Moc talizmanu – Czerwony blask talizmanu

Drzwi do sali z jacuzzi otworzyły się z impetem, uderzając o ścianę z głośnym trzaskiem. Marek, jeszcze rozluźniony po orgazmie, podniósł głowę z opóźnieniem, gdy dwa cienie rzucone przez ostre światło z korytarza padły na ich nagie ciała. Dwoje mężczyzn w uniformach ochrony stało w progu, ich twarze wykrzywione obrzydzeniem. Starszy z nich, z siwiejącymi skroniami i wypukłymi żyłami na szyi, uniósł dłoń w geście nakazującym natychmiastowe zaprzestanie.

— Co to, do cholery, ma być?! — Jego głos był chrapliwy, pełen oburzenia. — Natychmiast wynocha z basenu! To miejsce publiczne, nie burdel!

Ania, jeszcze z ustami mokrymi od nasienia Marka, instynktownie zasłoniła piersi rękami, choć woda i tak ukrywała większość jej ciała. Kasia i Ola, wytrącone z transu pożądania, spojrzały na siebie z przerażeniem, jakby dopiero teraz uświadomiły sobie, jak daleko zaszły. Marek, mimo że jego kutasa już zaczynała tracić twardość, nie spuszczał wzroku z ochroniarzy. W jego głowie błyskawicznie przemknęła myśl o talizmanie — leżał nadal na brzegu, słabo pulsując czerwonym blaskiem, jakby drwiąc z sytuacji.

— Spokojnie, panowie, to tylko nieporozumienie — rzekł Marek, starając się brzmieć pewnie, choć czuł, jak adrenalina wypiera z niego resztki rozkoszy. — Zaraz wychodzimy.

— Natychmiast — powtórzył młodszy ochroniarz, jego wzrok przeskakiwał między nagimi ciałami kobiet a zwisającym członkiem Marka. — I niech pan nie myśli, że to się skończy na wyrzuceniu. Zarząd dostanie nagranie z monitoringu.

Marek poczuł, jak coś ściska go w żołądku. Nie obawa przed konsekwencjami, ale frustracja. Ta chwila, ten niekończący się strumień przyjemności, został brutalnie przerwany. Z westchnieniem podniósł się z wody, nie dbając o to, że krople spływają po jego ciele. Kobiety pospiesznie podążyły za nim, chwytając ręczniki z półki przy wyjściu. Ania owinęła się nim tak ciasno, jakby chciała zniknąć pod jego fałdami.

Na parkingu, wilgotne powietrze wieczoru owiewało ich chłodem, kontrastując z gorącem, które jeszcze przed chwilą płonęło w ich ciałach. Marek rzucił ostatnie spojrzenie na budynek spa, gdzie za jedną ze sztucznie oświetlonych szyb majaczyła sylwetka ochroniarza. Wsiadł do samochodu pierwszy, nie czekając na pozostałe. Silnik zaryczał, gdy przekręcił kluczyk, jakby i on był sfrustrowany przerwaną zabawą.

Przez następne dni wszystko wróciło do normy — lub raczej do jej iluzji. Marek budził się rano obok Ali, której ciało, choć wciąż pożądane, nie rozpalało go już tak jak przedtem. Praca w biurze była monotonna, a kolorowe wykresy na ekranie komputera blakły w porównaniu z żywymi obrazami, które miał w pamięci. Siłownia przynosiła ulgę, ale nawet podnoszenie ciężarów nie rozładowywało napięcia, które narastało w nim z każdym dniem. Wieczory spędzał z Ali na kanapie, oglądając filmy — ona wtulona w jego ramię, on myślami gdzie indziej.

Aż w końcu, podczas kolacji w czwartek, Ali wspomniała o weekendowych planach.

— Pamiętasz, że jedziemy do mamy? — spytała, nabijając widelec sałatą. — Będzie cała rodzina, nawet Magda z córką przyjeżdża.

Marek uniósł wzrok znad talerza. Magda. Jego młodsza szwagierka, ta o kasztanowych włosach i zielonych oczach, które zawsze wydawały mu się zbyt prowokujące jak na rodzinne spotkania. A obok niej… jego osiemnastoletnia bratanica, Ola — nie, nie ta Ola, ale młodsza wersja, świeża, niedoświadczona, z tymi krągłościami, które dopiero zaczynały się kształtować.

— Ah, tak — odparł, starając się, by jego głos brzmiał obojętnie. — Zapomniałem.

Ali nie zauważyła drgnienia jego powiek ani tego, jak palce zacisnęły się na widelcu. Nie widziała też uśmiechu, który powoli rozciągał mu usta — uśmiechu, który obiecywał, że ten weekend nie będzie nudny. Ani trochę.
Piątkowy wieczór zapadał nad domem teściowej Ali, gdy Marek i jego żona wjechali na podjazd, oświetlony bladym światłem latarni. Samochód zatrzymał się z lekkim zgrzytem żwiru pod kołami, a Marek już czuł, jak jego ciało napina się w oczekiwaniu. Obok niego Ala westchnęła, wycierając zmęczonym gestem twarz.

— No wreszcie — mruknęła, otwierając drzwi. — Mama pewnie już nas wypatruje.

Marek wysiadł, rozciągając się nieznacznie, by ukryć rosnącą erekcję. Powietrze było chłodne, ale w środku, za drzwiami, czekało ciepło — nie tylko od kominka, ale i od obecności Magdy. Uśmiechnął się do siebie, przypominając sobie, jak jej ciało wyglądało ostatnim razem, gdy ją widział — obcisłe dżinsy, sweter podkreślający krągłości, i ten sposób, w jaki się poruszała, jakby każdy krok był zaproszeniem.

W środku panował gwar. Teściowa, pani Krystyna, krzątała się przy stole zastawionym półmiskami z przekąskami, a w kącie, na kanapie, Magda śmiała się z czymś, co mówił jej mąż, Grzegorz. Jej głowa była odrzucona do tyłu, odsłaniając długi, smukły kark, który Marek natychmiast wyobraził sobie pokryty pocałunkami. Ola, jej córka, siedziała skulona przy kominku, wpatrując się w ogień z tym samym niepokojącym skupieniem, które Marek zauważył u niej w jacuzzi. Ta mała suka na pewno pamięta, pomyślał, czując, jak talizman w jego kieszeni lekko drga, jakby reagując na jego myśli.

— Marek, kochanie, chodź, usiądź — zawołała teściowa, machając ręką. — Ala, pomóż mi z tymi kieliszkami.

Ala posłusznie podeszła do stołu, a Marek usiadł na wolnym fotelu, tak, by mieć Magdę w zasięgu wzroku. Jej mąż, Grzegorz, był już lekko pijany, jego twarz miała ten rozluźniony wyraz, który zapowiadał, że niebawem zasnie. Marek obserwował, jak Magda odstawia kieliszek, a jej palce muskają się z palcami męża — gest automatyczny, pozbawiony namiętności. Idealnie, pomyślał.

— No, opowiadaj, Marek, jak tam w pracy? — zapytała teściowa, nalewając mu wódki.

— Spoko, spoko — odparł, upijając łyk i czując, jak alkohol rozlewa się po jego żyłach, dodając mu odwagi. — Nic nowego.

Magda obróciła się lekko w jego stronę, a jej kolano oparło się o oparcie kanapy, napinając materiał dżinsów na udach. Marek nie mógł oderwać wzroku od tego miejsca, gdzie tkanina wciskała się między jej nogi, zarysowując kształt, który znał aż za dobrze.

— A ty, Magda? — zapytał, celowo obniżając głos. — Co u ciebie?

Jej usta wygięły się w uśmiechu, który nie sięgał oczu.

— Wszystko jak zawsze. Praca, dom, Ola… — Wzruszyła ramionami, a ruch ten sprawił, że jej biust uniósł się nieznacznie pod swetrem. — Czasem chciałoby się czegoś więcej.

Marek poczuł, jak talizman w jego kieszeni nagrzewa się, jakby reagując na jej słowa. O tak, ona też tego chce, pomyślał, przesuwając palce po materialne kieszeni, by poczuć jego kształt — miękkie, wilgotne usta wykute w rubinie.

— Czasem trzeba sobie to “więcej” wziąć — powiedział, patrząc jej prosto w oczy.

Magda zamrugała, a jej źrenice rozszerzyły się nieznacznie. Marek wiedział, że talizman już działa, że jego słowa przenikają przez jej umysł, budząc coś, czego sama nie rozumiała. Ale zanim zdążył powiedzieć cokolwiek więcej, Ala wstała od stołu z westchnieniem.

— Dość na dziś. Idę się położyć — oznajmiła, rzucając Markowi spojrzenie, które miało być ostrzeżeniem, ale on tylko uniósł kieliszek w jej stronę.

— Dobranoc, kochanie — rzekł, nie odrywając wzroku od Magdy.

Gdy Ala wyszła, a za nią podążyli dziadkowie i zmęczone dzieci, w pokoju zostało tylko troje dorosłych i śpiący półprzytomnie Grzegorz. Ola zerknęła na Marka spod rzęs, zanim zniknęła w korytarzu, a on poczuł, jak jego członek drga w spodniach. Później, obiecał sobie. Najpierw Magda.

— No, chyba ja też pójdę spać — mruknął Grzegorz, przeciągając się. — Magda, idziesz?

— Za chwilę — odparła, nie spoglądając na niego. — Jeszcze skończę drinka.

Grzegorz kiwnął głową i powłóczył się w stronę sypialni, a drzwi zamknęły się za nim z cichym kliknięciem. Marek i Magda zostali sami. Ona siedziała na kanapie, a on w fotelu, ale przestrzeń między nimi była naładowana, jakby powietrze stało się gęste i lepkie.

— Wiesz, że jesteś piękna? — zapytał Marek, odstawiając kieliszek.

Magda uniosła brwi, ale nie zaprzeczyła. Talizman działał — widział to po tym, jak jej palce zacisnęły się na brzegu kanapy, jak jej oddech stał się płytszy.

— Marek… — zaczęła, ale urwała, gdy on wstał i podszedł do niej.
Stanął tuż przed nią, tak blisko, że jego kolana dotykały jej ud. Jej zapach — mieszanina perfum, alkoholu i czegoś słodkiego, kobiecego — uderzył go w nozdrza. Marek pochylił się, a jego dłoń spoczęła na oparciu kanapy, obok jej głowy.

— Nie udawaj, że tego nie chcesz — szepnął, a jego palce drugiej ręki sunęły po jej ramieniu, aż do dekoltu.

Magda drgnęła, ale nie cofnęła się. Jej pierś uniosła się, gdy wciągnęła powietrze, a Marek poczuł, jak jego własny oddech staje się szybszy.

— To nie jest dobry pomysł — wyszeptała, ale jej głos brzmiał słabo, jakby sama nie wierzyła w to, co mówi.

— A kto mówi o dobrych pomysłach? — Jego palce zsunęły się niżej, muskając górny guzik jej swetra. — Chodzi o to, czego naprawdę chcesz.

Jej powieki opadły, a usta rozchyliły się nieznacznie. Marek nie mógł się powstrzymać — pochylił się i przywarł swoimi ustami do jej szyi, czując, jak jej puls przyspiesza pod jego językiem. Magda jęknęła cicho, a jej ręce uniosły się, jakby chciała go odepchnąć, ale ostatecznie spoczęły na jego biodrach, zaciskając się na materialu jego spodni.

— Marek, przestań — szepnęła, ale jej palce wpiły się w jego ciało, przyciągając go bliżej.

— Nie chcesz, żebym przestawał — odparł, a jego ręka zsunęła się niżej, pod materiał swetra, aż dotknął nagiej skóry jej brzucha. Była gorąca, miękka, a jej mięśnie drgnęły pod jego dotykiem. — Jesteś mokra, prawda? Już teraz.

Magda jęknęła głośniej, gdy jego palce sunęły wyżej, aż do krawędzi jej biustonosza. Jej sutki były twarde, wyczuwalne nawet przez materiał, a gdy Marek ścisnął jeden między kciukiem a palcem wskazującym, usłyszał, jak jej oddech zamienia się w krótki, urywany jęk.

— Boże… — wyszeptała, a jej głowa opadła na oparcie kanapy.

Marek nie czekał dłużej. Jego usta znów znalazły się na jej szyi, a ręka zsunęła się niżej, rozpinając guzik jej dżinsów. Suwak zaszczekał głośno w ciszy pokoju, a Magda drgnęła, ale nie protestowała, gdy jego palce wsunęły się pod materiał jej majtek.

Była gorąca. Wilgotna. Jej wargi sromowe były miękkie, a gdy Marek wsunął palec między nie, poczuł, jak jej ciało reaguje natychmiast — mięśnie zaciskające się wokół jego palca, jakby chciały go wessąć głębiej.

— Kurwa, jaka jesteś mokra — wychrypiał, pocierając jej łechtaczkę kolistymi ruchami. — Myślałaś o tym, prawda? O tym, żebym cię dotykał.

— Tak… — przyznała, a jej biodra uniosły się nieznacznie, szukając większego kontaktu. — Tak, kurwa, myślałam.

Marek uśmiechnął się triumfalnie. Talizman działał perfekcyjnie — jej opór topniał z każdą sekundą, zastępowany przez czystą, zwierzęcą potrzebę. Ale zanim zdążył pójść dalej, Magda nagle odsunęła się, jej oczy rozwarły się szeroko.

— Nie — powiedziała, ale jej głos drżał. — Nie tutaj. On… on może wrócić.

Marek spojrzał na drzwi sypialni, za którymi chrapał Grzegorz. Miał rację — nie było sensu ryzykować. Ale to nie znaczyło, że musi przerywać.

— Więc gdzie? — zapytał, nie przerywając ruchów palców.

Magda jęknęła, jej ciało drżało pod jego dotykiem.

— Łazienka — wydusiła. — Jest… jest prysznic.
Marek poczuł, jak jego członek twardnieje jeszcze bardziej na myśl o tym, jak będzie wyglądała pod strumieniem wody, nagą, z wodą spływającą po jej krągłościach. Wycofał rękę, a Magda westchnęła z frustracją, ale on tylko uśmiechnął się i cofnął o krok.

— Idź — rzekł, wskazując głową korytarz. — Ja zaraz dołączę.

Magda wstała, jej nogi drżały lekko, a gdy przechodziła obok niego, Marek nie mógł się powstrzymać — chwycił ją za biodro i przyciągnął do siebie, wciskając swoją erekcję w jej pośladki. Poczuł, jak jej ciało drży w odpowiedzi, a potem odsunęła się i poszła w stronę łazienki, kołysząc biodrami w sposób, który miał go doprowadzić do szaleństwa.

Gdy drzwi łazienki zamknęły się za nią, Marek wyjął talizman z kieszeni. Trzymał go w dłoni, czując, jak jego powierzchnia pulsuje lekko, jakby żyła. Teraz, pomyślał. Teraz ją wezmę.

W łazience Magda oparła się o drzwi, jej serce waliło jak szalone. Co ja, do cholery, robię? — myślała, ale jej ciało nie kłamało. Była mokra, gorąca, gotowa. Odwróciła się i spojrzała na swoje odbicie w lustrze — policzki zarumienione, usta rozchylone, oczy błyszczące. Wyglądała jak kobieta, która za chwilę zostanie pieprzona — i to dokładnie tym była.

Powoli zdjęła sweter, odsłaniając czarny, koronkowy biustonosz, który podkreślał jej piersi — średnie, ale idealnie kształtne, z twardymi brodawkami, które wystawały spod materiału. Jej palce drżały, gdy rozpięła biustonosz, uwalniając piersi. Powietrze w łazience było chłodne, ale jej skóra płonęła.

Zsunęła dżinsy, a wraz z nimi czarne, koronkowe stringi, które przylepiały się do jej wilgotnej cipki. Jej łono było gładkie, wargi sromowe pełne, lekko rozchylone, a łechtaczka nabrzmiała i lśniąca. Przesunęła palcami po sobie, jęcząc cicho, ale nie chciała kończyć sama. Chciała ego. Chciała Marka.

Otworzyła drzwi kabiny prysznicowej i włączyła wodę, czekając, aż się nagrzeje. Gdy pierwsze krople spadły na jej skórę, zamknęła oczy, wyginając plecy w łuk. Woda spływała po jej piersiach, zbierając się na brodawkach, zanim spłynęła niżej, po brzuchu, aż między nogi. Magda rozstawiła nogi nieznacznie, pozwalając strumieniowi wodnemu masować jej wrażliwe miejsce.

Gdy usłyszała, jak drzwi łazienki otwierają się, nie otworzyła oczu. Wiedziała, kto to jest.

— Nie zamknęłaś drzwi — rzekł Marek, a jego głos był ochrypły z pożądania.

— Nie chciałam — odparła, otwierając oczy i patrząc na niego spod mokrych rzęs.

Stał w progu kabiny, w pełni ubrany, ale jego spodnie były wypchane twardym członkiem, który rysował się wyraźnie pod materiałem. Magda uśmiechnęła się prowokacyjnie i cofnęła się o krok, zapraszając go do środka.

— Chodź — szepnęła. — Pokaż mi, czego naprawdę chcesz.

Marek nie potrzebował drugiej zachęty. Zdjął koszulę w jednym ruchu, odsłaniając umięśnioną klatkę piersiową, a potem rozpiął spodnie, pozwalając im opaść na podłogę. Jego kutasa sterczał twardo, gruby i długi, z żyłami pulsującymi pod napiętą skórą. Magda oblizała wargi, czując, jak jej cipka zaciska się z pożądania.

— Na kolana — rozkazał Marek, a jego głos był twardy, nieznoszący sprzeczności.

Magda posłusznie uklękła na zimnych kafelkach, czując, jak woda nadal spływa po jej plecach. Marek podszedł bliżej, a jego ręka chwyciła ją za włosy, zaciskając się w pięść.

— Otwórz usta — rzekł, a gdy posłuchała, wsunął jej kutasa między wargi.

Magda jęknęła, czując jego smak — słony, męski, a jednocześnie nieodparty. Jej język owijał się wokół jego żołędzia, a ona zaczęła ssać, powoli, z namaszczeniem, czując, jak jego palce zaciskają się jeszcze mocniej na jej włosach.

— Tak, kurwa — wychrypiał Marek, pchając biodra do przodu, wbijając się głębiej w jej gardło. — Jessssst, jaka jesteś dobra.

Magda dławiła się nieznacznie, ale nie przestawała. Jej ręce spoczęły na jego udach, paznokcie wbijały się w jego skórę, jakby chciała go przytrzymać, nie pozwolić mu uciec. Woda nadal lała się na nią, mieszając się ze śliną, która ściekała jej po brodzie, a potem po piersiach.

Marek wyciągnął się z jej ust z mokrym plaśnięciem, a Magda spojrzała na niego z rozpalonymi oczyma.

— Chcę cię pieprzyć — rzekł, chwytając ją za ramiona i podnosząc na nogi. — Teraz.

Przycisnął ją do ściany kabiny, a jego usta znów znalazły się na jej szyi, ssąc i gryząc, podczas gdy jego ręka sunęła między jej nogi. Palce wślizgnęły się w nią bez trudności — była mokra, gotowa, a jej mięśnie zaciskały się wokół niego, jakby chciały go w sobie zatrzymać.

— Proszę — jęknęła, owijając nogi wokół jego bioder. — Proszę, Marek, daj mi go.

Nie musiał być proszony dwa razy. Chwycił swoją kutasa i przyłożył jej głowę do wejścia jej cipki, a potem pchnął do przodu jednym, mocnym ruchem. Magda krzyknęła, jej paznokcie wbiły się w jego plecy, gdy poczuła, jak rozciąga ją, wypełnia całą, aż po szyjkę macicy.

— Kurwa, jaka jesteś ciasna — syknął, wyciągając się nieznacznie, by znów w nią wbić. — Jakbyś była stworzona dla mojego kutasa.

Magda nie była w stanie odpowiedzieć — mogła tylko jęczeć, gdy każde pchnięcie jego bioder wbijało ją głębiej w ścianę, a woda nadal lała się na ich splecione ciała. Jej piersi ocierały się o jego klatkę, a sutki były twarde jak kamienie, drażnione przez jego włosy na piersi.

— Bardziej — domagała się, owijając ręce wokół jego szyi. — Pieprz mnie mocniej, kurwa.
Marek nie potrzebował zachęty. Jego ruchy stały się szybsze, bardziej brutalne, a każde uderzenie jego bioder w jej pośladki rozbrzmiewało głośnym plaśnięciem w zamkniętej kabinie. Magda krzyczała, jej cipka ściskała go tak mocno, że prawie tracił kontrolę.

— Chcesz, żebym skończył w tobie? — zapytał, jego głos był ochrypły, prawie nie do rozpoznania. — Chcesz, żebym cię zapłodnił, suko?

— Tak! — krzyknęła, a jej mięśnie zaciskały się wokół niego w konwulsyjnych skurczach. — Tak, kurwa, zalej mnie swoim nasieniem!

To było wszystko, czego potrzebował. Jego jaja ścisnęły się, a nasienie wystrzeliło z niego w gorących, grubych strumieniach, wypełniając ją do ostatniej kropli. Magda krzyczała, jej własny orgazm eksplodował w niej, gdy czuła, jak jego sperma zalewa jej wnętrze, mieszając się z wodą, która nadal spływała po ich ciałach.

Gdy Marek w końcu się wycofał, jego kutasa był jeszcze twardy, lśniący od mieszaniny wody i jej soków. Magda osunęła się na kolana, dysząc, a on spojrzał na nią z góry, czując dziką satysfakcję.

— Jesteś moja — rzekł, a jego palce znów zacisnęły się na talizmanie. — Teraz i zawsze.

Magda skinęła głową, niezdolna do sprzeczania się. Wiedziała, że to prawda. I w tej chwili nie miała siły — ani chęci — by się temu sprzeciwić.

Podoba się opowiadanie? Podziel się z innymi!

Kamil kowalski

Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *