Category: Uncategorized

  • Klub Gang Bang – Rozdzial Drugi – Tajemnicze Peleryny

    Następnego dnia oglądając biuro należące do wujka Krzysztofa, Bocian po raz pierwszy odkąd pamiętali jego przyjaciele wyraził swój szczery zachwyt. Nawet nagie ściany rozpaczliwie wołające o nową farbę nie potrafiły go zniechęcić. Zamiast tego, Tomek przeszedł energicznie od drzwi wejściowych przez całe pomieszczenie wchodząc do następnego pokoju. Rozglądając się na około zniknął z oczu kolegów. Dogonili go dopiero w kuchni, którą lustrował po wcześniejszym sprawdzeniu łazienki i tylnego wejścia do lokalu.

    Krzysiek chłopie, to miejsce jest znacznie lepsze niż myślałem. Nie moglibyśmy znaleźć nic lepszego nawet za parę tysięcy miesięcznie.

    Wujek powiedział, że możemy je mieć bez żadnego czynszu do końca roku. Liczy, że od stycznia będzie miał jakiegoś najemcę.

    Wszyscy zgodzili się, że lokal był wspaniały, a Krzysiek został okrzyknięty bohaterem dnia.

    Po kilkunastu minutach spędzonych na oglądaniu biura, wybrali się na poszukiwanie jakiś starych mebli, które przydałyby się na wyposażenie ich klubu. Nie byli tak podekscytowani od czasów gimnazjum. Stare krzesła i stoły zbierane po okolicznych piwnicach, strychach i śmietnikach przewozili wózkiem zabranym spod jednego z marketów. Chłopaki rozpoczęły również regularny szaber w znajomych barach, restauracjach i biurach, z których w tajemniczych okolicznościach poznikały popielniczki, lampy, szklanki, filiżanki czy sztućce. W krótkim czasie lokal wypełnił się sprzętem pozwalających imprezować nawet niewielkiej armii i to w dość komfortowych warunkach.

    W następny piątek, raptem tydzień od rozpoczęcia całego przedsięwzięcia zorganizowano pierwszą imprezę otwarcia. Nikt nie był zaskoczony listą żeńskich gości. Kuba przyprowadził Sylwię, Krzysiek swoją siedemnastoletnią siostrę Kaśkę – niską i lekko pulchną dziewczynę borykającą się z pryszczami. Edek zaprosił swoją kuzynkę Ankę, znaną wszystkim z niesamowitej figury, pięknej buźki i reputacji puszczalskiej. Bocian, który był jedynakiem i nie miał bliskiej rodziny, zaprosił swoją byłą dziewczynę Martę. Wysoka, szczupła domatorka o długich blond włosach wizualnie dobrze komponowała się długonosym chudzielcem. Aby dodać odrobinę świeżej krwi do ich zamkniętej grupy, Tomek zaprosił również swojego kolegę ze studiów. Marco był Włochem studiującym na KUL w ramach Erasmusa, który pojawił się na imprezie z przyjacielem i dwoma naprawdę atrakcyjnymi dziewczynami. 

    Jak się okazało pierwsza impreza była bardzo udana. Gdyby nie kręgielnia na dole, pewnie wszyscy siedzieliby w niezręcznej ciszy i gapili się ma siebie popijając alkohol dla odwagi. Jednak tego wieczoru w kręgielni odbywały się rozgrywki ligowe i kiedy Tomek skończył szybki taniec z Sylwią, a muzyka ucichła, w tle rozległy się wiwaty dochodzące z sali poniżej. To rozluźniło atmosferę, wszyscy wybuchli śmiechem i zabawa toczyła się w dobrej atmosferze, od czasu do czasu przerywanej odgłosami rozbijania pionów ciężkimi kulami i kolejnymi głośnymi wiwatami z parteru. Niestety kiedy impreza zaczęła dobiegać końca nie uformowała się żadna para, co sugerowało porażkę całej koncepcji. Cóż, trzeba było zawierzyć w Teorię Piramidy.

    Porażka szczególnie boleśnie dotknęła Krzyśka, który pokładał wielkie nadzieje w zdolności Bociana do zorganizowania im wszystkim porządnego ruchania. Budowany od kilku lat kult bohatera mocno ucierpiał. Ale Tomek zbeształ go za to, że spodziewał się zbyt wiele po tej pierwszej imprezie i Krzysiek opuszczał lokal uspokojony. W wieku 20 lat musiał w niego wierzyć, inaczej pewnie umarłby jako prawiczek, oczywiście nie licząc zabaw z siostrą.

    Jego rodzina przeniosła się do Lublina z mniejszej, bardzo religijnej miejscowości. Tam okazywanie afektu publicznie wciąż budziło zgorszenie. Żadnego przytulania się czy pocałunków w miejscach publicznych. Seks przedmałżeński był ostro piętnowanym grzechem, wszyscy wiedzieli że uprawia się go z mężem tylko po to by spłodzić dzieci. Stare dewotki wysiadujące w oknach działały jak wielkie obyczajowe radary nastawione na wykrywanie każdego możliwego odchylenia od przyjętych odgórnie standardów. Proboszcz regularnie grzmiał z ambony o znaczeniu wstrzemięźliwości. Ale natura nie zna próżni, a ludzie mają swoje potrzeby. Kluczowe było więc znalezienie sposobu na zaspokojenie swoich tak, aby nie zostać złapanym. A to najłatwiej było osiągnąć pod własnym dachem. Częściej niż gdzie indziej ojcowie, których małżonki odstawiły od łoża zaglądali do pokojów swoich dorastających córek, a rodzeństwa przedłużały niewinne dziecięce macanki wynikające z ciekawości, w bardziej dogłębne zabawy i pieszczoty. I choć wszyscy cierpieli na kompleks winy, nie powstrzymywało ich to od zaspokajania swoich żądzy.

    Wciąż lekko rozczarowany efektami imprezy, Krzysiek odrzucił zaproszenie kumpli, którzy rozlewali w rogu następną kolejkę. Zamiast tego zabrał Kaśkę do domu. Ale zamiast wjechać windą na piętro, do mieszkania gdzie spali ich rodzice, pchnął ją lekko w stronę schodów do piwnicy. Poszła za nim do niewielkiej komórki w której trzymali stare meble, przetwory matki i zimowe ubrania. Słaba żarówka ledwo oświetlała pomieszczenie, a Krzysiek zgasił światło na korytarzu, żeby nikt nie dostrzegł ich obecności.

    To była fajna imprezka – wyszeptała Kaśka.

    Chyba tak – stwierdził Krzysiek.

    Tomek jest bardzo zabawnym gościem…

    Aha. Jest bardzo zabawny.

    W czasie tej krótkiej wymiany zdań, Krzysiek rozpiął guziki bluzeczki swojej siostry, a potem jej stanik. Kaśka szybko je zdjęła odsłaniając swoje spore piersi. Wciąż rozczarowany efektem imprezy i desperacko próbując wykazać choć trochę entuzjazmu złapał jej wielkiego cycka i poczuł jak pod jego dotykiem stwardniał jej sutek. Pochylił się i pocałował go, a potem wsunął do ust ssąc i lekko przygryzając. Po chwili rozczarowany brakiem reakcji swojego organizmu na te zabawy wypuścił go z ust. Kaśka wyczuła jego brak entuzjazmu i postarała się go rozpalić. Rozpięła zamek w jego spodniach, wsunęła swoją pulchną rączkę w bokserki i zaczęła masować miękkiego fiuta. Niestety nie widać było reakcji. Nawet gdy zsunął jej majtki i ścisnął w dłoniach jej tyłek, miękka parówka wciąż nie wykazywała zainteresowania. Spróbowała poruszać ręką szybciej i ścisnęła go mocniej.

    Chcesz wsadzić go między moje cycki? – zapytała.

    Nie bardzo – odpowiedział znudzony.

    Czuła się sfrustrowana. Masowała jego flaka bez żadnej reakcji. Pochyliła się i pocałowała go. Jej wielkie sarnie oczy patrzyły na niego w poszukiwaniu aprobaty, ale wciąż nie dostrzegała fizycznych oznak zainteresowania i nie za bardzo miała pomysł jak go pobudzić. Facetom nie powinny wisieć takie flaki –  pomyślała, próbując ratować swoje poczucie wartości. Ale widok jego nawet tak miękkiego kutasa, działał przynajmniej na nią. Czuła jak jej cipka robi się wilgotna i rozgrzana bliskością kutasa. Zazwyczaj brat wsadzał go w jej usta, cipkę lub tyłek aby jak najszybciej zaspokoić swoje potrzeby i zniknąć, co nie pozwalało na dokładną inspekcję. Przyglądając mu się z bliska stwierdziła że jest słodziutki gdy tak zwisa miękki i lekko pomarszczony, bez dużych nabrzmiałych żył i śmietanki kapiącej z główki.

    Ponieważ Krzysiek tylko stał, nie wykazując specjalnej aktywności, ona miała wreszcie okazję do dokładniejszych badań. Wzięła miękkiego fiuta w rączkę i zacisnęła na nim pięść, uniosła lekko i spojrzała z zainteresowaniem na dwie pomarszczone śliwki zwisające pod pałą. Złapała je drugą ręką i ścisnęła lekko. Potem zaczynając od czubka jego kutasa, zaczęła przesuwać koniuszkiem swojego języczka w dół po pałce, aż do jajeczek i z powrotem w górę. Krzysiek rozsunął lekko nogi ułatwiając jej dostęp, a ona użyła swojego różowego języczka owijając go wokół jego pęczniejących i coraz bardziej rozgrzanych jąder, liżąc i zasysając je swoimi pełnymi, czerwonymi wargami. Wsunęła język pod jajca i liżąc je zaczęła przesuwać językiem w górę, aż jej uformowane w owal wargi mogły objąć czubek kutasa zasysając i pieszcząc go swoją wilgocią.

    Naśliniona i pobudzona włócznia wsunęła się głęboko w jej usta, a potem w wygłodniałe gardło. Używała wszystkich swoich umiejętności, aby wydoić go, połknąć jak najgłębiej i obciągnąć porządnie.

    Głowa podskakiwała jej przy obciąganiu, a spomiędzy jej warg dobiegały zwierzęce jęki pożądania, którym towarzyszyły stróżki śliny ściekające mu na jajka i uda.

    Trzepotała powiekami, a jej języczek pieścił maczugę brata szybkimi okrężnymi ruchami. Jego uda zaczęły drżeć z podniecenia, wygiął plecy w tył, wsuwając kutasa mocniej w jej wilgotne usta. Jej języczek przyspieszył, zamknęła oczy, a w skroniach czuła pulsowanie jakby ktoś wybijał w nich rytm na wielkim bębnie. Policzki zapadały się od wysiłku jaki wkładała w ssanie. Jej delikatne paluszki obejmowały go i pieściły gdy wysuwał się z jej gardła i ust, wyczuwając rezultaty swoich działań. Czuła jak zesztywniał i pulsował. Zauważyła, że brat przyspiesza tempo ruchów bioder.

    Poczuł iskierki przeskakujące z jej palców, kiedy gładziła wewnętrzną stronę jego ud. Uciskała je palcami, delikatnie przesuwając się w górę i w dół za każdym razem troszkę mocniej zaciskając palce, a jej język rozpalał żar w jego fiucie. Rozłożył dla niej nogi jeszcze szerzej, a ona minęła jego jądra przy kolejnej podróży językiem i wsunęła go w jego rowek. To świetna pozycja pomyślała, choć na pewno atrakcyjniejsza wydawała się Krzyśkowi który zadowolony patrzył na nią z góry.

    Przejechała paluszkiem po jego rowku i zaczęła badać dziurkę którą tam znalazła. Niestety nie potrafiła wsunąć swojego pulchnego palca w jego ciasne wejście. Zdecydowana, że tego właśnie pragnie, zwilżyła palec w ustach i spróbowała ponownie. 

    Poruszyła nim w środku i poczuła kolejne ruchy jego prężącego się fiuta. Pokręciła paluszkiem i wepchnęła go głębiej, a po chwili dodała kolejny. Widziała jak bardzo mu się podobało i czuła jak  jej pomaga rozszerzając pośladki, a także zaciskając mięśnie na jej palcach.

    Krzysiek podciągnął ją na nogi. – Oprzyj się – polecił, wpychając dłoń między jej nogi i łapiąc w nią rozgrzaną cipkę.

    Wsadź go we właściwe miejsce braciszku – wyszeptała mu do ucha.

    Zajęczał i skorzystał z jej sugestii wpychając kutasa w jej mokrą pizdeczkę.

    Ooooo…. tak dobrzeee…. wyszeptała przyjmując z wniebowzięciem jego fiuta.

    Krzysiek wbijał swojego rozgrzanego kutasa i wysuwał go z niej, a dłońmi mocno ściskał bielutkie i tłuste pośladki jej wielkiego tyłka. Pieprzył ją mocno i nawet nie zwrócił uwagi na orgazm siostry. Położył dłonie na wielkie podskakujące cycki i zaczął mocno je ściskać nabijając ją na kutasa. Kaśka jęczała z rozkoszy gdy ściskał jej piersi i rozszerzał cipkę kolejnymi pchnięciami. Z jej gardła wyrywały się pomruki i jęki spowodowane rozkoszą jaką sprawiał jej fiut brata między udami i wyobrażała sobie, że kolejny fiut wypełnia jej gardło.

    Była przytłoczona wrażeniami jakie brat aplikował jej ciału i zastanawiała się dlaczego miałby chcieć robić to w inny sposób, skoro ten jest tak przyjemny. Krzysiek właśnie wsuwał się szybciej i głębiej w jej pizdeczkę. Wymierzał szybkie klapsy w podskakujące pośladki. Sposób w jaki jej ciasna cipka uciskała jego kutasa był niesamowity, ale z chęcią usłyszałby jęki, jakie wydawała gdy czasami wsuwał go w drugi otworek, tam gdzie jej mięśnie stawiały mocny opór przed penetracją.

    Krzysiek wytrysnął potężnie wydając okrzyk ulgi. Kaśka objęła go i wysysała każdą kroplę czując jak kolejne uderzenia trafiają w ścianki jej płonącej cipki.

    ***

    Następne dwie imprezki również nie przyniosły zakładanego skutku, ale Tomek jak zwykle miał nowe pomysły.

    Za tydzień Halloween – powiedział na koniec trzeciej imprezy – i postanowiłem, że urządzimy Czarną Mszę.

    Wreszcie w grupie pojawiła się iskierka podekscytowania. Chłopaki i dziewczyny szeptali i podśmiewali się, wyjaśniali o co chodzi tym którzy nie wiedzieli niczego o rytuałach Czarnej Mszy. Potem ucichli i czekali, aż ich przywódca zaprezentuje szczegóły. A Tomek, wpadając na kolejny pomysł, który poruszył wyobraźnię grupy, znów znalazł się na swojej ulubionej pozycji – w centrum uwagi. Ponownie skorzystał z okazji, by podbudować tym swoje ego. Sprawdził siłę swojego wpływu na grupę, dodając – Aby zapłacić za dodatkowe wydatki, będę potrzebować po dwie dyszki od każdego z was.

    Zdziwił się kiedy pieniądze błyskawicznie wylądowały na stole przed nim. Podbudowany ich zaufaniem kontynuował.

    Każdy uczestnik Czarnej Mszy musi nosić czarną pelerynę – zaczął swój wywód.

    – … i nic więcej poza nią – uśmiechnął się patrząc na ich reakcję.

    Przez grupę przeszedł pomruk i Bocian pomyślał, że posunął się za daleko. Okazało się jednak, że po prostu nie wiedzieli gdzie kupić czarne peleryny i uznali zadanie za niewykonalne.

    – Na Boga… kto ma maszynę do szycia w domu?

    Kaśka nieśmiało podniosła rękę.

    – Dasz radę uszyć osiem peleryn?

    Chyba tak… jeśli pokażesz mi jak mają wyglądać – powiedziała wzruszając ramionami.

    Zwykły kawałek materiału zapinany na szyi i spływający z ramion do ziemi.

    Była sceptyczna co do całej sprawy, ale chętna do współpracy. Zdecydowali, że Tomek i Sylwia pójdą z Kaśką do domu aby pomóc jej w projektowaniu. Każdy został dokładnie wymierzony i musieli dorzucić parę złotych na materiał. Co zaskakujące nikt się nie skarżył. Nawet Kuba, który zawsze narzekał, że jest spłukany.

    Dobra, oto co robimy za tydzień… ja wszystko przygotuję. O ósmej otworzę tylne drzwi i wszyscy będziecie mogli wejść. Nikt nie ma prawa wejść przed ósmą, Zrozumiano?

    Wszyscy posłusznie skinęli głowami. Patrzyli na niego z zachwytem, podekscytowani całym pomysłem i posłusznie podporządkowywali się kolejnym pomysłom i poleceniom Bociana.

    Wszyscy muszą być w kuchni do ósmej dziesięć. Potem Edek zamyka tylne drzwi. Następnie chłopaki wychodzą z kuchni do pokoju i wkładają peleryny. Należy zdjąć wszystkie ubrania z wyjątkiem butów i skarpet.

    Grupę ogarnęło podniecenie. Pojawiły się nerwowe uśmiechy, a dziewczyny cicho zachichotały.

    Macie dokładnie dziesięć minut. Następnie wychodzicie z tego pokoju i idzie do następnego, tuż za biurem, gdzie czekacie na resztę. O ósmej dwadzieścia dziewczyny robią to samo. Wy też macie dokładnie dziesięć minut. Zdejmujecie wszystko oprócz butów. Jeśli ktoś spróbuje oszukiwać, to inni muszą go wyrzucić z lokalu, zanim wejdą do biura. Zadzwonię dzwonkiem sygnalizującym początek Mszy. Wtedy i tylko wtedy otworzycie drzwi i wchodzicie do środka.

    W drodze powrotnej autobusem grupa była w świetnym nastroju.

    Do soboty Kaśka zrobiła szesnaście peleryn zamiast ośmiu. Składki przyniosły więcej kasy, niż Tomek potrzebował, a co najważniejsze, lista gości składała się z dziewięciu kobiet i tylko sześciu facetów.

     

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    OlkaLa

    Czekam na wasze uwagi i komentarze, buziaki Olka :*

  • Dziewczyny Erica 5 – Prezenty na Swieta

    #Futro #Fetysz

       Zdążył. Z ledwością, ale się udało. Melody wcale nie ułatwiła mu zadania, goszcząc codziennie w jego pracowni. Mierzyła i oceniała gotowe futra, a potem kochali się w nich, ciesząc się swoją bliskością.

       Na początku obiecał sobie, że wilki i wiewiórki dla pozostałej dwójki nie będą używane, dopóki ich właścicielki nie dołączą do nich. Ale Melody była nieustępliwa, tak prosiła, tak błagała, tak umiejętnie go ssała, masowała i ujeżdżała, że nie miał szans. Widok jej rudych, kręconych włosów na futrze działał na niego jak płachta na byka, toteż przyrzeczenie złamał zaledwie kilka godzin po skończeniu prezentów. Kochanka wynagrodziła mu to, oddając się w bezwstydnych pozycjach, a gdy już nie miał siły, to klęczała u jego stóp i cierpliwie ssała ptaszka, raz po raz połykając to, czym tryskał w jej nienasyconych ustach.

       Ale mu się udało. Tydzień przed Bożym Narodzeniem wszystkie futra były gotowe. Srebrne lisy dla Melody, szare wilki dla Laureen i rude wiewiórki dla Angeli. Złotych szopów ostatecznie nie sprzedał, Melody uwielbiała je i, gdy była w pracowni, to zawsze w nich chodziła, co pewien czas pokazując mu jej coraz bardziej kobiece ciało i zapraszając by się z nią kochał.

       Zapakował wszystkie futra i schował obok choinki, gdzie leżały już inne, mniejsze prezenty. Jeden z nich przekazał wcześniej Melody w pracowni, a ta uśmiechnęła się i ubrała je pod suknię.

       Wszyscy ubrali się odświętnie, Eric odczytał kawałek Biblii i zjedli skromny, ale pożywny posiłek. Melody cały czas podskakiwała jak gdyby coś ją kłuło, nie mogła doczekać się chwili prezentacji futer.

       Wreszcie nadszedł czas. Jak strzała pomknęła do choinki i po chwili pokazała lisy dziewczynom. Obie jednocześnie jęknęły z zachwytu.

    – Piękne, prawda? – rudowłosa szczebiotała, pokazując toczek i mufkę. – Dla was też są.

       Angela i Laureen nie zareagowały, jak gdyby nie zrozumiały. Melody popatrzyła na nie zdziwiona.

    – Nie stójcie tak. Dla was też zrobił futra. Zobaczcie same…

       Wtedy ruszyły. I jęki zachwytu zamieniły się w okrzyki ekstazy. Obie od razu przymierzyły prezenty. Głaskały rękawy, wtulały twarze w puszyste kołnierze i oglądały czapki. A Eric siedział i czuł, że sztywnieje mu w spodniach.

       Nagle Laureen, której wilki sięgały aż po kostki, zmarkotniała.

    – Co się stało? – zapytał myśliwy.

    – Czy my… – zaczęła. – Czy my też musimy robić to z tobą?

       Zdziwiony Eric popatrzył na Melody, akurat poprawiającą wiewiórki na Angeli. Widząc zdziwiony wzrok trapera, uśmiechnęła się:

    – One wiedzą… Powiedziałam im…

       Myśliwy spojrzał na piękną brunetkę.

    – Nie, nie musicie. Jeśli nie chcecie… Melody mi wystarcza…

    – Choć nie wiecie co tracicie. On jest taki kochany. – dziewczyna podeszła do Erica i usiadła mu na kolanach. – A może chcecie zobaczyć?

    – Melody! – zgromił ją.

    – Co? One nigdy nas nie widziały. A my je tak. Może jak zobaczą, że nie jest to takie strasznie, to same zechcą? Wszystkie trzy mogłybyśmy się tobą zajmować. I wymieniać futerkami… I przecież po to dałeś mi wcześniej prezent, prawda? – dodała szeptem, tuląc się do niego i dyskretnie sprawdzając naprężenie w spodniach.

       Ta myśl bardzo go podnieciła. Melody nie namyślając się długo podeszła do stołu i zdjęła futro.

       Zaczęła rozpinać guziki sukni, patrząc na pozostałe dziewczyny. Obie patrzyły na nią uważnie z wyraźną ciekawością. Zaczęła ściągać suknię przez głowę.

    – Och! – jęknęła Angela, widząc co jest pod spodem.

       Laureen zawtórowała. Bo pod suknią rudowłosa miała komplet bielizny. Koronkowej, w kolorze grzesznej czerni. Pończochy przytrzymywały paski przymocowane do wyuzdanego gorsetu, który nie zasłaniał, a podtrzymywał i uwydatniał biust. Cały komplet Eric kupił już miesiąc temu, gdy sprzedawał dodatkowe futra i skóry w mieście, jednocześnie biorąc zapasy na zimę. Kosztował sporo, ale kupił też takie same dla reszty dziewczyn, więc dostał zniżkę. W burdelu, bo przecież żaden porządny, purytański kupiec nie handlował takimi rzeczami…

       Tymczasem Melody znów ubrała futro. Podeszła do stołu i złapała za poły lisów. Podciągnęła je, wypinając swoją pupę.

    – Chodź do mnie. Proszę… – zaprosiła go.

       Nie czekał aż powtórzy. Szybkim ruchem opuścił spodnie, co dziewczyny, widząc wielkość jego wzwodu przyjęły okrzykami zdziwienia i podszedł do wypiętego tyłeczka. Pozostała dwójka zaczęła obserwować każdy jego ruch.

    – Ale on jest wielki. – szepnęła Laureen. – Zaraz ją rozerwie.

    – Napewno… – potwierdziła Angela, a jej ręka bezwiednie powędrowała ku łechtaczce kochanki. Odnalazła ją pod suknią i zaczęła głaskać.

       Eric powoli wsunął organ w mokrą szparkę Melody, która z radością go przywitała.

    – Dzisiaj szybko… – poprosiła.

       Posłuchał jej. W srebrnych lisach była jeszcze piękniejsza niż zazwyczaj. Nie kochał się z nią od wczoraj, a nocnego orala nie liczył, więc z przyjemnością poczuł ciepło jej groty. Złapał ją za biodra i zaczął się w nią wbijać.

    – On zmieścił się w niej. Cały! – Laureen była zszokowana, ale zaraz przymknęła oczy w przyjemności, gdyż Angela wsunęła palec w jej szparkę.

    – Sądzisz, że w nas też się zmieści? – zapytała blondynka, sama podwijając swoją sukienkę. – Te futra są takie miłe, czuje się w nich jakaś… Jakaś… – nie wiedziała jak to określić. Złapała za rękę Angeli i przysunęła do swoich napęczniałych piersi.

       Tymczasem Eric już był bliski mety. Szybkimi ruchami wbijał się w Melody, która, teraz już nie musząc kryć się przed siostrami, głośno jęczała i wychodziła mu naprzeciw.

    – Tak. Tak… Jak ja to uwielbiam. Dalej… – sapała, a po chwili przestała mówić zrozumiale, czując w środku jak penis napręża się i pryska.

       Traper przytulił się do pięknych lisów i z radością buchał w kochance kolejnymi strugami nasienia. Obecność dwóch masturbujących się wzajemnie dziewczyn w futrach jeszcze bardziej go podkręciła. Tak bardzo, że od razu zapragnął kolejnego stosunku.

    – I co o tym sądzicie? Podoba wam się?- zapytała Melody.

       Ale nie otrzymała odpowiedzi. Spojrzała na dziewczyny i zauważyła, że teraz są w swoim kobiecym świecie. A Eric wciąż był w niej i czuła że wcale mu się nie zmniejszył.

    – Chodź do łóżka. One dołączą do nas później.

       Na łóżku kazała mu się położyć na plecach i dosiadła jak amazonka. Eric nie protestował, lubił patrzeć na jej ciało w rozpiętym futrze. Piersi nie były już tylko malutkimi pączkami, Melody zaokrąglała się i biust był już widoczny, choć nie miała szans w starciu z wielkimi bambolami Angeli. Ale i tak uwielbiał je ssać, gdy jednocześnie głaskał futro.

       Teraz tak samo to zrobił, czując że długo nie pociągnie. Z okolic stołu słyszał jęki dziewczyn, sama myśl o tym, że wciąż są w futrach dodawała mu wigoru. Usiadł i zaczął ssać prawą pierś Melody, wtulając się w puszyste lisy. Naprężył się…

       Melody, galopująca ku swojemu spełnieniu, nie zwolniła, mimo że poczuła mocne strzały w sobie. Była bardzo blisko finału i wystarczyło kilka ruchów by z głośnym krzykiem oświadczyć, że po raz pierwszy mogła ujeżdżać Erica w domu. Koniec z ukrywaniem się, koniec z zatykaniem ust w pracowni. Teraz mogła go mieć wszędzie i zawsze.

       Wycieńczona orgazmem padła obok kochanka i natychmiast się przytuliła. Poczuła jak ponownie wtula się w puszyste futro.

    – Ale byłeś wielki… – szepnęła mu do ucha, jednocześnie głaszcząc lekko opadłego penisa. – Tak cię kręcą lisy? Będę je zawsze dla ciebie nosić. A jak znów ci stanie, to wezmę do buzi. Stęskniłam się za twoją śmietanką…

       Tymczasem odgłosy z okolic stołu ucichły. Usłyszeli szuranie krzeseł i dwie pozostałe dziewczyny podeszły do ich łóżka.

    – I co sądzicie? – ponowiła pytanie Melody.

    – My… – zaczęła Laureen, ale przerwała jej Angela.

    – Będzie boleć? – zapytała.

    – Mnie nie bolało. – odparła Melody.

    – Może. – wyjaśnił Eric. – Ale tylko za pierwszym i drugim razem. Potem będzie coraz przyjemniej.

    – Język jest niczym wobec penisa. – stwierdziła mocno rudowłosa. – A jak po raz pierwszy spuchnie i wytryśnie w środku…

    – Wytryśnie? Czym?

    – One naprawdę nic nie wiedzą! – stwierdziła zaskoczona Melody.

    – Ty sama na początku też byłaś zielona. Może im zaprezentujesz?

       Dziewczyna uśmiechnęła się i usiadła na łóżku. Pewnym ruchem złapała za wciąż małego ptaszka i zaczęła go powoli masować.

    – To jest penis. Służy do robienia dzieci… – zaczęła wykład. – I masy przyjemności…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Martin Kigalison
  • Lata 00

    Opowiem Wam historię, która wydarzyła się naprawdę. Może nie będzie w niej księcia z bajki, może nie będzie fajerwerków, niech Wam wystarczy świadomość, że kiedyś te wydarzenia miały miejsce. Ich wspomnienia są świeże i sprawiają po dziś dzień że uśmiecham się i marzę o takim uczuciu.

    W latach 99′-00′ miałem ledwie 16 lat, dostęp do Internetu, stron porno czy nawet kanałów telewizji o tej tematyce był dla chłopaka z małej wsi czymś niepojętym. I tu zaczyna się opowieść.

    Razem z kilkoma kolegami, mieliśmy naszą bazę. Była to stara szopa niedaleko PGRowskich zabudowań które popadły w totalną ruinę. Chodziliśmy tam latem, we wakacje i spędzaliśmy czas na rozmaitych pierdołach.
    Pewnego dnia, jeden z moich kolegów którego brat wrócił z pracy w Niemczech, przyniósł w torbie istne skarby; kilka papierosów, parę butelek piwa, i autentyczne prawdziwe niemieckie pornosy ( gazety ).
    Jako nabuzowany nastolatek, na widok tych wszystkich cycków i owłosionych cipek byłem podniecony jak jeszcze nigdy. Takie widoki sprawiły że ćmiło mi w oczach i w głowie.
    Po pierwszych zachwytach i zapewnieniach, który z nas i co by zrobił z tymi wszystkimi laskami ustaliliśmy, że jak któryś będzie chciał skorzystać z gazetki w wiadomym celu to przed wejściem zawiesi kawałek szmaty który leżał w kącie.
    Tak mijały dni pierwszego w życiu lata gdy mogłem walić do czegoś lepszego niż wyobraźnia lub zdjęcia kobiet ze zwykłych gazet.
    W pewien czwartkowy wieczór poszedłem do szopy, zawiesiłem szmatę i zabrałem się do tego, o czym myślałem cały dzień. Miałem ulubioną gazetkę, w której poza gołymi laskami byli tez faceci którzy je dymali. Gdy byłem już na maksa zajęty sobą, usłyszałem szelest stóp, jakby ktoś się zbliżał do szopy.
    Pomyślałem że to jeden z kolegów, zobaczy szmatę i zaczeka na zewnątrz. Przyspieszyłem walenie by nie przedłużać gdy w okienku zobaczyłem twarz jakiegoś nieznajomego mi chłopaka. Patrzył na mnie z lekko otwartymi ustami i dużymi oczami, gdy ja akurat dochodziłem a z mojego kutasa strzeliła fala spermy. Szybko podciągnąłem spodnie i otworzyłem drzwi.
    Na zewnątrz stał starszy ode mnie chłopak. Jak się okazało później 21letni Arek. Był wyższy i nieźle zbudowany. Zapytałem kim jest i co tu robi, z lekkim gniewem spoglądałem na niego. W moje oczy rzuciła się wyraźnie zarysowana górka w jego kroczu.
    Od słowa do słowa, z początku niechętni wobec siebie zdołaliśmy się całkiem nieźle dogadać odnośnie sytuacji sprzed chwili. Chciał zobaczyć te gazetki, w zamian obiecał że nikomu nic nie powie. Też chciał się zabawić więc wyszedłem i czekałem na zewnątrz. Po chwili jednak zajrzałem dyskretnie przez szparę w ścianie i podglądałem go, miał dużo większego kutasa niż mój… Gdy go zobaczyłem, pierwszy raz poczułem dziwne wrażenie w podbrzuszu, jeszcze nie wiedziałem że tak objawia się największe podniecenie.
    Gdy wyszedł, zapytał czy może tu wpadać, będzie jeszcze prawie dwa miesiące w wiosce i przydało by mu się takie miejsce. Zgodziłem się, wytłumaczyłem zasady i zaproponowałem by przychodził zawsze w moje dni, trochę wcześniej niż ja lub później.
    Dni mijały, zawsze gdy kończyłem to podglądałem Arka, bezwiednie masując się przez spodenki. W końcu któregoś wieczoru, gdy Arek zaczął ja wyjąłem swojego kutasa i waliłem równo z nim, podglądając go. Wtedy spojrzał prosto w moją stronę w tą szparę i powiedział bym wszedł do środka bo wie że zawsze go podglądam. Wystraszyłem się, ale wszedłem. Arek stał i jego kutas również, był bardzo duży lekko owłosiony, jego jądra wisiały luźno lekko prowokacyjnie. Patrz, powiedział i zaczął walić i po chwili się spuścił. Ja razem z nim, z penisem w spodenkach. Wyszedłem szybko i uciekłem.

    Gdy przyszedł następny mój dzień w szopie poszedłem z mocno bijącym sercem. Arka nigdzie nie było. Wszedłem do środka i na samo wspomnienie poprzedniej wizyty dostałem mocnej erekcji. Wtedy wszedł Arek. Zamknął drzwi, zdjął spodenki całkowicie i podszedł do mnie. Bez namysłu chwyciłem w dłoń jego sztywnego penisa i zacząłem delikatnie mu walić, czułem jego rękę wyciągająca mojego kutasa. Bez słowa waliliśmy sobie przez kilka chwil. Poczułem w dłoni że jego penis twardnieje jeszcze bardziej. Wiedziałem co to oznacza, wtedy on chwycił mnie za ramię i posadził na krześle podszedł bliżej i spuścił się na mnie, jego sperma tryskała na moją twarz i włosy a on stękał z rozkoszy. Gdy był już blisko końca ja też spuściłem się jak nigdy wcześniej, czułem jak sperma tryska grubymi mocnymi strumieniami.

    Arek usiadł na drugimi krześle i patrzył na mnie lekko uśmiechnięty.
    To nie był koniec naszej przygody, spotykaliśmy się jeszcze kilka razy w tej szopie, waliliśmy sobie nawzajem i jeszcze parę razy nim zrobiliśmy kolejny krok.

    Było to dokładnie 21 sierpnia, gdy przyszedłem o umówionej porze zaczęliśmy od razu robić to, co zawsze. W pewnym momencie Arek chwycił mnie za ramię i posadził na krześle. było stanowczo za szybko na spust więc byłem trochę zdziwiony. Arek stanął nade mną tak jak zawsze gdy chciał ospermić mi twarz, spojrzał w dół i powiedział bym otworzył usta, nie byłem przekonany czy chce to zrobić ale już było za późno. Jego kutas wsunął się między moje usta. Najpierw żołądź, trzymał go chwilę a ja czułem jego smak na języku. Po chwili chwycił moje włosy i zaczął powoli pieprzyć moje usta, z chwili na chwilę robił to coraz szybciej i coraz głębiej. Jęczałem jak dziewczyna gdy poczułem znajome twardnienie jego kutasa i wiedziałem co za chwilę nastąpi, chciałem go wyjąć ale było za późno. Arek mocno trzymał moją głowę i pieprzył w usta jak tanią dziwkę. I wtedy wepchnął go głęboko i spuścił się w moje gardło, cały czas ruszając rytmicznie kutasem, wymusił na mnie połknięcie całej spermy. Westchnął i opadł na krzesło. Ja krztusiłem się i łapałem oddech.
    Nim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, Arek ukląkł i wziął w usta mojego kutasa. Tego uczucia nie zapomnę nigdy, doszedłem w kilkanaście sekund, Arek zebrał w usta całą spermę i wypluł na podłogę.

    Chciałem się odezwać, podziękować albo coś ale byłem przyćmiony i po prostu siedziałem.
    Zapaliliśmy papierosa którego przyniósł Arek i w ciszy odpoczywaliśmy po całej akcji. Gdy myślałem że to już koniec wieczoru wstałem i zacząłem zbierać swoje ubrania. Poczułem wtedy na biodrze i ramieniu silne dłonie, Arek lekko pchnął mnie na stojący w rogu stół i z przerażeniem poczułem jego kutasa ocierającego się o moje pośladki. Próbowałem się bronić i mówiłem że to za dużo i nie chcę, on jednak nie przejął się tym wcale i dalej mocno trzymając jedną ręka, drugą zbliżył do ust, naślinił palce i przesunął nimi po moim dziewiczym odbycie, lekko i bez pośpiechu. Wtedy już wiedziałem co się stanie i przestało mi to przeszkadzać. Rozluźniłem się w trochę gdy wtedy poczułem zamiast palców jego kutasa napierającego dość mocno na moją dziurkę. Wśliznął się do środka a ja poczułem ból i podniecenie. Przez dłuższą chwilę nie ruszał nim tylko trzymał w środku, potem zaczął mnie powoli posuwać.
    Całość trwała bardzo długo, zrobiłem się luźniejszy i bez problemu przyjmowałem jego kutasa, gdy poczułem że dochodzi też spuściłem się ( później odkryłem że to był masaż prostaty ) czując jak coś ciepłego wypełnia moją dupcie.

    Z Arkiem widziałem się tamtego lata jeszcze kilka razy, za każdym było coraz lepiej i coraz odważniej. Później Arek wyjechał, ale jak się później okazało, wracał do mojej Wsi na wakacje kilka razy, nie zawsze sam. Ale to materiał na kolejną opowieść.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Tom7
  • Czesc pierwsza: Iwona, odcinek pierwszy.

    Sielanka nie trwała długo. Mieszkam w małym apartamentowcu, ot, w sumie 8 mieszkań. Jedne mniejsze, inne po 100m2. Właśnie taki kolos jest tuż obok mojego. W zasadzie drzwi w drzwi. Do niedawna mieszkała tam starsza rodzina, dwa pokolenia, ale żarli się między sobą i chyba postanowili sprzedać mieszkanie i się rozdzielić.

    Przez jakiś czas mieszkanie stało puste, taki metraż z takim standardem nie znajduje szybko nabywców.

    W sumie mnie to cieszyło, ciszej tak jakoś… No i większy komfort – ich i nasz taras są tak położone, że praktycznie na upartego możemy sobie zajrzeć w okna. Z moją partnerką lubimy chodzić nago, dzieci nie ma w domu, więc dlaczego nie…

    Po kilku tygodniach od zamieszkania usłyszałem hałas na korytarzu – dyskretne spojrzenie przez wizjer – oooo, nowi sąsiedzi się wprowadzają.

    Przez kilka dni nie było okazji przyuważyć kto to taki, natomiast w garażowcu dało się zauważyć trzy nowe auta. Tak właśnie – trzy. Mini, Focus RS (!!!) oraz Bentley. Jaki Bentley to nie wiem, nie moja liga…

    Jednak w końcu minęliśmy się z tym jak mi się wydawało małżeństwem na schodach. On zwyczajny czterdziestoparolatek, ona zgrabna na oko trzydziestka +. Czy miała w sobie coś? Nic co normalnie przykułoby uwagę. Owszem, wysoka, zgrabna, uroda trudna do ocenienia z powodu dość mocnego makijażu i przelotnego mijania się. Włosy starannie upięte. Na pewno zwracająca swoim ubiorem uwagę – szyk i klasa. Pni prawnik? Lekarka z własną praktyką? Cholera wie.

    I tak się mijaliśmy, przyglądałem się coraz bardziej i stwierdziłem, że jest naprawdę spoko. Kręcił mnie jej styl ubierania się. Nawet na tarasie nie widziałem jej w porozciąganych ciuchach.

    Dodatkowo mocno kręciło mnie to, że po domu chodzi w szpilkach albo co najmniej na obcasach, wolnym, zmysłowym krokiem. Stuk stuk stuk stuk. Chwila przerwy. Znów stuk stuk stuk… Wyobrażałem sobie, że w obcisłej spódnicy i białej obcisłej koszuli, kołyszącym krokiem idzie przed lustro, pochyla się do niego wypinając pośladki i wysuwając dla równowagi jedną nogę przed siebie poprawia makijaż.

    Ten makijaż jak to oceniłem na początku nie był wcale taki mocny, po prostu wyraźny. Ewidentnie lubowała się w wyraźnych kolorach, mocna czerwień na ustach, błękit na powiekach… Z czasem zacząłem przez te stuk stuk o niej fantazjować, wyobrażając sobie jej szminkę na moim kutasie.

    I tak sobie się mijaliśmy z tygodnia na tydzień, ot zwyczajowe “dzień dobry” i nic poza tym. Tylko zza ściany stuk stuk stuk. No i zauważyłem ze zdziwieniem, że Mini jeździ jej mąż a ona ujeżdża Bentleya. To mi się dodatkowo spodobało.

    Pewnego dnia wróciłem z pracy, mojej partnerki jeszcze nie było, miałem ponad 2 godziny dla siebie jak mi się wydawało. Włączyłem muzykę, wszedłem pod prysznic, jaka ulga po całym dniu pracy. Kończyłem, gdy ktoś zadzwonił do drzwi. Dziwne, mieszkam w apartamentowcu, nikt nie ma ot tak dostępu, żadne ulotki ani domokrążcy. OK, musi być coś ważnego, może zalewam kogoś z dołu? Szybko się wytarłem i okręciłem ręcznikiem i szybko poszedłem do drzwi, bo dzwonek się powtórzył.

    Na korytarzu stała ona. Jak zwykle elegancka, ale teraz do tego doszło zaskoczenie widokiem nieomal półnagiego kolesia, jeszcze mokrego i w sumie też zaskoczonego, nawet lekko zmieszanego. Różnica która od razu rzuciła mi się w oczy to włosy – w końcu rozpuszczone, opadające falami na ramiona, dłuższe niż mi się wydawało że ma.

    Chwilowa konsternacja minęła i lekko łamiącym się głosem przeprosiła za najście.

    – Mam problem, bo w całym mieszkaniu ma prąd tylko nie w kuchni i chciałam poprosić o rzucenie okiem, ale nie chcę przeszkadzać.

    – Nie przeszkadzasz, już teraz nie mam nic do roboty.

    I od razu mi przemknęło przez myśl jakim jestem chamem że od razu na “ty” przeszedłem. Ona zdawała się nie zwrócić na to uwagi.

    – Ale nie chcę robić kłopotu.

    – Nie robisz, daj mi chwilę się ogarnąć i podejdę, OK?

    – Dobrze, wejdź bez pukania.

    “Wejdź bez pukania” wyobraźnia robi sobie ze mnie żarty…

    Poszła do siebie a ja trochę zgłupiałem, bo zajarzyłem, że wygląda dokładnie tak jak to sobie wyobrażałem gdy robiła stuk stuk – wąska spódnica do kolan, jasna obcisła koszula, szpilki. No i te rozpuszczone włosy…

    Poczułem, że pod ręcznikiem zaczyna coś się odbywać, rozgoniłem kosmate myśli i zabrałem się za ubieranie.

    Dla porządku zanim wszedłem do niej jednak zapukałem, odczekałem kilka sekund i wszedłem. Wyszła mi z salonu (salonu? to stodoła jest…) naprzeciw. Ubranie te samo, przynajmniej z zewnątrz. Ale moje bystre zboczone oko wyłapało świeżą dawkę makijażu, zwłaszcza czerwonej, wilgotnej szminki.

    – To w czym problem?

    – Może zacznijmy jeszcze raz – Iwona jestem.

    Hmmm, Iwona. Nie kojarzy mi się jakoś spektakularnie, ale niech jej będzie.

    – Miło, Michał. Przepraszam, że od razu przeszedłem na “ty”.

    – No coś Ty, jesteśmy w podobnym wieku.

    Schlebiła mi, bo wydaje mi się, że jestem starszy od niej o kilka lat, albo ona się tak dobrze konserwuje.

    – Ale nie powinienem tak od razu na “ty” wyjeżdżać.

    – Daj spokój nic się nie stało. Ale fajnie, że są jeszcze dżentelmeni, którzy wiedzą o co chodzi.

    – E tam, coś moim rodzicom udało się wpoić Michałkowi.

    – Napijesz się czegoś?

    – Jak masz to sok jabłkowy.

    – Mam, chodź do kuchni, zresztą tam jest problem.

    Kilka kilometrów i kilkanaście “stuk stuk” później doszliśmy do “aneksu” kuchennego, który jakby go odgrodzić ścianą od salonu mógłby robić za małą kawalerkę. Ona faktycznie chodziła tak jak sobie to wyobrażałem. Dostojny kołyszący krok, biodra płynnie prawo-lewo, stopa za stopą. Jak modelka na wybiegu. Ciśnienie się lekko podniosło.

    Dostałem sok i zabrałem się za oględziny.

    Faktycznie – wszędzie wokół był prąd, ale w kuchni nie.

    – Gdzie masz tablicę z bezpiecznikami?

    Iwona wybałuszyła oczy.

    – Co mam?

    – No taką skrzynkę gdzie schodzi się cała elektryka i są tam bezpieczniki.

    – A nie mam pojęcia, możesz się rozejrzeć?

    – Dobra, poszukajmy.

    Oczywiście zacząłem szukać tam, gdzie zazwyczaj są takie rzeczy, czyli koło szachtu wodno-kanalizacyjnego. Ale przy okazji zlustrowałem sobie apartament. No mój jakiś ostatni nie jest, ale tan to była klasa wyżej. Piękne panele, meble widać, że nie robione po taniości, wszystko ze smakiem, utrzymane w jasnych kolorach. Jedyne ciemne akcenty to były czarno-białe zdjęcia. A to kobieta na koniu, a to kobieta na molo w jakimś egzotycznym miejscu. Zaraz zaraz… Dotarło do mnie, że to przecież Iwona! Pięknie zrobione, wykadrowane zdjęcia.

    Znalazłem skrzynkę, zajrzałem, nic – wszystkie bezpieczniki w górze, prawidłowo.

    – Wiesz co, to na pewno nie bezpieczniki.

    – O rany, i co teraz?

    – Nie wiem jak tu była kładziona elektryka, trudno powiedzieć.

    – To może daj spokój, Radek zadzwoni po elektryka jak wróci?

    – Radek? A, mąż?

    – No… niezupełnie mąż.

    Zanim zdążyłem się ugryźć w jęzor palnąłem:

    – Jak nie mąż to kto?

    – Mieszkamy razem, ot i to wszystko.

    Zaskoczyła mnie, raz, że powiedziała to na smutno, dwa, że mogła zamknąć temat mówiąc, że np. jest partnerem. I tyle.

    – Dobra, będę uciekał, przykro, że nie pomogłem.

    – A nie chcesz pogadać, mijamy się tylko na schodach, a jesteśmy sąsiadami.

    Jednocześnie zaczęła iść w głąb salonu stronę beżowej skórzanej sofy, jakby decyzja, że zostanę była już przesądzona. Rany boskie, jak wstęp do pornosa, a niech tam, może się ziści?

    – Jasne, mam jeszcze sporo czasu zanim moja partnerka wróci.

    – Partnerka, czyli wy też nie?

    – No nie, papierek nam niepotrzebny.

    Iwona usiadła na sofie, jaka gracja, wskazując mi jednocześnie dłonią moje miejsce. Nie za daleko, ale też nie za blisko. Rzuciłem okiem na palce – no z pewnością jej manikiurzystka nie cierpi biedy, zrobienie takich pazurków musi kosztować.

    – U mnie jest trochę inaczej, na początku myślałam tak jak ty, ale z czasem to minęło i układ u nas już jest zupełnie inny. Mieszkamy z Radkiem, pokazujemy się wśród ludzi, uśmiechamy do siebie, ale to już nie to…

    Znów zaskoczyła mnie otwartością, niestety okraszoną sarnimi oczami (dopiero teraz się przyjrzałem i zanotowałem jakie one są piękne…) oraz takim specyficznym bólem w głosie.

    – A może napijesz się czegoś mocniejszego? Bo ja sobie naleję, zresztą już coś tam wypiłam zanim przyszedłeś.

    – Hmmm, innym razem, jak Beata wyczuje, że coś piłem będzie się dopytywać gdzie i z kim. Ale ty się nie krępuj.

    – No to co, powiesz jej.

    – No wiesz, jesteśmy bardzo otwarci, ale mogłaby być zazdrosna.

    – No, jesteście – zachichotała Iwona a w jej oczach błysnęła iskra.

    – O co ci chodzi?

    – Nic nic. Mój Radek nawet jakbym potargana do domu wróciła to by nie zauważył.

    – Ja bym zauważył. A jeśli mogę spytać to czym się zajmujecie?

    – Mamy kancelarię prawną. To znaczy w sumie on ma, ja mu pomagam. I dlatego nie bardzo mogę odejść, wszystko jest na niego, ja w zasadzie nic nie mam.

    Pomyślałem sobie “i dobrze ci tak, takie trochę kurestwo, jestem z nim dla kasy”.

    – No to niekomfortowa sytuacja, faktycznie. U nas jest prościej, apartament jest mój, ona ma mały domek. Będziemy chcieli się rozejść, to każde odejdzie w swoją stronę i już.

    – A chcecie się rozejść?

    – A niby dlaczego? Pasujemy do siebie, mamy podobne charaktery, upodobania, a w seksie to przez całe życie nie miałem lepszej partnerki.

    Iwona ponownie uzupełniła swój kieliszek. Zaczęła taż bawić się włosami a nogi wyciągnęła przed siebie. Łał. Teraz byłem już mocno nakręcony.

    – No wiem przecież.

    – Coooo????

    – No dobra, powiem ci. Jak macie uchylone okno to was doskonale słychać.

    – O matko, przepraszam.

    – Daj spokój, zazdroszczę wam tego. My z Radkiem to już rzadko, ot tak na odstresowanie czasem. A ja to lubię.

    – Ale w czym problem, jesteś bardzo atrakcyjna.

    Iwona poczerwieniała, nie wiem czy od komplementu czy wina, ale widać było, że sprawiłem jej przyjemność.

    – To małe miasto, mógłby się dowiedzieć.

    – No w sumie fa…

    Tyle tylko zdążyłem powiedzieć, bo nagle przysunęła się do mnie a jej dłoń spoczęła na moim udzie.

    – Co chciałeś powiedzieć?

    – Że w sumie fakt z tym małym miastem i wszyscy się znają.

    – Nie wszyscy, my się nie znamy. To znaczy teraz już tak, ale jeszcze pół godziny temu nie.

    Jej dłoń nie napotkawszy oporu zaczęła przesuwać się w stronę krocza. A mój mózg osiągnął 120% normy prędkości przetrawiania informacji i generowania możliwych scenariuszy.

    – A te zdjęcia to ty jesteś – palnąłem.

    – Ja. Ale te są grzeczne, chcesz zobaczyć takie mniej grzeczne?

    Zaczął z niej wychodzić diabełek.

    – To ty masz coś niegrzecznego? Nawet auto masz grzeczne, Bentley. A twój Radek ma fajne zabawki.

    – Bentley jest do pracy. A ten Focus to nie jego, ja nim jeżdżę, on się boi.

    – Łoooo, no to kiedyś musisz mnie zabrać na przejażdżkę.

    – Odważny jesteś, grubo nim jeżdżę. To chodź.

    Zrzuciła szpilki (szkoda!) ale to nie odbiło się zbytnio na jej zgrabności. Poszła w głąb mieszkania, a ja jak cielak za nią.

    Stanęła przed drzwiami.

    – To jest sypialnia, nikt tu nie ma wstępu.

    – No to może nie, daj spokój…

    – No co ty, chodź, nie robimy nic złego.

    Ale ton tego co mówiła wręcz krzyczał “chcę innego faceta i to już!!!”.

    Weszła do sypialni a ja za nią. Piękny jak i reszta mieszkania.

    Centralne miejsce zajmowało łoże. Jeszcze jak wysokiego nie widziałem. A na ścianach wisiały akty Iwony. Akty to mało powiedziane, to było wręcz soft porno. Pozbawiona jakiegokolwiek odzienia poza szpilkami i biżuterią. Iwona tyłem na kolanach. Iwona siedząca przodem na podłodze atelier, z rozstawionymi nogami i lizakiem w ustach.

    Na tym drugim widać było doskonale jej cipkę – elegancko przystrzyżona z pozostawionym pionowym paseczkiem.

    Zrobiło mi się sucho w ustach i ciasno w spodniach.

    – No w sumie nie wiem co mam powiedzieć.

    – A co masz mówić? Podobają ci się?

    – Zdjęcia? Średnio, ale fotografowany obiekt bardzo – zażartowałem.

    – No weź, nikt przed tobą tu tych zdjęć nie widział.

    – To czym sobie zasłużyłem?

    – W sumie nie wiem. Ale będę z tobą szczera – często jak jestem sama i słyszę jak się kochacie to siadam przy oknie i wyobrażam sobie, że to mnie kochasz.

    – Tylko wyobrażasz?

    – No nie tylko, paluszki idą w ruch.

    Teraz już wiedziałem, że nie wiem co musiałbym zepsuć, żeby nie dała się przelecieć. Kutasa miałem twardego jak dawno nie miałem, myśli galopowały, a Iwona była jeszcze bardziej pąsowa niż do tej pory.

    – A chcesz się ze mną kochać – spytałem.

    – Nie. Chcę, żebyś mnie zerżnął tak jak czasami rżniesz swoją kobietę. Słyszę jak to robisz i chcę tak.

    Fakt faktem czasem z moją partnerką się kocham, ale czasem po prostu ona chce, żeby ją zerżnąć, po prostu to lubi. Chce mi się oddać w 100% i nie oczekuje rewanżu.

    – Jesteś pewna? – spytałem jednocześnie odbierając jej kieliszek i napierając na nią lekko ciałem.

    – Tak. Ale nie tutaj. W sypialni nie chcę. Sypialnia jest dla niego.

    OK, niech jej będzie, te mieszkanie ma duuuuży potencjał poza sypialnią.

    Zbliżyłem swoją twarz do jej, brak szpilek spowodował, że pozostając zgrabna zrobiła się filigranowa. Wyszeptałem:

    – Niech będzie, ale ja też mam warunki.

    – Jakie? – spytała z lekkim lękiem.

    – Nic takiego. Założysz szpilki i poprawisz szminkę na ustach. Kręci mnie to.

    Pocałowałem lekko Iwonę w usta a ona z westchnieniem odwzajemniła pocałunek. Spojrzała mi w oczy jak dawno nikt nie patrzył. Jej wzrok krzyczał “chcę, chcę, chcę!!!”.

    Wziąłem Iwonę za rękę i poprowadziłem z powrotem do salonu na sofę. Usiadłem i pociągnąłem ją na siebie. Walczyła z wąską spódnicą, aż w końcu podciągnęła ją wysoko. A mi stanął jeszcze bardziej chyba bo zobaczyłem przepiękne majteczki z bordowej koronki i zmysłowy tatuaż na udzie.

    – Dziara u tak eleganckiej kobiety? – zażartowałem.

    – To tylko fasada, tęsknię za odrobiną szaleństwa.

    – No to zaszalejmy, idź poprawić usta. I nie zapomnij butów.

    Wzięła grzecznie szpilki w ręce, puściła oko i chciała odejść, ale złapałem ją za dłoń. Zaskoczona się zatrzymała stojąc przede mną w rozkroku. Moje palce odchyliły skrawek jej majtek i moje palce poczuły gorąco i wilgotno. Zaskoczyło ją to trochę, ale za chwilę to ja byłem zaskoczony, bo ona się wręcz na palce nadziała. Zabrałem dłoń.

    – Leć. Jak wrócisz ja będę gotowy.

    Iwona zniknęła w łazience a ja zrzuciłem z siebie ubranie, rozsiadłem się na sofie i zastanawiałem się co zrobić, żeby za szybko nie wystrzelić.

    W końcu Iwona wyszła z łazienki. Nago. O matko i córko. Widać, że nigdy dzieci nie miała. Płaski brzuch, jędrne piersi, szczupłe nogi, długa szyja, pięknie wymalowane błyszczącą pomadką usta. O bogowie.

    Zrobiłem trzy kroki w moją stronę, ale ją powstrzymałem.

    – Nie, nie, nie. Idź powoli, tak jak zwykle chodzisz po domu. Słyszę to i fantazjuję, nie psuj tego.

    – Co fantazjujesz?

    – Że idziesz powoli do lustra, wypinasz się i poprawiasz makijaż?

    – O tak?

    Odwróciła się do mnie tyłem ukazując jeszcze jeden tatuaż na lewej łopatce, podeszła do ściany i udając, że się maluje wypięła tyłeczek w moją stronę. Wysokie czerwone szpilki wydłużały jej nogi do niebotycznych wartości. Dokładnie tak to sobie wyobrażałem, ale nie miałem w najśmielszych snach pojęcia, że ona jest tak zgrabna. Aż prosiło się podejść i posiąść. Ale nie tak chciałem.

    – Wystarczy tego, chodź do mnie, ale zmysłowo, nie mamy całego dnia.

    W tym momencie dotarło do mnie, że wyszedłem z domu zostawiając drzwi otwarte a moja partnerka niedługo miała wrócić. Która godzina? Jest zegar na ścianie, ok, mam godzinę, może niecałą.

    Iwona odwróciła się do mnie i zaczęła się zbliżać. Ale nie tak jak chciałem. Opadła na kolana. Długie włosy opadły na podłogę a ona zaczęła pomału iść do mnie na czworakach.

    – Na co czekasz, zabawiaj się swoim kutasem – rozkazała.

    – Ej, to ja miałem dyktować warunki.

    – Już podyktowałeś, buty i szminka, teraz ja.

    Była już blisko, ale posłusznie chwyciłem kutasa i zacząłem powoli go masować. Serio – nie pamiętam kiedy był tak twardy.

    Oparła dłonie na moich udach.

    – Czy taka ilość szminki jest wystarczająca?

    – Idealna…

    – Lubisz ostro czy delikatnie, mokro?

    – Wyuzdana jesteś wiesz? Nie wyglądasz na taką.

    – Nie jestem. A przynajmniej do dziś nie byłam, nie wiem co się dzieje.

    Wyglądała na taką co mówi prawdę.

    – No to bądź, zaszalej.

    W tym momencie jej usta zamknęły się na moim kutasie i zrobiło się błogo.

    Zaczęła delikatnie rozsmarowując czerwoną szminkę na prawie całej długości członka. Odchyliłem głowę do tyłu i poczułem, że przestała.

    – Co się stało.

    – Nic. Ale nie patrzysz mi w oczy, masz mi patrzeć.

    O kurwa, ale jazda, zazwyczaj laski nie chciały, żeby patrzeć “bo je to krępuje”.

    No dobra, skoro ma takie życzenie…

    Zebrałem jej włosy w garść, ponownie mój członek zaczął znikać w jej ustach. Na początku powoli i pod jej dyktando, lecz w pewnym momencie poczułem, że chce abym to ja narzucił jej styl. Lekko przyspieszyłem tempo i mocniej docisnąłem jej głowę, niech spróbuje głębiej. Przyjęła bez zająknięcia, więc poszło jeszcze głębiej. Już teraz dało się poczuć, że to jej max. Chwilę tak mnie pochłaniała, po czym zabrałem jej głowę i dałem oddech.

    – Podoba mi się – uśmiechnęła się szeroko. Chyba po raz pierwszy dzisiaj.

    – No to teraz też ci się powinno spodobać.

    Wstałem ciągle trzymając ją za włosy i na stojąco wpakowałem jej kutasa bez ostrzeżenia w usta. Tym razem posuwałem ją ostro, wychodząc z założenia, że skoro nie protestuje to chce. Widok z góry był boski. Mój kutas w jej ustach, ociekający śliną, jej włosy w mojej garści, pośladki kształtnie układające się na podkulonych nogach, ciągle w szpilkach. Nie mogłem tego kontynuować, bo wiedziałem, że długo tak nie pociągnę.

    Zabrałem kutasa z jej ust.

    Ciągle trzymając ją za włosy zmusiłem do zajęcia pozycji na czworaka i zaszedłem od tyłu.

    – O tak – wyszeptała.

    Piękną miała cipkę, dokładnie taką jak na zdjęciach w sypialni. Gołym okiem było widać jak błyszczy mokra od soków.

    Bez ogródek wpakowałem się w nią na pieska, westchnęła z rozkoszy. Kilka ruchów i odciągnąłem za włosy jej głowę do tyłu. Widok jej w takiej pozycji był bardzo apetyczny, tym bardziej, że pofantazjowałem o jej bardzo ładnym odbycie.

    Wydała z siebie gardłowe “ooo, taaak”.

    Ale to nie miało być tak. Wyszedłem z głośnym chlupnięciem z niej za co zostałem skarcony wzrokiem.

    Podniosłem ją i wręcz rzuciłem na sofę. Teraz ja ukląkłem i wbiłem język w jej cipkę. Przepyszna, mokra, pachnąca. Aż żal ukrywać przed światem.

    – Bardzo dobrze smakujesz… – wymamrotałem.

    Jednak długo to nie trwało, zasugerowała, że to nie jej bajka. Złapałem ją za kostki podniosłem nogi wysoko do góry rozszerzyłem i wszedłem do samego końca. Chyba trafiłem idealnie bo wstąpił w nią diabeł. Wiła się i jęczała z rozkoszy, a ja walczyłem ze sobą, żeby nie skończyć jeszcze. Całowałem jej łydki, nogi w butach wyglądały obłędnie. Iwona zaczęła pieścić cipkę całą dłonią. Najpierw powoli potem coraz szybciej, jej długie palce dodatkowo wydłużone pazurkami wyglądały nieziemsko. Jej biodra wykonywały szalony taniec, w końcu wychrypiała “rżnij mnie mocno, zaraz będę miała”. Dwa razy mi powtarzać nie trzeba, zacząłem mocno uderzać swoimi biodrami o jej mocno uderzając w sklepienie miednicy. W jej gardła wydobyło się głośne “oooooccccchhhhh”, przez ciało przeszedł dreszcz a jej cipka stała się jeszcze bardziej mokra, jej soki spływały mi po udach. Jej uda drżały z wysiłku, orgazmu i pożądania. Wyszedłem z niej z bardzo głośnym chlupnięciem, miłe dla ucha.

    Iwona zakryła twarz w dłoniach. Płacze?

    – Co się stało?

    Zabrała dłonie i zobaczyłem, że jest przeszczęśliwa.

    – Nic baranie, zrobiłeś mi tak dobrze jak dawno nie miałam.

    – Cała przyjemność po mojej stronie.

    – Przyjemność to dopiero będziesz miał. Jak chcesz mnie jeszcze? Ale anal odpada, nie fantazjuj. Może kiedyś, ale jeszcze nie.

    Po pierwsze skąd wiedziała, że fantazjowałem o analu? A te “jeszcze” brzmiało jak obietnica…

    – Zaskocz mnie.

    Usiadła na sofie (ciekawe jak doczyści mokre ślady…) rozkładając szeroko nogi, przyciągnęła mnie do siebie i ponownie wzięła mojego członka do ust. Spojrzała mi wymownie w oczy i wiedziałem o czym myśli. Przejąłem inicjatywę, złapałem jej głowę w obie ręce i zacząłem ostro posuwać ją w usta. Momentami pozwalałem jej odetchnąć, w czasie jednej z takich przerw wykrztusiła “faktycznie dobrze smakuję, po raz pierwszy czuję swój własny smak”.

    Kiedy już czułem, że długo to nie potrwa podniosłem ją z sofy i poprowadziłem do okna na taras. Ma w nich rolety całkowicie zasłaniające okna, tak, że widać ze środka co dzieje się na zewnątrz, ale z zewnątrz nie da się zobaczyć szczegółów wewnątrz.

    Postawiłem ją przodem do okna, rozstawiłem szeroko nogi, ręce skierowałem na framugę.

    – Nie widać nas?

    – Ja cię z mojego tarasu nigdy nie widziałem, to chyba nie widać.

    – To mnie zerżnij.

    Nie pozostawiła mi wyboru, wszedłem w nią od tyłu. Była tak mokra, że musiałem uważać, aby z niej nie wyjść. Trzymałem za piersi i pośladki na zmianę. Z każdym pchnięciem Iwona pochylała się coraz bardziej wypinając tyłeczek mocniej i mocniej. Już nie mogłem dosięgnąć piersi, trzymałem mocno za biodra i uderzałem coraz mocniej czując, że one odpowiada na każde moje pchnięcie coraz mocniej.

    – Tak, nie przerywaj, rżnij mnie, mocno, znów będę miała, o tak, mocniej, o taaaakkkk!!!

    Takie słowa działają na mnie jak płachta na byka, kiedy poczułem u niej skurcz orgazmu sam eksplodowałem wewnątrz jej przewilgotnej cipki mocno dopychając kutasa. Iwona błyskawicznie uciekła sprzede mnie, odwróciła się i wzięła mnie całego do ust, wysysając każdą kroplę, choć sporo tego chlapnęło na podłogę.

    W tym momencie zobaczyłem prze roletę, że na moim tarasie krząta się moja partnerka.

    – O kurwa – wyrwało mi się.

    – Co się stało? – wystraszyła się Iwona.

    Wskazałem palcem przez roletę, spojrzała i mruknęła “warto było”.

    – Zbieram się, wybacz.

    – Rozumiem, zobaczymy się jeszcze?

    – Obiecałaś anala, więc jasne.

    Poczerwieniała i usłyszałem:

    – Wiesz co robić, umiesz to robić i robisz to świetnie. Więc i anala z tobą zaryzykuję, choć nigdy wcześniej nie próbowałam.

    Poczułem, że znowu mógłby mi stwardnieć, ale stres z powrotu do domu wziął górę.

    Zostawiłem Iwonę nagą, rozczochraną, bez szminki. Ale zadowoloną.

    Wróciłem do domu “a w garażu byłem, to drzwi nie zamykałem”.

    A wieczorem znów usłyszałem “stuk stuk stuk”. I znów mi stanął…

    JEŚLI SIĘ SPODOBA, PUBLIKOWAŁ BĘDĘ KOLEJNE CZĘŚCI.

    Sielanka nie trwała długo. Mieszkam w małym apartamentowcu, ot, w sumie 8 mieszkań. Jedne mniejsze, inne po 100m2. Właśnie taki kolos jest tuż obok mojego. W zasadzie drzwi w drzwi. Do niedawna mieszkała tam starsza rodzina, dwa pokolenia, ale żarli się między sobą i chyba postanowili sprzedać mieszkanie i się rozdzielić.

    Przez jakiś czas mieszkanie stało puste, taki metraż z takim standardem nie znajduje szybko nabywców.

    W sumie mnie to cieszyło, ciszej tak jakoś… No i większy komfort – ich i nasz taras są tak położone, że praktycznie na upartego możemy sobie zajrzeć w okna. Z moją partnerką lubimy chodzić nago, dzieci nie ma w domu, więc dlaczego nie…

    Po kilku tygodniach od zamieszkania usłyszałem hałas na korytarzu – dyskretne spojrzenie przez wizjer – oooo, nowi sąsiedzi się wprowadzają.

    Przez kilka dni nie było okazji przyuważyć kto to taki, natomiast w garażowcu dało się zauważyć trzy nowe auta. Tak właśnie – trzy. Mini, Focus RS (!!!) oraz Bentley. Jaki Bentley to nie wiem, nie moja liga…

    Jednak w końcu minęliśmy się z tym jak mi się wydawało małżeństwem na schodach. On zwyczajny czterdziestoparolatek, ona zgrabna na oko trzydziestka +. Czy miała w sobie coś? Nic co normalnie przykułoby uwagę. Owszem, wysoka, zgrabna, uroda trudna do ocenienia z powodu dość mocnego makijażu i przelotnego mijania się. Włosy starannie upięte. Na pewno zwracająca swoim ubiorem uwagę – szyk i klasa. Pni prawnik? Lekarka z własną praktyką? Cholera wie.

    I tak się mijaliśmy, przyglądałem się coraz bardziej i stwierdziłem, że jest naprawdę spoko. Kręcił mnie jej styl ubierania się. Nawet na tarasie nie widziałem jej w porozciąganych ciuchach.

    Dodatkowo mocno kręciło mnie to, że po domu chodzi w szpilkach albo co najmniej na obcasach, wolnym, zmysłowym krokiem. Stuk stuk stuk stuk. Chwila przerwy. Znów stuk stuk stuk… Wyobrażałem sobie, że w obcisłej spódnicy i białej obcisłej koszuli, kołyszącym krokiem idzie przed lustro, pochyla się do niego wypinając pośladki i wysuwając dla równowagi jedną nogę przed siebie poprawia makijaż.

    Ten makijaż jak to oceniłem na początku nie był wcale taki mocny, po prostu wyraźny. Ewidentnie lubowała się w wyraźnych kolorach, mocna czerwień na ustach, błękit na powiekach… Z czasem zacząłem przez te stuk stuk o niej fantazjować, wyobrażając sobie jej szminkę na moim kutasie.

    I tak sobie się mijaliśmy z tygodnia na tydzień, ot zwyczajowe “dzień dobry” i nic poza tym. Tylko zza ściany stuk stuk stuk. No i zauważyłem ze zdziwieniem, że Mini jeździ jej mąż a ona ujeżdża Bentleya. To mi się dodatkowo spodobało.

    Pewnego dnia wróciłem z pracy, mojej partnerki jeszcze nie było, miałem ponad 2 godziny dla siebie jak mi się wydawało. Włączyłem muzykę, wszedłem pod prysznic, jaka ulga po całym dniu pracy. Kończyłem, gdy ktoś zadzwonił do drzwi. Dziwne, mieszkam w apartamentowcu, nikt nie ma ot tak dostępu, żadne ulotki ani domokrążcy. OK, musi być coś ważnego, może zalewam kogoś z dołu? Szybko się wytarłem i okręciłem ręcznikiem i szybko poszedłem do drzwi, bo dzwonek się powtórzył.

    Na korytarzu stała ona. Jak zwykle elegancka, ale teraz do tego doszło zaskoczenie widokiem nieomal półnagiego kolesia, jeszcze mokrego i w sumie też zaskoczonego, nawet lekko zmieszanego. Różnica która od razu rzuciła mi się w oczy to włosy – w końcu rozpuszczone, opadające falami na ramiona, dłuższe niż mi się wydawało że ma.

    Chwilowa konsternacja minęła i lekko łamiącym się głosem przeprosiła za najście.

    – Mam problem, bo w całym mieszkaniu ma prąd tylko nie w kuchni i chciałam poprosić o rzucenie okiem, ale nie chcę przeszkadzać.

    – Nie przeszkadzasz, już teraz nie mam nic do roboty.

    I od razu mi przemknęło przez myśl jakim jestem chamem że od razu na “ty” przeszedłem. Ona zdawała się nie zwrócić na to uwagi.

    – Ale nie chcę robić kłopotu.

    – Nie robisz, daj mi chwilę się ogarnąć i podejdę, OK?

    – Dobrze, wejdź bez pukania.

    “Wejdź bez pukania” wyobraźnia robi sobie ze mnie żarty…

    Poszła do siebie a ja trochę zgłupiałem, bo zajarzyłem, że wygląda dokładnie tak jak to sobie wyobrażałem gdy robiła stuk stuk – wąska spódnica do kolan, jasna obcisła koszula, szpilki. No i te rozpuszczone włosy…

    Poczułem, że pod ręcznikiem zaczyna coś się odbywać, rozgoniłem kosmate myśli i zabrałem się za ubieranie.

    Dla porządku zanim wszedłem do niej jednak zapukałem, odczekałem kilka sekund i wszedłem. Wyszła mi z salonu (salonu? to stodoła jest…) naprzeciw. Ubranie te samo, przynajmniej z zewnątrz. Ale moje bystre zboczone oko wyłapało świeżą dawkę makijażu, zwłaszcza czerwonej, wilgotnej szminki.

    – To w czym problem?

    – Może zacznijmy jeszcze raz – Iwona jestem.

    Hmmm, Iwona. Nie kojarzy mi się jakoś spektakularnie, ale niech jej będzie.

    – Miło, Michał. Przepraszam, że od razu przeszedłem na “ty”.

    – No coś Ty, jesteśmy w podobnym wieku.

    Schlebiła mi, bo wydaje mi się, że jestem starszy od niej o kilka lat, albo ona się tak dobrze konserwuje.

    – Ale nie powinienem tak od razu na “ty” wyjeżdżać.

    – Daj spokój nic się nie stało. Ale fajnie, że są jeszcze dżentelmeni, którzy wiedzą o co chodzi.

    – E tam, coś moim rodzicom udało się wpoić Michałkowi.

    – Napijesz się czegoś?

    – Jak masz to sok jabłkowy.

    – Mam, chodź do kuchni, zresztą tam jest problem.

    Kilka kilometrów i kilkanaście “stuk stuk” później doszliśmy do “aneksu” kuchennego, który jakby go odgrodzić ścianą od salonu mógłby robić za małą kawalerkę. Ona faktycznie chodziła tak jak sobie to wyobrażałem. Dostojny kołyszący krok, biodra płynnie prawo-lewo, stopa za stopą. Jak modelka na wybiegu. Ciśnienie się lekko podniosło.

    Dostałem sok i zabrałem się za oględziny.

    Faktycznie – wszędzie wokół był prąd, ale w kuchni nie.

    – Gdzie masz tablicę z bezpiecznikami?

    Iwona wybałuszyła oczy.

    – Co mam?

    – No taką skrzynkę gdzie schodzi się cała elektryka i są tam bezpieczniki.

    – A nie mam pojęcia, możesz się rozejrzeć?

    – Dobra, poszukajmy.

    Oczywiście zacząłem szukać tam, gdzie zazwyczaj są takie rzeczy, czyli koło szachtu wodno-kanalizacyjnego. Ale przy okazji zlustrowałem sobie apartament. No mój jakiś ostatni nie jest, ale tan to była klasa wyżej. Piękne panele, meble widać, że nie robione po taniości, wszystko ze smakiem, utrzymane w jasnych kolorach. Jedyne ciemne akcenty to były czarno-białe zdjęcia. A to kobieta na koniu, a to kobieta na molo w jakimś egzotycznym miejscu. Zaraz zaraz… Dotarło do mnie, że to przecież Iwona! Pięknie zrobione, wykadrowane zdjęcia.

    Znalazłem skrzynkę, zajrzałem, nic – wszystkie bezpieczniki w górze, prawidłowo.

    – Wiesz co, to na pewno nie bezpieczniki.

    – O rany, i co teraz?

    – Nie wiem jak tu była kładziona elektryka, trudno powiedzieć.

    – To może daj spokój, Radek zadzwoni po elektryka jak wróci?

    – Radek? A, mąż?

    – No… niezupełnie mąż.

    Zanim zdążyłem się ugryźć w jęzor palnąłem:

    – Jak nie mąż to kto?

    – Mieszkamy razem, ot i to wszystko.

    Zaskoczyła mnie, raz, że powiedziała to na smutno, dwa, że mogła zamknąć temat mówiąc, że np. jest partnerem. I tyle.

    – Dobra, będę uciekał, przykro, że nie pomogłem.

    – A nie chcesz pogadać, mijamy się tylko na schodach, a jesteśmy sąsiadami.

    Jednocześnie zaczęła iść w głąb salonu stronę beżowej skórzanej sofy, jakby decyzja, że zostanę była już przesądzona. Rany boskie, jak wstęp do pornosa, a niech tam, może się ziści?

    – Jasne, mam jeszcze sporo czasu zanim moja partnerka wróci.

    – Partnerka, czyli wy też nie?

    – No nie, papierek nam niepotrzebny.

    Iwona usiadła na sofie, jaka gracja, wskazując mi jednocześnie dłonią moje miejsce. Nie za daleko, ale też nie za blisko. Rzuciłem okiem na palce – no z pewnością jej manikiurzystka nie cierpi biedy, zrobienie takich pazurków musi kosztować.

    – U mnie jest trochę inaczej, na początku myślałam tak jak ty, ale z czasem to minęło i układ u nas już jest zupełnie inny. Mieszkamy z Radkiem, pokazujemy się wśród ludzi, uśmiechamy do siebie, ale to już nie to…

    Znów zaskoczyła mnie otwartością, niestety okraszoną sarnimi oczami (dopiero teraz się przyjrzałem i zanotowałem jakie one są piękne…) oraz takim specyficznym bólem w głosie.

    – A może napijesz się czegoś mocniejszego? Bo ja sobie naleję, zresztą już coś tam wypiłam zanim przyszedłeś.

    – Hmmm, innym razem, jak Beata wyczuje, że coś piłem będzie się dopytywać gdzie i z kim. Ale ty się nie krępuj.

    – No to co, powiesz jej.

    – No wiesz, jesteśmy bardzo otwarci, ale mogłaby być zazdrosna.

    – No, jesteście – zachichotała Iwona a w jej oczach błysnęła iskra.

    – O co ci chodzi?

    – Nic nic. Mój Radek nawet jakbym potargana do domu wróciła to by nie zauważył.

    – Ja bym zauważył. A jeśli mogę spytać to czym się zajmujecie?

    – Mamy kancelarię prawną. To znaczy w sumie on ma, ja mu pomagam. I dlatego nie bardzo mogę odejść, wszystko jest na niego, ja w zasadzie nic nie mam.

    Pomyślałem sobie “i dobrze ci tak, takie trochę kurestwo, jestem z nim dla kasy”.

    – No to niekomfortowa sytuacja, faktycznie. U nas jest prościej, apartament jest mój, ona ma mały domek. Będziemy chcieli się rozejść, to każde odejdzie w swoją stronę i już.

    – A chcecie się rozejść?

    – A niby dlaczego? Pasujemy do siebie, mamy podobne charaktery, upodobania, a w seksie to przez całe życie nie miałem lepszej partnerki.

    Iwona ponownie uzupełniła swój kieliszek. Zaczęła taż bawić się włosami a nogi wyciągnęła przed siebie. Łał. Teraz byłem już mocno nakręcony.

    – No wiem przecież.

    – Coooo????

    – No dobra, powiem ci. Jak macie uchylone okno to was doskonale słychać.

    – O matko, przepraszam.

    – Daj spokój, zazdroszczę wam tego. My z Radkiem to już rzadko, ot tak na odstresowanie czasem. A ja to lubię.

    – Ale w czym problem, jesteś bardzo atrakcyjna.

    Iwona poczerwieniała, nie wiem czy od komplementu czy wina, ale widać było, że sprawiłem jej przyjemność.

    – To małe miasto, mógłby się dowiedzieć.

    – No w sumie fa…

    Tyle tylko zdążyłem powiedzieć, bo nagle przysunęła się do mnie a jej dłoń spoczęła na moim udzie.

    – Co chciałeś powiedzieć?

    – Że w sumie fakt z tym małym miastem i wszyscy się znają.

    – Nie wszyscy, my się nie znamy. To znaczy teraz już tak, ale jeszcze pół godziny temu nie.

    Jej dłoń nie napotkawszy oporu zaczęła przesuwać się w stronę krocza. A mój mózg osiągnął 120% normy prędkości przetrawiania informacji i generowania możliwych scenariuszy.

    – A te zdjęcia to ty jesteś – palnąłem.

    – Ja. Ale te są grzeczne, chcesz zobaczyć takie mniej grzeczne?

    Zaczął z niej wychodzić diabełek.

    – To ty masz coś niegrzecznego? Nawet auto masz grzeczne, Bentley. A twój Radek ma fajne zabawki.

    – Bentley jest do pracy. A ten Focus to nie jego, ja nim jeżdżę, on się boi.

    – Łoooo, no to kiedyś musisz mnie zabrać na przejażdżkę.

    – Odważny jesteś, grubo nim jeżdżę. To chodź.

    Zrzuciła szpilki (szkoda!) ale to nie odbiło się zbytnio na jej zgrabności. Poszła w głąb mieszkania, a ja jak cielak za nią.

    Stanęła przed drzwiami.

    – To jest sypialnia, nikt tu nie ma wstępu.

    – No to może nie, daj spokój…

    – No co ty, chodź, nie robimy nic złego.

    Ale ton tego co mówiła wręcz krzyczał “chcę innego faceta i to już!!!”.

    Weszła do sypialni a ja za nią. Piękny jak i reszta mieszkania.

    Centralne miejsce zajmowało łoże. Jeszcze jak wysokiego nie widziałem. A na ścianach wisiały akty Iwony. Akty to mało powiedziane, to było wręcz soft porno. Pozbawiona jakiegokolwiek odzienia poza szpilkami i biżuterią. Iwona tyłem na kolanach. Iwona siedząca przodem na podłodze atelier, z rozstawionymi nogami i lizakiem w ustach.

    Na tym drugim widać było doskonale jej cipkę – elegancko przystrzyżona z pozostawionym pionowym paseczkiem.

    Zrobiło mi się sucho w ustach i ciasno w spodniach.

    – No w sumie nie wiem co mam powiedzieć.

    – A co masz mówić? Podobają ci się?

    – Zdjęcia? Średnio, ale fotografowany obiekt bardzo – zażartowałem.

    – No weź, nikt przed tobą tu tych zdjęć nie widział.

    – To czym sobie zasłużyłem?

    – W sumie nie wiem. Ale będę z tobą szczera – często jak jestem sama i słyszę jak się kochacie to siadam przy oknie i wyobrażam sobie, że to mnie kochasz.

    – Tylko wyobrażasz?

    – No nie tylko, paluszki idą w ruch.

    Teraz już wiedziałem, że nie wiem co musiałbym zepsuć, żeby nie dała się przelecieć. Kutasa miałem twardego jak dawno nie miałem, myśli galopowały, a Iwona była jeszcze bardziej pąsowa niż do tej pory.

    – A chcesz się ze mną kochać – spytałem.

    – Nie. Chcę, żebyś mnie zerżnął tak jak czasami rżniesz swoją kobietę. Słyszę jak to robisz i chcę tak.

    Fakt faktem czasem z moją partnerką się kocham, ale czasem po prostu ona chce, żeby ją zerżnąć, po prostu to lubi. Chce mi się oddać w 100% i nie oczekuje rewanżu.

    – Jesteś pewna? – spytałem jednocześnie odbierając jej kieliszek i napierając na nią lekko ciałem.

    – Tak. Ale nie tutaj. W sypialni nie chcę. Sypialnia jest dla niego.

    OK, niech jej będzie, te mieszkanie ma duuuuży potencjał poza sypialnią.

    Zbliżyłem swoją twarz do jej, brak szpilek spowodował, że pozostając zgrabna zrobiła się filigranowa. Wyszeptałem:

    – Niech będzie, ale ja też mam warunki.

    – Jakie? – spytała z lekkim lękiem.

    – Nic takiego. Założysz szpilki i poprawisz szminkę na ustach. Kręci mnie to.

    Pocałowałem lekko Iwonę w usta a ona z westchnieniem odwzajemniła pocałunek. Spojrzała mi w oczy jak dawno nikt nie patrzył. Jej wzrok krzyczał “chcę, chcę, chcę!!!”.

    Wziąłem Iwonę za rękę i poprowadziłem z powrotem do salonu na sofę. Usiadłem i pociągnąłem ją na siebie. Walczyła z wąską spódnicą, aż w końcu podciągnęła ją wysoko. A mi stanął jeszcze bardziej chyba bo zobaczyłem przepiękne majteczki z bordowej koronki i zmysłowy tatuaż na udzie.

    – Dziara u tak eleganckiej kobiety? – zażartowałem.

    – To tylko fasada, tęsknię za odrobiną szaleństwa.

    – No to zaszalejmy, idź poprawić usta. I nie zapomnij butów.

    Wzięła grzecznie szpilki w ręce, puściła oko i chciała odejść, ale złapałem ją za dłoń. Zaskoczona się zatrzymała stojąc przede mną w rozkroku. Moje palce odchyliły skrawek jej majtek i moje palce poczuły gorąco i wilgotno. Zaskoczyło ją to trochę, ale za chwilę to ja byłem zaskoczony, bo ona się wręcz na palce nadziała. Zabrałem dłoń.

    – Leć. Jak wrócisz ja będę gotowy.

    Iwona zniknęła w łazience a ja zrzuciłem z siebie ubranie, rozsiadłem się na sofie i zastanawiałem się co zrobić, żeby za szybko nie wystrzelić.

    W końcu Iwona wyszła z łazienki. Nago. O matko i córko. Widać, że nigdy dzieci nie miała. Płaski brzuch, jędrne piersi, szczupłe nogi, długa szyja, pięknie wymalowane błyszczącą pomadką usta. O bogowie.

    Zrobiłem trzy kroki w moją stronę, ale ją powstrzymałem.

    – Nie, nie, nie. Idź powoli, tak jak zwykle chodzisz po domu. Słyszę to i fantazjuję, nie psuj tego.

    – Co fantazjujesz?

    – Że idziesz powoli do lustra, wypinasz się i poprawiasz makijaż?

    – O tak?

    Odwróciła się do mnie tyłem ukazując jeszcze jeden tatuaż na lewej łopatce, podeszła do ściany i udając, że się maluje wypięła tyłeczek w moją stronę. Wysokie czerwone szpilki wydłużały jej nogi do niebotycznych wartości. Dokładnie tak to sobie wyobrażałem, ale nie miałem w najśmielszych snach pojęcia, że ona jest tak zgrabna. Aż prosiło się podejść i posiąść. Ale nie tak chciałem.

    – Wystarczy tego, chodź do mnie, ale zmysłowo, nie mamy całego dnia.

    W tym momencie dotarło do mnie, że wyszedłem z domu zostawiając drzwi otwarte a moja partnerka niedługo miała wrócić. Która godzina? Jest zegar na ścianie, ok, mam godzinę, może niecałą.

    Iwona odwróciła się do mnie i zaczęła się zbliżać. Ale nie tak jak chciałem. Opadła na kolana. Długie włosy opadły na podłogę a ona zaczęła pomału iść do mnie na czworakach.

    – Na co czekasz, zabawiaj się swoim kutasem – rozkazała.

    – Ej, to ja miałem dyktować warunki.

    – Już podyktowałeś, buty i szminka, teraz ja.

    Była już blisko, ale posłusznie chwyciłem kutasa i zacząłem powoli go masować. Serio – nie pamiętam kiedy był tak twardy.

    Oparła dłonie na moich udach.

    – Czy taka ilość szminki jest wystarczająca?

    – Idealna…

    – Lubisz ostro czy delikatnie, mokro?

    – Wyuzdana jesteś wiesz? Nie wyglądasz na taką.

    – Nie jestem. A przynajmniej do dziś nie byłam, nie wiem co się dzieje.

    Wyglądała na taką co mówi prawdę.

    – No to bądź, zaszalej.

    W tym momencie jej usta zamknęły się na moim kutasie i zrobiło się błogo.

    Zaczęła delikatnie rozsmarowując czerwoną szminkę na prawie całej długości członka. Odchyliłem głowę do tyłu i poczułem, że przestała.

    – Co się stało.

    – Nic. Ale nie patrzysz mi w oczy, masz mi patrzeć.

    O kurwa, ale jazda, zazwyczaj laski nie chciały, żeby patrzeć “bo je to krępuje”.

    No dobra, skoro ma takie życzenie…

    Zebrałem jej włosy w garść, ponownie mój członek zaczął znikać w jej ustach. Na początku powoli i pod jej dyktando, lecz w pewnym momencie poczułem, że chce abym to ja narzucił jej styl. Lekko przyspieszyłem tempo i mocniej docisnąłem jej głowę, niech spróbuje głębiej. Przyjęła bez zająknięcia, więc poszło jeszcze głębiej. Już teraz dało się poczuć, że to jej max. Chwilę tak mnie pochłaniała, po czym zabrałem jej głowę i dałem oddech.

    – Podoba mi się – uśmiechnęła się szeroko. Chyba po raz pierwszy dzisiaj.

    – No to teraz też ci się powinno spodobać.

    Wstałem ciągle trzymając ją za włosy i na stojąco wpakowałem jej kutasa bez ostrzeżenia w usta. Tym razem posuwałem ją ostro, wychodząc z założenia, że skoro nie protestuje to chce. Widok z góry był boski. Mój kutas w jej ustach, ociekający śliną, jej włosy w mojej garści, pośladki kształtnie układające się na podkulonych nogach, ciągle w szpilkach. Nie mogłem tego kontynuować, bo wiedziałem, że długo tak nie pociągnę.

    Zabrałem kutasa z jej ust.

    Ciągle trzymając ją za włosy zmusiłem do zajęcia pozycji na czworaka i zaszedłem od tyłu.

    – O tak – wyszeptała.

    Piękną miała cipkę, dokładnie taką jak na zdjęciach w sypialni. Gołym okiem było widać jak błyszczy mokra od soków.

    Bez ogródek wpakowałem się w nią na pieska, westchnęła z rozkoszy. Kilka ruchów i odciągnąłem za włosy jej głowę do tyłu. Widok jej w takiej pozycji był bardzo apetyczny, tym bardziej, że pofantazjowałem o jej bardzo ładnym odbycie.

    Wydała z siebie gardłowe “ooo, taaak”.

    Ale to nie miało być tak. Wyszedłem z głośnym chlupnięciem z niej za co zostałem skarcony wzrokiem.

    Podniosłem ją i wręcz rzuciłem na sofę. Teraz ja ukląkłem i wbiłem język w jej cipkę. Przepyszna, mokra, pachnąca. Aż żal ukrywać przed światem.

    – Bardzo dobrze smakujesz… – wymamrotałem.

    Jednak długo to nie trwało, zasugerowała, że to nie jej bajka. Złapałem ją za kostki podniosłem nogi wysoko do góry rozszerzyłem i wszedłem do samego końca. Chyba trafiłem idealnie bo wstąpił w nią diabeł. Wiła się i jęczała z rozkoszy, a ja walczyłem ze sobą, żeby nie skończyć jeszcze. Całowałem jej łydki, nogi w butach wyglądały obłędnie. Iwona zaczęła pieścić cipkę całą dłonią. Najpierw powoli potem coraz szybciej, jej długie palce dodatkowo wydłużone pazurkami wyglądały nieziemsko. Jej biodra wykonywały szalony taniec, w końcu wychrypiała “rżnij mnie mocno, zaraz będę miała”. Dwa razy mi powtarzać nie trzeba, zacząłem mocno uderzać swoimi biodrami o jej mocno uderzając w sklepienie miednicy. W jej gardła wydobyło się głośne “oooooccccchhhhh”, przez ciało przeszedł dreszcz a jej cipka stała się jeszcze bardziej mokra, jej soki spływały mi po udach. Jej uda drżały z wysiłku, orgazmu i pożądania. Wyszedłem z niej z bardzo głośnym chlupnięciem, miłe dla ucha.

    Iwona zakryła twarz w dłoniach. Płacze?

    – Co się stało?

    Zabrała dłonie i zobaczyłem, że jest przeszczęśliwa.

    – Nic baranie, zrobiłeś mi tak dobrze jak dawno nie miałam.

    – Cała przyjemność po mojej stronie.

    – Przyjemność to dopiero będziesz miał. Jak chcesz mnie jeszcze? Ale anal odpada, nie fantazjuj. Może kiedyś, ale jeszcze nie.

    Po pierwsze skąd wiedziała, że fantazjowałem o analu? A te “jeszcze” brzmiało jak obietnica…

    – Zaskocz mnie.

    Usiadła na sofie (ciekawe jak doczyści mokre ślady…) rozkładając szeroko nogi, przyciągnęła mnie do siebie i ponownie wzięła mojego członka do ust. Spojrzała mi wymownie w oczy i wiedziałem o czym myśli. Przejąłem inicjatywę, złapałem jej głowę w obie ręce i zacząłem ostro posuwać ją w usta. Momentami pozwalałem jej odetchnąć, w czasie jednej z takich przerw wykrztusiła “faktycznie dobrze smakuję, po raz pierwszy czuję swój własny smak”.

    Kiedy już czułem, że długo to nie potrwa podniosłem ją z sofy i poprowadziłem do okna na taras. Ma w nich rolety całkowicie zasłaniające okna, tak, że widać ze środka co dzieje się na zewnątrz, ale z zewnątrz nie da się zobaczyć szczegółów wewnątrz.

    Postawiłem ją przodem do okna, rozstawiłem szeroko nogi, ręce skierowałem na framugę.

    – Nie widać nas?

    – Ja cię z mojego tarasu nigdy nie widziałem, to chyba nie widać.

    – To mnie zerżnij.

    Nie pozostawiła mi wyboru, wszedłem w nią od tyłu. Była tak mokra, że musiałem uważać, aby z niej nie wyjść. Trzymałem za piersi i pośladki na zmianę. Z każdym pchnięciem Iwona pochylała się coraz bardziej wypinając tyłeczek mocniej i mocniej. Już nie mogłem dosięgnąć piersi, trzymałem mocno za biodra i uderzałem coraz mocniej czując, że one odpowiada na każde moje pchnięcie coraz mocniej.

    – Tak, nie przerywaj, rżnij mnie, mocno, znów będę miała, o tak, mocniej, o taaaakkkk!!!

    Takie słowa działają na mnie jak płachta na byka, kiedy poczułem u niej skurcz orgazmu sam eksplodowałem wewnątrz jej przewilgotnej cipki mocno dopychając kutasa. Iwona błyskawicznie uciekła sprzede mnie, odwróciła się i wzięła mnie całego do ust, wysysając każdą kroplę, choć sporo tego chlapnęło na podłogę.

    W tym momencie zobaczyłem prze roletę, że na moim tarasie krząta się moja partnerka.

    – O kurwa – wyrwało mi się.

    – Co się stało? – wystraszyła się Iwona.

    Wskazałem palcem przez roletę, spojrzała i mruknęła “warto było”.

    – Zbieram się, wybacz.

    – Rozumiem, zobaczymy się jeszcze?

    – Obiecałaś anala, więc jasne.

    Poczerwieniała i usłyszałem:

    – Wiesz co robić, umiesz to robić i robisz to świetnie. Więc i anala z tobą zaryzykuję, choć nigdy wcześniej nie próbowałam.

    Poczułem, że znowu mógłby mi stwardnieć, ale stres z powrotu do domu wziął górę.

    Zostawiłem Iwonę nagą, rozczochraną, bez szminki. Ale zadowoloną.

    Wróciłem do domu “a w garażu byłem, to drzwi nie zamykałem”.

    A wieczorem znów usłyszałem “stuk stuk stuk”. I znów mi stanął…

    JEŚLI SIĘ SPODOBA, BĘDĘ PUBLIKOWAŁ KOLEJNE CZĘŚCI.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Michal Story
  • Mala, krotka opowiastka

    – Cześć, Marysiu? Fajnie, że do mnie wpadłaś.

    – A tak, nie miałam nic do roboty, to przyszłam.

    – A teraz co robisz?

    – Właściwie to się nudzę. A ty, Janku?

    – Też nuda. Wiesz co? Może pobawimy się w doktora?

    – Eeeee…. w to bawiliśmy się wczoraj. Zaglądałeś mi tylko do gardła i to wszystko.

    – Bo byłem doktorem od gardła. Zawsze jak się przeziębię idę z mamą do pana doktora, który zagląda mi w gardło. Jeszcze ma takie słuchawki i przykłada mi je do pleców i każe oddychać.

    – No to dlaczego nie przykładałeś do moich pleców?

    – Bo nie miałem słuchawek!

    – No to w co się bawimy? Może w męża i żonę?

    – A jak się w to bawi?

    – Nie wiesz? Nie widziałeś, jak tata przychodzi z pracy a mama daje mu obiad?

    – Chcesz gotować obiad?

    – Nie, ale widziałam, co robili wieczorem, możemy też tak jak oni!

    – A co robili?

    – Rozbierali się i całowali.

    – Fe! Widziałem wczoraj, jak pani całowała się z panem w parku, obrzydliwe! Wiesz, że ona wyciągała język, on też i lizali się wzajemnie, wpychali sobie języki do buzi, wyglądało to paskudnie.

    – Kiedyś próbowałam, ale mi podobało się, to takie inne całowanie, niż buziak od mamy.

    – Chyba nie musimy się całować tak jak oni, prawda? Nie wystarczy buziak w policzek?

    – Zobaczymy. No to jak? Rozbieramy się?

    – Rozbieramy.

    – Zdejmij Janku koszulkę, ja też ściągnę. Rozepnij guziczki, będzie łatwiej.

    – Ojej, Marysiu, co ty masz z przodu? Ja mam też piersiki, ale dużo mniejsze! A twoje są takie okrągłe i takie… sterczące! I mają fajne guziczki na końcu, też ładnie sterczą. Podobają mi się. Mogę ich dotknąć?

    – Proszę bardzo, ale delikatnie.

    – Ale one są fajne, takie cieplutkie i miłe w dotyku. Co ty, zdejmujesz spódniczkę? Po co?

    – No jak to po co! Przecież mówiłam ci, że rodzice też tak robią, zdejmuj spodenki.

    – No dobrze, jak chcesz.

    – Majtki Janku też ściągnij!

    – Majtki? Ja się wstydzę, jesteś przecież dziewczyną.

    – Ale mama też jest dziewczyną, a tata zdejmuje przy niej wszystko i niekiedy stoi przed nią całkiem nago! Wiem bo podglądałam ich niekiedy i widziałam, co robią, jak położą się do łóżka.

    – Ale ty też zdejmiesz swoje majteczki?

    – Oczywiście, popatrz już, możesz otworzyć oczy.

    – Ojej!

    – Co się stało?

    – Marysiu, dobrze się czujesz?

    – Dobrze, dlaczego pytasz?

    – Bo chyba jesteś ranna. Ja?

    – Ranna? Gdzie?

    – No, tutaj pod brzuszkiem…

    – Nic nie widzę.

    – Jak to nic? Przecież nie masz siusiaka, a zobacz, jaki mój jest fajny!

    – Aaaa, o tym mówisz. Mama mówiła mi, że chłopcy i dziewczynki różnią się od siebie tam, między nóżkami.

    – To tak mają wszystkie dziewczynki?

    – Tak, wy chłopcy macie siusiaki, a my dziewczynki takie szparki, to jest ta różnica. Chcesz zobaczyć z bliska?

    – No pewnie. Ale fajna szparka, taka różowa. To przez nią sikasz?

    – Nie, nad nią jest taka malutka dziurka, widzisz?

    – No jest. To właśnie nią siusiam. A ta większa jest do czegoś innego, mówię na nią broszka. Koleżanka mówiła mi, że kiedyś chłopiec pocałował ją tam i było jej bardzo przyjemnie.

    – Pocałował ją w tę szparkę? To przecież bardziej obrzydliwe od całowania w języki! Można to tak normalnie robić?

    – Pewnie, że można, sam spróbuj! Tylko nie śpiesz się i delikatnie.

    – Nie, przestań, nie będę całował szparki, którą sikasz, a ta różowa jest taka… dziwna, pomarszczona skóra obok, fe!

    – Janku, może jednak spróbujesz, popatrz, rozłożyłam szeroko nóżki, może uklękniesz między nimi i pocałujesz mnie w broszkę. To dla dziewczyny wielka przyjemność, być całowaną w broszkę.

    – Nie… Jednak nie… Marysiu, brzydzę się.

    – Janku popatrz na siebie, widzisz? Nie, popatrz w dół i co widzisz?

    – Hmmm… Mój siusiak zrobił się jakiś taki większy!

    – No właśnie, bo podoba mu się moja broszka.

    – Jak może się podobać… Przecież on jest ślepy. Co robisz, dlaczego głaszczesz mnie po siusiaku?

    – Przyjemnie ci, prawda?

    – Nie, jeszcze bardziej się wstydzę. Przestań już.

    – A wiesz, że dziewczynki biorą siusiaki chłopaków do buzi?

    – CO? Do buzi? Przecież to jakaś bzdura!

    – Nie, Janeczku, to sama przyjemność, mogę ci pokazać, jak to jest naprawdę.

    – Nie, nie, wolę na to nie patrzeć.

    – Ale ja muszę ci to zrobić.

    – Koniecznie?

    – Oczywiście. Popatrz, pochylam się nad tobą bio…

    – Co robisz!?

    – Biorę siusiaka w rękę, liżę go, pocałowałam teraz… I co? Przyjemnie?

    – Jakoś dziwnie się czuję, co ty tam robisz? Tak się bawi w mamę i tatę?

    – Tak, to też jest w tej zabawie.

    – A dlaczego tak urosłem tam, na dole?

    – Pewnie podoba ci się to, co robię i siusiak rośnie. Teraz możesz mówić, że to nie jakiś tam siusiak, a ładny, duży penis. Poliżę go jeszcze trochę.

    – Nie, nie pozwalam. Nie podoba mi się ta zabawa w mamę i tatę. Każesz mi całować swoją broszkę, na mojego siusiaka mówisz penis, nie chcę tak.

    – Janku, ale to nie do końca jest tak, jak myślisz…

    – Nie, nie i nie! To głupia zabawa, wolę bawić się na kompie z chłopakami, tam zawsze coś się dzieje i nie ma dziewczyn z… broszkami!

    – Janku, ale…

    – Nie, baw się z innymi chłopakami, Marysiu, jak tak nie chcę. To głupia zabawa. O tatuś!

    – Tak, tatuś. Weź wreszcie pod siebie tę dziewuchę, którą opłacam od tygodnia, załaduj swego pierdolonego siusiaka w jebaną broszę i zerżnij ją jak prawdziwy facet. Synu, przecież ty masz dwadzieścia siedem lat!

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Jan Sadurek
  • Poprawka z chemii

    To było w szkole średniej. Byłem średnim uczniem, ale postanowił się przyłożyć do nauki, a raczej do ocen końcowych na świadectwie. W tym roku kończył kilka przedmiotów, a najgorzej szło mu z chemii. Co gorsza, pani była w ciąży i czasem miała zwolnienie lekarskie. Zastępstw prawie w ogóle nie było, więc materiał do przerobienia samemu. W kwietniu podszedłem do pani i zapytałem, czy może jakoś poprawić swoje oceny. Nauczycielka zaglądnęła do dzienniczka i powiedziała: “Hmmm, dużo pracy, ale jeśli chcesz to tak. Kiedy kończysz dzisiaj?”. “Mam jeszcze jedną lekcję” – odpowiedziałem. “Dobrze, to przyjdź, też kończę i będę w sali, to sprawdzimy, z których części musisz się podszkolić” wydukała i się uśmiechnęła. No to będę miał jazdę, nie dość, że już nas trzepią, to jeszcze od nowa wkuwać chemię będę musiał. Chcąc nie chcąc udałem się po lekcjach do sali chemicznej. Nikogo nie było, więc zapukał na zaplecze. “Proszę” usłyszałem. Pani Kasia miała przygotowany już materiały. Popatrzyła na moją bezradną minę. “Możemy to załatwić inaczej”. Wiedziała, jak na nią patrzę. Podobały mi się ostatnio kobiety w ciąży. Może dlatego, że w mojej głowie jawił się wizja zaspermienia bez obawiania się o zabezpieczenia i konsekwencje. “Widziałam, jak na mnie patrzysz. Podobam Ci się z tym brzuszkiem?”. Nie wiedziałem co odpowiedzieć. Wstała i poszła zamknąć salę. Był upalny dzień. Miała na sobie cieniutką sukienkę, pod spodem widziałem zarysy biustonosza i majtek. W moich spodniach coś drgnęło. Nie uszło to jej uwadze. Podeszła do mnie, wzięła ręką i dotknęła swojego brzuszka. Potem włożyła między guziki, tak abym poczuł jej nagie ciało. Odpięła kilka guzików. Ukazały się jej bielutkie majtki. Cały czas trzymając moją dłoń, gładziła po brzuszku, aż nagle zjechaliśmy w dół. Pod majtki. Była tam wygolona. Wsunąłem rękę głębiej, poczułem jej wilgotną łechtaczkę. Popatrzyłem na nią. Ona się uśmiechnęła i kiwnęła głową na przyzwolenie. Delikatnie masowałem. Ośmielony rozchyliłem sukienkę i uklęknąłem przed nią. Ściągnąłem majtki do kolan. Ukazała się piękna, mała, ale nabrzmiała łechtaczka. Pocierałem ją paluszkiem. Po chwili zrzuciła majteczki w dół, rozchyliła kolana i przyciągnęła moją głowę do swojego krocza. “Doprowadź mnie językiem do szczytowania”. Nie miałem w tym wprawy, ale starałem się, jak mogłem. Po 2-3 minutach miała orgazm. Mój penis mocno nabrzmiewał przez spodnie. Rozpięła pasek, uchyliła rąbek, aby się wydostał. Sięgnęła po chusteczki i sprawnym ruchem doprowadziła mnie do wytrysku. Wytarła go drugą chusteczką. “Pierwsza lekcja przerobiona, 2 razy w tygodniu po lekcjach będziemy mieli konsultacje”. Po czym wręczyła mi plik kartek. Po wyjściu ze szkoły kilku kolegów czekało na mnie. “No widzę, żeś trochę blady” – naśmiewali się – “tak ciężko?”. Uśmiechnąłem się “No trzeba będzie się napracować, ale myślę, że dam radę” – odpowiedziałem. I już nie mogłem doczekać się kolejnego spotkania.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Kasia TV
  • Wieczor kawalerski kolegi, niespodziewana wizyta zony

    Hej:)

    Chciałbym się z Wami podzielić wspomnieniem z sytuacji, która chyba była najbardziej emocjonująca spośród moich wszystkich przygód:) Pomyśleć, że zupełnie się na to nie zanosiło… Pewnego razu spadł na mnie obowiązek zorganizowania wieczoru kawalerskiego kolegi. Przyjaźniliśmy się bardzo długo, nie byłem więc zaskoczony. Nie chciałem ryzykować, skorzystałem więc ze sprawdzonych metod. Wynajęliśmy ze znajomymi domek letniskowy za miastem, żeby można było swobodnie pohałasować. Osób nie miało być dużo, konkretnie dziesięć. Kupiliśmy potężne zapasy alkoholu, przekąsek i zrobiliśmy wywiad, co kolega lubi:) Oczywiście chodzi mi o wymarzoną dziewczynę, która dla niego zatańczy nago:) Niektórzy nie przepadają, ale on na szczęście chciał:) Zrobiliśmy to dość niedyskretnie, co go nie speszyło. Otwarcie “zażądał” szczupłej, drobnej brunetki:) Zaznaczył, że bez niej impreza zostanie uznana za niebyłą:) Sam uwielbiam ten typ urody, bardzo mnie to ucieszyło:)

    Nastał dzień imprezy. Zaczęliśmy dość wcześnie, bo koło osiemnastej i od razu przystąpiliśmy do konsumpcji trunków i grillowania. Każdy oczywiście delikatnie, bo wszyscy czekali na gwóźdź programu, czyli striptizerkę. Jeden kolega nie pił nic, bo przypadł mu obowiązek przywiezienia tancerki. Znaleźliśmy idealną dziewczynę, która była w stanie zaglądnąć na kilka godzin, a nie kilka minut. Zadeklarowała nawet, że poza tańcem będzie z nami przebywać w bieliźnie. Niestety nie była mobilna, musieliśmy ją przywieźć we własnym zakresie.

    Bawiliśmy się świetnie, jednak wszyscy myśleli już o jednym:) O skąpo ubranej brunetce, która wkrótce będzie z nami:) Zaczęliśmy o niej rozmawiać dość otwarcie, jak to po alkoholu bywa. Dzieliliśmy się fantazjami, co by kto z nią zrobił, gdyby ją miał dla siebie. Nastała TA godzina. Wraz z kolegą ruszyliśmy po przesyłkę. Około 50 km trasy w jedną stronę. Byliśmy mniej więcej w połowie, kiedy wydarzyła się katastrofa… Sarna wskoczyła przed auto. Udało się ją ominąć, ale kosztem urwanego wahacza od zjazdu na kamieniste pobocze. Byliśmy głęboko w … lesie… Nikt inny nie nadawał się do jazdy, nie mógł więc przyjechać z odsieczą. Taksówka nie wchodziła w grę w tym rejonie. Autostop? Też można zapomnieć — noc, środek lasu, tylko samobójca by się zatrzymał. Po kumpla jakiegoś ciężko zadzwonić, bo jak nie był zaproszony, to niezręcznie…. Laweciarz mógł być za kilka godzin… zostało nam tylko jedno wyjście. Zapytać czyjąś żonę czy nas nie zawiezie. Nikt nie chciał się tłumaczyć, po co jechaliśmy, więc rzuciliśmy monetą. Przegrałem. Zadzwoniłem do swojej Ani, pokajałem się… Wyśmiała nas, że jesteśmy łamagi, ale chyba ją to na tyle rozbawiło, że nawet nie musiałem się długo płaszczyć. Po niecałej godzinie była u nas i już wracaliśmy na imprezę. Niestety, w kiepskich humorach. Nie było nas kilka godzin, zostaliśmy bez tancerki…

    Dotarliśmy na miejsce. Na szczęście wszyscy rozumieli, że to potworny niefart. Żona chciała od razu wracać, czuła się nieswojo w tłumie wstawionych facetów, ale dała się namówić na kawę. W sumie sam powiedziałem, że często pewnie nie miewa okazji być na kawalerskim, co ją rozbawiło i przekonało:) Bardzo nie chciała, żeby zrobiło się drętwo przez jej obecność, ale zapewniłem, że nie będziemy na nią zwracać uwagi:) Zapytała więc towarzystwo, o czym rozmawiali przed naszym przyjazdem:) Chórek odkrzyknął, że o seksie:) Zadziornie zapytała, czy z facetami;) A tak, oczywiście, przecież to o ich seksie:) Atmosfera się rozluźniła, widać było, że Ania nie przeszkadza ani mi, ani kolegom. Nawet się trochę zasiedziała.

    W pewnym momencie zerwała się, żeby wyjść, ale kawaler zaproponował, żeby została do końca, bo w sumie jak ktoś go kiedyś zapyta, to będzie mógł przynajmniej powiedzieć, że na kawalerskim była jakaś dziewczyna:) Odgryzła się, że niby tak, ale ubrana:) Kawaler zaprawiony w przekomarzaniu się dorzucił, że faktycznie, niestety to prawda, według niego wielka szkoda:) Palnąłem, że to prawda, trochę szkoda, że się nie rozbierze:) Tego się nie spodziewała, skarciła mnie wprawdzie wzrokiem, ale spontanicznie krzyknęła, żeby nalać jej wina, bo w sumie zostanie:)

    Impreza trwała, stopień upojenia, a tym samym rozluźnienia wzrastał. Tematy wiadome. Co chwilę ktoś mówił, że mam śliczną żonę itd. Ona się rumieniła, ale widziałem, że to dla niej miłe, co ich jeszcze bardziej ośmielało:) Przy którymś komentarzu znowu mi się wyrwało “szkoda, że jest ubrana”. Nigdy nie spotkałem się z tak zgodnym tłumem. Wszyscy jednocześnie zaczęli wtórować, że też nie mogą odżałować:) Kawaler zapytał ile ma jeszcze wina przynieść, żeby to zmienić:) Zażartowałem, żeby mu przynajmniej na kolanach usiadła, bo ślicznie pachnie i będzie miał co wspominać:) Kompletnie nie wiedziała co powiedzieć, tylko się bezradnie uśmiechała:) Nagle coś mi strzeliło do głowy, wziąłem ją na ręce i przeniosłem z krzesła na kolana kawalera, sadzając okrakiem. Powiedziałem, że oto jego śliczna drobna brunetka:) Wszystko oczywiście na wesoło. Tłum zaczął skandować “gorzko, gorzko”, do czego i ja się przyłączyłem ze śmiechem:) Kawaler spojrzał na mnie… usłyszał z moich ust gorzko… przysunął do siebie głowę mojej żony i gorąco ją pocałował. Wszyscy zamarli, a najbardziej ona… a ja nie wiedzieć czemu zrobiłem się tak podniecony, że aż zadrżały mi nogi… Widziałem, że aż wargi jej drżały, może z obawy o dalszy rozwój sytuacji, może podniecenia, albo obu. Musiałem zareagować. Od tej sekundy zależały dalsze losy wieczoru.

    Podszedłem do nich… była cisza jak nigdy, wszyscy się obawiali mojej reakcji, awantury lub czegoś podobnego. Złapałem jej bluzkę na wysokości pasa, płynnym ruchem zdjąłem przez głowę. Powiedziałem jej do ucha: “Spraw mu trochę frajdy i pozwól mi popatrzeć”. Spojrzała na mnie, już trochę bardziej spokojna, nawet z minimalnym uśmiechem. Na odchodne rozpiąłem jej stanik, pocałowałem w usta i przysunąłem ja do niego. Kawaler powiedział, że słyszał. Kurtuazyjnie zapytał, czy może, chociaż już było widać, że bardzo tego oboje chcą.

    Pokiwała głową…. W tym chyba momencie zapomnieli, że w pokoju jest jeszcze z 10 osób. Całowali się. Dotykał jej piersi (bardzo drobnych, ale ślicznych). Spódniczka podjechała jej do góry, zobaczyliśmy jej majtki. Zwykłe, bawełniane… jednak jej pupa we wszystkim wygląda bajecznie. Położył ręce na jej pośladkach, z majtek zrobił stringi. Widziałem po innych, że chcieli być na jego miejscu. Ania i Kawaler całowali się długo. Zbyt długo. Znowu czułem, że jestem hamulcowym i obawiają się o moją reakcję. Podszedłem więc i poprosiłem, żeby wstała. Jak to zrobiła, zsunąłem jej spódniczkę wraz z majtkami i posadziłem z powrotem. Zapytałem też jego, dlaczego nadal jest jeszcze ubrany. Ściągnął koszulkę. Zaczął pieścić i masować ją ręką….

    Zerknąłem na innych… dwie osoby dyskretnie dotykały się po kroczach… Rozpiąłem swoje spodnie, zsunąłem je, zostałem w samych bokserkach i zacząłem się dotykać.Ania zobaczyła, że mi się to podoba. Postanowiła po raz pierwszy przejąć inicjatywę. Rozpięła Kawalerowi pasek i zsunęła mu spodnie, razem z bielizną. Wyskoczył jego sprzęt, nabrzmiały do granic możliwości. Z daleka widziałem jego żyły, wyglądał, jakby zaraz miał eksplodować. Ania pochyliła się i zaczęła go tam całować, klęcząc i wypinając się do nas pupą. Wspaniały widok.

    Ściągnąłem z siebie resztki ubrań i zacząłem sobie otwarcie dogadzać przy wszystkich. W tym momencie usłyszałem coś w stylu “myślałem, że nikt nie zaproponuje”, po czym wielu poszło w moje ślady:)

    Główni goście popatrzyli na siebie porozumiewawczo, odwrócili do mnie i zapytali, czy mogą. Odparłem, że głupie pytanie, powinni to już dawno zacząć. Wtedy ona wskoczyła na niego okrakiem, naprowadziła jego wielkiego kutasa w odpowiednie miejsce i się nadziała. Wsunęła od razu całego, bez najmniejszego oporu. Musiała być nieziemsko podniecona, rzadko mi się udaje ta sztuka, zwykle muszę się trochę rozpychać. Kilka ruchów wystarczyło… Straciła kontakt z rzeczywistością, zapomniała, w jakim jest miejscu. Przesuwała się w przód i w tył. Poprosił ją, żeby zwolniła, bo skończy. Przyspieszyła. Naprężył się, pulsowali w rytmie, który ona narzuciła. Chciał chyba zmniejszyć jej zakres ruchu, bo orgazm był zbyt silny, przycisnął ją mocno do siebie, na co ona jeszcze mocniej się naprężyła. Rozluźnili się. Wtulili w siebie.

    Ja też byłem okrutnie rozgrzany. Popatrzyłem dookoła: wszyscy już sobie dogadzali… wszystkie kutasy były w pełnej gotowości, a koledzy dotykali je delikatnie i powoli… co oznaczało tylko jedno. Wszystkim niewiele brakuje. Poprosiłem ją, żeby położyła się na stole. Chyba wiedziała, co się kroi. Nie posłuchała. Podeszła zamiast tego do kolegi z największym przyrodzeniem i bez słowa wzięła go do ust. Wyrywał się, mówił, że długo nie wytrzyma. Ale nie wypuszczała go z ust i jak to ma w zwyczaju: przyspieszyła. Było widać, kiedy doszedł, cały zesztywniał, tryskał długo i namiętnie, trzymając ją za włosy i w ten sposób regulując tempo jej ruchów. Nie uroniła ani kropli.

    Podeszła do mnie, dała mi krótkiego całusa i uśmiechnęła się:) Dopiero wtedy położyła się zapraszająco na stole. Powiedziałem, żeby się wszyscy częstowali:) Nie musiałem namawiać. Kolega poprosił ją, żeby wskoczyła na niego, bo chce ją mieć na górze. Inny wykorzystał sytuację i stanął nad jej głową, mogliśmy odtąd oglądać piękny trójkąt. Zostało jeszcze sześciu wolnych i jej bajeczna, prześlicznie zapraszająca pupa, wypięta do góry.

    Nie zapamiętałem twarzy, ale ktoś podszedł od tyłu i poprosił tego na dole, żeby na chwilę z niej wyszedł, bo chce się nawilżyć. Wsunął się w jej cipkę na kilka ruchów i wpuścił z powrotem gościa na dole. Przyłożył czubek kutasa do jej wypiętej dziurki w pupie, wsunął się dosłownie na pół centymetra i przestał ruszać. Ona natomiast falowała, liżąc jednego, jednocześnie ujeżdżając drugiego. Każdym ruchem nadziewała się pupą coraz bardziej. Po chwili był już cały w środku. Jak poczuł, że ma wystarczająco dużo miejsca, to zaczął działać. Mocno ją dźgał kutasem, a ona jeszcze bardziej się wypinała. Nadał rytm całemu układowi. Odbijała się od niego, co doprowadziło do rozkoszy tego pod spodem, o którym w sumie chyba zapomniała, bo był bardziej bierny. Ten w ustach się wyrwał i puścił piękną salwę na jej buzię, przy okazji tryskając trochę na jej plecy. Ostatni doszedł ten w pupie.

    Zostało nas pięciu, a z Ani już się wylewało… Wtedy jeden z kolegów nas zaskoczył. Podszedł do niej i zaczął się z nią namiętnie całować! Mimo że miała całe usta w nasieniu poprzednika. Kolegę ten pocałunek chyba bardzo podniecił, bo zaraz po tym złapał ją za kark, przysunął do swojego kutasa i zaczął strzelać na jej twarz wielkimi porcjami spermy. Położyłem się na plecach, ona wskoczyła przodem na mnie. Czułem, że była już tego dnia mocno “używana”. Śliska, choć wciąż bardzo ciasna. Ciśnienie z podniecenia mało mi żył nie rozerwało, nie ruszałem się więc nadmiernie, chcąc przedłużyć tę chwilę. Byliśmy w takiej pozycji, że jej pupa znów zapraszała. Ktoś wjechał do środka. Mnie i jego oddzielała cienka skóra pomiędzy Ani pupą a cipką. Czułem każdy jego ruch, praktycznie jakbyśmy byli jednocześnie w jednej dziurce. Kolega miał chyba zupełnie inny plan niż ja. Chciał skończyć jak najszybciej. Usłyszałem kilka jakby klaśnięć o jej pupę i wyraźnie poczułem, jak jego penis zaczyna pulsować.

    Za nim stał już kolejny w kolejce. Ku mojemu zaskoczeniu wcisnął się w tę samą dziurkę, w której ja byłem. Byliśmy mocno przyciśnięci do siebie, jego żyły pieściły dolną stronę mojego kutasa. Ja się nie ruszałem, ale on wręcz przeciwnie. Od przodu podeszło do niej dwóch ostatnich. Odchyliła do tyłu głowę, wygięła się jak sprężyna. Wzięła ich w ręce, od czasu do czasu się przysysając. Niestety robiła to kompletnie bezładnie i bez kontroli, była raczej skupiona na tym, że ma w sobie mnie i kolegę.

    Postanowili wziąć sprawy we własne ręce. Jeden z nich chwycił ją delikatnie za głowę, tym samym zwolnił ją od myślenia o dogadzaniu mu. Wszedł jej w usta i zaczął ją delikatnie posuwać, tak że nie musiała już o niczym myśleć. Od tego momentu już nie robiła mu dobrze, tylko on sobie dogadzał nią. Wiedziała, że zadba sam o to, żeby mu było dobrze i pozwoliła się “używać”. Leżałem pod nimi, widziałem na jej szyi jak głęboko się w nią zatapia. Robili to powoli: delikatne wsunięcie, wycofanie, ona łapała spokojnie oddech, wtedy ponawiał ruch. Zupełnie się nie dławiła, działali jak dwa perfekcyjnie zsynchronizowane mechanizmy. Była rozluźniona i w innym świecie, odleciała kompletnie. Nawet nie zwracała uwagi na to, że ci co mieli ochotę dojść więcej niż raz podchodzili i spuszczali się jej na plecy. Kolega z tyłu wszystko skrupulatnie rozsmarowywał, właściwie to ściągał na jej pupę. Chyba podobał mu się połysk, który sperma nadawała jej skórze. Albo poślizg, dzięki któremu mógł trzymać kciuk w jej pupie.

    Ten z przodu poprosił ją, żeby wzięła głębszy wdech, bo będzie chciał zostać dłużej w gardle. Otrzeźwiała, wróciła myślami do niego i kiwnęła. Złapał ją za głowę tuż za uszami i wykonał kilka głębokich, zdecydowanych ruchów, nawet bym powiedział niedelikatnych, takich, że aż jej głowa odskakiwała do tyłu. Dał jej kilka sekund przerwy na złapanie oddechu, zakomunikował, że teraz skończy. Nie mógł być głęboko zbyt długo, postawił więc na intensywność. Wjechał cały, dźgał ją kutasem w usta z pełną energią głośno pokrzykując, po kilku sekundach wtapiając się najgłębiej jak może, przyciskając do siebie mocno jej głowę. Zamarł w bezruchu, ale widziałem z bliska jak jego jajka podskakiwały do góry, pompując spermę w jej gardło. Po chwili wycofał się zaspokojony.

    Wyglądało to niesamowicie, a my stwierdziliśmy, że nie ma już co przedłużać. Mam na myśli siebie i kolegę, z którym się panoszyliśmy w jej cipce oraz tego, który dokańczał sprawę ręką. Nie chciało mu się czekać na wolne miejsce. Podszedł do niej od przodu i zaczął z kilkunastu centymetrów strzelać w stronę jej buzi, podczas gdy ona wciąż jeszcze równała oddech. Robił to tuż nad moją głową, tak nieskładnie, że połowa spadała na mnie. Kilka dużych kropli wpadło mi wprost do ust (które zresztą trzymałem otwarte). Jak ten deszcz ustał, zamknąłem je, rozsmarowując to, co wpadło językiem po podniebieniu. Poczułem ten charakterystyczny delikatny smak oraz odcinającą się od śliny konsystencję grubych kropli. Zapragnąłem więcej. Położyłem rękę na jej karku, przysunąłem jej twarz do swoich ust i zacząłem łapczywie zbierać wargami to, co na niej było. Teraz już naprawdę czułem ten smak, miałem pełne usta nasienia.

    Dotarła do mnie fala orgazmu. Naprężyliśmy się wszyscy jak struny, chcąc się jak najgłębiej wcisnąć, z boku chyba wyglądaliśmy jak siłujący się zapaśnicy. Pulsowaliśmy jak szaleni długą chwilę, Nastało rozluźnienie. Kolega sobie poszedł, a Ania położyła się na mnie, wtuliła, całując mnie czule. Była cała mokra z wysiłku, śliska, rozgrzana, zdyszana, pachniała głównie zmieszanymi męskimi ciałami. Minęło kilkanaście sekund… zapytałem ją, czy jej się podobało. Spała już. Kawaler podszedł do nas, przykrył kocem i czule pocałował ją w policzek. Powiedział po cichu, że chętnie się nawet rozwiedzie i ponownie ożeni, żeby powtórzyć taki kawalerski:)

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Marcin K

    z akcentami Bi:)

  • Stopy Sandry Maliszewskiej

    Przyjaźnię się z Sandrą od czterech lat. Od zawsze czułem pociąg do jej małych stóp. Pewnego dnia przyszedłem do niej na noc. Nie miała skarpetek więc cały czas czułem podniecenie. Gdy się położyliśmy i myślałem że Sandra śpi wziąłem się za szukanie jej butów. Udało mi się znaleźć jej czarne szpilki i vansy w pokoju. Położyłem je na jej biurku i zacząłem się do nich masturbować. Nagle usłyszałem delikatny głos sandry pytający: co ty robisz? Szybko schowałem penisa. Sandra wstała i ku mojemu zdziwieniu zdjęła moje spodnie i majtki, uklęknęła i przyłożyła twarz do penisa. Patrzyła na niego z bliska po czym wzięła go powoli do ust. Ssała bardzo powoli i dokładnie, było czuć, że ma w tym wprawę. Po pięciu minutach robienia mi loda powiedziała że od jakiegoś czasu wie o moim fetyszu i specjalnie przyniosła szpilki. Kazała mi się położyć ba podłodze. Sandra wyszła. Wróciła ubrana w skąpą sukienkę i wysokie szpilki. Usiadła przede mną i wzięła mojego penisa między swoje małe stopy w szpilkach. Poruszała nimi w górę i w dół po kilku minutach tego zdjęła szpilki i zaczęła robić mi dobrze gołymi stopami. Jedną wziąłem do ust i lizałem a drugą masowałeś mojego członka. Czułem że dochodzę więc Sandra założyła szpilki i podstawiła stópki pod mojego penisa mówiąc: wystrzel swoją spermę ba moje stopy w szpilkach patrząc mi w oczy. Nie mogłem już dłużej i wystrzeliłem. Jej całe stopy były w mojej spermie. Pozwoliła mi zachować szpilki na pamiątkę. Do dziś zawsze spuszczam się do jej bucików w rozmiarze 36

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Max Max
  • Nagi sen 2 – wszystko za nagosc i sex

    Czy zastanawialiście się kiedyś, jak by to było, gdyby za różne usługi można było płacić nie pieniędzmi, tylko własną nagością? Miałem o tym długi sen. Oto pierwsze z opowiadań na podstawie jego rekonstrukcji.

    CZĘŚĆ II – wszystko za nagość i sex.

    Świat w którym walutą jest to, co ma się między nogami i wszyscy są chętni, ma swoje wady i zalety. Gdy koleżanka musiała oddać dziewictwo elektrykowi naprawiającemu jej oświetlenie, było mi przykro. Danie zaś ładnej kasjerce w zamian za bilet na film jest już nagrodą samą w sobie. Dlatego niektóre usługi cieszą się większą popularnością, niż inne. Najłatwiej mają ci panowie, posiadający w spodniach uniwersalny klucz otwierający każde kobiece serce. Ja, no cóż… Wybrałem kilka różnych usług, kierując się własnym hobby, zanim pomyślałem o konsekwencjach zapłaty za nie.

    Jak każdy facet, lubię czasem popracować nad swoim wyglądem i zdrowiem, więc chcę korzystać z sauny, basenu i siłowni. Aby wykupić na to jeden wspólny karnet, musiałem dawać się miziać właścicielowi obiektu. Na szczęście uszanował moją zasadę, że dla facetów udostępniam tylko górną połowę mojego ciała, a dolną poświęcam dziewczynom.

    Basen wybieram w takich godzinach, gdy nie ma zbyt wielu osób. Dzisiaj są tylko cztery, więc będę pływał bez majtek. Ściągnąłem je w wodzie. Dzięki bogu za chlor, woda nie jest zbyt przejrzysta z odległości kilku metrów, za to basen ogromny. Czuję się wspaniale. Gdy ktoś podpływał bliżej, nawet jeśli była to wspaniała dziewczyna, musiałem uciekać na bezpieczny dystans. Stanął mi bezwstydnie tak, że prawie zahaczałem nim o dno zbiornika. To takie wyzwalające! Gdyby tak nagle do basenu wskoczyła gromada fajnych dziewczyn, zawrzałoby a woda zmieniła kolor. Kto wie, może znajdę się kiedyś w takiej ekscytującej sytuacji. Na razie zostaje mi jedynie fantazjowanie. Oby tylko pamiętać żeby nie pływać na plecach. Wspaniały relaks. Wkrótce jednak, tę spokojną sielankę przerwało wbiegnięcie grupki dzieciaków. Niespodziewanie byłem osaczony. Odkryłem też – czego nie wiedziałem o sobie wcześniej, że taki strach podnieca mnie. Byłem goły, przestraszony i mocno podniecony tą sytuacją. Nie mogą mnie tak zobaczyć! Próbowałem założyć gacie, ale to nie jest łatwe. Wtedy wbiegły do wody, radośnie krzycząc i robiąc dużo zamieszania. Przez krótką chwilę byłem wśród nich całkiem goły i podniecony. Na szczęście udało mi się szybko założyć gacie i odpłynąć. Kilkorgu z nich niestety się pokazałem i zrobiło mi się z tego powodu bardzo źle. Powróciła trauma z wczesnego dzieciństwa.

    Pamiętam dobrze ten upalny dzień lata. Byłem wtedy u dziadków na wsi. Biegałem beztrosko po łące i sadzie w samych gaciach. Później, skoro nikogo nie widziałem a upał dawał się weznaki, zdjąłem wszystko. Wspinałem się na drzewa. Dołączył do mnie kolega z przedszkola, którego wcześniej nie zauważyłem pochłonięty zabawą. Miło spędzaliśmy czas. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, co znaczy wstyd i intymność. Dzisiaj wsponanie się na golasa z kolegą po drzewach byłoby dosyć dziwne. Gdy zachciało mi się siusiu, zeszliśmy. Wtedy pojawiła się moja najlepsza koleżanka z przedszkola i po raz pierwszy poczułem się nieswojo. Stałem przed nią nagi i czerwieniłem się, nie wiedząc czemu. Zapytała mnie, czemu tak wyglądam, sugerując moje krocze. Chyba nigdy jeszcze nie widziała gołego chłopaka. Nie wiedziałem, co odpowiedzieć, po prostu stałem jak wryty i wstydziłem się. Nigdy wcześniej tak nie miałem. Wtedy kolega odpowiedział jej, że miałem straszny wypadek, a to jest właśnie fragment jelita, które mi wystaje i przez to muszę przejść operację. Powiedziała, że przeprasza za pytanie, bo jest jej teraz przykro gdy dowiedziała się o moich problemach zdrowotnych. Stwierdziła też, że mocno mi współczuje, bo dziwnie to wygląda i musi mi być niewygodnie. Życzyła szybkiej operacji i powrotu do normalności. Od tamtej pory stałem się wstydliwy i unikałem pokazywania penisa komukolwiek, zwłaszcza dziewczynom. Teraz się przełamuję ale dzisiejszy incydent nie pomógł mi w tym.

    Aby poprawić sobie nastrój, wyobraziłem sytuację sam na sam z ładną dziewczyną. Oboje jesteśmy na golasa. Płyniemy ku sobie z dwóch przeciwległych brzegów, wiedzeni spojrzeniem sobie w oczy. Płynę na plecach a mój peryskop sięga gwiazd. Zbliżamy się, jak dwa magnetyczne ciała przyciągane siłą podniecenia. Wreszcie, nasze ciała stykają się i pieszczą. Namiętny pocałunek po którym robię delfinka, tryskając fontanną uniesienia, ochlapując wszystko dookoła. Podwodny seks o niewiarygodnym potencjale rozkoszy zupełnie inny, niż tradycyjny. Ciepła woda sprzyja bowiem większej namiętności, a robi się coraz cieplejsza za sprawą gorącego uczucia jakie się wytworzyło. Dookoła aż kipi. Woda bulgoce od namiętnych bąbelków. Podczas oralu tworzy się prawdziwe tsunami niebiańskiej rozkoszy. Pożeram partnerkę niczym rekin swoją zdobycz. Orgazm za orgazmem. Jęki ekstazy. Gdyby tylko mogło tak być…

    Siłownia to dobre miejsce do pokazania swojej męskości. Niekiedy dosłownie. Na szczęście tutaj jesteśmy wyłącznie w męskim gronie. Żadnych kobiet, dzieci, przypadkowych osób, a wszyscy w samych gaciach. Mam problem z osobistym trenerem, ponieważ w zamian za usługę często mnie maca i domaga się więcej. Chciał zrobić mi loda, gdy w pomieszczeniu było sześć osób. Nie mogłem się na to zgodzić. Musiałem jednak przystać na jakieś żądania. Ustaliliśmy zatem, że bez żadnego kontaktu fizycznego, bez nagrywania i świadków, za miesiąc korzystania z jego usług, trzy razy przez godzinę mam ćwiczyć przy nim z gołym wyciorem. To całkiem młody i fajny chłopak i nie chce zbyt wiele, więc zgodziłem się.

    Pierwszy raz: Sesja o nietypowej porze, żeby mieć pewność, że nikogo nie będzie. Trochę się krępowałem robić te wszystkie ćwiczenia nago, ale skoro nie ma innych klientów, mogę zacząć spłacać swoje zobowiązanie. Więc hop gacie w dół i biorę się za sztangę na leżance. Nie chcę o tym za dużo myśleć, więc skupiam się na wyciskaniu. Jest dziwnie, ale po parunastu minutach o tym zapominam. Nawet się nie widzę. Dopiero gdy skończyłem i usiadłem, spojrzałem na swoje przyrodzenie które mi stanęło. Brzuszki, pompki, drabinka, skłony. Wszędzie tam stawał mi i ciągle go widziałem, ale nie było mi źle. Godzina upłynęła niespodziewanie lekko i mało nieprzyjemnie.
    Drugi raz: Ostatnio było lajtowo, więc dzisiaj wszedłem na luzie, obnażyłem się i zacząłem wyciskać. Po kilkudziesięciu minutach zaczęli wchodzić klienci. Gdy tylko usłyszałem jakieś głosy, spanikowałem i wyszedłem. Pomimo ryzyka i bycia nago, dniówka nie zastała mi zaliczona.
    Drugi raz ponownie: Dzisiaj wszedłem w trakcie nagich ćwiczeń innego gościa. Hehe, ale dziwna sytuacja. Gdy mnie zobaczył, przywitał się i dalej robił swoje. Wobec tego i ja muszę zrobić tak samo. Dziwnie i niecodziennie, ale skoro on się nie wstydzi i jest całkiem goły, to i ja mogę. Może to serio nic wielkiego. No cóż… z wielkim oporem, ale ściągnąłem gacie i nie myśląc za wiele, zacząłem ćwiczyć. Nie ukrywam, że przez cały czas byłem zawstydzony ale robiłem swoje i starałem zachowywać normalnie. Czuję się mega dziwnie. Troszkę popuszczam przez co mam wilgotną żołądź. Tamten gościo jest bezwstydny. Robi wszystko normalnie jakby nas tam wcale nie było. Ja trochę jednak nie potrafię. Staje mi, często na niego patrzę. Brak mi należytego opanowania. Na szczęście dla mnie, gościo wyszedł po około pół godzinie. Mogłem poczuć się swobodniej. Jednak nie na długo. Jak tylko poszedłem na rower, wszedł kolejny gościo. Pomimo, że dzieli nas pół sali, to i tak podskoczyło mi ciśnienie, poczerwieniałem i żołądź znowu stała się mokra. Starałem się jak najbardziej ukryć penisa. Gościo się rozebrał i poszedł na sztangi, czyli w drugi kąt sali. Spędziliśmy tak resztę wyznaczonego czasu.
    Trzeci raz: Zrobiłem to, co zwykle, rutynowo i na spontanie. Wywaliłem gołego wężyka i zacząłem wyciskanie sztangi. Nie zwracałem na nic uwagi. Chcę to po prostu skończyć. Nie myśleć, ignorować otoczenie, nie skupiać się… Innym przychodzi to łatwiej, ciekawe czemu. Dla mnie to zawsze spora sprawa choć może nie powinno tak być. W każdym razie, teraz czuję się jak młody bóg na starożytnych igrzyskach. Wyglądam normalnie, w miarę dobrze, czuję się dobrze. Nie będę się niczym przejmował. O tak! Dzisiaj jest mi lekko i przyjemnie jakbym był we własnym domu. Wszedł klient. Staram się zachować profesjonalizm, jak przy moim trenerze. Pomimo absurdalności sytuacji i nieprzyjemnym uczuciem pokazywania fiuta facetowi, jest dobrze. Nie dziczeję. Chyba wyszedłem już poza strefę standardowego poczucia komfortu i zacząłem cieszyć się uprzywilejowaną możliwością nieskrępowanego bycia nago i wyzwolenia wśród pozostałych ubranych panów. Dotychczas bowiem uważałem to za upokorzenie odmawiania mi intymności. Wkrótce wszedł drugi klient. Nadal jest ok. Troszkę się krępuję, ale mam świetne ciało i kocham je. Na końcu weszło jeszcze dwóch młodych chłopaków. Troszkę zmiękłem, popuściłem i bardziej się podnieciłem choć nie jestem gejem. W końcu przecież jestem jedynym nagusem pośród pięciu gości. Jednak nadal starałem się panować nad ciałem i umysłem. Nikt się na mnie specjalnie nie gapił. Chyba tylko w moim umyśle stała jakakolwiek bariera przyzwoitości w tej niemoralnej sytuacji. W każdym razie, czułem się wspaniale. Nawet chciałem, żeby na mnie patrzyli i podziwiali, bo było mi dobrze z całą moją nagością.

    W świecie, gdzie za wszystko płaci się nagością i seksem nie warto nosić ubrania. Dlatego do sauny chodzę zupełnie goły. Rozbieram się przed prysznicem i dalej jestem już a’la Adam. Zwykle nikogo o tej porze nie ma więc czuję się, jak w domu. Przez fragment przeszklonych drzwi widać, że w kabinie też nikogo nie ma, więc odważnie wchodzę, zajmuję wysoką poręcz i kładę się na plecach wygodnie, stawiając nogę tak, żeby przechodnie zza szyby nie widzieli mojego penisa. Na początku nikogo nie było, ale przy drugiej sesji kręciło się tam coraz więcej ludzi. Jest wspaniale. Mój spryskiwacz, cała intymność oddzielona od tłumu ludzi cienkimi ścianami. Po woli przyzwyczajam się do myśli, że lada moment do kabiny wejdą nowe osoby. Wkrótce wchodzi gościo, też całkiem goły i siada naprzeciw. Leżę niewzruszony udając, że nie zwracam na nic uwagi. Potem wchodzi dziewczyna i siada pode mną. Gdy tylko wychodzą na przerwę, ulatniam się nie pokazując zbyt wiele nagości.

    Za drugim razem jest podobnie. To ciekawe uczucie widzieć tyle przeróżnych osób w różnym wieku (od nastolatków po emerytów), leżąc nago w saunie ze słabo chronionym kroczem. Niektórzy zerkają, choć wiem, że nie zobaczą mojego samego spryskiwacza. Można się od tego uzależnić, bo prawdę mówiąc, jest to trochę podniecające, szczególnie przy tych młodszych osobach. Niektórzy są wścibscy i wprost zaglądają, co jest jeszcze bardziej ekscytujące. Uważam wtedy, żeby się nie podniecić bo wtedy może zacząć być coś widać. Było raz tak ekstremalnie, że dwoje młodych nastolatków było tak ciekawskich, że niemal weszli do kabiny. Dosłownie na różne sposoby zaglądali przez szybkę. Chłopak z dziewczynką, nie wiem po ile mieli, na oko po 15. Irytowało mnie to a nie chciałem żeby wtargnęli. Oczywiście udawałem, że nawet ich nie widzę. Gdy tak zaglądali i zaglądali, pomyślałem w końcu że nigdy nie dadzą mi spokoju, co mnie podniecało i wkurzało jednocześnie. Wobec tego opuściłem nogę i wywaliłem sprzęciora na wierzch tak, żeby go widzieli. Niech się edukują skoro tak bardzo tego pragną. Niemal natychmiast pożałowałem tego ruchu i pomimo udawania, że nie widzę ich i nie rusza mnie to, przeżywałem burzę odczuć. Śmiali się, czerwienili, robili to, co typowe niedojrzałe dzieciaki. Przeżycia były ciężkie choć dzielnie to ignorowałem. Z jednej strony wstyd odkrywania najintymniejszej części ciała, co nie jest codziennością; z drugiej podniecenie; z trzeciej wyzwolenie, wolność i duma z własnego ciała. Wszystko skończyło się po parunastu minutach, gdy musiałem już kończyć i spojrzałem w ich stronę.

    Trzeciego razu dokładnie nie pamiętam. Zupełnie, jakby mi się film urwał po ostrej imprezie. Gdy się ocknąłem, leżałem nagi na podłodze kabiny sauny ze stojącym penisem całym w spermie, nogi miałem rozpostarte na ławce i byłem gwałcony. Trzech chłopaków dźgało mnie swoimi dzidami. Dwóch naprzemiennie w odbyt, trzeci w usta tak, że moje bezbronne i bezwładne ciało całe drgało w rytm wkładanych penisów. Każde włożenie penisa do odbytu czułem jak przeszywający dreszcz, niekoniecznie rozkoszy (choć zwykle tak właśnie było), wstrząsający moim ciałem niczym defibrylator. Wszystko działo się w zwolnionym tempie. Nie mogłem nic zrobić. Niczego nie kontrolowałem. Widziałem twarze wielu ludzi w okienku drzwi kabiny. W samej kabinie byliśmy chyba sami. Czułem każdy dotyk, każde dźgnięcie a wszystko na oczach kilku osób. Mogłem jedynie leżeć bezwładnie i przyjmować rozkosz. Trwało to godzinami aż wreszcie weszli jacyś ludzie w jaskrawych ubraniach, położyli na czymś i wynieśli. Następne, co pamiętam, to leżenie na szpitalnym łóżku.

    U lekarza byłem chyba na jakichś badaniach okresowych związanych z moją pracą. Do gabinetu wchodziłem wraz z dwoma innymi kolegami. Siedział tam pan doktor i dwie pielęgniarki. Poproszono pierwszego z nas za parawan. Po chwili usłyszeliśmy dziwny dźwięk, jakby klaps. Nieco później jęki czterech osób wzywające Boga. Potem były męskie i kobiece krzyki. Czekaliśmy ponad dziesięć minut. Wreszcie badania się skończyły i kolega wyszedł. Teraz idzie drugi. Znowu to samo. Byłem przerażony. Cierpliwie czekałem i czekałem, aż wreszcie kolega wyszedł, cały zdyszany. Teraz zapraszają mnie. Idę za parawanik, a w międzyczasie wchodzi trzech nowych pacjentów. Nieśmiało wszedłem za parawan. Obie pielęgniarki rozebrały się do naga, pan doktor też był nago i kazano mi ściągnąć gacie. Gdy tylko to zrobiłem, rozpoczęły się badania. Najpierw badanie delikatności moich dłoni na jędrnych piersiach młodych pielęgniarek. Później badanie długości i grubości mojego członka najpierw w pochwie mniejszej, później w większej. Jękom rozkoszy nie było końca. Ostatnie badanie było najgorsze bowiem tym razem to pan doktor sprawdzał głębokość mojego odbytu. Jedna z pielęgniarek podtrzymywała mnie z przodu, druga opisywała wyniki obserwacji, zaś doktor zasadził mi swojego ogromnego kutangensa w odbyt wsuwając i wysuwając go rytmicznie i doprowadzając tym do erekcji. Pielęgniarka mocno mnie przytrzymywała gdyż emocje były tak silne, że nogi mi się uginały. W przypływie podniety złapałem się parawanu i przewróciłem go a następnie wystrzeliłem w kierunku pacjentów ogromny strumień białego płynu. W szale namiętności wskoczyłem na jedną z pielęgniarek, powalając a swojego penisa wepchnąłem jej do ust.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Karl Cr
  • Klub Gang Bang – Rozdzial Trzeci – Czarna Msza

    O dziwo Tomkowi udało się zwerbować Kubę do pomocy w przygotowywaniu wystroju lokalu na specjalną okazję. Zazwyczaj docinający Bocianowi, tym razem okazał się sprawnym pomocnikiem w załatwianiu spraw, wieszaniu dekoracji na ścianach i wszystkich innych zadaniach jakie zlecał mu mózg całej operacji. Właśnie Kuba został wysłany na poszukiwania kartonu na tyle dużego, by można go było przerobić na trumnę. Zajęło mu to aż dwa dni, zanim znalazł odpowiedni i zdołał go przetransportować do siedziby Klubu. Kiedy go dostarczył, Tomek pozwolił mu wrócić do domu, zdecydowany samemu zakończyć prace w głównym pomieszczeniu.

    O siódmej trzydzieści w sobotni wieczór wszyscy zebrali się przed budynkiem, w którym znajdował się ich lokal. Przeszli na podwórko w stronę tylnego wejście. Po szybkich powitaniach grupa rozbiła się na dwie części. Dziewczyny szeptały i chichotały razem, podczas gdy chłopaki żartowali nerwowo popalając papierosy.

    W grupie pojawiło się dwoje rodzeństwa Kuby i Sylwii. Ich dziewiętnastoletni brat Henryk i siedemnastoletnia siostra Grażyna. Jeśli coś łączyło całe rodzeństwo, to zdecydowany brak fizycznego podobieństwa. Henryk był szczupły i wysoki – mierzył ponad metr osiemdziesiąt i miał twarz przypominającą gryzonia. Drobne wąsiki drgały mu nerwowo kiedy palił papierosa. Grażyna była dużo ładniejsza niż Sylwia. Nie tak wysoka, ale jej sylwetka była znacznie bardziej kobieca. Podczas gdy długie brązowe włosy Sylwii opadały jej na ramiona, Grażyna miała włosy w kolorze blond, znacznie krótsze i falujące. Kuba, Sylwia i Henryk mieli oczy ciemnobrązowe, a Grażyny lśniły błękitem.

    Oprócz nich pojawiła się para zaproszona przez Krzyśka, koleżanka jego siostry Kaśki i kolejna, którą przyprowadziła kuzynka Edka. Ale największym zaskoczeniem dla wszystkich była obecność Małgośki Mydlarskiej. Musiała przyjść razem z Tomkiem, bo pojawiała się jako pierwsza i dawała im ostatnie instrukcje na temat właściwego zachowania. Czyli typowe zachowanie Gośki, za które wszyscy jej nie cierpieli. Na osiedlu często szydzili często z jej niskiego wzrostu i przysadzistej umięśnionej sylwetki przypominającej kulturystę. Krążyły plotki, że jest aktywną lesbą, ale nikt dotychczas tego nie potwierdził. Zresztą plotki krążyły wokół całej jej rodziny. Na matkę wołali Szalona Magda, ojciec był często określany jako najbrzydszy facet na ich osiedlu, a jej siostra włóczyła się całymi dniami po ulicach i parkach Lublina z opinią opóźnionej. Dlatego rodzina trzymała się razem i nawet jedenastoletnia różnica wieku między siostrami nie potrafiła osłabić więzi między nimi.

    Gośka pilnowała, aby nikt nie wszedł do lokalu przed ósmą, a gdy ta godzina wybiła otworzyła tylne drzwi i kazała im wszystkim wejść. Dziesięć po ósmej, Edek dokładnie zamknął drzwi wejściowe.

    – Dobra chłopaki – warknęła do wszystkich – wchodźcie do przebieralni i bez żadnych głupich żartów.

    Mężczyźni weszli posłusznie do sąsiedniego pokoju i zamknęli za sobą drzwi.  Dokładnie o ósmej dwadzieścia Gośka otworzyła drzwi i poprowadziła lekko zdenerwowane dziewczyny do pustej już przebieralni. Jej sokoli wzrok pilnował, aby wszystkie zdjęły z siebie całość ubrań. Sposób w jaki na nie patrzyła w połączeniu z krążącymi o niej plotkami powodował, że niektóre z nich zaczęły się zastanawiać, czy lustruje je tylko po to aby dopilnować przestrzegania zasad. Nawet te, które jej nie znały czuły się lekko speszone tym jak je taksowała wzrokiem.

    Owinięte od szyi w dół czarnymi pelerynami zapinanymi na guzik pod szyją, przeszły do następnego pokoju gdzie czekali już na nie mężczyźni. Na widok bladych twarzy tonących w mroku i czerni peleryn w pokoju rozległy się lekkie chichoty rozładowujące część napięcia. Mimo to panowała atmosfera, którą znali dotychczas tylko z kościelnych uroczystości – lekka nerwowość, napięcie i powaga. Większość chłopaków popalała papierosy przezornie zabrane z przebieralni przez Edka.

    Następne pięć minut spędzili stojąc w milczeniu, zerkając na siebie, często bijąc się z myślami czy przyjście tutaj było rzeczywiście takim fajnym pomysłem jak wydawało im się jeszcze przed chwilą. Wszyscy zastanawiali się jakie to atrakcje przygotował dla nich Bocian. Martwa cisza nie trwała zbyt długa – z dołu dobiegł huk rozbijanych kręgli, który rozładował napięcie. Znów było słychać chichoty i szepty, zapalono ostatnie papierosy.

    O ósmej czterdzieści pięć usłyszeli dźwięk małego mosiężnego dzwonka – trzy razy po trzy uderzenia, a potem otworzyły się drzwi do głównej sali. Zajrzeli do pozornie czarnego i mrocznego pokoju.

    – Wejdźcie – rozbrzmiał z ciemności poważny i dostojny głos, w którym jednak szybko rozpoznali Bociana.

    Przez chwilę wahali się, ale Kuba udając pewnego siebie przełamał bezruch i ruszył w stronę drzwi. Sylwia szybko go dogoniła i weszła do pomieszczenia chroniąc się pod opieką brata. Pozostali weszli za nimi. Wszędzie unosił się zapach kadzidła, który szybko stłumił chichoty i szepty. Drażnił ich nozdrza i wprowadzał atmosferę powagi i doniosłości.

    Ich oczy powoli przyzwyczajały się do ciemności i mogli już dostrzec długi nos Bociana, który wydawał się wisieć w powietrzu między dwoma płomieniami świec. Kiedy przyjrzeli się dokładniej zauważyli czarne świece, mównicę za którą stał Tomek i spory obiekt na podłodze przed mównicą. Ustawili się półkolem wokół tego przedmiotu, który ktoś zidentyfikował jako trumnę. Patrzyli w napięciu na Tomka.

    – Witajcie moi bracia i siostry na czarnej mszy, którą odprawiamy dla chwały Szatana. Głos Tomka brzmiał normalnie, ale jego złowieszczy uśmiech i błyszczące w ciemności oczy sprawiły, że mimo iż wszyscy znali go dobrze, przeszedł ich dreszcz strachu. Wiedzieli, że potrafi wymyślać chore gierki, gdyż widywali go wcześniej w akcji, a ten uśmiech zawsze zwiastował coś takiego.

    – Pochylmy wszyscy nasze głowy i módlmy się do Anioła Zła… naszego ukochanego Szatana…

    Tonacja wydawał się znajoma, ale słowa brzmiały żartobliwie. Tylko Krzysiek rozpoznał, co zrobił Bocian. Odmawiał kościelną modlitwę ze zmienionymi słowami! Na koniec modlitwy Krzysiek zaskoczył siebie i innych, mówiąc głośno i jednocześnie z Tomkiem – Nema.

    – Zebraliśmy się tu dziś wieczorem, aby oddać się Szatanowi. Złożymy nasze ofiary i dary, aby stać się jego wiernymi sługami.

    Spod pulpitu mównicy wyjął przedmiot owinięty czarnym materiałem, po czym przystąpił do jego ceremonialnego odwijania i składania materiału. Odsłonięty kielich mocno przypominał jeden z pucharów, które widzieli w kręgielni na dole. Podniósł go wysoko i oznajmił:

    – O Szatanie, oto jest krew ofiarowanej dziewicy. Każdy kto pije z tego kielicha, zostanie oczyszczony z wszelkiej czystości umysłu i duszy, stając się Twoim wiernym naśladowcą.

    Uniósł kielich obiema rękami i napił się. Pojawił się przy tym lekki problem. Za każdym razem, kiedy wysuwał obie ręce spod peleryny, odsłaniał swoje ciało. Gdy stał za mównicą nie było tego widać, ale z pewnością nie chciał się narazić na drwiny i prawdopodobnie stracić kontrolę nad ceremonią kiedy z za niej wyjdzie. Zastanawiał się chwilę, udając że pije duży łyk z kielicha i zdecydował, że będzie musiał poprosić kogoś o pomoc w odprawieniu rytuału.

    – Siostro Małgorzato … proszę podejdź do ołtarza. Kiedy stanęła obok niego uniósł jedną ręką kielich i jej go podał. Jego oczy rozszerzyły się, gdy ujęła go dwoma rękami, odsłaniając duże pełne piersi ze sterczącymi sutkami, fałdki brzucha i gęstwinę ciemnych włosów poniżej.

    – Pij mój córko i dołącz do szeregów apostołów Szatana.

    Gośka wypiła wino i chciał mu zwrócić kielich, kiedy wyszeptał do niej – Będziesz prowadzić ceremonię razem ze mną. Po prostu podawaj każdemu kielich, a ja będę szedł za Tobą ze świecą.

    Wziął zapaloną świecę z ołtarza i oboje zbliżyli się do kręgu wiernych.

    Koleżanka Anki była pierwszą która napiła się z kielicha. Kiedy piła, Tomek opuścił święcę lekko w dół oświetlając jej wygoloną pizdeczkę.

    – Diabeł uśmiecha się do wszystkich którzy piją z kielicha zła – zaśpiewał.

    Ciekawe czy dostrzegą jak mi stoi, przemknęło mu przez głowę. Jedno po drugim pili z kielicha, a Tomek i Gośka lubieżnie przyglądali się przez ten czas odsłoniętym fragmentom ich nagich ciał. Widać było, że większość kutasów jest już mocno pobudzona.

    Kiedy wszyscy skończyli, Tomek wrócił do mównicy i uzupełnił kielich winem.

    – Teraz, gdy wszyscy wypiliście krew dziewicy złożonej w ofierze, jesteśmy zjednoczeni przed obliczem Szatana i z jego woli nastąpi teraz zmartwychwstanie dziewicy.

    Dwa punktowe reflektory umieszczone w przeciwnych końcach pomieszczenia – jeden niebieski, a drugi czerwony  oświetliły trumnę ustawioną przed mównicą. Pokrywa zaczęła się unosić budząc lekkie zaniepokojenie. Wszyscy zaskoczeni cofnęli się o krok. Powoli trumna otworzyła się, ukazując wszystkim postać dziewczyny w czarnej pelerynie.

    Gośka uśmiechnęła się dumnie na widok swojej siostry leżącej w trumnie, a Kaśka wreszcie uświadomiła sobie gdzie podziała się szesnasta uszyta przez nią peleryna.  Siostra Gośki, Teresa odgrywała rolę trupa z pełną powagą. Jej szeroko otwarte oczy wpatrywały się martwo w sufit.

    – Powstań teraz córko Szatana. Nie jesteś już nieskalana!

    Teresa leżała w pudle przerobionym na trumnę, a Tomek podszedł aby pomóc jej wyjść. Wieko zostało już zdjęte, a Teresa uniosła się i stała teraz w centrum pomieszczenia, niczym aktorka na scenie. Na dany jej znak rozłożyła prosto ramiona i wszyscy utkwili oczy w jej nagim ciele. Małe, ledwo rozwinięte cycuszki, płaski brzuch i kępka olśniewająco jasnych blond włosów przyciągały wzrok. Dziewczyna miała mlecznobiałą skórę, która pięknie odcinała się w mrocznym pomieszczeniu.

    Tomek przesunął otwartą dłonią po jej małych piersiach. Jej sutki zadrżały, a jego dłoń sunęła w dół brzucha i pomiędzy jej uda. Po chwili cofnął się i dał znak Gośce, aby podeszła do niego. – Dotknij dziecko Szatana – powiedział wskazując na jej siostrę.

    Gośka miała trudności z powstrzymaniem uśmiechu, który pojawił się na jej twarzy kiedy przesuwała dłońmi po ciele siostry i wsuwała dłoń między nogi Teresy. Następny był Krzysiek, który drżał z podniecenia gdy wyciągał rękę by dotknąć skóry drobnej dziewczyny, która stałą przed nim dumnie wyprostowana. Jego dłoń przesunęła się delikatnie po sterczących twardych suteczkach i zsunęła się w dół jej jedwabistego brzuszka, zatrzymując się na moment, by po chwili wsunąć się między uda Teresy. Poczuł na palcach lekką wilgoć i zadrżała z podniecenia.

    Teresa również czuła przyjemność związaną z wielką atencją i pieszczotami dłoni kolejnych wielbicieli. Najdłużej pieścił ją Kuba, który drażnił oba sutki, a wsuwając dłoń między uda palcami lekko zagłębił się w jej cipkę, by po chwili przesuwać je po rowku i badać jej tylne wejście. Soczki wzbierały w jej młodej cipce i mocno przycisnęła jego dłoń by złagodzić niepokojące swędzenie.

    Kiedy cała kolejka uczestników mszy zaliczyła już swoją turę macania młodziutkiej dziewczyny, ponownie w ruch poszedł kielich i każde z nich wypiło następny łyk.

    Tomek chwycił Teresę za ramię i pomógł jej wyjść z kartonowej trumny. Odwrócił się twarzą do grupy i stał bez ruchu, podczas gdy ona rozchyliła jego pelerynę i przesuwała drobnymi dłońmi po jego klatce piersiowej. Wszystkie oczy z uwagą obserwowały ich wędrówkę w dół, aż do momentu gdy zacisnęła jedną z nich na sterczącym kutasie i powoli zaczęła masować jego długi i pulsujący drąg. Po chwili przeszła do kolejnej osoby i powtórzyła erotyczny rytuał.

    Gdy Teresa wędrowała od jednego do drugiego z uczestników, Bocian przystąpił do realizacji kolejnej fazy swego planu. Do tej pory wszystko dokładnie opracował i przeprowadził bez problemu. Już wcześniej doszedł do wniosku, że nie było nadziei na to, by któraś z dziewcząt sama zgłosiła się na ochotnika do roli pierwszej rozebranej, macanej czy pieprzonej w Klubie. Dopóki nie przełamie ich oporów, między ludźmi w grupie nie będzie żadnej nowej aktywności seksualnej. Nie było łatwo namówić Gośkę, aby pozwoliła Teresie uczestniczyć w wydarzeniu w takiej roli. Wiedział, że kiedy wszyscy już ją wymacali nie odmówią teraz jej dotyku. Ale zgodnie z tym co obiecał Gośce musi teraz usunąć Teresę z centrum uwagi i zastąpić ją jedną ze starszych dziewczyn.

    – Siostro Katarzyno – powiedział, kiedy Teresa powoli kończyła rundę pieszczenia uczestników – Podejdź proszę. Kaśka stanęła na środku półokręgu między Bocianem, a Teresą z twarzą zwróconą do reszty grupy. – Jako jedna z ukochanych córek Szatana, czy uroczyście przysięgasz przestrzegać jego praw i przykazań?

    – Tak – powiedziała dziewczyna nerwowo przełykając ślinę.

    – Wejdź do trumny – rozkazał. Posłuchała, a on z oczami pełnymi pożądania stanął przed nią i rozpiął jej peleryną, która opadła w dół. Przesuwał palcami po jej nagim ciele, najpierw szybko potem wolniej, jakby badał ją na oczach zgromadzonej widowni.

    – Pochyl się proszę – powiedział, pokazując że tyłek powinna wypiąć w stronę zgromadzonych. Odwróciła się i pochyliła. Bocian przełączył guzik na mównicy i Kaśkę oświetlił blask kolejnego reflektora. Tomek powoli rozchylił jej tłuste pośladki, ukazując wszystkim lekko rozwarty otworek. Kaśka zaczerwieniła się ze wstydu. Chłopak kazał się jej odwrócić i usiąść na krześle z rozchylonymi udami. Wszystkie oczy wpatrywały się w jej rozwarte różowe wargi, które Bocian rozchylił palcami. Dziewczyna chciała krzyczeć ze wstydu, ale nie mogła wydusić z siebie ani słowa. Tomek był niezwykle zadowolony z jej posłuszeństwa i reakcji na rytuał, który burzył w niej wszelkie opory i zahamowania wtłaczane jej dotychczas do głowy przez społeczeństwo. Wiedział, że dotychczas większość grupy swoje życie seksualne do jednego partnera lub masturbacji, często w ciemności i strachu przed przyłapaniem. Teraz nadchodził koniec i całkowite wyzwolenie!

    – Zadowoliłaś Szatana swoim posłuszeństwem – powiedział do Kaśki, biorąc ją za rękę i prowadząc do Teresy stojącej z boku z małym słoiczkiem. Uroczystym gestem zanurzył palec w słoiku i nałożył purpurowy róż na jej sterczące sutki. Następnie namalował kropkę na pępku i okrąg na pośladkach w pobliżu jej czekoladowej dziurki.

    Całą poświęcana jej uwaga rozpaliła ogień w ciele Kaśki, zwłaszcza gdy Teresa zaczęła pieścić jej olbrzymie cycki. Czuła jak palce dziewczyny błądzą po jej ciele. Tańczą na brzuchu, pośladkach i z powrotem na brzuchu, aż zsuwają się w dół przeczesując jej włosy aby pieścić różowe i wilgotne wargi. Nie miała odwagi aby wydusić z siebie chociaż słowa, ale jej umysł krzyczał WIĘCEJ!

    Podczas gdy Teresa kontynuowała pieszczenie Kaśki, Tomek wprowadził na środek Kubę i zdjął z niego pelerynę odsłaniając dużego, grubego i prężącego się kutasa, którego główka lśniła już od pierwszych oznak podniecenia. Kuba wciągnął brzuch prezentując się publiczności i uśmiechnął się do swojej ofiary.

    To jest to! Pomyślała Kaśka.

    Bocian wniósł na środek niski, solidny stolik i kazał jej położyć się na nim. W tym czasie Teresa zaczęła swój taniec paluszków po ciele Kuby, pieszcząc go i masując. Dziewczyna złapała za jego kutasa i poprowadziła go między rozłożone nogi Kaśki.

    W powietrzu dało się wyczuć podniecenie reszty ekipy oglądającej to przedstawienie z szeroko otwartymi oczami. Dziewczyny wpatrywały się w olbrzymiego, pulsującego fiuta gotującego się by zanurzyć się w Kaśce, a ich własne cipki robiły się mokre z pożądania i zazdrości.

    Ciało Kuby lśniło od potu, zapach chłopaka mieszał się z dymem kadzidła. Kaśka również pokryła się ziemnym potem gdy nabrzmiała główka kutasa dotknęła jej mokrych warg. Wsunął się lekko i zatrzymał, a ona owinęła swoje pulchne nogi wokół niego przyciągając go do siebie i wsuwając głębiej. On pchał, a ona otwierała się przed nim i zasysała go do środka.

    – Oooch… – westchnęła czując go w środku.

    – Taaak… – wyjęczał czując jej gorąc i wilgoć.

    Po krótkim oporze Kuba wsunął kutasa głębiej i zaczął mocno poruszać biodrami. Dziewczyna wrzasnęła czując jego rozmiar, ale już po chwili jęczała z rozkoszy jaką dawał jej penetrujący ją członek.

    Zgromadzeni westchnęli gdy krzyknęła, sami coraz bardziej podnieceni. Obserwowali jak Kuba stojąc przy stoliku posuwa pulchną dziewczynę i masuje dłońmi jej wielkie cycki. Unosił się nad nią, tak aby wszyscy mieli dobry widok na jego fiuta, coraz szybciej poruszającego się w głąb i na zewnątrz. Kaśka ssała swojego kciuka i cicho pojękiwała z rozkoszy.

    Tomek wysunął się z kręgu i postanowił zrobić coś z temperaturą i silnym zapachem kadzidła unoszącym się w pomieszczeniu. Wszyscy się pocili, ale podnieceni nie zauważali nawet dyskomfortu skupieni na akcji w środku pomieszczenia. Tomek uchylił okno w dachu wpuszczając trochę świeżego powietrza i pozwalając aby dymz kadzidła  uniósł się na zewnątrz.

    Stojąc w cieniu przez chwilę obserwował swoje arcydzieło. Najlepsza forma zabawy, pomyślał. Nie ma to jak pieprząca się para. Potem jego wzrok przesunął się po widowni i zauważył dziwne ruchy niektórych obserwatorów poczynań Kuby i Kaśki. Przyjrzał się dokładniej i był już pewien. Gośka, podobnie jak Henryk i Grażyna masturbowali się pod pelerynami. O co chodzi? Zabawiają się ze sobą podczas gdy mogliby się po prostu pieprzyć – pomyślał niezadowolony z takiej reakcji publiczności.

    Bez słowa podszedł do Gośki i zsunął z niej pelerynę. Skinął palcem na Henryka i poprowadził ich do kanapy. Ułożył dziewczyną twarzą w dół, żeby nie wystraszyć chłopaka swoją wątpliwą urodą i wypiął jej tyłek prosto do penetracji. Henryk nie potrzebował zachęty. Jego kutas wsunął się w jej mokrą cipę tak szybko, że chłopak poleciał do przodu i leżąc na Gośce poruszał mocno biodrami. Już po chwili oboje jęczeli głośno, a Gośka krzyknęła na cały pokój, kiedy poczuła najlepszy orgazm jaki kiedykolwiek przeżyła. Henryk również zbliżał się do finiszu, a Tomek odwrócił się aby pokierować resztą towarzystwa.

    Parka zaproszona przez Krzyśka leżała na środku podłogi pieprząc się na rozłożonych pelerynach. Wyglądają jakby bawili się świetnie, pomyślał Tomek i rozejrzał się, aby znaleźć jakąś partnerkę dla Krzyśka. Po chwili stwierdził, że jego pomoc nie będzie chyba potrzebna, bo na podłodze dostrzegł buty i pelerynę kumpla.

    Edek wsadzał właśnie kutasa w tyłek Grażyny, która opierała się o szafkę w rogu. Tomek postanowił złapać Sylwię i samemu skorzystać z okazji. Kątem oka dostrzegł jak na kolejnej kanapie Anka splotła się w pozycji 69 z koleżanką, którą przyprowadziła na imprezę. Zwinne języczki jak szalone tańczyły po rozchylonych z pożądania cipkach, dodając do ogólnej kakofonii kolejne źródło jęków i westchnień.

    Sylwia nie czekała, aż Bocian ją odnajdzie. Sama podbiegła do niego i pchnęła go na sofę. Zanim się zorientował miał na twarzy jej ociekając sokami cipkę, a usta dziewczyny obejmowały jego kutasa. Chłopak lizał i całował ją jak szalony przesuwając się między jej cipką, a słodką i kształtną dupką.

    – O tak – jęknęła czując jego język wsuwający się w tyłek – liż moją dupcię, a zaraz dojdę….

    – Po prostu zajmij się moim kutasem, a resztę zostaw mi – powiedział.

    – Mmmmmm – mruknęła w odpowiedzi z ustami wypchanymi jego nabrzmiałym i pulsującym fiutem.

    Tomek wsunął język głębiej, szybkimi ruchami penetrując wąski tunelik jej dupci. W tym momencie jego kutas eksplodował wypełniając usta Sylwii potężnym ładunkiem spermy. Soki kapały z jej cipki i spływały mu po szyi. Gdy poczuł ten odurzający zapach, przesunął język i wbił go w źródełko nektaru. Sylwia wciąż pracując nad jego kutasem poruszała się cała po jego twarzy, czując jak wwierca się w nią, a jego ruchy powodują impulsy rozkoszy, wędrujące z cipki wprost do mózgu. To było uczucie nie do opisania.

    ***

    Na koniec wieczoru okazało się, że Krzysiek jednak nie zaruchał, ale dwa razy zaliczył obciąganie, od dwóch różnych dziewczyn i był pewien, że na kolejnej imprezie nie będzie miał już żadnego kłopotu z wsadzeniem w jakąś chętną i rozgrzaną cipkę.

    Wracając do domu nocnym autobusem Tomasz zatopił się w myślach. Analizował co się udało, a co poszło nie tak. Amatorzy! Są zwykłymi amatorami, pomyślał. Za tydzień będzie zupełnie inaczej… wszyscy zobaczą na co go stać.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    OlkaLa

    Czekam na wasze komentarze i uwagi 🙂 Buziaki Olka :*