Zemsta cz.5/1

Tamtego poranka była w doskonałym humorze. Z okazji 35 urodzin zafundowała sobie małą zmianę wizerunku. Ścięła włosy, tak by sięgały jej do połowy szyi. Ponad to pomalowała je na piękny, ciemnobrązowy kolor. Właśnie wybierała się na poranny jogging. Patrzyła w lustro gdzie widziała ślicznotkę zadowoloną z siebie. Na jej stopach gościły śnieżnobiałe, lekkie buty do biegania. Fioletowe, wzorzyste legginsy opinały dokładnie jej jędrne nogi, ukazując pociągające kształty kobiety. Kompletu stroju dopełniał różowy stanik sportowy z jasną obwódką wokół dekoltu i ramion, podtrzymywany cienkimi paseczkami. Jego materiał był tak cienki, ze bez trudu odbijały się na nim wspaniałe sutki Marceliny.

***

Ocknęła się w jakimś obskurnym pomieszczeniu. Na pierwszy rzut oka wyglądało ono na nieukończoną budowę. Była skrępowana i zakneblowana kneblem z kulką. Na jej nadgarstkach, kostkach i kolanach mocno zawiązane były sznury. Siedziała w dużym rozkroku. Miała na sobie czarną marynarkę, rozpiętą do połowy białą koszulę i długie czarne spodnie. Na jej stopach nie było obuwia, ochraniały je jedynie czarne podkolanówki. Była zdezorientowana i wystraszona. Próbowała krzyczeć, lecz na nic się to zdawało. Próby wyswobodzenia się z krępujących ja sznurów też spełzły na niczym.

Do pomieszczenia wszedł wysoki mężczyzna w roboczym ubraniu. Rozpoznała go bez trudu. Była zaskoczona. Nie rozumiała dlaczego ją uwięził.
-Jak się masz suko? – Spytał podchodząc do niej. Przykucnął i z zaciekawieniem wziął delikatnie w rękę naszyjnik,który miała na sobie. – Wiesz czemu tu jesteś?! Zniszczyłaś mi życie! – Syknął, patrząc w jej przerażone oczy. – Boisz się! Słusznie. Bo teraz mi za wszystko zapłacisz. – Powiedział spokojnie, ściągając jej naszyjnik. Gdy kobieta uspokoiła się, patrząc na niego błagalnym wzrokiem, odrzucił w kąt biżuterię. Znów zaczęła się szarpać, jakby to miało jej pomóc.
– Cichutko, cichutko. Nie będzie przecież tak źle. Przecież nie jestem potworem. – Powiedział, gładząc ją po podbródku. – Troszkę się z tobą podroczę. – Dodał odgarniając jej ciemne włosy. – Zmieniłaś fryzurę. To nic. Nadal pięknie wyglądasz. Ale wolałem oglądać cię nago. – Szepnął dobierając się do jej piersi. Masował je przez ubranie, które miała jeszcze na sobie. Ugniatał mocno jej piersi, powodując tym spory dyskomfort u skrępowanej suczki. Wkrótce rozpiął jej koszulę mocnym szarpnięciem. Guziki rozprysnęły się po betonie, a oczom Teodora ukazał się jej biust usadowiony w czarnym staniczku wykończonym śliczną koronką. Mężczyzna przez chwile bawił się piersiami, po czym naderwał materiał staniczka i uwolnił z miseczek parę pięknych cycuszków. Zaczął drażnić jej piersi. Mocno przygryzał sterczące z zimna sutki, czym doprowadzał kobietę do krzyków. Każda próba wydania z siebie głośniejszego odgłosu skutkowała solidnym spoliczkowaniem. Mężczyzna wykręcał jej sutki, patrząc jak pogrąża się w rozpaczy.
– No i jak podoba się? Jesteś już napalona? – Pytał szyderczo, patrząc na przerażenie rysujące się na twarzy niedawnej kochanki. – Nie? Bo jak już prawie. No cóż, chyba Ci pomogę! – Dodał szeptem, okładając energicznie jej piersi.

Chwycił mocno za jej rozporek. Kobieta szarpiąc się, ze strachem patrzyła na kolejnie ruchy swojego ostatniego kochanka. On, przez spodnie mocno bił jej pipkę otwartą dłonią.
– Zobaczmy czy tu też zmieniłaś fryzurkę. – Syknął dobywając z kieszeni nóż żyletkowy. Naciął zręcznym ruchem czarny materiał, po czym ostrym szarpnięciem rozerwał jej spodnie. Chwycił mocno miękki materiał majteczek i szarpnął do góry, w kierunku podbrzusza. Majteczki wbiły się głęboko w jej cipkę. Na twarzy kobiety zaczęło rysować się pożądanie.
– Oj, a tutaj bez zmian. Dalej tej cipeczki bronią te malutkie kłaczki, zobaczmy. – Powiedział jakby do siebie, po czym odsunął z jej muszelki majteczki. Poślinił delikatnie palce i wpakował je ostro w pochwę swej ofiary. Marcelina znów zaczęła się wić. Poślinił palce po raz drugi i znów włożył jej palec w pipkę, ona znów zaczęła głośniej wyć. – Patrz na mnie! – Powiedział stanowczo, chwytając ją za gardło. Prawa ręka ostro penetrowała jej piczkę. Robił to tak długo, aż wycie z bólu zamieniło się w jęki rozkoszy. Gdy zauważył, ze suczce się spodobało, kilkakrotnie mocno uderzył jej nagą piczę.

Stał  przed nią rozpinając powoli rozporek, kobieta patrzyła na niego, głośno oddychając. Jej policzki lśniły od łez, a makijaż rozmywał się delikatnie. Początkowy strach, spowodowany widokiem Teodora wyciągającego ze spodni pas minął. Uspokoiła się widząc jak jej dręczyciel wyciągnął na wolność nabrzmiałego chuja. Mężczyzna uląkł przez związaną mamuśką i wsadziwszy penisa między jej cycki, zaczął je posuwać. Poślizg jego pale zapewniła ślina wydobywająca się z zakneblowanych ust.
– Wiem, że to lubisz! – Syczał, energicznie posuwając jej piersi. – Ja też to polubiłem! – Dodał nie przestając zabawy swoim kutasem.
– Chcesz go posmakować? – Spytał cicho, trzymając ja mocno za gardło. Nie oczekują odpowiedzi zaczął muskać fiutem jej zakneblowane, mokre od nadmiaru śliny usta. Kobieta wykręcała się. Wkrótce zaczął wodzić kutasem po jej twarzy, mocno poszarpując jej włosy. Gdy starała się wyrwać, zaczął mocno okładać jej policzki swym przyrodzeniem.
-Bądź grzeczna, bo nie dam ci skosztować. Wiem że go polubiłaś. – Powiedział nachylając się do niej. – Będziesz grzeczna? – Spytał ugniatając jej cudowne piersi. – Czas dać ci więcej swobody. – Powiedział sięgając do klamry knebla, którego kulka tkwiła w ustach kobiety. – Ale, jeżeli mnie ugryziesz… – Nie dokończył, rażąc ją małym paralizatorem w pierś. Kobieta pisnęła przeraźliwie, rozumiejąc zagrożenie.
-Pytam ponownie: Będziesz grzeczna?! – Spytał, kilkukrotnie rażąc je piersi. – Pytam się! Czy będziesz grzeczna? – Spytał ponownie pieszcząc prądem jej piersi. Kobieta podskakiwała z bólu. Dało się wyraźnie usłyszeć, że oddawała się swemu Panu. Gdy odpinał jej knebel była potulna jak baranek.

Ostro rżnął jej usta. Jego moszna odbijała się od mokrego podbródka. Ślina kapała na czerwony od karcenia biust. Co chwila przerywał mocne pchnięcia, by mogła nabrać powietrza. Po chwili jednak znów pakował go do jej gardła i posuwał szaleńczym tempem. Czasem okładał lepiącym się od śliny jej śliczna buźkę. Gdy zauważył, że znów rządziło nią pożądanie, przerwał seks oralny. Zaczął wkładać jej do ust swoje jądra. Kobieta pieściła je ochoczo, głośno przy tym jęcząc. Po chwili znów jej usta były ostro rżnięte przez chuja Teodora. Tym razem nie dał jej szans na oddech. Rznął jej usta zdecydowanie, nie przejmując się faktem iż strasznie się dławiła. Po jej podbródku spływała gęsta, spieniona ślina.

Skrępowana leżała na prowizorycznym stole. Jej nogi były szeroko rozciągnięte. Hydraulik mocno penetrował jej cipkę. Kobieta krzyczała z podniecenia.
– Dobrze Ci co? Odpowiadaj suko! – Wrzeszczał, policzkując jej mokrą twarz. – Chcesz jeszcze?! – Pytał podduszając ja mocnym ściskiem
– Tak! Błagam! Rżnij mnie! – Odpowiadała, z trudem nabierając powietrza. Mężczyzna ruchał ją mocno szczypiąc jej sutki. Co chwila mocno ściskając całe piersi.
– Pożałujesz, ze rozbiłaś mój związek! Przeproś! – Warczał, okładając jej piersi twardym fiutem.
– Przepraszam! – Krztusząc się odparła błagalnym tonem. Kutas oprawcy znów zaczął znikać między jej doskonałymi cyckami.

Nagle przestał. Jego wzrok uniósł się. Odszedł od niej. Do pomieszczenia weszła bowiem jego żona. Była ubrana jedynie w czarny, ciasno sznurowany gorset. Na nogach miała połyskujące kozaki, z których wylewały się otulone sporym cellulitem uda. Kroczyła spokojnie, kręcąc idealnie wydepilowaną piczą. Jej ogromne piersi zwisały mocno, dumnie celując przed siebie wielkimi brodawkami.
– Uwiąż ją za szyję! – Poleciła chłodno.
– Dobrze kochanie! – Mężczyzna odparł rozwiązując w pośpiechu zszokowana Marcelinę.
– Widzisz suko?! Nic dla niego nie znaczysz. – Rzuciła szyderczo w stronę leżącej na stole kobiety. – Mam nadzieję że pożegnałaś się ze swoim życiem, bo już do niego nie wrócisz!

Klęczała z obrożą na szyi. Przypięta była ona do stalowego łańcucha, przytwierdzonego do posadzki. Ściskała piersi, masując nimi sterczącą pionowo pałę kochanka. Chciała pokazać tamtej tłustej szmacie, ze tylko ona jest w stanie zadowolić Teodora. Wzięła go do ust i zaczęła pieścić, masowała delikatnie rączką i pieściła żołądź ustami. Z każdą chwila tempo wzrastało. Pochłaniała go coraz głębiej i szybciej, dławiąc się przy tym seksownie. Gdy na chwilę przerwała, patrząc mu w oczy oburącz waliła mu konia. Głośno jęcząc patrzyła na niego błagalnie. Cały czas masując rękoma jego przyrodzenie wycelowała je na swoje piersi. Spluwała na kutasa, co chwilka muskając go językiem.

Trysnął kilkoma salwami na jej piękne, obolałe cycki. Marcelina w podzięce wzięła go do ust i zaczęła dokładnie oczyszczać go z resztek nasienia. Cały czas masując twardego jeszcze chuja, zabrała się za dokładnie oczyszczenie z własnej śliny jego moszny. Pieściła go, cy czas nie tracąc kontaktu wzrokowego ze swym kochankiem. Mężczyzna na koniec odpiął łańcuch od posadzki.
– No i co? Masz coś do dodania? – Spytał poszarpując delikatnie łańcuchem
– Dziękuję, Panie! – Odpowiedziała, ze szczerym uśmiechem na ustach. Po czym została odprowadzona w kierunku obserwującej ich żony Teodora.
c.d.n.

Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

Tomasis

Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *