Taksowkarz

 Mariola… Samotna kobieta z dwójką małych dzieci. Jej mąż odbywał karę więzienia za notoryczne znęcanie się nad rodziną i ciągłe niepłacenie alimentów. Jan poznał się z Mariolą w taksówce, jechała z koleżanką, dwie wesołe na lekkim rauszu dziewczyny zagadywały do przystojnego kierowcy i zupełnie przypadkowo, ot, tak, spontanicznie zaprosiły go na kawę. Posiedzieli w trójkę, porozmawiali pół godziny i tyle. Po kilku dniach zupełnie przypadkowo spotkali się z Mariolą w mieście, znowu umówili na kawę, ale sami, bez przyjaciółki. Tym razem spotkanie przeciągnęło się do późnej nocy. Mariola była bardzo fajną, miłą ale zagubioną dziewczyną, ciągle borykającą się z codziennymi problemami, nie miała czasu dla siebie, poświęcała go dzieciom i pracy, dzięki której mogła utrzymać dom. Takie spotkanie było dla niej wielką radością, oderwaniem się od rzeczywistości, od szarej codzienności. Zaprosiła Jana do siebie, do domu. Mieszkała prawie w centrum miasta, w małym zaułku, w oficynie. Zaparzyła herbatę, podała na stół jakieś ciasto; dzieci spały. Jan nie pamięta nawet, jak to się stało, że nagle zaczęli się namiętnie całować i pieścić, po chwili wylądowali w łóżku… Dziewczyna zapamiętale, z uznaniem w oczach oglądała i masowała jego pytę, zlizywała śluz z potężnej głowicy, próbowała obejmować go ustami. Cieszyła się, że zainteresował się nią ten fajny, sympatyczny facet, nie zważała na nic, chcąc znowu poczuć się w pełni kobietą. W końcu pozwoliła Janowi na wszystko. Kochali się do świtu, aż obudziła się córka – starsze z dzieci. Udało się ją jakoś uśpić, ale musiał wracać do pracy i do domu.

Spotykali się z Mariolą dość często; kobieta była bardzo namiętną dziewczyną, spragnioną bliskości mężczyzny, pieszczot i seksu, a on to wszystko jej dawał. Zjawiał się w nocy, niemal bezszelestnie wślizgiwał w cieplutką pościel, gdzie czekała rozpalona kochanka. Wiedząc, że może zjawić się w każdej chwili, nie zamykała drzwi wejściowych na klucz i od dłuższego czasu spała nago, szlafrok leżał koło łóżka, żeby w razie interwencji w pokoju dzieci mogła szybko ubrać się. Kochali się na wiele sposobów, najbardziej jednak lubiła pozycję misjonarską, kiedy Jan niemal leżał na niej, podpierał się na kolanach i łokciach; prawą rękę miał pod plecami Mariolki, lewą obejmował i przyciskał do siebie jej pupę, a dziewczyna obejmowała jego biodra swymi udami. Dochodzili w tej pozycji błyskawicznie, obojgu sprawiała wielką przyjemność. Spędzali wspólnie czas nie tylko w łóżku. Wyjechali kilka razy nad jezioro, Jan pilnował dzieci w kąpieli, kiedy Mariola mogła sobie poczytać w spokoju kolorowa pisma kobiece, czy zdrzemnąć się na chwilkę, nie myśląc o problemach. Dzieci przywykły do jego obecności, tym bardziej, że kilka razy przekupił je słodyczami, których w domu nie było zbyt często… Jeździli też tylko we dwoje, po to, żeby móc kochać się i pieścić na łonie natury, w jasny dzień…

Bywało, że pojechali bez dzieci do Wandy, koleżanki Marioli, na działki, gdzie palili ognisko, smażyli kiełbaski, pili piwo, dyskretnie pieścili się wzajemnie. Zapamiętał nawet pewien ekscytujący nocny epizod, kiedy Mariolka przesadziła troszeczkę z alkoholem i usnęła na leżaku, a on poszedł z jej trzeźwiejszą koleżanką na sąsiednią parcelę po patyki do pieczenia kiełbasek.

Było już ciemno, działki opustoszały, tylko w kilku oddalonych domkach świeciło się światło. Wanda miała na sobie krótką sukienkę, wiedział, że nie ma stanika, bo niekiedy odciskały się na niej sterczące sutki kształtnego biustu. Była trochę bardziej zaokrąglona od szczuplutkiej Marioli, ale tymi krągłościami mogła uwodzić wszystkich mężczyzn. Kiedy nachyliła się po patyki popatrzył z zainteresowaniem na zgrabne pośladki. Położył na nie dłonie, ścisnął lekko. Zareagowała westchnieniem, nie odsunęła się. Odwrócił Wandę do siebie, wpił się w jej usta, jedną ręką ugniatając piersi, drugą położył na jej łonie. Znowu nie odsunęła się. Przycisnął dziewczynę, zsunął sukienkę z ramion, całował jej szyję, piersi…

– Tak nie! – odepchnęła go lekko od siebie.

– A jak wolisz? – wyszeptał.

– Zaraz się dowiesz – opadła na kolana, wyciągniętego z szortów, powstającego już penisa objęła ustami, bardzo obficie mocząc go śliną, napluła na swą dłoń, posmarowała odbyt.

– Tak wolę! Nie chcę dziecka, tylko chcę poczuć twego wielkiego chuja w sobie – odwróciła się tyłem, pochyliła, oparła dłonie na udach i wypięła pupę. – Mariola miała rację, że jest wielki!

– Chcesz w tyłek? – nie wierzył własnemu szczęściu, bo przecież anal należał do jego ulubionych pozycji repertuaru seksualnego.

– Tak, tylko nie za ostro, proszę. Masz dużego kutasa, nie rozerwij mnie! Mariola bardzo cię chwali…

Pomału wcisnął sterczący penis w ciasną dziurkę. Wanda wzdychała, z początku cicho, potem coraz głośniej i szybciej. On też przyspieszał, podniecała go i dziewczyna (a fizycznie była znacznie atrakcyjniejsza od Marioli!) i sytuacja, w jakiej się znaleźli. Orgazm przyszedł szybko, oboje doszli prawie w tej samej chwili. Opadli zmęczeni, bez sił, na kolana, potem położyli się w wilgotnej od wieczornej rosy trawie. Wanda wysunęła się z jego ramion, odwróciła i polizała kutasa.

– Dawno nie miałam w sobie nic takiego. Tak dużego nigdy – patrzyła na trzymanego w dłoni penisa z uznaniem.

– Jeśli tylko zechcesz, możesz mieć częściej – Jan miał wielkie nadzieje na stałe kontakty i częste spotkania z dziewczyną.

– Zwariowałeś? Mariola jest moją koleżanką, nie mogę jej tego robić!

– A teraz co zrobiłaś?

– Nic. To było zaspokojenie, a nie chęć uwiedzenia ciebie.

– A to nie to samo? – spytał z niedowierzaniem zaskoczony.

– Nie!!!

Rozmawiając szeptem ze swym chwilowym kochankiem nie przestawała masować ręką jego przyjaciela, który znowu podniósł swą głowę. Pośliniła go, zsunęła z ramion naramki sukienki, oczom Jana ukazał się biust, jakiego już dawno nie oglądał. Patrzył na dość duże, bardzo kształtne i jędrne piersi, które nie zmieniały się bez względu na to, czy stała, leżała, czy, tak jak teraz pochylała się nad wielkim członkiem. Wanda nachyliła się nad zaskoczonym mężczyzną, trzymając jego nabrzmiałą pałę zaczęła masować główką penisa swoje sterczące sutki, smarując je śluzem wydobywającym się z dziurki w kutasie.

– Podoba mi się takie coś – wyszeptała

– Mówiłem ci, możesz mieć to „takie coś” częściej, kiedy tylko będziesz miała na to ochotę – odparł Jan z nadzieją w głosie

– A ja mówiłam, że nie, prawda? Nie, to znaczy nie! Mariola jest….

Nie zrozumiał końca szeptanego zdania, jej słowa stłumił kutas, którego zaczęła namiętnie ssać.

– Spuść mi się do buzi, chcę trochę tej męskiej witaminy.

Nie musiała długo prosić, drugi wytrysk wylądował w całości w jej gardle. Wanda otarła usta, podciągnęła sukienkę, wrócili do śpiącej ciągle Marioli. Przy furtce odwróciła się i patrząc Janowi w oczy:

– Oczywiście jesteśmy dyskretni, prawda? – spytała – No i dziękuję, było mi rewelacyjnie dobrze. Fajny ten twój olbrzym. Pamiętaj, nie powtórzymy tego już nigdy! – cmoknęła Jana w policzek.

I tak było – nie spotkali się już na osobności nigdy więcej.

Jan polubił swa pracę. Dawała wiele swobody i luzu, no i w tamtym czasie była bardzo opłacalna finansowo! Z postoju na dworcu bywały bardzo różne kursy. Najczęściej woził pasażerów do odległych jednostek wojskowych, ale bywały też swoiste „rodzynki”, jak klient, który chciał pojechać do pobliskiego miasteczka za… szynkę, za kiełbasę i kilka złotych, za kurę też bywało. To był bardzo opłacalny kurs, a szynka, czy kiełbasa okazywała się przepyszne. Innym razem pojechał do którejś z okolicznych wiosek z młodą, atrakcyjną kobietą. Na miejscu okazało się, że ona nie ma w portmonetce pieniędzy, ale w domu jest odpowiednia kwota, zaprasza go do siebie, posiedzą, pogadają i otrzyma swą zapłatę. Domyślił się, że ładna dziewczyna chce zapłacić swym atrakcyjnym ciałem, ale coś nakazało mu odmówić i poprosić o pieniądze. Obruszyła się, ale poszła do domu, zostawiając torebkę z dokumentami jako zastaw. Jakież było Jana zdziwienie, gdy po krótkim oczekiwaniu zobaczył jakiegoś mężczyznę zmierzającego w stronę stojącej taksówki.

– Pan przywiózł moją żonę? – spytał nieznajomy.

– Chyba tak, z dworca przywiozłem młodą, ładną kobietę, być może to właśnie pana żona – odpowiedział.

– Jak ładna, to ona – odparł z nieukrywaną dumą. – Proszę, to należność za kurs – w ręce trzymał zwitek banknotów.

– Odliczone?

– Tak.

– To dziękuję i dobrej nocy! Dobrej nocy!

„Ale jaja – pomyślał Jan zawracając na wąskiej drodze – dobrze, że nie poszedłem z nią na chatę, to by dopiero była jazda!” Wrócił na postój.

Pewnego wieczoru w Rynku wsiadła do jego auta interesująca kobieta około 35 lat. Szatynka, ładnie ubrana, dyskretny makijaż, zgrabna figura – tyle zdążył zauważyć w świetle latarni.

– Dobry wieczór, panie kierowco. – jej głos był jakiś… niepewny.

– Dobry wieczór – odpowiedział – Dokąd?

– Mam taką nietypową prośbę… – zamilkła.

– Słucham panią – był bardzo ciekaw co to za prośba, tym bardziej, że atrakcyjna dziewczyna spodobała mu się.

– Bo widzi pan… – w głosie słychać było zażenowanie – ja bym chciała, żeby poszedł pan ze mną na dancing…

– Ale ja jestem w pracy! – propozycja kobiety trochę go rozbawiła, ale też zainteresowała.

– Wiem, zapłacę za wstęp, opłacę postojowe, byle tylko poszedł pa ze mną do „Parkowej”!

To było ciekawe.

– Nie ma pani z kim iść na tańce?

– Ja tam muszę być! Muszę być z obcym partnerem, żeby wzbudzić zazdrość pewnego mężczyzny, który już tam jest! Byłam tam, widziałam go, dlatego muszę się tam zjawić z partnerem…

– Aaaaaa! No i oczywiście mam dostać od niego po pysku?

– Nie! On nie jest agresywny, to spokojny człowiek.

Pojechał z nią. Tym „spokojnym człowiekiem” okazał się być nauczyciel z liceum, mężczyzna około czterdziestu pięciu lat, w którym Bożena (bo nieznajoma tak miała na imię) kochała się od bardzo dawna, praktycznie od liceum. Siedząc już w restauracji przy stoliku, Jan powoli konsumował obowiązujące danie słuchając historii Bożeny. Opowiadała cichym szeptem, przerywając potok słów kolejnym kieliszkiem dobrze zmrożonej wódki.

– Bo widzisz – byli już „na ty” – pokochałam go w trzeciej klasie. To naprawdę wspaniały mężczyzna, taki elegancki, silny, męski. Był żonaty, ale to nic, byłam młoda, wiedziałam, że poczekam. Potem wyszłam za mąż, bo w rozpaczy oddałam się koledze i zaszłam w ciążę, ale wiedziałam, że on nie jest dla mnie. Teraz mój kochany też jest po rozwodzie, jak ja, więc nic nie stoi na przeszkodzie, żebyśmy byli razem.

Końcówkę opowieści Jan wysłuchał już na parkiecie. Tańczyli wtuleni w siebie, jak kochankowie patrzyli sobie w oczy. Bożena ukradkiem obserwowała reakcję swej miłości, ale pan profesor nawet nie popatrzył na nią, choć ciągle kręcili się obok niego i jego partnerki. Trwało to ponad dwie godziny. Jan stwierdził, że już się najadł, natańczył, pora więc wracać na postój.

– Bożenko, baw się dalej, ja już muszę wrócić do pracy.

– Zostań jeszcze chwilkę, on już prawie mnie zauważa!

– Dziewczyno, czy ty jesteś ślepa? On nie ma nawet pojęcia, że tu jesteś. A tak w ogóle – rozmawiałaś kiedykolwiek z nim?

– Nie, ale ja go tak bardzo kocham!

– A on o tym nie ma pojęcia, prawda?

– Chyba nie wie…

– No to jak chcesz go zdobyć, jeśli on o niczym nie ma pojęcia? Idziemy, nie ma sensu przesiadywanie tutaj. Musisz z nim porozmawiać, inaczej nic z tego nie będzie. Chłop musi się dowiedzieć, że ma tak atrakcyjną, młodą adoratorkę, inaczej nie będzie cię widział!

Z oporami, ale dała się w końcu wyciągnąć z lokalu, poszli do samochodu. Bożena cały czas płakała cichutko, tuliła się do niego, Jan widział coraz silniejsze działanie wypitego alkoholu.

– To gdzie cię odstawić? – miał dość tańców na dzisiaj.

Podała adres. Po chwili jazdy zatrzymał się przed bramą.

– To tutaj?

-Tak, tutaj… Wejdziesz ze mną? nie chcę być teraz sama.

-OK, może być, ale nie będę siedział długo, jakoś muszę zarobić na chleb.

Obejmując się weszli do mieszkania. Zamknęła drzwi na klucz.

– A wiesz co? Świetnie tańczysz! – uśmiechnęła się przez łzy.

– Staram się! Ty też doskonale radzisz sobie na parkiecie…

– Obejmij mnie proszę, czuję się taka samotna i opuszczona…

– Chyba wódka działa, bo mam takie miękkie nogi… pomożesz mi się rozebrać? Zaprowadź mnie do łazienki… Jesteś bardzo miłym i sympatycznym mężczyzną, cieszę się, że cię poznałam…

W łazience pomógł zdjąć sukienkę. Rozpiął stanik, wrzucił go do otwartej pralki. Uwolnione dorodne piersi zakołysały się radośnie. Nagle nabrał ochoty na tę kobietę. Ciało miała zadbane, jędrne, biust obfity, dość sprężysty. W kilka chwil stał obok Bożeny całkowicie nagi.

– A ty co? – popatrzyła na niego mętnym wzrokiem – rozebrałeś się? Dlaczego?

– Tak, jak widzisz, rozebrałem się. Nie podobam się tobie? A dlaczego się rozebrałem? Bo chcę ciebie! – odważnie zbliżył się do dziewczyny.

Popatrzyła na Jana ciągle lekko zamglonym wzrokiem. Chyba rzeczywiście alkohol zaczynał mocniej działać, wypiła przecież kilka kieliszków wódki. Patrzyła na gołego mężczyznę, wzrok skierowała w jego krocze, gdzie bujał się wielki kutas, podnoszący już swą głowę; uśmiechnęła się rozmarzona.

– To fajnie, bo mam ochotę na mężczyznę, a ty fajnie tańczysz i podobasz mi się!

– Ale chyba nie tak, jak Jurek? – Jurek to ten nauczyciel.

– Jesteś fajny, ale Jurek jest tylko jeden! – mówiąc to masowała jego sterczącego penisa.

– On też jest fajny! – stwierdziła patrząc Janowi w oczy.

– Kto? – spytał.

– Jak to, kto? Twój penis. Jest taki w sam raz, taki akuratny! Nie, on jeszcze rośnie! No, no, masz czym zaskoczyć dziewczynę… Boże, on jest wielki!

– Weszli do kabiny. Po szybkim prysznicu wskoczyli do łóżka. Bożena była doświadczoną kochanką, bardzo namiętną, doskonale wiedziała, czego chce; wiedziała też, jak sprawić rozkosz mężczyźnie. Położyła się na brzuchu, wypięła jędrny tyłeczek w jego stronę.

– Wsadzałeś go kiedy w pupę?

– Tak, bywało, że w pupę też się wciskał. – Jan odpowiedział z radością

– No to na co czekasz? Nie chcę drugiego dziecka.

Wcale nie tak dawno słyszał to samo od Wandy, umówiły się, czy co?

Kochali się do rana, spenetrował wszystkie otworki w zgrabnym ciele Bożenki; tam gdzie mógł, tam wpychał swego przyjaciela, gdzie indziej wsuwał język, czy naślinione palce. W końcu dopuściła jego wielkie przyrodzenie do ciasnej, gorącej pipki. Rżnął ją zafascynowany jej ciasnotą, dawno nie wchodził w taką cipkę, musiała być dość długi czas bez mężczyzny… Skończył na długo przed wytryskiem, chciał, żeby Bożenka zaspokoiła go oralnie i w końcu doczekał się pieszczoty ze strony namiętnych, pełnych ust samotnej kobiety. Ssała go, masowała, aż wybuchnął w jej gardło. Jak większość kochanek nie nadążyła połykać, sperma spływała jej po brodzie, kapała na sterczący biust, na którym rozsmarowała go starannie.

– To najlepszy kosmetyk! Następnym razem spuścisz mi się na biust, bo to super maseczka!

– A kiedy będzie ten następny raz?

– Może jutro wieczorem? Jeszcze tylko dwa dni jestem sama, potem będzie moja mama, przywiezie dzieciaka.

Nie było następnego razu. Ale za to…

 

Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

Jan Sadurek

Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *