Author: admin

  • Ala, cz. 3.

    Część 3.

    Nieco znużona małomównością mojego gospodarza, zdecydowałam się przejąć inicjatywę. Widziałam, że stara się, ale szło mu jak Syzyfowi pod górkę. Zresztą, chciałam ułatwić mu konwersację, bo kobiecy instynkt podpowiadał mi, że chłopak ma jakąś niespodziankę dla mnie. No i mi się podobał. Szczupły, zadbany, spokojny, nie był nachalny i chyba nieźle zbudowany. Tyle, ile zdołałam ocenić przez koszulę. Kawałek młodego mężczyzny, mniam… Ruszyłam z pomocą: 

    – Mam na imię Ala – przedstawiłam się z pogodnym uśmiechem, podając rękę.

    – Tak? – był nieco zdezorientowany. – Yyy, Daniel.

    – No, teraz chyba będzie nam wygodniej rozmawiać, prawda? – chwilę za długo przytrzymałam jego dłoń. Próbowałam zachęcić chłopaka do większej aktywności, ale nadal to głównie ja mówiłam. 

    – Jasne – potwierdził i dolał mi alkoholu. – Wypijmy za naszą znajomość.

    Drink smakował mi.

    – I co z tym kurierem?

    – Z kim? A, kurier – uśmiechnął się, spojrzał za zegarek i zrezygnowany wzruszył ramionami. – Ma jeszcze kilka godzin – rozejrzał się bezradnie.

    Bawiło mnie jego zachowanie. Wyraźnie nie odnajdywał się w roli gospodarza, ale całość robiła wrażenie, jakby była przygotowana na wizytę oczekiwanego (!) gościa. Nie potrafił prowadzić rozmowy. Był skrępowany, a ja czułam się panią sytuacji. I było mi z tym dobrze. Nawet coraz lepiej.

    – Chcesz poopalać się? – zapytał nieoczekiwanie.

    – Słucham?! – aż lód zadzwonił w szklance, kiedy spojrzałam na niego. 

    – Czy chcesz opalać się? – prawie sylabizował pytanie.  

    – No, czemu nie. Zaskoczyłeś mnie propozycją…

    – Czemu? Przecież świeci słońce – uśmiechnął się. Nagle wyglądał na wyluzowanego.

    – …ale byłoby mi żal straconego słońca, skoro jest okazja – dokończyłam przerwane zdanie. – W domu leżałabym na balkonie. Ale… Wiesz, tutaj mogą zobaczyć mnie jacyś znajomi. Wolałabym uniknąć takiej sytuacji i konsekwencji. Chyba rozumiesz?

    – Bez obawy! – ożywił się. – Ustawię leżak w taki sposób, że nikt ciebie nie zobaczy.

    Patrzyłam na niego zaskoczona, a on energicznie wstał, otworzył drzwi balkonowe i wyszedł. Od razu zrozumiałam! Słońce stało wysoko i promienie wpadały do mieszkania nad barierką. Można było opalać się, nie wychodząc z mieszkania.

    – To musi być u ciebie spory ruch – stwierdziłam z ironią. – Pewnie drzwi się nie zamykają, co? Zamontuj obrotowe.

    – Dlaczego? – spojrzał na mnie zaskoczony, ale szybko zrozumiał. – Aaa, to. Nieee… – lekceważąco machnął ręką. – Julka, współlokatorka, czasami przychodzi opalać się. To nawet miłe, bo ona chętnie opala się bez stanika. Czasami nawet bez majteczek. Ponieważ deską nie jest, więc za darmo mam ładne widoki. Czasem z Andrzejem posiedzimy, pooglądamy Julkę. Lubi, gdy doceniamy jej urodę – z uśmiechem mrugnął do mnie – ale biletów nie sprzedaję. Jeszcze nie sezon – dodał żartem. W ręku trzymał leżak. – No, na co czekasz? – patrzył na mnie zdziwiony.

    Fakt, teraz ja wyglądałam na speszoną. Wstałam, uśmiechnęłam się szeroko, żeby zatuszować niepewność i zaczęłam rozpinać bluzkę. Nie musiałam krępować się. Miałam ładną figurę, mój biust docenił już wcześniej. Ubrałam ładną bieliznę, w delikatne prążki, która podkreślała opaleniznę. Od biedy mogłam w niej leżeć na plaży. Kiedy rozpięłam bluzkę, Daniel podsunął mi krzesło. Jakoś nie pożerał mnie wzrokiem. Szybko zdjęłam spódniczkę. Mój pastelowo-żółty zestaw odpoczywał na krześle, a ja położyłam się na leżaku.

    – A ty dokąd? – zagadnęłam go, widząc, że wychodzi.

    – Przebiorę się i wracam – machnął sportowymi spodenkami i wyszedł. Wrócił w samych spodenkach i usiadł na krzesełku na balkonie.

    *

    Znowu rozmawialiśmy, ale jakoś rozmowa nie kleiła się. I nagle:

    – Jeżeli chcesz, możesz opalać się topless – zaproponował Daniel.

    – Tutaj? – byłam rozbawiona.

    – Tutaj – kiwnął głową. – Przecież nikt nie widzi ciebie, kiedy tak leżysz. W końcu to ostatnie piętro. A do mieszkania nikt nam nie zajrzy – uśmiechnął się.

    – Właściwie, czemu nie – przytaknęłam, wzruszając ramionami. Przecież chłopak widział już mój biust i to w krępującym otoczeniu, a tutaj byłam anonimowa i „na plaży”, kiedy słońce mocno przygrzewało. Fajnie rozwijała się ta znajomość. Byłam mile podekscytowana tą sytuacją. Spokojnie usiadłam, rozpięłam stanik i rzuciłam na krzesło. Trafiłam. Wygodnie ułożyłam się w leżaku. Uśmiechnęliśmy się do siebie. Rozmawialiśmy, a ja spod przymrużonych powiek widziałam, że zamiast rozsiąść się na krzesełku, wychylił się i spoglądał na mój biust. Nie miałam czego wstydzić się przy nim. Fajnie było…

    – Ooo – nieoczekiwanie odezwał się, nagle wstał i zniknął.

    Czekałam cierpliwie. Wrócił po dłuższej chwili:  

    – Proszę – podawał mi kolorową szklankę.

    – Co to jest? – spojrzałam mu w oczy.

    – Gazowana mineralna z lodem, cytryną i dużą kroplą czystej.

    – Dziękuję – chętnie sięgnęłam po szklankę. Była chłodna. Napiłam się. – No, spora ta kropla – stwierdziłam po pierwszym łyku.

    – Ważne, że smakuje – leniwie machnął dłonią. Siedział na balkonie oparty o ścianę i teraz wystawiał twarz do słońca.

    Po kolejnych kilku minutach i łykach odstawiłam pustą szklankę na podłogę. Pół godziny później miałam dość:  

    – Daniel, dla mnie jest już za gorąco. Kończę opalanie.

    – Jak chcesz – wstał i pomógł mi podnieść się z leżaka. Wypchnął go na balkon, przymknął drzwi i spuścił żaluzje. W pokoju zapanował przyjemny półmrok.

    Stałam z rozłożonymi rękoma. Wiatraczek znowu przyjemnie chłodził moje ciało. Przymknęłam oczy, odchyliłam głowę i delektowałam się chłodem. Byłam w dobrym humorze. Odprężona.

    – O, naprawdę efektownie wyglądasz – stwierdził z uznaniem.

    Dotarło do mnie, że w pokoju, w którym panuje półmrok, prezentuję się w samych majteczkach przed półnagim chłopakiem. Zasłoniłam piersi.

    – Przestań! Jeszcze przed chwilą mogłem patrzeć na twój biust bez żadnych ograniczeń! – zaśmiał się.

    – No tak, ale to było jakby na plaży. Teraz jesteśmy w mieszkaniu. Tutaj jednak obowiązują inne zwyczaje – szybko sięgnęłam po bluzkę.

    – Przestań! – powtórzył chrapliwie i przytrzymał moją dłoń. – Cały czas byłaś w pokoju.

    – Chcę się ubrać – oznajmiłam miękkim głosem.

    *

    Bez słowa podszedł do mnie i przyciągnął do siebie. Był na tyle silny, że nie mogłabym skutecznie się opierać. Kiedy wpadłam na niego, wyjął bluzkę z mojej ręki i rzucił na krzesło. Chciałam zaprotestować, ale był szybszy. Przytulił mnie do siebie i zaczął całować po twarzy, po uszach, w usta, ale odwróciłam głowę. Nie przerwał. Całował po szyi, karku, ramionach.

    – Nieee. Nie chcę! Nie! – słabo protestowałam. Alkohol i słońce zrobiły swoje.

    – Ale JA mam ochotę – szepnął stanowczo.

    Był podniecony. Bardzo! Kiedy mnie przycisnął, od razu wyczułam twardego penisa na podbrzuszu. Jednak cofnęłam biodra. Przestraszyłam się.  

    – Młody chłopak – pomyślałam, podekscytowana nieoczekiwanym obrotem sprawy i jego dużą potencją. – Przecież liczyłaś na to, kiedy zaczęłaś się opalać. Zrezygnowałaś z wyjazdu do centrum. Obnażyłaś się w pokoju obcego chłopaka. Wypiłaś sporo alkoholu. Prowokowałaś go, więc teraz masz to, czego podświadomie chciałaś – punktowałam zdarzenie i krytykowałam samą siebie. – Zresztą, on też ma ochotę na mnie – w myślach usprawiedliwiałam swoją krytykę.

    Chłopak przejęty sytuacją, zupełnie nieświadomy moich przemyśleń, przycisnął mnie, zaskakująco łatwo podniósł i przeniósł na tapczan. Położył mnie na plecach i padł na mnie.

    – O, naprawdę masz świetne cycki! – znowu gorączkowo całował mnie, a jego dłonie macały piersi. Potem sięgnął do krocza.

    Nie tego się spodziewałam. Odruchowo chwyciłam go za włosy i uniosłam głowę.

    – Zostaw mnie! Proszę! Nie chcę teraz! To za szybko! Puść mnie! – szamotałam się i użyłam ostatecznego, jak sądziłam, argumentu: – Nie chcę ciebie!

    – Nie szkodzi! Ja jestem mniej wybredny – uśmiechnął się i chwycił moje palce. Wykręcił je, aż z bólu puściłam jego włosy. W jedną dłoń złapał moje ręce w nadgarstkach i trzymał nad moją głową. Był silny, nie potrafiłam ich uwolnić. Drugą sięgnął do krocza.

    Nie zareagowałam na jego złośliwość. Właśnie próbowałam wyszarpać się z jego uchwytu, ale nie zdołałam. Naprawdę był silny i moje próby pokonania go, traktował z pobłażliwym uśmiechem. Słabłam, a jego pieszczoty, mimo mojego oporu i nerwowości, zaczęły odnosić skutek. Najpierw pocierał łechtaczkę, potem wejście do pochwy aż wreszcie wszedł palcem. Płynnie wycofał się i gwałtownym ruchem wsunął dwa palce. Poczułam ulgę i coś jak odprężenie. Jak w gorący dzień zanurzyć się w letniej wodzie i tak trwać.

    – Oooch! – westchnęłam głęboko. Wtedy poddałam się… Kiedy byłam podniecona i stękałam, dość głośno reagując na penetrację palcami, nieoczekiwanie przerwał pieszczotę i wysunął je. Byłam tak zaskoczona, że nawet chciałam podnieść się i zaprotestować. Jednak podniecona leżałam, gwałtownie oddychałam i czekałam. A byłam już tak blisko… Nie miałam ochoty patrzeć na niego. Zsuwał spodenki. Przylgnął do mnie i wepchnął palec do pochwy, a drugi do odbytu! Kciukiem pocierał łechtaczkę. W ten sposób wzmógł moje pożądanie, bo nie penetrował dziurek zbyt głęboko. A na to czekałam! Niewiele brakowało, a zaczęłabym go błagać!

    *

    – Wejdź głębiej… – w końcu poleciłam chrapliwym szeptem, ale prawie nie poznałam swojego głosu! Zabrzmiałam ulegle, prosząco. I było w nim tyle pożądania. Znowu stękałam, ulegając czułościom.  

    Usłyszałam lekki, chrapliwy śmiech. Daniel cieszył się, że pieszczoty odnoszą taki skutek.

    – Zerwę z ciebie majtki – zapowiedział prowokująco.  

    – Yhy – zgodziłam się z już napiętymi z podniecenia mięśniami. Rytmicznie odchylałam kolana na boki.

    Daniel krótkimi ruchami, ale bardzo energicznie wpychał i wysuwał palce z pochwy. Naprawdę robił to umiejętnie. Miał wprawę. Kolana poruszały się coraz szybciej.

    – Ale z ciebie napalona babka – jego podziw był szczery. – I mokra… – w głosie dominowało rozbawienie.

    – Takie poniżenie! Chłopak bierze mnie siłą, a ja żebrzę o więcej! – resztkami świadomości analizowałam sytuację. Zniesmaczyła mnie porażka. Żałowałam, że odważyłam się na tę prośbę. Już wiedział, jak bardzo byłam podniecona. – Ale przecież nie mogłam dłużej wytrzymać! – tłumaczyłam sobie. A teraz najważniejsze było rosnące podniecenie i to, na co jeszcze tak gorączkowo czekałam. Samo oczekiwanie potęgowało moje pożądanie. I Daniel o tym wiedział.

    – Jeszcze odjedziesz – obiecał szeptem. Oddychał szybciej. Moje podniecenie udzieliło się również jemu. W końcu miał do swojej dyspozycji niezłe ciało.

    – Oooch, ty! Ty… – jęknęłam chrapliwie, kiedy poczułam, że pieszczoty łechtaczki i warg przejmuje język! Mile zaskoczył mnie tak silnym bodźcem. Zadrżałam pod wpływem ciepłego oddechu, pokrywającego podbrzusze. Mógłby pieścić mnie tak bez końca. Zapomniałam, gdzie jestem, ani z kim się bawię. Nie dbałam o to, liczyły się wyłącznie doznania. Tylko one! One mną zawładnęły. O reszcie nawet nie miałam siły i nie chciałam myśleć. Nie teraz! Napinałam i rozluźniałam mięśnie. Oddychałam szybciej. Nadchodziła rozkosz. To było jak tsunami. Topiłam się w ekstazie. Jeszcze usłyszałam swoje radosne wycie.

    *

    Leżałam na brzuchu z szeroko rozrzuconymi nogami i rękoma. Ugięłam nogi w kolanach. Ledwo oddychałam, bo twarz miałam wciśniętą w poduszkę. Dłonie spazmatycznie zacisnęłam na kocu. Mój kochanek energicznie ruszał biodrami, wbijając się w pochwę. Oparty na łokciach czasami wciskał dłonie i dotykał moich piersi palcami. Chyba chciał złapać sutki. Nie otwierałam oczu. Koncentrowałam się na odbieraniu bodźców. Chłopak momentami był prawie brutalny, więc zróżnicowanie pieszczot było tak silne, że mogłam oszaleć, kiedy przesuwał paznokciem po udzie. Bo ruch mógł zakończyć w odbycie albo na piersi, albo w moich ustach. Po doznanym orgazmie, kiedy chyba na chwilę straciłam przytomność, w zasadzie pozwalałam mu na wszystko.

    Leżeliśmy na boku przodem do siebie, on na lewym boku, ja na prawym i próbowałam muskać go moimi włosami po twarzy. Miał zamknięte oczy, ale tym razem ja cały czas patrzyłam. Lewą ręką czasami dotykałam penisa, obserwując, jak wnika i wysuwa się z pochwy. Był wilgotny, twardy i miałam szaloną ochotę ścisnąć go! Na razie jedynie głaskałam. Masowałam łechtaczkę, odchylałam wargi. Śliną nawilżałam wargi, penisa. Byłam taka wyuzdana. Daniel trzymał mnie za kark i intensywnie uderzał biodrami. Drugą ręką trzymał mnie za biodro. Obejmowałam go lewą nogą i dociskałam piętą, żeby nie uciekł ze mnie. W pewnym momencie otworzył oczy i patrzył. Pocierałam penisa palcami, kiedy wysuwał się ze mnie i wyzywająco patrzyłam mu w oczy. Puścił biodro i moją smukłą nóżkę założył sobie na ramię!

    – Och, ty… – tylko tyle zdołałam wystękać. Jeszcze chwilę patrzyłam na niego i w końcu przymknęłam oczy.

    Twardy, sterczący, wilgotny penis wszedł we mnie po samą nasadę pod nieco innym kątem. Ależ go czułam! Chłopak na chwilę znieruchomiał. Zrobiło mi się jakoś tak… Daniel znowu ruszył i parokrotnie uderzył członkiem. Znacznie wolniejszy rytm, ale uderzenia silniejsze. Wręcz przesuwał mnie na tapczanie. Już głupiałam. Zanim coś powiedziałam, niesamowita rozkosz wyrwała głośny krzyk z moich ust. Zadrżałam, kiedy fala orgazmu zalała moje ciało. Mięśnie zwiotczały, kiedy smakowałam przyjemność naszej zabawy. Kochanek delikatnie zwolnił uchwyt i moja noga osunęła się z jego ramienia. Leżałam bezwładnie, jak lala, z której spuszczono powietrze i głośno posapywałam.

    Daniel nadal lekko poruszał twardym penisem. Czułam to! Nie miałam siły nawet otworzyć oczu. Euforia trwała. Chłonęłam ją całą sobą i nie chciałam uronić ani cząstki! Po skroni spłynęła łza, bezgłośnie spadła na pościel i została wchłonięta przez materiał. Nieme świadectwo mojej dzisiejszej największej ekstazy zniknęło. Członek ciągle był twardy i we mnie. Właśnie wylizałam mu palec. Po delikatnej pieszczocie biodra i pośladka palec skierował się w okolice odbytu i łagodnie przemierzał cały rowek między pośladkami. Czasami zatrzymywał się drapał skórę wokół odbytu. To było takie miłe i rozczulające. Później z bojowym okrzykiem właściciela „Za mną!” wepchnął się do pupy. Za nim wepchnął się drugi i trzeci!

    – A niech robi, co chce – pomyślałam rozmarzona, żegnając rozpływające się resztki euforii. Mimo obaw nie bolało mnie. Było przyjemnie. Leżałam bardzo zmęczona i bezbronna. I szczęśliwa. Nawet nie byłam w stanie otworzyć oczu. Seks po alkoholu był świetny. Alkohol potrafi skutecznie łagodzić skrupuły.

    *

    Zadzwonił dzwonek przy drzwiach.

    – O, kurier! Chcesz się z nim poznać? – Daniel patrzył na mnie, czekając na odpowiedź. Bawił się moim sutkiem. Nie śpieszył się. Leżałam w wyuzdanej pozie. Zabrzmiał drugi dzwonek.

    Milczałam.

    Uśmiechając się, sięgnął po swój T-Shirt i zrolował go. Cały czas patrzył na mnie. Nachylił się nade mną. Nie wiedziałam, co zamierza zrobić, więc pytająco spojrzałam mu w oczy. Płynnym i szybkim ruchem założył mi zrolowaną koszulkę na szyję, z boku skrzyżował końce i zaczął je skręcać. Już po chwili zabrakło mi tchu. T-Shirt stał się twardą, sztywną linką. Dusił mnie! Skręcił koszulkę jeszcze bardziej. Zrobiło mi się słabo.

    – Wstawaj! Idziemy! – pociągnął za koszulkę i szarpnął za rękę. Znowu z wyjątkowo lekkością poderwał mnie z tapczanu i wywlókł do przedpokoju. Z trudem łapałam oddech, nie myślałam o swoim wyglądzie. Próby rozciągnięcia koszulki nic nie dały. Daniel otworzył drzwi.

    – Proszę, co za widok! – usłyszałam rozbawiony głos. Przede mną stał Andrzej, kolega Daniela. Zatrzasnął drzwi wejściowe. Próbowałam rękoma zakryć swoją nagość. Pochyliłam głowę i prawie zgięłam się wpół. Na tyle pozwolił mi Daniel. Przed moimi oczyma kołysał się jego twardy fiut. Znieruchomiałam. Zniesmaczona poniżającą sytuacją, odwróciłam od niego głowę.

    – Jesteś ‘kurierem’, na którego tyle czekałem, a to nasza roznegliżowana piękność – nagle stał się bardzo pewny siebie. – Więcej nie mogłeś się spóźnić?

    – Widzę, widzę – Andrzej odłożył torbę i zdjął sandały. Był ubrany w zielony T-Shirt i beżowe szorty. Zaczepkę kolegi zlekceważył. – Już używana? – pytając, delikatnie pogłaskał mnie po policzku.

    Widziałam, że mu się bardzo podobam. Zirytowana jego pieszczotą i pytaniem, gniewnie szarpnęłam głową. Zignorowali moją reakcję.

    – No jasne! – z dumą potwierdził Daniel.

    – Gdzie kontynuujemy?

    – U mnie już rozgrzebane, więc zapraszam. U ciebie i tak za duży bałagan.

    Brakowało mi powietrza, ale nie zwracali na to uwagi. Próbowałam szarpać koszulkę, więc Andrzej wykręcił mi rękę i posłuszną poprowadzili do pokoju. Któryś coś burknął, ale nic nie zrozumiałam.

    *

    Blondynek chwycił mnie za włosy i wyprostował. Dusiłam się. Andrzej głaskał mnie po włosach. Daniel zwolnił chwyt ‘liny’ i odzyskałam oddech! Głęboko zaczerpnęłam powietrza. I jeszcze raz. Wtedy Andrzej płynnym ruchem chwycił mnie za włosy, odchylił głowę i przystawił butelkę do szeroko otwartych ust. Już nie zdążyłam ich zamknąć. Wódka lała się w moje usta. Zaskoczona przełknęłam sporą porcję. Krztusiłam się. Wlali jeszcze trochę i odstawili butelkę, a Daniel od razu zatkał mi usta i nos. Sam dawał sobie radę ze mną. Chciałam oderwać jego dłonie, chociaż kopnąć go! Naiwna… A on chyba świetnie bawił się tą sytuacją. Zmęczona szarpaniną musiałam znowu przełknąć alkohol i dopiero wtedy puścił mnie. Zaczęłam głośno kasłać.

    – Ala, za dużo pijesz! Próbuj mniejszymi łykami! – w głosie Daniela pobrzmiewała ironia.

    – Rozmasuję ten kaszel – usłyszałam głos Andrzeja.

    Szybko spojrzałam w jego stronę. Wtedy pchnął mnie na łóżko. Już był nagi. Z impetem usiadłam. Nie potrafiłam szybciej zareagować. Zanim odepchnęłam się ręką od tapczanu, stanął przede mną. Chwilę później położył się na mnie i wszedł. Już nie oponowałam. Nie miałam siły.

    – Oooch! – jęknęłam głośno, gdy poczułam go, bo był taki gruby! Twardy też, ale przede wszystkim gruby. I przypadkowo trafił w punkt G.

    – O! Aleś ty mokra! – wykrzyknął z uznaniem. Daniel śmiał się cicho.  

    ‘Kurier’ rżnął mnie tak długo aż w końcu zaczęłam odczuwać podniecenie, chociaż ciągle krępowała mnie obecność Daniela. Andrzejowi najwyraźniej nie przeszkadzała. Najpierw poruszałam się zmęczona, ale potem… Napięcia mięśni, zaciskanie dłoni w pięści, motylki w brzuchu, szarpnięcia głową, zamknięte oczy, usta w linijkę, krótki oddech, wyrywane jęki, przeciągłe wycie… Ta rozkosz była tak inna od poprzednich, ale była!

    *

    Potem chłopak odchylił się i położył mnie na boku. Byłam już bardzo zmęczona, więc nie zdołałam w żaden sposób odsunąć się od niego, a tym bardziej zejść z tapczanu. Jedynie ciężko oddychałam. Podniecenie wygrywało. Nie potrafiłam powstrzymać się. Jego penis był twardy, jednak krótszy niż Daniela, ale za to jaki gruby. Zbyt gruby! Mimo tego nie sprawiał mi bólu. Czułam jak dokładnie wypełniał pochwę, przylegał do ścianek. Każdy drobny ruch był odczuwalny. W pewnym momencie, nagle przestał wysuwać się i wsuwać. Znieruchomiał. Po chwili poczułam jak chłopak napina go i rozluźnia! Pulsował! We mnie! Takie delikatne ruchy działały na mnie szalenie stymulująco! Lubieżnie poruszałam nogami i zamruczałam, odchylając głowę do tyłu. Ruszałam nią w reakcji na pulsującego penisa. Nie chciała krzyczeć. Co za przyjemność! Mimika też musiała oddawać stan mojego ducha. Właśnie przeżyłam lekki orgazm. Kolejny!

    Chwilę leżeliśmy. Odpoczywałam, orgazm spływał ze mnie, a ja nadal byłam oszołomiona tyloma doznaniami i wrażeniami jednego popołudnia.

    – Ala zaspokojona, więc czas na ciąg dalszy – mruknął zadowolony Andrzej. – Chodź, Daniel. Chodź, chodź!

    Szarpnęłam się, zaniepokojona tonem jego głosu i poleceniem, ale chłopak już był przy mnie i dłonią przyciskał do kolegi. Nie mogłam wyrwać się. Zresztą, po co? Po orgazmie jeszcze byłam zmęczona i trudno było mi zebrać myśli.

    *

    – Nie, proszę! Nie! NIE!! – krzyknęłam, kiedy Daniel wchodził w moją pupę. Na próżno. Momentalnie otrzeźwiałam. Wilgotny członek parł, nie zważając na moje protesty. Daniel wpychał penisa, dopychał lubrykant. Chyba dobrze bawili się, zdobywając mnie. Mój opór i strach stanowiły dla nich fajny bonus, uatrakcyjniający zabawę. Wiedzieli, że ulegnę, bo niby komu poskarżę się, że zbyt intensywnie spółkowałam z dwoma chłopakami? Mężowi? Rodzicom? Znajomym?

    – Jeeest… – stęknął Daniel, kiedy zdołał wejść w pupę. Czułam jak rozpycha, rozrywa mnie. Potem poruszał się nieznacznie, czekając aż lubrykant rozłoży się w odbycie. Wysunął penisa, jeszcze nawilżył wejście tym środkiem i powoli wsunął się. Był twardy, a on niecierpliwy i podniecony. Ruchy stały się bardziej energiczne, a ja jęczałam, protestowałam i wierzgałam, tkwiąc na dwóch twardych członkach.

    – Na dwóch twardych członkach… Dwa młode kutasy we mnie. Spółkuję z dwoma chłopakami naraz – pomyślałam i zrezygnowana opuściłam głowę. Znowu pokonali mnie, ale podnieciłam się samą myślą, że bierze mnie dwóch chłopaków. Poruszyłam się na Andrzeju.

    – Uspokój się, bo za wcześnie wytrysnę! – ostrzegł mnie rozbawiony ‘kurier’.

    – Proszę! Już dość! Och, proszę! Proszę… – podniecenie osłabiło mój protest i ostatnie słowo już wyszeptałam.

    – Spoko! Przyzwyczaisz się. Mamy na ciebie wielką ochotę, więc chcemy mocnego rżnięcia – Andrzej chwycił mnie za głowę i uniósł. – Chcesz być mocno zerżnięta?

    – Taaak. Tak! – wystękałam, bo poczułam, że Daniel wysuwa się z odbytu, a Andrzej uderza we wrażliwe miejsce w głębi pochwy. 

    Daniel tkwił w moim odbycie i trzymał mnie za głowę. Leżałam na boku z członkiem w odbycie i nie wiedziałam, co jeszcze zamierzają zrobić. Przymknęłam oczy, mimowolnie otworzyłam usta, oddychałam ciężko, czując przyjemność ze spółkowania z Danielem. Poruszał się tak, tak… trafnie! Każdy ruch wywoływał podniecenie, któremu nie potrafiłam oprzeć się. Bałam się, że po kolejnym orgazmie będą mnie cucić. Oddałam się chłopakowi z takim zaangażowaniem, że chwyciłam go za biodro i przyciskałam do siebie. Daniel uniósł moją nogę. Przeciągle jęknęłam z rozkoszy. Andrzej parsknął śmiechem: 

    – Ależ to niesamowita babka! Ona może tak na okrągło!

    *

    Otworzyłam oczy i przestraszyłam się, kiedy zobaczyłam iPada w jego ręku! Nie zdążyłam zasłonić twarzy. Andrzej pstryknął zdjęcie. I drugie. Coś krzyknęłam, ale w ogóle nie zareagowali. Daniel trzymał moją nogę tylko po to, żeby lepiej pokazać, jak wnika w pupę! W ogóle im nie zależało na mojej satysfakcji!

    Daniel przechylił mnie, wyszedł z odbytu i kiedy przyjmowałam to z ulgą, szybko wszedł do pochwy i ułożył mnie na boku. Leżał za mną, ale blokował moją głowę i wykręcał rękę. Ból nie pozwalał mi na jakąkolwiek swobodę. Andrzej zrobił kilka zdjęć. Wiedziałam, że koncentrował się na mojej twarzy i reszcie ciała. Jakby czytał w moich myślach.

    – To na pamiątkę – wyjaśnił ze złośliwym uśmiechem. – Mamy ochotę jeszcze spotykać się z tobą. Wiesz, gdybyś nagle zmieniła zdanie i zaczęła nas unikać…

    Milczałam. Daniel rytmicznie poruszał się we mnie. Teraz miętosił moją pierś.

    – Daniel, zrób mi kilka fotek – poprosił Andrzej. – Też mam jeszcze ochotę poruchać naszą piękność.

    Daniel wycofał się ze mnie. Andrzej od razu objął mnie i próbował wejść. Po krótkiej szarpaninie, moich głośnych protestach i stęknięciach, które bawiły Andrzeja, w końcu złapał i zablokował moje ręce. Kiedy leżałam na plecach, boleśnie ucisnął kolanem wewnętrzną stronę moich ud i szybko rozsunęłam je. Chwilę później uderzał biodrami i z zainteresowaniem przyglądał się, jak reaguję na uderzenia penisa w pochwie. Zadowolony z siebie przetoczył mnie na bok, klęcząc, położył sobie moją nogę na ramieniu i dalej rżnął.  

    – No, Daniel! Pstrykaj wreszcie fotki! – ponaglił kolegę. Kiedy ułożył się za mną, trzymał moją głowę, żeby dobrze było widać twarz. Drugą ręką blokował moje ręce.

    Koszmar! Gdybyśmy lepiej znali się, gdybym im ufała, pewnie zgodziłabym się na wspólne zdjęcia. W tej chwili tylko bałam się i chciałam stąd jak najszybciej wyjść. Oni wydawali się mieć zupełnie inne zamiary. Przecież gdyby nie pomysł ze zdjęciami, to spotkanie byłoby udane. I wówczas dotarło do mnie, że oni od początku planowali takiego przebieg! Chcieli zagwarantować sobie stały ‘dostęp’ do mnie! Najsmutniejsze w tym było to, że miałam ochotę na seks z nimi i wszystko mogli osiągnąć bez posuwania się do szantażu.

    Andrzej długo nie wytrzymał. Wyszedł ze mnie, chwycił i poruszył penisem kilka razy, a potem trysnął na mnie. Stęknął przeciągle. Sperma skropiła moje piersi i brzuch. Poczułam wilgoć na policzku.

    – Czekaj, jeszcze ja – stęknął Daniel. Nie poruszyłam się, nawet kiedy wszedł do pochwy. Andrzej zrobił nam kilka zdjęć. Leżałam na wznak i nieruchomo czekałam aż wyjdzie. Nie trwało to zbyt długo. W końcu Daniel wyszedł, chwycił członek i poczułam krople spadające na czoło i policzek. Spuścił się na twarz! Szarpnęłam głową w bok. Strumień spermy dosięgnął szyi. Chłopak, ciężko oddychając, pochylił się nade mną i otarł penisa o moje piersi.

    – No, na dzisiaj wystarczy – zdecydował Andrzej. Oddał aparat koledze i klepnął mnie w pupę: – Ślicznotko, znikaj pod prysznicem! 

    *

    Spod prysznica wyszłam odświeżona, nadal głęboko poruszona ich zachowaniem i z mocnym postanowieniem, że porozmawiam z nimi, a ostatecznie zawrę jakiś układ, dzięki któremu skasują moje zdjęcia.

    Kiedyś mąż podniecał się takimi pomysłami i mamy kilka filmików, na których naprawdę ostro kopulujemy, ale też zdjęcia z naszego seksu. Porno w czystej postaci. Widać nas bardzo dokładnie, bo nie chowaliśmy się przed obiektywem. Na wspomnienie nie tak znowu odległych i odważnych zabaw uśmiechnęłam się. Wówczas podejrzewałam męża, że pokazuje zdjęcia i filmy kolegom i być może kilku ‘otwartym na nowości’ koleżankom. Najpierw sądziłam, że chce się mną pochwalić, ale później przeczucie przekształciło się w pewność, że zamierza u nas urządzić zabawę w wielokącie.  

    Wielokrotnie nawiązywał rozmowę, mówiąc o seksie grupowym. Znałam kilku jego kolegów i oni zupełnie nie odpowiadali mi jako potencjalni partnerzy seksualni. Po jakimś czasie Romek stał się bardzo natarczywy, zaczął nalegać i wprost proponować spotkanie ze swoim kolegą, z dwoma kolegami, z parą. Zanudzał mnie, a momentami dosłownie błagał! Miał obsesję na tym punkcie. Po jakimś czasie nie wytrzymałam. Zrobiłam mu awanturę i zapowiedziałam, że rozwiodę się, jeżeli nadal będzie obstawać przy zbiorowym seksie i szczegółowo opiszę te zachcianki jego rodzicom…

    Z dnia na dzień temat przestał istnieć w naszym domu, jednak przez kilka miesięcy było między nami nieciekawie. Nieciekawie? Ba, bardzo źle! Jeszcze trochę i w ogóle… No, ale z czasem emocje opadły. Tylko zastanawiałam się, czy on już nie brał udziału w takim seksie i w rewanżu teraz powinien był zaoferować swoją żonę, czy też planował spłacenie jakiegoś długu moim ciałem? Nigdy o to nie zapytałam męża. Zastanawiałam się nad tym, bo wiedziałam od Romka, że jego niektórzy koledzy tak postępowali ze swoimi partnerkami, żonami. Kochanki nie były polecane w takim celu.  

    *

    Kiedy wróciłam z łazienki, stanęłam jak wryta. Przeglądali mój telefon! Był podłączony do komputera. Rzuciłam się do biurka, ale tym razem Andrzej powstrzymał mnie. Był bezlitosny! Zaskoczył mnie swoją agresją. Trzymając mnie wpół, zdarł ręcznik. Kiedy odruchowo sięgałam po niego i chciałam zasłonić się, jedną ręką chwycił mój sutek, drugą ręką za włosy i wygiął w tył. Krzyknęłam! Co to był za ból! Chaotycznymi ruchami próbowałam złapać jego ręce, żeby złagodzić cierpienie. Bezskutecznie. Szarpnął mną jak lalką. Zawyłam przeciągle.

    – Najpierw ręce w dół! – polecił stanowczym tonem.

    Łkając z bólu, od razu wykonałam polecenie. Kiedy trzymałam ręce wzdłuż tułowia, trochę złagodził chwyt i ból zelżał. Już nie próbowałam protestować. Właśnie dzisiaj kolejny raz bardzo boleśnie doświadczyłam, co to znaczy bezradność i brutalnie wymuszone posłuszeństwo. Stałam naga na ugiętych nogach, ze zwisającymi rękoma, z odchyloną głową i patrzyłam w sufit.

    – Nagrałeś? – spytał zasapany Andrzej.

    – Yhy – padła odpowiedź.

    – Spokojnie! – Andrzej od tyłu objął mnie i przytulił. Z jego głosu przebijała buta i ironia. – Myślałaś, że jak będziesz nas unikać, to tylko tobie wyślemy fotki? – szeptał mi do ucha i delikatnie lizał jego wnętrze. – Bez obaw, nie zapomnimy o bliskich Alusi, ale potrzebne są nam adresy… – wyjaśnił, po czym delikatnie pocałował mnie w uszko.

     

    KONIEC

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Przygoda z Pania kierownik

    Na imię mam Marzena, mam 21 lat, historia którą chciałam się podzielić z wami wydarzyła się 2 lata temu, podczas wakacji, Mieszkam w niewielkim miasteczku na Mazurach, uczyłam się wtedy w liceum ogólnokształcącym a właściwie to je skończyłam, matura poszła super dostałam się na wymarzone studia które dalej kontynuuje. Mam 165 cm wzrostu jestem zgrabną blondynką o boskim tyłeczku przynajmniej tak mi wszyscy mówią. Tego lata postanowiłam sobie trochę zarobić i zatrudniłam się na recepcji w jednym z ośrodków wypoczynkowych nie opodal mojego miasteczka. Ośrodek był położony nad samym jeziorem w pięknym miejscu z którego był mega widok na zachodzące słońce, sam ośrodek był nastawiony na zorganizowane grupy, wycieczki oraz kolonie.

    Pewnego dnia była zmiana turnusu, przyjechała wycieczka z Krakowa,  wtedy w drzwiach stanęła ona anioł nie kobieta, była przepiękna, długie czarne włosy z 175 cm, piękne duże piersi ubrana była w cienką przewiewną sukienkę do kostek w kolorze błękitnym. Ja stanęłam jak wryta nie mogąc wydobyć choćby słowa, tak stałyśmy jakieś 30 sekund dla mnie to była cała wieczność, wtedy usłyszałam jej cudowny głos

                    – Dzień dobry wszystko w porządku?

    Wtedy oprzytomniałam

                    – Dzień dobry, tak wszystko ok, można po kolei wpuszczać młodzież wg rozpiski pokoi ja będę wydawała klucze do domków i zaraz Państwa zaprowadzę do domków

                    – dobrze to działamy – odezwała się Kasia bo tak miała na imię moja piękność

    Kasia była kierownikiem danej kolonii miała 42 lata jak później się dowiedziałam, jak już dzieciaki rozlokowały się po domkach zjadły kolacje i miały czas wolny Kasia przyszła do mnie na recepcje było już koło godziny 19 a ja miałam zmianę do 22 także się ucieszyłam jak zobaczyłam jak podąża w moją stronę, ubrana była w siwe spodnie dresowe dopasowane do jej idealnej sylwetki oraz bluzę rozpinaną z kapturem, tyłeczek jej w tych dresach był po prostu idealny.

                    – dobry wieczór – powiedziała w drzwiach

                    – dobry wieczór, macie super pogodę jak na razie – odpowiedziałam

                    – Mam na imię Kasia, i proszę mi mówić po imieniu

                    – ok ja jestem Marzena – zaśmiałam się do niej podając rękę

    Chwyciła moją dłoń tak stanowczo i patrząc mi w oczy powiedziała:

                    – Jesteś piękną kobietą i cos w Tobie jest co mnie bardzo przyciąga do Ciebie.

    Jak to usłyszałam od razu zrobiłam się czerwona i nie wiedziałam co powiedzieć tylko wypaliłam do niej:

                    – dziękuję i wzajemnie cos mnie do Ciebie przyciąga

    Kasia wyraźnie się uśmiechnęła, widać było że jest zadowolona z zaistniałej sytuacji, w tamtej chwili zrobiłam bym dla niej wszystko.

                    – o której kończysz zmianę ja mam dobre białe winko mieszkam sama w domku inni opiekunowie mieszkają oddzielnie a ja samotna może dotrzymasz mi towarzystwa.

                    – ok przyjdę mi tez przyda się trochę relaksu, napiszę tylko do mamy że zostaję w pracy na noc- mama się nie zdziwiła czasem zdarzało mi się spać w pracy miałam specjalne miejsce na recepcji do spania

                    – to będę czekała

                    – Kasiu a będę mogła wziąć prysznic u Ciebie wiesz ja jestem po całym dniu w pracy chętnie bym się odświeżyła

                    – nie ma problemu i jakąś bieliznę świeżą Ci przygotuję, to pa- to mówiąc poszła do swojego domku

    Jeszcze patrzyłam jak idzie w kierunku swojego domku zalotnie kręcąc swoim pięknym tyłeczkiem jak by specjalnie, jak by wiedziała że się jej przyglądam

    Doszła 22  zgasiłam komputer wzięłam swoją torebkę i idę do domku Kasi, serce mi waliło nie wiedziałam co może się wydarzyć byłam podniecona serce mi waliło jak oszalałe, zapukałam otworzyła mi Kasia w szlafroku do kolan była bardzo seksowna, weszłam przez próg ona pocałowała mnie w policzek jak byśmy się znały od dziecka, a tak naprawdę to ja mogłabym być jej córką ale w ogóle mi to nie przeszkadzało.

                    – to co mogę iść pod prysznic?

                    – pewnie ręcznik wisi koło prysznica a kosmetyki leżą na półce w prysznicu

                    – ok dzięki- i poszłam do łazienki rozebrałam się do naga przy okazji zobaczyłam mała plamkę na moich figach, to dzięki tej sytuacji i podnieceniu jakie we mnie się tliło. Gdy skończyłam swoją kąpiel Kasia krzyczy do mnie przez drzwi

                    – Marzenka Twoja bielizna czeka na Ciebie na szafce koło prysznica

    Były to białe koronkowe stringi w sam raz na mnie oraz koszulka luźna trochę na mnie za duża ale czułam się wygodnie. Wyszłam z łazienki Kasia siedziała na kanapie i oglądała jakiś film podeszłam do niej usiadłam obok podała mi lampkę białego wina, to prawda było bardzo dobre, zaczęła mi opowiadać że jest nauczycielką, że ma córkę dwa lata młodszą od mnie i że mąż się nią w ogóle nie interesuje i tak żyję z dnia na dzień a wyjazdy na kolonie chociaż dają jej wytchnienie. Ja jej mówię że jak może się nią nie interesować mąż? Tak piękną kobietą. Kasia się tylko uśmiechnęła w położyła swoją dłoń na mojej dłoni. Ja wzięłam drugą rękę i położyłam na jej ramieniu i się do niej przytuliłam.

                    – Fajnie że Cię poznałam – to mówiąc się wtuliła we mnie mocniej

                    – Ja też się cieszę i pocałowałam ją w policzek

    Skończyliśmy butelkę wina Kasia poszła do lodówki po drugą butelkę, i mówi do mnie:

                    – Gramy w karty??

                    – Oczywiście ale jak coś to tylko w rozbierane

                    – O innych nie myślałam – wzięła talie kart i ogarnęła stolik i siadła koło mnie

                    – To gramy w Pana kto przegrywa powoli się rozbiera- lekko się uśmiechnęłam do mojej piękności. Już sobie wyobrażałam jak wygląda nago jej wspaniałe ciało

    Pierwszą partie ja wygrałam, Kasia zdjęła szlafrok, okazało się że po spodem ma tylko czerwone stringi co bardzo mi się spodobało

                    – Kasiu jak tak pójdzie to zaraz będziesz cała nago

                    – Może właśnie o to chodzi – mówiąc to zalotnie się do mnie uśmiechnęła

    Kolejna partia też przegrała Kasia i już była naga, w ogóle się nie krępowała a ja mogłam się dokładnie przyjrzeć jej ciału, cipeczkę miała dokładnie wygoloną wargi malutkie widać że dba o swoją brzoskwinkę, później przegrałam ja dwa razy i też już byłam naga, jak skończyły się ubrania wymyśliłam że zagramy na pytanie lub wyznanie, znowu przegrałam,

                    – to co pytanie czy wyzwanie? Kasia widać że już trochę podniecona się zapytała

                    – Może pytanie

                    – Masz na mnie ochotę? – Kasia bez pardonu zapytała

                    – Bardzo mam na Ciebie ochotę- wzięłam jej rękę i pocałowałam dłoń

    Kasia wstała podeszła do mnie postawiła swoją stopę na moim kolanie i kazała całować, ja bez wahania wzięłam jej stópkę w dłonie i zaczęłam delikatnie całować, lizałam jej paluszki i wkładałam je głęboko do buzi i były wspaniałe, czułam jak podniecenie we mnie rośnie, teraz Kasia rozkazała żebym szła za nią, poszłyśmy do pokoju obok tam było spore łóżko, Kasia rozkazała mi się położyć na nim ona weszła i usiadła mi na twarzy tak żebym mogła spokojnie lizać jej piękną i pachnącą cipeczkę, już była bardzo mokra coraz bardziej jęczała i dyszała zaczęła się miarowo poruszać i jeździć swoją kobiecością po mojej twarzy, nawet nie wiedziałam że to tak bardzo będzie mnie podniecać było cudownie, nagle pochyliła się do przodu i wreszcie poczułam jej języczek na mojej myszce, byłam w siódmym niebie zaczęłam coraz mocniej ją lizać, ssać jej łechtaczkę jak by podziękować że w tym samy czasie ona liżę mój skarb. Poczułam jak przeszywa ją dreszcz przez całe ciało i wielka porcja soków wylała się na moją twarz, tak to był jej orgazm. Opadła na bok na łóżko i chwile się nie ruszała po czym przesunęła się twarzą do mojej twarzy pocałowała mnie głęboko i namiętnie w usta, wow to był mój pierwszy pocałunek z kobietą, ależ ona miała delikatne usta, było mi przyjemnie, szepnęła mi do ucha; Dziękuje i polizała moje ucho. Teraz położyła się między moje nogi i zaczęła lizać, ssać, wiercić językiem jak by chciała mnie nim przelecieć czułam jak przychodzi fala rozkoszy, orgazm przyszedł nie spodziewanie i był cudowny wygięło mnie w pół i opadłam drżałam cała a z moje wnętrza wylała się rzeka moich soków, to była wspaniała noc, chwilę się przytuliłyśmy i tak zasnęłyśmy.

     

    Rano poczułam jak by coś mokrego i przyjemnego na moich pośladkach, spałam bokiem do Kasi a ona właśnie dobierała się do mojej pupy języczkiem, co za uczucie wspaniałe, lizała moją dupcie i paluszkiem zaczęła pocierać moja cipkę, było pięknie.

                    – Kasiu kto mnie budzi? Zapytałam moją kochankę.

                    – Ciii za półgodziny muszę wstawać a chcę Ciebie dokładnie wylizać- po czym wróciła do swojej roboty

    Żeby jej pomóc klęknęłam na kolana i wypiełam dupcie w jej stronę tak żeby miała lepszy dostęp do anusa, od razu poczułam zmianę język wwiercał się w mój odbyt a dwa paluszki atakowały moją cipeczkę, tak bzykana długo nie wytrzymałam, dostałam kolejnego mocnego orgazmu opadłam na łóżko, Kasia położyła się na mnie i szeptem powiedziała:

                    – Kochanie ja wstaję Ty jeszcze pośpij przyjdę po śniadaniu dam Ci coś do wylizania a i proszę nie ubieraj się, nie ma sensu.

    Dobrze że dzisiejszy dzień mam wolny w pracy dopiero jutro mam na 14 do 22. Poszłam wzięłam prysznic i czekałam na moją boginie jak nie wolnica czekająca na swoją Panią.

     

    Ciąg dalszy nastąpi

    To moje pierwsze opowiadane, mam nadzieje że się spodoba

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Marzenka
  • Sedzia, cz. 1.

    Lata 70. minionego wieku. Małe miasto wojewódzkie w północnej części kraju. 

    Część 1.

    Paweł, dla kolegów „Mały”, należał do wysokich mężczyzn (185 cm), ale ksywa przylgnęła do niego w podstawówce. Dopiero pod koniec piątej klasy i w wakacje organizm zaczął proces akceleracji. Kiedy rozpoczynał naukę w 7. klasie należał do najwyższych. Ponieważ trenował judo w klubie, jego muskulatura i sprawność wyróżniały go na zajęciach wf. I tylko tam. Z treningów zrezygnował po kilku latach, ale zaczął sam ćwiczyć z ciężarkami, potem uczęszczał na siłownię. Mimo starań, nie zdołał zrobić sobie krzywdy, kulturystą też nie został, natomiast wyróżniał się muskulaturą.

    Krystyna była prawniczką, około 50 lat, szczupłą, o zgrabnych nogach, z proporcjonalnym biustem i lekko zarysowującym się brzuszkiem, typowym dla wieku i siedzącego trybu pracy, ale zadbaną i zamożną mężatką. Wszędzie chciała wyglądać atrakcyjnie, więc w pracy pojawiała się w szpilkach dobranych do koloru kostiumu. Włosy nosiła prawie do ramion w różnych odcieniach blond, jednak ostatnio, farbując na biało i nieco krócej przycinając, wyglądała bardzo efektownie. Nawet znacznie młodsi mężczyźni oglądali się za nią. Zawsze dobrze ubrana, nieco wyniosła, pewna siebie. Niestety, jej wygląd psuła zła opinia. Pewna siebie w pracy i wśród znajomych, jeżeli trzeba – arogancka wobec podwładnych i innych, przypadkowych, zależnych od niej osób. Pracowała i przewodniczyła składom sędziowskim w mieście, wówczas wojewódzkim. Mąż, właściciel dochodowej firmy, pochłonięty pracą, był dla niej tłem. Taktowny, dyskretny, kulturalny, imponujący spokojem. Od lat żyli obok siebie.

    W życiu intymnym Krystyna preferowała młodych, zadbanych, dobrze zbudowanych mężczyzn, 25-30-letnich: lubiła solidne kopulowanie z jednym, z dwoma, a nawet z trzema. Była wymagająca, wręcz wyuzdana, ale dobrze płaciła za seks. O jej potrzebach i doświadczeniach plotkowano w pewnym gronie, ale nikt nie odważył się kiedykolwiek głośno o tym wspomnieć, zażartować. Każdy bał się konsekwencji. Nawet jej przełożeni, jeżeli dotarły do nich plotki.

    #

    Krystyna lubiła dotykać mięśni „Małego”, podziwiać rzeźbę, chociaż podczas szczytowania momentami bała się jego silnych dłoni. Jeszcze był w niezłej kondycji, więc bez trudu potrafił długo spółkować ze starszą od siebie kobietą. Kiedy schodził z niej, zawsze była zadowolona i myślała tylko o odpoczynku. Doceniała to, umiała się zrewanżować.

    Wówczas wyjazdy za granicę należały do rzadkości i były znacznie droższe niż obecnie, ale i tak zaliczył na jej koszt Złote Piaski, Jugosławię i wypad do Grecji. Miała pieniądze, znajomości i dzięki temu zawczasu wiedziała, kiedy „Orbis” będzie oferował coś atrakcyjnego i na ogół dla bardzo ograniczonej liczby obywateli. Paweł bez problemu spełniał jej seksualne oczekiwania, więc z takich wyjazdów wracała i opalona, i seksualnie zaspokojona. Krajowe wypady w weekend do Sopotu albo na Mazury, zbyt kosztowne dla przeciętnego Polaka, były równie udane. A on dyspozycyjny.

    Damian był kilka lat starszy od „Małego”. Miał dziewczynę, ale umiał korzystać z okazji do zarobku. Obydwaj potrafili zachować dyskrecję, więc wspólnie chętnie bawili się w taki perwersyjny sposób. Kiedyś zgadali się, co do potrzeb Krystyny i wówczas pojawił się Jerzyk, rówieśnik i zarazem przeciwieństwo „Małego”, szatyn nie wyróżniający się ani sylwetką, ani kondycją. Zawsze schludnie ubrany okularnik, zawsze w cieniu kolegów, typ introwertyka, ale za to z członkiem, którego rozmiarami zachwycił ją już podczas pierwszego spotkania. Od tego czasu spotykali się we czwórkę. Stuprocentowa obecność nie była obowiązkowa, ale głupotą byłoby rezygnować z takich pieniędzy.

    #

    Elegancki, duży pokój w ekskluzywnym hotelu dysponującym sauną i basenem. Miękka, gęsta wykładzina, gustowne mebli, stonowana kolorystyka ścian i materiałów zasłon, przyćmione światło w przedpokoju, łazienka podkreślająca wystrojem markę hotelu. Było ją stać, więc chętnie otaczała się luksusem. Po drodze kupowała bukiet kwiatów, który upiększał pokój, wynajęty na dobę, a opuszczany na ogół późnym wieczorem. Co najmniej po godzinnej jeździe była ponownie w domu. Seks regenerował jej siły. Kolejny prysznic łagodził emocje i ułatwiał zasypianie.

    Nigdy nie spotykali się w mieście, w którym mieszkali. Zazwyczaj jechali jej autem, czasami oni jechali swoim. Zwracała im za paliwo. Czasami meldowała się sama, czasami z jednym z nich. Nigdy nie zatrzymywała żadnego na noc, chociaż zdarzało się jej zrezygnować z powrotu do domu. Wówczas dzwoniła do męża i informowała, że zostaje dłużej u klienta, klientki i podawała numer telefonu do hotelu, gdyby telefonował ktoś w ważnej sprawie.

    #

    – Kochani, uważajcie. Nie chcę, żeby bolało – zareagowała nerwowo, kiedy mimo podniecenia i zmęczenia długim seksem, usłyszała, że ktoś chce dupę zerżnąć w „kakaowe oczko”. Wrażliwy odbyt to rezultat wielu latach siedzącego trybu pracy. Mężczyźni trochę już wypili, a przewaga nad kobietą, uległą w łóżku, dawała im poczucie bezkarności. Stąd ich wulgarny i agresywny sposób traktowania kochanki, którą podniecały wyzwiska i obelgi. Chętnie korzystali z jej pieniędzy i dobrze bawili się tą zadbaną babką, która miała spore potrzeby, była wyuzdana i zepsuta, więc pozwalali sobie na wszystko, o czym pomyśleli. A ona to naprawdę lubiła! Wręcz oczekiwała na wulgaryzmy i ostre traktowanie, chociaż nigdy nie powiedziała tego wprost, ale prowokowała w taki sposób, że nie pozostawiała wątpliwości, co do swoich oczekiwań. Czasami oponowała, ale i na to mieli już wypróbowane sposoby.

    – Dobra, suko, bawimy się przecież razem – roześmiał się Damian, klękając nad nią. – Też chcemy mieć z tego przyjemność, a nie wysłuchiwać zakazów! – jego spory penis sterczał między piersiami kobiety. Mężczyzna złapał jedną pierś, masował ją, miętosił, kiedy mówił do niej. Wyciągnął rękę i mocno chwycił Krystynę za włosy, podniósł głowę. – No, obciągaj, zanim zmienimy się w twojej dziurze. A potem zapchamy obie – widząc niepewność w oczach kobiety, wcisnął penisa w jej usta, zanim zdążyła coś powiedzieć. Chcieli bawić się, a nie negocjować. Obciągała gorliwie. Od razu było widać, że lubi oral.

    Damian kończył każdą rundkę jako trzeci. Najpierw wszedł do odbytu. Zrobił to bez trudu. Koledzy już ją wystarczająco rozszerzyli. Mimo protestów i próśb, solidnie zerżnął jej dupę, czując jak jęcząca kobieta próbuje uciec mu na szerokim łożu przed kolejnymi pchnięciami.

    – Leż, suko, bo zerżnę twoją dupę tak, że gówno będziesz musiała wypluwać! – rzucił wściekły.

    Koledzy parsknęli śmiechem. Potem ustawił ją sobie na czworaka.  

    – Wyjebię ciebie w pizdę – zapowiedział, stojąc za nią.

    Była bardzo podniecona. Nie ukląkł. Energicznie poruszał biodrami i swoje ruchy potęgował, szarpiąc ją rękoma. Jęczała, stękała, momentami chowała głowę w poduszce, żeby wyć bez ograniczeń. Miała silny orgazm, ale nie przyznała się. Dreszcze i towarzyszące im gwałtowne szarpnięcia ciała pokazywały, jak intensywnie przeżywa szczytowanie. Chłopak dalej spółkował, więc fala podniecenia nie opadała.

    – Ruchaj tak, żebym doszła – poprosiła z wysiłkiem, pokonując rosnące podniecenie. Zapierała się rękoma i głową.

    #

    Zaledwie po kilku minutach Damian doprowadził kobietę do kolejnego, słabszego orgazmu. Nie miała już siły. Osunęła się pod nim. Właśnie zaczął dochodzić, więc odwrócił ją na plecy, ukląkł przed jej twarzą, jedną ręką podniósł jej głowę, trzymając za włosy, a drugą skierował penisa na jej twarz i po chwili trysnął białą strugą. Nasienie spadło na czoło, nos, usta, policzek i szyję. Kobieta drgnęła instynktownie, czując coś mokrego na twarzy, ale nie cofnęła się. Damian westchnął głęboko i nie czekając na jej reakcję, wetknął penisa w usta kobiety:

    – Pani sędzio, proszę wylizać. Do końca! – kobieta nie mogła wycofać się. I nie chciała. Zaczęła energicznie lizać penisa, wysysać resztkę spermy, jednocześnie uciskając go, aby wydobyć ostatnie krople. Drugą dłonią delikatnie głaskała mosznę i powoli zbliżała się do odbytu. Kiedy do niego dotarła, opuszką palca, a potem pomalowanym paznokciem drażniła skórę przy wejściu.

    – No, dupa wie, jak obsłużyć mężczyznę – sapnął z uznaniem „Mały”, z fotela przyglądając się jej zabiegom. Jego penis sterczał, a on czekał na swoją kolej.

    Kobieta odebrała to jako komplement. Ułożyła nogi szeroko, żeby wyglądać prowokująco, cofnęła barki, oparła się na łokciu, unosząc zwisające piersi. Damian wyjął penisa z jej ust z głośnym cmoknięciem i parokrotnie uderzył nim kobietę po twarzy. Zmrużyła oczy, ale uśmiechała się. Penisem zgarnął spermę z policzka, czoła kobiety i ponownie wetknął go w usta. Znowu próbowała lizać. Ułożył ją na boku. Wepchnął penisa aż po jądra i ścisnął głowę. Dławiła się, ale on dalej wciskał penisa. W końcu cofnął go, a ich zleceniodawczyni, po głośnym westchnieniu, zaczęła głęboko oddychać. Seks wyczerpał ją.

    – Dobra dupa, naprawdę! Jebać taką babkę to przyjemność – rzekł zadowolony Damian, klepiąc kobietę po pośladkach. Chętnie wypięła się. Po wysiłku łzy spływały jej po policzkach, ale mimo tego uśmiechała się. Chciała mocnego seksu z energicznymi i silnymi partnerami o sporej witalności.

    „Mały” podszedł i grzebał w pochwie. Przy głowie usiadł Jerzyk i macał piersi kobiety. Cieszyło ją takie zainteresowanie. Sięgnęła do jego sterczącego, dużego penisa. Delikatnie masowała go.

    – Ciągnij – polecił Jerzyk spokojnym głosem.

    Zachłannie zaczęła obciągać, jednocześnie patrząc w jego oczy. Czekała na pochwałę.

    Potem po kolei doszli. Jeden w niej, drugi na brzuchu i piersiach. Na penisach zanieśli spermę do jej ust. Wylizała najlepiej jak potrafiła. Posłusznie czekała, kiedy jeden wytarł penisa o jej piersi, a drugi we włosy. Damian poklepał kobietę po pośladkach i ściągnął pasek z jej szyi. To znak, że zabawa dobiegła końca. Była taka zmęczona, ale usatysfakcjonowana. Odetchnęła z ulgą.

    #

    Stanęła przed nimi ubrana w pończochy, szpilki i szlafrok. Tylko umyła twarz, wytarła pochwę. Chciała być już sama. Pośpiesznie wyjęła elegancki portfel. Bez słowa położyła na stole ustaloną kwotę, a Damianowi, który przywiózł kolegów swoim autem, podała dodatkowe banknoty.

    – Wraz z kosztami paliwa – wyjaśniła.

    – Zgadza się – kiwnął głową Damian. – Czy masz zarezerwowany jakiś kolejny termin dla nas? – grzecznie zapytał, kładąc dłoń na klamce. Rozmowa o interesach zawsze odbywał się w innej tonacji i z dystansem właściwym dla dzielącej ich różnicy wieku, ale mówili sobie po imieniu.

    – Na pewno poinformuję was. A teraz zmykajcie już – ton głos sędzi stał się bardziej oficjalny. Dało się odczuć jej niechęć do nich. Dłoń na klamce zacisnęła się.

    – Czyżbyś była niezadowolona z naszych usług? – niewinnie zapytał Damian. – Może masz jakieś życzenia, oczekiwania, o których jeszcze nie wiemy? Chętnie ich wysłuchamy, prawda, koledzy? – rozejrzał się po kompanach.

    Skwapliwie przytaknęli. Im też nie spodobało się zachowanie sędzi. W końcu robili wszystko, czego oczekiwała.

    Damian ponownie zwrócił się do niej. Jego grzeczny uśmiech był sztuczny. Kobieta chyba tego nie dostrzegała. Mężczyzna świadomie prowokował ją:

    – A może czekasz na drugą zmianę? Jeżeli tak, to chętnie obejrzymy panią sędzię w akcji i być może będzie to dla nas pouczające doświadczenie… – ciężkie spojrzenie Damiana nie wróżyło nic dobrego.  

    #

    Sędzia ignorowała go. Była zmęczona, chciała wziąć prysznic, zdrzemnąć się, popływać w hotelowym basenie, odświeżyć, zjeść lekką kolację w hotelowej restauracji i dopiero bardzo późnym wieczorem wrócić do domu. Godzinna drzemka pozwalała intensywnie funkcjonować przez kolejne godziny. Bardzo jej teraz potrzebowała. Jej brak powodował, że stawała się nadwrażliwa, wybuchowa, czasami agresywna, nie liczyła się z nikim. Nie potrafiła skoncentrować się. Poirytowana potrząsnęła głową, w ten sposób również odgarniając włosy z czoła. Powolny sposób mówienia i propozycja Damiana potęgowały jej irytację.

    – Nie o to chodzi. Jestem zmęczona, chcę odpocząć, zregenerować siły, więc na razie mam dość waszego towarzystwa, jasne? – uśmiechnęła się nerwowo. Z trudem panowała nad sobą. – Zapłaciłam wam i czekam aż się wyniesiecie! Tak trudno to zrozumieć? – sprowokowana, podniosła głos. – A zadzwonię, kiedy będę miała ochotę na spotkanie z wami. Idźcie już! – w zasadzie już krzyczała. Błąd. Duży błąd. Zapomniała, że nie jest w sądzie, gdzie każdy przejaw arogancji ujdzie jej na sucho. Żadnemu z trzech mężczyzn nie spodobała się reakcja Krystyny.

    – Może jednak byłabyś grzeczniejsza? W końcu w łóżku potrafisz nas słuchać – Jerzyk dał jej szansę. Jak zwykle mówił wolno. – Mieliśmy sporą przewagę i mogliśmy inaczej ją wykorzystać. Zresztą przewagę mamy nadal, więc… – nie dokończył, wyczekująco spoglądając na kolegów.

    – Wynoście się! Za to też wam płacę! Macie mnie słuchać! – ton jej głosu wskazywał, że żarty skończyły się.

    W lot wszyscy trzej zrozumieli, że traktowała ich jedynie, mimo gorących zapewnień, jak anonimowe mięso gotowe do seksu.

    – Ty, słuchaj… – ostrym tonem zaczął „Mały”, robiąc krok w jej stronę.

    – Nie!! TY słuchaj! WY słuchajcie! Powiedziałam wyraźnie: wynoście się! – ostro przerwała mu podniesionym głosem. – Nie mam ochoty dłużej tutaj tkwić z wami! Dociera do was czy mam zadzwonić po obsługę hotelu? Krótko: wy-pier-da-lać, prz-głu-py! – sylabizowała, żeby podkreślić siłę słów. – Płacę i wymagam! Jeżeli panom nie podoba się, to znajdę innych! – kobieta była wściekła, obserwując upór tych trzech prymitywnych osiłków.

    – Ja, pier… Mamy sposoby na zabawę z tą dziwką, kiedy nam się stawia. Co nie? – Damian skierował pytanie do kolegów. Zdenerwował się. Mruknęli, potwierdzając chęć odegrania się na aroganckiej kobiecie.

    #

    Krystynę wręcz zatkało, kiedy usłyszała jego słowa. Jak on śmiał! Już dawno było po zabawie, a on nazwał ją dziwką! I to w obecności kolegów! Nie wierzyła własnym uszom! Otrząsnęła się z zaskoczenia, podparła pod boki i już otwierała usta do efektownej riposty, kiedy mężczyźni równocześnie zbliżyli się do niej.

    Dalej wszystko potoczyło się niezwykle szybko i bez słów. Dłoń Damiana tkwiąca na klamce, położyła się na twarzy kobiety, gniotąc jej nos i pchnęła sędzię w kierunku pokoju. Żeby utrzymać równowagę, Krystyna nieporadnie cofnęła się. Damian był pierwszy przy niej. Chwycił ją za włosy i pociągnął do tyły. Wygięła się, a słowa, w obliczu napaści, uwięzły w jej gardle. Zamiast gróźb, usłyszeli jęk wywołany szarpnięciem za włosy. Bezradnie machała rękoma. Nie była w stanie krzyknąć, ani ugryźć napastnika. Dwaj jego koledzy chwycili ją za ręce. Była bezbronna. Jej szarpnięcia ciałem, wierzganie nogami niczego nie zmieniły. Bez wysiłku zaciągnęli ją do pokoju.

    – Uspokój się, stara kurwo! – stęknął Jerzyk, przypadkowo boleśnie ugodzony jej szpilką.

    Niezgrabnie cofając się, zgubiła klapki na szpilkach i za chwilę boso, ale w pończochach została z rozmachem rzucona na szerokie, podwójne łoże. To już nie były żarty. Zanim zdążyła podnieść się z miękkiego materaca, zerwali z niej szlafrok i paskiem od niego, mimo krzyków, szybko skrępowali ręce na plecach. Dwóch krępowało jej ręce, trzeci trzymał jej nogi na wysokości kostek.

    „Mały” wyjął slipy z kieszeni i wepchnął kobiecie do ust z wyjaśnieniem:

    – Trochę ospermione, ale to akurat lubisz – rozśmieszył kolegów tymi słowami. I od razu poprawił im nastrój po błyskawicznej próbie sił z Krystyną. W końcu usiedli na łóżku, trzymając kobietę za stopy szeroko rozrzuconych nóg. Próbując zewrzeć kolana, wciąż nie potrafiła zasłonić pochwy. Przez dłuższą chwilę ciężko oddychali po nerwowych i głośnych zapasach, ale teraz z rozbawieniem patrzyli, jak Krystyna bezskutecznie walczy o uwolnienie się. Dotkliwie zaczynała odczuwać, czym jest całkowita bezradność. Coraz bardziej bała się.  

    – Jeszcze próbuje pluć jadem, żmija jedna – skomentował jej bezowocne próby Damian.

    Groźne spojrzenia i tłumione slipami wrzaski w ogóle nie robiły na nich wrażenia. Uśmiechali się do siebie, rozochoceni obserwowali bezradnie szamocącą się Krystynę i wymieniali porozumiewawcze spojrzenia. Dla nich było już oczywiste, że prawdziwa zabawa dopiero przed nimi!

    Damian patrząc kobiecie w oczy, chwycił sutek, potem samą brodawkę i pociągnął w górę. Ciągnął i uważnie obserwował jej twarz.  

    #

    Dn.

     

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Zuzia i jej nowa szkola, epizod pierwszy

    Nad drzwiami wejściowymi do budynku rozciągał się wielki napis Prywatna Szkoła dla Dziewcząt. Wysoki gmach z szarej cegły oraz ogród otoczony dwuipółmetrowym murem wyglądały monumentalnie. Czułam się dziwnie w tym miejscu, ale rodzice opłacili już czesne, więc nie bardzo miałam inne wyjście. Chwyciłam za klamkę, popchnęłam ogromne drewniane drzwi, złapałam walizkę i weszłam do środka. No. To będzie pierwszy dzień w nowej szkole.

    ***

    W holu szkoły panuje półmrok. Długi korytarz oświetlony jest powieszonymi na ścianach lampami, które świecą dość słabym światłem. Chcę wyjść z powrotem na zewnątrz, ale nie da się. Od tej strony drzwi nie mają klamki! Przynajmniej nie jestem tu sama, bo słyszę nadchodzące z końca korytarza kobiece kroki. Po chwili pojawia się kobieta ubrana w strój pokojówki: czarna sukienka z białym fartuchem, długie białe rękawiczki, ciemne włosy związane w długi warkocz. Na nogach czarne koronkowe pończochy i szpilki tak wysokie, że nie mogą być wygodne. Odzywam się pierwsza.

    – Dzień dobry. Nazywam się Zuzanna Lipowska. Zaczynam pierwszy rok i właśnie jestem tu po raz pierwszy… dokąd mam iść?

    – Ach, panienka Zuzia. Proszę za mną, zaprowadzę panienkę do gabinetu dyrektora.

    Drogę do gabinetu przeszłyśmy w zupełnej ciszy. Ta kobieta jest dziwna. Otworzyła drzwi do pokoju dyrektora, poczekała aż wejdę do środka i zamknęła je za mną bez słowa. Dyrektor wygląda na faceta po czterdziestce. Nawet przystojny, w miarę wysportowany, chociaż zaczyna mieć już siwe włosy. I dobrze patrzy mu z oczu. Siedzi za biurkiem i uśmiecha się do mnie. Siadam naprzeciw niego.

    – Dzień dobry, nazywam się Zuzanna Lipowska. – przedstawiam się po raz kolejny – Zaczynam dziś pierwszy rok zajęć…

    – Witaj. Mam nadzieję, że będzie Ci się tutaj podobać. Jesteś bardzo ładną dziewczyną, wiesz o tym? – zaczerwieniłam się słysząc to – Oprócz Ciebie nie ma tu żadnego innego rudzielca. I zielonookich też mamy mało. Ale do rzeczy. Zajęcia zaczniesz jutro, dziś przedstawimy Cię najważniejszym osobom, przydzielimy do jakiegoś miłego pokoju, zdejmiemy z Ciebie miarę na mundurek. Mamy sporo pracy.

    – A… jaki jest plan zajęć na jutro? Ja nie uczę się najlepiej i…

    – W mojej szkole nie będziesz miała wyjścia. Na pewno zostaniesz wzorową uczennicą. – dyrektor powiedział to z uśmiechem na twarzy, ale i tak zabrzmiało to trochę strasznie

    – O… oczywiście.

    – Zaraz zauważysz, że mamy tu trochę inne zajęcia niż w Twojej poprzedniej szkole. Matematyka ani fizyka Ci się tu zupełnie nie przydadzą.

    Patrzyłam na dyrektora. Mówił całkowicie poważnie. Może jednak spodoba mi się tutaj? Potem dyrektor zaprowadził mnie do pokoju. Były tam cztery łóżka i cztery biurka. W rogu stała jedna wielka szafa. Pokoik nie miał zbyt wielu ozdób. Na ścianie było jedno wysokie okno wychodzące na ogród, ale niestety za kratami. Zostawiłam tu walizkę i poszliśmy do krawca. Krawiec był starszym siwym człowiekiem. Zmierzył chyba każdy kawałek mojego ciała i nie zmarnował okazji pomacania po tyłku szesnastoletniej dziewczyny. Niech raz ma. Po wyjściu od krawca dyrektor zabrał mnie do szkolnego lekarza. Jego gabinet przypominał szpital, był bardzo duży, ściany pomalowano na zielono. Wszędzie stoi dużo medycznego sprzętu, który nawet nie wiem do czego służy.

    – Witaj, Zuziu. – powiedział lekarz, kiedy zostaliśmy w gabinecie we dwoje – Jestem doktor Szymon. Rozbierz się, proszę.

    Usiadłam na kozetce i zdjęłam pantofle, bluzkę i spódnicę. Zostałam w samej bieliźnie. Szymon spojrzał na mnie wrozkiem pełnym rozbawienia.

    – Bardzo ładny komplecik, ale będzie nam przeszkadzał.

    – Mam rozebrać się do naga?!

    – Tak. – powiedział doktro głosem nieznoszącym sprzeciwu. Niechętnie zdjęłam figi i stanik. Siedziałam na kozetce zupełnie naga, zakrywając nieśmiało biust rękoma. Szymon obejrzał mnie z każdej strony.

    – Panno Zuziu, musimy panienkę ogolić. Nasze uczennice nie mają żadnych włosów poniżej szyi.

    – Ale jak to? – zapytałam z niedowierzaniem

    – Masz być wszędzie gładka. Żadnego owłosienia pod pachami czy między nogami.

    – Przecież to i tak będzie pod mundurkiem! O czym pan w ogóle mówi?! – on nie mógł mówić poważnie. Co ich obchodzi czy golę cipkę?

    – Oczywiście, masz rację. – Szymon zmienił ton. Usiadłam z powrotem na kozetce, a lekarz sięgnął po coś do stojącej obok szafki.

    ***

    Obudziłam się w fotelu ginekologicznym. Nogi i ręce miałam przywiązane do poręczy! Co tu się odpierdala?! Chciałam krzyczeć, ale moje usta były zakneblowane jakąś gumową kulą. Pomiędzy moimi nogami klęczała pokojówka – ta sama, która wprowadziła mnie do szkoły – i depilowała mi krocze. Odrywany wosk wywoływał straszny ból! Kiedy pokojówka skońćzyła, do pomieszczenia wszedł Szymon.

    – Musiałem Cię uśpić chloroformem, bo zaczynałaś się niepotrzebnie denerwować. Na swoich zajęciach dyrektor nauczy Was jak zachować spokój w każdej sytuacji, ale jak na razie musiałem uciec się do chloroformu. Wyjmę Ci teraz knebel z ust, ale masz nie krzyczeć, czy to jasne?

    – …

    – Skiń głową, jeśli się zgadzasz. – skinęłam głową. Szymon odpiął klamry paska z tyłu mojej głowy i wyjął mi kulę z ust.

    – Czy Cię pojebało? Co tu się… – przerwał mi w pół zdania, wkładając knebel z powrotem do buzi.

    – Posłuchaj mnie. Powiem to tylko raz. W tej szkole za takie zachowanie przewidziana jest kara. W tej chwili zapracowałaś na pierwszą, zastosujemy ją zaraz po badaniu. Ale żebyś wiedziała jak karzemy za recydywę, zapoznam Cię z Twoimi nowymi koleżankami.

    Szymon podszedł do sporych metalowych drzwi i pociągnął za klamkę. Drzwi otworzyły się z głośnym skrzypnięciem. Za drzwiami znajdował się długi korytarz. Szymon przysunął mój fotel w stronę korytarza, abym mogła zobaczyć co jest wewnątrz. Widok przeraził mnie. To był loch! Z każdej strony ciągnęły się drzwi. Ciężkie, drewniane, z metalową kratą na górze. Doktor otworzył najbliższe i wszedł do środka. Po chwili wyszedł pchając przed sobą dziwną konstrukcję na kółkach.

    – To jest Natalka. – powiedział, pokazując na podwieszoną na tej konstrukcji dziewczynę.

    Konstrukcja składała się z ramy, do której przymocowane były ręce i nogi dziewczyny. Młodej, ślicznej czarnulki. Zupełnie nagiej czarnulki! Była młodsza ode mnie! Ledwie wykształciły jej się małe, dziewczęce piersiątka. Natalka była rozpostarta na tym stelażu, nie mogła się ruszyć. Z otwartych ust ściekała ślina i długą strużką płynęła po jej szyi, piersiach i kapała na posadzkę. Dziewczyna była podpięta pod kroplówkę. Zarówno w jej cipce jak i dupci tkwiły jakieś przedmioty – jakby wibratory – których praca powodowała drgawki u nastolatki.

    – Natalka wczoraj podczas zajęć uderzyła dyrektora w twarz. Nie był to jej pierwszy taki wybryk. Dyrektor uznał, że nie nauczy jej niczego więcej i równie dobrze można poddać ją lobotomii, bo nie będzie z niej już wartościowej kobiety. A ja jestem fanem lobotomii ekstatycznej. Otóż po kilkudziesięciu godzinach odczuwania ciągłych orgazmów, dziewczęcy mózg potrafi odłączyć część jaźni odpowiedzialną za osobowość i pozostawić działającą tylko tę, która odpowiada za najbardziej pierwotne odczucia. Natalka wisi tutaj dopiero kilka godzin, ale do wieczora powinna zacząć się nakręcać. Chociaż chyba będę musiał zwiększyć dawkę hormonów… Tak czy inaczej, za dwa, trzy dni, nasza mała czarna będzie potrafiła odczuwać tylko strach, radość i orgazm. I nic więcej! Nie będzie pamiętać nawet jak ma na imię! A wracając do Ciebie – będziesz grzeczna czy też masz ochotę na lobotomię?

    Skinęłam głową. Bałam się. Wciąż się boję. No i nie chcę, żeby mój pierwszy raz to był czterdziestogodzinny seks z wibratorem!

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Anna Sawa
  • Wspomnienia z dziecinstwa – Dorastanie

    Drodzy Czytelnicy!

    Na wstępie chciałem Was przeprosić za tak długą przerwę, ale w moim życiu zaszły wielkie zmiany. Musiałem wstrzymać spisywanie wspomnień. Teraz będę miał więcej czasu – mam nadzieję. Jako zadośćuczynienie wstawiam obszerną historię moich przygód. Jeśli się spodoba i będziecie chcieli więcej – piszcie w komentarzach.

    Już wcześniej pisałem, że pływanie było jedną z moich pasji. W wodzie czuję się jak ryba. Będąc na basenie zauważyłem, że przyglądają mi się dwie dziewczyny. Pomyślałem, że dam popis swoich umiejętności. Wszedłem na skocznię, miała trzy metry wysokości. Skakałem z niej dziesiątki razy, nawet z przewrotką. Nie wiem dlaczego tak się dzieje, ale pewnie też mieliście taką sytuację, że jak chce się coś zrobić na pokaz to nie wychodzi. Do tej pory nie wiem co poszło nie tak. Spadłem ze skoczni na tak zwaną “dechę”. Uderzenie o taflę wody było tak duże, że straciłem orientację pod wodą. Oszołomiony próbowałem zobaczyć, gdzie jest góra, a gdzie dół. Wynurzyłem się wreszcie i jakoś dopłynąłem do drabinki. Skóra szczypała mnie ogromnie. Kiedy chciałem wyjść, zobaczyłem nad sobą zgrabne nogi.

     – Nic Ci nie jest? – usłyszałem pytanie.

     Nade mną stała dziewczyna, która wcześniej mi się przyglądała. Miała ciemną cerę, tak jakby się mocno opaliła. Czarne kosmyki włosów wystawały jej spod czepka. Kiedyś można było pływać w miejskim basenie tylko jeśli miałeś czepek i białe kąpielówki. Miała wysportowaną figurę, widać było, że dba o kondycję, ale mnie, chłopakowi z krwi i kości wpadło w oczy jedno:

     Brak piersi.

     Byłem na tym etapie rozwoju, że pierwsze, co rzucało mi się w oczy u dziewczyny, to jej kobiece kształty. Wtedy ideał dziewczyny to 90/60/90 – piersi, brzuch, pupa. Jeśli piersi lub pupa była bardziej wypukła to jeszcze lepiej. Coś na kształt Marylin Monroe. Niestety, ta dziewczyna miała 60/60/90. Klatka tak samo płaska jak brzuch. Może przesadzam, ale takie było moje pierwsze spostrzeżenie. Za to twarz miała piękną. Swoją egzotyczną urodą przypominała mi Włoszkę lub Hiszpankę.

     – Halo! Słyszysz mnie? Dobrze się czujesz?

     Byłem jeszcze lekko zamroczony, ale udało mi się wyjść z basenu.

     – Spoko, nic mi nie jest, zawsze tak skaczę – po chwili dotarło do mnie co powiedziałem.

     – Ho, ho, trzeba mieć nie lada kondycję, żeby tak cały czas skakać – zachichotała.

     – To znaczy nie tak, skakałem dobrze, nie wiem co się stało..

     – Wiem, widziałam cię wcześniej. Chodź, musimy coś przyłożyć na tą czerwoną skórę. A przy okazji jestem Sylwia – powiedziała wyciągając do mnie dłoń. Miała silny uścisk jak na nastolatkę. Poprowadziła mnie do drugiej kobiety.

     – Siadaj tutaj. To moja ciotka Marzena.

     – Dzień dobry pani.

     – Mów mi Marzena. Nie jestem jeszcze taka stara.

     Tego co brakowało Sylwii, Bóg dał Marzenie podwójnie. Jej piersi kołysały się na boki, nawet przy niewielkim ruchu, jakby chciały wyskoczyć z mocno opiętego biustonosza. Wiedziała, że na nie patrzę i bez skrępowania dalej je eksponowała, opierając ręce z tyłu i wypinając klatkę. Jej ciało było prawie idealne, ale była dwa razy starsza ode mnie. W sumie to mogłaby być moją mamą. Zawstydzała mnie swoim przenikliwym wzrokiem. Do starszych odnosiłem się zawsze z szacunkiem, więc trudno mi było mówić jej po imieniu.

     Sylwia w tym czasie namoczyła ręcznik w zimnej wodzie i przyłożyła mi go do brzucha, który ucierpiał najbardziej. Poczułem dużą ulgę.

     – Widziałyśmy cię tutaj już wcześniej. Chyba lubisz pływać? – odezwała się Marzena.

     – Bardzo. Przychodzę tu w tygodniu, a w soboty lub niedziele jeżdżę z rodzicami nad jezioro.

     – Ja uwielbiam jeziora – wtrąciła się Sylwia – basen jest dla mnie za mały.

     – Właśnie wybieramy się pojutrze nad jezioro, chcesz się z nami zabrać? – zapytała ciotka.

     Nie wiedziałem co odpowiedzieć. Znamy się tylko z widzenia, rozmawiam z nimi pięć minut i one zapraszają mnie na wycieczkę. W tamtych czasach ludzie o wiele częściej okazywali sobie życzliwość, nieśli pomoc, ale w kontaktach damsko-męskich byli też bardziej powściągliwi. Przynajmniej w tych kręgach, w których ja się wychowywałem. Nie wierzyłem, że to przypadek. Czułem, że może to być dla mnie nowe doświadczenie.

     – No dobra, to gdzie się umówimy?

     – Daleko masz do basenu?

     – Nie.

     – To bądź tu pojutrze o dziewiątej.

      Przyszedłem na miejsce trochę wcześniej i okazało się, że dziewczyny już na mnie czekają. Zapakowałem się do auta z tyłu, obok Sylwii i ruszyliśmy. Marzena prowadziła samochód zręcznie, ale trochę za szybko. Kiedy wchodziliśmy w zakręty, koła lekko piszczały. Ciotka uśmiechała się i nuciła piosenkę która leciała w radiu.

     – Nie przejmuj się, zawsze tak jeździ – powiedziała Sylwia, gdy napotkała mój pytający wzrok. – Mówi, że im szybciej jedzie, tym bardziej czuje się wolna. Po prostu trzymaj się, żebyś w coś nie uderzył głową. Złapała mnie za rękę i tak jechaliśmy przez resztę trasy. Gdy dojeżdżaliśmy, zauważyłem, że nie znam tej części jeziora. Przedzieraliśmy się wąską ścieżką przez las. Marzena musiała kilka razy omijać pniaki po drzewach, więc doszedłem do wniosku, że to nie jest droga dla samochodu.

     – Na pewno dobrze jedziemy? – zapytałem na wszelki wypadek.

     – Już dojeżdżamy.. O! proszę, jest!

     Rzeczywiście, między drzewami zobaczyłem zielonkawą taflę jeziora. Gdy dojechaliśmy do samego brzegu, naszym oczom ukazała się niewielka polanka, a między tatarakiem, szerokie na dwa lub trzy metry, wejście do wody. Była to tak zwana “dzika plaża”. Cisza panująca w tym miejscu zaskoczyła mnie. Z rodzicami zawsze jeździliśmy na kąpieliska strzeżone, z wypożyczalnią sprzętu i masą ludzi. A tu, ani żywej duszy. Ptaki, szum wiatru w koronach drzew i słoneczna polana. Dziewczyny szybko rozwinęły koc i zaczęły nosić rzeczy z samochodu. Po rozpakowaniu rozebrały się i ułożyły na kocu. Miały na sobie modne opalacze. Rozebrałem się do kąpielówek i skromnie usiadłem na skrawku ręcznika. Przyglądałem się ukradkiem opalającym dziewczynom i pod wpływem obserwacji poczułem znajome mrowienie w dolnej części podbrzusza. Chcąc odwrócić swoją uwagę od tych wspaniałych ciał, zacząłem rozmowę patrząc na jezioro.

     – Często tu przyjeżdżacie?

     – Przyjeżdżamy tu jak chcemy poobcować z naturą – powiedziała Sylwia.

     – I jak chcemy poopalać się nago – dodała ciotka z uśmiechem.

     Zaczerwieniłem się. Kątem oka zobaczyłem, że Sylwia też się uśmiechała. Ja nie wstydziłem się naszej rozmowy, tylko zauważyłem, że kąpielówki zaczynają coraz bardziej mi odstawać.

     Przyciągnąłem kolana do klaty i objąłem je rękami.

     – A Ty? Lubisz opalać się nago? – usłyszałem.

     – Nooo…nie wiem, nigdy nie miałem okazji.

     – A od czego są plaże nudystów? Ach! Dzisiejsza młodzież! Nie wie co dobre..

     – Idę popływać – powiedziałem wstając i pobiegłem do wody.

    Tak naprawdę chciałem zamaskować potężny wzwód. Nie chciałem wyjść na niedojrzałego dzieciaka, który podnieca się skrawkiem golizny. Marzena pewnie by mnie wyśmiała. Niestety, nie jestem naturystą, nie mogę chodzić wokół nagich dziewczyn i się nie podniecać. Nigdy nie rozumiałem nudystów. Kiedyś myślałem, że Ci faceci są chorzy i nie mogą się podniecić. Mój kumpel opowiadał mi, jak raz zakradł się na strzeżoną plażę od strony morza. Wcześniej zdjął kąpielówki i wyszedł z wody, jakby był tam wcześniej. O ile w wodzie, szczególnie zimnej, członek kurczy się i to mocno, to po wyjściu musiał szybko położyć się na brzuchu, żeby zakryć przyrodzenie. Penis sterczał mu tak, że musiał wykopać w piasku rowek. Leżał tak długo, aż poparzył sobie plecy na słońcu. Ale mówił, że było warto, bo ani wcześniej, ani później nie widział tylu nagich kobiet.

     Woda zrobiła swoje i mój ptaszek powrócił do normy. Odprężony zacząłem się pluskać. Odpłynąłem na pewną odległość i zawracając zauważyłem, że Sylwia wchodzi do wody. Pływała znakomicie, była bardzo pewna swoich umiejętności. Położyłem się na plecach i pozwoliłem unosić się wodzie. Zbliżyła się do mnie i zrobiła to samo.

     – Gniewasz się? – zapytała krótko.

     – Nie, dlaczego?

     – A wiesz, ciotka lubi mówić prosto z mostu. Ciągle powtarza, że ludzi nie mogą ograniczać ani ciała, ani umysły, bo nigdy nie będą wolni.

     – Wujek podziela jej zdanie?

     – Nie ma męża. Mówi, że to kolejne ograniczenie.

    Byłem trochę skołowany, gdyż w tamtym okresie była promowana tylko jedna opcja. Rodzina – mąż, żona, dzieci. Kobieta w wieku trzydziestu lat, samotna, była postrzegana jako “stara panna”. Były to osoby które wyśmiewano i uważane były za gorsze. Starzy kawalerowie musieli nawet płacić dodatkowy podatek, tak zwane “bykowe”, za to że nie założyli rodziny.

     – A Ty jak myślisz?

     – Sama nie wiem. Ma dużo racji, ale są też ludzie co mówią, że to stek bzdur. Ciotka jest niezależna finansowo, ma niezłą chatę, samochód, jest uśmiechnięta, miła i nikomu krzywdy nie robi. Więc nie widzę w tym nic złego.

     – Więc nie chcesz mieć męża?

     – Jejku, nie wiem, nie miałam jeszcze nawet chłopaka. Wiesz co? Zgłodniałam. Wracajmy do ciotki, przywiozła dużo prowiantu.

     Płynąc z powrotem Sylwia zaczęła się ze mną ścigać, niestety nie miała szans, kilka silnych ruchów i wyprzedziłem ją o jakieś dwa metry. Wychodząc z wody rzuciła:

     – Jakbyś był dżentelmenem, to dałbyś mi wygrać!

     – Jakbym dał Ci wygrać, to byś powiedziała, że jestem słabiak!

     – Może i tak – zachichotała.

     – Jak tam moje gołąbeczki, pogruchały sobie? – powiedziała Marzena, unosząc się na rękach.

     – Ciociu!

     – Co “ciociu”? Myślisz, że chłopak nie widzi, jak na niego lecisz?

     Rzeczywiście zauważyłem to już na basenie i w samochodzie, jak trzymała mnie za rękę.

     – Taka wygadana, pewna siebie, a z chłopakiem nigdy się nie pocałowała, nie mówiąc o…

     – Ciociu!! Jeszcze słowo i nie odezwę się do Ciebie do końca życia! – krzyknęła zaczerwieniona Sylwia.

     – Dobra! W porządku, dzisiaj Ci odpuszczę. Ale wiesz, że u mnie nie ma niedomówień. Trzeba mówić wszystko, co się ma na myśli. Trzeba dążyć z uporem do celu. Nie można się poddawać w połowie drogi. Przestrzegaj moich reguł, a cały świat będzie stał przed tobą otworem.

     – Chcę już wracać! – powiedziała naburmuszona Sylwia.

     – Już? Jeszcze nie byłam w wodzie! Zjedzcie kanapki, a ja w tym czasie popływam – powiedziała i poszła w stronę wody.

     – Zdenerwowała Cię? – zapytałem, gdy byliśmy już sami.

     – Nie tak bardzo, zawsze się z nią przekomarzam. Jest prostolinijna, a niektórych to razi.

     Zaczęła wyciągać termosy i pudełka z kanapkami, warzywami, owocami, było tego naprawdę dużo.

     – Ciotka twierdzi, że musimy jeść zdrowo.

     – “Żeby skóra była jędrna, pośladki twarde, a cycki sterczące” – próbowała naśladować głos Marzeny.  “Wtedy każdy facet będzie Twój”

     Rozśmieszyła mnie. Zacząłem się śmiać, a ona mi zawtórowała. Kiedy nam przeszło, nagle spoważniała.

     – Tylko że ja odziedziczyłam cycki po ojcu – powiedziała, robiąc kwaśną minę.

    Nie wiedziałem co powiedzieć. Nie chciałem dziewczyny urazić, ale jak na złość wyobraziłem sobie faceta w biustonoszu i niechcący parsknąłem.

     – Śmieszy Cię to? – zapytała poważnie.

     – A czy Twój tata nosi opalacze?

    Po chwili milczenia wybuchliśmy śmiechem. Śmialiśmy się tak, że Sylwii poleciały łzy, a mnie zaczął boleć brzuch. W tym czasie dołączyła do nas Marzena.

     – O, widzę że nastroje się poprawiły. Chyba nie nabijacie się tak ze mnie?

     – A widziałaś kiedyś Carla w staniku? – zapytała Sylwia nie przestając się śmiać.

     – O czym ty mówisz? – zaśmiała się ciotka, bo zaraził ją śmiech siostrzenicy.

     – Carla? – zapytałem, chociaż w głowie znałem już odpowiedź.

     Dowiedziałem się, że Carlo to ojciec dziewczyny, Włoch, który ożenił się z Polką. Wyjaśniła się tajemnica ciemnej karnacji Sylwii. Rodzice mieszkali teraz na stałe we Włoszech, ale pozwolili córce uczyć się w Polsce. Opiekowała się nią siostra jej mamy u której mieszkała. Mieli stały kontakt telefoniczny, ponadto rodzice odwiedzali córkę. Sylwia miała młodszą o dwa lata siostrę, która mieszkała w Italii.

     – Nie tęsknisz za nimi?

     – Nieraz tak. Ale odwiedzają mnie, ja ich, i mi przechodzi, bo tutaj czuję się…

     – Wolna – wtrąciła się ciotka.

     – Właśnie.

    Porozmawialiśmy jeszcze chwilę, pałaszując świeże owoce i warzywa.

     – No dobrze, fajnie się rozmawia, ale na nas już czas – powiedziała Marzena – przebieramy się, pakujemy i w drogę.

     Wstała i jednym ruchem ściągnęła majtki, a następnie biustonosz. Była odwrócona do mnie tyłem, ale jak sięgała suchą bieliznę, pochyliła się i moim oczom ukazały się wargi sromowe zaciśnięte między udami. Wstałem z koca i dyskretnie odwracając wzrok spojrzałem na Sylwię. Patrzyła na ciotkę przygryzając dolną wargę. Po chwili ściągnęła swoje opalacze i podeszła do ciotki po swoje rzeczy. Pupa Sylwii była cudowna. Widać, że sport świetnie działał na jej sylwetkę. Dla mnie to było za dużo. Cała chmara motyli tańczyła w moim brzuchu. Oczywiście wszystko koncentrowało się w kroku i dosyć szybko członek zaczął nabrzmiewać.

     – “Nie myśl o pupci, nie myśl o pupci” – powtarzałem w głowie, ale im bardziej się starałem, tym bardziej miałem przed oczami ten wspaniały widok.

     – Jeśli się krępujesz, możesz się przebrać za samochodem – usłyszałem za sobą głos.

     Odwróciłem głowę i zobaczyłem, że stoi za mną Marzena. Miała majtki na sobie, ale piersi nadal miała gołe. Trzymała biustonosz w ręku.

     – Ja.. nie.. nie krępuję się.. – zacząłem dukać – tylko..

     Spojrzałem w dół. Penis prężył się pod kąpielówkami już bardzo mocno. Marzena spojrzała przez moje ramię i zobaczyła powód mojego zawstydzenia.

     – Ach! No tak! Rozumiem!

     Podniosła moje rzeczy i podając je rzuciła:

     – No, przynajmniej jesteś zdrowy i wszystko Ci tam działa.

     Zaczęła się dalej ubierać. Odwrócony od nich, szybko ściągnąłem kąpielówki, wciągając suche slipki. Gdy byłem już ubrany, podeszła do mnie Sylwia też w pełni ubrana.

     – Nie gniewaj się na nią, ona już taka jest, lubi wszystkich zawstydzać.

     – Zaczynam się przyzwyczajać.

     – Ja.. pierwszy raz rozebrałam się przed kimś innym niż ciotka. Chciałam dodać Ci otuchy, ale chyba odniosło to odwrotny skutek. Przepraszam.

     – Nie masz za co przepraszać, to..bardzo mi się podobało.

     – Czy szanowna młodzież raczy wsiąść do auta? – krzyknęła Marzena przez otwartą szybę.

     Sylwia złapała mnie i pociągnęła do samochodu. Gdy tylko usiedliśmy na tylnym siedzeniu, wtuliła głowę w moje ramię, trzymając mnie cały czas za rękę.

        Od tamtej pory spotykaliśmy się regularnie na basenie. Rozmawialiśmy, wygłupialiśmy się w wodzie, po prostu dobrze czuliśmy się w swoim towarzystwie. Marzena śmiała się tylko, że wyglądamy jak papużki nierozłączki. Sylwia była inteligentna, obyta w świecie, posiadała wiedzę z wielu zagadnień którymi się interesowałem. Dlatego mieliśmy tak wiele tematów do rozmowy. Była to pierwsza dziewczyna, która interesowała się sportem. Niepojęte dla mnie było, że wie, kto to jest Andrzej Szarmach, albo Robert Gadocha. Uwielbiałem “kłócić się” z nią, kto jest lepszy na prawym skrzydle, kto na lewym, a kto powinien grać w ataku.

      Jedną z naszych zabaw, było nurkowanie tuż przy dnie i płynięcie jak najdalej wzdłuż basenu. Oczywiście dziewczyna nie miała szans, gdyż ja już dawno przepływałem całą długość na jednym oddechu. Denerwowała się, bo bardzo chciała mi dorównać.

     Za którymś razem udałem, że brakuje mi powietrza i wypłynąłem pierwszy na powierzchnię. Po chwili wynurzyła się Sylwia jakieś dwa metry dalej i widząc że wygrała, uniosła ręce w górę krzycząc “Hura!”. Następnie podpłynęła do mnie, zarzuciła mi ręce na ramiona i popchnęła w dół. Było to klasyczne “podtapianie”, kolejne wygłupy wśród młodzieży. Ale ona nie puściła mnie, tylko razem ze mną poszła na dno. Gdy byliśmy pod wodą, objęła mnie za szyję i pocałowała. Nasze usta stykały się kilka sekund, po czym odepchnęła mnie i wypłynęła. Dołączyłem do niej. Popatrzyła na mnie uśmiechając się, wzięła głęboki wdech i zanurzyła się z powrotem. Zrobiłem to samo. Nie płynęła, opuszczała się, aż dotknęła stopami dna, a następnie usiadła na nim. Nie jest łatwo utrzymać taką pozycję, gdyż woda cały czas wypycha ciało do góry.

     Ale ja takie podwodne akrobacje robiłem dużo wcześniej. Usiadłem na przeciwko i pocałowałem ją. Stykaliśmy się tylko ustami. Nasze dłonie wykonywały powolne ruchy, aby pozostać w miejscu. To było niesamowite. Serce zaczęło mi walić i naprawdę zbrakło mi powietrza. Walczyłem chwilę, ale musiałem odpuścić, odepchnąłem się nogami od dna i wynurzyłem się łapiąc głośno powietrze. Sylwia wypłynęła śmiejąc się.

     – Przegrałeś! Jestem lepsza!

     – Nieprawda!

     – Prawda, wypłynąłeś pierwszy!

     – Jeden raz na sto! Wielkie mi co!

     – Wystarczy.

     – Powtórzymy?

     – Nie. Przegrałeś i tyle. Jestem lepsza – powiedziała i skierowała się do drabinki.

      Chwilę odpoczywaliśmy na ławeczkach, a następnie poszliśmy w kierunku szatni. Do szatni chłopaków szło się prosto, a do dziewczyn skręcało się korytarzem w prawo. Marzena poszła pierwsza i zniknęła za rogiem. Kiedy Sylwia skręciła, nie było nikogo, więc podszedłem do niej, złapałem za ramię i odwróciłem w swoją stronę. Spojrzała na mnie, lśniącymi jak dwie czarne perły oczami, a ja przycisnąłem ją lekko do ściany i pocałowałem. Objęła mnie za szyję i oddała pocałunek. Jej język musnął moją wargę, więc nie byłem jej dłużny. Wtedy odchyliła głowę i wyszeptała:

     – Ale przyznaj że przegrałeś.

     – Nie ma mowy, ja wygra…

    Nie dała mi dokończyć przykładając dłoń do moich ust.

     – Przyznaj, że jestem lepsza, albo sobie pójdę.

     Potwierdziłem szybkim skinieniem głowy.

     Zachichotała, cofnęła dłoń i przyłożyła usta. Nasze języki po zetknięciu, zaczęły badać delikatnie swoje otoczenie. Moje ręce zaczęły błądzić po jej plecach schodząc coraz niżej. Kiedy jedna dotarła do pośladków, drzwi od szatni otworzyły się znienacka i stanęła w nich jakaś kobieta. Patrzyła na nas kręcąc z dezaprobatą głową. Sylwia szybko odeszła omijając z daleka facetkę, a ja odwróciłem się i pomaszerowałem do swojej szatni. W sumie to dobrze się stało, gdyż mój członek już budził się do życia. W kąpielówkach ciężko zamaskować wzwód, całe szczęście byłem blisko szatni.

      Od tej pory byliśmy parą. Nie mieliśmy tylko okazji do pieszczot, bo nigdy nie byliśmy sami. Teraz naszą ulubioną zabawą było nurkowanie i całowanie się pod wodą. Przy ciotce, Sylwia tylko mnie obejmowała, albo cmokała w policzek. Marzena nie reagowała na nasze czułości. Chyba nawet była zadowolona, bo gdy siedząc na ręcznikach, Sylwia śmiała się z głupot które opowiadałem, powiedziała:

     – No, no, moja Sisi rozkwita. Widzę, że jesteś naprawdę szczęśliwa.

     – Sisi? – wtrąciłem.

     – Tak nazywała Sylwię jej siostra, jak była malutka.”Moja Sisi”

     – Oj, ciociu! Wiesz, że nie lubię, jak mnie tak nazywasz.

     – Ale to jest słodkie prawda? – spojrzała na mnie.

     – Śmieszne, ale fajne.

     – Widzisz? Podoba mu się.

     – No właśnie! Śmieszne! Tak mnie przezywali w szkole.

     – Moja Sisi, fajna ksywka – powiedziałem śmiejąc się.

     – Uważaj! – wyciągnęła w moją stronę palec – bo może to się dla Ciebie źle skończyć.

     – Moja..

     Doskoczyła do mnie jak pantera. Wstałem i chciałem zrobić unik, ale nie zdążyłem. Popchnęła mnie i wpadliśmy razem do wody. Po kilku minutach, zmęczeni podwodnymi zapasami, ale uradowani, usiedliśmy na skraju basenu. Kiedy odpoczywaliśmy, przechodziła koło nas dziewczyna w naszym wieku. Byłem rozłożony prawie na całej szerokości, więc musiała dać nade mną większy krok. Przeskoczyła i uśmiechnęła się do mnie. Też się uśmiechnąłem, patrząc jak kiwa biodrami oddalając się ode mnie. Miała pełne, szerokie biodra – moje ulubione.

     – Ej!

     Sylwia złapała mnie za brodę i przyciągnęła w swoją stronę.

     – Czy ty patrzysz na jej tyłek???

     – Ja?? Nie..co ty..

     – No wiesz co? Siedzisz ze swoją dziewczyną, a oglądasz dupy innych? Jak ci nie wstyd?

     – Przepraszam..to tylko tak..niechcący..

     – Jakbyś się czuł, gdybym oglądała się teraz za chłopakami, podziwiała klaty, bicepsy i się do nich uśmiechała?

      Miała rację.

     Rzeczywiście, czułbym się podle. Jesteśmy razem, wybraliśmy siebie, więc powinniśmy trzymać się zasad, tego wymaga przyzwoitość.

     – Masz rację. Przepraszam Cię.

     – Teraz ci daruję, ale wiedz, że jestem bardzo zazdrosna. Jeśli jesteś ze mną, to tylko i wyłącznie ze mną i muszę ci wystarczyć.

     Siedziała z lekko naburmuszoną miną.

     – Słuchaj..a może wpadłabyś do mnie jutro, wiesz, po południu będę sam w domu.. muszę Ci zrekompensować tą wpadkę.

     – Nie ma szans! – powiedziała to z taką pewnością, że aż mnie zatkało.

     – Och..dlaczego???

     – Nigdzie nie ruszam się bez ciotki. Tam gdzie jestem ja, tam i ona. Pilnuje, żebym nie walnęła jakiejś głupoty.

     – Nie wierzę. Jesteś zbyt mądra na robienie głupot.

     – Teraz tak..słuchaj..chcę być z Tobą szczera.. Dwa lata temu we Włoszech, wstąpiłam do żeńskiego ugrupowania. Nazywały się feministkami. Byłam praktycznie dzieckiem, ale imponowały mi dużo starsze koleżanki swoją postawą. Na początku było extra. Pochody, transparenty, obraźliwe hasła. Mogłam obrażać ludzi na środku ulicy i nikt mi nic nie mówił. Chodziłam na spotkania do klubu i tam działy się różne rzeczy. Dziewczyny pozwalały sobie na wiele. Piły alkohol, paliły marihuanę i krzyczały, że faceci to samo zło. Jak się upiły, rozbierały się do naga, tańczyły na stołach, później dobierały się w pary i całowały. Udowadniały sobie i całemu światu, że mężczyźni nie są im do niczego potrzebni.

       Któregoś razu podeszła do mnie taka jedna i włożyła mi język do buzi. Nie podobało mi się to. Nie jestem lesbijką. Odepchnęłam ją, wtedy się roześmiała i powiedziała, że muszę więcej wypić. Ale nie napastowała mnie więcej. Każdy po prostu robił co chciał.

      Pewnego razu poczęstowały mnie trawką i powiedziały, że mamy bojowe zadanie. Musimy nastraszyć pewnego gościa, który nam bruździ. Było nas pięć. Zakradłyśmy się pod dom tego faceta późnym wieczorem i czekałyśmy na niego. Jedna powiedziała, że powinien być niedługo. Widocznie go wcześniej obserwowały. Bałam się strasznie. Poprosiłam o skręta i wypaliłam  całego naraz. Ale nadal się trzęsłam. Kręciło mi się w głowie, zaczynałam widzieć podwójnie, chciałam powiedzieć, że jest mi niedobrze, ale w tym momencie jedna syknęła:

     – Jest.

     – Stój tu i pilnuj. Jakby ktoś szedł, daj znać i pryskaj – powiedziała do mnie.

     Podeszły po cichu do gościa, zarzuciły mu torbę foliową na głowę i przewróciły na chodnik. Zaczęły go od razu okładać kijami i kopać. Facet tylko jęczał. To było okropne. Wyszłam na ulicę i zwymiotowałam. Chciałam uciekać, ale nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Upadłam, ale zanim straciłam przytomność, pamiętam jakieś krzyki, bieganinę i migające światła.

      Obudziłam się w szpitalu.

     Głowa mi pękała. Chciałam ją potrzeć rękami, ale okazało się, że jedną z nich mam przypiętą kajdankami. Tak się przestraszyłam, że popuściłam w majtki. Zaczynały docierać do mnie wydarzenia z poprzedniego dnia. Po chwili przyszła pielęgniarka, a wraz z nią rodzice. Ojciec, jak zobaczył kajdanki wpadł w furię. Powiedział, że tak nie wolno traktować dzieci. Przyszedł jakiś facet i je odpiął, powiedział, że to tylko zabezpieczenie przed ucieczką. Usiadłam, przytuliłam się do mamy i rozbeczałam w głos. Mama też. Dla rodziców to był szok, nie wiedzieli, że związałam się z takimi kobietami. Mieli do mnie pełne zaufanie, a ja ich zawiodłam.

      Okazało się, że pobity facet ledwo uszedł z życiem. Ktoś wezwał policję, a że patrol był w okolicy, szybko zjawili się na miejscu. Złapali wszystkich. Mnie znaleźli półprzytomną, ujaraną na maxa, leżącą we własnych wymiotach. Wezwali karetkę, a resztę dziewczyn zabrali do aresztu.

      Później było jeszcze gorzej. Wezwania, przesłuchania, badania, a najgorszy był rozgłos. Zdjęcia moje i koleżanek pojawiły się w gazecie. Nawet telewizja wspomniała o tej napaści. Ludzie rozpoznawali mnie na ulicy i wytykali palcami. Koszmar.

     Na szczęście byłam młoda i naiwna, więc dostałam tylko dozór kuratorski. Gdy się skończył, rodzice zdecydowali, że wyjadę do Polski. Sama też chciałam stamtąd uciec. Jak ciotka usłyszała całą historię od mamy, to chociaż jest kobietą wyzwoloną, była w szoku. Obiecała rodzicom, że się mną zaopiekuje. I dlatego nigdzie mnie samej nie puszcza. I chociaż przyrzekałam ciotce wiele razy, że nie tknę narkotyków, nie ufa mi. Wie, że w Polsce młodzież też po nie sięga i nie chce mi dawać okazji.

      Ot i cała historia.

       Tysiące myśli kłębiły mi się w mózgu. Narkotyki, napaść, milicja, sprawa sądowa, takie rzeczy znałem tylko z telewizji. Jeśli ktoś poszedł do więzienia, to był później wyrzutkiem społeczeństwa. Nie mógł znaleźć pracy, nikt nie chciał z nim przebywać, a jak coś zginęło na osiedlu, milicja jechała od razu do niego.

     A narkotyki?

     Nikt z moich znajomych się nie narkotyzował. W tamtych czasach dostęp do nich był bardzo ograniczony. A może były, tylko ja się nimi nie interesowałem? Słyszałem oczywiście, że ktoś, gdzieś, znalazł “samosiejkę”, że ususzył, że wypalili, że były jaja i tyle.

       Pamiętam też, jak byłem w trzeciej klasie podstawówki, to umówiłem się z kumplem po lekcjach na palenie fajek. Za budynkiem szkoły wyjął dwa papierosy i zapałki. Pokazał mi jak ciągnąć i przypalił. Oczywiście nie zaciągaliśmy się naprawdę, tylko pykaliśmy jak fajkę. Poczułem się wtedy bardzo dorosły.

     Na nieszczęście (lub szczęście) zza rogu wyszedł facet od W-Fu ze skakanką w ręku. Nie wiem do tej pory, czy ktoś na nas naskarżył, czy to zbieg okoliczności, ale tak nam wpieprzył tą skakanką, że miałem na dupie i udach pręgi. Powiedział wtedy, że nikomu nie powie, ale jeśli jeszcze raz weźmiemy papierosy do ręki, wyrzucą nas ze szkoły. Podziałało to wyśmienicie, bo na papierosy namówili mnie dopiero w wojsku.

     Ale z narkotykami nie miałem do czynienia.

      Przypomniałem sobie jeszcze, jak za dzieciaka poszliśmy do parku i podglądaliśmy gości, co wąchali klej. Mieli torebki foliowe do których wlewali butapren, następnie siadali, przykładali torebkę do ust i to wdychali. Ślina leciała im okropnie. Co jakiś czas spluwali, a mimo to w torebce było jej pełno. Białka oczu robiły im się czerwone, i zaczynali wykonywać dziwne ruchy, jakby mieli tiki nerwowe. Było to obrzydliwe.

     A tutaj, ta piękna dziewczyna miała już takie doświadczenia. Nie wiedziałem co o tym myśleć. Pierwszy raz spotkałem taką osobę.

     – Dlaczego nic nie mówisz, wystraszyłam cię?

     – Nie. Po prostu muszę sobie to wszystko poukładać.

     – Jeśli nie będziesz chciał się ze mną spotykać, zrozumiem.

     Nie odpowiedziałem. Miałem mętlik w głowie.

     – Rozumiem – powiedziała smutno, wstała i poszła w stronę Marzeny.

      Patrzyłem jak odchodzi. Oczami wyobraźni widziałem faceta katowanego przez jej koleżanki, jego żonę, dzieci martwiące się o stan jego zdrowia. Ale przecież to nie jej wina. Ona by tego nie zrobiła. Została poddana manipulacji – tak powiedzieli w sądzie.

     

     – Sylwia zaczekaj! – krzyknąłem.

     Podszedłem do niej, a gdy się odwróciła, zobaczyłem łzy w jej oczach.

     – Słuchaj..to nie tak.. chcę się z Tobą spotykać.. po prostu.. zaskoczyłaś mnie. Tak naprawdę, to nie interesuje mnie co robiłaś kiedyś i jaka byłaś. Interesuje mnie jaka jesteś teraz. A jesteś wspaniałą dziewczyną i bardzo, bardzo chcę się z Tobą spotykać.

     Objąłem ją, a ona przytuliła się do mnie.

     – Przestraszyłam się, że to koniec.

     – Nic z tych rzeczy, za bardzo Cię lubię. Moja Sisi.

     – Eeeej! Prosiłam przecież! – powiedziała z uśmiechem, przekrzywiając głowę na bok.

     – No dobrze, już nie będę…dziś.

     Zrobiła niby groźną minę i uderzyła mnie piąstką w tors. Roześmialiśmy się co rozładowało napięcie.

     – A wracając do naszej rozmowy, to Ty możesz wpaść do mnie, kiedy tylko chcesz.

     – A Marzena się zgodzi?

     – Żartujesz?? Przecież to ona cały czas wierciła mi dziurę w brzuchu, jak powiedziałam, że mi się podobasz.

     – “Ale fajny, no idź zagadaj, zobacz jaką ma klatę, zaproś go do domu, zobacz jak świetnie pływa, jak nie pójdziesz to ja zagadam” – i tak w kółko. Twój dziwny fikołek był wyśmienitym pretekstem do rozmowy.

     “A więc wyjaśniło się, dlaczego przy pierwszym spotkaniu Marzena zaprosiła mnie nad jezioro. Szukała dla siostrzenicy chłopaka, żeby dziewczyna nie czuła się tak wyobcowana. A może też jej się spodobałem? Może jednak jej nagość miała podtekst seksualny? Może chciała zobaczyć czy się podniecę?”

     – To jak?

     – Co? – wyrwała mnie z zamyślenia – a tak, pewnie że chcę. A Marzena będzie w domu?

     – Tak. Ale jak nie przyniesiesz alkoholu, ani zioła, da nam spokój.

        Żeby dostać się do Sylwii, musiałem skorzystać z komunikacji miejskiej. Okazało się, że mieszkała w dzielnicy willowej naszego miasta. Kiedy dotarłem na miejsce, jeszcze raz sprawdziłem adres. Zgadzał się. Przede mną wyrastał duży budynek piętrowy ze spadzistym dachem. Przypominał mi domy góralskie, które widziałem kiedyś na wycieczce. Wszedłem na ganek i zadzwoniłem do drzwi. Po chwili usłyszałem kroki i zgrzyt zamka.

     – O! Jesteś nareszcie! Cześć! – Marzena uśmiechnęła się – wchodź, Sylwia już nie może się doczekać.

      Wszedłem do przedpokoju i zdejmując buty rozejrzałem się. Wszystkie wykończenia były z drewna. Podłoga, ściany, meble, wszystko pod kolor. Musiało to kosztować fortunę. W przestronnym widnym salonie stała obszerna sofa i fotele. Z jednej strony było wielkie okno, a z drugiej była prawie cała przeszklona ściana. Na jej środku były szklane drzwi wychodzące na ogród. Na stoliku pod ścianą stał duży telewizor, a na półkach pod nim magnetowid i sprzęt Hi-fi. Na ścianie wisiał duży obraz, który wydał mi się znajomy. Przedstawiał nagą kobietę, na czarnym koniu, który stawał dęba. Kobieta z rozwianymi, złotymi włosami, trzymała oszalałego konia za szyję. To był “Szał Uniesień” – przypomniałem sobie – jakiegoś polskiego malarza, czytałem kiedyś o nim. Oczywiście kopia, oryginał znajdował się w muzeum.

     Na jednym z foteli siedziała Sylwia. Miała na sobie koszulkę na ramiączka i sportowe spodenki. Uśmiechnęła się na mój widok.

     – Usiądź wygodnie, bo mam dla Ciebie informacje – powiedziała Marzena siadając na sofie.

     – Sylwia powiedziała Ci dlaczego wróciła do Polski?

     – Tak.

     – Bardzo dobrze. To nam zaoszczędzi wiele wyjaśnień. Wiesz, że jestem tolerancyjna, otwarta i wiele zakazów czy nakazów mam gdzieś.

     – Zauważyłem.

     – No właśnie. Ale są pewne rzeczy, których w tym domu nie toleruję, są to narkotyki, alkohol i papierosy. Wszystkie te używki niszczą zdrowie, a zdrowie to podstawa. Jeśli dowiem się, że coś kombinujecie z którymś wynalazkiem – koniec z przyjaźnią. Wszystko jasne?

     – Tak jest, kapitanie! – zawołała Sylwia, stając na baczność i salutując. Następnie złapała mnie za rękę i pociągnęła na górę. Byliśmy już w połowie schodów, kiedy zatrzymał nas głos ciotki.

     – Hola! Hola! Nie tak szybko! Jeszcze jedna ważna rzecz!

     – Co takiego? – Sylwia przekręciła oczami zniecierpliwiona.

     – Macie zabezpieczenie?

     – Ciociu!!

     Zauważyłem, że nie była tym pytaniem zawstydzona. Po prostu dosyć miała nakazów i pouczeń.

     – Nie ma “ciociu”! Twoja matka by mnie zabiła, jakbyś zaszła w ciążę! Myślicie, że nie wiem co robi młodzież w waszym…

     – Mamy zabezpieczenie – przerwałem jej w pół zdania. Sylwia spojrzała na mnie zdziwiona.

     – No, mądry chłopak, no to już, zmiatajcie – powiedziała Marzena, odwróciła się i poszła włączyć telewizor.

     Weszliśmy na górę, do pokoju dziewczyny. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to plakaty Michaela Jacksona. Widać, że była jego fanką. Ucieszyłem się, gdyż lubiłem tego wokalistę. W tamtym okresie, wyszła jego płyta “Thriller”. Pamiętam, że to był hit na całym świecie. Utwory z płyty długo zajmowały pierwsze miejsca na listach w wielu krajach.

     – Chcesz posłuchać Jacksona?

     – Pewnie.

     Włączyła kasetę i usiadła na łóżku opierając się o ścianę. Poszedłem za jej przykładem, a gdy tylko usiadłem przytuliła się do mnie i zaczęła opowiadać o swoim idolu.

     Po kilku minutach podniosła głowę patrząc mi w oczy.

     – Okłamałeś ciotkę o tym zabezpieczeniu?

     – Nie.

    Naprawdę miałem prezerwatywę, ale nie wziąłem jej specjalnie. W każdych spodniach jeansowych, w prawej przedniej kieszeni, była dodatkowa, mała, kwadratowa kieszonka. W Ameryce mówili, że była do starych zegarków na łańcuszku, u nas znane jako “cebule”. Natomiast w Polsce mówiono, że to na prezerwatywy. I ja włożyłem tam erosa, bo fajnie pasował, a przypomniałem sobie o nim dopiero, podczas rozmowy z Marzeną.

     – Chcesz się ze mną kochać? – spytała.

     – No. A Ty?

     – Problem w tym, że jestem dziewicą więc.. nie wiem.

     Przyciągnąłem ją do siebie i pocałowałem. Po chwili odsunęła się i ściągnęła koszulkę. Nie miała stanika, bo w sumie go nie potrzebowała. Następnie zdjęła spodenki i majtki. Była goła, ale w ogóle się nie wstydziła. Położyła się na łóżku i czekała na mnie. Ja w tym czasie też się rozbierałem, ale zeszło mi trochę dłużej. Jak odkryłem stojącego członka Sylwia nie była zdziwiona, czy zaciekawiona. Domyśliłem się, że widziała już ten organ. Widocznie miała już doświadczenie z chłopcami. Pomyślałem o Emilce, która robiła ze mną różne rzeczy, a zachowała dziewictwo.

     Położyłem się przy niej na boku opierając penisa na jej udzie. Całowałem ją, a moja ręka błądziła po jej ciele, od piersi po wzgórek łonowy. Jak opisać piersi? Wielkością przypominały małe morele. A teraz jak leżała na plecach, prawie wcale nie odstawały. Monika miała większe niż ona. Oczywiście ściągnięte sutki odstawały od klatki, ale ja miałem identyczne jak zmarzłem. Druga rzecz, która wpadła mi w oczy, to fajnie wycięte włoski na wzgórku. Wąski paseczek zaczynał się na górnej części, a kończył dopiero przy rowku skrywającym łechtaczkę. Reszta była idealnie wydepilowana. Kiedy pieściłem wzgórek, jej oddech przyśpieszył, a nogi mimowolnie rozeszły się delikatnie na boki, dając mi miejsce do dalszych pieszczot. Zjechałem ręką, ale dużo niżej, na kolana i łydki. Miała bardzo gładką skórę na nogach, wyczułem, że je także goliła, co w tamtych czasach było rzadkością. Oddychała już szybko i głęboko, więc powróciłem na wzgórek i zjechałem środkowym palcem w dół, między wargi sromowe. Wstrzymała powietrze, by za chwilę głośno je wypuścić. Była gorąca i mokra. Zacząłem pocierać wilgotną szparkę, wargi mniejsze i łechtaczkę. Czułem jej przyjemność, poddawała się całkowicie moim pieszczotom, a jej biodra dopasowały ruch do mojego palca. Doszedłem do wniosku, że jest już gotowa i sięgnąłem po gumkę. Zauważyła co mam w ręku i zmieszała się.

     – Wiesz co? Moglibyśmy to przełożyć? Tak jak teraz jest fajowo.

     – Spoko, mnie też tak pasuje – odpowiedziałem zgodnie z prawdą.

     Sylwia odnalazła ręką członka, objęła go i zaczęła poruszać nią w przód i w tył. Zsuwała skórkę dosyć nieporadnie, ale byłem tak podniecony, że to wystarczało w zupełności. Przyśpieszyłem ruchy swojego palca, gdyż czułem szybko narastające napięcie w podbrzuszu. Nie myliłem się, po paru chwilach zacząłem tryskać na uda Sylwii. Poruszała szybko rączką, a przestała dopiero, kiedy nie czuła strzałów nasienia. Trochę głupio mi się zrobiło, że doszedłem pierwszy, ale dziewczyna nic sobie z tego nie robiła, nadal zaciskała dłoń na moim członku i szybko poruszała biodrami w rytm palca.

     Nagle wstrzymała powietrze, zacisnęła nogi i znieruchomiała. Mijały sekundy i nic, żadnych jęków, żadnych drgawek, żadnych ruchów. Mimo, że poruszałem nadal palcem leżała sztywna jak kłoda. Trwało to dosyć długo, wreszcie wypuściła głośno powietrze i rozluźniła się. Zwolniła też uścisk na penisie, chociaż trzymała go nadal. Zastanawiałem się czy miała orgazm. Pierwszy raz widziałem taką reakcję.

     – Dobrze Ci było? – spytałem niepewnie.

     – Noo. Tak dobrze to się jeszcze nie czułam.

     – Nie miałaś nigdy orgazmu?

     – Miałam. Wiem co to masturbacja głuptasie. Ojej! Ale mnie zalałeś – powiedziała spoglądając na swoje uda.

     – Jak puścisz mojego ptaszka, to podam ci chusteczki.

     – No daj się jeszcze nacieszyć, pierwszy raz go trzymam – chichotała.

     – Poważnie?

     – Yhm.

     – To skąd wiesz jak pieścić chłopaka?

     – No nie żartuj! Przecież w szkole był cały rozdział o masturbacji dziewcząt i chłopców.

     – To chyba we Włoszech, bo na pewno nie w Polsce.

     – Ach! No racja. Ale szkoła to nic. Przecież mieszkam z kobietą wyzwoloną nie? Żebyś wiedział ilu tu się przewinęło facetów, to byś nie uwierzył.

     – Mogę się domyślać.

     – No, a myślisz, że ciotka kryła się z nimi? Ta sofa na dole przeżyła więcej niż łóżko w burdelu.

     – Przesadzasz – zaśmiałem się z porównania.

     – Wcale nie. Jak ciotka ma ochotę, podrywa faceta, przyprowadza na noc i uprawia z nim seks. Rano po gościu zostaje wspomnienie. Mamy umowę, że jak przyprowadza mena, ja nie schodzę na dół. Mówi im, że mieszka sama. Ale jak słyszałam te hałasy, to musiałam to zobaczyć. Siadałam na schodach i patrzyłam przez szczebelki co robią. Nie wiem czy są pozycje których nie znam.

     Któregoś razu ujeżdżała gościa podskakując na nim i zobaczyła mnie siedzącą na tych schodach. Myślałam że zrobi mi awanturę, ale puściła do mnie oko i jeszcze głośniej jęczała. Później już wiedziała, że się przyglądam i chyba robiła specjalnie takie rzeczy, żeby wyglądało jak pokaz. Dużo rozmawiałam z ciotką na temat seksu. Tutaj to nie tabu. Aż wreszcie mi się znudziło i już ich nie podglądam.

     – Ale słuchaj jaka heca – przypomniała sobie – pewnego razu obudziłam się rano i zaspana zeszłam na dół. Wchodzę do kuchni, a tam facet stoi na waleta i je kanapkę. Ja już widziałam tyle fiutów, że była to dla mnie normalka, więc powiedziałam “dzień dobry”, przeszłam koło niego, nalałam sobie mleko z lodówki i wróciłam na górę. Gościu – słuchaj – o mało się nie udławił. Ubrał się jak błyskawica i dał dyla. Myślał, że jestem jej córką i zaraz pojawi się mąż.

     – O kurde! Chciałbym zobaczyć jego minę.

     – Wyjrzałam przez okno, bo usłyszałam trzaśnięcie drzwiami. Uciekał tak szybko, że dopiero na ulicy buty zakładał!

     Śmialiśmy się do łez.

     – Chodź, musimy się umyć, bo się cała kleję – powiedziała Sylwia i zaprowadziła mnie do łazienki.

        Pierwszy raz widziałem takie pomieszczenie. Była tak duża jak pokój i cała w kamieniu, chyba marmurze. Wanna z tego samego materiału, stojąca w rogu mogła pomieścić ze cztery osoby. Zielone pędy kwiatów wiły się po suficie, by zejść po ścianach po obu stronach wielkich luster, które umiejscowione były na przeciwko siebie. Dawało to taki efekt, że widziałem w lustrze mniejsze lustro, w tym mniejszym jeszcze mniejsze i tak w nieskończoność. Wydawało mi się, że stoję w pomieszczeniu, które nie ma końca. W drugim rogu stała obszerna kabina z prysznicem, i to tam właśnie weszliśmy. Miejsca było tyle, że mogliśmy tańczyć. Jak Sylwia puściła wodę, okazało się, że leci ona z kilku stron, nie z jednego sitka, jak u mnie.

     Po kąpieli staliśmy nadzy przed lustrem wycierając się. Podszedłem do Sylwii od tyłu, przełożyłem ręce pod jej pachami i położyłem dłonie na piersiach. Jednocześnie, lekko nabrzmiałego członka wcisnąłem między jej pośladki. Masowałem jej sutki, zataczając coraz większe koła i patrzyłem na nasze odbicie w lustrze. Ona szczotkowała w tym czasie swoje czarne loki.

     – Szukasz tam czegoś? – spytała patrząc na moje dłonie. – Daruj sobie. “Z przodu plecy, z tyłu plecy, Pan Bóg stworzył mnie dla hecy” – wyrecytowała jak wierszyk. Ale nie uśmiechała się.

     – Chciałabyś mieć większe piersi?

     – Nie wiem, chyba tak. Nie mam kompleksów z ich powodu, ale wiem jak powinna wyglądać kobieta. Mam przykład ciotki.

     – Akurat z nią nie powinnaś się porównywać. Tak duże piersi to rzadkość.

     – Wiem. Chodzę przecież na basen. Ale wiem też, za czym oglądają się faceci.

     Patrzyła przez chwilę na siebie w lustrze.

     – A Ty chciałbyś, żebym miała większe?

     – Szczerze mówiąc, też nie wiem. Nie zastanawiałem sie nad tym. Podobasz mi się taka, jaka jesteś. Myślę, że duży wpływ ma na to Twoja osobowość, pewność siebie, inteligencja. Razem z ciałem robi to świetne połączenie – mówiłem to co myślałem.

     Roześmiała się szczęśliwa, odwróciła do mnie i pocałowała. Masowałem jej pośladki i już zaczynało mi się robić ciepło, gdy nagle drzwi się otworzyły i wparowała Marzena. Odskoczyłem od Sylwii i odruchowo zasłoniłem przyrodzenie. Ciężko mi było to zrobić, bo byłem już mocno podniecony. Ale ona nawet na nas nie spojrzała, jakby nas nie było, podeszła do lustra naprzeciwko i zaczęła grzebać na półce z kosmetykami. Była ubrana w zwiewny szlafrok, tyle że nie związany i przy ruchach widziałem jej piersi, a także czarny trójkąt w dole brzucha.

      Sylwia widząc moje zawstydzenie podeszła do ciotki.

     – Prosiłam, żebyś nas nie zawstydzała.

     – Daj spokój, chłopak mnie przecież zna. Przeszkadzam Ci? – spojrzała na moje odbicie.

     – Niee..

     – No widzisz? Przyzwyczaił się.

     Znalazła tusz do rzęs, pochyliła się i zaczęła go nakładać.

     – A ty jak? – zwróciła się do dziewczyny – wypieszczona?

     – Noo – powiedziała z radością Sylwia – miałam cudowny orgazm.

     Wzięła jakiś krem, oparła nogę o brzeg wanny i zaczęła go wcierać.

     – Mówiłam Ci – co facet, to facet. Nie ma nic lepszego. Ja w twoim wieku nie miałam..

       Nie słyszałem co dalej mówiła. Byłem w szoku. Rozmawiały przy mnie o tak intymnych rzeczach jak orgazm, seks, masturbacja, wszystko co było największą tajemnicą w moim otoczeniu. Nikt nie zwierzał się nikomu ze swoich problemów, obaw, czy uczuć dotyczących seksu. W ich ustach, było to tak naturalne i bezpośrednie, jakby rozmawiały o gotowaniu, czy modelowaniu włosów.

      Wiedziałem już, od czego są wolne. To wstyd ograniczał ludzi. Nie mogli się porozumieć, bo najzwyczajniej w świecie się wstydzili. Wstydzą się swoich potrzeb, zachowań, własnego ciała, wszystkiego, czego nie uważają za normalne.

        Ale co jest normalne?

     Czy zastanawiali się, że druga osoba może mieć takie same potrzeby? A jeśli nie ma, to może spróbuje razem z nim rozwiązać jego obawy? Co jest normą w sypialni?

       Powiem Wam: Każda sypialnia ma swoją normę!

     W jednej będzie się kochać mąż z żoną i to będzie jej norma. W drugiej, będą się kochać dwie koleżanki i to też będzie norma. W trzeciej faceci, w czwartej trójkąty, czworokąty i to też będzie ich norma! Nawet dziesięciu murzynów i jedna kobieta będzie normą! Dlaczego?? Bo ona uwielbia ich, a oni ją.

     Ja mam swoją sypialnię i swoją normę. Nie wpuszczam do niej facetów, bo uwielbiam kobiety. Ale to nie znaczy, że sypialnia mężczyzn mnie oburza. Absolutnie Nie! To Twoja sypialnia, Twoja prywatność i jeśli robimy coś z miłości, albo nawet dla przyjemności, nie krzywdząc przy tym nikogo (co jest bardzo ważne) – To jest to nasza norma.

       Opiszę Wam tutaj zdarzenie które opowiedział mi niedawno w wielkiej tajemnicy, mój dobry znajomy. Zresztą był wtedy nieźle podpity, na trzeźwo w życiu by mi nie powiedział. Był wtedy żonaty kilka ładnych lat, dwójka dzieci – zwyczajna rodzina.

     Pewnego dnia wyszedł w sobotę rano na zakupy. Pod sklepem zorientował się, że nie ma portfela. Poleciał z powrotem do domu i cichutko otworzył drzwi, bo nie chciał budzić żony. Gdy go znalazł, chciał już wyjść, gdy nagle usłyszał dziwne dźwięki dochodzące z sypialni. Żona mówiła coś i jęczała. Na początku myślał, że mówi przez sen, ale coś go tknęło.

           Uchylił drzwi i zamarł.

     Jego żona leżała naga na boku z uniesioną nogą, a z jej odbytu wystawał ogonek!!!

     Obok niej leżały jakieś kulki, wibrator, dildo, cały zestaw! A w odbycie siedział korek analny z lisią kitką!

     Kiedy zorientowała się, że na nią patrzy, przykryła się szybko kołdrą i kazała mu wyjść. Nie poszedł do sklepu. Czekał aż wyjdzie, ale gdzie tam. Prosił, żeby wyszła, powiedziała, że za bardzo się wstydzi.

     Wtedy wkurzył się, wszedł do sypialni i zaczęli rozmawiać.

     Zwierzyła mu się ze wszystkiego.

       Okazało się, że jego żona uwielbia pieszczoty analne. Dowiedziała się o tym, gdy była w zaawansowanej ciąży z pierwszym synem. Troszcząc się o zdrowie dziecka, nie odbywali już stosunków, ale któregoś dnia, gdy była sama w domu, zdecydowała się wziąć kąpiel. Gdy leżała w wannie zaczęła się pieścić. Tak po prostu poczuła chęć. Ta chęć przerodziła się w ogromne podniecenie. Zapragnęła poczuć w sobie penisa, ale męża nie było go w domu.

      Wtedy wpadła jej w oczy buteleczka żelu pod prysznic, stojąca na brzegu wanny. Przyciskając ją do krocza, zaczęła pocierać wejście do pochwy. Ale pomyślała, że nie może jej sobie włożyć, bo może coś uszkodzić. Tylko że nadal pragnęła w sobie coś poczuć. I wtedy zjechała buteleczką na odbyt. Zadrżała. Było to inne, ale bardzo silne doznanie rozkoszy. Wsunęła tylko odrobinkę i szybko poczuła jak fala orgazmu przetacza się przez jej całe ciało, by w końcu zacisnąć odbyt na butelce. Mówiła mu, że tak mocnego orgazmu się nie spodziewała.

      Potem dopadł ją wstyd. Z mężem nigdy nie pieściła tyłka, a ona sobie coś tu wkłada – zboczona.

     Nie przyznała się mężowi, ale kiedy urodziła dziecko i wrócili do seksu, czegoś jej brakowało. Było świetnie, miała orgazmy, a jednak to nie było to. Czuła to tak, jakby ułożyła puzzle z pięciu tysięcy części i brakowałoby jednego pośrodku.

     Więc któregoś razu, znów sięgnęła po flakonik. Przeżycie nieziemskie, jak za pierwszym razem. I znowu wstyd.” Mąż ci nie wystarcza, chora nierządnico”. Zaczęła się stresować, chciała powiedzieć mężowi, ale wstyd jej nie pozwalał. Czas leciał, przyszedł na świat drugi syn, a ona w tym czasie dopracowała swoje pieszczoty do perfekcji. Znalazła w Internecie stronę z zabawkami erotycznymi i w tajemnicy kupiła, najpierw jedną, potem drugą. Miała marzenia erotyczne, w których jej mąż pieści jej odbyt na różne sposoby, zaczęła nawet mówić do niego co ma robić, oczywiście jak była sama. W feralnym dniu udawała że śpi, czekała aż wyjdzie, bo cały weekend mieli spędzić razem, a ona pieściła się tylko jak była sama w domu.

        Ale co było w tym wszystkim najgorsze???

     Że on też pragnął stosunków analnych z żoną i to od dawna!!

     Po urodzeniu się drugiego syna, ich emocje erotyczne trochę opadły. Uprawiali seks, ale nie był on tak górnolotny jak dawniej. Wtedy mój kolega zaczął oglądać filmy erotyczne. W jednym z nich zobaczył, jak mężczyzna włożył całego penisa kobiecie w odbyt. Podnieciło go to. Zastanawiał się, jak by to było, gdyby włożył żonie. Ale nie – pomyślał – w życiu się nie zgodzi. Powie że jestem zboczony. Nurtowała go jednak ta myśl. Do tego stopnia, że zaczął się masturbować, marząc o pupie własnej żony. I – jak się później okazało – w tym samym momencie, co żona.

      Jak to się wszystko wydało, to… powiem tak: Nigdy nie widziałem tak szczęśliwej pary! Spotykając się z nimi, zarażali swoją radością z życia. Miłość promieniała od nich z daleka. Pytałem nawet co się stało, ale mówili, że to druga młodość. Rzeczywiście, zachowywali się często jak smarkacze, a są po czterdziestce.

     Kolega dodał jeszcze, że obydwoje żałują bardzo tych lat, kiedy żyli w kłamstwie i niewiedzy. Oszukiwali siebie i partnera, a wystarczyło pokonać wstyd i porozmawiać. Ale są dobrej myśli, eksperymentują w łóżku z zabawkami i chcą odrobić straty z nawiązką.

         Strasznie się rozpisałem, ale chciałem Wam dokładnie opisać jak zmieniało się moje myślenie w tamtym momencie, gdy stałem goły w łazience z dwoma nagimi kobietami. W ich zachowaniu nie było nic erotycznego. Rozmawiały o seksie, ale nie po to żeby sie podniecić, tylko wymieniały poglądy, doświadczenia. Marzena udzielała po prostu porad, tak jakby zdradzała przepis na wyśmienitą potrawę. Myśląc w ten sposób, zauważyłem, że mój członek zaczął się kurczyć, a podniecenie stopniowo opadało. Oczywiście, było to moje pierwsze takie doświadczenie, więc penis nadal był gruby, ale nie sterczał już do góry. Przestawałem się wstydzić, zacząłem słuchać o czym rozprawiają dziewczyny.

      … i jestem naprawdę szczęśliwa, że tak będę wspominać mój pierwszy raz – kończyła zdanie Sylwia.

     Marzena przestała się malować i spojrzała na nią.

     – Straciłaś cnotę? – powiedziała jakby z nadzieją w głosie.

     – Niee. Nie miałam odwagi. Chyba jeszcze nie jestem gotowa.

     – Ty wiesz najlepiej. Kiedy będziesz gotowa, twoje ciało ci to powie.

     – Chyba mówiło, ale przestraszyłam się.

     – Pamiętaj, nic na siłę. Można czerpać przyjemność na inne sposoby, znasz je wszystkie. Ale jak stracisz zakładamy spiralę.

     – Uhm. Jedziesz do centrum?

     – Tak.

     – Kup olejek do opalania, bo jutro ma być słonecznie, może się wybierzemy?

     – Dobrze.

     Rozmawiały o seksie i o zakupach, jakby to były dwie takie same rzeczy.

     Dokończyła makijaż i popatrzyła na siebie krytycznie.

     – No, całkiem nieźle. Ok, szanowna młodzieży, wychodzę na jakiś czas, nie róbcie nic, czego ja bym nie robiła.

     Wychodząc odwróciła się w moją stronę i spojrzała na mojego, trochę nabrzmiałego jeszcze członka. Zatrzymała się w drzwiach i patrząc na korytarz uniosła palec wskazujący do góry, a następnie skierowała go na moje krocze.

     – I zrób coś, żeby chłopak nie był taki spięty.

     – Dobrze ciociu.

     Była na końcu korytarza, gdy nagle odwróciła się:

     – I pamiętamy O?

     – Zabezpieczeniu! – krzyknęła za nią Sylwia, wcierając nadal krem w swoje jędrne ciało.

     Marzena uniosła dwa kciuki w górę i wyparowała jak kamfora.      C.d.n.

    Ps. Mam więcej materiału, niestety, nie przyjmuje tak długiego tekstu, więc podzielę na części. Pozdrawiam :).

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Venom
  • Wspomnienia z dziecinstwa – Dorastanie cz.2

     Chodziliśmy po domu całkiem nago. Najpierw na dół do kuchni, gdzie zostałem poczęstowany sokiem, potem na górę do pokoju. Skończyła się kaseta, więc Sylwia przełożyła ją na drugą stronę i włączyła ponownie. Znów opowiadała o Michaelu, jak świetnie nie tylko śpiewa, ale i tańczy. Przyzwyczajałem się do jej nagiego ciała. Coraz rzadziej wzrok leciał mi na jej pupę i powoli zaczynałem rozumieć naturystów. Ale krew nie odpłynęła całkowicie z członka i nadal czułem mrowienie. Zauważyła to także Sylwia.

     – Połóż się.

     – Po co?

     – Przecież muszę wykonywać polecenia ciotki, nie? – powiedziała z uśmiechem pokazując penisa.

     Usiadła mi na wyprostowanych nogach i wzięła go do ręki. Wystarczyło parę ruchów, by znów stanął na baczność. Ruszała dłonią przez chwilę, po czym zacisnęła mocniej.

     – Tak lepiej?

     – Hm.

    Znów ścisnęła.

     – Nie za mocno?

     – Nie.

     – Wolisz tylko po główce, czy po całym trzonie?

     Zrozumiałem do czego dążyła.

    Chciała wiedzieć, co mnie najbardziej podnieca. Zamiast pieścić na oślep, metodą prób i błędów, po prostu mnie pytała. Kiedy już wiedziała, co robić z rączką, ściągnęła skórkę i pochylając się, wzięła go do buzi. Teraz stosowała różne techniki patrząc mi w oczy. Jak dawała mi dużą przyjemność, kiwałem głową. Nie zdążyła potrenować wszystkiego, bo dałem jej znak, że nastąpi eksplozja.

     Wyjęła go z ust i zaczęła energicznie ruszać rączką. Była wspaniała. Mimo naszego dopiero drugiego kontaktu, wiedziała czego potrzebuję. Zatraciłem się w tej rozkoszy zupełnie.

     Sylwia wzięła chusteczki i wycierając ręce, patrzyła zadowolonym wzrokiem, jak po dobrze zrobionej robocie. Potem zaczęła mnie osuszać.

    – Chcesz, żebym  ci pocałował cipkę?

     – Nie, dzięki, wystarczy mi na dziś. Kurcze, ale jesteś mokry, nie wiem czy starczy mi chusteczek.

     – Ja mam w pokoju ręcznik, którym wycieram się po masturbacji.

     Zaskoczyłem sam siebie. Była pierwszą osobą, której to powiedziałem.

     – Dobry pomysł, ja zawsze używałam jednorazówek. No, ale ja nie puszczam tyle soków co ty. Często się masturbujesz?

     – To zależy. Jak miałem dziewczynę to raz, dwa razy w tygodniu.

     – A jak zaczęliśmy się spotykać na basenie?

     – To nawet raz dziennie. Marzyłem o Tobie wiele razy.

     – A wiesz, że ja też?

     – Też raz dziennie???

     – Niee, mówię, że też marzyłam jak się kochamy.

     – Aha.

     Rozmawialiśmy jeszcze długo, mówiliśmy sobie wszystko, bez zażenowania, uczyliśmy się, jak widzi świat nasz partner, co go absorbuje, czego nie lubi, co go podnieca, czego nienawidzi. Zacząłem postrzegać naszą nagość jak coś naturalnego. Nie znaczy to oczywiście, że zaraz po tym, wyjdę na ulicę na golasa krzycząc: “Patrzcie ludziska, jestem naturalny, jestem wolny!”. To subtelna zmiana zachodząca w mojej dotychczasowej normie. W mojej sypialni.

     – Zrobiło się późno, muszę się zwijać.

     – Jak będzie pogoda, to jutro jedziemy się opalać, chcesz jechać z nami?

     – Tak, a może być po południu?

     – Yhm.

     – To jesteśmy umówieni, ale zadzwonię jeszcze.

     Doprowadziłem się do porządku, otrzymałem dużego buziaka na drogę i pojechałem do domu.

        Następnego dnia podjechaliśmy na polankę około drugiej. Nie było nikogo, widocznie mało ludzi znało to miejsce. Po rozpakowaniu wszystkiego Marzena bez ceregieli rozebrała się do naga i ułożyła na kocu. Sylwia poszła w jej ślady i za chwilę golutka leżała obok ciotki. Nie pozostawało mi nic innego, jak zdjąć ubranie i dołączyć do dziewczyn. Czułem się wyśmienicie. Nie byłem podniecony, penis mi nie stał, mogłem swobodnie się opalać i rozmawiać. Nie czułem już różnicy między nagą kobietą i tą w stroju kąpielowym.

     – Nasmaruj mnie olejkiem – poprosiła w pewnym momencie Sylwia, podając mi buteleczkę.

     To był dla mnie kolejny wielki test. Co innego patrzeć na nagą kobietę, a co innego dotykać jej ciała. I powiem Wam, że nie wypadłem źle. Tylko jak jeździłem rękami po cudownych pośladkach, mój członek drgał, delikatnie się unosząc, ale jak skończyłem, uspokoił się. Kiedy się kładłem usłyszałem głos:

     – A mnie?

    Zobaczyłem wyciągniętą rękę Marzeny z olejkiem w moim kierunku.

     Zawahałem się. Przy swojej dziewczynie dotykać drugą? I w dodatku jej ciotkę? Niezbyt mi to pasowało i chociaż na Sylwii nie robiło to wrażenia, to była to ściana w mojej sypialni, której nie chciałem burzyć. Sylwia spostrzegła moje niezdecydowanie i sama złapała za buteleczkę.

     – Daj, ja Cię nasmaruję.

     I zabrała się do pracy. Ciotka tylko się uśmiechnęła i położyła głowę na kocu.

     Było wspaniale. Pływaliśmy, ganialiśmy się, siłowaliśmy, wszystko na golasa i bez skrępowania.

     Później mieliśmy śmieszne zdarzenie.

      Gdy leżeliśmy we troje na kocu, usłyszeliśmy kroki. Leżałem na brzuchu i nie podnosząc głowy spojrzałem w tamtym kierunku. Koło samochodu przechodził facet w gumowcach i dziwnej czapeczce. W ręku trzymał wędkę. Zwolnił krok i uśmiechał się głupio. Myślał, że opalają się same dziewczyny. Kiedy był blisko nas, usiadłem na kolanach i uśmiechnąłem się do niego. Jak zobaczył fiuta między nogami, uśmiech mu zgasł momentalnie. Uniósł brwi do góry i poszedł w krzaki jak przecinak. Więcej go nie widzieliśmy. Dziewczyny nie widziały tego, bo nie patrzyły, więc jak im opowiedziałem, Marzena doszła do wniosku, że facet myślał, że chcę go poderwać. Śmialiśmy się długo, aż Marzena przerwała nasze swawole.

     – No, dziewczyny i chłopaki, czas na nas, bo zaczną się wycieczki.

     – Jakie wycieczki? – spytałem.

     – Aa, ty jesteś nowy w opalaniu nago, to nie wiesz. No więc, jak opalasz się nago na zwykłej plaży i ktoś niechcący będzie taką plażą przechodził, to dziwnym trafem, za chwilę ktoś przechodzi znowu, potem ten sam osobnik wraca, ale z kimś nowym, potem następni i jeśli się nie zwiniesz, to będą tędy przechodzić “niby przypadkiem” całe wycieczki.

     – Teraz kapuję.

     Ubraliśmy się i zanieśliśmy rzeczy do samochodu.

     I rzeczywiście. Kiedy byliśmy już w samochodzie, z krzaków gdzie zniknął facet, pojawiło się dwóch innych, też wędkarzy. Udawali, że szukają łowiska, a tak naprawdę to zapuszczali żurawia w stronę polanki. Kiedy zorientowali się, że nikogo tam nie ma, ich zapał przygasł i zniknęli w lesie.

     – Mówiłam? – rzuciła z zadowoleniem Marzena i ruszyliśmy w stronę miasta.

    Kiedy wyjechała na szosę i przestało trząść, Sylwia przytuliła się do mnie i cmoknęła w usta. Potem drugi raz i trzeci, aż wreszcie cmokanie przerodziło się w bardzo gorące pocałunki. W pewnym momencie, kątem oka zerknąłem, że Marzena przygląda nam się we wstecznym lusterku. Musiała przestawić je dyskretnie, bo wcześniej ustawione było wyżej. Ale nic nie mówiła. Zastanawiałem się, jaki ma w tym cel?

     Kiedy podjechaliśmy pod mój blok, pożegnałem się z Marzeną i wysiedliśmy z Sylwią na zewnątrz. Teraz całowaliśmy się na pożegnanie i trochę się to przeciągało.

     – Jeszcze wam mało? Przecież będziecie się widzieć jutro. Halo!

     “Do jutra jeszcze tyle godzin, a mi już jest smutno, że musze się rozstać” – pomyślałem.

     – Chyba, że jak chcesz, to możesz przenocować u nas – powiedziała ciotka – żaden problem.

     – Tak, tak, proszę, jedź do nas – zapaliła się Sylwia.

     – Przecież wiesz, jakbym chciał, ale nie mogę, obiecałem mamie.

     – A nie możesz powiedzieć teraz?

     – Mama nie lubi niespodzianek. Takie rzeczy ustalamy wcześniej.

     Dziewczyna smutna wsiadła do auta.

     – Trzymasz się swoich zasad. Szanuję to. Pa! – powiedziała Marzena wrzucając bieg.

     Sylwia wyjrzała przez otwarte okno.

     – Ale jutro się widzimy, nie?

     – Na mur, beton.

    Przesłała mi jeszcze buziaka i odjechali. Patrzyłem chwilę za oddalającym się samochodem i wiedziałem już skąd ten smutek. Zalążek tego uczucia czułem, gdy spotykałem się z Anetą. Teraz to uczucie było dużo mocniejsze i rosło z każdym dniem. Zauważyłem, że gdy nie ma przy mnie Sylwii, strasznie mi jej brakuje. I nie chodziło o seks. Po prostu wystarczyło, że była koło mnie, nie musiała się nawet odzywać. Łapałem się na tym, że nieraz “odpływałem” myśląc o niej w domu albo na lekcjach. Spotykaliśmy się już prawie codziennie, na basenie czy na mieście. Nie odwiedzałem jej tylko w domu, gdyż Marzena jeździła w interesach, a nie zgadzała się na samotne schadzki. Chyba się bała, że będziemy  pić alkohol, albo palić trawkę. Bardzo brakowało nam naszych pieszczot.

        Powiedziałem pewnego dnia mamie, że chcę w weekend przenocować u dziewczyny. To był pierwszy raz. Oczywiście nocowałem wcześniej poza domem, wyjeżdżałem na biwaki, tygodniowe rajdy piesze, czy dwutygodniowe obozy harcerskie. O, na obozie to miałem niezłą przygodę z dziewczynami. Ale to jest materiał na cały osobny odcinek :P. O czym to ja.. a, noclegi poza domem, jeździłem na festiwale muzyczne i tak dalej, ale u dziewczyny nie nocowałem nigdy. Mama była ostrożna. Znała życie. Ale ufała mi. Po prostu się martwiła, jak każda matka.

     – A poznam ją kiedyś? Przyprowadź ją, chciałabym porozmawiać.

     – Dobrze.

     – A jej ciocia będzie z wami?

     – Tak.

     – Dobrze. A będziecie spać w jednym pokoju?

     – Tak.

     Nie oszukiwałem mamy. Nie było potrzeby, nie byłem dzieckiem. Wiedziała co robiłem wcześniej z koleżankami.

     – Uhm. A pamiętasz nasze rozmowy o kontaktach damsko-męskich?

     – Oczywiście.

     – No dobrze. I tak bym ci nie zabroniła.

    Wiedziałem o tym. Jakbym chciał, to bym powiedział, że jadę z chłopakami pod namiot. Ale nie chciałem kłamać.

       Później przez dwa dni nie spotykałem się z Sylwią. Pomagałem ojcu przy drobnym remoncie. Tęskniłem za nią. Ona też nie mogła doczekać się piątku kiedy poinformowałem ją, że będę u niej cały weekend.

     Wreszcie przyszedł upragniony dzień. Nie zdążyłem zadzwonić do drzwi, bo kiedy wszedłem na ganek, drzwi się otworzyły i wyskoczyła Sylwia. Rzuciła mi się na szyję i zaczęła całować. Następnie złapała mój plecak i wciągnęła mnie do środka.

     – Cześć! – przywitałem się z Marzeną. Swoim zwyczajem siedziała na sofie i oglądała telewizję.

     – Witam! – kiwnęła głową patrząc w telewizor.

     – Ciociu! Przez godzinę nas nie ma, pa!

     – Pa! – kiwnęła znowu ciotka.

    Poszliśmy na górę, a gdy tylko weszliśmy do pokoju zaczęliśmy się całować. Długo, namiętnie, jak byśmy nie widzieli się rok. Rozebrała mnie, po czym zaczęła całować po całym ciele. Na koniec zatrzymała się na członku. Całowała go, głaskała, jakby był jej ulubioną zabawką. Tryskałem mocno i wysoko, standardowo ochlapując wszystko wokół.

     Teraz przyszedł czas na Sylwię. Położyłem ją pośrodku łóżka, a następnie usadowiłem się nad nią. Nie leżałem na niej, tylko utrzymywałem się na łokciach i kolanach. Całowałem jej policzki, nosek, usta, zszedłem na szyję i ramiona. Ominąłem sutki, bo wiedziałem już, że nie lubi ich pieszczot i jeździłem językiem po brzuchu. Unosił się i opadał rytmicznie, co świadczyło o głębokim oddechu. Była bardzo podniecona, jej ciało zaczęło reagować drganiem na każdy mój dotyk. I o to mi chodziło. Nie chciałem, żeby tłumiła w sobie emocje, żeby  leżała jak kłoda na bezdechu, jak ostatnio, tylko żeby wykrzyczała światu swoją rozkosz. W tym czasie Sylwia rozchyliła szeroko nogi, chwyciła moją głowę i delikatnie nakierowała na słodki ogród przyjemności. Ale ja musnąłem tylko guziczek i zacząłem całować jej uda. Wysuwała biodra do przodu i próbowała trafić na mój język, ale specjalnie omijałem łechtaczkę. Wyczuła to, bo zaczęła prosić.

     – No weź, noo!

     Przejechałem językiem po najwrażliwszym miejscu, ale nie zatrzymałem się tam, tylko wjechałem na wzgórek. Zadrżała i czekała na więcej.

     – No weź mnie tam całuj!

     Znów polizałem łechtaczkę przez chwilę. Drażniłem się z nią. Chciała teraz i szybko, a ja postanowiłem rozpalać ją dłużej. Masowałem jej łydki i uda, lizałem brzuch i wzgórek. Zjeżdżałem co chwila na wargi mniejsze i szparkę, by musnąć guziczek i znów być na wypukłym łonie. Trzęsła się już, nie tylko drgała, a zamiast oddechu słyszałem cichutki jęk.

     – Całuj tam, proszę cię! – prawie szlochała. Nie chciałem jej więcej torturować. Zacząłem powoli i dokładnie lizać całą cipkę. Rozpędzałem język do szalonego tańca, a gdy wszedł na obroty, zbombardowałem łechtaczkę dziesiątkami muśnięć. Na to właśnie czekała.

     Rzuciło jej ciałem jak żaglówką podczas sztormu. Z jej ust wydobył się głośny jęk.

     – Oooch! Tak! Tam! Jak Dobrze! – skurcze mięśni co chwila rzucały jej biodrami do góry. Kiedy ustały, dotykałem językiem muszelki, co powodowało szereg drgawek i kolejne westchnienia. Wreszcie opuściła pupę na łóżko, rozrzucając nogi na boki.

     – Oooo! No nie wierzę! To najlepszy orgazm jaki miałam w życiu!

     – Ha! Naprawdę? – byłem z siebie bardzo zadowolony.

     – To było..kosmiczne! Widziałam gwiazdy, całe galaktyki! – była bardzo szczęśliwa – lecę do ciotki!

     Usłyszałem tupot bosych stóp i już jej nie było. Po jakimś czasie zdecydowałem się zejść na dół. Założyłem szorty, bo nie wiedziałem, czy mam chodzić nago po całym domu przy Marzenie. Kiedy zszedłem na pierwszy schodek pochyliłem się, żeby zobaczyć co dzieje się w salonie. Dziewczyny siedziały na sofie. Pierwsza w swoim ulubionym szlafroku, druga w podkoszulce. Były ubrane, więc chyba dobrze zrobiłem. Dziewczyna tłumaczyła coś ciotce z zapałem gestykulując rękami. Zszedłem do nich i usiadłem w fotelu. Wtedy zauważyłem, że Sylwia jest goła od pasa w dół, a starszej wystawała pierś spod szlafroka.

     – No, no, nie sądziłam, że młodzież potrafi dawać taką rozkosz, brawo.

     – Dzięki – odpowiedziałem skromnie. Czułem się, jakby gratulowała mi wygrania zawodów sportowych.

     – Zagrajmy w kalambury! – krzyknęła Sylwia.

     – Kala co? – zapytałem.

     – No nie żartuj, że nie wiesz co to kalambury!

     Nie wiedziałem. W tamtym okresie grało się w “głuchy telefon”, w “pomidora” albo w “butelkę”. O kalamburach nie słyszałem.

     Dziewczyny wyjaśniły mi na czym polega i zademonstrowały. Jeszcze nigdy tak się nie uśmiałem. Jak Marzena naśladowała postacie z filmów, żeby odgadnąć tytuł, tarzaliśmy się po sofie ze śmiechu. Naśladowaliśmy ludzi, maszyny, zwierzęta, co było przezabawne. Jak odgadywałem hasło wymyślone przez Sylwię, skakała na mnie i całowała, a jak ja pokazywałem na przykład konia, wskakiwała mi na barana i kazała się wozić kłusem po salonie. Jeśli miałbym dać jakiś przykład szczęścia, byłaby to właśnie ta chwila.

     Wreszcie zmęczenie dało o sobie znać, a że zrobiło się późno, poszliśmy się wykąpać. Gdy wylądowaliśmy w pokoju Sylwia rzuciła się na łóżko.

     – Zróbmy to dzisiaj. Jestem gotowa.

     Od razu zrobiło mi się gorąco. Była to osoba przeze mnie uwielbiana i bardzo pragnąłem się z nią kochać. Sylwia wstała jeszcze, pogrzebała w kasetach i włączyła magnetofon. Usiadła na łóżku i zaczęliśmy się całować. Z głośników popłynęły dźwięki utworu “Imagine” Lennona.

      Boże, jeśli ktoś słuchał rockowych ballad z tamtych lat, wie jak idealnie dopasowują się do takich sytuacji. Słuchając piosenki, całując i trzymając w objęciach tą najdroższą dla mnie istotkę na świecie…nie mogę opisać szczęścia które czułem. Każdy musi przeżyć je sam.

     Delikatnie ją położyłem i wyjąłem gumkę. Rozłożyła nogi i zauważyłem, że jest bardzo wilgotna. Cała cipka lśniła od wydobywających się ze szparki soczków. Była gotowa.

     Wycelowałem członka ręką w otwór, a kiedy główka rozszerzyła wargi sromowe, puściłem go i objąłem Sylwię. Nie chciałem, żeby ją bolało, dlatego naciskałem bardzo powoli. Ale gdy nawet zwiększyłem nacisk nic się nie działo. Kiedy nacisnąłem mocniej, jęknęła z bólu. Tylko że członek, nie ruszył się nawet o milimetr. Kiedy popchnąłem mocniej zajęczała głośno.

     – Au! Boli!

    Wiedziałem już, że sprawie jej ból.

     – Przestać?

     – Nie, chcę to zrobić. Au! Poczekaj!

     Było mi jej żal. Uniosła się na rękach.

     – Może pozycja jest zła – powiedziała.

    Podciągnęła kolana pod piersi i rozszerzyła je na boki.

     – Oj! Ojej! Nie pchaj! Strasznie mnie boli!

     Uniosłem się na kolanach, nie wiedząc  co dalej.

     – Połóż się – rozkazała.

     Usiadła na mnie okrakiem i stawiając członka na sztorc, zaczęła obniżać biodra.

     – Auć! Ffff! Ojej! No nie, nie mogę! – położyła się na mnie ze łzami w oczach.

     – To nic, spróbujemy innym razem – wyszeptałem jej do ucha.

     – Ale dlaczego? – uniosła się, siadając mi na udach. – Ty już miałeś dziewczyny, zawsze tak było za pierwszym razem?

     – Z jedną tak, ale to stare dzieje – przypomniałem sobie Monikę.

     – I jak sobie poradziliście?

     – Nijak, nie robiliśmy tego. Zresztą niedługo po tym się rozstaliśmy.

     Sylwia analizowała jeszcze sytuację, aż wreszcie zmęczeni poszliśmy spać.

     Następnego dnia pojechaliśmy rano na naszą miejscówkę. Ale Sylwia nie miała dobrego humoru. Długo musiałem ją rozśmieszać, żeby się uśmiechnęła. Kiedy poprawiło jej się samopoczucie wziąłem ją na ręce i zaniosłem do wody. Chlapałem na nią wodą, aż zaczęła mi oddawać i wreszcie roześmiana zaczęła się ze mną siłować. Po pojedynku rzuciliśmy się na koc. Kiedy jedliśmy suchy prowiant, Marzena usiadła po turecku ukazując całą cipkę. Nie wiem, czy nie zrobiła tego specjalnie, ale ja nie byłem już uczulony na takie widoki. Spojrzałem na to tak, jakbym spojrzał na jej rękę i z powrotem wróciłem do jedzenia.

     – Dzisiaj wieczorem nie schodźcie na dół – odezwała się nagle.

     Spojrzałem na nią pytająco.

     – Będę dziś miała gościa. No co? Nie tylko wy chcecie mieć przyjemności.

     – Ja nic nie mówię – rozłożyła dłonie Sylwia.

        Późnym popołudniem przygotowaliśmy rzeczy z dołu, które potrzebowaliśmy i poszliśmy na górę. Po jakimś czasie usłyszeliśmy dzwonek do drzwi, więc wyłączyliśmy muzykę. Rozmawiali, śmiali się, zwykła randka, ale później zaczęło się ostro. Teraz wiedziałem o czym mówiła Marzena. Czerpać z życia ile się tylko da. No, ona czerpała nad wyraz dużo.

     Jęczała, śmiała się, wydawała komendy bardzo głośno. Nie dziwiłem się, że Sylwia ją podglądała.

     – Chcesz ich zobaczyć? – spytała nagle. I zanim odpowiedziałem, złapała mnie za rękę.

     – Chodź – otworzyła delikatnie drzwi i zeszliśmy na palcach po kilku schodkach. Sylwia usiadła, a ja zszedłem stopień niżej, sadowiąc się koło niej.

        Ta kobieta wiedziała, czego chce.

     Pozycje które przerabiali musieli znaleźć chyba w Kamasutrze. Facet był jak marionetka w rękach sztukmistrza. Był rozciągany, zginany, zawijany, przekładany – powiem Wam, że byłem pod dużym wrażeniem. Trzeba mieć niezłe umiejętności i kondycję. Mało ludzi może w ten sposób czerpać rozkosz.

      Jedno co mnie uderzyło w tym wszystkim to brak czułości. Czysta, pierwotna chuć, nic więcej. Nie powiem, było to podniecające, ale na dłuższą metę myślę, że było nudne.

     Kiedy tak analizowałem ten niecodzienny widok, Sylwia przyglądała mi się. Jak poczułem jej wzrok i spojrzałem na nią, dała znak, żebyśmy wracali. Kiedy wstałem, zobaczyłem, że patrzy na nas Marzena. Uśmiech nie schodził jej z ust.

     – Podobało Ci się? – spytała gdy znaleźliśmy się w pokoju.

     Wzruszyłem ramionami.

     – Nie wypieraj się, widziałam – zachichotała.

     – No, może – przyznałem.

    – Pewnie byś chciał być na jego miejscu, co?

    Znów wzruszyłem ramionami.

     – Ej! – uderzyła mnie pięścią w ramię.

     – Nie no, coś ty.

     – Pamiętaj, jesteśmy tylko my dwoje, nikt więcej.

     – Pamiętam.

     – No.

    Znowu była podniecona.

     – Dobra, dzisiaj to zrobimy – powiedziała z zapałem.

     – Dobrze.

     – Damy radę – zacierała ręce, dodając sobie otuchy.

     – Damy radę – powtórzyłem.

     – Wygramy tą bitwę.

     – Pewnie.

     – Nie bierzemy jeńców.

     – Nigdy.

     Rzuciła się na mnie i zaczęliśmy się całować.

     Niestety doświadczyliśmy kolejnego rozczarowania. Mimo prób i różnych pozycji nie udało się. Było to dla mnie niepojęte. W dodatku Sylwia rozbeczała się i to tak, że aż się zanosiła.

     – Nie płacz, poradzimy coś – powiedziałem obejmując ją.

     – Ale Ty mnie zostawiiiiisz – zawodziła.

     – Co??? O czym Ty mówisz?

     – Bo rzuciłeś tamtą dziewczyneee, sam mówiłeś.

     – To nie tak. Ona musiała wyjechać. Dlatego się rozstaliśmy.

     – Ale – przełykała łzy – ciotka..mi..mówiła..

     – Nie płacz, proszę cię.

     Próbowała się uspokoić, ale ciężko jej szło. Spazmy płaczu wstrząsały jej ciałem.

     – Powiedziała mi, że facet, jeśli nie może się kochać, to znajduje inną.

     – Nie słuchaj wszystkiego, co mówi ciotka.

     – Ale ona ma doświadczenie i lepiej wieeeee – znowu się rozpłakała.

     Jezu, ależ mi było żal tej dziewczyny. Nigdy nie lubiłem jak dziewczyna płacze.

     – Sylwia, nie płacz, błagam Cię! Popatrz na mnie, nie płacz! Posłuchaj mnie Sylwuś! Nigdy Cię nie zostawię!! Nigdy, przenigdy!! Słyszysz?? Nie zostawię Cię.. Bo Cię Kocham!!

      Ucichła spoglądając, czarnymi, lśniącymi od łez, cudownymi oczami.

    – Kocham Cię całym sercem!! Kocham Cię nad życie!! Nic się nie liczy oprócz Ciebie!!

     W tym momencie dotarło do mnie, że uczucie, które odczuwałem, które rosło we mnie, które nie pozwalało mi myśleć to…miłość. Pierwszy raz czułem tak silne emocje, ale wiedziałem całym sobą, że to miłość. Uczucie, które zapiera dech w piersiach, uskrzydla cię, powoduje, że cały świat stoi dla ciebie otworem. Tak, tak właśnie się czułem. Radość z tego odkrycia była ogromna.

     Drżała na całym ciele. Objęła mnie za szyję i patrzyła mi prosto w oczy.

     – Ja też Cię kocham! Zakochałam się już dawno, przy naszej pierwszej rozmowie. Czułam, że ty też, ale nigdy mi tego nie powiedziałeś. Bałam się, że może jednak sobie to wymyśliłam. A może ja śnię? Powiedz mi to jeszcze raz.

     – Kocham Cię.

     – Jeszcze raz.

     – Kocham Cię.

     Ustała na łóżku, podniosła triumfalnie ręce do góry i wyszeptała:

     – Koochaaaa mnieeeee.

     Po czym rzuciła się na mnie, całując po całej twarzy.

     Jak mydlana bańka, pękły w moim sercu bariery, za którymi chowały się jeszcze jakieś uczucia, objęły moje ciało i umysł, zatopiłem się w nich bezpowrotnie. Czułem euforię i wzruszenie, chciało mi się śmiać i płakać. Chciałem ogłosić całemu światu, że ją kocham. Długo się jeszcze całowaliśmy, aż usnęliśmy w objęciach.

      Następnego dnia obudziłem się pierwszy. Sylwia nadal mnie trzymała, jakby się bała, że zniknę. Odgarnąłem jej włosy z twarzy i pocałowałem. Otworzyła oczy, a gdy tylko mnie zobaczyła przytuliła się i uśmiechnęła.

     – Myślałam że mi się tylko śniłeś.

     – Nie moja perełko, to nie sen.

     Leżeliśmy jeszcze chwilę.

     – Która godzina? – spytała.

     – Około dziewiątej.

     – To już nie ma kolegi ciotki, chodź.

     Zarzuciła koszulkę, ja slipki i zeszliśmy na dół.

     Ciotka była w znakomitym humorze. Chodziła po kuchni robiąc śniadanie i nuciła coś pod nosem.

     – Świetnie, że jesteście, właśnie miałam iść Was budzić, siadajcie do stołu.

     – Nie jestem głodna, napiję się tylko.

     – Oo, zawsze jesz śniadanie.

    Spojrzała z uśmiechem na siostrzenicę.

     – Czy stało się coś, o czym nie wiem?

     – Wczoraj wyznaliśmy sobie miłość – dziewczyna aż przysiadła z uciechy.

     Uśmiech ciotki zgasł.

     – Doprawdy? – spojrzała na mnie.

     – Tak – odpowiedziałem – kocham Sylwię.

     Marzena myślała przez chwilę.

     – Czy ty wczoraj nie straciłaś dziewictwa, co?

     – Nie.

     – Wiecie, po pierwszym razie zawsze jest euforia, ale z czasem mija.

     – Nie ciociu, naprawdę się kochamy.

     – I jesteście pewni, że to nie zauroczenie? No cóż, gratulacje – powiedziała z przekąsem – chociaż wiesz, jakie mam na ten temat zdanie. Facet nie wytrzyma przy jednej dziurze, zawsze się znajdzie inna co go zauroczy.

     Trochę mnie wkurzyła. Drwiła z naszego uczucia i jeszcze mnie obrażała.

     – Sylwia jest dla mnie jedyną kobietą, która ma znaczenie. Żadna inna się nie liczy.

     – Jeśli tak mówisz.

     – Wiesz ciociu? Mamy tylko problem.

     Jeśli miałem się z kimś podzielić moim intymnym problemem, to była to właśnie Marzena. Dobrze, że Sylwia wpadła na ten pomysł.

     – Zamieniam się w słuch.

     – Nie możemy się kochać.

     – Jak nie możecie się kochać. Wszyscy mogą się kochać. Ludzie mogą się kochać, zwierzątka mogą się kochać, nawet biedronki mogą się kochać.

     – Ale nie my.

     Dokładnie opisała jej problem, nawet z opisem pozycji.

     – Na pewno wiecie gdzie się wkłada?

     – Ciociu!! Nie rób z nas półgłówków. Wiemy jak wygląda stosunek seksualny.

     – Przepraszam… A to ci zagadka.

     Bębniła palcami o brzeg stołu.

     – Nie pozostaje nic innego, jak wizyta u ginekologa. On rozwiąże Wasz problem.

     – Dobrze, ale zapisz mnie jak najszybciej.

    Zjadłem śniadanie i poszedłem się pakować, musiałem być około południa w domu.

     – Nieee, zostań jeszcze, proszę!

     – Sylwuś, ukochana moja, wiesz że nie mogę, nie proś mnie. W następnym tygodniu mam ważne egzaminy. Od nich zależy, na którą uczelnię mnie przyjmą. Chcesz żebym nie zdał i żebyś miała chłopaka debila?

     – No ja wiem, ale ja już tęsknię.

     Roześmiałem się.

     – Przecież nie zniknę. Będę kilka kilometrów od Ciebie. I pamiętaj! Choćbym był na końcu świata, TO serce będzie bić zawsze Tylko dla Ciebie.

    Podniosłem jej rękę i oparłem o swoją klatę.

    Gdy się pożegnaliśmy, odprowadziła mnie do ulicy.

     – Kocham Cię mój podwodny kochanku!

     Zaśmiałem się i dałem buziaka.

    Radość jaka mnie przepełniała jest nie do opisania. Wracając do domu autobusem, śmiałem się do siebie, aż się ludzie odwracali.

     W domu rzuciłem plecak i pobiegłem do dużego pokoju.

     – Mamo, muszę Ci coś powiedzieć!

     – O Jezu, dziewczyna zaszła w ciążę, tak? – spytała przestraszona.

     – O, zaraz w ciążę! Ty to musisz zawsze przewidywać najgorsze!

     – Uff, całe szczęście, no to co się stało?

     – Zakochałem się.

     – Naprawdę??? – mama rozpromieniła się w sekundę.

     – Hm. – kiwałem głową i śmiałem się.

     – No cudownie, w Sylwii tak???

     – Tak.

     – A ja jej nawet nie widziałam. Masz ją przyprowadzić, muszę ją poznać, słyszysz?

     – Dobrze mamuś.

     – No strasznie się cieszę. A teraz idź się umyć, zaraz podam obiad.

     Nasze dni zaczęły wyglądać bardzo podobnie. Po załatwieniu wszystkich naszych niezbędnych spraw, pędziliśmy na spotkanie i cieszyliśmy się sobą. Chodziliśmy za rękę, przytulaliśmy się, całowaliśmy, wszystko to, co robią w filmach miłosnych, a których nie lubiłem, bo wiały nudą. A teraz sam dawałem materiał na trzy takie filmy.

     Gdzieś po tygodniu spotkaliśmy się na basenie. Jak tylko podszedłem do dziewczyn i się przywitałem, Sylwia nie wytrzymała:

     – Muszę mieć zabieg hymenotomii.

     – Co takiego? – lekko mnie wystraszyła.

     – Byłam u ginekologa i wiem, dlaczego nie możemy się kochać.

    Prawie zapomniałem o sprawie, gdyż od tamtej pory nie próbowaliśmy.

     – To jakaś operacja? – zacząłem się martwić.

     – Nie, leciutki zabieg, mam przerost błony dziewiczej. Jest taka gruba, że rozdarłbyś mi pochwę.

     – Dobrze, że poszłaś do lekarza – wtrąciła Marzena – mogliście zrobić sobie krzywdę.

     – No, zrobiłam cytologię i jak będą dobre wyniki, to zabieg mam za trzy tygodnie. Lekarz musi tylko naciąć błonę. Piętnaście minut i po sprawie.  Później trzeba odczekać miesiąc, iść na wizytę kontrolną i jeśli będzie wszystko w porządku, to nie wypuszczę cię z łóżka przez tydzień.

    Roześmialiśmy się.

    Żyliśmy jak w raju. Wszystko układało się perfekcyjnie. Egzaminy zdałem śpiewająco. Z tymi wynikami każda uczelnia była moja. Zaprosiłem  Sylwię do domu, o dziwo Ciotka puściła ją samą, chociaż mówiłem, że może jechać z nami. Nie chciała.

    Mama bardzo polubiła Sylwię, nawet ojciec kiwał głową z aprobatą.

    Jeździliśmy nad jezioro, chodziliśmy do kina, wszystko robiliśmy razem, nie mieliśmy siebie dość.

    Umówiłem się znów na nocleg u Sylwii. Tego dnia miałem być u niej  w południe, ale że nie mogłem się doczekać, pojechałem godzinę wcześniej. Otworzyła mi Marzena i przeszliśmy do salonu. Miała na sobie niezwiązany szlafrok.

     – Sylwia jest na górze?

     – Nie, ma badania kontrolne przed zabiegiem, nie mówiła ci?

    – Nie.

    -Widocznie zapomniała. Będzie dopiero za dwie godziny.

    -Aha – posmutniałem na tą wiadomość.

    – Nie możesz doczekać się, aż dobierzesz się do jej szparki co?

     – E, wytrzymam.

    Podeszła do mnie.

     – Bo wiesz, Sylwia mi mówiła, że jakbyś był spięty, to mogę pomóc ci się rozluźnić .

    Złapała mnie za krocze.

     – Ona się martwi, że się męczysz.

     – Nie trzeba, poradzę sobie.

    Odsunąłem się lekko, ale przytrzymała mnie.

    – Ja mam wszystkie szparki w porządku, które aż proszą się o pieszczoty.

    Jej duże piersi ocierały się o mój tors. Dawno takich nie dotykałem. Niewiele mniejsze miała Marta kumpela Anety. Widziała, że na nie patrzę, więc złapała za moją dłoń i położyła na jednej z nich. Cały czas pocierała przez spodenki mojego członka. Kiedy poczuła, że stwardniał, ukucnęła i ściągnęła mi szorty do kolan. Następnie uniosła piersi i włożyła między nie członka. Zaczęła go nimi masować , co chwila wkładając do ust dla lepszego poślizgu. Robiła to po mistrzowsku. Coś mi jednak nie pasowało. Gdzieś z tyłu głowy słyszałem cichutki, ostrzegawczy brzęczyk.

    Jednak chuć, te pierwotne pożądanie zagłuszyło ten sygnał.

    Wstała i oparła się o oparcie sofy wypinając jędrne pośladki.

    – Włóż mi w pupcię, teraz – powiedziała.

    Zrobiłem co kazała. Miała tak wyćwiczony odbyt, że prawie wciągnęła go jak ustami.

    Zaczęła poruszać się w przód i w tył.

    Ruszaj się! Ujeżdżaj mnie, mój ułanie!

    Poruszałem się rytmicznie, wbijając się po same jądra. Krew we mnie wrzała.  Zachowywałem się jak dzikie zwierzę dopuszczone do samicy w rui.

     – Kończ już! Spuść się we mnie! Chcę poczuć strzały w mojej pupci! – wołała Marzena.

     I wtedy usłyszałem szmer.

    Odwróciłem głowę i zobaczyłem stojącą  w drzwiach Sylwię. Reklamówka wypadła jej z ręki , to ona zrobiła ten hałas.  Patrzyła, ale nie mogła uwierzyć. Co chwila potrząsała głową.

    Otrząsnąłem się  i szybko wciągnąłem spodenki. Oczy Sylwii się zaszkliły.

     – Jak mogliście?

    Marzena usiadła jak gdyby nigdy nic na sofie, w ogóle nie przejęta.

     – No jak to jak? Mówiłam Ci, każdy facet jest taki sam. Właśnie Ci to udowodniłam.

     – A ty się zgodziłeś?

     – Sylwia, to nie tak. Marzena mówiła , że..

     – Kłamałam. Jakbyś był wierny, nigdy byś się nie zgodził.

    Wrobiła mnie. Nie mogłem w to uwierzyć.

    Podszedłem do Sylwii .

    – Nie zbliżaj się do mnie!

    – Sylwia to nieporozumienie!

    – Mówiłeś, że liczę się tylko ja.

    Łzy leciały jej po policzkach.

     – A ja Ci mówiłam, że mogę być tylko ja, pamiętasz?!

     – Dlaczego??? Dlaczego mi to zrobiłeś? Naprawdę nie mogłeś wytrzymać?

     – A ja Cię tak kochałam!  Ciotka miała rację! Jesteś taki sam jak wszyscy!

     – Sylwia błagam Cię, wysłuchaj mnie , nie wiem jak to się stało…

     – Nie chcę Cię widzieć! Nie chcę Cię znać! Wynoś się!

    Odwróciła się i pobiegła na górę.

    Pobiegłem za nią, ale zamknęła mi drzwi przed nosem.

     – Sylwia, błagam Cię porozmawiajmy.

    Słyszałem jej cichy płacz.

     – Kocham tylko Ciebie! Nie rób mi tego błagam! Sylwia! Marzena zaczęła się do mnie dobierać, mówiła że jej kazałaś. Oszukała mnie! Błagam Cię! Wybacz mi!

    Odpowiedziała mi cisza.

    Poczułem jak zaczyna rozpadać się mój świat.

    Marzena weszła na górę patrząc na mnie z zaciekawieniem.

     – Chyba najlepiej będzie jak już pójdziesz.

    Wyszedłem z ich domu, nie wiedząc w którą stronę iść. Szedłem prosto, później zawróciłem. Kilka razy wracałem pod jej dom krzycząc jej imię. W głowie miałem mętlik.

     – „To nie może być prawda. Boże spraw, żeby to był sen”.

    „Nie wierzę, nie wierzę, nie wierzę” – powtarzałem bez opamiętania.

    Do domu trafiłem wieczorem. Mama pytała co się stało, dlaczego nie śpię u Sylwii, ale zamknąłem drzwi bez słowa i rzuciłem się na łóżko. Nie spałem całą noc. Nad ranem przysnąłem, ale miałem jakieś koszmary.  Śnili mi się obcy ludzie, którzy pochylali się nade mną i wyśmiewali mnie.

     – Jesteś tacy jak inni! Nie jesteś nic wart! Zawiodłeś Ją!  Zdradziłeś! Jesteś Nikim! Nikim!

    Obudziłem się z krzykiem. Za oknem świeciło już słońce.

    Wstałem i pomaszerowałem na pieszo do dzielnicy willowej.  Gdy byłem pod jej domem,  miałem nadzieję, że mi wybaczyła. Że znów będzie cudownie.

    Zadzwoniłem, ale nikt mi nie otworzył. Wiedziałem że są w domu, auto Marzeny stało na podjeździe.

    Dzwoniłem, pukałem, wołałem, powiedziałem, że będę stał dotąd, aż mi otworzą.

     I czekałem.

    Po jakiejś godzinie drzwi się otworzyły i zobaczyłem Marzenę.

    – Ale ty jesteś namolny, wejdź.

    Zamknęła za mną drzwi i weszliśmy do salonu. Spojrzałem na sofę i zrobiło mi się niedobrze. Brzydziła mnie.

     – Czeka na górze.

    Popędziłem przeskakując po dwa stopnie naraz. Drzwi od pokoju miała otwarte. Widziałem, ze siedzi na łóżku.

     – Stój! Nie wchodź do pokoju!

    Miała czerwone oczy od niewyspania i ślady łez na policzkach.

     – Mów co masz do powiedzenia – powiedziała bezbarwnym tonem.

     – Błagam Cię, wybacz mi, to nie moja wina, kocham Cię tak bardzo, jesteś dla mnie najdroższą istotą na świecie, nie mogę bez Ciebie żyć, błagam Cię, nie odrzucaj mnie – słowa wylewały się ze mnie, zamieniając się w płaczliwy bełkot.

    Uniosła rękę,  dając znak żebym przestał. Stałem w drzwiach z opuszczoną głową.

    Wstała i podeszła wolno do mnie.

     – Powiedz mi – tylko szczerze i nieważna jest ciotka – znam ją, wiem jaka jest, nie mam do niej pretensji – powiedz mi, czy mogłeś odmówić, czy mogłeś powiedzieć ”przestań” ,czy mogłeś – nie wiem – wyjść? Tylko mów prawdę.

    Odezwałem się dopiero po chwili.

     – Mogłem – powiedziałem cicho.

     – Więc dlaczego? Dlaczego tego nie zrobiłeś?? Dlaczego???

    Staliśmy w ciszy jakiś czas.

     Sylwia złapała za klamkę i zamknęła między nami drzwi.

    Wiedziałem że to koniec.

     Mój świat zaczął się walić nie jak domek z kart. Jak ogromna budowla z kostek domina. Każda część waliła o podłoże rozsypując się na jeszcze mniejsze kawałki. Mózg zaczął dziwnie pracować. Pokazywał mi obrazy z przeszłości bez ładu i składu. Widziałem śmiejącą się Sylwię, za chwilę Marzenę jak obserwowała nas w lusterku, znowu Sylwię opalającą się nago, nagle znalazłem się pod wodą na basenie i całowałem się z nią, a w głowie kołatało mi się jej ostatnie pytanie.

    DLACZEGO?

    Usłyszałem w głowie jakieś trąbienie, coraz głośniejsze i głośniejsze.

     Dlaczego? Znowu trąbienie.

    Znowu uśmiechnięta Sylwia. Dlaczego?

    Potrzęsłem głową. Nic nie rozumiałem. Ktoś mnie popchnął.

    Stałem na środku ulicy. Przede mną stała ciężarówka i trąbiła co chwila.

     – Dlaczego stoisz na ulicy? Chcesz żebym Cię zabił??

     – Wariat – dodał kierowca, ominął mnie i pojechał.

    Jacyś ludzie zebrali się i patrzyli na mnie.

     – No właśnie Dlaczego?? – zapytałem ich.

     Nie wiedziałem, czy to sen czy jawa.

    Świat zawirował.

     – Halo! Słyszysz mnie? Dobrze się czujesz?

    Zobaczyłem drabinkę od basenu i zgrabne nogi.

    „Boże, przecież tak poznałem Sylwię, cofnąłem się w czasie? Czy to możliwe?

    – Spoko, nic mi nie jest, zawsze tak skaczę – odpowiedziałem dokładnie jak wtedy.

     – O czym on mówi? – pytały obce twarze.

    Ktoś pociągnął mnie za ręce. Sylwia?

    Uśmiechała się do mnie w wodzie i zanurkowała. Zrobiłem to samo. Usiedliśmy na dnie i całowaliśmy się długo i namiętnie. Nie chciałem wypływać. Chciałem tam zostać z nią na zawsze.

    Czyjeś ręce mnie złapały.  Poczułem ukłucie. Miałem igłę ze strzykawką wbitą w ramię. Paranoja. Znowu jakieś twarze pochylone nade mną, jak w tym koszmarnym śnie.

    – Zostawcie mnie! Was nie ma!

     – Kim jesteś? – zapytała obca twarz.

     – Jestem Nikim!

    Zacząłem się śmiać jak wariat.

     – Nie jestem nic wart. Zawiodłem  Ją.

    – Dlaczego? – znowu ta potworna obca twarz.

    Zachichotałem.

    No? Dlaczego? – zapytałem.

    Znowu ukłucie.

    Jestem na basenie. Płyniemy z Sylwią pod wodą. Ależ szybko płynie. Jest coraz dalej i dalej, nigdy jej nie dogonię. Im mocniej machałem rękami, tym wolniej płynąłem.

    – Sylwia! Zaczekaj!

    Jesteśmy u niej w łazience. Stoimy nadzy przed lustrem. Pokazuje na coś za mną. Odwracam się, a tam jej odbicie pokazuje na coś za mną, znowu się odwracam i znowu, i znowu i tak bez końca.

     – Kim jesteś? Jak się Pan nazywa?

     – Jestem Nikim. Zostawcie mnie. Was nie ma.

    Znowu ukłucie.

    Wpadłem do wody. Powoli opadałem na dno. Robiło się coraz ciemniej i ciemniej, aż zabrała mnie czarna otchłań.

    Obudziłem się.

    Nie miałem pojęcia gdzie jestem. Koło mnie siedziała mama. Była zapłakana.

     – Mamo?

     – Synku poznajesz mnie? Co ci się stało?

     – Sylwia mnie rzuciła.

     – Dlaczego?

    Zacząłem się śmiać. Głośno i długo. Dlaczego. To słowo klucz do mojego umysłu. Znów tysiące obrazów, zero spójności.

    Sylwia patrząca na mnie ze smutkiem.

     – Tak bardzo Cię kochałam. Dlaczego?

    I znów otchłań.

    Obudziłem się w swoim pokoju. Byłem ubrany, leżałem na materacu. Kolejny omam? Bolała mnie ręka, spojrzałem na dłoń. Miałem wbity wenflon.  Mózg miałem taki otępiały, że nie mogłem myśleć.

    Jak się tu znalazłem? Wstałem, ale nie mogłem utrzymać się na nogach i usiadłem z powrotem waląc plecami w ścianę. Przybiegła mama z tatą.

    – Leż synku, odpoczywaj.

     – Co się stało?

     – Nic takiego. Miałeś załamanie nerwowe.

    Próbowałem zebrać myśli, ale na próżno.  Gardło miałem wysuszone na wiór.

    – Zaraz Ci przyniosę coś do picia.

    Mówiłem to , czy tylko myślałem, sam nie wiem.

    Czy wiesz jak do tego doszło? – zapytała mama.

    – Sylwia mnie zostawiła – odpowiedziałem po dłuższej chwili.

    Dochodziłem do siebie parę dni.

    Bardzo za nią tęskniłem. Chodząc po mieście wszędzie ją widziałem. Nie mogłem się skupić na prostych czynnościach. Czas wcale nie leczył ran.

    Dni mijały jeden po drugim, a ja nie wiedziałem co ze sobą robić . Chodziłem na basen w nadziei, że ją spotkam, żeby tylko na nią popatrzeć z daleka. Niestety nie przychodziła.

      Kiedy pewnego dnia wróciłem ze sklepu, mama otwierając mi drzwi powiedziała:

     – Mam dla Ciebie niespodziankę.

    Wszedłem do dużego pokoju i o mało nie zemdlałem. W fotelu siedziała ONA. Moja najukochańsza istotka. Mój skarb. Mój sens życia. Sylwia. Nie mogłem uwierzyć, że to prawda. Może to halucynacja?

     Podeszła do mnie. Patrząc na mnie w jej oczach pojawiły się łzy. Padliśmy sobie w ramiona bez słowa. Ręce mi się trzęsły, dotykając ją.

    – Nie mogę żyć bez Ciebie. Chciałam zapomnieć, ale nie mogłam. Zbyt mocno Cię kocham.

        To było jak sen.

     Niedawno utracone uczucia powróciły. Szczęście i euforia uderzyły ze zdwojoną siłą.

    Płakałem jak dziecko. Straciłem już nadzieję, ze kiedykolwiek ją ujrzę, a teraz trzymałem ją w ramionach. Otoczenie znów nabrało kolorów. Zaczęliśmy się całować tak namiętnie, że mama dyskretnie wyszła z pokoju.

    Ze szczęścia uniosłem ją do góry i zakręciłem wokół siebie. Kiedy ją puściłem odsunęła się , wysunęła palec w moją stronę i powiedziała:

     – Wygramy tą bitwę?

     – Wygramy!

     – Damy radę?

     – Damy radę! – krzyknąłem śmiejąc się.

     – Nie bierzemy jeńców?

     – Nigdy!

    Uniosła ręce do góry i krzyknęła:

    – Wygraaamyyy!

    I rzuciła mi się w ramiona.

     – A tak na marginesie – wyszeptała mi do ucha – to jestem już po zabiegu. Obiecałeś mi tydzień w łóżku, pamiętasz?  I od teraz będziesz się kochał Tylko ze mną.

    Ps. Jak zwykle chętnie poznam opinię. Piszcie w komentarzach czy mają być dalsze części :).

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Venom
  • Zakochana szwagierka

    Nigdy niczego nie brakowało w moim małżeńskim pożyciu, a i wcześniej nieźle sobie z obecną żoną radziliśmy. Wiele jednak zmieniło się, gdy po dwóch lata żona zaszła w ciążę. Wyczekaną oczywiście i planowaną, a syna bardzo kocham i uwielbiam. Niemniej jakość i częstotliwość współżycia między mną a żoną spadła niemal do zera. Starałem się nadrabiać w samotności przy różnego rodzaju filmach, ale przesiąść się z motoru na rower owszem można, ale tylko raz na jakiś czas.

    Moja żona jest najmłodsza z czwórki rodzeństwa. Same dziewczyny. Łączyły nas relacje przyjacielskie. Tak się składało, że jej siostra, ta starsza ode mnie o rok, zawsze najbardziej mi się podobała z nich wszystkich, ale to moja żona wcześniej skradła mi serce – tak zawsze bardzo ją kochałem i kocham nadal. Pamiętam jak kiedyś, gdy byliśmy zaręczeni moja żona – Weronika, spytała swoją siostrę Agę czy uważa mnie za przystojnego. Było to przy okazji jakichś wygłupów wspólnych.

    – Tak – odpowiedziała Aga trochę się czerwieniąc. – Na początku miałam nawet nadzieję, że się rozstaniecie i ja będę mogła się z nim spotykać.

    Uznaliśmy to za żart, ale przypatrując się jej dyskretnie przy różnych okazjach zauważyłem, że i ona mnie obserwuje. Fascynowało mnie to, schlebiało, a nawet podniecało.

    Raz, tuż przed ślubem zdarzyło nam się w trójkę spać w jednym namiocie. Kiedy obudziłem się w nocy, Aga z całej siły przytulała się mnie przez sen. Myślałem, że na takich ukradkowych spojrzeniach i pojedynczych, nic nieznaczących wydarzeniach się skończy. Aga była śliczną dziewczyną, wysportowaną, po AWFie. Byłem przekonany, że znalezienie przez nią kogoś to tylko kwestia czasu. Na razie jednak, od czasu kiedy ja zacząłem spotykać się z Weroniką, była samotna. Nawet na nasz ślub przyszła bez osoby towarzyszącej i chociaż pełniła rolę świadka, zdawała się być ciągle smutna i nieobecna. Ożywiła się tylko raz, tańcząc ze mną.

    Tamtego dnia moja żona była chora. Wziąłem wolne z pracy by zaopiekować się naszym pięciomiesięcznym szkrabem i zrobić jakieś zakupy. W tym drugim wyręczyła mnie jednak teściowa. Miałem jedynie odebrać je z ich mieszkania – mieszkali dość blisko. Teściowa poinformowała mnie również, że zakupy wyda mi Agnieszka, bo ona wychodzi. Położyłem więc malucha spać, otuliłem żonę kocem i wyszedłem. Miałem do załatwienia też jakąś sprawę na mieście. Zadzwoniłem więc do Agi, że wpadnę po zakupy w drodze powrotnej. Ucieszyła się bardzo i powiedziała, że zaczeka na mnie. Szybko uwinąłem się ze sprawami i w niedługim czasie stanąłem przed drzwiami domu teściów. Zadzwoniłem i nie czekałem długo aż się otwarły. Otworzyłem usta, żeby się przywitać i zamarłem.

    Aga stała przede mną mają na sobie jedynie seksowne koronkowe body w czarnym kolorze, spod którego przebijała jej jasna skóra. Widziałem jak doskonale jest zbudowana. Jej piersi jak dwa dorodne jabłka, nie za duże, ale też nie małe. Płaski brzuch, zgrabne ramiona i długie nogi. Lekko zarysowane obojczyki i kształtna szyja. Uśmiechała się lekko, bardzo nieśmiało, delikatnie się czerwieniąc. Długie, jasnobrązowe włosy miała rozpuszczone, podczas gdy zwykle nosiła jej związane w koński ogon.

    Zaschło mi w ustach, nie wiedziałem, co powiedzieć. Poczułem, jak w spodniach robi mi się ciasno. Wpatrywałem się w to idealne ciało, nie wiedząc, co powinienem zrobić. Jasnym było, że Agnieszka zaplanowała to sobie i pewnie liczyła, że uda się namówić mnie na coś… Nie spodziewałbym się tego po niej – była dobrą siostrą, a do tego zawsze zdawała się nieśmiała. No, ale teraz stała przede mną ociekając własną seksualnością, a ja nic nie mogłem poradzić na rosnące podniecenie. Chciałem rzucić się na nią. Zerwać z niej to ubranko, tą cienką granicę między tajemnicą a całkowitą nagością. Chciałem ją pieścić, ale przede wszystkim chciałem poczuć spełnienie. Chciałem wejść w nią. Kochać się jak szalony – choć pewnie wystarczyłaby mi krótka chwila, by osiągnąć szczyt.

    Musiała być świadoma efektu, jaki wywołała. To ona odezwała się pierwsza.

    – Wejdziesz dalej? – zapytała odrzucając na bok kosmyk włosów.

    Tytanicznym wysiłkiem woli zmusiłem się, żeby otworzyć usta i odpowiedzieć:

    – Wiesz… ja tylko po zakupy…

    Zmartwiła się, a ja nieco odzyskałem równowagę.

    – Mama mówiła, że są w kuchni – ciągnąłem. Wyminąłem ją nie zdejmując butów. Wziąłem zakupy i uciekłem. Bez słowa i starając się na nią nie patrzeć. Zresztą jej ciało miałem przed oczami cały czas.

                W domu na krótką chwilę zamknąłem się w łazience…

     

    ***

     

                Od tamtego wydarzenia minęły dwa miesiące. Jakość mojego życia seksualnego z żoną wcale się nie poprawiła. Początkowo starałem się nie myśleć o Agnieszce, ale jej obraz, takiej pięknej i seksownej, w samej bieliźnie, często sam wypływał z mojej podświadomości. Coraz też częściej przywoływałem go intencjonalnie.

                Aga ewidentnie mnie unikała. Nigdy nie było jej w domu, kiedy odwiedzaliśmy rodziców żony, do nas też nie przychodziła. Brała nadgodziny w pracy, spotykała się ze znajomymi. Wszystko właśnie wtedy, kiedy zachodziła szansa, że się zobaczymy. Było mi to na rękę, choć podświadomie chciałem ją zobaczyć.

                Przyszła zima, święta i impreza u teściów, z której ani ona, ani ja nie mogliśmy się wykręcić. Początkowo chowała się w kuchni, ale w końcu usiadła ze wszystkimi w salonie. Starałem się nie gapić, zwłaszcza, że i tym razem wyglądała obłędnie. Miała na sobie szarą obcisłą sukienkę tuż przed kolano, podkreślającą jej idealną figurę. Lekko się umalowała. Zazwyczaj siadała blisko nas, tym razem jednak zaszyła się w drugim kącie pokoju. Sam jej widok sprawiał, że krew odpływała mi z całego ciała do krocza, a w spodniach robiło się ciasno. Zamierzałem z nią pogadać, ale nie było okazji. Kiedy wreszcie wstała i wyszła z pokoju kierując się do łazienki, dyskretnie ruszyłem za nią.

                Była taka seksowna, choć tylko szła. Sukienka podkreślała wcięcie w talii. Kształtne pośladki delikatnie rysowały się pod materiałem. Nagie łydki były gładkie i smukłe.

    Wszedłem za nią do łazienki. Odwróciła się do mnie wyraźnie zaskoczona. Zrozumiałem, że nie wiem, co chcę jej powiedzieć. Gdy ona otwierała usta żeby coś odezwać, nagle złapałem ją za ramiona, przyciągnąłem do siebie i pocałowałem. Na początku zesztywniała, ale zaraz sama mnie objęła. Odpowiadała na pocałunki nieporadnie, jak ktoś, kto nigdy tego nie robił, ale nadrabiała to zapałem. Reagowała na każdą zmianę w pocałunku. Kiedy wsunąłem język w jej usta, sama tego spróbowała. To był długi, namiętny pocałunek. Nie przerywając go zjechałem wargami z jej ust całując namiętnie jej szyję. Dyszała mocno z całej siły przytulając się do mnie. Nie wiem o czym myślałem. Zatraciłem się w tej chwili. Językiem dotknąłem płatka jej ucha, potem małżowiny. Jęknęła cicho. Moje dłonie przez materiał sukienki pieściły jej piersi i pośladki. Były jędrne i twarde. Całkowicie mi się oddała. W przebłysku przytomności przerwałem na chwilę pieszczoty by przekręcić zamek w drzwiach łazienki. Tylko tego jeszcze brakowało, żeby ktoś nas przyłapał. Teraz zaś byłem tak podniecony, że nie mogłem przestać. Nie zamierzałem przestać. Delikatnie pchnąłem ją na ścianę. Oparła się plecami. Dłonie wsunąłem pod ciasną sukienkę. Masowałem jej pośladki całując jej dekolt, a w końcu podciągnąłem skraj materiału powyżej pępka. Lizałem jej płaski brzuch ciesząc się lekko zarysowanymi mięśniami.

    – Wyglądasz cudownie – wysapałem z językiem na jej pępku. – Uwielbiam twoje ciało.

    – To dla ciebie. To zawsze było dla ciebie – wyjęczała cicho. Miała zamknięte oczy, a wyraz ekstazy gościł na jej twarzy.

    Przesunąłem usta niżej jednocześnie zsuwając jej majtki. Białe, z głową Hello Kitty z jednej strony. Nie wiem, jak zapamiętałem ten szczegół, bo nie to mnie w tamtej chwili interesowało. Jej włosy łonowe były ciemne. Bujne, ale przystrzyżone. Ich kępka zdobiła wzgórek łonowy. Z ochotą zanurzyłem w nich nos. Poczułem jak się spina, jak głośno i mocno wciąga powietrza. Usłyszałem stłumiony jęk i zrozumiałem, że mocno zagryza zęby, aby nikt niepowołany jej nie usłyszał. Lekko ugięła nogi i rozszerzyła uda, zachęcając mnie do zatopienia się jej skarbie. Językiem dotknąłem warg sromowych. Zassałem maleńką kuleczkę łechtaczki. Pracowałem dzielnie językiem i ustami, a ona niemal wiła się nade mną. Soki wypływały ciurkiem z jej szparki, a ja lizałem i całowałem jak szalony. Pierwszy raz od dawna czułem niebiański zapach kobiecego łona i woń ta upajała mnie. Poczułem jej dłonie na głowie. Mocno docisnęła moją twarz do swojej szparki i zrozumiałem, że szczytuje. Przez chwilę nie mogłem złapać oddechu. Zaraz jednak jej ręce przesunęły się na moje barki i pociągnęły w górę.

    – Wejdź we mnie – wyszeptała drżącym głosem, gdy nasze twarze znów znalazły się na tej samej wysokości. – Proszę.

    Jej palce powędrowały do mojego paska, ale nie była w stanie sobie z tym poradzić. Za bardzo drżała. Pomogłem jej. Zsunąłem spodnie razem z bokserkami. Moja męskość sterczała dumnie lekko połyskując od śluzu. Oczy rozszerzyły się jej w podnieceniu. Chciała go dotknąć, ale jej nie pozwoliłem. Łapiąc za biodra przekręciłem ją tyłem do mnie. Dłońmi oparła się o ścianę i pochyliła lekko rozstawiając nogi. Widok odezwał się dreszczem gdzieś w dole moich pleców. Jej błyszczące od soków łono przyciągało. Złapałem moją męskość w dłoń i zbliżyłem się powoli. Czułem jak pulsuje, gdy ustawiałem go naprzeciwko wejścia do jej groty.

    – Wejdź, szybko. Proszę… – jęczała urywająco.

    Oparłem prącie o jej srom – westchnęła głęboko – i pchnąłem delikatnie. Wszedł gładko, ale tylko do połowy. Poczułem się niebiańsko. Aga syknęła, wiedziałem, że ją zabolało, ale nie przestałem. Czułem lekki opór. Powoli ruszałem biodrami zagłębiając się co raz głębiej. Widziałem, że mój penis zaróżowił się od jej dziewiczej krwi. Nie jęczała. Oddychała głęboko i poruszała się wraz ze mną. Od początku czułem, że nie wytrzymam długo. W ostatniej chwili wyszarpnąłem z niej penisa wiedząc, że zaraz eksploduję na posadzkę. Agnieszka okazała się szybsza. Opadła przede mną na kolana i błyskawicznie wzięła moją męskość w usta. W tej samej chwili doszedłem z cichym jękiem. Raz po raz wydostawały się ze mnie porcje nasienia, a ona wszystko to spijała jak najprzedniejszy nektar. Zamglonym z przyjemności wzrokiem nie wyraźnie dostrzegałem jej twarz. Moja żona nie raz pieściła mnie ustami, ale nigdy nie pozwoliła mi w nich dojść. Było mi cudownie, a orgazm, którego doświadczyłem był chyba najpotężniejszym z moich dotychczasowych. Czułem, że świat wokół wiruje. Miałem wrażenie, że wszechświat się wali i powstaje na nowo.

                Gdy wreszcie mój członek przestał pulsować nasieniem, Agnieszka po raz ostatni przejechała językiem po jego główce wywołując u mnie dreszcz. Po czym podniosła się, obciągnęła sukienkę w dół i z uśmiechem ruszyła w stronę drzwi. Po drodze cmoknęła mnie w policzek. I wyszła.

                Wiedziałem, że to nie był na ostatni raz.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Hredhel

    Jest to moje pierwsze opowiadanie, które napisałem po dłużej przerwie. Poprzednie, pod tytułem “Cicha woda” zaginęło gdzieś w odmętach internetu. Być może kiedyś je odnajdę lub odtworzę. Dziś przedstawiam wam “Zakochaną szwagierkę”. Liczę na na wasze komentarze.

  • NimfoMaria

    31.12.1989

    Maria była seksowną szesnastolatką o długich zgrabnych nogach, szczupłej talii, potężnym biuście oraz kruczoczarnych włosach opadających jej do ramion. Każdej nocy z wielkim zapałem relaksowała się przy filmach dla dorosłych puszczanych z kaset ojca. Regularnie uczęszczała do kościoła i rozumiała, że jej zachowanie jest niestosowne, mimo to nigdy nie mogła powstrzymać się od wykorzystania okazji. Robiła to zawsze późną porą, kiedy rodzice już spali, ostrożnie zakradała się do ich sypialni, sięgała do szuflady ojca, zawsze czuła wtedy lekki niepokój, jednak treść kaset była dla niej najważniejsza. Następnie udawała się z seks-taśmami do salonu, żeby odpalić upragniony film i gładzić dłonią gołą cipkę. Zawsze gdy sięgała ręką pomiędzy swoje zgrabne uda wszystko inne traciło dla niej znaczenie, musiała jedynie uważać żeby być cicho i uniknąć nakrycia. Każdej nocy kończyła ostrym orgazmem, odłożeniem kaset i spokojnym snem. Pewnej nocy Maria została sama, ponieważ jej rodzice wyjechali na sylwestra. Gdy tylko usłyszała o całonocnym wyjeździe rodziców, od razu wiedziała jak spędzi ten czas. Po pożegnaniu się z rodzicami i upewnieniu się, że odjechali, Maria bez zastanowienia ruszyła w stronę szuflady rozkoszy, aby chwilę później móc rozkoszować się ostrym palcowaniem w akompaniamencie dzikiego seksu na ekranie telewizora. Z chwili na chwilę jej ruchy były coraz szybsze, a uciecha coraz większa, jej głośny oddech przerodził się w cichy jęk. W końcu nie musiała się ograniczać, była sama i mogła się zabawiać jak tylko chciała, przyjemność była ogromna, chciałaby aby ten moment trwał wiecznie. Po kilkudziesięciu minutach erotycznych rozkoszy, zmęczyła się już od ciągłym penetrowaniem szparki. Postanowiła zrobić sobie przerwę, pod wpływem emocji oraz czystej ciekawości zdecydowała się zerknąć do barku, nigdy wcześniej nie próbowała alkoholu, bo uważała go za rzecz zbędną i zwyczajnie nie miała okazji. Tym razem jednak, w sylwestra, uznała że to najwyższy czas, wyciągnęła pierwszą lepszą flaszkę, otworzyła i zaczerpnęła sporego łyka. Trochę ją skręciło, ale przeszyło ją przyjemne ciepło, nie myśląc wiele wypiła drugiego łyka. Nim się obejrzała, była już pijana, wtedy zrozumiała, czuła się przyjemnie będąc w takim stanie. Ostatkami świadomości pozbyła się dowodów na intymne igraszki, położyła się do łóżka i zasnęła niemalże natychmiast.

     Nazajutrz obudziły odgłosy rodziców którzy właśnie wrócili do domu, wstała z łóżka z silnym bólem głowy spotęgowanym wyrzutami sumienia, dotarła wtedy do niej powaga wczorajszego występku. Tamta noc była cudowna, korzystanie z naturalnych przyjemności jest niesamowite, ale też jest ciężkim grzechem i właśnie dlatego Marię tłamsiło poczucie winy. Gdy tylko weszła do kuchni, aby zrobić sobie jakieś kanapki, na widok rodziców zaczęła się zastanawiać jakby zareagowali gdyby się dowiedzieli, oraz jak niemądrze robiła tak często ryzykując przyłapania. Maria miała bowiem bardzo surowych rodziców. Wiedziała jednak, że nie może trzymać tego w sekrecie, nie wytrzymałaby takiego stresu, wiedziała także, że jedyna osoba której może zaufać i która na pewno nikomu się nie wygada to ksiądz Maciej.
     Jeszcze tego samego dnia poszła do kościoła, a tan niepewnie w stronę konfesjonału, aby wyznać starszemu przyjacielowi swoje grzeszki. Znała ona bowiem Macieja od bardzo dawna, utrzymywała z nim dobry kontakt od kiedy ten zaczął służyć w parafii, Maria miała wtedy 9 lat. Gdy tylko uklękła na przeciw Macieja serce zaczęło bić jej szybciej, bała się że jeśli ksiądz dowie się jaka jest naprawdę to zwyczajnie się od niej odwróci.

    .-Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus – przywitała się nerwowo

    -Na wieki wieków amen – odrzekł zaciekawiony przewinieniem Marii ksiądz

    -Proszę księdza, ciężko zgrzeszyłam – powiedziała speszona, Maria szeptem – wczorajszej nocy – ciągnęła zastanawiając się jak ubrać w słowa swój występek – złamałam ślubowanie trzeźwości.

    Na twarzy Macieja pojawiło się niemałe zdumienie, Maria przecież zawsze była taką pilną uczennicą, zawsze unikała złego towarzystwa, nigdy by się tego po niej spodziewał, nie wiedział wtedy, że nie powiedziała jeszcze wszystkiego.

    -Pan odpuścił tobie grze…

    -Proszę księdza, chciałabym wyznać coś jeszcze – przerwała nagle Maria – Kiedy byłam pijana coś mnie skusiło do złej rzeczy. Kiedyś w szufladzie mojego ojca znalazłam kasety z filmami dla dorosłych – Macieja wprawiło to w niemałe zakłopotanie – Byłam sama w domu, nie miałam co robić. Zabawiałam się ze sobą przez dość długi czas – po tych słowach Maciej aż poczerwieniał, nie był w stanie wyzbyć się wizji masturbującej się Marii z głowy.

    -Nie miałam wtedy wrażenia, że robię coś złego. Sprawiło mi to niemałą przyjemność – zapomniała się Maria – szczerze mówiąc powtórzyłabym to gdyby nie fakt, że to ciężki grzech.

    Maciejowi serce waliło jak młotem, oddychał ciężko, gdyby tylko mógł sam wziąłby się za uroczą Marię, sprawiłby jej przyjemność, która w gruncie rzeczy nie jest taka zła.

    -Pan odpuścił tobie grzechy idź w pokoju Chrystusa. – powiedział tak przeciętnie jak tylko mógł

     -Bóg zapłać – rzekła Maria po czym śpiesznie udała się, aby zasiąść w ławie i czekać na rozwój wydarzeń, którego nie mogła przewidzieć.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jolanta Rabczak

    Natępne części wkrótce, albo nie, nie wiem

  • Sedzia, cz. 2.

    Część 2.

    – Męcz się, suko, męcz. Będziesz łatwiejsza. A my jeszcze dołożymy coś gratis – obiecał „Mały”, kiwając głową.

    Damian spojrzał na niego z uśmiechem. Miał dość wycia Krystyny i puścił ciągniętą w górę pierś. Wycie urwało się, ale załkała z bólu. Spojrzeli na siebie i wzruszyli ramionami.

    – Sama się dopraszała – westchnął mężczyzna.

    W jego spojrzeniu rozbawienie mieszało się z niedowierzaniem. Pochylili się, zaczęli macać jej piersi, grzebać przy łechtaczce, wkładać palce do pochwy i odbytu. Ciągnęli za ucho, szarpali za włosy, zatykali nos, obserwując, jak czerwieni się, walcząc o dostęp do powietrza. Strzelali palcami w brodawki i śmiechem kwitowali mimikę, wskazującą na ból spowodowany trafieniem. Robili to, na co mieli ochotę. Ich pobudzenie rosło, bo i sytuacja była szczególna. Trzech ubranych mężczyzn panowało nad nagą, bezwolną i kiedyś arogancką kobietą. Ten kontrast jeszcze dodatkowo ich podniecał.

    – A może zrobić z niej gwiazdę filmową? Rynek filmów dla dorosłych przyjąłby taką babkę – głośno zastanawiał się Jerzyk.

    Kiedy usłyszała tę propozycję, wpadła w panikę i natychmiast całą sobą starała się dać do zrozumienia, że absolutnie nie zgadza się z takim pomysłem! Pobłażliwie i w milczeniu przyglądali się jej protestom. Kogo obchodziło jej zdanie?

    #

    Na coraz bardziej brutalny dotyk związana kobieta reagowała zduszonym krzykiem. Była przestraszona. Na przemian to jeden, to drugi lub trzeci uderzał ją w twarz, uszczypnął w pośladek, ścisnął sutek albo brodawkę, pomacał pierś, uderzył w piętę. Na tyle sposobów i tak często ją obmacywali, że w końcu przestała reagować krzykami na kolejne, bolesne bodźce. Uderzenia w twarz też zrobiły swoje. Jak na jej wiek, biust prezentował się efektownie. Szarpali go w różnych kierunkach. Teraz podrygiwała od uszczypnięć w pośladki i drgań wibratora wetkniętego do odbytu przez Jerzyka. Nadal trzymali ją, szeroko rozwartą, za nogi nad kostkami.

    – Jeszcze trochę podkręcisz obroty, a odtańczy nam całe „Jezioro łabędzie” – rozochocony Damian przyglądał się, jak kobieta daremnie próbuje walczyć z narastającym podnieceniem i pozbyć się wibratora.

    Kiedy ich już nic nie ograniczało, skoncentrowali się na ulubionych częściach jej ciała i gadżetach. Szybko podniecali się. W ogóle nie przejmowali się jej protestami, które jedynie podniecały i bawiły. Ich rówieśniczki były znacznie bardziej żwawe, o atrakcyjniejszych ciałach, a też ulegały brutalnej presji podczas seksu.

    – Suczko, odpręż się. Zabawa dopiero rozkręca się – uśmiechnął się Damian.

    Lubił ją ostro traktować. Ekscytował się jej strachem. Z dobrze ubranej, wyniosłej, zamożnej, pewnej siebie dojrzałej kobiety zostawała przestraszona, potargana, posłuszna i z rozmazanym makijażem naga suka, która czekała na kolejne polecenia i ostre rżnięcie.

    Po wszystkim zawsze leżała ospermiona, opluta, z rozrzuconymi rękoma i nogami, długo odpoczywała, zanim z wysiłkiem podniosła się i poczłapała do łazienki. Wtedy lubił zmuszać ją do kolejnych pieszczot. Śliną rozmazywał jej makijaż, kiedy obciągała mu, a on, szarpiąc jej włosy regulował tempo ruchania w usta i moment wytrysku. Zawsze starała się połknąć. Któryś z kolegów podchodził od tyłu i ruchał ją albo wciskał w nią sztucznego penisa. Takie zabawki przywiozła sobie z Zachodu i czasami zabierała na spotkania z nimi. Wypełniali każdy jej otwór, a wówczas była ich posłuszną zabawką. W pracy rządziła i dominowała, tutaj służyła uległa i posłuszna, gotowa na każde ich polecenie. Ale dzisiaj…

    #

    Dzisiaj było nieco inaczej. Jej humory prowokowały do brutalności. Nie lubili, kiedy zachowywała się arogancko, bo skończyli swoją „pracę” i mieli wyjść. Dzisiaj spróbowała ich wyrzucić i nieświadomie przekroczyła cienką linię, która doprowadziła do buntu. Szarpali kobietę, podduszali, kolejne niezbyt mocne razy spadały na jej ciało.

    Kiedy uspokoiła się, wyczerpana brutalną lekcją uległości, jaką odebrała, wyjęli wibrator z odbytu i slipy z ust.

    – Zaczniesz wrzeszczeć, to uśpimy ciebie. Jasne? – Damian uprzedził kobietę.

    Kiwnęła potakująco głową i głośno przeklęła, kiedy pozbyła się knebla, a potem ubliżyła im kilkoma wulgarnymi epitetami i ponownie zaczęła wyrzucać z apartamentu. Po chwili niemego zaskoczenia mężczyźni zaczęli ją szczypać, oklepywać, szarpać. Za późno zrozumiała, że popełniła błąd i musi wycofać się. To nie był najlepszy moment na stawianie warunków w tak agresywnej formie. Przegrała.

    – Proszę, dość! Panowie, proszę – szybko zrozumiała, że pogorszyła swoją sytuację i może zapłacić wysoką cenę. W jej przypadku zbyt wysoką. Nie myślała o pieniądzach. Mogła oddać im wszystkie pieniądze, które miała przy sobie. Coś bełkotała, ale żaden nie słuchał.

    – Coś ty powiedziała, suko? – Damian nagle wstrzymał rękę, którą chciał wymierzyć siarczystego klapsa. Szarpnął ją i posadził obok siebie.

    – Proszę, weźcie wszystkie pieniądze, które mam przy sobie.

    – Ooo, to prezent?

    – Tak, proszę – drżała z nerwów, ze strachu przed nieznanym dalszym ciągiem spotkania.

    Damian otworzył torebkę, którą podał Jerzyk i przeciągle gwizdnął, wyciągając zwitek banknotów. Żaden z nich nie zarobiłby tyle w ciągu roku!

    – Patrz, ile ta suka wozi na drobne wydatki – pokazał „Małemu”. Jerzyk tylko otworzył usta z wrażenia.

    – No, za tyle jeszcze długo możemy ciebie jebać – „Mały” czuł się w obowiązku zarobić na taką kasę. Damian właśnie wpadł na pomysł i sięgnął do swoich spodni.

    – Nie, już dość! Proszę! Zapłaciłam wam tyle! Błagam was! – stęknęła płaczliwie, kiedy Damian wykręcił jej rękę i odwrócił, kładąc na brzuch na łożu. Milczący Jerzyk powoli zaczął wchodzić do odbytu. Bała się tak dużego penisa w odbycie.

    – Przecież powiedziałaś, że możemy wziąć pieniądze. Powiedziałaś, że to był prezent – Damian delektował się jej strachem i zaciskał na szyi pętlę z paska od swoich spodni.

    – Proszę, na dzisiaj starczy. Proszę, kochani – wystękała, z trudem łapiąc oddech. Próbowała chwytać ich i potrząsać ramionami, błagając, ale Jerzyk właśnie wszedł do połowy i przekręcił ją na bok, złapał za rękę. Leżała bezbronna. Powoli ruchał, zagłębiając się. Krystyna jęczała, przeżywając ból rozpychanego odbytu.

    #

    Damian odchylił jej tułów, położył się na twarzy kobiety, przycisnął całym ciałem i wepchnął penisa do ust. Szarpnął paskiem i ruchał ją w usta:  

    – Obciągaj! Tylko delikatnie – zaznaczył z uśmiechem, doskonale wiedząc, że kobieta walczy o każdy oddech.

    „Mały” przyglądał się z rozbawieniem trójce. Kobieta bezradnie szarpała nogami. Powoli traciła siły. Jeszcze trochę i znowu będzie bezwolną zabawką w ich rękach. Zrobią z nią wszystko, co zechcą, bo ona zgodzi się na wszystko. Dał znak Jerzykowi. Chłopak cofnął swoją nogę, podniósł górną nogę kobiety i umożliwił koledze wejście do pochwy. „Mały” klęczał na prawej nodze za nimi, lewą opierał o podłogę i wchodził do pochwy. Powoli ruchał kobietę, a obok ręki Damiana sięgnął po drugą pierś. Macali je i co chwila mocno ściskali brodawki. Drgnięcia ciała sygnalizowały, że sprawiali ból. Przyjemnie było trzymać kobietę za piersi i wiedzieć, że niczego im nie odmówi. Była od nich w jakimś stopniu zależna i nigdy podczas seksu nie odważyła się ostro zaprotestować.

    Wbrew głośnym protestom Krystyna czerpała satysfakcję z takiego seksu. Jednak dzisiaj przyjemność odbierało jej brutalne zachowanie mężczyzn i kłótnia, w której im uległa. Nie wiązała tego ze swoją arogancką reakcją.

    Dzisiaj po raz pierwszy zareagowała ostro po seksie i nagle potraktowali ją jak zwierzątko doświadczalne. Nie zmienili ułożenia kobiety, ale właśnie powoli zmieniali się w jej otworach. Ciężko oddychała, ale nie odważyła się oponować. Otwierała i zamykała usta, patrzyła na nich ze strachem, ale nic nie mówiła. Zaczęła głośno jęczeć, kiedy „Mały” wszedł do odbytu. Damian wbił się w pochwę, a Jerzyk wypełnił jej usta:

    – Posmakuj swojej dupy, dupo – stęknął. Parsknęli śmiechem. Penisem systematycznie rozpychał policzek. – Łykaj wszystko! – rozkazał, kiedy otworzyła usta. Splunął kobiecie na twarz, na chwilę wyjął penisa i zgarnął ciecz do ust. Chłopak ponownie wepchnął członek, a Krystyna energicznie lizała. Jerzyk uśmiechnął się triumfalnie.

    – Taka uparta kurwa, ale da się wychować – Damian był pełen optymizmu.

    Jako jedyny nie wytrzymał i spuścił się. Wybrał usta.

    #

    Kiedy wreszcie zeszli z niej, spoceni, zdyszani, ale zadowoleni i z uśmiechami na twarzach, „Mały” wpadł jeszcze na jeden pomysł:  

    – Ej, suczko, siadaj na mnie, ale tyłem! – zarządził.

    Drgające ze zmęczenia ciało, zgarbionej i  rozczochranej kobiety, nagle wyprostowało się.

    – Jak? Jeszcze raz?! – przestraszona patrzyła na nich. Grzywka prawie zakryła jej oczy.  

    – Suko, siadaj, a nie pytaj! – Damian pchnął ją do kolegi, leżącego na plecach. Potem chwycił pasek jak smycz i strzałem w tyłek zmusił Krystynę do pośpiechu. Przestraszona siadała na nim. Rzucała wzrokiem, obserwując pozostałych. Ostrożnie zaczęła jeździć na penisie.

    – Damian, wejdź w nią obok mnie – „Mały” zaprosił kolegę.

    – Och, nie! Panowie, kochani, proszę was! – prawie płakała, kiedy dotarło do niej, co chcą zrobić. Nie miała związanych rąk, ale rozpaczliwa gestykulacja nie pomogła.

    – Zamknij się – warknął Jerzyk. Nawet jego zaczęła irytować. Damian pakował się w kobietę. Mimo wszystko zdołali wejść w nią. Ona najpierw jęczała, szarpała się, błagała ich, potem wyła i miotała się, ale i tak nie puścili jej. Obiecywała im różne rzeczy, ale tylko rechotali rozbawieni jej strachem i uległością. Damian ruchał ją i szarpał pierś. Jerzyk sięgnął po wibrator i wepchnął go w usta Krystyny. Najpierw krzyczała z bólu, kiedy dwa twarde penisy nadmiernie rozciągały pochwę, teraz kwiliła z bólu. Wzmogła się aktywność obydwu chłopaków. Obydwaj stękali z podniecenia, ruchając ją. Wypluła wibrator.

    – Och… Już dość, proszę! Och! – stękała, chociaż nie liczyła na ich reakcję.

    – Dobra, zmiana! – Damian wysunął się i puścił Jerzyka. „Mały” znowu bawił się jej piersią.

    – Nie! Błagam, nie! – była przerażona. Widziała jego penisa i bała się, że rozerwie ją. Jego członek był grubszy niż kolegów.

    Jerzyk podszedł do niej: 

    – Najpierw nawilż go – polecił stanowczym głosem. Szybko złapała ustami i gorliwie lizała penisa. Kiedy lśnił od śliny, Jerzyk bez słowa wycofał się z jej ust i w nagrodę poklepał po policzku. Potem wszedł w pochwę. Kobieta wyła, kiedy wchodził w nią. Cały czas patrzył z uśmiechem w jej oczy. Damian złapał ją za głowę i jedną dłonią zakrył usta. Mimo szamotaniny, nie zdołała zsunąć się z penisów. Jerzyk założył jedną nogę na ramię i teraz kobieca stopa podrygiwała w powietrzu w rytm uderzeń jego penisa.

    #

    Mężczyzna chyba lubił gadżety. Kiedy skończył spółkować, a koledzy wciąż obmacywali sędzię, polecił, żeby ją postawili na podłodze. Stała w lekkim rozkroku, rozglądała się niespokojnie, nie wiedząc, co ją czeka. Jerzy podał mały przedmiot „Małemu” i kazał go włożyć do odbytu. Rozbawiony mężczyzna spojrzał. To był dezodorant, ale mniejszych niż zwykle rozmiarów. Wzruszył ramionami i wepchnął go w kobietę. Jęknęła. Jerzyk włączył i wepchnął wibrator do pochwy. Wyjął z kosmetyczki kobiety rolkę plastra i solidnie zakleił gadżety w jej otworach. Na polecenie ubrała szpilki, wyprostowała się. Jerzyk ustawił nagą Krystynę w rozkroku i trzymał koniec paska, który pełnił rolę smyczy z obrożą. W takiej pozycji pokazał kolegom kobietę. Posłusznie wykonywała polecenia, chociaż nie rozumiała ich celu. Na komendę ręce trzymała za głową, pod piersiami, na biodrach, za plecami… Była zadowolona, że oglądają ją zamiast znęcać się nad nią. Zapomniała o zmęczeniu.

    On w tym czasie siedział w fotelu i wyciągniętą stopą pocierał łechtaczkę. W pewnym momencie, kiedy uspokoiła się, oswoiła z poleceniami i sądziła, że przyzwyczaiła się do wibratora, jego działanie stało się bardziej odczuwalne. Kobieta podniecała się, jej twarz i ciało zaczęły reagować na stałe, silne bodźce płynące z pochwy. Nieregularne i o zróżnicowanej sile bodźce płynące z masowanej łechtaczki potęgowały podniecenie.

    #

    – Stój nieruchomo! – polecił rozbawiony Jerzyk.

    Miała trudności z utrzymaniem równowagi. Podniecenie rosło. Chciała ugiąć nogi, złagodzić działanie wibratora. Dezodorant w odbycie uciskał ścianki i wzmacniał działanie wibratora.

    – Pomasuj piersi, pobaw się nimi! – Jerzyk rzucił kolejne polecenie.

    Dla niej było to jak wybawienie. Z ulgą dotknęła piersi i macała je. Podniecenie płynące z pochwy trochę zelżało, ale piersi okazały się bardzo wrażliwe. Miętosiła je z przyjemnością i czułością, na jaką rzadko potrafią zdobyć się mężczyźni.

    – Możesz lizać cycki! – pozwolił Jerzyk. Przyzwolenie brzmiało jak nakaz i tak je potraktowała.

    Koledzy z rozbawieniem przyglądali się podnieconej kobiecie, która tańcząc, powoli zapominała się. Ciągnęła piersi, żeby dotknąć ich językiem. W końcu jej się udało. Podkręcili muzykę.

    – Możesz poruszać się w rytm muzyki, ale tylko w miejscu! I dalej baw się cyckami! – pozwolił Jerzyk.

    Z politowaniem patrzyli jak podstarzała, uroczo rozczochrana sędzia kręci tyłkiem, liżąc cycki. Wobec nich potrafiła być wyzywająca. I chciała! Czasami gwałtownie drgała, na chwilę przerywając pląsy. Wibrator działał i nie potrafiła opanować podniecenia. W końcu nie wytrzymała. Dotknęła łechtaczki i zaczęła onanizować się przy nich.  Z zainteresowaniem przyglądali się pokazowi.

    Przymknęła oczy, ugięła nogi w kolanach, poruszała pupą i głośno stękała. Cały czas miała otwarte usta. Jęki stawały się coraz głośniejsze. Przyśpieszyła pocieranie łechtaczki i… wreszcie doszła! Przeciągły jęk sygnalizował koniec pieszczot. Znieruchomiała w takiej pozycji.

    Wstali jak na komendę. Kilkoma szarpnięciami odkleili plaster, wyjęli wibrator i dezodorant, położyli kobietę na łożu. Półprzytomna po zaspokojeniu, jeszcze leżała na boku z otwartymi ustami i cicho pojękiwała, kiedy wypełniali trzy otwory.

    – Och, wy… – nie potrafiła powiedzieć nic więcej. Przeżyła kolejny orgazm, teraz oni zaspokajali ją, więc cieszyła się. Przycisnęła pośladek mężczyzny, który wszedł do pochwy i gorliwie zaczęła lizać penisa, wepchniętego w usta.

    #

    Kiedy skończyli zmiany, spuścili się na nią. Ślady spermy były widoczne na jej twarzy, piersiach, brzuchu i rękach. Wyczerpana kobieta leżała nieruchomo, ale nie było jej dane odpocząć.

    Jerzyk wrócił z łazienki ze zwiniętym, mokrym ręcznikiem i stanął z boku łoża, Damian ze swoim paskiem stanął z drugiej strony. „Mały” przykrył jej głowę poduszką, usiadł na niej i chwycił kobietę za nadgarstki. Krystyna leżała na brzuchu i kiedy zaczęło jej brakować powietrza, zrozumiała, że dzieje się coś niepokojącego. W proteście wierzgała nogami. Za późno. Szybko słabła.

    Zaczęła szarpać tułowiem, kiedy na jej plecy i pośladki spadły pierwsze razy. Nie były zbyt mocne, ale była bita! Nie wiedziała, jak długo potrwa ta kara, jednak bała się tych chłopaków. Była od nich zależna. Mimo jej uległości w łóżku, ukarali ją za pyskówkę i agresję. Zawyła w pościel. Kolejne razy były bardziej dotkliwe. Oberwała w podeszwy stóp i po nogach. Teraz bili, gdzie tylko chcieli. Szamotała się, kręciła, żeby uniknąć kolejnych razów. Bezskutecznie. Nagle gwałtownie szarpnęła ciałem. Trafienie ręcznikiem w krocze było wyjątkowo nieprzyjemne, bo dosięgło również łechtaczki.

    Nagle uderzenia skończyły się. Mężczyzna zsunął się z niej, zniknęła poduszka. Wzięła głęboki oddech, potem kolejne. Spocona twarz, rozmazany makijaż, nerwowe spojrzenie. Rozdygotana oddychała ciężko, plecy zdobiły pręgi, a pośladki były zaczerwienione. Piekły ją podeszwy stóp, bolały nadgarstki. Instynkt podpowiadał jej, że mężczyźni czekają na jej reakcję. Podniosła się i klęcząc na łożu, patrzyła na nich. W jej postawie nie można było znaleźć nawet śladu dominacji.

    – Panowie, przepraszam. Byłam bardzo zmęczona i stąd moja przesadna, nerwowa reakcja. Mam nadzieję, że zrozumiecie, a ja postaram się, żeby więcej nie doszło do takiej sytuacji. Zgoda?

    Pokiwali głowami, poklepali ją po pupie. Jeden z nich niespodziewanie wsadził palce do pochwy i rżnął kobietę. Mocno. Wypięła pupę, nie miała już sił, ale to było tak przyjemne, że… Padła na łoże, przymknęła oczy i z ledwo dostrzegalnym uśmiechem pojękiwała w rytm pchnięć palcami. Wysunęła rękę w bok, znalazła krocze jednego z mężczyzn. Po chwili delikatnie głaskała penisa.

     Koniec


    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Przygody w wiekszym gronie – termy

    Wybrałem się z żoną na termy . Postanowiliśmy się trochę zrelaksować. Miałem ochotę trochę również zobaczyć reakcję innych na cudowne ciało mojej żony. Moja żona pięknie ogoliła swoją słodką cipkę w trójkącik u góry a na dziurce ładnie wygolone wszystko. W sutki wkręciła sobie sztangę z niebieskimi gwiazdkami na bokach. Wyglądała obłędnie. Na początek udaliśmy się do sauny. W środku siedziało kilka osób w oczekiwaniu na seans z zapachem eukaliptusa i dźwiękami mis tybetańskich. Weszliśmy do środka i ściągnęliśmy ręczniki z siebie i usiedliśmy na nich. Widok mojej żony obok, nagiej powodował u mnie podniecenie. Wszedł do środka sauna master i rozpoczął sesję wachlowania i uderzania w misy tybetańskie. Zauważyłem że mojej żonie spodobał się prowadzący. Szepnąłem jej na ucho żeby trochę go pokokietowała i prowokowała i zobaczymy jak zareaguje. Moja żona wyprostowała się i uniosła klatkę piersiową ku górze eksponując swój fantastyczny biust. Kiedy prowadzący ręcznikiem wachlował przed nią , Gosia jeszcze bardziej prężyła piersi i ręką niby ścierała pot z siebie, ale przy okazji dotykała swoich piersi i Sutków , które sterczały i kusiły, do tego też rozchylała nogi tak żeby prowadzący mógł dojrzeć jej soczystą cipkę, która coraz bardziej robiła się mokra z podniecenia. Prowadzący ewidentnie zareagował, bo jego ręcznik okalający biodra ewidentnie stał się ciaśniejszy i  większy w jednym miejscu. Po zakończeniu jak gdyby nigdy nic, moja Gosia zabrała ręcznik i wyszliśmy się trochę schłodzić. Weszliśmy do basenu ze stolikami w środku i zamówiliśmy sok . obok przysiadły się dwie dziewczyny, które pamiętałem z sauny. Miały rumieńce na buzi i co chwilę spoglądały na moją Gosię. Wypiliśmy sok i usiedliśmy pod ścianą gdzie było płytko. Można się było położyć i woda zasłaniała tylko głowę, ale gdy się trochę podnieść to wtedy piersi były już widoczne. Widząc że dwie dziewczyny zerkają na nas, poprosiłem Gosię żeby usiadła wyżej i ręce oparła o brzeg za nami tak żeby jej krągłe i cudne piersi z kolczykami w sutkach były na wierzchu i kusiły. Po chwili dziewczyny usiadły obok nas z boku. Jedna z nich zapytała o kolczyki w sutkach bo też chciała sobie zrobić. Chwilę wyjaśniania i zaciekawione dziewczyny usiadły bliżej, jedna z jedne strony Gosi a druga poprosiła mnie żebym się trochę przesunął i usiadła z drugiej strony. Po chwili rozmowy jedna z nich dotknęła piersi mojej żony i zaczęła się bawić sutkiem, druga zrobiła to samo. Miałem piękny widok na moją żonę którą po piersiach pieściły dwie inne kobiety. Po chwili zaczęły ją całować i pieścić językiem po sutkach . mojej żonie to się spodobało bo zaczęła cicho pojękiwać z wyraźnej rozkoszy .całując namiętnie jej cycuszki zaczęły rękami głaskać jej cipkę. Gosia rozchyliła nogi żeby łatwiej im było i uniosła lekko nogę .moja pała stała na baczność gotowa do działania. Bardzo podniecał mnie ten widok prężącej się z rozkoszy mojej żony. Dziewczyny nie przestawały lizać jej cycuszków i jedna pieściła jej cipkę skupiając się na jej guziczku, a druga zaczęła wkładać jej palec w tyłek i pieprzyć ją tak. Długo nie trzeba było czekać. Moja Gosia doszła w momencie. Orgazm przeszywał jej ciało. Gdy doszła do siebie. Dziewczyny zaczęły się zbierać, więc zapytałem a co ze mną . ale mi odpowiedziały że mam sobie sam poradzić i każda z nich na pożegnanie dała namiętnego całusa mojej żonie i wyszły. Postanowiliśmy złapać trochę oddechu w jackuzzi. Wymyśliłem mały fortel żeby zobaczyć reakcję innych… najpierw do środka wszedłem ja  i usiadłem  w rogu. W środku relaksowało się dwóch facetów w tym jeden z nich to sauna master który ledwo wytrzymał gdy moja Gosia go zaczepiała. Przed wejściem powiedziałem jej co ma zrobić. Weszła moja Gosia. Jej cudowne cycuszki  i kolczyki w sutkach  falowały gdy wchodziła do basenu. Usiadł  naprzeciwko mnie że niby się nie znamy. Tamci dwaj pożerali ją wzrokiem gdy wchodziła do basenu. Szepnęli sobie coś na ucho. Ja mrugnąłem do żonki i ona już wiedziała co robić. Wyszła z jackuzzi i usiadła na brzegu z nogami w wodzie. Odchyliła się lekko do tyłu i rozszerzyła nogi tak żeby tamci dwaj mogli zobaczyć jej wygoloną cipkę , a sama zaczęła się po niej pieścić. To wystarczyło aby po chwili oni podeszli do niej i zaczęli ją pieścić rękami i całować po cipce. Ich kutasy już sterczały na baczność. Po chwili powiedziała żeby usiedli na brzegu i żebym ja też dołączył do nich. We trójkę siedzieliśmy na brzegu ze stojącymi pałami a Gosia z wody zaczęła po kolei brać fiuty do buzi i pieścić je językiem. Strasznie byłem podniecony tą sytuacją. Moja Gosia ostro obciągała nasze fiuty. Po chwili podszedłem do niej od tyłu i włożyłem swojego chuja do jej rozpalonej cipki, a ona Dalej pięcia tych dwóch ustami. Znowu nastąpiła zmiana i jeden z nich się położył a Gosia siadła na nim tyłem tak że nabiła się swoim cudnym tyłeczkiem na jego twardego kutasa, a ja podszedłem od przodu i wszedłem jej w cipkę. Patrzyliśmy sobie w oczy co chwilę się całując i pieszcząc jej cycuszki . trzeci gość podszedł i włożył swojego fiuta w jej usta i zaczął ją posuwać w nie. Niedługo później wszyscy zaczęliśmy dochodzić …najpierw doszła Gosia, której spazmy orgazmu przechodziły po całym ciele, następnie na raz doszli faceci w dupie i w buzi, a na koniec ja zalałem jej cipkę w środku. Po wszystkim Gosia wyczyściła nasze kutasy tak żeby żadna kropelka się nie zmarnowała…..

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    michal kowal

    michal