Author: admin

  • Patchworkowa rodzina – czesc trzecia – Tomek

    Minął miesiąc odkąd Tomek widział swoje przyrodnie rodzeństwo w akcji. Choć wiedział, że Maja widziała go w momencie, kiedy przyjmowała gorącą porcję nasienia na swoją twarz, to przez ostatnie dni nie dawała nic po sobie poznać. Jakby sytuacja nie miała miejsca. Tomek nie mógł zapomnieć o tym ani przez chwilę. Co noc odtwarzał sobie gorące usta Mai zaciskające się na mokrym, twardym kutasie brata, jednocześnie masując swoje przyrodzenie. Wspomnienie jej wyuzdanego wzroku i satysfakcji kiedy doprowadziła brata do ostateczności, podniecał go momentalnie. Właściwie zrobił z tego wieczorny rytuał. Kilkukrotnie wyobrażał sobie nawet, że to on stoi przed klęczącą Mają i właśnie jego prosi by trysnął na jej twarz. Kończył wtedy ekspresowo. Sytuacja zmieniła się pewnego środowego wieczoru. Leżał na łóżku swoim pokoju, czytając kolejną z książek Kinga, kiedy Maja zapukała do pokoju i uchyliła drzwi. – Cześć Tomek. Nie przeszkadzam Ci? Mam wielką prośbę – zapytała słodko. Tradycyjnie, była ubrana w bardzo dopasowane ciuchy. Krótkie szorty świetnie opinały zgrabną pupę. Można było zaryzykować stwierdzenie, że nie ma na sobie majtek. Koszulka na ramiączkach równie dobrze przylegał, uwidaczniając piersi i sutki, szczególnie ten prawy. Przebity kolczykiem. – Hej Maja, trochę się nie spodziewałem. Jak mogę Ci pomóc? – zapytał mocno zmieszany Tomek. Jej ewidentnie odznaczające się kształty, od razu rzuciła się w oczy. Dynamicznie weszła do pokoju i usiadła na połowie łóżka, po prawej stronie. Dopiero teraz dostrzegł, że w ręku ma aparat – Zupełnie wypadł mi z głowy projekt do mojego koła artystycznego. Potrzebuje męskich zdjęć. Jest już późno a tylko Ty aktualnie jesteś pod ręką. Jest jeden problem – Jaki? – starał się jak mógł, patrzyć jej w oczy, ale wzrok co chwile uciekał na zarys sutków. Złapał się na tym, że chciałby jej dotknąć, a może nawet wsadzić w usta – To jest dość awangardowe koło. Skupiamy się na nagości totalnej. Staramy się oddać naturalną ludzką seksualność w jak najbardziej naturalny sposób – Chcesz powiedzieć, że mam pozować nago? – jego głos aż zadrżał, ze zdziwienia. – Dokładnie tak, ale niczym się nie przejmuj, fotografujemy ciało lecz bez twarzy, aby w pełni zachować prywatność modeli. Nikt nie będzie wiedział, że to Ty – Wiesz, ja nie czułem, i nie czuje się modelem. Nie jestem muskularny ani nie mam szczególnie męskiego ciała. Powinnaś zapytać kolegów Marka. – Mówiłam. Niczym się nie przejmuj Tomek. Potrzebujemy każdych ciał bo w każdym drzemie seksualność. Takiej fizjonomii jak Twoja jeszcze nie fotografowałam. Nie daj się prosić – zagadała zalotnie Miał straszny mętlik w głowie. Od miesiąca masował kutasa, wyobrażają sobie swoją przyrodnią siostrę w oralnym uniesieniu, a teraz miał przed nią stanąć zupełnie nago. – Dobrze, niech będzie – chyba stracił panowanie nad sobą, bo miał wrażenie, że to nie on wypowiada te słowa – Świetnie. W takim razie rozbierz się i stań przede mną tu na środku, na tle zasłon. Z pokojowym światłem będzie się dobrze komponować. Ustaw się do mnie bokiem Zdejmując koszulkę i spodnie zdał sobie sprawę, na co się zgodził. Kiedy zdjął już skarpetki i zostały tylko bokserki, dopadły go poważne wątpliwości – Wiesz Maja to chyba nie jest dobry pomysł. Chyba nie czuje się na siłach. – Przestań Tomek, nie ma się czego wstydzić, to nie jest porno tylko sztuka – podeszła do niego i szybko zsunęła bokserki. Widok, który ujrzała wprawił ją w zaskoczenie. Olbrzymie zaskoczenie Owszem jego postura w niczym się nie wyróżniała, ale penis, który przed nią wisiał już teraz wydawał się sporych rozmiarów. Jak dla takiej koneserki kutasów, to mogła być niezła gratka. Miała wrażenie, że może być większy niż Marka. Dodatkowo był też dokładnie wydepilowany. Na jądrach ani na wzgórku łonowym nie widziała ani jednego włoska. Po jego powierzchowności spodziewała się góry włosów łonowych, przez które ledwie przebijał się niewielki penis. – Widzisz. Nic wielkiego się nie stało, a stoisz nago przede mną. Dobrze teraz ustaw się jak początkowo prosiłam, żeby nie zdradzać wszystkiego na wstępie Tomek powoli zaczął nabierać pewności. Nie miał zielonego pojęcia o pozowaniu a tym bardzie nago, jednak stosował się do zaleceń, a Maja cykała zdjęcie za zdjęciem. Dopadło go jedno pytanie – Maja a co będzie jak ktoś wejdzie? – Powiemy prawdę, że to zdjęcia na studia. Poza tym, już nie takie rzeczy się tutaj działy. A teraz usiądź na łóżku w rozkroku Nie był pewien co usłyszał. „Nie takie rzeczy się tutaj działy?” To znaczy, że obciąganie bratu to tylko przedsmak zagadek tego domu? Z plątaniny myśli wyrwała go Maja – Szybciutko Tomek, muszę jeszcze obrobić te zdjęcia. Usiądź i rozłóż nogi. O tak Stosował się do jej zaleceń jak zahipnotyzowany. Ta sytuacja trochę zaczynała go podniecać, czuł, że jego penis delikatnie podryguje – Dobra Tomek, zostajesz w tej pozycji tylko Twój penis przydałby się twardszy. Możesz go pomasować? – Co? Mam sobieee ma ma ma – z niedowierzania zaczął się jąkać – Dobra, sama sobie poradzę. Podeszła do niego i uklęknęła, polizała obficie dłoń i chwyciła jego drgającego penisa Tomek zwariował. Czuł, że to chyba mu się śni. Cały miesiąc walenia konia i wyobrażeń a tutaj zupełnie spontanicznie, Maja zaczyna masować mu kutasa. Nieświadomie zamknął oczy – Złociutki, mówiłam Ci, że to nie porno. Dobrze, że jeszcze nie pojękujesz. Otwórz oczy i skup się – ze śmiechem docięła mu dziewczyna, cały czas masując penisa. Z każdą kolejną chwilą robił się twardszy, większy a jego główka nabierała koloru bordo. Teraz miała już pewność, że jest obfitszy niż Marek. Zaczęła czuć wilgoć między nogami. Czuła, że ten wieczór może się skończyć czymś białym i lepkim. Tym razem w ustach. – Dobra, trochę stwardniał, na razie wystarczy. Wstań i ustaw się jakbym miała klękać przed Tobą Tomek znowu posłusznie wstał. Maja faktycznie klęczała przed nim, ale nie z otwartymi mokrymi ustami ale obiektywem, którego przesłona zamykała się raz za razem. Zupełnie nie ogarniał rzeczywistości w jakiej się znajdował. Miał wrażenie, że nawet jego kutas jest poza nim. Totalnie abstrakcyjne odczucie – Dobra Tomek, potrzebujemy więcej twardości Tym razem Tomek świadomie włączył się do pomocy. Napluł na niego i zaczął masować. Maja podświadomie zaczęła się uśmiechać. Teraz była naprawdę mokra. Tomek to nie był ideał męskiego ciała, ale jego kutasa znacznie mocniej zaczęła sobie wyobrażać w ustach Tomek robił co mógł, ale mimo szczerych chęci, szaleństwo tej sytuacji nie pozwoliło mu twardnieć. – Dobra. Daj go. Chwyciła go w dłoń, a potem szybko wzięła w usta, i z impetem zaczęła mocno poruszać głową. Wiedziała jak się zająć kutasem, zwłaszcza tak młodym. Jak za pstryknięciem palca, stwardniał i to tak, że czuła pod językiem żyły. Był dobry w smaku. Zdała sobie sprawę, że czerpie z tego sporo przyjemności. Ręką zaczęła masować jądra Tomek mentalnie odleciał. Czuł się jakby cała przyjemność świata rozlewała się po komórkach jego ciała. Maja obrabiała jego kutasa lepiej, niż mógł sobie wyobrazić. Żaden Pornhub się do tego nie umywał – Tomeczku, masz niezły sprzęt. Jądra też niczemu sobie, jak odbyt? Lubisz tam paluszki? – to było pytanie, które nie czekało odpowiedzi. Jej usta rytmicznie pracowały na kutasie, jedna ręka masowała jądra a druga szybko zaczęła masować odbyt. To była dla Tomka za wiele. Znów zaczął czuć swojego kutasa, i poczuł go wtedy kiedy właściwie nasienie wystrzeliwało z jego główki. Nie zdążył nawet ostrzec Mai Jej doświadczenie, pozwoliło się na to przygotować. Sama twardość jąder zwiastowała, że zaraz poczuje nasienie w ustach, a masaż odbytu jest zawsze „iskrą na beczce prochu”. Wystrzelił szybko, obficie. Nasienie było gorące, delikatnie słonawe, ale cholernie smaczne. Wiedziała, że jeszcze nie raz będzie je miała w ustach. Wyczyściła go do słucha, aż ugięły mu się kolana – Czy to koniec zdjęć? – zadał najgłupsze pytanie jakie mógł. W momencie kiedy skończył ruszać ustami, zalał się falą czerwieni na twarzy. Maja już wstała, zebrała palcem resztki nasienia które wypłynęły jej z ust i szybko go oblizała. Głupku. To od początku nie chodziło o zdjęcia. Masz pysznego kutasa. Będę go jeszcze potrzebować – po czym wzięła aparat, zakołysała biodrami i szybko opuściła pokój, wesoło pogwizdując

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Antek Tomsky
  • Prezent

    Drzwi były zamknięte. „Pewnie poszedł jeszcze coś szybko kupić” – zaśmiałem się w duchu. Szybko jednak uśmiech został zastąpiony przez grymas niezadowolenia. „Dlaczego zapomniał? Jest aż tak obrażony? O co mu do cholery chodziło?” Przecież w ostatnim czasie ani się nie sprzeczaliśmy, ani nie wydarzyło się nic, co mogłoby wpłynąć na jego humor. Co prawda, od jakiegoś czasu odmawiał, gdy starałem się zachęcić go do jakichkolwiek pieszczot. Może nie powiedział wprost, że nie ma ochoty, ale widziałem po jego nastawieniu, że nic z tego nie będzie. Więc odpuszczałem, z dnia na dzień stając się coraz bardziej sfrustrowany tą nietypową abstynencją. „Może coś się stało i nie chce mi powiedzieć? Coś z jego mamą? Nie no, chyba nie bałby się przede mną zwierzyć… chyba.” Kolejne zmartwienia zaczęły pojawiać się w mojej głowie, podczas gdy szukałem kluczy w torbie. „A co jeśli… ale dlaczego? Przecież to on nie chcę się kochać.” Kiedyś mogliśmy to robić parę razy w ciągu weekendu. Wyprężał się przede mną jak kotka w rui. Sięgał do mojego rozporka, gdy oglądałem telewizję. Zrywał ze mnie ubrania, jakbym miał się od nich poparzyć. Bawił się moim penisem przez dobre pół godziny zanim, rozpoczynając od liźnięć główki i delikatnych pociągnięć po trzonie, nieprzymuszony, połykał go w całości, patrząc mi w oczy i krztusząc się zachłannie. Następnie, każda znana nam pozycja i jego ciche, niemalże szepczące pojękiwania. Tak, och jak dobrze. Jeszcze chwilę, jeszcze nie kończ. Jego nogi oplatające moje, przyciągające mnie bliżej i bliżej, bym mógł penetrować go głębiej niż godzinę wcześniej. Jego ekstatyczne grymasy twarzy, przy każdym pchnięciu moich bioder. Jego przyspieszony oddech i kurczące się stopy, gdy był już blisko. Stłumione okrzyki, ukrywane przed sąsiadami, gdy nakierowawszy mój penis na jego prostatę, dochodził na swoją rozgrzaną pierś, nierzadko oblewając podbródek czy twarz. Krótkotrwały stan nieważkości, po chwili ustępujący zwierzęco-dzikiemu spojrzeniu i rozkazom, bym w nim skończył. Moje dłonie ściskające jego uda, gdy niczym męczennik, znosił kolejne gwałtowne wepchnięcia. Mój swawolny język na jego stwardniałych sutkach i jego dłonie w moich włosach. Spragnione usta, niemo wołające o nastanie przypływu. Niedźwiedzie pomruki, stopniowo przeradzające się w odgłosy walczących lwów. Kamienne odrętwienie na chwilę przed erupcją. I ostateczne zwieńczenie godów sodomitów, pod postacią przelania się czary rozkoszy. A po tym… po tym wszystkim, delikatny, lecz niemalże namacalny, zapach nirvany. Nasze ramiona splatające się we wiecznym dążeniu do zjednoczenia dwóch ciał. Pocałunki, które zdawały się mówić więcej niż słowa. Żar, rozgrzewający nas obu niczym płomień ogniska, między pielgrzymami. Przystanek na drodze ku wieczności. Więc jak mógłbym uwierzyć, że mnie zdradza? Jak uwierzyć, że ten akt, tak szczery i prawdziwy, nie wystarczał mu w zaspokojeniu jego potrzeb. Dlaczego w moje urodziny? Dlaczego teraz, gdy właśnie miałem przestąpić próg naszego domu?

    Pierwsze, co jednocześnie uspokoiło moje serce i przyspieszyło jego bicie, było ujrzenie poświaty lampki nocnej, sączącej się z naszej sypialni, by osiąść na ścianie korytarza. „Coś się stąło… coś złego.” Pomyślałem odruchowo. „Dlaczego zamknął drzwi, skoro jest w domu?”

    – Hej! Wróciłem! – zawołałem zlękniony, lecz starając się nie ukazać tego po moim tonie. W odpowiedzi, usłyszałem jedynie dźwięk sunącej w dół windy na klatce schodowej, wezwanej przez kolejnego wracającego do domu z pracy mieszkańca bloku. Zamknąłem za sobą drzwi i przekręciłem w zamku klucz, zostawiając je w stanie jak sprzed chwili. Energicznym ruchem zrzuciłem z siebie plecak i ściągnąłem buty, odpychając je stopą pod ścianę. W domu było ciemno. Poza tą lekką smugą światła z sypialni; żadne inne pomieszczenie nie było oświetlone. Zacząłem naprawdę obawiać się co mnie czeka. „Co jeśli zastanę ich zabawiających się w naszym łóżku?” Chciałem fizycznie wypluć tą myśl, jeszcze zanim nawet zdążyła się w pełni uformować. „Zabiję go? Jego kochanka? Może obu?” Rosła we mnie wściekłość. Choć jeszcze nie znałem prawdy, wszystko zdawało się układać w jedną całość. Na co mu jego nudny narzeczony, skoro znalazł sobie lepszego fagasa z chujem jak maczuga, posturą kulturysty i znajomością pozycji seksualnych, jakby samemu pisał kamasutrę. „Tylko jak ja go zapierdolę, jak on mnie jednym ciosem zetnie z nóg. A chuj z tym, rozjebie mu łeb czymkolwiek co będzie pod ręką.” Powiesiłem kurtkę na wieszaku, delektując się ostatnimi chwilami przed zbrodnią, dopracowując plan i przygotowując się na pierwsze w życiu morderstwo. Wziąłem głęboki wdech i odwróciłem się w stronę drzwi do naszej sypialni. Chociaż nadal nie słyszałem żadnego dźwięku, w mojej głowie wygrywały całe serenady jęków, wzdychań i sapania. Ruszyłem w stronę miejsca, gdzie w ciągu ostatnich dwóch lat zaznawaliśmy rozkosze, o jakich Rzymianie, podczas swoich orgii, mogli tylko pomarzyć. Zbliżałem się do framugi lekko uchylonych drzwi. Położyłem na nich dłoń i wstrzymawszy się na chwilę, jeszcze raz wziąłem głęboki oddech. „Po prostu weź lampkę i celuj w co popadnie.” Pchnąłem drzwi.

    Na łóżku leżał Artur. Oprócz przepaski na oczach i zaciśniętych węzłem nadgarstków, nie miał na sobie niczego. Nie mogąc podeprzeć się na rękach skutych za plecami, wtulał swoją twarz w pościel. Wypięty tyłek opierał na rozchylonych przede mną nogach, stale ruszających się, jakby nie mogąc zapanować nad emocjami. Jego skóra, chociaż wyraźnie rozpalona, na dźwięk otwieranych drzwi, okryła się gęsią skórką. Lekko otwarte wargi i niestabilny oddech zdradzały jego przyspieszony puls. Wygięty i bezprecedensowo poddany czekał na swojego Pana w dniu Jego urodzin.

    Na szafce nocnej postawił lubrykant. Obok niego leżał udekorowana kartka papieru z podpisem „Wszystkiego najlepszego!”. Nie mogłem się nie uśmiechnąć. Choć z początku w szoku, moje uczucie szybko przerodziło się w rozbawienie. „Cóż on znowu wymyślił!” śmiałem się w duchu. Lecz, kiedy odwróciłem twarz, by spojrzeć na jego spięte usta i ciasno splecione dłonie, zrozumiałem, że traktował on ów scenę zupełnie na poważnie. A skoro tak, to i ja musiałem stać się poważny.

    Pierwsze, co usłyszał Artur po chwilowym odczekaniu to dźwięk garnituru zsuwającego się z moich ramion, by chwilę później wylądować na podłodze. Ja, natomiast wsłuchiwałem się jedynie w jego oddech, przyspieszający z każdym moim ruchem. Następnie wykonałem pierwszy krok w stronę łóżka, po czym wyciągnąłem swoją prawą dłoń, by dotknąć jego nagiego biodra. Momentalnie dobiegł mnie stłumiony jęk mojego ukochanego. Przesunąłem swoją dłoń w stronę jego pośladków, wyczuwając każdy nabrzmiały gęsią skórką mieszek. Spojrzałem niżej na jego stopy, które teraz spotkały się ze sobą, skurczone niczym dłonie niepewnego, oczekującego reprymendy. Ja, jednak, sięgnąłem do jego ramion, przesuwając najpierw delikatnie po jego splecionych palcach. W tym samym momencie ustawiłem się tak, by swoim kroczem dotykać jego nagiego tyłka. Mój nabrzmiały rozporek przesuwał się pomiędzy jego pośladkami, kiedy ja sunąłem opuszkami palców po jego plecach, ramionach, barkach. Mój penis, uwięziony w okowach ubrań, zaczął powoli domagać się uwolnienia, lecz ja wiedziałem, że nie mogę mu jeszcze na to pozwolić. Delikatnym, choć stanowczym ruchem pociągnąłem Artura pod łokciami, przyciągając go tym samym do swojej piersi. Odpowiedziawszy mi jęknięciem, podniósł się na mój rozkaz, opierając swoją głowę na moim prawym obojczyku. Jego rozchylone usta i zakryte oczy celowały w moją twarz, która łapczywie spoglądała na każdy detal jego rozpalonej skóry. Spotykaliśmy się oddechami, kiedy dłońmi pieściłem jego brzuch i pierś. Spojrzawszy ukradkiem w dół, widziałem jak jego przyrodzenie, odstawało od ciała, sugerując pełną gotowość do naszego złączenia. Mając wiedzę, o jego ekscytacji, zniżyłem swoją lewą dłoń, prawą pozostawiając wokół jego podbrzusza. Zacząłem delikatnie przesuwać swoje palce w jego pachwinach, umyślnie omijając penisa. Bawiłem się jego jądrami, delikatnie je pociągając i miętosząc w dłoni, cały czas masując jego brzuch.

    Częstotliwość oddechów Artura wzrastała z każdym moim ruchem. Jego usta wychylały się w moją stronę, pragnąc spotkania z moimi. Ja, jednak, pochyliłem swoją głowę, by sięgnąć niczym złakniony wampir do jego gardła. Choć z początku, prostymi całusami, szybko zacząłem celebrować jego odchyloną krtań. Łapczywie biorąc dla siebie każdym skrawek jego szyi, wsłuchiwałem się w serenadę jego wydechów i odgłosów zadowolenia. On, w tym samym momencie oparł się swoim tyłkiem o moje krocze, ocierając się o nie frywolnie. Poprzez swoją koszulę czułem jak jego dłonie otwierają się i zamykają, tka jakby nie mógł zapanować nad ich ruchami. Z czasem jak nasze ciała zaczęły pracować szybciej, ja zacząłem wykonywać kolejne akcje ze wzmożoną energicznością. Masowałem jego jądra i pachwiny obie dłońmi. Ssałem i lizałem jego, niemalże, otwartą szyję i popychałem swoje krocze, napierając na Artura, tym samym przyciągając dłońmi jego poddane biodra. Kiedy, poprzez serenadę dźwięków wydobywających się z jego ust, poczułem, że nie panuje on już nad swoimi reakcjami, wtedy dopiero rzuciłem się w stronę jego twarzy, łapiąc swoją prawą dłonią za jego szczękę i przyciągając ją do swojej. Ruch ten był na tyle zwinny i nieprzewidywany, że, zanim pokryłem jego wargi swoją zachłannością, wydobył się z nich ostatni poddany jęk.

    Trzymając jego twarz w sztywnym chwycie, eksplorowałem jego buzię swoim językiem. Wyczuwałem jak mięśnie jego twarzy napinają się i rozluźniają wobec nalegań moich ust, by przestał się opierać i pozwolił mi otworzyć Artura na moje ciało. Jego dłonie, zaciśnięte, a dotykające mojego brzucha, zdradzały jego subordynację i potrzebę, której odmawiał sobie od dłuższego czasu, czekając na ten dzień.

    Splot naszych języków wydawał się być nieskończony, lecz w momencie, kiedy uprzytomniłem sobie, ile jeszcze jego ciała muszę dzisiaj zasmakować, odepchnąłem swoje usta od jego i, przytrzymując lewą ręką jego biodro, nakazałem mu pochylić się przede mną, napierając na jego plecy dłonią prawą. Wykonał moje polecenie posłusznie, bez najmniejszego oporu. Ja w tym czasie odsunąłem się od łóżka, by pozwolić Arturowi zasłuchać się w następujące odgłosy. W pierwszej kolejności, rozpiąłem swoją koszulę, by zrzucić ją z siebie, tym samym ukazując swoją wypiętą pierś. Odkąd, przestaliśmy uprawiać seks, nie widziałem sensu, by ją golić, dlatego zdążyła zarosnąć i obecnie włosy pokrywały jej skórę. Artur poprawił się na łóżku, rozchylając jeszcze bardziej swoje nogi, co zachęciło mnie do kontynuowania swojego striptizu. Sięgnąłem do spodni, by złapać za rozporek i jednym przesunięciem uwolnić swoje krocze z okowów dżinsu. Dźwięk zsuwających się z moich nóg nogawek, wyraźnie spodobał się Arturowi, co pokazał za pomocą pełnych uznania pojękiwań. Razem ze spodniami ściągnąłem skarpety, tak że ostatecznie stanąłem przed jego domagającym się uwagi tyłkiem, już w samych bokserkach – w tamtej chwili niezwykle naprężonych. Jako ostatni akt mojego przedstawienia, postanowiłem obejść łóżko, by stanąć w najbliższej odległości do jego twarzy, tak by mógł usłyszeć wszystko w jak najlepszej jakości. Kiedy więc znalazłem się po drugiej stronie, a jego twarz oparta na swojej prawej stronie leżała na łóżku, wtedy złapałem za gumki od bielizny. Powolnym, pełnym nonszalancji ruchem zsuwałem materiał, by ukazać, widzącemu słuchem Arturowi, całą ich nabrzmiałą zawartość. Przepełniony odgłosami, przygryzł swoje usta.

    W tamtym momencie rozpoczęła się noc seksu. Podszedłem jeszcze o krok bliżej łóżka. Sięgnąłem dłonią jego głowy. Wsunąłem rękę pod twarz Artura, pomagając mu podnieść się na kolana. Kiedy już złapał równowagę, podłożyłem dłonie pod jego barki, tak by mógł w pełni skupić się na swoich ustach. Następnie pozwoliłem mu nachylić się w moją stronę. Dobrze wiedział, co ma robić. Przy pierwszym dotyku z moim penisem, lekko się wzdrygnął, lecz wiedząc, że to jedynie odruch bezwarunkowy, obaj uśmiechnęliśmy się i kontynuowaliśmy. Rozwarł swoje usta i złożył soczysty pocałunek na główce mojego penisa. Z mojej krtani uszedł wydech prawdziwej ulgi i odchyliwszy głowę do tyłu, poczułem, że mogę się w pełni rozluźnić i pozwolić Arturowi działać. A on nie próżnował. Chwile po pierwszym pocałunku, nastąpił kolejny, a potem następny. Przy czwartym jego usta zaczęły się otwierać co raz bardziej, tak że przy piątym i szóstym zaczął wkładać całą żołądź do buzi. Oparty barkami na moich dłoniach, zaczął wodzić ustami po moim penisie, przesuwając się po jego trzonie. Co parę ruchów zatrzymywał się, by językiem dodawać szczególnych pieszczot na wędzidełku i główce. Kolejno pochłaniał więcej i mniej, powoli otwierając się na mnie. Starał się brać więcej i więcej, zaspokajając zachcianki mojej żądzy. Co chwilę, z jego nosa wydobywały się głośne wydechy, sugerujące znaczne zaangażowanie, z jakim przykładał się do piszczenia oralnego. Kiedy już w końcu dotarł wargami do mojego podbrzusza, akompaniując temu ćwiczeniu reakcjami swojego przepełnionego gardła, poczułem, że jego wodze puszczają i nad jego ciałem zaczyna mieć kontrolę nienasycony głód seksu. Jego usta zaczęły pracować ze zdwojoną intensywnością, przesuwając się po trzonie mojego penisa. Używając mięśni brzucha opierał się już na tyle dobrze, bez pomocy rąk, że mogłem, wziąwszy jedną z moich dłoni, oprzeć ją na jego głowie. Miętosiłem jego włosy pomiędzy palcami, od czasu do czasu dociskając jego głowę, w chwilach wzmożonej ekscytacji. Jego umiejętności były na tyle zniewalające, że nie zauważyłem nawet, kiedy zacząłem jęczeć z rozkoszy. Gdy wsłuchałem się w wydawane przeze mnie odgłosy uprzytomniłem sobie jak głośno się zachowywaliśmy. To natomiast było niezbitym dowodem na to, że już niedługo może skończyć się moja chęć do dalszych zabaw. W związku z tym złapałem Artura ponownie za barki, by odciągnąć go od mojego penisa, do którego zdążył już niemal przylgnąć. Odpowiedzią na to z jego strony, było parę łapczywych oddechów i oblizanie śliny ze swoich warg. Podciągnąłem jego tułów w swoją stronę, by jeszcze raz spleść swój język z jego. Trwało to jedynie chwilę, gdyż nie mogłem odeprzeć myśli od pojawienia się z drugiej strony ciała mojego ukochanego.

    Oderwałem go od swoich ust i obtarłem jego podbródek z resztek śliny, po czym opuściłem go na posłanie, a sam obszedłem ponownie nasze łoże, by z powrotem znaleźć się za jego plecami. Ukazał się przede mną wypięty tyłek, swoją postawą oczekujący natychmiastowej uwagi. Lecz, tylko to samo chodziło po głowie, także i mnie. Uklęknąłem na jedno kolano przed jego rozłożonymi nogami, kładąc soje dłonie na łydkach Artura. Pieściłem je chwilę, zanim zbliżyłem się twarzą do jego pośladków. Złożyłem na nich parę pocałunków, czemu odpowiedzią ze strony i właściciela były odgłosy zadowolenia i rozbawienia. Musiało go to łaskotać. Mimowolnie uśmiechnąłem się, po czym oparłem swoje dłonie na tych dwóch pagórkach radości. Następnie zbliżyłem się do tajemnicy pomiędzy nimi. Przywarłem do niego, dosyć bezceremonialnie, penetrując językiem zakamarki jego ciała. Obracałem się w nim, badając jego wnętrze. Zdecydowanymi posunięciami rozluźniałem mięśnie i lubrykowałem miejsce, poświęcone rozkoszy. Dłońmi, natomiast, miętosiłem jego pośladki, od czasu do czasu opadając na nie klapsami. A jęki i emocje wydobywały się z ust Artura bez ustanku. Złapałem lewą dłonią za jego penisa, delikatnie wprawiając swoją rękę w ruch, lecz nie wystarczająco, by pozwolić Arturowi skończyć. Nie trwało to długo zanim mój członek nie zaczął sam domagać się atencji. Czułem jak podskakuje, wyrywa się, by samemu zaczerpnąć rozkoszy, którą oferował mi mój narzeczony. A ja nie miałem przy tym serca, by mu odmawiać.

    Zdjąłem, więc dłoń z penisa Artura, oderwałem się ustami od jego wnętrza i odepchnąłem się od jego pośladka, by stanąć na dwóch nogach. Te dni bez krztyny pieszczoty, w połączeniu z przesyceniem codziennych figli, zaowocowały wrażeniem nieporównywalnym do jakiegokolwiek innego, które było mi doświadczyć w moim życiu. W tamtej chwili, stojąc w pełnej okazałości, takim jakim mnie wydano na świat, z rękoma na biodrach, z naprężonym penisem i wypiętą piersią, wpatrując się w uległe ciało, leżącego przede mną, nagiego Amora, czułem, że nie ma męskości bardziej okazałej niż ta, którą wtedy doświadczałem.

    Obróciłem swoja głowę w stronę szafki, by sięgnąć po lubrykant. Choć już zdążyłem poczuć językiem, że Artur jest gotowy na wszystko co miałbym do zaoferowania, chciałem, by seks, który miałem mu zaraz dać, był pozbawiony uczuć innych niż bezdenna, niesplamiona rozkosz. Swój naoliwiony, lśniący członek osadziłem w dolinie pomiędzy jego pośladkami, by następnie pochylić się nad jego plecami i ucałować je z gracją i finezją romantycznego kochanka. Kiedy ujrzałem, pełen aprobaty uśmiech na twarzy Artura, wiedziałem, że już czas na tak wyczekiwany przez nas obojga moment. Trzymając swoją prawą ręką jego splecionych dłoni, sięgnąłem wolną kończyną do mojego penisa, nakierowując go na miejsce jego ostatecznego spoczynku. Włożyłem go w rozpalone ciało Artura.

    Jeśliby nazwać jękami, to co wcześniej wydostawało się z ust Artura, to trudno powiedzieć, jakie odgłosy wydawał on wtedy. Okrzyki, męczeńskie wycie, postękiwania wymęczonego pielgrzyma. Zaciśnięte zęby i usta wołające o więcej. Ciało lepkie od potu i rozgrzane od żaru naszego seksu. Posuwałem swoimi biodrami, mężczyznę, który bez wahania oddawał mi się tak jak sobie tego życzyłem. Stabilnym rytmem napierałem na niego, powodując zarówno ekstazę, jak i święte natchnienie. Przyciągałem jego niczym niewsparty tułów, swoimi ramionami, trzymając za jego splecione za plecami dłonie. Zdobywałem całego jego terytorium swoją zaciekłą krucjatą, walcząc z niestawiającym oporu przeciwnikiem. Przesuwałem swoim penisem po jego wnętrzu, czując każdy skrawek jego tyłka na swoim ciele. Wypełniał on sobą całego mnie, tak jak ja wypełniałem Artura całym sobą. Tak jak on, wołałem w swoich zwierzęcych odgłosach, o miłosierdzie, gdyż intensywność rozkoszy, którą przyszło nam doświadczać była zbyt wielka, by mogła nie być grzechem. Penetrując mojego narzeczonego czułem, jak moja skóra powoli zaczyna być skropiona potem, szczególnie, że od jakiegoś czasu regularnie przyspieszałem prędkość z jaką wchodziłem w mojego ukochanego, pozwalając mu przy tym przeżywać doznania, zakrawające o wiedzę tajemną.

    Ale, to jeszcze nie było to czego potrzebowałem. A wiedziałem bardzo dobrze, co musi się wydarzyć byśmy doświadczyli pełni satysfakcji. W jednej chwili wyszedłem z Artura, wydobywając z niego tym samym głębokie westchnienie. Lecz, w tej samej chwili sięgnąłem po jego kostki u stóp, unosząc jego nogi i obracając je w taki sposób, że mój narzeczony znalazł się teraz na swoich plecach. Jego penis jeszcze nigdy nie wyglądał tak okazale jak tamtego dnia. Podniosłem jego biodra, by sięgnąć po sznur splatający jego dłonie. Napatrzywszy się na niego wystarczająco długo, podczas naszych poprzednich figli wiedziałem jak rozplątać go bez większego problemu. Jego ręce zostały uwolnione. Odchyliłem, wtedy jego uda i wtargnąłem z impetem w Artura, w tym samym momencie opuszczając swoje ciało na jego brzuch i sięgając po opaskę na jego twarzy. Z jego ust wyrwał się głośny jęk w momencie, gdy zdobywając jego intymność spojrzałem w jego szeroko otwarte oczy. Bez pojedynczego słowa, wejrzałem w głębię jego duszy, tak jak on wejrzał we mnie. Bez słów wiedział by spleść swoje dłonie ponownie, lecz tym razem za moimi plecami, przyciągając mnie do siebie, a ja natomiast przywarłem swoimi ustami do jego, by złożyć na nich pocałunek opływający namiętnością spragnionych siebie kochanków. Nasze ciała zbliżyły się do siebie tak bardzo, że jedyną istotą rozdzielającą ich jedność, były powłoki naszej fizyczności. Lecz, choćby mówiono cokolwiek, i przedstawiano najróżniejsze dowody, nie uwierzyłbym, że w tamtej chwili nie byliśmy jednym i tym samym. Dwiema postaciami, połączonymi w idealną jedność.

    Lecz, kiedy chwila tej bezwzględnej absolutności minęła, a nasze spojrzenia ponownie się spotkały, oderwałem się od skóry Artura i widząc jak uśmiecha się on do mnie w radości szczęśliwego człowieka, położyłem swoją prawą dłoń na jego penisie. Przymknął on wtedy swoje oczy i odchylił głowę, a ja ustawiając swoje biodra nieco poniżej jego, penetrowałem jego ciało, w tym samym momencie ślizgając swoją dłonią po jego członku. Mimika jego twarzy zaczęła przechodzić od błogostanu do gwałtownych napięć. Jego jęki z lekkich i figlarnych, zaczęły zmieniać się w arie błagających o litość okrzyków. Mięśnie jego nóg, wpierw delikatnie oplatające moje ciało, zaczęły przyciskać mnie bliżej i bliżej wnętrza Artura. Jego rozgrzana skóra, jego chwytające na pościel dłonie, jego wgryzające się w siebie usta, zaciśnięte oczy, i wyprężony do ostateczności penis wołały bym brał je wszystkie, jak Achilles, jak bóg. Bym wpychał swą męskość w jego poddanie. I tak penetrując go głębiej i bezwzględniej, ujrzałem jak z jego przekrwionego penisa tryska nektar bogów, sok, którym obdarowywał tylko mnie. Tak, z impetem i z siłą, przy akompaniamencie skowytu, przepełnionego ekstazą śmiertelnika, kolejna fala za falą oblewała pierś mojego ukochanego. Jęcząc i naciskając biodrami, malował swoje ciało we wzory, miłości i rozkoszy. Aż w końcu wytrysnęła z niego ostatnia fala, a jego pierś opadła na łóżko.

    Zatrzymałem się na chwilę, by pozwolić Arturowi wziąć oddech, a kiedy on wreszcie spojrzał na mnie, bez słowa przytaknął, odpowiadając na moje pytające spojrzenie. Otrzymawszy pozwolenie, przystąpiłem do działania.

    Ponownie zacząłem wślizgiwać się pomiędzy pośladki mojego narzeczonego, pochyliwszy się nad jego skropionym spermą brzuchem. A Artur, wyciągnąwszy swoje ręce pieścił moje sutki, pozwalając mi skupić się na ruchach bioder. Wparowywałem w jego ciało, jakbym włamywał się do greckiej świątyni. Penetrowałem go po raz kolejny z wdzięcznością za dar, który miał mi ofiarować. Kiedy poczułem, że zbliżam się do celu, przyspieszyłem swoje działania i zasłuchany w pojękiwania mojej miłości, atakowałem jego bezbronne ciało z werwą barbarzyńcy. Jak ogr, jak gigant, jak bóg odbierałem przynależną mi zapłatę, przemieszczając się przez korytarz jego cudów. A w momencie, gdy ukazała się przede mną twarz kapłana tej świątyni, wtargnąłem w jej wnętrze, rozlewają posokę po jej ścianach. Zdobyta, po raz pierwszy, została świątynia, która dopiero tamtego dnia ukazała mi się w pełni swej okazałości.

    Niczym wojownik po bitwie, opadłem z ramion, na poległe ciało, choć w przeciwieństwie do śmierci wojny, ów ciało objęło moje w pełnym miłości geście pojednania. Spojrzałem w oczy najpiękniejszego mężczyzny, z jakim przyszło mi się spotkać w moim życiu. Blask, który w nich zobaczyłem, nieporównywalny była do blasku najjaśniejszej z gwiazd. Uśmiech spoczywający na jego ustach, szerszy był niż najdłuższa z rzek, a skóra jego twarzy promieniała, światłem głębszym niż słońca w zenicie. Wziąwszy parę głębokich oddechów, oparłem swoje czoło o czoło Artura. W takiej pozycji leżeliśmy przez chwilę. Gdy w końcu odsapnęliśmy, powstałem po raz kolejny, by opuścić ciało najurodziwszego w kochanków. Obaj wtedy przesunęliśmy się na poduszki naszego wspólnego łoża.

    Wtulony w mą pierś Artur milczał przez chwilę, po czym spojrzał w moją twarz i rzekł z figlarnym uśmiechem:

    – Wszystkiego najlepszego – zaśmiałem się do niego i przyciągnąłem do siebie, by pocałować jego rozbawione usta.

    – Zacząłem już się bać, że Cię tracę – odparłem szczerze.

    – Nie można stracić czegoś, co jest już częścią Ciebie – odpowiedział Artur z filozoficzną powagą, pozwalając, by jego uśmiech przelał się po raz kolejny z moją twarz.

    – Kocham Cię – I nie było w tym cienia wątpliwości.

    – Ja Ciebie też – I wiedziałem, że mówi prawdę.

    Finis

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Kowalski
  • Zatrzymac czas

    Opowiadanie inspirowane twórczością Futase Hikaru a.k.a. LUNATIQUE

    Jak zwykle siedzę na wf-ie na ławce podczas gdy reszta chłopaków gra w kosza. Nie interesuje mnie to co się dzieje na boisku, ale muszę tu być, bo inaczej mnie obleją. Patrzę jak dziesiątka najbardziej wysportowanych chłopców z klasy podaje między sobą piłkę i biega z jednego końca sali do drugiego, piszcząc przy tym swoimi butami. Po krawędzi boiska przechadza się trener, który ma w zwyczaju nadużywać gwizdka i nazywać wszystkich dobrych graczy następnym Lebronem Jamesem. W całej sali gimnastycznej w tym chłodnym powietrzu czuć zapach gumy z piłek i potu moich wysportowanych kolegów. To akurat bardzo mi się podoba, ale zaraz będzie mi się podobać znacznie bardziej.

    Od tygodnia mam te nową japońską aplikację, która pozwala zatrzymywać czas w dowolnej przestrzeni. Nie jest to coś czym zwykle się chwalę, ale mój ojczym ma dobre kontakty i dostaje mi się w ręce coraz to nowsza technologia rządowa. Nie powiem, że zdarzyło mi się już użyć raz czy dwa, ale dziś planuję coś poważniejszego. Wyciągam telefon, wyszukuję aplikację i wciskam stop. Nagle wszystko zatrzymuje się w miejscu.

    Powietrze robi się tak dziwnie gęste, ale i przyjemne. Gdzie wcześniej biegała dziesiątka moich znajomych, widzę teraz dziesięć figur zawieszonych w czasie, ubranych w jasne koszulki i podniecająco krótkich spodenkach. Trener z gwizdkiem w ustach wskazuje na coś swoimi silnymi, męskimi dłońmi. Ja wstaję z ławki i podchodzę do Adama, jednego z moich dobrych znajomych.

    Adam ma jasne włosy i lekki zarost. Ma też wyjątkowo spory tyłek, który wyrobił sobie na siłowni. Wiem, że w normalnych okolicznościach nie pozwoliłby mi nawet o tym pomyśleć, ale teraz kiedy stoi bez ruchu, pozwalam sobie złapać za gumkę w jego spodenkach i pociągnąć w dół. O taak… Moim oczom ukazuje się piękna i wielka dupa Adama. Jest idealna, pokryta włoskami i tak zajebiście pachnie. Niech no tylko pochylę go trochę w przód, aby móc zobaczyć coś, czego pewnie nikt jeszcze nigdy nie widział. Jego odbyt. Mmm, piękna dziurka. Nie mogę się powstrzymać i zaciągam się mocno, po czym zaczynam lizać. Jestem tak napalony, że czuję jak przechodzą przeze mnie dreszcze i moje majtki robią się coraz ciaśniejsze. Lepiej zdejmę swoje spodenki, bo inaczej je rozerwę. Nie mogę uwierzyć, że liżę jego dupę. Adam jest w stu procentach heteroseksualny, więc świadomość, że mimo wszystko uprawiam z nim seks, jest dla mnie jeszcze bardziej podniecająca. Pozwolę sobie zobaczyć jego chuja, bo mam wrażenie, że będzie na co popatrzeć. O taak, nie myliłem się… Jak tylko zsunąłem jego bokserki, moim oczom ukazał się wspaniały kutas i jaja. Jest lekko ciemniejszy niż reszta jego ciała, a ten zapach i smak są nie do przebicia. Przechodzę swoim językiem z penisa, po jaja i wracam do dupy, zostawiając mokry ślad swojej śliny w całym jego kroczu. Nadal nie wierzę, że to robię. Spędziłem wystarczająco dużo czasu liżąc jego odbyt, żeby teraz móc włożyć tam mój palec bez żadnego problemu. Patrzę mu na twarz kiedy to robię, nie dlatego, że oczekuję reakcji, ale dlatego, że tak podnieca mnie myśl o tym jakie mam szczęście, móc robić palcówkę właśnie mu. Nie ma co, wstaję i całuję go w jego piękne usta. Wchodzę językiem do środka, chwytam go za dupę. O taak Adam, jesteś taki zajebisty! Chłopak na pewno nigdy nie pozwoli sobie na cudzego penisa w dupie… Ale właśnie to teraz zrobię. Pochylam go jeszcze trochę i przysuwam do siebie. Mój penis wchodzi nie tak gładko jak palce, ale udaje mi się. Rucham teraz Adama w dupę, w sali gimnastycznej pełnej reszty naszych znajomych. Dotykam jego włosów, jego ramion, chwytam za jego chuja i jaja. Tak mi przykro, że nie może się teraz podniecić, bo chętnie usiadłbym na jego stojącym kutasie. Tym razem mogę jedynie dominować, na resztę przyjdzie czas. Muszę przerwać ruchanie tej pięknej hetero dupy, bo mam jeszcze dziewięciu innych chłopaków, których krocza po prostu muszę zobaczyć.

    Podchodzę do kolejno do Marcina, Marka, Ksawerego i ściągam im spodenki. Wszystkie penisy są takie różne, ale wszystkie tak zajebiście pachną męskością. Dotykam teraz kutasów wszystkich moich znajomych i czuję się jak w niebie. Widok jest niesamowity. Każdego traktuję tak jak Adama i wylizuję dupę, ssam chuja po czym ostro rucham. Marcin ma najgrubszego penisa, więc spędzam z nim trochę więcej czasu ssąc to bydlę. Wstaję i ocieram swoim sterczącym kutasem o jego w spoczynku. Sala jest teraz pełna przeruchanych, wylizanych chłopaków z opuszczonymi spodenkami. Ten wspaniały smak mam teraz na języku i świadomość, że zrobiłem to ze wszystkimi, wiem jak wyglądają bez ubrań i wiem jak smakują. Jestem pewien, że przede mną nikt ich nie jebał w dupę i nikt tego po mnie już więcej nie zrobi. Jestem ich królem, a oni nawet o tym nie wiedzą. Dobrze, czas dojść i już nawet wiem z kim.

    Trener jest wyjątkowo przystojny. Gdyby tylko wiedział, że patrzy teraz na kutasy swoich uczniów. Ma mocne nogi i już wiem, że to co jest między nimi, mnie nie zawiedzie. Powoli zdejmuję mu spodenki i już go mam! Chuj mojego trenera jest zdecydowanie grubszy niż chłopców, a jego jaja zwisają mu dość nisko. Zapach też jest inny, jakby bardziej dojrzały. I ten smak! Moja twarz dosłownie zanurza się w jego kroczu, a ja liżę gdzie się da. Chuj jest słony i bardzo ciepły, a jaja lekko wilgotne od potu. Teraz pora zobaczyć tę dupę. Jest wyjątkowo owłosiona, a dziurka tak zajebiście pachnie. Wylizuję tego faceta ostro i ciężko przy tym dyszę. Teraz pora wcisnąć mu w dupę swojego chuja i spuścić się w nim. Rucham go, jeżdżąc dłońmi po jego plecach. Patrzę na salę, na wszystkie kutasy i posuwam trenera ostrzej i ostrzej. Patrzę na dupę Adama, w której byłem i której zapach nadal czuję. Patrzę na cholernie grubego kutasa Marcina i przypominam sobie jak mi smakował. Patrzę na ich wszystkich, a po moim ciele przechodzi znajomy dreszcze. “Trenerze!” wołam jakby miał mnie usłyszeć “Zaraz dojdę!”

    Doszedłem. Sapię jak pies i patrzę jak moja sperma spływa temu panu po udach. Powinienem ją wytrzeć chociaż trochę i podciągnąć wszystkim spodenki. Zrobiwszy to wracam na ławkę, biorę spory łyk wody z mojego bidonu. Testosteron opada i mogę przywrócić wszystko do normy. Klikam guzik w aplikacji. Czas znowu płynie normalnie.

     

    EPILOG:

    Widzę jak trener łapie się za dupę jak zresztą cała reszta. Nikt nie robi tego bardzo ewidentnie, ale wyraźnie są zdziwieni. Chyba mu staje… Chyba wszystkim staje! Wychodzi na to, że aplikacja nie zatrzymuje czasu, a przyspiesza mnie! Ich ciała musiały teraz przejść przez niesamowitą ilość pieszczot, którą im zapewniłem, w ułamku sekundy! Teraz to czują i najwyraźniej zaraz dojdą! Nie mogą tego powstrzymać, a ja nie mogę tego przegapić. Klikam guzik jeszcze raz i zanim zacznie się widowisko, ściągam wszystkim spodenki. Klikam guzik ponownie. O kurwa…

    Dziesięciu chłopaków w sportowych strojach strzela teraz ze sterczących kutasów spermą po całej sali. Trener również szczytuje i nieudolnie próbuje ukryć swoją olbrzymią pałę. Słychać jęki i dźwięk kropli na podłodze. Zapach jest tak ostry! Kocham sport!
     

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jakub Bruk

    Futase Hikaru a.k.a. LUNATIQUE to twórca mangi o charakterze pornograficznym.

  • Starsza dziewica

    – Więc mówisz, że skończyłeś 18 lat? – spytała Marta, uśmiechając się zza stolika. Siedzieli na dworze, wolno sącząc piwo z wysokich szklanek. Parasol ozdobiony logo jednego z browarów zasłaniał ich od słońca wolno chylącego się ku zachodowi. Zza rzędu drzew, poprzedzanego rzędem kiosków, szumiało niewidoczne stamtąd morze. Co i raz mijały ich pary, rodziny z dziećmi lub grupki nastolatków takich jak on, wracających z plaży.

    – Tak, ukończyłem w maju – odparł z satysfakcją Arek. Były to jego pierwsze całkiem samodzielne wakacje: ani z rodzicami i siostrą, ani u babci i dziadka, ani na kolonii czy obozie. Wyjechał pod namioty z Bartkiem i Adamem, kolegami z klasy. Poniewczasie odkrył, że to nie dla niego towarzystwo. Ci dwaj z reguły spędzali czas na popijawach i opowiadaniu erotycznych kawałów w bardzo złym guście, a jego to już coraz bardziej nudziło. W dodatku ciągle puszczali z radiomagnetofonu głupkowate piosenki. Pół biedy, jeśli italo disco; gorzej, gdy disco polo, od którego Arek miał odruchy wymiotne. Najczęściej włóczył się sam po plażach i wokół nich, do namiotu wracał tylko na noc.

    – Ja mam 23! – Marta figlarnie pokazała koniec języka, spoglądając znad dekoltu swej krótkiej sukienki. Poprzedniej nocy chłopcu śniło się, że rozbiera ją z tej sukienki, całuje jej śliczne ciało miejsce przy miejscu, potem bada jej kobiecość językiem, nareszcie dotyka jego końcem maleńkiej łechtaczki… Marta była czarnooką brunetką, niższą od niego prawie o pół głowy, miała ciemną karnację skóry i pokaźny biust, najlepiej widoczny teraz, gdy siedziała pochylona nad szklanką.

    Arek poznał Martę przed tygodniem przy wejściu na plażę. Podobało mu się wiele mijanych dziewczyn, lecz ta słuchała Dżemu z kasety przez słuchawki, więc zagadnął ją o muzyce i tak się zaczęło. Dobrze im się rozmawiało, więc odtąd widywał ją codziennie, kiedy tylko miała trochę wolnego czasu. Była studentką i pomagała w prowadzeniu obozu dla nastoletnich dziewcząt. Jak się okazało, nie tylko słuchała podobnych kapel, co on; oboje lubili też poezję i stare amerykańskie filmy z lat siedemdziesiątych, więc tematów do rozmów im nie brakowało. Być może właśnie dlatego dopiero dziś zaczęli mówić o sobie.

    – Jakaś dziewczyna…? – zapytała Marta, wyraźnie starając się, żeby zabrzmiało to obojętnie.

    – Była – odpowiedział w podobnej tonacji.

    – To znaczy: już nie ma? – upewniła się Marta. Tym razem, chyba wbrew jej woli, nie zabrzmiało to jak pytanie z czystej ciekawości.

    – Nie, już nie ma.

    Początkowo chciał wyjechać na te wakacje z Edytą, lecz ku jego zaskoczeniu odmówiła. “Przecież nie jesteśmy parą – rzekła stanowczo. – Nauczyłam cię tyle, ile mogłam. Czas, żebyś wypróbował te umiejętności z kimś innym. Tym bardziej, że wypadałoby spłacić dług, wiesz jaki!”.

    Kiedy Arek przypominał sobie tamtą rozmowę, zauważył, że wzrok Marty na ułamek sekundy powędrował niżej. Stolik miał ażurowy blat przykryty okrągłą szybą. Chłopcu wydało się, że posłyszał dyskretne westchnienie ulgi. “Wam się, dziewczyny, zdaje – pomyślał z lekkim ubawieniem – że kiedy facetowi dziewczyna się podoba, to mu bez przerwy stoi!”.

    Potem dialog powrócił do tematów filmowo-muzycznych. Wolno dopili piwo i jakoś żadne nie miało chęci na więcej. Gadali i gadali, a słońce w tym czasie schowało się za horyzont. Minęły jeszcze prawie dwie godziny i mniej więcej po jednym wyjściu do toalety na osobę. Wyczerpawszy tematy, siedzieli przez chwilę w milczeniu. Nadchodziła ciepła noc.

    – Ta dziewczyna – odezwała się nagle Marta, patrząc Arkowi w oczy – jak bardzo ona z tobą była?

    Zaskoczyło go to pytanie. Co mogły ją obchodzić sprawy sercowe jakiegoś osiemnastolatka?!

    – Powiedzmy, że bardzo – odpowiedział, niezdarnie skrywając niechęć.

    – Bardzo, bardzo?

    – Co to znaczy: “bardzo, bardzo”?

    – No, ze wszystkim. Nazwijmy to: z duszą i ciałem.

    – Powiedzmy, że tak. – Tym razem nie potrafił ukryć zmieszania. Zgodnie z prawdą powinien był odpowiedzieć: “Bardziej z ciałem niż z duszą”, lecz obawiał się, że ona by tego nie zrozumiała.

    Marta spróbowała napić się z pustej szklanki, zapomniawszy widocznie, że nawet Salomonowi nie udała się ta sztuka. Zrezygnowana odstawiła naczynie, omal go nie wywracając. Zatańczyło na szklanym blacie, po czym nastąpiła jeszcze bardziej niezręczna cisza.

    – A u mnie jeszcze nic! – zwierzyła się ze zakłopotanym uśmiechem. Nie było w tym już udawania czy gry.

    – Wygłupiasz się?! 23 lata i nic?

    – Nie, wcale się nie wygłupiam – oświadczyła zupełnie poważnie. – Naprawdę już 23 lata. I naprawdę jeszcze nic.

    Być może nie powinno go to aż tak zaskoczyć. W końcu Edyta, która przez całą trzecią klasę liceum wprowadzała go w tajniki miłości, była od niego o ponad rok młodsza i chodziła do klasy drugiej. Nie przeszkodziło jej to gościć już w sobie dokładnie ośmiu męskich narządów (i to nie licząc Arka!). Co więcej, pierwszych sześć zaliczyła podobno w czasie jednych szalonych wakacji, kiedy to bezpośrednio po zdaniu do liceum zapadła się pod ziemię. Nie odnaleziona przez policję ani przez czytelników rozpaczliwych ogłoszeń, jak spod ziemi zjawiła się na rozpoczęciu roku szkolnego. Dokładnie rok później, po zdobyciu dwóch kolejnych doświadczeń, została seksualną mentorką swojego najlepszego kumpla. Młodsza rozprawiczyła starszego, bywa i tak. Ale 23-letnia dziewica?!… Myśli przemykały przez jego głowę coraz szybciej. …Do tego taka ładna! Gdyby tylko chciała… Ale najwyraźniej nie chciała.

    – Właściwie to nawet mi się nie spieszy do związku, męża, dzieci – odezwała się, jakby czytając jego myśli. Mówiła wolno, starannie rozdzielając słowa. – Jestem tylko ciekawa tego całego seksu… – Spojrzała znacząco.

    Ni stąd, ni zowąd Arek poczuł się bardzo niepewnie. W końcu nie zebrał tak bogatego doświadczenia jak Edyta… Ale właśnie Edyta miała rację: ciążył na nim pewien dług. Przyszła pora, by go spłacić. Postanowił rozegrać to na zupełnym luzie.

    – Możemy to zrobić – powiedział i spróbował się uśmiechnąć, jednak wyszło mu to chyba cokolwiek sztucznie.

    – Tak po prostu? – Spojrzała mu w twarz. Nie dostrzegł w tym spojrzeniu przygany, tylko radość małej dziewczynki dostającej na urodziny wymarzoną zabawkę.

    – Tak po prostu. Czy nie o tym mówiłaś?

    Nic nie odpowiadając wstała, wzięła go za rękę i poprowadziła gwarnymi ulicami nadmorskiego miasteczka. Arek niepewnie stawiał kroki, tak jakby był trochę pijany. Marta podobała mu się od pierwszej chwili, co wieczór myślał o niej zasypiając. Raz, jak już wiemy, nawet mu się przyśniła. Ale teraz… Teraz pragnął jej całym sobą. Półświadomie pieszcząc jej dłoń, każdą komórką swego ciała oczekiwał nadchodzącego zbliżenia. Czuł, jak jego penis i jądra przygotowują się do wypełnienia misji. Gorączkowo powtarzał sobie w pamięci wszystkie lekcje, jakich przez miniony rok udzieliła mu Edyta – i teoretyczne, i nade wszystko praktyczne.

    Minęli rynek, park, aż doszli do budynku miejscowej szkoły z internatem, w którym zakwaterowano kolonistki. Oczywiście nie weszli główną bramą. Wymijając kręgi światła ulicznych latarń, obeszli zagrodzony teren. Marta bez szukania poprowadziła chłopca do ukrytej w krzakach dziury w siatce ogrodzeniowej. Za przykładem dziewczyny Arek zdjął sandały. Boso, od czasu do czasu krzywiąc się na kłujący żwir, podeszli do wskazanego przez Martę okna na parterze. Marta cicho zastukała paznokciami w szybę.

    W oknie pokazała się dziewczyna w koszuli nocnej. Miała długie jasne włosy i nie wyglądała na mniej niż 16 lat.

    – Pani Marto… – szepnęła.

    – Jadziu – odszepnęła jej Marta – mam do ciebie prośbę. Odciągnij na parę minut panią Renatę z portierni, wiesz, tak jak ja to czasem robię dla was…

    Nastolatka spojrzała nagle ze zaskoczeniem – właśnie dostrzegła Arka! Pomyślała najpewniej, że byłby to bardziej odpowiedni partner dla niej, niż dla jej opiekunki.

    – Dobrze – wymamrotała z niewyraźną miną. Odwróciła się i wyszła na korytarz.

    Marta cichym, aczkolwiek szybkim krokiem poprowadziła Arka wzdłuż muru z ciemnoczerwonej cegły w stronę jasno oświetlonych drzwi ze szkła. Zza nich dało się słyszeć stąpanie domowych pantofli, a potem krótka rozmowa. Teraz kroki dwóch osób rozległy się echem w korytarzu, po czym ktoś otworzył i zamknął drzwi od pokoju.

    – Teraz! – Marta wydobyła z torebki klucz bez breloka z numerem, błyszczący nowością, zapewne samowolnie dorobiony. Najciszej jak mogła otworzyła drzwi. Na palcach przemierzyli korytarz. Jeszcze jeden klucz przekręcony w zamku – i schronili się w bezpiecznym półmroku niewielkiego pokoju. Była tam nieduża szafa, stolik nocny i wąskie, jednoosobowe łóżko.

    Stali naprzeciwko siebie, o krok od siebie, w milczącym wyczekiwaniu. Nareszcie Arek odważył się zrobić ten krok. Schyliwszy głowę, przywarł ustami do jej miękkich ust. Jej wargi zaczęły się poruszać, pijąc jego pocałunek. Chłopak położył dłonie na pupie Marty, nie mniej bujnej niż jej piersi. Nie odepchnęła jego rąk ani nie zaprotestowała, lekko wypchnęła pośladki do tyłu, by wyszły naprzeciw jego dłoniom. Zaczął wodzić po tych ślicznych krągłościach palcami, tak jak uczyła go Edyta…

    Edyta miała rację mówiąc, że ona i Arek nie są parą: nie kochał jej i raczej ona nie kochała jego. Była po prostu dobrą kumpelą i cierpliwą, wyrozumiałą nauczycielką. Teraz nie myślał już o niej z pożądaniem, jedynie z wdzięcznością. Gdyby nie jej lekcje, nie wiedziałby, jak sprawić przyjemność Marcie, która w tej chwili jawiła mu się najpiękniejszą ze wszystkich kobiet…

    W uszach dźwięczały mu ciche westchnienia Marty. Jej biodra zaczęły poruszać się w tył i w przód, jak gdyby już odbywała miłosne zbliżenie. Arek spróbował położyć ją na łóżku.

    – Nie, czekaj, skrzypi… – Wyswobodziła się z jego objęć. Zgrabnie zdjęła materac z pościelą i rozłożyła na dywaniku obok łóżka.

    Usiedli oboje na zaimprowizowanym posłaniu. Marta na powrót położyła sobie jego dłonie na pośladkach. Kontynuował pieszczoty, skupiając się teraz na tym najwrażliwszym obszarze, gdzie prawie zaczynają się uda. Czuł, jak jej wargi na jego ustach pęcznieją od podniecenia; czuł jej sutki twardniejące pod sukienką. W nozdrzach wyczuwał zapach jej podniecenia, tak inny niż u Edyty, a zarazem jakoś podobny. Po omacku znalazł obrębek sukienki, ściągnął ją Marcie przez głowę; jak na zwolnionym filmie widział ciemne włosy opadające na jej ramiona. Tak jak przypuszczał, nie nosiła stanika, zresztą nie pasowałby do tego ciuszka; byłby widoczny w tym szerokim, nisko sięgającym dekolcie.

    Dziewczyna chwyciła za brzeg jego koszulki i dosłownie zerwała ją z niego, by przywrzeć swą nagością do jego nagości. Jeszcze raz całował jej usta i policzki, a potem jej szyję i ramiona… Kiedy wziął w usta jej pierś i obwiódł językiem brodawkę, Marta z uległością ułożyła się na posłaniu. Nie przestając całować jej sutka, ujął drugi w dłoń; łaskotał teraz palcami nabrzmiałą krągłość z brodawką twardą jak pestka wiśni. Tak jak w swoim śnie, całował przesmyk między jej piersiami i miejsca pod jej piersiami, a potem brzuch, raz po raz penetrując językiem wnętrze pępka. Zsunął jej majtki – pomogła mu, posłusznie unosząc biodra. Przed oczami miał teraz najbardziej kobiecą część ciała kobiety.

    Edyta zawsze gładko depilowała cipkę, podobno laserem. Marta najwyraźniej miała bardziej tradycyjne podejście – jej łono pokrywał miękki puch włosów. Tam niżej, w zupełnym mroku, ukrywała się tajemnicza gwiazdka odbytu… Zwodnicza pokusa! Jak mu wytłumaczyła Edyta, wbrew temu, co widział w pornosach, mało która kobieta marzy o penetracji tej dziurki. A jeśli już, to po dłuższym czasie, potrzebnym, by nabrać zaufania do partnera. Podobnie jak – i tu go zaskoczyła – większość kobiet nie lubi brać członka do ust. Natomiast nie ma takiej, która by nie uwielbiała mieć pieszczonej ustami cipki. Ponadto wszystkie lub prawie wszystkie lubią być delikatnie muskane w okolicach tej drugiej dziurki.

    Przekrzywił głowę, by móc całować wargi pochwy tak, jak całuje się usta. – Mmmmm… – aprobująco zamruczała Marta. Gładząc palcami jedwab skóry wokół jej odbytu, jednocześnie odnalazł językiem maleńki koralik łechtaczki. Była dokładnie taka, jaką wyśnił. Czule wziął ją w usta, by nie sprawić bólu, tylko przyjemność. Pod jego pocałunkami kobieta coraz mocniej wilgotniała.

    – Weź mnie… – wyszeptała półprzytomnie. – Weź mnie teraz… pragnę tego… teraz.

    Czuł, że nie będzie już bardziej gotowy, by spełnić jej prośbę. Uniósł się znad kobiety, by jednym ruchem ściągnąć spodnie wraz ze slipami. I wtedy dostrzegł nagły przestrach w oczach Marty.

    Arek momentalnie zrozumiał tamto jej spojrzenie w dół, przez ażurowy blat stolika, i tamto westchnienie ulgi…

    Większość kobiet nie zdaje sobie sprawy, że wielkość prącia w spoczynku nie ma wiele wspólnego z rozmiarem, jaki osiąga ono przy erekcji. To pierwsze zależy od ilości tkanki łącznej, to drugie – od wielkości ciał jamistych. Pewnego razu Edyta, chcąc Arka rozbawić, opowiedziała mu, jak nabrała się na “wielki członek” nigeryjskiego studenta (niestety w łóżku nie urósł mu ten członek aż tak, jak się spodziewała).

    Marta uznała najpewniej, że znalazła sobie chłopca z niedużym organem kopulacyjnym, który nie sprawi zbyt wiele bólu jej nietkniętej muszelce. Spoglądała teraz w wyraźnym popłochu. Być może pytała siebie, czy zabawa z tak okazałym kutasem, jakim dysponował Arek, to najlepszy pomysł na utracę dziewictwa. Zarazem oboje wiedzieli, że jest za późno, by się wycofać.

    Pochylił się nad kobietą, uginając jej nogi w kolanach. Delikatnie, z czułością przesunął koniec palca pomiędzy jej wargami mniejszymi, by odnaleźć wejście do pochwy.

    Edyta opowiadała mu kiedyś i o tym, jak to z koleżankami porównywały swoje cipki – podobno żadna nie miała węższej. Toteż pierwszą lekcję praktyczną z Arkiem rozpoczęła od pokazania mu, jak powinien tam wprowadzać swoją długą i grubą męskość, żeby nie sprawić jej bólu… Marta okazała się jeszcze ciaśniejsza. A on tym swoim taranem zaraz miał w nią wejść – miał tam wejść jako pierwszy – i nie nabawić jej traumy!

    Powoli wsunął tam najpierw jeden palec. Poruszał nim posuwiście, potem do tyłu i do przodu, w końcu na boki. Marta wiła się na materacu, rzucając głową w prawo i w lewo, coraz bliżej granicy spełnienia. Powtórzył tę samą pieszczotę dwoma palcami, wreszcie trzema. Pod koniec tych przygotowań wydawało mu się, że pierwszy orgazm da jej bez stosunku… Jednak nie – to nie była Edyta, to była Marta, dziewica bez doświadczenia; prawdopodobnie nawet palcówki robiła sobie dotąd sama.

    Przyłożył koniec swego narządu do wejścia – na szczęście było już śliskie od wilgoci. Zastanowił się, czy nie powinien uprzednio sięgnąć po prezerwatywę, jednak Marta znów nie protestowała. On zaś był tak podniecony, że nie rozumował jasno. Resztką logicznego myślenia uznał, że musi być zabezpieczona pigułką. Ostrożnie wsunął najpierw samą żołędź. Kobieta jęknęła cicho, jakby nie mogąc się zdecydować, czy to, co odczuwa, jest bólem czy rozkoszą. Wycofał się – westchnęła. Znów naparł, teraz wchodząc odrobinę głębiej, i wycofał się na powrót – kobieta znowu wydała jęk i westchnienie. Arek poruszał się wolno, lecz wchodził coraz dalej. Marta leżała z uniesionymi nogami, głowę odchyliła w bok, oczy miała przymknięte, usta rozchylone. Chyba już rozumiała, co się z nią dzieje; coraz bardziej otwierała się na rozkosz płynącą z penetracji. Dłonie zaciskała mu na ramionach, przyhamowując jego ruchy, by w swym podnieceniu nie posuwał się naprzód zbyt szybko.

    Nagle uczuł opór. Choć pierwszy raz miał do czynienia z dziewicą, w mig domyślił się, co to za przeszkoda.

    – Uważaj, teraz zaboli – szepnął tkliwie i naparł silniej. Marta wcisnęła usta w poduszkę, żeby nie krzyknąć, i nagle opór ustąpił. Arek nie był na to przygotowany, nie zdążył powstrzymać swego naporu; wszedł w nią gwałtownie, do końca. Skurczyła się na moment, a potem rozluźniła, zupełnie mu oddana. A on poczuł, że chyba już nie wytrzyma, że zaraz w nią wytryśnie… Ostatkiem woli znieruchomiał i, tak jak uczyła go Edyta, zacisnął zwieracz. Miał to wypraktykowane, więc zbliżające się uczucie błogości po chwili ustąpiło. Kryzys był zażegnany.

    Arek znów myślał trochę racjonalniej. Zgadywał, że przerwanie błony i tak głęboka penetracja – to musi być dla Marty za dużo naraz. A jednocześnie pamiętał, że pierwszy stosunek winien pozostawić jak najmilsze wspomnienia.

    Minimalnie uniósł się, odsuwając swoje podbrzusze od jej podbrzusza na tyle, by wsunąć dłoń. Odnalazł miejsce, gdzie była łechtaczka, i znów podjął jej pieszczotę. Marta, powoli uwolniwszy się od bólu, przymknęła powieki, od nowa zaczęła wzdychać i pojękiwać. Na koniec powtórnie wgniotła usta w poduszkę i ze stłumionym w ten sposób skomleniem przeżyła pierwszy w swym życiu orgazm podczas stosunku. Niestety teraz dla Arka to było za wiele: jej skurcze sprawiły, że nie mógł się już dłużej kontrolować. Wśród cichych stęknięć opróżnił jądra, zarazem napełniając wnętrze Marty.

    – Więc to jest tak – wyszeptała mu w ucho, czule gładząc dłońmi jego plecy. – Więc to jest ten seks. – Arek wyszedł z niej i chyba zaraz potem zasnął.

    Obudził się nad ranem. Kobieta spała przytulona do niego plecami i pośladkami. Poczuł, jak ta bliskość go podnieca. Jej ciągle młode, lecz już powoli dojrzewające ciało jawiło mu się w tym świetle jeszcze piękniej niż wieczorem. Sam nie wiedząc dobrze, co robi, pocałował ją w szyję. Westchnęła – nie był pewien, czy zrobiła to przez sen. Coraz bardziej pożądając Marty, sięgnął dłońmi do jej piersi.

    – Mmmmm, taaaaak… – usłyszał jej cichy głos.

    Zaczął niespiesznie masować jej sutki. Wolno ale nieprzerwanie kobieta stawała się coraz bardziej podniecona. Teraz prawą rękę położył na łonie Marty, głaszcząc wzdłużnie wargi jej cipki. Lewą dłonią ciągle pobudzał jej biust, zataczając ósemki tak, by żadnego z cycków nie zaniedbać. Jej krocze wilgotniało. Korzystając z tej naturalnej lubrykacji, obwiódł palcem naokoło jej odbytu. Soki popłynęły obficiej, tak, że mógł teraz całkiem śmiało stymulować łechtaczkę bez narażania jej na obtarcia. Oddech Marty stał się szybszy. Poruszyła biodrami, jakby chcąc mu pomóc. Jego palce wkradły się do jej pochwy. Była tak blisko odbytu, jeszcze bliżej niż u Edyty, która utrzymywała, że żadna z jej koleżanek nie ma tych dwóch dziurek bliżej siebie. W jej przekonaniu taka bliskość cechowała seksualne wariatki…

    Arek wiedział, że teraz każdy jego ruch odbija się echem w mózgu kobiety, wzbudzając gorączkę pożądania. Marta już nie tylko szybciej oddychała, zmieniał się także ton jej oddechu. Wdechy do półotwartych ust przechodziły w mimowolne “Aaachchch…”, wydechy coraz bardziej przypominały jęk lubości. Jej piersi nabrzmiewały, brodawki tężały w ostre kamyczki. Jej biodra tańczyły miłosny taniec, napierając pośladkami na jego rosnący fallus i znów się cofając. Jej waginka – wyczuł to palcami – rozszerzyła się, gotowa na przyjęcie oczekiwanego niecierpliwie gościa…

    Edyta nauczyła go, że w pozycjach tylnych kobiecie łatwiej jest osiągnąć orgazm. Nie zmieniając więc położenia, lekko podniósł udo Marty i wprowadził w jej wnętrze samą główkę penisa. Nie musiał nic więcej robić, samym ruchem bioder wcisnęła go głębiej w siebie…

    Jeśli nawet poprzednie doznania przeżywała w półśnie, ta penetracja obudziła ją zupełnie, wydobywając z jej gardła śpiewne westchnienie zachwytu. – Tak… dalej… – poprosiła – dalej… taaaaaaak…

    Chwycił Martę za biodra. Brał ją czule, łagodnie, a jednak stanowczo; zdobywał jej wnętrze rytmicznymi ruchami zgranymi z falowaniem jej bioder, każdym pchnięciem wchodząc jeszcze dalej. Jej oddech oszalał, chyba nie mogła już mówić, a tylko powtarzać ciche, radosne “ooooo… ooooo…”, kiedy wypełniał ją sobą coraz bardziej, coraz głębiej. Aż wszedł do końca, a jej biodra wciąż się poruszały, zapraszając go do kolejnych pchnięć i wycofań, i pchnięć. Żadne z nich dwojga nie miało już wpływu na to, co robi. Ich ruchami kierowała siła nieskończenie większa od nich i mająca swój własny cel. Ruchy ich bioder zdawały się trwać od zawsze i na zawsze, nie mieć początku ani końca. A jednak miały swój koniec, gdy ostatnie “ooooo” wyrwane z krtani Marty urosło w przeciągłe “oooooooooooooo”, gdy jej pochwa i macica zapulsowały mocnymi skurczami, gdy nastoletni penis Arka wystrzelił w jej dorosłe wnętrze ciepły strumień nasienia.

    Z wolna dochodzili do siebie po ekstazie. Podniecenie chłopca opadło, jego prącie zmalało do tych kilku centymetrów tkanki łącznej, z którymi Marta wczoraj poczuła się tak bezpiecznie… Dziewczyna obróciła się twarzą do sprawcy swej rozkoszy. Patrzyła na niego, uśmiechając się słodko.

    – Dziękuję ci, Areczku – powiedziała tkliwie. – Tylko następnym razem pamiętaj o gumce, bo ja nie… Rozumiesz, ja nie używam…

    – Przepraszam cię, Martusiu. – Arek poczerwieniał ze wstydu. – Nic nie mówiłaś, myślałem…

    – Ja też byłam podniecona. Ale nic się nie stało. – Objęła go i pocałowała. – Chcę, żeby był następny raz – dodała z uśmiechem, czule pieszcząc jego dłonie. – Tylko, tak jak ci mówiłam, nie jestem jeszcze gotowa na…

    Nikt nie przyłapał ich razem – Arek przed pobudką wyszedł niezauważony przez okno.

    Przemycanie się do internatu byłoby na dłuższą metę kłopotliwe i ryzykowne – szczególnie dla Marty, która mogłaby przez to utracić pracę wychowawczyni. Tak więc od tej pory zwykle po prostu czekali, aż plaża opustoszeje. Kochali się najczęściej schowani między wydmami, czasami w motorówce wyciągniętej na brzeg, na stojąco w kabinie przebieralni, a raz odważyli się zrobić to na brzegu, opryskiwani przez fale. I oczywiście zawsze pamiętali o prezerwatywach. Arek chciał wziąć to na siebie, lecz Marta wymogła na nim, by kupowali je na zmianę. W końcu, jak mówiła, był to ich wspólny seks i oboje powinni być na równi za niego odpowiedzialni.

    Z każdą wspólną nocą na plaży i każdym spacerem we dwoje w ciągu dnia Arek był coraz bardziej pewny, że Edyta miała słuszność. Nigdy jej nie kochał i wątpił też, by ona kochała jego. Dopiero Marta była jego pierwszą wielką miłością i w ogóle nie przeszkadzało mu, że jest od niego o pięć lat starsza. Nie było przy tym aż tak ważne, czy w danej chwili uszczęśliwiał jej małą cipkę swoim potężnym kutasem, czy jedynie patrzył, jak na wieczornej przechadzce promienie słońca błyszczą w jej włosach. Cokolwiek to było, czuł, że ani tego, ani niczego innego nie chce robić z żadną inną dziewczyną, czy miałaby to być Edyta, czy któraś ze szkolnych piękności, czy nawet gwiazda z pierwszych stron kolorowych czasopism. Pragnął iść z Martą przez życie. Po skończeniu szkoły zamierzał się z nią ożenić – miał nadzieję, że do tego czasu będzie już gotowa na związek. Na razie nie mówił jej o tych marzeniach, żeby go nie wyśmiała. Niemniej widział, że i ona chce jego towarzystwa nie tylko w seksie. Wciąż dobrze im się rozmawiało i milczało, i po prostu dobrze im się było razem.

    Kończył się sierpień. Arek musiał wracać do szkoły, Martę czekała praktyka studencka w Katowicach. Jednak umówili się na ferie zimowe.

    Pozostawali kontakcie telefonicznym i początkowo były to zwykłe rozmowy zakochanych. Wspominali pobyt nad morzem, planowali wspólne dwa tygodnie w mieszkaniu jej koleżanki, która wyjeżdżała za granicę. Od pewnego jednak czasu Marta zrobiła się jakaś dziwna. Odpowiadała zdawkowo, kierowała rozmowę na tematy neutralne. Kiedy pytał ją, co się stało, odpowiadała, że wyjaśni wszystko, gdy się spotkają.

    Kiedy nastał luty, Arek jechał do Katowic z nadzieją. Myślał, czy może ten jej dziwny nastrój Marty nie wynika z tęsknoty. Liczył, że kiedy się zobaczą, kiedy ona przypomni sobie ich wspólne przeżycia, znów będzie taka jak dawniej.

    Byli umówieni w kawiarni na rogu, blisko dworca. Gdy Arek się zjawił, Marta czekała na niego przy stoliku w najdalszym kącie. Miała na sobie ciemnozieloną sukienkę za kolana, z długimi rękawami, bez dekoltu. Była smutna i zgaszona, a co gorsza, jego widok wcale nie poprawił jej nastroju. Poprosiła, by usiadł.

    – Jestem w ciąży – wyznała.

    – Czy…? – Dalszy ciąg pytania nie chciał przejść mu przez gardło. Odpowiedź wydawała się oczywista: dziewczyna, którą pokochał, zaszła w ciążę z kimś innym, z kim najwyraźniej jest, tylko nie chciała tego powiedzieć przez telefon… Dlaczego tak długo robiła Arkowi nadzieję?!

    – Z nikim oprócz ciebie jak dotąd nie współżyłam. I jestem w szóstym miesiącu. Czyli od sierpnia.

    – Ale jak to? – Arek miął wrażenie, jakby posadzka pod nim rozsypała się w ruchome piaski. – Przecież używaliśmy…

    – Tej pierwszej nocy nie używaliśmy, nie pamiętasz?

    – To był tylko raz…

    – Dwa razy, Arku: wieczorem i rano. Żeby zapłodnić kobietę, wystarczy jedna kropelka spermy w odpowiednim momencie. A ty obdarowałeś mnie więcej niż kropelką.

    Sam nie wiedział, co ma odpowiedzieć, co powinien zrobić, a czego chce. Czy ma poprosić Martę o rękę? Jest ojcem jej dziecka, nie powinna odmówić… I co dalej? Rzucić szkołę i znaleźć pracę? Co z maturą i ze studiami, które planował? Jaką posadę dostanie z niepełnym średnim wykształceniem, ile zarobi, jak utrzyma żonę i dziecko…?

    – Mam kolegę, który od dawna kocha się we mnie. – Marta mówiła spokojnie i rzeczowo. – Skończył studia i pracuje. Poprosił mnie o rękę. Nie przeszkadza mu, że ktoś inny zrobił dziecko, chce je wychować jak własne. Nie musisz się o nic martwić, Arku. Tak będzie lepiej dla nas wszystkich: dla ciebie, dla mnie, dla dziecka, dla mojego narzeczonego.

    Wstała i wówczas Arek zauważył wypukłość jej brzuszka. Miał ochotę płakać.

    – Ale to jest przecież nasze dziecko – powiedział, a w jego głosie dźwięczał niezdarny młodzieńczy bunt. – Twoje i moje. Kocham cię. Wiem, że ty mnie kochasz. To dziecko wzięło się z naszej miłości, Martusiu, z naszej!

    Popatrzyła na niego ze smutkiem.

    – To wszystko prawda – odrzekła, unikając wzroku chłopca. – Ale nasze dziecko nie powinno się nigdy dowiedzieć tej prawdy. Ani ono, ani nikt tutaj. Tak będzie najlepiej dla niego.

    – A dla nas? – spytał Arek płaczliwie. – A dla ciebie i dla mnie, Martusiu?

    Nie odpowiedziała. Po prostu wyszła. Został sam przy stoliku.

    Wrócił do domu najbliższym pociągiem, ale przez resztę ferii był nie do życia. Dopiero w szkole Edyta na przerwie spytała go, co mu jest. Z początku zbywał ją niezbyt sympatycznie, odpowiadając, że to nie jej sprawa. Była jednak zbyt dobrą kumpelą, żeby odpuścić. W końcu po szkole opowiedział jej wszystko.

    Popatrzyła na niego bardzo poważnym, bardzo dorosłym wzrokiem.

    – Czym ty się martwisz? – spytała. – W tej sytuacji nie mogło się stać lepiej. Rozumiem, zakochałeś się w niej, a może też ona w tobie. Być może ten związek miałby taką czy inną przyszłość, gdyby nie dziecko. Ale tak? Jak ty to sobie wyobrażasz? Tobie teraz nie są potrzebni żona i dziecko, przecież zdajesz maturę i idziesz na studia. Z kolei ona potrzebuje kogoś, kto się zaopiekuje nią i dzieckiem, nie nastoletniego chłopca, którym ona musiałaby się opiekować! A w ogóle to powinieneś być jej wdzięczny. Przeżyłeś z nią, jak rozumiem, coś bardzo fajnego. W dodatku przekazałeś swoje geny, a co najlepsze, nie ponosisz za to żadnej odpowiedzialności! Jeszcze nic nie rozumiesz? Ta dziewczyna pokazała ci, że naprawdę cię kocha…

    – To co ja mam teraz robić? – zapytał płaczliwie Arek.

    – Zapomniałeś, że masz mnie, swoją najlepszą kumpelę? – roześmiała się Edyta. – Chodźmy do mnie, moich rodziców jeszcze nie ma w domu. Pomogę ci zapomnieć o tej dziewczynie. Tylko pamiętaj o gumkach, bo wiesz…

    Parę lat później, gdy z Edytą byli już po studiach i po ślubie, podczas nadmorskich wakacji Arek spostrzegł na ulicy Martę. Szła z przeciwka z jakimś facetem, z wyglądu dość sympatycznym. A między nimi szedł w podskokach kilkuletni chłopczyk, który z wyglądu bardzo kogoś przypominał. Wszyscy troje sprawiali wrażenie szczęśliwych. Tak szczęśliwych, jak on i Edyta.

    Kiedy obie rodziny mijały się, Marta rzuciła Arkowi jedno krótkie spojrzenie. Edyta, zauważywszy to, spojrzała na niego pytająco. Kiwnął głową i więcej do tego nie wracali.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Pisatiel

    Trochę nietypowa historia o miłości.

  • Wstep “Nie wiem kim jestem” cz II

    Następnego dnia obudziłem, się dość wcześnie była zaledwie 6 rano nieświadomy wydarzeń z poprzednich dni byłem na tyle wyspany i gotów wstać, lecz przypomniało mi się wszystko, sparaliżowało mnie, jak ja jej spojrzę w oczy. Mijała kolejna godzina, mój strach przed tym wszystkim nie pozwalał mi ruszyć palcem a co tu dopiero wstać. Zadawałem sobie pytania, dlaczego mi się to podobało? Facet, który ubiera damskie ciuszki czy to coś normalnego doszedłem do jednego wniosku, dlaczego mi się to podoba, czy ja chce uprawiać seks, ale po tej drugiej stronie? Czy ja chcę być dziewczyną? Nie wiedzieć, czemu uśmiechnąłem się sam do siebie. Moje spekulacje przerwał dźwięk drzwi sypialni mojej siostry, która powędrowała na parter. Mnie jednak wrócił strach, przed tym dniem może jednak poleżę sobie cały dzień w łóżku, lecz uczucie głodu jednak postawiło na wygraną, wstałem, ubrałem się, stojąc przed swoimi drzwiami, wziąłem głęboki oddech, mówiąc sam do siebie, kurwa jestem facetem czy nie otworzyłem je i skierowałem swoje kroki ku kuchni, lecz na schodach w połowie drogi moja odwaga mnie opuściła, słysząc, kroki w kuchni wiedziałem, że ona tam jest. Kolejny głęboki oddech stanąłem w drzwiach, z opuszczoną głową słysząc słowa

    -Hej wstałeś, już to dobrze akurat zrobiłam nam śniadanko. -powiedziała to tak kojąco, że dodało mi to jakiejś rodzaju odwagi.

    -Dzięki.- odpowiedziałem, siadając do stolika

    Podała mi na talerzyku kilka kanapek i herbatę z cytryną, gdy brałem łyk tej pysznej herbatki, o mało się w mniej nie utopiłem.

    -W tej chyba będzie dobrze.- pokazując mi blond perukę na swoim telefonie, kończąc swoje słowa szerokim uśmiechem

    -Żartujesz.- wyszeptałem, tylko na tyle mnie było stać moja twarz natychmiast, zrobiła się bardzo czerwona, cały zacząłem się trząść, ona to zauważyła podeszła do mnie od tyłu, przytuliła mnie i szepnęła mi do ucha.

    -Nie wstydź się. Nie bój się, myślę, że w środę wszystko będzie gotowe.

    W głowie mi się nie mieściło to wszystko, co będzie gotowe, zadałem sobie pytanie.

    -Powiedziałem, że nie chce.- powiedziałem to drżącym głosem.

    Nie dostałem odpowiedzi, lecz przytuliła mnie mocniej, czułem jej oddech na karku. Gdy mnie w końcu puściła, znów mi szepnęła do ucha

    -Na-ta-lko.- kończąc, to buziakiem w policzek, po czym wzięła swój talerzyk i kawę i udała się do salonu.

    Wmurowany tam siedziałem, co tu się tak właściwie stało czy ona nazwała mnie Natalką? Co ja teraz mam zrobić? I co się kurwa zacznie w środę? Chciałem umrzeć, zapomnieć o tym wszystkim. Dokończyłem śniadanie, odniosłem talerz do zlewu. Nie wiedziałem, co mam zrobić, iść do swojego pokoju i płakać czy postawić na swoim i się z nią skonfrontować.

    Pewnym krokiem z resztką odwagi, która mi jeszcze pozostała udałem się do salonu, stanąłem na środku, spojrzałem na nią, tym razem coś tam kilka na swoim laptopie powiedziałem.

    -Powiedziałem ci, że nie chce, to był jednorazowy wybryk nastolatka.- powiedziałem to stanowczo

    Spojrzała na mnie z tym swoim uśmiechem, lecz jej twarz po chwili zrobiła się poważna.

    -Nie obchodzi mnie twoje zdanie kochaniutka, jeżeli chcesz, to mogę to zrobić inaczej, powiem wszystkim, że sobie nosisz moją bieliznę. Co ty na to mała suko?- kończąc to wszystko sarkastycznym uśmiechem

    -Będziesz mnie szantażować?.-powiedziałem to z łzami w oczach

    -Nie chcę, ale mi nie pozostawiasz wyboru, zresztą już kupiłam ci dwie peruki koniec tematu.- powiedziała to bez emocji i znów wróciła wzrokiem w kierunku laptopa.

    Wybiegłem z salonu, pobiegłem do swojego pokoju, trzasnąłem drzwiami, położyłem się, prawie już płacząc z braku siły do tego wszystkiego. Jednak mimo całej tej ponurej aury, jaka mi towarzyszyła, pojawiła się nadzieja, może jej się poddam, to w końcu jej się znudzi. Jakoś się uspokoiłem, odpaliłem kompa i jakąś pierwszą lepszą muzykę. Gdy nagle Iza weszła do mojego pokoju z workiem na śmieci.

    -Czas na małe porządki.- powiedziała to, otwierając moją szufladę z bokserkami, zaczęła je pakować do worka. Nie wierzyłem, że to się dzieje, nie mogłem nic wydusić z siebie, po czym wyszła i wróciła po dłuższej chwili, mając ze sobą sporą ilość swoich majtek, wrzuciła je do szuflady, wybrała, jedne były to koronkowe bokserki w kolorze turkusowym, rzuciła mi je na kolana i powiedziała.

    -Te, co masz na sobie, też zabieram.- stojąc pewnie na środku w moim pokoju.

    -No już zdejmuj je.-jej twarz zaczęła robić się poważna

    -Możesz wyjść?- zapytałem

    -Czyżby moja suczka się wstydziła? Zapytała sarkastycznie, po czym mnie zostawiła.

    Spojrzałem na te majtki, nie wiedzieć, czemu znów się podnieciłem, zdjąłem spodnie i bokserki złapałem za nie. Ubierając je, stałem się podniecony na maksa. Pytałem sam siebie, dlaczego mi się to podoba? Wstałem, wsunąłem spodnie i jak na ścięcie poszedłem w kierunku jej pokoju, drzwi były otwarte, ona przebierała swoje rzeczy, niektóre rzucała na łóżko, spojrzała na mnie

    -Wrzuć je do worka, tam jest-.pokazując mi palcem.

    Więc tak zrobiłem i miałem już wychodzić moje plany jednak przerwał jej głos

    -Spodnie w dół i pokaż się. Powiedziała z uśmiechem

    -Ale…-moja odpowiedź została przerwana, gdy do mnie podeszła i odsłoniła je sama

    -Grzeczna dziewczynka. Możesz iść.- kończąc to klapsem w mój pośladek.

    Siedząc już w swoim pokoju, czułem tę koronkę na moich pośladkach, jak i swoim penisie. Nagle pojawiała się myśl przecież jutro mam szkołę, co ja zrobię? Oparłem swoją głowę o biurko, najwyżej zostanę znienawidzony przez wszystkich. Odpaliłem sobie jakąś grę i tak mi jakoś czas zleciał, gdy usłyszałem krzyk mojej siostry, że obiad jest gotowy, poszedłem, usiadłem przy stole już czekało spaghetti, złapałem za widelec i zacząłem jeść,

    Iza również się dosiadła i powiedziała

    -Dziś czy w środę pozbywamy się twojego zbędnego owłosienia

    -Po obiedzie ok?.- chyba kompletnie się jej poddając.

    Resztę obiadu dokończyliśmy w kompletnej ciszy. Postanowiłem pozmywać, gdy wówczas moja siostra biegała raz do góry raz do łazienki, kątem oka tylko widziałem, co ona tam robi, gdy już skończyłem, akurat mnie zawołała.

    -Natalko chodź! Już mam wszystko gotowe.

    Nie przejmując się już tym kompletnie, że nazywa mnie inaczej, ale niech będzie stałem w tej łazience jak słup moje rozkojarzenie, przerwała komenda

    -Rozbieraj się!

    Tak, więc zrobiłem mój wstyd i tak już wyżej sięgnąć nie mógł, w co mi tam. Stałem nagi, rękami zakrywając swoje przyrodzenie, gdy nagle złapała mnie za rękę i skierowała do wanny, gorąca woda, jej kosmetyki drażniły mój nos, lecz pozytywnie czułem się jak król czy może powinienem powiedzieć królowa. Dostałem nagłych dreszczy, gdy poczułem jej dłonie, które myły moje ciało, jej delikatne ruchy sprawiły, że mój oddech przyspieszył, wygiąłem się jak struna, gdy ona celowo drażniła moje sutki, nic przy tym nie mówiąc, miała tylko ten swój szeroki uśmiech i oczy pełne pożądania. Kazała mi wstać, mój penis był na maksa twardy, a ona była naprzeciw niego, jednak go kompletnie ignorowała. Zaczęła mi golić nogi, był w tym jakiś pewien rodzaj magii, bo mi się bardzo podobało. Była bardzo delikatna, nie wiedziałem, nawet, kiedy zrobiła porządek na moim penisie, w takim stanie się znajdowałem, kazała mi się odwrócić i lekko wypiąć tak też zrobiłem, szybko się z tym uwinęła i na koniec przejechała mocniej palcem po mojej dziurce, nie wiedzieć, czemu wydałem mimowolny jęk. Prawie upadłem w amoku, usłyszałem jej słowa.

    -Widzisz, podoba ci się. Poleż sobie jeszcze chwilę.- powiedziała i wyszła.

    Tak też zrobiłem, moje nogi ocierały się o siebie, podniecając mnie jeszcze bardziej żadnego włoska wszystko takie gładkie. Moje odczucia sięgały zenitu. Słowa mojej siostry przerwały mi ten błogi stan.

    -Wstawaj suczko.- powiedziane, to było w bardzo pozytywny sposób.

    Będąc w amoku tego wszystkiego, podała mi ręcznik, wytarłem się cały. Gdy ona zaczęła coś we mnie wcierać jakiś krem czy coś nie mogłem wydusić z siebie nawet sylaby. Gdy skończyła, podając mi luźne różowe szorty oraz czarną koszulkę na ramiączkach ubrałem to, nie miałem żadnego sprzeciwu na koniec różowe stópki. Odwróciła mnie w kierunku lustra i powiedziała.

    -Widzisz, jaka jesteś śliczna, w środę już będziesz mogła wyrwać chłopaków na mieście.-odebrałem to pół żartem pół serio.

    Tak niewiele a zmienia to mnie kompletnie wszystko, od głowy w dół widziałem tam śliczną nastolatkę. Posprzątałem po tym moim rytuale i poszliśmy do salonu, usiadłem tak trochę nieśmiało. Iza powiedziała może jakiś serial do końca dnia, lecz gdy to nastąpi, muszę, ci coś powiedzieć

    -Od dziś w domu chodzisz tylko w damskich ubraniach, w twoim pokoju masz inne ubrania. Do środy masz więcej luzu, więc nie będziesz miała dużo zadań. Pamiętaj, że musisz dbać o swoje ciało codziennie. A co do szkoły to na razie musisz ubierać się normalnie. I od teraz mówisz w formie żeńskiej. Czy to jasne?

    -Tak zrozumiałam.-powiedziałem nieśmiało

    -Pamiętaj, Za dobre zachowanie dostaniesz nagrodę za złe karę. Rozumiesz

    -Rozumiem.- wyszeptałem.

    Wszystko to wydawało mi się nielogiczne jak w jakimś śnie. Jak teraz będzie wyglądać moje życie, co z Marciem jak ja mu to wszystko powiem. Miałem tyle pytań. Jednak to uczucie gładkiej skóry dawało górę. Mijały kolejne odcinki, położyłem głowę na jej kolanach i tak jakoś zasnąłem .CND

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Natalka Yep
  • Osiemnastka siostry cz.3

    Nie mogłem dojść do siebie po tym co właśnie się wydarzyło.

    Próbowałem usnąć po całej tej sytuacji, ale zamykając oczy miałem w myślach, to co było jeszcze przed chwilą.

    Długo nie musiałem próbować usypiać, ktoś zapukał mi do pokoju.

    -proszę -powiedziałem

    Otwarły się drzwi i zobaczyłem uśmiechniętą Sandrę, weszła i od razu przekręciła kluczyk w drzwiach mojego pokoju.

    Usiadła przy biurku, po czym wyciągnęła coś z kieszeni.

    Domyśliłem się po chwili co to.

    Rozsypała, zrobiła dwie kreski i powiedziała:

    -chodź Ty też masz się dobrze bawić

    Bałem się, nigdy nie brałem narkotyków.

    Sandra widząc moje wątpliwości zdjęła koszulkę, pokazując mi śliczny koronkowy czarny stanik w którym jej jędrne młode cycki ledwo się mieściły i pokazała paluszkiem, że mam podejść.

    Nie wiedziałem co robić, ale widok jej cycków mnie przekonał, wstałem i podszedłem do Sandry.

    Podała mi zwinięty banknot i powiedziała:

    -wciągaj całą

    Nie zastanawiając się dłużej, wciągałem nosem całą kreskę, to co poczułem po chwili było nie do opisania.

    Sandra wciągała swoją kreskę, uśmiechnęła się i powiedziała:

    -teraz będzie akcja, kreska to był początek

    Podeszła i wyciągnęła mi kutasa z majtek, zaczęła bawić się rączką, po dłuższej chwili stanął.

    -tak ma być, twardziel ma stać -powiedziała Sandra

    Po czym wzięła go całego do ust, a moją rękę nakierowała na swoje plecy.

    Rozpiąłem jej stanik, naćpany przestałem się już kontrolować.

    Zacząłem ręką bawić się jej cyckami, gdy ona brała mojego kutasa do ust.

    Bez żadnych oporów i jej podpowiedzi wziąłem ją za głowę i zacząłem nabijać na kutasa.

    Zaczęła się nim dławić, ale widać było, że jej się to podoba.

    -ssij suczko -powiedziałem rozkazująco

    Nie poznawałem siebie, ale to zasługa mojego stanu po narkotykach.

    Nabijałem jej buzię z całej siły na kutasa.

    Chyba nawet ona się tego nie spodziewała, bo chwilami zapierała się rękami o moje uda.

    -nie ma tak łatwo, zaraz będziesz połykać spermę swojego pana -powiedziałem jeszcze śmielej

    Przytrzymałem jej głowę i spuściłem się do gardła, ledwo połykała te salwy spermy.

    Wyciągnąłem kutasa.

    -pociekło Ci po buzi suczko, zbieraj to i połykaj

    Posłusznie to zrobiła, następnie wzięła mojego kutasa i zlizała do czysta też jego.

    Nagle ktoś zapukał w drzwi.

     

    CDN…

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Adam Bliski
  • Dziwna delegacja

    Relacja między Łukaszem a Marią od zawsze była dziwna. Znali się od dawna, wiedzieli o sobie wszystko, ale nie sypiali ze sobą. Każde z nich miało swoje życie. Były momenty, że życia te się trochę zbliżały, potem znów się oddalały.

    Pewnego dnia Łukasz znowu jechał na delegację. Tym razem przyszedł mu do głowy pomysł – nigdy nie myślał, że tak to się może później skończyć. Zapytał się Marii, czy nie ma ochoty się z nim przejechać – wyjazd krótki, tylko jedna noc. Maria specjalnych planów na najbliższe dni nie miała, więc się zgodziła. Tym bardziej, że miała ochotę trochę pospacerować i pozwiedzać w samotności.

    Kilka dni później nadszedł dzień wyjazdu. Łukasz odebrał Marię z miasta i razem pojechali. Łukasz zaczął w dość dziecinny sposób “podrywać” Marię. Wspominał co chwilę, że jeszcze nigdy nie ruchał się na parkingu w lesie, albo że dawno nikt mu nie robił loda w aucie. Maria starała się ignorować te sugestie, ale też nie miała o nie żadnych pretensji. Zaczęły jej pewne myśli chodzić po głowie…

    Po kilku godzinach dojechali na miejsce. Umówili się, że teraz się rozstaną – Maria będzie zwiedzać miasto, a Łukasz zajmie się swoimi służbowymi sprawami. Dzień upłynął dosyć szybko – każdy robił to, co do niego należało. Wieczorem zajechali do hotelu. Łukasz już miał tam rezerwację – wszystko załatwiła mu firma. Wtedy, nie pytając w ogóle Marii o zdanie, poprosił recepcjonistkę o dopisanie jeszcze jednej osoby do jego pokoju, ale tak, by na rachunku firmowym nie było tego widać. Recepcjonistka uśmiechnęła się pod nosem. Widać, że nie pierwszy raz taką akcję przerabiała. Maria i Łukasz zostawili swoje rzeczy w pokoju i poszli zjeść kolację. Wypili przy okazji odrobinę alkoholu, która ich dość mocno rozluźniła.

    Po pewnym czasie przenieśli się do pokoju. Maria spojrzała na Łukasza:

    – I co, wziąłeś wspólny pokój, bo chcesz mnie przelecieć?
    – Wiesz, przyszło mi to do głowy. Wolałem, żebyśmy byli przygotowani na każdą ewentualność.
    – Nie sądzę, byś dostąpił zaszczytu seksu ze mną – ale mogę sprawić, że dzisiejszej nocy nie zapomnisz.
    – Brzmi interesująco…

    W tym momencie Łukasz zaczął namiętnie całować Marię, która to nie protestowała. Po chwili powiedziała:

    – Dosyć tego dobrego. Rozbieramy się i idziemy do łazienki.

    Poszli do łazienki, Łukasz zaczął napuszczać wody do wanny. Na to Maria przerwała:

    – Powoli, nie tak szybko.
    – Jak to? Przecież chciałaś się kąpać?
    – Nie, nie, chciałam iść do łazienki.

    Powoli Łukasz zaczynał rozumieć, co się dzieje.

    – Dobrze wiem, że od dawna o tym marzyłeś, więc teraz to dostaniesz – ale na moich zasadach.

    Maria kazała mu się rozebrać i położyć we wannie. Sama też sie rozebrała i weszła do wanny, po czym powiedziała:

    – Wiesz, że jak każda kobieta lubię złoto. Ale teraz to ty dostaniesz złoto ode mnie – mój złoty deszcz.

    W tym momncie Maria zaczęła sikać na klatę Łukasza. Ponieważ widziała u niego sporą dozę podniecenia, postanowiła pójść o krok dalej. Ustawiła się bliżej jego twarzy i kazała mu otworzyć usta – wspaniały złoty nektar poleciał wprost do buzi Łukasza. W pierwszej chwili Łukasz wypluł siuśki Marii. W tym momencie dostał ostrego liścia i kopniaka w jaja:

    – Co ty kurwo zrobiłeś? Czy ja ci pozwoliłam wypluć mój nektar? Mam nadzieję, że to już się nie powtórzy!

    Piwo miało swoje efekty – Maria nadal miała spore zapasy i drugi raz nasikała Łukaszowi do ust – tym razem kazała mu wszystko przełknąć, co Łukasz zrobił z – koniec końców – nieskrywaną przyjemnością. Ostre zabawy to jedno – ale w końcu się przyjaźnili, wiec Maria pozwoliła Łukaszowi, by zajął się jej piersiami. Podczas pieszczot piersi Łukasz zaczął się również dobierać do jej cipki – na to jednak Maria nie pozwoliła. Zasugerowała jedynie, że może jej osikaną cipkę dokładnie wylizać. Ta perspektywa Łukaszowi się bardzo podobała. Po cichu liczył na to, że Maria zrewanżuje mu się lodzikiem – jednak nic takiego się nie zdarzyło. Po kilku minutach pieszczot Maria była coraz bliżej orgazmu, jednak jeszcze tego nie chciała i postanowiła przerwać zabawy.

    Napuścili wody do wanny i wzięli wspólną kąpiel. Wszelkie próby pieszczot cipki czy seksu były skutecznie przez Marię powstrzymywane. Wyszli z wanny i Maria zasugerowała, by się nie ubierać. Kazała Łukaszowi położyć się na łóżku. Łukasz znowu liczył na to, że Maria zrobi mu laskę – jednak ona miała inne plany. Stanęła nad jego twarzą, ukucnęła. “Oho, będzie 69” – pomyślał Łukasz. Nic z tego. Maria usiadła mu na twarzy – tym razem tak, żeby jedyne co Łukasz miał przed sobą, to jej kakaowe oczko. Cała sytuacja mocno go zaskoczyła i nie wiedział za bardzo co ma robić.

    – Cipkę już mi wymęczyłeś. Nie lizałeś nigdy dupci? Do roboty!

    Faktycznie, Łukasz nigdy tego nie robił. Po cichu marzył o tym, ale zawsze bał sie to zaproponować. Zaczął więc całować i lizać mały, ciasny otworek swojej Marii. Zaczęło go to bardzo podniecać. Ku jego zdziwieniu, Maria sprawiała wrażenie jeszcze bardziej podnieconej. Łukasz postanowił pójść o krok dalej – zaczął swoim językiem coraz mocniej napierać na dziurkę Marii – po krótkiej chwili delikatnie się rozluźniła i bez problemu mógł koniuszkiem języka penetrować jej dupcię. Nigdy nie sądził, że będzie to takie ciekawe uczucie. Maria jęczała coraz bardziej, aż w końcu sama zaczęła masować palcami swoją łechtaczkę. Jednocześnie coraz bardziej swoją pupą dociskała twarz Łukasza. Po chwili Łukasz poczuł coś mokrego na swojej klacie – mimo, że się przyjaźnił z Marią, to nie miał pojęcia, że przy dużym podnieceniu tryska swoimi soczkami.

    – Co, nie widziałeś czegoś takiego?
    – No nie.
    – Jak chcesz, możesz posmakować.

    Łukasz grzecznie posłuchał i smak soczków bardzo mu się spodobał. Maria widziała, że jest podniecony, zadowolony – ale jest jakieś “ale”.

    – No wyluzuj już, zrobię ci tego loda.
    – Super!

    Do tego to miała talent. Ekspresowo wzięła całego do buzi i pięknie się nim zajęła. Podniecenie Łukasza było tak duże, że na spust nie trzeba było długo czekać. Oczywiście nie ostrzegł jej i wszystko poleciało do buzi. Reakcja Marii była błyskawiczna – dała Łukaszowi soczystego całusa w usta. Po wszystkim położyła się do łóżka i powiedziała:

    – Idę spać. I pamiętaj, zgodnie z obietnicą – żadnego seksu nie będzie.

    Słowa dotrzymała – mimo delikatnych podchodów Łukasza, seksu nie było. Następny dzień był właściwie zwyczajny. Zjedli śniadanie, Maria kontynuowała zwiedzanie, a Łukasz zajął się pracą. Po południu zjedli obiad, wrócili do domu. Łukasz nie wiedział co ma o tym wszystkim myśleć. Na odchodne Maria powiedziała:

    – Ja to już nie raz robiłam, ale z tobą był bardzo fajnie. Jeszcze będę mieć jakieś ciekawe pomysły… Pa
    – Pa.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Lukasz Nowak

    Tu nie ma błędów – sprawdzałem kilka razy.

  • Braterstwo cz.9

    Postanowiłem jednak wykorzystać jego dobry humor i poruszyć sprawę Marka. Obiecałem przecież Mbu, że postaram się pomóc wprowadzić ją ponownie do rodzimej społeczności.

    – Chcę zawrzeć braterstwo z Markiem, czy masz coś przeciwko temu? – zapytałem wprost.

    – To jest wasza sprawa. Jeśli on też chce, to ja nie mam na to wpływu. Jednak ponieważ obaj jesteście tu nowi i biali, nie mam pewności czy przeprowadzicie cały rytuał zgodnie z naszą tradycją, dlatego musi z wami pójść jeszcze ktoś z naszego plemienia.

    – Może Bale? – zaproponowałem, chcąc przy okazji trochę się odegrać na Marku. Już sobie wyobraziłem jakie przerażenie wzbudzi w nim potężny oręż mojego wielkiego brata i jaką będę miał frajdę widząc Marka nadzianego na ten ruszt.

    – Nie. Bale jest mi potrzebny, bo to jeden z największych wojowników. A w nocy nasi strażnicy dostrzegli obcych ludzi w pobliżu wioski. Musimy być czujni.

    – Czyli ty też nie możesz z nami pójść. A może w ogóle powinniśmy z tym poczekać?

    – Może i tak. Choć z drugiej strony, jeśli pójdziecie teraz, to wróci z wami jeden dodatkowy wojownik. Tak, nie warto tego odwlekać. Znajdź sobie nowego brata z naszego plemienia i wyruszajcie niezwłocznie.

    – A co byś powiedział na Zindu?

    – O to bardzo mądry wybór!

    – Dlaczego aż tak mądry?

    – Bo zyskasz brata, który nie będzie zainteresowany dosiadaniem twojej kobiety.

    – Jak to?

    – No tak. On woli wojowników.

    – I akceptujecie to?

    – Oczywiście! A do kogo pójdziesz z twardą dzidą, jak twoja kobieta ma krwawe dni, a wszyscy wojownicy są w wiosce? I nie ma żadnej, o którą mógłbyś zadbać?

    – Więc ty też jesteś jego bratem?

    – Zobacz – to jest jego znak. Zindu ma najwięcej braci w wiosce.

    – Rozumiem, że kiedy mnie nie będzie zadbasz o moją Adę?

    – Niczego jej nie zabraknie. Możesz być spokojny.

    – Jej norka lubi być lizana. Nie zapomnij o tym, a odwdzięczy ci się – podpowiedziałem na koniec.

    – Będę o tym pamiętał. Poszukaj Zindu i porozmawiaj z Markiem. Muszę odpocząć po nieprzespanej nocy.

    Poszedłem najpierw do zagrody z kozami. Mbu właśnie wyprowadzała je na pastwisko, kiedy dostrzegła, że się zbliżam.

    – Cześć! Zastałem Marka?

    – Cześć! Poszedł na stronę, ale zaraz powinien wrócić. Zostawił tu broń. A co?

    – Mam dobre wieści. Zawrę z nim braterstwo, więc będziecie mogli opuścić tę zagrodę, wybudować chatę i normalnie żyć.

    Uśmiech jaki rozświetlił jej twarz był przepiękny i wart każdego poświęcenia. W niezwykle ekspresyjnej eksplozji radości rzuciła się na mnie, obejmując swoimi długimi ramionami i ściskając z całych sił. Czarne, cudowne piersi zostały zmiażdżone na mojej klacie, gęsto owłosiona cipka przywarła do uda, a gorące wargi obcałowywały czoło, policzki szyję, by wreszcie wylądować na ustach. Przez krótką chwilę odpowiadałem na pieszczotę jej wydatnych warg i uwierzcie mi, naprawdę chciałem się całkowicie zapomnieć – posiąść ją tu i teraz. Dzida mi stwardniała do granic możliwości, ale nie mogłem w tej chwili zapędzić się za daleko. Oblany rumieńcem podniecenia niechętnie, ale oderwałem się od tych przecudnych usteczek i szybko zacząłem się oddalać. Odchodząc powiedziałem, żeby Mark przyszedł do mojej chaty – najlepiej razem z Zindu. Ja zaś ze sterczącym gnatem miałem teraz bardzo pilną sprawę do Ady.

    Zastałem ją krzątającą się po naszej chacie i od razu przystąpiłem do rzeczy. Nie protestowała, widząc jaki jestem napalony. Zaczęliśmy się całować, głaszcząc przy tym nawzajem swoje ramiona, plecy, pośladki i uda. Nasze dłonie pieściły każdy zakamarek, nie pomijając tych najbardziej intymnych. Usta zachłannie całowały, aż zaczynało brakować tchu. Stęskniłem się za moją Adunią, chciałem ją wycałować całą, więc rzuciliśmy się na legowisko, nie zwracając najmniejszej uwagi na zupełny brak ścian w naszej chacie. Byliśmy widoczni, lecz nie miało to najmniejszego znaczenia ani dla nas, ani dla mieszkańców od urodzenia przyzwyczajonych do takich widoków. No może różnica polegała na tym, że nasz seks był bardziej urozmaicony i na tubylców działał edukacyjnie. Całowałem jej cudowne piersi, dłonią przeczesując owłosienie łonowe, które z powodu odebrania nam wszystkich rzeczy, gdy wkroczyliśmy do wioski, porastało bujnie nie tylko łono, ale także pachwiny i okolice mniejszej dziurki. Dotychczas zawsze te okolice były dokładnie wygolone, ale zauważyłem, że ta naturalność zupełnie mi nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie – podnieca. Zapragnąłem zanurzyć się w tym gęstym lesie jasnych włosków, zapuścić język w szczelinkę ociekającą już soczystym nektarem podniecenia. Zanurzyć palce w cieple wilgotnej szparki i pieścić nimi drugą dziurkę.

    Gdy to zrobiłem, poczułem zapach nie tylko cipki mojej dziewczyny, ale także spermy. Trochę mnie to zaskoczyło, ale byłem tak bardzo podniecony, że nie przerwałem pieszczot ani na chwilę. Ada jęczała już, podniecona do granic możliwości, więc postanowiłem dać jej tę rozkosz, której tak bardzo pragnęła. Lizałem szparkę, koncentrując mocniejsze pieszczoty na twardym guzku u zbiegu warg. Miałem dodatkową satysfakcję z przeczesywania nosem owłosienia na łonie. Czasem zagłębiałem go pomiędzy wilgotne wargi i drażniłem łecztaczkę, by po chwili zjachać nim do obrośniętej jasnymi włoskami rozetki i okrężnymi ruchami pieścić to jakże wrażliwe miejsce. Potem znów w ruch szedł język, aż drżenie ud i głośne aaa! aaa! aach! uwieńczyło moje starania. Ada doszła zaciskając imadło swoich udek na uwięzionej pomiędzy nimi głowie. Byłem szczęśliwy, ale wciąż niezaspokojony.

    Wszedłem w nią, rozkoszując się ciepłem i wilgocią otulającymi twardy korzeń. Od razu zacząłem ostro. Wbijałem się raz za razem, pieprząc ją ile sił w lędźwiach. Złapałem za piersi i ściskałem je. Podniecała mnie ich twardość, zupełnie inna niż normalnie. Gdy takie są, to wiem jaki poziom podniecenia osiągnęła moja Adunia. Bardzo wysoki! Pomimo intensywności grzmocenia, to nie był szybki numerek. Staruszka w nocy dość dobrze mnie wyeksploatowała, opróżniając zasobnik nasienny i zmniejszając czułość mojej głowicy. Odwróciłem Adę do pozycji „na pieska” i wszedłem w nią ponownie. Trzymając jej biodra ruchałem z całych sił. Wreszcie poczułem nadciągającą falę ekstazy, ale Ada była szybsza. Znów doszła, opadając przy tym na legowisko. Zostałem ze sterczącym fiutem, tuż, tuż przed erupcją. Szybko odwróciłem Adę na plecy i zwaliłem sobie, strzelając spermą na jej buzię. Zazwyczaj mi nie pozwala na takie rzeczy – woli wyssać mojego kutasa i połknąć to co jej daję, ale tym razem ogarnięta falą orgazmu straciła czujność. Jak większość facetów, lubię widok ospermionej buźki – to takie prawdziwe potwierdzenie całkowitego oddania się przez dziewczynę.

    Leżeliśmy przez chwilę, ciężko oddychając i rozkoszując się przeżytymi orgazmami. Ada zebrała dłonią nasienie ze swojej twarzy i oblizała palce. Uśmiechnąłem się na ten widok. Jak ona dobrze wie, co mnie nakręca! Może nie akurat w tej chwili, bo jestem zaspokojony, ale doskonale zdaje sobie sprawę, że taki widok będę miał przed oczami i kiedyś na wspomnienie tej chwili, moja kuśka zesztywnieje, dając jej kolejną rozkosz.

    – A tak przy okazji – jak cię lizałem, poczułem zapach spermy. Czyja to?

    – Zapomniałeś? Zawarłeś braterstwo, więc twoi bracia dbają o mnie, gdy ciebie nie ma. A ty tę noc spędziłeś z piękną dzierlatką w domu Ukele – wyraźnie się ze mnie naśmiewała.

    – Daruj sobie! Obowiązek, to obowiązek – próbowałem się usprawiedliwiać.

    – No właśnie!

    – To Bale?

    – A czy to ważne? Sam mówiłeś, że mam się tego spodziewać, bo takie są tutaj zwyczaje, więc po co wnikasz w szczegóły. Jak się zbratasz z połową wioski, to dopiero będziesz miał problem.

    – Nie jestem zazdrosny, tylko ciekawy. Obiecaj mi, że będziesz mi o wszystkim mówić. Bo jeśli zaczniemy coś przed sobą ukrywać, to stracimy do siebie zaufanie.

    – Tak? To powiedz, ale tak szczerze, dlaczego przyszedłeś do mnie taki napalony? Chyba mi nie powiesz, że ta starowinka tak cię nakręciła?

    Opowiedziałem jej – wszystko po kolei – o prośbie Mbu, o rozmowie z Ukele i potrzebie zbratania z Markiem i Zindu, o porannym spotkaniu z Mbu i o tym, co doprowadziło do takiego utwardzenia mojej dzidy – hebanowych piersiach, owłosionej cipce i namiętnym pocałunku.

    – Wiedziałam! Myślisz tylko o niej!

    – Nieprawda! Podnieca mnie, ale tylko ciebie kocham. Zresztą, nie oszukujmy się – też masz na nią ochotę!

    – Może i mam! Ale pamiętaj, że jesteś tylko mój! Nawet jak bzykasz inne!

    – Oczywiście! To kto cię odwiedził w nocy?

    – Najpierw Bale, a potem Ukele.

    – Ukele? Żartujesz?! Nie przyznał się, że był u ciebie! Myślałem, że poszedł ze strażnikami do lasu.

    – Poszedł, ale wrócił około północy, jak Bale brał mnie już trzeci raz.

    – Co ty mówisz? Trzeci raz?

    – Trzeci raz tego wieczoru, bo rano, jak mu pozwoliłeś się mną zająć, to też mnie wybzykał trzy razy.

    – I jak było?

    – A jak miało być? Widziałeś przecież jego sprzęt. Przy tej wielkości, wrażenia są tak nieziemsko intensywne, że nie da się tego opisać. Gdyby nie wrócił Ukele, to zamęczyłby mnie tym zaganiaczem. Jest niezmordowany.

    – A Ukele co? Odpuścił?

    – Nie. Jak nas zobaczył, to najpierw podszedł i wsadził mi swój sprzęt do buzi. Zrobiłam mu dobrze ustami, więc chwilowo zaspokojony pozwolił, aby Bale doszedł. Ale gdy tylko ten skończył, kazał mu wracać do Sami.

    – Ale sam został?

    – Tak. Do rana brał mnie jeszcze dwa razy.

    – Hmmm… Wcale mu się nie dziwię. Pamiętasz, jak było z nami, kiedy pozwoliłaś mi na wszystko. Byłem tak napalony, że chciałem cię brać na wszelkie sposoby i niemal bez przerwy.

    – Teraz już nie chcesz?

    – Chcę cały czas, ale wiem, że mamy przed sobą całe życie, więc nie muszę wszystkiego zrobić w jedną noc. Mogę się tobą delektować spokojnie, bez pośpiechu.

    – Kocham cię.

    – Ja ciebie też.

    – A co o tym wszystkim sądzisz? Odnajdziemy się w tej społeczności? Nie żałujesz, że tu trafiliśmy?

    – Wiesz co? Na początku myślałam, że tu się nie da żyć – bez kosmetyków, fryzjerki, kosmetyczki, pracy i pieniędzy. Lecz teraz patrzę na to zupełnie inaczej i zastanawiam się po co mi to wszystko? I bez tego wszyscy faceci wokół ślinią się na mój widok, jakbym była jedyną kobietą w wiosce.

    – Bo jesteś piękna i inna niż ich kobiety – a to bardzo podnieca.

    – Chodzi mi o to, że nie muszę aż tak bardzo dbać o wygląd. Czy jestem wygolona, czy zarośnięta – wojownicy jarają się tak samo. Nie muszę się malować, nie muszę się stroić, dla nikogo nie ma znaczenia jakie mam paznokcie. Nie muszę ściskać się stanikami, bo tu piersi są piękne, niezależnie od kształtu i wielkości. Mogę być naturalna i to się wszystkim podoba. Żyję sobie spokojnie, nie przejmując się wyglądem. I też patrzę na wszystko zupełnie inaczej. Mam co jeść, gdzie spać, zamiast jednego mam trzech facetów – na razie – bo z tego co słyszę zaraz będę miała kolejnych dwóch i to zupełnie legalnie, bez ukrywania się, kombinowania, kłamstw. Gdzie będę miała tyle przyjemności co tutaj? Życie jest takie bezstresowe i beztroskie, ludzie przyjaźni i życzliwi – tacy zupełnie bezinteresowni.

    – Nie tęsknisz za cywilizowanym światem?

    – Właściwie brakuje mi tylko książek. Wiesz jak lubię czytać, a tu niestety nie mamy dostępu do literatury. No i może jeszcze lekarstw. Dopóki jesteśmy młodzi i zdrowi, to ich nie potrzebujemy, ale jak będzie później?

    – Mamy szamana. On zna lecznicze właściwości roślin dostępnych w okolicy. Jakoś to będzie.

    – No tak. W końcu te wszystkie plemiona żyją tu od lat i dobrze sobie radzą.

    – Cieszę się, że jesteś tu szczęśliwa. Też myślę, że nie mogliśmy lepiej trafić. To co? Może mała drzemka przed podróżą?

    – To jeszcze dzisiaj wyruszacie?

    – Ukele kazał się spieszyć. Jacyś obcy kręcili się ubiegłej nocy koło wioski.

    – To ty się zdrzemnij, a ja coś upichcę przed podróżą.

    Upojny seks wprowadza mnie w taki błogostan, że z zaśnięciem nie miałem najmniejszego problemu. Nie wiem ile czasu spałem. Obudziły mnie odgłosy rozmowy. To przy ognisku Ady siedzieli Mark i Zindu, zajadając się przygotowaną przez nią potrawką z kurczaka i plackami. Dołączyłem do nich i po zjedzeniu posiłku, wszyscy trzej wyruszyliśmy do świątyni braterstwa. Czekał nas długi bieg.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Obi1
  • Licealna milosc Cz. 2

    OPOWIADANIE OPARTE NA FAKTACH:

    Obudziłem się mniej więcej ok 9 rano, Magda jeszcze spała seksownie wtulona we mnie. Zdziwił mnie fakt, że nie bolała mnie głowa z powodu wypitego wczoraj alkoholu. Kaca może i nie było, ale za to wróciły wyrzuty sumienia z po, zarówno z powodu samego faktu dopuszczenia się zdrady dziewczyny, jak i z tego, że dałem się ponieść emocjom i uprawiałem seks bez zabezpieczenia. Bałem się tego, że za kilka tygodni Magda powie mi, że jest w ciąży, albo że zaraziliśmy się jakąś chorobą. Dodatkowo wbrew temu co Jej powiedziałem w nocy, to nie byłem wcale tak pewien swoich uczuć do niej.

    Pewne dla mnie było to, że czeka mnie dzisiaj rozstanie z Klaudią. Bałem się tej rozmowy, ale postanowiłem, że nie powiem Jej o mojej zdradzie.

    -O czym tak myślisz? -Spytała zaspanym głosem Magda.

    -O Tobie, o nas, o życiu -Odpowiedziałem.

    -I co wymyśliłeś?

    -Że jesteś cudowna w łóżku, i niesamowicie mnie kręcisz.

    -Tandetnie, ale na początek może być -Odparła z uśmiechem.

    W tym momencie namiętnie pocałowałem Ją w usta i zbliżyłem się palcami do Jej pochwy, która z rana była już mocno wilgotna. Magda cicho zamruczała, jakby dając przyzwolenie na dalsze pieszczoty. Zachęcony tym całowałem Ją jeszcze bardziej namiętnie i kontynuowałem pieszczenie Jej łona.

    Magda jednak po chwili oderwała się ode mnie i dosiadła mojego penisa, posyłając mi tylko krótkie, ale bardzo lubieżne spojrzenie, jakby chciała mi powiedzieć ,,Teraz Ja rządzę”. Od razu zaczęła mnie dziko ujeżdżać dając mi niesamowite doznania, gdy skakała na mnie jak oszalała, wydając przy tym głośne i pełne podniecenia jęki. Seks ze mną pochłonął Ją całkowicie.

    Po dłuższej chwili takiego stosunku Magda opadła zmęczona na mnie, wtulając się przy tym swoimi piersiami w moją klatkę piersiową, przytuliłem Ją mocno do siebie, i zacząłem sam wchodzić w Nią swoim przyrodzeniem co dało i mnie i Jej rewelacyjne doznania, do naszego spektaklu namiętności dołączyłem całowanie Magdy po szyi widząc jak świetnie to na nią działa.

    Magda wtulała się we mnie coraz głośniej przy tym jęcząc mi do ucha, wiedziałem, że jest bliska kolejnego orgazmu. Zacząłem odczuwać coraz mocniejsze ciepło w moim przyrodzeniu, Magda już też zbliżała się do końca. Gdy wystrzeliłem kolejną porcję spermy w Jej wnętrzu nasze połączone ciała przeszedł niesamowity spazm rozkoszy.

    Leżeliśmy tak w milczeniu wtuleni w siebie jeszcze przez chwilę. Magda jednak zauważyła to, że jestem czymś lekko zdenerwowany:

    -Coś nie tak? -Spytała troskliwie.

    -Sporo ryzykujemy sypiając ze sobą bez zabezpieczeń.

    Magda roześmiała się cicho po czym odpowiedziała:

    -Myślisz, że pozwoliłabym Ci kończyć we mnie gdybym nie brała pigułek antykoncepcyjnych?

    -Nie wiedziałem.

    -Luz, naprawdę, Póki co nie planuje mieć dzieci.

    Ucieszyła mnie ta wiadomość, bo odejmowało mi z głowy jedno zmartwienie. Musiałem jednak już wracać do domu, pocałowałem więc Magdę w usta, ubrałem się i wyszedłem z Jej domu.

    Pamiętam, że ten dzień był bardzo pochmurny, tak jakby pogoda miała symbolizować dramatyczny koniec pewnego etapu w moim życiu. Tego dnia umówiłem się z Klaudią, aby ostatecznie zakończyć nasz związek. Spotkaliśmy się więc po południu w parku niedaleko mojej szkoły, było to również miejsce, gdzie byliśmy na naszej pierwszej randce. W tym miejscu się zaczęło i w tym miejscu się zakończy, historia naszej dwuletniej relacji niejako zatoczyła w tym miejscu koło.

    Pamiętam, że przyjęła informację o naszym rozstaniu dosyć spokojnie, wydawało mi się, że nawet odczuwała ulgę, że to Ja postanowiłem to zakończyć raz na zawsze. Nie mówiłem Jej jednak o Magdzie, Ona też nie pytała. Uważam, że rozstaliśmy się we względnej zgodzie, choć niektórzy nie zaakceptowali naszego rozstania, ale to już trudno.

    ***

    To było ponad 5 lat temu, od tamtego czasu moją pierwszą dziewczynę widziałem chyba tylko 1 raz w zeszłym roku, Ona jednak albo mnie nie rozpoznała albo uznała za zamknięty rozdział w życiu i rozpoznać nie chciała. Od dawnych znajomych jednak wiem, że od tamtego czasu była w 2 związkach, ale obecnie jest sama. Z perspektywy tych lat jednak jeszcze bardziej cieszę się, że nie powiedziałem Jej wtedy o Magdzie, dałem Jej tym samym szansę na to, aby znów zaufać innemu facetowi. Aby mieć normalne życie związkowe, bez traumy bycia zdradzoną w tak młodym wieku.

    ***

    Bycie w związku z Magdą było dla mnie niesamowitą przygodą, miała w sobie tą kobiecą delikatność i zmysłowość, która dla mnie pełniła wręcz kluczową funkcję.

    Jakoś pod koniec pierwszej klasy nadal oczywiście udzielałem korków z matmy, i Magda nadal na nie chodziła, z tym, że teraz byliśmy już oficjalnie parą. Pewnego dnia zostaliśmy wszyscy dłużej, wyszło tak, że skończyliśmy jakoś po 17. Magda wraz z resztą grupy zbierała się do wyjścia, więc po paru minutach zostałem w klasie sam, spojrzałem za okno. Pamiętam, że było już wtedy bardzo ciepło, to był przełom maja i czerwca, więc pogoda już dopisywała, cieszyłem się tym widokiem, gdy usłyszałem, że ktoś wchodzi.

    -A Ty nie wracasz? -Spytała zdziwiona Magda.

    -Postanowiłem się po rozkoszować samotnością.

    -Ale moje towarzystwo Ci chyba nie przeszkadza.

    -Zależy w jakim celu tu przyszłaś -Odpowiedziałem zalotnie.

    Zbliżyłem się do Magdy na kilka kroków i położyłem Jej dłoń na policzku, po czym pocałowałem lekko w usta. Magda uśmiechnęła się tylko, lekko się ode mnie odsunęła po czym zamknęła na klucz drzwi do klasy.

    -Teraz nikt nie będzie nam przeszkadzać -Powiedziała, zarzucając swoje ręce na moje barki i całując mnie seksownie w usta.

    Od razu odwzajemniłem pocałunek i złapałem Magdę za biodra i przyciągnąłem do siebie. Całowaliśmy się tak zachłannie jak wtedy w zimie, tak jakby to był pierwszy raz, gdy nasze usta się spotkały. Włożyłem mojej ukochanej ręce pod T-shirt, za każdym razem, gdy dotykałem Jej nagiego ciała czułem ten przyjemny dreszcz. Nie czekając jednak zbyt długo zdjąłem Magdzie T-shirt i rzuciłem na podłogę.

    Moim oczom jak zawsze ukazał się piękny widok, Jej piersi ledwo mieszczących się w staniku, nie mogąc się powstrzymać w moment pozbyłem się stanika po czym zacząłem Je radośnie pieścić. Jej piękne piersi były teraz całe dla mnie, z czego ochoczo korzystałem, a co moja ukochana nagradzała jękami rozkoszy, gdy skończyłem pieścić piersi mojej Madzi zszedłem w dół poprzez Jej płaski brzuch, aż dotarłem wreszcie do Jej kobiecości zakrytej przez jeansowe szorty, ściągnąłem je wraz z majteczkami i przeszedłem do pieszczot Jej skarbu, na co Magda odpowiedziała głośniejszymi jękami. Bałem się trochę, żeby nikt nas nie usłyszał, pomimo że o tej porze w szkole nie było zbyt wielu osób. Zobaczyłem, że Magda ma problem, żeby ustać na nogach na skutek pieszczot, więc przerwałem na chwilę i położyłem Ją na biurku nauczyciela, po czym kontynuowałem taniec języka w Jej szparce.

    Magda zaczęła się wić coraz bardziej energicznie, po chwili jednak chwyciła mnie za włosy i powiedziała:

    -Teraz moja kolej- Powiedziała zalotnie.

    Rozebrałem się więc i usiadłem na krześle. Magda uklęknęła przede mną i wzięła mojego penisa głęboko w usta, poruszała swoją głową w górę i w dół, wydając jedynie z siebie ciche pomruki zadowolenia. Ja byłem wniebowzięty, również dlatego, że Magda niezwykle rzadko dawała się namówić na tego typu pieszczoty, a tu niespodzianka, bo dzisiaj nie musiałem nawet Jej namawiać. Magda pieściła moje przyrodzenie swoimi ustami i językiem. Widok tej nagiej blond piękności bawiącej się moim penisem rozpalił mnie do tego stopnia, że poczułem, że niedługo skończę w Jej ustach. Nie chciałem tego, chciałem się z nią kochać, tutaj w tej klasie, ryzykując, że ktoś nas przyłapie.

    Magda zwolniła nieco ruchy swoimi ustami, chyba orientując się w moich zamiarach, po czym oderwała się od mojego penisa. Wykorzystując to władczo Ją podniosłem i położyłem na biurku, Magda tylko spojrzała na mnie z pożądaniem, jakby przyjmując moje zaproszenie do świata erotyzmu po czym rozszerzyła nogi. Nałożyłem szybko prezerwatywę które od pewnego czasu zawsze nosiłem przy sobie, po czym szybkim ruchem zanurzyłem się w Magdzie, w tej pozycji stojąc przy biurku i intensywnie penetrując Jej wnętrze mogłem patrzeć z góry w Jej oczy, które samym tylko spojrzeniem wyrażały miłość i pożądanie.

    Magda, mimo że próbowała się powstrzymać to jęczała coraz głośniej, mi to nie przeszkadzało, chociaż przez myśl przechodziło mi, że ktoś mógłby nas przyłapać mimo zamkniętych na klucz drzwi. Jęki Magdy jednak działały na mnie na tyle podniecający, że nie mogłem Jej uciszyć. Gdy po paru minutach zbliżałem się już do końca przytuliłem się swoim torsem do piersi Magdy, a swoimi ustami do Jej ust i tak po chwili oboje osiągnęliśmy orgazm, wtuleni w siebie. Nie był to nasz pierwszy seks, ale obojgu dał boskie odczucia.

    -Jesteś cudowna, Madzia -Szepnąłem Jej do ucha, gładząc delikatnie włosy ukochanej.

    -Kocham Cię – Odpowiedziała cicho.

    -A Ja Ciebie, i chcę Cię kochać do końca życia.

    Magda raz jeszcze pocałowała mnie w usta. Jeszcze chwilę rozmawialiśmy, po czym ubraliśmy się i wyszliśmy ostrożnie ze szkoły.

    Niedługo później skończył się mój pierwszy rok w liceum, 1/3 licealnej przygody za mną, uważałem jednak, że dobrze wykorzystałem ten pierwszy rok, zakończył się mój pierwszy związek, ale zaczęło coś wspaniałego, z inną dziewczyną.

    Podczas wakacji oboje planowaliśmy dorywczo pracować, więc wiedzieliśmy, że czasu będziemy mieć nieco mniej, ale ten który mieliśmy, staraliśmy się wykorzystać jak najpełniej jak to tylko możliwe. W drugiej połowie sierpnia Magda obchodziła swoje 18 urodziny, planowała z tej okazji oczywiście zrobić imprezę. Jej rodzice z siostrą wyjechali na 3 dni. Impreza była zaplanowana na sobotę, Ja jednak z Magdą spotkałem się już dzień wcześniej wieczorem.

