Ala, cz. 2.

Część 2.

Dwa dni później znowu szłam z zakupami. Tym razem miałam solidniejsze torby. Nie korzystałam z reklamówek przy większych zakupach. Na chwilę wróciłam wspomnieniami do tamtego wydarzenia. Zaskoczyli mnie ci dwaj chłopacy, kiedy zbierałam z chodnika rozsypane produkty. Taka głupia sytuacja… No, ale przynajmniej gapie mieli chwilę rozrywki. Trochę byłam zirytowana, bo, tak szczerze mówiąc, liczyłam, że któryś podbiegnie i pomoże. A tym dwóm jedynie zebrało się na wiwaty, bo mignęła im naga pierś… Szkoda.  

– Bardzo przepraszam, pani tak szybko się pozbierała – wydyszał chłopak.

Zduszony krzyk, prawie podskoczyłam. Zatopiona w swoich myślach nawet nie zwróciłam uwagi, że ktoś podbiegł do mnie. Ruch na ulicy był spory. Od razu poznałam go. Teraz był nieco inaczej ubrany, ale to on „kibicował” mi, gdy nad rozsypanymi zakupami chowałam piersi pod bluzkę.  

– Och, przepraszam! – brunet stanął jak wryty. – Nie sądziłem, że przestraszę panią.

– Lepiej pomóż przy dźwiganiu toreb – mruknął drugi.

Blondynek właśnie dołączył do kolegi. Też rozpoznałam go bez trudu. Moi głośni wielbiciele stawili się w komplecie.

– Jasne! Oczywiście! – brunet sięgnął do toreb, ale wcześniej dotknął mojej dłoni. – Pozwoli pani?

– Ale tym razem darujemy sobie głośne zachwyty na moją część?

Zdeprymowani i zaskoczeni retorycznym pytaniem, w milczeniu spojrzeli na siebie.

Wykorzystałam sytuację:

– Dziękuję za pomoc. Chętnie skorzystam – uśmiechnęłam się i podałam im torby. Już nie było daleko, ale dobre i tyle.

Każdy dźwigał jedną torbę. Chwilę szliśmy w milczeniu. Dostrzegłam, że spoglądają na siebie porozumiewawczo.

– Powiem szczerze – w końcu odezwał się blondynek – pani przypadkowy „występ” zrobił na nas duże wrażenie. A wiwatowaliśmy, kiedy i inni już widzieli to…, co i my zobaczyliśmy.

– I chcielibyśmy poznać panią bliżej – wpadł mu w słowo brunet.

Blondynek zmierzył go ostrym spojrzeniem. Brunet wydawał się zaskoczony, ale w lot zrozumiał spojrzenie kolegi:

– Oczywiście bez żadnych podtekstów! – zaznaczył nerwowo.

– Ależ skąd! – oburzył się blondynek.

Zdawałam sobie sprawę, że nawet randka ze mną, było, nie było, atrakcyjną kobietą w średnim wieku, mogła być dla nich fajnym wypełnieniem jakiegoś wieczoru. A ja miałam ochotę na flirt z takim młodym chłopakiem. Dwóch to już byłby tłum i zbyt męczący wieczór. Mąż, mimo oryginalnych pomysłów, męczył mnie swoją zazdrością, a ja chciałam odprężyć się właśnie z jakimś młodym, zadbanym chłopakiem w miłej, pozbawionej zazdrości, atmosferze.

– Tak, mam ochotę na niewinny flirt! – przyznałam się sama przed sobą. Wreszcie zatrzymałam się przed moim blokiem:

– Tutaj mieszkam. Dziękuję za pomoc w odniesieniu zakupów.

– Było nam bardzo miło zobaczyć panią – rzekł blondynek. – Andrzej i ja, Daniel, zapraszamy panią wieczorem. Pani wybiera kawiarnię i proponuje dzień spotkania. A tutaj jest numer telefonu. – Z kieszonki swojej koszuli wyjął biały kartonik i wetknął do torby z zakupami.

– W zasadzie to my mieszkamy niedaleko… – zaczął Andrzej. Daniel ostro spojrzał na niego.

– Dziękuję za zaproszenie – uśmiechnęłam się, pokiwałam głową i otworzyłam drzwi, wystukując kod.

Andrzej przytrzymał drzwi i podał mi torbę. Daniel podał drugą, a wówczas jego kolega wykonał ruch, jakby chciał wejść za mną.

– Dziękuję, dam sobie radę sama – powiedziałam bardziej stanowczym tonem. Nadal uśmiechałam się.

Zrozumiał, że przeszarżował. Pokiwał głową i wycofał się. Nie patrzył na mnie.

– Dziękuję za pomoc. Obiecuję zadzwonić, kiedy będę miała dość czasu, żeby spotkać się w kawiarni. Trzymajcie się, cześć!

– Cześć!

– Do widzenia! – Andrzej był speszony i trzymał dystans.

*

Dopiero po kilkunastu minutach mąż otworzył drzwi. Opóźnienie zostało spowodowane przystankiem przy kiosku. Czyli nie widział chłopaków podbiegających do mnie, ani naszej rozmowy, ani przekazywania kartonika z numerem telefonu. Teraz wnosił kilka paczek papierosów, puszki piwa, czasopisma i uśmiechnięty machał do mnie jakimś kolorowym, dziecinnym gadżetem.

– Tyle czasu zabrało mu kupienie tych kilku rzeczy? Niepojęte – pomyślałam, kręcą głową z niedowierzaniem.

– Spotkałem kolegę z pracy – wyjaśnił. – Ale zobacz, co mam! – krzyknął zadowolony.

– Co, wiaderko i łopatkę kupiłeś sobie? Nareszcie! – w geście triumfu wyrzuciłam ręce w górę. – Wreszcie w piaskownicy zapanuje pokój, a dzieciaki będą miały przywódcę z prawdziwego zdarzenia! Niech żyje Roman! – mój ironiczny ton nie zgasił jego dobrego humoru.

– Jeszcze będziesz piszczeć zamiast żartować, Alusiu… – odpowiedział, nadal uśmiechając się.

Zignorowałam jego odpowiedź, wzruszając ramionami. Poszłam do kuchni. Wiedziałam, że szybko pochwali się zakupami.

*

No, i kochany mąż wieczorem pochwalił się kupioną zabawką. Prawie trafiłam, jeżeli chodzi o przeznaczenie. Machnął nią z daleka, więc na razie niewiele widziałam. Wieczorem był czarujący, dlatego od razu zorientowałam się, że coś szykuje.

– Chodź, kochanie. Zapraszam na miły wieczór… – uśmiechnął się kusząco, stojąc w szlafroku, po wyjściu spod prysznica.

– O, to dzisiaj jest Liga Mistrzów? – udałam zdziwienie.

Nabrał powietrza, ale powstrzymał się od złośliwości. Nadal uśmiechał się i gestem wskazał sypialnię: 

– Czekam…

Poszłam pod prysznic. Wyszłam w złotych pantofelkach na szpilkach i owinięta w ręcznik.

– Niech doceni, co ma – pomyślałam.

Przy kanapie zdjęłam ręcznik, pantofelki i weszłam pod kołdrę. Też był nagi. Zaczął pieszczoty, chwyciłam go za penisa. Ja nie potrzebuję zbyt długich pieszczot, żeby spółkować, a mąż odwrotnie, ale radzimy sobie. Jego członek nie jest już tak twardy jak kiedyś, spółkujemy też nieco rzadziej, ale szczytuję. On na koniec zawsze się spuści. Sama też potrafię sobie dogodzić, kiedy nie ma męża, a ja nie chcę czekać. Wreszcie przysunął się i zaczął wchodzić we mnie. Wtedy byłam już mokra. Wsuwał się powoli. Niby cierpliwie czekałam, ale palcami dyskretnie pobudzałam odbyt, drugą dłonią trzymając penisa. Nie zorientował się. Pewnie sądził, że staram się go pobudzać.

*

Jakiś czas temu w trakcie pieszczot odkryłam bardzo wrażliwe miejsca u wejścia do odbytu. Kiedy delikatnie zaczęłam go penetrować, byłam trochę przestraszona, bardzo podniecona i zaliczyłam nieoczekiwany orgazm. Zresztą, taki sobie. Kolejne szczytowania były znacznie silniejsze i pełniejsze. Intensywną edukację przeszłam, kiedy mąż wyjechał na kilkudniową delegację. Nauczyłam się pobudzać przez odbyt. I to jak! Łoł! Czasami pobudzałam się tylko w taki sposób. W trakcie kopulacji z mężem także dochodziłam w ten sposób, kiedy on był szybszy. Prawie zawsze był szybszy i wystarczał mu jeden wytrysk. Czasami widział, że manipuluję ‘w okolicach’ pochwy.

– Dopieszczam się po wytrysku – tłumaczyłam, a on wierzył mi. Dzisiaj też tak miało być, ale…

Właśnie! Sądziłam, że za chwilę spuści się, bo tak energicznie poruszał się i sapał, leżąc na mnie, a on nagle wepchnął mi palec do pupy! Początkowo myślałam, że chce ściskać pośladek. Czasami przed szczytowaniem coś mi miętosił: pośladek, pierś, udo, obie piersi.

– Co jest? – odruchowo odsunęłam się. Chociaż pieszczota była bardzo delikatna.

– Mówiłem o niespodziance – wysapał, wbijając we mnie penisa.

Poczułam, że palec wnika głębiej do pupy.

– Ale jakiej? – kiedy pytałam, palec wszedł maksymalnie, więc cofnął go i już wpychał dwa. Było… ekscytująco. Nadal ubijał mnie penisem w pochwie. Trudno było mi skupić się na pytaniach.

– Juuuż… – wystękał.

Przechylił mnie i teraz leżeliśmy na boku, przodem do siebie. Myślałam, że doszedł, ale wytrysku nie poczułam, a on nadal poruszał się w pochwie, ale znacznie wolniej. No, standby. Wysunął palce z pupy, odchylił się, coś chwycił i odwrócił się do mnie. Szelest folii. Panował półmrok, więc nic nie zobaczyłam. Sięgnął dłonią do pośladków i zaczął wpychać mi coś do odbytu! Już tkwił w pochwie, a teraz anektował drugą dziurkę! Patrzyłam mu w oczy i czekałam na jakieś wyjaśnienie. Był podniecony i w takim momencie niewiele znaczyło dla niego moje spojrzenie.

Otworzyłam usta i ku własnemu zaskoczeniu: 

– Oooojjj… – cicho stęknęłam.

Wpychany przedmiot sprawiał mi taką przyjemność! Ściankami odbytu czułam jego nieregularną powierzchnię. Miłe i ciągle rosnące podniecenie. Ależ mnie drażnił. Przymknęłam oczy. Zacisnęłam dłonie, otworzyłam usta i kolejny raz stęknęłam znacznie głośniej. Wyobraziłam sobie, że wszedł we mnie inny mężczyzna. Nieznajomy. Z takim sporym kutasem! Fantazja działała! Lekko poruszałam biodrami, a mąż walił mnie w pochwie i dobijał w odbycie. Chciałam przejąć gadżet i mocniej, wręcz brutalnie (!) wepchnąć go w siebie, ale odtrącił moją dłoń.

*

Trzymał mnie za kark, dosłownie walił w pochwę i wcisnął cały gadżet do pupy. Co za uczucie! Poczułam jego wytrysk. Jęknął głośno. Teraz ja doszłam. Byłam znacznie, znacznie głośniejsza od męża. Fala ciepła przetoczyła się po moim ciele. Dreszcze przeszyły ciało, a ja dalej pojękiwałam z szeroko otwartymi ustami. Chlupotało w pochwie, ale ja miałam inne potrzeby.

– Wepchnij głębiej do odbytu to ‘coś’ – poprosiłam miękko.

– Głębiej już nie dam rady.

– To poruszaj nim – prawie błagałam. Sama byłam zażenowana swoją uległością. Poruszył. Było miło.

– Czekaj, włożę drugi.

– No, co ty?! Dwa?! – szczerze przestraszyłam się.

– Jak rżnąłem dupcię, to wchodziłem aż po nasadę. Zawsze czułem, że masz tam sporo miejsca. I jesteś elastyczna.

Po chwili poczułam jak wpycha drugi gadżet. Dał radę! A raczej ja wytrzymałam. To było takie miłe. Tak się podniecił sytuacją, że klęknął nade mną i majstrował przy pupie. Ja leżę na boku, nogi rozsunięte jak przy dużym kroku, on leży na moim udzie i pcha zabawki do odbytu. W końcu zorientował się.

– Weź go i obciągaj – polecił.

Penis tkwił niedaleko od twarzy. Był jeszcze wilgotny od mojego śluzu i spermy. I wciąż twardy (!), więc chętnie pochłonęłam go. Przecież tak mi dogadzał… Podnieca mnie kobiecy śluz, również mój, w trakcie seksu, a sperma jak każdą kobietę. Zresztą Romka też podnieca mój widok, kiedy pieszczę cipkę, wkładam palce do pochwy, a potem je liżę. Zawsze po takim pokazie bierze mnie. Nawet, jeżeli jest po wytrysku. Wtedy zawsze mu staje. Kolejny raz. Od lat.

*

Po jego manipulacjach jeszcze raz dosłownie padłam. Jęknęłam głośno i schowałam głowę w pościeli. Ścisnęłam nogi, a skurcze mięśni wstrząsnęły moim ciałem. Mąż przytrzymywał te gadżety w mojej pupie i pochwie, do której włożył coś okrągłego. Już samo nieznane miało swój smaczek. On korzystał z okazji i napawał się widokiem żony owładniętej orgazmem. Prawie mu ugryzłam penisa! Dopiero teraz zobaczyłam, że trzymam go w dłoni i mocno ściskam. Poluźniłam chwyt.

– Co to było? – jeszcze ciężko oddychałam.

– Nic nadzwyczajnego – bagatelizował swój pomysł. – Kupiłem plastikowe mini-kręgle. Bez krawędzi, ale z wypustkami. Wiedziałem, że będziesz zadowolona. Wyjąć?

– Jeszcze nie. Przesuwaj je…

Delikatnie nimi kręcił i nagle gwałtownie poruszał góra-dół. Powtórzył to kilka razy, nieregularnie. Aż wierzgałam, kwiliłam, rzucałam się na kanapie. Kręcił piłeczką do kręgli w pochwie. Co za wrażenia! Znowu ściskałam nogi i szarpałam pościel. Romek lubił obserwować moje żywiołowe reakcje na pieszczoty. Podniecały go. Był zadowolony, widząc z jaką energią reaguję. A ja w chwilach przytomności zastanawiałam się, jak długo wytrzymam tę zabawę moim ciałem? I to po szczytowaniach.

Po wszystkim, leżąc na kanapie obejrzałam mini-kręgle i zabrałam kilka. Od tego czasu zawsze trzymałam je w nocnej szafce. Gdyby zapomniał…

*  *  *

Do chłopaka zadzwoniłam po dwóch dniach. Mąż uprzedził, że będzie bardzo późno, więc mogłam spotkać się już po pracy. Postawiłam warunek. Spotkam się tylko z jednym. Telefon był do Daniela, blondyna i to mi też odpowiadało. Po chwili wahania zgodził się. Byłam już po pracy, siedziałam w mieszkaniu. Zadzwonił telefon, odebrałam.

– Jeszcze raz Daniel. Przepraszam, ale mam nietypową prośbę. Czy moglibyśmy najpierw spotkać się u nas, a potem pójść do kawiarni?

– Nie.

– Ale dlaczego?

– Nie chcę, żeby ktoś ze znajomych widział mnie w towarzystwie chłopaka. I nie znamy się zbyt dobrze.

– To podam pani adres i sama pani wejdzie.

– A skąd nagle taki pomysł? – zaczęłam podejrzewać jakiś podstęp.

– To nie nagle. Zaskoczyła mnie pani telefonem, a ja zapomniałem powiedzieć, że czekam na kuriera. No, nie mogę wyjść. Andrzeja nie ma, więc nikt mnie nie zastąpi. Potem możemy wyjść oddzielnie i pojechać autobusem do centrum albo taksówką.

Fakt, zadzwoniłam i zaproponowałam spotkanie tego samego dnia. Mogłam go zaskoczyć:

– Dobrze, podaj adres – westchnęłam do słuchawki. W pamięci zanotowałam informację. Nie mieszkali daleko.

Zjadłam coś na ciepło, pozmywałam i odpoczywałam przy czasopismach. Potem wzięłam prysznic, ubrałam świeże ciuchy, poprawiłam makijaż. Obejrzałam się w lustrze. Byłam gotowa na niezobowiązującą randkę.

*

– Witam i zapraszam w nasze skromne progi – blondynek przywitał mnie uśmiechem i zamaszystym gestem wskazał wnętrze mieszkania. Cofnął się, przepuszczając mnie.

– Dobry znak, nie rzuca się na mnie. Zresztą, fajne z niego ciacho – pomyślałam po ponownej, szybkiej lustracji. Zanim weszłam do pokoju, otworzyłam drzwi do łazienki. Była pusta. – Chętnie umyję ręce.

– Proszę, biały ręcznik jest dla gości.

– A te dwa pokoje? – zapytałam, kiedy wyszłam z łazienki.

– Nie ufa mi pani? Proszę zajrzeć – uśmiechnął się i poszedł za mną.

Otworzył drzwi. Drugi pokój był równie nijaki jak pokój Daniela: tapczan, stolik, dwa krzesła, szafy, laptop na stoliku, trochę rozrzuconych ciuchów. Raczej przygnębiający widok, ale oni pewnie cieszyli się, że zdołali wynająć jakieś mieszkanie we troje. 

– To pokój Andrzeja. A ten trzeci naszej współlokatorki, ale jej nie ma w tym tygodniu.

Nie sprawdzałam, uwierzyłam na słowo.

– To co zrobimy z tak pięknie rozpoczętym popołudniem? – spytałam i odniosłam wrażenie, że zabrzmiałam zbyt zalotnie. Nie chciałam robić mu jakichś złudzeń.

– Zapraszam na drinka – wskazał swój pokój.

Usiadłam na krześle w jego pokoju. Pasek torebki przewiesiłam przez oparcie. Patrzyłam jak Daniel wyjmuje z szafy butelki z alkoholem, kieliszki, wysokie szklanki.

– No, zaopatrzenie funkcjonuje – stwierdziłam z uznaniem. Przyjrzałam się butelkom i złożyłam zamówienie.

– Alkohol zawsze mamy pod ręką. Często poprawia humor, a znacznie rzadziej pomaga świętować – uśmiechnął się i wyszedł po lód do kuchni.

Rozmawialiśmy o wszystkim. Rozmowa szła nam dość opornie. Włączył laptop i puścił ‘swoją’ muzykę z jakiegoś filmu. Nie pamiętam tytułu. Cały czas było otwarte okno, mocno świeciło słońce, ale w pokoju nadal było chłodno. Daniel włączył wiatraczek i skierował w moim kierunku. Było jeszcze przyjemniej. Nie miałam ochoty na wyjazd do centrum.

– Mogę? – zapytałam, zdejmując klapki na szpilce.

– Oczywiście – przytaknął.

Klapki leżały pod stołem, a ja z przyjemnością położyłam nogi na drugim krześle. Daniel przyglądał się moim opalonym nogom. Byłam w krótkiej spódniczce, więc mógł sporo zobaczyć. To miłe, kiedy młody chłopak patrzy na ciebie takim wzrokiem. Wypity alkohol też poprawił mój humor.

*

Dn.

Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

Tomnick

Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *