Author: admin

  • Spotkania z suka cz.2

    Następnego dnia przyszła do mnie około południa. Była ubrana tak jak jej kazałem. Miała na sobie białą bluzkę z krótkim rękawkiem, czarną spódniczkę i białe pończochy. Na stopach miała czarne szpilki. Na jej widok i na myśl o tym co będę z nią robił mój penis stanął. Nie musiałem jej nic mówić. Tuż po tym jak zamknąłem drzwi, uklękła przede mną i rozpięła rozporek w moich spodniach. Wzięła mojego penisa do ust i zaczęła go namiętnie ssać. Tak jak poprzedniego dnia wsadzała go głęboko i pieściła jego główkę językiem. Tak mnie podnieciła, że po chwili spuściłem się jej do ust. Połknęła spermę i wylizała mi go do czysta. Byłem z niej bardzo zadowolony. Chwilę przed jej przyjściem wymyśliłem za co ją ukażę. Podczas naszej rozmowy w kawiarni zdradziła mi, że dostała ostatnio jedynkę z chemii, co ja osobiście uważałem za skandal. Po tym jak zrobiła mi loda pochwaliłem ją, że jest bardzo dobrą suczką i poszliśmy do pokoju. Zapytałem się, czy była grzeczna. Odpowiedziała, że chyba tak. Krzyknąłem na nią, że chyba nie do końca, bo dostała kapę z chemii. Bardzo mnie za to przepraszała, ale nie miałem zamiaru mieć litości. Kazałem jej się rozebrać. Rozkazałem, by została w samych butach i pończochach. Rozebrała się jak jej kazałem. Stanęła przede mną w samych różowych stringach. Nie miała stanika tak jak jej rozkazałem. Kazałem jej chwilę zaczekać. Poszedłem po liny, klamerki i małą stalową kulkę. Kazałem jej zdjąć majtki, co posłusznie zrobiła. Związałem jej ręce i nogi. Brodawki piersi i łechtaczkę spiąłem klamerkami. Kulkę wsadziłem jej w dupcię i kazałem nie wypuszczać, co sprawiało jej wiele trudności. Na twarzy miała grymas bólu pochodzący ze spięcia miejsc najbardziej ukrwionych i unerwionych przez klamerki. Rozebrałem się i usiadłem na krześle. Nie musiałem mówić co ma robić. Od razu położyła się na moich kolanach. Zacząłem wymierzać jej mocne klapsy w każdy pośladek. Jej cudowne pośladki stały się bardzo czerwone. Zaczęła głośno krzyczeć. Musiałem kazać jej wstać i pójść po knebel, bo za chwilę zlecieliby się sąsiedzi. Założyłem jej knebel i kontynuowałem wymierzanie kary. Teraz tylko piszczała i rzucała się. W pewnym momencie postanowiłem skończyć. Kazałem jej wstać. Całe szczęście mieszkam w domku jednorodzinnym, więc mogłem przygotować coś specjalnego. Poszliśmy do piwnicy. Tam miałem przygotowanego drewnianego konika, czyli deskę przytwierdzoną do ściany. Odpiąłem jej klamerki z łechtaczki. Syknęła z bólu. Kazałem jej na nim usiąść okrakiem. Jej młoda cipka spoczęła na wyheblowanej na gładko desce. Było jej niewygodnie. Ciągle się wierciła, bo konika skonstruowałem tak, że ledwie dotykała palcami podłogi. Zaczęła syczeć z bólu. Po godzinie pozwoliłem jej zejść. Rozwiązałem ją, odpiąłem jej z piersi klamerki i wyjąłem knebel. Kazałem jej się położyć na kocu który rozłożyłem. Wszedłem wówczas dość ostro w jej pochwę. Tylko jęknęła, ale z przyjemności. Długo uprawialiśmy wspaniały seks. W pewnym momencie głośno westchnęła i zaczęła się wić w spazmach orgazmu. Podczas, gdy ona przeżywała ekstazę ja posuwałem ją nadal. Po jej orgazmie nadszedł mój. Wytrysnąłem jen na piersi i na twarz. Po chwili dochodzenia do siebie, wstaliśmy i pozwoliłem jej wziąć prysznic. Po kąpieli pozwoliłem jej się ubrać. Powiedziałem, że na następne spotkanie się zdzwonimy w przyszłym tygodniu. Podziękowała mi za dzisiaj. Zaczęliśmy się namiętnie całować. Po kilku minutach pożegnaliśmy się. Kazałem jej wtedy uczyć się chemii, bo będę ją odpytywał. Uśmiechnęła się i wyszła.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Adam Wormacki

    Planuję w przyszłości napisać kolejne części. Napiszcie mi, czy podobała wam się ta i poprzednia część.

  • Milosci. 1. Dziewczyna z klubu

    Normalnie Marcel nie polował w klubie. Odstręczały go te odpicowane lale, napite, naćpane i napalone dziweczki za pięć złotych. Nie, raczej dziesięć. Tyle kosztowało piwko w tej tancbudzie – niczego więcej nie było trzeba, przyciągał ledwie dorosłe panny niczym Święty Mikołaj dzieciaki w galerii handlowej. Czym? Bóg jeden wie. Raczej nie urodą. Średni wzrost, ciemne włosy, zadbany, owszem – ale w ten sposób można by opisać większość bywalców ciemnej, zadymionej i huczącej przesadnie głośną muzyką sali. Już prędzej ubiorem. Markowy ciuch lalunie rozpoznawały nawet w ciemnościach, choć próżno by na nim szukać ostentacyjnie wyeksponowanego logo. Na co liczyły? Może na nic. Może podniecał je sam stan posiadania Marcela.

    A on konsekwentnie je spławiał. Nie stanowiły wyzwania, więc nie były atrakcyjne. Z doświadczenia wiedział, że nie sposób nacieszyć się tym, co przyjdzie zbyt łatwo… Choćby nie wiadomo jak się starały go zainteresować, potem w łóżku łatwe panienki okazywały się nudne do bólu i schematyczne. I kapryśne, jeśli tylko spróbował zrobić coś inaczej. Minetka, lodzik, gumka, ruchanko i do domu. Dziesięć lat temu nawet mu to wystarczało. Teraz był dorosły. I do tancbudy przychodził… tańczyć.

    Z wiekiem bowiem jego wymagania rosły. Już nie szukał w dziewczynach ani gotowości na podryw, ani urody, które choć istotne, w żadnym wypadku nie wpływały na jego decyzję. Musiało po prostu zaiskrzyć. Kiedy poczuł mentalny rezonans z drugą osobą, włączał mu się instynkt najbieglejszego myśliwego i nic nie mogło mu stanąć na przeszkodzie. Nawet mąż… czy napakowany mięśniami towarzysz.

    Jak ten tam po przeciwnej stronie błyskającej transowo sali, przyklejony do zgrabnej blondynki o rozpuszczonych włosach sięgających niemal do pasa. Wyraźnie podpity chwytał ją zaborczo w ramiona, ale po jej minie widać było, że nie sprawia jej to przyjemności. Podobnie jak taniec – poruszała się sztywno, jakby obcisłe dżinsy i błyszcząca cekinami bluzka na ramiączkach odlane były z gipsu. Marcel postarał się podejść możliwie blisko, wiedziony instynktem – zatrzymał się na wprost i zatańczył, wpatrując się w nią intensywnie.

    Wreszcie pochwycił jej spojrzenie na długą chwilę. Uśmiechnął się. Widział wyraźnie, że poczuła to samo, co i on, złapali kontakt. Już była jego.

    Sekret udanych podrywów w jego wypadku nie leżał w uwodzeniu wszystkiego co się rusza, co siłą rzeczy powinno dawać pewną liczbę sukcesów. Kluczem było dopasowanie. Kiedy obie strony poczują wzajemny magnetyzm, „podryw” jest tylko formalnością. Choć czasem występowały utrudnienia. Co bynajmniej nie odbierało Marcelowi motywacji.

    Po pierwszym kontakcie dziewczyna chyba się zawstydziła, bo zaczęła go unikać. Nie rezygnował jednak. Obserwował ją przez dobrą godzinę, z wzajemnością. Początkowo rzucała tylko nieśmiałe, krótkie spojrzenia, ale kiedy odkryła, że napotyka jego wzrok za każdym razem, zaczęła rozmyślnie przeciągać te chwile. Teraz poruszała się zwinniej, bardziej zmysłowo, a Marcel rozkoszował się widokiem kołyszących się bioder i szczupłych dłoni przebiegających wzdłuż ciała. Nie miał wątpliwości. Tańczyła dla niego.

    Jej facet w końcu musiał to spostrzec. Wkurzył się. Przestał tańczyć i zmrużonymi oczami przebiegł wzrokiem niezbyt gęsty tłum, bezbłędnie lokalizując rywala. Marcel niespiesznie przesunął się w tańcu bliżej wyjścia, gdzie stało dwóch ochroniarzy, więc mięśniak chcąc nie chcąc zrezygnował z natychmiastowego obicia mu mordy. Pytanie tylko czy całkiem odpuścił, czy tylko odłożył wykonanie wyroku na stosowniejszą chwilę… W razie czego do samochodu niedaleko, a pod siedzeniem broń na ślepaki i atrapa policyjnego koguta. Nie raz uratowały Marcelowi skórę.

    Póki co jednak nie zanosiło się na krwawą zemstę. Nie mogąc się wyżyć na rywalu, mięśniak zrobił awanturę dziewczynie. Marcel nie interweniował, chociaż kiszki skręcały mu się na widok skulonych w przestrachu drobnych ramion. Tym razem nie dał się przyłapać na patrzeniu, tanecznym krokiem zawirował w kierunku toalet. We własnych oczach okazał się tchórzem, ale nie musiał nim być w jej oczach…

    Zamierzał pocieszyć ją później.

    Kiedy wyszedł z łazienki, blondynki nigdzie nie było. Nie mogła wejść do ubikacji, bo pod drzwiami damskiej wiła się długa kolejka. Rozglądał się uważnie, ale nie mógł dziewczyny znaleźć… Jej znajomi stali przy barze jak gdyby nigdy nic, ona zniknęła. W szatni było pusto, mogła po prostu chwycić ubranie i wybiec.

    Tak czy siak, odechciało mu się tańczyć. Bez niej klub wydawał się opustoszały, a muzyka nieznośnie głupia i katująca uszy. Nie zastanawiając się długo, Marcel odebrał swoją kurtkę z szatni. Jeszcze kiedyś będzie okazja. Nie wątpił, że utkwił dziewczynie w pamięci, zapewne zechce wrócić i go poszukać.

    Na zewnątrz okazało się jednak, że zawarcia tej znajomości nie będzie musiał odkładać na później. Blondynka siedziała zasmucona na betonowej donicy z kwiatami po przeciwnej stronie ulicy. Przewiesił kurtkę przez ramię i podszedł do niej bez wahania.

    – Co się stało?

    – Zerwał ze mną.

    – Czemu? Bo nagle zaczęłaś się dobrze bawić?

    Spojrzała na niego z wyrzutem. Marcel udał, że nadal nie rozumie, uśmiechnął się rozbawiony.

    – Przeze mnie?

    – Raczej przez to, że on nie potrafił mnie rozruszać.

    Takiej odpowiedzi się nie spodziewał. Niebanalna.

    – Chodź, odwiozę cię do domu.

    Podniosła się z donicy, tak po prostu, jakby przyjaźnili się od lat, a propozycja była całkiem naturalna. To akurat nie dziwiło go wcale. Często tak było między nim a dziewczynami, które wybierał.

    Poprowadził ją do Lancera, przypatrując się ukradkiem, czy auto zrobi na niej wrażenie. Nie zrobiło. Wydawała się zmęczona i przygnębiona, biednego Lancera nie zaszczyciła nawet jednym, choćby niewerbalnym komentarzem. A może i dobrze.

    – Marcel jestem – powiedział, gdy wsiedli.

    – Aneta.

    Dziewczyna podała nazwę ulicy i obróciła głowę w bok, zniechęcając do jakiejkolwiek konwersacji. Patrzyła przez szybę znużona. Ożywiła się dopiero, gdy dojeżdżali do celu, poprowadziła bocznymi, słabo oświetlonymi uliczkami. Kazała zatrzymać się przed niedużą willą. Marcel zgasił silnik i zapatrzył się na Anetę w półmroku. Nie pchał się na siłę do domu.

    Wiedział, że będzie ją miał. A czy dziś czy innego dnia – co za różnica? Nie zamierzał wszystkiego zepsuć niewczesną presją. Aneta chyba to wyczuła.

    – Przepraszam, że nie byłam zbyt zajmującym pasażerem – zaczęła. – Jestem zmęczona.

    – Może kawa pomoże?

    – I jeszcze pewnie w miłym towarzystwie? – spytała zaczepnie.

    – To zależy, czy masz tam kogoś miłego w domu.

    – Nie chcesz wejść?

    – Chciałbym. Ale jesteś przecież zmęczona.

    Uśmiechnęła się, wywołując u Marcela przyjemny dreszcz w klatce piersiowej. Gotów był się natychmiast zakochać. Ledwo powstrzymał chęć pogłaskania potarganych nieco blond włosów, rozczesania ich palcami. Ich właścicielka chyba zauważyła, gdzie patrzy, bo niespodziewanie podjęła decyzję.

    – Chodź, może kawa mi pomoże. A jeśli nie, to sobie pójdziesz – zastrzegła jednak na wszelki wypadek.

    Wyjął kluczyk ze stacyjki. Aneta powstrzymała go ruchem ręki.

    – Zaczekaj. Otworzę ci bramę, zaparkujesz sobie na podwórku. Żeby ci nikt zabawki nie ukradł.

    Poczuł się lekko dotknięty sarkazmem, z jakim wdeptała nieszczęsnego Lancera w ziemię, ale nie dał tego po sobie poznać. Nie traktował samochodu jak zabawki ani tym bardziej magnesu na laski, ale lubił go. Wjechał na podjazd i wysiadł prędko, bo Aneta już wchodziła po schodkach. Automatyczna brama zasuwała się powoli.

    Nie omieszkał odgryźć się za uszczypliwą uwagę, gdy tylko weszli do przedpokoju.

    – Swoją zabawkę noszę zawsze przy sobie.

    Zrozumiała aluzję, odwróciła wzrok, ledwo powstrzymując uśmiech. Wyraźnie próbowała utrzymać resztki konwenansów albo może jakichś własnych zasad postępowania z mężczyznami, ale niezbyt skutecznie. Zapaliła światło w kuchni i mimowolnie kokieteryjnym ruchem ręki zaprosiła go do środka.

    – Sama mieszkasz?

    – Z rodzicami. Pewnie już śpią.

    Przygotowywała kawę w ciszy, podbarwionej tylko lekko brzęczeniem lodówki. Mimo milczenia i obecności obcego mężczyzny nie wydawała się skrępowana, poruszała się znacznie swobodniej niż w klubie. A on przyglądał się jej zupełnie tak samo jak wtedy, zauroczony jej wdziękiem.

    Szklanki z kawą postawiła na stole, rozlewając co nieco. Więc jednak była zdenerwowana. A może podekscytowana? Wróciła do blatu kuchennego po ściereczkę i lekko pochylona przetarła stół i szklanki.

    Spojrzenie Marcela tymczasem ześliznęło się po jej kształtnej pupie. Sięgnął ręką, miał ochotę wsunąć dłoń pod majtki, poczuć to szczególne ciepło, sprawdzić, czy jest naturalna, czy ogolona… w ostatniej chwili się opanował i położył rękę na jej plecach, tuż powyżej kości ogonowej.

    Stali teraz bardzo blisko siebie. Marcel przyłożył wargi do jej szyi i dotknął delikatnie językiem. Czuł, że sprawił jej przyjemność. Mimo to jeszcze usiłowała zaprotestować.

    – Słuchaj… Może tego po mnie nie widać, ale miałam ciężki wieczór. Dwie godziny podskakiwałam w hałasie, potem facet zrobił mi awanturę…

    – Nic się nie bój. Zrobię ci masaż, rozluźnisz się, poczujesz lepiej. Jestem dżentelmenem. Jeśli nie będziesz chciała nic więcej, to mnie wyrzucisz.

    – Tak – skrzywiła się. – Faceci zawsze tak mówią.

    – Nie wiem. Mnie żaden tak nie powiedział.

    Marcel wziął szklanki, a Aneta westchnęła i zaprowadziła go do swojej sypialni na samym końcu korytarza.

    Zapaliła tylko nocną lampkę przy łóżku, która dawała łagodne, rozproszone światło, wyłaniając z ciemności biurko, ikeowską szafę, ciemny prostokąt zasłony okiennej od podłogi do sufitu oraz samą mieszkankę tego pokoju – niewysoką, ale bardzo kobiecą, uśmiechniętą niepewnie pod przekrzywionym lekko w prawo nosem.

    – Mam się położyć?

    – Usiądź. Na leżąco źle się pije – mówiąc to, Marcel wręczył jej kawę.

    – Myślałam, że chcesz mnie masować.

    Zdjął buty. Wypił duszkiem połowę swojej szklanki i postawił ją przy lampce.

    – Dam sobie radę. Ty się relaksuj.

    Usiadł przy dziewczynie na łóżku i odgarnął jej włosy za ucho. Ucałował szyję poniżej, jednocześnie ręką delikatnie masując kark. Pozwolił, żeby poniosła go intuicja, wodził palcami w górę i w dół, po szyi, skórze głowy pod włosami, wreszcie po twarzy. Wyczuwał jej zmęczenie i resztki stresu ulatniające się stopniowo.

    – Wypiłaś? To idź, zmyj makijaż – zarządził.

    – Ale będę wyglądała okropnie…

    – Zawsze śpisz umalowana?

    – Odechciało mi się spać.

    Nie marudziła więcej, posłusznie poszła do łazienki, zostawiając go samego. Marcel przesunął poduszkę na bok, oparł się plecami o ścianę nad wezgłowiem i dopił powoli swoją kawę. Dał Anecie chwilę na ochłonięcie i przemyślenie decyzji. Jak dotąd robiła wszystko, co chciał, bardzo dobrze. Ale miał ambicję załatwić sprawę w taki sposób, żeby potem nie miała do niego pretensji. I żeby chciała się spotkać ponownie. Miał wiele pomysłów, nie do zrealizowania w jedną noc.

    Wróciła nie tylko z umytą twarzą, ale i przebrana w luźniejsze ciuchy. Marcel nie wiedział, jak to zinterpretować – poczuła się na tyle swobodnie, żeby założyć ubrania łatwiejsze do zdjęcia, czy po prostu dawała mu do zrozumienia, że pora zakończyć wizytę…?

    – Będzie ten masaż? – zapytała z uroczą nieśmiałością.

    – Już był. Nie pomogło?

    – Rzeczywiście czuję się trochę lepiej…

    – Chcesz więcej?

    – Tak.

    – Do usług.

    A więc bawimy się dalej. Zachętę Marcel potraktował poważnie, klamka zapadła, teraz już nie pozwoli się spławić tak łatwo. Położył dziewczynę na łóżku i przysiadł okrakiem na jej pupie. Masaż ponownie zaczął od karku, by po krótkiej chwili przenieść dłonie na ramiona i potem łopatki. Kiedy dotarł na sam dół pleców, wsunął dłonie pod szarą koszulkę i bezceremonialnie przesunął ją w górę. Stanika pod spodem nie było.

    Aneta uniosła się na przedramionach.

    – Zdjąć?

    Skrzywił się. Nie lubił, kiedy dziewczyna próbowała współdecydować. Większość trzeba było dopiero nauczyć, co im wolno, a czego nie.

    – Nie przejmuj się. Miałaś się relaksować.

    Zdjął jej koszulkę sam, troskliwie uwalniając najpierw jedno ramię, potem drugie, przełożył ją przez głowę i odrzucił na bok. Teraz uciskał mięśnie nagich pleców nieco mocniej, aż Aneta zaczęła pojękiwać. Wtedy podparł się z boku i znów gładził ją delikatnie wolną ręką, śmiało dołączając do tego usta. Od paru minut miał erekcję i postarał się, żeby to poczuła. Nie nachalnie. Mimochodem. Koncentrując jej uwagę na pieszczotach.

    Odwrócił ją na plecy i spojrzał w oczy. Ujrzał dokładnie to, czego chciał, rozszerzone źrenice przepełnione zadowoleniem i ufnością.

    – Dziękuję za masaż – powiedziała Aneta półgłosem.

    – Cicho bądź. Jeszcze nie skończyłem.

    Najpierw obejrzał ją sobie dokładnie. Nie miała modelowej figury. Wprawdzie piersi miała ładne i kształtne, ale na brzuchu i w talii było wyraźnie zbyt dużo tłuszczyku. Marcelowi nie przeszkadzało to w najmniejszym stopniu. W przeciwieństwie do Anety. Od razu wyczuł jej zawstydzenie.

    Wiedział co z tym zrobić. Udawanie, że problemu nie ma – wykluczone. I żadnych słów. Żadnych bezpodstawnych komplementów. Są skuteczniejsze sposoby.

    Dalszą część czułego masażu poprowadził właśnie na brzuchu. Pieścił go i całował ze szczerym, swobodnym zaangażowaniem, tak długo, aż w końcu dziewczyna zrozumiała, że akceptuje tę niedoskonałość. Uśmiechnął się do niej.

    Klęknął nad nią, obejmując jej biodra udami. Wyciągnęła ręce, chcąc zdjąć mu koszulkę, ale chwycił ją za nadgarstki i stanowczo przycisnął je do łóżka nad głową. Pocałował namiętnie w usta, i trzymał jej ręce mocno, póki nie poczuł, że rezygnuje z oporu. Chyba wreszcie zrozumiała, kto tu rządzi.

    Puścił ją. Pocałował jedną pierś, drugą delikatnie masował ręką. Obydwa sutki szybko stwardniały, a dziewczyna zaczęła drżeć i wzdychać z przymkniętymi oczami. Poczuł, jak mimowolnie porusza biodrami, więc włożył jej kolano między nogi. Aż otworzyła oczy z wrażenia. Zaraz jednak zamknęła je z powrotem. Ocierała się kroczem o jego udo, a on przyglądał się jej twarzy. Nie robiła tego, żeby go podniecić, robiła to dla własnej przyjemności, powoli, jak w transie. Świetnie.

    Pozwolił jej na to jeszcze przez chwilę, ale widząc, że coraz bardziej zatraca się w rozkoszy, cofnął nogę i otrzeźwił ją lekkim klepnięciem w policzek.

    – Widzę, że mój masaż ci się spodobał – stwierdził z nutką ironii w głosie.

    – Weź mnie… – jęknęła patrząc na niego półprzytomnie.

    – Nie.

    – Proszę…

    Sięgnęła do jego krocza, żeby go przekonać – wymacała pod spodniami jądra i ścisnęła je pieszczotliwym gestem. Marcel skwitował jej starania pobłażliwym uśmiechem.

    – Zabierz rękę.

    – Ale…

    – Zabierz.

    Wycofała się i spojrzała na niego ze zdziwieniem.

    – Chcesz na tym poprzestać?

    – Nie ty o tym decydujesz. Jak zechcę, to poprzestanę.

    – Więc ja nie mam nic do powiedzenia?

    – Nic.

    Dłuższą chwilę zajęło jej zrozumienie, że albo on prowadzi, albo nikt. Straciła pewność siebie, może nawet ochotę na dalszą grę.

    – Więc co mam robić?

    – Odpręż się. Skup na sobie. Poczuj tę seksualną energię, która przez ciebie przepływa.

    – Dziwny jesteś.

    – Wiem.

    Zamknęła oczy z westchnięciem, wyraźnie przekonana, że nastrój prysł. Marcel tylko na to czekał. Przyłożył wargi do jej szyi, rozchylił je i zaczął pieścić skórę językiem. Zaledwie paru sekund trzeba było, żeby jej ciało przypomniało sobie erotyczne napięcie, które władało nim przed chwilą, i znów poddało się pieszczotom. Wystarczyło, że dotknął językiem sterczącego sutka, a dziewczyna znów zaczęła się wić i jęczeć bez skrępowania.

    Zrobiło mu się gorąco. Dla ochłonięcia zdjął koszulkę i skarpetki. Nabrzmiały penis rozpychał mu spodnie. Marcel musiał się mocno pilnować, żeby nie zedrzeć z dziewczyny reszty ubrań i nie zerżnąć jej jak burą sukę… O, nie pora na takie zabawy.

    Uniósł obie jej nogi w górę i zsunął miękkie legginsy z pupy. Usadowił się wygodnie i przesuwając legginsy coraz wyżej kontynuował masaż, najpierw uda, potem kolana, aż po łydki i stopy. Uwolnione i wymasowane nogi rozłożył na boki. Siedział teraz między nimi i niedbale pieszcząc rękami wnętrze ud, obserwował twarz Anety. Z każdym ruchem to zbliżał się palcami do majtek, to oddalał, drocząc się z nią i podniecając tym do szaleństwa. Znów poruszała biodrami w górę i w dół, a gdy tylko musnął zagłębienie między udem a osłoniętym majtkami kroczem, zatrzymywała się w napiętym oczekiwaniu na więcej.

    Mógłby się tak bawić właściwie całą noc, ale miał na uwadze, że Aneta jest zmęczona. Jeśli będzie zwlekał zbyt długo, całe napięcie wypali się zamiast skumulować… Odsunął na bok materiał majtek i trącił nosem porośnięte przystrzyżonymi włoskami wargi. A potem wsunął pomiędzy nie język, tak głęboko jak zdołał sięgnąć. Aneta jęknęła ochryple. Wyprężyła się, wygięła ciało w łuk, a on podążał za nią, nie pozwolił jej uciec. Otworzyła oczy i wbiła w niego spojrzenie przepełnione nieziemską żądzą.

    Marcel zdjął spodnie razem z bielizną, a potem figi Anety. Ugiął jej nogi i położył się między nimi. Przyssał się do jednego z nabrzmiałych sutków. Dziewczyna jęczała już nieprzerwanie i wpatrywała się w niego, poruszając biodrami natarczywie. Niech będzie. Pomagając sobie ręką wbił się w nią mocno i głęboko. Teraz nie przyjęłaby już delikatnych pieszczot, chciała ostrego rżnięcia, widział to w jej oczach. Dał jej to, czego pragnęła.

    Popychał ją tak mocno, że aż całe jej ciało przesuwało się w górę i w dół. Jęczała coraz głośniej, przestraszył się, że obudzi rodziców, więc zatkał jej usta dłonią i znieruchomiał. Próbowała się uwolnić, ale był silniejszy.

    – Nie walcz ze mną – warknął. – Chciałaś się pieprzyć, to się pieprz. Krzyczeć będziesz, jak ci pozwolę.

    Poddała się. Wprawdzie dyszała, dmuchając mocno w jego palce, ale przestała się wyrywać. Uśmiechnął się i w nagrodę ucałował ją w pierś. A potem znów zaczął popychać. Poszedł na całość, przestał się hamować, wbijał się w nią coraz gwałtowniej, bliski zupełnej utraty kontroli nad zwierzęcym popędem. Nie nadążała już za nim, znieruchomiała, oddała mu się bez reszty, dysząc i pojękując zbliżała się do szczytowego momentu. Aż wreszcie naprężyła całe ciało, na krótką chwilę zamarła, stęknęła głośno i opadła bezsilnie na łóżko.

    Marcel jeszcze chwilę poruszał się w niej, ale i sam był bliski orgazmu, wyjął więc członek i dokończył ręką. Pozwolił by nasienie trysnęło Anecie na brzuch i piersi. Oddychał gwałtownie. Więc koniec. Po wszystkim. Osunął się na bok i wziął kilka głębokich wdechów. Powietrze przesiąknięte było zapachem ich potu, oboje byli mokrzy z wysiłku.

    Długą chwilę patrzyli sobie w oczy, nie mając ani sił ani ochoty na słowa czy choćby gesty. Marcel wiedział, że nie powinien tego robić, bo skończy tak samo jak zwykle – z bólem w klatce piersiowej zamiast przyjemnego dreszczu. Ale nie potrafił oderwać wzroku, już czuł, że spada w otchłań, a niebieskie oczy z jasnymi punkcikami wydają się jedynym ratunkiem. Machinalnie pogładził włosy Anety, uśmiechnięty lekko.

    – Kochasz go? – zapytał, jak zwykle wbrew rozsądkowi brnąc głębiej, zamiast uciekać.

    – Sama nie wiem.

    – A on ciebie?

    – Pewnie nie…

    – Ja cię kocham.

    Aneta uniosła brwi i skrzywiła się.

    – Jasne.

    Nie uwierzyła mu. Marcel przywykł do takich reakcji, ale poczuł pierwsze nieprzyjemne ukłucie w klatce piersiowej. Nie drążył tematu.

    – Może to zabrzmi głupio w tym momencie, ale… dasz mi swój numer?

    – Tak ci dobrze było? – zadrwiła.

    – Chciałbym cię jeszcze zobaczyć. Zabrać do restauracji albo na spacer…

    – A dziewczynę masz?

    Marcel westchnął. Co miał na to odpowiedzieć?

    – Jak by ci to wytłumaczyć…

    – Czyli masz.

    – Słuchaj… ja nie angażuję się w tego rodzaju związki.

    – Aha. Wolny ptak?

    – Niezupełnie. Mam pewne zobowiązania…

    – Znaczy jednak masz dziewczynę.

    – To bardziej skomplikowane… Potrafię sprawić, że kobiety są zadowolone, daję im przyjemność, oparcie, pomagam. Taka jest moja rola jako samca.

    – Strasznie kręcisz. Zróbmy tak: ty mi podasz swój numer, a ja zadzwonię do ciebie, jeśli będę miała ochotę na dobry seks, może być?

    Zastanowił się. Nie lubił oddawać kontroli nad sytuacją.

    – Nie.

    – Boisz się, że zadzwonię w nieodpowiednim momencie, co?

    – Nie muszę przed nikim ukrywać swoich znajomości.

    – Więc czemu nie chcesz mi dać telefonu?

    – Mogę ci dać, żaden problem. Ale w zamian za twój.

    Aneta uniosła się na łokciu i odgarnęła włosy opadające jej na twarz.

    – Wiesz co? Idź sobie. Nie mam ochoty na romansik bez zobowiązań, rozumiesz? Dostałeś to czego chciałeś, więc nie musisz mi mydlić oczu wyznaniem miłosnym. Fajnie było, ale z tym trochę przesadziłeś. Idź już.

    Nie odpowiedział. Pozbierał ciuchy i doprowadził się do porządku. Ubrany i w butach pochylił się jeszcze nad nią i pocałował na pożegnanie w policzek. Jutro pewnie pożałuje, że go spławiła, potem kolejne dni będzie zerkać z nadzieją przez okno, a w piątek pójdzie do klubu licząc, że tam się na niego natknie. Do piątku Marcel zdąży się zastanowić, czy chce, żeby się na niego natknęła.

    W samochodzie sięgnął do kieszeni w drzwiach kierowcy. Czekając, aż włączona przez Anetę brama odsunie się, wyjął komórkę. Sześć nieodebranych połączeń, trzy SMS-y. Wszystkie od jednej osoby. Odpisał szybko.

    „Nie martw się, nic mi nie jest. Dobranoc”

    Zaledwie przyszedł raport o doręczeniu SMS-a, telefon rozdzwonił się głośno. Marcel odebrał niechętnie.

    – Skarbie, mówiłem ci, że dzisiaj będę miał zajęty wieczór. Jest dobrze po północy, idź spać. Rano do ciebie przyjadę, teraz nie ma sensu. Wytrzymałaś do tej pory, to i do rana wytrzymasz. Rozłączam się, bo właśnie ruszam z parkingu.

    Rzucił komórkę na siedzenie pasażera, uruchomił silnik i wyjechał powoli na ulicę.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Amanda Ero
  • Milosci. 2. Razem czy osobno?

    W sobotę człowiek chciałby się wyspać po piątkowej zabawie. Niestety, nic z tego. Jakiś nie znający litości kat wydzwaniał już od wpół do siódmej. Dwa razy Marcel zignorował telefon, warcząc wściekle i plując wyzwiskami. Za trzecim razem wyłowił go z kieszeni spodni rzuconych wczoraj byle jak na podłogę i spojrzał na wyświetlacz. No tak, Tereska. Miał do niej pojechać, ale na litość boską, nie o świcie…

    Odebrał i przełączył na głośnik. Nie zdążył nawet wymamrotać powitania. Położył głowę z powrotem na poduszce i zamknął oczy.

    – Marcel, dzwonię do ciebie i dzwonię – szczebiotała Teresa mocno czymś przejęta i chyba na granicy płaczu. – Coś się stało? Marcel, ja tu czekam, to naprawdę ważne, przyjedź, proszę cię, musisz przyjechać!

    – Dobrze, skarbie – zdołał wtrącić. – Obiecałem, to przyjadę. Mogę chociaż spodnie na tyłek wciągnąć i zjeść śniadanie? – dodał tonem nagany. – Obudziłaś mnie, jest siódma rano.

    – Ale to naprawdę bardzo ważne, całe moje życie legło w gruzach!

    – Co się stało?

    – Nie przez telefon. Proszę, pospiesz się. Zaraz się załamię…

    Oprzytomniał wreszcie i przetarł oczy. Teresie nieczęsto zdarzało się przesadzać, choć mógł się założyć, że tym razem dla pokreślenia melodramatyzmu sytuacji nie zmrużyła oka przez całą noc. Nie raz próbowała nim manipulować, czego szczerze nie znosił. Usiadł na łóżku i spuścił nogi na podłogę.

    – Już jadę – powiedział rzeczowo i rozłączył się.

    Nie tracąc czasu umył się i ubrał, może to rzeczywiście coś poważnego. Zbiegł po schodach, skoczył na moment do kuchni i porwał słodką bułkę z chlebaka, żeby choć w samochodzie coś przegryźć. Pogłaskał machinalnie kotkę siedzącą jak zawsze na stole. Dzisiaj nici ze wspólnego śniadania. Roześmiał się pod nosem, humor od razu mu się poprawił.

    Na szczęście o tej godzinie w sobotę nie było w mieście dużego ruchu, więc dojechał na miejsce w rekordowym tempie.

    – Och, Marcel – powitała go Tereska w progu kawalerki, teatralnie rzucając mu się w ramiona, jeszcze zanim zdążył zamknąć drzwi. Wydawała się naprawdę przejęta życiową katastrofą, która na nią spadła. Miała zaczerwienione i podpuchnięte oczy, co na tle okrągłej, jasnej twarzy, pod grzywką rudych włosów, wyglądało dość upiornie. Pokryty gęsto piegami zadarty nosek wtuliła w bluzę Marcela.

    Pochylił się i pocałował ją w skroń.

    – Zaraz mi wszystko opowiesz. Tylko się rozbiorę. Skarbie, drzwi są otwarte.

    Bez dalszych ceregieli wyswobodził się z jej uścisku, zamknął drzwi, zdjął kurtkę i buty. A potem zaprowadził dziewczynę do pokoju i posadził na wersalce. Usiadł obok.

    – No, mów.

    – Nie mam okresu… – jęknęła, gniotąc z przejęcia brzeg zielonej, i tak już pogniecionej bluzki.

    Uśmiechnął się, starając się ukryć rozbawienie.

    – Spokojnie. Od tego się nie umiera. Kiedy miał się zacząć?

    – Trzy dni temu…

    – Robiłaś test?

    – Nie, nawet nie kupiłam… boję się.

    – Czego się boisz? Kobiety w twoim wieku rodzą bez komplikacji.

    – Nabijasz się ze mnie!

    – Nie. Usiłuję ci pokazać, że robisz z igły widły. Z kim się bzykałaś dwa tygodnie temu?

    Wykrzywiła usta z wyrzutem.

    – Z nikim… Przecież wiesz, że ja tylko z tobą…

    – Więc nie jesteś w ciąży. Ja się pilnuję.

    – Nie zawsze! Niedawno przecież… sam chciałeś…

    Marcel skojarzył tamtą noc. Owszem, chciał. Był mocno nabuzowany, ona taka rozgrzana i śliska… Zalałby jej pochwę spermą nawet gdyby się gwałtownie broniła. Chciał zobaczyć, jak biaława maź wypływa spomiędzy jej ogolonych warg i spływa rowkiem w dół… O, z rozkoszą by to powtórzył. Ale przecież nie po to, żeby ją zapłodnić.

    – Oprzytomniej. To było z miesiąc temu. I miałaś potem okres.

    – Może… Ale wiesz, że stosunek przerywany nie zawsze jest skuteczny… Czasem nie zdążysz zabrać…

    Nie patrzyła mu w oczy. Uchwycił drobną zmianę w jej zachowaniu, jakiś niesprecyzowany zgrzyt, może napięcie w głosie, może nerwowy ruch ramion… W sekundę nabrał pewności. O, nie… nie pozwoli się tak prostacko zmanipulować.

    – Nie rób ze mnie trzynastolatka, który dmucha koleżankę z klasy nie mając pojęcia, skąd się biorą dzieci.

    – Ale… o co ci chodzi? – przybrała minę skrzywdzonej dziewczynki.

    – Jeśli jesteś w ciąży i będziesz upierała się, że ze mną… każę ci zrobić test na ojcostwo.

    Zrozumiała, że ją przejrzał, wybuchła płaczem. Jak mogła tak naiwnie pomyśleć, że Marcel da się nabrać? Zrobiło mu się jej żal, przytulił ją z uczuciem, mocno i szczerze. Jeśli zaszła w ciążę, narobiła sobie nie lada kłopotów. A jego miała po to, żeby wszelkie kłopoty odsuwał na dystans pozwalający ujrzeć je mniejszymi niż są naprawdę.

    – Nie płacz – powiedział łagodnie. Zastygła w bezruchu, w oczekiwaniu na ciąg dalszy, jakieś zapewnienia, obietnice… ale w tej jednej kwestii zamierzał ją zawieść.

    – Co ja teraz zrobię?… – jęknęła przez łzy.

    – Teraz? Pójdziesz pod prysznic. Potem ubierzesz się w świeże ciuchy, bo widzę, że w tych przewracałaś się całą noc z boku na bok. Ja w tym czasie skoczę do apteki po test ciążowy.

    Popchnął ją lekko we właściwym kierunku, nie pozwalając na ani słowo sprzeciwu.

    W aptece na rogu kolejki nie było, więc Marcel podszedł od razu do okienka.

    – Poproszę test ciążowy i coś na uspokojenie.

    – Dla pana czy dla żony? – zapytała pani magister z porozumiewawczym uśmiechem. Rzeczywiście musiało to zabrzmieć zabawnie… Odwzajemnił uśmiech.

    – Dla żony.

    – Jak dla żony, to na wszelki wypadek dam łagodny, ziołowy środek.

    – Bez torebki, proszę.

    Nie znosił foliowych torebek i torebeczek, reklamówek i siatek… Pewnego pięknego dnia wielka chmura tego badziewia zasypała go, kiedy tylko otworzył szafkę nad blatem, i pokryła pół podłogi. Od tamtej pory wytoczył torebkom foliowym bezwzględną wojnę. Wyrzucił wszystkie na śmietnik i nie przyniósł do domu ani jednej nowej. A gość, któremu przyszło do głowy przynieść cokolwiek w reklamówce, po opróżnieniu z zawartości dostawał ją z powrotem. Obojętne, czystą czy brudną.

    Marcela nie było tylko chwilę, ale Tereska już czekała zniecierpliwiona w kuchni na krześle, umyta i przebrana. Podał jej oba opakowania.

    – Co to ma być?

    – Chyba widzisz.

    Aptekarka dała mu mocno reklamowane tabletki na uspokojenie, więc nie czuł się w obowiązku tłumaczyć oczywistego. Wlał wody do elektrycznego czajnika, włączył i przygotował dwie szklanki. Pogrzebał w lodówce w poszukiwaniu czegoś jadalnego.

    Już był w połowie szykowania śniadania dla dwojga, kiedy zorientował się, że Tereska coś długo czyta ulotkę testu. Westchnął, przykucnął w wąskim przejściu między jej kolanami a szafką, i zmusił, żeby spojrzała mu w oczy.

    – Będziesz się denerwować tak długo, aż nie sprawdzisz. Odwagi, dziewczyno.

    Do łazienki szła jak na ścięcie, z opuszczonymi ramionami, przygarbiona. Przed drzwiami jeszcze westchnęła głośno, żeby nie miał wątpliwości, że uważa to za sprawę życia i śmierci. Nie lubił takich scen, ale brał poprawkę na to, że kobiety rzadko kiedy mówią cokolwiek wprost.

    Po kwadransie zapukał do Tereski, żeby znów ją popędzić. Gotowa siedzieć tam i zwlekać do wieczora. Usłyszał jej słaby głos.

    – Czekam na wynik… jeszcze chwilę.

    Słyszał, jak pochlipuje, ale nie zaprosiła go do środka, więc nie wchodził. Czekał cierpliwie pod drzwiami. Wreszcie wyszła, skrzywiona, z testem w zaciśniętej pięści.

    – Pozytywny.

    Westchnął i przytulił ją mocno.

    – To jeszcze nie wyrok. Ciążę musi potwierdzić lekarz.

    – Marcel… – rozpłakała się znowu. – Pójdziesz ze mną?

    – Pójdę.

    – Nie jesteś zły, że cię zdradziłam?

    – Przecież wiesz, że nie jestem zazdrosny.

    – A nie gniewasz się… że chciałam cię wrobić?…

    Czy się gniewał? Na razie nie mógł sobie pozwolić na jakiekolwiek własne emocje. Po co dziewczynę jeszcze dodatkowo dołować? Zastanowić się zdąży później, a tymczasem zamierzał pozostać rzeczowy i opanowany.

    – Nie.

    – Ja chciałam… chciałam cię mieć tylko dla siebie.

    – Przecież wiesz, że to niemożliwe. Tłumaczyłem ci.

    – Ale ja cię kocham! – chlipała mu w tors. – Nie mogę znieść tych wszystkich twoich panienek, które wyrywasz w klubach i gdzie się tylko da!

    – Więc jednak mnie nie kochasz – stwierdził ze spokojem.

    – Jak to nie?? To według ciebie dowodem miłości jest zgoda na zdradzanie?

    – Dowodem miłości jest pełna akceptacja. Nie akceptujesz tego, kim jestem i jak żyję.

    – Jak możesz tego oczekiwać?

    Marcel uniósł brwi zdziwiony, ale nie odpowiedział. Jeśli teraz zacznie wyjaśniać, tłumaczyć się, tylko wpakuje się w niepotrzebną bitwę słowną, z której oboje wyjdą pokaleczeni. Jeśli sama nie rozumie, nigdy go nie wysłucha. Przestała szlochać, ale nadal przyciskała się do niego zachłannie.

    – A ty mnie kochasz…?

    – Tak, skarbie.

    – Czemu więc nie chcesz ze mną być?

    – Przecież jestem.

    – Nie jesteś! Wczoraj posuwałeś jakąś lafiryndę, kiedy ja tu przeżywałam tragedię!

    O, w mordę. Marcel poczuł jak jelita zawiązują mu się na supeł. Wziął dwa bardzo głębokie wdechy, zmusił brzuch do rozluźnienia się. Zrobiło mu się przykro.

    – Widzę, że to już nie ma sensu…

    – Co? – jęknęła nagle zaniepokojona.

    – Nasza znajomość.

    – Jak to? Nie możesz mnie teraz zostawić!

    – Nie chcę cię zostawić. Ale nie zniosę nienawiści, jaką wkładasz w pretensje o to, że mam inne kobiety. Nie musisz tolerować mnie i mojego sposobu na życie. A ja nie muszę tolerować twojej zazdrości. Rozejdźmy się, tak będzie lepiej.

    – Nie! Marcel, nie odchodź, proszę! Nie dam sobie rady sama…

    – Dasz.

    – Jak ja sobie poradzę z dzieckiem? Kto na nie zarobi, kiedy ja będę prać śpiochy?

    – Tatuś. Skoro zrobił, niech zarobi.

    – Nie… Nawet mu nie powiem… Po co mi dodatkowe kłopoty…

    Marcel milczał. Darzył Tereskę szczerym uczuciem, czasem nawet nadmiernie ślepym, i nie wiedział, co robić. Nie chciał jej zostawiać na pastwę losu, ale jeśli do tej pory nie pogodziła się z faktem, że on nie należy do nikogo, pewnie nie pogodzi się nigdy i wkrótce oboje nie będą mogli znieść się nawzajem.

    – Nie odchodź, błagam… Już nie będę… taka. Obiecuję.

    Postanowił spróbować. Zerwać znajomość zawsze zdąży, a może ona ochłonie, przemyśli sprawę? Zaprowadził ją do pokoju. Rozłożył wersalkę, żeby oboje się zmieścili, i na leżąco zaczął delikatnie masować jej brzuch. Uwielbiała to. Liczył, że uspokoi ją i nastroi nieco bardziej optymistycznie, a potem razem rozprawią się z kilkoma większymi problemami związanymi z nagłą zmianą w jej życiu.

    Otarła łzy i przyjmowała pieszczotę z wdzięcznością. Wiedziała, że robi to dla niej i że będzie przy niej tak długo, jak będzie potrzebny. Ale na jego warunkach.

    Położyła palce na jego dłoni i popychając lekko w dół, dała do zrozumienia, że ma ochotę na coś innego. Rozpiął więc jej dżinsy i wsunął rękę pod majtki. Poczuł sterczące, odrastające po goleniu włoski. Nie lubił tego, już wolałby nawet naturalnie długie niż tę drapiącą szczecinkę, ale nic nie powiedział. Trudno mieć pretensje, że się nie ogoliła, skoro spodziewała się okresu. Masował ją delikatnie, żeby nie podrażnić skóry.

    Ruszała się powoli w rytm ruchu jego palców, unosiła w górę i w dół, wzdychając co parę chwil. Nie patrzyła mu w oczy, ale sam dostrzegał już, że zaczyna się rozluźniać i zapomina o nieszczęściu. Przynajmniej na chwilę…

    Kiedy tylko poczuł, że robi się śliska, wsunął w nią od razu dwa palce. Chyba ją zaskoczył, bo jęknęła i chwyciła go za przedramię. Obserwował uważnie, czy da mu znać, żeby się wycofał, ale ona nadal poruszała rytmicznie biodrami. Dostosował się więc.

    – Fiuta chcesz?

    Pokręciła głową. Marcel ułożył się wygodniej i pocałował ją w szyję pod uchem. Przesunął z wolna językiem wzdłuż zarysu szczęki, nie przerywając pieszczot między nogami. Tereska kołysała biodrami coraz szybciej. Jeszcze trochę zanim szczytuje, ale miał czas i morze cierpliwości. Obejmował dłonią całe jej krocze, wiedział, że tak lubi najbardziej, do dwóch palców dołożył trzeci. Wargi nabrzmiały jej tak bardzo, że ledwo się razem mieścili w ciasnych spodniach.

    Spojrzał jej w twarz, szukając oznak zadowolenia. Zawsze była bardzo cicha, ani razu nie słyszał, żeby jęczała w trakcie stosunku. Rozchylone lekko usta i zmrużone oczy – znalazł to, czego szukał. Uśmiechnął się czule.

    Nagle znieruchomiała, jakby zgubiła rytm. Marcel nie przerywał. Poruszyła się znowu, w zupełnie innym tempie niż on. I znów zatrzymała. Na początku znajomości sporo czasu zajęło mu nauczenie się, że w takim momencie najgorsze, co może zrobić, to próbować podążać za nią. Jeśli zmieniał cokolwiek, wytrącał ją z jej własnego tempa na ostatniej prostej do orgazmu. I potem musiał zaczynać od początku.

    Teraz już był mądrzejszy, nie przeszkadzał. Poruszał ręką wciąż tak samo, w jednej pozycji, wszystkie mięśnie zdrętwiały mu aż do łokcia, ale wytrzymał. Warto było. Tereska wbiła mu palce w przedramię, wstrzymała oddech, znieruchomiała. Na palcach Marcel poczuł pulsowanie i po chwili dziewczyna rozluźniła się.

    Dała mu krótkiego buziaka w usta, a on odpowiedział uśmiechem. Ich własne nieme „dziękuję” i „nie ma za co”.

    Zostawił ją na chwilę samą. Nie była tym zachwycona, ale jeśli miał być dobrym przyjacielem, musiał rozprawić się z nieuniknioną w tej sytuacji erekcją, a skoro ona fiuta nie chciała, pozostawała wizyta w łazience. Ujął członek dłonią jeszcze śliską od jej śluzu i poruszał nim gwałtownie przez chwilę. Nie było czasu na bardziej wyszukane zabawy, postarał się dojść jak najszybciej. Posłał nasienie do sedesu, odetchnął parę razy, by ochłonąć.

    Umył ręce, zapiął spodnie i wrócił do pokoju. Położył się znów przy Teresce i pogładził ją po włosach.

    – Lepiej trochę? – szepnął.

    Skinęła głową.

    – Ale nadal czuję się przytłoczona…

    – Spokojnie, księżniczko, to minie. Przywykniesz do tej myśli i jeszcze zdążysz się ucieszyć z tej małej istotki.

    – Obiecaj, że mnie nie zostawisz.

    – Obiecaj, że nie będziesz robić scen zazdrości.

    – Obiecuję…

    – Ja też. Możesz na mnie liczyć, jak zawsze. A dzidzia też pewnie niejeden prezent ode mnie dostanie. W końcu jestem prawie jej ojcem – zażartował.

    – Byłbyś dobrym ojcem…

    – Tylko nie zaczynaj od nowa, proszę – uciął. – Nawet nie próbuj mnie uwiązać.

    – Przepraszam.

    Spędzili razem cały weekend. Poszli do kina i na spacer po parku, kotłowali się w łóżku kilka razy nie zważając na porę doby, oglądali filmy i obżerali się przyniesionym z restauracji jedzeniem. Nie odbiegało to od ich standardowych spotkań, o co Marcel szczególnie zadbał, żeby przypadkiem nie pomyślała, że jej manipulacje przynoszą efekty.

    W poniedziałek rano odwiózł ją do pracy i wrócił do siebie, odpocząć.

    Po tym weekendzie jedna rzecz wyglądała całkiem inaczej niż zwykle. Kiedy siedział na podłodze w salonie, popijał wino i dłubał w kawałku drewna… poczuł się samotny. Pierwszy raz od dziesięciu lat. Zasłuchał się w łagodną muzykę płynącą z głośników wieży stereo, oparł brodę na zaciśniętej pięści i popatrzył na trzymany w drugiej ręce nieforemny klocek. W zamyśle miała być świnka, ale niepojętym sposobem jej kończyny uformowały się zbyt długie, a głowa zbyt… okrągła.

    Marcel z przerażeniem cisnął klocek do kominka.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Amanda Ero
  • Marzenie przyjaciolki

    Byłem u mojej bardzo dobrej przyjaciółki. Znamy się bardzo dobrze. Podobała mi się coraz bardziej, wydawało mi się, że ja jej tez. Rozmawialiśmy o wszystkim, dosłownie o wszystkim. Opowiadała mi o swoich erotycznych przeżyciach, ja jej o swoich. Wiedziała, że lubię kobiece stopy, skarpetki więc i tym razem miałem je na kolanach i je lekko masowałem. Paulina jest długowłosą blondynką. Ok 170cm wzrostu, szczupła, zielone oczy. Wydatne piersi i bardzo ładny tyłek. Tego dnia miała na sobie kolorową koszulkę, czarne leginsy i białe stopki.

    Rozmawialiśmy o naszych fantazjach, pragnieniach.
    -Ej, my tak rozmawiamy o tym, a nigdy Ci nie powiedziałam, że nigdy, żaden facet nie wkładał mi od tyłu.
    -A chciałabyś? -Zaśmiałem się.
    -Jestem ciekawa jak to jest.
    -To czemu nie rozmawiałaś o tym z byłymi chłopakami?
    -W łóżku byłam z dwoma, ale żaden z nich nie był tak delikatny, tak czuły jak bym chciała. Z resztą Ty najlepiej wiesz czego chce.
    -No właśnie ja wiem. A czemu oni nie wiedzieli? -Pytałem patrząc jej w oczy.
    -Bo Ty jesteś inny od nich. Z nimi tyle nie rozmawiałam.
    -Oj mała. -Przysunąłem się do niej, lekko ją obejmując- A co jeśli Ci powiem, że Ty podobasz mi się bardziej od całej reszty dziewczyn?
    -Jako przyjaciółka, też mi coś.-odpowiedziała z obojętnością.
    -Nie tylko…
    -Co proszę?!
    -To, że chciałbym żebyś była kimś więcej niż przyjaciółką. -Stwierdziłem niepewnie.
    -Boże! -Przytuliła mnie- Nawet nie wiesz jak mnie uszczęśliwiłeś.
    Upadliśmy na łóżko przytuleni. Wymieniliśmy kilka pocałunków. Paulina usiadła na mnie okrakiem, złapała mnie za ręce. Wiesz, że mogę teraz zrobić z Tobą co chce? Uśmiechnęła się zalotnie i namiętnie mnie pocałowała. Zaczęła wkładać mi ręce pod koszulkę, pomogłem jej ją zdjąć. Czułem jej ręce dokładnie masujące moją klatkę piersiową, czułem jej usta na niej. Ściągnęła swoją koszulkę. Zobaczyłem biały stanik, wypełniony jej piersiami. Sama go rozpięła i z siebie zdjęła. Ujrzałem duże, jędrne, idealne piersi. Uniosłem się do nich, muskałem je językiem, ustami. Pomagałem sobie jedną ręką. Masowałem je. Zeszła ze mnie, usiadła obok i zaczęła rozpinać moje spodnie. Z moją pomocą mi je zdjęła, przy okazji zdejmując mi stopki. Sięgnęła bez wahania ręką do moich bokserek. Mój penis był już sztywny, wzięła go do ręki. Widziałem uśmiech na jej ustach. Robiła mi dobrze ręką, w między czasie zdejmując ze mnie bokserki. Gdy byłem już nagi pocałowała mnie i wróciła do mojego przyrodzenia. Pocałowała go, wzięła główkę do buzi. Czułem jak ssąc jego główkę drażni go językiem. W momencie wzięła do swoich ust tyle ile tylko mogła i mocno ssała. Ruszała na nim ustami. Czasem lekko pomogła sobie ręką. Wyjęła go z ust, dokładnie go całego wylizała językiem, wraz z jajami. Ponownie wylądował w jej ustach. Tym razem już na długo, cały ten czas go mocno ssała, ruszała na nim głową. Wyjęła go, robiła mi dobrze ręką. Robiła mi dobrze ustami dopóki nie doszedłem. W momencie wytrysku nawet na chwile go nie wyjęła z ust. Pokazała mi zawartość ust po czym ją przełknęła i zlizała resztę kończąc swoje dzieło.
    Położyła się obok mnie. Wziąłem się za całowanie jej szyi, ramion. Doszedłem do piersi. Całowałem je, lizałem sutki, masowałem je rękami. Ustami powoli schodziłem niżej, całowałem jej brzuch. Pewnym ruchem zacząłem ściągać jej leginsy. Uniosła biodra, następnie uda ułatwiając mi to. Ja zająłem się jej stópkami. Delikatnie całowałem jej skarpetki, przejechałem po nich kilka razy językiem. Złapałem jedną stopkę w zęby i ją zdjąłem. Miała bardzo zadbaną stópkę. Lizałem ją, jej paluszki, każdy po kolei, pomiędzy nimi. Słyszałem jej delikatnie jęki. To samo zrobiłem z drugą stópką. Następnie pocałowałem kilka razy jej łydki i uda. Jej cipka była przykryta tylko cienkim materiałem czarnych stringów. Lekko je odchyliłem, przejechałem po niej palcem. Następny mój kontakt z jej cipką był już językiem, delikatnie ją oblizałem, poczułem jej smak, jej wilgoć. Przytrzymując jej stringi zabrałem się za jej pieszczoty. Lizałem ją tak dokładnie jak tylko potrafiłem, delikatnie ją ssałem, całowałem. Ściągnąłem jej stringi, widziałem już całą, dokładnie ogoloną cipkę. Dossałem się ustami do niej, mocno ją lizałem. Pauliny oddech stawał się coraz szybszy. W pewniej chwili trafił do niej mój palec, którym kręciłem w środku, nie przerywając lizania. Paulina przyciskała moją głowę do jej dziurki, wplotła palce w moje włosy. Po chwili takiej zabawy zapytała, jesteś gotów do czegoś więcej? Oj jestem, odpowiedziałem. Uniosłem się z nad jej cipki. Przyłożyłem mojego ponownie stojącego penisa do jej dziurki. Ale nim włożyłem Paulina wzięła go jeszcze na troszkę do buzi, possała go, oblizała. W końcu powoli zacząłem w nią wchodzić. Czułem ciepło jej cipki na moim członku. Wchodził coraz głębiej. W połowie zacząłem go lekko wyjmować i wsuwać głębiej, każdy ruch był mocniejszy i pewniejszy. Gdy wszedł w nią cały widziałem, że ją trochę boli. Zacząłem ją posuwać, pojękiwała z każdym moim ruchem. Wchodził w nią do końca za każdym razem, jej cipka dokładnie go obejmowała. Przyśpieszałem swoje ruchy, były mocniejszy. W tym czasie masowałem jej piersi, dotykałem ud, bioder. Mocno w nią wchodząc słyszałem jej piski podniecenia. Poczułem, że jej cipka zaczyna pulsować na moim członku, a ją przechodzi fala orgazmu. Nie przestawałem jej posuwać, robiłem to równie mocno jak wcześniej. Gdy orgazm ustawał moje ruchy stały się delikatne i czułe. Wciąż nie miałem wytrysku. Wyjąłem go z niej. Jeszcze nie była do końca normalna. Po chwili wróciła do siebie.
    -To było coś niesamowitego, jeszcze nigdy mnie nikt tak nie…
    -A co jakbym jeszcze chciał spełnić Twoje pragnienie seksu analnego?
    -A będziesz delikatny?
    -Postaram się.
    Pocałowaliśmy się, ona uklęknęła na pieska. Będąc za nią, lekko wylizałem jej dupkę, pośliniłem ją. Przyłożyłem mojego penisa do niej. Jego również naśliniłem. Powoli zacząłem go wkładać w jej tyłek, wchodził bardzo powoli i opornie. Była bardzo ciasna. Gdy weszła główka na moment zrobiło się ciut lżej, ale po chwili znów wchodził z dużym oporem. Słyszałem jak Paulina jęczy, ale nie przestawałem. Gdy włożyłem 1/3 zacząłem ją powoli posuwać w tyłek. Na początku wydawała odgłosy bólu, które zmieniły się na odgłosy podniecenia. Mój penis wchodził coraz głębiej. Gdy weszła dobrze ponad połowa prosiła żebym przestał dalej. Przestałem. Posuwałem ją coraz szybciej. Coraz bardziej nas to podniecało, co słyszałem po jej odgłosach. Gdy to słyszałem powoli, z każdym ruchem wchodziłem głębiej. Gdy prawie cały był w niej mówiła, że ja boli, ale mimo to już nie przestałem. Wszedł cały do jej tyłeczka. Bardzo powoli ją brałem od tyłu, moje ruchy stawały się coraz szybsze i dłuższe. Paulina się do tego lekko przyzwyczaiła i sama pomagała mi ruszając tyłkiem. W końcu doszedłem jej w tyłku. Cały ładunek spermy trafił do jej dupci. Po wszystkim wyjąłem go z niej, opadliśmy z sił. Jeszcze tylko wyczyściła mi penisa z reszty spermy. I wtuleni w siebie leżeliśmy w pół przykryci kołdrą.
    -Dziękuję Ci za to-szepnęła.
    -Ja również.
    -Miałeś być delikatny. Ale gdybyś był to by nie było aż tak przyjemnie. Dziwnie się teraz czuję.
    -Chciałem, żeby było Ci jak najlepiej.
    -I było. A w szczególności to, że nie jesteśmy już tylko przyjaciółmi.

    Po wszystkim poszliśmy na wspólny prysznic. Na noc wróciłem do siebie. Ale już następne noce spędzaliśmy razem. Niejednokrotnie z dodatkowymi przyjemnościami.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Edek junior

    Komentujcie, co poprawić, co zmienić 🙂

  • Ferie z kuzynka

    Ferie zimowe spędzałem u rodziny. Średnio podobał mi się ten wyjazd, ale po naleganiach rodziców się zgodziłem. Ja, 18-letni chłopak miałem spędzić 2 tygodnie, z wujostwem i ich 15-letnią córką-Marleną. Aż mnie skręcało na myśl o tym. Ale cóż, jak się zgodziłem to trzeba było pojechać.

    Pierwszego dnia ferii dojechałem do nich pociągiem, odebrał mnie z dworca wujek. W domu przywitała mnie ciotka, ale, jak mi się wydawało, na szczęście nie było jeszcze Marleny, z którą nigdy się nie mogłem dogadać. Zaprowadzili mnie na piętro, pokazali mi mój pokój. Piętro, z powodu remontu było użytkowane tylko przez Marlenę i teraz drugi, w pół ukończony pokój, przeze mnie. Po za tym wujostwo w ogóle się tam nie pojawiało, nikogo tam nie było, ponieważ była przerwa w budowach tam.

    Gdy się rozpakowałem, położyłem na łóżku rozpaczając z powodu dwóch tygodni tutaj, do mojego pokoju wparowała Marlena. To co zobaczyłem mnie zszokowało. Marlena się zmieniła w zupełnie kogoś innego. Miała proste ciemne włosy, delikatny makijaż, szczupła, jak na 15-latke miała spore piersi, jej tyłkowi również niczego nie brakowało. Przyszła ubrana w obcisłą, białą koszulkę, czarne leginsy i czarne stopki. Zacząłem wierzyć, że chociaż przez takie widoki pobyt tutaj będzie przyjemny.
    -Czeeeeeść!-krzyknęła.
    -No hej.
    -Co się tak patrzysz? Nigdy mnie nie widziałeś?-zapytała z uśmiechem.
    -Nie no, ale się bardzo zmieniłaś.-odparłem zmieszany.
    -Ale chyba nie wyglądam gorzej, co?
    -Dużo lepiej.-zaśmiałem się.-siadaj ze mną.
    Siedzieliśmy, gadając o niczym ponad godzinę. Potem poszła do siebie. Następne 2 dni minęły jakoś normalnie. Z Marleną normalnie rozmawialiśmy, nawet lepiej niż normalnie.

    Kolejnej nocy, którą tutaj spędzałem coś mnie obudziło. Okazało się to drzwi, Marlena je otworzyła, zaświeciłem lampkę. Zapytała mnie czy może ze mną spać, bo jej się koszmary śnią i się dziwnie czuje.Widząc jej minę zgodziłem się. Ale miała na sobie tylko bardzo krótkie spodenki, koszulkę i stopki. Ale zanim powiedziałem cokolwiek ona już była pod moją kołdrą. Cóż, powiedziałem dobranoc i poszedłem spać. Obudziłem się i poczułem, że ona jest wtulona we mnie. Nic nie mówiłem, obudziła się, przeprosiła za to. Podziękowała za noc i uciekła do siebie. Potem przez cały dzień jakoś inaczej na mnie patrzyła.

    Wieczorem, po małym spacerze, wróciłem do swojego pokoju. Dom miał być pusty, bo rodzina miała gdzieś tam jechać i zostać na noc. To się w sumie ucieszyłem. Wracam, otwieram drzwi do pokoju, a tam Marlena, która wącha moje bokserki i stopki i masuje sobie krocze przez materiał leginsów. Gdy mnie zobaczyła momentalnie odskoczyła.
    -Co Ty robisz?!-Zapytałem.
    -Nic…
    -Przecież widziałem.
    -No i teraz masz mnie za idiotkę? Ale co ja poradzę na to, że to mnie kręci?
    -Nic, tak samo jak ja. Myślisz, że widok stopek, które masz codziennie, nie działa na mnie?
    -To Ty tez…?
    -Tak.
    -Nie powiesz nic moim rodzicom?-zapytała skruszona.
    -Nie powiem. Jak chcesz coś mojego to mów. Ja też bym chciał Twoje skarpetki czy majteczki.
    -Zaczekaj chwile.

    Po chwili wróciła wręczając mi majtki i stopki, jedno i drugie było jeszcze cieple, a majtki lekko wilgotne. Oznajmiła mi w dodatku, że już nie ma bielizny. Poprosiłem, żeby na chwile wyszła, chciałem zrobić to samo co ona. Ale gdy już zdjąłem spodnie i bokserki ona otworzyła drzwi i przyglądała się mojemu przyrodzeniu, które było już na wpół sztywne. Jedna za chwile zamknęła drzwi i wyszła. Zawołałem ją wręczyłem jej bokserki i stopki. Od razu je wąchała.
    -Może być?-zapytałem.
    -Jasne.
    -A Ty nie za dużo widziałaś?
    -Może trochę, ale mi się podobało.-odpowiedziała niepewnie.
    -A nie należy mi się jakieś wyrównanie rachunków?
    -Co byś chciał?-zapytała z uśmiechem na ustach.
    -Ty widziałaś mnie bez spodni, więc powinno być równo.
    -Dobra, ale Ty też będziesz bez. Wspólna masturbacja?
    -Co?-Zapytałem zdziwiony- Ale dobra, też mam na to ochotę od kiedy Cię oglądam w leginsach.

    Marlena usiadła na łóżku, minimalnie zsunęła swoje leginsy. Ej, ale Ty tez masz zdjąć spodnie. Rozpiąłem swój pasek, rozporek, ona już i tak widziała mojego penisa, więc bez wahania zdjąłem spodnie. Ona widząc to również zdjęła swoje. Miała różowiutką, ogoloną, lekko błyszczącą cipkę. Pozbyłem się koszulki i usiadłem obok, mój penis był już w pełni sztywny. Ona też zdjęła koszulkę i stanik. Jej piersi może nie były wielkie, ale były i to ładne, okrągłe, równe. Wąchała moje bokserki, skarpetki i delikatnie jeździła paluszkami po swojej dziurce. Ja na jej widok zacząłem sobie walić. Popatrzyła na mnie, poprosiła żebym założył sobie jej skarpetkę na przyrodzenie, założyłem. Zostawiła swoją dziurkę, zaczęła wąchać mojego penisa, położyła rękę na nim i powoli zaczęła mi trzepać, szło jej coraz lepiej. W końcu zdjęła skarpetkę i zaczęła go walić normalnie. Zapytała czy może do buzi, powiedziała że to jej pierwszy raz. Zgodziłem się. Nieśmiało wzięła go do ust, bardzo powoli. Troszkę nieporadnie, ale bardzo podniecająco go lizała. Z czasem zaczęła go ssać lekko, lizać i jednocześnie walić rączką. Po kilku minutach takiej zabawy doszedłem. Powiedziałem jej o tym, więc wzięła swoją skarpetkę i na niej skończyłem. I w nią wytarłem penisa. Językiem spróbowała spermy i stwierdziła, że nie jest taka zła.
    Rozłożyła przede mną nogi, pokazując na cipkę. Przejechałem po niej palcem, lekko go w nią wsadziłem. Zabrałem się za jej lizanie. Pocałowałem ją i zacząłem mocno ją lizać, głęboko, dokładnie, każdą ściankę, każdą część. Smakowała nieziemsko. Gdy do lizania dołączyłem palec, Marlena szybko doszła. Czułem każdą fale jej orgazmu w jej cipce. Po wszystkim położyłem się obok niej.

    -Dziękuję.-powiedziała.
    -Nie mieliśmy się przypadkiem osobiście masturbować?-zaśmiałem się.
    -Mieliśmy, ale nie wytrzymałam. Do dzisiaj członka widziałam tylko na porno.
    -Ale dobrze sobie z nim poradziłaś.
    -Nigdy tak szybko nie doszłam. Strasznie mnie podnieca zapach tych skarpetek.-podsunęła mi pod nos jedną i razem ją wąchaliśmy.
    -Mnie też, co z resztą widzisz.-wskazałem na mojego unoszącego się penisa, co było głownie spowodowane jej nagim ciałem.
    -A co jakbym chciała czegoś więcej niż tylko oral?
    -Ja jestem przygotowany, mamy całą noc.
    W odpowiedzi cmoknęła mnie lekko w usta.

    Po kilkunastu minutach leżenia razem, Marlena wstała, zobaczyła mojego sterczącego fiuta. To może teraz zrobimy to coś więcej? Po czym bez czekania na odpowiedź wzięła go do ręki i zaczęła mi trzepać. Po chwili próbowała na nim usiąść. Szło jej dość nieporadnie, po chwili weszła w nią główka, była bardzo ciasna. Zaproponowałem żeby się położyła. Wszedłem między jej nogi, nastawiłem penisa w stronę jej cipki i powoli wchodziłem. Bardzo powoli. Była strasznie ciasna, ale bardzo mokra. W pewnym momencie poczułem większy opór. Chcesz tego? Kiwnęła głową. Wszedłem dalej, przebiłem jej błonę. Połowa mojego penisa była w niej. Powoli zacząłem nim ruszać, wchodził coraz głębiej. Marlena czasem lekko popiskiwała, ale chciała dalej. Wszedłem w nią całym fiutem i zacząłem ją pukać w cipkę. Powoli, żeby jej nie bolała cipka. Powoli ją posuwałem, moje ruchy były coraz dłuższe, minimalnie przyśpieszałem. Po paru minutach, czułem że jestem blisko końca, ale poczułem pulsacje jej dziurki. Więc go nie wyjąłem. Przyspieszyłem moje ruchy, skończyłem w niej. W chwili w której przechodziła ją największa fala orgazmu. Gdy doszła do siebie wyjąłem go z niej. Ku mojemu zaskoczeniu wzięła go do ust i wylizała. Położyła się na mojej klatce piersiowej.

    -Najlepsza chwila w moim życiu.
    -Nie żałujesz?
    -Nie, było zajebiście.
    -Idziemy pod prysznic?
    -Chyba powinniśmy.

    Poszliśmy razem pod prysznic. Marlena weszła pierwsza. Pierwsze co zrobiła pod prysznicem to złapała mnie za penisa i delikatnie po nim pogłaskała. Spodobał Ci się? Nawet nie wiesz jak bardzo. Pocałowała mnie w usta. Kąpaliśmy się długo, cały czas jakieś obmacywanki, buziaki, delikatnie oralne przyjemności. Po prysznicem doprowadziła mnie do trzeciego wytrysku, który przyjęła na twarz i do ust. Co miała w ustach to połknęła, z małym problemem, ale dała radę. Gdy wyszliśmy spod prysznica, wycieraliśmy się nawzajem. Nadzy poszliśmy do mnie do pokoju. Założyliśmy na siebie tylko stopki. Po tym poszliśmy do jej pokoju, gdzie już zostaliśmy na noc. Spaliśmy razem. Nasze podniecenie nie opadało, cały czas sobie dokuczaliśmy, obmacywaliśmy się.

    I z nudnego wyjazdu zrobiła się bardzo ciekawe przygoda. Połączenie seksu z naszym fetyszem, skarpetkami. Do końca ferii wyglądało to bardzo podobnie. Na pamiątkę mam jej skarpetki, majteczki, rajstopki. Czasem są wykorzystywane.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Edek junior

    Czekam na komentarze 😀

  • Zabaweczka 5 (zakonczenie)

    Przedpołudnie spędziliśmy na zakupach. Asia zachwycona kilkoma ciuchami, jakie jej kupiłem, odwdzięczyła się, obciągając mi kutasa w przebieralni. Robiła to z takim zapałem i wdziękiem, że spuszczając się w jej dziewczęce usteczka, ledwo mogłem utrzymać się z wrażenia na nogach. Wczesny lunch zjedliśmy w niezłej chińskiej knajpce, po czym wróciliśmy do domu.

     

    Gdy zostało nieco półtorej godziny, do przyjścia Ewy, zabrałem się za przygotowanie Asi. Najpierw ogoliłem ją dokładnie, po czym zaaplikowałem porządną lewatywę. Po kąpieli natarłem skórę lekkim balsamem, po czym poprosiłem, by ubrała kupioną właśnie granatową sukienkę w białe grochy. Wyglądała obłędnie. Czekając na Ewę, poczęstowałem Asię kieliszkiem słodkiego, mocnego likieru kawowego.

     

    Asia była odrobinę zaskoczona Ewą. Zapewne spodziewała się dojrzałej kobiety, gdy tymczasem Ewa miała dopiero dwadzieścia parę lat i wygląd zbuntowanej anarchistki. Od razu rzucały się w oczy jej krótkie rude włosy i kolczyki w uszach, języku i łuku brwiowym. Była zgrabna. Średniego wzrostu, szczupła, o lekko atletycznej figurze. Skórzane spodnie kusząco opinały kształtne pośladki. Miała niewielki krągłe piersi, a przez obcisłą bluzeczkę można było dostrzec, że ma w brodawkach kolczyki.

     

    Choć próbowała to ukryć, Asia była wyraźnie zazdrosna, gdy Ewa pocałowała mnie w usta. Przy likierze i konaku dziewczyny szybko znalazły wspólny język. Asię interesowały kolczyki Ewy, która przyznała się, że ma ich nieco więcej niż widać. Zaciekawiona zabaweczka zapytała się czy może je zobaczyć. Ewa bez wahania podciągnęła bluzeczkę, odsłaniają śliczne, drobne piersi o różowych brodawkach, w których tkwiły dwa spore kółka.

    – Mam jeszcze dwa kolejne.

    Powiedziała, przysuwając się ku Asi. Z fotela obserwowałem, jak jej dłoń wsuwa się wzdłuż uda pod sukienkę zabaweczki. Asia dotknęła piersi Ewy. Czułem podniecenie, patrząc, jak się całują. Kiedy Ewa wsunęła dłoń między uda Asi, a ta wyraźnie podniecona zaczęła jęczeć, zaproponowałem przenosiny do sypialni.

     

    Z początku przypadła mi rola biernego obserwatora. Rozparty w fotelu, popijając alkohol, patrzyłem, jak się kochają. Inicjatywa należała do Ewy. Zaraz, gdy tylko dziewczyny rozebrały się nawzajem, Ewa przywarła do Asi. Całując, pieściła jej ciało. Po dłuższej chwili intensywnych karesów zaczęła ją palcować, ssąc równocześnie łechtaczkę. Asia szybko osiągnęła orgazm. Leżała wciąż na plecach, gdy Ewa dosiadła okrakiem jej twarzy. Ocierając się sromem o usta zabaweczki, poprosiła, by ta possała jej kolczyki — dwa kółka, jedno w kapturku łechtaczki, drugie w samej łechtaczce. Kiedy Ewa pochyliła się mocno do przodu, wysuwając głowie poza krawędź łóżka, podszedłem do niej. Rozpiąłem spodnie, wyciągnąłem prężącego się kutasa i przytrzymując głowę mojej biseksualnej przyjaciółki, wepchnąłem go w jej usta. Ewa poruszając się w przód i w tył ujeżdżała usta Asi, ssąc jednocześnie mojego członka. Gdy zadrżała w orgazmie, chwyciłem ją za głowę, wpychając kutasa w gardło. Eksplodowałem, przyciskając jej usta do mojego podbrzusza. Krztusząc się, połykała nasienie, a to, czego nie zdążyła przełknąć, ciekło jej z kącików ust. Miałem potężny wytrysk.

     

    Po chwili odpoczynku Asia ustami postawiła mi kutasa. Napalony przeleciałem je obie w dupę, na przemian wsuwając się w odbyt Asi i Ewy. Spuściłem się w tyłku Aśki, palcując odbyt Ewy czterema palcami. Po odświeżającym prysznicu Ewa obficie posmarowała krocze Asi żelem, po czym zaczęła ją palcować, systematycznie wsuwając do pochwy kolejne palce. Posuwając kutasem usta Asi, patrzyłem, jak Ewa rozciąga jej pochwę czterema wsuniętymi po kłykcie palcami. Zabaweczka odleciała na maksa, gdy Ewa wsunęła w nią dłoń. O mało co nie spuściłem się z wrażenia, patrząc, jak mała przeżywa orgazm podczas pierwszego w życiu fistingu. Niesamowity widok!

     

    Po krótkim odpoczynku Ewa odwróciła Asię na brzuszek, wciskając w odbyt sporą porcję żelu. Ewa miała wyraźne kłopoty z rozluźnieniem Asi, która panicznym zaciskaniem odbytu reagowała na próby wsunięcia czterech palców. Po kolejnej nieudanej próbie Ewa podsunęła Asi pod noc niewielką fiolkę.

    – Weź trzy głębokie oddechy. To poppers pozwoli ci się rozluźnić.

    Pomogło. Wyraźnie podniecona przestała opierać się penetracji. Odrobina żelu, kilka pchnięć i dłoń Ewy wsunęła się po nadgarstek w odbyt Asi. Fistowała ją palcując drugą dłonią łechtaczkę. Tym razem orgazm był tak potężny, że Asia na chwile straciła kontakt z rzeczywistością. Kiedy dochodziła do siebie, brutalnie zerżnąłem Ewę.

     

    Gdy zabaweczce wróciła świadomość, Ewa kilkukrotnie wciągnęła poppersa. Leżąc na plecach z rozłożonymi nogami, poprosiła, by ją wyfistować. Pomagając zabaweczce, wprowadziłem dłoń Asi w odbyt Ewy, po czym zająłem się jej pochwą. Była ciasna, ale na tyle elastyczna i mokra od mojego nasienia, że po chwili byłem w niej po nadgarstek. Fistowana jednocześnie w obie dziurki odleciał, mocząc łóżko.

     

    W następnych tygodniach wprowadziłem zabaweczkę do ‘klubu’. To była prywatna, zamknięta impreza dla kilku członów i ich zabaweczek. Asia była nowalijką i prawdziwą sensacją spotkania, obciągając, dając dupy i rozkładając się przed wszystkimi członkami naszego grona. Poprzednio tak udaną imprezę mieliśmy jakiś rok temu, podczas inicjacji dwóch zabaweczek – bliźniaczek. Bawiłem się Asią jeszcze dobre pół roku, a gdy znudziła mi się, odstąpiłem ją znajomemu z klubu.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Andrzej

    Ostatnia część cyklu ‘zabaweczka’

  • Kuzynki

    Jadąc na wakacje do wójtostwa na wieś, nie spodziewałem się stracić dziewictwa. Miałem czternaście lat, byłem nieśmiały i nie miałem specjalnie wielu doświadczeń z dziewczynami.

     

    Kaśka, starsza z dwojga kuzynek, była obiektem moich fantazji seksualnych. Już pierwszej nocy u wujostwa masturbowałem się, marząc o pełnych piersiach szesnastoletniej kuzynki. Od zawsze podobały mi się dziewczyny o raczej obfitych kształtach. Kaśka jak na swój wiek miała bardzo kobiecą figurę. Wcięta talia, obfity biust i szerokie biodra z cudownie krągłymi pośladkami. Do tego zgrabne nogi i jej zamiłowanie do kusych, zwiewnych sukienek sprawiało, że miałem erekcje za każdym razem, gdy się pojawiała. Nic nie mogłem na to poradzić, choć było to niesamowicie krępujące. Czasami miałem wrażenie, że Kaśka przygląda się potężnemu wybrzuszeniu moich spodenek, które tak starannie starałem się ukryć.

     

    Któregoś wieczora, podczas wspólnej kolacji, musiałem podnieść spod stołu upuszczone sztućce. Gdy tylko wsunąłem się pod niego, zerknąłem w stronę krzesła Kasi. O mało co nie wyrżnąłem głową w blat, gdy Kaśka, najwyraźniej prowokując mnie, szeroko rozłożyła nogi, podciągając przy tym ku górze sukienkę. Przez chwilę, jaką mogłem zamarudzić pod stołem, gapiłem się z rozdziawionymi ustami na jej cipkę. Różową, mięsistą, z ogolonymi wargami i gesty, czarnym trójkątem włosków na wzgórku. Miałem natychmiastową erekcję. Kończąc kolacje, zerkałem ukradkiem na uśmiechającą się do mnie Kaśkę. Gdy tylko ciotka z wujkiem wyszli do siebie, popędziłem do łazienki zwalić konia. Stojąc z zamkniętymi oczami pod prysznicem, trzepałem jak oszalały, przywołując w myślach obraz cipki kuzynki.

    – Widzę, że spodobała ci się moja myszka.

    Zamarłem, ściskając w dłoni kutasa. W łazience stała Kaśka. Właśnie zastanawiałem się jak najskuteczniej skończyć ze sobą, gdy kuzynka przekręciła klucz w drzwiach i jednym płynnym ruchem ściągnęła przez głowę sukienkę. Weszła do mnie do kabiny. Byłem jak sparaliżowany. Wciąż ściskałem kutasa, gdy ujęła go w swoje dłonie. Stojąc naprzeciw mnie, pieściła członek sprawnymi ruchami dłoni. Ośmielony dotknąłem jej piersi. Delikatnie ugniatając potężne, jędrne cycki spuściłem się. Obfita struga nasienie strzeliła na brzuszek Kasi, po czym spłynęła, zatrzymując się na puszystym wzgórku. Kasia masturbowała mnie szybkimi ruchami, znacząc swój wzgórek nasieniem. Gdy skończyła, jej czuprynka była aż biała od mojej spermy. Wypuszczając z dłoni kutasa, wsunęła się pod płynącą wodę i nabrawszy odrobinę mydła na dłoń zmyła z siebie nasienie. Stałem jak słup soli, gdy z uśmiechem powiedziała.

    – Na co czekasz głuptasie! Zrób mi dobrze.

    Nie czekała, aż się domyślę, na co ma ochotę. Kładąc mi dłonie na ramionach, sprowadziła mnie do parteru, po czym przycisnęła głowę do swojego krocza. Pierwszy raz lizałam dziewczynę. Byłem zapewne niezdarny, ale Kasia bardzo żywiołowo reagowała na mój język. Podniecony miałem ponownie potężną erekcję. Była bliska orgazmu, gdy zdecydowanym ruchem podciągnęła mnie do góry. Odwrócona do mnie plecami wypięła kształtne pośladki.

    – Włóż go we mnie.

    Podekscytowany stanąłem za nią. Przesunąłem dłonią po wilgotnym kroczu, po czym przyłożyłem kutasa do cipki.

    – Nie tu głuptasie. Nie biorę tabletek!

    Zamurowało mnie! Nie byłem pewien, czy dobrze zrozumiałem, ale Kasia rozchylając dłońmi pośladki, dodała szybko:

    – Użyj kremu w tubce. Jest w koszyczku obok.

    Pospiesznie nasmarowałam kutasa kremem, po czym palcem rozprowadziłem go wokół jej odbytu. Wbrew moim wyobrażeniom na temat seksu analnego była bardzo rozluźniona. Bez trudu wsunąłem w nią dwa palce, wciskając w jej odbyt krem. Wszedłem gładko, zważywszy na mój rozmiar. W kilku ruchach wbiłem się w nią aż po jądra. Doszła, mocno zaciskając odbyt. Posuwając ją ostro w dupę, eksplodowałem równie potężnie, jak za pierwszym razem. Po dłuższej chwili wysunąłem zwiotczałego kutasa. Kasia przez kilka długich sekund stała w rozkroku oparta o ścianę. Jej rozwarty odbyt wciąż pulsował, gdy wyciekało z niej nasienie. Odczekała, aż wypłynie z niej wszystko, po czym podmyła się, umyła mi kutasa i wyszła spod natrysku.

    – Milutki jesteś. Musimy to jeszcze powtórzyć.

     

    Kolejny raz zrobiliśmy to w niedzielę, po obowiązkowej, porannej mszy. Zaraz po powrocie zaciągnęła mnie na stryszek. Klęcząc przede mną z obnażonymi piersiami, zrobiła mi dobrze, pozwalając spuścić się w ustach. Gdy w ramach rewanżu chciałem zrobić Kasi minetę, zdążyłem tylko ściągnąć z niej majtki, gdy zawołała ją mama. Nie oddałem Kasi bielizny.

     

    Pomagając ciotce w kuchni od czasu do czasu, gdy zostawaliśmy sami, wsuwałem dłoń pod sukienkę Kasi. Była niesamowicie mokra. Za którymś razem, gdy ciotka zniknęła w spiżarni, wziąłem średni ogórek i wsunąłem go jej głęboko w pochwę. Niesamowicie ją to podnieciło. Gdy kończyła przygotowywać mizerię, poprosiła mnie o małą miseczkę. Kiedy jej mama odwróciła się na chwilę, wyciągnęła z pochwy ogórek. Krając go w plasterki, z szelmowską miną powiedziała mamie, że robi mi osobną mizerię, bo nie lubię koperku.

     

    Podczas obiadu przez cały czas drażniła się, próbując pieścić mnie pod stołem stopami. Przez jej wybryki, by ukryć rozrywającą spodnie erekcję, wstałem od stołu ostatni. Kasia pomogła mamie przygotować ciasto i kawę. Gdy dorośli i jej siostra przenieśli się do pokoju z telewizorem na piętrze, dopadłem kuzynkę. Przycisnąłem Kasię do stołu, zmuszając, by oparła się o niego dłońmi. Zadarłem sukienkę i po krótkiej, intensywnej palcówce, gdy niemal wyła z podniecenia, wcisnąłem w jej odbyt kawałek masła. Próbowała się wyrwać, ale byłem silniejszy. Wbiłem kutasa w jej dupę i zupełnie nie przejmując się jej protestami, że nie powinniśmy tego robić w kuchni, zacząłem ostro posuwać. Po chwili opór ustał. Palcowała się. Doszła w kilka sekund przede mną, dokładnie w momencie, gdy do kuchni weszła Asia, jej młodsza siostra. Patrząc na zaskoczoną twarz młodszej kuzynki, spuściłem się w dupie jej wierzgającej w panice nogami siostry. Kasia odskoczyła ode mnie, obciągając sukienkę. Mała z wybałuszonymi oczami patrzyła to na mojego potężnego kutasa, którego starałem się wepchnąć w majtki, to na Kasię, która ściereczką do naczyń ścierała cieknące po udach nasienie. Przyciskająca do krocza ścierkę Kasia podskoczyła do siostry i łapiąc ją za ramiona, powiedziała ostro:

    – Nic nie widziałaś i nic nie powiesz rodzicom. Rozumiesz!

    Zupełnie nieprzestraszona Asia bezczelnie odpowiedziała, że widziała wszystko bardzo dobrze, a to czy powie rodzicom, zależy tylko od nas.

    – Czego chcesz?

    Wysyczał Kasia.

    – Żebyś się podzieliła Piotrem.

    – Za mała jesteś.

    Odparła zupełnie zbita z tropu Kaśka.

    – Ciekawe! Straciłam dziewictwo wcześniej od ciebie, a poza tym nie masz wyboru. Zgadnij, co zrobi mama i tato, jak się dowiedzą, że Piotr posuwał cię w dupę? No zgadnij.

    – W porządku mała. Pod warunkiem, że załatwisz dla nas gumki.

    Odparła ugodowo Kasia.

    – Zgoda!

    Wesoło odpowiedziała Aśka.

    – Hej! Ja też mam warunek.

    Zawołałem podekscytowany.

    – Jaki?

    Zapytały równocześnie dziewczyny.

    – Że z gumkami przyjedziecie do mnie obie jednocześnie. Zgoda?

    Dziewczyny popatrzyły się na siebie, po czym przytaknęły na zgodę. Aśka zaś dodała.

    – Załatwię gumki w poniedziałek i wtedy przyjdziemy do ciebie obie. Dziś chce cię tylko dla siebie. Kaśka już się zabawiła.

    Kaśka nie protestowała, a ja chyba miałem tu najmniej do powiedzenia. Co ciekawe resztę dnia kuzynki spędziły ze sobą jak najlepsze przyjaciółki, totalnie mnie ignorując. Byłem ciekawy, o czym szepczą. Po kolacji Asia szepnęła mi, bym nie zamykał drzwi od sypialni. Prysznic musiałem wziąć w drugiej łazience, bo tą na naszym piętrze długo okupowały kuzynki, chichocząc tak, że słyszałem je na korytarzu.

     

    Aśka przyszła sporo po północy. Spałem, gdy obudziło mnie, ciche skrzypniecie drzwi. Miała na sobie szlafroczek w kaczuszki, a pod nim nieprzyzwoicie kusą, niemalże przezroczystą koszulkę nocną. Nie wiem, skąd ją wytrzasnęła. Na pewno nie było to czymś, co zakładała do snu. Co by nie mówić wyglądała super. Szczuplutka, głowę niższa ode mnie blondyneczka z rozpuszczonymi długimi włosami. Zgrabna, z kształtnymi drobnymi pośladkami i ślicznymi, choć niewielkimi w porównaniu do siostry, piersiami. Była w przeciwieństwie do Kasi zupełnie wydepilowana. Chyba woskiem, bo głaszcząc jej mięciutki wzgórek, nie czułam absolutnie nic, poza gładzią skóry. Była niezła w te klocki. Ciągnęła nawet lepiej niż siostra, a przy tym miała sporo fantazji. Bardzo mi się podobało, gdy leżąc na mnie, robiła loda, ocierając się cipką o moje usta. Pierwszy raz lizałem się w pozycji 69. Jak każdy normalny nastolatek byłem niemalże nienasycony, a jednak Aśce udało się zupełnie opróżnić moje jądra. Spuściła mnie trzy razy. Strzeliłem w jej ustach i między udami, by po raz ostatni zlać się w jej pupie. Była tam chyba dziewicą, bo pomimo jej entuzjastycznej pomocy sporo się namęczyłem, zanim udało mi się go włożyć. Była naprawdę ciasna! Podniecony zdobywaniem jej drugiej dziurki eksplodowałem tuż po niej, zaraz po tym, gdy wbiłem się w nią po jądra. Uczucie, gdy podczas orgazmu zaciskała odbyt na moim kutasie, było powalające.

     

    Asia zdobyła gumki dopiero we wtorek. Cieszyłem się z tego, bo potrzebowałam dzień odpoczynku po tym, jak wypompowała mnie w niedzielę. Dodatkowo rodzice dziewczyn wyjeżdżali na imieniny znajomego i mieli wrócić dopiero nad ranem. Po ich wyjeździe mieliśmy dom dla samych siebie. Kasia skombinowała wino, a Asia zaproponowała wspólną kąpiel w łazience rodziców. Leciutko podpite kuzyneczki próbowały obciągnąć mi jeszcze w kąpieli, ale wolałem zachować siły na później. Były napalone i zanim przenieśliśmy się do pokoju Kaśki, wylizałem je obie. W pokoju zostałem zgwałcony. Dziewczyny najpierw obciągały mi chwilę, po czym starsza założyła mi gumkę, by natychmiast dosiąść okrakiem kutasa. Młodsza siadła na mojej twarzy. To była niezła jazda. Strzeliłem w Aśce, gdy dziewczyny zamieniły się miejscami. Po zdjęciu gumki wylizały mnie do czysta, założyły kolejną i ponownie się kochaliśmy. Tym razem zerżnąłem Kaśkę, biorąc ją brutalnie w klasycznej pozycji, mając jej łydki na swoich ramionach. Po kolejnym ssaniu i chwili na złapanie oddech przeleciałem Aśkę. Mała leżała na plecach, z szeroko rozłożonymi nogami, zarzuconymi tak, że stopy znajdowały się prawie na wysokości jej głowy. Zanim w nią wszedłem, Kasia przez chwilę ją lizała. O mało co nie spuściłem się z podniecenia, patrząc, jak robi siostrze minetę. Waliłem Aśkę tak mocno, że obawiałem się o wytrzymałość łóżka i prezerwatywy. Mała jęczała pode mną jak rasowa kurwa, a obok Kaśka palcowała się, szczypiąc palcami brodawki. Po dłuższym odpoczynku i kolejnym kieliszku wina siadłem okrakiem na Kaście wsuwając członek pomiędzy jej obfite piersi. Ścisnęła je w dłoniach. Suwając się między nimi, co rusz wkładałem kutasa w jej otwarte usta. Kiedy rżnąłem ją między cyckami, Aśka robiła jej palcówkę połączoną z minetą. Miała orgazm, gdy eksplodowałem. Pierwszą strugą zalałem jej piersi i twarz. Kolejną połknęła, krztusząc się, gdy podniecony wsunąłem kutasa głęboko w jej gardło.

     

    Leżałem na plecach. Napalona Aśka, intensywnie zajmowała się moim półmiękkim kutasem, ssąc go z prawdziwą wirtuozją. Po kilku rozkosznych minutach miałem ponownie potężną erekcję. Mała nie marnowała czasu. Założyła mi gumkę ustami, po czym dosiadła na jeźdźca. Posuwała mnie, rozkosznie poruszając biodrami. Ściskając drobne, jędrne piersi miałem już dojść, gdy nagle przerwała. Zdjęła z kutasa prezerwatywę i z pomocą Kasi, używając sporo żelu, wsunęła go sobie w odbyt. Po chwili galopowała na kutasie z taką werwą, że nie czekając na nią, spuściłem się w ciasnej dziurce. Odpoczywając w pościeli, byliśmy spoceni jak myszy. Zasnęliśmy. Rano przeżyliśmy mały horror, gdy obudził nas odgłos parkowanego na podwórzu samochodu. Aśka i ja, nadzy wybiegliśmy do swoich pokoi, a Kaśka w pośpiechu doprowadzała swój pokój do porządku. Biegnąc za Asią, podziwiałem jej zgrabną sylwetkę i jędrną pupę. Gdyby nie okoliczności z przyjemnością zaciągnąłbym ja do swojego pokoju i po raz kolejny zerżnął jej ciasną dziurkę!

     

    Wyjeżdżając po trzech tygodniach do domu, po raz pierwszy w życiu żałowałem, że wracam ze wsi do siebie. Z drugiej strony ciotka obiecała mamie, że wypuści do nas dziewczyny na dwa tygodnie, by rozerwały się w mieście. Nie mogłem doczekać się ich przyjazdu.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Andrzej

    A.

  • Zaliczanie Sprawdzianu

    Miałem dość uczenia w gimnazjum i z tęsknotą wspominałem poprzednią pracę w liceum. Po raz kolejny zasiedziałem się, sprawdzając kartkówki. Było dobrze po siedemnastej i chyba byłem ostatnią osobą na terenie szkoły. Woźny już dawno poszedł do domu, co i tak ni miało znaczenia. Jako wicedyrektor to ja zazwyczaj zamykałem szkołę. Miałem właśnie się zbierać, gdy usłyszałem ciche pukanie.

    – Proszę!

    Zawołałem zaskoczony.

    W progu stanęła Ada. Dopiero teraz przypomniałem sobie, że pozwoliłem jej zaliczyć po lekcjach zaległy sprawdzian ‘ostatniej szansy’. Tak naprawdę już zdecydowałem się ją usadzić w drugiej klasie. Nie była głupia, ale koszmarnie leniwa i zupełnie niezainteresowana nauką.

    – Dobry wieczór panie dyrektorze. Miałam zaliczyć sprawdzian. Mogę?

    Popatrzyłem na drobną blondyneczkę. Wyglądała jak skruszony kociak. Bardzo ładny kociak. Po raz pierwszy widziałem ją w plisowanej, kraciastej spódniczce i białej bluzeczce. Jak na moje oko spódniczka była dość krótka a bluzeczka odrobinę przyciasna w biuście.

    – Dobrze Ada. Siadaj w pierwszej ławce, zaraz dam ci zadania.

    Postanowiłem dać jej jeszcze jedną szansę. Patrząc, jak zajmuje miejsce w ławce, rozbierałem ją w myślach. Była naprawdę zgrabna i miała niezłe piersi. Byłem ciekawy czy się goli między udami. Po krótkiej walce z lubieżnymi myślami zebrałem się w sobie, skreśliłem kilka zadań na kartce i podałem ją Adzie. Wróciłem do sprawdzania kartkówek. Ku mojemu zdumieniu Ada oddała mi sprawdzian po niespełna minucie pisania. Zdumiony wziąłem z jej rąk kartkę. Była pusta, nie licząc przyczepionych spinaczem prezerwatyw. Stała przede mną z niewinną miną. Przez chwile wahałem się, jak powinienem postąpić. Sfrustrowany pracą, patrząc na ponętne, młodziutkie ciało stojącej przede mną dziewczyny postanowiłem mieć w dupie zdrowy rozsądek. Widząc mój uśmiech, wyraźnie się rozluźniła.

    – Cóż Ada. Matematyka nie jest twoją najmocniejszą stroną, ale podejrzewam, że masz inne, nawet bardziej przydatne w życiu talenty. Chętnie zobaczę, co potrafisz.

    Klęknęła przed krzesłem. Sprawnie rozpięła mi spodnie i bez zbędnego ociągania się wyjęła z bielizny członek. Z cichą satysfakcją obserwowałem, jak z autentycznym zaskoczeniem na twarzy, patrzy na niemalże dwudziestocentymetrowowego kutasa. Zadowolony przymknąłem oczy, gdy rumieniąc się, wzięła główkę w usta. Była całkiem niezła. Szybko osiągnąłem pełną erekcję. Sięgnęła po prezerwatywy.

    – Wolę bez!

    Odpowiedziałem.

    Zawahała się, jakby coś rozważając. Popatrzyła na mnie uważnie, po czym już zdecydowana, z gracją zsunęła z bioder białe majteczki. Siadła na mnie okrakiem. Przytrzymując kutasa drobną dłonią, wprowadziła żołądź do pochwy, po czym siadła napierając na mnie całym ciężarem swojego drobnego ciałka. Wszedłem w nią po same jądra. Gdy ujeżdżała mnie, ściągnąłem z niej bluzeczkę i biustonosz. Rozkosznie jęczała, gdy miętosiłem kształtne piersi. Czując zbliżający się finał, objąłem ją w pasie. Prawie bez wysiłku nadałem jej drobnemu ciału odpowiednie tempo. Poczułem jak wije się na moim członku w orgazmie, a jej pochwa ciasno obejmuje moje monstrum. Eksplodowałem tak potężnie, że sperma pociekła nam na uda. Dobrze, że zdjąłem zawczasu spodnie, inaczej wracałbym do domu z plamami.

     

    Po orgazmie mała zupełnie zwiotczała na mnie. Uniosłem ją i położyłem na biurku. Liżąc idealnie gładką cipkę, wsłuchiwałem się w jej spazmatyczne jęki. Czułem rosnącą między udami męskość. Wziąłem ją ponownie! Przesunęłam jej biodra na skraj biurka, po czym trzymając za kostki, rozłożyłem nóżki. Wargi rozchyliły się z delikatnym mlaśnięciem, ukazując ciasną, różową dziurkę. Patrząc, jak wyciekają z niej resztki mojego nasienia, nakierowałem członek na cel. Jęknęła głośno, gdy pchnąłem. Trzymając za kostki, rżnąłem ją z furią dzikiego zwierzęcia. Jej piersi falowały jak wzburzone morze. Miała orgazm, po chwili chyba drugi. Eksplodowałem w niej, po czym bezwładnie opadłem na stojące opodal krzesło. Leżała ciężko dysząc, a spomiędzy jej rozchylonych ud ściekało na podłogę nasienie. Wytarłem kutasa jej majtkami. Zakładając spodnie, patrzyłem, jak Ada bezradnie rozgląda się w poszukiwaniu chusteczek. Nie znalazłszy ich, sięgnęła po leżące na podłodze majki. Podtarła się nimi, po czym cisnęła do kosza. Kiedy ubrała się, spojrzałem na nią poważnie.

    – Uciekaj do domu. Zaliczyłeś półrocze, ale w następnym postaraj się regularnie pracować na zaliczenie.

    Uśmiechnęła się.

    – Dobrze panie profesorze, będzie pan na pewno ze mnie zadowolony.

    Już przy drzwiach odwróciła się i z uroczym rumieńcem na twarzy rzuciła:

    – Było mi naprawdę dobrze… Ja, ja po raz pierwszy robiłam to z dojrzałym mężczyzną.

    – Ada, mi też było dobrze. Naprawdę!

    Wybiegła z kasy. Zamyślony podszedłem do kosza. Wyjąłem z niego mokre majteczki. Zdobyłem kolejny fant do mojej kolekcji. Chowając je do kieszeni, z zadowoleniem myślałem o przyszłości. Może praca w gimnazjum miała jednak swoje pozytywne strony.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Andrzej

    A.

  • O tym jak poszedlem do kregarza.

    Od dłuższego czasu pobolewał mnie kręgosłup. Wszyscy mówili, że to od mojego stylu pracy – albo przed kompem, albo w samochodzie. Parę osób podpowiedziało mi żeby pójść do kręgarza, że to ponoć trochę pomaga, poprawia ruchliwość i w ogóle. Nie znałem się, ale pomyślałem, że warto spróbować.

    Znalazłem ogłoszenie do człowieka w Internecie. Wydawało się, że facet ma spore doświadczenie i wie co robi. Byłem zaskoczony, że muszę poczekać tydzień, aż znajdzie wolny termin, ale udało się. Umówiliśmy się na środę wieczorem w jego gabinecie. Ze względu na moją pracę byłem ostatnim klientem.

    O wskazanej godzinie pojawiłem się przed drzwiami. Kiedy wszedłem to się uspokoiłem, cały lokal robił dobre wrażenie, było czysto i schludnie. Kręgarz miał na imię Paweł, czekał na mnie i jak tylko mnie zobaczył to poprosił do pokoju zabiegowego. W pokoju było bardzo ładnie, drewniane meble, panele. Kilka małych lamp sprawiało, że panowała kojąca atmosfera i tak przyjemnie intymnie było. Pan Paweł miał koło 43 lat, był dosyć dobrze zbudowany, widać, że sam ćwiczy i żyje zdrowo. W jednym z rogów pokoju było wejście do łazienki, lekarz polecił mi się opłukać, dostałem ręcznik, a on poczeka na zewnątrz aż skończę. Powiedział też żebym najlepiej został w samej bieliźnie, bo w długich spodniach i koszuli to nie bardzo ma sens. Od razu poczułem się głupio, bo miałem na sobie obcisłe bokserki, w których nic się nie ukryje. Miałem świadomość, że nie raz dostawałem wzwodu w teoretycznie normalnych sytuacjach. Kiedyś tak mi wstał jak byłem na masażu, kobieta była śliczna, a że była bardzo porządna to jakoś się rozeszło i żadne o tym nie wspomniało. Rozebrałem się, umyłem się cały, założyłem te nieszczęsne bokserki i krzyknąłem, że już czekam.

    Pan Paweł zaczął od dokładnego przyjrzenia się mojemu kręgosłupowi, opukał i omacał całe moje plecy po czym kazał mi się położyć na brzuchu. Wszystkie polecenia wymawiał zupełnie bezosobowo. Chyba miał już dosyć i był znudzony. Kiedy tak leżałem, on naciskał na moje poszczególne kręgi, momentami chrupnęło, zabolało, ale czułem się generalnie dobrze i było przyjemnie. Swoją drogą, tak dawno nie byłem z żadną dziewczyną, że aż brakowało mi trochę takiego dotyku. Żeby pouciskać mi na kręgosłup to usiadł mi na udach okrakiem. Wtedy przez jego spodnie dresowe poczułem jego przyrodzenie między moimi udami. Potem wyginał mnie na prawo i lewo, skręcał, naciągał ręce i barki. Żeby mi naciągnąć plecy w skręcie musiał się trochę na mnie oprzeć, chyba znowu poczułem jego penisa przez jego spodnie na swoim biodrze, a zaraz potem na drugim. W radiu leciała nastawiona muzyka relaksacyjna, a ja już nie mogłem wyrzucić z głowy jego penisa. Potem polecił mi podciągnąć kolana do klatki i wyciągnąć ręce jak najdalej, czułem jak opiera się trochę o mnie i coś robi z każdym kręgiem po kolei. Potem podszedł od przodu i dociskał moje zgięcie.

    Kazał mi odwrócić się na plecy i poszedł wymasować i ponaciągać moje stopy. Muszę przyznać, że bardzo mi się podobało bo uwielbiam, jak ktoś mi tam majstruje, a wszystkie ruchy wykonywał dosyć mocno i stanowczo. To chyba taki fetysz. Leżałem z zamkniętymi oczami, mimowolnie przez głowę przeleciało mi jak nie raz fantazjowałem o penisach. Chciał nie chciał, poczułem jak mój się obudził. Wcześniej czułem lekkie mrowienie, a teraz to normalnie mi stanął. W moich bokserkach od razu było to widać, więc byłem pewien że Paweł to zobaczy. Pod cienkim materiałem wyraźnie odbijał się kształt penisa. Mój mały przyjaciel jest normalnych rozmiarów, ale ze względu na małe majtki to aż gumka odsunęła się od brzucha. Było mi strasznie głupio, ale zamurowało mnie i tylko czekałem na jakiś prześmiewczy komentarz. Pan Paweł zachował się jednak w porządku i powiedział:

    P – Ooo, chyba ten masaż stóp sprawił Ci więcej przyjemności niż myślałem

    Ja – Chyba taaak, strasznie Pana przepraszam, nie potrafię nad tym zapanować… ani tego wyjaśnić…

    P – OK, ja chyba potrafię… słuchaj mów mi Paweł.

    J – Paweł, dobrze. Naprawdę, nie chciałem urazić, zdarza mi się to czasem bez żadnego powodu.

    P – wiem, to normalne. Zdarza się.

    Tutaj zawiesił głos, ale dalej masował moją stopę. Chyba po 5 sekundach dodał:

    P – słuchaj, jeśli chcesz mogę Ci z tym pomóc?

    J – eeemmmm, taaak? w sumie to bardzo chętnie – sam byłem zdziwiony, że tak odpowiedziałem. Już wtedy poczułem co może się zdarzyć i byłem strasznie ciekaw. Dodatkowo wiedziałem, że taka okazja już może się nie powtórzyć. Z drugiej strony nie chciałem się wygłupić i trochę czekałem co Paweł zrobi.

    Paweł położył moja nogę na stole, z półeczki wziął środek nawilżający i nabrał w ręce. Kiedy go rozsmarowywał po dłoniach powiedział:

    P – masz na imię Marek, tak?

    J – tak.

    P – no dobrze Marek, to teraz zdejmij te gatki żebyśmy mogli Ci pomóc w problemie,

    J – OK, już.

    Paweł stał obok mnie, więc byłem bardzo przejęty. Lubię nagość, lubię po domu chodzić nago, również wtedy jak przyjeżdża do mnie moja taka koleżanka to i wtedy często chodzę bez majtek, a ona tylko w majtkach czy krótkich spodenkach. Bardzo to lubię. W swoim życiu miałem już podobny przypadek, musiałem się obrzezać i kiedy zdjąłem wtedy majtki na badaniu przed lekarzem to też wewnątrz mnie już się gotowało.

    Złapałem za bokserki, podniosłem lekko biodra, zgiąłem nogi i już. Majtki rzuciłem na stojak na ubrania i położyłem nogi na leżance. Leżałem spięty, jakbym mieli mnie kroić i patrzyłem się na ręce Pawła. Lewą dłoń położył mi na brzuchu, a prawą przejechał lekko po udach, końcami palców zrobił tak kilka kółek i złapał za moje jądra. Wyraźnie mruknąłem z przyjemności. Rany, ale wtedy mnie to podnieciło. Chwilę pomiętosił moje jajka i przejechał otwartą dłonią wyżej chwytając za penisa. Trzymał go lekko, poruszał powoli w górę i w dół.

    P – obrzezałeś się?

    J – tak, musiałem

    P – i jak Ci teraz jest z tym?

    J – w sumie to dobrze, dłużej dochodzę, kobietom się to podoba, ale czasem ciężko doprowadzić mnie do końca.

    P – taaak? – uśmiechnął się.

    J – tak, i jednak brakuje mi napletka – z Pawła ręką na moim kutasie poczułem się już śmielej.

    J – nie wiem dlaczego, ale lubiłem ten zapach, a teraz bez napletka już go brak.

    Paweł się uśmiechnął:

    P – ok, może i na to coś poradzimy 🙂

    Paweł zaczął już mi normalnie trzepać, mocno trzymał kutasa, a lewą rękę trzymał na mojej klatce i tak myszkował.

    Było mi baaardzo przyjemnie, mruczałem i wzdychałem:

    J – o rany, Paweł, ale zajebiście… bardzo Ci dziękuję, masz wspaniałe dłonie

    Wtedy, lewą ręką chwycił mnie za prawą nogę i założył sobie za głowę. Trzymał tak moje udo, a prawą ręką miał świetny dostęp do mojego całego kutasa. Co kilkanaście ruchów puszczał penisa i przejeżdżał mocno po jego części między jądrami, a pupą, miętosił jajka.

    Było mi bardzo przyjemnie, i starałem się mówić Pawłowi jak bardzo mi się to podoba. W pewnym momencie, jednak, poczułem, że to jest dobry moment, żeby zrealizować swoje fantazje. Cały czas zerkałem na krocze Pawła, które jest tuż tuż i wyobrażałem sobie co tam się kryje. Na jego dresowych spodniach widać było rosnącą górkę. Kiedy Paweł był skupiony na waleniu mi konia, przejechałem ręką po jego nodze, potem po brzuchu i do krocza. Paweł natychmiast się na mnie spojrzał z zaciekawieniem wyraźnie zwalniając moje masturbowanie i przysunął się bliżej mnie. Opuściłem nogę na leżankę, a ręką macałem go po kroczu.

    Spojrzałem na niego w górę i wydukałem:

    J – mogę?

    P – jasne – i uśmiechnął się szeroko.

    Chwyciłem za gumkę od spodni i pociągnąłem w dół, zobaczyłem wtedy jego wspaniałego penisa, nabrzmiałego, ale stojącego tak w połowie, z końcówką jeszcze lekko skierowaną do dołu. Miał z 16 centymetrów, średniej grubości, mocno ozdobiony żyłami. Penis i jądra miał ogolone, podbrzusze ścięte tak na centymetr, a napletek lekko już odsłaniał żołądź. Oczy musiały mi się świecić jak 5 zł. Paweł ściągnął z bioder te spodnie i spadły do kostek.

    Prawą ręką przejechałem po jego udzie i złapałem za jądra, chwilkę je miętosiłem i chwyciłem za korzeń penisa. Przyciągnąłem go bliżej siebie i poruszałem całą skórką, tak że napletek co chwila zsuwał się żołędzi i ponownie na nią nachodził. Zacząłem go masować trochę szybciej, a Paweł się uśmiechnął i wypiął go bardziej w moją stronę. Było mi trochę niewygodnie tak leżeć więc puściłem penisa i zszedłem z leżanki. Uklęknąłem przed nim, zdjąłem mu spodnie do końca, ale od razu widziałem, że nie będzie wygodnie więc:

    J – Usiądź na tym krześle – powiedziałem

    Paweł zajął miejsce na sporym krześle, rozłożył szeroko nogi i poruszał jeździł palcami po swoim penisie. Chwyciłem ręcznik, rzuciłem pod kolana i zająłem miejsce między kolanami uśmiechniętego Pawła. Lewą ręką gładziłem go po udzie, a drugą przejechałem do jąder i zacząłem je delikatnie ugniatać i miętosić. Bardzo mi się to podobało. Znów złapałem za jego fujarę, splunąłem na nią i zacząłem powoli walić mu konia. Jego kutas bardzo szybko osiągnął pełny wzwód. Był taki twardy, ale napletek wciąż mu nachodził na główkę co sprawiało mi sporo frajdy. Kiedy tak chwilę powaliłem, Paweł powiedział:

    P – Marek, możesz mi go possać? Bardzo tego pragnę. Weź go w usta.

    Uśmiechnąłem się, powoli ruszałem jego kutasem i zbliżyłem usta.

    Poczułem jego mocny zapach, trochę pot, zmieszany z dezodorantem i silnym zapachem kutasa. Najpierw tylko ustami pocałowałem go w żołądź, potem znowu, nasunąłem napletek i językiem przejechałem po koniuszku zbierając słodki prejakulat. Otworzyłem buzię i objąłem ustami jego główkę, lekko zasysając obciągnąłem do końca. Poczułem jego smak, ten gęsty i śliski płyn miałem teraz na języku i ostentacyjnie go połknąłem. Spojrzałem na twarz Pawła, był we mnie wpatrzony, ale w tym momencie zamknął oczy i wyraziście westchnął z przyjemności. Znowu pochyliłem głowę, ustami objąłem go tak w połowie, język docisnąłem go jego spodu i zacząłem ruszać w górę w dół. Bardzo mi się podobało masowanie ustami po jego żołędzi więc co kilka ruchów zjeżdżałem ustami do końca, oblizywałem się, a ręką robiłem kilka szybkich „trzepnięć”.

    Byłem bardzo podniecony, starałem się jak mogłem, a w głowie miałem dziwaczne myśli: ja, zadeklarowany heteroseksualista, spotykający się do pory tylko z kobietami, robię loda facetowi, którego widzę pierwszy raz w życiu. Czułem ustami każdą jego żyłę, każdy skurcz mięśni, każde lekkie pchnięcie bioder. Po paru chwilach pomyślałem, że zrobię tak jak na filmach i zacząłem sobie pomagać ręką. Przytknąłem ją do ust i razem z językiem i ustami machałem głową w górę i w dół po jego sterczącym kutasie. Dla chwil odpoczynku wyjmowałem go z buzi i lizałem jego jądra, pachwinę, po kutasie jeździłem samym językiem. Powiedziałem wtedy:

    J – o matko, ale wspaniały

    P – smakuje Ci?

    J – oj taaak, rewelacja, bardzo mi się podoba

    P – zrobisz mi do końca? uwielbiam tak kończyć

    J – kurwa, no jasne… od początku marzę żebyś mi się spuścił w ustach

    Po czym szybko wsadziłem go sobie do dzioba i łapczywie obciągałem dalej.

    Po pewnym czasie straciłem trochę sił, wtedy Paweł ręką mnie przystopował, wstał i polecił mi się położyć na leżance. Położyłem się na brzuchu, ale tak, żeby moja głowa była na jej skraju. Ręce trzymałem lekko pod klatką i brodą, a mój masażysta stanął naprzeciw mnie, złapał mnie za głowę i śmiało wepchnął mi kutasa do buzi. Zaczął mnie tak jakby ruchać w usta, mocno się krztusiłem, ale starałem się nie przerywać. Jak mnie tak pieprzył to trochę poczułem się zdominowany, nie czułem się już jak wcześniej, klient co się bawi, tylko jakby mnie wykorzystywał. Nie wiem, ale to uczucie było jednocześnie upokarzające, ale i podniecające.

    Paweł co chwila wyjmował mi go z buzi i rozsmarowywał to wszystko po mojej twarzy, policzkach, po nosie. Widziałem, że to mu się podoba więc nie wycierałem tego, tylko wystawiałem język i zlizywałem co mogłem i połykałem… a było tego sporo.

    J – ja pierdolę, Paweł, ale Twój kutas jest pyszny, chcę go więcej

    Paweł się tylko dumnie uśmiechał.

    J – tylko pamiętaj, żeby skończyć w moich ustach, chcę posmakować Twojej spermy.

    Paweł kazał mi się obrócić na plecy. Posłusznie to zrobiłem, i znów poczułem kutasa w ustach tylko że teraz tak jakby Paweł chciał go wepchnąć jak najgłębiej. Jako, że mój przełyk był teraz w linii prostej to całkiem głęboko wchodził. Momentami wpychał mi go całego, rękami odruchowo starałem się go odepchnąć, ale nie miałem szans w tej pozycji. Na dodatek na nos i oczy ciągle nachodziły i obijały się jego jajca.

    Trwało to już kupę czasu, ja już miałem całą twarz ulepioną swoją śliną i jego wydzieliną, ale przynajmniej czułem, że mój masażysta chyba jest coraz bliżej bo ciężej sapał i też się trochę zmęczył. Paweł przestał go we mnie wpychać, wyjął go i zrobił kilka głębokich oddechów. Złapał mnie za rękę i pociągnął do siebie. Zlazłem z tej leżanki, zrobiłem kilka kroków i klęknąłem przed Pawłem, który oparł się o szafkę w kącie pokoju. Przetarłem ręką twarz, wziąłem jego kutasa w dłoń i znowu zacząłem mu walić. Był cały śliski, z cewki wciąż sączył się ten gęsty płyn, więc co chwilę łapałem go ustami najgłębiej jak mogłem i obciągałem zbierając wszystko w ustach. Nie wiedziałem, co z tym dalej, wypluwać nie chciałem więc połykałem. Paweł znowu złapał mnie za głowę i nakierował na kutasa:

    P – rób mi loda, rób mi pałę, Marek, dobrze Ci idzie

    J – już już, dobrze

    Złapałem go znowu prawą ręką, przytknąłem do ust i razem jeździłem po tym jego kutasie w górę i w dół. Lewą cały czas trzymałem za jego udo i tyłek. Paweł zacząłem delikatnie ruszać

    biodrami pojękując i postękując. Wtedy wyjąłem go całego, oblizałem, ręką ruszałem szybko po korzeniu, a ustami i językiem miętosiłem po błyszczącej się główce. Widziałem co się zbliża więc często zmieniałem formę pieszczot, żeby dać mu jak najwięcej przyjemności. Cały czas mu waliłem, ale ustami jeździłem po główce i na zmianę brałem ją całą w usta i językiem drażniłem wędzidełko i cewkę.

    Zobaczyłem, że Paweł coraz mocniej sapie, a na twarzy pojawia się „grymas”. Ręce trzymał na szafce, a ja objąłem ustami główkę zaraz za grzebieniem, językiem robiłem na niej kółka, a ręką waliłem ile miałem sił. Często zmieniałem ręce. Musiałem troszkę go hamować, bo momentami napierał jakby chciał go wcisnąć mi w gardło. Puściłem jego pośladek i złapałem za jądra. Teraz lewą ręką już tylko je miętosiłem i lekko ugniatałem.

    P – ooo tak, otaaak, kurwa mać, dajesz, ssij go suko, poczuj moją spermę

    Tego się nie spodziewałem, ale był tak podniecony, że potraktowałem to jako komplement. Co chwila coś przeklinał. Ja tylko mruczałem. Widziałem, że dochodzi, złapał mnie lekko za głowę, żeby sobie pomóc. Nawet lekko stanął na palcach.

    P – o faaakk – jęknął i naparł na mnie silnym szarpnięciem. Paweł wreszcie osiągną szczyt, poczułem jak z jego cewki prysnęła sperma, a przy drugiej salwie to była istna powódź. Ja już zwalniałem swoje ruchy i starałem się dopasować do jego wytrysku, ale on cały czas biodrami napierał na mnie. Na języku, gardle poczułem jego nasienie. Paweł zwolnił, odpuścił, oparł się o szafkę, i oddał się już tylko w moje ręce. Po chwili jak tryskał we mnie miałem już pełną buzię, kącikami ust zaczęła wypływać, ale było tego zbyt wiele i mimowolnie połknąłem dwa razy. Nie chciałem tego początkowo, ale … trudno. Jego sperma nie była bardzo smaczna, ale świadomość, że trysnęła właśnie z jego kutasa ogromnie mnie kręciła. Czułem jak drażni moje gardło i język. Spojrzał się na mnie, kiedy tak spijałem jego nasienie, ciągle mocno sapał, uśmiechnął się od ucha do ucha:

    P – ja pierdolę, Marek, ale czad

    Ja tylko mruknąłem, przytakując „mhm”. Lewą ręką złapałem za swojego małego, który aż mi stanął z podniecenia.

    P – smakuje Ci co?

    W końcu wyjąłem kutasa z ust tak, żeby reszta spermy nie poleciała na podłogę. Patrząc się na Pawła przełknąłem resztę, a on palcem przejechał mi po brodzie zgarniając te kilka kropel, które się przelały i wytarł o mój policzek. Cały czas trzymałem go w dłoni, przejechałem nim po moim drugim policzku, a językiem kilkakrotnie po całej długości z boku i dołu, aby zebrać resztę nasienia.

    P – choć opłuczemy się

    Wstaliśmy i weszliśmy do łazienki. Nie było tam kabiny tylko wielka szyba, za którą był prysznic. Wszedłem pierwszy, a że byłem bardzo wymęczony to usiadłem na takim małym rozkładanym krzesełku wewnątrz i oparłem się o kafelki. Paweł wszedł za mną, rzucił ręcznik na podłogę przy wyjściu, stanął do mnie bokiem i już miał odkręcić wodę. Przejechałem ręką po jego udzie i patrzyłem się na jego penisa, był już nieco oklapły, ale wciąż nabrzmiały i jakby spuchnięty.

    Paweł odwrócił się do mnie:

    P – co nie masz, dość?

    J – heh, po prostu bardzo mi się podoba, wciąż mam smak Twojej spermy w ustach

    Paweł wtedy na sekundę jakby się zamyślił, złapał za fiuta i powiedział:

    P – a może masz ochotę na to – i uśmiechnął się dumnie

    Z jego kutasa poleciał złoty płyn. Normalnie zaczął sikać wprost na mnie, na moją klatę, brzuch. Natychmiast zareagowałem:

    J – kurwa mać co Ty robisz?

    P – wyluzuj… spróbuj

    Bez namysłu, jakby wbrew normalnej reakcji, podniosłem rękę i dłoń podsunąłem pod ten bardzo ciepły strumień. Oblizałem palec, miał gorzki smak i się lekko skrzywiłem. O dziwo, mój penis nagle drgnął i znów zaczął sztywnieć.

    P – no widzisz, samo zdrowie, heh – i skierował strumień na moje usta. Zamknąłem usta i oczy, a on oblał całą moją twarz. Wszystko leciało po rękach, torsie, brzuchu, aż po moje klejnoty. Jak już strumień był za słaby, żeby dolecieć, to przetarłem twarz i oczy:

    J – ja pierdole, co ja robię

    Paweł dał jeszcze krok w przód, zdecydowanie wsunął mi żołądź na usta i aż ścisnął pośladki, żeby jeszcze trochę moczu poleciało mi do buzi. Widziałem, że mu się to podoba więc te parę łyczków przełknąłem.

    P -o taaaak, super.

    Uśmiechnąłem się do niego.

    Czułem się trochę jak szmata, ale jednocześnie odczuwałem wielką satysfakcję, ze go w taki sposób zaspokoiłem. Cała ta sytuacja mnie ciągle podniecała.

    P – a Ty Marek jak się czujesz?

    J – co masz na myśli?

    P – nie masz ciśnienia po tym wszystkim?

    J – owszem mam 🙂

    Złapałem się za penisa i powoli ściskałem go trzema palcami. Paweł odkręcił ciepłą wodę, jak deszcz.

    P – wstań

    Paweł usiadł zamiast mnie, złapał mnie za biodra i ustawił naprzeciw siebie. Nalał sporą ilość mydła w płynie i złapał mnie mocno za penisa. Lewą ręką chwycił mnie za pośladek i zaczął mi walić konia. Liczyłem na coś więcej, ale i tak było mi przyjemnie. Czułem, że długo nie będzie trzeba czekać. Kazał mi stanąć w większym rozkroku i lewą ręka naciskał mi na krocze, pachwinę, momentami nawet na dziurkę. Dosyć często zmieniał ręce, ale widziałem, że się stara. Szybko poczułem jak wszystko się we mnie zaczyna gotować. Wyciągnąłem ręce i oparłem się o ścianę, zamknąłem oczy i w myślach przywoływałem sobie najpikantniejsze fragmenty ostatniej godziny… czy ile to trwało.

    W głowie miałem obraz jak Paweł się spuszcza wprost w moje usta, a sam byłem tuż tuż. Cicho wzdychałem, zacisnąłem usta i cicho jęczałem, słychać tylko było mhhm, mhm.

    J – o rany, już zaraz, zaraz dojdę. Błagam nie przestawaj.

    Mój masażysta przyspieszył to walenie, drugą dłoń trzymał na moim kroczu, a palec między pośladkami na dziurce.

    Nagle, poczułem jakby z całego mojego ciała, z każdego krańca zebrała się siła i mknęła do penisa, całe moje ciało zadrżało, a z kutasa poleciała sperma. Paweł się odchylił, ale tylko pierwsza salwa poszła na ścianę, reszta spermy wypływała ze mnie, po Pawła rękach, nogach, na kafelkowaną podłogę. Ruszałem biodrami jakbym kogoś ruchał, kilka takich pchnięć i całe to ciśnienie zeszło. Nogi mi się ugięły, przez krótką chwilę nie mogłem ustać więc oparłem się o ścianę. Paweł mnie już puścił, poklepał po pupie i wstał. Wyszedł, zaczął się wycierać. Ja jeszcze w lekkim amoku, ale opłukałem się cały i też wyszedłem się wytrzeć.

    Paweł już stał w swoich spodniach, powoli sprzątał ten bajzel.

    P – ale żeśmy narozrabiali.

    J – ale chyba było warto?

    P – hahaha, Marek, było super.

    Zacząłem się ubierać:

    J – oj tak, mnie też było super.

    Paweł wyciągnął kasę którą mu dałem na początku.

    P – trzymaj, takie masaże to masz za free, jak kiedyś znów będziesz miał ochotę to wpadaj – uśmiechnął się przyjacielsko.

    J – OK, chętnie tylko wyleczę przełyk.

    P – nooo, chyba, że na inne opcje jesteś otwarty.

    J – do zobaczenia

    Podaliśmy sobie ręce i poszedłem.

    Całą drogę do domu myślałem, jak to teraz będzie, czy ja stałem się gejem? Przecież kocham kobiety. Sam nie wiem, ale czułem, że czasem będę takiego spotkania potrzebować.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Marek S.

    Dajcie znać czy się podoba… czy chcecie poczytać więcej.

  • Lodzik na wyjezdzie

    Tego lata cały nasz rok wyjechał na tydzień na obóz sportowy. Nocowaliśmy w małych domkach, po trzy osoby w jednym. Ja mieszkałam jeszcze z dwoma koleżankami, obóz zapowiadał się ciekawie. Ale niestety, bardzo szybko się okazało, że może nie być wcale tak fajnie, bo kadra profesorska postanowiła mocno pilnować nas pod względem picia alkoholu (jako, że był to obóz sportowy). Wytrzymaliśmy – ale tylko kilka dni, bo już w pierwszą sobotę, kilku chłopaków urządziło imprezę w swoim domku. Poszłam tam razem z koleżankami. Ubrałam się w czarną, krótką sukienkę, którą miałam zachowaną właśnie na taką okazję. Ogólnie – jestem szczupłą blondynką, która, nie wiadomo dlaczego zazwyczaj przyciąga facetów. Tak było i tym razem. Na imprezie był Sławek – nie znałam go wcześniej za dobrze, bo uczył się w innej grupie, ale dość szybko się zgadaliśmy, jeszcze w autobusie i od tej pory w przerwie między zajęciami rzucaliśmy do siebie krótkie “cześć” lub wymienialiśmy uśmiechy. Sławek był wysoki i dość chudy, miał okulary i świetne poczucie humoru. No i tak szybko zaczęliśmy gadać, a że gadało się świetnie to piliśmy też dużo wódki i znów gadaliśmy i znów wódka. W końcu zaczęliśmy tańczyć, domek był naprawdę bardzo mało, więc gdy kilka par zaczęło tańczyć naraz przy zgaszonym świetle zrobiło się przyjemnie gorąco. Wtedy poczułam rękę Sławka na swoim pośladku. Na początku zesztywniałam zestresowana, ale wódka zrobiła swoje, więc uśmiechnęła, się tylko robiąc głośne “mmmm co to?”. Od tej pory zaczęliśmy tańczyć odważniej, ocierając się mocno o siebie, aż czasami wyglądało to jak symulowany stosunek. W końcu powiedziałam do Sławka, żeby poszedł ze mną do łazienki. Nie chciałam dać mu dupy, bo mam chłopaka, którego na wyjeździe nie było, ale stwierdziłam że lodzik to nie taki duży grzech. Zamknęliśmy małą łazienkę od wewnątrz (oczywiście wszyscy widzieli, że tam wchodzimy, ale powiedzieliśmy, że idziemy tylko pogadać), uklęknęłam przed Sławkiem i od razu zdjęłam mu spotnie i majtki.
    Wyskoczył mi przed twarz dość duży penis, większy niż mojego chłopaka. Wyciągnęłam spod napletka dwa włosy Sławka i wzięłam jego pałę w usta. Byłam najebana, więc mogłam robić tylko do przodu i do tyłu, czasami przejeżdżając też jednak po jego jajach językiem. Trwało to długo, bo oboje byliśmy najebani, kilka razy Sławek gwałtownie dopchnął moją głowę do swojego penisa, co sprawiało, że się krztusiłam (był naprawdę duży), aż w końcu zrobiłam mu jeszcze ręką i poczułam , że dochodzi. Połkniesz? -spytał zmieszany. Kiwnęłam głową tylko i pozwoliłam by spuścił mi się w usta. Miał gorzki, okropny smak, ale przełknęłam i zapiłam dużą ilością wody. Sławek wyszedł już z łazienki, a ja tuż za nim. Powiedział, że jest zmęczony i zostawił mnie na imprezie. Potem dziwnie się tam czułam, pod spojrzeniami innych chłopaków, bardzo oceniającymi, więc poszłam do siebie.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    tolek banan

    x