Author: admin

  • Braterstwo cz.6

    Umyliśmy się w strumieniu kolejny raz. Później wyczerpani nocnym biegiem, tańcami i brataniem, zasnęliśmy w cieniu chaty. Gdy się obudziłem, był już wieczór. Zachodzące słońce dawało jeszcze trochę światła, ale nas zacieniały skały otaczające dolinkę. Ukele siedział obok mnie. Wskazał miejsce na lewym przedramieniu, z blizną w kształcie klepsydry pozbawionej dna.

    – To jest moje imię – powiedział – wytnę takie samo na twojej skórze, aby wszyscy wiedzieli, że jesteśmy braćmi.
    – Bale też ma twoje imię? – zapytałem jeszcze lekko zaspany.
    – Popatrz – Bale wyciągnął do mnie lewą rękę. Pośród kilku innych, widniał tam także znak Ukele.
    – A twój jak wygląda? – zaciekawiłem się.
    – Tak – powiedział śmiejąc się i podnosząc ręką zwisającego grubego penisa. Ukele też się uśmiechnął.
    – To już widziałem. Pytam o twój znak – powiedziałem z zażenowaniem.
    – Zostań moim bratem, to ci go wskażę – odpowiedział.
    – Czy wolno mi odmówić? – zapytałem szamana.
    – Tak, ale to bardzo duża przykrość dla osoby, która oferuje ci braterstwo. Właściwie tego się nie odmawia – odparł Ukele.
    – Wobec tego, to będzie dla mnie wielki zaszczyt, jeśli zgodzisz się zostać moim bratem – zwróciłem się do Bale.
    – Najpierw dokończmy inicjację – zarządził szaman.  

         Trzema wprawnymi ruchami ostrego noża, wykonał cięcia na skórze mojego lewego przedramienia, tworząc identyczny znak jak u siebie. Nie zważałem na lekki ból – cieszyłem się i byłem dumny, że zostałem przyjęty do grona wojowników. Nie bez znaczenia był także fakt, że stałem się bratem szamana, najwyżej postawionej osoby w hierarchii plemiennej. Bale oddalił się w kierunku ogniska, gdzie nastawił do gotowania kolejną porcję wody, a Ukele kazał mi iść za sobą do chaty. Tam pokazał, których ziół trzeba użyć do stworzenia obu wywarów i w jakich proporcjach. Później zaprowadził mnie w krzaki, wskazując krzewy z czerwonymi owocami, służącymi do wytworzenia smarowidła.

    – To jest wiedza, którą posiada każdy przechodzący inicjację. Gdy mnie tu nie będzie, a będziesz chciał zawrzeć z kimś braterstwo, musisz sobie poradzić sam.  
    – Poradzę sobie. A czy te krzewy rosną gdzieś jeszcze, czy tylko w tej dolince? – spytałem.
    – Są dość pospolite. Wojownicy korzystają z nich w czasie polowań i na wyprawach wojennych. To święte rośliny, pozwalające używać dzid wtedy, gdy nie ma w pobliżu naszych kobiet. Wojownik wbijając dzidę, okazuje swoje męstwo, a pozwalając bratu wbić ją w siebie, wyświadcza wielką przysługę. To nasza tradycja i honor.
    – W naszym społeczeństwie, takie zachowanie jest piętnowane, jako niemęskie – stwierdziłem.
    – To bardzo głupie. Braterstwo tworzy silne więzi pomiędzy wojownikami, ale także ich kobietami. Zapewnia im bezpieczeństwo i opiekę nie jednego, lecz kilku mężczyzn.

    – Jeśli tutaj się sprawdza, to w porządku. Dostosuję się – zadeklarowałem, choć tak naprawdę byłem pełen obaw o reakcję Ady. Czy będzie w stanie przyjąć panujące tu zwyczaje? I czy ja będę mógł się pogodzić z tym, że pod moją nieobecność, zajmują się nią czarni wojownicy? Ukele , Bale albo kolejni, z którymi się zbratam? Jak to wpłynie na nasze relacje, na nasz związek? Czy to jeszcze będzie związek, jeśli ona zaśnie u boku innego, a ja z jedną z kobiet moich nowych braci? To morze wątpliwości uświadomiło mi, że oszałamiające działanie wywaru zakończyło się. Przedtem nie miałem żadnych skrupułów – chciałem tylko bzykać i podobało mi się wszystko, co się rusza i ma dziurkę pasującą do mojego penisa.

         Wróciliśmy w pobliże ogniska i szaman wsypał do wrzątku kolejną garść ziół. Patrzyłem trochę z przerażeniem na grubego penisa Bale. Nawet zwisając robił ogromne wrażenie, a wspomnienie jego rozmiarów w pełnej erekcji i świadomość, że będę go musiał w sobie zmieścić, przypomniała mi nieszczęśliwy koniec Azji Tuhajbejowicza. Choć z drugiej strony, jeśli Ukele doprowadził mnie do orgazmu swoim długim, choć normalnej grubości penisem, to może i z Bale nie będzie tak źle? Może ten strach jest zupełnie niepotrzebny? Przecież jeszcze kilka godzin temu, nawet przez myśl by mi nie przeszło, że będę brany przez mężczyznę. I nagle to co niewyobrażalne, stało się faktem i co by nie mówić, sprawiło mi przyjemność. Może wystarczy pozbyć się obaw i przyjąć z pokorą wszystko, co daje nam los? Postanowiłem tak do tego podejść, potraktować kopulację z Bale jako zadanie, które po prostu trzeba wykonać. Jednak, aby mieć nad wszystkim kontrolę, zamierzałem być górą. A właściwie być na górze. Wypiliśmy porcję wywaru.  

    – Czy znów będziemy tańczyć? – zapytałem.
    – Nie. Tańce są tradycją tylko podczas inicjacji. Teraz zostałeś przyjęty do grona wojowników, więc możesz przystąpić do bratania się bez żadnych rytuałów. Do tego jest potrzebna tylko twoja chęć i zgoda tego, z którym zawierasz braterstwo.
    – Aha.
    – Teraz ja cię o coś spytam. Kiedy wbijałem w ciebie swoją dzidę, zobaczyłem jak zjadasz dzidę Bale. I jemu to sprawia wielką przyjemność. A mówiłeś, że u was dwaj mężczyźni nie robią sobie nawzajem przyjemności. To dlaczego tak zrobiłeś? I skąd wiedziałeś, że to będzie miłe?  
    – Tak robią niektóre z naszych kobiet. Moja mi tak czasem robi – odpowiedziałem, a na wspomnienie jej wprawnych ust, penis mi drgnął.
    – Chcę spróbować. Mogę? – zapytał Bale, wskazując na niego.
    – Ja też chcę wiedzieć, jak to jest. Spróbuj mojego! – rozkazał Ukele, kładąc się na trawie.

         Bale uniósł się i podszedł do niego na czworaka. Prawą dłonią przytrzymał miękkiego penisa Ukele i z pewną dozą nieśmiałości polizał wysuniętą z napletka główkę. Gdy przekonał się, że to nic strasznego, wessał go do ust i zaczął poruszać głową w górę i w dół. Wywar zaczynał działać, bo wypięty tyłek Bale, ozdobiony workiem wypełnionym wielkimi jądrami, wydał mi się tak nieodparcie kuszący, tak nieziemsko podniecający, że szybko posmarowałem czerwoną mazią swoją dzidę i wsunąłem dwa nawilżone palce w spoglądające na mnie zachęcająco czarne oko – obietnicę rychłej rozkoszy. Bale tylko mruknął z aprobatą, kiedy przypadkiem natrafiłem na twardsze miejsce w jego wnętrzu. Wiedziony ciekawością gładziłem opuszkami ten punkt, próbując poznać jego kształt. Oddech Bale stawał się coraz bardziej nierówny, płytki i urywany. Nie do końca byłem pewien, czy tak podnieca go ssanie szamańskiej dzidy, czy moja pieszczota, lecz w tamtej chwili nie miało to większego znaczenia. Wszyscy trzej sapaliśmy ogarnięci dziką żądzą. Wyjąłem palce z otworu, doskonale już przygotowanego na przyjęcie penisa, po czym wprowadziłem go powoli i delikatnie aż do samej nasady.

         O ile pieprząc Ukele, zrobiłem to spontanicznie, szybko, nie delektując się zbytnio nowo poznanymi doznaniami, teraz zamierzałem się nimi cieszyć jak najdłużej. Powolnymi ruchami wchodziłem i wychodziłem z gorącego wnętrza afrykańskiego wojownika, testując różne kierunki napierania, obserwując reakcje Bale na zmiany tempa i głębokości penetracji. Wyjmując penisa na zewnątrz i obserwując rozwartą dziurę. Także w celach poznawczych zająłem się jego jajkami, pieszcząc je, ale jednocześnie podniecając się ich wielkością. Jednak po pewnym czasie byłem już na takim poziomie ekscytacji, że złapałem umięśnione biodra mojego przyszłego brata i zacząłem go ruchać jak dziki zwierz, szybciej i głębiej, mocniej i ostrzej. Nie widziałem jego penisa, lecz dokładnie wiedziałem, kiedy zaczął wylewać z siebie strumienie gorącej spermy. Jego jądra spięły się wtedy w mojej dłoni i poczułem drgania pulsującego olbrzyma. Wkrótce i ja, rycząc trysnąłem w gorącą, czarną, męską cipkę. No nieźle! Już nie byłem pewien, czy to działanie wywaru, czy po prostu polubiłem to i przestałem zauważać różnicę. Seks to seks! Najważniejsze, żeby robić to z kimś i żeby obie strony były zadowolone!

         Padłem na trawę i przyglądałem się jak Bale kończy obrabiać pałkę szamana. Po kilku chwilach, Ukele wyrzucił biodra w górę, jęknął i trysnął nasieniem wprost w jego usta. Sperma wypłynęła kącikami warg i pociekła po brodzie. Obaj się uśmiechali – to znak, że przypadła im do gustu nowa zabawa. Biedacy nie wiedzieli co ich czeka w domu! Ile będą musieli się natrudzić, żeby przekonać do takich zabaw swoje kobiety. A że będą chcieli, byłem pewien. Moja na szczęście nie miała oporów przed seksem oralnym. Jak się zresztą dzisiaj przekonałem – ja także.

         Chciałem mieć już za sobą, to co nieuniknione. Wpółmiękki penis Bale leżał na jego brzuchu, lśniąc na końcówce perlistą bielą spermy. Zbliżyłem się, całując najpierw jądra, wciągając do ust czarną skórę worka mosznowego, a później obejmując nimi grubego, mięsistego fiuta. Przesuwałem wargami w kierunku główki, by w końcu pochłonąć ją wraz z kilkoma kroplami mlecznego nektaru. Nie, absolutnie mi nie przeszkadzał, nawet podniecało mnie zlizywanie go z gładziutkiej skóry najwrażliwszego miejsca mężczyzny. Wysysałem resztki z otworu wieńczącego penisa, delektując się smakiem i ciesząc się z efektów swojej pracy. To monstrum puchło mi w ustach, twardniejąc przy tym i unosząc się ponad umięśniony brzuch.  

         Zajęty utwardzaniem wojowniczej dzidy, poczułem nagle palce, wciskające się w moją dziurkę. Rozpychały ją najpierw dwa, a następnie trzy. To Ukele przygotowywał mnie na przyjęcie monstrualnego prącia Bale. Zrozumiałem to, gdy dołożył czwarty palec i pracował wszystkimi, doprowadzając do całkowitego rozluźnienia. Po kilku chwilach uznałem, że to już odpowiedni moment, aby się zmierzyć ze swoim przeznaczeniem. Nie powiem, byłem bardzo podniecony, czując jak penis Bale rośnie w moich ustach, już chciałem mieć go  w sobie – głęboko i mocno. Zsunąłem się z palców Ukele i zawisłem tyłkiem nad grubą dzidą. Naprowadziłem ją na rozluźniony otwór i zacząłem powoli opadać. Byłem odpowiednio nawilżony, ale sam moment penetracji odczułem boleśnie. Odczekałem dłuższą chwilę, by przyzwyczaić się do rozpierającego mnie olbrzyma. Bale zajął się moimi genitaliami, bawiąc się jądrami i będącym już w pełnej erekcji penisem.  

         Ruszyłem powoli, jak żółw ociężale, wznosząc się i opadając na niezwykłej pale. Znów poczułem rozkosz płynącą gdzieś ze środka, z tego miejsca, które aktywował rankiem Ukele. Przyspieszyłem ruchy bioder, nie ograniczając się tylko do podnoszenia i opadania. Kołysałem nimi na boki, albo do przodu i do tyłu, lub kręcąc kółka tak, jak często robiła Ada. Była doskonałą nauczycielką, zarówno miłości francuskiej, jak i tradycyjnej. Teraz korzystałem z jej nauk, chcąc dogodzić nowemu bratu. Ten obejmował najpierw moje biodra, próbując wskazywać tempo, ale potem jego dłonie, chyba odruchowo powędrowały wyżej, w poszukiwaniu piersi. Nie miałem takowych, ale zadowolił się sutkami, ściskając je i miętoląc pomiędzy kciukiem, a palcem wskazującym. Co dziwne, zaczynałem odczuwać przyjemność i podniecenie płynące z takiej pieszczoty. W połączeniu z bolcem dostarczającym rozkoszy w moim wnętrzu, poskutkowało to błyskawicznym orgazmem. Zawyłem szczytując, po czym zachlapałem spermą klatę i twarz Bale.

         Opadłem na niego i przez chwilę przytulony leżałem tak, łapiąc oddech. Objął mnie ramionami, gładząc po plecach, pośladkach, pozwalając ochłonąć po ekstazie, lecz po chwili uruchomił pracę bioder, pieprząc mnie w takiej pozycji. Wiedziałem z doświadczeń z Adą, że to dosyć męczące, więc podniosłem się, ustawiając w pozycję „na pieska”. Bale uklęknął za mną i wprowadził dzidę w rozpalony otwór. Ruchał mnie rytmicznie i bez pośpiechu, doskonale wiedział, że to co ma nadejść, jest nieuniknione, więc nie ma się co spieszyć. Jęczałem pobudzany wewnętrznie jego pchnięciami, ale tylko do czasu, gdy Ukele zatkał mi usta twardym przyrodzeniem. Szaman podniecony widokiem naszego dymania, skorzystał z okazji i przyłączył się do zabawy. I tak wzięli mnie na dwa baty. Lecz nie narzekałem. To była prawdziwa przyjemność. I duma, gdy najpierw Bale, a później Ukele szczytowali za moją przyczyną. Połknąłem wszystko, co szaman we mnie wtrysnął, zyskując tym jego wdzięczność i uznanie. Po wszystkim, otrzymałem kolejne nacięcia na przedramieniu. Teraz miałem już dwóch braci.

         Wyczerpani, ale zaspokojeni umyliśmy się w strumieniu i poszliśmy spać. O świcie szaman obudził nas i zarządził powrót. Nawet nie pozwolił się odlać, dopiero kiedy opuściliśmy dolinkę, dał chwilę na opróżnienie zbiorników. Później biegliśmy niemal bez przerwy, żywiąc się jakimiś owocami zrywanymi po drodze, by przed południem dotrzeć do wioski. Tu szaman kazał Bale przyjąć mnie pod swój dach, do czasu wybudowania chatki dla mnie i mojej kobiety. Teraz byłem pełnoprawnym członkiem plemienia, więc nie wypadało, żebym sypiał na gołej ziemi w zagrodzie dla kóz. W pozbawionym ścian domu Bale, była przynajmniej drewniana podłoga z legowiskiem składającym się z przykrytych materiałem wielkich, suchych liści. To niesamowity komfort, po nocach spędzonych na gołej ziemi.  

         Kobieta Bale była młodziutka, z pewnością nie miała jeszcze osiemnastu lat. Długie, czarne włosy, powiązane w drobne warkoczyki układające się od czoła w kierunku pleców, pokrywały tylko wierzch i tył głowy. Boki były wygolone na gładko. Dziewczyna była w szóstym, może siódmym miesiącu ciąży – pękaty brzuszek bardzo wydatnie odstawał od szczupłej sylwetki. Krzątała się przy ogniu, gotując posiłek popołudniowy i moją obecność w ich domu przyjęła jak coś zupełnie normalnego. Wciąż nie mogłem się przyzwyczaić do swobody, z jaką poruszały się tutejsze kobiety. Tak jak sikająca z rozszerzonymi udami Mbu, Sami również nie ukrywała swojej kobiecości. Kucała przy ognisku, w naturalny dla niej sposób wystawiając na widok publiczny, ozdobioną czarnym gąszczem szparkę. Piersi powiększone na skutek ciąży, opadały na wypukły brzuszek, otulając go lekko z dwóch stron. Duże sutki w równie dużych obwódkach sterczały, przygotowane do ssania.  

         Na kimś wychowanym tu od dzieciństwa, pewnie takie widoki nie robiły żadnego wrażenia, ale moja kuśka zareagowała ewidentnym nabrzmieniem. Byłem nagi, jak wszyscy dookoła, więc nie dało się ukryć zewnętrznych oznak pożądania. Jednak zarówno Bale jak i Sami byli przyzwyczajeni do takich erekcji. Większość młodzieńców z wioski przechodząc okres dojrzewania miewała je z byle powodu, więc penis w erekcji był czymś jak najbardziej zwyczajnym. Tutaj tylko kolor skóry wzbudził zainteresowanie Sami. Przyglądała się moim genitaliom dłuższą chwilę.

    – Widzę, że podoba ci się moja kobieta – stwierdził Bale.
    – To prawda. Jest śliczna – westchnąłem z zachwytem.
    – Będziesz musiał o nią zadbać, gdy mnie nie będzie – oznajmił – a ja zadbam o twoją, kiedy będzie sama.
    – Wiem. Znam już wasze zwyczaje – potwierdziłem.
    – Idź, poszukaj jej i wbij w nią swoją dzidę, bo potrzebuje tego – zaśmiał się, wskazując na twardego członka.

         Jeszcze się trochę wstydziłem paradować po wiosce z twardą dzidą, ale nie mogłem przecież okazać braku męstwa. Poszedłem. Ślady kóz doprowadziły mnie do pasącego się stada i pilnujących go Ady i Mbu. Obie chichotały, kiedy zobaczyły mnie zbliżającego się z kiwającym się na boki, ale twardym penisem.

    – Stęskniłeś się za mną? – zapytała Ada z miną niewiniątka.  
    – Po czym poznałaś?  
    – Po strzałce, która wskazuje ci drogę – brechtała się w żywe oczy.
    – A może ta strzałka wskazuje na Mbu? – rzuciłem zaczepnie. Rzeczywiście, mój penis jak zawsze, delikatnie odchylał się w lewo.
    – Chciałbyś! Możesz sobie pomarzyć!
    – Mogę – odpowiedziałem, wzbudzając uśmiech zadowolenia na buzi Mbu.

         Złapałem Adę za rękę i odciągnąłem w pobliskie krzewy. Nie zasłaniały nas przed wzrokiem Mbu, ale dawały choć lekkie poczucie intymności. Całowałem ją porywczo, spragniony kobiecej delikatności, ugniatając przy tym cudowne piersi. Byłem napalony jak sztubak. Ada szybko zwilgotniała, podniecona moim pożądaniem. Wprowadziła sterczącego penisa, w wilgotną, gorącą cipkę i uwiesiła się na mojej szyji, otaczając biodra nogami. Podskakiwała, wisząc nadziana na ruszt, nie przestając mnie całować. Oboje byliśmy napaleni, żądni szybkiego spełnienia. Grzmociłem ją najszybciej jak potrafię, podtrzymując oburącz jej wysportowaną dupeczkę. Spocona wyślizgiwała mi się z rąk, więc od czasu do czasu musiałem korygować uchwyt, podrzucając drobne ciałko wyżej. Wreszcie doszła, wgryzając mi się w ramię, a ja tuż po niej, rycząc jak lew. Uspokajaliśmy oddechy, stojąc wtuleni w siebie.

         Spojrzałem przez rzadkie gałęzie krzewów w kierunku siedzącej na głazie Mbu. Miała przymknięte oczy, rozchylone usta i prawą dłonią niecierpliwie pieściła miejsce, gdzie zbiegają się rozszerzone na oścież uda. Widziałem czarne paluszki znikające w różowej cipce, miętoszące łechtaczkę, błyszczące od pokrywającego je śluzu. Drugą dłonią pieściła piersi, na przemian, raz prawą, raz lewą, a czasem próbując zmieścić w niej obie. Moich uszu dobiegły ciche pojękiwania. Czyżby wyobrażała sobie, że robi to ze mną? Znów dyszałem z podniecenia.  

    – Pomogę jej – wyjęczałem Adzie do ucha.
    – Nie ma mowy! – zaprotestowała, kucając i biorąc do ust ponownie twardniejącego penisa. Lizała go tak jak lubię, od nasady w górę, wciągała do ust jądro, po czym wypuszczała je na wolność, pochłaniała główkę, ssąc i wciągając głęboko do gardła. Była mistrzynią pieszczot oralnych! Objęła jajka lewą dłonią, a prawą i ustami zajęła się penisem. Nie wiedziałem już, na czym się skoncentrować – na dochodzącej Mbu, czy na obciągającej mi Adzie. Oba widoki były megapodniecające, jednak Adę widywałem w takich akcjach często, dlatego wybrałem Mbu.  

         Jej wielkie piersi stwardniały, czarne jak smoła sutki sterczały, a z cipki wyciekała błyszcząca strużka soków, nabłyszczając drugą dziurkę i cały rowek. Rozchylone różowe wargi aż prosiły o wypełnienie ich twardą męskością. Wyobraziłem sobie, że rozpieram je wprowadzając swój sprzęt w gorącą wilgotność, docieram głowicą do twardej szyjki macicy i okrężnymi ruchami stymuluję ją, a potem wysuwam się i wsuwam, miarowo, powoli i dokładnie penetrując nieznane zakamarki czarnej przyjaciółki. Bawię się przy tym naprężonymi piersiami, zasysam czarne sutki i całuję wydatne wargi. Tonę w cudownych oczach i wreszcie nie wytrzymuję, zaczynając rżnąć ją jak królik, jak niewyżyty zwierz, z regularnością tłoka silnika spalinowego.  

         Poczułem palce Ady obejmujące mój tyłek – znakomicie wyczuwała, kiedy zbliżam się do finału. Lubiła czuć jak podczas ejakulacji spinam pośladki, napinając wszystkie mięśnie i tryskam gorącą spermą wprost w jej podniebienie lub w cipkę. Zrobiłem to równo z orgazmem Mbu, która jęknęła głośno i zesztywniała w ekstazie. Czarne, spocone uda drżały jeszcze dłuższą chwilę, podczas której zalewałem usta Ady życiodajnym mleczkiem. Nigdy nie miała problemu z połykaniem, więc i tym razem poszło gładko. Jeszcze chwilę wysysała ze mnie ostatnie krople, by pocałunkiem w sam czubek zakończyć robótki. Uśmiechnęła się przy tym szeroko, zadowolona z przyjemności, jaką mi sprawiła.  
    Już dawno zauważyłem, że w seksie więcej przyjemności sprawia dawanie komuś rozkoszy, niż osiąganie jej. Dlatego zawsze chętnie lizałem cipkę Ady, wiele razy pod rząd doprowadzając ją do szczytowania, zanim w końcu sam w nią wszedłem, by zaspokoić żądze. Dawanie jest przyjemniejsze niż branie. Miejcie to na uwadze  

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Obi1
  • Braterstwo cz.7

    Kiedy wyszliśmy z gąszczu i wróciliśmy do Mbu, jej piersi jeszcze falowały przyspieszonym oddechem. Zaciskała mocno uda po przeżytym orgazmie, trzymając wciąż dłoń na rozpalonej cipce.  
    – Nie musicie się chować, już widziałam jak to robicie – wydyszała.
    – Byłoby ci przykro – stwierdziłem z uśmiechem.
    – To prawda. Mark by tak nie zostawił Ady w potrzebie – odparła.
    – Co ty wygadujesz?  – ofuknęła ją Ada.
    – Ależ chętnie posłucham – zainteresowałem się. Coś musiało być na rzeczy, bo Ada zarumieniła się, aż po same uszy.
    – Nic, nic – wymruczała Mbu, spoglądając porozumiewawczo na Adę.
    – No dobrze. I tak się dowiem – burknąłem pod nosem – idźmy, już nie jesteś pastereczką. Awansowałaś na kobietę wojownika – zwróciłem się do Ady.
    – Zostawicie mnie tu samą? – Mbu próbowała nas jeszcze zatrzymać.
    – Skoro nie masz nic do powiedzenia … – nawiązałem do poprzedniego tematu.
    – Przecież wiesz, że nie mogę – powiedziała wskazując wzrokiem Adę. Nic więcej nie musiała mówić.
    – Jak chcesz. Baw się dobrze. Z kozami – rzuciłem na odchodne.

         Przez większość drogi do wioski szliśmy w milczeniu. Ada miała wzrok wbity w ziemię, jakby poczucie winy nie pozwalało jej spojrzeć mi w oczy. W końcu nie wytrzymałem.
    – No słucham – powiedziałem łagodnie.
    – Naprawdę chcesz wiedzieć? – zapytała cichutko.
    – Już wiem. Chcę znać szczegóły – nadal byłem spokojny, ale stanowczy.
    – Nie chcę o tym mówić – jeszcze próbowała się wywinąć.
    – Posłuchaj! Trafiliśmy do wioski, gdzie panują całkiem inne zwyczaje niż w cywilizowanym świecie. Musimy się do nich dostosować. Teraz już wiem, że zrobiłaś to z Markiem, ale musisz sobie zdać sprawę, że czeka cię w tej wiosce jeszcze wiele dziwnych rzeczy. Aby stać się wojownikiem, zawarłem braterstwo z Ukele i Bale, a to oznacza, że gdy mnie nie będzie w pobliżu, to oni będą się tobą zajmować. W pełnym tego słowa znaczeniu. Ich obowiązkiem będzie cię zaspokoić i zapewnić bezpieczeństwo, mnie wiąże takie samo zobowiązanie w stosunku do ich kobiet, więc to, że przespałaś się z Markiem, w takim kontekście ma niewielkie znaczenie. Będziesz musiała oddawać się wielu mężczyznom. Możesz mi śmiało opowiedzieć jak było.

    – No przespałam się z nim, po co ci szczegóły?
    – Z nim nie zawierałem braterstwa, więc nie miał prawa. To największe świństwo, jakie można zrobić przyjacielowi – przespać się z jego kobietą. Chcę wiedzieć wszystko. Opowiadaj!
    – A co tu jest do opowiadania? Wiesz jak jest chłodno wieczorami. Zostawiłeś mnie na dwie noce i ogrzać się mogłam tylko przytulając do kogoś ciepłego.
    – Mbu wygląda na ciepłą. Nie mogłaś przytulić się do niej?
    – Chciałam, ale Mark był tak stanowczy, że ułożył nas po obu stronach, a sam zajął miejsce pośrodku. Długo nie trwało, a poczułam jak chwyta moją dłoń i kładzie ją na swoim kutasie. Co miałam zrobić? Mbu wszystko widziała i nie protestowała, a Mark był twardy i napalony. Gdy nie cofnęłam ręki, poczuł się pewnie i łapiąc za włosy, nakierował moje usta na swoją pałę. Byliśmy nadzy, a doskonale wiesz jak na mnie działa lizanie sztywnego penisa – zaraz twardnieją mi sutki i jestem cała wilgotna w środku. Postanowiłam też coś z tego mieć. Przełożyłam nogę nad jego głową i usiadłam na twarzy. Przesunęłam kilka razy mokrą cipką po wystającym nosie, a potem docisnęłam ją do ust. Poczułam czubek nosa na zwieraczu i sprawiło mi to wielką satysfakcję. Specjalnie poruszałam tyłkiem, żeby jego nos pieścił mniejszą dziurkę. To tak bardzo podnieciło Marka, że zaczął lizać z zapałem moją norkę, zapuszczając język tak głęboko, jak tylko mógł sięgnąć. Nie ograniczył się tylko do tej dziurki –  pieścił też anusa, co mi się nawet spodobało. Ja w tym samym czasie robiłam mu loda, wkładając w to cały swój kunszt – chciałam zaimponować Mbu, niech wie, że jestem w tym mistrzynią. Wyobraź sobie, że ta franca sprawiała wrażenie, jakby wcale się nie przejęła tym, że właśnie rżnę jej chłopa. To mnie tak zezłościło, że z furii zaczęłam szczytować. Oczywiście język i nos Marka miały w osiągnięciu tego orgazmu spory udział, ale moja wściekłość go spotęgowała. Szczytując opadłam i niechcący połknęłam twardego członka tak głęboko, że poczułam jego pulsowanie w gardle. Wstrzyknął mi swoje nasienie bezpośrednio do żołądka. Omal się nie udusiłam, ale to jeszcze bardziej wydłużyło moją ekstazę. Prawie straciłam przytomność z rozkoszy.

         Padłam na plecy, łapiąc powietrze pełnymi haustami. Teraz dopiero dopadły mnie wyrzuty sumienia, że cię zdradziłam. Było mi także głupio w stosunku do Mbu, ale wtedy ona zaskoczyła mnie jeszcze bardziej, kładąc mi dłoń na piersi i całując w usta. Długi język penetrował mnie, jakby chciała nim odebrać nasienie, które wtłoczył we mnie jej facet. Zaskoczona tym, nawet nie zauważyłam, że ktoś rozsuwa mi uda na boki. Poczułam penisa wdzierającego się w norkę – to Mark pełen nowych sił i wigoru, postanowił posiąść mnie do końca i bezdyskusyjnie. Nie powiem, moja cipka domagała się ostrego rżnięcia, bo pocałunek Mbu obudził nieznane dotąd pokłady pożądania. Penis Marka jakby wiedząc o tym ruszył z regularnością tłoka maszyny parowej. Wbijał się we mnie raz za razem, docierając głęboko i mocno drażniąc ścianki pochwy. Łechtaczka generowała przyjemne impulsy…

    – Daruj sobie. Nie chciałem znać aż takich szczegółów – burknąłem.
    – Byłam tak wilgotna! Wręcz ociekałam pożądaniem! Usta Mbu – wiesz jak wydatne – pieściły moje wargi, potem zeszły na szyję i piersi. Zawyłam z rozkoszy, kiedy ścisnęła zębami jeden z sutków. Wtedy wstała i zrobiła dokładnie to, co ja Markowi. Usiadła mi na głowie, przeciągając kilka razy moim nosem po całym swoim rowku – od łechtaczki, aż po sam koniec pośladków. Jej włoski łonowe mile łechtały mnie po policzkach i oczach. Potem zagnieździła się na ustach, poruszając lekko cipką w przód i w tył. Nigdy nie lizałam dziewczyny, ale to przyszło jakoś tak odruchowo. Byłam już strasznie podniecona, rozbita ich pieszczotami, z podbrzusza rozchodziło się rozkoszne ciepło, penis dobijał się do najgłębszych zakamarków mojej kobiecości, więc wiedziona jakby naturalnym odruchem wysunęłam język i posmakowałam czarnej cipki naszej wspólnej przyjaciółki. Była już bardzo wilgotna. Mbu wcześniej nie pokazała tego po sobie, ale widok Marka, ssanego przeze mnie i liżącego mi cipkę, podniecił ją. Teraz to czułam. Jej soki skapywały mi do ust, podniecając mnie jeszcze bardziej. Nie spodziewałam się, że kobieca wydzielina może mieć taką moc. A może to zapach, jakieś feromony, może widok różowiutkich warg otoczonych hebanowoczarną skórą, a może odbyt ocierający się o mój nos. Nie wiem – pewnie to wszystko sprawiło, że oszalałam i doszłam kolejny raz. Wpiłam się przy tym w wystającą łechtaczkę, jakbym chciała ją odgryźć. Mbu zadrżała, a potem jej uda i pośladki wpadły w jakiś rezonans. Wszystko się trzęsło, demolując mi buzię. Czarne pośladki zaciskały się kurczowo, ściskając mi nos i policzki. Znów zaczynałam się dusić, pozbawiona dostępu powietrza. Mbu wreszcie wstała. Kiedy zostałam uwolniona z tego uścisku, zaczęłam łapać powietrze jak topielec, który dopiero co wypluł z siebie wodę. Poderwałam tułów z ziemi, napełniając płuca życiodajnym tlenem.

         Wtedy Mark ryknął jak bawół, wyjmując w ostatniej chwili penisa z przenicowanej na wskroś cipki, tryskając na piersi wypięte w jego kierunku i buzię z rozdziawionymi ustami, chwytającymi powietrze jak ryba wyjęta z wody. Strugom spermy nie było końca. Leciały na mnie raz za razem. Ale dotarło to do mnie dopiero po dłuższej chwili, bo priorytetem było oddychanie. Potem Mbu zlizała ze mnie jego spermę i przez dłuższy czas całowałyśmy się. Spodobało mi się to. Chętnie ją jeszcze kiedyś bzyknę.
    – Ja też! Pomszczę twoją krzywdę – powiedziałem z uśmiechem.
    – Ty szubrawcze! Już od dawna masz na nią ochotę. Myślisz, że nie wiedziałam, dlaczego tak ci twardnieje, jak słyszysz jej pojękiwania, albo jak widzisz ją nago? – teraz ona także się śmiała.
    – A ty jesteś mi coś winna …
    – Co takiego?
    – Jak już lizałaś dwa rowki, to ja też chcę poznać, jakie to uczucie.
    – Proszę bardzo – powiedziała zanosząc się od śmiechu, wypinając goły tyłek w moją stronę i palcami rozszerzając pośladki.
    – Ty małpiszonie! Dobrze wiesz, o co mi chodzi!
    – Tutaj? Teraz mam ci wylizać tyłek? Ochujałeś Kiler? – nadal się dobrze bawiła.
    – Nie! Ale przy najbliższej okazji! I jak mi się spodoba, to będziesz to robić, kiedy tylko zechcę!
    – A ty mi! – odparła zadziornie.
    – Ok – odpowiedziałem, już dysząc jak buchaj na samo wyobrażenie tej pieszczoty. Lizałem jej cipkę wielokrotnie, ale jakoś nie zapędzałem się w okolice mniejszej dziurki. Ukele i Bale pokazali mi jednak, że jest to źródło potężnej przyjemności, a opowieść Ady jeszcze bardziej podkręciła moje pozytywne nastawienie na anal. Teraz się dowiedziałem, że ona także lubi pieszczoty tamtej okolicy.

         Wchodząc do wioski, spotkaliśmy Zindu wracającego polowania z jakimś starszym wojownikiem. Nie znałem jego imienia, ale sprawiał wrażenie bardzo doświadczonego łowcy. Jego twarz była już mocno pomarszczona, mięśnie zwiotczałe, a włosy siwe. Pewnie przekroczył już sześćdziesiątkę.
    – Witajcie – odezwał się starszy.
    – Witajcie – odpowiedzieliśmy.
    – Jutro zaczynamy budowę – odezwał się Zindu – wybierzcie sobie miejsce.
    -Jakie miejsce? Jaką budowę? –zapytałem zdezorientowany.
    – Wasz dom. Ukele kazał nam pomóc w budowie, jeśli chcemy zostać twoimi braćmi.
    – Obaj chcecie zostać moimi braćmi? – nie dowierzałem swojemu powodzeniu.
    – Tak. Nie tylko my – odezwał się starszy. Spojrzałem na jego kuśkę – była mała, ale to się zaczynało zmieniać. Skojarzyłem, że obok mnie stoi przecież Ada i jeśli się szybko nie oddalimy, to za chwilę nie tyko ona będzie stała. Zdziwiło mnie tylko, że Zindu, choć młodszy nie zareagował erekcją na widok mojej ślicznotki. Choć rzut oka na jego twarz wyjaśnił mi wszystko. O ile ten starszy wojownik niemal nie odrywał wzroku od piersi i cipki Ady, to odniosłem wrażenie, że Zindu wykazywał większe zainteresowanie moim sprzętem.  
    – Dobrze. Rozejrzymy się – rzuciłem i pociągnąłem Adę za sobą w kierunku chaty Bale.

         Po przedstawieniu sobie obu pań, wyruszyłem do Ukele. Pomyślałem, że nikt lepiej niż on nie doradzi mi, gdzie najlepiej wybudować swoją chatkę. Jako mój brat, z radością mi pomógł i wskazał odpowiednie miejsce.
    – Dlaczego akurat tu? – zapytałem.
    – Bo wewnątrz wioski jest bezpieczniej niż na obrzeżach i z tego miejsca dobrze widać okolicę. Szybko zauważycie wroga. Poza tym, stąd jest dość blisko do strumienia, a łatwy dostęp do wody jest bardzo ważny. I ułatwia życie. Nie trzeba jej nosić z daleka.

         Zobaczyłem, że kogoś do siebie przywołuje ruchem ręki. Spojrzałem w tamtym kierunku i ujrzałem grupę wojowników wyłaniających się z lasu i niosących drewniane bale. Prowadził ich drugi z moich braci, a do mnie zaczęła docierać bezlitosna prawda. Widząc ich zaangażowanie zrozumiałem, że oni wszyscy chcieli zostać moimi braćmi. I wiedziałem, co ich ku temu skłania. Nie, oczywiście że nie moja atrakcyjność, chociaż pewnie żaden z nich nie bratał się z białym człowiekiem. Oni ostrzyli swoje dzidy na Adę – jedyną białą kobietę, która z pewnością działała na nich jak afrodyzjak, podobnie jak ich czarne kobiety pobudzały moją wyobraźnię i chęć poznania. Teraz dotarło do mnie, dlaczego Mark nadal sypia w zagrodzie dla kóz, podczas gdy ja tak szybko zostałem bratem szamana i Bale. Mbu była czarna tak samo jak ich kobiety, więc nie stanowiła dla rdzennych Afrykańczyków tak dużej pokusy jak Ada – nie dość że biała, to jeszcze niezwykle piękna.  

         Próbowałem na szybko policzyć, ile dzid będę musiał przyjąć w sobie i ocenić ich wielkość. Wyszło mi dwanaście, plus Zindu i jego kompan, to razem czternaście. Na szczęście żadna nie wyglądała na większą niż ta dyndająca teraz swobodnie pomiędzy udami Bale. Jak z nią sobie poradziłem, to z pozostałymi też nie będzie problemu. Jeśli bratałbym się z nimi po dwóch, tak jak z tymi pierwszymi i zajmowałoby to nam po dwie noce, to Adę zobaczę najwcześniej za miesiąc, a w tym czasie będzie rżnięta codziennie przez innego czarnego kutasa. Zaczynały mnie przerażać te kalkulacje. Nie spodziewałem się, że będzie ich tak wielu, a zaczynało wyglądać na to, że czeka nas ruchanie przez wszystkich wojowników w wiosce.
    – Powiedz mi Ukele, czy jeśli oni wszyscy zechcą się ze mną bratać, to nie mogę im odmówić?
    – Odmówić źle. Ale nie musisz bratać się od razu. To ty zdecydujesz kiedy i z kim. Podpowiem ci, że najlepiej zrobić to wtedy, gdy twoja kobieta krwawi. Wtedy ani ty, ani  żaden z nich nie możecie się do niej zbliżać. I korzystniej dla waszych dzid. Moc ma gdzie znaleźć ujście.
    – Cieszę się, że zostałeś moim bratem. Dziękuję za mądre rady.

         Grupa wojowników objuczonych drewnem dotarła we wskazane przez Ukele miejsce. Przyłączyliśmy się do nich, pomagając w kopaniu dołów i osadzaniu w nich pionowych elementów konstrukcji. Do wieczora powiązaliśmy lianami więźbę dachową i na kolejny dzień pozostało już tylko pokrycie jej strzechą z liści. Zmęczeni, rozeszliśmy się do swoich chat. Bale zjadł z nami kolację, a potem oddalił się w kierunku jednej z chat na obrzeżu wsi.
    – Dokąd poszedł? – zapytałem Sami.
    – To dom jego brata, który udał się na polowanie – odpowiedziała.
    – Nie będzie tu spał?  
    – Nie.  

         Słońce zaczynało zachodzić, ale byłem tak zmęczony, że ułożyłem się do snu na legowisku z liści, przykrytym grubą tkaniną. Dziewczęta prowadziły jeszcze jakiś czas cichą rozmowę, aby mi nie przeszkadzać, a potem Ada przytuliła się obok, układając głowę na moim ramieniu. Uwielbiam czuć ją koło siebie, gdy zasypiam – jestem wtedy spokojny i bezpieczny. Ada śpi bardzo czujnie i budzi ją byle szelest. Już prawie odpływałem, kiedy poczułem drugie ciepłe ciałko układające się obok mnie. Sami położyła głowę na drugim ramieniu, a moja dłoń automatycznie podążyła w kierunku piersi. W lewej miałem białą, w prawej czarną i powiększoną przez ciążę. Śpiący wąż zaczął się wydłużać. I twardnieć. I wykrzywiać. Odsłaniać bordowy łeb. Poczułem dłoń obejmującą go nieśmiało. Otworzyłem oczy. To była czarna dłoń. Kurwa! Oszalałem! Marzenie o czarnoskórej kochance stawało się faktem! I to na oczach mojej kobiety. Wyswobodziłem ramiona i skoncentrowałem całą uwagę na czarnej, ciężarnej nastolatce. Całowałem jej usta jak szalony, dysząc namiętnością i nie do końca wierząc w swoje szczęście.
    – Adrian!? Co robisz? A co ze mną? – obruszyła się Ada.
    – Musisz odpokutować Marka – rzuciłem na odczepne, bo teraz byłem zainteresowany tylko jednym.

          Chciałem dogłębnie poznać uroki afroseksu. Zacząłem pieścić, lizać i przygryzać czarne jak smoła, sterczące sutki przyszłej matki, ale najbardziej podniecał mnie jej wielki, pękaty, odstający brzuszek. Całowałem go wszędzie, budząc chyba mieszkańca tego domku, bo w różnych miejscach zaczęły się pojawiać wypukłości, których jeszcze przed chwilą tam nie było. To jeszcze bardziej zagotowało moją krew. Ruszyłem w dół, by z bliska przyjrzeć się ukrytemu w gęstwinie czarnych włosów, miejscu pożądania. Sami oddychała nierówno, jej także udzieliło się podniecenie. Przejechałem językiem po kędzierzawych włosach, w miejscu gdzie spodziewałem się różowej szczelinki. Była w nich dobrze ukryta. Język znalazł drogę do środka. Lizałem przecudną cipkę, chłonąc podniecający zapach i smak kobiety. Jej łechtaczka była bardzo duża, wystająca ponad wargi sromowe, więc chwytałem ją ustami i lizałem okrężnymi ruchami. Sami pojękiwała coraz głośniej.
    – Liż mnie! Teraz! –rzuciłem do Ady i wróciłem do gorącej czarnej cipki.

         Mój wypięty tyłek idealnie się nadawał do tego typu pieszczoty. Ada przystąpiła do niej z ochotą, bo krew w jej żyłach także zawrzała na widok minety, jaka robiłem naszej gospodyni. Pierwszy raz czyjś język pieścił te okolice, więc na chwilę skoncentrowałem się na odczuwaniu przyjemności. Lecz czarna cipka wzywała mnie w taki sposób, że nie mogłem się oprzeć. Zintensyfikowałem pieszczoty łechtaczki, ale też postanowiłem sprawdzić ja się liże rowek. Zjechałem językiem niżej, rozchylając palcami pośladki i liżąc go na całej długości, a potem koncentrując się już tylko na małej, czarnej rozetce. To było tak niesamowicie podniecające, że chyba nawet bardziej dla mnie niż dla Sami. Ale w końcu wróciłem do punktu, który wywołał wcześniej głośniejsze pojękiwania, zwieracz pieszcząc już tylko palcem. Ada wciągała do ust moja jądra, chwilowo odpuszczając lizanie rowa. Złapałem jedną dłonią czarną, nabrzmiałą pierś, ciesząc się jej zesztywnieniem i twardością sutka. Lizałem cipkę coraz mocniej, aż wreszcie ciałem Sami wstrząsnął spazm orgazmu, z ust wydobyło się głośne aaaaaaaaaach!, a zwieracz rozluźnił się całkowicie, pochłaniając pieszczącego go palca. W tym samym momencie puściły także zawory i moją twarz zalała ostra struga intensywnie pachnącego moczu. Byłem tak zaskoczony, że nie zareagowałem wcale, przyjmując złoty deszcz na twarz i do rozdziawionych ze zdumienia ust. Już i tak byłem mokry, więc nie czekając na koniec ulewy, jeszcze kilka razy przeciągnąłem językiem wzdłuż różowiutkich warg.

         Ada na widok mojej mokrej przygody zaczęła się śmiać do rozpuku, a ja niczym niezrażony wbiłem swoją dzidę w rozgrzaną pieszczotami cipkę. Wszechobecny zapach świeżego, kobiecego moczu jarał mnie jak sztubaka. Chciałbym rżnąć ostro, ale nigdy nie kochałem się z ciężarną, więc byłem pełen obaw, że mogę coś uszkodzić. Dlatego robiłem to delikatnie. Ale tylko do momentu, gdy Sami otoczyła nogami moje biodra i zaczęła przyciągającymi ruchami pięt nadawać tempo i siłę naszej kopulacji. Chciała mocno i szybko, więc ruszyłem z całych sił wbijając się w nią, aż ciężarny brzuszek podskakiwał w górę. Nie przejmowałem się, że moja dziewczyna to widzi, nie przeszkadzało mi także, że może na to patrzeć pół wioski, bo przecież chaty były pozbawione ścian. Dla mnie liczyło się tylko jedno – że zapinam młodą, ciężarną, czarnoskórą ślicznotkę. I mam do tego pełne prawo.  

         Zarzuciłem sobie jej nogi na ramiona, dzięki czemu mogłem zająć się jeszcze raz czarnymi cycuszkami. Wielkimi, pełnymi mleka źródłami męskiej fascynacji. Po chwilowym spowolnieniu, znów zacząłem rżnąć ją na całego. Zauważyłem pierwsze oznaki kolejnego szczytowania, co tylko bardziej mnie nakręciło i jaszcze bardziej przyspieszyłem. Wreszcie zadrżała wykrzykując kolejne aaaaach!, co dla mnie było sygnałem do własnego orgazmu. Spuszczałem się wielokrotnie, bo byłem strasznie napalony i wiedziałem, że mogę. Wreszcie opadłem, bez siły, ciężko dysząc, ale jeszcze wciąż przeżywając euforię związaną z wybzykaniem czarnuli. Byłem dumnym wojownikiem w społeczności pozbawionej seksualnych hamulców. I to mi bardzo pasowało.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Obi1
  • Braterstwo cz.8

    Spałem twardo i długo. Kiedy się przebudziłem, zobaczyłem jak Sami z Adą krzątają się przy ognisku, piekąc cienkie placki na rozgrzanej blasze. Stojący przy nich Bale przyglądał się tej pracy, prawie nie odrywając wzroku od Ady. Dobrze wiedziałem, co mu lata po głowie, bo czarna bestia zwisająca pomiędzy jego muskularnymi udami, sprawiała wrażenie lekko pobudzonej. Jeszcze nie była w stanie erekcji, ale wyraźnie się wydłużyła i spuchła. Podciągnięte jajka potwierdzały, że się nie mylę. Spod przymrużonych powiek obserwowałem reakcję Ady na takie oznaki zainteresowania jej ciałem. Niby była zajęta swoją pracą, ale rumieńce na twarzy i ukradkowe spojrzenia na ten olbrzymi okaz czarnej męskości, nie pozostawiały złudzeń. Gdy przykucała, nie robiła tego tak jak zwykle, ale zaczęła naśladować sposób swoich afrykańskich koleżanek. Może to był przypadek, ale byłem niemal pewien, że chce w ten sposób zachęcić jurnego młodziana i specjalnie eksponuje połyskującą od śluzu szparkę. Tak, byłem pewien jej podniecenia. Ciekawiło mnie, do czego może to doprowadzić, ale nie zamierzałem czekać. Ciśnienie w pęcherzu zmuszało do szybkiej reakcji.

    – Dzień dobry – rzuciłem wstając z legowiska.
    – Dzień dobry – odpowiedziała Ada, uśmiechając się do mnie szeroko.
    Poszedłem się wysikać, a gdy wróciłem, cała trójka siedziała już przy ognisku, zajadając się gorącymi plackami i jakimiś zielonymi owocami. Przyłączyłem się do nich. Jedliśmy rozmawiając o prostych sprawach, o planach na dzisiejszy dzień, o pogodzie, ale w pewnym momencie Bale zapytał żonę, czy o nią zadbałem podczas jego nieobecności. Potwierdziła, uśmiechając się do mnie szeroko.  

    – Cieszę się, bracie. Ja także zadbam o Adę, gdy zajdzie taka potrzeba. Właściwie nie musiał mi nic mówić, doskonale wiedziałem jak się do tego pali. Jego dzida była w ciągłym półwzwodzie. Pomyślałem sobie –właściwie po co to odwlekać? I tak musze się zgodzić na zastępstwo – prędzej czy później, a w sumie po wczorajszym wieczorze, Ada też ma prawo do przeżycia fascynującej afrykańskiej przygody. Do porządnego rżnięcia z dzikim wojownikiem. Postanowiłem pomóc im rozładować to napięcie.  

    – Dobrze, ja pójdę budować dom, a ty zadbaj o Adę – powiedziałem wstając. Odszedłem nie oglądając się za siebie, szeroko uśmiechając się na wspomnienie zaskoczonej miny Ady.  
    – Aż tak cię cieszy mój widok? – usłyszałem z boku znajomy głos.
    Spojrzałem w tamtym kierunku – to uśmiechnięta szeroko Mbu, wyganiała z zagrody stado kóz.  
    – Zawsze mnie cieszy twój widok – odpowiedziałem na zaczepkę – a gdzie Mark?
    – Poszedł z Zindu na polowanie. To bardziej tęsknisz za nim niż za mną? – dopytywała zalotnie.
    – Ciebie widziałem wczoraj, a jego ostatnio wtedy, gdy jeszcze wszyscy razem mieszkaliśmy z kozami.
    – Tak, teraz jesteś wojownikiem, a my ciągle z kozami… – nagle posmutniała.
    – Nie martw się, to na pewno się wkrótce zmieni – próbowałem ją pocieszyć.
    – Na razie nic na to nie wskazuje. Ty już masz dwa znaki, a on jeszcze żadnego.
    – Postaram się jakoś pomóc – obiecałem, choć jeszcze nie miałem pomysłu w jaki sposób.  
    – Będę ci bardzo wdzięczna. Bardzooo…

         O kurwa! Niczym bardziej mnie nie mogła zachęcić! To jedno słowo było obietnicą takiej nagrody, że aż przełknąłem ślinę. Wyobraźnia natychmiast zadziałała i poczułem jak krew błyskawicznie napływa w ciała jamiste. Musiałem odejść, ale i tak zobaczyłem iskierki w jej oczach – ewidentnie dostrzegła niekontrolowane drgnięcie mojej pałki. Idąc wciąż myślałem o naszym spotkaniu, a dzięki rozmowie z Mbu, między nogami miałem coś porównywalnego wielkością z czarnymi kutasami wojowników. W zwisie.  

         Na miejscu robota szła już pełną parą. Kilkunastu wojowników znosiło liście potrzebne do pokrycia dachu, kilku kolejnych układało je i wiązało do łat. Ukele zarządzał pracami, ale też w nich pomagał. Wszyscy oczywiście zwrócili uwagę na moją fujarę. Zaczęły się żarciki i docinki, ale śmiałem się z nich wraz z całym rozbawionym towarzystwem. Robota szła w miłej atmosferze, choć zaczął mnie niepokoić tak długi brak Bale. Pomyślałem sobie, że zajeździ mi Adę, jak już raz dostał pozwolenie i dorwał się do cipki białej kobiety. Ale cóż mogłem zrobić? Czułem nawet w sercu lekkie ukłucie zazdrości i żalu, że moja kobieta jest teraz rżnięta przez największą pałę w wiosce, ale pocieszałem się tym, że ja także przeleciałem jego ciężarną żonę. Tylko to i zajęcie się pracami budowlanymi pozwoliło mi jakoś przełknąć tę gorzką pigułę.

         Po około dwóch godzinach zobaczyłem zbliżającego się Bale. Rogal na jego gębie nie pozostawiał pola do domysłów. Widać było, że porządnie poruchał i rozpiera go duma, że zaliczył białą panienkę. Nie dziwiłem mu się, bo byłem tak samo szczęśliwy po upojnym bzykanku z jego ciężarną kobietą. Kobietą to za dużo powiedziane, przecież właściwie była ledwo dojrzałą nastolatką. Moja Ada mogłaby ją wiele nauczyć. Nie tylko pochodziła z innego kręgu kulturowego, ale przede wszystkim – dorastając miała dostęp do internetu i całej wiedzy o wszelkich sposobach doświadczania i dawania rozkoszy. Podejrzewam, że Sami nigdy nie miała penisa w ustach, ani nawet przez myśl jej nie przeszło, że tak można i że może to być niezwykle przyjemne, a także podniecające. Podczas inicjacji sam mogłem doświadczyć wrażenia, jakie zrobiłem na Ukele i Bale, pierwszy raz w życiu pozwalając im poznać rozkosze francuskiej miłości. Sami także sprawiała wrażenie, jakby język nigdy wcześniej nie gościł w jej okolicach intymnych. Przeżyła to na tyle intensywnie, że nie zapanowała nad sobą i zrosiła mnie złotym deszczem. Nie powiem – dla mnie to też było nowe doznanie, niespodziewanie podniecające. Pomyślałem, że jeszcze kiedyś namówię Adę do takich zabaw.

    –     Aż tak dobrze się spało? – zapytał któryś z wojowników nadchodzącego Bale.
    –     Nie spałem. Zatrzymały mnie pilne sprawy – odpowiedział.
    –     Te pilne sprawy miały dwie nogi, ręce, piersi i to wszystko było białe? – teraz zaczynali z niego robić obiekt swoich docinków.
    –     Zazdrościcie, co?

         Cisza jaka zapadła świadczyła o celnym strzale. Wszyscy chcieliby zaliczyć białą kobietę, bo być może była to jedyna okazja na spełnienie takich marzeń. Tempo w jakim się wzięli do roboty, pozwoliło zakończyć montaż pokrycia dachu w okolicy południa. Wtedy też nadbiegł Mark, krzycząc z daleka, że wraz z Zindu, udało im się upolować antylopę Gnu. To wielki kawał mięsa i nie byli w stanie przytargać go do wioski, więc jeden został, by zdobyczy nie odebrały im drapieżniki, a drugi przybiegł po pomoc. Ukele wydał kilka krótkich komend i wnet grupa wojowników prowadzona przez Marka pobiegła na zachód. Wraz z pozostałymi wykonaliśmy podłogę na części chaty przeznaczonej do spania, druga część miała być miejscem, do rozpalania ogniska i przyrządzania posiłków. Późnym popołudniem chata była gotowa.

         Mniej więcej w tym samym czasie powrócili wojownicy niosący poćwiartowaną zdobycz. Taka ilość świeżego mięsa zdarzała się bardzo rzadko, więc uśmiechy radości gościły na twarzach wszystkich mieszkańców wioski. Obserwowałem jak dzielą zdobycz pomiędzy poszczególne chaty, gdzie kobiety zaraz zabierają się za przyrządzanie potraw. Podobało mi się takie typowo ludzkie podejście – antylopa nie była własnością tego, który ją upolował, tylko stanowiła dobro wspólne. Także ja otrzymałem swój przydział. Poszedłem po Adę, żeby pokazać jej nasz nowy dom. Zastałem ją pomagającą Sami w oddzielaniu mięsa od kości. Ale porzuciła to zajęcie, gdy zaprosiłem ją do własnej chaty. Gdy przyszliśmy na miejsce, zastaliśmy kilka kobiet, które przyszły pomóc w urządzeniu się. Każda przyniosła jakiś podarek – stalowy kociołek, gliniany garnek, blachę do wypiekania placków, drewnianą chochlę, łyżkę – rzeczy o których bym nawet nie pomyślał, a niezbędnych do życia. Podziękowaliśmy im i zaprosiliśmy wieczorem na skromne przyjęcie.

         Jak się później okazało, to raczej my zostaliśmy ugoszczeni. Upolowanie tak dużej antylopy i wybudowanie nowej chaty we wsi, były wystarczającymi powodami do świętowania, więc wieczorem każda z gospodyń przyniosła przyrządzone przez siebie potrawy na plac w środku wioski, po czym rozpoczęła się biesiada i tańce. Mężczyźni podskakiwali w jednym rzędzie do rytmu wybijanego na bębnie, a kobiety naprzeciw nich, tworząc drugi, równoległy rząd. Bardzo mi się podobało to, że mogłem się przyjrzeć wszystkim kobietom we wsi – od najmłodszych, o ledwo paczkujących wzgórkach piersi, jeszcze bezwłosych łonach, poprzez młode, jędrne, podniecające dziewczyny, aż po starowinki o płaskich, opadniętych piersiach i pośladkach. Zauważyłem, że pomimo różnorodności kształtów, wielkości, symetryczności, a nawet odcienia koloru skóry, podobały mi się wszystkie. Nawet stare kobiety, mimo nieatrakcyjnej facjaty, ciała miały jeszcze całkiem do rzeczy. Oczywiście ta atrakcyjność była dużo mniejsza, niż tańczących obok młodszych lasek, ale nie na tyle, żeby wzbudzać we mnie odrazę. Byłem tym trochę zaskoczony, gdyż wcześniej nie interesowały mnie starsze panie, lecz nagość dodawała im bardzo atrakcyjności. Dlaczego tak im się przyglądałem? Dlatego, że miałem świadomość, rychłego zbratania z większością wojowników, napalonych na moją Adunię, konsekwencją czego będzie konieczność zaspokojenia przeze mnie ich kobiet. Prawie wszystkich podrygujących teraz naprzeciw mnie i pozostałych wojowników. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że zacznę jeszcze tej nocy.  

         Słońce już zaszło i zapadła ciemność, rozjaśniana jedynie migotliwym światłem płomieni ogniska, gdy do tańczących podbiegł jeden z wojowników strzegących wioski. Po krótkiej rozmowie, Ukele wezwał jeszcze dwóch wojowników i oddalili się wraz ze strażnikiem. Przerwano zabawę, spodziewając się niedobrych wieści i wszyscy zaczęli rozchodzić się do swoich domów. Ja do swojego nie dotarłem. Przechodząc obok chaty Ukele, zostałem złapany za rękę i oderwany od grupy z którą szedłem. Ogromne zdziwienie w oczach Ady, po chwili zastąpił szeroki uśmiech, gdy zrozumiała, że mam obowiązek do spełnienia w zastępstwie nieobecnego szamana. Jeszcze dłuższą chwilę słyszałem jej chichot, gdy ujrzała kto mnie porywa.  

         W słabym świetle księżyca zobaczyłem staruszkę o mocno pomarszczonej twarzy, całkiem siwych włosach, chudą, zasuszoną i lekko przygarbioną. Jej piersi jak dwa płaskie placki przyklejone do odstającego brzucha, sięgały niemal do pępka. Byłem zdumiony i zszokowany, że szaman ma tak starą kobietę, ale w wiosce było tak wiele dziwnych obyczajów, że musiałem przyjąć to na klatę. Może tradycja nakazywała zaopiekować się wdową po starszym bracie, może stała za tym potrzeba skoligacenia się z kimś ważnym – nie wiadomo. Faktem jest, że stanąłem w trudnej sytuacji. Ja stanąłem, ale czy mój sprzęt stanie?! Byłe pełen obaw. Niezaspokojenie potrzeb kobiety Ukele, z pewnością nie będzie dobrze odebrane. Musiałem się sprężyć, by podołać wyzwaniu.

         Babcia podjęła próbę pomocy, pieszcząc dłonią moje klejnoty. Zamknąłem oczy, wyobrażając sobie, że dłoń Ady obejmuje moje jajka, ale nie przyniosło to spodziewanego efektu. Próbowałem w wyobraźni zastąpić ją dłonią Mbu, albo Sami, lecz efekt był równie mizerny. Ciągle gdzieś w podświadomości wiedziałem czyje palce mnie pieszczą. Próbowałem pobawić się płaskimi piersiami, licząc na drgnięcie fajfusa – nadal nic. Wreszcie widząc rosnące zniecierpliwienie staruszki, sprowadziłem ją na klęczki i spróbowałem włożyć go do zaskoczonych ust. Mimo pierwszego oporu, w końcu je otworzyła. Złapałem ją za głowę i zacząłem nią poruszać, nadając odpowiednie tempo. Naprowadziłem także czarne dłonie, jedną na trzon, drugą na jajka, ucząc kobietę na starość zupełnie nowych sztuczek. Bardzo szybko załapała o co chodzi. Ja zaś z niedowierzaniem patrzyłem jak szybko twardnieję, pieszczony bezzębnymi dziąsłami. Wow! Nie spodziewałem się aż tak miłych doznań! Po chwili byłem już w pełni gotów.  

         Postanowiłem wziąć ją „na pieska”, co oszczędziło mi widoku pomarszczonej twarzy. Obśliniony kutas z lekkim oporem, ale w końcu spenetrował suchawą cipkę staruszki. W miarę ruchania, śluz zaczął pojawiać się w większej ilości. Już po chwili porośnięta siwym włosiem cipka chlupała całkiem miło. Zmieniłem pozycję, wstając z kolan i otaczając nimi biodra partnerki. Widziałem takie sceny w pornosach i lubiłem podobnie urozmaicać nasz seks z Adą. Teraz ujeżdżałem w taki sam sposób kobietę Ukele. Była coraz bardziej rozkokoszona, jęczała z rozkoszy, oddychając szybciej i płycej, by wreszcie jęknąć i stężeć w ekstazie. Jej uda drżały wstrząsane spazmami rozkoszy, a ja nie przestawałem ruchać. Waliłem z całych sił! Byłem podniecony, ale nie na tyle żeby szybko skończyć. Zbyt duże zmęczenie po całodziennej pracy, tańcach i ostrym rżnięciu starej dupy. Wiedziałem, że popełnię duży nietakt, jeśli się nie spuszczę. Niestety, na razie nic nie zwiastowało szybkiego finału. Wtedy przypomniałem sobie o jej niesamowitym atucie.  

         Wyszedłem z rozklepanej cipy i położyłem się na macie. Chwytając babinkę za siwe włosy, naprowadziłem jej usta na sterczącego kutasa. Teraz już wiedziała, czego oczekuję, więc z animuszem niezwykłym dla ludzi w tym wieku, zabrała się za obrabianie mi pały. Było bosko poczuć znowu twarde, a jednocześnie delikatne dziąsła na końcówce mocy. Babcia pracowała nimi z coraz większą wprawą, dostarczając niesamowitych wrażeń. Trzymając w dłoni jej włosy, nadawałem odpowiednie tempo, czasem wbijając się głęboko – aż do samego gardła. Dusiła się i krztusiła, ale nie poddawała, wytrwale pracując na moją rozkosz. Czując, że już blisko, chciała wyjąć z ust moją laskę, ale stanowczo ją powstrzymałem. Podniecony oporem, doszedłem. Kilkunastoma seriami, wtrysnąłem w czarne usta całą zawartość jąder, zalewając język i gardło. Przyjęła z pokorą całą porcję, jedynie kącikiem ust roniąc kilka kropli. Nagrodziłem ją głaskając po policzku. Uśmiechnęła się do mnie, a potem zwinęła do pozycji embrionalnej, ręką przyciągając mnie do siebie. Zawinąłem się wokół jej wątłego ciałka i utrudzony zasnąłem.

         Śniła mi się Mbu, stojąca pod drzewem i powabnym ruchem dłoni przywołująca mnie do siebie. Biegłem przez wysokie trawy, zachęcony jej wezwaniem, spragniony widoku jej przecudnych oczu, rozbrajającego uśmiechu, dotyku delikatnej, czarnej skóry. Chciałem paść do jej stóp, całować je centymetr po centymetrze, podążać ustami wzdłuż długich, szczupłych, zgrabnych i prostych nóżek, wyżej i wyżej, by wreszcie dotrzeć do tej cudownej bułeczki, rozciętej jak nożem, porośniętej gąszczem kruczoczarnych włosów, po rozwarciu językiem, ukazującej prześlicznie różową, błyszczącą z podniecenia obietnicę nieziemskiej rozkoszy. Całowanie jej i pieszczenie było moim największym pragnieniem, ale ciut wyżej znajdował się fantastycznie kuszący pępuszek, zapraszający język do zagłębienia się w nim, kręcenia wywijasów, wwiercania się i przyszczypywania wargami.  

         I tu zatrzymałbym się dłużej, ale przed oczami wyrosły dwie przecudnej urody czarne jak heban piersi, ze sterczącymi sutkami, czarniejszymi niż bezksiężycowa noc. Jak oprzeć się ich kuszącemu powabowi? Nie zrobiłby tego żaden prawdziwy facet, a podejrzewam, że także większość kobiet. To było również ponad moje siły! Przyssałem się do nich jak glonojad do szyby. Całowałem i pieściłem dłońmi, czując że twardnieją i sztywnieją. Podobnie jak moja pała. Jednak parłem wciąż wyżej, do tych ust tworzonych przez czarne, wydatne, wywinięte wargi. Były tak delikatne w pocałunku, że niemal niewyczuwalne. Szarpałem je swoimi wargami, czując przy tym bolesne twardnienie własnego kutasa. Dla niego to już był nadmiar wrażeń!  

         Zostałem pchnięty na ziemię i zobaczyłem okraczającą mnie Mbu. Jej biodra powoli opadały, zbliżając kudłatą cipkę do stojącego na baczność penisa. Jego główka naprowadzona delikatną dłonią o długich palcach, znalazła wejście do krainy czarów. Wśliznęła się do samego końca, kontrastując swoją jasną skórą z czernią pochłaniających ją warg. Fantastycznie rytmiczne ruchy bioder sprawiły, ze zacząłem odlatywać. Moje dłonie podążyły do piersi bujających się nade mną, w rytm ruchu bioder Mbu. Byłem w niebie! Ujeżdżany przez kobietę, o której marzyłem odkąd ją tylko ujrzałem.  

         Po dłuższej chwili postanowiła zmienić kierunek jazdy. Już nie miałem przed oczami jej piersi, ale widok seksownego kuperka rekompensował mi tę stratę z nawiązką. Złapałem za biodra podskakujące na moim drążku, ciesząc wzrok widokiem pośladków i małej dziurki nad miejscem, w którym zagłębiał się biały tłoczek. Wyglądała tak kusząco, że zacząłem pieścić ją kciukiem, wykonując koliste ruchy wokół rozetki i próbując dostać się do środka. Podnieciło mnie dotykanie miejsca tak niezwykle intymnego, że poczułem nadchodzącą nieuchronnie falę spełnienia. Zbliżający się orgazm był niezwykle realistyczny, jakby nie był senną fantazją, a finałem prawdziwego, fizycznego aktu.

         Otworzyłem oczy. Dokładnie w chwili, kiedy trzymane w dłoniach biodra opadły, a penis zaczął napełniać cipkę spermą. Tylko że to nie była cipka Mbu! Trzymałem tyłek ujeżdżającej mnie starowinki, która niecnie wykorzystała ciało młodego byczka, chcąc wycisnąć z niego maksimum przyjemności. W sumie ją rozumiałem i nawet nie miałem powodu do narzekania. Bądź co bądź, sprawiła mi przyjemność już drugi raz tej nocy. Przewróciłem nas na bok, objąłem ją biorąc w dłoń jedną z płaskich jak naleśnik piersi i przytuleni na łyżeczkę zasnęliśmy ponownie.

    – Widzę, że poznałeś już moją matkę – obudził mnie rano rozweselony głos Ukele.
    Matkę! Kurwa! Myślałem, że to jego żona! Ja pierdolę! Ale wiocha będzie miała ze mnie polewkę – pomyślałem. Spojrzałem w bok – rzeczywiście – ze dwa metry od miejsca, gdzie zabawiała się ze mną babcia, spała kobieta o wiele młodsza, może trzydziestoletnia, wraz z dwiema nastoletnimi córkami – ślicznymi, jędrnymi o aksamitnie gładkiej skórze.
    – Mówiłeś, że muszę dbać o twoją kobietę, a ona mnie zawołała … – próbowałem się jakoś bronić.
    – O kobietę, a nie matkę – śmiał się dalej.
    – Skąd miałem wiedzieć?
    – Wykorzystała to, że jeszcze nie znasz wszystkich mieszkańców wioski. Ale spaliście tak smacznie, że chyba nie było aż tak źle? – dalej się podśmiechiwał.
    – Powiem ci, że to było bardzo pouczające. Oboje spróbowaliśmy czegoś nowego…
    Uśmiech zniknął z jego gęby.  
    – Ona tak. Rozumiem. Nie dość, że wykorzystała młodego, to jeszcze białego, ale ty? Chyba wcześniej spałeś już z czarną kobietą?
    – Nie chodzi o kolor skóry – teraz mnie bawiło jego zaciekawienie.
    – A o co? Podobają ci się staruszki?
    – He, He! Pomyśl!
    Spojrzał na podnoszącą się z legowiska matkę, uśmiechniętą, zadowoloną z siebie. Otaksował spojrzeniem jej figurę, lecz po jego minie widziałem, że nadal nie wie. I dobrze mu tak!

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Obi1
  • Wynajem pokoju- cz. 5

    Jane wymyśliła nową zabawę. Pomyślała że nie ma sensu mnie stresować i kazać mi masturbować się przy niej, więc powiedziała mi, że w czasie, gdy ona jest w pracy, mam się spuścić do jakiegoś pojemniczka i zostawić jej to w lodówce. Uznałem że to co najmniej dziwny pomysł, ale zgodziłem się, bo już byłem zmęczony tym permanentnym oglądaniem z nią filmów porno w salonie i masturbacją w jej obecności.
    -Nie musisz martwić się o mieszkanie. Nadal możesz tu przebywać i nie płacisz mi, ale mam dostać twój ładunek każdego dnia.
    -Nie chcesz już oglądać mojego penisa?
    -Oczywiście, że chcę – odpowiedziała – ale nie może mi on spowszednieć i nadal chcę odczuwać radość z widoku twardego męskiego penisa, który tryska spermą w moim domu w mojej obecności. Pasuje Ci taki układ?
    -Nie będę musiał siedzieć przy tobie i walić sobie konia?
    -Jeśli tylko tego chcesz, to jak najbardziej. Nie mam nic przeciwko. Tylko ja nie wystawię swoich cycków na wierzch, żebyś się na nie spuszczał. Od tego jest moja sąsiadka, która potrzebuje kutasa i jak widać wcale nie ukrywa tego, że się jej podoba fakt, że sperma imigranta brudzi jej ciało.
    -Jak to? To ona już miała Wcześniej takie zabawy z kimś innym?
    -Z imigrantem jak mi dobrze wiadomo, to jeszcze nie miała takiej zabawy i to na dodatek w moim domu. Byłeś pierwszym obcokrajowcem, który spuszczał się na jej cycki. Za to wiem o tym, że miała już przygody z kilkoma młodymi chłopakami, na dodatek byli czarni i podobno mieli naprawdę duże penisy.
    Przygotowałem sobie herbatę i poszedłem do swojego pokoju. Nie wiedziałem, czy Jane cokolwiek wiedziała o mojej oralnej przygodzie z sąsiadką w czasie, gdy ona była w pracy, ale wolałem na razie się o to nie wypytywać. Za to postanowiłem są tego dowiedzieć i kolejnego dnia rano, gdy poszedłem do sklepu zacząłem się kręcić trochę po okolicy z nadzieją spotkania Claire.
    Już praktycznie straciłem nadzieję i wróciłem do domu, ale gdy otwierałem drzwi, sąsiadka podeszła do mnie i przywitała się ze mną. Nie wiedziałem za bardzo, jak mam się jej zapytać o zdarzenie z dnia wczorajszego, bo rozmowa z Jane była bardzo enigmatyczna i nie wiedziałem, na ile ona sobie opowiadała z Claire o swoich planach i poczynaniach w ciągu dnia.
    Weszliśmy do domu, po czym zapytałem ją wprost:
    -Czy Jane wie o twojej wizycie tu w poniedziałek?
    -Nic jej nie mówiłam, a dlaczego pytasz?
    Powiedziałem jej w skrócie o rozmowie, jaką miałem z Jane i nie wiedziałem, czy czasem nie pochwaliła się tym, że była to w czasie gdy właścicielka domu była w pracy, a ja miałem być tu gotowy na jej powrót po południu.
    -Czyli możesz sobie robić dobrze jak tylko chcesz, ale masz zostawić spermę w słoiczku?– zapytała sąsiadka.
    -Tak na to wychodzi – powiedziała zakłopotany.
    – Więc dzisiaj mi dogodzisz, Ale na sam koniec wyjmiesz i spuścisz się do kubeczka – powiedziała z perwersyjny uśmiechem do twarzy sąsiadka ściągając z siebie sukienkę.
    Rozebrała się całkiem do naga. Dużo nie miała na sobie, bo pod sukienką nie miała żadnej bielizny i momentalnie była naga. Zobaczyłem że na cipce nie ma żadnych włosów. Bez żadnego skrępowania podeszła do mnie i zaczęła rozpinać mi spodnie. Ściągnęła je do samych kostek, zaraz po tym zdjęła ze mnie majtki i powiedziała: “Przynieś jakieś kubeczek, bo będziesz musiał chyba coś po sobie zostawić “.
    Sytuacja była dla mnie bardzo podniecająca, bo dawno jednak nie miałem kontaktu tak rozpalonym kobietą i dzięki temu mój penis był sztywny i twardy. Claire patrzyła z uśmiechem niczym nastolatka, która nigdy nie widziała takiego penisa jeszcze na żywo. Usiadła na kanapie i powiedziała: “podejdź do mnie i daj swojego żylastego kutasa, bo muszę go przygotować na ostry wjazd”
    -A co z twoim mężem? Nie boisz się, że coś zauważył?
    – Mój mąż jest permanentnie zajęty ruchaniem swojej młodej sekretarki, którą zatrudnił pół roku temu. Moje dziurki przez ostatnie cztery lata nie uświadczyły jego penisa, a permanentne masturbowanie się i zaspokajanie zabawkami różnego kształtu i rozmiarów już mnie męczy i nudzi. A teraz nie narzekaj więcej, tylko ciesz się, że ta małolata zerwała z tobą. Masz teraz do dyspozycji panią w średnim wieku, którą możesz rżnąć w każdy jeden otwór, jaki sobie tylko zamarzysz. Jedyny warunek jest taki, że spuszczasz się w kubeczek dla Jane, oraz zaspokajasz mnie tak, aby mi było dobrze. Mam nadzieję, że taka zabawa ci się podoba?- zaczęła masować sobie cycki i rozkładać coraz szerzej swoje uda. Ja niewiele myśląc podszedłem i dałem jej swojego penisa, a ona tylko powiedziała:
    – Ściągnij skórkę i podejdź bliżej ze swoim penisem. Ja po prostu muszę ci go ssać, a za chwilę będziesz mieć bardzo ważne zadanie do wypełnienia, a raczej bardzo ważne otwory do wypełnienia.
    Musiałem się bardzo mocno powstrzymywać, żeby nie wy trysnąć za szybko, bo tak sprawnych i uzdolnionych ust, jakie miała sąsiadka, to jeszcze nigdy w swoim życiu erotycznym nie spotkałem. Natomiast ona bez żadnego udawania zawstydzonej dziewczynki otworzyła usta i zaczęła ssać mojego penisa. Bez dłuższego zastanawiania się wepchnęła sobie go do gardła aż po same jaja, które po chwili chwyciła rękoma i bardzo mocno ścisnęła, a ja prawie zawyłem z bólu. Po 10 albo i 15 sekundach wycofała się i z jej ust wyszedł mój kutas cały mokry od jej śliny. Bez chwili zastanowienia się przesunęła swoją pupę poza krawędź kanapy, przychyliła się do tyłu i uniosła nad siebie stopy. Zobaczyłem jej dosłownie błyszczącą cipkę i rozchylone przez ręce pośladki, które odsłoniły jej anusa.
    – Jak chcesz, do Posmakuj cipki swojej sąsiadki, albo po prostu zacznij mnie ruchać jak tylko ci się to podoba. Potrzebuję twardego, żylastego penisa i chcę, żebyś dobrze wykonał swoje zadanie. Jeśli tego nie zrobisz, to postaram się, żebyś więcej tu nie mieszkał do końca tygodnia albo i jeszcze szybciej.
    Bez chwili zastanowienia przystawiłem naprężonego penisa do jej dupki i naparłem na jej zwieracz. Chwyciłem w ręce jej kształtne cycki i wepchnąłem kutasa w jej odbyt do samego końca. Claire krzyknęła z bólu i zaskoczenia.
    -Wyjść?- zapytałem ja przestraszony.
    -Nawet tego nie próbuj!- wysapała dysząc- Daj mojej dupie chwilę, tego się nie spodziewałam. Zaraz sobie poruchasz.
    Kiedy próbowałem wyciągnąć trochę kutasa z jej dupy ona z automatu rozłożyła nogi po czym oparła pięty na moich pośladkach i zaczęłam mnie dociskać do siebie
    -Nie wychodź– warknęła na mnie – po prostu pozwól mi się przyzwyczaić do żywego kutasa w mojej dupie.
    Będąc nadal w środku jej odbytu uklęknąłem przed kanapą już na oba kolana, zamiast tylko na jedno i przełożyłem moje ręce za jej uda. Claire Oparła się piętami na moich obojczykach.
    – Zerżnij mnie – powiedziała i pociągnęła mnie do akcji.
    Nie namyślając się po prostu zacząłem się w niej poruszać i z każdą chwilą czułem, że jestem coraz bliżej wytrysków. Nie potrzebowałem nawet 5 minut i poczułem że moja prostata zaczyna mnie mrowić, a ja jestem już gotowy do wytrysku.
    Wyciągnąłem pośpiesznie mojego kutasa z dupy sąsiadki. Szybko złapałem kubeczek. Przyłożyłem go do penisa i zobaczyłem jak jej ręka łapie moje przyrodzenie i zaczyna mi sprawiać przyjemność ręką. Po kilku, może kilkunastu ruchach poczułem, że już dalej nie wytrzymam i Spuściłem się w środek naczynia dysząc bardzo głośno.
    – A teraz, młody człowieku – powiedziała do mnie sąsiadka – dokończysz to, co zacząłeś i sprawisz mi przyjemność. Przez dłuższą chwilę nie wiedziałem co ma na myśli, ale ona się bardzo szybko domyśliła i szybko mi powiedziała:
    – usta i język w ruch, bo ja też mam być zaspokojona. To raczej dobrze umiesz, bo na twoje lizanie dziurek Patrycja nie narzekała i też chcę teraz tego doświadczyć.
    Schyliłem się między jej rozchylone uda i zacząłem lizać jej cipkę. Zacząłem od samej góry warg sromowych i po kolei obiecałem się językiem Coraz bliżej do jej łechtaczki. Ona zaczęła przyciskać moją głowę w dół, więc obniżyłem się i zacząłem świecić językiem w cipce. Ona jednak powiedziała: “Znajdź jeszcze niżej!” I przycisnęła moją głowę jeszcze niżej. Ja obniżyłem się jeszcze bardziej i mój język wylądował na jej rozepchanej i dupie. Sąsiadka zaczęła dyszeć i stękać z rozkoszy i nie puszczała mojej głowy ze swoich rąk. W pewnym momencie zaczęła się masturbować i brutalnie wkładała i wyciągała palce w swoją cipkę oraz agresywnie masowała swoją łechtaczkę, A ja w tym czasie cały czas wylizywałem jej dziurkę w jej dupce. Po paru minutach takiej wspólnej zabawy i pieszczotach poczułem na swojej twarzy coś mokrego. Popatrzyłem w górę i zobaczyłem cipkę sąsiadki, która tryskała sokami wprost na moją twarz. Po kilku spazmach uspokoiła się, opuściła drżące nogi na podłogę i Leżała tak w dużym rozkroku na kanapie z palcami cały czas w środku cipki. Po minucie albo dwóch powiedziała do mnie:
    – Wyliż mnie do sucha i mogę iść do domu. Spisałeś się na medal i dalej możesz tu mieszkać. Oraz robić mi dobrze.
    Zacząłem ponownie lizać jej cipkę która na nowo zaczęła puszczać soki, ale już nie tryskała we mnie tylko po prostu zaczęła się robić na nowo mokra. Po dłuższej chwili poczułem że ręce sąsiadki łapią moją głowę za włosy i odciągają mnie od cipki.
    -Moja Cipka już jest zaspokojona a teraz wstań bo też muszę już się powoli zbierać.
    Wstałem z kolan, a Claire złapała mojego pół sztywnego penisa u nasady mocno go ścisnęła i przesunęła ręką w kierunku główki. Z cewki wypłynęła resztka spermy, a ona przysunęła głowę i zaczęła koniuszkiem języka oblizywać mi główkę. –Kocham wylizywać te końcówki. Są najsmaczniejsze i nie takie gęste, jak to co Wypływa z waszych kutasów na samym początku, kiedy jesteście nabuzowani i strzelacie tak gęstym ładunkiem, że aż trudno Czasami przełknąć.
    -Jest gęsty wytrysk, tylko jak nie ma regularnego opróżniania zbiornika.
    -Teraz spuszczasz się regularnie, więc cały czas masz regularną gęstość i smak. Podoba mi się ta zabawa i myślę, że tobie również. Bądź gotowy jutro rano jak tylko Jane wyjedzie do pracy. Nie mogę sobie pozwolić na to, że ktoś zobaczy w ciągu dnia jak tu przychodzę. Jeszcze pomyślą, że bezrobotny imigrant rucha angielską panią w średnim wieku.
    Uśmiechnęła się zalotnie, po czym wstała, schyliła się po swoją sukienkę leżącą na kanapie, narzuciła ją na siebie bardzo szybko poprawiła włosy ponownie uśmiechnęła się i wyszła drzwiami frontowymi.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Max79
  • Wstep “Nie wiem kim jestem”

    Pewnego jesiennego dnia gdzie lekkie słońce coś tam jeszcze grzało, wracałem powolnym krokiem do domu ze szkoły, myśląc o tym, co by tu dziś po robić jak spędzić resztę dnia. Gdy już stałem przed drzwiami domu, pomyślałem sobie, jestem sam, jestem nastolatkiem więc może, się zabawię sam ze sobą, mały uśmieszek pojawił mi się na twarzy, otworzyłem drzwi, zdjąłem buty, bluzę oczywiście przywitał mnie moja ukochana suczka, rasy Rottweiler pochyliłem się, nad nią mówiąc.

    -No chodź tu ty moja kluseczko- powiedziałem z wielkim uśmiechem, głaszcząc ją intensywnie po brzuszku oraz za uszkami na koniec tylko dodałem-.

    -Zaraz pójdziemy, tylko coś zjem. -wstałem, kierując się do lodówki, na której wisiała kartka od siostry, która napisała na niej moje zadania na dziś całe zadowolenie, które miałem prysło w kilka sekund.

    -Napisane było, że, mam posprzątać cały dół tak mieszkam, w średnim domku piętrowym gdzie na górze znajdował się mój pokój, sypialnia mojej siostry i pokój, który służył głównie za cztery ściany. Na parterze zaś była kuchnia, łazienka, salon i mały przedpokój.

    Otworzyłem lodówkę, łapiąc za mleko, żeby, zrobić sobie płatki tak więc zajadając się, nimi obmyślałem plan jak tu na szybkości to ogarnąć. Więc po pierwsze musiałem iść na spacer z psem, potem salon, bo wystarczą tylko podłogi i złożyć pranie, kuchnia była najgorsza, bo trzeba było po zmywać naczynia, których jak zawsze było dużo niby dwie osoby a cały zlew zapchany. Przygotowując się do wyjścia, złapałem za smycz, moja suczka już była przy nodze, udałem się szybki spacer, bo jednak miałem jeszcze wiele do zrobienia. Wróciłem zaledwie po 15 minutach. Zabrałem się za sprzątanie, założyłem słuchawki i za pierwszą czynność obrałem składanie prania najpierw moje rzeczy później od siostry, złapałem za coś i w głowie miałem myśl, co to jest takie małe ? Były to bardzo delikatne stringi fala ciepła pojawiła się w moim kroczu, od razu przerwałem zbereźne myśli, składając resztę, zaniosłem to do jej sypialni i zabrałem się za resztę sprawie i szybko posprzątałem calutki parter, wszystko lśniło więc czas na nagrodę, udałem się do swojego pokoju, odpaliłem komputer ulubioną stronę porno, na której był filmik gdzie chłopak o bardzo kobiecych nogach, bawił się swoją dziurką, kliknąłem z ciekawości, patrzyłem na niego jak w murowany, jak wkłada sobie palec potem dwa aż na koniec, zaczął ujeżdżać sztucznego penisa, będąc na maksa twardym, zacząłem bawić się swoim, gdy już miałem dochodzić całe piękno przerwał mi SMS od siostry-.

    -Hej będę dziś później, bo skoczę do koleżanki po pracy, więc nie czekaj na mnie mam nadzieje, że, posprzątałeś -napisała.

    Moje podniecenie znów wróciło, gdy oglądałem kolejnych, jak się zabawiają swoimi dziurkami tak długo, że straciłem poczucie czasu, też tak chce, jak to jest, kolejne pytania rodziły mi się w głowie, gdy było, grubo po 22 postanowiłem zakończyć dzień iść się umyć i spać.

    Kolejny dzień będąc w szkole, ciągle myślałem o tym, jak to jest mieć na sobie pończochy, seksowe majtki na spódniczkach kończąc, nie mogłem pozbyć się tych myśli. Wraz z ostatnim dzwonkiem powiedziałem sobie w głowie-.

    -No to dziś spróbuję, jak to jest- wielki banan pojawił się mi na twarzy wraz z nim fala ciepła na moim kroczu.

    Będąc już w domku i po spacerze z pieskiem udałem się do sypialni mojej siostry, otwierając jej szafę, bardzo się podnieciłem, przebierałem przez jej ubrania w poszukiwaniu spódniczki takiej do kolan jakiejś pasującej do tego koszulki, większa fala podniecenia trafiła do mnie, gdy otworzyłem jej szufladę pełną różnorakiej bielizny, nie mogłem się zdecydować, na które spojrzałem na spódniczkę, była ona czarna więc najlepiej coś czarnego padło na zwykłe koronkowe majtki do tego również taki sam stanik na koniec pończochy. Udałem się z tym wszystkim do mojego pokoju, rozebrałem się i złapałem za majtki, ubierając je, podniecając się coraz mocniej z każdą sekundą, ubrałem resztę i czułem się inaczej, byłem szczęśliwy, pobiegłem do sypialni mojej siostry, by przejrzeć się w lustrze, zaniemówiłem, stała tam urocza dziewczyna oczywiście od głowy w dół upadłem, na kolana patrząc, na siebie zaczynałem się bawić, moim nie za dużym kutasem nie minęło nawet kilka minut, a trysnąłem, na lustro głośno przy tym oddychając, moja głowa była pusta, obserwowałem, jak sperma spływa po lustrze, przybliżyłem głowę i liżąc, lustro spróbowałem, małej ilości pomyślałem-.

    -Nie jest takie złe- uśmiechając się, szeroko, po czym po raz kolejny liżąc już większą ilość nie wiedzieć dlaczego ale podobało mi się, postanowiłem, wrócić do pokoju przebrałem się, w już swoje ubrania zaś te od siostry ukryłem pod swoimi w szafie. Następnego dnia na szczęście był już weekend, ciągle tylko myślałem, o tym, co ja wczoraj zrobiłem, teraz chce spróbować w dupę, moje chęci jednak zderzyły się z rzeczywistością i nie miałem dilda, moja siostra też ich nie używa, a do sex-shopu nie pójdę, brakuje mi odwagi, po czym do mojego pokoju weszła siostra Iza była, zgrabną blondynką ze średnim biustem nie zbyt wysoka, ale za to z pięknym tyłkiem oraz zgrabnymi nogami usiadła na kancie łóżka i powiedziała-.

    -Ooo wstałeś, chciałem cię tylko uprzedzić, że dziś idę na urodziny Karoliny, idziesz może ze mną ? -zapytała, kończąc to pięknym uśmiechem.

    -No co ty nie chce mi się- odpowiedziałem, chowając głowę w poduszkę.

    -Znów będziesz grać, cały dzień zrobiłbyś coś innego- odparła, wstając i wychodząc.

    W mojej głowie natychmiast pojawia się ta myśl, że sam chciałbym mieć taką figurę i wtedy pojawiała się pierwsza myśl o prawdziwym kutasie, jak to jest ? Jak on smakuje? Przerwałem szybko te bujanie w obłokach. Postanowiłem więc się spotkać z moim kumplem z dzieciństwa Marcinem, udałem się na naszą miejscówkę, on już tam czekał, był to blondyn, wyższy ode mnie był raczej przeciętnej urody, gadaliśmy jak zawsze o sporcie, grach i trochę o dziewczynach aż tu nastała pora obiadu więc na szybko, w co sobie dziś pogramy i jak coś to dzwoń, udaliśmy się do swoich domów. Będąc już w domku, zajadałem spaghetti mojej siostry, która mnie bardzo dziwnie obserwowała, moją teorie przerwały jej słowa.

    -Musimy jeszcze porozmawiać, zanim wyjdę na urodziny- kończąc te słowa tym swoim dziwnym uśmiechem.

    -No okey nie możesz teraz zacząć? Spytałem, bo nie wiedziałem, o co jej może chodzić.

    -Najpierw zjedz, potem pogadamy. Złapała za kubek kawy i udała się do salonu.

    Nie wiedząc, o co jej chodzi, skończyłem jeść, odkładając talerz do zlewu, nie miałem pojęcia, że ta rozmowa zmieni moje życie na zawsze. Udałem się do salonu, usiadłem jak najdalej od niej. Spojrzała na mnie, odkładając telefon na stolik, powiedziała.

    -Co moje ubrania robiły w twojej szafce i nie tylko one, bo bielizna też tam była- powiedziała stanowczym tonem.

    Zamurowało mnie, stres sięgnął zenitu, pojawił się ból brzucha oraz lekkie łzy w moich oczach co ja mam jej powiedzieć, nie umiałem nawet ruszyć palcem, spuściłem głowę, gdy już chciałem ją okłamać, że to koleżanka u mnie była i pożyczyła jej ubranie marne kłamstwo, ale może przejdzie.

    -Czy to ma związek z filmikami, które oglądasz — spytała już bardziej przyjemnym tonem.

    No to teraz już nie mam jak się obronić, zacząłem płakać, po czym przybliżyła się do mnie, przytuliła mnie, do swojej piersi szepcząc mi przyjemnym głosem.

    -Jeżeli naprawdę chcesz to robić, to ci pomogę, nie musisz mi odpowiedzieć teraz, dam ci czas do końca dania nie musisz mi tego mówić, wystarczy SMS, że, chcesz, ale zastanów się dokładnie, bo nie będzie odwrotu, kończąc swoje słowa, delikatnym pocałunkiem w policzek wstała i odeszła bez słowa.

    Siedziałem tak przez chwilę, wstałem i pobiegłem do swojego pokoju pełen wstydu stresu i zakłopotania co teraz ? Położyłem się na łóżku i z tego wszystkiego usnąłem. Obudził mnie mój kumpel wiadomością czy w coś gramy wstałem, nieświadomy tego, co się działo parę godzin wcześniej, spojrzałem na zegarek, była godzina 19, gdy przypomniało mi się znowu, w jakiej sytuacji się znajduje, moje nogi zrobiły się miękkie. Udałem się do kuchni lekkim krokiem, trochę stresu znikło, gdy zorientowałem się, że ona jest przecież na urodzinach, Zrobiłem sobie herbaty, wróciłem do pokoju i zacząłem grać i gadać z moim kumplem tak minęła, 21,22 dochodziła 23 i oboje stwierdziliśmy, że już wystarczy, poszedłem się umyć, gdy byłem już po kąpieli, spojrzałem na swoje odbicie w lustrze, będąc nagim, miałem coś z dziewczyny, sylwetka była zdecydowanie bliżej kobiety niż faceta do tego niezbyt duży tyłek, ale jak spojrzałem na siebie z boku, gdyby nie owłosienie to na pewno mógłbym kogoś na to nabrać. Tak dochodziła godzina 12, będąc już w swoim łóżku, złapałem za telefon, napisałem jej tak.

    -Zapomnijmy o wszystkim. Nie mów nikomu, proszę cię, idę już spać Dobranoc.

    Nie dostałem żadnej odpowiedzi, gdy już praktycznie spałem, usłyszałem otwierające się drzwi. Jeszcze wtedy nie wiedziałem, że, następny dzień, który miał nadejść będzie aż tak przerażający.

    CDN

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Natalka Yep

    Konstrktywna krytyka mile widzina 😛 Jeżeli chcesz więcej zostaw coś po sobie 😛 

  • Przygoda na sniegu

    Oliwia stała na szczycie stoku i spoglądała w dół. Nie był to pierwszy raz, gdy ośmieliła się wjechać na samą górę. Znała ten sport i wielokrotnie razem ze znajomymi, dokonywali na stoku rzeczy, o których nawet nie opowiadali innym po powrocie, by nie bali się zapraszać ich następnym razem. Teraz było inaczej. Dziewczyna była sama. Wyjazd na narty był zaplanowany od dawna, ale nigdy nie zaplanujesz kłótni z facetem, po której nawet nie masz ochoty na ognisty seks we wściekłości. Tym razem to chyba był koniec relacji. Nie miała już nawet siły tęsknić czy czekać na sygnał od niego. Miała go serdecznie dosyć. Pragnęła być z kimś, z kim można zaczerpnąć przygód i drobnych wspólnych szaleństw. Kto zaskoczy Cię w nocy, gdy przyjedzie samochodem pod dom, proponując wyprawę, gdzieś gdzie ładnie widać gwiazdy albo ułoży ścieżkę z kwiatów , gdy po prostu wrócisz z pracy. Brakowało jej męskiej pasji w życiu, która i jej by się udzieliła. Pragnęła przestać mieć wszystko tak dokładnie zaplanowane, a jej… chyba już były mężczyzna, nie umiał zaskoczyć nawet w jej urodziny. Nawet nie chciała sobie przypominać, o co poszło ostatnio. Proces chyba dobiegł końca.

    A więc stała na szczycie stoku całkiem sama. Znajome na szczęście miały dojechać jutro wieczorem.

    – Jeden dzień samotności, bardzo dobrze mi zrobi – pomyślała Oliwia. Schowała swoje jasne włosy szczelnie pod czapkę, przygotowując się do jazdy. – Przy okazji ogarnę wszystkie najpotrzebniejsze miejsca do życia. W końcu mamy tu spędzić tydzień. Dziewczyny przyjadą, to będę robić za przewodniczkę, może po drodze uda się znaleźć lokal na wieczorne zabawy. Wytańczymy się i to bez faceta-kuli u nogi. – Podsumowała w myślach, czując się coraz pewniej. Wzięła głęboki oddech i ruszyła w dół. Pewnie trzymała się na nogach, a narty delikatnie tylko drżały w zetknięciu z śnieżną pokrywą. Pęd powoli stawał się nie do wytrzymania dla oczu, mrużyła je, podczas gdy te nieschowane pod czapkę kosmyki włosów, powiewały na wietrze jak szalone chorągiewki. Prędkość powodowała przypływ adrenaliny. Oliwia aż pisnęła z radości, gdy widziała przemykające obok niej figurki pozostałych narciarzy, lekko zdziwione szalonym tempem dziewczyny. Czuła się bardzo pewnie. Euforia rozlewała się w brzuchu i głowie tak, że ustępowała rozsądkowi, tego dnia w szczególny sposób się o tym przekonała. Chciała sprawdzić czy uda jej się podskoczyć nad lekką muldą, które zwykle omijała łukiem. Zbliżając się do niej czuła siłę i pewność, że się uda.

    Skoczyła. Szum sunących o śnieg nart na chwile przestał rozbrzmiewać, w emocjonującej ciszy, tuż przed ponownym zetknięciem z podłożem. Na ten moment, czuła się totalnie bezwładna. Leciała kilka sekund zaledwie, ale czas dłużył się niemiłosiernie, czuła bowiem jak traci równowagę. Wiedziała od razu, że nie ustanie równo. Gruchnęła głucho o ziemię, a jedna z nart poszybowała dalej, po tym jak odpięła się z wiązań. Oliwia nie raz padała już na śnieg, ale tym razem nie zdążyła właściwie się przygotować na zderzenie z ziemią. Noga, od której odpięła się narta, wykrzywiła się nieładnie podczas upadku.

    Po chwili wstała. Chyba nie było tak źle. Otrzepała się od śniegu i odpięła drugą nartę. Czuła bardziej wstyd niż ból. Noga wydawała się być w porządku, choć być może adrenalina wciąż neutralizowała nieprzyjemne uczucie. Postanowiła rozejrzeć się za nartą, licząc że żaden mądrala nie przyczepi się do jej dzikiego sposobu jazdy. Była na to duża szansa, bo jechała chyba nieco zbyt szybko, by ktoś mógł ją rozpoznać, gdy nie była już sunącą smugą światła na stoku. Uśmiechnęła się na samą myśl. Pewność siebie, znów wracała. Zwłaszcza, że w jej stronę szedł jakiś facet z trzema nartami na ramieniu. Wśród nich była ta jej, która postanowiła jechać dalej, nie przejmując się katastrofą na stoku. Uśmiech nie zszedł z twarzy Oliwii, gdy szczęśliwy znalazca narty zbliżył się na tyle, by widziała nieco starszego od niej, dobrze zbudowanego mężczyznę, z przyjaznym uśmiechem i nieco wilczym wzrokiem, takim który zdaje się świdrować Cię, gdy masz coś do ukrycia i rozbierać Cię, gdy nic do ukrycia nie masz. Był całkiem przystojny, a silnych ramion nie mogły ukryć nawet grube rękawy jego kurtki. Trzymał na barku narty, jakby były zrobione z papieru. Swobodnie krocząc w stronę stojącej w miejscu dziewczyny.

    – To z pewnością należy do Ciebie. – Powiedział radosnym głosem, unosząc nartę Oliwii w górę. Wciąż szedł w jej stronę i uśmiechał się coraz szerzej. Prawdopodobnie dlatego, że coraz wyraźniej widział, komu ma okazję pomóc, oszczędzając jej sporo czasu w poszukiwaniu utraconego sprzętu.

    Oliwia była piękna. Widział to, z każdym krokiem czując coś rozgrzewającego w żołądku, jak wypita duszkiem spora porcja grzanego wina. Uczucie przypominające intensywnością strach, ale nakazujące patrzeć i zbliżyć się, zamiast uciekać. Coś czego nie da się opisać słowem. Jej uroda zdawała się być zakazana, niemożliwa do odtworzenia nawet na zdjęciu czy obrazie. Jakby stwórca tym razem przegiął pałę. Spoglądał na nią i zaczął zastanawiać się, czy przypadkiem ona mu się nie śni. Stała jednak przed nim, całkiem prawdziwa i uśmiechnięta.

    W końcu stanął przed nią i oparł swoje narty o ziemię, wyciągając jednocześnie jej zgubę do przodu na obu ramionach, jak miecz koronacyjny dla królowej.

    – Dzięki wielkie, domyślam się, że nie byłoby mi łatwo szukać, gdyby pojechała w dół, gdzieś w las. Mam dziś szczęście, bo sam moment utraty narty też skończył się raczej śmiesznie, niż tragicznie. – Powiedziała Oliwia, przyjmując do rąk odzyskaną nartę.

    – To ja mam szczęście, wierz mi. Jestem Adam i bardzo, bardzo mi miło Cię poznać.

    – Oliwia.

    – Mam nadzieję, że śmieszność upadku nie dostarczyła nieśmiesznej kontuzji, bo domyślam się po ośnieżonej czapce, że musiałaś spotkać się z ziemią, przy utracie narty.

    – Raczej wszystko w porządku, nie boli. Nie ma się czym przejmować. – Odpowiedziała Oliwia, przy okazji demonstrując sprawność stopy, lekko tupiąc nogą w śnieg. I wtedy coś poczuła.

    – Aaaaaa…. – Jęknęła niekontrolowanie z bólu.

    – Chyba jednak nie ma się z czego śmiać. Ale rzeczywiście masz dziś szczęście, bo trochę się na tym znam. Pracuję w ośrodku niedaleko, jako fizjoterapeuta i często bywa, że pomagam też kontuzjowanym. Choć zobaczymy co z Tobą jest, a jeśli to rzeczywiście nic poważnego, to wystarczy jakaś maść, a taką też mam. To jak? – Uśmiechnął się do Oliwii, wyciągając ramię, by pomóc jej stanąć na nogi, bez dyskomfortu w stopie. Dziewczyna zaskakująco chętnie oparła się o jego ramię i pozwoliła prowadzić w dół. Nie było daleko, ale stopa rzeczywiście chyba była nieco nadwyrężona, a but stawał się nieznośnie ciężki, przez ból. Nie doszłaby sama. Gdy dotknęła jego ramienia dłonią, poczuła to, co już wcześniej podpowiedziała jej wyobraźnia. Prowadził ją pewnie i bez problemu trzymał równowagę. Odwrócił głowę w jej kierunku, byli tak blisko siebie, że dokładnie mogła wpatrzeć się w jego świdrujące oczy. Lekko zwolnił kroku, by móc jak najdokładniej podziwiać każdy fragment jej twarzy. Usta fenomenalnie komponowały się swoją barwą z policzkami, lekko zaróżowionymi od mrozu i pędu powietrza. Oliwia czuła jak przyspiesza mu tętno, opierając się o niego mogła wyczuć jak pulsuje mu krew. Udzieliło jej się to. Poczuła coś, czego od dawna nie miała okazji czuć. Przez ostatnie miesiące z jej facetem, nie potrafiła poczuć nawet jednego motylka w brzuchu. Teraz było ich… przynajmniej kilka.

    W subtelnej ciszy szli w dół. Adam prowadził ją i czuł delikatny zapach. Co jakiś czas, niby przypadkiem zbliżał nos w jej stronę, by móc złapać kolejne nutki, rozpoznając kwiatową woń jej włosów, skrytych pod czapką. Atmosfera bliskości wprawiła ich w dziwny nastrój. Stykając się nieustannie, idąc równym rytmem, coraz częściej zerkali na siebie. Mówili niewiele, choć żadne nich nie czuło zakłopotania. Dotyk robił swoje. Adam coraz śmielej obejmował dziewczynę, gdy co jakiś czas musiała opierać się o niego dla równowagi. Noga coraz mniej ją bolała, choć wolała tego nie pokazywać i opierać się dalej. Jego silne ramiona prowadziły pewnie w stronę pobliskiego skutera śnieżnego z małą przyczepką. Przyjemnie było tak odbierać pomoc na stoku, od nieznajomego. Choć była ostrożna, przy Adamie jakoś nie dolatywały do głowy myśli o zagrożeniu. Czuła się bardziej jak dama, którą ktoś ratuje z opresji. On sam wydawał się być bardziej aniołem stróżem, niż potencjalnym gwałcicielem. Nawet wtedy, gdy z uśmiechem posadził ją w przyczepce skutera.

    – Teraz jedziemy do ośrodka na oględziny stopy. – Powiedział chłopak, kładąc narty w specjalnym schowku, z boku maszyny. – Tylko trzymaj się mocno, limit szczęścia chyba występuje nawet w Twoim przypadku. Nie prowokujmy kolejnych śmiesznych zdarzeń na śniegu. – Uśmiechnął się łobuzersko. Oliwia już szykowała się do buńczucznej odpowiedzi. Nie bała się przecież prędkości.

    – Nie musisz się, tak o mnie bać… – Zaczęła. – To że raz zdarzyło mi się upaść to nie znaczyyyyyyy.. AAAAAAAAAAAAA! – Adam ruszył tak szybko, że ledwo udało jej się złapać na burty przyczepki .

    Pęd był niesamowity. Oliwia zapominając o zgrywaniu twardej zawodniczki, piszczała jak szalona, gdy Adam w diabelskim tempie zmieniał kierunek jazdy, wzbijając tumany śnieżnego pyłu, znaczące ich przejazd wystrzeliwanymi w powietrze smugami. Przez moment jechali tak szybko w dół, że czapka na głowie zsunęła się z głowy.

    Adam wreszcie zatrzymał się przed drewnianą chatą, w bardzo górskim stylu, z której bił w górę dym kominem. Obrócił się, by spojrzeć na swoją kontuzjowaną pasażerkę i zaniemówił z wrażenia. Widok zatrzymał mu na chwilę wszelkie procesy życiowe. Widział najpiękniejszą kobietę na świecie, lekko oszołomioną nagłym hamowaniem na śniegu.

    Jej długie jasne włosy rozpuszczone w nieładzie, przez pęd powietrza oplatały całą jej morką od śniegu twarz. Część z nich przylepiła się do rzęs, przez co widział jak dziewczyna w rękawiczkach próbuje niezdarnie odgarnąć kosmyki z oczu. Zsiadł błyskawicznie i podszedł do niej zdejmując rękawiczkę i pomógł delikatnie odgarnąć włosy do tyłu. Coś w niego wstąpiło. Chwycił ją mocno, bez uprzedzenia i uniósł jak pióreczko w ramionach. Liv była nieco oszołomiona, ale odruchowo oplotła swoje ręce, wokół jego karku i dała się ponieść.

    – ostatecznie jesteś kontuzjowana, nie mogę ryzykować, że coś Ci się stanie na tych śliskich schodach. Zaniosę Cię od razu na oględziny do mojej klitki, przy okazji zaparzę coś ciepłego. – Nie dał jej możliwości wyboru, wciąż idąc w stronę drewnianych drzwi u boku chaty. Nie protestowała, wręcz przeciwnie.

    – gdybym wiedziała, że jest tu tak wysokiej klasy obsługa, to częściej bym się przewracała, wołając o pomoc przy okazji. – Odpowiedziała mu nieco ciszej niż planowała i poczuła jak mocniej przytula ją do siebie.

    – Zaraz się przekonasz jak u nas profesjonalnie, pewnie jeszcze dziś będziesz mogła potańczyć. – Zapewnił chłopak czując jak przyjemny zapach jej włosów rozlewa się rozkosznie wokół niego.

    – Nie znam co prawda okolicy, jestem tu tylko na tydzień, liczę więc że przy okazji profesjonalnej obsługi, udzielisz mi kilku porad odnośnie tutejszych atrakcji. – Odpowiedziała Oliwia, widząc jak nieco czerwienią mu policzki, już nie od mrozu.

    – Wobec tego umówmy się tak, jeśli nic Ci nie będzie, a ja postawię Cię na nogi, to dasz się zaprosić dziś do klubu i razem sprawdzimy, czy noga nadaje się do tańca, co Ty na to? – Spytał wciąż czerwieniejąc. Oliwia udała, że się zastanawia, choć w myślach bardzo cieszyła się na samą myśl. I tak pewnie cały wieczór myślałaby o nim, a tak mogła wykorzystać sytuację.

    – Zgoda, ale najpierw nieś pomoc, bo inaczej nici z potańcówki. – Powiedziała bezczelnie, wyciągając kontuzjowaną nogę, ochoczo w stronę uśmiechniętego Adama.

    W pomieszczeniu było Ciepło. Zrzucili więc kurtki i wszelką niepotrzebną wewnątrz odzież. Lic usiadła na wygodnej pryczy, zdejmując grubą skarpetę. Podciągnęła nogawkę do góry i nie zobaczyła nic niepokojącego. Adam też wyraźnie się rozluźnił.

    – Chyba jesteś cała, ale nie zaszkodzi nieco maści. Do tego nada się też trochę rozmasowania, co nie?

    – Ty tu masz randkę do zyskania, więc pomóż cierpiącej i nie pytaj o rady.

     – Zachęciła go do działania Oliwia, która chętnie dałaby się masować mu, nie tylko w stopę. Choć musiała przyznać, że robi to świetnie, nawet tylko tam. Jego dłonie bardzo pewnie chwyciły ją za kostkę i energicznie wtarły pachnącą ziołami maść. Palce przyjemnie przesuwały się po nawilżonej skórze. Ból ustępował z każdą sekundą, zastępowany przez przyjemność. Oliwia patrzyła na klęczącego obok niej Adama, który z zapałem starał się nie ominąć nawet najmniejszego skrawka jej skóry. Po chwili podniósł oczy i złapał spojrzenie dziewczyny. Patrzyli na siebie bardzo długo. Adam nie przestawał jej dotykać i masować. Widział jak co jakiś czas dziewczyna mruży oczy z przyjemności, jaką dawał jej dotyk. Ręce lekko mu drżały, nie mógł uwierzyć w to co widzi. I to co mówi, a raczej komu.

    – Wygląda na to, że wszystko w porządku. Pozwolisz, że w ramach profesjonalnej obsługi, będę mógł się odwieźć Cię we wskazane miejsce. Przynajmniej będę wiedział, gdzie wrócić wieczorem. Jeśli to aktualne ?

    – Jak najbardziej. Dziękuję Adam, bardzo chętnie przetestuje Twoje leczące zdolności na parkiecie oraz te taneczne. Jeśli jesteś w tym równie dobry, to nie będziemy się nudzić. – Odpowiedziała natychmiast Liv, nachylając się w stronę zadowolonego chłopaka, składając mu na policzku gorący pocałunek.

    Później tego dnia

    Oliwia szykowała się powoli na wieczór. Dzień póki co układał się jej rewelacyjnie. Dobry humor nie opuszczał jej od momentu spotkania Adama na stoku. Ból w nodze należał już do przeszłości, smutne myśli o byłym facecie nie wracały, a woda w wannie była cieplutka i pachnąca, zamierzała więc za chwilę wskoczyć do środka, wykąpać się i pośpiewać głośno razem z puszczoną w tle playlistą. Dziewczyny przyjeżdżały dopiero jutro, dziś więc mogła okupować całe wynajęte mieszkanie na swoich i tylko swoich warunkach.

    Rozebrała się i spięła włosy wysoko na głowie. Weszła po kolana do ciepłej wanny pełnej wody i powoli siadając na brzegu, poczuła jak rozkoszne ciepło dotyka każdego fragmentu jej ciała zanurzonego po chwili aż do szyi.

    Minuty leciały, a woda wciąż dawała masę przyjemności. Śpiewała głośno wprawiając się w jeszcze lepszy nastrój. Po chwili jednak przestała śpiewać, gdy do głowy przyleciała myśl o nowo poznanym chłopaku…

    – Adaaaaam… – Wymruczała na głos, odchylając się do tyłu, z włosami poza brzegiem wanny.

    Delikatnie przesunęła dłoń po wilgotnych piersiach. Pieszcząc się i myjąc jednocześnie. Jej palce zataczały szerokie kręgi wokół sutków, zbliżając się do nich, zataczając dłonią coraz ciaśniejsze kółeczka. Wrażliwa skóra Liv reagowała szybko. Gęsia skórka występowała tu i tam ponad linią wody na jej rękach. Pieszczone piersi wraz z aktywnymi rozmyślaniami o przystojnym fizjoterapeucie, sprawiły, że rozmruczała się na dobre.

    Sutki stwardniały pod wpływem drażniących palców. Wilgotne dłonie wsuwały się raz na szyję, raz po brzuchu, gdy dostarczała sobie przyjemności, pieszcząc sobie tylko znane miejsca. Wsunęła w końcu jedną dłoń pomiędzy swoje uda i w rytm muzyki poruszała nią, delikatnie dotykając się w coraz bardziej gorącą kobiecość. Paluszki Liv lekko drażniły miękkie wnętrze jej szparki. Marzyła zamykając oczy o masujących ją palcach Adama. Włożyła swój własny do środka i powolutku rozpoczęła błądzić nim, oddychając nieregularnie. Naciskała leciutko swoją perełkę, która coraz śmielej domagała się przyjemności. Seans dotyku trwał, Liv pieściła się w wannie, coraz bardziej zapominając o marszczącej się skórze. Jej zwilgotniałe palce, przez bruzdy były jeszcze lepszym narzędziem dotyku. Powstałe fale na opuszkach palców, wprawiały ją w drżenie, gdy przesuwała nimi energicznie wokół słodkiego guziczka przyjemności. Odpływała bardzo daleko, marzyła bardzo śmiele. Pragnęła niesamowicie mocno…

    Jeszcze później tego dnia ?

    Ostatnie poprawki i już mogła się uznać za gotową. Wyglądała wprost bosko i wiedziała o tym. Figury mogła jej pozazdrościć każda kobieta i to nawet taka, którą ona by uznawała za ładniejszą. Nie mogła jednak przewidzieć reakcji Adama, który po prostu oniemiał z zachwytu.

    Wyszła do niego, gdy podjechał po nią o umówionej godzinie. Chciał otworzyć jej drzwi do samochodu i powiedzieć kilka miłych słów, ale stanął jak wryty i po prostu podziwiał. Sam nie pamiętał potem jak udało im się trafić do lokalu.

    Muzyka grała niebywale głośno. Co wcale nie przeszkadzało czuć to samo przyjemne napięcie, gdy stanęli przy barze, oczekując aż barman dostarczy zamówione na migi drinki. Chłopak co i rusz rzucał okiem na Liv. W imprezowej sukience z rozpuszczonymi włosami, wyglądała jak gwiazda z Oskarowej gali. Jej figura podkreślona obcisłą kiecką, prezentowała się nieziemsko. A piękna twarz, odpowiednio jeszcze poprawiona makijażem wydawała się być obliczem prawdziwiej bogini. Szybko rozgrzali się mocną kolejką, a potem drugą.

    Policzki znów zaróżowiły się nieco, ale tym razem z odurzenia i gorąca. Poszli w tany. Parkiet był pełen anonimowych ludzi, pozornie nie zwracających na nich uwagi, choć Liv na pewno zebrała sporo zazdrosnych rzutów oczu obecnych na Sali kobiet, mężczyźni też zdawali się zauważać i bezczelnie gapić się na niektóre fragmenty jej ciała. Adam patrzył w jej oczy, uradowany i onieśmielony jej pięknem, ale pewnie poruszał się na parkiecie i prowadził ją w tańcu nawet lepiej niż wtedy, na stoku. Liv wirowała w rytm muzyki coraz częściej i na dłużej przylegając do ciała jej partnera. Tańczyli jakby znali się od dawna i instynktownie dobierali kroki we właściwym czasie. Byli coraz bliżej siebie, Adam coraz częściej wodził rękami po talii Liv i z każdą minutą przełamywał w sobie i w niej kolejną barierę bliskości. Czuła jak staje za nią, wciąż poruszając się w rytm muzyki, kręciła biodrami starając się przylgnąć do jego krocza pośladkami. Chciała poczuć go bardzo blisko, by mógł ją objąć i kołysać się wspólnie. Czuła jego przyjemny męski zapach i ciepły oddech na szyi, gdy w końcu zbliżył się do niej, tak jak tego pragnęła. Czuła przez materiał jego spodni, że jest mocno pobudzony, odsunął się nieco, ale zaraz znów był blisko. Oliwia zachęciła go kołysaniem bioder i miłym przyzwalającym uśmiechem. Chwyciła jedną z jego dłoni. Jego drugie ramie powędrowało do przodu, obejmując ją na wysokości piersi. Przytulił ją od tyłu. Mocniej przylgnął kroczem do wciąż kołyszących się kusząco pośladków dziewczyny. Mocno scalili się w uścisku, ani trochę nie przeszkadzało im nadal ruszać się razem z resztą tańczących. Silne ramię Adama obróciło wreszcie Liv i objęli się stojąc twarzą w twarz. Jej ramiona wylądowały na jego szyi, zaplotła swoje dłonie i spoglądała mu w roześmiane oczy. On zacisnął ręce ciasno na jej talii i poruszali się obracając, coraz bliżej i bliżej. Ich splecione ciała dzieliła coraz mniejsza odległość. Muzyka zagłuszała wszystko wokół, obraz też ograniczył się tylko do twarzy partnera. Liv widziała swoje oblicze w wilczych oczach Adama, on widział refleksy lamp w jej jasnych włosach, widział jak doskonałe ma usta. Jak niesamowicie doskonale układają się w kształt przywodzący na myśl miłość i piękno.

    Liv przymykała już oczy, jego twarz była bardzo blisko, nie widziała już nic poza nim. Był wszystkim co widziała i co chciała widzieć.

    Zetknęli się ustami, bardzo powoli oddając sobie delikatne pocałunki. Wbrew muzyce, która przyspieszyła cały świat wokół nich, kołysali się wciąż w swoim tempie, całując się i obejmując. Żadne z nich nie przyspieszało. Byli we własnym fragmencie rzeczywistości, gdzie liczą się tylko pocałunki i nie ma miejsca na nic więcej.

    Trwało to długo. Muzyka przestała grać, czar prysł nagle, ale emocje nie opadały. Adam objął Liv w pasie i wyprowadził poza głośne sale przepełnione muzyką i tańcem. Bez słowa poprowadził ją do wyjścia. Liv nie pytając o nic, przyjęła podaną jej kurtkę. Ubrani wyszli na zewnątrz, Adam podał jej rękę i uśmiechnął się bardzo wilczo i łobuzersko .

    – Chodź ! – Powiedział nieco za głośno, wciąż lekko ogłuszony muzyką z klubu.

    Liv chwyciła jego dłoń i po raz kolejny dała się poprowadzić w nieznane.

    Oboje wiedzieni jakimiś impulsem, śmiejąc się i pokrzykując przyspieszyli kroki, z początku starając się zachować umiar, a potem już biegli razem w stronę pobliskiego pagórka pokrytego śniegiem.

    Liv wyskoczyła do przodu, chcąc wyprzedzić Adama w dotarciu na szczyt. Ruszyła skacząc zgrabnie. Chłopak był tuż za nią i nawet nie starał się jej wyprzedzać, gdy byli już niemal na szczycie wzniesienia, chwycił ją mocno w pasie i oboje runęli w dół jak kula śniegu, kręcąc się spleceni w uścisku. W końcu szalone turlanie ustało. Liv wylądowała na Adamie, leżąc na nim. Oboje byli cali w śniegu, ale natychmiast zaczęli się całować. Tym razem mocno, gorąco i namiętnie. Turlali się na ziemi już nie przez spadek z górki, ale pasji i żywiołowości, jaką uwalniali każdą sekundą pocałunku. Wciąż odziani po szyję, starali się dotknąć i zaczerpnąć z odsłoniętych twarzy jak najwięcej. Oliwia obsypywała pocałunkami Adama, który wplatał palce w jej włosy, odsłaniał jej szyję i lgnął do niej ustami, wprawiając Liv, w prawdziwą ekstazę. W końcu wstał z ziemi i pomógł ustać dyszącej dziewczynie. Otrzepali się energicznie nawzajem ze śniegu, nie szczędząc sobie dodatkowych uderzeń, na wysokości pośladków, które rzekomo miały strącić znajdujący się tam śnieg.

    Ruszyli dalej. Adam znów prowadził i ponownie zaprosił ją do przejażdżki skuterem śnieżnym. Zajechali pod znaną jej chatkę. W środku było ciemno, ale chłopak miał klucz i szybko znaleźli się w środku.

    – Aby nie dopuścić do przeziębienia, profesjonalna obsługa zapewni Ci najlepsze z możliwych remedium na wszelkie mrozy. – Adam z przejęciem w głosie otworzył małe drzwiczki, za którymi Liv zobaczyła bardzo gustowną, drewnianą łaźnię parową, w starym stylu. Rzuciła się na niego i ponownie obdarowywała pocałunkami. Szalona noc miała się więc nie kończyć. Ruszyła ochoczo w stronę przebieralni, by pozbyć się zbędnej odzieży. W tym czasie Adam przygotowywał gorące kamienie i cebrzyki z wodą. Sam też pozbył się ciuchów i paradował w ręczniku owiniętym wokół bioder.

    Para po chwili buchała potężnie, zasłaniając widok i wypełniając całe pomieszczenie. Adam usłyszał jednak, że drzwi od damskiej przebieralni zaskrzypiały. Liv wkroczyła do sauny, owinięta ręcznikiem osłaniającym wszelkie kobiece atrybuty. Chłopak mimo to usiadł z wrażenia. Oto stała przed nim Oliwa, istota, która do tej pory występowała jedynie w wyobraźni. Dziewczyna z którą rozumiał się bez słów, piękna, zniewalająca wręcz. Prawdziwa bogini.

    Dziewczyna zrobiła krok do przodu i powolnym ruchem zsunęła ręcznik na ziemię. Pod spodem nie miała nic…

    Pragnął tego, ale nie był na to gotowy. Gdy ręcznik Liv opadł na ziemię, odkryła przed nim najdoskonalsze ciało jakie w życiu miał okazję oglądać. Każda z greckich rzeźb, rozpękłaby się z kompleksów, gdyby Oliwia przeszła choć raz obok nich nago. Jej ciało tworzyło kompozycję doskonałą. Wyłoniła się z pary jak Afrodyta z morskiej piany. Piersi i brzuch godne były najwyszukańszych komplementów. Nogi powoli kroczące w jego stronę wprawiały całe jej ciało w ruch, który hipnotyzował chłopaka od samego początku.

    Oliwia widziała, jak ręcznik zakrywający męskość Adama unosi się, tworząc pokaźny namiocik. Uśmiechnęła się na samą myśl, że sam jej widok wystarczył, by wzbudzić w nim pożądanie. Podeszła bardzo blisko i całowała siedzącego na ławce chłopaka, zniżając swoją głowę, wraz z rozpuszczonymi włosami. Ręką sięgnęła w stronę ręcznika i uwolniła go, odsłaniając jego penisa. Odrzuciła na bok ostatni fragment odzieży, jaki tego dnia na sobie mieli, jednocześnie obracając się i dając się podziwiać także od tyłu. Adam spoglądał na blond włosy Oliwii, które świetlistą kaskadą spadały na ramiona i smukłe plecy. Jej tyłeczek był cudownie wilgotny od pary, chłopak nie mógł napatrzeć się na ten cud natury. Przyjemnie zaokrąglona Liv ponownie zakołysała biodrami, tak jak to robiła tańcu i podchodziła coraz bliżej do niego, wciąż pozostając obróconą. On wyciągnął ku niej ręce. Była już na ich wyciągnięcie. Dotknął jej i aż jęknął z zachwytu. Jego męskość pobudzona do granic możliwości, prężyła się dumnie, mimo iż dopiero teraz miał okazję, dotknąć nagiej Liv. Przysunął ją do siebie powoli i nakierował jej biodra we właściwe miejsce. Oliwia zacisnęła zęby w oczekiwaniu, opadała bardzo powoli, wciąż pozostając odwróconą plecami do siedzącego Adama. Wreszcie poczuła delikatne muśnięcie penisa, tuż przy swojej wilgotnej już szparce. Jedno, drugie, trzecie, coraz szybciej i śmielej, opadała na niego w dół, siadając na nim, by znów unieść się lekko do góry, potęgując przyjemność, gdy raz po raz wchodził w nią płyciutko.

    Chłopak przeniósł dłonie z bioder, w stronę piersi i otoczył je czułą opieką, pieszczotliwie przesuwając mokrymi palcami, po delikatnej skórze Liv. Dziewczyna wciąż nie przestawała zagłębiać członka, gdy unosiła się i siadała znów, kontrolując tempo. Wreszcie całkiem usiadła, przyjmując go całego w swojej rozgrzanej cipce. Jęknęła przeciągle, gdy czuła jak twardy penis Adama, rozpycha ją od środka. Był duży, czuła to każdym skrawkiem swojej kobiecości, ściskał też mocno jej piersi, bardzo podniecony. Przysunął usta do jej szyi, teraz zupełnie odsłoniętej, nagiej, którą mógł bez opamiętania całować i lizać. Stękał cicho, gdy Liv powolutku przyzwyczajała się do twardego członka i poruszała i biodrami do przodu i do tyłu w rytmie jego pocałunków. Oliwia czuła się w jakiś sposób spętana jego męskością i dłońmi, energicznie pieszczącymi jej piersi, ale miała kontrolę nad sytuacją. Ujeżdżała go swoim tempem, czuła jak drżą mu wszystkie kończyny, gdy napiera na niego swoim tyłeczkiem. Para już dawno przestała wydobywać się z kamieni, ale gorąco bijące od ich ciał, sprawiało że obydwoje byli mokrzy od potu na nagich skórach. Liv czuła się coraz wspanialej. Mocniej i mocniej opadała biodrami, na męskość swojego kochanka, zanurzając ją całą w jej wnętrzu. Nie doceniła jednak chłopaka. Potrafił przejąć inicjatywę. Poczuła jak jedna z jego dłoni wędruje na łechtaczkę, którą bez trudu odnalazł wskazującym palem i rozpoczął delikatnie naciskać ją i pieścić, przesuwając palcem, który pozostawał wciąż na jej perełce. Straciła nieco swój rytm, przyjemność zaburzyła jej koncentrację. Ugięły się pod nią kolana. Adam natychmiast to wykorzystał. Drugą ręką ujął ją mocno i powoli, podniósł się wraz siedzącą na nim Liv, bez przerwy pozostając w niej. Dziewczyna uniosła się lekko, pod wpływem jego siły i pozwoliła mu podnieść jej nogę, którą chłopak chwycił mocno pod udem. Przyparł nią do ściany. Oliwia oparła się rękami. Uniesiona noga pozwalała Adamowi brać ją bez opamiętania od tyłu. Chłopak ochoczo napierał męskością na wypięty, boski tyłeczek swojej kochanki. Chwycił ją za jasne włosy i obwiązał wokół własnej pięści, by trzymać ją całą jak na smyczy. Dziewczyna jęczała i drżała jej jedyna noga, na której stała. Czuła się jednak lekka jak śnieżny puch, gdyż Adam pewnie chwycił ją i nie puszczał na nawet podczas dzikich posunięć, jakie wykonywał swoim całym ciałem. Liv czuła jak przyspiesza, choć wydawało jej się to niemożliwe. Chłopak jęczał głośno i mimo wszystko, był coraz bardziej dziki, wręcz nieokiełznany. Liv jęknęła również, z początku raz, krótko. Po chwili jednak z całych sił wyła głośno, gdy czuła nadchodzący orgazm. Czuła się jakby coś w niej pękło, ułamek sekundy po jednym z pchnięć Adama poraził ją potworny ból, który natychmiast niemal zamienił się w nieograniczoną rozkosz. Zgięła się wpół nie kontrolując swego ciała, uwolniła się z uścisku i wiedziona tylko i wyłącznie instynktem, pchnęła go na ziemię. Błyskawicznie znalazła nad nim i dosiadła jego twarzy, zmuszając chłopaka do oralnych pieszczot. Gdy tylko jego język dotknął jej szparki, Oliwia krzyknęła i doszła tak jak nigdy dotąd. Dziko i bez najmniejszych hamulców. Chwyciła mocno penisa leżącego pod nią kochanka i w kilka chwil, wciąż ledwo kojarząca z rozkoszy doprowadziła go do wytrysku. Chłopak jęczał zagłuszany przez wciąż sunącą po jego języku dziewczynę. Tryskał nasieniem na wszystkie strony, gdy Liv bez opamiętania nie przestawała pieścić go dłonią. Wreszcie uwolniła usta Adama i runęła w dół, wprost na zaspokojonego przed chwilą, ale wciąż sztywnego członka. Bez wahania wsadziła go sobie w usta i zlizywała łapczywie resztki spermy. Czule obejmowała go wargami i pieściła języczkiem jego żołądź.

    Adam odpływał z przyjemności. Czuł jak Liv zajmuje się jego męskością, sam nie chciał pozostawać dłużny. Chwycił ją za tyłeczek i usadził ją tak, by mógł pieścić jej kobiecość najlepiej jak tylko mógł. Oliwia nie przestawała obciągać jego penisa, czuła jak Adam znów liże leniwie jej kobiecość, zachęciła go do przyspieszenia zabawy, kręcąc bioderkami w lewo i prawo. Odpowiedział natychmiast i w szaleńczym tempie począł tarmosić jej łechtaczkę końcówką języka. Liv zachłysnęła się powietrzem z przyjemności i zaprzestała pieszczot. Skupiła się tylko na odbieraniu rozkoszy, jakiej dostarczał jej Adam. Ponownie nadciągał orgazm. Dziewczyna sama zagłuszyła swoje jęki, wkładając sobie w usta twardego znów penisa, unosząc swoją głowę w górę i w dół, oplótłszy go ciasno między wargami a językiem. Chłopak drżał niekontrolowanie, wiedział , że za chwile wytryśnie, nie mógł jednak nic zrobić. Liczyła się tylko Liv i jej przyjemność, całym wysiłkiem woli skupiał się wyłącznie na dostarczeniu jej przyjemności. Zataczał nieregularne kręgi wokół jej perełki, ona zaś ssała jego męskość tak mocno, że nie wytrzymał i doszedł w jej ustach. Gdy Tylko Oliwia to poczuła, jakaś pierwotna kobieca chuć napełniła ją euforią. Nieznanym rodzajem ekstazy, poczuciem doskonałości i mocy władzy nad męskim ciałem. Nie musiała czekać długo. Doszła od razu po nim tak potężnie, że przez chwile nie widziała nic. Świat zamazał się jej przed oczami, plamki świateł zazwyczaj opadające po chwili, nie chciały znikać jej z pola widzenia. Rozkoszna fala ciepła i ulgi rozlewała się od cebulek włosów po gorącą kobiecość, którą jej kochanek wciąż jak w transie lizał lekko. Leżała na nim całkiem naga i spocona. Nie wiedziała nawet kiedy wstali. Chłopak podszedł do zaniedbanej przez nich łaźni i ponownie rozbuchał parę, po całym pomieszczeniu.

    Usieli razem obok siebie i wdychali ciepłe powietrze w płuca zmęczone od szaleńczego seksu. Dyszeli razem w równym rytmie. Liv opierała głowę na silnym ramieniu jej mężczyzny. Co jakiś czas dotykali się delikatnie lub całowali swoje twarze i szyje… Noc dopiero się zaczynała, a tydzień zapowiadał się obiecująco.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Janusz Mazowiecki
  • Nalezysz do mnie

    NOC

    Za oknami było już ciemno, w jesień to nic dziwnego w sumie, ale tym razem poczucie wszechogarniającej ciemności, zdawał się przenikać do wnętrza człowieka. Przechodnie anonimowo zasłaniali się fragmentami odzieży, chłód też potrafił wniknąć niespodziewanie. Wieczór zapanował nad atmosferą roboczego dnia. Księżyc nie świecił, a światło latarni było dziś dziwnie przytłumione, ludzie chowali się do domów. Mimo Xxi wieku wciąż noc i wszelkie towarzyszące jej koszmary, władają wyobraźnią zwykłego śmiertelnika. Tajemnicza magia nocy, to ona wprawia nas z dekadencki nastrój. Nutka strachu przed śmiercią i wieczną ciemnością sprawia, że wszyscy śmielej podchodzimy do siebie, do płci przeciwnej, do nieznanych używek i odważnych przygód. Noc sprawia, że chcemy zapomnieć o śmierci czającej się za oknem, oddać się wiecznym rytuałom i wygrać nad popędem ku nicości, tworząc niezapomniane obrazy i warte uwagi wspomnienia.

    Natalia weszła za drzwi klatki schodowej, niepewnie nieco, to był jej pierwszy raz w tej okolicy. Przy schodach stanęła nieco zakłopotana. Na klatce żarówki były zgaszone, ale tajemnicze ciepłe światło rozlewało się wystarczająco intensywnie, by oświetlić drogę. Refleks ognia w jej jasnych włosach w mig zdradził źródło światła. Przed kroczącą dziewczyną rozpościerała się ścieżka z ustawionych po obu jej krańcach małych świeczek. Ich migotliwe płomienie poruszały się niespokojnie, puls Natalii także przyspieszył, to było miłe uczucie.

    Stanęła przed drzwiami, to musiały być te drzwi. Nad klamką ozdobna kartka z napisem „Wejdź”.

    Dziewczyna postąpiła krok za próg. Zamknęła drzwi za sobą, świetlista ścieżka wciąż prowadziła do celu. Już za drzwiami zakręciła ostro w lewo i przenikała do kolejnego pomieszczenia. W powietrzu unosił się przyjemny zapach, jego zapach. Poczuła się nieco pewniej. Przechodząc do ostatniego pokoju zawinęła dłonią włosy za ucho, wtedy ich spojrzenia zetknęły się. To był jej Pan.

    Na bardzo krótką chwilę serce mężczyzny podskoczyło. Zobaczył te oczy, na które już nie mógł się doczekać. Jej nerwowy ruch ręką, gdy nakładała włosy za ucho, cała ta otoczka i światło świec. Jej obecność. Działały na niego, lepiej niż mógł się na to przygotować i o wiele gwałtowniej. W jego wnętrzu stado latających stworzeń kotłowało się, chcąc wylecieć na zewnątrz przez rozchylone w zachwycie usta. Jej urodę ciężko było zapomnieć, ale za każdym razem gdy widział ją ponownie, czuł się jakby znów dane mu było podziwiać ten cud po raz pierwszy. Wciągnął powietrze, zbliżył się do niej.

    Przez chwilę stał przed nią i patrzył prosto w jej oczy. Nogi lekko ugięły się pod nią. Nie potrzeba było słów. Podeszła bliżej, bardzo blisko. Tak że słyszała jego przyspieszony oddech. Znów odgarnęła włosy ze ucho i pocałowała go tuż obok ust. Delikatne dotknięcie jego skóry, Rozluźniły ją nieco, czuła się coraz pewniej, coraz bardziej sobą.

    Za każdym razem potrzeba było nieco czasu, by pozbierać się po pierwszym kontakcie. Choćby znikała tylko na kwadrans, po powrocie serce znów skakało do przełyku. Uwielbiał to uczucie. Było takie żywe. Dziś jednak pozbierał się szybko, odsunął dla Niej krzesło i pozwolił usiąść jako pierwszej. Natychmiast zadbał o jej kieliszek. Wino było czerwone. Jej usta różowe. Jego męskość… coraz bardziej twarda.

    Natalia spostrzegła wypukłość u zbiegu jego nogawek. Wiedziała jak na niego działała. Sama była dość skromna, ale jej Pan zawsze pożerał ją wzrokiem od pierwszych chwil. Lubiła to. Pragnęła by jego wzrok mógł rozbierać ją w nieskończoność. Tak by mogła wciąż coraz bardziej odkrywać przed nim sekrety swego ciała i duszy. Pragnęła by panował nad nią i był w niej. By zdzierał jej myśli wstyd w fanatycznym szale, któremu oddawała się w myślach, gdy tylko czuła jego zapach.

    Jej mężczyzna i władca jej nocy skończył nalewać wino. Odłożył butelkę i natychmiast chwyciła go na rękę. Przysunęła ją do swojej twarzy i delikatnie gładziła się jej wierzchem po policzku, po czym polizała ją unosząc wzrok w wygłodniałe oczy stojącego nad nią Pana. Lizała jego palce, jeden po drugim. Za każdy razem omiatając języczkiem koniuszki, tuż przed tym jak zanurzała pojedynczy palec w różowych ustach. Wciąż bezczelnie patrzyła mu oczy, gdy cała jego dłoń, była coraz bardziej wilgotna od śliny. Dziewczyna też była już wilgotna, nie było odwrotu. Druga ręka Pana uniosła się.

    Mężczyzna chwycił ją stanowczo za ramiona. Zbliżył swoje usta do jej twarzy i delikatnie pocałował w czoło, po czym przeniósł wargi niżej. Obdarowując Natalię namiętnym pocałunkiem. Ręce trzymał już na jej włosach. Trzymał jej głowę, nie pozwalając uciec od pocałunku. Niepotrzebnie. Natalia oddawała swe usta z ochotą. Jej dłonie błądziły po ciele stojącego nad nią kochanka. Czuła jak mocno chwyta ją za długie włosy. Uwielbiał to robić, zawsze szczególną uwagę poświęcał jej dumie. Pięknej i jasnej grzywie, jak u czarodziejki lub elfki . Po chwili jego uścisk zelżał. Odszedł na swoje miejsce, obserwował ją. Była czerwona na twarzy, z gorąca i ochoty. Sięgnęła po kieliszek. Wino było rozkosznie mocne. W głowie wirowało jej już zdrowo. Ogień wirował w jego oczach. Chwile spędzone razem, mijały w niezbadanym tempie. Świat za oknem i na zegarach przestawał się liczyć. Czuła się jego częścią. Tego świata, w który jej Pan ją wprowadził . Świata ludzkich tajemnic i rozkosznych sekretów. Świata zakazanych praktyk, które określa się mianem tematów tabu. Z nim , we dwoje, Tabu nabierało innego znaczenia. Ograniczenia były tylko ich własną wolą. Żaden system nie mógł zabronić im marzyć, gdy spełniali się, noc za nocą, razem. Gdy rozmawiali i kochali się na przemian.

    Jej ciało było świątynią rozkoszy, pragnęła brać i dawać. Być częścią naturalnego misterium, by móc nacieszyć się witalnością i radością wspólnych pasji. Jej Pan pokazał jej prawdziwą przyjemność. Wspólne chwile jednoczyły ich. Ich ciała i umysły dopełniały się perfekcyjnie. Czas mijał, a kieliszek był coraz bardziej pusty. W głowie zakręciło się, gdy wstała. Delikatnie zachwiała się. Natychmiast poczuła silne ramię, które powstrzymało ją przed upadkiem. Obróciła ku niemu swoją twarz, zobaczyła w jego oczach znajomy błysk i zadrżała w oczekiwaniu. Uścisk jego ręki nie zmniejszył się i wyraźnie czuła jak ciągnie jej rozdygotaną sylwetkę w dół. Z trudem utrzymała równowagę, wypite wino i rozdygotane kolana robiły swoje. W końcu opadła przed nim. Na kolana. Spuściła głowę i chwyciła w pasie stojącego przed nią mężczyznę.

    Stał przed nią i uśmiechał się, delikatnie przesunął dłonią po jej głowie. Gładził piękne włosy, czując jak jego męskość za chwile rozsadzi jego spodnie od środka. Stanowczo ujął jedną z jej ślicznych dłoni i położył wolnym ruchem na wysokości rozporka. Poczuł jak delikatnie drgnęła i wydała z siebie ciche westchnienie. Ich oczy znów się spotkały.

    Popatrzyła w górę ku oczom swojego Pana, widziała jego pełen miłości uśmiech. Pragnęła sprawić mu radość, nie zastanawiała się długo.

    Drżącymi rękoma ujęła pasek od spodni i powoli rozpięła go, natychmiast zabierając się za guzik i rozporek . Spodnie opadły lekko w dół. Jej oczom ukazał się fragment bielizny z wyraźnie zaznaczonym wzwiedzionym penisem. Pocałowała go przez ciepły materiał, czuła jego stwardniałą końcówkę. Sięgnęła rękami ku górze i ponownie uniosła wzrok. Pan wciąż uśmiechał się do niej, lecz z coraz większym trudem panował nad sobą. Widziała to. Znała go.

    W kocu ujęła rękami jego odsłoniętą męskość i tak jak wcześniej dłoń, przytuliła do swojej twarzy całując i liżąc na całej powierzchni, bardzo łapczywymi ruchami. Słyszała ciche jęknięcia swojego mężczyzny, gdy raz po raz zanurzała penisa na krótką chwilę w swoich ustach. Stawał się coraz bardziej twardy. Natalia była coraz bardziej mokra. Zapomniała się z kretesem. Coraz szybciej pracowała swymi ustami, by tylko zwiększyć doznania, jakie niewątpliwie działały na nich oboje.

    Niespodziewanie poczuła zimny materiał opaski na swoich oczach. Jej Pan delikatnie wiązał kokardę z tyłu jej głowy. Nie widziała absolutnie nic. Natychmiast poczuła gwałtowny ruch ramion, które porwały ją w górę. Znów stała na nogach, ale oczy wciąż pozostawały zasłonięte. Czuła obok ciało swojego kochanka. Był bardzo blisko. Dłonią starała się odnaleźć jego męskość, by choć przez moment znów popieścić go ręką. Czuła jak Pan obchodzi ją dookoła, zapewne podziwiał ją z każdej strony, wiedziała więc jak podkusić go wyginając swe ciało na dźwięk jego kroków. Poczuła dłoń wędrującą po jej pośladkach, jej sukienka była wystarczająco krótka, by bez przeszkód dotknąć palcami materiału jej delikatnych majteczek. Sama się o tym właśnie przekonywała. Jej mokra cipka, już od dłuższej chwili domagała się dotyku. Teraz, gdy jej oczy były zasłonięte, niespodziewany dotyk, sprawił że przyjemność rozlała się po niej ze zwiększoną intensywnością. Czuła jak wprawne palce jej Pana penetrują coraz szersze fragmenty jej kobiecości.

    Atmosfera stawała się przepełniona erotyzmem i magią nocy. Wciąż zasłonięte oczy Natalii nie zdradzały nic, przez co maksymalnie skupiała się na pozostałych zmysłach. Zwłaszcza dotyk dostarczał najwięcej wrażeń.

    Pan poprowadził ją, obejmując w pasie. Przeszła kilka kroków i stanęła na rozkaz, gdy umięśnione ramię mężczyzny objęło ją od tyłu na wysokości biustu. Wtedy poczuła jak wokół jednego z nadgarstków prześlizguje się fragment tkaniny, tuż po tym poczuła to samo na drugiej ręce. Naraz Obie dłonie uniosły się, ciągnięte do góry przez związane ręce. Dziewczyna stała z opaską na oczach i skrępowanymi rękami tuż powyżej głowy.

    Stopa jej kochanka rozdzieliła złączone nogi, które lekko drżały z emocji. Stanowczo przesuwał jedną z jej stóp, tak aby stanęła w szerszym nieco rozkroku.

    Dłonie jej Pana bardzo szybko znalazły drogę do jej majtek i powolnym ruchem, opuścił je w dół. Dziewczyna stałą teraz związana, a jej kobiecość była okryta jedynie skromnym materiałem sukienki. Byłą bardzo wrażliwa na dotyk, a przyszedł niemal natychmiast po pozbawieniu jej odzieży. Palce kochanka, znów pieściły jej łechtaczkę i delikatnie wchodziły do jej wnętrza, sprawiając że stawała się coraz bardziej wilgotna, coraz mocniej rozgrzana i gotowa.

    Jedna z dłoni przesuwała się po jej ciele, gładząc materiał sukienki w miejscu piersi i zgrabnej talii. Przesuwała się po szyi i wzdłuż pleców. Oszalała z podniecenia dziewczyna zaczęła delikatnie jęczeć, gdy coraz bardziej zniecierpliwiona kobiecość domagała się orgazmu. Palce Pana przyspieszały, by znów zwolnić szalony taniec u zbiegu jej ud. Czas przestał się liczyć. Istniał tylko dotyk i poczucie słodkiego zniewolenia. Była cała w jego mocy, mógł z nią zrobić co chciał. Cokolwiek by sobie zażyczył, spełniłaby. Była cała jego, za chwile rozkoszy, oddałaby się mu bez reszty, tak jak stała.

    Pan jednak był cierpliwy i wciąż dostarczał cudnych pieszczot, nie zwracając uwagi na coraz głośniejsze jęki jego niewolnicy.

    Stała przed nim, spętana i zniewolona. Całkowicie zdana na jego łaskę. Jej długie jasne włosy spadały złocistą kaskadą na plecy i dziewczęce piersi. Była piękna jak marzenie, jak jego najskrytsza fantazja. Prawdziwa, na wyciągnięcie ręki.

    Podszedł do nie od tyłu, jego penis był wciąż naprężony, a widok jej ciała wystawionego na pieszczoty odebrał resztki cierpliwości. Zbliżył się do niej i delikatnie wsunął penisa między jej uda, w taki sposób, że jego czubek wystawał teraz z pomiędzy mokrych ud związanej dziewczyny. Przesuwał go do przodu i w tył, sprawiając cudowne doznania, gdy ocierał się męskości o jej łechtaczkę. Nie przerywał rytmu, czuł jak dziewczyna odlatuje, jej oddech stawał się coraz mniej regularny. Trzymał ją za piersi i wciąż nie przestawał napierać, brakował tylko kilku chwil.

    Natalia poczuła cudowną eksplozję rozkoszy, gdy jej Pan po raz kolejny naparł na jej ciało. Jej spętane ręce i unieruchomiona ramionami mężczyzny sylwetka drżała bez jakiejkolwiek kontroli. Orgazm był długi i nieziemsko przyjemny. Jej spętane ciało było pozbawione jakichkolwiek ograniczeń, przyjemność przepływała przez nią, a Pan zadowolony składał na jej wilgotnej od potu szyi mokre pocałunki.

    Dziewczyna opadała z sił, ręce bolały już od ciągłego uniesienia nad głową.

    Jej Pan widząc to rozwiązał jej ręce, przeniósł jej ciało, wciąż nieco bezwładne po spazmach rozkoszy. Złożył dziewczynę na łóżku. Natychmiast wykorzystał jej pętle wokół nadgarstków i przywiązał do łóżka.

    Teraz Natalia leżała na miękkim materacu, ale nadal zdana była na łaskę swojego kochanka. Jej głowa uniesiona była na dużej poduszce, po chwili dowiedziała się dlaczego. Wciąż związane oczy nie ostrzegły ją przed zbliżającym się do ust penisem, ale poczuła jego ciepło i dotyk na wargach. Posłusznie otworzyła usteczka i przyjęła go niemal w całości. Otępiała z emocji, wina i totalnie oddana swojemu Panu miała ochotę poczuć nasienie swojego władcy na całej twarzy, w ustach. Chciała by spełnił się przy niej i z Nią. Czuła jak bardzo jest podniecony. Jego oddech przyspieszał wyraźnie, za każdym razem gdy znikał w jej buzi. Nie potrzebował dużo czasu. Po chwili wytrysnął, tuż po tym jak Natalia ponownie ochoczo objęła członka, liżąc jego podstawę językiem. Nasienie jej Pana wystrzeliło do jej wnętrza. Część spłynęła po jej włosach, szyi i piersiach. Jęk rozkoszy i triumfu jaki wydał, sprowadził na twarz dziewczyny pogodny wyraz ulgi. Lubiła zadowalać swojego władcę, kochała się w nim na zabój. Pragnęła być jego własnością.

    Mężczyzna wygiął się w rozkoszy i leniwie rozpoczął rozwiązywać ręce swojej kochanki. Zdjął jej opaskę z oczu i natychmiast rozczulił się widząc ufne spojrzenie jasnych oczu, wciąż patrzących na niego z wyrazem podziwu i oddania. Położył się tuż przy niej i pozwolił, by wtuliła się w niego całym ciałem. Trwali objęci bardzo długo, trzymali swe głowy tuż obok siebie i co jakiś czas mocniej zaciskali swoje ramiona na plecach kochanka. Razem delikatnie dochodzili do siebie, czując nawzajem swój zapach i ciepło rozgrzanych od radosnych uniesień ciał. Noc była już późna, sen był coraz bliżej. Rozkoszny sen dwojga kochanków.

    PORANEK

    Adam zbudził się przed Natalią. Jej głowa leżała w słodkim śnie z rozrzuconymi po poduszce włosami, które tak uwielbiał podziwiać. Wciąż była naga. Połowa jej ciała przykryta była kołdrą, lecz jedna z nóg była całkiem odkryta.

    Położył dłoń na jej udzie i przesunął w dół aż do kolana. Gładził ją bardzo delikatnie, czując jak płytki jest jej sen. Po chwili palce przemieścił na jej pośladki. Cudowny tyłeczek wypięty był w wygodnej pozycji. I tu dostarczał jej dłonią lekkich pieszczot. Palec co jakiś czas drażnił na moment jej łechtaczkę, której pieszczoty powoli wybudzały Natalię ze snu. Zdradził ja delikatny uśmiech, gdy nieco śmielej naparł paluszkiem na jej dziurkę.

    Dziewczyna znów była wilgotna, Adam poczuł to i ze zdwojonym entuzjazmem pieścił swoją kobietę. Natalia wciąż uśmiechała się i półprzymkniętymi oczami lekko podglądała za skupioną twarz swojego mężczyzny. Odpływała powoli, ale nieubłaganie w stronę orgazmu. Wtuliła się pościel i cicho jęczała, gdy poczuła język Adama na swoich pośladkach. Lizał ją ochoczo, zbliżając się do łechtaczki. To było już za wiele przyjemności. Natalia wygięła swoje ciało w łuk. Odsłoniła nieskromnie swoją kobiecość, pozwalając mężczyźnie nacieszyć się cudownym widokiem i sprawiając pole do manewru dla jego wprawnego języczka.

    Leniwymi ruchami rozbudził kochankę w pełni. Krzyk rozkoszy stłumiony przez poduszkę na której złożyła głowę dotarł jednak do uszu skupionego na pieszczotach Adama.

    – Dzień dobry kochanie… – powiedział

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Janusz Mazowiecki
  • Prawniczka Magda

    Magda była młodą i piękną kobietą. Świeżo po studiach prawniczych, złożyła papiery na aplikację do kancelarii, z nadzieją na pozytywny odzew. Kilka dni stresu i oglądania seriali, by oddalić widmo niepowodzenia i w końcu odpowiedź. Udało się! Zachwycona natychmiast potwierdziła telefonicznie, swoją obecność na spotkaniu, by załatwić wszelkie formalności. Szef kancelarii był miły i dość młody jak na zajmowaną pozycję. Już na wstępie przyszykował dla Magdy interesujące zadanie. Miała udać się, jako asystentka, by zapoznać się z potencjalnym klientem. Chodziły o nim różnego rodzaju plotki, z których wynikało, że miał on powiązania ze światem przestępczym, zwłaszcza wśród lokalnych bossów mafii, ale nowy szef Magdy uspokajał ją i z góry odrzucał wszelkie plotki, w końcu właśnie po to są przedstawiciele prawa, by wszelkie spekulacje uciąć… lub potwierdzić.

    W końcu nadszedł dzień, w którym miało się zacząć poważne zadanie. Przygotowała się należycie. Uczesała długie włosy w koński ogon, lekki makijaż, elegancka garsonka i oczywiście buty na obcasie. Była kwintesencją kobiecości. Gdy poruszała się, odwracano z nią lekko głowy, nie tylko te męskie. Jej wysportowane ciało, grało każdym mięśniem, gdy stawiała pewne kroki. Zgrabny tyłeczek godzien był najwyszukańszych komplementów, gdy lekko unosił się każdy z pośladków, opięty przez ciasną spódnicę. Miała niesamowite, mądre oczy, w których można było utopić myśli na chwilę lub dwie. Jej spojrzenie było przenikliwe i przepełnione energią życia i tym rodzajem odwagi, który posiadają wyłącznie kobiety. Twarz tylko dopełniała piękno całego ciała. Było to oblicze pełne dostojeństwa, królewsko piękne, sprawiające często, że nawet gadatliwe jednostki, nie chciały rzucać głupich uwag, by nie urazić ani na jotę. Pełne usta podkreślone szminką, aż prosiły się o to, by złożyć na nich pełen czci i oddania pocałunek. Gdy już była w drodze zadzwonił telefon. Szef.

    – Magda! Niestety nie ma szans, żebym dojechał na czas z Krakowa. Stoję wciąż w korku. Weź z mojego biurka teczkę i tam znajdziesz wszystkie podpunkty, o jakie chcemy zapytać naszego klienta. Transport załatwię, nie musisz się martwić, to w sumie powinno pójść gładko. Nie rób nic, czego nie omawialiśmy, a będzie dobrze.

    Magda wiedziała, że powinna sobie poradzić, gdyż już na próbnych spotkaniach wykazywała się bystrością i wiedziała, kiedy mówić, a kiedy nie. Zdarzało się jej nawet ze dwa razy poprawić swojego szefa, co nie zostało pozostawione bez miłej uwagi. Lekko bała się tych plotek o kliencie, ale cóż. Robota czekała i była gotowa się wykazać. Zdawała sobie sprawę, że pozyskanie tego klienta, opłaci się kancelarii, no i jej oczywiście.

    Zebrała dokumenty i ruszyła do podstawionego samochodu. Trasa przebiegła szybko i po chwili już stała u progu całkiem sporej posiadłości, nowocześnie urządzonej, w której dominowało szkło i stal.

    Brama otworzyła się automatycznie. Przeszła się wzdłuż alejki, skromnie, ale bardzo elegancko urządzonego ogrodu i dotarła pod właściwe drzwi do domu. Otworzył jej młody mężczyzna i uśmiechnął się lekko. Zaprosił do środka i wskazał miejsce na wygodnym fotelu w Sali konferencyjnej. Kilka minut mogła podziwiać bogate wnętrze i bardzo markowy sprzęt do ukazywania wszelkiego rodzaju prezentacji, filmów itp. Widać było, że gospodarz ma z czego żyć. W końcu zjawił się. Mężczyzna energicznym krokiem wszedł do pokoju i uścisnął lekko dłoń Magdy, która wstała, instynktownie przeczuwając, że to właśnie jest jej klient. Ciężko było stwierdzić, w jakim jest wieku, mógł mieć 30 jak i 45 lat. Trzymał się świetnie, o urodę dbał, a ubierał się tak, by zrobić wrażenie nawet na kimś, kto ubiera się w dresy do restauracji.

    – Zanim rozpoczniemy konkretną rozmowę, Pani Magdo – zaczął bez wstępów – prosiłbym do sali jadalnej, omówimy sobie kilak wstępnych spraw podczas posiłku, rozluźnimy atmosferę, by łatwiej było nam osiągnąć porozumienie. Proszę się nie martwić, wiem, że Pani szef nie może być obecny. Nie będę wobec tego nieuprzejmy. Łączę z waszą kancelarią pewne nadzieje, więc z pewnością nie będzie Pani niezadowolona po wizycie. Zapraszam!

    Magda skłoniła lekko głowę i udała się za gospodarzem. Stukot jej obcasów niósł się po korytarzu, gdy mijała efektowne dzieła sztuki. W końcu dotarła do niewielkiego jak się okazało pomieszczenia, z okrągłym stolikiem. Na którym już gotowe były lekkie dania i kieliszek szampana. Gospodarz zachęcił do jedzenia i rozpoczął konwersację, wypytując Magdę o jej dotychczasowe doświadczenie. Ucieszył się wyraźnie, słysząc, że jest zupełnie nowa i z opowiedział jej o własnych początkach w branży wielkiego biznesu. Jak to ogólnie ujął – telekomunikacyjnego.

    Magda coraz bardziej zafascynowana była rozmówcą. Nie traktował jej z góry i mogło, by się wydawać, że to bardziej randka niż służbowy obiad. Atmosfera była coraz bardziej luźna, do tego stopnia, że Magda pozwoliła sobie rozpiąć guzik od koszulki, który nieco uwierał ją w szyję. Zauważyła, że nie umknęło to jej rozmówcy. Uśmiechnął się lekko i zaproponował kolejny kielszek szampana. Nie odmówiła. Zanurzyła usta w musującym trunku i poczuła dotknięcie palców na swoich włosach. On wciąż stał za nią i powoli odkładał butelkę z szampanem. Nachylił się przy niej, poczuła zniewalający zapach męskich perfum. Poczuła się odurzona całą sytuacją i wypitym szampanem, przymknęła lekko oczy. Wykorzystał to. Dotknął jej szyję palcem. Przesuwając od ucha w dół. Magda wciąż siedziała nieruchomo, z półprzymkniętymi oczami. Jego dotyk był kojący i podniecający. Zniewalał, wręcz przykuł ją do krzesła samym dotykiem palców. Kilkakrotnie jeszcze przesuwał dłonią w okolicy jej ucha, gładził włosy i delikatnie pochylając się, muskał ustami jej kosmyki, które upięła w koński ogon. Odsłonięta szyja znów znalazła się w centrum jego uwagi. Tym razem jednak, pocałował ją. Przesunął wargami wokół jej karku i składał lekkie pocałunki, przyciskając język do jej gładkiej skóry. W powietrzu zapachniało pożądaniem. Magda głęboko wciągnęła powietrze. Uniosła swoje piersi, które zasłonięte były guzikami koszuli. Sama rozchyliła swój kołnierzyk i ponownie rozpięła guzik, tym razem zaczynała od dołu. Nieśmiało rozpięła pierwszy guzik, niemal niezauważalnie, wciąż trzymała ręce na udach. Potem kolejny i jeszcze jeden. Odsłoniła swój brzuch. Jej skóra była gładka i pachniała jeszcze, po porannym prysznicu. Kolejne odpinane guziki ukazały cudowne piersi schowane za gustownym czarnym stanikiem. Jej talia i wygięty lekko w górę brzuch, który ułatwił zdjęcie koszuli, był jak obietnica rozkoszy. Arcykobieca figura, przywodziła na myśl greckie Bognie. Była jak wyrzeźbiona, tak doskonała w swej formie, że wręcz nierealna. Siedziała jak na tronie, wciąż otrzymując delikatne hołdy w postaci składanych pocałunków. Usta mężczyzny zbliżyły się do ust Magdy. Delikatnie poruszył ręką i przesunął nią od szyi w dół. Pieszcząc piersi przez materiał, nieco mocniej ścisnął dłonią, przywierając swoim ciałem do jej boku. Poczuła jak jego nabrzmiała męskość, domaga się wyjścia zza rozporka spodni. Uśmiechnęła się. Zauważył to i nieco śmielej przesunął się znów w kierunki jej ust. Pocałowali się, szybko. Raz, drugi, trzeci, by połączyć usta na dłużej, w coraz szybszym tańcu emocji i języków, za to ich dłonie, wciąż poruszały się jakby w zwolnionym tempie. Swoim własnym życiem. W końcu dotknął jej brzucha i talii, ciepłem dłoni, pogładził aksamitną skórę Magdy i sprawnym gestem rozpiął zamek u boku spódnicy. Włożył rękę jeszcze niżej… Poczuł palcami materiał koronkowych majteczek i przesunął po nim palcem. Odnalazł najgorętszy punkt i rozchylił materiał jej bielizny. Zanurzył się palcem w jej wnętrze, w tym samym czasie, całując rozkosznie szyję, pozwalając jej na delikatne jęknięcie. Błądził chwilę, kreśląc koła i inne wymyślniejsze figury. Tańczył dłonią coraz bardziej wprowadzając Magdę w stan nieziemskiej przyjemności. Była niesamowicie podniecona. Czuł to. Stanął za nią. Całował jej włosy i obiema dłońmi pieścił jej rozchylone uda, przesuwał w górę, ku piersiom, które już uwolnione zostały ze stanika i perfekcyjnie dopełniały widok ciała Magdy, która oddawała swoje ciało, na pastwę rozkosznych dłoni jej gospodarza. Po chwili wstała, zachęcona gestem mężczyzny. Przysunął jej ciało pewnym gestem i całował namiętnie, coraz bardziej przesuwając się powolnym krokiem, wraz z nią ku otwartym drzwiom, prowadzącym do nieznanego jej pokoju. Oderwał jej usta od swoich i wszedł do pokoju, prowadząc Magdę przed sobą, trzymając jej dłoń. Drugą gładził jej cudowne pośladki, które skrywały się już jedynie za materiałem majteczek . Drzwi zamknęły się za nimi. Magda usiadła na brzegu łóżka, które zachęcało miękkością materaca i przestrzenią do leżenia, którą już wyobraziła sobie, w nieco bardziej pogniecionej formie. Jej gospodarz wyciągnął z wazonu długą różę, bardzo obfitą i krwistoczerwoną. Dotknął jej kwiatem ust Magdy i za pomocą jednego z kolców na łodydze, który przycisnął bardzo delikatnie do jej piersi, zmusił ją do położenia się na łóżku. Jej długie włosy rozsypały się po poduszce, z końskiego ogona już niewiele zostało. Rozpuszczone kosmyki kaskadą rozsypały się na białym materiale pościeli. Mężczyzna stanął z wyraźnie nabrzmiałym namiotem u zbiegu nogawek i dotykał Magdy różą w najróżniejszych miejscach. Przesuwał płatkami po jej szyi i piersiach. Dotykał jej nóg i błądził delikatnym kwiatem po jej paluszkach. Pieścił jej brzuch i ramiona dotykając skóry samą końcówką płatka. W końcu zbliżył się, oderwał kilka różanych płatków i puszczał nad jej rozciągniętym ciałem. Płatki spadały na jej skórę, jak pocałunki. Czuła jak pieszczą ją swoją lekkością i przyjemnym chłodem. Jego palce znów przesunęły się w stronę kobiecości. Trzymał w nich fragment kwiatka. Powolnym ruchem dłoni, zsunął w dół jej majtki. Pozwoliła mu na to. Rozchyliła swe uda zapraszająco. Wykorzystał to. Trzymanym w palcach płatkiem bardzo powolutku drażnił jej łechtaczkę. Przerywając pieszczoty tylko po to, by złożyć w tym samym miejscu mokry pocałunek. Przesuwał językiem po całym jej skarbie, wciąż zachowując to rozkosznie wolne tempo. Magda znów jęknęła. Przyjemność odebrała jej świadomość. Już dawno nie pamiętała, po co wybrała się do tego domu. Pragnęła być jego. Chciała poczuć w sobie jego męskość, którą dotknęła przez spodnie. Chwyciła rozporek i przesunęła go w dół. Odpięła guzik spodni. Jego penis stał twardy, wyraźnie odznaczając się na materiale bokserek. Nie czekając na reakcję zsunęła je wraz ze spodniami, podniosła się na czworakach na łóżku i przysunęła swoją głowę do jego członka. Mężczyzna stał przy łóżku, obserwując poczynania Magdy. Był w siódmym niebie. Obserwował młodą, piękną i seksowną kobietę, która jak kotka wygięła się przed nim i pocałowała go w sam czubeczek penisa. Nie skończyła pieszczot jednak tylko na pocałunku. Jej język omotał główkę męskości i wprowadził go we wnętrze jej ust. Delikatnie lizała jego nasadę, czując jak twardnieje jeszcze bardziej. Possała go lekko, potem troszkę mocniej. Przesuwała głowę w górę i dół, wyczuwalnie powodując drżenie nóg stojącego nad nią faceta. Uniosła wzrok. Napotkała jego oczy, wpatrzone w nią jak w boginię. Pełnym pożądania spojrzeniem zmierzyła go, jak drapieżna kocica. Wypięła rozkosznie swoje biodra. Zbyt kusząco. Nie wytrzymał. Obrócił ją stanowczo, kładąc rękę na plecach, którą wplótł w jej włosy. Drugą położył na wypiętych pośladkach. Gładząc je bardzo czule. Palcem przesuwał po jej odsłoniętej kobiecości. Gotowej na oddanie hołdu bogini Afrodycie, w odwiecznym rytualne uniesień. Wszedł w nią powoli, jednocześnie unosząc jej głowę, którą trzymał za włosy. Pogładził ją po głowie, gdy nieco mocniej naparł drugi raz. Nie wychodził z niej ani na moment, czuła go całego. Jego biodra falowały, gdy penetrował Magdę trzymając za jej tyłeczek. Był podniecony do granic możliwości, twardy jak skała, sprawiał jej niezapomniane wrażenie. Oddawała się mu cała, bez cienia zwątpienia, odbierała w nagrodę cały ocean przyjemności. Cudownie chłodna pościel stopniowo rozgrzewała się od ich seksu. Magda była bliska orgazmu. Mężczyzna przyspieszył, wyczuł jej oddech i drganie mięśni. Wyginał swe ciało, by dostarczyć jej jak najwięcej, by zaspokoić piękną Magdę. Naparł raz jeszcze. Magdzie pociemniało w oczach, schowała twarz w kołdrę w niemym okrzyku, którym zdawało się krzyczeć całę jej ciało. Mięśnie kurczyły się i rozwierały, dłonie zaciskały się, gniotąc materiał w pięściach. Wygięła się w pół i opadła lekka jak piórko w biel pościeli. W cudownym spełnieniu i zapomnieniu. Za chwilę błogość przerwał dość stanowczy dotyk jego rąk. Zacisnął je wokół nadgarstków i szybkim ruchem, przypiął jej ręce do poręczy lóżka kajdankami, które z Nienacka wyjął nie wiedzieć skąd. Oszołomiona orgazmem kobieta, poddała się jego woli i leżąc twarzą w poduszkach, gotowa była na wszystko. Mężczyzna jednak nie czynił nic. Stał z boku i obserwował jej cudowne ciało, zdane tylko na jego łaskę. Przykuta do lóżka, nie mogła obrócić się ku niemu. Nie widziała, jak szeroki uśmiech powoli rozjaśniał mu twarz. Z wyrazem największego zadowolenia zbliżył się do niej i powolnymi ruchami, przesunął dwa palce po jej plecach w dół, ku nagim pośladkom. Widok był zbyt kuszący. Wciąż niezaspokojony penis, prężył się tuż przed jej szparką. Magda czuła to i bardzo mocno zacisnęła pięści, w dłoniach skutych kajdankami. Wszedł w nią mocno. Zapamiętale penetrował jej wnętrze, posuwistymi ruchami. Nie czułą bólu, może tylko troszeczkę. Ten rozkoszny ból, który tak mocno kojarzył się jej z rozkoszą. Nigdy nie próbowała bawić się w ten sposób, często jednak fantazjowała o sobie, bezbronnej i zdanej na łaskę umięśnionego faceta, który wykorzystuje ją, jak mu się tylko podoba. Nowe wrażenia odbierały jej wolę walki. Uległa bez reszty. Wypinała swój tyłeczek, by jeszcze mocniej sprowokować dominującego nad nią mężczyznę. Czuła jak przyspieszył pchnięcia. Jego twardy członek wdzierał się w nią z pełną mocą. Wplótł palce w jej długie włosy i zacisnął pięść. Stanowczo przyciągnął jej głowę, unosząc w górę. Skuta Magda, nie mogła reagować inaczej, robiła to, czego chciał. Ogarnęło ją nieznane uczucie, spełnienie, jakie już przeżyła, nie mogło równać się ze stanem, w jakim znajdowała się teraz. Jej ciało zbuntowało się, rozum przestał mieć jakiekolwiek znaczenie. Liczył się tylko seks. Jej kochanek nie oszczędzał jej ani trochę, jego siła nie słabła. Wciąż napierał na nią pełen chęci i w pełni rozochocony, widząc jej reakcję. Posunął się jeszcze dalej. Zamachnął się ręką i uderzył otwartą dłonią w jej wypięty tyłeczek. Dziewczyna jęknęła zaskoczona. Spadły kolejne dwa ciosy i znów Magda zatraciła się w szalonej, rozpustnej chwili. Błagała o więcej. Jęczała i wciąż napinała swe ciało, w oczekiwaniu na kolejne pchnięcia i klapsy. Ogarniała ją odbierająca świadomość rozkosz. Nie umiała już jej ukryć, wszelkie bariery padły. Ich złączone ciała zlały się w pulsującą erotyczną energią manifestację żądzy. Oboje pragnęli siebie nieskończenie. Mężczyzna nie zwalniając chwycił się mocno za jej biodra i z głośnym westchnieniem wytrysnął w jej szparce, wciąż napierając ostatkiem woli. Magda doszła niemal w tym samym momencie. Kobieca natura panowała nad jej ciałem, gdy tylko poczuła drżenie mięśni i wytryskającą w niej spermę, schowała głowę w poduszkę, by nie rozedrzeć tej chwili swym krzykiem. Jęczała długo i piszczała, czując jak jej kochanek w miłosnym zatraceniu, wciąż składał na jej pośladach, coraz słabsze uderzenia. Była przykuta do łóżka, lecz czuła się nieprawdopodobnie wyzwolona. Jej ciało osiągnęło szczyt, na jaki nigdy wcześniej nie potrafiła dojść. Obezwładniające ręce jej kochanka, uwolniły z kajdanek jedną z jej dłoni. Obróciła się twarzą do mężczyzny. Pocałował ją namiętnie, pieszcząc jej włosy i kark. Zastygli w pocałunku, coraz wolniejszym. Ich usta raz po raz łączyły się i rozdzielały, wciąż pozostając bardzo blisko siebie. Patrzyli sobie głęboko w oczy. Oboje pragnęli tego samego.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Janusz Mazowiecki
  • Rozpalic zwiazek na nowo

    Agnieszka

    Związek z Adamem miał swoje plusy i minusy, jak każdy w sumie. Jednak Agnieszka wiedziała co ją przy nim trzyma. Potrafił być jak popieprzony scenariusz filmu, stale ją do czegoś inspirował, nawet gdy tylko patrzyła co robił w zwykłych życiowych sytuacjach. Była szczęśliwa. Ostatnio jednak nie działo się między nimi za dobrze, choć nie przez kłótnie czy zdrady. Ciągle nie było czasu na nic. Nawet mieszkanie razem nie dawało już tej satysfakcji, gdy jedno albo drugie wnosiło pracę do domu, zmuszając jedno albo drugie z nich do spędzania samotnych wieczorów, nawet gdy byli obok. Spanie i seks nie dawały tej energii co kiedyś. Agnieszka potrafiła kiedyś wyskoczyć z łóżka wcześnie rano i w pośpiechu zorganizować najprostsze śniadanie, choćby kawę z papierosem, ale jednak lubili dzielić się rano sobą, tak jak w nocy. Teraz tylko od czasu do czasu. Miłość troszkę trzeba było odświeżyć, ale ciągle nie było na to czasu, a może i chęci… Agnieszka martwiła się więc codziennie, ale dziś szła do łóżka totalnie wkurzona i wiedziała, że jeśli on spróbuje coś kombinować, to kopnie go w jaja z kolana. Oto bowiem pojawiła się okazja na pierwszy wspólny wolny weekend od dawna, a Adam upierał się, że muszą pojechać na domówkę do znajomych, bo mają wolną chatę wynajętą nad jeziorem. Jedyna okazja, by pobyć ze sobą, ale o wiele ważniejsze wydają się być imprezy i jego znajomi. Ze złości nie mogła zasnąć, ale na szczęście do niczego pod kołdrą nie dochodziło.

     – Zimny całus na dobranoc, to wszystko na co może teraz liczyć – myślała coraz bardziej zaniepokojona o związek Agnieszka. Jej sen był płytki i nieprzyjemny. Nic z niego nie pamiętała, ciągle nie mogła odpłynąć w ramionach Morfeusza. Budziła się nieprzytomna widząc niewyraźnie tarczę zegara, z której wynikało, że ciągle nie jest rano. Wiedziała, że kolejny dzień nie będzie się przedstawiał lepiej, myślała tylko o tym, by jutro szybko upić się winem i zasnąć na dobre. Najlepiej na cały weekend.

    Rano praktycznie ze sobą nie rozmawiali. Toaleta, śniadanie, kawa, fajka i do auta. Aga nie musiała nawet udawać niewyspanej, żeby uniknąć rozmowy i natychmiast pójść spać. Specjalnie nie starała się nawet ładnie wyglądać. Miała wszystko serdecznie w dupie. Oparła się o przytaszczoną w ramionach poduszkę, którą przyciskała do drzwi samochodu. Zamknęła oczy, Adam ruszył, łaskawie nie włączając żadnej muzyki. Udało jej się nieco odpłynąć. Dość daleko, by zapomnieć o wszystkim.

    Śniła o tym jak czuła się kiedyś, gdy szła szukając w lesie kolejnego liściku, który zostawił zakochany w niej mężczyzna, którego i ona przecież kochała. Lubiła gdy bawił się z nią zostawiając wiadomość na stole w domu, gdy obiecany obiad był nieobecny, a zamiast niego pierwsza z wielu wskazówka-łamigłówka, po rozwikłaniu której Agnieszka odnajdowała właściwą nazwę lokalu, w którym Adam czekał z królewską ucztą i drobnym prezentem. Nie potrzebował okazji, by ją rozpieszczać. Wystarczyło, że chmury ładnie oświetlone przez słońce układały się w fantazyjne wzory, a już nabierał ochoty, by zabrać ją, gdzie najlepiej można podziwiać zachód i nieskończoność barw nieba. Lądowali wtedy na kocu i czekali, aż ostatni promyk słońca przestanie rozświetlać chmury, ustępując księżycowi i gwiazdom. Nie raz zostawali tam przy butelce wina, by po podziwianiu chmur i słońca, oddać się rozkoszy i kochać na wzniesieniu, gdzie wokół tylko natura i cisza. Wypełniali ją wtedy tysiącami westchnień i zapewnień o miłości. Agnieszka śniła przyjemny sen. Pamiętała gdy po miłosnych uniesieniach, znów obserwowali wspólnie niebo, tym razem rozgwieżdżone i za każdym razem bardziej fascynujące. Wciąż pamiętała tamtego faceta. Jej faceta. Uśmiechała się przez sen.

    Adam

    Adam wiedział, że od dawna nie miał czasu by właściwie zająć się Agnieszką. Było mu codziennie, coraz bardziej przykro, że oto znów mija kolejny dzień, a w jej oczach nie udało mu się ani razu wzniecić dawnych iskierek, które czyniły z niej istotę wręcz nieopisywalną. Marzył o niej w dzień i w nocy, ale nigdy nie mieli dość czasu na realizowanie choćby ćwierci takiego marzenia.

    Był tak cholernie dumny z niej i tego co potrafiła robić swoją największą bronią – wyobraźnią. Okiem reżysera potrafiła odnaleźć w codzienności tyle pomysłów, miała wiecznie zapracowaną głowę. Nie doceniała się, ale on wiedział, że Aga to prawdziwy endemit. Musiał więc o nią dbać i sprawiać, żeby czuła się zaspokojona emocjonalnie i seksualnie. Tracili siebie nawzajem, a przez to każde z nich traciło cząstkę własnego ja. Adam widział, że ta sytuacja odbiera Agnieszce jej wenę i werwę do pracy. Nie mógł tego znieść. Musiał działać. Ostatecznie… Kochał ją i nie wybaczyłby sobie, że przez niego marnuje się jej talent. Sam chciał podziwiać jej filmy i animacje. Za każdym razem pragnął jej wtedy bardziej. Jej intelekt i talent, był równie seksowny jak jej ciało, a to oznaczało bardzo wysokiej klasy twórcę. Wiedział, że czas najwyższy, by trochę się odseparowała od problemów.

    Agnieszka

    Wyczuła wyraźnie, że coś jest nie tak, gdy tylko otworzyła oczy. Raczej nie pojechali za daleko, słońce jeszcze było nisko. Byli na jakimś kompletnym zadupiu. Wszędzie las i jakiś malutki, uroczy domek z nieproporcjonalnie dużym oczkiem wodnym, po którym pływała uczepiona liną łódź, najwyraźniej nazwana „Helena” (tak, właśnie ta), bo tak głosił ozdobny napis na burcie. Aga nie znała tej okolicy, po minie Adama wyczuła, że z nim jest podobnie.

    – Co jest? Jesteśmy na miejscu? – Spytała, choć wiedziała, że jest inaczej.

    – Mamy duży problem z samochodem, chyba zatkał się filtr paliwa, po tym jak ostatnio nie przepłukali go dokładnie i… jeden gość mnie tu pokierował, mówiąc że za lasem jest warsztat, ale chyba zabłądziłem, a teraz nie mogę odpalić.

    – Pięknie. – Stwierdziła zimno Agnieszka, wiedząc, że nie ma sensu wzniecać kolejnej kłótni. Wyszła z samochodu, trzasnęła drzwiami i bez słowa stała, oczekując reakcji ze strony mężczyzny. Nie zamierzała babrać się z silnikiem i tak nie miała pojęcia gdzie jest co i tak dalej…

    Adam z niewyraźną miną wysiadł z samochodu. Wyglądał na bardzo przygnębionego i też nie ruszał się z miejsca. Stali tak długo i nie odzywali się. Patrzyli raz gdzieś, potem znów na siebie, potem znów gdzieś indziej. Cisza zdawała się być bardzo ciężka. Agnieszka nie chciała zaczynać rozmowy, choć bardzo chciała powiedzieć mu wiele. Bała się jednak jego reakcji i tego, że sama powie to, czego potem pożałuje. W końcu przełamała się

    – Adam… – Zaczęła i popatrzyła mu prosto w oczy i wtedy… przez ułamek sekundy zobaczyła to „coś”. Ten diabelski błysk w oku i krótki uśmiech, który podsunął jej do głowy nową myśl. Uśmiech rozpłynął się i znów ustąpił strapionej i nieco przestraszonej minie na twarzy jej faceta. Ta nowa myśl jednak, nie dawała jej spokoju.

    – A to drań… czyby? – pomyślała, po czym na głos dodała zimnym tonem :

     – Zapytam w domku, może ktoś będzie w stanie pomóc i prędko skierowała swoje kroki w stronę chatki.

    Adam

    Musiał bardzo uważać, żeby jej nie obudzić. Nie mogła się dowiedzieć, że wymyka się gdzieś w nocy z domu. Zaraz spadłoby na niego tysiące podejrzeń, a bujna wyobraźnia Agnieszki utwierdzałaby ją w przekonaniu, że ją zdradza i ucieka w nocy do innych. Pod żadnym pozorem nie mógł jej zbudzić, przecież robił to dla niej. Niespodzianka miała być… niespodziana. W torbie miał już przygotowane wszystkie wstążki i kolorowe kartki, Kostium też był spakowany. Jeszcze tylko świeczki i….

    Agnieszka

    Mimo iż kluczyk wisiał obok i wręcz zachęcał by po prostu go zdjąć z haczyka i otworzyć sobie, kulturalna Agnieszka wolała już trzeci raz pukać do drzwi, z których nawet nie dobiegał głos. Wreszcie zdjęła i użyła klucza. Drzwi zaskrzypiały i do środka wlało się światło dnia. Przez niewielkie okienka oświetlony był zaledwie fragment domu, ale wprost nie mogła uwierzyć w to co widzi. Otwarła drzwi na oścież, by doświetlić resztę izby. Zdumiona chwyciła pierwszą z brzegu karteczkę na wstążce, która zwisała z sufitu. Gdzie by nie spojrzała wisiała kolejna karteczka, cały dom, był w nich upstrzony.

    Na pierwszej z nich:

    Agnieszko,

    jesteśmy na miejscu. Nie ma tu nikogo i przez 2 dni nie będzie. Znajomi wiedzą, że bardzo się rozchorowałaś i życzą Ci powrotu do zdrowia. Przesyłają wyrazy współczucia i żałują, że nie zjawimy się na domówce. Te dwa dni są dla nas.

    Weź głęboki oddech i idź dalej. Chciałbym przypomnieć Ci, po co to wszystko i dla kogo zostałem stworzony.

    Zestaw wiadomości z sufitu czeka na Ciebie, miłej lektury.

    Gdy skończysz, wskakuj do „Heleny” na rejs. Popłyniesz daleko, na środku tego oczka jest potężny wir i wciągnie Cię bez wątpienia do świata po drugiej stronie lustra wody. Twój przewoźnik czeka.

    Agnieszka wzięła głęboki oddech. Poczuła znów to, co czuła podczas snu. Znów miała ochotę krzyczeć z radości. Podeszła do następnej kartki i kolejnej i kolejnej… dziesiątki wiadomości. Każda była miniaturowym liścikiem miłosnym. W każdej z wiadomości znajdowała czułe słowo lub wspomnienie przywołane za pomocą zapisanych słów, które otwierały kolejne szufladki w głowie. Wspomnienia ożywały nagle. Agnieszka tańczyła pomiędzy wiszącymi z sufitu karteczkami i na chybił trafił zrywała jedną po drugiej. Wirowała w radosnym tańcu, czując jak wszystkie złości i stres ulatują z niej. Jak wyrzuca z siebie negatywne emocje wirując coraz szybciej. Wyrzucała je na wszystkie strony, zastępując przyjemnym uczuciem, które płynęło z każdej czytanej wiadomości. Komplementy, wspomnienia, czułe słówka i bardzo erotyczne sugestie, wszystko to znajdowała w malutkich kolorowych liścikach. Gdy zerwała już wszystkie karteczki, wybiegła z chatki, by wpakować się na pokład „Heleny”. Adam nie zawiódł jej oczekiwań. Uśmiechnęła się jeszcze szerzej.

    Stał z wielkim wiosłem, przebrany w bardzo gustowny strój rodem z wiktoriańskiej Anglii. Ewidentnie czekał na nią, wyprostował się uroczycie i wskazał ukłonem miejsce przy brzegu, a z drobnych kładek ułożył wygodne wejście, by bez przeszkód zajęła miejsce w środku łódki. Ukłonił się delikatnie i nie wychodził z roli.

    Obydwoje

    – Szanowna Pani pozwoli, że zabiorę ją w niezapomnianą podróż do drugiej strony lustra wody. Na pokładzie czeka Panią wygodne miejsce oraz coś w sam raz na długi rejs. Myślę że rum nada się na pokładzie bez dwóch zdań. Proszę więc siadać i uraczyć się tym co mamy. – Przemówił uroczyście. Agnieszka postanowiła zabawić się razem z nim. Mimo niedbałego wyglądu i raczej podróżnego niż eleganckiego stroju, weszła na pokład „Heleny” z wielką pompą i miną co najmniej hrabiny. Zauważyła kątem oka, że Adam przez chwilę znów uśmiechnął się… po swojemu. Tak jak sobie śniła. Wiedziała, że to będą fantastyczne dwa dni. Rozsiadła się wygodnie na przygotowanych aksamitnych poduszkach, które porozrzucane po sporym pokładzie „Heleny” stanowiły jej wyłączne wyposażenie. Poza wiosłem i butelką rumu, które trzymał jej „przewoźnik”. Było jej bardzo wygodnie. Ilość poduszek była absurdalnie duża, taka że na pierwszy rzut oka nie dało się powiedzieć czy to dziesiątki czy setki małych poduszeczek. Oczywiście wielokolorowe, jak przygotowane w domku karteczki. Podaną butelkę przyjęła z gracją, ale nie bawiąc się w konwenanse odkręciła butelkę z rumem i z pociągnęła dwa łyki prosto z butelki. Mocny smak alkoholu wykrzywił nieco jej twarz, a do oczu napłynęły łzy. Już nie te, które cisnęły się jej do oczu jeszcze kilkanaście minut temu. Były to łzy ulgi, szczęścia i rozładowanego napięcia. Agnieszka poczuła się jak oczyszczona, ze wszystkich trosk jakie niesie ze sobą życie. Znów była jak dziewczynka w wymyślonej przez nią bajce, bez szkoły i pracy, kłótni i problemów. Była znów w krainie czarów, ale tym razem jako kobieta. Piękna, świadoma i spragniona dotyku kobieta. Kraina czarów nabrała sensu jeszcze głębszego, gdy odkrywała w sobie nieskończone pokłady fantazji. Jej wyobraźnia dała jej wszystko czego potrzebowała, do tworzenia najwymyślniejszych form eksplorowania własnej erotycznej sfery. Bardzo szybko oddała się chwili. Łódź kołysała ją, jakby hipnotyzując jej ciało. Miękkość poduszek zapraszała do wygodnego rozłożenia się. Druga strona lustra najwyraźniej była bliżej niż myślała. Poczuła dotyk palca na swojej szyi. Delikatnie przesunął się w dół od cebulek włosów, aż za linię kręgów na szyi, po czym znów wracał do góry i przesuwał się w dół. Nieskończenie wiele razy i zadawałoby się coraz wolniej. Agnieszka znów znajdowała się w półśnie, gdy kolejne palce pieściły jej szyję. Jeden za drugim przesuwały się od szyi po kark i z powrotem, wciąż niezbadanymi i ciągle innymi ścieżkami, znacząc na jej skórze przyjemne ślady ciepłego dotyku męskiej dłoni. Obracała powoli szyję, odsłaniając kolejne nieodkryte szlaki, dla pieszczących ją palców Adama. Druga dłoń jej kochanka wplatała się we włosy, głaszcząc je i przeczesując od czasu do czasu. Pieścił delikatnie jej skroń i wszelkie pozostałości złych emocji, odpłynęły w niepamięć, gdy Agnieszka mruczała z zadowolenia, czując jak jej głowa nareszcie przestaje być ciężka. Zrelaksowała się, gdy poczuła jak jedna z jego dłoni przesuwa się w dół, rozpinając guzik spodni i oswobadzając nieco jej biodra w pasie. Na szczęście do jazdy samochodem wybrała luźniejsze dżinsy, udało się więc bez trudu, choć z lekką pomocą z obydwu stron, pozbyć się zbędnego odzienia. Dziewczyna leżała teraz w samych majteczkach wygodnie rozkładając nogi na miękkim pokładzie „Heleny”. Tą samą dłonią, którą wcześniej pozbywał się spodni, chłopak rozpoczął delikatne pieszczoty, u zbiegu jej ud. Gładził jedno od środka wierzchem dłoni, by drugie opuszkami palców dotykać z drugiej strony, wciąż nieubłagalnie zbliżając się do jej największego skarbu. Agnieszka wypuściła powietrze z cichym jękiem, gdy jeden z jego palców przekroczył magiczną granicę materiału jej bielizny. Wsunął się delikatnie, powolutku szukając drogi do coraz bardziej mokrej szparki. Wyczuł ciepło i podniecenie swojej kochanej i coraz śmielej poczynał sobie, pieszcząc ją i drażniąc na przemian. Bawił się z nią i nią jednocześnie. Dziewczyna co chwile jęczała delikatnie, gdy raz po raz jeden z palców niby przypadkiem zahaczył o coraz bardziej spragnioną dotyku perełkę. Biodra Agnieszki wręcz instynktownie poszukiwały kontaktu z dłonią Adama. Chciała by pieścił ją, by przestał się drażnić, a jednocześnie coraz mocniej pragnęła stracić rozum przez jego przerywane pieszczoty. Wciąż była na krawędzi przyjemności i drażniącej łaskotki, która wprawia ją w drżenie. W ułamku sekund zmieniał on tempo i natężenie nacisku palców, nieprzerwanie pieścił ją i przestawał, by znów przejechać lekko palcem po wrażliwych punktach. Agnieszka wiła się w ekstazie i niespełnieniu jednocześnie. On postanowił jeszcze mocniej zawrócić jej w głowie. Nie przerywając torturującej pieszczoty, zbliżył usta do jej ucha i zaczął szeptać do niej czułe słowa, których już dawno nie słuchała. Opowiadał jej jedną z historyjek erotycznych, które wprawiały ją w dobry nastrój i pozwalały uwolnić wodze wyobraźni, a obydwoje mieli jej sporo. Uwielbiała, gdy szeptał jej do ucha pikantne historyjki, jednocześnie pieszcząc dłonią jej łechtaczkę. Co jakiś czas przerywał opowiadanie, tylko po to, by pocałować ją w spragnione dalszych słów ucho lub polizać gorącą szyję i dmuchnąć w nią niespodziewanie. Tym razem znów szybciutko odpłynęła, jak wtedy gdy totalnie zakochana odkrywała dopiero współżycie z Adamem i każda nowość fascynowała ją bezgranicznie niemal. Czuła się znów zakochana, powoli czuła jak jej ciałem wstrząsają dreszcze i nie kontroluje już ani oddechu ani głosu. Krzyknęła głośno, tak że echo poszybowało taflą wody między drzewa, z których w górę poderwało się stado dzikich ptaków. Krzyknęła raz jeszcze i znów. Wykrzykiwała wszystko to, co nigdy nie miało zostać wypowiedziane, wszystkie przykre rzeczy wyrzucone z jej duszy krzykiem wywołanym przez orgazm. Agnieszka poczuła jak w głowie wiruje jej mnóstwo kolorów, odcienie karteczek i poduszek zmieszane z błękitem nieba w roztańczonym, jak kalejdoskopie seansie barw i ruchu przed niewidzącymi oczami. Jęknęła przeciągle raz jeszcze i opadła na poduszki, rozluźniając wszystkie możliwe mięśnie w jej ciele.

    Poczuła znajomy zapach i cień, który nieco przytłumił światło, jakie dostawało się przez jej zamknięte powieki. Leciuteńko otworzyła oczy i spostrzegła twarz Adama, który uśmiechał się nad nią. Gdy tylko złączyli się spojrzeniami, obydwoje natychmiast ruszyli w swoją stronę, jak rażeni prądem. Najszybciej jak to było możliwe odnaleźli swoje usta, ramiona chaotycznie szukały dogodnej drogi do oplecenia partnera, by pod żadnym pozorem nie oddalił się na odległość uniemożliwiającą pocałunek. Spragnieni siebie bez reszty oddali się całowaniu. Rzucili wszystko i płynęli się całować. Wszelkie plany i przyziemne sprawy nie miały znaczenia. W końcu mieli tylko siebie. Pocałunek trwał i trwał. Zwalniali, przyspieszali. Przerywali i znów rzucali się na siebie, by przestać za chwilę. Łódka bujała się już całkiem niebezpiecznie. Chłopak pospiesznie objął ją w ciasnym uścisku, by uspokoić „Helenę” . Agnieszka poczuła się tak cudownie spełniona, gdy silny uścisk nie dał jej wyboru, jak tylko oddać się mu i pozostać zamkniętą i nieruchomą w kochanych ramionach. Nie chciała by rozluźnił uścisk choć na jotę, choć wciąż pragnęła więcej dotyku. Chciała oddać się przyjemności bez reszty. Poza tym czuła jak jego męskość wręcz pulsuje w spodniach. Nie chciała dłużej czekać. On jednak miał inne plany. Gdy tylko „Helena” przestała się bujać, szybkim i niespodziewanym ruchem zerwał z niej majtki. Strzępki materiału wyrzucił za burtę i wciąż w niebywałym tempie zmienił pozycję na pokładzie, lądując twarzą pomiędzy nogami dziewczyny. Delikatnie ujął uda Agi, która wyczuła co się święci. Adam zbliżył usta do jej szparki. Złożył na jej kobiecości pocałunek, długi i bardzo mokry. Dziewczyna znów była podniecona, wciąż nie zaspokoił jej jak należy, ale chciał odpowiednio rozgrzać ją, by nacieszyć się każdą chwilą twórczo uprawianej miłości. Zagłębił się językiem w cieplutkie wnętrze kobiety. Wsuwał go najgłębiej jak umiał i powolutku pieścił szukając coraz to nowych czułych punktów. Palcami gmerał przy łechtaczce, znów wzmagając doznania. Przesunął wreszcie usta do góry i całował z językiem jej perełkę, zastępując palce w pieszczocie. Jego język tańczył po niej i nieprzerwanie wysyłał falę przyjemności. Agnieszka pojękiwała cicho, pragnęła coraz mocniej poczuć go w sobie. Nie chciała jednak niczego przyspieszać. Chwila trwała i trwała, a jej rozkosz zdawała się być czymś co już nigdy nie przestanie istnieć. Odpływała kompletnie. Znów czuła się jak w krainie czarów. Przestawała dostrzegać realny świat tak kompletnie, że świat przyjemności i miękkich poduszek zdawał się być tym właściwym. Nawet nie wiedziała jak ma tam wrócić. Poczuła za to coś innego. Świat po drugiej stronie lustra wody, zdawał się zaskakiwać bez końca.

    Kolejne doznanie przyszło, gdy niespodziewanie w jej szparkę powoli wsunął się naprężony penis. Agnieszka nie wiedziała, czy to się dzieje naprawdę, czy tylko urzeczywistniają się jej najgłębsze fantazje w świecie po drugiej stronie lustra wody. Była w siódmym niebie, „Helena” kołysała ją w rytm pchnięć jej kochanka. Wsuwał się w nią raz za razem, wciąż w tym samym tempie, w nieskończonej liczbie pchnięć, wciąż podniecony do granic, dostarczał swej kobiecie kolejnych dreszczy. Jej bliski orgazm, pobudził Adama do jeszcze większego zapału. Posuwał ją w szaleńczym tempie, nie zważając na niebezpieczne rozkołysanie łódki „Heleny”. Dziewczyna też nie przejmowała się niczym, oplotła kochanka nogami, była już bardzo blisko, czuł to. Nie zwalniali. Na jeden szalony moment obydwoje stracili kontrolę, obydwoje naraz wydali z siebie jęk przyjemności, obydwoje doszli w tym samym momencie. Ich krzyk nagle zmienił ton, gdy rozkapryszona „Helena” nie zniosła dłużej ich igraszek i obróciła się do góry dnem, a kochankowie z pluskiem wpadli do wody. Szybciutko wykaraskali się łapiąc powietrze z trudem, przez wodę w płucach i śmiech, którym obydwoje wybuchali niekontrolowanie. Objęli się mocno i runęli na ziemię, wciąż trzęsąc się przyjemności, strachu o życie i śmiechu, którego tak im brakowało.

    Tak bardzo im tego brakowało.

    To były bardzo udane dni. Tak jak i kolejne po nich.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Janusz Mazowiecki
  • Arabska noc

    Syria rok 1625, okolice pałacu Kalifa…

    Lydia obudziła się tego dnia pełna zapału, wraz z innymi tancerkami przez wiele tygodni przygotowywała się do premiery spektaklu, który miał oglądać sam Kalif we własnej osobie. Podniecenie, trema i wizja możliwości jakie się przed nią otwierały wprawiały w nabuzowany euforią nastrój. Lydia była najlepszą tancerką z grupy i wiedziała, że ma szanse spodobać się komuś z dworu i po cichutku liczyła na to, że wpadnie w oko samemu władcy, a to dawałoby życie w luksusie na lata.

          Zbliżał się wieczór i budynek teatru tańca powoli napełniał się publicznością. Zapachy i hałas niosły się aż do komnaty gdzie dziewczęta przygotowywały się do premiery. Większość młodych była pełna obaw, ale Lydia wraz z kilkoma starszymi dziewczętami wybrała się w ich ulubione miejsce, gdzie zza ciężkiej kotary można było zerknąć okiem na pokój cyrkowych akrobatów, którzy występowali tuż przed ich tanecznym pokazem. Jak zwykle dziewczyny miały szczęście… grupa umięśnionych i wysportowanych mężczyzn właśnie się przebierała i rozciągała się zupełnie nago, tak jak mieli to w zwyczaju. Z trudem powstrzymały chichot i pozajmowały wygodne pozycje by jak najmniej umknęło z ich prywatnego pokazu.

        Na pierwszym planie jeden z gimnastyków podciągał się na drążku. Jego muskularne ramiona wyraźnie zwiększały nacisk na skórę, gdy całe napięte ciało szło w górę z cichym westchnieniem wysiłku. Nogi, które u zbiegu ud tworzyły doskonały kształt pośladków, lekko wygięte sprawnie unosiły ciężar ponad drążek, po czym spadały z impetem, tworząc z resztą ciała atlety perfekcyjną całość, gdy po wyskoku lądował miękko na ziemi, ukazując całą resztę godnej podziwu męskości. To nie był koniec atrakcji dla tancerek, kątem oka zauważyły że do komnaty wszedł najstarszy z akrobatów, lecz bez wątpienia najlepiej zbudowany. Początkowo zasmucone dziewczęta widokiem ubranego sportowca, uśmiechały się szeroko gdy powoli rozpinał guziki koszuli. Z każdym kolejnym odsłaniał się kawałek ciała, mocno opalonego i cudownie urzeźbionego. Po chwili rozpięta koszula wisiała jedynie na ramionach, które prześwitywały przez cienkie rękawy. Dłonie z długimi palcami rozsznurowywały wprawnie wiązania spodni. Gdy w samej bieliźnie schylił się by rozciągnąć potężne plecy, Lydia spostrzegła rękę dziewczyny po swojej lewej stronie, która lekko wsunęła się pod swoją spódnicę, rozchylone usta, które oblizywała raz po raz wydały ledwo słyszalny jęk. Tancerka uniosła nieco biodra do góry i rozchyliła mocniej nogi, a po drugiej stronie kotary atleta już całkiem nagi stał przodem do ukrytych w ciemności tancerek i prezentował piękny kształt penisa zwisającego dumnie między mocnymi udami. Ten, jak i reszta mężczyzn był cały wydepilowany, co dziewczyny poznały, gdy najbardziej zakryte skrawki ciała odsłaniały się przed nimi się podczas rozciągania wszystkich mięśni, demonstrując najdziwniejsze pozy, niemożliwe do dokonania przez zwykłych ludzi. Kulminacją było utworzenie ludzkiej piramidy, którą akrobaci sprawnie postawili, wspinając się na siebie i tworząc niezwykłą i nagą rzeźbę wielu wysportowanych ciał, zgranych jak jedno. Lydia usłyszała coraz głośniejsze westchnienia ze wszystkich dziewczęcych ust i szybko wycofała się, by uniknąć wykrycia. Czerwona na twarzy i niesłychanie podniecona ruszyła w głąb opuszczonej części budynku. Jej kobiecość domagała się dotyku, pieszczot i rozkoszy, jednak Lydia nie chciała tracić koncentracji przed występem. Dotknęła się raz. Tylko jeden krótki raz by choć na chwilkę uspokoić rozbudzoną żądzę. O jeden raz za dużo jak się okazało, z oddali dostrzegła postać w czerwonym płaszczu, nie było wątpliwości – widział ją przez cały czas. Strach dodał jej skrzydeł i pomknęła jak strzała do bezpiecznej komnaty, cała zawstydzona i dysząca z przyjemności i adrenaliny. Występ był tuż.

            Wyuczone ruchy i doskonała forma Lydii nie pozostawiały miejsca na pytania – była najlepsza. Oklaski i okrzyki jakie towarzyszyły jej przy każdej skomplikowanej sekwencji napawały dumną i energią. Nie omieszkała jednak szukać wzrokiem Kalifa by jak najlepiej zaprezentować się właśnie w jego stronę, wydawało jej się że co jakiś czas w ciemnej loży u boku błysnęła czerwień płaszcza, ale może to było złudzenie… Lydia nie myślała o tym długo i podczas kulminacji występu ukłoniła się wśród morza braw i okrzyków rozentuzjazmowanej publiczności. Zadowolona i niesiona dopingiem zbiegła do komnatki.

        Na stoliku leżał list z pieczęcią Kalifa. Poznała znak od razu, taki sam widniał na monetach bitych w całym kalifacie. Drżącymi rękami rozwinęła papier:

    – „Twój taniec to poezja, pragnę zobaczyć więcej. Ozdobisz ucztę swoją obecnością i talentem. Przyjdź z listem do południowej bramy pałacu. Nocą.”

    Lydia westchnęła. Zdawało się, że oto nadarza się okazja by zatańczyć na słynnej uczcie Kalifa, gdzie zaprasza się najzdolniejszych artystów i tancerzy by uświetniali barwne życie dworskie władcy tych ziem. Nie mogła przestać czytać listu raz po raz, coraz wyraźniej uświadamiając sobie ogrom szczęścia. Do nocy pozostało jeszcze kilka godzin. Należało przygotować się należycie…

    później

    Pełna obaw ruszyła w stronę bramy. Jasny półksiężyc unosił się nad pałacem Kalifa rozświetlając fantazyjnie zdobiony dach kopuły. Tuż przy wrotach stał tylko jeden strażnik w hełmie zasłaniającym pół twarzy. Stał sztywno w lekkiej zbroi, w dłoni trzymając zakrzywiony berdysz. Dziewczyna bez słowa pokazała mu list i chwilę poczekała na reakcję. Gdy już myślała, że gwardzista nie zwraca na nią uwagi, poruszył głową i wziął do ręki kartkę i schował za pas, uniósł lewą rękę i kazał iść za sobą. Spacerowali w milczeniu przez urokliwy fragment ogrodów pałacowych, które w świetle księżyca tworzyły z licznymi oczkami wodnymi imponujący widok. Lydia coraz mocniej pragnęła stać się częścią dworu, marzyła by nocą przechadzać się licznymi alejkami i wykorzystywać zakamarki, na schadzki z przystojnymi oficerami gwardii Kalifa. Przyjrzała się od tyłu postawnemu żołnierzowi, za którym podążała w stronę pałacu, nie wyglądał tak dobrze jak akrobaci, ale niczego mu nie brakowało, a w jego sposobie poruszania się dało się wyczuć zdecydowanie i grację drapieżnego kota. Mężczyzna stanął obok otwartych drzwi i wskazał kierunek młodej tancerce. Lydia weszła w słabo oświetlone wnętrze za krótkim korytarzem. W pomieszczeniu paliło się mnóstwo świec. W oddali ku jej osłupieniu zauważyła postać w czerwonym płaszczu odwróconą plecami. W nikłym płomyku kaganka umykały jednak szczegóły tej sylwetki. Lydia zbliżyła się kilka kroków do przodu i wtedy ktoś delikatnie dotknął jej pleców. Nie poruszyła się, wciągnęła powietrze i lekko odwróciła głowę, jednak palce przesunęły się na kark i ponownie znieruchomiała. Powiewająca kotara wpuściła nieco więcej światła do komnaty. Czerwony płaszcz jak się okazało wisiał na manekinie, a jego właściciel właśnie dotykał Lydię coraz śmielej raz jedną raz drugą dłonią.

    -Twój taniec to poezja – wyszeptał cicho ponad jej uchem. Dłoń przesunął na włosy i gładził je wprawiając Lydię w coraz większe zakłopotanie. Powoli jednak dziewczyna poddawała się dotykowi tajemniczego mężczyzny. Przysunął się do niej i dłonie oparł na jej nagich ramionach, fragmenty sukni sfrunęły w dół odsłaniając pierwsze fragmenty jej ciała. Chciał więcej, przesunął rękami znów, uwalniając piersi dziewczyny z delikatnego materiału jej sukni. Ledwo wyczuwalnym dotykiem pobudzał jej sutki dotykając raz jednego raz drugiego całując kark dziewczyny wilgotnymi ustami. Lydia czuła jego przyspieszone tętno, jednak ruchy mężczyzny nadal pozostawały powolne i hipnotyzowały ją całą. Ciało tancerki powoli traciło kontakt z rozumem. Ponownie rozbudzona kobiecość była wilgotna, Lydia pragnęła obrócić się i spojrzeć na swojego kochanka, jednak ponownie powstrzymał ją mocniejszym uściskiem. Nie protestowała. Pozwoliła by jego prawa ręka zjechała po brzuchu w dół. Mężczyzna poczuł jej podniecenie i intensywniej pieścił łechtaczkę kreśląc palcem kręgi i ósemki. Lydia poddawała się z każdą sekundą. Pieszcząca dłoń przyspieszała i ustawała na przemian sprawiając dziewczynie rozkoszną torturę niespełnienia. Chwila rozciągnęła się w czasie i trwała w nieskończoność. Lydia nie chciała pozostawać bierna, swoją dłonią zaczęła szukać klamry pasa stojącego za nią mężczyzny. Pozwolił jej na to i po chwili dziewczyna zręcznie pozbawiła go fragmentu odzieży. Poczuła na swoich plecach rozkoszne ciepło wilgotnej męskości, która pulsowała w rytm uderzeń krwi. Zadowolona z efektu swoich działań posunęła się jeszcze dalej i przesuwała delikatnie palcami po sztywniejącym penisie swojego adoratora. Mruczał cicho gdy zaciskała całą dłoń przesuwając ją w górę i w dół. Po raz trzeci postanowiła się odwrócić i tym razem wprawny szybki ruch tancerki umknął dłoniom trzymającym coraz delikatniej. Zaskoczony mężczyzna powstrzymał się od interwencji, gdy poczuł jak usta tancerki błądzą w pobliżu jego penisa. Wprawne ruchy języka Lydii coraz bliżej i bliżej przesuwały się ku upragnionej przez jego ciało pieszczocie. Cudowne ciepło kobiecych ust i wilgotność jej wnętrza uwolniło z jego gardła jęk, który starał się powstrzymać. Nie umknęło to jej, zwolniła rytm i pulsującym wolnym ruchem całej głowy zanurzała jego czubek coraz głębiej, pieszcząc dolną część penisa językiem. Raz po raz mocniej przyciskała się do jego skóry, zasysając ją między swe usta. Obracała dłonią arytmicznie, by jeszcze mocniej podniecić swego kochanka. Mężczyzna jęczał cicho i gładził Lydię po włosach, które opadały wraz z rytmem jej głowy, znajdującej się u zbiegu drżących z przyjemności ud. Nagle poderwał ją do góry, chwycił blisko przyciskając się do jej piersi. Zaglądnęła w jego ciemne oczy, błyszczące w blasku licznych świec. Uśmiechał się lekko i przysunął się razem z ciałem Lydii do ściany. Uniósł jej udo zdecydowanym ruchem. Mokra kobiecość zapraszała, kusiła go, nie mógł już dłużej wstrzymywać swoich pragnień. Wszedł w nią wolno, z początku nieruchomo napierając jedynie biodrami, by po chwili całe ciało wprawił w płynne ruchy, które dostarczyły dziewczynie fale przyjemności. Z każdym naporem jego męskości w jej wnętrzu budziło się spełnienie. Nie jęczała głośno, cichutkie westchnienia rozkoszy, rozpalały jej kochanka, prowokowały do mocniejszej zabawy. Przyspieszył i długo nie czekał na efekt. Lydia zadrżała i mocno wbiła palce w jego ramiona. Z jej ust dobiegło długie westchnienie, półprzymknięte oczy zakryła mgła, a rozum przestał na moment władać ciałem dziewczyny. Oparła się o mężczyznę, który jeszcze kilkukrotnie przysunął się mocniej w jej stronę, ciągle pozostając w jej wnętrzu. Osunęła się na kolana i przyjęła w rozchylone usta niezaspokojonego członka. Bez trudu znów rozpaliła emocje swojego kochanka z uśmiechem triumfu obserwowała jak nasienie wytryska w różnych kierunkach, gdy przyspieszyła ruch ręki. Mężczyzna skwitował wszystko głośnym jękiem ulgi i przyjemności. Jego ciało drżało chwilę, by zaraz opaść na miękkie poduszki tuż u boku nagiej tancerki.

    Mężczyzna legł ciężko na posłanie i oddychał z uśmiechem szczęścia, na młodej, ale poznaczonej kilkoma drobnymi bliznami twarzy pod prawym okiem. W jego oczach widać było inteligencję, energię i pewną dozę bezczelności. Kilka zmarszczek ledwo widocznych w świetle księżyca i kilkanaście siwych pasemek na ciemnych jak noc włosach, świadczyły o jego przeszłości. Nie był niedoświadczonym młokosem, mimo młodego wieku musiał sporo przejść. Lydia zauważyła to i podsunęła się bliżej jego twarzy, by popatrzeć mu w oczy. Milczeli przez chwilę, lekko uśmiechając się co jakiś czas. Z każdym razem coraz śmielej.

    – Jestem Lydia. – Powiedziała cichutko wprost do ucha leżącemu obok młodzieńcowi.

    – Zaheed. – Odpowiedział bez wahania. Lydia jeszcze raz zbliżyła swoje usta do jego twarzy. Pocałowała go. Całowała długo, przesuwając swoją dłoń po jego odsłoniętym torsie, ku niedawno zaspokojonej męskości. Penis zwisał swobodnie, dłoń dziewczyny rozpoczęła delikatne pieszczoty, by znów poczuć go w sobie. Pragnęła tego jeszcze mocniej. Jej język powędrował do ucha Zaheeda. Mruczała mu cichutko do ucha, gdy poczuła jak jego męskość powolutku nabrzmiewa w jej małej dłoni. To pobudziło go jeszcze bardziej. Chwycił ją mocno za ramiona. Przesunął w górę łóżka, a sam zanurkował między jej nagie uda. Poczuł jej zapach i wilgoć, jej kobiecość wyglądała cudownie, tak bardzo zapragnął poczuć ją językiem. Złożył na jej udach kilka pocałunków, powoli zbliżając się do ich zbiegu. Dotykał czubkiem nosa jej łechtaczki. Naciskał ją delikatnie i przesuwał na boki, drażniąc wciąż jedynie za pomocą nosa. Po chwili dołączyły jego palce. Zakreślając coraz ciaśniejsze kręgi wokół jej kobiecości, Zaheed pieścił jej skórę w najwrażliwszych miejscach. Lydia rozochociła się na dobre, rozchylając uda nie pozostawiała już żadnych tajemnic przed oczami kochanka. Była gotowa oddać mu się, choćby natychmiast. Czuła się częścią pałacu i luksusowej komnaty, miała okazję być pieszczona jak księżniczka i tak właśnie się czuła. Spełnienie nadchodziło wielkimi krokami. Młodzieniec wreszcie pocałował ją, wyciągnąwszy język przesuwał nim od góry do dołu, by nie zmarnował się żaden wrażliwy na dotyk fragment jej kobiecości. Jego delikatne palce ustępowały językowi, który wdzierał się w nią jak dziki wąż. W niekontrolowany sposób, dostarczał jej przyjemności, której nie mogła opanować. Zaczęła jęczeć. Coraz głośniej, gdy orgazm był coraz bliżej. Zacisnęła swe uda, gdy Zaheed w szalonym tańcu, rozpętał prawdziwą burzę w jej wnętrzu. Jego język śmigał po najwrażliwszym jej punkcie, wprawiając ją w drżenie. Każdy mięsień tancerki wił się w ekstazie, gdy osiągnęła szczyt. Młodzieniec zwolnił nieco, ale nie przestawał pieścić, składając coraz bardziej wolne hołdy, w postaci leniwych pocałunków i muśnięć końcówką języka. Lydia odpływała gdzieś daleko w świat, którego nigdy wcześniej nie znała. Nie spodziewała się bowiem wtedy, że tak zacznie się nowy etap w jej życiu, a Pałac stanie się jej nowym domem.

    c.d.n.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Janusz Mazowiecki