On leżał rozciągnięty na łóżku, a ja z czułością gładziłam jego uda, obleczone w jedwabiste pończochy. Materiał szeleścił pod moimi palcami, a jego skóra pod nim była ciepła i napięta. Moje dłonie wędrowały wyżej, ku centrum jego napięcia.
Jego członek, już w pełni nabrzmiały i twardy jak kość słoniowa, dumnie sterczał, domagając się uwagi. Delikatnie objęłam go dłonią, czując pod palcami pulsujące życiem ciepło. Pochyliłam się, a mój oddech musnął jego wrażliwą skórę, wywołując u niego głośny, stłumiony jęk.
Wtedy moje usta spotkały się z nim. Powolny, głęboki ruch, który wypełnił całą moją uwagę. Jego dłoń wpięła się we włosy, nie naciskając, tylko prowadząc w łagodnym rytmie, który sami wyznaczaliśmy. Świat zawęził się do tego łóżka, do tego połączenia, do słodko-gorzkiego smaku i głuchego pomruku satysfakcji wydobywającego się z jego gardła.
A on, w podzięce za tę pieszczotę, odwzajemniał się z hojnością. Pierwszy wytrysk był potężny i zaskakujący, gorący strumień, który wypełnił mi usta. Kolejne, choć słabsze, były równie intensywne, wyciskały z niego kolejne drżące westchnienia i sprawiały, że jego ciało opadło na prześcieradło jak bezwładna lalka.
Leżeliśmy tak później, spleceni, oddychając w jednym rytmie. W powietrzu unosił się zapach nas obojga, mieszanina potu, jedwabiu i intymności. Nie było potrzeby słów. Wystarczyło dotykanie się ramionami i ciche, szczęśliwe westchnienie, które wymknęło się jego ustom, gdy przytulił mnie mocniej.
Było cudownie. Prosto, dosłownie, całkowicie. Chwila doskonałego, wzajemnego oddania, zamknięta w czterech ścianach sypialni.
Leave a Reply