Author: admin

  • Seks radar

    Zawsze trzeba być czujnym, bo okazja czai się tuż za rogiem i twoją rolą jest tylko zauważyć jej cień…

     

    Tomuś dojechał pod budynek swojego partnera biznesowego. Jeszcze tylko odbiór towaru, ustalić parametry kolejnego zamówienia i będzie  można udać się do własnego biura pod ożywczą ochronę klimatyzatora. Tak, to było potrzebne, bo żar lał się z nieba i żadna nawet najmniejsza chmurka nie pojawiała się, by dać ludziom na dole chwilę oddechu. Oczywiście takie temperatury miały też swoje zalety. Objawiały się one głębokimi dekoltami, bluzeczkami na ramiączkach, brakiem staników i innymi elementami, które cieszyły męskie oczy. Te myśli przepłynęły leniwie przez głowę Tomusia niczym powoli spływająca smoła gdy wyłączył silnik swojej bryczki. Odwagi – mruknął do siebie otwierając drzwi. Najpierw pięść wrzącego powietrza, następnie igły promieni słonecznych w oczy, zaraz potem kaskady potu pod długimi nogawkami spodni. Każdorazowe wyjście z samochodu to była walka z dosłownie piekielną rzeczywistością. Gdy ruszył w kierunku zbawczych drzwi budynku, do których miał jeszcze ze dwadzieścia metrów, to po prawej stronie tuż przy drzwiach zauważył ruch we wnętrzu stojącego samochodu sugerujący, że ktoś przeżyje za chwilę te same katusze co on. Gdy drzwi się otwarły zauważył z mieszanymi uczuciami zazdrości i zaciekawienia, że z wnętrza samochodu wynurzyła się kobieca noga – nie w spodniach. Bardzo zgrabna kobieca noga. W zasadzie łydka jak z opus magnum Michała Anioła, kończąca się cudownie kształtną stopą w bardzo wysokich szpilkach. Ta noga była jak pierwsze sekundy długo oczekiwanego traileru. Była jak pierdolone trzęsienie ziemi z filmu Hitchcooka. Wtedy widz zostaje wbity w fotel i modli się, żeby napięcie już tylko rosło. Tomuś też się modlił.  Byle nie z przodu muzeum, byle nie z przodu muzeum – mantra krążyła w głębinach umysłu. I wtedy z wnętrza pojazdu niczym Afrodyta z piany morskiej wynurzyła się ona. Pierwsze co zarejestrował to Zajebiście długie nogi. Tak koniecznie przez duże „Z”. Znowu skojarzenie z najdelikatniejszymi marmurami muśniętymi dłutem natchnionego artysty. Czerwona spódniczka. Taka której niewiele już brakuje, żeby stać się paskiem. Czerwony żakiet zapięty na jeden guzik. Guzik prowadził swoją własną heroiczną walkę, żeby nie przegrać i pęknąć pod wpływem kształtów z siłą wodospadu naciskających na niego. Co ciekawe te kształty były opakowane delikatną białą bluzeczką. Następnie burza blond loków. Taka hollywoodzka. Na końcu zaś Tomuś zarejestrował twarz. O nie, jęknął w duchu. Wyjebane w kosmos 11/10. Taki Photoshop, ale na żywo. Pełne czerwone usta, migdałowe, zmrużone teraz od palącego słońca oczy, delikatnie wystające kości policzkowe – wszystko idealnie umieszczone w kształtnej twarzy. A przy tym Tomuś poczuł coś jeszcze – już dawno się zastanawiał skąd to wynika – poczuł seks. Skąd to się bierze? – myślał idąc w kierunku drzwi. Kurwa – przemknęło mu przez głowę – skoro jest gej radar, to może jest też seks radar? Może to te feromony? Fuck, fuck, fuck. Kurwa co teraz? Nagle…

    – Dzień dobry…

    – Dzień dobry – Tomuś odruchowo odpowiedział, dopiero po fakcie orientując się, że słowa przypłynęły od Afrodyty – jak ją w myślach nazwał.

    Czasami się czuje, że stoi się przed przełomowym punktem swojego życia. Ręka na klamce i krok do budynku to jeden kierunek. A drugi…

    – Nie mieliśmy okazji się jeszcze chyba poznać? – Ciało Tomusia zwróciło się w jej kierunku, uśmiech sam pojawił się na twarzy, a słowa popłynęły z ust praktycznie bez udziału świadomości.

    – Faktycznie, nie mieliśmy. – Moment zawahania, sekunda lustracji – Aleksandra jestem.

    – Witam serdecznie. Tomasz. – zwrócił uwagę, że przedstawiła się samym imieniem i nagle natchniony przez nie-wiadomo-co, postanowił, że wszystko co zrobi, będzie robił va banque. Najwyżej dostanie w mordę. Ot taka refleksja.

    – Współpracujesz Olu z firmą mojego partnera? – Przejście na Ty przyszło bardzo łatwo, dystans błyskawicznie się skracał. A pytanie z gatunku tych bez sensu, bo stali przy budynku, w którym była jedna firma, a w promieni 200 metrów nie było nic innego godnego uwagi.

    – Zgadza się. Reprezentuję producenta maszyn. Będę rozmawiała z prezesem o nowej linii.

    – Doskonała informacja! Ja co prawda korzystam z gotowych już wyrobów tej firmy, ale z chęcią posłuchałbym o nowych możliwościach. Wiesz, wszystko się przyda co pozwoli wyprzedzić konkurencję.

    – Z chęcią bym Ci szerzej Tomku zaprezentowała temat, ale rozumiesz, spotkanie za 5 minut. – Seks radar Tomusia wibrował jak szalony po tych słowach. Pomysł ulągł się w jednej chwili.

    – Znam tutaj niedaleko przyjemny lokal „Pod Sękatym Konarem”. Mają doskonałą sałatkę z tuńczyka. Co powiesz na lunch o 12.00?

    – „Pod Sękatym Konarem”? – Tomuś miał wrażenie, że głos jej się obniżył – Obiecująca nazwa. Z przyjemnością się spotkam. To moja wizytówka.

    Tomuś przekazał swoją. Zamienili jeszcze kilka słów w drodze do drzwi biura i tam się rozdzielili. Ola poszła prosto do biura prezesa, a on stał przy windach i obserwował jej rozkoszny tyłeczek lekko kręcący się w rytm kroków. I rosło w nim przekonanie, że już niedługo nie będzie musiał już go sobie wyobrażać.

     

    Półtorej godziny później Tomuś czekał „Pod Sękatym Konarem” na Olę. Wiedział, że ona przyjdzie bo niedawno dostał smsa, że spotkanie z prezesem się chwilę przedłużyło, ale zaraz będzie na miejscu. Miał już w głowie pewien plan, dlatego wybrał niewielką lożę w rogu sali z wygodnymi sofami. Dzięki wysokim oparciom była dosyć dobrze osłonięta przed oczami kelnera czy też innych gości. Z resztą tych ostatnich nie było prawie w ogóle.

    Ola faktycznie zjawiła się po kilku minutach. Ze swojego miejsca szybko ją zauważył i podniósł się. Ruch zwrócił jej uwagę i gdy go poznała skierowała się do loży. Zaprosił ją naprzeciwko siebie. Po ponownym przywitaniu i uściśnięciu dłoni (Tomuś odniósł wrażenie, że jej dłoń została w jego tę sekundę dłużej niż wymagała tego zwykła kultura) odłożyła torebkę i rozpięła żakiet. Zsunęła go szybko z ramion i pochylając się odłożyła na dalszą część sofy. Dzięki temu Tomuś zauważył błyskawicznie dwie rzeczy – biała bluzeczka była na ramiączkach, a gdy pochyliła się to jej piersi naparły na materiał bluzeczki i dzięki temu zauważył fragment białego koronkowego stanika. To nie mógł być przypadek – przemknęło mu przez głowę.

    Usiedli, a po chwili spragniony jakiejkolwiek klienteli kelner pojawił się koło nich i podał karty. Ola uznała, że rozmowa z prezesem była udana i można było ją delikatnie oblać więc do polecanej sałatki zamówiła lampkę białego wina. Tomek zdecydował się na to samo. W czasie posiłku rozmowa toczyła się wartko. Wspólne biznesowe tematy szybko ich wciągnęły. Obserwując jej zachowanie w czasie jedzenia Tomuś coraz częściej wyłapywał gesty zdradzające jej zainteresowanie nim. Poprawianie włosów, nakręcanie loczka na palec, odsłanianie szyi. W pewnym momencie niby przypadkowo poczuł jej nogę na swojej. Uśmiechnęła się przepraszając, a on wiedział, że czas przejść do meritum. Szczególnie, że kelner zabrał już talerze, a ona wyraziła chęć na jeszcze jeden kieliszek.

    – Wspominałaś, że masz katalog z nowymi możliwościami waszych maszyn?

    – Tak, tutaj w torebce. Tylko nie wiem jak Ci go pokazać jednocześnie tłumacząc o co chodzi?

    – To ja się do Ciebie przesiądę, oczywiście jeśli nie masz nic przeciwko.

    – To zapraszam, jest tutaj jeszcze sporo miejsca.

    Tomasz sprawnie przesiadł się koło niej. Miejsca jednak nie było zbyt dużo, więc siadając automatycznie siedzieli blisko siebie. Ola wyciągnęła katalog i zaczęła pokazywać planowane nowości. Pochylił się nad katalogiem, jednocześnie prawą ręką oparł się za nią. Po krótkiej chwili ona niby to poprawiając się na siedzeniu przysunęła się do jego ręki. Odruchowo złapał ją w pasie. Szybko obróciła głowę w jego stronę i uśmiechnęła się co odebrał jako zgodę na takie zachowanie. W tym czasie jeden z palców prawej ręki idealnie trafił w linię pomiędzy materiał koszulki a spódnicy i dotknął jej skóry. Wydawało mu się, czy poczuł delikatny dreszcz jej ciała?

    – Popatrz na to rozwiązanie Tomku. Dzięki zastosowaniu nowej obróbki te elementy wychodzą dużo gładsze niż w poprzednich modelach.

    W tym momencie jego lewa ręka łagodnym ruchem wylądowała na jej kolanie.

    – Tak gładkie jak to? – Palce zaczęły delikatnie wodzić po jej kolanie.

    – Taak. – Jej głos lewo słyszalnie zadrżał. Moment później kontynuowała temat jak gdyby nic się nie stało (taak, kobiety umieją doskonale ugrać coś nic nie robiąc – pomyślał) – dzięki nowym obliczeniom fizycznym, opór na tłokach zmniejszył się o 15% – kontynuowała wywód udając, że nie zwraca uwagi na to, że palec prawej dłoni zaczął wędrować to pod jej bluzeczkę, to pod materiał spódniczki. Nie były to duże ruchy. Nie musiały być.

    – A słyszałaś o tym ciekawym fizycznym prawie – Tomuś zaczął delikatnie przesuwać palce lewej dłoni w górę jej uda kierując się na wewnętrzną stronę, przy okazji zbliżając równocześnie swoje usta do skóry na jej szyi – że od kolan w górę napięcie wzrasta, a opór maleje?

    – Niee – głos znowu zadrżał. Spojrzała na niego lekko mrużąc oczy – do czego prowadzi to prawo?

    – Do z góry ustalonych wniosków – szeptał tuż przy jej szyi, więc jego oddech muskał jej skórę. Jej nogi delikatnie rozszerzyły się. Palce Tomka dotarły dzięki temu jeszcze dalej w górę. Poczuł materiał majteczek. I ciepło. A Ola zamknęła oczy i westchnęła. – Chętnie zapoznam się z tymi wnioskami.

    Palce Tomusia przesunęły się po materiale majteczek. Jak należało się spodziewać, nie były zbyt duże. Były wręcz mikroskopijne. Więc nie czekał dłużej tylko sprawnie przesunął materiał na bok. I znów ruch z góry na dół. Wygolona skóra poddawała się pieszczocie, aż jego palce natrafiły na cipkę. Z ust Oli wydobył się kolejny jęk. – Dotykaj mnie – szeptała. Jego usta w tym czasie już smakowały jej skórę, a palce bardziej intensywnie ją pieściły. Czuł już, jaka jest mokra. Jej nogi rozszerzyły się jeszcze bardziej. Raptownie wsunął w nią jeden z palców. Po całym jej ciele przebiegł dreszcz. Odchyliła się na oparcie przyciskając jego prawą rękę do oparcia. – Possij moje sutki – cichym głosem zażądała. Tomuś niewiele myśląc i cały czas trzymając palec w jej cipce wyciągnął spod niej prawą rękę i jednym ruchem zsunął koszulkę i stanik z jej lewej piersi. Zza materiału wynurzył się nabrzmiały sutek gotowy do pieszczot.

    Tomuś szybko się pochylił i najpierw go liznął, potem objął ustami, a następnie zaczął to ssać, to go przygryzać. Jego palce swobodnie już penetrowały jej gorącą i mokrą cipkę. Jej oddech zaczynał przyspieszać, ciało wyginało się i kręciło w rytm poruszających się w jej wnętrzu palców. W pewnym momencie jej dłoń wylądowała blisko jego krocza chcąc złapać nabrzmiałego już penisa, gdy z tej gorącej sytuacji wybiły go zbliżające się kroki. Odwrócił się błyskawicznie zasłaniając sobą Olę. Na szczęście loża była na lekkim podwyższeniu, więc zasłonił ją swoim ciałem. W tym momencie do ich stolika podszedł kelner.

    – Czy życzą sobie Państwo jeszcze czegoś? – Jego mina była całkowicie obojętna, ale trudno było uwierzyć, że zgranie czasowe było przypadkowe.

    – Nie, dziękuję. Poprosimy rachunek. Zapłacę kartą – Uśmiechnął się do kelnera. Ten kiwnął tylko głową i ruszył w stronę kasy.  Tomuś obrócił się do Oli i z niejakim żalem zauważył, że ramiączko stanika i koszulki zdążyło wrócić na swoje miejsce, a spódniczka zjechać w dół.

    – Idę do łazienki. – Popatrzyła mu głęboko w oczy z takim pożądaniem, że poczuła to aż jego pała. Zrobił jej miejsce. Zebrała torebkę, żakiet wzięła do ręki. Gdyby wstała od stolika, niby to z zapomnienia pochyliła się jeszcze nad stolikiem by wziąć katalog i jej pupa mocno naparła na jego lędźwia. Musiała poczuć co ma w spodniach, bo jeszcze delikatnie poruszyła swoim tyłeczkiem, drażniąc go przez materiał. Następnie ruszyła wolnym krokiem, a jemu zdawało się, że na wewnętrznej stronie uda widzi delikatnie połyskującą wilgoć.

    – Co za napalona suczka – przemknęło mu przez głowę. Kelner na szczęście nie zwlekał z rachunkiem i terminalem. Transakcja przebiegła sprawnie. Dorzucił napiwek. A następnie ruszył w kierunku łazienek.

    Z zadowoleniem stwierdził, że są dosyć oddalone od sali i kontuaru, za którym kręciła się obsługa. Gdy doszedł już do pierwszych drzwi z symbolem WC, zauważył, że prowadzą do kolejnych dyskretnych kabin. Pod drzwiami jednej z nich świeciło się światło. Zdecydowanym ruchem chwycił i nacisnął klamkę.

    Ona już na niego czekała.

    – Myślałam, że już nie przyjdziesz – podeszła do niego błyskawicznie, ledwo drzwi się za nim zamknęły. Wpiła się w jego usta łapczywie. Jednocześnie Tomuś usłyszał, że klucz w zamku przekręca się. Oderwała się od jego ust. Ogniki w jej oczach płonęły.

    – Daj mi go – gdy to mówiła jej ręce zjechały w stronę paska spodni, sprawnie rozpięły klamrę i zamek, a następnie mocnym pociągnięciem w dół ściągnęła z niego od razu spodnie i bieliznę. Penis wyprężył się w całej okazałości. Praktycznie zderzył się z jej twarzą, gdy kucnęła zsuwając ubranie. Chwyciła go jedną ręką. Delikatnie, ale zdecydowanie ściągnęła z główki napletek. Kropelka mazi zaświeciła na czubku główki. Liznęła ją, a potem objęła główkę jego chuja ustami. Tomuś zrozumiał, że ma do czynienia z boginią seksu. Robiła mu loda z wielką wprawą i ochotą. Czuł, że jej ekscytacja wzrasta, ruchy jej dłoni na trzonku i usta na główce bardzo szybko doprowadzały go do szczytu. Musiał to przerwać. Chwycił ją za ramiona i delikatnie, ale stanowczo podniósł. Gdy postawił ją do pionu szybkim ruchem zsunął ramionka jej bluzki i stanika w dół. Obie piersi wręcz wyskoczyły z ubrań. Chwycił jedną pierś ręką i kciukiem zaczął drażnić jej lewy sutek. Prawy zaatakowały jego usta. Wpił się w niego mocno, ale delikatnie. Jej oddech przyspieszał, a jej ręka bawiła się jego penisem starając się nim muskać cipkę. Tomuś nie chciał jeszcze przechodzić do meritum. Chciał ją rozpalić na maksa. Obrócił ją tak, by plecami oparła się o ścianę. Usłyszał ni to jęk, ni to syk, gdy jej rozpalone już plecy zetknęły się z chłodnymi kafelkami. On natomiast szybko wysunął się z butów i resztek ubrań, a następnie kucnął przy niej. Poczuł zapach kobiecości. Jednym płynnym ruchem podwinął spódniczkę, a następnie złapał jej cieniutkie majteczki i zsunął w dół. Jej kobiecość już cała mokra czekała na jego pieszczoty. Nie kazał czekać jej długo. Język od razu zaczął ją pieścić, jego koniec błądził między wargami i szukał guziczka rozkoszy. Jednak nie zamierzał być zanadto delikatny. W tym czasie bowiem jego dwa palce mocno zanurzyły się w nią. Jęknęła. Jej ciało lekko się wygięło jeszcze mocniej eksponując cipkę. Wiła się pod jego pieszczotami. Palce wchodziły mocno, język szalał po wierzchu jej cipki. Soki wręcz z niej spływały. Z jej ust dobył się cichy szept.

    – Daj mi go.

    – Co mówisz, suko? – Tomuś sam się zdziwił swoim tonem, gdyż do tej pory jeszcze do żadnej kobiety nie odnosił się w ten sposób.

    – Daj mi go – warknęła już mocniej i zdecydowanym ruchem uwolniła się od jego pieszczot i pchnęła go w kierunku kibla, na którym na szczęście klapa zamykająca była spuszczona. Trochę niezgrabnie, trochę z rozpędu usiadł – tym razem to jego rozpalone ciało zostało zaatakowane setkami zimnych igiełek chłodnego plastiku. Nie miał czasu bardziej się na tym skupić, bo gdy ledwo się usadowił Ola stanęła nad nim i chwytając wprawnie jego chuja nakierowała na swoją cipkę. Siadła na nim mocno, od razu praktycznie pochłaniając go całego. Jęknęła przy tym przeciągle. Zaczęła go ujeżdżać. Jej ręce oparły się o jego ramiona, ciało wygięło się do tyłu podstawiając piersi do pieszczenia. Rytmiczne mlaskania rozległy się w całym pomieszczeniu. Do pełnej ekstazy brakowało Tomusiowi tylko wygodniejszej pozycji, bo trochę po tej klapie jednak się suwał. W pewnym momencie złapał ją pod ramiona, ściągnął ze swojego drąga i stanął.

    – Obróć się i wypnij – rozkazał.

    Ola chciała go czuć, chciała go mieć w sobie. Obojętnie jak. Dawno nie czuła się tak porządnie pierdolona, dlatego obróciła się i oparła. Tomuś natychmiast się za nią ustawił. Ponownie przejechał palcami po jej cipce mocno się nimi w nią zanurzając, a następnie wsadził swojego kutasa w nią. Mocno. Gwałtownie. Jęknęła z zachwytu. Tomuś chwycił ją w pasie i zaczął ją wręcz nadziewać na siebie. Każdy ruch w głąb na końcu kwitowany był jękiem a urywany oddech brzmiał, jakby brakowało jej już tchu. Czuł zbliżający się koniec, ale chciał jeszcze czegoś. Chciał pokazać jej, że chce jej każdą dziurkę. Zmienił trochę sposób nadziewania jej na swojego drąga. Mniej siłowo, bardziej finezyjnie przeciągał ruchy lędźwi. Jedną rękę teraz trzymał na jej plecach. Drugą zbliżył do swojego kutasa i wykonując przez chwilę lżejsze ruchy zanurzył swój kciuk w jej cipce. Gdy kciuk zamoczył się w jej soczkach, to z kolejnym pchnięciem penisa naparł wilgotnym kciukiem na jej drugą dziurkę. Zaskoczona zgubiła rytm, a z jej ust wydobył się przeciągły jęk. Szybko odzyskała tempo, a kciuk zanurzał się coraz głębiej w jej dupkę. Tomuś czuł na swoim penisie drugiego współtowarzysza, a wszystko dookoła – orgazmowe skurcze jej cipki, chrapliwe jęki i zapach seksu powodowały zbliżanie się niesamowitego finiszu. Ledwo wyrwała się spod władzy jego chuja i palca. Obróciła się i chwyciła mokrą od soków napęczniałą główkę chuja w usta i szybkimi ruchami ręki dokończyła. Tryskał w jej usta jak nigdy dotąd. Sperma wylewała się z jej ust i kapała na spocone piersi.

    – Dobry jesteś – mruknęła, liżąc drgającego jeszcze z ekstazy penisa. Wylizała go do czysta. Połknęła każdą otrzymaną kropelkę spermy zlizując jej resztki również ze swojej dłoni. Wstała.

    – Chcę jeszcze – pocałowała go mocno – ale nie tutaj.

     

    CDN?

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    donian
  • Spelniona fantazja

    Czego może od życia chcieć facet przed 40ką ? Seksowna żona, dwójka dzieci, niezły dom na przedmieściu … Do tego praca w korpo, na dość dobrze opłacanym stanowisku – mam wszystko, a jednak jest coś, o czym nie wie nikt.

    Zawsze podniecała mnie damska bielizna. Rajstopy, pończochy, seksowne koszulki, buty na wysokim obcasie – wszystkie te rzeczy były oczywiście w użyciu mojej żony, ale jednak jest coś jeszcze. Podniecała mnie myśl, jakby to było samemu coś takiego włożyć. Początkowo zakładałem rajstopy lub pończochy Ani, ale mimo, że wystarczyło parę chwil, aby będąc tak ubrany wytrysnąć, to brakowało mi pewnej całości.

    Sytuacja zmieniła się, gdy po awansie, okazało się że do moich obowiązków należy nadzór nad terenowymi oddziałami firmy, co wiązało się z trzydniowymi wyjazdami mniej więcej dwa razy w miesiącu. Noclegi w hotelu pozwoliły mi zrealizować swoje fantazje w pełni … a bynajmniej tak mi się wtedy wydawało. Zakupy w internetowym sex shopie sprawiły, że stałem się właścicielem paru par pończoch, rajstop i trzech zestawów składających się z majteczek i niemal przezroczystych koszulek w różnych kolorach. Tak przebrany, spędzałem wolny czas w hotelu i fantazjowałem na temat tego, co by było, gdybym był kobietą. Stopniowo moja garderoba rozrastała się – seksowne sandałki na 10 centymetrowym obcasie, spódniczki z rozcięciem, bluzki, a nawet przezroczysta sukienka – to wszystko sprawiało, że nie mogłem się doczekać kolejnych wyjazdów. Potem do bielizny dołączyły dwie peruki – ruda z długimi kręconymi włosami i czarna z krótkimi włosami w stylu lat 30 XX wieku. Następnie kosmetyki – tusz do rzęs, puder i w szczególności jaskrawoczerwona szminka – to wszystko sprawiło, że po krótkiej chwili widziałem w hotelowym lustrze nie siebie, a jakąś wyuzdaną, seksowną panienkę.

    Pewnego dnia zapragnąłem iść na całość i po kolejnej wizycie w sex shopie, zostałem posiadaczem pięknego czarnego dildo z przyssawką. Jednak mimo, że uwielbiałem lizać tego sztucznego kutasa i brać go głęboko do buzi, nigdy nie odważyłem się wcisnąć go sobie w tyłek. Kupiłem nawet lubrykant, ocierałem się się dupcią o niego, ale to wszystko. Fantazje, fantazjami, ale zawsze zabrakło odwagi aby wykonać kolejny krok.

    Zacząłem urozmaicać sobie powroty do domu jeżdżąc zamiast głównymi drogami, jakimiś podrzędnymi trasami, przez wioski i lasy. Zawsze – z wracałem na ogół późnymi wieczorami – kierowałem ubrany jak kobieta przygotowana do seksu. Przebierałem się na pierwszym leśnym parkingu i w drogę. Ubrany w pończochy, sandałki i koszulkę, czułem jak mój kutas stoi na baczność i tylko czeka na odrobinę pieszczoty. Oczywiście miałem pod ręką jakąś bluzę – tak w razie czego, a peruki były schowane w bagażniku razem z kosmetykami. Zawsze parę kilometrów przed domem przebierałem się w normalny strój, a swoje drugie jak chowałem głęboko w walizce. Gdy wracałem zawsze mieliśmy z żoną cholernie intensywny seks – Ania była przekonana, że to po prostu z tęsknoty i miała rację, ale moje drugie wcielenie zawsze mocno zwiększło moje podniecenie i pragnienie seksu.

    Wszystko było bez zmian, aż do pewnego sierpniowego wyjazdu. Wracając w piątkowy wieczór, jak zwykle przebrałem się, tym razem chcąc zaszaleć, na parkingu stacji benzynowej i ruszyłem w trasę. Spokojna jazda, co chwilę moja ręka przesuwała się po odzianym w pończochę udzie i muskała naprężonego kutasa – jakie to było ekscytujące. Nagle z tyłu błysnęły niebieskie światła – co prawda widziałem, że coś za mną jedzie, ale ponieważ był to jakiś bus, założyłem , że albo kurier, albo jakiś inny niegroźny kierowca.

    Wpadłem w panikę, walcząc z pasami szybko założyłem bluzę – na resztę już nic nie mogłem poradzić. Wyprzedził mnie radiowóz i jadąc za nim znalazłem się na kolejnej stacji benzynowej. Na szczęście policjanci stanęli na jej uboczu, więc miałem nadzieję, że nie zorientują się, w jakim stroju jadę. Z samochodu wyszedł jeden z funkcjonariuszy i podszedł do mojego auta.

    • Aspirant Jacek Pawłowski, sekcja ruchu drogowego Olsztyn – odezwał się policjant

    • Prawe światło stopu Panu się nie pali – dodał – prawo jazdy, dowód rejestracyjny i ubezpieczenie poproszę.

    Podałem mu zdenerwowany dokumenty. Wrócił z nimi do radiowozu i po paru minutach wrócił.

    • Wszystko ok, ale musi Pan wymienić tę żarówkę, inaczej nici z jazdy w nocy. Oddał mi dokumenty i już miał odejść, ale coś musiało zwrócić jego uwagę.

    • Co Pan taki nerwowy – pił Pan coś ?

      • W życiu – zaprzeczyłem, ale już wiedziałem że tak to się nie skończy.

      • Proszę wysiąść z auta – sprawdzimy stan trzeźwości.

    Widząc, że nie reaguję, powtórzył

    • Proszę natychmiast wysiąść z auta, inaczej będę zmuszony użyć siły !

    Wysiadłem,a policjant szeroko otworzył oczy. Zobaczył faceta w szpilkach, pończochach i prawie przezroczystej koszulce nocne wystającej spod bluzy.

    • Jezu – co to jest ? – zawołał. Andrzej choć tu !

    Podszedł do nas drugi policjant. Chwilę przyglądali się w milczeniu i nagle jeden z nich powiedział

    • Właź do auta i jedź za nami.

    Podjechali na sam koniec parkingu i ustawili się tak, że radiowóz zasłonił moje auto.

    • Wyłaź. Pokaż się ślicznotko – zarechotali. Kazali zostawić w moim samochodzie włączone światła i w ich blasku miałem parę razy przespacerować się tam i z powrotem.

    • Zdejmuj tą bluzę – powiedział Andrzej gdy to uczyniłem padło kolejne polecenie – dajesz modelka – tam i z powrotem.

      Chodząc w cholernie seksownym stroju, przed dwójką facetów ,niespodziewanie poczułem dreszcz podniecenia, ale mimo to miałem nadzieję, że pośmieją się, pożartują i pozwolą mi jechać dalej.

      Nagle zobaczyłem, jak Jacek przesuwa ręką po swoim kroczu, a po chwili rozpina rozporek i na wierzch wyskakuje dość długi kutas. Chwilę później dołączył do niego Andrzej – ten miał krótszego, ale zdecydowanie grubszego członka.

    • Kurwa … będą sobie walić konia patrząc na mnie – pomyślałem – i się pomyliłem.

    • Dajesz panienka – ustawili mnie między sobą – kutasy w łapki i robisz nam dobrze.

      Widząc brak mojej reakcji, Andrzej wyjął paralizator i zapytał – robisz czy prądem ?

      Przełamując strach chwyciłem najpierw członek Andrzeja. Parę ruchów i zobaczyłem jak rośnie mi w dłoni. Druga ręka pieściła członka Jacka, a ten powiedział :

    • widzisz laseczka – dasz radę. Coś we mnie pękło, a jednocześnie podniecenie było tak ogromne, że w końcu podjąłem decyzję. Puściłem oba kutasy i gdy zaczęli protestować, powiedziałem – 10 minut i wracam.

    • Pamiętaj, że mamy twoje dokumenty – zawołał Jacek – bez numerów.

      Podszedłem do bagażnika, z walizki wyjąłem rudą perukę i kosmetyki. Po paru minutach Andrzej z Jackiem zobaczyli seksownego rudzielca idącego w ich stronę. Moje usta lśniły czerwienią, a język błądził po nich nieustannie je zwilżając. Fantazja, która gdzieś tam w mojej podświadomości delikatnie błądziła, właśnie miała się spełnić.

      Kucnąłem przed Andrzejem, chwilę przyglądałem się członkowi. Potem moja ręka delikatnie się na nim zacisnęła i ściągając skórkę, odsłoniła pulsujący żołądź. Przełykając ślinę, powoli zbliżyłem usta, najpierw język zlizał kroplę śluzu z czubka, potem powolutku przesunął się wzdłuż całego kutasa, aby zatrzymać się na jądrach. Chwila zabawy i język powrócił do tego co zaczął. Coraz szybciej lizałem kutasa i nagle Andrzej chwycił mnie za głowę i jednym zdecydowanym ruchem wbił się w moje usta. Początkowo zachłysnąłem się, ale po chwili Andrzej lekko się wycofał i po prostu zaczął pieprzyć mnie w usta. Przyglądający się do tej pory Jacek zbliżył się do nas i zaczął ocierać się swoim kutasem o mój policzek. Nie przerywając obciągania chwyciłem go ręką i rozpocząłem energiczny masaż. Po chwili Jacek nie wytrzymał i odpychając Andrzeja ustawił się tak, że to jego kutas penetrował teraz moje usta.

      Obciąganie trwało kilka minut i nagle Andrzej wpadł na pewien pomysł. Podniósł mnie, wykręcił mi ręce do tyłu i założył kajdanki. Jednocześnie otworzył boczne drzwi radiowozu i wepchnął mnie do środka. Przełożył mnie przez fotel tak, że mój tyłek znalazł się na poziomie ust. Jacek niewiele myśląc splunął na swojego członka, potem na moją dupkę, roztarł ślinę i bez ogródek wbił się w moją pupę. Chciałem krzyknąć z bólu, ale jednocześnie z drugiej strony Andrzej zaaplikował mi swojego kutasa prosto w usta. W tej chwili byłem pieprzony na dwa baty, dwa twarde członki gościły w moim ciele, dając mi tak ogromną rozkosz, że po paru chwilach mój członek zaczął pulsować i poczułem jak z każdym drgnięciem wyrzuca z siebie masę spermy. Jacek przyśpieszył, chwycił mnie mocniej za biodra i po chwili poczułem jak eksploduje w moim tyłeczku. Andrzej nie chciał być gorszy – coraz szybciej poruszał się w moich ustach i nagle wycofał się, chwycił kutasa i po trzech szybkich ruchach dłonią moja twarz została zalana jego spermą. Poczułem jak kajdanki zostały zdjęte, opadłem na kolana i przed twarzą znowu miałem dwa kutasy. Niewiele myśląc chwyciłem oba i delikatnie je oblizywałem. Chłopcy byli wyraźnie zmęczeni i odprężeni, a po chwili – gdy ich członki były już czyste – Andrzej powiedział:

    • Nieźle … dajesz dupy i ciągniesz jak rasowa dziwka. Widzę, że bardzo ci się to spodobało. Jak będziesz miał ochotę na kolejny raz to tu masz mój numer – i wsunął mi pod pończochę kawałek kartki.

      Wysiadłem z radiowozu i na miękkich nogach wróciłem do swojego auta. Trochę trwał zanim się ogarnąłem i mogłem ruszyć w dalszą drogę, byłem wykończony ale i cholernie zaspokojony.

      Mam dziwne wrażenie, że za dwa tygodnie też będę jechał tą drogą…

     

    P.S. Wszystkie powyższe wydarzenia są oczywiście fikcją. Natomiast prawdą jest, że uwielbiam damską bielizną, a w szczególności pończochy, rajstopy i seksowne koszulki nocne. Czasami podczas seksu z żoną jestem ubrany w rajstopy lub pończochy, podobnie zresztą jak ona. Czasami, gdy jestem sam w domu przebieram się w jej fatałaszki i udaję kobietę. Lubię ( ale na to mam mniej okazji ) wracając skądś samochodem, przejechać się leśnymi drogami, lub przez jakieś małe wioski, ubrany jak gotowa do seksu dziwka. Fantazjuję przy tym , co by było, gdyby ktoś mnie na tym przyłapał. Co by było, gdyby to był jakiś facet, lub kilku mężczyzn … co bym musiał zrobić, aby mnie puścili. I stąd to opowiadanie.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Marzyciel
  • Walentynkowe poczecie

    Tańczyli na środku klubowego parkietu, pośród świateł migających czerwienią, żółcią błękitem, otoczeni tłumem kołyszącym się w rytm “Never Let Me Down Again”. Choć impreza odbywała się – jak głosił internetowy anons – “dokładnie w stylu lat osiemdziesiątych”, oboje byli, zdaje się, najstarsi na parkiecie. Dominowali w każdym razie studenci, było też sporo licealistów, zwabionych nawrotem “ejtisowej” mody. Jednak w przyćmionym świetle i w ruchu nie było za bardzo widać, w jakim on i ona są wieku. Nikt w każdym razie nie zwracał na nich szczególnej uwagi, a jeśli już, to z innego powodu.
    Ona była w siódmym niebie. Ubrana w konwencji “Lolity” – w wydekoltowaną bluzeczkę, spódniczkę nie sięgającą nawet kolan, a do kompletu w podkolanówki i pantofelki na płaskiej podeszwie – dawała z siebie wszystko. Kiedy wirowała w tanecznych obrotach, jej kasztanowe włosy, ujęte w dwa kucyki, dosłownie fruwały w powietrzu, podobnie jak brzegi spódnicy. Zawsze tańczyła lepiej od niego i niewiele zmieniło się w tej kwestii od 1988 roku, gdy mieli po piętnaście lat. Chociaż ostatnio wziął parę lekcji, nadal nie potrafił jej dorównać. A ona, jakby nie minęło bez mała trzydzieści lat, po dawnemu wzbudzała podziw swym tańcem.
    Tego wieczoru już dwóch próbowało mu ją odbić, ale nie pozwolił (ona zresztą też na szczęście zupełnie ich zignorowała). Znał sekret, którego nie znali inni. Gdy pod jego okiem przebierała się w łazience, wraz z niezbędnymi na dworze w lutym ciepłymi rajstopami pozbyła się i majtek. W klubie było dość ciepło, by mogła sobie na to pozwolić. Pamiętał też, że są to jej dni płodne, co dodatkowo rozpala jej temperament, i bez tego wyjątkowo gorący. Widział, jak błyszczą jej oczy; widział pełniejsze niż zwykle usta i wiedział, że to nie zasługa makijażu. Kiedy pod pozorem figury tanecznej ujął kobietę za piersi, były napęczniałe, a brodawki twarde niby kamyki. Wydało mu się nawet, że w krótkim rozbłysku żółtego światła dojrzał maleńką błyszczącą kropelkę spływającą po wewnętrznej stronie jej uda – podejrzewał, że to nie pot.
    Nie pozwoliłby jej teraz tańczyć z nikim innym i nie miał zupełnej pewności, czy jego zazdrość jest całkiem bezpodstawna. Choć wiedział, że jest kochany i ufał, że chce mu być wierna, lecz w tamtej chwili nie potrafił zaufać jej rozbudzonemu pożądaniu. Szczęśliwie byli nie tylko najstarsi na parkiecie, lecz także, jako chyba jedyni, zupełnie trzeźwi. Także dlatego, że ktoś musiał potem siąść za kierownicą – jednak był i ważniejszy powód. “Dziecko dostanie dobre geny od nas obojga – powiedziała mu, kiedy planowali dzisiejszy wypad. – Nie psujmy mu tego alkoholem”. Nie pili dziś zatem niczego oprócz coli (serwowanej w grubych szklankach z czasów PRL-u, które barman napełniał z butelek z doklejoną nalepką “polo cockta”).
    Ściany zdobiły czerwone, walentynkowe serduszka, stanowiąc pewien anachronizm – w Polsce lat osiemdziesiątych obchodzenie Walentynek nie było jeszcze w modzie. Poza tym jednak realia epoki zachowano bardzo wiernie. Oświetlenie – żadnych laserów ani krążących smug reflektorów, tylko trójkolorowe lampy, błyskające w takt muzyki. Nawet muzykę didżej – też, zdaje się, młodszy od nich obojga – puszczał z kaset magnetofonowych! Akurat rozpoczął się nastrojowy set, z wielkich kolumn popłynęło “True Colours” Cyndi Lauper. Tańczyli przytuleni, ale miał problem z trzymaniem równego tempa. Nie żeby brakowało mu poczucia rytmu! Po prostu rozpraszało go znacznie szybsze od sekcji rytmicznej tętno kobiety. Czuł je wyraźnie przez jej cienką bluzeczkę i materiał swoje koszuli. Ponadto bliskość jej ciała, odurzający zapach włosów, w nim także wzbudzały coraz mocniejsze podniecenie, tak, że nie potrafił myśleć o niczym innym oprócz tego, co miało się stać.
    Poczuł jej usta na policzku, tuż koło ucha.
    – Chodź! – usłyszał szept. – Jestem cała gotowa. – Wykonała taneczny obrót i pociągnęła go wolno do hallu, w stronę drzwi łazienki.
    Mimo półrocznych starań, wciąż jakoś nie udawało im się począć dzidziusia, którego nagle zapragnęli po czterdziestce (i dwójce sporych już dzieci). Kiedy trzy miesiące niezabezpieczonego seksu okazały się nie wystarczyć, za radą znajomego lekarza postanowił zafundować kobiecie większą dozę adrenaliny, ponoć dobrej na płodność. Szaleństwa w mieszkaniu, obejmujące (pod nieobecność dzieci) łazienkę, następnie pokój córki, a w końcu znów łazienkę, tym razem w domu teściów, nie dały rezultatu, rzecz jasna oprócz genitalnych rozkoszy, z racji wieku częstszych u niej, niż u niego. W styczniu zaskoczył ją więc seksem w klasie szkolnej (oczywiście nie przy uczniach, którym na co dzień wpajała tam język angielski). Tym razem było dobrze obojgu, ale, niestety, nie powstrzymało to kolejnej menstruacji. Łazienka w dyskotece podczas imprezy walentynkowej miała być miejscem kolejnej zwariowanej randki. Niech to się stanie, niech ona wreszcie zajdzie w ciążę! Zanim dojdzie do wniosku, że lepiej, by to upragnione dziecię zrobił jej ktokolwiek, niż nikt.
    Zamknął za sobą drzwi toalety. Tu było ciszej. Minęli kabiny WC i weszli do obszerniejszego pomieszczenia z prysznicami, tego, które wcześniej posłużyło za przebieralnię. Jarzeniowe lampy wypełniały pomieszczenie jasnym światłem, odbijającym się od białych kafelków na ścianach.
    – Zablokuj drzwi! – przypomniała.
    – Nie – odparł krótko, stanowczo. “Jej potrzeba silnych emocji, naprawdę silnych” – dopowiedział w myślach.
    Zrozumiała bez słów. Nie odwracając się, weszła na stopień oddzielający podłogę od jednego z brodzików. Tym wyrównała różnicę wzrostu.
    Stanął za nią i ujął przez bluzkę jej piersi. Gładził je teraz wolno, w rytmie dobiegającej zza podwójnych drzwi nastrojowej piosenki. Wsunął dłoń pod materiał, czekały tam nabrzmiewające, z twardymi brodawkami, spragnione pieszczot. Nic nie mówiła, wzdychała jedynie, wyginając głowę do tyłu, oddając kark pod jego pocałunki. Jednocześnie wypięła ku niemu pośladki, poruszając nimi zmysłowo w górę i w dół. Był to dalszy ciąg tego, co odbyło się na parkiecie – ich tańca godowego.
    Jak na zamówienie, następnym nagraniem było “Justify My Love” Madonny.
    – Kopulacja prokreacyjna… – wyszeptała kobieta, było to typowe dla niej “medyczne świntuszenie”. – Jestem do niej gotowa, zrób to, bo zwariuję!
    Rozpiął spodnie, pozwalając im opaść, za nimi zsunął slipy. Poczuł ulgę, uwalniając się od ich ucisku. Był tak twardy, jak od dawna już mu się nie zdarzyło. Być może sprawiła to ta impreza, a może coś innego, w każdym razie czuł się trochę jak nastolatek. Zadarł jej spódniczkę, a na widok czekających na niego rozkosznie krągłych pośladków poczuł, że on też dłużej już nie wytrzyma. Sięgnął między jej uda i rozchylił palcami wargi – były śliskie, mokre, ociekające. Wprawnym ruchem wniknął w nią – jęknęła, jakby błagając o jeszcze. Ruszał się nie za szybko, nie za wolno, w rytmie nadawanym przez piosenkę, dostosowując siłę pchnięć do reakcji kobiety. A ona chciała coraz mocniej, coraz głębiej. Zawsze dbał najpierw o jej orgazm, ale tym razem chciał, by doszli razem. Dlatego starał się silniej ocierać spód prącia o jej wnętrze, co najbardziej go podniecało. Kobieta była już blisko szczytu, jęczała nieprzytomnie z każdym jego poruszeniem, jak w transie kołysała głową do przodu i do tyłu, cała w tej chwili należała do niego. Jej dominacja w związku, w którym od początku była stroną wiodącą, ustawała całkowicie w chwili orgazmu. Wydała śpiewny, nosowy dźwięk, a jej pochwę ogarnęły rytmiczne skurcze. Przyspieszył ruchy, ale nie dogonił jej. Za bardzo była podniecona; doszła, nim skończył się przebój Madonny.
    Przez chwilę trwali w półświadomym przytuleniu, aż ich podniecenie opadło. Mięknąc, wyśliznął się z niej.
    – Powtórzymy to za chwilę – szepnęła.
    Pozapinał się, ona poprawiła spódniczkę. Doprowadzeni do porządku, wyszli na korytarz. Po jasno oświetlonej łazience wydał im się bardzo ciemny. Ich oczy z wolna przyzwyczajały się do zmiany natężenia światła. Najpierw zobaczyli, że w ich stronę zmierzają dwie postacie – chłopak i dziewczyna. Przy tym świetle nie widać było wyraźnie twarzy, postura jednak wskazywała, że oboje są młodzi. W rękach trzymali pliki jakichś ulotek wydrukowanych na błyszczącym papierze.
    – Cześć! – rzekła dziewczyna, wysuwając się naprzód. Mówiła głośno, aby przebić się przez “Here I Go Again” Whitesnake’a. Przemawiała wprawnie, pewnie, nawet z odrobiną rutyny. – Reprezentujemy młodzieżową inicjatywę pod nazwą “Bezpieczne Walentynki, Bezpieczna Miłość”. Zwracamy się do was, bo zauważyliśmy, że wchodząc razem do łazienki, nie skorzystaliście z automatu z prezerwatywami. – Wskazała wiszący przy drzwiach toalety przyrząd z przezroczystym okienkiem, prezentującym kilka kolorowych pudełeczek.
    – To bardzo ważne, aby o tym pamiętać – włączył się do akcji chłopak. – Niezabezpieczony seks zawsze niesie z sobą ryzyko niepożądanej ciąży. Ponadto stosunek z przygodnym partnerem oznacza poważne niebezpieczeństwo zakażenia chorobami przenoszonymi droga płciową, w tym HIV, na który w dalszym ciągu…
    Mężczyzna stał osłupiały, nie wiedząc, jak zareagować. Kobieta natomiast, jak długo mogła, tłumiła chichot, aż wreszcie nie wytrzymała i parsknęła śmiechem.
    – To jest mój stały partner – oświadczyła, przerywając młodzieżowemu aktywiście – a ciąża jest bardzo pożądana.
    Chłopiec urwał. Dopiero teraz spojrzał na ich dłonie, zauważając obrączki. Przypatrzył się uważniej twarzom swych rozmówców.
    – Przep-praszamy – wyjąkał – nasza akcja nie jest skierowana do państwa.
    – Nie ma sprawy! – powiedział mężczyzna. Wziął żonę za rękę, zamierzając wrócić na parkiet. Mijając tamtą parę, dosłyszał jeszcze zawstydzony głos chłopaka:
    – Żeby tak się pomylić!
    – A bo ciemno tutaj! – odparła dziewczyna. – Nie przejmuj się. Chodź! – Po czym skorzystała z automatu wiszącego przy drzwiach toalety.
    “Następny zdominowany przez kobietę” – pomyślał mężczyzna. A potem nagle coś mu przyszło do głowy. Zaprowadził żonę do kontuaru szatni i poprosił do płaszcze.
    – Chodź do auta! – powiedział.
    – Czekaj, rajstopy! – szepnęła mu na ucho, próbując pociągnąć go z powrotem do łazienki.
    – Nie przeszkadzajmy tamtym! – odszepnął. – Daj mi chwilę, podjadę pod same drzwi!
    Wyszedł na dwór, gdzie było naprawdę zimno. W niedopiętym okryciu pobiegł do stojącego w kącie parkingu niebieskiego opla. Odpalił stacyjkę, zarazem włączając nawiew ciepłego powietrza. Zatrzymał wóz tuż przed wejściem do klubu. Otworzywszy drzwi, odchylił w przód oparcie przedniego siedzenia.
    – Wskakuj do tyłu!
    – Ale dlaczego? – zawołała przez uchylone skrzydło oszklonego wejścia.
    – Bo tak mówię!
    Wsiadła, wyraźnie zaskoczona jego stanowczością. Znów przejął inicjatywę i czuł się z tym coraz lepiej! Jej także chyba zaczynało się to podobać. Widział w lusterku jej wyczekujący uśmiech. Gwałtownie ruszył.
    – Wkrótce będziesz w ciąży! – wycedził, skręcając na główną szosę.
    Szybko oddalali się od klubu, usytuowanego na peryferiach miasta. Nie pytała, dokąd jadą. Wystarczyło jej, że on wie.
    Duży, samotny parking znajdował się o pięć kilometrów dalej, na skraju lasu. Stały tam głównie autobusy, które nie miały nocnych kursów, i parę ciężarówek. Wystarczająco pusto, by nikt nie przeszkadzał, ale przy tym zawsze istniała możliwość, że ktoś ich zobaczy.
    – Przygotuj się do zapłodnienia! – rzekł, parkując samochód na wolnym stanowisku między żółtym autobusem i białą ciężarówką iveco. Znów odchylił oparcie fotela obok kierowcy, by przegramolić się na tylną kanapę.
    Na szczęście samochód był wystarczająco szeroki. Kobieta stanęła na czworakach, lewą stroną na siedzeniu, prawą na podłodze, nie bez trudu przyjmując pozę samicy gotowej do spółkowania. Pochyliła głowę – oparcie fotela kierowcy nie pozwalało podnieść jej wyżej. Z tyłu spódniczki miała wilgotną plamę, ślad podniecenia. Podciągnęła materiał, zarzucając go na plecy i pokornie obnażając pośladki. Mężczyzna rozpiął spodnie. Sprawdził ręką, czy jest gotowa. Była jeszcze bardziej mokra niż tam, w klubie, przed niecałą półgodziną, więc bez dalszych przygotowań wbił się w nią zdecydowanym ruchem.
    – Aaaaiiiiiiiiii! – zaskomliła z rozkoszy. Wysunął się z niej prawie całkowicie i znów wbił penis do końca. – Aahiiiiiiiijjjjjjjjjiiiiiiiii! – wydobył się z jej gardła kolejny miłosny skowyt.
    Mężczyzna wchodził w nią raz za razem, nie na tyle brutalnie, by sprawiać ból, a jednocześnie dość mocno, aby i jego podniecenie rosło szybko. Znał dobrze jej reakcje, czuł, że jest podekscytowana wystarczająco na tak gwałtowne ruchy – zaskoczenie, jakie jej sprawił, zrobiło swoje. Dreszcz zbliżającej się rozkoszy wstrząsał jej ciało, wykrzykiwała, że “Tak!”, że “Tak!”, że “Jeszcze!”, że Jeszcze!”, bezwiednie poruszała tyłkiem tak, żeby bardziej czuć w sobie ruchy jego męskości. Doszła wśród nieartykułowanych jęków, szalonych targnięć biodrami i pulsujących skurczów swojej kobiecości, ale mężczyzna nie przestawał, wchodził i prawie wychodził, i znów wchodził, ona wciąż jęczała, wołała “Taaak!”, krzyczała “Taaaaak!”, opuszczała głowę jeszcze niżej, wypinała biodra pod takim kątem, żeby wchodził jeszcze głębiej, aż z przeciągłym “Aaaaaaaoooooooaaaaaa!” odpłynęła w kolejny bezmiar rozkoszy, a mężczyzna wykonał jeszcze parę mocnych ruchów i podążył za nią, zalewając jej wnętrze lepkim ciepłem. Poczuł błogie zamroczenie i przez kilka minut trwał w cudownie bezmyślnym stanie, wciąż wypełniając sobą jej coraz wolniej falującą pochwę. W końcu wysunął się z niej, ciągle bliski omdlenia. Kobieta, odchyliwszy jakoś drugie oparcie, wydobyła się spod mężczyzny i pomogła mu ułożyć się na tylnej kanapie.
    – Ja poprowadzę – szepnęła, zajmując miejsce za kierownicą.
    To było ostatnie, co dotarło do jego świadomości, nim zapadł w sen. Nie pamiętał nic z dalszej drogi, nie umiał nawet powiedzieć, jak znalazł się w mieszkaniu. Musiał oczywiście wysiąść z samochodu, wsiąść z żoną do windy, a w domu rozebrać się i położyć, ale nie mógł sobie przypomnieć żadnej z tych czynności.
    Obudził się w środku nocy obok nagiej żony, która miarowo oddychała przez sen. Byli sami, dzieci spały u teściów.
    Spróbował przewrócić się na brzuch, ale stwierdził, że coś mu przeszkadza leżeć wygodnie. Zaraz dotarło do niego, w czym rzecz: miał erekcję! Stosunek, wytrysk, a po najwyżej paru godzinach znowu wzwód? Nie doświadczył czegoś takiego, przynajmniej odkąd skończył 35 lat. Co więcej, przyglądając się kobiecie leżącej pół na wznak, pół na boku, zwróconej ku niemu, złapał się na nagłym odczuciu świeżej, jak gdyby młodzieńczej fali pożądania. Pragnął jej ciała – teraz, natychmiast.
    Leżała tak, że jej duża, miękka pierś spoczywała na prześcieradle blisko jego głowy. Przysunął się cicho i obwiódł końcem języka różową brodawkę sutka. Kobieta westchnęła przez sen. Powtórzył ruch, po czym złożył tam delikatny pocałunek. Następne westchnienia nie sprawiały już wrażenia zupełnie sennych. Kontynuował pieszczotę.
    – Co ty robisz? – usłyszał szept, w którym wyczytał aprobatę.
    – Korzystam, póki nie mam konkurencji – odparł figlarnie i przyssał się do sutka przeciągłym całusem. Kobieta zachichotała, a dotknięta językiem brodawka nie wydała się już tak miękka, jak jeszcze przed chwilą. Całował ją więc dalej, nie przyspieszając, nawet trochę się drocząc. Równocześnie przeciągnął dłonią po plecach żony, a potem zaczął gładzić jej pośladki.
    – Cudownie było dwa razy mieć cię w sobie – powiedziała czule.
    – Skąd wiesz, czy nie masz mnie w sobie? – przekomarzał się. Wiedział już, że sprawy zmierzają dokładnie tam, dokąd chciał.
    Pobudzał jej piersi pieszczotami ust, w tym samym czasie wodząc dłońmi po wklęsłości jej talii i wypukłości biodra, a potem wracając na pośladki, tym razem na ich dolne części, te najwrażliwsze. Jego czułości podniecały ją wolno, ale nieprzerwanie. Kiedy była już na to gotowa, z pośladków przeszedł dłonią między rozchylone uda. Końcem palca okrążał otworek jej anusa, nie próbując wcisnąć się do środka, a tylko muskając wrażliwą skórę wokół. Ta pieszczota nieodmiennie rozpalała jej zmysły. Nie przerywając, pokrywał pocałunkami spody jej piersi, skórę brzucha, wewnętrzne strony ud. Nareszcie dotarł do łechtaczki i wziął ją ostrożnie w usta. Odpowiedziało mu aprobujące “Ummmmmmhmmmmm”. Znał dobrze ciało swojej żony, znał kolejność pieszczot prowadzących do celu. Odważył się nawet polizać ujście cewki moczowej, wprawiając ciało kobiety w nieziemski dreszcz, jakiego nie dawały żadne inne karesy. Jej wszystkie trzy otworki – odbyt, pochwa i sama cewka – odpowiedziały jednoczesnym ściśnięciem, po wargach waginy obficiej pociekły soki.
    Kobieta odwróciła się na brzuch. Uniosła miednicę, dla wygody wsuwając sobie pod nią jasiek.
    – Wejdź we mnie – poprosiła.
    Opierając się na wyprostowanej prawej ręce, z pomocą lewej ostrożnie wprowadził fallus. Tym razem żona potrzebowała wolnych, subtelniejszych ruchów. Dociskał do końca i minimalnie się wysuwał, lecz starał się nie ograniczać tylko do tego. Urozmaicał jej doznania lekkimi poruszeniami na boki. Palec wolnej dłoni położył na łechtaczce, by pobudzać ją delikatnym uciskaniem. Kobieta jeszcze nie jęczała, jeszcze tylko wdychała, coraz dłuższymi “Aaaaahhhhh” przygotowując się na zaspokojenie. Kiedy było trzeba, zwiększył tempo i wzmocnił pchnięcia. Gdy zbliżała się do spełnienia, opadł na łokcie, by lizać jej kark, ciągle odkryty – kładąc się spać, nie rozwiązała tych swoich dziewczęcych kucyków! Przyspieszył jeszcze, aż osiągnęła pełnię rozkoszy, a on wciąż się poruszał, przedłużając jej chwilę szczęścia, w końcu wystrzelił gorącym strumieniem spermy. Tym razem zabolało go to w kroczu – wytrysk był wymuszony. Mężczyzna nie żałował jednak tego, co się stało. Czuł tylko wielką radość i jeszcze większą miłość – do żony i chyba do kogoś jeszcze… Coś mu mówiło, że to nie na darmo, to nie na darmo.
    Pozostał w kobiecie aż do ustania wzwodu, a potem ułożył się obok niej. Przewróciła się na bok i przyciągnęła go do siebie. Wtulony głową między jej piersi usnął i spał spokojnie do rana.
    Było to w połowie lutego. A w listopadzie żona wydała na świat śliczną, zdrową dziewczynkę.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Pisatiel

    Kontynuacja opowiadań “Przyszedlem dokonać zapłodnienia”, “Niebieskie jeansy jej matki” oraz “Szkolna milosc pod okiem Szekspira”.

  • Wspomnienia z dziecinstwa – Dorastanie cz.5

    Drodzy Czytelnicy!

    W tej części nie ma erotyki, jeśli chcecie poczytać coś podniecającego, poszukajcie innego opowiadania.

     

    Gdy się obudziłem, nie wiedziałem gdzie jestem. Ból głowy był ogromny. Dotknąłem jej z tyłu i poczułem coś lepkiego. Spojrzałem na rękę. To była krew.

      Wtedy usłyszałem szloch.

    Obejrzałem się w tamtym kierunku i zobaczyłem koszmarny widok.

    Dwóch chłopaków trzymało Sylwię za ręce, rozłożoną na trawie, a trzeci leżał na niej i gwałcił ją. Wpychał się w nią bardzo brutalnie. Złośliwy uśmiech nie schodził mu z ust. Jeden z nich zakrywał jej usta ręką, drugi rozszerzał jej nogi. Walczyła, ale nie miała najmniejszych szans. Trzech wielkich skurwysynów, przeciwko jednej dziewczynie.

     – No, nie wierzgaj się! Wiem, że ci się podoba – powiedział ten, który leżał na niej.

    Wstałem w ułamku sekundy.

    Przebiegłem te kilka metrów i z całej siły kopnąłem gwałciciela w twarz. Kopnąłem go tak, jakbym kopał piłkę. Odrzuciło go z metr od Sylwii i usłyszałem jakby czknięcie.

    I cisza.

    Po sekundzie wydał okrzyk bólu. Przerażający wrzask rozniósł się daleko. Nie czekałem na reakcję kolegów. Nie zdążyli nawet wstać, a już drugiego okładałem pięściami. Biłem gdzie popadnie, byle mocno. Chciał się podnieść, wtedy kopałem po żebrach i brzuchu. Jęczał z bólu. Trzeci, gdy zobaczył mój oszalały wzrok, zerwał się i zaczął uciekać. Przed oczami miałem czerwoną mgłę.

     Nie panowałem nad sobą.

     Gdybym miał w ręku broń, zabiłbym ich bez wahania. Udało się wstać drugiemu i uciekł w tym samym kierunku co trzeci napastnik. Został tylko pierwszy, zwijając się na ziemi z bólu. Straciłem nim zainteresowanie i podszedłem szybko do Sylwii. Siedziała próbując zakryć swoją nagość. Obok niej leżała koszulka którą podniosłem i pomogłem jej założyć. Miała podarte majtki, które wisiały na jej udzie. Obok leżała podpaska. Ściągnęła spódniczkę zarzuconą na brzuch. Spojrzałem tam. Miała zakrwawione całe krocze. Trzęsła się na całym ciele. Chciałem ją przytulić, ale drgnęła ze strachu, odsuwając się ode mnie.

    – Zabiję go – powiedziałem spoglądając na zwyrodnialca. Nie leżał już, tylko słaniając się na nogach, próbował uciec. Wstałem i puściłem się za nim.

     – Nie zostawiaj mnie, błagam – usłyszałem głos dziewczyny.

    Zatrzymałem się. Nie wiedziałem co robić. Uciekał coraz szybciej. Jeszcze chwila i zniknie mi z oczu. Wróciłem do Sylwii i pomogłem jej wstać. Jęknęła z bólu. Po kilku minutach odpoczynku ruszyła w kierunku domu.

    – Chodź, idziemy na milicję – powiedziałem stanowczym głosem – złapią ich, daleko nie uciekną, rozpoznam ich nawet w nocy.

    – Nie! – powiedziała stanowczo.

    – Co?

     – Nikomu nie powiemy!

    – O czym ty mówisz??

    – Byłam już kiedyś przesłuchiwana i badana. To był koszmar. Drugi raz tego nie przeżyję.

    – Ale..nie możemy tego tak zostawić. Oni muszą ponieść karę.

    – Nie chcę już o tym słyszeć!

    – Nie rozumiesz, że jeśli im się upiecze, mogą to zrobić następnej dziewczynie? Chcesz tego? Muszę to zgłosić!

    – Jeśli mnie kochasz, nie zrobisz tego.

    – Sylwia, błagam cię..

    – To ja cię błagam. Nie powiemy nikomu. Jakby to nigdy nie miało miejsca.

    Chciało mi się wyć. Z bezsilności, z bólu, z żalu nad moją ukochaną. Ale po części rozumiałem ją. Przeżyła już raz tragedię i nie chciała jej powtarzać. Burza uczuć wiła się we mnie jak kłębowisko węży. Targały mną takie emocje, że nie mogłem opanować drżenia.

    – Dobrze – westchnąłem po długiej chwili – nie powiem nikomu.

    – Zaprowadź mnie do domu, proszę.

    Gdy byliśmy przed furtką, zatrzymała się.

    – Tylko ani słowa ciotce, rozumiesz?

    – Uhm.

    Poszliśmy od razu na górę. Sylwia weszła do łazienki zamykając drzwi. Siedziała tam z godzinę. Po wyjściu usiadła na łóżku ze spuszczoną głową. Ja też poszedłem wytrzeć zaschniętą krew we włosach. Doprowadziłem się jako tako do porządku i wróciłem do pokoju.

    – Jak się czujesz, boli cię coś? – zapytałem.

    – Przeżyję, nic mi nie będzie – odpowiedziała smutno.

    – Idź już, zobacz która godzina – dodała.

    – Nie zostawię cię samej.

    – Dam sobie radę, musisz się przygotować na jutro do szkoły, sam mówiłeś.

    – Nie ma mowy, mam gdzieś szkołę.

    Usiadłem obok niej i objąłem czule. Wtuliła się w moje ramię i zaczęła płakać. Próbowała się powstrzymać, ale cały smutek i żal wylał się z niej w jednym momencie. Szlochała głośno, trzymając się mnie mocno.

    – Dlaczego ludzie są tacy okrutni? – zapytała łkając – dlaczego krzywdzą innych?

    Nie wiedziałem co odpowiedzieć.

    Dlaczego – to słowo prześladowało mnie od jakiegoś czasu. Mogłem powtarzać je tysiąc razy, a i tak nie mogłem znaleźć odpowiedzi. Dlaczego ludzie zachowują się w ten sposób? Dlaczego są gorsi od zwierząt? Dlaczego to trafiło na nas? Dlaczego akurat wtedy wpadłem na pomysł, żeby ją tam zaprowadzić?

     Przez następne dni zadawałem sobie milion pytań ze słowem „dlaczego”. Wszystkie zostały bez odpowiedzi.

    Wieczorem położyłem Sylwię i dotąd tuliłem aż usnęła. Ja nie mogłem. Ciągle powracała do mnie scena znad rzeki. Twarze oprawców wryły mi się głęboko w pamięć.

      Sylwia budziła się kilka razy. Łapała mnie, trzęsąc się. Głaskałem ją, tuliłem, całowałem w policzki. Uspokajała się i zasypiała z powrotem.

    Następnego dnia nie chciałem, żeby szła do szkoły. Odpowiedziała, że musi się czymś zająć, inaczej będzie ciągle o tym myśleć. Odprowadziłem ją, a sam poszedłem do domu.

      Wszedłem od razu do swojego pokoju i siadając na materacu podparłem głowę rękami. Było mi strasznie smutno. Myśli krążyły wciąż wokół tego samego tematu. Nie zauważyłem, że nie jestem w domu sam.

      Mama zapukała do mojego pokoju, a kiedy nie usłyszała odpowiedzi, zawołała:

    – Synku, wszystko w porządku?

    – Tak.

    Otworzyła drzwi przyglądając mi się.

    – Nie poszedłeś do szkoły?

    – Nie mam dziś głowy do nauki.

    – Chodź, zrobię ci herbatę.

    Wstałem i poszedłem do dużego pokoju. Po kilku minutach przyszła mama, niosąc dwie szklanki. Usiadła naprzeciwko.

    – Powiesz mi co się stało? – zapytała.

    Znała mnie bardzo dobrze. Przed nią nic nie mogłem ukryć. Zawsze wiedziała, że coś jest nie w porządku. Bardzo chciałem jej się zwierzyć. Chciałem wyrzucić to z siebie. Dusiło mnie to, nie pozwalało oddychać. Złość, frustracja, żal, nienawiść, wszystkie złe uczucia skondensowały się w jedno.

      Ale nie mogłem.

    Wiedziałem, że mama tak tego nie zostawi. Na pewno porozmawiałaby z ciotką Sylwii i zgłosiłyby to. A przecież obiecałem. Przysięgałem na swoją miłość, że nikomu nie powiem.

    – Nic takiego – odpowiedziałem.

    – Chyba nie pokłóciłeś się z Sylwią?

    – Nie.

    – A w szkole wszystko dobrze?

    – Dobrze.

    – No to powiedz mi dlaczego jesteś smutny. Wiesz, że mi możesz powiedzieć o wszystkim, prawda?

    – Wiem..ale nie mogę. Obiecałem.

    Mama popatrzyła na mnie z troską.

    – Wiesz, że jeżeli w tej chwili komuś dzieje się krzywda, to zwalnia cię to z obietnicy?

    – Uhm.

    Nastąpiła chwila ciszy. Czekała, aż coś powiem, ale milczałem.

    – No dobrze – westchnęła.

    Nie chciała mnie męczyć. Widziała, że jestem czymś przytłoczony, ale wiedziała, że jeżeli sam jej nie powiem, to na siłę nic ze mnie nie wyciągnie.

      Po południu pojechałem do Sylwii. Powiedziała, żebym się nie martwił, że wszystko w porządku, żebym zajął się szkołą. Nie wierzyłem jej, czułem, że nie radzi sobie.

      Zaczęliśmy się widywać coraz rzadziej. I chociaż zapewniałem ją o swojej miłości, że nic nie zmieni mojego uczucia do niej, unikała mnie. Nie podchodziła do telefonu, Marzena mówiła, że się uczy. Czułem jak oddalamy się od siebie. Jej miłość do mnie stygła, wygasała. Nie chciałem tego, postanowiłem walczyć. Zacząłem częściej ją wyciągać do kina, na basen, ale robiła to jakby z automatu.

       Pewnego razu zostałem u niej na noc. Po kąpieli zacząłem ją pieścić po całym ciele. Nie oponowała. Zacząłem się z nią kochać, powoli, zmysłowo. Pierwsze co zauważyłem, to brak jakiejkolwiek reakcji. Nie poruszała się, nie oddychała głęboko, nie oddawała pocałunków. Kiedy spojrzałem jej w twarz, obróciła głowę na bok, patrząc na ścianę. Czułem, jakbym kochał się ze sztucznym przedmiotem, nie z żywą istotą. Przestałem odczuwać podniecenie, mój członek zaczął opadać, wreszcie wysunąłem się z niej i położyłem obok. Leżała jeszcze jakiś czas z rozłożonymi nogami i dopiero po chwili zauważyła, że nie leżę na niej.

    – Już skończyłeś? – zapytała.

    – Nie mam ochoty na seks – odpowiedziałem.

    – Ja też nie – powiedziała przykrywając się kołdrą.

    Następnego dnia po obudzeniu leżeliśmy jakiś czas. Chłopaki o tym wiedzą, ale napiszę dziewczynom, że jak facet się obudzi, to często ma poranny wzwód. Członek sterczy tak, że nieraz trudno się wysikać. Potrzeba trochę czasu zanim opadnie. Mnie przytrafiło się to właśnie tego poranka. Sylwia od razu zauważyła, jak kołdra odstaje od bioder i odkryła mnie. Wzięła ptaszka do ręki i zaczęła go masować. Ale myślami była całkowicie gdzie indziej. Poruszała rączką od niechcenia. Wiedziałem, że robi to tylko i wyłącznie dla mnie. Jakoś doszedłem, ale orgazm był bardzo skromny. Już po pierwszym wytrysku członek skurczył się i opadł. Nasienia było tyle co nic.

      Sylwia wytarła ręce chusteczką i podała mi drugą.

    – Dziś po południu idę do koleżanki. Będziemy się uczyć do sprawdzianu. Nie obraź się, ale muszę nadrobić braki, bo trochę się opuściłam w nauce.

    – Dobra, rozumiem.

    Zawsze mieliśmy tyle wspólnych tematów, a teraz siedzieliśmy w milczeniu.

       Marzena też wiedziała, że coś się stało. Była podejrzliwa, podpytywała nas, ale jej dochodzenie skończyło się fiaskiem. Nie zdradziliśmy naszej mrocznej tajemnicy. Kiedyś zatrzymała mnie przed furtką, jak wychodziłem.

    – Chyba jej nie skrzywdziłeś, co? – spytała patrząc mi w oczy.

    – Ja? Nigdy! – odpowiedziałem.

    – Coś tu nie gra – stwierdziła w zamyśleniu – musiało się stać coś niedobrego. To już nie jest ta sama dziewczyna.

    Powiedziałem, że też to czuję, bo Sylwia odsuwa się ode mnie, ale skłamałem, że nie wiem z jakiego powodu.

    Spotykaliśmy się sporadycznie, gdyż unikała mnie. Była coraz częściej poza domem, nawet ciotka nie wiedziała gdzie przebywa i bardzo się martwiła.

    Postanowiłem pójść pod jej szkołę.

      Na przerwie zaczepiłem koleżankę z pytaniem, gdzie znajdę Sylwię. Odpowiedziała, że urwała się już po pierwszej lekcji. Dopytywałem się, gdzie może być teraz, ale zarzekała się, że nie wie. Naszą rozmowę podsłuchiwał jakiś chłopak, chyba z jej klasy.

    – Jest ze swoim kochasiem w parku – powiedział szczerząc zęby.

    – Dzięki – powiedziałem, ale nie uwierzyłem mu. Sylwia nie zrobiłaby mi tego. Nie ona.

    Pobiegłem do parku i rozglądając się szukałem jej. Nigdzie jej nie było. Doszedłem do końca i już miałem zawrócić, gdy dostrzegłem ławkę ukrytą pod drzewami i osłoniętą jakimś krzewem. Siedziała do mnie tyłem. Koło niej siedział chłopak. Wydawało mi się, że ją obejmuje, ale jak podszedłem bliżej, zauważyłem, że trzyma rękę nad nią na oparciu. Poczułem znajomy zapach i chociaż sam nie paliłem, wiedziałem jak pachnie trawka. Trzymała w ręku skręta.

      Gdy mnie zobaczyła, w ogóle się nie przejęła. Zaciągnęła się mocno i wstrzymała powietrze. Po dłuższej chwili wypuściła chmurę dymu.

    – Powiedziałaś, że nigdy nie weźmiesz tego do ręki – powiedziałem ze smutkiem.

    – A kim ty jesteś? – zapytała Sylwia – moją ciotką? A może moim ojcem?

    – No właśnie. Kim jesteś? – odezwał się nieznajomy.

    – Jej chłopakiem – odpowiedziałem.

    Zmieszał się. Zaczął coś chować za sobą, by po chwili pokaźna torebka zioła zniknęła w jego kieszeni. Domyśliłem się, że sprzedawał towar.

    – Możesz nas zostawić samych? – zapytałem spokojnie, ale gniew zaczął już powoli wchodzić w moje ciało.

    – Siedź! – powiedziała ostro dziewczyna – nie będzie mi nikt wybierać, z kim mam się kumplować.

    – Proszę cię, odejdź, nie chcę cię uszkodzić – to było moje ostatnie ostrzeżenie.

    Przez chwilę mierzył mnie wzrokiem.

     Byłem już dobrze rozwiniętym chłopakiem. Pływanie, piłka nożna i ogólnie sport, rozwinął bardzo dobrze moje ciało. Nie jestem „kafarem”, ale mięśnie klatki piersiowej, barki, czy bicepsy dosyć mocno odznaczały się pod ubraniem. A do tego interesowałem się boksem, jak większość chłopaków w moim wieku. Potrafiłem się bić. I chociaż nie często korzystałem z przemocy, to jeśli ktoś zaczął pierwszy, nigdy nie odmawiałem walki.

    Wyczuł to. Wiedział, że nie ma szans.

    – Wiesz co Sylwia? – powiedział wstając – mam coś do załatwienia, cześć.

    Odszedł szybkim krokiem, a ja usiadłem na jego miejscu.

    – Sylwia, nie pal, proszę cię, to niczego nie załatwi.

    – Gasi mój ból – powiedziała ze łzami w oczach. Ale odrzuciła niedopałek.

    Objąłem ją czule.

    – Tylko chwilowo, później będziesz się czuła jeszcze gorzej.

    Przytuliła się do mnie.

    – Co się ze mną dzieje? – spytała – czy już zawsze to będzie we mnie siedzieć?

    – Nie wiem – odpowiedziałem szczerze – ale narkotyki nie sprawią, że zapomnisz.

    – To mnie tak męczy, nie mogę tego dłużej znieść.

    – Wymyślimy coś, ale obiecaj mi, że więcej nie będziesz palić.

    – Dobrze kochany, obiecuję.

    Po długich namowach z mojej strony, zgodziła się, żeby powiedzieć o wszystkim Marzenie. Kiedy jej opowiadała, wyrzucając to z siebie, odetchnęła wreszcie z ulgą, poczuła się chyba lepiej.

    Ciotka wpadła w szał.

    – Jak mogliście to zataić?? Jesteście nieodpowiedzialni! A uważałam was za dorosłych! Dlaczego puszczałam was samych? Rozumiem dlaczego nie poszłaś na milicję, ale czemu nic mi nie powiedziałaś? Dlaczego dusiłaś to tyle czasu w sobie?

    Chodziła od ściany do ściany, nie mogąc się opanować. Podeszła do siostrzenicy i objęła ją czule.

    – Bardzo ci współczuję kochana, ale nie martw się, załatwię ci dobrego lekarza.

    – Nie ciociu! – krzyknęła ze strachem dziewczyna – żadnych badań ani przesłuchań!

    – Nie takiego lekarza. Mam koleżankę, która pomaga kobietom po takich przejściach. Nie denerwuj się, ona tylko rozmawia, nic więcej.

    Sylwia uspokoiła się trochę.

    – I nawet nie powiedziałeś swojej mamie? – zwróciła się do mnie.

    Pokręciłem przecząco głową.

    – To najgłupsze, co zrobiłeś do tej pory.

    – Ciociu, nie wiń go. Kazałam mu przysiąc na wszystko co kocha, że nikomu nie powie.

    – Hm.. w porządku, ale teraz musisz ją poinformować. Na pewno widziała, że coś nie gra i też się martwi.

    – Widziała, ale prosiłem, żeby nie pytała.

    – Z osobami, które się kocha, trzeba rozmawiać szczerze, zapamiętajcie to.

        Gdy wszedłem do mieszkania, od razu skierowałem kroki do dużego pokoju.

    – Mamo, muszę ci coś powiedzieć.

    Uniosła oczy znad książki, a widząc mój wzrok, zamknęła ją i odłożyła obok.

    Opowiedziałem jej o naszej tragedii. Popłakała się. Powiedziała, że Sylwię spotkała ogromna krzywda.

    – Jak ona się czuje?

    – Trochę lepiej, ale nadal kiepsko. Mamo… ja czuję, że ją tracę – powiedziałem załamującym się głosem.

     Przytuliła mnie.

    – Powiedz mi mamo, co ja mam robić?

    – Nie mam na wszystko odpowiedzi – odezwała się po chwili – nie mam lekarstwa na taki ból. Uszanuj jej decyzję, nie naciskaj. Jeśli będziesz coś robił na siłę, to z czasem to pogorszy sprawę. Ona potrzebuje dużo wsparcia. To jedyne, co teraz możesz jej dać.

      Spotykałem się z Sylwią sporadycznie.

    Prawie nic nie mówiła, więc ja mówiłem za dwoje. Opowiadałem jej głupoty, próbowałem rozśmieszyć, chciałem zainteresować nowymi piłkarzami. Uśmiechała się, ale jakby z musu, odpowiadała krótko, nie rozwijała tematu, nie miała własnego zdania.

      Pewnego dnia siedzieliśmy u niej w pokoju. Milczeliśmy, każde patrzyło w inna stronę.

    – Nie mogę dłużej – powiedziała Sylwia, patrząc przed siebie.

    Spojrzałem na nią. Czułem, że kiedyś padną te słowa.

    – Może się jakoś ułoży – nie chciałem dać za wygraną.

    – Nie rozumiesz, że widząc ciebie, widzę tamten koszmar? Gdy przychodzisz, powraca wspomnienie, którego chcę się pozbyć! Nie wiem dlaczego tak jest! Może dlatego, że tam byłeś!

    Nie wiedziałem co powiedzieć.

    – Wiesz, że nam się nie uda, prawda? – zapytała smutno po chwili.

    Spojrzała na mnie wilgotnymi oczami, pociągając nosem.

    Chciałem zaprzeczyć, powiedzieć, że będzie dobrze, ale w sercu, w głębi duszy, w najdalszych zakamarkach umysłu, wiedziałem, że ma rację.

    Pokiwałem głową twierdząco, a po policzkach spłynęły mi dwie duże łzy. Próbowałem się opanować, ale to było silniejsze ode mnie.

    – Wyjeżdżam do Włoch, na stałe – powiedziała drżącym głosem.

    – Czy to na pewno najlepsze wyjście?

    – Tak. Już się zdecydowałam.

    -… Dobrze. Przyjadę cię odprowadzić.

    – Nie. To jest nasze pożegnanie.

    Nie patrzyła na mnie.

    – Idź już, proszę. Nie rań mnie. Tak ciężko jest mi to wszystko znieść.

    Wstałem i powoli skierowałem się w stronę drzwi. W progu odwróciłem się, chcąc ostatni raz spojrzeć na istotkę, która tak wiele znaczyła w moim życiu. Patrzyła na mnie. Po chwili zerwała się i podbiegła. Złapała mnie za szyję i pocałowała w usta.

      Wierzcie lub nie, ale smak tego pocałunku pamiętam do dzisiaj. Smak miłości, cierpienia, nadziei, tęsknoty, smak wszystkiego czego razem doświadczyliśmy.

    – Nie smuć się! Żyj pełnią życia! Zapomnij o mnie! – mówiła przytulając się do mnie  – Jeśli się szuka, to w końcu każdy odnajduje szczęście! Kochaj życie!

    Odsunęła się ode mnie i zamknęła między nami drzwi.

    Już raz to kiedyś zrobiła, ale z innego powodu. Tylko że ból był taki sam.

    Pewnie wielu z Was doświadczyło, jak życie potrafi być okrutne.

    Zszedłem na dół i pożegnałem się z Marzeną. Pierwszy raz nie wiedziała co powiedzieć. Uściskała mnie jak brata lub syna.

    W domu powiedziałem mamie o rozstaniu. Była smutna, ale chyba domyślała się wcześniej, jak to się skończy.

      Sylwia wyjechała nie kontaktując się już ze mną. Jak się czułem po jej wyjeździe?

    W ogóle nic nie czułem.

    Po jakimś czasie zadzwoniła Marzena i powiedziała, że u Sylwii już wszystko w porządku. Rozpoczęła nowe życie i zostawiła przeszłość za sobą.

    To była świetna wiadomość, ale czy mi pomogła?

    Nic a nic.

    Byłem pusty w środku. Pustka w głowie i ogromna pustka w sercu. Wykonywałem wszystkie niezbędne czynności jak robot. Jadłem, ale nie czułem smaku. Patrzyłem na wszystko, ale widziałem niewiele. Słyszałem normalnie, tylko nie wiedziałem co ludzie do mnie mówią. Wychodziłem z lekcji, a nawet nie pamiętałem z jakiego przedmiotu.

      Rzuciłem szkołę.

    Zatrudniłem się jako młodociany kierowca. W tamtych czasach można było wyrobić prawo jazdy, nawet jak byłeś niepełnoletni. Jeździłem samochodem dostawczym marki Żuk. Nie miał dużej ładowności, ale przewoziłem niewielkie części maszyn do zakładów i fabryk. Ze względu na wiek i brak doświadczenia, mogłem jeździć tylko w obrębie pewnego regionu i ze starszym kolegą, ale gdy zobaczyli jak radzę sobie z maszyną, puszczali mnie po cichu samego.

      Uwielbiałem podróże i uwielbiam po dziś dzień. Praca ta dała mi możliwość poznawania nowych miejsc, oglądania nowych krajobrazów, pozwoliła zapomnieć o mieście, którego każdy zakątek przypominał mi Sylwię. Chciałem dłuższe trasy, mogłem nawet jechać na parę dni, niestety, przełożony się nie zgadzał. Musiałem codziennie odstawiać auto w bazie. Ale i tak podobało mi się takie życie. Ciągle w trasie, jedzenie w plenerze, gdzieś na leśnym parkingu, odpoczynek nad napotkaną rzeką lub jeziorem.

      Jednak serce krwawiło.

    Spotykałem dużo dziewczyn, jednak nic w nich nie widziałem. W weekendy kumple próbowali wyciągać mnie z domu, ale nie chciałem. Raz dałem namówić się na ognisko, wziąłem gitarę i śpiewaliśmy młodzieżowe piosenki. Kiedy nam się znudziło, a znajomi zaczęli dobierać się w pary, podniosłem piwo, które sączyłem już drugą godzinę i odszedłem na bok. Ktoś włączył magnetofon na baterie i usłyszałem piosenkę Johna Lennona. Od razu przed oczami stanęła mi Sylwia i jej pokój. Odstawiłem butelkę, podniosłem gitarę i nie zauważony, ze łzami w oczach, odszedłem w ciemność.

      Życie potrafi być przewrotne, zaskakiwać nas, nieraz los drwi z naszych marzeń, a nieraz pomaga dotrzeć do celu.

    Wspomnienie, które Wam opiszę, wydarzyło się niewiele później. Tak naprawdę to nie wiem czy minęły dni, tygodnie, może miesiące.

      Wracałem bardzo późno swoim Żukiem, bo zatrzymali mnie w jednym zakładzie. Nie zgadzały się papiery i musiałem to wyjaśnić. Kiedy uregulowałem wszystko, było już ciemno. Nie miałem daleko, zakład znajdował się kilkanaście kilometrów od miasta. Słuchałem radiowej „Jedynki”, jakiś pan opowiadał o wielkim  polskim kompozytorze. Znałem jego twórczość. Lubiłem jego polonezy i mazurki, ale kochałem za nokturny.

       Nagle zauważyłem długie światła w bocznym lusterku. Auto zbliżało się z ogromną prędkością. Był już kilkadziesiąt metrów za mną, a nadal nie zmienił świateł. Zwolniłem bo trochę mnie oślepiał.

    – Jakiś debil – powiedziałem do siebie, wzdychając.

    Kiedy mnie wyprzedzał zredukował bieg i wcisnął pedał gazu. Silnik zaryczał i auto wystrzeliło do przodu. Poznałem markę. Był to Fiat 125p, z pionowymi światłami tylnymi i podobno włoskim silnikiem. W sumie nawet udany model, jak na tamte czasy.

      Jak wjeżdżał na mój pas zarzuciło nim ostro. Próbował wyrównać jazdę, lecz było już za późno. Rzuciło nim na prawo i lewo, po czym zjechał z szosy i uderzył centralnie w drzewo. Natychmiast wcisnąłem pedał hamulca. Zatrzymałem się kilkanaście metrów przed nim, zostawiając auto na światłach. Podbiegłem zaglądając do środka. Z tyłu siedziały dwie osoby, jedna chyba nieprzytomna, druga próbowała wyjść. Złapałem za drzwi, ale były zablokowane. Za to przednie od strony kierowcy były uchylone. Z silnika unosił się czarny dym, gdzie niegdzie zaczęły pojawiać się płomienie.

      Złapałem za nie otwierając je szeroko i.. zamarłem. Stałem jak wmurowany. Mimo, że chłopak szarpał się z pasami, próbując się uwolnić, nic nie słyszałem. Dopiero po chwili zaczęły docierać do mnie jęki z tylnego siedzenia i prośby kierowcy.

    – Błagam, pomóż mi, zaklinowałem się… – spojrzał na mnie i głos uwiązł mu w gardle.

    Poznał mnie.

    Pochyliłem się i spojrzałem na tył. Cała trójka. Oprawcy, którzy zniszczyli moje życie, a przede wszystkim życie Sylwii. Ten, który zgwałcił tak brutalnie dziewczynę, był nieprzytomny.

    Kierowca patrzył, nie wierząc własnym oczom.

    – Ja..ja.. tak mi przykro..Boże wybacz mi.. nie chcę się spalić żywcem.. błagam, pomóż mi…

    Czułem zapach benzyny. Był coraz bardziej intensywny. Widocznie pękł zbiornik.

    Przytomny chłopak z tyłu miał przyciśnięte nogi przednim fotelem. Nie mógł ich wydostać. Płakał z bólu i przerażenia.

       Ogarnął mnie wtedy spokój, pierwszy tak duży od rozstania z Sylwią. Wiedziałem, że za chwilę bak może wybuchnąć, że samochód może stanąć w płomieniach, że mogę zginąć stojąc tak blisko. A jednak nie cofnąłem się nawet o milimetr. Patrzyłem tylko z lekką ciekawością na szamoczącego się chłopaka. Zauważyłem, że dym się zmniejszał, a płomyki, skaczące wesoło, zaczęły się jakby chować.

      Po chwili namysłu, patrząc na kierowcę pomacałem kieszeń, a następnie wkładając w nią dłoń, wyjąłem małe pudełeczko. Miałem kuchenkę turystyczną na gaz, do przygotowywania sobie ciepłego posiłku, więc musiałem ją czymś odpalać.

     Zobaczył zapałki i jego przerażenie sięgnęło zenitu. Szarpał się, krzyczał i zaklinał na wszystkie świętości.

    – Nie rób tego! Błagam! Jezus Maria! Tak strasznie mi przykro! Pomóż mi! Mam narzeczoną! Nie zabijaj mnie!

    Pasażer z tyłu widział całą akcję. Wołał o pomoc z całych sił. Ale z jednej strony był las, z drugiej pole, do najbliższego gospodarstwa było pewnie z kilometr. Nikt ich nie słyszał.

      Ja też nie.

    Zobaczyłem kałużę benzyny rosnącą coraz bardziej z tyłu samochodu. Błyszczała w blasku świateł mojego auta. Wyjąłem powoli zapałkę i podpaliłem ją.

    Chłopak oszalał.

    Wył, szarpał się, miotał na boki. Przypominał dzikie zwierzę złapane w sidła, do którego podchodzi myśliwy z bronią.

    Czas się dla mnie zatrzymał.

    Wiedziałem, że za chwilę skończą się moje cierpienia, ból i tęsknota za ukochaną. Byłem gotowy zakończyć to w tej chwili. Chciałem umrzeć razem z nimi. Dokona się zemsta i nadejdzie sprawiedliwość.

    Kiedy już chciałem upuścić zapałkę zobaczyłem Sylwię. Uśmiechnięta opowiadała mi o swoich nadziejach na przyszłość. Przypomniało mi się, jak bardzo kochała życie. Nikomu nie życzyła śmierci. W ułamku sekundy dotarło do mnie, że nigdy by mi tego nie wybaczyła.

    – Nie smuć się! Kochaj życie! – przypomniały mi się jej ostatnie słowa.

    Uniosłem rękę z zapałką… i zdmuchnąłem płomień. Odrzuciłem ją za siebie, pochyliłem się i zacząłem rozplątywać pas bezpieczeństwa.

    – Nie szarp się! – krzyknąłem.

    Udało mi się i chłopak wyskoczył jak z procy. Mimo, że siedział z przodu, miał najmniej obrażeń. Pobiegłem z drugiej strony szarpiąc za drzwi. Też zablokowane. Wróciłem z powrotem i nie namyślając się długo uderzyłem pięścią w szybę. Nie puściła. Uderzyłem drugi raz , i trzeci, aż rozleciała się na drobne kawałki. Pocięła mi skórę na dłoni i krwawiłem już dosyć mocno.

     Przytomny chłopak miał zmiażdżone stopy. Widziałem krew, a każdy jego ruch wywoływał okrzyk bólu. Wsunąłem się do połowy przez okno szamocząc się z fotelem. Ani drgnął. Poleciałem do swojego auta i przyniosłem dużą metalową łapkę do zmiany opon. Wcisnąłem je między siedzenia i zacząłem podwadzać. Zatrzeszczały, drgnęły, aż wreszcie przedni fotel przesunął się do przodu. Złapałem chłopaka pod pachy i wyciągając przez okno, zacząłem ciągnąc na drugą stronę ulicy. Kierowca podbiegł do nas pomagając mi. Zostawiłem ich i pobiegłem z powrotem. Nieprzytomny chłopak nie był zaklinowany, ani w pasach, ale jak kiedyś próbowaliście podnieść nieprzytomnego lub pijanego kolegę, wiecie jak to idzie. Przelewał mi się przez ręce. Próbowałem na różne sposoby, a on wyślizgiwał mi się. W dodatku na desce rozdzielczej pojawiły się płomienie i czarny, gryzący dym w sekundę wypełnił kabinę. Krztusiłem się, kasłałem, a oczy szczypały mnie strasznie. Po omacku złapałem go za ubrania i ostatkiem sił wyciągnąłem do połowy na zewnątrz. Złapałem świeży haust powietrza.

    – Pomóż mi! – krzyknąłem do kierowcy.

    Przybiegł i razem udało nam się odciągnąć go od samochodu.

    Gdy byli już bezpieczni, usiadłem na poboczu, oddychając głęboko. Byłem strasznie zmęczony, krwawiłem nie tylko z dłoni, miałem rozerwaną koszulę i czułem pieczenie. Musiałem zawadzić o coś ostrego. Nie minęło nawet pięć minut, a auto z głośnym sykiem stanęło w płomieniach. Łuna była olbrzymia. Nie wybuchł, ale palił się bardzo szybko, aż huczało. W promieniu trzydziestu metrów zrobiło się jasno jak w dzień.

    Zaalarmowany płomieniem przybiegł jakiś facet.

    – Potrzebna pomoc?! – usłyszałem wołanie.

    – Proszę wezwać pogotowie i straż pożarną! – krzyknąłem.

    Ledwo siedziałem, ale dlatego, że zaczęło docierać do mnie, co chciałem zrobić. Byłem gotowy zabić siebie i trzech młodych chłopaków. To okropne uczucie. Popełniłbym niewyobrażalny błąd. Nawet jeśli ktoś jest winny, to nie ja jestem od wymierzania tak srogiej kary. I wtedy dotarło do mnie, że uratowała mnie i ich Sylwia. To pamięć o niej i jej szlachetność nie pozwoliła mi się zatracić. Poczułem radość, której nie odczuwałem od bardzo dawna. Uczucia których już nie czułem, zaczęły powracać. Wokół mnie zaczęło się zamieszanie, straż, karetka, biegający ludzie, ale mnie to jakby nie dotyczyło. Oddychałem pełną piersią i chciało mi się śmiać. Już chyba wiedziałem, co Sylwia chciała mi przekazać.

    Żebym kochał życie.

    – Trzeba to opatrzyć – powiedział sanitariusz podchodząc do mnie – dobrze się czujesz?

    – Bardzo dobrze – odpowiedziałem z uśmiechem.

    Popatrzył na mnie podejrzliwie.

    – Chyba jesteś chłopcze w szoku – stwierdził.

    – Może jestem – zachichotałem.

    Kiedy mnie opatrywał, zjechało się więcej karetek. Stwierdzili, że zabierają wszystkich do szpitala. Powiedziałem, że nic mi nie jest, ale bez ceregieli wepchnęli mnie do „Nyski”.

    W szpitalu zobaczyłem rodzinę nieprzytomnego chłopaka. Miał operację. Nie wiadomo było, czy przeżyje. Przyjechała też narzeczona kierowcy. Długo się przytulali. Później opowiadał jej o czymś z zapałem. Co chwila spoglądali na mnie.

       Kiedy siedziałem na korytarzu podeszła do mnie i przedstawiła się.

    – Nie wiem, jak mam ci dziękować – powiedziała do mnie – wiem, że uratowałeś mu życie. Wiem też.. co zrobił twojej dziewczynie.

    Spojrzałem na nią zaskoczony. Miała łzy w oczach.

    – On naprawdę nie chciał, nie jest taki. Miał ogromne wyrzuty sumienia. Chciał iść na milicję, ale prosiłam, żeby tego nie robił. Kocham go i chcę ułożyć sobie z nim życie… A jak z twoją dziewczyną?

    – Nie jest już moją dziewczyną – odpowiedziałem.

    – Nawet nie wiesz, jak bardzo mi przykro. Musiała bardzo to przeżyć.

    – Czuje się już dobrze, zapomniała o… tym zdarzeniu.

    – A ty?

    – Już w porządku – powiedziałem prawdę.

    Od wypadku czułem się dobrze.

    – Chciałabym się z tobą zaprzyjaźnić… a może przyszedłbyś na nasz ślub?

    – Hm.. chyba tak dobrze to się nie znamy –  zaśmiałem się.

    – Proszę cię, zgódź się. Jesteś moim aniołem stróżem. Gdyby on zginął.. nie przeżyłabym tego.

    – Kurcze blade, aż tak? No to chyba nie mam wyjścia!

    – Cudownie! Trzymam cię za słowo! A w ogóle, chcę ci oficjalnie podziękować. Będę mogła przyjść do ciebie z chłopakiem?

    – Dobrze.

    – Zapisz mi adres – poprosiła, wyciągając notes i długopis.

    – Naprawdę nie wiem jak ci dziękować. Uratowałeś cały mój świat.

    „Nie – pomyślałem – to Sylwia go uratowała”.

       Od tamtej pory zacząłem jakby drugie życie. Wróciłem do szkoły, zacząłem spotykać się z przyjaciółmi. Znów zacząłem patrzeć na dziewczyny z pożądaniem. Widziałem piękne, kobiece kształty, bujne piersi, pełne szerokie biodra. Poruszały się z taką gracją, kręcąc wspaniale tyłeczkami.

       Pewnego razu poszedłem na koncert do naszego parku. Przyjechał słynny już wtedy zespół rockowy Perfect. „Autobiografię”, czy „Chcemy być sobą” ciąłem na pudle aż wióry leciały. Śpiewało się te przeboje w całej Polsce. Zająłem miejsce z tyłu i „cieszyłem” uszy wykonaniem na żywo.

      I wtedy w gwarze rozmów i śpiewu usłyszałem dziewczęcy głos. Był niesamowity. Mięciutki, wręcz aksamitny. Tłumaczyła coś komuś z przekonaniem, ale słyszałem też wkradającą się rozpacz. Tak mnie urzekł ten głosik, że zacząłem rozglądać się za właścicielką tego cudownego brzmienia.

     I wreszcie znalazłem.

    Niedaleko mnie stała z dwoma chłopakami niska, na oko ze dwa lata ode mnie młodsza, jasnowłosa dziewczyna. Proste włosy sięgały jej aż za tyłek, który był troszeczkę za duży, jak na taką osóbkę. Była trochę przy tuszy, co uwydatniało się odstającą pupą i pełnymi, dorodnymi piersiami. Już wcześniej zauważyłem, że dziewczyny z nadwagą mają bujniejsze piersi od chudych, a tej dodawało to jeszcze uroku.

    – Naprawdę mieli wcześniej innego wokalistę – usłyszałem jak próbuje przekonać kolegów.

    – Przestań, od zawsze słucham ten zespół i tylko Brian Johnson w nim śpiewa.

    – To jak się nazywa? – zapytał drugi.

    – Nie pamiętam, ale uwierzcie mi, mówię prawdę.

    – Uhm. A co czytałaś? „Świat Młodych”?

    Zaśmiali się obydwaj.

    Dziewczyna nie denerwowała się, była trochę smutna. Podszedłem do nich patrząc jak chłopcy żartowali z jej wiedzy, śmiejąc się do rozpuku.

    – Przed Johnsonem był Bon Scott, ale tak się upił na imprezie, że zadławił się swoimi wymiotami. Dopiero po jego śmierci obecny wokalista dołączył do zespołu – powiedziałem patrząc na dziewczynę.

    – Właśnie Scott! Przypomniałam sobie! – podskoczyła z radości – i był o wiele lepszy, niż wasz „Brajanek”.

    – Pytał się ciebie ktoś o zdanie? – wyższy chłopak spojrzał na mnie ze złością – nie dość, że podsłuchuje to jeszcze się wtrąca.

    W sumie miał rację.

    – Nie pytał, ale nie śmiejcie się z kogoś, kto ma większą wiedzę od was. I nie złość się, nie trzeba być od razu niegrzecznym.

    – Bo co?

    Ten zwrot jest pewnie znany wszystkim chłopakom. Jeśli usłyszy się „bo co”, wiadomo już, że ktoś szuka zaczepki. Jeśli druga osoba podejmie wyzwanie, najczęściej nie obchodziło się bez bójki.

    Wcześniej pewnie bym to zignorował, ale od czasu gwałtu stałem się nerwowy.

    – Bo wytłumaczę ci ręcznie, na czym polega grzeczność – powiedziałem ostro.

    Wyjąłem ręce z kieszeni i stanąłem w lekkim rozkroku. Byłem przygotowany na dwóch przeciwników. Po chwili niższy klepnął kolegę w ramię.

    – Chodź pod scenę. Przyszliśmy posłuchać muzyki, nie warto tracić czasu na niego.

    – Racja – odpowiedział wysoki – trzymaj się Małolka, masz teraz słuchacza, możesz się jemu wymądrzać.

    – Dziwnych masz kolegów – powiedziałem odprowadzając ich wzrokiem – za grosz szacunku do dziewczyn.

    – To tylko znajomi ze szkoły. Spotkałam ich przypadkiem, słuchamy tej samej muzyki. Widzę, że ty też.

    – Angus Young to jeden z moich ulubionych gitarzystów. Dlaczego nazwał cię „Małolka”?

    – Bo mam na imię Ola, a do tego jestem niska. Na początku mówili mała Olka, później skrócili do „Małolka” i tak zostało.

    Rozmawialiśmy jeszcze chwilę o zespole i muzyce, gdy wtem podbiegł do nas młody chłopak.

    – Olka! Mama cię woła! Wracamy do domu! – krzyknął.

    – To mój młodszy brat Krzyś – przedstawiła go dziewczyna.

    – Mówiłem, żebyś mnie tak nie nazywała! – powiedział szybko – jestem Krzysiek.

    Wyciągnął do mnie dłoń na powitanie.

    – Chodź, czekamy na ciebie – dodał patrząc na siostrę i pobiegł z powrotem.

    – Muszę iść. Fajnie się z tobą rozmawiało – powiedziała Ola.

    Stała jeszcze przez chwilę, jakby na coś czekając.

    – To cześć – rzuciła i odwracając się zaczęła odchodzić.

    Podobała mi się i chciałem się z nią jeszcze spotkać, ale jakaś wewnętrzna siła powstrzymywała mnie. Jakby nie chciała, żebym mocniej się z kimś wiązał.

     Stałem niezdecydowany.

    – Olu!

    – Tak? – natychmiast się odwróciła, a na jej twarzy pojawiła się radość.

    – Pojutrze w Domu Kultury jest przegląd młodych talentów, chcesz przyjść?

    – O której?

    – Zaczyna się o piętnastej.

    – Dobra.

    – Fajnie, będę czekał przed wejściem.

    – To do zobaczenia – uśmiechnęła się i zniknęła w tłumie.

     

    Tak oto skończyła się moja wielka miłość do Sylwii. Wiem, że mieszka do dziś we Włoszech. Spotykam sporadycznie Marzenę. Pewnego razu pokazała mi zdjęcie Sylwii, jej męża i ich uroczych dzieci. Byli na plaży, uśmiechnięci, szczęśliwi. Zapytałem jej ciotki, czy pytała kiedykolwiek o mnie. Powiedziała, że nigdy. Zrobiło mi się trochę smutno, ale pomyślałem, że to chyba dobrze. Zostawiła przeszłość i żyła dniem dzisiejszym.

    – Ale nie myśl, że o tobie zapomniała.

    – Jak to?

    – Widzisz tego małego chłopca? – jeszcze raz pokazała mi zdjęcie – nosi twoje imię.

    A więc jednak pamiętała.

    Pożegnałem się z Marzeną i poszedłem do domu. Wchodząc do mieszkania, pomyślałem, że  Sylwia powinna być teraz moją żoną, tutaj, z naszymi dziećmi. Wyobraziłem sobie gwar rodzinny. Usłyszałem śmiech i zabawy małych rozrabiaków. Zobaczyłem Sylwię witającą mnie uśmiechem, jak wracałem z pracy. Całowałbym ją codziennie, na powitanie i pożegnanie. Przytulałbym ją, patrząc jak rosną nasze pociechy. I codziennie mówiłbym, jak bardzo ją kocham.

    Ale rozglądając się w ciszy po pustym pokoju, w głowie kołatały mi się słowa Ryśka Riedla z jednej jego piosenki, „Że najgorzej w życiu to samotnym być”…

     

    Ps. Tak jak pisałem wcześniej, nie wszystkie wspomnienia z partnerkami mam przyjemne. I raczej nie są one odpowiednie na tą stronę, ale chciałem opisać do końca moje przeżycia. Piszcie w komentarzach, czy mają się takie pojawiać, jeśli nie, będę starał się je pomijać.                                                    

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Venom
  • Maturzystka – 27.

    Część 27.

    Na moje polecenie Kama podnosi się i odwraca tyłem do mnie. Sprawnie zakładam dziewczynie kaptur i obrożę. Drgnęła niespokojnie.

    – Przestraszyła się – uśmiecham się triumfalnie. Po raz pierwszy. Co za miłe uczucie!

    Kaptur nie sięga ust, ale zasłania oczy, a na ich wysokości wszyłam dodatkowe ‘poduszki’, które skutecznie uniemożliwiają dostrzeżenie czegokolwiek.

    – Ty, ale… – dziewczyna niepewnie protestuje. Niepewnie, bo nie wie, czy warto. Ma w pamięci ostre kary u Ewy za brak posłuszeństwa.

    Rozumiem ją. Dla niej wizyta u mnie to, przynajmniej na razie, wielka niewiadoma.

    – Spoko. Wszystko zaplanowałam. Będziesz zadowolona – obiecuję łagodnym tonem, chociaż nie jestem pewna jej wrażeń. Ja na pewno będę zadowolona.

    Obroża jest z niespodzianką. Właśnie zakładam „Małej” kajdanki. Od obroży solidny, plastikowy sznurek biegnie wzdłuż kręgosłupa, potem w kroku aż do kajdanek. Dłońmi nie zdoła go rozerwać. Jest na tyle krótki, że teraz nie sięgnie do twarzy i nie zerwie kaptura. A ten ma zapięcie pod brodą i z tyłu głowy. Gdy ledwie podniesie dłonie do piersi, to już wygina szyję do tyłu, dusząc się.

    Przyglądam się uważnie. Miałam rację. W kroku sznurek znika między jej obfitymi płatkami warg sromowych.

    – Gdyby była śmiała, mogłaby sznurkiem pocierać łechtaczkę – oczyma wyobraźni widzę posłuszną pieszczotę wykonywaną na moje polecenie. – Jednak nie jest na tyle odważna. Jeszcze… – z satysfakcją i w milczeniu przyglądam się końcowemu efektowi moich przygotowań. Celebruję te chwile.

    Naga „Mała” znalazła się w potrzasku. Panuję nad nią. Ależ to ekscytujące, łoł! 

    *

    Wprowadzam dziewczynę do mojego pokoju, w którym panuje półmrok. Okno zasłonięte, dość głośna muzyka tłumi niektóre dźwięki. Na wszelki wypadek zamykam drzwi do pokoju. Gdyby krzyczała, pewnie żaden hałas nie dotrze na klatkę schodową.

    – Zrób dwa kroki do przodu – słyszy polecenie wydane przez kogoś głośnym szeptem. Szept w zasadzie uniemożliwia rozpoznanie głosu.

    Kama drgnęła. Jest zaskoczona i przestraszona obecnością innej dziewczyny. Nie widać tego po zasłoniętej twarzy, ale ciało mówi za nią. Lekko przygarbiona, skulona sprawia wrażenie osoby, szukającej drogi ucieczki. Najgorsze, że nie wie, kim jest nieznajoma. Ba! Nie wie, czy jest tylko jedna osoba oprócz mnie! Jednak nie ma możliwości zdjęcia kaptura. Za ciekawość spotka ją kara, a przyszła tutaj dla zabawy. Właśnie stała się naszą niewolnicą. Naszą zabawką!

    – Stój prosto – słyszy szept nieznajomej i bez ociągania wykonuje polecenie. Koleżanka też dobrze się bawi.

    Czekamy jeszcze trochę aż sobie w pełni uświadomi swoją sytuację. Stoi na środku pokoju. Naga, w samych szpilkach, w kapturze i kajdankach, które w zasadzie uniemożliwiają jej obronę. Bezradnie zaciska dłonie. Niespokojnie odrzuca głowę. Momentami drży przestraszona perspektywą tego, co ją może spotkać. Bezbronna i bezradna. Niepewnie przestępuje z nogi na nogę.

    I to jest największa przyjemność! Widzę jej usta, część nosa i policzków. Dostrzegam pierwszy grymas i już jestem pewna. Ona boi się tego spotkania. Dotarło do niej, w jakiej sytuacji się znalazła. Teraz ja upajam się przewagą! A pokorna i przestraszona Kama z obawą czeka na kolejne nasze polecenie.

    – Pewnie zapomniała o podnieceniu – chichoczę w duchu. – Częściowy rewanż za zabawy ze mną – uśmiecham się, ciesząc się jej niepokojem. Wiem, że seksem dziewczyna zagłuszy początkowy strach, ale co ją postraszę, to moje!

    – Grażyna, ale nie tak umawiałyśmy się – w jej głosie pobrzmiewa strach. „Mała” rozpaczliwie próbuje protestować. ‘Rozgląda’ się  po pokoju, czekając aż usłyszy mój głos. Patrzę na koleżankę, uśmiechamy się porozumiewawczo.

    Bezszelestnie podchodzę do naszej dzisiejszej zabawki. Dotykam jej piersi. Przestraszona prawie podskoczyła. Ledwie powstrzymuję się od śmiechu.

    – Nie bój się – mój poważny głos tonuje jej zachowanie. Palcami pocieram sterczące sutki. Kama po chwili cofa ramiona, pręży piersi. – Tylko pobawimy się tobą.

    Chyba chciała coś powiedzieć, ale klepię ją po pupie i odsuwam się.

    *

    – Podejdź bliżej – niskim głosem „Erka” wydaje pierwsze polecenie. To stara ksywka mojej znajomej. Muzyka trochę zagłusza jej słowa, więc Kama niepewnie rusza w jej kierunku. Może obawia się, że źle zrozumiała polecenie i zostanie ukarana?

    – Niech się boi – uśmiech nie schodzi z moich ust.

    Cóż, obie nie przepadamy za nią, więc wykorzystujemy okazję do rewanżu. Nasza ofiara przestępuje z nogi na nogę. Boi się. 

    – Świetnie! Będzie posłuszna do końca. I zadowolona, że poznała jakąś dziewczynę – cieszę oczy widokiem nagiej, posłusznej „Małej”. Robię im zdjęcie. „Erka” nie jest zwyczajnie ubrana. Gdyby zobaczyła ją Kama, na pewno śliniłaby się z wrażenia. Chyba pierwszy raz widzę ją uległą i spokojną. Mam ochotę przylać jej pasem, ale ta pieszczota musi jeszcze poczekać.

    – Szeroko nogi! – głośny szept nie pozwala zidentyfikować osoby.

    Kama natychmiast wykonuje polecenie. Jej piersi kołyszą się, sutki sterczą. Nadal jest podniecona. „Erka” podchodzi i chwyta za sznur tkwiący między jej nogami. Podnosi go i pociera nim łechtaczkę. Kama stoi z odchyloną głową i otwartymi ustami. Teraz „Erka” przesuwa sznur na boki. Ten przeskakuje, drażniąc i szarpiąc łechtaczkę. Nawet zagarnia wargi sromowe. Podniecona dziewczyna porusza nogami i postękuje. Dłonie opiera o uda.

    Uśmiecham się.

    – Moja koleżanka wie, jak zabawiać posłuszną dziewczynę. Kama będzie zachwycona dzisiejszym wieczorem – stale obserwuję parę. – Żądna nowych wrażeń? Dostanie, co chciała…

    Zakładam, że uda się nieco wzbogacić grono osób zainteresowanych takim imprezowaniem. Roksi i ja to dwa pewniaki. Teraz jeszcze Kama.

    Dziewczyna kwili coraz głośniej, a moja koleżanka szybciej przesuwa sznurek w jej kroczu, trąc łechtaczkę. Nasza zabawka ściska uda i jęczy. Teraz syknęła i krzyknęła złapana i za sutek. Nadal stoi z odchyloną głową, obroża uciska jej szyję. Z trudem łapie powietrze, ale nie skarży się. Sutek jest ciągnięty ku górze. Kama wspina się na palce i jęczy z bólu. Milknie, gdy koleżanka wypuszcza sutek z palców.

    Żałuję, że nie ma dzisiaj Oli. I już nie będzie.

    – Wówczas byłaby zabawa! – z żalem kiwam głową, wspominając namiętną sąsiadkę z bloku i uderzam pejczem w pupę dziewczyny. Zostaje czerwony ślad. „Koński ogon” piszczy cicho i stara się nie ruszać z miejsca. „Erka” nagle przyciągnęła do siebie dziewczynę i namiętnie całuje ją w usta! Ich ciała zetknęły się. Kama nawet nie drgnęła. Od razu wręcz przywarła do swojej treserki! Zaskoczona patrzę na obie szeroko otwartymi oczyma. Z wrażenia nie zdążyłam zrobić im zdjęcia.

    *

    Dzień wcześniej.

    Dzwonię do drzwi. Stoję i dość długo czekam. W końcu otwierają się.

    – Ach, to ty! – wita mnie Ola. Przelotny, powitalny uśmiech szybko zgasł.

    W uchylonych drzwiach widzę tylko jej głowę i fragment nogi. Dość dziwne zachowanie mojej sąsiadki. Zawsze taka otwarta, skłonna do rozmowy. Stoi boso, w kusym szlafroczku.

    – Dawno ciebie nie widziałam – patrzy na mnie z wyrzutem.

    – Oj, niedobrze… – nie wyczułam entuzjazmu w jej głosie.

    Ola patrzy na mnie wyczekująco. Nie ułatwia mi rozmowy. W ogóle mam wrażenie, że na rozmowę ze mną nie ma ochoty, a mimo to nie śpieszy się z zakończeniem ‘widzenia’. Czuję się niezręcznie.

    – Wybacz, nie zawsze miałam czas – próbuję się tłumaczyć. – Ale mam dla ciebie pewną propozycję. Będzie u mnie koleżanka ze szkoły i chciałam ciebie… – zawieszam głos. – Mogę wejść? – wymownie rozglądam się i ściszam głos: – Nie chcę takich spraw omawiać na korytarzu.

    – Teraz? Hm, nie bardzo – niezadowolona marszczy nos.

    Stoję zaskoczona. Takiej reakcji nie spodziewałam się. Ola bawi się paskiem od szlafroka i puszcza go. Poły szlafroka lekko rozsuwają się. Pod nim jest naga. Nieco szerzej otwiera drzwi. Widzę częściowo odsłonięte piersi. Materiał nie zakrywa krocza, ale Ola nie wydaje się skrępowana:

    – Jeżeli chcesz porozmawiać, to innym razem.

    Zauważyłam, że zaakcentowała słowo ‘porozmawiać’. Nie wiem, co odpowiedzieć. Rozumiem, że nie zależy jej na rozmowie ze mną. Zaraz potwierdza moje przypuszczenia.  

    – Spotykam się z pewną dziewczyną i właśnie jest u mnie – Ola wykonuje ruch głową. Patrzy na mnie, kołysząc biodrami. Wyraz jej twarzy staje się bardziej pogodny. Bawi się moim zaskoczeniem. Jest przekonana, że czuję się rozczarowana. I tak faktycznie jest. Pewnie głupio wyglądam. Dziewczyna napawa się swoim drobnym sukcesem.

    Nadal bez słowa przyglądam się Oli. Już dotarło do mnie, że tutaj jestem intruzem.

    – No tak, rozumiem – mruczę niezbyt składnie.

    – Nie chciało mi się dłużej na ciebie czekać – wzrusza ramionami z lekkim uśmiechem. Jest dumna, że w taki sposób zrewanżowała się, kończąc naszą znajomość. Nieznacznie wychyla się i zniżonym tonem dodaje: – Wracam do mojej przyjaciółki. Nie mam całego popołudnia dla siebie. W końcu przyjdą rodzice. Grażynko, nie musisz mnie już nachodzić. Cześć! – nie czekając na moją reakcję, zatrzaskuje mi drzwi przed nosem. Słyszę odgłos przekręcanego klucza.

    Stoję chwilę w bezruchu. Nie spodziewałam się takiego pożegnania. Fakt, mogła poczuć się zaniedbywana, ale ja nigdy nie zamierzałam wiązać się z dziewczyną. Zabawić się, to tak… Sądziłam, że jednak będziemy koleżankami, może nawet przyjaciółkami, i zorganizujemy kilka świetnych imprez, które i inni będą długo wspominać. Obie mamy ciągoty do dziewczyn, więc zapowiadało się ciekawie, a teraz?

    – A teraz dupa blada – wzdycham zmartwiona. – Trudno, jednej kandydatki do zabawy mniej – mruczę jak selekcjoner drużyny, któremu odpadł ‘pewniak’. Wzruszyłam ramionami, odwróciłam się i ruszyłam schodami do siebie.

    Mimo wszystko czuję się rozczarowana jej zachowaniem, ale nie czuję żalu. W końcu nie miałam wobec niej żadnych planów. Ot, fajna koleżanka z bloku, z którą czasami można spotkać się i porozmawiać. A od dzisiaj tylko znajoma z bloku. Wiadomo, jej już nie zaproszę na „taką” imprezę.

    *

    – Pij! – „Erka” wydaje polecenie i przystawia butelkę do ust Kamy. Ta stara się smakować płyn drobnymi łyczkami. Nic wielkiego, jakiś koniak. „Erka” wmusza większe łyki. Wystarczy, żeby dziewczyna była podchmielona. Będzie łatwiejsza i pozwolimy sobie na więcej. Robię kolejne zdjęcie.

    A, zapomniałabym. Matka zapowiedziała przez telefon, że wróci dopiero jutro. Nie pytałam o szczegóły. I tak domyślałam się wszystkiego. A ona nawet nie zapytała o szkołę, czyli jak zwykle.

    Koleżanka sięga po stojący na stole dezodorant. Ustawiła sobie nagą Kamę, która teraz klęczy na moim tapczanie i wypina pupę. „Erka” obejmuje ją wpół lewą ręką, sama przyciska się do jej tułowia i prawą wciska dezodorant do jej cipki! Kama jęczy, próbuje odsunąć się, ale „Erka” jej nie puszcza. Porusza pojemnikiem i w końcu wąski walec aż do połowy znika w pochwie! Dziewczyna pojękuje i wbija głowę o siedzisko, ledwo opierając się na skutych dłoniach, a moja koleżanka głębiej wsuwa dezodorant, drążąc wejście. Jęki stają się coraz bardziej namiętne. Uderzam pejczem po plecach. Dziewczyna drgnęła, krzyknęła z bólu i ucichła. Znowu pojękuje.

    – Ruchanie dezodorantem ma swoje zalety… – uśmiecham się.

    Koleżanka już nie musi obejmować naszej ‘zabawki’. Teraz trzyma ją za pierś, szarpie sutek i dalej rucha pojemnikiem. Prostuje ręce i z satysfakcją obserwuje wyginające się ciało. Jeden ruch w pochwie, a ona już jęczy, kwiczy, napina mięśnie, kołysze piersiami. Z pochwy cieknie śluz. To kolejny dowód satysfakcji naszej ‘zabawki’. Czasami uderzam ją po pośladkach, po nogach, a nawet po brzuchu. Jej reakcje są stonowane. Lubi być tak traktowana.

    Koleżanka bierze pejcz i wciska go do pochwy obok dezodorantu. Dziewczyna znowu głośno jęczy, ale znosi nową pieszczotę dość pokornie. Chyba szybko przyzwyczaja się do niej i taka penetracja sprawia jej przyjemność. Jęki stają się coraz bardziej namiętne.

    Wreszcie „Erka” zmienia pozycję. Siada przed twarzą Kamy, szeroko rozstawia nogi, chwyta ją za obrożę i szeptem wyrzuca krótkie polecenie:

    – Wyliż mi cipę!

    Przyciska jej głowę do krocza. ‘Zabawka’ od razu orientuje się, o co chodzi. Nie protestuje. Wyciąga język i liże krocze. Szybko natrafia na łechtaczkę. Liże ją, nawilża śliną, głaszcze językiem i wreszcie pochłania ją ustami. „Erka” nie wytrzymuje i zaczyna mruczeć z zadowolenia. Uśmiechając się do mnie, daje mi znak, że to jej sukces. I to na pierwszym spotkaniu! Kiedy miarowo zaczyna szarpać obrożę, Kama usztywnia język i wbija go w pochwę.

    – Cholera! – mam mokro w majtkach. Z trudem rezygnuję z onanizowania się. Zrobiłam kilka fotek i bawię się dezodorantem.

    ‘Zabawka’ kusząco kręci pupą, kiedy dezodorant wchodzi w nią coraz głębiej. Pojękuje i nadal pracuje językiem. Usatysfakcjonowana „Erka” przesuwa jej głowę i teraz Kama liże odbyt. Żadnego protestu, zawahania! „Erka” triumfuje. Z rozbawieniem i zadowoleniem patrzy na mnie. Ustawiła sobie dziewczynę do seksu! Nie odrywając ode mnie wzroku, szepcze do Kamy:

    – Następnym razem załatwię chłopaka, którego tak obsłużysz.

    – Jeżeli tego chcesz… Dla ciebie zrobię to – odzywa się Kama i składa delikatne pocałunki na brzuszku „Erki”. I po chwili dodaje ochrypniętym z podniecenia głosem: – Chcę żebyś była zadowolona ze mnie.

    Koleżanka z dumą spogląda na mnie.

    Prawie kręcę głową ze zdumienia. Nie dowierzam temu, co widzę.

    – Cofnij się i wyliż mi stopy – kolejne wyszeptane polecenie i Kama posłusznie cofa się. Chwilę później pomalowane paznokcie i całe palce prawej stopy znikają w ustach uległej, a jej „pani” bawi się pejczem. Z pochwy wysuwa się dezodorant.

    – Następnym razem ktoś musi załatwić strap-on – “Erka” milcząco potakuje.

    *

    Czas w szkole jakoś leci. Alicja jeszcze na zwolnieniu, dziewczyny zaniepokojone, a może nawet przestraszone, bo w szkole pojawiła się policja. Poszła fama, że rodzice Ali złożyli skargę do prokuratury. Nie wszystko trzyma się kupy w tych informacjach, ale ja mam trochę spokoju. Żadna nie maca mnie po wf-ie. Za to ja pozwoliłam sobie na macanko Kamy w szatni. Ot, przyłapałam ją w deszczowy dzień, więc wszyscy zostawiali kurtki i płaszcze. Przypadek sprawił, że prawie jednocześnie je zabierałyśmy. I nikt inny. Boksy w szatni nie są zbyt dobrze oświetlone.

    – Ej! Co ty robisz?! – Kama jest oburzona.

    – Zamknij się i nie hałasuj – ustawiam ją od razu. Stoję za nią, chwytam za kark i przyciskam do ściany, a drugą od tyłu pocieram w kroczu. Żadnej gry wstępnej. Ba, żadnego ostrzeżenia! Nie widzi mnie, ale po głosie poznała.

    Policzek i skroń oparte o ścianę, otwarte usta, głośny oddech. Dłońmi opiera się o ścianę, ale nie odpycha się. Nie ucieka. Wpycham palce do pochwy. Jęczy.

    – Cicho, głupia! – uderzam kolanem w pośladek. Głębiej wbijam palce i ponownie kopię ją w pośladek. I jeszcze raz. Dziewczyna ciężko oddycha i z wysiłkiem tłumi jęki. Równomiernie i mocno uderzam czterema palcami w pochwie! Jestem brutalna, ale to moja chwila! Bawię się tą, która mnie upokarzała, zadawała ból.

    Po ścianie spływa jej ślina. Kama nie zamyka ust. Przymknęła oczy i całą sobą chłonie brutalną pieszczotę.

    *

    Mam ochotę na więcej. W oddali, na schodach słyszę woźną rozmawiającą z kimś. Nie idzie tutaj, więc mam trochę czasu.

    – Rozepnij bluzkę! Wyjmij cycki! – mocno uderzam palcami. Aż dziewczyna przy każdym ruchu staje na palcach i cicho pojękuję. – Zamknij się! – ponownie kopię ją w pośladek.

    Kama nie protestuje. Posłusznie rozpina bluzkę i wyjmuje piersi ze stanika.

    – Trzyj nimi o ścianę!

    Przykleja się do ściany. I nadal staje na palcach, gdy się wbijam w nią. Znowu pojękuje. Pocieranie sutkami o ścianę musi boleć. Chwytam ją za kark, prostuję i maksymalnie głęboko wbijam ściśnięte palce do pochwy. Drobi na palcach, odchylając głowę.

    – Masuj sutki!

    Od razu wykonuje polecenie. Wtedy wyjmuję palce z pochwy i wpycham w jej otwarte usta. Z ulgą opada na stopy.

    – Wyliż tak, żebym nie musiała biegać do łazienki!

    Gorliwie spełnia polecenie. Trzymając za szczękę, sadzam Kamę na ławeczce. Cały czas delikatnie oblizuje mi palce. Znudzona i zniecierpliwiona wyciągam palce z jej ust. Wycieram dłoń w „koński ogon” Kamy i sięgam po kurtkę.

    – Ładnie to zrobiłaś – chwalę ją. – Zadowolona?

    Kiwa głową. Jest tak podniecona, że nie może odpowiedzieć. Uśmiecha się lekko i wciska dłoń w krocze.

    – Niech sama dojdzie – decyduię i zadowolona wychodzę z szatni. 

    *

    Kolejny dzień. Stoję na przerwie sama, czyli jak zwykle. Hałas i tłok. „Korek” na korytarzu. Powoli, noga za nogą, mija mnie jakaś klasa. Między nimi dostrzegam Kamę.

    – Ej, zaczekaj! – zapraszam ją gestem.

    Podchodzi z ociąganiem. A raczej przebija się przez tłum. Widzę, jak kątem oka sprawdza, czy inne dziewczyny nie obserwują nas. Ciągle mija nas tabun uczniów. Niesamowity tłok.

    – Spoko – wydymam wargi. – Najwyżej powiesz im, że pytałam, kiedy oddasz mi książkę. – Poważnie patrzę w jej oczy: – Możesz być w tę sobotę u mnie? Planuję coś ekstra – uśmiecham się i mrużę oko.

    – No, mogę – waha się.

    – To będzie drugie spotkanie – dodaję, żeby ją zachęcić.

    – OK, będę – od razu ożywia się. – O której?

    – Bądź na osiemnastą. Rodzicom powiedz, że wrócisz rano – to żart, ale dobrze brzmi.

    – Jasne. Nie ma sprawy – uśmiecha się nieznacznie, wzruszając ramionami.

    Zaskoczyła mnie. Nie wiedziałam, że może znikać na noc. Przerywam milczenie:

    – I ubierz się ekstra na nasze spotkanie.

    – To znaczy?

    – No, chyba już wiesz… – patrzę na nią uważnie.

    Kiwa głową. Zapamiętała pierwszą lekcję pod drzwiami mieszkania.

    *

    Jedziemy z Roksi do znajomego. Ona w dobrym humorze, bo już zna „Chujka”, więc czuje się dość pewnie. I nieźle zarobi za kolejną wizytę, a i ja chętnie coś nagram do moich zbiorów.

    Kiedy otwiera nam drzwi, od razu orientujemy się, że coś jest nie tak. W naszą stronę bucha ciepłe powietrze wypełnione mieszaniną zapachów alkoholu, palonych cygar i perfum. 

    W salonie widzimy pięciu mężczyzn. Jest z nimi pięć kobiet. To nie dziwki. Raczej żony albo może koleżanki z pracy. Albo kochanki. Wszyscy w wieku naszego fałszywego „Chujka” albo nawet starsi. Fałszywy, bo zapowiedział, że czeka na nas i: „nikt nam nie będzie przeszkadzał”.

    – Cóż, jeżeli oni czekają na nas, to rzeczywiście nikt nam nie będzie przeszkadzał – szybko rozglądam się po salonie. Ci ludzie nie wyglądają na zaskoczonych naszą wizytą.

    „Chujek” przedstawia nas i coś bredzi o przyjaźni, łamaniu barier wieku, urodzie i talentach Roksi. Rozbawione i podchmielone towarzystwo jeszcze słucha. Panie patrzą na nas z wyższością albo jak na zwierzaki w zoo. Wszystkie ubrane wieczorowo, tylko my bardziej odważnie. No, wieczorowe stroje pań też nie są wskazane do kościoła. Wysokie rozcięcia spódniczek i sukienek, kabaretki, duże dekolty, ażurowa bluzka i brak stanika, dekolt na plecach sukienki prawie odsłaniający pośladki, śmiały krój kolejnej sukienki, która więcej pokazuje niż zakrywa i elegancka obroża zdobiąca szyję.

    – One jednak nam zazdroszczą… – z przyjemnością oceniam ich milczącą obserwację.

    Są od nas znacznie bogatsze, pewnie spełnione zawodowo, świetnie ubrane, zadbane. Używają drogich perfum i kosmetyków, maskując zmarszczki i cienie pod oczami. Ale my jesteśmy znacznie młodsze, cycki nam sterczą, a nie zwisają, skóra nie marszczy się i nie mamy nadwagi. Pod ciemnymi pończochami nie musimy skrywać żyłek, które szpecą wygląd nóg. Bez drogiej biżuterii też wyglądamy atrakcyjnie.

    Mimowolnie cofam ramiona, wypinam piersi. Roksi wysuwa prawą nogę do przodu. Obie prezentujemy się, jakbyśmy stały na wybiegu dla modelek. Spojrzenia pań stają się jeszcze mniej przyjazne, panowie chyba zapominają o ich obecności. Blondynka w grafitowej sukience z odważnym dekoltem i złotym łańcuszkiem na szyi, zajmująca fotel, znacząco kładzie dłoń na udzie mężczyzny siedzącego na jego oparciu. Kobieta nadal patrzy na nas. Noga założona na nogę. Czarny sandałek na szpilce nerwowo podryguje na stopie właścicielki. Nad kostką połyskuje drobny, złoty łańcuszek.

    *

    – Kochanie, podoba się tobie ta mała? – pyta mężczyznę, jednocześnie wskazując brodą Roksi.

    – Wychodzimy? – dyskretnym szeptem pytam Roksi, kiedy Radek zostawił nas i poszedł po drinki.

    – Coś ty! – „Erka” zdecydowanie, ale z uśmiechem zaprzecza. Nachyla się do mnie i oznajmia: – Ja muszę zarobić! 

    Zaskoczona milczę. Sądziłam, że i ona wystraszyła się takiego towarzystwa i zechce się wycofać. Ja nie mam ochoty na dłuższy pobyt tutaj.

    – Mnie tak, a tobie? – odpowiada „kochanie” na pytanie partnerki.

    Jej chyba też, bo zaczyna pocierać krocze mężczyzny. W ogóle nie krępuje się.

    – Ładna, młoda, tchnie świeżością. Pewnie jeszcze nie jest zepsuta – ocenia blondynka. Patrzy z uśmiechem na nas. Taksuje naszą przydatność. Ma trochę za duży nos i za duże piersi, które eksponuje w tej sukience.

    Mężczyzna dotykiem spowalnia ruchy dłoni kobiety. W kroczu jego spodnie stały się napięte. Szybko doprowadziła partnera do wzwodu. „Kochanie” gładzi kobietę po ramieniu i dekolcie. Blondynka nachalnie pręży biust. Nadal oboje z zainteresowaniem obserwują moją koleżankę.

    – Normalnie jak w zoo – zdegustowana mruczę do siebie. – Ale Roksi może być dumna z siebie – myślę o perspektywach jej wieczoru.

    A Roksi właśnie posyła blondynce nieśmiały uśmiech.

    *

    Cdn.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Majka, ciekawska nastolatka.

    Opowiadanie jest fikcją wymyśloną przez mnie i zdarzenia jakie opisałem nigdy się nie wydarzyły. To moje pierwsze opowiadanie jakie kiedykolwiek ośmieliłem się opublikować.

    Jestem Majka mam 15 lat, 145 wzrostu i 44 kg. wagi. Jestem szczupła, mam małe piersi a bioderka jakby już lekko się zaokrąglały. Włosy długie, jasne często zaplecione w warkoczyki. Chodzę do 6 klasy podstawówki. W lipcu z mamą i tatą pojechaliśmy do Chorwacji na wakacje. Ciepłe morze, plaża, dużo się kąpałam i opalałam. Moja mama jest lekarzem i ma 35 lat. Jest średniego wzrostu, szatynka z długimi włosami zawiązane często w koński ogon. Jest nienagannie zbudowana, ma ciągle ładne piersi i szczupłe zgrabne nogi. Tata jest bardzo przystojny i wiem że podoba się kobietom bo widzę jak na niego patrzą. Na plaży mama po namowach taty i moich z pewnymi oporami zdjęła biustonosz. Ma bardzo ładne piersi i opalanie się topless było przyjemnością dla oczu większości plażowiczów rodzaju męskiego. Po jakimś czasie chcąc mieć równomierną opaleniznę na całym ciele odważyła się również  na zdjęcie majteczek pokazując wszystkim idealnie wygoloną cipkę. Przed wyjazdem ja też wydepilowałam na gładziutko swój meszek na cipce.  Na publicznej plaży w Chorwacji nagość jest dopuszczalna i sporo kobiet jest topless ale też niektóre zupełnie nagie. Mama właśnie do nich dołączyła.   Ja nie miałam żadnych oporów i jak większość dzieciaków od razu się rozebrałam do naga. Na plaży w Chorwacji nagie dzieci to widok powszechny. Mało które nosi cokolwiek no może jakieś nakrycie głowy. Kilka lat wcześniej nad polskim morzem latałam na golasa z innymi dzieciakami i nikt się nie dziwił. Tak w ogóle to lubię chodzić na golasa o czym rodzice nie wiedzą i dlatego czasami w domu tak robię. W Chorwacji poznałam koleżankę też z Warszawy o rok starsza. Na plaży jej rodzice i ona często leżeliśmy koło siebie i mogłyśmy sobie pogadać . Jej rodzice byli bardziej powściągliwi niż moi i nie opalali się nago jak my. Kasia jakiś czas ubierała dół od opalacza ale po 3 dniach też je zdjęła. Niestety  pozostał biały nieopalony ślad który był widoczny do końca turnusu. Fajnie że ją poznałam bo miałam z kim rozmawiać a było o czym. Oczywiście tematem przewodnim byli chłopcy i nasze doświadczenia z nimi a raczej ich zupełny brak. Kasia chwaliła się że z jednym nawet się całowała i pozwoliła sobie na małe macanko. Ja nie miałam takich doświadczeń co najwyżej pieszczoty własną ręką. Obie z Kasią kąpałyśmy się przy brzegu zawsze pod okiem któregoś z rodziców. Mój tata nim zdjął swoje bokserki trochę jeszcze się krygował ale w końcu się przełamał i zrobił to. Ukradkiem spoglądałam na jego kutaska i przyznaje był zadbany, wygolony idealnie i troszkę nabrzmiały pewnie wskutek obecności tylu nagich kobiet. Od tego dnia idąc na plaże nawet nie zabieraliśmy ze sobą kostiumów kąpielowych. Mama i ja mając na głowie jedynie kapelusiki często, wolniutko spacerowałyśmy brzegiem morza. Widziałam jak na mamę spoglądali faceci i nie dziwie się bo jest z niej fajna laska. Dzięki temu byłyśmy jednolicie ślicznie opalone bez głupich białych śladów po kostiumie. Miałyśmy z mama podobne tuniki pod którymi idąc na plażę nie ubierałyśmy bielizny. Na tych wakacjach było coś jeszcze co utkwiło mi na długo w pamięci. Razem z rodzicami zajmowaliśmy jeden pokój w którym spaliśmy. Kiedyś w nocy a właściwie nad ranem bo już świtało, rodzice wrócili z potańcówki. Zebrało ich na amory i widziałam jak się kochali. Udawałam że śpię ale z pod przymkniętych powiek patrzyłam co robią. Najpierw mama ssała tacie kutaska i kiedy już był sztywny to na nim usiadła. Nie do końca wiedziałam gdzie go włożył ale się domyślałam. Tacie to nie wystarczało i ustawił mamę w pozycji pieska i od tyłu jej włożył. Ruchał tak jakiś czas by po chwili zakończyć z wyraźnym westchnieniem ulgi. Mama chyba też była zadowolona bo całując go dziękowała rozpromieniona. Nie wiem czy na tym wyjeździe jeszcze się kochali ale kiedyś, kiedy mamy nie było w pobliżu zostałam przez tatę wymacana po gołej pupie. Uśmiechnęłam się do niego  trochę zawstydzona i zobaczyłam sterczącego kutaska taty. Czerwona na twarzy, niepewnie spytałam go czy mogę dotknąć. Jeśli chcesz to zrób to. Ujęłam go i przekonałam się jaki jest twardy i duży wtedy tata zaczął ruszać biodrami w tył i przód. Domyśliłam się że tak trzeba i sama zaczęłam to robić rękoma. Usłyszeliśmy zbliżającą się mamę i czym prędzej czmychnęłam do łazienki. Tata pokazał palcem żeby być cicho i puścił do mnie oczko. Ciekawiło mnie czemu to miało służyć i co miałoby się dziać później. Szybko i łatwo oswoiliśmy się z nagością. Tata spoglądał na mnie uwodzicielsko a jego kutasek przy mnie był zawsze w lekkim wzwodzie. Po powrocie do domu zaskoczył mnie  kiedy pierwszy raz poprosił mnie o podobną pieszczote ręką. Nie bardzo wiedziałam o co chodzi ale domyśliłam się że o to samo co nad morzem. Bardzo tego chciał, pokazał jak i zrobiłam to. Kiedy spuścił mi się na dłoń poczułam dziwny zapach i trochę lepką konsystencję. To nie były siki jak się domyślałam ale dziwne jakby mleczko. Bardzo był zadowolony i poprosił mnie o dyskrecję. Kilka dni później byliśmy w domu sami i tym razem chciał tego samego ale też poprosił mnie żebym wzięła jego  członka do buzi i go popieściła.  Ujrzałam dużego naprężonego kutasa. Odciągnął skórkę i wysunął czerwona główkę w moim kierunku. Byłam w szoku w ogóle nie bardzo wiedziałam o co chodzi, dlaczego akurat TO i dlaczego do buzi ? Przypomniała mi się noc na wakacjach jak mama go tam całowała. Pokazał jak to robić i z dużymi oporami i nieśmiałością to zrobiłam. Z natury jestem ciekawska i dlatego się zgodziłam. Bardzo mu na tym zależało i kiedy się spuścił do ust to wyplułam do ubikacji. Nie czułam się z tym jakoś szczególnie źle czy wykorzystana bo było to dla mnie ciągle ciekawe i nie narzekałam. Od tego czasu loda jak to zabawnie określał robiłam mu co najmniej 2 razy w tygodniu kiedy tylko było to możliwe. Z czasem przekonał mnie żebym jego spermę połykała. W smaku nie była nawet zła ale w końcu zrobiłam to i tak zostało do dzisiaj. Zawsze kiedy go zaspokoiłam zdejmował ze mnie majtki i całował mnie w cipkę. Robił to tak umiejętnie że zawsze miałam przyjemne mrowienie w dole i sprawiało sporo przyjemności. Tata dla mnie i dla mamy był bardzo dobry. Żyłyśmy w dostatku, niczego nam nie brakowało, kochał nas i był bardzo przystojny. To że miał duże potrzeby seksualne to trudno jakoś musiałyśmy z mamą temu podołać. Dość szybko nauczyłam się osiągać z tych kontaktów przyjemność i dlatego chętnie godziłam na sex. Lubiłam jak rano przychodził do mojego pokoju odkrywał kołdrę i kładąc się między moimi udami i pieścił  moją myszkę sprawiając dużo przyjemności. Potem rewanżowałam się i ssałam jego aż do spełnienia w moich ustach. Na  16 urodziny kupił mi nowiutkiego iPada. Byłam bardzo szczęśliwa i gotowa tacie podziękować tak jak lubił. Tym razem znowu było inaczej. Mama pojechała w tym dniu do siostry więc zostaliśmy sami. Zamknął drzwi na klucz, pozasłaniał okna i poprosił abym się rozebrała do naga. Kiedy to zrobiłam, położyłam się na łóżku gdzie śpi z mamą. Położył się przy mnie i zaczęliśmy się całować. Tata rzadko całował mnie w usta, teraz zaczął i tym razem było inaczej, też mi się to podobało a nawet  polubiłam. Pokazał jak to się robi z języczkiem i to naprawdę było fajne. Następnie skupił się  na moich maleńkich piersiątkach. Znowu było miło, podniecało i sprawiło przyjemność. Dopiero teraz zabawy w seks z tatą zaczęły mi się podobać i byłam ciekawa co jeszcze się wydarzy. To że odczuwałam dużą przyjemność kiedy całował mnie w pisie to wiedziałam i na to czekałam. Tym razem tata pieścił moją cipulkę namiętnie i wsadzał do niej swój język sprawiając mi wielką przyjemność. W trakcie tych pieszczot obrócił mnie na brzuch i zaczął pocałunkami obcałowywać moją dupcię wsadzając język do pupy, śliniąc wejście. Zaskoczyła mnie ta pieszczota ale przyznaję była fajna i też sprawiała przyjemność. Kiedy poczułam wilgoć w pupie tata zaczął wkładać tam swój palec. Najpierw włożył jeden palec a po chwili drugi. Nie wiem co się miało wydarzyć później ale kiedy włożył trzeciego palca to się zdziwiłam po co. Miał koło siebie krem KY bardzo śliski którym posmarował sobie palce i wprowadził trochę do mojej pupy. Teraz jego palce wchodziły dużo łatwiej i nie czułam dyskomfortu. Cały czas jego kutas stał wyprostowany i ogromny. Podniósł się i posmarował tym kremem swojego kutasa. Uprzedził mnie że może troszkę zaboleć i żebym starała się być dzielna bo to po chwili przejdzie.  Faktycznie, poczułam jak  go zaczyna wpychać do mojej pupy. Powiedzieć że bolało to nie powiedzieć nic bo myślałam że mnie rozerwie i miałam wrażenie że bardzo mi się chce kupę. Wyjął go, jeszcze raz posmarował kremem i znowu pomalutku zaczął wkładać go do środka. Tym razem wszedł więcej i więcej i odczucie wypełnienia było też większe. Teraz pomalutku zaczął go wsuwać i wysuwać, jeszcze bolało ale już nieco mniej by po chwili poczuć nawet jakiś rodzaj przyjemności której nie potrafię opisać. Ruchał mnie tak z 10 minut i myślałam że w tym rytmie dojdzie ale wyszedł ze mnie i położył się na plecach. Poprosił żebym teraz ja nadziała się na niego. Troszkę się bałam ale pomalutku nacelowałam kutaska ręką do swojego ciemnego oczka i wprowadziłam w siebie. Teraz ja miałam być tą stroną aktywną. Najpierw pomalutku delikatnie podnosiłam się i opadałam mając widok na to co się dzieje. Rodzice mają szafę w sypialni z ogromnym lustrem w którym widziałam się jak ja uprawiam seks z tatą. A on patrzył  na mnie zachwycony i szczęśliwy. Trwało to jeszcze chwilkę gdy poczułam jak tata tryka mi do środka głęboko oddychając. Mnie też było przyjemnie ale chyba nie tak jak jemu. Zeszłam z niego i poczułam jak z mojej pupy wycieka jego sperma. Przytulił mnie do siebie dziękując pocałunkami w usta mówiąc że mi bardzo dziękuje i jest ze mnie dumny że byłam taka dzielna. Powiedział że czuł się jak w niebie bo mam tak ciasną dupcię. Chwilę jeszcze leżeliśmy i nie ubierając się poszliśmy do łazienki wziąć prysznic. Tam szorstką gąbką wymył mnie cała i wysuszył ręcznikiem. Położył ręcznik na pralce i na nim posadził mówiąc że troszkę mi włoski urosły na cipce i trzeba je zgolić. Namydlił mi cipkę kremem do golenia a następnie delikatnie zgolił włoski na cipce. Nawet to było przyjemne. Posmarował jeszcze wygolone miejsce swoim kremem po goleniu, dał buziaczka najpierw w wygolona, gładziutką pisie a potem w usta i pomógł zejść  z pralki. Odświeżeni poszliśmy do kuchni coś zjeść. Po jedzeniu umyliśmy zęby i tata zaprowadził mnie znowu do sypialni rodziców. Tam położył się na mnie ale tak że wspierał się na łokciach i zaczęliśmy się całować. Doskonaliłam całowanie z języczkiem i tata powiedział że całuśne usta mam po mamie i uwielbia się ze mną całować. Znowu całował mnie wszędzie, po nogach, stopach, pośladkach i piersiach a kiedy położył się na plecach poprosił abym odwróciła się do niego odwrotnie i dała cipkę do pieszczenia a mnie poprosił o lodzika. To pozycja 69 objaśnił. Ssałam mu kutasa, wkładałam do buzi najdalej jak potrafiłam. Po chwili poprosił bym uklękła i zaczął mnie całować po pupie i znowu zaczął wsadzać język do środka. Już wiedziałam co będzie dalej. Jeszcze trochę mnie pupa bolała po poprzednim razie a już wkładał palce do środka i korzystając z tego kremu co poprzednio  włożył swojego kutasa do pupy. W tej pozycji posuwał mnie jakiś czas i znowu przerwał by kładąc się na plecach poprosił abym go dosiadła jak to określił. Zachwycona patrzyłam w lustro dziwiąc się jak jego kutas wchodzi już niemal w całości we mnie. Tak mnie ten widok nakręcił że poczułam jakieś nowe nieznane rozkosze zwane orgazmem jak się później dowiedziałam. Teraz wiedziałam że te przyjemności mogą być moim udziałem jeśli tylko będę chciała. Tak się też stało. Nasze kontakty ponawialiśmy kiedy tylko było to możliwe. Nawet jak mama była w domu ale była zajęta na tyle ze albo robiłam mu lodzika albo wkładał mi do dupci. Głównie korzystał  z moich ust i pupy. Pierwszy stosunek dopochwowy przeżyłam pół roku później. I tym razem mama wyjechała do siostry i miała wrócić nazajutrz. Znowu były fantastyczne pieszczoty ale tym razem tata skupił się bardziej na mojej myszce. Pieścił ją, kochaliśmy się w pozycji 69 i znowu wrócił do pozycji że ja leżałam na plecach. Dzisiaj powiedział jest wielki dzień dla ciebie zrobię z ciebie kobietę. Spytałam czy będzie bolało. Owszem, może na początku trochę boleć, możesz zobaczyć też krew ale to wszystko minie i będzie dobrze. Położył się na mnie wspierając na łokciach i poczułam jego penisa jak wodzi główką po moim rowku i wejściu do środka. Zwarłam dostęp odruchowo broniąc się przed bólem ale to go bardziej zdeterminowało bo naparł jeszcze mocniej. Zwolniłam ucisk i chciałam chwilkę odpocząć by się bronić dalej ale wtedy udało mu się wcisnąć tylko samą główkę. Kiedy poczułam że już trochę wszedł pogodziłam się z losem i rozluźniłam. Zrozumiał że pozwalam i naparł całą mocą rozrywając moją błonkę na strzępy. Mościł się w środku chwilkę i pomalutku w tył i przód zaczął delikatnie mnie ruchać. Ból był dotkliwy ale do wytrzymania. Pierwszy raz w tyłek był gorszy. Początkowo czułam tylko dyskomfort potem tylko jego obecność w mojej cipce a po chwili zaczęło sprawiać przyjemność. Orgazmu nie osiągnęłam ale było miło. Tata doszedł co wyczułam jak tryka we mnie i poczułam rozlewające się jego nasienie we mnie. Kiedy wyjął  kutasa zobaczyłam że był trochę zakrwawiony a mojej obolałej cipki wyciekała jego sperma. Szczęśliwy dziękował mi pocałunkami w usta i szyjkę. Oczywiście od tego czasu kochaliśmy sie kiedy tylko było to możliwe. Cipka dość szybko doszła do użytku i tata po dwóch dniach mnie dorwał jak mama na chwile wyszła do sklepu. Zrobiliśmy to w kuchni na blacie kuchennym. Kiedy tylko za mamą zamknęły się drzwi tam gdzie stałam najpierw przywarł ustami do moich a po chwili zdjął mi majtki i wypieścił moja myszkę. Odpowiednio wilgotna przyjęłam go w siebie bez żadnych problemów tak jak obiecywał. Ruchał mnie nie dłużej jak 10 minut i spuścił się do środka. Jesteś taka ciasna ze nie mogę dłużej w tobie wytrzymać, powiedział. Uśmiechnęłam się tylko, oddałam buziaka i wciągnęłam majtki. Można powiedzieć ze od tego dnia sex uprawiałam regularnie. Wolałam normalny sex niż analny bo po nim szybko dochodziłam do siebie. Po seksie analnym zawsze trochę bolała mnie pupa i dlatego rzadziej go uprawialiśmy. Tata postarał się dla mnie o tabletki antykoncepcyjne które brałam w największej tajemnicy i teraz mogliśmy się kochać swobodnie i bezstresowo. W klasie pewnie byłam jedną z pierwszych która miała to za sobą i swoim doświadczeniem mogłabym zaimponować poznanej koleżance w Chorwacji. Koleżanki opowiadały o nieśmiałych pocałunkach ze swoimi sympatiami podczas gdy ja  już doskonale wiedziałam jak to jest być z mężczyzna. Seks z tata stał się codziennością która akceptowałam. Kiedyś pokazał mi filmik jaki nagrał kiedy się kochaliśmy. Nawet nie zdawałam sobie sprawy jakim dzieckiem jeszcze jestem a jakie seksualne doświadczenie już nabyłam. Oczywiście nie było mowy by tym się chwalić przed kimkolwiek.  Pokazał mi też jak facet powinien korzystać z prezerwatywy i nauczył mnie jak ją zakładać na wypadek gdyby partner nie umiał. Potrafiłam założyć ją nawet ustami bez użycia rąk. Odbyliśmy taki stosunek kilka razy nim zdobył dla mnie tabletki. Mając już takie doświadczenia z niejaką wyższością patrzyłam na koleżanki które jeszcze były takie zielone. W zimie w czasie ferii tata zabrał mnie na narty w góry. Mama nie mogła z nami jechać wiec mieliśmy kilka naprawdę fajnych dni dla siebie. Sex uprawialiśmy kilka razy dziennie i przynajmniej dwa razy w nocy. Przerobiłyśmy chyba wszystkie możliwe pozycje. Jedna szczególnie mi się podobała. Siedząc na nim przodem z kutasem w sobie kładłam się na jego nogach a on pieścił moje stopy. Po  Chorwacji gdzie z taka swoboda opalałam się nago, w domu zwłaszcza kiedy były upały też chodziłam na golasa. Opalałam się tak na tarasie , czasem z mamą. Kiedyś do mamy przyszła sąsiadka a ja opalając się o tym nie wiedziałam. Zachciało mi się pić i weszłam do salonu i natknęłam się na nią. Byłam trochę zaskoczona ale nie speszona sytuacją nago, opalona jednolicie jak czekoladka przedefilowałam koło sąsiadki mówiąc „dzień dobry”. Uśmiechnęła się tylko i odpowiedziała. Mama trochę krzywo na to patrzyła ale nic nie mówiła. Śmiesznie też było jak do mamy przyszła koleżanka z 6 letnim synkiem. Ja oczywiście golutka opalam się na leżaku a tu wchodzi chłopak i mówi cześć. Nie zrażona odpowiedziałam cześć bo co miałam zrobić i zaczęłam z młodym pogawędkę. Kiedy miał wyjść pojawiła się jego mama i zobaczyła że jestem golutka. Zdziwiła się tylko ale nic nie powiedziała. W chłodniejsze dni ubierałam krótkie sukieneczki które ledwo zakrywały mi pupę. Czasami jak szłam z mama na zakupy to umyślnie zapominałam o włożeniu majtek. To że się godziłam na ten układ to mój wybór. Nie było tutaj jednak żadnego przymusu a wszystko odbywało się za moją zgodą. Robiliśmy to prawie codziennie i zawsze chętnie. Tata mówił ze gdyby mógł to by ze mnie nie wychodził bo tak fantastyczne dziurki do miłości posiadam.

    Koniec części I

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tiba 40
  • Ulegla

    Czasami zdarza się. Wściekłem się na żonę. Ale tym razem to była jej wina! Początkowo rozmowa nie zapowiadała burzy. Od słowa do słowa i w końcu walnąłem drzwiami. Awantura zakończyła się wraz zamknięciem drzwi do salonu. Bogusia została w kuchni albo poszła do sypialni. Nie interesowałem się tym, co robi.

    W salonie włączyłem telewizor i nie oglądałem jakiegoś filmu. Ściszyłem dźwięk. Nawet mi się słuchać nie chciało. Szybko zrobiłem i wypiłem drinka. Potem, już znacznie spokojniej, przygotowałem drugiego. „Piłem” dość głośno, żeby cholera wiedziała, że sięgnąłem po alkohol. Nie lubiła, kiedy piłem. Owszem, słabe wino pijaliśmy do obiadu lub kolacji, a i to raczej przy szczególnych okazjach. Głośno odstawiłem szklaneczkę, zgasiłem światło. Jedynie ekran telewizora  rozświetlał pokój. Położyłem się na kanapie i patrzyłem w ekran, ale nie widziałem żadnych obrazów. Spokojnie czekałem. Wiedziała, że po mocnym alkoholu jestem bardziej podniecony i taki wieczór zawsze kończymy seksem. Nasz najlepszy sposób na zgodę. I zawsze się sprawdzał. Potem oboje przepraszaliśmy się, niezależnie od tego, kto był winowajcą.

    Ale to żona była uległą, posłuszną partnerką i przychodziła do mnie na seks. Klęczała przy kanapie, prosiła o seks, pieszczoty, rozbierała się. Kiedy jej pozwalałem, stawała się bardzo wyuzdana. Ot, taka nasza gra wstępna. O szczegółach nikogo przecież nie informowaliśmy.

    #

    No i jeszcze jedna „drobnostka”. Bogusia jest atrakcyjną kobietą. Szczupła, zadbana, spory biust, ładne nogi i wie, jak zadowolić mężczyznę. Do pracy nie ubiera się jakoś przesadnie wystrzałowo, bo jest zatrudniona w szpitalu, jako koordynatorka grupy fizjoterapeutów. Tam ciągle ten sam uniform, blond włosy spięte w „koński ogon” i związane czarną, aksamitną tasiemką, masa narzekających pacjentów, jeszcze więcej problemów, niezadowoleni pracownicy, sporo rutyny.

    W rzadkich chwilach perwersji zakłada do pracy delikatną, ozdobną obrożę. Ładne jubilerskie dzieło. Trochę kosztowało, ale warto było. Dla osób znających takie zwyczaje był to czytelny sygnał. Na razie jednak nikt w pracy nie zaproponował jej niczego, co wiązałoby się z jej preferencjami, ani nawet nie zwrócił uwagi na jej seksualne potrzeby. A ona przecież ich nie ujawniała…

    W pracy musi być energiczna, zdecydowana, sprawnie działająca, nieco zdystansowana. I taka jest, a mimo to stara się przyjaźnie uśmiechać do każdego. Nie ma czasu na nudę albo flirty z lekarzami. Zresztą, na ich oddziale zdecydowanie przeważają kobiety. gdyby ktoś znał ją tylko z pracy w szpitalu, byłby zszokowany, mogąc obserwować jej życie intymne! Gdyby ktoś orientował się tylko w jej życiu seksualnym, byłby zaskoczony, jak niewinnie wygląda jej życie zawodowe.

    Czasami rozmawialiśmy o możliwościach poszerzenia naszych doświadczeń z jakąś dziewczyną albo mężczyzną, ewentualnie z inną parą. Na razie kończyło się na rozmowach i rozczarowaniach, kiedy próbowaliśmy nakłonić kogoś, poznanego na portalu, do spotkania.

    #

    Za to w naszym domu… Tutaj może odreagować. I tak robi! Ma swoje potrzeby, może zachowywać się swobodnie, naturalnie, bez ukrywania swoich skłonności, nawet nieco perwersyjnych, bo lubi to, więc korzystamy z okazji, żeby zaszaleć. Szczególnie, kiedy poniesie nas wyobraźnia.

    Jestem przekonany, że nikt z jej przełożonych i współpracowników nie podejrzewa, jaki ogień w niej drzemie. Dopiero byliby zaskoczeni, widząc Bogusię leżącą nago na dywanie i liżącą moje stopy. Piękny widok. Opalone, nagie ciało, połyskujący złoty łańcuszek na szyi, brązowawy odcień skóry utrwalony wizytami w solarium. Napięte mięśnie, kołyszące się piersi, sterczące brodawki i pejcz przesuwający się wzdłuż jej kręgosłupa… Rzadko uderzałem, ale z przyjemnością patrzyłem na jej twarz i ruchy ciała, spodziewającego się ostrego smagnięcia pejczem. Czasami chodziła ze dwa tygodnie z pręgami po pejczu, ale nie skarżyła się. Tego chciała.

    Albo gdyby zobaczyli ją chodzącą na smyczy u mojej nogi i szczekającą na polecenie? Z zaangażowaniem aportuje. Przybiega naga na czterech kończynach z piłką albo kością w zębach i czeka na kolejne polecenie. Potem łasi się i w nagrodę za dobre zachowanie może zrobić loda. Jeżeli chce takiej zabawy, to potrafi sama w zębach przynieść obrożę. Inny świat, inna kobieta!

    Kiedy, gdy zaczynałem ją tresować do roli suki, nie miała ochoty ani szczekać, ani aportować. Kilka razy została solidnie obita pejczem i w końcu uległa. Oczywiście, wcześniej skułem jej nogi i ręce kajdankami. Po takich lekcjach na pstryknięcie palcami przybiegała z kuchni. Aż w końcu zaczęła służyć jak suka. Posłuszna, aportująca, na polecenie przynosząca w zębach domowe pantofle. Przed wyjściem z toalety już nie musiałem myć penisa. Pojawiała się, słysząc szum spuszczanej wody.

    #

    Zdrzemnąłem się. Obudziłem się, ale nie poruszyłem. W telewizorze nadal leciał ten sam film. Jednak coś było inaczej… Drzwi do salonu były uchylone. Nie widziałem, ale wyczułem, że stoi w nich.

    – Waha się? Niech się waha. Dam jej znać, to podejdzie. Doskonale wie, kto decyduje o przebiegu gry.

    Oczyma wyobraźni widziałem, jak naga stoi w drzwiach i potulnie czeka na mój gest albo polecenie.  

    – Może trzyma obrożę w zębach? – uśmiechnąłem się i dyskretnie przeciągnąłem. Miałem ochotę na seks.

    Lekki ruch przy drzwiach. Zerknąłem na ścianę, ale nie zauważyłem jej cienia. Lecz usłyszałem delikatne, ledwie uchwytne, niepewne stąpanie po dywanie. A przynajmniej tak mi się zdawało. Zawadziła czymś o krzesło. Dziwny dźwięk…

    – W ręku trzyma obrożę! – z podniecenia aż penis mi rósł. Byłem pewien, że nie pomyliłem się. Czekały mnie miłe chwile. Nadal starałem się nie drgnąć. Niech suczka trochę wysili się, zanim ja zechcę się zabawić.

    Chyba wykonała kolejne drobne kroczki. Dywan zbyt dobrze tłumił kroki bosych stóp. Bogusia w trakcie takiej zabawy nie chciała chodzić w żadnych klapkach czy sandałach na szpilkach. Dopiero kiedy służyła, na polecenie zakładała szpilki. Wówczas bez słowa protestu. Zawsze świetnie w nich wyglądała. Z profilu, widoczna w świetle wpadającym z przedpokoju, szczupła kobieca sylwetka ze sterczącymi piersiami, twardymi brodawkami, lekko wypiętą pupą i „końskim ogonem” zawsze przyśpieszała mój wzwód. Tak samo było i tym razem, chociaż dzisiaj działała tylko wyobraźnia. Na mnie wystarczyło. Nie odwracałem głowy, a drzwi były za mną.

    #

    – Gdzie schowaliśmy wibratory? – zacząłem się intensywnie zastanawiać. Chciałem wypełnić trzy dziurki mojej suczki, żeby miała co wspominać, kiedy znuży się wypełnianiem kolejnych dokumentów w pracy.

    Kiedyś przyznała się, że jak w pracy jest bardzo zmęczona, chmurzy się albo, co gorsza, pada deszcz i na dodatek boli ją głowa, to już nie sięga po kolejną kawę ani nie opycha się słodyczami. Wstaje i wychodząc, mówi koleżance, że idzie do toalety. Zabiera jakąś ‘dyżurną’ podpaskę i ręcznik. Tamta nie domyśla się rzeczywistych intencji, ale widząc podpaskę, wie, że taki zabieg potrwa dłuższą chwilę. Tymczasem Bogusia szybkim marszem dociera i znika w służbowej toalecie. Tam zamyka się, rozpina i podwija służbowy fartuch, siada na desce, ściąga majtki i zaczyna się… onanizować!

    Jeżeli nawet jest bardzo zmęczona i łupie ją w głowie, to po kilku minutach i tak dochodzi. Jedyny problem to powstrzymać głośne jęki. Wtedy gryzie drugą dłoń przez rękaw fartucha albo wpycha ręcznik w usta. Po wszystkim wystarczy umyć się. Ręce jeszcze się trzęsą, ale objawy złego sampoczucia maleją albo czasami wręcz zanikają. W ten sposób napędza się na kilka godzin i spokojnie może dalej wypełniać dokumenty. Praca nabiera tempa. Kawa nigdy nie wygra z takim bodźcem…

    Obiecała, że nagra mi filmik z takiej zabawy w pracy. Obiecała, ale do dzisiaj nie nagrała. Nadal czekam. Kiedyś wyjaśniła mi, że za każdym razem, kiedy biegnie do toalety, jest tak pobudzona, że wcale nie ma ochoty na filmowanie. Dopiero po wszystkim żałuje, że jednak nie włączyła aparatu.

    Cóż, ja też. 

    #

    Znowu poruszyła się i przysunęła do mnie. Trzymam dłoń w kroczu. Penis jest już prawie gotowy. Ona stoi i czeka. Chyba nie jest pewna, czy już obudziłem się. Nie chce mnie budzić, a ja nie lubię być wybudzany z drzemki.

    – Niech czeka! – podoba mi się zabawa jej niepewnością. – Postoi trochę, to bardziej skruszeje – poruszyłem się i odwróciłem twarzą do kanapy.

    Kiedyś tak samo ją przetrzymałem. Wówczas wróciła do domu jak chmura gradowa i tylko kwestią czasu było, kiedy wybuchnie. W pracy jest niby odporna na różne głupoty, to odreagowuje w domu! Nie prowokowałem, ale sama znalazła powód do awantury. Kiedy jej przeszło, już siedziałem w salonie. Po jakiejś godzinie przyszła za mną. Ponieważ była nieposłuszna, wiedziała, że musi zostać ukarana. Rozkraczony siadłem na kanapie i w milczeniu patrzyłem na żonę. Pod moim surowym spojrzeniem długo nie wytrzymała. Wkrótce prawie chlipała, więc ulitowałem się.

    – Zdejmij wszystko! – rzuciłem.

    Gorliwie pokiwała głową i od razu sięgnęła do bluzki.

    – Oprócz szpilek! – dodałem z mściwą satysfakcją i wrednym uśmiechem. – Niech zapamięta sobie…

    Najpierw kazałem jej wyłączyć górne światło, a ja włączyłem latarkę. Bez słowa szybko zdjęła bluzkę, spódniczkę i bieliznę. Została w klapkach na szpilkach. Stała przestraszona, bo i ja byłem wściekły na nią za tę bezsensowną awanturę. Pamiętam to jak dzisiaj. Czasem nagrywamy nasze zabawy, ale nie te spontaniczne. Za dużo wtedy biegania i szukania aparatu, statywu, akumulatorków, bo kabla na pewno nie znajdę albo będę go rozplątywał w nieskończoność, a zanim podłączę kamerę do laptopa…

    Oglądałem nagą żonę. Światło latarkę skierowałem na jej twarz. Potem na różne części ciała. Obracała się, a ja sobie ją oglądałem. Potem stanęła w rozkroku i rozwarła pochwę. Świeciłem w jej oczy, a ona onanizowała się. Bez udawania! Tyle już potrafię rozpoznać. Kiedy dochodziła, kazałem jej przerwać. Posłuchała, ale z pewnym opóźnieniem. Oberwała bluzką po pupie i piersiach.

    – Jeszcze raz! – rozkazałem.

    Znowu posłusznie onanizowała się. Kiedy już głośno pojękiwała, ponownie kazałem jej przerwać. Zrobiła to, ale z podniecenia musiała oprzeć się o krzesło. Trudno było kobiecie opanować emocje. Na polecenie uklękła między moimi nogami. Gdy pozwoliłem, rozpięła spodnie, wyciągnęła penisa i zaczęła go pieścić. Kiedy ze mnie leciał śluz, a ona była umazana nim i śliną, poleciłem jej ustawić się „do mnie”, czyli dostosować się do mojej pozycji.

    #

    Grzecznie poczekała aż klęknę na kanapie. Skinąłem głową, więc zrzuciła klapki, położyła się na wznak, głową do mnie i chwyciła penisa ustami. Podłożyłem poduszkę pod jej głowę. Uznała, że odległość jest właściwa, więc wypuściła go i sprawnie nakryła się nogami. Chwyciłem je. Podpierała się rękoma i obciągała mi. Kiedy znudziłem się, wstawałem i wchodziłem do cipki. Rżnąłem żonę. Już przy pierwszy wejściu, wykonałem może z pięć ruchów, głośno krzyknęła i miała orgazm!

    – Spóźniony rezultat onanizowania się – śmiałem się do siebie. Coś jej powiedziałem o tej głośnej ekstazie, ale podniecona nic nie usłyszała.

    Wychodziłem z niej i klękałem. Dalej obciągała. Wstawałem, mocnym ruchem bioder wbijałem penisa do rozgrzanej pochwy i rżnąłem. Ostro! Powtarzałem kilka razy ten układ aż wszedłem do odbytu. Nie przepadała za tym, trochę protestowała, ale była podniecona, więc wszedłem dość łatwo. Najpierw jęczała z bólu, później szczytując. Znieruchomiałem, wycofałem się, wstałem i wszedłem w usta, a ona wdzięczna za rozkosz gorliwie obciągała. Już znała smak swojego odbytu. Po oblizaniu członka, raz jeszcze wszedłem do pochwy i po kilku ruchach, szarpiąc pośladki, wytrysnąłem.

    Kwiliła dłuższą chwilę, a ja czekałem aż opadnie podniecenie. W końcu wyszedłem z niej. Krople spermy spadły na jej piersi i twarz.

    – Do czysta! – ukląkłem i czekałem aż skończy wylizywać penisa. Puściłem jej nogi. Znowu leżała na plecach. Kiedy uznałem, że już mi wystarczy, wziąłem ją jeszcze od tyłu. Leżała na boku i czekała na koniec. Wytrysk był teraz znacznie słabszy, ale zdążyłem wepchnąć penisa do dupy. Przyjęła z lekkim westchnieniem ulgi. Nie bolało. Po wytrysku wyjąłem go i znowu czekałem aż wyliże. Nie musiałem nic mówić. Znała swoje obowiązki. Teraz ja leżałem na wznak, a ona klęczała przy kanapie.

    Przepraszała mnie, również ustami, kiedy po wszystkim razem kąpaliśmy się w wannie.

    #

    – Dość wspomnień – wzdycham.

    Ten dotyk jest już tak nachalny. Czuję jak dotyka mojej nogi przez spodnie. Głowę mam zwróconą do ściany, więc nie odwrócę się, żeby na nią spojrzeć.

    – Niech poprosi! – upieram się.

    Staje się bardziej nachalna. Jednak nie siadła na kanapie, nie uklękła, bo usłyszałbym albo poczuł, ale nadal dotyka dłonią mojej nogi. Nie powiedziała nawet słowa! Uparta… Wie, że czekam aż usłyszę jej prośbę. Dlatego leżę i udaję, że drzemię.

    Pchnięcie nogi było tym razem bardzo nachalne, więc ją odsunąłem.

    – Chcesz, to sobie siadaj! – myślę i nadal „drzemię”. – Zapomniała, jak należy prosić?

    Kolejne pchnięcie było prawie jak uderzenie. I jeszcze raz!

    – No, kurde!  

    W końcu, zniecierpliwiony dziwacznym zachowaniem Bogusi, szybko odwracam się i pewnym ruchem mocno chwytam moją kobietę za nogę.

    W cichym salonie rozpętała się burza!

    Jęk! Skowyt!

    – Cholera! – zaskoczony i przerażony otwieram zaciśniętą dłoń. – Cholera! Cholera! – przeklinam pod nosem. Zrywam się na równe nogi, walę nimi o podłogę i stoję z szeroko otwartymi oczyma. Ciężko oddycham.

    To nasza suczka przylazła do pokoju i dopomina się o swoje wieczorne wyjście. Teraz, wystraszona moją gwałtowną reakcją, szczekając, ucieka z salonu.

    Z bezsilności walę pięścią w kanapę i wściekły padam na nią. Wciąż ciężko oddycham. Dawno tak się nie wystraszyłem.

    – Jeszcze jeden taki numer i odjadę na zawał! – mówię głośno. Żadnej reakcji. – Jeszcze jeden… – nadal cisza. Żona pewnie udaje, że nie słyszy. Z rezygnacją macham ręką.

    W tym tygodniu moja kolej na wyprowadzanie psa, więc w końcu podnoszę się. Suczka niespokojnie siedzi w przedpokoju, ale mimo wszystko zamiata ogonem. Oczy nadal wyrażają niepokój.

    – No, już dobrze. Już, już idziemy! Ale zrobisz swoje i zaraz wracamy!

    Chrobot klucza w drzwiach. Spojrzałem w tamtym kierunku. Żona właśnie wyszła na spacer.

     

    K O N I E C

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Majka, ciekawska nastolatka cz.2

    Uwielbiałam to ryzyko kiedy mama obok a my się kochamy na szybko. Czasami było trochę niewygodnie bo jestem dość niska i najlepiej było się kochać na stole w kuchni bądź na szafce w łazience. Bywało tak że  po prostu podnosił mnie, wchodził we mnie i trzymając na rękach a ja oplatając go nogami kochaliśmy się. Bardzo lubił kiedy mu obciągąłam kutasa  i choć mam usta jeszcze małe i z trudem się mieścił, robiłam to. Zawsze jednak starałam się aby wszedł możliwie jak najgłębiej aż do gardła. Dławiłam się ale zawsze walczyłam. Kiedyś kiedy tata mi się spuścił do buzi ledwo zdążyłam połknąć bo mama o coś  zapytała z dołu. Uprawianie sexu z tatą traktowałam jako coś co mu się wręcz należy i nie potrafię powiedzieć dlaczego. Tak było. Pod koniec sierpnia, taty nie było i przyszła straszna burza. Pioruny waliły blisko i bardzo się bałam. Niebo rozświetlały uderzające w pobliżu pioruny.Wystraszona pobiegłam do sypialni rodziców, weszłam do łóżka i przytuliłam się do mamy. Ku mojemu zaskoczeniu mama była nago. Wyjaśniła, że tak śpi zawsze. Ja miałam na sobie tylko podkoszulek wiec szybko go zdjęłam i położyłam się koło mamy tuląc głowę do jej piersi. Miała gładziutką skórę a pierś na której leżałam ciepła i milutka. Delikatnie przykryłam ręką jej drugą pierś i delikatnie uciskałam. Mama zapytała co ja wyprawiam a ja odpowiedziałam że sprawdzam jakie piersi będę miała kiedy urosnę. Dalej głaskałam jej tę pierś a potem dotknęłam drugiej do której się przytulałam i niżej głaskałam po jej płaskim brzuszku. Córcia czy ty mnie próbujesz uwieść? spytała. Uważaj bo to mnie podnieca. Teraz  już nie tylko głaskałam jej piersi ale też zaczęłam je całować i ssać. Mama głośniej zaczęła oddychać i biernie poddała się niespodziewanej przyjemności. Zupełnie zapomniałyśmy o szalejącej za oknami burzy bo pomalutku ona zaczęła pojawiać się w łóżku z mamą.Położyłam się na mamie i nasze piersi się zetknęły a ja pocałowałam mamę w usta. Najpierw delikatnie płytko  by sprawdzić jak zareaguje. Kiedy oddała pocałunek spróbowałam troszkę dłużej z języczkiem. Mama była w szoku że jej mała dziewczynka całuje już z taka wprawą. Kto cię tak nauczył całować? spytała. Mam talent odpowiedziałam i przeniosłam swoje pieszczoty na jej piersi. Tego mamie było za dużo przestała być bierna i też zaczęła mnie głaskać i całować.

    Moje pieszczoty dotarły do jej płaskiego brzuszka i po chwili dotarłam do jej ud gdzie już czułam jej gładziutkie łono które sprowadziło mnie na świat. Językiem dotknęłam jej cipki i próbowałam włożyć do środka. Mama mimo podniecenia, nogi trzymała dalej ściśnięte. Leżałam na jej nogach, rękami obejmowałam biodra a ustami całowałam jej cipkę i brzuszek nad. Językiem próbowałam wedrzeć się do środka i wyczułam że jej opór topnieje powoli. Wreszcie rozsunęła uda wpuszczając mnie, dając tym samym pozwolenie na pieszczoty jej cipki. Teraz kiedy było więcej miejsca nie przerywając pieszczot włożyłam jej dwa moje paluszki do cipki i poczułam że już jest wilgotna w środku, potem dołączyłam jeszcze jeden i zaczęłam ruszać. Stopniowo zwiększyłam tempo i dołączyłam kolejny palec a teraz zagłębiałam cztery do głębokości kciuka. Mama unosiła i opuszczała biodra współpracując ze mną a ja w końcu włożyłam jej do cipki cała rękę. Po krótkiej chwili poczułam drgawki orgazmu i głębokie oddechy mojej rodzicielki. Kiedy już doszła do siebie wyjęłam z niej rękę polizałam i podnosząc się pocałowałem w usta. Dziecko, powiedziała skąd ty to wiesz i potrafisz masz dopiero 16 lat jestem w szoku. Teraz jak już jest tak między nami to ci powiem ze tata pokazał mi parę rzeczy i mam nadzieje ze mu wybaczysz. Ja lubię się z nim kochać bo to dostarcza mi dużo przyjemności. Jak to lubisz się kochać? Czy wy uprawiacie sex? spytała. Tak mamusiu od roku twój mąż sypia ze mną i uprawiamy sex. Przecież dziecko ty masz 16 lat to jest za wcześnie. Mamusiu gdybym nie chciała tatuś by mnie nawet nie dotknął ale ja chciałam i cieszę się że się odważyłam. Seks jest wspaniałym przeżyciem i chętnie go uprawiam jak widzisz nawet z tobą. To mówiąc znowu pocałowałam mamę prosto w usta. Mama ciągle w szoku uwolniła się od mnie i spojrzała na mnie. Leżałam na plecach a mama patrzyła na mnie głaskała moje ciało, powtarzając że to zbyt wcześnie na sex w  moim wieku. Zapaliła lampkę nocną i dotknęła mojej cipki. Przecież to wagina dziecka, jak on się nie bał włożyć ci tutaj swojego kutasa. Teraz sama włożyła mi palec do środka i widząc ze jest w środku mokro dołożyła jeszcze jeden. Na te pieszczotę zaczęłam reagować głębszym oddechem i ruchami bioder. Druga ręka zaczęła pieścić moje piersi i po chwili poczułam zbliżający się orgazm. Kiedy nadszedł ścisnęłam kolanami mamy rękę aż rozkosze się oddaliły. Kiedy tak leżałyśmy mama wypytywała dalej o mój sex z tatą i środki zapobiegawcze przed ciąża. Mamusiu biorę pigułki ale był czas kiedy używaliśmy gumy. Najpierw przez rok były pieszczoty oralne ale po miesiącu doszedł sex analny. O matko,  naprawdę? Tak mamusiu to też mi się podoba, od razu mi pasowało. Lubię jak tata  mi wkłada w druga dziurkę. Cieszę się że już wiesz i że teraz nie będziemy musieli się kryć przed tobą a my przed nim. Nazajutrz kiedy wrócił tata, mama z uśmiechem na ustach całując go powiedziała „cześć zboczku”. Nie stresuj się, Majka mi o wszystkim powiedziała ale wcześniej mnie uwiodła. Chowamy pod dachem dziecko nimfomankę. To już wyrafinowana kochanka w osobie dziecka. Pokazałam się i tato podszedł do mnie czule całując w usta. Mama podeszła do nas i teraz ona mnie tak pocałowała. Chyba otwieramy nowy rozdział w naszym życiu powiedział.

    Ciąg dalszy nastąpi.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tiba 40
  • Pokorna Ksiegowa Anna

    Miałam wtedy 43 lata szczęśliwe małżeństwo 2 dorosłe córki i dobrą posadę w firmie.

    W firmie pracowałam dwa lata jako Głowna księgowa, z dwiema pomocnicami, one były tam już dłużej, ale moje kwalifikacje były większe.

    Byłam zgrabna, choć trochę puszysta.

    Pracowało się dobrze.

    Mąż opiekuńczy przyjazny i wspaniały człowiek. W seksie dobry kochanek. Wtedy był na delegacji.

    Byłam szczęśliwa, ale jakby czegoś brakowało, nie wiedziałam czego.

    Nie brakowało nam pieniędzy, choć zawsze mogło być lepiej.

    Któregoś dnia musiałam jechać do filii w innym mieście w sprawie wyjaśnienia rozliczeń z naszymi filiami. Pojechała też ze mną jedna moja podwładna Iwona lat 33, która była również moją przyjaciółką. Gdy dojechaliśmy po długim dniu wyjaśniania sprawy, zaprosili nas na obiad w okolicy. To miłe z ich strony pomyślałam, razem z sekretarką i szefowa 55-letnia grzęda, zjedliśmy obiad.

    Po obiedzie odjechałyśmy samochodem do domu. Zaraz po wyjeździe z restauracji zadzwoniła do Iwony sekretarka, że ma dla mnie jeszcze dokumenty. Nie rozumiałam, jakie, ale podjechaliśmy jeszcze raz do ich biura.

     

    W pokoju była sekretarka, dwóch mężczyzn i szefowa.

    Jakie to dokumenty.

    Tu są dowody, że na spore zaniedbanie z twojej strony i na twoją korzyść. – powiedziała sekretarka.

    To nie prawda- odpowiedziałam.

    Tak prawda!!! – odpowiedziała Iwona.

    Co ty jesteś w to zamieszana? – zapytałam Iwonę.

    Szkoda czasu, pora na zabawę. – powiedziała szefowa. 

    Po czym Podeszła do mnie Iwona i wytłumaczyła mi, że mogę iść, a oni przedstawią dokumenty i skończę dyscyplinarnie. Wylecę AŻ DO PAKI, albo mogę zostać.

    Więc jak? – zapytała Iwona.

    Byłam zawiedziona, bo Iwona świetnie się nam rozmawiało. Myślałam, że byliśmy kumpelami.

    Co chcecie? Co mam robić? – zapytałam.

    Wtedy faceci chwycili mnie mocno i położyli przewieszoną na fotelu, krzyknęłam, wiec zakleili mi taśma usta, przywiązali taśmą do fotela.

    Leżałam z wypiętym tyłkiem, byłam w spodniach i żakiecie.

    Teraz dostaniesz lanie! – powiedziała Iwona.

    I zaczęło się. Dostałam raz kablem od drukarki, drugi, trzeci, w równych odstępach czasu, łzy ciekły mi z oczu, aż w pewnym momencie poczułam, że się posikałam. Rozwiążemy cię, a ty to wytrzesz – powiedział jeden z facetów.

    Byłam upokorzona, zawstydzona, pupa bolała.

    Sekretarka kazała mi ściągać spodnie i majtki, a facetów spławili do pokoju sąsiedniego. Został tylko szefowa śmiejąc się.

    Dostałam jakąś szmatę i zmyłam mocz. Wytarłam się. Pręgi na tyłku i z łzami w oczach stałam zawstydzona.

    Przestańcie, proszę! – powiedziałam

    Mamy iść na policję?

    Nie!!! – odpowiedziałam.

    Stań przez de mną na baczność i jak się ruszysz, to zaczniemy od nowa, od dzisiaj dla ciebie jestem Pani Iwona. – powiedziała Iwona, Po czym dostałam kilka razy po twarzy.

    Iwona śmiała się. A ja płakałam.

    Miałam już dość, ale  sekretarka, podeszła ściągnęła mi żakiet bluzkę i stanik, usidła. Po czym dała znak, bym uklękła, nachyliła mi głowę do samej podłogi. Kazał lizać stopy.
    Pamiętaj o dokumentach i staraj się!!! Przypomniała mi Iwona, jednocześnie ciągnąc za moje włosy łonowe. Minęła wieczność. Szefowa powiedziała – Fajnie przedstawienie.
    Czas wracać, dziękuje wam za pomoc, i zapraszam kiedyś do siebie- odpowiedziała Iwona do reszty.

    Ty wstań i ubierz koszule i żakiet i mokre spodnie.

    Dostałam instrukcję o tym, co będzie jak bym chciała się poskarżyć.

    Jechałam z powrotem samochodem, gdy Iwona kazała mi milczeć.

    Po drodze wstąpiłyśmy do marketu i kupiła mi spódnice, bym nie siedziała w mokrych, śmierdząc spodniach.

    Zatrzymaj się! – powiedziała Iwona – po czym dostałam mocno kilka razy w twarz od niej.

    Jak się masz zwracać, do mnie szmato? Powiedziała Iwona.

    Pani Iwono- odpowiedziałam ze łzami.

    Następnego dnia w pracy, nie wiedziałam co robić.

    Iwona pierwsza podeszła i zaproponowała kawę.

    Boisz się mnie? – zapytała.

    Tak Pani Iwono.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    inka111
  • Czytelnik

    …Podchodzili do niej powoli. Żaden nie uśmiechał się. Zbliżali się. Ich twarze wyrażały wrogość, wściekłość, w najlepszym razie obojętność. Byli pewni siebie i sprawiali wrażenie znużonych sytuacją. Wiedzieli, że za chwilę ją złapią. To tylko kwestia czasu. Patrzyli na nią i oceniali już jak zdobycz. Każdy będzie mógł jej dosiąść. Po to łapali kobiety.

    Nie miała dokąd uciec. Rozglądała się bezradnie. Była przerażona i brakło jej sił, żeby krzyczeć, wzywać pomocy! Domyślała się, że i tak nikt jej nie usłyszy. Oparła się o ścianę. Jej ciałem wstrząsnął gwałtowny dreszcz. Źle zniosła zetknięcie rozgrzanego, spoconego ciała z zimną ścianą.

    Już stali wokół niej. Otaczali ją coraz ciaśniejszym kręgiem. Gdyby rzuciła się między nich, może jeszcze zdołałaby wyrwać się swoim prześladowcom.

    – Na jak długo? – zastanawiała się przerażona tym, co ją spotka za chwilę.

    Nagle coś w tle przykuło jej uwagę. Wytężyła wzrok i zamarła. W jej oczach pojawiły się łzy. To szli kolejni mężczyźni. Między sobą wlekli dziewczynę, która uciekała razem z nią. Ręce związali jej na plecach, a jeden z nich trzymał ją za włosy. Szmata wepchnięta w usta uniemożliwiała krzyk. Była wycieńczona, chciała zatrzymać się, a przynajmniej zwolnić tempo marszu. Wówczas ściskający jej włosy, szarpał nimi, a dziewczyna, jękiem reagując na zadawany ból, próbowała nadążyć za swoimi oprawcami. Co kilka kroków któryś z nich kopał ją. W ten sposób popędzali swoją słabnącą ofiarę.

    #

    Chwycili ją za ręce. Mimo stawianego oporu bez trudu wyciągnęli je w bok.

    – Nie! Proszę… – błagała płaczliwym tonem.

    Nikt nie zareagował. Któryś z nich parsknął rozbawiony jej zachowaniem. Sprawnie położyli ją na ziemi. Nie, poczuła jakiś materiał pod plecami. Dwóch mężczyzn z wprawą zakładało pętle na jej nadgarstki. Kolejny zakładał pętlę nad kostką prawej nogi. Spróbowała jeszcze raz. Machnęła prawą nogą, ale mężczyzna bez problemu utrzymał ją. Był wysoki, krępy. Nawet nie zareagował. Napięła mięśnie, z wysiłkiem ugięła lewą nogę w kolanie i biodrze, więc mężczyzna, który ją trzymał, drobniejszy od kolegi, musiał nieco zbliżyć się. Wzięła głęboki wdech, chwyciła mężczyzn za ręce i z całych sił wyrzuciła lewą nogę. Mężczyzną szarpnęło i odrzuciło, ale jednak zdołał ustać. Trzymał jej nogę i wściekły wyrzucił z siebie potok niezrozumiałych słów. Pozostali uśmiechali się, rozbawieni jej rozpaczliwymi próbami i sprawnie krępowali ją. Wymienili kilka zdań. Głośno roześmiali się.

    Nie wierzyła w to, co się działo! Wczasy w luksusowym ośrodku, które kosztowały ją wiele miesięcy oszczędzania, zmieniły się w koszmar! Wieczorne party nad basenem, toczące się w miłej atmosferze, przerwał brutalny atak chyba lokalnego odłamu jakiejś antyrządowej bojówki.

    – Ponoć od lat jest tutaj bezpiecznie… – przypomniała sobie zapewnienia w biurze podróży.

    Kilka serii z automatów i każdy ratował się, jak potrafił. Poza tymi, którzy trafieni kulami leżeli między stołami i na trawnikach. Ona i ta dwudziestopięcioletnia atrakcyjna dziewczyna, Rachel, ukryły się w gęstych krzakach rosnących z boku basenu. Inne kobiety wyciągano spod stolików i drzew, zza baru i z magazynku z napojami, a potem po brutalnym pokazie nad basenem, zawleczono na spowite ciemnościami korty za pobliskim, trawiastym pagórkiem. Docierały do nich krzyki i śmiech mężczyzn, jęki, płacz, stękania i błagania o litość pojmanych kobiet. Niewyżyci mężczyźni rozpętali piekło. Nikt nie był w stanie pomóc złapanym turystkom.

    #

    Wszystkie poszły posłusznie, bez słowa protestu, bo jeszcze były przerażone gwałtem, który dokonali mężczyźni na ich oczach. Efektowna, o pełnych kształtach długowłosa szatynka w białej sukience, głośno protestowała i nawet uderzyła natarczywego napastnika, który ją objął. Jego koledzy powalili kobietę, zdarli z niej sukienkę, bieliznę i podeszli do brzegu basenu, ciągnąc kobietę za ręce i bujne piersi. Spowodowane bólem krzyki i wołania o pomoc ginęły w pokrzykiwaniach bojówkarzy.

    Nad basenem, trzymając za nogi, zanurzyli głowę kobiety w wodzie. Któryś z obserwatorów kopnął ją w plecy albo pośladki, inny wykręcił brodawkę zwisającej piersi i silnie pociągnął, wywołując drgania całego ciała i wybuch śmiechu obserwatorów, kolejny szarpnął łechtaczkę. Bawili się. Powtarzali seanse z zanurzaniem parokrotnie i trwały tak długo, że wreszcie szatynka po wynurzeniu w ogóle przestała mówić. Na protesty zabrakło sił. Jedynie walczyła o kolejne hausty powietrza.

    Wtedy położono ją na wznak, czterech mężczyzn przytrzymywało kobietę za bardzo szeroko rozrzucone kończyny, a dwóch innych ruchało ją w pochwę i odbyt butelkami szampana. Potem wyjęli je, a korki eksplodowały na brzuchu kobiety. Część płynu zdążyli wlać w obydwa otwory, w ten sam sposób ponownie ruchając swoją ofiarę.

    Kiedy zostawili ją i żywo rozmawiając, szybko ruszyli w kierunku kortów, kobieta ostrożnie wyciągnęła butelki z pochwy i odbytu. Ich szyjki były umazane śluzem i krwią. Z obrzydzeniem i wściekłością odrzuciła je. Puste butelki z łoskotem potoczyły się po kaflach. Po chwilowej uldze kobieta przeraziła się. Nie była w stanie złączyć nóg! Zemdliło ją. Szlochała i leżała bezradna. Brutalnie rozrzucając i uciskając nogi, przypuszczalnie uszkodzono ścięgna i niesamowity, paraliżujący ból uniemożliwiał poruszanie kończynami. O chodzeniu nie było mowy. Naga, ociekająca wodą i szampanem szatynka, leżąc na wznak, ręką starała się zasłonić obfity, piękny biust, drugą przykryła łono i płakała w niebo. Napastnicy już się nią nie zainteresowali. Była niegroźna i w tym stanie bezużyteczna. Świeże mięsko, w różnym wieku, ładnie opakowane, przestraszone i uległe zabrali na korty.

    #

    Z drugiej strony basenu wszyscy złapani mężczyźni posłusznie leżeli na brzuchach z rękoma na głowie i szeroko rozłożonymi nogami. Pilnowało ich dwóch bojówkarzy z automatami. Po angielsku poinformowano ich, że każdy ruch oznacza strzał w plecy. Tylko ta część placu przy basenie pozostała oświetlona. Po jakimś czasie zmieniło ich dwóch, którzy jako pierwsi wrócili zaspokojeni z kortów.

    Dwóm kobietom wydawało się, że zdołały uciec prześladowcom. Schodząc po zalesionym zboczu, nieoczekiwanie wpadły w ręce grupy ludzi, którzy czaili się przy drodze biegnącej malowniczą serpentyną poniżej ich hotelu.

    Teraz urocze widoki straciły dla Theresy jakiekolwiek znaczenie. Chciała, żeby koszmar skończył się jak najszybciej! Chciała tylko wsiąść do samolotu i wrócić do kraju! Nie miała już ochoty na żadne podróże! Jak płomyk świeczki zgasła w niej ciekawość świata i zapomniała o planach zwiedzania kolejnych krajów. Co roku zamierzała zwiedzić jeden kraj równikowy. Zamierzała… Zaczęła swoją przygodę przed tygodniem i właśnie ją kończyła.

    – Nigdy więcej! – wyszeptała przez łzy.

    Mocne pętle założono już na wszystkie kończyny. W podłoże były wbite cztery drewniane kołki. Każdy z czterech mężczyzn ciągnął sznurek do swojego kołka. Miała szeroko rozłożone ręce, teraz rozrzucała szeroko nogi. Coraz głośniejsze pomruki mężczyzn świadczyły o tym, że wreszcie nadchodzi oczekiwany przez nich moment największej przyjemności.

    #

    Nagle usłyszała głośny, rozpaczliwy krzyk kobiety. Spojrzała w tamtym kierunku. Ognisko oświetlało całą grupę. To krzyczała dziewczyna, która uciekała razem z nią. Teraz zupełnie naga leżała na brzuchu w poprzek siodła z szeroko rozrzuconymi nogami, a dwóch mężczyzn ciągnęło za linki, których pętle były na nogach dziewczyny. Inni mężczyźni trzymali jej wykręcone ręce i dociskali do ziemi. Rachel z wysiłkiem uniosła głowę. Była bardzo ładną kobietą, ale teraz Theresa prawie jej nie poznała. Na umazanej ziemią, spoconej twarzy blondynki widziała jedynie rozpacz. Słyszała jej błagania o litość. Przerażenie, zmęczenie, brutalność mężczyzn i gwałt odmieniły jej twarz.  

    Ładne piersi dziewczyny kołysały się, pozbawione okrycia. Mężczyzn, brunet w średnim wieku, w białej koszuli i ciemnych spodniach podszedł, przysiadł i macał jej piersi. On i pozostali głośno wymieniali się opiniami. Byli rozbawieni i podchmieleni. Cały czas krążyły wśród nich butelki z alkoholem. W końcu brunet podniósł się i coś mówił do tych, którzy trzymali jej ręce. Za nią klęczał inny mężczyzna i intensywnie rżnął ją. Rachel znowu przeraźliwie krzyknęła. Brunet stanął między mężczyznami w rozkroku. Na nogach miał wysokie, ciężkie buty. Między jego nogami szamotała się głowa zrozpaczonej dziewczyny. Podniósł nogę i podeszwą buta uderzył blondynkę w głowę, a ta bezgłośnie opadła na piasek. Kilku mężczyzn z aplauzem przyjęło jego zachowanie. Za dziewczyną ukląkł podniecony młodzieniec. Szybko i gwałtownie wszedł w nią. Głowa dziewczyny, bezwładnie leżąca na ziemi, szorowała po piasku w rytm uderzeń bioder chłopaka.  

    #

    Mocne szturchnięcie butem w ramię zakończyło obserwację. Theresa obojętnie spojrzała na swoich prześladowców. Porwali i pocięli na niej bluzkę, rozcięli nożem i zerwali stanik. Tak samo pozbyli się spódniczki i majtek. Eleganckie sandałki na szpilce zgubiła, schodząc po zboczu. Leżała naga, jej rzeczy nie nadawały się już do użytku. Mężczyźni stali nad nią, oglądali jej nagie, zadbane ciało i rozmawiali.  

    – Pewnie ustalają kolejność – stwierdziła beznamiętnie. Nie znała tego języka, chociaż był podobny do hiszpańskiego. Mówili szybko, niewyraźnie i chyba w jakimś dialekcie, więc nic nie rozumiała.

    Pochylili się nad nią. Dotykali ciała, szarpali piersi, szczypali pośladki, oglądali zęby, ściskali brodawki piersi, wkładali palce do pochwy, dotykali podeszwy stóp. Każdą jej nerwową reakcję kwitowali śmiechem.

    Mimo ukończonych czterdziestu lat uchodziła za atrakcyjną kobietę. Szczupła, aktywnie spędzała czas wolny, dbała o swój wygląd. Mogła podobać się każdemu, a już na pewno takim zwyrodnialcom, którzy mieli okazję posiąść cudzoziemkę! Ledwie powstrzymała płacz. 

    Wyprawą do pierwszego z krajów równikowych uczciła swoje czterdzieste urodziny. To prezent, który sobie sprawiła. W następnych latach zamierzała odwiedzić kolejne kraje.

    #

    Rozmyślania Theresy przerwało ożywienie zebranych. Ktoś wydał komendy i odwiązywano linki od kołków. Spojrzała w kierunku ogniska. Rachel dosiadał kolejny młody chłopak. Czarne, lśniące włosy, smagła cera, białe zęby, szczupły, ale z rozbudowanym torsem. Oprzytomniała blondynka głośno stękała. Nie potrafiła pozostać obojętna na rozmiary i witalność silnego kochanka.

    – Pewnie w normalnych warunkach nie wypuściłaby go z objęć – przemknęło przez myśl Theresy. – I jeszcze domagałyby się kolejnych spotkań…

    Rachel, intensywnie rżnięta przez głodnego seksu samca, bezradnie szarpała linkami. Z kolei ten, który z niej wyszedł, klękał przy głowie dziewczyny. Chwycił ją i struga spermy zalała jej twarz. Atrakcyjna blondynka bezskutecznie próbowała odsunąć głowę. Towarzysze broni z głośnym aplauzem przyjęli jego szczytowanie. Po wytrysku zadowolony wytarł penisa w jej twarz i włosy. Młody chłopak już wyszedł z Rachel i obfitym strumieniem tryskał na jej plecy. Kolejny mężczyzna, również w średnim wieku, pchał penisa w dziewczynę. Cicho jęczała. Już nie miała siły na głośniejszy protest. Blokujący jej kończyny, beznamiętnie przyglądali się zabawie.

    Dwóch mężczyzn podniosło Theresę, związało jej ręce i poprowadziło do namiotu stojącego nieco na uboczu. W środku na materacach leżał smagły mężczyzna. Zwrócił się do niej po angielsku.

    – Zna język! – ucieszyła się.

    Po krótkiej chwili radości wróciło przerażenie. Wyjaśnił jej, że jest tu dla ich rozrywki.

    – Ich? Jakich „ich”? – patrzyła na niego i nie rozumiała. Ale tylko przez chwilę.

    Poczuła czyjeś ręce na swoich plecach. Drgnęła przestraszona, ale zdusiła krzyk. Drugi mężczyzna obmacywał ją. Kiedy nieco oswoiła się z natarczywym obmacywaniem, między pośladkami poczuła jego twardego penisa. Ściskał jej piersi i popychał biodrami. Odsuwała się od niego, ale przybliżała do drugiego z mężczyzn. Ten powoli rozbierał się i patrzył w jej oczy.

    Teraz leżał nagi. Jego członek sterczał. Przywołał ją niecierpliwym gestem dłoni.

    – Potrzebowali kobiety. Jakiejkolwiek kobiety… – pomyślała z rozpaczą.

    Dwa mocne cięcia nożem i z rąk spadły pocięte więzy. Mężczyzna stojący za nią, chwycił ją za kark i zmusił do klęknięcia. Jego leżący kolega chwycił ją za włosy i przyciągnął głowę do swojego penisa. Chwilę później posłusznie pochłonęła go ustami i oblizywała. Leżała na boku. Ten, którego jeszcze nie widziała, wilgotną dłonią pocierał wejście do pochwy. Rytmiczne, łagodne ruchy, przypadkowe muskanie łechtaczki łagodziły jej napięcie. Kiedy nieco odprężyła się i przyzwyczaiła, zaspokajając jednego, drugi gwałtownie wszedł w nią! Krzyknęła ze strachu, z bólu… Mężczyzna jeszcze raz uderzył biodrami i nawilżony, twardy penis cały wbił się w nią. Zadowolony westchnął i zaczął rytmicznie uderzać biodrami. Kobieta z ustami wypełnionymi penisem rytmicznie stękała.

    Od ogniska dobiegł głośny jęk gwałconej Rachel.

    #

    Ola gwałtownie zamknęła książkę.

    – Taki cwaniaczek… – sama jeszcze nie dowierzała. – Rodzice dumni, bo ich jedyny synuś nareszcie zaczął czytać książki! Ze szkolnej biblioteki sobie przynosi – jej wściekłość rosła z każdą chwilą. – Kochany syneczek odstawił gry komputerowe i książki czyta! Ta, jeszcze bibliofilem zostanie! „Białe kruki” będzie zbierał! Z białego proszku! – kpiła po cichu, patrząc w ekran laptopa. – W gazecie nie chciało mu się nagłówków przeczytać, bo biedaczkowi „wzrok się męczył”, ale grać mógł! I to nawet dziesięć godzin bez przerwy!  

    – Olu, pójdziesz w końcu na zakupy? – dosięgnął  ją głos zirytowanej mamy.

    – Tak, mamo! Za chwilę pójdę! 

    Mama coś mruczy o chwili trwającej już kwadrans, ale nie woła córki po raz drugi. Ola porządkuję biurko, nerwowo zamyka pliki. Nie może przestać myśleć o młodszym bracie:

    – Rodzice z radości, że dziecko czyta, może dadzą na mszę dziękczynną?! Dziecko! Byk szesnastoletni! W nagrodę ma dostać kasę i pojechać na wycieczkę! Ja mu dam wycieczkę… Ja mu… Pojedzie sobie… Oj, pojedzie! „Gołą dupą po nieheblowanej desce”! – mściwie zacytowała znane powiedzenie. Patrzyła w okno i zastanawiała się.  

    Mama znowu przypomniała mi o zakupach:  

    – Na szafce kładę listę zakupów i pieniądze. Pamiętaj, że sklepy na ogół zamykają. Zwłaszcza na noc… – zgryźliwie dodała, zmęczona obietnicami córki.

    – Co za menda z młodego! Urwał okładkę z jakiejś książki i wsadził w nią taką szmirę… – dziewczyna kręciła głową, wściekła na przebiegłość brata. – Pewnie to jego pierwsza książka, którą przeczyta w całości! – nagle zamarła, bo właśnie wpadła na pomysł. Aż podskoczyła z wrażenia!

    Hałas przy drzwiach wejściowych. Szybko odłożyła książkę na miejsce i usiadła na krześle przy biurku. Westchnęła z ulgą. To nie był brat, tylko znajoma mamy. Ponownie wstała i poprawiła ułożenie książki na półce. Studia studiami, ale dziewczyna dorabiała sobie, pracując w domu. Laptop i odpowiedni program wystarczyły, żeby po przeszkoleniu wykonywać dość proste prace, przynajmniej teraz tak uważała, dla wydawnictwa. Proste, ale pracochłonne.

    – Skąd on ma coś takiego?! – zastanawiała się, patrząc w ekran laptopa. – Młody i tak wcześniej ode mnie chodzi spać, więc później poczytam jeszcze trochę. A potem zamienię mu książkę na katechizm! Wtedy się zaczyta…

     

    K O N I E C


    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick