– A gdzie moje majtki?
– Zostawiłaś w Warszawie, zapomniałaś?
– Ale te dzisiaj kupione – wyjaśnia Ala
– Ciekaw byłem, która z was i kiedy sobie przypomni…
– Bo tyle się dziś działo!
Oj działo! Teraz organizujmy transport zakupów z jachtu Stasia.
Ala wraca, objuczona wielkimi torbami zakupów, pomagam jej, biorę część bagażu.
– W tej mam same majteczki – Cieszy się Maleńka. – A tu i tu sukienki, a tam pończoszki i grube getry na zimę. Będzie co przymierzać po powrocie!
Dziewczęta upychają torby z ciuszkami w każdym kącie, Zajmuję strategiczną pozycję pośrodku kabiny i z przyjemnością przyglądam się, jak wypinają gołe tyłeczki próbując upchnąć kolejne torby pod kojami. Wnętrze jachtu zaczyna przypominać zaplecze sklepu z używana odzieżą. Tylko dlaczego panny sklepowe są nagie?
* * *
Następnego ranka budzę się koło południa.
– No nareszcie!
Staś przestępuje z nogi na nogę, doczekać się nie może kiedy w końcu wstanę.
– No chodź!
– Wyplątuję się z objęć Maleńkiej, to jej potrzeby zaspokajałem w nocy, i podążam za Stasiem.
– Bo mam pomysła!
– Dajesz!
– Robimy dyskotekę! Na plaży, na bezludnej wyspie!
– Wiśta wio, łatwo powiedzieć!
– Mam cały potrzebny sprzęt.
– Skoro tak… – To by się zgadzało, Staś wybierając się na sesję zdjęciową w takie odludzie musi się zabezpieczyć na wszelkie potrzeby.
– Coś nie pałasz entuzjazmem…
– Śpię….
– Pomyśl. Te wszystkie nagie dziewczyny podrygujące w takt muzyki, potrząsające tyłeczkami… a ty je trzymasz za cipy… Staś to ma podejście, już mnie rozszyfrował.
– Wszystkich nie dam rady, mam tylko dwie ręce.
– Ech…
Staś idzie zarażać swoim pomysłem moich kuzynów, ja idę się odlać. Jak to rano. Jestem w trakcie, gdy na relingu obok przysiada Baśka.
– Jak leci?
– Daleko. Długo spałem. A tobie?
– Sam zobacz.
Z tego, co widzę, Baśka też długo spała.
– Zdziałaliście jeszcze coś z… Robusiem?
– Naparłeś się na tego Robusia. I nie, po tym, jak puknął Majkę, już ostatecznie opadł z sił.
– Znaczy – ostatecznie mu opadł…
– Oboje byliśmy zmęczeni, to był ciężki dzień.
Basia z wypiętym tyłkiem strząsa ostatnie kropelki, przygląda się, jak strząsam z małego ostatnie krople.
– Podoba mi się twój brak skrępowania.
– A czym mam się jeszcze krępować? Po tym, jak wczoraj publicznie dawałam dupy?
– Cipy…
– Czepiasz się. Zresztą dzisiaj pewnie dupy też dam. I też publicznie.
– Robert lubi anal?
– Oj, lubi – wzdycha Baśka.
– Dlaczego tak wzdychasz? Nie lubisz?
– Ależ lubię, tylko sobie przypomniałam ostatni raz.
– Następny będzie lepszy!
– Skąd ta pewność?
– Bo publiczny. No i na dwa baty.
Baśka się zastanawia, na buzi wykwita jej lubieżny uśmieszek.
– To może na trzy?
– Robertowi się spodoba. Wszystkim się spodoba. Chcesz się trochę porozciągać?
– ?
– Mamy tu takie fajne koreczki…
Baśka idzie budzić Robusia, porusza się cokolwiek sztywno nieprzyzwyczajona do zatyczki analnej w dupie. Przyzwyczai się…
* * *
– Majka, zobacz jak tatusiowi ładnie stoi!
Robert się nie przejmuje, już nie. Prezentuje córkom poranny wzwód.
– To taki poranny wzwód – tłumaczy.
– W samo południe?!
Majka podchodzi i trąca ten wzwód świeżo ogoloną cipką. Teraz już mu tak szybko nie opadnie.
– Gdybyś miał zamiar sobie ulżyć – ostrzegam – to się lepiej powstrzymaj. Na wieczór zapowiadają się niezłe atrakcje.
Robert powstrzymuje się więc do wieczora. Ale na erekcję nie poradzi.
– W ogóle mnie nie słucha! – Tłumaczy się, dlaczego co chwila mu staje.
– Ja myślę, że chodzi o te wszystkie dziewczęta…
– Zwłaszcza Majkę i Natalię – przyznaje „tatuś”.
– Zwłaszcza Natkę – mam oczy i widzę, jak się kręci wokół tatusiowego chuja. Niby nie dotyka, ale… – Dopóki w niej nie zamoczysz, nie da ci spokoju.
– Ale się porobiło!
* * *
Dziewczęta z jednej strony cieszą się na te dyskotekę, z drugiej czują się nie dopieszczone. Postanawiają wziąć sprawy w swoje ręce. Widok kilkunastu onanizujących się panienek stawia nam wszystkim. Jeden Robert się cieszy – w tym lesie kutasów już się tak nie wyróżnia.
– Hej dziewczyny, wyluzujcie! To jest, jak myjnia bezdotykowa, spuszczę się od samego patrzenia!
I rzeczywiście – jeden z chłopaków od Stasia oddaje kilka strzałów w kierunku masturbujących się dziewcząt. „Bez dotykania”.
Nie zdążyły. Choć momentalnie skracają dystans, kolejne wytryski są coraz krótsze, sperma miesza się z piaskiem. Ala – najszybsza – zlizuje resztki z penisa.
– I to by było na tyle – mówi i się oblizuje.
Dziewczynom to dobrze!
* * *
Choć niektóre z nich i tak narzekają.
– Nie mam się w co ubrać!
Chodzi oczywiście o ubranie się na dyskotekę i chodzi o „Gotowe na Wszystko”. Ponieważ wszystko zostawiły w Warszawie, bądź jak w przypadku Moniki i Toli – w kamperze, jedyne w czym mogą wystąpić wieczorem, to futerka. Ich własne – o ile je sobie wyhodowały.
Narzekają, ale w żartach – nie włożyłyby nawet skarpetek. Za punkt honoru stawiają sobie spędzić te wakacje nago. A tu fikuśne stroje (głownie bielizna) które sprawiły sobie wczoraj, kuszą…
Dunki dołączyły ochoczo do naszej ekipy i też podjęły wyzwanie. Pozostają natomiast Julka i Basia. No i modelki od Stasia.
Tylko Julka i Baśka nie wiedzą w czym rzecz…
– I wy tak wszyscy razem? – Dopytuje się Julka kuzynki.
– Och, to tylko chwilowo – Dorka macha lekceważąco ręką. – Poznaliśmy się przedwczoraj.
I wytycza Julce i Basi precyzyjny podział między ekipą Stasiową i naszą. Przy okazji wyjaśnia jej pokrótce przyczyny swojej obecności nad nie tym morzem.
– I twoje majtki zostały w Warszawie???!!!
– Założę, jak wrócę – wzrusza ramionami Dorka.
Julka z Baśką chcą w geście solidarności ubrać się na dyskotekę tak, jak Dorka. Czyli w nic. Dorka wybija im to z głowy.
– Nie, żebym nie chciała, byście do nas dołączyły. Ale, jak się fajnie poprzebieracie, i te modelki też, to będzie… No, fajnie!
– Fajnie, czyli seksownie – upewnia się Basia.
– Nie mam nic takiego, na Bieszczady się pakowałam – wzdycha Julka.
– A nie byłaś przypadkiem na zakupach wczoraj?
– Hahaha, ja taka bystra z domu i kompletnie zapomniałam!
Majtek nie chce ani jedna, ani druga.
– Wciąż nas tu ktoś łapie za piczki, musimy je mieć na wierzchu!
– To może te?
Prezentowane przez Dorkę majteczki, to same sznureczki.
– Te mogą być.
Baśka przymierza, sznureczki giną w pachwinach, później w dupie, z rowka wychodzi jeden i łączy się z tym okalającym biodra.
– Robusiowi się spodobają.
Baśka dobiera do kompletu półprzezroczystą koszulkę na ramiączkach sięgającą do połowy pupy.
– Ekstra!
Baśka wskakuje na chwilę do wody. Gdy wychodzi, koszulka ściśle okleja jej cycki.
– Teraz jest ekstra!
Robert jest tego samego zdania, właśnie się pojawił.
– O, tutaj słabo przylega – delikatnie ściska Baścyne sutki. Te sztywnieją momentalnie.
– Tatuś lubi duże cycki – komentuje Natka zza tatusiowych pleców. Robert odwraca się gwałtownie – nie zauważył jak się skradała – Baśka napiera na niego z tyłu tymi sutkami, córka muska mu swoimi pierś. Berło Robusia opiera się o łono córki…
– Mmmm… twardzioszek!
I Natka znika równie nagle, jak się pojawiła, zostawiając ojca z potężnym wzwodem. I niezaspokojoną potrzebą.
Robert odwraca się do Baśki i…
– Nawet o tym nie myśl! Oszczędzaj się na wieczór.
– Kurwa!
* * *
Julka majtek nie zakłada, nawet takich. Wybiera pończoszki, pas do tych pończoszek i biustonosz, który więcej odkrywa, niż zasłania.
– Fajny komplecik!
– Tylko przydałoby się zrobić coś z tym sierściuchem…
Fakt, krocze Julka zarośnięte ma niemiłosiernie. Przygląda mu się teraz krytycznie, nie pasuje jej do tej eleganckiej erotycznej bielizny.
– Chodź ze mną – mówię. – Albo najpierw się rozbierz, szkoda pończoszek, oszczędzaj je na wieczór.
Julka chyba mnie wyczuła. Czuję drgnienia w lędźwiach, gdy tak zwija jedną pończoszkę, zostawia ją częściowo zrolowaną w połowie uda i bierze się za następną. Zerka na mnie spod oka.
– Podoba się panu? ( dalej nie przeszliśmy na ty).
– I mnie i jemu… Obiecałem ci go na wyłączność, na jeden dzień…
– Czyżby coś się zmieniło?
– Nic. Obiecaj mi tylko, że przyjdziesz do mnie w tych pończoszkach.
– Dobrze, proszę pana. Ale te, to chyba dzisiejszej imprezy nie przeżyją.
Wyobrażam sobie Julkę w TYCH pończoszkach, poplamionych spermą i z puszczonymi oczkami… I zmieniam zdanie.
– Koniecznie w tych! Ale chodźmy już.
Przedstawiam Julii Monikę i Tolę, tym razem jako nasze fryzjerki.
– Dogadajcie się w sprawie fryzurki, to mistrzynie.
– Nie zostaniesz?
– Ależ oczywiście, że zostanę, czegoś takiego bym nie opuścił!
Golenie cipy, to mój kolejny fetysz. Oczywiście najchętniej golę sam… Ale przyglądanie się też jest niezłe!
Fryzjerki każą się Julce rozkraczyć – robi to z uśmiechem, chyba nieźle się bawi. Do mnie się tak uśmiecha, gdy bezwstydnie rozkłada uda, bestyjka! Nie wytrzymuję – sięgam dłonią, przeczesuję palcami jej gęste futerko.
– Mrrrauuu… – mówi Julka.
– Zabierz tę łapę – mówi Tola
– My tu pracujemy – dodaje Monika
– Na razie koncepcyjnie – uściśla Tola
– To ja przepraszam – mówię, czesząc w drugą stronę.
– Mrrrauuu… – mówi Julka
– Tu nie będę przeszkadzał? – Pytam, przykrywając dłonią cycek Julki. A drugą – drugi. Cycki Julka też ma fajne.
Pytanie pozostaje bez odpowiedzi. Julka uznaje, i słusznie, że pytam fryzjerek; one zaś biorą się do roboty. Najpierw nożyczki…
Cycuszki Julki, są jak połówki pomarańczy w mych dłoniach. Z jedną różnicą – pomarańcza nie mają sutków. Cycuszki młode i jędrne, suteczki takie twarde.. Julka mruczy, jak kot, chyba też jej przyjemnie.
W ręku Toli pojawia się pojemnik z pianką; porzucam jedno piersiątko, nadstawiam dłoń. Nierówno przystrzyżona szczecina w kroczu dziewczęcia przyjemnie mnie łaskocze, gdy rozprowadzam po nim piankę.
– Ależ tatusiu! – Woła Julka, gdy moje palce sięgają jej tylnej dziurki.
Ależ tatusiu?! Musze to wyjaśnić! Na razie jednak…
– Tam też są włoski, trzeba je zgolić! – wyjaśniam i masuję dziewiczy (jak mam nadzieję) odbyt. A Julka wzdycha i wyjaśnia nie pytana:
– Bo nie mogę zapomnieć, jak się Majka z Natką zwracały do Robusia!
– Podnieca cię to?
– Jak cholera!
– Skoro tak, to mów mi: tato!
I w ten oto dziwny sposób przechodzimy z Julką na ty.
* * *
Odnajduje mnie Maleńka, opiera się tym swoim drobnym ciałkiem o moje plecy, główkę opiera na moim ramieniu, też się przygląda.
– Ech… – Wzdycha żałośnie.
– Coś się stało? – Pyta niezorientowana Julka.
– Nic, tylko… No właśnie – nic a nic – Ala pokazuje Julce Pierożka.
– Jak był łysy, tak dalej jest! Te pierwsze picze kłaczki, bardziej wyczuwalne pod językiem, niż widoczne, najwyraźniej się dla Ali nie liczą…
– Ala ma kompleks braku zarostu w kroczu – tłumaczę – i za nic nie daje się przekonać, że lizanie takiej naturalnie gładkiej cipeczki jest boskie…
– I cycków też nie mam – dodaje smętnie moja dziewczyna i odchodzi ze spuszczoną głową.
– Nawet nie mam czym jej pocieszyć, do wieczora mam zawiązanego na supeł.
– Aleś ty tępy – Monika odrywa wzrok od pizdy Julii – sam wspominałeś, jak się ją bosko liże!
Odpuszczam sobie dalszy ciąg golenia, idę lizać Maleńką.
– Jestem uzależniona od twojego języka – wzdycha Ala, gdy już dochodzi do siebie po rozkoszach giętkiego języka – tak cudownie liżesz Pierożka!
– A inni?
Nie, żebym był zazdrosny, po prostu nie chce mi się wierzyć, że jestem aż takim mistrzem minety.
– Nikt ci nie dorównuje! Więc nie bądź zazdrosny!
Przecież nie jestem. Bo pewien jestem jej miłości. Z tej miłości bierze się też cudowna reakcja jej cipki na moje lizanie…
Zamykam jej usta pocałunkiem. Na długo. Liżemy się jeszcze, gdy podchodzi Dominika. Staje nad nami w rozkroku, kusi.
– Tu jesteście, gołąbeczki!
Nasze języki się rozplatają, Ala zadziera głowę, teraz widzi to, co ja.
– Wiem, na co masz ochotę…
Dominika, uzyskawszy zgodę Maleńkiej, przykuca. Mam już w ustach te długaśne frędzle, łaskoczą mnie w gardło, gdy je zasysam.
– Ale ja w innej sprawie przyszłam – mówi ich właścicielka cokolwiek chrapliwym głosem.
Szukała wprawdzie mnie, ale to z Maleńką rozmawia – ja prowadzę dyskurs z jej cipą. Bardzo owocny i… soczysty. Już same wargi sromowe Dominiki sprawiają mi tyle radości, owijam je sobie wokół języka, splatam i rozplatam, zasysam i wypluwam… A efekty tej radosnej działalności zaczynają mi spływać do ust.
Czyjaś dłoń zaciska się na moim berle. Maleńkiej, bo to ona stwierdza, że mi dobrze.
– Aeosiebieocham!
– Hę?
Dominika szczytuje, ucieka z cipą, jeszcze przytrzymuję te frędzle wargami. Mocno – rozciągają się do nieprawdopodobnej długości, by w końcu wystrzelić mi z ust w rozbryzgach śliny. Jeden zwija się jak ślimak, drugi przykleja do wewnętrznej strony uda Dominiki.
– Ale to ciebie kocham – powtarzam, nie dorywając wzroku od tego widoku.
Przesłania mi go twarz Maleńkiej. Jej języczek wydaj się teraz taki malutki. Ale za to jaki zwinny!
Ala mlaska.
– Nawet smaczna ta Dominika…
– Moja dziewczyna mówi, że jej smakujesz – tłumaczę.
– To może spróbujemy bez pośredników?
Przyglądam się przez chwilę, jak Ala robi to, co ja przed chwilą.
– To ja was zostawiam, trzeba przedłożyć propozycję Dominiki dziewczętom.
Odchodzę z niejakim żalem – odgłosy mlaskania dochodzące spomiędzy ud Dominiki są takie stymulujące…
* * *
– O rany! Żeśmy same na to nie wpadły!
– Jak niby miałyście wpaść?
No bo i skąd miały wiedzieć, że wśród mnóstwa innych rekwizytów Staś ma również całe pudło farb do ciała.
Chętne dziewczęta, a chętne są wszystkie spośród tych, które „nie mają w co się ubrać”, płyną na jacht Stasia.
* * *
Podchodzą Monika z Tolą.
– I już.
– Co, już?
Monika zwraca się do Toli.
– Wspominałam zdaje się, że ten nasz Maciek coś słabo kojarzy dzisiaj…
– Julka chciałaby się pochwalić nową fryzurką, ale nagle się nieśmiała zrobiła. A my…
Płyną wpław na jacht, w ślad za resztą dziewcząt. Daleko nie mają – Staś podpłynął bliżej, by wozić sprzęt. Ja szukam wzrokiem świeżo zyskanej córeczki… Jest! Z dłonią w kroczu i dalej w tych zrolowanych w połowie ud pończoszkach, co sprawia, że mi się podnosi, gdy podchodzę. Julka skromnie spuszcza oczęta…
– Ładny, co?
Natychmiast je podnosi, burak na jej twarzy potwierdza, gdzie się gapiła.
– Ale to ty chciałaś się czymś pochwalić….
– Bo…
– A podobno bystra i dowcipna z domu jesteś. I temperamentna…
– Ale to już nie z domu – odpowiada odruchowo.
Teraz ja opuszczam wzrok, na tę dłoń w Julcynym kroczu.
– To tam chowasz tę niespodziankę?
– Mhm… – i zabiera dłoń. Moim oczom ukazuje się gładko wygolony srom i równo przystrzyżone serduszko powyżej.
– Dla ciebie… tatusiu!
Chyba rzeczywiście dorobiłem się córeczki…
Ale po głowie snuje mi się inna myśl. Nachylam się i szepcę jej do uszka. W odpowiedzi kiwa głową i biegnie do wody. Płynie na jacht, dalej w tych pończoszkach.
* * *
Staś wybrał małą, płytką zatoczkę, z równie płaskim brzegiem, po odpływie piasek jest wilgotny i twardy. Da się tańczyć.
Robi się ciemno, morze jest spokojne, leniwa fala liże nam stopy, gdy obejmując się z Maleńką patrzymy w księżyc. Ta, prawie nas sięgająca, srebrzysta smuga na wodzie… Ech, romantycznie.
Staś włącza wszystko na raz: stroboskopowe, kolorowe światło i głośna rytmiczna muzyka zalewają plażę. Teraz mój i Maleńkiej cienie padają na wodę… jeden cień – Ala wyślizguje się spod mojego ramienia, już tańczy. Wszystkie dziewczęta tańczą.
Te Stasiowe farby do ciała są fluorescencyjne! A co te dziewczęta wyprawiają ze swoimi ciałami… W sumie to samo, co na zwykłej dyskotece, tyle, że tutaj wszystkie są nagie (lub prawie nagie) za całe ubranie służą im te farby!
Nie wszystko Staś włączył! Teraz jeszcze lasery i dym… Zadowolony z efektu dołącza do nas ustawionych w półkole, gapiących się na roztańczone dziewczyny. Trąca mnie w bok:
– Zajebiście, co nie?!
– Mhm… – Na tyle mnie stać, zapatrzonego na te podrygujące rytmicznie cycki, na te pracujące intensywnie bioderka… To nie taniec, to zbiorowa symulacja kopulacji!
Inni mają podobnie – wskazują na to namioty z chust zawiązanych wokół bioder całego szeregu flankujących mnie facetów.
Bo zapomniałem wspomnieć – te chusty skrywają efekt wyprawy Julki na jacht – naszej niespodzianki. Teraz porozumiewawcze spojrzenia i… obnażamy się równocześnie.
– Hahahaha… – Dziewczęta aż przestają na chwilę tańczyć, gdy kilkunastu facetów zaczyna wymachiwać pomalowanymi we wszystkie kolory tęczy penisami. W dodatku farbami fluorescencyjnymi.
– Miecze świetlne z Wojen Gwiezdnych?
– Podejdź i sama sprawdź! – Przekrzykuję głośną muzykę. Julka podchodzi i sprawdza. Poprawia chwyt i z mieczem w garści wraca na środek „parkietu”. Zaczyna się orgia…
Tańczę z pizdą Julki w garści, obok mnie Robert ściska dwie – córki mu nie odpuszczają. Raz jedna, raz druga się z nim liże, tatusiowy penis przechodzi z rąk do rąk… i z ust do ust – Majka wyciąga do mnie język, cały zielony.
– A ja się zastanawiałem, dlaczego twój kutas taki blady!
– Wszystko zlizały! – Cieszy się Robert. Majka z Natka tańczą odwrócone, ich tyłeczki na zmianę trącają jego dyszel, nie pozwalając mu opaść. Podobnie robi Julka…
– Rób to, co ja – wołam i wsuwam dłoń między roztańczone pośladki. Sięgam aż do śliskiej piczki, uda się zaciskają, już się nie wymknę.
Robert idzie w moje ślady, tyle, że oburącz – już mu nie opadnie.
Używając dłoni, jako dżojstika, manewruję Julką tak, by ją ustawić vis-a-vis siostrzyczek.
– Popieśćcie się trochę!
Długo prosić nie trzeba – napawamy się z Robertem widokiem trzech pieszczących sobie nawzajem cycuszki dziewcząt.
Teraz się liżą, a ja pytam Roberta:
– Twoje młode też są takie mokre?
Bo Julce już kapie z cipy. A raczej kapałoby, gdybym jej nie trzymał w dłoni.
Robert potwierdza.
– To może…
Natka łapie w lot, już klęczy przed tatusiem, wypina tyłek. Doczekała się!
Julka przyjmuje taką samą pozycję, zapinamy je z Robusiem równocześnie. Opierają sobie nawzajem głowy o ramiona, przybijamy z Robertem piątkę nad ich głowami. Jest bosko!
Majka… Majka tylko się przygląda. Ale też jest na co patrzeć – tatuś posuwający jej siostrę, to niecodzienny widok. Do tego zwinny paluszek i… orgazm ma jednocześnie z siostrą.
A Robert nie. Najwyraźniej oszczędza siły – wokół jest tyle chętnych cipek, w każdej chciałby zamoczyć. Pierwsza w kolejce jest oczywiście Majka.
Nasze wyczyny nie wzbudzają większego zainteresowania – wokół dzieje się podobnie, większość par schodzi do parteru. Zresztą trudno mówić o parach – cały czas trwa rotacja.
Krzyk Julki słychać nawet w tym hałasie, tu się nie musi krępować. Jej pochwa zaciska się mocno, czuje pulsowanie… niewiele brakuje, bym i ja skończył. Juka odwraca głowę, uśmiecha się do mnie lubieżnie i ze mnie zsuwa. Nie traci czasu – na czworakach, z głową nisko, a tyłkiem wysoko, szuka kolejnego chętnego. Wciąż się gapię na ten tyłek, na te zrolowane na udach pończoszki, gdy odnajduje mnie Ala.
– Jak chcesz?
– Na dzidzię!
Maleńka ma szczęście, że jest taka maleńka. Skacze i łapie mnie za szyję, ja ją za uda. Podnoszę jej tyłeczek wysoko, opuszczam powoli… Dzidzia nasuwa się na moją dzidę. Dzidzia na dzidzie!
– Gładko się nasunęłaś!
– Dobrze nasmarowana jestem.
Okazuje się, że ktoś nie wytrzymał, ciasna cipa mojej dziewczyny wydoiła go na samym początku imprezy. Cóż… współczuł nie będę.
Pozycja, w której biorę Alę pozwala się przemieszczać, powoli, ale jednak. „Dzidziujemy” więc, krążąc po plaży i przyglądając się wyczynom innych. Długo nie zapomnimy tego wieczoru.
Zaczepia nas Robert.
– Fajnie tak, mógłbym też spróbować?
Maleńka sprawdza ręką twardość Robusiowej pały, stwierdza, że „może być” i przesiada się w locie. Moją natychmiast zagospodarowuje Julka.
– Zagięłaś na mnie parol, czy co?
– Ależ tatusiu! – mówi tylko. Więcej mówić nie może, mój kutas w buzi to uniemożliwia. Obciąga mi perfekcyjnie, a ja się zastanawiam, jak by to było, gdyby naprawdę była moja córką. Temu Robusiowi, to dobrze!
Julka wyrywa mnie z zamyślenia.
– Teraz ty mnie!
Klęczę z twarzą wtuloną w Julcyne krocze, gładko ogolony, mokry srom wypełnia mi usta. Gorące uda przyobleczone w podarte, lepkie od czyjejś spermy pończoszki, zaciskają się na mojej głowie. Julka jeszcze ją dociska do podbrzusza. Później odpycha, ale ja odepchnąć się nie daję – liżę, dopóki cipa nie spłynie świeżymi soczkami a uda prawie nie zmiażdżą mi uszu. A i tak ją słyszę!
A potem żąda więcej…
Nie wiem ile czasu spędzam między jej udami. Wiem tylko, że wystarczająco dużo, by czyjeś zachłanne usta odnalazły mojego członka, zassały mocno i doprowadziły do eksplozji. Zostałem pozbawiony nasienia i nawet nie wiem przez którą z dziewczyn, żadna się nie przyznaje.
* * *
Wyczerpani leżymy z Robertem na piasku, właśnie zeszły z nas DajDaj, one ostatnie dzisiaj. Więcej nas tu leży, między chłopakami kręcą się dziewczęta, szukają oznak życia wśród poległych kutasów. Już chyba nic z tego. Wydoiły nas do spodu.
Ala krytycznym wzrokiem ocenia moje przyrodzenie, trąca je stopą, macha ręką. Odchodzi zniechęcona.
– Już chyba nic nie znajdę. Ale i tak cię kocham!
Robert, zapatrzony w jej tyłeczek, pyta:
– Mogę ci zadać niedyskretne pytanie?
– Dajesz.
– Bo wiesz, Ala to twoja dziewczyna… kochacie się przecież, to widać.
– I co w związku z tym?
– Nie obraź się ale… Ona tak ze wszystkimi…
– MW Robuś, MW!
– No właśnie. Nie pierwszy raz to słyszę, co to znaczy?
– Można wszystko Robuś. Można wszystko…
Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!
Zdziwionym, skąd na greckich plażach tyle piasku, odpowiadam – na kamieniach niewygodnie.
Leave a Reply