Author: admin

  • Pati

    Patrycja była niezłą suczką..
    Zerwanie nastąpiło przez zwykłą głupotę i niedopatrzenie, że może być to szkodliwe. Ale zacznijmy od początku.
    Byliśmy ze sobą już jakiś czas, ale nie mieszkaliśmy w tym samym miejscu. Odległość była dość duża i widywaliśmy sie weekendami. Nie co tydzień, ale w miarę regularnie. Jednak młody facet potrzebuje dość częstego ruchania, albo choćby samego wylizania cipki w zamian za obciągniecie. Normalną rzeczą było dla mnie zawsze to, że jak dziewczyny, z którą byłem, nie było blisko i wiedziałem, że raczej nie będzie ruchania, to buszowałem po sieci oglądając różne filmiki i co jakiś czas waląc konia oglądając, jak kolejne panny nadstawiają swoje języczki, twarze i cycki, by być ochlapane spermą. Z Pati nie było inaczej, ona u siebie, ja u siebie, więc drągal w rękę i jechane z pornosami…
    Fakt, że jak się widzieliśmy, to nie było żadnego problemu. Miała lekko retuszowane cycki z dużego A na średnie C i była dość gorąca. Potrafiła nawet obciągnąć i nadziać sie na kutasa w samochodzie, gdy czekała na samolot.
    Ale jak jej nie było w pobliżu, to musiałem sobie jakoś radzić. Oczywiście oglądanie pornosów, gdzie laski są oblewane spermą, albo jak im kolejne strzały wyciekają z cipek zaczęło być dość nużące, wiec inne kategorie tez zaczęły być interesujące. Zaczęły mi sie podobać takie kategorie jak zabawki, rożne tresury, sytuacje w miejscach publicznych, gang bang, bukkake, czy też shemale albo dziewczyny ze straponem ruchające facetów albo z dildo czy wibratorem w ręce i rozpychające facetom ich ciasne tyłki. Niby wydaje sie gejowskie, ale nawet w filmach instruktarzowych na temat analu mówią, że każdy facet powinien spróbować choć raz w życiu sexu analnego jako bierny i poczuć to. W każdym razie laseczki, albo i dojrzale kobiety, tak długo wojowały aż finalnie dawały sie męskie dupy wyruchać.
    Zastanawiało mnie to często, jak sie czują kobiety, gdy są ruchane, więc po prostu w sklepie wysyłkowym kupiłem kiedyś jeden, potem drugi butt plug, dildo, a nawet szklane dildo. Raczej głupio mi było zaproponować dziewczynie, by mnie tak przeruchała, wiec zacząłem sam sie nadziewać na te zabawki. I tak sie zaczęło to podobać, że nawet wchodząc pod prysznic, nadziewałem sie na koreczek, który czasami przypadkowo potrafił sie wysunąć jak juz sie mięśnie przyzwyczaiły do bycia rozciągniętymi. Ale w sumie zabawki kupowałem na długo zanim zacząłem być z Pati.
    To, co w zasadzie przybiło gwoźdź do trumny związkowej, było kolejnym etapem sprawdzenia, jak sie laska czuje jak jest ostro ruchana w tyłek z wytryskiem w środku. Wpadł mi do głowy pomysł, że można w dupkę wtłoczyć dużo nawilżacza, po prostu wstrzyknąć go, potem rozciągnąć anusa na jednej z zabawek i sprawdzić, jak to jest jak z dupki wypływa… niby tylko imitacja spermy, ale zawsze coś tego typu. Problem dla laski był tylko taki, że to miałem sfilmowane.
    Wydaje sie to może świńskie, ohydne i odrażające, ale w sumie to mało rzeczy mnie w sexie odrzuca. Jak Pati potrafiła brać z dupy do ust i to za pierwszym razem, to nie umiało mnie prawie nic zdziwić.
    W każdym razie, gdy dziewczyna do mnie przyjeżdżała, to wcześniej przezornie czyściłem historię w przeglądarce, tak w razie czego, choć nigdy nie wyglądało na to, by była chętna grzebać w moim komputerze. Ale, jak sie okazało, lubiła zajrzeć, gdzie nie powinna…
    I przyłapała mnie na tym, że oglądam porno, że jestem zarejestrowany na portalach erotycznych, gdzie są różni inni ludzie. Wykorzystała to i podeszła mnie, a ja sie dałem złapać jak przedszkolak. Stworzyła fikcyjny profil na jednym z tych portali i zaczęła do mnie pisać. Wysyłała mi też zdjęcia, ale oczywiście nie swoje. Chciała bym wysłał jej tez swoje, “im odważniejsze, tym lepiej, chce znać cię z każdej strony”. I dostała ode mnie zdjęcia z gołym kutasem, z wypiętą dupą, z dildem wepchniętym w tyłek i to głęboko, wytryskająca spermę z mojego kutasa i ściekającą po nim aż na jaja…
    Przyjechała do mnie na tydzień przed zerwaniem i mieliśmy sex, chciała, by było ostro, wtedy w ramach “prezentu” dałem jej jedno dildo, choć nie wiedziałem, że ona już je widziała. Nawet wsunąłem jej to dildo w cipkę, podczas gdy mój kutas kolejny raz rozpychał jej odbyt. A na koniec jak zwykle odwróciła sie i chciała, bym spuścił się jej do ust i ona ze smakiem połknęła strzał z kutasa wyciągniętego prosto z jej własnej dupy.
    Gdy tydzień później przyjechałem do niej, powiedziała mi o wszystkim, co widziała u mnie na komputerze i zdjęciach. Powiedziała, że się brzydzi mnie i tego wszystkiego, co zobaczyła. Położyła na samym środku łóżka dildo, które jej dałem i powiedziała, że mam je sobie zabrać. I się rozstaliśmy.
    Było trochę dołująco jakiś czas. Ale z drugiej strony… sprawdziłem jak to jest mieć coś dużego w dupie i przeruchałem wiele razy suczkę, której mogłem spuszczać się na cycki i do gardła, a ona za każdym razem ze smakiem połykała. Nawet jak już wiedziała, że zerwie ze mną, to i tak chciała połykać…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Max79

    100% prawidzwe zdarzenia…

  • Honeymoon

    Słońce chyliło się ku zachodowi kiedy nabiłem szklaną fajkę lekko pokruszonym topem. Wyszliśmy razem na balkon żeby nacieszyć się widokiem miasta spowitego pomarańczowym światłem. Podpaliłem fajkę, zaciągnąłem się i nachyliłem do mojej sporo niższej partnerki. Złożyłem usta i z bardzo bliska wdmuchnąłem jej dym w usta. Nieco nieporadnie wciągnęła to co nie uciekło na boki. 

    “Sorry, nigdy tego nie robiłam” wyznała.

    “Nie szkodzi.” Odpowiedziałem i pocałowałem ją. Odwzajemniła pocałunek i wyjęła fajkę z mojej dłoni. Przytknęła ją do ust patrząc mi w oczy i powoli objęła ją ustami. Podpaliłem za nią a ona mocno się zaciągnęła i dmuchnęła mi w twarz chmurą dymu. Pocałowałem ją ponownie i objąłem. 

    Paliliśmy tak przez chwilę całując się i dotykając. Byłem już bardzo pobudzony. 

    “Jaki już jesteś duży” powiedziała wyciągając mi go ze spodni.

    “Palenie tak na mnie działa. Na ciebie chyba też, co?” Włożyłem dłoń pod spódniczkę gdzie miała bardzo mokre majtki.

    “Nie, to ty tak na mnie działasz” powiedziała z uśmiechem. Zaczęliśmy się powoli ale intensywnie całować. Czas zwolnił. Z zamkniętymi oczami nasze dłonie zaczęły się poruszać w tym samym momencie. Jej na moim naprężonym do granic możliwości penisie, a moja na jej majtkach, przez które przesiąkały jej soki. 

    Pojękiwała cicho nie przerywając pocałunku. Przesunąłem palce wyżej i wsunąłem je pomiędzy materiał a jej gładki wzgórek. Westchnęła dojmująco. Zanurkowałem, dosłownie, bo było tam istne jezioro, i zacząłem masować jej łechtaczkę.

    “O boże, tak…” Jęknęła ściskając mocniej mojego fiuta.

    “Chcesz iść do środka? Czy robimy przedstawienie sąsiadom?” 

    “Idziemy” odparła. Jednak jej uśmiech podpowiadał że przedstawienie i tak chce zrobić

    Puściłem ją przodem i podążyłem za nią gładząc jej jędrne, okrągłe pośladki. Po drodze do łóżka zgarnęła ze stołu słoiczek płynnego miodu i drewniany nabierak. Uśmiechnąłem się pod nosem.

    Przykucnąłem i pociągnąłem w dół jej spódniczkę. Moim oczom ukazał się piękny tyłek na który padało pomarańczowe słońce. Złapałem pośladki i rozchyliłem je po czym zachłannie przejechałem językiem po jej mokrej cipce od łechtaczki aż do spodu. Wtedy wsunąłem język najgłębiej jak mogłem, smakując jej podniecenie.

    Stanęła na palcach i położyła wolną dłoń na moich włosach.

    “Poczekaj na deser” powiedziała ze śmiechem. Wysunąłem język i dałem jej klapsa obiema rękami. Położyła się na łóżko i wręczyła mi słoik z nabierakiem. “Smacznego, kochanie” 

    Otworzyłem słoik i zacząłem nakładać miód na jej piękną cipkę.

    “Przyjemnie?” Spytałem.

    “Mhmmmmoooooboże taaaakk” kiedy zaczęła mówić przyssałem się całymi ustami do niej i zacząłem zlizywać miód. I jej głos zmienił się z lekko sennego mruknięcia w pełen rozkoszy jęk.

    Ze smakiem wyjadałem jej cipkę a ona wiła się pod moim językiem. Pozwoliłem jej przez chwilę ruszać biodrami na wszystkie strony po czym złapałem zdecydowanie pod pośladki i utrzymując jej biodra w górze zacząłem powoli i mocno lizać jej słodką łechtaczkę całym językiem. Raz na jakiś czas zwiększałem zakres ruchu na wargi i wkładałem język do środka. Jęczała jak nigdy wcześniej. Jej soki zmieszały się z gęstym miodem a ja lizałem jakbym chciał spić to wszystko. Jakbym obgryzał pestkę mango z resztek miąższu.  

    Poczułem jak napina tyłek. Odjąłem jedną dłoń i włożyłem środkowy palec do środka i tam go zostawiłem zaginając go do góry. Zacząłem poruszać nim dotykając górnej ścianki. Wyprężyła się i wydała z siebie krzyk. “Dochodzę! Dochodzę! Dochodzęęęęę!” Wygięła plecy unosząc gołe piersi. Nawet nie zauważyłem kiedy zdjęła top, byłem tak zajęty. Poczułem jej stopę na plecach kiedy w końcu zdyszana opuściła nogi.

    Podniosłem się zsuwając z siebie jej nogi i wytarłem wnętrzem dłoni usta.

    “Kładź się.” Zażądała. Po chwili leżałem nagi na pościeli a ona nakładała miód na mojego pulsującego członka. Skapujący gęsty płyn przyjemnie go obtaczał. Odłożyła rekwizyty i wróciła do mojego krocza. Leżąc na brzuchu ze stopami w górze przeciągnęła językiem od jąder aż do czubka. Kutas zaczął mi skakać obijając się o jej język. 

    “Prrr, stój, szalony…” mruknęła seksownie. Złapała go mocno u nasady wzięła go do ust. 

    Ja już odlatywałem przy pierwszym dotyku a teraz poczułem jakbym się zapadł cały w ten miód. Kiedy zaczęła jęczeć myślałem, że nie wytrzymam i wystrzelę jej w buzi. Ona wiedząc to bawiła się ze mną nie dając mi dojść. 

    “Ojej, tak bardzo chcesz dojść? Daj mi się pobawić…” 

    “Nie chcę, ale mów tak dalej to tego nie dam rady powstrzymać” zaśmiałem się. 

    “Dasz, dasz. Nie zabierzesz mi cukierka. Jest taki duży i pyszny. Cały dla mnie. Caałł….” i wzięła go aż poczułem że jej gardło się na mnie zaciska. Tym razem ja wygiąłem plecy mimowolnie. Przytrzymała mnie tak po czym poruszyła głową kilka razy. Jak ja to wytrzymałem, tego nie rozumiem do dzisiaj. Wyciągnęła go powoli siorbiąc i mlaskając. Bawiła się mną tak kilka minut doprowadzając mnie na skraj orgazmu po czym głośno wypuszczała mokrego kutasa z lekkim okrzykiem satysfakcji. 

    Po jakimś czasie przerwała ssanie żeby nałożyć więcej miodu. Ja chwilę odetchnąłem. Myślałem, że przyda mi się chwilka przerwy to ochłonę. Kiedy znów otuliła mojego słodkiego chuja ustami. Nie miałem wątpliwości czego chce. Przestała się bawić. Zdecydowanym ruchem zaczęła mi obciągać wywijając językiem wokół nabrzmiałej żołędzi. Jedną ręką trzymała od spodu moje jaja a drugą ściskała u nasady.

    “O boże” wychrypiałem. Dźwięki obciągania rozlegały się w całym pomieszczeniu. Miarowo, wprawnie doprowadzała mnie do nieuniknionego orgazmu. “Nie dam rady dłużej…” Słysząc to zdwoiła intensywność a ja momentalnie wystrzeliłem długim strumieniem który ona cały przyjęła do ust. Tyle tego było że zacżęło wyciekać jej po ustach ale ona dzielnie nie zwalniała tempa połykając ile mogła. Nawet kiedy przestałem chlustać ssała mnie dalej nie dopuszczając do opadnięcia. 

    “A teraz chcę się pieprzyć.” Powiedziała patrząc mi w oczy. “Dasz radę drugą rundę?”

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Njewyrzyty
  • Wojaze Moni: Pan Listonosz – Goraca Kawa

    Czułam to! Mierzył moje pośladki swoim zabójczym wzrokiem, mimo to nie chciałam się odwracać by go nie spłoszyć. W zamian, postanowiłam wypiąć jeszcze bardziej swoje już i tak odważnie wyeksponowane wdzięki. A żeby zadziałać ja jego wyobraźnię jeszcze bardziej, ostentacyjnie poprawiłam skąpe czarne stringi.

    Cały czas miałam to wrażenie że zaraz złapie mnie od tyłu i prymitywnie weźmie tu i teraz w kuchni – mylnie jak się jednak okazało. Musiałam zachować zimną krew, w końcu to ja tu rozdawałam karty w tym “pojedynku”

    Nagle zapiszczał ekspres do kawy, była już gotowa. Wyprostowałam się i odwróciłam głową do kuriera. Ten jakby zamyślony szybko się obudził z transu i spojrzał na mnie pytająco. Czyli na pewno się gapił! – pomyślałam sama do siebie, będąc mimo to zadowolona z siebie w głębi ducha.

    -Kawa gotowa, już zalewam. Napijemy się tu czy w salonie? – spytałam, lekko trzepocząc sztucznymi rzęsami.

    -Może być salon. – odpowiedział pewnie przystojny kurier.

    Złapałam za obydwie filiżanki z kawą, po czym rzeczona kawa oraz my sami znaleźliśmy się w przestronnym salonie mojego domu. Usiedliśmy na szarej, aczkolwiek wygodnej oraz dobrze wykonanej sofie.

    -A więc, na zdrowie! – powiedziałam próbując owej kawy z porcelanowej filiżanki. – Ahh, przepyszna! – dodałam.

    -Mmmhm, cudowna kawa pani wyszła, pani Moniko. – odpowiedział szarmancko kurier. 

    -Może przejdźmy na ty? Monika jestem. – powiedziałam ze słodyczą w głosie ale także i z gracją iście szlachecką. 

    -W porządku, jestem January – przedstawił się mężczyzna podając mi rękę. 

    Jego dłoń była w dotyku bardzo delikatna, aczkolwiek dało się wyczuć z niej siłę oraz męskość jej właściciela. 

    -A więc, January, chyba trochę ciężko w tej pracy macie, co? – spytałam, jednocześnie kładąc swoją zgrabną oraz smukłą nogę na drugiej nodze. Nie umknęło to jednak uwadze mojego gościa który mierzył mnie łapczywie swoim przenikliwym wzrokiem. 

    -Szczerze mówiąc to tak, trochę tego jest. Ale staram się nie narzekać i iść do przodu. – Powiedział optymistycznie January. 

    -Hah! Grunt to mieć optymizm, co? – powiedziałam wesoło. 

    Tak zleciało nam jeszcze parę minut rozmowy gdy nagle January spytał:

    -A jak paczka? Bielizna pasuje? – spytał spoglądając na mnie dokładnie, jakby rozbierał mnie wzrokiem. 

    -Hmm, cóż – wstałam chcąc zaprezentować się lepiej – jest bardzo fajna, dopasowana, wygodna, no i oczywiście zmysłowa – powiedziałam stojąc przed Januarym. 

    -No, tego nie można jej odmówić, jak i oczywiście samej właścicielce też – powiedział komplementując mnie mężczyzna. – Kim jest ten szczęściarz  – spytał January 

    -To? To nie, dla nikogo takiego, dla mnie samej, jestem singielką – skłamałam by nie odstraszyć potencjalnego kochanka. 

    -Ah, rozumiem. – odpowiedział twierdząco mężczyzna 

    -A tobie? Jak ci się podoba? – spytałam z uwodzicielskim tonem Januarego. 

    Ten, delikatnie zaskoczony powiedział – Cóż mogę powiedzieć, ładnej we wszystkim ładnej! – powiedział luźno January. 

    Widziałam po Januarym że jego dłonie, nie naturalnie zakrywają krok jego spodni roboczych. Dla mnie było już jasne że January próbował ukryć erekcję. Nic dziwnego zważając na okoliczności, prawda?

    Mimo to, widziałam po wyraźnym zarysie jego spodni że coś dużego się tam kotłuje. A to oznaczało że jeżeli teraz wszystko pójdzie dobrze, to zafunduje sobie dość miłe południe. 

    -A gdybyś miał mnie jakoś opisać, to jakbyś mnie opisał? – Spytałam enigmatycznie, pozując przed nim dość prowokacyjnie, między innymi dość śmiałym prezentowaniu swojego tyłka przed nim.

    -Hmm, pomyślmy. – January zmarszczył brwi i powoli podniósł się z sofy zmierzając w moim kierunku. – Myślę że na pewno dosyć śmiała jesteś, spontaniczna, ale przede wszystkim, zajebiście seksowna – powiedział bez skrępowania stojąc tuż przede mną.

    Po chwili, nie mogłam już znieść tęgo napięcia, tego jak bez skrępowania, z łatwością przychodziło mu komplementowanie mnie. Nagle w końcu postawiłam wszystko na jedną kartę – POCAŁOWAŁAM GO!

    Przez jego wzrost musiałam unieść się na palcach by tego dokonać. Po chwili milczenia z obu stron, January odwzajemnił pocałunek. Był sto razy bardziej namiętny od mojego! Myślałam że się przy nim rozpuszczę jak kostka lodu na pełnym słońcu.

    Po chwili January przemówił:

    -To czyli już skończyłaś swoją zabawę w podchody? – spytał z sarkastycznym uśmieszkiem.

    On wiedział!? Byłam zszokowana! Z jednej strony cały mój plan został przejrzany, a z drugiej strony to chyba mogłam się spodziewać że na etapie ubrania się w bieliznę zacznie coś podejrzewać! Chęć prawdziwego orgazmu przysłoniła mi oczy! Ale cóż, wyglądało na to że od tego momentu mogłam jedynie grać według jego zasad…

    -Ehh, okej, tu mnie masz. Ale hej, nie ja jedyna pewnie w takiej sytuacji nie nie miałabym ochoty na takie ciacho, prawda? – próbowałam tłumaczyć się jakkolwiek

    -Okej, Monia, to nie ważne, tłumaczyć się możesz później, ale teraz co ty na to by z tego całego zamieszania zrobić jakiś użytek? W końcu sama powiedziałaś że przyda mi się “odpoczynek” prawda? – rzekł przekonująco January.

    Po krótkiej analizie słów Januarego, wiedziałam że już udało mi się uzyskać to do czego dążyłam, w ten czy inny sposób, ale się udało. Wystarczyło to teraz zasygnalizować mojemu niedoszłemu jeszcze kochankowi że “Tak! Chce zrobić z tej sytuacji użytek!”

    Objęłam więc Januarego po czym zbliżyłam się do jego ust swoimi tak blisko jak to było możliwe, i pocałowałam go. Zresztą na odwzajemnienie tego nie musiałam czekać. January szybko przeszedł do dalszych planów wobec mnie. Do naszego pocałunku dołożył swój język, lada moment mój także brał udział w tym namiętnym pocałunku. 

    Czułam jego dłonie jak z moich pleców, poprzez talię oraz biodra, wylądowały na moich jędrnych pośladkach. Czułam jak łapczywie je masuje, ugniata i ściska!

    Już wtedy czułam się jak w niebie. Wtem January powiedział:

    -To może przeniesiemy się z tym wszystkim do sypialni? – spytał, mimo to brzmiał jakby był pewny odpowiedzi.

    Oczywiście miał rację, nie minęła chwila a złapałam go za rękę i zaczęłam prowadzić do sypialni. W czasie drogi tam, zdążył dać mi dwa klapsy by bardziej “pobudzić” mnie do działania. I tak się stało, w chwilę wylądowaliśmy u góry w sypialni. January pchnął mnie na łóżko. Wylądowałam na plecach.

    Z poziomu łóżka obserwowałam jak do niedawna kurier a teraz kochanek zdejmuje swoje ubrania robocze. Zostawił tylko na sobie granatowe bokserki na których wyraźnie malowała się solidna erekcja jego penisa. 

    Nim się obejrzałam, January leżał już nad mną, jego muskularna postura zdominowała mnie całkowicie. 

    Nie minęła chwila a znów się całowaliśmy namiętnie z języczkiem. Tylko że teraz byliśmy razem, półnadzy na łóżku moim i i mojego narzeczonego. Choć wydaje się to oczywiste, nie zamierzaliśmy zaprzestać na tylko i wyłącznie namiętnym całowaniu przy użyciu naszych języków…

     

    CDN… 

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Monica25

    Hej! Mam nadzieję że się spodobało! Zależy mi na waszej opinii by moje prace mogły być coraz to lepsze więc proszę o komentarz! ❤️

     

    Buziaki!

    Monika 

  • Historia niebieskich majtek

    Był słoneczny dzień więc wybraliśmy się z żoną na spacer. Szliśmy najpierw bulwarem pełnym turystów a potem udaliśmy się leśną ścieżyną wzdłuż stromego klifu gdzie miejscami można było podziwiać widok szumiącego Bałtyku. Co jakiś czas pstrykałem fotkę i napawałem się pięknem natury oraz mojej ukochanej, która w bordowej zwiewnej sukience wyglądała wyjątkowo pociągająco. Już na zatłoczonej uliczce widziałem te łapczywe spojrzenia co niektórych panów. Jej ponętna, odstająca pupa była wyraźnie widoczna pod cienkim i prześwitującym materiałem. Miała koronkowe, mocno wykrojone, niebieskie majtki, które w połowie tylko zakrywały krągłe pośladki.

    Co jakiś czas gładziłem i ściskałem to cudo kobiecego ciała. W swoim zwyczaju, w różnych sytuacjach i na różne sposoby delektowałem się pupcią Ali. Gdy np. robiła coś w kuchni podchodziłem od tyłu, zdejmowałem jej getry i całowałem a niekiedy gryzłem jej
    pośladki. Zwiewne sukienki mają tę zaletę, że można podczas spaceru bezproblemowo a nawet bez zatrzymywania odsłonić i popieścić tyłeczek nie zwracając wielkiej uwagi o ile za nami nikt nie idzie.

    Tym razem jednak od jakiegoś czasu widziałem śledzącego nas mężczyznę. Wiedziałem że facet idzie i patrzy gdy ja podciągam żonie sukienkę, a że lubię takie sytuacje nie mówiłem nic żonie a nawet odwracałem jej uwagę aby się nie zorientowała że mamy
    obserwatora.

    W pewnym momencie Alicja powiedziała „muszę się wysikać, patrz czy nikt nie idzie”. Skinąłem że ok i udałem że nie widzę gościa za choinką. Gdy żona kucnęła uśmiechnęliśmy się do siebie, ja pstryknąłem jej fotkę a potem podszedłem z przodu i podziwiałem jej krocze jednocześnie uspokajałem żeby spokojnie siusiała. Nie mam czym się podetrzeć – odrzekła na końcówce wznawianego z przerwami strumienia moczu.

    Ja ręką a potem językiem ciebie wyczyszczę – odpowiedziałem w swoim stylu
    – No co ty, przestań …
    – Naprawdę, wiesz że to lubię.
    Gdy skończyła zaczęła ruchami bioder strzepywać ostatnie krople moczu. Ja wsunąłem dłoń między uda i pocierałem jej wargi sromowe.
    – Dziękuję mężusiu za obsługę – powiedziała z uśmiechem.
    Wyjaśniłem że to nie koniec i poprosiłem aby całkiem zdjęła majtki abym mógł dokładnie ją wylizać gdy będzie stała, przecież nie położę się na leśnym runie.
    – Dobrze, ale szybko i idziemy dalej – to mówiąc Ala dała mi zdjęte na życzenie majtki

    Miałem podwójną radość i emocje podniecenia widząc że nasz obserwator zaczął się
    masturbować. Podnosiłem jej sukienkę tak aby cała pupa była widoczna jednocześnie liżąc wargi z
    przodu. Miętosiłem pośladki i zacząłem żonę powoli obracać tak aby mężczyzna mógł zobaczyć jej
    piękne nagie łono.

    – Tam ktoś jest, idziemy – wykrztusiła przerywając akcję. Wyrównała sukienkę i powoli zaczęła odchodzić nie obracając się. Gdy doszedłem do niej razem zaczęliśmy się chichotać. Ścieżka skrzyżowała się ze schodami na plażę wiec zaczęliśmy schodzić w kierunku morza. Na końcu promenady usiedliśmy na ławeczce i zaczęliśmy przeglądać zrobione tego dnia zdjęcia.

    – Gdzie masz moje majtki? – spytała żona
    – Nie mam, zostały na choince …. zaczekaj tu, pobiegnę po nie.
    Pędem udałem się w niedawny leśny zakątek, miałem nadzieję że bielizna mojej żony jest tam gdzie ją zostawiłem. Słyszałem o fetyszu polegającym na zbieraniu, podniecaniu się cudzą, kobiecą garderobą. Z daleka widziałem że majtki są tam gdzie je zostawiłem lecz gdy podszedłem bliżej to w jednej chwili się zdumiałem a zarazem wezbrało moje podniecenie. Majtki żony były spryskane białymi błyszczącymi kroplami… speeermyyy! Nikogo jednak już nie było w pobliżu. Nie wiedziałem czy bieliznę już tak zostawić czy zabrać. Po namyśle zrobiłem fotkę a następnie majtki zwinąłem w kulkę.

    – Masz? Spytała czekająca na mnie Ala
    – Tak, ale numer… odpowiedziałem z uśmiechem.
    Gdy przyznałem się żonie o leśnym obserwatorze i pokazałem zdjęcie to już nie chciała oglądać własnych majtek i poleciła mi je wrzucić do kosza. Wieczorny spacerek z tego powodu był bez bielizny bo jak moja gwiazda stwierdziła
    – Jedne majtki na dzień wystarczą.

    Dobry humor nas nie opuszczał.

    Foto pamiątka 😉 https://thumb-p3.xhcdn.com/a/JNh-DR4syzaRrU5XCEN4zA/000/450/346/553_1000.jpg

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    J23
  • Rodzinne perypetie cz. 1

    “I oto nadeszły wakacje” – pomyślałem, wychodząc ze szkoły. W ręku trzymałem świadectwo ukończenia drugiej klasy gimnazjum. Łatwo nie było, ale pod koniec udało mi się podciągnąć parę ocen. Wraz ze mną z budynku wylewał się tłum uczniów, którzy cieszyli się na myśl o upragnionych dwóch miesiącach odpoczynku.

    Stanąłem na środku głównego placu przed szkołą i rozejrzałem się. Uczniowie wokół mnie ustawiali się w małych grupkach i wesoło rozmawiali. Zapewne dzielili się z innymi swoimi planami na wakacje. Westchnąłem. Ja, jak co roku, miałem pierwszego dnia wakacji jechać razem z siostrą i matką w Bieszczady, do cioci Wiesi. Ciocia była starszą kobietą po 50-ce i mieszkała na totalnym zadupiu, z dala od wszelkiej cywilizacji. Dla przeciętnego 15-latka, takiego jak ja, takie wakacje były istnym koszmarem.

    Wszyscy moi koledzy jechali zapewne gdzieś za granicę, do ciepłych krajów, a mnie znowu miało czekać zdobywanie tych samych szczytów, wędrowanie tymi samymi szlakami i przesiadywanie ze starą ciotką na totalnym odludziu. W okolicy, gdzie mieszkała ciocia Wiesia, jakby zatrzymał się czas. Nie można tam nawet było skorzystać z telefonu, o internecie nie wspominając. Każde lato marnowałem na takim zadupiu. Jednak nasza matka bardzo lubiła jeździć do swojej starszej siostry i nie było nawet dyskusji o tym, żeby wakacje spędzić gdzieś indziej.

    Rozglądałem się wokoło, usiłując wypatrzyć moją starszą siostrę, Laurę. Po dłuższej chwili, w towarzystwie przyjaciółek, ujrzałem JĄ. Moi piękną, olśniewającą siostrę. Wychodziła właśnie ze szkoły w towarzystwie swoich koleżanek. Mimo, że miała tylko 16 lat, była piekielnie seksowna i ewidentnie nie starała się tego ukrywać. Często zakładała obcisłe sweterki czy obcisłe dżinsy, tak genialnie podkreślające walory jej ponętnego ciałka. Dzięki temu, że trenowała siatkówkę, miała perfekcyjną figurę. I do tego długie, ciemne blond włosy, zielone oczy i wąskie usta…

    Na zakończenie roku szkolnego założyła plisowaną, czerwoną sukienkę, która nie zakrywała jednak zbyt dużo, sięgała bowiem do połowy uda i odsłaniała jej boskie nogi. Założyła też wysokie obcaski mimo, że nie była niska jak na dziewczynę, mierzyła 1,70 metra i była niewiele niższa ode mnie. Jednym słowem moja starsza siostrzyczka została bardzo hojnie obdarzona przez naturę.

    Laura w tym momencie skończyła żegnać się z przyjaciółkami i zmierzała właśnie w moją stronę z bananem na twarzy.

    – Hej braciak – rzuciła na powitanie. Mruknąłem coś niewyraźnie w odpowiedzi. Zawsze czułem się nieco speszony w obecności starszej siostry. Ona była popularna i lubiana, a ja, w przeciwieństwie do niej, raczej trzymałem się na uboczu. Zawsze trochę zazdrościłem Laurze swobody, z jaką nawiązywała nowe kontakty. Mi przy praktycznie każdej rozmowie zaczynał plątać się język. Ale najgorzej było z dziewczynami. Wtedy dosłownie odbierało mi mowę.

    Postanowiłem ściągnąć tę wesołą minę z jej twarzyczki, więc spytałem:

    – I jak, gotowa na wyjazd?

    Laurze momentalnie zrzedła mina.

    – Nawet mi nie przypominaj – odpowiedziała w końcu – Jak sobie pomyślę, że kolejne lato spędzimy u naszej zramolałej ciotki… Z dala od wszelkiej cywilizacji, nie można do nikogo choćby zadzwonić.

    – Nawet do Tomka? – spytałem, nie mogąc się powstrzymać. Laura zaczerwieniła się.

    – Oj, daj spokój, przecież wiesz, że nie o niego mi chodziło… – bąknęła.

    – Przecież widziałem, jakie robisz do niego maślane oczy.

    – A ty nadal bujasz się w Patrycji?

    Trafiła w sedno. Rzeczywiście miałem słabość do Patrycji, mojej rówieśniczki. Głównie dlatego, że nosiła tak krótkie spódniczki, że czasem widać było jej majteczki. Ja oczywiście byłem zbyt nieśmiały, żeby do niej zagadać, więc zostawałem tylko ze stale rosnącym problemem w spodniach.

    Nasze sprzeczki często tak wyglądały. Od dzieciństwa lubiliśmy kłócić się o byle jaki drobiazg, doprowadzając naszą matkę do szewskiej pasji. Ponieważ Laura jest ode mnie o rok starsza, to ona zawsze zgrywała tę mądrzejszą. Tak naprawdę były to jednak jedynie krotochwilne utarczki i, co mogę śmiało powiedzieć, przez wszystkie lata dzieciństwa stała się moim najlepszym przyjacielem. Dlatego doskonale rozumiałem moją siostrę. Właśnie ukończyła gimnazjum, i to ze znakomitymi ocenami. Na pewno chciałaby świętować to inaczej, niż spędzając dwa miesiące u zgrzybiałej ciotki.

    Kiedy tak staliśmy, mój spojrzenie mimowolnie zjechało na dekolt jej sukienki, który odsłaniał sporą część jej piersi, i jakoś nie mogłem oderwać od niego wzroku. Laura po chwili to zauważyła i oblała się jeszcze większym rumieńcem. Oboje spuściliśmy wzrok, zakłopotani. Z tej niezręcznej sytuacji wyciągnął nas głos naszej matki.

    – Wsiadać do samochodu!

    Szybko ruszyliśmy w stronę niebieskiego forda naszej mamy, która ewidentnie była w tym momencie podenerwowana, głównie dlatego, że stanęła w miejscu do tego nieprzeznaczonym. Nasza matka, Iwona, była pulchną kobietą w wieku 45 lat, z farbowanymi na czerwono włosami i, co muszę przyznać, była naprawdę niezłą babką jak na swój wiek. To, co ją wyróżniało, to z pewnością wielkie jak arbuzy cycki.

    – Laura, czemu ubrałaś się jak dziwka?! – spytała moją siostrę, która pierwsza podeszła do tylnych drzwi samochodu.

    – Mamo! – zaoponowała Laura. Iwona przeniosła spojrzenie na mnie, a w szczególności na ewidentne wybrzuszenie w moich spodniach.

    – I popatrz, to jakiego stanu doprowadziłaś swojego brata – rzekła z niegrzecznym uśmieszkiem. Laura z wahaniem zerknęła na moje krocze i spłonęła takim rumieńcem, że jej twarz przybrała intensywniejszą barwę niż sukienka. Rozejrzała się nerwowo dookoła siebie, napotykając zaciekawione spojrzenia swoich koleżanek. Pospiesznie wsiadła do samochodu, a ja za nią, czerwony jak burak.

    Do naszego domu dojechaliśmy w niecałe pół godziny. Mieszkaliśmy w samym centrum Olsztyna, w starej, komunalnej, 3-piętrowej kamienicy. Niewiele było dostępnej przestrzeni, ale dla naszej trójki jakoś starczało. Ja wspólnie z siostrą dzieliłem jeden pokój, niezbyt duży, ale przytulny. Nasze łóżka stały po przeciwnych stronach pokoju, przez co praktycznie każdego ranka miałem doskonały widok na moją siostrzyczkę, kiedy wstawała. Od czasu do czasu zdarzało się, że Laura przebierała się tuż obok mnie myśląc, że śpię. Ja w rzeczywistości mrużyłem wtedy oczy i mogłem sobie bezkarnie oglądać jej apetyczne ciałko. Oczywiście mój kutas momentalnie budził się wtedy do życia i musiałem bardzo się powstrzymywać, żeby sobie nie zwalić konia przy mojej siostrze. Ostatecznie, gdy tylko wychodziła z pokoju, szybko udawałem się do łazienki i tam dokonywałem samogwałtu.

    Masturbowałem od prawie dwóch lat i to właśnie moja słodka siostrzyczka rozbudziła we mnie seksualność. Pewnego razu, kiedy rano zsuwała spodenki od piżamki seksownie kręcąc dupką, dostałem pierwszej w życiu erekcji. Wtedy nie wiedziałem jeszcze, czym było to spowodowane. Dopiero z czasem nauczyłem kilkoma sprawnymi ruchami dłoni doprowadzać się na szczyt rozkoszy. Usiłowałem wtedy wyobrażać sobie, że posuwam napalone koleżanki z klasy i spuszczam się do ich ciasnych cipek, ale często mimowolnie zaczynałem myśleć o mojej siostrzyczce. Z początku targały mną wyrzuty sumienia, ale w końcu wyzbyłem się ich. Uznałem, że nic nie mogę poradzić na to, że Laura tak na mnie działa. Przez to często musiałem uważać, żeby tylko Laura nie przyłapała mnie ze sztywną fujarą w gaciach, kiedy ona paradowała po domu strasznie skąpo ubrana.

    Reszta tego dnia strasznie mi się dłużyła. Nie mogłem się wyluzować, zważywszy na fakt, że niedługo miałem jechać tam, gdzie psy dupami szczekają. Około 19-ej jedliśmy wspólnie kolację, kiedy telefon mamy zaczął wibrować. Mama chwyciła go i kiedy tylko przeczytała kontakt na wyświetlaczu, zrobiła oczy wielkie ze zdziwienia. Spojrzała na nas przepraszająco i wyszła do łazienki. Jedliśmy dalej w milczeniu, za to z łazienki dobiegały nas ożywione głosy rozmowy. Iwona wyszła po jakichś 45 minutach, cała czerwona na twarzy. Spojrzała na nas po kolei.

    – Dzieci, musimy porozmawiać – powiedziała w końcu. Wstałem więc od stołu i usiadłem obok siostry na kanapie, podczas gdy matka zajęła fotel. Widać było, że jest strasznie spięta. Pochyliła się powoli w naszą stronę.

    – Wiecie, że wyjazdy do cioci Wiesi to nasza tradycja. Dlatego w tym roku też tam pojadę.

    – Zaraz – przerwała jej Laura – jak to tylko ty pojedziesz?

    Nasza matka westchnęła.

    – Właśnie dzwoniła do mnie wasza ciocia Amelia. Pewnie słabo ją kojarzycie.

    Prawda była taka, że prawie jej nie znaliśmy. Była młodszą siostrą Iwony, jednak od wielu lat nie miały ze sobą kontaktu.

    – W jakiej sprawie do ciebie dzwoniła? – spytałem w końcu.

    – Złożyła mi, a właściwie wam, nieoczekiwaną propozycję. Zaprasza was do siebie na trzy tygodnie.

    Spojrzeliśmy na siebie z siostrą. Ona, tak samo jak ja, wywaliła gały na wierzch ze zdziwienia.

    – Naprawdę? – spytała w końcu naszej mamy. – Naprawdę możemy jechać?

    Iwona ponownie westchnęła.

    – Wolałabym, żebyście jechali ze mną do cioci Wiesi. Bardzo by się ucieszyła na wasz widok. Jednak ze względu na to, że Laura ze znakomitymi ocenami ukończyła gimnazjum, jestem gotowa ją puścić. Oczywiście zaproszenie tyczy się też ciebie, Wojtku.

    Zerknąłem na starsza siostrę i zobaczyłem jej szeroki uśmiech.

    – Nie pozwolę mojej siostrze jechać samej – powiedziałem z uśmiechem.

    Mama wciąż patrzyła jednak z powagą.

    – Musicie o czymś wiedzieć dzieci – zaczęła. – Nigdy nie opowiedziałam wam, dlaczego moje relacje z młodszą siostrą nie są najlepsze.

    Spojrzeliśmy się na siebie z siostrą, zaskoczeni jej ponurym tonem głosu.

    – Moja siostra od najmłodszych lat uwielbiała łamała zasady i zrywać z tradycją. Była w tym moim zupełnym przeciwieństwem. Z czasem nabrała dziwnych nawyków, a jej niektóre zachowania i skłonności stały się naprawdę niepokojące – w tym momencie zadzwonił telefon. Mama szybko wstała i odebrała. Po chwili skończyła rozmawiać.

    – Mam nagłe wezwanie do pracy – rzuciła, zakładając płaszcz. – Spakujcie się dzisiaj, jutro rano zawiozę was na dworzec.

    Po tych słowach wyszła z domu.

    Byliśmy z Laurą zbyt zszokowani tą niespodziewaną okazją, żeby o tym rozmawiać. Wiedziałem jednak, że cieszy się z wyjazdu nie mniej niż ja. Ciągle jednak zastanawiały mnie słowa naszej mamy. Dlaczego opowiadała o cioci jak o psychopatce?

    W dwie godziny spakowałem się na wyjazd. Mojej siostrze zajęło to oczywiście więcej czasu (boże, przecież ja nie mam co na siebie włożyć!). Ja w tym czasie wziął szybki prysznic. Laura poszła do łazienki tuż po mnie. Do spania założyła tę swoją piżamkę, czyli krótkie spodenki i koszulkę z myszką Miki. Miałem wrażenie, że na czas snu zapominała o walorach swojego ciałka, ponieważ przez materiał koszulki przebijały się sutki dojrzewających piersi. A kiedy krzyżowała nogi na łóżku, na spodenkach odrysowywała jej się cipka. Myślałem, że ten widok rozsadzi mi prącie. Musiałem bardzo uważać, żeby Laura nie zauważyła mojego sterczącego fiuta, więc czym prędzej wlazłem do łóżka. Chwilę później to samo uczyniła moja siostra.

    Około 1-ej w nocy zbudziły mnie odgłosy kroków. Podniosłem się i zobaczyłem Iwonę przemykającą obok naszego pokoju. Starała się nie robić hałasu, ale skrzypiąca podłoga skutecznie jej to uniemożliwiała. Mimo tego po chwili znowu odpłynąłem w objęcia Morfeusza.

    Po jakimś czasie ponownie się znudziłem. Spojrzałem na zegarek – była 1.30, czyli spałem jakieś pół godziny. Z początku nie wiedziałem, co wyrwało mnie ze snu. Zawsze miałem wyjątkowo płytki sen, ale przecież człowiek nie budzi się sam z siebie, bez żadnego powodu. Po chwili usłyszałem cichy głos, coś na rodzaj pojękiwania. Wyskoczyłem z łóżka i zdziwiony spostrzegłem, że łóżko Laury jest puste. Cicho wyszedłem z pokoju i podążyłem za źródłem dźwięku, który ewidentnie dochodził z salonu.

    Ostrożnie zakradłem się tam. To, co zobaczyłem, było tak nierealne, że ledwo powstrzymałem się od krzyku. Moja siostra klęczała na czworakach przed laptopem, na którym wyświetlało się zdjęcie Tomka – obiektu westchnień Laury. Zszokowany patrzyłem na Laurę, która była całkowicie naga; jej piżamka leżała odrzucona w kąt. Ona za to trzymała zanurzony w swojej cipce wibrator, który dostarczał jej swoimi drganiami nieziemskiej rozkoszy. Laurze trudno było stłumić jęki, które samoczynnie wypływały z jej ust. Co jakiś czas przewijała kolejne zdjęcia na laptopie i poruszała wibratorem w pochwie. Była tak pochłonięta tą czynnością, że najwyraźniej nie usłyszała moich kroków. Zaczekała zapewne tylko na to, aż nasza mama wróci do domu, i sama przyszła tu, by popełnić akt samogwałtu swoim wibratorem.

    Moje zdziwienie było tym większe, że nigdy nie przyłapałem mojej siostry na masturbacji. Chociaż podejrzewałem, że nie jest już dziewicą, to pomyślałem o tych wszystkich razach, kiedy marzyłem o tym, żeby to że mną straciła cnotę. A ona tymczasem czasem zabawiała się sama ze sobą swoim wibratorem! Bardzo kusiło mnie, żeby do niej dołączyć, żeby namówić ją na wspólne igraszki. Ale niestety za bardzo się bałem.

    Po chwili zorientowałem się, że machinalnie wyciągnąłem że spodenek penisa, który sterczał dumnie na baczność, i zacząłem go pocierać. Nie mogąc się powstrzymać, zaszedłem Laurę od tyłu, której uwaga była totalnie zaabsorbowana zdjęciami na laptopie. Stanąłem tuż za nią. Miałem stąd doskonały widok na jej odbyt i cipkę, w której co chwilę zatapiał się wibrator. Zacząłem ostro walić sobie konia. Starałem się nie dyszeć z podniecenia, ale jęki mojej siostry i tak wszystko zagłuszały.

    Przyjrzałem się dokładniej zdjęciom na ekranie – z początku były to zwykłe fotografie Tomka ze szkoły, ale z czasem zaczęły się przewijać jego zdjęcia w samej bieliźnie. Wreszcie, ku mojemu niedowierzaniu, na ekranie pojawił się nagi Tomek ze sterczącym fiutem. Nawet nie chciałem wnikać, jak Laurze udało się zdobyć te fotki. Kolejne zdjęcia były coraz odważniejsze, a jęki mojej siostry przybierały na sile. Mi także zaczynało już buzować w jądrach. I wtedy, kiedy Laura przewinęła kolejne zdjęcie, na ekranie pojawiła się ikona filmiku. Dziewczyna odtworzyła go, a ja mało nie dostałem zawału z wrażenia.

    Nagranie przedstawiało mnie, siedzącego przy biurku i marszczącego freda. Najgorsze było to, że po chwili zacząłem pojękiwać:

    – Och Laura, moja siostrzyczko… – i tym podobne teksty. Doskonale pamiętałem ten moment, filmik musiał pochodzić sprzed dwu tygodni. Wreszcie ja na nagraniu wycharczałem:

    – O tak, spuszczę się w twojej ciasnej cipce!

    W tym momencie Laura doszła i zaczęła drżeć na całym ciele. Wibrator wysunął się z jej pochwy, z której zaczęły obficie wypływać jej soki. Ja też wiedziałem, że już dłużej nie wytrzymam. Nie myśląc nad tym, co robię, klęknąłem za Laurą i wsunąłem penisa między jej pośladki. Złapałem ją za biodra i zacząłem pocierać moją pałę o jej rowek. Przerażona Laura próbowała się odwrócić, ale ja jej to uniemożliwiałem. W końcu i na mnie spłynęło spełnienie. Poczułem spermę przepływającą z jąder do penisa i po chwili wystrzeliłem, tryskając strugą nasienia, które rozbryzgało się na plecach i włosach Laury.

    W końcu orgazm minął, a ja osunąłem się na podłogę, ciężko dysząc. Laura obróciła się w moją stronę, zawstydzona. Spojrzała na mnie tymi olśniewającymi, zielonymi oczami. Uśmiechnąłem się nieśmiało. Obawiałem się, że będzie na mnie zła na to, że nakryłem ją na masturbacji i wystrzeliłem na nią. Z drugiej strony, ona doszła, oglądając mnie walącego sobie konia. Na jej twarzy dostrzegłem uśmiech, który z każdą sekundą stawał się coraz szerszy. Wreszcie przysunęła się tak, że nasze twarze dzieliło paręnaście centymetrów.

    – Kocham cię braciszku – wyszeptała mi do ucha. Po tych słowach wplotła dłonie w moje blond włosy i wpiła się wargami w moje usta. Całowała mnie odważnie, ewidentnie nie była zielona w tym temacie. Starałem się odwzajemnić pocałunek, ale to moja siostrzyczka była nauczycielem, a ja pokornym uczniem.

    Chociaż nie miałbym nic przeciwko, gdyby ta chwila trwała wieczność, to niestety była nadspodziewanie krótka. Po minucie Laura oderwała ode mnie wargi. Spuściła wzrok, jakby miała poczucie winy. Zamknęła laptopa dokładnie w momencie, gdy na ekranie dochodziłem. Szybko wstała i bez słowa poszła do pokoju.

    Chciałem coś powiedzieć, podziękować za swój pierwszy pocałunek w życiu, ale byłem w zbyt dużym szoku. Chwyciłem jej spodenki, których nawet nie zabrała, podobnie jak koszulki. Powąchałem je w kroku. W tamtym momencie pachniały cudownie. Wziąłem jej piżamkę jak pamiątkę tego niezwykłego wieczoru.

    Po cichu przemknąłem przez korytarz do mojego pokoju. Laura leżała już w łóżku, odwrócona w stronę ściany. Nie miałem pewności, czy śpi, ale z pewnością żadne z nas nie było w tej chwili chętne do rozmów. Jej piżamkę schowałem do swojej szuflady i sam wszedłem do łóżka. Dzisiejsza noc była tak surrealistyczna, że nadchodzący wyjazd do cioci wydawał się jedynie odległą wizją przyszłości. Przeżyłem orgazm z własną siostrą, która rozbudziła we mnie seksualność. Czułem się dziwnie z tym, że Laura masturbowała się, myśląc o mnie. Było to w pewien sposób jeszcze bardziej podniecające. I choć nie chciałem tego przyznać przed sobą, przestałem postrzegać Laurę wyłącznie pod kątem seksualnym.

    Zakochałem się we własnej siostrze.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Biały Kruczek

    Ciąg dalszy nastąpi…

  • Niedoszly chlopak cz2

    Kolejne dni mijały, w mojej głowie w losowych chwilach pojawiał się On, Tomek. 

    Siedziałam przy stole z mężem, wiecznie zaopatrzonym w telefon, spierał łokcie dokładnie tam, gdzie moje pośladki, kilka tygodni temu, rytmicznie przesuwały się w przód, pchnięte przez biodra Tomka i jego grubego kutasa, i w tył, przyciągnięte w idealnym rytmie przez moje dłonie zaciśnięte na krawędzi stołu. 

    Kontakt z Tomkiem był sekretem, kilka wiadomości wysłanych wieczorem, gdy tłusty mężulek chrapał jak świnia. Rozmowy gdy akurat jego żona i mój mąż nie byli w domu. 

    Mój wzrok najczęściej jednak wędrował do góry, pod sufit. Żyrandol kryształowy zdawał się milionem małych obiektywów kamer i ekranów. Patrząc na niego, w mojej wyobraźni widziałam nasz pierwszy raz z góry. Niczym sprośny film, ostre porno z mamuśką…. Rzadkie wieczory kiedy kuśka mojego męża wstawała i wyłaniała się z buszu włosów i fałd brzucha były najgorsze, czułam obrzydzenie gdy jego brzuch spierał się na moich plecach, bo tylko pozycja boczna nie była dla niego zbyt wielkim wysiłkiem, marzyłam wtedy o silnych ramionach Tomka, o jego aksamitnym głosie. O palcach które, jak palce pianisty wiedziały gdzie nacisnąć. O Jego kutasie który był tak inny niż ten który teraz był tym gorszym. 

    Sobota okazała się okazją do spotkania. Mąż i córka wyjechali na cały weekend a Tomek ,, pojechał na weekend motocyklowy z kumplami”. 

    Siedziałam jak na szpilkach, czekałam na niego w mojej kusej, małej czarnej, gdy usłyszałam równomiernie dudnienie, basowy dźwięk motocykla był jak zwiastun w kinie, tylko mi zwiastował niezapomniane chwile.

    Cześć śliczna, powiedział a ja rzuciłam się w jego ramiona. Chciałam poczuć te ręce, tą siłę mięśni, oddech gdzieś na szyi… Przywarłam do niego i wskoczyłam oplatając nogami jego wąskie biodra. Z zadziwiającą lekkością przeszedł ze mną kilka kroków, podtrzymując mój tyłek, pocałował mnie mocno. 

    Spojrzeliśmy na siebie i bez słów zaczęliśmy się całować ponownie. Przycisnął mnie do ściany, odchyliłam lekko głowę, On od razu zaczął całować moją szyję. 

    W sypialni, powiedziałam mu prosto do ucha. Na małżeńskim łożu. 

    Weszliśmy, przejęłam inicjatywę i popchnęłam go na łóżko. Materac zaskrzypiał lekko z protestem, ale nie przejęłam się tym, rama była mocna i wytrzymała a właśnie tego potrzebowałam. 

    Tomek oparł się na łokciach, jego ciemne jeansy ciasno opinały uda, pomiędzy nimi była górka która najbardziej mnie interesowała… 

    Patrz. Powiedziałam i zaczęłam przed nim tańczyć, rozbierałam się powoli a On rozbierał mnie wzrokiem. Gdy byłam już tylko w pończochach i stringach podeszłam bliżej. Usiadłam na piętach tuż przed nim i zaczęłam zdejmować jego spodnie. 

    Rozpięłam klamrę paska, później jeden guzik i kolejne, tym razem również stawiały opór, jakby chciały uchronić mnie od nieuniknionego, kolejnej zdrady. 

    Zdjęłam je i rzuciłam za siebie. Tomek cały czas obserwował mnie uważnie, oddychał głęboko, niemalże słyszałam, jak jego serce tłoczy gorąca krew. 

    Chwyciłam jego bokserki za gumkę na szerokości bioder i jednym płynnym ruchem zdjęłam je i też odrzuciłam. 

    Teraz Tomek się nie uśmiechał. Jego twarz zdradzała pożądanie, w jego oczach był niemy rozkaz. Wsparłam się na łóżku rękami, moje całkiem dorodne cycki wisiały tuż nad leżącym na brzuchu kutasie. Przesunęłam sutkiem od jąder, które wydawały się ogromne aż do czubka kutasa, który podrygiwał lekko. 

    Chwilę później zeszłam niżej i wzięłam go w usta. 

    Tomek westchnął głęboko kładąc się, wplótł dłonie w moje włosy, ja brałam jego kutasa, ssałam jakby był lekiem na truciznę życia. 

    Gdy był już prawie gotowy do wytrysku, przestałam. Wstałam i przeszłam nad Tomkiem leżał pode mną, patrzył z dołu na moją stęskniona cipkę i sterczące sutki. 

    Chodź tutaj, powiedział i złapał mnie pod kolanami. Uklękłam a moja cipka była na jego twarzy. Objął rękami moje biodra i mocno trzymał, jego język od razu przeszedł od słów do czynów. Lizał i ssał mnie tak jak ostatnio, fale gorąca i podniecenia zaczęły rozchodzić się po moim ciele. Chwycił moje dłonie, nasze palce się splotły a ja w rozkroku ruszałam bezwiednie biodrami. Głośno krzycząc doszłam. Tomek na chwilę przestał, czułam jego język wewnątrz mnie, czułam jak mięśnie kurczące się rytmicznie od orgazmu zaciskają się na nim. 

    Po chwili zeszłam biodrami niżej. Zsunęłam się gładko po umięśnionej klatce i brzuchu. Przesunęłam wilgotną cipką po jego nadal sztywnym kutasie. Chwycił w dłoń mój wiszący biust. 

    Nakierowałam ręką jego kutasa na moją cipkę. Wsunął się powoli, ciasna cipka stawiała wyraźny opór, ale nie na długo. W końcu był we mnie w całości. Biodra same zaczęły się rytmicznie poruszać, głowę odchyliłam do tyłu w pełnej ekstazie. 

    Czułam jego kutasa jak pręży się wewnątrz mnie, wypełniał mnie jak woda wypełnia naczynie. 

    Tomek chwycił mnie za ramiona i przytulił do siebie, uniósł lekko moje biodra drugą ręką i sam zaczął mnie rżnąć. Jego jeszcze pełne jaja głośno obijały się o moją drugą dziurkę. Wtedy przyspieszył jeszcze bardziej, co wydawało się nie możliwe. Kilka sekund później doszłam w spazmach ale on nie przestawał. Dość, już nie… Mamrotałam gdy poczułam coś całkiem nowego, nim zdążyłam o tym pomyśleć dostałam wytrysku. Tomek doszedł w tym samym momencie głęboko wpychając swojego kutasa, nic nie robiąc sobie z faktu, że doprowadził mnie na skraj świadomości. 

    Leżeliśmy długo obok siebie, dysząc ciężko i rozkoszując się falą rozluźnienia. 

    To było niesamowite, powiedział i pocałował mnie w czoło.

    Oj tak, stwierdziłam. Była dopiero 19.00.

    Posprzątałam sypialnię wrzucając wszystko do pralki i później do suszarki. Tomek brał prysznic. 

    Dołączyłam do niego. Spędziliśmy pół godziny śmiejąc się i wygłupiając. Myłam jego krótkie włosy na głowie gdy siedział z rękami obejmującymi moje nogi. 

    Gdy wyszliśmy, usłyszałam dzwonek telefonu. Podeszłam nago i odebrałam. Mąż zaczął paplać że u nich wszystko dobrze, gdy poczułam na pośladkach dłonie Tomka. 

    Mąż gadał o jakichś bzdurach gdy Tomek kucnął za mną, rozchylił mocno moje pośladki i wcisnął między nie swoją twarz, odruchowo lekko się wypielam starając się zachować normalny ton głosu. Tomek zrobił coś czego nigdy nie robił mój mąż, zaczął lizać moją drugą dziurkę. Modliłam się w duchu by grubas po drugiej stronie słuchawki w końcu przestał gadać. 

    Chwilę później rozłączyłam się i wydałam z siebie głośny jęk. Miałam już w sobie dwa palce Tomka które wsunął w mój ciasny tyłek. 

    Mój wzrok padł na telefon. 

    Nagraj to, szepnęłam. Nagraj mój pierwszy anal, powiedziałam. Podałam mu telefon i poszłam w stronę łóżka. 

    Położyłam się na brzuchu, z szuflady wyjęłam nawilżacz i podałam go Tomkowi. Bądź delikatny, dodałam, choć w głębi chciałam by już mnie rżnął najmocniej jak mógł. 

    Tomek obficie nasmarował mój tyłek i swojego już stojącego kutasa. Włączył nagrywanie i zaczął delikatnie napierać na mój ciasny dziewiczy odbyt. 

    Wpuść mnie, powiedział a ja rozluźniłam się najbardziej jak mogłam. Poczułam jak wnika we mnie. Na początku było dziwnie, po chwili poczułam lekki ból. Tomek przestał napierać, po chwili czułam jak ból ustępuje. Narastało podniecenie.

    Czułam się pełna.. czy to już? Zapytałam z nadzieją że może wejść jeszcze trochę. 

    Połowa. Odpowiedział po czym wszedł do końca. Czułam jak ciasne wnętrze mocno zaciska się na grubym kutasie. 

    Przyjęłam kutasa w tyłek po raz pierwszy. Tomek cały czas nagrywał nasz sprośny film gdy zaczął wychodzić i wchodzić powoli. Czułam każdy ruch i dziwną przyjemność inną niż zazwyczaj. Kilka minut później posuwał mnie gładko. Wypięta do niego w pozycji na pieska widziałam telefon leżący między moimi nogami.

    Obrócił mnie na plecy. Pod biodra wsunął poduszkę i wszedł. Spojrzał mi w oczy, odnalazł telefon i nagrywał jak moje cycki falują, jak jego kutas rozpycha mój tyłek. Ręka masturbowałam swoją mokrą cipkę. Takiego połączenia nigdy nie doznałam a fakt bycia nagrywaną sprawił że poczułam się jak aktorka porno. 

    Tomek zaczął przyspieszać. Wiedziałam co to oznacza. Czułam falę orgazmu, falę tsunami która nigdy nie było tak wielka. Wtedy stało się kilka rzeczy naraz.

    Tomek głośno krzyknął i odchylił się do tyłu, jego kutas wszedł bardzo głęboko, mój tyłek zacisnął się mocno z mojej cipki popłynęła strużka i doszliśmy razem, spuścił się głęboko w moim tyłku, czułam na mocno zaciśniętych mięśniach jak pompuje we mnie swoją spermę. 

    Po wszystkim wzięliśmy jeszcze jeden prysznic. Spełnieni i bardzo zmęczeni poszliśmy do salonu. Leżeliśmy na kanapie, oglądaliśmy bajkę na Netflix i paliliśmy lekkiego skręta. Czułam się jak w niebie. Lekkie pulsowanie w tyłku i cipce przypominało mi jak to jest sięgnąć nieba, odrobina zioła rozluźniła moje mięśnie, pod policzkiem czułam udo Tomka. Jego palce przeczesywały moje wilgotne włosy. 

    Myślałam czy gdybym wtedy, w szkole, dała mu szansę to czy było by tak zawsze? Czy to niespełniona miłość i porządnie budowane latami tak zadziałało? 

    Poszliśmy spać, a rano…

    Ciąg dalszy nastąpi. 

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Emi Ly
  • Kowersada – Naturist camp

    Lubię te klimaty, można czuć się swobodnie na terenie całego ośrodka a nie tylko na plaży. Uświadomiłem żonę żeby była całkowicie wyluzowana, tutaj sami tacy ludzie z całej Europy. Już pierwszego dnia rozebraliśmy się przy namiocie do naga i ruszyliśmy przez ośrodek w kierunku morza. Dookoła mnóstwo golasów choć byli też ubrani. Ktoś coś gotował, ktoś się gimnastykował, ludzie nago na leżakach, hamakach… ogólna błogość. Nim dotarliśmy do skalistego wybrzeża parę razy ktoś nas zatrzymywał i zagadywał w obcym języku, choć my tylko po angielsku, żona zna trochę francuski. Wszyscy miło się uśmiechali, prawili komplementy i w razie czego służyli pomocą. Z głównego lądu można było drewnianym mostkiem dostać się na bujnie porośniętą i malowniczą wyspę. Znaleźliśmy tam osłonięte krzewami tuż przy wodzie równe miejsce gdzie można było rozłożyć koc. Postanowiliśmy ,że tu będzie nasza baza i będziemy z wałówką przychodzić, co następnego dnia uczyniliśmy.

    Woda była krystalicznie czysta, jedynie zejście po skałach wymagało uwagi. Gdy po drugiej kąpieli wychodziliśmy na koc zauważyłem że z oddali ktoś nas obserwuje przez lornetkę. Pomagając w przejściu żonie, zacząłem czochrać ją po tym kobiecym zaroście łonowym. Stanęliśmy i w miłosnym splocie całowaliśmy się przez chwilę. – Dobra, choć na kocyku dokończymy – odrzekła Ala widząc że mój członek zaczyna się podnosić. Wytarliśmy się do sucha, a gdy moja ukochana się położyła, rozpocząłem pieszczenie i lizanie jej stópek.

    – Ha ha ha , to łaskocze, przejdź do konkretów – to mówiąc żona szeroko rozstawiła nogi z lekkim ugięciem w kolanach. Ochoczo przystąpiłem do lizania jej pięknej cipki, wargi już były lekko nabrzmiałe a środek soczysty i słodziutki. Co jakiś czas muskałem nosem łechtaczkę i napawałem się tym zapachem. Zacząłem rozszerzać wargi coraz bardziej i ukazywał mi się różowy otworek przypominający koronę albo gwiazdę wieloramienną. Wpychałem język w sam środek, najgłębiej jak potrafiłem. Podobnie czyniłem to nosem i palcami. Była mięciutka i już chlupiąca.

    – Choć, teraz ja chcę go poczuć w buzi – siadając zawołała cichutko Alicja. Gdy stanąłem przy jej głowie rozpoczęła najpierw oblizywać wzdłuż penisa, potem po jajkach a rączką masturbowała go powoli…zaczęła lizać główkę po czym chwyciła ustami i przesuwała tam i z powrotem. Chwyciła członka w silniejszym uścisku odsuwając głowę i rzekła:

    – Uwielbiam twoją pałkę i uwielbiam ten zapach – zaczęła obwąchiwać i całować go pieszczotliwie po czym rozszerzyła mojego żołędzia i zaczęła wpychać w ten otworek swój języczek. W pewnym momencie zauważyłem, że ktoś stojąc za krzakami patrzy na nas i się masturbuje. Aby nie speszyć żony powiedziałem żeby uklękła a ja wezmę ją na pieska. Tak nią pokierowałem aby była tyłem do podglądacza. Posmyrałem członkiem po tych cieplutkich i mokrutkich wargach, zacząłem wpychać kutasa do środka i wyciągałem na zewnątrz, potem poruchałem ją troszkę standardowo po czym powiedziałem:

    – Pięknie tak wyglądasz gdy słońce oświetla twoją pupcię, pozostań tak nieruchomo a ja chcę trochę nacieszyć oczy i pobawię się nią troszkę.- Dobrze, tylko daj mi ręcznik pod głowę.

    Zrobiłem z ręcznika poduszeczkę a na głowę dałem jej kapelusz do osłony przed przebijającymi się pomiędzy drzewami promieniami słonecznymi. Całując te jędrne pośladki zerkałem na pana w zaroślach i uśmiechałem się do niego. On na mój uśmiech zaczął powoli zbliżać się do nas. Ja rozpocząłem gładzenie, miętoszenie i rozszerzanie pupci żony. Ułożyłem się klęcząc w ten sposób aby moim ciałem zasłonić głowę Ali, będąc do niej tyłem i lekko z ukosa opierałem się na jej plecach. Ośmielony pan kucał już w odległości dwóch kroków, centralnie nad eksponowaną przeze mnie pupcią żony. Szum morza skutecznie zagłuszał jego szelesty i masturbację, która po chwili zakończyła się wytryskiem. Zadowolony mężczyzna trochę nieruchomo dochodził do siebie a po chwili cichutko zaczął się wycofywać. Przystąpiłem do rytmicznego pocierania palcami coraz głośniej chlipiącej łechtaczki i spostrzegłem, że powoli zbliża się do nas kolejny wędrowiec. To określenie adekwatnie pasowało do niego gdyż nie był goły i miał mały plecaczek oraz czapeczkę z daszkiem. Pokazałem mu żeby był cicho nie przerywając masowania. On cichutko przykucał tuż przy nas. Ja teraz zacząłem delikatnie gładzić Alę po plecach dojeżdżając do pupci. Trochę aby mi ręka odpoczęła a trochę chciałem zrobić lepszy widok nowo-przybyłemu. Mężczyzna widząc to zaczął powoli wystawiać rękę w kierunku pupy mojej kobiety. Ja zrobiłem koliste wygładzenie pośladków i podniosłem rękę. On zrozumiał i w zamian zaczął podobnie gładzić pupcię Ali. Po chwili zauważyłem, że zaczyna dłonią ocierać jej całe krocze, a gdy zauważył że jego palce są już mokre od tych soczków, zmienił rękę i zaczął powoli oblizywać własne palce, wcześniej okraszone tym kobiecym płynem. Ja bardziej przywarłem do boku żony, byłem podniecony tą sytuacją i obawiałem się jej reakcji na tą akcję. Tymczasem pan podróżnik zaczął wpychać po dwa palce do pochwy i wyciągając ponownie je oblizywał. Powtarzał to wielokrotnie jakby chciał w ten sposób spić jak najwięcej tego nektaru.

    – Ałłłłaaa – pisnęła Ala i w tym momencie zobaczyła co się dzieje. Usiadła skurczona na kocu okrywając się ręcznikiem. Spojrzała na mnie z zaciśniętymi ustami i pytającym wzrokiem.- Przepraszam kochanie, to tak spontanicznie wyszło… to mnie tak podnieciło… że nie oponowałem gdy ten pan podszedł tutaj…. nie chciałem też abyś się przestraszyła …- Ajjj em , ajjjmmmsorry – wykrztusił wędrowiec i zaczął odchodzić. Trochę musiałem się na starać aby udobruchać żonę ale wieczorem zajadając pizze oboje śmialiśmy się z tego, z tej konsternacji …- Ja byłam zdziwiona ale te wasze miny… nie wiadomo było który bardziej wystraszony… ha ha ha.- Cieszę się że już ci przeszło, to było takie podniecające.- Ja też byłam podniecona, tylko boję się że on nie miał czystych rąk- Miał czyste, widziałem… nawet bym powiedział – palce miał wylizane… ha ha ha

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    J23
  • Przylapany przez ojca i tego przyjemne konsekwencje

    Witam, to moje pierwsze opowiadanie, mam na imię Łukasz, jestem gejem i mam 30 lat, opowiem Wam o sytuacji, która wydarzyła się na prawdę, jakieś kilka lat temu.
    Miałem jakieś 19 lat, letnie popołudnie spędziłem sam w domu, gdyż rodzice pracowali do późna, nie mając nic do roboty, strasznie się nudziłem, więc pomyślałem, że może trochę się pobawię swoim 20 cm kutasem, z resztą stał mi praktycznie od rana, a w bokserkach było coraz bardziej mokro, więc wszedłem do łazienki z zamiarem wzięcia slipek mojego ojca, który jest z resztą przystojny, ma około 180 cm wzrostu, lekko wysportowany, kilka razy widziałem go w samych slipach, a było na czym oko zawiesić, bo strasznie mocno ma wypchane slipy, więc chciałem sprawdzić czy zapach męskiego kutasa zostawiony na slipach mnie podnieci, uszczęśliwiony, że dostałem to, czego chciałem zabrałem się za robotę, minęło może kilka minut zabawy, gdy nagle do mojego pokoju wszedł ojciec, który akurat wcześniej skończył w pracy i przyłapał mnie siedzącego na łóżku ze sterczącą pałą, zapytał trochę zdenerwowany “co robisz?!” odpowiedziałem “NIC” byłem trochę przestraszony, ale i podniecony, że mnie przyłapał, miałem tylko nadzieję, że nie zobaczył swoich majtek, które na szczęście trzymałem przy udzie i nie zdążyłem ich nawet powąchać, wyszedł szybkim krokiem z mojego pokoju, zaistniała sytuacja jeszcze bardziej mnie podnieciła, włożyłem gacie na dupę i poszedłem do łazienki, z podniecenia zapomniałem zamknąć za sobą drzwi i tak klęcząc naprzeciw wejścia do łazienki waliłem sobie beztrosko, gdy prawie dochodziłem drzwi się otwarły a w nich stanął ojciec w samych slipach, gdyż ściąga brudne robocze ubrania w pralni, a nowe świeże przygotowuje sobie przed wyjściem do pracy w łazience, ja jednak nie umiejąc już powstrzymać wystrzału waliłem sobie na jego oczach, trwało to kilka sekund, gdy sperma zaczęła tryskać z mojego chuja, wystrzeliłem kilka razy do tego stopnia, że kilka sporych kropel spadło na jego stopę, gdy doszedłem do siebie dotarło do mnie co właściwie się stało, nie wiedziałem co mam mu powiedzieć, odparłem krótko “NIE MOGŁEM JUŻ WYTRZYMAĆ” wieczorem spotkałem ojca w kuchni, który oznajmił mi, że od dziś do soboty będziemy sami, gdyż matka pojechała pomagać bratu w przygotowaniach do wesela, pomyślałem sobie że super 4 dni sami, ale wtrącił nagle, że jutro rano z Krakowa przyjedzie Mariusz, mój szwagier, który w sobotę nas zawiezie na ceremonię, więc będziemy we trójkę, w tym momencie się rozmarzyłem, Mariusz, to wysoki, postawny blondyn o niebieskich oczach, w którym się kochałem zanim jeszcze ożenił się z moją siostrą, wieczór mijał spokojnie, zjedliśmy kolacje, ojciec leżał już w swoim łóżku i oglądał coś w TV, ja byłem w swoim pokoju i rozmyślałem o tym, jakby to było zrobić to  z własnym ojcem, bardzo mnie ta myśl podnieciła i już miałem brać się za ponowne robótki ręczne, gdy nagle usłyszałem z jego pokoju dziwne odgłosy, to były odgłosy jednego z pornoli, które lecą zazwyczaj późną porą w TV i to podsunęło mi pewną myśl, jeśli ojciec sobie teraz wali konia, delikatnie wejdę do jego sypialni i nakryję go na tym i zaproponuję wspólne walenie, jak pomyślałem, tak zrobiłem, ze sterczącym kutasem w bokserkach po cichu wszedłem do jego sypialni i to, co zobaczyłem utwierdziło mnie w przekonaniu, że jestem w raju, mój ojciec pocierał sobie stojącego kutasa , który był jeszcze w slipach, to było moje marzenie, by móc dotykać, lizać i muskać kutasa ojca będącego jeszcze w slipach, spojrzał na mnie, na mojego sterczącego drąga i znów na mnie, zapytał mnie co tu robię ze stojącym kutasem, nie wiedząc co mam powiedzieć, zapytałem mimowolnie, czy mnie nauczy jak walić konia, chwilę pomyślał, po czym powiedział połóż się obok mnie. Leżeliśmy tak obok siebie i pocieraliśmy swoje kutasy, gdy nagle ojciec zapytał, czy wiem kim jestem, w sensie orientacji, trochę mnie zatkało, ale odpowiedziałem, że chyba wolę i kobiety i mężczyzn, na co on niespodziewanie i jak grom z jasnego nieba odpalił, że on też. WHAAATTT???!!! był tyle lat z moją matką i tyle lat nie robił tego z facetem? Jak się później okazało w ogóle tego z facetem nie robił, więc przejąłem inicjatywę, udając, że bezwładnie ręka mi opadła na jego krocze delikatnie zacząłem palcami muskać jego kutasa, trafiłem na główkę, która była bardzo, bardzo mokra, do tego stopnia, że miał na slipach ogromną mokrą plamę z soków jego pały, wreszcie ten duży twardy i gruby ogier był mój, pieściłem go palcami od główki, aż po jaja, w pewnym momencie on swoją ręką zaczął mnie w ten sam sposób pieścić, nagle się poderwałem i bez żadnego ostrzeżenia zacząłem całować i lizać jego kutasa, ojciec tylko miło wzdychał, a ja miałem wrażenie, że nikt przede mną go tak nie pieścił, w końcu ściągnąłem jego przemoczone slipy i moim oczom ukazał się, długi na 23 cm, gruby, twardy i śliniący się kutas, który pod sobą miał duże, nabrzmiałe jaja, pomyślałem widać ojciec niezbyt często sobie robił dobrze. Na początku delikatnie wziąłem do buzi jego mokrą od soków główkę po której delikatnie falowałem językiem, po czym delikatnie zacząłem brać go całego aż po same jaja dławiąc się przy tym, ojciec co jakiś czas mocniej oddychał i jednocześnie wpychał mi go ruszając rytmicznie biodrami, nagle zaproponował byśmy spróbowali pozycji 69, położyliśmy się na boku i tak sobie obciągaliśmy z dobre 30 minut. nagle poczułem, że ojciec jest już blisko, jego kutas zaczął jeszcze więcej soków oddawać, a główka zaczęła pulsować, wtedy powiedziałem do ojca by wstał i zalał mnie swoją ciepłą, gęstą spermą i gdy tak stał na de mną, klęcząc przed nim lizałem jego kutasa i jednocześnie waliłem go ręką, a drugą pieściłem jaja, gdy nagle ogromna salwa ciepłej spermy zalała moje usta, wyciągnąłem go z ust i zorientowałem się, że to dopiero początek, następna salwa zalała mi całą twarz i włosy, kolejna jeszcze silniejsza wylądowała mi na klatce piersiowej a rozbryzgi trafiły na ramiona i podbródek, czwarta salwa była słabsza, ale równie obfita trafiła znów do moich ust, przedostatnia ogromna piąta salwa trafiła znów na moją twarz i częściowo do ust, ostatnia szósta, spływała już z twardego pulsującego kutasa, którego dokładnie wylizałem do ostatniej kropelki. Teraz przyszła kolej na mnie i tu mnie zdziwiło, ojciec kazał mi stanąć, by mógł przede mną klęknąć, nie myśląc długo wstałem przed klęczącym ojcem i dosłownie zrobił to, co ja jemu przed chwilą, moja sperma lądowała na jego lekko owłosionej klacie, twarzy i w ustach, po czym zlizał najmniejszą kropelkę ciepłej spermy z mojego kutasa, po wszystkim położyliśmy się i tak nago zasnęliśmy.
    CDN. Mam nadzieję, że się podobało, w drugiej części napiszę kontynuację realnej sytuacji, która mam nadzieję będzie dla Was ciekawsza.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Łukasz
  • Mafia: Rzady bezprawa. Czesc 3

    Powoli zaczęło świtać nad miastem. Dochodziła godzina 8 rano. Ostatnia noc nie należała do bezpiecznych. Brutalne porachunki dwóch mafijnych rodzin pociągnęły za sobą śmierć wielu cywili. Policja milcząco się temu wszystkiemu przyglądała. Do gabinetu Daniela Cabanero wszedł jego młodszy brat, Dave.

    – Ta noc nie była łatwa. Ale wygląda na to, że Bullitowie odwołali większość swoich ludzi – oznajmił.

    – Jak oceniasz straty? – zapytał Daniel.

    – Wysokie.

    – A co z Irlandczykami? – kontynuował.

    – Ich też zaatakowali – odparł Dave – Ale O’Donell sobie poradził – dokończył mężczyzna.

    Nagle rozległo się pukanie.

    – Kto się dobija do drzwi? – krzyknął gwałtownie szef gangu.

    – To ja, Luciano Speranza. Jakiś mężczyzna chce się z panem widzieć. Mówi, że ma dla pana jakąś ważną przesyłkę.

    Dwaj gangsterzy byli bardzo zaskoczeni.

    – Skontroluj go dokładnie i sprawdź jaka to przesyłka – rozkazał Dave.

    – Już dawno to zrobiliśmy. Szef powinien być z niej zadowolony – odparł zza drzwi Speranza.

    – Niech wchodzi – powiedział Daniel.

    Do gabinetu wszedł Ronald, w ręku trzymając zamknięte pudełko. Podszedł do głowy rodziny mafijnej i podał mu do dłoni przesyłkę. W powietrzu dało się wyczuć pewien charakterystyczny smród. Cabanero odpakował prezent.

    – O kurwa! To niemożliwe! – wykrzyczał.

    Wewnątrz znajdowała się odcięta głowa Gabriela Bullita. Ten makabryczny widok cieszył jednak oczy lidera gangsterów.

    – Skąd ty to masz? – zapytał mafioso, tak jak gdyby nie wierzył w to, co widzi.

    – Byłem osobistym ochroniarzem Bullita. Miałem z nim pewne rachunki do wyrównania. Więc stwierdziłem, że dobrym pomysłem będzie przejść na waszą stronę. Jego głowa to gwarancja dla was moich intencji – odpowiedział Diamond.

    – Masz mój szacunek. Jak się nazywasz?

    – Nazywam się Ronald Diamond.

    – Czego żądasz w nagrodę za głowę Bullita? – wciął się nieoczekiwanie do rozmowy Dave.

    Ronald popatrzył chwilę na mężczyznę, po czym odpowiedział.

    – Chcę otrzymać 100 tysięcy dolarów – oznajmił – Żądam też dla siebie funkcji osobistego doradcy rodziny – dokończył pewny siebie.

    Daniel zamyślił się. Po chwili pokiwał jednak głową i zgodził się na propozycję przybysza.

    – Witam w naszej rodzinie. Będziecie moim osobistym doradcą w najistotniejszych sprawach – powiedział szef mafii.

    – Ale bracie? Tak ważne stanowisko dla żółtodzioba?

    – Ten żółtodziób zrobił więcej, niż twoi ludzie.

    W luksusowej willi Gabriela Bullita na Long Island zjawił się właśnie Sam, który teraz został nowym liderem rodziny. Był zszokowany widokiem zmasakrowanych zwłok swego ojca. Z trudem powstrzymywał odruch wymiotny.

    – Kurwa, jak to możliwe? Jakim, kurwa, cudem? – krzyknął na cały głos.

    – Jego ochroniarz zdradził. Zastrzelił Erazma i pańskiego ojca – odparł Julio Augustino, prawa ręka tej mafijnej familii – Ale nie martw się, szefie. Znajdziemy tego skurwysyna i wyprujemy mu bebechy na zewnątrz – dodał.

    – Mężczyzna nazywał się Ronald Diamond – wciął się do rozmowy jeden z gangsterów.

    – Julio, znajdź tego człowieka i zabij. Albo raczej zarąb – powiedział Sam z wściekłością w głosie.

    – Robi się, szefie – odparł krótko Augustino.

    Mafioso wziął ze sobą dwóch ludzi i opuścił apartament. Bullit tymczasem nalał sobie szklankę burbona, po czym usiadł na kanapie. Nagle podszedł do niego mężczyzna w czarnym garniturze, z czerwonym krawatem.

    – Szefie, musimy poważnie porozmawiać. Chodzi o nasze interesy. Są zagrożone. Bez Gabriela nie będziemy mieli już takich wpływów w mieście. Policja przestanie przymykać oczy na naszą działalność.

    – Daj mi odetchnąć, Morelli. Teraz nie mam siły myśleć o takich sprawach. Ta noc była jakąś masakrą – powiedział upijając łyk mocnego alkoholu.

    – Jeśli nie będziemy reagować szybko na sytuację, skończy się to dla nas źle – ciągnął dyskusję Morelli.

    Do kwatery głównej nowojorskiej policji podjechał czarny samochód. Wyszedł z niego wysoki mężczyzna w szarym prochowcu. Wyglądał na około 50 lat. Dumnie wszedł do środka.

    – Chcę widzieć się z komisarzem Rolffem – powiedział do oficera dyżurnego siedzącego w okienku.

    Jeden z funkcjonariuszy zaprowadził przybysza do gabinetu szefa policji. Zapukał.

    – Wejść – rozległ się głos komisarza zza drzwi.

    Do gabinetu wkroczył mężczyzna w prochowcu.

    – Komisarzu Rolff, jestem agent specjalny Thommy Monaghan – powiedział wyciągając przed siebie swoją legitymację służbową.

    – FBI? Co tutaj robicie? Nie macie ważniejszych spraw – mówił siedzący przy biurku Rolff, przeglądając leżące tam papiery.

    -Wczorajszej nocy Brooklyn i Lower East Side stały w ogniu. Śmierć poniosło 40 cywili.

    – Porachunki dwóch mafijnych rodzin – zbywał słowa agenta komisarz.

    – Przestępczość zorganizowana jest czymś naturalnym. Działa w LA, Chicago, Waszyngtonie, Dallas, Las Vegas. Ale tam nie dochodzi do wydarzeń jak tutaj – kontynuował Monaghan – Przybyłem tutaj najszybciej, jak tylko mogłem. Wy, w Nowym Jorku, macie problem z mafią. Poważny problem. Ja postaram się wam pomóc, aby go rozwiązać.

    Rolff spojrzał na Monaghana, po czym delikatnie się uśmiechnął.

    – Dobrze. Niech FBI ma okazję, do wykazania się. Ale ostrzegam cię – przełknął ślinę – Tutaj gangsterzy to nie są mili faceci z zasadami. Jeśli im się zbytnio narazisz, porwą cię w środku nocy i będą tak długo torturować, aż będziesz kwiczał o śmierć. Rozumiesz – dokończył.

    – Nie boję się. Nie dam się zastraszyć – powiedział Monaghan opuszczając gabinet komisarza.

    Ronald zaczął powoli odnajdywać się w swojej nowej roli. Został osobistym doradcą Daniela Cabanero, głowy rodziny mafijnej. Kariera mężczyzny w półświatku była co prawda krótka, jednak dzięki sprytowi udało mu się zajść już wysoko. A przecież apetyt w tym środowisku rośnie w miarę jedzenia. Po kilku dniach Diamond otrzymał od szefa pierwsze zadanie do wykonania.

    – Pojedziesz do prokuratora Fritza i zaproponujesz mu warunki współpracy z nami – powiedział Daniel.

    – On siedzi w kieszeni u Bullitów – odezwał się Ronald.

    – To zrobisz wszystko, aby zaczął siedzieć w naszej kieszeni. Powiesz mu, jakie korzyści przyniesie mu współdziałanie z naszą familią – kontynuował.

    – Tak jest, szefie. Zrobię co w mojej mocy.

    Ronald opuścił budynek Chrysler Building w towarzystwie kilku ludzi. Ich celem było złożenie wizyty prokuratorowi okręgowemu. Do gabinetu Daniela Cabanero wszedł jego młodszy brat.

    – I co, dałeś nowemu pierwsze zadanie.

    – Tak. Ma złożyć prokuratorowi propozycję współpracy z nami – odpowiedział starszy z braci.

    – Teraz Bullitowie zaczną szybko tracić swoje wpływy w mieście. Ale żyje jeszcze Sam, ostatni syn Gabriela. Póki ten kutas chodzi po tym świecie, rodzina pozostanie w całości – powiedział Dave, podpalając sobie papierosa zapalniczką.

    – Wiem. Musimy go zlikwidować, im szybciej, tym lepiej. Potem ich grupa rozpadnie się na mniejsze bandy. A pewnie większość zdecyduje się przejść na naszą stronę – mówił Daniel.

    – Panie prokuratorze, rodzina Bullitów traci swoje wpływy w mieście. Powinien pan podjąć mądrą decyzję i związać się z naszą familią – mówił Ronald.

    – Zrobiliście ostatnio z nimi porządek. Ale nawet jak na tutejsze standardy, to trochę przesadziliście. Jeden czy kilka trupów może się zdarzyć, ale wasze porachunki puściły z dymem dwie miejskie dzielnice – tłumaczył prokurator okręgowy – Jestem pewien, że FBI już kogoś wysłało, aby zaczął was sprawdzać. Będziecie mieli kłopoty.

    – Więc będziemy potrzebowali twojej pomocy – ciągnął Diamond.

    – Tak – zaśmiał się Fritz – Cabanero mogą liczyć na moją pomoc. Ale nic za darmo. W swoim czasie, zgłoszę się po odpowiednią zapłatę – dokończył urzędnik.

    Po skończonej rozmowie gangster zjawił się u szefa, któremu zdał dokładną relację ze swojego spotkania. Natychmiast po opuszczeniu Chrysler Building, Ronald wsiadł w samochód i pojechał do domu. Spore, trzypokojowe mieszkanie, w którym się zadomowił, otrzymał jeszcze od rodziny Bullitów. Otworzył drzwi, po czym przekroczył próg. Dochodził już wieczór. Nalał sobie jednego drinka z whiskey i usiadł na fotelu w salonie. Miał zamiar troszkę się zrelaksować. Nagle jego spokój zakłóciły usłyszane gwałtowne kroki na korytarzu. Odruchowo mężczyzna wyciągnął pistolet. Ktoś przestrzelił zamek w drzwiach i wszedł do środka. Do mieszkania wbiegło dwóch mężczyzna w czarnych garniturach. Błyskawicznym krokiem wkroczyli do salonu.

    – Boogie, bierz tego skurwysyna – krzyknął jeden z facetów.

    Na te słowa drugi z mężczyzn wyrwał szybkim ruchem pistolet z ręki Ronalda, powalając gangstera ciosem w twarz. Diamond upadł na podłogę. Do pokoju wszedł teraz trzeci mężczyzna. W ustach popalał sobie długie cygaro. Ronald od razu poznał tożsamość intruza. Był to Julio Augustino, jeden z najbardziej zaufanych współpracowników rodziny Bullitów.

    – Nawet nie zmieniliście mieszkania. Byłeś taki pewny, że ręka Bullitów cię nie dosięgnie – syczał Augustino – Boogie, Bolt, zwiążcie tego śmiecia i przywiążcie do krzesła. Mam ochotę na noc tortur. Wymyślnych tortur – powiedział mafioso do swoich pomocników.

    Ronald został dokładnie związany i posadzony na krześle.

    – To mój koniec – myślał sobie mężczyzna – muszę coś wymyślić, ale co?

    – Zamiast mnie zabijać, powinniście dołączyć do Cabanero. Jestem teraz u nich ważną szychą.

    Julio zaśmiał się na cały głos. Podszedł do związanego gangstera.

    – Pozycję kupiłeś sobie głową Gabriela. Ja w przeciwieństwie do ciebie jestem wierny swoim przełożonym. To podstawowa zasada każdej mafii – mówił Augustino.

    – Zasady w świecie bezprawia? Nie rozśmieszaj mnie, Julio. Za odpowiednią cenę każdy da się przekupić. Miałem plan obalenia Cabanero i stworzenia własnej grupy.

    – A co może zrobić ktoś, kto właśnie za kilka chwil umrze w potwornych męczarniach? – kontynuował Julio.

    – Jeśli mnie uwolnisz, wyciągniesz z tego większe zyski. Półświatkiem przestaną rządzić jakieś zasrane rodzinki, każdy sam będzie mógł ustalać zasady, nie będzie musiał wcześniej lizać dupy jakiemuś staremu kutasowi – powiedział Ronald.

    Słowa mężczyzny zaintrygowały jednak Augustino.

    – Rozwiążcie go – wydał komendę swoim ludziom.

    W oczach Diamonda widać było błysk.

    – Nie pożałujesz tego, Julio. Zrobię cię moimi oczami i uszami.

    – Obym tego jednak nie pożałował – odparł mafioso.

    Zbliżał się już świt nowego dnia nad Nowym Jorkiem, kiedy agent specjalny Thommy Monaghan, w otoczeniu kilku swoich ludzi, zjawił pod Chrysler Building. Mężczyźni weszli do wielkiego biurowca. Windą skierowali się w stronę najwyższego piętra. Po chwili Thommy wszedł do biura Daniela Cabanero, z którym wcześniej omówił się na specjalne spotkanie.

    – Jesteś już Monaghan. Siadajcie, mamy kilka spraw do szybkiego obgadania – stwierdził Daniel.

    – Wiesz, że FBI skierowało mnie do miasta, abym zajął się przestępczością zorganizowana. Ja jednak po namyśle zdecydowałem się wyciągnąć do was rękę – mówił agent federalny – Wiem, że ostatnia heca w mieście to sprawka Bullitów. Szefostwo nad nimi sprawuje obecnie Samuel William Bullit, najmłodszy i ostatni żyjący syn don Gabriela. Pomóżcie mi złapać tego skurczybyka i zdobyć dowody obciążające go za krwawe wydarzenia w mieście, a pozostawię was i wasze interesy w świętym spokoju – skończył mówić.

    Cabanero zamyślił się chwilę, po czym udzielił odpowiedzi.

    – Myślę, że możesz liczyć na naszą pomoc. Ale musisz dać nam gwarancję, że po wszystkim nie będziesz ingerować w nasze sprawy.

    – Zgadzam się – odparł Thommy.

    Do leżącej na Long Island luksusowej rezydencji Bullitów podjechały dwa czarne samochody. Z jednego z nich wyszedł ubrany w szary płaszcz Julio Augustino. Wszedł do środka rezydencji i skierował się w stronę gabinetu swojego szefa.

    – Julio, jesteś wreszcie – powiedział Sam siedzący przy swoim biurku – Mam nadzieję, że wykonałeś zadanie, które ci powierzyłem. Powiedz, czy pozbyłeś się tego skurwysyna, który zarąbał mojego ojca?

    – Tak.

    – Mam nadzieję, że nieźle ten posraniec cierpiał przed śmiercią? – ciągnął nadal gangster.

    – Zgadza się. Moi ludzie torturowali go. Później wykitował – odparł krótko.

    – I dobrze. Teraz czas zająć się innymi, ważnymi dla nas sprawami.

    Nagle dwójka mężczyzn usłyszała dobiegające zza drzwi strzały.

    – Co się dzieje? Chyba ktoś nas zaatakował? – wykrzyczał Sam, wyciągając z przypiętej do swojego pasa kabury pistolet.

    Z zaparkowanych przy rezydencji samochodów wyszło czterech mężczyzn z pepeszami w dłoniach. Zaczęli gwałtownie ostrzeliwać teren, zabijając każdego, kto tylko nawinął się na lufy ich broni. Po około dwóch minutach ostrzał ustał. Sam z pistoletem w dłoni otworzył ostrożnie drzwi swojego gabinetu. Wyszedł na korytarz. Wszędzie leżały ciała zastrzelonych gangsterów. Nagle Bullit poczuł na plecach dotyk rewolweru. Szybko zorientował się, co się stało.

    – Rzuć broń – powiedział krótko Julio.

    – Ty zasrany zdrajco – wysyczał Sam.

    Nagle otrzymał postrzał w nogę. Upadł na ziemię i zaczął krzyczeć z bólu. Augustino zawołał swoich ludzi, którzy to właśnie przed momentem dokonali masakry w apartamencie. Ranny mafioso wszystko obserwował z niepokojem.

    – Pozbyliśmy się wszystkich, szefie.

    – Dobrze – powiedział Augustino.

    – I co? Zabijecie mnie teraz pieprzeni zdrajcy? – krzyczał ranny Bullit.

    W tym momencie do apartamentu wkroczył spokojnym krokiem Ronald Diamond. Znalazł się przed obliczem postrzelonego przestępcy.

    – To ty! Przekupiłeś moich ludzi, reszty kazałeś się pozbyć.

    – Julio, dobrze się spisałeś – skwitował krótko Ronald – Tego śmiecia zlikwiduj – wydał szybkie polecenie.

    Mężczyzna wyciągnął przed siebie pistolet i strzelił w głowę Bullitowi, błyskawicznie go uśmiercając.

    – Zorientuj się Augustino, ilu z ludzi Bullitów będzie chciało dla nas pracować – powiedział Ronald – Teraz przyszła pora, aby zająć się także rodziną Cabanero. Gdy już pozbędziemy się i ich, powołamy jeden Syndykat, który to przejmie nieograniczoną kontrolę nad przestępczym światem Nowego Jorku.

    Ciąg dalszy nastąpi…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jerzy Jaśkowski
  • Mafia: Rzady bezprawa. Czesc 4 (ostatnia)

    Plan zainicjowany przez Ronalda powoli nabierał kształtów. Po pozbyciu się szefa rodziny Bullitów, większość pracujących dla niego gangsterów zdecydowała się dołączyć do Diamonda. Od poufnych informatorów na mieście mężczyzna dowiedział się o współpracy zawartej przez Daniela Cabanero z przybyłym do Nowego Jorku agentem federalnym. Pozbycie się wścibskiego członka FBI było niezbędne do powołania Syndykatu. Podobnie sprawa miała się z wyeliminowaniem rodziny Cabanero.

    Diamond znajdował się w tej chwili w biurze swojego szefa, który siedział za drewnianym biurkiem.

    – Doszły nas słuchy, że Sam Bullit nie żyje – powiedział Daniel, przeglądając leżące przed nim papiery.

    – Tak. Załatwili go jego właśni ludzie. Większość zapewne wkrótce do nas dołączy. To pewne – odparł Ronald przecinając rozmówcę swoim wzrokiem.

    – Skończył tak, jak od początku powinien.

    – Wkrótce do niego dołączysz i ty, głupcze… – wymamrotał cicho Diamond, po czym opuścił pomieszczenie.

    Thommy Monaghan był wściekły, kiedy dowiedział się o śmierci Sama Bullita. Cały jego plan spalił na panewce. Postanowił zerwać dalszą współpracę z rodziną Cabanero. Na nic w końcu nie mogli już mu się przydać. Agent wynajmował jeden z pokoi w hotelu ”Rome”, znajdującym się blisko centrum Nowego Jorku. Ściemniało się już. Nagle do pokoju Thommy’ego ktoś zapukał.

    – Proszę wejść – odrzekł spokojnie mężczyzna, siedzący w fotelu.

    Do środka wszedł tajemniczy człowiek w czarnym garniturze, z białym kapeluszem na głowie. Był to Julio Augustino.

    – Czego pan ode mnie chce? – zapytał agent FBI.

    Na te słowa Augustino wyciągnął swój pistolet i skierował w stronę Monaghana.

    – Czy jest pan agentem federalnym, który przybył do miasta kilka tygodni temu? – zapytał Julio ze spokojem w głosie.

    – Tak. Liczyłem się z tym, że prędzej, czy później kogoś po mnie wyślą.

    – Zgadza się. Pozdrowienia od Syndykatu – na te słowa gangster zaczął oddawać strzały prosto do stojącego przed nim mężczyzny.

    Po chwili martwy agent upadł na ziemię. Mafioso spojrzał na leżącego w kałuży krwi trupa, po czym jak gdyby nigdy nic się nie stało opuścił pokój hotelowy.

    Bracia Daniel i Dave Cabanero jedli właśnie razem obiad w jednej z włoskich restauracji należących do rodziny. Rozmawiali oczywiście o swoich przestępczych interesach.

    – Powinniśmy się cieszyć, Dave. Bullitowie, którzy byli dla nas największymi wrogami, już zostali pokonani – mówił szef mafijnego rodu.

    – Nie ufam twojemu doradcy. Ten cały Diamond od samego początku wydaje mi się podejrzany – odparł brat.

    – On nie stwarza dla nas żadnego zagrożenia. W dowolnym momencie mogę kazać go zlikwidować – odpowiedział Daniel – Ale póki co Ronald jest nam wierny – dokończył.

    Nagle dwaj mężczyźni usłyszeli jakieś dziwnie brzmiące hałasy, dochodzące z poza lokalu.

    – To chyba strzały – powiedział gwałtownie Dave, wstając od stolika.

    Do restauracji wkroczyli dwaj mężczyźni w biało-czarnych garniturach, w rękach trzymający naładowane pepesze. Po chwili dołączył do nich i trzeci człowiek. Bracia Cabanero rozpoznali w nim Ronalda Diamonda. Ten trzymał w ustach cygaro, wrednie uśmiechając się do stojących przed nim gangsterów.

    – Miałem przeczucia, że nas zdradzisz – krzyknął młodszy z braci.

    – Wasz czas się już skończył. Czas rodzin mafijnych już się skończył. Większość waszych ludzi skusiła się na moją propozycję i też was zdradziła. Resztę kazałem wykończyć – mówił Ronald – Teraz powołam jeden Syndykat, który swoimi wpływami obejmie całe miasto.

    Daniel ostrożnie wyciągnął rewolwer. Szybko wyciągnął przed siebie i oddał strzał w kierunku Diamonda. Mafioso otrzymał ranę w ramię, po czym osunął się krwawiący na ziemię.

    – Zabić ich – krzyknął ranny.

    Dwaj bandyci zaczęli strzelać ze swoich automatów w kierunku braci. Ci zostali błyskawicznie zmasakrowani i padli martwi na podłogę. Rannego od postrzału, nieprzytomnego Ronalda gangsterzy szybko zanieśli do samochodu, po czym zawieźli do najbliższego szpitala miejskiego.

    Mężczyzna ocknął się po kilku godzinach. Leżał w szpitalnym łóżku. Obok niego siedział na krześle Julio Augustino.

    – Ile czasu byłem nieprzytomny?

    – Kilka godzin, szefie. Ale możesz być spokojny, nasze zadanie zakończyło się pełnym sukcesem. Bracia Cabanero nie żyją. Większość ich ludzi przyłączyła się do nas.

    – Wkrótce Syndykat będzie rządził tym cholernym miastem – powiedział Diamond.

    – Mamy jeszcze sporo pracy – skwitował Augustino.

    Już następnego dnia gangster został wypisany ze szpitala. Zarządził tajne spotkanie członków nowo powołanego Syndykatu. Kilkudziesięciu ludzi z przestępczego półświatka zebrało się w luksusowym hotelu ”Dollar Bill” na Manhattanie. Wszyscy usiedli przy okrągłym stole w jednej z najbardziej wystawnych sal. Ronald siedział w centralnym miejscu, obok niego był Julio. Mężczyzna powstał.

    – Witam wszystkich zebranych. Cieszę się, że aż tak wielu z was pozytywnie odpowiedziało na moją propozycję. Jesteśmy tutaj, aby omówić nowe rozdanie w mieście. Czasy rządów wpływowych rodzin mafijnych dobiegły już końca. Teraz nic w Nowym Jorku nie będzie mogło wydarzyć się bez wiedzy i zgody Syndykatu – oznajmił Diamond.

    – Syndykatu Zbrodni! – odezwał się jeden z zebranych na miejscu.

    – Tak. Taka nazwa będzie bardziej odpowiednia dla tego, co planujemy – odparł Ronald.

    Pozostali poparli te słowa gorącymi oklaskami. Nadszedł czas wielkiego triumfu dla Diamonda. Jeszcze pół roku temu był nikim, ledwie marnym weteranem wracającym do kraju po kilku latach wyniszczającej wojny. Teraz stał na czele prawdziwego mafijnego imperium. Wydawało się, że nikt już nie będzie w mocy mu się przeciwstawić.

    Do pomieszczenia nagle wszedł niespodziewanie jakiś dziwny, łysy mężczyzna. Swoim niecodziennym wyglądem przyciągał uwagę zebranych gości. Ubrany był w długi, czarny płaszcz, na szyi miał srebrny naszyjnik. Człowiek ten stanął.

    – Kim jesteś i czego tu szukasz? – krzyknął Julio.

    Przybysz ukłonił się wszystkim zebranym.

    – Nazywam się Vitus Stanislav Lavrus, jestem płatnym zabójcą. Chciałbym zostać członkiem waszego Syndykatu – oznajmił.

    – Jeśli jesteś rzeczywiście dobry w swoim fachu, to myślę, że znajdziemy tutaj dla ciebie miejsce – powiedział Ronald – Możesz na razie usiąść i poczuć się jak u siebie w domu.

    – Teraz to Syndykat Zbrodni stanie się prawem. Każdy uliczny bandyta będzie od dzisiaj musiał dla nas pracować, w przeciwnym wypadku zostanie zlikwidowany – mówił Augustino.

    – Powinniśmy pokazać swoją siłę! – krzyknął ktoś z zebranych w sali.

    – I zrobimy to! – krzyknął Diamond – Zabijemy komisarza miejskiej policji. Będzie to dobry pokaz naszych możliwości, nasi wrogowie zaczną srać pod siebie – kontynuował.

    Na te słowa gangsterzy odpowiedzieli oklaskami. Już wkrótce cały Nowy Jork poznać miał na własnej skórze, czym jest brutalny i bezwzględny Syndykat Zbrodni.

    Tego dnia komisarz nowojorskiej policji John Rolff, jak zwykle, przebywał w swoim gabinecie, zajmując się codziennymi obowiązkami. Niedawno dowiedział się o śmierci agenta FBI Thommy’ego Monaghana. Już dawno przewidział to, więc nie był tym faktem szczególnie zszokowany. Od zawsze policjant wiedział, że z tutejszymi gangsterami żartów po prostu nie ma. Po skończeniu pracy, mężczyzna opuścił budynek komisariatu, wsiadł do samochodu i odjechał w kierunku domu. Po pół godzinnej drodze dotarł wreszcie na miejsce. Wysiadł z pojazdu. Była godzina 22.00. Szedł jedynie lekko oświetloną ulicą. Spostrzegł dwóch młodych ludzi podążających za nim.

    – Pewnie to jacyś uliczni złodziejaszkowie – wymamrotał do siebie cicho, ręką dobywając pistoletu w kieszeni.

    Podejrzani mężczyźni rzucili się natychmiast na komisarza, błyskawicznie obezwładniając go i rzucając na ziemię. Wyrwali mu z ręki broń i zaczęli go kopać. Jeden z napastników ogłuszył funkcjonariusza. Ten zemdlał. Gangsterzy załadowali go do bagażnika samochodowego, po czym odjechali.

    Komisarz Rolff ocknął się po upływie kilkudziesięciu minut. Leżał przywiązany do starego łóżka w jakimś potwornie zaniedbanym pokoju. Smród unoszący się w powietrzu był nie do zniesienia. Nagle do pomieszczenia weszli dwaj bandyci, którzy napadli na ulicy mężczyznę. Spojrzeli na swojego więźnia i zaczęli wrednie się do niego śmiać.

    – Teraz jesteś całkowicie na naszej łasce, policyjny śmieciu. Pozdrowienia od Syndykatu Zbrodni – powiedział jeden z gangsterów, wbijając nóż w dłoń związanego. Ten aż zawył na cały głos z bólu.

    – Kim wy, do kurwy, jesteście? Zabijcie mnie już, bo nie zniosę takich tortur – błagał komisarz.

    – Chciałbyś. Będziemy dręczyli cię tak długo, aż wysrasz własne flaki. Będziesz kwiczał jak zarzynany dzik! – otrzymał w odpowiedzi.

    – Nie! – rozległ się po całym pokoju głośny okrzyk rozpaczy.

    Gangsterzy całą noc brutalnie torturowali komisarza, wymyślając coraz to bardziej zwyrodniałe sposoby upodlania człowieka. W końcu na ranem zdecydowali się dobić ledwo żywego mężczyznę ”łaskawym” strzałem z rewolweru w potylicę. Nie mniej swoją robotę wykonali dobrze. Powiadomili swoich przełożonych o wykonaniu powierzonego im zadania.

    Tymczasem nadszedł już nowy rok 1946. Członkowie Syndykatu nie próżnowali. W ciągu ostatnich dni zaczęli wprowadzać swoje porządki w mieście. Ludzie pracujący dla nowej organizacji zaczęli zastraszać cały nowojorski światek przestępczy. Kto nie chciał podporządkować się Syndykatowi Zbrodni był natychmiast likwidowany. Nawet ciesząca się sławą wyjątkowo niebezpiecznych banda Irlandczyków musiała się ugiąć. Pewnej nocy gangsterzy porwali śpiącego lidera grupy Thomasa O’Donella prosto z jego łóżka. Po uprzednim obcięciu delikwentowi języka i genitaliów powieszono tego psychopatę na jednej z ulicznych latarni, ku przestrodze dla innych. Podobny los spotkał jeszcze kilku innych niepokornych.

    Syndykat Zbrodni stał się wielką federacją przestępczą. Na jej czele stała składająca się z pięciu członków rada. Należeli do niej: Ronald Diamond (który został wybrany na  przewodniczącego), Julio Augustino, Angus McConnor (reprezentujący Irlandczyków), Jonathan Kalkstein (nazywany ”królem nowojorskich sutenerów”) oraz Pedro Sanchez (dawny księgowy i główny ekonomista rodziny Cabanero). Każda decyzja odnośnie działań podejmowanych przez organizację musiała zostać przegłosowana w tym gronie i być jednogłośnie przyjęta. Aby kogoś odwołać z rady, czterech jej członków musiało poprzeć taką decyzję. Kolegialny system zarządzania wielu pospolitych gangsterów przyjęło z zadowoleniem. Mieli oni dość despotycznych i patrymonialnych rządów kolejnych donów. Nowe porządki wydawały się dla wielu niezwykle kuszące.

    Dzisiaj właśnie odbyć miało się jedno ze spotkań rady Syndykatu Zbrodni. Zostało ono zwołane na specjalne życzenie Ronalda. Wszyscy zebrali się w sali konferencyjnej jednego z luksusowych miejskich hoteli. Wszystkie wejścia i wyjścia pilnowane były przez ochroniarzy. Nikt nie miał prawa przeszkadzać członkom organizacji w ich obowiązkach.

    – Szanowni przyjaciele radni, zwołałem dzisiaj nas tutaj na spotkanie, aby przedstawić pod głosowanie pewną ważną sprawę – oznajmił Diamond.

    – O co chodzi, mów prędko – odezwał się Kalkstein, popalający w ustach drogie cygaro.

    – Pozbyliśmy się ostatnio komisarza policji miejskiej Rolffa, ale uważam że jest jeszcze jeden człowiek z kręgów władz, który nam zagraża. Mianowicie jest nim prokurator okręgowy David Fritz.

    – Fritz to przekupna kurwa, nie stanowi dla nas żadnego zagrożenia – powiedział Sanchez, na co pozostali radni (poza Ronaldem) odpowiedzieli gromkim śmiechem.

    – Mimo wszystko nasz przewodniczący może mieć trochę racji – tłumaczył Augustino – Jasne, to moralny śmieć, który bierze pieniądze od kogo leci, ale zbyt wiele wiedział o działalności Bullitów i Cabanero. Jeśli już czyścimy miasto z wszelkiej maści szumowin mających w przeszłości kontakty z tymi dwoma rodzinami, to i Fritza powinniśmy rozwalić – dokończył swoją myśl.

    – W sumie, jeden skurwiel mniej czy więcej, nie robi wielkiej różnicy. A dzięki temu dodatkowo zastraszymy tych, którzy mieliby choć ulotną myśl stawić się nam – spokojnie powiedział Angus.

    – Kto więc popiera mój pomysł? – zapytał Ronald.

    – Jestem za! – odparł Julio.

    – Też jestem za – potwierdził Sanchez.

    – I ja też – stwierdził Angus.

    – Więc ja też – wypowiedział Kalkstein.

    – Tak więc jesteśmy w tej kwestii jednogłośni. I bardzo dobrze, podjęliście panowie radni bardzo dobrą decyzję – mówił Diamond.

    Płatni zabójcy nasłani przez organizację jeszcze tego samego wieczoru ”złożyli wizytę” panu prokuratorowi. Mężczyzna mieszkał w luksusowym, ogrodzonym apartamencie leżącym niedaleko poza Nowym Jorkiem. Nie stanowiło to jednak problemu dla bandytów Syndykatu Zbrodni. Kiedy David Fritz pracował w swoim gabinecie, dwóch gangsterów wdarło się niepostrzeżenie na jego teren prywatny. Otworzyli drzwi łomem, po czym głośno krzycząc wkroczyli do środka. Urzędnik usłyszał te wrzaski, jednak nim zdążył cokolwiek zrobić, do pokoju, w którym przebywał weszli przestępcy. Jeden z nich uderzył Fritza w głowę metalowym prętem. Mężczyzna osunął się na podłogę. Gangsterzy zaczęli niezwykle brutalnie okładać go po całym ciele.

    – Zwiąż tego skurwysyna, Genseck, pobawimy się nim trochę – powiedział jeden z zakapiorów, na co jego towarzysz posłusznie wykonał polecenie wrednie śmiejąc się.

    Napastnicy dokładnie związali prokuratora, po czym zaczęli wymyślnie go torturować. Jeden z bandytów zaczął masakrować mu twarz. Oby zwyrodnialcom sprawiało to przyjemność.

    – Nie.. proszę już… – wycharkał ledwo żywy Fritz.

    Na te słowa mężczyzna został spoliczkowany. Przez kolejną godzinę dwaj mafiozi obcięli prokuratorowi obcęgami wszystkie palce u rąk. Gdy już znudziły ich kolejne sposoby zadawania bólu, postanowili ”ulitować się” nad więźniem.

    – Riki, powinniśmy już dobić tego pedała, jest ledwo żywy, a mi już znudziły się tortury – powiedział Genseck.

    – No w sumie, masz rację. Weź rozpruj mu bebechy na wylot, żeby się wykrwawił albo rozpierdol czaszkę strzałem z pistoletu, wybór należy już do ciebie – odparł popalając papierosa drugi z bandziorów.

    – No dobra.

    Genseck wziął do ręki swój pistolet, przeładował po czym przystawił ciągle jeszcze żywemu Fritzowi do potylicy. Oddał jeden precyzyjny strzał, który go uśmiercił błyskawicznie. Ciało upadło zakrwawione na podłogę. Następnie, jak gdyby nigdy nic, dwaj zwyrodnialcy opuścili apartament należący do prokuratora. Wykonali powierzone im zadanie.

    Porządki zaprowadzane przez Syndykat Zbrodni w Nowym Jorku istotnie dobrze komponowały się z nazwą tej organizacji. Szokujące swoją brutalnością morderstwa, porwania, pobicia i tortury wzbudzały strach większości mieszkańców. Nawet politycy nie mogli czuć się bezpiecznie, po tym co spotkało prokuratora Fritza i komisarza Rolffa. Ludzie na usługach tej bandy zaczęli niemal wielbić przemoc. Mogli bezkarnie dopuszczać się najbardziej podłych czynów. Wszyscy się ich bali. Nikt nie chciał zadrzeć z Syndykatem.

    Nowym szefem miejskiej policji został 46-letni Roger Stankowski. Mężczyzna zdawał sobie sprawę z tego, że jeśli zacznie zwalczać zbrodniczą organizację, ta błyskawicznie wyda na niego wyrok śmierci, który najpóźniej po upływie kilku dni zostanie wykonany przez jakiegoś wynajętego zakapiora.

    Ronald Diamond był zadowolony z sytuacji w mieście. Powołał do życia instytucję, która błyskawicznie przejęła absolutną kontrolę nad Nowym Jorkiem. Ambicją gangstera było jednak rozszerzenie działalności również na inne ośrodki miejskie w Stanach Zjednoczonych. Nie było to szczególnie trudne. Ludzie sami przecież pchali się do pracy dla Syndykatu.

    Burmistrz miasta Roger Hill gościł właśnie na specjalnym przyjęciu charytatywnym. Jego celem było zebranie funduszy na rzecz potrzebujących. Mężczyzna odbywał wiele rozmów z lokalnymi biznesmenami i politykami. Nagle podszedł do niego człowiek w szarym garniturze z czarnym kapeluszem na głowie.

    – Musimy porozmawiać na osobności, szanowny panie burmistrzu – powiedział cicho tajemniczy przybysz.

    – No, dobrze – westchnął.

    Dwójka opuściła bankiet i udała się na ubocze. Hill zorientował się, że najprawdopodobniej zaczepił go jeden z członków Syndykatu Zbrodni.

    – Domyślam się, szanowny panie, że należysz do Syndykatu i to on cię do mnie wysłał – powiedział burmistrz.

    – Tak. Nazywam się Eberhard Donelly i jestem członkiem organizacji. Przysłano mnie tutaj, abym poważnie z panem porozmawiał.

    – Nie zastraszycie mnie. Nie będę tolerował waszej bandyckiej działalności, już wyznaczyłem nowego komisarza miejskiej policji, zajmie się wami niezwłocznie – mówił niewzruszony polityk.

    Gangster zaśmiał się i wyciągnął z kieszeni rewolwer.

    – Teraz pan fika, ale nie będzie pan taki hardy kiedy przyślemy do pana naszych chłopców. Oni nie znają się na żartach. I nie znają słowa litość – odparł pewny siebie Donelly.

    – Jestem cholernym burmistrzem, nie uda się wam mnie nastraszyć. Możesz powiedzieć swoim szefom, że nie spocznę póki nie zgnijecie wszyscy w więzieniu albo nie zaczniecie wąchać kwiatków od spodu.

    Jego rozmówca się głośno zaśmiał. Poklepał burmistrza po ramieniu z wrednym uśmieszkiem na twarzy.

    – Nawet nie zdajesz sobie sprawy, śmieciu, jak szybko zrewidujesz swoje poglądy w tej materii.

    Po wygłoszeniu tych słów mężczyzna spokojnie odszedł.

    Tymczasem do Nowego Jorku przybył Abraham Scurvy, najpotężniejszy gangster z Jersey City. Nazywano go ”czerwonym diabłem” – odnosiło się to zarówno do jego wybuchowego, gwałtownego charakteru, jak i indiańskiego pochodzenia mężczyzny. W otoczeniu grupy ludzi zjawił się w jednym z najbardziej luksusowych hoteli w mieście. Spotkać miał się z liderem Syndykatu, Ronaldem Diamondem.

    – Witam w mieście, cieszę się, że tak szybko pan się tutaj stawił – powiedział Diamond.

    – Interesy nie mogą czekać. Lepiej już do nich przejdźmy – odparł krótko Scurvy.

    Dwaj mężczyźni weszli do specjalnie przygotowanej dla nich sali i usiedli razem przy stole.

    – Syndykat Zbrodni włada niepodzielnie Nowym Jorkiem. Każdy uliczny bandyta dla nas robi. Ale nasze ambicje ciągle rosną i nie są zaspokojone – mówił Diamond – Chcielibyśmy rozszerzyć naszą działalność na inne obszary kraju. I liczymy, że pan nam w tym pomoże – skończył mówić.

    – Tylko ja rządzę w New Jersey. Nikt inny. Wasze zakapiory mogą sobie terroryzować nowojorczyków, ale mnie nie przestraszą. Zadam więc wam tylko jedno proste pytanie: co zamierzacie mi zaoferować, bym zechciał podjąć z wami współpracę?

    – Niech pan będzie spokojny, dogadamy się. I pan na tym zyska, i my na tym zyskamy – odpowiedział Ronald.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jerzy Jaśkowski