    Magda otworzyła mi ubrana w niebieską sukienkę, pocałowałem Ją na powitanie i wręczyłem Jej prezent.

    -Ślicznie wyglądasz skarbie- Zacząłem.

    Magda uśmiechnęła się i jeszcze raz mnie pocałowała.

    -Bo mam takiego chłopaka jak Ty, więc muszę wyglądać- Odparła z uśmiechem.

    -Teraz Ty robisz się nudna- Powiedziałem flirciarsko.

    Magda zaśmiała się i szturchnęła mnie lekko po czym zaprosiła do środka. Rozsiadłem się na kanapie w salonie, Magda przygotowała nam kolację, co było dla mnie sporym zaskoczeniem, bo nie wiedziałem, że tak dobrze gotuje. Gdy skończyliśmy jeść stwierdziliśmy, że obejrzymy razem horror, co często robiliśmy.

    Mniej więcej w połowie filmu Magda usiadła mi na kolanach i zaczęła mnie łapczywie całować.

    -Myślałem, że chociaż dokończymy film- Szepnąłem.

    Magda jednak nie zareagowała na to. W odpowiedzi przewróciłem Ją na plecy i położyłem się na niej po czym przywarłem swoimi ustami do Jej szyi, wdychając przy tym cudny zapach Jej perfum. Magda dyszała podniecona w odpowiedzi na moje pocałunki połączone z ocieraniem się o Jej kobiecość. Stopniowo zacząłem rozbierać moją coraz bardziej rozpaloną kochankę

    Od razu po zdjęciu Jej stanika przeszedłem do całowania Jej piersi, co Magda wręcz uwielbiała, tego wieczoru jednak była bardzo niecierpliwa, bo już po chwili poprosiła mnie żebym ,,Przeszedł do rzeczy”. Po zdjęciu Jej majtek i nałożeniu prezerwatywy delikatnie położyłem się na niej i zacząłem powoli się w nią zagłębiać, namiętnie przy tym całując moją ukochaną w usta, za każdym razem Jej wnętrze witało mnie niezwykle ciepło, a z ust Magdy dobiegały coraz głośniejsze jęki rozkoszy, z całowania ust przeszedłem na Jej szyję ponownie wpajając się w zapach perfum mojej lubej, to co z nią przeżywałem było niesamowite, ta więź jaka nas w jakichś magiczny sposób łączyła była tak piękna, że wręcz trudna do opisania, za każdym razem gdy zagłębiałem się w Magdzie czułem się z jednej strony niesamowicie męsko, a z drugiej strony czułem niesamowitą miłość w sobie do tej dziewczyny.

    Magda jęczała z chwili na chwilę coraz głośniej, teraz mocniej wtulając się we mnie, jakby chciała się ze mną połączyć na stałe. Seks ze mną był dla niej wspaniałym afrodyzjakiem, w którym z każdym jękiem rozkoszy zatracała się coraz bardziej.

    Gdy zacząłem odczuwać, że jestem bliski końca ponownie pocałowałem Magdę w usta, i gdy nasze usta były połączone wypełniłem spermą prezerwatywę, wyszedłem z niej, i wtuliłem się w Jej włosy, mając ochotę zasnąć w tej pozycji.

    -Jesteś cudowna, Madzia- Powiedziałem zmęczony.

    Magda wtuliła się we mnie ciężko dysząc, było po niej widać, że wypełniła Ją rozkosz.

    Tej nocy kochaliśmy się jeszcze kilka razy i w końcu nad ranem zasnęliśmy tak jak zawsze wtuleni w siebie. To właśnie tamtej nocy postanowiłem, że pierwszą rzeczą, którą zrobię, gdy skończę liceum będzie oświadczenie się mojej ukochanej.

    Do tego jednak było wtedy jeszcze daleko, bo Magda szła teraz do klasy maturalnej, wiedziałem, że wiele się zmieni od tego momentu bo przez jakichś czas będziemy mieć dla siebie znacznie mniej czasu, ale postanowiłem to przeczekać, bo byłem pewien tego, że moja przyszłość wiąże się z Magdą…

    CDN.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    MeGatron
  • Domek rozpusty – oboje chca wiecej

    Weekend szybko zleciał. Zarówno Agata jak i Krzysiek byli podekscytowani piątkowo-sobotnimi wydarzeniami. Oboje także mieli plan na następne zabawy.

    Krzysiek chciał odświeżyć znajomość z Martą. Dostał od niej numer telefonu, ale nie był pewien czy chce dłuższego romansu. Teraz jednak zapragnął żeby jego sekretna kochanka dołączyła do nich do trójkąta. Uważał, że będzie to o wiele łatwiejsze niż znaleźć zupełnie obca kobietę na portalu.

    Agata zaś, miała ochotę na ponowne spotkanie z Kamilem. I tylko z nim, mimo że wcześniej kategorycznie mu tego odmówiła.

    W poniedziałek jak tylko oboje rozjechali się do swoich firm, zaczęli wcielać w życie swoje plany.

    Agata zamknęła się w firmowej łazience gdzie zrobiła sobie seksowne selfie. Wysłała je do Kamila i czekała na odpowiedź.

    Krzysiek natomiast, zanim wysiadł z samochodu zatelefonował do Marty.

    – Halo – usłyszał głos w słuchawce.
    – Cześć. Jak tam po rozwodzie?
    – Yyyy. A z kim rozmawiam.
    – Krzysztof.
    – Yyyy. Aaaa. No hej przystojniaku. Nie myślałam, że się odezwiesz.
    – No ja też nie.
    – Co słychać? Co porabiasz? Może wpadniesz na kawę?
    – Nie. Dopiero do pracy dojechałem.
    – Praca nie zając.
    – No ale…
    – Nie ma żadnego ale – przerwała mu w połowie zdania – coś wymyślisz. Warszawska 2/5. Czekam. – i się rozłączyła.

    Nie do końca było mu to na rękę, ale z drugiej strony może warto kuć żelazo póki gorące – pomyślał. Napisał tylko krótkiego sms’a do przełożonego, że będzie później. W firmie panowała dość luźna atmosfera i nie było z tym problemu jeśli ktoś tego nie nadużywał i nie było akurat umówionego spotkania czy zbliżającego się deadline’u. Po niespełna kwadransie stał już przed drzwiami Marty i zapukał. Otworzyła mu ubrana w błękitną koszulkę nocną, która tak naprawdę niczego nie zasłaniała. W tym momencie tak naprawdę oboje wiedzieli jak to się skończy.
    – No drugi raz dziś mnie pozytywnie zaskakujesz. Nie liczyłam, że przyjedziesz.
    – No tak wyszło.
    – Chodź – złapała go za rękę i poprowadziła do sypialni. Zerwała wręcz z niego ubranie i pchnęła na łóżko. Usiadła mu nad twarzą i sama zaczęła obciągać mu stojącego już penisa. Krzysiek nie pozostawał dłużny. Lizał jej cipkę, która w mgnieniu oka zrobiła się wilgotna i sączyła soki. Sam czuł ciepły język to na swoim kutasie to na jądrach. Gdy czegoś akurat nie pieściły usta Marty, to robiła to jej ręka. Krzysiek natomiast zaczął wsuwać swoje palce w szparkę kochanki. Gdy Marta zaczęła bardzo mocno ssać jego kutasa jakby chciała przez niego coś wypić, to dał jej tę możliwość spuszczając się jej prosto w usta. Ona zaś wciągała wszystko bardzo mocno, żeby tylko nic nie zmarnowało się. On natomiast, nie przestawał pieścić jej językiem i palcami.
    – Zaczekaj chwilę – zatrzymała jego pieszczoty, zeskakując z jego twarzy. Wyjęła z szuflady nocnego stolika, różowy wibrator, włączyła, i wsunęła go sobie stojąc w rozkroku nad nim. Po chwili uklęknęła, tak by jej cipka znalazła się bliżej jego ust, ale cały czas bawiła się sama, pomagając jeszcze sobie drugą ręką, która pieściła łechtaczkę. Po kilku minutach zaczęła szczytować, wyjęła wibrator i usiadła na jego twarzy, tak by mógł pieścić ją językiem. Gdy szczytowała docisnęła się do jego ust, a Krzysiek wówczas mocno zaczął ssać jej łechtaczkę. Spowodowało to wydobywanie się bliżej nieokreślonych jęków i okrzyków z ust Marty. Jednocześnie jej wszystkie mięsnie napinały się jakby miała podnieść niewyobrażalny ciężar. Utrzymywała tę pozycję przed dobre dwie minuty, po czym padła niczym rażona piorunem. Jej ciało drżało całe z rozkoszy. Krzysiek położył się za nią i objął kładąc rękę na jej łonie.
    – Powtórka? – zażartował.
    – Spadaj, nie dam rady teraz, za kilka minut.
    – Teraz będzie przyjemniej – i zaczął ją delikatnie masować.
    Marta zaczęła znów głośno jęczeć z rozkoszy. Położyła się na plecach żeby partner miał lepszy dostęp. On wsunął dwa palce w nią głęboko a kciukiem bardzo szybko pieścił samą łechtaczkę. To sprawiało, że Marta znowu wpadła w stan ekstazy. Szczytowała ponownie. Krzysiek natomiast czuł się zadowolony, że sprawił jej tyle przyjemności. Teraz potrzebowali kilku minut odpoczynku oboje.
    – Zadzwoniłeś po to by mnie przelecieć?
    – I tak i nie – odpowiedział po chwili zastanowienia.
    – Czyli tak. Co z żoną się znów nie układa?

    Krzysiek opowiedział z grubsza historię, co się wydarzyło od ich ostatniego spotkania. Kończąc zapytał.
    – Może Ty byś chciała z nami się spotkać?
    – Ty łotrze. To po to było to całe spotkanie. Dałeś żonę innemu, a teraz chcesz rewanżu. O nie. Mnie nie interesują kobiety. Ale możesz mi dać namiar na tego młodego.
    – A jak dam to się spotkasz z nami? – negocjował.
    – Szczerze. Nie wiem. Nie myślałam nigdy o tym. Musiałabym się zastanowić. Dziwne mi się wydaje być z drugą nagą kobietą w jednym łóżku. Przemyślę to i dam Ci znać.
    – OK. – przystał na tę propozycję Krzysiek.
    – A teraz daj mi tu go, obciągnę Ci, bo póki co to tylko ja tu szczytuję.
    Nie zwlekając Marta zaczęła pieścić partnera ustami. Jej szybkie i głębokie ruchy spowodowały szybki wytrysk u Krzyśka, który częściowo wylądował w jej ustach a częściowo na piersiach.
    Marta zniknęła w łazience, a Krzysiek się ubrał pospiesznie. Po chwili się pożegnali i Krzysiek wrócił do pracy. Było już koło południa.

    W międzyczasie Agata cały czas czekała na kontakt od Kamila. Wiadomość przyszła tuż przed końcem pracy. „A co to za ładna suczka czeka na wyruchanie?” – gdy to przeczytała od razu zrobiło się jej gorąco i pospiesznie odpisała: „Suczka, która ma ochotę na twojego kutasa i chce Ci obciągnąć by wypić twoją spermę”. Sama trochę nie wierzyła, że to napisała. Czekała jednak na odpowiedź. Po chwili zadzwonił jej telefon. To Kamil.
    – No cześć cipko – usłyszała w słuchawce.
    – Cześć.
    – To co seksik? Przyjechać do Ciebie?
    – Tak i nie. Dziś nie możemy u mnie. Możemy u Ciebie.
    – No. OK. O której będziesz?
    – Za 10 minut kończę i mogę prosto do Ciebie przyjechać.
    – OK. Zaraz Ci wyślę adres. Tylko jedna zasada. Jak masz na sobie to co na zdjęciu. To chcę byś zdjęła bieliznę i miała całkowicie rozpiętą bluzkę kiedy już będziesz wysiadać z samochodu.
    – A jak ktoś zobaczy?
    – O to chodzi. Uwierz mi podnieci to Ciebie tylko.
    – OK. Mam tylko nadzieję, że nie spotkam nikogo znajomego.

    Kilka chwil później Agata była już pod blokiem Kamila. Ucieszyła się, bo było wolne miejsce parkingowe tuż pod klatką. Wysiadając z samochodu uważała żeby rozpięta bluzka nie odkryła jej piersi. Drzwi wejściowe były zamknięte. Nacisnęła wskazany numer na tarczy domofonu i czekała.
    – Tak?
    – No to ja.
    – Szybka jesteś. Odsuń się trzy kroki do tyłu chcę Cię zobaczyć, czy jesteś ubrana tak jak prosiłem.
    – Nie wygłupiaj się. Wpuść mnie.
    – Nie wpuszczę dopóki nie zobaczę.
    Trochę ją irytowało to zachowanie, ale równocześnie podniecało, że musiała być uległa i posłuszna. Zrobiła kilka kroków w tył i ujrzała w oknie Kamila.

    – No teraz rozsuń bluzkę.
    – Zgłupiałeś! – krzyknęła
    – No już.
    Znowu mu uległa. Poczucie wstydu ją podniecało coraz mocniej.
    – Jeszcze jedno. Jak już wejdziesz na klatkę, masz całkowicie zdjąć bluzkę.

    Tak też zrobiła. Szybko weszła na pierwsze piętro gdzie znajdowało się mieszkanie Kamila i zapukała do drzwi dość mocno żeby na pewno usłyszał.
    Otworzył ukazując się tylko w samych krótkich spodenkach.
    – Cześć. Ściągaj spódniczkę.
    – Mogę wejść?
    – Jak ściągniesz.

    Po raz kolejny mu uległa. Wchodząc szybko zatrzasnęła za sobą drzwi i wpiła się ustami w Kamila.
    – Teraz mniej przeleć proszę.
    – Ok, chodźmy do sypialni.
    Chwycił ją za rękę i zaprowadził do pokoju z dużym łóżkiem, na którym Agata zobaczyła coś co ją podnieciło. Były to pasy z kajdankami. Do tej pory widziała kilka razy na filmie ale sama nigdy nie myślała, żeby korzystać z tego. Kamil położył ją na łóżko i zaczął zapinać w uprząż. Po wszystkim była w pozycji jak na pieska tylko z głową leżącą na poduszce a nadgarstkami przypięta do kostek. Czekała już tylko aż poczuje w sobie kutasa. Kamil jednak zanim to zrobił, nałożył nakładkę na penisa z wypustkami. Nie wiedziała co to jest, ale gdy poczuła w sobie zaczęła piszczeć i jęczeć z rozkoszy. On zaś przyspieszał ruchy. Po kilku minutach obrócił ją na plecy, tak że teraz leżała z nogami do góry i wciąż przypiętymi do nich rękoma. Widziała teraz w całej okazałości to co Kamil miał założone na penisie. I chciała żeby posuwał ją tym ponownie. Zaczęła szczytować, wówczas dopchnął w niej kutasa do samego końca i zaczął pocierać łechtaczkę. Agata krzyczała z rozkoszy. Po kilku chwilach złapała oddech i uspokoiło się jej serce. Poprosiła robiąc maślane oczy.
    – Daj mi obciągnąć. Proszę.

    Stanął nad nią tak żeby mogła swobodnie pieścić ustami jego penisa. Zaczęła od ssania samej główki, którą uwielbiała. Brała go coraz głębiej i szybciej. Kamil też już był całkiem mocno podniecony i szybko wyładował się jej w usta. Jak zawsze wszystko wyssała i połknęła. Poprosiła by ją rozpiął z uprzęży, co Kamil uczynił. Widząc, że jego podniecenie nie opada, znowu zaczęła mu obciągać. Nie spieszyła się tym razem. Chciała się nim degustować. Chwilami zaczynała go lizać po jądrach a penisa masowała ręką.
    – Chodź na 69 – zaproponował Kamil.
    Nie zwlekała tylko ustawiła się swoją muszelką tuż przy jego twarzy a sama wciąż zajmowała się jego kutasem. Poczuła jego ciepły język jak próbuje się w nią wsunąć. Jej cipka znowu zaczęła produkować soki, które Kamil z przyjemnością spijał. Było im bardzo nie spieszyli się. Dopiero po kilkunastu minutach Agata poczuła jak ciepły płyn wypełnia jej usta. Opadła na łóżko i czerpała jeszcze kilka chwil przyjemność z pieszczot językiem.
    – Cudownie – westchnęła
    – No super było. Fajna z ciebie cipka.
    – Muszę się już zbierać.
    – Szkoda, ale możemy powtórzyć jutro.
    – O nie. Dziś był wyjątek.
    Kamil się zaśmiał.
    – Ostatnio też coś twierdziłaś stanowczo.
    – Kobiety są zmienne. Ale tym razem słowo, że nie będzie powtórki.
    – Poczekamy zobaczymy.
    Agata w międzyczasie zaczęła się ubierać i szykować do wyjścia.

    Wieczorem kiedy oboje wrócili do domów ukrywali swoje przygody. Krzysztof czekał jednak na kontakt od Marty. Dostał wiadomość koło północy: „Trójkąt to chyba nie dla mnie. Pewnie znajdziecie kogoś”. Szybko odczytał, podziękował za informację i usunął na wszelki wypadek wiadomości.

    Następnego ranka gdy Krzysiek był w drodze do pracy, otrzymał wiadomość z nieznanego mu numeru o treści: „A ja z chęcią wpadnę do Was na trójkącik”. Piorun niepewności przeszył go od stóp do głów. Kto to może być? Z kim rozmawiała Marta? Czy to jakiś żart? Podpucha? Tysiące myśli przeszły przez jego głowę. Zdecydował się jednak podjąć temat. „Ja czyli kto?” – zapytał odpowiadając na wiadomość. Odpowiedź przyszła gdy wysiadał z auta. W wiadomości było tylko zdjęcie, na którym widział zgrabną dziewczynę w seksownej koronkowej bieliźnie i niestety w masce. Nie zwlekał, bo mocno zaciekawiło go, kto to jest. Wsiadł z powrotem do auta i zadzwonił.
    – No hej.
    – Cześć. A z kim mam przyjemność?
    – A zgadnij.
    – No nie mam pojęcia.
    – Kasia!
    – No tak. Skąd masz mój numer?
    – Mamie przejrzałam telefon jak spała. Znowu się bzykaliście? Ja też chce.
    – No spotkaliśmy się wczoraj.
    – A z kim ten trójkącik?
    – Z moją żoną.
    – To co? Ja wam pasuje?
    – No wiesz. To takie trochę dziwne… Wczoraj byłem z twoją mamą, kurczę młoda jesteś.
    – Wolisz stare?
    – No nie. Jesteś super laska, ale to…
    – No to nie ma „ale”. Gdzie mam wpaść i kiedy?
    Krzysiek zaczął opowiadać sytuację i że musi najpierw żonę przekonać. Umówili się, że da jej znać ale musi najpierw wybadać grunt, bo wiedział, że z Agatą to różnie bywa. CDN…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Julie Putain

    Kolejne przygody Agaty i Krzyśka