Mocno ścisnęła jego mosznę, wbijając w nią swe szpony. Syknęła przez zęby:
– Ostatni raz spojrzałeś na inną!
– Tak kochanie! – Odpowiedział cicho, drżąc z bólu.
– A teraz będziesz patrzył. Zobaczysz co z nią zrobię.
– Jak zechcesz kochanie. – Szepnął, przełykając głośno.
– Od teraz jesteś moja, suko! – Odwróciła się w stronę Marceliny.
– Ha! Możesz pomarzyć! – Odparła szyderczo.
– Jeszcze zobaczymy! – Odpowiedziała pewnie, szarpiąc za włosy swą ofiarę. – Jeszcze przekonasz się jak wygląda ZEMSTA!
Stała przywiązana za plecami do stojącej pionowo belki. W ustach miała knebel, zrobiony z jej majteczek. Żona Teodora chodziła wokół niej krzycząc głośno:
– Jesteś zwykłą kurwą! Dowiesz się teraz co spotyka dziwki, które uwodzą cudzych mężów! – Gdy skończyła mocno szarpnęła swą ofiarę za włosy. Marcelina pisnęła głośno. Na jej twarzy rysowało się cierpienie. Nie podobała się jej sytuacja, w której się znalazła. Zdradzona grubaska brzmiała przekonywująco.
Okładała jej cycuszki niewielkim batem. Głośne plaskanie rozbiegało się po obskurnym pomieszczeniu. Marcelina chlipała przez ból, którego doznawała z ręki swej prześladowczyni. Kobieta, chodziła dookoła niej krzycząc.
– Pożałujesz tego co zrobiłaś! Zadam Ci tyle bólu, że tego nie zniesiesz. Ty kurwo! Nienawidzę Cię! – Ciągnęła, patrząc się w oczy związanej brunetki.
– Przepraszam! – Mamrotała zakneblowana ślicznotka.
– Och, teraz przepraszasz? – Szeptała jej do ucha. – Trzeba było myśleć wcześniej, zanim mnie zraniłaś! Teraz spotka cię za to kara! – Wrzeszczała, szarpiąc kochankę męża za grzywę. – Dociera to do Ciebie szmato?! – Krzyczała, okładając jej piersi.
– Tak! Wybacz! – Rozpaczliwie jęczała Marcelina.
– Jest Ci przykro? – Pytała głośno, trzymając kosmyk jej włosów.
– Tak! – Odpowiadała z płaczem
– Wypnij się! Wypnij się! – Twardo poleciła, po czym zaczęła okładać batem zgrabny tyłeczek swej suki. Marcelina podskakiwała, piszcząc głośno. Co chwila błagała o litość, jednak na nic się to zdało.
Siedziała na jej twarzy. Marcelina z zapałem pieściła jej wielka piczę. Zdradzona kobieta mocno dociskała krocze do jej ust.
– Jeszcze, jeszcze. Staraj się kurwo! Bo pożałujesz! – Mówiła lodowatym tonem. – Chodź tu! – Poleciła mężowy stojącemu kilka kroków od kobiet. – Ściśnij jej sutki! – Poleciła wijąc się na twarzy swej ofiary. Obserwowała jak Teodor chwyta delikatnie za czerwone piersi swej kochanki. – MOCNIEJ! – Wrzasnęła. – Bo ja Cię ścisnę! – Zagroziła stanowczo. Mężczyzna z całej siły wbił paznokcie w sutki Marceliny. Kobieta krztusząc się zawyła z bólu. Jej ciało przeszyły drgawki.
– Zamknij się! – syknęła unosząc się na nogach. Kucała nad twarzą swej ofiary. – Pieść mnie! – Wydała jej polecenie groźnym tonem. – Mocniej! – Nakazała, oddając się błogiemu podnieceniu. Język marceliny szalał na jej wygolonej dokładnie piździe. Wkrótce oprawczyni trysnęła złocistym moczem. Oblała twarz męża, mocno ściskającego sutki niedawnej kochanki.
– Pomóż jej! – Szepnęła, zamykając oczy. Teodor od razu zerwał się do pieszczot. Języki byłych kochanków wspólnie drażniły tłustą piczę. Mężczyzna, kiedy tylko mógł ocierał się o usta pięknej brunetki leżącej pod łonem własnej żony.
Marcelina leżała na brzuchu. Jej oprawczyni, wodziła batem po jej plecach. Skończyła powolne ruchy na jej pięknych pośladkach.
-Teraz oboje pożałujecie, tego co mi zrobiliście. – Syknęła chwytając za jaja swego męża. – Teraz ją zerżniesz! – Powiedziała wcierając w jego kutasa jakąś dziwną maść. – Mężczyzna zaczął odczuwać uporczywe pieczenie. Wkrótce jego krocze zaczęło pulsować z bólu. Jego żona uchwyciła mocno sukę za uda, pomagając jej się wypiąć. Pomasowała lekko jej cipkę, po czym oddał a kilka mocnych klapsów jej jędrnym pośladkom.
– Zerżniesz ją w tyłek! – Poleciła, patrząc na jęczącą z bólu brunetkę. Teodor delikatnie zbliżył się do kakaowego oczka Marceliny i poczuł na pośladkach dłonie żony. – Mocno! – Rzekła mu do ucha, szarpiąc jego uda. Obolały kutas w mig zniknął w odbycie kochanki. Kobieta krzyczała, głośno łkając. Ruchy Teodora były bezlitosne. Tempo penetracji nadawała jego małżonka. Trzymając jego jądra, szarpała za nie mocno, prowokując mężczyznę do żwawych ruchów. Kiedy kutas opuścił cudny tyłeczek, oprawczyni szarpnięciem obróciła swą ofiarę na plecy, raniąc jej łokieć. Marcelina znów pisnęła z bólu.
– Nie maż się dziwko! – Wrzasnęła mocno uderzając otwartą ręką w mokrą cipkę swej suki. Kiedy Marcelina ucichła, żona Teodora zwróciła się do niego. – Masz wypierdolić jej piczę!
Mężczyzna nie czekał na zachętę. Od razu z impetem wpakował kutasa w cipeczkę ślicznotki leżącej na prowizorycznym stole. Rżnął ją szaleńczym tempem. Jego jądra klaskały głośno o cudne pośladki.
Siedziała w dużym rozkroku. Jej stopy mocno opinały naciągnięte sznury. Na nadgarstkach Marceliny również gościły raniące więzy. Jej kończyny były mocno rozciągnięte. Na szyi kobiety zawiązana była pętla, która skutecznie utrudniała oddychanie. Teodor trzymał ją mocno za głowę i Posuwał jej obolałe usta. Kobieta krztusiła się potwornie, będąc bliską omdlenia. Prześladowczyni co chwila paralizatorem trącała mosznę męża.
– Spuść się w niej, a urwę Ci jaja! – Wrzeszczała mu do ucha. – Co chwila go policzkując.
Marcelina na pół przytomna obserwowała jak jej kochanek cierpi skrępowany, stojąc na baczność. Jego żona mocno biczowała krocze mężczyzny, koncentrując się na czerwonych od bólu jądrach. Teodor jęczał od zadawanego bólu.
– Ostatni raz mnie zdradziłeś! – Krzyczał ściskając jego mosznę. – Jak zrobisz to jeszcze raz, nakarmię cię twoimi jajami. -Syknęła mu do ucha, ściskając mocno jego mosznę.
– Tak kochanie. – Odparł łamiącym się głosem.
Leżał na gołym betonie. Marcelina lizała jego odbyt. Na twardym fiucie galopowała gruba żona mężczyzny. Słusznych rozmiarów chuj, co chwila znikał w odbycie żony. W końcu doszedł. Spora porcja spermy wylała się z luźnej dziury, wprost na twarz Marceliny.
– Połkniesz wszystko! – Poleciła chłodno, siadając na ślicznej buzi. Marcelina z ochotą zabierała się na oczyszczanie jej spoconego dupska z przepysznej spermy. Wreszcie czuła, że robi się mokra…
Leave a Reply