Author: admin

  • Wspomnienia z dziecinstwa – Dorastanie

    Drodzy Czytelnicy!

    Na wstępie chciałem Was przeprosić za tak długą przerwę, ale w moim życiu zaszły wielkie zmiany. Musiałem wstrzymać spisywanie wspomnień. Teraz będę miał więcej czasu – mam nadzieję. Jako zadośćuczynienie wstawiam obszerną historię moich przygód. Jeśli się spodoba i będziecie chcieli więcej – piszcie w komentarzach.

    Już wcześniej pisałem, że pływanie było jedną z moich pasji. W wodzie czuję się jak ryba. Będąc na basenie zauważyłem, że przyglądają mi się dwie dziewczyny. Pomyślałem, że dam popis swoich umiejętności. Wszedłem na skocznię, miała trzy metry wysokości. Skakałem z niej dziesiątki razy, nawet z przewrotką. Nie wiem dlaczego tak się dzieje, ale pewnie też mieliście taką sytuację, że jak chce się coś zrobić na pokaz to nie wychodzi. Do tej pory nie wiem co poszło nie tak. Spadłem ze skoczni na tak zwaną “dechę”. Uderzenie o taflę wody było tak duże, że straciłem orientację pod wodą. Oszołomiony próbowałem zobaczyć, gdzie jest góra, a gdzie dół. Wynurzyłem się wreszcie i jakoś dopłynąłem do drabinki. Skóra szczypała mnie ogromnie. Kiedy chciałem wyjść, zobaczyłem nad sobą zgrabne nogi.

     – Nic Ci nie jest? – usłyszałem pytanie.

     Nade mną stała dziewczyna, która wcześniej mi się przyglądała. Miała ciemną cerę, tak jakby się mocno opaliła. Czarne kosmyki włosów wystawały jej spod czepka. Kiedyś można było pływać w miejskim basenie tylko jeśli miałeś czepek i białe kąpielówki. Miała wysportowaną figurę, widać było, że dba o kondycję, ale mnie, chłopakowi z krwi i kości wpadło w oczy jedno:

     Brak piersi.

     Byłem na tym etapie rozwoju, że pierwsze, co rzucało mi się w oczy u dziewczyny, to jej kobiece kształty. Wtedy ideał dziewczyny to 90/60/90 – piersi, brzuch, pupa. Jeśli piersi lub pupa była bardziej wypukła to jeszcze lepiej. Coś na kształt Marylin Monroe. Niestety, ta dziewczyna miała 60/60/90. Klatka tak samo płaska jak brzuch. Może przesadzam, ale takie było moje pierwsze spostrzeżenie. Za to twarz miała piękną. Swoją egzotyczną urodą przypominała mi Włoszkę lub Hiszpankę.

     – Halo! Słyszysz mnie? Dobrze się czujesz?

     Byłem jeszcze lekko zamroczony, ale udało mi się wyjść z basenu.

     – Spoko, nic mi nie jest, zawsze tak skaczę – po chwili dotarło do mnie co powiedziałem.

     – Ho, ho, trzeba mieć nie lada kondycję, żeby tak cały czas skakać – zachichotała.

     – To znaczy nie tak, skakałem dobrze, nie wiem co się stało..

     – Wiem, widziałam cię wcześniej. Chodź, musimy coś przyłożyć na tą czerwoną skórę. A przy okazji jestem Sylwia – powiedziała wyciągając do mnie dłoń. Miała silny uścisk jak na nastolatkę. Poprowadziła mnie do drugiej kobiety.

     – Siadaj tutaj. To moja ciotka Marzena.

     – Dzień dobry pani.

     – Mów mi Marzena. Nie jestem jeszcze taka stara.

     Tego co brakowało Sylwii, Bóg dał Marzenie podwójnie. Jej piersi kołysały się na boki, nawet przy niewielkim ruchu, jakby chciały wyskoczyć z mocno opiętego biustonosza. Wiedziała, że na nie patrzę i bez skrępowania dalej je eksponowała, opierając ręce z tyłu i wypinając klatkę. Jej ciało było prawie idealne, ale była dwa razy starsza ode mnie. W sumie to mogłaby być moją mamą. Zawstydzała mnie swoim przenikliwym wzrokiem. Do starszych odnosiłem się zawsze z szacunkiem, więc trudno mi było mówić jej po imieniu.

     Sylwia w tym czasie namoczyła ręcznik w zimnej wodzie i przyłożyła mi go do brzucha, który ucierpiał najbardziej. Poczułem dużą ulgę.

     – Widziałyśmy cię tutaj już wcześniej. Chyba lubisz pływać? – odezwała się Marzena.

     – Bardzo. Przychodzę tu w tygodniu, a w soboty lub niedziele jeżdżę z rodzicami nad jezioro.

     – Ja uwielbiam jeziora – wtrąciła się Sylwia – basen jest dla mnie za mały.

     – Właśnie wybieramy się pojutrze nad jezioro, chcesz się z nami zabrać? – zapytała ciotka.

     Nie wiedziałem co odpowiedzieć. Znamy się tylko z widzenia, rozmawiam z nimi pięć minut i one zapraszają mnie na wycieczkę. W tamtych czasach ludzie o wiele częściej okazywali sobie życzliwość, nieśli pomoc, ale w kontaktach damsko-męskich byli też bardziej powściągliwi. Przynajmniej w tych kręgach, w których ja się wychowywałem. Nie wierzyłem, że to przypadek. Czułem, że może to być dla mnie nowe doświadczenie.

     – No dobra, to gdzie się umówimy?

     – Daleko masz do basenu?

     – Nie.

     – To bądź tu pojutrze o dziewiątej.

      Przyszedłem na miejsce trochę wcześniej i okazało się, że dziewczyny już na mnie czekają. Zapakowałem się do auta z tyłu, obok Sylwii i ruszyliśmy. Marzena prowadziła samochód zręcznie, ale trochę za szybko. Kiedy wchodziliśmy w zakręty, koła lekko piszczały. Ciotka uśmiechała się i nuciła piosenkę która leciała w radiu.

     – Nie przejmuj się, zawsze tak jeździ – powiedziała Sylwia, gdy napotkała mój pytający wzrok. – Mówi, że im szybciej jedzie, tym bardziej czuje się wolna. Po prostu trzymaj się, żebyś w coś nie uderzył głową. Złapała mnie za rękę i tak jechaliśmy przez resztę trasy. Gdy dojeżdżaliśmy, zauważyłem, że nie znam tej części jeziora. Przedzieraliśmy się wąską ścieżką przez las. Marzena musiała kilka razy omijać pniaki po drzewach, więc doszedłem do wniosku, że to nie jest droga dla samochodu.

     – Na pewno dobrze jedziemy? – zapytałem na wszelki wypadek.

     – Już dojeżdżamy.. O! proszę, jest!

     Rzeczywiście, między drzewami zobaczyłem zielonkawą taflę jeziora. Gdy dojechaliśmy do samego brzegu, naszym oczom ukazała się niewielka polanka, a między tatarakiem, szerokie na dwa lub trzy metry, wejście do wody. Była to tak zwana “dzika plaża”. Cisza panująca w tym miejscu zaskoczyła mnie. Z rodzicami zawsze jeździliśmy na kąpieliska strzeżone, z wypożyczalnią sprzętu i masą ludzi. A tu, ani żywej duszy. Ptaki, szum wiatru w koronach drzew i słoneczna polana. Dziewczyny szybko rozwinęły koc i zaczęły nosić rzeczy z samochodu. Po rozpakowaniu rozebrały się i ułożyły na kocu. Miały na sobie modne opalacze. Rozebrałem się do kąpielówek i skromnie usiadłem na skrawku ręcznika. Przyglądałem się ukradkiem opalającym dziewczynom i pod wpływem obserwacji poczułem znajome mrowienie w dolnej części podbrzusza. Chcąc odwrócić swoją uwagę od tych wspaniałych ciał, zacząłem rozmowę patrząc na jezioro.

     – Często tu przyjeżdżacie?

     – Przyjeżdżamy tu jak chcemy poobcować z naturą – powiedziała Sylwia.

     – I jak chcemy poopalać się nago – dodała ciotka z uśmiechem.

     Zaczerwieniłem się. Kątem oka zobaczyłem, że Sylwia też się uśmiechała. Ja nie wstydziłem się naszej rozmowy, tylko zauważyłem, że kąpielówki zaczynają coraz bardziej mi odstawać.

     Przyciągnąłem kolana do klaty i objąłem je rękami.

     – A Ty? Lubisz opalać się nago? – usłyszałem.

     – Nooo…nie wiem, nigdy nie miałem okazji.

     – A od czego są plaże nudystów? Ach! Dzisiejsza młodzież! Nie wie co dobre..

     – Idę popływać – powiedziałem wstając i pobiegłem do wody.

    Tak naprawdę chciałem zamaskować potężny wzwód. Nie chciałem wyjść na niedojrzałego dzieciaka, który podnieca się skrawkiem golizny. Marzena pewnie by mnie wyśmiała. Niestety, nie jestem naturystą, nie mogę chodzić wokół nagich dziewczyn i się nie podniecać. Nigdy nie rozumiałem nudystów. Kiedyś myślałem, że Ci faceci są chorzy i nie mogą się podniecić. Mój kumpel opowiadał mi, jak raz zakradł się na strzeżoną plażę od strony morza. Wcześniej zdjął kąpielówki i wyszedł z wody, jakby był tam wcześniej. O ile w wodzie, szczególnie zimnej, członek kurczy się i to mocno, to po wyjściu musiał szybko położyć się na brzuchu, żeby zakryć przyrodzenie. Penis sterczał mu tak, że musiał wykopać w piasku rowek. Leżał tak długo, aż poparzył sobie plecy na słońcu. Ale mówił, że było warto, bo ani wcześniej, ani później nie widział tylu nagich kobiet.

     Woda zrobiła swoje i mój ptaszek powrócił do normy. Odprężony zacząłem się pluskać. Odpłynąłem na pewną odległość i zawracając zauważyłem, że Sylwia wchodzi do wody. Pływała znakomicie, była bardzo pewna swoich umiejętności. Położyłem się na plecach i pozwoliłem unosić się wodzie. Zbliżyła się do mnie i zrobiła to samo.

     – Gniewasz się? – zapytała krótko.

     – Nie, dlaczego?

     – A wiesz, ciotka lubi mówić prosto z mostu. Ciągle powtarza, że ludzi nie mogą ograniczać ani ciała, ani umysły, bo nigdy nie będą wolni.

     – Wujek podziela jej zdanie?

     – Nie ma męża. Mówi, że to kolejne ograniczenie.

    Byłem trochę skołowany, gdyż w tamtym okresie była promowana tylko jedna opcja. Rodzina – mąż, żona, dzieci. Kobieta w wieku trzydziestu lat, samotna, była postrzegana jako “stara panna”. Były to osoby które wyśmiewano i uważane były za gorsze. Starzy kawalerowie musieli nawet płacić dodatkowy podatek, tak zwane “bykowe”, za to że nie założyli rodziny.

     – A Ty jak myślisz?

     – Sama nie wiem. Ma dużo racji, ale są też ludzie co mówią, że to stek bzdur. Ciotka jest niezależna finansowo, ma niezłą chatę, samochód, jest uśmiechnięta, miła i nikomu krzywdy nie robi. Więc nie widzę w tym nic złego.

     – Więc nie chcesz mieć męża?

     – Jejku, nie wiem, nie miałam jeszcze nawet chłopaka. Wiesz co? Zgłodniałam. Wracajmy do ciotki, przywiozła dużo prowiantu.

     Płynąc z powrotem Sylwia zaczęła się ze mną ścigać, niestety nie miała szans, kilka silnych ruchów i wyprzedziłem ją o jakieś dwa metry. Wychodząc z wody rzuciła:

     – Jakbyś był dżentelmenem, to dałbyś mi wygrać!

     – Jakbym dał Ci wygrać, to byś powiedziała, że jestem słabiak!

     – Może i tak – zachichotała.

     – Jak tam moje gołąbeczki, pogruchały sobie? – powiedziała Marzena, unosząc się na rękach.

     – Ciociu!

     – Co “ciociu”? Myślisz, że chłopak nie widzi, jak na niego lecisz?

     Rzeczywiście zauważyłem to już na basenie i w samochodzie, jak trzymała mnie za rękę.

     – Taka wygadana, pewna siebie, a z chłopakiem nigdy się nie pocałowała, nie mówiąc o…

     – Ciociu!! Jeszcze słowo i nie odezwę się do Ciebie do końca życia! – krzyknęła zaczerwieniona Sylwia.

     – Dobra! W porządku, dzisiaj Ci odpuszczę. Ale wiesz, że u mnie nie ma niedomówień. Trzeba mówić wszystko, co się ma na myśli. Trzeba dążyć z uporem do celu. Nie można się poddawać w połowie drogi. Przestrzegaj moich reguł, a cały świat będzie stał przed tobą otworem.

     – Chcę już wracać! – powiedziała naburmuszona Sylwia.

     – Już? Jeszcze nie byłam w wodzie! Zjedzcie kanapki, a ja w tym czasie popływam – powiedziała i poszła w stronę wody.

     – Zdenerwowała Cię? – zapytałem, gdy byliśmy już sami.

     – Nie tak bardzo, zawsze się z nią przekomarzam. Jest prostolinijna, a niektórych to razi.

     Zaczęła wyciągać termosy i pudełka z kanapkami, warzywami, owocami, było tego naprawdę dużo.

     – Ciotka twierdzi, że musimy jeść zdrowo.

     – “Żeby skóra była jędrna, pośladki twarde, a cycki sterczące” – próbowała naśladować głos Marzeny.  “Wtedy każdy facet będzie Twój”

     Rozśmieszyła mnie. Zacząłem się śmiać, a ona mi zawtórowała. Kiedy nam przeszło, nagle spoważniała.

     – Tylko że ja odziedziczyłam cycki po ojcu – powiedziała, robiąc kwaśną minę.

    Nie wiedziałem co powiedzieć. Nie chciałem dziewczyny urazić, ale jak na złość wyobraziłem sobie faceta w biustonoszu i niechcący parsknąłem.

     – Śmieszy Cię to? – zapytała poważnie.

     – A czy Twój tata nosi opalacze?

    Po chwili milczenia wybuchliśmy śmiechem. Śmialiśmy się tak, że Sylwii poleciały łzy, a mnie zaczął boleć brzuch. W tym czasie dołączyła do nas Marzena.

     – O, widzę że nastroje się poprawiły. Chyba nie nabijacie się tak ze mnie?

     – A widziałaś kiedyś Carla w staniku? – zapytała Sylwia nie przestając się śmiać.

     – O czym ty mówisz? – zaśmiała się ciotka, bo zaraził ją śmiech siostrzenicy.

     – Carla? – zapytałem, chociaż w głowie znałem już odpowiedź.

     Dowiedziałem się, że Carlo to ojciec dziewczyny, Włoch, który ożenił się z Polką. Wyjaśniła się tajemnica ciemnej karnacji Sylwii. Rodzice mieszkali teraz na stałe we Włoszech, ale pozwolili córce uczyć się w Polsce. Opiekowała się nią siostra jej mamy u której mieszkała. Mieli stały kontakt telefoniczny, ponadto rodzice odwiedzali córkę. Sylwia miała młodszą o dwa lata siostrę, która mieszkała w Italii.

     – Nie tęsknisz za nimi?

     – Nieraz tak. Ale odwiedzają mnie, ja ich, i mi przechodzi, bo tutaj czuję się…

     – Wolna – wtrąciła się ciotka.

     – Właśnie.

    Porozmawialiśmy jeszcze chwilę, pałaszując świeże owoce i warzywa.

     – No dobrze, fajnie się rozmawia, ale na nas już czas – powiedziała Marzena – przebieramy się, pakujemy i w drogę.

     Wstała i jednym ruchem ściągnęła majtki, a następnie biustonosz. Była odwrócona do mnie tyłem, ale jak sięgała suchą bieliznę, pochyliła się i moim oczom ukazały się wargi sromowe zaciśnięte między udami. Wstałem z koca i dyskretnie odwracając wzrok spojrzałem na Sylwię. Patrzyła na ciotkę przygryzając dolną wargę. Po chwili ściągnęła swoje opalacze i podeszła do ciotki po swoje rzeczy. Pupa Sylwii była cudowna. Widać, że sport świetnie działał na jej sylwetkę. Dla mnie to było za dużo. Cała chmara motyli tańczyła w moim brzuchu. Oczywiście wszystko koncentrowało się w kroku i dosyć szybko członek zaczął nabrzmiewać.

     – “Nie myśl o pupci, nie myśl o pupci” – powtarzałem w głowie, ale im bardziej się starałem, tym bardziej miałem przed oczami ten wspaniały widok.

     – Jeśli się krępujesz, możesz się przebrać za samochodem – usłyszałem za sobą głos.

     Odwróciłem głowę i zobaczyłem, że stoi za mną Marzena. Miała majtki na sobie, ale piersi nadal miała gołe. Trzymała biustonosz w ręku.

     – Ja.. nie.. nie krępuję się.. – zacząłem dukać – tylko..

     Spojrzałem w dół. Penis prężył się pod kąpielówkami już bardzo mocno. Marzena spojrzała przez moje ramię i zobaczyła powód mojego zawstydzenia.

     – Ach! No tak! Rozumiem!

     Podniosła moje rzeczy i podając je rzuciła:

     – No, przynajmniej jesteś zdrowy i wszystko Ci tam działa.

     Zaczęła się dalej ubierać. Odwrócony od nich, szybko ściągnąłem kąpielówki, wciągając suche slipki. Gdy byłem już ubrany, podeszła do mnie Sylwia też w pełni ubrana.

     – Nie gniewaj się na nią, ona już taka jest, lubi wszystkich zawstydzać.

     – Zaczynam się przyzwyczajać.

     – Ja.. pierwszy raz rozebrałam się przed kimś innym niż ciotka. Chciałam dodać Ci otuchy, ale chyba odniosło to odwrotny skutek. Przepraszam.

     – Nie masz za co przepraszać, to..bardzo mi się podobało.

     – Czy szanowna młodzież raczy wsiąść do auta? – krzyknęła Marzena przez otwartą szybę.

     Sylwia złapała mnie i pociągnęła do samochodu. Gdy tylko usiedliśmy na tylnym siedzeniu, wtuliła głowę w moje ramię, trzymając mnie cały czas za rękę.

        Od tamtej pory spotykaliśmy się regularnie na basenie. Rozmawialiśmy, wygłupialiśmy się w wodzie, po prostu dobrze czuliśmy się w swoim towarzystwie. Marzena śmiała się tylko, że wyglądamy jak papużki nierozłączki. Sylwia była inteligentna, obyta w świecie, posiadała wiedzę z wielu zagadnień którymi się interesowałem. Dlatego mieliśmy tak wiele tematów do rozmowy. Była to pierwsza dziewczyna, która interesowała się sportem. Niepojęte dla mnie było, że wie, kto to jest Andrzej Szarmach, albo Robert Gadocha. Uwielbiałem “kłócić się” z nią, kto jest lepszy na prawym skrzydle, kto na lewym, a kto powinien grać w ataku.

      Jedną z naszych zabaw, było nurkowanie tuż przy dnie i płynięcie jak najdalej wzdłuż basenu. Oczywiście dziewczyna nie miała szans, gdyż ja już dawno przepływałem całą długość na jednym oddechu. Denerwowała się, bo bardzo chciała mi dorównać.

     Za którymś razem udałem, że brakuje mi powietrza i wypłynąłem pierwszy na powierzchnię. Po chwili wynurzyła się Sylwia jakieś dwa metry dalej i widząc że wygrała, uniosła ręce w górę krzycząc “Hura!”. Następnie podpłynęła do mnie, zarzuciła mi ręce na ramiona i popchnęła w dół. Było to klasyczne “podtapianie”, kolejne wygłupy wśród młodzieży. Ale ona nie puściła mnie, tylko razem ze mną poszła na dno. Gdy byliśmy pod wodą, objęła mnie za szyję i pocałowała. Nasze usta stykały się kilka sekund, po czym odepchnęła mnie i wypłynęła. Dołączyłem do niej. Popatrzyła na mnie uśmiechając się, wzięła głęboki wdech i zanurzyła się z powrotem. Zrobiłem to samo. Nie płynęła, opuszczała się, aż dotknęła stopami dna, a następnie usiadła na nim. Nie jest łatwo utrzymać taką pozycję, gdyż woda cały czas wypycha ciało do góry.

     Ale ja takie podwodne akrobacje robiłem dużo wcześniej. Usiadłem na przeciwko i pocałowałem ją. Stykaliśmy się tylko ustami. Nasze dłonie wykonywały powolne ruchy, aby pozostać w miejscu. To było niesamowite. Serce zaczęło mi walić i naprawdę zbrakło mi powietrza. Walczyłem chwilę, ale musiałem odpuścić, odepchnąłem się nogami od dna i wynurzyłem się łapiąc głośno powietrze. Sylwia wypłynęła śmiejąc się.

     – Przegrałeś! Jestem lepsza!

     – Nieprawda!

     – Prawda, wypłynąłeś pierwszy!

     – Jeden raz na sto! Wielkie mi co!

     – Wystarczy.

     – Powtórzymy?

     – Nie. Przegrałeś i tyle. Jestem lepsza – powiedziała i skierowała się do drabinki.

      Chwilę odpoczywaliśmy na ławeczkach, a następnie poszliśmy w kierunku szatni. Do szatni chłopaków szło się prosto, a do dziewczyn skręcało się korytarzem w prawo. Marzena poszła pierwsza i zniknęła za rogiem. Kiedy Sylwia skręciła, nie było nikogo, więc podszedłem do niej, złapałem za ramię i odwróciłem w swoją stronę. Spojrzała na mnie, lśniącymi jak dwie czarne perły oczami, a ja przycisnąłem ją lekko do ściany i pocałowałem. Objęła mnie za szyję i oddała pocałunek. Jej język musnął moją wargę, więc nie byłem jej dłużny. Wtedy odchyliła głowę i wyszeptała:

     – Ale przyznaj że przegrałeś.

     – Nie ma mowy, ja wygra…

    Nie dała mi dokończyć przykładając dłoń do moich ust.

     – Przyznaj, że jestem lepsza, albo sobie pójdę.

     Potwierdziłem szybkim skinieniem głowy.

     Zachichotała, cofnęła dłoń i przyłożyła usta. Nasze języki po zetknięciu, zaczęły badać delikatnie swoje otoczenie. Moje ręce zaczęły błądzić po jej plecach schodząc coraz niżej. Kiedy jedna dotarła do pośladków, drzwi od szatni otworzyły się znienacka i stanęła w nich jakaś kobieta. Patrzyła na nas kręcąc z dezaprobatą głową. Sylwia szybko odeszła omijając z daleka facetkę, a ja odwróciłem się i pomaszerowałem do swojej szatni. W sumie to dobrze się stało, gdyż mój członek już budził się do życia. W kąpielówkach ciężko zamaskować wzwód, całe szczęście byłem blisko szatni.

      Od tej pory byliśmy parą. Nie mieliśmy tylko okazji do pieszczot, bo nigdy nie byliśmy sami. Teraz naszą ulubioną zabawą było nurkowanie i całowanie się pod wodą. Przy ciotce, Sylwia tylko mnie obejmowała, albo cmokała w policzek. Marzena nie reagowała na nasze czułości. Chyba nawet była zadowolona, bo gdy siedząc na ręcznikach, Sylwia śmiała się z głupot które opowiadałem, powiedziała:

     – No, no, moja Sisi rozkwita. Widzę, że jesteś naprawdę szczęśliwa.

     – Sisi? – wtrąciłem.

     – Tak nazywała Sylwię jej siostra, jak była malutka.”Moja Sisi”

     – Oj, ciociu! Wiesz, że nie lubię, jak mnie tak nazywasz.

     – Ale to jest słodkie prawda? – spojrzała na mnie.

     – Śmieszne, ale fajne.

     – Widzisz? Podoba mu się.

     – No właśnie! Śmieszne! Tak mnie przezywali w szkole.

     – Moja Sisi, fajna ksywka – powiedziałem śmiejąc się.

     – Uważaj! – wyciągnęła w moją stronę palec – bo może to się dla Ciebie źle skończyć.

     – Moja..

     Doskoczyła do mnie jak pantera. Wstałem i chciałem zrobić unik, ale nie zdążyłem. Popchnęła mnie i wpadliśmy razem do wody. Po kilku minutach, zmęczeni podwodnymi zapasami, ale uradowani, usiedliśmy na skraju basenu. Kiedy odpoczywaliśmy, przechodziła koło nas dziewczyna w naszym wieku. Byłem rozłożony prawie na całej szerokości, więc musiała dać nade mną większy krok. Przeskoczyła i uśmiechnęła się do mnie. Też się uśmiechnąłem, patrząc jak kiwa biodrami oddalając się ode mnie. Miała pełne, szerokie biodra – moje ulubione.

     – Ej!

     Sylwia złapała mnie za brodę i przyciągnęła w swoją stronę.

     – Czy ty patrzysz na jej tyłek???

     – Ja?? Nie..co ty..

     – No wiesz co? Siedzisz ze swoją dziewczyną, a oglądasz dupy innych? Jak ci nie wstyd?

     – Przepraszam..to tylko tak..niechcący..

     – Jakbyś się czuł, gdybym oglądała się teraz za chłopakami, podziwiała klaty, bicepsy i się do nich uśmiechała?

      Miała rację.

     Rzeczywiście, czułbym się podle. Jesteśmy razem, wybraliśmy siebie, więc powinniśmy trzymać się zasad, tego wymaga przyzwoitość.

     – Masz rację. Przepraszam Cię.

     – Teraz ci daruję, ale wiedz, że jestem bardzo zazdrosna. Jeśli jesteś ze mną, to tylko i wyłącznie ze mną i muszę ci wystarczyć.

     Siedziała z lekko naburmuszoną miną.

     – Słuchaj..a może wpadłabyś do mnie jutro, wiesz, po południu będę sam w domu.. muszę Ci zrekompensować tą wpadkę.

     – Nie ma szans! – powiedziała to z taką pewnością, że aż mnie zatkało.

     – Och..dlaczego???

     – Nigdzie nie ruszam się bez ciotki. Tam gdzie jestem ja, tam i ona. Pilnuje, żebym nie walnęła jakiejś głupoty.

     – Nie wierzę. Jesteś zbyt mądra na robienie głupot.

     – Teraz tak..słuchaj..chcę być z Tobą szczera.. Dwa lata temu we Włoszech, wstąpiłam do żeńskiego ugrupowania. Nazywały się feministkami. Byłam praktycznie dzieckiem, ale imponowały mi dużo starsze koleżanki swoją postawą. Na początku było extra. Pochody, transparenty, obraźliwe hasła. Mogłam obrażać ludzi na środku ulicy i nikt mi nic nie mówił. Chodziłam na spotkania do klubu i tam działy się różne rzeczy. Dziewczyny pozwalały sobie na wiele. Piły alkohol, paliły marihuanę i krzyczały, że faceci to samo zło. Jak się upiły, rozbierały się do naga, tańczyły na stołach, później dobierały się w pary i całowały. Udowadniały sobie i całemu światu, że mężczyźni nie są im do niczego potrzebni.

       Któregoś razu podeszła do mnie taka jedna i włożyła mi język do buzi. Nie podobało mi się to. Nie jestem lesbijką. Odepchnęłam ją, wtedy się roześmiała i powiedziała, że muszę więcej wypić. Ale nie napastowała mnie więcej. Każdy po prostu robił co chciał.

      Pewnego razu poczęstowały mnie trawką i powiedziały, że mamy bojowe zadanie. Musimy nastraszyć pewnego gościa, który nam bruździ. Było nas pięć. Zakradłyśmy się pod dom tego faceta późnym wieczorem i czekałyśmy na niego. Jedna powiedziała, że powinien być niedługo. Widocznie go wcześniej obserwowały. Bałam się strasznie. Poprosiłam o skręta i wypaliłam  całego naraz. Ale nadal się trzęsłam. Kręciło mi się w głowie, zaczynałam widzieć podwójnie, chciałam powiedzieć, że jest mi niedobrze, ale w tym momencie jedna syknęła:

     – Jest.

     – Stój tu i pilnuj. Jakby ktoś szedł, daj znać i pryskaj – powiedziała do mnie.

     Podeszły po cichu do gościa, zarzuciły mu torbę foliową na głowę i przewróciły na chodnik. Zaczęły go od razu okładać kijami i kopać. Facet tylko jęczał. To było okropne. Wyszłam na ulicę i zwymiotowałam. Chciałam uciekać, ale nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Upadłam, ale zanim straciłam przytomność, pamiętam jakieś krzyki, bieganinę i migające światła.

      Obudziłam się w szpitalu.

     Głowa mi pękała. Chciałam ją potrzeć rękami, ale okazało się, że jedną z nich mam przypiętą kajdankami. Tak się przestraszyłam, że popuściłam w majtki. Zaczynały docierać do mnie wydarzenia z poprzedniego dnia. Po chwili przyszła pielęgniarka, a wraz z nią rodzice. Ojciec, jak zobaczył kajdanki wpadł w furię. Powiedział, że tak nie wolno traktować dzieci. Przyszedł jakiś facet i je odpiął, powiedział, że to tylko zabezpieczenie przed ucieczką. Usiadłam, przytuliłam się do mamy i rozbeczałam w głos. Mama też. Dla rodziców to był szok, nie wiedzieli, że związałam się z takimi kobietami. Mieli do mnie pełne zaufanie, a ja ich zawiodłam.

      Okazało się, że pobity facet ledwo uszedł z życiem. Ktoś wezwał policję, a że patrol był w okolicy, szybko zjawili się na miejscu. Złapali wszystkich. Mnie znaleźli półprzytomną, ujaraną na maxa, leżącą we własnych wymiotach. Wezwali karetkę, a resztę dziewczyn zabrali do aresztu.

      Później było jeszcze gorzej. Wezwania, przesłuchania, badania, a najgorszy był rozgłos. Zdjęcia moje i koleżanek pojawiły się w gazecie. Nawet telewizja wspomniała o tej napaści. Ludzie rozpoznawali mnie na ulicy i wytykali palcami. Koszmar.

     Na szczęście byłam młoda i naiwna, więc dostałam tylko dozór kuratorski. Gdy się skończył, rodzice zdecydowali, że wyjadę do Polski. Sama też chciałam stamtąd uciec. Jak ciotka usłyszała całą historię od mamy, to chociaż jest kobietą wyzwoloną, była w szoku. Obiecała rodzicom, że się mną zaopiekuje. I dlatego nigdzie mnie samej nie puszcza. I chociaż przyrzekałam ciotce wiele razy, że nie tknę narkotyków, nie ufa mi. Wie, że w Polsce młodzież też po nie sięga i nie chce mi dawać okazji.

      Ot i cała historia.

       Tysiące myśli kłębiły mi się w mózgu. Narkotyki, napaść, milicja, sprawa sądowa, takie rzeczy znałem tylko z telewizji. Jeśli ktoś poszedł do więzienia, to był później wyrzutkiem społeczeństwa. Nie mógł znaleźć pracy, nikt nie chciał z nim przebywać, a jak coś zginęło na osiedlu, milicja jechała od razu do niego.

     A narkotyki?

     Nikt z moich znajomych się nie narkotyzował. W tamtych czasach dostęp do nich był bardzo ograniczony. A może były, tylko ja się nimi nie interesowałem? Słyszałem oczywiście, że ktoś, gdzieś, znalazł “samosiejkę”, że ususzył, że wypalili, że były jaja i tyle.

       Pamiętam też, jak byłem w trzeciej klasie podstawówki, to umówiłem się z kumplem po lekcjach na palenie fajek. Za budynkiem szkoły wyjął dwa papierosy i zapałki. Pokazał mi jak ciągnąć i przypalił. Oczywiście nie zaciągaliśmy się naprawdę, tylko pykaliśmy jak fajkę. Poczułem się wtedy bardzo dorosły.

     Na nieszczęście (lub szczęście) zza rogu wyszedł facet od W-Fu ze skakanką w ręku. Nie wiem do tej pory, czy ktoś na nas naskarżył, czy to zbieg okoliczności, ale tak nam wpieprzył tą skakanką, że miałem na dupie i udach pręgi. Powiedział wtedy, że nikomu nie powie, ale jeśli jeszcze raz weźmiemy papierosy do ręki, wyrzucą nas ze szkoły. Podziałało to wyśmienicie, bo na papierosy namówili mnie dopiero w wojsku.

     Ale z narkotykami nie miałem do czynienia.

      Przypomniałem sobie jeszcze, jak za dzieciaka poszliśmy do parku i podglądaliśmy gości, co wąchali klej. Mieli torebki foliowe do których wlewali butapren, następnie siadali, przykładali torebkę do ust i to wdychali. Ślina leciała im okropnie. Co jakiś czas spluwali, a mimo to w torebce było jej pełno. Białka oczu robiły im się czerwone, i zaczynali wykonywać dziwne ruchy, jakby mieli tiki nerwowe. Było to obrzydliwe.

     A tutaj, ta piękna dziewczyna miała już takie doświadczenia. Nie wiedziałem co o tym myśleć. Pierwszy raz spotkałem taką osobę.

     – Dlaczego nic nie mówisz, wystraszyłam cię?

     – Nie. Po prostu muszę sobie to wszystko poukładać.

     – Jeśli nie będziesz chciał się ze mną spotykać, zrozumiem.

     Nie odpowiedziałem. Miałem mętlik w głowie.

     – Rozumiem – powiedziała smutno, wstała i poszła w stronę Marzeny.

      Patrzyłem jak odchodzi. Oczami wyobraźni widziałem faceta katowanego przez jej koleżanki, jego żonę, dzieci martwiące się o stan jego zdrowia. Ale przecież to nie jej wina. Ona by tego nie zrobiła. Została poddana manipulacji – tak powiedzieli w sądzie.

     

     – Sylwia zaczekaj! – krzyknąłem.

     Podszedłem do niej, a gdy się odwróciła, zobaczyłem łzy w jej oczach.

     – Słuchaj..to nie tak.. chcę się z Tobą spotykać.. po prostu.. zaskoczyłaś mnie. Tak naprawdę, to nie interesuje mnie co robiłaś kiedyś i jaka byłaś. Interesuje mnie jaka jesteś teraz. A jesteś wspaniałą dziewczyną i bardzo, bardzo chcę się z Tobą spotykać.

     Objąłem ją, a ona przytuliła się do mnie.

     – Przestraszyłam się, że to koniec.

     – Nic z tych rzeczy, za bardzo Cię lubię. Moja Sisi.

     – Eeeej! Prosiłam przecież! – powiedziała z uśmiechem, przekrzywiając głowę na bok.

     – No dobrze, już nie będę…dziś.

     Zrobiła niby groźną minę i uderzyła mnie piąstką w tors. Roześmialiśmy się co rozładowało napięcie.

     – A wracając do naszej rozmowy, to Ty możesz wpaść do mnie, kiedy tylko chcesz.

     – A Marzena się zgodzi?

     – Żartujesz?? Przecież to ona cały czas wierciła mi dziurę w brzuchu, jak powiedziałam, że mi się podobasz.

     – “Ale fajny, no idź zagadaj, zobacz jaką ma klatę, zaproś go do domu, zobacz jak świetnie pływa, jak nie pójdziesz to ja zagadam” – i tak w kółko. Twój dziwny fikołek był wyśmienitym pretekstem do rozmowy.

     “A więc wyjaśniło się, dlaczego przy pierwszym spotkaniu Marzena zaprosiła mnie nad jezioro. Szukała dla siostrzenicy chłopaka, żeby dziewczyna nie czuła się tak wyobcowana. A może też jej się spodobałem? Może jednak jej nagość miała podtekst seksualny? Może chciała zobaczyć czy się podniecę?”

     – To jak?

     – Co? – wyrwała mnie z zamyślenia – a tak, pewnie że chcę. A Marzena będzie w domu?

     – Tak. Ale jak nie przyniesiesz alkoholu, ani zioła, da nam spokój.

        Żeby dostać się do Sylwii, musiałem skorzystać z komunikacji miejskiej. Okazało się, że mieszkała w dzielnicy willowej naszego miasta. Kiedy dotarłem na miejsce, jeszcze raz sprawdziłem adres. Zgadzał się. Przede mną wyrastał duży budynek piętrowy ze spadzistym dachem. Przypominał mi domy góralskie, które widziałem kiedyś na wycieczce. Wszedłem na ganek i zadzwoniłem do drzwi. Po chwili usłyszałem kroki i zgrzyt zamka.

     – O! Jesteś nareszcie! Cześć! – Marzena uśmiechnęła się – wchodź, Sylwia już nie może się doczekać.

      Wszedłem do przedpokoju i zdejmując buty rozejrzałem się. Wszystkie wykończenia były z drewna. Podłoga, ściany, meble, wszystko pod kolor. Musiało to kosztować fortunę. W przestronnym widnym salonie stała obszerna sofa i fotele. Z jednej strony było wielkie okno, a z drugiej była prawie cała przeszklona ściana. Na jej środku były szklane drzwi wychodzące na ogród. Na stoliku pod ścianą stał duży telewizor, a na półkach pod nim magnetowid i sprzęt Hi-fi. Na ścianie wisiał duży obraz, który wydał mi się znajomy. Przedstawiał nagą kobietę, na czarnym koniu, który stawał dęba. Kobieta z rozwianymi, złotymi włosami, trzymała oszalałego konia za szyję. To był “Szał Uniesień” – przypomniałem sobie – jakiegoś polskiego malarza, czytałem kiedyś o nim. Oczywiście kopia, oryginał znajdował się w muzeum.

     Na jednym z foteli siedziała Sylwia. Miała na sobie koszulkę na ramiączka i sportowe spodenki. Uśmiechnęła się na mój widok.

     – Usiądź wygodnie, bo mam dla Ciebie informacje – powiedziała Marzena siadając na sofie.

     – Sylwia powiedziała Ci dlaczego wróciła do Polski?

     – Tak.

     – Bardzo dobrze. To nam zaoszczędzi wiele wyjaśnień. Wiesz, że jestem tolerancyjna, otwarta i wiele zakazów czy nakazów mam gdzieś.

     – Zauważyłem.

     – No właśnie. Ale są pewne rzeczy, których w tym domu nie toleruję, są to narkotyki, alkohol i papierosy. Wszystkie te używki niszczą zdrowie, a zdrowie to podstawa. Jeśli dowiem się, że coś kombinujecie z którymś wynalazkiem – koniec z przyjaźnią. Wszystko jasne?

     – Tak jest, kapitanie! – zawołała Sylwia, stając na baczność i salutując. Następnie złapała mnie za rękę i pociągnęła na górę. Byliśmy już w połowie schodów, kiedy zatrzymał nas głos ciotki.

     – Hola! Hola! Nie tak szybko! Jeszcze jedna ważna rzecz!

     – Co takiego? – Sylwia przekręciła oczami zniecierpliwiona.

     – Macie zabezpieczenie?

     – Ciociu!!

     Zauważyłem, że nie była tym pytaniem zawstydzona. Po prostu dosyć miała nakazów i pouczeń.

     – Nie ma “ciociu”! Twoja matka by mnie zabiła, jakbyś zaszła w ciążę! Myślicie, że nie wiem co robi młodzież w waszym…

     – Mamy zabezpieczenie – przerwałem jej w pół zdania. Sylwia spojrzała na mnie zdziwiona.

     – No, mądry chłopak, no to już, zmiatajcie – powiedziała Marzena, odwróciła się i poszła włączyć telewizor.

     Weszliśmy na górę, do pokoju dziewczyny. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to plakaty Michaela Jacksona. Widać, że była jego fanką. Ucieszyłem się, gdyż lubiłem tego wokalistę. W tamtym okresie, wyszła jego płyta “Thriller”. Pamiętam, że to był hit na całym świecie. Utwory z płyty długo zajmowały pierwsze miejsca na listach w wielu krajach.

     – Chcesz posłuchać Jacksona?

     – Pewnie.

     Włączyła kasetę i usiadła na łóżku opierając się o ścianę. Poszedłem za jej przykładem, a gdy tylko usiadłem przytuliła się do mnie i zaczęła opowiadać o swoim idolu.

     Po kilku minutach podniosła głowę patrząc mi w oczy.

     – Okłamałeś ciotkę o tym zabezpieczeniu?

     – Nie.

    Naprawdę miałem prezerwatywę, ale nie wziąłem jej specjalnie. W każdych spodniach jeansowych, w prawej przedniej kieszeni, była dodatkowa, mała, kwadratowa kieszonka. W Ameryce mówili, że była do starych zegarków na łańcuszku, u nas znane jako “cebule”. Natomiast w Polsce mówiono, że to na prezerwatywy. I ja włożyłem tam erosa, bo fajnie pasował, a przypomniałem sobie o nim dopiero, podczas rozmowy z Marzeną.

     – Chcesz się ze mną kochać? – spytała.

     – No. A Ty?

     – Problem w tym, że jestem dziewicą więc.. nie wiem.

     Przyciągnąłem ją do siebie i pocałowałem. Po chwili odsunęła się i ściągnęła koszulkę. Nie miała stanika, bo w sumie go nie potrzebowała. Następnie zdjęła spodenki i majtki. Była goła, ale w ogóle się nie wstydziła. Położyła się na łóżku i czekała na mnie. Ja w tym czasie też się rozbierałem, ale zeszło mi trochę dłużej. Jak odkryłem stojącego członka Sylwia nie była zdziwiona, czy zaciekawiona. Domyśliłem się, że widziała już ten organ. Widocznie miała już doświadczenie z chłopcami. Pomyślałem o Emilce, która robiła ze mną różne rzeczy, a zachowała dziewictwo.

     Położyłem się przy niej na boku opierając penisa na jej udzie. Całowałem ją, a moja ręka błądziła po jej ciele, od piersi po wzgórek łonowy. Jak opisać piersi? Wielkością przypominały małe morele. A teraz jak leżała na plecach, prawie wcale nie odstawały. Monika miała większe niż ona. Oczywiście ściągnięte sutki odstawały od klatki, ale ja miałem identyczne jak zmarzłem. Druga rzecz, która wpadła mi w oczy, to fajnie wycięte włoski na wzgórku. Wąski paseczek zaczynał się na górnej części, a kończył dopiero przy rowku skrywającym łechtaczkę. Reszta była idealnie wydepilowana. Kiedy pieściłem wzgórek, jej oddech przyśpieszył, a nogi mimowolnie rozeszły się delikatnie na boki, dając mi miejsce do dalszych pieszczot. Zjechałem ręką, ale dużo niżej, na kolana i łydki. Miała bardzo gładką skórę na nogach, wyczułem, że je także goliła, co w tamtych czasach było rzadkością. Oddychała już szybko i głęboko, więc powróciłem na wzgórek i zjechałem środkowym palcem w dół, między wargi sromowe. Wstrzymała powietrze, by za chwilę głośno je wypuścić. Była gorąca i mokra. Zacząłem pocierać wilgotną szparkę, wargi mniejsze i łechtaczkę. Czułem jej przyjemność, poddawała się całkowicie moim pieszczotom, a jej biodra dopasowały ruch do mojego palca. Doszedłem do wniosku, że jest już gotowa i sięgnąłem po gumkę. Zauważyła co mam w ręku i zmieszała się.

     – Wiesz co? Moglibyśmy to przełożyć? Tak jak teraz jest fajowo.

     – Spoko, mnie też tak pasuje – odpowiedziałem zgodnie z prawdą.

     Sylwia odnalazła ręką członka, objęła go i zaczęła poruszać nią w przód i w tył. Zsuwała skórkę dosyć nieporadnie, ale byłem tak podniecony, że to wystarczało w zupełności. Przyśpieszyłem ruchy swojego palca, gdyż czułem szybko narastające napięcie w podbrzuszu. Nie myliłem się, po paru chwilach zacząłem tryskać na uda Sylwii. Poruszała szybko rączką, a przestała dopiero, kiedy nie czuła strzałów nasienia. Trochę głupio mi się zrobiło, że doszedłem pierwszy, ale dziewczyna nic sobie z tego nie robiła, nadal zaciskała dłoń na moim członku i szybko poruszała biodrami w rytm palca.

     Nagle wstrzymała powietrze, zacisnęła nogi i znieruchomiała. Mijały sekundy i nic, żadnych jęków, żadnych drgawek, żadnych ruchów. Mimo, że poruszałem nadal palcem leżała sztywna jak kłoda. Trwało to dosyć długo, wreszcie wypuściła głośno powietrze i rozluźniła się. Zwolniła też uścisk na penisie, chociaż trzymała go nadal. Zastanawiałem się czy miała orgazm. Pierwszy raz widziałem taką reakcję.

     – Dobrze Ci było? – spytałem niepewnie.

     – Noo. Tak dobrze to się jeszcze nie czułam.

     – Nie miałaś nigdy orgazmu?

     – Miałam. Wiem co to masturbacja głuptasie. Ojej! Ale mnie zalałeś – powiedziała spoglądając na swoje uda.

     – Jak puścisz mojego ptaszka, to podam ci chusteczki.

     – No daj się jeszcze nacieszyć, pierwszy raz go trzymam – chichotała.

     – Poważnie?

     – Yhm.

     – To skąd wiesz jak pieścić chłopaka?

     – No nie żartuj! Przecież w szkole był cały rozdział o masturbacji dziewcząt i chłopców.

     – To chyba we Włoszech, bo na pewno nie w Polsce.

     – Ach! No racja. Ale szkoła to nic. Przecież mieszkam z kobietą wyzwoloną nie? Żebyś wiedział ilu tu się przewinęło facetów, to byś nie uwierzył.

     – Mogę się domyślać.

     – No, a myślisz, że ciotka kryła się z nimi? Ta sofa na dole przeżyła więcej niż łóżko w burdelu.

     – Przesadzasz – zaśmiałem się z porównania.

     – Wcale nie. Jak ciotka ma ochotę, podrywa faceta, przyprowadza na noc i uprawia z nim seks. Rano po gościu zostaje wspomnienie. Mamy umowę, że jak przyprowadza mena, ja nie schodzę na dół. Mówi im, że mieszka sama. Ale jak słyszałam te hałasy, to musiałam to zobaczyć. Siadałam na schodach i patrzyłam przez szczebelki co robią. Nie wiem czy są pozycje których nie znam.

     Któregoś razu ujeżdżała gościa podskakując na nim i zobaczyła mnie siedzącą na tych schodach. Myślałam że zrobi mi awanturę, ale puściła do mnie oko i jeszcze głośniej jęczała. Później już wiedziała, że się przyglądam i chyba robiła specjalnie takie rzeczy, żeby wyglądało jak pokaz. Dużo rozmawiałam z ciotką na temat seksu. Tutaj to nie tabu. Aż wreszcie mi się znudziło i już ich nie podglądam.

     – Ale słuchaj jaka heca – przypomniała sobie – pewnego razu obudziłam się rano i zaspana zeszłam na dół. Wchodzę do kuchni, a tam facet stoi na waleta i je kanapkę. Ja już widziałam tyle fiutów, że była to dla mnie normalka, więc powiedziałam “dzień dobry”, przeszłam koło niego, nalałam sobie mleko z lodówki i wróciłam na górę. Gościu – słuchaj – o mało się nie udławił. Ubrał się jak błyskawica i dał dyla. Myślał, że jestem jej córką i zaraz pojawi się mąż.

     – O kurde! Chciałbym zobaczyć jego minę.

     – Wyjrzałam przez okno, bo usłyszałam trzaśnięcie drzwiami. Uciekał tak szybko, że dopiero na ulicy buty zakładał!

     Śmialiśmy się do łez.

     – Chodź, musimy się umyć, bo się cała kleję – powiedziała Sylwia i zaprowadziła mnie do łazienki.

        Pierwszy raz widziałem takie pomieszczenie. Była tak duża jak pokój i cała w kamieniu, chyba marmurze. Wanna z tego samego materiału, stojąca w rogu mogła pomieścić ze cztery osoby. Zielone pędy kwiatów wiły się po suficie, by zejść po ścianach po obu stronach wielkich luster, które umiejscowione były na przeciwko siebie. Dawało to taki efekt, że widziałem w lustrze mniejsze lustro, w tym mniejszym jeszcze mniejsze i tak w nieskończoność. Wydawało mi się, że stoję w pomieszczeniu, które nie ma końca. W drugim rogu stała obszerna kabina z prysznicem, i to tam właśnie weszliśmy. Miejsca było tyle, że mogliśmy tańczyć. Jak Sylwia puściła wodę, okazało się, że leci ona z kilku stron, nie z jednego sitka, jak u mnie.

     Po kąpieli staliśmy nadzy przed lustrem wycierając się. Podszedłem do Sylwii od tyłu, przełożyłem ręce pod jej pachami i położyłem dłonie na piersiach. Jednocześnie, lekko nabrzmiałego członka wcisnąłem między jej pośladki. Masowałem jej sutki, zataczając coraz większe koła i patrzyłem na nasze odbicie w lustrze. Ona szczotkowała w tym czasie swoje czarne loki.

     – Szukasz tam czegoś? – spytała patrząc na moje dłonie. – Daruj sobie. “Z przodu plecy, z tyłu plecy, Pan Bóg stworzył mnie dla hecy” – wyrecytowała jak wierszyk. Ale nie uśmiechała się.

     – Chciałabyś mieć większe piersi?

     – Nie wiem, chyba tak. Nie mam kompleksów z ich powodu, ale wiem jak powinna wyglądać kobieta. Mam przykład ciotki.

     – Akurat z nią nie powinnaś się porównywać. Tak duże piersi to rzadkość.

     – Wiem. Chodzę przecież na basen. Ale wiem też, za czym oglądają się faceci.

     Patrzyła przez chwilę na siebie w lustrze.

     – A Ty chciałbyś, żebym miała większe?

     – Szczerze mówiąc, też nie wiem. Nie zastanawiałem sie nad tym. Podobasz mi się taka, jaka jesteś. Myślę, że duży wpływ ma na to Twoja osobowość, pewność siebie, inteligencja. Razem z ciałem robi to świetne połączenie – mówiłem to co myślałem.

     Roześmiała się szczęśliwa, odwróciła do mnie i pocałowała. Masowałem jej pośladki i już zaczynało mi się robić ciepło, gdy nagle drzwi się otworzyły i wparowała Marzena. Odskoczyłem od Sylwii i odruchowo zasłoniłem przyrodzenie. Ciężko mi było to zrobić, bo byłem już mocno podniecony. Ale ona nawet na nas nie spojrzała, jakby nas nie było, podeszła do lustra naprzeciwko i zaczęła grzebać na półce z kosmetykami. Była ubrana w zwiewny szlafrok, tyle że nie związany i przy ruchach widziałem jej piersi, a także czarny trójkąt w dole brzucha.

      Sylwia widząc moje zawstydzenie podeszła do ciotki.

     – Prosiłam, żebyś nas nie zawstydzała.

     – Daj spokój, chłopak mnie przecież zna. Przeszkadzam Ci? – spojrzała na moje odbicie.

     – Niee..

     – No widzisz? Przyzwyczaił się.

     Znalazła tusz do rzęs, pochyliła się i zaczęła go nakładać.

     – A ty jak? – zwróciła się do dziewczyny – wypieszczona?

     – Noo – powiedziała z radością Sylwia – miałam cudowny orgazm.

     Wzięła jakiś krem, oparła nogę o brzeg wanny i zaczęła go wcierać.

     – Mówiłam Ci – co facet, to facet. Nie ma nic lepszego. Ja w twoim wieku nie miałam..

       Nie słyszałem co dalej mówiła. Byłem w szoku. Rozmawiały przy mnie o tak intymnych rzeczach jak orgazm, seks, masturbacja, wszystko co było największą tajemnicą w moim otoczeniu. Nikt nie zwierzał się nikomu ze swoich problemów, obaw, czy uczuć dotyczących seksu. W ich ustach, było to tak naturalne i bezpośrednie, jakby rozmawiały o gotowaniu, czy modelowaniu włosów.

      Wiedziałem już, od czego są wolne. To wstyd ograniczał ludzi. Nie mogli się porozumieć, bo najzwyczajniej w świecie się wstydzili. Wstydzą się swoich potrzeb, zachowań, własnego ciała, wszystkiego, czego nie uważają za normalne.

        Ale co jest normalne?

     Czy zastanawiali się, że druga osoba może mieć takie same potrzeby? A jeśli nie ma, to może spróbuje razem z nim rozwiązać jego obawy? Co jest normą w sypialni?

       Powiem Wam: Każda sypialnia ma swoją normę!

     W jednej będzie się kochać mąż z żoną i to będzie jej norma. W drugiej, będą się kochać dwie koleżanki i to też będzie norma. W trzeciej faceci, w czwartej trójkąty, czworokąty i to też będzie ich norma! Nawet dziesięciu murzynów i jedna kobieta będzie normą! Dlaczego?? Bo ona uwielbia ich, a oni ją.

     Ja mam swoją sypialnię i swoją normę. Nie wpuszczam do niej facetów, bo uwielbiam kobiety. Ale to nie znaczy, że sypialnia mężczyzn mnie oburza. Absolutnie Nie! To Twoja sypialnia, Twoja prywatność i jeśli robimy coś z miłości, albo nawet dla przyjemności, nie krzywdząc przy tym nikogo (co jest bardzo ważne) – To jest to nasza norma.

       Opiszę Wam tutaj zdarzenie które opowiedział mi niedawno w wielkiej tajemnicy, mój dobry znajomy. Zresztą był wtedy nieźle podpity, na trzeźwo w życiu by mi nie powiedział. Był wtedy żonaty kilka ładnych lat, dwójka dzieci – zwyczajna rodzina.

     Pewnego dnia wyszedł w sobotę rano na zakupy. Pod sklepem zorientował się, że nie ma portfela. Poleciał z powrotem do domu i cichutko otworzył drzwi, bo nie chciał budzić żony. Gdy go znalazł, chciał już wyjść, gdy nagle usłyszał dziwne dźwięki dochodzące z sypialni. Żona mówiła coś i jęczała. Na początku myślał, że mówi przez sen, ale coś go tknęło.

           Uchylił drzwi i zamarł.

     Jego żona leżała naga na boku z uniesioną nogą, a z jej odbytu wystawał ogonek!!!

     Obok niej leżały jakieś kulki, wibrator, dildo, cały zestaw! A w odbycie siedział korek analny z lisią kitką!

     Kiedy zorientowała się, że na nią patrzy, przykryła się szybko kołdrą i kazała mu wyjść. Nie poszedł do sklepu. Czekał aż wyjdzie, ale gdzie tam. Prosił, żeby wyszła, powiedziała, że za bardzo się wstydzi.

     Wtedy wkurzył się, wszedł do sypialni i zaczęli rozmawiać.

     Zwierzyła mu się ze wszystkiego.

       Okazało się, że jego żona uwielbia pieszczoty analne. Dowiedziała się o tym, gdy była w zaawansowanej ciąży z pierwszym synem. Troszcząc się o zdrowie dziecka, nie odbywali już stosunków, ale któregoś dnia, gdy była sama w domu, zdecydowała się wziąć kąpiel. Gdy leżała w wannie zaczęła się pieścić. Tak po prostu poczuła chęć. Ta chęć przerodziła się w ogromne podniecenie. Zapragnęła poczuć w sobie penisa, ale męża nie było go w domu.

      Wtedy wpadła jej w oczy buteleczka żelu pod prysznic, stojąca na brzegu wanny. Przyciskając ją do krocza, zaczęła pocierać wejście do pochwy. Ale pomyślała, że nie może jej sobie włożyć, bo może coś uszkodzić. Tylko że nadal pragnęła w sobie coś poczuć. I wtedy zjechała buteleczką na odbyt. Zadrżała. Było to inne, ale bardzo silne doznanie rozkoszy. Wsunęła tylko odrobinkę i szybko poczuła jak fala orgazmu przetacza się przez jej całe ciało, by w końcu zacisnąć odbyt na butelce. Mówiła mu, że tak mocnego orgazmu się nie spodziewała.

      Potem dopadł ją wstyd. Z mężem nigdy nie pieściła tyłka, a ona sobie coś tu wkłada – zboczona.

     Nie przyznała się mężowi, ale kiedy urodziła dziecko i wrócili do seksu, czegoś jej brakowało. Było świetnie, miała orgazmy, a jednak to nie było to. Czuła to tak, jakby ułożyła puzzle z pięciu tysięcy części i brakowałoby jednego pośrodku.

     Więc któregoś razu, znów sięgnęła po flakonik. Przeżycie nieziemskie, jak za pierwszym razem. I znowu wstyd.” Mąż ci nie wystarcza, chora nierządnico”. Zaczęła się stresować, chciała powiedzieć mężowi, ale wstyd jej nie pozwalał. Czas leciał, przyszedł na świat drugi syn, a ona w tym czasie dopracowała swoje pieszczoty do perfekcji. Znalazła w Internecie stronę z zabawkami erotycznymi i w tajemnicy kupiła, najpierw jedną, potem drugą. Miała marzenia erotyczne, w których jej mąż pieści jej odbyt na różne sposoby, zaczęła nawet mówić do niego co ma robić, oczywiście jak była sama. W feralnym dniu udawała że śpi, czekała aż wyjdzie, bo cały weekend mieli spędzić razem, a ona pieściła się tylko jak była sama w domu.

        Ale co było w tym wszystkim najgorsze???

     Że on też pragnął stosunków analnych z żoną i to od dawna!!

     Po urodzeniu się drugiego syna, ich emocje erotyczne trochę opadły. Uprawiali seks, ale nie był on tak górnolotny jak dawniej. Wtedy mój kolega zaczął oglądać filmy erotyczne. W jednym z nich zobaczył, jak mężczyzna włożył całego penisa kobiecie w odbyt. Podnieciło go to. Zastanawiał się, jak by to było, gdyby włożył żonie. Ale nie – pomyślał – w życiu się nie zgodzi. Powie że jestem zboczony. Nurtowała go jednak ta myśl. Do tego stopnia, że zaczął się masturbować, marząc o pupie własnej żony. I – jak się później okazało – w tym samym momencie, co żona.

      Jak to się wszystko wydało, to… powiem tak: Nigdy nie widziałem tak szczęśliwej pary! Spotykając się z nimi, zarażali swoją radością z życia. Miłość promieniała od nich z daleka. Pytałem nawet co się stało, ale mówili, że to druga młodość. Rzeczywiście, zachowywali się często jak smarkacze, a są po czterdziestce.

     Kolega dodał jeszcze, że obydwoje żałują bardzo tych lat, kiedy żyli w kłamstwie i niewiedzy. Oszukiwali siebie i partnera, a wystarczyło pokonać wstyd i porozmawiać. Ale są dobrej myśli, eksperymentują w łóżku z zabawkami i chcą odrobić straty z nawiązką.

         Strasznie się rozpisałem, ale chciałem Wam dokładnie opisać jak zmieniało się moje myślenie w tamtym momencie, gdy stałem goły w łazience z dwoma nagimi kobietami. W ich zachowaniu nie było nic erotycznego. Rozmawiały o seksie, ale nie po to żeby sie podniecić, tylko wymieniały poglądy, doświadczenia. Marzena udzielała po prostu porad, tak jakby zdradzała przepis na wyśmienitą potrawę. Myśląc w ten sposób, zauważyłem, że mój członek zaczął się kurczyć, a podniecenie stopniowo opadało. Oczywiście, było to moje pierwsze takie doświadczenie, więc penis nadal był gruby, ale nie sterczał już do góry. Przestawałem się wstydzić, zacząłem słuchać o czym rozprawiają dziewczyny.

      … i jestem naprawdę szczęśliwa, że tak będę wspominać mój pierwszy raz – kończyła zdanie Sylwia.

     Marzena przestała się malować i spojrzała na nią.

     – Straciłaś cnotę? – powiedziała jakby z nadzieją w głosie.

     – Niee. Nie miałam odwagi. Chyba jeszcze nie jestem gotowa.

     – Ty wiesz najlepiej. Kiedy będziesz gotowa, twoje ciało ci to powie.

     – Chyba mówiło, ale przestraszyłam się.

     – Pamiętaj, nic na siłę. Można czerpać przyjemność na inne sposoby, znasz je wszystkie. Ale jak stracisz zakładamy spiralę.

     – Uhm. Jedziesz do centrum?

     – Tak.

     – Kup olejek do opalania, bo jutro ma być słonecznie, może się wybierzemy?

     – Dobrze.

     Rozmawiały o seksie i o zakupach, jakby to były dwie takie same rzeczy.

     Dokończyła makijaż i popatrzyła na siebie krytycznie.

     – No, całkiem nieźle. Ok, szanowna młodzieży, wychodzę na jakiś czas, nie róbcie nic, czego ja bym nie robiła.

     Wychodząc odwróciła się w moją stronę i spojrzała na mojego, trochę nabrzmiałego jeszcze członka. Zatrzymała się w drzwiach i patrząc na korytarz uniosła palec wskazujący do góry, a następnie skierowała go na moje krocze.

     – I zrób coś, żeby chłopak nie był taki spięty.

     – Dobrze ciociu.

     Była na końcu korytarza, gdy nagle odwróciła się:

     – I pamiętamy O?

     – Zabezpieczeniu! – krzyknęła za nią Sylwia, wcierając nadal krem w swoje jędrne ciało.

     Marzena uniosła dwa kciuki w górę i wyparowała jak kamfora.      C.d.n.

    Ps. Mam więcej materiału, niestety, nie przyjmuje tak długiego tekstu, więc podzielę na części. Pozdrawiam :).

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Venom
  • Wspomnienia z dziecinstwa – Dorastanie cz.2

     Chodziliśmy po domu całkiem nago. Najpierw na dół do kuchni, gdzie zostałem poczęstowany sokiem, potem na górę do pokoju. Skończyła się kaseta, więc Sylwia przełożyła ją na drugą stronę i włączyła ponownie. Znów opowiadała o Michaelu, jak świetnie nie tylko śpiewa, ale i tańczy. Przyzwyczajałem się do jej nagiego ciała. Coraz rzadziej wzrok leciał mi na jej pupę i powoli zaczynałem rozumieć naturystów. Ale krew nie odpłynęła całkowicie z członka i nadal czułem mrowienie. Zauważyła to także Sylwia.

     – Połóż się.

     – Po co?

     – Przecież muszę wykonywać polecenia ciotki, nie? – powiedziała z uśmiechem pokazując penisa.

     Usiadła mi na wyprostowanych nogach i wzięła go do ręki. Wystarczyło parę ruchów, by znów stanął na baczność. Ruszała dłonią przez chwilę, po czym zacisnęła mocniej.

     – Tak lepiej?

     – Hm.

    Znów ścisnęła.

     – Nie za mocno?

     – Nie.

     – Wolisz tylko po główce, czy po całym trzonie?

     Zrozumiałem do czego dążyła.

    Chciała wiedzieć, co mnie najbardziej podnieca. Zamiast pieścić na oślep, metodą prób i błędów, po prostu mnie pytała. Kiedy już wiedziała, co robić z rączką, ściągnęła skórkę i pochylając się, wzięła go do buzi. Teraz stosowała różne techniki patrząc mi w oczy. Jak dawała mi dużą przyjemność, kiwałem głową. Nie zdążyła potrenować wszystkiego, bo dałem jej znak, że nastąpi eksplozja.

     Wyjęła go z ust i zaczęła energicznie ruszać rączką. Była wspaniała. Mimo naszego dopiero drugiego kontaktu, wiedziała czego potrzebuję. Zatraciłem się w tej rozkoszy zupełnie.

     Sylwia wzięła chusteczki i wycierając ręce, patrzyła zadowolonym wzrokiem, jak po dobrze zrobionej robocie. Potem zaczęła mnie osuszać.

    – Chcesz, żebym  ci pocałował cipkę?

     – Nie, dzięki, wystarczy mi na dziś. Kurcze, ale jesteś mokry, nie wiem czy starczy mi chusteczek.

     – Ja mam w pokoju ręcznik, którym wycieram się po masturbacji.

     Zaskoczyłem sam siebie. Była pierwszą osobą, której to powiedziałem.

     – Dobry pomysł, ja zawsze używałam jednorazówek. No, ale ja nie puszczam tyle soków co ty. Często się masturbujesz?

     – To zależy. Jak miałem dziewczynę to raz, dwa razy w tygodniu.

     – A jak zaczęliśmy się spotykać na basenie?

     – To nawet raz dziennie. Marzyłem o Tobie wiele razy.

     – A wiesz, że ja też?

     – Też raz dziennie???

     – Niee, mówię, że też marzyłam jak się kochamy.

     – Aha.

     Rozmawialiśmy jeszcze długo, mówiliśmy sobie wszystko, bez zażenowania, uczyliśmy się, jak widzi świat nasz partner, co go absorbuje, czego nie lubi, co go podnieca, czego nienawidzi. Zacząłem postrzegać naszą nagość jak coś naturalnego. Nie znaczy to oczywiście, że zaraz po tym, wyjdę na ulicę na golasa krzycząc: “Patrzcie ludziska, jestem naturalny, jestem wolny!”. To subtelna zmiana zachodząca w mojej dotychczasowej normie. W mojej sypialni.

     – Zrobiło się późno, muszę się zwijać.

     – Jak będzie pogoda, to jutro jedziemy się opalać, chcesz jechać z nami?

     – Tak, a może być po południu?

     – Yhm.

     – To jesteśmy umówieni, ale zadzwonię jeszcze.

     Doprowadziłem się do porządku, otrzymałem dużego buziaka na drogę i pojechałem do domu.

        Następnego dnia podjechaliśmy na polankę około drugiej. Nie było nikogo, widocznie mało ludzi znało to miejsce. Po rozpakowaniu wszystkiego Marzena bez ceregieli rozebrała się do naga i ułożyła na kocu. Sylwia poszła w jej ślady i za chwilę golutka leżała obok ciotki. Nie pozostawało mi nic innego, jak zdjąć ubranie i dołączyć do dziewczyn. Czułem się wyśmienicie. Nie byłem podniecony, penis mi nie stał, mogłem swobodnie się opalać i rozmawiać. Nie czułem już różnicy między nagą kobietą i tą w stroju kąpielowym.

     – Nasmaruj mnie olejkiem – poprosiła w pewnym momencie Sylwia, podając mi buteleczkę.

     To był dla mnie kolejny wielki test. Co innego patrzeć na nagą kobietę, a co innego dotykać jej ciała. I powiem Wam, że nie wypadłem źle. Tylko jak jeździłem rękami po cudownych pośladkach, mój członek drgał, delikatnie się unosząc, ale jak skończyłem, uspokoił się. Kiedy się kładłem usłyszałem głos:

     – A mnie?

    Zobaczyłem wyciągniętą rękę Marzeny z olejkiem w moim kierunku.

     Zawahałem się. Przy swojej dziewczynie dotykać drugą? I w dodatku jej ciotkę? Niezbyt mi to pasowało i chociaż na Sylwii nie robiło to wrażenia, to była to ściana w mojej sypialni, której nie chciałem burzyć. Sylwia spostrzegła moje niezdecydowanie i sama złapała za buteleczkę.

     – Daj, ja Cię nasmaruję.

     I zabrała się do pracy. Ciotka tylko się uśmiechnęła i położyła głowę na kocu.

     Było wspaniale. Pływaliśmy, ganialiśmy się, siłowaliśmy, wszystko na golasa i bez skrępowania.

     Później mieliśmy śmieszne zdarzenie.

      Gdy leżeliśmy we troje na kocu, usłyszeliśmy kroki. Leżałem na brzuchu i nie podnosząc głowy spojrzałem w tamtym kierunku. Koło samochodu przechodził facet w gumowcach i dziwnej czapeczce. W ręku trzymał wędkę. Zwolnił krok i uśmiechał się głupio. Myślał, że opalają się same dziewczyny. Kiedy był blisko nas, usiadłem na kolanach i uśmiechnąłem się do niego. Jak zobaczył fiuta między nogami, uśmiech mu zgasł momentalnie. Uniósł brwi do góry i poszedł w krzaki jak przecinak. Więcej go nie widzieliśmy. Dziewczyny nie widziały tego, bo nie patrzyły, więc jak im opowiedziałem, Marzena doszła do wniosku, że facet myślał, że chcę go poderwać. Śmialiśmy się długo, aż Marzena przerwała nasze swawole.

     – No, dziewczyny i chłopaki, czas na nas, bo zaczną się wycieczki.

     – Jakie wycieczki? – spytałem.

     – Aa, ty jesteś nowy w opalaniu nago, to nie wiesz. No więc, jak opalasz się nago na zwykłej plaży i ktoś niechcący będzie taką plażą przechodził, to dziwnym trafem, za chwilę ktoś przechodzi znowu, potem ten sam osobnik wraca, ale z kimś nowym, potem następni i jeśli się nie zwiniesz, to będą tędy przechodzić “niby przypadkiem” całe wycieczki.

     – Teraz kapuję.

     Ubraliśmy się i zanieśliśmy rzeczy do samochodu.

     I rzeczywiście. Kiedy byliśmy już w samochodzie, z krzaków gdzie zniknął facet, pojawiło się dwóch innych, też wędkarzy. Udawali, że szukają łowiska, a tak naprawdę to zapuszczali żurawia w stronę polanki. Kiedy zorientowali się, że nikogo tam nie ma, ich zapał przygasł i zniknęli w lesie.

     – Mówiłam? – rzuciła z zadowoleniem Marzena i ruszyliśmy w stronę miasta.

    Kiedy wyjechała na szosę i przestało trząść, Sylwia przytuliła się do mnie i cmoknęła w usta. Potem drugi raz i trzeci, aż wreszcie cmokanie przerodziło się w bardzo gorące pocałunki. W pewnym momencie, kątem oka zerknąłem, że Marzena przygląda nam się we wstecznym lusterku. Musiała przestawić je dyskretnie, bo wcześniej ustawione było wyżej. Ale nic nie mówiła. Zastanawiałem się, jaki ma w tym cel?

     Kiedy podjechaliśmy pod mój blok, pożegnałem się z Marzeną i wysiedliśmy z Sylwią na zewnątrz. Teraz całowaliśmy się na pożegnanie i trochę się to przeciągało.

     – Jeszcze wam mało? Przecież będziecie się widzieć jutro. Halo!

     “Do jutra jeszcze tyle godzin, a mi już jest smutno, że musze się rozstać” – pomyślałem.

     – Chyba, że jak chcesz, to możesz przenocować u nas – powiedziała ciotka – żaden problem.

     – Tak, tak, proszę, jedź do nas – zapaliła się Sylwia.

     – Przecież wiesz, jakbym chciał, ale nie mogę, obiecałem mamie.

     – A nie możesz powiedzieć teraz?

     – Mama nie lubi niespodzianek. Takie rzeczy ustalamy wcześniej.

     Dziewczyna smutna wsiadła do auta.

     – Trzymasz się swoich zasad. Szanuję to. Pa! – powiedziała Marzena wrzucając bieg.

     Sylwia wyjrzała przez otwarte okno.

     – Ale jutro się widzimy, nie?

     – Na mur, beton.

    Przesłała mi jeszcze buziaka i odjechali. Patrzyłem chwilę za oddalającym się samochodem i wiedziałem już skąd ten smutek. Zalążek tego uczucia czułem, gdy spotykałem się z Anetą. Teraz to uczucie było dużo mocniejsze i rosło z każdym dniem. Zauważyłem, że gdy nie ma przy mnie Sylwii, strasznie mi jej brakuje. I nie chodziło o seks. Po prostu wystarczyło, że była koło mnie, nie musiała się nawet odzywać. Łapałem się na tym, że nieraz “odpływałem” myśląc o niej w domu albo na lekcjach. Spotykaliśmy się już prawie codziennie, na basenie czy na mieście. Nie odwiedzałem jej tylko w domu, gdyż Marzena jeździła w interesach, a nie zgadzała się na samotne schadzki. Chyba się bała, że będziemy  pić alkohol, albo palić trawkę. Bardzo brakowało nam naszych pieszczot.

        Powiedziałem pewnego dnia mamie, że chcę w weekend przenocować u dziewczyny. To był pierwszy raz. Oczywiście nocowałem wcześniej poza domem, wyjeżdżałem na biwaki, tygodniowe rajdy piesze, czy dwutygodniowe obozy harcerskie. O, na obozie to miałem niezłą przygodę z dziewczynami. Ale to jest materiał na cały osobny odcinek :P. O czym to ja.. a, noclegi poza domem, jeździłem na festiwale muzyczne i tak dalej, ale u dziewczyny nie nocowałem nigdy. Mama była ostrożna. Znała życie. Ale ufała mi. Po prostu się martwiła, jak każda matka.

     – A poznam ją kiedyś? Przyprowadź ją, chciałabym porozmawiać.

     – Dobrze.

     – A jej ciocia będzie z wami?

     – Tak.

     – Dobrze. A będziecie spać w jednym pokoju?

     – Tak.

     Nie oszukiwałem mamy. Nie było potrzeby, nie byłem dzieckiem. Wiedziała co robiłem wcześniej z koleżankami.

     – Uhm. A pamiętasz nasze rozmowy o kontaktach damsko-męskich?

     – Oczywiście.

     – No dobrze. I tak bym ci nie zabroniła.

    Wiedziałem o tym. Jakbym chciał, to bym powiedział, że jadę z chłopakami pod namiot. Ale nie chciałem kłamać.

       Później przez dwa dni nie spotykałem się z Sylwią. Pomagałem ojcu przy drobnym remoncie. Tęskniłem za nią. Ona też nie mogła doczekać się piątku kiedy poinformowałem ją, że będę u niej cały weekend.

     Wreszcie przyszedł upragniony dzień. Nie zdążyłem zadzwonić do drzwi, bo kiedy wszedłem na ganek, drzwi się otworzyły i wyskoczyła Sylwia. Rzuciła mi się na szyję i zaczęła całować. Następnie złapała mój plecak i wciągnęła mnie do środka.

     – Cześć! – przywitałem się z Marzeną. Swoim zwyczajem siedziała na sofie i oglądała telewizję.

     – Witam! – kiwnęła głową patrząc w telewizor.

     – Ciociu! Przez godzinę nas nie ma, pa!

     – Pa! – kiwnęła znowu ciotka.

    Poszliśmy na górę, a gdy tylko weszliśmy do pokoju zaczęliśmy się całować. Długo, namiętnie, jak byśmy nie widzieli się rok. Rozebrała mnie, po czym zaczęła całować po całym ciele. Na koniec zatrzymała się na członku. Całowała go, głaskała, jakby był jej ulubioną zabawką. Tryskałem mocno i wysoko, standardowo ochlapując wszystko wokół.

     Teraz przyszedł czas na Sylwię. Położyłem ją pośrodku łóżka, a następnie usadowiłem się nad nią. Nie leżałem na niej, tylko utrzymywałem się na łokciach i kolanach. Całowałem jej policzki, nosek, usta, zszedłem na szyję i ramiona. Ominąłem sutki, bo wiedziałem już, że nie lubi ich pieszczot i jeździłem językiem po brzuchu. Unosił się i opadał rytmicznie, co świadczyło o głębokim oddechu. Była bardzo podniecona, jej ciało zaczęło reagować drganiem na każdy mój dotyk. I o to mi chodziło. Nie chciałem, żeby tłumiła w sobie emocje, żeby  leżała jak kłoda na bezdechu, jak ostatnio, tylko żeby wykrzyczała światu swoją rozkosz. W tym czasie Sylwia rozchyliła szeroko nogi, chwyciła moją głowę i delikatnie nakierowała na słodki ogród przyjemności. Ale ja musnąłem tylko guziczek i zacząłem całować jej uda. Wysuwała biodra do przodu i próbowała trafić na mój język, ale specjalnie omijałem łechtaczkę. Wyczuła to, bo zaczęła prosić.

     – No weź, noo!

     Przejechałem językiem po najwrażliwszym miejscu, ale nie zatrzymałem się tam, tylko wjechałem na wzgórek. Zadrżała i czekała na więcej.

     – No weź mnie tam całuj!

     Znów polizałem łechtaczkę przez chwilę. Drażniłem się z nią. Chciała teraz i szybko, a ja postanowiłem rozpalać ją dłużej. Masowałem jej łydki i uda, lizałem brzuch i wzgórek. Zjeżdżałem co chwila na wargi mniejsze i szparkę, by musnąć guziczek i znów być na wypukłym łonie. Trzęsła się już, nie tylko drgała, a zamiast oddechu słyszałem cichutki jęk.

     – Całuj tam, proszę cię! – prawie szlochała. Nie chciałem jej więcej torturować. Zacząłem powoli i dokładnie lizać całą cipkę. Rozpędzałem język do szalonego tańca, a gdy wszedł na obroty, zbombardowałem łechtaczkę dziesiątkami muśnięć. Na to właśnie czekała.

     Rzuciło jej ciałem jak żaglówką podczas sztormu. Z jej ust wydobył się głośny jęk.

     – Oooch! Tak! Tam! Jak Dobrze! – skurcze mięśni co chwila rzucały jej biodrami do góry. Kiedy ustały, dotykałem językiem muszelki, co powodowało szereg drgawek i kolejne westchnienia. Wreszcie opuściła pupę na łóżko, rozrzucając nogi na boki.

     – Oooo! No nie wierzę! To najlepszy orgazm jaki miałam w życiu!

     – Ha! Naprawdę? – byłem z siebie bardzo zadowolony.

     – To było..kosmiczne! Widziałam gwiazdy, całe galaktyki! – była bardzo szczęśliwa – lecę do ciotki!

     Usłyszałem tupot bosych stóp i już jej nie było. Po jakimś czasie zdecydowałem się zejść na dół. Założyłem szorty, bo nie wiedziałem, czy mam chodzić nago po całym domu przy Marzenie. Kiedy zszedłem na pierwszy schodek pochyliłem się, żeby zobaczyć co dzieje się w salonie. Dziewczyny siedziały na sofie. Pierwsza w swoim ulubionym szlafroku, druga w podkoszulce. Były ubrane, więc chyba dobrze zrobiłem. Dziewczyna tłumaczyła coś ciotce z zapałem gestykulując rękami. Zszedłem do nich i usiadłem w fotelu. Wtedy zauważyłem, że Sylwia jest goła od pasa w dół, a starszej wystawała pierś spod szlafroka.

     – No, no, nie sądziłam, że młodzież potrafi dawać taką rozkosz, brawo.

     – Dzięki – odpowiedziałem skromnie. Czułem się, jakby gratulowała mi wygrania zawodów sportowych.

     – Zagrajmy w kalambury! – krzyknęła Sylwia.

     – Kala co? – zapytałem.

     – No nie żartuj, że nie wiesz co to kalambury!

     Nie wiedziałem. W tamtym okresie grało się w “głuchy telefon”, w “pomidora” albo w “butelkę”. O kalamburach nie słyszałem.

     Dziewczyny wyjaśniły mi na czym polega i zademonstrowały. Jeszcze nigdy tak się nie uśmiałem. Jak Marzena naśladowała postacie z filmów, żeby odgadnąć tytuł, tarzaliśmy się po sofie ze śmiechu. Naśladowaliśmy ludzi, maszyny, zwierzęta, co było przezabawne. Jak odgadywałem hasło wymyślone przez Sylwię, skakała na mnie i całowała, a jak ja pokazywałem na przykład konia, wskakiwała mi na barana i kazała się wozić kłusem po salonie. Jeśli miałbym dać jakiś przykład szczęścia, byłaby to właśnie ta chwila.

     Wreszcie zmęczenie dało o sobie znać, a że zrobiło się późno, poszliśmy się wykąpać. Gdy wylądowaliśmy w pokoju Sylwia rzuciła się na łóżko.

     – Zróbmy to dzisiaj. Jestem gotowa.

     Od razu zrobiło mi się gorąco. Była to osoba przeze mnie uwielbiana i bardzo pragnąłem się z nią kochać. Sylwia wstała jeszcze, pogrzebała w kasetach i włączyła magnetofon. Usiadła na łóżku i zaczęliśmy się całować. Z głośników popłynęły dźwięki utworu “Imagine” Lennona.

      Boże, jeśli ktoś słuchał rockowych ballad z tamtych lat, wie jak idealnie dopasowują się do takich sytuacji. Słuchając piosenki, całując i trzymając w objęciach tą najdroższą dla mnie istotkę na świecie…nie mogę opisać szczęścia które czułem. Każdy musi przeżyć je sam.

     Delikatnie ją położyłem i wyjąłem gumkę. Rozłożyła nogi i zauważyłem, że jest bardzo wilgotna. Cała cipka lśniła od wydobywających się ze szparki soczków. Była gotowa.

     Wycelowałem członka ręką w otwór, a kiedy główka rozszerzyła wargi sromowe, puściłem go i objąłem Sylwię. Nie chciałem, żeby ją bolało, dlatego naciskałem bardzo powoli. Ale gdy nawet zwiększyłem nacisk nic się nie działo. Kiedy nacisnąłem mocniej, jęknęła z bólu. Tylko że członek, nie ruszył się nawet o milimetr. Kiedy popchnąłem mocniej zajęczała głośno.

     – Au! Boli!

    Wiedziałem już, że sprawie jej ból.

     – Przestać?

     – Nie, chcę to zrobić. Au! Poczekaj!

     Było mi jej żal. Uniosła się na rękach.

     – Może pozycja jest zła – powiedziała.

    Podciągnęła kolana pod piersi i rozszerzyła je na boki.

     – Oj! Ojej! Nie pchaj! Strasznie mnie boli!

     Uniosłem się na kolanach, nie wiedząc  co dalej.

     – Połóż się – rozkazała.

     Usiadła na mnie okrakiem i stawiając członka na sztorc, zaczęła obniżać biodra.

     – Auć! Ffff! Ojej! No nie, nie mogę! – położyła się na mnie ze łzami w oczach.

     – To nic, spróbujemy innym razem – wyszeptałem jej do ucha.

     – Ale dlaczego? – uniosła się, siadając mi na udach. – Ty już miałeś dziewczyny, zawsze tak było za pierwszym razem?

     – Z jedną tak, ale to stare dzieje – przypomniałem sobie Monikę.

     – I jak sobie poradziliście?

     – Nijak, nie robiliśmy tego. Zresztą niedługo po tym się rozstaliśmy.

     Sylwia analizowała jeszcze sytuację, aż wreszcie zmęczeni poszliśmy spać.

     Następnego dnia pojechaliśmy rano na naszą miejscówkę. Ale Sylwia nie miała dobrego humoru. Długo musiałem ją rozśmieszać, żeby się uśmiechnęła. Kiedy poprawiło jej się samopoczucie wziąłem ją na ręce i zaniosłem do wody. Chlapałem na nią wodą, aż zaczęła mi oddawać i wreszcie roześmiana zaczęła się ze mną siłować. Po pojedynku rzuciliśmy się na koc. Kiedy jedliśmy suchy prowiant, Marzena usiadła po turecku ukazując całą cipkę. Nie wiem, czy nie zrobiła tego specjalnie, ale ja nie byłem już uczulony na takie widoki. Spojrzałem na to tak, jakbym spojrzał na jej rękę i z powrotem wróciłem do jedzenia.

     – Dzisiaj wieczorem nie schodźcie na dół – odezwała się nagle.

     Spojrzałem na nią pytająco.

     – Będę dziś miała gościa. No co? Nie tylko wy chcecie mieć przyjemności.

     – Ja nic nie mówię – rozłożyła dłonie Sylwia.

        Późnym popołudniem przygotowaliśmy rzeczy z dołu, które potrzebowaliśmy i poszliśmy na górę. Po jakimś czasie usłyszeliśmy dzwonek do drzwi, więc wyłączyliśmy muzykę. Rozmawiali, śmiali się, zwykła randka, ale później zaczęło się ostro. Teraz wiedziałem o czym mówiła Marzena. Czerpać z życia ile się tylko da. No, ona czerpała nad wyraz dużo.

     Jęczała, śmiała się, wydawała komendy bardzo głośno. Nie dziwiłem się, że Sylwia ją podglądała.

     – Chcesz ich zobaczyć? – spytała nagle. I zanim odpowiedziałem, złapała mnie za rękę.

     – Chodź – otworzyła delikatnie drzwi i zeszliśmy na palcach po kilku schodkach. Sylwia usiadła, a ja zszedłem stopień niżej, sadowiąc się koło niej.

        Ta kobieta wiedziała, czego chce.

     Pozycje które przerabiali musieli znaleźć chyba w Kamasutrze. Facet był jak marionetka w rękach sztukmistrza. Był rozciągany, zginany, zawijany, przekładany – powiem Wam, że byłem pod dużym wrażeniem. Trzeba mieć niezłe umiejętności i kondycję. Mało ludzi może w ten sposób czerpać rozkosz.

      Jedno co mnie uderzyło w tym wszystkim to brak czułości. Czysta, pierwotna chuć, nic więcej. Nie powiem, było to podniecające, ale na dłuższą metę myślę, że było nudne.

     Kiedy tak analizowałem ten niecodzienny widok, Sylwia przyglądała mi się. Jak poczułem jej wzrok i spojrzałem na nią, dała znak, żebyśmy wracali. Kiedy wstałem, zobaczyłem, że patrzy na nas Marzena. Uśmiech nie schodził jej z ust.

     – Podobało Ci się? – spytała gdy znaleźliśmy się w pokoju.

     Wzruszyłem ramionami.

     – Nie wypieraj się, widziałam – zachichotała.

     – No, może – przyznałem.

    – Pewnie byś chciał być na jego miejscu, co?

    Znów wzruszyłem ramionami.

     – Ej! – uderzyła mnie pięścią w ramię.

     – Nie no, coś ty.

     – Pamiętaj, jesteśmy tylko my dwoje, nikt więcej.

     – Pamiętam.

     – No.

    Znowu była podniecona.

     – Dobra, dzisiaj to zrobimy – powiedziała z zapałem.

     – Dobrze.

     – Damy radę – zacierała ręce, dodając sobie otuchy.

     – Damy radę – powtórzyłem.

     – Wygramy tą bitwę.

     – Pewnie.

     – Nie bierzemy jeńców.

     – Nigdy.

     Rzuciła się na mnie i zaczęliśmy się całować.

     Niestety doświadczyliśmy kolejnego rozczarowania. Mimo prób i różnych pozycji nie udało się. Było to dla mnie niepojęte. W dodatku Sylwia rozbeczała się i to tak, że aż się zanosiła.

     – Nie płacz, poradzimy coś – powiedziałem obejmując ją.

     – Ale Ty mnie zostawiiiiisz – zawodziła.

     – Co??? O czym Ty mówisz?

     – Bo rzuciłeś tamtą dziewczyneee, sam mówiłeś.

     – To nie tak. Ona musiała wyjechać. Dlatego się rozstaliśmy.

     – Ale – przełykała łzy – ciotka..mi..mówiła..

     – Nie płacz, proszę cię.

     Próbowała się uspokoić, ale ciężko jej szło. Spazmy płaczu wstrząsały jej ciałem.

     – Powiedziała mi, że facet, jeśli nie może się kochać, to znajduje inną.

     – Nie słuchaj wszystkiego, co mówi ciotka.

     – Ale ona ma doświadczenie i lepiej wieeeee – znowu się rozpłakała.

     Jezu, ależ mi było żal tej dziewczyny. Nigdy nie lubiłem jak dziewczyna płacze.

     – Sylwia, nie płacz, błagam Cię! Popatrz na mnie, nie płacz! Posłuchaj mnie Sylwuś! Nigdy Cię nie zostawię!! Nigdy, przenigdy!! Słyszysz?? Nie zostawię Cię.. Bo Cię Kocham!!

      Ucichła spoglądając, czarnymi, lśniącymi od łez, cudownymi oczami.

    – Kocham Cię całym sercem!! Kocham Cię nad życie!! Nic się nie liczy oprócz Ciebie!!

     W tym momencie dotarło do mnie, że uczucie, które odczuwałem, które rosło we mnie, które nie pozwalało mi myśleć to…miłość. Pierwszy raz czułem tak silne emocje, ale wiedziałem całym sobą, że to miłość. Uczucie, które zapiera dech w piersiach, uskrzydla cię, powoduje, że cały świat stoi dla ciebie otworem. Tak, tak właśnie się czułem. Radość z tego odkrycia była ogromna.

     Drżała na całym ciele. Objęła mnie za szyję i patrzyła mi prosto w oczy.

     – Ja też Cię kocham! Zakochałam się już dawno, przy naszej pierwszej rozmowie. Czułam, że ty też, ale nigdy mi tego nie powiedziałeś. Bałam się, że może jednak sobie to wymyśliłam. A może ja śnię? Powiedz mi to jeszcze raz.

     – Kocham Cię.

     – Jeszcze raz.

     – Kocham Cię.

     Ustała na łóżku, podniosła triumfalnie ręce do góry i wyszeptała:

     – Koochaaaa mnieeeee.

     Po czym rzuciła się na mnie, całując po całej twarzy.

     Jak mydlana bańka, pękły w moim sercu bariery, za którymi chowały się jeszcze jakieś uczucia, objęły moje ciało i umysł, zatopiłem się w nich bezpowrotnie. Czułem euforię i wzruszenie, chciało mi się śmiać i płakać. Chciałem ogłosić całemu światu, że ją kocham. Długo się jeszcze całowaliśmy, aż usnęliśmy w objęciach.

      Następnego dnia obudziłem się pierwszy. Sylwia nadal mnie trzymała, jakby się bała, że zniknę. Odgarnąłem jej włosy z twarzy i pocałowałem. Otworzyła oczy, a gdy tylko mnie zobaczyła przytuliła się i uśmiechnęła.

     – Myślałam że mi się tylko śniłeś.

     – Nie moja perełko, to nie sen.

     Leżeliśmy jeszcze chwilę.

     – Która godzina? – spytała.

     – Około dziewiątej.

     – To już nie ma kolegi ciotki, chodź.

     Zarzuciła koszulkę, ja slipki i zeszliśmy na dół.

     Ciotka była w znakomitym humorze. Chodziła po kuchni robiąc śniadanie i nuciła coś pod nosem.

     – Świetnie, że jesteście, właśnie miałam iść Was budzić, siadajcie do stołu.

     – Nie jestem głodna, napiję się tylko.

     – Oo, zawsze jesz śniadanie.

    Spojrzała z uśmiechem na siostrzenicę.

     – Czy stało się coś, o czym nie wiem?

     – Wczoraj wyznaliśmy sobie miłość – dziewczyna aż przysiadła z uciechy.

     Uśmiech ciotki zgasł.

     – Doprawdy? – spojrzała na mnie.

     – Tak – odpowiedziałem – kocham Sylwię.

     Marzena myślała przez chwilę.

     – Czy ty wczoraj nie straciłaś dziewictwa, co?

     – Nie.

     – Wiecie, po pierwszym razie zawsze jest euforia, ale z czasem mija.

     – Nie ciociu, naprawdę się kochamy.

     – I jesteście pewni, że to nie zauroczenie? No cóż, gratulacje – powiedziała z przekąsem – chociaż wiesz, jakie mam na ten temat zdanie. Facet nie wytrzyma przy jednej dziurze, zawsze się znajdzie inna co go zauroczy.

     Trochę mnie wkurzyła. Drwiła z naszego uczucia i jeszcze mnie obrażała.

     – Sylwia jest dla mnie jedyną kobietą, która ma znaczenie. Żadna inna się nie liczy.

     – Jeśli tak mówisz.

     – Wiesz ciociu? Mamy tylko problem.

     Jeśli miałem się z kimś podzielić moim intymnym problemem, to była to właśnie Marzena. Dobrze, że Sylwia wpadła na ten pomysł.

     – Zamieniam się w słuch.

     – Nie możemy się kochać.

     – Jak nie możecie się kochać. Wszyscy mogą się kochać. Ludzie mogą się kochać, zwierzątka mogą się kochać, nawet biedronki mogą się kochać.

     – Ale nie my.

     Dokładnie opisała jej problem, nawet z opisem pozycji.

     – Na pewno wiecie gdzie się wkłada?

     – Ciociu!! Nie rób z nas półgłówków. Wiemy jak wygląda stosunek seksualny.

     – Przepraszam… A to ci zagadka.

     Bębniła palcami o brzeg stołu.

     – Nie pozostaje nic innego, jak wizyta u ginekologa. On rozwiąże Wasz problem.

     – Dobrze, ale zapisz mnie jak najszybciej.

    Zjadłem śniadanie i poszedłem się pakować, musiałem być około południa w domu.

     – Nieee, zostań jeszcze, proszę!

     – Sylwuś, ukochana moja, wiesz że nie mogę, nie proś mnie. W następnym tygodniu mam ważne egzaminy. Od nich zależy, na którą uczelnię mnie przyjmą. Chcesz żebym nie zdał i żebyś miała chłopaka debila?

     – No ja wiem, ale ja już tęsknię.

     Roześmiałem się.

     – Przecież nie zniknę. Będę kilka kilometrów od Ciebie. I pamiętaj! Choćbym był na końcu świata, TO serce będzie bić zawsze Tylko dla Ciebie.

    Podniosłem jej rękę i oparłem o swoją klatę.

    Gdy się pożegnaliśmy, odprowadziła mnie do ulicy.

     – Kocham Cię mój podwodny kochanku!

     Zaśmiałem się i dałem buziaka.

    Radość jaka mnie przepełniała jest nie do opisania. Wracając do domu autobusem, śmiałem się do siebie, aż się ludzie odwracali.

     W domu rzuciłem plecak i pobiegłem do dużego pokoju.

     – Mamo, muszę Ci coś powiedzieć!

     – O Jezu, dziewczyna zaszła w ciążę, tak? – spytała przestraszona.

     – O, zaraz w ciążę! Ty to musisz zawsze przewidywać najgorsze!

     – Uff, całe szczęście, no to co się stało?

     – Zakochałem się.

     – Naprawdę??? – mama rozpromieniła się w sekundę.

     – Hm. – kiwałem głową i śmiałem się.

     – No cudownie, w Sylwii tak???

     – Tak.

     – A ja jej nawet nie widziałam. Masz ją przyprowadzić, muszę ją poznać, słyszysz?

     – Dobrze mamuś.

     – No strasznie się cieszę. A teraz idź się umyć, zaraz podam obiad.

     Nasze dni zaczęły wyglądać bardzo podobnie. Po załatwieniu wszystkich naszych niezbędnych spraw, pędziliśmy na spotkanie i cieszyliśmy się sobą. Chodziliśmy za rękę, przytulaliśmy się, całowaliśmy, wszystko to, co robią w filmach miłosnych, a których nie lubiłem, bo wiały nudą. A teraz sam dawałem materiał na trzy takie filmy.

     Gdzieś po tygodniu spotkaliśmy się na basenie. Jak tylko podszedłem do dziewczyn i się przywitałem, Sylwia nie wytrzymała:

     – Muszę mieć zabieg hymenotomii.

     – Co takiego? – lekko mnie wystraszyła.

     – Byłam u ginekologa i wiem, dlaczego nie możemy się kochać.

    Prawie zapomniałem o sprawie, gdyż od tamtej pory nie próbowaliśmy.

     – To jakaś operacja? – zacząłem się martwić.

     – Nie, leciutki zabieg, mam przerost błony dziewiczej. Jest taka gruba, że rozdarłbyś mi pochwę.

     – Dobrze, że poszłaś do lekarza – wtrąciła Marzena – mogliście zrobić sobie krzywdę.

     – No, zrobiłam cytologię i jak będą dobre wyniki, to zabieg mam za trzy tygodnie. Lekarz musi tylko naciąć błonę. Piętnaście minut i po sprawie.  Później trzeba odczekać miesiąc, iść na wizytę kontrolną i jeśli będzie wszystko w porządku, to nie wypuszczę cię z łóżka przez tydzień.

    Roześmialiśmy się.

    Żyliśmy jak w raju. Wszystko układało się perfekcyjnie. Egzaminy zdałem śpiewająco. Z tymi wynikami każda uczelnia była moja. Zaprosiłem  Sylwię do domu, o dziwo Ciotka puściła ją samą, chociaż mówiłem, że może jechać z nami. Nie chciała.

    Mama bardzo polubiła Sylwię, nawet ojciec kiwał głową z aprobatą.

    Jeździliśmy nad jezioro, chodziliśmy do kina, wszystko robiliśmy razem, nie mieliśmy siebie dość.

    Umówiłem się znów na nocleg u Sylwii. Tego dnia miałem być u niej  w południe, ale że nie mogłem się doczekać, pojechałem godzinę wcześniej. Otworzyła mi Marzena i przeszliśmy do salonu. Miała na sobie niezwiązany szlafrok.

     – Sylwia jest na górze?

     – Nie, ma badania kontrolne przed zabiegiem, nie mówiła ci?

    – Nie.

    -Widocznie zapomniała. Będzie dopiero za dwie godziny.

    -Aha – posmutniałem na tą wiadomość.

    – Nie możesz doczekać się, aż dobierzesz się do jej szparki co?

     – E, wytrzymam.

    Podeszła do mnie.

     – Bo wiesz, Sylwia mi mówiła, że jakbyś był spięty, to mogę pomóc ci się rozluźnić .

    Złapała mnie za krocze.

     – Ona się martwi, że się męczysz.

     – Nie trzeba, poradzę sobie.

    Odsunąłem się lekko, ale przytrzymała mnie.

    – Ja mam wszystkie szparki w porządku, które aż proszą się o pieszczoty.

    Jej duże piersi ocierały się o mój tors. Dawno takich nie dotykałem. Niewiele mniejsze miała Marta kumpela Anety. Widziała, że na nie patrzę, więc złapała za moją dłoń i położyła na jednej z nich. Cały czas pocierała przez spodenki mojego członka. Kiedy poczuła, że stwardniał, ukucnęła i ściągnęła mi szorty do kolan. Następnie uniosła piersi i włożyła między nie członka. Zaczęła go nimi masować , co chwila wkładając do ust dla lepszego poślizgu. Robiła to po mistrzowsku. Coś mi jednak nie pasowało. Gdzieś z tyłu głowy słyszałem cichutki, ostrzegawczy brzęczyk.

    Jednak chuć, te pierwotne pożądanie zagłuszyło ten sygnał.

    Wstała i oparła się o oparcie sofy wypinając jędrne pośladki.

    – Włóż mi w pupcię, teraz – powiedziała.

    Zrobiłem co kazała. Miała tak wyćwiczony odbyt, że prawie wciągnęła go jak ustami.

    Zaczęła poruszać się w przód i w tył.

    Ruszaj się! Ujeżdżaj mnie, mój ułanie!

    Poruszałem się rytmicznie, wbijając się po same jądra. Krew we mnie wrzała.  Zachowywałem się jak dzikie zwierzę dopuszczone do samicy w rui.

     – Kończ już! Spuść się we mnie! Chcę poczuć strzały w mojej pupci! – wołała Marzena.

     I wtedy usłyszałem szmer.

    Odwróciłem głowę i zobaczyłem stojącą  w drzwiach Sylwię. Reklamówka wypadła jej z ręki , to ona zrobiła ten hałas.  Patrzyła, ale nie mogła uwierzyć. Co chwila potrząsała głową.

    Otrząsnąłem się  i szybko wciągnąłem spodenki. Oczy Sylwii się zaszkliły.

     – Jak mogliście?

    Marzena usiadła jak gdyby nigdy nic na sofie, w ogóle nie przejęta.

     – No jak to jak? Mówiłam Ci, każdy facet jest taki sam. Właśnie Ci to udowodniłam.

     – A ty się zgodziłeś?

     – Sylwia, to nie tak. Marzena mówiła , że..

     – Kłamałam. Jakbyś był wierny, nigdy byś się nie zgodził.

    Wrobiła mnie. Nie mogłem w to uwierzyć.

    Podszedłem do Sylwii .

    – Nie zbliżaj się do mnie!

    – Sylwia to nieporozumienie!

    – Mówiłeś, że liczę się tylko ja.

    Łzy leciały jej po policzkach.

     – A ja Ci mówiłam, że mogę być tylko ja, pamiętasz?!

     – Dlaczego??? Dlaczego mi to zrobiłeś? Naprawdę nie mogłeś wytrzymać?

     – A ja Cię tak kochałam!  Ciotka miała rację! Jesteś taki sam jak wszyscy!

     – Sylwia błagam Cię, wysłuchaj mnie , nie wiem jak to się stało…

     – Nie chcę Cię widzieć! Nie chcę Cię znać! Wynoś się!

    Odwróciła się i pobiegła na górę.

    Pobiegłem za nią, ale zamknęła mi drzwi przed nosem.

     – Sylwia, błagam Cię porozmawiajmy.

    Słyszałem jej cichy płacz.

     – Kocham tylko Ciebie! Nie rób mi tego błagam! Sylwia! Marzena zaczęła się do mnie dobierać, mówiła że jej kazałaś. Oszukała mnie! Błagam Cię! Wybacz mi!

    Odpowiedziała mi cisza.

    Poczułem jak zaczyna rozpadać się mój świat.

    Marzena weszła na górę patrząc na mnie z zaciekawieniem.

     – Chyba najlepiej będzie jak już pójdziesz.

    Wyszedłem z ich domu, nie wiedząc w którą stronę iść. Szedłem prosto, później zawróciłem. Kilka razy wracałem pod jej dom krzycząc jej imię. W głowie miałem mętlik.

     – „To nie może być prawda. Boże spraw, żeby to był sen”.

    „Nie wierzę, nie wierzę, nie wierzę” – powtarzałem bez opamiętania.

    Do domu trafiłem wieczorem. Mama pytała co się stało, dlaczego nie śpię u Sylwii, ale zamknąłem drzwi bez słowa i rzuciłem się na łóżko. Nie spałem całą noc. Nad ranem przysnąłem, ale miałem jakieś koszmary.  Śnili mi się obcy ludzie, którzy pochylali się nade mną i wyśmiewali mnie.

     – Jesteś tacy jak inni! Nie jesteś nic wart! Zawiodłeś Ją!  Zdradziłeś! Jesteś Nikim! Nikim!

    Obudziłem się z krzykiem. Za oknem świeciło już słońce.

    Wstałem i pomaszerowałem na pieszo do dzielnicy willowej.  Gdy byłem pod jej domem,  miałem nadzieję, że mi wybaczyła. Że znów będzie cudownie.

    Zadzwoniłem, ale nikt mi nie otworzył. Wiedziałem że są w domu, auto Marzeny stało na podjeździe.

    Dzwoniłem, pukałem, wołałem, powiedziałem, że będę stał dotąd, aż mi otworzą.

     I czekałem.

    Po jakiejś godzinie drzwi się otworzyły i zobaczyłem Marzenę.

    – Ale ty jesteś namolny, wejdź.

    Zamknęła za mną drzwi i weszliśmy do salonu. Spojrzałem na sofę i zrobiło mi się niedobrze. Brzydziła mnie.

     – Czeka na górze.

    Popędziłem przeskakując po dwa stopnie naraz. Drzwi od pokoju miała otwarte. Widziałem, ze siedzi na łóżku.

     – Stój! Nie wchodź do pokoju!

    Miała czerwone oczy od niewyspania i ślady łez na policzkach.

     – Mów co masz do powiedzenia – powiedziała bezbarwnym tonem.

     – Błagam Cię, wybacz mi, to nie moja wina, kocham Cię tak bardzo, jesteś dla mnie najdroższą istotą na świecie, nie mogę bez Ciebie żyć, błagam Cię, nie odrzucaj mnie – słowa wylewały się ze mnie, zamieniając się w płaczliwy bełkot.

    Uniosła rękę,  dając znak żebym przestał. Stałem w drzwiach z opuszczoną głową.

    Wstała i podeszła wolno do mnie.

     – Powiedz mi – tylko szczerze i nieważna jest ciotka – znam ją, wiem jaka jest, nie mam do niej pretensji – powiedz mi, czy mogłeś odmówić, czy mogłeś powiedzieć ”przestań” ,czy mogłeś – nie wiem – wyjść? Tylko mów prawdę.

    Odezwałem się dopiero po chwili.

     – Mogłem – powiedziałem cicho.

     – Więc dlaczego? Dlaczego tego nie zrobiłeś?? Dlaczego???

    Staliśmy w ciszy jakiś czas.

     Sylwia złapała za klamkę i zamknęła między nami drzwi.

    Wiedziałem że to koniec.

     Mój świat zaczął się walić nie jak domek z kart. Jak ogromna budowla z kostek domina. Każda część waliła o podłoże rozsypując się na jeszcze mniejsze kawałki. Mózg zaczął dziwnie pracować. Pokazywał mi obrazy z przeszłości bez ładu i składu. Widziałem śmiejącą się Sylwię, za chwilę Marzenę jak obserwowała nas w lusterku, znowu Sylwię opalającą się nago, nagle znalazłem się pod wodą na basenie i całowałem się z nią, a w głowie kołatało mi się jej ostatnie pytanie.

    DLACZEGO?

    Usłyszałem w głowie jakieś trąbienie, coraz głośniejsze i głośniejsze.

     Dlaczego? Znowu trąbienie.

    Znowu uśmiechnięta Sylwia. Dlaczego?

    Potrzęsłem głową. Nic nie rozumiałem. Ktoś mnie popchnął.

    Stałem na środku ulicy. Przede mną stała ciężarówka i trąbiła co chwila.

     – Dlaczego stoisz na ulicy? Chcesz żebym Cię zabił??

     – Wariat – dodał kierowca, ominął mnie i pojechał.

    Jacyś ludzie zebrali się i patrzyli na mnie.

     – No właśnie Dlaczego?? – zapytałem ich.

     Nie wiedziałem, czy to sen czy jawa.

    Świat zawirował.

     – Halo! Słyszysz mnie? Dobrze się czujesz?

    Zobaczyłem drabinkę od basenu i zgrabne nogi.

    „Boże, przecież tak poznałem Sylwię, cofnąłem się w czasie? Czy to możliwe?

    – Spoko, nic mi nie jest, zawsze tak skaczę – odpowiedziałem dokładnie jak wtedy.

     – O czym on mówi? – pytały obce twarze.

    Ktoś pociągnął mnie za ręce. Sylwia?

    Uśmiechała się do mnie w wodzie i zanurkowała. Zrobiłem to samo. Usiedliśmy na dnie i całowaliśmy się długo i namiętnie. Nie chciałem wypływać. Chciałem tam zostać z nią na zawsze.

    Czyjeś ręce mnie złapały.  Poczułem ukłucie. Miałem igłę ze strzykawką wbitą w ramię. Paranoja. Znowu jakieś twarze pochylone nade mną, jak w tym koszmarnym śnie.

    – Zostawcie mnie! Was nie ma!

     – Kim jesteś? – zapytała obca twarz.

     – Jestem Nikim!

    Zacząłem się śmiać jak wariat.

     – Nie jestem nic wart. Zawiodłem  Ją.

    – Dlaczego? – znowu ta potworna obca twarz.

    Zachichotałem.

    No? Dlaczego? – zapytałem.

    Znowu ukłucie.

    Jestem na basenie. Płyniemy z Sylwią pod wodą. Ależ szybko płynie. Jest coraz dalej i dalej, nigdy jej nie dogonię. Im mocniej machałem rękami, tym wolniej płynąłem.

    – Sylwia! Zaczekaj!

    Jesteśmy u niej w łazience. Stoimy nadzy przed lustrem. Pokazuje na coś za mną. Odwracam się, a tam jej odbicie pokazuje na coś za mną, znowu się odwracam i znowu, i znowu i tak bez końca.

     – Kim jesteś? Jak się Pan nazywa?

     – Jestem Nikim. Zostawcie mnie. Was nie ma.

    Znowu ukłucie.

    Wpadłem do wody. Powoli opadałem na dno. Robiło się coraz ciemniej i ciemniej, aż zabrała mnie czarna otchłań.

    Obudziłem się.

    Nie miałem pojęcia gdzie jestem. Koło mnie siedziała mama. Była zapłakana.

     – Mamo?

     – Synku poznajesz mnie? Co ci się stało?

     – Sylwia mnie rzuciła.

     – Dlaczego?

    Zacząłem się śmiać. Głośno i długo. Dlaczego. To słowo klucz do mojego umysłu. Znów tysiące obrazów, zero spójności.

    Sylwia patrząca na mnie ze smutkiem.

     – Tak bardzo Cię kochałam. Dlaczego?

    I znów otchłań.

    Obudziłem się w swoim pokoju. Byłem ubrany, leżałem na materacu. Kolejny omam? Bolała mnie ręka, spojrzałem na dłoń. Miałem wbity wenflon.  Mózg miałem taki otępiały, że nie mogłem myśleć.

    Jak się tu znalazłem? Wstałem, ale nie mogłem utrzymać się na nogach i usiadłem z powrotem waląc plecami w ścianę. Przybiegła mama z tatą.

    – Leż synku, odpoczywaj.

     – Co się stało?

     – Nic takiego. Miałeś załamanie nerwowe.

    Próbowałem zebrać myśli, ale na próżno.  Gardło miałem wysuszone na wiór.

    – Zaraz Ci przyniosę coś do picia.

    Mówiłem to , czy tylko myślałem, sam nie wiem.

    Czy wiesz jak do tego doszło? – zapytała mama.

    – Sylwia mnie zostawiła – odpowiedziałem po dłuższej chwili.

    Dochodziłem do siebie parę dni.

    Bardzo za nią tęskniłem. Chodząc po mieście wszędzie ją widziałem. Nie mogłem się skupić na prostych czynnościach. Czas wcale nie leczył ran.

    Dni mijały jeden po drugim, a ja nie wiedziałem co ze sobą robić . Chodziłem na basen w nadziei, że ją spotkam, żeby tylko na nią popatrzeć z daleka. Niestety nie przychodziła.

      Kiedy pewnego dnia wróciłem ze sklepu, mama otwierając mi drzwi powiedziała:

     – Mam dla Ciebie niespodziankę.

    Wszedłem do dużego pokoju i o mało nie zemdlałem. W fotelu siedziała ONA. Moja najukochańsza istotka. Mój skarb. Mój sens życia. Sylwia. Nie mogłem uwierzyć, że to prawda. Może to halucynacja?

     Podeszła do mnie. Patrząc na mnie w jej oczach pojawiły się łzy. Padliśmy sobie w ramiona bez słowa. Ręce mi się trzęsły, dotykając ją.

    – Nie mogę żyć bez Ciebie. Chciałam zapomnieć, ale nie mogłam. Zbyt mocno Cię kocham.

        To było jak sen.

     Niedawno utracone uczucia powróciły. Szczęście i euforia uderzyły ze zdwojoną siłą.

    Płakałem jak dziecko. Straciłem już nadzieję, ze kiedykolwiek ją ujrzę, a teraz trzymałem ją w ramionach. Otoczenie znów nabrało kolorów. Zaczęliśmy się całować tak namiętnie, że mama dyskretnie wyszła z pokoju.

    Ze szczęścia uniosłem ją do góry i zakręciłem wokół siebie. Kiedy ją puściłem odsunęła się , wysunęła palec w moją stronę i powiedziała:

     – Wygramy tą bitwę?

     – Wygramy!

     – Damy radę?

     – Damy radę! – krzyknąłem śmiejąc się.

     – Nie bierzemy jeńców?

     – Nigdy!

    Uniosła ręce do góry i krzyknęła:

    – Wygraaamyyy!

    I rzuciła mi się w ramiona.

     – A tak na marginesie – wyszeptała mi do ucha – to jestem już po zabiegu. Obiecałeś mi tydzień w łóżku, pamiętasz?  I od teraz będziesz się kochał Tylko ze mną.

    Ps. Jak zwykle chętnie poznam opinię. Piszcie w komentarzach czy mają być dalsze części :).

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Venom
  • Zakochana szwagierka

    Nigdy niczego nie brakowało w moim małżeńskim pożyciu, a i wcześniej nieźle sobie z obecną żoną radziliśmy. Wiele jednak zmieniło się, gdy po dwóch lata żona zaszła w ciążę. Wyczekaną oczywiście i planowaną, a syna bardzo kocham i uwielbiam. Niemniej jakość i częstotliwość współżycia między mną a żoną spadła niemal do zera. Starałem się nadrabiać w samotności przy różnego rodzaju filmach, ale przesiąść się z motoru na rower owszem można, ale tylko raz na jakiś czas.

    Moja żona jest najmłodsza z czwórki rodzeństwa. Same dziewczyny. Łączyły nas relacje przyjacielskie. Tak się składało, że jej siostra, ta starsza ode mnie o rok, zawsze najbardziej mi się podobała z nich wszystkich, ale to moja żona wcześniej skradła mi serce – tak zawsze bardzo ją kochałem i kocham nadal. Pamiętam jak kiedyś, gdy byliśmy zaręczeni moja żona – Weronika, spytała swoją siostrę Agę czy uważa mnie za przystojnego. Było to przy okazji jakichś wygłupów wspólnych.

    – Tak – odpowiedziała Aga trochę się czerwieniąc. – Na początku miałam nawet nadzieję, że się rozstaniecie i ja będę mogła się z nim spotykać.

    Uznaliśmy to za żart, ale przypatrując się jej dyskretnie przy różnych okazjach zauważyłem, że i ona mnie obserwuje. Fascynowało mnie to, schlebiało, a nawet podniecało.

    Raz, tuż przed ślubem zdarzyło nam się w trójkę spać w jednym namiocie. Kiedy obudziłem się w nocy, Aga z całej siły przytulała się mnie przez sen. Myślałem, że na takich ukradkowych spojrzeniach i pojedynczych, nic nieznaczących wydarzeniach się skończy. Aga była śliczną dziewczyną, wysportowaną, po AWFie. Byłem przekonany, że znalezienie przez nią kogoś to tylko kwestia czasu. Na razie jednak, od czasu kiedy ja zacząłem spotykać się z Weroniką, była samotna. Nawet na nasz ślub przyszła bez osoby towarzyszącej i chociaż pełniła rolę świadka, zdawała się być ciągle smutna i nieobecna. Ożywiła się tylko raz, tańcząc ze mną.

    Tamtego dnia moja żona była chora. Wziąłem wolne z pracy by zaopiekować się naszym pięciomiesięcznym szkrabem i zrobić jakieś zakupy. W tym drugim wyręczyła mnie jednak teściowa. Miałem jedynie odebrać je z ich mieszkania – mieszkali dość blisko. Teściowa poinformowała mnie również, że zakupy wyda mi Agnieszka, bo ona wychodzi. Położyłem więc malucha spać, otuliłem żonę kocem i wyszedłem. Miałem do załatwienia też jakąś sprawę na mieście. Zadzwoniłem więc do Agi, że wpadnę po zakupy w drodze powrotnej. Ucieszyła się bardzo i powiedziała, że zaczeka na mnie. Szybko uwinąłem się ze sprawami i w niedługim czasie stanąłem przed drzwiami domu teściów. Zadzwoniłem i nie czekałem długo aż się otwarły. Otworzyłem usta, żeby się przywitać i zamarłem.

    Aga stała przede mną mają na sobie jedynie seksowne koronkowe body w czarnym kolorze, spod którego przebijała jej jasna skóra. Widziałem jak doskonale jest zbudowana. Jej piersi jak dwa dorodne jabłka, nie za duże, ale też nie małe. Płaski brzuch, zgrabne ramiona i długie nogi. Lekko zarysowane obojczyki i kształtna szyja. Uśmiechała się lekko, bardzo nieśmiało, delikatnie się czerwieniąc. Długie, jasnobrązowe włosy miała rozpuszczone, podczas gdy zwykle nosiła jej związane w koński ogon.

    Zaschło mi w ustach, nie wiedziałem, co powiedzieć. Poczułem, jak w spodniach robi mi się ciasno. Wpatrywałem się w to idealne ciało, nie wiedząc, co powinienem zrobić. Jasnym było, że Agnieszka zaplanowała to sobie i pewnie liczyła, że uda się namówić mnie na coś… Nie spodziewałbym się tego po niej – była dobrą siostrą, a do tego zawsze zdawała się nieśmiała. No, ale teraz stała przede mną ociekając własną seksualnością, a ja nic nie mogłem poradzić na rosnące podniecenie. Chciałem rzucić się na nią. Zerwać z niej to ubranko, tą cienką granicę między tajemnicą a całkowitą nagością. Chciałem ją pieścić, ale przede wszystkim chciałem poczuć spełnienie. Chciałem wejść w nią. Kochać się jak szalony – choć pewnie wystarczyłaby mi krótka chwila, by osiągnąć szczyt.

    Musiała być świadoma efektu, jaki wywołała. To ona odezwała się pierwsza.

    – Wejdziesz dalej? – zapytała odrzucając na bok kosmyk włosów.

    Tytanicznym wysiłkiem woli zmusiłem się, żeby otworzyć usta i odpowiedzieć:

    – Wiesz… ja tylko po zakupy…

    Zmartwiła się, a ja nieco odzyskałem równowagę.

    – Mama mówiła, że są w kuchni – ciągnąłem. Wyminąłem ją nie zdejmując butów. Wziąłem zakupy i uciekłem. Bez słowa i starając się na nią nie patrzeć. Zresztą jej ciało miałem przed oczami cały czas.

                W domu na krótką chwilę zamknąłem się w łazience…

     

    ***

     

                Od tamtego wydarzenia minęły dwa miesiące. Jakość mojego życia seksualnego z żoną wcale się nie poprawiła. Początkowo starałem się nie myśleć o Agnieszce, ale jej obraz, takiej pięknej i seksownej, w samej bieliźnie, często sam wypływał z mojej podświadomości. Coraz też częściej przywoływałem go intencjonalnie.

                Aga ewidentnie mnie unikała. Nigdy nie było jej w domu, kiedy odwiedzaliśmy rodziców żony, do nas też nie przychodziła. Brała nadgodziny w pracy, spotykała się ze znajomymi. Wszystko właśnie wtedy, kiedy zachodziła szansa, że się zobaczymy. Było mi to na rękę, choć podświadomie chciałem ją zobaczyć.

                Przyszła zima, święta i impreza u teściów, z której ani ona, ani ja nie mogliśmy się wykręcić. Początkowo chowała się w kuchni, ale w końcu usiadła ze wszystkimi w salonie. Starałem się nie gapić, zwłaszcza, że i tym razem wyglądała obłędnie. Miała na sobie szarą obcisłą sukienkę tuż przed kolano, podkreślającą jej idealną figurę. Lekko się umalowała. Zazwyczaj siadała blisko nas, tym razem jednak zaszyła się w drugim kącie pokoju. Sam jej widok sprawiał, że krew odpływała mi z całego ciała do krocza, a w spodniach robiło się ciasno. Zamierzałem z nią pogadać, ale nie było okazji. Kiedy wreszcie wstała i wyszła z pokoju kierując się do łazienki, dyskretnie ruszyłem za nią.

                Była taka seksowna, choć tylko szła. Sukienka podkreślała wcięcie w talii. Kształtne pośladki delikatnie rysowały się pod materiałem. Nagie łydki były gładkie i smukłe.

    Wszedłem za nią do łazienki. Odwróciła się do mnie wyraźnie zaskoczona. Zrozumiałem, że nie wiem, co chcę jej powiedzieć. Gdy ona otwierała usta żeby coś odezwać, nagle złapałem ją za ramiona, przyciągnąłem do siebie i pocałowałem. Na początku zesztywniała, ale zaraz sama mnie objęła. Odpowiadała na pocałunki nieporadnie, jak ktoś, kto nigdy tego nie robił, ale nadrabiała to zapałem. Reagowała na każdą zmianę w pocałunku. Kiedy wsunąłem język w jej usta, sama tego spróbowała. To był długi, namiętny pocałunek. Nie przerywając go zjechałem wargami z jej ust całując namiętnie jej szyję. Dyszała mocno z całej siły przytulając się do mnie. Nie wiem o czym myślałem. Zatraciłem się w tej chwili. Językiem dotknąłem płatka jej ucha, potem małżowiny. Jęknęła cicho. Moje dłonie przez materiał sukienki pieściły jej piersi i pośladki. Były jędrne i twarde. Całkowicie mi się oddała. W przebłysku przytomności przerwałem na chwilę pieszczoty by przekręcić zamek w drzwiach łazienki. Tylko tego jeszcze brakowało, żeby ktoś nas przyłapał. Teraz zaś byłem tak podniecony, że nie mogłem przestać. Nie zamierzałem przestać. Delikatnie pchnąłem ją na ścianę. Oparła się plecami. Dłonie wsunąłem pod ciasną sukienkę. Masowałem jej pośladki całując jej dekolt, a w końcu podciągnąłem skraj materiału powyżej pępka. Lizałem jej płaski brzuch ciesząc się lekko zarysowanymi mięśniami.

    – Wyglądasz cudownie – wysapałem z językiem na jej pępku. – Uwielbiam twoje ciało.

    – To dla ciebie. To zawsze było dla ciebie – wyjęczała cicho. Miała zamknięte oczy, a wyraz ekstazy gościł na jej twarzy.

    Przesunąłem usta niżej jednocześnie zsuwając jej majtki. Białe, z głową Hello Kitty z jednej strony. Nie wiem, jak zapamiętałem ten szczegół, bo nie to mnie w tamtej chwili interesowało. Jej włosy łonowe były ciemne. Bujne, ale przystrzyżone. Ich kępka zdobiła wzgórek łonowy. Z ochotą zanurzyłem w nich nos. Poczułem jak się spina, jak głośno i mocno wciąga powietrza. Usłyszałem stłumiony jęk i zrozumiałem, że mocno zagryza zęby, aby nikt niepowołany jej nie usłyszał. Lekko ugięła nogi i rozszerzyła uda, zachęcając mnie do zatopienia się jej skarbie. Językiem dotknąłem warg sromowych. Zassałem maleńką kuleczkę łechtaczki. Pracowałem dzielnie językiem i ustami, a ona niemal wiła się nade mną. Soki wypływały ciurkiem z jej szparki, a ja lizałem i całowałem jak szalony. Pierwszy raz od dawna czułem niebiański zapach kobiecego łona i woń ta upajała mnie. Poczułem jej dłonie na głowie. Mocno docisnęła moją twarz do swojej szparki i zrozumiałem, że szczytuje. Przez chwilę nie mogłem złapać oddechu. Zaraz jednak jej ręce przesunęły się na moje barki i pociągnęły w górę.

    – Wejdź we mnie – wyszeptała drżącym głosem, gdy nasze twarze znów znalazły się na tej samej wysokości. – Proszę.

    Jej palce powędrowały do mojego paska, ale nie była w stanie sobie z tym poradzić. Za bardzo drżała. Pomogłem jej. Zsunąłem spodnie razem z bokserkami. Moja męskość sterczała dumnie lekko połyskując od śluzu. Oczy rozszerzyły się jej w podnieceniu. Chciała go dotknąć, ale jej nie pozwoliłem. Łapiąc za biodra przekręciłem ją tyłem do mnie. Dłońmi oparła się o ścianę i pochyliła lekko rozstawiając nogi. Widok odezwał się dreszczem gdzieś w dole moich pleców. Jej błyszczące od soków łono przyciągało. Złapałem moją męskość w dłoń i zbliżyłem się powoli. Czułem jak pulsuje, gdy ustawiałem go naprzeciwko wejścia do jej groty.

    – Wejdź, szybko. Proszę… – jęczała urywająco.

    Oparłem prącie o jej srom – westchnęła głęboko – i pchnąłem delikatnie. Wszedł gładko, ale tylko do połowy. Poczułem się niebiańsko. Aga syknęła, wiedziałem, że ją zabolało, ale nie przestałem. Czułem lekki opór. Powoli ruszałem biodrami zagłębiając się co raz głębiej. Widziałem, że mój penis zaróżowił się od jej dziewiczej krwi. Nie jęczała. Oddychała głęboko i poruszała się wraz ze mną. Od początku czułem, że nie wytrzymam długo. W ostatniej chwili wyszarpnąłem z niej penisa wiedząc, że zaraz eksploduję na posadzkę. Agnieszka okazała się szybsza. Opadła przede mną na kolana i błyskawicznie wzięła moją męskość w usta. W tej samej chwili doszedłem z cichym jękiem. Raz po raz wydostawały się ze mnie porcje nasienia, a ona wszystko to spijała jak najprzedniejszy nektar. Zamglonym z przyjemności wzrokiem nie wyraźnie dostrzegałem jej twarz. Moja żona nie raz pieściła mnie ustami, ale nigdy nie pozwoliła mi w nich dojść. Było mi cudownie, a orgazm, którego doświadczyłem był chyba najpotężniejszym z moich dotychczasowych. Czułem, że świat wokół wiruje. Miałem wrażenie, że wszechświat się wali i powstaje na nowo.

                Gdy wreszcie mój członek przestał pulsować nasieniem, Agnieszka po raz ostatni przejechała językiem po jego główce wywołując u mnie dreszcz. Po czym podniosła się, obciągnęła sukienkę w dół i z uśmiechem ruszyła w stronę drzwi. Po drodze cmoknęła mnie w policzek. I wyszła.

                Wiedziałem, że to nie był na ostatni raz.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Hredhel

    Jest to moje pierwsze opowiadanie, które napisałem po dłużej przerwie. Poprzednie, pod tytułem “Cicha woda” zaginęło gdzieś w odmętach internetu. Być może kiedyś je odnajdę lub odtworzę. Dziś przedstawiam wam “Zakochaną szwagierkę”. Liczę na na wasze komentarze.

  • NimfoMaria

    31.12.1989

    Maria była seksowną szesnastolatką o długich zgrabnych nogach, szczupłej talii, potężnym biuście oraz kruczoczarnych włosach opadających jej do ramion. Każdej nocy z wielkim zapałem relaksowała się przy filmach dla dorosłych puszczanych z kaset ojca. Regularnie uczęszczała do kościoła i rozumiała, że jej zachowanie jest niestosowne, mimo to nigdy nie mogła powstrzymać się od wykorzystania okazji. Robiła to zawsze późną porą, kiedy rodzice już spali, ostrożnie zakradała się do ich sypialni, sięgała do szuflady ojca, zawsze czuła wtedy lekki niepokój, jednak treść kaset była dla niej najważniejsza. Następnie udawała się z seks-taśmami do salonu, żeby odpalić upragniony film i gładzić dłonią gołą cipkę. Zawsze gdy sięgała ręką pomiędzy swoje zgrabne uda wszystko inne traciło dla niej znaczenie, musiała jedynie uważać żeby być cicho i uniknąć nakrycia. Każdej nocy kończyła ostrym orgazmem, odłożeniem kaset i spokojnym snem. Pewnej nocy Maria została sama, ponieważ jej rodzice wyjechali na sylwestra. Gdy tylko usłyszała o całonocnym wyjeździe rodziców, od razu wiedziała jak spędzi ten czas. Po pożegnaniu się z rodzicami i upewnieniu się, że odjechali, Maria bez zastanowienia ruszyła w stronę szuflady rozkoszy, aby chwilę później móc rozkoszować się ostrym palcowaniem w akompaniamencie dzikiego seksu na ekranie telewizora. Z chwili na chwilę jej ruchy były coraz szybsze, a uciecha coraz większa, jej głośny oddech przerodził się w cichy jęk. W końcu nie musiała się ograniczać, była sama i mogła się zabawiać jak tylko chciała, przyjemność była ogromna, chciałaby aby ten moment trwał wiecznie. Po kilkudziesięciu minutach erotycznych rozkoszy, zmęczyła się już od ciągłym penetrowaniem szparki. Postanowiła zrobić sobie przerwę, pod wpływem emocji oraz czystej ciekawości zdecydowała się zerknąć do barku, nigdy wcześniej nie próbowała alkoholu, bo uważała go za rzecz zbędną i zwyczajnie nie miała okazji. Tym razem jednak, w sylwestra, uznała że to najwyższy czas, wyciągnęła pierwszą lepszą flaszkę, otworzyła i zaczerpnęła sporego łyka. Trochę ją skręciło, ale przeszyło ją przyjemne ciepło, nie myśląc wiele wypiła drugiego łyka. Nim się obejrzała, była już pijana, wtedy zrozumiała, czuła się przyjemnie będąc w takim stanie. Ostatkami świadomości pozbyła się dowodów na intymne igraszki, położyła się do łóżka i zasnęła niemalże natychmiast.

     Nazajutrz obudziły odgłosy rodziców którzy właśnie wrócili do domu, wstała z łóżka z silnym bólem głowy spotęgowanym wyrzutami sumienia, dotarła wtedy do niej powaga wczorajszego występku. Tamta noc była cudowna, korzystanie z naturalnych przyjemności jest niesamowite, ale też jest ciężkim grzechem i właśnie dlatego Marię tłamsiło poczucie winy. Gdy tylko weszła do kuchni, aby zrobić sobie jakieś kanapki, na widok rodziców zaczęła się zastanawiać jakby zareagowali gdyby się dowiedzieli, oraz jak niemądrze robiła tak często ryzykując przyłapania. Maria miała bowiem bardzo surowych rodziców. Wiedziała jednak, że nie może trzymać tego w sekrecie, nie wytrzymałaby takiego stresu, wiedziała także, że jedyna osoba której może zaufać i która na pewno nikomu się nie wygada to ksiądz Maciej.
     Jeszcze tego samego dnia poszła do kościoła, a tan niepewnie w stronę konfesjonału, aby wyznać starszemu przyjacielowi swoje grzeszki. Znała ona bowiem Macieja od bardzo dawna, utrzymywała z nim dobry kontakt od kiedy ten zaczął służyć w parafii, Maria miała wtedy 9 lat. Gdy tylko uklękła na przeciw Macieja serce zaczęło bić jej szybciej, bała się że jeśli ksiądz dowie się jaka jest naprawdę to zwyczajnie się od niej odwróci.

    .-Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus – przywitała się nerwowo

    -Na wieki wieków amen – odrzekł zaciekawiony przewinieniem Marii ksiądz

    -Proszę księdza, ciężko zgrzeszyłam – powiedziała speszona, Maria szeptem – wczorajszej nocy – ciągnęła zastanawiając się jak ubrać w słowa swój występek – złamałam ślubowanie trzeźwości.

    Na twarzy Macieja pojawiło się niemałe zdumienie, Maria przecież zawsze była taką pilną uczennicą, zawsze unikała złego towarzystwa, nigdy by się tego po niej spodziewał, nie wiedział wtedy, że nie powiedziała jeszcze wszystkiego.

    -Pan odpuścił tobie grze…

    -Proszę księdza, chciałabym wyznać coś jeszcze – przerwała nagle Maria – Kiedy byłam pijana coś mnie skusiło do złej rzeczy. Kiedyś w szufladzie mojego ojca znalazłam kasety z filmami dla dorosłych – Macieja wprawiło to w niemałe zakłopotanie – Byłam sama w domu, nie miałam co robić. Zabawiałam się ze sobą przez dość długi czas – po tych słowach Maciej aż poczerwieniał, nie był w stanie wyzbyć się wizji masturbującej się Marii z głowy.

    -Nie miałam wtedy wrażenia, że robię coś złego. Sprawiło mi to niemałą przyjemność – zapomniała się Maria – szczerze mówiąc powtórzyłabym to gdyby nie fakt, że to ciężki grzech.

    Maciejowi serce waliło jak młotem, oddychał ciężko, gdyby tylko mógł sam wziąłby się za uroczą Marię, sprawiłby jej przyjemność, która w gruncie rzeczy nie jest taka zła.

    -Pan odpuścił tobie grzechy idź w pokoju Chrystusa. – powiedział tak przeciętnie jak tylko mógł

     -Bóg zapłać – rzekła Maria po czym śpiesznie udała się, aby zasiąść w ławie i czekać na rozwój wydarzeń, którego nie mogła przewidzieć.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jolanta Rabczak

    Natępne części wkrótce, albo nie, nie wiem

  • Sedzia, cz. 2.

    Część 2.

    – Męcz się, suko, męcz. Będziesz łatwiejsza. A my jeszcze dołożymy coś gratis – obiecał „Mały”, kiwając głową.

    Damian spojrzał na niego z uśmiechem. Miał dość wycia Krystyny i puścił ciągniętą w górę pierś. Wycie urwało się, ale załkała z bólu. Spojrzeli na siebie i wzruszyli ramionami.

    – Sama się dopraszała – westchnął mężczyzna.

    W jego spojrzeniu rozbawienie mieszało się z niedowierzaniem. Pochylili się, zaczęli macać jej piersi, grzebać przy łechtaczce, wkładać palce do pochwy i odbytu. Ciągnęli za ucho, szarpali za włosy, zatykali nos, obserwując, jak czerwieni się, walcząc o dostęp do powietrza. Strzelali palcami w brodawki i śmiechem kwitowali mimikę, wskazującą na ból spowodowany trafieniem. Robili to, na co mieli ochotę. Ich pobudzenie rosło, bo i sytuacja była szczególna. Trzech ubranych mężczyzn panowało nad nagą, bezwolną i kiedyś arogancką kobietą. Ten kontrast jeszcze dodatkowo ich podniecał.

    – A może zrobić z niej gwiazdę filmową? Rynek filmów dla dorosłych przyjąłby taką babkę – głośno zastanawiał się Jerzyk.

    Kiedy usłyszała tę propozycję, wpadła w panikę i natychmiast całą sobą starała się dać do zrozumienia, że absolutnie nie zgadza się z takim pomysłem! Pobłażliwie i w milczeniu przyglądali się jej protestom. Kogo obchodziło jej zdanie?

    #

    Na coraz bardziej brutalny dotyk związana kobieta reagowała zduszonym krzykiem. Była przestraszona. Na przemian to jeden, to drugi lub trzeci uderzał ją w twarz, uszczypnął w pośladek, ścisnął sutek albo brodawkę, pomacał pierś, uderzył w piętę. Na tyle sposobów i tak często ją obmacywali, że w końcu przestała reagować krzykami na kolejne, bolesne bodźce. Uderzenia w twarz też zrobiły swoje. Jak na jej wiek, biust prezentował się efektownie. Szarpali go w różnych kierunkach. Teraz podrygiwała od uszczypnięć w pośladki i drgań wibratora wetkniętego do odbytu przez Jerzyka. Nadal trzymali ją, szeroko rozwartą, za nogi nad kostkami.

    – Jeszcze trochę podkręcisz obroty, a odtańczy nam całe „Jezioro łabędzie” – rozochocony Damian przyglądał się, jak kobieta daremnie próbuje walczyć z narastającym podnieceniem i pozbyć się wibratora.

    Kiedy ich już nic nie ograniczało, skoncentrowali się na ulubionych częściach jej ciała i gadżetach. Szybko podniecali się. W ogóle nie przejmowali się jej protestami, które jedynie podniecały i bawiły. Ich rówieśniczki były znacznie bardziej żwawe, o atrakcyjniejszych ciałach, a też ulegały brutalnej presji podczas seksu.

    – Suczko, odpręż się. Zabawa dopiero rozkręca się – uśmiechnął się Damian.

    Lubił ją ostro traktować. Ekscytował się jej strachem. Z dobrze ubranej, wyniosłej, zamożnej, pewnej siebie dojrzałej kobiety zostawała przestraszona, potargana, posłuszna i z rozmazanym makijażem naga suka, która czekała na kolejne polecenia i ostre rżnięcie.

    Po wszystkim zawsze leżała ospermiona, opluta, z rozrzuconymi rękoma i nogami, długo odpoczywała, zanim z wysiłkiem podniosła się i poczłapała do łazienki. Wtedy lubił zmuszać ją do kolejnych pieszczot. Śliną rozmazywał jej makijaż, kiedy obciągała mu, a on, szarpiąc jej włosy regulował tempo ruchania w usta i moment wytrysku. Zawsze starała się połknąć. Któryś z kolegów podchodził od tyłu i ruchał ją albo wciskał w nią sztucznego penisa. Takie zabawki przywiozła sobie z Zachodu i czasami zabierała na spotkania z nimi. Wypełniali każdy jej otwór, a wówczas była ich posłuszną zabawką. W pracy rządziła i dominowała, tutaj służyła uległa i posłuszna, gotowa na każde ich polecenie. Ale dzisiaj…

    #

    Dzisiaj było nieco inaczej. Jej humory prowokowały do brutalności. Nie lubili, kiedy zachowywała się arogancko, bo skończyli swoją „pracę” i mieli wyjść. Dzisiaj spróbowała ich wyrzucić i nieświadomie przekroczyła cienką linię, która doprowadziła do buntu. Szarpali kobietę, podduszali, kolejne niezbyt mocne razy spadały na jej ciało.

    Kiedy uspokoiła się, wyczerpana brutalną lekcją uległości, jaką odebrała, wyjęli wibrator z odbytu i slipy z ust.

    – Zaczniesz wrzeszczeć, to uśpimy ciebie. Jasne? – Damian uprzedził kobietę.

    Kiwnęła potakująco głową i głośno przeklęła, kiedy pozbyła się knebla, a potem ubliżyła im kilkoma wulgarnymi epitetami i ponownie zaczęła wyrzucać z apartamentu. Po chwili niemego zaskoczenia mężczyźni zaczęli ją szczypać, oklepywać, szarpać. Za późno zrozumiała, że popełniła błąd i musi wycofać się. To nie był najlepszy moment na stawianie warunków w tak agresywnej formie. Przegrała.

    – Proszę, dość! Panowie, proszę – szybko zrozumiała, że pogorszyła swoją sytuację i może zapłacić wysoką cenę. W jej przypadku zbyt wysoką. Nie myślała o pieniądzach. Mogła oddać im wszystkie pieniądze, które miała przy sobie. Coś bełkotała, ale żaden nie słuchał.

    – Coś ty powiedziała, suko? – Damian nagle wstrzymał rękę, którą chciał wymierzyć siarczystego klapsa. Szarpnął ją i posadził obok siebie.

    – Proszę, weźcie wszystkie pieniądze, które mam przy sobie.

    – Ooo, to prezent?

    – Tak, proszę – drżała z nerwów, ze strachu przed nieznanym dalszym ciągiem spotkania.

    Damian otworzył torebkę, którą podał Jerzyk i przeciągle gwizdnął, wyciągając zwitek banknotów. Żaden z nich nie zarobiłby tyle w ciągu roku!

    – Patrz, ile ta suka wozi na drobne wydatki – pokazał „Małemu”. Jerzyk tylko otworzył usta z wrażenia.

    – No, za tyle jeszcze długo możemy ciebie jebać – „Mały” czuł się w obowiązku zarobić na taką kasę. Damian właśnie wpadł na pomysł i sięgnął do swoich spodni.

    – Nie, już dość! Proszę! Zapłaciłam wam tyle! Błagam was! – stęknęła płaczliwie, kiedy Damian wykręcił jej rękę i odwrócił, kładąc na brzuch na łożu. Milczący Jerzyk powoli zaczął wchodzić do odbytu. Bała się tak dużego penisa w odbycie.

    – Przecież powiedziałaś, że możemy wziąć pieniądze. Powiedziałaś, że to był prezent – Damian delektował się jej strachem i zaciskał na szyi pętlę z paska od swoich spodni.

    – Proszę, na dzisiaj starczy. Proszę, kochani – wystękała, z trudem łapiąc oddech. Próbowała chwytać ich i potrząsać ramionami, błagając, ale Jerzyk właśnie wszedł do połowy i przekręcił ją na bok, złapał za rękę. Leżała bezbronna. Powoli ruchał, zagłębiając się. Krystyna jęczała, przeżywając ból rozpychanego odbytu.

    #

    Damian odchylił jej tułów, położył się na twarzy kobiety, przycisnął całym ciałem i wepchnął penisa do ust. Szarpnął paskiem i ruchał ją w usta:  

    – Obciągaj! Tylko delikatnie – zaznaczył z uśmiechem, doskonale wiedząc, że kobieta walczy o każdy oddech.

    „Mały” przyglądał się z rozbawieniem trójce. Kobieta bezradnie szarpała nogami. Powoli traciła siły. Jeszcze trochę i znowu będzie bezwolną zabawką w ich rękach. Zrobią z nią wszystko, co zechcą, bo ona zgodzi się na wszystko. Dał znak Jerzykowi. Chłopak cofnął swoją nogę, podniósł górną nogę kobiety i umożliwił koledze wejście do pochwy. „Mały” klęczał na prawej nodze za nimi, lewą opierał o podłogę i wchodził do pochwy. Powoli ruchał kobietę, a obok ręki Damiana sięgnął po drugą pierś. Macali je i co chwila mocno ściskali brodawki. Drgnięcia ciała sygnalizowały, że sprawiali ból. Przyjemnie było trzymać kobietę za piersi i wiedzieć, że niczego im nie odmówi. Była od nich w jakimś stopniu zależna i nigdy podczas seksu nie odważyła się ostro zaprotestować.

    Wbrew głośnym protestom Krystyna czerpała satysfakcję z takiego seksu. Jednak dzisiaj przyjemność odbierało jej brutalne zachowanie mężczyzn i kłótnia, w której im uległa. Nie wiązała tego ze swoją arogancką reakcją.

    Dzisiaj po raz pierwszy zareagowała ostro po seksie i nagle potraktowali ją jak zwierzątko doświadczalne. Nie zmienili ułożenia kobiety, ale właśnie powoli zmieniali się w jej otworach. Ciężko oddychała, ale nie odważyła się oponować. Otwierała i zamykała usta, patrzyła na nich ze strachem, ale nic nie mówiła. Zaczęła głośno jęczeć, kiedy „Mały” wszedł do odbytu. Damian wbił się w pochwę, a Jerzyk wypełnił jej usta:

    – Posmakuj swojej dupy, dupo – stęknął. Parsknęli śmiechem. Penisem systematycznie rozpychał policzek. – Łykaj wszystko! – rozkazał, kiedy otworzyła usta. Splunął kobiecie na twarz, na chwilę wyjął penisa i zgarnął ciecz do ust. Chłopak ponownie wepchnął członek, a Krystyna energicznie lizała. Jerzyk uśmiechnął się triumfalnie.

    – Taka uparta kurwa, ale da się wychować – Damian był pełen optymizmu.

    Jako jedyny nie wytrzymał i spuścił się. Wybrał usta.

    #

    Kiedy wreszcie zeszli z niej, spoceni, zdyszani, ale zadowoleni i z uśmiechami na twarzach, „Mały” wpadł jeszcze na jeden pomysł:  

    – Ej, suczko, siadaj na mnie, ale tyłem! – zarządził.

    Drgające ze zmęczenia ciało, zgarbionej i  rozczochranej kobiety, nagle wyprostowało się.

    – Jak? Jeszcze raz?! – przestraszona patrzyła na nich. Grzywka prawie zakryła jej oczy.  

    – Suko, siadaj, a nie pytaj! – Damian pchnął ją do kolegi, leżącego na plecach. Potem chwycił pasek jak smycz i strzałem w tyłek zmusił Krystynę do pośpiechu. Przestraszona siadała na nim. Rzucała wzrokiem, obserwując pozostałych. Ostrożnie zaczęła jeździć na penisie.

    – Damian, wejdź w nią obok mnie – „Mały” zaprosił kolegę.

    – Och, nie! Panowie, kochani, proszę was! – prawie płakała, kiedy dotarło do niej, co chcą zrobić. Nie miała związanych rąk, ale rozpaczliwa gestykulacja nie pomogła.

    – Zamknij się – warknął Jerzyk. Nawet jego zaczęła irytować. Damian pakował się w kobietę. Mimo wszystko zdołali wejść w nią. Ona najpierw jęczała, szarpała się, błagała ich, potem wyła i miotała się, ale i tak nie puścili jej. Obiecywała im różne rzeczy, ale tylko rechotali rozbawieni jej strachem i uległością. Damian ruchał ją i szarpał pierś. Jerzyk sięgnął po wibrator i wepchnął go w usta Krystyny. Najpierw krzyczała z bólu, kiedy dwa twarde penisy nadmiernie rozciągały pochwę, teraz kwiliła z bólu. Wzmogła się aktywność obydwu chłopaków. Obydwaj stękali z podniecenia, ruchając ją. Wypluła wibrator.

    – Och… Już dość, proszę! Och! – stękała, chociaż nie liczyła na ich reakcję.

    – Dobra, zmiana! – Damian wysunął się i puścił Jerzyka. „Mały” znowu bawił się jej piersią.

    – Nie! Błagam, nie! – była przerażona. Widziała jego penisa i bała się, że rozerwie ją. Jego członek był grubszy niż kolegów.

    Jerzyk podszedł do niej: 

    – Najpierw nawilż go – polecił stanowczym głosem. Szybko złapała ustami i gorliwie lizała penisa. Kiedy lśnił od śliny, Jerzyk bez słowa wycofał się z jej ust i w nagrodę poklepał po policzku. Potem wszedł w pochwę. Kobieta wyła, kiedy wchodził w nią. Cały czas patrzył z uśmiechem w jej oczy. Damian złapał ją za głowę i jedną dłonią zakrył usta. Mimo szamotaniny, nie zdołała zsunąć się z penisów. Jerzyk założył jedną nogę na ramię i teraz kobieca stopa podrygiwała w powietrzu w rytm uderzeń jego penisa.

    #

    Mężczyzna chyba lubił gadżety. Kiedy skończył spółkować, a koledzy wciąż obmacywali sędzię, polecił, żeby ją postawili na podłodze. Stała w lekkim rozkroku, rozglądała się niespokojnie, nie wiedząc, co ją czeka. Jerzy podał mały przedmiot „Małemu” i kazał go włożyć do odbytu. Rozbawiony mężczyzna spojrzał. To był dezodorant, ale mniejszych niż zwykle rozmiarów. Wzruszył ramionami i wepchnął go w kobietę. Jęknęła. Jerzyk włączył i wepchnął wibrator do pochwy. Wyjął z kosmetyczki kobiety rolkę plastra i solidnie zakleił gadżety w jej otworach. Na polecenie ubrała szpilki, wyprostowała się. Jerzyk ustawił nagą Krystynę w rozkroku i trzymał koniec paska, który pełnił rolę smyczy z obrożą. W takiej pozycji pokazał kolegom kobietę. Posłusznie wykonywała polecenia, chociaż nie rozumiała ich celu. Na komendę ręce trzymała za głową, pod piersiami, na biodrach, za plecami… Była zadowolona, że oglądają ją zamiast znęcać się nad nią. Zapomniała o zmęczeniu.

    On w tym czasie siedział w fotelu i wyciągniętą stopą pocierał łechtaczkę. W pewnym momencie, kiedy uspokoiła się, oswoiła z poleceniami i sądziła, że przyzwyczaiła się do wibratora, jego działanie stało się bardziej odczuwalne. Kobieta podniecała się, jej twarz i ciało zaczęły reagować na stałe, silne bodźce płynące z pochwy. Nieregularne i o zróżnicowanej sile bodźce płynące z masowanej łechtaczki potęgowały podniecenie.

    #

    – Stój nieruchomo! – polecił rozbawiony Jerzyk.

    Miała trudności z utrzymaniem równowagi. Podniecenie rosło. Chciała ugiąć nogi, złagodzić działanie wibratora. Dezodorant w odbycie uciskał ścianki i wzmacniał działanie wibratora.

    – Pomasuj piersi, pobaw się nimi! – Jerzyk rzucił kolejne polecenie.

    Dla niej było to jak wybawienie. Z ulgą dotknęła piersi i macała je. Podniecenie płynące z pochwy trochę zelżało, ale piersi okazały się bardzo wrażliwe. Miętosiła je z przyjemnością i czułością, na jaką rzadko potrafią zdobyć się mężczyźni.

    – Możesz lizać cycki! – pozwolił Jerzyk. Przyzwolenie brzmiało jak nakaz i tak je potraktowała.

    Koledzy z rozbawieniem przyglądali się podnieconej kobiecie, która tańcząc, powoli zapominała się. Ciągnęła piersi, żeby dotknąć ich językiem. W końcu jej się udało. Podkręcili muzykę.

    – Możesz poruszać się w rytm muzyki, ale tylko w miejscu! I dalej baw się cyckami! – pozwolił Jerzyk.

    Z politowaniem patrzyli jak podstarzała, uroczo rozczochrana sędzia kręci tyłkiem, liżąc cycki. Wobec nich potrafiła być wyzywająca. I chciała! Czasami gwałtownie drgała, na chwilę przerywając pląsy. Wibrator działał i nie potrafiła opanować podniecenia. W końcu nie wytrzymała. Dotknęła łechtaczki i zaczęła onanizować się przy nich.  Z zainteresowaniem przyglądali się pokazowi.

    Przymknęła oczy, ugięła nogi w kolanach, poruszała pupą i głośno stękała. Cały czas miała otwarte usta. Jęki stawały się coraz głośniejsze. Przyśpieszyła pocieranie łechtaczki i… wreszcie doszła! Przeciągły jęk sygnalizował koniec pieszczot. Znieruchomiała w takiej pozycji.

    Wstali jak na komendę. Kilkoma szarpnięciami odkleili plaster, wyjęli wibrator i dezodorant, położyli kobietę na łożu. Półprzytomna po zaspokojeniu, jeszcze leżała na boku z otwartymi ustami i cicho pojękiwała, kiedy wypełniali trzy otwory.

    – Och, wy… – nie potrafiła powiedzieć nic więcej. Przeżyła kolejny orgazm, teraz oni zaspokajali ją, więc cieszyła się. Przycisnęła pośladek mężczyzny, który wszedł do pochwy i gorliwie zaczęła lizać penisa, wepchniętego w usta.

    #

    Kiedy skończyli zmiany, spuścili się na nią. Ślady spermy były widoczne na jej twarzy, piersiach, brzuchu i rękach. Wyczerpana kobieta leżała nieruchomo, ale nie było jej dane odpocząć.

    Jerzyk wrócił z łazienki ze zwiniętym, mokrym ręcznikiem i stanął z boku łoża, Damian ze swoim paskiem stanął z drugiej strony. „Mały” przykrył jej głowę poduszką, usiadł na niej i chwycił kobietę za nadgarstki. Krystyna leżała na brzuchu i kiedy zaczęło jej brakować powietrza, zrozumiała, że dzieje się coś niepokojącego. W proteście wierzgała nogami. Za późno. Szybko słabła.

    Zaczęła szarpać tułowiem, kiedy na jej plecy i pośladki spadły pierwsze razy. Nie były zbyt mocne, ale była bita! Nie wiedziała, jak długo potrwa ta kara, jednak bała się tych chłopaków. Była od nich zależna. Mimo jej uległości w łóżku, ukarali ją za pyskówkę i agresję. Zawyła w pościel. Kolejne razy były bardziej dotkliwe. Oberwała w podeszwy stóp i po nogach. Teraz bili, gdzie tylko chcieli. Szamotała się, kręciła, żeby uniknąć kolejnych razów. Bezskutecznie. Nagle gwałtownie szarpnęła ciałem. Trafienie ręcznikiem w krocze było wyjątkowo nieprzyjemne, bo dosięgło również łechtaczki.

    Nagle uderzenia skończyły się. Mężczyzna zsunął się z niej, zniknęła poduszka. Wzięła głęboki oddech, potem kolejne. Spocona twarz, rozmazany makijaż, nerwowe spojrzenie. Rozdygotana oddychała ciężko, plecy zdobiły pręgi, a pośladki były zaczerwienione. Piekły ją podeszwy stóp, bolały nadgarstki. Instynkt podpowiadał jej, że mężczyźni czekają na jej reakcję. Podniosła się i klęcząc na łożu, patrzyła na nich. W jej postawie nie można było znaleźć nawet śladu dominacji.

    – Panowie, przepraszam. Byłam bardzo zmęczona i stąd moja przesadna, nerwowa reakcja. Mam nadzieję, że zrozumiecie, a ja postaram się, żeby więcej nie doszło do takiej sytuacji. Zgoda?

    Pokiwali głowami, poklepali ją po pupie. Jeden z nich niespodziewanie wsadził palce do pochwy i rżnął kobietę. Mocno. Wypięła pupę, nie miała już sił, ale to było tak przyjemne, że… Padła na łoże, przymknęła oczy i z ledwo dostrzegalnym uśmiechem pojękiwała w rytm pchnięć palcami. Wysunęła rękę w bok, znalazła krocze jednego z mężczyzn. Po chwili delikatnie głaskała penisa.

     Koniec


    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Przygody w wiekszym gronie – termy

    Wybrałem się z żoną na termy . Postanowiliśmy się trochę zrelaksować. Miałem ochotę trochę również zobaczyć reakcję innych na cudowne ciało mojej żony. Moja żona pięknie ogoliła swoją słodką cipkę w trójkącik u góry a na dziurce ładnie wygolone wszystko. W sutki wkręciła sobie sztangę z niebieskimi gwiazdkami na bokach. Wyglądała obłędnie. Na początek udaliśmy się do sauny. W środku siedziało kilka osób w oczekiwaniu na seans z zapachem eukaliptusa i dźwiękami mis tybetańskich. Weszliśmy do środka i ściągnęliśmy ręczniki z siebie i usiedliśmy na nich. Widok mojej żony obok, nagiej powodował u mnie podniecenie. Wszedł do środka sauna master i rozpoczął sesję wachlowania i uderzania w misy tybetańskie. Zauważyłem że mojej żonie spodobał się prowadzący. Szepnąłem jej na ucho żeby trochę go pokokietowała i prowokowała i zobaczymy jak zareaguje. Moja żona wyprostowała się i uniosła klatkę piersiową ku górze eksponując swój fantastyczny biust. Kiedy prowadzący ręcznikiem wachlował przed nią , Gosia jeszcze bardziej prężyła piersi i ręką niby ścierała pot z siebie, ale przy okazji dotykała swoich piersi i Sutków , które sterczały i kusiły, do tego też rozchylała nogi tak żeby prowadzący mógł dojrzeć jej soczystą cipkę, która coraz bardziej robiła się mokra z podniecenia. Prowadzący ewidentnie zareagował, bo jego ręcznik okalający biodra ewidentnie stał się ciaśniejszy i  większy w jednym miejscu. Po zakończeniu jak gdyby nigdy nic, moja Gosia zabrała ręcznik i wyszliśmy się trochę schłodzić. Weszliśmy do basenu ze stolikami w środku i zamówiliśmy sok . obok przysiadły się dwie dziewczyny, które pamiętałem z sauny. Miały rumieńce na buzi i co chwilę spoglądały na moją Gosię. Wypiliśmy sok i usiedliśmy pod ścianą gdzie było płytko. Można się było położyć i woda zasłaniała tylko głowę, ale gdy się trochę podnieść to wtedy piersi były już widoczne. Widząc że dwie dziewczyny zerkają na nas, poprosiłem Gosię żeby usiadła wyżej i ręce oparła o brzeg za nami tak żeby jej krągłe i cudne piersi z kolczykami w sutkach były na wierzchu i kusiły. Po chwili dziewczyny usiadły obok nas z boku. Jedna z nich zapytała o kolczyki w sutkach bo też chciała sobie zrobić. Chwilę wyjaśniania i zaciekawione dziewczyny usiadły bliżej, jedna z jedne strony Gosi a druga poprosiła mnie żebym się trochę przesunął i usiadła z drugiej strony. Po chwili rozmowy jedna z nich dotknęła piersi mojej żony i zaczęła się bawić sutkiem, druga zrobiła to samo. Miałem piękny widok na moją żonę którą po piersiach pieściły dwie inne kobiety. Po chwili zaczęły ją całować i pieścić językiem po sutkach . mojej żonie to się spodobało bo zaczęła cicho pojękiwać z wyraźnej rozkoszy .całując namiętnie jej cycuszki zaczęły rękami głaskać jej cipkę. Gosia rozchyliła nogi żeby łatwiej im było i uniosła lekko nogę .moja pała stała na baczność gotowa do działania. Bardzo podniecał mnie ten widok prężącej się z rozkoszy mojej żony. Dziewczyny nie przestawały lizać jej cycuszków i jedna pieściła jej cipkę skupiając się na jej guziczku, a druga zaczęła wkładać jej palec w tyłek i pieprzyć ją tak. Długo nie trzeba było czekać. Moja Gosia doszła w momencie. Orgazm przeszywał jej ciało. Gdy doszła do siebie. Dziewczyny zaczęły się zbierać, więc zapytałem a co ze mną . ale mi odpowiedziały że mam sobie sam poradzić i każda z nich na pożegnanie dała namiętnego całusa mojej żonie i wyszły. Postanowiliśmy złapać trochę oddechu w jackuzzi. Wymyśliłem mały fortel żeby zobaczyć reakcję innych… najpierw do środka wszedłem ja  i usiadłem  w rogu. W środku relaksowało się dwóch facetów w tym jeden z nich to sauna master który ledwo wytrzymał gdy moja Gosia go zaczepiała. Przed wejściem powiedziałem jej co ma zrobić. Weszła moja Gosia. Jej cudowne cycuszki  i kolczyki w sutkach  falowały gdy wchodziła do basenu. Usiadł  naprzeciwko mnie że niby się nie znamy. Tamci dwaj pożerali ją wzrokiem gdy wchodziła do basenu. Szepnęli sobie coś na ucho. Ja mrugnąłem do żonki i ona już wiedziała co robić. Wyszła z jackuzzi i usiadła na brzegu z nogami w wodzie. Odchyliła się lekko do tyłu i rozszerzyła nogi tak żeby tamci dwaj mogli zobaczyć jej wygoloną cipkę , a sama zaczęła się po niej pieścić. To wystarczyło aby po chwili oni podeszli do niej i zaczęli ją pieścić rękami i całować po cipce. Ich kutasy już sterczały na baczność. Po chwili powiedziała żeby usiedli na brzegu i żebym ja też dołączył do nich. We trójkę siedzieliśmy na brzegu ze stojącymi pałami a Gosia z wody zaczęła po kolei brać fiuty do buzi i pieścić je językiem. Strasznie byłem podniecony tą sytuacją. Moja Gosia ostro obciągała nasze fiuty. Po chwili podszedłem do niej od tyłu i włożyłem swojego chuja do jej rozpalonej cipki, a ona Dalej pięcia tych dwóch ustami. Znowu nastąpiła zmiana i jeden z nich się położył a Gosia siadła na nim tyłem tak że nabiła się swoim cudnym tyłeczkiem na jego twardego kutasa, a ja podszedłem od przodu i wszedłem jej w cipkę. Patrzyliśmy sobie w oczy co chwilę się całując i pieszcząc jej cycuszki . trzeci gość podszedł i włożył swojego fiuta w jej usta i zaczął ją posuwać w nie. Niedługo później wszyscy zaczęliśmy dochodzić …najpierw doszła Gosia, której spazmy orgazmu przechodziły po całym ciele, następnie na raz doszli faceci w dupie i w buzi, a na koniec ja zalałem jej cipkę w środku. Po wszystkim Gosia wyczyściła nasze kutasy tak żeby żadna kropelka się nie zmarnowała…..

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    michal kowal

    michal

  • Zabawka cz. 1

    – Zamówienie, kurwa! – wydziera się mój szef.

    – Panie Robercie, wysłałem to 15 minut temu. – spokojnie odpowiadam, ignorując zaczepkę.

    – Spadki? – pyta, podejrzliwie na mnie patrząc.

    – Wymierzone, chłopaki wiedzą co robić jeszcze na dzień naprzód.

    – Cholera, to wychodzi, że nie mam na kogo powrzeszczeć. – mrugnięcie okiem i nikły uśmiech sugerują, że w istocie, nie było żadnego zagrożenia z jego strony.

    – Ja się już na kierownika uodporniłem. Ale pewnie ta praktykanta od podwykonawców niekoniecznie. – odpowiadam śmiejąc się i chowając laptopa.

    – A, tamta. Niee, zbyt długi nos. – odpowiada zachmurzony Robert.

    – Pewnie już myśli o weekendzie. Cóż, jest 16 w piątek, o czym niby ma śnić na jawie – uśmiecham się do swoich myśli, zakładając marynarkę.

    Chowam klucze do biura, chowam do wewnętrznej kieszeni marynarki telefon i zarzucam torbę z laptopem na ramię. – To do poniedziałku – rzucam na odchodnym.

    – Czekaj, jutro masz ważny dzień tak? – Robert zatrzymuje mnie w pół kroku – Powodzenia. Pokaż im, Janek.

    Na moją twarz wypływa ironiczny uśmieszek, nie mogę go powstrzymać. Ktoś mi kiedyś mówił, że nie można ze mnie wiele wyczytać, chyba nie mówił całej prawdy. Obracam się do mojego rozmówcy profilem, tak, żeby widział. I tylko kiwam głową. Potem bez słowa otwieram drzwi i wychodzę na lekko wilgotne powietrze. Tylko słabo przesiąknięte zapachem tynku i ledwo wyczuwalnym, hmm, odorem serwisu Toi Toi.

    Już niedługo – myślę do siebie.

    Zerkam na zegarek: 16:03. Dobra, jest czas. Idę do auta, po drodze pozdrawiając hydraulików spieszących do domu. Bo jutro przecież też pracują. Po drodze do auta mijam długonosą praktykantkę. Uśmiecham się do niej i macham, odpowiada tym samym. Przez chwilę mam ochotę podejść do niej i pogadać, ale szybko mi mija. Mam jeszcze dzisiaj parę rzeczy do załatwienia. Odprawa, spotkanie z ekipą, przydałoby się jakąś kolację też zrobić; odliczam w myślach idąc do mojego auta. Wzruszam ramionami.

    Wsiadam do auta i przez chwilę myślę, jak pojechać patrząc na startujące samoloty. Chłopaki zwykle się obijają przez startujące Antonovy i awionetki, niestety biuro z drugiej strony jest. Chyba przez autostradę będzie najszybciej. Odpalam, wrzucam pierwszy bieg i jazda. Trochę zwiększony ruch, na szczęście zjeżdżam przy stadionie. Lubię ten dreszczyk przy wyższej prędkości niż miastowa. 90 przechodzi w 120, 120 w 140. Lekkim autem zaczyna nosić przy wietrze, ale widzę już mój zjazd.

    15 minut później parkuję przy Parku Zachodnim. Wychodzę i idę na spotkanie z Genem, Karą i Tamką. Skąd, do cholery wzięły się te pseudonimy? Całkiem proste. Przydomek Gena, jako dowódcy całej grupy około 35-osobowej, wziął się od generała. Przy swoich 190 cm wzrostu i czarującym uśmiechu robi wrażenie na kobietach. Może szerokie bary też tu mają znaczenie, nigdy się w sumie nad tym nie zastanawiałem. Kara, liderka grupy Czerwonki, najliczniejszej bo ponad 15-osobowej drużyny, wybucha nagle śmiechem. Oczywiście na płomiennorudej piękności nic chyba nie robi wrażenia, no może poza napieprzaniem worka treningowego. Fakt, dziewczyna robi wrażenie, ale po jednym razie z obitą gębą przechodzi Ci ochota na amory. Instynktownie pocieram szczękę. Zauważa ten gest i mruga wesoło. Na co oczywiście nasza gaduła zaczął rechotać. Tamce, jako najmłodszemu i najnowszemu członkowi wydaje się, że musi wiecznie coś udowadniać. Też swojego czasu do niej startował. Jest liderem naszej grupy wsparcia, pod sobą blisko 10 osób. „Mniejsza z tym” – myślę i zaczynam się śmiać razem z innymi. Opieramy się o mostek z widokiem na fontannę i mam wrażenie, że jesteśmy na planie filmowym do Ocean`s Eleven. Chwilę trwa gadka-szmatka, ale zdenerwowanie jutrem w końcu zwycięża.

    – Gen, powiedzieli Ci, na czym stoimy? – pytam po momencie ciszy. Reszta momentalnie poważnieje.

    – Niestety. Wygląda na to, że mamy przesrane. – odpowiada – Mają przewagę. Ponad trzykrotną.

    – Nasze atuty? – pyta po długiej chwili milczenia Kara.

    – Znaczne. – parsknięcie Tamki mu przerywa – Każda nasza kamza ma wytrzymałość zależnie od zabudowania. Od jednego na najlżejszych do trzech na najcięższych. Ponadto możemy wejść na teren na 4h przed resztą. Z czego Ty skorzystasz, Janek. Chcę, żebyś wszedł o 7, i zaminował im dojście. Spowolnij ich trochę. I najważniejsze – po jednym bandażu dla każdego na wejściu, z możliwością zamiany.

    – Musimy się wszystkiego chwytać. – wzruszam ramionami. – Zasady wyznaczyli?

    – Tak, mamy utrzymać wzgórze przez 5 godzin od rozpoczęcia, około 12. Ważna informacja: zasady mogą ulec zmianie, więc pilnujcie siebie i swoich drużyn. Wiecie, że cały teren będzie okamerowany. Na ten Finalny Mecz Ligi ASG organizatorzy nie szczędzili pieniędzy.

    – Co znaczy „zmiana zasad”? – Tamka zadał pytanie, nad którym każdy z nas się zastanawiał.

    – Tego nie wiem, ale pewnie coś ciekawego. Kara, wiesz, gdzie się ze swoimi Czerwonkami ustawisz?

    – Zajmiemy pozycje zgodnie z zeszłotygodniowym ustaleniem. Nie chcę nic zmieniać, zwłaszcza, że dodatkowe punkty na kamizelkach mogą się przydać w odwrocie.

    – Tamka?

    – Co ja? Moi żółciutcy ułożą się w okolicy centrali, z moździerzem. A, właśnie, z tego co mi powiedzieli, mam do dyspozycji tylko 3 strzały z niego, więc bądźcie tak mili, i nie dajcie się wiązać w ogień zmasowany, dobra? Nie chcę was potem ratować cudaki. – pada z jego ust odpowiedź – A Ty Janek?

    No właśnie. Przystąpiliśmy do Ligi ASG, jako jedyna drużyna z Wrocławia dobrnęliśmy do Finału. Mecz Finalny polega na tym, że wszystkie inne drużyny wystawiają swoich najlepszych zawodników, formując z tego grupę uderzeniową o paskudnej sile. Z kolei moja drużyna to snajperzy, najlepsi i najbardziej zaufani ludzie, ba przyjaciele. Sam ich szkoliłem, więc wiem, co potrafią. Owies, Lewy i Domi. Mam jedną zasadę dla nich. Poza dowodzeniem, nikt inny z grupy nie ma wiedzieć, kim są. W  teren wchodzimy wszyscy w maskach, kominiarkach, ciemnych okularach albo umalowani farbami. Prowadzi to czasem do napięć, głównie przez zdejmowane po strzelankach opaski (niebieskie dla snajperów, czerwone dla szturmu i żółte dla oddziałów wsparcia). Całkowita anonimowość, i dzięki temu kontrola. Jeden się wykruszył, stwierdził że ludzie mają wiedzieć, komu dziękować za dobre rozpoznanie, czy ratujący dupę strzał. Mój dawny, serdeczny przyjaciel, który nie szanował kobiet. To, że się nie zgadzał ze mną, dobra, ale wyzywania kobiet w towarzystwie od kurew nie zdzierżę. Jedyne, czego żałuję, to tego, że go nie pobiłem na miejscu. Rozglądam się, wszyscy się na mnie patrzą.

    Taa, znowu odleciałeś myślami – Potrząsam głową, żeby pozbyć się nieprzyjemnego wspomnienia. Nie czas na to. – Niebiescy będą gotowi. Zaraz się z nimi spotykam. Ustawiamy się na wcześniej ustalonej lokalizacji – mówiąc to wyciągam telefon i pokazuję im zdjęcia – Na wprost miejsca startu reszty jest przesieka. Czyste zbocze, z widokiem na całą równinę, mamy płaski teren, przez co z dołu górki, skąd idą nie będą nas widzieć. Spadek zbocza nas osłoni, do tego domowej roboty siatki maskujące. Ustawimy się w dwóch zespołach, po każdej stronie przesieki, żeby zminimalizować widoczność. To będzie jakieś 20/30 metrów. Blisko i w razie wypadku łatwo się przegrupować. Chcesz, żebym ich spowolnił, tak? Tamka – podnosi na mnie wzrok – będę potrzebował ewentualnie jednego zrzutu na dół zbocza. Jak przejdą przez miny, będziemy ich eliminować od końca. Proste i efektywne. Potem wycofujemy się do pozycji Kary, jak nas zepchną, lecimy na zbicie karku do centrali i tam się utrzymujemy do końca. Może się udać.

    – No, to mamy wszystko ustalone. Ktoś chce coś dodać? – milczymy – Jeśli nie, to widzimy się jutro rano. Janek, o 7 wchodzisz i minujesz, Kara i Tamka widzimy się o 10 na końcowej odprawie.

    No i to by było na tyle. Rozchodzimy się każdy w swoją stronę. Muszę zajechać jeszcze do rynku, przekazać informacje Niebieskim. Wiem, że reszta ma zrobić to samo. Zerkam na zegarek, dochodzi 17. Wsiadam znowu w auto i wrzucam bieg.

    W tawernie było niewiele osób. Wygodnie, że siedzieli w jedynej loży, popijając piwo. Przekazałem im dane, rozdysponowałem, po kogo o której przyjadę i wyszedłem. Zaraz po mnie reszta. Moje Duszki. Owies, jak zwykle w czapce rasta z uszami i mierną brodą, Lewy w kapeluszu kowbojskim przywodzi na myśl jakiegoś Australijczyka, a Domi z tym razem fioletowymi włosami i czarną soczewką w oku robi upiorne wrażenie. Uśmiecham się. Bez słowa odwracam się i znikam za rogiem, po czym prawie niezauważalnie wychylam głowę z powrotem. Nie ma już Domi. Dobrze, myślę. Mrugnięcie oka później w tłumie znika Lewy.  Z kolei Owies, patrzy w moją stronę i się szczerzy. No tak, mogłem się domyślać, że moją prawa ręka będzie wiedziała, że chcę ich sprawdzić. Mrugam do niego i znikam mu z oczu. Tym razem definitywnie.

    W drodze na parking wyłapuję kątem oka ruch. Nie napinam się, idę dalej tym w tym samym rytmie. Podnoszę rękę do karku, udając że chcę go rozmasować. To pozwala mi się dyskretnie obejrzeć. Jest! Lekko z tyłu, po prawej, przy wejściu do budynku, udaje że chce wybrać numer domofonem. Czegoś moja była się jednak ode mnie nauczyła. Rzut oka trwa niewiele więcej niż wzięcie płytkiego wdechu. Zegarek pokazuje lekko po 18. Czas wracać do domu i przygotować się na jutro. Wyciągam tylko telefon i piszę SMS`a „Widziałem Cię”. Cóż, zerwanie zerwaniem, ale kontakt pozostał. Mówiłem jej, że jutro mam strzelankę. Ale, zgodnie z narzuconą przeze mnie zasadą, nie wie, jako kto. Zaczyna się ściemniać, gdy wchodzę w pierwszą uliczkę, potem następną i jeszcze kilka dla pewności. Przechodzę przez sklep z elektroniką i cukiernię jednocześnie. Nie mam pewności, dlaczego tak kluczę. Żeby się upewnić, że nikt mnie nie śledzi, z przyzwyczajenia, czy po prostu z tego, że chcę zgubić Ankę. Nieważne. Po 10 minutach kluczenia, docieram do auta. Nikogo za mną, przede mną, ani po bokach. Strzelam knykciami, po czym odpalam silnik.

    Siechnice, mała miejscowość pod Wrocławiem, na szczęście niedaleko. Wjeżdżam do garażu podziemnego i parkuję na swoim miejscu. Po wyciągnięciu zakupów z bagażnika udaję się do windy. Po drodze mijam sąsiadkę, ideał MILFa. Ubrana w lekko prześwitujące spodnie do jogi podkreślające jej idealne, wytrenowane setkami przysiadów pośladki i szerokie biodra, nachyla się nad bagażnikiem. Czterdziestolatka, którą Bóg jeden wie czemu mąż opuścił. Jej ciało można opisać jedynie jako idealne. Duże, ciężkie i jędrne piersi, lekko poddanymi działaniami grawitacji, zawsze eksponuje głębokimi dekoltami, czy to w koszulkach, czy to w sukniach. Do tego długie, umięśnione nogi z małymi stopami okrytymi sandałami.  Szczupła sylwetka, 175 cm wzrostu, cycki i dupa wyglądają niczym wyjęte spod dłuta starożytnego rzeźbiarza. Cóż, jego strata a mój zysk. Tak, od dwóch lat się spotykamy w celu wzajemnej konsumpcji swych ciał. Przy każdym ruchu emanuje wdziękiem, czy to zabierając coś z auta, czy to skacząc po moim kutasie. W ciągu sekundy jestem twardy, chcę wielbić jej ciało całym sobą.

    – Pani Karolinko, z siłowni Pani wraca? – odciągam jej uwagę od auta. Najpierw widzę jej długie blond włosy i opadającą na oczy grzywkę, potem jej urzekające oczy w kolorze zieleni, a na sam koniec jej usta. TE usta. Pełne i wydatne, stworzone do pocałunków lub ciągnięcia fiuta. Sam nie wiem, co jej lepiej wychodzi.

    – Janek, ile razy Ci mówiłam, żebyś nie tytułował mnie Panią. – odpowiada figlarnie się uśmiechając, ukazując przy tym śnieżnobiałe ząbki – Zdradziły mnie spodnie, czy kropelki potu na czole?

    – Wiem, wybacz, szacunek do Ciebie ciągle mi narzuca tę formę.– widzę ogniki w jej oczach. Ach, te jej kurwiki. Zastanawiam się chwilę i podejmuję jedyną rozsądną decyzję – Wyglądasz obłędnie w tych spodniach do jogi. Twój tyłek ma chyba ochotę wyskoczyć z nich na masaż, prawda? – przekładam zakupy do jednej ręki, żeby drugą przejechać po jej biodrze, patrząc jej jednocześnie głęboko w oczy.

    – Mmm, czaruś z ciebie, wiesz? – mówi przygryzając seksownie wargę. Czuję drgnięcie w spodniach.

    Żeby nakręcić ją jeszcze bardziej zbliżam się do jej łabędziej szyi i szepczę:

    – Ten pot dodaje Ci jedynie seksapilu – wystawiam język i lekko przesuwam po jej szyi zlizując zabłąkaną kropelkę potu. Docieram do ucha i lekko podgryzam płatek, co skutkuje głuchym stęknięciem.

    – Masz ochotę na kawę u mnie, moja droga? – pytam łapiąc ją za rękę. Jej palce zaciskają się kurczowo na moich.

    – Tylko kawę? – pyta z udawanym smutkiem – Mam nadzieję, że masz śmietankę do niej?

    Szybko rozglądam się po parkingu, sprawdzając, czy nie ma kogoś postronnego, i dociskam ją do ściany.

    – Co ty ro.. – nie daję jej dokończyć zdania. Zaczynam ją szaleńczo całować, po chwili zaskoczenia oddaje pocałunek z taką samą namiętnością. Moja ręka z jej biodra prześlizguje się na cudownie jędrny pośladek. Zaczynam go najpierw głaskać, by zaraz go mocno ugniatać. Jednocześnie czuję, że sąsiadka zaczyna mi wpychać język do gardła. „Dobrze, wiem że lubisz na ostro” myślę. Ślina zaczyna ściekać na nasze brody i dalej na ubranie. Jedną ręką łapie mnie za kark i dociska do swych spragnionych ust, druga zaczyna błądzić pod moją marynarką i rozpinać kamizelkę. Dociskam do niej swojego kutasa, czuję jej żar. Odrywam od niej twarz, patrzę na nią, na moją zdobycz. Jej gorący oddech sprawia mi przyjemność, ma zaróżowione policzki i oczy półprzymknięte z rozkoszy, jej piersi unoszą się i opadają szybko.

    – Jeszcze.. – dyszy mi w usta.

    Ponownie zatapiamy się w pocałunku, nie bacząc na nic. Przenoszę dłoń z jej tyłka na jej brzuch. Czuję drżenie, a jej usta zamierają na ułamek sekundy w niemym krzyku. Korzystając z okazji biorę jej język w usta i zasysam, w tym samym czasie wsuwam dłoń pod cienki materiał spodni. Czuję, że nie ma nic pod nimi. Schodzę niżej, celowo omijając jej skarb i dotykam jej pachwin, mokrych od potu jej soczków. Słyszę jej stękanie, w końcu uwalniam jej język spomiędzy moich warg. Karolina zaczyna głośno jęczeć z wystawionym językiem. Powolnym ruchem, tak żeby poczuła każde muśnięcie, wyciągam z jej spodni moją dłoń. Po drodze lekko drażnię paznokciem łechtaczkę, co skutkuje krzykiem. Całe szczęście, że nikogo nie ma. Podsuwam jej dłoń pod nos, tak aby się poczuła.

    – Możesz powąchać, ale nie waż się lizać – mówię tonem nieznoszącym sprzeciwu.

    Patrzy na mnie błagalnie, ale tylko przeczę głową. Zrezygnowana wdycha woń potu i jej cipki. Natychmiast na jej twarzy pojawia się błogi uśmiech. Sam ledwo przytomny z podniecenia targającego moim ciałem, zabieram dłoń spod jej nosa i kładę na jej biodrze. W drodze do windy, mówię jej, jak bardzo mi się podoba, jak bardzo jest mokra, co z nią zrobię. Po dotarciu na miejsce i wezwaniu windy widzę kątem oka, że dalej jest rozpalona. Zanim zdążę cokolwiek zrobić, winda przyjeżdża z innym sąsiadem. Skinęliśmy mu głową na powitanie i stanęliśmy za nim. Zanim drzwi się zamknęły, włożyłem znowu rękę pod jej leginsy. Tym razem od tyłu, by poczuć jej gładką skórę. Zesztywniała, ale nic nie powiedziała. Ugniatam jej dupę jak w amoku, ona co chwilę lekko się wypina do tyłu. W pewnym momencie poczułem jej dłoń na moim rozporku.  Zaczęła mnie leciutko gładzić. Mój penis, już wcześniej naprężony do granic możliwości, urósł jeszcze bardziej. Uchyliłem usta i spojrzałem na nią, wzrok miała nieprzytomny. Powolnym, pełnym napięcia seksualnego ruchem, oblizała się. Po czym wystawiła dla mnie język ze zbierającą się śliną. Bardziej oczywistego sygnału nie mogła zrobić. Powoli, cały czas niezauważenie delikatnie się pieszcząc, zbliżyliśmy się do siebie. Oblizałem jej usta, spiłem jej ślinę. W idealnym momencie, bo słyszeliśmy *ding* i winda stanęła. W jednej chwili oderwaliśmy się od siebie, zdążyłem jeszcze zacisnąć palce na jej pośladku aż syknęła z bólu. Sąsiad pożegnał się zdawkowym „do widzenia”, my ograniczyliśmy się do odburknięcia. W chwili, gdy drzwi windy się zamknęły przystąpiliśmy z powrotem do pieszczot. Teraz się nie kryliśmy, mieliśmy jedno piętro tylko do przejechania. Kiedy drzwi ponownie się rozsunęły, trzymałem w ręce uniesioną nogę napalonej sąsiadki, ustami śliniłem jej szyję, i słyszę wdzięczne jęki. Puściłem ją i pokazałem, że ma iść przodem. Na lekko chwiejących się nogach , zaczęła kręcić swymi kuszącymi biodrami. Musiałem ją mieć. Stanęła wyczekująco przy drzwiach. Wyciągam klucze, otwieram zamek i powstrzymuję ją, gdy chce wejść. Ustawiam torby za progiem, po czym jednym szybkim ruchem biorę ją na ręce i przekroczam próg. Drzwi zamknąłem nogą. Karolina przyssała się do mojej szyi, znacząc ją obficie śliną. Przeszedłem do salonu i postawiłem ją na blacie stołu. Miałem jej krocze na wysokości swojego. Instynktownie rozchyla dla mnie nogi. Zrzucam marynarkę, drżącymi palcami rozpinam kamizelkę. Bogini w moich rękach teraz mnie delikatnie kąsa i pomaga śpiesznymi ruchami zdjąć koszulę. Jęcząc z rozkoszy stoję przed nią z obnażonym torsem. Odrywa się na chwilę ode mnie, żeby popodziwiać moje ciało. Szcześciopak w zalążku, co nie przeszkadza jej wzdychać w zachwycie. W pośpiechu rozpinam sprzączkę od paska i zsuwam spodnie. Teraz z jej ust padł jęk. Prężący się kutas dla czternaście lat starszej kobiety to nie lada komplement dla mojej sąsiadki. Zwłaszcza 18- centymetrowy, gruby komplement wypychający materiał bokserek. Ale zanim jej usta powędrują sobie dół mojego ciała, musiałem jeszcze raz skosztować jej warg. Gwałtownym ruchem chwyciłem ją za włosy i przystawiłem jej twarz do mojej. To, co działo się na parkingu, to przy tym lizaniu delikatne pieszczoty. Lizaliśmy się tak zawzięcie, że skapująca ślina utworzyła u moich stóp małą kałużę. Nie ograniczaliśmy się do swoich języków. Lizaliśmy swoje wargi, policzki, brody, oczy i uszy. Moje ręce wylądowały na jej piersiach. Nawet przez bluzkę i sportowy stanik wyczuwałem jej sterczące sutki. Zdjąłem z niej bluzę i oczom ukazał mi się najpiękniejszy rowek między piersiami, jaki w życiu widziałem. Natychmiast zapragnąłem go pieścić. Odsunąłem się od jej twarzy i wychrypiałem do ucha:

    – Teraz już możesz – i podsunąłem jej pod usta dłoń, którą pieściłem ją w windzie i na parkingu.

    Ochoczo zabrała się do wylizywania. Nie zapominała nawilżyć w swoich ustach żadnego milimetra. Kiedy sąsiadka tak pięknie zajmowała się moją dłonią, ja zajmowałem się jej piersiami. Jedną rękę miałem zajętą, toteż drugą masowałem jedną pierś, a drugą całowałem i muskałem wargami. Naszedł mnie pewien pomysł. Liżąc jej prawy dorodny cyc, zacząłem go delikatnie kąsać. Mruczała, więc posunąłem się o krok dalej i ugryzłem ją. Z jej gardła dał się słyszeć krzyk ekstazy. Zaczęła się wić po stole, wyginając plecy w łuk i podsuwając mi pod nos swoje skarby. Nie siląc się na delikatność, chwyciłem obydwiema rękami za stanik, i jednym mocnym szarpnięciem rozerwałem go na dwie części. Przez moment podziwiałem jej cycki, były piękne. Idealne w kształcie, leciutko opadnięte i niemieszczące się w dłoni. Złapałem je po bokach i ścisnąłem. Poczułem dłonie na głowie przyciągające mnie do nich. Stawiłem przez chwilę opór i splunąłem na nie gęstą śliną. Potem poddałem się i zanurzyłem się w cudownych bimbałach mojej sąsiadki. Oblizuję przestrzeń między nimi, dociskając z mocą do swoich uszu. Ugniatając jedną, drugą zabawiam ustami. Celowo omijam sutki, wiem że ma je bardzo wrażliwe. W uszach słyszę anielskie jęknięcia i stękania, gdy próbuje nakierować moją głowę właśnie na nie. Lituję się nad jej ciałem. Sunę paznokciami po jej prawym cycku nie siląc się na delikatność. Moją drogę znaczą małe czerwone kreski. Podsuwam się do jej lewego sutka , droczę się z nią i z sobą. Chucham na jej wycelowane we mnie sutek, słyszę przeciągły jęk. Naraz chwytam zębami brodawkę i wykręcam drugą. Jęk przechodzi w donośny krzyk. Bawię się nią. Dawkuję jej przyjemność. Zaciskam na jej sutku zęby, by po sekundzie zmienić metodę na delikatne oblizywanie kolistym ruchem całej piersi. Zmiana. Teraz zajmuję się w ten sposób drugą. Zabieram jej obślinioną dłoń spod ust. Teraz z pasją oblizuje moją lewą dłoń, a ślina zaczyna kapać na moje włosy. Całuję jej sutek, w ruchy wkrada się odrobina delikatności. Zasysam, trącam go językiem. Nagle sztywnieje, wypuszcza dłoń spomiędzy warg.

    – TAAAK – wydziera się.

    Jej ciałem zaczynają wstrząsać dreszcze, otwiera szeroko oczy, walczy o oddech. By spotęgować jej doznania wykręcam oba suty w przeciwne strony. To dla niej za dużo. W amoku podniecenia nie przestaje wyć, mięśnie odmawiają jej posłuszeństwa i pada na stół. W rozpaczliwej próbie złapania oddechu szepcze moje imię. Nie robię nic. Stoję przed stołem, z penisem prawie rozrywającym bokserki i obnażonym torsem. Podziwiam widok. Dojrzała czterdziestoletnia kobieta, szczytująca od pieszczot jej cycków, które nie opadły rozjechały się, jedynie nieznacznie opadły na boki. Jej klatka podnosi się i opada nieregularnie. Płaski brzuch bez grama  zbędnego tłuszczyku, przechodzi we wcięcie w talii. Niżej krągłe biodra, zakryte jeszcze spodniami. Na których, teraz to dostrzegam, widnieje duża plama. Mokry materiał przykleił się do jej cipki ukazując jej wargi. Jej nogi zaciskają się, strzegąc na razie przede mną dostępu. Gdy po kilku minutach jej oddech się normuje, przyklękam przed nią i zdejmuję jej buty i potem stopki. Moim oczom ukazały się urocze paluszki, pomalowane na różowy kolor. Nie mogę się oprzeć i przesuwam językiem po podeszwie stopy, zaczynając od pięty i kończąc na dużym palcu. Karolina zaczyna mruczeć z zadowolenia. Wkłada mi do ust swój duży palec. Przez chwilę go smakuję, potem go wyjmuje. Wstaję z klęczek. Patrzę na nią, mój wzrok robi powoli zachodzi mgłą. Póki jeszcze nad sobą panuję, podciągam ją do pozycji siedzącej i chwytam w pasie. Przy oplataniu mnie nogami, przyciska się do mojego kutasa. Czuję jej przemoczone spodnie. Podnoszę ją i niosę na rękach do sypialni. W międzyczasie wierci dupką po moim fiucie. Łeb lekko wychynął spod bielizny. Wyczuła to i zintensyfikowała podskakiwanie. Wszedłem do pokoju zajmowanego przez wielkie łóżko i szafę, i rzuciłem ją na łóżko i sam na niej wylądowałem. Spojrzeliśmy sobie w oczy, mieliśmy ochotę na jedno. W pomieszczeniu atmosfera gęstniała z sekundy na sekundę. Zaczęliśmy się znowu lizać. Tym razem to ona pierwsza się ode mnie oderwała z wilgotnym cmoknięciem. Złapała mnie za ramiona i przewróciła tak, że teraz ja leżałem pod nią. Przesuwa całym ciałem nade mną. Robi to kilkukrotnie, za każdym razem rozpłaszczając swoje piersi na mojej klacie. Następnie wstaje, rozkosznie wypinając swoją dupcię do ściany. Kiedy też chcę się podnieść, przytrzymuje mnie. Więc opieram się na łokciach i podziwiam jej ciało. Odsuwa się odrobinę od łóżka i odwraca się swoim tyłkiem do mnie. Po czym niezwykle powoli, tak bym rozkoszował się każdym milimetrem odsłanianego ciała, zaczyna zsuwać spodnie. Gdy opadły do połowy jej biodra, zaczyna kręcić swoją dużą dupą. Patrzę zahipnotyzowany na ten spektakl, nawet nie wiem, kiedy moja ręka zaczęła gładzić penisa przez materiał bokserek. Przed oczami mam tańczącą do sobie znanego rytmu sąsiadkę. Raz ustawia się bokiem, bym mógł zaobserwować krzywiznę jej pośladka, innym razem pokazuje mi się od przodu. Spodnie zrolowała na tyle, abym dojrzał jej pachwiny, ale nie jej cipkę. Mruga do mnie i odwraca się znowu. Tym razem zdejmuje całkiem zbędne odzienie, rozkosznie się do mnie wypinając. Gładkie, jędrne półdupki znajdują się tuż pod moim nosem. Fikuśnie wierci bioderkami i opada na kolana twarzą do mnie. Podnoszę się z łóżka, wyciągam rękę do jej policzka. Głaszczę ją, kiedy się wtula we wnętrze mojej dłoni. Widzę w jej wzroku obietnicę przeżycia czegoś niesamowitego. Przesuwam kciuk w kierunku jej ust. Rozchyla wargi i próbuje złapać między nie palca. Przerywam tę delikatną pieszczotę, nachylam się w jej stronę.

    – Dam Ci coś lepszego – kończąc zdanie wyciskam na jej ustach pocałunek.

    W jej oczach zapaliły się płomienie. Ułożyłem rękę na jej blond włosach i przycisnąłem. Jej długie palce zacisnęły się na krawędzi bielizny i zaczęły zsuwać ze mnie resztkę ubrania. Jednocześnie całowała mój brzuch, w pępek wciskając język i lekko nim ruszając. Westchnąłem z rozkoszy. Jej palce zacisnęły się na moim członku. Poruszała swoją drobną dłonią w górę i w dół posuwistymi ruchami. Prawie odleciałem. Po kilku momentach takiej pieszczoty poczułem na żołędziu gorący oddech mojej wyuzdanej czterdziestolatki. Wstrzymałem oddech, czas stanął w miejscu. Wreszcie drżącymi ustami cmoknęła mnie w główkę. Przez moje ciało przeszedł dreszcz. W jednej dłoni trzymając kutasa u nasady, a w drugiej leniwie masując jajka, wygięła go do góry. Nachyliła się nad nim i wypuściła gęstą strugę śliny, która spłynęła po fiucie na jej rękę. Potem przejechała po całej jego długości paznokciem, a następnie języczkiem. Wzdychałem coraz bardziej. W końcu wzięła go do ust. Nie cackała się, tylko od razu połknęła całego. Jej wargi dotknęły brzucha. Przytrzymała mnie chwilę w ustach, po czym wyjęła, cały czas mocno ssąc. Wypadł z jej ust z głośnym mlaśnięciem, przy akompaniamencie naszych jęków.

    – Uwielbiasz ssać kutasa, prawda? – pytam lekko zachrypniętym głosem.

    – Nie – jęczy – Uwielbiam ssać twojego kutasa.

    Uśmiecha się drapieżnie i wkłada go z powrotem między wargi. Widzę tylko jej głowę suwającą się w przód i w tył. Jej język pracuje nieprzerwanie, owijając się na moim penisie. Naciskam na nią, chcę spenetrować jej głębokie gardło. Przy ¾ długości zaczyna się krztusić, ale nie muszę jej dodatkowo zachęcać. Wpija paznokcie w moje pośladki, bierze głęboki wdech przez nos i dotyka nim znowu mojego brzucha. Szkoda, że nie ma nałożonej szminki – przemyka mi myśl. Jednocześnie czubeczkiem języka stymuluje moje jądra. Podnosi na mnie zamglony wzrok. Czuję się jak pijany, wycofuję biodra i wbijam się ponownie w jej gardło. Rucham jej twarz, w przerwach na oddech widzę, jak mój chuj lśni od jej śliny. Jestem na skraju, nie wytrzymam dużo dłużej. Musi to czuć, bo ssie jak odkurzacz, szczelnie obejmując mojego fiuta. Żeby zwiększyć moje doznania, przytrzymuje go w gardle dłużej niż zwykle, a potem cofa głowę. Wyjmując go z ust, natychmiast go opluwa. Nie wytrzymuję. Chwytam w garści jej włosy i nabijam jej mokrą twarz na mego drąga. Kilka pchnięć wystarcza. Wyszarpuję go i z rykiem strzelam na jej twarz. Orgazm prawie ścina mnie z nóg, robi mi się ciemno przed oczami. Salwa za salwą, sperma ląduje na jej włosach, policzkach, zamkniętych oczach i wydętych wargach. Zalewam całą jej twarz, nasienie skapuje na zaczerwieniony biust. Jak przez mgłę widzę jak zaciska nogi na bardzo szybko pracującej ręce i skamle w danym samej sobie spełnieniu. Wygląda oszałamiająco ze spermą na twarzy. Dalej ciężko dysząc, obejmuję ją i przewracamy się na łóżko. Leżąc pod sąsiadką, całuję ją z języczkiem. Gdzieś mam to, że czuję swoją spermę. Za takiego loda po prostu muszę jej podziękować. Nasze języki splatają się ze sobą i rozpoczynają ów namiętny taniec przyjemności i siorbania. W końcu przerywa ciszę:

    – Dwa moje i jeden twój, mój ogierze. A wydaje mi się, że mówiłeś coś o jakimś masażu? – pyta przyglądając mi się.

    – Życzenie mej bogini jest dla mnie rozkazem – odpowiadam gładząc jej placy.

    – Dobra odpowiedź.- śmieje się i turla się na bok.

    Leżąc obok niej, przez chwilę smyram ją po boku. Dopiero gdy odwraca się w moją stronę i znacząco unosi brew, siadam okrakiem na jej udach.

    – Zero myśli o wilgotnych miejscach, mój drogi. – mówi, choć wypinanie pupy przeczy temu żądaniu.

    Teatralnie wzdycham i zabieram się do masażu jej tyłeczka. Zaczynam od dołu, przechodzę mocno uciskając otwartą dłonią po bokach, żeby od góry przejechać po jej pośladkach. Zabieg powtarzam kilkukrotnie, słyszę pełne zadowolenia mruczenie. Zatracam się w masażu, ugniatam i masuję na zmianę, potrząsam i szczypię. Mruczenie przechodzi w głębokie wdechy.

    – Nie spinaj się skarbie – mówię nachylając się nad nią i przygryzając kark. Przy okazji pilnuję, by mój na nowo sztywny członek ułożył się w rowku między półdupkami. Chyba bezwiednie zaczyna kręcić powoli biodrami, ale szybko wracam do pierwszej pozycji. Najpierw ty, uznaję. Prowadzę masaż jeszcze przez kilka minut. Gdy przerywam, jest wręcz czerwony i rozpalony. Przesuwam się nieco w dół je nóg, tak, abym był w stanie dojrzeć jej czerwoną z podniecenia myszkę. Lśniące od wilgoci rozchylone wargi chyba nie mają jeszcze dość. Bardzo dobrze, bo chcę jej jeszcze zasmakować. Zbliżam twarz do jej pupy, i przejeżdżam po nim językiem. Po kilkunastu minutach mocnego masażu musi to być jak łyk wody na pustyni. Czynię to jeszcze kilkukrotnie, za każdym razem wypina się coraz bardziej, cały czas mrucząc. Kiedy leży z wypiętą do mnie dupką, wczepiam palce w rozpalone pośladki, rozchylam je i spluwam na jej cipkę. Słyszę stęknięcie. Plwocina spływa po jej różowiutkiej dziurce do koralika łechtaczki, ale nie zwracam na to uwagi. Nawilżam w ten sam sposób jej drugi otworek. Woń jej soczków uderza we mnie z pełną mocą. Upajam się tym i gwałtownie wylizuję swoją ślinę pomieszaną z jej nektarem. Rozwieram palce jednej ręki i dotykam palcami wejścia do jaskini rozkoszy. Jest na tyle mokra, że bez problemu wsuwam w nią dwa palce. Wita mnie cudowny gorąc jej cipki i aksamitne wnętrze. Najpierw powoli, później zwiększam tempo palcówki. Językiem liżę jej pachwiny. Oddech mojej kochanki staje się urywany. Dokładam jeszcze jeden palec, robi się ciasno. Kciukiem lewej lewej ręki wmasowuję ślinę w jej odbyt, a język przesuwam na łechtaczkę. Drażnię ją, trącam, zasysam i podgryzam. Stęknięcia przechodzą w głośne jęki. Wyjmuję z niej palce, by zaraz potem uderzyć w jej łechtaczkę otwartą dłonią. Krzyczy, gdy pakuję w nią z powrotem trzy palce. Niedługo potem czuję zaciskające się ścianki jej pochwy. Dochodzi dokładnie wtedy, gdy mój kciuk zagłębił się w jej dupie. Drąc się wniebogłosy, tryska na moją twarz swoimi soczkami. Staram się spijać tą ambrozję, jednak jestem skazany na porażkę. Jej wytrysk jest zbyt obfity.

    Lśniąc od jej soków bynajmniej nie mam zamiaru dać jej odpocząć. Przeżywając dalej swój orgazm, nie wie, że klękam za nią podtrzymując jedną ręką jej biodra w górze, a drugą masuję swojego fiuta. Jednym mocnym pchnięciem wbijam się w nią aż po nasadę. Krzyk na chwilę zamiera jej na ustach, by zaraz przybrać jeszcze bardziej na sile. Nie jestem delikatny. Gwałtownymi sztychami wbijam się w nią szybko, moje ciało rosi pot.  Co chwilę na jej pupę spadają mocne klapsy. Zaciska zęby na poduszce, lecz po chili znowu słyszę jej opętańcze wycie. Palce kurczowo zaciskają się i rozwierają.. Kciuk w dalszym ciągu tkwi jej pupie rozluźniając mięśnie okrężnymi ruchami. Patrzę w bok, na lustro. Widok dodatkowo mnie podnieca. Jej spojrzenie wędruje tam, gdzie moje. Momentalnie czuję, jak wilgotnieje jeszcze bardziej. Sama zaczyna się na mnie nabijać. Wolną ręką chwytam jej włosy, nawijając je na pięść i szarpię do tyłu. Klęcząca przede mną piękność wypycha podskakujące piersi do przodu. Kciuk, który był w jej pupie podsuwam jej do oblizania. Robi to ochoczo. Chce poczuć smak swojego tyłeczka. Zjeżdżam dłonią d jej pełnego cycka i ściskam z całej siły.

    – TAAAAK!! Ruchaj mnie, błagam! Jestem twoja, zrób ze mną co zechcesz, tylko mnie ruchaaaaj!! AAAACCCHHHH – jęczy pomiędzy kolejnymi pchnięciami.

    Czuję jak jej mięśnie się napinają. Wydaje z siebie przeciągły jęk i opada na skotłowaną pościel. Kutas wyskakuje z niej z cichym plaśnięciem. Pochylam się nad nią i mówię do niej:

    – Kocico, teraz zerżnę twój drugi otwór. – i przewracam ją na plecy.

    Nieprzytomna z przeżywanej rozkoszy przygląda się moim zabiegom. Podnoszę jej nogi do góry dla lepszego dostępu. Spluwam kilka razy na jej kakaowe oczko, potem podsuwam penisa do jej ust. Nawilża go najlepiej jak umie. Zbliżam się do jej bioder i przytykam ociekającego śliną członka do jej różyczki. Rozchyla swoje nogi szeroko. Powoli przepycham żołądź do jej wnętrza. Zaciska oczy, próbując się rozluźnić. Masuję jej cipkę, dając jej dodatkowe doznania. Po nieznośnie długiej chwili nareszcie się przepycham. Uczucie zaciskających się na trzonie mięśni przyprawia mnie o zawrót głowy. Ciasnota jej pupy działa na mnie niczym płachta na byka. Zaczynam się miarowo wsuwać i wysuwać. Przy każdym ruchu słyszę jej jęki przechodzące w krzyk przy dobiciu pełnej długości mojego chuja. Zaczynam przyspieszać. Moje biodra wychodzą naprzeciw jej, poruszamy się jak jedna idealnie zgrana ze sobą maszyna do dawania sobie przyjemności. Mierzymy się wzrokiem. Jej twarz w spermie, moja w jej soczkach. Gromadzę ślinę w ustach i wypuszczam strużkę do jej otwartych ust. Spija ją niczym najlepszy napój na świecie, patrząc mi w oczy. Przegrywam ten pojedynek spojrzeń i całuję jej kształtną szyję. Obejmuje mnie w pasie nogami i dociska do siebie. Jej zęby trafiają na mój bark, zaczyna go gryźć. Nie pozostając dłużnym przysysam się do niej, robiąc jej malinkę. Potem jeszcze jedną. W międzyczasie zwierzęco pocieram jej łechtaczkę i wpycham w nią palec. Jest mokra, gorąca i chętnie mnie przyjmuje. Naraz odrywa ode mnie zęby, patrzy na mnie rozmytym wzrokiem. Jej ciałem wstrząsają dreszcze, nogi latają na wszystkie strony obijając moje pośladki. Rzuca się pode mną, ale nie ma jak uciec, bo dalej rżnę jej dupę. Nabiera w powietrza, by po chwili oznajmić całemu osiedlu swoje spełnienie. Oczy uciekają jej w tył głowy. Przeżywa orgazm totalny.

    Kurczowe zaciskanie jej odbytu doprowadza mnie do wytrysku. Pompuję w nią spermę, ale nie przestaję się ruszać. Z jej ciasnego otworka wypływa nasienie. Dopiero gdy otwiera oczy nieco przytomniej pozwalam sobie upaść na łóżko obok niej. Oboje dyszymy ciężko. Nieco chwiejnie podnosi się na czworaki i podsuwa się pod moje krocze.

    – Musi być czysty – mamrocze pod nosem.

    Nie oponuję, bo nie mam na to siły. Delikatnie zlizuje z niego resztki naszych soków, po czym z powrotem układa się u mojego boku. Kładzie głowę na moim ramieniu i delikatnie mruczy. Obejmuję ją ręką, głaszcząc jej bark. Jej ugięta noga ląduje na tuż przy moim zmęczonym penisie, a ręka na mojej klatce. Czuję na udzie jej wilgotną cipeczkę.

    – To było niesamowite – mówi rozdygotanym głosem Karolina. Odwraca ku mnie swoją piękną twarz. Nie można dać jej więcej, niż 30 lat. Teraz ze schnącą spermą i sklejonymi włosami wygląda niczym zadowolony sukkub.

    Uśmiecham się i całuję ją. – Ty jesteś niesamowita.

    – Jest cztery do dwóch. Następnym razem ja odwrócę ten stosunek – mówi rozmarzona.

    – Trzymam cię za słowo, o bogini.

    – Póki co trzymaj co innego, a teraz – przejeżdża językiem po moim sutku – śpimy. Jutro masz ważny dzień.

    – Czy jest ktoś, kto o tym nie wie? – pytam retorycznie.

    Nie doczekując się odpowiedzi, stosuję się do jej wcześniejszej sugestii i łapię ją za gorący pośladek

    – Tak lepiej – mruczy i zamyka oczy.

    Resztką sił nastawiam budzik w telefonie i natychmiast zasypiam.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Ian Doe

    Witam, jest to moje pierwsze opowiadanie z serii “Zabawka”, jak też pierwsze opowiadanie w ogóle. Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu i przebrniecie przez długi wstęp. Z góry dzięki za wszelkie komentarze, dzięki którym będę mógł lepiej pisać 🙂

  • Blanka, cz. 6.

    Część 6.

    Wracałam ostatnim niedzielnym ekspresem. Byłam zadowolona! I to jak!! Zarobiłam więcej niż uzgodniliśmy. Był ze mnie zadowolony, więc w przypływie radości jeszcze zaoferował mi ‘premię’ na dworcu. Wolałabym pieniądze, ale niech tam… „Darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby”, jak mówi stare porzekadło. Może cieszył się dlatego, że wyjeżdżałam? W każdym razie pamiętałam o szpileczkach i długu za spódniczkę. Było sporo czasu do odjazdu, więc w sklepach na dworcu bez pośpiechu zrobiliśmy zakupy.

    Kupiłam żele pod prysznic, pasty do zębów, masę słodyczy i ładny, ale tani T-Shirt. To znaczy, ja wkładałam do koszyka, a on zapłacił i pomógł zapakować. Druga gwiazdka w roku! Hm, to jednak nie był taki zły pomysł. Przecież czekolady z orzechami przydawały się przy załatwianiu różnych spraw w kraju, a kupić takie było coraz trudniej. Jeszcze kupił mi wędlinę, ser i pieczywo, bo gdzie zrobiłabym zakupy w niedzielę wieczorem? Pierwszy raz widziałam tak zgrabnie pocięty razowy chleb z ziarnami i zapakowany w ładną folię. W życiu nie targałam takiej ciężkiej torby! Ani wcześniej, ani później! No, może później targałam cięższe, ale to z ciuchami i płytami na handel, a to się nie liczy. Nie potrafiłam oprzeć się zakupom!

    Trochę przekroczyłam ‘premię’, ale dostał buziaka za hojność. Zresztą, chciałam zwrócić mu pieniądze, ale z uśmiechem odmówił. Miałam wrażenie, że cieszył się z naszego pożegnania i te trzydzieści kilka marek więcej w tej sytuacji nie stanowiło dla niego problemu. A może był mną zauroczony? Wtedy chciałam w to wierzyć.

    W oczekiwaniu na pociąg w jednym z dworcowych barów usiedliśmy na kawę i kanapkę. Byłam zaskoczona ich wyglądem. To znaczy i barów, i kanapek. Ale najbardziej zaskoczyła mnie czystość na dworcu. Ruch tutaj znacznie większy niż na polskich dworcach, a jednak było czysto. A wybór kanapek i dań na ciepło w dworcowych barach! Od razu miałam ochotę kilku spróbować, chociaż nie byłam aż tak głodna. Sprzedawczynie też takie dyspozycyjne, cierpliwe i życzliwe. Na podróż kupił mi dwa kawałki pizzy w jednym ze stoisk dworcowych i zimną colę. Wszystko dość szybko zjadłam w przedziale, bo wspaniale pachniało.

    W akademiku z koleżanką od razu zweryfikowałyśmy smak chleba razowego z ziarnami. Pycha! Taki razowy mogłabym jadać codziennie! A oni mają około ośmiuset rodzajów chleba…

    Rozsądnie uznałam, że po powrocie nie będę opowiadać o moich wrażeniach ze sklepów, bo i tak mało kto mi uwierzy. Albo usłyszy ktoś, komu nie spodobają się moje zachwyty nad dostatnim życiem na Zachodzie. Zacznie się dopytywanie, po co pojechałam? Skąd miałam pieniądze na tyle rzeczy? Milczenie i ostrożność w wypowiadaniu opinii uznałam za obowiązkowe oraz gwarantujące, bez przeszkód, kolejne wyjazdy.

    *

    Na peronie berlińskiego dworca czekaliśmy na pociąg. Spojrzałam na mojego klienta:

    – Stephan, nie będę ciebie zatrzymywać. Możesz już iść. Poradzę sobie z bagażem.

    – Na pewno? Nie żartujesz? – upewnił się.

    – Na pewno.

    Ucieszył się z mojej odpowiedzi, z uśmiechem pożegnał, obiecując, że zadzwoni i ruszył w kierunku schodów. Nie obejrzał się. Zastanawiałam się, oglądając jego malejącą sylwetkę, czy jeszcze się spotkamy? Deklaracje to jedno, a fakty to już zupełnie inny świat. Miałam się o tym jeszcze dotkliwie przekonać.

    Kiedy siedziałam w pociągu, rozpierała mnie radość! Mogłam tańczyć i śpiewać! Wreszcie schodził ze mnie cały ‘wyjazdowy’ stres. Nic mi się nie stało. Strach odpłynął… Byłam bogata! Bogata!! No, w każdym razie jeszcze nigdy nie posiadałam takiej kwoty! Odetchnęłam z ulgą:

    – Zwrócę rodzicom pieniądze za telefon. I ostatecznie oddam dług koleżankom! I jeszcze mam TYLE pieniędzy dla siebie! A wakacje zapowiadały się obiecująco… Czyli bardzo opłacalnie – analizowałam na gorąco.

    Kiedy nieco uspokoiłam się, minęło sprawdzanie biletów, przygnębiający przejazd przez wschodnią część Berlina, wówczas moja ekscytacja i radość z udanego wyjazdu i szczęśliwego powrotu przybrały bardziej racjonalne rozmiary. Jeszcze z uśmiechem patrzyłam w okno. Widoki w NRD bardzo przypominały nasze. Westchnęłam, wyjęłam książkę i zaczęłam powtarzać materiał obowiązujący na poniedziałkowych zajęciach. Przede mną było kilka godzin intensywnej nauki.

    *

    Aby atrakcyjnie wyglądać dla klientów, bardziej dbałam o siebie. U fryzjerki zamówiłam balejaż. Koszt naprawdę duży, ale mnie spodobała się ta zmiana. Mężczyźni byli zachwyceni moim wyglądem. Już dzięki temu zyskiwałam spore zainteresowanie. Widziałam to po kolejnych przesyłkach z listami. Zrobiłam i wysyłałam nowe zdjęcia. Stałam się bardziej wymagająca i ostrożna. W ogłoszeniu podałam wiek mężczyzny. Od razu odrzucałam wszelkich Turków i mężczyzn o śniadej karnacji. Tyle się o nich nasłuchałam, a w Berlinie widziałam, jak się zachowują.

    *

    Duży, elegancko urządzony pokój w zadbanym pałacyku pod lasem. Białe meble, fotele wyściełane czerwonym suknem. Podobne w kolorze ciężkie zasłony. Tkanina w czerwono-czarne prążki na ścianach sprawia wrażenie dyskretnej elegancji i luksusu. Gruby, gęsty dywan tłumi kroki. Można chodzić boso. Te lampy, kinkiety, abażury, kominek i łazienka! Aż trudno uwierzyć, że pokój, jak i pozostałe, były wykorzystywane tylko okazjonalnie.

    Leżałam na szerokim łożu, wpatrzona w sufit, kiedy rżnął mnie starszy mężczyzna. Szeroko rozłożonymi nogami objęłam go i złapałam za pośladek. Stękał z wysiłku, jego biodra pracowały rytmicznie, ale wolno, a dość twardy penis poruszał się we mnie. Trudno podniecić się z takim partnerem. Cichutko stękałam. Chwycił mnie za pierś i mocno ścisnął. Zaskakująco mocno! Jęknęłam z bólu. Jednak starałam się, żeby jęk zabrzmiał, jakbym przeżywała rozkosz. Sporo kosztowało go nasze spotkanie, sporo miałam zarobić, więc zależało mi, żeby był zadowolony i nie zerwał znajomości.

    Wreszcie wyszedł i w szerokim rozkroku stanął nad moim brzuchem. Gwałtownie szarpał penisa aż z głośnym stęknięciem spuścił się. Wiotczejącym penisem zgarnął krople spermy, które spadły na mój brzuch i piersi, a potem wepchnął mi go w usta. W ogóle podczas seksu był całkiem innym mężczyzną. Twardy, stanowczy, chwilami brutalny, wręcz groźny. Nie poznawałam go. Obciągałam posłusznie, wiedząc, że odmowa może spotkać się z agresją. Kto mi tutaj pomoże? Sama zgodziłam się na wspólny wyjazd. Wreszcie wysunął penisa z moich ust. Zszedł z naszego łoża i grzebał w eleganckiej torbie podróżnej. Ucieszyłam się, że to już koniec. Podniosłam się. 

    – A ty dokąd? – chłodnym tonem zatrzymał mnie w pół kroku.

    – Noo, do łazienki. Chciałam wziąć prysznic – stałam i wyglądałam jak przestraszona pensjonarka. Naga pensjonarka. Zawstydzona zatrzymałam się za krzesłem, chcąc zasłonić krocze, a kolanem prawej nogi przykryłam lewe. Piersi objęłam ręką.

    – Wracaj. Jeszcze nie skończyłem – stwierdził sucho. – Teraz zacznie się fajniejsza część zabawy – tajemniczy uśmiech wykrzywił jego twarz.

    Nie wiem dlaczego, ale wystraszyłam się. Cofnęłam się i położyłam w wyzywającej pozie. Tak, jak lubił. Tak lubił każdy mężczyzna. I każdy mój klient.

    Chrząknął, a kiedy spojrzałam na niego, przywołał mnie niecierpliwym gestem dłoni.

    *

    Z szeroko rozstawionym nogami klęczałam ubrana w dziwaczny ‘strój’. Złote kółka, połączone paskami w tym samym kolorze, tworzyły łańcuch, który otaczał moje piersi i opierał się na karku jak stanik, a inna część na wysokości piersi otaczała plecy. Z piersi ‘strój’ rozchodził się dwoma łańcuchami na brzuchu, znikał w kroczu i na pośladkach rozchodził się na boki, żeby nad biodrami przyłączyć się do pasa-łańcucha otaczającego mnie na wysokości pępka. Później na zdjęciach zobaczyłam, że na opalonym ciele taki łańcuch daje niezły efekt. Założyłam duże okulary przeciwsłoneczne. Upięłam włosy w kok. Bardzo mocno, przesadnie umalowałam usta. Jerzy robił mi zdjęcia w różnych pozach. Pokazałam rozchyloną pochwę, odbyt. Leżałam na tapczanie, rozwalona siedziałam w fotelu, leżałam w nim, stałam przy oknie. Potem zupełnie naga w samych szpilkach ubrana w kilka szali boa pozowałam na tle okna, ściany. Przy niektórych ujęciach ustawiał aparat na statywie i podchodził do mnie. Wkładał penisa w usta i robił taką fotkę. Albo grzebał w moich dziurkach. Był bardzo podniecony, nie znosił sprzeciwu, a ja posłusznie wykonywałam jego polecenia.

    Po dwóch godzinach pozowania siedziałam zmęczona na tapczanie i popijałam sok, herbatę, colę. Wszystko, co oferowali. Czekałam na koniec albo dalszy ciąg.

    – Podejdź do mnie – polecił, kiedy przewinął filmy i odłożył aparaty.

    – Czyli jednak dalszy ciąg – westchnęłam w myślach i ze śladami sztucznego uśmiechu na zmęczonej twarzy podeszłam do niego. Nauczyłam się tak uśmiechać, a mężczyźni na ogół nie dostrzegali różnicy. Coś zabrzęczało, zadzwoniło i zanim zorientowałam się, założył mi kajdanki! Spojrzałam na niego zaskoczona. Nic nie rozumiałam. Był podniecony i zadowolony. Nawet penis mu sterczał! W kajdankach trzymał mnie do rana. Nie pozwolił mi wyjść na kolację. Dostałam ją do pokoju. Bałam się. I to jak! A on, zadowolony z wrażenia jakie wywarł, bawił się moim strachem: 

    – Wyobraź sobie, że tutaj obsługa jest naprawdę bardzo dobrze wyszkolona, dyspozycyjna i dyskretna. Może chciałabyś, żeby jeden z tych postawnych młodzieńców wyruchał ciebie? – uśmiechając się, patrzył na mnie i czekał na odpowiedź. – Nasi gospodarze zapewniają, że obsługa potrafi wywiązać się z każdego zadania. To jak, masz ochotę?

    – Nie, nie chcę – odpowiedziałam cicho. Byłam ogłuszona jego zachowaniem. Paraliżował mnie strach. Jerzy rozczarował mnie. Sądziłam, że jednak nawiązała się między nami drobna nić sympatii, więc przynajmniej nie będzie mnie traktował tak przedmiotowo.

    – Słucham?

    – Nie chcę!

    – Rozumiem, wolisz bawić się ze mną – jednak wyczułam nutę rozczarowania w jego głosie. Chyba liczył na bardziej zróżnicowaną rozrywkę moim kosztem. – Świetnie, skoro odpowiada ci taka formuła, to podejdź do mnie i uklęknij – poprawił się w fotelu.

    Posłusznie spełniłam jego oczekiwanie.

    *

    Wtedy przechylił się, wyjął z torby jakiś przedmiot i usiadł wygodnie. To był sztuczny penis. Ale jakich rozmiarów!

    – Poćwiczysz z nim. No, pokaż, jak obciągasz! – powiedział i wepchnął go w moje usta.

    Nie chciałam. Odsunęłam się. Uderzył mnie w twarz. Zaniemówiłam! Szarpnął mnie za włosy i przyciągnął do siebie. Poruszałam się niezgrabnie. Nie co dzień jestem bita. Byłam zaszokowana jego zachowaniem. Nawet nie byłam w stanie zaprotestować!

    – Uderzył mnie w twarz! On! – oddychałam nerwowo.

    Chwycił pierś i szarpnął ponownie. Ależ zabolało! Przysunęłam się bliżej. Znowu uderzył mnie w twarz. Z obawy o kolejne razy już nie drgnęłam.

    – Słuchaj poleceń! Chyba nie chcesz, żebym skatował ciebie za nieposłuszeństwo? – w pytaniu zabrzmiała nadzieja, że usłyszy odpowiedź „chcę”. Facet lubił bić kochanki. Albo tylko takie jak ja.

    Nie odpowiedziałam na prowokacyjne pytanie. Nie miałam wyjścia. Pochłonęłam podstawionego sztucznego penisa i intensywnie pracowałam. On uśmiechał się, czasami śmiał, robił zdjęcia, obmacywał mnie. Bałam się. I to jak! W końcu z tym penisem w ustach pchnął mnie na fotel. Zaparłam się rękoma, a on na stojąco wszedł we mnie.

    – O! Tak można ruchać! – był szczerze zadowolony. Od pieszczot, wyginania się, dotyku, pozowania w wyuzdanych pozach zrobiłam się wilgotna, więc korzystał…

    Kiedy znieruchomiał, wyszedł ze mnie i spuścił się na twarz. Ledwie kilka kropel. Zaskakiwałam mnie tym, że tak długo mógł. Nie pytałam, co brał. Potem wepchnął mi w usta penisa. Ten sztuczny wypadł w trakcie seksu. Jemu jeszcze sterczał. Dokładnie wylizałam go, chociaż po plastikowym członku mój język tracił czucie. Nadrabiałam ruchami głowy. Zanim zaczęłam oral, sięgnął po aparat i teraz też robił zdjęcia. Nie miałam okularów, ale nie odważyłam się o nie poprosić. Bałam się.

    – Chyba zaproszę kolegę, skoro tak dobrze bawimy się. A może wolisz parę albo małżeństwo? – ożywił się, zadając pytanie. Wyraźnie miał ochotę na dalszą perwersyjną zabawę.

    Drgnęłam przestraszona jego propozycją. Nie chciałam myśleć o tym, czym zabawa może skończyć się i czy jeszcze zobaczę moje pieniądze. A tak mu ufałam, naiwna… Językiem wypchnęłam penisa. Zebrałam się w sobie i:

    – Nie tak się umawialiśmy – powiedziałam twardym tonem, chociaż wewnątrz dygotałam ze strachu.

    *

    Moja spokojna i stanowcza reakcja wywarła na nim wrażenie. Zniknął uśmiech i więcej nie ponowił propozycji. W milczeniu wykonał kilka zdjęć. Kiedy chciałam odwrócić głowę, złapał i przytrzymał mnie za włosy. Jego twarz wykrzywiał grymas złości. Jeszcze takim nie widziałam go.

    – Teraz spróbujemy czegoś nowego – zapowiedział i na jego twarzy ponownie pojawił się uśmiech. Ale tak złowrogi, że bałam się zapytać o zapowiadaną nowość.

    Uśmiech uzupełnił sztucznym penisem, który trzymał w ręku. Poruszał nim jako zapowiedź nowych wrażeń. Czekałam na wyjaśnienia.

    – Siądź w fotelu i rozłóż nogi – polecenie wydał zaskakująco łagodnym tonem.

    Usiadłam i rozstawiłam nogi. Głową wskazał na poręcze. Założyłam nogi na poręcze, dostęp do pochwy stał się jeszcze wygodniejszy. Ręce skute kajdankami trzymałam na brzuchu. Czekałam. Rozkuł ręce. Westchnęłam z ulgą. Szarpnął rękę do tyłu, potem drugą i skuł je za plecami.

    – I po wolności! – pomyślałam smutno.

    Stanął przede mną. Potem nad kostkami nóg założył mi szerokie pętle z czarnego, grubego materiału i przymocowany do nich sznurek przywiązał do nóg fotela. Już nie mogłam złączyć nóg. Miał swobodny dostęp do moich dziurek! Szarpanina była bezskuteczna. W ogóle nie reagował na prośby i krzyki.

    – Teraz sprawdzimy, jak głęboko wejdzie w ciebie – sapnął, zaintrygowany wsuwaniem sztucznego penisa do pochwy. Jego penis też sterczał. Faceta ekscytował mój strach!

    – On podnieca się przemocą! – przestraszyłam się. To zapowiadało cierpienie i ból. Jęknęłam ostrzegawczo. Penis był gruby i długi. Bałam się, że w ogóle nie wejdzie do pochwy!

    – Dasz radę! – sapnął Jerzy, jakby czytał w moich myślach. Wpychał penisa krótkimi, energicznymi pchnięciami. Każdemu pchnięciu towarzyszył ból. Pojękiwałam, z obawą patrząc, jak rozpycha mi pochwę:

    – Nie! Proszę, to zaczyna boleć! Przestań! Jerzy, słyszysz?! – protestowałam coraz głośniej.

    – Za dużo gadasz. Nie za to zapłaciłem – stęknął zirytowany i podniósł się.

    Penis tkwił może czwartą częścią we mnie, a ja czułam jedynie ból i skurcz napiętych mięśni. Byłam bliska histerii. Obserwowałam go.

    Właśnie zapiął torbę i przyniósł jakiś przedmiot. Zanim zdążyłam zapytać, stanął przy mnie i coś owinął mi wokół głowy. Mimo mojego oporu wcisnął twardą część w usta.

    – To knebel – wyjaśnił, kiedy zapinał go z tyłu głowy. – Teraz możesz jęczeć bez ograniczeń – powiedział usatysfakcjonowany i zapiął otwór usytuowany na ustach. Chwilę później znowu wbijał potężnego penisa do pochwy.

    Już nie jęczałam. Teraz wyłam! Ślina ciekła mi z ust, po brodzie i kapała na dywan. Tak samo łzy. Nogi poruszały się jak w konwulsjach.

    Jerzy był bardzo podniecony. Czasami wstawał i uderzał mnie członkiem po twarzy, wycierał mokrego penisa o piersi, szarpał i wykręcał sutki albo ściskał szczypcami brodawki aż z bólu podrygiwałam w fotelu. Jemu bardzo podobał się mój rozpaczliwy ‘taniec’. Zrobił kilka zdjęć. Znowu wykorzystywał dwa aparaty.

    Znacznie później dowiedziałam się, dlaczego.

    *

    Niedzielne przedpołudnie spędziłam sama w lesie. Nie potrafiłam iść zbyt daleko. Ból podbrzusza był niesamowity, a nie chciałam przebywać w pokoju z Jerzym. Od obsługi dostałam tabletkę przeciwbólową, która trochę stępiła ból. Nie miałam ochoty na herbatę i pogawędki z paniami. Część plotkowała o erotycznych pokazach minionego wieczoru i seksie w większym gronie.

    – Czyli jednak seks grupowy… – pomyślałam, dyskretnie odsuwając się od grupy. Podeszłam do drugiej grupki. Kobiety również rozmawiały o pikantnych szczegółach wieczoru. W ich przypadku zabawy miały inny charakter, ale były równie wyuzdane. Chichotały, opisując rozmiary penisów i zwyczaje mężczyzn. Potem wymieniały nazwy zabaw, ich reguły i zwycięzców rywalizacji. Zniknęłam, kiedy zaczęły opisywać drugą z nich. Nikt nie zwracał na mnie uwagi.

    Przesiedziałam w lesie trzy godziny. Ładna pogoda, cisza i wszechobecna zieleń działały na mnie kojąco. Nie byłam głodna i najchętniej zostałabym jeszcze dłużej w lesie, ale punktualnie wróciłam na obiad. Zdążyłam przebrać się. Po wystawnym obiedzie i krótkim odpoczynku, spakowałam się. Sama. Jerzy, zaabsorbowany jakimiś sprawami, całe przedpołudnie spędził w towarzystwie kolegów. Po obiedzie wpadał dwa razy po jakieś dokumenty. Był bardzo zmęczony, zaintrygowany jakąś sprawą, ale w dobrym humorze. Przeprosił mnie, że miał dzisiaj tak mało czasu dla mnie.

    – Akurat nie żałuję – odpowiedziałam uszczypliwie.

    Spojrzał zdziwiony. Jakby zapomniał, co zrobił wczoraj! Wyjaśniłam prędko, jak pięknie było na spacerze w lesie. Nie chciałam tracić tak zamożnego klienta. Rysy jego twarzy złagodniały. Przed wyjazdem wzięłam jeszcze jedną tabletkę i poprosiłam o kolejne na następny dzień. Dopiero wieczorem wróciliśmy do miasta. Pożegnałam go dość chłodno. Jerzy zdawał się nie zwracać uwagi na mój stan. Był bardzo zadowolony.  

    Prywatnie poszłam do ginekologa. Widok moich piersi zrobił na nim wrażenie. Wyjaśniłam, że mój partner lubi takie zabawy. Potem obejrzał pochwę. Nie był zadowolony. Zalecił kompresy i przepisał mi maść do wcierania w obolałe i posiniaczone piersi, polecił też inne, mocniejsze tabletki przeciwbólowe. I kazał pojawić się za dziesięć dni, jeżeli dolegliwość nie zmniejszy się wyraźnie. Na szczęście maść okazała się skuteczna.

    *

    Robiłam zakupy w domu towarowym w Poznaniu. Bardziej oglądałam niż kupowałam. W kraju nie mogłam dostać wielu rzeczy, więc wolałam oszczędzać pieniądze i coś z ciuchów kupić sobie na wyprzedażach w Berlinie. Tak cenione przez mężczyzn oryginalne “Adidasy” i odzież tej firmy w Polsce były nie do kupienia w państwowyc sklepach, ale bardzo poszukiwane. Czasami można było kupić w komisach.

    Kiedy wyjeżdżałam do klientów, to jednocześnie tak umawiałam terminy, żeby trafić na wyprzedaże: letnią lub zimową. Dzięki temu zawsze udawało mi się kupić trochę markowych rzeczy za niższe ceny. Zresztą, zawsze było do kupienia coś przecenionego i markowego. W kraju przywiezioną odzież, firmowe dresy i sportowe buty sprzedawałam ze sporym zyskiem i to wręcz „od ręki”. Nawet nie musiałam chodzić na rynek. Zdarzały się sytuacje, chociaż brzmi to anegdotycznie, że niecierpliwy klient czekał na dworcu, żeby zapłacić i odebrać zamówione adidasy.

    W trakcie oglądania odzieży w domu towarowym potrącił mnie jakiś szpakowaty mężczyzna. Wypadła mi torebka, byłam w szpilkach, więc prawie upadłam. Podtrzymał mnie w ostatniej chwili.

    – Najmocniej panią przepraszam – wyglądał na zdeprymowanego sytuacją, jaką wywołał. – To moja wina. Proszę pozwolić sobie pomóc.

    – Dałam się potrącić starszemu facetowi. Emeryt mnie „znokautował” – tak myślałam o zdarzeniu. Byłam wściekła, bo zrobiłam z siebie widowisko i jeszcze lekko skręciłam nogę. Na szczęście nie puchła, ale bolała. Sporo osób przyglądało się scence z moim udziałem.

    Mężczyzna nie przestawał mnie przepraszać. Pomógł pozbierać torebkę i reklamówkę z drobnymi  zakupami ze sklepu spożywczego. Nie podniosłam głowy, nie rozglądałam się, bo czułam wzrok ludzie na plecach:

    – I to przy takiej widowni – jęknęłam w duchu. – Do pełni ‘szczęścia’ brakuje, żeby koleżanki mnie zobaczyły. 

    Wyszliśmy z domu towarowego i mężczyzna, speszony zdarzeniem, podprowadził mnie do kawiarni:

    – Pani wybaczy, ale zwykle w sposób mniej gwałtowny udaje mi się zwrócić uwagę atrakcyjnej kobiety. Może chociaż zrewanżuję się zaproszeniem do kawiarni, a pani ochłonie przy kawie?

    *

    Usiedliśmy, bo musiałam usiąść. Noga za bardzo bolała. Wysłuchał mojego zamówienia. W końcu podeszła kelnerka. Głośno rozważaliśmy zamówienie. Była lekko odpychająca, spieszyła się.

    – Inni klienci czekają – burknęła.

    Z uśmiechem złożył zamówienie. Zignorowała jego uprzejmość i kiedy odchodziła, z pogodnym uśmiechem, przepraszając za nachalność, zatrzymał ją i jeszcze uzupełnił zamówienie. Nadal była odporna na jego uprzejmość. On udawał, że nie widzi jej irytacji.

    – Urocza ta kelnerka, prawda? – zapytał mnie z tym samym pogodnym uśmiechem, kiedy już odeszła, a on przestał oglądać się za nią. Nie byłam zazdrosna.   

    Ochłonęłam i dopiero przyjrzałam się uważnie mężczyźnie. Na pewno miał więcej niż czterdzieści lat. Może nawet pięćdziesiąt. Szpakowaty, szczupły, zadbany. Nie był typem sportowca, raczej większą uwagę zwracał na swój wygląd niż muskulaturę. Od razu zauważyłam, że marynarka była szyta na miarę. Sweterek, koszula i spodnie były zagraniczne. Rzeczy dobrane kolorystycznie, stonowane, dobrej jakości. Ich właściciel miał dobry gust.  

    Zaczęliśmy rozmawiać. W trakcie rozmowy przedstawił się imieniem:

    – Jerzy.

    – Zofia – z miłym uśmiechem zrewanżowałam się kłamstwem.

    Jerzy trochę mówił o sobie. Pytał mnie o studia, kiedy dowiedział się, że jestem na stomatologii. I tak od słowa o słowa, zaczęliśmy spotykać się na kawę. Podczas drugiego spotkania zaproponował mówienie po imieniu. Spotkania zawsze trwały godzinę albo nawet nieco dłużej. Było miło, nie nudziłam się. Spotykaliśmy się mniej więcej co trzy tygodnie.

    Co ciekawe, nigdy nie przedstawił się nazwiskiem. O moje też nie pytał. Dobrze czułam się w jego towarzystwie, chociaż wolałam, żeby nikt z roku nie zobaczył nas razem. Przy czwartym spotkaniu zapytał, czy nie chciałabym towarzyszyć mu podczas prywatnego wyjazdu. Odpłatnie, oczywiście. Podał kwotę. Zaniemówiłam, a potem popełniłam prozaiczny błąd. Źle oceniłam go. Po chwili namysłu wyraziłam zgodę i poprosiłam o szczegóły.

    Zależało mu, aby wypaść efektownie i uznał, że młoda, atrakcyjna kobieta będzie świetnym ‘uzupełnieniem’, jak sam określił, podczas takiego niezobowiązującego, ale jednak dla niego istotnego spotkania. Nocleg we wspólnym pokoju. Seks za dopłatą, jeżeli wyrażę zgodę. 

    – No, tak… – westchnęłam w myślach, kiedy to usłyszałam. Złudzenia rozwiały się. Zrobiło mi się gorąco, ale nie zareagowałam zbyt żywiołowo. Jednak zauważył, że na propozycję seksu i dopłaty za tę ‘usługę’ zareagowałam, ale nic nie powiedział.

    – Wyjazd w piątek, a powrót w niedzielę po obiedzie lub wieczorem, jeżeli będziemy mieli ochotę nacieszyć się urokami okolicy – kontynuował, cały czas obserwując mnie. – Tym razem spotyka się kilkanaście par. Panowie w sobotę ruszają na polowanie, a po obiedzie mamy ważne zebranie. Panie, cóż…, zależy od zainteresowań: jogging, spacery, gra w tenisa, brydż, sauna, pływanie, w ostateczności zakupy w pobliskim miasteczku. Obsługa zadba o wszystko, a wieczór należy już do nas – niby uśmiechał się beztrosko, ale jednocześnie bacznie przyglądał się mojej reakcji.

    A ja siedziałam wpatrzona w niego i udawałam, że pochłaniam każde słowo. Dla mnie liczyła się głównie odpowiedź na jedno pytanie: za ile?

    – Nie obawiaj się, nie spotykamy się dla grupowego seksu, chociaż są tam zwolennicy i takich zabaw. To spotkanie biznesowe, ale w wybranym gronie – kontynuował. – Tam będziesz wyłącznie moją partnerką. Nikt nie będzie ciebie wypytywał o charakter naszych kontaktów. Zresztą, to nieważne – zapewnił Jerzy z jowialnym uśmiechem. – Możesz odmówić. Naturalnie, bez żadnych konsekwencji dla naszej znajomości.

    Propozycja zrobiła na mnie spore wrażenie. Widział to. Nie mogłam odmówić. Oferował zbyt wiele. I dobrze płacił. Za wyrażenie zgody w prezencie otrzymałam elegancką sukienkę. Domyśliłam się, że traktuje ten wydatek jako inwestycję wielokrotnego użytku. Zakupy robiliśmy razem, więc uwzględniłam jego sugestie dotyczące dodatków.

    A potem ten niezapomniany, chociaż świetnie płatny weekend ze starszym panem w pałacyku… Tam poznałam jego drugą twarz.

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Pociagiem do Raju

    Part I

    Na zewnątrz był już mrok, gdy wsiadał do pociągu relacji Warszawa – Poznań. Całodzienne szkolenie lektorskie rozsadzało mu mózg, marzył tylko o tym, by wreszcie wrócić do domu, wziąć prysznic, położyć się spać. Gdyby było jeszcze z kim …. pomyślał mimowolnie zdając sobie sprawę, że mija pół roku, odkąd rozstał się z dziewczyną. Na chwilę odżyły dawne wspomnienia, spacery, wyjazdy, upojne noce.

    Rozsiadając się wygodnie w zamykanym przedziale zupełnie sam zajrzał do smartfona włączając film erotyczny. Wtedy, nieoczekiwanie otworzyły się drzwi przedziału, do którego weszła ponętna brunetka z długimi, prostymi włosami, zwiewną letnią sukienką, cielistych rajstopach i dziewczęcych balerinkach, siadając na przeciwko niego. Zmieszany na chwilę tym, czy nie zorientowała się na tym, co ogląda, profilaktycznie położył marynarkę od garnituru ns swoim kroczu. Czuł bowiem, jak męskość lekko pulsuje wybrzuszając delikatnie cienkie spodnie od materiału. Od razu też zwróciły jego uwagę jej nogi. Siadając subtelnie położyła nogę na nogę poprawiając sukienkę i odgarniając włosy jej oczy zatopiły się w lekturze jakiegoś romansidła.

    Próbując również ignorować jej obecność, kontynuował oglądanie filmu, jednak jego oczy coraz częściej zwracały się ku jej nodze kołyszącej się na drugiej nodze i subtelnego bucika, który zsunął się z jej pięty, a ona umiejętnie i z wyrachowaniem kołysała go na palcach stopy ledwo balansując przed jego upadkiem. Czuł na ten widok jak krew buzuje mu w żyłach, a męskość, z początku lekko rozbudzona oglądaniem filmu, teraz zaczyna bezceremonialnie sztywnieć i rosnąć. Upewniając się, że jej wzrok dalej wpatrzony jest w książkę, wsunął dyskretnie dłoń pod swoją marynarkę czując puls i twardość swej męskości, którą mimowolnie, bardzo ostrożnie pocierał w dłoni….. zahipnotyzowany jej smukłą stopą kołyszącą bucik na nodze…..

    “Przepraszam, pomogłaby Pani?” spytał nie wytrzymując tego napięcia i ryzykując tym, że za chwilę dostanie w twarz.

    “W czym ?” zapytała lekko zaskoczona i nieświadoma tego, co dzieje się w jego wnętrzu.

    “To bardzo wrażliwa sprawa, usiadłaby Pani obok?”

    “hmm..no dobrze…uśmiechnęła się …proszę powiedzieć w czym rzecz”

    Jeśli podoba Wam się część pierwsza i chcielibyście wiedzieć co było dalej … napiszcie proszę w komentarzu 🙂

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Nicholas Sparks
  • Upojny wieczor nad rzeka

    Był to niezwykle gorący, lipcowy dzień. Upał skłonił mnie, Tomka i Sylwię do pójścia nad rzekę, żeby się ochłodzić. Jechaliśmy rowerami. Tomek razem z Sylwią z przodu, ja za nimi. To usytuowanie dawało mi dobry widok na tyłek Sylwii. Muszę przyznać, że ma niezłe ciałko. Średniej wielkości, jędrne piersi oraz tak samo jędrna dupa sprawiały, że zapewne była ona mokrym snem niejednego faceta. W końcu dojechaliśmy na miejsce. Nasza koleżanka poszła się przebrać w gdzieś indziej niż my. Po upływie kilku minut wróciła. Zrobiła na nas jeszcze większe wrażenie. Strój kąpielowy bardzo dobrze podkreślał jej atuty. Do tego ta twarz okrążona przez ciemnobrązowe włosy. Wyglądała oszałamiająco. Musiałem uważać, by nie zjadać jej wzrokiem zbyt długo by nie zwrócić na siebie uwagi. Weszliśmy do wody, była przyjemnie ciepła oraz orzeźwiająca. Pływaliśmy spokojnie przez jakiś czas od chlapiąc co chwilę wodą na towarzyszy. Nasze ciała przyzwyczaiły się już do temperatury wody, więc mogliśmy zacząć skakać za pomocą liny zawieszonej na drzewie. Bawiliśmy się w ten sposób podziwiając przy okazji kształty Sylwii przez około dwie i pół godziny, gdy w końcu Tomek oznajmił, że musi wracać do domu z jakiegoś powodu. On poszedł, ale my z Sylwią nie chcieliśmy zmarnować dalszej części dnia, a w zasadzie wieczoru, bo była już dziewiętnasta. Siedzieliśmy chwilę na ławce i rozmawialiśmy odpoczywając od skoków do wody. Po jakimś czasie Sylwia wstała, aby pójść po coś do swojej torby, ale poślizgnęła się. Zwinnym ruchem złapałem ją, dzięki czemu nie upadła. Niechcący moje dłonie ułożyły się tak, że dotykałem boku jej piersi oraz jej tyłka. Przyznaję, jej kształty były całkiem przyjemne w dotyku, ale niestety nie trwało to zbyt długo. Odłożyłem ją z powrotem na ławkę i przeprosiłem. Poszedłem po jej torbę, by wzięła, co chciała wziąć. Gdy usiadłem na ławce wypaliła z pytaniem o to czy podobało mi się dotykanie jej kształtów. Zamurowało mnie to pytanie. Chyba się zarumieniłem na twarzy. Odpowiedziałem, że jasne, podobało mi się, ale trochę za krótko. W tym momencie wzięła moją dłoń i położyła sobie na piersi patrząc mi w oczy. Nie protestowałem. Sam zacząłem ugniatać jej cudne piersi. Na moment przestałem ją macać, żeby rozpiąć jej stanik. Nie oponowała. Już po chwili mogłem ujrzeć jej kule w całej okazałości, a było na co popatrzeć. Szybko powróciłem do pieszczenia jej piersi, tym razem do zwinnej rączki dołączyły także usta. Po jakimś czasie odezwał się także mój penis, który pod wpływem pieszczot zaczął się podnosić. Dostrzegła to Sylwia, która także chciała się dobrać to mojego sprzętu, więc kazała mi wstać. Zsunęła mi bokserki a jej oczom ukazał się mój penis w pół wzwodzie. Objęła go dłonią i poruszała nią w górę i w dół, gdy ja cały czas ssałem i dotykałem jej piersi. Gdy mój kutas stwardniał ciemnowłosa zdjęła swoje majtki. Przeszliśmy do pozycji 69. Usiadła mi na twarzy, dzięki czemu miałem jej młodą szparkę tuż przed twarzą. Zacząłem ją lizać, z początku powoli, żeby po chwili przyspieszyć tempo. Wierciłem językiem w jej wnętrzu. Dłońmi jeździłem i ugniatałem jej pośladki. Z jej wnętrza wydzielało się sporo soków, które z chęcią zlizywałem. Gdy ja robiłem jej minetkę ona ssała mojego penisa. Na zmianę poruszała głową w górę i w dół oraz pieściła językiem główkę. Po czasie z jej ust wydobywały się jęki i westchnięcia rozkoszy. Kazałem jej zwolnić tempo, a sam je przyspieszyłem. Z jej ust wydobywały się coraz głośniejsze jęki. Po kilku chwilach doszła, czuć było jak orgazm szarpie jej ciałem, czułem skurcze mięśni na moim języku. Przewróciłem ją na plecy, a sam wszedłem pomiędzy jej uda. Nakierowałem penisa na jej szparkę i popchnąłem. Wszedł bez problemu, ale i tak była przyjemnie ciasna. Nachyliłem się nad nią by całować jej usta i jej piersi. W tym samym czasie przyspieszałem ruchy biodrami. Było mi bardzo przyjemnie. Po jej twarzy było widać to samo. Masowała sobie łechtaczkę swoimi zgrabnymi paluszkami. Powiedziałem jej, że zaraz dojdę, a ona wyszeptała mi na ucho żebym skończył w niej. Kilka szybkich ruchów i poczułem, że to już teraz, dobiłem biodrami do jej podbrzusza. Salwy spermy znalazły się w jej cipce. Pocałowałem ją w usta, po czym wyjąłem penisa z jej wnętrza. Klęknąłem nad jej twarzą, by go wylizała i wyssała do końca. Gdy to zrobiła zlizałem resztki spermy wypływające z jej wnętrza razem z soczkami. Położyłem się obok niej i ją objąłem. Oglądaliśmy piękny zachód słońca.

     

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Morvran