Pan Profesor cz. 2

– Do nogi kurwo! – dobrze znałem ten głos, to mój Właściciel wrócił do domu, po całym dniu pracy. Czym prędzej podbiegłem, czy raczej przyczłapałem, bo przy moim Panu zawsze poruszam się na czworaka, do mojego Pana, aby go powitać. – No! Ile można czekać!? Dostaniesz za swoje! – mój Pan był wyraźnie zły, a ja nie chciałem go denerwować jeszcze bardziej, więc położyłem głowę na ziemi, jednocześnie unosząc pupę do góry. Wiedziałem, że Profesor lubił tę pozycję. Zazwyczaj stawiał wtedy nogę, najczęściej jeszcze będąc w butach, na moim tyłku lub też dawał mi kilka kopnięć czubkiem swoich skórzanych pantofli. Tym razem było jednak inaczej. Mój Pan chciał się na mnie wyżyć. A ja już nie mogłem się doczekać. Pan obszedł mnie i stanął nade mną od tyłu. Najpierw faktycznie poczułem jego buta na swojej wypiętej pupie, jednak po chwili powietrze przeszył świst a na moim tyłku wylądowało pierwsze uderzenie pejcza. Zapomniałem, że Pan miał takie rzeczy schowane w całym mieszkaniu, także w korytarzu, żeby w razie, kiedy najdzie go ochota na ukaranie mnie nie musiał za długo czekać, aż w zębach przyniosę mu narzędzie, którym zaraz będzie mnie bić. Tymczasem jednak mój Pan bez słowa i bez chwili wytchnienia zadawał mi kolejne razy pejczem. Początkowo jęczałem z bólu, jednak Pan nie chcąc tego słuchać zdjął ze stopy swoją przepoconą skarpetkę i włożył mi ją w usta, abym był cicho. Nie wiedziałem, jak długo mnie bił, ale kiedy w końcu przestał byłem mu wdzięczny za to, że już mu się znudziło. Przerwa nie trwała jednak długo. Pan nachylił się nade mną przypinając smycz do obroży, którą cały czas nosiłem na sobie i ostro pociągnął mnie za sobą. Ku mojemu zaskoczeniu Pan nie zaprowadził mnie do pokoju, w którym zazwyczaj korzystał ze mnie i w którym stała moja klatka, ale do swojej prywatnej łazienki, do której drzwi znajdowały się w jego sypialni i gdzie nie miałem wstępu bez jego zgody. Kiedy weszliśmy Pan kazał mi rozebrać go, po czym usiadł na sedesie. Zaraz usłyszałem „Na co czekasz!? Obciągaj mi!” i posłusznie podszedłem do Niego. Włożyłem Jego stojącego już penisa i zacząłem ssać. Miał intensywny zapach potu i lekki posmak moczu, jednak nie ośmieliłem się pokazać jakiegokolwiek nieposłuszeństwa mojemu Panu. On w tym czasie jak gdyby nigdy nic zaczął srać. Najpierw długo i głośno pierdział a wszystkie te zapachy uderzały mnie prosto w nos. Wyobrażałem sobie jak to musi wyglądać. Młody, szczupły, rudy mężczyzna o zielonych oczach, lekko piegowaty, w obroży na szyi klęczy przed kiblem, na którym siedzi trzymający go na smyczy starszy facet z dużym brzuchem i robi mu dobrze. Właśnie takie chwile pokazywały, kim byłem. Suką mojego Pana. W pełni Mu oddaną i posłuszną. Z tej chwili namysłu wyrwało mnie głośne stęknięcie mojego Pana, zaś do mojego nosa doszedł zapach świadczący o tym, że zrobił On to, co zaplanował. Byłem zachwycony. Kochałem ten zapach. Tylko prawdziwy samiec mógł go wyprodukować. Nie dostając żadnej komendy nie przestawałem ssać berła mojego Pana, co chyba mu się spodobało, bo rozsiadł się na sedesie i pozwalał robić sobie dobrze. Obciągałem mu i cały czas dochodził do mnie zapach tego, co było pod nim. W końcu jednak Pan kazał mi przestać i powiedział – no dobrze, teraz wyliżesz dupę swojego Pana do czysta – nie za bardzo wiedziałem, jak się zachować, bo do tej pory nie kazał mi robić takich rzeczy. On zaś lekko się wypiął i powiedział „liż suko!”. Tak też zrobiłem. Niestety nie było w zasadzie, co wylizywać. Miał praktycznie czysty tyłek. Kiedy Pan stwierdził, że już dosyć zaprowadził mnie do salonu, gdzie rozebrał się i rozsiadł na kanapie. Był majestatyczny. Jego duży owłosiony brzuch spoczął przed nim nie blokowany przez koszulę i spodnie z paskiem. Pan włączył mecz w telewizji i kazał przynieść sobie piwo. Kiedy już mu przyniosłem uklęknąłem obok Niego czekając na kolejne rozkazy. Pan otworzył butelkę z piwem i rozkazał zrobić sobie masaż stóp. Pełen oddania masowałem i lizałem jego stopy, podczas gdy on oglądał mecz i pił piwo. Pan po chwili rzucił do mnie komendę „ssij suko”, co natychmiast zrobiłem. Tym razem jednak nie musiałem długo ssać, bo Pan szybko wystrzelił w moje usta dużą ilością ciepłej spermy. Nie muszę chyba dodawać, że zaraz rzucił „połknij to”, co natychmiast posłusznie zrobiłem. Nie wyobrażam sobie nawet, jaka czekałaby mnie kara, gdybym wypluł Jego nasienie. Nie zamierzałem tego zresztą robić, bo kochałem połykać spermę mojego Właściciela.

Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

Maksymilian Śmigły

Kolejna część opowiadania. Zachęcam do komentowania, żebym wiedział, czy się podoba.

Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *