Jestem Szymon i mam już po trzydziestce. To co tutaj napiszę to moje seksualne wspomnienia odnośnie pierwszej dziewczyny z którą byłem. Trwało to kilka lat. Nie wiem czy moje gadanie będzie podniecające czy nie, nie o to tu chodzi. Chcę się tym po prostu podzielić – tym swoim dorastaniem w sferze seksualnej. Chyba każdy z nas przechodził coś podobnego, ma własne wspomnienia.
Zacznę od tego, że moja dziewczyna była “pawgiem” (wtedy jeszcze takie słowo chyba nie bardzo istniało) – od zawsze miała konkretną dupę i piersi, była też bardzo wysoka, przy czym do połowy studiów nie była wcale gruba; roztyła się bardziej dopiero później, ale też jeszcze w granicach rozsądku. Od samego początku rajcowały mnie milfy i ich dorodne, dojrzałe ciała, więc chyba podświadomie się z nią związałem. Była dziewczyną w moim wieku, ale z ciałem jak mamuśka – świetny kompromis, przynajmniej dla mnie wtedy.
Zaczęliśmy robić coś związanego z seksem dopiero w liceum – chodziliśmy ze sobą od gimnazjum, ale wiecie jako to jest chodzenie. Któregoś dnia po szkole, jak zwykle siedzieliśmy w jej pokoju i całowaliśmy się namiętnie. Te pocałunki pochłaniały połowę naszego czasu. Dziewczyna usiadła na mnie okrakiem i wciąż mnie całując, zaczęła ocierać się kroczem o moje. Oczywiście byliśmy w spodniach, więc nie było to jakieś super rajcujące, mimo to mój penis od razu stanął. Długo się tak o siebie ocieraliśmy. Potem stało się to rutyną i nawykiem. Mieliśmy po szesnaście lat. Kolejnym etapem było to, że jeansy zamieniliśmy na dresy, albo spodnie z cieńszego materiału – czuliśmy wtedy więcej. Ale cały czas to ona jeździła po mnie. Któregoś dnia się przemogłem i wlazłem na nią całując ją. Zacząłem ocierać się kutasem o jej schowaną muszelkę. To było świetne.
W tym samym czasie jakoś dobrałem się do jej cycków. Tak wyszło, że po prostu wyciągnąłem spod koszulki z dużym dekoltem jej pierś. Miała małe, różowe brodawki i duże, miękkie piersi, które ledwo mieściły mi się w dłoni. Wyrosły na miseczkę D, to górne D. Lubiłem ssać i bawić się jej cycuszkami przez cały nasz związek. Ona też to lubiła. Zamykała wtedy oczy i cichutko jęczała. Potem już bez ogródek ściągała koszulkę i dawała mi bawić się jej cyckami, kiedy ja ocierałem się między jej nogami.
Raz czy dwa wziąłem ją w ten sposób na pieska, znaczy na sucho. Odwróciłem ją do siebie tyłem i zacząłem symulować w ten sposób stosunek. Miała dużą i szeroką, ale naprawdę zgrabną i jędrną dupę. Takie mnie podniecały. Jestem typem gościa, który po prostu lubi dorodne kobiece kształty. Jakoś to do mnie przemawia, nie wiem. To ma coś wspólnego z jaskiniowymi czasami, płodność i te sprawy. Dziewczyna z dużymi pośladkami jest dla mnie synonimem piękna, pożądam ich. Niektórzy faceci wolą chude szkapy i to jest w porządku, ale nie wydaje mi się zbytnio rajcowne kiedy dobierasz się do twardych kości. Każdy lubi co innego. W każdym razie średnio jej się to chyba podobało, kiedy w ten sposób ocierałem się o nią. Nie wiedziała chyba wtedy, na pewno nie miała pojęcia, że będzie musiała się przyzwyczaić do takiej pozycji…
Potem przeszliśmy dalej. Pewnego wieczora dziewczyna sama pokierowała dłoń na swoją muszelkę – wcześniej już też ją gładziłem dłonią, ale tylko przez spodenki – i kazała mi do niej zajrzeć. To był pierwszy raz, kiedy na żywo zobaczyłem cipkę. Była ciemniejsza od reszty skóry, ale wydawał się śliczna. Nad nia rosły krótkie włoski. Pochyliłem się i zacząłem ja całować. Poczułem od razu ten charakterystyczny zapach. Kiedy cipka bardziej się otworzyła, zanurkowałem tam. Jej soki smakowały słodko, ale nie jakoś wybornie. Pomogłem sobie palcem, wsadziłem go do środka i lizałem łechtaczkę. Raczej wtedy nie doszła. Jednak od tamtej pory zaczęłą się moja edukacja w sprawie minety – teraz podobno jestem w niej mistrzem.
Minęły dwa albo trzy miesiące, kiedy ona zdecydowała mi się odwzajmnić. Najpierw spróbowała mi zwalić i chyba za pierwszym razem też nie doszedłem. Potem wpadliśmy na pomysł z olejkiem. Kupiłem ten olejek Bambino dla dzieci. Dziewczyna natłuszczała go nim i wtedy robiła mi dobrze rączką. Kiedy się spuszczałem, brała mały ręczniczek i to w niego kończyłem. Ten mały, brązowy ręczniczek towarzyszył nam dobry rok – woziłem go ze sobą w plecaku, razem z olejkiem. Potem odważyła się zrobić mi loda. Nie pamiętam dokładnie jak wyglądał pierwszy raz. Zwykle leżałem, a ona pochylała się obok mnie na rozłożonej kanapie i obciągała go. To było coś zupełne lepszego, chociaż z czasem przekonałem się, że nie jestem wielkim fanem loda. Wolałem dymać. Tak więc kiedy byłem bliski finału ostrzegałem ją, a ona szybko sięgała po ręczniczek, żebym strzelił do niego. Lubiłem to. Miałem wtedy dopiero szesnaście lat…
Później wpadłem na genialny pomysł. Chciałem jakoś dobrać się do jej tyłka, od zawsze mnie rajcował. Wymyśliłem, że będę naoliwionym kutasem jeździł między jej pośladkami. O dziwo zgodziła się na to. Kładła się na brzuchu, ja siadałem na jej pośladkach, a ręcznik kładłem na jej plecach. Smarowałem olejkiem dla dzieci kutasa i wkładałem go między rowek jej dupy. I tak nim jeździłem, symulując tym samym stosunek. Jej pośladki były wystarczająco grube i miękkie, żeby sprawiało to ogromną przyjemność. Zajmowało mi to zwykle kilka minut i tryskałem w ręczniczek. Udało mi się po czasie zmodyfikować tę pozycję – dziewczyna klękała na rogu łóżka jak do pozycji na pieska i wystawiała swoje dorodne dupsko niczym chętna klacz. Ja ocierałem penisa między jej pośladkami. Tak było przyjemniej. Tryskałem w ręczniczek aż miło.
Jeszcze przed wyjazdem na studia – zdecydowaliśmy, że oczywiście jedziemy razem – dziewczyna zrobiła mi loda z połykiem. Byłem zaszokowany, ale pozytywnie zaszokowany. Wytrysnąłem z sykiem głęboko do jej gardła, patrząc na czubek jej głowy. Połknęła wszystko. Później spijała ze mnie aż miło, opróżniała moje jaja do sucha, chociaż mistrzynią obciągania jakoś nie była. Niewiele dziewczyn tak ma – ona w tym się lubowała i w pewnym sensie był to skarb, a nie zwykła dziewczyna.
Swojego, czyli tym samym naszego, pierwszego razu prawie w ogóle nie pamiętam. Wiem, że było to już jak wyjechaliśmy razem na studia, jakieś dwa miesiące po przyjeździe – wynajmowaliśmy mieszkanie w bloku. Jej nie bardzo się z początku kwapiło do tego kroku, ja mocno nie nalegałem, żeby to zrobić. Ale w końcu stało się i zrobiliśmy to w gumie, chyba tylko na misjonarza. Trwało to kilkanaście minut z tym, że ani ona, ani ja nie doszedłem.
Pamiętam natomiast dobrze ten pierwszy raz kiedy dała mi wziąć się od tyłu. Od zawsze miałem fiksację na temat tej pozycji, 90% porno do którego sobie waliłem, to był gość walący babkę na pieska. Oglądaliśmy film na laptopie, Pulp Fiction. Mieliśmy dwa pokoje – ten był jakby mój – i siedzieliśmy na zielonej, wysłużonej sofie. Po prostu oglądaliśmy film i jakoś tak wyszło, że ona zaczęła pieścić mnie ręką, potem przez chwilę bawiła się nim przy pomocy ust. W końcu założyłem gumkę i weszła na mnie. Tylko w ten sposób dochodziła, siedząc na mnie z zamkniętymi oczyma i ujeżdżając w swoim tempie, kiedy ja ssałem jej naprawdę dorodne piersi. Minęło kilka minut i doszła. Teraz przyszła moja kolej. Nie pamiętam bym pytał czy mówił coś specjalnego. Po prostu odwróciła się do mnie plecami, ugięła na kolanach i wypięła. Byłem straszliwie podniecony w tamtej chwili. Myślałem sobie – o cholera to naprawdę się dzieje, wypięła dla mnie swoje dupsko i chce żebym ją tak wziął. Wszedłem w nią od razu, złapałem za biodra i zacząłem zapinać. Patrzyłem na ten jej wielki, blady tyłek jak zahipnotyzowany. Ruchałem ją na pieska, w pozycji, która przecież była moją ulubioną. Niezbyt mocno i niezbyt długo ją tak dymałem, bo spuściłem się po chwili. W tle przez cały ten czas leciało dosyć głośno Pulp Fiction…
Kolejny raz jaki mi zapadł w pamięć, to kiedy rżnąłem swoją dziewczynę na posesji mojego domu. Mamy dużą działkę, a niedaleko jest jezioro. To było lato, wakacje, wróciliśmy z miasta do domu. Rozłożyliśmy sobie kocyk i opalaliśmy się. Oczywiście jakoś przeszliśmy do rzeczy, chociaż ona bała się, że ktoś nas zobaczy. Lizałem jej cipkę do momentu kiedy powiedziała, że mam się położyć. Ubrałem gumkę – zawsze miałem jakąś w portfelu. Znów na mnie weszła i skakała po mnie jakiś czas. Potem nadeszła moja kolej. Dziewczyna całkowicie naga, na jej błyszczącej, opalonej skórze kropelki potu, od letniego skwaru. Krągłe pośladki wypinały się w oczekiwaniu. Dobrałem się do jej tyłka i ruchałem ją, starając się wytrzymać jak najdłużej. Pieprzona jednostajnie dupa wydawała słodkie, głośne klaśnięcia. Zrobiłem nawet tak, że podniosłem się z kolan, pochyliłem nad jej dupskiem i wszedłem w nią na uchylonych nogach. Wszystko po to by móc walić ją jeszcze pełniej. To było jak rżnięcie suki przez psa. Po kilku minutach doszedłem z dzikim rykiem.
Po jakimś czasie naszych igraszek – już w połowie studiów – poprosiła mnie, żebym dawał jej klapsy. Od tamtej pory klepałem ją po dupie, kiedy mnie ujeżdżała, albo kiedy sam waliłem ją od tyłu. Raz stłukłem jej pośladek tak mocno, że był cały czerwony. O łapaniu za włosy nigdy nie było mowy. Nienawidziła tego.
Pamiętam, że raz sprawiła, że doszedłem trzy razy jednej nocy i to był mój rekord. Wszystko przy pomocy swoich kochanych ust. Obciągnęła mi trzy razy w przeciągu dwóch godzin, gdzie przez całe te dwie godziny bawiła się nim, pieściła, dotykała, głaskała i łaskotała. Było kompletnie ciemno, leżeliśmy w całkowitych ciemnościach kiedy to się działo. Trzy razy doprowadziła mnie do wytrysku i trzy razy moja sperma wylądowała w jej ustach. Wszystko połykała, a mnie to niezwykle rajcowało. Powiedziała mi kiedyś, że lubi ten gorzki smak, lubi sam fakt, że łyka moje nasienie. Najwidoczniej była jedną z tych nielicznych kobiet, które naprawdę lubią spermę.
Często też wieczorami piliśmy i dopiero później braliśmy się do zabawy. Nasz seks stawał się wtedy bardziej dziki i mniej monotonny. Raz tylko dziewczyna poprosiła mnie, żebym spuścił jej się na twarz. Zaskoczyło mnie to całkowicie, ale oczywiście się zgodziłem – każdy facet chyba by się zgodził na taką propozycję. Klęczała przede mną uległa, spragniona, a jej twarz oświetlała ciepła łuna z nocnej lampki. Obciągała mi i tarmosiła penisa chyba przez pół godziny na tych klęczkach, zasuwała i harowała jak mrówka, żeby spełnić moją, ale głównie swoją fantazję – musiała bardzo chcieć, żebym skończył. Cały czas czułem, że jestem blisko, penis płonął mi w środku tą przyjemnością, wiecie jaką. Jakoś jednak nie potrafiłem tego zrobić, nie wiem. Miałem blokadę. No i nie skończyłem na jej twarzy. Chyba w ogóle tamtej nocy nie doszedłem. Później. leżąc już w ciszy, czułem się podle i nie mogłem zasnąć.
Dochodziłem więc tylko w dwóch pozycjach, albo kiedy ona mi obciągała. Nigdy nie było jednak mowy o seksie bez zabezpieczenia. O ile robiąc mi loda połykała wszystko co do ostatniej kropli, o tyle myśl o tym, że mógłbym skończyć w jej cipce nie mogła przejść. Za bardzo bała się ciąży, tak mi tłumaczyła. Nigdy nie nalegałem zbytnio, może gdybym był bardziej stanowczy, był prawdziwym mężczyzną, to skończyłbym w jej wnętrzu któregoś razu. Ale tak się nie stało. Często mnie to denerwowało, podświadomie wyniszczało, może nawet było jedną z przyczyn naszego rozstania. No cóż. Po prostu ktoś inny zaleje spermą po raz pierwszy cipkę kobiety z którą byłem kilka lat i pewnie nawet nie spyta o zgodę…
Leave a Reply