Category: Uncategorized

  • Stawka wieksza, niz godnosc

    Siemacie, jestem student Marek. Zwyczajny, pogodny i lekko naiwny koleś, lubiący ludzi. Zgodziłem się na durny zakład zorganizowany przez mojego “kumpla” i współlokatora Marcela. Jego zdaniem jestem tak nieśmiały, wręcz tchórzliwy i zakompleksiony, że nawet za kafla nie zrobiłbym tego, co by mi zaproponował. Tak długo mnie wyśmiewał i obrażał, że się zgodziłem. Chcę mu pokazać, jak bardzo się myli, a i tysiak bardzo mi się przyda. Niestety, refleksja przyszła dopiero po tym, jak przypieczętowałem swoją zgodę… Początkowo powiedział: dam ci kafla, jak dasz się rozebrać do naga przy paru osobach, udowadniajac jakim jesteś twardzielem. Gdy ludzie dowiedzieli się o tym zakładzie, z kilku osób zrobiło się kilkanaście a z kafla, dwa kafle. Poza kasą stawką jest też mój honor, ambicje i pokazanie, że nie jestem nieśmiały. Wpakowałem się na całego…

    No to jazda! Towarzystwo jest liczne. Nie spodziewałem się, że będzie aż tyle osób, a w dodatku takich:
    – Aśka: Kochana, słodziutka, drobna i niska dziewczyna, w której trochę się zadużyłem. Ubiera się zawsze na zielono i rzadko odzywa. Gdy już się odezwie, ma słodziutki cichy, bardzo kobiecy głosik. Jest nieśmiała, bo ma kompleks dziewczyny z przedmieścia. Może, to przez te warkoczyki, może przez złoty kolor włosów, a może po prostu przez to, że nie jest pewna siebie ani wyrafinowana. Moim zdaniem jest po prostu urocza, a blask jej błękitnych oczu przyciąga moją uwagę.
    – Gabryśka: Wysportowana, szybka, rywalizująca ze wszystkimi, czasem niedelikatna i krzykliwa dziewczyna o lekko chrypliwym głosie i zniewalającym uśmiechu. Nikt nie zwraca uwagi na jej oczy czy włosy, bo wszyscy patrzą niżej. Ma w sobie coś takiego, że na jej widok chłopakom staje. Może nieco zbyt ostra jak na mój gust. Mogłaby być moją trenerką. Jej zaangażowanie, aktywność, zapał i szybkość działania bardzo mnie pobudzają. Nie wspominając już o figurze.
    – Joanna: Szczupła, czarnowłosa, delikatna niczym płatek róży dziewczynka o anielskim głosie. Śpiewa w grupie kościelnej. Ubiera się na różowo ale nie jest nadmierną elegantką. Raczej dziewczyna z przedmieścia, niż modnisia. Można ją podziwiać całe dnie.
    – Agnieszka: Uśmiechnięta, życzliwa, elegancja i nieśmiała szatynka. Lubi dobre towarzystwo i nie może na nie narzekać dzięki swojej figurze. Nie jest flirciarą i raczej unika takich rzeczy. Czasami jednak jest ciekawska i chętnie zajrzy chłopakowi między nogi.
    – Sylwia: Typowa arogancka seksowna laska o wysokim mniemaniu o sobie. Orzechowe włosy, zadbane. Szaro-niebieskie oczy, które wszystko dostrzeżą. Często kaprysi i obgaduje. Lubi się oblekać modnymi rzeczami. Nawet nie spojrzy na kogoś takiego, jak ja, a jeśli już, to tylko po to, żeby pośmiać się ze mnie w towarzystkie eleganckich koleżanek.
    – Żaneta: Koleżanka Sylwii. Elegantka, obgadywaczka, strojnisia z ostrym makijażem i czerwonymi tipsami pasującymi do jej butów i torebki. Charakter nadrabia urodą i piersiami. Chłopaki jej usługują w zamian za usługi seksualne.
    – Małgorzata: Niestety najprościej można określić ją mianem pasztet. Bardzo chce mieć kogoś, ale no niestety…
    – Violetta: Rudowłosa, nieco wredna ale seksowna szarooka dziewczyna o ogromnym temperamencie. Gdy przechodzi obok czuć od niej czystą furię aczkolwiek głosik ma anielski. Gadając z nią, miękną ci kolana. W skórzanej kurtce porwałaby każdego z nas.
    – Anka: Niezbyt znana, cicha, nieśmiała okularnica rodem z Brzyduli tyle, że całkiem pociągająca. Na mnie działa choć prawie jej nie znam.
    – Ulka: Seksowna, długowłosa blondyna o piwnych oczach, kochająca facetów oraz czarne dodatki. Czasem lubi obgadać, ale nie jest wredna.
    – Angelika: Kolejny czarnowłosy anioł o wyrazistej urodzie i często przesadnym makijażu. Zgrabna pupa, wielkie piersi, długie rzęsy. Umie zagadać aż kolana miękną.
    – Oliwka: Czarnowłosy i czarnooki szatan, ubierający się na czerwono. Wyzywająca, bezpośrednia. Moja kochana przy której wszystko mi twardnieje. Zabawowa, imprezowa, lubi sponsoring.
    – Patrycja: Niby fajna, ale jednak podła, wyniosła i niezbyt lubiana. Zawsze mi dogryza.
    – Iza: Bardzo energiczna blondynka o czarnych oczach, która więcej mówi, niż myśli. Udaje wredną i towarzyską i lubi być w centrum uwagi, ale jest także bardzo sympatyczna, kochana, wierna i bez wahania potrafi kogoś obronić.
    – Olka: Nie znam. Całkiem ładna laska ze średnimi walorami ale nie miałem okazji z nią pogadać. Może kiedyś…
    – Roksana, Krysia: Dwie siostry bliźniaczki. Długowłose szatynki w okularach. Koleżanki ze szkoły. Czasami się widzimy.
    – Kamila: Ładna siedemnastka z osiedla.
    – Bartek: Kolega, którego bardzo lubię i podziwiam ale on mnie niezbyt. Przystojny, pewny siebie, mądry, uśmiechnięty. Rozsądnie ocenia sytuację.
    – Łukasz: Grubas ale ma coś w sobie. Zabawowy, wesoły, bywa nieśmiały ale zwykle lubi dobre towarzystwo i chce tam dominować. Niezły koleś choć czasami troszkę nieszczery i lubiący położyć kłodę pod nogi.
    – Kornel: Ogromny samiec patrzący na “mniejszych” z góry. Wie na co go stać i że każdego może mieć.
    – Olek: Zły, pewny siebie i arogancki wielkolud, raczej mój wróg.
    – Sebo: Kolejny wredny typ mający własną paczkę blokersów. Łysy, wytatuowany, zawadiacki.
    – Paweł: Nie szczególny jak dla mnie. Należy do paczki Sebo, ale jest znacznie łagodniejszy.
    – Tomek: Nieśmiały i grzeczny kujonek.
    – Krzysiek: Elegancki palacz i pijak, który zawsze urządza imprezy na których jest dużo lasek.
    – Grzesiek: Coś w sobie ma. Niezbyt wysoki szatynek o wrednym charakterze ale bardzo ładny typ.
    – Daniel: Zniewieściały i uroczy chłopak, całkiem ładny. Czuję do niego nieśmiałość taką, jak do niektórych najfajniejszych dziewczyn.
    – Konrad: Podobnie, ale przyjaźnimy się. Jest dla mnie, jak dziewczyna. Często mnie krępuje.
    – Krystian: Tatuator u którego tatuowałem sobie tyłek. Zwyczajny koleś, imprezowy.
    – Karol: Wysoki, czarnowłosy, delikatny i powabny chłopak o gejowskim usposobieniu. Chodzi albo w czarnym garniturze albo w zieleni. Uroczy typ.
    – Marcel: Współlokator i organizator tego zakładu. Niski, łysawy okularnik, często irytujący ale bogaty.
    – Artur, Marek, Darek: Paczka kolegów ze szkoły. Normalne chłopaki, jakich mało w dzisiejszym głupim świecie.

    Sebo wynajął nam swoją obszerną męską jaskinię z ogromnym stołem. Wszyscy już czekali i gdy tylko się tam pojawiłem, bez namysłu zostałem pochwycony przez Kornela, Sebę, Pawła, Krzyśka oraz Marcela i zaczęła się impreza… Troszkę taka jakby rytualna śmierć.

    Już w pierwszej sekundzie, gdy od progu podeszło do mnie pięciu rosłych gości, zrozumiałem, że nie będzie miło. Trzymali mocno, żebym nie miał szans na obronę ani ucieczkę. Potem walnęli mną o stół na wznak i zaczął się największy koszmar w dziejach. Widziałem tych wszystkich ludzi. Gdybym mógł się wycofać, albo umrzeć… Byłem przerażony i jednocześnie podniecony! Ta chwila, gdy nie ma już odwrotu, gdy za niecałą minutę będziesz leżał na golasa a wokoło tyle ludzi… Choćbyś był najodważniejszy, palisz się z emocji, choćbyś był najprzystojniejszy pocisz się z tremy i czerwienisz z zawstydzenia. Zobaczą wszystko, nie uciekniesz i nie ukryjesz niczego, intymność przestaje istnieć i to, co prywatne na zawsze staje się publiczne. Czujesz się gorzej, jakbyś coś tracił, czujesz że nie masz nic a oni mają wszystko. Jesteś bezbronny i transparentny. Wszyscy, którzy w tym uczestniczą, na zawsze zmienią o tobie zdanie. Oddasz im to, czego nigdy wcześniej nie dawałeś. Czego byś nie zrobił, twoje relacje z nimi zmienią się na zawsze.

    Dla nich to mgnienie oka i dużo radości. Złapali mnie, położyli na stole, ściągnęli ze mnie całe ubranie i odeszli. Tyle. Dla mnie zaś, to upokarzająca wieczność, gdzie sekundy ciągnęły się z przerażeniem, jak godziny, a każda twarz patrzyła na moją bezbronną goliznę. I faktycznie zdarcie ze mnie wszystkiego zajęło im kilkanaście sekund. Zanim zdążyłbym jakkolwiek zareagować, było już po wszystkim. Czas się zatrzymał, a ja? Goły, zdezorientowany, zawstydzony, spocony, podniecony, zdyszany z emocji. Moje nagie ciało pozostawione samemu sobie na pastwę widzów na środku sceny, będącej dla mnie emocjonalną kaźnią. O Boże, co oni mi zrobili! Jestem tutaj, jestem całkiem goły przy nich wszystkich! Boję się!! Nie warto było! Zupełnie nad sobą nie panowałem. Chciałem krzyczeć ale zdrętwiałem. Twarze tych wszystkich osób wirowały mi w głowie, a ja byłem nerwowo sparaliżowany. Chwilę leżałem plackiem na wznak, ale zaraz usiadłem. Było jeszcze gorzej. Płonąłem z upokorzenia, cały czerwony, głośno dyszałem przez otwarte usta. Wpatrywałem się przerażonym wzrokiem na twarze i reakcje poszczególnych osób. Chyba mi stał. Nie wiedziałem, co robić, pogubiłem się psychicznie. Tkwiłem w zawieszeniu, ja i mój glut między nogami widoczny dla wszystkich. Jakby czas stanął, a wszystko wokół mnie zastygło, skamieniało. Było jednak zupełnie odwrotnie. Towarzystwo krzyczało, śmiało się, klaskało, głośno gadało a to ja skamieniałem w szoku. Serce waliło jak szalone i było mi niedobrze. Ilekroć nerwowo spojrzę na swego penisa, mam mroczki przed oczami i zimne dreszcze. Moja męska duma i intymność!! Wszystko tu i teraz do dyspozycji i wglądu. Zawsze w takim stroju przebywałem sam w zamkniętym pokoju, a teraz nagle siedzę na golasa w tłumie dziewczyn i chłopaków. Za duże przeciążenie, nie mogę się pozbierać. Duszę się, choć wszystko trwa ledwie od kilkudziesięciu sekund!

    W tłumie dostrzegłem śliczną Aśkę. Co za upokarzająca chwila… ona tam a ja tu. Chciałbym z nią ten-tego, no ale nie w takiej sytuacji. Teraz pewnie nie będę miał u niej żadnych szans. Poczerwieniała, zakryła twarz dłonią i bardzo, bardzo szybko wyszła. Wstyd mi, że mnie tak widziała. Cieszę się jednak, że przez szacunek do mnie, od razu wyszła.

    W tym samym czasie, tuż za nią wyszły też Roksana i Krysia. Chwała im za to, choć i tak niestety zdążyły mnie zobaczyć. Nie chciały naruszać mojej “prywatności”.

    Tego samego zdania była Kamila. Tylko zerknęła i również natychmiast uciekła uważając, że to, co mi zrobili, było brutalne i chamskie.

    Razem z dziewczynami w jednej chwili wyszli także Artur, Marek, Darek krzycząc z niesmakiem “Ku*wa! Co to za cyrk. Ale dekle… Chodźcie wszyscy, idziemy stąd!”

    Choć i tak każde spojrzenie, nawet to krótkie boli, to jednak kamień z serca, że ludzie niemal natychmiast zaczęli uciekać, nie chcąc mnie widzieć w takim stanie.

    Krótką chwilę później wyszli również Olka i Krystian, który wyciągnął też Ulkę. Ich spojrzenia biły po mojej dumie, kamień z serca, że to się już skończyło.

    Mijały kolejne chwile. Patrzyłem na Kornela. Ten gościo ma chyba wszystko czego potrzeba, a ja… Poczułem się gorszy. Nie spodziewałem się obnażyć przy Łukaszu i nieswojo mi przez to. Są takie rzeczy, takie tajemnice, których nie chcesz ujawniać przed niektórymi ludźmi. Podobnie nie chciałem być nago przy Angelice. I tak nie miałem u niej szans. Zaś z powodu upokorzenia przed Żanetą aż chce mi się płakać. I tak mam z nią pod górkę.

    Po upływie kolejnych kilku minut przyzwyczaiłem się. Wszyscy się dobrze bawili, więc i mnie zaczęło się to podobać. Jaka faza, że mogę pokazać się im goły. Podnieciłem się bardzo mocno. Spojrzałem na swoją kiełbasę i na Gabrysię. Następnie na Joannę, oraz Agnieszkę. Oblizywałem wargi. Sylwia, Żaneta… chyba pęknę. Siedziałem i robiłem głupią minę patrząc na nich po kolei. Penis stał mi twardo. Po spojrzeniu na Oliwkę wytrysnął. Patrzyłem na wszystkich błędnym wzrokiem a mój siur wciąż tryskał. Wtem podszedł do mnie Bartek i zabrał mnie stamtąd.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Karl Cr
  • Rozdziewiczenie analne

    Magda chciała spróbować seksu analnego. Nie miała chłopaka, przyjaciela. Zdecydowała się poszukać kogoś w internecie. Nie miał to być pierwszy lepszy chłopak. Poszukiwała przez jakiś czas, konwersowała. Może bardziej szukała przyjaciela a nie seks partnera.

    Od samego początku zaintrygował ją Łukasz. Z opisu był mądrym i spokojnym gościem. Raczej ścisłowcem niż mięśniakiem. W ich rozmowach poruszane były różne tematy, a seks był tylko jednym z nich. Postanowiła się spotkać. Najpierw na mieście, tam gdzie jest dużo ludzi, w razie gdyby okazał się on kłamcą lub jakimś napaleńcem. Przywitał ją z różą w ręku. Była koloru blado różowego. Taki delikatny akcent w stronę niewinności i przyjacielskości. Spacerowali sobie, po czym usiedli w jednym z ogródków letnich na rynku. Praktycznie nie poruszyli tematu seksu na pierwszej randce. I tak spotykali się kilka razy. Podczas jednego ze spacerów zapytała wprost, dlaczego chce z nią spróbować tego seksu. Odpowiedział bez ogródek, że zawsze go to pociągało. Normalny seks był piękny, oralny także, ale delikatnego analu jeszcze nie próbował. Z rozmów wiedział, że ma różne fantazje erotyczne. By ją onieśmielić, zaproponował, że ona także możę zrobić mu anala. Trochę ją to zdumiało i stwierdziła, że nie ma przecież przyrodzenia. Odpowiedział, że są strap-ony: pasy z penisami, podwójne dilda, itp. Najbardziej zachwyciło ją podwójne dildo. Niby żartem, że wyobraża sobie jak leżą na plecach i mają włożone takie dildo w tyłeczki, podparci czymś na plecach i patrzą na siebie. Szybko dorzucił, że mogą się masturbować, patrząc na siebie. Widziałby jej wilgotną pochwę i anala w pupie, a ona jego naprężonego penisa. Chciałby patrzeć jak dziewczyna doprowadza się do orgazmu. Ona też była ciekawa jak to robią mężczyźni.

    Bardzo jej się podobał, ale miała też obawy, czy nie jest gejem. Uśmiechnął się i stanowczo zaprzeczył. Miał parę epizodów za młodu, ale to takie szczenięce wybryki. Kocha kobiety, ale jest po trochu fetyszystą i zwykły stosunek mu nie wystarcza. Lubi także długie pieszczoty i podniecanie się, a nie szybkie numerki. Nie jest długodystansowcem, raczej szybko przychodzi mu wytrysk, więc woli używać gumek lub żelóiopóźniających wytrysk. Magda zaczęła zwierzać się mu ze swoich fantazji. Lubi ubierać się w seksowną bieliznę, rastopki, pońchochy. Chciałaby spróbować kochać się w różnych miejscach, pozycjach i sposobach. Ustalili na początku, że pierwszy raz będzie analny. Ona ubierze się w seksowne pończochy i bieliznę, a on przygotuje kremy nawilżające.

    Spotkali się u niej w domu. Przygotowała romantyczny wieczór. Siedzieli i rozmawiali, popijając różowe wino. Przybliżali się do siebie, potem całowali. Coraz namiętniej. Zostali w samej bieliźnie. Ona miała czarny komplet i pończochy. Odwrócił ją tyłem i delikatnie masował odbyt pod majteczkami. Ściągnął je i delikatnie nawilżył. Włożył jeden paluszek niezbyt głęboko. Poczuła opór i mały ból, ale nie przejmowała się tym. Dołożył lubrykantu i drugi paluszek. Dziurka była powoli przygotowywana. Jedną ręką rozpiął jej stanik, ukazując piękne piersi. Nałożył kolejną porcję lubrykatnku, zdjął swoje slipy i przygotował penisa. Wypięła tyłeczek, a on delikatnie masował żołędzią jej odbyt. Jednym ruchem wskoczył w nią. Zastygła w bezruchu. Otwarła usta i mocno oddychała. Poruszał powoli, raczej okrężne ruchy niż penetracyjne. Podobało jej się, właśnie tak to sobie wyobrażała. Ręką objął jej pierś. Piękna, jędrna i z dużymi sutkami. Ona ręką doprowadzała się do orgazmu łechtaczkowego.

    Wypełniona pupa z jednej strony ją podniecała, z drugiej nieco rozpraszała. Niemniej, było bardzo przyjemnie i przedłużało przyjemność. Postanowiła się skupić i intensywniej masowała swoją muszelkę. Stękała, pojękiwała. Podniecało ją jak szeptał do niej by robiła to dalej, by doprowadziła się do szczytowania. Nic więcej jej nie było potrzeba. Tuż przed samym orgazmem jej odbyt się rozluźnił i zwiększył ruchy frykcyjne. W momencie orgazmu jej odbyt zacisnął się mocno na chwilę. To go podnieciło, choć ruchy miał ograniczone, lekko wysunął penisa. Pocieranie żołędzi o końcówkę odbytu doprowadzało oboje na niebiosa. Ona przedłużała orgazm, on doszedł i mocno wystrzelił. Poczuła pulsowanie i wypełniającą ją spermę. Tryskał kilkakrotnie.

    Po wszystkim położyli się na boku. Jego penis dalej w niej tkwił, chciała go poczuć jeszcze trochę. Wtuliła się do niego, pocałowali się i zasnęli.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Kasia TV
  • Zona w hotelu

    Marriott, wielki kombinat eventowy, sale z przesuwanymi ścianami. Akurat wypadło kilka kongresów w tym samym czasie. Jesteśmy na pokongresowym balu. Tańczyliśmy razem dość długo. Z czasem światła zaczęły przygasać, a ja rozpiąłem żonie guzik w sukience i zszedłem z parkietu, żeby z dziewczyną potańczyli sobie inni.

    Gdy już mocno przygaszono światła i zaczęło się robić pustawo, wróciłem do mojej żony, rozpiąłem drugi guzik i jeszcze na zmianę z kilkoma panami wykonaliśmy parę okrążeń po sali.

    W końcu opuściliśmy parkiet. Ostatni partnerzy mojej żony okazali się kiepskimi tancerzami, za to pojawiło się sporo ukradkowych spojrzeń i plotkowania na nasz temat. Potem długo staliśmy i gadaliśmy w foyer, a ja udawałem lekko wstawionego. Bractwo powoli się rozchodziło. W końcu zapiąłem jej jeden guzik, a potem i drugi.

    Gdy było już bardzo mało ludzi, zauważyłem, że z boku przygląda się nam pewien gostek, którego nie znałem. Spojrzałem na niego i wyczekałem jego spojrzenie. Potraktował to jako zachętę i podszedł do nas.

    – Dobry wieczór. Czy państwo może na kogoś czekacie?

    – Tak – i objąłem od tyłu żonę stojącą przodem do niego, bujającą się z nogi na nogę w rytm muzyki i uśmiechającą bezwstydnie.

    – A czy znacie tego kogoś, znaczy wiecie, kto to jest, to znaczy czy widzieliście tę osobę już kiedyś?

    – Właśnie tak się zastanawiamy.

    – Może mogę pomóc? Bywam tutaj czasami. Chyba byliśmy na kongresach w sąsiednich salach konferencyjnych.

    – Albo raczej bankietowych – zaśmiała się żona.

    – Bo znam różnych ludzi.

    – O, to bardzo intrygujące, a co to za ludzie?

    – Myślę, że fajni. Staram się dobierać sobie towarzystwo ludzi na poziomie.

    – A to widać w takich ciemnościach?

    – No, pani jest bardzo piękna. O, przepraszam, to był niezdarny komplement, to chyba wina alkoholu i późnej pory.

    – Nic nie szkodzi – powiedziałem. – Noc ma swoje prawa.

    – Komplement na koniec dnia zawsze jest miły. Nie gniewam się – odpowiedziała żona. Po czym dodała, stając już trzeźwo na swoich nogach: – Teraz to ja przepraszam za swoje zachowanie. Wcale nie byłam wstawiona. To bardziej z powodu późnej pory i nastroju niż alkoholu.

    – O, to teraz ja przepraszam, jeśli państwo tak to odebraliście.

    – Jesteśmy mało pijący – dodałem. – Myślę, że nasi znajomi z kongresu bardziej – i pokazałem wzrokiem po pustoszejącej sali z kilkoma osobami wolącymi raczej nie wstawać o własnych siłach z klubowych foteli.

    – Faktycznie, niektórzy nie mają pomysłu, co zrobić z wolnym wieczorem – przytaknął.

    – No właśnie, a rozejść się szkoda, bo cały dzień był bardzo owocny – dodała żona.

    – Przyciągnęliście państwo moją uwagę, bo pana żona wspaniale tańczyła.

    – Tak, to prawda, żona jest świetną tancerką i umie się bawić w tańcu. Myślałem, że dobrze zabawi się na parkiecie z naszymi znajomymi… – zawiesiłem głos.

    Nieznajomy podchwycił sugestię:

    – Tak, widziałem, ale wasi znajomi robili to bardzo niezdarnie, mając pana żonę w swoich objęciach.

    – Co robić. Takie życie – zaśmiała się żona.

    – Bo jeśli się z kimś konkretnie umówiliście, znaczy na kogoś czekacie, to nie chciałbym się narzucać.

    – Spoko – zapewniłem. Po czym zwróciłem się do żony: – Umawialiśmy się z kimś konkretnie?

    – No właśnie nie wiem, czy z kimś konkretnie, czy z kimś konkretnym – wybuchnęła śmiechem żona, robiąc głupią minę. Po czym zaraz spoważniała: – Przepraszam, chyba nastrój balu znów mi się przypomina.

    – Ale chyba jeszcze nie pora iść spać, kochanie. – Po czym dodałem do Nieznajomego: – Żona jest jeszcze niedopita – i przesunąłem ustami po jej szyi, odsłaniając włosy opadające na ramiona.

    – On tak zawsze – powiedziała ze śmiechem do Nieznajomego. – Tak naprawdę, to ja prawie w ogóle nie piję. – Po czym zwróciła się w moją stronę: – Chyba że wy macie ochotę…

    – No właśnie – podchwycił Nieznajomy. – À propos tego towarzystwa, które nie może się rozejść. Jestem tu z kolegą z pracy, moim bardzo dobrym kumplem jeszcze z dzieciństwa. Właśnie się rozszedł z żoną, właściwie to ona go zostawiła… I gdzieś mi się tutaj zapodział. Właśnie szukałem baru, gdy natrafiłem na waszą wspaniałą parę. Boję się, żeby chłopak jakichś głupot po alkoholu nie narobił. Bo w ogóle to jest świetny facet.

    – Oj, to trzeba go ratować – podchwyciła żona.

    – Bar jest na parterze – zauważyłem.

    Żona spojrzała się pytająco na nas obu.

    – Dobra, lecimy. Nie ma czasu – podjąłem decyzję.

    Zatrzymaliśmy się w lobby, nieco w cieniu i obserwujemy przez szybę wnętrze baru. Nieznajomy wskazał nam na kolegę, który z kieliszkiem w dłoni właśnie rozmawiał z jakąś laską, której strój ewidentnie zdradzał wykonywaną profesję. Jak się okazało, pertraktacje wkrótce się skończyły, bo panienka odeszła, a koleś zaczął się bezradnie rozglądać wokoło.

    – Boże, pana kolega zaraz się stoczy, przecież to dziwka, a nie jakaś wolna laska z kongresu – powiedziała z troską w głosie moja żona.

    – Dobra, kochanie, trzeba działać. Leć tam i go wyciągnij, a my tu poczekamy.

    I ukryliśmy się w cieniu za filarem, ale zdążyłem jeszcze przedtem spojrzeć znacząco na Nieznajomego.

    Następny kwadrans obserwowaliśmy scenę w milczeniu. Gadali, gadali i gadali. Koleś był bardzo zainteresowany moją żoną, ale stał jak słup soli. Przeszli się dwa razy po barze, żona pokręciła się niby przypadkiem przed nim, żeby mógł ją sobie dokładnie obejrzeć z każdej strony, a miała na sobie obcisłą sukienkę, i… nic. W międzyczasie poszła do toalety tylko po to, by gdy wracała, mógł ją sobie z daleka jeszcze raz całą obejrzeć. Skutek był taki, że kolo się wreszcie podjarał i zaczął wokół niej krążyć jak meteor, a to ją czymś częstując, a to żywo gestykulując, krótko mówiąc – rozkręcił się, ale ani razu jej nie dotknął. W końcu żona przeprosiła go na chwilę, pokazała na kartę telefoniczną (wtedy jeszcze nie było komórek) i wyszła drugą stroną. Straciliśmy ją z pola widzenia…

    Nagle pojawiła się w mroku za naszymi plecami.

    – No i co? – pytamy.

    – No i nic. Facet jest niereformowalny.

    – Ale o czym gadacie?

    – A jak myślisz? Facet cały czas nadaje o swojej żonie.

    – O cholera, chyba nic z tego nie będzie.

    – Ale on o niej strasznie napierdziela i cały czas mówi, że ja jestem sto razy lepsza od jego żony.

    – Żeby się nie zakochał.

    – Nie o to chodzi. Tam w ogóle nie poszło o seks. Chyba poleciała na kasę.

    – To nie możesz go jakoś sprowokować? O już, wiem. Zdejmij majtki. Jak zobaczy błysk w twoich oczach, może da się wyprowadzić.

    – A ty myślisz, że po co ja leciałam do łazienki? Otarłam się potem o niego gołym biodrem przez sukienkę, żeby wyczuł, że nie mam nic pod spodem, ale on patrzy mi cały czas w oczy.

    – To rozepnij guzik od sukienki i spróbuj, żeby ci patrzył… w serce?

    – No, chyba tylko to mi zostało…

    I pobiegła.

    Ufff… Udało się, po pięciu minutach wychodzą, my chowamy się za kolumną, a oni wędrują na górę do pokoju. Odczekaliśmy kolejne pięć minut, teraz jesteśmy już na piętrze i wchodzimy bez pukania, no bo w sumie Nieznajomy wchodził do swojego pokoju.

    Żona i ten koleś odskoczyli od siebie. Ale cały czas ubrani, nie licząc tego guzika.

    Przedstawiam mu moją obecną tam żonę, he he, więc jest jeszcze gorzej dla niego. Tłumaczymy, że się rozdzieliliśmy i pana szukamy. Że dokładnie żonie opisaliśmy pana wygląd i powiedziano nam na dole, że właśnie tu jesteście.

    Że znam całą sytuację, że zostawiła go okropna kobieta, po czym skłamałem, że z Nieznajomym to my się znamy od dawna, że spotkanie po latach, to nasz stary kolega, a w ogóle to żona jest świetnym psychologiem i że nic się nie stało (dałem żonie w międzyczasie znak, który w mig wyłapała) i dalej mówię, że chyba trochę kobiecego ciepła w tej sytuacji panu nie zaszkodzi (pokazuję wzrokiem na zadartą z boku kieckę, którą żona szybko przed sekundą podwinęła), że wszystko w porządku, rozluźniamy atmosferę i wszyscy (oprócz tego gostka) się śmiejemy.

    Następnie wymyślam na poczekaniu, że tam na dole właśnie tak zastanawialiśmy się, żeby pan przypadkiem nie nabrał teraz w ogóle niechęci do kobiet, że pana kolega radził się nas, jak by tu pana ratować, a moja żona ma naprawdę bardzo dużo kobiecego ciepła i lubi pomagać, szczególnie w nietypowych sytuacjach. Już taka jest – do serca przyłóż, i za to ją uwielbiam. Każdemu by pomogła w potrzebie.

    Rozsiedliśmy się w fotelach, a ja wziąłem żonę na kolana i zacząłem głaskać po nogach. Uśmiechamy się do kolesia, szczególnie moja żona. Kolo zaczyna pomału dochodzić do siebie, ale nadal jest mocno zdezorientowany.

    Ponieważ od Nieznajomego wcześniej dowiedziałem się, że są stąd, z Warszawy, a pokój wynajęli tak na wszelki wypadek, to brnę dalej, że chyba wszyscy się znamy, że kiedyś tam, taka balanga na Jelonkach, jeszcze w liceum, chyba tam się poznaliśmy. Chyba ostro było (zaraz się poprawiłem – wesoło było).

    – Oj wesoło było na pewno – Nieznajomy załapał błyskawicznie.

    Opowiadam, że jeszcze wtedy z moim Kochaniem nie byliśmy razem, ale już coś tam się nieźle działo.

    – No, mój drogi, tym tam też nieźle działałeś – wtrąciła rozbawiona żona.

    No i tak od słowa do słowa wspominamy nieistniejącą balangę z czasów szalonej młodości, Nieznajomy idealnie wpasowuje się w klimat, za to drugi kolo z trudem ukrywa głupią minę, choć nie poddaje się i próbuje walczyć.

    Ja z żoną i Nieznajomym nawet nie musimy sobie puszczać oka, dajemy ostro do przodu, wspominając wszystkie nierealizowane (i zrealizowane) fantazje, a dla potwierdzenia rzucamy coraz to nowymi, byle popularnymi imionami, dla uwiarygodnienia fikcji. Mówimy, że tamtej wiosny to parę takich imprezek było mniej więcej w tym samym gronie (tak, tak, ludzie byli z różnych dzielnic, ale każdy kogoś znał), i że się jakoś tak dobraliśmy, że w końcu to chyba każdy z każdym to robił. Albo prawie.

    Mamy w trójkę niezłą polewkę z tego kolesia, bo z kamienną miną niczemu nie zaprzeczał.

    Wyjechałem, że porobiło się prawie jak w rodzinie, że tam właściwie każdy z każdym był w parze przynajmniej na jedną noc.

    – Oj, pary to się tam czasami nawet w środku nocy zmieniały – podchwycił sugestię Nieznajomy.

    – Dokładnie – potwierdziłem.

    Wybuchnęliśmy śmiechem, z trudem ukrywając, że dodatkowo rozbawiała nas cały czas mina drugiego kolesia. W tym momencie moja żona wyjechała z tekstem, na który już od jakiegoś czasu czekałem:

    – No właśnie. Nie pamiętam, ale chyba się z panem wtedy też kochałam. Znaczy z tobą.

    Nieznajomy idealnie wszedł w wątek. Teraz w trójkę przez parę minut dyskutowaliśmy już zupełnie „na poważnie”, jak to właściwie było, bo ta z tym, a potem tamta z tamtym, a potem ta pierwsza chyba z tym drugim, ale dokładnie nie pamiętamy. Nieistniejąca seria prywatek zmieniła się w poważną dyskusję nad zagadką, czy w końcu poszli do łóżka, czy nie.

    – Coś mi pan, znaczy ty, znaczy kogoś mi przypominasz. No doprawdy nie wiem – po czym pochyliła się w jego kierunku i zaczęła go gładzić po torsie niby tak po omacku. – Ciemno było – dodała.

    – Zastanów się, kochanie, bo to ważne – powiedziałem, z trudem hamując nawracające rozbawienie.

    Żona, unosząc się z moich kolan, spróbowała przytulić się do kolesia siedzącego w fotelu obok.

    – No nie wiem…, jesteś trochę podobny – powiedziała przymilnie.

    – Wiecie co? Może wstańmy. Będzie łatwiej – zaproponowałem.

    Już na stojąco, żona powtórnie przytuliła się do kolesia, tym razem całym ciałem i dłuższą chwilę sprawdzała.

    – Zgaśmy światło – powiedziałem. – To pomoże przypomnieć tamte klimaty.

    Wszyscy ochoczo przyznali mi rację. Żona, ośmielona ciemnością rozpraszaną tylko światłem dochodzącym zza okna, zarzuciła teraz kolesiowi ręce na szyję i zaczęła się w niego wtulać bardziej śmiało.

    – Kochanie – wpadłem na genialny pomysł – ale ty wtedy tańczyłaś z rozpiętą bluzką.

    Całe szczęście, że sukienka żony była rozpinana od góry. Moja bystra i inteligentna żona miała oczywiście problemy z guzikami i poprosiła kolesia o pomoc. Było przy tym sporo śmiechu.

    – Nie śpieszcie się tak, to nowa sukienka, faktycznie guziki ciężko się jeszcze odpinają – rzuciłem w trakcie.

    Dziewczyna, po wyzwoleniu jej wreszcie z tych guzików, spojrzała na nas i na swój odkryty do połowy dekolt i wzięła głębszy oddech rozbawiona. Znów, po raz kolejny, zrobiło się w naszym pokoju jeszcze bardziej miło i przyjemnie.

    Po następnej chwili, która znów minęła głównie na jednostronnych rękoczynach ze strony mojej żony, tym razem Nieznajomy popchnął sprawę i zwrócił się do swojego kolegi:

    – Stary, ale jak ty będziesz tak stał jak kłoda, to dziewczyna sobie nigdy nie przypomni.

    – Ano… tak… – wreszcie koleś wybudził się z letargu i zaczął nieśmiało działać.

    – Wiecie co, nie ma rady, trzeba przywrócić tamte klimaty, bo tak to do niczego nie dojdziemy – i poszukałem w radiu odpowiedniej muzyki.

    Następne parę minut tańczyliśmy, przejmując na zmianę moją żonę i obdarowując ją różnymi rodzajami drobnych pieszczot.

    Gdy wyczułem, że atmosfera już dostatecznie zgęstniała, postanowiłem przedłużyć i nasilić nasze przyjemności, i wpadłem na następujący pomysł:

    – Tak…, ale w tych ciemnościach to też wiele sobie nie przypomnimy.

    Panowie odsunęli łapki od mojej żony, po czym odbyliśmy bardzo rzeczową i kulturalną naradę na temat, jak to w sumie powinniśmy dalej przeprowadzić i ustaliliśmy zgodnie, że jednak światło biurowej lampki bardzo nam tu pomoże.

    Żona poprawiła w tym czasie lekko potargane włosy, po czym długo i ostentacyjnie poprawiała na naszych oczach pomarszczoną sukienkę, zalotnie i głupio się do nas uśmiechając. Guziki pozostały oczywiście rozpięte. Znów zaczęliśmy tańczyć, wymieniając się co chwila moją żoną, a w tym czasie dwaj pozostali w skupieniu (niewątpliwym) i z uwagą (równie niewątpliwą) obserwowali pieszczącą się, tańczącą parę, „próbując sobie coś przypomnieć”.

    – Kochanie, ty chyba mu jakoś tak rękę pod koszulę wtedy wkładałaś… – starałem się pomóc.

    – Stary, czy ty jej nie głaskałeś też tak bardziej od tyłu? – doradzał koledze Nieznajomy.

    Drugi Koleś – nazwijmy go już tak, wielką literą, w naszej opowieści – nieco skrępowany, z początku skupiał się na bardziej „bezpiecznych” częściach ciała mojej żony, ale w miarę naszych życzliwych uwag zaczął w końcu na zmianę albo dotykać jej piersi w dekolcie, albo pociągłymi ruchami dłoni zapoznawać się z krągłościami jej bioder i górnej części ud. Żona oczywiście przytakiwała co chwila: „tak tak, proszę bardzo”. Na nieco więcej pozwalał sobie Nieznajomy, buszując w jej kręconych włosach i całując delikatnie w szyję, lub też gładząc moją żonę po płaskim brzuchu i z czasem schodząc coraz niżej.

    Staraliśmy się po prostu z Nieznajomym demonstrować Drugiemu Kolesiowi, oczywiście z poważnymi minami, różne rodzaje pieszczot na mojej żonie, która robiła w tym czasie za rozkoszną modelkę. Ustaliliśmy bowiem wspólnie, że żona powinna się z całym zaangażowaniem poddawać tym pieszczotom w celu, jak to ujęliśmy: „jak najwierniejszego oddania nastroju tamtej balangi sprzed lat”.

    – O, zobacz – powiedziałem przy kolejnej wymianie do mojego następcy – jak tutaj przysuniesz, to ręka tak fajnie wchodzi w ten rowek u nasady jej pośladków. (Żona to uwielbiała).

    Ta cholerna sukienka zaczęła jednak w pewnym momencie stanowić barierę. Nie wypadało tak na chama, gdy reszta patrzy, jeździć po sukience nie wiadomo gdzie w okolicach broszki. Wpadłem jednak na pomysł:

    – Ale tam, wtedy, to była chyba spódnica?

    – Tak, tak – żona wyzwoliła się z objęć tancerza i opisała ją dokładnie.

    Ze szczegółów zapamiętaliśmy tylko, że była przed kolana. Co robić? Po kolejnej bardzo rzeczowej (i lekko przeciąganej w czasie) dyskusji na temat ubioru mojej żony i fragmentu jej ciała od pępka do kolan poczyniliśmy w końcu odpowiednie ustalenia. Żona, co prawda, nie brała udziału w tych obradach, ale służyła nam chętnie za żywy manekin.

    W końcu stanęło na tym, że sukienka będzie jednak mocno podciągnięta do góry i spróbujmy z ręką tancerza wsuniętą pod sukienkę, powiedzmy – tak ogólnie – na gołym biodrze. Bo tak będzie najwygodniej. Można wtedy będzie popieścić dziewczynę i w talii od tyłu, i jak się da, to nawet trochę po pleckach, i oczywiście będzie sobie można przypomnieć tyłeczek (to ważne w naszych badaniach, tu się wszyscy zgodziliśmy), a jeżeli sukienka nie będzie za bardzo opadać, to na pewno nam pomoże bezpośrednie przypomnienie sobie gładkości jej ud także z przodu.

    – Uda to chyba całe? – zapytałem po kilku kolejkach. – Pamiętam, że któryś głaskał cię wtedy też od wewnętrznej strony.

    – Tak, tak – żona, nieco skrępowana, przytaknęła. – Było chyba coś takiego.

    Musiała mieć przyspieszony oddech, bo zanim to powiedziała, przełknęła ślinę.

    Postanowiłem wtedy zadbać o komfort mojej żony, bo nocna lampka świeciła jednak zbyt intensywnie. Narzuciłem coś na abażur i światło lekko przygasło, idealnie do obecnego stanu dziewczyny.

    Z czasem nasze ręce zaczęły schodzić coraz niżej. Nieznajomy odważył się już na delikatną palcóweczkę pod tkaniną stringów (ciekawe, kiedy założyła je z powrotem?!), ale Drugi Koleś się wahał. Żona, dotąd rozmarzona i z lekko odchyloną do tyłu głową, nagle wyprostowała szyję i powiedziała całkiem przytomnym głosem:

    – Nie, nie. Znaczy tak, tak. Pamiętam, że tak było. Któryś mi na pewno wtedy tak robił.

    – A, było tak?

    – Tak, tak. Było coś takiego.

    – Na pewno?

    – Tak, na pewno.

    – Ja też tak myślę, że było.

    – A nie. Jak tak, to tak.

    – W porządku?

    – Tak, w porządku.

    – A, to okej.

    – Okej.

    – Okej.

    Znów przez chwilę poważna dyskusja. Wystraszyliśmy się, czy nie idziemy za ostro, ale skoro już się upewniliśmy, że moja żona to akceptuje, to nie wypadało przerywać. Teraz już wszyscy kolejno uprawialiśmy na niej przez cały czas palcówkę.

    Po kilku rundkach, gdy moja żona już wyraźnie szybciej oddychała, a jej głowa mocno odpływała do tyłu, nagle się ocknęła, poszukała wzrokiem, gdzie ja jestem i powiedziała:

    – Tak, tak. Teraz sobie przypominam. Na pewno wtedy mi tak robił.

    Po czym znów odchyliła głowę i zaczęła odpływać.

    Uznałem, że nadeszła odpowiednia pora.

    – Kochanie, lepiej będzie, jak ściągniemy ci majteczki.

    – Chyba tak – odpowiedziała.

    Na twarzy miała już wyraźne rumieńce.

    – Szkoda majteczek – dodał któryś.

    – O, właśnie. Tak, tak – podchwyciła moja żona zgrabną wymówkę.

    – Tu je położymy delikatnie, żeby się nie pogniotły – dodał drugi.

    – O tak, dziękuję bardzo. Jest pan bardzo miły – dodała, poprawiając włosy. I jeszcze powiedziała: – To bardzo dobry pomysł – z całkowitą powagą w głosie, tak jakby los majtek miał tu jakiekolwiek znaczenie.

    Uwielbiam ją. Jest idealnym przykładem kobiety, dla której wymówka to rzecz święta.

    Przez następnych kilka rundek już jej nie przeszkadzaliśmy, pozwalając oddawać się rozkoszy. Tym bardziej, że widać było, jak świetnie się w tym stanie odnajduje, rozkręcając się coraz bardziej, choć nie za szybko.

    No dobra, naszych rundek było kilkanaście, a podczas każdej zmiany partnera moja żona brała głębszy oddech, by za chwilę poddać się palcówce jeszcze ciut bardziej.

    Przeciągała to, a za tę umiejętność mojej żony również ją uwielbiam.

    W końcu ciałem mojej żony wstrząsnął dreszcz i wydała bardzo długie i głębokie westchnienie – orgazm był delikatny, ale przeciągnięty w czasie podobnie do palcówki.

    Położyłem w tym momencie tylko rękę na ramieniu chłopaka, żeby zakończył gmeranie. To był Drugi Koleś – ten mniej doświadczony i za bardzo nie orientował się, kiedy przestać.

    Daliśmy jej samej dojść do końca, a potem powoli zejść na ziemię. Też trwało to chwilę.

    Syciliśmy się teraz jej wyglądem. Stała przed nami, niczym Wenus.

    Gdy już skończyła, oparła się o nas rękami.

    – O, rany – powiedziała z uśmiechem. – Chyba odleciałam za bardzo. Przepraszam.

    – Nie, nie…, nic się nie stało…, wszystko w porządku – zapewniliśmy wspólnie.

    Odpoczywaliśmy jeszcze chwilę.

    Byliśmy teraz wyrachowanymi chamami. Żaden z nas się nie odezwał. Nie w tym momencie. Panowie wykazali się tutaj olbrzymią wyobraźnią. Takimi chwilami warto delektować się jak najdłużej w milczeniu, czekając na reakcję panienki. Im dłużej, tym fajniejsze kwiatki potrafią z panienek po czymś takim wychodzić. W końcu zmusiliśmy ją, żeby się odezwała pierwsza.

    Zgodnie z naszymi oczekiwaniami była teraz bardzo skrępowana i chyba jeszcze bardziej zażenowana.

    – I… co teraz? – powiedziała niepewnie, poprawiając włosy. Ale powiedziała to z takim wstydem, jak rzadko jej się zdarzało. Patrzyła oczywiście w podłogę. Wiedziała, że w tym momencie jest dla nas bardziej naga, niżby byłaby cała rozebrana. Była naga całym swoim wnętrzem. Już nie miała czego ukrywać. W pewnym sensie wiedzieliśmy już o niej wszystko, a nawet jeszcze więcej. Więcej od niej, bo widzieliśmy ją nawet wtedy, gdy sama odpływała i nie mogła nic ani kontrolować, ani tym bardziej pamiętać.

    Właśnie na to czekaliśmy. Dopiero teraz można było przystąpić do ratowania zrujnowanej panienki.

    Otworzyliśmy lodówkę, może jakaś przekąska, może coś do picia. Napiła się tylko wody. Rozsiedliśmy się po tym niewielkim pokoju wygodnie. Przytuliłem żonę i najpierw zaczęliśmy ją pocieszać, że to było potrzebne i pomocne, że w zaufanym gronie można sobie na coś takiego pozwolić, a potem zaczęliśmy ją również komplementować. Na końcu były te najmocniejsze komplementy – że jest taka bezpośrednia, że jak trzeba, to potrafi się otworzyć i tak dalej…

    Przestawiłem radio na jakąś żywszą muzykę.

    Po paru minutach rozmowy o niczym wypadało jednak dokończyć temat tego, co się przed chwilą wydarzyło. Że tak naprawdę chodziło o niewyjaśnioną sprawę tamtej balangi, bo w końcu nie wiadomo, z kim się wtedy przespała i czy to był jeden z obecnych panów.

    „No tak” – wszyscy się zgodziliśmy. „Głupia sprawa”, „Ale się porobiło” itp., no ale tak wyszło, że to właśnie jest ten temat. „O rany, co za dzień, właściwie wieczór”.

    Moje Kochanie odżyło w moich ramionach, po wstydzie już nie ma śladu. Zaczynamy gadać o wymyślonej balandze niczym o pogodzie. W końcu zaczynamy coś tak próbować rozwikłać na serio. Zachowujemy się, jakbyśmy zaczynali wierzyć w tę legendę, że jesteśmy starymi znajomymi i mamy tak wielu wspólnych znajomych, że trudno się połapać.

    W międzyczasie zaczęliśmy chodzić po pokoju, żeby się trochę rozruszać, zastanawiamy się, czy w tym hotelu działa catering w nocy, może by przejść się do lobby… tak gadamy, aby gadać, bo nikomu tak naprawdę nie chce się ani przerywać, ani kończyć spotkania.

    W końcu uznałem, że żona wróciła do formy, więc rzucam:

    – A nie tańczyłaś wtedy przypadkiem z dwoma chłopakami naraz?

    Nieznajomy łapie w lot (coś czuję, że zostaniemy dobrymi kumplami) i zmienia nastrój w radio na jakąś pościelówę.

    Najpierw tańczę z żoną ja, potem wymieniamy się w różnych układach – trochę solo, trochę z kimś do pary, trochę w trójkę, ja powoli usuwam się na bok i pozwalam chłopakom znów „poderwać” moją żonę. Żona w tym czasie spojrzała na mnie ze dwa razy, aby się upewnić, czy wszystko gra, bo zabawa zaczynała jej się podobać. Ja za każdym razem obdarzałem ją pocałunkiem poprzedzonym głębokim spojrzeniem w oczy, potem z uśmiechem patrzyłem na nich, stojąc pod ścianą i w końcu usiadłem wygodnie w fotelu.

    Jeszcze parę razy, dla zachowania pozorów, rzuciliśmy w powietrze teksty, że to wtedy, to chyba jakoś tak właśnie wyglądało, po czym pozostawiłem ją dla nich. Oczywiście pod moim czujnym okiem.

    Żona, również upewniwszy się, że ją obserwuję, poddała się w końcu zabawie całkowicie.

    I znów ta cholerna sukienka, w której moja żona tak bosko wygląda, ale która jest zupełnie niepraktyczna w rozbierankach. Dekolt oczywiście dawno otwarty i pieszczony, ale za ciasny, by wydobyć na wierzch biust, a w podciągniętej sukience ciężko i tańczyć, i „bawić się”, bo wciąż opada.

    W końcu rozpoczynam głośno temat sukienki, że taka niepraktyczna, i że chyba za bardzo się pogniecie. Panowie znów podejmują, po raz trzeci tego wieczora, rzeczową i poważną dyskusję, że rzeczywiście szkoda sukienki, że bardzo ładna i dobra materiałowo, i gdzie ją w ogóle kupiła (jakby to było ważne), po czym zgodnie uznaliśmy, że dziewczyna właściwie nie ma się co krępować, że przecież i tak już kiedyś widzieliśmy ją rozebraną (nieprawda) i najwygodniej byłoby sukienkę zdjąć.

    – Ale ja nie założyłam z powrotem majtek!

    – No ale będziesz miała stanik, czyli tak samo jak wtedy (kłamałem). I masz na sobie buciki. Czyli nadal będziesz trochę porządna.

    – O tak, w tym świetle niewiele widać, wszystko się rozmywa, będzie tylko lepiej widać twoją wspaniałą aurę. Resztę sobie dopowiemy w myślach – podchwycił nieoceniony Nieznajomy.

    Na taki argument nie było rady. Dała sobie ściągnąć sukienkę przez głowę. Oczywiście z moim udziałem. „Nie będą ją rozbierać do naga jacyś obcy goście. To jest porządna dziewczyna. Gdy pomaga mąż, to jest coś zupełnie innego” – ustaliliśmy wspólnie.

    A dlaczego przez głowę? Łatwiej było przez nogi. Wskazówka dla niekumatych – dziewczyna traci na moment oddech i zostaje z potarganymi włosami. Tak, tak, dawanie rozkoszy to również wiedza. Nie warto marnować niczego, co mogłoby panienkę dodatkowo uszczęśliwić…

    Teraz stoi przed nami prawie nago. Stanika, póki co, nie ruszamy – będzie jeszcze przez chwilę „ratować jej honor”. W końcu, gdy dziewczyna oswoiła się z nową sytuacją, a w czym panowie bardzo jej pomagali kolejnymi pieszczotami, zgodziła się z uległą skromnością, że można się stanika pozbyć. Przystąpiliśmy wspólnie z panami do rozpinania haftek, oczywiście robiliśmy to specjalnie długo i dokładnie, po czym pozwoliliśmy dziewczynie, żeby stanęła przed nami i sama, na naszych oczach, opuściła najpierw ramiączka, a potem uwolniła resztę.

    Ja wracam na fotel. Nie będę się pchał, mam ją na co dzień, a chłopaki są jej już naprawdę spragnieni. Tym bardziej, że przy dziewczynie zaczęło się robić ciasno od chwili, gdy jeden z nich przylgnął do niej od tyłu gołym torsem, obejmując jej piersi, a drugi przyklęknął z przodu i zaczął już sobie pozwalać na delikatną minetkę.

    W tym momencie przerywam opowiadanie. Uwaga stulejarze: kodujecie teraz w mózgach następująco: anal, gangbang i biczowanie piersi. OK? I opuszczacie opowiadanie.

    Reszta czyta dalej.

    Dziewczynie już niewiele brakowało, więc jeszcze przez chwilę ją popieścili, poszła oczywiście z każdym w dłuższą ślinę, po czym, ośmielona, potrzymała w dłoniach ich fajki i już po chwili zaczęliśmy się z nią kochać na łóżku. Tak normalnie, na misjonarza, tyle że oparci na łokciach.

    Pierwszy był Drugi Koleś. Strasznie chciał, a za chwilę również strasznie jęczał. Ledwo zdążyliśmy z Nieznajomym wymienić znaczące spojrzenia, gdy ten już się spuścił. Potem trzymał tempo równo z nami. Zmienialiśmy się rzadko, raz na parę minut, ot tak, żeby nie dojść za wcześnie, ale i żeby dziewczyny nie wyrywać za bardzo z transu. Super, podoba mi się Nieznajomy coraz bardziej, potrafi dobrze prowadzić kobietę w zależności od sytuacji. Udało nam się z nim w dwójkę szybko doprowadzić dziewczynę do stanu ciut pod orgazmem i utrzymywać ją tam na stabilnym poziomie. Drugi Koleś w sumie też OK. Szybko okazał się pojętnym uczniem.

    Doszedłem w dziewczynie jako drugi i bez zbędnej zwłoki zaraz wyskoczyłem, dając wymowny znak Nieznajomemu, ale ten, widać, był już na to przygotowany, bo momentalnie zajął moją pozycję i wszedł w ten sam rytm. Rozumieliśmy się bez słów, a moje Kochanie możliwe, że nawet nie zauważyła podmiany. Drugi Koleś, który wtedy odpoczywał, pokiwał ze zrozumieniem głową.

    W sumie każdy z nas kończył w dziewczynie po trzy razy, a tuż przed ejakulacją dawaliśmy znak następnemu. Po dwóch godzinach wyczułem, że moja żona przestaje wytrzymywać taką ostrą, podbramkową jazdę. Szybko pchnąłem mocniej, panowie zaraz to powtórzyli i zakończyliśmy zabawę trzema skumulowanymi orgazmami mojego Kochania.

    Padliśmy obok niej wyczerpani. Daliśmy z siebie więcej niż zwykle, bo jazda była nietypowa, ale było warto. Delektowaliśmy się teraz dłuższą chwilę widokiem mojej żony wracającej powoli do rzeczywistości, podziwiając zarówno zmieniające się reakcje na jej twarzy, jak i samo rozpalone ciało.

    Znaczy panowie padli, bo moja żona po paru minutach odzyskała siły, nazwijmy to – prawie w stu procentach i nieco chwiejnym krokiem udała się w stronę łazienki.

    Przytuliłem ją tylko po drodze, coś tam nagadałem do ucha i dałem na pożegnanie buziaka, a panowie ochoczo pomachali. Wiadomo było, że jak wróci z łazienki, zastanie zwłoki.

    Zostaliśmy w hotelu na noc, choć właściwie to zaczynało już świtać.

    Poranek odbył się bez dalszych ekscesów. My byliśmy spompowani, a dziewczyna dokładnie na odwrót, czyli dopchnięta. Zamówiliśmy do pokoju śniadanie, które wypoczęci i odświeżeni zjedliśmy w czwórkę na łóżku. Żona siedziała nago, ale kołdrę cały czas podciągała pod brodę i mówiła, żebyśmy się tak na nią nie gapili, a w ogóle to jesteśmy zboczeni, bo takich rzeczy dziewczynie się nie robi. Ona chciała tylko „ratować” Drugiego. Jak to mówią: „śmiechom i radosnym rozmowom nie było końca”.

    Potem poprosiła, żebyśmy się odwrócili i ubrała.

    Jak zakończyć spotkanie i co dalej? Nie możemy niszczyć legendy, bo tylko ona nas łączy, a czuliśmy się razem nadal bardzo dobrze. Opuszczenie uniwersum, po którym się tak zgrabnie poruszaliśmy, nie wiadomo jaki by przyniosło skutek. I tak, od słowa do słowa, wróciliśmy do wiodącego tematu minionego wieczoru.

    Żona nadal nie była pewna, z którym z siedzących teraz chłopaków wtedy się kochała, nam „oczywiście” też to nie dawało spokoju. I czy to w ogóle był któryś z nich? Bo to też nie jest takie do końca pewne.

    Wtem Nieznajomy, mój dobry druh – teraz już jestem tego pewien, wypalił koncertowo:

    – Wiem! To mógł być Marek!

    No to dawaj… Marek, popularne imię, więc jedziemy. „A co u niego słychać?”, „A w dobrej formie”, „Też go widziałem ostatnio”, „Tak, on też tam musiał być”, „Wydaje mi się, że poszedł wtedy gdzieś z tobą, bo tańczyliście razem na pewno”.

    Nie możemy tak sprawy zostawić. Trzeba ten problem rozwiązać. Może moje Kochanie następnym razem coś sobie przypomni?

    Umówiliśmy się na następną sobotę, teraz już w piątkę. Będziemy pomagać mojej żonie, tak samo jak minionej nocy, żeby spróbowała sobie przypomnieć, czy ten, co ją wtedy obracał, to może był Marek? A może jednak któryś z chłopaków.

    Poza tym wciąż nie wiadomo, czy wtedy poszła raz, czy dwa razy.

    Ech, te rozkoszne mroki niepamięci :).

    W drodze do domu, żona zapytała:

    – Ty, a jak oni mieli na imię?

    Wybuchnęliśmy śmiechem.

    Nasze dociekania w celu ustalenia intrygującej prawdy stanęły w końcu na czterech znajomych chłopakach plus ja i moje Kochanie (bo na następnym spotkaniu wymyśliliśmy również… Tomka). Panowie do dziś starają się z pełnym poświęceniem przypomnieć mojej żonie, który to z nich najbardziej przypomina tamtego kochanka z imprezy, a żona nieustannie odwzajemnia ich zaangażowanie całą swoją… gorliwością.

    Minęło już sporo lat. Żeby nie przedobrzyć, spotykamy się pięć razy do roku – w okolicach naszych imienin.

    Przecież „wtedy” też były czyjeś imieniny :).

    PS. Nieznajomy, okazało się, ma na imię Bartek. Rzeczywiście zakumplowaliśmy się.

    Żona też bardzo go lubi…

    Od autora:

    Taka zabawa z wielogodzinnym podciąganiem dziewczyny prawie pod orgazm nie jest dla każdego. Panowie muszą być zdyscyplinowani, a samo wyskakiwanie natychmiast po ejakulacji niekoniecznie jest tym, o czym facet marzyłby najbardziej w danym momencie. A tutaj trzeba się szybko i sprawnie zmieniać. Konieczna jest spora samokontrola i równie duża współpraca z następcą, bo wystarczy tylko raz wypuścić dziewczynę z rytmu, czy to w górę, czy to w dół, i zabawa się kończy. Panienka albo dostanie przedwcześnie orgazmu, albo zejdzie z fali i już na nią nie wróci, a jeśli jest niedoświadczona, może się już nigdy więcej na taką zabawę nie zgodzić. Bo to jest naprawdę ostra jazda – również po psychice dziewczyny. W dodatku o zwykłym dymanku w dalszej części spotkania będzie można tylko pomarzyć, a panna wybita z rytmu i przedwcześnie sprowadzona na ziemię będzie mocno rozdrażniona. Kobieta, szczególnie podniecona, to delikatny instrument, a rozbudzona do granic wytrzymałości tym bardziej wymaga kontroli i odpowiedniego poprowadzenia zabawy. W danym momencie z panienką, a właściwie na panience bawi się tylko jeden koleś. Nikt więcej jej nie dotyka. Zabawa skończy się również, gdy jakiemuś kretynowi przyjdzie do głowy w tym czasie pakować dziewczynie chuja do ust. Do tego dochodzi odpowiednio długa gra wstępna z bardzo powolnym podnoszeniem napięcia erotycznego i krótkimi, ale dostatecznie częstymi chwilami odpoczynku, aby ciało dziewczyny miało możliwość dodatkowego „naładowania się” przed finalną akcją. Całość to długa i mozolna robota, wymagająca wyobraźni, doświadczenia i stałej obserwacji dziewczyny w trakcie rozwijającej się zabawy. Dziewczynie trzeba zapewnić maksymalny komfort i poczucie bezpieczeństwa, żeby jak najmniej zastanawiała się nad tym, co się z nią wyprawia. Trzeba w pewnym sensie uśpić jej czujność. No i coś takiego można zrobić tylko wtedy, gdy w akcji bierze udział jej stały partner. Zapomnijcie o rozrywkowych, ale samotnych panienkach, bo one siłą rzeczy muszą się zawsze przynajmniej trochę kontrolować (mimo że mogą udawać coś zupełnie odwrotnego). Dziewczyna musi mieć przy sobie cały czas swojego faceta, ewentualnie kogoś innego bliskiego, z którym współżyje i do którego ma pełne zaufanie, np. przyjaciela albo opiekuna. Odpada również alkohol, nawet jeden drink, bo nie o takie rozluźnienie tu chodzi. Co prawda po alko wzrasta dostępność dziewczyny, ale spada jej sensoryczność i wydajność oszołomionego mózgu, a tu wszystko od początku do końca będzie się działo przede wszystkim w jej głowie i dopiero stamtąd będą się rozchodzić impulsy po całym jej ciele.

    Wszystko jednak wynagradza późniejsza długa, bywa, że wielogodzinna jazda na rozgrzanej do granic możliwości panience, strasznie mokrej w środku, na zewnątrz równie mocno spoconej, a jej ciało i w środku, i na zewnątrz jest gorące niczym żelazko. Dlatego najlepiej jest, jak faceci jeżdżą po niej po prostu całym swoim nagim ciałem. Gadać do dziewczyny nie ma wtedy sensu, bo ona i tak nic nie słyszy, będąc w zupełnie innym wymiarze, natomiast panowie mogą w tym czasie swobodnie wymieniać między sobą uwagi. Na koniec, gdy dziewczyna dojdzie, już jej nie dotykamy, bo jej niezwykle unerwiona wtedy i ukrwiona skóra będzie długo wracać do normy. Bywa, że bezpośrednio po takiej zabawie cała skóra dziewczyny jest czerwona.

    Oczywiście, co jest zawsze konieczne w zabawach grupowych, gdy dziewczyna wróci już na ziemię, jej stały partner musi ją przytulić, pocałować i naopowiadać jakichś głupot, że była wspaniała, zapewnić, że ją jeszcze bardziej kocha po tym wszystkim i takie tam różne inne pierdolety. O tym trzeba wiedzieć. Tego po prostu trzeba się nauczyć i o tym pamiętać, bo to dla panienki ważne. Coś za coś. My byśmy już chcieli odpocząć, ale dupy są niestety inaczej skonstruowane, trzeba więc na koniec jeszcze się trochę poświęcić, wysilić i to zrobić, jeśli chcecie mieć swoją dupę nadal, a w szczególności, jeśli planujecie w przyszłości znowu poużywać jej w większym gronie.

    Facetowi wystarczy, że powie dupie jeden raz na całe życie, że ją kocha. Całkiem możliwe, że nawet szczerze. Dziewczyna natomiast po takiej zabawie wymaga powtórki całej deklaracji i koniecznie trzeba gdzieś wpleść słowa „jesteś moja”. No i oczywiście poprzytulać tak jak pieska. Nie pytajcie dlaczego. One po prostu tak mają.

    Trzeba też pamiętać, że dziewczyna może zostać zaspokojona na ładnych parę dni, a zwykłe libido wrócić nawet po tygodniu. Dziewczyna będzie w tym czasie bardziej wrażliwa na dotyk i inne bodźce. Psychicznie też może potrzebować kilku dni wyciszenia. Najlepiej dać jej spokój i niech się sama regeneruje, a jeśli mieszkacie razem z dziewczyną, to po prostu zajmijcie się swoimi sprawami. Aczkolwiek lepiej siedzieć w domu, niech się czuje bezpiecznie i wie, że jesteście gdzieś obok. Natomiast na powtórkę takiej akcji będzie trzeba poczekać czasami nawet znacznie dłużej. Wszystko zależy od panienki, ale bywa, że niektóre dziewczyny, szczególnie te niedoświadczone w eksperymentowaniu, są w stanie powtórzyć taki numer dopiero po wielu miesiącach. Pary, które lubią się bawić – wiadomo, szybko wracają do formy, ale na pewno nie na drugi dzień.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Lucjusz
  • Pierwszy raz w trojkacie Rozdzial 1

    Rozdział 1 – Decyzja

    Stało się coś dziwnego. Po tylu latach małżeństwa zaczęła mnie prześladować wizja seksu grupowego. Mimo przeróżnych fantazji, na które w większości Beata się zgadzała bez oporów typu jakieś przebieranki czy też gadżety, z tym pomysłem od początku wiedziałem, że będą kłopoty! Jej akceptacja moich chorych pomysłów ograniczała się do nas dwojga. A mnie coraz częściej chodziło po głowie to, że raczej bardziej mnie by zainteresowało nie to, żebym ja rżnął, ale raczej, żeby sprawdzić swą reakcję, kiedy ją ktoś inny będzie rżnął! Długo to w sobie trawiłem, aż doszedłem do wniosku, że musi to być nie sam ogier, na co na pewno nie będzie zgody Beaty, ale raczej jakaś para, najlepiej jak my, małżeństwo. Ta para musiałaby być zupełnie nam nieznana i najlepiej z innego miasta, żeby nie nastąpiło jakieś przypadkowe spotkanie na mieście, albo jeszcze gorzej w pracy. Ot, takie spotkanie niezobowiązujące, gdzieś w motelu czy pensjonacie. Do tego wiedziałem, że gdybym Beatę poinformował o tych planach, na pewno by się nie zgodziła! Po tylu latach małżeństwa byłem tego pewien! To musiałoby być dla niej pełne zaskoczenie, improwizacja, ale starannie przeze mnie przygotowana. Musiała być postawiona przed faktem dokonanym. Ale jak to zrealizować? Nad tym zagadnieniem długo się zastanawiałem…

    Niespodziewanie wpadłem na pewien pomysł. Odkryłem rubrykę towarzyską w pisemku erotycznym. Po długich wahaniach wysłałem ogłoszenie:

    „Małżeństwo w średnim wieku (ona – średniego wzrostu, szczupła, zgrabna brunetka, on – średniego wzrostu, szatyn) poznają małżeństwo, pary zainteresowane wspólnym spędzeniem weekendów, wyjazdów. Pełna higiena i dyskrecja zapewniona. Fotooferty przyspieszą odpowiedź.”

    Ogłoszenie ukazało się po miesiącu. Po dwóch miesiącach przyszła gruba koperta. Ku memu zaskoczeniu ofert było nawet więcej niż się spodziewałem. Po pierwsze przerzuciłem zdjęcia. I od razu – BINGO! Niska, zgrabna blondynka, w białej bieliźnie, o sympatycznej twarzy i jej partner, dobrze zbudowany brunet, średniego wzrostu w slipach. Jako kontakt podany był jego telefon do pracy, prosić Tomka. Numer był stacjonarny, warszawski, śródmieście. Nie bardzo mi to odpowiadało. Wstępnie zaplanowałem, że para powinna być spoza Warszawy, ale ci na zdjęciu wzbudzali moje zaufanie. Postanowiłem, że wpierw się naradzę z facetem, jak to wszystko rozegrać, no i przy okazji zweryfikuję swój osąd ze zdjęcia.

    Już następnego dnia wykręciłem numer. Odezwał się niski, męski głos:

    – Tak, słucham…

    – Chciałbym mówić z Tomkiem, – zachrypiałem,

    – Przy telefonie, o co chodzi?

    – Dzwonię w sprawie ogłoszenia, na które otrzymałem od pana odpowiedź…

    – Tak, zgadza się, ale wolałbym, abyśmy się gdzieś lepiej spotkali, wie pan, teraz nie mogę rozmawiać…

    – Oczywiście rozumiem, może gdzieś na mieście?

    – Aha, może barek na Chmielnej o 18-tej?

    – Dobra, będę, poznam pana po zdjęciu…

    – O, właśnie, jakby pan mógł wziąć także wasze…

    – Oczywiście. To do zobaczenia…

    Odłożyłem słuchawkę cały mokry. Bądź, co bądź było to przeżycie.

    O 18-tej wkroczyłem do barku na Chmielnej. Już czekał. Siedział pod oknem czytając gazetę. Był niższy niż mi się wydawało. No i trochę starszy niż na zdjęciu.

    – Można się przysiąść?

    – Przepraszam, ale czekam na kogoś, – odpowiedział, nie podnosząc głowy.

    – Jeśli się nie pomyliłem, to na mnie… – wychrypiałem,

    Podniósł się natychmiast odkładając gazetę i spojrzał na mnie z zaciekawieniem. Wydawało mi się, że wstępny osąd wypadł pozytywnie. Wyciągnął rękę:

    – Tomek, co dla ciebie zamówić…

    – Krzysztof, – przedstawiłem się, – dla mnie espresso z mleczkiem, – usiadłem na krzesełku, a on podszedł do barku i po chwili powrócił z kawą.

    – To od czego zaczniemy? – zapytał,

    – Wpierw może pokażę zdjęcia, wasze ja widziałem, mnie już też poznałeś, więc pozostaje moja żona…

    Wyciągnąłem z kieszeni kopertę, w której miałem przygotowane wcześniej zdjęcia. Wziąłem te, które robiłem żonie polaroidem. Szczególnie liczyłem, że wywrą na nim duże wrażenie te w erotycznej bieliźnie.

    Podałem mu pierwsze zdjęcie Beaty i przyglądałem się uważnie jego twarzy. Widać było, że działa na niego, ale stara się tego po sobie nie pokazać. Pokerowa twarz! Później podałem mu następne trzy najciekawsze. Jedno w czarnych pończoszkach z podwiązkami w tiulowej sukience i czerwonych, koronkowych figach. Drugie w biustonoszu i figach z rozcięciami na jej szparkę i ostatnie, na którym była tylko w białych pończochach z paskiem.

    – No więc jak? – zapytałem z obawą, że powie, że mu nie odpowiada.

    – No, w porządku, – powiedział zwracając mi zdjęcia z uśmiechem, – podoba mi się i zawartość i opakowanie. Cieszę się, że też lubisz, jak partnerka się seksownie ubiera…

    – Mhm, lubię to, sądząc po zdjęciu twej partnerki, też to lubisz, to chyba dobrze…

    – Taaa, tu jest wszystko ok. Ale jest jeszcze kilka problemów, – wyciągnął z kieszeni Camele, – zapalisz…

    – Co masz na myśli? – zaciągnąłem się papierosem, – coś nie tak?

    – Czy mieliście już tego typu kontakty z innymi parami?

    – Nie, – pokręciłem głową, – to jest pierwsza próba i do tego ona nic o tym nie wie. A ty, to znaczy wy?

    – Kiedyś spróbowałem, wiesz, zgadałem się kiedyś przy wódeczce ze znajomym.

    – I co? Jak było? – zaciekawiłem się.

    – Gówno! – ze złością zdusił papierosa w popielniczce, – spotkaliśmy się u nich na kolacyjce i jak doszło do rozmowy na ten temat, Krysia powiedziała, że jej to nie interesuje i że nie ma zamiaru w takim czymś uczestniczyć. Obraziła się, rozpłakała się, dostała histerii i musiałem się ewakuować. Koszmar!  Próbowałem z nią później jeszcze rozmawiać na ten temat, ale boję się, że jak co do czego, to może to wszystko nie wypalić, nie chciałbym, żebyście później byli rozczarowani…

    – No to faktycznie mamy problem, bo Beata też o tym nic nie wie. Też, tak jak wy, kiedyś rozmawialiśmy na ten temat, ale nie usłyszałem ani tak, ani nie… W ogóle temat olała totalnie…

    – Dobra, to chociaż wiemy na czym stoimy… – rozprężył się, – Staram się być szczery wobec ciebie. Powiedz mi jeszcze, czy to twój kaprys, to cię podnieca?

    – Nie wiem jak to będzie, ale żeby się nie skończyło to tym, że zostaniemy tylko ty i ja, bo ja w to nie wchodzę… – zaśmiałem się i też zgasiłem papierosa, – a tak na poważnie to jestem trochę znudzony monotonią takiego zwykłego „ciupciania”. Zawsze tak samo. Zmiany pozycji już prawdę mówiąc nie wystarczają, ciągle w gruncie rzeczy to samo, od tyłu, przodem, bokiem… A ty?

    – U mnie podobnie, ale jeszcze dochodzi jedna sprawa, – zapalił następnego papierosa, – natura obdarzyła mnie dosyć dużym ptakiem. Początkowo, na studiach i później wydawało mi się to powodem do dumy, ale w małżeństwie pojawiły się problemy. Krysi chyba ten rozmiar za bardzo nie odpowiada, wydaje mi się, że ją po prostu boli…

    – Nie rozmawiałeś z nią?

    – Rozmawiałem, ale ona twierdzi, że wszystko jest w porządku. Chcę sprawdzić, czy to są tylko moje przypuszczenia, czy też prawda. Ale to, co mówiłeś o was, nas też dotyczy. A jak z twoim przyrodzeniem, mam nadzieję, że nie jesteś tak wyposażony jak ja – spojrzał się na mnie z obawą.

    – Chyba jestem normalny. Wymiarów ci nie podam, ale ja z kolei zawsze marzyłem o większym ptaku.

    – Nie masz o czym marzyć… To jest prawda, że rozmiary nie mają nic wspólnego z satysfakcją… A jak z tym, no zdrowiem i higieną z waszej strony? Bo ja zrobiłem wszelkie badania, AIDS, syf itd., natomiast Krysi, no też chyba jest OK. Gdyby coś było nie tak, to by wyszło także u mnie, no nie?

    – Tu są moje wyniki, – wyciągnąłem wyniki badań, które zrobiłem tydzień wcześniej, – co do mojej żony, to rozumiesz, że jest tak samo… Pasuje?

    – W porządku, ale jak to rozegramy?

    – Wiesz, zastanawiałem się nad tym już wcześniej. Myślałem o jakimś przypadkowym spotkaniu w motelu, czy coś takiego, ale z tego co mówiłeś wynika, że lepiej by było je oswoić, przyzwyczaić do nas. Może gdzieś razem się wybierzemy nieobowiązująco, jako znajomi ze studiów, chyba musieliśmy je kończyć mniej więcej w tym samym czasie?

    – W 96, Uniwersytet Jagielloński.

    – Trochę się mijamy. 1994, Politechnika Warszawska.

    – To nic, możemy się znać z jakiegoś sympozjum, konferencji, czy coś takiego…

    – Nie bywałem, i ona o tym wie. Ale jeździłem na obozy narciarskie…

    – Pasuje, – ucieszył się, – Zakopane? Szczyrk?

    – No, to mamy punkt zaczepienia. Proponuję taki scenariusz. Jak możecie, idziemy w sobotę razem na dancing. Dziewczyny się z nami oswoją, poznają. A potem… się skontaktujemy i ustalimy, co dalej.

    – Wolałbym piątek, i jeśli wszystko będzie w porządku, w sobotę możemy zorganizować spotkanie.

    – Widzę, że zdjęcie mojej żony zadziałało! Zacząłeś się spieszyć, – zaśmiałem się ironicznie.

    – Nie, to znaczy też, – też się uśmiechnął, – ale oprócz tego wszystko by musiało się przesunąć o dwa tygodnie, bo w przyszłym tygodniu muszę wyjechać, a i Krysia chyba nie będzie mogła, z przyczyn naturalnych, rozumiesz…

    – Hm, – pokiwałem głową ze zrozumieniem, – mnie to odpowiada. To co, masz mój telefon, na wszelki wypadek, ale myślę, że możemy się umówić już dzisiaj.

    – Preferujesz jakąś knajpę?

    – Nie, wszystko jedno. Co proponujesz?

    – Może „Cristal”? Zarezerwuję stolik i spotykamy się o 20.

    – Dobra. Spotykamy się w piątek. Postanowione…

    – Tak. Aha, może na wszelki wypadek przygotujmy od razu całą akcją? Może akurat wszystko pójdzie dobrze?

    – W porządku, ale co masz na myśli?

    – Wiesz, wezmę klucze od znajomego, który wyjechał za granicę i zostawił mi pod opieką mieszkanie w śródmieściu…

    – Masz rację, może się uda za pierwszym razem. My chyba mamy podobne charaktery, no nie? – powiedziałem z ulgą, że tak wszystko nam się ułożyło.

    – Nooo, – zaśmiał się i rozstaliśmy się zaprzyjaźnieni.

    Kiedy wróciłem do domu oczywiście pierwsze pytanie Beaty było:

    – Gdzie byłeś tak długo? Miałeś być w domu od razu po pracy?

    – Spotkałem znajomego ze studiów, – wyjaśniłem zdejmując kurtkę, – poszliśmy na kawę pogadać…

    – Że też zawsze gdzieś idziesz sam. Nie pomyślisz, że ja też bym chętnie gdzieś poszła…

    – A wyobraź sobie, że też o tym pomyślałem! Postanowiliśmy się jeszcze raz spotkać z żonami, i pójść gdzieś się zabawić!

    – O, to wspaniale! – ucieszyła się, – kiedy idziemy?

    – W piątek, do „Cristalu”.

    – Cudownie, to już pojutrze! Muszę sobie przygotować kreację. W co chciałbyś, żebym się ubrała?

    – Najlepiej w nic, ale jak już coś musisz włożyć, to wiesz, co lubię…

    – Wiem, wiem, zbereźniku, ubiorę się tak jak lubisz… – zachichotała zalotnie.

    Widać było, że naprawdę się ucieszyła, że gdzieś wreszcie wychodzimy.

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Maksymilian Letki
  • Ruchanie dziewczyny kolegi we dwoch

    Mój stary kumpel z liceum zaprosił mnie do siebie, do Wrocławia, aby powspominać stare czasy i wypić coś głębszego. Z Adrianem byliśmy ziomkami nawet trochę wcześniej, a w liceum siedzieliśmy w jednej ławce. Od tamtego momentu minęły 3 lata, ale nie straciliśmy kontaktu – co jakiś czas dzwoniliśmy do siebie czy też pisaliśmy. Naprawdę był to mój dobry kolega, prawie przyjaciel. Adrian mieszkał razem ze swoją dziewczyną Basią, którą też znałem z liceum, bo wszyscy byliśmy wtedy w jednej klasie. Jakoś pod koniec, tuż przed studiami, zaczęli ze sobą kręcić i od tamtego czasu są razem cztery lata. Mieszkają wspólnie, wynajmują nieduże mieszkanie i studiują na tej samej uczelni. Ogólnie powodziło im się dobrze i cieszyło mnie to, że Adrian zaprosił mnie do nich.

    Przyjechałem pociągiem w piątek wieczorem, Adrian odebrał mnie z peronu i razem uberem pojechaliśmy do ich mieszkania. Przez całą drogę gadaliśmy. Chłopak trochę się zmienił od czasu kiedy ostatni raz widziałem go na żywo. Był zawsze niższy niż ja, ale teraz trochę się spasł, widać było, że Basia o niego dba. Ja natomiast trzymałem formę – może dlatego, że byłem singlem, zaliczyłem co prawda kilka związków i kobiet, ale nie było to nic poważnego.

    Kiedy weszliśmy do jego mieszkania, wręczyłem Basi wino oraz kwiaty, które kupiłem wcześniej – pomyślałem, że będzie to miły gest. Dziewczyna podziękowała mi i widziałem, że jej poliki ozdobiły rumieńce. Obejrzałem ją sobie w przelocie, tak tylko, bo dawno jej nie widziałem. Nie wystroiła się w ogóle, a makijaż miała dzienny, lekki. Ubrana w dresowe spodnie i zwykłą, czarną bluzę z motywem w Stranger Things. Ona też trochę przytyła, ale jej akurat wyszło to na dobre. Jej twarz była raczej okrągła i raczej ładna, ale żadna tam piękność. Oczy miała niebieskie, a włosy w kolorze ciemnego blondu, teraz upięte w zwykły kok. Usta natomiast posiadała całkiem fajne – duże i pełne, wyraziste, coś jak Angelina Jolie. Nawet fajną ma tę laskę, pomyślałem sobie o niej i o Adrianie. Taka trochę szara myszka, ale z potencjałem. Kiedy odwróciła się i poszła po szkło, żeby włożyć kwiaty do wody, zerknąłem na jej tyłek. Zaskoczył mnie pozytywnie, nawet bardzo i musicie mi wierzyć, że to było zjawisko. Naprawdę coś niesamowitego. Basia była posiadaczką naprawdę pięknej, dużej dupy. Aż zrobiło mi się głupio kiedy tak się na nią zapatrzyłem, ale nie dało się inaczej – po prostu jej tyłek przyciągał jak magnes i nawet papież by się gapił jak szpak. Ogarnąłem się i poszedłem do łazienki, trochę się odświeżyć, a także ochłonąć.

    Potem, kiedy przeszliśmy do salonu, Adrian postawił litra wódki, którą szybko zaczęliśmy obalać. Basia też nam pomagała, ale miała bardzo słabą głowę, już po pierwszym drinku wpadła w szampański nastrój. Śmiała się i opowiadała, a ja patrzyłem na nią i było coś dziwnego w tym jak ta dziewczyna mnie interesowała. Kiedy się pochylała, zbliżała na kilka centymetrów do mnie, czułem nie tylko jej pociągający zapach, ale też obcy, przyjemny prąd ogarniał moje ciało. Miała w sobie coś wyjątkowego. No i oczywiście za każdym razem kiedy wstawała nie mogłem się powstrzymać przed gapieniem się na jej kołyszące się, szerokie i duże pośladki. O Boże, myślałem sobie. Adrian jest pieprzonym szczęściarzem skoro ma takie cudeńko do użytku własnego. Wydaje mi się, że mój kumpel raz czy dwa zauważył, że tak podziwiam wdzięki jego dziewczyny, ale nic nie powiedział. A może mi się tylko wydawało.

    Także gadaliśmy z Adrianem o różnych duperelach, a w tle leciała jakaś eska, teledyski i muzyka. Śmialiśmy się coś i gapiliśmy w ekran i piliśmy. Ja siedziałem na fotelu naprzeciwko, a oni na kanapie. Skończyła nam się w międzyczasie wódka i Adrian zapowiedział, że skoczy na dół do monopola po więcej. Nie chciałem już tyle pić, bo czułem się nieźle wstawiony, ale ostatecznie mnie złamał. Zostałem teraz sam na sam z Basią. Kiedy kolega wyszedł, dziewczyna uśmiechnęła się i poklepała miejsce na kanapie obok siebie. Chciała żebym usiadł koło niej. Zrobiłem to. Od razu poczułem ten łagodny i przyjemny prąd, jakby ciepło bijące z jej ciała, podniecająca aura. Przeszedł mnie rozkoszny dreszcz.

    – Adrian mówił, że nie masz nikogo – zaczęła.

    – No tak. Jestem sam. Ale w sumie jest mi dobrze.

    – Nie lubisz kobiet?

    – Och nie, uwielbiam kobiety. Ale nie spotkałem jeszcze żadnej ciekawej. Ciekawej dla mnie.

    Basia zaśmiała się i poruszyła. Wydawało mi się jakby zbliżyła się do mnie na kilka centymetrów.

    – Adrian uważa cię za przyjaciela, wiesz? Dużo o tobie mówi – oznajmiła.

    – Ja również uważam go za przyjaciela.

    – Bardzo cię ceni.

    – To miło.

    Dziewczyna odchrząknęła, sięgnęła po szklankę z końcówką drinka i napiła się.

    – Zauważyłam jak na mnie patrzysz – wyznała nagle i niespodziewanie, ale nie było w tym wyrzutu.

    – Co? Ja… – zacząłem, nie mając pojęcia jak skończyć.

    – Gapisz mi się na tyłek przez cały wieczór. Zauważyłam to.

    Zrobiłem się na twarzy czerwony jak burak.

    – Przepraszam – powiedziałem. – Po prostu jesteś bardzo zgrabna i tak jakoś, ta wódka, przepraszam…

    – Popatrz na mnie – poprosiła.

    Uniosłem głowę i spojrzałem na nią. Patrzyliśmy sobie przez chwilę w oczy. Jej błękit przyciągał mnie do siebie, widziałem ich drganie. Oczy Basi drżały. Nie miałem pojęcia o co chodzi. Po chwili po prostu dziewczyna pochyliła się i pocałowała mnie. Jej pełne usta były gorące i słodkie. Odpowiedziałem na jej pocałunek, zrobiłem to automatycznie. Nasze języki zaczęły się dotykać. O Boże, myślałem sobie. Co tutaj się dzieje? Basia zarzuciła swoje ręce na moje ramiona i dalej całowała mnie łapczywie. Moje dłonie powędrowały na jej biodra. Dawno nikt mnie tak nie całował, ani ja nikogo tak nie całowałem. To było potwornie dobre. Poszliśmy w ślinę jeszcze mocniej, przechyliłem Basię na kanapę, leżałem teraz na niej, przycisnąłem ją swoim ciężarem i całowaliśmy się jak kochankowie. To było strasznie intymne.

    – O! – Usłyszałem nagle i oderwałem się od warg Basi z przerażeniem. – Widzę, że już zaczęliście.

    – Adrian słuchaj, to nie tak – zacząłem bełkotać z nerwów.

    – Spokojnie Karol, luz. Taki był plan.

    Popatrzyłem na niego, nie wiedząc w co tu się gra. Adrian stał w drzwiach z dziwnym uśmieszkiem. Potem usiadł na fotelu naprzeciwko nas i spojrzał na mnie, potem na Basię i zaśmiał się. Zerknąłem na dziewczynę. Posłała mi mały uśmiech, a potem jej dłoń wylądowała na moim udzie. Byłem w szoku.

    – Dobra Karol, powiem ci tak – zaczął Adrian. – Zaprosiliśmy cię tutaj nie dlatego, że nam się tak fajnie gada. Chcemy z Basią przeżyć trójkąt, seks w trójkącie. Ja chciałem z dwoma laskami, ale Basia zgodziła się pod warunkiem, że najpierw będzie dwóch facetów. Długo się nie zastanawiałem, że musisz być to ty. Ufam ci, a skoro tak to ona też. Wybraliśmy ciebie.

    – Że co? – odparłem, myśląc, że to jakieś szaleństwo.

    Słuchaj, nie powiedziałem ci tego wcześniej, bo czułem, że się nie zgodzisz. Ale teraz tu jesteś i sytuacja jest inna. Opcje są trzy. Wchodzisz w to i będzie nam chyba dobrze i miło. Dwa to zapominamy o całej sprawie i siedzimy sobie dalej jak gdyby nigdy nic. A trzy to możesz sobie śmiało iść w pizdu. Twój wybór.

    Siedziałem i nie wiedziałem co mam powiedzieć. Dłoń Basi głaskała wewnętrzną stronę mojego uda, sprawiając mi przyjemność. Mój penis drżał w spodniach. Biłem się z myślami. Nie miałem pojęcia co mam zrobić.

    I wtedy Basia ponownie pochyliła się do mnie i znów jej wargi spoczęły na moich. Ponownie zarzuciła dłonie na moich ramionach, tym razem jednak włażąc na mnie, siadając mi okrakiem na kolanach. Czułem miękkość jej ciała, jej ud. Całowaliśmy się zapamiętale, a moje dłonie wylądowały na jej plecach. Poczułem jak mój kutas w spodniach zamienia się w stal. Ona też to poczuła, bo po chwili zaczęła delikatnie ocierać się swoim kroczem o moje. Czułem jej miękkie łono przez te dresowe spodnie. Nawet nie wiem kiedy moja prawa dłoń wylądowała na jej pośladku. Pod palcami miałem coś cudownego, nigdy jeszcze nie dotykałem dziewczyny z taką boską dupą. Ocierała się o mnie i ocierała, to było prawie jak stosunek.

    Nagle jednak Basia oderwała się ode mnie i zeszła mi z kolan, co sprawiło mi mały zawód. Odwróciła się i podeszła teraz do Adriana, klękając przed nim. A Adrian zdążył już w międzyczasie wyciągnąć swojego fiuta na zewnątrz. Stał mu już konkretnie, ale szczerze mówiąc jego sprzęt był mizerny, wyglądał jak cienka, mała parówka. To było trochę smutne. Basia zanurkowała głową między jego nogami i wzięła kutasa Adriana do ust. Wypięła w moją stronę swój seksowny tyłek, który nadal pozostawał w dresie.

    – Jak chcesz się dołączyć to śmiało. Gumki mam w portfelu – oznajmił mi Adrian. – Bez nich nawet o niczym nie myśl.

    Spojrzałem na czarny portfel leżący na stoliku. Musiałem podjąć decyzję. Patrzyłem na to jak Basia obrabia ustami Adriana i musiałem podjąć decyzję. Jej dupsko wypinało się ochoczo w moją stronę. Wstałem i wziąłem z portfela kondoma. Potem odpiąłem klamrę od paska i zdjąłem spodnie. Kutas stał mi niczym stal. Adrian zerknął na mnie, na moją stojącą męskość i widziałem u niego błysk zazdrości. Nie miałem może największego kutasa na świecie, ale nie miałem też małego. Raczej ponadprzeciętny. Nie wiedziałem za bardzo jak mam się do nich zabrać. Co zrobić, żeby zacząć.

    – Możesz ściągnąć Basi te dresy – zaproponował Adrian. – Myślę, że nie będzie miała nic przeciwko.

    Posłuchałem go. Uklęknąłem za dziewczyną i obejrzałem to jej cudeńko w opiętych dresach. Już za chwilę miałem się przekonać jak wygląda nago ten ósmy cud świata. Położyłem dłoń na jej pośladku i pomasowałem go. Kiedy złapałem za gumkę od spodni i zacząłem zsuwać z niej dresy, czułem potężne podniecenie. To było prawie tak jakbym odsłaniał schowany pod kocem skarb.

    Najpierw pojawiły się dwie pokaźne półkule, po chwili odsłoniłem głęboki rowek między nimi, a jeszcze zaraz ukazało mi się jej kakaowe oczko pośrodku. Ściągnąłem jej te dresy do samych kolan i w końcu ujrzałem jej skarb. Słodka jak maślana bułeczka pusia, z pulchnymi dosyć wargami sromowymi w kolorze różu. Widać było, że jej cholernie rozpalona, z jej otworka sączył się śliski i gęsty śluz. Wziąłem głęboki oddech i dotknąłem palcami jej cipki. Była potwornie mokra i gorąca. Pojeździłem palcami po jej cipce, a potem zahaczyłem o łechtaczkę. Myziałem ją kilka chwil, wykonując okrężne ruchy. Basia cały czas nie przerywała ssać Adrianowi. Zjechałem palcami niżej i wsunąłem je we wnętrze dziewczyny. Nigdy wcześniej żadna kobieta nie była przy mnie tak mokra jak ona teraz. Palcowałem ją trochę i w końcu zdecydowałem, że w nią wejdę. Ubrałem prezerwatywę na chuja i zająłem odpowiednią pozycję za dupskiem Basi. Przyłożyłem okrytą lateksem, napęczniałą do granic żołądź do otworka Basi i chwilę smyrałem nią tak jej cipkę. Dziewczyna sama poruszyła się w moją stronę, tym samym nabijając na mój pal. Kiedy jej cipka zaczęła pochłaniać powoli mojego penisa, czułem się jak w niebie i bałem się, że spuszczę od tego pełnego ruchu. Kiedy dobiła do do brzegu, myślałem, że trysnę z tego podniecenia. Gapiłem się na jej piękne pośladki, na jej tyłek przyklejony do mojego podbrzusza. Ochłonąłem trochę i dopiero wziąłem się do roboty. Zacząłem nieśpiesznie ją posuwać. Robiłem to delikatnie i powoli i nie mogłem uwierzyć, że jej cipka jest taka ciasna; ale potem pomyślałem o małych kutasie Adriana i w sumie nie mogłem się dziwić, jej pochwa po prostu nie miała kontaktu z czymś większym. Poprawiłem swoje położenie na kolanach, tak żeby mieć lepszy dostęp i móc wykonywać pełniejsze ruchy. Położyłem dłoń na jej pośladku i przejechałem po jej cudnym tyłku od lewej do prawej, racząc się tym cackiem. Co za duspko, ale ona ma cudną dupę, grało mi w głowie. No i zacząłem ją w końcu dymać, nie mogłem już czekać. Najpierw powoli, ale oczywiście mając możliwość ruchania takiej suczki, kto by się hamował? Przyspieszyłem więc, a jej cipka cudownie mnie przyjmowała. Położyłem teraz dłonie na jej biodrach, oparłem się na nich, by nadać jeszcze płynniejszy rytm naszemu stosunkowi. Pieprzyłem ją coraz mocniej i bardziej zdecydowanie, patrząc urzeczony jak jej wielkie, blade pośladki kołyszą się w takt moich pchnięć. Nigdy nie ruchałem dziewczyny z taką dupą i musiałem przyznać, że było to najlepsze rżnięcie w moim życiu. Po chwili przestałem się jakkolwiek hamować i jebałem już Basię z całych sił. I nagle zobaczyłem, że dziewczyna wypuszcza z ust penisa Adriana i kładzie głowę na jego udzie. Jej twarz wyrażała ekstazę, miała zamknięte oczy. I jęczała. Matko jak ona strasznie jęczała podczas gdy tak ją rżnąłem! Jej pośladki klaskały jak szalone, a ona wyła jak dzika pode mną! Jezu, myślałem. Pewnie Adrian tym swoim małym kutasem nigdy jej czegoś takiego nie sprawił. Jechałem ją jednostajnie i mocno. Brałem ją jak swoją własność.

    – Och tak… – wyrwało się z jej ust.

    Podziałało to na mnie. Na Adriana chyba też, bo w tym samym momencie kolega wystękał:

    – Basia dochodzę!

    Dziewczyna pomimo młota, który rozpieprzał jej cipkę, znalazła siły, by podnieść głowę i posłusznie wpakowała sobie kutasa Adriana do ust. Chłopak ryknął, jego twarz zrobiła się czerwona, oczy zaszły mgłą. Wiedziałem, że się spuścił, skończył, a ona połknęła cały jego ładunek. Dla mnie też było to już za wiele. Nie wyjmując kutasa z jej pochwy, uniosłem się z kolan i stanąłem na stopach, okrakiem nad tyłkiem Basi i zacząłem walić ją z góry, pierdolić z siłą pneumatycznego młota. Raz po raz uderzałem bezlitośnie, sprawiając, że jej pośladki trzaskały jak szalone o moje biodra. Jebałem ją zwierzę, brutalnie i mocno, wyglądało to jakby pies dorwał się do suki, mającej cieczkę.

    I stało się. Wbiłem się głęboko i ostatecznie i ryknąłem jak zły. Zacząłem się spuszczać w jej pochwie, w lateksową gumkę. To był najlepszy orgazm w moim życiu. Czułem każdą salwę, każdą strugę strzelającą z mojego chuja. I miałem wrażenie, że całe jej ciało drży….

    Kiedy skończyłem się spuszczać, wyszedłem z niej, a rozciągnięta pochwa wydała śmieszny plusk. Bezsilny opadłem na kanapę, rozwaliłem się na niej. Spermy w gumce było chyba z litr, nigdy tyle nie wytrysnąłem. Potem spojrzałem na Basię.

    Cały czas wypięta, z zaczerwienioną, rozoraną cipką i równie różowymi, zbitymi pośladkami, oddychała ciężko. Jej blade dupsko, uda i łydki, kontrastowały z czarną bluzą, którą miała przez całą tę akcję na sobie. Dziewczyna trzymała głowę na udach Adriana i patrzyła na mnie z uśmiechem. Też się do niej uśmiechnąłem. Czułem, że tego wieczora, wydarzy się jeszcze znacznie więcej…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Marcel
  • Goraca kapiel z Panem K.

     To był ciężki dzień. Kiedy dobiegał końca marzyłam już tylko o tym żeby zdjąć z siebie te łachy i zanurzyć się w gorącej wodzie. Dobiegała 23:00.  Szum wody działał na mnie uspokajająco, zapach soli do kąpieli dodatkowo pieścił zmysły. I jeszcze najważniejsze- wino. Nalałam sobie pełen kieliszek czerwonego jak rubin trunku o mocnym wyrazistym smaku. Upiłam łapczywie łyk i oblizałam wargi. Ciepło pomału rozchodziło się po moim ciele. Wracając do łazienki wzięłam swój telefon żeby puścić kojącą muzykę. Dostałam wiadomość. OD NIEGO! Pospiesznie otworzyłam ją i przeczytałam treść

    „Hej A., Widziałem Cię dzisiaj j na mieście i w xoxo, byłaś z dziewczynami nie chciałem przeszkadzać. Powiem jedno- ta czerwona sukienka- myślę o niej cały czas. Odezwij się jak masz ochotę. – K.”

    Momentalnie cała zesztywniałam. W podbrzuszu poczułam jakby ciepło- mrowienie? To było niesamowite! Od tygodnia ciągle o nim obsesyjnie myślę, widzieliśmy się tylko raz. Mój umysł był wtedy jakby to powiedzieć- nie do końca trzeźwy, a ciało rozpalone i upojone w tańcu. Tańczyliśmy i to jak! Nasze ciała wirowały w rytm muzyki, prowadził mnie stanowczo i patrzył głęboko w oczy, a nawet nie znałam jego imienia. Kidy zrobiło się już późno moja przyjaciółka pociągnęła mnie za rękę, taxówka na nas czekała.  Zatrzymał mnie prosząc o numer telefonu, dałam mu go bez wahania. Przedstawił mi się, a ja rozmyślałam o moim Panu K. od tygodnia, nie odzywał się. Aż do teraz. Nie liczyłam na żadną miłosną historię z happy endem, on nie był takim typem. Jednak miałam ochotę na niegrzeczny flirt więc postanowiłam kontynuować.  Odpisałam:

    „Hej, czerwona sukienka mówisz? Właśnie jestem w trakcie zdejmowania jej..Ciężko odpiąć sobie samemu ten zamek. Ale już prawie… Mam jej dosyć na dzisiaj. „ I tyle. Wysłałam.

    Rozebrałam się do naga w lustrze odbijało się moje nagie ciało.  Lubiłam siebie. Zwłaszcza nogi i piersi. Zgrabne łydki i krągłe piersi oraz pośladki. A co tam, zabawię się dziś. Zasłoniłam się lekko czarnym peniuarem, odsłoniłam prawie całą pierś i zrobiłam sobie zdjęcie robiąc seksowną minę. Dobrze że jeszcze nie zmyłam makijażu. Pan K. się nie odzywał wiec weszłam do wanny zanurzając się w gorącej wodzie. Moje sutki były twarde miałam straszną ochotę na seks. Na seks z NIM. Przyszła wiadomość:

    „Jestem pewien że bez niej wyglądasz jeszcze lepiej. Chętnie bym ją zdjął z Ciebie własnoręcznie ..”

    Nie odpisałam nic, wysłałam tylko zdjęcie. Moje myśli były już zupełnie gdzie indziej. Byłam w jego objęciach, nasze ciała tańczyły przybliżone na maxa do siebie. Jego ręka na moim pośladku. Później zabrał mnie do siebie. Rozpinał moją sukienkę powoli przesuwając językiem wzdłuż moich pleców. Mruczał przy tym a moje ciało wiło się z podniecenia. Poczułam na pośladkach jego twardego penisa domagał się uwagi. Wyobraźnia moja nie znała granic, ręka powędrowała do mojej cipki. Zaczęłam się masować myśląc o seksie z Panem K. Na pewno byłby dobry w łóżku. Jego penis na pewno jest twardy i gruby, chciałabym poczuć go w sobie głęboko- wsunęłam palce do cipki-Ach! Mocno posuwałby mnie przy ścianie, rżnął całą noc! Oddałabym mu się bez wahania, miał idealne ciało, a oczy przeszywały mnie na wylot. Nigdy jeszcze nie robiłam facetowi dobrze ustami, uprawiałam seks tylko raz w życiu z moim byłym chłopakiem ,to była porażka. Pan K. na pewno lepiej by się mną zajął. Wzięłabym całego do ust i mocno ssała żeby było mu dobrze- moje palce powędrowały do ust, zaczęłam ssać palca serdecznego. Było mi tak dobrze, nie chciałam przestawać. Usłyszałam, że telefon zawibrował.

    Dostałam zdjęcie : jego umięśniony tors i lekko zsunięte spodenki. Torturował mnie, chciałam zobaczyć go całego! Wysłałam mu zdjęcie swoich nagich piersi, licząc, że dostanę to na co czekam. Wróciłam do zabawy, bawiłam się swoją cipką, było mi gorąco, pieściłam łechtaczkę. Próbując upić łyk schłodzonego wina niechcący rozlałam je na swoją szyję i dekolt.. a to było niesamowite doznanie! Zimny trunek spływający po rozgrzanym ciele był niezwykle podniecający! Zaczęłam bawić się słuchawką prysznicową, odkręciłam zimną wodę żeby tylko delikatnie ciekła i zaczęłam polewać swoją szyję, dekolt i piersi jedną ręką, a drugą cały czas robiłam sobie dobrze. Zimna woda była orzeźwiająca ! Wypięłam biodra do góry żeby cipka wyłoniła się z gorącej wody i polałam ją strumieniem lodowatej wody, z moich ust wydobył się okrzyk rozkoszy! Ponownie ją schowałam do ciepłej wody, a następnie znowu polałam zimną wodą. Dostałam sms: zdjęcie jego nabrzmiałej męskości. Normalnie bym się wkurwiła ale tym razem tego potrzebowałam. Pragnęłam takiego kutasa, był długi i twardy mogłabym go obciągać z rozkoszą, chciałam mieć go w  swojej cipce! Zaczęłam mocno pieprzyć się palcami i jednocześnie oblewać zimną wodą. Nagle przyszedł kolejny sms:

    „masz ochotę na niego? Jestem do dyspozycji. Napisz tylko gdzie i kiedy”

       Wysłałam mu swój adres i wyszłam z wanny. Byłam cholernie napalona ale nie chciałam kończyć sama. Chciałam żeby to ON mnie przeleciał, chciałam czuć jego ciało na swoim, chciałam słyszeć dźwięk uderzających o siebie ciał, nie mogłam się już doczekać. Cipka pulsowała jak nigdy,  nalałam sobie kolejny kieliszek wina i zdecydowałam się ubrać seksowną czarną bieliznę. Parę minut później kiedy dopijałam wino, rozległo się pukanie do drzwi. Otworzyłam je a te oczy przeszyły mnie na wylot. Moja cipka niemal eksplodowała, a  kolana się ugięły …

    Ciąg dalszy nastąpi..

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Naked. Body
  • Troche dluzsze haiku dla panienek

    WRZEŚNIOWY WIECZÓR

    Podeszła do okna. Padał wieczorny deszcz. Było mokro i przyjemnie. Chyba dlatego, że nie było wiatru. Nie żałowała świeżo umytych szyb. O tej porze roku i tak wszystkie obowiązki w domu kojarzyły jej się z przyjemnością. Otwarte okno, wiatr, gałęzie drzewa i hałasujące ptaki. I tak miała co robić. CZEKAŁA NA NIEGO. Wracał codziennie, czasem zaraz po pracy, czasem gdzieś później wieczorem. Ale wracał zawsze. Nie pytała nigdy co robił, i tak zawsze jej mówił. Nie teraz, to później, za chwilę, przed snem, a może jutro. Czasami sobie coś przypominał dopiero po tygodniu. Ona wszystko pamiętała, nigdy się na nim nie zawiodła, a żyła przecież jego życiem. Tylko jego. Roztopiła się w nim i było jej z tym dobrze.

    W ich mieście wszystko było stare, ciche i łagodne. Z murów osypywał się tynk, ale cegła swoją zdrową czerwienią oddawała poczucie stałości. To tylko drobne zmiany, może i liczone w dziesięciolecia, opadały ze ścian jak we wszystkich miastach tego chorego ustroju, o którym już nikt nie chciał pamiętać. Wszędzie wokół wszystko biegło szaleńczym pędem do przodu. W ich mieście i w ich domu zawsze było jak dawniej, wiec nie było czego gonić. Małe miasto na uboczu.

    W przedwieczornej szarówce wyłonili się zza rogu obje. On ją tak jakoś dziwnie przytulał. Może nie. Obejmował. Starszy mężczyzna i młoda dziewczyna. Wyraźnie nad nią dominował, choć byli prawie tego samego wzrostu. Nawet w ich chodzie było coś zwracającego uwagę. To dziwne, że widać w ludziach, że przed chwilą z sobą rozmawiali. Musieli o czymś ważnym. Przynajmniej dla nich. Patrząc z boku na ludzi, tyle spraw wydaje nam się przecież małostkowych, banalnych albo po prostu śmiesznych. Wiemy, że i oni będą się kiedyś z tego śmiali. O ile nie zdążą zapomnieć…

    Stał na progu balkonu i palił papierosa… KOCHAM CIĘ! – rzuciła za nim, ale tak cicho, że nie dosłyszał. Doleciało tylko do jego skóry, tuż przy uchu, na karku. Przylepiło się i zostało. Wtuliła się w to miejsce. Skórę miał już popękaną, traciła swoją pomarańcz, zmieniała się w szarzejąca twardość, a siwe włosy powoli skręcały się coraz bardziej i twardniały. Starzeli się oboje. I jej się to ciągle podobało. Cały czas. Była taka szczęśliwa…

    Milczał. Myślał o czymś. Zajęty własnymi myślami przesunął tylko rękę do tyłu i machinalnie pogładził ja po plecach. Wiedział, że przed snem przytuli ją do siebie i będzie czuł, jak ona znika, jakby wsysał ją w siebie, ogarniał zewsząd, aż zniknie i zostanie tyko on.

    A ona w nim…

    Ale teraz myślał jeszcze przez chwilę o tamtej dziewczynie…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Lucjusz
  • Pani Kierownik

    Jestem Damian i mam 21 lat. Zbliżał się okres wakacyjny dlatego zatrudniłem się w miejscowym fast foodzie, żeby troszkę zarobić. Praca miała być łatwa, szybka i przyjemna, ale nie zdawałem sobie sprawy że, spotkają mnie tam, aż takie przyjemności. Już podczas rozmowy o pracę moim oczom ukazała się piękna niewiasta. Czarno włosa kobieta średniego wzrostu, z kobiecymi kształtami. Na sobie miała koszule i spódnice a pod nią czarne rajstopy które idealnie oddawały kształt jej nóg. Już wtedy wiedziałem, że muszę dać z siebie wszystko podczas rozmowy aby pracować z kimś takim jak ona. Kiedy doszła w moim kierunku wypowiedziała z uśmiechem na ustach – Hej, jestem Kasia. Odpowiedziałem jej lekko zawstydzony – Jestem Damian. Po czym wspólnie przeszliśmy do stolika gdzie miała miejsce rozmowa. Nie wiedząc kiedy rozmowa jakoś minęła, ale nie ukrywam było ciężko powstrzymać się od patrzenia na jej boskie nogi. Na koniec rozmowy usłyszałem, że mam tę robotę i od jutra mogę zaczynać. Po powrocie do domu nie myślałem o niczym innym, niż wrócić tam aby spędzić czas z moją nową panią kierownik. Nie mogłem doczekać się jutrzejszego dnia. Kiedy emocje opadły i nastał późny wieczór położyłem się spać. Wstając następnego dnia wiedziałem co się szykuje. Od rana targały mną różne emocje. Z jednej strony strach przed nowym miejscem, a z drugiej ekscytacja pracy z Kasią. Kiedy zbliżała się godzina rozpoczęcia zmiany wyruszyłem do pracy. Dotarłem na miejsce o 15:34, także miałem jeszcze dobre 30 minut na ogarniecie się. Wszedłem na zaplecze restauracji i szukając męskiej szatni otwierałem każde możliwe drzwi które nie były opisane. Po otwarciu jednych z nich moim oczom kolejny raz ukazała się Kasia. Tym razem była odwrócona tyłem miała na sobie rajstopy i bieliznę. Jak się można domyślić te drzwi to była szatnia damska. Przez 5 sekund stałem jak wryty wpatrując się w ten cudowny widok po czym wyszedłem szukać dalej. W mojej głowie było tysiąc myśli ale jedna zdecydowanie przeważała.

    CDN 🙂

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Mateusz Denis
  • Pierwszy raz w trojkacie Rozdzial 2

    Rozdział 2 – Dancing

    W piątek Beata się zaczęła szykować już od 16. Widziałem, że aby mnie podniecić założyła czarne pończoszki na pasku, czarne koronkowe figi i gorsecik. Na to wszystko luźną, długą suknię i kaftanik. Kiedy skończyła z makijażem, wskoczyłem w garnitur, jej ulubioną niebieską koszulę i krawat, który dostałem od niej. Nie bardzo mi pasował, ale czego się nie robi dla sprawy…

    Pojechaliśmy samochodem, który zostawiłem na parkingu strzeżonym niedaleko knajpy. Kiedy weszliśmy do restauracji, dostrzegłem Tomka z żoną. Rozebraliśmy się w szatni i podeszliśmy do ich stolika.

    – Beatko, to jest mój kolega z obozów narciarskich, jeszcze ze studiów, z którym się przypadkowo spotkaliśmy po tylu latach…

    Tomek szarmancko ucałował jej dłoń, przedstawiając się. Ja tymczasem ucałowałem dłoń jego żony, którą już znałem ze zdjęcia. Widać było, że jest trochę naburmuszona i nieufna. Może on coś jej wspomniał o naszym planie, albo sama czegoś się domyślała, bo przyglądała mi się jakoś dziwnie.

    Zamówiliśmy oczywiście zupę gulaszową i czerwone wino. Kiedy zaczął grać zespół, poprosiłem do tańca moją żonę.

    – No, i jak ci się podobają…

    – Fajni, nigdy mi o nim nie wspominałeś…

    – Wiesz, miałem tylu znajomych… A zresztą sam o Tomku zapomniałem, – wywinąłem się, – po studiach znajomość się urwała… To był raptem jeden wspólny obóz narciarski. Gdyby nie to przypadkowe spotkanie…

    Widziałem tańczących niedaleko Tomka i Krysię. On coś jej tłumaczył, a ona z niezadowoloną miną kręciła głową. Później wymieniliśmy się partnerkami. Kiedy tańczyłem z żoną Tomka, czułem, że jest jakaś spięta. Próbowałem coś żartować, ale moje żarty nie trafiały do niej. Chyba coś było nie tak. Nie starałem się przytulać, czy robić jakiś gestów, które mogłyby jeszcze bardziej zajątrzyć jej nastrój. Kiedy była przerwa i znaleźliśmy się przy stoliku z satysfakcją natomiast zauważyłem, że Beata z Tomkiem bawią się świetnie. Przez chwilę nawet zakłuło mnie coś w sercu, chyba odrobina zazdrości, ale bardziej nie o mą żonę, ale o to, że ja nie umiem być taki zabawowy jak on. Że nie mam takiego daru rozbawiania kobiet.

    Jedliśmy, tańczyliśmy zmieniając się partnerkami, no i uzupełnialiśmy cały czas butelki wina. Miałem swój dzień do picia. Mimo wlanego w siebie alkoholu nie czułem go w sobie. Czasami są takie dni, że człowiek po jednym kieliszku już ma dosyć, a czasami… Piję, piję i cały czas jestem trzeźwy. Tak było dzisiaj. Obserwowałem strasznie przytomnie błyszczący wzrok Beaty, zadowolenie, kiedy dłonie Tomka niby przypadkiem dotykały jej zgrabnych pośladków, kiedy w tańcu przyciskał ją do siebie… Właściwie czułem się usatysfakcjonowany, że scenariusz wymyślony przeze mnie realizuje się tak dobrze. Kiedy zatańczyłem z Beatą, zapytałem się jak się bawi.

    – Świetnie! – uśmiechnęła się zalotnie, – A co, czyżbyś był zazdrosny?

    – Mhm, może trochę… – uśmiechnąłem się i odpowiedziałem zgodnie z prawdą, – troszeczkę, ale najbardziej cieszy mnie, że się fajnie bawisz…

    – A ty, co, nie bawisz się dobrze? – zapytała, – Przecież małe blondynki, są w twoim guście… – w jej głosie wyczułem trochę kpiny.

    Fakt, Krysia podobała mi się, ale wyraźnie dzisiaj była nie w sosie. Wlewała w siebie kieliszek za kieliszkiem. Nawet nie spostrzegliśmy kiedy, zrobiła się 1-sza w nocy. Wokalista ogłosił zakończenie imprezy i zaczęliśmy się zbierać do wyjścia.

    – Och, szkoda, że już koniec… – stwierdziła z żalem Beata, – tak cudownie się bawiłam…

    – A mnie się kręci w głowie i jest mi niedobrze… – głuchym głosem odezwała się Krysia, – i chcę spać… – dodała głosem obrażonej dziewczynki,

    – Jak wrócicie do domu, – zatroszczył się Tomek, jednocześnie mrugając w moją stronę, – przecież piłeś… Może przenocujecie u nas…

    – A gdzie mieszkacie? – zapytała się Beata Krysi.

    – Na Gocławiu, ale mi się kręci w głowie i tam nie dojadę, – stwierdziła Krysia, – Tomek, idziemy do Janusza, masz przecież jego klucze…

    – Chyba mam… – zaczął szperać w kieszeniach, – tak, mam… – zadzwonił tryumfalnie pękiem kluczy wyciągając w górę rękę, – no to żyjemy…!

    – To idziemy przenocować tam. Nie dojadę do domu… – zadecydowała Krysia stanowczo, wisząc na ramieniu swego męża, – a i wy się zmieścicie… – rzuciła w stronę Beaty.

    – To co robimy? – Beata spojrzała na mnie wyczekująco, – wracamy taksówką…? Czy przenocujemy u Tomka i Krysi?

    – Jeśli chcecie, to chodźcie z nami. Zapraszamy. Jakoś się zmieścimy, a zresztą, mam ochotę się jeszcze napić, – zaproponował Tomek, – szkoda takiego pięknego wieczoru, żeby go kończyć tak nagle…

    – Krzysiu, co robimy..? – Beata spojrzała się na mnie swym błyszczącym wzrokiem. Czuć było, że chętnie by jeszcze się zabawiła. Ale nie wiedziała, że TA zabawa przebiega według reguł ustalonych wcześniej przeze mnie! I to JA ustaliłem zasady!

    – No dobra, – odpowiedziałem po chwili udając wahanie, raczej przed Tomkiem niż przed Beatą, – właściwie ja też chętnie się jeszcze napiję…

    – Na mnie nie liczcie, – oznajmiła Krysia, omdlewającym tonem – ja mam dosyć…

    – Zauważyliśmy, – zaśmiał się złośliwie Tomek, – ale mam nadzieję, że nie będzie cię trzeba nieść, chodźmy…

    Ruszyliśmy w stronę Placu Unii. Tomek ze zwisającą na jego ramieniu Krysią, i obok my.

    – A kto to jest Janusz? Twoja rodzina? – dopytywała się Beata Tomka, trzymając mnie pod rękę.

    – To nasz znajomy, – wyjaśnił Tomek próbując prowadzić prosto swą żonę, – artysta-grafik. Wyjechał za granicę i opiekujemy się jego mieszkaniem… Zobaczycie, jak fajnie urządził chatę…

    Okazało się, że mieszkanie jest niedaleko. Trzeba tylko się było jeszcze wspiąć na ostatnie piętro kamienicy, bo winda dochodziła tylko do 6 piętra, a pokonanie jednego piętra ze względu na stan Krysi zajęło nam trochę czasu, i wreszcie znaleźliśmy się na miejscu. Mieszkanie urządzone było z adoptowanego strychu przy Puławskiej. Weszliśmy do gustownie urządzonego salonu. Podłogę pokrywał długowłosy dywan, na którym stał niski, szklany stolik, kanapa i dwa skórzane fotele. Jedną ścianę stanowił regał wypełniony książkami. W rogu w szklanej szafce znajdował się sprzęt hi-fi. Beata opadła na skórzaną kanapę, a Krysia zwaliła się na jeden z dwóch foteli.

    – Krzysztof, chodź, pomożesz mi przygotować kieliszki… – poprosił Tomek włączając muzykę.

    Kiedy się znaleźliśmy w kuchni, wreszcie mogliśmy swobodnie pogadać.

    – Przepraszam cię stary, ale chyba nic z tego… – stwierdził wyciągając z lodówki szampana, – Z Krychy nic dzisiaj nie będzie, jest raczej nie w sosie… No i chyba za dużo wypiła…

    – To zauważyłem, – uśmiechnąłem się, – coś nie tak między wami?

    – Nie, chyba to moja wina, – odpowiedział, przecierając kieliszki, – poprosiłem ją, żeby ubrała się w coś seksy, no i chyba się zaczęła domyślać naszego planu… Miałeś rację, że chciałem za szybko, no i teraz nic z tego nie będzie… – westchnął z żalem, – A twoja żona tak bardzo mi się podoba… O mało, a nasz plan by się udał… Pozostaje nam się tylko napić…

    – Wiesz, właściwie chyba jeszcze nie wszystko stracone, – zadecydowałem nagle, – kontynuujmy nasz plan. Mogę przecież poczekać na rewanż, no nie…

    – Serio, – odwrócił się zaskoczony, tak że upuścił na podłogę kieliszek, który z trzaskiem się rozprysł po podłodze.

    – Oho, tak to się kończy, gdy w kuchni chcą rządzić faceci, – Beata pojawiła się niespodziewanie w drzwiach kuchni, tak jakby wyczuła, że decydują się jej losy, – Ale to się stłukło na szczęście… Gdzie tu jest szczotka, to zamiotę, zanim ktoś się pokaleczy… Aha, Krysia zasnęła, musisz ją położyć spać. Krzysiu, pomóż Tomkowi, a ja się już zajmę szampanem… Och! Ale cudownie zmrożony… Marzenie…

    – Człowieku, jesteś… jesteś… – aż zająknął się szukając określenia, – jesteś niesamowitym facetem… – stwierdził, kiedy weszliśmy do salonu, – oczywiście, jeżeli nie zmieniłeś zdania… – spojrzał na mnie z niepokojem.

    – Nie, spokojnie. Działamy dalej tak jak ustaliliśmy… – odpowiedziałem, pomagając mu ciągnąć Krysię do sypialni, – Wiesz, jak już doszliśmy do tego, że jest Beata i my, i my mamy na to chęć, to nie ma co się wahać… Teraz tylko pozostaje nam przekonać ją do naszego pomysłu… A to nie będzie łatwe… – mruknąłem już raczej do siebie.

    Kiedy ułożyliśmy bezwładną Krysię na łóżku, Tomek zaczął ją rozbierać. Odwróciłem się, by iść do salonu.

    – Krzysztof, – zawołał cicho, – tylko popatrz!

    Spojrzałem w ich stronę. Właśnie zdejmował z niej sukienkę i ukazała się czerwona, koronkowa bielizna.

    – Jednak założyła! – powiedział zaskoczony, – Stary, coś niesamowitego! Obiecuję ci, że ją przelecisz, jak nie dzisiaj to następnym razem, ale ją przelecisz… No, chyba, że chcesz ją przerżnąć teraz? – zachichotał, – chyba się nie będzie bronić…

    – Eeee, wolałbym ją mieć przytomną i bardziej aktywną… – stwierdziłem przyglądając się jej sylwetce leżącej na łóżku.

    Tomek nachylił się i rozpiął jej biustonosz, z którego wysunęły się pełne, jędrne piersi. Zsunął jej figi i spojrzał pytająco na mnie, wpatrzonego w ciemny, zarośnięty ciemnymi włoskami trójkąt.

    – Nie zdecydujesz się…? – wyszeptał,

    Czułem sterczącego w spodniach kutasa. Ale pokręciłem odmownie głową:

    – Może… – przełknąłem ślinę, – może później… O ile się nie obudzi…

    Pogładził ją po cipce z miną właściciela i stwierdził:

    – Na ile ją znam, a jesteśmy już ponad 10 lat małżeństwem, to będzie spała do 7 rano. Jak kłoda…

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Maksymilian Letki
  • Nietypowa Rodzina: Swieta z mama (1)

    Rzadko przyjeżdżałem do domu rodzinnego. Raz na rok, zdarzało się i rzadziej. Mieszkałem ponad 100 km od rodzinnego miasteczka, więc nie było mi nigdy po drodze. Tej zimy postanowiłem odwiedzić rodzinę na święta, więc parę dni przed wigilią pojawiłem się przed starymi drzwiami swojego dawnego domu. Przywracało to wiele wspomnień, miło było znów się pojawić na parę dni i nie martwić się obowiązkami, pracą i opłacaniem rachunków. Miałem już w końcu 25 lat, a już zdążyłem zmęczyć się dorosłością. Nawet obiadami się nie martwię, bo dziadek bardzo dobrze gotował i odkąd jest na emeryturze to on się tym zajmował. Ojciec jak zawsze przebywał w pracy i to się nie zmieniło nawet teraz – w święta też pracował ciężko i nawet na wigilii miało go nie być. Mama pracowała dorywczo, kiedy miała taką ochotę i potrzebę. Wiele lat pracowała w szkole jako sekretarka, a teraz, w wieku 53 lat już po prostu odpoczywa i przygotowuje spokojnie święta. No i była siostra – Nikola, młodsza ode mnie o 7 lat. Kiedyś irytująca i nieznośna, dziś powiedzmy, że już nieco bardziej dojrzała. Mieszkała na piętrze rodzinnego domu.

    Pierwszy dzień był całkiem przyjemny. Gorący, pyszny obiad, kominek, filmy, typowy rodzinny dzień. Minęło dość szybko, aż nie dało się nim nacieszyć. Byliśmy dobrą rodziną – nie idealną, nawet nie bardzo dobrą, ale dobrą na pewno. Rodzina się często kłóciła, zwłaszcza ojciec i dziadek, często też mama i ojciec, a do tego siostra. Ja zawsze wspierałem mamę, bo z nią byłem najbliżej. Z nią też najchętniej spędzałem czas, była to relacja bardzo przyjacielska.

    Wieczorem leżeliśmy w łóżku rodziców z mamą i oglądaliśmy film w TV. Nic specjalnego, jakiś film akcji puszczany w środy o 20:00. Było już ciemno, siostra poszła do siebie, dziadek tak samo. Ojciec był w pracy, a ja nie byłem śpiący. Co innego matka – która jak zawsze zasypiała podczas filmów wieczorem. Od dziecka to wspominam, że jak mieliśmy coś oglądać po 20 to od razu zasypiała. Cóż, mnie film średnio interesował, po prostu odpoczywałem w ciepłej piżamie pod ciepłą kołdrą. Zauważyłem jednak, że mama się wierci pod kołdrą. Nie byłem głupi, miałem wcześniej dziewczynę i to nie jedną, więc wyczułem, że się ociera o swoją rękę. Nie mówię, że nie myślałem o mamie nigdy w ten sposób. Nie była bardzo atrakcyjna – była nieco przy sobie, miała dość duże piersi, krótkie blond włosy i była niska. Ale ubierała zwykle legginsy, które podkreślały jej nogi. Kiedyś jej zdradziłem nawet, że kobiece nogi to moja słabość i że jej są całkiem ładne. Tak o, bez podtekstu, czysta opinia, za którą podziękowała. Teraz mi się to przypomniało i pojawił się podtekst – czy moja mama się właśnie dotyka przy mnie? Starałem się to ignorować, ale ciekawość była ogromna. Chciałem się dowiedzieć czy się nie mylę, może jednak drapie się po biodrze? Po nodze? Delikatnie zbliżyłem dłoń pod kołdrą i wyczułem jej rękę. Była między nogami, zdecydowanie. Poruszała się bardzo delikatnie, a jej palce były w cipce, a one już były wyraźnie aktywniejsze. Robiła to przez sen? Pomyślałem, że wyjdę z łóżka i pójdę do pokoju gościnnego, bo może być niezręcznie – zwłaszcza, że mój penis już stał twardy. Nagle jednak jej dłoń się ruszyła i chwyciła za moje krocze przez spodnie.

    – Synku, zostań proszę.

    Zamarłem, ale … podnieciło mnie to. Zbliżyłem się do niej i pocałowałem ją. To było instynktowne i zupełnie nieprzemyślane. Była tylko w koszuli nocnej i majtkach, a teraz ja byłem nad nią i ją całowałem. Powoli objęła mnie ręką wokół szyi, a jej nóżka powędrowała po moim udzie na moje plecy. Nie mogłem w to uwierzyć, ale jednocześnie byłem tak strasznie podniecony. Zacząłem się ocierać kroczem o nią, głównie o jej udo. Pocałunki najpierw były delikatne, ale z czasem poczułem, że zaczęła wpychać język. Odwzajemniłem to, nie myśląc w ogóle o tym, że to język mojej mamy. A nawet jeśli… dobra, nieważne, to był język mojej mamy, cholernie mnie to podniecało. Była dwa razy starsza, ale czułem od niej temperament jakiego nie znalazłbym u 20-latki. Niestety to się szybko skończyło, bo usłyszeliśmy furtkę za oknem. 21, godzina o której wracał zwykle ojciec. Wyszedłem szybko z łóżka i poszedłem do salonu, gdzie powinienem być teraz. Myślami jednak byłem w łóżku mojej mamy.

    Rano siedziałem już przy kawie w salonie, kiedy przyszedł dziadek. Spytał czy chcę śniadanie, ale dziś nie miałem ochoty, więc poklepał mnie po głowie i poszedł rąbać drewno na opał. Moje myśli cały czas kręciły się wokół mojej mamy i jej ustach.

    Weszła do kuchni zaraz po dziadku i moim oczom ukazała się mama w sukience – co nie zdarzało się często, ba, prawie nigdy – i co najważniejsze, w rajstopach. Cieliste, połyskujące rajstopy na jej nogach to był wyjątkowy widok. Nie były to super zgrabne nogi modelki, były dość krągłe, ale miały naprawdę przyjemne kształty. W rajstopkach wyglądały świetnie. Zdecydowanie zauważyła to, że nie mogłem oderwać od niej wzroku przez całe śniadanie. Później, kiedy ojciec już zbierał się do pracy przed obiadem, mama wstała z fotelu w salonie i delikatnie pociągnęła mnie za rękaw, wychodząc z pokoju. Zrozumiałem, poszedłem za nią do łazienki, gdzie weszła i zamknąłem drzwi na zamek. Od razu się przykleiła do mnie i zaczęliśmy się lizać bardzo łapczywie. Ślina aż wyciekała nam z ust.

    – Wybacz wczoraj, nadrobimy to dziś. – wyszeptała cicho, odklejając się teraz od mojej szyi i podchodząc do umywalki. Stało się coś o czym nigdy nawet nie marzyłem, a nawet nie pomyślałem. Mama wypięła się i uniosła sukienkę do pasa. Moim oczom ukazał się duży, trochę tłusty, ale ładny tyłek. Pokręciła nim jeszcze niecierpliwie, czekając na mnie. Miałem chwilę zwątpienia, ale naprawdę tego potrzebowałem i chciałem. Moja słodka mama chciała mnie. Zsunąłem jej rajstopki do kolan i załapałem, że nie ma bielizny, a jej cipka jest tak mokra, że ledwo ją dotknąłem i już poczułem delikatnie klejącą się wilgoć. Zsunąłem spodnie razem z bokserkami i chwyciłem swojego twardego już penisa, wkładając go od razu w mamusię. Chwyciłem ją za biodra i wszedłem do końca. Usłyszałem zagłuszony jęk z jej ust, ale wypięła się jeszcze bardziej, więc zacząłem posuwać ją coraz szybciej. Jej cipka przeżyła dwie ciąże, więc nie miałem problemu, żeby się zmieścić. Wiadomo, że czym ciaśniej tym lepiej dla faceta, ale jej była w sam raz, mimo, że była dość pojemna. Mogłem ją pieprzyć jak chcę i było mi strasznie dobrze. Ledwo ją trzymałem za biodra, bo była kobietą szeroką i miała masywne biodra. Myślałem, że gustowałem w szczupłych, ale mama była wyjątkowa. Długo nie mogłem tak wytrzymać, czułem jak mój penis pulsuje, a po chwili w końcu wytrysnąłem w niej potężnym ładunkiem, który trzymałem od paru dni. Szybko zeszła z kutasa i klęknęła przede mną. Zaczęła brać penisa do ust i czyścić go ze swoich soczków i mojej spermy, której resztki wyciekały z jej cipki prosto na rajstopy. Pochłaniała kutasa jak szalona, byłem pod wrażeniem aż, widać było, że brakowało jej tego. Po wszystkim wstała i połknęła to co zostało w ustach.

    – Na razie tyle. Dobrze było w końcu zaszaleć. Z Twoim ojcem nie mam już na co liczyć, nawet nie chcę. Potrzebowałam młodego mięska, a z moim synkiem to przecież nie zdrada, co nie? – spytała.

    Byłem chyba pod zbyt wielkim wrażeniem i tylko przytaknąłem głową. Wyszedłem po cichu z łazienki, zostawiając ją ze wszystkim. Kiedy wróciła do salonu nie miała już rajstop, a leginsy. I tak mnie podniecały.

    CDN

    Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

    Vin Degrade