Author: admin

  • MW-Ibiza Rozdzial 51 Wszystkie majtki Lulu

    – Będę tęsknić – mówi Pocahontas, ściskając mnie mocno.

    – Za mną też?

    – Za całym tobą. Choć nie ukrywam, że…

    – Przecież nawet nie zdążyłaś go dobrze poznać – wchodzi jej w słowo Maleńka i też chwyta mnie za członka, miejsca jest dość.

    – Dogłębnie poznać – precyzuje. – Nie wiesz, jakie to uczucie, gdy taki tęgi chuj zaczyna ci pulsować głęboko w cipie, by zaraz…

    – Zejdź już z biednej dziewczyny, na Björna sobie siądź, on też będzie tęsknił – teraz ja wchodzę w słowo Maleńkiej.

    – Nie myśl, że nie zamierzałam – uśmiecha się Ala. Pokazuje zwalistemu Szwedowi, żeby się położył i po chwili ujeżdża go w najlepsze. Zachowuje się przy tym głośniej niż zwykle.

    – Nie odpuszcza. Chce ci pokazać co tracisz.

    – Nic nie tracę, po prostu odwlekam – mówi Pocahontas, klękając. Do odgłosów mlaskającej miarowo cipy, dochodzą odgłosy obciągania. Pocahontas już dobrze wie, co lubię – ma być z dużą ilością śliny i głośno. Zamieniam się w słuch, Björn również. Ala, zwykle rozgadana podczas seksu, także milczy, Pocahontas, co oczywiste, też. Wsłuchujemy się w te sprośne odgłosy.

    – To niesamowite uczucie, gdy taki tęgi chuj zaczyna ci pulsować głęboko w buzi, by zaraz… – mówi już po wszystkim Pocahontas, a z kącika ust spływa jej strużka mojej spermy.

    – Hahaha… Ty też nie odpuszczasz – Maleńka wstaje z Björna, sperma chłopaka kapie jej z cipy.

    – To jeszcze wy się pożegnajcie, dziewczyny!

    Dziewczyny nie są od tego. Dają gorący spektakl, nasze nasienie miesza się w ich ustach. Czuję je jeszcze, gdy Pocahontas na koniec mnie całuje. Björn liże się z Alą, też mu to nie przeszkadza, już nie.

    Kolejny już, natarczywy dźwięk klaksonu przerywa te czułości. To któryś z moich kuzynów się niecierpliwi. Wskakujemy z Maleńką do kampera, tak, jak stoimy, nasze ciuchy są już w środku. Równie nadzy Björn i Pocahontas machają do nas na pożegnanie, po czym znikają w ciemnym prostokącie otwartych drzwi.

    – Myślisz, że będą kontynuować?

    – Kota nie ma, myszy harcują – odpowiadam sentencjonalnie.

    *

    Mało brakowało, a zostałbym jedynym kierowcą tego interesu i tkwiłbym za kółkiem a dziewczęta zabawiałyby się we własnym gronie. Ja to jednak mam szczęście, w ostatniej chwili Tom i Jerry postanowili dołączyć.

    – Nie zostawimy cię samego w potrzebie – oznajmił Tom (albo Jerry).

    – Ani tych ślicznotek – dodał Jerry (albo Tom.

    – Uważacie, że one też będą w potrzebie?

    – I uważamy, że sam jeden tym potrzebom nie sprostasz.

    – I postanowiliśmy cię ratować.

    – Mało wam ruchania, ot co!

    – Oto wdzięczność!

    – Z rodziną najlepiej wychodzi się…

    – Już dobrze, dobrze! Cieszę się, naprawdę!

    Cieszę, ale i zastanawiam, co wykombinują po drodze. Jak ich znam, nie będę się nudził.

    Z kamperem bliźniacy sprawili nam wszystkim prawdziwą niespodziankę. Okazało się, że po Grecji po prostu go kupili, sądząc słusznie, że na pewno się jeszcze przyda, żal im też było dokonanych przeróbek, zamelinowali go w Warszawie nic nikomu nie mówiąc, teraz sprowadził go na Ibizę wynajęty kierowca. Antonio zaś sprawił nam miłą niespodziankę sprowadzając kamper bezpośrednio na S’Espardell.

    – Żaden problem. Od czasu do czasu dociera tu jakaś większa dostawa, nie ma sensu przepakowywać wszystkiego dwa razy, więc wynajmuję mały prom samochodowy. Tak, jak teraz. A wiem, jak lubicie podróżować.

    A podróżować lubimy nago. Tak się utarło, od kiedy dysponujemy kamperem. I teraz dzięki Antoniowi nie musimy się ubierać, płynąc na Ibizę. Wsiadamy już na dziedzińcu hotelu, tak, jak stoimy i tak, jak spędziliśmy tu te parę dni. Jedynie Tidżeje zasiedli w kabinie kampera w gatkach, oczywiście jednakowych, tak jak i oni sami.

    *

    – Uff… – wyrywa mi się, gdy kamper rusza z miejsca.

    – Skąd ta ulga? Źle ci tutaj było?

    – Wprost przeciwnie. Tylko te podchody z Pocahontas i panem Grzegorzem stały się męczące.

    – Nie trzeba było rwać kolejnej dziewczyny. Mało ci było? – Ala przebiega wzrokiem po wnętrzu kampera. Jesteśmy tu trochę, jak śledzie w beczce – siedem Ukrainek, cztery Francuzki, Jo…

    – Sam, jak wy faceci mówicie, świeży towarek, tylko ja i Febe jesteśmy ze „starej” ekipy.

    – Po prawdzie, to ty też powinnaś już być w Warszawie…

    – Och, odwal się! Za nic bym nie przepuściła tej wyprawy.

    Zupełnie nieplanowanej wyprawy. Reszta naszej ekipy dosłownie rozleciała się już przedwczoraj w różne strony świata. Zgodnie z planem. Z wyjątkiem Febe odpornej na wszelkie argumenty i Maleńkiej, której nawet nie próbowałem przekonywać. Ta pierwsza stwierdziła, że jedzie ze mną i już, dla tej drugiej było to oczywiste. A ta trzecia, czyli Jo, po prostu się na tę wyprawę wprosiła.

    *

    – Sam proponowałeś podwózkę do Warszawy. Więc skorzystam.

    – Będzie nam ciasno.

    – Lubię mieć ciasno.

    – Muniek wraca samolotem…

    – Hihihi… Ta twoja kolumna może i ustępuje Zygmuntowej, ale nadrabiasz techniką. – Jo wzięła się za polerowanie tej kolumny. I jak można było w takiej sytuacji odmówić?

    *

    Dłoń Maleńkiej wyrywa mnie z zamyślenia.

    – Ach, to ty.

    – A myślałeś, że kto?

    – Że Jo. Wspominałem, jakim sposobem się tu z nami znalazła.

    -– To musiał być niezły sposób, skoro ci stanął na samo wspomnienie – Ala zerka na siedzącą obok Jo. Ta wytrzymuje jej spojrzenie.

    – Po prostu mu potrzymałam, tak, jak ty teraz. No, może troszkę pomasowałam.

    – Ech, faceci – śmieje się Ala. – Jak łatwo wami sterować.

    – Przy pomocy dżojstika, owszem – wtóruje jej Jo.

    – Pod warunkiem, że jest dżojstik – dobija mnie przysłuchująca się naszej rozmowie Tania. Fakt, te wszystkie pożegnania były wyczerpujące.

    *

    Tymczasem zjeżdżamy już z promu, ten pierwszego, z S’Espardell na Ibizę. Tania dołącza do swoich koleżanek przy oknach kampera. Jeszcze na dziedzińcu hotelu Maleńka ujawniła im sekret szyb w tych oknach. Nie uwierzyły na słowo, ale sprawdziły, przekonały się, że to działa i teraz, non stop chichocząc, z nosami i cyckami wręcz przyciśniętymi do tych szyb przyglądają się światu na zewnątrz. A ja przyglądam się tym zgrabnym tyłeczkom.

    – Pewnie tak samo było, jak ruszaliśmy do Grecji, co?

    – Pewnie!

    Ala tego nie widziała, bo sama stała wtedy z nosem przyciśniętym do szyby. I nie tylko nosem.

    – Tyle, że w Warszawie było więcej wybojów – stwierdzam, nie odrywając wzroku od podrygujących synchronicznie dziewczęcych pośladków.

    – I mama Loli…

    – Hahaha… pamiętam!

    Maleńka tłumaczy Jo przyczynę naszej nagłej wesołości, a ja wracam do wspomnień. Choć tych znacznie  bliższych, dotyczących planowania naszej podróży.

    *

    – To którędy pojedziemy?

    – Nicole? Wy zdaje się do Marsylii?

    – Dokładnie do Luminy, mieszkamy w miasteczku studenckim, to pod Marsylią.

    – Czyli trasa południowa. Bardzo nam się spieszy?

    Okazuje się, że nikomu. Dziewczęta chętnie sobie przedłużą wakacje. Konkretnie nagie wakacje – weteranki wyprawy do Grecji rozpaliły ich wyobraźnię wspominając nasze ówczesne przygody. Francuzki są wręcz zachwycone, także wszystkie Ukrainki godzą się jechać nago.

    – Czyli przez Marsylię, a po drodze do Warszawy jeszcze Cannes, Nicea, San Remo, Wenecja… Możemy jechać nago ale nie szkoda wam tylu atrakcji po drodze?

    Podpuszczone w ten sposób Ukrainki się wahają.

    – Ewentualnie można półnago. Nabędziemy dla was coś odpowiedniego.

    – Ale, żeby nabyć, trzeba się ubrać a sam wiesz, jaki ubrane się pojawiłyśmy.

    Szczerze mówiąc nie bardzo pamiętam, rozebrały się tak szybko… Wprawdzie tylko raz, ale na dobre. I wtedy mnie olśniewa.

    – Mam plan! Zrobimy powtórkę z zakupów moich dziewcząt w Grecji.

    W Cap d’Agde  jest wielka plaża dla ortodoksyjnych naturystów, posunęli się do zakazu wstępu dla tekstylnych, są tam wszelakie sklepy, tam się obkupicie, ja stawiam.

    – Nie, to my stawiamy – śmieją się Tania i Nicole, dobierając się do mnie.

    – Ja stawiam łechtaczki – wsuwam dłonie między ich uda, delikatnie pocieram cipki, odkładamy rozmowę na później.

    *

    – Kontynuuj – mówi Tania. Właśnie się w nią spuściłem, leży na mnie z kutasem jeszcze głęboko w pochwie.

    – Daj odpocząć, ty nienasycona!

    – Z tym planem, kontynuuj!

    – Dobrze, ale nie uciekaj, dobrze mi w tobie. Kutas powoli mięknie w jej cipie, przytrzymuję ją za pośladki, żeby nie wypadł.

    – Całą drogę odbędziemy bez ubrań, Antonio podstawi kamper tutaj. Z Elvissy do Walencji promem, nawet nie cztery godziny…

    – Do Walencji nie! – Przerywa mi Tania – stamtąd uciekłyśmy, nigdy tam nie wrócimy!

    Nawet nie próbuję jej przekonywać.

    – Popłyniemy do Barcelony, tylko że to zdaje się aż 9 godzin, nie wytrzymacie zamknięte w kamperze.

    – Wytrzymamy! Nie pokażemy się publicznie w Hiszpanii nigdzie poza S’Espardell!

    Nie pozostaje mi nic innego, jak ostatecznie wyślizgnąć się z tej ciasnej cipki, wstać i pochylić nad mapą.

    – Wobec tego, dobrze. Z Barcelony AP7 prosto do granicy  a potem A9 przez Narbonę. Kawałek za Beziers jest Cap d’Agde, tam zanocujemy

    i zrobimy zakupy. W ogóle na noc zatrzymywać się będziemy tylko na gołych plażach. A wrzucicie na siebie cokolwiek tylko do zwiedzania.

    – To mi się podoba – mówi Tania i żeby pokazać, jak jej się podoba, zabiera się do wylizywania mojego zwiędłego penisa. Nie aż tak zwiędłego, jakby się wydawało.

    *

    W tej chwili Tania całą uwagę poświęca temu, co za oknem. Stoimy już w kolejce do promu, tego do Barcelony i na zmianę z koleżankami przykłada do szyby, nazwijmy to, intymne części ciała. I chichocze, jak i one, gdy ludzie zerkają w okna kampera nieświadomi rozpłaszczonych na szybie pośladków. Albo cipy. Wstaję, by pomóc. Przytrzymuję chichoczące dziewczyny z drugiej strony, zależnie jak się akurat obrócą.

    *

    Wjeżdżamy na prom, wszystko idzie gładko do momentu, gdy obsługa domaga się, by wszyscy opuścili pojazd. O tym nie pomyślałem. Mieliśmy wszyscy z wyjątkiem Tidżejów pozostać w kamperze, a już Ukrainki nie mają kompletnie nic do ubrania.

    *

    – Wiesz może, gdzie są ciuchy? Moje i koleżanek? – Spytała Tania przed wyjazdem. Szczerze mówiąc nie miałem pojęcia.

    – Ostatni raz widziałem je na łodzi. Jak się ich pozbywałyście. Pewnie Antonio je zagospodarował. A na co wam one?

    – No przecież na podróż!

    – Słyszałaś o naszej podróży do Grecji i z powrotem?

    – Dziewczyny wciąż opowiadały… No tak, uważasz, że ubrania nie będą nam potrzebne?

    *

    I dały się przekonać. Zwłaszcza, gdy Ala i Febe stwierdziły, że nie zabierają w podróż nawet jednej pary majteczek. A Jo i Francuzki w geście solidarności pozwoliły, bym zamknął ich rzeczy w schowku. Razem ze swoimi. I teraz mamy problem.

    Sprawa opiera się o kapitana, w końcu prowadzi nas wszystkich, nagich, przejściem służbowym na malutki pomost tuż pod oknami mesy.

    – Tu możecie pozostać w takich….strojach. Niestety  nie możemy wam zapewnić więcej prywatności – śmieje się kapitan.

    – Nam to nie przeszkadza, jak sobie załoga popatrzy.

    Dziewczęta rozkładają się do opalania, smarują nawzajem olejkiem, żartują, machają do marynarzy. Jadalnia staje się centrum życia załogi, przynajmniej do końca tego rejsu – kapitan jest wyrozumiały. Aplauz wywołują zwłaszcza wyprawy dziewcząt do toalety wymagające przejścia przez całą mesę. Dopiero pojawienie się Jo ich zatkało. Kilku marynarzy zamarło z opuszczonymi szczękami wpatrując się w jej cipkę. Jo przystanęła, popatrzyła w dół.

    – No co? Pieprzyłam się tuż przed wyjazdem a chłopak lubi pobrudzić mi bobra.

    Jo w mgnieniu oka została gwiazdą i boginią całej załogi.    Co bardziej operatywni z marynarzy oferują swoje usługi w dostarczaniu napojów chłodzących i posiłków – w końcu popłyniemy całe dziewięć godzin. Urządzamy się więc całkiem przyjemnie.

    *

    Do Barcelony dopływamy późnym wieczorem. Z powodu chłodnego wiatru, w końcu to pełne morze, już dawno przenieśliśmy się wszyscy do mesy. Ku nieukrywanemu zachwytowi załogi zresztą. Przed nami jeszcze daleka droga. W Hiszpanii nie chcemy się zatrzymywać, prosi o to Tania w imieniu swoim i koleżanek.

    – Odetchniemy, jak już będziemy we Francji.

    Do granicy mamy ze 200 kilometrów, prowadzi tam szeroka autostrada, Hiszpanię opuszczamy dobrze po północy. Co teraz? Wprawdzie Tidżeje twierdzą, że są wypoczęci  mogą prowadzić na zmianę choćby przez całą noc, ale mam inne zdanie.

    – A jutro będziecie odsypiać, zamiast… ratować dziewczęta w potrzebie. Cap d’Agde Naturist Village to całe miasteczko naturystów, z knajpami, sklepami, zakazem wstępu dla tekstylnych, szkoda to przegapić. Zatrzymajmy się na noc gdzieś niedaleko.

    Argument o ratowaniu w potrzebie przemawia do bliźniaków. Zjeżdżamy z A9, jedziemy nadmorską szosą, wreszcie trafiamy na małą plażę dla naturystów, jest parking, parę aut na francuskich numerach, parę namiotów, grupa młodzieży przy ognisku, gitara. Trochę się wystraszyli, gdy wychynęliśmy z ciemności tak liczną grupą, jednakże gdy przekonują się, że jesteśmy ubrani, tak, jak i oni, to znaczy w nic, szybko się dogadujemy. Niebagatelną rolę odgrywa liczba i uroda naszych dziewcząt. To studenci z Paryża, jak co roku, jeszcze od czasów liceum ciągną wspólnie na południe i przemieszczają się od jednej nagiej plaży do drugiej. Ich celem w tym roku jest Ibiza.

    – A my właśnie stamtąd! Byliśmy na S’Espardell.

    – Oj, byłam tam, mieszkałam w jedynym hotelu na wyspie, wy też?

    – Też. Antonio, to nasz przyjaciel, poznałaś go może? Gdyby nie mrok, rozświetlany tylko płomieniami ogniska, przysiągłbym, że dziewczę się rumieni. Jest jedną z kilku niezłych cipek siedzących przy ognisku. No właściwie buź  i cycuszków, cipki skrywa głęboki cień.

    Gitarzysta zmęczył się w końcu.

    – Gra może ktoś z was? – I wyciąga zapraszająco rękę z gitarą. Zanim zdążyłem się odezwać, łapie ją Nadia. I płyną ukraińskie piosenki i przyśpiewki. Chórek dziewcząt robi wrażenie, do młodzieży dopiero teraz dociera, że mają do czynienia z międzynarodowym towarzystwem.  Śpiewają Ukrainki, obecni są Polacy, Francuzki i Greczynka. Muzyka staje się coraz skoczniejsza, dziewczęce nóżki przy ogniu zaczęły podrygiwać. W końcu Tania zrywa się na nogi i porywa mnie w tany. Za chwilę wszyscy pląsamy wokół ogniska, mogę się przyjrzeć cipkom. Szczególnie urocza należy do dziewczyny znającej Antonia. Przysuwam się bliżej

     Piękny jest tam widok z dachu windy, prawda?

    – Dziewczę nie wie, gdzie oczy schować.

    – Nie przejmuj się, nikomu nie powiem że tak… dogłębnie poznałaś Antonia. My wszyscy też korzystaliśmy z uroków tego daszku. Pozdrów Antonia w naszym imieniu, a jestem pewien, że da wam nieograniczony dostęp do tego czarownego miejsca.

    Dziewczyna, wyłapała z moich słów najważniejsze.

    – Wszyscy?

    – No nie wszyscy na raz, nie zmieścilibyśmy się, góra dziesięć osób.

    – To my też się zmieścimy – odpowiada w przypływie szczerości. Albo zuchwałości.

    – Pozostaje żałować, że się mijamy, niech Antonio ci opowie, jak intensywnie spędził ostatni tydzień.

    – Spytam na pewno, zaintrygowałeś mnie. A może ty mi coś opowiesz? Może na spacerze? – Dziewczę chwyta mnie za rękę i ciągnie za sobą mrok. Gdy tylko odchodzimy  dalej od ogniska, zmienia chwyt, teraz idzie trzymając mnie za co innego.

    – Opowiadaj!

    – Od czego by tu zacząć? – Chwytam ja za tyłeczek, wsuwam dłoń miedzy pośladki, uroczo pracują. Wsuwam dalej, teraz trzymam w dłoni jej cipę, pośladki napierają miarowo na nadgarstek. Dłoń dziewczyny zaciska się mocniej na moim dyszlu. Opowiadam jej o naszych dokonaniach na Ibizie. O tym, jak Jo mnie liże, o singapurskich kleszczach, o wspólnym pieprzeniu na plaży, o podglądaczach z lornetkami, o sikaniu do brodzika… Dziewczę się zatrzymuje, czuję jak pręży się jej cipa, po chwili przez palce przesiąka mi struga gorącego moczu. Kładę się na piasku między jej nogami, kuca i szcza na mnie, ledwo kończy, nabija cipę na mój maszt, Czuję, jak się zaciska, ciasna jest. Ale już dobrze naoliwiona, podnieciły ją moje opowieści.

    – Mów dalej – prosi dziewczyna ujeżdżając mnie powoli. Podkładam ręce pod jej piersi, stwardniałe sutki dostarczają rozkoszy moim dłoniom, podczas, gdy opowiadam jej o moich dziewczętach i naszej podróży do Grecji.

    – …I dziewczęta wisiały tak na tych drabinkach z wypiętymi tyłeczkami i cipkami tuż nad wodą, a myśmy w nie wchodzili na zmianę. Dziewczyna dochodzi, dotychczas niewiele się ruszałem, teraz łapię ją za biodra, żeby nie uciekła z cipą i rżnę ostro. W końcu krzyczy, zaciska uda, spuszczam się. W cipie sperma miesza się z jej lepkim śluzem. Po dłuższym bezruchu, dziewczę zsuwa się ze mnie i obraca, by wziąć mnie do buzi. Jej mokra cipa spływa z ciemności na moją twarz, lecz jeszcze nie pozwala się lizać, w mroku czuję tylko jej rękę, zgarnia wypływającą spermę i pewnie rozsmarowuje po swoim ciele, w ustach ma mojego kutasa. Wreszcie zanurzam w niej język. Smakuję ją, wysysam resztki, dobieram się do łechtaczki. Delikatnie. Sprowadzam na nią następny orgazm, przezornie uciekam z fiutem z jej ust, tarmosi go tylko ręką, zaciska dłoń na jajach, to jeszcze przeżyję. W końcu obraca się i opada na mnie wyczerpana. Wpycha mi w usta ruchliwy języczek. Zresztą cała jest ruchliwa. Wsysam ten język, potem wpycham jej swój. Dziewczę ślini się obficie, jej ślina spływa mi do ust. Teraz pocieram ręką jej śliskie, lepkie krocze, zanurzam palce w sromie, pieszczę łechtaczkę. Dziewczę ociera się o mnie całym ciałem, jak kotka, tyle, że śliska od potu i mojej spermy. Wreszcie już tylko leżymy wyczerpani.  Gdy w końcu wracamy do ogniska, dziewczę wydobywa z plecaczka swoje majteczki. Podciera się nimi i podaje.

    – Są twoje, weź na pamiątkę.

    *

    – Gdzie byłaś? – Dopytuje się któraś z koleżanek

    – Później ci opowiem. Ze szczegółami. – Dziewczę znów sięga do plecaka, wyciąga pisak i na mym przedramieniu pojawia się numer telefonu i imię. Pieprzyłem się z Lulu.

    – Zadzwoń, jak będziesz w pobliżu!

            Przynosimy z którymś z Tidżejów naręcza ręczników plażowych, śpimy na piasku. Nad ranem robi się chłodniej, dziewczęta tulą się do siebie i do mnie oczywiście. Znajoma Antonia budzi się rano wtulona we mnie,  z moją ręką między udami.

    – Ach, to ty!

    Mam zabrać rękę? – Ostrożnie pocieram jej cipkę

    – Nie, rób tak dalej, tak delikatnie to robisz. – Może coś jeszcze z tego będzie.

    I jest. Pobudka dla pozostałych, dziewczyna do cichych nie należy.

    Żegnamy się ze świeżo poznanym towarzystwem, oni ruszają na Ibizę, my na Cap d’Agde. Lulu, już w kusej sukience, zagląda jeszcze za nami do kampera.

    – Faktycznie nago podróżujecie – wzdycha.

    – Ty też możesz zrobić pierwszy krok – wsuwam jej rękę pod sukienkę – po co ci te majteczki?

    – Chcesz drugie? – śmieje się Lulu – to je sobie weź. Ale więcej już nie mam!

    Ściągam jej więc majtki przy aplauzie dziewcząt, wywijam nimi niczym lassem, gdy Lulu wysiada z kampera, na Ibizę pojedzie bez majtek.

    – Naprawdę zabrałeś jej wszystkie majtki? – pyta Ala, gdy już ruszamy.

    – Sama mi dała, przecież widziałaś.

    – Czyste chociaż?

    – Te są świeżutkie. A te pierwsze…

    Maleńka rozwija te pierwsze, skleiły się.

    – No, no… Musisz mi wszystko opowiedzieć – mówi, patrząc na wszystkie majtki Lulu.

    *

    Nie wracamy na autostradę, jedziemy nadmorską szosą. Dziewczęta robią się głodne, rano zjedliśmy resztki prowiantu przygotowane przez Antonia – wszak mieliśmy już być w Cap d’Agde z jego barami i knajpkami. Tablica przy drodze zaprasza do restauracji przy plaży, to coś dla nas, skręcamy. Knajpka wygląda przytulnie, od strony plaży rząd stolików pod kolorowymi parasolami. Przy nich zaledwie parę osób, na samej plaży też  prawie pusto. Wysyłam bliźniaków i Nicole na przeszpiegi. Bliźniacy w samych szortach, Nicole tylko w majteczkach od bikini, wydanych jej specjalnie na tę okazję, rozmawiają z właścicielem knajpy.

    – Jest nas siedemnaście osób, nakarmi nas pan porządnie w miarę szybko? Jesteśmy już wszyscy bardzo głodni.

    Właściciel jest wyraźnie zadowolony, widać, że ruch nie dopisuje.

    – Za pół godzinki wszystko będzie gotowe. Na co macie państwo ochotę?

    – Zaraz tu wszystkich poprosimy, to zamówią. Jeśli to nie będzie problemem… i Nicole zawiesza głos.

    – Ależ jakim problemem? – Pyta właściciel ze wzrokiem zawieszonym na jej cyckach.

    – Widzi pan, oni, właściwie one wszystkie podróżują nago i nie chciałyby się ubierać.

    – Podróżują tak, jak pani? To nie problem – i pokazuje na jedynych gości – parkę siedząca pod jednym z parasoli, dziewczyna jest topless.

    – Ależ nie, ja chwilowo jestem ubrana! 

    Właściciel przetrawia tę informację.

    – Cóż, personel mam pełnoletni, żony dziś nie ma – mruga do Jo – zapraszam.

    Za chwilę siedzimy wszyscy przy stolikach, para kelnerów przyjmuje zamówienia, oboje są pod wrażeniem. Właściciel zresztą też.

    – Pójdziemy się teraz wykąpać, proszę po nas kogoś posłać, jak będzie pan gotowy.

    – Żaden problem, choćby cały personel – śmieje się – trudno będzie ich zatrzymać.

    W efekcie, na obiad zapraszają nas dwaj kucharze, pomocnik i kelner, teraz idą za nami przez plażę pasąc oczy. Jeszcze odsuwają dziewczętom krzesełka, proszą siadać, dopiero surowy wzrok szefa wygania ich do kuchni. Skąd zaraz napływają kolejne potrawy. Kucharze chyba zremisowali z szefem, oni też występują w roli kelnerów. Jedyna kelnerka płci pięknej obsługuje oczywiście mnie i Tidżejów. Śliczna z niej dziewczyna i młoda.

    – To wakacyjna praca?

    – Tak, zarabiam na studia.

    – Coś mały tu ruch.

    – No właśnie, niestety, chyba tu miejsca nie zagrzeję.

    Pomyślałem o Antonio i jego plażowym barze, podczas naszego pobytu nieczynnym.

    – Mógłbym ci załatwić prace u znajomego, prowadzi hotel na Ibizie. Dziewczynie zaświeciły się oczy.

    – Ibiza! Tam chciałam pojechać, choćby na parę dni.

    – To poczekaj.

    Przynoszę z kampera telefon, dzwonię do Antonia.

    – Pozdrawiam z drogi, nie, jeszcze nie dojechaliśmy, zatrzymaliśmy się na noc na dzikiej  plaży. Poznaliśmy tam grupę dzieciaków, ognisko gitara, śpiewy, jadą do ciebie, zaopiekuj się nimi. Zwłaszcza Lulu. A prawda, ją znasz. Dziwnie się czerwieniła, jak wspomniałem o widoku z dachu windy. Słuchaj, dalej potrzebna ci kelnerka do baru na plaży? Albo i w hotelu? – Rozmawiamy chwilę.

    – Proszę – mówię i oddaję słuchawkę kelnerce – dogadajcie się.

    – Francoise – odpowiada na pytania Antonia.

    Dogadują się najwyraźniej, zadowolone dziewczę oddaje mi telefon.

     – Tylko o co chodzi z tym plażowym barem?

    – Byłaś może w Cap d’Agde, to niedaleko?

    – Tak. Czyli potrafi się rozebrać na plaży.

    – Widziałaś, jak są ubrane kelnerki? S’Espardell to wyspa naturystów.

    – Ale…

    – Popatrz na te dziewczęta, jesteś śliczna i zgrabna, w niczym im nie ustępujesz. I pomyśl o tej równomiernej opaleniźnie, którą zaprezentujesz swojemu chłopakowi po powrocie…

    Dziewczę uśmiecha się wreszcie nieśmiało

    – Tą opalenizną mnie pan przekonał. Pojadę. A chłopaka chwilowo nie mam.

    – W takim razie polecam widok z dachu windy…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Maciej Wijejski
  • Wkurwiony ojciec

    Ojciec wrócił z pracy. Wchodząc do domu trzasnął drzwiami. Zdjął i rzucił swoje buty w korytarzu, przeszedł się po pokojach żeby sprawdzić, czy nikogo nie ma. Gdy zadowolony zobaczył, że jesteśmy sami, wszedł do mojego pokoju bez pukania i rzucił: “Masz 10 minut”. Był to dla mnie znak, iż jest dzisiaj wkurwiony i chce sobie ulżyć. Natychmiast na rozkaz poszedłem do łazienki i zrobiłem lewatywę. Na szczęście ogoliłem ciało wieczór wcześniej, bo musiałbym się bardzo spieszyć. Pomalowałem usta szminką i poszedłem nagi do salonu. Klęknąłem przed kanapą, tam gdzie moje miejsce, czekając na ojca.

     

     

    Chwilę później przyszedł trzymając coś w ręku. Była to obroża i chastity. Nigdy wcześniej nie bawił się ze mną w coś takiego. Może chce mnie dzisiaj szczególnie poniżyć? Ojciec uklęknął i założył mi klatkę na mojego żałosnego, małego penisa. Obrożę ze smyczą zapiął mi na szyi.

    Rozłożył się na kanapie wygodnie, wystawiając swoje śmierdzące stopy w białych skarpetach na moim ryju. Krople były widoczne na jego czole, a on cały jebał potem.

     

    “O tak… Uwielbiasz je kurwo” – zdjął skarpety i docisnął stopy do mojego ryja, a ja próbowałem nadążać jęzorem.

     

    W pewnym momencie ściągnął gumę od dresów ukazując kutasa i zaczął powoli walić.

     

    Gdy jego stopy były już zupełnie wylizane z potu, ojciec wstał i rozebrał się do naga. Wypiął się w moją stronę opierając się o kanapę i rzucił: “Liż!”. Natychmiast przyłożyłem swoją psią mordę do jego dziury. Lizałem, a on narzucał tempo ciągając za smycz.

     

    W końcu znudziło mu się to. Usiadł z powrotem jak wcześniej.

     

    “Daj mi rękę” – podałem mu prawą dłoń, a on ją chwycił i na nią splunął porządną ilością śliny.

     

    “Jeb się palcami!” – rozsmarowałem ślinę pana po swojej dziurze i zacząłem się posłusznie palcować.

     

    “Wyjmij jęzor pedale!” – pan się schylił i splunął mi na jęzor, po czym nakierował swojego dużego kutasa do mojej mordy.

     

    Na początku trzymał mój łeb pozwalając mi jedynie na ssanie główki. Łapczywie próbowałem zassać go więcej, ale po chwili dostałem za to dyscyplinarny plask w mordę. Od tej pory ssałem tylko tyle, na ile mi pozwolił mój pan. W pełni kontrolował moje ruchy. Idealnie wymierzając sobie przyjemność, obserwował jak posłusznie się palcuję.

     

    Ojciec oglądał telewizor popijając piwo, a ja ssałem mu jego nieumytego chuja, klęcząc na podłodze przed nim, tam gdzie moje miejsce.

     

    “O ja pierdole, mocniej kurwa!” – nadziewał mnie głębiej na swoją pałę jęcząc, a ja starałem się nie zadławić jego wielkością. Ssanie dziewiętnastocentymetrowej pały robi swoje. Szkoda, że nie odziedziczyłem po nim tej zajebistej wielkości.

     

    Kutas mi chciał niemiłosiernie stać, jednak zatrzymała go upokarzająca klatka. Znak, że jestem od zaspokajania czyichś potrzeb.

     

    “Zajebistą masz tą psią mordę młody.”

     

    Z własnym małym zamkniętym w żenującej klatce, ssałem kutasa, który mnie zrobił, a on wił się z przyjemności, wykorzystując japę swojego syna. Ciągał za smycz, aby dodatkowo mnie upokorzyć. Żebym wiedział, gdzie jest moje miejsce.

     

    “Wstawaj i kładź się na plecach. Teraz pan cię wyjebie.”

     

    Jak oparzony wyjąłem tego cudnego, wielkiego gnata z mojego pyska i położyłem się na kanapie, a on natychmiast zaczął się dobierać do mojej dziury. Włożył mi do niej dwa palce, a na widok, że sam się wystarczająco rozluźniłem, po prostu zbliżył i wepchnął swojego kutasa. Z zerową delikatnością, po prostu zaczął go wpychać, bez jakiejkolwiek prezerwatywy. Jęczałem, a on coraz szybciej zadowalał się moją ciasną, dziewiczą do tej pory dupą. Zaczął jebać ostro, wchodząc całą długością tego giganta, bez ceregieli. W końcu poczułem jak dochodzi. Zatrzymał się na chwilę sapiąc, oddając potężny ładunek. Wypełnił mnie chuj własnego ojca, kutas którym zostałem zrobiony. Chwilę potrzymał go w dupie, po czym jak gdyby nigdy nic, wyjął go i wyszedł z salonu bez słowa, pozostawiając mnie w oszołomieniu, z klatką na kutasie, i nie pozwolił mi samemu się spuścić.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Adam Kowalski

    Witajcie,

     

    Tym razem opowiadanie wymyślone. Mam nadzieję że się podobało. Napisz na priv jeśli chcesz się ze mną tak pobawić na kamerce, jestem młody, tak uległy jak w opowiadaniu 😉

     

    Zachęcam do komentowania i oceniania, oraz rozpowszechnianie moich opowiadań w internecie 🙂

     

    Jeśli masz jakieś uwagi albo pytania, pisz na priv albo w komentarzu.

  • Po mesku – mlodzi wojskowi

    Wszystko przedstawione w opowiadaniu to jak najbardziej prawda, w przeciwieństwie do innych opowiadań jakich pełno w Internecie. Zapewniam, że to moja autentyczna historia. Jeśli nie wierzysz – nie musisz. Starałem się zachować jak najlepszą zgodność z wydarzeniami, chociaż zmieniłem niektóre oczywiste dane, jak imiona, bo wolę zostać anonimowy. Uprzedzam, że nie jestem żadnym poetą, dlatego opowiadanie jest napisane moim swobodnym językiem i za bardzo nie zwracałem uwagi na błędy. 100% real, nie żadne wyidealizowane bajki. Miłego czytania.

     

    Jestem Mateusz i chodziłem do liceum z klasą wojskową. Kierunek jaki wybrałem dawał mi naprawdę niezły wybór, jeśli chodzi o ciekawych chłopaków. Moją największą słabością byli starsi chłopcy z mojej szkoły. Otóż większość starszaków miało dobrze rozwinięte mięśnie i potrafiło się obchodzić z bronią. Chociaż sam już w gimnazjum chodziłem czasem na siłownię, to na pewno nie miałem aż tak fajnie rozwiniętego ciała jak znaczna część z nich. Nie ukrywam, że gdy pierwszy raz ich zobaczyłem to czułem mocny podziw.

     

    Nie kryłem się ze swoją orientacją. Od początku liceum nie był to żaden sekret. Taki stan rzeczy mi najbardziej odpowiadał. Nikt mnie nigdy nie pobił, chociaż zdarzały się pewne zaczepki. Ale ja miałem to w dupie. Nie byłem pizdowatym typem i potrafiłem się bronić.

     

    Dobra, wystarczy tego wstępu, bo dobrze wiem, że większość z was nie czyta tego opowiadania dla opisów mojego życia, tylko żeby poznać tą konkretną historię.

     

    W pierwszej klasie, na samym początku roku (jeszcze we wrześniu) miałem wycieczkę integracyjną, na którą mogli się zapisać wszyscy chętni z dowolnych klas. Długo się zastanawiałem czy jechać (jeszcze nawet nikogo nie znałem). W końcu jednak postanowiłem tam iść, bo bardzo lubiłem biwaki – muszę zaznaczyć, że nie był to biwak w namiotach, tylko nocowaliśmy w wynajętych drewnianych domkach kempingowych, jakich pełno na Mazurach.

     

    Oczywiście wszyscy którzy się przyjaźnili ze sobą poobstawili się razem w pokojach. Jako że nie miałem jeszcze żadnych znajomych, byłem zdany na łaskę nauczycieli, którzy mnie musieli przydzielić sami. Były też domki trzy- i czteroosobowe, ale trafiłem do pokoju dwuosobowego, z chłopakiem z czwartej klasy – Adrianem, który docelowo miał być w pokoju ze swoim kolegą, ale ten w ostatniej chwili jednak nie mógł pojechać.

     

    Cały pierwszy dzień mieliśmy wycieczkę po Mazurach (w tym jeziorach), jednak nie zamierzam tego opisywać, bo to nie jest najciekawsza część historii. Wieczorem zjedliśmy obiadokolację w jednej z restauracji i przyjechaliśmy do miejsca naszego noclegu. Po całym zamieszaniu z rozdawaniem kluczy do domków przez nauczycieli, wylądowałem z Adrianem w pokoju. Zaznaczę że był to mój pierwszy bliższy kontakt z nim, bo nie siedzieliśmy razem w autobusie.

     

    Rozejrzałem się czy nikt nie patrzy, otworzyłem okno i wyjąłem paczkę papierosów.

     

    – Palisz? – zapytałem.

     

    – Jasne młody – wyciągnął sztukę, a ja zapaliłem nam po fajce. Cały dzień nie miałem czasu na to i w końcu nadeszła ta chwila wytchnienia. Adrian chyba poczuł to samo.

     

    – Ten, no… – zaczął – słyszałem o Tobie że jesteś gejem, to prawda?

     

    – No jestem – odparłem bez żadnego oporu – A masz z tym jakiś problem? – starałem się zabrzmieć groźnie, bo myślałem, że będzie wieszał na mnie za to psy.

     

    – Nie ziomek, spoko. Nie mam problemu.

     

    Poczułem trochę ulgę, bo choć zawsze mam wyjebane czy ktoś mnie akceptuje czy nie, to mimo wszystko przyjemniej mi spędzić czas z osobą która nie będzie mi bez przerwy wytykać bycia “innym”.

     

    Adrian wyglądał przystojnie. Był naprawdę wysoki. Do tej pory uznawałem siebie za całkiem wysokiego, bo mierzyłem wtedy 180 centymetrów, ale przy nim wyglądałem na niskiego. Chłopak miał na oko dwa metry wzrostu. Moja pierwsza myśl to oczywiście było, czy skoro jest taki duży w wzroście, to czy w bokserkach też? Miał męskie rysy twarzy, krótko przystrzyżone włosy (jak zresztą każdy w tej szkole, w końcu było to wymagane) czarnego koloru i był przypakowany, a jego ręce żylaste. Jak już wspomniałem, chłopcy tego typu byli moją największą słabością. Szybko zacząłem fantazjować o nim.

     

    Skończyliśmy faje. Przez dłuższy czas nie mieliśmy żadnego wspólnego tematu do rozmowy. Chyba tak po prostu jest, jak się ląduje w pokoju z kimś kogo się nie zna. Dowiedziałem się że był jedynym czwartoklasistą (poza jego kolegą, który jednak nie pojechał), który się zdecydował na tą wycieczkę. Adrian po prostu kochał biwaki. Zupełnie jak ja.

     

    W końcu było już późno i musieliśmy się przebrać w bieliznę do spania (nie było tam możliwości umycia się). Zaproponowałem że odwrócę się w czasie gdy będzie musiał się przebrać – domek był zupełnie jednopokojowy, więc nie było gdzie się schować.

     

    – A po co? – zdjął koszulkę ze skarpetami i zaczął bezwstydnie rozpinać pas od spodni – Nie wstydzę się.

     

    Nic nie mogłem poradzić na to, że oderwanie wzroku było niemożliwe. Widok był co najmniej zachwycający. Gdy zdjął pas, odciągnął swoje spodnie razem z gaciami w dół, ukazując swojego owłosionego kutasa. Nieprawdopodobnie przystojny facet, stojący nago może z metr przede mną. Tego się nie da zapomnieć. Nie zdążyłem się jednak przyjrzeć jego przyrodzeniu, bo szybko założył czyste bokserki.

     

    – Teraz twoja kolej – powiedział, uśmiechając się w skurwysyński sposób.

     

    – Yyyy, znaczy… Rozebrać się przed tobą teraz?

     

    – No nie bądź cipa, ja się nie wstydziłem, więc czemu ty masz się wstydzić? Baba jesteś?

     

    Sukinsyn miał rację. Nie miałem wyboru. Uległem mu. Wziąłem gacie na zmianę z torby, odwróciłem się do niego tyłem, bo nie chciałem żeby mój rozmiar i klata wzbudziły w nim śmiech. Powoli zdjąłem koszulkę i skarpety, a potem spodnie z bokserkami, podobnie jak on.

     

    – Co taki wstydliwy jesteś? Odwróć się tu do mnie młody – byłem zmieszany. Czy to aby nie zaszło za daleko?

     

    Odwróciłem się do niego przodem. Obejrzał mnie i powiedział:

     

    – No, niezłe masz ciało młody! Od dawna trenujesz?

     

    Ciągle mówił na mnie “młody”, a mi się to zaczynało coraz bardziej podobać.

     

    – Od gimnazjum… Dzięki, też jesteś naprawdę zajebisty.

     

    – Może je porównamy, co? – powiedział, chwytając się za krocze. Moja odpowiedź była zbędna, bo natychmiast zsunął swoje gacie znowu w dół, a moim oczom ukazał się wielki, włochaty kutas. Czyli jednak miałem rację, że wyżsi mają większe! Przyłożył go do mojej śliniącej się już, na maksa sterczącej szesnastki. Fakt, była znacznie mniejsza niż jego na oko około 20 centymetrów, ale wcale nie odebrało mi to pewności siebie. Zachciałem go zaskoczyć, więc pchnąłem go i położyłem na stojącym za nim łóżku. Podłożył sobie poduszkę pod głowę, w czasie gdy ja zabierałem się już za jego pałę.

     

    – O tak młody, to mi się podoba! Od razu wiesz, co masz robić! Masz się dzisiaj postarać, nie jestem łatwy do zaspokojenia… – znowu dał mi to cwane spojrzenie, a ja pomyślałem, że już mu kurwa pokażę jak się zadowala faceta. Łykałem jego pałę jak najgłębiej i jak najszybciej potrafiłem, i choć nie dałem rady wziąć na raz całego tego giganta w gardło, to chyba było mu naprawdę przyjemnie. Nie waliłem sobie w tym czasie – wolałem skupić się na daniu mu przyjemności. Czułem ten zajebisty zapach samca. W końcu zaczął jęczeć i musiałem przystopować, żeby nikt nas nie usłyszał, a poza tym nie chciałem żeby już się spuszczał. Przestałem mu opierdalać gałę, a on pokwitował to stwierdzeniem, że zajebiście robię loda.

     

    Powiedział, żebym położył się na plecach, dupą do krawędzi łóżka. O tak, właśnie miała się zacząć ostra jazda! Trzymałem swoje nogi pod udami, a on klęczał przede mną i lizał moją ciasną dziurę rozszerzając ją palcami. W końcu rozluźnił mnie palcem, potem dwoma, następnie trzema. Porządnie, po męsku, nie za delikatnie, bez zbędnego opierdalania się i przedłużania. Wstał, popatrzył mi prosto w oczy, schylił się i długo, romantycznie pocałował mnie. Powiedział że nie wytrzymuje już z podniecenia. Spytał, czy może wejść bez gumy. Odparłem że jak najbardziej. Bo co? Bo zajdę? Założył moje nogi na swoje ramiona i przyłożył żołądź swojego kutasa. Nie czekał na nic. Zaczął wchodzić, cały czas patrząc mi prosto w oczy. Czułem każdy jego centymetr zagłębiający się we mnie. Na początku nie mógł wejść cały, więc najpierw musiał się rozruszać w przód i w tył. Próbowałem być jak najciszej, ale po prostu nie mogłem powstrzymać mimowolnych jęków. Był delikatny, a w końcu gdy udało mu się wejść w całości, zaczęła się jazda.

     

    Takie jest najzajebistsze, prawdziwe, męskie jebanie. Bez żadnych pojebanych gier wstępnych, humorków czy strachu o ciążę jak z babami. Chcecie, żeby było wam dobrze, to robicie sobie dobrze. Facet najlepiej wie, jak zadowolić drugiego faceta. Najmniej skomplikowany seks na świecie.

     

    Czułem jak porządnie zagłębia się wewnątrz mnie. Oboje jęczeliśmy jak cholera. Z biegiem czasu myślę że mieliśmy ogromne szczęście, że nikt nas wtedy nie nakrył.

     

    – Adrian, dawaj, spuść mi się w mordzie – podniecałem go.

     

    Kazał mi obrócić się twarzą do krawędzi łóżka. Otworzyłem usta, a on wsadził mi końcówkę swojego drąga do ust. Zasapał, a ja poczułem jego duży spust. Poprosił, żebym wszystko połknął, a gdy to zrobiłem, powiedział, że zasługuję na małą nagrodę: położył się na mnie i zrobił mi szybkiego loda, w czasie gdy ja wylizywałem go do czysta. Byłem bardzo podniecony, więc dojście zajęło mi zaledwie kilka sekund, ale i tak to było niesamowite uczucie. Również połknął mój spust, po czym powiedział, że jestem w tym lepszy od jakiejkolwiek laski z jaką kiedykolwiek był. Poczułem się po prostu zajebiście! Pomógł mi się ogarnąć (co nie było proste bez dostępu do prysznica), poleżeliśmy jeszcze trochę wtuleni w siebie, po czym poszliśmy spać, niestety osobno a nie razem, bo ktoś mógłby nas zobaczyć.

     

    Potem byliśmy razem w związku. Jeśli to opowiadanie będzie miało pozytywny wydźwięk i będę miał na to chęć to napiszę jeszcze naszą następną przygodę 🙂

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Adam Kowalski
  • Blanka, cz. 9.

    Część 9.  

    Ciotki nie poinformowałam o przyjeździe we wrześniu. Z kolei jej mąż był zainteresowany spotkaniem i znał termin mojego przyjazdu.

    – Wyrzuty sumienia? – prychnęłam pogardliwie. Kiedy na wszystko trzeba zapracować własnym ciałem, uprawiać seks wbrew własnym upodobaniom i wbrew swoim potrzebom, aprobując mężczyzn, którzy towarzysko albo wizualnie nigdy by mnie nie zainteresowali, to szybko zapomina się o sumieniu. W ogóle człowiek staje się inny. Wrażliwość, czułość, empatia, wyrozumiałość, nawet uczciwość spadają z czoła listy zalet na dalekie miejsca. Liczą się pieniądze, które gwarantują stabilne, a czasami dostatnie, życie.

    Kiedy w Berlinie Zachodnim, nazywanym w państwowej propagandzie „zgniłym Zachodem”, widzisz i na każdym kroku dotkliwie doświadczasz przepaści ekonomicznej między Europą Zachodnią i moim krajem, kiedy w sklepach wszystko jest w zasięgu ręki, możesz dotknąć, sprawdzić, a w kraju, jak głosi napis: „Towar podaje tylko sprzedawca”, to zastanawiasz się, na czym polega ta „zgnilizna”? I nie znajdujesz sensownej odpowiedzi. W kraju wypowiadasz się ostrożnie, żeby jeszcze wyjechać na ten „zgniły” Zachód i przywieźć to, co u nas jest niedostępne, a stanowi marzenie wielu osób: dżinsy marek Wrangler, Lee, Levis, sportowe buty Adidasa, Pumy. To marzenia chłopców. Marzenia dziewcząt i kobiet miały znacznie szerszy zakres i dotyczyły kosmetyków, odzieży. W Polsce ‘polowało się’ na materiały i szyło ubrania u krawcowej, korzystając na przykład ze zdjęć w zagranicznych katalogach sprzedaży wysyłkowej.

    *

    O, właśnie! Sprzedaż wysyłkowa! Rozsądny człowiek w kraju pukał się w czoło. Państwowa poczta kojarzyła się z długim czasem oczekiwania na przesyłkę i listonoszami, którzy wręcz domagali, w postaci ‘końcówek’, zapłaty za przyniesioną rentę, emeryturę. Listonosze potrafili ordynarnie okradać starszych ludzi, ‘myląc się’ nawet o kilkadziesiąt dzisiejszy złotych przy wydawaniu kwoty. Powierzyć poczcie przesyłki, gdy poczta notorycznie ‘gubiła’ listy, szczególnie z Zachodu, a nawet paczki? Przepakowywane na poczcie paczki z Zachodu dziwnym trafem stawały się lżejsze i uboższe.

    I w takim ponurym nastroju, rozdygotana emocjonalnie, rozważając różne przykre doświadczenia, jechałam kolejny raz do Berlina. Jednak wraz ze zbliżaniem się do celu podróży, mój nastrój poprawiał się. Znowu spotkanie z Ingo, Stephanem, Christianem i mężem ciotki. Czyli, szczęśliwie, znowu spokojny tydzień.

    Cóż, myliłam się. Znowu.

    *

    Z Ingo było fajnie. Kino, potem restauracja i smaczny posiłek, a po nim długi spacer. Oświetlone alejki i ciepły wieczór wręcz zachęcały do spacerów. Ingo dobrze czuł się w moim towarzystwie, a przynajmniej ja tak sądziłam. Szliśmy i rozmawialiśmy. No, ja głównie słuchałam go, a on wydawał się być w wyśmienitym humorze.

    Może to efekt wypitego wina? – zastanawiałam się, kiedy opowiadał jakiś żart i przytulał mnie. Cichodajki czy prostytutki z reguły nie traktuje się w taki sposób.

    – Chodź tutaj, usiądziemy na chwilę – zaproponował i podeszliśmy do ławki.

    Siedzieliśmy, a on bawił się moimi włosami. Ja zachwycałam się oświetleniem drzew i widniejących w oddali domów. Poczułam dłoń przesuwającą się po moim dekolcie i zanurzającą za stanik. Spojrzałam na niego pytająco.

    – Fajne piersi – uśmiechnął się, jakby to wystarczająco uzasadniało obmacywanie mnie na ławce w parku.

    Jakieś 25 metrów za nami kończył się pas drzew i wysokich krzewów, a zaczynała ruchliwa ulica. Hałas był tutaj dobrze słyszalny, widziałam kierowców w ich samochodach. Siedzieliśmy na ławce, które jeszcze mieściła się w zasięgu światła najbliższej latarni. Jego palce niecierpliwie wodziły po sutku, a chwilę później złapały brodawkę. Pocierana i ściskana szybko twardniała.

    – Nooo, jesteś podniecona! – roześmiał się.

    Czułam się speszona jego zachowaniem. Na dodatek słyszałam jakieś podniesione głosy! Zbliżało się dwóch mężczyzn, którzy dość głośno dyskutowali. Sztywno siedziałam, zażenowana sytuacją, w jakiej się znalazłam. Mężczyzna trzyma dłoń w moim staniku, a ja nie mogę nic zrobić. Chyba doskonale bawił się, widząc moją irytację i bezradność. Rytmicznie ściskał pierś, a potem masował. Mężczyźni minęli nas, ignorując naszą obecność, zajęci ożywioną rozmową. Odetchnęłam z ulgą.

    *

    Ingo przesunął dłonią w staniku i złapał drugą pierś. Zachłannie macał ją, jakby pierwszy raz miał okazję ich dotykać.

    – Może wrócimy do domu? – nieśmiało zasugerowałam.

    – A po co? Tutaj jest tak przyjemnie. I jeszcze mam ciebie! – roześmiał się głośno. Odwrócił się do mnie i drugą dłoń wsadził mi pod spódniczkę.

    – Proszę! Nie tutaj… – próbowałam oponować.

    – Dlaczego? Akurat mam ochotę! – droczył  się. Nie był podchmielony. Jedynie dobrze bawił się. I właśnie miał ochotę na seks.

    – Ale jak ktoś nas zobaczy… – starałam się, żeby zrozumiał moje obawy. Ekshibicjonizm nie należał do moich zalet. 

    – To co? Będzie mi zazdrościł, że uprawiam seks z taką dziewczyną! – znowu głośny śmiech. Chyba bawiły go moje obawy.

    *

    Przymknęłam oczy, oparłam dłonie o siedzisko ławki i zacisnęłam wargi. Jego palce były coraz bardziej natarczywe, a ja nie mogłam odmówić. Masował łechtaczkę przez materiał majteczek. Czułam, że są już wilgotne. Stawałam się coraz bardziej podniecona. Odłożyłam torebkę, oparłam się wygodnie i bardziej rozsunęłam nogi. Palce rytmicznie wbijały się do pochwy przez majteczki. Bezgłośnie otwierałam i zamykałam usta. Nie wiem, czy ktoś nas mijał. Chyba nie.

    – To ja płacę za seks, ale zadowalam ciebie? – zaśmiał się. – No, pomasuj mnie!

    Sięgnęłam do jego krocza. Od razu wyczułam twardego penisa. Teraz ja rytmicznie przysuwałam dłonią po jego kroczu. Mruczał zadowolony i macał moją pierś. W końcu wysunął palce z pochwy. Odprężyłam się na chwilę. Poczułam nieco pewniej. Naiwna…

    – Zdejmij majtki.

    – Słucham? – patrząc na niego, nie potrafiłam zapanować nad zdziwieniem.

    – Zdejmij majtki! Majtki! No, już, już!

    Popatrzyłam na niego przeciągle, ale też byłam podniecona. Nieco uniosłam się i zdjęłam majteczki. Położyłam na ławce, obok torebki.

    – Na co czekasz? Siadaj na mnie! – niecierpliwił się.

    Już nic nie mówiłam.

    Klient nasz pan – przemknęło mi przez myśl stare hasło. Stanęłam przed nim w szerokim rozkroku. Wiaterek podwiewał mi spódniczkę. Potrząsnęłam głową, odgarniając włosy. Pochyliłam się, rozpięłam mu rozporek i po krótkiej ‘szamotaninie’ wyjęłam penisa. Twardy, sterczący, jeszcze ściskałam go. Właśnie kropla śluza wyciekła i lśniła na jego szczycie. Przełknęłam ślinę.

    Mężczyzna siedział rozparty na ławce i dumny ze swojego wzwodu. Patrzył na mnie pożądliwym wzrokiem, masował penisa.

    – Rozepnij bluzkę i stanik – polecił niskim głosem. Patrzył z uśmiechem jak rozpinam bluzkę. Sięgnęłam do tyłu i rozpięłam stanik.

    – Siądź na mnie.

    Przytrzymałam penisa, ugięłam nogi i powoli siadałam na niego. Cały czas patrzyłam Ingo w oczy. On również uważnie patrzył na mnie i ciągle uśmiechał się. 

    – Och… – stęknęłam, odrzucając głowę do tyłu. Nie wytrzymałam i głośno jęknęłam. Zaskoczył mnie, nagle wypinając biodra i uderzając członkiem w dno pochwy.

    *

    Od kilku minut w zmiennym tempie ujeżdżałam Ingo. Mój klient był zadowolony. Trzymał mnie za biodra, a ja stopami w szpilkach opierałam się o podłoże. Czasami szarpnięta, uderzałam nimi. Odgłos był dobrze słyszalny, ale nad wszystkim górował szum przejeżdżających samochodów. Ingo puścił moje biodro, chwycił pierś. Przyśpieszył ruchy swoich bioder, więc szybciej podskakiwałam na nim. Chwycił dół spódniczki i zatknął mi za pas. Patrzył, jak penis znika w pochwie. Napawał się tym widokiem.

    Kiedy mijała nas jakaś para, objął mnie i przytulił. Było mi tak wstyd… Ani dziewczyna, ani chłopak nie interesowali się nami specjalnie. Niby czym? Dziewczyna siedzi mężczyźnie okrakiem na kolanach. Odważna, zbyt śmiała, bezpruderyjna? Możliwe, ale oni byli bardziej zajęci sobą niż obserwacją otoczenia. Szli, rozmawiali, przelotnie spojrzeli na nas, minęli i dalej rozmawiali.

    Kiedy para wreszcie zniknęła za zakrętem, wyprostował mnie, ponownie zatknął dół spódniczki za pas i chwycił za piersi. Mocno chwycił. Zaczęłam unosić się na członku. Ciągle był twardy, a właściciel nienasycony. Było mi już gorąco. Rozchyliłam bluzkę. Chwilę później Ingo szarpnął bluzkę, ściągnął ją z ramion i zdjął z jednej ręki. Nie przestawał mi ruchać.

    – Jeździsz! Szybciej! – ponaglał mnie i szarpał za ramię albo ściskał pierś, kiedy zwalniałam zmęczona albo osłabiona rozkoszą doznań. Pobudzał mnie, energicznie pocierając łechtaczkę. Wtedy rzeczywiście musiałam przyśpieszyć. Doznania były tak intensywne… Zaliczyłam dwa orgazmy. Niezbyt mocne, ale robiłam co mogłam, żeby były tylko takie. Miałam w parku wyć z rozkosz? 

    *

    Przyśpieszałam, a on, dociskając moje biodra, jeszcze wzmacniał uderzenia członka. Nagą ręką dociskałam penisa od tyłu, żeby nie wysunął się ze mnie. Skorzystał z okazji i ściągnął bluzkę ze stanikiem z drugiej ręki. Dopiero po dłuższej chwili dotarło do mnie, że spółkuję półnaga! Jednak podniecenie odebrało mi rozsądek. Nie myślałam o tym. Nie w tej chwili.

    Niech on się martwi – taka wymówka przemknęła mi przez myśl.

    Wreszcie podniósł mnie i wysunął się ze mnie. Stałam półprzytomna z podniecenia. Ciężko oddychałam. Ręce mi drżały.

    – Stój spokojnie – polecił mi.  

    Ledwie byłam w stanie kiwnąć głową. 

    Stanął za mną, pochylił mnie i wszedł! Ale jak mocno!

    – Och! – głośno jęknęłam. Tylko na tyle było mnie stać. Oparłam się rękoma o ławkę. Półprzytomna, spocona, z nagim biustem, kołyszącym się w rytm uderzeń sporego członka podnieconego mężczyzny.

    Mężczyzna jęknął głośno i spuścił się. Wbił palce w moje biodra. Po wszystkim ciężko usiadł na ławce. Pociągnął mnie, trzymając za kark, więc nie miałam wyboru i uklękłam między jego nogami. Wiedziałam, co mam zrobić. Już po chwili rytmicznie poruszałam głową.

    – Tylko do czysta! Żebym nie musiał używać chusteczki! – przypomniał. Odprężony rozglądał się i znowu złapał mnie za piersi. Kiedy skończyłam, nie pozwolił mi założyć majtek. Schował je do kieszeni. Stanik też. Może to zaplanował?

    Szybko ubrałam się, bo musiałam jedynie zapiąć bluzkę i opuścić spódniczkę. Chusteczką wytarłam usta, ale nie pozwolił mi podetrzeć się. Zadowolony obejmował mnie, kiedy wracaliśmy do samochodu. Ciągle bawił się moimi piersiami.

    Fetyszysta… – pomyślałam, rozbawiona jego fascynacją moim biustem. Nie był zbyt duży, ale jego przesadne zainteresowanie sprawiało mi przyjemność.

    Nawet zatrzymał mnie i jeszcze raz musiałam rozpiąć bluzkę. Zatrzymał się przede mną, splótł ręce na klatce piersiowej i oglądał gołe piersi w świetle latarni, a ja, na życzenie, stałam w szerokim rozkroku i trzymałam szeroko rozpostarte poły bluzki. Na szczęście już nikt nas nie mijał. Pora na spacery minęła.

    *

    Kiedy wysiedliśmy z samochodu, spojrzał na siedzenie i zobaczył spermę, która ze mnie wyciekła. Uprzedzałam go, że nie wytrzymam, ale ignorował moje ostrzeżenia. Teraz nie wyglądał na zadowolonego.

    – Wyliż do czysta! – zażądał. Złapał mnie za włosy i brutalnie docisnął twarzą do siedziska fotela.

    Co miałam robić? Oparłam się ręką o siedzenie i zaczęłam wylizywać spermę. Klepał mnie po gołej pupie i ponaglał. Jednak po chwili poczułam, że wchodzi we mnie!

    – Teraz? – mruknęłam i spojrzałam na niego.

    – Teraz! – śmiał się zadowolony ze swojego pomysłu albo z mojej zaskoczonej miny. Było już późno, cisza, żadnych przechodniów, ciemno w oknach, kilka latarni dawało jakieś oświetlenie. A on, przy swoim samochodzie, właśnie ruchał wynajętą dziewczynę. Sapał. Boleśnie szarpał łechtaczkę. Znowu ściskał pierś! Splunął między pośladki. Wpychał ślinę do odbytu.

    Ciągle mu sterczy! – byłam zaskoczona jego witalnością. Spółkowanie było nawet dość przyjemne.

    Już wcześniej bawił się moimi dziurkami, ale teraz spróbował drugiej z nich. Poruszyłam się niespokojnie, jednak mocno trzymał mnie i wpychał penisa do odbytu. Trochę ćwiczyłam w trosce o moje samopoczucie, więc w końcu zdołał wejść. Ależ mnie ruchał! Chyba przesadnie cieszył się, że wszedł do odbytu dziwki i ruchał intensywniej niż przed chwilą w pochwie. Szorowałam twarzą po oparciu fotela.

    Doszedł i po kilku głębszych oddechach poluźnił ucisk dłoni, a potem wyszedł ze mnie.

    Cofnęłam się, wyprostowałam i zaczęłam porządkować ubranie. Gdyby ktoś mnie teraz zobaczył, nie miałby kłopotów z określeniem mojej profesji.

    – Dobra jesteś! Fajnie było, nie? – nie czekał na odpowiedź. Klepnął mnie w pośladek i pomacał pierś. Wyciągnął z kieszeni moje majtki i wetknął do odbytu. Głęboko. – Zatkałem, żeby nie lało się z ciebie – parsknął śmiechem. – Wyjmiesz dopiero w łazience.

    Milcząco skinęłam głową.

    Kiedy brałam prysznic, znowu pożądliwie oglądał mnie i poinformował, że na jutro zaprosił kolegę, André.

    – Zapłaci ci tyle samo co ja za dzień – uprzedził mnie.

    Zgodziłam się. Byłam zadowolona i zaskoczona, że zapłaci aż tyle za popołudnie i wieczór.

    *

    Jeszcze leżałam skrajnie wyczerpana, kiedy jego kolega pakował aparat fotograficzny.

    – Ależ z niego ogier. I brutal! – rozpamiętywałam ostatnie godziny. – Najpierw dostarczył mi tyle rozkoszy, a teraz tak znęcał się

    Patrzyłam na niego. Pieniądze położył na stoliku. Mimo obfitego wytrysku, ciągle był podniecony. Nerwowe, energiczne ruchy i te łakome spojrzenia w moim kierunku. Nagrał film z naszego seksu. Najpierw Ingo pomagał w nagrywaniu, ale kiedy zostawił nas, André stał się naprawdę agresywny.

    To są naprawdę ciężko zarobione pieniądze – pomyślałam.

    Facet pożądliwie gapił się na mnie. Uśmiechał się, zadowolony z tego, co zrobił. Mrugnął do mnie. Stał nago, kiedy pakował aparaty. Penis mu nadal sterczał. Teraz przyjrzałam się uważniej mężczyźnie, który mnie tak sponiewierał. Naprawdę był silny. Szczupłe, spocone ciało lśniło, a ja dopiero w świetle lampy zauważyłam jego „rzeźbę”. Przy każdym ruchu mięśnie poruszały się pod skórą. Był krępy, a teraz wyglądał, jakby jego ciało było pozbawione tłuszczu. Nago czy ubrany świetnie się prezentował.  

    Musi płacić za seks? Może kobiety unikały go, kiedy poznały jego preferencje seksualne? – zastanawiałam się i nadal przypatrywałam jego ruchom.

    *

    Ponownie spojrzał na mnie, zmrużył oczy, jakby zastanawiał się nad czymś, a ja, nie wiedzieć czemu, przestraszyłam się. Po chwili jego twarz wypogodziła się. Odetchnęłam z ulgą. I wtedy przywołał mnie ruchem dłoni. Zadowolona czy nie, musiałam podejść. Z wdziękiem podniosłam się z kanapy i z uśmiechem podeszłam do niego. Stałam przed nim naga, starając się zaprezentować możliwie najkorzystniej. Jednym stanowczym ruchem zmusił mnie do klęknięcia. Chwilę później znowu oblizywałam jego pałę. Kutas ciągle mu sterczał! Poczułam niepokój.

    – Jak długo będzie trwał ten wzwód? Co jeszcze zechce ze mną zrobić? – gorączkowo myślałam o tym, co jeszcze mnie czeka. Bałam się. 

    Mężczyzna jedną ręką trzymał mnie za głowę i wolno poruszał biodrami. Delikatnie uciskałam członek wargami i zębami. Był zadowolony, ale rozglądał się po pokoju. Nie wiedziałam, co zamierza. Na wszelki wypadek starałam się obsługiwać go jak najlepiej. Uśmiechnął się do mnie i pogłaskał po głowie.

    Więcej nie spotkam się z nim – byłam już zdecydowana. Bolała mnie szczęka, wykręcane ręce, rozrzucane szeroko nogi i usta rozpychane jakimś imadłem. Jeszcze czułam ból po kajdankach. Otarł mi naskórek. Nawet pochwa mnie bolała. Miałam łzy w oczach. Z trudem powstrzymałam się od płaczu. – Nie przy nim! Tak się zachwycał moją urodą, a potem znęcał nade mną. Faszysta jebany…

    *

    Na nic zdały się moje protesty. Posadził mnie odbytem na kutasie.

    – Wiem, że potrafisz – mruknął stanowczo, kiedy jeszcze rozpaczliwie próbowałam powstrzymać go.

    – Ale twój jest zbyt duży! – łkałam przestraszona bólem, jakiego doznam.

    Sprawiłam mu przyjemność niezamierzonym komplementem, a on zrewanżował się wolniejszym nabijaniem mnie na grubego penisa. Gdy już nabił mnie, walił tak, jakby był maszyną. Skakałam i jęczałam. Mogłam być bezwładna, i tak dawałby sobie radę. Unosił mnie jak piórko. Potem wstał ze mną na członku, odwróciliśmy się, posadził mnie i teraz ja półleżałam na kanapie, a on nachylał się nade mną i wciąż ruchał w odbyt.

    Kanapa stękała pod naporem jego wigoru, moje nogi sterczały w górę szeroko rozrzucone. Stopy poruszały się bezładnie. Nie miałam już siły, ale on nadal ruchał mnie w tym samym rytmie. W pewnym momencie gwałtownym, i dla mnie bolesnym, ruchem wyrwał ze mnie penisa i przysunął do twarzy.

    Instynktownie podniosłam dłoń. Tuż przed wytryskiem chciał mnie uderzyć pięścią w twarz, ale zdołałam powstrzymać go. Zreflektował się i uderzył pięścią w kanapę. Gdyby mnie trafił, przynajmniej tydzień chodziłabym z opuchniętą twarzą. Był dobrze zbudowany, więc mógł mi uszkodzić jakąś kość twarzy. Wytrysk zalał mi twarz. Nic nie widziałam. Słyszałam sapiącego André i po chwili żądanie otwarcia ust. Twardy penis zgarniał spermę z twarzy i wciskał ją w usta. Zszokowana gwałtownością André czekałam tylko na koniec spotkania. Gorliwie obciągałam, licząc, że już nie zdobędzie się na inne brutalne pieszczoty.

    Debil nie rozumiał, że twarz to dla mnie również narzędzie pracy. Wyglądam atrakcyjnie to zwracam na siebie uwagę mężczyzn. Budzę zainteresowanie, więc mam więcej spotkań i więcej zarabiam. Z opuchniętą twarzą, podbitym okiem mogę tylko czekać na szczęśliwy koniec gojenia się ran. I na pewno z nikim się nie spotkam.

    *

    – Do następnego razu, OK? – zadowolony André poklepał mnie po nagiej pupie i zanurkował dłonią do krocza. Pogrzebał w pochwie, a potem masował łechtaczkę i obserwował moją twarz. Wepchnął palce do odbytu i zaczął mnie brutalnie ruchać!

    Stęknęłam, pełna lęku spojrzałam na niego. Palcami wczepiłam się w pościel. Przecząco kręciłam głową.

    – Nie, proszę! Nie! – błagałam, bliska płaczu.

     André zaśmiał się głośno i po kilku kolejnych ruchach wycofał palce z odbytu, ale zmusił mnie do ich wylizania. Przerażało mnie jego spojrzenie. Wyraźnie miał ochotę na dalszy ciąg takiej zabawy! Niespodziewanie Ingo wywołał go z pokoju. po jego wyjściu cicho łkałam w pościel.

    Byłam tak przerażona, że zdecydowałam się definitywnie pożegnać Ingo. Przezornie nie podałam adresu, więc nie wiedział, gdzie mieszka moja ciotka. Tym samym stałam się dla nich nieosiągalna. Nie przypuszczałam, żeby przesadnie przejęli się taką stratą, ale ja cieszyłam się z pożegnaniu obydwu.

    – Niech znajdą dziewczynę podniecającą się nokautami – mruknęłam, skreślając go z mojej listy w zeszycie.

    Lista stawała się coraz krótsza, ale to mnie nie martwiło. Już wiedziałam, w jaki sposób nawiązywać nowe znajomości, ustalać stawki i jakich mężczyzn unikać. A poza tym już miałam kilku stałych, pewnych klientów.

    *

    Właśnie jechałam do Christiana. Ciągle odczuwałam zmęczenie bardzo intensywnymi poprawkowymi tygodniami w uczelni, więc zdarzało mi się zasnąć, stojąc w kolejce po obiad albo na przystanku, czekając na autobus. Nie pamiętałam, kiedy normalnie przespałam noc. A w ogóle to byłam przygaszona pretensjami rodziców, że już we wrześniu rzadko bywam w domu. Jednak moje oszczędności na koncie nadal rosły. Znacząco rosły. Tym się pocieszałam po rozmowie z rodzicami.

    – Kiedy? Kiedy? Mamo, naprawdę jestem bardzo zajęta. Musicie to zrozumieć. Akademia medyczna to nie przechowalnia – marnie tłumaczyłam się przez telefon.

    Rodzice niepokoili się, że nie zdaję egzaminów w pierwszym terminie, a ja z trudem odrabiałam nieobecności na ćwiczeniach i ‘laborkach’ spowodowane kilkudniowym wyjazdem do Berlina. Potem sesja i konsekwencje intensywnego nadrabiania zaległości.

    I do tego ciągłe unikanie pewnego asystenta, który chyba za punkt honoru postawił sobie zaliczenie mnie. Słyszałam, że niektórzy asystenci i adiunkci polują na studentki, a teraz sama doświadczałam tego. Profesor udawał, że niczego nie widzi. Asystentowi zlecał analizę testów i spisywanie wyników, więc chłopak prawie czuł się bogiem. Trzydziestoletni chuj, który pracował w uczelni ledwie trzeci rok i ponoć przygotowywał doktorat. Hobby: ruchanie studentek.  

    Na razie kończyło się na macaniu mnie podczas rozmowy o terminie zaliczenia. Miałam wprawę z klientami, więc jakoś wytrzymywałam tego natręta, ale nie wszystkie były takie twarde. Mnie jeszcze nie wepchnął palców do pochwy. Na razie ‘tylko’ obnażył i wymacał piersi, kiedy tępo gapiłam się w sufit jego gabinetu, ale podobno już wyruchał dwie studentki, którym bardzo zależało na zaliczeniu kolokwium.

    *

    Byłam u ciotki, sama wracałam do Stephana. Teraz już w ogóle samodzielnie poruszałam się po Berlinie. Schodziłam do metra i spojrzałam w dół, w kierunku dziewczyny, która wybuchła śmiechem. Młoda, w moim wieku, umalowana, dość odważnie ubrana i przyklejona do faceta. Wyraźnie starszy, ale starający się wyglądać na młodszego. Sądząc po ubiorze, zamożny. Coś do niej mówił i obściskiwał. Gdyby nie jej śmiech, nie zwróciłabym uwagi… Bo ona…

    I nagle błysk olśnienia. Szok! Przecież to… To dziewczyna z mojego roku! Nawet nie pamiętałam jej imienia. Taka „szara myszka”. W grupie robiła za tło dla innych. A tutaj… No, zatkało mnie! Stałam na schodach i gapiłam się na nią. Weszli na schody. W końcu ona spojrzała przed siebie, na mnie i uśmiech zamarł na jej ustach. Poznała mnie! Wreszcie ona, przyklejona do tego faceta, minęła mnie. Jeszcze przez chwilę patrzyłam za nią. Gdy stanęli już na ulicy, zdecydowałam się ruszyć w dół. Wtedy dziewczyna odwróciła się i spojrzała na mnie. Napotykając mój wzrok, uciekła spojrzeniem w bok i przykleiła się do faceta. Zniknęli z mojego pola widzenia. Też nie miałam ochoty na spotkanie z nią. Nabrałam powietrza, westchnęłam głęboko i zaczęłam schodzić. Do odjazdu metra zostały mi dwie minuty. Ciągle kręciłam głową. Nie dowierzałam własnym oczom!

    – „Szara myszka” – z ironią szepnęłam do siebie.

    *

    Luty 2005 roku

    Pociąg jechał bardzo szybko. Uśmiechnęłam się, kiedy wspominałam swój pierwszy wyjazd do Berlina. Już od kilku lat tak reagowałam, zbliżając się do niemieckiej stolicy. Nostalgia…

    Ależ byłam naiwna i „zielona”… – śmiałam się z samej siebie. – I szalona. Bo trudno to nazwać odwagą. Praktycznie pierwszy wyjazd to był wypad ‘w ciemno’.

    Teraz miałam dobrze prosperujący gabinet dentystyczny z dwoma stanowiskami i czteroma dentystami. Już od dawna nie musiałam zarabiać uprawianiem seksu. Dziecko odchowane, mąż przed laty odszedł do innej, bo lubił korzystać z uroków kobiet…

    Kiedy po kilku latach zorientował się, że nie zamierzam utrzymywać go, jego miłość do mnie stale gasła. Moja do niego również, kiedy okazało się, że nie chciał wyrywać sobie rękawów w pracy. Od dawna twardo stąpałam po ziemi, więc intercyza ułatwiła przeprowadzenie rozwodu. Nie zawracałam sobie głowy alimentami. Ojciec też nie interesował się swoim synem. Przecież musiałby „przy okazji” uregulować chociaż część alimentów z ostatnich kilku lat, a dość trudno było zastać go przy pracy… Przynajmniej taka była oficjalna wersja. Kiedy pracował, zawsze udowadniał, że pracuje dorywczo albo zarabia najniższą krajową. Chyba jedyny inżynier w kraju! Syn lepiej czy gorzej, ale radził sobie bez niego. Rodzice bardzo mi pomogli, opiekując się wnukiem. Po rozwodzie miałam partnerów, ale dla syna to byli wyłącznie koledzy z mojej pracy. Żaden nie zamieszkał u nas.

    Moja obecna sytuacja finansowa i materialna są stabilne. Jestem zdrowa, zamożna, syn również zdrowy. Nie tęskni za ojcem. Dom, dobry samochód, dochody z gabinetu, regularnie wpływające na konto, gwarantują wewnętrzny spokój. Również o przyszłość. Korzystam z życia. Latem i zimą urlop. Czasami jeszcze jakaś atrakcyjna wycieczka z koleżankami. Seks uprawiam wyłącznie dla przyjemności. To ja wybieram partnerów. Również tych za pieniądze…

    Potrafię ubrać się, umalować i swoim eleganckim, a nie wyzywającym wyglądem skutecznie ich kusiłam i kuszę, więc płacą tyle, ile zażądam. Ale mam rozsądne stawki. Są zadowoleni z mojego wyglądu, zachowania, sposobu bycia. Często korzystam z peruk, które z makijażem skutecznie zmieniają mój wygląd. Część mężczyzn chętnie robi zdjęcia, za dodatkową opłatą, więc stosuję taki kamuflaż, żeby mogli uwiecznić nasze igraszki na fotografiach. Zresztą, mam wszystkie moje zdjęcia. Nie zawsze pozowałam sama albo tylko w parze. Nie godzę się na filmy. Nie chcę, aby pojawiły się w Internecie. Klienci być może skorzystają na tym finansowo, ale nie ja. Poza tym do zdjęć mogę odpowiednio ustawić się, na filmie byłoby można łatwiej mnie zidentyfikować.

    *

    Przed rokiem spotkałam w Poznaniu tę koleżankę, która przed laty, tak jak ja, dorabiała w Berlinie. Powiodło się dziewczynie. No, teraz już dojrzałej kobiecie. Jest moją rówieśniczką. Ponieważ byłam na zakupach, więc weszłyśmy na kawę. Musiała z kimś pogadać. Nie wypytywała mnie, ale sama dużo mówiła. Już nie jeździła do Niemiec, ale zarobione pieniądze wystarczyły na samodzielny start po studiach, gabinet dentystyczny itd. Mąż nigdy nie dowiedział się prawdy o jej sposobie zdobycia tak pokaźnego kapitału. Sądził, że to zasługa rodziców dziewczyny. Nie wiedział też o jej aktualnych znajomych. Przede mną przyznała się, że ma w mieście i okolicy kilku klientów, z którymi rzadko, ale regularnie się spotyka.

    – Starsi, więc nie oczekują wizyt trzy razy w tygodniu – mówiąc to, uśmiechnęła się.

    Pożegnałyśmy się po trzech kwadransach. W zasadzie nawet nie rozmawiałyśmy o studiach, koleżankach z roku. Życzyłyśmy sobie powodzenia. Raczej nie spotkamy się ponownie. Żadna nie zaproponowała wymiany numerów telefonów.

    *

    Patrzyłam w okno. Pociąg za pół godziny powinien być w Berlinie na Dworcu Wschodnim, ale dzisiaj jadę do stacji końcowej. Zapowiadał się ekscytujący i opłacalny seks. Czekało na mnie dwóch mężczyzn. Zresztą, nie po raz pierwszy. Byłam odprężona, spokojna, ponieważ spotykałam się z osobami, które znałam. To nie było nasze pierwsze spotkanie. Raczej, z racji wieku, jedno z ostatnich. Oni też nie pierwszej młodości, ale kiedy dosiadali mnie we dwóch, to potrafili mnie zajechać i w końcu nawet mdlałam. Piękne zakończenie orgazmu… Ich i mojego.

    A może pożegnamy się? Jak długo w taki sposób mam zarabiać pieniądze? – pomyślałam.

    Po tym spotkaniu nie wracałam do kraju. Miałam już w miarę stałe, długoletnie kontakty, więc zaplanowałam spotkania w Hamburgu i Hanowerze. Ze względu na staż naszych kontaktów, ‘starzy’, zaufani klienci. Obydwaj byli zadowoleni, kiedy zaproponowałam trzydniowe spotkanie i zwrot za bilety. Zgodzili się na proponowane stawki.

    Och, to będzie ostra zabawa… – przymrużyłam oczy i przywołałam sceny z ostatniego spotkania. Podniecona miłymi wspomnieniami, przełknęłam ślinę. Naprawdę z chęcią jechałam na spotkanie z nimi.

    Po intensywnym seksie w Berlinie chciałam odpocząć dwa dni i dopiero wówczas wyjechać na kolejne trzy dni do klienta w Hamburgu, potem znowu dwudniowa przerwa i wreszcie wyjazd na trzy dni do Hanoweru. Zakładałam, że to mój ostatni tak długi wyjazd zarobkowy. Po powrocie do Berlina, zamierzałam poświęcić trzy dni na zakupy, spacery, odwiedzenie kilku atrakcyjnych turystycznie miejsc, obiady w lubianych restauracjach. ‘Mój’ hotel dysponował pływalnią, sauną, więc taki wybrałam.

    Już byłam podniecona czekającym mnie spotkaniem. Wiedziałam na co ich stać, więc cieszyłam się na seks. Jeszcze potrafiłam dość efektownie wyglądać nago, dlatego nie obawiałam się rozczarowania z ich strony. Zresztą, widzieliśmy się przed kilkoma miesiącami. Zastanawiałam się, czy będziemy tylko we troje. Chyba byłam lekko mokra. Podniecona? Uśmiechnęłam się do siebie i zadrżałam podekscytowana.

    W tym wieku… – pomyślałam i z rozbawieniem pokręciłam głową. Wróciłam do książki.

     

    K O N I E C

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick
  • Wspomnienia z dziecinstwa – Wyznanie Oli

    – Gdy się urodziłam, byłam podobno oczkiem w głowie taty  – zaczęła swoją opowieść Ola.

       Było to pierwsze, zaplanowane dziecko młodego małżeństwa, więc jak zobaczył śliczną, zdrową dziewczynkę, był w siódmym niebie. Mama nie podzielała entuzjazmu ojca, gdyż źle zniosła poród. Odbył się naturalnie, ale ból był tak ogromny, że mama była już o krok od „cesarki”. Dlatego niezbyt dobrze wspomina tamten okres.

      Ale tata stanął wtedy na wysokości zadania, jako mąż i ojciec był troskliwy, opiekował się mamą, a mnie nie odstępował na krok. Życie rodzinne pochłonęło go całkowicie.

      Po dwóch latach przyszedł na świat mój brat Krzyś. Podobno drugi poród jest o wiele lżejszy, niestety u mamy pojawiły się komplikacje. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze i teraz mama była uradowana. Powiedziała ojcu, że zawsze marzyła o synu. Jednak ten idylliczny stan nie trwał długo. Mamę tak pochłonęła opieka nad maluchem, że nie widziała świata poza nim. Zaczęła zaniedbywać dom i resztę rodziny. Oczywiście byłam zbyt mała, żeby cokolwiek dostrzec, dowiedziałam się o tym dużo później. Ojciec starał się jak mógł, ale coraz częściej dochodziło do kłótni. Była bardzo zaborcza, jeśli chodziło o Krzysia. Mówiła, że to jej ukochane dziecko i jest tylko jej. Jeśli tata zwracał uwagę, że wszyscy jesteśmy rodziną, dochodziło do sprzeczki.

    – Najważniejsze jest najmniejsze dziecko, trzeba je chronić, starsze sobie poradzi – mówiła.

     Mama zmieniła się bardzo po urodzeniu syna.

    Nie sypiała już z ojcem, tylko oddzielnie ze swoim maluchem. Ze mną nigdy nie spała, od początku miałam swoje łóżeczko. Ojciec był coraz bardziej sfrustrowany. Jak powiedział pewnego dnia, że nie kochali się od momentu narodzin Krzysia, powiedziała, że nie będą już odbywać stosunków, gdyż nie chce mieć więcej dzieci. Tata tłumaczył, że przecież są zabezpieczenia, wtedy mama odpowiedziała, że jak mężczyźni będą rodzić, to wtedy zaczną się kochać. Od czasu do czasu, robili coś w zamkniętym pokoju, pewnie jakieś pieszczoty,  bo słyszałam dziwne odgłosy, ale bardzo rzadko. Ojciec stawał się coraz bardziej smutny, a jak wracał z pracy, czuć było od niego alkohol. Kłótnie były już na porządku dziennym. W dodatku ja z bratem rośliśmy szybko i wiesz – jak to dzieci – rozrabialiśmy. Ale zawsze obrywałam tylko ja. Cokolwiek by się nie zdarzyło Krzyś był święty. Nie miałam do niego pretensji, chociaż potrafił być już wtedy wredny. Wiedział, że mu się upiecze, więc to wykorzystywał. Coś potłukł, moja wina, uderzył się, moja wina, porysował ścianę kredkami, moja wina. Próbowałam się tłumaczyć, ale tylko pogarszałam sprawę. Byłam starsza i miałam go pilnować. Ojciec już nie oponował, patrzył tylko ze smutkiem. Lata mijały, a nasi rodzice coraz bardziej oddalali się od siebie.

      Pewnego dnia nie wrócił z pracy. Mama chodziła po domu i rzucała przekleństwami. Na pewno się uchlał z kolegami i wylądował na jakiejś melinie. Wrócił po dwóch dniach. Krzyczała na niego wyzywała od pijaków, chociaż nie wyglądał jakby pił. Bez słowa wszedł do dużego pokoju, by po chwili  wrócić z torbą podróżną. Powiedział, że odchodzi. Że dłużej nie może tak żyć i że poznał inną kobietę. Niech się nie martwi o pieniądze, bo będzie przysyłał na dzieci.

      Mamę zamurowało.

    Zawsze miała odpowiedź, zawsze musiała mieć ostatnie zdanie, zawsze go strofowała, pouczała, a teraz?

    Cisza.

    Byłam już na tyle duża, że wiedziałam, co jest grane. Łzy napłynęły mi do oczu i prosiłam, żeby nie wychodził. Krzyś też zaczął płakać i przytulać się do ojca. Tatuś powiedział, że nas bardzo kocha i będzie nas odwiedzał.

    Pierwszy raz zobaczyłam łzy w oczach mamy. Zapytała, czy nie mogliby tego omówić, ale ojciec odparł, że próbował rozmawiać przez ostatnie kilka lat, teraz jest już za późno.

    To był koniec naszej rodziny.

    Przeżyłam to bardzo. Rozwód rodziców, to jedno z najgorszych przeżyć dla dzieci. Mama kilka dni nie odzywała się wcale. Potem cały swój żal wylała na mnie. Powiedziała, że to moja wina, że kłócili się zawsze o mnie, bo ojciec brał moją stronę, że gdyby nie ja, to tata by nie odszedł i tak dalej. Dla mnie to był koszmar.

    Mama zaczęła zamykać się w swoim pokoju, a ja z bratem siedzieliśmy w swoim. Jak byliśmy głodni, chodziłam do kuchni i pitrasiłam coś po cichu. Nieraz pukałam do dużego pokoju, a gdy nikt nie odpowiadał, zaglądałam do środka. Najczęściej mama spała przy włączonym telewizorze, a przy łóżku stała butelka wódki. Działo się to coraz częściej i nie wiedziałam co z tym zrobić.

      Na szczęście zaczęła odwiedzać nas siostra cioteczna mojej mamy. Mieszkała z mężem i dziećmi poza miastem. Zaczęła się martwić, bo mama zerwała z nią kontakt. Gdy zobaczyła co się dzieje, pokrzyczała na nią, powiedziała, że to nie koniec świata, że ma dzieci, którymi musi się opiekować i ma się wziąć w garść. Ciotka była taką prawdziwą babką ze wsi i potrafiła postawić na swoim. Powiedziała, że zabiera ją do siebie, żeby odpoczęła, a nami zajmie się jej syn. Mama odparła, że nigdzie bez Krzysia nie jedzie, wtedy ciotka zgodziła się zabrać nas wszystkich.

       Lato na wsi jest piękne.

    Rzeczywiście można złapać oddech. Od  miejskiego zgiełku, ciągłej gonitwy nie wiadomo za czym, od sznurów samochodów i ciągłego darcia się dzieciaków pod blokami.

      Ciocia miała trzech synów. Najmłodszy od razu znalazł wspólny język z Krzysiem i razem bawili się całe dnie. Starsi natomiast pomagali w gospodarstwie i nie mieli zbyt wiele wolnego czasu. Chodziłam sobie bez celu, zwiedzając okolice, ale szybko mi się znudziło. Siedziałam więc w domu i rozmyślałam, dlaczego tatuś nas zostawił, czy to naprawdę moja wina?

      Byłam tak smutna, że się rozpłakałam.

    Przyszła do mnie ciotka i zaczęła mnie pocieszać. Uspokoiłam się trochę, a ona powiedziała, że nie mogę siedzieć tu sama, bo ciągle będę miała złe myśli.

      Wstała i podeszła do otwartych drzwi.

    – Jasiek! Cho no tutaj! – krzyknęła.

    Po chwili usłyszałam kroki na podwórku.

    -Prędzej, masz bojowe zadanie! – ciągnęła ciotka.

    – No zara!

    – Nie zara, tylko już!

    – No przecie idę, czego się drzesz! – powiedział chłopak.

    – Jak cię zara szczele, to ci wybiję takie odzywki z tego głupiego łba!

    Janek, najstarszy z braci przyleciał w sekundę.

    – Masz się zająć Olą, zobacz jaka jest smutna!

    – Nie tera! Muszę krowy przepolować!

    – Ojciec cię zastąpi! Ty masz nie odstępować dziewuchy na krok!

    Chyba się bała, żebym sobie czegoś nie zrobiła.

    – Się wie, mama, będzie w deche! – zawołał uradowany, bo ominęła go dalsza praca.

    – No! To wynocha mi z chałupy!

    Wyszliśmy z domu i chłopak zaczął kierować się w stronę obory.

    – Ja tam nie idę – powiedziałam szybko – tam jest byk!

    – Nie bój nic! Nie wylezie z zagrody! Pokażę ci gdzie gniazdują jaskółki – odparł śmiejąc się.

    Rzeczywiście na ścianie pod samym dachem, były przylepione jakby kule, z których co chwila wyfruwał z małej szczeliny biało czarny ptaszek.

    – Cho na łąkę, tam jest dużo różnych żyjątek!

    Chodziliśmy po okolicy, a Janek pokazywał mi kwiaty, motyle, ptaki i wiedział jak się wszystkie nazywają. Niektóre były piękne, a niektóre – na przykład robaki – ohydne. Chłopak był cały czas uśmiechnięty, nie bał się niczego, wszystko brał do rąk, żeby mi pokazać z bliska. Zaczynałam rzeczywiście odzyskiwać humor. Zaczęłam nawet chichotać, bo Jasiek zerwał taki żółty kwiatek, z jego łodygi leciało mleko i zrobił z niej piszczałkę. Brzęczał wydymając policzki, co było śmieszne.

    – A umisz rozpalać ogień bez zapałek? – zapytał.

    Pokręciłam przecząco głową. Ja nigdy nie rozpalałam ognia nawet z zapałkami.

      Wyjął z kieszeni szkło powiększające i tak skupiał światło słoneczne na kawałku suchego drewienka, że zaczął lecieć z niego dym. Kładł jakąś suchą trawę i po chwili zobaczyłam malutkie płomyki. Wtedy pochylił się i zaczął dmuchać. Po paru sekundach ogień już wesoło tańczył na małej kupce suszu.

    Zaimponował mi tym bardzo. 

    – Nauczysz mnie tak rozpalać? – zapytałam podekscytowana.

    – Pewnie, to nic trudnego.

    Podał mi szkło, wziął moją rękę i pokazał jak kierować światłem. Po chwili strużka dymu pojawiła się na trawie.

    – Ojej! Podpaliłam! – zawołałam uradowana.

      Szybko polubiłam nasze spacery.

    Chodziliśmy po polach, łąkach i lasach. Janek pokazywał mi wszystko, jak orientować się w terenie, żeby nie zgubić się w lesie, jak zbudować szałas, gdzie się schronić przed burzą, jak zrobić opatrunek, gdy się skaleczysz, był kopalnią wiedzy praktycznej. A do tego znał wspaniałe zabawy. Bawiliśmy się w chowanego, w podchody, strzelaliśmy z procy i z łuku, a wszystkie zabawki robił sam. Czułam się przy nim bardzo swobodnie i mimo, że śmiesznie mówił – jak jego cała rodzina – bardzo go polubiłam.

       Pewnego razu skonstruował latawiec. Poszliśmy go puszczać na pole. Wzbił się bardzo wysoko. Dał mi sznurek, żebym sama go puszczała, lecz za mocno pociągnęłam i urwał się. Zaczęliśmy biec za zabawką. Spadł wreszcie na ziemię, ale daleko, na końcu pola. Kiedy tam dotarliśmy ujrzałam okazały staw, lekko zarośnięty krzakami. Był na nim krótki pomost, a tuż obok łódka.

    – Nie mówiłeś, że macie staw – powiedziałam, przyglądając się z ciekawością.

    Janek podniósł latawiec i oglądał uszkodzenia.

    – Bo nie wolno nam tu przychodzić – odpowiedział.

     -Parę lat temu utopił się tutaj mój kolega – dodał nie patrząc na mnie – ale ja przychodzę tu po kryjomu się kąpać. Jak chcesz to możemy popływać.

    – Nie umiem pływać – rzuciłam szybko.

    Spojrzał na mnie zdziwiony.

    – Wy miastowi nie potraficie prostych rzeczy. Ale nie musisz umieć. Z tej strony jest płytko, zwierzęta przychodzą tu się napić.

    – Nie mam kostiumu kąpielowego – powiedziałam speszona.

    – A na co ci kostium? – zapytał z uśmiechem, zrzucił ubrania i nago pobiegł do wody.

    – Ale ciepła! – krzyknął – no wskakuj, my tak zawsze się kąpiemy.

    Wstydziłam się bardzo, ale jednocześnie byłam zafascynowana. Nigdy nie widziałam męskiego członka. Oczywiście widziałam Krzysia, jak był mały i latał na golasa po mieszkaniu, ale Janek był już prawie mężczyzną i całkiem inaczej to wyglądało.

    Kiedy chłopak odpłynął i zniknął za krzakami, rozebrałam się do majtek i stanika, po czym wskoczyłam do wody. Była rzeczywiście idealna. Usiadłam na dnie, aż woda podeszła mi pod szyję i zaczęłam się pluskać. Janek podpłynął do mnie i zaczął chlapać wodą. Nie byłam mu dłużna i za chwilę pluskaliśmy się jak szaleni. Potem popływał jeszcze parę minut, po czym wyszedł z wody i położył się na trawie. Widziałam z daleka jego członka, który przekrzywiony opierał się o udo. Wyszłam na brzeg i podeszłam do swoich ubrań. Przyglądał mi się z zaciekawieniem. Miałam cieniutkie, białe majteczki, które po zmoczeniu tak przylgnęły do cipki, że odznaczało się wszystko, nawet meszek, który zaczął mi rosnąć na wzgórku. Pod stanikiem też mocno odznaczały się sutki.

    – Ale masz małe cycki – stwierdził – dlaczego ci nie rosną?

    – Bo może jeszcze nie czas – odpowiedziałam, szybko łapiąc za koszulkę i zarzucając na siebie – za to ty masz dużego siusiaka – dodałam patrząc na jego przyrodzenie.

    Nie wstydził się. Patrzył na moje wilgotne majtki.

    – Nie siusiaka, tylko kutasa, siusiaka to mają dzieci. A po drugie, to mi nie stanął, więc wcale nie jest duży.  

    Słyszałam już różne określenia od moich koleżanek. W tym wieku każda interesowała się płcią przeciwną i jeśli któraś miała jakąś przygodę, czy coś podejrzała, to od razu dzieliła się z pozostałymi. To, że siusiak staje, wiedziałam już dawno, nie wiedziałam tylko, jak to działa. Ciekawość i podniecenie odsuwało strach i wstyd coraz dalej.

    – A kiedy ci stanie?

    – Jakbym zaczął se trzepać, to by stanął.

    – Co jakbyś robił??

    – Jakbym walił konia.

    O tym nie słyszałam.  Coś tam, ktoś wspomniał o masturbacji, ale nigdy nie słyszałam takich określeń. Patrzyłam z konsternacją w ziemię, co chwila spoglądając na członka.

    – Wy miastowi, to chyba macie coś z głową – powiedział, machając ręką koło skroni.

    – Nie słyszałaś, że jak chłop se nie ulży, to mu jaja pękną?

    Zaczęłam się śmiać, a Janek mi zawtórował.

    – Naprawdę. Jak chłop ma babę, to problemu ni ma, ale jak jest sam, to musi od czasu do czasu zwalić konia.

    – Czyli co?

    – Musi se strzepać kapucyna, aż się spuści.

    Znów zachichotałam. Te nazwy były przezabawne.

    – Gdzie się opuści?

    -Aż się spuści! Zleje! Schlapie! Matko Bosko! Czy ty w ogóle wiesz jak się robi dzieci?

    Ze śmiechu już zaczął boleć mnie brzuch. Ale skojarzyłam, że mówi o wytrysku.

    – Wiem już o czym mówisz! – powiedziałam – jak się chłop schlapie, to jaja nie pękają.

    – Właśnie! Nareszcie dotarło!

    – Się wie – zagadałam w jego stylu – a strzepiesz sobie teraz?

    – Zapomnij! Musiałbym się podjarać, a przy tobie to nawet mi nie drgnie.

    Ubraliśmy się, Janek wziął latawiec i pomaszerowaliśmy w kierunku domu.

    – A wiesz, jak się rucha? – zapytał.

    – Nie bardzo.

    – To chodź ze mną.

    Poszliśmy do obórki, gdzie hodowali króliki, chłopak wyciągnął jednego z klatki i wsadził do drugiej, gdzie już siedział inny królik.

    – No i co? – zapytałam, bo nic się nie działo.

    – Zaraz będą się ruchać.

    Patrzyłam z zainteresowaniem, gdyż króliki nie robiły nic nadzwyczajnego, tylko ganiały się po klatce. Po chwili jeden wskoczył na drugiego, zatrząsł się i odskoczył.

    – Widziałaś? – szepnął z satysfakcją.

    – Co? Już? Wyruchał drugiego królika? – byłam zdziwiona, bo nic nie widziałam.

    – Nie królika! To samiczka! Myślisz, że jak by zapłodnił królika? Samiczka ma psiochę, jak ty!

    – Ale ten królik nic nie zrobił! – byłam nieugięta.

    – Ech, to zły przykład – westchnął Janek – ale wiem co zrobimy. Jutro przyjeżdża facet z krową do naszego buhaja. Ciebie tam nie wpuszczą, ale wiem, gdzie można podejrzeć. Zobaczysz dokładnie, co to zapładnianie i jak wygląda wielki chuj.

      Następnego dnia, gdy wszystko dorośli przygotowali, Janek zaprowadził mnie na strych obory, odsunął po cichu słomę i odsłonił podłogę. Kazał mi się położyć i patrzeć przez szparę w dół. Sam przystawił oko do drugiej i obserwował, co dzieje się na dole. A tam byk zapładniał krowę. Z góry niewiele było widać, ale wiedziałam o co chodzi. Po skończonym akcie, zeszliśmy na dół.

    – No, zadowolona?

    – Niezbyt, widziałam już w telewizji, jak to robią zwierzęta, a chciałam zobaczyć ludzi.

    – Ojciec mówił, że kobicie to nigdy nie dogodzi i miał rację!

    Odszedł śmiejąc się i przez parę dni zostawiliśmy ten temat.

      Wtedy wydarzyło się coś, co pozwoliło mi na dalsze drążenie tego zagadnienia. Muszę się przyznać, że sprawiało mi to dużą przyjemność, chodziłam podniecona, gdy przywoływałam w myślach obraz członka. Miałam ochotę zobaczyć go znowu, a nawet dotknąć.

      Pewnego razu do cioci zjechali się sąsiedzi, rodzina i znajomi. Wujek wyprawiał imieniny. No i wiesz, impreza na całą wieś, takie małe wesele.

      Wiedziałem o czym opowiadała Ola. Jeśli ktoś mieszkał w tamtym okresie na wsi, też będzie wiedział. Ci ludzie potrafili się bawić. Jak trzeba było pracować, to harowali. Ale jak przyszedł czas na zabawę, to bawili się ostro. Ustawiali stoły na podwórzu i potrafili tańcować nawet dwa dni. Bimber lał się strumieniami, a jedzenia nigdy nie żałowali.

    Jak impreza się rozkręciła – ciągnęła swoją opowieść Ola – podbiegł do mnie Janek.

    – Chodź szybko – szepnął.

    Złapał mnie za rękę i pociągnął do stodoły. Było tam poukładane siano w takich kostkach. Schowaliśmy się za nimi i usiedliśmy.

    – No i co? – spytałam zaciekawiona.

    – Musimy poczekać. Słyszałem jak jeden chłopak umówił się tutaj z dziewuchą.

    – Będą się ruchać? – spytałam podniecona.

    – Pewnie tak.

    Czekaliśmy jakieś dziesięć minut.

    Nagle drzwi się otworzyły i po cichu wszedł chłopak. Rozejrzał się, na wszystkie strony, a następnie ruszył w naszym kierunku. Myślałam, że nas zobaczy, ale on rozwiązał jedną kostkę i rozsypał siano tworząc kopczyk. Położył się na nim, sprawdzając, czy jest miękko. Coś mu nie pasowało, więc układał  z siana legowisko. Odległość dzieląca nas od niego, była nie większa niż dwa metry. Wstrzymałam powietrze, żeby się nie zdradzić.

      Wreszcie przyszła jego wybranka. Podeszła do niego uśmiechnięta.

    – No mów, czego chcesz? – zagadała.

    – Wiesz czego – odpowiedział i złapał ją wpół.

    – Nie wiem – chichotała – czego?

    Przewrócił ją na siano i złapał za piersi. Zaczęła chichotać i się wyrywać. Szarpał jej ubranie, próbując ją rozebrać, ale nie dawała się.

    – No daj! Nie bądź taka! – próbował zdjąć jej stanik.

    – Co mam ci dać? – śmiała się – powiedz!

    – Zocha, daj dupy, nie męcz mnie!

    – Oj Antoś, ale ty jesteś prędki! – chichotała bez końca.

    – Daj mi dupy, nie daj się prosić! – błagał chłopak.

    – A ożenisz się ze mną? – zapytała.

    Antek ukląkł przed nią.

    – Jak mi Bóg miły, ożenię!

    Dziewczyna zaśmiała się szczęśliwa, ściągnęła pantalony, położyła się przed nim i rozkładając nogi wyszeptała:

    – Rżnij mnie Antoś, tylko porządnie!

    Chłopak rozebrał się w sekundę. Rzucił się na nią wciskając twarz między piersi.

    – O Jezusie! Ale ty masz cycochy, Zocha!

    – No, będą twoje, jak za ciebie wyjdę.

    Po chwili słychać było tylko jęki.

    Widziałam dokładnie, jak potężny kutas, co chwilę, raz za razem zanurzał się w wielkiej cipie dziewczyny.

       Ale moją uwagę przykuło coś innego.

    Koło mnie siedział Janek z członkiem na wierzchu i pocierał go ręką. Patrzył z uwagą na kochającą się parę i trzepał kapucyna. Zrozumiałam już znaczenie tych słów. Byłam tak podniecona, że ciężko było mi złapać oddech. Spoglądałam to na parę, to na chłopaka i nagle poczułam, że robi się mokro między nogami. Pierwszy raz doświadczyłam tak dużego podniecenia. Założyłam nogę na nogę i  zaciskałam uda rytmicznie, co sprawiało mi ogromną przyjemność. Aż wreszcie poczułam skurcze. Moja pochwa pulsowała. Pamiętasz jak ci mówiłam, że nigdy nie miałam orgazmu? Okłamałam cię. Całe moje ciało drżało. Złapałam usta rękami, żeby głośno nie jęczeć. Spojrzałam na chłopaka, który nie widział, co się ze mną dzieje, gdyż nie odrywał wzroku od znajomych. Jego ręka chodziła bardzo szybko. W pewnym momencie napiął się, wziął głęboki wdech i zaczął się spuszczać. Strzelał na kostki siana za którymi byliśmy ukryci.

       Pierwszy raz widziałam wytrysk, byłam ciekawa, czy on to wyciska, czy to tak tryska samoczynnie. Nie trwało to długo, członek przestał chlapać, ale chłopak nadal się pieścił, tylko wolniej. Para nadal uprawiała seks i zauważyłam, że mu ciągle jest mało. Zastanawiałam się, ile razy chłopak może się spuścić i w jakich odstępach. Jego kutas stał nadal, nic nie zmalał. Zaczął zwiększać tempo. Patrzyłam zafascynowana, zapamiętując każdy jego ruch i ułożenie dłoni.

      Nagle spojrzał na mnie, jakby przypomniał sobie o mojej obecności, popatrzył chwilę, po czym złapał moją rękę, położył sobie na członku i zaczął nią wykonywać te same ruchy co swoją. Po prostu walił sobie konia moją ręką. Poczułam pod palcami twardy, gruby i żylasty organ. Był bardzo ciepły i miły w dotyku.

      Zaczęłam wykonywać takie same ruchy. Wyczuł to, bo puścił moją rękę, patrzył chwilę jak mu trzepię i powrócił do podglądania. Para kochanków bawiła się w najlepsze.

      Antoś spocił się, ale utrzymywał tempo, natomiast Zocha zaczęła głośno jęczeć i przyciskać głowę chłopaka do swoich piersi. Po chwili opadła na siano jak nieżywa. Antek przestał się poruszać, tylko leżał na niej patrząc jej w twarz.

    – Zocha, a pociągniesz?

    – A pociągnę – powiedziała z uśmiechem.

    Chłopak podniósł się, a dziewczyna uklękła przed nim.

    – A kochasz mnie Antoś? – zapytała, obejmując  członka palcami.

    – W imię Ojca i Syna, kocham! – odpowiedział.

    Zachichotała i włożyła członka do ust.

    Tak mnie to zaskoczyło, że przestałam ruszać ręką. Po co ona to robi? Prosił, żeby mu pociągnęła, a ona tylko lizała główkę, głośno mlaskając. Myślałam, że będzie mu obciągać ręką. Widziałam jak ciocia doiła krowy ciągnąc za wymiona, więc kombinowałam, że to jest to samo, ale nie. Wkładała go do buzi głęboko, co chwila oblizując językiem. Teraz Antek jęknął, a ona wyjęła go z ust i szybko trzepała. Kiedy zaczął się spuszczać, skierowała strumień niżej. Strużki spermy zaczęły spływać po piersiach dziewczyny.

      Nagle poczułam, jak kutas Janka stwardniał i naprężył się. Spojrzałam na niego, bo zupełnie zapomniałam, co trzymam w ręku. Wyszarpnął go i sam zaczął walić, znów ochlapując siano.

      Zocha w tym czasie wytarła nasienie i zaczęła się ubierać na siedząco.

    – Pomóż mi Antoś, bo żeś mnie tak wydupcył, że wstać nie mogę – wyciągnęła w jego kierunku ręce.

    Podniósł ją, objął w pasie i uśmiechnięci poszli z powrotem na balangę.

      Janek zasunął rozporek i patrzył z satysfakcją, jak nasienie kapie z kostki na klepisko.

    – No jak? Teraz zadowolona?

    – Bardzo. Czułam się wyśmienicie.

    – Jak będę miał.. dziewuchę, to też będę ją tak ruchał – rozmarzył się chłopak.

    – A mnie możesz poruchać ? – wypaliłam bezwstydnie.

    – Idź ty gupia! Mnie nie jarają gówniary bez cycków! – zaśmiał się i wyszedł ze stodoły.

    Wkurzył mnie wtedy mocno.

    Nie byłam gówniarą, tylko nastolatką. Miałam dwie koleżanki, które miały już „pierwszy raz” za sobą. Po drugie, moje piersi wcale nie były małe, ale tutaj kobiety musiały mieć cycki jak dojne krowy, żeby podobać się chłopom.

      Wyszłam wściekła i skierowałam się w stronę domu. Za rogiem stodoły wpadłam na Janka. Stał i palił papierosa. Jak mnie zobaczył szybko wyrzucił niedopałek.

    – Ty już palisz? Ciekawe, czy ciocia wie? – powiedziałam szybko, nie zatrzymując się.

    – Olka poczekaj! – doskoczył do mnie – nie mów nikomu, proszę cię. Nie można palić ognia przy stodole, jak ojciec się dowie to kaplica na mur beton.

    Patrzył wystraszonym wzrokiem.

    – Umiem dochować tajemnicy, nie jestem gówniarą – powiedziałam nadal zła na niego.

    – Jesteś w porządku dziewucha – odetchnął z ulgą.

      Następnego dnia Janek miał robotę, ale już w południe przybiegł do mnie. Rozejrzał się, czy jestem sama.

     – Idziemy się przekąpać?

    – Pewnie – odpowiedziałam bez namysłu.

    Miałam spakowane opalacze w walizce, ale specjalnie nie wzięłam. Chciałam, żeby mnie oglądał nagą.

      Gdy doszliśmy nad wodę, pierwsza zaczęłam się rozbierać. Kiedy ściągnęłam stanik i majtki, popatrzył chwilę, ale nie widziałam w jego oczach podniecenia. Po chwili stracił zainteresowanie moim ciałem, pobiegł do wody i zanurkował. Ja tradycyjnie nie wchodziłam głębiej niż do pasa. Bałam się wody, ale lubiłam się pluskać przy brzegu.

      Wyszłam pierwsza  i położyłam się na trawie. Po paru minutach zauważyłam, jak Janek wychodzi z wody i kładzie się obok mnie. Zamknął oczy i odpoczywał. Miałam możliwość przyjrzeć się dokładniej członkowi. Kiedy nie stał, był zupełnie inny. Główka była całkowicie schowana pod skórką, a jądra rozciągnięte zwisały dosyć mocno między udami. Zastanawiałam się, co powodowało, że robił się taki duży. W środku nie było chyba żadnych kości, ale nie byłam pewna. Niestety, bardzo mało wiedziałam o budowie męskiego ciała, w sumie o żeńskich narządach wiedziałam niewiele więcej, gdyż do tej pory się tym zbytnio nie zajmowałam. Nigdy się tam nie dotykałam dla przyjemności, tylko jak musiałam się podmyć.

      Jak dostałam miesiączkę, wiedziałam co się dzieje i nie panikowałam. Powiedziałam tylko o tym mamie. Pamiętam, jak zrobiła kwaśną minę i podała mi podpaski. Nic nie tłumaczyła, nie pokazała jak ich używać, jak prowadzić kalendarzyk, nic z tych rzeczy. Powiedziała tylko, że to kara, która ma mi przypominać, że jestem „nieczysta”. Po drugie, to nigdy nie rozmawiałam z mamą na takie tematy jak seks. Dlatego wcześniej nie ciekawiło mnie to aż tak bardzo. Ale teraz patrząc na penisa czułam napięcie w podbrzuszu i naszła mnie ochota, żeby go dotknąć.

      Wyciągnęłam rękę i zacisnęłam na nim dłoń, tak samo jak wtedy w stodole.

    Uniósł głowę patrząc co robię. Członek zareagował, trochę się powiększył, a spod skórki zaczęła wyłaniać się główka.

    – Jak chcesz, to możesz mi zwalić gruchę – powiedział od niechcenia i kładąc głowę z powrotem, przykrył twarz podkoszulkiem. Zachichotałam, bo pomyślałam wtedy, ile może być jeszcze śmiesznych określeń dla tej jednej czynności.

    Zaczęłam wykonywać te same ruchy. Mimo moich usilnych starań kutas mu nie stanął jak wtedy. Był miękki, co utrudniało trzepanie. Po kilku minutach uniósł głowę.

    – Daj se na luz, mówiłem, że mi przy tobie nie dyga. Nie gniewaj się ale.. po prostu mnie nie jarasz.

    Wstał i zaczął się ubierać.

    Kiedy odchodziliśmy od stawu, nagle zatrzymał się, spojrzał w dal, a jego oczy zaświeciły się.

    – Poczekaj tutaj, zaraz wracam! – rzucił i puścił się biegiem w stronę domu.

    Wróciłam i usiadłam na pomoście.

    Czekałam już z pół godziny i chciałam się zmyć, ale jak się odwróciłam, zobaczyłam Janka.

       Nie szedł sam.

    Prowadził młodszego brata Pawła. Był chyba w moim wieku, może trochę młodszy, ale w polu pracował jak dorosły, jeździł już nawet traktorem.

    Kiedy podeszli do mnie Janek przeszedł do rzeczy.

    – Chcesz jeszcze pobawić się chujem? – zapytał prosto z mostu.

    Paweł czerwony jak burak opuścił głowę, patrząc w dół. Wiedziałam, że jest bardzo nieśmiały. Jak spotykaliśmy się w domu, czy na podwórku, odwracał wzrok i uciekał. Ale kiedy udawałam, że nie widzę, przyglądał mi się z ukrycia.

    Pokiwałam twierdząco głową.

    – Ściągaj gacie! – zwrócił się Jasiek do brata.

    – Nie chcę! – odpowiedział młody.

    – Przecież chciałeś! Co ty, pietrasz się? Jak ściągniesz, to Olka zdejmie swoje, nie? – zwrócił się do mnie.

    Znów potwierdziłam skinieniem głowy.

    – Ale już nie chcę! – krzyknął Paweł.

    – Ściągaj.. – zaczął szarpać jego spodnie.

    – Zostaw.. bo powiem mamie! – w oczach chłopca pojawiły się łzy.

    – Dobra, nie to nie! Ale gęba na kłódkę, albo będziesz zęby w woreczek zbierał – kopnął młodszego brata w tyłek – Beksa lala!

    Janek odwrócił się i odszedł szybkim krokiem.

    Paweł stał na uboczu i pociągał nosem.

    – Po co się zgodziłeś przyjść, jak nie chcesz? – zapytałam, gdy zostaliśmy sami.

    – Ja chcę.. ale nie przy nim – odpowiedział.

    – Nie widział cię gołego?

    – Widział.. ale jest gupi! – złościł się.

    Nie wiedziałam o co mu chodziło. Może był zazdrosny, może rywalizował z bratem, może nie chciał się dzielić dziewczyną..

    – Naprawdę pokażesz mi cipę? – wytrącił mnie z zamyślenia.

    – Uhm.

    – No dobra – bąknął i ściągnął spodnie razem z majtkami aż do kolan.

    Jego członek był napięty do granic możliwości. Sterczał do góry, a skórka zsunęła się aż za prącie. Był krótszy i cieńszy niż Janka, ale pewnie dlatego, że był młodszy od brata. Podziwiałam go chwilę, a następnie ściągnęłam majtki.

      Patrzył mi na krocze z otwartymi ustami. Oblizywał co chwila wargi. Był tak podniecony, że aż się ślinił. Pochyliłam się i złapałam penisa w dłoń. Naciągnęłam skórkę, a gdy ja ponownie zsunęłam, Paweł spuścił mi się na rękę. Pisnął przy tym jak świnka morska, którą bawiłam się kiedyś u koleżanki.

    – To.. niechcący – jąkał się wkładając pośpiesznie spodnie.

    – Spoko, nic się nie stało. Tak naprawdę to wiedziałam jak to się skończy, dlatego nie przejmuj się -uśmiechnęłam się, zakładając majtki.

    Roześmiał się i zadowoleni wróciliśmy do domu.

      Następnego dnia Paweł jak tylko nie pomagał ojcu, przychodził do mnie. Nawet nazrywał dla mnie kolorowe kwiaty z łąki. Janek jak to zobaczył, gwizdnął i puścił do mnie oczko, ale Paweł ignorował to.

    Po południu chłopacy nie mieli już roboty i młodszy przybiegł pierwszy. Rozejrzał się, czy nikt nas nie podsłuchuje i zapytał:

    – Naprawdę kąpałaś się na golasa z Jaśkiem?

    – No.

    – A chciałabyś ze mną?

    – Czemu nie.

    Nad stawem rozebraliśmy się do naga i weszliśmy do wody. Chłopak kręcił się koło mnie i chociaż umiał pływać, pluskał się ze mną przy brzegu. Zauważyłam, że niby niechcący, dotyka moich piersi i pośladków, a raz przejechał ręką po wzgórku.

    Jak wychodziliśmy, zobaczyłam, że mu cały czas stoi. Paweł chciał założyć majtki, ale powstrzymałam go, przytrzymując mu rękę.

    – Usiądź – powiedziałam.

    Zrobił jak kazałam, więc usiadłam koło niego i chwyciłam członka. Poruszyłam kilka razy, a Paweł już zaczął tryskać. Ochlapał jądra, uda, i moją rękę. Trzepałam mu nadal powoli, bo pała ani na chwilę nie zrobiła się miękka. Przyśpieszyłam tempo i nawet przyłożyłam drugą rękę.

    Widziałam jak było mu dobrze. Patrzył na moje ruchy i co chwila spoglądał na cipkę. Wreszcie się odważył, przyłożył do niej dłoń i zaczął mnie macać. Pierwszy raz mnie ktoś tam pieścił. Czerpałam dużo przyjemności z dotykania członka, lubiłam też pokazywać się nago, ale dopiero teraz poczułam rozkosz. Czułam się wspaniale, więc rozszerzyłam jeszcze nogi.

       Kiedy byliśmy już ostro rozgrzani, nagle zza krzaków wyskoczył Janek.

    – No braciak, odważyłeś się, brawo! – krzyknął.

    Paweł o mało nie zemdlał. Puścił od razu moją cipkę, a swoje krocze zasłonił ubraniami.

    – Patrzta, wstydzi się! Tyle razy walił przy mnie konia, a tera się płoszy! – zaśmiał się Jasiek.

    Rozebrał się szybko i usiadł koło brata. Kutas mu sterczał jak w stodole, co mnie trochę zdziwiło. Jak byliśmy sami, to nie był podniecony, ale jak był ktoś trzeci to stał na baczność.

    – Zwal mi też, może Pawcio przestanie się tak strachać.

    Usiadłam naprzeciwko pomiędzy ich nogami. Złapałam prawą ręką za chuja Janka i zaczęłam trzepać. Lewą odsłoniłam krocze Pawła i chwyciłam jego sprzęt. Trzepałam teraz dwa kutasy na raz. Było fajnie, ale czegoś mi brakowało. Wzięłam za rękę młodszego, położyłam ją sobie na cipce i powróciłam do pieszczot. Teraz było wyśmienicie. Paweł przyciskał palce do warg sromowych, rozszerzał je, zahaczając o łechtaczkę, co powodowało, że drżały mi nogi. Widział co się dzieje i skupił się na tym miejscu. Zaczęłam głęboko oddychać i przyśpieszyłam trzepanie. Spojrzałam na Janka, który też dyszał głośno, ale..on w ogóle nie był mną zainteresowany. Wpatrywał się uporczywie w kutasa brata. Do tego położył mu rękę na szyi i głaskał delikatnie.

    – No, spuszczaj się, pokaż na co cię stać – mruczał Jasiek.

    Ja doszłam pierwsza. Fala orgazmu trzęsła moim ciałem. Jęczałam cichutko, ale nie przestałam walić im koni. Po kilku chwilach Paweł pisnął i spuścił się jak poprzednio. Gdy tylko młodszy wytrysnął, od razu poczułam jak pała Janka eksplodowała. Sperma tryskała mu aż na kolana. Nie wiedziałam, czy walić im gruchy nadal. Paweł spuścił się drugi raz pod rząd i jego drągal trochę zwiotczał, ale może Janek chciał jeszcze.

    – No, sprawiłeś się brat, masz porządnego chuja, będziesz dobrym ruchaczem – zawołał starszy – ale chyba starczy na dzisiaj, bo twoja kuśka jest już miękka.

      Paweł był dumny z pochwał brata, ale odwrócił się od niego i zaczął szybko ubierać. Coś mi w jego zachowaniu nie pasowało. Ale nie zaprzątałam sobie tym głowy, gdyż przeżywałam nadal orgazm. To uczucie zawładnęło mną. Chciałam, żeby nadal mnie oglądali nagą i dotykali. Ubrałam się jednak, tak jak chłopcy i poszliśmy do domu.

    Następne dni wyglądały podobnie.

    Chodziliśmy po cichu na staw, kąpaliśmy się, a później zaczynaliśmy się pieścić. Rozkładaliśmy koc, bo raz oblazły nas mrówki i musieliśmy ratować się skacząc do wody. Janek nie chciał mnie dotykać, za to częściej głaskał Pawła. Najpierw po plecach, później po klacie, raz przejechał palcami po jądrach, a raz walił mu konia za mnie, bo powiedział, że mi nie wychodzi. Młodszy był tym zażenowany, ale lubił mnie dotykać, więc się zbytnio nie stawiał.

       Któregoś razu spuścili się już po dwa razy i chcieli jeszcze. Ręce mi już mdlały, bo trzepałam im kapucyny długi czas i zaczęłam zwalniać.

    – E, słabo ci to idzie – narzekał Janek – Pawcio zwal mi, bo ona nie ma siły.

    Młodszy niechętnie wziął do ręki i zaczął trzepać bratu. Wolną ręką macał moje cycki.

    Byłam zmęczona, ręce mnie bolały, ale chciałam dogodzić Pawłowi. I wtedy przypomniałam sobie scenę w stodole. Nie namyślając się długo, pochyliłam się i włożyłam członka do ust.

    Zaskoczyłam ich.

    Paweł w ogóle się tego nie spodziewał i zastygł w bezruchu. Janek, jak to zobaczył, to aż wyszły mu gały.

    – Kurde! Ciągnie ci druta! Ale heca! – zaśmiał się – mi też pociągniesz?

    Przechyliłam się w drugą stronę i chwyciłam wargami drugiego kutasa. Po paru chwilach sam go wyciągnął.

    – E tam, nie umisz. Wiesz jak się robi pałę?

    – Nie. Widziałam tylko, co robiła Zocha w stodole.

    – Zocha? – zainteresował się Paweł – kiedy? Z kim?

    – Nie interesuj się, bo kociej mordy dostaniesz – rzucił do brata i odwrócił głowę do mnie. – Musisz ciągnąć jak cielak wymię – zaśmiał się.

    – Czyli jak? – nie byłam pewna o czym mówi.

    – Pokażę ci – postawił drąga brata do pionu i włożył do ust.

    Paweł zesztywniał spoglądając na mnie, ale jak zobaczył, że mnie to nie zaskoczyło, trochę się odprężył.

    W sumie byłam trochę zdziwiona, że jeden chłopak liże kutasa drugiemu, ale bardziej zainteresowana byłam tym co robił Janek. A on ssał go tak jakby pił oranżadę przez słomkę. Miętosił ustami, lizał i ciągnął wargami, aż mu się policzki zapadły.

    – Widzisz, teraz mi ciągnij.

    Pochyliłam się i zaczęłam ssać Jaśkowi.

    – Trochę lepiej – pokiwał głową – a ty na co czekasz? – zwrócił się do brata – poliż jej psioche, niech ma dziewucha przyjemność.

     Byłam skoncentrowana na robieniu pały, więc nie bardzo wiedziałam o czym mówią, ale po chwili poczułam między nogami coś mięciutkiego i mokrego. Uniosłam głowę i zobaczyłam, że Paweł dotyka językiem mojej cipki i liże wzgórek. Wtedy włożyłam rękę między nogi, rozszerzyłam wargi palcami i podsunęłam odsłoniętą łechtaczkę pod nos. Jak zaczął ją muskać koniuszkiem języka poczułam nieziemską rozkosz. W dodatku Janek cały czas ciągnął Pawłowi i z naszych ciał utworzył się jakby trójkąt. Kiedy powróciłam do ssania pały, zamknęłam tą figurę. Było słychać mlaskanie, wzdychanie i pojękiwanie.

    Znów pierwsza doszłam. Czułam, jakby przez łechtaczkę przechodził prąd. Wiłam tyłkiem na boki, bo Paweł nie przestawał jej lizać i nie mogłam wytrzymać. Zacisnęłam nogi, drgając w rytm orgazmu.

    Kiedy mi przeszło, rozłożyłam je i pozwoliłam chłopakowi dalej bawić się cipką, skupiając się na ssaniu. Nie czekałam długo na efekt, bo usłyszałam coraz szybszy oddech Janka.

    Wyjęłam kutasa z ust i szybko trzepiąc skierowałam go na cycki. Strzelał szybko, tylko nie miał już zbytnio czym. Ale już powrócił do ssania i teraz czekaliśmy na Pawła. Po jakimś czasie zapiszczał i zesztywniał. Tylko że Janek ssał nadal, nie przejmował się, że chłopak spuszcza mu się w usta. Po chwili przekręcił się na plecy i uśmiechnął. Wiedziałam, że połknął spermę, ale nie odzywałam się.

     – To najlepsza zabawa jaką do tej pory wymyśliłem – powiedział – co nie brat?

    – No – potwierdził Paweł.

    Prawdę mówiąc czułam się podobnie. Pomyślałam, że skoro chłopcy spuszczają się dwa, trzy razy pod rząd, to ja też chyba mogę mieć trzy orgazmy. Byłam tylko trochę zawiedziona Jankiem. Chciałam, żeby obydwoje się mną zajmowali, ale on nie chciał mnie dotykać. No cóż, przynajmniej mogłam trzepać dwa kapucyny jednocześnie, a to już coś. Żadna z moich koleżanek nie chwaliła się do tej pory, żeby pieściła się z dwoma naraz.

      Dni mijały szybko. Nasze pieszczoty wyglądały prawie tak samo. Lubiłam patrzeć jak chłopaki tryskają, ciągnęłam im pały i waliłam gruchy na różne sposoby. Raz Paweł nie wytrzymał i spuścił mi się w ustach. Nie chciałam połykać jak Janek, więc wyplułam na trawę. Chłopak mnie przeprosił, ale następnym razem zrobił to samo. Nie przeszkadzało mi to, po prostu wypluwałam i tyle.

        Czuliśmy się świetnie, ale wiesz, że nic nie trwa wiecznie.

    Pewnego dnia zabawialiśmy się w najlepsze.  Chłopaki stali na kocu skierowani do siebie, a ja klęczałam między nimi na kocu i ssałam oba naraz. Oczywiście wymyślił to Janek, bo w tym czasie obcierał główką o prącie Pawła, co go ostro jarało.

      I wtedy usłyszałam szelest.

    Wyjrzałam zza bioder Jaśka i zobaczyłam ciotkę, która szła w naszą stronę. W ręku trzymała solidny kij. Pierwszy zobaczył ją Paweł i odskoczył ode mnie jak poparzony. Złapał ciuchy i zaczął uciekać. Janek nawet nie myślał o ubraniach, tylko uciekał aż się kurzyło.

    – Jasiek! Paweł! W tej chwili do mnie!

    Ominęła mnie idąc w ich kierunku. Ubrałam się szybko i usiadłam przestraszona na kocu. Chłopaki się zatrzymali, ale nie chcieli podejść.

    – W tej chwili, albo powiem ojcu!

    Podziałało natychmiast. Podeszli ze strachem do matki.

    – Na seksy wam się zebrało! – krzyknęła i łup jednego przez plechy – Już ja wam wybije seksy z tych pustych łbów – i łup drugiego. Darli się w niebogłosy, a matka tłukła ich gdzie popadnie.

    – Zbałamucić dziewczynę im się zachciało – wołała ciotka.

    Kiedy się zmęczyła podeszła do mnie.

    – Zrobili ci krzywdę? – zapytała bardzo ciepło.

    – Nie ciociu, naprawdę nic się nie stało.

    – Wkładali ci coś między nogi?

    – Nie, tylko się dotykaliśmy.

    Odwróciła się do chłopaków z groźną miną.

    – Mata szczęście, bo bym was rozdarła jak kaczki. Nie powiem ojcu, co tu zaszło, bo byście nie usiedli na dupie przez miesiąc.

    Chłopcy i tak wyglądali żałośnie. Mieli pręgi na plecach, tyłkach i rękach, którymi próbowali się zasłaniać.

    – Ubierać się i do domu – krzyknęła i podeszła do mnie.

    – Chodź kochaniutka, pójdziemy razem.

    Kiedy szliśmy przez pole, powiedziała, że musi porozmawiać z moją mamą. Prosiłam, żeby tego nie robiła, ale nie dała się przekonać. Wiedziałam jakie będą konsekwencje. Wieczorem widziałam jak rozmawiały. Potem wujek zapytał jeszcze za co chłopaki oberwali, ciotka powiedziała, że zbliżyli się do stawu, ale już im wytłumaczyła, że nie wolno.

    – Szkoda – powiedział wujek poprawiając pasek – ja bym im lepiej wytłumaczył.

    Następnego dnia okazało się, że wracamy do domu. Chłopaków od tamtego czasu nie widziałam na oczy. Nie przyszli się nawet pożegnać.

      W drodze powrotnej mama milczała, ale gdy tylko dotarliśmy do naszego mieszkania, zaczęło się. Zaprowadziła mnie do dużego pokoju i zamknęła drzwi.

    – Ty wstrętna smarkulo! Wiedziałam, że coś odstawisz! Tak cię swędzi między nogami? Musiałaś ich uwieść i to synów mojej ciotecznej siostry?! Jesteś ohydna! Ilu już cię przeleciało? Pewnie wszyscy w szkole!

    – Mamo, nie! To nie tak! Nikt mnie nie przeleciał, tylko dotykał..

    – Tylko dotykał! Lubisz się tam dotykać ty bezwstydnico? Boże, po co ja cię urodziłam? Żebym wiedziała co z ciebie wyrośnie, to bym się wyskrobała! Nawet ojciec z tobą nie wytrzymał i odszedł! Nie chcę cię widzieć, ty parszywa gówniaro!

      Mówiła potworne rzeczy. Było mi strasznie przykro. Czułam do siebie wstręt. Nie chciałam się tam dotykać, bałam się, nawet podczas mycia. Nie czułam już podniecenia, motylków w brzuchu, nic nie czułam, tak jakby cipka nie należała do mnie. Zaczęłam przybierać na wadze, od tamtej pory mam takie wielkie dupsko. Żeby nie zwariować i słuchać ciągłych narzekań mamy, uciekłam w świat muzyki. Wyciszałam swój ból, słuchając coraz ostrzejszych i szybszych kompozycji. Muzyka wciągnęła mnie jak nurt rwącej rzeki. Pozwalała zapomnieć o ojcu, chłopakach, ciągle narzekającej mamie. Odkryłam, że w tym szarym, obrzydłym życiu, można znaleźć, nadzieję na lepsze jutro.

     

    Umilkła, a ja myślałem w tamtej chwili, ile ta dziewczyna już przeszła. Była bardzo silna, większość by się dawno załamała. Zauważyłem, że używała wulgarnego języka. Nie byłem przyzwyczajony do takich słów, szczególnie wychodzących z ust tak słodkiej dziewczyny, ale domyśliłem się, że nauczyli ją tego chłopaki na wsi. Nie przeszkadzało mi to. Przeciwnie, podobało mi się, że mówiła prosto z mostu co robiła i czuła. Musiała mieć dużo odwagi, żeby się tak zwierzyć.

       Wiedziałem też, dlaczego nie mogę jej podniecić. Fizycznie, było u niej wszystko w porządku, ale psychicznie blokowała się samoczynnie. Miała już zakodowane, że intymne pieszczoty, to coś obrzydliwego czy złego i jej ciało nie mogło normalnie reagować.

       Tylko co ja mogłem wtedy zrobić?

    W tamtych czasach nikt nie chodził do specjalistów, ja nawet nie słyszałem o takich profesjach jak seksuologia. Była już na pewno, ale jak Wam wiele razy pisałem, wstyd i tabu nie pozwalało nawet o nich rozmawiać.

       Dzisiaj mamy dostęp do wszystkich specjalistów i na szczęście zaczynamy korzystać z ich usług coraz częściej. Masz problem z pochwą? idziesz do ginekologa, masz problem z penisem? idziesz do androloga, hormony ci za bardzo buzują? idziesz do endokrynologa. A jeśli masz problemy w łóżku – udaj się do seksuologa. To są ludzie wyspecjalizowani, ze stażem, doświadczeniem i potrafią naprawdę wiele. Nie „ciocia Krysia”, nie „Baśka z dołu”, nie „Heniek” co ma rok studiów na weterynarii, ani szaman co naprawia twoje ciało grzechotkami.

       Teraz odpalam YouTube i oglądam wykłady profesora Lwa-Starowicza. Uwielbiam jego przemówienia. Jest to jeden z najwybitniejszych polskich ekspertów w zakresie seksuologii. I można się dowiedzieć masę ciekawych rzeczy, za darmo.

      Tylko że teraz mogę się wymądrzać, a wtedy nie było Internetu, programów edukacyjnych z tego tematu, a o profesorze nikt nie słyszał. Pamiętam, że pojawiały się książki o seksie, ale nawet dorośli wstydzili się je czytać.

      Rozmyślałem o problemie Oli i nic nie przychodziło mi do głowy. Przeanalizowałem wszystko co mi powiedziała i wiedziałem już, gdzie jest problem.

    – Teraz rozumiem – powiedziałem cicho.

    – Nic nie rozumiesz – powiedziała trochę pogardliwie – nie powiedziałam ci najgorszego.

    Spojrzałem na nią zaskoczony.

    – A więc dokończ – powiedziałem, poprawiając się na materacu.

     

     

    Ps. Dziękuję za komentarze. Pomysł, że Ola była wcześniej chłopcem, rozbawił mnie. Myślę, że poznałbym, gdyby zmieniła płeć, nawet jeśli nie byłem wtedy ekspertem od cipek :P. Poza tym w tamtych czasach nie przeprowadzali takich operacji w Polsce, a przynajmniej ja o nich nie słyszałem. W tym odcinku dowiedzieliście się, gdzie Olka nauczyła się „robótek ręcznych”, jak to nazwał jeden z czytelników. Ale piszcie, jak myślicie, czego mi jeszcze nie powiedziała.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Venom
  • Podrywy z bratem blizniakiem

    Jesteśmy bliźniakami. Dwaj identyczni i fajni kolesie. Pomimo że każdy fragment naszych ciał wygląda tak samo, to znacznie różnimy się charakterami. Brata cechuje namysł, analityczne podejście, lęk przed nieznanym. Lubi naukę, uporządkowanie, stałość. Ja jestem bardziej impulsywny, emocjonalny, chcę próbować, testować i doświadczać nowości. Obaj czujemy się bi, więc chętnie nawiązujemy kontakty z osobami obojga płci i dobrze się przy tym bawimy, zarówno w realu, jak i w Internecie. Uzupełniamy się idealnie. W różnych sytuacjach wzajemnie na siebie liczymy. Czasami jeden udaje drugiego. Ponieważ wyglądamy zupełnie tak samo, to gdy jeden z nas zalicza jakąś kompromitującą wpadkę, drugi czuje zawstydzenie takie, jakby był na jego miejscu. Wobec siebie nie wstydzimy się własnej nagości. Patrząc na brata, czuję, jakbym przeglądał się w lustrze, więc intymność nie ma dla nas znaczenia, chyba że jesteśmy w towarzystwie. Wtedy obaj wstydzimy się jednakowo bez względu na to, który z nas jest nago.

    W Internecie należymy do pewnej grupy hobbystycznej, która ciągle się rozrasta. Wśród członków niestety dominuje płeć męska, ale poznaliśmy tam czterech fajnych chłopaków. Są najlepsi w swojej dziedzinie. Podobno w sieci istnieje coś takiego, jak przyjaźń, a nawet zakochanie się bez względu na płeć, na podstawie zgodności charakterów i światopoglądu, a to są bardzo kompetentni, mądrzy i uroczy goście. Ufamy sobie wzajemnie, czasami nawet powierzamy hasła do swoich kont i wymieniamy się 
    różnymi rzeczami. Wreszcie ktoś nasunął pomysł spotkania się w realu, a parę dni później został zrealizowany.

    Spotkaliśmy się na piwku, wszyscy sześcioro, później przeszliśmy na stancję brata. Czterej fajni goście, o dwa lata młodsi od nas, całkiem sympatyczni z wyglądu, do których idealnie pasują charaktery poznane w necie. Byli trochę onieśmieleni, widząc nas dwóch identycznych. Bawiliśmy się wspaniale. Dzięki wirtualnej znajomości wszystko o sobie wiedzieliśmy, więc panowała ogromna swoboda. Wpadłem na głupi pomysł, aż zrobiło mi się wstyd. Skoro tak dobrze się znamy, tak bardzo lubimy, ufamy sobie 
    i powierzamy sobie swoje hasła w Internecie, to czy mógłbym powierzyć im swoją intymność? Przy tak fantastycznych kolesiach interesująco byłoby zrealizować swoją skrywaną od dawna fantazję. Niestety, na samą myśl o tym robi mi się gorąco i czując, że nie wystarczy mi odwagi, żeby to zaproponować, poprosiłem o pomoc brata. Po pół godziny jakimś cudem zdołał ich przekonać do intymnego masażu mnie i zaczęliśmy.

    Niby spontan, ale muszę się chyba jakoś przygotować. Jedno piwko powinno wystarczyć. Mam wiele obaw, wręcz lęk przed nagością, gdyż nigdy wcześniej nie byłem w takiej sytuacji. Nie mam pojęcia, co się wydarzy i jak to będzie, ale może właśnie dlatego pragnę takiego doświadczenia. Nie wiem tylko jak zacząć. Chyba lepiej za wiele nie myśleć, tylko działać szybko. Na razie czuję się komfortowo, jak jeden z nich, ale będąc nago, zapewne będę miał zupełnie inny punkt widzenia. Skoro jednak wszyscy tego chcemy, nic złego się nie stanie. Kładę się na łóżku i niech mnie rozbierają. Obecność brata wcale mi nie przeszkadza, wręcz przeciwnie, to on będzie czuł zakłopotanie. Powiedziałem, żeby zaczynali. Pięciu chłopaków zaczęło ściągać ze mnie szmaty. Dziwne uczucie, którego nie da się nijak opisać, porównując inne życiowe sytuacje. Po kilku sekundach byłem w samych bokserkach. Zaczęli dotykać mojego ciała. Przez chwilę byłem onieśmielony. Później pomyślałem, czy wielką różnicę zrobiłoby mi, gdybym leżał bez majtek. Chciałem to sprawdzić. Ściągnęli mi je. Pikantna kiełbaska leżała sobie teraz naga na 
    oczach wszystkich. Tak, to wielka różnica. Odczułem znacznie większy wstyd, ale nie był on nieprzyjemny, gdyż towarzyszyło mu swoiste podniecenie. Są małe obawy, lekka niechęć i szok, ale teraz mogę czerpać znacznie większą przyjemność. Oni byli ubrani, ale kręciło ich to, że wyglądam identycznie, jak mój brat.

    Masaż trwa. Czuję się taki rozmarzony, jest mi tak dobrze. Moje całe nagie ciało, mój goły penis w rękach tylu chłopaków. Pierwszy raz dzielę się sobą z innymi. To takie nierealne i dziwne. Oczywiście w takiej sytuacji można snuć różne myśli, skupiać się na różnych aspektach, ja akurat wybrałem najlepszy, bowiem przełamałem się, wyszedłem daleko poza strefę komfortu i stosunków interpersonalnych z kolegami, odrzuciłem cały wstyd, obawy, schematy i inne negatywne przekonania, pogrążając się bez reszty w błogości. Wyglądam dobrze, a mój słodziak prezentuje się wspaniale. Czuję się troszkę jak gwiazda porno. Mogę tylko wzdychać z rozkoszy. Wspaniale jest wyjść poza schemat i cieszyć się z zabawy penisem, jak dziecko, choć pewnie spory udział ma w tym alkohol. Mogę tak leżeć godzinami. Nieprzyzwoita niesamowicie przyjemna zabawa, o jakiej marzyłem. To jest jak sen. Zupełnie oderwałem się od rzeczywistości.

    Chłopaki koniecznie byli ciekawi, jakby wyglądało, gdyby i mój brat był goły. Zostawili mnie na chwilę samego, brat położył się przy mnie, rozebrali go i przez chwilę masowali. Później masowało już nas po dwóch kolesi. Wyraźnie podobało się im to, że mają przed sobą nagich bliźniaków. Przeżycia jak ze snu. Wielogodzinna rozkosz. Było nam żal, gdy musieliśmy kończyć.

    Innym razem, poznaliśmy dwie fajne dziewczyny. Tym razem to bratu bardzo zależało na seksualnej przygodzie. Zaprosiłem więc je na stancję brata. Niestety przyszły w towarzystwie jakichś kolesi. Później okazało, że są jednak wolne, a Rafał i Kacper to tylko ich znajomi. Najpierw przywitałem ich ja. Sympatyczni ludzie. Pojawienie się brata sprawiło im nie lada zaskoczenie. Nie spodziewali się czegoś takiego. Było nam całkiem miło. Trochę się upiliśmy. Jedna z dziewczyn okazała się bardzo 
    bezpośrednia i ostro napalona. Gdy była już mocno wstawiona, podeszła do brata i usiadła mu na kolanach, po czym, przy wszystkich zaczęła ściągać z niego koszulkę. Byliśmy troszkę zażenowani. Brat od razu przeszedł do kontrofensywy i zdjął jej bluzkę i obnażył okrąglutkie piersi. Wraz z pozostałymi postanowiliśmy wyjść, żeby im nie przeszkadzać. Nie zdążyliśmy, jednak zanim laska ściągnęła mu spodnie i majty. Zawstydziłem się na widok nagiego brata. A gdy on ściągnął jej spódniczkę i 
    majtki, to już w ogóle chcieliśmy zostać i patrzeć. Nago pieścili się namiętnie na naszych oczach, ona siedząc mu na kolanach, on liżąc jej piersi. Gdy zaczęła mu robić loda, postanowiłem jednak wyjść, a wraz ze mną druga z zaproszonych dziewczyn.

    Poszliśmy do drugiego pokoju. Ona dziwnie na mnie popatrzyła. Była zachwycona widokiem mojego brata i chyba nabrała ochoty na robienie ze mną tego samego. Miałem łatwiej, ponieważ oprócz nas dwojga nikogo nie było. Chłopaki zostali w tamtym pomieszczeniu. Biedny brachol, ciekawe co czuł, robiąc to na oczach tylu ludzi. Niemniej, my zaczynamy robić to samo. Zanim usiadła mi na kolanach, ściągnęła mi spodnie. Miałem na sobie bokserki, ale pomimo tego czułem się nieco dziwnie. Pozwoliła 
    mi zdjąć stanik i zdjęła mi koszulkę. Powiedziała, że wyglądam identycznie, jak mój brat, więc jest zachwycona i wie, czego może się spodziewać. Pieściliśmy się delikatnie, ale namiętnie. Zacząłem muskać jej pośladki, aż wreszcie udało mi się zdjąć jej majteczki i siedziała mi na kolanach całkiem golutka, gorąca, rozpalona do czerwoności i namiętna. Całowaliśmy się z języczkiem, a później zacząłem obcałowywać całe jej piękne i pachnące ciało. Jedwabista skóra była taka podniecająca.

    Wreszcie, w przypływie rozkoszy, ściągnęła mi majty i zaczęła robić loda, cały czas siedząc mi na kolanach i tuląc się czule. Żar jej ciała bardzo mnie podniecił. Zupełnie zapomniałem o otaczającym mnie świecie. Utonąłem w rozkoszy. Sapaliśmy i jęczeliśmy dobre dwadzieścia minut. Wszedł jeden z chłopaków. Poczułem lekki wstyd, ale byłem tak napalony, że prawie nie przeszkadzało mi to. Nie przerywaliśmy zabawy, aż w końcu wyszedł. Nie wiem, co ci kolesie właściwie robili, pewnie sami 
    mieli na coś ochotę, albo cały czas patrzyli na mojego brata i jego partnerkę, najważniejsze jednak, że nam nie przeszkadzali. Zabawialiśmy się długo i bardzo namiętnie. Lizałem jej cipkę, później był seks, później… już sam nie wiem co. Zasnęliśmy, leżąc nago na sobie.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Karl Cr
  • Bywalcy

     

    Wicedyrektorka, pani Bogumiła, dla uczniów „pani profesor”, dla części nauczycieli „Bogusia” w milczeniu przysłuchiwała się przemowie dyrektora. Jeszcze młoda, miała około 35 lat, proste blond włosy sięgające ramion, ładne nogi, szczupłą sylwetkę, na której dobrze leżał każdy ciuch, biust nieco większy niż nakazywałyby proporcje sylwetki i masę energii. Nauczycielki irytowała jej dyskretna elegancja. Uśmiechem rozpoczynała rozmowę i reagowała na powitania. Dla tych starszych, zawistnych nauczycieli, zwłaszcza kobiet, była „panią dyrektor” albo „panią wicedyrektor”. Żadna osoba ze starszego pokolenia nawet nie próbowało nawiązać z nią bliższego, a tym bardziej nieformalnego kontaktu. Teraz pani wicedyrektor stała obok dyrektora liceum i cierpliwie przysłuchiwała się jego przemowie kierowanej do trzech uczniów, którym wręczał klucze do radiowęzła. Kobieta nie wyróżniała się posturą, ale zyskała spore uznanie i szacunek wśród części uczniów, kiedy zobaczyli ją, pacyfikującą podczas przerwy parę znęcającą się nad inną dziewczyną.

    – Łał! Taka to i zamieszki mogłaby rozpędzać! – brzmiał bodajże najbardziej trafny i największy komplement obserwatorów jej interwencji.

    – Noooo, wie do czego służą ręce – przyznał kolejny admirator urody wicedyrektorki. 

    Od czasu tego pokazu siły, część uczniów, obojga płci, traktowała ją jak wroga. Wtedy kilku najstarszych uczniów uznało, że musi ją sprawdzić, jeżeli nadarzy się okazja. I poza terenem szkoły.

    #

    Od kiedy tak sprawnie interweniowała w trakcie bójki, część uczennic i ich kolegów była wręcz zachwycona jej odwagą. Kobieta nie ubierała się w odważny, prowokacyjny sposób. Nie robiła dwuznacznych uwag. Nikomu nie próbowała przypodobać się, a mimo tego wzbudzała zainteresowanie sporej części uczniów. Szczególnie, gdy w sportowym stroju wzięła udział w meczu siatkówki “nauczyciele vs uczennice”.

    Sfilmowane akcje z jej udziałem długo stanowiły hit szkolnych przerw. Zamiast podziwiać technikę, podziwiano jej żywo reagujący biust i sprawność fizyczną. Dość obcisły strój podkreślał szczupła sylwetkę i kształtny biust. Bluzki, garsonki, żakiety skutecznie niwelowały jej kobiece walory. Do czasu tego meczu. To po części tłumaczyło powodzenie amatorskich filmików.

    – Kurde, nasze dziewczyny nie są tak sprawne jak ona – skomentował ktoś jej sposób poruszania się po parkiecie.

    – Spokojnie mogłaby prowadzić lekcje wf – dodał inny. – Z palcem w…

    – …pod warunkiem, że nie zakładałaby dresu i stanika – wtrącił inny.

    – Tyle dobra się marnuje… – westchnął Olaf.

    – A skąd wiesz, że nikt jej nie stuka? – Andrzej miał odmienną opinię. – Oczu nie masz? Przecież z takimi atrybutami nawet nie musi szukać chętnych.

    – Raczej odgania się od napalonych jeleni i wybiera tych z perspektywami – Szymek miał naturę „racjonalnego pesymisty”. Tak określiła go jedna z nauczycielek po dyskusji na lekcji historii albo polskiego i ten opis przylgnął do niego. Nie wypierał się.

    – Kurwa, ale bym ją ładował… – stęknął jeden z tych, którzy przymierzali się do konfrontacji z wicedyrektorką. – Jeszcze pizda będzie mi jeść z ręki – zakończył mściwie.

    – Nam, Czarek, nam… – dodał Olaf, jego kolega. Jeszcze wyższy niż Czarek.

    #

    Nikt nie skomentował marzeń Czarka i Olafa. Należeli do tej grupy uczniów, których mijało się szerokim łukiem. Oni też nie szukali kontaktów z innymi uczniami. Obaj dobrze zbudowani, pewni siebie, zdystansowani wobec otoczenia, pogardliwi wobec nauczycieli i uczniów, powtarzający klasę. Drugoroczność nie wywarła na nich żadnego wrażenia. Ci, którzy znali ich bliżej, wiedzieli, że jest im na rękę. Ironicznie określano ich mianem „Bywalców”. Wszędzie bywali, ale z niczego nie korzystali. Łapali dziewczyny, niektóre praktycznie kupowali, ale obawiali się gwałcić, bo konsekwencje byłyby znacznie poważniejsze. Bywali w szkole, ale nie potrafili jej skończyć… Ponoć bywali specami od rozprowadzania narkotyków, ale nikomu w szkole ich nie proponowali i nie wyróżniali się zamożnością… 

    Po szkole krążyła plotka, jakby kiedyś, w trakcie imprezy, dorwali się z innymi chłopakami, ale spoza naszej budy, do jakiejś nauczycielki. Nikt nie znał szczegółów, nauczycielka już tutaj nie pracowała, a oni nie wspominali o tym sukcesie. W ogóle nie rozmawiali na temat swoich ‘zabaw’. Zawsze informacje docierały do nas w formie plotek, przynajmniej z tygodniowym opóźnieniem, szczątkowe i nigdy nie były potwierdzane przez tych… „bywalców”.

    Część nauczycieli na pewno bała się tych chłopaków. Dystans wobec nich trzymali wszyscy licealiści, szczególnie dziewczyny, od kiedy wymacali jedną z nich, Mariolę, w szkolnej łazience. Wśród uczniów było dość głośno o tym wydarzeniu. takie polowania powtarzali dość regularnie, więc kolejne zdobycze spowszedniały i komentowano je z mniejszym zainteresowaniem.

    #

    Po ostatniej lekcji „bywalcy” towarzyszyli Marioli i jej koleżankom z klasy w drodze do szatni, przekomarzali się z nią, a w końcu, mimo jej aktywnego sprzeciwu, siłą zabrali do łazienki. Wrzaski stłumili jakąś szmatą i własnymi dłońmi. Nie była w stanie wygrać z nimi szarpaniny. Kilka dziewczyn uciekło, ale większość stała skamieniała ze strachu i obserwowała bezradność ich rówieśniczki, słuchały rechotu i przekleństw jej oprawców. Nieśmiałe próby interwencji co odważniejszych dziewczyn potrafili powstrzymać samym spojrzeniem albo propozycją występu w łazience. Liczebnie zdecydowanie przeważały nad piątką starszych chłopaków, ale siła, brutalność i pewność siebie były po ich stronie. To wystarczyło. Poza tym każda bała się konsekwencji protestu.

    – Tutaj im się postawimy, a potem gdzieś na ulicy,  na uboczu będą nas pojedynczo wyłapywać i dopiero oberwiemy – następnego dnia w taki sposób próbowały sobie tłumaczyć swoją bezradność. Żadna nie podejrzewała siebie o koniunkturalizm, ani o tchórzostwo.

    Jednak Mariola nie chciała z nimi rozmawiać. Dotkliwie doświadczona Elżbieta również milczała. Reakcja dziewczyn na to, co się wydarzyło w szatni, podzieliła je na stałe. Niektóre pozorne przyjaźnie definitywnie się zakończyły. 

    #

    – Same wybierzcie, która za tydzień będzie następną – warknął uśmiechnięty Olaf. – Gwarantujemy moc atrakcji.

    Kiedy koledzy w pośpiechu wynieśli szamoczącą się Mariolę, z uśmiechem podszedł do jednej z nich. W tej sytuacji okulary ‘lenonki’ z czarnymi szkłami nadawały mu groźny wygląd. Oparł dłoń o ścianę przy głowie przerażonej dziewczyny, wtulonej w ścianę z wrażenia po porwaniu koleżanki. Powoli nachylił się nad nią.

    – Może ty zechcesz? Lubimy blondynki – dotknął językiem jej policzka i polizał. Chwycił za pierś przez materiał bluzki. Potem gwałtownym gestem wsunął dłoń w dekolt za stanik i miętosił pierś. Uśmiech nie schodził z jego ust.

    Po policzku dziewczyny spłynęła łza. Jej usta drżały, ale nie odezwała się ani słowem. Nie zaprotestowała nawet gestem. Stała usztywniona, sparaliżowana strachem.

    – Ej, ty! Słuchaj! Co ty wyprawiasz?! – odważna i zdenerwowana szatynka w burzy kręconych włosów zdecydowanym krokiem podeszła do niego. Głęboko oddychała, jej piersi falowały. Dłonie zacisnęła w pięści.

    Spojrzał na nią zaskoczony. Nie kojarzył dziewczyny. Nie docenił jej urody. Teraz tylko przeszkadzała. A on właśnie tak uroczo droczył się z tą Irenką! Spoważniał. Napłynęła fala irytacji.

    – Ty mała kur… – nie zdołał dokończyć. Z półobrotu otwartą dłonią dynamicznie ‘strzelił’ oburzoną dziewczynę w twarz.

    Zamroczona Elżbieta zgarbiła się, niepewnie cofnęła o krok i tracąc przytomność, osunęła w ręce koleżanek. Już żadna nie przerwała milczenia. Żadna nie zaprotestowała.

    Olaf zignorował omdlewającą atrakcyjną szatynkę i z uśmiechem nadal macał Irenę. Dziewczyna z odrazą odwróciła twarz. W oczach miała łzy. Olaf wsunął wolną dłoń pod bluzkę i złapał drugą pierś:

    – Pomyśl o mojej propozycji. Opłaci się z niej skorzystać! Drugiej oferty nie będzie! Potem bierzemy bez pytania. A cycki naprawdę masz fajne, więc i tak z nich skorzystamy… – po tych słowach niespodziewanie puścił ją i odwrócił się. Jego uwagę przykuła piersiasta brunetka o włosach związanych w „koński ogon”.

    #

    Dziewczyna poruszyła się niespokojnie. Nie widziała jego oczu, ale spuściła wzrok. Speszył ją pewnością siebie. Stał w rozkroku, z rękoma w kieszeniach, z uśmiechem zdobywcy na ustach, a ona była przerażona. Ciągle miała przed oczyma wyciąganą, bezradnie szamoczącą się, koleżankę i tę drugą, nieprzytomną po jego ciosie. Nerwowo przestąpiła z nogi na nogę. Stała w brązowych zamszowych botkach na szpilce i efektownej spódniczce szytej z kawałków materiału w pięciu odcieniach brązu. Jasnobrązowa bluzka opinała i krojem podkreślała sterczący biust. Uderzenia szpilek o posadzkę, kiedy drobiła w miejscu, brzmiały głośno. Bardzo głośno. Zbyt głośno. Chciała stąd wyjść! Wybiec! Ale było za późno.

    – Chodź tu! – polecił surowym tonem. Brzmiała w nim groźba. Po uśmiechu nie pozostał ślad.

    Podeszła posłusznie. Rozejrzała się po koleżankach. Żadna nie zareagowała, wszystkie dokładnie mijały ją wzrokiem.  

    – W takie cyce to każdy chętnie włoży – sapnął podniecony, przyglądając się biustowi. – Trzeba byłoby ciebie trochę przygotować… – zanim dziewczyna zrozumiała sens jego słów, złapał ją za rękę, gwałtownym szarpnięciem przyciągnął do siebie, a drugą dłoń wsadził pod spódniczkę.

    – Och… – jęknęła z bólu. Była przerażona. Ze strachem podniosła głowę.

    Patrzyły na nią czarne szkła. Uśmiech wcale nie łagodził jego zachowania. Bała się, że zacznie na nią krzyczeć. 

    – Nie! Proszę! Proszę… – błagalnie spojrzała mu w oczy i cofnęła biodra. Za późno. Dwa palce już wbiły się w pochwę, a kciuk uciskał wargę sromową. Przed chwilą boleśnie zsunął się z łechtaczki.

    Olaf rytmicznie wbijał palce do pochwy i z uśmiechem obserwował dziewczynę. Szarpał za rękę, wykręcał ją, a bezradna brunetka, mimo stawianego oporu, zbliżała się. Sterczące piersi podskakiwały w dekolcie bluzki.

    – Te cycki wręcz domagają się pieszczot – w uśmiechu pokazał zęby. Palce wbijał coraz głębiej. Brutalne, rytmiczne ruchanie zaczynało przynosić efekt, opór dziewczyny malał, cofnięte biodra opadły, ułatwiając chłopakowi penetrację, biust gwałtownie unosił się przy jego uderzeniach palcami. Brunetka głośno sapała, nieśmiało i coraz bardziej niewyraźnie protestowała. Pozostałe dziewczyny, zastraszone i zszokowane zachowaniem Olafa, stały nieruchomo pod ścianami boksu i czekały na koniec tej ‘zabawy’. Martwym wzrokiem patrzyły przed siebie albo pod własne nogi. Bały się ruszyć.  

    #

    Przerażona koleżanka, Bianka, na polecenie chłopaków zebrała rzeczy wyprowadzonej dziewczyny i posłusznie poszła za Olafem. Całą imprezkę przeczekała pod łazienką w towarzystwie zmieniających się chłopaków. Czterech było w środku, jeden zawsze jej towarzyszył.

    Zabawa nie trwała dłużej niż dziesięć minut. We czterech zwiedzili wszystkie dziurki Marioli, wymacali jej całe ciało i na koniec pogrozili. Solidarnie zmieniali chłopaka, który stał pod drzwiami łazienki. Największa zabawa była wówczas, gdy wpakowali wibrator w dziewczynę. Żeby oswoić ją, najpierw zmusili ją do potrzymania gadżetu w ustach.

    – Nie, proszę! Nie róbcie tego! – błagała ich, kiedy trzymali ją za ręce, zablokowali nogi i próbowali wepchnąć wibrator do pochwy. Udało się już przy drugiej próbie. Podkręcili obroty i podnieceni z rozbawieniem obserwowali jak walczy z drażniącymi wibracjami.

    – Czas na zmianę! – zapowiedział jeden z nich i zaczął rozpychać odbyt dziewczyny.

    Mariola kwiliła ze zmęczenia i poniżenia, kiedy wibrator powoli w niej znikał. Szarpała się, uciekała biodrami, ale nie pozwolili jej uwolnić się. Jęczała głośno, gdy wibrator wszedł do odbytu. Szlochała, gdy jeden z nich brutalnie dociskał go.

    – Proszę, zostawcie mnie… – błagała przez łzy.

    – Spoko, mała! Jeszcze nam podziękujesz… – sapał Czarek, wciskając wibrator. Wszyscy rozkoszowali się jej jękami. Korzystali z okazji i klepali ją po gołych pośladkach, macali piersi. Ktoś ciągnął łechtaczkę. Jej prośby tonęły w ich głośnych komentarzach i śmiechu.  

    #

    Podnieceni, w dobrych humorach, rozgadani wypadli z łazienki. Chwilę później wyszła za nimi Mariola. Spłakana, w poszarpanej, rozpiętej bluzce, z włosami w nieładzie, zmęczona bezskuteczną szarpaniną, poniżona oparła się o ścianę. Koleżanka bez słowa objęła ją i zniknęły za drzwiami obok, w damskiej łazience. Bianka pomogła się ubrać zużytej „sarence”.

    Po tym ekscytującym wydarzeniu, co jakiś czas, ale w miarę regularnie, „bywalcy” urządzali łowy na kolejną „sarenkę”. Wszyscy uczniowie orientowali się w zabawach tej grupy. Nikt nie poinformował nauczycieli, ani rodziców. Żadna „złowiona” nigdy nie odważyła się pójść ze skargą do dyrekcji liceum.

    K O N I E C

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tomnick

    PS. Ta krótka historyjka stanowi zarazem zapowiedź, wstęp do kolejnej, kilkuodcinkowej serii pt.: Klucz.

  • Przed lustrem

    Stałam przed lustrem w hotelowej łazience. Byłam w staniku, czarnych, koronkowych majtkach do kompletu i pończochach.

    Malowałam się na konferencję. Miałam wygłosić na niej prelekcję. Strasznie się stresowałam… Wszedłeś do łazienki z tym swoim szelmowskim uśmieszkiem. Podszedłeś do mnie i klepnąłeś mnie delikatnie w pupę. Wiedziałam co to znaczy, więc poprosiłam żebyś przestał. Położyłeś dłonie na moich ramionach. Bez słowa, powoli i czule zacząłeś całować mnie w szyję.

    – Muszę to skończyć!

    – Uhm… – zamruczałeś cicho i zsunąłeś jedno ramiączko z mojego ramienia.

    – Kochanie, naprawdę muszę!

    – Wiem, nie przeszkadzaj sobie – odpowiedziałeś i zsunąłeś drugie, całując mój kark. Próbowałam dalej się malować, ale rozpiąłeś mi stanik i rzuciłeś go w kąt.

    – Proszę, nie!

    Zacząłeś bawić się moimi piersiami, więc już nie miałam szans się skupić. Odłożyłam wszystko na półkę. Stałeś nagi, bardzo blisko mnie i czułam dreszcze przy każdym Twoim ruchu. W lustrze patrzyłeś mi w oczy. Uśmiechnąłeś się znowu i zacząłeś drapać moją skórę na piersiach. Najpierw delikatnie, a potem coraz mocniej.

    – Tak? – zapytałeś, szukając potwierdzenia, że to uwielbiam.

    – Tak… – szepnęłam i zamknęłam oczy. Drapałeś skórę, szczypałeś i ciągnąłeś moje sutki, a mnie coraz trudniej było stać na nogach. Jedną dłoń przesunąłeś wyżej, w kierunku twarzy i wcisnąłeś palec w moje usta. Ssałam go przez krótki moment, w tym czasie Ty sięgnąłeś po Czarnego, który leżał tuż obok po wczorajszym wieczorze. Błysk w Twoim oku spowodował, że zadrżałam… Przysunąłeś Czarnego do moich ust i kiwnąłeś głową. Grzecznie wysunęłam język i polizałam jego czubek.

    – Dobrze, a teraz otwórz usta.

    Przestraszyłam się, ale zrobiłam co kazałeś, a Ty powoli wsunąłeś czarnego między moje wargi. Wyjąłeś i znów wsunąłeś, tym razem głębiej. Docisnąłeś mnie ciałem do umywalki tak mocno, że nie mogłam się ruszyć. Lewą ręką złapałeś za włosy i odchyliłeś do tyłu moją głowę. Czarnego wepchnąłeś jeszcze głębiej.

    Wyjąłeś i wepchnąłeś jeszcze raz.

    Puściłeś włosy i położyłeś dłoń na mojej szyi.

    – Chcę go poczuć. Tutaj – powiedziałeś tonem nie znoszącym sprzeciwu i przycisnąłeś dłoń do mojej szyi jeszcze mocniej. Prawą ręką sterowałeś Czarnym, za każdym razem wpychając go mocniej w moje gardło. Równocześnie czułam, jak Twój penis wciska się między moje pośladki i staje się coraz twardszy, przez co byłam jeszcze bardziej podniecona…

    Ksztuściłam się, ale nie miałeś litości. Tylko raz na kilkanaście ruchów wyjmowałeś Czarnego z moich ust, żebym mogła złapać oddech, a potem wpychałeś znów, tak głęboko, że po policzkach kapały mi łzy. Po kilku minutach tej tortury puściłeś mnie i odłożyłeś Czarnego.

    – Dobrze, a teraz klęknij.

    Zanim zdążyłam to zrobić obróciłeś mnie przodem do siebie i stanąłeś nade mną. Kiedy tylko moja twarz znalazła się na Jego wysokości, wsunąłeś mi Go w usta i powtórzyłeś trening. Trzymając za włosy odchyliłeś do tyłu moją głowę i wpychałeś Go tak głęboko, jak tylko mogłeś. Kiedy z Twoich ust wymsknęło się ciche “o taaak” myślałam, że spłonę…

    Zastanawiałam się, czy skończysz i mnie tak zostawisz. Wiem, że to możliwe, choć nie w Twoim stylu. I faktycznie – wyjąłeś Go z moich ust, a palcem roztarłeś mi moją własną ślinę na twarzy.

    – Wstań! – to był rozkaz i choć nogi odmawiały mi posłuszeństwa, próbowałam się podnieść. Znów oparłeś mnie o umywalkę i sięgnąłeś po Czarnego. Pośliniłeś drugą dłoń i wsunąłeś mi ją między nogi. Palec włożyłeś do środka…

    – Gotowa. To dobrze. – powiedziałeś i włożyłeś w nią Czarnego. Całego. Zawyłam… Z rozkoszy i z bólu. Zacząłeś nim ruszać, wyjmować go i wkładać aż do końca, cały czas bacznie obserwując mnie w lustrze.

    Nagle przerwałeś. Trzymając go ciągle w środku podniosłeś moja lewą nogę i oparłeś ją o krawędź wanny. Potem szarpnąłeś biodra do tyłu i splunąłeś między moje pośladki. Wcisnąłeś Go w moją pupę… A ja zamarłam od nadmiaru bodźców i wrażeń.

    – Patrz! – szarpnąłeś mnie za włosy i spojrzałeś w oczy mojemu odbiciu w lustrze przed nami. Czekałeś aż otworzę oczy i spojrzę na nas. A potem zacząłeś szaleńczą jazdę… Jedną dłonią ciągle trzymałeś we mnie Czarnego, drugą trzymałeś mnie, żebym na pewno nie mogła się wyrwać. Czułam Cię w pupie mocniej niż zawsze i wiedziałam, że zaraz odlecę. Trzymałam się kurczowo krawędzi umywalki, do której dociskałeś mnie swoim ciałem. Nie miałam szans się ruszyć, choć chciałam uciekać.

    Nie byłam w stanie dłużej patrzeć. Dyszałam i jęczałam coraz głośniej, więc położyłeś mi dłoń na ustach. Nagle zatrzymałeś się, ciągle będąc w środku.

    – Zrób to.

    Chciałam zapytać o co Ci chodzi, ale nie mogłam, bo ciągle zasłaniałeś mi usta.

    – Wiesz co. – spojrzałeś znacząco w dół, w kierunku mojej łechtaczki.

    Bałam się. Krępuje mnie to. Wiedziałam , że w takim ustawieniu odlot będzie totalny i choć pragnęłam go jak niczego innego, bałam się…

    – Teraz!

    Prawą dłonią puściłam umywalkę i skierowałam ją między swoje nogi. Zaskoczyło mnie, jak ciepło i mokro tam było. Łechtaczka była nabrzmiała, aż prosiła by jej dotknąć.

    Ruszyłeś, a ja wstrzymałam oddech i zgrałam tempo z Twoim. Wystarczyło kilka chwil…

    …żebym straciła kontakt z rzeczywistością, za to poczułam, jak w środku eksploduję. Jak wszystko się we mnie kurczy, a równocześnie wydaje się gigantyczne. Przed oczami miałam ciemność, która wiruje i nigdy się nie kończy. Usłyszałam stłumiony ryk i zdałam sobie sprawę, że to mój własny głos, którego nie udało Cię się powstrzymać dłonią na moich ustach. Ciało najpierw całe się spięło, a potem nagle zrobiło zupełnie bezwładne, nogi nie były w stanie utrzymać mnie w pionie. Złapałeś mnie mocno i sekundę później poczułam, że i Ty już jesteś…

    Po chwili tej ciemności przytuliłeś się do moich pleców, objąłeś mnie ramionami i wtuliłeś usta i nos w moją szyję. Chciałam, żeby ten moment nigdy się nie skończył…

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Panama

    Daj znać, jeśli podobają Ci się nasze przygody 😉

    Ona&On

  • Wieczor kawalerski

    Blimp!

    Sms!

    Od niego: “Imprezy ciąg dalszy. Jesteśmy na dworcu, jedziemy do Wrocławia. Nadal masz wolny wieczór?”

    Zapiszczała z radości i odpisała natychmiast: “Oczywiście, że mam wolny wieczór!!! Jakie plany, damy radę się spotkać?”

    “Damy, spokojnie. Będziemy ma miejscu koło 17:00, dam znać. Polecisz jakąś knajpę z dobrym jedzeniem dla facetów na kacu?”

    “Jeśli tatar, hamburgery, żeberka i browar to tylko Chopper Bar przy Rynku – dobrze Was tam nakarmią!”

    Na kolejny SMS musiała poczekać trochę dłużej, pewnie towarzystwo się naradzało: “Przyjdź do Chopper Bar o 18:00”

    “Tak po prostu, na legalu? Chłopaki wiedzą czy mam udawać przypadkowo spotkaną znajomą?!”

    “Po prostu przyjdź 🙂 “

    Czas do wyjścia dłużył jej się niesamowicie… Denerwowała się, jakby szła na pierwszą randkę! A to przecież nie była normalna randka… Z nim jakoś w ogóle nic nie było normalne. Ale za to szalenie ekscytujące.

    Zrobiła sobie małego drinka na rozluźnienie. Założyła zieloną sukienkę – tę szybką – a pod nią komplet w moro. Na szyi nie mogło znaleźć się nic innego jak obróżka – ta, o której pisał ostatnio, że tylko ją by zostawił… Starannie ułożyła bałagan z włosów na głowie, zafarbowanych na rudo dzień wcześniej – Nieźle – pomyślała, uśmiechając się do siebie przed lustrem zadowolona z metamorfozy – On się zdziwi, a mnie przy okazji nikt w mieście nie pozna… Idealnie.

    Założyła buty na koturnie, wzięła sznurkowy plecak i ruszyła chwilę po godzinie 17, żeby spokojnie dotrzeć na czas. Na Rynku znalazła balonikarza i kupiła dla pana młodego balon w kształcie wyścigówki. Im bliżej umówionej knajpy się znajdowała, tym bardziej się stresowała. Stanęła, by wziąć kilka głębokich oddechów, zerknęła jeszcze w lusterko i ruszyła, uśmiechnięta szeroko – szczęśliwa na spotkanie z nim.

    Zobaczył ją z daleka, ale patrzył, jakby jej nie poznawał. Kiedy zorientował się, że to ona otworzył zdumiony oczy, uśmiechnął się i wstał, by wyjść jej naprzeciw.

    – Cześć Mała. I ruda – przytrzymał ją w pasie i cmoknął w policzek. Odwróciła głowę, by musnął też usta. 

    – Cześć Przystojniaku – stali przez chwilę bez ruchu, patrząc na siebie i badając, czy coś się zmieniło. U niej nic. Natychmiast poczuła palący ją od środka żar…

    – Cześć chłopaki! – wychyliła się zza niego by przywitać pozostałych gości imprezy.

    – Cześć!

    – Hej!

    – Witamy!

    – Słońce, który to pan młody? – znów zwróciła się bezpośrednio do niego.

    – O ten, tutaj – wskazał kolegę siedzącego po drugiej stronie stołu. Podeszła do pana młodego, założyła mu na rękę tasiemkę z balonikiem i powiedziała:

    – Życzę Ci, żebyś zawsze miał w sobie małego chłopca z balonikiem. Nigdy nie zdziadziej!

    – Ale wy ponoć nie lubicie małych chłopców?! – zapytał zaczepnie inny gość imprezy.

    – Zdecydowanie wolimy małych chłopców z fantazją od starych znudzonych życiem zgredów – mówiąc to patrzyła Mu prosto w oczy. 

    – Dziękuję! Będę pamiętał. – powiedział pan młody – Czego się napijesz? Piwko? – zapytał. 

    – Piwko niekoniecznie, dzięki. Zaraz pójdę do baru i coś sobie znajdę. Chodź ze mną! – wróciła do niego i pociągnęła za rękę do środka lokalu. Wsunęła się przed niego i oparła o bar, a jego dłonie położyła sobie na biodrach. Była tak stęskniona za jego dotykiem i ciałem, że miała ochotę rzucić się na niego tutaj, natychmiast, bez oglądania na obsługę i gości lokalu. Ale powstrzymała się, a on przywarł do niej blisko i powoli przesuwał dłonie po biodrach w dół, aż sięgnął palcami do dolnej krawędzi sukienki i zaczął wracać w górę, po gołej skórze. Wyżej. I wyżej…

    Zamówiła rum z colą. Poprosiła o przypilnowanie drinka przez chwilę i pociągnęła go w stronę schodów.

    – Nie są to jakieś szczególnie romantyczne okoliczności, ale dłużej nie wytrzymam! – wyszeptała. –

    – Ten poziom romantyzmu bardzo mi odpowiada – uśmiechnął się szelmowsko i na dole schodów oparł ją o ścianę. Przywarł do niej całym ciałem i zatopił się w jej ustach. Całowali się długo i mocno. Ktoś w tym czasie zwolnił jedną z łazienek. Zerkneli na siebie w poszukiwaniu akceptacji dla tego pomysłu i równocześnie ruszyli w stronę drzwi.

    Wylądowali w przedsionku, z dużym lustrem i umywalką na blacie. Światło było przytłumione, a z góry dochodziły głównie basy i trudno było rozpoznać, jaki kawałek właśnie leci. Przekręcił zamek w drzwiach i spojrzał na nią. 

    – Szybka? – powiedział zerkając na sukienkę i zaczął rozpinać jej guziki – Nadal wolę bez. – zdjął jej sukienkę i odłożył na blat. Zawstydziła się, ale nie miała czasu zastanawiać, bo zaczął ją dotykać i całować… Najpierw szyja, ramiona, w międzyczasie zdjął jej stanik, potem piersi i brzuch. Aż zsunął majtki i wcisnął się tam językiem… Jęknęła. Oparła pupę o blat, wsunęła palce w jego włosy i zamknęła oczy. – Chryste… jak on to robi?! – myślała czując kolejną falę dreszczy na całym ciele i wbijając palce w jego ramiona.

    Coraz trudniej było jej ustać na nogach, więc przerwał pieszczotę i wstał. Trzymając za biodra obrócił ją plecami do siebie. Całował jej kark i plecy, a ręką pieścił piersi, które równocześnie widział w lustrze. Druga ręką sięgnął znowu w kierunku majtek. Wiła się i jęczała cicho, a on trzymał ją w żelaznym uścisku i nie przestawał. Na chwilę tylko przerywał pocałunki, by móc przyjrzeć się jej odbiciu w lustrze. Uśmiechał się z satysfakcją – w tej sytuacji miał nad nią całkowitą władzę.

    Kiedy uznał, że już czas, oparł jej ręce na blacie, a sam rozpiął spodnie i, nawet ich nie zsuwając, wyjął nabrzmiałego penisa. Wypięła pupę w jego stronę, więc wcisnął się w nią i zaczął ujeżdżać… Najpierw powoli, mocno – przy każdym ruchu spinała się cała i jęczała cichutko. Przyspieszył, ale nie tracił cierpliwości. Wyprostowała się, przylgnęła do niego plecami, a ręką objęła go za kark. Pocałował ją szybko, złapał za włosy i pociągnął do poprzedniej pozycji. Widział, jak odczucia wzbierają w niej by zaraz wybuchnąć…

    Chwilę trwało, nim skończyli. W międzyczasie ktoś pukał do drzwi i szarpał za klamkę, ale nie zwrócili na to uwagi. Stali ze sobą, próbując zlapac oddech.

    – Dobre to było… Bardzo dobre. – wychrypiała zziajana, zapinając guziki i poprawiając sukienkę. 

    – Tak? Ale jakoś tym razem nie krzyczałaś? – spojrzał na nią z rozbawieniem – jestem zawiedziony! Natychmiast zrobiła się ze wstydu purpurowa na twarzy i rzuciła na niego, by pięściami okładać jego klatę. Przytulił ją mocno i pocałował.

    – Popracujemy nad tym jeszcze. A czy teraz już możemy w spokoju wrócić na górę?

    – Spokoju nie gwarantuję, ale wrócić możemy… – wyszeptała i wtuliła jeszcze na moment twarz w jego szyję.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Panama
  • Seks na stadionie

    Mam na imię Monika i mam 33 lata. Jestem samotną matką wychowującą dwunastoletniego synka. W sumie to powinnam napisać, ze jestem wdową. Mój mąż kilka lat temu zginął w wypadku samochodowym. Zarówno ja jak i mój syn – Piotruś bardzo to przeżyliśmy. Od tego czasu staram się zastąpić mu ojca. Postanowiłam też pomimo nalegań z wielu stron, że nigdy ponownie nie wyjdę za mąż, ani też nie zwiąże się z żadnym facetem. Uważałam to za dowód miłości do zmarłego męża. Chciałam też zastąpić dziecku ojca i poświęcić mu się całkowicie.

     

    Mój synek bardzo lubi oglądać mecze, ja zresztą też. Może to mało kobiece, ale mi od zawsze się podobało. Miałam trzech braci, każdy z nich grał w piłkę no i nigdy nie miałam problemu z tym, żeby zrozumieć o co chodzi w tym słynnym spalonym. Sama czasem też grałam, ale teraz zamieniłam trampki na szpilki. Pomimo, iż nie szukam faceta lubię dobrze wyglądać. Pracuje w korporacji, zarabiam dobrze. Nie jestem jeszcze stara, a faceci na ulicy oglądają się za mną.

     

    To były wakacje. Pojechałam z synkiem nad morze. Akurat w tym czasie w Gdańsku miała grać nasza reprezentacja. Postanowiłam kupić bilety. Często chodziliśmy z Piotrusiem na mecze narodowej kadry, a czasem nawet naszej drużyny w rodzinnym mieście.

    To była bardzo upalna sobota. Cały dzień opalałam się na plaży. Moje ciało nabrało już pięknego koloru. Mecz był o 20:45 więc około 19.00 wróciliśmy do hotelu. Wzięłam prysznic i zaczęłam się zastanawiać co na siebie założyć. Mecz zakończy się koło północy, więc powinnam włożyć coś ciepłego, ale z drugiej strony było tak ciepło, ze raczej nie zmarznę. Przeszło mi przez myśl, żeby ubrać się tak, aby nie zwracać na siebie uwagi. Może nie byłam paranoiczką, ale miałam w sobie dosyć sporo instynktu samozachowawczego. Na stadionie będzie sporo facetów prawdopodobnie podpitych , ja jestem na obcym terenie, w dodatku będzie noc, a ja będę musiała uważać na siebie i Piotrka.

    Moja wyobraźnia włączyła się niespodziewanie. Moje podbrzusze zareagowało natychmiast…

    Po chwili jednak otrząsnęłam się. Takie sytuacje zdarzały mi się coraz częściej, od ponad pięciu lat nie dotykał mnie żaden facet, o seksie nie wspomnę. Czasem myślałam o tym, żeby rozdzielić swoją obietnice bycia samotną do końca życia z wiążącym się z tym celibatem i przynajmniej raz na jakiś czas przespać się „dla zdrowia” z jakimś facetem. Myślę, że chętni by się znaleźli, ale zawsze dawałam sobie z tym spokój. Teraz znów o tym pomyślałam, była dobra okazja, …..wakacje.

     

    Ostatecznie założyłam zwiewną sukienkę. Pokazywała sporo mojego opalonego ciała. Kiedy szliśmy na mecz deptakiem przez centrum miasta widziałam na sobie wzrok gapiących się na mnie facetów. Nie robiłam sobie z tego nic wielkiego. Pewnie na każdą tak reagowali. Moja granatowa sukienka, połączona ze świeżą opalenizną, i czarnymi włosami sprawiała, że faktycznie mogłam wyróżniać się na tle blondynek ubranych w narodowe barwy. One wszystkie wyglądały tak samo.

    O ile u nas w mieście stadion jest mi dobrze znany to tu w Gdańsku byłam pierwszy raz. Zawsze przed wejściem jest kontrola. Dzieci są przepuszczane raczej bez, ale dorośli są sprawdzani. Zawsze kobiety przeszukują kobiety, a faceci facetów. Staliśmy już długo w kolejce, kiedy zorientowałam się, że kobiety z ochrony są kilka stanowisk dalej. Musiałabym zostawić Piotrusia. Bałam się, nie chciałam tego robić. To jeszcze dziecko i przecież mogłoby mu się coś stać, albo ktoś mógłby zrobić mu krzywdę. Stwierdziłam, że korona mi z głowy nie spadnie i skoro spędziłam już w tej kolejce kilkanaście minut to stoję dalej, i dam się przeszukać ochroniarzowi.

    – Kolejka dla kobiet jest tam – powiedział patrząc na mnie trochę skonsternowany młody chłopak, w żółtej koszulce. Wyraźnie zaskoczyła go ta sytuacja. Dopiero teraz gdy byłam już krok od niego mogłam dostrzec, że był to młody i wysportowany mężczyzna, około dwudziestu pięciu lat. Miał lekki zarost, czarne oczy i był szatynem.

    – Wiem, ale nie chciałam zostawiać dziecka, a stoimy tu już długo. Wyrażam zgodę na przeszukanie przez osobę odmiennej płci – powiedziałam. Trochę zabrzmiało to jak regułka, i wzbudziło lekkie buczenie mężczyzn, którzy stali za mną w kolejce.

    – No dobra. Odwróć się tyłem – usłyszałam polecenie. Nie miałam zamiaru zwracać mu uwagi, że przeszliśmy na „ty” choć sama nie wiem kiedy. Wykonałam polecenie. Dotknął mnie swoimi silnymi rękoma za ramiona, a potem przesunął je po całej mojej sukience aż do kolan sprawdzając plecy.

    To samo zrobił, ale już bardziej zachowawczo i delikatnie z przodu. I tak przesunął ręce po moich piersiach. Nie protestowałam, zresztą szybko cofnął dłonie. Miałam wrażenie, że gdyby nie tłum wokół to na pewno by tego nie zrobił.

     

    Każda normalna kobieta wstydziłaby się. Nie wiem dlaczego ze mną w tamtej chwili tak nie było. Od kilku lat nie dotykał mnie tak żaden facet. To było cudowne uczucie. Koleś podobał mi się, był przystojny, męski i ten dotyk…. Idąc już po kontroli schodami na stadion mimochodem obejrzałam się za nim. Próbowałam pozbyć się tego uczucia, ale byłam strasznie podniecona. Nie ma co tu ukrywać, pobudził we mnie ochotę na seks. Z wiadomych względów to było niemożliwe.

     

    Mecz nie zachwycał, ale Polacy już do przerwy prowadzili dwa zero. Nie mogłam się skupić na oglądaniu widowiska. Cały czas myślałam tylko o nim. Po prostu fantazjowałam… Robiłam się wilgotna, i zaczynałam czuć się z tym niekomfortowo. Obiecałam sobie, że po powrocie położę Piotrusia spać a sama wejdę pod prysznic i będę się masturbować do samiusieńkiego rana, aż mnie zacznie boleć. Wtedy za moimi plecami pojawił się ktoś. To był on. Poznałam go bez problemu. Ochroniarze po wpuszczeniu kibiców zawsze pojawiali się na stadionie. Jak on mnie tu znalazł? A może to przypadek? Po chwili wiedziałam już, że nie..

    – Jeśli masz ochotę dokończyć to co zaczęliśmy na bramkach, to zapraszam do pokoju ochrony numer siedem, za toaletą dla kobiet – powiedział mi do ucha, po czym odszedł.

    Stałam jak zamurowana. Z jednej strony powinnam strzelić gościa w pysk, ale z drugiej ta propozycja jakoś nie wywołała we mnie negatywnych emocji. Poprawiłam sobie włosy, ale chyba tylko dlatego, że nie miałam co zrobić z rękoma. Byłam zdenerwowana. Nie wiem dlaczego to zrobiłam, ale powiedziałam Piotrusiowi, że idę pozwiedzać stadion i coś zjeść. Poprosiłam by grzecznie czekał tu na mnie, i obiecałam, ze wrócę przed końcem meczu. Chwile potem opuściłam swoje miejsce i udałam się tam gdzie wskazał mi ochroniarz. Miałam ogromną ochotę na seks.

     

    Bez trudu odnalazłem właściwe drzwi, choć w sumie to ich wcale nie szukałam. Chyba jakaś nieopisana siła mnie tam zaprowadziła. Weszłam do środka. Pomieszczenie było małe, ale sprawiało wrażenie przytulnego. W środku oprócz ochroniarza był jeszcze drugi. Myślałam, że zaraz go wyprosi, ale nie wygadało na to. Wstał i podszedł do mnie

    – Wiedziałem, że przyjdziesz – powiedział z pewnością siebie. Mam nadzieje, ze nie masz nic przeciwko, że będzie też kolega. W sumie to on powinien Cie przeszukiwać, ale w ostatniej chwili zamieniliśmy się miejscami.

    Nie miałam pojęcia, że sytuacja zmieni się w takim kierunku. Szłam tu z nadzieją na szybki numerek, a zastałam dwóch napalonych facetów. Sytuacja zmierzała raczej w stronę gwałtu, a nie płomiennego seksu. W mojej głowie powstał tylko mały problem. Czy można zgwałcić laskę, która pragnie seksu i nie może się go doczekać.

    – Słuchajcie, gówno mnie obchodzi jak macie na imię, ile macie lat i tak dalej. Mam tylko nadzieje, że macie gumki. Przyszłam tu się pieprzyć i liczę na to, że potraficie porządnie przelecieć kobietę.

    Spojrzeli na siebie zaskoczeni moim wywodem. Nic nie odpowiedzieli tylko uśmiechnęli się do siebie, a potem do mnie. To wystarczyło.

    – Nooo, cieszę się, że się rozumiemy. Jest przerwa a do końca meczu pozostało około pięćdziesiąt minut, więc sprężajcie się, bo jak wiecie nie jestem sama.

    – Spokojnie suczko – powiedział ten drugi, również tak samo przystojny jak pierwszy. Pozwól, że nadrobię zaległości i teraz ja Cie przeszukam.

    Nie miałam ochoty protestować, zresztą to byłoby głupie. Chciałam się pieprzyć, a bałabym się dać obmacać?

    Jego dłonie wywarły na moim ciele takie same odczucia jak tego, który dotykał mnie pod stadionem.

    – No to teraz dokładna rewizja osobista. Rozbieraj się!

    Ściągnęłam buty. Zrobiłam to szybko. Potem zdjęłam oba ramiączka i spuściłam na dół sukienkę. Podniosłam ją i podałam pierwszemu. Położył ją na szafce.

    – Skoro Ci się spieszy, to będziemy musieli się streszczać. Mam nadzieje, że wiesz co mam na myśli – powiedział jeden z nich, ruchem reki wskazując na niski stół, właściwie ławę na środku pokoju.

    Położyłam się na nim. Byłam w samej bieliźnie. Spojrzeli na siebie.

    – Dobra Wojtek, Ty pierwszy, powiedział ten, którego znałam dłużej.

    – OK. Odwróć się – wydał mi polecenie. Będziesz robić mi loda, a w tym czasie mój kolega weźmie Cię od tyłu – oznajmił.

    Takie słowa powinny sprawić, że zacznę krzyczeć i błagać o litość, ale nie miałam takiego zamiaru. Właśnie dokładnie taki sam scenariusz kilka sekund wcześniej miałam w swojej głowie. Szybko odwróciłam się na brzuch. Po chwili usiadł na mnie jak się okazało Arek, a Wojtek stanął przed moją twarzą i rozpiął spodnie. Wzięłam się do roboty.

    Odkryłam, że ze spermą jest jak z alkoholem. Niby można żyć bez jego smaku, ale raz na jakiś czas człowiek ma ochotę go zasmakować. Chyba tak samo było w tej chwili ze mną. Szybko doprowadziłam Wojtka wo wytrysku. Okazał się na tyle elegancki, że nie wystrzelił na mnie, tylko odwrócił się. Arek w tym czasie przypominał mojej łechtaczce, po co jest obecna w moim ciele. Widać było moje wyposzczenie. Doszłam szybciej niż on i to nawet sporo. Tłumiłam w sobie krzyki tylko dlatego, że w ustach miałam penisa.

    Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Obaj chłopcy zadowoleni z obrotu sprawy kazali mi się położyć na plecach. Wojtek rozłożył moje nogi i postanowił zwiedzić to miejsce, gdzie przed chwilą był jego kolega. Wszedł we mnie delikatnie. To było bardzo miłe uczucie. Widziałam na jego twarzy ogromne zadowolenie. Seks z kobietą kilka lat starszą najwidoczniej podobał mu się. Drugi z panów najwidoczniej nie chciał bym zaspokoił go oralnie, więc zdjął mój stanik i pieścił moje piersi. Trzeba przyznać, że robił to cudownie. Penetracja Wojtka i pocałunki Arka znów sprawiły, ze chwile potem chciałam krzyczeć z rozkoszy. Arek zatkał mi jednak buzię ręką. Widocznie nie chcieli by ktoś na korytarzu usłyszał, ze mają tu kobietę, którą co by nie mówić rżną w najlepsze.

     

    Chwile odpoczęliśmy. Chyba każdemu było to potrzebne, ale miałam nadzieje, że to jeszcze nie koniec. Tępo mieliśmy zabójcze i minęło dopiero około pół godziny. Mieliśmy jeszcze trochę czasu. Do tej pory, to oni decydowali, więc teraz ja chciałam przejąć inicjatywę.

    – No dobra chłopaki, jeszcze raz. Weźcie mnie po kolei w mojej ulubionej pozycji – powiedziałam ocierając z kącików ust resztki spermy Wojtka.

    – Jak sobie życzysz – odpowiedział Arek.

    Uklękłam przy ławie, i położyłam na niej swoje piersi razem z całą resztą ciała. To była taka moja wersja pozycji „na pieska”. Kochałam to zawsze robić w ten sposób. To właśnie tak doznawałam mega orgazmów. Tym razem było tak samo. Pierwszy wbił się we mnie Wojtek. Lewą rękę położył na mojej pupie, a prawa unieruchomił mi głowę. Z każdym ruchem robił to szybciej, aż w końcu oboje krzyknęliśmy cicho. Było cudownie. Wyszedł ze mnie. Myślałam, ze zdążę rozprostować nogi, ale Arek nie pozwolił mi na to. Poczułam jego ręce na swoich biodrach, a chwilę potem jego penis wbił się w moją waginę. Arek delektował się mną. Robił to powoli, ale wbijał się do samego końca. Był cudowny. Marzyłam by nie przestawał nigdy, ale chwile potem moje ciało przeszył orgazm i chłopak wyszedł ze mnie. Nie wiem czy sam doszedł, ale nie sądzę by skończył gdyby było inaczej.

     

    Mecz dobiegał końca. Chłopaki pomogli mi znaleźć stanik i ogarnąć się. Szybko poprawiłam swój wygląd przed lustrem i na jeszcze gumowych nogach wróciłam na trybunę. Piotruś na moje szczęście był tam gdzie go zostawiłam. Ciekawe co bym powiedziała Policji gdyby się zgubił, a zapytaliby mnie co w tym czasie robiłam. Zrozumiałam, ze to było nieodpowiedzialne, ale jakoś nie żałowałam.

    Następnego dnia zapytałam go czy dobrze się bawił.

    – Ja bawiłem się świetnie, a Ty mamo?

    – No powiem Ci synku, ze nie masz pojęcia jak bardzo – odpowiedziałam całkowicie szczerze.

    Ta przygoda sprawiła, ze zrozumiałam, iż jestem kobietą i mam swoje potrzeby. Od czasu do czasu muszę przespać się z jakimś facetem. Na początku myślałam, że to tak jakbym zdradziła męża, ale on na pewno nie chciałby bym się męczyła ze swoją seksualnością. To co stało się na meczu było spontaniczne, i nieprzemyślane, ale potrzebowałam tego. Następnym razem prześpię się z kimś w bardziej spokojnych i romantycznych warunkach.

    Postaram się napisać o tym opowiadanie…..

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Rafaello