Prolog
Zbliżała się druga połowa wakacji. Dni były długie i gorące, wieczory ciepłe. Włóczyliśmy się po okolicy z moją kumpelą Tosią i Pawłem, jedynym normalnym chłopakiem w całej wiosce. Ja mam na imię Kinga i parę dni temu skończyłam 17 lat. Chodziliśmy do kina, piwkowaliśmy, było świetnie ale czułam, że czegoś mi brakuje. I wiedziałam czego. Brakowało mi dobrego dymania. Paweł, choć przystojny, jakoś mi nie leżał; zresztą widziałam, że robił słodkie oczy do Tośki. Dlatego z radością przyjęłam wiadomość, że już w sobotę przyjeżdżali moi kuzyni: Lucek, 15 lat, i Marek, 18 lat. Były z nich niezłe ciacha. Już poprzednich wakacji coś między nami iskrzyło; podglądali mnie, niby przypadkiem wpadali na mnie rozebrani; prowokowali.
Gdy tato przywiózł ich ze stacji, przywitaliśmy się i zjedliśmy kolację. Nasze spojrzenia często spotykały się nad stołem i widziałam psotne ogniki, grające w oczach kuzynów; chyba spodziewali się tego samego co ja.
Po kolacji odwiedziłam ich w pokoju, kiedy się rozpakowywali. Marek z dzikim uśmiechem pokazał coś pośród bagaży; byłą to duża whisky. Wieczór zapowiadał się ciekawie.
– Tęskniliśmy – powiedział z szelmowskim uśmiechem i obaj przytulili się do mnie.
– Ja też – odpowiedziałam. – Czy to butelka na specjalną okazję?
– Właśnie mamy specjalną okazję. Z gwinta?
– Jasne – powiedziałam z uśmiechem. Czułam rosnące podniecenie, i oni chyba też. – Wsadźcie ją do plecaka i pójdziemy na ruiny. I weźcie jakiś kocyk – dodałam, puszczając mu oczko.
Poszłam do swojego pokoju; zamknęłam drzwi i stanęłam przed lustrem. Zajebiście, laska, pomyślałam. Masz wszystko na miejscu. Zdjęłam majtki i rzuciłam je na łózko. Pogładziłam dłonią moją cipkę, już teraz gorącą, pulsującą. Psiknęłam się jeszcze perfumem, przetarłam piczkę wilgotną chusteczką i założywszy dżinsy, zeszłam na dół.
– Mamo – krzyknęłam – bierzemy z chłopakami psa i idziemy trochę się powłóczyć, ok?
– Jasne – odpowiedziała z sąsiedniego pokoju. – Uroki miasta nocą, co?
– Żebyś chciała wiedzieć. Pa! – odkrzyknęłam, zawołałam psa i chwilę później byłam już przy pobliskich ruinach starego kościoła. Szłam ostrożnie, chociaż noc była bezchmurna. Lepiej nie ryzykować.
– Psst – dobiegło mnie po chwili gdzieś z krzaków wyjrzała głowa Marka. – Zapraszamy do nas!
Rozłożyli kocyk na znanej nam polance, dyskretnie osłoniętej ze wszystkich stron krzakami. Lubiłam przychodzić tu i opalać się nago.
– Za nasze wakacje! Niech będą najzajebistsze na świecie – wzniósł toast Marek. Pociągnał z gwinta solidny łyk i przekazał butelkę mi.
– Za wakacje! – potwierdziłam. – cieszę się że jesteście bo strasznie mi tu nudno, a jak dorastająca dziewczyna się nudzi, to wiadomo… – załyczyłam i podałam whisky Luckowi.
– Za… wakacje – wzniósł nieśmiały toast i pociągnął małego łyczka; zaraz potem się rozkaszlał.
– Co jest, młody? – zapytał Marek. – Trema? Rozmyśliłeś się?
– No bo… bo… – jąkał Lucek, kiedy już odzyskał oddech. – No bo może nie powinniśmy…
– Nie żartuj. Tyle o tym gadaliśmy!
– Tak, ale z kuzynką, no wiesz…
– Lucek – powiedziałam, podchodząc do niego i bez ceregieli wsadzając mu rękę w spodnie. Namacałam ciepły, podłużny kształt, a pod nim worek z dwoma kulkami. Ścisnęłam.
– Możesz mieć najlepszy pierwszy raz ze wszystkich swoich kumpli. Latami będą ci zazdrościć. Co ci zależy? – ścisnęłam mocniej. Podskoczył.
– No, skoro tak mówisz…
– Jasne. Ustaliliśmy to już dawno temu, tak? Więc nie ma odwrotu. Ok?
– Ok.
– No i super – powiedziałam, po czym klęknęłam przed nim i ściągnęłam mu spodnie.
Cholera, pomyślałam patrząc na to, co pod nimi znalazłam. No nieźle. Jeśli w tym wieku ma taką pałę, to za parę lat…
Ścisnęłam go u podstawy i masując patrzyłam, jak szybko rośnie. Cholera, był niemal rozmiarów bagietki, jakie serwowali w tutejszym barze. Po chwili był już twardy jak kamień, a oddech Lucka przyśpieszył. wzięłam go do ust i zaczęłam obciągać: ssałam, lizałam i masowałam językiem. Czułam jak pulsuje mi w ustach, jak twardy kształt penetruje moje podniebienie i wbija mi się w gardło.
– Dajesz, braciszku! – zawołał wesoło Marek, pociągając z butelki.
Lucek jęczał i oddychał coraz szybciej; ścisnęłam go za jaja i ssałam z całych sił, szybko więc nastąpiło to, co musiało nastąpić: strumień ciepłej, gęstej spermy trysnął mi do gardła. Jej smak, jej zapach podniecał mnie do granic wytrzymałości. Nie nadążałam połykać i krztusząc się poczułam, jak lepki płyn spływa mi po brodzie na piersi i wsiąka w koszulkę.
– Kurde, Lucek… – powiedziałam, ścierając z ust spermę rękawem koszulki. – jak ze strażackiego węża, serio. Specjalnie nazbierałeś?
– Ooo, ooo… – jęczał Lucek.
– Chyba mu się podobało – powiedział Marek, podając mi butelkę. – Obciągniesz mi też, kuzyneczko?
– Nie ma mowy – odpowiedziałam. Byłam mokra i napalona i potrzebowałam kutasa. – chce mi się ruchać jak psu jebać. Wyciągaj pałę i bierz się do roboty – położyłam się na plecach i kusząco rozchyliłam nogi.
– Ale… – zawachał się. – nie mamy tu gumek…
– Nie potrzebujecie – uśmiechnęłam się zmysłowo. – Lekarz przepisał mi prawdziwe tabletki antykoncepcyjne na moje hormonalne problemy. Nieźle, nie? Więc nie trać już więcej czasu i mnie zerżnij, a po tobie zrobi to twój brat.
– O rany. Super! – krzyknął Marek i zaczął zdejmować spodnie. Jego penis, w przeciwieństwie do młodszego brata, był przeciętnych rozmiarów. Jednak pod nim, zawieszone w wielkim worku, kołysały się ogromne jaja. To chyba było rodzinne… spermy nam nie zabraknie, pomyślałam.
Marek, już bez spodni, przypadł do mnie i zaczął rozpinać mi dżinsy. Zdarł je ze mnie i uśmiechnął się drapieżnie na widok mojej ogolonej cipki. Kucając przede mną, poślinił dwa palce i delikatnie wsadził je w moje rozgrzane wnętrze. Jęknęłam; moje ciało przeszył spazm rozkoszy. Boże, jaka byłam napalona!
– Rety, Kinia. Ale jesteś mokra. Jak rzeka rozgrzanego kisielu!
– Włóżżż… – wymruczałam, pieszcząc swe sutki pod morką od spermy Lucka koszulką. Byłam półprzytomna z rozkoszy. Na szczęście Marek nie kazał mi czekać; płynnym, zdecydowanym ruchem wszedł we mnie po same jaja.
– O, kurwa – sapnął. – ale zajebiście!
Położył się na mnie, przyciskając moje dłonie swoimi i powoli zaczął posuwać. Czułam gorącą, nabrzmiałą męskość poruszającą się we mnie w jedną i drugą stronę. Czułam, jak robi sobie miejsce w mojej ciasnej pizdeczce. Zagryzłam wargi by nie krzyknąć; fala rozkoszy zalewała moje rozgrzane ciało.
– O tak… – jęczałam – Jezu, pieprz mnie…
– Pieprzę, kuzyneczko – zapewnił mnie Marek i wrzucił wyższy bieg. Posuwał mnie coraz szybciej i mocniej. Jego jaja uderzały o moje pośladki, a ja odpływałam; poruszałam się w rytm jego pchnięć i ogarniała mnie nieziemska przyjemność.
Wtedy krzyknął, a ja poczułam jak jego fiut nabrzmiewa, by wyrzucić z siebie porcję białego mleczka; z każdym skurczem moją cipkę zalewał kolejny strzał, a wraz z nim mnie zalewała fala orgazmu. Skurcz, ciepło, fala miłości; skurcz, ciepło… czułam je cały czas, bo chociaż Marek skończył tryskać, nie wychodził ze mnie. A jego kutas wciąż był twardy.
– Czas na rundę drugą, Kinia – wysapał i najzwyczajniej w świecie znowu zaczął mnie posuwać. Niezły zawodnik, zdążyłam pomyśleć, zanim z błogim uśmiechem na twarzy oddałam się rozkoszy i wpadłam w coś na kształt półsnu; było mi cudownie błogo, a Marek pieprzył mnie mocno i rytmicznie. Jakby wpadł trans; pchał mnie jak maszyna, ale z porcją własnej spermy w środku musiał mieć cudowny poślizg. Nie wiem jak długo to trwało, ale było cudowne. Wreszcie z jego ust ponownie wyrwał się stłumiony krzyk i kolejna porcja nasienia zalała moje wnętrze. Marek z głośnym westchnieniem rzucił się na koc obok mnie i oddychał szybko, na jego twarzy widniał wyraz zadowolenia. Nic dziwnego.
Pociągnęliśmy znowu z butelki, w głowach nam szumiało.
– Jesteś zajebistą laską, Kinia – powiedział Lucek, który przez ostatnią godzinę mógł tylko patrzeć, jak jego brat opróżnia we mnie swoje jaja. – Ale masz ciało…
– Rozumiem – zażartowałam, bo oczywiście widziałam, że znów mu stoi.
– Nie, to nie…
– Daj spokój – uśmiechnęłam się; pocałowałam go w usta, po czym położyłam się na brzuchu obok Marka i lekko uniosłam tyłeczek. – Rób swoje skarbie. Moja cipka czeka na ciebie.
– Ma racę, braciszku. Korzystaj – powiedział sennym głosem Marek. – Spuściłeś się już, ale jeszcze nie zamoczyłeś. Masz misję do ukończenia.
– Ok – powiedział przejętym głosem Lucek. Stanął nade mną na czworaka i po chwili jego członek zaczął coraz mocniej napierać na moje wargi sromowe; napierał i napierał, aż wreszcie znalazł drogę i wśliznął się do wnętrza. Och, wypełniał mnie dużo ciaśniej niż jego brat, a myśl, że Lucek moczy teraz kutasa także w jego spermie i w ogóle mu to nie przeszkadza, nakręciła mnie na nowo. Dałam się ponieść rytmowi jego pchnięć aż do chwili, gdy po raz czwarty tego wieczoru, wraz z falą młodego, gorącego nasienia, zalała mnie fala totalnej rozkoszy.
Do domu wróciliśmy koło drugiej. Chłopcy poszli od razu do siebie, a ja poszłam do łazienki. Zdjęłam przemoczone spermą dżinsy i koszulkę i wrzuciłam je do kosza na pranie. Ukryłam je niżej, żeby plamy przeschły zanim matka je zobaczy. Pomyślałam jeszcze, że pod tym względem kondomy rzeczywiście byłyby praktyczniejsze, i weszłam pod prysznic. Letnia woda orzeźwiła mnie, zmyła pot, spermę chłopców i moje soki. Zakręciłam kurek, wyszłam z kabiny i zaczęłam się wycierać. Kiedy doszłam do nóg, odwróciłam się tyłem do drzwi i schyliłam, eksponując cipkę tajemniczemu obserwatorowi. Byłam bowiem pewna, że wchodząc pod prysznic zamykałam drzwi łazienki, które teraz były uchylone.
– No chodź – powiedziałam cicho. – Wiem, że tam jesteś. Kręci cię to? Lubisz podglądać?
Przez chwilę nic się nie działo i sama już zwątpiłam, czy mi się nie zdawało. Ale kiedy już chciałam odwiesić ręcznik, do łazienki cicho wszedł Lucek.
– Nie możesz spać? – zapytałam cicho.
– Nie – odparł szeptem. – Cały czas myślę o tobie i twojej… no, o tym co tam zrobiliśmy, i…
– I ciągle ci stoi, co? – spojrzałam na nabrzmiały kształt ukryty pod bokserkami.
– No, tak…
– Kurczę, trzeci raz? – spytałam z nutką podziwu w głosie. Ale czego innego spodziewać można się było po piętnastolatku, który właśnie poczuł jak smakuje cipka?
Zamknęłam za nim drzwi łazienki i przytuliłam się do jego pleców. Było późno, więc trzeba to było załatwić po cichu. Prawą dłonią wyciągnęłam z bokserek jego fiuta, chwyciłam go pewnie, acz delikatnie i zaczęłam walić. Twardniał szybciej niż klej błyskawiczny i zaraz miałam wrażenie, że moja dłoń jeździ w tę i we wtę po kiełbasie. Przesunęłam ją wyżej, bliżej napletka, i trzepałam dalej. Lewą dłoń ponownie zacisnęłam na jego mosznie, czując jak jądra przesuwają się między moimi palcami.
– Dobrze ci? – spytałam. – Lubisz, jak ktoś ci wali i obciąga? Fajnie się w końcu spuścić bez używania własnych rąk, co?
– Tak… tak… – mówił cicho Lucek. Lewą dłonią wyczułam delikatny skurcz jąder i raz jeszcze z jego wielkiego kutasa trysnął prawdziwy potok spermy – trzeci raz pod rząd? Nieźle, kuzynie! – który tym razem w całości trafił w ściankę kabiny prysznicowej. Gdy tryskał, a ja trzymałam go w dłoni, miałam wrażenie, że podlewam trawnik szlauchem. Niezła frajda!
– Zajebiście… – wyszeptał Lucek. – Dziękuję…
– Cała przyjemność po mojej stronie. Leć już, i słodkich snów – powiedziałam.
Kiedy wyszedł, wytarłam papierem toaletowym cały jego wytrysk, umyłam ręce i też poszłam spać. Leżąc w łóżku czułam błogość i radość, że zafundowałam kuzynowi epicki pierwszy raz. Lodzik i spust, ruchanko i spust, a na koniec robótki ręczne i znowu spust. Na myśl, że będzie sobie do tego trzepał, a kiedy pochwali się tym kolegom, oni także w domowym zaciszu chwycą swoje pały w dłoń i będą walić, wyobrażając sobie, że to ich kuzynką jestem… sama ta myśl sprawiała, że znów robiłam się mokra.
Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!
To moje pierwsze tu opowiadanie, mam nadzieję że się spodoba i będziecie chętni na ciąg dalszy 🙂 pozdr
Leave a Reply