Hugo – Rozdzial 2, czesc 4

Pudełko (część 4)

Hrabia Zachary Douglas

David wszedł do mojej części alkowy, informując, że on już skończył i chciałby się wziąć do choćby ułożenia planu działania, odnośnie znaleziska między hrabstwami. Odpowiedziałem mu na to, że ja muszę najpierw zmienić spodnie. W oczach Davida widziałem, że ma ochotę mnie zrugać za aż tak ostre postępowanie z kurwami. Zmilczał jednak. Oparł się w nonszalancki sposób o ścianę i zapalił papierosa.

– Okropny zwyczaj – zwróciłem mu uwagę.

Wzruszył na to ramionami.

– Jedna ta wada ginie w tle mych miliona zalet – oznajmił.

Odszedłem od zawodzącej, leżącej w bezruchu Soni i z narzędziem dyscyplinującym podszedłem do pozostałych dwóch kurew. Stanąłem dokładnie przed nimi i poklepałem końcówką drewnianej dyscypliny o górę klęczników, tam gdzie miały ułożone ręce. Słowa były zbędne, zarówno ruda jak i czarnoskóra wiedziały jak mają się zachować. Powstały na równe nogi, przełożyły się przez górę klęcznika i rozwarły należycie nogi, tak by samym sobie utrudnić zaciskanie pośladków podczas przyjmowania razów.

– Będzie lanie? – zapytał z głupkowatą radością David. – Musiałeś się naprawdę przejąć sprawą, Zack – dodał, po czym podszedł do łóżka, na którym leżała Sonia i wziął z tacy flakon z oliwką. Ten wcześniej się przechylił, ale połowa zawartości jeszcze w nim była. – Nałóż, niech nie mają pęknięć – polecił, dalej paląc.

– Sam to zrób – odbiłem piłeczkę.

Ja zamierzałem poświęcić ten czas na ubranie się. Wcześniej byłem zgrzany z gniewu. Teraz dopadał mnie chłód piwnicznych, kamiennych ścian.

David szybko, bez żadnej delikatności, czułości i podniety rozpoczął wmasowywanie oliwki w pośladki rudowłosej. Następnie przeszedł do czarnoskórej i zrobił to samo. Wrócił do rudej i powtórzył całą czynność od początku, tym razem dodając lekkie wklepywanie cieczy w najbardziej zasinione miejsca.

– Może i nie jest przyjemne, ale to dla twojego dobra – zwrócił się do rudej.

Kiedy David skończył z rudowłosą i przeszedł do czarnoskórej, ja trzymałem już pewnie narzędzie dyscyplinujące w dłoni i przymierzałem się do zlania po już mocno obolałym, teraz lśniącym od oliwki chudym tyłku.

Postanowiłem, że uderzeń nie będzie dużo, ale będą naprawdę mocne. Kurwy musiały znać swoje miejsce, a Sonia musiała zrozumieć, że wszystko co pan zaplanuje można znieść, przy odrobinie samozaparcia i samodyscypliny. Nie ma też co kryć, że dużo żonatych panów odwiedzało burdel, by zbić wynajętą kobietę bardziej niż żonę wypada, właśnie za występki tej żony. Dziwki musiały więc być wytrzymałe. Wytrzymałość trzeba było w nich od pierwszych dni pracy trenować. Też z tego powodu częstą praktyką było cotygodniowe batożenie kurew. I nie zawsze używano do tego bata. Właściwie bata używano rzadko. Stosowane były na kurewskich dupach klapsy, pasy, razy rózgą, ciosy wiosłem, ale tak naprawdę możliwości pozostawały nieograniczone niczym poza wyobraźnią. Ja sam, raz, jak jeszcze samodzielnie szkoliłem nowicjuszki, do obłożenia pośladków wybrałem damski pantofel z drewnianą podeszwą.

Dupa rudej zapadała się w miejscu uderzenia po każdym z nich i drżała przed nadejściem następnego. Z jej ust wydzierały się pokorne błagania, rozpoczynające się: „Panie, wiem, że nie wolno mi, ale naprawdę nie dam rady”, „Więcej nie zniosę, błagam”, „Oszczędź mnie”.

– Które to jej lanie z kolei? – wtrącił się David. Pochwycił mnie za nadgarstek, w locie zatrzymując moją rękę. – Widać, że została w krótkim czasie kilka razy mocno zbita – uargumentował.

– Kurwy trzeba traktować ostro – warknąłem. – Żony także – dodałem odrobinę nauki, która mogła przydać się Davidowi na zaś, jeśli zdecyduje się w końcu jakąś poślubić.

– Można ukarać należycie w inny sposób niż siłowy. Proponuję nakazać opiekunom, by wszystkie skosztowały smaku imbiru, a my już chodźmy. Mamy dziś wiele do zrobienia – rozpoczął przemawianie do mojego rozsądku.

– Jeszcze dwa i kończę – zapewniłem.

Poczekałem aż David puści moją rękę i powróciłem do uderzania sinej tak bardzo, że aż fioletowej, dupy w okolicy ud, gdzie skóra była najczulsza na ból. Kiedy padło drugie uderzenie, ruda nie wytrzymała. Zaczęła tupać w miejscu i trząś się na całym ciele w niekontrolowany sposób. Nie przejąłem się tym, wiedziałem, że nic jej się nie stanie. Lanie było mocne, ale krew nie pociekła. Najdalej za trzy tygodnie będzie mogła normalnie usiąść.

Czarnoskóra lepiej zniosła lanie niż jej rudowłosa koleżanka. Kiedy skończyłem była cała zaryczana i spocona, ale nie zawodziła na głos, nie śmiała mnie o nic prosić, jak i kontrolowała odruchy swojego ciała. To oznaczało, że przed rudą było jeszcze sporo nauki, a przed Sonią jeszcze więcej.

Wychodząc z burdelu, David rzucił do jednego z opiekunów, by jakieś dwie kurwy zajęły się obrażeniami trzech z dołu, tak by nie miały za długiego postoju w pracy. Dodał, że nie byłem dziś w najlepszym humorze i nieco się to na dupciach panienek do towarzystwa odbiło.

Dowiozłem nas przed okazałą bramę pałacu. Poczekałem aż David zsiądzie i zadzwoni wielkim dzwonem. Dzwon ten nie był nigdy tak duży, jak po moim objęciu stanowiska hrabiego. Chciałem, by przewyższał ten kościelny przynajmniej o drugie tyle. Okoliczni kapłani mieli sinieć z zazdrości.

Dwóch mężczyzn otworzyło bramę na oścież. Byli wyrośnięci, ale wciąż nie tak duzi jak ja. Wszyscy jednak nalegali, by pałac miał stałą ochronę. Rzekomo było tak od wieków. Za życia Marii nie pozwolono mi na zerwanie z wszystkimi rodzinnymi tradycjami, choć miałem na to kurewską ochotę. Ostatecznie mogłem sprać żonę i postąpić jak sam uznawałem za słuszne, jednak gdyby po takim akcie ktoś napadł na pałac De-Winterów, to król mógłby zrzucić mnie ze stanowiska, a moją rodzinę wygnać z tych okazałych przecież włości. Krótko mówiąc – gra nie była warta nawet knota od świeczki.

Marcel i Oliver ukłonili się należycie i zaraz jeden z nich podszedł do konia, by odprowadzić go do stajni. To musiał być Oliver. Nikomu innemu Hugo na to nie zezwalał. A kiedy Olivera nie było akurat w pracy, to ja samodzielnie, ewentualnie wyręczony przez Davida, musiałem odprowadzać Hugo do jego boksu, najokazalszego w całej stajni.

Marcel w tym czasie zamykał za nami bramę. Dopytywał o zgodę na zaślubiny z panną z okolicznego grodu, należącego do innego hrabstwa. Upatrzył sobie jakąś córkę kapłana. Dotychczas byłem na nie. Nie lubiłem nikomu zabierać bez powodu, a i oddawać nie zamierzałem. Czyli ani córki kapłana nie widziałem tu, ani Marcela nie chciałem oglądać z oddali. Dobry był w swoim fachu. Przydatny. A i na bitki do karczmy chodził. Podnosił nimi liczbę bogaczy lubujących się w oglądaniu takich walk.

Konsekwentnie podążaliśmy na przód, nie zwracając uwagi na poboczne domostwa należące do służby i pracowników. Naokoło fontanny cztery dziewczynki bawiły się w ganianego. Nieopodal mali bracia Paula – młodszego lokaja – grali w piłkę. Mój syn i kilkoro starszych chłopców mierzyło z procy do szklanych butelek, postawionych na drewnianej skrzyni.

Minąłem te wszystkie dzieci bez zatrzymywania się. Główne wejście do budynku pałacowego otworzyliśmy sobie sami. Zaraz jednak wyrosła przed nami Emily, niczym grzyb po deszczu. Przypominała bardziej młodą kurkę, niż trującego muchomora.

– Witaj Zachary – zwróciła się do mnie. – Panie Sommers – dodała w kierunku Davida i skłoniła się należycie.

David nawet na nią nie zerknął. Wydawało mi się, że nie miał głowy do kobiet. Wolał płatną fizyczną miłość. I choć często zwierzał mi się ze swoich planów, to nigdy nie pojawiła się w nich chęć założenia rodziny.

– Dziękujemy Milly – spławiłem ją, nim zechciała nas rozpłaszczać.

– Czy nie powinniśmy… – zaczął David niepewnie.

– Powinniśmy – przyznałem mu rację. – Ale nie odwiedzę moich ludzi bez koszuli i w mokrych spodniach – dodałem. – Poza tym muszę się najeść. – Zdjąłem płaszcz i dla wygody rozpiąłem marynarkę, a David poszedł w moje ślady.

W kuchni apetycznie pachniało pieczonym kurczakiem.

– Ze dwa udka dla mnie – złożyłem zamówienie i usiadłem przy kuchennym stole, gdzie Monica wyrabiała ciasto na chleb. – Dużo miejsca nie zajmiemy – zwróciłem się do niej, jednocześnie promiennie uśmiechając. Odchyliłem się do tyłu i zabrałem za rozpinanie mokrych od szczochów Soni dżinsów. Następnie wstałem i bez skrępowania je z siebie zdjąłem. Poprosiłem o przyniesienie mi czystych.

Monica odpowiedziała mi uśmiechem, ale mój wzrok szybko zmienił położenie. Najpierw sunąłem w dół jej długich, gęstych, czarnych warkoczy, by w końcu zatrzymać się na dwóch dorodnych cyckach. Wyobrażałem sobie jak to byłoby położyć głowę na takiej naturalnej podusi, gdy starsza kucharka zaczęła coś pokrzykiwać i całe moje marzenie obróciła w pył, jak to tylko kobiety czynić potrafią.

Rozalia pognała młodą Monicę do góry po moje spodnie, a kiedy dziewczę wróciło od razu zaczęła dosypywać mąki na blat. David zapobiegawczo się odsunął, by nie zostać oprószonym. Zapytany o to co zje, najpierw wyjął zegarek kieszonkowy, a następnie wyjaśnił, że nigdy nie spożywa posiłków o tej porze. Przystał jednak na herbatę z miodem i cytryną.

Monica powróciła do wyrabiania ciasta na chleb, pochylając się przy tym coraz bardziej. Zmieniłem nawet miejsce, by mieć lepszy widok na jej sporawy, jak na zajmowane stanowisko, dekolt.

– Łokciem – doradziłem z wyraźnym rozbawieniem i w tym właśnie czasie Rozalia pogoniła Monicę do odgrzania kurczaka i dokrojenia chleba, a sama zajęła się wyrabianiem ciasta. Ostentacyjnie, z niezadowoloną miną, powróciłem na poprzednie miejsce.

David zaśmiał się jawnie. Rozalia także zdawała się być zadowolona ze swojego posunięcia. Zaczęła nagabywać o ożenku. Sugerowała, że Nora potrzebuje kobiecej ręki, damy na której mogłaby się wzorować. A ja tylko kręciłem na to głową i ani myślałem spełniać oczekiwania służby, bo w rzeczywistości posiadanie pani to im najbardziej byłoby na rękę.

Kobiety rządziły łagodniej. Uwagę zwracały. Czasami pokrzyczały. Ja niewiele mówiłem, a niezadowolenie okazywałem ręcznie. Oczywiście Rozalii z racji wieku i tego, że męża posiadała, niewiele ode mnie groziło. Mogłem jedynie poskarżyć się jej ślubnemu. Miałem jednak świadomość, że wszystkie te młodsze służące Rozi traktowała jak córki, a one w jej ramię wypłakiwały baty, jakie ode mnie zbierały. A nawet jak batów nie zbierały, to i tak płakały, bo po ewentualnych odwiedzinach w mojej alkowie liczyły na znacznie więcej.

Najgorsze dla Rozalii było to, że takie dziewczęta szybko z pracy uciekały. Łzy lały, rozpaczały, wracały do rodzin. A jej trafiała się nowa służba do przyuczenia. I tak ledwo, któraś wszystko pojęła, a już przychodziła taka, która nie wiedziała zupełnie niczego.

– A może Monica by tak dziś zmieniła mi pościel – zagadnąłem, wciąż mając przed oczami te jej piękne, młode cycuchy.

– Bardzo chęt… – zaczęła Monica, a Rozalia szybko wtrąciła swoje trzy grandaniny.

– Milczeć! – wrzasnęła. – A ty, panie milordzie, przestań mącić w głowach dobrym dziewczynom. Ta pracowita jest. Dobrze, by się uchowała przynajmniej z rok. Debiut trzeba będzie Eleonorze przygotować. Ręce do pracy niezbędne. Nie będę miała czasu nowych uczyć.

– Eleonora ma debiut? – nagle ożywił się David. – Wcześnie – skomentował.

– Jeszcze nie zostało przesądzone – burknąłem i wbiłem nieuprzejme spojrzenie w Rozalię. Zacisnąłem usta. Ochotę warknąć miałem. Cycki Monici przeszły mi koło nosa.

Rozi nawet Monice postawić jedzenia przede mną nie dała. Sama położyła talerz na stole. Chleba dla mnie dokroiła. A David otrzymał kubek herbaty. Mnie nalano wina do sporego kielicha. Moi ludzie wiedzieli co lubię najbardziej do posiłku, dlatego mnie nikt nie oferował ciepłych napojów.

Ledwie pół udka zjadłem, a do kuchni wkroczyła żona ogrodnika.

– Słyszałyście co się stało?! – zaczęła podekscytowana, zanim dobrze drzwi otworzyła. – Dziecko w kartonie znaleźli – dodała.

– Skąd!? – ryknąłem, wstając na równe nogi. Ciężkie krzesło poleciało na podłogę. David zapobiegawczo także wstał, by wbić się między mnie, a Lukrecję.

Zawsze bawiło mnie, jak trafne miała imię, zważywszy na to, że Richard zajmował się kwiatami. Poza tym nie bawiła mnie wcale. Żyła plotkami. Karmiła się gderaniem na prawo i lewo, jakby kurzyskiem była. I nawet nie nosiła się odpowiednio, jak na kobietę przystało. Często jeździła konno w męskich bryczesach. Sporo, jak na kobietę, piła, a jej stałym atrybutem był papieros w dłoni.

– Ludzie gadają – odpowiedziała.

– Gdzieś się znowu włóczyła?

– Po grabie byłam. – Niewinnie wzruszyła ramionami.

Byłem niemal pewny, że w drodze do kuźni, zboczyła do karczmy. Oczywiście nie siadywała nigdy w głównej sali, ale na zapleczu grywała w karty z kurwami, wino lejąc do gardła wprost z butelki.

– Jedziemy – zadecydowałem i trąciłem Davida w ramię.

– Koszula – upomniał mnie, po czym sięgnął po filiżankę z herbatą. Na stojąco, bez pośpiechu, dopijał.

Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

Dla Dorosłych

DD–DlaDorosłych to wspólny projekt stworzony w 2023 roku przez kilku autorów.W rzeczywistości różni nas bardzo dużo, ale łączy jedno – zamiłowanie do pisania.Razem tworzymy niepowtarzalne historie, a wszystko po to aby dorosły czytelnik mógł poczuć się wyjątkowo.Można nas znaleźć na Bloggerze, Wattpadzie, Instagramie i Facebooku.

Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *