Pomocna dlon mamy dziewczyny

Zszedł na dół po schodach, ze spuszczoną głową. Jego kroki wydawały się ciężkie i pełne rezygnacji. Znowu nic, pomyślał z goryczą. Znowu nic z tego nie wyszło. Kolejny wieczór pełen nadziei okazał się klapą. Mieli już po osiemnaście lat, a znali się od dzieciaka. Byli parą od bardzo dawna, ale jeżeli chodzi o seksualne sprawy ich relacja nie posunęła się o centymetr. Zawsze kończyło się na przytulaniu i pocałunkach. Nie było mowy o seksie – ba, nie było mowy nawet o pettingu czy innych pieszczotach. Dla Kasi te tematy mogły nie istnieć. On inaczej się na to zapatrywał. Dojrzał już do pierwszej inicjacji, dojrzał już do czegokolwiek. Chciał, żeby się nim zajęła, chociaż raz. Chciał zająć się nią, spróbować jak smakuje kobieta. Nic z tego. Onanie widziała jego penisa, on nie widział jej nago – chociażby gołej piersi. Mówiła, że go kocha, ale wciąż kazała czekać. Nie miał pojęcia czy to w ogóle ma sens.

Schodził więc jak każdego wieczoru z obolałymi od podniecenia jądrami – wyczytał, że dzieje się tak, jeśli nie dojdzie do ejakulacji. Zawsze więc wracał do siebie, do domu i tam w zaciszu łazienki robił sobie dobrze ręką. Rzadko jednak myślał przy tym o Kasi.

Tego wieczoru, przechodząc w stronę wyjściowych drzwi przez salon, zastał siedzącą na kanapie matkę dziewczyny, Panią Grażynkę. W pierwszej chwili wystraszył się, bo było już bardzo późno i nie chciał, aby jej rodzice myśleli, że jest niewychowany, albo co gorsza – robi coś niestosownego z ich córką. Zawsze znikał pod osłoną nocy, albo dużo wcześniej, żeby uniknąć kontaktu. Tym razem jednak kobieta siedziała przy cicho włączonym TV, przy lampce wina i w świetle nocnej lampki. Chłopak zauważył, że matka Kasi siedzi w samym szlafroku i kapciach. Włosy miała spięte wysoko, widać było, że niedawno brała kąpiel. Założyła nogę na nogę, więc spostrzegł w tym przytłumionym świetle połacie jej ud oraz łydki. Musiał przyznać – już dawno to zauważył – że Pani Grażynka emanowała seksapilem. Była czterdziestoletnią kobietą, która naprawdę dobrze się trzymała. Zbudowana pięknie – wysoka jak na kobietę, z dorodnymi piersiami, figurą klepsydry oraz zgrabnym, dużym tyłkiem. Pamiętał jak czasami Kasia mówiła niby w żartach, że jej mama ma taką cudowną figurę od chodzenia na szpilkach – chodziła w nich podobno wszędzie i właściwie to Marek nie raz był tego świadkiem. Imprezy rodzinne, spotkania – Pani Grażynka zawsze wyglądała bosko. Do tego jej długie, zdrowe blond włosy i piękne niebieskie oczy. Chłopak nieraz walił sobie konia myśląc o matce swojej dziewczyny.

Nie wiedział jednak teraz jak się ma zachować w tej sytuacji – czy przejść jak cień, pogadać, powiedzieć coś? Bał się konfrontacji z różnych powodów. Jednym z nich były właśnie te błyszczące, zgrabne nogi.

– Późno wychodzisz – stwierdziła Pani Grażyna, kiedy próbował przemknąć niezauważony.

– Przepraszam. Zasiedzieliśmy się.

– Nie przepraszaj, nie masz za co.

Chłopak spojrzał na to jak matka dziewczyny sięga po kieliszek i pije z niego konkretnie. Po chwili odstawiła szkło. Zerknęła na niego obojętnie. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że chłopak nadal na nią patrzy.

– Ciężki dzień – powiedziała, lekko się uśmiechając.

– Rozumiem.

Nie wiedząc co ma mówić, po prostu ruszył przed siebie. Zatrzymała go jednak.

– Słuchaj Marku, usiądź na chwilę. Chciałabym z tobą pogadać – oznajmiła.

– Stało się coś? – zapytał przestraszony.

– Nie, nic się nie stało. Chciałam cię tylko o coś zapytać.

Usiadł obok niej, ale nie za blisko. Mimo tego poczuł jej słodkie perfumy. To był przyjemny zapach. Mimowolnie spojrzał na jej nogę. Nie uszło to jej uwadze. Pani Grażynka obciągnęła szlafrok na nogę, zakrywając tym samym swoje kolano.

– Mogę cię o coś zapytać? – zaczęła.

– Dobrze.

– Ale obiecaj, że zostanie to między nami, dobrze?

– Tak.

– I nie wygadasz się od razu Kasi?

– Nie.

Nie miał pojęcia czego matka jego dziewczyny od niego chce, ale poczuł jak rosną w nim emocje – napięcie, strach, ale też trochę podniecenie. O czym ona chce ze mną gadać, pomyślał. Kawałek szlafroka zjechał na bok, odsłaniając tym samym ponownie kolano i resztę uda. Tym razem go nie zakryła.

– Chciałam cię zapytać czy robicie to już? – spytała konspiracyjnie.

– Robimy co? – odparł, nie wierząc w to o czym mówili.

– Czy uprawiacie seks?

Przez chwilę milczał. Czuł się niezręcznie, bardzo niezręcznie.

– Tego się bałam. Ale zabezpieczacie się, tak? – spytała przejęta.

– Nie, nie – odparł szybko. – My w ogóle tego nie robimy tego.

– Nie?

Pokiwał głową.

– No, ale robicie… Hmhh… Inne rzeczy?

– Inne?

– Tak zwany petting.

Westchnął ciężko, raczej ze smutku niż wstydu i odparł:

– Też nie.

Pani Grażynka odchyliła się i sięgnęła po wino. Opróżniła kieliszek do dna i odstawiła go. Potem przeniosła swoje niebieskie oczy na Marka. Miała wrażenie, że chłopak jest przerażony. Trochę ją to bawiło.

– Nie musisz mnie okłamywać – powiedziała. – Na pewno coś robicie.

– Nie, nigdy, nic.

– Nic, nigdy?

– No nie.

Przyjrzała mu się dokładniej. To dziwne, pomyślała zaskoczona. Dzieciaki w ich wieku powinny już coś robić, chociażby niewinne macanki. Może jest z nim coś nie tak? Albo to Kasia jest taka cnotliwa. Wywnioskowała w końcu po minie chłopaka, że raczej to drugie.

– Ale podoba ci się Kasia, tak? – Zadała pytanie.

– Oczywiście.

– To czemu nic nie robicie?

– Nie naciskam jej. Czekam na nią.

– Czekasz aż będzie chciała?

– Tak.

– I ile będziesz tak czekał?

– Mogę nawet do ślubu.

Roześmiała się. Biedny chłopaczek. Znała swoją córkę i skłonna była w to uwierzyć. Wierne psisko z tego Marka, pomyślała. Właściwie to dobrze. Lepiej taki niż co by ruchał po kątach. Jeżeli będą razem do końca to powinna mieć z nim dobrze. Przynajmniej w tej kwestii.

– Pani Grażyno jeżeli to wszystko to już pójdę – powiedział, podnosząc się z miejsca.

– Już? Przestraszyłam cię? – spytała.

– Nie, to nie to.

– To o co chodzi?

– Trochę źle się czuję.

– Jak źle? Jesteś chory? Czujesz nudności?

– Nie, to co innego.

– Mam dzwonić po lekarza?

– Nie, naprawdę to nic.

Kobieta w przypływie jakiegoś matczynego instynktu złapała go za rękę i kazała siadać.

– Nie puszczę cię póki mi nie powiesz o co chodzi. Jeszcze ci się coś stanie w drodze powrotnej i co ja powiem twoim rodzicom? – oznajmiła mu stanowczo.

– To naprawdę nic takiego.

– Mów mi.

Chłopak westchnął i przez moment się nie odzywał, zupełnie jakby czekał aż kobieta zapomni o całej sprawie i będzie mógł sobie pójść.

– No więc? – ponagliła go kobieta.

– Boli mnie coś. To wszystko.

– Co cię boli? Głowa?

– Nie.

– To co?

– Boli mnie tam na dole.

– Noga?

Chłopak pokiwał głową na nie.

– Bolą cię… – zaczęła kobieta i dokończyła skonsternowana tym na co wpadła – jądra?

– Tak – wyszeptał speszony.

Pani Grażynka puściła jego rękę i sięgnęła do kieliszka, ale ten był pusty. Ta informacją nią wstrząsnęła. Po co pytałam cholera? Teraz jest bardzo niezręcznie. Zrobiło się cicho. Biedny chłopak, pomyślała z czułością. Wiedziała co mu dolega, kiedyś o tym czytała, bo jej mąż na początku ich znajomości miał podobnie. W jądrach zebrała się sperma, która nie uszła na zewnątrz. Długotrwałe podniecenie które sprawiało w końcu ból. Współczuła mu z całego serca pomimo tej dziwnej sytuacji. W końcu chodziło o sprawy seksu. Ale wino sprawiło, że podeszła do tego lżej.

– Wiesz, że najlepiej będzie jak zrobisz sobie dobrze… Jak zajmiesz się sobą… –  wyznała, chcąc mu doradzić, ale to sprawiło, że cała ta sytuacja stała się jeszcze bardziej dziwna.

– Tak. Wiem. Przepraszam, ale muszę już iść. Naprawdę to bardzo boli i nie mogę wysiedzieć. Chcę być już jak najszybciej w domu. Przepraszam.

Kobieta przez chwilę gapiła się na Marka z osobliwym zainteresowaniem. Coś tknęło, ją jakiś nieznany, obcy impuls. Spojrzała na niego teraz inaczej, nie jak na chłopaka Kasi, ale jak na… samca. Wysoki, dosyć przystojny młodzieniec. Naprawdę to dziwne, że Kasia się nim nie zajmuje. Młoda i głupia. Powinna korzystać. Jej ojciec za młodu nawet w połowie nie był tak atrakcyjny. I nagle w przypływie współczucia, mieszanki wina i emocji, poczucia winy za zachowanie córki, powiedziała na głos:

– Można też z tym coś zrobić teraz.

– Coś zrobić teraz?

– Ja się tobą zajmę jeżeli chcesz.

– Pani?

– Tak.

– Ale jak?

– Zrobię to za ciebie. Ręką. Zwykła pomoc. Ulga w bólu. Nic seksualnego.

Chłopak nie wierzył w to co usłyszał. Matka jej dziewczyny chciała zrobić mu dobrze ręką, chciała zwalić mu konia. Nie wiedział co ma powiedzieć, ale zanim zdążył zareagować jej dłoń trafiła na jego krocze. Nie było to jakoś mocno sensualne, raczej coś w stylu pomocy z problemem. Szybko pozbył się dresów, ściągnął je do kolan. Po sekundzie jego penis, który zrobił się momentalnie twardy jak skała, prężył się dumnie przed oczami matki Kasi. Ta sytuacja była dziwna, chora, ale i bardzo podniecająca.

Kobieta ujęła delikatnie penisa chłopaka w dłoń, jej palce objęły go subtelnie. O mój Boże, pomyślała nerwowo Grażyna. Przecież Marek ma jakiegoś giganta. Jego sprzęt prezentował się naprawdę okazale. Był gruby i długi, z dużą, bordową główką zakończoną szerokim okiem. Całość przechylała się lekko w lewo. Jądra również miał masywne i owłosione. Kobieta zaczęła delikatnie poruszać skórą penisa w górę i w dół. Ledwo dawała radę objąć tego potwora. Długo robiła to powoli. Nie przerywając pieszczot zerknęła na twarz chłopaka. Wydawał się wniebowzięty, co chwila zerkał to na nią, to na jej pracującą dłoń. Uśmiechnęła się nieznacznie i szarpała dalej. Kiedy zaczął cicho postękiwać, przyspieszyła, wiedząc, że to pomoże. Chwilę później trzepała jakby ubijała jajka na pianę. Dłoń zaczęła palić ją w nadgarstku, ale nie przestawała. Musiała wydoić tego młodego byczka do zera. Musiała ulżyć mu w bólu. Jego penis wydawał się taki hipnotyczny. Ogromny, bordowy grzybek. Nie mogła oderwać wzroku, działał na nią podniecająco. Jej mąż nie miał takiego w połowie. A gdyby tak spróbować wziąć go do ust, zagrało jej niebezpiecznie w głowie.

– Pani Grażyno ja zaraz… – wydyszał chłopak niespodziewanie.

Zerknęła na niego. Oczy zaszły mu mgłą, a twarz zrobiła się czerwona. Wiedziała, że zaraz dojdzie. Że zaraz wystrzeli. Był młody, kompletnie nieodporny na kobiece działanie. Naprawdę musiało mu się podobać.

I w przypływie chwili, ruszona ostrym impulsem, pochyliła się i włożyła sobie główkę penisa do ust. Tłumaczyła to sobie tym, że pewnie jego nasienie strzeliło by na ścianę, na podłogę czy kanapę, a nie chciała tego potem sprzątać. Jakaś zabłąkana salwa mogłaby gdzieś przecież zostać – jak potem wytłumaczyłaby dziwną plamę mężowi? A tak, czysta sprawa. Zero świadków.

Chłopak zawył. Zakleszczyła wargi na żołędziu, ledwo go obejmując. Penis zadrżał i poczuła pierwsze salwy gorącego nasienia, które obiły jej się o ścianki policzków, o podniebienie, o gardło. Ze spokojem przyjęła cały jego ładunek, powoli połykając spermę – tego też nie planowała, tak jakoś wyszło; mogła przecież wypluć w łazience. Nasienia było mnóstwo. Sperma miała słonawy, ale naprawdę przyjemny smak, była trochę bardziej płynna, ale to pewnie na skutek tego długotrwałego podniecenia. Wycisnęła z penisa ostatnie krople, przejechała kilka razu od góry do dołu dłonią i kiedy była już pewna, że wyssała go do sucha, wypuściła penisa z ust. Podniosła głowę. Marek wyglądał jakby był w raju. Przez chwilę poczuła zadowolenie, ale szybko się zreflektowała. Nie była z siebie dumna, wiedziała, że nie powinna połykać jego spermy. Mogła mu tylko zwalić. Nie powinna była dać ponieść się emocjom. Trudno stało się. Moment. Chwila.

– Pani Grażynko ja… – zaczął chłopak pełen zadowolenia.

– Już dobrze. Nie ważne.

– To było cudowne.

– Wiem. Ale teraz zbieraj się do domu. Już późno.

Kiedy podniósł się i zaczął podciągać spodnie, była już całkowicie pewna, że postąpiła bardzo źle. Co ją do cholery wzięło? Zwaliła konia, a właściwie to zrobiła loda chłopakowi córki – bo jak inaczej nazwać finisz w ustach? Zanim wyszedł, rzuciła za nim, żeby to pozostało między nimi. Kasia o niczym miała się nie dowiedzieć. No i oznajmiła, że to ten jeden, jedyny raz. Obiecał jej, że to pozostanie ich tajemnicą. Widać było przejęcie w jego oczach.

Kiedy wyszedł już z domu, usiadła na tapczanie i pomyślała o tym co się stało. Wciąż czuła słonawy smak spermy w ustach. Właściwie dawno tego nie robiła – ostatnio zrobiła mężowi loda z połykiem kilka miesięcy temu. Nagle zdała sobie sprawę z tego, że jest podniecona. Nie rozumiała o co chodzi. Sięgnęła między nogi, a potem zaśmiała się. Wiedziała już, że nie zaśnie póki się sobą nie zajmie. Jej cipka domagała się pieszczot. I cholera wiedziała, że będzie fantazjować przy tym o Marku…

Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

Marcel

Chwilę mnie nie było – nie miałem jakoś weny pisać.

Ale wracam już. Pod pseudonimem, który już zostanie. Ci co mnie znają to wiedzą o co chodzi. Dla reszty niech będzie Roger Way.

Mam nadzieję, że tekst się podoba. Zachęcam do czytania innych.

Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *