Czas biegł nieubłaganie, mijał dzień za dniem, wszystko wróciło na normalne tory. Na adres firmy, w której pracował przyszło do Jana jeszcze kilka listów od Krystyny, ale pomału korespondencja wygasła. Minął kolejny rok. Znowu wyjechał w delegację ze swoimi ludźmi, tym razem do Jakubkowa na północnym wschodzie kraju. Podobnie jak kilka lat wcześniej mieli być miesiąc, a skończyło się prawie po trzech… Pomagali w żniwach, w innych pracach polowych, na fermach hodowlanych. Poznali się z miejscowymi, polubili, szczególnie, gdy zaraz pierwszej niedzieli poszli gromadnie na mecz lokalnej drużyny piłkarskiej, której zawzięcie kibicowali, co zaowocowało tym, że zostali przez miejscową męską społeczność zaakceptowani.
Po meczu poszli wszyscy razem do Jakubianki na piwo, gdzie przy pełnym kuflu bardzo mocno zacieśniły się więzy między przybyłą ekipą, a miejscowymi. Cała grupa zamieszkała w hotelu zakładowym, ładnym, wygodnie urządzonym, położonym niedaleko zakładów produkcji rolnej. Stołówka na parterze serwowała naprawdę smaczne, domowe jedzenie, a to za sprawą dwóch przesympatycznych pań – pani Geni i pani Werze. Genia rządziła w kuchni, Wera na sali, obie doskonale się uzupełniały. Jan zżywał się z pracownikami kombinatu, lubił z nimi rozmawiać.
Często zapraszał go do swego domu jeden z traktorzystów, Krzysztof, facet mniej więcej w tym samym wieku, który mieszkał nieopodal hotelu w którym byli zakwaterowani. Pierwszy raz Jan poszedł do nowego znajomego z flaszką dobrej wódki w kieszeni i kwiatkami dla gospodyni, którą okazała się miła, interesująca blondyneczka Ela; ujął ją tymi kwiatami. Od tamtego wieczoru zapraszany był niemal codziennie, a raczej co wieczór. Tutaj trzeba zaznaczyć, że Jan i jego ludzie byli małą ciekawostką w sennym życiu wioski, gdzie wszystko przebiegało według dawno temu ustalonego rytmu.
Po kilku dniach pobytu żeńska część lokalnego społeczeństwa opowiadała o przystojnym mężczyźnie o niesamowitych oczach, wysokim, długowłosym, mądrym, umiejącym z każdym porozmawiać na każdy temat, uśmiechającym się do wszystkich, co tutaj nie było zbyt częstym zjawiskiem. Opowiadali też o innych fajnych, sympatycznych i interesujących chłopakach, którzy z nim przyjechali. Wracając do zaproszenia Krzysztofa i Eli. Przychodziła do nich dość często ich sąsiadka, postawna szatynka z dużym biustem i indiańskimi rysami twarzy, która zawsze miała taką samą fryzurę – zaplecione w długie warkocze kruczoczarne, mocne włosy, co jeszcze bardziej nadawało jej indiańskich cech. Ela zapraszała ją, żeby – jak mówiła – było do pary.
Mąż Magdy, bo tak miała na imię urocza sąsiadeczka, pracował na saksach w Niemczech, w domu bywał dwa razy w roku, przywoził pieniądze, prezenty, kupował materiał na budowę ich nowego domu i wracał pod Monachium. Magda nie miała jeszcze trzydziestki, potrzebowała mężczyzny nie tylko od święta, więc na widok naszego bohatera aż tarła kolanami. Na pierwszym spotkaniu w tym poszerzonym o sąsiadkę gronie Ela postanowiła jakoś przełamać pierwsze lody. Podczas piątkowego wieczoru zakrapianego pewną ilością alkoholu, bo przecież nazajutrz była sobota, więc dzień wolny, zaproponowała grę w rozbieranego pokera. Propozycja została przyjęta owacyjnie, zaraz też zaczęła się rozgrywka.
Obaj panowie, Jan z Krzysztofem dyskretnie dawali sobie znaki, wymieniali między sobą karty, tak, że w niedługim czasie leciutko skołowane alkoholem panie siedziały w samych majtkach, panowie tylko w bokserkach i podkoszulkach. Ale i to nie trwało długo, po kilku minutach panie nie miały już czego zdjąć. Jan podziwiał obfity, ale zadziwiająco sterczący biust Magdy, nie mógł oderwać od niego wzroku; Krzysztof zresztą też. Zaczęło się „wykupowanie fantów”. Czego to nie musieli robić! Wierszyki, piosenki, pocałunki, lizanie biustów, sprośne dowcipy. Doszło do wykupienia majteczek. Wyrok był srogi – każda z pań musiała jednemu z mężczyzn wyssać penisa! Najpierw burzyły się trochę, ale odpowiednio wcześniej „podlane” kolejnymi porcjami alkoholu nie wzbraniały się zbyt długo. Jedynym zastrzeżeniem było, że nie będą się wzajemnie widzieć, nie chciały czuć się… skrępowane! Było już bardzo późno, dzieci spały, a panie klęcząc przed panami miały „pełne usta roboty”.
Ten wieczór skończył się w łóżku Magdy, która nie wyobrażała sobie, że „skoro ona mogła obciągnąć jego wielkiego kutasa, to on może też ją wylizać”, jak na pożegnanie wyszeptała chłopakowi do ucha, kiedy wracała do siebie. Jan jakoś nie zastanawiał się zbyt długo przed wejściem do sąsiedniego mieszkania. Wskoczyli razem do wanny, skąd po kilku drobnych pieszczotach przenieśli się na łóżko. Nie tylko wylizał gorącą cipkę, ale też sprawdził, jak reaguje na obecność w niej twardego, kształtnego penisa. Reagowała prawidłowo, bardzo szybko doszła raz, za chwilkę drugi, potem trzeci. Jej soki zmoczyły połowę prześcieradła, a on nie przestawał, ruchał interesującą kobietę jak automat. Po kolejnym orgazmie Magdy też nie wytrzymał i wytrysnął na jej sterczące dumnie piersi. Rozmazała spermę po biuście, wsunęła mokre nią palce do ust. Położyła się na boku, głowę położyła na zgiętej w łokciu ręce, drugą głaskała długie włosy kochanka, patrzyła długo w niezwykłe oczy. Uśmiechała się, w końcu wyszeptała:
– Jesteś niesamowity! Możesz ruchać do końca, raz, że mam niepłodne dni, a po drugie nawet gdybym zaszła, to i tak pójdzie na jego konto, mego męża, dwa dni temu wyjechał, więc nie obawiaj się… Ciekawe, jak by wyglądały nasze dzieci? Ale powiem ci, że bardzo dawno nikt mi tak nie dogodził. Mój stary zjawia się raz na pół roku, tylko mi wsadzi, już kończy, potem cały czas tylko kumple i wóda. Nie mam sposobu, żeby go skłonić do lepszego seksu, nawet chciałam, żeby mnie wyruchał w tyłek, bo to ponoć facetów bardzo podnieca, ale on nic… A twój kutas wie, co robić, żeby dziewczyna i jej piczka były zadowolone!
– Lubisz w tyłek? – Jan wrócił do usłyszanego przed chwilką zdania.
– Próbowałam, ale mój stary nim mi wsadził, już się spuścił i było po sprawie. – wyznała szczerze, rozplątując swe warkocze. Potrząsnęła głową, burza czarnych loków rozsypała się wokół głowy.
– Może teraz się uda? – Jan obrócił ją na brzuch, dłońmi rozchylił pośladki.
– Ale jak zaboli, to przestaniesz, tak? – dziewczyna odwróciła głowę, patrzyła spod długiej grzywki na chłopaka; co tu dużo mówić, podobał jej się ten facet, umiał doprowadzić do orgazmu w kilka chwil, nie to, co jej ślubny…
– Oczywiście – sapnął Jan i wsunął swego rumaka w cipkę, popchnął. Pupę miała całą mokrą po ostatnim orgazmie, ale chciał, żeby był bardziej śliski. Nasmarowany śluzem z pipki członek naprowadził na kakaową dziurkę i lekko nacisnął. Pomału, bez pośpiechu napierał na ciasną pupę, wszedł bardzo miękko, bez oporu. Magda tylko westchnęła głośno, poprawiła się na pościeli, uniosła lekko biodra nadziewając się jeszcze bardziej na kutasa, palcami stymulowała łechtaczkę, żeby pogłębić doznania.
– To miłe – zamruczała – ale proszę, nie bądź brutalny, podoba mi się to, nawet nie wiesz, jak bardzo mi … się… to… pooooodooobaaaa!!!
Po małej chwili wcisnęła twarz w poduszkę, żeby stłumić krzyki rozkoszy, z drażnionej dłonią pipki poleciała fontanna mocząca do reszty prześcieradło i jego krocze. Wyskoczył z pupy Magdy, odwrócił ją na plecy i wcisnął się w jej usta. Posuwając ją w buzię doprowadził się do wytrysku, opadł obok niej. Tym razem połknęła sporą porcję spermy, oblizała się.
– Fajnie ruchasz, podoba mi się – przeciągnęła się rozmarzona – i ten twój chuj taki wielki, czuję, jak mnie tam, w środku rozpycha, to bardzo przyjemne uczucie, musimy to jeszcze nie raz powtórzyć. Mówiłam ci, mój stary zwykle po kilku piwach włazi na mnie, wpycha swego chujka w moją pisię, a kiedy po trzech sekundach jest po wszystkim to albo zaraz zasypia, albo idzie dalej do kumpli, bo uważa, że swój małżeński obowiązek wzorowo wypełnił. A przecież potrzebuję czuć faceta w sobie, chcę, żeby niekiedy ktoś porządnie mnie wyruchał, wytarmosił za broszkę… Zrobimy to jeszcze, prawda? – patrzyła na mężczyznę wyczekująco, lekko się przy tym uśmiechając
– Prawda, prawda, jeśli podoba ci się moje bzykanie to super, ale muszę iść, niedługo świt, jeszcze ktoś mnie zobaczy i będą plotki.
– Ale jeszcze kiedyś powtórzymy taki wieczór? – upomniała się jeszcze raz, podniosła na łokciu, oparła głowę na dłoni. Piersi tylko troszeczkę zmieniły swój normalny kształt, nawet w tej pozycji sterczały wyzywająco.
– Jakie ty masz zajebiste cycki! Taki biust powinnaś nosić na wierzchu, żeby wszystkie baby widziały!
– Tak, żeby mnie zajebały, bo ich chłopy patrzyli by jak psy za suką – uśmiechnęła się uradowana z komplementu.
– Robiłaś coś z nimi? Przyznam, że nie widziałem jeszcze takiego biustu!
– Bardzo dbam o nie, codziennie minimum pół godziny ćwiczę, żeby utrzymać szczupłą figurę i żeby cycki takie były – dodała – a ten mój stary dureń nie potrafi tego docenić… Na szczęście trafiłam na ciebie – pogłaskała Jan po twarzy
– No i są rewelacyjne! Ty jesteś rewelacyjna! Teraz spadam, zamknij za mną drzwi – wyszeptał od progu.
Wrócił do hotelu, padł na łóżko. Co za wieczór, pomyślał. Ale ona ma biust… I z obrazem jędrnych piersi w oczach – usnął. W Jakubiance poznał też innych miejscowych. Jak to chłopy w knajpie, przy piwie opowiadali o miejscowych kobietach, dziewczynach, niemal z adresami informowali która chłopu daje chętnie, która mniej, do której bez kija się nie da podejść. Słuchał uważnie, szczególnie zainteresowały Jana ciekawe historie o pewnej młodej dziewczynie, miała siedemnaście lat, a ponoć nadstawiała tyłek każdemu, kto się odrobinkę postarał. Według opowieści przeleciało ją więcej, niż połowa chłopaków w wiosce.
Jagoda była chudą laseczką z małym, biustem, bardzo kształtnym i twardym tyłeczkiem; miała całkiem ładną, dziecinną niemal buzię i burzę blond loków. Patrzyła na świat dużymi, niebieskimi oczami jakby wszystkiemu się dziwiła… Rzeczywiście, nie była trudną zdobyczą, wystarczył Janowi jeden wieczór i była w jego pokoju hotelowym. Nie umiała się kochać, była taką „cielęcinką do dymania”, wystarczyło, że mogła się położyć i rozłożyć nogi. Jak mawiał jego przyjaciel – takie dziewczyny są bardzo potrzebne. Do czego? Ano do tego, żeby pipki mogły być przetrzymywane w ciepłym miejscu, między ich nogami, bo faceci lubią wpychać swe kutasy w coś ciepłego. Taka właśnie była Jagoda. Kładła się jak chciał, wciskał kutasa jak chciał, czy to delikatnie obrośnięta miękkimi, ale nadspodziewanie długimi włoskami pipka, czy usta – obojętne, wszystkie te miejsca nie wywoływały w niej żadnej emocji.
Pewnego razu, kiedy kazał, tak, kazał jej przyjść do siebie i po wspólnym prysznicu wydymał ją niemal do utraty sił (jego sił, oczywiście, Jagoda nie znała jeszcze takiego czegoś, jak orgazm, myślała, że to jest to, kiedy jest jej dobrze z jakimś chujem w środku) spytała, czy się spuścił, bo ma dziwnie wilgotno w pipce. O dziwo, chyba zaczęła jakoś reagować na bodźce, ale musiał naprawdę długo ruchać młodą cipę… Kiedy po pierwszym razie wyszła z jego pokoju, nie trafiła zaraz do domu. Na korytarzu złapał ją jeden z podwładnych Jana, bez problemu zaciągnął do pustego, niezamkniętego pokoju i też zerżnął. I znowu nie wróciła do siebie, po znalazł się kolejny amator jej wdzięków. Rano okazało się, że wydymało ją na zmianę kilku chłopaków, a jej było to obojętne…
Zupełnie inna była Ewa. Dziewczyna dwa lata starsza od Jagody, bardzo kobieca, wszystko miała takie, jak trzeba – odpowiednia tusza, biust, ładna buzia i długie włosy. Pulchniutka, ale w sposób bardzo apetyczny dla mężczyzn, ani grama za dużo w każdym miejscu. Poznał ją przypadkowo w kawiarni. Drugiego, lub trzeciego popołudnia w Jakubkowie Jan nudził się trochę, postanowił pooglądać okolice miejsca, gdzie mieszkali. Przechodząc obok niewielkiej kawiarni stwierdził, że można sobie odpocząć przy kawie i lampce wina. Lokal był praktycznie pusty, poza dwoma dziewczynami siedzącymi przy stoliku w kącie. Jedną z dziewcząt była właśnie Ewa.
Siedziała z koleżanką, zajęte były rozmową. Mężczyzna zauważył, że bardzo ładna dziewczyna przygląda mu się ukradkiem, ale kiedy on sam popatrzył w jej stronę – spuszczała wzrok. Poprosił kelnerkę o ciastka i po lampce wina dla obu dziewczyn. Zdziwiły się bardzo, podziękowały z uśmiechem. Zaprosił je do swego stolika, zaczął wypytywać o miejscowość, ciekawostki, które tu można spotkać, pytał, co jest interesującego poza kościołem i knajpą. Odpowiadały ochoczo, ze śmiechem prześcigając się w opowiadaniu miejscowych ploteczek, historyjek i anegdotek. Po dłuższej chwili koleżanka musiała pójść do domu, zostali we dwoje. Miło się gawędziło, nie zauważyli, że nadszedł czas zamknięcia lokalu. Jan poprosił kelnerkę o rachunek, zapłacił i wyszli. Już na dworze zasugerował, że odprowadzi ją do domu. Zgodziła się chętnie, choć nie mieszkała daleko.
– A może pokażę ci nasz park? Teraz jest posprzątany, są bardzo ładne alejki, postawili ławki, latarnie, park ma taki swój klimat, a o tej porze dnia jest tam pięknie – zaproponowała Ewa.
– Chętnie zobaczę, tym bardziej, że słyszałem już o nim, a wieczorem musi tam być fajny nastrój, prawda? – zgodził się natychmiast.
– No to prowadź.
Szli wolniutko obok siebie, trzymając ręce w kieszeniach. Park rzeczywiście był bardzo ładny, nie tylko im się podobał, bo widzieli jeszcze kilka par, spacerujących, lub siedzących na ławkach. Objął Ewę ramieniem, nie oponowała, przytuliła się do niego. Poszli w ciemniejszy rejon parku, usiedli na samotnej ławeczce. Jan nie pytał o nic, posadził sobie Ewę na kolanach, przytulił i pocałował w usta. Oddawała pocałunek z zaskakującą zachłannością, przyciskała do siebie głowę chłopaka. Czuł, że penis podnosi głowę, pręży się w spodniach. Ona też go poczuła, odsunęła się trochę od niego i popatrzyła w dół, skąd spoglądał na nią swym jednym oczkiem sterczący zza paska kutas.
– Tak cię podniecam? – spytała zalotnie.
– Niesamowicie, jesteś klasa dziewczyna – pocałował ją za uchem – nawet nie wiesz, jaką mam ochotę na ciebie!
– Ale jak? Chcesz to tutaj zrobić?
– Co jak? Co… Chcesz się kochać? – spytał trochę zdziwiony, raczej zaskoczony.
– Bardzo, ale nie mam dzisiaj zbyt dużo czasu, żeby pójść do ciebie – jej odpowiedź zaskoczyła Jana
– Nie szkodzi, poczekam, jestem cierpliwy i …
Przerwał, bo Ewa szybkim ruchem wyciągnęła jego penisa ze spodni. Chwilkę patrzyła zadziwiona, ale zaraz wstała, podciągnęła sukienkę, szybkim ruchem zdjęła figi i tyłem siadła Janowi na uda, nadziewając się na sterczący członek. Krzyknęła cichutko, kiedy wszedł w pipkę.
– Jaki on duży – wyszeptała – czuję go w całej cipce!
– Taki już jest, chyba nie masz mi tego za złe? – spytał z uśmiechem
– Coś ty, ale on chyba jeszcze rośnie! Jeszcze bardziej mnie rozpycha! Oparła się plecami o piersi Jana. Mrucząc z rozkoszy pomału falowała biodrami do przodu, do tyłu i na boki. Myślał, że zwariuje, tak silne było to doznanie, tym bardziej, że absolutnie nie spodziewał się takiego zakończenia wieczoru. Przyspieszyła ruchy, zaczęła szybko oddychać, z ust wydobył się jęk. Podnieciło go to jeszcze bardziej. Już miał wytrysnąć, gdy nagle Ewa wstała i odwróciła się do niego.
– Nie spuszczaj się jeszcze, zrobię ci dobrze ręką – ujęła delikatnie pulsujący wałek mięsa i wytrzepała go, odskakując z piskiem przed wystrzeliwanymi stróżkami spermy.
– Ale dużo tego było! No tak, ten twój… taki duży, to i ładunek też odpowiedni. Odprowadzisz mnie do domu? – zapytała z uśmiechem, wkładając zdjęte wcześniej figi w kieszeń sukienki
– Oczywiście, teraz idziemy prosto do twego domu – Jan roześmiał się rozradowany.
Chwycili się za ręce i prawie pobiegli. Kilka metrów od furtki szybko cmoknęła go w policzek.
– Jutro o osiemnastej na tej samej ławeczce? – uścisnęła lekko krocze chłopaka.
– Będę – musnął dłonią gołą pipkę.
Poszedł do hotelu, wykąpał się i położył do łóżka. Jak zwykle, kiedy sam mieszkał w pokoju, spał nago. Wziął książkę, zaczął czytać, ale wspomnienie wieczoru nie dawało mu się skupić nad czytanym tekstem. Zasypiał z uśmiechem na twarzy, kiedy posłyszał lekkie drapanie do drzwi. Zdawał mu się? Chyba tak. Jednak nie, drapanie powtórzyło się. Nie zakładając nic na siebie, całkiem nagi wyskoczył cichutko spod kołdry, bezgłośnie podbiegł do drzwi, czekał. W momencie ponownego hałasu gwałtownie otworzył. Stała w nich… Ela, żona Krzysztofa!
– Chyba cię nie obudziłam? – niepewnie uśmiechała się, spuszczając wzrok.
Jan obserwował, jak oczy kobiety robiły się coraz większe na widok zwisającego między jego nogami przyrodzenia. Nie widziała go podczas pamiętnego pokera; obie panie nie chciały, żeby się wtedy widzieć.
– Nie, jeszcze nie spałem. – gestem zaprosił Elę do pokoju – Co cię sprowadza o tej porze? Wejdź, proszę, nie będziemy rozmawiali w drzwiach.
– Wiesz, jak ty wtedy z Magdą, to ja… też chciałam, ale… no wiesz, przyszłam, bo Krzysztofa nie ma, wróci pojutrze, więc… Po prostu też chcę się z tobą kochać! – opuściła głowę, cały czas stojąc w drzwiach.
– Zwariowałaś? Jesteś żoną kolegi, a one są nietykalne, nie bzyka się żon przyjaciół! Takie są zasady i trzeba się ich trzymać. Wejdź wreszcie, zanim ktoś cię tu zobaczy.
Weszli do środka, dziewczyna rzuciła się Janowi na szyję.
– Zróbmy to, proszę, i tak już wyszłam w twoich oczach na dziwkę! Wyruchaj mnie, chcę tego!
– Ela, przestań, nawet tak nie myśl. Absolutnie nie uważam ciebie za dziwkę, wręcz przeciwnie i nie licz na żaden seks.
– Nie chcę przestać! Patrzysz na mnie takim wzrokiem, że mi ciarki przechodzą po plecach, a pipka robi się mokra, co ty masz w tych swoich ślepiach?
Nie wiedział, co zrobić. Zanosiło się na problemy z pozbyciem się dziewczyny, tym bardziej, że poczuł od niej alkohol. Nagle olśniło go!
– Wiem co zrobimy, żebyśmy oboje byli zadowoleni, a ja nie złamię zasad.
– Co? – spytała z nadzieją w głosie.
– A to! – wstał z krzesełka, na które z wrażenia po pierwszych słowach dziewczyny usiadł.
Podnoszący głowę, powstający wałek mięsa dumnie kołysał się między nogami. Ela w dwie sekundy była rozebrana, pod sukienką nic nie miała. Widział ją gołą, kiedy grali w rozbieranego pokera, wtedy, w przeciwieństwie do Magdy, pipkę miała solidnie obrośniętą, nawet ucieszył się, że to nie on ma ją wylizać, tylko Krzysztof, któremu nie przeszkadzały krzaczory na łonie żony; miał to przecież na co dzień. Jednak posłuchała Jana, jak kiedyś mówił, że kobieta powinna depilować sobie bikini, bo i o higienę łatwiej i ładniej wygląda; teraz zobaczył tylko wąziutki paseczek przyciętych włosków nad małą, różową cipką. Położyła się na łóżku, rozchyliła nogi, podnosząc je wysoko w górę. Jej pipka spoglądała na Jana swym ślepym oczkiem, dziurka odbytu zachęcała do wdarcia się w nią i spenetrowania ciasnego wnętrza.
– Nie, nie w ten sposób. Na kolana! – Jan wskazał palcem na podłogę, rzucił na nią poduszkę, żeby dziewczyna miała wygodniej.
– Jak chcesz? Mam go wziąć do buzi?
– Nie domyślasz się?
Uklęknęła przed nim, chciała jeszcze coś powiedzieć, ale wepchnął się w nią aż do przełyku. Krztusząc się zaczęła masować kutasa.
– Chciałaś tak jak z Magdą? No to masz okazję to zrobić. Ale może boleć!
Chwycił Elę za włosy, mocno przycisnął jej twarz do swego krocza, poczuł, że kobieta dławi się, traci oddech. Wyszedł z niej, dał jej złapać trochę powietrza i powtórzył to samo jeszcze kilka razy. Czuł, że zaraz wytryśnie, więc przytrzymał ją znowu za włosy i wyrzucił z siebie cały ładunek do jej gardła, nie pozwalając nic wypluć. Znowu dławiąc się i krztusząc połykała wszystko bez protestu, ale i tak spora porcja wypłynęła z ust na bodę i piersi. Rzucił ją na łóżko, rozchylił brutalnie nogi, prawie wgryzł się w jej cipkę. Zawyła, ale nie był to krzyk bólu, tylko rozkoszy. Dał jej solidnego klapsa, znowu krzyknęła.
– Bij, to takie podniecające, bij, byłam niegrzeczna, zasłużyłam na karę – Ela to łkała, to krzyczała na zmianę – Bij, zdradzam swego męża, ukarz mnie!
Znowu przydała się poduszka, nakrył nią jej twarz, żeby nie obudziła połowy hotelu. Miał wielką ochotę ją normalnie zerżnąć, ale niepotrzebnie gadał o tych żonach kolegów, więc duma nie pozwoliła mu na nic innego. Osiągała orgazm za orgazmem, chyba trzy razy wspinała się na szczyt, wrzeszczała, aż ochrypła. Wylizał ją, dał kilka klapsów i wygonił z pokoju. Nie odprowadził, nie miała daleko. Było mu trochę głupio, ale… sama tego chciała. Po krótkiej chwili i dużym drinku sumienie uspokoiło się i Jan wreszcie zasnął.
Leave a Reply