Pewnego letniego przedpołudnia miałem wyręczyć bliskiego znajomego. Marcin miał już poukładane życie rodzinne i właśnie kończył budowę własnego domu pod Warszawą. Tego dnia sam był na delegacji, a żona załatwiała pilne sprawy z dzieckiem. Moim zadaniem było przyjęcie rozładunku i przekazanie zapłaty za materiały. Miałem czas i chęć, więc udzieliłem pomocy. Wszystko przebiegło sprawnie. Sukces. Wracając z “misji” zatrzymałem się na jednej z wielu leśnych “miejscówek dla turystów”.
A dzień był upalny.
Skończyłem palić. Było wczesne popołudnie. Rozsiadłem się wygodniej na ławeczce rozkoszując się otaczającą mnie naturą. Na polanę turystyczną wbiegł truchcikiem mężczyzna. Po chwili do moich uszu doszło ciężkie sapanie. Mimo tylu możliwości facet ewidentnie zbliżał się do wiaty, w której odpoczywałem. Widać było, że nie uprawia dyscypliny od wczoraj. Na stopach – markowe sportowe, jaskrawe obuwie. Śnieżnobiałe, moim zdaniem zbyt długie skarpety. Odsłonięte, pokryte jasnym owłosieniem nogi zbudowane były z pokaźnych łydek i równie dobrze rozbudowanych mięśni ud, które kryły się już pod spodenkami. Lekkie wybrzuszenie na kroczu sprawiło, że głośno przełknąłem ślinę. Ciasny kombinezon biegacza opinał nieduży wydawać by się mogło piwny brzuszek mężczyzny. Czoło zraszały kropelki potu spływające spod odwróconej daszkiem do tyłu czapki. Szybko zaczęliśmy gadać, po kilku uprzejmościach zaczęło robić się gęsto…
– Mógłbyś mi pomóc w rozciąganiu? – zapytał nagle. Gdy zdjął ciemne okulary oceniłem jego wiek na dobiegający pięćdziesiątki.
Nie ukrywam, rozochocony, poczułem motylki w brzuchu. Mój spocony przyjaciel drgnął w bokserkach.
– Pewnie! Gdzie tam trzeba Cię obciągnąć? – wypaliłem odważnie.
Mężczyzna skwitował to uśmiechem. Wstrzymał czas na zegarku. Poczułem napływający rumieniec. Mój gość skłonił się chwytając kostki. Moim oczom ukazały się szerokie plamy potu pod pachami. Piwny brzuszek uwydatnił się w sylwetce.
– Naciągnij mi, proszę stopę – rozkazał, zarzucając umięśnioną nogę na wysłużony blat stołu – Nachyliłem się nad stołem. W nozdrza wszedł aromat męskiego potu, asfaltu i kurzu. Wykonałem polecenie biegacza.
– Uuch! – sapnął mężczyzna – mocniej…
Cały czas patrzyłem na jego skupioną twarz. Pulsującą żyłkę na skroni. Czoło wybijające słony pot samca. Siwa szczecina zarostu… Po chwili zrobiliśmy to samo z drugą masywną nogą.
– Dziękuję Ci – wyciągnął dłoń – Jestem Adam.
– Janek – uścisnąłem grubą, miękką i mokrą dłoń.
– Co do drugiej oferty- zaczął Adam, a mi serce zabiło jak dzwon – pozwól, że to ja ci się odwdzięczę…
Nie wierzyłem własnym oczom. Obcy mężczyzna usiadł okrakiem na ławce turystycznej, rozpiął klamrę mojego pasa i delikatnie ściągał mi dżinsy. Nie stawiałem oporu.
– Widzę, że wojownik już stoi na baczność! – mruknął Adam naciągając mi skórkę i śliniąc żołądź. Siłą przełożył moją nogę, tak że stałem przed nim okrakiem nad ławką. Poczułem przyjemne ciepło jego warg i po chwili mój drąg zanurkował w gorącym gardle sportowca. Pierwszy raz facet robił mi loda. Było fantastycznie. Miał w tym wprawę. Posuwistymi ruchami jego usta podjeżdżały coraz wyżej, by ześlizgnąć się z powrotem na żołądź. Gorący język pieścił twardy trzon fiuta. Po chwili zaczynałem czuć ukłucia jego zarostu na worze. Do tego zaczął wydawać z siebie głębokie, męskie pomruki. To było za wiele. Czułem jak ładunki spermy szykowały się do wystrzału. Adam też to wyczuł. Wyciągnął moje berło z buzi i ścisnął u nasady. Usta powędrowały na worek. Ssał, jakby chciał wciągnąć przygotowywane salwy z powrotem do jąder. Po paru minutach pieszczenia moich jajek językiem Adam spojrzał mi prosto w oczy i uśmiechnął się słodko, po czym ponownie nadział się na mojego penisa. Tym razem pozwoliłem sobie na delikatne dopychanie jego głowy do mojego podbrzusza. Jego masywne dłonie powędrowały pieścić moje pośladki. Pomyślałem, że skoro już do tego doszło, to chcę odwdzięczyć się tym samym.
– Chcę spróbować Twojego.
Adam jakby na to czekał. Szybko rozsznurował sportowe spodenki, zdjął koszulkę i legł się na plecy na ławeczkę. Znalazłem się między jego nogami. Przede mną leżał prawdziwy samiec. Niedźwiedź-alfa. Lekko urzeźbiona, pokryta gęstym jasno-rudym owłosieniem klatka piersiowa. Bardzo wyraziste, ciemne sutki. Wypukły piwny brzuch, który krył pod sobą brunatny gąszcz mokrych włosów łonowych. Penis Adama nie był nadzwyczajnych rozmiarów. Jednak jego olbrzymia moszna sprawiła że moje usta przyssały się właśnie tam. Wór wypełniały konkret jaja – porównałbym je do dwóch par zwiniętych skarpet. Objętościowo nie mieściły się w mojej dłoni. Ssałem jego mięsistą mosznę. Wokół mojej twarzy parowało jego przyrodzenie aromatem potu, testosteronu i spermy. Penis powiększył się i sterczał wyzywająco – wtedy go łyknąłem. Po ustach rozpłynął się wonny, słonawy nektar. Starałem się naśladować ruchy Adama, jakimi przed chwilą pieścił moją męskość. Czułem się trochę jak dziwka gdy przycisnął moją głowę w gąszcz ciemnych włosów otaczających jego pałę. Taka prawda! Robiłem mu loda jak zawodowa obciągara w kiblu na dyskotece. Na naszą polankę zajechał samochód dostawczy. Stanął jakieś 50 metrów przed nami. Kierowca ewidentnie widział nasze bycze amory pod altanką. Było mi strasznie głupio. Chciałem się schować, ale Adam jakby nigdy nic nadal operował moją głową na swojej grubej kolbie do góry i w dół. Zamknąłem oczy i poddałem się mojemu Alfie. Podbródek coraz głębiej wtulał się w mięsisty wór partnera. Na wargach poczułem pierwsze skurcze na jego trzonie. Usta wypełnił gęstszy śluz. Adam stęknął, jakby podnosił stutonowy głaz. I strzelił. Docisnął grubą dłonią moją potylicę. Salwy męskiego nektaru wypełniły moje usta, gardło. Skleiły język. Twarz wciśnięta w podbrzusze była mokrą od potu. Jego potu. Bijąca sperma była w takiej ilości, że wychodziła mi nosem! Rudy Misiek wykonał jeszcze kilka ruchów moją głową w górę i w dół, dzięki czemu byłem w stanie złapać oddech. Mimowolnie połknąłem część jego nasienia. Przy ostatnim zanurkowaniu na powoli flaczejącym penisie Adam wymasował swoje olbrzymie jajca dodatkowo dogniatając je moim podbródkiem. Łzy wypełniły mi oczy. Gardło chciało połknąć zator, by udrożnić drogi oddechowe.
– Wytrzymaj, wytrzymaj – jęknął wyjmując ociekającą żołądź.
Nie wiedziałem co zrobić. Siedziałem z buzią wypełnioną nasieniem obcego faceta w leśnej altanie. Mój rudy kochanek zaskoczył mnie kolejny raz. Sprawnie ściągną swoje kolarskie, mokre legginsy, wstał i oparł się o stół. Spodenki zatrzymały się na jego kolanach.
– Stań za mną – mruknął – i mnie wypierdol…
Czułem że mój penis stoi jak pal. Dodatkowo podniecenie całą sytuacją zaślepiło racjonalne myślenie. Nie obchodziło już mnie czy ktoś nas widzi. Rozchyliłem jego masywne poślady. I zdziwienie. Z gąszcza rdzawych włosków okalających odbyt błysną czarny połyskliwy plastik. Chciałem powiedzieć coś, ale wciąż miałem pełną buzię słonej spermy.
– Wyjmij korek i działaj! – dyszał Rudy potrząsając zadem.
Mimo początkowych oporów zabawka analna Adama gładko i wyszła z jego czeluści.
– Spluń mi na pizdę tym ładunkiem – rzucił bujając biodrami.
Wykonałem rozkaz z ulgą. Mieszanina jego nasienia i mojej śliny obficie zalała rów. Posklejała mokre włoski. Swoim kutasem skierowałem potok do dziury. Nitka długiej śliny łączyła moje spracowane usta i odbyt Adama. Powoli naparłem moim kutasem. Nie stawiał oporów. Dopchnąłem do połowy i się wycofałem. Nagarnąłem żołędziem więcej naszych enzymów z rowa. Wszedłem cały. Adam jęknął z rozkoszą. Klepnąłem jego twarde pośladki.
Bierz mnie jak swoją sukę!- wystękał.
Słyszałem tylko mój przyspieszony oddech i mokre klaśnięcia moich bioder o jego poślady. Ślina że spermą nadawała niesamowitego poślizgu. Chyba w miłosnym amoku zacząłem drapać Adama po plecach. Po paru chwilach jaja podjechały mi do góry. Mocny, przyjemny skurcz. Finisz. Wypełniałem Adama samą najsłodszą, męską miłością.
Po wszystkim zatkałem go na powrót korkiem. On podziękował mi namiętnie za taki prezencik do domu. Moje suche od wysiłku wargi zasmakowały słonych i mokrych warg Adama. Mojego Miśka. Zostałem poskramiaczem niedźwiedzi… pomyślałem wracając autostradą do domu. W nosie wciąż miałem jego zapach. Gardło wypełniały mi jego feromony…
Leave a Reply