwając się głębiej do gardła kochanki.  

    Otrzeźwiałem w samą porę, by zapobiec nieplanowanej erupcji. Niechętnie opuściłem gościnne usta Kamili i przerwałem jej pieszczoty. Rozebrałem ją do końca, by przez moment skupić się na uwolnionych z biustonosza piersiach. Nie celebrowałem jednak tej zabawy zbyt długo. Popychany żądzą zapadłem między uda partnerki. Ochoczo rozłożyła nogi szerzej, roziskrzonymi oczami obserwując moje podchody do mokrej szparki. Jęknęła, gdy zacząłem ugniatać lepkie, nabrzmiałe wargi sromowe. Płatki cipki uległy po chwili rozchylając się, a moje palce zanurzyły się we wnętrze kochanki. Zwiększając stopniowo tempo posuwistym ruchem przesuwałem się w intymnej głębi. Rozruszałem tyłek Kamili, zaczęła nim poruszać, reagując na pieszczoty. Dołożyłem więc język, by jeszcze bardziej ją nakręcić. Muskając nim łechtaczkę czułem, ze ciało partnerki nabrało nowej dynamiki. W końcu wycofałem z cipki palce i przylgnąłem do niej mocniej ustami. Lizałem i ssałem lepką różowość wnętrza Kamili. Dziewczyna jęczała, kręcąc biodrami i tym samym doprowadzając fotel do niepokojących przechyłów.  
    Nie mogłem dopuścić do wypadku. Poza tym byłem już gotów na kolejny etap miłosnej gry.  

    Przeniosłem kochankę na łóżko i położyłem na brzuchu. Krótką chwilę ciągnąłem jeszcze ręczną zabawę z jej szparką, a potem przeszedłem do konkretów. Chwyciłem talię partnerki i pociągnąłem ją do góry. Domyślając się moich intencji Kamila dźwignęła się wyżej, opierając się na rękach. Cudownie wypięta, kusiła bezwstydnie kręcąc pośladkami.
    Zerknęła w moją stronę, błyskając wyzywająco oczami i lubieżnie się uśmiechając. Lepszej zachęty nie było mi trzeba.  
    Wsunąłem się z werwą w cipkę, ruchami frykcyjnymi napierając coraz mocniej i głębiej. Wreszcie cały fiut ułożył się w miękkim gnieździe.  
    Cały tętniłem energią i pożądaniem. Przepełniony żądzą zwiększyłem tempo pieprzenia. Moja kochanka dopasowała się do mnie bardzo szybko. Staliśmy się zlepkiem miłosnej materii. Gwałtownej, ale nie brutalnej. Pieprzyliśmy się ostro, zagłuszając muzykę kakofonią wspólnych jęków i westchnień. Jeśli musiałbym kiedykolwiek gubić regularnie kalorię, to wybieram taki sposób.  

    Posuwałem Kamilę, zatracając kontrolę. Czułem, że zbyt mocno ściskam kochankę w talii, co poskutkuje co najmniej zaczerwienieniem, ale siła podniecenia robiła swoje. Tym bardziej, że partnerka nie skarżyła się, sama dziko napierając tyłkiem na mnie. Mikroświat pokoju dziewczyny orbitował w bliżej nieokreślonej przestrzeni. Tam były tylko rozkosz i pożądanie. Pracowaliśmy usilnie, by dorzucić do nich spełnienie.  
    Pierwszą ofiarą orgazmu stała się Kamila. Spodziewałem się tego, czując jak drży gwałtownie przy każdym sztychu. W końcu zaklęła pod nosem, jęknęła i znieruchomiała. Dygocząc, poddała się rozkosznej sile ostatniego, miłosnego akordu. Nogi ugięły się pod nią i opadła na łóżko. Wciąż drżała, przeżywając chwile uniesienia.  
    Ułożyłem partnerkę na boku i wtuliłem się w jej plecy. Uniosłem lekko jedną nogę dziewczyny i na powrót w nią wszedłem. Niewiele potrzebowałem, by osiągnąć szczyt. Kilka pchnięć starczyło, by na dobre rozbudzić bestię. Upojny kataklizm rozhulał się we mnie i pędził zniszczyć mój spokój.  
    Zuchwale targnął moim ciałem. Wygiąłem się w łuk i mocniej przywarłem do kochanki. Mogłem sobie na to pozwolić, wiedziałem o tym doskonale. Pozbyłem się całego ładunku nasienia. Napięcie ustąpiło błogiej rozkoszy. Całując mokre od potu ramiona kochanki zapadłem się w łóżko obok niej.  

    – Nie wiem jak to robisz i szczerze przyznam, że mam to gdzieś. – Cicho wyznała Kamila, starając się uspokoić oddech. – Zależy mi natomiast, aby ci to nie przeszło. Ja pierdzielę, ale było dobrze!

    – Ja też cię uwielbiam – jęknąłem zmęczony, ale zadowolony.  

    Kolejne pół godziny spędziliśmy na wesołym przekomarzaniu i delikatnym pettingu. Dopiero wtedy młoda gospodyni zatroszczyła się o mój żołądek. Zapach obiadu pochodził od gołąbków. Były pyszne.

    Przyznaję, że niechętnie opuszczałem mieszkanie Kamili, ale czas był najwyższy. Zaraz po wyjściu z bloku rozdzwoniła się moja komórka. Na ekranie wyświetlił się nieznany mi numer. Do tego wskazujący, że właściciel mieszka poza granicami Polski. Wahając się, odebrałem go jednak.

    – Dzień dobry. Czy rozmawiam z Michałem Wanatem? – Usłyszałem kobiecy głos. Mówiła po polsku z wyraźnym akcentem. Podobnie do Joanny Krupy znanej bardziej jako Dżoana.  

    – Tak. To ja. Słucham panią.

    – Jestem Sandra Novak. – Przedstawiła się moja rozmówczyni. – Właśnie przyleciałam ze Stanów. Moim szefem jest doktor Otis, którego już poznałeś. Chciałabym cię spotkać. W końcu będziemy przez pewien czas zdani na siebie, prawda?

    – No tak. – Bąknąłem zaskoczony.  

    – Rozumiem, że trochę cię zaskoczyłam, ale chciałam cie uprzedzić, że jestem – wyjaśniła Amerykanka. – Nie musimy umawiać się dzisiaj, ale masz teraz mój numer, więc zdzwonimy się, jeśli ci to nie przeszkadza.  

    – Oczywiście, że nie. W końcu umawiałem się z doktorem – Skłamałem gładko. Wizyta asystentki Otisa w tym momencie mało mnie cieszyła.  
    Wprowadzała dodatkowe zamieszanie, którego i tak w moim życiu już nie brakowało. Myślałem, że dam rade spokojnie doprowadzić sprawę anglistki do końca.  

    – To dobrze. Postaram się odezwać jak najszybciej – stwierdziła Sandra Novak. – Do zobaczenia.  

    – Do zobaczenia – odpowiedziałem, rozłączając rozmowę. Czasu miałem mniej niż myślałem, więc szybko będę musiał się spotkać z człowiekiem, który mógł mi pomóc w historii z Banasiem i jego zboczonymi kumplami politykami.  

    ****

    Niektórzy nie zmieniają swoich przyzwyczajeń. Pielęgnują sentymenty, aczkolwiek mówienie o nich w przypadku tego człowieka powoduje lekki dysonans, ale fakty były faktami.  

    Klub “FunTom” był najlepszym tego typu lokalem w promieniu wielu kilometrów. Dopiero w Warszawie można było zabawić się na lepszym poziomie, a i to szukając odpowiedniego miejsca.  
    Tutaj zamierzałem znaleźć osobę, która mogła mi ewentualnie pomóc dokopać Banasiowi i spółce.  

    Miałem masę szczęścia, że przychodząc tu pierwszy raz od razu trafiłem na cel swoich poszukiwań. Postawny blondyn z miłą, inteligentną twarzą siedział w narożniku sali w towarzystwie dwóch lasek. Niejednego zwiodła fizjonomia tego człowieka. Ja jednak znałem go i wiedziałem na co go stać. Marcin Król znany też jak Chrobry był przestępcą. Członkiem grupy kierowanej przez lokalnego szefa przestępczego światka zwanego Carem.  

    Tak się złożyło w życiu, że Marcin przez pewien czas bywał w naszym domu. Starszy o dwa lata od mojej siostry, interesował się nią mocno i ewidentnie miał na nią ochotę. Co tam było między nimi, nie moja rzecz, ale trwało to ledwie pól roku. Nie miało jednak burzliwego końca, a Chrobry do dziś przyjaźni się z Malwiną.  
    Siłą rzeczy, ja również go poznałem. W tamtym czasie nie był jeszcze tak zepsuty i uważałem go za świetnego faceta. Tak bardzo, że gdy znalazł się w opałach i groził mu poprawczak poręczyłem za niego, dostarczając mu alibi. Spokojnie, nie chodziło o jakieś straszliwe zbrodnie, ale stało się jak się stało. Marcin – pomimo moich oporów  – twierdził, że ma dług wobec mnie i trzymał sie tego, przy coraz rzadszych okazjach wspólnych spotkań, wspominając o tym.  

    Niestety, osiem miesięcy później znów popadł w tarapaty i nie dał rady się z nich wygrzebać. Był już pełnoletni, więc poszedł siedzieć do więzienia. W dużej mierze za sprawą Lucjana Banasia, który zrobił wszystko, żeby młodego człowieka stłamsić. Pokazując jednocześnie jaki jest nieugięty wobec łamania prawa. Tym samym, z łobuza stworzył pełnowartościowego przestępcę. Zakład karny zmienił Chrobrego, który uznał, że jako człowiek Cara ma szansę zrobić większą kasę niż praworządny obywatel. Zaczął od bycia ochroniarzem w “FunTomie”, bo klub należał do szefa. Czasem zrobił coś niewielkiego dodatkowo i piął się szybko w hierarchii. Udało mu się to dlatego, że nie był tępym karkiem, ale naprawdę inteligentnym facetem. Na tle innych podwładnych Cara wyróżniał się i szybko został doceniony.  
    To by było tyle w temacie niegrzecznego chłopca.  

    Podszedłem bliżej do narożnika. Chrobry bawił się doskonale w towarzystwie dwóch super lasek. Obie miały figury seksbomb i niebyt rozgarnięty wyraz twarzy. Mowa ciała łaszących się panien była klarowna. Zrobimy wszystko co chcesz, kotku. W duchu pomyślałem, że przyszedłem nie w porę. Skoro jednak tu byłem, to warto było zaryzykować. Zresztą, powód mojego pojawienia się tutaj właśnie mnie dostrzegł.  

    – Święty Barabaszu, Michał to ty czy mi coś się na oczy rzuciło? – ryknął wesoło Chrobry.

    – To ja. Cześć Marcin. – Nigdy nie zwracałem się do niego inaczej niż imieniem. Czułem, że podoba mu się ta forma. – Sprawę mam, ale chyba ci…

    – Daj spokój! Jak ty masz sprawę do mnie, to znaczy, że mamy wydarzenie roku – oznajmił młody przestępca, klepiąc panny w tyłki, by zostawiły go ze mną. – Macie kasę dziewczyny i czekajcie. Chcę żebyście były trzeźwe i pachnące. To nie potrwa chyba długo? – Zerknął na mnie, wydzielając kasę towarzyszkom.  

    – To zależy od ciebie – stwierdziłem, myśląc jak zareaguje na moją propozycję. – Raczej nie zmarnuję ci randki.  

    Obydwie dziewczyny oddaliły się zadowolone. Miały sporo gotówki w rękach i zapowiedź dalszego zarobku.  

    – Acha, bawimy się w sensacyjne teksty – Mrugnął łobuzersko Chrobry, robiąc mi miejsce obok siebie. – Daj spokój Michał z dramaturgią i wyłuszczaj sprawę!

    – Mam problem, o którego jestem za cienki – zacząłem niepewnie. – Pomyślałem, że może pomógłbyś mi to zorganizować.

    – Wciąż mam u ciebie dług młody, więc jeśli da się to zrobić, to czemu nie – Zaciekawił się Chrobry. – Mów, o co chodzi!

    Nie bawiąc się w niepotrzebne szczegóły i zdradzanie personaliów opowiedziałem Marcinowi o aferze z politykami, kończąc pomysłem z przynętą i szantażem.
      
    – Ty żartujesz czy poważnie mówisz? Nie wyglądasz na pijanego, więc może się naćpałeś? – Twarz Chrobrego zrobiła się poważna i groźna. – Młody, masz zajoba czy wyobraźnia płata ci figle? Coś ty kurwa, wymyślił?

    – Czyli mówisz “nie”?  

    – Czyli pytam, co z tobą? Ktoś cię na mnie nasłał czy jest tu gdzieś ukryta kamera? – Oczami wyobraźni widziałem swoją twarz przemieloną potężnymi ciosami Marcina.  

    – Nie ma żadnych prowokacji. To czysta prawda i rozumiem, że niedowierzasz temu co słyszysz, ale jeśli nie ty, to nikt mi nie pomoże – oznajmiłem, starając się być spokojnym.  

    – Kurwa! Michał w coś ty się wpierdolił? – Chrobry wymruczał cicho. – Jeśli to rzeczywiście prawda, to masz wyjebane! To są politycy, rozumiesz! Najgorsze ścierwo świata. Ludzie bez sumienia i zahamowań! Chcesz mnie utopić w szambie?!

    – Marcin, zanim mnie odeślesz z profilaktycznym guzem na łbie do domu… – Postanowiłem wyciągnąć asa z rękawa. – …pozwól, że zdradzę ci jedno nazwisko. Banaś, a konkretniej – Lucjan Banaś.  

    Uderzenie było celne. Skończył się opierdol, nastała cisza. Niedwuznaczna, ciężko zalegająca w powietrzu.

    – Tu mnie masz młody. I dobrze o tym wiedziałeś, przychodząc tutaj – Marcin pogroził mi palcem. – Brzydko się zabawiasz, ale obłudą by było, gdybym to ja cię pouczał. Ok. Zdradź trochę więcej szczegółów! Co takiego brzydkiego robi mój “ulubiony” radny?

    Chcąc nie chcąc, musiałem powiedzieć więcej. Oczywiście, unikałem imion oraz nazwisk dziewczyn i nauczycielki, ale szkolny objazdowy burdelik przestał być tajemnicą dla kolejnej osoby.  

    – Żeby nie to, że rzecz ma swoje korzenie w szkole, to nie byłoby w tym wielkiej sensacji. – Podsumował Marcin. – Dziewczyny są pełnoletnie i mogą dawać do bólu, komu tylko chcą. Okoliczności jednak robią swoje. Gdyby to ujrzało światło dzienne, przekaz byłby koszmarny dla tych idiotów.  

    – Idiotów?! Czemu?!

    – Takie sprawy wcześniej czy później wychodzą na światło dzienne. – odparł Chrobry. – Trzeba być kretynem, żeby na to pójść będąc politykiem. To pętla na szyję! Bicz na dupę i tak dalej.  

    – Jednak to zrobili – stwierdziłem.

    – Właśnie. Niezłe zboki, co? – prychnął zadowolony Marcin. – To może zainteresować mojego szefa. Chce być coraz bardziej legalny, potrzebuje różnych dojść i dopięć. Przyklepanie różnych projektów. Te dupki mogą mu to załatwić.  

    – Tylko proszę pamiętaj, że nie chcę by, nagrania się upubliczniły. – Zdradziłem swoje obawy. – Dziewczyny i belferka mają mieć spokój.  

    – Straszny Don Kichot z ciebie, młody – Zaśmiał się Chrobry. – Jak się to skończy kupię ci wiatraczek.  

    – Żartuj sobie ile wlezie, ale mi pomóż – odparłem.  

    – Nie martw się. Mam dług, więc będę czuwał. – Marcin poklepał mnie po plecach. – Nic nie obiecuję, ale czuję, że szef rzuci się na to jak pies na mięcho. Dużo może na tym zyskać. Ja w jego oczach też, jak to dobrze rozegramy.  

    – Liczę na ciebie.  

    –  I tego się trzymaj! – Chrobry był podekscytowany. – Masz ten sam numer telefonu?

    – Tak. Nie skasowałeś go?

    – To numer człowieka, który mi kiedyś bardzo pomógł – Marcin uderzył w poważne tony. – Takich kontaktów się nie kasuje. Dobrze wspominam tamten czas.  

    – Fajnie było.  

    – Jasne. Odezwę się do ciebie, młody – Chrobry zerknął w stronę, gdzie wcześniej zniknęły jego panny. – Pozdrów rodziców i Malwinę, a teraz wybacz, ale te twoje zboczone historie nieźle mnie nakręciły. Muszę coś z tym zrobić.

    Wychodząc z klubu byłem zadowolony. Jeśli weźmie się za to Marcin, być może uda mi się pomóc dziewczynom i Anicie.  

    C.d.n. …

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Iks
  • Maturzystka – 17.

    Część 17.

    Nadal rozglądam się po salonie.

    Śniada brunetka o ładnej opaleniźnie namiętnie tuli się z dwoma chłopakami na kanapie. Gdyby nie ich namiętność, pewnie nie zwróciłabym uwagi. Ale są tak żywiołowi, a przy tym nie hałasują jak ta cała Julia. Tworzą urokliwy obrazek. Tak jak inni, stoję ze trzy-cztery metry od kanapy i w milczeniu przyglądam się… Laska liczy ze 20 wiosen. Studentka?

    – Tutaj żadnego kolokwium nie zaliczy, ale paru facetów i kilka wytrysków? I owszem – uśmiecham się, rozbawiona własną złośliwością.

    Ładnej brunetce striptiz nie jest potrzebny. W zasadzie wszystko widać, bo kusa spódniczka niczego już nie zakrywa, a złote sandałki na szpilce tylko podkreślają jej ładne nogi. Żółtą bluzkę ma prawie rozpiętą, stanik nad cyckami i faceci podzielili się nimi. Każdy maca jednego. Brunetka całuje się z tym z przodu.

    A ja stoję z otwartymi ustami, patrzę na tę zabawową „trójkę” i znowu dyskretnie dziwię się:

    – Cholera! Starszy facet! No, też ma około 40 lat! Co to? Zjazd geriatrów?! Promocja u Ewy?! – zaskoczona mruczę do siebie.

    Nie jestem jedynym widzem. Inni też obserwują ich pieszczoty. I bez skrępowania komentują:

    – Bianka zawsze cieszy się sporym zainteresowaniem – słyszę za mną głośny szept jakiegoś chłopaka. 

    – No, podoba się wszystkim, niezależnie od wieku – dodaje inny męski głos.

    – Też spróbujemy?

    – Czemu nie, ale później. Niech oni się zmęczą. Starczy dla wszystkich – tłumią cichy śmiech i odchodzą.

    Ale brunetka też nie marnuje czasu. Trzyma rękę w kroczu faceta i masuje jego ‘namiot’. Pod wpływem ich pieszczot cicho mruczy. Ten drugi facet, tuli się do pleców dziewczyny i porusza dłonią w jej kroczu.

    – Kurde! Zachowują się, jakby w salonie byli tylko oni! – stwierdzam po krótkim rozpoznaniu.

    Zadowolona brunetka odchyla głowę do tyłu. Ma przymknięte oczy, w uśmiechu pokazuje białe zęby. Chłopak z tyłu jest w wieku ich kochanki.

    – No, może troszkę starszy. No, na pewno starszy – po mojej poprzedniej wizycie zazdroszczę jej takich partnerów. – Przynajmniej nastki i studentki cieszą się największym powodzeniem – mruczę do siebie.

    Ten młodszy właśnie namiętnie całuje studentkę po szyi. Ten starszy zaczyna lizać sutki i jednocześnie kończy rozpinanie jej bluzki. Dziewczyna masuje mu członek przez spodnie. Facet przesuwa spódniczkę do góry. Widzę całe jej nagie udo, a na dłoni chłopaka dostrzegam skrawek materiału. Jednak ma stringi. Też żółte. Tak jak bluzka i żółta pastelowa spódniczka w szerokie plisy.

    – Och! – krzyknęła brunetka. – Ty… – chwyta chłopaka za głowę i nie przestaje się uśmiechać. Otwiera usta i rozkosznie kwili. Oczy nadal ma przymknięte. Nic dla niej nie istnieje poza tymi dwoma facetami, którzy ją pieszczą.

    – O co kaman? – uważnie przyglądam się, zaskoczona reakcją dziewczyny. – Wiem! Chłopak wepchnął palec do pochwy! Nienaturalnie trzyma dłoń, ale rytmicznie nią porusza, a brunetka stęka coraz głośniej. Ten starszy też pcha palec do jej krocza.

    – Och, nie! Chłopcy, proszę! – dziewczyna cały czas jest uśmiechnięta i podniecona, ale opiera się coraz bardziej natarczywym pieszczotom. Mężczyźni ostro nacierają. Nie słuchają jej. W ogóle nie zareagowali na jej protest. Ani gestem, ani słowem. Klimat zabawy zagęszcza się, opór młodej, atrakcyjnej kochanki  maleje, a mimo tego ten starszy jest zbyt niecierpliwy i zbyt agresywny. Próbuje brać ją jak rzeźnik kawał mrożonego mięsa.

    – I tak ją wyruchają – stwierdzam z pewnością eksperta. – Jak nie oni, to inni. I kolejni też ją dzisiaj wyruchają. Będzie miała przebieg… Jak TIR na autostradzie.

    Odwracam się. Straciłam zainteresowanie takim ‘trójkącikiem’. Dla mnie stał się przewidywalny. Albo brunetka im da, albo zgwałcą ją. Stawiam na pierwszą opcję.

    *

    Dalej rozglądam się. Inna para namiętnie tuli się, półleżąc w fotelu. Pod wpływem pieszczot dziewczyna o bujnych, kręconych, ciemnoblond włosach odchyla się. Jest w rozpiętej bluzce. Ani śladu stanika. Widać gołą pierś dziewczyny, druga niewidoczna, bo ściskana ręką kochanka, bruneta. Drinki postawili obok fotela. Blondynka rozpięła facetowi koszulę i maca jego owłosiony tors.

    – Kurwa! Następny staruch?! – patrzę na faceta ze zdziwieniem. Rzadko przeklinam, ale tylu dojrzałych mężczyzn dobiera się do nastek i dwudziestoparoletnich dziewczyn. – A może dziewczyny liczą na kasę albo układają sobie wygodną przyszłość? Trochę wcześnie, ale to jest rozsądne rozwiązanie – mruczę do siebie. Przyjmuję to za pewnik i spokojniejsza nadal rozglądam się. Teraz dostrzegam więcej starszych facetów i kilka kobiet w ich wieku. Te z kolei starają się trzymać blisko młodych chłopaków. W zasadzie wszystkie są odważnie ubrane, każda z drinkiem i zachowują się chyba zbyt prowokująco. Niektóre wręcz otwarcie wdzięczą się do nich! Dla mnie dziwnie to wygląda.

    – Żenujące. Żeby kobiety w tym wieku… – mruczę zdegustowana. – O, kurde! Z naszego liceum! – prawie zaśmiałam się na głos. – No, to chłopcy też będą mieć frajdę, ale ze starszymi paniami, chi, chi, chi!

    Za plecami słyszę jak dziewczyna zaczyna rytmicznie sapać. Nie muszę oglądać się. Wiem, że facet penetruje cipkę palcami, a blondzia dodaje mu otuchy udawanym podnieceniem. Przecież przed striptizem Roksi nie będą się ruchać. Jednak rzucam okiem. Miałam rację. Dziewczyna jedynie założyła mu nogę na łokieć, a on w rozpiętej koszuli energicznie pcha ją palcami. Twarz ma czerwoną.

    – Albo zawał, albo niekontrolowana ejakulacja – diagnozuję. – Jak Ewa ściąga tutaj tych starych?! – to pytanie nie daje mi spokoju.

    *

    Kamila stoi z jakimś wysokim chłopakiem. Raczej wiesza się na nim. Przy jej wzroście wygląda to trochę komicznie, ale chłopak wydaje się zadowolony z jej pieszczot. Stoi w lekkim rozkroku, w głęboko rozpiętej koszuli. Kama dłonią ugniata mu penisa przez spodnie, a ustami pieści skórę na klatce piersiowej.

    – Jak dziewczyna się spręży, to może doskoczy do fiuta – bawię się jej zalotami. Drażni mnie jej chęć przypodobania się i dążenia do akceptacji przez każdego. I agresja wobec stojących niżej w szkolnej hierarchii. Ale do niej jeszcze dobiorę się… Wszystko w swoim czasie. Odwracam się.

    Mój wzrok pada na nieśmiałą, potarganą szatynkę z grubym warkoczem. Na oko ma z 18 lat, a może jest rok młodsza? Stoi między oknami i pokornie przyjmuje mocne pieszczoty farbowanej blondynki. Ma rozpiętą kraciastą koszulę i podniesiony stanik. Widzę jej gołe piersi. Nasze oczy spotykają się. Dziewczyna, widząc moje natarczywe spojrzenie, próbuje uśmiechnąć się, ale speszona szybko ucieka spojrzeniem w bok. Chwilę później przymyka oczy i plecami opiera się o ścianę. Głośne westchnienie. Jęk. Opiera rękę o ścianę, a drugą kładzie na głowie kochanki. Tamta właśnie podciągnęła spódniczkę, przyklęka na jedno kolano, wysoko podciąga dżinsową spódniczkę dziewczyny, odsuwa pasek jej białych majteczek i pieści ustami cipkę. W całej okazałości widzę nagie piersi szatynki. Średniej wielkości, ale ze sterczącymi brodawkami. A jak drżą, kiedy ich właścicielka przeżywa pieszczoty…

    *

    Robi mi się ciepło. Nerwowo przełykam ślinę. Też mogłabym pieścić tę szatynkę. Już chciałam dotknąć łechtaczki, czując narastające podniecenie, ale w porę przypomniałam sobie, gdzie jestem. Moje policzki chyba płoną.

    – Dość przedstawienia! Nie będziesz nikogo prowokować do seksu – upominam siebie. – No, przynajmniej na razie – dalej staram się przyglądać otoczeniu. Z trudem koncentruję się na zabaw innych.

    Ta farbowana blondynka nosi proste włosy sięgające ramion, z przedziałkiem. Jest nieco wyższa od szatynki, ma nadwagę, wydatny biust, ubrana w elegancki, szary kostium, grafitowe pończochy i czerwone, błyszczące szpilki. Do poszetki wetknęła czerwoną chusteczkę. Szyję okala czerwona apaszka. Dziewczyna jest solidnie wymalowana i liczy… Łoł! Niemożliwe! Patrzę zaskoczona. Prawie 40 lat?! A może nawet więcej! Przyglądam się uważnie. Nie mylę się.

    – No, z tyłu liceum, z przodu muzeum – cytuję powiedzenie mojej babci. Farbowana blondynka właśnie szarpie kraciastą koszulę i obnaża ramiona dziewczyny. A ta wygląda tak niewinnie i bezbronnie… I jeszcze ten warkocz. Dziewczyna próbuje podciągnąć koszulę, ale kochanka nerwowo uderza ją po dłoniach, wyszarpując koszulę. Dłoń tej starszej wraca do krocza, ale obserwuje twarz dziewczyny i w niespiesznym rytmie rżnie ją palcami. W końcu przyspiesza. Młoda zagryza wargi, żeby nie hałasować, ale nie wytrzymuje. Słychać jej jęki. Kilka osób odwraca się i chwilę przygląda. Niektórzy komentują, inni tylko uśmiechają się. Potem wszyscy wracają do przerwanych rozmów.

    – W końcu to normalny widok na imprezie u Ewy – stwierdzam zachwycona wyglądem i zachowaniem młodej. Coś mnie w niej urzekło. 

    Nastka chyba przeżyła orgazm, bo teraz ma szeroko otwarte oczy, ciężko oddycha, uśmiecha się niepewnie i znowu spojrzała na mnie. Jest ożywiona. Nieudolnie próbuje zasłonić gołe piersi. Peszy się swoją nagością. Kochanka nadal trzyma ją przy ścianie, jakby chciała pochwalić się swoją zdobyczą i nie pozwala jej ubrać koszuli.

    – Gdzie Ewa wynajduje takie babki? – nadal przyglądam się parce. Też chciałabym tak bawić się tą nastką. – A może podejść? Dołączyć do nich? – Robię krok w ich kierunku i zatrzymuję się. Ogarniają mnie wątpliwości. – A jeżeli kobieta odrzuci mnie? A młoda też nie będzie chciała? To, że gapi się na mnie, może oznaczać, że szuka akceptacji albo lubi być oglądana. I prowokuje wzrokiem.

    Starsza nagle wstaje. Nachyla się do ucha dziewczyny, napierając na nią całym ciałem, a dłoń ciągle trzyma w jej kroczu. Wreszcie cofa się, prostuje. Skończyła monolog i wyczekująco patrzy. Nastka zgadza się skinieniem głowy. Kochanka bierze ją za rękę i podchodzą do Ewy. Starsza coś mówi, jest wyraźnie pobudzona. Teraz widzę, że ta młodsza założyła niebieskie zamszowe botki na szpilce. Pasują do jej ciuchów. Ewa kiwa głową i para znika w korytarzu. Tam są pomieszczenia, które już ‘zwiedzałam’. 

    *

    Ewa siada w fotelu i rozgląda się po salonie. W prawej dłoni trzyma drinka. Z drugiej strony fotela staje jakaś wysoka blond laska. Proste włosy do ramion zebrane w kitkę, szczupła i ładnie umięśniona. Widać, bo założyła tylko ażurową szarą bluzeczkę na ramiączkach i szarą spódniczkę w delikatne, białe prążki. Kolejna bez stanika! Stoję z boku i nieco z tyłu, ale tyle widzę. I srebrne sandałki na szpilce. Paznokcie u stop pomalowane perłowym lakierem. Przyglądam się uważniej.

    – Łał! Paulina! „Bejsbol” Ewy – jestem zaskoczona jej wyglądem. Zmyliła mnie ta kitka. A poza tym po raz pierwszy widzę ją w spódniczce. – W końcu wiadomo, jaki jest cel tej imprezy. Bez sensu jest ubierać spodnie – skonstatowałam. Też założyłam spódniczkę.

    – I co? Przyszła? – pyta Ewa, podnosząc głowę w jej kierunku.

    – Nie – odpowiada Paulina i uprzedza kolejne pytanie. – Dzwoniłam, nie odbiera telefonu.

    Ewa patrzy przed siebie. Milczy. Paula nie próbuje niczego powiedzieć. Czeka. W końcu odzywa się „Szefowa”:

    – Spróbuj jeszcze raz. A jak się nie uda, to pogadamy z nią w poniedziałek. Bądźcie przygotowane – tonacja głosu sygnalizuje wściekłość ogarniającą Ewę. Wolną dłoń zaciska w pięść.

    – Jasne – Paulina wolno kiwa głową. – Tak z nią zabalujemy, że będzie spełniać każde życzenie. Będzie jak zdalnie sterowana.

    – O, właśnie! – głośno cieszy się „Szefowa” i energicznie uderza otwartą dłonią w podłokietnik. – O to chodzi, cha, cha! – rozbawiona kiwa głową. Jest wściekła, a jej śmiech przepełnia agresja. Bez słowa podaje Paulinie pustą szklankę z petem, którą ta posłusznie odnosi na tacę. Ewa wykonuje nieznaczny gest.  

    *

    Podchodzi jakaś dziewczyna. Ciemna blondynka przy kości z czerwoną, szeroką obrożą na szyi. Obroża wygląda efektownie: napy, kolce, a wzdłuż tułowia wisi czerwona smycz. Chyba tutaj przebrała się, bo tak ubrana na pewno nie szła przez miasto. Czerwone, błyszczące, pełne szpilki, czerwone kabaretki i czerwona spódniczka. Pod obcisłą białą koszulką gimnastyczną nie mieści się obfity biust. Nachyla się nad Ewą, a ta maca jej pierś. Dziewczyna grzecznie tkwi przy niej. Patrzę, patrzę…

    – O, kurde! To Bogusia! – aż otwieram usta ze zdziwienia. – Kolejna z bandy Ewy aktywizuje się.

    W tym czasie Bogusia siada na posadzce u boku Ewy. Ta fachowo robi pętlę na smyczy i zakłada sobie na nogę. Szarpie za smycz, przyciąga blondynkę i bawi się jej włosami. W końcu chwyta ją za pierś, wyciągając spod koszulki, a ona… Ona liże ją po ręce!

    – No, tego jeszcze nie grali! – takie zachowanie widzę po raz pierwszy. – Co nowego jeszcze zobaczę?

    Z zazdrością i uznaniem patrzę na biust Bogusi. Jest spory.  

    – Chciałabym mieć taki – wzdycham do swoich myśli. Dziewczyna ma tendencje do tycia i ledwie sobie z nią radzi. Tego jej nie zazdroszczę. Ewa ciągnie blondynkę za pierś. Musi ją boleć, bo zrywa się i drobiąc na dłoniach i kolanach, wchodzi między nogi „Szefowej”! Podnosi jej spódniczkę. W kroczu znika jej głowa. Ewa wzdycha głośno, rozstawia nogi jeszcze szerzej, rozsiada się w fotelu i głaszcze Bogusię po włosach. Paula siedzi i z obojętnym wyrazem twarzy przygląda się parce.

    *

    – Hej, mamy nową dziewczynę! To Roksana. Koleżanka Grażyny, która przeniosła się do Warszawy i do mojego liceum. Odwiedzasz ją. Tak? – Ewa już doszła do siebie po pieszczotach uległej Bogusi. Teraz stoi na środku salonu i obejmuje ramieniem moją przyjaciółkę. Między palcami tkwi kolejny papieros.

    – Głupia cipo, jeszcze podpal jej bluzkę – nie mogę oderwać wzroku od peta w jej dłoni. – Nie każdy ma tyle kasy co ty.

    – Zgadza się – Roksi kiwa głową i uśmiecha się. Nie widać po niej, żeby miała tremę albo była chociaż speszona czekającym ją występem.

    – Dziwne – jestem zaskoczona. – Przecież nie będzie deklamować wierszyka tylko rozbierać się. I to przed liczną grupą nieznajomych, a potem… Ja bym się bała. A przynajmniej była speszona obecnością tylu osób. No i nie mam skłonności ekshibicjonistycznych.

    – Dzisiaj Roksana zaprezentuje nam swoje walory, a potem… A potem każdy będzie mógł z niej skorzystać! I zaczniemy zabawę! – uśmiecha się szeroko. – Wszystkich zapraszam na występ! – odpowiada jej cichy aplauz słuchających.

    Ewa podchodzi do swojego fotela, który stoi jakieś cztery metry przed Roksaną. To główny punkt obserwacyjny. Obok stoi kilka krzeseł, leżą grube poduszki. „Szefowa” siada i gestem dłoni przywołuje kogoś. Paulina podchodzi z drinkiem. Ewa bierze pierwszy łyk.

    Ruszam do przodu, żeby zobaczyć występ mojej koleżanki. Patrzę w bok, kanapa jest już pusta. Jeszcze zauważam, jak panowie z Bianką znikają w korytarzu.

    – Pewnie drugi pokój jest wolny – domyślam się. – To obejrzymy dzisiaj niezły występ!

    No i mam ochotę jeszcze zobaczyć ten zróżnicowany wiekowo duet kobiet. W akcji? Nie będę ukrywać: chcę spotkać tę nastkę z warkoczem i zamienić z nią kilka zdań.

    – Może zgodzi się na spotkanie? – pytam siebie szeptem. Nawet byłabym skłonna wyprosić matkę z mieszkania.

    *

    Ktoś wzmocnił muzykę, zmienił utwór na znacznie wolniejszy i teraz wszyscy skoncentrowali się na striptizie Roksany. Powoli poruszała biodrami. Uniosła ręce, jednocześnie unosząc rozpuszczone kręcone, długie włosy. Wyprostowała ręce nad głową i włosy opadły na ramiona. Dłonie spoczęły na bluzce i zaczęła rozpinać guziki, jednocześnie w rytm muzyki, powoli odwracając się tyłem do widzów. Niespiesznie porusza biodrami na boki. Nawet chłopak w kącie salonu wycofał się spomiędzy nóg głośnej blondynki. Wszyscy z zainteresowaniem przyglądali się „nowej”. Damskiej parki, która zniknęła w pokoju, nadal nie widać.

    Roksi rozpina stanik. Odwraca się do grupy i szybkim ruchem odchyla jedną połę bluzki na bok. Kiedy zakrywa pierś równie energicznym ruchem, odkrywa drugą. I ponownie na zmianę pokazuje i zakrywa piersi. Kto lizał czyjąś cipkę, nie zdążył nic zobaczyć, chi, chi. Roksi znowu powoli odwraca się tyłem do grupy. Rozpina spódniczkę, poruszając biodrami w rytm muzyki. Rozglądam się dyskretnie.

    – No, moje akcje właśnie gwałtownie rosną. Po występie Roksi szybko poszerzy się grono moich znajomych – zadowolona mruczę do siebie, widząc zainteresowanie striptizem.

    Panuje cisza. Wszyscy skupili się na pokazie mojej koleżanki. Paula przysiada na oparciu fotela po drugiej stronie Ewy, a ta, przyglądając się występowi Roksany, podciąga spódniczkę Pauliny i grzebie między jej nogami. Dziewczyna wysuwa biodra, ułatwiając Ewie dostęp do swojej cipki. Intensywne pieszczot Bogusi sprawiają, że Ewa nagle wypina biodra i głośno stęka. Za chwilę jej ciało przeszywa dreszcz. Kolejne głośne stęknięcie. Paulina wije się, bo Ewa szarpie jej łechtaczkę. Z trudem, ale utrzymuje się na oparciu fotela. 

    – No, mam co oglądać! – rozglądam się. Ciekawi mnie, kto jeszcze zaczął pieszczoty podczas występu mojej Roksany. I nagle od tyłu czyjaś dłoń brutalnie chwytają mnie za piersi. Boli! Próbuję uwolnić się z tego chamskiego uścisku.

    *

    – Stój grzecznie, suko! – męski głos szepcze mi do ucha. Sapie podniecony. Onanizuje się? Czuję alkohol. Jeszcze mocniej ściska piersi. Druga dłoń porusza się przy moich pośladkach.

    – Proszę! To boli! – jęczę cicho. Nie chcę psuć występu koleżanki. Ból jest okropny!

    – Zamknij się! – szept brzmi jak warknięcie wściekłego samca.

    I nagle facet wykręca mi rękę, a drugą? Coś czuję na udzie… Facet próbuje wepchnąć twardego, mokrego penisa do pochwy! Śluz rozciera na moim udzie, poniżej krocza. Szarpie majtki i pcha się we mnie! Krzyknęłam. Część osób odwróciła się w naszym kierunku. Również Ewa. Spojrzała i zorientowała się:

    – Jarek! – w głosie brzmi irytacja i nagana. – Chcesz, to ruchaj, ale nie psuj nam zabawy! Zaczekaj do końca pokazu! Nie widzisz, że przestraszyłeś dziewczynę?

    Kilka osób cicho parska śmiechem. Inni patrzą na mężczyznę z dezaprobatą. Odwracam się, kiedy tylko chwyt wykręconej ręki nieco łagodnieje i od razu wolną dłonią łapię go za penisa. Już uwolnił moją rękę. Patrzy na mnie zaskoczony i dumny ze swojego przyrodzenia. Facet jest drobnej budowy, chudy, łysawy, krótko ostrzyżony i ma ze 40 lat. Członek we wzwodzie jest rzeczywiście spory, a na tle drobnej sylwetki robi jeszcze większe wrażenie.

    Puszczam penisa i chwytam jądra. Wyraz dumy i rozbawienia na jego twarzy przeradza się w cierpienie. Na pewno. Nie mylę się. Solidnie ściskam jądra, więc musi go boleć. W poprzednim liceum odebrałam solidne wykształcenie. Z samoobrony.

    – Łapy do tyłu! Na dupę – wychylona do niego, warknęłam przez zęby.

    Facet posłusznie wykonuje polecenie. I błyskawicznie. Wyraz twarzy potwierdza moje przypuszczenia. Cierpi.

    – Ty pizdo! Jeszcze raz zaczepisz mnie bez pytania, to inni tak ciebie urządzą, że… – głos mi drży ze zdenerwowania, ale brzmi, jakbym nie panowała nad własną wściekłością. Chyba nikt na nas nie patrzy. Przecież główny występ odbywa się przed nami. – A teraz spierdalaj i do końca imprezy nawet nie próbuj podejść do mnie! Mam paru znajomych. Chcesz chodzić w gipsie? – kiwa głową, że nie.

    Nawet nie oczekiwałam odpowiedzi. Ściskam jądra nieco mocniej, widzę łzy w oczach i uwalniam faceta. Wycieram dłoń lodem i serwetkami wziętymi z baru. Facet powoli odwraca się, bez słowa odsuwa ode mnie pod ścianę i tam próbuje zapiąć spodnie. Nawet nie patrzy w moim kierunku, ani na występ Roksany. Jego strata.

    – A ja i tak ciebie dorwę – mruczę mściwie. Jeszcze przez chwilę patrzę na mendę. Później, kiedy nie widział, zrobiłam mu zdjęcie.

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Blanka, cz. 1.

    Część 1.

    Marzec 1975 roku.  

    Starałam się nie krzyczeć. Leżeliśmy nago na łóżku Andrzeja, a on pieścił mnie tak, że już nie wytrzymywałam. Podniecenie było tak silne, że w końcu złapałam poduszkę i wcisnęłam w nią twarz. Wówczas z ulgą zaczęłam głośno  jęczeć. Reagowałam dość gwałtownie na nadchodzącą rozkosz. Andrzej puścił pierś, głośno cmoknął, wypuszczając sutek z ust, odsunął dłoń z łechtaczki. To było dziwne uczucie, gdy w jednej chwili zniknęły wszystkie bodźce budzące takie namiętności. Zaskoczona otworzyłam oczy i wtedy… płynnie wszedł we mnie. Byłam tak podniecona, że poczułam tylko olbrzymią przyjemność. Olbrzymią! Żadnego bólu.

    – Ależ jesteś mokra – szepnął mi do ucha. Zdaje się, że nawet był rozbawiony.

    Jeszcze bardziej rozsunęłam nogi. Chciałam poczuć go całego. Do końca. Gwałtownie uderzył penisem w ściankę pochwy i opanowała mnie taka ekstaza, że chyba na chwilę straciłam przytomność. Odpłynęłam.

    Po chwili wszystko wróciło do normy. Leżał na mnie i uderzał biodrami, a członek wypełniał pochwę. Było mi przyjemnie, ciągle napinałam mięśnie nóg i bezwiednie próbowałam głaskać jego nogi podeszwami stóp. Andrzejowi podobała się i podniecała go taka pieszczota, a u mnie prowokowała jakieś dodatkowe albo silniejsze doznania przy penetracji pochwy. Kiedyś wyznał, że naga stopa, pomalowane paznokcie wyglądają bardzo seksownie. Szczególnie, gdy stopa jest obciągnięta, a nie zadarta. Ta uwaga zapadła mi w pamięć i kiedy leżałam naga na tapczanie, czekając na niego, odpowiednio eksponowałam stopy. Nigdy nie zapomniałam o pomalowaniu paznokci.  

    *

    Kopulowaliśmy w jego ulubionym rytmie. Kilka szybszych, kilka wolniejszych uderzeń członka. Wolniejszych było więcej, ale po pierwszy szybszym ruchu, te były również silniejsze, moje doznania wzmagały się. Lubił patrzeć na moją twarz, która nie ukrywała ani podniecenia, ani rozkoszy. Teraz podciągnął moją prawą nogę i przetoczył się na lewy bok. Pociągnął mnie za sobą. Leżałam na prawym boku i nadal spółkowaliśmy. Całował mnie po szyi. Kiedy skończył tę pieszczotę, patrzyliśmy na siebie, a on wręcz walił biodrami!

    Nie wytrzymałam długo. Przymknęłam oczy. Zacisnęłam dłonie, usztywniłam się, otworzyłam usta i zaczęłam głośno oddychać. Nadchodził orgazm. Coś mówił mi do ucha, ale nie rozumiałam. Nie byłam w stanie skupić się na jego słowach. Wiedziałam, że jedną ręką trzyma mnie za włosy i odchyla głowę do tyłu. Aż bolał mnie kark! Drugą szarpie biodro. Twardy penis wbijał się w pochwę i każde uderzenie to nowa eksplozja rozkoszy. Tak to odbierałam. I wtedy trafił w dno pochwy. Podrażnił macicę. Po ciele rozpłynęła się fala ciepłej przyjemności. Już nie musiał ciągnąć mnie za włosy. Sama wyginałam się w łuk. Mój krzyk stłumił pocałunkiem, dłoń z biodra zsunęła się, a palec trafił w odbyt. Przyjęłam go bez najmniejszego oporu. Czułam jak wsuwa się coraz głębiej. Jeszcze kilka ruchów w pochwie i wysunął penisa. Otworzyłam oczy, chciałam to zobaczyć. Andrzej nieco odsunął się ode mnie. W ręku trzymał sterczący członek. Napletek był odkryty, przekrwiony. Szybko masował penisa i po kilku ruchach trysnął na moje piersi i brzuch. Kilka kropel spermy spadło na policzek. Mój chłopak ciężko oddychał, jego klatka piersiowa szybko unosiła się i opadała. Dotykałam go.

    – No, teraz weź – wysapał zadowolony. Uśmiechał się. Raczej z udanego stosunki i wytrysku niż do mnie. Posłusznie szeroko otworzyłam usta. Lubił taki widok. Lubił pieszczoty po stosunku. Lubił też wytryskiwać w usta, ale dzisiaj był tak podniecony, że wytrysnął już na mnie. Ciągle twardym członkiem zgarnął spermę na moim brzuchu, na piersiach i kiedy przeniósł się nieco wyżej, wsunął go w moje usta. Głaskałam twardego penisa języczkiem. Oblizywałam. Ogrzewałam ciepłym oddechem.

    – O! Świetnie, maleńka. Potrafisz zaspokoić potrzeby mężczyzny.

    Tak mnie nazywał, bo był ode mnie dwa lata starszy. Skończył technikum, pracował, bo załatwił sobie odroczenie służby wojskowej, ale kiedy rok później WKU przypomniała sobie o nim, zdał na uniwersytet.

    *

    Kiedy wziął mnie pierwszy raz, obiecał, że wyszkoli mnie tak, żebym wiedziała, czego oczekuje i jak sprawiać mu przyjemność. Byłam pojętną i posłuszną uczennicą. Dlaczego? Bo był ode mnie starszy i dlatego w naturalny sposób słuchałam go. Kolega z tej samej miejscowości. Mieszkaliśmy niedaleko siebie. Widywaliśmy się praktycznie codziennie. Teraz mieszkałam w akademiku i odkrywałam zalety dorosłego życia. I miałam ochotę na seks. Chociaż nie byłam nastawiona na takie ekstrawagancje jak on.

    Kiedyś w styczniu kończyłam późno ćwiczenia, więc przyszedł po mnie. Było już ciemno, wszyscy od razu ruszyli do szatni po kurtki i płaszcze, a on zaciągnął mnie do damskiej ubikacji. W budynku pracowały już tylko sprzątaczki. Po namiętnych pieszczotach nieoczekiwanie chwycił i szarpnął majtki z rajstopami w dół. Miał w dłoniach mój goły tyłek. Mimo mojego oporu wszedł we mnie!

    Byłam zmęczona po zajęciach. Pieszczoty bardzo mnie pobudziły. Miejsce stresowało, ale on był taki pewny siebie i zaborczy. Uległam. Byłam zaskoczona reakcją organizmu. Bardzo przeżywałam stosunek w toalecie. Bardziej niż inne nasze zbliżenia. Zmęczenie wyostrzyło zmysły? A może strach przed wejściem innej osoby? Nie wiem. Miałam silny orgazm. Potem jeszcze długo kopulowaliśmy, aż wreszcie wyszedł ze mnie i kazał mi otworzyć usta. Nie rozumiałam, ale posłuchałam. Nadal byłam silnie podniecona. Wtedy mocno pchnął mnie w dół i wytrysnął w usta! I na twarz. Prawie udławiłam się, zaskoczona tym, co zrobił. Zmusił mnie, żebym wszystko połknęła, a potem jeszcze pieściła go.

    Na koniec popieścił łechtaczkę. Bawiło go, kiedy rosło moje podniecenie, wiłam się, ściskałam go, ale nie mogłam ani krzyknąć, ani jęczeć, bo zdradziłabym, co robimy. Tułowiem i udem przycisnął mnie do ściany. Mocno uciskał łechtaczkę dwoma palcami i z uśmiechem obserwował moje reakcje. Byłam bardzo podniecona, ale bezwolna i posłuszna. Drugą dłonią obmacywał mi piersi. W końcu dał mi spokój. Roztrzęsiona po seksie, ale bardzo ożywiona, szybko myłam się i ubierałam.

    Wracaliśmy, trzymając się za ręce. Byłam taka radosna i pełna energii! Zmęczenie chwilowo zniknęło. W akademiku mieszkałam w pokoju dwuosobowym, a ponieważ koleżanka jeszcze miała zajęcia, więc znowu zaczął mnie pieścić i doprowadził do orgazmu samymi palcami. Drzwi zamknięte, leżałam na łóżku prawie naga, on siedział obok ubrany w kurtkę i z uśmiechem patrzył, jak dochodzę. ‘W rewanżu’ musiałam mu obciągnąć. Znowu miał wytrysk, ale znacznie mniejszy.

    *

    Półmrok. Mały pokój wynajmowany przez Andrzeja. Leżymy nadzy po zbliżeniu. Zniknęły miłe wspomnienia z niedalekiej przeszłości. Powoli wracam do rzeczywistości. Nawet nie spodziewam się, jaka za chwilę czeka mnie niespodzianka.

    – Świetna byłaś – delikatnie głaszcze mnie po udzie.

    Było intensywnie, dość długo szaleliśmy, więc teraz leżymy zmęczeni, próbujemy rozmawiać, popijamy herbatę z jednej szklanki i zagryzamy herbatnikami, bo Andrzej zapomniał o cukrze, a sklepy już dawno są zamknięte. Jeszcze jesteśmy nadzy, jeszcze przytulamy się. Za chwilę muszę zbierać się, bo właścicielka mieszkania wymaga, żeby goście przebywali w wynajmowanym pokoju tylko do godziny 20.

    I tak szczęście, że są dni, kiedy wraca tak późno. Korzystamy wówczas z pokoju bez obaw, że coś usłyszy. Gdyby dowiedziała się… Andrzej musiałby poszukać nowej stancji. Teraz włącza swój mały telewizorek i „jednym okiem” oglądamy dziennik telewizyjny. Właściwie to dobiega końca. Jeszcze sport i pogoda. Sport. Właśnie pokazują migawki z wyścigu kolarskiego w Holandii. W marcu! A komentator informuje, że ledwie co trzeci zawodnik dojechał do mety. I wtedy Andrzej radośnie wyznał:  

    – Latem jadę z bratem do Holandii. Załatwił nam robotę u jakiegoś rolnika.

    – Rolnika? W Holandii? – trochę mnie rozbawił tym nazewnictwem. W końcu dzięki rodzicom co nieco wiedziałam na temat rolnictwa w Europie.

    – Na długo? – dotarł do mnie sens przekazu. Zmartwiłam się, że wyjeżdża. I zepsuł mi humor.

    – Na pewno na dwa miesiące. Jeżeli uda się, to na trzy. Jak najszybciej załatwić zaliczenia i egzaminy, a potem wwuu… – wykonuje ruch ręką, naśladujący start i lot samolotu.

    – Od kiedy wiesz?

    – O wyjeździe? Od kilku dni.

    – I dopiero teraz mi mówisz? – w moim głosie brzmi wyraźny wyrzut.

    – W czym problem, kochanie? – dziwi się. Widzi moją minę, więc całuje mnie w sutek i klepie po udzie.

    – W czym? Nie będziemy się widzieć dwa miesiące – odeszła mi nawet ochota na wspólny spacer.

    – No i co z tego? – wzrusza ramionami. – Zarobię trochę kasy, kupię ci jakąś fajną bluzkę. Będę miał dość pieniędzy, żeby spokojnie wynająć pokój na cały rok. A może nawet małe mieszkanie! I żyć lepiej niż teraz. Nie chciałabyś zamieszkać ze mną?

    – Gdyby moi rodzice dowiedzieli się o tym… – kręcę głową.

    – To nie mów – uśmiecha się beztrosko. Przytula się do mnie i dłonią nakrywa krocze. – Chodź tu. Mam ochotę jeszcze popieścić tę cipulkę.

    – Daj spokój. Straciłam ochotę – po takiej nieoczekiwanej wiadomości stałam się drażliwa. Andrzej nadal uśmiecha się beztrosko.

    Nie pokłóciliśmy się, ale sama wracałam do akademika. Czekało mnie sporo nauki. I byłam smutna. Inaczej wyobrażałam sobie wakacje. Namiot, my dwoje i wędrówka po górach albo wypad nad morze. Albo tu i tu, gdyby starczyło nam pieniędzy.

    – Albo nigdzie – mówię przez zęby. Jestem wściekła. Moje wakacyjne plany właśnie stały się nieaktualne. – Całe wakacje bez mojego chłopaka – prawie mam łzy w oczach. – Bluzką chce mi zrekompensować dwumiesięczne rozstanie! Kretyn bez empatii!

    *

    1975, czerwiec.

    Pierwszy list Andrzeja. Zachwycony pisał o wszystkim, co działo się w podróży pociągiem do Holandii i opisywał wrażenia z pobytu. Kiedy zaczął pracę, listy pisał dłużej i wysyłał znacznie rzadziej. Tłumaczył, że jest zmęczony i nie chce wydawać zbyt dużo na znaczki.  

    1975, wrzesień.

    Kolejny list od Andrzeja: „Jest super! Nie wracamy w tym roku, mamy załatwioną robotę w firmie od września. Nawet nie wiesz, jak się ucieszyłem, kiedy brat przyniósł taką wiadomość! Moje oszczędności systematycznie rosną. Do uniwerku wysłałem pismo z prośbą o dziekankę. A jak mi nie dadzą urlopu, to najwyżej mnie wyleją. Powinienem przyjechać w przyszłym roku. Sporo zarobię i zaoszczędzę. Może wtedy kupię mieszkanie?” 

    1976, kwiecień

    Wieści od Andrzej nie napawają optymizmem: „Blanka, nici z powrotu w tym roku. Jeżeli wrócę, to długo nie dostanę paszportu. To po co? Nie chcę wracać. Mój brat poznał fajną dziewczynę i zamieszkal z nią, ale dla mnie nie ma już miejsca. Szukam sobie nowej pracy i od maja jakiegoś dachu nad głową.”

    1976, czerwiec.

    Nieoczekiwana odmiana: „Jest super! Już miesiąc pracuję u tego samego farmera, co przed rokiem. Pracy jest sporo, nieźle zarabiam, ale po pracy nie mam siły pisać. Blanka, nie wrócę. Nie opłaca się. U tego farmera zostanę na cały rok. Jakoś ustawię się. Są i inne możliwości.”

    To był zarazem pożegnalny list. Później już nie odpowiedział na żaden z moich. Może zmienił adres? Raczej mój wyrzucił. Zostałam sama.

    *

    1976, sierpień.

    Jest coraz gorzej, chociaż z gazet ciągle wynika, że jest coraz lepiej. Na mieszkanie czeka się około 20 lat, jeżeli książeczkę mieszkaniową założyłeś zaraz po uzyskaniu dowodu osobistego. Za kilka lat to nadal będzie 20 lat albo i więcej. Ot, ‘specyfika’ polskiego budownictwa. „Przejściowe trudności” powodują, że coraz trudniej kupić wędlinę. Sprzęt AGD i meble też stanowią towar trzeciej potrzeby. Głównie stoi się w kolejkach po żywność. Poluje na papier toaletowy i kosmetyki. I jeżeli stać nas, to stoi się w kolejkach po lodówkę czy pralkę. Właśnie pojawiły się bony na cukier. I żarty o bonach do Pewex-u. W sieci tych sklepów kupowano za dolary albo ich zamienniki w bonach, ważnych tylko w tych sklepach. W czerwcu pisano o „nieuzasadnionych przestojach” w kilku zakładach, o radomskich protestach, ale gazety uspokajały, że robotnicy już wrócili na swoje stanowiska pracy.

    Niespecjalnie interesowałam się tymi sprawami. Studia i związane z nimi problemy przysłaniały mi cały świat.

    – Niedługo buty będą na kartki – westchnęłam rozbawiona i spojrzałam na paszport. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że mój żart już za kilka lat stanie się rzeczywistością. I nie będzie wielkiego wyboru.

    Już nie chciałam myśleć o takich sprawach, bo długie lata rodzice intensywnie oszczędzali i teraz zrozumieli, że nie będą w stanie kupić samochodu. A planowali zakup „malucha”. Propaganda partii i rządu obiecywała, że będzie na kieszeń każdego, ale po dwóch latach okazało się, że rodziców jednak nie stać na taki wydatek. W zasadzie do kupienia był tylko na talony, bo w normalnej sprzedaży kosztował prawie dwukrotnie więcej i czekało się bardzo długo. Ale dostać talon też nie było łatwo… A posiadanie talonu też nie gwarantowało natychmiastowego zakupu.

    Właśnie trzymam w ręku kartkę „bilet towarowy” na cukier, którą włożyłam do saszetki razem z paszportem. Nie potrafiłam sobie przypomnieć, jak i kiedy wepchnęłam bon na cukier do paszportu.

    – Cholera! Trzeba było zostawić rodzicom, a tak… Przepadły! – zmartwiłam się swoim odkryciem. Jeszcze nikomu nie zwierzyłam się. Nawet rodzicom. Wtedy by mnie nie puścili i nie zapłacili za bilety. Nikt o tym nie wiedział. Już nie zamierzałam wrócić do kraju. Chciałam zostać na Zachodzie!

    W pociągu od razu poczułam, że wpadłam w inny świat. Wszyscy jakby lepiej ubrani niż osoby, które widywałam na co dzień. Kobieta, która sprawdzała bilety, też była jakby bardziej uprzejma i uśmiechnięta. Ładnie ubrana pracowniczka „Wars-u” sprzedawała herbatę i kawę. Kobieta siedząca pod oknem zażyczyła sobie kawę. Kiedy usłyszałam cenę, zrobiło mi się gorąco. Całe szczęście, że zgodziłam się na termos z herbatą przygotowany przez mamę. Wagon też był chyba czystszy niż te, którymi jeździła w kraju. Cztery osoby, 30–40-letnie, szybko zgadały się i rozmawiały tylko o tym, co i gdzie można najkorzystniej sprzedać w Berlinie. Zaaferowane tematem, ciągle weryfikowały atrakcyjność przewożonych przez siebie towarów i dyskutowały o terminach wyprzedaży. Dla nich inni pasażerowie nie istnieli. Szybko znudziłam się ich gadaniną. Elegancka pani, która siedziała naprzeciwko mnie przy oknie przez całą podróż nie odezwała się ani słowem. Drzemała albo patrzyła w okno, albo uważnie kartkowała katalog odzieży. Co jakiś czas ukradkiem spoglądałam na kobietę. Zazdrościłam jej takich ciuchów.

    *

    Podekscytowana, zdenerwowana i zarazem radosna patrzyłam w okno pociągu. Wszystko było nowe, ale i jedną wielką niewiadomą. Tyle nadziei wiązałam z tą podróżą! Krajobraz migał za oknem. Jechałam do RFN! Na razie do Berlina Zachodniego. Do rodziny. Dalekiej rodziny. Kiedy otworzyła się taka możliwość, na początku nie potrafiłam nawet skojarzyć ciotki, która odezwała się do mamy, ale w końcu liczyła się możliwość wyjazdu. Rodzice nie bardzo mieli ochotę jechać. Nie rozumiałam ich. Ja od razu mogłabym się pakować! W końcu rodzice z oporem zgodzili się na mój wyjazd. Wówczas dowiedziałam się, że mama od lat utrzymywała z byłą żoną brata luźny, listowny kontakt. Nie potrafiłam ich zrozumieć.

    Żyłam tym wyjazdem już od wielu tygodni, ale teraz, kiedy siedziałam w pociągu, uwierzyłam, że już niedługo zobaczę ten mityczny Zachód. Nareszcie! Na co dzień znałam go tylko z opowiadań tych, którzy tam bywali, grubych katalogów mody, pożyczanych od innych i przeglądanych dziesiątki razy. Niektóre strony znałam na pamięć. Widziałam w nich ceny ciuchów i nie wierzyłam, że odzież w RFN może być aż tak droga.  

    – No, ale tam zarabiają znacznie więcej niż u nas – uspokajałam siebie.

    *

    Teraz w milczeniu patrzyłam w okno pociągu. Nie ruszyłam się od pół godziny. Wracałam do kraju. Chciałam jeszcze pooglądać ten kraj. Nie tak wyobrażałam sobie wyjazd. Byłam rozczarowana. Taka porażka… Liczyłam, że znajdę jakąś pracę i zarobię trochę marek.

    Ale te sklepy! Wszystkiego można dotknąć, przymierzyć. Każda sprzedawczyni taka skłonna do pomocy… Galeria Kaufhof, C&A, Karstadt… Pół dnia straciłam z ciotką, zwiedzając potężne galerie. Część odzieży wisiała na wieszakach przed sklepami. To było spore zaskoczenie. Dodatki sprzedawano nawet po kilka sztuk i taniej. I nikt nie rzucał się na towar! Kręciłam głową z niedowierzaniem, kiedy po raz pierwszy stanęłam przed sklepami.

    – U nas nie zdążyliby wystawić tego przed sklepem, a już by zniknęły – uśmiechnęłam się do siebie. Byłam w McDonaldzie, i w chińskiej restauracji, i we włoskiej, a potem w arabskiej. I jeszcze w greckiej. Ciotka była zmęczona bieganiem po Ku-dammie i miała swoje obowiązki zawodowe. Dostałam od ciotki trzysta marek w prezencie i przez trzy dni biegałam sama po Berlinie, rozważając, co kupić sobie i rodzicom za te pieniądze. Z trudem powstrzymywałam się przed ich szybkim wydaniem. Chętnie  korzystałam z metra i kolejki miejskiej. Ciotka kupiła mi “sieciówkę”. Z dnia na dzień przekonałam się do tych środków transportu, a z mapką w kieszeni podróżowałam bez obaw. Tylko nie zbliżałam się do wschodniej części Berlina. Nie chciałam.

    – Tamtej rzeczywistości mam dość na co dzień – tłumaczyłam sobie i ciotce, która chciała mi pokazać mur, wartownie i platformę obserwacyjną. Po tym komentarzu więcej nie wracałyśmy do tematu.

    Z zazdrością patrzyłam na samochody berlińczyków. Na ich ubrania. Moje wydawały się teraz takie.. siermiężne. Ciotka w prezencie kupiła mi kilka dobrej jakości T-shirtów, więc codziennie ubierałam inny. Na ulicach tak czysto. I tyle zieleni w mieście. Z ciotką byłam u jej znajomych, więc podziwiałam metraż i wyposażenie mieszkań. Pojechaliśmy również do Ikei, ale tylko zwiedzać, bo mąż ciotki wyjaśnił, że tutaj kupują ludzie na dorobku, a nie stabilni zawodowo i zamożni. Oszołomiła mnie możliwość wyboru. I kolorystyka. W zasadzie wszystko mi się podobało. I tyle rzeczy chciałabym od razu kupić! Z tego samego powodu omijaliśmy sklepy „Aldi”. Ciotka robiła zakupy w innych sieciach. Im się naprawdę dobrze wiodło, nawet jak na niemieckie standardy.

    *

    Z goryczą uświadomiłam sobie, że tutaj kilka miesięcy pracy wystarcza do kupna używanego samochodu. W kraju z dwutygodniowym zarobkiem w markach „na czarno” byłabym ustawiona przynajmniej na kilka miesięcy.

    Ciotka szybko zdewastowała moje zamiary. Nawet nie chciała słyszeć o szukaniu jakiejkolwiek pracy „na czarno”. Jej mąż, Niemiec, urzędnik z niesmakiem reagował na moje pytania i próby poszukiwania nielegalnej pracy. Sama za późno zorientowałam się, gdzie należy szukać takiej pracy.

    Z drugiej strony nie bardzo miałam ochotę na zamieszkiwanie u ciotki. Jej mąż nie okazał się tak zasadniczy, kiedy zostaliśmy sami w mieszkaniu. Ciotka była w pracy, a on poczęstował mnie herbatą, potem drinkiem. Siedzieliśmy w pokoju i rozmawialiśmy o wszystkim. Mój niemiecki nie był zbyt dobry, ale potrafiliśmy porozumieć się. Znacznie więcej rozumiałam niż potrafiłam powiedzieć.

    *

    Z kolei jego sugestie dotyczące seksu zrozumiałaby każda. Pogłaskał mnie po udzie. Usztywniłam się. Pogłaskał mnie po ramieniu i sięgnął do piersi. Zaskoczona, nie potrafiłam wykonać ruchu. Macał przez chwilę. Był zadowolony z oględzin. Zaproponował określoną kwotę. Sięgnął do krocza. Szok! Byłam zaskoczona, przestraszona. Teraz byłam przerażona! Oczywiście, odmówiłam i uciekłam do swojego pokoju.

    Na szczęście nie ruszył za mną. Zależało mi na kontakcie z ciotką, więc nie walczyłabym, gdyby poszedł za mną. Ale on tylko posprzątał kieliszki, schował alkohol. W nocy, kiedy jeszcze przeżywałam tę rozmowę, prawie popłakałam się. Niewiele spałam. Chciałam porozmawiać z ciotką. Rano ciotka dała mi do zrozumienia, żebym wyjechała wcześniej niż planowałam. Od razu domyśliłam się, że niezaspokojony mąż wywarł na ciotce skuteczną presję.

    – A co jej o mnie naopowiadał? – przestraszona propozycją i zdenerwowana wolałam nie drążyć tematu.

    Następnego dnia po rozmowie z ciotką rozgoryczona i rozczarowana, ale też z ulgą wsiadłam do ekspresu Warszawa-Berlin. Przed wyjazdem kupiłam jeszcze cukier. W przeliczenia z marek na złotówki bardzo drogi, ale…

    – Raz się żyje – uśmiecham się smutno i znowu patrzę w okno.

    Dopiero w trakcie jazdy dotarło do mnie, że mąż ciotki zaproponował mi sporą kwotę za seks. Dla mnie to były naprawdę duże pieniądze. Pociąg jechał i jechał, a ja jeszcze długo rozważałam, co kupiłabym za to.

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Wyspa szczescia – 14.

    Część 14.

    „Adam” długo nie czekał. Podeszła dziewczyna z małym biustem i włosami spiętymi w „koński ogon”. Bez słowa przytuliła się do niego. Tkwili tak przez chwilę. Podniecił się, kiedy poczuł jej dłoń i piersi na swojej klatce. Miękkie, jędrne. Penis znowu mu sterczał. Nie widział, ale miał wrażenie, że jej włosy miały miedziany połysk.

    – Jesteś gotowy? – Jola nieco niepewnie wyszeptała pytanie. Nigdy nie proponowała seksu żadnemu chłopakowi. To jej były chłopak zabiegał o jej względy i inicjował seks. Tak zachowywała się po raz pierwszy, ale zdarzenia na ich zgrupowaniach prowokowały różne reakcje… Widziała w akcji spokojną i cichutką Natkę, i zamężną „Alexis”! Do tej pory nie mogła wyjść z podziwu! Zaskoczyły ją otwartością. Nie wstydziły się, nie bały spełnić swoich potrzeb! – Masz ledwie 18 lat, dziewczyno! – jeszcze zwróciła sobie uwagę. – Ale Natka wcale nie jest starsza! Działaj, młoda! – sama kontrowała. Alkohol też dodał Jolce odwagi, więc teraz, wzorując się na koleżankach,  chciała ‘skosztować’ tego nieznajomego. Już dawno nie kochała się z chłopakiem.

    – Co? Już? – wiedział, po co tu został zaproszony, ale był zaskoczony ich natarczywością. I powoli przegrywał z własnymi słabościami. – Jestem tylko człowiekiem! – jęknął w duchu. Chciał już wytrysnąć w jedną z dziewczyn. Zachłannie pochłonął kilka łyków wody.

    *

    – A ty co? Znowu robisz sobie przerwę? – wychrypiała dziewczyna, która podeszła do niego. Było ciemno, ale widział jej zarys. Szczupła i świetne, sterczące piersi. I ta krągła pupa… Nie wiedział, od której zacząć.

    Jolka i inne dziewczyny nie musiały nawet spoglądać w jej kierunku. Nieco ochrypły głos należał do Celinki „Demi”. Jolka tuliła się do chłopaka, „Demi” położyła dłoń na jego ramieniu.

    – Spokojnie, poradzimy sobie – uspokajająco poklepała Jolę po pupie. W jej głosie pobrzmiewało rozbawienie. 

    – Nie! Skąd! Już zaczynam. Miło was widzieć – „Adam” szybko odstawił pustą butelkę.

    „Demi” zaskoczyła go. Zanim zrobił, co zamierzał, wsadziła mu palec do odbytu.

    – O! – stęknął zaskoczony. Odwrócił głowę ku sprawczyni.

    – Słyszałam, że taka pieszczota stawia facetom fiuta – „Demi” uśmiechnęła się w ciemnościach.

    Jolka nie wiedziała, o co chodzi, ale chłopak właśnie zaczął działać. Pchnął jej nogę, więc stanęła w większym rozkroku. Zanim coś powiedziała, „Adam” płynnie i gwałtownie wszedł w nią!

    – Och! – tylko tyle zdołała powiedzieć. Przymknęła oczy i odrzuciła głowę. Pierwsze uderzenie sterczącego penisa było tak… Nieważne. Nie miała siły, żeby się nad tym zastanawiać. Nie teraz. Czuła się wspaniale! – Jeszcze! Jeszcze! – wyszeptała uradowana doznaniami. Nagle mocno ściskała chłopaka za ramiona.

    – Spokojnie! Wyrucham cię solidnie! – z wysiłkiem wysapał „Adam” między kolejnymi energicznymi ruchami bioder.

    Jolka na zmianę reagowała jękami i chichotem na rozkosz, jaką dawał jej seks z anonimowym chłopakiem. Celinka podnieciła się widokiem spółkującej pary. Przycisnęła się do chłopaka i delikatnie wsuwała palec w jego odbyt. Chłopak przyspieszył. Drugą dłonią chwyciła pośladek Joli. Podniecona dziewczyna chyba nawet nie poczuła tej pieszczoty. Tymczasem chłopak odwrócił głowę, odnalazł twarz „Demi” i pocałował ją. Ona puściła pośladek i chwyciła go za głowę. Namiętnie całowali się, bawiąc języczkami. W końcu dziewczyna cofnęła głowę, wysunęła palec z jego odbytu. Chłopak przyspieszył, a Jolka kwiliła z radości. Dochodziła. „Demi” wepchnęła palec w jej usta:

    – Posmakuj jego pupę! Liż! – poleciła rudej nastolatce.

    Szczytująca Jolka zaczęła lizać palec.

    – Och! Juuuuż! – krzyknęła z radości. „Demi” w porę wycofała się. Po chwili, gdy rozkosz orgazmu odpływała, Jola oparła głowę na ramieniu chłopaka. Podtrzymywał ją i nadal ruchał. Pot ściekał mu po skroniach. Zagryzał wargi. Nie chciał zwiększyć tempa, bo był bliski wytrysku, a miał ochotę na jeszcze jedną dziewczynę.

    – Dokończ! – „Demi” była konsekwentna. Ponownie wepchnęła palec w usta Jolki. Ruda była posłuszna. Lizała i uśmiechała się.

    *

    Chłopak objął kochankę prawą ręką, a lewą chwycił brunetkę za pierś.

    – Chciałbym skorzystać z całości – mruknął z uśmiechem.

    – Chętnie, ale skończ z moją koleżanką.

    „Adam” znieruchomiał. Jolka otworzyła oczy, uniosła głowę, a Celina wycofała palec.

    – Dzięki! Było wspaniale – uśmiechała się. Nadal w myślach przeżywała orgazm.

    – Mnie również było miło. Naprawdę – sapnął. – Słuchaj, ten, no… Twoja koleżanka też ma ochotę – ruchem głowy wskazał Celinę. – Ale możesz zostać – dodał pospiesznie.

    – Chętnie, ogierze – ruda kiwnęła głową ze zrozumieniem i cofnęła biodra. Penis wysunął się z pochwy. Dłonią przesunęła po jego klatce, brzuchu i dotknęła penisa. – Ech, ty… – nie potrafiła od razu zrezygnować z przyjemności.

    Celina oparła stopę na krześle, które zajmowały dwie pieszczące się dziewczyny. Dłonią chwyciła oparcie. Mocno stanęła na drugiej stopie, wypięła pupę i odwróciła głowę do chłopaka:  

    – No, „ogierze”! – w głosie „Demi” pobrzmiewała ironia. – Pokaż, jak potrafisz brykać – szeptem wychrypiała zaproszenie. Od razu można było usłyszeć, jak bardzo jest podniecona. „Adam” stanął za nią. W jedną rękę chwycił jej długie czarne włosy i pociągnął ku sobie. „Demi” odchyliła głowę do tyłu.

    – Zrobimy to tak, jak ja mam ochotę – zdecydował. Nie miał siły na więcej kobiet.

    „Demi” nie odpowiedziała. Szarpnięcie za włosy już sygnalizowało, że ma być posłuszna. Wszedł w nią płynnie i złapał za biodro.

    – Eech, tyyy – stęknęła. 

    Jolka stanęła z boku. Przytuliła się do chłopaka i głaskała go po plecach. „Adam” rytmicznie uderzał biodrami w pupę „Demi” i szarpał za włosy. Dziewczyna już dłużej nie wytrzymała, zaczęła jęczeć. Jolka polizała i wbiła zęby w ramię chłopaka. „Adam” mocniej pociągnął „Demi” za włosy i prawie wyprostował brunetkę. Nie protestowała. Była podniecona, nie odczuwała bólu. Jolka zerknęła na koleżankę i chwyciła ją za pierś. Trzymała, ściskała aż ponownie pochyliła dziewczynę. Dominowała. To było takie miłe i nowe uczucie. Wcześniej go nie zaznała. Nie wytrzymała. Podniosła prawą rękę i uderzyła koleżankę w pośladek.

    – Och! – stęknęła „Demi”. Solidny klaps sprawił jej przyjemność.

    Ponownie uderzyła i raz jeszcze wyrwała okrzyk z ust podnieconej koleżanki. Jeszcze mocniej ściskała jej pierś. Koleżanka wyglądała na mocno podnieconą. Drugą rękę położyła na pośladku i zsunęła do odbytu.

    – Mały rewanż – szepnęła. Chwilę później jej palec wsunął się do odbytu „Demi”. Chłopak wydawał się zadowolony z takiego pomysłu. W każdym razie nie oponował. Palec wwiercała coraz głębiej i wreszcie zaczęła rytmicznie nim poruszać. Wysuwała i wpychała. Dostosowała się do tempa „Adama”.  Podniecona zabawą wsunęła drugi palec. „Demi” jęczała głośno, ale nie zwracali uwagi na jej reakcje. Dziewczyna właśnie doszła. nie dane było jej w pełni rozkoszować się orgazmem. Jola stawała się coraz bardziej agresywna. Coraz bardziej energicznie wbijała palce. Chłopak finiszował. W pewnym momencie szarpnął „Demi” za włosy i wyszedł z niej.

    – Siadaj! – polecił kategorycznym tonem. Teraz jego zdominowało podniecenie.

    Dziewczyna uklękła przodem do chłopaka. Jola uklękła obok. Już po chwili, po intensywnym masażu, „Adam” westchnął z ulgą i trysnął na twarz Celiny. Krople spermy spadły na Jolkę. Przycisnął penisa do ust Celiny i zmusił ją do ich otwarcia. Wtedy wepchnął członek aż po jądra. Brunetka dławiła się.

    – No! Liż go! – syknął podniecony. Jola zlizała krople, które poczuła na wargach. Palcami, które były w odbycie „Demi”, zebrała spermę z jej policzka i wepchnęła je do ust dziewczyny.

    –Słyszałaś? Liż! – była bardzo podniecona i nadal dominowała. „Demi” posłusznie przyjęła palce. Lizała penisa i palce. Chłopak mruczał zadowolony z pieszczot. Jolka ocierała palce o penisa. Drobna pieszczota wypychała policzek brunetki i sprawiała „Adamowi” przyjemność. Chłopak wysunął biodra, wpychając penisa jak najgłębiej w usta kochanki. Nie oponowała. Dał jej tyle przyjemności, więc chciała odwdzięczyć się. Najlepiej, jak potrafiła. 

    *

    Sandra, chociaż miała tylko 19 lat, wydawała się pewna siebie. Brunetka z włosami rozpuszczonymi do ramion o śniadej cerze cieszyła się zainteresowaniem chłopaków. Teraz wybierała między dziewczynami. Od tyłu podeszła do nastolatki i chwyciła ją za piersi. Zsunęła dłonie i chwyciła za brodawki. Blondynka gwałtownie drgnęła. Nie była przygotowana na taką pieszczotę.

    – Boisz się? – zapytała prowokująco.

    – Nie, ale mam bardzo wrażliwe sutki i brodawki – tłumaczyła się speszona Lena. Pod wpływem delikatnej pieszczoty odchyliła głowę do tyłu, przymknęła oczy. Tutaj czuła się bezpiecznie. Peszyło ją wyuzdanie koleżanek z drużyny. Czasami w szatni, po treningu, kiedy wyszły spod prysznica, niektórym zbierało się na wygłupy i zachowywały się bardzo odważnie, prowokująco. No, ale to były żarty. Nikt tego nie traktował poważnie. Tak przynajmniej ona sądziła. Ale teraz?! Wszystko było dla niej takie nowe i podniecające! Tym bardziej, że trochę inaczej wyobrażała sobie czas wolny na zgrupowaniu.

    Sandra zsunęła prawą dłoń na brzuch i głaskała skórę najmłodszej zawodniczki. Dłoń ciągle przesuwała się coraz niżej, aż wreszcie pogłaskała łechtaczkę. Usłyszała, jak Lena wzdycha podniecona czułym dotykiem.

    – Żadnej fryzurki? – upewniła się.

    – Tak. Jestem wygolona.

    – Nie szkodzi. Będzie wygodniej – mruknęła podniecona. – Później obejrzysz moją – zapowiedziała, sadowiąc młodą kochankę na brzegu tapczanu, na którym dwie dziewczyny uprawiały namiętne pieszczoty. Rozsunęła nogi ‘prawie’ 17-latki i delikatnie zaczęła pocierać jej łechtaczkę. Druga dłoń znowu czule drapała twardniejącą brodawkę prawej piersi.

    Lena przymknęła oczy i oparła dłoń na ramieniu brunetki. Już była bardzo podniecona i musiała mieć jakiś punkt oparcia. Pod wpływem pieszczot aż zacisnęła dłoń na jej ramieniu. Czuła wilgoć na łechtaczce. Co więcej, czuła jak wilgoć wycieka z niej! Obok sapała para dziewczyn, a nieco dalej dwie dziewczyny obsługiwały i były obsługiwane przez jakiegoś chłopaka! Te dopiero jęczały! Zabawa z dziewczynami na zgrupowaniu przeszła jej najśmielsze wyobrażenia!

    *

    Obok właśnie przemykała Majka, zadziorna szatynka. Z tej cechy jej charakteru znała ją każda. Zatrzymała się i przyjrzała uważnie:  

    – Ej, widzę, że nieźle się bawicie. 

    – Raczej dopiero zaczynamy – przyznała brunetka, potrząsając włosami. – Może chcesz do nas dołączyć? – Sandra wyczuła okazję na oryginalny „trójkąt”.

    – Dzięki, akurat jestem zajęta – w jej głosie pobrzmiewała autentyczna nutka żalu. – Ale… Ty jesteś Lena? – upewniła się, czule dotykając piersi siedzącej dziewczyny.

    – No, tak – od razu odpowiedziała 16-latka. Najmłodsza w tym gronie nadal czuła się trochę jak uczennica.

    – Może spróbujesz mnie szybko popieścić, co? – Majka czule głaskała jej pierś, wodziła palcem wokół brodawki.

    – Czyli jak? – Lena z przyjemnością akceptowała nieoczekiwaną pieszczotę, ale z trudnością koncentrowała się na rozmowie. W końcu Sandy zaczęła ją pieścić i czuła się wobec niej zobowiązana. 

    – O, tak – odpowiedziała Majka i wypięła biodra w kierunku twarzy siedzącej Leny. 16-letnia blondynka dostrzegła w mroku nie tylko wypięte biodra, ale również palce Majki, którymi dziewczyna rozchylała wejście do pochwy. Równocześnie jednym palcem leniwie pocierała łechtaczkę.

    – Spróbuj popieścić języczkiem – zachęciła ją Sandra.

    – Teraz? – Lena nie bardzo chciała dzielić się podnieceniem z drugą osobą.

    – Czekaj – westchnęła brunetka. Oparła dłoń na kolanie Leny, uniosła się i zbliżyła twarz do krocza Majki.

    – Och, ty… – po dłuższej chwili wyczekiwania w milczeniu, Lena usłyszała westchnienie i zachwyt w głosie Majki.

    Chwilę później Sandra głośno cmoknęła i cicho zachichotała.

    – Ej! Komuś zbiera się na żarty! – tuż po cmoknięciu Majka energicznie cofnęła biodra.

    – Sorki, ale miałam taką ochotę! – chichotała podniecona brunetka, potrząsając głową. Burza włosów latała w prawo i w lewo.

    – Sandra wie, że od cmoknięć dostaję ‘gęsiej skórki’ – wyjaśniła podniecona Majka. Głęboko oddychała. – A jak cmoknie moją cipkę… Szaleję!

    – Ale teraz nie zaszalałaś – brunetka dalej była rozbawiona.

    – Bo za mocno ciągnęłaś mi cipkę. Panowałam nad sobą – z dumą wyjaśniła Majka i schyliła się do brunetki. – Dziękuję. Fajnie było – szepnęła i ucałowała ją w usta. Lenie jeszcze mignęły jędrne pośladki Majki i dziewczyna zniknęła.

    – Wy tak często… – w końcu 16-latka odzyskała głos.

    – To? Nieee! No co ty! Przecież widziałaś! To tylko tak dla żartów! – Sandra nadal była rozbawiona. Znowu usadowiła się między nogami Leny. Jedną dłonią łagodnie masowała jej udo, drugą krążyła coraz bliżej krocza najmłodszej zawodniczki. – Daj spokój! Przecież ja mam chłopaka! Zresztą Majka też! Widzisz, że tylko staramy się ubarwiać nasze życie towarzyskie!

    – Tak, to widzę – gorliwie potwierdziła Lena. – I bardzo mi się podobają takie pomysły.

    – Czekaj, niech w końcu zajmę się tobą… – brunetka umilkła. Wilgotnymi wargami dotknęła podbrzusza kochanki.

    – Będę na każdym zgrupowaniu! – ponownie przyrzekła sobie Lena. Jeszcze miała wypieścić Sandrę. Schyliła się i położyła policzek na jej głowie. Namiętnie westchnęła, czując aksamitny dotyk palców kochanki na łechtaczce. Ciepły oddech pieścił łechtaczkę. Podniecenie rosło. Opuszką palca wodziła po uchu kochanki. Potem poszukała jej piersi i już jej nie wypuściła…

    *

    Aga z piłką w ustach klęczała przed swoim Panem.

    – Zmęczona? – zapytał.

    Zgodnie z prawdą pokiwała głową.

    – Ustaw się na czterech łapach bokiem do mnie – polecił, wyjmując piłkę z jej ust.

    Sprawnie ustawiła się zgodnie z poleceniem Pana i cierpliwie czekała. Po chwili poczuła ciężar na plecach. Pan położył na niej stopy. Sięgnął po drinka i pilota. Włączył telewizor i wziął łyk alkoholu. Na ekranie ukazała się para mężczyzn zabawiająca się z czarnoskórą dziewczyną. Pan oglądał pornosa. Aga też przyglądała się akcji.

    – Przodem do mnie! – padło kolejne polecenie po kilku minutach. Uklękła więc przodem do niego i czekała. Trener rozpiął spodnie i z rozporka wyjął penisa. Już sterczał. Z wrażenia przełknęła ślinę. Mężczyzna zdjął klapki i założył nogę na nogę.

    – Przysuń się i do roboty!

    Wykonała polecenie. Ustami objęła stopę i językiem delikatnie pieściła palce swojego Pana. Cieszyła się, mogąc sprawiać Panu przyjemność. Trener przełknął kolejny łyk alkoholu, odstawił drinka na stolik, chwycił ją za włosy i zaczął się nimi bawić. Mruczał zadowolony z pieszczot i masował penisa. Wiedziała, co zapowiada taki gest. Z radości jeszcze bardziej gorliwie pieściła palce.

    *

    Pan sięgnął po maskę. Gestem przywołał swoja sukę. Maksymalnie wcisnęła się między jego nogi i wyprostowała. Trener założył dziewczynie maskę.

    – Teraz reagujesz na dotyk – przypomniał. Pan był podniecony.

    Pokiwała głową. Przestraszyła się, bo najpierw myślała, że to zwykła maska, której używali bardzo często. Ta była inna. Miała zaklejone otwory na oczy, ale zapięta zasłaniała również uszy i tył głowy. Wtedy w zasadzie nic nie słyszała. Trener dodatkowo uzupełnił tę część maski, aby uniemożliwić dopływ jakichkolwiek dźwięków. Wówczas każdy dotyk był spotęgowany. Bała się, bo dotyk mógł oznaczać tylko ponaglenie do ruchu, ale mógł zapowiadać ból. Założona maska całkowicie zasłaniała usta oraz szyję i kark. Zakrywała całą głowę. Dopiero rozpięty zamek błyskawiczny umożliwiał otwarcie ust.

    Bała się tej maski. Czuła się w niej jak w więzieniu. Bezbronna, bez prawa głosu. Żadna jej reakcja nie mogła być usłyszana. Jeżeli trener skuje ręce kajdankami, nawet gestem nie przekaże swojego błagania o litość! Była przestraszona. Pan właśnie zapiął maskę z tyłu. Pochłonęła ją cisza i ciemność. Mężczyzna podszedł i z tyłu związał jej ręce. Zadrżała ze strachu. Naprawdę bała się. Zorientowała się, że sznurek krępujący jej ręce jest dość długi. Dawał jej dość dużą swobodę. Mogła trzymać ręce z boków tułowia. Chyba domyślała się, dlaczego. 

    *

    Cdn.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Blanka, cz. 2.

    Część 2.

    Jeszcze w pociągu miał miejsce incydent, który wtedy zszokował mnie, ale wspominany po latach wzbudza jedynie uśmiech rozbawienia.

    Musiałam skorzystać z toalety. W pociągu międzynarodowym były zupełnie znośne. Podeszłam do toalety, a drzwi zamknięte. Po drugiej stronie wagonu zablokowane. „Toaleta uszkodzona”, brzmiał napis na drzwiach.

    – Teraz to już na pewno wracam – westchnęłam nieco przygnębiona.

    Wróciłam pod pierwszą kabinę. Nadal zamknięta, ale ktoś tam był. Słyszałam jakiś głos.

    – Musi śpiewać, kiedy sika? – śmiałam się w duchu, zirytowana długim oczekiwaniem. Jednak nie zdecydowałam się skorzystać z toalety w następnym wagonie, bo był wagonem pierwszej klasy. Obawiałam się, że ktoś zwróci mi uwagę, że nie mam właściwego biletu. Z drugiej strony też był wagon pierwszej klasy, ale pusty i zamknięty.

    Zatem stałam i czekałam. I czekałam. W końcu w drzwiach toalety pojawił się mężczyzna, około czterdziestki, wysoki, solidnej postury, zadbany, ale z lekkim brzuszkiem. Pachniał przyjemnymi perfumami. To zapamiętałam! Od razu rozpoznałam w nim obcokrajowca. Wyszedł z toalety i szybko zamknął za sobą drzwi. Nawet nie spojrzał na mnie.

    – Nareszcie! – westchnęłam z ulgą. Odczekałam aż mężczyzna wyjdzie z zatoczki. Podeszłam do drzwi toalety i… I nie mogła ich otworzyć! Ponownie szarpnęłam klamkę. Bez zmian. Stałam zdziwiona, ale po chwili zrozumiałam, że w środku jest ktoś jeszcze. Odczekałam może dwie minuty, patrząc przez okno na mijane pola i lasy, a wówczas z toalety wyszła dziewczyna. Ładna, szczupła blondynka z dyskretnym makijażem. Swoim efektownym wyglądem i ubiorem na pewno przyciągała wzrok mężczyzn. Spory dekolt w rozpiętej bluzce pokazywał nawet brzeg stanika. Bardzo odważnie jak na tamte czasy. A dzisiaj? Chi, chi… Krótka spódniczka eksponowała długie, ładnie opalone nogi. Dziewczyna wyglądała na 26, może 28 lat. Umiała zadbać o siebie i potrafiła wyeksponować atrybuty swojej urody. Zapamiętałam sobie to spostrzeżenie.

    *

    – Przepraszam, gdzie jest „Wars”? – zapytała, widząc mnie. Wskazałam jej kierunek. Podziękowała uśmiechem i skinieniem głowy, a potem ruszyła na zakupy. Zupełnie nie czuła się zdeprymowana tym, że wiedziałam o ich potajemnej schadzce.

    – No, chyba już wszyscy? – mruknęłam do siebie, rozeźlona długim oczekiwaniem i szybko weszłam do toalety. Kiedy wracałam do swojego przedziału, dostrzegłam kochliwą parkę siedzącą w innym przedziale. Przystanęłam na moment. On pochylony siedział przy drzwiach i płynnie po niemiecku rozmawiał z mężczyzną siedzącym naprzeciwko niego. Z kolei ona zajęła miejsce przy oknie. Głowę opierała na ramieniu swojego partnera. Był w jej wieku. Oparła dłoń na jego udzie. Chłopak trzymał  w ręku polski tygodnik. Rozbawieni rozmawiali o jakimś artykule, wskazując palcami szpaltę w tygodniku. Pod oknem siedział trzydziestoparoletni mężczyzna. Bez skrępowania przyglądał się dziewczynie.

    – No, nie! W pociągu! – byłam bardziej była zdegustowana tupetem dziewczyny niż miejscem, gdzie para uprawiała szybki seks. – Ekspresowy seks w ekspresie! – śmiałam się w duchu. Mojemu nagłemu rozbawieniu podejrzliwie przyglądali się inni pasażerowie. Zignorowałam ich. – Pewnie musiał jej sporo zapłacić za taki numerek. Ale wydatek na bilety swoje i chłopaka na pewno dziewczyna odpracowała. A Niemiec dobrze zaczął podróż, chi, chi…

    Śmiałam się, bawiłam za każdym razem, kiedy przypomniałam sobie sytuację w pociągu. Wspomnienie zdarzenia zawsze wprawiało mnie w dobry humor. Ale było coś jeszcze… Po namyśle obiektywnie przyznałam, że mimo wszystko podziwiam dziewczynę za przedsiębiorczość. Kto wie? Może chłopak był równocześnie jej opiekunem?  

    *

    To nie było najważniejsze, ale w Berlinie odważyłam się wejść do sex-shopu i kupiłam kilka tanich czasopism porno. Były przecenione, oczywiście. Zaskoczyła mnie miła i pomocna sprzedawczyni. Strasznie się potem bałam, ale na szczęście nikt nas w pociągu nie kontrolował aż tak dokładnie. Nigdy więcej nie handlowałam pornosami! Na wyprzedaży w którejś z galerii handlowych kupiłam trzy bluzki i dwie pary dżinsów. Wszystko sprzedałam w zasadzie od ręki. I jeszcze dobrze na tym zarobiłam! Najbardziej zaskoczyło mnie, że dziewczyny, niby tylko na wszelki wypadek, ale złożyły u mnie kolejne zamówienia! Od mojego powrotu minęło już trochę czasu, ale…

    Musiałam, musiałam tam wrócić! Za wszelką cenę! Chciałam żyć tak samo jak oni! A przynajmniej lepiej, znacznie lepiej niż dotychczas. Komfort, dostrzegany w drobnych rzeczach używanych przez berlińczyków na co dzień, w kraju był dla mnie i większości Polaków nieosiągalny.

    Nagle, chociaż był to dłuższy proces, życie w Polsce zaczęło mnie irytować. Pierwsze dni, nawet tygodnie jeszcze były fajne. Rozmowy z rodzicami, prezenty, wspominanie pobytu w Berlinie w gronie koleżanek i znajomych, używanie kosmetyków i odzieży, którą przywiozłam. Rozkoszowanie się słodyczami. I te kolorowe opakowania… Z czasem kosmetyki spowszedniały i skończyły się, a odzież opatrzyła, chociaż nadal chętnie z niej korzystałam. Przyszła codzienność. Bardziej szara i dotkliwa niż sądziłam. Dobrobyt był tylko coraz bardziej zacierającym się wspomnieniem. Nadal nie narzekałam na nadmiar pieniędzy.

    – Wyjadę! – zdecydowałam.

    I rozpoczął się październik, a wraz z nim studia. Zawzięłam się. Kosztem wolnego czasu systematycznie doskonaliłam język niemiecki. Początkowo byłam wręcz nadgorliwa. Później mój zapał malał, a rygory studiów też zrobiły swoje, ale mimo tego w miarę regularnie korespondowałam z ciotką. Serdecznie podziękowałam za możliwość pobytu, gościnność i poświęcony czas. Ku mojemu zaskoczeniu na pierwszy list odpowiedziała od razu. Chyba grono jej koleżanek nie było zbyt liczne, a z mężem nie rozmawiała o wielu sprawach. Z czasem stawała się coraz bardziej otwarta. Mnie mogła wyżalić się. Nie lubiłam pisać listów, ale ciotce starałam się odpowiadać od razu. I tak każdy potem był w drodze tydzień, chociaż na ogół jeszcze dłużej. Opisywałam naszą codzienność, wymieniałyśmy się przepisami, ciotka chętnie wspominała życie w Polsce, które we wspomnieniach było bardziej kolorowe niż moje, a wiosną… Wiosną zdołałam wyprosić zgodę na przyjazd w wakacje! W odpowiedzi obiecałam, że nie będę zbytnim obciążeniem dla nich. Nie napisałam ciotce tylko o dwóch rzeczach: o zamiarze znalezienia pracy i niechęci do seksu z jej mężem.

    – O, cholera! – zamarłam, a potem wyprostowałam się nad prawie skończonym listem. Właśnie wpadłam na genialny pomysł!

    *

    Studenci na stomatologii byli różni. Generalnie przeciętny stopień zamożności, jednostki nawet starały się dorabiać. Kiedy oni sypiali? Nie miałam pojęcia. Inni dostawali stypendia. I ekstraklasa: kilka dziewczyn było z innej bajki. Studiowały, bo tak chciały one albo ich rodzice, ale nie przejmowały się wynikami. Ot, sposób na przedłużenie beztroskiej młodości. Kosztem rodziców, ale skoro było ich na to stać? W wakacje wyjeżdżały za granicę: Czechosłowacja, NRD, Węgry, Burgas albo Złote Piaski w Bułgarii, Jugosławia. Niektóre nawet wyjeżdżały na Zachód! RFN, Austria. Z rodzicami albo same na wczasy. Przynajmniej dwie miały rodziny za granicą: RFN, Francja. Te wyjeżdżały na dłużej i wiedział o tym prawie cały rocznik. Ależ im wtedy zazdrościłam! Zresztą od razu zauważyłam, że ubierają się w ciuchy z „Pewex”-u lub przywożą sobie z Zachodu.

    Ja w wakacje powinnam pomagać rodzicom w gospodarstwie. Jednak jeszcze zanim rozpoczęłam studia, rodzice zdecydowali się sprzedać gospodarstwo i przenieść do pobliskiego miasteczka. Od państwa ‘dostali’ mieszkanie w bloku. Rodzice podjęli pracę, a już po roku dostali telefon! W tamtych latach uznano to za wręcz błyskawiczne załatwienie podania. Tłumaczono, że to przywilej wiążący się ze sprzedażą gospodarstwa na rzecz PGR.

    Stanęłam przed lustrem. Długo krytycznie przyglądałam się temu, co zobaczyłam. Zdjęłam bluzkę, stanik. W końcu stałam tylko w majtkach i rajstopach. Zdesperowana, żeby poprawić efekt, założyłam buty na obcasie.

    – Hm, jest jak jest – mruknęłam. Uznałam, że konieczna będzie pewna korekta.

    Od dawna rozważałam ten pomysł. Byłam zdesperowana. I właśnie podjęłam decyzję. Definitywną. Westchnęłam z ulgą, ulżyło mi.  

    *

    – „Średniego wzrostu szatynka, 21 lat, studentka, niebieskie oczy, przy kości, duży biust, sympatyczna, bezpruderyjna, z poczuciem humoru. Możemy korespondować w języku niemieckim” – tak scharakteryzowałam siebie, wzorując się na innych ogłoszeniach. Wszystko zgadzało się, tylko wiosną przefarbowałam włosy na blond. Później, po kolejnych wizytach u fryzjerki, wyglądały znacznie korzystniej. Obiektywnie uznałam, że zyskałam na zmianie koloru włosów.

    W ogłoszeniu podałam również narodowość i wyjaśniłam, że szukam mężczyzny do spotkań w Berlinie. Bezpłatny anons umieściłam w niemieckim tygodniku. Potem jeszcze w dwóch. Po dwóch tygodniach do tych samych redakcji wysłałam ten sam anons jeszcze raz. Redakcjom podałam adres Basi, Polki mieszkającej w Berlinie, którą poznałam w trakcie nieudanych poszukiwań pracy w zeszłym roku. Uzgodniłyśmy kwotę za korzystanie z jej adresu. Nie była zbyt duża, ale jednak. Pieniądze zaoszczędziłam z prezentu, który otrzymałam od ciotki. Kupiłam znaczki i aż trzy duże koperty na przesyłkę do Polski. Nawet koperty były u nich solidniejsze niż te nasze. Zaadresowane koperty z naklejonymi znaczkami zostawiłam u Basi.

    – Optymistka – uśmiechnęłam się do siebie. – Tylko trzy? Może trzeba było od razu zostawić tuzin? – sarkazmem gasiłam własne wątpliwości.

    Byłam tak zdesperowana i zdecydowana, że nawet zapytałam dziewczynę, ile kosztowałoby zamieszkanie u niej. Ta jednak od razu odmówiła, bo miała chłopaka. Domyśliłam się, że koleżanka za bardzo obawiała się mojej konkurencji i dlatego zrezygnowała z dodatkowego zarobku.

    Na studiach miałam tylko jeden problem – pieniądze. Nic nowego. Typowy dla większości studentów. Zawsze ich brakowało, zawsze sprawiały kłopoty przy osiąganiu celów, były przeszkodą przy zakupach, ograniczały imprezowanie. Ba! Zdarzało się, że ich brak uniemożliwiał nawet kupienie tanich posiłków w studenckiej stołówce.

    Pieniądze uzależniały mnie od rodziców. Jednak zgodzili się pokryć koszt nauki języka niemieckiego. Wytłumaczyłam to wysokimi wymaganiami lektorki na studiach. Potem pytali już tylko o postępy i zaliczenia. Dziwili się, że w uczelni wymagają nauki drugiego obcego języka. Jakoś wyłgałam się.

    *

    Właśnie przeglądałam otrzymane odpowiedzi na anons. Mile zaskoczyła mnie ich liczba. Było ich naprawdę dużo! jedna koperta i kilkadziesiąt listów! Co za radość! Powiew Zachodu! Na wierzchu ułożyłam te, w których był numer telefonu i zdjęcia. Oraz te, w których autorzy proponowali konkretną sumę i inne warunki.

    – Żeby zyskać, trzeba najpierw stracić – zacytowałam starą sentencję i ciężko westchnęłam. Zdecydowałam, że będę dzwonić do mężczyzn wieczorem i umówię się z tym, który zaproponuje najwyższą kwotę. Byłam w stanie szybko umówić się, czyli nawet z miesięcznym wyprzedzeniem, bo akurat do Berlina dojazd był dogodny w porównaniu z całą resztą Zachodu. Do Berlina nie potrzebowałam wizy i już wiedziałam, kiedy i jak długo trzeba stać po paszport. W najgorszym przypadku, gdyby facet mnie oszukał, mogłam przenocować na dworcu, ewentualnie u ciotki, i do kraju wracać pierwszym pociągiem. Rodzicom obiecałam zwrócić pieniądze za telefon z tego, co zarobię w studenckiej spółdzielni, więc nie protestowali. Ale zadowoleni też nie byli. Nigdy nie widzieli tak wysokich rachunków za telefon. Tłumaczyłam, że mam szansę w wakacje pracować jako opiekunka dziecka albo sprzątając mieszkania. Wcale nie zadowoliłam rodziców takimi argumentami.

    *

    Trzeci dzień rozmów, szósty telefon, szósty facet. Już serce nie skakało mi do gardła, dłonie nie pociły się, nie irytowałam się swoją wymową, a warunki przedstawiałam dość płynnie, bez zacinania się. Rozmowę kończyłam po kilku minutach, kiedy uzyskałam najistotniejsze informacje. Ich odpowiedzi trawiłam dłużej, bo jednak żywy język brzmiał inaczej niż ten na konwersacjach. Nie prosiłam o powtórzenie odpowiedzi, tylko pytaniem upewniałam się, czy tak brzmiała jego odpowiedź. Przepraszałam za krótką rozmowę, ale otwarcie tłumaczyłam się wysokimi kosztami międzynarodowych rozmów telefonicznych. Kiedy mężczyźni proponowali, że zadzwonią, wybranym podawałam numer do akademika i ćwiczyłam z nimi zwrot: „Proszę drugie piętro” i drugi: „Proszę Blankę, pokój 210”. Na każdym piętrze był telefon bez tarczy. Tylko do odbierania rozmów. Narzucałam też porę telefonowania. Wymówienie numeru pokoju to był dla nich dramat, ale z kolei mieszkańcy piętra szybko zorientowali się do kogo są telefony rozmówców posługujących się niemieckim. Poza tym na piętrze mieszkała tylko jedna Blanka. Po jakimś czasie wystarczało krótkie „Bitte, Frau Blanka”. A poza tym dyżurowałam o umówionej porze.

    Ciekawskim wyjaśniłam, że z pomocą dalekiej rodziny w Niemczech załatwiam sobie pracę – opieka nad domem albo regularne sprzątanie. Stąd telefony z pytaniami.

    – Bo jestem tańsza niż Niemki – wyjaśniałam zaciekawionej koleżance z pokoju. – I będę mieszkać u ciotki. – Tym argumentem kończyłam większość rozmów, gdy pojawiały się prośby o pomoc w znalezieniu podobnej pracy.

    – Ty, a mnie też mogłabyś załatwić taką pracę? – Mariola od razu stała się rozmowniejsza.

    – Jeżeli będę na miejscu, to dam ci znać. Obiecuję – uśmiechem potwierdziłam obietnicę. – A co tam! Wiele rzeczy mogę obiecać. – Wiedziałam, że załatwiając komukolwiek pracę, natychmiast miałabym masę ‘znajomych’ w akademiku. – Ale po co mi tacy niby-znajomi? – nie łudziłam się trwałością takich kontaktów.

    *

    – Hej, Blanka! Co słychać? – Mirek, kolega z roku, dogonił mnie przed aulą.

    – A, dzięki. Jakoś leci.

    – Może poszłabyś na imprezę w sobotę?

    – Czy ja wiem? Zobaczymy. Mam sporo nauki.

    – OK, przypomnę się. Cześć!

    – Cześć… – domyślam się, że informacja o losach mojego chłopaka rozeszła się i są chętni na moje ciałko. Wracam do akademika. Jestem wcześniej niż zwykle. Jakiś błąd w planie i przeniesiono nasze ćwiczenia. – Efekt zmiany prowadzącego co cztery tygodnie – mruczę pod nosem. Już trzymam klucz, ale naciskam klamkę i drzwi… otwierają się. Wchodzę do pokoju. Prawie wypuściłam klucze z ręki!  

    Obcy mężczyzna stoi przy tapczanie w rozpiętej koszuli i z rozpiętym rozporkiem, a naga Mariola klęczy na tapczanie. Nieznajomy trzyma jej głowę i rżnie moją koleżankę w usta! Jak mocno! I sapie! Mężczyzna odwraca głowę w moim kierunku, patrzy zaskoczony. Kiedy mija efekt zaskoczenia, uśmiecha się do mnie. Zachęcająco kiwa dłonią. 

    Równie zaskoczona szybko wchodzę i zamykam drzwi.

    – Och! Prze-pra-szam! – w końcu wypowiadam to słowo. Szeptem. Jestem zaskoczona i nieporadnie próbuję wycofać się.

    – Wchodź! Wchodź! Będzie weselej – zachęca mnie. Nie wygląda na skrępowanego. Cały czas tkwi w jej ustach.

    Mariola patrzy na mnie przestraszona. Spłoszona moją obecnością, chce cofnąć głowę. Mężczyzna reaguje dość obcesowo:

    – A ty co? Czekaj aż skończę! – znowu chwyta jej głowę obiema rękoma i intensywniej rusza biodrami. – Zapomniałaś, jak się umawialiśmy, co? – mocniej uderza biodrami. Mariola dławi się.

    Nie wiem, co mam zrobić. Nie mam ochoty na seks-teatrzyk. Zwłaszcza, gdy w głównej roli widzę koleżankę z pokoju. Pospiesznie odwracam się. Chcę wyjść. Nie zdążyłam położyć dłoni na klamce, gdy słyszę:

    – Zostań! – mężczyzna osadza mnie surowym głosem. – Siądź i zaczekaj! Zaraz kończę! Musimy pogadać! – wycofuje penisa.

    Mariola ciężko oddycha. Nie patrzy w moim kierunku. Mężczyzna popędza ją, klepiąc w tyłek. Dziewczyna, klęcząc wypina pośladki i opiera się na rękach. Facet w butach staje na tapczanie i grubym penisem płynnie wchodzi w nią od tyłu. Stoję sztywna z wrażenia i patrzę jak spółkują. Mariola jęczy, rzęzi, piersi kołyszą się, pochyla głowę i napina mięśnie, żeby znieść jego siłę. Facet mocno wali biodrami o jej pupę. Odgłos świadczy o tym, że jest bardzo mokra. W końcu dziewczyna nie wytrzymuje i kładzie głowę na tapczanie. Twarz skierowała w moim kierunku. Spotkałyśmy się wzrokiem. Od razu zamknęła oczy. Jęczy coraz głośniej. Nagle facet nieruchomieje. Wychodzi z niej, schodzi z tapczanu, masuje penisa.

    – Chodź tu!

    Podnoszę głowę. Zmęczona i podniecona Mariola klęka i patrzy na kochanka, a on tryska na nią spermą. Dziewczyna zamyka oczy.

    – Ty, słuchaj! Nie chciałabyś tak się zabawić? Masz ochotę? – facet kieruje te słowa do mnie.

    – Ja? – czuję się jak uczennica wywołana do tablicy. – Nieee. Nie, dziękuję – odpowiadam prawie szeptem. Jestem speszona i zaskoczona tym, co zobaczyłam. – Dobrze, że przynajmniej korzystali z jej tapczanu. – Nadal stoję w tym samym miejscu, z torbą i kluczami w rękach.

    Facet porusza jeszcze biodrami, kiedy Mariola posłusznie obciąga mu. Po jej twarzy ścieka sperma. Cały czas klęczy na tapczanie. Dziewczynę wyraźnie deprymuje moja obecność. Prawą ręką facet zachłannie miętosi raz jedną, raz drugą pierś. W pewnym momencie nieruchomieje:  

    – Eeech… Świetnie! – wzdycha głęboko i wycofuje penisa z ust.

    Mariola wyciera usta, a on zadowolony chowa lekko zwiotczałego penisa w slipy i zapina spodnie. Potem zapina koszulę. Rozsiada się na tapczanie. Chwyta Mariolę za pierś i przyciąga do siebie. Dziewczyna posłuszni przysuwa się i kładzie tuż przy nim. Kuli się, unikając mojego wzroku, a on maca pierś i w milczeniu patrzy na mnie.

    – Słuchaj, pogadaj z… Mariolą. Właśnie. Mnie się podobasz. Chętnie skorzystam, jeżeli będziesz zainteresowana. Zresztą, nie muszę być tylko ja – patrzy na mnie taksującym wzrokiem. – Finansowo będziesz zadowolona. No, pogadajcie sobie, a ja będę już leciał.

    Z krzesła zabiera elegancką marynarkę, sprawdza klucze, portfel. Miga breloczek z kluczami do bmw. Rzuca okiem na stolik. Podążam za jego wzrokiem. Na serwetce leży telefon. I banknoty. Sięga po telefon i wychodzi. Od drzwi uśmiechnięty kiwa nam dłonią i rozluźniony mruga porozumiewawczo:

    – Do następnego razu. Cześć!

    Cisza. Milczymy obie. Mariola chusteczka higieniczną ściera spermę z twarzy.

    – Wiesz… – wzdycham ciężko. – Chyba musimy pogadać – próbuję zacząć.  

    Mariola zakłada szlafrok, wkłada klapki, bierze ręcznik, mydło, szampon i bez słowa wychodzi do łazienki.

    – No, to pogadałyśmy.

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Plener

    Razem ze znajomymi wyjechaliśmy na wakacje nad jezioro. Chcieliśmy dobrze się bawić, imprezować i dużo pić. Typowy wyjazd nastolatków. Z jednym kolegą miałam najlepsze relacje, zawsze świetnie się dogadywaliśmy i zawsze super bawiliśmy. Tym razem było jednak jeszcze lepiej. Wieczorem poszliśmy na imprezę na plaży, dużo ludzi, głośna muzyka i przede wszystkim dużo alkoholu. Oboje z K. Po paru godzinach byliśmy bardzo zmęczeni, więc postanowiliśmy oddalić się od zgiełku i chwilę odpocząć. Znaleźliśmy fajną polanę, w środku lasu i tam postanowiliśmy usiąść. Położyłam głowę na jego nogi, a on swoją rękę na mojej twarzy, muskając ją delikatnie. Patrzyliśmy na siebie przez chwilę, gdy on nagle się do mnie uśmiechnął. Kochałam ten jego uśmiech, był taki szczery i miał coś takiego, że nie mogła oderwać od niego wzroku. Podniósł mnie delikatnie i pocałował w czoło, to było takie przyjemne. Postanowiłam nie czekać dalej w napięciu i to ja przejęłam inicjatywę. Pod wpływem alkoholu stawałam się odważniejsza. Pocałowałam go w usta, a on nie stawiał oporów. Usiadłam na przeciwko niego i zapytałam czy na pewno tego chce. On kiwną głową że tak. Zaczęliśmy się namiętnie całować, a moje ręce szybko powędrowały w stronę jego spodni. Ściągnęłam je, a przed moją twarzą ukazał się duży i już twardy członek. Wepchnęłam go sobie do buzi i zaczęłam mu robić loda. Wsadziłam go tak głęboko, że nie mogła chwilami złapać powietrza i zaczynałam się dusić. Widziałam że mu się to podoba, bo złapał mnie za włosy i energicznie poruszał nią. Nie zdążyłam nic powiedzieć, kiedy jego nasienie zalało mi całe usta. Widziałam że jest mu jeszcze mało. Wsadziłam jego przyjaciela pomiędzy swoje piersi, a on zaczął nim poruszać, kiedy z powrotem zrobił się sztywny, to on przeszedł do działania. Uniósł mi do góry spódniczkę, a moje majtki odsunął na bok. Zaczął mi robić minetkę, a ja jęczałam z podniecenia. Kiedy zrobiłam się mocno mokra, on położył się na trawie, a ja dosiadłam jego przyjaciela. Skakałam na nim najszybciej jak tylko potrafiłam, a on pomagał mi poruszając swoimi biodrami. Gdy znudziła mi się ta pozycja, złapał mnie mocno za włosy, położył na ziemi i zaczął ostro ruchać w pozycji misjonarskiej. Zatkał mi usta swoją dłonią, a ja krzyczałam w niebogłosy z podniecenia. Było mi tak dobrze. Czułam że mój orgazm zbliża się, zresztą K. już też powiedział że zaraz dojdzie. W trakcie mojego orgazmu, wyciągnął swojego przyjaciela ze mnie i zawartość swoich jąder wylał na moje ciało. Wzięłam go do ust i wylizałam resztki spermy z jego penisa. On pobawił się chwilę jeszcze moja cipką i oboje padliśmy zmęczeni obok siebie. 

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Zimna Suka